Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 ... 12

#1 07-06-2017 o 18h26

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Opowiadania RACZEJ nie powinny czytać osoby poniżej 13nastego roku życia, aczkolwiek nie sądzę, żeby nalazło się w nim coś (a w każdym razie nie w szerszym kontekście) wykraczającego poza fabuły ogólnie dostępnych filmów animowanych i komiksów przeznaczonych dla młodzieży czy samej grze.

    Historia tu zawarta opowiada alternatywną wersję Eldaryi. Wyobraźcie sobie, że gra, nie jest tylko lukrowo-romansowym visual nowel, ale niekoniecznie przyjazną przygodą stanowiącą połączenie visual novel i rpg, gdzie romans jest jedynie ewentualnością, a nie celem. Gdzie nasza postać nie jest Marry-Sueowskim ideałem, ma Przeszłość, a KG i postaci poboczne są o wiele bardziej rzeczywiste i prawdopodobne. To opowiadanie jeden z możliwych do uzyskania w tej alternatywnej Eldaryi scenariuszy. Jednak w związku z "urzeczywistnieniem" świata wygląd, pozycja, wiek etc postaci będą odbiegać od tych wykreowanych przez ChinoMiko.
Dobrze, to tyle słowem wstępu. Jedziemy

Rozdział I (cz. 1)
    Siedzę w ciemnym lochu, takim prawdziwym jak sprzed ponad tysiąca lat z grubymi kratami, wilgotnymi, kamiennymi ścianami, łańcuchami i tak dalej. Siedzę sobie i tak się zastanawiam, jak do diabła tu trafiłam. No jak?! Przecież w dobrze skonstruowanym świecie coś takiego jak czarodziejskie portale, równoległe, magiczne światy i takie tam nie powinny istnieć. Nie i już. Niestety najwyraźniej w coś takiego wdeptam. Dosłownie.
    Zamieszkanie w Ziemskim Sanktuarium wydawało się rozsądnym wyjściem. Odrestaurowana planeta, pełna zieleni, wskrzeszonych inżynierią genetyczną gatunków, od mileniów uznawanych za wymarłe, cudowny ogród. Miejsce idealne na nowy start, z dala od udomowionych światów, kosmicznych kolonii i kłopotów.  Tego ostatniego przede wszystkim. Siostra zajmowała się gospodarstwem, ja pracowałam jako wioskowy elektronik i wszystko szło gładko. Aż do wczoraj, kiedy skracałam sobie drogę z targu przez las i zaatakował mnie gigantyczny leniwiec. Swoją drogą skąd megaterium w Europie?! Przecież powinien być w parku historycznym w Ameryce Południowej, a nie hasać po środkowoeuropejskim lesie i straszyć wieśniaków! Czy raczej w moim przypadku „wieśniaków”. W każdym razie zobaczyłam stwora, wzięłam nogi za pas, a uciekając wdeptam w krąg jakiś dziwnych, niebieskawych grzybów. Chwilę późnie „pyk” i jestem niewiadomo gdzie. W jakiejś fantastycznie wyglądającej sali z ogromnym kryształem po środku. Nie zdążam się nawet okręcić wokół siebie, a tu przychodzi jakaś babka o lisim ogonie, strzela z palców błękitnymi płomieniami i każe mnie wtrącić do lochu. Przy czym zjawia się jakiś wielki, niezbyt ludzko wyglądający koleś, który mógłby mi zgnieść czaszkę jedną dłonią i wlecze mnie tutaj.
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Lidia została w domu i pewnie zamartwia się o mnie. Jeżeli szybko nie wrócę, zacznie mnie szukać i wpakuje się w kłopoty, a kłopoty w jej przypadku… No cóż, lepiej o tym nie myśleć. Muszę pogadać z tą czarną Lisicą, która mnie tu wrzuciła. Może jeżeli ciśnienie jej spadnie, to zrozumie, że nie chciałam nic złego i może odeśle mnie do domu? Pytanie tylko, kiedy tu przyjdzie. Od wczoraj nikogo nie widziałam nikogo, nikt mi nie przyniósł jedzenia ani wody… No, mam tu coś w rodzaju wewnątrzlochowej sadzawki, ale woda w niej pachnie zdechłym szczurem i jest słonawa.  Mam nadzieję, że nie zostawili mnie tu, żebym zdechła z głodu…
    Jasna cholera! Muszę się stąd wydostać! Pytanie tylko jak… Jestem przyzwyczajona do elektronicznych zamków, a nie do solidnych krat. Co prawda potrafię to i owo zmajstrować wytrychem, ale zanim coś poradzę mając jedynie dwie wsuwki do włosów miną eony.
    Wyższa myśl technologiczna pokonana przez średniowieczne rzemiosło. Cholera jasna…
    Szarpię za kraty, jednak te pozostają stanowczo na miejscu. Żadna nawet nie drgnie. Kopię drzwi i zyskuję tym tylko ból palca… Niewielki,  dzięki solidnym butom.
Ech… Jakie jeszcze mam opcje? Sadzawka? Podłoże w lochu nie jest murowane, a sama sadzawka wygląda dość naturalnie, no i ta sól. Może łączy się z morzem? Co prawda wątpię, aby wylot nie został zablokowany, ale morska woda kiepsko działa na metal, prawda? Kraty mogły skorodować albo chociaż grunt się nieco osuną tu i ówdzie. Nie należę do najlepszych pływaków, ale potrafię wstrzymać oddech na naprawdę długo.
    Metaliczny stukot. Z tyłu.
    Błyskawicznie odwracam się. Przy drzwiach do celi stoi jakiś opancerzony… Humanoid. Nie mam pojęcia czy to mężczyzna czy kobieta, a tutejsi  na ludzi niezbyt wyglądają. Może to nawet nikt żywy, tylko chodząca zbroja? Bo tak właśnie wygląda, jak wielka, czarno-czerwona, chodząca zbroja.
- Kim jesteś? Przyszedłeś mnie stąd zabrać?
    Zbroja potrząsa głową, wyjmuje z  ciężkiego pasa metalowy klucz i rzuca mi go, po czym szybko odchodzi. Co dziwne nie wydaje przy tym prawie żadnego dźwięku, chociaż zdaje się niczym innym jak tylko wielką kupą żelastwa.
Ktoś otwiera mi drogę ucieczki. Próbuje mi pomóc czy przeciwnie, chce, żebym nadziała się na jakiegoś typa z wielkim mieczem, który zrobi ze mnie mielone? Cóż, zobaczymy.
    Oglądam klucz. Nie jest wcale taki duży, jak mógłby to sugerować zamek, chociaż dość długi. Co ważniejsze ma naprawdę niewielkie „uszko”. Doskonale.
    Szczęśliwie drzwi celi projektował jakiś idiota, bo bez problemu otwieram je od środka i wychodzę. Teraz trzeba zadbać o klucz. W końcu mogę zostać złapana, a w takim wypadku klucz to coś bezcennego i lepiej mieć go przy sobie, ale tak, żeby nikt go nie znalazł. Szczęśliwie w jednym z butów mam zwitek żyłki, a w drugim sznurka, bez których nie ruszam się z domu. Dobra paranoja nie jest zła, ha!
Wyciągam żyłkę, urywam kawałek i wiążę go w pętlę. Jeden koniec pętli przywiązuje do klucza, który połykam, a drugi kotwiczę pod językiem. Obrzydliwe i nieprzyjemne, ale skuteczne. Żołądek może być doskonałą „niewidzialną kieszenią” a przeźroczysta,  plastikowa żyłka jest prawie niewidoczna na tle ciała. Ile ja już rzeczy przemyciłam w ten sposób, fiu-fiu.
    Dobrze, no to idziemy.
    Droga na górę jest prowadzi przez dwie mroczne klatki schodowe i coś w rodzaju piwnicy skrzyżowanej z oranżerią. Szczęśliwie po drodze nikt mnie nie zaczepia. Na górze, w olbrzymim hollu ze wszystkich stron otoczonym drzwiami i schodami też nie, chociaż kręci się tu kilka osób. Co dziwne, chociaż wszyscy paplają w jakimś nieznanym mi dialekcie, doskonale ich rozumiem. Mózg otrzymuje sensowne informacje, chociaż uszy przysięgają, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszały. Magia? Chyba tak, bo nic innego nie przychodzi mi na myśl.
    Jedne z drzwi najwyraźniej prowadzą na zewnątrz. Wychodzę nie zaczepiana przez nikogo. Trafiam na szeroki trakt przechodzący przez coś, co wygląda na plac targowy. Tutaj, przy różnobarwnych stoiskach kręcą się przeróżni humanoidzi i coś na wzór uczłowieczonych kotów – chodzących na dwóch łapach, mających dłonie i stopy oraz mierzących około metra dwudziestu, może trzydziestu. Dziwactwo, ale to nie na nie powinnam zwracać uwagę, tylko na wszelkiego rodzaju przejścia i wyjścia. Niestety takich tu nie widzę. Zarówno plac targowy jak i tereny przyległe otacza wysoki, strzeżony mur. Idę dalej, parokrotnie zbaczając z traktu. Raz do zaułka pośrodku którego rośnie ogromna, obficie kwitnąca wiśnia, a drogi raz do ogrodu z ogromną ilością różnobarwnych kwiatów i czymś w rodzaju dekoracyjnego terenu podmokłego. Kimkolwiek są tutejsi mieszkańcy, mają fantazję.
    Trakt prowadzi do zdobnej, ale solidnej bramy. Strzeżonej. Obsadzonej ze wszystkich stron uzbrojonymi w łuki strażnikami, a ci raczej nie pozwolą mi od tak odejść. Jestem,  jak na tutejsze, specyficzne standardy dość „dziwnie” ubrana no i wyglądam nieznajomo. Co prawda wątpię, żeby strażnicy znali tu każdego z gębuchny, ale „względnie kojarzyć” już mogą. No i przyglądają się mi dziwnie. Zresztą jak wszyscy. Nic nie mówią, ale podejrzliwie zerkają. Teoretycznie mogłabym zaryzykować, pewnym krokiem przejść przez bramę i dać w długą zaraz po usłyszeniu „ej ty”, ale pewnie skończyłabym wyglądając jak poduszka na igły. Krwawa poduszka na igły. Zresztą nawet, gdyby udało mi się uciec, to pewnie i tak mają psy tropiące czy coś. Poza tym, gdzie mogłabym uciec? Przed siebie, nie mając wody, żywności, ekwipunku? Kiepski pomysł. No i jak wrócić stąd – gdziekolwiek owo „stąd” nie jest – do domu? Wątpię, żeby to było proste.
    Tędy nie ucieknę… Chociaż muszę się zastanowić czy ucieczka w ogóle jest dobrym pomysłem. Może lepiej się dogadać? Znaleźć Lisicę i spróbować zrozumieć, o co jej chodziło? W końcu mogła mnie kazać zabić, ten wielki koleś bez wysiłku skręciłby mi kark, gdyby chciał. Z drugiej strony to proszenie się o kłopoty. Raczej nikt mi tu nie powie „O widzę, że uciekłaś z celi. Jak to miło, że jednak postanowiłaś zostać. Chcesz może herbatki?”. Z drugiej strony ucieczka w nieznane TUTAJ. W jakiejś pochrzanionej, fantastycznej krainie. To nie Ziemia, to nie kolonie, ani nawet udomowione światy. Tam przynajmniej wiedziałam z czym mogę mieć do czynienia, więc nawet kilkumiesięczne krycie się w krzaczorach nie stanowiło dużego problemu, ale tutaj… Tu może mnie zeżreć smok, chociaż właściwie smok to mały problem. Wielkie, łuskowate i gorące,  ja go zauważę prędzej niż on mnie. Gorzej z małymi, jadowitymi świństwami. No i średnimi, potrafiącymi się dobrze maskować drapieżcami. Nie wspominając o dziwnej dziwną pogodzie. W prawdzie osłony budynków nie wskazują na to, aby zdarzały się tu opady kwasu czy wrzącego gradu, ale wszystko się może zdarzyć. Dosłownie wszystko, a jedyne, co mam przy sobie to scyzoryk, kastet, sznurek, dwa haczyki i żyłka… Zaraz, zaraz. Acha, no i trzy igły paraliżujące. Prawie o nich zapomniałam. A w plecaku mam paralizator. Szkoda, że zabrali mi go, mógłby się przydać.
    Dobrze,  mam tu długą rozkminę, a panowie z ochrony zaczynają na mnie coraz dziwniej patrzeć. Znaczy czas zrobić minę „jasna cholera zostawiłam włączone żelazko”, pacnąć się w policzek i na z lekka sztywnych nogach, szybkim krokiem zawrócić do „pałacyku” czy co to tam jest.

Offline

#2 08-06-2017 o 11h23

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 697

Hejhej, zaciekawiło mnie to opowiadanie /static/img/forum/smilies/big_smile.png podoba mi się postać głównej bohaterki, chciałabym się o niej dowiedzieć więcej, bo na razie jej postać jest lekko płaska; ale czego się spodziewać po dopiero pierwszej części opowiadania. No i ma podejrzanie dużo przydatnych rzeczy przy sobie XD
Jednak postać jest żywa, da się ją lubić. Podoba mi się jej stereotypowo-nietypowa profesja. I jak się w ogóle nazywa? xd
Zastanawia mnie, jaki jest rok ziemski w tym opowiadaniu, zaciekawiło mnie Twoje uniwersum.
Sytuacja nie zanosi się na to, że będzie tak łatwo rozwiązana jak w prawdziwej eldce, co wg mnie jest dużym plusem. Wszystko jest o wiele bardziej realistyczne, tak jak napisałaś we wstępie. Czekam na więcej /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#3 08-06-2017 o 13h25

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

@Fujimen

Nie wiem czy do końca można mówić w ogóle o rozwiązaniu sytuacji (w końcu Liwia, bo tak notabene nazywa się bohaterka, chce KONIECZNIE wrócić do domu, bo ma tam siostrę), raczej o zawarciu tymczasowego sojuszu. Straż nie chce jej zabić i ją karmi, a ona wykonuje dla nich zlecenia. No i co do profesji, nie wiem czy to nie za duże słowo. Po prostu w toku swojego życia Liwia musiała nabyć wielu nietypowych umiejętności, aby załatwić pewną, konkretną, chociaż nieco skomplikowaną sprawę.

Offline

#4 08-06-2017 o 15h53

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Ależ to świetnie się zapowiada! Obyś utrzymała wenę w garści. Masz we mnie wierną czytelniczkę! Czekam na ciąg dalszy /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Wspaniała jest ta "mroczniejsza i bardziej rzeczywista" wizja Eldaryi.

Offline

#5 08-06-2017 o 17h39

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Dziękuję /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#6 10-06-2017 o 10h57

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Rozdział I (cz. 2)


     Wracam do środka i rozglądam się dookoła, robiąc minę osoby, która właśnie sobie przypomniała, że czegoś zapomniała, ale nie do końca wie czego. Usprawiedliwia to rozglądanie się dookoła. Lata temu pojęłam, że naturalne albo odpowiednio dobrane nienaturalne zachowanie to podstawa. Dzięki niemu można dostać się „na krzywy ryj” w wiele miejsc. Począwszy od cudzego wesela, po strzeżone przez ponurych mięśniaków miejsca. Kiedy trafiłam do zbrojowni rządu tymczasowego na Nowym Uranie, zdołałam wmówić ochronie, że zgubiłam się w drodze do toalety… No mniej-więcej. To była dłuższa, dramatyczna opowieść uwzględniająca oprócz parcia na pęcherz wiele innych czynników, między innymi jeża i wściekłego krokopsa. W każdym razie nie dość, że mi nic nie zrobili, to jeszcze odprowadzili do toalety i dali paczkę pączków na pocieszenie. Całkiem fajne chłopaki …
     No dobrze, to co widzisz moja droga Liwio? Ludzi zawalonych pergaminami wychodzących z jednych drzwi, z bronią z drugich… A zza tych, przy których stoję dochodzą zachęcające zapachy i stukot naczyń. Chyba zlokalizowałam kuchnię czy też stołówkę, która na razie nie jest mi przydatna, zbrojownię, gdzie może znajdę kuszę i może szybko nauczę się z niej strzelać, jeżeli zdecyduję się podjąć to ryzyko oraz bibliotekę. Biblioteka… Kurcze pewnie mają tu prawdziwe książki, takie grube z papieru, oprawione w skórę. Fajnie byłoby przejrzeć taką, ale – rzecz jasna – w moim języku. Coś czuję, że tutejsi piszą krzaczkami.
     Hm… Trzy pomieszczenia, z których raczej nie ma przejścia do dalszych rejonów tego miejsca. Pałacu. W sumie nie wiem, jak to nazwać, wygląda jak pałac. Zaraz. Jest jeszcze jakiś pokój nad głównym wyjściem. Biorąc pod uwagę lokację, pewnie i ten nie prowadzi nigdzie dalej. Na tyłach korytarz do lochów, ale tuż przed nim jeszcze jeden, który muszę sprawdzić. Naprzeciwko kolejny, także do sprawdzenia.
      Lecim z tym koksem, w końcu teren sam się nie zbada, prawda?
     Pierw wchodzę w korytarz obok lochu, który ciągnie się aż przez trzy kondygnacje. Znajdują się tu głownie pomieszczenia  gospodarcze, schowki, łaźnie, toalety i mnóstwo zamkniętych drzwi oznaczonych dziwacznymi symbolami. Prowadzi też na niewielkie podwórze, gdzie ulokowano szklarnię, coś w rodzaju ogromnego zwierzyńca, kuźnię oraz rozległy plac do ćwiczeń bojowych. Oczywiście wszystko otoczone wysokim, strzeżonym murem.
     Jedna umywania, druga, ubikacje… W sumie przydałby mi się solidny prysznic. Może to mało rozsądne, ale spocona i brudna czuję się jak menel, a chyba nikt nie będzie podejrzewał uciekinierkę o to, że tapla się pod prysznicem. Używając cudzego mydła, szamponu i ręcznika.
Pomysł dziwaczny, wręcz szalony, a takie wychodzą mi najlepiej… I nigdy się na nich nie przejechałam - ludzie kiepsko sobie radzą z dziwacznością ciśniętą w twarz. No i nie wiele ryzykuję. Hm… Idę się myć.
     Wchodzę do najbliższej umywalni, sądząc po mało subtelnym symbolu na drzwiach, damskiej i szoruję pod prysznic. Wcześniej oczywiście robię nalot na jakąś szafkę, żeby zdobyć przybory do mycia. Zamek jest banalnie łatwy w obsłudze, powinni się ciut bardziej postarać. Ale poza tym łazienka cycuś-caciuś. Biało-niebieskie, nasuwające na myśl burzące się morze kafelki, wysokie prysznice ukształtowane na wzór liści, eleganckie kraniki. Zresztą wszystko tutaj jest jakieś-takie ozdobne. Może nawet nieco nad wyraz, ale za to solidne. Jak ten przeklęty mur i brama.
     Ugaszone pragnienie oraz poprawiona higiena nieco poprawiają mi nastrój, mimo wilgotnych włosów, których ni jak nie mam wysuszyć. Na szczęście są cienkie, więc same szybko obeschną. To jeden z nielicznych plusów posiadania lichych włosów.
     Zaglądam do lustra próbując jakoś ogarnąć swoją urodę, o ile uroda to nie za dużo powiedziane. Nie żebym była brzydka, raczej przeciętna, może nawet podchodząca pod ładnawą, ale jeszcze nie ładna. Niewielki wzrost, jasne, byle-jakie włosy parę fałdek za dużo na brzuchu i sporawa (ale jeszcze nie spora!) pupa eliminują mnie z wyścigu po tytuł najpiękniejszej. Najlepsza jest jednak twarz. Okrągła buzia, szerokie, ale kształtne i pełne usta, okrągławy nos oraz okrągłe, dziwnie szkliste oczy. Osobno ładne, ale razem dające efekt mordki zagubionego szczeniaczka. W stanie normalnym, czyli niezakłóconej mimiki, wyglądam jakbym nie za bardzo wiedziała gdzie jestem, co mam zrobić i czy w ogóle powinnam tu być. Takie cielęce, zaprawione odrobiną strachu, zdziwienie. Jak to Marius określił, sprawiam wrażenie stażystki w wielkiej korporacji podczas zmasowanego ataku deadlajnów. Gęba będąca prawdziwym przekleństwem, gdy się chce uchodzić za poważną oraz ważną i prawdziwym błogosławieństwem przy załatwianiu spraw na „krzywy ryj” i buszowaniu po zakazanych terenach. Ponoć najlepszym sposobem, żeby wkroczyć na teren „wroga” głównym wejściem i pozostać niezauważonym na widoku jest zachowanie „mam pełne prawo, a nawet obowiązek tu być”. Problem w tym, że odpowiedni ludzie potrafią to rozpoznać. Znowu z twarzą „bardzo pana przepraszam, niech pan nie krzyczy, czy nie wie pan gdzie jest…” nie bardzo. Mało tego. Podobno czują do mnie odruchową sympatię, tę samą, jaką zwykle obdarza się małe, niezdarne kocięta.
     Zapominają, że nawet kociątko ma pazury.
     O jak pięknie, ktoś tu zostawił grzebień na półce. Raz-dwa włosy poczesane, ale póki nie obeschną daruję sobie zawiązywanie w ich koński ogonek. Czysta i pachnąca cudzym szamponem mogę ruszać na dalszy rekonesans wrogiej fortecy.
     Matulu kochana, jak kto dziwnie brzmi.
     No to mamy kolejny korytarz, ostatni z dostępnych. Pewnie za pozamykanymi drzwiami są dziesiątki innych z dojściami i przejściami „do tylca”, ale mając dwie spinki zanim rozbroiłabym te wszystkie zamki, to chyba zdążyłabym się zestarzeć. Jednak co wytrych, to wytrych.
     Pierwsze drzwi, a właściwie otwarte przejście. Co my tu mamy? Argh! To ta sala z wielkim kryształem. Nie, tutaj nie wchodzę. Lepiej nie ryzykować. Lisica wrzeszczała coś, że ta sala jest chroniona, coś o tym krysztale i tak dalej. Najwyraźniej to wrażliwy punkt tutejszej zgrai. Omijamy i nawet nie patrzymy do środka. Idziemy ładnie dalej.
Większość pomieszczeń wygląda na pokoje mieszkalne. W każdym razie tak wnoszę z tego, co udaje mi się podpatrzyć gdy ktoś wchodzi i wychodzi. Zatem to coś w rodzaju… Akademika? Dormitorium? Zdaje się. O! Jest też coś w rodzaju wielkiej świetlicy, nieco mniej ozdobnej niż reszta budynku, którego wystrój coraz bardziej nasuwa mi na myśl pałac elfiej laki Barbie… Tyle, że bez plastiku i gigantycznych ilości różu. Może nawet powstał w tym samym czasie co ta nieszczęsna lalka. Swoją droga, to niewiarygodne, że tak tandetna linia zabawek przetrwała osiem stuleci.
     Świetlica… Wielki kamienny kominek, ściany z gładzonego kamienia, wygodne, ale wyraźnie wytarte meble, a także stoły do szachów i jeszcze jednej wiekowej, chociaż mniej szlachetniej gry – piłkarzyków. Aż dziwi mnie, że nie ma tu stołu do ping-ponga.
     Rozglądam się dookoła, z miną „nie, to chyba nie tu powinnam być”, zawracam i wpadam na kogoś. Na wysokiego kogoś, chociaż z mojej perspektywy trzy czwarte dorosłych jest wysoka.
     - Proszę, proszę. A kogo my tu mamy? Nie znam cię maleńka.
Robię krok w tył, żeby mieć przed oczyma coś więcej niż wbity w czarno-fioletowy mundur tors i przyglądam się osobnikowi przed sobą. Mężczyzna przed około dwudziestu pięciu lat, czarne włosy, blada cera, szczupła, dziwnie drapieżna, jakby głodna twarz, jasnoniebieskie oczy… Czy raczej oko. Drugie osłania zdobna przepaska spod której wyłania się paskudna blizna. Do tego standardowy uśmiech wielskiego lowelasa. Jest rozluźniony, ale w sposób, w jak może być rozluźniony kot – starczy moment, aby skoczył. Jednak raczej nie ma zamiaru skakać. Wręcz ocieka pewnością siebie. Jak kogut wśród kur.
     - Bo jestem tu dopiero od wczoraj – odpowiadam zgodnie z prawdą. Prawda, odpowiednio zaserwowana, potrafi wprowadzić w błąd dużo skuteczniej niż kłamstwo. No i nikt ci nie zarzuci, że kłamałaś.
Zaraz, zaraz… Czy ja się odezwałam w tym ich dziwacznym języku? Chyba tak… Co się tu dzieje…?  Chociaż to dobrze. Gdybym mówiła po swojemu, to nawet, gdyby mnie zrozumiał, pewnie by się nieźle zdziwił słysząc ludzki.
      - A czego tu szukasz zbłąkana duszyczko.
      - Żebym to ja wiedziała. – Wzdycham głośno, przyjmując minę zdezorientowanego psiaka, któremu zebrało się na zrzędzenie. – Ucieczki z tego świata?
     - Nie wiesz, że najlepszy sposobem, żeby uciec od rzeczywistości jest zakochać się? – uśmiecha się szeroko obnażając długie kły. – Jeżeli masz wolny wieczór możemy nad tym popracować. Mniej lub bardziej intensywnie. Nie bój się… Ja nie gryzę. Aż tak bardzo.
     Co to ma być? Wampir-podrywacz? W dodatku kiepski podrywacz? Lepsze teksty słyszałam od Mariusa, kiedy stał po kolana w kurzym łajnie. Ech, Marius to czaruś wyższego poziomu, a i tak dostaje kosza za koszem od Laury. Ten tutaj mógłby się od niego uczyć… Ale dopiero po przejściu kilkumiesięcznego kursu przygotowawczego.
Najlepszym sposobem na kiepskich podrywaczy jest metaforyczny, a czasem nawet dosłowny kubeł zimnej wody prosto na łeb.
     - Ale my się nie znamyyy… - bąkam cicho, ale bardzo wyraźnie, żeby wszyscy nadstawiający uszu bywalcy świetlicy usłyszeli. Są tacy. To okropnie czuć, kiedy ktoś ci się przysłuchuje.
      Ciągnę ostatnią literę, dając znak, że chcę coś jeszcze powiedzieć, żeby nie wpadł mi w słowo. Jednocześnie robię minę mogącą oznaczać zarówno zmieszanie jak i zamyślenie – efekt szczenięcej twarzy. On oczywiście obstawia zmieszanie. Uśmiecha się szerzej, błyskając kłami. Zapewne  zamierza walnąć tekstem typu „właśnie o to chodzi, żeby lepiej się poznać… Lepiej i bliżej”. Czas na kubeł i niewinny głosik numer pięć.
     - … Jesteś czymś w rodzaju dyżurnego chłopca na jedną noc, że zagadujesz w ten sposób obce kobiety?
Bezczelny uśmiech spada z hukiem z jego twarzy w asyście fajerwerków i okrzyków tłumów. Znaczy się śmiechów państwa w świetlicy.
     - Chyba nie wiesz kim jestem – mruczy, marszcząc brwi, jednak nie ma w tym śladu groźby. To raczej stwierdzenie.
     - Właśnie próbuję to ustalić. – Spojrzenie niewiniątka numer dwa i zdziwione mrugnięcie. – W każdym razie, ewentualnymi usługami nie jestem zainteresowana. Ale doceniam chęci i zainteresowanie.
     - Dowcipkujesz jak najęta, zatem musi cię rozpierać energia. Więc masz, żeby cię nie rozerwało – wciska mi w ręce ogromną i potwornie ciężką kuszę, którą cały czas trzymał w trakcie rozmowy oraz dwa sztylety. – Możesz to odnieś do zbrojowni.
     Ten gościu jest niepoważny. W prawdzie tutaj to trochę takie średniowiecze, ale wątpię, żeby ogólna reguła „każdy żołnierz odpowiada za swoją broń i musi ją osobiście składać do magazynu” nie obowiązywała. Może tylko trochę inaczej brzmi. Coś w stylu „każdy zbrojny krwią odpowiada za swój oręż. Winien o niego dbać, pilnować go i składować do zbrojowni osobiście…” czy coś w ten deseń.
      Kurde, ta kusza jest diabelnie ciężka. Jak wszystkie tyle ważą, to póki co mogę nawet nie myśleć o uzbrajaniu się. Prędzej sama zrobię sobie tym dziadostwem krzywdę niż kogoś ustrzelę. A sztylety tak samo. Mogłyby robić za krótkie miecze.
     - Wiesz, że będziesz miał kłopoty, jeżeli mi to dasz? – pytam.
     - Nowa koleżanka raczej na mnie nie doniesie. Prawda?
     - Koleżanka nie, ale zbiegły z waszego lochu więzień już może.
     Mężczyzna parska śmiechem, klepie mnie po głowie i wchodzi do świetlicy.
     Oj chłopie, chłopie. Ty to się jeszcze zdziwisz. Prawie mi cię żal. Prawie.

Offline

#7 10-06-2017 o 13h28

Młody rekrut
Nikhosia
...
Wiadomości: 24

/static/img/forum/smilies/big_smile.png dajesz dalej /static/img/forum/smilies/smile.png
Naprawde mnie wciagnelo a tu koniec odcinka.

Offline

#8 10-06-2017 o 15h47

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 697

  - … Jesteś czymś w rodzaju dyżurnego chłopca na jedną noc, że zagadujesz w ten sposób obce kobiety?
Bezczelny uśmiech spada z hukiem z jego twarzy w asyście fajerwerków i okrzyków tłumów. Znaczy się śmiechów państwa w świetlicy.

A kierowca autobusu wstał i zaczął klaskać XD
żartuję, ten moment mi się podobał. Dobrze Liwia, ciśnij mu XD
Dziewczyna ma głowę na karku i zapewne ciekawą historię, czekam na więcej /static/img/forum/smilies/big_smile.png także no, wiedz, że to czytam, bo nie zawsze mogę coś tu napisać xd

Offline

#9 10-06-2017 o 21h45

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Jakby to powiedzieć... Liwia bywała w różnych miejscach i spotykała różnych ludzi, więc wie jak sobie radzić. Przy czym w ekstremalnych przypadkach radzenie sobie oznacza ucieczkę z krzykiem i wspięcie się na drzewo albo podłożenie ładunku wybuchowego /static/img/forum/smilies/big_smile.png Miejmy nadzieję, że żaden/a z bohaterów/ek historii nie narazi jej się tak, żeby do tego doszło.

Offline

#10 11-06-2017 o 12h32

Straż Cienia
Omhia
Straż na szkoleniu
Omhia
...
Wiadomości: 244

Zacznę od błędów, małe, ale są.
Lecimy, rozdział I (część I)

Literówki:[/color]

Le0kadia napisał

Na górze, w olbrzymim hollu ze wszystkich stron otoczonym drzwiami i schodami, też nie, chociaż kręci się tu kilka osób.

Jeszcze mała uwaga, czy "w olbrzymim holu ze wszystkich stron otoczonym drzwiami i schodami" to nie wtrącenie? Jeżeli tak, to brakuje przecinka po "schodami".

Le0kadia napisał

Raz do zaułka pośrodku którego rośnie ogromna, obficie kwitnąca wiśnia, a drogi raz do ogrodu z ogromną ilością różnobarwnych kwiatów i czymś w rodzaju dekoracyjnego terenu podmokłego.


?[/color]

Le0kadia napisał

Nie wspominając o dziwnej dziwną pogodzie.

Może chciałaś zmienić zdanie na inne i zapomniałaś usunąć, nie wiem.

Rozdział I (część II)

Literówki:[/color]

Le0kadia napisał

Jedna umywania, druga, ubikacje…


Leokiadia napisał

Matulu kochana, jak kto dziwnie brzmi.


Le0kadia napisał

którego wystrój coraz bardziej nasuwa mi na myśl pałac elfiej laki Barbie…


Le0kadia napisał

Swoją droga, to niewiarygodne, że tak tandetna linia zabawek przetrwała osiem stuleci.


Le0kadia napisał

Jest rozluźniony, ale w sposób, w jak może być rozluźniony kot


Przecinki:[/color]

Le0kadia napisał

uśmiecha się szeroko, obnażając długie kły.


?[/color]

Le0kadia napisał

Raz-dwa włosy poczesane, ale póki nie obeschną daruję sobie zawiązywanie w ich koński ogonek.

Brzmi to jakby włosy miały zostać związane w ich własny koński ogon. Powinno być raczej; związywanie ich w koński ogonek.

To na tyle jeżeli chodzi o błędy, które wyłapałam, a co do opowiadania. Lubię humor i charakter głównej bohaterki, szczególnie ten tekst:

Le0kadia napisał

W każdym razie nie dość, że mi nic nie zrobili, to jeszcze odprowadzili do toalety i dali paczkę pączków na pocieszenie. Całkiem fajne chłopaki …

Zastanawiam się czy zrobiłaś to specjalnie, aby rozbawić, czy może jednak ukazujesz, że ten świat jest dziwny i nienaturalny, mniejsza. Bardzo podobają mi się dotychczasowe dwa rozdziały, oczywistym jest, że będę śledziła to opowiadanie.

Życzę weny i czekam na więcej B)


http://i67.tinypic.com/2yl3drk.jpg

Offline

#11 11-06-2017 o 13h57

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Informacja dla mnie: przecinki poprawiłam jak nie wiem co, ale muszę uważać na literówki.

Co do różnych, zabawnych dygresji Liwii ich powodów jest kilka. Raz ukazanie dziwności świata i tego, że wiele rzeczy w nim nie jest takimi, jak się wydaje. Druga, że dziewczyna potrafi myśleć o kilku rzeczach na raz i to w sposób nieco odmienny niż reszta świata. No i trzeci - czysty, zjadliwo-ironizujący humor.

W każdym razie dziękuję za poświęcona uwagę i miło mi, że się podoba /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#12 15-06-2017 o 20h34

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

UWAGA Ogłoszenie:

Czy jak kto woli małe ankiety czy też pytania do czytelników (mam nadzieje, że są tu tacy i to nie tylko ci, którzy się odezwali /static/img/forum/smilies/wink.png)

Pytanie nr 1:
       Jakiego dać Liwii chowańca? (można wybierać ze wszystkich oprócz: kopytnych,ryb i tych, które posiadają "randkowi" chłopcy - byłoby to zbyt tendencyjne.
Pytanie nr 2:
       Z którym z chłopców ma rozwinąć się ewentualny wątek romantyczny?(Wybór podstawowy jak w grze.)
       Odpowiedzi proszę składać do końca przyszłego tygodnia /static/img/forum/smilies/wink.png

       Skąd pytania? Pierwsze dlatego, że chcę dodać historii pewnej losowości nie bazującej na moich upodobaniach. Jednak zaznaczam, że wygląd chowańców będzie się różnił od tego z grafik - zostanie urealniony i biologicznie/ewolucyjnie uzasadniony. Pytanie drugie podobnie + żaden z bohaterów "romansowych" historii nie zdobył mojej większej sympatii. Są zbyt stereotypowi. Przy okazji - nie spodziewajcie się namiętnych pocałunków przy blasku księżyca, rzucania się na szyję ani dramatów rodem z telenoweli. To nie romans. Główne motywy opowiadania zostały określone przy tytule w wątku głównym, a motyw miłosny będzie tylko wątkiem pobocznym.

       A teraz to, co najważniejsze. Zapraszam do czytania /static/img/forum/smilies/wink.png


Rozdział I (cz. 3)

       Dobrze, muszę odnieść to żelastwo do zbrojowni i to szybko. Posiadanie broni, którą nie potrafię się posługiwać w obcym, potencjalnie wrogim miejscu może mi tylko zaszkodzić, a rzucenie jej do kąta raczej odpada.
Kurcze, nawet nie zdążyłam do końca posprawdzać tej części budynku. Jak pech to pech. Z drugiej strony, po tym jak potraktowałam kolegę wampira, tutejsi są dalecy od zobaczenia we mnie uciekinierki. Może coś uda się na tym ugrać.
       Zbrojownia. Wielki, ale wystylizowany pokój pełen porozstawianych na stojakach narzędzi do klucia, ciecia rąbania i miażdżenia. Wszystko pedantycznie równo poukładane, skatalogowane i tak dalej. A przy wielkim stole, w otoczeniu kilku ktosiów siedzi duży facet w srebrno-czerwonym mundurze. Większy nawet od tego poprzedniego i bardziej muskularny, chociaż nie aż tak mocno, jakby można oczekiwać po kimś w otoczeniu takich ilości złomu. Jest raczej żylasty. Znaczy opiera siłę bardziej na ścięgnach i ma refleks w przeciwieństwie do goliatów z siłowni. Postura godna woja z legend arturiańskich, a twarz delikatna. Szczupła, pociągła o wyrazistym podbródku, okolona długimi do pasa, białymi kudłami, dla których nie jedna dziewczyna byłaby wstanie zabić. Do tego żółte oczy obramowane długimi, białymi rzęsami i opalenizna jak z nadmorskiego kurortu.
       Oczywiście. Żaden z pomocników nie zwraca na mnie uwagi tylko sam szefuńcio Duży unosi zadek i spogląda na moją skromną osobę z marsem na czole zarezerwowanym dla niezidentyfikowanych obiektów kroczących.
        - Kim jesteś. Nie znam cię – pyta.
        - Liwia E. Jestem tu dopiero od wczoraj.
        - W takim razie skąd to masz? Nie wydajemy broni nowym.
        - Jakiś zboczeniec z przepaską na oku  wcisnął mi to i kazał odnieść.
        Kąciki ust mężczyzny drgają, ale zachowuje powagę, a nawet jeszcze bardziej marszczy brwi.
        - Zboczeniec z przepaską, tak? Nevra kiedyś wpakuje się w kłopoty. Jeżeli zobaczysz go, to przekaż mu, musimy zamienić PILNIE słówko.
        - Mam nadzieję, że los oszczędzi mi tej przyjemności. A ty to…?
        - Naprawdę jesteś tu nowa. Jestem Valkyon. Swoją drogą, skąd pochodzi twoje imię? Jesteś z gór?
        - Jestem nie z tego świata – uśmiecham się szeroko.
        - Taaak… Może jeszcze powiesz, że jesteś tym człowiekiem, którego Miiko wczoraj przyłapała w Kryształowej Sali?
       Więc Lisica to Miko, tak? Dzięki ci wielkoludzie za podpowiedź. W razie czego wiem, kogo szukać bądź unikać.
       - A żebyś wiedział. Jakiś tajemniczy jegomość wypuścił mnie z celi i teraz kręcę się dookoła szukając drogi ucieczki, a przy okazji robię za dziewczynkę na posyłki.
       - Uważaj, bo jeszcze ktoś weźmie na poważnie te dwoje dowcipy. Jesteś nowa, więc lepiej żebyś nie narobiła sobie kłopotów. Dobrze?
       Człowieku, ja tkwię w kłopotach po uszy. To tylko kwestia czasu, kiedy stracę grunt pod stopami, a wtedy albo utonę, albo popłynę.
       - Dobrze. Na razie mam w planach jeszcze trochę pokręcić się dookoła i zobaczyć czy są tu jakieś drogi ucieczki. Jeżeli nic nie znajdę to pierw wyżulę od kogoś trochę żarcia, bo mnie we więźniu karmili, a potem spróbuje załatwić sprawy z Miiko, co pewnie przyjemne nie będzie. Ale może będę miała szczęście i mnie nie przypali.
       - Miiko nie jest zła, przekonasz się. Bywa wybuchowa, ale jest rozsądna i dobrze ocenia ludzi…
Oj, no to mamy problem, bo ja kryształową osobą nie jestem.
       - …Można też na niej polegać. Nigdy nie zawiodła mnie ani nikogo innego ze straży.
       Możliwe, ale ja ze straży nie jestem.
       - Będę to miała na uwadze.
Ech biedaku… Jak to babsko się dowie, że ty i Przepaska mnie nie schwytaliście, chociaż bezczelnie, prosto w twarz wam powiedziałam, kim jestem, to czeka was sądny dzień. Tego niedzielnego podrywacza mi niespecjalnie żal, ale ciebie trochę tak. Wyglądasz na w porządku gościa… Chociaż to może dlatego, że jesteś duży. Duzi ludzie jakoś mnie lubią i zwykle bronią, nieważne, co aktualnie robię czy też zrobiłam. Nie mam pojęcia, czemu tak jest, ale nie narzekam. Zaprzyjaźnione sto kilo mięśni w spodniach bywa naprawdę przydatne.
        Zwiedzam dalej. Dokończam obchód dormitorium, gdzie oprócz świetlicy znajduję też swego rodzaju aulę oraz wielkie, zapełnione pustymi, metalowymi łóżkami i parawanami pomieszczenie, zapewne pełniące rolę awaryjnej sali szpitalnej. Prócz tego są też liczne zamknięte pokoje, wrota broniące dostępu do wieży, kolejne wyjście na plac i niepozwalająca wejść do podziemi krata. Może i dałabym radę jakoś wydostać się stąd, ale musiałabym mieć klucze do tych wszystkich drzwi. Z parą spinek nie wiele ugram, zresztą wytrychy tez nie wiele pomogłyby mi – za dużo zamków. Niestety jestem zbyt słabo zorientowana w terenie, żeby wiedzieć gdzie czy też od kogo je zdobyć. Nawet szpiedzy mają czas, aby zapoznać się z otoczeniem, poznać obiekty obserwacji, ewentualnie dostają jakieś wstępne informacje, a ja co? W jednej chwili uciekam przed wskrzeszonym, prehistorycznym leniwcem, a po chwili wałęsam się wśród fantastycznych dziwolągów… No dobra. Biorąc pod uwagę ilu ludzi ma teraz wszczepy, dziwolągi to stanowczo przesadzone słowo.
       Dobrze, sprawdzę jeszcze te pojedyncze pomieszczenia przy głównym hallu, znaczy się bibliotekę i co tam jeszcze jest otwartego, a potem zgodnie z tym, co powiedziałam panu Dużemu, idę żulić żarcie. Nawet jeżeli znowu wtrąca mnie do lochu, to przynajmniej będę syta. A potem… No cóż. Potem mogę wymknąć się w nocy. Może w międzyczasie zdobędę jakieś istotne informacje, które podpowiedzą mi, co robić, bo na razie nie mam pojęcia.
       Kurczę. Coraz czarniej to widzę. Jeżeli nie wrócę w ciągu tygodnia, Lidka zacznie mnie szukać, a wtedy rozpęta się piekło.  Boję się pomyśleć, co może strzelić jej do głowy.
       Do diabła z tym! Dostałam się tu, to muszę się też wydostać! W przyrodzie nie występują drogi jednokierunkowe.
       Hall, a wokół niego biblioteka, lecznica i swego rodzaju laboratorium chemiczne. W żadnym nie natykam się nawet na  ślad chociażby jednej wskazówki odnośnie potencjalnych dróg ucieczki. Ale nie ma tego złego. Laboratorium jest niestrzeżone, a po krótkim rekonesansie udaje mi się znaleźć – werble – wodę królewską. Pożyczam nieduży słoiczek, przelewam do niego trochę płynu i chowam go w lochu, tak na wypadek, gdyby znaleźli przymnie klucz. W razie czego potraktuję tym zamek i ucieknę. A co do wydostania się na zewnątrz… Cóż, znam się nieco na materiałach wybuchowych, a z substancji w laboratorium dałoby się to i owo zmajstrować. Potem odpowiednio głośna eksplozja w odpowiednim miejscu, odwrócenie uwagi i myk na zewnątrz.  Niestety jest południe. To nie najlepsza pora, żeby pichcić proch czy nitroglicerynę w cudzej pracowni. Metoda na krzywy ryj na razie działa, ale wolę jej nie nadużywać. Jeżeli złapią mnie bezcelowo błąkająca się wokół to pół biedy, ale noszącą broń lub majstrującą przy chemikaliach… Strzelanie do osób potencjalnie niebezpiecznych przychodzi dużo łatwiej niż do tych wyglądających jak ofiary losu.
       Ewentualne działania pirotechniczne odkładamy na noc.
       Dobrze, spójrzmy prawdzie w twarz. Mam dwa wyjścia. Albo ukrywać się do oporu wewnątrz pałacu i mieć nadzieję, że na oślep znajdę jakieś odpowiedzi, albo spróbować porozmawiać z Lisicą… Znaczy się z Miiko. Jakby nie patrzeć, logiczniej brzmi opcja numer dwa… A jak się nie uda, to nocą, kiedy wszyscy pójdą spać, uciekam.
      No to mam plan awaryjny. A teraz spróbuję znaleźć coś na ząb, bo kiszki grają mi marsza.
      Drewniane stoliki, tłok, przeżuwający ludzie czy raczej „ludzie”. Znaczy to nie kuchnia tylko stołówka. Kuchnia jest dalej, na tyłach. Hm, ładnie tu. Tak staroświecko, a zarazem dziwnie domowo. Wszystko estetyczne, ale nie tak wypięknione jak w pozostałych częściach pałacu. Dużo drewna, ciepłe światło, proste ozdoby. Cacy.
Kuchnia. Dobrze byłoby się tam rozejrzeć, zwinąć coś do jedzenia i sprawdzić czy nie ma tylnego wyjścia. Niestety kuchnia tak jak i spiżarnia są porządnie obstawione. Znaczy, chyba spiżarnia. Nie jestem w stanie powiedzieć niczego na pewno, a  do wielkich gości z ostrymi włóczniami lepiej się nie zbliżać. Cholera... Można by pomyśleć, że mają tam składy meteorium czy czegoś.
       Yhhh… Najprostsza metoda zdobycia jedzonka, lepkie rączki, odpada. Wszystko na złość. No to będę musiała kombinować.
       Krążę wokół z półprzytomną, zamyśloną miną numer dwa, podsłuchując i obserwując innych. Szybko dowiaduję się, że żywność jest racjonowana. Aby dostać coś więcej albo coś lepszego niż trzy standardowe posiłki, potrzebne są swego rodzaju kupony. Hm, z tego, co widzę standardowe posiłki składają się one z burej owsianki bądź kaszy, podawanej w niezbyt obfitych ilościach.
       Jestem głodna tak, że mogłabym zjeść trzy małe świnki i zagryźć wilkiem, a tu mi mówią o małych porcjach? No cóż, nie zagląda się darowanemu koniu w zęby. Zjem co i ile dają. Najwyżej potem będę kombinować.
       Biorę jedną z tac i szoruję po podawaną papkę. Wykładający żarcie kucharz, koźlorogi blondyn po czterdziestce, spogląda na mnie spode łba. Wygląda na buca, ale zarazem na bystrzachę. Takich jak on trudno wykołować, trudniej niż ludzi na wyższych stanowiskach. Głównie dlatego, bo nie raz próbuje się ich wprowadzić w maliny różnymi sposobami. No i są pewni swego. Otóż nikt nie lubi pozbywać się ludzi „ogarniających system” jak dobrzy kucharze, woźni z długoletnim stażem, wszystkowiedzący pracownicy średniego szczebla. Kiedy znikają zaczyna się chaos. Zabitego generała łatwo można zastąpić kimś doświadczonym, lecz niższym stopniem, ale gdy ginie główny zaopatrzeniowiec, robi się nieciekawie.
       - Nie widziałem cię tu jeszcze – burczy patrząc na mnie podejrzliwie.
       - Bo jestem tu dopiero od wczoraj.
       - I już pozbyłaś się wszystkich, swoich kuponów żywnościowych? Jakoś wątpię.
       - Nie dostałam żadnych kuponów.
       - Zawsze dają je nowym. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby o tym zapomnieli.
       - Ale nie rozdają więźniom. Od wczoraj nikt nie dał mi nic żarcia, to wyszłam z lochu upomnieć się o michę.
Podejrzliwość w oczach mężczyzny wzrasta.
       - Wiesz, że na takich żartach można się przejechać? Ktoś może uznać, że próbujesz być sprytna i naprawdę jesteś zbiegłym więźniem.
       Skuriikkk burbluburblubur!
Ładnie. Właśnie ten moment wybrał mój brzuch, żeby agonalnie zaburczeć. Parę osób w kolejce chichoce i przygląda mi się z ciekawością.
       - Ze sprytem to się staram jak tylko mogę, a więźniem nie jestem tyle zbiegłym, co głodnym.
       Mężczyzna unosi brew i nakłada mi ogromną chochlę jakiejś burej paciai. Nie wiem co to jest, ale przynajmniej jest tego dużo. Grzecznie dziękuję, odwracam się i człapię do najbliższego, wolnego stolika. Kątem oka widzę, jak kucharz wzywa do siebie jakąś młodą podkuchenną i coś jej szepce na ucho. Ta zerka na mnie i szybko ucieka ze stołówki.
       Tak… Może gościu i ma bandzioch jak beczka piwa oraz twarz niczym wrogi kartofel, ale jest też naprawdę bystry. Dużo bystrzejszy od reszty tutejszej zgrai. Coś mi mówi, że lada moment Lisica odkryje moją nieobecność. Przy odrobinie szczęścia do tego czasu zjem.
       Zaraz, zaraz? Czy ten gościu z tyłu macha do mnie?
       Odwracam się i rozglądam dookoła. Nikt mu nie odmachuje ani nie idzie w jego stronę. Znaczy albo macha do mnie, albo nikt go tu nie lubi, albo śmierdzi… W co wątpię, biorąc pod uwagę, że obok niego siedzi ładna, chociaż ciut rybia kobieta. Rybia w sensie łuski, płetwy i tak dalej.

Offline

#13 15-06-2017 o 21h24

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 697

Twarz niczym wrogi kartofel XDDDD potas węgiel

Co do chowańca - jak dla mnie jeanylotte, może plumobec albo liclion.
Co do boja - strzelam w Ezarela albo Valkyona, nie widzę Liwii z Nevrą po tym jak w Twoim opowiadaniu stał się wiejskim podrywaczem numer jeden XD ale jeszcze zobaczymy, jak przedstawisz Leiftana w opowiadaniu :p no i zeza

Offline

#14 15-06-2017 o 22h19

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Ok, mała uwaga... a właściwie to dwie:
- jedna konkretna odpowiedź do każdego pytania, bez "albo"
- nie kierować się przedstawieniem żadnej z postaci w opowiadaniu, bo Liwia, przynajmniej na początku, każdemu się narazi i na odwrót. Właśnie o to chodzi w wyzwaniu, żeby potem ponaginać odpowiednio fabułę.

Acha, jeszcze może zaznaczę, że za wyjątkiem wymienionych w poprzednim poście wyjątków można wybierać spośród WSZYSTKICH chowańców, również tych niedostępnych w polskiej grze /static/img/forum/smilies/wink.png

@ Fujimen: przyjmuje za twoje odpowiedzi pierwsze wymienione czyli: jeanylotte i Ezrael, w razie zmiany zdania - info (btw o co chodzi z zezem? oO')

Bez śmiechów. Wrogie kartofle mogą być straszne, kto oglądał w dzieciństwie Gęsią Skórkę ten wie /static/img/forum/smilies/tongue.png

Offline

#15 15-06-2017 o 22h34

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 697

Gęsiej skórki to się bałam za dzieciaka XDD

I zez to inaczej zEzarel, takie tam śmieszkowe przezwisko xdd
Tylko proponując chowańca niedostępnego na polskiej wersji można dostać ostrzeżenie lub gorzej. Zaproponowałam Jeanylotte, bo pasuje mi wyglądem do Liwii xD
Jakbym zmieniła zdanie, to dam znać :p w mojej opinii kieruję się głównie tym, jak przedstawiona jest Liwia i jak przedstawieni są chłopcy, bo wiem że co opowiadanie każdy z nich jest trochę inaczej napisany, niż w oryginale.

Offline

#16 16-06-2017 o 02h42

Młody rekrut
Nikhosia
...
Wiadomości: 24

A ja odpowiem tak: chcialabym mimo wszystko zobaczyc Valkyona ( w Twojej interpretacji tej postaci, interesujace to by bylo) jako ewentualnego 'wybranka' Liwii. Glownie z tego powodu, iz bardzo malutko, wlasciwie to neimal wcale nie ma dobrych fanfikow z nim a Twoj zapowiada sie niezle. Nawet jesli watku romansowego ma nie byc /static/img/forum/smilies/big_smile.png Co do chowanca to podpinam sie pod pomysl poprzedniczki.

Offline

#17 16-06-2017 o 19h51

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Zatem po jednym głosie dla Ezraela i Valkyona (miejmy nadzieję, że inni będą też głosować, bo inaczej przyjdzie mi rzucać monetą /static/img/forum/smilies/neutral.png) + 2 na jeanylotte jako chowańca (mała dziewczyna, duży zwierzak, może być ciekawie).

@ Fujimen - O tym, że o niedostępnych na wersji pl chowańcach wspominać nie można nie wiedziałam. Chyba zresztą nie ma odnośnie tego żadnego wpisu. Rozumiem nie wspominanie o chowańcach, które JESZCZE nie pojawiły się w wersji PL ze względu na fabułę, bo spoilery to zło i niedobro (aczkolwiek sam Beemov zaspoilerował myszoróżę w świątecznej ilustracji /static/img/forum/smilies/neutral.png), ale te z  eventów świątecznych, które minęły Polskę nie są chyba żadną tajemnicą + można sobie wszystkie swobodnie pooglądać na polskiej wiki.

Offline

#18 16-06-2017 o 20h22

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 697

Zmieniam zdanie, jestem całym serduszkiem za Valkyonem bo to mój ulubiony ziomeczek XD kobieta zmienną jest

Tu daję link do posta odnośnie m.in. chowańców klik. No niestety, taki jest regulamin i nie ma co z nim walczyć, trzeba się dostosować xd
Poza tym takie udostępnianie nieodkrytych chowańców mogłoby odebrać przyjemność z dalszego odkrywania gry

Offline

#19 18-06-2017 o 21h10

Straż Cienia
Chrysanthema
Młody rekrut
Chrysanthema
...
Wiadomości: 16

Ty to wiesz jak wywabić małych podglądaczy!
Ja głosuję na Ezarela. Och! Mieszanka byłaby wybuchowa.
I jeanylotte! Ta cudowna Kula idealnie do bohaterki pasuje *-*

Ostatnio zmieniony przez Chrysanthema (18-06-2017 o 21h12)


https://media.giphy.com/media/3VR9fqwcBwvYI/giphy.gif

Offline

#20 19-06-2017 o 20h33

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

Czyli w "konkursie" na powiedzmy, że chłopaka głównej bohaterki 2 glosy na Valkyona i 1 na Ezraela.
W "konkursie" na chowańca 3 na jeanylotte
Głosy można oddawać jeszcze do niedzieli. W pn podliczenie i decyzja.

A teraz część ostatnia rozdziału pierwszego. Miłego czytania /static/img/forum/smilies/wink.png


Rozdział I (cz. 4)


       Podchodzę do stolika. Facet ma szpiczaste uszy, niebieskie włosy oraz uśmiech kota, który zżarł kanarka i właśnie zamierza dobrać się do rybek. Do tego ciut niezdecydowaną twarz. W sensie, nie że minę, tylko ogólnie fizjonomię. Trudno mi to sprecyzować, ale mam wrażenie, że jego papa nie potrafi się określić czy być sentymentalnym obliczem cierpiącego poety czy też buziunią uroczego łobuziaka. Towarzyszy mu opalona, platynowa blondynka o dziwnie szklistych, jakby rybich oczach i małżowinach usznych w kształcie płetw. Część szyi i twarzy ma pokryte łuską, a jej usta wyginają się w szczerym, szerokim uśmiechu. Mam wrażenie, ze gdyby miała ogon, zaczęłaby nim merdać. Obydwoje wyglądają dwadzieścia trzy, może dwadzieścia cztery lata i noszą zielone mundury.
       - Taaak? – pytam.
       - A nic, chcieliśmy się przywitać z nową koleżanką – mężczyzna uśmiecha się szerzej. – No i  może pomóc z twoim małym problemem z brakiem kuponów.
       - Ezrael nie! – jego towarzyszka próbuje spiorunować go wzrokiem. Próbuje, bo nie jest stworzona do morderczych spojrzeń. Z tymi rybimi oczami i dziecięcą buzią może co najwyżej zrobić minę obrażonej kilkulatki. – Jest nowa!
       - Właśnie o to chodzi, że jest nowa. Nowa i głodna. – Spogląda na mnie. – Otóż rozgrywaliśmy sobie tutaj z koleżanką i kolega, który poszedł po napoje, partyjkę zockera na kupony. Koleżance nie poszło i zrezygnowała, więc przydałaby się trzecia osoba do gry…
Chyba wiem do czego to zmierza. Oj chłopie, chłopie, chłopie. Na takim szytym grubymi nićmi cwaniactwie można się srogo przejechać.
       - … Dlatego tak się zastanawialiśmy czy może ty byś nie dołączyła? Będziesz grała „na kreskę”. Jutro powinni ci dać kupony, to ewentualną przegrana oddasz.
       - Nie! Nie słuchaj go! – Kobieta niemal podskakuje na swoim miejscu. – Razem Drekiem ograli mnie perfidnie. U Ezraela straciłam sześć kuponów a u Dreka trzy. To naprawdę się nie opłaca.
       - Czyli ten tutaj to Ezrael, a ty? – pytam.
       - Ja? Ach tak, przepraszam. Jestem Alajea.
       - Liwia. Miło mi poznać. – Zerkam na Ezraela. – A jak w ogóle się gra w tego waszego zockera?
       Pokrótce objaśnia mi reguły. Boże, ten ich zocker to nic innego jak stary, dobry poker. Doprawdy, biedaczyna nie mógł gorzej trafić. Babcia była szulerką i nie raz grała ze mną i siostrami… Na pieniądze, prace domowe lub cukierki. Nie chcąc zostać oskubanymi do gołego musiałyśmy szybko osiągnąć poziom mistrzowski. Prawie mi go żal, ale darmowy posiłek, darmowym posiłkiem. Co prawda współczujący kucharz dał mi dość owsianki, ale z miłą chęcią wciągnę też jakiś deser i napiję się czegoś dobrego.
        - Tak, znam to. W domu często grałam z babunią.
Mężczyzna posyła mi szeroki uśmiech. Pewnie myśli, że ma mnie w garści.
        - To piszesz się na małą rozgrywkę?
        - Jasne.
        Alajea przewraca oczyma i wzdycha ciężko, mrucząc „ostrzegałam”. Nie wzdychaj moja droga, nie wzdychaj. Zaraz zobaczysz CZARY.
        Po kilku chwilach dołącza do nas obarczony napojami Drek – ma nawet coś dla mnie. Jakieś bąbelki z odrobiną alkoholu. Całkiem smaczne, chociaż pewnie służące rozkojarzeniu mojej skromnej osoby. Iście „diabelski” plan. Zresztą on cały jest „diabelski”. Czerwona skóra, „krowi” ogon, rogi, kopyta. Nawet uczesanie ma niczym Mefistofeles, a ta cienka szpicbródka. Fiu-fiu. Ciort rak się patrzy.
        Gra się rozpoczyna. Z premedytacją przegrywam dwa pierwsze rozdania, ale idę w zaparte, mimo próśb Alajei. Przedłużam partię, czekam aż stawki nieco podskoczą i bam! Odkuwam się z nawiązką. Oczywiście chłopaki stwierdzają, że to tylko szczęście początkującego. Niestety potem przegrywają jeszcze raz… I kolejny. W końcu Drek przerywa „złą passę” wycofując się z gry.
       - Stary, przykro mi, ale odpadam. Nie chcę do końca miesiąca jeść kasz i owsianek.
       - Dziewczyno, kim ty jesteś? – pyta Ezrael ze złością w oczach, przesuwając w moim kierunku pakiet swoich kuponów.
       - Ostrzegałam, że grałam w to z babunią. A babunia  piekielnie dobra w te klocki. – Uśmiecham się słodko i zerkam na Alajeę. – Ile tych kuponów przegrałaś? Dziewięć, tak?
       Kiwa głową, a ja odliczam dziewięć podstemplowanych dziwnymi pieczęciami papierków. Momentalnie jej twarz przecina gigantyczny uśmiech.
       - Dzięki, dzięki, dzięki! Jesteś niesamowita!
       Uśmiecham się pod nosem, podczas, gdy chłopaki mordują mnie wzrokiem. Od każdego wyciągnęłam po dziesięć kuponów. Oddaję im po trzy. Reszta, chociaż raczej nie wykorzystam jej bezpośrednio, może się przydać, chociażby jako karta przetargowa.
       Owsianka zjedzona, to przydałby się deserek. Wysuwam propozycję, a szczęśliwy z odzyskania kuponów Drek biegnie po coś dobrego i kolejne napoje.
       Hm… Szczerze powiedziawszy myślałam, że do tej pory już ktoś tu się zjawi. Czyżbym przeceniła kucharza i jego zmysł obserwacji? Zresztą nieważne. Fakt, że jestem najedzona i napojona. Lisicę mogę znaleźć sama później.
       O, są desery. Budyń kokosowy ze słodkimi chrupkami w czekoladzie i bitą śmietaną? Trochę dziwaczne, ale może być. Napój znowu, czymkolwiek jest to ciemnogranatowe draństwo, to prawdziwa pychota.
       Rozglądam się po stołówce. Prawie wszyscy w mundurach, zielonych, szarych z czerwonymi lamówkami i czarnych z fioletowymi… O, jest też ktoś w złotawym. Nie trzeba być geniuszem, żeby się domyślić, że te kolory coś oznaczają. Pytanie tylko co. No cóż, chyba ucieknę się do najprostszego z sposobów pozyskiwania informacji.
       - Alajea, a o co chodzi z tymi różnokolorowymi mundurami?
       - Nie wiesz? – Szczerze zaskoczona spogląda na mnie intensywnie mrugając. – Różne kolory mundurów to różne straże. Ja i Ezrael jesteśmy ze Straży Absyntu, specjalizującej się w alchemii, magii, uzdrawianiu i chowańcach. Drek jest ze Straży Cienia…
        Ma czarno-fioletowy mundur.
       - …To tak-jakby szpiedzy, ale też wojownicy specjalizujący się w partyzantce, tropicielstwie, nietypowych rozwiązaniach i mający różne, ciekawe umiejętności. No i jest jeszcze Straż Obsydianu, wytrenowani, odporni na trudy wojownicy… To ci w szarych mundurach. Zresztą znają się nie tylko na walce, ale często też rzemiośle i płatnerstwie.
       Dobrze… Jak na mnie to głupota dawać ludziom różnokorowe fatałaszki, żeby ewentualny wróg z kilometra potrafił rozpoznać kto jest kim.
       - Dobrze, to zgaduję, że ci w złotych to pewnie szefostwo, tak?
       - Tak. To Lśniąca Straż, oni są tu najważniejsi… No mniej-więcej…
       - A tak właściwie to skąd jesteś, że nie wiesz nawet takich postaw? – pyta Drek, unosząc brew.
       - Przecież mówiłam. Jestem waszym więźniem, który postanowił coś zjeść… Właściwie to umyć się i zjeść, bo w lochu warunki sanitarne poniżej krytycznej.
       Ezrael ciężko wzdycha i jeszcze ciężej opiera się na krześle. Do tego ten pełen znużonej, nauczycielskiej nagany wzrok. Chyba coraz bardziej mu podpadam. Ojojoj. Biedaczysko.
       - Mogłabyś przestać? – pyta. – Sam lubię dowcipy, ale jeden powtarzany w kółko przestaje być zabaw…
       Do sali wpada grupa strażników pod przewodnictwem Lisicy. Wśród nich jest dobrze znany mi wielkolud, noszący podobnie jak ona złotawy mundur. Paru trzyma broń. Pomyśleć by można, że za pazuchą mam seryjną plazmówkę T84 i zaraz ich wszystkich podziurawię. Doprawdy przerost formy nad treścią.
       - Wszyscy zostają na miejscach – Silny i nadspodziewanie mocny Miiko słychać w całej stołówce. – Prawdopodobnie ukrywa się tu zbiegły więzień. Musimy przeszukać salę. Nikt nie wchodzi ani…
- Tutaj jestem! – krzyczę nie ruszając się z fotela, ale na wszelki wypadek kładę dłonie na stole i rozczapierzam palce, tak, aby wszyscy widzieli, że nie mam broni. – I nie ukrywam się tylko jem, bo od wczoraj nie dostałam nawet szklanki wody. Poza tym nie uciekłam, tylko ktoś mnie wypuścił. A tak w ogóle, to bardzo chciałabym się dowiedzieć, gdzie jestem, jakim cudem tu trafiłam oraz jak wrócić do domu. W szczególności to ostatnie. I ładnie prosiłabym, żeby do mnie nie strzelać, nie dźgać mnie, ani nie próbować przypalać. Bardzo dziękuję.
       Nagle ogarnia mnie wrażenie, że trafiłam do akwarium złotych rybek. Na kogo nie spojrzę, ten ma wytrzeszczone oczy i rozdziawione usta. Najbardziej Ezrael i Miiko, którzy wyglądają, jakby zaraz  miał ich szlak trafić.

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (19-06-2017 o 20h35)

Offline

#21 19-06-2017 o 23h11

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

To jest strasznie fajne ! I uwazam iz zaden Ezarel nie pasuje do bohaterki :> Tu nie ma czasu na milosne przekomarzanki, jakich by sie mozna spodziewac po tej parze, gdyby kandydatura Eza przeszla /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tu potrzeba Valkyona jako wsparcie duchowe dla bohaterki (choc jakos nie specjalnie wyglada na to, ze potrzebuje ona, ale to dopiero poczatek przeciez) Zatem  Valkyon! Chowaniec wszystko jedno :> aje niech juz bedzie jeanylotte.

Offline

#22 21-06-2017 o 23h31

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 698

Jezu, Liwia jest przeepicka! XDD Tak bezpośredniej bohaterki to już dawno nie widziałam XD Babka wyraźnie nie pieprzy się w tańcu i zabawia się nimi wszystkimi jak sobie chce - ta im gada, że właśnie zwiała z więzienia, a cała reszta na to: "taa, taa, jasne. Chcesz coś?" XDD Serio, świetnie zagrane /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tylko ciekawam, co będzie teraz, kiedy już wszyscy ją otoczyli i wydało się, że to "ta zła", na dodatek uwolniona przez kogoś obcego. No i nie ma co, opis opowiadania bardzo intryguje, dlatego zamierzam czytać dalej. Czekam więc na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Offline

#23 23-06-2017 o 20h07

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 331

@Laique - przy żadnym z panów nie przeszłyby/nie przejdą miłosne przekomarzanki. W każdym razie nie w standardowym romantyczno-komediowym wydaniu. Co nie znaczy, że Ez nie doświadczyłby/ nie doświadczy odwetowych pranków (chociaż na chwilę obecną nie potrafię wymyślić żadnego ._.' i nie wiem czy wymyślę /static/img/forum/smilies/big_smile.png xD ) które obrzydziłyby mu żarciki. Podobnie jak Nevra mógłby się przejechać na swoich erotomańskim gawędziarstwie bardziej niż kot na wypastowanej podłodze przy kompletnym zerze słodkawych przekomarzanek. Jednak głos na V jak najbardziej przyjmuję + nie naliczam głosu na chowańca skoro wszystko jedno /static/img/forum/smilies/wink.png

@Methrylis - bezpośredniość w tym wydaniu była głównie strategią, która całkiem nieźle się sprawdziła. Plus bezpośredniość niewypowiadanych myśli, ale to nie do końca się liczy /static/img/forum/smilies/wink.png A mówienie prawdy bywa lepsze od kłamstw, jeżeli ową prawdę odpowiednio przekazać. No i na koniec cieszę się, że opowiadanie zaciekawiło /static/img/forum/smilies/wink.png Mam nadzieje, że zgodnie z zapowiedzią nie rozstaniemy się szybko /static/img/forum/smilies/smile.png

Kolejne podsumowanie konkursu ulubieńców: 3 głosy na Valkyona, 1 na Ezraela i 3 na jeanylotte. Przypominam, że głosy oddajemy do niedzieli, więc wszystkim pragnącym wpłynąć na fabułę (w niezbyt wielkim stopniu, ale jednak) zostało niewiele czasu /static/img/forum/smilies/wink.png

A teraz przejdźmy do najważniejszego czyli opowiadania. Wyszło mi sporo dialogów, ale mamy sporo ustnego wyjaśniania, które niestety musiało tu nastąpić.

Antymagia. Rozdział 2 (cz1)

       Lisica. Miko. Średniego wzrostu, ale wydająca się być wysoką czterdziestoletnia Azjatka o czarnych, upiętych w zwarty kok włosach. Posiada czarne, lisie uszy i ogon oraz zwierzece kły. Tutejsza szefowa szefów i prawdziwa żelazna dama, obecnie nieźle wkurzona na mnie. W sumie nie dziwię się. Wystawiłam ją i całą tę ich straż, Straż Eel, jak się nazywają, na pośmiewisko.
       Ze stołówki zostałam wyprowadzona i wniesiona na piętro skrzydła mieszkalnego do swego rodzaju auli. Tak, wniesiona. Kiedy dotarliśmy do schodów wielkolud znany mi ze wczoraj zaczął mnie wlec za sobą. Zwróciłam mu uwagę, że mam ciut krótsze od niego nogi i nie stawiam oporu przy aresztowaniu, tylko zwyczajnie nie nadążam… A potem poirytowana dodałam, że skoro mu się tak śpieszno, to już wolę, żeby wziął mnie pod pachę. No i tak zrobił. Właściwie to było nawet zabawne, prawie fajne. Prawie. Gościu jest niewiarygodnie silny, zachowywał się jakbym w ogóle nic nie ważyła. Swoją drogą, ciekawe do jakiego gatunku należy. Ponad dwa metry wzrostu, ze sto dwadzieścia kilo, spiżowa skóra, masywna szczęka, szpiczaste zęby z wyraźnie dłuższymi kłami na obu szczękach oraz przypominający świński ryj nos. Wygląda najmniej ludzko ze wszystkich osób, które tu widziałam, ale jednocześnie nie wydaje mi się niebezpieczny. Znaczy agresywny. Właściwie to mam wrażenie, że cała ta sytuacja zaczyna go bawić.
       W każdym razie, trafiłam do auli. Tonącej w złoceniach, kwadratowej sali z wielkim, okrągłym i bardzo zdobnym stołem pośrodku. Co ważniejsze nie trafiłam tu sama. Wraz ze mną przyszli kucharz, który po wyjściu zza lady kuchennej okazał się mieć koźle nogi, znaczy chyba jest satyrem, wcześniej poznani strażnicy oraz szefowie poszczególnych straży. No i oczywiście Miiko, jakiś jej zausznik oraz ten nieludzki wielkolud. Chyba ma na imię Jamon.
       Ciekawe, jakim sposobem rozeznali się tak szybko, z kim rozmawiałam?
       Doprowadzeni strażnicy nie sprawiają wrażenia nazbyt szczęśliwych. Ezrael ma minę jakby uparcie próbował złapać puentę kiepskiego żartu, Valkyon usiłuje udawać kamienny posąg, a ten wampir… Nevra? Tak, chyba tak mu było. Nevra znów stara się nie ogłuchnąć. Dlaczego? Bo szefowa jego straży, kobieta-gargulec, jasno daje mu do zrozumienia, co myśli o dawaniu broni przypadkowym osobom. Nawet Miiko niezbyt potrafi ją opanować.
       - … byłoby, gdyby poderżnęła ci gardło od ucha do ucha, hę?! Nie pomyślałeś?! Ty kretynie nie myty! Już ja się za ciebie wezmę! Już ja się za was WSZYSTKICH wezmę! Zobaczysz, co to znaczy…!
       Straszna baba. A w każdym razie strasznie głośna, z wyglądu to taka sobie. Dziwaczna, jak wszyscy tutaj, chociaż gorsze dziwolągi widuje się w klubach nocnych. Szara, przypominająca wypolerowany kamień skora, błoniaste skrzydła, rogi, biczowaty ogon i całkowity brak owłosienia. Rzęsy, brwi, a pewno też włosy pod pachami i w innych miejscach – zero. Za to komplet kłów i przypominających szpony pazurów zarówno na dłoniach jak i bosych, długopalcych stopach. Zresztą pozostali dwaj szefowie też nie są przeciętni, szczególnie ten Straży Obsydianu. Przerośnięty wróżek. Dosłownie.  Metr siedemdziesiąt z hakiem wzrostu, delikatna budowa ciała, zielona skora, różowe włosy i migocące skrzydełka, zupełnie jak u ważki. Bardzo „męski” wygląd. Bardziej kogoś takiego spodziewałabym się przewodzącego alchemikom, no ale nie można oceniać po pozorach. Pewnie zna jakieś-tam karate albo mieli szabelkami jak mikser. Drugi to znów człowiek-wąż. Zamiast pomykać na nogach, ślizga się na gadzim ogonie, jest pokryty drobniusią, brązowo-zieloną łuską, a spomiędzy jego kasztanowych, pięknie kręconych kudłów, za które mogłabym zabić, wystaje para rogów czy też kolców… Zaraz, zaraz! Chyba kiedyś czytałam o takich stworach… Taaak, przy okazji projektów międzykulturowych w szkole. To folk z Indii, naga.
       O, zauważył, że się mu przypatruję. Uśmiecha się i puszcza do mnie oko. Sprawia wrażenie wyluzowanego, a nawet rozbawionego.
       - … Mam dość twojej niekompetencji! Dziewczęta skarżą się na twoje zachowanie, a…
       A pani gargulec nadal wrzeszczy. Myślałam, że szpiedzy to raczej subtelność, wyrachowanie, dobre maniery i takie tam. Darcia mordy na podwładnego spodziewałabym się raczej po typowym wojskowym… Znaczy tutaj wojowniku czy tam obsydianowym strażniku… Zresztą, zwał jak zwał. Tymczasem szef wojów stoi sobie spokojniutko w kącie z nieobecną miną i wygląda, jakby lada moment miał zamiar zacząć dłubać w nosie.
       - KRAZAJN SKOŃCZ!
       Na Borfolda! Prawie zawału dostałam! Kiedy Miiko chce, potrafi ryknąć jak wściekły lew. Chyba skończyła jej się cierpliwość.
       Pani gargulec milknie i bez słowa  przeprosin czy wyjaśnień siada na jednym z wolnych miejsc, po czym spogląda pustym wzrokiem na Lisicę. Zupełnie jakby w ułamku sekundy nie tylko uspokoiła się, ale też kompletnie zobojętniała.
       - Dobrze, skoro wszyscy są, może przejdziemy do rzeczy. W dniu wczorajszym, z nieznanych przyczyn, bliżej nam nieznanym sposobem do kryształowej Sali wtargnął ten… – tu wskazuje na mnie – Człowiek. W dodatku dzisiaj, jak już to wszyscy wiemy, uciekł z lochu. Trzeba postanowić ,co z nim zrobić. – Spogląda na mnie twardym wzrokiem. –  Zatem, może raczysz wyjaśnić droga panno, czemu wtargnęłaś do naszego świata i jak uciekłaś? Oraz, rzecz jasna, jak się nazywasz, skąd pochodzisz i tym podobne. Jeżeli będziesz przekonująca, może ci uwierzymy.
       Może ci uwierzymy. Ten lodowaty ton, to twarde, pełne wyższości spojrzenie, ta wyprostowana, niemal monumentalna postawa. Byłaby świetną nauczycielką w szkole dla panien. Jednej z tych o żelaznym rygorze, kultywujących stare tradycje, uczących dobrych manier i tym podobnych. Wystarczyłoby „skasować” te ogon i uszy.
       Dobrze, to co mam jej powiedzieć…? Chyba wszystko, za wyjątkiem „nieistotnych” szczegółów takich jak naczynie z kwasem schowane w lochu czy sprawa z kluczem. No i bez zagłębiania się w przeszłość. Lepiej, żeby wiedzieli o mnie tylko niezbędne minimum..
       - Nazywam się Liwia E, pochodzę z rejonu dawnej Polski Ziemskiego Sanktuarium… A w każdym razie tam spędziłam ostatnie miesiące i zamierzałam spędzić resztę życia. Urodziłam się w jednym z pierwszych udomowionych światów, Alfie. Gdy miałam sześć lat przeprowadziliśmy się na Epsilon 1-B, gdzie też przebywałam do ukończenia studiów. Natomiast, co do CELU mojego przybycia tutaj, to nie ma żadnego. Uciekałam przed rozjuszonym zwierzakiem, wbiegłam w krąg jakichś grzybów i trach! Jestem tutaj…
       - To niemożliwe – odzywa się zausznik Miiko. – Sala jest chroniona przed takimi wypadkami. Wraz z Miiko i Maddą – tu wskazuje na nagę – Osobiście nakładaliśmy zabezpieczenia.
       Hm… Ciekawe, czym jest ten gościu? Wygląda zupełnie jak człowiek, nie licząc wręcz nienaturalnie regularnych rysów twarz. Szczupły, ciemne, przyfarbowane na blond włosy, zielone oczy, jasna karnacja, żadnych odzwierzęcych dodatków ani nietypowej pigmentacji. Mimo tego dziwny jest. Posągowy, a zatem jakiś-taki kobiecy, niemal dziewczęcy. Te delikatne, ostrożne, wręcz wstydliwe gesty…
       Ech, Liwia, Liwia, Liwia. Skup się na rozmowie, a nie oglądaj tych ludzi jak zestawu eksponatów małego kryptozoologa. Czy raczej kryptoetnologa, bo to nie zwierzęta, chociaż zdarzają się im ogony i kopyta.
       - Może była, może nie była. Może była, ale jakimś cudem wdepnęłam w tajne przejście jakiegoś międzyświatowego super szpiega. Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Ani to, ani kim dokładnie jesteście, co to za miejsce i co się stało. Jedyne, czego chcę, to wrócić do domu. Jak najszybciej. Najlepiej zaraz.
       - To nie takie proste. Zjawiłaś się w strzeżonym miejscu i uciekłaś z celi – Spojrzenie Miiko jest jak góra lodowa z dodatkiem dwóch rozwścieczonych, białych niedźwiedzi. – Nie mamy powodu ci ufać, a…
       - Tak, tak, tak. ZDAJĘ sobie sprawę, że mam szczęście, że nie zostałam z miejsca spopielona, zastrzelona, pozbawiona głowy i tym podobne. Mam niejaki sentyment do wszystkich części swojego ciała oraz tętna jako-takiego, więc jestem niewymownie wdzięczna. Może tej wdzięczności nie okazuję, ale zdaję sobie sprawę, jak mogłoby się to wszystko skończyć, gdyby kogoś poniosły nerwy. Nawet parę razy wyobraziłam sobie swoje martwe, naszpikowane bełtami i strzałami ciało. I tak w gwoli ścisłości, nie uciekłam z celi, chociaż, gdybym potrafiła, zrobiłabym to. Zostałam wypuszczona.
       Miiko marszczy się, unosząc jedną z brwi w ostrzegawczym, a zarazem kpiącym wyrazie.
       - Przez kogo?
       - Pojęcia nie mam. Całe jego bądź jej ciało zasłaniała czarno-czerwona zbroja… Znaczy bardziej czarna niż czerwona. Wyglądał czy też wyglądała w niej jak jakiś demon albo starożytny robot.
       Wokół zapada cisza okraszona wymianą zaskoczonych, porozumiewawczych spojrzeń. Wszyscy nagle stają się jakby bardziej spięci. Chyba znają tego kogoś i nie jest to miła znajomość.
       - Zdaje się, ze później będziemy musieli omówić jeszcze jedną sprawę. – Miiko wbija we mnie badawcze spojrzenie. Zaraz… Czy ja dostrzegam w nim wątpliwość? Czyżby zaczynała mi troszkę wierzyć? – A teraz może powiesz nam, dlaczego zamiast spróbować uciec, krążyłaś po Kwaterze Głównej?
       - Dokąd?
       - Słucham?
       - Dokąd miałabym uciekać? Wszystko tu jest obce. Nie znam tutejszych realiów, przyrody, zależności i tym podobnych. Nie wiem jak wrócić do domu i nie wiem kto, prócz was, mógłby wiedzieć. Uciekając tylko błąkałabym się po okolicy, mając nadzieję, że nic mnie nie pożre ani nikt nie zabije. Przyznaję, zostawienie mnie na blisko czterdzieści osiem godzin bez świeżej wody i żywności sprawiło, że miałam pewne wątpliwości czy warto się porozumieć, czy może lepiej zniknąć, ale silnie strzeżone mury i bramy rozwiały je. Postanowiłam założyć, że gdybyście chcieli mnie zabić, to dostałabym mieczem w trzewia, a nie czekalibyście aż zdechnę z pragnienia. Różne są metody wstępnego zmiękczania więźniów, uznałam to za jedną z nich. Niezbyt przyjemną, ale pewnie nie najgorszą.
       - Nie „zmiękczaliśmy” cię – odzywa się do tej pory jedynie potakujący lub chrząkający Jamon. Ma bardzo bogaty, zaskakująco przyjemny dla ucha głos..  – Nie stosujemy podobnych metod. Nie dostałaś posiłku przez moje niedopatrzenie, za co proszę o wybaczenie.  Jednym z moich zadań jest dbanie o więźniów, ale zostałem oddelegowany do innych zadań i mylnie założyłem, że ktoś przejął ten obowiązek, więc nie wydałem odpowiednich poleceń.
       - Ach… No to w porządku. Zresztą dzięki panu kucharzowi udało mi się napełnić żołądek.
       - A dzięki komuś innemu się wykąpać. – Miiko węszy w powietrzu. – Pachniesz szamponem zamiast lochem.
       - A no tak. Wstąpiłam do łazienki i pożyczyłam sobie czyjeś przybory do mycia.
       - W jakim celu?
       - Żeby się umyć. No i może zdziwić was. Natykając się na coś dziwacznego ludzie wypadają z rytmu i zaczynają się zastanawiać. Właśnie tego chciałam, żebyście się zastanowili czy mając złe zamiary lub nikczemne plany zrobiłabym coś podobnego.
       - Och, wiemy, że nie masz złych motywów. Nie takich naprawdę złych.
Zaraz, zaraz. Czy ja się czasem nie przesłyszałam?
       - Hę?
       - Ten świat osłania… Hm… Możesz o tym myśleć jak o zaklęciu. Przed laty, za czasów nazywanych przez was starożytnością wyemigrowaliśmy tutaj, uciekając przed ludzkim brakiem tolerancji i prześladowaniami. Zaklęcie sprawia, że każdy, kto przybędzie do Eldaryi w pokoju automatycznie uczy się wspólnomowy. Za dawnych czasów, gdy w wyniku masowej migracji mieszaliśmy się ze sobą, było to niezbędne, żeby zachować pokój i porozumienie. Jednak ci, którzy pragną przelewu krwi i szkody tutejszych mieszkańców, nie znajdą z nami wspólnego języka.
       - To po co cała ta szopka?!
       - Na Ziemi nadal są ludzie, którzy pamiętają o nas i nas prześladują. Organizacje. Mogli cię zmusić, żebyś tu przybyła. Poprosić o przyniesienie czegoś. Zlecić wykonanie na pozór niewinnej, nieszkodliwej misji, która miałaby dla nas fatalne konsekwencje.
       - Nikt mnie do niczego nie zmuszał. To był wyp…
       Zaraz, zaraz. Czy aby na pewno? Przecież tego leniwca nie powinno być środkowoeuropejskim lesie, prawda? Ktoś musiał go tam wypuścić. Ktoś…
       - Megaterium… Nie mam pojęcia skąd ani jak pojawiło się w lesie. Te stworzenia żyją jedynie w rezerwacie mega fauny na innym kontynencie. A jednak się pojawił i mnie zaatakował.
       - Megaterium?
       - Gigantyczny leniwiec, gatunek wskrzeszony przez naukę. Zresztą nie ważne, co to za stwór, ważne, że nie powinno go tam być, a był. Możliwe, że to sprawka przemytników zwierząt, dowcip jakiegoś pomyleńca, machlojka albo inne dziwne zajście, jednak istnieje możliwość, że wiążę się to z wami. Jak? Nie mam bladego pojęcia. W każdym razie nie jestem tu z żadną misją, nie mam żadnego zadania, nikt mnie nie szantażuje. Chcę tylko wrócić do domu, do siostry. Jeżeli nie wrócę w ciągu kilku dni, zacznie mnie szukać… rozpocznie poszukiwania na szeroką skalę, takie z naprawdę wielkim rozmachem i na bank wpakuje się w kłopoty. Muszę wrócić. Im prędzej tym lepiej.
       Kolejne szumy i porozumiewawcze spojrzenia. Napięcie ze strony strażników nieco opada. Chyba wyczuli, że wspominając o siostrze, jestem stuprocentowo szczera. Oby.

__________

UWAGI/WYJAŚNIENIA:
kryptozoologia - nauka badająca możliwość istnienia/istnienie tzw kryptyd - mitycznych i baśniowych stworzeń jak czupkabra, nessi, jednorożce, smoki etc.

Jamon/Miiko/Szefowie straży


       Zmieniłam nieco wygląd i wymowę Jamona z dwóch powodów - wymowa w grze jest nazbyt tendencyjna + mogłaby świadczyć o jego brakach inteligencji ni jak nie odzwierciedlanych przez zachowanie. Zabrałam mu tez świńskie ciosy z jednego, ważnego powodu - nie są biologicznie usprawiedliwione. Rozwinięte w ten sposób zęby poważnie przeszkadzałyby mu w jedzeniu, nie posiadając jednocześnie żadnej, użytecznej funkcji. U świń ciosy są usprawiedliwione - służą do walki i rycia w ziemi, u stworzeń drapieżnych, chodzących w pozycji wyprostowanej - nie.
       Miiko jest starsza i nieco bardziej poważna niż w grze, bo osoba młoda i równie impulsywna jak ta przedstawiona przez Chinomiko nie mogłaby skutecznie szefować straży. Między innymi ze względu na powagę straży wszyscy strażnicy jak noszą stosowne mundury, zamiast bawić się w pokaz mody wszelakiej i potwornie niepraktycznej (metalowe bikini Valkyona w grze rozwala system /static/img/forum/smilies/neutral.png).
     
       Młody wiek, swoboda stosunków z bohaterką i szczeniackie zachowanie sprawiają, że Ezrael i Nevra ni jak nie nadają się na szefów straży czy nawet ich zastępców. Stąd nowe postaci i degradacja wszystkich chłopaków.


       Podobne różnice będą częste i liczne. Pamiętajcie przedmowę - budujemy tutaj świat o wiele bardziej realistyczny niż ten z gry, gdzie growa straż Eel nie przetrwałaby tygodnia /static/img/forum/smilies/wink.png

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (23-06-2017 o 20h09)

Offline

#24 23-06-2017 o 20h34

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 698

No właśnie, bo już się miałam czepić, że wymowa Jamona jest zbyt poprawna i aż sobie całą wypowiedź skopiowałam, by ją tu wkleić jako dowód XD Całe szczęście, że z ciekawości przeczytałam wyjaśnienie, choć najczęściej tego nie robię :v Niemniej dalej kocham tę babkę za jej rozbrajającą bezpośredniość XD No i coraz ciekawiej się robi - czyli co, ktoś specjalnie leniwcem zwabił ją do grzybków? XD Nie powiem, groteskowe, i to się chwali /static/img/forum/smilies/big_smile.png No nic, czekam więc na kolejne odcinki i pozdrawiam /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#25 23-06-2017 o 23h03

Młody rekrut
Nikhosia
...
Wiadomości: 24

Bardzo mi sie podobaja te korekty, ktore wprowadzilas. Cala historia przez to zyskuje jeszcze bardziej we wszelkich aspektach. Zaczynam wypatrywac codziennie po kilka razy czy nie dodalas nowego rozdzialu /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez Nikhosia (23-06-2017 o 23h04)

Offline

Strony : 1 2 3 ... 12