Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 9 10 11

#251 18-09-2018 o 18h18

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Wow, no to powiem ci, że podobieństwo jest większe niż myślałam XD W ogóle mi się to nie podoba, bo osoba trzecia mogłaby pomyśleć, że jedna zgapiła od drugiej. Choć obie wiemy, że tak nie było, bo opowieści o dzieciach były u nas od dawna. No popatrz, jak jednakowo na to wpadłyśmy xd

To faktycznie fatalnie wygląda, że straż zataja takie informacje. Jakby uważali kociaków za jakichś takich ostatnich sojuszników, typu: jak nikt nam nie pomoże, to uśmiechniemy się do nich. Zwłaszcza że, jak słusznie zauważono, z feniksami od razu się tym podzielili. Chamsko.

I w ogóle jestem pod wrażeniem, że Liwka tak ładnie toleruje obecność Huang Hua. Serio, spodziewałam się jakichś chamskich odzywek czy czegoś, nawet mimo tego, że to autorytet. A tu proszę — nawet kilka komplementów! Szok. :v

No nic, czekam na kolejne części i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#252 28-09-2018 o 17h04

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - później będzie widać różnice w tematyce dzieci. Ale to raczej dużo później, jak się trochę pomelodramatuje.
             Feniksy to lud, który "stworzył" Eldaryę. Zatem są uważani za potężnych, niezwykle znaczących (może nawet bardziej niż inne rasy i na pewno bardziej niż powinni, przynajmniej wg purrekos, a niewykluczone, że i Liwki) etc. Przeciągnięcie kogoś na swoją stronę może BARDZO zaowocować. Dlatego też podziałała tu stara zasada handlowa "kto da więcej". Niestety potencjalne korzyści są w wielu przypadkach ważniejsze niż lojalność. Miiko zwyczajnie stwierdziła, że przemilczenie paru spraw kociakom i wykonanie ukłonu wobec Huang Hua da jej dużo więcej, szczególnie politycznie,niż konsultacja z kociakami. Tym bardziej, że nie spodziewała się iż purrekos dowiedzą się o wszystkim tj. nie brała pod uwagę konsekwencji. Polityka jest ZAWSZE brudna ;]
             Liwce zdarzało się mówić dobre rzeczy nawet o chłopakach i poniekąd Miiko. Rzecz w tym, że te dobre rzeczy rzadko kiedy, o ile w ogóle, przynoszą jej korzyść, więc ma je w głębokim "szacunku" ;] I tym samym rzadko o nich wspomina. Nie zapominaj, że jest głównie nastawiona na wydostanie się Eldki, a większość swoich relacji ocenia właśnie pod tym kątem. Dlatego raz czy dwa chwali Eza za swoje lekcje z nim (są dla niej pożyteczne), narzeka na Nevrę, który na swoje douczanie kładzie lachę wychodząc z (poniekąd słusznego założenia), że jak jej zależy to się sama nauczy z notatek/książek i dostaje szału przy Valkyonie, bo treningi z nim przynoszą jej mało korzyści, a dużo bólu.

XXI (cz. 8)


             Po blisko półtorej godziny kręcenia się po terenach zielonych, docieramy do tak zwanego ogrodu muzyki, gdzie otaczają nas przerobione na zdobne fontanny, stare instrumenty wszystkie opływane przez dekoracyjny potok. Niektóre z nich nadal wydają dźwięki, pieszczone zimną wodą, tworząc łagodną, niezbyt głośną symfonię rozbrzmiewającą wokół.
             - Uwielbiam to miejsce, a ty?– Huang Hua zerka na mnie szeroko uśmiechnięta, składając ze sobą dłonie. – To chyba najpiękniejsza część błoni KG.
             - Szczerze powiedziawszy wolę stuletnią wiśnię, ale tak, tu też jest pięknie.
             Ku zaskoczeniu mojemu i Feng Zifu  Huang Hua zrzuca zdobne sandały, podciąga suknię – od przyjazdu zdążyła przebrać swój superwydekoltowany strój w super wydekoltowaną kieckę – i wskakuje do strumyka. Przyznaję, jest w miarę ciepło, mżyć przestało, nawet słońce się z lekka przeciera, ale bez przesady. Tego typu zabawy to raczej impreza na lato, a nie na ponury, jesienny dzień.
             - Co panienka robi?! – woła Zifu, spoglądając na kobietę ostrym wzrokiem. – Twoje nogi! To nieprzyzwoite!
Ok., przylegająca do ciała suknia z WIELGACHNYM dekoltem, a ten dostaje prawie padaczki, bo panna pokazała trochę łydek? Bez przesady.
             - Liwia, chodź do mnie! –woła Ren-Fenghuang, całkowicie ignorując swojego szambelana. – Woda jest cudowna!
             - Lepiej nie, mam kompromitujące skarpetki.
             - Oh nie bądź taka!
             - Jeżeli dołączę, dołączy też Ula, a wtedy będziemy skąpane od stóp po sam czubek głowy.
             Właściwie, to jeanylotte już wygląda, jakby poważnie rozważała działanie, w którym bierze udział Huang Hua i bardzo duże ilości wody, a może i Feng Zifu. Kiedy posyłam jej ostrzegawcze spojrzenie, przybiera iście szachrajski wyraz mordki. Ren Feunghang zauważa go i nagle jej zapał nieco topnieje. Widać wizja siebie wpychanej do strumienia przez wielkiego, ciężkiego stwora to nie to, co arystokratki z górskich królestw lubią najbardziej… Chociaż w sumie szkoda. Efekty mogłyby być nieziemskie. Tak jak mina Miiko trzy sekundy przed tym, nim ukręciłaby mi łeb.
             Nieco zmieszana Ren-Fenghuang wychodzi ze strumienia, ciężko wzdychając i zerkając niepewnie na Ulę, która przybiera postawę najniewinniejszej i najbardziej uroczej puchatej kuli pod słońcem.  Kudłaty bezczel… Chociaż nie powiem, uratowała mi tyłek przed przymusowymi wygłupami bądź twardą konfrontacją na „nie”.
             Naciągając na nogi zdobne sandały, Huang Hua kieruje swoją uwagę w inne miejsce, zapewne aby rozwiać powstałą po swojej stronie niezręczność.
             - Och, jaki piękny zachód słońca!
             No jest ładny. Niebo nieco się przetarło, a ginące za horyzontem słońce maluje chmury paletą czerwieni i fioletów, jednak widywałam już ładniejsze. Na wielu światach. Mimo tego, milcząc kiwam głową.
             - Powiedz mi, wierzysz w przeznaczenie? – pyta po dłuższej chwili.
             Acha, znowu się zaczyna. Na szczęście mam na to odpowiedź i to stuprocentowo szczerą.
             - Życie jest już wystarczająco ponure, żeby przy tym w ogóle rozważać istnienie takiego okropieństwa jak przeznaczenie.
             - Okropieństwa?
             - Perspektywa, że jakaś obca siła układa nam życie, wyznacza cele niczym pionkom na planszy i usiłuje nagiąć naszą egzystencje wedle swej woli, mając za nic nasze osobiste pragnienia i odczucia jest okropna. Poza tym, jakie w ogóle znaczenie ma w tej sytuacji życie? Bycie lalką na cudzych sznurkach… Już lepiej z miejsca skoczyć z klifu.
Po twarzy Huang Hua rozlewa się zaskoczenie w jego raczej nieprzyjemnym odcieniu. Najwyraźniej nie przypuszczała, że ktoś może tak podchodzić do sprawy.
             - No nie wiem, ja tam lubię myśleć, że los wyznaczył mi jakiś ważny cel w życiu – mówi po chwili.
             - A jeżeli ten cel wiąże się z utratą bliskich, bólem i śmiercią w samotności? – zerkam na nią. – W naszej historii wielu ludzi dokonało wielu ważnych czynów, ale w efekcie sczezło w kloace. Wątpię, jeżeli jest jakieś potem, że to, iż lata po śmierci ich nazwiska trafiły do materiałów historycznych i teraz potomni się o nich uczą, ma dla nich jakieś znaczenie. Nie, nie wierzę i nie chcę wierzyć w przeznaczenie.
             Speszona już nic nie mówi, przynajmniej nie na temat przeznaczenia, nie zarzuca też aluzjami do bycia wybranką. W końcu stwierdza, że robi się chłodno i oznajmia, że powinna już wracać do siebie, jednak jednocześnie upiera się, aby odprowadzić mnie do pokoju i zobaczyć moje „urocze gniazdko”.
             Ta… Urocze. Wszyscy strażnicy zgadzają się co do tego, że to tylko przerośnięta komórka lub ciasna cela. Na pewno panna szlachcianka będzie „zachwycona”.
Istotnie jest. Ledwo wciska się za mną przez drzwi, a jej twarz przybiera wyraz „co to za plebejska nora?”. O Feng Zifu wolę nie wspominać. Wygląda na gotowego napisać skargę do wyższej instancji, że oczy jego pani są narażone na takie widoki.
             - Urągliwe warunki – rzuca tylko.
             - Niestety muszę się z tobą zgodzić Zifu – mamrocze Huang Hua, rozglądając się po pomieszczeniu.
             Nie no, bez przesady. „Urągliwe warunki”? Oni chyba urągliwych warunków nie widzieli. Jest czysto, ciepło, miękko i mam miejsce na swoje rzeczy. Wszystko ok. Fakt pokoik nie należy do najładniejszych, wyposażenie wygląda biednie no i ciasno w nim we dwie z Ulą, ale nie róbmy z tego jakiejś tragedii.
             - Jestem tu tylko przelotem, więc starcza mi – rzucam. – Jest mi tu względnie wygodnie, zresztą nie powinnam się zadamawiać, skoro chcę jak najprędzej opuścić ten świat.
             - Tak ci się tu nie podoba? – Huang Hua spogląda na mnie zdziwiona.
             - Bez urazy, wiem że Eldarya to panny dom, ale dla mnie ten świat jest ciasny i prymitywny. U siebie nie musiałam się bać choroby, utraty kończyny, wzroku czy słuchu. Mogłam błyskawicznie podróżować między planetami, a nawet w pewnym sensie być w kilku miejscach na raz. Poza tym, spotkało mnie tu wiele nieprzyjemności. Aż trzykrotnie otarłam się o śmierć, doznałam wielu obrażeń. W dodatku czeka na mnie rodzina, wobec której mam zobowiązania. Siostra wymagająca opieki. Eldarya… To nie moje miejsce, ani mój świat.
             - Rozumiem – mówi, jednak jej spojrzenie sugeruje, że jest dokładnie przeciwnie. Wzdychając, lustruje wzrokiem pokój. – Mimo tego porozmawiam z Miiko na temat twojego lokum. Od swojego przybycia wielokrotnie przysłużyłaś się i wypadałoby, żebyś otrzymała za to jakąś nagrodę. To, że mimo wszystkiego, co zrobiłaś, ciśniesz się z jeanylotte w takiej klitce, woła o pomstę do nieba.
             - To niepotrzebne.
             - To JEST potrzebne – oświadcza stanowczo Ren-Fenghuang.
             Oj tak, na pewno. Miiko będzie wprost zachwycona, zupełnie jakbym miała zbyt mało problemów na głowie. Ech…
             Jak tylko drzwi się zamykają za jaśnie szlachcianką, wyskakuję z munduru, który składam równiutko, żeby jutro nie musieć go prasować, wskakuję w szlafroczek i rzucam się  na łóżko. W między czasie Ula odpala laptopa i zasiada przy nim w gotowości, jasno sugerując, że chciałaby pogadać.
             - Co o tym wszystkim myślisz? – pytam ją, a pazurzaste palce śmigają po wirtualnej klawiaturze.
             „ewidentnie widzi w tobie wybrankę wyroczni albo kogoś w tym rodzaju”.
             - Pięknie. Tego tylko było mi trzeba, jakiejś arystokratki chcącej mnie wykorzystać do własnych celów. Czy ja naprawdę wyglądam jak pionek? Albo pacynka, z którą można zrobić wszystko co się chce?
             „to nie do końca tak. jej zapach wskazuje, że naprawę wierzy, że jesteś wybranką, że przeznaczenie cię zesłało. to nie z wyrachowania.”
             - Tak, przeznaczenie mnie zesłało. Teraz tylko muszę przejrzeć na oczy i ona się o to postara. To jeszcze gorzej niżby z wyrachowania próbowała mnie przerobić na Wybrankę Wyroczni, żeby użyć do własnych celów. Wtedy przynajmniej mogłabym się postawić i nabić jej rozumu do głowy, a fanatyczka… Fanatycy są groźni. Starczy tylko wspomnieć Krzyżowców.
             „przesadzasz. porównanie ren-fenghuang do templariuszy jest za mocne.”
             - Może, ale mogę ci zagwarantować, że przysporzy nam niemało kłopotów. Jakoś wątpię, żeby pozwoliła mi od tak odejść z Eldaryi. Cóż… Jeżeli przegnie, trzeba będzie utrącić jej główkę.
             „nie warto martwić się na zapas. zresztą nie zapominaj o purrekos. nasz sojusz z nimi jest przymusowy, ale jak już mówiłaś, są honorowymi istotami. niewykluczone, że postanowią nam pomóc. no i miiko ma własny rozum, poza tym zdaje się, że po twoim przybyciu zawarła z tobą umowę. nie zerwie jej od tak.”
             - Obyś miała rację.

***

             Dalsze dni są dla mnie dość uciążliwe, aczkolwiek nie brakuje w nich też okazji może nie do śmiechu, ale przynajmniej uśmiechu, bo Ula doskonale opanowała sztukę bezkarnego drażnienia Huang Hua i Zifu. Jednak naprawdę nie potrafię się doczekać kiedy ta cała delegacja wyjedzie. Oczywiście chodzi głównie o Ren-Fenghuang, która co rusz robi aluzje, mówi jak ważną rolę dla całego świata może odegrać jeden człowiek i takie tam. W dodatku na upartego usiłuje zaprzyjaźnić się ze mną. Przyznaję, gdy schodzi z tematyki „przeznaczenia” albo zaczyna opowiadać o sobie, Koronie i ogólnie o Eldaryi, jest całkiem miłym towarzystwem, ale świadomość, że to fanatyczka widząca we mnie Wybrankę, sprawia, że przebywanie z nią jest cholernie męczące. Co rusz muszę ją „gasić” i robić w sposób jak najbardziej kulturalny oraz akceptowalny. Być sztywną służbistką. Jednak nie tylko Huang Hua jest problemem, a wszyscy fenghuangowie. Towarzyszący jej tłum strażników, pokojówek i pomniejszych dworzan, widząc jak wielką poświęca mi uwagę, sam zaczął mi ją okazywać. Nieoczekiwanie znalazłam się w centrum zainteresowania ludu feniksa i nie mam bladego pojęcia, jak sobie z tym poradzić. Co chwilę któryś z nich mnie zagaduje, o coś pyta, proponuje… Naprawdę, mam dość. Nie potrafię wyskrobać nawet chwili dla siebie, a przynajmniej nie przed dwudziestą, kiedy to – jeżeli Huang Hua akurat nie życzy sobie mojego towarzystwa – zamykam się w swoim pokoiku, mając w dupie cały zewnętrzny świat.
             Najgorszy ze wszystkich fenhuangów jest Raho – wysoki, ciemnowłosy przystojniak o śniadej cerze, błękitnych oczach i fikuśnie przystrzyżonej brodzie. Dlaczego? A no bo odwala wokół mnie jakiś taniec gotowy, nie przyjmując do wiadomości, że a) nie jestem zainteresowana romansami; b) nawet gdybym była, to nie jest w moim typie. Przyznaję, nie jest „bezpośredni” jak Nevra i zachowuje się szarmancko, ale ile można słuchać komplementów o swoich oczach, które są sztuczne, włosach, suchych i łamliwych, uśmiechu, w którym nie ma nic specjalnego i propozycji romantycznych spacerów we wszelkich romantycznych miejscach i okolicznościach, jakie można znaleźć w KG. Nie działają na niego ani bezpośrednie odmowy, ani aluzje. Normalnie zaczynam się przed nim chować
             O nie, cholera jasna, idzie… Normalnie, o wilku mowa, a wilk tu. Ech, nawet nie można spokojnie wyjść z kibelka.
             Dobra, jeszcze mnie nie zauważył, jest szansa.

Online

#253 01-10-2018 o 20h35

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Niby mam urlop, ale jak gdzieś raz mi się to opko zagubiło w innych wątkach, to koniec. Ale jestem, nareszcie.

Hehe trafna uwaga z tymi odsłoniętymi łydkami i kiecką odsłaniającą prawie wszystko XD No, ale widocznie takie tamtejsze standardy :v

Kompromitujące skarpetki xD

Hm, Huang-Hua chyba powinna być bardziej stanowcza, chociażby przy tej gadce z przeznaczeniem. Nie sądzę, by tak szybko odpuściła.

„W między czasie Ula” — ‘w międzyczasie’ c:

Hm, wiesz — może Huang-Hua widzi w Liwce wybrankę, bo tak faktycznie jest? Mam tu na myśli to, że niekoniecznie ma pomagać Wyroczni, ale ją zlikwidować, bo jako jedyna podejrzewa, że coś bardzo złego jest na rzeczy? :v Wtedy by się wiele nie pomyliła xd

No nic, to czekam na resztę i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#254 09-10-2018 o 18h52

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

Methrylis - co kraj to obyczaj, jak to mówią, wiec z kiecką Hua nie dziwota. Ale nieważny kraj, nieważny obyczaj, każdy zna grozę kompromitujących skarpetek... Czy to źródłem kompromitacji są dziury czy też wzorek w tańczące smerfy /static/img/forum/smilies/big_smile.png.
           Hua nie była stanowczą przy gadce z przeznaczeniem, bo chciała subtelnie przeciągnąć Liwkę na swoją stronę. Niestety Ren-Fenghyang jeszcze nie wie, że Liwia subtelna jak średniowieczny dentysta plus nie zamierza przechodzić na niczyja stronę, póki ma swoją własną.
           Raz - chyba nie sądzisz, że sprawa z Wyrocznią będzie taka prosta? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Zresztą idąc wybrańcowym tokiem myślenia, każdy, kto ryzykując swoje bezpieczeństwo - niekoniecznie z własnej woli - dokonał czegoś większego, byłby wybrańcem. Pytanie tylko czyim...

A przed nami trochę dłuższa i bardziej luzacka partia tekstu, bo wątki fabularne nie mogą być posklejane samą akcją. Trzeba trochę relacji, zagwostek i dziwnych sytuacji. Przede wszystkim dziwnych sytuacji /static/img/forum/smilies/big_smile.png

XXI (cz. 8)

           Rozglądam się, poszukując czegokolwiek, za czym mogłabym się schować. Niestety jedyną, dostępną opcją jest… Nevra. No cóż, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
           Wskakuję za wampira, warcząc, że jeżeli ruszy się o milimetr, to urwę mu genitalia i kulę się, usiłując być jak najbardziej niewidoczna dla Raho. W miarę jak nas mija, okrążam Nevrę, tak żeby fenghuang mnie nie zauważył. W końcu znika za zakrętem korytarza, a ja prostuję się odsapując z ulgą.
           - A co TO było? – pyta wampir, wyraźnie rozbawiony.
           - Alternatywa dla wyrzucenia ze Straży za przemoc.
           - To znaczy?
           - Krycie się przed kolesiem nie przyjmującym słowa „nie” czy raczej „nigdy w życiu”, dla czego jedyną alternatywą byłoby wzięcie rozgrzanej patelni i zdzielenie go po tej wypięknionej mordzie.
           Wampir parska śmiechem.
           - No, myślałem, że tylko ja budzę w tobie równie gorące uczucia, chyba jestem zazdrosny – mówi błyskając kłami w szerokim uśmiechu. – Swoją drogą, co tak ostro? Facet nie wygląda na zboka, raczej na gentelmana z rodzaju tych ą-ę, kłaniających się w pół i całujących po dłoniach.
           - Tak, ale nie rozumie frazy „nie jestem zainteresowana”. Bez przerwy łazi za mną, wychodząc z założenia, że od ciągłego tłuczenia mnie komplementami po głowie zmięknę i się zgodzę… Ewentualnie dostanę wstrząsu mózgu i zrobi, co zechce, nim dojdę do siebie.
           W dodatku mam jakieś-takie niemiłe wrażenie, że nasłała go Huang Hua. W końcu, patrząc na mnie jak na kogoś normalnego, pewnie byłoby mi trudno opuścić Eldaryę, gdyby mnie uwiódł czy coś, prawda? Zresztą przylepił się do mnie od razu na drugi dzień po pierwszej rozmowie z Ren-Feunghang. Na jej nieszczęście jestem uczulona na ociekających seksapilem, elokwentnych i cholernie pewnych siebie facetów czyli tak zwanych samców alfa. Głównie dlatego, że tacy cholernie mi dokuczali w szkole, aczkolwiek nie bez znaczenie jest też to, że z moich obserwacji wynika, że osobnicy tego typu rzadko są wierni. No i facet powinien posiadać jakieś minimum skromności. W dodatku jest cholernie nie w moim typie. Przypakowany, wymuskany, wypiękniony – pewnie codziennie spędza w łazience więcej czasu niż ja przez miesiąc – i nudny. Znaczy się buźkę ma ładną i tylko ładną. Pozbawiona jakiegokolwiek intrygującego rysu czy dodającej wyrazistości niedoskonałości. Poza tym, jak już wcześniej wspominałam, nie zamierzam wplątywać się w żadne romanse i tego typu pierdoły. A przynajmniej nie w Eldaryi, skoro z Eldaryi chcę czym prędzej uciec.
           Nevra chichocze, patrząc na mnie z czystym rozbawieniem. Aż mam ochotę kopnąć go w goleń, ale niech się śmieje. Ostatnio Ezrael tak mu dopiekał, że należy mu się trochę śmiechu. Tylko dlaczego akurat moim kosztem? A właśnie…?
           - A gdzie masz swojego szpiczastouchego przyjaciela? Ostatnio nie było chwili, żeby cię zobaczyć bez niego krążącego wokół.
           Uśmiech Nevry nieco gaśnie, ale nie wygląda na urażonego, tylko… Zmartwionego? Tak, chyba tak.
           - Chwili? Raczej przerwy obiadowej, bo grafiki mieliśmy ustalone podobnie. Tak to cały czas siedział i siedzi w laboratorium. Do późnej nocy. Znowu. Siłą go nie można stamtąd wyciągnąć. Dobrze, że niedługo jest ten bal, bo przynajmniej parę godzin pobędzie wśród ludzi i pooddycha świeżym powietrzem.
           Ano tak… Jak Ezraelowi coś w laboratorium nie wychodzi albo po prostu jest zestresowany i przemęczony, to robi się bardziej dokuczliwy niż zwykle. Tym razem, przez ten mój nieszczęsny raport, dostał po głowie Nevra. Swoją drogą to dziwne: wampir spowiada mi się ze zmartwień o kumpla? BA! Spowiada się. Spowiada i jeszcze nie zarzuca żadnym seksistowskim tekstem. Żadnym. Mało tego – wykazuje neutralne, przyjazne zachowanie. Czyżby moja nagana sprzed tygodni podziałała? Normalnie nie wiem czy się bać, czy być dumną.
           - Znowu jakaś alchemiczna zagadka czy co? – pytam, żeby na bezczelna nie pokazać, że mam w dupie Ezraela.
           - Nie. Właściwie to nie wiem. – Wampir marszczy brwi i przez chwilę wygląda naprawdę ponuro. Jak nie on. – Po ostatniej misji, tej a propos ginących nastolatków, wrócił jakiś-taki przybity i… No nie wiem. Wystraszony? Trudno mi określić. W każdym razie zaraz po powrocie zamknął się w laboratorium i zaczął coś-tam sprawdzać.
           No to naprawdę dziwne. Niemal niepokojące. Niemal, bo na szczęście z Ezraelem się nie przyjaźnię. Starczy, że raz uratowałam jego płaską dupę, za co „podziękował mi” kopniakiem w głowę.
           - Pojęcia nie mam, co może się dziać pod tą jego niebieską szopą – stwierdzam krótko. – Spróbuj podpytać kogoś, kto był z nim na misji. Dreka na ten przykład. Się kumplują to tym bardziej powinien być na bieżąco.
           - Próbowałem, ale Ezrael chyba kazał trzymać mu dziób na kłódkę. – Wampir ciężko wzdycha. – W każdym razie, jeżeli czegoś się dowiesz albo wpadniesz na pomysł jak go wyciągnąć z laboratorium, byłbym wdzięczny za informacje.
           - Wiem jak go wyciągnąć z laboratorium. Starczy dosypać mu środku na przeczyszczenie do hydromiodu. Nie dość, że wyjdzie z laboratorium, to będzie miał żwawe przebieżki tam i z powrotem.
           Wampir parska śmiechem. Zmartwienie zmartwieniem, ale wizja kumpla nękanego ostrą sraką zawsze zabawna. Wygląda na to, że rozpracowałam męski sposób myślenia.
           Nevra idzie do stołówki na późne śniadanie, a ja pełznę  w kierunku wyjścia, żeby na błoniach zaszyć się w jakichś krzaczorach i niewidoczna dla nikogo doświadczyć paru chwil spokoju, więc mamy po drodze. Wchodzimy do głównego hollu, a tam parę dworek Huang Hua stadnie zmierza do drzwi (dziś Ren-Fenghuang wraz ze swą świtą ma odwiedzić parę okolicznych miast i wiosek, zatem do wieczora powinnam mieć od niej spokój). Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby z dłoni jednej z fenghuangów nie spadło coś białego. Coś białego o kwiecistym ogonku, niosącego w małym pyszczku bransoletę ciężką od ułożonych w wielobarwne kwiaty klejnotów.
           Mój mózg odpala pokaz slajdów ukazujących, co się stanie, jeżeli dwórka odnotuje brak klejnotu, a potem znajdą go u Valkyona. Jest ostro i straszno. Przyznaję, na ostatnim treningu jak Valk przywalił mi w plecy, to myślałam, że płuca wypluję, ale mimo tego, nie życzę mu takich kłopotów. Nikomu nie życzę.
           Wypatruję wśród tłumu znajomego, białego łba – o tu jest! – i wyszarpuję przypięty do pasa Nevry niewielki pęk kluczy, celuję, biorę zamach i… Bingo! W sam środek czoła!
           Nevra i Valkyon jednocześnie na mnie naskakują, przy czym „naskoczenie” Valkyona to tylko – ze względu na odległość – posłanie mi morderczego spojrzenia. Szczęśliwie, szybko łapią, o co chodzi, kiedy wskazuję na czmychającą z kwiecistym skarbem Floppy. Wojownik momentalnie blednie o kilka tonów i skacze na musarose niczym kot… Do czego nie jest stworzony ze względu na swoją masę. W efekcie przydzwania z hukiem w podłogę, a Nevra parska śmiechem. Na swoje szczęście Valkyon, chociaż duży i ciężki, jest też całkiem szybki, dlatego zdąża wstać na nogi, wyszarpnąć bransoletę z pyszczka Floppy i schować chowaniec do kieszeni, nim zdumione nieoczekiwanym łupnięcie dwórki odwracają się w jego stronę.
           - Któraś z panienek to upuściła – wyrzuca z siebie, sztywno się uśmiechając, a rechocący Nevra, opiera się o mnie, robiąc do niego głupie miny.
           Właścicielka bransolety odbiera ją, taksuje wojownika lubieżnym wzrokiem i szeroko się uśmiecha. Jej następnym krokiem jest oczywiście ostentacyjny filtr, a krokiem Valkyona głębokie zażenowanie i rozlewający się na twarzy rumieniec. Nevry zaś kolejny atak śmiechu. Ja też rechotam, ale tylko w duchu – skrępowany Valkyon wygląda tak nieporadnie, że nawet mnie robi się go trochę żal. Szczególnie w tej sytuacji, kiedy zwrócił na niego uwagę gość, w związku z czym nie wypada mu uciec, jak to najczęściej robi ścierając się z romantycznie nastawioną płcią teoretycznie piękną. Ba! Gdyby olał sprawę i jednak zwiał, pewnie dostałby ochrzan od Miiko, że zachował się niegrzecznie.
           Ku uldze Valkyona kobieta szybko odpuszcza, bo się spieszy. Kiedy orszak znika w drzwiach, wojownik podnosi klucze, którymi go rzuciłam i zwraca je bezczelnie wyszczerzonemu Nevrze. Ech, duży ma nerwy, ja chyba bym wampirowi przywaliła.
           - Dziękuję. Gdyby Floppy zwinęła tę bransoletkę, miałbym poważne kłopoty – uśmiecha się do mnie. – Chyba mam u ciebie dług. Kolejny.
           - Czy mówiłem ci już, że ślicznie się rumienisz? – chichocze Nevra, zerkając na Valkyona z wyraźnym rozbawieniem. – Tylko wiesz, musisz z tym uważać, bo płochliwa zwierzyna tylko pobudza apetyt łowcy.
           - Czyżbyś zmienił orientację, łowco? – Zerkam z rozbawieniem na wampira, który chyba nie spodziewał się ataku z mojej strony. – Jeżeli tak, dam znać Karuto, może będzie zainteresowany.
           - Daj spokój, mam swoje standardy – rozlega się za moimi plecami głos Karuto, który  akurat ten moment wybrał sobie, żeby przejść obok nas. Jak widać prawo Murphy’ego zawsze działa i wszędzie, i uwielbia robić z kuchareczki swoje narzędzie. – Jeszcze bym coś od niego złapał. Ale to z tym rumienieniem się to prawda. O wiele zabawniej łapać pimpela, kiedy ten ucieka.
           Karuto się pojawia i Karuto rozwala system – obaj panowie spękają raka, a Nevra w dodatku wygląda wściekłego o tekst „złapałbym coś”. Jednak nim wampir zdąża wymyślić jaką jadowitą i cięta ripostę, kucharz znika w wejściu do kuchni.  Ja natomiast zdążam się kichać ze śmiechu.
           - Takie to zabawne, tak? – warczy wampir, na co żywo kiwam głową, jednocześnie skupiają, a przynajmniej starając się skupić spojrzenie na nadal czerwonym Valkyonie.
           - Valk, ale tak serio, to zrób coś z Floppy, bo kiedyś ci narobi kłopotów… I to gorszych niż ja wpadająca w berserk z powodu biegnącego przez środek gospody biustonosza.
           Nevra nastawia uszu – najwyraźniej nie słyszał jeszcze tej anegdotki – a rumieniec Valkyona ciemnieje na samo wspomnienie.
           - Musarose w naturze żyją w żyznych górach, tam jest wiele kwiatów, z których budują schronienia i w których się kamuflują. Temu też, jak i wabieniu owadów służą kwiaty na ich ogonach – wybąkuje. – To tkwi mocno w ich instynkcie. Wiosną i latem nie ma z tym problemu, ale jesienią i zimą… No…
           - Ale chyba w naturze sobie jakoś z tym radzą, prawda?
           - Tak, zapadają w sen zimowy, ale to potrafią tylko bestie, nie chowańce. Ale masz rację, muszę poszukać jakiegoś rozwiązania tej sprawy… Nie wiem, może zacznę hodować kwiaty w pokoju? W każdym razie, wszystko jest lepsze od zamknięcia Floppy w klatce.
           Musarose, która wystawiła mordkę z valkyonowej kieszeni i całą rozmowę zerkała to na mnie, to na swego pana popiskuje. Chyba się zgadza, że wszystko lepsze od zamknięcia jej w klatce.
           - Tak, Floppy to, Floppy tamto… Lepiej mi powiedzcie o co chodzi z tym uciekającym biustonoszem – Nevra błyska kłami w szerokim uśmiechu, a Valkyon posyła mu mordercze spojrzenie.
           - O to pytaj Valkyona, ja uciekam się schować.
           - Schować?
           - Przyciągam uwagę zbyt wielu fenghuangów na raz. Co prawda dwórki i co ważniejsze szychy pojechały sobie na wycieczkę, ale i tak kręci się ich tu za dużo… Łącznie z moim pożal się Boże amantem. Jeżeli jeszcze raz ktoś mi zaproponuje romantyczny spacerek, dajmy na to, po polu treningowym w blasku przelatujących wokół włóczni bądź potraktuje jak turystyczną ciekawostkę, którą należy obejrzeć, obmacać i zagadać dostanę regularnego szału. Jakby była komuś do czegoś NAPRAWDĘ potrzebna, wyślijcie Chrome’a – powinien mnie wywęszyć.
           Odwracam się na pięcie i umykam na zewnątrz. Potem biorę namiar na stuletnią wiśnię, a konkretnie rzecz biorąc na gęste krzewy ozdobne rosnące wokół niej. Między nimi jest kilka eleganckich kryjówek, w których można się skidrać na całe godziny. Lokuję się w pierwszej, lepszej z nich, opierając plecy o pieniek rozłożystego krzaczka.
Po około pół godziny delektowania się ciszą, słyszę odgłos kroków, a po chwili dość głośne mlaskania, pomrukiwania i ogólno pojęte odgłosy miętolenia. Wychylam nieco z krzaków, żeby sprawdzić, co to się tam dzieje, a tu para strażniczek najwyraźniej zamierza odbyć intensywny stosunek pod wiśnią.
Chowam się z powrotem.
           Ech… Najpierw ta para gejów w sali konferencyjnej, a teraz one? Jesień to jakiś sezon godowy eldaryańskich homoseksualistów czy jak? Jeszcze tylko brakuje mi Ash…
           Szelesty, a po chwili Ashkore włazi do mojej kryjówki i spogląda na mnie. Mimo skrywającego twarz hełmu mogę się założyć, że patrzy zupełnie zbaraniały z tym debilnym wyrazem twarzy, który aż krzyczy „że jak?”. W dodatku niemal natychmiast ze strony wiśni rozlega się rozedrgany i bardzo sugestywny jęk. Mało tego, obecność dziewczyn, które nieśpiesznie dochodzą do drugiej bazy, uniemożliwia mnie, a przede wszystkim jemu opuszczenie schronienia. Znowu alokacja w paśmie krzewów niewiele by mu dała – zyskałby na tym tylko tyle, że nie siedziałabym obok niego.
           Ciężko wzdychając wyjmuję z kieszeni talię kart i zaczynam tasować. Ashkore, który najwyraźniej – podobnie jak ja – osiągnął etap „kapituluję” siada naprzeciwko mnie, mamrocząc coś pod nosem.
           Moje życie chyba naprawdę lubi abstrakcję, bo bez przerwy mnie w nią pakuje.

Online

#255 09-10-2018 o 20h47

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Właśnie dlatego moje opowiadania mają ciężki klimat. Nie umiem pisać komedii. I mało który humor mnie bawi. Ten nie. Dlatego nie powiem, że to był dla mnie milutki rozdział. nah, nienawidzę humoru Liwki, a tu go było sporo. Więc liczę na jakąś akcję i pozdrawiam!


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#256 19-10-2018 o 17h19

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - tutaj akurat nie ma wiele humoru Liwki (chyba, że moment kiedy polewa z Valkyona, wtedy owszem), za to jest jedna z wielu odmian  humoru autorki. Nic nie poradzę, że jestem skrzywiona ;] Sama Liwia  momencie osaczenia w krzaczorach jest raczej "nie noooo, k***a znowu...? to chyba jakiś p********y żart" (perspektywa wepchnięcia kogoś we taką sytuacje i patrzenie, jak się wewnętrznie wije mnie bawi. Że  jest to moja bohaterka nie ma znaczenia. A że prócz niej jest jeszcze bardziej zażenowany Ashkore to miodzio). A akcja czy raczej momenty napięcia będą ale pod koniec rozdziału. Rozlewu krwi etc się nie spodziewaj, to prędzej w następnym. Chwilowo w zamian trochę telenowelki. Dlatego trzasnę dziś więcej stron, bo opis przygotowań do balu nie zasługuje na 2 posty, a trochę się rozwlókł.... Chociaż jest raczej przyjemny.

XXI (cz. 9)

            Ograłam czterokrotnie Ashkora w karty nim romantycznie nastawione dziewczęta odpuściły i zniknął. Potem do końca dnia miałam spokój, mimo iż musiałam odwalać partyzantkę w krzakach. Niestety było i minęło. Teraz ledwie potrafię złapać oddech. Huang Hua uparła się, by ciągać mnie wszędzie ze sobą, w tym na oficjalne wizyty. Zmieniła strategię „uświadomienia mi, że prawdopodobnie jestem wybranką i powinnam zacząć ostro bohaterować”. Jak? A no tak, że pokazuje mi kawałek terenu, mówi o jego historii, magicznych wspaniałościach i bez przerwy powtarza „jakie to cudowne”. Ewidentnie próbuje zakochać mnie w Eldaryi. Nie zraziło jej nawet to, że raz, poirytowana ciągłym przynudzaniem, zaczęłam  opowiadać o Szkarłatnych Lasach i Purpurowych Wodospadach Edenu, migracjach arasmudów na Sigmie 8, kryształowych plażach Terry oraz błękitnych równinach Bety 2. Prawdziwych cudach, przy których te ich marne widoczki są nudniejsze od wideł wbitych w stertę gnoju. I to o wiele nudniejsze. Przy widłach i gnoju można mieć przynajmniej nadzieję na jakiś dynamiczny rozwój akcji.
            Niestety, Ren-Fenghuang nie odpuszcza i dręczy mnie cały ranek czy raczej dręczyła, bo właśnie przed chwilą odpuściła, stwierdzając, że powinnam powoli zacząć się przygotowywać do balu. Bal…  Wszyscy wokół dostają kociokwiku, zaczyna się wielka parada tańców godowych i przymiarek, a fryzjerzy przeżywają serię nalotów na ostatnią chwilę. Normalnie patrzyłabym na to z prawdziwą zgrozą, ale teraz się cieszę. Cieszę się z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli dobrze to rozegram, nie będę musiała towarzyszyć Huang Hua do końca dnia. Muszę tylko udawać, że się świetnie bawię z przyjaciółeczkami, w sensie, że z Alajeą i Ykhar, bo Izme udało się zaprosić Kero – tak jak mówiła, zaskoczyła go i ten, nie wiedząc, co zrobić, zgodził się. Ren-Fenghuang, jeżeli ma trochę przyzwoitości, nie będzie chciała  nam przeszkadzać. Po drugie, jutro delegaci wyjeżdżają. Wszyscy. Huang Hua też. Na cały rok, jeżeli dobrze pójdzie. Jupi!!!
            Teoretycznie najprostszą drogą z punktu A do punktu B jest linia prosta, przy czym punktem A jestem ja, a punktem B pokój Karuto, gdzie mam przed balem dokonać kilku metamorfoz. Rzecz w tym, że na mojej drodze stoi też punkt C czyli Raho. Pewnie chce, żebym mu potowarzyszyła na balu, na co mam taką ochotę, jak na użycie jeża w roli tamponu. Dlatego, najlepiej go uniknąć. Niestety na moje nieszczęście dupek ma dobry widok na główny hol, a ja właśnie wychodzę ze stołówki i muszę przez hol przejść. Jakby tu… O Jamon! Moje kochanie. Właśnie taki facet dwa na dwa jest mi potrzebny do szczęścia.
            - Jamon, mogę mieć prośbę? – zaczynam przymilnie.
            - Zależy jaką… – ogr spogląda na mnie podejrzliwie.
            - Będziesz moim parawanem na trasie stołówka-korytarz? – Mrugam (mam nadzieję) słodko, robiąc minę aniołka. – Jeden z naszych gości jest wyjątkowo nachalnym typem, przekonanym o swojej urodzie, seksapilu i niemożliwym do odparcia uroku. Gorzej niż Nevra z tym, że on się bawi w pana szarmanckiego. Normalnie pocisnęłabym mu jakimś toksycznym tekstem, ale wtedy Miiko mogłaby na mnie zawarczeć, że źle traktuję gości… Chociaż pewnie i tak pocisnę, jeżeli gościu nie odpuści. No może nie toksycznym, ale zgniatającym ego skuteczniej niż kopniak rawista w krocze męskie genitalia.
            Jamon parska stłumionym chichotem i kiwa głowa, dorzucając, że będę mu za to winna jeden taniec. Osobiście nie mam nic przeciwko, chociaż nie wyobrażam sobie piruetów z kimś kto ma blisko metr więcej wzrostu ode mnie. Znaczy wyobrażam sobie, ale wszystko kończy się po niecałej minucie serią bolesnych złamań, jednak nie sądzę, żeby mi coś podobnego  groziło z jego strony. W sensie, że mam nadzieję.
            Ogr użycza mi swego cudownie, szerokiego cielska i bezpiecznie transportuje do korytarza, gdzie szybko ewakuuję się w stronę pokoju Karuto. Na miejscu czekają już na mnie podenerwowana Ykhar i niezwykle blady Drek. Karuto rzecz jasna dołączy do nas dopiero, gdy upora się z kuchennymi przygodami.
            - A tobie co się stało? – pytam Dreka, który wygląda jakby miał zaraz zemdleć.
            - Odważyłem się i zaprosiłem Vivt na bal.
            - Powiedziała „nie”?
            - Nie, przeciwnie, zgodziła się.
            - To o co chodzi?
            - Nie wiem co robić, boję się, że to schrzanię. Ja…
            Boże, chroń mnie przed zakochanymi faery. Ludźmi zresztą też.
            - Zachowuj się jak zwykle… A teraz głęboko oddychaj, bo wyglądasz, jakbyś miał zaraz dostać ataku paniki. – Spogląda na mnie przestraszonymi oczyma. – Nie rób takiej miny. Umiesz szyć, pleść włosy i gotować, a do tego wyglądasz całkiem nieźle. Kobiety powinny toczyć krwawe boje o ciebie.
            - Kobiety wolą napakowanych, pewnych siebie hulaków, najlepiej grających na lutni albo chociaż lirze.
            - To nie kobiety, tylko mające mleko pod nosem naiwne idiotki. Naucz się widzieć różnicę.
            Stojąca przed dużym lustrem Ykhar nieustannie poprawia włosy, wciąga i wypina brzuch, podnosi drobny biust, na punkcie którego ma kompleksy. Wygląda niepewnie. Zresztą od początku była średnio przekonana do tego, że mogę coś z nią podziałać, a jej obawy pogłębiły się, gdy do „przemiany” wybrałam ubrania w barwach brązu, pomarańczu i czerwieni. Do tej pory starała się nieco stłumić ognistość swych włosów błękitami, bielą i zieleniami, mimowolnie ją podkreślając.
            - Naprawdę myślisz, że to dobry pomysł? – pyta mnie.
            - Tak… No dobra, nie przyszliśmy na ploteczki, prawda? Czas działać.
            Biorę się do dzieła, zaczynając od Dreka. Zresztą faceci, jeżeli nie marudzą, są o wiele łatwiejsi do ubrania niż kobiety. Wystarczyło wybrać odpowiedni garnitur czy raczej jego tutejszy odpowiednik – czerń z ciemną zielenią, wysoki kołnierz, zdeczka wojskowy krój, srebrne guziki – buty i odpowiednio go ufryzować, to jest powiedzieć mu jak ma się sam uczesać oraz załatwić mu odpowiedni kosmetyk do włosów. Szaleniec chciał użyć czegoś przypominającego łój do przylizania swojej grzywy, ohyda. Aha no i jeszcze polerowanie rogów w komplecie oraz niedostrzegalny makijaż, żeby się nazbyt nie świecił na twarzy.
            Kolej na Ykhar, wobec której muszę użyć brutalnej metody zwanej powszechnie gorsetem. Gorsetem underbust nadstawionym w okolicach biustu elegancką tkaniną, funkcjonującym jako góra sukni. Do tego nieco luźna, szeroka u dołu spódnica, wszystko muśnięte brokatem, w kolorystyce brązowo-czerwonej z przewagą brązu, wyszywane w liście i jakieś-tam nasiona i jagody. Gorset nadaje jej ciut bardziej kobiecą sylwetkę i podkreśla biust, a z lekka ciągnąca się spódnica, nieco dłuższa z tyłu dodaje wysokości, podobnie jak fryzura. Fryzura składająca się na dobrą sprawę z dwóch warkoczy. Jednym zebranym na głowie w skomplikowany wysoki kok, który powoli spływając w dół łączy się z drugim, szerokim, czteropasmowym. Obydwa są ozdobione przypominającymi jagody, intensywnie czerwonymi koralami z jakiegoś szkła oraz brązowymi spinkami w kształcie liści. Do tego makijaż, mocno podkreślone czerwienią i brązem, a także odrobiną złota brokatowe oczy i matowe, brązowe usta. Ykhar ma dość wąskie wargi, ale nie powiększam ich makijażem tylko podkreślam – są bardzo ładnie wykrojone i tyle im starczy. Nadmierna objętość tylko zepsułaby efekt. Ach no i jeszcze podkreślić kości policzkowe, dodać trochę tuszu na rzęsy, ociupinę przyciemnić brwi. Wszystko uzupełnić wyrazistą, ale nieco tonującą wszystko biżuterią z czarnych kamieni, wysokimi, ciemnobrązowymi rękawiczkami  i szaro-czarnym , półprzeźroczystym szalem w pajęczyny. Gotowe.
            Zajączek spogląda w lustro i rozwiera usta, a jej uszy zaczynają dziwnie podrygiwać. Czyżbym przesadziła?
            - Jestem piękna – wykrztusza po chwili. – Nie zwyczajnie ładna, nie pospolicie urocza, nie dziecięco rozbrajająca, tylko piękna. Po raz pierwszy w życiu.
            - Znaczy podoba się? – pytam.
            - Dziewczyno, ja mam cię ochotę wycałować!
            - Lepiej nie. Makijaż się rozmaże.
            - Dobrze. Wycałuję cię po balu.
            Y… Wolałabym jednak nie.
            Hm, muszę przyznać, że stylizacja Ykhar naprawdę mi wyszła. Wygląda jak dumna władczyni jesieni, która właśnie wyłoniła się z lasu, aby popatrzeć na tańczących wokół ognia ku jej czci wieśniaków. Jednym zdaniem taka pospolita pani jesień skrzyżowana z wyniosłą, krwawą hrabiną. Robi wrażenie… I przyćmi nieco Huang Hua, która też bez przerwy hasa w ognistych barwach. Tak, wiem, wredna jestem.
            Zajączek, najwyraźniej w szoku, że może wyglądać tak, a nie inaczej i gapi się na swoje odbicie w niemym zachwycie. Zresztą Drek również sprawia wrażenie zadowolonego ze swojego wyglądu, ale jest tak przestraszony nadchodzącym spotkaniem z Vivt, że tylko krąży nerwowo po pokoju. Ja tymczasem, czekając na Alajeę i Izme, które mają jeszcze jakieś-tam zajęcia, zajmuję się w części sobą. Robię sobie makijaż, smaruję włosy mazidłem, które tłumi szarość ich blondu, tworząc multum złoto-białych refleksów. Potem kręcę je i przy pomocy zręcznopalcego Dreka układam w ciut zwariowany, złożony z dziesiątek sprężystych, ozdobionych sztucznymi kwiatami – głównie fioletowymi – kok. Potem wystarczy mi tylko naciągnąć na zadek sukienkę, założyć biżuterię i spokój. Ale to potem, bo pracując przy dziewczynach i Karuto, to bym z dziesięć razy zdążyła sobie to wszystko wymazać.
            Niedługo potem wpadają dziewczyny i widząc Ykhar w jej nowej odsłonie zaczynają piszczeć jak nienormalne… Dobra, poprawka. Alajea piszczy jak nienormalna, a Izme gwiżdże z uznaniem. Obie są zachwycone i wyraźnie nie potrafią się doczekać tego, co je czeka. A czeka je mnóstwo niebieskiego i bieli z odrobiną złota.
            Syrena ma dość swojego biustu, ale zasłanianie go i krycie to głupota, podobnie jak nadmierne eksponowanie. Najlepiej, żeby nie pochłaniał całej uwagi, patrzących, jest skierować tę uwagę gdzie indziej, a mianowicie na szyję. Mało kto jest świadomy, że odpowiednio wyeksponowana, damska szyja potrafi budzić niemałe zainteresowanie. No, Alajea na pewno nie zdaje sobie sprawy, bo bez przerwy chodzi w rozpuszczonych włosach. Dlatego też wraz z Drekiem je spinamy, ale wcześniej kręcimy w wielkie pierścienie i fale, puszczając parę przypominających wodospady pukli luźno bokiem. Do tego „suche” farby do włosów, błękitna i seledynowa, dzięki którym udaje się włosom nadać wygląd spienionej, morskiej wody, a wszystko ozdobione sznurem czegoś perłopodobnego. Makijaż niezbyt mocny, bo buzia syreny, chociaż przeurocza, nie jest subtelna. Przede wszystkim lekko podkreślić oczy i usta oraz paroma cieniami wyszczuplić nieco owal twarzy. Perfekcyjnie. To teraz suknia – nieco w stylu antycznej Grecji z szerokim, ale płytkim, osłaniającym część ramion dekoltem i rozciętymi wzdłuż od góry do okolic łokcia, półprzeźroczystymi rękawami. Wszystko w odcieniach ciepłego błękitu, seledynu i innych okołomorskich barw, muśniętych złotymi detalami imitującymi imitującymi odblaski słońca na morskiej wodzie. No i ładnie. Teraz nic, tylko postawić ją na jakieś słonecznej plaży i może robić za królową wybrzeża.… A nie, jeszcze nie, biżuteria! Ta, którą kupiła u Ścierwojada – długie, wąskie kolczyki i elegancki naszyjnik podkreślające szyję oraz bransoletka. Dobra, teraz jest perfekcyjnie.
            Z grubsza Alajea reaguje podobnie jak Ykhar, nie licząc tego, że zaczyna wydawać z siebie piski, od których nietoperze dostałyby szału i próbuje mnie wyściskać. Szczęśliwie udaje mi się ją uspokoić, krzycząc, że wygniecie sobie suknię i rozmaże nam makijaż.
            Izme z uznaniem spogląda na moje „dzieła” i uśmiecha się drapieżnie:
            - Jeżeli nie odwalisz mnie co najmniej tak dobrze, jak je, to cię zeżrę.
            - Nie ma jak odrobina motywacji, czy tak? – mruczę zjadliwie, na co ta chichocze.
            Izme jest wysoka, chuda, ma długie kończyny i szyję. Próby zamaskowania czy chociażby zrównoważenia tego byłyby śmieszne, dlatego lepiej wszystko to podkreślić, podobnie jak zimny odcień jej skóry stosując mnóstwo jak najzimniejszych odcieni niebieskiego i bieli. Z makijażem tu można nieco poszaleć, dzięki jej smukłej, ale wyrazistej twarzy, przy czym rzecz jasna cały czas trzymam się obranych z góry barw: jasnoniebieskie usta, biało-błękitne, skrzące się powieki, trochę pudru ze sporymi ilościami brokatu na twarz, szyję i ramiona. Irokez zafarbowany na ciemny błękit i spleciony w zdobione białymi koranikami warkocze. Na długiej szyi wysoki naszyjnik złożony ze zwiniętego w pierścienie, misternie zdobionego, jasnozłotego drutu grubości palca. Podobne, ciężkie bransolety na nadgarstkach, kostkach i przedramionach oraz prosta, a zarazem wzorzysta suknia w afrykańskim – masajskim o ile dobrze pamiętam  – stylu i zdobne, wysokie sandały.  No i proszę. Mamy silną, niewrażliwą na mróz królową lodu, która właśnie wyruszyła wraz ze swym orszakiem na łowy. Brakuje tylko włóczni czy czegoś, chociaż zwierzyna, znaczy się Kero, pewnie gdzieś-tam chadza i z trwogą oczekuje na wieczór.
            - Nieźle, naprawdę nieźle – stwierdza Izme, patrząc z uznaniem na swoje odbicie. – Powinnaś robić to  zawodowo.
            - Niestety nie wytrzymałabym babskich chichotów, opowieści o chłopakach, dzieciaczkach, cudzych związkach i tego całego syfu. Moje klientki musiałyby dostawać knebel na wejściu, a co to za stylistka, z którą nie można poplotkować. Poza tym niezbyt to lubię, w sensie tą całą zabawę z kosmetykami, fryzurami i tak dalej. To wszystko to tylko oszustwo, kłamstwo. Stań naga i nieumalowana przed lustrem z włosami spiętymi do tyłu. To właśnie tak wyglądasz naprawdę. Taka jesteś. Cała reszta to tylko zasłaniające część urody czy też brzydoty kłamstwa, szmaty i kolorowy brud.
            - To czemu w takim razie kobiety, a czasem i faceci od zarania dziejów malują się i stroją? – pyta Alajea.
            - Wyścig zbrojeń, bo niestety dla większości świata liczy się wygląd. Niby ważniejsza jest zawartość niż opakowanie, ale jeżeli opakowanie nieciekawe do zawartości nikt nawet nie zajrzy, a jeżeli nawet, to nie intencyjnie. Więc ludzie, faery i reszta męczy się wsadzając sobie pawie piórka w tyłek, chyba, że tak jak ja, mają głęboko w zadzie gody i zazdrosne spojrzenia innych samic oraz, w przypadku facetów, samców.
            - Nie ma jak odrobina optymizmu i zdrowego podejścia – rzuca kwaśno Drek.
            - Ale trzeba przyznać, że trochę w tym racji – stwierdza Ykhar. – Jeżeli chcesz kogoś kto cię w pełni kocha i akceptuje taką, jaką czy też jakim jesteś, niech twoim jednym kosmetykiem będzie mydło, a ubraniem luźne, bezkształtne łachy.
            - I tak ładni z natury byliby faworyzowani – zauważa Alajea.
            - Może i tak, ale ile oszczędziłoby to czasu i pieniędzy… – mruczę pod nosem, biorąc w ręce swoją sukienkę. Pewnie naszarpię się niemało z Karuto, szczególnie, że trzeba mu jakoś zamaskować ciążę spożywczą i zdeczka obwisły zadek, ale że przyjdzie na ostatnią chwilę, to lepiej być gotową. – Dlatego, jeżeli chodzi o imprezy, to bardziej niż dancingi, bale, drogie suknie i tego typu rzeczy wolę ognisko, paru znajomych, gitarkę, pieczone kiełbaski, luźne swetry i generalnie dużo, dużo luzu. Zabawę nieformalną, przyjazną, bez obgadywania, gdzie można pogadać, poznać się i trochę odsapnąć. A jak kogoś nachodzi, żeby potańczyć, nic nie stoi naprzeciw, żeby wesoło sobie pohasać samemu bądź w towarzystwie.… Byleby tylko nie wpaść do ognia.
            Drek grzecznie odwraca się twarzą do ściany, tak jak przy poprzednich przebierankach, kiedy wciskam się w sukienkę – bez rękawów, żółtą, w okolicach talii i u dołu przechodząca we wiosenną zieleń, dokładnie taką jak mój cień do powiek. Wszystko jest z lekka brokatowe i błyszczy, podobnie jak półprzeźroczysta narzutka na ramiona i połyskliwa, fioletowa biżuteria – fiolet ma podkreślać moje oczy, zielenie i żołć kontrastować z nimi. Już lata temu zrozumiałam, że z moim wzrostem, twarzą i budową ciała, nie mam co stylizować się na wielką panią, damę, tylko muszę inwestować w urok. Efekt zwykle jest zbliżony do kilkulatki grającej we „Śnie nocy letniej”, wersja dla dzieci albo Dzwoneczek z „Piotrusia Pana”. Krótko mówiąc, ja w stroju balowo-wyjściowym mogę zawrócić w głowie co najwyżej pedofilowi.
            Kiedy Karuto w końcu wraca do swojego pokoju – wykończony, pachnący smażoną rybą i emanujący nienawiścią do wszelkiego stworzenia –  nie ma nawet chwili, żeby skomentować nasz wygląd. Z miejsca bierzemy go w obroty. Rozbieramy do gaci, ja z Izme ściskamy mu bebzol czymś w rodzaju męskiego gorsetu, Drek fryzuje mu włosy zaczesując do tyłu i poleruje rogi, a Ykhar z Alajeą rozczesują sierść na koźlich nogach, nabłyszczając ją jakimś dziwnym specyfikiem oraz fundując polerowanie racic. Potem rzucamy mu coś w rodzaju biustonosza na pośladki – wcześniej następuje telepatyczna zgoda, że każda z nas prędzej obleje się oliwą i podpali niż sama mu to założy – a gdy kończy go montować, zajmujemy się resztą. Czyli błyskawicznym ubieraniem w purpurowo-złoto-czarny komplet ala baron z przełomu siedemnastego i osiemnastego wieku – kaftan, koronkowy krawat, marynarka, spodnie nad kolana i takie tam. Dać mu tylko laskę i monokl i może mówić „jestę milordę”. Trochę to wszystko zbyt strojne, ale Karuto to diva. Poza tym, nawet nieźle w tym wygląda. Zadek został podniesiony, brzuch spłaszczony, a kaftan ładnie mu podkreśla szerokie i muskularne ramiona oraz wyszczupla talię. Gdyby tylko nie ten lekki zapaszek ryby. No cóż, jedyną alternatywą byłoby oblanie kuchareczki litrem perumów, żeby zabić tę charakterystyczną woń, ale lepsze już niuchanie rybki od wywołującej zawroty głowy zapachowej bomby kwiatowo-piżmowej.
            Karuto spogląda krytycznie w lustro, okręca się powoli, myśli, duma…
            Na ciemne energie, gorzej niż baba u fryzjera.
            - Jest dobrze – oświadcza w końcu. – Jeżeli nie wstrząsnę dzisiaj czyimiś spodniami, będę zawiedziony.
            Ykhar paska śmiechem, a Alajea i Drek zerkają na siebie i na mnie z minami „nadmiar informacji”. Jedynie Izme wydaje się nieporuszoną słowami kuchareczki.
            - Ludzie, jest już za pięć siódma, a wszystko zaczyna się o siódmej. Jeżeli się spóźnimy, to Miiko i Szefowie będą na nas krzywo patrzeć przez tydzień, poza tym ja i Drek jesteśmy umówieni.
            Jak jeden mąż zerkamy na zegar, wyduszamy z siebie przekleństwa – każdy własny zestawik – po czym następuje błyskawiczna ewakuacja na zewnątrz. Nie tylko na zewnątrz pokoju, ale i KG, bo bal odbywa się na błoniach, a konkretnie w pobliżu tak zwanej alei łuków – niestety Straż nie posiada odpowiednio dużej sali na tego rodzaju potańcówkę. Właśnie z tego powodu, wszystko odbywa się pod chmurką… Czy raczej pod zaklęciem chroniącym przed opadami deszczu i zatrzymującym ciepło na stosunkowo niewielkim terenie. Przez ostatnie dni wszyscy musieli przy tym ostro tyrać. Stworzenie samego czaru, przygotowanie odpowiednich dekoracji, miejsca dla muzyków, tego dziwnego posadzko podobnego cholerstwa, którym pokryto trawnik, a które ponoć trawie nie szkodzi i tak dalej… Nie wspominając już o tym, że w ostatnich godzinach ktoś z kuchni bez przerwy musiał biegać tam i z powrotem, aby poukładać żarcie na stołach bankietowych. Dlatego między innymi, Karuto i wszyscy kucharze oraz dyżurujący w kuchni ledwo stoją na nogach. Część z nich w ogóle nie wygląda, jakby miała się cieszyć z balu.

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (19-10-2018 o 17h20)

Online

#257 19-10-2018 o 18h10

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Za większą ilość stron nie ma co przepraszać, bo mnie to bardzo odpowiada /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Nah, ponarzekam na coś na co dawno tu nie narzekałam. Liwka jak zawsze jest mistrzynią w wielu dziedzinach. Nie jest tak, że w czymś jest całkiem dobra lub średnia. Tylko ALBO w ogóle się na czymś nie zna, ALBO jest ekspertem.

Faktycznie miło się to wszystko czytało, zwłaszcza że opisy były miłe i zgrabne. Oczywiście wszystkim kreacje się podobały, bo przecież Liwka za nie odpowiadała, ale balu jestem bardzo ciekawa. Więc czekam i pozdrawiam!


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#258 20-10-2018 o 12h45

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 413

Nie mogę się doczekać na ten pechowy zjazd po serii szczęść które Liwka dostaje. Ona oczywiście wszystko umie i jest najsuper i każdy jej bije pokłony. Już zaczyna to być męczące.
I tak jak Meth napisała - opisy były bardzo przyjemne. Pomimo że tak naprawdę nic takiego się nie działo to całe to ubieranie i nakładanie makijażu nie nudziło.
Od czasu do czasu wypada się przypomnieć że się śledzi opowiadanie na bieżąco, więc pozdrawiam i czekam na więcej /static/img/forum/smilies/big_smile.png


♠Tumblr♠
https://i.imgur.com/vqJPpWI.png https://i.imgur.com/iGHE4Q6.png
Let's savour this victory

Offline

Strony : 1 ... 9 10 11