Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 11 12 13

#301 28-04-2018 o 19h29

Straż Cienia
Aryla
Akolita Jednorożców
Aryla
...
Wiadomości: 420

------------------------------http://fotozrzut.pl/zdjecia/nowy_podpis.png
     Oparła się wygodniej o krzesło, próbując nadążyć za tematem dyskusji, który co rusz zmieniał się wraz z kolejnym potokiem słów. Kiedy nabrali takiej pewności siebie? Wodziła spojrzeniem za każdą osobą, która zabierała głos, a było ich całkiem sporo. Zwłaszcza za tym Nowym, co siedział praktycznie obok niej. Choć jego głos brzmiał dobitnie i zdawał się mieć stuprocentową pewność w tym, co mówi, to od drobnych gestów, które wykonywał, biła niepewność. Niepewność, która ogarniała ich po pierwszym oddechu, lecz nigdy taka sama. Niesamowite było to, jakie zmiany niósł za sobą zabieg usunięcia pamięci. Aczkolwiek i tak zdziwiła Lily trzeźwość myślenia długowłosego. 
     Musiał mieć silną osobowość — przemknęło jej przez myśl, tak naturalnie i bez grama kpiny.
     Poruszał tematy, które wszyscy trzymali gdzieś w sobie, ale nie pozwolili ujrzeć im światła dziennego. Strach? Tylko przed czym? A może przed kim?
     Wreszcie po głos w dyskusji sięgnął prowadzący. Opowiedział im wzruszającą historię swojego życia. Pełną od manipulacyjnych chwytów. Niby rozumiał to, że mu nie ufają, a jednocześnie oplatał ich mackami emocjonalnych argumentów, by jednak to zrobili. Odsłaniał im kawałek siebie, chcąc zgarnąć podwójną stawkę ich zaufania. Sprytnie. Brzmiał sztucznie i nawet tak wyglądał. Naprawdę aż tak był pozbawiony wrażliwości, że ani przez chwilę nie zadrżał mu głos? Tylko niewidzialne sznurki ciągnęły kąciki ust mężczyzny w dół, aby wewnętrzny ból, który chciał im pokazać stał się wiarygodny.
     Monolog Wrighta wywołał jeszcze większą wrzawę, głównie nieprzemyślanych słów, przeprosin i powitań. Zmrużyła oczy, pragnąc poukładać myśli. Gdy tylko wymiana zdań między chłopakami ustała, zabrała głos.
    Przepraszam serdecznie, że wam przerywam, jeśli już silimy się na uprzejmości. — Oznajmiła, a następnie przeniosła zimne spojrzenie wprost na lekarza, stojącego zbyt blisko. Jak ci nie wstyd, Johnie Wright? — zapytała spokojnie, powoli cedząc słowa. To pytanie zdecydowanie zbiło go z pantałyku. Lecz to był dopiero początek wypowiedzi Carter.
    Długo pan uczył się na pamięć tej historii? Naprawdę, chwyta za serce, ale jedno mi nie pasuje. — Zrobiła chwilową pauzę, by z wrednym uśmieszkiem zadać kolejne pytanie, o które ich prosił. Dlaczego pan tu nadal jest? Żyje pan tu od trzech lat i patrzy na cierpienie innych, śmierć. A teraz chce zgrywać obrońcę uciśnionych?
     Widziała, jak żyła na jego szyi staje się bardziej widoczna od gorącej, przepływającej szybko krwi. Nie spodziewał się napotkać takiego oporu, grubego muru o zgrabnym imieniu - Lily. Przełknął tylko ślinę, starając się zachować spokój. Przecież zdawał sobie sprawę, że nie każdy przyjmie dłoń, którą do nich wyciągał.
     Nie powinieneś być lekarzem, dlatego współczuję ci Zoe — zwróciła się do dziewczyny, siedzącej obok niej. Ah, miało być uprzejmie... W takim razie i ja się przedstawię. Jestem Lily Carter.
     Możliwe, że przegięła, ale poczuła nieopisaną ulgę po wyrzuceniu tego z siebie. Możliwe, że potem stwierdzi, iż nie powinna tak ostro zareagować. Możliwe, że znowu będzie miała żal do siebie, że nie potrafi się zaaklimatyzować, tak jak pozostali. Tylko jak miała się do cholery czuć, kiedy z dnia na dzień część pionków zniknęła z planszy gry? Zacisnęła usta i spuściła wzrok, tracąc całą charyzmę. Możliwe, że ktoś na jej miejscu postanowiłby wyjść, ale Lily została. Nie liczyła na kontratak, a raczej na przejście do meritum spotkania.


http://fotozrzut.pl/zdjecia/gwardiacieniasow.gif

Offline

#302 29-04-2018 o 07h23

Straż Obsydianu
Chitaru
Żołnierz Straży
Chitaru
...
Wiadomości: 622

........................................................http://oi64.tinypic.com/20apfdj.jpg
>> Dzień V.    Sobota       Godzina 11:40     05.09.2020r. Londyn
   Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Niektórzy ciągle się wypowiadali, inni milczeli bez słowa. I choć niekiedy zdania były ostre, to cisza bijąca od milczących wydawała się gorsza. Jakby w myślach analizowali każde cudze słowo. Oceniali. Przez to Zoe nie chciała się odzywać. Choć miała ochotę zadać kilka pytań, stwierdziła, że na rozmowę z Wrightem znajdzie jeszcze wiele okazji. Takich, w których nikt inny nie zacznie od razu oskarżać, zamiast spokojnie wysłuchać do końca. Takich, w których nikt nie będzie oceniać każdego słowa. I takich, które będzie mogła zakończyć w każdej chwili. Teraz brakowało jej szczególnie tej ostatniej możliwości. Miała ochotę wyjść z pomieszczenia bez słowa. Zakończyć ten temat, uciszając wszystkie głosy, które właśnie oskarżały się nawzajem. Czuła się źle w tym miejscu. Wśród tylu ludzi. Mogli się przedstawiać, ale nie przecież to nie ma znaczenia. Nie zna ich. Imię znaczy tyle, co nic, gdy chodzi o zaufanie. A nie ufa obcym, których charakteru nie poznała. Mogłaby policzyć na palcach jednej ręki ilu osobom z tej sali mogłaby zaufać, w ostateczności. Ponieważ obecnie nie czuła zaufania. Może jego przedsmak do kilku osób, lecz nie pełnoprawne zaufanie.
   Patrzyła jak Wright odpowiada na pytania. Czy teraz mu ufała? Nie, raczej nie bardziej niż wcześniej. Ale to, co powiedział skłaniało do myślenia. Gdyby miała pewność, że nie jest to kłamstwo, rzeczywiście mogłaby mu zaufać. Gdy będą sami, spróbuje go o to jeszcze zapytać. Może dowie się więcej. Teraz widziała na jego twarzy zmieszanie, po słowach długowłosego mężczyzny. Zoe jego pytanie wydało się bez sensu. „Jaki cel ma trzymanie historii naszych przeszłych "ja" w tajemnicy?”. Nie po to usuwali sobie pamięć, by teraz do wszystkiego wracać.
    Nagle słowa Ake diametralnie się zmieniły. Przestał rzucać oskarżeniami i złośliwościami, a przedstawił się i przeprosił. Jakby nagle dotarło do niego, że zaprzepaścił swoje pierwsze wrażanie będąc niemiłym dla Avenity. Kto by się spodziewał, że choć nie ufali sobie nawzajem, byli skorzy do złości, gdy inne z nich zostanie urażone. Może jednak nie było z nimi tak źle i potrafili jeszcze się dogadać. Może ten brak ufności był tylko stanem przejściowym, towarzyszącym dezorientacji po utracie wspomnień. Sanz musiała przyznać, że i ona poczuła się nieprzyjemnie, choć słowa były skierowane do innej osoby. A jednak, później przypomniała sobie swój pierwszy dzień. Zrażenie do siebie wszystkich obecnych i huczne wyjście, zakończone popisowym upadkiem na twarz. Tak, nie powinna go oceniać po samych początkach. Może tłum działa podobnie i na niego.
   Opalony chłopak również zabrał głos, przedstawiając się jako Michael. Ale dla Zoe ważniejszym faktem było to, że przyznał się do chęci poznania innych. Wydawał się mówić szczerze. Miły gest. Dobre wrażenie. Imię nie miało na to wpływu, nawet jeśli ładnie brzmiało. Zoe usłyszała, gdy zaczął rozmowę z jej sąsiadem. Była wystarczająco blisko, jednak nie włączyła się w nią. Nadal nie miała ochoty się odzywać. Choć w myślach przyznała rację pytaniom jakie zadał. Mogłaby nawet powtórzyć to ostatnie głośniej w stronę Wrighta, by odpowiedział im na nie. Ponieważ sama zastanawiała się, czy na pewno zrobiła wszystko z własnej woli.
   Wtedy Adam ponowił to pytanie. Zoe znów została wyzwolona od konieczności zabrania głosu. Mogła nadal udawać tego niewzruszonego słuchacza. Tylko czy na pewno tego chciała? Może powinna zabrać głos i powiedzieć, co myśli?
    — Podpisaliście umowę ze zgodą na zabieg. Zostało to nagrane, by w razie czyichś wątpliwości mieć pewność, że zrobiliście to z własnej woli — odpowiedział.
   Zoe patrzyła na Adama, który przyjmował przeprosiny Ake. Mocno naciskał na te słowa, jakby nie były do końca szczere. Albo właśnie tak szczere, że musiał podkreślić ich prawdziwość.
   Nagle głos zabrał Neville, a ilość jego pytań sprawiła, że nawet Wright musiał przez moment układać sobie je w głowie, by niczego nie pominąć w odpowiedziach i wiedzieć od czego w ogóle zacząć. Choć przy jednym uśmiechnął się rozbawiony. Bezludna wyspa w środku zatłoczonego miasta? Pewnie, czemu nie? Wystarczy wysadzić wszystko, by został wielki krater, zalać go wodą i usypać wysepkę. Jaki to problem dla wielkiego naukowca?
    — Masz rację, to jeden z powodów, dla których odbywają się te spotkania — przyznał Wright. — Cóż, ciężko umieścić bezludną wyspę w wieżowcu pośrodku miasta, wybacz. — Uśmiechnął się. Na takie pytania zdecydowanie łatwiej odpowiadać. Choć John wiedział, że nie musiał odpowiadać. Na moment atmosfera zrobiła się luźniejsza. — Jeśli chcesz mogę szepnąć komu trzeba, żeby zadbał o słodycze dla Ciebie. Byleś nie przesadził z ilością. Yyy, Terminator mówisz?— Potarł brodę, zastanawiając się przez moment, kogo Neville mógł określić takim mianem. — Cóż, doktor Acula nie będzie prowadzić tych zajęć, więc najpewniej w swoim gabinecie. Z tego co mi wiadomo jeszcze nikt tego nie zrobił. Wczoraj wszyscy korzystali z dnia odpoczynku. Jednak jeśli ktoś ma taką chęć, może to zrobić nawet dzisiaj. Wydaje mi się, że wszystkie nagrania przechowuje Acula, jednak nie jestem pewien, czy zgodzi się je udostępnić, ze względu na to, że gdy je podpisywaliście, mieliście swoje wspomnienia i w waszych słowach i zachowaniu moglibyście doszukać się wspomnień z przeszłości... Teraz? Nie jestem pewien czy to możliwe, ale mogę zapytać. — Nie spodziewał się, że ktoś będzie chciał przyjrzeć się umowie w towarzystwie i przeczuwał jaką dostanie odpowiedź, jednak nie chciał zignorować prośby i choć spróbować.
   Przeprosił ich na moment i wybrał konkretny numer. Po wymienieniu rutynowego halo i wyjaśnieniu sytuacji zapytał.
    — Czy jest możliwość, by umowy zostały dostarczone tutaj i pacjenci mogli je obejrzeć razem?
   Po czym nasłuchał się, że już zostało powiedziane, że można zrobić to jedynie w obecności Aculi w jego gabinecie. I po co zadaje takie pytania, jak zna odpowiedź?
    — Aha. Tak, rozumiem. Przepraszam — odpowiedział i rozłączył się. — Wybacz, Neville. Niestety nie ma takiej możliwości i nie mogę nic na to poradzić. Można to zrobić jedynie w gabinecie Aculi. Jednak zawsze po poznaniu umowy, możecie o niej dyskutować razem.
   Czy tylko Zoe była zaskoczona słowami Lily? Ta dziewczyna, która wydawała się tak krucha i cicha, nagle wybuchła. Nikt się tego raczej nie spodziewał. Choć każdy miał wątpliwości, co do słów Wrighta nikt nie wytknął mu tego prosto w twarz, aż do teraz.
    — Nie uczyłem się niczego na pamięć, Lily — powiedział delikatnie. Jej słowa go dotknęły, bo choć spodziewał się, że można podać w wątpliwość jego historię, nie przypuszczał, że ktoś uzna ją za kłamstwo z całą pewnością. — Moja przeszłość, w pewnym sensie jest podobna do twojej. Dlatego wolałem nie opisywać jej dokładnie. Jednak powód mielibyśmy ten sam.
   To prawda. Lekko nagiął prawdę, gdy mówił, że planował wziąć udał w eksperymencie, ale jednak zrezygnował przez widmo śmierci. Tak naprawdę zdecydował się wziąć w nim udział i poszedł do Aculi z prośbą o to, jednak ten odmówił mu, nie chcąc stracić jedynego syna. Dlatego teraz jest tutaj, w tym miejscu, z nienawiścią w sercu do jedynej rodziny jaka mu została.
    — Acula jest dość wpływową osobą. Rezygnując z tej pracy, nie znalazłbym już żadnej innej w moim zawodzie. I przyznaję, że żałuję przyjęcia tej oferty. Bo byłem głupi, gdy myślałem, że będzie to prosty sposób na rozpoczęcie życia dla cierpiących ludzi. Może i jest to sposób, lecz ryzykowny i na pewno nie prosty. — Przerwał na moment. — Może to, co teraz powiem zabrzmi okrutnie, ale do widoku śmierci da się przyzwyczaić. Zawsze boli tak samo, ale za każdym razem, człowiek uczy się okazywać coraz mniej emocji. Inaczej oszalałby. I w żadnym razie nie chcę się zgrywać. Po prostu zależy mi na was. Chciałbym, żeby w końcu odkryto co nadal robimy nie tak podczas zabiegu i by stał się bezpieczny. Ale póki tak nie jest, chcę dopilnować, żebyście czuli się dobrze. Może ciężko uwierzyć, że ktoś biorący w tym udział ma dobre intencje, ale nie wszyscy w tym miejscu są znieczuleni tak jak główny pomysłodawca. Niektórzy dołączyli do nas dopiero w tym roku i nawet nie wiedzą o poprzednich wynikach. Dlatego proszę nie oceniajcie wszystkich tu obecnych przez pryzmat tego, co się tu wcześniej działo.
   To wrogie nastawienie do niego, choć mogło być mu przykro za niedocenianie dobrych intencji nie okazywał tego. Nie chciał jednak, by inni też tacy byli. Przecież znał lekarzy, którzy zrobiliby wszystko, by dopilnować bezpieczeństwa swoich podopiecznych. Przecież widział rozpacz doktora zajmującego się Aurorą. A osoby, które zajmowały się takimi miejscami jak biblioteka? Oni nie mieli z tym nic wspólnego. Ba, niektórzy pewnie zrezygnowaliby, gdyby wiedzieli.
   Zoe patrzyła na zawziętą minę Lily. Mówiła tak, jakby z całego serca nienawidziła Johna, choć ten nie zrobił jej nic złego. Sanz czuła się źle słuchając jej oskarżeń. Pogardy w głosie. W końcu postanowiła sama się odezwać. To, że wszyscy nagle zaczęli się przedstawiać ułatwiło jej sprawę rozpoczęcia. Podniosła się z krzesła i z lekkim drżeniem głosu odezwała się. Jakby bała się, że z jej ust wyjdzie coś całkiem odwrotnego, niż chciała przekazać.
   — Nazywam się Zoe. Nie byłam tak łaskawa, by przed wymazaniem pamięci poinformować się o czymś więcej, więc nie mogę podać wam swojego nazwiska. — Co dalej? Teraz skierowała się w stronę Carter. — Nie masz mi czego współczuć, Lily. Wydaje mi się, że wszyscy tu za szybko oceniamy innych. Po kilku słowach, masz pewność, że kłamie? Gdy powiedział o śmierci pacjentów, chyba nikt nie miał wątpliwości. Tak łatwo uwierzyliśmy w złe rzeczy, ale to, że ktoś nie jest taki okropny jak na początku zakładaliśmy jest nie do przyjęcia? Ja z początku też się pomyliłam i teraz żałuję. Wybacz, Adam, za to jak Cię nazwałam pierwszego dnia, bo się myliłam. — Zmieniła osobę, do której mówiła, ponieważ wyrzucając Lily ocenianie innych, sama przypomniała sobie, co powiedziała. Niesłusznie oceniła. Nazywając go księciem, miała na myśli wszystkie złe cechy związane z późnością i przekonaniem o własnej wyższości. — Pozory mylą. Czasem warto dać szansę, zanim pochopnie stwierdzi się, że nie można nikomu zaufać.
   Udało się. Powiedziała to czego chciała. Nie była wściekła. Nic nie skręcało jej w żołądku i nie wwiercało się w głowę. Choć rzeczywiście była odrobinę niemiła, chciała pokazać jak ona to widzi. Samo zło na świecie. Nie, raczej nie. Przecież znalazła życzliwych ludzi. Nawet jeśli czegoś chcieli, nawet jeśli coś knuli, nie mogła nie docenić szczerości i dobroci.
   Może wyciągnęła jakieś wnioski z tego, co przeczytała? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień, tak to szło? Ona nie była, zdążyła już skłamać.


https://orig00.deviantart.net/515f/f/2018/067/5/1/thr_by_mechanicpigeon-dc5bejq.gif

Offline

#303 29-04-2018 o 12h08

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 2 895

____________________________https://i.imgur.com/qotqziH.png
        Oceny, wyrzuty, oznaki braku zaufania… miała świadomość, że sama przyczyniła się do powstania tej szopki, ale o ile z początku jakoś szczególnie nie przywiązywała wagi do tego, w jaki sposób to wszystko mogło się potoczyć, tak w tym momencie już powoli zaczynała odczuwać lęk i niepewność. Wybuchła, co było skrajnie głupie i nieprzemyślane. Nie panowała już nad sobą, za bardzo patrzyła na wszystko przez pryzmat własnej tragedii, dając się jej przytłoczyć. Teraz się tego wstydziła, ale jedyne, co jej pozostało, to zmieszanie i unikanie spojrzenia którejkolwiek z zebranych tu osób. Przez chwilę niespokojnie kręciła się na krześle, splatając obie dłonie i opierając je o blat stołu.
        Wright nie zasługiwał na te słowa. Ba, nie zasługiwał na nie nikt. Nie miała prawa odnosić się do niego w taki sposób, a to, że była rozgoryczona i rozchwiana emocjonalnie, w żaden sposób nie usprawiedliwiało jej zachowania. Nagle podniosła głowę i rozchyliła usta, chcąc powiedzieć, że jest jej przykro i od tej chwili postara się podejść do tego w nieco dojrzalszy sposób, ale w tym momencie usłyszała to, co miał do powiedzenia długowłosy chłopak.
        Z jego spojrzenia biła zwykła ciekawość, a zachowywał przy tym stoicki spokój. Dziecko, do którego porównała go wcześniej, zdawało się być dobrym określeniem – dopiero co poznawał świat, łapał w swe małe rączki klocki o różnych kształtach i z ogromnym zainteresowaniem dopasowywał je do poszczególnych otworów. Wypowiadając kolejne słowa, badał grunt, sprawdzał, który przycisk najlepiej nacisnąć, aby wywołać reakcje i nowe doświadczenia. Zdawał się chłonąć wiedzę na temat innych, podobnych do siebie ludzi, jak gąbka – problem jednak w tym, że nie baczył na żadne okoliczności z tym związane. Ot, patrzył na nią zupełnie jak na okaz, na którym właśnie przeprowadzono eksperyment – wiele się w tym nie pomylił -  i analizował jej zachowanie. A ona poczuła się źle we własnym ciele.
Jednakże ani na moment nie odwróciła spojrzenia. Wysłuchała wszystkiego, co miał do powiedzenia – i mimo że czuła, że coś przewraca jej się w żołądku, nie odezwała się ani słowem. Cały żal, wszystkie wyrzuty sumienia, które jeszcze chwilę temu zaprzątały jej umysł, rozpłynęły się w powietrzu. Teraz było tylko rozgoryczenie i złość. I nie zmieniło się to nawet wówczas, gdy Ake wstał i przeprosił. Nie zmieniło się to także wtedy, gdy inni okazali jej wsparcie. Po prostu siedziała – dalej, bez słowa – i spoglądała na mężczyznę z heterochromią w taki sposób, jakby samo jej spojrzenie mogło sprawić, że temperatura w pomieszczeniu drastycznie się obniżyła. Mała Królowa Lodu z narastającym lodowym odłamkiem wbitym prosto w jej serce.
W momencie, gdy zabrzmiała kolejna dyskusja na temat uczciwości Wrighta, Collins podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę wyjścia, z pewnością zwracając tym swoją uwagę pozostałych osób. Nie miała już ani siły, ani chęci na dalsze kontynuowanie tego spotkania. Zanim opuściła pomieszczenie, zatrzymała się jednak jeszcze przed drzwiami. Położyła dłoń na chłodnej klamce i po chwili odezwała się, nawet nie patrząc na pozostałych. 
- Avenity Collins. Nie znam siebie sprzed zabiegu, nie wiem, dlaczego postanowiłam usunąć sobie pamięć, ani nie traktuję tego „daru” jako czegoś, za co powinnam zapłacić. Nie wiem, jaka byłam, nie wiem, dlaczego się na to zdecydowałam, ale na pewno wiem, co chciałam osiągnąć teraz, w swoim nowym życiu - chciałam po prostu spróbować żyć normalnie. Bez strachu, bez ciągłej niepewności i braku zaufania, czyli tego, co najpewniej wszyscy odczuwamy teraz, w tym pokoju.
To mówiąc, nacisnęła klamkę, otwierając drzwi.
- To fakt, w tym świecie chyba faktycznie nie ma nic za darmo. A już na pewno nie ma tu darmowego szczęścia. Doznałam go przez moment i nagle zniknęło. Pozostawiło po sobie jedynie ten cholerny posmak, którego będzie mi już teraz brakowało do końca życia.
Wyszła z sali i skierowała się w stronę windy.


https://i.imgur.com/2qqn0ub.gif https://i.imgur.com/w83jyjk.gif https://i.imgur.com/RU75Kbj.gif

Offline

#304 29-04-2018 o 12h59

Straż Cienia
Lashanti
Szeregowiec
Lashanti
...
Wiadomości: 135

http://i68.tinypic.com/6rqbk1.jpg

  Moje myśli o pewnych sprawach przerwała introdukcja Adama. Oczywiście, tak jak przypuszczałem wstał, żeby to zrobić. Niech go diabli wezmą. Ten blondyn chyba ma jakiś specjalny dar, by wykonywać czynności, które mnie łatwo irytują. Spokojnie, spokojnie... Miałem myśleć o pozytywnych cechach w innych, więc co się zalicza do pozytywnych cech Adama? Pierwsze co mi przychodzi na myśl to jego natarczywość oraz upór przy naszym pierwszym spotkaniu, ale czy mogę nazwać te dwie cechy czymś pozytywnym? Szczerze w to wątpiłem. Nieważne jak długo nad tym myślałem największy pozytywny aspekt, który przychodził mi na myśl były jego zdolności terapeutyczne. Oprócz tego emitował aurę magnesu przyciągającego panie, nawet Zoe została przez niego oczarowana. Chociaż tej ostatniej cechy nie mogłem do końca nazwać pozytywną. Zbyt dużo kobiet oznaczało problemy, a Adam wygląda na takiego, które je przyciąga. Wszystkie moje przemyślenia sprawiły, że zacząłem się o niego tylko niepotrzebnie martwić i zdecydowałem, iż zapytam go później czy wszystko z nim w porządku. Zachowanie blondyna mnie lekko niepokoiło. Jeżeli chciał patrzeć dyskretnie na "rudą" kobietę siedzącą pomiędzy nami to zdecydowanie mu nie wychodziło. Czyżby... Adam bez problemu rozmawiał z innymi kobietami tworząc wokół siebie problemy, a z tą jedną nie mógł wykrztusić żadnego słowa? Rozumiem, rozumiem, więc to tak. Masz moje poparcie chłopie. Już ja ci pomogę w socjalizacji z naszą "rudą" damą.
  - Doceniam twą uwagę Adamie. Naprawdę wszystkich bardzo olśnił twój niesamowity geniusz - odpowiedziałem z opóźnieniem na sarkastyczną uwagę grabarza drzew.  Za bardzo się skupiłem na myśleniu o jego pozytywnych cechach. Całe to pozytywne myślenie raczej kiepsko mi szło, ale liczą się chęci, prawda?
  Następnie głos zabrała Lily, a słowa jakie wypowiedziała były ostre niczym sztylet. Jednak sprawiły, że czułem się winny z jakiegoś dziwnego powodu. Tak, to prawda. Cała historia mogła być kłamstwem, żebyśmy mogli mu zaufać, ale czy kłamstwo w tym przypadku było totalnie złe? Nie zmieniało ono faktu, iż pomogło mi one się bardziej zrelaksować podczas tego całego spotkania.

  Lily wzbudziła u mnie niewyjaśnione poczucie winy, a Zoe to uczucie podwoiła. Nawet jeżeli nie powiedziałem tego na głos przez pewien moment myślałem, że słowa dr Wrighta są okrutne. Jednak czy mam prawo go oceniać? Równie dobrze sam mogłem być w przeszłości bardziej okrutny niż on.

  Wsłuchiwałem się w wszelkie odpowiedzi, które dawał nam pan doktor okularnik. Jeszcze nie wymyśliłem dla niego odpowiedniej ksywki, choć zamierzałem to zrobić. A tak właściwie nadawanie wszystkich tych pseudonimów było dla mnie formą otrzymywania komfortu. Straciłem pamięć, prawda? Jaką, więc mam gwarancję, że zapamiętam po tym wszystkich zebranych tu ludzi? Nadawanie im pseudonimów sprawiało, że łatwiej było mi o nich pamiętać. A ja pragnąłem zachować w mojej pamięci wszystkich, którzy się tu zebrali. Chociaż to brzmi głupio, wręcz idiotycznie to nadawanie im ksywek należało do pewnego rodzaju zabezpieczenia. Miało ono jeden cel. Nie chciałem zapomnieć mojego obecnego życia, tak jak poprzedniego, a jeżelibym zapomniał to na pewno zapamiętałbym je z powrotem. Jestem głupcem, czyż nie? Jak nadawanie komukolwiek pseudonimów może mnie upewnić, że nie zapomnę tych ludzi po jakimś czasie?

  Wiedziałem, że było to kompletnie bez żadnego sensu, ale mimo wszystko to robiłem. Powód jest prosty. Nie chciałem już niczego zapomnieć, nawet jeżeli moje przeżycia będą bolesne.

  - Przyjmuję ofertę dotyczącą słodyczy. Jednak przez "Terminatora" nie miałem na myśli doktorka Draculi, a aktualnie jednego z pacjentów. Gość chodził na boso oraz ubierał na czarno. Wyglądał również na groźnego. Dlaczego go tu brakuje i nic o nim nie wspomniano w porównaniu do innych wymienionych osób? Czy to nie jego zniknięcie powinno nas teraz zastanawiać? - mruknąłem, choć słyszałem niepewność w moim tonie głosu. Osobiście nie znałem tamtego pacjenta, ale może ktoś kto go znał skojarzy mój opis i zada sobie to samo pytanie. A przynajmniej miałem taką nadzieję. Skwitowałem tylko jego odpowiedź dotyczącą czytania umów słowami "nic nie szkodzi", choć dało mi to sporo do myślenia na temat Aculi. I oczywiście nachodzących mnie jak plaga podejrzeń.
   Avenity wybuchła po dłuższej chwili milczenia i wyszła z biblioteki mając najwyraźniej dość tego spotkania. Może to zabrzmieć okrutnie, lecz miała rację. Darmowe szczęście nie istniało. Za nie należało albo zapłacić, albo być w czepku urodzonym. Atmosfera w pomieszczeniu należała raczej do napiętych. Jak tak nad tym pomyślę to nie wymyśliłem jeszcze pseudonimu dla nieobecnej już tutaj kobiety. Może coś w stylu Aye-Lucky-Ave? Absolutnie nie. Stać mnie na wymyślenie czegoś lepszego.
  - Uważam, że to nie ma sensu jeżeli wszyscy się na siebie rzucają z pretensjami - westchnąłem zrezygnowany całą przytłaczającą atmosferą. Zacząłem uważać, że milczenie siedzącej obok mnie Mei było teraz właśnie czymś pozytywnym, a przynajmniej nie mogłem jej zarzucić kreowania dram.  Poza tym miałem misję niesienia pomocy Adamowi w jego problemach z kobietami, a Mei go znała i mogła mi w tym pomóc. Postanowiłem, więc zignorować ponurą atmosferę oraz skierowałem swój wzrok na naszą rudą damę.
  - Hej, wiem, że nie jest za wesoło, ale jak masz na imię szanowna damo? Mój kumpel Adam chciałby spędzić z tobą trochę czasu i chętnie by porozmawiał. Czy zgodziłabyś się dostąpić nam tego zaszczytu oraz dała zaprosić na wspólne wyjście do kina? Moja kumpela Mei też chętnie spędzi z tobą trochę czasu. - Skierowałem te słowa do rudowłosej damy z jak największą powagą. Częściowo była to zemsta za jego wcześniejszy sarkazm dotyczący bezludnej wyspy, a częściowo chciałem mu pomóc. Odwróciłem się do Mei i wyszeptałem do niej:
  - Adam najwidoczniej ma problemy z nią normalnie rozmawiać. Pomóżmy mu, Mei - Oczywiście upewniłem się, że te oto słowa słyszała tylko siedząca obok mnie moja "najlepsza kumpela". No co? Jakoś musiałem pomóc biednemu chłopakowi.

Ostatnio zmieniony przez Lashanti (29-04-2018 o 13h12)

Offline

#305 29-04-2018 o 13h56

Straż Cienia
Sahir
Młody rekrut
Sahir
...
Wiadomości: 12

https://zapodaj.net/images/d4317fc44852f.png
xXx

Ake zaufał Wrightowi. Inaczej nie wypowiedziałby tych słów, które wypowiedział. Nie pochyliłby przed nim głowy. Rzecz jasna był to kredyt zaufania, który łatwo było stracić, ale w głowie bruneta kiełkowała jedna myśl, która nie odpuszczała. Myśl o tym, że rzyganie nieufnością więcej szkodziło niż dawało. To zaufanie nie sprawiało wcale, że wątpił, że nie obserwował i nie badał. Kiedy masz oczy szeroko zamknięte jakoś zupełnie inaczej wyglądał świat – dlatego Shinoda tak je teraz trzymał. Zamknięte. Po prostu były zamknięte bardzo szeroko. Człowiek kroczył przez świat i światu dawał kształt przez swoje czyny – formował go, zmieniał, często w sposób, którego nie dostrzegał. Myślał "ja nic nie znaczę!" - bo co może znaczyć jednostka przed milionem gwiazd? A każda z nich to jakaś twarz, jakiś osąd, który na ciebie został wydany. Czy to nie dlatego tutaj wszyscy siedzieli? Na ławie oskarżonych o miłość? Sumienie wyszło z sędziów i stanęło obok, przypatrywało się jak dodatkowi przysięgli, bez wstydu i bez obaw. Od wyroku nie było odwołań! Wysoki Sędzio, załatwmy to szybko i chodźmy do domów! Miłość to rzecz, co prowadzi do szaleństwa, a szaleńcy, jak wszyscy doskonale wiedzieli, byli wrogami społeczeństwa. Zakują w kajdany, potem zapną w kaftan. Czekał biały pokój, w nim równie białe myśli. Ciężka pusta i lekka przyszłość. Nie martw się o nim – otumaniony lekami i tak o niczym nie będziesz pamiętał!
Zupełnie o niczym.
Zapamiętałeś więc, by zapomnieć?
Miał więc siedzieć tutaj cicho, jak na oskarżonego, na którym najsurowszy wyrok wymiaru kary już wykonano, przystało. I siedział, rzeczywiście. Siedział, tylko mielił tym ozorem, zamiast się zamknąć i dać innym spokojnie porozmawiać. Czuł taką potrzebę? Czuł presję? Nie. Jego nie było już nawet tych sześć centymetrów sześciennych ukrytych pod czaszką*. Należały do kogoś innego – do kogoś, kto dobrowolnie się zabił, a teraz ktoś się ośmielał go pytać, czy nie zastanawiał się, dlaczego właściwie to zrobił. Kto? Ten on z przeszłości? Powinno go to interesować, prawda? I interesowało. Być może tak samo, jak wszystkich tutaj, może trochę mniej, może trochę inaczej – ciężko stawiać wnioski, kiedy nie miał ich do czego porównać.
- Dlaczego miałbym dumać nad tchórzem, który wolał zakończyć swoje życie niż o nie walczyć? – Odparł ciszej. Spomiędzy jego warg wydobyło się ciche westchnienie. Zatrzymał wzrok lekko przymkniętych oczu na Michaelu. Wszystko zrobił nie tak – takie miał teraz wrażenie. Wcale nie było mu z tego powodu głupio. Nie potrafił odnaleźć w sobie należytego wstydu i troski  to, że zaatakował tamtą dziewczynę – bo zrobił to. Całkiem umyślnie, słysząc jej słowotok, tylko... dlaczego? Najgorsze było to, że słowo 'przepraszam' było puste – i wcale nie oczekiwał szczerego przebaczenia. To tak jak z tym zaufaniem – przecież drążymy ten temat cały czas! Buduj powoli, ale nie pozwól, żeby coś zburzyło twoją budowlę. Jeśli proces niszczenia naruszy fundamenty nie będzie już na czym stawiać. Zawstydzające był to, jakim g**em trzeba być, żeby odciąć się od wspomnień. Fakt, że siedział z nimi tutaj jak równy z równym – i niczym się od nich nie różnił. Był wręcz gdzieś niżej, bo oni, zwierzęta stadne, mieli tutaj już swoje ustalone zasady. On był drapieżnikiem, który wdarł się na teren obcego stada – i w dodatku miał czelność jeszcze błyskać na nich swoimi kłami.
Michael, jak to chłopak się przedstawił, wtrącił tutaj jedno bardzo cenne postrzeżenie – jaka była pewność,  że nikt ich nie zmusił? Dlatego Shinoda wątpił. Miał w sobie poczucie, że to wszystko jest piękną bajką z kartoniku,która podrze się przy mocniejszym powiewie wiatru albo spali, jeśli tylko spadnie na nią najmniejsza iskierka. Z tak delikatnymi konstrukcjami należało postępować ostrożnie, one nawet nie posiadały fundamentów. Nie byłoby czego odbudowywać, musieliby wszystko postawić na nowo, ale to, co zdążyliby zobaczyć poza murami, które ograniczały ich możliwości rozglądania się, badania,  poznawania, zmieniłoby prawdopodobnie na zawsze ich życie.
- Nawet jeśli, to co to zmienia? Nie dociekniesz prawdy, kiedy prawda nie chce być odnaleziona i jest chroniona przed jednostki trzecie. Nie weźmiesz bagnetu i nie nawołasz do bunt. Możesz tu tylko grzecznie siedzieć, w oku kamer. Między zadawaniem pytaniem a dręczeniem się zwątpieniem, jest bardzo duża różnica. – To tak odpowiadając od razu na słowa Neville'a, które wysypały się z niego całym potokiem. Słodki był. Jak dziecko, które właśnie strzelił podkówkę i uderzyło swoimi grabami w piaskownicy, dając wszystkim dorosłym jawnie znać, że on się na taki stan rzeczy nie godzi! A potem ze złością stawił z dużego wiaderka wieżę z piasku, by po zburzonym porządku rzeczy wybudować nowy – swój własny. Mimo wszystko Ake delikatnie uśmiechnął się pod nosem.  Minimalnie. Stukanie dłoni dziecka w wieczko wiaderka było odprężającym odgłosem. Kilka takich cichych uderzeń rzeczywiście rozluźniało atmosferę. Wszystkie te pytania, większość zupełnie abstrakcyjna, miały swój urok przypisywany tej jednej, konkretnej twarzyczce. Przestawali być anonimowi. Przestawali być białymi maskami, na których czole ktoś wymalował parę cyferek, żeby łatwo było dopasować do nich głosy. Nabierali swoich rumieńców i pokazywali się, mniej czy bardziej odważnie, ale jeden po drugim coraz gorliwiej brał udział w dyskusji – czy nie o to tutaj chodziło? Właśnie to co lekko uderzyło. Myśl, że całkiem nieświadomie nakręcił machinę i otworzył rytuał, który pozostali uszanowali. Nie był jeszcze pewien, czy to było pozytywne uderzenie.
Lily Carter. Naczelna s*** tego towarzystwa? Z uśmiechem, który sam w sobie był szpilką wbijaną po koniuszki w tych, do których ten uśmiech wymierzyła. Jad. Jad ociekał jej po kłach, których nawet nie obnażała. Nie musiała. Stanowiła kwintesencję tego, co ludzie uważali za zagrożenie. Człowiek widział pająka czy węża i nie zastanawiał się nad tym, czy był jadowity czy nie. Bał się najmniejszego krzyżaka, który zrobił sobie pajęczynę na ogrodowej ławce i nie chciał wyciągać do niego ręki, no bo co, jeśli ugryzie? Strach całkowicie irracjonalny. Słowa, które wycedziła ze swoich ust, były nawet nie jak bagnety – były pociskami. Miały siłę przebijania zbroi i wbijania się dokładnie w to miejsce, w które pragnęła, żeby wbite zostały. Chyba jednak ani doktora ani Zoe, która w tego doktora wierzyła, nie naruszyły. Tym razem nie wtrącał się w to wszystko. Siły z niego upływały przerażająco szybko. Być może Lily była czarną owcą, a może nie podobało jej się to, jak ten temat się toczył. Bo na pewno nie podobała jej się zasłyszana od doktora  historia. Znów nie mógł sobie pomóc i tylko uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Tyle jadu i tak mało wiary w rozkwitającej Lilii. Zbyt mało delikatności w tych jasnych płatkach. Zbyt ostre ich krańce. – Każda kobieta była jak kwiat – kwitły zawsze. Nie tylko od nich zależało, jakimi kwiatami się staną, to byłoby zbyt piękne. Choć im wszystkim o samych sobie było o wiele łatwiej decydować. Przecież kształtowali siebie od nowa.
Pozytywnym uderzeniem było to, co zrobiła Avenity. Od samego początku do końca, od koniuszka palców do czubka jasnych włosów wydawała się teraz idealna, kiedy krzyżowała z nim spojrzenie i tonęła w swoich uczuciach, które z morza łez zamieniały się w ognistą pożogę. Czy to jej własny, wewnętrzny dramat? Wbił szpilkę trafną i celną, ale to wcale nie było trudne. Cała Avenity była czułym celem. Z sercem na ramieniu, chociaż chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Stworzona do tego, by krew serca spływała po jej drobnym ciele, niedużych piersiach, zdobiła udo, odcinając się na jasnej cerze nie poznaczonej młodzieńczymi niedoskonałościami. Słyszał wszystkie słowa Wrighta, ale teraz one go nie interesowały. Jego uwaga była pożerana – jak u małego dziecka, które nie może skupić się na dwóch rzeczach na raz. Inne głosy nagle stały się bardziej irytujące, tylko przeszkadzające w rozumieniu tego, co działo się właśnie w sercu tej dziewczyny. A przecież miała je na wierzchu – widział więc każde uderzenie.
Kiedy już wypaliła w sobie wszystko, co było do wypalenia i pozostał jedynie popiół, do Królestwa małej Księżniczki zawitała Pani Zima. Welonem mrozu, delikatnym jak muśnięcie motylich skrzydeł, przykryła jej świat i ujęła jej policzki, nie pozwalając ich odwrócić. Kiedy ten świat tonął, płonął i kiedy zamarzał – ona ciągle tkwiła w tym samym punkcie.
Bezradna.
Nie dostała w swoje dłonie bagnetu, nie miała więc czym walczyć. Jedyne, co jej pozostało, to zachowanie resztki godności i nie opuszczanie głowy, kiedy wszytko wokół niej popadało w ruinę. Był jej Oprawcą? Nie był. Przecież nie miał mieć tu roli antagonisty, choć taka łatka chyba właśnie przylgnęła do jego ciała. Zapisała się w jasnych tęczówkach jak plama na honorze, której nie dało się wymazać. Choć kto wie? Może znajdzie się wystarczająco sprawny korektor, który pozbędzie się wszystkich plam z tego pamiętnika.
Wstała. Skierowała się do drzwi szybkim krokiem.
Powinien się teraz poczuć źle, prawda?
- Przepraszam najmocniej. – Wstał z krzesła i pochylił się krótko, płytko, kierując do drzwi, którymi wyszła Avenity. Czemu? Z ciekawości! Jej prywatna Śmierć o dwukolorowych oczach – przecież nie mogła pozwolić dać o sobie tak po prosu zapomnieć...
Nie, kiedy nosiła jej znamię na swoim nadgarstku, której nie dało się wykasować tak, jak wykasowała o niej pamięć.
Zamknął za sobą drzwi.
- Avenity. – Ponoć imię było tylko naklejką na opakowaniu. Niby mówiła ci, co to za produkt, ale nie była w stanie opisać jego smaku i kształtu. To tylko nazwa. A jednak nie wierzę, że róże nadal pachniałyby tak samo, gdyby nazywała się kapustą albo ostem**. - Avenity, zaczekaj proszę. – Skoro jedne przeprosiny nie wystarczyły... Ach, gniew! I to nie była jedyną osobą, w której wzbudził gniew. Chyba coś było w tym stwierdzeniu, że obok Ake nie dało się przejść obojętnie. Można go było kochać lub nienawidzić – nie dało się jednak zachować wobec niego neutralności, kiedy już przecięło się z nim drogi. Sam nie myślał o tym w ten sposób. Miał już i tak zbyt wiele myśli, które gnały w przód i które starał się zwalniać. Panować nad nimi.
Shinoda przyśpieszył nawet kroku, żeby dogonić dziewczynę, ale nie zatrzymał jej dotykiem. Nie przekraczał granicy, której przekroczyć nie powinien, choć... czy na to nie było już czasem za późno? Zwłaszcza, że w dwukolorowych tęczówkach nie dało się znaleźć skruchy, smutku, czy współczucia. Były klarowne i przejrzyste.
Gdyby zachód słońca skrył się za chmurami, to czy nadal byłby zachodem?

*"Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką." - George Orwell – "Rok 1984"
"Czy róża pachniała by tak samo wspaniale, gdyby się nazywała ostem lub kapustą?" - Lucy Maud Montgomry - "Ania z Zielonego Wzgórza"

Ostatnio zmieniony przez Sahir (29-04-2018 o 14h26)


https://data.whicdn.com/images/232030300/original.gif

Offline

#306 30-04-2018 o 00h31

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 361

https://zapodaj.net/images/02844b78d3200.png

        Siedziała, wpatrując się w swoje dłonie, rejestrując niekiedy dobiegające jakby z oddali zarówno znajome, jak obce głosy. Kamery. Zaufanie. Przystosowanie do życia w społeczeństwie. Spodziewałaby się, że podczas spotkania ze wszystkimi uczestnikami eksperymentu i doktorem Wrightem, wystawionym na ostrzał pod gradem pytań, będzie jej towarzyszył natłok myśli. Mimo to, słowa przepływały gdzieś obok, rejestrowane tylko częścią świadomości. Gdyby pamiętała, jak wygląda oceanarium, pomyślałaby, że siedzi jakby otoczona ogromnymi akwariami, przytłumiającymi dźwięki, wprowadzającymi w dziwny, ospały nastrój. Urywki rozmowy, niczym pojedyncze rybki różnej wielkości pojawiały się niekiedy w obszarze jej postrzegania, unosiła więc lekko głowę, by przyjrzeć im się przez tę krótką chwilę, zanim znikną, zastąpione przez pustkę i ciszę. Jak wtedy, gdy wśród morza innych słów padały imiona Lariny i Alexa.
    Evie spodobałoby się takie nawiązanie do wody, bo choć zdradzieckie ciepło powoli opuszczało policzki dziewczyny, myśl o chłodnym, kojącym dotyku na skórze nie byłaby jej niemiła. Tymczasem śledziła bacznie przebieg linii, ukrytych we wnętrzu własnych dłoni - jednych prostych, jakby stanowczych, a innych przerywanych, przypominających maleńkie łańcuszki. Gdzieś z tyłu głowy kołatało jej się przekonanie, że te tajemnicze wzorki coś znaczą, mimo wysiłków, nie potrafiła sobie jednak przypomnieć, jak je odczytać i czy w ogóle potrafi to zrobić. Przeszło jej przez myśl, żeby zadać pytanie doktorowi - w końcu byli tu także po to, aby pytać - odrzuciła jednak z miejsca ten pomysł jako niedorzeczny. Z pewnością każdy tutaj doskonale wie co i jak, a ona tylko się ośmieszy. O wiele prościej będzie odczekać, zostać w po zajęciach w bibliotece, by poszperać nieco w poszukiwaniu informacji.
    Gdy uniosła głowę, by zerknąć na regały z książkami, jej wzrok niechcący zahaczył o siedzącego obok Adama. Co jednocześnie sprawiło, że skupiła się bardziej na jego słowach, obserwując zmarszczenie brwi, lekkie drgnienie mieśnia koło ust, spiętą nagle postawę. Chyba nie spodobało mu się to, co wcześniej powiedział ten nowy chłopak o dziwnym nazwisku i jeszcze dziwniejszych oczach. Były dwukolorowe i Eva pomyślała, że nigdy jeszcze takich nie widziała, zanim przypomniała sobie, że, generalnie, nie miała do czynienia ze zbyt wieloma odcieniami tęczówek w tym życiu. Wspomniał o Japonii, być może tam było to normalne, a ona nigdy w  niej nie była, o ile w ogóle bywała gdziekolwiek?
       Słowa Adama o samotnej wyspie uświadomiły jej, że Japonia składa się z wysp, a ona wie o tym z całą pewnością. Dodatkowo, przypomniała sobie nagle to odczucie na dźwięk imienia blondyna, gdy usłyszała je pierwszy raz. To oczywiste, skąd je znała, z książki, podobnie jak własne, z historii z jabłkiem w roli głównej. Poczuła, jakby sama obecność tego morza książek wokół zapaliła w jej mózgu dodatkową lampkę, oświetlającą dotąd pozostające w ciemności obszary. Było to bardzo optymistyczne założenie, pozwalające przypuszczać, że im dłużej będzie tu przebywać, najlepiej dodatkowo zapoznając się z kolejnymi tomami, tym więcej wiedzy do niej wróci. Ta świadomość, nie wiedzieć czemu, wlała w rudowłosą jakby odrobinę nowej pewności siebie. Do tego Lily właśnie zwróciła się do lekarza, i choć jej słowom trudno było odmówić prawdziwości, Eva odczuła rodzaj współczucia wobec doktora Wrighta. Możliwe, że współczułaby każdemu wystawionemu przed osąd tylu osób nastawionych z, delikatnie mówiąc, nieufnością. Niezależnie od tego, jak bardzo mógłby na to potencjalnie zasłużyć.
    Przez dłuższą chwilę szukała w głowie czegoś, o co mogłaby zapytać, by zmienić nieco panujący przy stole nastrój. Przeniosła wzrok na Zoe, podczas, gdy tamta mówiła, i nagle - temat pojawił się! Ich rozmowa podczas balu! Otworzyła usta, by zadać pytanie, ale wtedy jedna z dziewcząt wstała, kierując się do wyjścia. Słowa Avenity - bo takie imię podała - rozbrzmiały w uszach Evy jakby głośniej, niż te, które padły w bibliotece do tej pory. To jak to w końcu jest? W tym dziwnym ośrodku mieli przygotowywać się do nowego życia, a kto wie, być może opuszczą go równie poranieni jak wtedy, gdy do niego przyszli. Tylko w inny sposób. Opuszczą go z piętnem życia tutaj, bo przecież wśród przystosowanych społecznie nie było chyba normalne przebywanie przez rok w ośrodku zamkniętym?
- Ja mam pytanie. Trochę nie w temacie, ale skoro mamy swobodnie rozmawiać o wszystkim… - odezwała się w końcu, gdyż bardzo chciała powiedzieć cokolwiek wobec tej dziwnej aury, wywołanej słowami Avenity. Była niemal pewna, że wyczuwała ją nie tylko ona sama.
- Zastanawiałam się… w jakim kraju teraz przebywamy? To nie ma aż takiego znaczenia wobec kwestii, czy ufamy panu albo po co nam kamery ale… trochę dziwnie nie wiedzieć, gdzie się jest, czy wokół żyją ludzie, jaka pogoda jest za szybą? Nie myśleliście o tym?
    Zwróciła się jakby do wszystkich, z niezadowoleniem konstatując, że ewidentnie ma skłonność do nadmiernego rozkręcania się w wypowiedziach, zmierzającego nieuchronnie do średnio sensownego paplania. Spróbowała zatem przenieść swoje pytanie na poważniejsze nieco tory, zwłaszcza, że ostatnie zdanie, wypowiedziane przez jasnowłosą nadal dźwięczało jej w uszach. Będzie mi go brakowało do końca życia.
- W jaki sposób mamy się nauczyć na tych zajęciach przebywania w społeczeństwie? Przecież każdy z nas uczestniczy w tym samym eksperymencie. Inni lekarze, którzy będą prowadzić zajęcia, również są w niego zaangażowani. Czy nie jest tak, że tworzymy tutaj taki mały, własny świat za szybą, a wszyscy wokół będą zawsze trochę od nas inni? Czy będziemy w stanie, będąc tutaj, poznać sprawy, którymi żyją tam, na zewnątrz, byśmy nie czuli się w nowym życiu zwyczajnie obcy?
    Dotąd nie myślała w ogóle o tym zagadnieniu, dlatego wypowiedziawszy te słowa, płynące nie wiadomo skąd, poczuła zimno, zastępujące wcześniejszy żar na twarzy i szyi. Potarła odkryte ramiona, by się ogrzać, ale też osłonić przed nagłą obawą, atakującą o wiele gwałtowniej niż uczucie chłodu.
        Nie miała jednak czasu na lęki, gdyż tuż obok niej rozbrzmiał głos męski, należący tym razem nie do Adama, a do tego chłopaka na wózku, którego dojrzała wcześniej na balu. Przedstawiał się jako Neville Melville, co też kojarzyło jej się z jakąś książką, choć nie pamiętała aktualnie jej tytułu. Wysłuchawszy jego absurdalnej przemowy, Eva zamrugała kilka razy nerwowo, jakby miało jej to pomóc w upewnieniu się, czy aby dobrze słyszy. O wiele logiczniej byłoby podłubać sobie w uchu, ale ta myśl nie pojawiła się w jej głowie, przytłoczona skutecznie co najmniej konfundującymi słowami chłopaka. Miała w zasadzie do wyboru, zapaść się pod ziemię, lub spróbować podjąć wyzwanie. Po chwili namysłu, odpowiedź wydała jej się  potencjalnie najmniej upokarzająca spośród pozostałych dostępnych opcji, takich jak udanie ataku głuchoty, wejście pod stół czy też wybiegnięcie z sali z płaczem.
- Jestem Eva - powiedziała w końcu, jednocześnie zmrożona myślą, że Neville mógłby spytać i o nazwisko, którego wszakże dotąd nie poznała, nawet o nim nie pomyślała.
    Jej wzrok zahaczył o siedzącą obok Melville’a Azjatkę, a widok ten przypomniał rudowłosej Pana Krewetkę, tę zdecydowanie najzabawniejszą część balu. Na to wspomnienie zaśmiała się odruchowo, rozgłośnie i zapewne zupełnie niezrozumiale dla rozmówcy. Śmiech był w tej sytuacji, w tym dniu, czymś absolutnie ożywczym, jakby ponownie napewniającym ją tym poczuciem, o którym mówił Alex. Nie trzeba się przecież koniecznie tak wszystkim przejmować! W dodatku Neville, gdy się na niego spojrzało, nie wyglądał wcale na złośliwego prowokatora. Owszem, mimo powagi, kącik ust drgał mu lekko w uśmiechu, ale oczy miał… smutne.
- Wiem, że Mei by chciała - Eva zwróciła się do chłopaka, pochylając się lekko w jego stronę i zniżając głos, jakby zdradzała jakąś tajemnicę - Była pod ogromnym wrażeniem umiejętności rozmawiania ze zwierzętami, którą zaprezentowałam na balu. Tylko nie mów o tym nikomu, dobrze? Opanowałam póki co tylko małe skorupiaki, ale oczywiście moje ambicje sięgają dalej, sama nie wiem, czy zostać prz wodnych, powiedzmy, przejść do jakichś mniejszych rybek, do większych, a finalnie wieloryba…? - urwała na chwilę, bo olśniło ją nagłe wspomnienie, kolejne już w tej ewidentnie magicznej bibliotece.
- Takiego, jak w książce pana, który nazywał się Melville! Czytałeś ją? Jak chcesz, to możemy poczytać wszyscy razem, Mei też. Jestem jej zresztą winna taniec, ale to potem.
    Zajęta powstrzymywaniem się od wymienienia imienia Adama, swoistej praprzyczyny tej dziwacznej konwersacji, ugryzła się w język dopiero po wypowiedzeniu słów, będących być może nie na miejscu wobec chłopaka na wózku. Jednocześnie usłyszała wokół siebie dziwną ciszę, jakby wszyscy słuchali wymiany zdań jej i Neville’a. Znów poczuła tę samą ochotę, by wejść pod stół, bardziej jednak chciała się roześmiać, i by poradzić sobie jakoś z obiema tymi pokusami, zadała pierwsze pytanie, jakie przyszło jej aktualnie do głowy.
- A jaka jest pana ulubiona książka, doktorze?

* chodzi rzecz jasna o książkę ,,Moby Dick" /static/img/forum/smilies/wink.png

Ostatnio zmieniony przez Hayal (30-04-2018 o 16h18)



https://images-ext-1.discordapp.net/external/WOR1nQNADXv8efy1Q-h8bO0-WV1xV1OI_4SESR6ROFs/https/i.imgur.com/H61lA04.png

Offline

#307 01-05-2018 o 15h33

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 207

____________________________Mei Tokisaki
Przysłuchując się wymienianym zdaniom, odrobinę przygryzłam dolną wargę. Dyskusja była zaciekła. Prawie każdy brał w niej udział, przedstawiał swoją własną opinie na niektóre, dopiero co zaczęte tematy. Ja natomiast nie miałam pojęcia, co mogłabym dodać od siebie, aby choć trochę włączyć się w konwersacje, jednakże bacznie obserwowałam reakcje, jak i czyny zebranych tu osób. Nieufność, niepewność, złość, zagubienie, smutek - tyle uczuć dało się dostrzec w oczach każdej tej żywej istoty. Atmosfera była niewyobrażalnie coraz bardziej ponura. Dr Wright również nie emanował pozytywnymi emocjami, lecz bardziej tymi przygnębiającymi po tym, gdy podzielił się z nami skrawkiem jego decyzji z przeszłości, która wpłynęła na to, że pojawił się tutaj, a nie gdzie indziej. Najbardziej mnie zszokowało to, że w wcześniejszych latach - eksperyment miał niemalże stu procentową liczbę zgonów. Od razu przypomniałam sobie wspomnianą Aurorę Morris, której lekarze nie zdołali odratować. Czułam, jak mi się robi coraz bardziej źle. Powiodłam wzrokiem po wszystkich twarzach. Najchętniej opuściłabym to pomieszczenie, ale zwróciłabym na siebie zbyt dużą uwagę. Ale z drugiej strony - nie potrafiłam. Ogarnął mnie paraliż. Paraliż, który za wszelką cenę nie chciał opuścić moich mięśni. Czyżby śmierć stała za nami i czekała na odpowiedni moment, aby nas dopaść? Byliśmy jej ofiarami, zabawkami, którymi z ogromną chęcią się bawiła, a potem wrzucała do nicości. Wzdrygnęłam się na tę myśl, dzięki tym uwalniając się od sideł bezwładności. My jedynie chcieliśmy na nowo posmakować własne życia, ale czy to w ogóle miało jakikolwiek sens? Utrata pamięci, ucieczka od wstrząsających wspomnień, czy to było warte ryzykowaniem swojego jedynego ludzkiego żywotu dla jakiegoś zbawienia, które miało odmienić wszystko w najdrobniejszym centymetrze? Przecież, to nie było do końca pewną prawdą, jakby każdemu mogło się wydawać. Ceną nowego istnienia jest pamięć, coś bardzo cennego dla każdego człowieka. Tracąc pamięć tracimy własną godność, ponieważ nie mamy z nią żadnej więzi. Nie pamiętamy kim byliśmy. Nie wiemy kim jesteśmy. A wspomnienia są czymś cennym, co każdy człowiek chciałby mieć w posiadaniu.
Z rozmyślań wyrwał mnie nieznajomy głos, który należał do długowłosego chłopaka; od razu podniosłam wzrok znad moich dłoni. Miał niezwykłe tęczówki. Jedna o innym odcieniu, druga także o odmiennym odcieniu od tej poprzedniej. Jestem pewna, że to się jakoś nazywało, ale nie mogę sobie przypomnieć tego słowa. Przynajmniej już wiem gdzie się zatrzymam po zajęciach, aby posiąść "nową" informacje.
Wracając do teraźniejszości, to nie za bardzo mi się spodobał jego sposób wypowiedzi, z którą zwrócił się do Avenity. Wyglądało to bardziej, jakby chciał zaatakować dziewczynę, ponieważ jej obecne, przytłaczające odczucia z niczym się nie liczyły, więc najlepiej będzie ją jeszcze dobić słowami, które były ostre jak brzytwa. Słowa ranią bardziej niż czyny. Każdy to zauważył - niektórzy stanęli w jej obronie, a niektórzy to przemilczeli zbytnio się nie wychylając. Po paru sekundach chłopak, który przedstawił się jako Ake; zrozumiał, iż odrobinę przesadził i przeprosił białowłosą, jednakże to nie poskutkowało. Avenity powiedziała to, co miała do przekazania i opuściła stół, a wraz z nią Ake, który spowodował małe zamieszanie swoim małym występkiem. Odprowadziłam ich wzrokiem. Potem odezwał się blondyn, który miał na imię Michael; dając każdemu do zrozumienia, iż mogła być taka opcja, że ktoś mógł nas zmusić do poddania się temu eksperymentowi. Słuszna uwaga, lecz mijała się z końcowym celem utraty pamięci. Kolejną osobą, która zabrała głos był Neville, który swoimi pytaniami odrobinę rozluźnił panującą atmosferę. Od razu po nim Adam, wypowiedział się na temat braku kamer w pomieszczeniu. Zaraz po nim odezwała się niejaka Lily, która również nie hamowała się w słowach. Oplotła dr Wrighta swoimi jadowitymi uwagami tak, aby zapędzić go w kozi róg, żeby to ona miała nad nim przewagę. Jej zachowanie również mi się nie spodobało, jednakże rozumiałam ich rozdrażnienia. Każdy w tej sytuacji był w lekkim podłamaniu i wyszukiwał odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Pomachałam głową z lekkim zrezygnowaniem, po czym westchnęłam i ponownie wróciłam myślami do tego nad czym wcześniej rozmyślałam. Wzięłam głęboki oddech.
- Czy to nie brzmi na lekką hipokryzje? Owszem, nie zaprzeczę, iż eksperyment utracenia pamięci daje nam nową możliwość wypróbowania życia. Ale czy na pewno? Jeśli opuścimy mury tego budynku, wyjdziemy na świat, na nowych ludzi, to skąd ta bezgraniczna pewność, iż nieszczęścia z przeszłości do nas nie wrócą? Nikt nie ma świadomości o tym, jakie skutki ciągną za sobą wszystkie wykonane przez nas czyny i nie da się ot tak ich wymazać. Możemy o nich zapomnieć, tak jak teraz, ale nie możemy ich z siebie zetrzeć. A nawet jeśli tragedie z dawnych czasów nas nie dosięgną, to istnieje również opcja, że dopadną nas one w przyszłości. I co wtedy? Ponownie będziemy tak zdesperowani, żeby tu wrócić i znów usunąć pamięć? Nie da się przed tym uchronić. W każdym ludzkim życiu są niepowodzenia, rozpacze. To jest jak błędne koło. Dawanie komuś szansy na "lepszy" żywot, po czym powtórne zaprzepaszczenie go. Gdzie w tym jest sens? - potok moich słów był, wręcz opanowany, spokojny, w żadnej chwili się nie zawahałam, a moja twarz nie zdradzała jakichkolwiek emocji, jedynie obojętność i przekonanie tego, co przed chwilą przedstawiłam. - I jestem Mei Tokisaki. - zdradziłam swoje imię wraz z nazwiskiem, zaplątując ręce pod klatką piersiową.
Nie miałam zamiaru już w ogóle się odzywać. Uważałam, że to spotkanie nic tak naprawdę nie wznosiło. Wszyscy zadawali najróżniejsze pytania. Te zajęcia nie miały konkretnego celu. Westchnęłam zmęczona już jakimikolwiek dyskusjami.
Po chwili do moich uszu dobiegł szept Nevilla, przez co skierowałam na niego swoje ślepia w lekkim zdziwieniu, po czym powiodłam nimi na Adama, a następnie na Evę, przez co na moją twarz wkradł się skromny, delikatny uśmiech.
- Dobrze, przydałoby się zorganizować jakiś wspólny wypad w szczególne miejsce. - szepnęłam do chłopaka siedzącego na wózku inwalidzkim. - Albo może coś konkretnego im zaproponować o danej godzinie, po czym zostawić ich samych sobie i zobaczymy wtedy, jak potoczy się ich mała pogawędka, bo z pewnością nie będą udawać, że siebie nie widzą. - dokończyłam wciąż szepcząc mu do ucha, po czym wyprostowałam się na swoim siedzeniu i zaczęłam się przyglądać innym.
Jakoś dziwnie cicho się zrobiło..

Ostatnio zmieniony przez Neyu (01-05-2018 o 15h38)


She's just c r a z y
http://images6.fanpop.com/image/photos/39700000/Margot-Robbie-as-Harley-Quinn-in-Suicide-Squad-margot-robbie-39797787-245-140.gif http://images6.fanpop.com/image/photos/39700000/Margot-Robbie-as-Harley-Quinn-in-Suicide-Squad-margot-robbie-39797791-245-140.gif http://images6.fanpop.com/image/photos/39700000/Harley-Quinn-in-Suicide-Squad-2016-harley-quinn-39797751-245-140.gif

Offline

#308 06-05-2018 o 14h52

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 663

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/353951141060542465/371006641811750934/58e331566ed041c31a9b5496403fcb18.png

     Mimo wszystko, nie spodziewał się tak ostrych słów ze strony Lily Carter. Może i nie odzywała się zbyt wiele i zdawał sobie sprawę z tego, że nie zna jej dostatecznie, aby oceniać jej charakter… Spojrzał na nią, szukając w jej wzroku podpowiedzi, a potem odpowiedzi na pytanie, czy warto było to wszystko komentować. Zacisnął zęby i pilnował tego, aby pod wpływem emocji nie powiedzieć czegoś, czego będzie później żałował. Słuchał wypowiedzi Zoe, a kiedy dziewczyna zwróciła się do niego, pokręcił jedynie głową delikatnie, dając jej do zrozumienia, że nie ma jej tego za złe. Nagłymi przeprosinami sprawiła, że pamięć o wczorajszym, kłopotliwym wieczorze zepchnął na dalszy plan, jakby będąc wszystkiego świadomą, przeprosiła go również za te stany, w których myślał, że to zawał serca. Poczuł się spokojnie i teraz, zerkając na doktora, chciał się poddać swojej naiwności i uwierzyć całkowicie w jego historię. Obawy nie chciały ustąpić, pozostały obecne. Ale już nie wszystkie.
     Kiedy Avenity wyszła, a zaraz po niej wyszedł jeden z nowych nabytków, Ake, Adam odwrócił wzrok od drzwi. Westchnął cicho i krótko, by zaraz później mrugnąć do Neville’a, w odpowiedzi na nazwanie go geniuszem. Szkoda tylko, że całokształt popsuła jedna rzecz- sarkazm, który w ustach Neva zaczynała brzmieć charakterystycznie. Powstrzymał się od parsknięcia, kiedy ciemnowłosy dodał jedną literę na początku nazwiska doktora Aculi. Myślał o tym wcześniej, tak. Ale nie sądził, że ktoś powie to na głos tamtego dnia. W końcu wypowiedziała się również Mei, która zgrabnie wysunęła swoje wnioski i to, co dalej ją dręczyło. Jej wypowiedź dawała do myślenia. Wkrótce, słowa Neville’a zeszły na zupełnie inny tor. Na taki, który Adamowi nie spodobał się w żadnym stopniu. Zapatrzenie się na Evę nie było dobrym posunięciem z jego strony. Było posunięciem, które wydawało się pociągnąć za sobą same straty.
     Spojrzał na Maleville z paniką w oczach.
-Nev…- zdążył jedynie głośno szepnąć. Ale katastrofy nie można było cofnąć.
Co powinienem zrobić? Udać omdlenie, a później poprosić Aculę o wymazanie pamięci raz jeszcze?
     Wstyd był powodem tego, że serce chłopaka nieprzyjemnie przyśpieszyło swój rytm. Zamknął oczy, odwracając spuszczoną głowę ku pustemu krzesłu Avenity.
Wstyd, taki wstyd!
     Kiedy otworzył oczy i odważył się ponownie spojrzeć na całą trójkę- Evę, Neva i Mei, zorientował się, że ignorancja nie zawsze była aż taka zła. Odpowiedź Evy wydawała się nie mieć z nim nic wspólnego. Wspomniała o balu, żartowała, mówiła też o książce, na temat której informacje wydały się Adamowi znajome. Nie wymieniła jego imienia, zgrabnie omijając odpowiedź wprost na pytanie chłopaka na wózku. W końcowym etapie zapytała nawet doktora Wrighta o jego ulubioną książkę, co sprawiło, że dokuczliwy rumieniec zniknął z twarzy blondyna. Zamiast niego pobladł. Czuł, że to dla niego zbyt dużo i właśnie w tamtym momencie miał ochotę znać odpowiedź na tylko jedno pytanie.
Kiedy kończy się to spotkanie?
     Spojrzał na zegarek, ale nagła cisza w pomieszczeniu sprawiła, że momentalnie zaczął szukać jej powodu. Avenity i Ake jeszcze nie wrócili- Adam zaczął myśleć, że nie wrócą wcale. Wydawało mu się, że nikt nic nie mówi, ale po chwili zobaczył, że Mei szepta coś na ucho Neville’owi. Zagryzł dolną wargę z powracających nerwów. Z jednej strony szept wydał mu się logiczny. Szeptała, bo nie chciała, aby wszyscy usłyszeli jej słowa. Z drugiej strony, jak nigdy chciał wiedzieć, co takiego mówiła. Nie z zazdrości ani ciekawości. Z obawy.
     Mei wyprostowała się i jak gdyby nigdy nic, spojrzała na obecnych. Adam nie miał nic do dodania.

Ostatnio zmieniony przez Airi (28-05-2018 o 21h01)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Online

#309 06-05-2018 o 21h11

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 2 895

____________________________https://i.imgur.com/qotqziH.png
        Dopiero gdy zamknęła drzwi i pozostawiła za sobą wszystkie te obce, oceniające twarze, mogła głęboko odetchnąć. Właściwie to dlaczego nie zrobiła tego wcześniej? Tu, na pustym korytarzu, czuła się o wiele lepiej. Wolna od niechcianych spojrzeń, wolna od komentarzy i docinków, które, przez to, że prawdziwe, bolały najbardziej.
        Lekko pomasowała dłonią swój dotychczas spięty kark i powoli ruszyła w stronę windy. Westchnęła cicho. Dotarło do niej, że obietnica, którą złożyła samej sobie w kinie, podczas oglądania seansu z sarną, tak naprawdę nic nie znaczyła. Zwierzę stadne? Dobre sobie. Które zwierzę stadne ucieka od swych towarzyszy, a po ich opuszczeniu czuje ulgę? Które zwierzę stadne bezpieczniej czuje się w samotności?
        Nagle do jej uszu dotarł odgłos otwieranych drzwi, a następnie kroków. Avenity. Zaraz, to jej imię? Nie odwróciła się od razu, zupełnie tak, jakby nie była przyzwyczajona do jego brzmienia, do tego, jak dźwięcznie rozeszło się po pustym holu, uderzając o ściany i sufit, rozpraszając panującą w nim pustkę. Dawno nikt nie zwracał się do niej po imieniu. Czy kiedykolwiek ktoś się do niej tak zwracał..? Nie pamiętała. To chyba nie było zbyt ważne, skoro tego nie zapamiętała.
        Odwróciła się powoli, a gdy jej oczom ukazała się wychudzona sylwetka tego samego chłopaka, przez którego wcześniej postanowiła opuścić zebranie, lekko ściągnęła brwi. Sarna? Sarna na pewno by się spłoszyła. Sarna jednym susem zniknęłaby za krzakiem - drzwiami windy, kierując się w stronę swoich towarzyszy - wjeżdżając na stosowne piętro, udając się w bezpieczne miejsce – do swojego pokoju. Collins nie była sarną. Nie mogła nią być. Bo widzicie, Collins wciąż tam stała i patrzyła na te cholerne, dwukolorowe oczy bez strachu. Sarna by się bała. Zwłaszcza, że przed nią znajdował się drapieżnik. Niepozorny, nieco chorowity, być może również wykluczony przez swoje stado – ale wciąż drapieżnik.
        Lekko uniosła podbródek, utrzymując spojrzenie mężczyzny.
        - Po co? – wyszeptała jedynie, starając się odgadnąć odpowiedź, zanim ten by jej udzielił. Sprawiała wrażenie kogoś, kogo niespecjalnie już cokolwiek obchodziło. – Powinieneś tam wrócić. Jesteś nowy, posłuchaj bardziej doświadczonych od siebie. To czasem się przydaje, zwłaszcza, jeśli chce się potem pouczać innych.
        Jej ton, mimo dość ostrych słów skierowanych w jego stronę, pozostał obojętny. Nie sprawdzała go, tak, jak czynił to on w stosunku do niej – jej po prostu było już wszystko jedno. Nie zależało jej na czyjejś sympatii lub aprobacie. Już nie. Nie chciała nigdy więcej uzależnić się w jakikolwiek sposób od drugiej osoby. Zrobiła to raz – i wystarczy.
        Odwróciła się w stronę drzwi od windy i nacisnęła przycisk. Gdy te rozchyliły się, wstąpiła do środka, naciskając guzik prowadzący na piętro dziewiętnaste.


https://i.imgur.com/2qqn0ub.gif https://i.imgur.com/w83jyjk.gif https://i.imgur.com/RU75Kbj.gif

Offline

#310 08-05-2018 o 22h23

Straż Obsydianu
Hicu
Straż na szkoleniu
Hicu
...
Wiadomości: 200

Kevin Mikke Silverheim
   
    Spotkanie w bibliotece zaczynało się z biegiem czasu rozwijać w całkiem ciekawy teatrzyk – ten cały doktor Wright został szybko w oczach Kevina wykreowany na złego bohatera pragnącego zmian w swoim życiu. Werbalnie atakowany prowadzący zajęcia przez jasnowłosą dziewczynę siedzącą obok niego, która, na marginesie, wydawała się być uczestnikiem weteranem całego projektu, miał niemalże emocjonalny rollercoaster. Historia, jaką opowiadał udzielając dalszych odpowiedzi, nie zrobiła na nim większego wrażenia. W końcu miał dopiero co wyprany mózg, nie znał nikogo w około, to też nawet nie zwrócił uwagi na swój brak jakiegokolwiek współczucia dla pozostałych. Kiedy zerkał na poszczególne twarze, nie każdy wyraz był wniebowzięty czy choćby w miarę zadowolony. Dokoła przeważała napięta atmosfera, narzekanie na bycie zamkniętym w środku oraz jedna, wielka nadkwasota. To było akurat dla Silverheima niezbyt łatwe do przyswojenia. Skoro tamci sami się zgodzili na zapomnienie i zapomnieli, to czemu się bulwersują? Ich „pierwotne ja” się zgadzało na wszystkie warunki. Czyżby coś poszło nie tak? Doktor się buntuje, pacjenci są niezadowoleni i nazywają się ofiarami...
    Na własne życzenie. Ile dni tutaj przeżyli? Miesiąc, tydzień, mniej niż te siedem dni? Cały świat jest przeciwko nim. Niby. Bo są odcięci od reszty świata. Więc, jak na razie, czy tym światem nie jest ośrodek, gdzie sami się zaprowadzili?
    Kevin nie musiał się wcale wypowiadać. Jego oczy zostały skierowane na długowłosego mężczyznę zajmującego miejsce nieopodal. Po usłyszeniu jego odpowiedzi na słowa Avenity, prychnął cichutko pod nosem, bardziej z zaskoczenia niż rozbawienia, że Shinoda miał całkiem podobny tok myślenia co on.
    A może to dlatego, że, jak się dowiedział po krótkiej introdukcji, był jednym z tych świeżych, którzy dołączyli do eksperymentu?
    Gdy kolejni się zaczęli przedstawiać, Kevin nie zwrócił większej uwagi na wypowiedź Michaela. Szczerze mówiąc, poczuł nagły przypływ znużenia. Co kogo teraz interesuje,. Czy zostali zmuszeni do eksperymentu, kiedy już po ptokach.
    Brunet podparł podbródek o dłoń, a brew sama mu lekko powędrowała w górę po pytaniach Neville'a. Tak, ten na pewno, pomijając jego niezdolność do poruszania się, prawdopodobnie ucierpiał dodatkowo gdzieś w okolicach piątej czy szóstej klepki, bo gadał głupoty. A może to on sam, Kevin, nie miał na tyle gustownego poczucia humoru, aby choćby się uśmiechnąć. Może. Jak na razie oceniał to wszystko na miarę kiepskiego żarciku, jakim Wright obdarował całą salę na dzień dobry, dopóki nie odezwała się Lily Carter. Tak jak prowadzący zajęcia miewał mieszankę uczuć wymalowaną na swojej twarzy, tak spostrzeżenia Kevina odnośnie poszczególnych osób były raz złe, a raz pozytywne, by zaraz odbić piłeczkę w ten sam sposób. Był ciekaw, ile jeszcze się wydarzy na tym spotkaniu. Sam Wright nie wydawał się być na tyle profesjonalnym pracownikiem placówki, by trzymać nawet swoje emocje na wodzy. Może to był jakiś chwyt, aby złapać za niewinne, nie do końca zbuntowane przeciwko systemowi serduszka. By zdobyć choćby cząstkę zaufania albo współczucia. Stamtąd już niedaleka droga do sukcesu, osiągnięcia destynacji, do której zmierzał.
    Silverheim przymknął oczy na moment, jak zebrało mu się na ziewnięcie. Zakrył usta dłońmi, a zamglonym, nieco sennymi oczami zaczął wpatrywać się w niegdyś siedzącą obok niego Avenity, teraz odchodzącą w kierunku drzwi. Cóż, nie dla każdego takie spotkania wychodzą na dobre. Być może sam nie rozumiał całego zamieszania i nie znał osób, które były tutaj przed nim, lecz takie wychodzenie niczym typowa królowa dramatu z sali odebrał, o zgrozo, jak coś zabawnego. Ba! Nawet pomachał od niechcenia w kierunku zamykających się drzwi za dziewczyną, zaś zaraz i za Ake. Tak po prostu, na pożegnanie.
    Oparł się wygodniej o tył krzesła. Och, czyżby wychodziło na to, że jedynie on jeszcze się nie przedstawił? Nic nie szkodzi, nie spieszyło mi się ani trochę. W pewnym momencie miał zamiar już jakoś dygnąć czy nawet wstać, lecz wtem zabrała głosu  jakaś ruda, młoda kobieta. Jej wypowiedz była o wiele lżejsza i bardziej ludzka od większości poprzednich, lecz nie nudna. Pytania nie były przyczajonym atakiem, brakowało jadu. Za to był nawet śmiech, wydawał się być całkiem szczery? W sumie sam Kevin nie wiedział. To w sumie pierwszy śmiech, pomijając tego Wrighta, jaki dane mu było usłyszeć.
    Westchnął ciężko, gdy parę osób postanowiło między sobą szeptać. Spotkanie grupowe, jednak już podzielone na mniejsze grupki. Mówi się trudno, przyszedł i czas na Kevina. Może wtedy każdy już zamknie to spotkanie i pójdzie w swoje strony. Wtedy będą mogli rozmawiać niepublicznie w swoim – prawdopodobnie – bardziej zaufanym gronie. Dlatego też chłopak wstał, i bez szczególniej określonego wyrazu na twarzy, zaczął:
    - No to... Dzień dobry, albo i nie, do woli. Mam na imię Kevin. Obudziłem się po wymazaniu pamięci jakieś parę godzin temu i nie znam prawie że świata. Światów. Ani tak tyci tyci - Wzruszył ramionami, uśmiechając się nieco drętwo, a jednocześnie spokojnie w kierunku doktora. Po tym zajął ponownie swoje miejsce, bawiąc się pasmem ciemnych włosów.
    Misja zaliczona.


Czasem rysuję za maanę ;_;
http://s6.ifotos.pl/img/giphy2gif_qnxharp.gif

Offline

#311 10-05-2018 o 18h46

Straż Cienia
Aryla
Akolita Jednorożców
Aryla
...
Wiadomości: 420

------------------------------http://fotozrzut.pl/zdjecia/nowy_podpis.png
     Dziesięć par oczu patrzyło na nią nieprzychylnym wzrokiem. Pełnym zdumienia, że takie słowa w ogóle wypełniły pomieszczenie, powodując jeszcze bardziej napiętą atmosferę. Nikt się po niej tego nie spodziewał. Nieakceptowalny okazał się fakt sprzeciwu, czy może dobór słów? Zgarbiła się pod naciskiem spojrzeń. Nie chciała wyjść na kipiącą jadem s***. A tak właśnie to wszystko zabrzmiało. Owszem, nie zawsze potrafiła przebierać w słowach, zwłaszcza, gdy słyszała takie przesłodzone opowiastki. Potrzebowała dobitnych faktów i realizmu, a nie sztucznie rozbujanych emocjonalnie życiorysów. Dopiero dalsza część monologu Wrighta nabrała sensu, ba - nawet ją zaciekawiła. Powód mielibyśmy ten sam - to zdanie utkwiło jej w pamięci. Żałowała, że z oczywistych względów nie może pociągnąć tego tematu dalej, choćby w prywatnej rozmowie.
     Odwróciła powoli głowę w stronę Zoe, która honorowo postanowiła wziąć stronę lekarza i stanąć w jego obronie, i to dosłownie, bo szatynka kulturalnie wstała. Ha, John pewnie poczuł nieopisaną dumę z zachowania swojej podopiecznej.
    Nikogo nie oceniam. — Oznajmiła na wstępie, wyprowadzając dziewczynę z błędu. Obserwowała, jak z lekką niepewnością zwraca się do Adama z przeprosinami, aż ponownie złapała z nią kontakt wzrokowy. Po pozorach, tak? Czyli historię, którą opowiedział nam twój lekarz nazywasz pozorami? — zapytała, zwracając uwagę na tą sprzeczność, ponieważ przemowa Johna to nie kilka słów. Było to nawet całkiem zabawne. Pozwól też, że sama będę decydować o tym, komu mam dać szansę i ufać, dobrze? — starała się utrzymać na tyle cichy ton, by ich krótka wymiana zdań nie dotarła do uszu innych. Nie zależało jej na naukach Zoe, a raczej prostych frazesach, które jej przekazała. Nie miała zamiaru robić sobie z niej też żadnego wroga i liczyła na to, że Sanz również to zauważy. Choć zdawała sobie sprawę, że po jej wystąpieniu większość zebranych tu osób w każdej rozmowie będzie doszukiwać się jakiegoś ataku w ich stronę. Z****** to po całości, Lily. Lekcje życia w społeczeństwie z pewnością przydadzą się każdemu.
     Zmarszczyła brwi, słysząc wręcz poetycką uwagę dotyczącą jej osoby, której autorem był nie kto inny, a główny prowodyr gęstej atmosfery w tej malutkiej salce. Posłała niezrozumiałe spojrzenie długowłosemu. O czym on mówił? Jakie ostre płatki? To jakaś metafora, czy co? Aczkolwiek chłopak nie zauważył reakcji Carter, skupiając się na Avenity, która chwilę potem wyszła. A on za nią.
     Korzystając z nieobecności Poety, postanowiła choć trochę złagodzić swój obraz. Wbrew pozorom również ze szczerych, wewnętrznych pobudek.
    Przepraszam. — Zwróciła się bezpośrednio do doktora Wrighta. Przyszło jej to o wiele łatwiej, niż myślała. Bo przecież nie krytykowała wcześniej jego przystojnie prezentującej się osoby, a wypowiedź. Nie powinnam tak się wobec pana zachować, lecz nadal uważam, że wybrał pan zły zawód. Lekarz nie powinien tak przywiązywać się do pacjenta, to nieprofesjonalne.
     Styczność z personelem medycznym miała dopiero w L.I.C.E.U.M, a mimo to wierzyła w zakorzenioną w umyśle złotą myśl, którą przedstawiła. Dziwne.
     Założyła nogę na nogę, zmieniając pozycję w jakiej siedziała. Spotkanie przeciągało się, a jego powód nadal był nieznany.
     Mimowolnie jej wzrok powędrował w stronę okna, kiedy Eva poruszyła kwestię lokalizacji Ośrodka. Zbytnio się nad tym nie zastanawiała, zważywszy na to, że miasto, w którym żyli prezentowało się okropnie szaro i ponuro, i nie zachęcało do dalszych rozmyślań.
     Mały, własny świat za dużą, grubą szybą, to idealny opis L.I.C.E.U.M. Mei natomiast wyraziła obawy, które nawiedzały Lily już w pierwszym dniu. Za każdym razem czuła lodowaty dreszcz, przebiegający po plecach, kiedy o tym myślała. Nikt nie potrafił dać im gwarancji, że widmo przeszłości ich nie dopadnie. Było to zwyczajnie niemożliwe, musieliby pozostać w zamknięciu chyba do końca życia. Absurd!
     Gdyby znała swoją historię, wiedziałaby, że niepotrzebnie się martwi, ponieważ Rose już nie żyła.


http://fotozrzut.pl/zdjecia/gwardiacieniasow.gif

Offline

#312 11-05-2018 o 15h10

Straż Obsydianu
Chitaru
Żołnierz Straży
Chitaru
...
Wiadomości: 622

........................................................http://oi64.tinypic.com/20apfdj.jpg
>> Dzień V.    Sobota       Godzina 12:00     05.09.2020r. Londyn
   Wyjaśnienia Nevilla sprawiły, że i Zoe zrozumiała kogo miał na myśli. Człowieka nienawidzącego kłamców odzianego w czerń.
   — Och, wybacz. — John uśmiechnął się delikatnie, na swoją pomyłkę. — To określenie bardziej pasowało mi do niego, ale teraz wiem, o kogo ci chodzi. Zapewne masz na myśli Jaydena. Myślałem, że zostaliście poinformowani też o jego sytuacji. — Zastanowił się na moment. — Chyba nic się nie stanie, gdy wam powiem. I tak byście się dowiedzieli. Wczoraj, Jayden przyszedł pod gabinet Aculi i żądał, by ten go wpuścił. Był naprawdę wściekły. Z tego, czego się dowiedziałem, wynika, że rzucił się na niego z pięściami. Po tym wydarzeniu postanowiono go odizolować, ponieważ stanowił zagrożenie dla innych. Tyle wiem.
   Sanz nie pałała sympatią do Jaydena. I choć miała w planach przeprosić go, tym razem szczerze, za swoje kłamstwo nie poczuła wielkiego zawodu, gdy dowiedziała się, że i jego może już nie zobaczyć. To zaskakujące, że dwójka ludzi, którzy przyłapali ją na kłamstwie tak szybko zniknęła z jej życia.
   Odpowiedź Lily zabrzmiała tak, jakby ta specjalnie próbowała wstrząsnąć Sanz. Jakby umyślnie podkreślała słowa, które miały dla niej największe znaczenie w zdaniu. Nie ocenia? Czy powiedzenie komuś, że kłamie i udaje kogoś kim nie jest, że nie powinien być tym kim jest nie jest ocenianiem go? Może rzeczywiście, to tylko wyrażenie swojej opinii. Ale powiedziała to z taką pewnością, jakby uznawała to za niezbywalny fakt. Jakby kłamstwo było tak wpisane w jego aurę, że można było je wyczuć. A co, jeśli mówił prawdę? Jeśli cierpiał, a mimo to zrezygnował z porzucenia wspomnień i cierpi nadal. Tak jak oni przed zabiegiem. Może Zoe rzeczywiście za bardzo uwierzyła w jego historię. A może raczej, za mocno wyobraziła sobie, co by było, gdyby okazała się prawdą. Jeśli tak jest, pomyślała, to czy ja też byłam podobna do niego? Czy mogłam czuć się tak samo? Miała nieodpartą ochotę zapytać go, jak to jest. Jak to jest trzymać w sobie ból i nadal z nim żyć. Jak to jest naprawdę cierpieć? To musi być gorsze niż ten ucisk w pierwszym dniu, gorsze niż moment, gdy zepsuła swój kolczyk. Bo przecież nie szukała sposobu, by o tym zapomnieć, choć bolało. Więc nie było to prawdziwe cierpienie. Gdy ból zniknął, powoli się uspokajała. Zapominała jak to było w tamtym momencie. Nie umiała przywołać do siebie tamtego uczucia tak prawdziwym, jakim wtedy było.
   Przez chwilę chciała odpowiedzieć. Wyjaśnić, co miała na myśli przez pozory. Bo przecież nie słowa. Pozorami przez które oceniła Lily, był zawód Johna, jego nastawienie i dopiero później to, co powiedział. Bo tylko, gdy dopasujesz słowa do konkretnej osoby i jej cech, możesz stwierdzić, czy jej uwierzysz. Więc tak jak prosiła Lily, nie będzie się wtrącać w to komu na zaufać. Da jej szansę osądzić. I tylko miała nadzieję, że ten osąd będzie słuszny.
   Po tym wszystkim Zoe zamknęła się w sobie. Wyobraziła sobie przeźroczystą, błyszczącą powłokę między nią, a resztą ludzi, chroniącą ją jak tarcza. Była zmęczona. Tyle myśli i emocji. Czuła ucisk w płucach, gdy próbowała wziąć głębszy oddech, więc zrezygnowała z tego. Siedziała w ciszy, to słuchając, to zamyślając się. Przez moment wydawało jej się, że zasnęła, ale nie była tego pewna. Może po prostu za bardzo odpłynęła myślami.
   Ale wtedy usłyszała trzaśnięcie drzwi. Rozejrzała się i odnotowała w głowie brak jednej osoby, Avenity. Może jednak ucięła sobie krótką drzemkę. Na szczęście nikt jej nie zauważył. A może raczej nie zareagował. Najpewniej wszyscy skupili się na wielkim wyjściu.
   — Avenity — zawołał dr Wright, jakby dziewczyna mogła go jeszcze usłyszeć. Westchnął głośniej niż miał zamiar z bezsilności jaka go ogarnęła przez słowa Collins. — Porozmawiam z nią później. Prosiłbym jednak, aby nikt więcej nie opusz...
   Urwał, gdy długowłosy mężczyzna zignorował jego,jeszcze niedokończoną prośbę i wyszedł.
    — Nie opuszczał zebrania, zanim nie przekażę wam kilku rzeczy, dla których was tu zwołano. Tej dwójce najwyraźniej będę musiał złożyć osobną wizytę — dokończył wcześniej zaczętą wypowiedź.
   Chwilę później głos zabrała japonka, która od początku nie przypadła Zoe do gustu, samym swoim wizerunkiem. Krucha, delikatna, takie wrażenie sprawiała na pierwszy rzut oka. Tatuaże, tylko zwiększały ten efekt. Jakby próbowała ukryć swoją bezsilność. Sanz to drażniło. Ta żałosna próba ukrycia swojej słabości. Nie umiała przyznać, że robi to samo, tylko w inny sposób, więc kryła się za niechęcią.
   — Rozumiem twoje obawy, Mei. W życiu nigdy nie ma pewności, że nie spotka nas coś przykrego. Ale to wszystko o czym mówisz, te pytania. Na pewno zadawałaś je sobie, przed zabiegiem. I najwyraźniej doszłaś do wniosku, że mimo wszystko chcesz zacząć od nowa. Nie mogę wiedzieć, jakie argumenty Cię przekonały. Ale chciałbym wiedzieć, skąd u ciebie ta pewność, że zaprzepaścisz szansę na ten lepszy żywot? Nie bierzesz nawet pod uwagę, że teraz możesz nie przejmować się tym, co kiedyś cię dręczyło i być szczęśliwa? — John wydawał się naprawdę zaciekawiony. Jakby naprawdę chciał ich zrozumieć.
   Gdzieś w połowie tej wypowiedzi Zoe znów odpłynęła w objęcia Morfeusza. Kolejna nieprzespana noc dawała się jej we znaki i straciła kontrolę nad powiekami. Spała czujne. Najlżejsze podniesienie głosu, czy zamieszanie od razu by ją obudziło. Nadal była wyprostowana i skierowana w stronę mówiącego Wrighta. Gdyby nie patrzeć na jej oczy, można by pomyśleć, że wciąż uważnie słucha. Jednak, gdy Lily ponownie się odezwała, nie była tego świadoma.
    — Nie masz za co. Wybacz mój brak profesjonalizmu — odparł doktor na jej przeprosiny. Ale jeśli to, co określała mianem profesjonalizmu, było bezdusznością Aculi, to wolał pozostać nieprofesjonalny.
    — Pytaj śmiało — powiedział John do Evy. Uśmiechnął się ciepło na jej pytanie, tak oddarte od tematu i pełne dziecięcej ciekawości, zamiast oskarżycielskiego tonu. — Jesteśmy teraz w Londynie, stolicy Anglii. To bardzo zatłoczone miasto.
   Z uwagą słuchał jej pytań. Lubił osoby ciekawe świata, które zadawały pytania. Zwłaszcza podobne do tych. Te, na które nie było jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ zależała ona od człowieka. Jako psychiatra, zawsze rozpatrywał różne przypadki, nie mógł wsadzać wszystkich do jednego worka i lubił uświadamiać innym, że wszyscy ludzie się od siebie różnią.
    — Każdy człowiek jest inny. A jest nas tu tyle, że z łatwością można nas już nazwać społecznością. Z doktorem Aculą na czele, ludźmi pracującymi na każdym piętrze, by o was dbać i oczywiście wami. Sama rozmowa z innymi jest już nauką. Dowiadujecie się jak ludzie reagują na wasze słowa, jak wy reagujecie na ich. Wszystko ma swoje odzwierciedlenie w przełożeniu na większą grupę ludzi. Załóżmy, że ktoś okłamał jednego z was. A później okłamał wszystkich. Jedyną różnicą jest to, że ten czyn skierował do większej ilości odbiorców. Więcej z was straciło do niego zaufanie. Tak samo teraz jesteśmy w tym naszym małym, własnym świecie i gdy go opuścicie, poznacie podobny, jednak dużo większy, z większą ilością możliwości. Możecie się poczuć trochę obco w nowym miejscu. Każdy się tak czuje. Ale o to właśnie chodzi, by dopiero znaleźć swój kąt w tym świecie. Jeśli coś jest obce, wystarczy lepiej to poznać.
    Po odezwie Kevina dotarło do niego, że już każdy podał swoje imię. A to oznaczało, że powinien przejść do wyjaśnień, które najlepiej byłoby przedstawić na początku, gdy jeszcze wszyscy byli obecni.
    — Co do życia w społeczeństwie. Na pewno znacie jedną z podstawowych tez, mówiącą, że światem rządzą pieniądze. Cóż, niestety jest w niej jakaś słuszność, ponieważ bez nich ciężko jest w naszych czasach o cokolwiek. Tak więc jednym z najważniejszych naszych celów jest też nauczenie was jak prawidłowo nimi zarządzać. — Wydał się sobie sztywny. Czy to właśnie o ten profesjonalizm chodziło? — Począwszy od dziś, w sklepie towary będą płatne. Oczywiście, będziecie mogli otrzymać pieniądze, na swoje wydatki. Od poniedziałku rozpoczną się dyżury, które będziecie odbywać w parach lub trójkach. Nie będą to ciężkie prace, jedynie to, co jest konieczne w życiu i naprawdę przyda wam się ta umiejętność. Na przykład gotowanie. Od poniedziałku, to wy zajmiecie się przygotowywaniem dla siebie jedzenia. Każdej grupie przypadnie inny posiłek. Zajmiecie się też ogrodem. Zwykłe prace jak plewienie, czy sadzenie nowych roślin. Sprowadzenie sadzonek i nasion na wasze życzenie to dla nas nie problem, więc jeśli ktoś poczuje pociąg do ogrodnictwa, na pewno go w tym wesprzemy. Poza tym drobne prace porządkowe, jak odkurzenie półek w bibliotece. Oczywiście od teraz i wasze pokoje zostaną pod waszą całkowitą opieką.
   Szybko streścił, co miał powiedzieć. Nie było to aż tak istotne, wszystkiego i tak dowiedzą się za dwa dni. Po raz kolejny uśmiechnął się na pytanie Evy. Ta dziewczyna miała umiejętność rozluźniania atmosfery.
    — Ulubiona książka? Chyba nie mam takiej. Jest tyle świetnych, że nie sposób wybrać. Na pewno mam sentyment, do pierwszej, która mnie naprawdę zaciekawiła. „Uciekinier” Stephena Kinga. Choć zakończenie... Cóż, wolę książki ze szczęśliwym zakończeniem, więc tej nie mogę nazwać ulubioną. A Ty masz już jakąś?
   Zoe wciąż spała, nieświadoma tej dyskusji, z głową lekko przechyloną w lewo.

Ostatnio zmieniony przez Chitaru (11-05-2018 o 16h28)


https://orig00.deviantart.net/515f/f/2018/067/5/1/thr_by_mechanicpigeon-dc5bejq.gif

Offline

#313 19-05-2018 o 20h23

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 663

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/353951141060542465/371006641811750934/58e331566ed041c31a9b5496403fcb18.png

     Nieprofesjonalne. To słowo dudniło w głowie Adama, jak gdyby głos Lily zaciął się w jego myślach. Wciąż je słysząc, patrzył na doktora. Czy mógł ocenić go po wyglądzie, jako nieprofesjonalnego? Miał wiele argumentów za i przeciw. Przynajmniej zdążył się uspokoić. Zamiast tego, zdążył przepuścić przez myśli pomysł dotyczący tego, aby pozbyć się wisiorka. Skoro okazało się, że nie potrafił wytłumaczyć spojrzenia, które się przedłużyło, w przyszłości na pewno nie będzie umiał również wytłumaczyć dziwnego zbiegu okoliczności na swojej szyi. To było zbyt ryzykowne, aby nosić go dalej.
     A może Wright był bardziej profesjonalny, niż oni wszyscy razem wzięci zdołaliby pomyśleć? Prescott próbował doszukać się z jego strony coraz więcej sztuczek psychologicznych.
     Później usłyszał kolejne imię. Kevin. Nie sądził, aby pomylił je kiedyś z imieniem Ake, więc mógł sądzić, że zna i pamięta imiona wszystkich, którzy pojawili się na spotkaniu. Kiwnął do niego głową, w geście przywitania. Lekko rozczuliło go zdanie dotyczące świata i jego znajomości przez chłopaka, ale zachowując powagę, nie dał tego po sobie poznać.
     W chwili, kiedy lekarz zaczął odpowiadać na pytanie Evy dotyczące książki, Adam odpłynął myślami gdzie indziej. Nieświadomie przymrużył oczy. Nie pamiętał momentu, kiedy jego spojrzenie natrafiło na Zoe, której oczy były zamknięte. Wyprostował się szybko, zaniepokojony.
-Zoe?- Zwrócił się do dziewczyny.
-Czy ona zemdlała?- Powrócił spojrzeniem do Wrighta.
Wright spojrzał na Zoe pełen obaw, ale gdy tylko lepiej się przysłuchał już wiedział, o co chodzi.
-Raczej nadrabia kolejną nieprzespaną noc- stwierdził spokojnie. -Musiała być już naprawdę zmęczona. Może lepiej jej nie budzić, później wszystko jej wyjaśnię.
     Młodzieniec nieznacznie kiwnął głową. Jego wyraz twarzy zmienił się tylko trochę, jak gdyby nie do końca wierzył Johnowi i sam chciał sprawdzić, czy mówi prawdę. Zdziwił się, że mogła tak po prostu zasnąć oraz tym, że jej sen był tak twardy. Głosy jej nie budziły. Czy to możliwe, aby tylko udawała?
-Doktorze? Kiedy będziemy mogli już stąd wyjść?- zapytał nagle.
-Została jeszcze tylko ostatnia kwestia. Chodzi o podział na grupy. Żeby było sprawiedliwie, oddamy sprawę losowaniu. Powstaną dwie grupy złożone z trzech osób i dwie z dwóch. Każdy wylosuje karteczkę z numerem grupy. Gdy to zrobicie, reszta dnia będzie już wolna- mówił, obchodząc stół i podając każdemu pudełko z karteczkami. -Wieczorem w jadalni, na tablicy wywieszone zostaną zadania dla każdej grupy.
     Adam nie sądził, że sposób losowania był sprawiedliwym osądem, ale nie sprzeciwiał się. Wylosował kartkę z pierwszym numerem. Mógł skierować się do wyjścia, ale zanim to zrobił, odwrócił się jeszcze raz do śpiącej Zoe, dalej dziwiąc się tym, że zdołała zasnąć w środku dyskusji. Rzucił szybkie „do widzenia”, schylając lekko głowę ku Wrightowi i innym.
     Do jego głowy wróciło zamazane wspomnienie. Tak się żegnał z nauczycielem, kiedy wychodził z klasy.
     Nim nie zniknęły mu z oczu wszystkie twarze, patrzył na nie wzrokiem, jakby mówił do nich „Hej, cześć. Do zobaczenia jutro”.
     Ścisnął mocno kartkę w swojej dłoni. Po wyjściu z biblioteki przyśpieszył kroku, a później, nie wiedzieć czemu, nie skierował się w stronę windy, a do schodów. I poszedł na górę.

Ostatnio zmieniony przez Airi (28-05-2018 o 21h02)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Online

#314 31-05-2018 o 14h30

Straż Cienia
Lashanti
Szeregowiec
Lashanti
...
Wiadomości: 135

http://i68.tinypic.com/6rqbk1.jpg

  Spotkanie wydawało się dla mnie bardzo długie, a przynajmniej dłuższe niż na początku zakładałem. Obstawiam, że po części tym co je wydłużało były moje myśli. Szukanie pozytywnych cech u ludzi podczas nachodzących ciebie negatywnych myśli... Jest bardzo ciężkie. Mogłem usłyszeć mnóstwo pytań, lecz postanowiłem je na razie zignorować. Skupiłem swą uwagę na odpowiedzi szanownego doktora. Odizolowali pana terminatora? Coś mi nie pasowało w całym tym wyjaśnieniu.
  Ake rzucił  jakimś dziwnym porównaniem w stronę Lily, która miała ciekawą wymianę zdań z Zoe. Następnie pan zombie pobiegł za Avenity co sprawiło, że cała sytuacja coraz bardziej przypominała kiepską dramę.
  Moim zdaniem pytanie jaką mamy pewność, że nie zostaniemy zranieni bardziej było logiczne, ale jednocześnie znałem na nie automatycznie odpowiedź. Pytanie o tym gdzie przebywamy spowodowały, iż odpowiedź jaką dał dr Wright wywołało u mnie niepokój. Anglia?  Nie wiedziałem dlaczego, lecz ta informacja jest jedną z ważniejszych części tego spotkania. A przynajmniej dla mej osoby. Cała gadka o społeczeństwie w chwili obecnej nic nie znaczyła.
  Obserwowałem jak Adam znacząco pobladł po tym jak odezwałem się do Evy. Wyszeptał skrót od mojego imienia, tak jakby było przekleństwem i chciałby teraz paść na glebę. Nie ma jak przyjaciele, co nie?
  Przez pewien moment Eva się śmiała po tym jak podała mi swoje imię, a to tylko potwierdziło wszystko co chciałem wiedzieć.  obecnym momencie. Umiejętność gadania z zwierzętami? Nie rozumiałem przez moment o co chodziło naszej rudej damie, by następnie docenić jej poczucie humoru.
  - Skoro Mei była pod wrażeniem twych wspaniałych umiejętności w rozmowie z zwierzętami... Na pewno chciałaby je zobaczyć jeszcze raz, a ja z chęcią również je zobaczę. Prawdę mówiąc ryby, aż tak bardzo mnie nie interesują, ale mam niesamowite zdolności kulinarne, nawet czajnik oraz personel ośrodka byli pod wrażeniem mojej zdolności do parzenia herbaty - odpowiedziałem, bo najwyraźniej zaczął być to konkurs na temat sekretnych umiejętności i ogółem sekretów - Och, uwierz mi, że wiem o kim mówisz. "Moby Dick" to książka, która sprawia, iż jeśli chciałbym być pisarzem musiałbym zmienić swoje nazwisko, żeby nie być kojarzony z wielorybami. Kto wie? Może tak naprawdę nie jesteśmy ludźmi i każdy z nas może przedstawia jakąś rybę lub zwierzę. Także skoro już znasz część moich sekretów możesz się czuć bezpieczna o swoje - dodałem mniej zestresowany. Co prawda zacząłem całą konwersację ze względu na Adama, ale niekiedy dobrze jest się powygłupiać. Generalnie cała konwersacja zeszła z zamierzonego przez ze mnie tematu, lecz jakoś mi to nie przeszkadzało. Pokiwałem konspiracyjnie głową na słowa Mei. To był świetny plan.
  Na pytanie o ulubionej książce pierwsze co mi przyszło na myśl, że nie mogę wymienić swojej ulubionej, lecz na pewno wiem jakich rodzaju książek chciałbym unikać. Książek dotyczących ogrodnictwa lub w innych słowach "kwiatach".
  Najwidoczniej Adam miał już dość wrażeń jak na jeden dzień, więc po prostu wylosował jedną z ponumerowanych kartek, które miały zdecydować z kim będziemy w grupie. Podążając za jego śladem sam zwinąłem jedną, lecz nie czułem potrzeby, żeby teraz sprawdzać wynik. Przemilczałem kwestię drzemki Zoe. Ja sam niedawno zasnąłem w bibliotece. To dobre miejsce do spania. W każdym razie nasz blondyn wyszedł, więc to chyba oficjalny koniec tego spotkania? Ja i tak zamierzałem zostać w bibliotece, więc nie widziałem potrzeby, żeby z niej wychodzić. Tym bardziej, że miałem zamiar przeczytać kilka książek. Dzięki temu może będę wiedział jaka książka jest moją ulubioną.

Offline

#315 01-06-2018 o 04h30

Straż Cienia
Senira
Oficer Straży
Senira
...
Wiadomości: 1 361

--------------------------------http://i.imgur.com/VZmcvdv.png
     Zaraz po tym jak Michael zaczepił Ake, odezwał się mężczyzna na wózku, na którego zwrócił uwagę podczas balu. W końcu miał okazję poznać jego imię. Jak okazało się później, miał okazje poznać imiona całej reszty. Ucieszył się, że może wreszcie zapoznać się ze wszystkimi, nawet jeśli tylko pośrednio. Wolał wiedzieć z kim będzie dzielił najbliższy rok, więc uważnie słuchał ich przedstawiania się. Każdy z nich był całkowicie różny od drugiego, wydawało się, że są tu same wyjątkowe jednostki. Tym prościej było zapamiętać twarz z imieniem.
     Słuchając głosów innych, drygnął, gdy Eva zaczęła mówić. Na początku zadała bardzo proste pytania, nad którymi sam nie zastanawiał się wcześniej. Nie pomyślał o tym, co ich czeka na zewnątrz i jak zachowują się „normalni” ludzie. A przynajmniej ci, którym nie została sztucznie usunięta pamięć. Neville rozgadał się, zadając mnóstwo pytań, które częściowo wydawały się absurdalne. Dr Wright nie zdziwił się jakoś szczególnie i na spokojnie odpowiedział na nie. Wspomniał także o nagraniach z podpisywania umowy. Blondyn pomyślał, że musi je zobaczyć, tak na wszelki wypadek. Nagrania raczej trudno byłoby spreparować.
     – Tu muszę ci przyznać rację – odpowiedział na słowa Ake, wzruszając ramionami. – Ale nikt nam nie zabroni tej prawdy poszukiwać.
     Michael kojarzył już Adama. Gdy ten zgodził się z nim, kiwnął mu głową. Następnie głos przejęła Lily. Kojarzyła się chłopakowi zdecydowanie dobrze i miło, bo wcześniej pomogła mu w chwili słabości. Jednak dziewczyna niespodziewanie zaczęła praktycznie oskarżać dr Wrighta. Michael tylko uniósł brew, spoglądając w jej stronę. Według niego, trochę za bardzo się uniosła. Lekarz na pewno nie miał nic złego na celu, gdy opowiedział im swoją historię. Chyba. Wstrzymał oddech, gdy John odpowiadał Lily. Zabrzmiał niewiarygodnie smutno. Ponoć nie mógł zdradzić większej ilości szczegółów, bo miał ten sam powód co Lily? Cóż za zbieg okoliczności, że akurat ona zarzuciła mu kłamstwo. Kolejny potok słów wylała z siebie niejaka Mei, choć nie wyglądała na chętną na dalszą dyskusję. Dalej odezwała się Zoe, nie miał jeszcze jej okazji poznać, więc tym bardziej słuchał zainteresowany. W jej słowach było dużo prawdy. Łatwiej jest zakładać najgorszy scenariusz niż najlepszy. Westchnął, spoglądając na kolejnego uczestnika dramatycznej rozmowy. Właściwie – uczestniczkę, która wstała, kierując się do wyjścia. W pierwszym odruchu chciał od razu za nią pójść, ale kompletnie nie znał Avenity. Może jednak wolała teraz zostać sama? Nim Michael zdążył się dobrze zastanowić, to Ake poszedł za dziewczyną. Widział też, że Eva zaczęła o czymś żywo rozmawiać ze współtowarzyszami, ale nie mógł niczego usłyszeć, więc tylko się uśmiechnął. Uroczo wyglądała, jak tak się rozgadywała. Na koniec wspomniała głośniej o książce, przez co chłopak przypomniał sobie o tej, która czekała na niego ukryta w szufladzie. Świadomość, że tam leży, wwiercała mu dziurę w brzuchu. Jako ostatni przywitał się z nimi Kevin. Jego sposób mówienia spodobał się Michaelowi, wydawało się, że podszedł do spotkania na luzie, bez żadnych przeciwskazań. Dopiero co się obudził, więc pewnie też nie miał okazji wplątać się w nic złego.
     Lily, mimo początkowo ostrej reakcji, przeprosiła. Blondynowi w pewien sposób ulżyło, bo nie chciał żeby już na wstępie wszyscy się kłócili i mieli do siebie jakieś wyrzuty. Choć to już częściowo się stało, to jednak potrafili przepraszać. Dr Wright powiedział im o Jaydenie. Jayden? Michael nawet go nie skojarzył z tamtym mężczyzną, który zabrał od niego Larinę na balu. Za to był ciekaw czy wcześniej był w jakiś sposób agresywny. Czy to może skutek uboczny eksperymentu? Następnie dostali kilka informacji o życiu w społeczeństwie. To, że musieli na siebie zarabiać miało dużo sensu. Choć Michael miał wrażenie, iż kompletnie nie zna się na gotowaniu, więc w kuchni mogło być różnie.
     – O, przepraszam za wtrącenie, ale akurat niedawno czytałem Kinga, więc za „Uciekiniera” też z chęcią się zabiorę – powiedział, uśmiechając się do Wrighta.
     Ostatnią kwestią było losowanie grup. Wyciągnął tę z nr 1. Michael w dalszym ciągu chciał szybko zakończyć spotkanie i udać się do siebie, ale zainteresowała go jeszcze jedna sprawa. Właściwie osoba. Smacznie śpiąca Zoe, której najwyraźniej nie przeszkadzał twardy blat stołu w drzemce. Nawet Adam przejął się jej stanem, ale Wright uznał, że to nic poważnego. Blondyn miał idealny widok na Zoe, bo Ake ulotnił się i do tej pory nie wrócił. Bez wahania przesiadł się na jego miejsce, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Poza tym wcześniej padło fundamentalne pytanie, a odpowiedź na nie potwierdziła, że mogą już sobie iść.
     Michael zbliżył się odrobinę do Zoe, patrząc na jej twarz.
     – Emm, przepraszam, śpisz? Nie chciałabyś zdrzemnąć się na czymś miększym? Myślę, że w łóżku byłoby o wiele wygodniej – zaczął mówić, czekając aż Zoe całkowicie się rozbudzi. – Tak właściwie, to chciałem cię zapytać o jedną rzecz, jeśli pozwolisz. – Rozejrzał się, lokalizując wzrokiem Wrighta, który był po drugiej stronie sali. Przy okazji oczy Zoe wyglądały już na w miarę przytomne. – Słyszałaś, żeby kiedykolwiek dr Wright wspominał imię Susan? – zapytał, poprawiając włosy. – Jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać, ale kieruje mną zwykła ciekawość  – dopowiedział.
     Po tym, jak Zoe zareagowała na jego słowa, zauważył, że rudowłosa dziewczyna zdążyła już się ulotnić z tego pomieszczenia. Chciał ją jeszcze zaczepić, więc przeprosił swoją aktualną rozmówczynię.
     – Przepraszam, że tak szybko uciekam, ale jakbyś chciała jeszcze porozmawiać o czymkolwiek, to nie krępuj się, piętro 20, pokój od razu po prawej stronie. – Puścił jej oczko. – Oki to pa.
     Tak jak powiedział, wyszedł do biblioteki, aby poszukać Evy. Nie znali się długo, ale czuł, że akurat z nią chce porozmawiać i podzielić się wątpliwościami. Dziewczyna nie zaszła zbyt daleko, bo stała przy jednej z półek. Michael podszedł do niej pewnym krokiem, choć w środku miał mini-tremę. Chociażby ze względu na dziwny sen.
     – Hej Evo, jak ci się podobała nasza pierwsza lekcja? – wypalił. – I którą grupę wylosowałaś? Mi się trafił numerek jeden. – Pokazał jej karteczkę.
     Po usłyszeniu odpowiedzi na te pytania, chłopak przeszedł do tego, które chciał zadać od razu:
     – Chciałabyś się spotkać jakoś później? Mam na myśli bliżej wieczora, np. o 19? Chyba że masz już plany, to nie nalegam. – Znowu poprawił włosy, spuszczając wzrok.

Ostatnio zmieniony przez Senira (01-06-2018 o 17h55)

Offline

#316 03-06-2018 o 22h04

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 361

https://zapodaj.net/images/02844b78d3200.png

- Nie, jeszcze nie mam ulubionej - odpowiedziała Wrightowi, czując jakieś irracjonalne zawstydzenie. Jakby po kilku dniach przebywania w miejscu z dostępem do tylu książek powinna mieć jakieś preferencje, a ich brak dowodził ignorancji. Przypomniała sobie przy okazji, że nawet nie zaczęła ,,Ani z Zielonego Wzgórza”, wybranej przez jej lekarza. Postanowiła zabrać się za nią, jak tylko spotkanie w bibliotece dobiegnie końca.
          Właściwie, to jakkolwiek dobrze było poznać nieznane dotąd imię nowego chłopaka, posłuchać miłego głosu Mei czy doktora Wrighta, nie mogła się już doczekać powrotu do pokoju. Tym bardziej, że trudno było jej wyczuć powód zgromadzenia w bibliotece, nie licząc komunikatu lekarza o podziale na grupy oraz nowych obowiązkach. Wizja gotowania oraz pracy w ogrodzie nie wydawała się niepokojąca, w przeciwieństwie do poważnego tonu Wrighta, gdy oznajmił, iż światem rządzą pieniądze.
          Myśl o tym była dla Evy mocno abstrakcyjna, do tego stopnia, że w jej głowie pojawił się znienacka obraz uśmiechniętych monet i minibanknotów, dyrygujących ludźmi przy pomocy mikroskopijnych bacików. Bo niby jak przedmioty miałyby kierować ludźmi? Nie one wszakże miały wartość, a to, co można było za nie kupić, ale cokolwiek to by nie było, nadal pozostawało tylko rzeczą, czymś pobocznym wobec człowieka - a przynajmniej tak się  rudowłosej zdawało. Przeszło jej jednak przez myśl, że, ostatecznie, dopiero co obudziła się po wyczyszczeniu pamięci, może być zatem mocno naiwna w swoich osądach. Ta myśl zasmuciła nieco dziewczynę, bez entuzjazmu wyciągnęła więc karteczkę z podsuniętego nagle pudełka, choć jeszcze chwilę wcześniej gotowa była stwierdzić, że nawet miło będzie bliżej poznać obecne w bibliotece osoby. Na przykład Neville’a, zabawnego i całkiem miłego z tym lekko ironicznym uśmieszkiem i sposobem mówienia, zupełnie innym niż u pozostałych osób.
          Nie spojrzała nawet na świstek, umieszczając go od razu w kieszeni i wstając, by skierować się do wyjścia. Opuszczenie towarzystwa przez Adama po tym, jak lekarz oznajmił, że podział na grupy będzie ostatnią poruszaną kwestią, uznała za przyzwolenie na powrót do pokoju. Gdy jednak weszła pomiędzy wysokie, wypełnione tomami regały, poczuła coś na kształt spokoju. Pachniało drewnem i czymś nieokreślonym, niepodobnym do woni środków czyszczących, wszechobecnych w jej pokoju. Ciekawe, czy jeśli zabierze ze sobą trochę książek, zacznie u niej pachnieć tak samo, jak w bibliotece?
         Drgnęła, usłyszawszy za sobą głos Michaela. Zastanowiła się przez moment, co odpowiedzieć na pytanie o lekcję, jakkolwiek miała dziwne wrażenie, że nie o to w istocie chciał zapytać.
- Nie wiem - powiedziała w końcu, całkiem szczerze, sięgając do kieszeni po schowaną tam uprzednio karteczkę - Niewiele się dowiedzieliśmy, ale poczułam się… zmobilizowana. Żeby wychodzić z pokoju, czytać, dowiadywać się czegoś więcej o świecie… może właśnie o to chodziło doktorowi? Wylosowałam dwójkę.
         Pomyślała, że właściwie miło byłoby trafić do tej samej grupy, co Michael. Może dlatego, gdy zapytał o wspólne spędzenie czasu, bez zastanowienia wyraziła zgodę.
- Może przyjdziesz po mnie do pokoju, i wtedy pomyślimy, co dalej? - zaproponowała, bo nie bardzo wiedziała, co można robić w budynku, ani w sumie ogólnie - robić razem. Nie licząc rozmowy, jedzenia, czy tańca, ale chyba nie planowano tu balu na kolejny wieczór. Po namyśle, nawet nie chciałaby zbytnio uczestniczyć znów w takim wydarzeniu.
         Refleksja, że właśnie została poproszona o spotkanie sam na sam przez chłopaka, w dodatku bardzo atrakcyjnego, przyszła dopiero w następnej kolejności, wypełniając serduszko dziewczyny wstydem zmieszanym z grozą. Miała ochotę przycisnąć sobie dłonie do twarzy, na którą zaczęło wkradać się zdradzieckie ciepło, postępujące tym bardziej, że zgodziła się tak bez namysłu! Jeszcze zaprosiła go do swojego pokoju! Co też mógłby sobie o niej teraz pomyśleć…?
         Przepełniło ją jakieś nagłe, dojmujące, choć całkiem niezrozumiałe dla niej samej przeświadczenie, że powinna chociaż okazać wahanie. Zupełnie, jakby odezwała się jakaś druga część jej osobowości, taka, która chciała czym prędzej wycofać się ze zgody na spotkanie. Druga jednak zdecydowanie chciała spędzić trochę czasu z Michaelem i ostatecznie to jej Eva pozwoliła wygrać, podnosząc spuszczony przez chwilę wzrok i uśmiechając się lekko do chłopaka.
         Jakkolwiek, to starcie nie było jeszcze rozstrzygnięte i niejedną minutę tego popołudnia miała jeszcze poświęcić na rozmyślanie, czy dobrze zdecydowała.



https://images-ext-1.discordapp.net/external/WOR1nQNADXv8efy1Q-h8bO0-WV1xV1OI_4SESR6ROFs/https/i.imgur.com/H61lA04.png

Offline

#317 05-06-2018 o 21h26

Straż Obsydianu
Chitaru
Żołnierz Straży
Chitaru
...
Wiadomości: 622

........................................................http://oi64.tinypic.com/20apfdj.jpg
>> Dzień V.    Sobota       Godzina 13:30     05.09.2020r. Londyn       Pochmurno
   Doktor Wright zakończył spotkanie i po rozdaniu karteczek z przydziałem do grup, pozwolił wszystkim opuścić pomieszczenie i spędzić resztę dnia jak tylko mają ochotę. Zoe przespała ten moment i nie miałaby zamiaru wstawać, gdyby nie poczuła, że ktoś naruszył jej przestrzeń osobistą. Od razu uchyliła powieki, ale poznając jednego z członków eksperymentu uspokoiła się i zaczęła powoli wybudzać w czasie, gdy ten już do niej mówił. W pełni rozbudziła się idealnie, by usłyszeć, że Michael ma do niej pytanie.
    — Nie, raczej nie — odpowiedziała, wertując w pamięci wszystkie rozmowy jakie odbyła z doktorem.
   Chciała dopytać dlaczego go to interesuje. Jeśli pyta z samej ciekawości, to kim może być Susan lub skąd się o niej dowiedział? Przez jedno jego pytanie, Zoe miała teraz w głowie mnóstwo innych. I chciała je zadać, jednak blondynowi najwyraźniej się gdzieś spieszyło.
    — Pa — odpowiedziała zaskoczona prędkością z jaką mężczyzna pojawił się i zniknął. — Szybki jest — wymamrotała pod nosem i również podniosła się z miejsca.
   Michael powiedział, gdzie można go znaleźć, to wystarczyło. Sanz postanowiła, że na własną rękę spróbuje się dowiedzieć czegoś o tej Susan, wtedy odwiedzi Savage z nowymi odpowiedziami, bądź pytaniami, zależnie od wyników jej małego dochodzenia. Gdy zwróciła się w stronę drzwi zatrzymał ją dr Wright, który wytłumaczył jej wszystko, co przegapiła podczas drzemki i wręczył małą karteczkę z numerem dwa. W ostatniej chwili, gdy prawie wszyscy już wyszli lub właśnie kierowali się do drzwi Zoe postanowiła skorzystać z szansy na zebranie informacji.
    — Pracuje tu jakaś Susan? — spytała, jakby to było jedno z pytań, które normalnie zadaje się podczas rozmowy.
    Pierwotne zdziwienie na twarzy Johna szybko zastąpił codzienny delikatny uśmiech.
    — Tak, to jedna z pielęgniarek.
   Zoe nie była pewna czy Wright nie umie kłamać, czy może ona nauczyła się to nagle wykrywać, czy jednak, co było bardziej prawdopodobne, specjalnie podsunął jej wskazówkę. Ewentualnie Zoe zaczęła wszędzie widzieć kłamstwa, co również mogło się przydarzyć. To było dziwne. Każde pojedyncze słowo zabrzmiało normalnie, a jednak jego mina wydawała się mówić coś przeciwnego. Czy można bardziej namieszać w głowie dziewczynie, która właśnie próbuje zrozumieć istotę kłamstwa, jego zalety i wady oraz konsekwencje jakimi skutkuje?
    — Dlaczego kłamiesz? — spytała, chcąc zrozumieć choć część z tych rzeczy, nad którymi rozmyślała.
    — A dlaczego nie? — zapytał jakby próbował ją sprawdzić, nawet się z tym nie kryjąc.
    — Kłamstwo to grzech. Nie chciałbyś, żeby Ciebie ktoś okłamał, więc nie powinieneś tego robić innym, tak czytałam. — Czy gdyby ktoś jej to powiedział przed balem, posłuchałaby?
    — Owszem. A teraz powiedz mi, co sama o tym myślisz, zamiast recytować formułki. Nie wszystko, co przeczytasz w książkach przekłada się na rzeczywistość. Powinnaś wybierać, co z rzeczy, których się dowiedziałaś stanie się twoją opinią. — Miał zamiar poruszyć ten temat na innych zajęciach przed całą grupą, jednak gdy nadarzyła się okazja i z jedną osobą mógł o tym porozmawiać.
    — Myślę... — westchnęła, zastanawiając się — że bardziej opłaca się powiedzieć prawdę, jeśli nie ma się pewności, że ktoś sam jej nie odkryje. Jeśli nie ma na to szans, wciąż nie widzę problemu w kłamstwie. — Jej słowa były tak pozbawione uczuć jakby na moment stała się dawną sobą.
    — Myślę, że jeszcze możesz zmienić zdanie, ale nie będę Cię do niczego namawiał — powiedział, zadowolony ze szczerości, ale nie do końca z odpowiedzi. — Dobrze, przyznaję. Żadna z pielęgniarek nie ma na imię Susan.
    — A znasz jakąś? — pytała z uporem, bo to, że Susan nie jest pielęgniarką nie było wystarczającą informacją.
    — Znałem.
   Odwrócił się na pięcie i odszedł, zanim Sanz miała okazję zadać kolejne pytania. Zostawiona z mętlikiem w głowie, postanowiła wrócić do swojego pokoju. Wciąż rozbudzona skierowała się na schody. Stając przed drzwiami, tuż przed dotknięciem klamki poczuła, że nie chce tam wracać. Nie chce być zamknięta, sama. Poczuła się jakby nagle dopadła ją silna klaustrofobia. Najchętniej opuściłaby budynek, jednak to było nie możliwe. Wiedziona nagłym lecz silnym uczuciem pobiegła na dach. Otwierając drzwi oddzielające ją od większej przestrzeni poczuła się lepiej. Nie umiała tego wytłumaczyć, więc nie próbowała. Za dużo miała już tych problemów z samą sobą.
   Widząc kolejne schody skorzystała z nich. Pamiętała jak dwa dni wcześniej też wspinała się po nich na antresolę. Wtedy wydawało się to trudniejsze. Spojrzała z wysokości na rozciągający się widok. Cały dach, część z ogrodem i altaną, a tuż przy brzegu bariery miasto, maleńcy ludzie, którzy gdzieś się spieszyli. Zoe miała czas, nigdzie nie musiała pędzić. Usiadła opierając się o barierkę i wciąż podziwiając krajobraz, patrzenie na wszystkich z góry jakby się nagle stało Bogiem było miłym uczuciem. Gdy jednak jej plecy zaprotestowały przeciw niewygodnej barierce, dziewczyna ułożyła się na nich wygodnie i obserwowała białe obłoki, leniwie płynące po niebie. Nie wiedziała, że zwiastują one wieczorną burzę.
   To drzemała, to zastanawiała się nad wieloma rzeczami. Od słów Wrighta, Aculi i wszystkich innych osób, które tego dnia się wypowiedziały po pytania, które zrodziły się w niej same, bez pomocy ludzi. Szybko zaczęło się robić chłodno, a chmury poszarzały. Sanz żałowała, że nie zabrała z pokoju jednej z książek i koca, mogłaby zostać dłużej, ale kolejny dreszcz uświadomił ją, że tym razem ciasny, ale ciepły pokój będzie lepszym miejscem. Zeszła więc z antresoli i zaczęła kierować w stronę drzwi do wnętrza budynku.


https://orig00.deviantart.net/515f/f/2018/067/5/1/thr_by_mechanicpigeon-dc5bejq.gif

Offline

#318 05-06-2018 o 23h22

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 663

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/353951141060542465/371006641811750934/58e331566ed041c31a9b5496403fcb18.png

     Usiadł pod wierzbą. Oparł głowę o gruby pień i patrzył naprzemiennie to na liście, to na niebo, które zza nich wyglądało. Nie przypominał sobie momentu, w którym usiadł spokojnie i nie myślał zupełnie o niczym. Prawdopodobnie nie miał takiego momentu. Trudno było też wyobrazić sobie, żeby miał go kiedykolwiek wcześniej. To było takie odległe. Mimo tego, próbował. Wizja myślenia o niczym była kusząca, jednak nie była intrygująca w treści, a w samym fakcie istnienia. Wizja myślenia o znaczeniu słowa kusić była ciekawa w treści, wówczas nie było w niej nic nadzwyczajnego.
     Wokół drzewa rozległo się głośne westchnięcie Adama. Uniósł głowę i ponownie oparł o pień, tym razem szybciej. Robił tak jeszcze jakiś czas, jakby próbował wyrzucić z siebie wszystkie te myśli, które były dla niego zbyt męczące. Nie wracał nimi do spotkania. Nie wracał nimi do Neville’a, który skompromitował go przed Evą, szepczącej Mei, zbulwersowanej Lily, spojrzenia Ake i głosu Avenity. Najbardziej wzbraniał się właśnie przed nimi. Im szybciej uderzał w pień drzewa, tym bardziej było to odczuwalne. Zamknął oczy mocno, jakby bolała go nie tylko głowa i nie tylko w ten sposób, w który bolała naprawdę. Przetarł oczy, chcąc się nieco rozbudzić, ale zbyt mocne tarcie doprowadziło jedynie do ich łzawienia.
     W jego głowie pojawiło się wspomnienie Zoe, która płakała, a on wymusił wtedy łzy i powiedział jej, że wpadło mu coś do oka. Czy jakoś tak.
     Przez to wszystko, bal wydał mu się bardzo odległym wydarzeniem. Poranek po nim również. Nadal nie był pewny, czy chce rozmawiać z Lily o tym, co się stało, ale był w stanie myśleć racjonalniej. Spróbować postawić się w jej sytuacji. Czy będąc na jej miejscu, podejrzałby siebie o to, o co podejrzewała go ona? Nie chciał posądzać jej o brak zaufania, ponieważ był on w pełni uzasadniony. Nie znali się dobrze, ale nadal nie potrafił neutralnie podejść do tego spojrzenia, które odebrał jak oskarżycielskie. Miał wrażenie, że naprawdę go nienawidziła. Żałował, że nie był w stanie jej obudzić. To nie było wszystko. Zdał sobie sprawę z tego, że specjalnie unikał dotyku innych. O ile w niektórych momentach nie przeszkadzał mu on w ogóle, były też takie, w których nie chciał dotykać nikogo, choćby muśnięciem ramienia. Martwił się. Pytał siebie, czy to w ogóle normalne. Nie mógł wyrzucić z pamięci tego, co miał ochotę zrobić z pościelą, kiedy tylko Lily wyszła z jego pokoju. Wymienił poszewki, kiedy ochłonął. Ale były takie mikrosekundy, w których chciał spalić całe łóżko i wdychać zapach popiołu.
     Eva. Wisiorek z imieniem tajemniczej postaci nie był dla niego takim problemem, od kiedy poznał dziewczynę noszącą to samo imię. Miał do niej zupełnie inne podejście niż do innych, mimo, iż rozmawiał z nią jeszcze krócej, niż z Lily. W jakiś sposób chciał jej unikać, a równocześnie porozmawiać. W dalszym ciągu o czymś prostym. Wyobrażał sobie, że wymieniają kilka prostych zdań, kiedy nagle później ktoś- on sam, zaczynał krzyczeć, żeby lepiej trzymał się od niej z daleka.
     Rozchylił usta, ale nie powiedział nic. Przecież nie będę mówił do siebie, pomyślał.
     Oparł łokieć o kolano, garbiąc się nieco. Drugą dłonią dotknął tyłu swojej głowy i rozmasował lekko obolałe miejsce.
     Wtedy nagle, na dachu budynku pojawiła się Zoe. Adam odruchowo podwinął nogi bliżej siebie i wstrzymał oddech. Dziewczyna skierowała się na antresolę, a kiedy młodzieniec ponownie zaczął wolno oddychać, wreszcie mu się udało. Nie myślał już o niczym. Nie myślał o tym, że ukrywanie swojej obecności jest niewłaściwe, ani o tym, co zrobi, kiedy Zoe zejdzie na dół. Nie myślał po prostu o niczym. Aż do momentu, kiedy usłyszał ciche skrzypnięcia i Sanz naprawdę kierowała się ku wyjściu. Nie zauważył nawet, kiedy na dworze zrobiło się zimniej. Czy to nie był dobry moment, aby porozmawiać?
-Zoe!- zawołał. Głośniej, niż spodziewał się sam po sobie, głośniej, niż zamierzał. Uniósł rękę i pomachał do niej.

Ostatnio zmieniony przez Airi (06-06-2018 o 15h27)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Online

#319 01-07-2018 o 14h35

Straż Cienia
Sahir
Młody rekrut
Sahir
...
Wiadomości: 12

https://zapodaj.net/images/d4317fc44852f.png

No właśnie, czemu nie wcześniej, Avenity? Dlaczego siedziałaś tam, z ludźmi, których znałaś nie od dziś? Nie od dziś – od paru dni. Kilka dni, które rozciągały się jak długie lata, pół senne, niewyraźne. Może ich znałaś. Może utkwili w twoim umyśle jak kotwice, które miały cię pociągnąć na dno, albo jak te, które miały twój statek utrzymać przed napierającymi na wypolerowaną stal falami. Były coraz wyższe. Kołysało coraz mocniej, a ile litrów wody przelało się już po burcie nie zliczą śmiertelni. Potop czy ratunek? Drugi człowiek był dla ciebie dokładnie tym, czym chciałaś, by był. Ni mniej ni więcej – gdybyś dała im szanse pewnie zostaliby tymi, co pocieszają. Dałaś? Przekreśliłaś? Czy ktoś ci pomógł wszystko to przekreślić? Biedna, filigranowa dziewczyna o bliznach z przeszłości, które były jeszcze bardziej solidne od Titanicu.
A przecież Titanic zatonął.
Wolnością nie była ucieczka na korytarz. Przecież dobrze wiesz, że Oni i tak cię dogonią. Te fale w końcu przewrócą tą mizerną łódeczkę, na której pływałaś, udając, że to naprawdę potężny okręt – fregata, która oprze się każdemu sztormowi. Ha? A może to tylko Shinodzie wydawało się, że jesteś tak delikatna jak płatki niebieskich irysów, które zginane w dłoniach już nigdy nie wrócą do poprzedniego kształtu. Wolnością było zniszczenie. Musiałabyś uśmiercić to, co kochałaś najbardziej... aaach, no tak. Przepraszam. Niemal zapomniałem, że przecież już to utraciłaś.
Doceniasz żarcik, Diamenciku?
Może wydawało mu się jedynie, że jesteś łanią, bo on wydawał się wilkiem. Nawet jeśli osłabionym – wciąż drapieżnikiem, który osacza, chociaż dawno nie miał już własnego stada. Kto jest w większym niebezpieczeństwie – owce przy wilku, czy jednak jeden, samotny wilk przy owcach? Sztuczką wilka wabiącego owieczkę nie było rzucanie się na nią z kłami – było nią obiecywanie, że pod jego ogonem będzie jej o wiele cieplej. Przyjdź bliżej, ogrzej się od futra! Przecież drżysz na tym lodzie, przecież zwierzę stadne nigdy nie było stworzone do samotności. Więc czemu się za nią uganiasz? Ze mną będziesz bezpieczniejsza. Wydawało mu się – ta owieczka nie uciekała przed wilkiem a przed swoimi. Tak? Nie? Przed ostrzem słów i przed oskarżeniami? Myślą, że wskażą ją palcami i oskarżą o posiadanie własnego zdania i tego, jak oni to nazywali... zdaje się – człowieczeństwa. Jakie to wszystko było kruche – sama dobrze wiesz. Nikt nie musiał ci tego wypunktowywać, a jednak gubiłaś się już w tym wszystkim. Między prawdą a kłamstwem postawiłaś swoją linię – słodko. Pozwolisz, że postoję razem z tobą? Na pewno będzie nam raźniej.
- Przepraszam, nie chciałem, żeby moja słowa cię uraziły. – Przepraszam? Puste słowo. Tak samo jak "dziękuję". Pełne kurtuazji, ale jaką niby moc posiadało? - Doktor prosił, żebyś wróciła na salę. Proszę, nie rezygnuj z tego spotkania wyłącznie przez parę nieodpowiednich słów. – Przez zamęt. Przez truciznę wtłoczoną w żyły. I kto był za nią odpowiedzialny? Mąciwoda. Cicha rzeka zawsze rwała brzegi – była o wiele bardziej groźna niż grzmiący wodospad. Jak ruch wody pod spokojną powierzchnią wody – podcinała nogi, zanim pojawił się sygnał, że coś jest nie tak. Więc kto tu bez winy? Żaden kamień nie przeciął powietrza.
Nie owieczka. Na pewno nie łania, która kładzie po sobie uszy i napina mięśnie, gotowa do ucieczki. Przecież Avenity była człowiekiem – musiała wyrosnąć ponad zwierzęcą, prostacką naturę. Oto przed kim się zatrzymał – przed Avenity Collins. Collins, Collins... to nazwisko brzmiało tak znajomo, jakby znał tę kobietę od lat. Jednocześnie wcale nie brzmiało kobieco. Melodyjna nuta przy egzotycznym imieniu, które wydawało się wyjęte rodem z książek Harrego Pottera. Niby normalne, a jednak czekasz, aż w jej oczach zalśni magia. Te trwały w lodowej obojętności. W wyparciu – tylko czego? Avenity nie miała zaraz wyjąć różdżki i przyznać, że rzuciła na nich wszystkich potężny czar, który zdejmie krótkim machnięciem różdżki. Nie przeniesie się w zielonych płomieniach do starego pałacu i nie zacznie chodzić po ruchomych schodach. Była tu i teraz, boleśnie realna i boleśnie rzeczywista, aż do bólu w kościach. I to wcale nie sprawiało, że była mniej urokliwa. Jak wszyscy tutaj, w przeróżnych charakterach, w tym zapomnieniu o świecie ponoć gorszym – tak im chyba próbowano wmówić. Kiedyś było gorzej, teraz jest lepiej, a będzie jeszcze lepiej. Smętne, a Ake nigdy nie był skłonny uwierzyć, że dwa razy dwa naprawdę dawało cztery.
Klasyczne wypomnienie tego, że był żółtodziobem i przez to gówno wiedział w pewien sposób go rozbawiło, jego kąciki nieznacznie drgnęły ku górze, ale można to było zinterpretować dwojako, nawet jako zakłopotanie, bo te pojawiło się na jego twarzy. To było to drugie uczucie – przyznanie jej racji. Niewiele wiedział, czyż nie? Śmieszne, doprawdy.
Wydawało mu się, że pozjadał wszelkie rozumy.
- W żadnym wypadku nie zamierzałem nikogo upominać. Prowadziłem jedynie merytoryczną dyskusję, która miała na celu wyrażenie własnego zdania. – Częściowe kłamstwo, bo przecież rzeczywiście nie zamierzał nikogo pouczać. Przynajmniej nie chciał tego. - Jest mi naprawdę przykro. Proszę, daj mi szansę na rekompensatę. Czuję się bardzo zagubiony i nie bardzo wiem, dlaczego mówię niektóre rzeczy. Naprawdę nie chciałem zranić ani ciebie, ani kogokolwiek tam.


https://data.whicdn.com/images/232030300/original.gif

Offline

#320 16-08-2018 o 00h16

Straż Cienia
Senira
Oficer Straży
Senira
...
Wiadomości: 1 361

--------------------------------http://i.imgur.com/VZmcvdv.png
      Blondyn od razu szeroko się uśmiechnął, gdy usłyszał, że Eva się zgodziła. Cieszył się, iż nie musiał jej do niczego namawiać i tak po prostu przyjęła propozycję.
      – Super, to widzimy się wieczorem, powodzenia, cokolwiek zamierzasz teraz robić – pożegnał się z dziewczyną i pomachał, wychodząc.
      Wszyscy wychodzili z biblioteki, prędzej czy później. Michael zwrócił uwagę na to, że Zoe została trochę dłużej w sali, sam na sam z dr Wrightem. Może postanowiła dowiedzieć się czegoś o Susan? Jeśli przypuszczenia chłopaka były prawidłowe, to lekarz powinien coś o niej wiedzieć. Przez większość spotkania myślał tylko o tym, żeby już wrócić do pokoju, więc tak zrobił. Niezaczepiony przez nikogo, wbiegł po schodach na swoje piętro.
      Gdy wszedł do pokoju, od razu rzucił się do szuflady z tajemniczą zawartością. Jeszcze raz przeczytał list, który znalazł w książce.

      Droga Susan,
Tak naprawdę nie wiele mam ci do przekazania. Wszystko Ci tu wyjaśnią i zapewniam, że to czego się dowiesz jest prawdą. Chciałam jednak powiedzieć coś od siebie, zanim zapomnę. Chciałabym, abyś od tego momentu niczym się nie przejmowała. Nie martw się, bo wszystko będzie dobrze. Czegokolwiek się dowiesz, nie musisz brać tego na poważnie. Baw się życiem, które ci pozostało. Masz dużo czasu, więc nie zmarnuj go na siedzenie w kącie. Bądź tak wolna, jak tylko dasz radę. Rób co Ci się żywnie podoba. Kieruj się sercem, a zajdziesz tam gdzie ja nie mogłam. Weź skrzypce, które leżą w szufladzie i zagraj na nich. Od razu poczujesz się lepiej, bo twoją wolnością jest muzyka. Po prostu bądź szczęśliwa. Proszę.
Susan Wright


      Następnie Michael po prostu zaczął czytać. Czytał tak długo, aż dotarł prawie do końca. Nie czuł upływającego czasu ani głodu. Miał wrażenie, że miał coś zrobić. Gdy sprawdził godzinę, okazało się, iż jest już dziewiętnasta. Czas na spotkanie z Evą. Postanowił nie mówić jej o tym, czego się dowiedział z biografii. Jeszcze. Po przeczytaniu tych kilkuset stron stało się oczywiste, że Susan była młodszą siostrą dr Wrighta. Lecz Michael wciąż nie wiedział dlaczego mężczyzna dołączył do eksperymentu. Zostawił otwartą książkę na biurku, bo już był spóźniony.
       Z Evą spędzili czas rozmawiając, jedząc wspólnie kolację i zwiedzając kolejną część budynku, czyli sale muzyczną. Chłopak oczywiście spróbował coś zagrać, na miarę swojej uszkodzonej dłoni. Spotkanie przebiegło naprawdę sympatycznie. Gdy wrócił do swojego pokoju, chciał skończyć czytać biografię, więc od razu sięgnął do szuflady. Nie było jej tam. Po chwili sobie przypomniał, że przecież zostawił ją na biurku. Lecz też jej tam nie było. Po przeszukaniu całego pokoju okazało się, że naprawdę nigdzie jej nie ma. W zjawiska paranormalne raczej nie wierzył, więc ktoś musiał wejść do jego pokoju.
      Michael nie przespał tej nocy, a podczas następnych ciągle się budził. Ciągle miał wrażenie, że ktoś może przyjść i zapytać o biografię, której najwyraźniej nie powinien nigdy mieć w swoich rękach. Przez najbliższy tydzień, jego gorsze samopoczucie zostało zauważone. Dr Thompson starał się mu pomóc, ale nie zdążyła dowiedzieć się, co tak naprawdę leżało mu na sercu.

Offline

#321 15-09-2018 o 22h48

Straż Obsydianu
Chitaru
Żołnierz Straży
Chitaru
...
Wiadomości: 622

Dr Acula zawsze stosował wszelkie środki bezpieczeństwa, by jego nielegalne eksperymenty nie ujrzały światła dziennego. Nie spodziewał się jednak, że ktoś wie już o nich od dawna. Był podejrzewany już od dłuższego czasu, ale jego skrupulatność nie pozwoliła jeszcze nikomu na zdobycie wystarczających dowodów, by go skazać. Sytuację zmieniła dopiero pewna pani agent, która pod przykrywką sprzątaczki wniknęła w społeczność L.I.C.E.U.M. i od środka zbadała całą sprawę zbierając niezbite dowody na zbrodnie dr Aculi, a tak na prawdę dr Samuela Wrighta. Dr Acula był tylko jego pseudonimem w świadku przestępczym, który przylgnął do niego, gdy kolejny z eksperymentów skończył się śmiercią wszystkich pacjentów.
   Wszyscy lekarze biorący udział w eksperymencie zostali skazani na więzienie, długość wyroku zależała od tego jaki wkład mieli w całe przedsięwzięcie i do ilu ofiar doprowadzili. Dr Acula został skazany na dożywocie, jak się jednak okazało uciekł zanim zdążono przeprowadzić obławę. Nadal żyje gdzieś na wolności.
   Pacjenci pozostali przy życiu zostali objęci opieką psychiatryczną. A ich życia potoczyły się na przeróżne sposoby.

Lily Cater @Aryla
   Minął miesiąc odkąd życie Lily Carter zmieniło się kolejny raz. Eksperyment runął z hukiem po tym jak jedna ze sprzątaczek zebrała obciążające Aculę dowody i przekazała je w odpowiednie ręce. Tego oczywiście Lily dowiedziała się dużo później, bo burza medialna nadchodziła powoli, by potem zalać ich ciężkim gradem. Zwłaszcza gradem pytań, gdy opuszczali budynek L.I.C.E.U.M.
   Nie mogli narzekać na samotność, ponieważ każdy z uczestników otrzymał cały pakiet opieki łącznie z terapią grupową. Przyszła do tej pory jedynie na pierwsze takie spotkanie, na dalsze nie była gotowa. Chciała jak najszybciej załatwić konieczne sprawy i ulotnić się z mglistego Londynu, gdzie na ulicach ludzie łowili ją z tłumu natarczywymi spojrzeniami. Jakaś grupa wolontariuszy napisała i przekazała im listy ze słowami wsparcia, a w telewizji został wyemitowany program opisujący eksperyment, mnóstwo dyskusji specjalistów dotyczących etyki oraz wystąpienia samych uczestników. Znowu czuła się jak atrakcja turystyczna tylko tym razem w rzeczywistości, a nie na monitorach wyświetlających zapisy z kamer.
   Zdecydowała się na odzyskanie wspomnień chcąc zdobyć cząstkę siebie, której nie potrafiła odnaleźć w nowym życiu. Wyjawili jej wszystko. Pokazali umowę, nagrania ze spotkań przygotowujących do zabiegu, a także pisemną wersję jej dotychczasowej historii. Nie zdecydowała się na zmianę imienia i nazwiska. Dowiedziała się także o przyczynie jej krytycznego stanu po przebudzeniu. Wymazali wspomnienia Lily dwukrotnie, ponieważ za pierwszym razem coś poszło nie tak i nie straciła ich w całości. Obciążony organizm mógł nie poradzić sobie z drugą, tak poważną operacją w krótkim czasie, lecz zaryzykowali - przecież nie mieli nic do stracenia.
Proces odzyskiwania wspomnień za to przebiegł całkiem szybko, ale nie tak jak się tego spodziewała. Nie poczuła żadnej emocjonalnej więzi z przeszłością. Nic. Kompletna pustka, jakby była jedynie obserwatorem tych wydarzeń, a nie ich uczestnikiem. Mimo wszystko przygotowywała się do podróży do rodzinnego domu, może odnalezienia matki, a przede wszystkim - odwiedzeniu grobu siostry.
   Pomimo krótkiej znajomości z innymi pacjentami w L.I.C.E.U.M starała się utrzymać z nimi kontakt, czując z nimi specjalną zażyłość ze względu na przeżyte wspólnie wydarzenia. Rzadko opuszczała wynajęte mieszkanie. Bała się kontaktu z ludźmi, lecz po wielu namowach rozpoczęła cykl spotkań z psychoterapeutą.
   Teraz siedziała nad brzegiem górskiego jeziora i moczyła nogi w lodowatej wodzie. Nie było to rozsądne, ale tylko to potrafiło ją uspokoić po tym jak zobaczyła grób własnej siostry, rozpoznając drugą część siebie. Łzy płynęły jej nieustannie po policzkach. Rose była brakującym puzzlem, którego nigdy nie odzyska. Wpatrywała się w ich wspólne zdjęcie. Na roześmiane oczy, splecione w uścisku dłonie, których dotyku nie była w stanie sobie przypomnieć. Lecz pogodziła się z tym, wierząc, że Rose zawsze będzie przy niej.
   Rozpoczęła nowe życie.

Avenity Collins @Hidney
   Smutek otaczający Avenity nagle stał się dla niej o wiele bardziej sensowny, gdy odzyskała utraconą pamięć. Po początkowym zagubieniu, powrocie do rodziny, wielu wystąpieniach w mediach, licznych spotkaniach z ważnymi osobistościami i terapeutami, postanowiła odnaleźć szczęście. Postanowiła odnaleźć Alexandra. Bo odkąd zrozumiała swój smutek, zrozumiała również, w jaki sposób powinna z nim walczyć.

Adam Prescott @Airi
   Adam po odzyskaniu pamięci musiał zostać pod stałą obserwacją lekarzy. Trudno było mu utrzymać kontakt z innymi, choć w głębi serca naprawdę tego chciał. Nim zdołał ponownie zaaklimatyzować się wśród ludzi, zdecydował, że pójdzie na studia, które pozwolą mu zostać detektywem. Odnalazł grób "swojej" Evy, która okazała się być jego rówieśniczką z liceum. Eva była córką wpływowego polityka. Dziewczyna już od początku znajomości z Adamem kłóciła się z nim, nigdy nie potrafili dojść do porozumienia. Ich relacja stała się bardziej toksyczna. Prescott znęcał się nad nią psychicznie, lecz wkrótce na dłuższy okres czasu trafił do szpitala z powodów zdrowotnych. W tym samym czasie Eva uczestniczyła w poważnym wypadku. Zmarła w szpitalu, a dzięki jej narządom uratowano kilku ludzi, między innymi Adama. Kiedy chłopak się o tym dowiedział wpadł w szał. Sądził, że był już przygotowany na śmierć. Czuł, że nie może żyć z sercem tej, którą traktował jak śmiecia. Obsesyjnie szukał czegoś, co pozwoliłoby mu ukarać samego siebie, aż w końcu natrafił na doktora Aculę. Przerażony ideą tego człowieka, uznał, że utrata pamięci będzie dla niego idealną karą. W pewnym sensie wzięcie udziału w zabiegu uratowało mu życie. W efekcie końcowym zdołał pogodzić się ze świadomością zła, jakie w sobie nosił i zdobyć nowy cel w życiu.

Michael Savage @Senira
   Michael po upadku eksperymentu postanowił odzyskać pamięć. Tym razem przebył roczną terapię i wciąż jest pod opieką specjalisty. Zdał sobie sprawę z tego, że nie musi żyć przeszłością, bo bez wspomnień był lepszym sobą. Zaczął udzielać się w organizacjach charytatywnych i jeździć na misje. Został zauważony przez fotografa, który chciał, aby Michael promował udzielanie się charytatywnie. W ten sposób dość szybko jego twarz stała się rozpoznawalna w wielu krajach. Poza tym próbował odnaleźć wszystkich uczestników eksperymentów, aby sprawdzić, co się u nich dzieje. Nie znalazł każdego, większość nie osobiście. Jedynie z Evą udało mu się do tej pory utrzymać przyjacielski kontakt.

Neville Melville @Lashanti
   Neville po upadku eksperymentu chodził na terapię, jak i rehabilitację by móc sprawnie chodzić. Po odzyskaniu pamięci Neville skontaktował się z swoim starym przyjacielem, żeby wyrównać ich stare porachunki oraz zacząć życie z czystą kartą. Z wszelakich uczestników eksperymentu próbował utrzymywać kontakt z Adamem, lecz marnie mu to wyszło. W ostateczności jedyny, pewny stały kontakt miał tylko z Mei, która stała się sławną pianistką oraz zaczęła występować w reklamie do zębów. Z jej pomocą ogłaszając, że przepowiedział jej karierę pianistki Neville zaczął być wróżbitą, a jego przepowiednie o dziwo zawsze się sprawdzały. Uzbierał dzięki nim wystarczającą ilość pieniędzy, żeby jeść swoje ulubione słodycze oraz kupić porządny dom. Pewnego dnia przedstawił Mei swojego najlepszego przyjaciela, z którym obecnie planuję ona się poślubić i wzięła Neville'a jako jej świadka. W międzyczasie Neville postanowił iść na studia w dziedzinie psychologii, by zrozumieć perspektywę Aculi w przeprowadzaniu eksperymentu z pamięcią ludzi oraz jaki wpływ taki zabieg może mieć na ludzką psychikę. I nadal przeprowadza nad tym badania.

Zoe Sanz @Chitaru
   Psychiatrzy szybko odnaleźli przyczynę zmęczenia Zoe. Okazało się, że zabieg Aculi nie sprawił, że zapomniała o swojej przeszłości, a wytworzył w niej drugą osobowość, która o niej nie pamiętała, sprawiając, że nowa Zoe przez jakiś czas sprawowała kontrolę nad ciałem, a stara mogła ją mieć tylko podczas jej snu. Dlatego nocami Sanz tak naprawdę nie odpoczywała.
   Nie można było jednak jej skazać za popełnione zbrodnie, ponieważ nie była ich świadoma. Zamiast tego umieszczono ją w szpitalu psychiatrycznym planując całkowicie usunąć jej poprzednią osobowość. Nie udało się to lekarzom jednak dwie części jednego umysłu w końcu doszły do porozumienia i tak długo udawały, aż uznano je za całkowicie wyleczone. O swojej przeszłości Zoe dowiedziała się właśnie od swojej drugiej osobowości, nikt inny nie chciał powiedzieć jej kim kiedyś była.
   Całą medialną aferę Zoe spędziła w szpitalu, więc nie miała styczności z reporterami.
   Nie posiadała domu, żadnej rodziny, ani nikogo znajomego poza światem przestępczym, do którego obiecała sobie nie wracać. Odwiedziła w więzieniu Johna, którzy przeprosił ją za swoje oszustwa i przyznał, że to właśnie on zatrudnił ją, by zabiła dr Aculę przystępując do eksperymentu.
   Później odnalazła Adama, któremu zdążyła zaufać najbardziej ze wszystkich pacjentów. Choć jej druga osobowość go nie znosiła.
   Stając w jego drzwiach cała przemoczona opowiedziała mu o swojej sytuacji, specjalnie próbując wywołać w nim litość. Chłopak odstąpił jej swój pokój gościnny, w którym dziewczyna miała przenocować. Druga osobowość Zoe miała inny plan i zamiast jednej nocy postanowiła trochę przedłużyć tam swój pobyt.


Pisanie tego opowiadania było naprawdę świetnym przeżyciem. Wszystkie osoby, które poznałam zasługują na szczególne podziękowania i gratulacje, bo mają niesamowity talent i wyobraźnię. Każdy wnosił coś od siebie i żadna postać nie była nudna. Wiele razy śmiałam się na głos czytając nowe posty. Na pewno nie zapomnę tego wszystkiego. Niestety popełniłyśmy parę błędów, przez które nie wyszło tak jakbyśmy chciały, akcja robiła się coraz bardziej zagmatwana i nielogiczna, a utrata członków tylko pogorszyła sprawę. Zapał z którym pisałyśmy powoli gasł  i niestety nie udało nam się dokończyć tego, co zaczęłyśmy. Nie mniej zawsze będę dobrze wspominać to opowiadanie i poznane dzięki niemu osoby. Może kiedyś tak za nim zatęsknimy, że spróbujemy jeszcze raz.


https://orig00.deviantart.net/515f/f/2018/067/5/1/thr_by_mechanicpigeon-dc5bejq.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 11 12 13