Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4

#26 01-04-2018 o 22h14

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


To jest właśnie ta zaleta świąt, że można pomalutku sobie wszystko ogarnąć. Wprost przyznaje, że kompletnie umknął mi poprzedni odcinek i aż zdziwiona byłam, jak się okazało, że są aż dwa do nadrobienia. No ale skoro wolne, to lecę nadrabiać.

Btw  czyżby Eldka ci się nie muliła? Czy jednak muli jak wszystkim? Bo jeśli tak, to cię podziwiam, że miałaś cierpliwość dodać ten wpis xd

Hm, a co do twojej odpowiedzi, to ani trochę mnie nie uspokoiłaś XD Bo wychodzi na to, że wiele się nie zmieni u chłopaków, w sensie nie tylko nadal będą idiotami, ale w przyszłości będą jeszcze gorszymi dupkami xD No dobra, może być i tak, choć jestem pewna, że będzie mi to zgrzytało podczas czytania xd

„W każdym razie nic nowego w swojej szeroko pojętej anatomii, obecnie zasłoniętej przez koszulę nocną, nie odkryła. Ale za to na anatomii pojawiła się dość istotna zmiana” — raz, że pierwsze zdanie brzmi trochę koślawo, zwłaszcza z tym „nie odkryła” na końcu — to nie powinno być oddzielane przecinkiem i ogólnie to wtrącenie jest niepotrzebne, zwłaszcza że potem znowu jest wspomniane, że bohaterka ma na sobie tylko koszulę nocną. Poza tym masz powtórzenie „anatomii”. A wystarczy „ciało”.

„takowej powoi” — ‘powoli’ c:

Mhm! Czyli tak jakby wychodzi na to, że organizm Eriki sam przyswoił język, jakby to była jakaś kolejna reakcja? Ciekawe, naprawdę ciekawe, sprytne i banalne, jak sama zapowiadałaś /static/img/forum/smilies/big_smile.png Chyba że coś jeszcze się wydarzy.

A nie. Jednak się wydarzyło. Chodzi o obręcz. No dobra. Jeszcze bardziej banalne — a ja jak zwykle kombinowałam XD

Eweleïn jaka miła, no proszę! To znaczy wcale mnie to nie dziwi, bo też ją bardzo lubię. No chociaż ona :v

Hm, panna zamierzała jak najszybciej wrócić do domu. To jasne, ale czy takie proste? Heh. W sumie to byłoby ciekawe, jakbyś opisała, jak Erika szuka składników potrzebnych do otworzenia portalu. Oczywiście nie sama, no ale coś robić musi. No jasne jasne, to nie tak prędko, no ale kiedyś.

No nic, tyle ode mnie. Nadrobiłam oba odcinki i mam nadzieję nie mieć więcej takich poślizgów! Przyznam, że po tych dwóch odcinkach opowiadanko coraz bardziej mi się podoba i kto wie, może w moim małym rankingu zaraz przeskoczy Antymagię :v Bo Ceny oczywiście nic  nie pobije. Czekam więc na kolejne części i pozdrawiam c:


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#27 03-04-2018 o 17h56

Straż Cienia
AnnaBona
Nowo przybyła
AnnaBona
...
Wiadomości: 2

Świetnie napisane. Dobrze przedstawiasz postacie, ja dotarłam dopiero do szóstego odcinka, a nie czuję się zagubiona. Podoba mi się Twój styl i ta realność zdarzeń. Akcja pędzi, ale na wszystko poświęcono odpowiednio dużo czasu! Gratuluję, pozdrawiam i życzę czasu i weny.

Offline

#28 06-04-2018 o 19h42

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - chłopaki idiotami nie będą, aczkolwiek zdarzy im się od czasu do czasu zachowywać idiotycznie. I jak dupki też... Zresztą trudno żeby Ezrael nie zachowywał się jak dupek /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Kwestia powrotu... No cóż, niedługo się dowiesz. Jeszcze nie teraz, ale niedługo /static/img/forum/smilies/big_smile.png

@AnnaBona - czy akcja pędzi. No tu trochę by polemizowała, ale to dlatego, że znam już nieco przyszły rozkład /static/img/forum/smilies/big_smile.png W każdym razie dzięki za kompement /static/img/forum/smilies/smile.png Postaram się nie zawieść przy dalszych rozdziałach.

III: Witaj w Eldaryi (cz. 3)

          Następne pięć dni Eryka mogła opisać tylko jednym słowem – frustracja. Nie wiedziała, jakie plany mają wobec niej magiczne istoty i nikt nie chciał jej tego powiedzieć. Oczywiście próbowała podpytywać Ewelein i innych zaglądających do niej medyków, ale bez większych sukcesów. Wszyscy tylko powtarzali w kółko, że ma odpoczywać i nabierać sił. No to odpoczywała i nabierała. Przez pierwsze dwa dni większość czasu spała, jednak trzeciego już czuła się dobrze. Nawet odzyskała swój ogromny apatyt. Mimo tego nadal traktowano ją, jakby była z porcelany. Czwartego znowu… Czwartego już nie potrafiła usiedzieć w miejscu, a niestety pozwolono jej wychodzić ze sali jedynie do toalety i łazienki. Oczywiście mogła zignorować wszystkie zakazy, nakazy i spróbować zbadać sytuację na własną rękę. Niestety to prawdopodobnie równałoby się niemałym kłopotom, zaś wizja ponownych odwiedzin w lochu wcale nie wyglądała atrakcyjnie. Dlatego robiła, co jej kazano, chociaż nie była z tego zadowolona, oj nie.
          Takim to sposobem grzecznie przesiedziała w swojej sali szpitalnej dwa dni, dręczona przez bezczynność i narastająca frustrację. W dodatku była niemal nieustannie głodna. W domu pochłaniała tyle, co solidnie zbudowany drwal, tutaj natomiast serwowano jej mocno uśrednione porcje.
          Nie mając nic lepszego do roboty, całymi godzinami spoglądała przez okno. Musiała przyznać, że widok jest całkiem zajmujący, szczególnie wielki plac przed Kwaterą Główną. Nieustannie przemierzały go barwne istoty rodem z baśni. Potrafiła rozpoznać krasnoludy, sylfy – takie troszeczkę bardziej kościste elfy o połyskujących, owadzich skrzydełkach – i elfy, podejrzewała też, że rosłe postaci o szaro-zielonej skórze to orkowie, ale reszta stanowiła dla niej zagadkę. W dodatku sporej liczbie tych dziwacznych istot towarzyszyły jeszcze dziwaczniejsze stworzenia. Na myśl o tym, że prawdopodobnie za parę dni sama będzie chodzić między nimi budziła w niej lekkie zdenerwowanie. Z jednej strony bała się magicznych istot i ich kreatur oraz tego, co może ją czekać z ich strony, ale z drugiej czuła pewną ekscytację. W końcu takie rzeczy jak to wszystko, przytrafiają się tylko na kartach książek, a ją spotkały naprawdę. Jako jedna z nielicznych istot ludzkich miała szansę zobaczyć kompletnie nieznany, magiczny świat. Zobaczyć wróżki, gobliny, driady, a może nawet smoki! Do tego czary, latające dywany i kto wie, co jeszcze. Oczywiście wolałaby tu nigdy nie trafić i to nawet, gdyby okoliczności przybycia do Eldaryi były o wiele bardziej przyjazne, a tata bezpieczny. Mało tego, nieustannie myślała o powrocie do domu i za nic nie chciała zostawać tu dłużej niż to konieczne. Jednak…
          Jednak musiała przyznać, że cała ta sytuacja nie jest tak bardzo przerażająca, jak mogłaby być, a nawet może mieć maleńkie plusy.
          Siedząc po turecku na dosuniętym do okna łóżku, westchnęła ciężko, poprawiając okulary na nosie. Wiedziała, że te wszystkie, potencjalne pozytywy wcale pozytywami być nie muszą, a niezwykły widok za oknem może się okazać pułapką. Wszystko to, to tylko jej ciekawość świata i chęć przygody, przy czym, chociaż przygody uwielbiała, to niekoniecznie powinna je miewać. Niestety należała do tych osób, co to zawsze coś przewrócą, zawsze w coś uderzą i potykają się o własne nogi. Krótko mówiąc: była skończoną łamagą. Co gorsza łamagą niezwykle ruchliwą, uwielbiającą pływanie, wspinaczki oraz jazdę na łyżwach, rolkach i rowerze. W efekcie większość swej egzystencji spędziła upstrzona rozmaitymi sińcami i otarciami, w dzieciństwie prawie non-stop miała rozbite kolana, a ile razy połamała okulary, to szkoda mówić. Dziwne, że zębów nigdy sobie nie wybiła.
          W każdym razie, tu nie musiało się skończyć na siniakach i rozbitych kolanach. Tutaj, w tym dziwnym miejscu, mogła zostać pożarta, dekapitowana, wrzucona do lochu, zmieniona w coś paskudnego, a może nawet spalona magicznym ogniem… W końcu tamta lisia kobieta prawie jej to zrobiła, prawda? Prawie ją spaliła.
          Jej rozmyślania przerwał stłumiony huk. Huk, stukania, szurania i wyraźne stęknięcia oraz… Przekleństwa? Chyba tak. Wszystkie te dźwięki dobiegały ze ściany sali, a konkretnie rzecz biorąc zza niewielkiej, zdobionej kwiatowym motywem płyty, która zapewne prowadziła do szybu wentylacyjnego bądź czegoś podobnego.
          Eryka nie miała bladego pojęcia o co chodzi, ale na wszelki wypadek wstała, „uzbroiła się” w stojak na kroplówki i wycofała w stronę drzwi. Jeżeli to coś w wentylacji miało złe zamiary, rzuci w to stojakiem, a potem drąc się jak syrena przeciwpożarowa, zacznie uciekać ile sił w nogach.
          Płyta poruszyła się, a potem powoli odeszła od ściany, jednak nie upadła. Trzymała ją w mocnym uścisku szczupła damska dłoń. Zaraz za dłonią pojawiła się reszta ręki, a za nią włosy. Konkretniej rzecz ujmując dwa natapirowane u nasady, luźne kucyki, jeden kruczoczarny, drugi różowy.
          - Nghhaaa… Ziemianko, jesteś tutaj? – zawołała właścicielka czarno-różowych włosów.
          - Y… Tak? – zająknęła się Eryka. To jedyne, co potrafiła z siebie wykrztusić. W końcu nie co dzień ze szpitalnej wentylacji wychodzą dziewczyny.
          - Możesz to wziąć? – Dziewczyna wymownie pomachała metalową płytą. – Jak upadnie, to narobi strasznego hałasu, a na razie wolałabym uniknąć wykrycia.
          - Możesz mi najpierw powiedzieć, kim do diabła jesteś?
          - Karenn Lellah. Członkini Straży Cienia, początkujący szpieg oraz lokalna plotkara, która wszystko musi wiedzieć pierwsza. Ludzie niezwykle rzadko trafiają do Eldaryi, ty jesteś pierwsza od osiemnastu lat, więc po prostu muszę cię poznać i to już, teraz, zaraz, bo mnie ciekawość zeżre. Od kilku dni próbuję się do ciebie dostać, ale pilnują cię jak jakiegoś skarbu czy coś… Żeby tu dotrzeć, musiałam zwinąć plany wentylacji, a uwierz mi, że to nie było proste, oj nie. Ech… Możesz wziąć tę pokrywę? Jest dość ciężka.
          Eryka mimowolnie rozwarła usta. Tak abstrakcyjnej historii nie słyszała od… No właściwie od półtora miesiąca czyli dnia, kiedy musiała uwolnić przebraną za misia pandę Nikolę z walizki leżącej w bagażniku zabytkowego mustanga należącego do zupełnie nieznanego im faceta. Do tej pory nie miała pojęcia, co właściwie wtedy zaszło, chociaż gothka tłumaczyła jej to z pięć razy. W każdym razie słowa wentylacyjnej dziewczyny były tak dziwne, że aż autentyczne.
          Po dłuższej chwili wahania Eryka odłożyła stojak i wzięła od Karenn pokrywę, którą ostrożnie odłożyła na podłogę. Mając już obie ręce wolne, dziewczyna zaczęła powoli wypełzać z wentylacji. Niestety utknęła mniej-więcej na poziome bioder. Szarpała się i wiła, ale daremnie.
          - Nigdy nie jedz przed wejściem do sieci wentylacyjnej, dobrze ci radzę – sapnęła, szarpiąc się po raz ostatni. – Możesz mi pomóc? Sama chyba nie dam rady.
          Eryka wyobraziła sobie, jak ciągnie ją za ręce, ta wypada z wentylacji wprost na nią i obie zwalają się na podłogę. To oraz wszystkie potencjalne obrażenia, których mogła doznać przy okazji. Oj nie, nie zamierzała spędzać kolejnych pięciu dni w szpitalu.
          Spojrzała na łóżko. Chociaż wielkie i ciężkie miało kółka, zatem dosunięcie go do ściany nie powinno być problemem. Tak też zrobiła. Dopiero wtedy, gdy Karenn miała na co spaść, złapała ją za ręce i zaczęła z całej siły ciągnąć. W końcu, w asyście efektownego szurnięcia i urwanego pisku strażniczka została uwolniona z uścisku kanału wentylacyjnego, lądując obok Eryki na łóżku.
          - Uf, udało się. Dzięki Ziemianko.
          - Mam na imię Eryka. Eryka Zgasła.
          - Dzięki Eryko. I wielkie dzięki, że nie narobiłaś szumu. Gdyby mnie ktoś zaczął wychodzić z dziury w ścianie, chyba zaczęłabym się drzeć jak nienormalna.
          Eryka przyjrzała się zasapanej dziewczynie, na oko czternastolatce. Krótka czarno-różowa grzywka opadała na szczupłą, zaczerwienioną od wysiłku twarz, zielone oczy spoglądały psotliwie, z kolczyka w dolnej wardze zwisała pajęczyna, a czarno-fioletowy mundur wyglądał… No cóż, wyglądał jakby przeczyszczono nim sieć wentylacyjną. Naprawdę nie rozumiała, dlaczego ta cała Karenn chciała się z nią spotkać i to tak bardzo, żeby wcielić się w rolę kominowego wycioru.
          - No dobrze… To może mi powiesz, co dokładnie tu robisz? – zapytała. – No i może czym jesteś, bo na elfa ani krasnoluda mi nie wglądasz, a tylko je umiem rozpoznać spośród magicznych istot.
          - To, co powiedziałam – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, ocierając twarz z pajęczyn i kurzu, a tak naprawdę to rozcierając je jeszcze bardziej. Ciemne smugi utworzył na jej jasnej skórze ciekawy deseń. – Dowiedziałam się, że trafiła do nas ludzka dziewczyna i chcę się dowiedzieć co i jak. Jak tu trafiłaś? Kim jesteś? Jak wygląda Ziemia? Serio macie tam latające machiny, te całe „filmy” i komputery z Internetem, dzięki którym informacje śmigają w powietrzu poprzez oceany i kontynenty? A co do tego, CZYM jestem, jak to mało subtelnie ujęłaś, to wampirem. I nie „magicznych istot”, bo to dziwnie brzmi, tylko faery.
          Dziewczyna po raz kolejny się uśmiechnęła, a Eryka natychmiast skierowała spojrzenie na jej długie kły. Pożałowała, że odłożyła stojak na kroplówki. Przydałby się, tak na wszelki wypadek.
          - Ej, nie patrz na mnie tak! – obruszyła się Karenn. – Te wasze opowiastki o wampirach to wielki pic na wodę. Chociażby to z zaproszeniami. Uwierz mi, że ja nie potrzebuję żadnego zaproszenia, żeby gdziekolwiek wejść…
          W to akurat Eryka mogła uwierzyć bez najmniejszego problemu. Mało tego. Była w stanie się założyć, że im bardziej gdzieś Karen NIE zapraszają, tym bardziej prawdopodobne, że ta tam wlezie. Nawet jeżeli na przeszkodzie będą jej stali wysokie ogrodzenie, uzbrojeni strażnicy, fosa z krokodylami, wściekłe psy i smok.
          - … Nie skwierczę też na słońcu, chociaż ziemskie słońce z pewnością by mnie osłabiło. Poza tym nie jestem nieśmiertelna, ba, żaden faery nie jest i prawie wszystkie faery żyją mniej-więcej tyle co ludzie. Te wszystkie kilkusetletnie elfy i krasnoludy to bujdy.  Nie jestem też żądną krwi pijawką. Tak, prawda, piję co jakiś czas krew i bez tego źle się czuję, ale nie jest mi niezbędna do życia. Poza tym ślina wampirów powoduje szybszą regenerację i wzrost odporności, więc ukąszenia są i dla „ofiar” korzystne. I ludzie się NIE przemieniają przez ugryzienie wampira. Tak jak nie zmieniają się w elfa bo elf ich dziabną. To pierdoły, pierdoły i jeszcze raz pierdoły. Rozumiesz?
          - Y… Tak. Powiedzmy, że tak – mruknęła, przyjmując do wiadomości, że rozerwanie cudzej aorty raczej nie jest życiowym celem wampirów. A przynajmniej większości z nich, bo jakiś świr zawsze się znajdzie. Jednak nadal nie potrafiła oderwać spojrzenia od długich kłów dziewczyny. Już takie widziała… – Jeden z facetów, którzy mnie zaczepili po wyjściu z lochu miał takie zęby. Taki z jednym okiem. Znasz może? To też wampir?
          Tu do tej pory gadatliwa i niezwykle elokwentna czternastolatka zająknęła się i wyraźnie zmieszała. Czyżby pytanie wampira o kwestie dentystyczne było w złym guście? A może po prostu małolata nie wie o czym mowa?
          - No tak, to też wampir. Konkretniej rzecz ujmując mój brat. – Karenn uśmiechnęła się krzywo. – Przepraszam za niego, ale on naprawdę nie chciał nic złego. No i nie wiedział, że jesteś połamana, dlatego to wszystko… Strasznie go teraz gryzie sumienie i dopóki nie powiedziano nam, że operacja się udała i wyzdrowiejesz, cały czas okropnie się martwił. To dobry facet, ale czasem nie myśli. Ja z nas dwojga to ta bystra. Kiedy rozdawali rozum, to ja stałam grzecznie w ogonku, a on się pchał po urok osobisty.
          - I co? Nie dostał?
          Pytanie Eryki było wręcz odruchowe. Tyle razy wymieniała podobne złośliwości ze znajomymi – nie zawsze tymi lubianymi – i przyjaciółmi, że nawet nie pomyślała, co mówi. Dopiero widząc zaskoczone spojrzenie wampirzycy, zrozumiała, że może „chlapnęła”. Już chciała zacząć przepraszać, kiedy Karenn parsknęła śmiechem.
          - To było świetne – mruknęła wampirzyca, ocierając z oczu łzę rozbawienia. – Szkoda, że tego nie słyszał, bo zgasiłabyś go poetycko. W każdym razie, moim zdaniem i nie tylko, tego uroku nie dostał, ale zawsze znajdzie się jakaś wielkooka ślicznotka, która leci na jego słodkie słówka i podobno przystojną buźkę. Ja tam w nim nic przystojnego nie widzę, ale to mój brat. No ale nie przyszłam tu gadać o sobie, tylko to TOBIE. Jesteś człowiekiem! Powiedz coś o Ziemi! O tym kim jesteś. No raz-raz, bo zaraz tu UMRĘ z ciekawości.

Online

#29 06-04-2018 o 21h10

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


O, to mnie zaskoczyłaś, że nie zrobisz z nich aż takich debili. NO, JA TRZYMAM ZA SŁOWO!
„zmieniają się w elfa bo elf ich dziabną.”  — dziabnie
Powoli akcja się toczy, choć na razie bez fajerwerków, co jest normalne. Kurcze, o ile nie lubię antymagiowej Karenn, tak tutejsza momentalnie wzbudziła moją sympatię /static/img/forum/smilies/big_smile.png Zabawna, sprytna, bezpośrednia. Jakoś tak tutaj te cechy są pozytywne, podczas gdy łatwo przerobić to na niedojrzałość i wścibskość. Ale tu jest spoko!
No ok, czekam na kolejne części i pozdrawiam! c:


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#30 07-04-2018 o 00h55

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Haha, tyrada Karenn mnie rozbawila niemal do lez.
Przyznam sie, ze (z braku czasu) przelatuje ostatnio tylko nowe pojawiajace sie odcinki i zaczely mi sie mylic opowiadanka. Musze sie skupic przed kazdym kolejnym zamieszczanym przez Ciebie fragmentem by sie 'usadowic' w odpowiednim eldaryjskim swiecie.
Tak, to tez mnie rozbawilo /static/img/forum/smilies/big_smile.png

W kazdym razie z wielka niecierpliwoscia oczekuje ciagow dalszych!

Offline

#31 07-04-2018 o 12h49

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 413

Jestem mile zaskoczona, że tutaj ukazałaś Karenn dość pozytywnie. Nie to co w Antymagii XD może tak jak psiapsia Liwii to Alajea, tak psiapsią Eryki będzie Karenn? hmhm.
Czy w tutejszej eldce problem żywności jest taki sam jak w oryginalnej grze czy jak w antymagii? Bo mnie to zastanawia że takie małe porcje dostała, no chyba że po prostu pracownicy szpitala nie wiedzą ile Eryka potrzebuje jedzenia xd
I tak po cichu liczę na to że ziemski czas sie zatrzymał podczas gdy Eryka przebywa w eldce i jej tata ma szansę zostać uratowanym, ale to raczej niemożliwe xd
Czekam na więcej! /static/img/forum/smilies/big_smile.png


♠Tumblr♠
https://i.imgur.com/vqJPpWI.png https://i.imgur.com/iGHE4Q6.png
Let's savour this victory

Offline

#32 11-04-2018 o 19h43

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - nie zrobię z chłopaków debili (aczkolwiek pokraczne zbiegi okoliczności będą się zdarzać, ale nie tylko z ich udziałem). Co nie znaczy, że będziesz zachwycona ich kreacjami.
          Akcja jest powolna i szybko nie nabierze tempa, może nawet ciut zawiać nudą (chociaż jako autorka nie powinnam tego pisać xD) bo na razie jesteśmy na etapie opisywania Eldki. A że ta ciut inna od growej i nie chcę dawać takiego hiper streszczenia jak w Antymagii, to trochę się to rozwlecze.
          Co do Karenn, to wszystko będzie zależało od sytuacji. Jak w życiu /static/img/forum/smilies/smile.png

@Laique - miło że się podobało /static/img/forum/smilies/smile.png Okazje do śmiechu pewnie co jakiś czas się będą przydarzały, chociaż raczej nie tak często i nie takiego samego rodzaju jak w antymagii.

Fujimen - Staram się, żeby to opowiadanie pod wszystkimi względami było bardziej wyważone. Antymagia to na razie taka w większości humorystyczna, podbarwiona zrzędzeniem ostra jazda bez trzymanki. Potem się pozmienia, ale to kwestia czasu.
          Z żywnością są problemy ale nie takie jak w grze czy Antymagii - zupełnie inna geneza + na razie nie dokarmiają Eryki bo zwyczajnie nie wiedza ile ona wciąga w standardzie

III: Witaj w Eldaryi (cz. 4)

          Eryka chciała jej powiedzieć, że na razie to ONA musi się pilnie dowiedzieć rzeczy o TYM świecie, skoro już tu wylądowała. Przede wszystkim, jak się stąd wydostać. Jednak coś jej mówiło, że dziewczyna nie przestanie nalegać, dopóki nie dostanie tego, czego chce. Dlatego też zaczęła jej opowiadać o Ziemi. O różnorakich machinach latających, pływających i podwodnych, o telewizji, Internecie i komputerach. O wszystkim, co przyszło jej na myśl. Opisywała, tłumaczyła i odpowiadała na pytania, aż zaschło jej w ustach, a szmaragdowe oczy wampirzycy zaczęły lśnić fascynacją jak dwie latarnie.
          - Chciałabym to wszystko zobaczyć – mruknęła Karenn. – Superszybkie kolejki podziemne, sterowce, helikoptery, statki kosmiczne. Brzmi jak zupełna fantastyka.
          - Mamy też biedę, głód, miny, czołgi, broń masowej zagłady, zanieczyszczenie środowiska  –zaczęła wyliczać Eryka poirytowana hurra optymizmem nowej koleżanki. Poirytowana głównie dlatego, że sama była niejako w trakcie oglądania „tego wszystkiego” w nowym świecie, a zaczęła od obejrzenia wnętrza lochu.
          - Aj tam. Wszędzie są jakieś problemy. Tutaj też, ile to nawet nie wspomnę – westchnęła ciężko. – A parę słów o sobie? Uwierz mi, od opowiastki na swój temat się nie wykręcisz. Nawet jeżeli mnie nic nie powiesz, to na przesłuchaniu wszystko z ciebie wyciągną. Chociaż i ja świetnie wyciągam informacje.
          Eryka westchnęła. Nie miała ochoty opowiadać o sobie. Znaczy normalnie nie miałaby nic przeciwko temu. Zawsze chętnie dzieliła się opowiastkami ze swojego życia, szczególnie tymi dziwacznymi i śmiesznymi, ale teraz… Teraz, gdy tylko pomyślała o domu, przypominała sobie bezwładnego tatę w zamarzającym samochodzie, a do oczu napływały jej łzy. Co mogła powiedzieć nastolatce, żeby ta się odczepiła? Hm…
          - Opowiedzieć o sobie? Jestem Polką, studentką dziennikarstwa, dopóki tu nie trafiłam mieszkałam z rodzicami i młodszą siostrą Eddie. Uwielbiam żaby, dziwactwa, dobre filmy, długie wyprawy Bóg wie gdzie i różnorodną muzykę. To tyle.
          - Studentka dziennikarstwa? Co to dziennikarstwo?
          - Macie tu może gazety? Druk?
          - No tak. Gazety mamy. Mało, bo w Mieście Eel tylko jedną, i dość drogą, ale mamy.
          - To dziennikarze właśnie piszą teksty między innymi do gazet. Studia dziennikarskie uczą jak pisać,  zdobywać informacje, jakie rzeczy są legalne, jakich nie można publikować i tak dalej. U nas gazet dużo, a do tego „gazety” internetowe, telewizja i inne, a ludzie za wszystko lubią się pozywać do sądów, więc dziennikarstwo jest trochę skomplikowane. Szczególnie to informacyjne. Trudno zdobyć dobry temat, ewentualnie dowody i takie tam.
          - Czyli to trochę jakby praca szpiega-wywiadowcy, tak? – Karenn uśmiechnęła się. – To coś dla mnie, w dodatku jestem wścibska jak mało kto. Hm… Może byś się nadawała do Straży Cienia?
          - Straży Cienia?
          - No tak. Straż Eel składa się tak jakby z kilku podstraży… Wiesz czym jest Straż Eel?
          - Mniej-więcej.
          - No więc Straż Eel składa się z kilku Straży. Straży Cienia, do której należę na ten przykład ja. Jesteśmy tropicielami, szpiegami i łowcami. Jest też Straż Absyntu, oni mają zielone mundury i zajmują się głównie eliksirami, medycyną, chowańcami i magią z przewagą eliksirów. Ewelein jest ze straży Absyntu, to ona, zdaje się,  głównie się tobą opiekuje, prawda?
          Eryka tylko przytaknęła. Nie miała pojęcia, skąd Karenn to wie, ale coś jej mówiło, że pytania „skąd” i „jak” w przypadku wampirzycy mijają się z celem. Nastolatka serio byłaby doskonałą dziennikarką… A przynajmniej zdobywaczem tematów.
          - To równa babka, przejmuje się swoimi pacjentami, więc jakby coś się działo, wal do niej jak w dym. Dobrze, to co ja to miałam? A Tak. Straż Cienia, Absyntu i Obsydianu. W Obsydianie to mamy praktycznie samych wojowników, jest też tam trochę strategów, płatnerzy, kowali, cieśli i stolarzy… Większość wojowników przed trafieniem tutaj miała jakieś rzemieślnicze zajęcia, co wypracowało im mięśnie, więc korzystamy z tego. Szefostwo wychodzi z założenia, że im Straż bardziej samodzielna, tym lepiej. Jest też Lśniąca Straż, która tak-jakby nam szefuje i zajmuje się głównie ochroną samej cytadeli. W jej skład wchodzą najlepsi, awansowani do rangi Lśniących członkowie pozostałych Straży i wewnętrznych szefów. Najważniejsza to szefowa Lśniącej Straży Miiko Oule. Poza tym jest jeszcze kapitan zbrojnych Jamon, bardzo fajny koleś, kapitan lekkostopych czyli byłych Cieni Termud oraz kapitan magii Feraya. Oni razem z szefami pozostałych Straży tworzą Radę Eel, która podejmuje decyzje.
          Eryka słuchała tego wszystkiego z najwyższą ciekawością. Wreszcie trafiła na kogoś, kto podjął się objaśnienia jej jak to tu wszystko działa. Przynajmniej w części. Do tej pory nie miała pojęcia, kto będzie ją przesłuchiwał i kto zadecyduje, co z nią zrobią, teraz przynajmniej znała imiona i liczbę swoich „sędziów”. Dlatego też zobaczyła w równie gadatliwej, co wścibskiej Karenn szansę. Szansę, aby chociaż odrobinę poznać swoją sytuację.
          - A nie wiesz może, co ze mną zrobią jak już wyjdę ze szpitala? – zapytała, mając nadzieję, że wampirzyca uchyli jej rąbka tajemnicy. – Wrzucą do lochu? Odeślą do domu?
          Wampirzyca zacisnęła usta i dobrą chwilę myślała, zanim odpowiedziała. Eryka z miejsca wyczuła, że pytanie wybitnie nie leży dziewczynie, co natychmiast wzbudziło w niej niepokój.
          - Wstępie ustalono, że jesteś niegroźna, więc do lochu na pewno nie trafisz. – Karenn uśmiechnęła się dość niemrawo. – Niestety, jeżeli chodzi o odesłanie cię do domu, tu może być problem. Podróże między światami to nie żadne hop-siup, tylko wymagający potężnej magii, skomplikowany proces. Samo uwarzenie eliksiru-klucza potrzebnego do otwarcia portalu zajmuje co najmniej pięć miesięcy, a zebranie składników, bardzo rzadkich składników, jeszcze więcej. W dodatku osoba przechodząca przez portal musi uwarzyć eliksir SAMA. Do tego trzeba wiedzy alchemicznej i sporych umiejętności w tym zakresie. Nawet jeżeli zdecydują się pomóc ci z powrotem na Ziemię, to i tak minie DUŻO czasu nim będziesz mogła użyć machiny portalu.
          Eryka poczuła jak krew odpływa jej z twarzy. Nie taką odpowiedź chciała usłyszeć, chociaż skłamałaby mówiąc, że spodziewała się czegoś innego.  Podświadomie zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, aż pobielały jej kłykcie.
          - Wiem, że to brzmi strasznie, ale nie będzie tak źle – Wyraźnie przejęta Karenn położyła jej dłoń na ramieniu. – Zobaczysz. Wiem, że twój początek tutaj nie był dobry, ale nikt nie chce cię skrzywdzić. Nikt cię też nie wyrzuci na bruk. Jesteś bezpieczna, znajdą ci pewnie jakieś zajęcie, będziesz mogła się urządzić…
          Eryka zacisnęła usta w cienką linię i z trudem przełknęła narastająca w gardle gulę. Znaczy będzie musiała spędzić w tej całej Eldaryi co najmniej rok. Rok zanim wróci do domu, a może i dłużej. Pytanie tylko, co wtedy powie rodzicom? Że co się z nią przez ten czas działo? Że nie pamięta, że nie wie? No bo chyba nie, że trafiła do fantastycznego świata, elfów, krasnoludów i wampirów. Nie, jeżeli nie chce trafić białego pokoju bez klamek.
          - Jakim cudem ja się w to wszystko wpakowałam? – zapytała samą siebie. – Jakim cudem? W bajkach to przynajmniej trzeba otworzyć podejrzaną księgę albo skrzynię czy tam potrzeć tajemniczy amulet, a ja nic… Jak? I dlaczego ze wszystkich ludzi na świecie ja? Nie bezdomny, który ucieszyłby się z nowego domu, nie obieżyświat, który wciska się wszędzie, gdzie go nie było, nie ktoś, kto chciały uciec od przeszłości tyko JA? I to jeszcze w takiej sytuacji…
- A właściwie to jak trafiłaś do Eldaryi? – zapytała Karenn, patrząc na nią badawczo.
          Eryka zesztywniała. Naprawdę nie chciała słyszeć tego pytania, chociaż czuła, że go nie uniknie. W końcu, nawet jeżeli wampirzyca nie zadałaby go, to na pewno pojawiłoby się na przesłuchaniu, które ją czekało. Rzecz w tym, że nie czuła się gotowa o tym wszystkim opowiadać. O bólu, strachu, rannym tacie, którego zostawiła na mrozie… Którego zawiodła. Obawiała się, że jak zacznie, to nie wytrzyma i się popłacze.
          Wiedziała, że nie musi odpowiadać, że może powiedzieć dziewczynie, „nie chcę o tym mówić” i będzie po sprawie. Niestety pewnie niewiele by to zmieniło. W końcu ktoś wyciągnąłby z niej informacje i to bez głaskania po głowie. Dlatego uznała, że lepiej chociaż SPRÓBOWAĆ zmierzyć się z tym w obecnych, względnie przyjaznych okolicznościach.
          - Weszłam do lasu. Zimą.  Przypadkiem wpadłam w krąg grzybów, chociaż grzyby nie powinny rosnąć zimą. Zaczęły świecić. Coraz mocniej. Mocniej i mocniej. Na końcu był błysk i trafiłam tutaj.
          - A skąd te twoje rany? Przecież trafiłaś do nas w okropnym stanie. Ewelein podobno powiedziała Jamonowi, że jeszcze trochę poleżałabyś w lochu i zabiłby cię krwotok wewnętrzny czy coś podobnego.
          - Jamonowi? – Eryka uniosła brwi. – Temu kapitanowi zbrojnych? A co on ma z tym wszystkim wspólnego?
          - To on cię wsadził do lochu… Ale też to on potem przyniósł cię do szpitala – dodała szybko Karenn, widząc jak Eryka się krzywi. – I nawet przychodził cię tu parę razy odwiedzić, kiedy byłaś nieprzytomna. To bardzo w porządku gościu, o wiele bardziej do życia niż reszta kapitanów Lśniącej Straży. No i strasznie go gryzie, że nie zauważył, że jesteś ranna.
          - A czym on jest? W sensie rasy?
          - Ogrem. Ale nie bój się, ogry też nie są takie jak w waszych opowieściach. Nie zjadają dzieci, nie pieką chleba z kości, nie są też głupie… Zresztą ty mnie tu nie zagaduj, bo zdaje się, pytałam o coś, prawda? O co chodzi z tymi twoimi połamanymi kośćmi i tak dalej? Tylko mi nie mów, że się potknęłaś, bo nie uwierzę. Ktoś cię napadł? Pobił? Miałaś wypadek?
          Eryka mimowolnie skrzyżowała ręce na piersi, zaciskając dłonie na ramionach. Naprawdę nie chciała o tym mówić. To głupie, ale miała wrażenie, że dopiero jak opowie o wszystkim na głos, stanie się to realne. Jakaś uparta, irracjonalna część jej umysłu, przekonywała ją, że jeżeli będzie siedzieć cicho, to wszystko prędzej czy później okaże się tylko durnym snem. Jej tata będzie żywy i zdrów, a ona obudzi się bezpieczna, wyspana i wypoczęta w swoim domu, w swoim  łóżku, w swojej pościeli w żabki.
          Rzecz w tym, że nie należała do osób, które mają w zwyczaju okłamywać siebie czy odkładać rzeczy później tylko dlatego, bo są nieprzyjemne. Dlatego też zamiast migać się, wzięła głęboki wdech i…
          - Był wypadek… – zaczęła, ale głos zaczął jej się łamać, a broda niebezpiecznie zadrżała. Z trudem powstrzymała napływające do oczu łzy.
          - Jeżeli nie chcesz…
          - Nie – przerwała wampirzycy, sama zaskoczona stanowczym brzmieniem swojego głosu. – Muszę to przetrenować, jeżeli nie chcę się poryczeć, kiedy ci cali wasi szefowie będą mnie przesłuchiwać.
          Wzięła głęboki w dech i opowiedziała o wszystkim, chociaż koniec końców nie wytrzymała i po jej bladych policzkach pociekły łzy. O powrocie do domu, o tajemniczej postaci, wypadku, o tym jak zostawiła tatę, żeby poszukać pomocy, o zmieniającym się lesie i wreszcie grzybowym kręgu. Dalszą część historii Karenn już znała.

Online

#33 11-04-2018 o 19h55

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

No to prawda, nie zawsze bedzie do smiechu. Jak w zyciu...
Tym razem zdecydowanie nie bylo.
Jako, ze sie szybko wzruszam (niestety, niestety) to przy ostatnich akapitach zapieklo mnie pod powiekami.

Czy juz wspominalam, ze nie lubie zbyt krotkich odcinkow? Nie? No to wspominam /static/img/forum/smilies/wink.png

I czekam na kolejny!

Offline

#34 11-04-2018 o 23h03

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


No dobra, to bez zbędnych wstępów lecę dalej! Chociaż mogę tylko dodać tyle, że JESTEM PEWNA, iż twoja kreacja chłopaków nie będzie mi się podobać xd

„hurra optymizmem” — ‘hurraoptymizmem’ — wszystkie zwroty z ‘hura’, ‘hiper’, ‘super’ itp. pisze się razem.

Trochę to dziwne, że mając gazety nie wiedzą, kim są dziennikarze.

„Nawet jeżeli zdecydują się pomóc ci z powrotem na Ziemię” — zgubiłaś „wrócić”

No dobra,  faktycznie rozwija się powoli, ale, jak pisałaś, nie ma się co dziwić, skoro najpierw Erika musi wszystko poznać, wykurować się i tak dalej.

No nic, czekam na kolejną część i pozdrawiam! c:

@Fuji a dobra, racja - w tym kontekście faktycznie zdanie jest poprawne xd

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (12-04-2018 o 07h42)


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#35 12-04-2018 o 07h18

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 413

"„Nawet jeżeli zdecydują się pomóc ci z powrotem na Ziemię” — zgubiłaś „wrócić”"

@meth a tu się nie zgodzę, zdecydują się pomóc z czym? Z powrotem na ziemię, wszystko gra :p

Strasznie szkoda mi jej ojca.
No cóż, w samym odcinku oprócz rozmowy niewiele się działo (no ale jakoś trzeba poznać ten świat) więc też nie mam tyle do powiedzenia. Standardowo czekam na kolejne rozdziały /static/img/forum/smilies/big_smile.png


♠Tumblr♠
https://i.imgur.com/vqJPpWI.png https://i.imgur.com/iGHE4Q6.png
Let's savour this victory

Offline

#36 16-04-2018 o 20h56

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Laique - ten odcinek nieco dłuższy. I niby powinnam być dumna, ze wywołałam jakąś reakcję emocjonalną u czytelnika, ale uwierz - zarówno w tym opowiadanku, jak i niedługo w Antymagii, może się to na tobie zemścić. Więc uważaj z tymi wzruszeniami.

@Methrylis - wiesz, to zależy. U mnie po prostu panowie zostaną pokazani jako nie do końca/nie zawsze sympatyczni. Chociaż sadzę, że tutejsza wersja Valkyona, odmiennego od tego growego jak i tego z Atymagii, może zdobyć twoje uznanie.

@Fujimen - z tata może będzie jeszcze dalej motyw, ale nie chcę robić złudnej nadziei. A skoro czekasz, to masz, prasim /static/img/forum/smilies/big_smile.png


III: Witaj w Eldaryi (cz. 5)

          - O rety. – Uśmiech wampirzycy gdzieś zniknął i nie wyglądało na to, żeby miał szybko wrócić na jej nagle poważną twarz. Sprawiała wrażenie naprawdę przejętej tym, co właśnie usłyszała. – Aż mi głupio, że cię tak wypytywałam, chociaż właściwie to mogłam się spodziewać, że to nie będzie nic miłego… Mimo to… Znaczy twój tata tam został i nie masz pojęcia co z nim dalej, tak?
          - Jeżeli nikt go nie znalazł to zamarzł na śmierć, a to rzadko uczęszczana nocą drogą – mruknęła ocierając załzawione oczy. – No i był ranny…
          Eryka naprawdę nie spodziewała się tego, co nastąpiło potem. A co takiego nastąpiło? Otóż zupełnie nieoczekiwanie wampirzyca przytuliła ją. Ot tak po prostu. Pocieszająco, nadspodziewanie mocno i szczerze.
          - Lepiej? Chociaż odrobinę? – zapytała Karenn, kiedy wreszcie ją puściła.
          Erykę zatkało. Naprawdę nie miała pojęcia, co o tym myśleć i jak zareagować. W końcu poznała wampirzycę ledwie chwilę temu, a ta już ją ściskała. Nie, żeby nie lubiła przytulasów – uwielbiała je, ale zazwyczaj przytulały ją osoby dobrze znane… I niepokryte warstwą kurzu, i pajęczyn z wentylacji.
          - Y… Nie wiem? – wykrztusiła w końcu.
          - Ech… W każdym razie to musiało być okropne. Wypadek, chcesz pomóc ojcu, a trafiasz tutaj. A tutaj? Wrzucamy cię do więzienia. Czy jak pewnie na to patrzyłaś, wrzuca cię do lochu jakiś wielki potwór. Szkoda gadać.
          - Tak… I pomyśleć, że ledwie godzinę przed tym wszystkim świetnie się bawiłam – mruknęła smutno. – Zrobiłyśmy sobie z przyjaciółkami taki szalony, studencki wypad. Nakupowałyśmy głupot, kretyńsko się poobcinałyśmy… – Podświadomie przeciągnęła dłonią po włosach, a kąciki jej ust nieznacznie drgnęły. – Do tego wygłupy, muzyka, wielkie żarcie, nowe doświadczenia. A tu nagle… A tu nagle to. Prawie giniemy z tatą, a chwilę później trafiam do magicznego świata i moje życie wywraca się do góry nogami.
          - Naprawdę wyglądają kretyńsko. Chcesz coś z nimi zrobić? W sensie, że z włosami.
          Eryka posłała Karen skołowane spojrzenie, na co ta uśmiechnęła się niemrawo:
          – Możemy ciągnąć temat twojego wypadku, ale to żadnej z nas nie poprawi nastroju. Ty się pewnie popłaczesz, a ja zaraz po tobie. Dlatego może lepiej pogadać o twoich włosach, co? Chcesz z nimi coś zrobić czy zostawiasz jej w spokoju? Bo ja bym tego w spokoju nie zostawiała. Ta fryzura kompletnie ci nie pasuje.
          - Y… Zamierzałam je ściąć na krótko. Mama zawsze mi powtarzała, że dobrze wyglądałabym w krótkich włosach.
          - A może do tego jakiś kolor? Czy nie chcesz nic zmieniać?
          - Nie, raczej nie. Farbowanie włosów to odrosty, a ja nie mam cierpliwości, żeby z nimi się męczyć…
          Jedno Eryka musiała przyznać Karenn – ma gadane. Wampirzyca zręcznie przekierowała rozmowę pierw na włosy, potem na okolicznych fryzjerów, a w końcu na sklepy, jedzenie i wiele innych, neutralnych, całkiem przyjemnych tematów. Była za to szczerze wdzięczna nastolatce, bo dzięki niej mogła się nieco oderwać od szeroko pojętego „tego wszystkiego”. Od nudy, frustracji, wypadku, oczekiwania na to, co przyniesie przyszłość i świadomości, że tu utknęła na Bóg jeden wie ile. No i samotności. Wiedziała, że dla gadatliwej nastolatki jest tylko ciekawostką, ale naprawdę lubiła spędzać czas w czyimś towarzystwie. W domu miała siostrę, rodziców o wpadających co chwilę w odwiedziny dziadkach, koleżankach i sąsiadkach nie wspominając. Nie mogła zaprzeczyć, że momentami brakowało jej chwili dla siebie i czasem dużo dałaby za dzień samotności, ale tu od ponad pięciu dni siedziała praktycznie cały czas sama. Lekarze, głównie Ewelein, wpadali tylko po to, żeby podać jej posiłki i szybko zbadać, przy czym nie zatrzymywali się na pogawędki, a nikogo innego nie widywała. Odizolowana od innych, spędzając czas pod metaforycznym kluczem, powoli zaczynała mieć wrażenie, że jest trędowata.
          Nagle na korytarzu rozległ się odgłos kroków, szczęknęła klamka, skrzypnęły drzwi i do sali weszła obarczona tacą z jedzeniem Ewelin:
          - Obia… – zaczęła, ale urwała, widząc siedząca obok swojej pacjentki, brudną jak nieboskie stworzenie wampirzycę, która automatycznie posłała jej szeroki, głupkowaty uśmiech. – KARENN CO TY TUROBISZ?!
          - Rozmawiam, plotkuję, poszerzam horyzonty i nawiązuję nowe znajomości.
          Ewelein szybkim ruchem odłożyła tacę na stolik, po czym na sztywnych nogach, z twardą, morderczą miną ruszyła do łóżka, a ostre niczym brzytwa spojrzenie świdrowało wampirzycę. Eryka nie musiała być geniuszem, żeby wyczuć kłopoty. Z doświadczenia wiedziała, że nikt nie wybucha tak mocno jak osoby łagodne i spokojne, kiedy je odpowiednio wkurzyć, dlatego też wolała usunąć się z drogi. Czym prędzej zeskoczyła z łóżka i omijając szerokim łukiem elfkę, podeszła do stolika zamiarem podjęcia konsumpcji przyniesionego jej osiłku i obejrzenia nadchodzącego show z bezpiecznej odległości.
          Tak, show było, a jego główny punkt stanowiły wrzaski i efektowne groźby oraz snucie tragicznych scenariuszy. Scenariuszy opisujących potencjalne, tragiczne skutki dla zdrowia „słabowitej Ziemianki” odwiedzin Karenn z szczególnym uwzględnieniem przyniesionych przez nią kurzu i pajęczyn. W końcu wampirzyca – na początku całkiem pewna siebie, mimo świadomości nieuchronnej kary – podkuliła pod siebie przysłowiowy ogon i zaczęła przepraszać. Eryka nie dziwiła się jej. Ewelein wyglądała naprawdę strasznie, jak sama Eris.
          - Dobrze a teraz ty. – Elfka wycelowała palec w Erykę, która właśnie opróżniła miskę burej i pozbawionej smaku kaszki do czysta. Dosłownie do czysta, bo wylizane ściany naczynia wręcz lśniły, a mimo tego dziewczynie nadal burczało w brzuchu. – Co jej powiedziałaś?
          - Słucham?
          - Co jej powiedziałaś? O czym rozmawiałyście? Chyba jasno się wyraziłam. Tej małej szui nie ufam za grosz, więc pytam ciebie.
          - No ona mi opowiedziała trochę o strukturze tej waszej Straży… Znaczy jakie są tu Straże i kto wchodzi w ich skład, no i że macie jakąś Radę Eel, co to  wszystkim decyduje. Wyjaśniła też, że mój powrót do domu to niełatwa sprawa i dlaczego. Ja znów jej opowiedziałam nieco o Ziemi, naszych wynalazkach, troszkę o sobie, znaczy skąd jestem, co robię… Czy raczej co robiłam. Takie tam. No i opowiedziałam jak tu trafiłam.
          - Karenn! Dobrze wiesz, że miała dopiero być przesłuchiwana. OFICJALNIE I OBIEKTYWNIE. Co cię napadło? Na Wyrocznię, nie potrafisz słuchać nawet najprostszych poleceń?! Ech… Miiko z tobą porozmawia, a wiesz w jakim jest nastroju. A ty – ponownie wycelowała w Erykę – Jak się czujesz?
          - Ja? Dobrze. Ale o co chodzi?
          - A jak myślisz, czemu masz zakaz wychodzenia ze sali? NAPRAWDĘ masz obniżoną odporność po operacji, nie mówiłam tego po to, żeby nastraszyć Karenn. Poza tym w Eldaryi występują inne mikroby niż na Ziemi i twój organizm musi do nich nawyknąć. Dlatego też dostajesz specjalnie spreparowane posiłki…
          - A właśnie czy tych specjalnie spreparowanych posiłków nie może być więcej? – przerwała Eryka, odnotowując sobie w pamięci, żeby po toalecie NAPRAWDĘ dokładnie myć ręce, tak dla bezpieczeństwa. Jednak o wiele bardziej niż obniżona odporność i „kosmiczne” drobnoustroje absorbowała ją kwestia michy. - Głodna jestem. I to od przedwczoraj.
          - Przecież to całkiem duża porcja. – Ewelein spojrzała na nią nieco zbita z tropu.
          - Ale ja jestem bardzo żarłocznym chudzielcem i normalnie jem trzy razy więcej. – Jakby na potwierdzenie tych słów kiszki dziewczyny postanowiły efektywnie zaburczeć.
          - Dobrze, postaram się załatwić dodatkową porcję. – Elfka zmarszczyła czoło, wyraźnie próbując przypomnieć sobie, co jeszcze chciała powiedzieć. Bezskutecznie. W końcu na powrót zwróciła się do Karenn – Dobrze, panno Wścibska, idziemy. Prosto do Miiko.
          Z tymi słowy chwyciła wampirzycę za łokieć i dosłownie wywlokła ze sali. Eryka przyglądała się temu z umiarkowaną ciekawością. Po reakcji elfki – wściekłości z tylko niewielką domieszką zaskoczenia – wywnioskowała że wampirzyca wywinęła niejeden podobny numer. Chciałaby usłyszeć o wcześniejszych, z pewnością ubarwiłoby to jej tymczasowe uwięzienie. Cóż, teraz przynajmniej widziała w nim nieco większy sens niż wcześnie. Obniżona odporność… Gdyby Ewelein powiedziała o tym na samym początku, może zachowywałaby większą ostrożność i trochę spokojniej znosiła zamknięcie. Niestety wszyscy tutaj stosowali jakąś dziwną zasadę informowania wyłącznie o tym, co absolutnie niezbędne, a i to z wielkim bólem.
          Ponownie otoczona przez ciszę, westchnęła ciężko. Mimo potencjalnego zagrożenia mikrobiologicznego, jakie przyniosła ze sobą z wentylacji Karenn, była wdzięczna za jej odwiedziny. Dzięki wścibskiej małolacie rozerwała się trochę i – co ważniejsze – stawiła czoła temu, co przeszła. Powiedziała o tym na głos. Gdyby nie ona, wszystko spadłoby na nią dopiero podczas oficjalnego przesłuchania, a wtedy… No cóż, prawdopodobnie by się popłakała. Należała do raczej emocjonalnych osób i nie wstydziła się tego, ale nie lubiła publicznie beczeć. Z doświadczenia wiedziała, że są ludzie, których cieszą cudze łzy. Wątpiła, żeby z faery było inaczej.

***

          Ku zdumieniu Eryki, Karenn odwiedziła ją ponownie nazajutrz i to zaopatrzona nożyczki oraz kosmetyki do pielęgnacji włosów. Jak się okazało straszna Miiko wraz z Ewelein stwierdziły, że skoro obie już się poznały, to nie ma przeciwwskazań, żeby wampirzyca nieco urozmaiciła jej czas… Rzecz jasna po odpowiednim odkażeniu. Oczywiście krwiopijczyni nie uniknęła kary, obejmującej trwające miesiąc dyżury przy sprzątaniu, ale nie wydawała się tym przejęta. Za to wielką radością przystąpiła do „robienia porządku” z włosami Eryki. Jak utrzymywała, wielokrotnie strzygła brata, więc poprawka „fatalnego błędu”, który Eryka zafundowała sobie na głowie, nie stanowiła dla niej żadnego wyzwania. Sama zainteresowana średnio temu wierzyła, ale wychodząc z założenia „dużo gorzej być nie może”, pozwoliła nastolatce działać. Efekt? Całkiem ładna i co najważniejsze pasująca, krótka fryzurka.
          Od tamtej pory Karenn wpadała prawie codziennie, zaglądając na godzinkę, żeby pogadać o byle czym. Głównie to ponarzekać i poplotkować. Chociaż większość tych opowieści stanowiła dla Eryki jedną, wielką abstrakcję, to sprawiały jej dużą przyjemność. No i dzięki gadaninie wampirzycy poznała nieco mieszkańców Kwatery Głównej nie ruszając się z miejsca. To znów mogło się przydać, bo na ten przykład wiedza, że główny kucharz ma na imię Karuto, jest satyrem i ma niezwykle kapryśny, wybuchowy i ekspresywny charakter była dość cenna. Tym bardziej, kiedy przejawia się wyznawana przez Erykę filozofię „nie wkurzać tego, kto mnie karmi”, a pory posiłków stanowią najważniejsze pory dnia.
          Nowa fryzura i popołudniowe pogaduszki z nastolatką nie stanowiły jedynych zmian, które zaszły w najbliższych dniach. Po pierwsze Eryka odzyskała prawie wszystkie rzeczy, nie licząc telefonu komórkowego  i okryć wierzchnich. Pewnego ranka zobaczyła na szafce nocnej swoją ukochaną, brązową torbę, a w niej portfel, klucze z domu, wyprane i wypracowane ubrania oraz żabią biżuterię. Było wszystko: bielizna, kupna sukienka, legginsy, tęczowe, kudłate skarpetki, żółte dżinsy i fioletowy podkoszulek. Mało tego. Na stoliku leżały dwa, zupełnie nowe komplety ubrań, oba składające się z prostych, przylegających spodni i długiej, zdobnie wyszywanej tuniki wiązanej pod szyją. Niby nic ważnego, ale naprawdę miała już dość biegania w szpitalnej koszuli i naprawdę tęskniła za normalnymi ciuchami. Kolejna zmiana, która poprawiła Eryce nastrój, to znaczne zwiększenie objętości posiłków, aczkolwiek nie tak wielkie, żeby w pełni usatysfakcjonowało jej apetyt. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – miejscowy wikt nie mógł poszczycić się szczególnie bogatym smakiem, ale głód sprawiał, że nie grymasiła. Ktoś też podrzucił jej książkę ze starymi baśniami, żeby się nie nudziła.
          Czas jakby przyspieszył, dni już tak bardzo się nie ciągnęły. W  końcu, po trzynastu dniach od pobudki w szpitalnym łóżku, Ewelein poprosiła ją do swojego gabinetu, żeby sprawdzić poziom jej odporności. Z perspektywy Eryki ów badanie nie wiele różniło się od przeprowadzanych na Ziemi testów alergicznych. Lekarka nakropiła na jej łopatkę jakichś specyfików, po czym obserwowała reakcję. Reakcji zaś prawie nie było, nie licząc lekkiego zaróżowienia skóry, co lekarka odczytała jako dobry objaw – oznajmiła, że odporność została niemal zupełnie odbudowana. Zaraz potem poinformowała też, że skoro nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, przesłuchanie odbędzie się jutro około godziny dziesiątej.
_______________________________________________


KOMENTARZ DO GLOSOWANIA

PANOWIE: no to wybraliście Ezarela z ktorym naprawdę mogę mieć problem, jako, ze charakter Eryki już sobie opracowałam, a ten nie do końca się zgrywa z naszym Narcyzem. Najmniej z dostępnych opcji... No, może nie do końca najmniej. Najmniej to Leifan, dlatego między innymi nie był brany w ogóle pod uwagę. Najprościej dla mnie byłoby, gdyby postawiono na opcję "sama kogoś stwórz", bo ów ktoś stworzony prze ze mnie i tak będzie wrzucony w historię. Swoją drogą zobaczymy, czy wam się spodoba. Dam znać, kto to jak się pojawi /static/img/forum/smilies/wink.png
CHOWAŃCE: no to wybraliście kociaka... Chowańca usposobieniem ciut zbliżonego do Ezarela, ale kochanego. Straszna tendencja, którą może jakoś wykorzystam. Konkretnie jaki będzie ciralak przekonacie się w tekście, a tymczasem poświęcę tarę słów niewybranym milusińskim.
CROKO - oglądaliście "Bethoven"? W sensie, że film o tym bernardynie? Mniej-więcej tak to by wyglądało, z tym, że tutaj "bernardyn" miałby opcję ataku wśiekłego krokodyla/rekina. W każdym razie Eryka nie raz, ani nie dwa musiałaby świecić za niego oczyma, naprawiać zniszczenia po nim, ale za to mogłaby się czuć 100% bezpiecznie w jego obecności.
PIMPEL: jego obecność w KG wywoływałaby lekką paranoję i nikt nie potrafiłby sobie z nim poradzić. Psiak Nevry na sam jego widok zmykałby na wysokie drzewo, a potem wył, żeby go stamtąd ściągnąć, a chłopaki, chcąc wejść do pokoju Eryki podczas jej nieobecności, owijaliby nogi bandażami i zakładali na nie pancerze, jednocześnie mają w pamięci, że ten jak zechce może wybić sie a wysokość twarzy, aby spróbować wykłóć przeciwnikowi oczy swoimi rogami. Zresztą dużo o jego charakterze mówiłoby imię => Greebo (Jak ktoś czyta DW to wie /static/img/forum/smilies/wink.png). Podobnie do literackiego Greebo miałby opinię wśród strażników, że "może powstrzymać go tylko meteor". Paradoksalnie jednak, jego podłe usposobienie nie przynosiłoby Eryce dużej szkody - w końcu trochę wstyd przyznać się, że boi się króliczka, prawda?
SOWINGE: chowaniec z bolesną przeszłością, ale doskonale przeszkolony. Jego poprzedni właściciel go porzucił, więc m trudności z zaufaniem nowej pani, przez co nie okazuje uczuć, nie pozwala się głaskać i dziobie - przynajmniej na początku. Potem role na małą chwile odwróciłyby się, aby potem przejść w prawie-sielankę. Takim melodramatem z lekka bym tu pojechała. Fajnie szłoby podrasować złe dni eryki - nie dość że trening poszedł źle, nie dość, że inni chamy, to jeszcze chowaniec rzuciłby w nią miska, bo spóźniła się z wymienieniem mu wody.
CHEAD - nie dość, że paskuda, to jeszcze odmieniec w swym rodzaju + nie spełnia standardów "chowańca z koszmarów" - zamiast być groźny, jest delikatny, odrobinę nieśmiały, miluchny i uwielbia przytulanie - więc nie ma co liczyć na adopcję ze strony mięśniaka z niedoborami męskości. "Sierota" w zwierzyńcu o najdłuższy stażu. Dlatego też adopcja przez Erykę awansowałaby na najlepszy dzień w jego życiu, a on sam zachowywałby się na zasadzie, "zrobię co chcesz, tyko mnie kochaj", co nie zawsze miałoby pozytywne efekty. Tu z kolei poleciałoby nie dramatem, ale słodko-gorzką komedią.
SGARGEOLLOGY - on również przeżyłby wiele samotnych lat w zwierzyńcu, odstraszając potencjalnych "rodziców" nie tylko odmiennym od powszechnych standardów wyglądem, ale też skłonnością do samozapłonów w momentach ekscytacji - zwykle niegroźnych, bo jego ogień w takich sytuacjach nie paliłby, ale mogących porządnie przestraszyć... Wyjątkem byłaby rzecz jasna "ekscytacja" wywołana przez złość czy strach. Efektem długiej samotności byłaby jego duża złośliwość i niezwykła zaborczość. do upragnionej i długo wyczekiwanej pani podchodziłby na zasadzie 'moja i tylko moja, łapy precz'. każdy chowaniec, który ważyłby się o nią połasić, miałby przechlapane, każdy próbujący amory facet liczyć musiałby się z nagłymi atakami pecha. A ci którzy podpadliby Eryce? ojojoj, lepiej nie mówić. Do tego S. praktykowałby lizne złośliwości 'portowe", czego efektem byłyby liczne wrzaski i jeszcze liczniejsze oskarżenia, zwykle ginące z powodu braków dowodów. Taka ciut toksyczna miłość ;]

Ścięcie włosów - w tym odcinku, jeżeli gracz stwierdziłby, ze włosy jego bohaterki s koszmarne, zyskałby możliwość bezpłatnej zmiany fryzury, ale tylko na taka o równej długości lub krótszą + skromny wybór. JW przyszłości, kupując stroje etc dla avka, jeżeli chciałby się nagle przerzucić z włosów krótkich na długie, musiałby kupić "eliksir na porost włosów" (złote monety) jeżeli nie, to poczekać 4 tyg od "założenia" włosów krótkich i założyć "włosy półdługie", a dopiero potem, po kolejnych 4rech tyg. założyć włosy długie - dbamy o realizm + napełniamy kabzę /static/img/forum/smilies/big_smile.png

BONUS - ERYKA PORTRET (na szybko + ni umim rysować)
http://oi64.tinypic.com/juh3pf.jpg

KOMENTARZ: Projektując zarówno pisemnie jak i rysowniczo wygląd Eryki (wyłączając jej kolorowy styl) wzorowałam się na dwóch żyjących paniach
1) Jill Tracy (piosenkarka, autorka tekstów, kompozytorka, kobita uwikłana w multum projektów artystycznych). wzięłam od niej min ciemne rzęsy, kościstość, mniej-więcej owal twarzy oraz to, że świetnie jej w krótkich włosach o kapeluszach nie wspominając
http://oi67.tinypic.com/2hhd9wn.jpg

2) Młoda Berry Midler (aktorka, piosenkarka): to na warsztat poszły uroczy, ciut zadziorny uśmiech, broda, wiedźmowaty nos i duże oczy.
https://uznayvse.ru/images/celebs/bett-midler_medium.jpg

większość z was zna ją pewnie z późniejszych lat z genialnej roli w Hocus-Pocus
https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQaZU_jqQEBMLSDtspjeTS5tbyAVy5Xpez3otjQ0SMFhlhQ_3NybQ


i link do jej pioseneczki, bo ją uwielbiam /static/img/forum/smilies/big_smile.png
https://youtu.be/zaC-WDrvmUQ?t=25

Online

#37 16-04-2018 o 21h32

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Ej, bo się pogniewam za zaniedbywanie Ceny — jakoś mam wrażenie, że Potwór pojawia się częściej.

„rodziców o wpadających” — ‘i’ c:

„– KARENN CO TY TUROBISZ?! - Rozmawiam, plotkuję, poszerzam horyzonty i nawiązuję nowe znajomości” — jak kota kocham, coraz bardziej lubię tutejszą Karenn /static/img/forum/smilies/big_smile.png

„przyniesionego jej osiłku” — ‘posiłku’ c:

„co to  wszystkim decyduje” — brakuje ‘o’.

Ohoho, jestem ciekawa tego przesłuchania. I w sumie cieszę się, że się z Karenn tak zakumplowały. Och, i jednak padło na Eza? Jestem tego meeeeega ciekawa, hehe XD Btw czemu nie dałaś takiej opcji? W sensie opcji własnego charakteru, skoro i tak taki stworzyłaś? Właściwie i tak głosowałabym na Eza, ale może inni na tę twoją postać? I miałabyś lżej xd A temu wybranemu spośród trzech głównych panów powierzyłabyś po prostu jakąś istotniejszą rolę, ale z dala od romansu. Niemniej mam nadzieję, że mnie nie posłuchasz i zostaniesz przy Ezie /static/img/forum/smilies/big_smile.png

I wow — jak na kogoś, kto nie potrafi rysować, świetnie ci to idzie!

No dobra, to czekam na kolejne części i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#38 23-04-2018 o 19h01

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - DAŁAM opcje władnego charakteru
"Dobrze to panowie spośród których możecie wybrać:
- Nevra
- Ezrael
- Ashkore
- Wymyśl kogoś fajnego <3
(Valkyon nie uwzględniony w głosowaniu, bo już wygrał w "Antymagii")
"

A ciekawość, co do Ezarela będziesz musiała poskromić - tu wszystko będzie rozwijało się raczej wolno. Zresztą widać to po opowiadaniu, które troszku się ciągnie (z czego sama nie potrafię wyjść, ale z drugiej strony przeciągam, bo chcę mieć pewne rzeczy zwyczajnie podopinane: opisaną KG, pewne zasady etc, a nie potem za 15 rozdziałów zastanawiać się czy wrzucałam opis tego, a tego czy puszczam czytelnika na biała kartę i grzebać we własnym tekście przeczesując kilkadziesiąt stron). I skoro dostałam już Eza do obróbki, to będę go dalej miętosić (bez skojarzeń) aczkolwiek mam nadzieję, że mój wymyślony egzemplarz złamie wszystkim serca, że to nie on został wybrany.

III: Witaj w Eldaryi (cz. 5)

          Przesłuchanie. Eryka z jednej strony czekała na nie niecierpliwie, a z drugiej bała się go. Powód obydwóch był ten sam – miała się wreszcie dowiedzieć, co dalej. Co z nią zrobią. Ruszyć z miejsca… No chyba, że ktoś postanowi z powrotem wrzucić ją do lochu. Niby Karenn i Ewelein utrzymywały, że jest bezpieczna i nie ma się czym martwic, ale po wszystkim, co przeszła, wolała podchodzić do ich słów nieco sceptycznie. W końcu, jeżeli zostanie zmuszona do pracy w kamieniołomie, też będzie bezpieczna, a jej jedynym zmartwieniem stanie się twardość łupanych kamulców.
          Sądnego dnia założyła swoje ziemskie ubrania: dżinsy i podkoszulek. W nich czuła się najpewniej, najbezpieczniej. Miały być zbroją przed szeroko pojętymi wszystkimi, których miała za moment spotkać. Wiedziała, że na pewno ponownie zobaczy Jamona. Z jednej strony bała się tego, ale z drugiej… No cóż, potrafiła bez większego trudu uwierzyć, że brązowy olbrzym to „w porządku gość”, tak jak zapewniała Karenn. Mimo niemal monstrualnej postury i połyskujących w ustach, wielkich kłów miał w sobie coś takiego delikatnego… To jak ostrożnie ją odstawił do lochu, to pełne niepokoju spojrzenie, kiedy odchodził. Generalnie nie robił wrażenia złego faceta… Przynajmniej nie teraz, z perspektywy czasu. Kiedy zobaczyła go pierwszy raz, była kompletnie przerażona. Chociaż on to i tak pół biedy w porównaniu z tamtą ognistą lisicą. Kiedy sobie przypomniała wściekłą kobietę otoczoną kaskada huczących płomieni… Brr… Dreszcz przechodził jej po plecach. Naprawdę miała nadzieje, że jej nie spotka na tym całym przesłuchaniu.
          Przed dziesiątą przyszła do niej Ewelein i przyniosła… Parę butów. Prostych, letnich, przypominających mokasyny.
          - W kapciach nie będziesz chodziła, a te twoje wysokie kozaki raczej nie nadają się na lato – powiedziała Elfka, widząc jej zaskoczone spojrzenie.
Eryka tylko skinęła głową i nasunęła buty na stopy. Ku jej zaskoczeniu leżały idealnie, a zwykle nie potrafiła dopasować rozmiaru – stopa numer czterdzieści trzy jest rzadkością u dziewczyn.
          Lekarka prowadziła ją poprzez liczne korytarze wprost do przestronnej i jasnej przychodni. Tam obok długiego, zawalonego papierzyskami stołu, zapewne czegoś na wzór recepcji, czekał na nią młody brunet w złoto-białym mundurze. Dość niezwykły, bo posiadający szpiczaste, nieco przyklapnięte uszy, „krowi” ogon oraz… Róg na środku czoła. Tak, róg. Długi na około dwadzieścia centymetrów, biało-błękitny, nieco odchylony do tyłu.
          - Cześć Kero – przywitała się z nim Ewelein. – Proszę, oto nasza Ziemianka.
          „Człowiek-jednorożec” przebiegło Eryce przez myśl, kiedy wytrzeszczała na niego oczy, jednocześnie angażując całe pokłady silnej woli, żeby nie rozdziawić ust. Widok wywołał u niej kaskadę mimowolnych myśli takich jak „ale byłby z niego fajny wieszak na torebki”, „wydłubał komuś nim oko?”, „jak on nosi kapelusze?” czy też „ciekawe jakby zareagował widząc te wszystkie memy o jednorożcach srających tęczą?”.
          - Ym… Coś się stało? – zapytał chłopak wyraźnie onieśmielony jej natarczywym spojrzeniem.
          Wymierzyła sobie mentalny odpowiednik uderzenia w tył głowy i z trudem skupiła wzrok na jego twarzy.           Pociągłej, nienachalnie przystojnej, przyozdobionej połyskującymi zza prostokątnych okularów, dużymi, brązowymi oczami.
          - E… Nie. Po prostu jeszcze nie jestem przyzwyczajona do tego jak wszyscy różnorodnie wyglądacie – wypaliła, jak zwykle stawiając na szczerość i bezpośredniość. – Jakim faery jesteś? W sensie, że rasą?
          - Jednorożcem…
          - O rety! U nas to nazywają jednorożcami mitologiczne, rogate konie, więc trochę to dziwne.
          - Wiem. Nie mam pojęcia skąd się to ludziom wzięło…
          Jak tylko to powiedział, usłyszała wewnątrz swojej głowy dwuznaczny głosik Emmy „może dlatego, że macie COŚ końskich rozmiarów”. Tu już nie wymierzyła sobie mentalnego trzepnięcia w łepetynę za karę, ale siarczysty policzek.
          - W każdym razie jestem Eryka Zgasła. Człowiek jak już powiedziała Ewelein – uśmiechnęła się, wyciągając ku niemu dłoń i mając nadzieję, że jakimś cudem nie odczytał jej myśli.
          - Y… Keroshane Lalalel, ale wszyscy mówią mi Kero – jednorożec nieco niepewnie, ale mocno ujął dłoń i lekko nią potrząsnął. – To może chodźmy? Czekają na nas.
          Podczas krótkiej wycieczki z przychodni do Pomarańczowej Salki Obrad, jak ją określił Kero, Eryka rozglądała się z wielką uwagą i ciekawością. Nic zresztą dziwnego, w końcu po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni miała okazję opuścić szpital. Wreszcie mogła dokładniej przyjrzeć się ogromnemu holowi, obecnie zalanemu słonecznym blaskiem wpadającym przez rozwarte na oścież, dwuskrzydłowe drzwi. Dekoracyjne kolumny, zdobne drzwi i łuki, wyłożona mozaiką podłoga, wysokie sklepienie, obrzeżony fikuśną barierką balkon na piętrze… Naprawdę nie wiedziała na czym skupić wzrok. Głowa chodziła jej na wszystkie strony, jak u nadpobudliwej sowy.  Nawet korytarze wyglądały jak pałacowe: dywany, zdobne listwy, kolumienki. Dlatego też, gdy weszła do średniej wielkości pomieszczenia, prostota wystroju uderzyła ją. Ściany były gładkie, bladopomarańczowe i pozbawione wszelkich zdobień, a krzesła oraz wielki, podłużny stół, przy którym czekało na nią siedem osób, stanowiły jedyne wyposażenie sali.
          Siedem osób… Zapewne Rada Eel, o której wspominała jej Karenn. Z miejsca rozpoznała Jamona, lecz to nie on przyciągnął jej spojrzenie, tylko lisia kobieta czy raczej stojąca tuż obok niej płomienna laska. Widząc oręż, przy pomocy którego prawie została usmażona, instynktownie zrobiła krok w tył, wpadając na idącego za nią Kero.
          - Wchodź dziewczyno, nic ci nie grozi. Raz, raz, nie mamy całego dnia – ponagliła poirytowanym głosem Lisica, spoglądając na nią surowo znad sterty papierów. – Siadaj.
Eryka weszła i usiadła na wskazanym jej krześle naprzeciwko Rady Eel. Jednocześnie zauważyła, że lisia kobieta zasiada pośrodku swoich kolegów na krześle o wyjątkowo wysokim oparciu. Nagle garnęło ją wyjątkowo niemiłe przeczucie. Czyżby… Miiko?
          Nerwowo przełknęła ślinę, prostując dłonie na kolanach i rozglądając się po twarzach radnych. Czy raczej twarzach i dziobie. Wbita w szaro-czerwony mundur, pierzasta persona spoczywająca po lewicy lisiej kobiety wyglądała jak skrzyżowanie człowieka z jastrzębiem. Dalej siedział średniego wzrostu zielonoskóry mężczyzna o wielkich, nietoperzych uszach i szpiczastym nosie, szef Absyntu sądząc po zielonym mundurze oraz szefujący Cieniowi mikrej postury, krępy, szarawy człowieczek. Z prawej znów można było zauważyć wbitych w złoto-białe mundury Jamona, śnieżnobiałą, przyprószoną lśniącą łuską, czerwonooką piękność oraz sinego właściciela kompletnie czarnych oczu i mnóstwa przypominających igły zębów. Wszyscy oni patrzyli na nią ze względną życzliwością. Wszyscy za wyjątkiem lisiej kobiety, która patrzyła na nią jak na problem.
          - Czy wiesz, po co tu przybyłaś? – zapytała domniemana Miiko.
          - Żeby odpowiedzieć na pytania i usłyszeć, co ze mną zrobicie… I na miarę możliwości spytać się o powrót do domu – mruknęła niemrawo.
          - Mniej-więcej się zgadza. – Kobieta uśmiechnęła się nieznacznie, ale bardziej do siebie niż do niej.  – Dobrze, to może najpierw mała prezentacja. Ja jestem Miiko Oule, szefowa Lśniącej Straży i kapłanka Kryształu Poświęcenia. Kapitana zbrojnych Lśniącej Straży, Jamona już znasz. Obok siedzą kapitan magii Feraya Harto i kapitan lekkostopych Termud Ibu. Zajmują się sprawami wewnętrznymi Lśniącej Straży, więc raczej nie będziesz miała z nimi wiele  do czynienia, ale jesteś im winna najwyższy szacunek i posłuszeństwo. Prawdopodobnie częściej będziesz stykała się z kapitanami poszczególnych Straży. Szefową Straży Obsydianu Oogle Baat – ptasia persona uniosła się nieznacznie – szefem Absyntu Sabak Tyt i szefem Cienia Kraval Kera. Przekazano mi, że nasza wspólna znajoma Karenn opowiedziała ci o Straży Eel, rozumiesz zatem to, co usłyszałaś? Wiesz czym jest Straż Eel i czym mniej-więcej zajmują się poszczególne Straże?
          - Tak. Ale o co chodzi z tym Kryształem Poświęcenia? Chodzi o ten wielki kamień na postumencie, przy którym odzyskałam przytomność? Ten na podeście?
          - Owszem. – Miiko wyraźnie nie była zadowolona z nazwania Kryształu „wielkim kamieniem”. – To nasz święty artefakt. Niezwykle potężny, wpływa na przepływ maany, energii magicznej, w całej Eldaryi. Powstał w trakcie tworzenia się naszego świata z energii tysięcy faery, którzy poświęcili się, aby zapewnić nam dom i byt. Byłabym zobowiązana, gdybyś mówiła o nim z większym szacunkiem.
          - Przepraszam…
          - Nie ma za co przepraszać, nie wiedziałaś. Zatem, skoro już się znamy, to może opowiedz DOKŁADNIE, jak tu trafiłaś.
          Eryka opowiedziała. Chociaż już raz przebrnęła przez tę historię, ta nadal budziła w niej wielkie emocje. Kiedy dotarła do fragmentu z wypadkiem, parę razy głos jej zadrżał, parę razy z trudem wstrzymała napływające do oczu łzy. Żeby nie musieć powtarzać wszystkiego jeszcze raz, starała się nie pominąć żadnego szczegółu, lecz mimo tego radni mieli mnóstwo pytań: „jak wyglądała ta tajemnicza postać”, „czy pamiętasz, co szeptały głosy w lesie”, „jak wyglądał grzybowy krąg” oraz nade wszystko „kto cię wypuścił z celi”. Kiedy wspomniała o mężczyźnie czarnej zbroi, wszyscy wyglądali, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewali.
          - A czemu, kiedy zastałam cię w Kryształowej Sali, chciałaś dotknąć Kryształu? – zapytała Miiko.
          - Pojęcia nie mam. – Eryka wzruszyła ramionami. – Ledwo kojarzyłam, co się dzieje. W jednej chwili leżałam konająca w lesie, a w następnej siedziałam w jakiejś wielkiej, zdobnej komnacie rodem z powieści fantastycznych. To jak dostać czymś ciężkim w głowie. Chyba po prostu mnie przyciągał i tyle. Właściwie to zorientowałam się, co robię, dopiero jak krzyknęła pani na mnie.
          - Starczy samo „krzyknęłaś” bez „pani” – mruknęła Miiko, na co Eryka dostrzegła, że istotnie na „panią” na tle reszty rady, wiekowo uderzającej w okolice czterdziestki, lisica nie wygląda. Szefowa Lśniącej Straży miała gładką, pozbawioną zmarszczek twarz i mogła liczyć sobie co najwyżej trzydzieści lat. – Nie rzucamy tutaj tego typu pustymi tytułami…
          „To raczej zwrot grzecznościowy, ale jak tam chcesz” przebiegło dziewczynie przez myśl. Nieodparcie miała wrażenie, że Miiko wykorzystuje każdą okazję, żeby zwrócić jej uwagę.
          -… Dobrze, to może kolejna sprawa. Jamon przekazał mi, że coś mówiłaś do niego w celi. Co?
          - Że jestem ranna i jeżeli mnie zostawi, to umrę.
          Twarz Miiko na chwilę zmieniła się w pozbawioną emocji maskę, ale oblicze Jamona wykrzywił przepraszający wyraz, a błękitne oczy zalśniły współczująco. Naprawdę, tak jak wspominała Karenn, sprawiał wrażenie dobrego gościa.
          - Tak… To całe zajście z lochem było dość niefortunne. – Lisica odchyliła się w krześle i spojrzała na nią poważnie. – Niestety twoje pojawienie sie także, do tego w tym miejscu, w tym czasie. Kryształ Poświęcenia jest NAJCENNIEJSZYM artefaktem w całej Eldaryi, a nawet czymś więcej. Wytłumaczenie tego komuś zewnątrz jest niemal niemożliwe. W każdym razie to nasz SKARB. A ty pojawiłaś się obok niego. W pilne strzeżonej sali, zabezpieczonej licznymi magicznymi barierami przed podobnymi wydarzeniami. Barierami, które pozostały nienaruszone. W trakcie wizyty ważnych politycznie gości. Wiem, że z twojej perspektywy sprawa wygląda inaczej, jednak biorąc pod uwagę sytuację i tak zareagowaliśmy stosunkowo łagodnie. Rozumiesz?
          - No tak. Domyślam się, jak musiało to dla was paskudnie i podejrzanie wyglądać. I cieszę się, że dzięki pa… Twojej ocenie sytuacji nie zostałam z miejsca spopielona. Chociaż i tak nasze spotkanie należało raczej do tych przerażających.
          „Gorzej niż z ortodontą albo dentystą” – dodała w myślach.
          Po twarzach zebranych przebiegły słabe uśmiechy, nie wyłączając z tego Miiko, której spojrzenie na moment złagodniało. Eryka wzięła to za dobry znak, jednak wolała się nie nastawiać na pozytywny finisz spotkania. Mimo zapewnień Ewelin nadal miała jakieś-takie wrażenie, że loch zostaje otwartą opcją.

Online

#39 23-04-2018 o 20h21

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Aaaaaa jak dałaś, to mój błąd, wybacz /static/img/forum/smilies/big_smile.png Czyli jednak nikt nie chciał wymyślać XD No i zdecydowanie rozumiem, że wszystko chcesz dopieścić, co się wręcz chwali. Dlatego cierpliwie sobie poczekam na to, co to się tam wydarzy.

Matko boska, stopa z numerek 43? xd I Lalalel? /static/img/forum/smilies/big_smile.png

„szefem Absyntu Sabak Tyt i szefem Cienia Kraval Kera” — czy mi się wydaje, czy tu odmiana nie styknęła? ‘Będziesz miała do czynienia z Sabakiem Tytem, Kravalem Kerą” — wiem, że to debilnie brzmi, ale język polski już tak ma, że WSZYSTKIE nazwiska, z wyjątkiem kilku francuskich, należy odmieniać. Choćby nie wiem jak były wymyślne.

Hm, tutaj Erika też robi za cwaniarę. To chyba cecha charakterystyczna twoich postaci xd I, jak wiesz, średnio mi się to podoba. Mam nadzieję, że Erika będzie inna od Liwki i będzie bardziej… nieporadna, strachliwa… naturalna. Oczywiście nie mówię o tym, by była taką sierotą jak Gardzia, ale żeby nie była aż tak super jak Liwka. Poza tym ona ma zbyt pewne odpowiedzi. Ogólnie już podczas pierwszego spotkania z Radą sprawia wrażenie totalnie wyluzowanej. Jak Liwka. Naprawdę mi się nie spodoba, jak je tutaj skopiujesz… Moim zdaniem Erika, nawet mimo tego, że spędziła tu już kilka dni, powinna być co najmniej zaniepokojona. „— No tak. Domyślam się, jak musiało to dla was paskudnie i podejrzanie wyglądać. I cieszę się, że dzięki pa… Twojej ocenie sytuacji nie zostałam z miejsca spopielona. Chociaż i tak nasze spotkanie należało raczej do tych przerażających. ‘Gorzej niż z ortodontą albo dentystą’ – dodała w myślach” — moim zdaniem tak ani nie myśli, ani nie mówi osoba, która zostawiła ojca na pewną śmierć, trafiając do obcego świata. Nie zwraca uwagi na to, że „pani” to nie jest tytuł, tylko zwrot grzecznościowy i nie myśli o dentystach. Myśli o tym, czy wróci do domu i do ojca. To mi się tutaj gryzło. Była zbyt spokojna. I podobna do Liwki. No oby nie, naprawdę. I oczywiście wiem, że przecież nie zawsze będzie się aż tak bać, ale na to zwyczajnie potrzeba czasu.

Ok, tyle ode mnie. Wybacz to czepianie się, ale naprawdę chciałabym zobaczyć tu innych bohaterów niż w Atymagii [mam tu oczywiście na myśli kreację TWOICH bohaterów, nie tych z gry], bo tamci są już tak charakterystyczni, że to samo zwyczajnie nie przejdzie. A tu mi tak mocno zapachniało Liwką, że aż wolałam to zaznaczyć i wyrazić nadzieję, że to tylko tak na chwilę.

Co nie zmienia faktu, że to opowiadanie naprawdę coraz bardziej zaczyna mi się podobać! Twoje zapewnienia co do przyszłości są bardzo obiecujące, zwłaszcza że to ma być poważniejsze opko niż Antymagia. Poza tym sam fakt, że odtwarzasz fabułę gry na swoją modłę jest dobrym pomysłem. Czyta się lekko, płynnie i jeśli zniknie to, co wyżej napisałam, to naprawdę będzie się robiło coraz wspanialej!

Dobra, więcej nie narzekam xd Czekam na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (23-04-2018 o 20h28)


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#40 23-04-2018 o 23h27

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Jestem gotowa na zlamane serce /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Ale jesli tego wymyslonego Ktosia ma byc duzo to jakos przeboleje.
Co do Ezarela - wiem, ze sobie dasz swietnie rade. I z racji tego, ze ciekawia mnie bardziej losy znanych mi juz postaci z Eldki (no, moze za wyjatkiem Nevry, czuje przesyt z nim zwiazany) to dlatego moj wybor padl na niemilego absynciaka.
Zwlaszcza, ze to Twoja wyobraznia pociagnie jego zywot ku nieznanemu /static/img/forum/smilies/wink.png

Wlasciwie to (sadzac po "Antymagii") moge sie spodziewac, iz niezle opiszesz pozostale, znane nam postacie, nie pozostawiajac nikogo w mglistym zarysie zatem czekam z niecierpliwoscia na ciagi dalsze.

I obiecuje, iz w koncu zaczne czytac i "Cene". A wtedy sie wypowiem na jej temat takze.

Pozdrowienia!

Offline

#41 29-04-2018 o 12h43

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - kiedyś, jakoś w gimnazjum, potrąciło mnie auto (nieszkodliwie, efektem był głównie wielki fioletowi-żółty śliniak zalegający na całym udzie i biodrze). Kiedy leciałam po łuku na drugą stronę ulicy pierwsza rzecz, o której pomyślałam to "ja p*******e wafelki mi się pogniotą" (miałam plecak pełen wafelek, czemu to już inna historia). Drugie, co pomyślałam "Jak umrę to mama mnie zabije" (tak, porażająca logika, wiem). Sytuacje stresowe maja to do siebie, że w ich trakcie mózg czepia się różnych, debilnych myśli. Ma to za cel odwrócenie uwagi jaźni, żeby instynkty samozachowawcze mogły spokojnie zając się ratowaniem upośledzonego dupska swojego właściciela z opresji. Jeżeli bowiem po jakimś zdarzeniu/w trakcie zdarzenia natychmiast dorwą człowieka lęki lub gwałtowne wyrzuty sumienia (dlatego swego czasu skrytykowałam Amrenę przy opisie rozróby w pałacu) efektem jest panika/histeria etc, a dany ludź jest z miejsca skazany na ubicie. Niestety żyjemy w takim świecie, że mózg ma w zwyczaju interpretować jako sytuacje zagrożenia też inne zdarzenia stresowe. Dlatego niektórych w trakcie np: egzaminu dopadają różne, dziwne myśli, nie raz potwornie natrętne, prawie obsesyjne. Np pan X nie potrafi przestać myśląc o wielkim pieprzyku na indyczej szyi wrednawej audytorki. Czasem efektem tego są rozmaite przejęzyczenia, zwykle niezbyt fartowne (mózg to wredny organ. I wadliwy). Eryka ma na zębach aparat, jej język nieustannie nim jeździ, więc poniekąd to naturalne, że zaczęła mieć dziwne myśli o ortodoncie (wszystko byleby tylko nie myśleć o różdżce Miiko).
           Powiem szczerze, że nieco mnie  zaskoczył twój komentarz, bo pisząc to miałam w głowie nie obraz wyluzowanej (!) chojraczki, a zestresowanego chudzielca, usiłującego jako-tako się trzymać i nieudolnie starającego się rozluźnić atmosferę/zdobyć przychylność koślawym żartem. Jednak, suma sumarum, to DUŻA uwaga dla mnie, żeby zwrócić większą uwagę na odpowiednie opisy przy tego typu sytuacjach, więc dziękuję (rzecz niełatwa, bo znowu bezpośrednie, łopatologiczne pisanie, o co biega robi z czytelnika kretyna i usztywnia tekst). Jednak tak dla wyjaśnienia: Eryka nie jest i nie będzie cwaniarą. Może czasami być zaskakująco bezpośrednia i dociekliwa (nie zawsze w dobrą stronę), niejednokrotnie mimo zżerającego ją strachu, ale to ze względu na pewne jej cechy osobowości i przywary, które z czasem zaczną wychodzić na jaw. Różne od tych Liwii i o innym ugruntowaniu. No i nie należy zapominać, że na Ziemi robiła za wesołkowatą krejzolkę, co prędzej czy później będzie tu też pokutować.

@Laique - wymyślony ktoś będzie raczej późno, ale pod koniec istotnie będzie go dużo.
           Oj, Ezarel zostanie pociągnięty ku Nieznanemu i nie wiem czy mu się to spodoba. Chyba nie, chociaż z drugiej strony przyda mu się. Na razie jednak będzie dystans, dużo dystansu. No bo Eryka nowa, zestrachana a chłopaki zrobili jej kuku. No może nie zrobili, ale nieumyślnie je pogłębili.

Tym razem tekstu ciut więcej bo koniec rozdziału a nie chcę dzielić na drobnicę.


III: Witaj w Eldaryi (cz. 6)


           - Domyślam się - mruknęła Miiko. - Miło, że się rozumiemy. W każdym razie, ze względu na twój stan zdrowia oraz inne okoliczności, stwierdziliśmy, że raczej nie stanowisz zagrożenia. W dodatku twoja opowieść jest składna, logiczna i sprawia wrażenie autentycznej. Wygląda na to, że miałaś kontakt z wielkim paradoksem magicznym. Efekty paradoksów są zaś nie do przewidzenia. Możesz mówić o szczęściu, że ten skończył się dla ciebie tylko przenosinami do naszego świata, chociaż wiem, jak to może brzmieć w twoich uszach. Zapewne zastanawiasz się, co dalej z tobą, prawda?
           - Tak.
           - Cóż, na dobrą sprawę jesteś kompletnie bezradna w naszym świecie, dlatego też, dla twojego własnego dobra, nie możemy cię puścić wolno. W dodatku mamy wrogów wśród ludzi, więc nie wszyscy są przychylni twojemu gatunkowi. Na chwilę obecną, najrozsądniejszym wydaje się przyporządkowanie cię do jednej ze Straży i zrobienie z ciebie jakiegoś użytku. Znalezienie ci jakiegoś zajęcia, dzięki któremu będziesz mogła na siebie zarobić, a zarazem przystosować  się do tutejszych realiów. Oczywiście na początku będą to głównie prace porządkowe i proste zajęcia manualne, jednak czasem twoje obowiązki będą się zmieniać i będzie ich przybywać. Najbliższe dwa-trzy dni spędzisz jeszcze w szpitalu. Ewelein nalega, żeby cię jeszcze poobserwować i dokładnie przebadać, poza tym twoje lokum nie jest gotowe. Swoją drogą, pamiętasz mężczyzn, którzy zaczepili cię w trakcie twojej ucieczki z lochu?
           Eryka mimowolnie skrzywiła się na samo wspomnienie, upokarzające i bolesne.
           - Tak. Podobno brat Karenn jest jednym z nich.
           - Zgadza się. To właśnie oni remontują pokój dla ciebie. To ich kara. Poza tym zostali zobowiązani pomagać ci za każdym razem, kiedy będziesz tego potrzebowała. Nie będziesz potrafiła czegoś znaleźć, nie będziesz czegoś wiedziała, to szukaj jednego z nich i proś, pytaj, żądaj. Jednak, ponieważ na razie mają zajęcie, najbliższe spędzisz pod skrzydłami Keroshane, którego już poznałaś. Jutro oprowadzi cię po Kwaterze Głównej i cytadeli, a pojutrze, jeżeli Ewelein się zgodzi, po mieście. Coś jeszcze…? A tak. Po kilku miesiącach, kiedy nauczysz się naszego języka w mowie, zorganizujemy dla ciebie zajęcia z czytania i pisania. Co prawda, sporo faery zna pisany angielski bądź jeden z innych, bardziej wiodących, ziemskich języków jak niemiecki, rosyjski czy francuski, jednak większość używa tak zwanej wspólnomowy. Bez niej daleko nie zajdziesz…
           - Przepraszam, ale co z moim powrotem do domu? Nie, żebym tego wszystkiego dla mnie robicie nie doceniała, ale sama pa… Sama rozumiesz – przerwała nerwowo Eryka. – Karenn powiedziała mi, że to niełatwa sprawa, że trzeba zgromadzić rzadkie składniki i musiałabym sama uwarzyć jakiś skomplikowany eliksir, ale…
           - Z rozmaitych względów, które później objaśni ci Keroshane, nie możemy sobie pozwolić na wysyłanie moce wiedzą gdzie naszych ludzi, żeby zebrali dla ciebie składniki eliksiru. Jeżeli chcesz wrócić na Ziemię, musisz sama się tym zająć. Jednak, biorąc pod uwagę, że jesteś tu KOMPLETNIE obca, może zająć całe lata, nim będziesz w stanie uwarzyć eliksir klucza. Przypuszczam, że do tego czasu zostaniesz na Ziemi uznana za zmarłą, a twoi bliscy ułożą sobie życie na nowo bez ciebie. Zabrzmi to brutalnie, ale lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś odpuściła. Ten świat to teraz twój dom.
           Eryka  poczuła się, jakby ktoś z rozmachu uderzył ją w twarz. Przez chwilę tylko patrzyła nieruchomo na Miiko z niedowierzaniem w oczach… Jaka, ta… ta… Kreatura śmiała jej powiedzieć, żeby odpuściła? Że niby ot tak ma zapomnieć o dwudziestu czterech latach życia? O rodzinie, przyjaciołach, swoich planach i marzeniach? Niedoczekanie! Wróci do domu! Wróci, choćby po składniki do tego eliksiru… Eliksiru klucza czy jak tam się on nazywa, chociażby miała zejść do samego piekła. Jeszcze jej pokaże. Jeszcze pokaże im wszystkim!
           Blada zaczęła dygotać na całym ciele, jakby nagle dostała wysokiej gorączki. Pięści zacisnęła tak mocno, że zbielały jej kłykcie, a paznokcie wbiły się w ciało. Była zrozpaczona i wściekła. Chciała płakać, krzyczeć, a najlepiej to przyłożyć z całej siły Miiko prosto w twarz. Jednak jakaś jej część, ta rozsądna, która zawsze dawała dobre rady, bez przerwy powtarzała: „Nie możesz od nich wymagać, żeby narażali się dla ciebie. Nie znają cię, nie są ci nic winni. Powinnaś byś raczej wdzięczna, że koniec końców potraktowali cię po ludzku. Wyleczyli cię, zaopiekowali się tobą, a teraz dają ci szansę na normalne życie w tym dziwnym miejscu”.
           Niestety rozsądek, kiedy człowiekowi świat rozsypuje się w dłoniach, wcale nie poprawia samopoczucia. Oj nie. W takich chwilach, pragnie się być egoistycznym i nie myśleć o konsekwencjach, tylko wyrzucić z siebie te wszystkie przygniatające ducha emocje. Tak, rozsądek nie zawsze jest miłym towarzyszem, ale chroni od błędów. Dlatego też, gdy zaniepokojony jej reakcją Termud zapytał czy dobrze się czuje, zamiast wybuchnąć, odpowiedziała tylko:
           - Nie.
           - Mam nadzieję, że nie zamierzasz urządzić sceny ani zrobić niczego głupiego? – zapytała Miiko, groźnie marszcząc brwi.
- Nie zamierzam.
           Dziewczyna spojrzała ponuro na Lisicę. Niby co mogła zrobić głupiego? Była słaba, bezbronna, a paru spośród Rady wyglądało tak, jakby mogło złamać ją w pół. Nie wspominając o tym, że Miiko miała tę swoją laskę, którą mogłaby ją skremować na żywca w trybie przyspieszonym. Poza tym Eryka nie wiedziała, co czekałoby na nią za murami Kwatery, ale przeczuwała, że byłoby to coś dużego, głodnego z kompletem wściekle ostrych zębów. Dlatego mimowolnie postawiła na standardowe załamanie, bez robienia czegokolwiek głupiego. Na razie życie nie było jej szczególnie miłe, ale nie miała zamiaru go tracić w durny sposób.
           Ponure, zbolałe spojrzenie Eryki zestawione z jej miną skrzywdzonego psiaka mogłyby zmiękczyć nie jedno serce, jednak na Miiko nie zrobiły najmniejszego wrażenia. Oczy i twarzy kobiety były całkowicie beznamiętne. Zupełnie jak u sklepowego manekina.
           - To dobrze. Nie chciałabym zbędnych dramatów – stwierdziła tylko i nieoczekiwanie wyjęła z fałdów swoje długiej szaty prostokątny, czarny kształt, po czym przesunęła go w jej stronę. – To zdaje się twoje, prawda?
Zaskoczona dziewczyna rozpoznała swój smartfon. Odruchowo przesunęła palcem po ekranie, a ten natychmiast rozbłysnął, pokazując tapetę przedstawiającą drzemiące na kamieniach żaby.
           - Działa? – uniosła brwi do góry. – Przecież bateria padła. Chyba nie macie tu elektryczności, prawda?
           - Nie, ale naładowanie tych waszych urządzeń nie jest szczególnie skomplikowane, starczy odrobina magii – mruknął Sabak. – W końcu to energia, w dodatku bardzo plastyczna. Zamiana jej na inny rodzaj nie przysparza żadnych kłopotów. Chociaż rozpracowanie jak działa to urządzenie owszem, jednak po paru próbach udało nam się.
           - Zaiste – zgodziła się Miiko. – Przejrzeliśmy też jego zawartość. Rozumiem, że trójka towarzyszących ci  na większości fotografii dziewcząt to twoje przyjaciółki, tak?
           - Zgadza się.
           - Ciekawe towarzystwo… Fotografie przedstawiające kobietę w średnim wieku, kruchą, ognistowłosą dziewczynę i grubego mężczyznę z wąsami…
           „Ty wyliniała, chuderlawa, sucza decho jesteś ostatnią osobą, która może mówić o tacie, że jest gruby!” – Eryka warknęła w myślach, ale rozsądnie siedziała cicho.
           -… to twoja rodzina?
           - Tak. Mama, moja siostra Eddie i tata.
           - W wiadomościach zapisanych na telefonie nasz lingwista znalazł informację, że mają inaczej na nazwisko. Oczar o ile dobrze zapamiętałam. Podczas gdy twoje nazwisko to Zgasła, prawda?
           - Zgadza się. Niestety mam nazwisko po swoim biologicznym ojcu.
           - To znaczy? Wybacz, ale nie rozumiem terminu.
Eryka westchnęła. Nie lubiła o tym rozmawiać. Nie, żeby było to szczególnie bolesne czy coś, ale i w przeszłości zbyt często pytano ją o to. Co ważniejsze, pytania padały niejednokrotnie z ust praktycznie zupełnie obcych ludzi, w tym nauczycieli po przyjściu do nowej szkoły. Spowiadanie się ze spraw rodzinnych przed całą klasą, która nie wiedzieć czemu zwykle robiła z tego jakieś wielkie halo, nie należało do szczególnie miłych wspomnień. No i strasznie przypominało to tę sytuację.
           - Teodor Oczar jest moim ojczymem, nie zmajstrował mnie, ale za to wychowywał od lat wczesnodziecięcych – mruknęła ciut poirytowanym, ale nade wszystko znużonym głosem. – Zostałam spłodzona przez Roberta Zgasłego, ale nie uważam go za swojego rodzica ani nie utrzymuję z nim żadnych kontaktów, bo to skończony f**t. Właściwie to brzydzę się, że jestem z nim spokrewniona, chociaż jego matkę, a swoją babcię uwielbiam. Zresztą i ona ma do niego podobny stosunek jak ja… Ale to wszystko temat na dłuższą rozmowę i opowiadanie dziejów rodzinnych, na co nie mam specjalnej ochoty, zresztą chyba nie po to jest to zebranie.
           Wśród zebranych rozbrzmiały szmery. Miiko, Feraya i Kraval wydawali się mocno zaskoczeni epitetem, jakim określiła swojego biologicznego ojca. Termud z Jamonem znowu sprawiali wrażenie rozbawionych, a po ustach Sabaka błąkał się zamyślony uśmieszek. Jedynie Oogle nie wyglądała na w jakikolwiek sposób poruszoną, aczkolwiek odczytanie jakiejkolwiek emocji z jej ptasiego dzioba sprawiało niemałą trudność.
           Nagle kątem oka Eryka dostrzegła jakiś ruch. W rogu sali, obok Kero stał jeszcze ktoś, kogo wchodząc jakiś cudem przeoczyła. Młody, jasnowłosy mężczyzna, sądząc po mundurze, kolejny przedstawiciel Lśniącej Straży. Rozbawiony przypatrywał jej się z uśmiechem na ustach i przyczajoną czujnością w jasnozielonych oczach. Miała jakieś-takie dziwne wrażenie, że jej kibicuje.
           - No tak… Twoje życie rodzinne to nie nasza sprawa, przynajmniej nie w aż takim stopniu. – Miiko po raz pierwszy od rozpoczęcia zebrania sprawiała wrażenie zmieszanej. – Po prostu chcieliśmy do końca ustalić czy jesteś tym, za kogo się podajesz.
           „Niestety jestem, chociaż wolałabym nie. Może gdybym była czarnym charakterem, miałabym jakąś ideę, co się tu dzieje, a to wszystko nie bolałoby tak bardzo” pomyślała w przelocie. Po tym, co powiedziała jej Karenn, spodziewała się, że powrót do domu może sprawić problemy, ale oświadczenie Miiko… To był cios, prawdziwy cios. Wolałaby, żeby przywódczyni Lśniącej Straży po prostu wstała, wzięła krzesło i przyłożyła jej nim.
           - Dobrze… To chyba wszystko co mieliśmy ci do przekazania. Kero odprowadzi cię do pokoju, bo pewnie chcesz sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć, prawda?
           Eryka bez słowa wstała i ruszyła do drzwi. Istotnie miała wiele rzeczy do przemyślenia, a wszystkie budziły w niej po równo rozpacz i gniew. Chciało jej się płakać. Płakać i krzyczeć w niebogłosy.
           - Ach, jeszcze jedno… - rozległ się za nią głos Miiko, na co spojrzała przez ramię. – Witaj w Eldaryi.
           Eryka jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie musiała włożyć tyle wysiłku w to, żeby kogoś nie uderzyć.

***


           Drzwi zamknęły się w asyście cichego kliknięcia, a odgłos kroków powoli oddalających Ziemianki i Keroshane stawał się coraz cichszy, po to, aby w końcu zupełnie zlać się z szumem Kwatery Głównej. Termud Ibu, czterdziestopięcioletni ghul, nie należał do osób o szczególnie sztywnym kośćcu moralnym – wiedział, że czasem trzeba posłużyć się kłamstwem, półprawdą, bądź niewielkim oszustwem. Nie raz ani nie dwa sięgał po niezbyt uczciwe metody, żeby osiągnąć swój cel. Mimo to oszustwo Miiko niemile go zaskoczyło, szczególnie że przywódczyni Lśniącej Straży nie miała powodu kłamać, a przynajmniej takiego nie widział.
           - Moja droga, możesz mi wyjaśnić, co miałaś na myśli mówiąc tej małej, że jeżeli chce wrócić do domu, będzie musiała zająć się tym sama? – zapytał  powoli wstającą ze swego miejsca kobietę. – Bo wiesz, o ile mnie pamięć nie myli, jakieś siedemnaście lat obowiązuje nas pewien traktat, który zawiera taki jeden śmieszny ustęp… Jak to było? „Żaden ziemski przedstawiciel rodzaju człowieczego, który nieświadomie przekroczy Barierę, nie może powrócić na Ziemię w imię bezpieczeństwa Eldaryi i zachowania tajemnicy wieloświatu…”.
           Miiko znieruchomiała i spojrzała na niego chłodno. Jednak nie powinna patrzeć tylko na niego, bo i inni wyglądali, jakby lada moment mieli zadać to samo pytanie. To aż dziwne, że żaden z nich nie zareagował, kiedy tak gładko skłamała ludzkiej dziewczynie. Jedno zaskoczone uniesienie brwi, ostre spojrzenie, bądź drgnięcie i Eryka mogła zorientować się, że coś jest nie tak.
           - Owszem, obowiązuje nas traktat i dziewczyna nie wróci do domu. To niemożliwe, żeby zdołała sama zebrać składniki i uwarzyć eliksir. Minie co najmniej parę lat, nim zacznie się swobodnie poruszać w naszym świecie, a i wtedy wyprawa w niebezpieczne regiony, po to żeby zdobyć gałązkę rzadkiego zioła, kępkę włosów niebezpiecznej bestii, będzie poza jej możliwościami. Widzieliście jak wygląda. Słaba, koścista, niezbyt sprawna. Nie da sobie rady. Co prawda istnieje możliwość, że ma predyspozycje magiczne, w końcu z ludźmi nigdy nic nie wiadomo, ale rozwinięcie ich to minimum dekada. Minimum. Do tego czasu rozpocznie tu nowe życie i jeżeli nie jest kompletnie głupia, odpuści sobie jakiekolwiek myśli o powrocie. Oczywiście mogłam przedstawić sprawę jasno, wyłożyć prawdę na stół, ale wtedy widziałaby w nas jedynie czarne charaktery, które próbują ją zatrzymać w Eldaryi wbrew woli. Nie ułatwiłoby to jej przystosowania się do panujących tu warunków, mało tego, mogłaby zacząć robić głupstwa. A tak… No cóż, perspektywa, że może będzie mogła wrócić do domu, jeżeli wystarczająco szybko nabędzie odpowiednich umiejętności i wiedzy, tylko przyspieszy jej asymilację. Poza tym, jak też jej powiedziałam, nie lubię dramatów. A dramat na pewno by się odegrał, gdybym powiedziała jej prawdę. Zresztą i tak ledwie uniknęliśmy łez i krzyków.
           - A nie przyszło ci namyśl, że chcąc jak najprędzej wrócić do domu dziewczyna może się władować w jakieś kłopoty? – tym razem odezwał się Jamon. Patrzył surowo na Miiko, a jego spojrzenie było twarde jak nigdy.
           „Proszę, proszę… Nawet panu Moralne Wsparcie to się nie podoba” Termud uśmiechnął się pod nosem, obserwując ogra. Nie lubił go, jak każdego, kto był tak… Uczciwy. Za uczciwy. Nadmiar uczciwości według ghula zakrawał na fanatyzm, a każdy fanatyzm może być niebezpieczny. Jednak w tej kwestii zgadzał się z nim w stu procentach. Kłamać i oszukiwać powinno się tylko wtedy, gdy jest to potrzebne, natomiast oszustwo Miiko było zbędne – niosło ze sobą tyle samo korzyści, co ryzyka.
           - Może spróbować wyruszyć na wyprawę, albo kupić od podejrzanych osób składniki z lewego źródła, popełnić dziesiątki głupstw – kontynuował Jamon. – Poza tym zaczęliśmy z nią naprawdę kiepsko. Co o mało by jej nie spaliłaś, została wrzucona do lochu, strażnicy z nią poigrali, prawie umarła. Chcesz do tego dorzucać kłamstwo? Naprawdę chcesz?
           - Już to zrobiłam, teraz trochę za późno, żeby się wycofać, prawda?
           - Owszem, już za późno – zgodziła się Oogle. – Jednak sądzę, że źle oceniasz tę małą. Jest słaba, koścista i nie wygląda na niezbyt zręczna, ale nie zapominaj, ile już przeżyła. Nie jeden nie przetrwałby tego, co ona. W dodatku, ma to spojrzenie… Osoby takie jak ona lubią sprawiać niespodzianki. Powiedz mi, co zrobisz, jeżeli dziewczyna, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu zdobędzie składniki i zacznie warzyć eliksir? Będziesz ją sabotować? Raz, drugi, trzeci? Przecież w końcu to odkryje, wtedy…
           - Jeżeli jakimś cudem zdobędzie wszystkie składniki, to wtedy zrobimy to, co procedura nakazuje zrobić na samym początku. – Miiko spojrzała na szefową Obsydianu całkowicie beznamiętnie. – Napoimy ją eliksirem więzi.
           - Zapominasz o dwóch rzeczach moja droga pani – tym razem zabrał głos Kraval. Przysadzisty, mający parę kilo za dużo gnom spoglądał na nią z pozbawionym wesołości uśmiechem na ustach. – Po pierwsze, jeżeli twoje prognozy się nie sprawdzą, a dziewczyna wszystko odkryje, może się zwrócić przeciwko nam. Co prawda wątpliwym jest, żeby ktoś taki jak ona mógł nam zaszkodzić, ale jeżeli we wszystko wmiesza się dobrze pewien jegomość w czarnej zbroi… Cóż, wtedy sprawy mogą wyglądać różnie. Poza tym, na twoje nieszczęście, nasza mała dziewczynka z tymi swoimi, wielkimi fioletowymi oczyma i zawadiackim uśmiechem należy do osób odruchowo budzących sympatię. Jeżeli rozniesie się, że oszukałaś ją… Że STRAŻ ją oszukała, nasza reputacja może podupaść. Mamy wrogów, którzy z chęcią posłużą się wizerunkiem spłakanego dziewczęcia, skrzywdzonego przez złą, niedobrą Straż Eel, żeby nam zaszkodzić. Co prawda ludzie się są szczególnie mile widziani w Eldaryi, ale tak czy siak historia może się odbić niesmakiem niczym nieświeża ryba. Szczególnie, że zwykle ludzie zwracają wielką uwagę.
           - Jeżeli tak będzie, wezmę wszystko na siebie. Leifan… 
           Stojący w cieniu pod ścianą złotowłosy mężczyzna o czarnej grzywce zrobił krok do przodu. Jak zwykle jego twarz zdobił enigmatyczny uśmiech, a oczy wyrażały spokojne zdziwienie. Termud zjeżył się wewnętrznie. Nie ufał temu młodzikowi. Sam był oszustem i kanciarzem, więc bez trudu potrafił wyczuć fałsz, a Leifan trącił fałszem na kilometr. Niestety nie potrafił znaleźć na niego żadnego haka, więc musiał siedzieć cicho. Przynajmniej na razie.
           -…Na miarę możliwości miej naszego ludzkiego gościa na oku, dobrze? Co prawa nasze łobuzerskie trio ma się nią zająć, jednak wiele rzeczy wychodzi im kompletnie na opak. Dobrze, gdyby miała obok siebie kogoś, komu mogłaby się wypłakać na ramieniu. No i oczywiście poinformuj nas, jeżeli wyda ci się, że zaczyna sobie poczynać zbyt swobodnie, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli.
           Termud nie potrafił powstrzymać się przed kwaśnym uśmiechem. Nasłanie na kogoś tak zwanego „najętego przyjaciela” było dobrze znaną strategią, którą sam czasem stosował. Strategią skuteczną, prostą i perfidną… Do tego stopnia, że niemal obrzydliwą. Ta dziewczyna, Eryka, nie zasługiwała na to. Nie stanowiła zagrożenia, nic złego nie uczyniła, przeciwnie – to oni popisali się skrajnym niedbalstwem, co niemal przypłaciła życiem.
           Westchnął. Wiedział, czemu Miiko skłamała. Nie chciała „niepotrzebnie” ranić Ziemianki, jednak czuł, że to może się zemścić. Poza tym dobry przywódca powinien potrafić przekazywać brudną prawdę, w szczególności tę bolesną. Miiko nie nadawała się na szefową Lśniącej Straży. Szkopuł w tym, że on też. Wszyscy nadający się zginęli, a z nienadających się kitsune była najodpowiedniejsza.
           „Tak, witaj w Eldaryi młodziutka Eryko. W miejscu gdzie spiski tkają się same, a wszyscy wokół toną w morzu kłamstw, niedomówień i półprawd” pomyślał wstając z krzesła. Na jego ustach zagościł przelotny, gorzki uśmiech.

Online

#42 29-04-2018 o 21h10

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Powiem szczerze, że ucieszyła mnie twoja odpowiedź, a dokładniej fakt, że zwrócisz na to uwagę, bo: „pisząc to miałam w głowie nie obraz wyluzowanej (!) chojraczki, a zestresowanego chudzielca” — tego właśnie nie za bardzo było widać. Dlatego mnie to zmartwiło, bo pomyślałam, że jeszcze zrobi się z niej druga Liwka. A pokierować bohaterkę na takie tory, przez które czytelnik zrobi facepalma — to nic złego, a wręcz przeciwnie, bo nie ma co z bohaterów robić Mary Sue i sugerować, że oni podejmują tylko słuszne decyzje lub takie, które powodują najmniej zła. I aż od razu odpowiem ci na twój komentarz do mojego opka, a raczej odniosę się do części z Casprem — oczywiście, że to zachowanie totalnie nie było w stylu Cathieli! Przecież zwykle jest agresywna, nieufna i ogólnie powinna Casprowi napluć na ryj i odejść. Z tym że… tak samo jak Liwka, Cath też ma swoje trudne przeżycia [wspominam o Liwce, bo nieraz wspominałaś, że jej zachowanie jest tłumaczone tym czy innym wydarzeniem z przeszłości]. Moja Cath jest istotą do bólu samotną. Na co dzień jest agresywna i nieufna, ale w chwilach słabości — który ma każdy! — głupieje. Wystarczyła choćby przelotna myśl, że ktoś chce się o nią zatroszczyć, czego nie doświadczyła od całych lat, i po Cathieli. To głupie, idiotyczne i bez sensu, ale czy my właśnie tacy nie jesteśmy? Czy nie postępujemy niekiedy totalnie wbrew sobie? Dlatego zrobienie czegoś głupiego ze swoją postacią nie jest złe. Dlatego nie powinny być idealne i przygotowane na wszystko, bo to nie jest naturalne. Naturalne są słabości, przez które głupiejemy i wyłącza się nam myślenie. WIĘC, WRACAJĄC, oczywiście pamiętam, że wśród przyjaciół robiła za wariatkę, ale WŚRÓD PRZYJACIÓŁ. Tutaj jest na obcej ziemi wśród obcych istot i Erika nie ma prawa sądzić, że nikt tu nie chce jej skrzywdzić.

Wybacz, że aż tak się czepiam. Naprawdę bardzo lubię twoje opowiadania [jestem totralną fanką Ceny, wiesz o tym], tylko właśnie: Ceny w ogóle się nie czepiam, bo tam wszyscy bohaterowie są stworzeni od stóp do głów. Są cali twoi, są wyraziści, do zapamiętania. Liwka była ciekawa, gdy wyjechałaś z Antymagią, ale potem zrobiła się zbyt doskonała, o czym pisałam. To się zrobiło lekko uciążliwe, dlatego zaniepokoiłam się, że może z Eriki zrobisz taką samą postać. Bo może to złudne stwierdzenie, ale Liwka chyba jest trochę podobna do ciebie, co? To tylko takie moje wrażenie, nie bierz go do siebie. W jednym opowiadaniu to jest ok, ale jeśli masz drugie opowiadanie z zupełnie inną historią, to i bohaterowie muszą być totalnie inni.

DOBRA DOŚC TEGO CZYTAM!

Wow. Jestem pod wrażeniem przemowy Miiko. Nie pierdzieliła się w tańcu…

Kurcze. W dłuższych wypowiedziach Eriki tak strasznie czuć Liwkę… Chociażby w tekście o jej biologicznym ojcu. Zbyt pewny siebie i dosadny. Poza tym ma to samo słownictwo — takie proste, potoczne. Tak nie brzmi zestresowana młódka.

Mam wrażenie, że z całej tej bandy tylko Jamom tam myśli xd

„nie wygląda na niezbyt zręczna” — ‘nie wygląda na zbyt zręczną’ albo ‘wygląda na niezbyt zręczną’, chociaż pierwsze brzmi lepiej ;]

„Nie jeden nie przetrwałby tego, co ona” — ‘niejeden’ c:

W ogóle kijowa z Miiko przywódczyni, skoro nie uzgodniła tak potężnego kłamstwa z Radą. Chyba że wymyślała wszystko na spontanie, a tak pewnie było. Niemniej nie dziwię się im, że mają wiele uwag.

Ech ten jegomość w czarnej zbroi. Znowu on xd No ale jasne, to odwzorowanie gry, więc niestety musi być xD

OK. Nie tylko Jamon jest mądry. Kraval też. Za to Termuda z miejsca uwielbiam /static/img/forum/smilies/big_smile.png

No dobra, tyle ode mnie. Raz jeszcze przepraszam za to moje narzekanie, ale to się zapowiada na bardzo dobre opowiadanie i szkoda byłoby to zniweczyć, prawda? ;] Więc czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#43 06-05-2018 o 14h04

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - ErYka na litość. Francuska wersja imienia mnie piekielnie drażni w pisowni, tym bardziej, że o ile poprawna wymowa jest względnie ok, to mam wrażenie, że czytając to ludzie wymawiają normalne "i", a potem twarde "k", co budzi we mnie dreszcze. Wiem, dziwaczę, ale proszę, pisz prze "Y".
             Swoją drogą niezły motyw - napisałaś swoją odpowiedź na moją odpowiedź zaczynając od tych samych słów, przez co w pierwszym momencie TOTALNIE zgłupiałam.
             Dobra, do rzeczy... Liwka na razie jest po części postacią komediową i jak pisałam, dużo tu robi jej perspektywa i przeszłość, której czytelnik nie zna. Przynajmniej w większości nie. Tak jak nie zna (jeszcze?) realiów przyszłościowej Ziemi. Istotnie, w paru momentach dopisuje jej szczęście, ale wszystko ma swoje konsekwencje jak pisałam. I nie zawsze szczęście jest tym co widać => mam rozplanowane całe opowiadanie (miej-więcej) i średnio mogę ją bronić, żeby nie zarzucać spoilerami, ale powiedzmy, że druga część fabuły będzie w nieco innym klimacie. Na razie mamy jedynie ciche werble tego klimatu. Eryka znowu...
             Ech, Eryka Liwką nie będzie to pewne. Owszem, zdarzą jej się nazbyt szczere, momentami niemal bezczelne wypowiedzi, ale zupełnie z innych powodów. I należy też zaznaczyć,że Liwia niektóre rzeczy mówi, bo wie, że może sobie na to pozwolić (a i tak większość "wypowiedzi" to je myśli nie słowa). Tu nie. Właściwie to pod pewnym, centralnym punktem zaczepnym "Potwora" Eryka i Liwia są przeciwieństwami (jeżeli posłuchałaś sobie pioseneczki, którą rzuciłam w prologi jako motyw przewodni i masz zmysł detektywistyczny, możesz się domyśleć pod jakim).

             Tekst o biologicznym ojcu miał być z deczka chamski - wiem,że nie chcesz czytać o rozciągniętej i wychudzonej Liwii, ale nie zakładaj z góry.. Wraz z biegiem wydarzeń Wszystko zostanie wytłumaczone. Jeżeli chodzi o tyn motyw, stosunkowo szybko. STOSUNKOWO.Na razie powiedzmy,że Miiko poruszyła drażliwy temat.

             Naprawdę nie rozumiem twojej niechęci do Ashkora. Ja nie lubię Eza za jego zdradę Gardzi (niewybaczalną moim zdaniem), przedmiotowe traktowanie co poniektórych osób (Ewelein), zaburzoną empatię i ogólnie złośliwe usposobienie i bycie dupkiem. A ty Ashkora za??? W sumie go trudno lubić/nie lubić za cokolwiek, bo jego postać jest dość epizodyczna. Pokazał trochę jadu, ale to wszystko. Jego motywy, prawdziwy charakter etc znamy w mniejszym stopniu niż u Leifana. I nikogo nie zabił. Na razie. Chociaż chciał zrobić kuku Huang Chua, ale jej postać tak mnie drażni (bardziej niż trio debili razem wzięte),że akurat w tym mu kibicowałam XD

             Z Travalem mam problem. Żeby go nie przeidealizować (uwielbiam motyw ghuli i innych ścierwojadów - generalnie stworów do których można krzyknąć "eat his face" mając nadzieję,że wykonają polecenie), zrobiłam go z deczka dupkiem xD Hm... Chyba masz słabość do dupków xD



Dobra, to zapraszam do czytania. Trochę mało akcji tutaj, wybaczcie. Za to mam nadzieję,że wycieczka się spodoba. Znaczy pierwszaczęść wycieczki.

IV Pierwsze Kroki (cz. 1)

             Eryka niewiele spała tej nocy. Nie potrafiła przestać myśleć o słowach Miiko. O tym, że według niej, lepiej, żeby odpuściła powrót do domu. Co ta krowa sobie myślała? Jak można komuś, kto został rozdzielony z bliskimi ot tak powiedzieć „odpuść sobie” jakby mówiło się o wyjściu do kina lub kupnie nowej pary butów? Czy ona w ogóle nie ma wyobraźni?
             Obracając się po raz kolejny z boku na bok w szerokim łóżku, westchnęła ciężko. Niestety potrafiła być obiektywna. Obiektywna, rozsądna, a do tego patrzeć na świat i rzeczywistość takimi jakimi są. Dlatego też zdawała sobie sprawę, że słowa przywódczyni Lśniącej Straży to sama prawda. Gorzka i bolesna, ale prawda. W tym dziwnym świecie była całkowicie niesamodzielna, zatem, nim będzie w stanie wrócić do domu, mogą upłynąć lata. Do tego czasu jej rodzina i przyjaciele z pewnością uznają ją za zmarłą i pogodzą się z jej śmiercią. Wiedziała, że rezygnacja z powrotu na Ziemię stanowiłaby wyjście bezpieczniejsze i niewykluczone, że lepsze… Nie tylko dla niej samej, ale również dla jej bliskich. Rzecz w tym, że po prostu nie potrafiła się z tym pogodzić. Nie pozwalały jej na to dwie rzeczy. Pierwsza z nich to uczciwość. Skoro żyła, jej rodzina powinna o tym wiedzieć. Ją samą szlag by trafił, gdyby uznała, dajmy na to, Eddie za zmarłą, a pięćdziesiąt lat później dowiedziałaby się, że ta żyje, ale mogła powiedzieć o tym dopiero po dziesięciu latach, więc zrezygnowała, bo nie chciała robić zamieszania czy coś. Druga rzecz, a właściwie dwie rzeczy, to strach i troska. Bała się o tatę, chciała się dowiedzieć czy przeżył, a jeżeli tak, to w jakim jest stanie. Chciała też sprawdzić, jak rodzina przetrwała ostatnie wydarzenia. Czy sobie radzą i jak sobie radzą. W końcu wypadek, a w najgorszym scenariuszu śmierć taty i jej „śmierć” to nie byle co. Z czegoś takiego trudno się otrząsnąć.
             Niestety nie miała pojęcia jak i z której strony wziąć się do tego wszystkiego. Do zbierania składników, warzenia eliksiru, co powinna umieć, czego nauczyć i tak dalej. Jednak jedno wiedziała – musiała jak najprędzej dowiedzieć się jak najwięcej o Eldaryi. Rzecz w tym, że nawet nie potrafiła czytać i pisać po ichniemu, a tubylców, tych całych faery, rozumiała tylko dlatego, bo miała jakąś obrożę na karku. Zdawała sobie sprawę, że słuchając ich języka i mimowolnie nim mówiąc, szybko go pojmie, ale litery, pisanie, czytanie to zupełnie coś innego. W dodatku miała jakieś-takie niemiłe przeczucie, że w Eldaryi nie używa się alfabetu łacińskiego.
             Na razie mogła uczyć się tylko poprzez starą metodą na upierdliwego dzieciaka – w kółko pytać „co to”, „na co” „jak”, „po co”, „czemu”, „dlaczego” dopóty druga strona nie będzie miała serdecznie dość. Mały problem stanowiła ograniczona pojemność ludzkiej pamięci, toteż postanowiła, że przy pierwszej lepszej okazji poprosi o jakiś notatnik i coś do pisania… Przy czym miała nadzieję, że owo coś nie będzie przeznaczonym o maczania w kałamarzu gęsim piórem. Naprawdę liczyła, że mają tu jeżeli nie pióra wieczne, to chociaż ołówki.
             Eryka lubiła długo spać, jednak tego dnia umyła się i wskoczyła w ubrania wraz z bladym świtem. Mimo wszystkiego, co usłyszała wczoraj, czuła się nabuzowana. Po pierwsze, dlatego, że dziś miała zobaczyć nieco większy skrawek tej całej Eldaryi niż tylko widok z okna. Po drugie postanowiła wycisnąć z Kero wszystko, co ten wie. Najpierw z niego, a potem ze wszystkich innych. Będzie pytać, pytać i jeszcze raz pytać, aż do porzygu. Im szybciej zdobędzie wiedzę na temat tego popapranego miejsca, tym szybciej się ogarnie i wydostanie stąd. I zrobi to naprawdę SZYBKO. Tak szybko, że ta liniejąca, lisia zołza się zdziwi.
             Ani zdenerwowanie, ani złość nigdy nie przeszkadzały Eryce jeść, wręcz przeciwnie, śniadanie wciągnęła w locie, a potem spędziła długie godziny niecierpliwie krążąc po pokoju. Jednak ku jej rozczarowaniu, pierwszy nie zjawił się Kero, a Ewelein. Uśmiechnięta elfka oznajmiła, że przygotowała mający trwać trzy dni cykl kompleksowych badań, dzięki którym przekona się czy Eryka jest już w pełni zdrowa i gotowa wychodzić na zewnątrz. Jak dziewczyna szybko przekonała się, dzisiejsze badania miały polegać głównie na zaglądaniu w jej każdy, nawet najdrobniejszy otwór ciała. To doprawdy nie do wiary, jak szybko ładniutki, pełen nawiązujących do naturalnych, roślinnych form gabinet lekarki przekształcił się w istną komnatę tortur. Przeżyte w dzieciństwie cewnikowanie, gastroskopia i płukanie żołądka były doprawdy niczym przy tym, czego doświadczyła wciągu najbliższej półtorej godziny.
Kiedy wreszcie wróciła do szpitalnej sali, była niemal szczęśliwa, że w znowu jest tak-jakby u siebie. Bezpieczna z dala od dziwnych, czarodziejskich prętów, kryształów na połyskliwych sznurkach, wahadełek oraz innych przyrządów na pierwszy rzut oka przypominających barwną biżuterię, ale STANOWCZO nie będących nią. Nawet zaczęła się zastanawiać czy to taka strategia odwrócenia uwagi od jednej traumy drugą, żeby przestała się przejmować uwięzieniem w obcym wymiarze na rzecz lęku przed tym, że znowu wepchną jej koraliki w niewymowne miejsca. No cóż, sama przed sobą musiała przyznać, że jest to poniekąd skuteczne.
             Koraliki… Brr! Chyba przez naprawdę długi czas nie założy żadnych paciorków.
             Ledwie zdążyła dość do siebie, a rozległo się pukanie i po krótkim „proszę” w drzwiach szpitalnej sali stanął jednorożec. Uśmiechnięty, spoglądający na nią jakoś tak przesadnie łagodnie, jakby lada chwila miała się rozsypać jak domek z kart. No cóż, wczoraj niezbyt dobrze zareagowała na zasłyszane wieści, ale odbyło się bez dramatów – żadnych łez ani krzyków, jedynie zacięte milczenie. Milczenie, które przerwała jedynie po to, żeby po powrocie do szpitala zakończyć pocieszającą przemowę mężczyzny i uprzejmie, aczkolwiek stanowczo wyprosić go za drzwi. Dopiero gdy została sama, pozwoliła sobie na łzy… Łzy bezsilności, złości i żalu.
             Eryka nie lubiła, kiedy ktoś się nad nią litował, ale łagodne spojrzenie Kero w najmniejszym stopniu jej nie przeszkadzało. Było jakieś-takie nienachlane, ciepłe, sprawiało, że miała wrażenie, że uprzejmy młodzieniec naprawdę przejmuje się jej samopoczuciem i tym, co ją spotkało.
             - Cześć – zaczął, jakby nieco nieśmiało. – Miiko prosiła mnie, żeby oprowadził się po terenach KG, a jeżeli starczy ci sił, to może i całej cytadeli… Rzecz jasna, jeżeli chcesz. Wiem, że po tym, co wczoraj…
             - Chcę. – Wyprostowała się, krzyżując ramiona na piersi. – Siedząc na chudym zadku i użalając się nad sobą nic nie zwojuję. Im szybciej poznam ten świat i go rozgryzę, tym szybciej wrócę do domu, więc nie ma co zwlekać. Możemy iść zwiedzać. A właśnie, dałoby radę załatwić mi coś do notowania i mógłbyś powiedzieć, do jakich ras i tak dalej należeli ci lud… Znaczy ci faery ze wczoraj? W sensie, że rada i ten mężczyzna, który obok ciebie stał. No, Jamon wiem, że jest ogrem, Karennn nieco mi o nich opowiedziała, ale…
             Jednorożec uśmiechnął się szerzej, a w jego łagodnych oczach zaigrały wesołe iskierki.
             - Cóż za wojowniczy nastrój. Naprawdę miło cię taką widzieć, bo wczoraj… Sama wiesz. A co do reszty, to rzeczy do notowania nie powinny być dużym problemem. Zgłoszę komu trzeba zapotrzebowanie. Natomiast inne… Wszystko, po kolei dobrze?
             - Po kolei, po kolei… Lepiej opowiedz o tych rasach teraz, bo w trakcie zwiedzania na pewno będę cię pytać, kto kim jest, jak tylko zobaczę kogoś o nieidentyfikowanym dla mnie wyglądzie.
             Kero westchnął wymownie, co Eryka słusznie zinterpretowała jako dźwięk wciąganej na maszt białej flagi. Po chwili słuchała skróconego wykładu o niedawno spotkanych rasach faery. Jak się dowiedziała, Miiko była kitsune, „lisim demonem” powszechnie występującym w mitach kraju kwitnącej wiśni. Jej rasa ponoć charakteryzowała się silnie rozwiniętym „trzecim okiem” czyli tak zwanym zmysłem parapsychicznym. Wyczuwaniem aur, obcych energii i tym podobnych. Termud znów to ghul, istota o toksycznej ślinie, potrafiąca czerpać energię z rozkładu. Lamie, do których przynależała Feraya, to tylko i wyłącznie kobiety, z których większość posiadała mniejsze bądź większe zdolności hipnotyczne. Każda dziewczynka zrodzona z lamii to zawsze lamia, zaś ich synowie dziedziczyli rasę po ojcu. Szef Absyntu okazał się goblinem, co niespecjalnie zaskoczyło dziewczynę, w przeciwieństwie do informacji, że gobliny są niezwykle odporne na trucizny, a ich krew to silna toksyna. Natomiast gnomy, których przedstawicielem był Kraval, szef Cienia, doskonale czuły ziemię i to zarówno jej frakcję mineralną jak organiczną. Eryka domyślała się, że musi to w jakiś sposób pomagać pękatemu mężczyźnie w sprawowaniu jego funkcji, bo co jak co, ale na szpiega ani na łowcę to nie wyglądał.
             - A to ptaszysko? – zapytała. - Znaczy szefowa Obsydianu. Bo to kobieta, prawda?
             - Tak, to kobieta i proszę nie mów o niej ptaszysko – mruknął na w poły zirytowany, na w poły rozbawiony Kero. Eryka co chwilę używała w stosunku do przedstawicieli Rady Eel takich określeń jak „trupowaty”, „lisica”, „kurdupel”, „łuskowata”, co wyraźnie go raziło, ale z drugiej strony brak złośliwości w tych słowach i ogromna bezpośredniość dziewczyny sprawiały, że nie potrafił być na nią zły. – To aviak, rasa nieczłowiecza, znaczy… tego… Nieczłowieczy nie mogą spłodzić człowieczymi dzieci. Aviaki są silne, szybkie i potrafią latać… Zresztą po to mają skrzydła.
             - No to został jeszcze ten blondasek, który czaił się koło ciebie. Kim i czym jest?
             - To Leifan, lorialet. To rasa ściśle związana z fazami księżyca. W trakcie pełni zyskują na sile, a tak ogólnie to świetnie widzą w ciemnościach. A czym się zajmuje? No cóż, głównie polityką. Jest doskonałym mówcą, aczkolwiek nie takim wypowiadającym się na podium i wzbudza zaufanie, co jest niejednokrotnie bezcenne w trakcie obrad z innymi ludami. No i czasem doradza Miiko, bo potrafi spojrzeć na wiele rzeczy z boku, świeżym okiem.
             Eryka skrzywiła się wewnętrznie słysząc „lorialet”, bo od razu na myśl przyszła jej wredna lekarka. Nie przebywała zbyt wiele w jej towarzystwie, ale ilekroć natykała się na tę jasnowłosą zołzę, napotykała pełne jadu, pogardliwe spojrzenie i jakiś nieprzyjemny komentarz. Jaki nie potrafiła powiedzieć, bo obroża tłumaczyła tylko słowa, które rozmówca chciał, żeby zrozumiała, a wyraźnie pannie Maery nie zależało, aby wiedziała, jakimi  obelgami ją obrzuca.
             Swoją drogą, straszne to dziwne z tą obrożą. Nieustannie słyszała obcy, pokrętnie brzmiący język, który nic jej nie mówił, dopóki ktoś nie zwrócił się bezpośrednio do niej. I tak rozmawiała z nim w tym pokrętnym dialekcie, wypowiadając obco brzmiące dla siebie słowa i przyjmując je, podczas gdy rozmowy we tle nadal pozostawały zagadką. Mózg dostawał od tego czkawki… Ale z drugiej strony, przynajmniej nie musiała ciągać ze sobą tłumacza.
             Zwiedzanie rozpoczęło się. Eryka nie miała pojęcia, jaką osobą jest na co dzień Kero, ale jeżeli do wszystkiego przykładał się tak bardzo jak do roli przewodnika, musiał wyrabiać dwieście procent normy. Mówił o wszystkim, o historii odwiedzanych miejsc, o tym jakie obecnie pełniły rolę, odpowiadał na pytania, a jednocześnie nie przynudzał. Podawane przez niego informacje jakoś same wślizgiwały się do głowy, podczas gdy ona robiła wielkie oczy, oglądając ogromny budynek. Czego tu nie mieli… Piwniczny ogród pełen krzaczkowatych porostów, naziemnych „ukwiałów” oraz wielobarwnych grzybów, wokół których krążyły chmary ważek-świetlików. Podziemne, fluorescencyjne stawiki zasiedlone przez dziwaczne ryby, płazy i wodorosty. Czarodziejskie laboratorium nasuwające na myśl pracownię szalonego naukowca rodem z filmów fantastycznych i – ze względu na zajmującą sporą część jego powierzchni, skomplikowaną, szklaną aparaturę – piwnicę jej dziadka-bimbrownika. Wielką, zawaloną manekinami i przypominającymi narzędzia tortur sprzętami salę ćwiczeń, gdzie co dzień adepci Straży Obsydianu trenowali swe umiejętności bojowe. Wpuszczony w kamienne podłoże pełnowymiarowy basen pełen morskiej, magicznie podgrzewanej wody. Zbrojownię, gdzie na ścianach i stojakach połyskiwał rzędy halabard, berdyszów, toporów, mieczy i wszelkiego rodzaju pancerzy. Warto też nadmienić, iż każde z wymienionych pomieszczeń było eleganckie, pełne subtelnych zdobień i wysmakowanych sprzętów. Wszystko wyglądało NAPRAWDĘ fantastycznie, jak żywcem wyjęte z księgi z baśniami. Nawet kuźnia.

Online

#44 06-05-2018 o 15h37

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 35

Witam /static/img/forum/smilies/smile.png
Tu tez zagladam i czytajac upewnilam sie, ze naprawde masz wielki talent i wyobraznie.
Pozdrawiam i obiecuje sledzic tutejszy bieg wydarzen.

Online

#45 06-05-2018 o 16h35

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Co do twojej odpowiedzi, powiem krótko: przecież ja rozumiem, że Potwór dopiero się zaczyna, a i Antymagia jeszcze się rozwija. Dlatego nie mówię, że to źle, że Eryka jest jak Liwka, tylko że na razie wygląda to tak, jakby miała się nią stać. I słuchaj, ja rozumiem, że obie mają różne historie i różną przeszłość. Nie znam ich i jestem tylko czytelnikiem, dla którego Liwka i Eryka na razie są niebezpiecznie podobne. Mnie to po prostu razi w oczy, dlatego o tym piszę mając nadzieję, że to się zmieni. Bo to naprawdę najmniej ważne, że obie są bezczelne, ale z innych powodów. Grunt, że spodziewałam się innej Eryki. Mniej w stylu Liwki. 

A Nieznajomy to kwestia gustu i tyle. Nie lubię go i tyle, w tym chyba nie ma większej filozofii. Jak dla mnie to po prostu dupa a nie czarny charakter.

I jeszcze jedno: kiedy Ez przedmiotowo traktował Lein? XD Boże, to jest to, za co większość go nie lubi, a jest totalnie absurdalne. Bo wam się wydaje, że Ez ją zgwałcił albo coś. Oboje się na to zgodzili, oboje na to wpadli, a różnica polegała tylko na tym, że Lein się zakochała, a on nie, zwłaszcza że cały czas jej to powtarzał. No ale rozumiem, że go nie lubisz, więc te tłumaczenia pewnie nic nie dadzą.

Na razie w niczym się tu w tym Potworze nie zgadzamy xd

„dopóty druga strona nie będzie miała serdecznie dość” — przekombinowałaś, bo „dopóty” używa się razem z „dopóki”, czyli ‘dopóki Maja będzie przemądrzała, dopóty nie znajdzie sobie przyjaciół”. Więc dopóki i dopóty to nie to samo, a w twoim zdaniu powinno być zwykłe „dopóki”. A używając ‘dopóty’ powinno być tak: „Dopóty będzie pytała ‘jak’ ‘co’ ‘dlaczego’ itp. dopóki nie będą mieli dość’. Albo odwrotnie: ‘dopóki nie będą mieli dość, dopóty Eryka będzie zalewała ich pytaniami’.  U ciebie ‘dopóki’ nie było, więc samo ‘dopóty’ nie pasuje.



Ujmę to tak. Wypowiedzi twoje [odpowiedzi na komentarze], Liwki i Eryki niemal niczym się nie różnią. Na to właśnie musisz uważać: na to, że wkładasz zbyt wiele siebie w postaci. I to dlatego obie są do siebie tak drażniąco podobne. To widać nawet w narracji: twoja trzecioosobówka jest taka sama jak pierwszoosobówka Liwki. Jak widać po komentarzach, nie ukrywam, że mocno mi to przeszkadza. Bo na razie Potwór to Antymagia vol. 2. Ale oby coś się zmieniło. Bo nie po to tworzy się inne opowiadanie, by było łudząco podobne do pierwszego, prawda? JA WIEM, że to dopiero początek, ale oceniam na podstawie tego, co dostaję. Niewykluczone, że wiele się zmieni i na to właśnie liczę, dlatego nigdzie się nie wybieram i nadal będę to czytać. Ale sceptycyzmu się nie pozbędę.

Dlatego lubię Antymagię: bo jest oryginalna i dotychczas myślałam, że bohaterka i jej sposób wypowiadania się są jedyne w swoim rodzaju. Dlatego uwielbiam Cenę, bo we wszystkim różni się od Antymagii. A dlaczego na razie nie podoba mi się Potwór, wyjaśniłam wyżej.


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#46 16-05-2018 o 21h37

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis - Co do Ezarela i Lein to się nie zrozumiałyśmy. Nie chodzi o sam fakt zaistnienia ich układu (chociaż istotnie przez to Ez dla mnie jako facet byłby spalony, tak jak i mężczyźni korzystający z usług domów publicznych - różnica tu tylko taka,że Ez miał mniejszą szansę zarazić się czymś paskudnym i nie musiał płacić), ale ich relacja po jego zerwaniu. Przecież to idealny przykład toksycznego pseudo-związku, przez który jedna ze stron (Ewelein)nie może poukładać swojego życia emocjonalnego i rozpocząć nowej relacji. Ez opowiada jej o Gardzi (doprawdy posypywanie ran solą), a pewnie też i innych aspektach swego życia, nie może znieść, że ta jest na niego zła, biega za nią przeprasza, prosi o przyjaźń. Niestety, kiedy w układ jest zaangażowana tylko jedna ze stron + to ta niezaangażowana go zrywa, to po jego zerwaniu i zderzeniu się z rzeczywistością, ta zaangażowana potrzebuje PRZESTRZENI, dystansu i przynajmniej tymczasowego (od pół roku do nawet 2-3 lat) osłabienia relacji z drugą stroną, skupienia się na sobie. Sytuacja jest już wystarczająco ciężka, bo oboje pracują w tym samym miejscu, a Ez wszystko jeszcze pogarsza - z premedytacją bądź nie (tego nie stwierdzimy). Generalnie podobne zachowania  często są spotykane zarówno u facetów jak i kobiet, którzy traktują swoich ex jako wyjścia awaryjne => a jak mi w życiu nie wyjdzie to wrócę do jego/jej łózka <= jednocześnie trzymając ich na emocjonalnej smyczy. Nie będę tu ekstrapolować czy Ez jest takim jegomościem, ale nie wygląda to dobrze. Empatia nie odpala. Inna rzecz,że Ewelein już dawno powinna dojść do tego,że tymczasowa separacja od Eza to dla niej jedyne zdrowe wyjście, ale zakochani przeważnie zachowują się jak niedorozwoje(mieć kumpfelę po psychologii i pić z nią do skype + 10 do wiedzy /static/img/forum/smilies/big_smile.png I antypatii co do innych osób /static/img/forum/smilies/neutral.png również wirtualnych)
            Zwracam uwagę na to, co piszesz, jednak to "dawanie mnie" to nie do końca tak. Nie mam za wiele wspólnego ani z Liwią ani Eryką. Raczej chodzi o swobodny styl, który narzuciłam obu opowiadaniom. Postaram się, aby wypowiedzi pań się nieco bardziej się od siebie różniły. Dla mnie, jako autorki są one niemal zupełnie inne, ale... No cóż taka przypadłość autora, że zna cdn i konteksty, więc z jego perspektywy wszystko wygląda inaczej. Ale wypowiedzi w kontekście"tatuś a ojciec" polecą zawsze ciut twardym językiem. Czemu? Się wyjaśni za nie tak długo.
            A że "Potwora" nie lubisz - cóż, nie poradzę. wszystkich zadowolić nie można, co najwyżej w*****ć.


Sharessa - dziękuję i zapraszam na cdn.

IV Pierwsze Kroki (cz. 2)

            - Y… Z tego, co wiem, zwykle kuźnie są tak-jakby na zewnątrz – mruknęła rozglądając się dookoła. – Znaczy w osobnych budynkach, lub takich dobudówkach. Chyba. Znaczy, tak mi się wydaje.
            Nigdy wcześniej nie była w kuźni, ale coś mówiło jej, że ta różni się od pozostałych nie tylko lokalizacją. Wydobywający się z wielkiego pieca czerwony blask igrał na kamiennych, obramowanych, rzeźbionymi listwami ścianach tworząc żywe, ulotne wzory. Ogromne, stojące pod jedną z nich kowadło, chociaż przybrudzone i nieco poobijane przyciągało spojrzenie dziwnym, trudnym do uchwycenia lśnieniem, podobnie jak narzędzia – młoty różnych rozmiarów, obcęgi, szpikulce. Kiedy przyglądała im się, czuła dziwne mrowienie. W dodatku jej uszy drażniły ledwo słyszalne dźwięki dobiegające z wielkich, kamionkowych naczyń ustawionych wysoko pod sufitem na masywnej, metalowej półce. Coś jak szmer przesypującego się metalowego piasku.
            - Owszem, bo też większość kuźni zajmuje się podkuwaniem zwierząt, wozami i podobnymi rzeczami. Ta to bardziej zakład płatnerski, w dodatku taki wykonujący magiczną broń. – Jednorożec uśmiechnął się, patrząc na wszystko wokół z fascynacją laika wiedzącego, że coś jest niezwykłe, ale nawet nie próbującego tego pojąć. – Jestem magiem, przed awansem do Lśniącej Straży należałem do Straży Absyntu, jednak zaklinanie przedmiotów… Do tego trzeba mieć specjalny talent. Nie tylko zdolności czarodziejskie, ale też manualne i taki specjalny zmysł… To coś, co odróżnia rzemieślnika od artysty. W każdym razie, trzymane tu surowce, narzędzia i wykuwane przedmioty są NAPRAWDĘ cenne. Dlatego też kuźnia znajduje tutaj, w centrum Kwatery Głównej. Ma to też tę zaletę, że w razie napaści i oblężenia nadal będziemy mogli wykuwać i reperować broń, co może dać na niemałą przewagę.
            - Ym… Tak, ale tylko do momentu, kiedy nie zacznie wam brakować żywności. W końcu większość oblężeń ma za cel wzięcie wroga głodem, ewentualnie chorobą – mruknęła pod nosem, zwolna podchodząc do pieca. Kiedy w kuźni pracowano, wydobywający się z niego żar musiał być nie do zniesienia. Kamienie, którymi wyłożono jego wnętrze wyglądały na tu i ówdzie nadtopione. – A przynajmniej tak wynika z lekcji historii. Znaczy naszych. Na Ziemi.
            - Owszem, dlatego mamy tu też podziemny ogród i stawy z rybami. Mogą służyć przez pewien czas za rezerwuar żywności, chociaż zwykle bardziej się przydają jako źródło składników do eliksirów oraz podręczna apteka. Podziemia Kwatery są idealnym miejscem do hodowli rzadkich, wysoce magicznych gatunków grzybów i roślin. Dobrze, jeżeli wszystko obejrzałaś, to teraz przyszedł czas na najważniejszy, ale bynajmniej nie ostatni punkt. Serce Kwatery Głównej.
            - Jaki?
            - Kryształową Salę. To tam trafiłaś zaraz po przybyciu.
            Eryka skrzywiła się nieznacznie, a jej serce przyspieszyło. Szczerze powiedziawszy chyba wolałaby odwiedzić loch. Przypominające bajkową salę balową pomieszczenie oraz ten dziwaczny, niebieski kamień, samo wspomnienie o nich przywoływało emocje, jakie targały nią tamtego pamiętnego wieczora… Czy też dnia. Mimo to, nie zaoponowała, kiedy jednorożec poprowadził ją wyłożonym czerwonym dywanem korytarzem do wielkich, dwuskrzydłowych wrót, których pilnowali dwaj Lśniący strażnicy. Jednym z nich była skrzydlata, nieco przypominająca lwa kobieta oraz humanoidalny byk. Sfinks i tauren, jak jej później wyjaśnił Kero.
            Wchodząc do środka nieznacznie zadrżała, ale przełamała psychiczny opór. Kryształowa Sala wyglądała tak samo baśniowo, jak za pierwszym razem, a Kryształ nadal roztaczał trudną do uchwycenia, przyciągającą aurę. Miała wrażenie, że jak tylko do niego podejdzie, znowu pojawi się Miiko z tą swoją płomienną laską.
            - To najsilniej chronione w całej Straży pomieszczenie. – Kero spojrzał na kilkutonowy Kryształ z wyraźnym podziwem. – Pilnują go najlepsi strażnicy, dziesiątki barier i pułapek magicznych, a swobodny dostęp do niego mają jedynie nieliczni przedstawiciele Lśniącej Straży oraz Miiko. Dzisiaj jesteśmy tutaj tylko za specjalnym jej przyzwoleniem.
            - Znaczy dowiem się teraz więcej o Krysztale?
            - Tak. Wiesz, że my, znaczy się faery, niegdyś zamieszkiwaliśmy Ziemię?
            - Y… Tak?
            - Tak. Jednak byliśmy prześladowani przez ludzi, którym ze względu na wewnętrzne podziały oraz ich przewagę liczebną nie mogliśmy się przeciwstawić. Dlatego też na początku możesz się spotkać z niechęcią ze strony co poniektórych z nas… Znaczy nie tutaj, nie w cytadeli ani Mieście Eel, a przynajmniej nie ze strony mieszkańców, ale przyjezdni… No cóż. Nie możemy ręczyć za ich zachowanie. Dlatego też bądź ostrożna i nie chwal się obcym, kim jesteś.
            Zatem niektórzy faery żywili niechęć do ludzi. Eryce natychmiast przypomniała się jasnowłosa lekarka. W końcu zrozumiała, skąd ta pozornie nieuzasadniona wrogość lorialetty. Pytanie, czy jej postawa to tylko „odziedziczona” awersja czy też stało za tym coś więcej.?
            Westchnęła w duchu. Niewykluczone, że powrót do domu będzie bardziej problematyczny niż tego oczekiwała.
            - W każdy razie, ze względu na konflikt z twoimi przodkami, który niestety przegrywaliśmy, musieliśmy poszukać nowego domu – kontynuował Kero. ¬– Nowego świata. Najwięksi magowie szukali dla nas odpowiedniego miejsca, niestety bezskutecznie. Udało się im odnaleźć pewien świat, zniszczony przez jego poprzednich mieszkańców, umierający, pokryty ruinami i nędznymi pozostałościami istniejącego niegdyś na nim życia, lecz nie mielibyśmy szans tam przetrwać. Wedy też trzy najpotężniejsze rasy faery, fenghuangowie, smoki i daemony zawarły porozumienie. Sojusz Ostatniej Szansy. Zamierzali ożywić umierający świat, przystosować go dla nas. Oczywiście nie było to proste. Wymagało irracjonalnych ilości magii oraz niebezpiecznego rytuału. Rytuału, który mógł zetrzeć członków Sojuszu z powierzchni ziemi. Mimo tego zdecydowali się podjąć to ryzyko i wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie zdrada daemonów. Chcieli zawładnąć nowym światem, a żeby to zrobić musieli pozbyć się potencjalnych konkurentów. Dlatego też wyłamali się z rytuału, zrzucając cały ciężar dziejącej się magii na fenghuangów i smoki. Smoki, najpotężniejsze z całej trójki, przyjęły na siebie główne uderzenie mocy i wszystkie zginęły. Nie tylko te biorące udział w obrzędzie, ale też dzieci i starcy, którzy zostali w domach. Nastąpiło coś w rodzaju magicznego spięcia, które po kolei eliminowało wszystkich przedstawicieli ich rasy, jednego za drugim. Ci, którzy nie umarli od razu, skonali niedługo potem na wskutek odniesionych ran. Jednak dzięki ich poświęceniu większość fenghuangów przetrwała, rytuał się dopełnił, a zdrada daemonów wyszła na jaw. Zdrada, która koniec końców doprowadziła do ich zguby, bo reszta faery nie zamierzała wybaczyć tak potwornej zbrodni. Prześladowano ich i wybijano na każdym kroku, aż do ostatniego. Jednak jedna zbrodnia ciągnie za sobą kolejną, a nie ma gorszej zbrodni niż ludobójstwo… Ginące daemony przeklęły ożywiony świat, przeklęły Eldaryę. Sprawiły, że stała się nam wroga. Każde stworzenie tutaj jest wobec nas agresywne, a ziemia i roślinność bronią się przed naszą ingerencją. Rolnictwo i łowiectwo stały się niezwykle trudne, lasy niemal niedostępne, a wody zdradliwe. Dlatego Kryształ Poświęcenia jest tak cenny. Powstał z maany wszystkich, którzy zginęli, aby ożywić ten świat. Stanowi duchową tarczę, która odpiera, przynajmniej w części, rzuconą przez daemony klątwę.
            - Ym… Co to znaczy, że każde stworzenie jest wobec was agresywne?
            - To, że jeżeli jakaś bestia będzie miała okazję cię zabić bądź zranić nie ryzykując przy tym zbytnio, zrobi to. – Kero spochmurniał. – Żadne z tutejszych zwierząt nigdy nie pozwoli się udomowić ani obłaskawić, zawsze będzie walczyło. Co prawda nie ma tak źle, żeby bestie wychodziły z dziczy, żeby nas zaatakować, jednak jeżeli ścieżki faery i jakiegoś większego stworzenia się przetną może być nieciekawie. Taki blackdok czy danalasm… Samotny wędrowiec nie miałby z nimi najmniejszych szans. Oczywiście jest parę wyjątków od tej reguły. Owady, płazy i pomniejsze ryby zachowują się wobec nas obojętnie. Generalnie stworzenia prymitywne, nie posiadające własnego rozumu zostawiają nas w spokoju… Co trochę dziwi, biorąc pod uwagę, że to, co nie posiada własnej woli, powinno być szczególnie podatne na działanie klątwy. Badacze od tysięcy lat próbują rozwiązać tę zagadkę.
            - Ale przecież z okna widziałam, że wielu z was ma zwierzęcych towarzyszy.
            - To chowańce, nie zwierzęta.
            - A jaka jest różnica?
            - Taka, że chowańce są prawie tak samo inteligentne, jak faery czy ludzie, a zwierzęta niekoniecznie. – Jednorożec poprawił okulary na prostym nosie i uśmiechnął się. – Wytłumaczę ci to i parę innych kwestii, które zostały mi do poruszenia, ale może lepiej przenieśmy się gdzieś, gdzie można usiąść? Tutaj jest niezbyt komfortowo, a i strażnicy Sali pewnie będą się denerwować, jeżeli będziemy tu siedzieć nazbyt długo. No i został nam jeszcze jeden punkt do zwiedzenia. No właściwie to dwa… A nie, trzy. Ale ten trzeci to planowałem na koniec dnia, jak już zobaczysz wewnętrzne błonia i cytadelę, a drugi to właściwie bardziej konieczny przystanek, no i już tam byłaś…
            - A co to za punkt? Znaczy ten, gdzie mamy teraz iść? – zapytała, widząc, że jednorożca zaczyna ogarniać lekka ekscytacja. Konkretnie ten jej dobrze znany Eryce rodzaj, który można zinterpretować jako „zaraz pokażę ci coś co lubię i bardzo chciałbym, żebyś i ty to polubiła. POLUB TO.”
            - Biblioteka.
            Eryka lubiła biblioteki. Głównie dlatego, że znajdowało się w nich mnóstwo przygód. Znaczy książek, to jest powieści. Zaś większość powieści to nic innego jak przygody wtarte w papier i ściśnięte między okładkami. Może i w większości fikcyjne, ale przynajmniej nie grożące poważnymi obrażeniami, śmiercią ani zdekompletowaniem swojej anatomii, w przeciwieństwie do tych prawdziwych. Poza tym uwielbiała ich klimat. Rzędy zapełnionych książkami  regałów, ten specyficzny zapaszek i lekki zaduch. Niestety biblioteka Kwatery Głównej, chociaż ogromna i doskonale wyposażona owego klimatu została pozbawiona. Owszem, wysokie po sam sufit regały z jasnego drewna wypełniały rozmaite tomiszcza i zwoje. Tak, wokół panowała przyjemna cisza, przerywana od czasu do czasu szelestem przewracanych kartek bądź szurnięciem krzesła. Szkopuł w tym, że wszystko wokół sprawiało ważenie wręcz przeraźliwie czystego i nowego. Wypolerowane półki połyskiwały, zachowane w idealnym stanie grube okładki pyszniły się żywymi barwami, a przeznaczone dla czytelników stoły, krzesła i fotele wyglądały jak z domu dla lalek. Całość robiła nazbyt wymuskane i kolorowe wrażenie. Co prawda Eryka uwielbiała kolory, ale uważała, że na wszystko jest odpowiednie miejsce. Biblioteka, na ten przykład, nie powinna przypominać wystrojem przedszkolnej bawialni.
            - Witaj w moim małym królestwie. – Kero uśmiechnął się, prowadząc ją za sobą. – A to jego opiekunowie.
            Tu wskazał na wysoki kontuar, za którym siedzieli starszawy, pogrążony w lekturze jakiegoś tomiszcza ork – a w każdym razie Eryka obstawiała, że to ork – i młoda kobieta-wąż. Konkretniej rzecz ujmując kobieta-wąż w taki sam sposób jaki syreny są kobietami-rybami. Jej ciało od bioder w dół przechodziło w długi, wężowy ogon, a resztę ciała tu i ówdzie pokrywały łuski. Prócz tego posiadała parę sporych, przypominających koźle rogów.

Online

#47 16-05-2018 o 22h21

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 956

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Owszem, na razie nie jestem kupiona Potworem tak jak Ceną, ale mam nadzieję, że wiele się zmieni i to nie będzie druga wersja Antymagii. I rozumiem, że Eryka żywi głęboką niechęć do biologicznego ojca, ale to był tylko przykład tego, jak Eryka podobnie mówi do Liwki. Nie wypracowałaś między nimi żadnych różnic, nawet w słownictwie. Jedna mogłaby mieć jakieś swoje charakterystyczne wulgarne powiedzenie, którego by nadużywała, druga przy gniewie wykonywałaby jakiś dziwny gest… no cokolwiek, co by je wyróżniało. To miałam na myśli, bo to, że bohaterka wyraźnie nienawidzi ojca, to swoją drogą.

Poza tym zapewne gdy już fabuła się rozkręci, nie będę zwracała aż takiej uwagi na tego typu niuanse. Dlatego jestem ciekawa, co tam wymyślisz i czytam dalej.

„Wedy też trzy najpotężniejsze rasy faery,” — wtedy

„blackdok” — blackdog ;]

No dobra, to czekam na ten rozwój fabuły, który przyblokuje moją czepliwość i pozdrawiam!


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !

G Ł O S O W A N I E  NA NAJLEPSZE PRACE - OOOOOSTATNI DZIEŃ!!!

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#48 26-05-2018 o 13h19

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

@Methrylis Fabuła... na zwroty akcji przyjdzie ci nieco poczekać. Chociaż pisaniną dobrnęłam już do ciekawszego momentu, ale to na razie jeden moment.


IV Pierwsze Kroki (cz. 2)


          Ork z umiarkowanym zainteresowaniem zerknął na dziewczynę znad okularów-połówek, po czym zamknął  książkę i rzucił Kero śpiewnych słów na powitanie. Różnił się od orków znanych Eryce z gier i filmów. Przede wszystkim nie posiadał wystających z ust, przerośniętych kłów. Owszem, jego uzębienie sugerowało dietę składającą się głównie ze sporych ilości mięsa, jednak mieściło się w granicach jako-takiej normy gwarantującej funkcjonalność i umożliwiającej trzymanie zamkniętych ust. Szczęki były szerokie, a pociągła twarz nieco drapieżna, jednak zdobiły ją szlachetne, ascetyczne rysy pasujące bardziej do wizerunku stereotypowego gentelmana niż fantastycznego barbarzyńcy. Brakowało też biżuterii z kości wrogów, wygolonej głowy i malowniczych tatuaży. Zamiast nich zaobserwowała gęste, śnieżnobiałe włosy, taką samą równo przystrzyżoną brodę oraz gustowny, brązowy uniform, zapewne będący strojem miejscowych bibliotekarzy. Właściwie to zgadzały się tylko cztery rzeczy: wysoki wzrost, silna, chociaż pozbawiona przerośniętych mięśni budowa ciała, szaro-zielona skóra oraz lekko wywinięte, spiczaste uszy.         
            - Ach… Więc to jest nasz ludzki gość. – Bibliotekarz uśmiechnął się przyjaźnie, spoglądając na Erykę. Miał bardzo przyjemny, głęboki głos, dla którego niejedna dziewczyna mogłaby stracić głowę. – Miło mi poznać tak miłą dla oka, młodą damę…
Słysząc to Eryka mimowolnie zarumieniła się. Rzadko kiedy tak reagowała, szczególnie na mężczyzn starszych od niej o jakieś czterdzieści lat, ale ork miał „to coś”. Przypuszczała, że gdyby nagle odmłodniał, zaczęłaby żałować, że jest w Eldaryi tylko przejazdem.
            -… Nazywam się Krak Siv i jestem tutaj głównym bibliotekarzem, a ta urocza istota, to moja koleżanka Azelia Kratsz.
            Kobieta-wąż ukłoniła się lekko, a Eryka przedstawiła się, jednocześnie usiłując opanować swoją wyobraźnię, uparcie generującą obrazy odmłodzonego Krak’a. Cały czas żywiła przy tym wielką nadzieję, że nie daje po sobie poznać o czym myśli. Nie miała wprawy w ukrywaniu tego typu rzeczy, jako że nie należała do kobiet szczególnie podatnych na męskie wdzięki. Częściej rozpływała się na widok żabek i kotków niż przystojniaków.
            - Krak jest, jak zapewne zorientowałaś się już, orkiem, a Azelia to naga. – Mrukną Kero. – Naga potrafią oddychać pod wodą i są w sporej mierze odporne na płomienie, a ich ogony są niezwykle umięśnione i silne.
            - Oraz długie – dodała Eryka zerkając za kontuar. – Pewnie ułatwia ściąganie książek z górnych półek i nie trzeba skakać po drabinie.
            - Zgadza się – rzuciła naga, przypatrując się jej badawczo.
            Eryka znała to spojrzenie. Znaczyło tyle co „czy ona mówi to tylko od tak, czy to ma być przytyk?”. Ludzie często tak na nią patrzyli. Niestety zwykle mówiła prosto z mostu, co myśli i średnio potrafiła to opanować. To oraz ciekawość, która rozbudzona potrafiła ją męczyć niczym najznamienitszy mistrz tortur.
            - Czy mogę mieć bezpośrednie, a nawet bezczelne pytanie… A tak właściwie to prośbę? Połączoną z takim jakby wyznaniem-usprawiedliwieniem? – posłała Azelii krzywy i bardzo niepewny uśmiech, a ta rzuciła jej kolejne, dziwne spojrzenie.
            - Tak?
            - Mam trochę zbyt rozwiniętą ciekawość świata, a po raz pierwszy widzę kogoś z kilkumetrowym, pokrytym łuską ogonem. Dlatego też mój mózg zarzuca mnie dziesiątkami natarczywych pytań typu: jaki on jest dotyku, ile waży czy jest ciepły jak u ssaka, czy zimny jak u gada… Będą mnie to dręczyć jeszcze długi czas, natarczywie, wręcz obsesyjnie, przez co będę wytrzeszczać oczy na wszystkie nagi, co może być uciążliwe dla obu stron. Zatem  czy mogłabym go dotknąć? Znaczy… - westchnęła nerwowo. Wiedziała, że wychodzi na dziwoląga, ale też dziwolągiem pod wieloma względami była. Jednak nie chciała straszyć tym innych. Nawet, a właściwie to przede wszystkim takich, którzy mogliby ją opleść niczym wąż boa i zgnieść. – Wiem jak to brzmi, ale zaspokoiłoby to stuprocentowo moją ciekawość i zaoszczędziło późniejszych nieporozumień. Szczególnie takich z cyklu „co się gapisz na mnie” i tak dalej – pytanie okrasiła szerokim, proszącym, ale niepewnym uśmiechem. Gdyby była psem, zapewne położyłaby uszy po sobie i nerwowo zamerdała ogonem.
            Zdziwiona Azelia spojrzała pytająco na Kraka, który nieudolnie usiłował stłumić uśmiech. Powoli przeniosła wzrok na jednorożca, lecz ten tylko wzruszył ramionami.
            - No dobrze…
            - Dzięki.
            Przepełniona stanowiącym pomost pomiędzy ulgą a ekscytacją uczuciem Eryka obeszła kontuar, usiadła po turecku na podłodze, po czym przesunęła dłonią po wrzosowo-czarnym ogonie. Był bardzo przyjemny w dotyku niczym prawdziwa, wężowa skóra, ciepły jak u ssaka, a gdy spróbowała go nieco unieść, okazał się też być okropnie ciężki. W sumie nic dziwnego, w końcu składał się samych mięśni.
            - Jest milutki, a łuski ślicznie błyszczą – stwierdziła, przyglądając się kobiece, konkretniej jej fiołkowym tęczówkom i kruczoczarnemu warkoczowi. – Pasują ci kolorem do oczu i włosów. Czy to taki standard, że łuska jest tak kolorystycznie dobrana czy po prostu szczęśliwe dziedziczenie?
            Azelia nieco się zarumieniła. Widać nie oczekiwała komplementu, a przynajmniej tak sformułowanego.
            - Dziedziczenie.
            - Aha. W każdym razie dziękuję za zaspokojenie mojej ciekawości i wyrozumiałość. Szczególnie za wyrozumiałość. Wiem, że jestem trochę zbyt bezpośrednia i dziwna, ale tak po prostu mam. Nic nie poradzę na to, jaka jestem. – Uśmiechnęła się przepraszająco, niezdarnie wstając z podłogi.  – Zwykle usiłuję z tym walczyć, ale skoro mam żyć między faery, lepiej żebym jak najszybciej przywykła do waszego wyglądu.
            - Ciekawy ewenement z ciebie – zachichotał Krak, spoglądając na nią zaczepnie. – Wiesz, że niektórzy owo „przywykła do wyglądu” mogliby uznać na niegrzeczne?
            - Niby mogliby, ale gdybym ja wyglądała jakoś egzotycznie w pełni zrozumiałabym cudze zainteresowanie moją osobą. Nie moja wina, że człowiek jest tak-jakby formą wyjściową i tym samym nudną. Prawie się nie różnię od wampirów, elfów i lorialetów… No, nie licząc tego, że jestem strasznie koścista i mam krzywe zęby, przez co muszę nosić aparacik… No i okropnie dużo jem. Hm… Chyba powinnam zapytać Ewelein, co z aparacikiem, za cztery miesiące mieli mi go ściągnąć.
            - Znaczy ten metal na zębach prostuje ci je? – zapytała Azelia.
            - No tak. Kiedyś miałam uśmiech jak koń, teraz jest już prawie dobrze.
            - Interesujące. Przydałoby się takie coś mojemu bratu… Ech, szkoda, że nasza medycyna pozostaje pod niektórymi względami tak bardzo w tyle za waszą.
            Eryka uniosła brwi. Jak dotąd nie doświadczyła, żeby tutejsza medycyna była w tyle, chociaż niektóre badania naprawdę nie należały do najprzyjemniejszych. Chciała wypytać nagę, jakie konkretnie względy ma na myśli, ale Kero odciągnął ją, przepraszając bibliotekarzy za przeszkodzenie im w pracy. Faktycznie, do kontuaru zdążyła się ustawić niedługa kolejka dźwigających książki faery.
            Lawirowała między wysokimi regałami za jednorożcem, zdając sobie sprawę, że po raz pierwszy w życiu zwiedza bibliotekę. Jak dotąd jej stosunek do bibliotek był raczej prosty i nie ocierał się o żadne zwiedzanie. Wchodziła, namierzała interesujący ją dział, zwykle oznaczony odpowiednią tabliczką i szukała interesującej ją lektury. Rzadziej pędziła do czytelni czasopism bądź brała coś na miejscu. Tyle. Tutaj natomiast… No cóż, powiedzmy, że Biblioteka Straży nie ograniczała się tylko do wypożyczania książek. Dział pełen czarodziejskich planów budynków, map, atlasów, globusów, a także potraktowanych magią przyrządów kartograficzno-pomiarowych? Oczywiście. Część muzealno-edukacyjna zawierająca zamknięte w gablotach szkielety różnorakiego stworzenia oraz pływające w słojach preparaty? A czemuż by nie? Kryształowe kule zawierające zapisy wspomnień i wydarzeń? Tak. Rzędy regałów wypełnionych opasłymi zielnikami, z których każdy to zestawy wysuszonych roślin, zatopionych w przeźroczystych, cieniutkich, żywicznych tabliczkach? Jasne. Do tego ciężka, stalowa krata broniąca dostępu do działu zapełnionego księgami potencjalnie niebezpiecznymi, cokolwiek to nie znaczyło i solidne, okute drzwi zagradzające przejście do miejsca ukrycia ksiąg zakazanych.
            - Przyznaję, ciekawe miejsce i różne od ziemskich bibliotek, ale czy nie miałeś mi o czegoś objaśnić? – Mruknęła, przerywając słowotok opowiadającego o tysiącu bibliotecznych sekretów Kero. Jednorożec najwyraźniej był swoim żywiole. – Tej kwestii chowańców na przykład. No i Miiko w trakcie przesłuchania wspomniała, że z różnych względów nie możecie mi pomóc ze składnikami do eliksiru portalu. Część z tych powodów to pewnie to, że prawie wszystko, co żywe, chce waszej śmierci, ale coś mi mówi, że nie tylko to.
            Jednorożec przystanął wyraźnie zakłopotany.
            - Tak, o tym też miałem powiedzieć… I ogólnie o tym, co się tu dzieje, bo niestety ostatnio dzieje się dużo. Chodźmy do kącika czytelniczego, tam ci wszystko na spokojnie objaśnię.
            Kącik czytelniczy czy raczej jeden z wielu kącików czytelniczych mieścił się przy oknie pomiędzy dwoma długimi regałami. Składał z średniej wielkości okrągłego stołu oraz stanowiących kompromis pomiędzy zwykłym krzesłem a fotelem siedzisk. Eryka szybko ulokowała się na jednym z nich i wbiła wyczekujące spojrzenie w jednorożca.
            - No to może zacznijmy od wcześniej poruszonej kwestii… Chowańce. – Poprawił okulary na nosie i wziął głęboki wdech, jakby przygotowywał się do wykładu przed salą pełną studentów. – Każdy świat jest magiczny, nawet Ziemia. Z tym, że na Ziemi magia jest związana i nim się jej użyje trzeba ją uwolnić. W Eldaryi zaś przepływ magii jest swobodny, co niesie ze sobą różnorakie konsekwencje. Najprościej rzecz ujmując czasami zdarza się, że magia dzieje się sama, wtedy powstają tak zwane paradoksy. Najsilniejsze z nich potrafią przeciekać przez bariery światów… I prawdopodobnie właśnie w taki sposób trafiłaś do nas. Poprzez paradoks. Rzecz w tym, że niektóre z tych paradoksów są korzystne, powtarzalne i nierzadkie. Takimi paradoksami są właśnie chowańce. Magia oddziałuje na bestie jeszcze przed ich narodzinami, czyniąc niezwykle rozumnymi. Tak zmienione stworzenia niezbyt dogadują się ze swoimi własnymi gatunkami, ale wobec faery są stosunkowo łagodne i dają się przysposobić na towarzyszy. Zresztą kiedyś, zanim faery odeszli  z twojego świata, coś podobnego miało miejsce na Ziemi, tylko, że wtedy przemiana bestii w chowańca była indukowana przez maga bądź czarownicę.
            - Reasumując: chowańce to zmienione „dziką” magią niezwykle inteligentne zwierzęta, które raczej nie chcą nikomu rozerwać krtani, w przeciwieństwie to reszty tutejszej fauny.
            - W sumie tak to można podsumować – mruknął Kero, uśmiechając się szerzej, ale po chwili spoważniał. – A co do tego, dlaczego nie możemy co pomóc z powrotem do domu… Chodzi o Kryształ. Między innymi o niego. Jeszcze dwa lata temu był prawie dwukrotnie większy, niestety napadnięto nas. Jacyś szaleńcy wdarli się do Kwatery, zabili wielu strażników w tym poprzedniego szefa Lśniącej Straży,  rozbili Kryształ i rozkradli jego części. Główną misją Straży Eel, prócz pilnowania praw, utrzymywania pokoju i porządku, jest ochrona Kryształu. Niestety polegliśmy. Dlatego teraz Miiko robi wszystko, żeby coś podobnego NIGDY się nie powtórzyło. W dodatku musi odpierać polityczne zakusy tak zwanych „troskliwych”. Jest wielu, którzy z chęcią podjęłoby się „opieki” nad Kryształem i wykorzystało go do własnych celów, a efekty mogłyby być tragiczne. Najprostszą drogą, aby to zrobić, jest zdyskredytować Straż, pokazać, że Kryształ nie jest bezpieczny w naszych rękach… Dlatego byłoby dobrze, gdybyś NIKOMU nie mówiła, że przeszłaś do naszego świata prosto do Kryształowej Sali, dobrze? – dodał szeptem, a jego łagodne spojrzenie nieoczekiwanie stwardniało.
            - W porządku, jasne– mruknęła, a twarz jednorożca nieco się rozpogodziła.
            - Dziękuję. To dla mnie… Dla nas wszystkich bardzo ważne… Szczególnie, że mamy naprawdę ogrom innych problemów. – Westchnął ciężko, przeczesują szczupłą dłonią kruczoczarną czuprynę. – Rozbicie Kryształu, tak jak można było się tego spodziewać, osłabiło jego działanie, przez co gorzej tłumi Klątwę. Mało tego. Odłamki sprawiają niemało problemów. Są czymś w rodzaju kawałków najpotężniejszej, istniejącej magii, a taka potrafi odkształcać otoczenie. Wywoływać paradoksy. W dodatku wielu, którzy dostali kawałki Kryształu w swoje ręce, zamiast je zwrócić, próbuje wykorzystać je dla swoich celów, a to nigdy nie kończy się dobrze. Tak wielka moc potrafi opętać, doprowadzić do obłędu, zniszczyć… A trzeba pamiętać, że szaleniec z fragmentem tak potężnego artefaktu to NAPRAWDĘ niebezpieczny szaleniec. Nasi ludzie robią, co mogą, aby usuwać efekty paradoksów oraz walczyć z tego typu wariatami, jednakże jest nas zwyczajnie za mało.  Wielu strażników straciło życie w trakcie napaści dwa lata temu, sporo odeszło przerażonych tamtym wydarzeniem, a teraz, ze względu na echa tamtego wydarzenia, niewielu chce do nas dołączyć. Tak to wygląda.
            - Ym… Czyli trafiłam na okres napięć politycznych i silnej destabilizacji regionu, czy tak?
            - No tak…
            -  Pięknie… Ale czemu ja się dziwię? Zawsze miałam fatalne wyczucie czasu. Wyraźnie to eskaluje… – Kero zrobił dziwną minę, na co uśmiechnęła się słabo. – Przepraszam. Pewnie teraz, zamiast jęczeć, powinnam złożyć wyrazy współczucia, ale po ostatnich wydarzeniach, bardziej zastanawiam się, co mnie pierwsze dopadnie. Nie zaczęłam szczęśliwie, a tu każda nowa wiadomość jest gorsza od poprzedniej.
            „Co mnie dopadnie oraz raz jak ja wrócę do domu” – dodała w myślach. Wyglądało na to, że jak tylko opuści mury miasta, czeka ją niechybna zguba. Agresywne bestie, szaleńcy, paradoksy. Do tej pory jedyne z czym musiała walczyć to egzaminy, praca magisterska i mającymi nieprzyjemny zwyczaj uciekać sprzed nosa autobusami. No i w latach młodzieńczych ze szkolnymi prześmiewcami. Zwariowani magowie czy coś uzbrojonego w wielkie zęby i pazury to stanowczo nie jej liga. W starciu z takim czymś, jedyne, co mogłaby zrobić, to zacząć panicznie uciekać… A potem efektownie umrzeć.
            - Nie przejmuj się, aż TAK źle jeszcze nie ma – Kero uśmiechnął się – Poza tym, ze względu na obecną sytuacją z radością witamy każdego nowego członka Straży, który może nas jakkolwiek wspomóc, w tym ciebie. No i przez dość niefartowny start masz sporą taryfę ulgową.
            - Naprawdę? Miiko patrzyła na mnie jak na kamień, który wytrząsnęła z buta po całym dniu chodzenia.
- Miiko warczy i pokazuje zęby, ale rzadko gryzie. Dopiero od niedawna szefuje Lśniącej Straży i próbuje wypracować sobie szacunek. Do tego ma sporo stresów, w końcu trafiła na naprawdę fatalny okres, jeżeli chodzi o rozpoczęcie kariery… Poprzedni szef Lśniących chyba nigdy nie musiał się mierzyć z taką sytuacją, jaką teraz mamy, a Miiko od niej zaczęła.
            Eryka pokiwała głową. Nie dziwiła się kobiecie, że momentami mogła być sfrustrowana i nieprzyjemna, ale mimo tego wolała jej schodzić z drogi. Miała przeczucie, że przez długi czas to będzie najlepsza strategia z możliwych do obrania. Zresztą osobom zestresowanym i sfrustrowanym generalnie lepiej usuwać się z drogi.

Online

#49 02-06-2018 o 12h23

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 246

IV Pierwsze Kroki (cz. 3)


          Przed wyjściem z biblioteki, Kero zaprowadził ją do jeszcze jednego pomieszczenia, do którego wejście ukryto nieopodal kontuaru bibliotekarzy. Wewnątrz, przy jednym z dwóch fikuśnych biurek ze złocistego drewna siedziała ruda dziewczyna w złoto-białym mundurze. Średniego wzrostu, przeciętnej urody, całkiem zwyczajna nie licząc jednego, dość rzucającego się w oczy szczegółu – długich, zajęczych uszu. Gdy tylko Eryka je zobaczyła, nabrała ogromnej chęci potarmoszenia ich. Jednak tym razem nieco pohamowała swe zapędy – głównie dlatego, że wiedziała jakie zajęcze uszy są w dotyku. Poza tym obmacywanie drugiej osoby w przeciągu godziny byłoby pewną przesadą. Nawet ona, nieoficjalna mistrzyni mimowolnego nietaktu, to wyczuwała.
          - Tutaj zwykle urzęduję – mruknął, wskazując drugie z biurek. – Zajmuję się głównie papierkową robotą związaną z różnorakimi kwestiami dyplomatycznymi oraz rekrutacją nowych członków… Między innymi to dlatego właśnie ja się tymczasowo opiekuję się tobą. A to Ykhar, jedna z najbardziej użytecznych, a zarazem niedocenianych osób w Straży. Nadzoruje wewnętrzny obieg dokumentów, trzyma pieczę nad raportami z misji oraz wszelkimi innymi dokumentami strażników, wstępnie rozpatruje prośby o naszą interwencję, uzupełnia wszelkiego rodzaju spisy, a także kataloguje nowiny, które do nas docierają.
          - A nade wszystko bez przerwy tonie w tonach dokumentów i usiłuje prześcignąć własne nogi – dodała ta na poły marudnie, na poły żartobliwie i jakoś-tak dziarsko. Jakby na potwierdzenie swoich słów wskazała na biurko, na którym piętrzyły się całe wieże teczek i zwojów. – Jak już trafisz do jakiejś Straży i dadzą ci misję to NIE WAŻ SIĘ zapomnieć o raporcie po ZAMORDUJĘ jak bum cyk-cyk. A tak w ogóle to miło cię w końcu poznać…?
          - Eryko, Eryko Zgasła – przedstawiła się, wyciągając do zajęczycy dłoń, którą tamta nadspodziewanie mocno uścisnęła.
          - Było o tobie naprawdę głośno. Pierwszy od tylu lat człowiek pojawia się w Elaryi i to u nas, w KG, w takich okolicznościach, ranny i tak dalej. Budzisz powszechną ciekawość.
          - Tak, Karenn co nieco wspominała…
          Ykhar skrzywiła się jak tylko usłyszała imię wampirzycy, a Eryka natychmiast odnotowała w swoim mentalnym dzienniczku, że te dwie raczej za sobą nie przepadają.
          -… Ale ja jestem równie, a pewnie nawet bardziej ciekawa tego, co wokół mnie. No i trochę tego przestraszona… A tak a propos, to jakiego rodzaju faery jesteś?
          - Ja? Ja to brownie, jedną z licznych odmian – kobieta mrugnęła do niej porozumiewawczo. Jednostronnie, bo czego ta porozumiewawczość miała się tyczyć, Eryka nie potrafiła stwierdzić. – Mój rodzaj charakteryzuje się sporą szybkością i skłonnością do długodystansowych biegów. Do tego mamy świetny słuch, ale to chyba widać. – Zastrzygła znacząco długimi uszami.
          Czuły słuch, duża szybkość, niewielkie rozmiary…
          - Przed trafieniem do Lśniącej Straży byłaś w Straży Cienia? – strzeliła Eryka.
          - Tak! Skąd wiesz?
          - Siła dedukcji.
          - A właśnie Ykhar, pójdziesz z nami zwiedzić ostatni punkt naszego wewnątrzkwaterowego rozpoznania? – zapytał Kero, uśmiechając się zagadkowo.
          - To znaczy?
          - Do stołówki. Eryka ma od dziś przejść na normalna dietę i stołować się wraz z innymi. Trzeba jej pokazać co i jak działa… A że jest już druga, przydałoby się, żebyś coś zjadła.
          - Druga?! A ja jestem w ciemnej dupie ze spisem! K***a! Miałam też podejść do Oogle z raportami, ale Rabant mi swojego nie przyniósł, i znowu będę musiała go szukać, i jeszcze… Ja p*****ę…
          Eryka z zainteresowaniem obserwowała jak Ykhar zaczyna się nakręcać i miotać, biegając od póki do półki, otwierając szuflady zawierające sterty pergaminów, przekładając rzeczy i nade wszystko kląc na czym świat nie stoi. Musiała przyznać, że to całkiem zabawne. Zabawne za to nie było, że znowu się o wszystkim dowiadywała ostatnia. Znaczy o przejściu na „normalną” dietę i tym, że od dziś będzie jadać ze wszystkimi w stołówce.
          Kero z trudem uspokoił Ykhar i wyciągnął z biura, argumentując, że aby biegać z dokumentami potrzebuje sił. Dziewczyna trochę się opierała, ale w końcu poszła z nimi.
Wizyta w stołówce stanowiła – jak dotąd – najbardziej stresujący punkt zwiedzania dla Eryki. O tej porze dnia urzędowały tu całe tłumy strażników, a gwar przypominał ten dochodzący z popularnych barów, kiedy ogłaszano happy hour. Na domiar złego, większość faery przyglądała jej się z natarczywą ciekawością. Rozumiała to zainteresowanie, akceptowała je, ale w tym tłoku i gwarze nie było jej z nim przyjemnie. Tym bardziej w tłumie, w którym sporo osób miało rogi, kły i szpony oraz niemałą masę mięśniową. Zwykle nie brakowało jej pewności siebie, jednak kiedy brnęła przez stołówkowy ścisk, wystraszona przywarła do pleców Kero i zaciskając z nerwów pięści, usiłowała zachować fason. Nawet udawało jej się to, aczkolwiek nieco zbladła na twarzy.
          Holowana przez jednorożca dobiła do czegoś w rodzaju długiego baru samoobsługowego. Baru oferującego dziwną sałatkę, nieznane jej pieczone bulwy, tajemnicze owoce, ciemnobrązowe, niemal czarnych kiełbaski i coś różowo-żółtego, co pachniało mniej-więcej jak gulasz z kurczaka. Za barem, na swego rodzaju wystawce rozłożono pieczone mięsa oraz ciasta, a przy każdym z nich stała karteczka z numerem i jakimś dziwnym symbolem.
          - Dobrze, to teraz jak to wszystko działa… – mruknął Kero, spoglądając na bar. Wyraźnie niespecjalnie był zadowolony z dzisiejszego wyboru. – To co jest wystawione w misach, jest ogólnie dostępne. Możesz wziąć co chcesz i tyle, ile tego chcesz. Obowiązuje zasada, kto pierwszy ten lepszy, ale lepiej nie popisywać się chamstwem. Tam w tyle są położone dania, za które trzeba płacić. Nie pieniędzmi, ale kuponami żywnościowymi. Dostajesz przydział tygodniowy w ilości dwudziestu i musisz sobie to rozłożyć jakoś. Dania ogólnodostępne to tylko trzy główne posiłki, śniadanie, obiad, kolacja. Jeżeli chcesz przekąsić coś pomiędzy, to tylko wydając kupony żywnościowe… No, jeżeli będziesz miała czas, możesz też wyskoczyć na miasto coś zjeść, ale to raczej nie będzie tania impreza, poza tym na razie pieniędzy nie masz. Dostaniesz pierwszą wypłatę, gdy przepracujesz pierwszy tydzień, ale pierw musimy cię przyporządkować do jakiejś Straży. Znowu, żeby cię przyporządkować, będziesz musiała przejść szereg testów, a wpierw przejść testy Ewelein i otrzymać od niej potwierdzenie, że jesteś stuprocentowo zdrowa i sprawna. To może potrwać.
          - Ta… Tak jak przyzwyczajenie się do naszych potraw – dodała Ykhar przyglądając się krytycznie wystawionym daniom. – Czasami trafiają się rzeczy z Ziemi albo do nich podobne, ale większość jest stąd i może być dla ciebie dziwna.
          - No tak – zgodził się Kero, wzdychając ciężko. – Tym bardziej, że przez problemy z tutejszymi bestiami, jaja i mięso większych zwierząt to rzadkość. Dlatego większość ciast i co lepsze pieczyste jest dostępne tylko za kupony.
Zarówno Ykhar jak i Kero próbowali Eryce nieco doradzić przy wyborze obiadu, opisując mniej-więcej smak poszczególnych potraw, jednak dla niej liczyło się przede wszystkim to, że wreszcie będzie mogła się NAŻREĆ. Smak był sprawą drugorzędną, kiedy kiszki grały jej marsza, zresztą uważała, że najlepiej przystosuje swoje podniebienie do tutejszych specjałów, kosztując wszystkiego. Dlatego też wzięła sobie niemało każdego dania. W efekcie przeciskała się do stolika z tacą, na której piętrzyła się góra jedzenia.
          - Zapomniałem wspomnieć ci o czymś – mruknął Keroshane, widząc nie do końca apetyczny stos na jej talerzu. – Produkcja żywności sprawia nam sporo problemów, więc żywność jest w sporej mierze racjonowana i panuje tu taka niepisana zasada, że zjada się wszystko co się wzięło… To tak na przyszłość.
          - Bez obawy, wciągnę to – zapewniła, na potwierdzenie nabijając na widelec kiełbaskę i pakując do ust. Szczęśliwie kiełbaski wzięła tylko dwie bo nie dość, że nieco przypominały kupę wyglądem, to też smakowały jak kupa. Jednak to nie stanowiło większej przeszkody, żeby napełniła nimi żołądek. – Może jestem chuderlakiem, ale mam naprawdę duże zapotrzebowanie energetyczne.
          - Przecież tyle to nawet Jamon nie je – Ykhar uniosła brwi.
          - Ale ja tak.
          Zarówno brownie jak i jednorożec wydawali się bardzo sceptyczni, jeżeli chodzi o możliwości żołądka chudej ziemianki, jednak żadne z nich nie podjęło się dyskusji na ten temat. Zamiast tego woleli się zająć własnymi talerzami, przy czym nie wykazywali zbytniego entuzjazmu. Tymczasem żywo pałaszująca Eryka, rozglądała się ciekawie wokół. Za pierwszym razem, kiedy tu była, niezbyt zwracała uwagę na otoczenie. Zresztą trudno podziwiać otoczenie, kiedy jest się kompletnie przerażonym i na skraju omdlenia. Teraz to nadrabiała i musiała przyznać, że większość znanych jej stołówek może się przy tej schować. Udający sklepienie krzyżowe sufit, pokryta niebieską mozaiką podłoga, wyglądające jak wybarwiony na błękitno alabaster ściany, okryte obrusami okrągłe stoliki i mnóstwo cieszących oko detali. Trochę się to różniło od ceramicznych płytek, ceraty i pastelowych kolorów, do których przywykła. Szczerze powiedziawszy, to podobne wnętrze chciałaby mieć niejedna ziemska restauracja.
          Podziwiając otoczenie i ignorując ciekawskie spojrzenia zerkających na nią raz po raz faery, oceniała smak upolowanych potraw. Najgorsze były z całą pewnością kiełbaski, którym przypięła etykietę „nigdy więcej”, najlepsze różowo-żółte coś, które okazało się nie tylko pachnieć jak kurczak, ale i podobnie smakować. Temu doczepiła etykietę „z miłą chęcią spróbuję znowu”. Bulwy skończyły jako „nienajgorsze”, owoce „mogło być gorzej”, a sałatka „raczej nie”. Swoją drogą nie spodziewała się, że owoce mogą smakować jak osłodzone, surowe mięso. Kandyzowany tatar – obrzydlistwo… Chociaż nie tak jak te kiełbaski.
          Przełknęła ostatni kęs i z satysfakcją pogładziła się po brzuchu.
          - Pierwszy raz od wielu dni najedzona – wymruczała, uśmiechając się z zadowoleniem.
Kero i Ykhar patrzyli na nią z czymś w rodzaju trwożnej fascynacji.
          - Nie jest ci niedobrze? – zapytała brownie.
          - Nie.
          - Ani trochę?
          - Ani trochę.
          - Zawsze tak dużo jesz?
          - Zawsze.
          - I mimo tego jesteś taka chuda?
          - Tak jest.
          - Nie wiem czy to bardziej niesamowite czy przerażające – westchnęła głęboko, wlepiając oczy w jej już pusty talerz. – Ale wiem na pewno, że nie chciałabym trafić z tobą na bezludną wyspę czy coś…
          - Nie jesteś pierwszą osoba, która mi to mówi – Eryka błysnęła aparacikiem w szerokim uśmiechu. – A wiesz, co jest najstraszniejsze? Za dwie godziny znowu będę głodna.
          - Boję się ciebie. To oficjalne.
          Eryka zachichotała, a Kero westchnął ciężko. Przypuszczała, że za owym ciężkim westchnieniem kryje się przeliczenie, ile będzie kosztowało Straż jej wyżywienie. W każdym razie jej rodzice często tak wzdychali, patrząc na rachunki za jedzenie. Szczególnie tata – nie potrafił zrozumieć, jak chudzielec taki jak ona, może jeść blisko dwa razy tyle co on.
          Wspomnienie o rodzinie i tacie sprawiło, że poczuła ukłucie smutku, ale odepchnęła od siebie usiłujący osaczyć ją żal. Wiedziała, że ten powróci… Że jak tylko wieczorem położy się w łóżku dopadną ją rozmaite myśli. Szczególnie te o powrocie do domu i coraz liczniejszych przeszkodach, jakie wyrastały na jej drodze. Mimo tego nie dopuszczała do siebie możliwości porażki. Z doświadczenia wiedziała, że zignorowanie jej, niejednokrotnie ułatwia osiągnięcie celu.

Online

#50 02-06-2018 o 15h42

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Witam po przerwie /static/img/forum/smilies/wink.png

Eryka nie przypomina mi Liwii, maja calkiem rozne charaktery. Nawet ich poczatkowe zachowania po przybyciu do Eldaryi, pominawszy rozne ich okolicznosci, roznia sie - Eryka przede wszystkim jest przerazona a Liwka podejrzliwa i sceptyczna od zawsze /static/img/forum/smilies/wink.png
Jedynie co to jezyk i styl jakim sa pisane oba opowiadanka  jest nader podobny. Ale to chyba nic dziwnego, skoro autorka ta sama! I sprawia to, ze czyta mi sie sie wspaniala (do "Ceny" tez w koncu dotre!).
Historia wciaz sie dopiero rozkreca, jak widac. Do dramatycznych momentow chyba jeszcze troche, zwazywszy na wspomniana w tym odcinku koniecznosc przeprowadzenia straszliwej, w domysle, ilosci testow, jakie jeszcze czekaja Eryke, zanim wyladuje w ktorejs ze Strazy /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Uzbrojona w cierpliwosc trwam w oczekiwaniu i pozdrawiam zyczac nieustajacej weny!

Offline

Strony : 1 2 3 4