Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 ... 7

#1 03-05-2018 o 16h27

Straż Obsydianu
Evalyn
Przyjaciółka chowańców
Evalyn
...
Wiadomości: 3 022



https://i.pinimg.com/564x/89/d3/99/89d39962a030e6da72b614428270b68a.jpg
https://78.media.tumblr.com/0c0de093f919798d4f93dca7344c70c6/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo3_r1_1280.png
https://i.pinimg.com/564x/54/bc/19/54bc19eab0e70f14f2483e8367f7dbca.jpg

https://78.media.tumblr.com/d59a9d99b33b596f0948cbdaa319d7f7/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo5_r1_1280.png

https://78.media.tumblr.com/3fadcc978074211f3d145782a9a1289e/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo4_r1_250.png

P A N I E

AidaThorsen- Riida - pół-elf
Rayana- Kuzuth - człowiek
Dajmona- Shenzi - draegon
Clementine- Oriel - człowiek
Lowenila- Winella - sukkub
Lowenila- Tiuu - demon



P A N O W I E

Rayana- Cei Shourma - człowiek
Evalyn- Shay - człowiek
Evalyn- Ivran - elf
Evalyn-Tavish - człowiek
Clementine- Galien - człowiek
Dajmona- Duncan - człowiek

https://78.media.tumblr.com/d59a9d99b33b596f0948cbdaa319d7f7/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo5_r1_1280.png


https://66.media.tumblr.com/3992fbef2d3230cf955ae06ef6b33c8a/tumblr_pfbg44lKuN1reyzwyo7_r1_250.png

https://66.media.tumblr.com/7a084acc429c3399a2d9c81eb99f7234/tumblr_pfbg44lKuN1reyzwyo8_r3_250.png

https://66.media.tumblr.com/cb450c1f1dbeb6d3b50abe85829dd2df/tumblr_pfbg44lKuN1reyzwyo9_r1_250.png

https://66.media.tumblr.com/3da0c1ecb89bf9347b1a9995cba323ee/tumblr_pfbg44lKuN1reyzwyo10_r1_250.png

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (03-10-2018 o 22h59)


https://66.media.tumblr.com/a19320a0f5277bed4e4411e8145e25ee/tumblr_own1efIZTL1rzkptso8_r1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/bbdfa486d669bc55ae2b8640e84e3167/tumblr_own1efIZTL1rzkptso1_r2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ca6012ad2cbc82ed69be53565733b8f0/tumblr_own1efIZTL1rzkptso7_r1_250.gif

Online

#2 03-05-2018 o 16h27

Straż Absyntu
Clementine
Piechur Straży
Clementine
...
Wiadomości: 2 228

https://zapodaj.net/images/b7be02e616583.png
__________________https://zapodaj.net/images/9f52ff65d7e95.png

Ostatnio zmieniony przez Clementine (05-05-2018 o 18h20)


MURDER HUSBANDS
https://media1.tenor.com/images/465de88ee40a02bb9b4ebd11fdb7daf9/tenor.gif?itemid=5212238

Offline

#3 03-05-2018 o 16h32

Straż Obsydianu
AidaThorsen
Piechur Straży
AidaThorsen
...
Wiadomości: 1 812

Ostatnio zmieniony przez AidaThorsen (02-07-2018 o 22h31)


https://i.imgur.com/WGCcYs7.jpg

Offline

#4 03-05-2018 o 16h32

Straż Obsydianu
TheNightFox
Artylerzysta Straży
TheNightFox
...
Wiadomości: 4 261

http://oi65.tinypic.com/jr3apu.jpg

list







http://oi64.tinypic.com/8we5ub.jpg
http://i66.tinypic.com/316b43d.jpg

Ostatnio zmieniony przez TheNightFox (13-05-2018 o 12h51)


https://imgur.com/HILoTCv.png

Online

#5 03-05-2018 o 16h34

Straż Obsydianu
Rayana
Pokonała kurę
Rayana
...
Wiadomości: 790

https://i.imgur.com/HBQAKkv.png

-------------------------------------------------------

https://i.imgur.com/7GfYnqY.png

W razie co mogą jeszcze zajść drobne zmiany

Ostatnio zmieniony przez Rayana (03-05-2018 o 20h05)


https://i.imgur.com/xbGelni.gif

Offline

#6 03-05-2018 o 16h34

Straż Obsydianu
Evalyn
Przyjaciółka chowańców
Evalyn
...
Wiadomości: 3 022

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (05-08-2018 o 21h24)


https://66.media.tumblr.com/a19320a0f5277bed4e4411e8145e25ee/tumblr_own1efIZTL1rzkptso8_r1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/bbdfa486d669bc55ae2b8640e84e3167/tumblr_own1efIZTL1rzkptso1_r2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ca6012ad2cbc82ed69be53565733b8f0/tumblr_own1efIZTL1rzkptso7_r1_250.gif

Online

#7 03-05-2018 o 17h41

Straż Obsydianu
Lowenila
Piechur Straży
Lowenila
...
Wiadomości: 1 847

https://i.imgur.com/XytuzL5.png
https://78.media.tumblr.com/2b06412729f2476b1fcb7ad9b45b13b1/tumblr_pcbpyozFIg1reyzwyo4_r2_400.png
made by @Evalyn












https://i.imgur.com/Ru3xAYH.png



Ostatnio zmieniony przez Lowenila (23-07-2018 o 20h36)


https://i.imgur.com/FhYqctV.png

Offline

#8 03-05-2018 o 18h06

Straż Obsydianu
Dajmona
Akolita Sylfy
Dajmona
...
Wiadomości: 973


https://i.imgur.com/fuA6itx.png
https://i.imgur.com/0vNCgDN.gif
https://i.imgur.com/6LJDNbW.jpg
https://i.imgur.com/aybYFWQ.png?1
https://i.imgur.com/Fy8C9AQ.png
https://i.imgur.com/RAiLnr6.gif
https://i.imgur.com/OLFtiwd.jpg?1

Ostatnio zmieniony przez Dajmona (20-05-2018 o 16h01)



http://static.tumblr.com/xjnoqd7/F0Am9w1mx/tumblr_m9t9hct5gy1rxwa6lo1_500.gif

Online

#9 12-05-2018 o 16h15

Straż Obsydianu
Evalyn
Przyjaciółka chowańców
Evalyn
...
Wiadomości: 3 022

A zatem *kaszl* mam zaszczyt ogłosić rozpoczęcie naszego OG *przecina wstęgę*. Życzę wszystkim dobrej zabawy i przyjemnego pisania postów! <3


https://78.media.tumblr.com/846e5376c92673fc5641ace2bf5fa422/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo8_r1_400.png

    Samotny jeździec był ledwo widoczny wśród zamieci śnieżnej. Terytorium, przez które wiodła jego droga wyglądało teraz niczym białe, niepokryte jeszcze farbą płótno. Spadające z nieba ciężkie, duże płaty śniegu ograniczały pole widzenia tak bardzo, że z perspektywy jeźdźca miało się przed oczami wyłącznie oślepiającą biel. Kopyta konia zapadały się w głębokie zaspy, jednak zwierzę wydawało się być przyzwyczajone do surowych warunków północnej części kontynentu.
    Mężczyzna dosiadający konia miał teraz w głowie tylko jeden cel; znaleźć miejsce, w którym będzie można przeczekać tę przeklętą burzę. Jasnoniebieskie oczy, jedyna odsłonięta, oprócz spiczastych uszu część ciała, wpatrywały się uparcie w jeden punkt, znajdujący się gdzieś przed nim. Dookoła panowała całkowita, nieco przerażająca cisza, pomijając dźwięk silniejszych podmuchów wiatru. Czasem, kiedy mocniej zawiało, wiatr odkrywal na kilka sekund ścieżkę i wtedy można było dostrzec w oddali zarys zabudowań.
    Im bardziej koń i jego jeździec zbliżali się do celu, tym mury wyraźniej się rysowały. Kiedy byli już wystarczająco blisko, elf mógł uważniej przyjrzeć się miejscu, do którego dotarli. Nie spodziewał znaleźć się tu wiele i miał rację; coś co kiedyś było prawdopodobnie okazałym przykładem elfickiej architektury pozostało teraz tylko opustoszałymi ruinami. W niektórych miejscach dało się dostrzec nadgryzione przez ząb czasu fragmenty murów. Między zabudowaniami wiatr nie dawał tak bardzo popalić, więc teraz słychać było teraz tylko stukanie kopyt konia, przejeżdżającego pod jednym z wysokich łuków, które kiedyś musiały tworzyć pewnego rodzaju korytarze. Ivran, bo tak brzmiało imię elfa, zatrzymał zwierzę przed jedynym w miarę zachowanym fragmentem zabudowań i zeskoczył lekko na ziemię. Część budynku była kompletnie zawalona ale z drugiej strony znajdowało się wejście, które średnio zachęcało do zajrzenia do środka, strasząc stęchlizną i ciemnością. Kiedyś musiało być tutaj naprawdę pięknie; po obu stronach drzwi znajdowały się kolumny pokryte skomplikowanymi zdobieniami składającymi się z ornamentów roślinnych i geometrycznych. Nikt inny na tym kontynencie za wyjątkiem elfów nie potrafił stworzyć tak lekkich i delikatnych elementów, wyglądających tak jakby miały zaraz ulecieć ku niebu.
    Mężczyzna przerwał swoje rozmyślania bo zimno dawało mu już porządnie w kość i wspiął się po kamiennych schodach ku wejściu. Przesunął dłonią odzianą w czarną rękawicę po jednej z kolumn dostrzegając tam znajome symbole. Jedyne co pozostało po dawnej świetności elfów; kupa gruzu. Przynajmniej znaleźli kryjówkę, w której będzie można przeczekać tą przeklętą pogodę.
    Elf odwrócił się i spojrzał uważnie w niebo, jakby chciał przebić się wzrokiem przez zamieć. Ostre gwizdnięcie przerwało ciszę a koń stojący obok poruszył się niespokojnie. Sekundę później z zamieci wyłoniła się sylwetka sporego ptaka, który przysiadł na wyciągniętej ręce Ivrana i zadowolony otrzepał ze śniegu brązowe piórka.
-Nigdy nie tracisz hartu ducha moja droga Venrill, czyż nie?- Na twarzy Ivrana pojawił się blady uśmiech, kiedy ptak przekrzywił lekko głowę jakby uważnie słuchając jego słów.
    Sokół był wiernym towarzyszem mężczyzny już od długiego czasu. Elf traktował go jak równego sobie przyjaciela. Coś musiało być w tym, że jego rasa łatwiej potrafiła pojąć myślenie zwierząt i przyjąć ich punkt widzenia bo rozumieli się doskonale. Ptak wzbił się ponownie w powietrze i wfrunął przez drzwi do wnętrza budynku.
    Ivran podążył za swoją wierną towarzyszką bez dalszej zwłoki. W środku panował półmrok ale bystre oczy elfa szybko się do tego przyzwyczaiły. Podłoga była w niektórych miejscach pokryta śniegiem. Mężczyzna rozpoznał rzeźby znajdujące się pod ścianami po obu stronach pomieszczenia. Los chciał, że dziś spędzi czas w towarzystwie elfickich bogów. To miejsce musiało być kiedyś lokalną świątynią; była o wiele mniejsza niż te o których zwykł czytać ale bez wątpienia czczono tu bogów. Chwilę pokręcił się dookoła a kiedy nie znalazł niczego co mogłoby go zainteresować, ruszył krętymi schodami na piętro. Nagle zatrzymał się dostrzegając leżące w poprzek na schodach ciało. Przykucnął aby je dokładniej obadać i zmarszczył brwi. O dziwo nie leżało tu długo. Po ubiorze i symbolu niedźwiedzia na klapie płaszcza łatwo było wywnioskować, że ma do czynienia z Łowcami wysłanymi przez króla albo Ad’hall jak pogardliwie nazywały ich tutejsze elfy. Wyżej na schodach leżały jeszcze dwa inne ciała. Co Dhe’an robili w elfickiej świątyni? Czując lekki niepokój, dźwignął się z ziemi i podążył dalej.
    Na piętrze na szczęście nie było już żadnych trupów. Leżały tu jednakże książki, w większości zapisane w obcych Ivranowi językach. Dostrzegł nawet kilka wydanych w elfickiej mowie. Zawsze frustrowało go, że nie zna dokładnie swojego ojczystego języka. Elfy już zbyt długo posługiwały się mową wspólną, tak długo że zapomniały własnej. Jednak to nie elfi akcent zaniepokoił Ivrana tylko fakt, że na książkach nie było nawet grama kurzu. Ktoś tu pomieszkiwał, i to ktoś kogo działania ściągnęły tutaj Łowców. Zostawił ostatecznie wszystkie te podręczniki i podszedł do najbardziej rzucającego się w oczy elementu na piętrze. Po drugiej stronie, w ścianie, znajdowała się duża brama, po obu stronach zdobiona nieznanymi elfowi znakami. Ivran zrobił krok w przód, wyglądając za bramę. Przejście przez nią skończyłoby się upadkiem z kilkunastu metrów i w najlepszym wypadku połamaniem sobie nóg. Wycofał się, stwierdzając że średnio odpowiada mu taka perspektywa i zaczął przyglądać się symbolom po obu stronach. Przywodziły mu na myśl runy, jednak inne niż te którymi posługiwali się mieszkańcy Północy. Przekrzywił lekko głowę, kiedy dostrzegł wśród nich znajomy znak. Sięgnął za pazuchę, jednak dokładnie w tym samym momencie jego elfie ucho wyłapało niepokojący dźwięk. Venril wydała z siebie skrzek a Ivran automatyczne sięgnął po swoje ostrza i odwrócił się w stronę schodów.
    Z ust elfa wydobyło się westchnienie, kiedy pojął, że ciała, które wcześniej leżały na schodach, uznały że czas się bliżej zaprzyjaźnić. Ivran szczerze wątpił, że chciały go zaprosić na posiedzenie w karczmie przy miodzie pitnym, chociaż oddałby za to duszę. Jego nowi znajomi nie przypominali już w niczym normalnych ludzi a raczej przywodzili na myśl kościotrupy, pokryte cienką jak pergamin, lekko niebieskawą skórą. Jedynym żywym elementem w ich twarzach były lśniące oczy zasnute bielmem, tak jak u osób opętanych przez złe duchy. To nie był pierwszy raz, kiedy widział podobne im kreatury. Bardziej niepokoiło go, że widywał je coraz częściej a bez wątpienia były powiązane z czarną magią. Można było je bez problemu “zabić” ale po jakimś czasie znów wracały do życia, więc taka śmierć była za przeproszeniem gówno warta.
    Nieumarli byli dosyć powolni, więc ich unieszkodliwienie nie wymagało dużego wysiłku. Ivran załatwił ich dosyć szybko, jednemu odcinając nawet głowę, chociaż podejrzewał że w ten sposób przyczynił się po prostu do powstania osobno żyjącej czaszki. Niezbyt przyjemna wizja. Ciała zrzucił przez bramę, na sam dół licząc że nawet jeśli za jakiś czas się przebudzą nie będą mu tutaj zawracać głowy.
    Mała potyczka spowodowała, że nieco wyrwał się z otępienia spowodowanego długą jazdą w mrozie, więc wrócił do badania swojego znaleziska z większą energią. Ivran w sprawach związanych z nauką zachowywał się zupełnie inaczej niż zwykle; jak podekscytowane dziecko, które właśnie dostało prezent o którym marzyło od bardzo dawna. Lekko drżącymi dłońmi wyjął z kieszeni płaszcza medalion z pozłacanym łańcuszkiem. Na medalionie było kilka symboli, łączących się w jeden większy wzór, wyglądający jak czworokąt z pętlami po bokach i czterema podwójnymi krzyżami. Był to prezent od bliskiego przyjaciela i dawnego nauczyciela Ivrana. Przed śmiercią oddał go elfowi. Nosił go cały czas ze sobą ale nie miał zielonego pojęcia jakie jest jego zastosowane a słowa “dzięki niemu znajdziesz odpowiedzi na dręczące cię pytania, mój synu”, o ironio budziły tylko jeszcze więcej pytań.
    Ivran obrócił symbol w dłoniach marszcząc czoło a później zrobił, w jego mniemaniu najgłupszą rzecz jaką mógł i przyłożył medalion do znaku przy bramie. Wyglądał jakby idealnie tam pasował. Venrill przysiadła na jednej ze stert książek obserwując z ciekawością poczynania Ivrana. Elf uniósł brwi w reakcji na przedłużającą się ciszę i miał już cofnąć dłoń, kiedy nagle przestrzeń pomiędzy kolumnami rozbłysła jasnym blaskiem. Gwałtownie odwrócił głowę, a kiedy spojrzał ponownie, zamiast zimowego krajobrazu znajdującego się na zewnątrz, miał teraz przed sobą coś na kształt migotliwej, falującej tafli, przywodzącej na myśl taflę wody. Zacisnął dłoń na medalionie, mając wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi.
-Widzisz to co ja, Venrill?- Zapytał szeptem, zerkając na towarzyszkę z blaskiem w oczach.
    Już miał wyciągnąć dłoń ku tafli, kiedy znów usłyszał kroki dobiegające gdzieś z dolnego piętra. Tym razem należały do kogoś bez wątpienia żywego. Ivran zagryzł wargę spoglądając na wrota, adrenalina krążąca wciąż w jego żyłach popychała go prosto przed siebie.
-Wiem, że uznasz to za szaleństwo- Mruknął do sokoła- Może i jestem szalony ale nie żałuję. Jak chcesz tu zostać to zostań.
    Wziął wdech i nie rozmyślając już więcej nad konsekwencjami przekroczył bramę.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (13-05-2018 o 14h08)


https://66.media.tumblr.com/a19320a0f5277bed4e4411e8145e25ee/tumblr_own1efIZTL1rzkptso8_r1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/bbdfa486d669bc55ae2b8640e84e3167/tumblr_own1efIZTL1rzkptso1_r2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ca6012ad2cbc82ed69be53565733b8f0/tumblr_own1efIZTL1rzkptso7_r1_250.gif

Online

#10 12-05-2018 o 16h17

Straż Obsydianu
AidaThorsen
Piechur Straży
AidaThorsen
...
Wiadomości: 1 812

https://i.imgur.com/QFcvxbI.png


Wzięła głęboki wdech i pozwoliła, żeby ciepłe południowe powietrze wdarło się do jej płuc. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się szeroko sama do siebie. Tutaj, stojąc na lekkim wzniesieniu u wylotu uliczki miała najlepszy widok na miasto i port tętniący życiem u jej stóp. Jaskrawe, błękitne morze lśniło w oddali tysiącem odblasków, tak, że im dłużej człowiek się w nie wpatrywał, zaczynał widzieć oślepiające plamy przed oczami. Białe płachty wydętych żagli odcinały się od błękitu, część ze statków kołysała się leniwie w porcie, inne dopiero przecinały ostro wodę, dobijając do celu. Nawet stąd słyszała nadmorski gwar.  Nadszedł jej ulubiony dzień w roku.
Lekko ruszyła w dół stromą, brukowaną uliczką wzdłuż surowych, niewysokich kamienic  wyblakłych od słońca, nabierała coraz większego rozpędu, starając się omijać ludzi zmierzających na targ. Ciepły wiatr wiejący od strony morza targał jej ciemne włosy, a im bliżej portu się znajdywała tym bardziej czuła muzykę płynącą z tego miejsca. Nie była to prawdziwa muzyka, ale stukot drewnianych kół, skrzek mew nad głowami, gwar przekupiów i pobrzękiwanie monet grały jej w duszy jak najpiękniejsza melodia. Z szerokim uśmiechem przeprosiła mężczyznę, na którego wpadła, a za pierwszym zakrętem zważyła lekko w dłoni sakiewkę, którą zdążyła mu zwędzić. Na wagę pięć miedziaków. W jasnych oczach półelfki zamigotały iskierki.
Wolniejszym krokiem wkroczyła do portu, gdzie od świtu rozstawiali swoje kramy kupcy z całego Silegardu. Raz do roku przez tydzień można było spotkać tu przedstawicieli wszystkich ras, od krasnoludów, przez elfy aż do wampirów i podziwiać towary przywiezione z najdalszych części kraju. Drogocenne wyroby metalurgiczne, najpiękniejsza biżuteria, kamienie szlachetne, płótna i materiały, aż po najrzadsze aromatyczne przyprawy i pożywienie. Rok temu jeden z kupców podarował jej kawałek czekolady przywieziony z Bubcaze i mogłaby przysiąc, że nigdy nie jadła czegoś podobnego. Wzięła głęboki wdech i przymknęła oczy. Korzenny zapach drzewa sandałowego mieszał się ze słodkim zapachem wina, głośne rozmowy w niezliczonych językach zlewały się w całość, tworząc jedną wielką pieśń, a paleta jaskrawych kolorów mogła przyprawić o zawrót głowy.
Cała stolica właśnie taka była, mieszanina kultur, ras i statusów społecznych. Gdy postanowiono osadzić królewski pałac w Cizthe, miasteczko było zamieszkiwane głównie przez rybaków i poławiaczy pereł. Na tym drugim miasto dorobiło się fortuny, ludzie z okolicznych miast zjeżdżali do Cizthe w poszukiwaniu bogactwa. Dziś po perłach praktycznie nie było już śladu, jednak zlepek kultur był widoczny lepiej niż w jakimkolwiek innym mieście w Silegardzie. Cały pałac i domy bogatszych przedstawicieli stolicy postawione zostały w stricte południowym stylu, przeważało tu bogactwo zdobień i złoceń. Ale nie tylko ludzie z Boray mieli wpływ na wygląd miasta. Tuż obok kamienic w stylu południowym z charakterystycznymi mozaikami na schodach i kwitnącymi kwiatami pnącymi się po cegłach, ku niebu pięły się strzeliste i mroczne budynki charakterystyczne dla ludzi z północy. Tuż obok domów należących do arystokracji znajdowały się przytułki i skupiska najbiedniejszych mieszkańców stolicy. Tak wyglądała codzienność.
Otworzyła oczy i jej wzrok natychmiast przykuł stragan z biżuterią, do którego ruszyła jak zaczarowana. Przeciągnęła dłonią po rzędzie zwisających naszyjników i złote łańcuszki zabrzęczały jak struny lśniąc w promieniach południowego słońca. Pochyliła się nad straganem i na ułamek sekundy oniemiała. Jej dłoń natychmiast powędrowała po złotą, bogato rzeźbioną bransoletę z dużym opalem mieniącym się wielekolorowo za każdym razem gdy lekko nim poruszyła.
-Nie warto ryzykować dla jednego świecidełka - znajomy ściszony głos oderwał ją skarbu i uśmiechnęła się krzywo na widok wysokiego półelfa z czarnymi włosami sięgającymi ramiom i oczami czarnymi jak węgiel. - Jak dziś nam się powiedzie, to kupisz sobie takich kilka.
Razem musieli stanowić niezwykły duet. Niska półelfka, której opalona skóra kontrastowała z białą koszulą opuszczoną luźno na ramiona i wysoki, blady mężczyzna z mieczem przy pasie. Wiedziała, że ludzie często krzywą na nich patrzą, ale zdążyła przywyknąć.
-Co powinniśmy obejrzeć? - odezwała się do przyjaciela, odkładając z żalem błyskotkę na miejsce. Czujny wzrok właściciela kramu nie umknął jej uwadze.
Nilfhaal ruszył przed siebie, mrużąc lekko oczy przed ostrym słońcem poranka, chociaż wiedziała, że tak naprawdę oczy przyjaciela dokładnie skanują otoczenie. Riida ruszyła razem z nim, zapowiadał się jeden z bardziej upalnych dni tego lata. Nilf obserwował położenie strażników. Ciężko ubrani mężczyźni z emblematami niedźwiedzi na piersiach przechadzali się wzdłuż kramów, a dwóch z nich przystanęło na niewysokim murze, skąd mieli dokładniejszy widok na tą część portu. Poza zwykłymi złodziejami Łowcy starali się wypatrzeć w tłumie jakiekolwiek oznaki magii, żeby natychmiast podjąć odpowiednie konsekwencje.  Targ jak co roku wzbudzał nie tylko emocje, ale także sensacje. Co roku podczas dni targowych działo się coś niezwykłego, ciekawa była co wydarzy się tym razem, a była pewna, że coś wisi w powietrzu. Riida skrzywiła się na widok młodego Łowcy, który wlepił w nią spojrzenie brązowych oczu. Szczerze ich nienawidziła.
-Kupiec z Iste ma ciekawe dywany - mruknął Nilfhaal, zagarniając Riidę ramieniem przed wzrokiem Łowcy.
Tłum na targu z każdą minutą gęstniał, a żar z nieba lał się strumieniami  i nawet zbawienny wiatr od morza zdawał się dziś dmuchać powietrzem znad pustyń Dagpiss. Po chwili jej uwagę przykuł stragan, o którym wspomniał półelf. Kolorowe dywany w odcieniach pomarańczu i zieleni odcinały się ostro od błękitu morza i wielkich statków kołyszących się tuż za nim. Teraz potrzebowali jedynie czasu.
Żeby jakkolwiek zabić czas w oczekiwaniu i nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi oboje zajęli się oglądaniem rzeczy wystawionych w pobliskich kramach. Za miedzianą, lekko ukruszoną monetę Riida kupiła woreczek kandyzowanych słodkich ananasów, których powierzchnia lśniła w słońcu jak złoto. Uśmiechnęła się do sprzedawcy, gdy kątem oka zauważyła jak wysoki mężczyzna odchyla połę namiotu prowadzącego na tyły kramu z dywanami i ze środka wychodzi Vi Davor trzymający w rękach spory pakunek owinięty w szare płótno. Natychmiast zbystrzała, próbując wychwycić sens słów, które Davor wymienił ze sprzedawcą, jednak ich rozmowa była zdecydowanie zbyt cicha.
Rozejrzała się dookoła, ale wyglądało na to, że nikt nie zwrócił uwagi na Vi Davora, ani nawet na nią. Wymieniła szybkie spojrzenie z Nilfhaalem, odczekała aż Davor zdąży się oddalić i zanim całkiem zniknął w tłumie, ruszyła za nim zostawiając półelfa przy straganach.

Ostatnio zmieniony przez AidaThorsen (12-05-2018 o 16h33)


https://i.imgur.com/WGCcYs7.jpg

Offline

#11 12-05-2018 o 16h42

Straż Obsydianu
Evalyn
Przyjaciółka chowańców
Evalyn
...
Wiadomości: 3 022

https://78.media.tumblr.com/451bcee7392b5698d0cf980f0284cf2a/tumblr_p8kwcx5xC11reyzwyo2_r1_250.png

Shay rzucił stos zapisanych pergaminów na stół i splótł ramiona na piersi spoglądając wyczekująco na mężczyznę po drugiej stronie blatu. Papiery leżące pomiędzy nimi były dla mężczyzny zupełnie bezwartościowe ale na szczęście zleceniodawca miał na ten temat inne zdanie. Mieszek rzucony na stół zabrzęczał wesoło ale Shayowi uśmiech zszedł z twarzy, kiedy go zobaczył.
-Co? To tyle? Czy ty wiesz ile musiałem ryzykować?- Burknął patrząc urażony w twarz niskiego, grubiutkiego mężczyzny- Gonili mnie strażnicy, prawie złamałem nogę przeskakując po dachu a pies niemal odgryzł mi dupę.
Oczywiście połowa tego co Shay wypowiedział z takim oburzeniem była zupełnym kłamstwem. I niestety pan Niziołek chyba doskonale zdał sobie z tego sprawę bo jego twarz poczerwieniała z irytacji:
-Bierz co ci daję i zmiataj pókim dobry. Zaraz wezwę straże i ta dobroć się skończy.
Shay burknął coś w odpowiedzi i wyszedł na zewnątrz zabierając ze sobą tą marną zapłatę, którą dostał za takie poświęcenie. Ledwo starczy na wszystkie przyjemności, których tak bardzo lubił zażywać. Przechodząc ulicą na moment zatrzymał dostrzegając na ścianie kartkę papieru. Podszedł bliżej i spojrzał prosto we własną twarz. Tym razem zaskakująco dobrze odwzorowali jego wizerunek. Musieli zatrudnić nowego artystę od wykonywania tak parszywej roboty. Zagwizdał cicho z podziwem, po czym rozejrzał się dookoła aby sprawdzić czy strażnicy nie krążą w pobliżu. Kiedy odkrył, że nic mu nie grozi, jednym pewnym ruchem zdarł kartkę i schował do kieszeni płaszcza. Powiesi sobie nad łóżkiem i będzie podziwiał. Cena za jego głowę, znajdująca się zaraz pod portretem miło połechtała jego ego.
W nieco lepszym humorze ruszył dalej mając jako cel swoją ulubioną karczmę. Naciągnął głębiej kaptur na twarz, kiedy wszedł w bardziej zaludnioną część miasta. Aż roiło się tu od strażników.  Jego złodziejskie oko automatycznie zaczęło wychwytywać co lepsze cele. Jeden z nich szedł tuż przed nim . A właściwie szła.  Niziutka kobieta w zielonym kapturze narzuconym na głowę. Mieszek, z pewnością pełen pieniędzy wesoło dyndał u jej pasa. Shay przyśpieszył kroku i chwycił za mieszek przechodząc obok. Wszystko może poszłoby sprawnie, gdyby nie jakiś buc, który przechodząc z przeciwnej strony potrącił go mocno w ramie i w efekcie Shay niemal wpadł na swoją ofiarę. Szybko schował mieszek za pazuchę, kiedy czujne oczy kobiety spojrzały prosto na jego osobę. Spróbował przybrać minę pełną pokory i uczciwości, której nie doświadczył od lat.
-Och niech piękna pani raczy mi wybaczyć. Spory dziś tłum, nietrudno na kogoś wpaść.- Skłonił się lekko, przemawiając przepraszającym tonem.- Naprawdę nie chciałem pani potrącić.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (13-05-2018 o 14h07)


https://66.media.tumblr.com/a19320a0f5277bed4e4411e8145e25ee/tumblr_own1efIZTL1rzkptso8_r1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/bbdfa486d669bc55ae2b8640e84e3167/tumblr_own1efIZTL1rzkptso1_r2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ca6012ad2cbc82ed69be53565733b8f0/tumblr_own1efIZTL1rzkptso7_r1_250.gif

Online

#12 12-05-2018 o 17h28

Straż Obsydianu
Rayana
Pokonała kurę
Rayana
...
Wiadomości: 790

https://i.imgur.com/gTFjp1D.png


    Przed południem w Echos w okolice zatłoczonego targu wjechał wóz, który należał do kupca z północnej krainy. Ów kupiec ruszył się z miejsca woźnicy i zaszedł swój środek transportu od tyłu, by odchylając połać zakrywającej wnętrze materiału powiedzieć wyraźnie:
    - Dojechaliśmy do Echos zgodnie z umową.
    - To już?
    Wkrótce z wozu wysiadła, a raczej wyskoczyła, dziewczyna, której brązowe włosy zapięte w luźny warkocz rozjaśniły się pod wpływem promieni słonecznych. Ze sporego worka podróżnego wyciągnęła trzy złote monety i wręczyła je kupcowi, który na widok zapłaty prawie oślepł od wybałuszania oczu.
    - Przepraszam za kłopot i bardzo dziękuję za podróż.
    - A-ależ nie ma za co… - bąknął mężczyzna, oglądając swoją zapłatę i wskakując machinalnie do wozu, coś bełkocząc pod nosem.
    Nie przejmując się już jego losem dziewczyna oddaliła się od wozu i udała się tam, gdzie widziała tłumy. Po chwili wyszła na targ, przepełnionego zapachami, towarami, gwarem i różnorodnością ras, który była imponująca nawet jak na nią.
    Kuzuth, bo tak miała na imię owa niewiasta, długo nie mogła wyjść z wrażenia, że się jej udało. Przeszła naprawdę dość sporą drogę z Ogetho, z ziem położonych za pustynią na dalekim wschodzie, przemierzając po przekroczeniu terenu Silegardu zimną północ i połowę państwa, by się znaleźć w Echos. Co prawda mogła zacząć swoje poszukiwania i na północy, ale jej zdolności nawigacyjne były tak złe, że wolała trzymać się okazji dotarcia do stolicy z przypadkowo napotkanym kupcem niż miała sama błąkać się po lasach. W każdym razie była już na miejscu, mogła w końcu poczynić cokolwiek, by dopiąć swego i wypełnić swój cel.
    Słysząc za sobą pochrząkiwania oczekujących aż przejdzie, Kuzuth ustąpiła i zaczęła iść w przypadkowo obranym kierunku licząc, że intuicja dobrze jej podpowie. W międzyczasie podziwiała architekturę miasta, nasłuchiwała rozmów mieszkańców, koło których przechodziła jednocześnie szukając czegoś, co by karczmę przypominało. Bowiem chciała zacząć swoje poszukiwania od wypytania kogokolwiek tam, gdzie było mnóstwo osób, czy to miejscowych czy tak samo jak ona – podróżnych.
    Po dłuższym czasie błądzenia dziewczyna już wiedziała, że łatwo nie będzie. Zrezygnowana podeszła do jednego ze strażników, gdzie na piersiach na zbroi widniał symbol niedźwiedzia, przerzucając swój warkocz przed ramię i zapytała:
    - Przepraszam, gdzie znajduje się najbliższa karczma?
    Ze zdziwieniem odkryła, że żołnierz z niechęcią i dozą podejrzliwości spojrzał na nią, namyślając się czy jej powiedzieć czy nie. Pod dłuższej chwili ostatecznie chrząknął i ręką wskazał na budynek znajdujący się na końcu ulicy, w której byli.
    - Tam.
    - Dziękuję! – przytaknęła i mając na uwadze, żeby tym razem nie zboczyć z drogi poszła prosto przed siebie, skupiając wzrok na szyldzie, który z każdym krokiem coraz bardziej się powiększał.
    Mam nadzieję, że całego życia w tym kraju nie spędzę. Nie wiem czemu ten żołnierz patrzył się tak, jakbym zrobiła coś złego…


https://i.imgur.com/u9fxOx3.png


    Shourma naciągnął bardziej na czoło kaptur od lekkiego płaszcza, zakrywając swoje niemal złote włosy. Od jakiegoś czasu stał się coraz bardziej rozpoznawalny w Echos i ani trochę mu to było na rękę. Przede wszystkim przeszkadzało mu to w robocie, wobec czego musiał zacząć nosić te bezbarwne szmaty, zakrywając głowę i tatuaż na lewym ramieniu. Zaczął nawet zastanawiać się czy nie zainwestować w coś, co by chociaż zakryło jego ręce, ale przypomniał sobie potem, że wtedy nie byłby sobą.
    Poza tym mankamentem nawet dobrze mu się powodziło w roli łowcy. Na własną prośbę chodził w tych ubraniach, co lubił, bowiem niedźwiedź na piersi nie pasował do niego. Poza tym miało to praktyczną zaletę – nikt pogardliwie na niego nie patrzył. Do pewnego momentu. Oblizał wargi, wywracając oczami na samą myśl o tym co musiało się stać, że nagle wszyscy zaczęli za nim wołać „To ten parszywy sprzedawczyk Cei Shourma!”.
    Od razu sprzedawczyk, po prostu wybrałem drogę, która wypełnia szybciej moje skrytki pieniędzmi.
    Tak to dokładnie widział. Magii już nie wolno było używać, rodzina oficjalnie wypięła na niego tyłek, a eks-dziewczyna wolała innego mężczyznę. Co jakiś czas tęsknił za czasami, gdzie mógł swobodnie używać swoich magicznych zdolności, ale teraz, dorabiając jako łowca-po-cichaczu, było mu to obojętne. Raz na jakiś czas używał, ale tylko wtedy gdy miał pewność, że nikt się nie dowie.
    Przechadzając się po ulicach stolicy, nagle jeden z żołnierzy, najwyraźniej go rozpoznawszy, przywołał go gestem dłoni. Zrezygnowany Shourma podszedł do niego tak, jakby nie było to specjalnie po czym nasłuchiwał co ten miał do powiedzenia.
    - Przed chwilą pytała mnie jakaś dziewczyna o karczmę. Podejrzewam, że to nietutejsza.
    - Poszła „tam”? – dopytał blondyn, zerkając za siebie i sprawdzając czy wszyscy zajmowali się swoimi sprawami.
    - Yhy.
    - To przejmuję pałeczkę.
    Bez zbędnych ceregieli poszedł normalnym krokiem do budynku na końcu uliczki, gdzie stała karczma, której nie cierpiał. Chociażby przez tamtejszą atmosferę. Tam było tak rodzinnie, że wolał spędzić noc w rynsztoku niż tam.
    Dotarłszy pod drzwi minął się w drzwiach z lekko podchmielonym klientem i przemknął do środka, rozglądając się dookoła. Dojrzał i ją. Dziewczynę z nieco nietypową urodą i w skórzanych spodniach, gadającą właśnie z właścicielką przybytku. Wybrał odosobnione miejsce, skąd można było obserwować i nasłuchiwać rozmowę, przysiadł nie zdejmując kaptura i udawał, że przeliczał miedziaki, które miał w sakiewce.

Ostatnio zmieniony przez Rayana (09-09-2018 o 19h43)


https://i.imgur.com/xbGelni.gif

Offline

#13 12-05-2018 o 23h51

Straż Obsydianu
Evalyn
Przyjaciółka chowańców
Evalyn
...
Wiadomości: 3 022

https://78.media.tumblr.com/846e5376c92673fc5641ace2bf5fa422/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo8_r1_400.png

    Czymkolwiek była brama przez którą przeszedł Ivran, elf uznał, że nie jest to jego ulubiony sposób podróży. Jakaś niewidzialna siła niemal wypchnęła go na drugą stronę, tak że upadł na kolana. Za nim jak strzała wyleciała Venrill. W pierwszym momencie nic nie widział; wszystko było tak jasne że musiał zamknąć oczy. Chwilę później jednak blask ustał a Ivran poczuł uderzenie gorąca, jakby siedział gdzieś blisko kominka.
    Mężczyzna wziął głęboki wdech i otworzył oczy, rozglądając się zdumiony dookoła. Z pewnością nie znajdował się w górach. Nie znajdował się też w Naal ani nawet na Północy. Przez małe okienko, do kamiennego okrągłego pomieszczenia wpadały promienie słońca, znacznie cieplejszego niż zimne słońce Północy. Podszedł bliżej, zaciskając w dłoni amulet i wyjrzał ostrożnie na zewnątrz. Z jego ust wydobyło się niekontrolowane westchnienie zachwytu; widok rozpościerający się z miejsca, w którym się znajdował zapierał dech w piersiach. Zabudowania, zupełnie odmienne niż te, które znał z zimnego i surowego Naal ciągnęły się aż po morze. A morze to było jedną z piękniejszych rzeczy, które Ivran kiedykolwiek widział na oczy; mieniło się wszystkimi odcieniami błękitu a patrząc na nie serce aż wyrywało się do przodu aby tam pobiec i poczuć morską bryzę, doświadczyć dotyku wody i pobrodzić w niej nogami.
    Całe miasto żyło. Przywodziło Ivranowi na myśl młodość i lekkość. Miasta na Północy były inne, dało się tam czuć atmosferę ciężkości i surowości spowodowanej klimatem. Przytłaczały duszę, powodowały że czuło się jeszcze bardziej posępnie. Tutaj do uszu elfa dobiegał radosny gwar, szum morza i skrzek białych ptaków krążących po niebie.
-Na Valrye- Szepnął, wpatrując się w to wszystko z takim zachwytem, że zapomniał zupełnie jak się tu znalazł. Dopiero ostrzegawcza nutka w głosie Venrill przebudziła go z czaru, jaki rzuciło na niego miasto. Odwrócił się do sokoła a na jego zwykle poważnej twarzy zagościł szczery uśmiech. Oczy błyszczały mu z podekscytowania niemal tak jak morze, w które przed chwilą się wpatrywał- Nie wiem jak… ale jesteśmy na południu. To musi być Bezkres Gabriela a kto wie... może jesteśmy nawet w samej stolicy. Widziałem to wszystko na mapach ale nigdy nie spodziewałem się, że postawię swoją stopę w miejscach, po których wodziłem palcem. To jak sen…
    Jak magia.
    Ivran odwrócił się od okna i spojrzał za siebie, na bramę niemal identyczną jak ta, z którą miał styczność w elfickiej świątyni. W zasadzie przypominała po prostu duże okno, więc pewnie dlatego przetrwała w tak dużym mieście nietknięta. Nikt nie pomyślał, że może mieć jakikolwiek związek z magią. Tafla, dzięki której można było przejść zgasła i po drugiej stronie widać było dalszą część miasta. Mężczyzna dla pewności jeszcze raz przyłożył medalion do runy, pewny że przejście się znów aktywuje. Cisza jednak się przedłużała a nic nie wskazywało na to, że cokolwiek się zmieni. Ivran zmarszczył brwi, czując ogarniający go niepokój. Spróbował jeszcze dwóch innych podejść ale również skończyły się klęską.
-Co jest?- Mruknął, zerkając na Venrill. Ptak jednak nie mógł mu odpowiedzieć.
    Sytuacja się pogorszyła, kiedy usłyszał z dolnego piętra głosy należące do ludzi. Ten oślepiający blask, który spowodował że on musiał zacisnąć powieki, musiał być bardzo widoczny. Zaklnął szpetnie po elficku szukając drogi wyjścia ale zorientował się, że jedyną są schody prowadzące na dół a na nich pojawiło się już kilku uzbrojonych mężczyzn z niedźwiedziami na piersi. Ivran i strażnicy przez chwilę w ciszy mierzyli się spojrzeniami.
-Co tu robisz elfie?- Ostry głos strażnika miał zabawny, nieznany Ivranowi akcent.
    Ivran otworzył usta aby wcisnąć jakąś absurdalną wymówkę ale uprzedził go drugi z Ad’hall, rzucając pełne obrzydzenia spojrzenie na mężczyznę:
-Jest magiczny bez dwóch zdań. Spójrz, jest sam a przed chwilą z tej wieży biło światło jakby samo słońce się tu zagnieździło.
    Te słowa wystarczyły aby Łowcy wyciągnęli miecze. I tyle było z udawania idioty… Ivran zerknął za uzbrojonych mężczyzn, gdzie kryło się jego wybawienie- drzwi prowadzące na dolne piętro. Oficjalnie oskarżony o magię nie miał nic do stracenia. Magiczne iskry, które wyczarował spadły prosto na Łowców, tak że ci odskoczyli w bok, chcąc ugasić swoje szaty. Ivran uśmiechnął się blado i rzucił się biegiem do drzwi, a później schodami w dół ku wyjściu z budynku. Słyszał, że Ad’hall podążyli za nim, szybko sobie poradziwszy z rozpraszaczem jaki im zafundował.
    Mężczyzna wpadł w tłum ludzi, przepychając się między nimi wśród okrzyków oburzenia i przekleństw. Łowcy cały czas deptali mu po piętach, wiedział z doświadczenia, że szybko nie odpuszczą. Bieganie w zimowym płaszczu w upale też nie należało do najprzyjemniejszych czynności. Skręcił gwałtownie w jedną z mniejszych uliczek, przy okazji potrącając jeden z straganów. Część owoców potoczyła się na ziemię, robiąc jeszcze większe zamieszanie. Elf wciąż słyszał za sobą tupot stóp i nawoływania Łowców. Starał się jak najwięcej kluczyć w wąskich uliczkach. Jego bystre oczy wyłapały w końcu uchylone drzwi, przez które wpadł do jakiegoś budynku. Zamknął je za sobą i oparł się o ścianę próbując uspokoić tłuczące się w klatce piersiowej serce. Łowcy przebiegli obok. Dopiero po chwili usłyszał chrząknięcie, które spowodowało że drgnął gwałtownie.
-Kupujesz coś czy będziesz stał jak kołek?
    Ivran zdał sobie sprawę, że wpadł jak burza do sklepu z ubraniami. Mężczyzna w średnim wieku przyglądał mu się z mieszaniną rozbawienia i zainteresowania. Elf wyprostował się, rozglądając się dookoła i jedną ręką gładząc grube futro, które miał narzucone na ramiona.
-Przewidujesz wymianę?- Zapytał biorąc do dłoni materiał zdecydowanie lżejszego płaszcza.
    Sprzedawca zupełnie zignorował fakt, że Ivran ewidentnie był ścigany. Najwyraźniej nastawiony na chęć zysku średnio interesował się reputacją swoich klientów. A futro pochodzące z północy bardzo go zainteresowało. Przed przekazaniem je w nowe ręce przeszukał kieszenie aby zabrać z nich wszystkie swoje drobiazgi. W pewnym momencie serce mu stanęło.
-W porządku elfie?
    Ivran bez słowa zabrał swoje rzeczy i nowy płaszcz, po czym wyszedł na zewnątrz. Łowcy już dawno zniknęli. Tak jak jego medalion, najszybsza droga do wydostania się z miasta. Musiał zgubić go podczas ucieczki, albo ktoś pomógł mu go zgubić.
    Oparł się o nagrzany od słońca mur. Aby wrócić na Północ w obecnej sytuacji musiałby podróżować przez wiele dni bez przerwy. Najpierw musiałby wydostać się jednak z miasta a teraz, kiedy był na celowniku Łowców, mogło być to trudne. Po chwili dostrzegł na ziemi cień sokoła, który przysiadł na murze.
-Oddaliliśmy się o tysiące mil od naszego celu Venrill- Odezwał się cicho- I wplątaliśmy się w niezłe gówno.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (13-05-2018 o 14h07)


https://66.media.tumblr.com/a19320a0f5277bed4e4411e8145e25ee/tumblr_own1efIZTL1rzkptso8_r1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/bbdfa486d669bc55ae2b8640e84e3167/tumblr_own1efIZTL1rzkptso1_r2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ca6012ad2cbc82ed69be53565733b8f0/tumblr_own1efIZTL1rzkptso7_r1_250.gif

Online

#14 13-05-2018 o 16h53

Straż Absyntu
Clementine
Piechur Straży
Clementine
...
Wiadomości: 2 228

https://zapodaj.net/images/c5c003c8a089c.png

        Pierwszą rzeczą, jaką Oriel ujrzała zaraz po przebudzeniu, były drewniane belki przylegające do sufitu pierwszego piętra średnich rozmiarów karczmy, wyjątkowo upodobanej miastu Cihtze, mieszczącej się w samym sercu tętniącej życiem, choć nie cieszącej się dobrą opinią, części Silegardu. Przez cienkie ściany zewsząd dobiegały drażniące ucho zaspanej, ofiary wczorajszego wieczora, odgłosy dochodzące z leniwego w związku z wczesną porą rynku naprzeciw lokalu. Wokół niej legło kilka pogrążonych jeszcze we śnie mieszkających tu istotek oraz wszechobecny swąd różnego rodzaju trunków. Mimo pulsującego w skroni bólu, podniosła się i ostrożnie wyminęła każdą z damskich sylwetek, oraz kielichów rozsianych po podłodze, niczym strzały na polu bitwy. Ostatni raz zmierzyła wzrokiem swoją własną linię frontu, po czym udała się na parter, tym samym otwierając dla wszystkich na oścież drzwi z charakterystycznym wizerunkiem sukkuba zdobiącego herb. Zapowiadał się kolejny udany dzień.
    Wkrótce gospodę wypełniła grupa różnych różności, a powietrze typowo dla godziny szczytu, która tutaj panowała niemal cały czas, zaczynało stawać się coraz duszniejsze. Między obleganymi stołami poruszały się ubrane w chojrackie sukienki kobiety zbierające zamówienia od gości. Właścicielka przybytku w zwyczaju miała dosiadać się do klientów budzących jej zaciekawienie, najczęściej przybyszy z odległych krain, dzielących się z nią słowami w ojczystej mowie lub legendami o odległych krainach, bądź bogatych możnowładców, którzy z jakiegoś bliżej nieznanego powodu wydawali o wiele więcej niż planowali, dziś jednak zajęła miejsce za barem z doskonałym widokiem na całe przedsięwzięcie oraz główne wejście, przez co nic nie mogło umknąć jej uwadze.
     Mężczyzna o ciemniejszej karnacji, z długimi brązowymi puklami splecionymi w ciasne warkocze okalające przystojną twarz, usiadł na jednym ze stołków, po czym zamówił piwo.
- Oczywiście ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale czy miałabym powinność, spytać się, co stało się z tym okiem? - odparła nie odrywając wzroku od swojego rozmówcy. Złota tęczówka mężczyzny natychmiast ożywiła się, natomiast w drugim oczodole, szklane oko nie poruszyło się ani milimetra.
- To długa historia. - powiedział sięgając po postawiony przed nim trunek ze specjalnymi dodatkami, a następnie spił jego wierzch - Powiedzmy, że lepiej nie wdawać się w zbędne dyskusje z ludźmi króla. Pijawki chodzą za mną krok w krok od Echos. Opuszczenie północy było moim największym błędem.
- Ah, to dlatego ten akcent wydał mi się tak znajomy. Również pochodzę z tych rejonów. - kobieta zrobiła duże oczy, jednocześnie opierając się dłonią o kamienny blat. - A czy mogłabym wiedzieć z jakiej to okazji jest pan poszukiwany?
- Wszyscy jesteśmy poszukiwani.- Mężczyzna rozejrzał się dookoła, raz na jakiś czas zatrzymując się na istotach, które z wiadomych powodów nie należały do gatunku ludzkiego, po czym znów powrócił wzrokiem do Oriel -  Dziwię się, że to miejsce tak dobrze funkcjonuje.
- Rozumiem. - jedynie pokiwała głową ze współczuciem - Trzeba umieć sobie jakoś radzić. Zgaduję, że nie jest pan człowiekiem?
- Nie moja prawdziwa forma.
    Wtedy jej wzrok przykuła drobna, rozglądająca się na wszystkie strony osóbka dzierżąca worek sprawiający wrażenie ciężkiego. Po krótkiej chwili wszedł za nią jeszcze bardziej tajemniczy mężczyzna, którego twarz zakrywał kaptur. Zawołała jedną z pracownic, po czym szepnęła do niej, by miała na niego oko, po czym skierowała się w stronę nieznajomej.
- Czy mogę w czymś pomóc? - spytała serdecznie, gdy już zaskarbiła sobie uwagę kobiety


MURDER HUSBANDS
https://media1.tenor.com/images/465de88ee40a02bb9b4ebd11fdb7daf9/tenor.gif?itemid=5212238

Offline

#15 14-05-2018 o 14h52

Straż Obsydianu
Rayana
Pokonała kurę
Rayana
...
Wiadomości: 790

https://i.imgur.com/gTFjp1D.png


    Wchodząc do karczmy Kuzuth od razu zauważyła, że wszyscy znajdujący się tutaj klienci są stali. Zaczęła się nawet zastanawiać po co wchodzi do karczmy, burząc swoją dezorientacją ten cały harmonijny obrazek. Wkrótce jednak podeszła do niej brunetka, sprawiająca wrażenie na kogoś związanego z pracą tutaj.
    - Czy mogę w czymś pomóc? – zapytała, gdy dziewczyna mogła w pełni skupić się na rozmowie z kobietą.
    Z całą pewnością mogę rzec, że jest ładna, pomyślała w myślach.
    - Witaj, chciałam spytać się czy można tu spędzić kilka nocy. I o coś do jedzenia, konam z głodu – zaczęła grzebać znowu w torbie, by pokazać rozmówczyni dwie złote monety. – Tyle chyba powinno starczyć, przynajmniej na pierwszą noc.
    Kobiecie w tym momencie zabłyszczały oczy. Zerknęła na pieniądze zastanawiając się czy przypadkiem to nie było za dużo. Szczerze powiedziawszy Kuzuth nie znała wartości pieniądza w Silegardzie. U niej złoto było dość powszechne, więc myślała, że nawet danie kupcowi trzech złotych monet to było dla niej za mało za podwózkę z północy do stolicy. Jednak myślami wróciła do karczmy i po chwili dodała:
    - Ach, chciałabym i zasięgnąć informacji o uzdrowicielach. Bardzo mi na tym zależy.

Ostatnio zmieniony przez Rayana (14-05-2018 o 14h54)


https://i.imgur.com/xbGelni.gif

Offline

#16 14-05-2018 o 22h17

Straż Obsydianu
AidaThorsen
Piechur Straży
AidaThorsen
...
Wiadomości: 1 812

https://i.imgur.com/QFcvxbI.png


Zdążyła usłyszeć za plecami odgłos gonitwy, więc zawczasu odskoczyła, przylegając nagimi ramionami do nagrzanej ściany jednej z kamienic. Zbyt dobrze znała te odgłosy aby nie zareagować w ten sposób. Ułamek sekundy później tuż obok niej przeleciał jak grom elf... w futrze. Tego jeszcze nie było. Nieznajomy jegomość przebieg przez tłum omal nie tratując jakiejś biednej starowinki, dość sprawnie jak na obcego umykając przed dwoma Łowcami, na których twarzach oprócz determinacji powiły się obfite krople potu. Sprint w takim upale w pełnej zbroi nie wyglądał na zachęcający.
Gdy tylko zamieszanie ustało, Riida zerknęła zaskoczona na własną dłoń, w której zamigotał na złoto dość spory medalion zdobiony obcymi symbolami. Uniosła brwi w zdumieniu gdy zdała sobie sprawę z tego, że musiała podwędzić błyskotkę zupełnie odruchowo. Ot coś złotego zamigotało, a cudzoziemiec przebiegł zbyt blisko. Sam się o to prosił. Podniosła szybko głowę i zaklęła w myślach sama na siebie, ale odetchnęła gdy zauważyła plecy Vi Davora znikające w tłumie. Przez to całe zamieszanie omal nie straciła z pola widzenia swojego celu. Wrzuciła medalion do kieszeni i lekko wymijając toczące się po bruku cytrusy ruszyła w ślad za Davorem.
Przez kilka długich minut bacznie obserwowała plecy sędziego, mozolnie wspinającego się w górę miasta. Za każdym razem zaskakiwało ją to, jak łatwo można było zmanipulować kogoś takiego jak Vi Davoor, jeden z trzech głównych sędziów stolicy. Wbrew ogólnemu przeświadczeniu to właśnie wielmożni panowie byli najłatwiejszym celem takich jak Riida i jej szemrana banda. Cóż, żaden szanujący się obywatel miasta nie zgłosi oficjalnie kradzieży towaru zakupionego na czarnym rynku, a właśnie tym bez wątpienia było zawiniątko, które Vi Davor tak czule ściskał.
Plan był bardzo prosty. Gdy tylko Nilfhaal dowiedział się, że na targu pojawi się kupiec z Iste, należało rozpuścić plotki w odpowiednim miejscu. Nie od dziś wiadomo było, że Vi Davor bardzo lubił towarzystwo pań, ale dla zachowania pozoru po to towarzystwo udawał się aż za mury stolicy do pobliskiej karczmy. Były to oczywiście jedynie pozory, bo zarówno jego wielmożni przyjaciele jak i jego niegdyś piękna małżonka doskonale wiedzieli o słabościach sędziego. Pani Jelena jednak dość skutecznie udawała, że nic o tych wycieczkach nie wie, bo dopóki ona i jej rozwrzeszczane, pulchne trojaczki jadali obfite posiłki na talerzach z kruchej, ręcznie malowanej porcelany, nie miała małżonkowi nic do zarzucenia. W końcu to nie twarz pokryta bliznami po przebytej ospie była tym, w czym zakochała się Pani Jelena.
A zatem wystarczyła jedna krótka wizyta Nilfa w tamtej karczmie, żeby podchmielone dziewczęta zbyt chętne do plotek rozpowiedziały informację dalej. Jak kręgi na stawie, do którego wrzucono kamień. Ulubioną przyjaciółką Vi Davora z karczmy była Amaia, która potrafiła świetnie wychwytywać ciekawe i informacje i przekazywać je wprost do ucha sędziego. Szczęśliwy Davor oznaczał wypełnioną srebrem sakwę Amai.
Riida przystanęła w cieniu wiązów, obserwując jak Davor odbiera konia od jednego ze swoich ludzi i po chwili na jego wierzchu odjeżdża drogą prowadzącą na wschód. Więc wszystko było jasne. Sylwetka mężczyzny zniknęła w rudawym kurzu podniesionym z drogi przez końskie kopyta, ale elfka oczami wyobraźni widziała jak sędzia mija granicę miasta, przejeżdża przez niewielki las iglasty, a następnie wjeżdża na teren rozległej winnicy, gdzie mieściła się ulubiona posiadłość Davora. Bielony, dwupiętrowy domek ulokowany nad klifem morza i otoczony niskim murkiem.
Riida odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę portu. Należało przekazać informacje reszcie, a następnie poczekać do wieczora.


https://i.imgur.com/WGCcYs7.jpg

Offline

#17 16-05-2018 o 23h57

Straż Absyntu
Clementine
Piechur Straży
Clementine
...
Wiadomości: 2 228

https://zapodaj.net/images/c5c003c8a089c.png

    Oriel nie liczyła na zbyt wiele w stosunku do stojącej naprzeciw niej nieznajomej, tym bardziej zdziwił ją fakt, że za nocleg chciała zapłacić jej w złotych monetach. Klienci najczęściej kupowali w powszechnie przyjętych miedziakach lub srebrnikach, wyższe nominały stanowiły pewnego rodzaju rarytas, na który pozwolić mogli sobie jedynie wybrani, a nawet tu w stolicy było o takich ciężko. Zaczęło ciekawić ją pochodzenie kobiety. Jakiż to kraj zapewnia tak duży dobrobyt by szastać złotem na prawo i lewo? Mogła należeć do świty króla, który chciałby postawić jak najwięcej zarzutów wobec karczmy, gdyż wreszcie dowiedział się o jej magicznych dodatkach. Gorzej, jeśli dowiedział się również o smoku… Kiedyś mały Zahrat urośnie do fenomenalnych rozmiarów, przynajmniej taką miała nadzieję, jednak teraz, pokryta łuskami gadzina była całkowicie bezbronna wobec człowieka.
    Była pewna, że nawet gdyby brunetka przyszła tu na przeszpiegi, Oriel musiałaby ugościć ją jak najlepiej, by uniknąć w przyszłości niepotrzebnych kłopotów, oczywiście wizja wzbogacenia się dodatkowo podsycała ten pomysł, gdy być może z dwóch złotych monet zrobi się więcej. Przez chwilę wpatrywała się w dwie błyszczące się w dziennym świetle spodki, jakby były zaczarowane, jednak zanim machinalnie sięgnęła po nie, szybko odzyskała fason.
- Myślę, że znajdzie się tu dla ciebie miejsce. Odpowiada mi twoja cena. - odparła na tyle subtelnie, na ile pozwalało jej złoto w zasięgu wzroku, unosząc lewy kącik ust w górę. Delikatnie ujęła dziewczynę w talii, prowadząc ją po schodach na pierwsze piętro - Oczywiście, chciałabym usłyszeć o tobie coś więcej. Pokażę ci twój pokój,a gdy ty oporządzisz się, wrócisz do baru i wspólnie przedyskutujemy twój problem przez który tak bezzwłocznie potrzebny ci uzdrowiciel. Rozumiem, że nie jesteś stąd?

Ostatnio zmieniony przez Clementine (16-05-2018 o 23h58)


MURDER HUSBANDS
https://media1.tenor.com/images/465de88ee40a02bb9b4ebd11fdb7daf9/tenor.gif?itemid=5212238

Offline

#18 17-05-2018 o 18h08

Straż Obsydianu
Dajmona
Akolita Sylfy
Dajmona
...
Wiadomości: 973

https://i.imgur.com/fuA6itx.png

wiele miesięcy wcześniej


  Gorące powietrze rozmazywało pojedyncze palmy, rosnące wśród złotych piasków pustyni. W samym jej środku znajdowała się do połowy zakopana, kamienna świątynia. We wnętrzu panowała idealna cisza, zakłócana jedynie pojedynczymi podmuchami snującego się między kolumnami wiatru, który rozbijał się o ściany, aby nigdy nie ponieść więcej żadnego kryształku piasku.
  Pewnego dnia do świątyni wdarł się silniejszy, wieczorny wietrzyk. Chyżo omijał wszelkie przeszkody, próbując dostać się jak najdalej. Przekopywał on pojedyncze zaspy, szeleścił kartkami starych ksiąg, docierając do najgłębszego zakątka, jakim była studnia. Wiatr poruszył delikatnie złoty kosmyk włosów kobiety, która znajdowała się na jej dnie. Uchyliła ona powoli powieki i spojrzała na pojedynczą misę z wodą, po której powierzchni pływały płatki kwiatów, liście i cienkie gałązki. Z uwagą przyglądała się, jak przedmioty zmieniają swoje położenie, tworząc co rusz nowe wzory. Kobieta wstała, gdy tylko tafla wody się całkowicie uspokoiła. Chwyciła za opartą o ścianę laskę i poprawiła szaty.
  - Cihtze.



http://static.tumblr.com/xjnoqd7/F0Am9w1mx/tumblr_m9t9hct5gy1rxwa6lo1_500.gif

Online

#19 17-05-2018 o 20h51

Straż Obsydianu
Rayana
Pokonała kurę
Rayana
...
Wiadomości: 790

https://i.imgur.com/gTFjp1D.png


    Po chwili karczmarka zaczęła prowadzić dziewczynę na górę. Westchnęła niejako z ulgą, myślała, że będzie musiała kilka karczm obejść zanim ktoś by pozwolił udostępnić jej pokój za zapłatę, którą oferowała.
    Chociaż tyle dobrego, że nie będę musiała do wieczora błądzić po mieście.
    Będąc już prawie na piętrze, kobieta poleciła rozpakowanie się i ugoszczenie w pokoju oraz zapytała skąd jest. Kuzuth bez wahania odpowiedziała:
    - Z Ogetho. To daleko za pustynią na wschodzie. Jestem tu pierwszy raz, więc prosiłabym o wyrozumiałość.
    Dotarłszy na miejsce, karczmarka otworzyła drzwi i ukazało się małe pomieszczenie, niezbyt przyozdobione, ale zawierające wszystko co niezbędne. Proste łóżko a stolik stało w opozycji do siebie, oddzielone od siebie oknem z widokiem na miasto. Gdy Kuzuth weszła głębiej, za drzwiami stała na stołku misa z dzbankiem pełnego wody do przemycia się. Po drugiej stronie znajdowało się puste, drewniane wiadro.
    Dziewczyna dała znać, że sobie już poradzi po czym podeszła do okna w tym samym momencie, kiedy drzwi się zamknęły, pozostawiając ją samą w pokoju. Otworzyła je i pozwoliła, by wiatr wtargający właśnie do środka zadął, popychając warkocz do tyłu. Spojrzała na widok, który rozpościerał się przed nią.
    Zostanę w Silegardzie tyle ile będzie potrzeba, pomyślała, W końcu ktoś musi wiedzieć jak zdjąć klątwę.


https://i.imgur.com/xbGelni.gif

Offline

#20 18-05-2018 o 23h14

Straż Obsydianu
TheNightFox
Artylerzysta Straży
TheNightFox
...
Wiadomości: 4 261

______________________________http://oi67.tinypic.com/2qu81tv.jpg

    Zza horyzontu wyłoniła się Agonalna Strzała w całej swej okazałości. Ze stałego lądu była jeszcze nie do końca wyraźna, bo oblepiały ją miedziane promienie niemalże górującego na nieboskłonie słońca. Dziób przecinał morską kipiel tak gładko jak pirackie szpady ciała swoich przeciwników. Choćby dookoła Strzały panowała gęsta, ciężka mgła żeglarze wiedzieliby, że zbliżają się do przystani ze względu na kolor otaczającej ich wody. Hipnotyzujący turkus zachwycał sobą i prawie pozwalał na zobaczenie dna. Choć widok był to iście bajkowy, mieszkańcy Cizthe od dawien dawna ignorowali piękno oceanu, gdyż taki widok stał się codziennością. Nieliczni koneserzy siadali na otaczających port skałkach, aby pooglądać krajobraz, lecz głównie robiły to ludy z północy.
    Gromkie okrzyki radości zagłuszały górujący nad Bezkresem Gabriela mewi śpiew oraz szum rozbijających się fal o deski statku. Zaraz za wiwatami rozbrzmiały echem triumfalne szanty z zachrypniętych gardeł brodatych piratów, które poprzedziły żwawe tańce. Rytmiczny stukot wypełniał pokład. Miło było świętować kolejny powrót po dwóch miesiącach zza wód dalekich jak droga z Todame do Dagpiss. Mimo niebezpieczeństw czyhających pod, jak i zarówno ponad, taflą oceanu ten sam okręt wciąż wracał, aby eksplorować nieznane z załogą żądną niezapomnianych przygód, mieniącego się złota, gorących dziewek z południa oraz nieskończonych beczek rumu.
    Każdy kto zapuścił się w skrzący błękit morskich toni powracał do niego wiele razy zwodzony jego sidłami.
    Oni zawsze wracają, szeptały morza, rzeki, oceany i jeziora.
    Agonalna Strzała parła do przodu okropnie mozolnie zatrzymywana silnymi powiewami bryzy. Na ich nieszczęście byli zmuszeni do halsowania, co utrudniało ostatnią prostą podróży. Jednak z wprawionym sterowniczym uniknęli zbędnych komplikacji wiszących nad nimi jak chmury deszczowe. Zbliżając się do brzegu część korsarzy zaczęła zwijać płócienne, wypłowiałe żagle. Gdy mosiężna kotwica została stabilnie osadzona na dnie dla marynarzy rozpoczął się czas cumowania okrętu.
    Po gnijącym pomostku spuszczonym od strony bakburty zszedł dumnie niczym paw bosman Strzały znany jako syn zachodniego bożka Neptuna. Mefisto jak zwykle pewny siebie, z butelką rumu w dłoni, przyglądał się dawnym przyjaciołom — ciasnym uliczkom Cizthe.
    — Jesteśmy w domu, kochanie! — wykrzyknął z głąb lądu, jednak nikt nie zwrócił na niego uwagi. — Wielki Niedobitek, Dragon Daddy, powrócił!
    Pochylił się, żeby pocałować drewniane molo, jednocześnie polewając go odrobiną rumu. Po tym natychmiast wstał i rozejrzał się. Wszyscy przechodnie zatroskani swoimi obowiązkami przechodzili obok niego bez żadnej reakcji.
    — Och, proszę, nikt mnie nie pamięta? — zawodził, poruszając się chwiejnym krokiem i wymachując butelką rumu.
    Choć nikt nie odpowiadał na jego entuzjastyczne pojękiwania, mieszkańcy znali go nader dobrze. Jednak zawsze zapamiętywali go jako atencyjnego, wiecznie pijanego pirata. Większości znudziło się wyrażanie jakichkolwiek emocji na widok zszarganego Mefisto, który nawet nie był potomkiem ludu ze stolicy, a takich rodowici Echosanie cenili sobie najbardziej. Lubili poznawać obyczaje ze wszystkich stron świata, za opłatą przyjmować w dom podróżnych z odległych krain zmierzających do stolicy, czy smakować egzotycznych potraw, ale wciąż opierali się na regionalnej kulturze i to ona była dla nich największą wartością.
    Mamrotał pod nosem o samolubności mieszczan i zgniłego do ostatniej ości świata, aczkolwiek wnet na jego twarz wpełzł znany każdemy, wszechobecny uśmiech. Wziął głęboki wdech — przy czym jego dziurki w nosie rozszerzyły się do maksimum i naprawdę nie był to widok godzien zobaczenia — licząc na odświeżający zapach morskiej soli i południowej parności, ale jedynym co poczuł to fetor rybich potrawek, żywych ryb, rozkładających się pod wpływem upału ryb oraz jeszcze większej ilości ryb. Odwrócił natychmiast głowę w stronę oceanu, po czym teatralnie zacisnął nos palcami, a w drugiej dłoni wciąż trzymając trunek.
    — Do stu tysięcy beczek zjełczałego rumu! — zaklął. — Ilekroć wracam do tego miasta zawsze śmierdzi gorzej niż poprzednio. Ten zapach jest bardziej przerażający niż oddech Bezokiego Jormuda. — Udał, że przechodziły go ciarki.
    Powrócił do normalniejszej pozycji, otrzepując z siebie duszący kurz przywiany z ziem Dagpiss, który niefortunnie zakrywał intensywność ubrania pirata.
    — Wszystko słyszałem, Morski Bękarcie! — wykrzyczał z pokładu kapitan obojętnym tonem. Nie obchodziło go, co mawiano o jego oddechu, majtkach, honorze, nawet jeśli miałyby być to najplugawsze obelgi. Natomiast martwił się o reputację wypraw i Agonalnej strzały.
    Wręcz przeciwnie nastawiony był Mefisto, który nienawidził być nazywany Morskim Bękartem, chociaż wiedział, że musiał się do tego przyzwyczaić, w każdej plotce o nim znacznie częściej pojawiało się jego przezwisko niż prawdziwe imię. Niedługo jego myśli zajmowały podobne sytuacje, gdyż optymistyczna dusza mężczyzny poleciła mu, aby zostawił za sobą plotki szczurów lądowych.
    Zaczął szukać po kieszeniach korka po butelce, a gdy go znalazł — przy spodniach — zatkał rum czule (dosłownie), następnie skrupulatnie chowając od wewnętrznej strony płaszcza. Zanim go zapiął przybliżył twarz do poły materiału jednocześnie napinając ją ręką.
    — Przepraszam, skarbie, że musiałaś naciągnąć tego chędożonego, dorszowego smrodu, ale teraz jesteś bezpieczna tuż przy mojej piersi — szeptał do alkoholu. — Pan Sakiewka również postara się zapewnić ci pełne bezpieczeństwo. Pamiętaj, żebyś ty też dbała o niego.
    Wypowiadał te słowa tak poważnie jak ojciec przestrzegający dziecko przed zagrożeniem. I był śmiertelnie poważny. Nie mógł chronić niczego bardziej od swojego wyglądu oraz wyjątkowo wykwintnego rumu, który był nieodłączną częścią życia Mefisto, jak i wszystkich piratów.
    Często mawiano o szaleństwie, które odbiło swoje piętno na wyciągniętym z morza przed latami chłopaku lecz większość tylko potrząsała głowami z dezaprobatą twierdząc, że to tylko jego urok, a świat potrzebuje również ludzi szalonych. Szkalujący go degeneraci zwykli przychodzić za nim do karczm słuchać podkoloryzowanych historii morskich, które spotkały Mefisto, przy okazji popijając gorzałę. Co jak co, ale chłoptasia niesposób było nie lubić. Dzięki swojej charyzmie przyciągał towarzystwo niczym magnes.
    Po rozmowie z butelką rumu natychmiastowo zapiął szczelnie płaszcz zrobiony z tkaniny nieprzeszkadzającego w klimacie panującym w Echos. Z nieskrywaną radością na twarzy ruszył nierównie ustawionymi deskami molo w stronę przybrzeżnych targów największych w całym Silegardzie. Za opłatą w postaci miedzianych monet albo jakiegoś cennego przedmiotu można było kupić wszystko. Lawirując kamiennymi traktami pomiędzy stoiskami, Mefisto próbował zauważyć, które towary jeszcze przed dwoma miesiącami nie były dostępne u handlarzy. Zaskakującą nowością okazały się tęczowe muszle wielkości zaciśniętej pięści i nienaturalnie duże perły, które z pewnością były podrabianym wyrobem.
    Nigdzie nie można znaleźć tak ogromnych pereł, głupcy, prychnął w myślach.
    Uwagę młodzieńca przykuła jednak znaczniej wartościowsza rzecz. Wypatrzył w tłumie barczystego mężczyznę, dużo od siebie wyższego. Z takim byczkiem nikt nie chciałby się pojedynkować, dlatego pewnie trzymał złoty pierścień na widoku przy swoim skórzanym pasie. Stosunkowo trudno było go zobaczyć wśród przeciskających się tłumów, bo zasłonięty był wieloma kolorowymi rzemykami bujającymi się w tę i wewtę według chodu kolosa.
    Czym prędzej ruszył w stronę olbrzyma. Musiał dość zręcznie manewrować ciałem, ażeby szybciej poruszać się między dziesiątkami kupujących. Nie mógł sobie odpuścić takiej zdobyczy szczególnie, że błyskotka migotała w słońcu jak prawdziwy, cenny surowiec. Po tym, ile widział już w swoim pirackim życiu złota nie mógł pomylić świecidełka z fałszywkami wędrującymi po jubilerskich stoiskach. Ukradnięcie takiego sprawiłoby, iż jego palec byłby w końcu należycie ozdobiony. Marynarze ze Strzały zazdrościliby mu kosztownej biżuterii, chociaż za łupy zbierane podczas grabieży z dziecięcą łatwością mogliby zainwestować w niemalże taki sam.
    Gdy znalazł się za plecami posiadacza skarbu, wyrównał krok do arcyspokojnego i zupełnie nie będącego podejrzliwym. Przez kilkadziesiąt metrów musiał kontemplować spoconą koszulę bydlaka. Odór potu i rybich przetworów z pewnością nie mógł być wpisany na listę ulubionych zapaszków Mefisto. Rozglądał się co chwilę, aby być w stu procentach pewnym, że nikt nie zareaguje na małe przestępstwo dokonane przez pirata. Każdy wymijany przez niego przechodzień albo oglądał wyeksponowane gliniane garnki z ręcznymi malunkami, albo patrzył przed siebie. Póki nikt nie zwracał uwagi na to, że mężczyzna śledził pana przed sobą zręcznym ruchem, jakby miał pochwycić jakiegoś owada, oderwał pierścień na sznureczku i czmychnął w uliczkę obok.
    Dzięki odpowiedniej dawce adrenaliny był jeszcze bardziej uradowany swoim łupem. Nawet nie wychylał się, żeby sprawdzić czy wielki chłop zareagował, tylko zaczął truchtem uciekać z miejsca zdarzenia. Wolał nie być o nic podejrzewany. W ruchu schował swoje trofeum razem z butelką rumu i sakiewką pieniędzy. Nie miał pojęcia, gdzie zmierzał. Wszystko wydawało mu się obojętne, bo widział wszystkie zakamarek Cizthe — bez wyjątków. Tym razem na stałym lądzie jego załoga planowała zostać troszeczkę dłużej niż zazwyczaj, a on nie miał pojęcia, co wydałoby się zostać faworytem w kategorii „rzeczy do zrobienia dzisiaj”.
    Wahania zostały przełamane pojedynczym drogowskazem, który za cel wskazywał karczmę ze specjalnymi usługami najpopularniejszy w stolicy. Nieraz w nim bywał przebywając na przerwach żeglarskich. Nie posiadał już żadnych wątpliwości co do kierunku, w którym zmierzał. Znak był prosty i czytelny. Każdy dzień był dobrym dniem na wypicie dobrego rumu albo pogrania w kości, jak mawiali piraci, i taki miał zamiar się stać.
    Droga nie była długa, choć sama karczma nie znajdowała się w centrum Cizthe. Kiedy pojawił się przed nim widok znanego, drewnianego budynku szeroki uśmiech zawitał na twarzy Mefisto. Nie wiedział od którego momentu w jego życiu burdele wpływały tak dobrze na samopoczucie, że z normalnego chodu machinalnie nogi przeszły w żywy krok dostawny. Cóż, pewnie większość mieszkańców rozbawiłoby imitowanie dziecięcego sposobu na poruszanie się, ale on był w swoim żywiole.
    Gdy otwierał drzwi od razu uderzyła go miła woń alkoholu oraz gwar rozmów. Zadziwiającym było, że jeszcze przed południem kilka stolików, wraz z barem, było, dosłownie, oblężonych. Dodatkowo rozweselił młodzieńca fakt, że sama władczyni karczmy sprawowała pieczę nad barem. Położył ręce na biodrach i butnym krokiem skierował się w stronę wolnego miejsca przy ladzie, tuż na wprost właścicielki tego ekonomicznego sukcesu. Długie blond włosy, które opadały na jego ramiona falami, podskakiwały jak szalone.
    — Oriel! — Rozpostarł ręce, jakby chciał ogarnąć nimi cały świat, albo całą Oriel. — Kochana, w końcu los postanowił nas złączyć! Ilekroć tu przychodziłem, tyle razy nie był czas twojej zmiany… — Zrobił smutną minę, a z ust dziubek, lecz po chwili wrócił do swojego niezbywalnego uśmiechu. — Ach! Gdzie moje maniery?! — wykrzyknął przesadnie dostojnie. — Jestem strażnikiem twojego serca, my lady. Mefisto, Pogromca Mórz, Dragon Daddy, Męski Potomek Afrodyty, który także został zrodzony z piany morskiej, bosman Agonalnej Strzały i…
    Podczas królewskiego ogłaszania tytułów ustał w miejscu. Cmoknął i wiele razy otworzył usta, podnosząc wskazujący palec na znak, że wie co powiedzieć, ale ani jedno słowo nie wybrzmiało z jego gardła.
    Niech to szlag, czy znam jeszcze jakieś komplementy względem siebie?
    — …oczywiście najpotężniejszy pirat Bezkresu Gabriela — dodał pośpiesznie.
    Jednak małe potknięcie nie zepsuło mu humoru, bo znów wszyscy mogli zobaczyć lubieżny uśmiech Mefisto. Wystawił rękę przez ladę i oczekiwał aż piękna dama raczy mu podać swoją.

Ostatnio zmieniony przez TheNightFox (19-05-2018 o 11h26)


https://imgur.com/HILoTCv.png

Online

#21 20-05-2018 o 19h10

Straż Obsydianu
Rayana
Pokonała kurę
Rayana
...
Wiadomości: 790

https://i.imgur.com/u9fxOx3.png


    Już karczmarka Oriel kogoś poprosiła, żeby go pilnować. Wiedział to, ile razy już widział w podobnych miejscach jak łypano na niego podejrzliwym okiem za każdym razem jak ktoś widział blondwłosego mężczyznę z dziwnym tatuażem. Oriel kojarzył już od jakiegoś czasu, miał podejrzenie, że w tym miejscu wyprawia się magiczne rzeczy, ale nigdy nie miał niezbitych dowodów na to. Zawsze mu coś umykało.
    Ale tym razem liczył na większy zarobek. Nie dość, że nowoprzybyła brunetka chciała zapłacić za usługi w złocie jakby przeprowadzała właśnie najzwyklejszą na świecie transakcję to jeszcze padło hasło „uzdrowiciel”. I najwyraźniej nie miała na myśli zwykłego lekarza, który opierał się na piciu ziółek i stosowanie pijawek na niemalże każdą chorobę. Więcej Shourma nie usłyszał, bo właścicielka przybytku poszła z dziewczyną na górę zaprowadzić ją do pokoju. Wstał, nie czekając na powrót Oriel i wyszedł z karczmy, chcąc zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza.
    Westchnął z wielką ulgą gdy powrócił na ulicę. Co tam, że pachniało smrodem i rybami tak jak zawsze. Lepszy taki odór jak tamten fruwający po barze.
    Blondyn miał naprawdę wielką nadzieję na duże wynagrodzenie za taki okaz magicznego dziadostwa. Jeśli ta dziewczyna miała w sobie coś magicznego (na co wskazywało w stopniu znacznym), która szukała uzdrowiciela – z pewnością będzie dążyła do celu. A wtedy można by było spróbować i przyskrzynić tę obrzydłą karczmę…
    Nagle ktoś zaczął go klepać po plecach. Shourma odwrócił się i ujrzał twarz najmniej niespodziewanego wojownika na ten moment. Obaj przeszli do zaułka, miejsca gdzie niepożądane oczy nie byłyby w stanie ich obserwować po czym uściskał serdecznie swojego przyjaciela, którego nie widział od dłuższego czasu.
    - Witaj, Duncan! – uśmiechnął się szczerze, susząc przy tym swoje nieskazitelnie białe zęby. – Akurat jestem na tropie dużej nagrody. Dziewka nie jest stąd, płaci w złocie za zwykły pokój w „tej” karczmie i pytała o uzdrowiciela. Wchodzisz w to? Od jakiegoś czasu jestem zbyt „rozpoznawalny” i moje urocze zagranie będzie natychmiast spalone jak zdejmę połać tego cholernego płaszcza.


https://i.imgur.com/xbGelni.gif

Offline

#22 21-05-2018 o 19h20

Straż Absyntu
Clementine
Piechur Straży
Clementine
...
Wiadomości: 2 228

https://zapodaj.net/images/c5c003c8a089c.png

   Oriel niemal bezgłośnie zamknęła drzwi pokoju wynajmowanego przez bogatą podróżniczkę. Wstrzymała oddech, gdy stanęła oko w oko z jedną z pracujących tu piękności. Kobieta zrzuciła przed nią maskę, chroniącą ją przed resztą świata. Urocza Elfka popielatych włosach, bezgłośnie wykrzywiła twarz w grymasie zaciekawienia. Właścicielka karczmy objęła ją ramieniem, zaciskając palce na zgniłozielonym materiale sukienki kobiety, po czym poprowadziła ją wzdłuż korytarzyka.
- To wyjątkowy gość, Varfiryo. - odparła pochylając się nad pokaźnych rozmiarów obrazem.
Wodziła palcem po pozornie zwykłej, drewnianej ramie. Mało kto był tu amatorem sztuki, toteż nie bała się o możliwość wykradzenia płótna przedstawiającego dwie kobiety w żółtych szatach na tle jabłoni przewyższającej je o kilka głów. Bez większego wysiłku przekrzywiła lekko skrzypiącą ramę, tym samym otwierając przejście, wystarczająco duże by obydwie kobiety zdołały się przez nie przedostać.
- Ma ich więcej? - spytała Varfirya, unosząc do góry lampion wypełniony oświetlającymi drogę robaczkami.
- Cały worek - na samą myśl, co można mieć za takie nominały w Cizthe, poczuła skurcz żołądka.
- Jesteś pewna, że wszystko z nią w porządku?
- Niczego nie jestem pewna, taki charakter - odruchowo powędrowała dłonią w stronę ściany, delikatnie badając ją opuszkami palców.
- A powinnaś. - rzuciła Varfirya, gdy schodziły w dół po kamiennych schodach.
- Jeśli do teraz nic nam nie zrobili, nie rozumiem czemu przez jedną z wielu podróżniczek, cokolwiek miałoby się zmienić?
- Nie każdy nomad ma przy sobie garść złotych monet.
- Coś może być na rzeczy, ale nie pozwolę by ktokolwiek znalazł się w centrum, a pieniądze zawsze się przydadzą.
- One stłumiły twój zdrowy rozsądek.
- Jest cały czas taki sam, i zobacz gdzie jesteśmy.
- To nie jest dobre miejsce dla smoka. Nie pozwolę ci go narażać, Je-
- “Jeśli ktoś spróbuje go złapać, oddam za niego życie” tak wiem, tak wiem, i ja również, bo po śmierci twoja dusza nie dałaby mi spokoju. Dobrze wiesz, że to jedyne miejsce w którym ma szanse by nie złapali go ludzie króla.
-”Najciemniej pod latarnią”
- Dokładnie… Możesz myśleć co chcesz, ale ja lubię tego smoka i nie pozwolę ci go stąd zabrać.
- Oriel...wyczuwam kłopoty. Po prostu coś w mojej głowie mówi mi, że popełniasz błąd.
- Czy w takim razie nie powinnaś dalej obserwować tego mężczyzny w kapturze? Może właśnie sztyletuje kogoś za barem? - głos kobiety przybrał zdenerwowany ton. Przez chwilę odpowiadała jej jedynie głucha cisza. Zrobiła kilka najdłuższych w swoim życiu kroków, w napiętej atmosferze - Przepraszam.
- Ja… Dostrzegłam jego twarz. On naprawdę nie powinien tu być…
- Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że się go boisz.
    Elfka nie odpowiedziała, gdyż ukazały się przed nimi najsolidniejsze w całej budowli drzwi. Brunetka otworzyła je, a w progu dostrzegła drobną istotkę o czerwonych łuskach, pysznie grzejącą się przy ogniu. Podeszła do smoka, po czym pozwoliła jego kruchym nóżkom wdrapać się na jej rękę.
- Dobrze, że jakoś się trzymasz - szepnęła nie mogąc odwrócić od niego wzroku. Był piękniejszy od złota - Nigdy nie pozwoliłabym cię skrzywdzić.
    Gdy Oriel stanęła za ladą karczmy, tajemniczego jegomościa już nie było, natomiast raptowne nastroje bywalców karczmy nie zmieniły się zbytnio od kiedy zostawiła towarzystwo. W jej mniemaniu Varfirya, która przysięgła opiekować się młodym smokiem, niczym wrzód na ogonie pilnowała, by jak najbardziej zatruć jej życie kolejnymi teoriami spiskowymi. Leniwie oparła się o dłoń, gdy podszedł do niej pewien mąż, wielce uradowany jej obecnością, o dziwo ona zupełnie nie wiedziała z kim ma do czynienia.
- Żebyś jeszcze był pierwszy - z udawaną powagą spoglądała w jego stronę, gdy ten zaczął wymieniać swoje tytuły, prawdopodobnie nadane przez siebie samego. Nie każąc mu dłużej czekać, uniosła lewą dłoń, która następnie wylądowała na prawej dłoni mężczyzny. Na jej ustach pojawił się nie mniej urokliwy uśmiech - Słyszałam o Bezkresie Gabriela, ale to chyba nie jest miejsce dla prawdziwych matrosów, czyż nie?

Varfirya

Ostatnio zmieniony przez Clementine (21-05-2018 o 19h24)


MURDER HUSBANDS
https://media1.tenor.com/images/465de88ee40a02bb9b4ebd11fdb7daf9/tenor.gif?itemid=5212238

Offline

#23 22-05-2018 o 01h17

Straż Obsydianu
TheNightFox
Artylerzysta Straży
TheNightFox
...
Wiadomości: 4 261

_______________________________http://oi67.tinypic.com/2qu81tv.jpg

    Nie musiał długo czekać, aż dama poda mu rękę, bo po chwili mógł oglądać delikatną kobiecą dłoń na swojej. Przyjrzał się dokładnie cerze piękności i po chwili stwierdził, że nie może być to naturalny kolor tylko nabyta opalenizna. Widocznie miastem rodzinnym kobiety nie było Cizthe, a krainy skierowane na północnej części Silegardu. Po części uszczęśliwiło to Mefisto, bo gustował w posiadaniu przyjaciół z czterech stron świata, a nie rutynowej stolicy, która nieustannie była na językach całego kraju. W końcu pochylił się, aby delikatnie złożyć pocałunek na aksamitnej skórze. Zaśmiał się bezgłośnie na zapach wszelkich alkoholi dobiegający z ciemnowłosej. Było ich tak wiele, że nie był pewien, czy mógł rozróżnić każdy po kolei. Niezwykle cenił sobie taki rodzaj perfum. Choć widocznie efekt nie był zamierzony, zanotował sobie w głowie informację, iż na pojedynczym spotkaniu nie powinna skończyć się ich znajomość.
    — Słyszałam o Bezkresie Gabriela, ale to chyba jest miejsce tylko dla prawdziwych matrosów, prawda?
    Mimo głosu dziewczyny kojącego zagłuszający harmider, nie potrafił się na nim skupić. Miał dużo ważniejszą kwestię do ustalenia.
    Przetaksował wzrokiem każdego siedzącego przy barze, aby zgłosić prośbę o natychmiastową pomoc. Najbliżej był starzec z siwą brodą popijający korzenne piwo, więc niezauważalnie pochylił ciało w prawą stronę. Wolną dłonią subtelnym gestem zasłonił sobie twarz i uchyliwszy tylko połowę warg zagaił:
    — Pst! Kamracie drogi, wiesz może co znaczy słowo maros? — Przez to, że nie otwierał w pełni ust to, co mówił było dość niewyraźne, aczkolwiek odbiorca najwyraźniej zrozumiał.
    Popatrzył na starszego od siebie mężczyznę błagalnym wzrokiem, w którym ewidentnie Mefisto chciał przekazać aroganckie: „Pośpiesz się to sprawa życia i śmierci!” Ukradkiem zerkał na Oriel wciąż czekającą na odpowiedź. Zdecydowanie nie uważał tego spotkania za najlepsze zagranie jakie przyszło mu odbyć. Sytuacja zdecydowanie przybrała dostatecznie żenujący klimat.
    — Matros, dzieciaku. Ten, który pływa po morzach.
    Nawet nie zauważył, kiedy się przejęzyczył. Nie zdążył mu również podziękować, bo jak poparzony powrócił do zapewne zniecierpliwionej i zbitej z pantałyku pięknej niewiasty. Spojrzał w błękit jej oczu i zawadiacko uśmiechnął się.
    — Naturalnie, moja pani, potrzeba do takich wypraw doskonałych umiejętności, ale co to dla takiego zaradnego młodzieńca jak ja? — Prychnął ostentacyjnie.
    Nadal trzymając dłoń Oriel, zaczął szperać przy swoim płaszczu. Po kilku sekundach z ulgą odetchnął i wyciągnął przed siebie złoty pierścionek. W blasku świeczuszek wydawał się być jeszcze bardziej majestatyczny niż przy pasie wielkoluda, od którego go miał. Z zawodem pozbywał się go. Stwierdził, że całe życie przed nim, więc zdąży takich pierścieni ukraść jeszcze z pięćdziesiąt, a nawet może sto!
    — Jeśli zostaniesz moją narzeczoną opowiem setki, tysiące, miliony opowieści o przygodach piratów i, oczywiście, o Bezkresie Gabriela. Widzę, iż jesteś wielce zainteresowana tym tematem, a ja małe co nieco o tym wiem.
    I choć dla Mefisto było zupełnie na miejscu podobne zachowanie, nie zauważał problemu w postrzeganiu takich sytuacji diametralnie inaczej przez innych. Wychowanie na deskach otoczonych morzem nie uczyło pokory czy innych spokojnych cech, a częściej wyrachowania oraz ciętego języka, którego żadnemu zdradzieckiemu marynarzowi nie brakowało. Liczył jedynie na zgodę Oriel przyciągającej go jak magnes. Chciał dowiedzieć się o niej wiele więcej niż przeciętny bywalec w karczmie.

Ostatnio zmieniony przez TheNightFox (22-05-2018 o 01h18)


https://imgur.com/HILoTCv.png

Online

#24 24-05-2018 o 20h31

Straż Obsydianu
Evalyn
Przyjaciółka chowańców
Evalyn
...
Wiadomości: 3 022

https://78.media.tumblr.com/846e5376c92673fc5641ace2bf5fa422/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo8_r1_400.png


    Ivran był na siebie zły. Po raz kolejny jego ciekawość i chęć zdobycia za wszelką cenę nowych doświadczeń sprowadziły na niego kłopoty. Tym razem były one naprawdę duże; utknął w zupełnie nieznanym mu miejscu, daleko od swojego głównego celu, zagubiwszy przy okazji coś co było dla niego bardzo cenne. Jak znaleźć utracony medalion w mieście składającym się z tysięcy osób? To jest w ogóle możliwe?
    Elf zatrzymał się na moment i zadarł głowę, spoglądając na górujący nad miastem, okazały zamek. Na jego twarzy pojawiła się odraza, kiedy zrozumiał że to posiadłość tego, który jest źródłem cierpienia wielu niewinnych istot. Nigdy nie sądził, że znajdzie się tak blisko króla. Jednak przy całej swojej nienawiści do tego człowieka, jego wysokość w tym momencie był najmniejszym problemem. Powrót do wieży był teraz niebezpieczny, prawdopodobnie kręciło się tam wielu Łowców. Gdyby był w stanie za pomocą magii zlokalizować zagubiony przedmiot… Zwykle do lokalizowania ludzi były potrzebne przedmioty silnie z nimi związane. Z samym medalionem jednak byłby większy problem.
    Należało przeczekać do zmroku aż sytuacja nieco się ustabilizuje. Może do tego czasu opracuje jakiś konkretny plan działania bo w tym momencie jedyne co czuł to tylko złość na siebie, że zdołał zapędzić się z własnej winy w kozi róg, niczym głupie dziecko.
Wziął głęboki wdech i wziął się do działania. Siedzeniem i narzekaniem na własny los nic nie wskóra. Ivran nie należał do złodziei i rzezimieszków, zwykle wolał zarobić uczciwie, żeby nie ściągać na siebie problemów. Wystarczyło już, że posługiwał się magią bo przecież było to największe przestępstwo w królestwie. Czasem jednak okoliczności zmuszały go do podjęcia… niezbyt uczciwych działań. Tak było i dzisiejszego dnia. Zwinął z targu jedną kopię mapy miasta i kilka jabłek bo czuł, że głód zaczyna już poważnie mu doskwierać. Zaszył się w jakimś budynku, który wyglądał na opuszczony. Liczył, że zdoła przetrwać tu do wieczora bez pakowania się w większe tarapaty. Nie wiedział jak bardzo się mylił…
Skupiony całkowicie na badaniu mapy i pogrążony głęboko w myślach odciął się całkowicie od realnego świata, tak że nawet nie spostrzegł zbliżającego się zagrożenia. Obudził się dopiero, kiedy jedna z desek w podłodze zaskrzypiała pod stopami napastnika. Odwrócił się gwałtownie ale było już za późno na reakcję; poczuł uderzenie czymś ciężkim w głowę i pociemniało mu przed oczami.
***

Ivrana obudził potworny ból głowy i chłód bijący od kamiennej posadzki, na której leżał. Zacisnął zęby, próbując usiąść. Było to o tyle utrudnione, że ręce miał związane na plecach jakąś grubą, ocierającą się boleśnie o nadgarstki liną. Zamrugał kilka razy oczami, aby odzyskać ostrość widzenia. Pierwszą rzeczą jaką ujrzał były metalowe kraty, które blokowały mu dostępu do wolności. Drugą- maleńkie okienko znajdujące się wysoko nad jego głową, przez które wpadał do celi mały strumień światła. Mężczyzna podniósł się z podłogi; na moment pociemniało mu przed oczami ale dosyć szybko odzyskał panowanie nad własnym ciałem. Podszedł bliżej krat i wyjrzał na zewnątrz; nie miał dokładnie pojęcia gdzie go wywieźli ale jedno było pewne- znajdował się w więzieniu. Z deszczu pod rynnę.
-Faere- Mruknął cicho, próbując poruszyć nadgarstkami. Używając teraz magii aby przeciąć liny mógłby jedynie uszkodzić sobie dłonie. Zresztą zaraz przed nim stał strażnik i bezczelnie się w niego wgapiał z głupim uśmiechem na tłustej twarzy; podejrzewał, że jakikolwiek niepokojący ruch z jego strony wywołałby alarm.
-Cholera ocknąłeś się. Jak cię tu wnosili to wyglądałeś jakbyś był martwy. Kiepska sprawa. Oskarżenie o magię to nie przelewki. Mówili, że dziś chcą cię już załatwić… no wiesz.
Ivran zerknął w bok, do celi znajdującej się zaraz obok jego. Przy kratach stał brodaty krasnolud i spoglądał na niego z wyraźnym zainteresowaniem.
-Załatwić. Świetnie. To jest to czego potrzebowałem do szczęścia- Mruknął kwaśno elf, spoglądając na małe okienko, znajdujące się wysoko nad nim.- Ten dzień nie mógł być lepszy.
-Nie jesteś w tym gównie sam przyjacielu- Sam fakt nazwania przez krasnoluda elfa “przyjacielem” wydał się Ivranowi dziwaczny. Zwykle obie rasy nie pałały do siebie miłością- Mnie oskarżyli o to samo, chociaż jedyną magia z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia to magia ginących w karczmie miedziaków. Ale nie przegadasz tych skurczysynów. Jak już się na coś uprą to człowiek ma prze…srane.
-Yhym- Mruknął tylko w odpowiedzi Ivran skupiając się na szumie morza. Musieli być zaraz przy wodzie. Przyszedł mu do głowy pomysł dosyć ryzykowny i polegający przede wszystkim na improwizacji, czego elf szczerze nie lubił. Ale teraz nie miał wyjścia, chodziło o jego życie. Należało tylko poczekać aż strażnicy przyjdą aby go zabrać z celi na egzekucję.
Usiadł ponownie na podłodze, czekając na rozwój wypadków.


https://66.media.tumblr.com/a19320a0f5277bed4e4411e8145e25ee/tumblr_own1efIZTL1rzkptso8_r1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/bbdfa486d669bc55ae2b8640e84e3167/tumblr_own1efIZTL1rzkptso1_r2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ca6012ad2cbc82ed69be53565733b8f0/tumblr_own1efIZTL1rzkptso7_r1_250.gif

Online

#25 25-05-2018 o 23h29

Straż Obsydianu
Dajmona
Akolita Sylfy
Dajmona
...
Wiadomości: 973

https://i.imgur.com/Fy8C9AQ.png


  Król wezwał Duncana kilka tygodni wcześniej do stolicy, aby pomóc straży z szerzącą się tam ostatnimi czasy czystą herezją. Łowca bardzo chętnie przywdział na pierś znak królewskiego niedźwiedzia i wsiadł na koński grzbiet. Droga z Jilill zajęła mu około dwóch tygodni. Gdy przybył, odmówił pierwszego noclegu, chcąc przyjrzeć się natychmiast miastu.
  Przechadzał się po bocznych i głównych ulicach, poznając bolesną prawdę, że elfy, krasnoludy i inne wywłoki żyją zgodnie wśród ludzi. Swoją wędrówkę chciał zakończyć w pewnej karczmie, gnieździe szerszeni tego miasta. Ku swojemu pozytywnemu zaskoczeniu dostrzegł swojego starego przyjaciela, który jak zwykle coś kombinował. Poklepał więc go po plecach i dał jasny znak, aby przeszli do subtelniejszego miejsca. Mężczyźni uścisnęli się serdecznie.
  - Witaj, Duncan! Akurat jestem na tropie dużej nagrody. Dziewka nie jest stąd, płaci w złocie za zwykły pokój w „tej” karczmie i pytała o uzdrowiciela. Wchodzisz w to? Od jakiegoś czasu jestem zbyt „rozpoznawalny” i moje urocze zagranie będzie natychmiast spalone jak zdejmę połać tego cholernego płaszcza - Dunkan zaśmiał się serdczenie.
  - Ledwo przyjechałem, a ty już mnie wciągasz w jakieś akcje? - spojrzał ponownie na karczmę - Pewnie, że wchodzę. Zapewniam cię jednak, że ta dziewka to ledwo wróbelek. Zamierzam wreszcie zaprowadzić porządek w tym mieście, a ty mi w tym pomożesz. W każdym razie mamy tą przewagę, że nikt mnie tu nie zna. Słusznie zrobiłem, że nie odziałem dzisiaj znaku niedźwiedzia. Myślę, że warto przyjrzeć się tej spelunie bliżej. Co proponujesz?



http://static.tumblr.com/xjnoqd7/F0Am9w1mx/tumblr_m9t9hct5gy1rxwa6lo1_500.gif

Online

Strony : 1 2 3 ... 7