Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 8 9 10 11

#226 28-06-2018 o 19h48

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 38

Witam serdecznie /static/img/forum/smilies/smile.png
Opowiadanko jak takie przepyszne rurki z kremem, których nigdy nie mam dość. Chipsów nie lubię, a naleśniki zależy z czym /static/img/forum/smilies/tongue.png
Przeczytałam, pozdrawiam i wciąż nienasycona czekam c.d.

Offline

#227 30-06-2018 o 16h05

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


To nie jesteś jedyna, bo mnie też strasznie wkurzają takie oczywiste scenariusze. Dlatego u mnie nie będzie niemal żadnego elementu pochodzącego z głównej fabuły gry. I bardzo mi z tym dobrze xd
…zaraz. Nie lubisz wybrańców, ale Wyrocznia gada akurat do Liwki i to akurat ona ma antymagię? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tak tylko pytam.

„Ciekawe czy jakbym wsadziła sobie do szafy w KG jakieś zwłoki, to zaczęłabym zasypiać bez problemu.” Piękne <3

Ale Dymitra to ja bardzo lubię /static/img/forum/smilies/big_smile.png

„a teraz mogłabym zjeść, konia z kopytami taka jestem głodna.” — przestaw przecinek

Plan ma niezły, trzeba przyznać. To znaczy mam na myśli to, co powie Straży. Ciekawa tylko jestem, czy w to uwierzą ;]

Ok, czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#228 03-07-2018 o 18h03

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Laique - to miłego czytania /static/img/forum/smilies/wink.png a mały musarose nie zaznajomi się z Floppy, bo on to rozumny, a ona to tylko chowaniec /static/img/forum/smilies/wink.png rozumni są czymś dużo więcej niż chowance /static/img/forum/smilies/wink.png

@Sharessa - z kremem tak, najlepiej cos ala malaga, bo z bita śmietaną to za mdłe /static/img/forum/smilies/wink.png

@Methrylis - Tak, Wyrocznia mówi do Liwki, ale wybraniec a bohater/mesjasz z przypadku (czy raczej z pecha)to dwie różne rzeczy. Nie wiem czy kojarzysz Ricewinda, ale gościu kilkanaście razy uratował Świat (Dysk konkretnie... Czasem jego  większe kawałki), mało tego, jedna bogini nawet uparła się go wspierać, ale sformułowanie "wybraniec" w znaczeniu standardowym ni jak do niego nie pasuje. podobnie jest z Liwką, tylko, że tutaj się jeszcze coś kryje... Jak grabie w trawie.
          Dymitr jest fajny /static/img/forum/smilies/wink.png
          Opis inscenizacji trochę podpowie ci, jaka jest odpowiedź /static/img/forum/smilies/wink.png

XX (cz. 9)

          Większość zrobionych przez Ulę kanapek ginie z mojej ręki. Harpen, chociaż powinien zjeść porządny posiłek, żeby odzyskać siły, ledwie ich skubie. Za to, zanim biorę się za robienie węzełków, wmuszam w niego wielki kubek osłodzonego mleka – kiedy wchodzę w tryb pielęgniarki jestem okropna. Gorsza od tych wielkich pielęgniarzy w psychiatrykach, mimo że masą i siłą nie sięgam im pięt. Mam w tym wprawę – trenowałam na Lidii, która, gdyby chciała, mogłaby mi wyrwać serce gołymi rękoma i to bez dużego wysiłku. Wiem to na pewno, bo parę osób tak potraktowała.

***

          Praca wrze. Ja pakuję prowiant na drogę rozumnym, używając w tym celu zrobionych z prześcieradeł chust, a oni w międzyczasie zajmują się robieniem sugestywnego bałaganu. Są w tym naprawdę dobrzy – zdewastowane tajne przejście naprawdę działa na wyobraźnię. W dodatku uwijają się z tym dość szybko i kończą niemal równo ze mną. Po wszystkim robimy sobie godzinkę przerwy. Ja, bo jestem leniwą bułą, a oni, żeby odsapnąć przed długą drogą w nieznane. Kiedy w końcu oświadczają, że muszą już iść, wszyscy czterej zapewniają, że co by się nie działo, zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Brzmi to niemal jak honorowa przysięga. Ósemka, która odeszła wcześniej, również zobligowała się do czegoś podobnego. Dwunastu, a licząc z cheadem i crowmero czternastu potencjalnych sojuszników. Dość zaskakujące, biorąc pod uwagę moje  wcześniejsze obawy odnośnie nich i Uli.  Obawy szczęśliwie nieuzasadnione.
          Po pożegnaniu kwartetu rozumnych, czas dopiąć na ostatni guzik wygląd przygotowanej dla Straży scenografii, no i przede wszystkim ściągnąć samych strażników. Dlatego też tworzę na skrawku wymiętego pergaminu dość emocjonalną wiadomość… Taką, jaką mogłaby wysłać znana im Liwia natykając się na laboratorium koszmarów psychopatycznego doktora Immaela. Jest trochę dosadnego słownictwa, parę przekleństw, a to wszystko ujęte w toporne ramy ponurej rzeczowości. Sporządzoną notatkę równo składam i przywiązuję do łapy jednej z czterech latających bestii gnieżdżących się na strychu. Wszystkie są mniej-więcej wielkości bażanta i przypominają nietoperze o  pierzastych skrzydłach i bardzo długich szyjach. Śpią też jak nietoperze głowami w dół, co ułatwia mi rozpoznanie właściwego stwora. Właściwego czyli takiego, który ma na łapie obrączkę z napisem „Straż Eel KG”… Oczywiście sam napis tłumaczy Ula, bo dla mnie to zwykłe krzaczki.
          Kiedy niosący wiadomość pierzasty nietoperz ginie za wzgórzami, zabieram się do dalszej części planu czyli dopracowywania scenografii. Nie, to nie powinno się tak nazywać. Bardziej do uwiarygodniania siebie w tym wszystkim. W końcu gram mniej-więcej zwyczajną kobietkę, a ktoś zwyczajny, natykając się komnatę tortur na dole, powinien przeżyć niezły wstrząs. A konkretnie szok, potem wstrząs, ale najpierw to niezłe rzyganie. Dlatego też schodzę na dół i w dwóch miejscach… Puszczam pawia. Nie jest łatwe przez mój słaby odruch wymiotny. Może nieco przesadzam, szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę, jak cenne jest w Eldaryi ziemskie jedzenie, ale naprawdę wolę nieco przesadzić niż czegoś nie dopatrzyć. Zresztą w trakcie akcji „zabić Immaela” jednego pawia puściłam spontanicznie, chociaż twarda ze mnie babka, więc loch naprawdę… No, powiedzmy, że nie jest to najprzyjemniejsze miejsce we wszechświecie.
          W następnej kolejności mażę krwią parę szmat oraz swoje ubranie. Konkretniej rzecz ujmując te jego partie, które łatwiej oczyścić. Czemu? Bo ktoś zwyczajny próbowałby pomóc rozprutym, sztucznie utrzymywanym przy życiu rozumnym/chowańcom przed udzieleniem im łaski. Ktoś zwyczajny, nieposiadający wiedzy medycznej nie potrafi od tak rozpoznać śmierci mózgowej. Właściwie to ja też nie potrafię – o tym, że tamci to warzywa, poinformowali mnie pozostali więźniowie. Rozumni, jak sami powiedzieli, wyczuwają takie rzeczy, a nawet więcej. Wyczuwają umysły. Są w stanie na pierwszy rzut oka określić, jakie stworzenie ma umysł zwierzęcia, jakie chowańca, a jakie jest istotą rozumną. Dlatego, jak spotkają innego rozumnego, od razu go rozpoznają.
          Kiedy loch zostaje odpowiednio udekorowany, podobnie jak moje ubranie, przychodzi pora na upozorowanie najważniejszego: wyczerpania, zarówno fizycznego jak i umysłowego. Muszę wyglądać jakbym była wycieńczona tym wszystkim, między innymi opieką nad Harpenem i dzieciakami. To, że nie wymagają wiele opieki się to inna rzecz. Harpen jest słaby, ale jeżeli użyczyć mu ramienia, bez problemu pójdzie do toalety, gdzie wszystko załatwi sam. Fenrirowi wystarczy dawać jedzenie, bo do ubikacji, kiedy natura wezwie, pójdzie sam. Niestety trzeba go trochę pilnować z myciem się, ale to już załatwia Dymitr. Poza tym dzieciak siedzi w kącie, milczy i tylko łypie na nas spode łba. Jaszczurzyca natomiast… Otępiała jak automat wykonuje wszystkie, proste polecenia, niestety sama nigdzie się nie ruszy ani nie da znać że jest głodna, spragniona czy musi za potrzebą. Do łazienki musimy ją prowadzić, a do tego robić to regularnie raz na cztery godziny, w przeciwnym razie załatwi się pod siebie. No i trzeba też ją karmić, co jest nieco dziwne. Rozbierze się, ubierze przy minimalnej pomocy obejmującej zapięcie guzików i tak dalej, a machanie łyżką jakoś dziewczynę przerasta. Mimo tego roboty, jak na cztery osoby, nie jest dużo. Jednak, gdy Straż przybędzie, musi to wyglądać, jakbym ledwie zdążyła się z wszystkim uporać… Znaczy muszę wyglądać jak wczoraj albo lepiej przedwczoraj przed pójściem spać. Dlatego właśnie spać nie mogę, a przynajmniej nie za dużo. Jedna zarwana noc i powinnam dorobić się eleganckich podków pod oczami.
          - Podchodzisz do tego wszystkiego niezwykle poważnie – kwituje Harpen, kiedy zaczynam mu tłumaczyć, co dokładnie robię… Czy raczej czemu chwilę temu rzęziłam jak nienormalna w lochu, bo o to właśnie zapytał. – Czemu aż tak bardzo zależy ci na utrzymaniu swojego wizerunku?
          - Bo naprawdę nie chcę, żeby odkryto, jak długo rzeczywiście tu jestem – rzucam, siadając w fotelu. – Wolę nie myśleć, ile pytań by to sprowokowało i jakie wnioski mogłaby wysnuć Straż. Poza tym obiecałam rozumnym nikomu nie zdradzić ich istnienia, a obietnic dotrzymuję. Musi się stać coś poważnego i nieoczekiwanego, żebym złamała dane słowo.
          - Mówisz tak, jakby twoje słowo było solidne niczym fundamenty fortecy.
          - Bo jest. I można na nim wiele zbudować.
          - Naprawę? No cóż, taka słowność to wielka zaleta.
          - Zaleta? – Och, jakbyś wiedział ilu przeklina te moje obietnice. Szczególnie te z cyklu „zapłacisz mi za to”. – To zależy, po której stronie danego słowa się aktualnie znajdujesz. Z obietnicami czasami bywa jak z obosiecznym ostrzem: można nim pokaleczyć siebie i innych. Czasem, dotrzymując danego komuś słowa, coś tracisz albo dostajesz po łapach. A czasem zmieniasz się w Krampusa i przynosisz komuś bolesne rozliczenie.
          A ja bardzo często bywam Krampusem.
          No i należy pamiętać, że słowność to nie uczciwość, chociaż wielu ją z nią myli. Nie. Ktoś słowny może rabować innym kieszenie, wciskać klientom trefny towar i dopuszczać się wielu oszust. Wszystko dopóki nie padnie magiczne: „obiecuję”, „masz moje słowo”, „przyrzekam” czy nawet „przysięgam”.
          - Krampusa? – Harpen spogląda na mnie zdziwiony. – A cóż to za stworzenie ten Krampus? Nigdy o czymś takim nie słyszałem.
          - Fikcyjny, mitologiczny stwór związany z pogańskimi obchodami końca roku i moralnym rozliczeniem za ten rok. Krwawej sprawiedliwości, kary i nagrody za dokonania i uczynki. Krampus był tym, który karał. Chłostał, porywał i pożerał tych, którzy splamili się podłością. Przedstawiano go jako człekokształtnego, wysokiego stwora o koźlich rogach, długim jęzorze i drapieżnej twarzy, ale wraz z wiekami ten wizerunek ewoluował. Obecnie jest mikrym, rogatym stworem o diabelskim, chytrym uśmieszku.
          - Krampus karał, a kto nagradzał?
          - Kto oryginalnie nagradzał i czy w ogóle był taki ktoś, rozmyło się w historii. Sam Krampus był przez jakiś czas zapomniany, dopiero potem dołączono go do orszaków Świętego Mikołaja i Dziadka Mroza. Obaj to fikcyjni, siwowłosi starcy obdarowujący prezentami grzeczne dzieci. Mikołaj robi to na zimowe święta niektórych sekt chrześcijańskich, a dziadek Mróz na nowy rok, przy czym obaj wykluczają się nawzajem. Świeccy wmawiają dzieciakom, że istnieje dziadek Mróz, a religijni, że Święty Mikołaj. Jest też jakaś wiedźma roznosząca prezenty… Zresztą, co kultura, to obyczaj.
          - Ciekawe… – Przygląda mi się przez chwilę. Jego wzrok jest badawczy, ale nieszczególnie natarczywy czy podejrzliwy. – Wiesz, w prawdzie jesteś tu już od kilku dni, ale i tak wyjątkowo dobrze zniosłaś to wszystko. Te widoki. Ja, gdy nas zamknięto… No cóż, byłem wstrząśnięty i to nie tylko dla tego, że miałem posłużyć jako materiał do eksperymentów.
          Trzeba wymyślić jakieś wiarygodne kłamstwo i to już, zaraz. Najlepiej takie, które stricte nie jest kłamstwem.
          - Widziałam już co podobnego. Wiesz, w ziemskim wymiarze jest niewiele rzeźni, ale te, które pracują, uśmiercają i porcjują setki, może nawet tysiące zwierząt. Oczywiście wszystko jest czyste, sprawne i dla zwierzaków praktycznie bezbolesne. Śmierć poprzez przebicie mózgu, automatyczne odessanie krwi oraz płynów ustrojowych i cięcie na sucho. Przy wszystkim pracuje stosunkowo niewielu ludzi, ale i tak, jak to zwykle bywa w tak wielkich zakładach, jest ich mnóstwo. Wystarczy tylko jeden mocniejszy wypadek, żeby ten sterylny obrazek zamienić w krwawe piekło. Ryczące zwierzęta, wrzeszczący i wołający o pomoc ludzie, wszędzie wnętrzności no i… Ech, lepiej nie mówić. Powiedzmy, że widoki trochę mnie zahartowały. No i psychikę generalnie mam mocną. Jakoś prawie zawsze daję radę w trudnych sytuacjach. Włącza mi się jakiś tryb przetrwania czy coś.
          Naprawdę widziałam coś takiego. Na ekranie telewizjera. Wiadomości tamtego wieczora, a przynajmniej ich niecenzurowana wersja, nie jednemu przysporzyły mdłości i/lub koszmarów.
          Godziny upływają, jedna za drugą. Harpen znowu zasypia, lecz tym razem jest to normalny sen, a nie śpiączka, Ula gra z Dymitrem w szachy, a Edward czyta jakąś opasłą księgę, wylegując się obok kominka i od czasu do czasu zerkając na skulone na kanapie dzieciaki. A ja? Ja skanuję i będę skanować. Biblioteka Immaela jest naprawdę imponująca i zawiera prawie wyłącznie tytuły czarodziejsko-naukowe, co jest dla mnie potencjalnie użyteczne. Może coś-tam będzie o antymagii, chociaż nie obraziłabym się za jakiś podręcznik używania normalnej magii. Coś w rodzaju „Pierwsze kroki w czarodziejstwie” czy „Jak rzucić czar i nie detonować sobie tyłka”. W końcu, jeżeli brać słowa Erhata za pewnik, antymagia jest mniej-więcej w obsłudze taka jak magia. Co prawda nie mam najmniejszego zamiaru rzucać kulami ognia – coś mi mówi, że szybko podpaliłabym sama siebie – ale jakieś skromne, magiczne telepatia i telekineza oraz drobne sztuczki… Nie powiem, to mogłoby się przydać. Tym bardziej, że prawie nikt nie wie o moim talencie, przypadłości czy jak to tam nazwać.

Offline

#229 03-07-2018 o 19h14

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Hm, niewiele się tu działo, bo to jakby cały czas kontynuacja rozdziału. Jestem po prostu ciekawa, jak Liwka się z tego wyplącze i, przede wszystkim kiedy zacznie jej się coś komplikować, bo na razie cały czas wszystko idzie jak z płatka ;]
A Laique dostanie kopa za niedotrzymywanie obietnic!
Czekam na kolejną część i pozdrawiam ^^


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#230 04-07-2018 o 01h50

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Wiem, ze zasluguje na kopa ( ale to  zapracowanie opoznia dopelnienie obietnic ...przepraszam, postaram sie poprawic jak najszybciej zdolam.

A teraz do odcinka: Nie moge sie doczekac, az pojawi sie Straz Eel na miejscu akcji. No i ciekawi mnie, kto i kiedy spowoduje, ze Liwki doskonala skorupka ochronna troszke peknie...

Offline

#231 10-07-2018 o 18h33

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - jak się coś w życiu chędożyć, to nagle i na całego. Tu nie będzie wyjątku. W nadchodzących dwóch, POZORNIE lżejszych rozdziałach, coś się zacznie już psuć i będzie zapowiedź jednej z paru rzeczy, które pójdą nie tak. Co pójdzie nie tak? Możesz snuć teorie /static/img/forum/smilies/wink.png Na razie końcówka rozdziału XX /static/img/forum/smilies/wink.png

Laique - skorupa pęknie... No nie wiem czy to dobre określenie. Nie, nie dobre. Zresztą sama się przekonasz. Powiedzmy, że zostanie obudzona gorsza część jej natury.


XX (cz. 10)

            Tak, Immael musiał być kimś naprawdę ważnym dla Straży. Gdyby tak nie było, nie wysłaliby tu Maddy ani Kero… Chociaż Kero to chyba wolałby nie zostać wysyłany. Nie sądziłam, że można tyle rzygać i to przeżyć, chociaż bladość na jego twarzy sugeruje, że lada moment może zejść. Naprawę kiepsko zniósł widok lochu. Zresztą i Madda jest blady, ale z innego powodu czy raczej powodów. Pierwszym oczywiście jest „przepalony” kryształ, pewnie aż boi się pomyśleć co za bluźniercze czary mogły zrobić coś takiego z tak potężnym artefaktem. Drugi… No cóż, żeby poznać drugi powód trzeba włączyć tryb myślenia szefa Straży, mianowicie zadać sobie parę pytań. Na przykład „co się stanie, kiedy szeroko pojęte społeczeństwo pozna prawdę o Immaelu i jak po tym owo społeczeństwo będzie patrzeć na Straż, która mu ufała i z nim współpracowała?”. Albo „jak zareagują faery bestii, a szczególnie purrekos, kiedy dowiedzą się, że wspierany przez Straż Immael przeprowadzał na ich ziomkach okrutne eksperymenty”.
            Swoją drogą mój list musiał i naprawdę wstrząsnąć Strażą, bo wysłali tu aż dwudziestu luda, a ci zjawili się nieco ponad dzień później. Teraz prawie wszyscy kręcą się jak gówna w przeręblu nie robiąc niczego sensownego. Przydatni są tylko Madda, jakaś babka ze Lśniącej Straży, podobno wytrawna magini, Arcz oraz faun alchemik, którzy badają loch. Pozostali może się na coś zdadzą, kiedy trzeba będzie wynosić ciała.
            Ach, jest jeszcze Kero, on też pomaga pomiędzy falami torsji. Zajmuje się biblioteką Immaela. Pewnie wszystkie książki naukowca skończą w bibliotece Straży, a przynajmniej te, których Straż jeszcze nie ma. Reszta, jeżeli znajdują się wśród nich jakieś rzeczywiście cenne pozycje, może zostać przehandlowana purrekos bądź jakimś innym, bardziej znaczącym faery bestii, żeby ich ułagodzić.
            - Dobrze się czujesz?
            Zerkam na Nevrę. Pyta mnie o to chyba po raz ósmy w  ciągu ostatniej godziny. Nie wiem czy to kwestia mojej doskonałej aktorsko roli „straumizowanej dziewczyny” czy ochrzanu jaki dostał od Krajzan za zgubienie mnie w postaci syreny. No, istnieje też możliwość, że chce zapunktować robiąc za pana troskliwego i pocieszając mnie, kiedy nie rzygam od choroby morskiej. W każdym razie jest to coraz bardziej wkurzające. Naprawdę, aż mam ochotę go trzasnąć.
            - Tak, na tyle, na ile jest to możliwe w takich warunkach. Ile razy jeszcze mnie o to zapytasz?
            - Przepraszam… Po prostu martwię się.
            - Doceniam, ale tak-jakby jest po wszystkim, bo najgorsze minęło. Przynajmniej dla mnie. Strasznie i źle było wczoraj, kiedy musiałam dobijać zwierzaki i wyciągać stamtąd dzieciaki, szczególnie, kiedy przyszło do odciągnięcia wilczka od jego siostry. Teraz to się chcę po prostu znaleźć jak najdalej stąd i nie myśleć o tym wszystkim. Ech… Cholerne szczęście. Wycieczka do lasu i blackdog, wycieczka do kapp i goliat, wycieczka do purrekos i dusza mrozu, wycieczka po trawę śmierci i psychopata… Na szczęście martwy. Niby fajnie, że z tego wszystkiego wyszłam bez większego szwanku, ale wolałabym, żeby los się ode mnie odchrzanił.
            - Nie dziwię ci się. Ściągasz wydarzenia jak magnes.
            Tak, ściągam. Chociaż akurat w Immaela wdepnęłam na własne życzenie. Zgodziłam się tu przyjść, pomóc go zabić i uratować tylu towarzyszy Uli, ilu tylko się da. No i nawet nieźle mi wyszło. Szczerze powiedziawszy, to pierwsza rzecz od trafienia tutaj, która sprawiła, że poczułam się ociupinę dumna.  Miło od czasu do czasu zrobić coś słusznego, nawet jak się człowiek przy tym trochę pobrudzi. No i tym razem karma z miejsca mnie wynagrodziła – dostałam składniki do otwarcia portalu. Jeden mały kroczek do porządku w Eldaryi, ogromny sus dla mojego powrotu do domu. Jeszcze trochę i zniknę stąd na zawsze.
            Poirytowana zamieszaniem Ula siedzi obok mnie nerwowo strzygąc uszami, Edward śpi dyndając pod sufitem i nieświadomie działając Nevrze na nerwy, bo – jak się okazało po przybyciu Straży – ten nie przepada za pająkowatymi stworami. Gdyby Edzio był Ulą, pewnie nie odstępowałby wampira na krok, ale niestety nie jest, bo ten ciągle kręci się obok mnie jakby nie miał lepszego zajęcia.
            - Nevra, Sador, moglibyście mi pomóc? – rozlega się nieco słaby głos Kero, który nieśmiało opuszcza bibliotekę. – Posegregowałem i oznaczyłem książki, które koniecznie musimy zabrać. Trzeba byłoby je spakować i zabezpieczyć do przewozu. Jeżeli macie wolne ręce…
            - Tak, jasne.
            Sador, wielki, karmazynowy facet z Obsydianu natychmiast wstaje i rusza do biblioteki. Nevra z lekkim ociąganiem dołącza do niego, jednocześnie rzucając Kero spojrzenie z cyklu „pomagam tylko dlatego, że naprawdę nie mam nic lepszego do roboty”. Nie łapię czemu on i Ez zawsze zachowują się, jakby pomagając jednorożcowi mogli się zarazić czymś paskudnym, no ale trudno.
            Kero się na mnie gapi. Stoi i się gapi intensywnie, w milczeniu i ewidentnie o czyś myśli. Wygląda trochę jakby miał zaparcie… A trochę jak gotujący się do ataku psychopata.
            - Coś się stało? – pytam.
            - E… Nie, nic… Chociaż właściwie to tak. – Jego bladą twarz oblewa leki rumieniec zakłopotania. – Chciałem ci powiedzieć, że cię podziwiam… W sensie za to, co tu zrobiłaś. Wiesz, że nie przepadam za tobą…
            Tak, trudno było się nie zorientować, biorąc te twoje skwaszone miny, za każdym razem, kiedy powiedziałam coś dosadnego. O buczeniu pod nosem, którego pewnie miałam nie słyszeć, że mam niewyparzony język i takie tam, nie wspominając.
            -…Ale naprawdę zrobiłaś na mnie wrażenie. Ja po zobaczeniu tego wszystkiego tam… No nie dbałym rady. Uciekłbym, dostał ataku histerii, sam nie wiem. A ty wzięłaś i im wszystkim pomogłaś.
            - Czasem po prostu trzeba wziąć i wykonać robotę, jaką ma się przed sobą, nawet jeżeli ta jest niezbyt ładna.
            - W każdym razie, chciałem powiedzieć, że jesteś niesamowita… I dziękuję w imieniu tych tam dwojga dzieciaków.
            - Y…
            Kero znika w bibliotece Immaela.
            Kurde i co ja mam z tym zrobić? Tym całym „niesamowita”. Ech, nie cierpię jak inni zachowują się w sposób niespodziewany. Niby miło mi, ale jednocześnie czuję się, jakbym dostała śniętą ryba w twarz. Najpierw opiekuńczy Valkyon, teraz walący mi komplementami Kero, co jeszcze? Miiko zapraszająca mnie na popijawę i męski striptiz?
            - Tak, naprawdę jesteś niesamowita – mruczy ze swej otomany Harpen, posyłając mi zagadkowe spojrzenie. Coś mi mówi, że te „niesamowita” nie odnosi się do tego samego, co „niesamowita” Kero.

***

            Wracamy. Wszyscy, którzy mieli zostać pochowani, zostali pochowani, również ci spreparowani. Wczoraj upiorna galeria makabry została zniszczona, nie przetrwał żaden preparat. Na tym jednak Straż nie poprzestała. Kiedy wszystko, co cenne i pożyteczne zostało zabrane z domu naukowca, strażnicy podłożyli po niego ogień, aby ta „siedziba mordu i ohydy została starta z powierzchni ziemi”. Moim zdaniem to głupota, w końcu dom był ładny i mógł posłużyć jeszcze komuś normalnemu, ale wolałam nie interweniować. Czerwone języki płomieni nadal strzelają wysoko, chociaż już wyjeżdżamy z kotliny. Jeszcze długo będzie płonąć
            Straż nie przywiozła ze sobą wozów, tylko różnorakie wierzchowce, zarówno bestie jak i chowańce. Chowańce, jako, że nie potrzebują jeźdźców, otrzymały zaszczyt taszczenia majdanu naukowca, a my wszyscy gnieździmy się po dwie osoby na grzbietach bestii. Ja mam „zaszczyt” jechać z Nevrą. Jedno dobre, że siedzi cicho – ponura atmosfera towarzysząca wszystkim od wejścia do lochu Immaela oraz zmęczenie „porządkami” i szybkimi pogrzebami, sprawiają, że nikt nie ma ochoty na pogaduszki. Mimo to nie czuję się komfortowo siedząc między jego udami na bujającym się grzbiecie tego stwora – wielgachnej antylopy o łbie mrówkojada i niezwykle długim jęzorze, który co chwilę wysuwa z paszczy jak wąż. Co chwilę ocieramy się o siebie i dyszy mi w szyję. Scena jak z powieścidła dla spragnionych romansu małolat, ale w nim bohaterka byłaby skrępowana, zła, ale też w niebo wzięta, myśląca o męskich ramionach, pocałunkach i tego typu pierdołach… Ja znowu mam ochotę zeskoczyć ze stwora i zaiwaniać do KG na odnóżach, choćby miało zająć to miesiąc, byle nikt mi nie dmuchał w kark.
Zatłoczona komunikacja miejska wersja Eldarya. Chyba powinnam być wdzięczna, że wampir nie śmierdzi jak menel.
Nad nami rozlega się donośny wrzask. Pod okrytym stalowoszarymi chmurami niebie krąży biała, czteroskrzydła sowa, jeden z rozumnych, których więził Immael. Nie wiem czy ten krzyk to pożegnanie, czy może przypomnienie o obietnicy, jaką mi złożyli: że zawsze będę mogła zwrócić się do nich po pomoc.
            Spoglądam przed siebie, wyglądając odległego horyzontu. Mimo obaw odnośnie tej wypraw wracam do KG cała i zdrowa, mając plecak pełen składników do otwarcia portalu, chroniącą moje plecy Ulę i czternaścioro rozumnych jako potencjalnych sojuszników. Całkiem nieźle. Pytanie tylko, kiedy dane będzie mi wracać nie do KG, tylko wreszcie do domu? No i czy gdy uda mi się opuścić ten przeklęty, czarodziejski świat, będę miała jeszcze jakiś dom?

Offline

#232 13-07-2018 o 22h07

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Ech mam kawałek wolnego czasu, to wezmę się za opka, bo widzę, że są już aż dwa!

Huh przede wszystkim naprawdę mam nadzieję, że wreszcie zacznie się tu dziać źle, także niecierpliwe na to czekam!

Hm, w sumie rozumiem Maddę i jego powody do paniki. To znaczy kwestię braku zaufania do straży, skoro z nim współpracowali, a się okazało, że to psychopata.

Wiele się nie działo poza dziwnym Kero i opiekuńczy, Nevrą, dlatego niecierpliwie czekam na tragedie i pozdrawiam! ;]


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#233 20-07-2018 o 16h24

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - braki czasu, brakami czasu, a jak tam to, co podesłałam ci na pocztę? /static/img/forum/smilies/big_smile.png (wiem, za grosz taktu)
          Wreszcie się zacznie i wszystko ku temu zmierza. Tylko wiesz jak u mnie - akcja główna toczy się wolno /static/img/forum/smilies/wink.png W tym rozdziale (ale nie części!) nawet dowiesz się jaki wspólny motyw mają nasze opki... Motyw, który po mojej stronie był założeniem od początku więc jeszcze raz krzyczę - nie zgapiłam.
          Socjopata, nie psychopata. Psychole działają pod wpływem emocji etc, socjopaci są zimni i wyrachowani ;]
          Nic sie nie działo, bo końcówka rozdziału. tym razem dramatycznego końca nie było tylko tzw "klamra" ;]



XXI (cz. 1)


          Każdy dobry uczynek musi zostać ukarany. Pomogłam Harpenowi i co mam z tego? To, że tak jak zapowiedział, wszystko co wie przekazał handlarzom purrekos i teraz ci nieoficjalnie wzywają mnie na dywanik. Z cholerę mi się to niepodoba. Wątpię, żeby ukręcili mi łeb, a ciało zakopali za metaforyczną stodołą, ale naprawdę nie mam ochoty bawić się w jakieś tajne kontakty, na potrzeby których nawet wymyślili mikro misję.
          Ech, a już myślałam, że wszystko rozejdzie się po kościach, bo minęło dziewięć dni i nic. Purrekos ani nie narobili smrodu Straży, ani mnie się nie czepiali. Jedyne co, to zażądali oddania im „zdobycznych chowańców” w sensie, że Edwarda i Dymitra, czemu Miiko natychmiast się przychyliła, wyraźnie szczęśliwa, że chcą tylko tego. O ile wiem, Edward trafił do Purro, a Dymitr do Purroy’a i obaj są traktowani przez nich jak równe im istoty. Ula nawet wspominała, że Dymitr odkrył w sobie żyłkę alchemika i sprawia wrażenie bardzo zadowolonego.
          - Przypinam ogłoszenie do tablicy zleceń, ty wchodzisz zaraz za mną, niby szukając czegoś do zrobienia na szybko, bo z kasą u ciebie krucho i z miejsca je bierzesz, bo jesteś dobra w rachunkach. Łapiesz?
          Purral spogląda na mnie z miną sroki zastanawiającej się czy ten gnat jest warty wysiłku, na co przewracam oczyma. Mam nadzieję, że wymownie.
          - Łapię. Powiedz mi tylko jedno rudzielcu: czy jeżeli pójdę wykonać dla was fikcyjne zlecenie i wrócę bez kasy, nie będzie to podejrzane?
          - Zapłacimy ci za twój czas, bez obawy.
          Purrekos od tak rozdają pieniądze? Toż to święto lasu normalnie. Nic tylko wysmarować się miodem, wytarzać w pszczołach i trząść gołym dupskiem na rynku z wiązką siana na głowie… Czy co tam na święta lasu się odprawia.
          Zerkam na snującego się za kocurem Edwarda, który tyko spogląda na mnie swymi rubinowymi ślepiami i wzrusza swoimi przednimi odnóżami. Skoro jest spokojny, to przypuszczam, że nic mi nie grozi, ale mimo tego… Ech, zwyczajnie nie znoszę, kiedy ktoś usiłuje uchylić mojej maski, jakkolwiek ta w danym momencie nie jest. Przyzwyczaiłam się do czajenia za fasadą w każdej sytuacji, więc usiłowanie wyciągnięcia mnie na otwarty teren jest jak atak.
          - To kiedy ta cała mistyfikacja ma się odbyć?
          - Punktualnie o czternastej… Wolelibyśmy wcześniej, ale wcześniej Miiko będzie miała sprawę.
          - Sprawę? Czego to liniejące stworzenie futerkowe znowu ode mnie chce?
          - Nie od ciebie, od wszystkich – mruczy Purro, z trudem tłumiąc uśmiech. W przeciwieństwie do Kero lubi moje dosadne określenia i wyzwiska. – Tak jak co roku mniej-więcej w tym okresie.
          Czyli znowu o czymś nie wiem, a założę się, że Ula wie. Będę musiała z nią porozmawiać. Jeżeli ma się „chowańca” z super czułym słuchem, można od niego wymagać przekazywania wszelakich wieści i nowinek, prawda? Tymczasem nie wiem nawet, gdzie ta puchata zołza jest. Od rana, w sensie, że od śniadania, gdzieś się szlaja.
          Purro tajniacko wychodzi zza wielkiej wiśni w ogrodzie, wcześniej polecając mi, żebym wyszła dopiero za chwilę, tak pięć, dziesięć minut. Ja tam wolę za dwadzieścia.
          Siadam na trawie, opierając się o pień drzew. Z kieszeni munduru, a ten ma ich niemało, wyjmuję dwie kanapki z jajkiem i sałatą, butelkę hydromiodu i duży, wyglądający jak niebieskie jabłko owoc. Wyszłam do ogrodu z zamiarem zjedzenia drugiego śniadania w spokoju – od kiedy Ezrael dorwał pełną wersję mojego raportu z misji u kapp w stołówce spokoju nie ma – i nie mam zamiaru z tego rezygnować. Tym bardziej, że Miiko ma czegoś ode mnie chcieć. Może to całe chcenie przejdzie jakoś obok, jak się skryję. W końcu mam dzień wolny. Z rana odbębniłam „szkolenie” z Nevrą, który wcisnął mi przetłumaczone na angielski opasłe tomiszcze „O magicznych rasach i ich zwyczajach”, które jakaś jego lolitka skopiowała z biblioteki Immaela. Tym samym radośnie obwieścił, że kulturoznawstwo faery mogę sobie postudiować sama, a od przyszłego spotkania zacznie przygotowywać mnie do prawdziwych treningów Straży Cienia – skradania się, krycia, otwierania zamków, technik walki z zaskoczenia… Generalnie do treningów ninja dla ubogich.  Mam tylko nadzieję, że z tą walką to nie będzie przesadzał. Starczy mi, że Valkyon mnie tłucze.
          Dobre drugie śniadanko nie jest złe. Brzusio pełne i zadowolone. Do tego wyjątkowo ciepły jak na początek jesieni dzień, drzewo osłaniające mnie od wiatru, ćwierkające ptaszki czy co to za czarodziejskie cholerstwa nie skaczą w koronie wiśni. Robi się coraz milej, powieki stają się coraz cięższe…
          Budzi mnie szarpanie za ramię i donośnie pokrzykiwania. Normalnie czuję się jakbym znowu miała dwanaście lat i zaspała do szkoły. Co to?! Kto to, na Borfolda?!
          -… Jest wściekła.
          Rozwieram ślepia, a tu Zajączek. Rumiana na twarzy, zdyszana i wyraźnie zniecierpliwiona, niemal zła.
          - No nareszcie! Wszędzie cię szukałam. Szybko, wstawaj, wstawaj, wstawaj…!
          - Przestań mnie szarpać! – wyrywam jej ramię. – Co jest?!
          - Jesteś już spóźniona!
          - Nigdzie się nie umawiałam, więc chyba jednak nie.
          - Miiko zwołała specjalne zebranie i brakuje na nim tylko ciebie! No rusz tyłek, bo wszyscy czekają.
          - A co się dzieje? Kataklizm? Ktoś nas atakuje? – warczę, POWOLI podnosząc zadek z ziemi.
          - Nie, zwykłe ogłoszenie i przydzielenie zadań na najbliższe dni.
          - I po coś takiego tak nagle robi zebranie?! – warczę. – Chyba jest niepoważna! Powinna dzień wcześniej przywiesić informację o zebraniu, zamiast odwalać coś takiego i burzyć ludziom plan dnia. A gdzie ono w ogóle jest? Chyba nie w Kryształowej Sali?
          Ykhar tylko przewraca oczyma.
          - Nie, nie w Kryształowej Sali, tylko w głównym holu. Pospiesz się!
          Odkąd wróciłam od Immaela, jestem z Miiko na wojennej ścieżce, bo odrzuciła prośbę Krajzan o przyznanie mi dodatkowych dni wolnych w ramach dokonanych przeze mnie zasług. Lisica stwierdziła, że podobne przysłużenie się dla Straży jest nagrodą samą w sobie. Coś tam jeszcze bełkotała, że każdy Eldaryanin na moim miejscu czułby się zaszczycony i uhonorowany. Sfrustrowana rzuciłam na to, że ja Ederyanką nie jestem, nie byłam, nigdy nie będę i nie mam zamiaru być, a tkwię tu tylko i wyłącznie przez ich złą wolę… Po czym wykonałam szybki, taktyczny odwrót, woląc nie czekać, aż Lisica się odpowietrzy. Krajzan oczywiście miała z tego wszystkiego niezły ubaw, chociaż twarz zachowała kamienną.
Tak, jestem wkurzona na panią wyliniałą, ale tym razem racja stoi po mojej stronie. Mam dzień wolny, odbębniłam to zakichane szkolenie, więc powinnam móc go spędzić tak jak tylko chcę i kij z tym, że Purral wcześniej mnie uprzedził. Tymczasem przez jej widzi mi się znowu będę miała wycięte dwie godziny z życia. Kretynka.
          Istotnie wszyscy czekają na mnie, jednak nie wydaje się, żeby wielu miało mi to za złe. Niektórzy sprawiają wrażenie, jakby byli w podobnym nastoju do mojego i zerkają złym wzrokiem na Miiko, inni wyglądają po prostu na nieco zniecierpliwionych. Kitsune oczywiście posyła mi karcące spojrzenie, na co odpłacam się spojrzeniem wrogim. Mam nadzieje, że takim godnym obudzonego za pomocą kopa w zadek niedźwiedzia. Swoją drogą, co to za zwyczaje tak przetrzymywać wszystkich? Przecież mające dyżury straże i tak dalej są na posterunkach, a to, co będzie tu powiedziane z pewnością zostanie im przekazane potem. Mnie też ktoś mógł o wszystkim potem powiedzieć. Mają mnie tu ukoronować czy jak, że wszystko przeciągnięto z powodu mojej nieobecności?
          - Skoro WRESZCIE jesteśmy w komplecie, to czas rozpoczynać – Miiko prostuje się na całą swoją, niezbyt imponującą, mimo butów na obcasie, wysokość. Gdyby nie donośny głos, drąca się pośród tłumu kobietka jak nic zostałaby zignorowana. – Mam radość ogłosić, że za trzy tygodnie zaszczyci nas swą obecnością sama Ren-Fenghuang Huang Hua!
          Nastroje zmieniają się o sto osiemdziesiąt stopni. Na twarzach zgromadzonych wykwitają uśmiechy, rozlegają się oklaski, a nawet pojedyncze gwizdy. Jeszcze chwila, a wparują tu z winem, instrumentami i tancerzami. Wszystko z powodu jednej owianej sławą arystokratki.
          - Tak, tak. W tym roku nasz niezwykły gość przybędzie trochę wcześniej niż zwykle, ale jak zawsze musimy podjąć go z należytym szacunkiem. Dlatego czym prędzej należy przystąpić do koniecznych przygotowań, w tym również do corocznego Balu Ognia.
          Kolejne owacje wzbogacone piskami ze strony sporej liczby pań i moim wyburczanym pod nosem „zidiociała”. No bo zidiociała. Mają za mało strażników, żeby ogarnąć system, w ochronie są luki, a zamierzają urządzić BAL? Czy raczej urządzić bal i podjąć ważnego, wymagającego szczególnego traktowania i ochrony gościa? Zaciągnąć szereg ludzi do wykonywania mnóstwa nieistotnych zadań, podczas gdy tyle rzeczy wymaga zrobienia?
          Rozglądam się wokół, poszukując wzrokiem jakiegoś głosu rozsądku krzyczącego „hola, hola!”, ale niestety bezskutecznie. Wszyscy wyglądają na ogłupiałych z ekscytacji, a jakieś dwie paniusie obok mnie zaczynają szczebiotać o kieckach, fryzurach i tak dalej. A nie, nie wszyscy. Czająca się z tyłu Izme inwestuje w krzywy uśmiech. Na chwilę nasze spojrzenia się spotykają. Jej chyba mówi to samo, co moje, czyli „idioci, wszędzie wokół idioci”.
Dalsza gadanina to głównie chrzanienie o zaszczytach, ekscytacji i takich tam, po czym Miiko oddeleguje nas do poszczególnych szefów Straży, aby ci przydzielili nam jakieś zadania. Już mam iść do Krajzan, ale Lisica mnie dogania i wbija mi w ramię palce. Ała! Zaraziła się tym od Ezraela czy jak?!
          - Prosiłabym cię na słowo do mojego gabinetu. Natychmiast.
          Gabinet Miiko jest duży, niezwykle uporządkowany i do bólu minimalistyczny. Oczywiście meble mają miękkie, delikatne kształty, jak wszystko tutaj, ale są utrzymane w raczej stonowanych barwach. Brak w nim jakichkolwiek ozdób czy pamiątek, jest za do dużo jasnego światła, które odbija się od śnieżnobiałego blatu dużego biurka.
Czegokolwiek Lisica nie chce, mam nadzieję, że się pospieszy, bo razem z Purralem mamy mały teatrzyk do odegrania.
          - Mam nadzieję, że twoje spóźnienie nie było jakąś formą dziecinnego tupnięcia nogą?
Było, ale ty o tym nie wiesz i się nie dowiesz.
          - Nie, bo o żadnym spotkaniu nie byłam poinformowana i mam dzisiaj swój wolny dzień, którego sporą część właśnie mi odebrano. Tak na przyszłość,  poważna instytucja powinna tego typu spotkania zapowiadać z dziennym wyprzedzeniem, żeby uniknąć nieporozumień. Mogłam przecież być poza KG. Zresztą nie tylko ja, i co wtedy?
          Miiko mruży gniewnie oczy, ale nie nic nie mówi, co jest u niej swoistą formą powiedzenia „no tak, masz racje”, komuś, komu naprawdę nie ma ochoty owej racji przyznawać. Szczególnie, jeżeli ten ktoś jest mną.
          - Odwiedziny jakiegokolwiek z przedstawicieli fenghuangów, szczególnie członków arystokracji, są niezwykle ważnym politycznie wydarzeniem dla Straży. Wydarzeniem, w trakcie którego nic nie może pójść nie tak, bo każdy afront może być odebrany jako policzek i pociągnąć sobą fatalne skutki. Czy Nevra przybliżył ci, kim jest Ren-Fenghuang Huang Hua?
          Nie, Nevra nie przybliżył, ale do tej pory zdążyłam się sama tego i owego dowiedzieć o fenghuangach oraz ogólnej sytuacji politycznej KG. Naprawdę mam ochotę go uwalić za to jego lenistwo, powiedzieć, że niczego nie wiem i zrobić głupią minę, jednak nie jestem AŻ tak wredna. Poza tym mam dość traktowania mnie jak skończoną kretynkę.
          - Huang Hua, przywódczyni jednego z pięciu miast fenghuangów i kandydatka do tytułu Feniksa, który jest kimś w rodzaju duchowego przewodnika całej rasy. Jej miasto, Korona, jest położone mniej-więcej pomiędzy Wybrzeżem Jaspisu, a Osadą Eel w paśmie górskim zwanym Złotymi Palcami. Koronę i Straż Eel od blisko trzydziestu lat łączy owocny dla obu stron sojusz, bardzo ważny dla was w obecnej sytuacji. Niedawno miała miejsce jakaś napaść na Koronę i kradzież, a Straż udostępniła Huang Hua swoich ludzi, głównie ze Straży Cienia, aby ci pomogli odzyskaniu skradzionego przedmiotu. Przypuszczam, że pewnie w niedługim okresie czasu poślecie tam też kogoś z pomocą w odbudowie, tak żeby Korona była gotowa przed zimą.
          I jeszcze bardziej osłabicie KG, dlatego im szybciej się stąd zabiorę, tym lepiej. Wolę nie czekać, aż ktoś ją znowu zaatakuje, tym razem ze mną w środku.

Offline

#234 20-07-2018 o 20h59

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Nie wiem, nadal tego nie przeczytałam :< DOBRA CICH DZISIAJ ZACZNĘ

Uhuhuhu tym wspólnym elementem jestem zaintrygowana, nie powiem /static/img/forum/smilies/big_smile.png

A co do socjopaty i psychopaty i różnic między innymi, to nieprawda. Psychopaci są tak samo wyważeni, a nawet bardziej, bo charakteryzuje ich to, że są totalnie wyprani z emocji. Nie myl psychopatów z wariantami. ;]

„Z cholerę mi się to niepodoba.” — ‘za cholerę’ i ‘nie podoba’ ;]

OOOO MATKO! ALEŻ JESTEM CIEKAWA, JAK PRZEDSTAWISZ HUANG HUA!

Rany, w tej Straży chyba faktycznie myślą tylko Liwka i Krajzan XD Ale już wiesz, jakie mam zdanie na ten temat ;] A balu tak czy siak jestem ciekawa! Czekam więc na kolejne części i pozdrawiam ^^


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#235 27-07-2018 o 16h29

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - "chyba faktycznie myślą tylko Liwka i Krajzan" nie do końca. KG nie mogła odmówić gosciny fenghuangom - w końcu są jednymi z ich najważniejszych sojuszników prawda? Tak samo z balem. Każdy rytuał powtarzany co jakiś czas przez kilka lat staje się tradycją, a zarwanie tradycji łączącej sojuszników jest jak policzek - tutaj nie przeszłoby bez konsekwencji. Już ustępstwem było wcześniejsze przybycie gości, żeby nie obciążać Straży tuż przed zimą. Natomiast co do nieinformowania przed czasem podwładnego o czymś o czym powinno się powiadomić i rzucanie w niego wymaganiami to stara metoda pokazania przez szefa "kto tu rządzi". Chamska metoda. Co prawda Liwka nie daje sobie w kaszę dmuchać, ale i tak strażnicy zobaczą tylko wierzchnią warstwę, co jest ważne dla Miiko, po tym jak Ziemianka zaczęła jej pyskować => to, że coś Liwia mówi, nie znaczy, żema rację, bo to jest tylko jej perspektywa i ocena + CHOLERNIE lubi narzekać + lubi czuć się tą mądrzejszą od reszty świata (chociaż mimo tego ma paranoję). Przynajmniej na razie...
           A co do psychopatów/socjopatów przyznaje rację. Bazowałam na błędnych danych. Głównymi różnicami jest to, że inteligencja socjopatów może być różna (chociaż stosunkowo rzadko są głupkami), czasem są w stanie odczuwać lęk i niejednokrotnie mają poczucie dobra i zła, ale mimo tego nie maja wyrzutów sumienia jak coś złego robią + etiologia.

Kurcze coś cicho u mnie xD tylko ty się odzywasz. Hmm.. Powinnam się martwić?

XXI (cz. 2)

           Kiedy wspominam o ataku na Koronę i kradzieży Miiko drętwieje, wbijając we mnie stalowe spojrzenie.
           - Skąd wiesz o tym wszystkim?  – cedzi przez zaciśnięte zęby. – O napaści i kradzieży.
           - Karen – rzucam, na co Lisica nieco się odpręża. Karenn to zawsze wygodna odpowiedź w takich sytuacjach.
Tak naprawdę, to chociaż wampirzyca istotnie mi to i owo powiedziała, sprawę oraz wszystkie jej szczegóły znam głównie dzięki podłożonym przeze mnie w KG podsłuchom. Swoją drogą, przed przyjazdem Huang Hua przydałoby się wymienić w nich baterie, szczególnie, że z tej okazji Miiko wykazuje tak wielkie zainteresowanie moją skromną osobą. Może chodzi tylko o to, że dosłownie jestem nie z tego świata i Miiko nie chce, żebym narobiła jej wstydu, ale wolę nie ryzykować.
           - Tak. W trakcie pobytu Ren-Fenghuang Huang Hua i jej świty mamy przekazać im zgubę. Flet flecisty z Hameln. Znasz tę historię?
           Nie znałam, ale usłyszawszy wszystko na podsłuchu sprawdziłam ją, zarówno wersję ludzką jak i faery. Wersja ludzka to bajka opowiadająca o szczurołapie, który uratował Hameln przed plagą szkodników, czarując gryzonie muzyką swego fletu, ale został oszukany, więc w zemście uprowadził tamtejsze dzieci. Na temat tego, co spotkało porwane dzieci istnieją różne wersje. Szczególną popularnością cieszy się ta, że podobnie jak szczury utopił je w stawie. Drugą jest, że dwoje dzieci wróciło i zaprowadziło rodziców do jamy we wzgórzu, w której zginęli ich koledzy. Wersja faery znów opowiada o fenghuangu, który zapłacił burmistrzowi Hameln za uwolnienie z lochów „podejrzanych o czary indywiduów”, którzy to zostali schwytani podczas jednej wypraw rewitalizacyjnych. Burmistrz przyjął pieniądze, ale zamiast uwolnić więźniów wtrącił fenghuanga do lochu wraz z pozostałymi. Wtedy to flecista użył swojego czarodziejskiego fletu, zmuszając straże do uwolnienia siebie i pozostałych faery, po czym wyprowadził swych pobratymców oraz dzieci mieszkańców z miasta. Część dzieciaków zostawił w okolicznej wiosce, ale większość z nich podobno uparła się by wyruszyć wraz z nim do czarodziejskiej krainy, Eldaryi. Huang Hua jest niby potomkinią owego flecisty i od urodzenia odcina kupony od swojego pochodzenia.
           Obie historyjki, zarówno bajeczka jak i opowieść faery to jeden, wielki bzdet. Bajka, bo to tylko bajka, a co do historii fenghuangów, to jakoś wątpię, żeby od tak kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset dzieciaków postanowiło porzucić swe domy i rodziny, i pójść za obcym facetem cholera wie gdzie… Mimo że w tamtym okresie Hameln oraz wszystkie okoliczne miasta nękała plaga dżumy, o czym opowieść faery nie wspomina, co też jest nader podejrzane.
           - Tak, przekazano mi opowiastkę ludzką, waszą i opowiedziano mi o pokrewieństwie Huang Hua ze flecistą.
           - Zatem rozumiesz jak to ważna postać?
           - Poniekąd tak.
           - Poniekąd?
           - Rozumiem, że WY uważacie ją za niezwykle znamienitą postać, bo to i tamto. Dla mnie uważanie kogoś za lepszego od innych, bo jego przodek sprzed setek czy też tysięcy lat rzekomo dokonał czegoś znaczącego jest śmieszne. Poza tym w ziemskim wymiarze już od dawna nie ciągnie się korzyści w postaci dodatkowego respektu czy też sławy od pochodzenia. Właściwie to młodzi mający znanych rodziców czy dziadków często są traktowani nieco gorzej, a przynajmniej wymagania wobec nich są bardziej wyśrubowane. Dlatego często zmieniają nazwiska, przynajmniej do czasu, kiedy sami nie osiągną czegoś wartościowego. Co nie zmienia faktu, że zdaję sobie sprawę, że będę musiała skłaniać się w pół, używać tytułów, okazywać szacunek, ograniczyć szczerość i tak dalej. Postaram się nie narobić wstydu.
           - Samo „postaram się” może nie wystarczyć. – Miiko posyła mi ciężkie spojrzenie i jeszcze ciężej wzdycha. - Ren-Fenghuang Huang Hua wykazuje wielkie zainteresowanie twoją osobą. Jak wspominałam od dawna nie mieliśmy tutaj człowieka, a przynajmniej nie takiego, który nie jest nam wrogi. Możliwość dowiedzenia się czegoś o twoim świecie i to, co już powiedziałaś nam o nim, mocno ją ekscytuje. Ty sama jako taka również, szczególnie po tym, kiedy dowiedziała się, że objawiła ci się Wyrocznia…
           Na samo wspomnienie o Wyroczni jeżę się. Mam wyżej uszu jej i Kryształu, szczególnie po tym, co się wydarzyło u Immaela. A teraz jej wysokość Huang Hua chce się ze mną zapoznać, bo pokazał mi się duchowy babsztyl, któremu niedawno rzuciłam przysłowiową rękawicę. Pięknie. Jeżeli spróbuje mnie zaciągnąć do Kryształowej Sali, to może sobie być nawet cesarzową wszechświata, a wydrapię jej oczy.
Miiko patrzy na mnie takim wzrokiem, jakby wiedziała o czym myślę. Właściwie niewykluczone, że wie – w końcu od samego początku nie kryję swojego stosunku do Kryształu i Wyroczni. Pewnie teraz mam go idealnie wymalowany na twarzy.
           - W każdym razie, ze względu na twoją szeroko pojętą niezwykłość, pewnie będzie chciała z tobą porozmawiać, dlatego chciałabym, żebyś zapoznała się z obowiązującą wśród fenghuangów etykietą. Mam nadzieję, że rozumiesz jaki to zaszczyt znaleźć się w centrum zainteresowania takiej postaci jak Ren-Fenghuang Huang Hua?
           - Rozumiem jaki to zaszczyt dla WAS. Dla mnie zainteresowanie Ren-Fenghuang to tylko zbędny, niechciany ciężar. Zresztą, nawet w moim świecie mam wszelakie zaszczyty głęboko w dupie, za to wysoko sobie cenię święty spokój. Jednak, jako że jestem od was zależna, tak jak mówiłam wcześniej, postaram się nie narobić wstydu. Jednak, każdy dzień, kiedy Ren-Fenghuang będzie prosiła o moje towarzystwo, naliczę sobie jako roboczy.
           Miiko ma minę jakby szlag miał ją zaraz trafić, ale niczego nie mówi. Pewnie woli nie ryzykować, że każę Huang Hua spadać na drzewo, gdy ta mnie zagadnie. Wyraźnie nie podoba jej się, że coraz częściej pokazuję pazurki.
           - Dobrze, jak chcesz. – Unosi dłonie w poddańczym geście, który znaczy tyle co „nie chce mi się z tobą kłócić”. – Bylebyś się spisała i zrobiła dobre wrażenie. Jak coś pójdzie nie tak, GWARANTUJĘ, że wyciągnę wobec ciebie konsekwencje. A tak przy okazji, masz jakąś suknię?
           - Suknię? A po kiego diabła mi suknia?
           - Bal. Ren-Fenghuang na pewno będzie naciskała, żebyś towarzyszyła jej, a przynajmniej uczestniczyła w balu. Niestety w mundurze wystąpić na nim nie możesz.
           - Nie, nie mam. I nie mam zamiaru kupować żadnej ze SWOICH zasobów. Jeżeli mam brać udział w tym cyrku, to WY pokryjecie koszty.
           - Rozumiem. Zrekompensujemy ci wydatki. Dasz radę sama coś zrobić ze swoim wyglądem czy poprosić Syhirrasz, żeby się tym zajęła?
           Sposób w jaki to mówi i spływający po mnie, taksujący wzrok jasno mówią, co sądzi o mojej prezencji i moich umiejętnościach stylizacji. Oj zdziwi się i to bardzo. Jestem mistrzynią przebieranek.
           - Możesz mi wierzyć, że chociaż bale i podobne wydarzenia są dla mnie karą, nie przyjemnością, to potrafię się ubrać odpowiednio do każdej sytuacji. Pomoc Syhirrasz nie będzie konieczna.
           - Dobrze, a co do twoich zadań na najbliższe trzy tygodnie, to jutro z samego rana zgłoś się do Karuto. Prosił o ciebie. Z tego, co mi wiadomo, w miarę dobrze dogadujecie się, więc nie przewiduję żadnych problemów. I tak jak mówiłam na zebraniu, wszelakie urlopy do końca pobytu Ren-Fenghuang zostają zawieszone, więc nie życzę sobie jakichkolwiek pretensji w tej kwestii.
           - To wszystko? – pytam. Ta rozmowa zaczyna mnie powoli irytować.
           - Tak, jesteś wolna.
           Gdybym była wolna, to siedziałaby u siebie wraz z Lidką w salonie i oglądała „Miasto przy szczelinie światów”. Zamiast tego, na szybko muszę skoczyć do biblioteki czy konkretniej rzecz ujmując do gabinetu Kero i Ykhar, żeby odegrać tę całą szopkę dla purrekos. Ech, przynajmniej dostanę za to wszystko kasę… Pytanie czy tylko to. Nie mam pojęcia, czego ludzie-koty mogą ode mnie chcieć i naprawdę wolałabym się tego nie dowiadywać. Niestety świat ma głęboko w zadzie moje widzimisie.

***

           Pierwszy raz jestem w jednym z prywatnych pokojów purrekos, konkretnie rzecz ujmując w salonie Purroko, i muszę przyznać, że ten robi naprawdę niemałe wrażenie. Wielki, żyrandol spleciony ze złotych i zielonawych kryształów, niski, rzeźbiony w przypominającym kość słoniową drewnie stół no i te krzesła, fotele czy co to tam jest. Rozmiarami i kształtem przypominają niskie pufy, podobne do tych które mają hindusi, ale dodano do nich podłokietniki i fikuśne oparcia nie krępujące ruchów ogona ludzi kotów. Do tego pyszne gobeliny na ścianach, niewielka fontanna, kryształowe naczynia i kosztowne dywany. Sporo złota i klejnotów. Natłok wspaniałości sprawia, że człowiek może poczuć się mikrym wobec niedużych ludzi-kotów i idę o zakład, że taki właśnie był zamiar. Szczególnie jeżeli chodzi o przedstawiający fantastyczny nieboskłon fresk na suficie.
           Mnie do tego, żeby poczuć się małą, słabą i bezradną starczają siedzący wokół stołu purrekos: Harpen, Purreru, Purroy, Syhirrasz, Purral oraz co ważniejsi pomocnicy handlarzy. No i oczywiście sam Purroko. Nawet towarzystwo Uli, która nagle pojawiła się z diabli wie skąd, nie dodaje mi otuchy. Te mikre, kocie istotki są jak mrucząca, wyposażona w ostre pazurki mafia. Jeżeli ktoś z nimi zadrze, zniknie bez śladu.
           - Wiesz czemu cię tu ściągnęliśmy? – pyta Purroko, mrużąc leniwie oczy.
           - I tak, i nie. Pewnie chodzi o moje dość nietypowe przypadłości, ale czemu dokładnie chcecie ze mną rozmawiać, pojęcia nie mam.
           - Przede wszystkim po to, aby ci uświadomić, że o wszystkim wiemy i nie należy z nami pogrywać. Aczkolwiek NA RAZIE nie mamy żadnych złych zamiarów. – Uśmiecha się. – Dotrzymałaś słowa danego Urszuli i reszcie rozumnych, udzieliłaś wsparcia Syhirrasz…
           Kotka posyła mi słaby, smutny uśmiech.
           - … a Miupimiu paru cennych rad i użyczyłaś…
           - Miupimiu? – pytam zdezorientowana, na co Purral kładzie po sobie uszy i spogląda na mnie ostrzegawczo.
           - To moje imię i radzę na ten temat nie wygłaszać żadnych uwag… I nie rozgłaszać go.
           Ok., to teraz wiem o co chodziło z tym „podaje swoje imię tylko przyjaciołom”. Miupimiu, ja chromolę. Toż to brzmi jak dźwięk wydawany przez jakiegoś pluszaka z promocji. Rodzice chyba go nie lubili, ewentualnie byli naprawdę wrednymi śmieszkami.

Offline

#236 27-07-2018 o 17h34

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 576

Halo halo, ja cały czas czytam na bieżąco tylko nie jestem zbyt rozmownym człowiekiem i uważam, że na większość rozdziałów nie mam nic ciekawego do powiedzenia xD

"Odcina kupony od swojego pochodzenia" jak to wspaniale brzmi XD

Jestem bardzo ciekawa jak przedstawisz relację Huang Hua i Liwki. Czy tak samo jak Erika się polubią czy może dla Liwki będzie męcząca?

" Wielki, żyrandol spleciony ze złotych i (...)" przecinek z tyłka

Chcę znać zamiary kiciusiów, bo mam wrażenie że zaraz zaczną jej rzucać groźbami xd czekam na kolejną część rozdziału!


⮚tumblr⮘
https://i.imgur.com/Wm8BdJN.jpg https://i.imgur.com/gspDoQC.jpg
take a freek'n sip babes...

Offline

#237 29-07-2018 o 20h55

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Raczej nie masz czym się martwić. Spójrz na liczbę odwiedzin — robi wrażenie ;] Poza tym, jak napisała Fuji, tu ludzie czytają, tylko nie komentują. Patrz, że w sumie na FF zostałyśmy tylko ty, ja i Amrena — reszta pojawia się i znika ;] No i dobra. Byśmy we trzy wytrwały do końca.

Nadal jestem cholernie ciekawa tego, jak przedstawisz Huang Hua, chociaż piszesz o jej ekscytacji ludźmi, to chyba wiele się nie zmieni ;] I mam nadzieję, że ta początkowa niechęć jest tylko na razie i jak już się babki poznają, to polubią.

Czekam na kolejne części i pozdrawiam! ^^


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#238 07-08-2018 o 16h28

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - liczba wyświetleń jest zwodnicza - ludzie czytają post, a potem komentarze (czyli ciebie głównie), nie wspominając o przypadkowych wejściach spoza strony /static/img/forum/smilies/wink.png

Na Huang Hua będziesz musiała jeszcze poczekać. Ale znajdziesz rodzynka, który na twojej twarzy powinien wymalować uśmiech jadowitej satysfakcji.


XXI (cz. 2)

          - Tak, tak. To straszne – Purroko przewraca oczami. – Jednak, tak wracając do tematu, chodzi o to, że na razie swoim postępowaniem zyskujesz nasz szacunek. Szacunek zaprawiony podejrzliwością.
Oczy kocura połyskują intensywnym pomarańczem, kiedy wbija we mnie przeszywające spojrzenie, prostując się w krześle. Reszta słuchaczy stawia uszy na sztorc, przyglądając mi się uważnie.
          - Okłamujesz Straż, zatajasz przed nimi wiele informacji, w tym swoje niezwykłe umiejętności i coś mi mówi, że twoje drobne rączki wcale nie są takie czyste, jakby mogło się wydawać. Zwykle kiepsko traktujemy tych, którzy budzą w nas nieufność – Marszczy czoło, po czym nagle łagodnieje, posyłając mi lekki uśmiech. – Jednakże nie możemy zignorować faktu, że pomogłaś Harpenowi, który przecież jasno zapowiedział, że zdradzi nam twoje tajemnice. Jemu i dzieciakom, które, kiedy wreszcie dojdą do siebie, mogą zacząć gadać. Mogłaś ich zabić i zrzucić winę na Immaela, a jednak tego nie zrobiłaś. Bardzo ryzykowne, ale i szlachetne posunięcie.
          - Nie chcę się wydać nieuprzejma, jednak znam swoje postępowanie i wiem jakie ono jest. – Przerywam Purroko, który chyba naszykował sobie dłuższą przemowę, na którą chyba nie mam nerwów. – Chciałabym usłyszeć konkrety. Chcecie się mnie pozbyć, zrobić ze mnie swojego szpiega, szantażować mnie czy jak?
          - Chcemy poszerzyć ofertę, którą złożyłaś Purralowi. – Purroy zerka na mnie uśmiechając się szeroko. Koci alchemik o rozdwojonym ogonie, zawsze wbity w cienkie, lecz mocne, zakrywające niemal każdy fragment ciała ubranie, słynie z dość ekstrawaganckiego zachowania. Przypomina mi trochę kota z Cheshire z tej antycznej powieści… Nie pamiętam jak się nazywała. W każdym razie, sprawia wrażenie, jakby spędzał zbyt dużo czasu w zamkniętych, słabo wentylowanych pomieszczeniach z mnóstwem chemikaliów.  – Chcemy wzajemnej pomocy oraz wymiany informacji. Będziesz takim… Takim prawie szpiegiem, z bardzo dużym prawie.
          - To znaczy?
          - To znaczy tyle, że bardzo bylibyśmy wdzięczni, gdybyś mówiła nam o wszystkim, co uznasz za ważne. W tym rzeczy, którymi Straż niekoniecznie chce się z nami podzielić – oświadcza spokojnie Purroko, wbijając srogie spojrzenie w nic sobie nie robiącego z tego Purroy’a, który szczerzy się do mnie jak nienormalny. – Niczego nie nakazujemy, nie prosimy o szpiegostwo, szczególnie szpiegostwo w konkretnych sprawach, ale każdą wiadomość będziemy traktować jak ukłon w naszą stronę. Podobnie jak spełnianie naszych próśb, jeżeli o coś prosić cię będziemy. Przy czym zaznaczam, że będą to prośby, a nie żądania. Za każdym razem będziesz mogła odmówić bez większych konsekwencji. W zamian otrzymasz od nas dokładnie to samo. Informacje i skłonność do wyświadczania drobnych przysług.
          - Ale pewnie i tak będziecie czujnie obserwować moje najdrobniejsze posunięcie – mruczę pod nosem.
          - Oczywiście. W końcu jesteś delikatnie mówiąc podejrzana, co nie? – Purral czy też Miupimiu, mruży oczy, uśmiechając się półgębkiem.  – Wszędzie cierpiące i martwe istoty, obrazy rodem z horroru, odór krwi, a ty zachowujesz chłodny osąd. Dziwne, prawda? Podobnie jak ta twoja rada odnośnie moich nie do końca legalnych przedmiotów… Nie wspominając już o tym, że zgodziłaś się zabić Immaela czy raczej pomóc Uli w zabiciu go. Swoją drogą, przydałaby się nam chwila szczerości, nie sądzisz? Może opowiesz nam, kim ty właściwie  jesteś?
          Oj Miupimiu, lepiej nie przeginaj. Mnie lepiej nie drażnić, ani nie wtykać paluchów w moje tajemnice, bo jeszcze ci je przytnę.
          - To akurat tylko i wyłącznie moja sprawa.
          - Nie powiedziałbym.
          - A ja tak. Mogę powiedzieć tylko tyle, że nigdy nie zabiłam nikogo względnie niewinnego i tyle powinno wam wystarczyć.
          - A skąd te tajemnice? Nie ufasz nam? Nie ufasz słowu purrekos?
          Kotku, kotku, bo cię zabiorę do weterynarza i utną ci te jaja, które teraz tak chcesz pokazać.
          - Raczej wolę nie ryzykować, że jeżeli Krzyżowcy dopadną któregoś z was, to gdy będą obdzierać go żywcem ze skóry, ten coś chlapnie nadziei na skrócenie swych mąk… A uwierz mi, Krzyżowcy potrafią zadawać ból jak mało kto i to ból wszelakich rodzajów.
          - Znasz ich? – pyta cicho Syhirrasz.
          - Miałam z nimi nieprzyjemny kontakt i poważnie naraziłam się im. Tyle niech wam starczy, bo więcej nie powiem. Naraziłoby to mnie i moich bliskich. W związku z tym, wszelkie naciski w tej kwestii odbiorę jako osobisty afront. Mam nadzieję, że się rozumiemy?
          I tak za dużo powiedziałam. Jeżeli człowiek się chociaż trochę odsłoni, to niedługo zrywa mu cały rękaw, a może i koszulę.
          Wśród purrekos przebiega fala pomruków i ukradkowych spojrzeń, które w końcu kończą się zbiorowym przytaknięciem. Jednak nie jestem głupia. Może i nie będą mnie wypytywać, ale na pewno spróbują się tego i owego dowiedzieć na własną rękę. Niedoczekanie ich. W całej Eldaryi nie ma żadnych poszlak na mój temat, a osób takich jak ja, które naraziły się Krzyżowcom z powodu swoich bliskich są dziesiątki, jeżeli nie setki. Wszystkie pieczołowicie ukrywają swe prawdziwe dane i niejednokrotnie oficjalnie są martwe. Reszta, która sprawia, że Krzyżowcy naprawdę wiele by dali, żeby mnie ubić, to informacje nie do uchwycenia. Nie tutaj, a i w ziemskim wymiarze byłoby to piekielnie trudne.
          - Dobrze. To jeszcze jakieś pytania? Sugestie? – rzucam, rozglądając się po kocich pyszczkach.
          - M-może to czy przyjmujesz naszą ofertę. Z-znaczy układ. Z-znaczy to o wymianie informacji – wyrzuca z siebie Purreru, oblewając się rumieńcem. Przypominający kota syjamskiego purrekos jest strasznie nerwowy w obecności wszystkiego co ma dwie nogi, myśli i gada. O dziwo, wśród chowańców i bestii, nawet tych niebezpiecznych, zawsze zachowuje się stanowczo i pewnie.
          - Tak, przyjmuję.
          - A może chcesz się z nami już teraz czymś podzielić? – pyta Purroko. – Pewnie już wiesz o wielu sprawach.
          Coś już teraz im powiedzieć? Hm… Czy ja coś wiem, czego oni nie wiedzą z rzeczy takich tutejszych?
          - Dymitr powiedział Harpenowi o obserwatorium, które kappy biorą za święte runy, prawda? Wiecie o tym?
          - Tak.
          No to wszystko, oprócz Erharta, ale powiedzenie im o nim byłoby głupotą w stanie czystym. Naraziłoby na niebezpieczeństwo i mnie, i ich. Mnie, bo wiadomo, zdradziłam jego sekret, a robienie takich rzeczy stworom, które potrafią czytać w myślach to idiotyzm. Ich, ponieważ znając ludzką i nie tylko naturę, zaczęliby go śledzić, co mogłoby go zirytować… O ile od razu nie zabiłby tych, którzy znają jego tajemnicę.
          - To chyba nic, za wyjątkiem tego, co już wiecie. Może i Straż przyjęła mnie do siebie, ale nadal jestem osobą z zewnątrz i prawie o niczym mi nie mówią. Jeżeli coś się pojawi, dam znać… - Chociaż, zaraz, zaraz. – No chyba, że interesuje was informacja, że Huang Hua podobno jest bardzo mnie ciekawa. Przy czym jej ciekawość znacznie wzrosła, kiedy Miiko poinformowała ją, że objawiła się mi Wyrocznia.
          Purrekos wyglądają na zainteresowanych, co jest nieco dziwne biorąc pod uwagę, że – tak na chłopski rozum – Miiko i ta cała Huang Hua to mój problem.  Mimo tego, wokół rozbrzmiewają szepty, pojawiają się też liczne, porozumiewawcze spojrzenia. Nie mam pojęcia, co to może znaczyć, dlatego cierpliwie z wymowną – mam nadzieję – miną czekam na wyjaśnienia.
          - To było do przewidzenia – odzywa się Purroko, a w jego głosie pobrzmiewa jakiś niesmak. – Huang Hua, podobnie jak większość przywódców fenghuangów, mocno promuje kult Kryształu i Wyroczni. W dodatku Miiko uważa się za jej przyjaciółkę i mówi jej prawie o wszystkim. W każdym razie, radziłbym ci uważać. Skoro Wyrocznia zaszczyciła cię swoją obecnością, to Huang Hua może cię uznać za doskonałą kartę w swych rozgrywkach… Szczególnie teraz, kiedy termin wyłonienia nowego Feniksa się zbliża.
          Taaak. Domyślam się, że Wybranka Wyroczni w talii mogłaby znacznie ułatwić Ren-Fenghuang grę o władzę. Niestety ja Wybranką Wyroczni nie jestem, nie byłam i nie będę. Jednak dowodów na to podać nie mogę, jeżeli nie chcę zostać zlinczowana za zniszczenie odłamka Kryształu. Dlatego muszę dobitnie zaznaczyć, że nawet jeżeli byłabym „namaszczona przez Kryształ”, to nie zamierzam odegrać swojej roli i nic mnie do tego nie zmusi. No i przede wszystkim uważać na tę całą Huang Hua… I jej świtę.
Swój drogą to czysta „magia” – niczym bohaterka kiepskiej powieści trafiam do czarodziejskiego świata, a tam… Widzę we wszystkich potencjalnych wrogów i z miejsca posądzam o najgorsze. Gorzej niż w domu. Sama już nie wiem czy to paranoja, czy może dopada mnie zgorzknienie.
          - Rozumiem, będę na nią uważała.
          - Dobrze, w takim razie chyba możemy kończyć. – Purroko uśmiecha się, wyjmuje zza pasa niewielką sakiewkę i rzuca ją na blat stołu. – A to, jako przypieczętowanie naszego układu, dowód naszej dobrej woli i rzecz jasna zapłata za twój cenny czas.
          Biorę woreczek w rękę, zaglądam do środka, a tam dwadzieścia, sześciennych, złotawych monet z przypominającego cytryn kryształu. Dwadzieścia telonów czyli sto akarów. Toż to tyle co dwie dniówki. Poszaleli z kasą, nie ma co. Chyba zależy im na tym układzie o wiele bardziej niż mnie.
          - Doceniam hojność i zapewniam, że możecie na mnie liczyć.

***

          Definicja sytuacji irracjonalnej? Ja w starym, zapomnianym szybie wentylacyjnym nad jedną z sal posiedzeń grająca z Nieznajomym czy też – jak podobno siebie nazywa – Ashkore’em w karty. Czemu tak? A no bo utknęliśmy. Każdy nasz ruch doskonale słychać w dole, a akurat tę porę wybrała sobie para strażników, facetów, żeby pogźlić się w na podobno uświęconym stole obrad. No to, żeby myśleć o czymś inny niż dobiegające nas okrzyki uniesień i różnorakie dźwięki intensywnych czynności seksualnych, zaczęliśmy grać w karty. A czemu w ogóle trafiliśmy do tego szybu? No ja zmieniałam baterie w podsłuchach, a Ashkore, jak przypuszczam, chciał posłuchać posiedzenia apropos bezpieczeństwa w trakcie odwiedzin Ren-Fenghuang. Miało się tu teraz odbywać, ale zastępca szefa Obsydianu i paru innych ważniejszych strażników dostało ostrej obstrukcji po odwiedzinach w knajpie i sytuację opanują dopiero wieczorem. Zapamiętać na przyszłość – nigdy nie iść za ich przykładem i nie jeść fioletowych kiełbasek.
          Ech, ciemno, ciasno, teoretycznie niebezpiecznie, a bohaterka i tajemniczy, mroczny człowiek-konserwa razem utknięci. Gdyby nie to, że cała w kurzu i pajęczynach wyglądam jak wycior do butelki, a dostępna ścieżka dźwiękowa jest rodem z filmu porno, to normalnie scenografia wyglądałaby niemal romantycznie. Gdyby wszystko szło za książkowym przykładem, powinniśmy patrzeć sobie teraz w oczyć i snuć przepojone lękliwą fascynacją przypuszczenia na temat drugiej strony. Tymczasem ja się zastanawiam, jak bardzo czerwonego rumieńca ma Ashkore pod tym smoczym hełmem. Coś marki Valkyon czy jeszcze nie tak źle? Ja tam na perwersyjne dźwięki i widoki jestem względnie uodporniona – w Multisieci nie sposób się nie natknąć raz na jakiś czas na seks stronę, szczególnie, kiedy bawi się w hakerstwo i tak dalej – ale coś mi mówi, że on przeżywa jedne z najbardziej żenujących chwil swego życia. Prawie mi go żal. Prawie.
          - Mogliby już skończyć – szepce, wlepiając intensywne spojrzenie w karty. Odkąd para kochasiów na dole wzięła się za siebie, unika patrzenia na mnie, a w szczególności patrzenia mi w oczy, jakbym była bazyliszkiem.
          - Nie jęcz. Ja to mam problem. Coraz bardziej chce mi się siku – mruczę. Niestety moje słowa są stuprocentową prawdą. Teraz wiem, że przed wszelkiego działalnością okołoszpiegowską nie należy pić większych ilości płynów.

Offline

#239 18-08-2018 o 19h58

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Wybacz za zwlokę, ostatnio jestem tu niemal z doskoku. Ech.

ZARAZ ZARAZ ZARAZ czy ja coś przegapiłam?! Co tu robi Ashkore?! Serio, kij z szybem i kartami, ale skąd ten nagły przeskok? Niespecjalnie mi się takie zabiegi podobają, bo serio mam wrażenie, że pominęłam coś mega ważnego, dlatego tego nie rozumiem. I mega mi się nie podoba, że Liwka w nimi współpracuje, ale to norma — ja lubię Straż, Liwka nie. Ja nie lubię Asha, Liwka tak. Ja nie lubię Liwki… well. Więc to było do przewidzenia xd Trudno.

Ok, czekam na kolejną część, choć oby bez zdrajcy, i pozdrawiam! ^^


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#240 21-08-2018 o 17h41

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - przyznam się, że dłuższą chwilę zajęło mi pojęcie o co ci chodzi. I przyznaję też, że nie wiem teraz czy niezrozumienie treści przez ciebie wynika z tego, jak opisałam zdarzenie czy z braku skupienia przy czytaniu... A może z podzielenia tekstu w kiepskim momencie? Whatever (brak mi dobrego zamiennika w języku pl dla tego określenia /static/img/forum/smilies/neutral.png)...
          Ashkore i Liwia NIE współpracują, a przeskok czasowy wynosi TYLKO ok 2 dni. Jakiś rozdział czy dwa temu wspomniałam, że Liwka zaminowała KG podsłuchami. Teraz szła sobie wymienić baterie w tychże podsłuchach i wlazła z jednej strony do szybu wentylacyjnego, gdzie część z nich umieściła. Z drugiego końca szybu, zupełnie poza jej wiedzą, wszedł Ashkore, żeby - jak to później wydedukowała Liwka - podsłuchać pewne zebranie, które się na jego nieszczęście nie odbyło, bo uczestnicy dostali ostrej sraki. W pewnym momencie, nad salą, gdzie miało być owo zebranie, Liwka i Ashkore zderzyli się ze sobą i nie bardzo mogli iść dalej, bo do tej sali, znajdującej się pod nimi, wlazło dwóch facetów. Jak sama Liwka zauważyła odgłosy w wentylacji się niosą i gdyby spróbowali wyjść (znaczy ona i Ash), w sali byłoby bardzo dobrze słychać, że ktoś wlazł gdzie nie powinien i prawdopodobnie szpieguje. Jednym słowem, wpadłaby. No to musieli być cicho i się nie ruszać. Znaczy do wyjścia owych jegomościów, co to weszli do sali, utknęli. Niestety rzeczeni jegomoście się do wyjścia nie spieszyli, bo zamarzył im się seks na stole zebrań. Znaczy nie dość, że Liwka i Ash utknęli, siedząc w ciasnawym tunelu ze sobą face to face, lampiąc się sobie w gały, to jeszcze z dołu zaczęły dobiegać ich odgłosy rodem z ostrego porno. Dlatego, żeby uczynić tę sytuację troszku mniej okropną  ale Liwka wyjęła karty i zaczęła z nim szpilać w coś-tam(chociaż, znając jej poczucie humoru, gapienie się w oczy jednemu, cholernie zażenowanemu facetowi, podczas gdy drugi wrzeszczał do trzeciego "dochodzę", pewnie byłoby całkiem zabawne, jednak przyjmijmy, ze miała dzień dobroci dla istot niższych). Na domiar złego, ku temu wszystkiemu zaczęło się jej chcieć siku.... Mam nadzieję, że teraz sytuacja jasno nakreślona. Tak jak i jej zaprawioną absurdem abstrakcję ;] (nie każ mi tego rysować, proszę xD)
          Liwka nie żywi wobec Ashkora ŻADNYCH UCZUĆ SYMPATII ANI ANTYPATII. Może mu pomagać z pewnymi drobnostkami świadcząc maleńkie uprzejmości, ale nie dlatego, że go lubi albo mu ufa, bo mu nie ufa. Nie. Powodem jest to, że nie ufa też Straży i bierze poprawkę na to, że w przyszłości będzie musiała zmienić strony lub odwalić akcję "zdrada" we wszelkich, możliwych układach, zestawach etc.
          "...ja lubię Straż, Liwka nie." - Liwka im nie ufa i nie chce być w Straży, tylko wrócić na ziemię. Na chwilę obecną trudno tu mówić o nielubieniu. To, że jest wredna i prawie nikomu nie szczędzi w zaciszu swych myśli jadu, to inna rzecz.
          A co do nielubienia Liwki, znielubisz ja jeszcze bardziej. I może nie tylko ją /static/img/forum/smilies/big_smile.png

XXI (cz. 3)

          Ech, Ashkore gra gorzej od Ezraela. Gdyby to była rozgrywka na fanty, nie zostałaby mu nawet bielizna.
Swoją drogą ciekawe czy Nieznajomy ma jakieś plany w związku z przybyciem Huang Hua… No i rzecz jasna, jakie to plany. Do tej pory jego działania są co najmniej dziwne. Właściwie dobrze, że go tu trafiłam, bo ostatnio coś rzadko o nim pamiętam. Co rusz zasypują mnie nowe problemy, przeszkody, domniemania i przypuszczenia, a paranoja, chociaż się stara, nie potrafi obrobić wszystkiego. Hm… Muszę zapamiętać, żeby spróbować panu Zbroi podrzucić pluskwę, kiedy znów na siebie wpadniemy. A wpadniemy na siebie na pewno, bo cokolwiek nie kombinuje, przynajmniej częściowo  ma to coś wspólnego ze mną. Niestety.
          Jak ja „kocham”, kiedy inni widzą we mnie pionka w swych rozgrywkach. Niestety ten pionek ma własne plany i nie dość, że może uciec z planszy, to jeszcze pokąsać paluchy gracza.
          Nagle z dołu dobiega przeciągły krzyk, a po nim ciężkie, zdyszane oddechy. Czyżby wreszcie koniec?
          - To było niesamowite.
          - Tak… Trochę pikanterii dodaje smaku igraszkom.
          - Tak. A Wiesz co jest najlepsze? Po przybyciu Huang Hua podadzą tutaj emisariuszom uroczystą kolację. Ren-Fenghuang będzie jadła ze stołu, na którym my…
          Salwa śmiechów. Właściwie to i ja sama ledwie potrafię się powstrzymać od uśmiechu, aczkolwiek mam nadzieję, że na tę kolację nie zostanę zaproszona. Co prawda stół do tego czasu zostanie z pięć razy umyty, ale świadomość tego, że dwóch facetów niedawno szlifowało jego blat zadkami i innymi częściami ciała jest… Dziwna.
          - Niech oni już wyjdą – powarkuje wyraźnie skrępowany Ashkore, a ja ze wszystkich sił staram się schować uśmiech.
          Ech, moje życie to abstrakcja za abstrakcją. Ledwie kilka dni temu bałam się, że purrekos stwierdzą, że lepiej byłoby mnie zlikwidować, a teraz chichram się w duchu jak nienormalna z zakutego w zbroję, samotnego partyzanta-buntownika o cholera wie jakich zamiarach. Do tego, żeby ta sytuacja była jeszcze bardziej surrealistyczna brakuje tylko, aby do tych dwóch na dole dołączył Karuto i pokazał im do czego mu ta izolacja za łóżkiem potrzebna… Chociaż wtedy moja psychika chyba zakończyłaby swój żywot.
          Szczęśliwie panowie na dole ubierają się i wychodzą, co obwieszcza trzask drzwi. Nareszcie, bo kontrola nad moim pęcherzem przeradza się powoli w walkę woli z materią. Dobrze, to teraz odebrać karty od pana Konserwy i w tył zwrot, wydostać się z tunelu, szybki myk do toalety, potem do łazienki, żeby obrać się z pajęczyn i otrzepać z kurzu. Na koniec do pokoju sprawdzić czy wszystko działa jak powinno i mogę iść na kolację, a dzisiaj są same pyszności. Wiem, bo większość z nich popełnił Karuto pod moim skromnym nadzorem – wszystko to próbki dań, jakie mamy podać fenghuangom.
          Ech, mam tylko nadzieję, że Ashkore nie znajdzie podsłuchów. Teoretycznie nie powinien, bo sama miałam z tym problem, a to przecież ja je zakładałam, ale dogłębnie wierzę w swojego pecha. Teoretycznie, nawet jeżeliby coś znalazł, nie powinien wiedzieć, co to. W końcu nie było go w trakcie naszej wycieczki do purrekos. Znaczy chyba go nie było – nie wiadomo, co kryje się pod tym smokopodobnym garnkiem, który nosi  na głowie.
          Rozstaję się ze swoim przymusowym towarzyszem bez żalu i szybko przystępuję do realizacji planu. Szczęśliwie nikt mi nie wchodzi w drogę i załatwiam wszystko od ręki. Podsłuchy działają tak jak powinny. V-com wszystko elegancko wychwytuje, nawet najcichszy szmer… I żadnych białych szumów czy innych zakłóceń, mogących świadczyć, że Ashkore znalazł którąś z pluskiew. Elegancko.
          Rozwalona na łóżku Ula minimalizuje mahjonga, przy którym spędziła już pół dnia – mam tyle ciekawych gier na kompie, a ją najbardziej wkręciły klocuszki – i odpala edytor tekstu. Po chwili przed moimi oczami pojawia się:
„a tak właściwie, po co ci to wszystko, skoro masz mnie z moim superczułym słuchem? jak się skupię, to nawet stąd mogę wychwycić, o czym będą rozmawiać.”
          - Tak, ale ty w przeciwieństwie do podsłuchów musisz jeść, spać i kupkać, a także, jak widać, walić mahjonga po kilka godzin dziennie. Nie wspominając o tym, że możesz podsłuchiwać tylko jedną rozmowę na raz i tym, że Miiko i inni raczej nie będą nas informować o tym, kiedy zaczną tajne obrady, ewentualnie, kiedy zamierzają spiskować po kątach. NO chyba, że zamierzasz biegać po KG i sprawdzać czy nie dzieje się coś ciekawego.
w sumie racja.
          - Idziesz ze mną na stołówkę czy dzisiaj nie jesz niczego, tylko walisz w klawisze?
          „nie walę w klawisze, tylko ćwiczę spostrzegawczość i szybkość reakcji. i jasne, że idę, ale masz mi pozwolić zjeść coś dobrego. mam dość żarcia sałatek, kiedy wy wciągacie smakołyki karuto.
          - Niech ci będzie, ale tylko jedno ciastko z kremem czy coś, żeby się nie darli na mnie, że cię tuczę czy wpędzam w chorobę. Zresztą zaparcie to nic przyjemnego, możesz mi wierzyć. Ani ono, ani zabieg z gumową rękawicą i wazeliną w roli głównej, bo to cię prawdopodobnie czeka w razie gastrycznych niedomagań.
          Ula wymownie wzdryga się i potrząsa łbem. To chyba znaczy, że nie ma zamiaru ryzykować i zgadza się na jedno ciasteczko. Jej szczęście.
          Powoli człapię do stołówki, skąd dobiegają smakowite zapachy – efekty moich rad i mojego kierownictwa, dzięki którym Karuto mógł się rozwinąć jako kucharz niczym srajtaśma w domu nękanej przez obstrukcję rodziny. Szczęśliwie ani Nevry ani Ezraela nie ma nigdzie w zasięgu wzroku, ani słuchu. O ile dobrze zapamiętałam ich grafiki, to obaj mają jakieś wieczorne zajęcia i dadzą radę zjeść najwcześniej o dwudziestej. Niech siłom wszelakim będą dzięki.
          Kiedy zaintrygowany historią o weselu Ezrael dopadł mój pełny raport misji u kapp, myślałam, że nadeszły dla mnie ciężkie czasy. Myliłam się. Ciężki czasy to nadeszły dla Nevry, bo wedle filozofii Eza, jak boleśnie dowalić, to najlepiej dowalić dobremu kumplowi. Biedny wampir nie może spokojnie przejść obok drzewa, żeby nie nasłuchać się tekstów o dendrofilnych podtekstach. Jakby tego było mało, od czasu do czasu i Karenn dorzuca swoje trzy grosze dokopując bratu. Ostatnio wściekły Nevra, podjął nieudaną próbę utopienia elfa w owsiance, niestety do zakutego, błękitnowłosego łba jakoś nie dociera, że zaczyna przeginać. Normalnie PRAWIE mam wyrzuty sumienia.
          Stoję sobie w kolejce, mając nadzieję, że nie stanie się nic niespodziewanego i nie wparuje tu siejące ostatnio chaos duo. Nagle czuję czyjeś chude, z lekka szponiaste dłonie na ramionach.
          - Liwka, ratuj… - rozlega się jęk Izme.
          - Przed czym niby? – pytam, odwracając się, żeby spojrzeć w głęboko nieszczęśliwą twarz pajęczycy.
          - Przed tym zasranym balem czy raczej tymi laskami, co to na jego punkcie dostają fioła.
          - To znaczy?
          Jak się okazuje to znaczy tyle, że część młodszych mieszkanek KG, schroniska i okolic, czyli wszystkich tych, które mają się pojawić na balu, przechodzi przemianę w zołzy wyższego kalibru. Chichocące po kątach, kpiące z cudzego wyglądu, zadające niewygodne pytania, wypytujące o stroje balowe te osoby, o których wiedzą, że nie będą się miały czym popisać i tak dalej. Taki standardzik, rodem z liceum. Jest to niewielka grupa, ale skutecznie zatruwająca życie tym, których uważają za potencjalne ofiary. Oczywiście Izme nie należy do osób, którym tego typu przytyki mogą wyrządzić jakąkolwiek przykrość, ale jest wkurzona. Zresztą trudno, żeby człowiek/faery/faelien i tak dalej się nie wkurzył, kiedy co chwilę ktoś nieudolnie usiłujący mu dowalić zagaduje go o pierdoły. Zresztą znam to z autopsji. Chociaż unikałam wszelkich zabaw szkolnych z balami na czele, bo wolałam spędzać czas w milszy mi sposób i w wybranym przez siebie towarzystwie, to zawsze jakaś zołza czy dwie krakały mi nad głową. A potem zawsze płakały, bo jakimś cudem ich wstydliwe zdjęcia z owych imprez wyciekały na portale społecznościowe albo do skrzynek odbiorczych rodziców. Jakoś nie potrafiły zrozumieć, że nie warto wkurzać ludzi spędzających połowę wolnego czasu w Multisieci.
          - To jak mam cię ratować? – pytam Izme, siedząc już przy stole i dzióbiąc ryż z wybornym sosem słodko-kwaśnym. W między czasie Ula już wciągnęła swoją sałatkę i właśnie zabiera się za deser czyli zrobiony z miejscowych produktów odpowiednik torciku czekoladowo-wiśniowego.
          - Bądź przy mnie. Masz swego rodzaju immunitet, bo jesteś z zewnątrz i ostatnio pobohaterowałaś, więc kiedy będziemy razem, to się odwalą. Twoje towarzystwo w przeciwieństwie do ich mnie nie wkurza. No chyba, że znasz sposób, żeby mnie odstrzelić na przyjątko i znaleźć mi na nie partnera, wtedy te siksy może się odchrzanią na dwa lata.
          - I mnie też – mruczy Alajea, która razem z Karenn jakiś czas temu przysiadła się do nas. – Mam już ich dość. Wredne, napastliwe zołzy.
          Izme spogląda na syrenę, jakby ta z księżyca spadła. Parę razy przy tym przekrzywia głowę, ewidentnie szukając czegoś, co przeoczyła. W końcu daje za wygraną.
          - O czym ty chrzanisz, dziewczyno? – pyta. – Żeby nie było, nie mam kompleksów, a na standardy swojej rasy jestem naprawdę niezłą laską. Niestety reszta faery do arachidów nieprzyzwyczajona, to i wyglądamy dla was jak patykowate koszmary, co teraz te świruski dają mi odczuć. Zresztą widać to po sklepach, znaleźć suknię na coś cholernie wysokiego i chudego to niemałe wyzwanie. Ale ty? Należąca do powszechnie tolerowanej rasy, przeciętnego wzrostu, kształtna, z ładną buzią… Czego się czepiają?
          - Ich – Syrena wymownie chwyta w dłonie swój biust. – Cały czas słyszę tylko „ta znowu pewnie przyjdzie z cyckami na wierzchu”, „ta tylko potrafi się swymi buforami chwalić”, „biust to jedyny jej atut”, „jak ona potrafiła pływać z takimi donicami”, „pewno dlatego, już nie przebywa w formie syreny, bo te boje ciągną ją do góry”. Mam już serdecznie tego dość. Nie moja wina, że wszystkie stroje, w których nie wyglądam jak pokraka albo mają głębokie dekolty, albo są tak wąskie w biuście, że muszę rozpiąć parę guzików, żeby nie trzasnęły… Nawet mundur. Jednak najgorsze w tym wszystkim jest, że zołzy mają po części rację. Przez piersi źle mi się pływało, a teraz, jakby tego było mało, źle mi się śpi. No i bieganie, czysta masakra!
          - Aj tam, po prostu dajecie sobie wejść na głowę. – Karenn nonszalancko rozpiera się w krześle. – Ja jestem niska i płaska, a nikt mi nie dokucza ani z jednego, ani z drugiego powodu, bo potrafię powiedzieć „dość”.
          - Karenn, wiesz że cię lubię, ale one nie dokuczają ci tylko dlatego, bo jesteś największą plotkarą w KG i boją się ciebie… Czy raczej tego, co mogłabyś na nie nagadać.
          Wraz z Izme chichoczemy, na co Karenn posyła nam mordercze spojrzenie.
          - Izme też potrafi chlapnąć jęzorem, więc jej również nikt nie powinien zaczepiać – burczy, krzywo zerkając na pajęczycę.
          - Owszem potrafię, ale kręcenie bata na te wszystkie idiotki zajęłoby zbyt dużo czasu i wymagało zbyt wiele wysiłku jak dla kogoś, kogo ploteczki nie pasjonują. Zemsta nie jest zemstą, jeżeli mści się też na wykonawcy.
          - Swoją droga dziwne to-to. – Rozbrzmiewa gdzieś obok nas głos Karuto, który ni z tego, ni z owego postanawia doczepić się do rozmowy. Swoją drogą nieźle się skrada, jak na kogoś mającego racice zamiast stóp. – Mnie też się powinny bać, w końcu za każde złe słowo odwdzięczam się tygodniem paskudnych posiłków, ale jakoś to na te sucze nie działa. Co roku słyszę, że znowu występuje w starym, przyciasnym garniturze, mam niewyczesane nogi i tak dalej… A jak mam inaczej wyglądać, kiedy do ostatniej chwili siedzę w kuchni, przygotowując pyszności dla wszystkich? W tym dla nich? Niewdzięczne zołzy…
          No i wyszło, że u sporej liczby osób bal zamiast budzić radość, rodzi frustrację. A u innych wywołuje kompleksy. No cóż, niektóre rzeczy wszędzie są takie same, niezależnie od wymiaru.

Offline

#241 22-08-2018 o 19h28

Straż Absyntu
Azalin
Akolita Sylfy
Azalin
...
Wiadomości: 1 094

Nadgoniłam!
Możesz czuć się winna - przez ciebie i Antymagię kompletnie zaniedbałam czytaną książkę, cały czas na czytanie przeznaczając na nadrobienie rozdziałów. xD
Już od jakiegoś czasu miałam na oku to opowiadanie, ale moje chęci topnieją w momencie, kiedy mam do nadrobienia sporo treści. Ale w końcu się zawzięłam, przeczytałam i nie żałuję w ogóle.
Przede wszystkim podziwiam za zmianę realiów Ziemskich i tak daleki skok w przyszłość. Posunięcie bardzo zgrabne, otwierające wiele możliwości. W dodatku szykujący się konflikt między faery i ludźmi bardzo, ale to bardzo mnie intryguje - ostatnio w ogóle mnie strasznie zafascynował motyw magia-technologia i jestem ciekawa, jak to przedstawisz. Obecnie sytuacja Eldaryi wydaje się mocno nieciekawa (jak się dowiedzieli, w jak prosty sposób można oszukać ich barierę chroniącą przed transportem broni, to aż mi się ich szkoda zrobiło), ale wspominałaś, że wcale nie są tak bezbronni jak mogłoby się wydawać. Cóż. Wyczekuję z niecierpliwością.
Co tam było jeszcze istotnego. A! Obłąkana Wyrocznia - za ten motyw przybiłabym ci piątkę. Ja jej nawet w grze nie ufam, straszne babsko, miło ją widzieć w roli antagonisty.
Erhat, pomimo swoich dość rzadkich występów, wydaje się być idealnym kandydatem na moją ulubioną postać. Wszystko mi jedno, po której będzie stronie (podejrzewam, że swojej własnej), jest świetny. Jeszcze się zobaczy z czasem, ale póki co lubię go chyba najbardziej.
Ciekawie opisałaś Huang Hua, odniosłam wrażenie, że niektórzy (ci, którzy nie traktują ją niczym bóstwa) uważają ją za osobę dość... Wyrachowaną? Przyznaję, że chętnie zobaczyłabym ją w takiej odsłonie, szczególnie, że w grze jej marysuizm sprawia, że nóż mi się w kieszeni otwiera. 
A Ash i Liwka grający w karty poprawili mi humor, szczególnie, że u mnie Zamaskowany ostatnio przerabiał grę w planszówkę. Tylko jedno pytanie nie daje mi spokoju... Które z nich wzięło ze sobą karty i w jakim celu? xD Chyba że czegoś nie doczytałam.
Póki co, Liwia faktycznie ma niesamowite wręcz szczęście, dlatego - pomimo mojego całkiem pozytywnego nastawienia do bohaterki - czekam aż konsekwencje spadną jej na łeb. No i oczywiście oczekuję na jej "gorszą stronę".

Pozdrawiam i czekam na kolejną część. ~


https://i.imgur.com/RHvuFq8.png

Offline

#242 23-08-2018 o 18h08

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Ej hej, nie dziw mi się, że tego nie ogarnęłam. Scena tak totalnie nagle walnięta, Liwka i Ash sobie razem siedzą w szybie i dyskutują jak najlepsze znajomki. Słuchaj, co innego, co opisujesz, a co innego, co siedzi ci w głowie. Napisałaś, że grają w karty. Ok, to spotkanie było przypadkowe, ale oboje mają wiele przeciwko Straży, nic dziwnego, że mogą ze sobą współpracować. Więc, do diabła cholernego, nie dziw mi się, że pomyślałam jak pomyślałam. Bo Liwka sobie siedzi właśnie z ziomkiem, który mógłby jej spokojnie skręcić teraz kark, i opowiada o tym, że chce jej się siku. Rozumiem, że to miało być groteskowe, ale… well.
A że jeszcze bardziej znielubię Liwkę, to się domyślam. Jej wszystko się bezbłędnie udaje i każdy zwraca na to uwagę. I pewnie jak zacznie mieć pod górkę, chwilę potem będzie miała maksymalnie z górki.

Robię się coraz bardziej sceptyczna. Tylko nie myśl sobie, że w stosunku do ciebie, bo Cenę uwielbiam [GDZIE ONA?!], a Potwór budzi u mnie coraz większą sympatię. Ale Antymagia zaczyna mnie męczyć. Liwka jest coraz bardziej liwkowata i coraz mniej ją lubię, wydarzenia nie są poważne, tylko groteskowe, wszystko idealnie układa się pod bohaterkę. Pozostaje mi tylko liczyć, że chociaż ten pech Liwki zacznie być większy.

No i zazdroszczę ci zdobywania nowych czytelników. Mojego Teatru się ludzie boją. :<

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (23-08-2018 o 18h08)


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#243 25-08-2018 o 03h22

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 38

^^
Tu też bywam i czytam. Mam troszkę do nadrobienia, ale nie porzucam opowiadania.
Pozdrawiam /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#244 28-08-2018 o 17h13

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Azalin - szczerze powiem, że do tego zabiegu, znaczy połączenia nowoczesności/przyszłości z światem fantastyczny,  przekonała mnie czytana lata temu "Trylogia miecza mroków" jak też polskie "Pan zimowego ogrodu "(do drugie niedokończone, bo nie polubiłam bohaterów, chociaż chyba kiedyś znowu się za to wezmę - sama historia sprawiała wrażenie ciekawej.)
            Co do konfliktu ludzie-eldarya, to ten będzie rozwinięty dużo później i na raty. Najpierw spieprzy się mnóstwo innych rzeczy + jeszcze namieszam.
            Wyrocznie zrobiłam nawiedzoną, bo nie cierpię przeforsowywanego w grze motywu zesranego (tak, miało być zesranego) przez niebiosa i przeznaczenie wybrańca/wybranki. Dlatego postanowiłam nawywijać /static/img/forum/smilies/big_smile.png
            Oj tak. Erhat ma swoją własną stronę. Nie tylko swoją, ale nie należy do żadnego z obecnie widocznych "fanklubów".
            Szczerze to Huang Hua nie planuję na szczególnie negatywną, przynajmniej nie jeżeli chodzi o osobowość (to jak patrzą na nią pozostałe postaci to inna kwestia), ale na pewno będzie inna niż w grze. Gdybym ją walnęła taka jak ja scenarzyści Beemowu przedstawiają... Jezu, nie przetrwałaby jednego pocisku Liwki, a historia stałaby się istną parodią xD. Jednak muszę przyznać, ze w wersji oryginalnej jest jedna z najgorzej skonstruowanych postaci. Najmniej prawdopodobną i pasującą do stanowiska. W sumie najlepiej osobowościowo wypadli Zifu, Karuto i Chrome (i pisze to mimo, że Chrome momentami cholernie mnie wkurza, szczególnie jego mimika). Od biedy może też być Ewelein. Najgorzej znów, jeżeli chodzi o charaktery potraktowano właśnie Chuang Hua i dzieciaki - pojechano je takim stereotypem rozmemłanych bachorząt, że strach. No i Gardzię, której postępowanie wymyka się wszelakiej logice, również tej emocjonalnej. Szczególnie występująca w ostatnich dwóch odcinkach nieoczekiwana ruja /static/img/forum/smilies/neutral.png Scenarzyści w ogóle nie zadbali o nakreślenie jakiejkolwiek więzi emocjonalnej między nią a jakimkolwiek z panów - przecież na dobrą sprawę ona nic o nich nie wie! oni o niej zresztą też - o opcji całkowitego odrzucenia ich nie wspominając.
             Bez obawy. Wbrew wróżbom Methrylis Liwia dostanie "za swoje"... Inni również /static/img/forum/smilies/big_smile.png Bo jak się chędoży to wszystko na raz i ze sobą nawzajem (jak Gardzia w grze xD)

@Methrylis
- no fakt nie napisałam kto miał karty. Są takie typy ludzi, którzy zawsze noszą je ze sobą. Ash na takiego nie wygląda, więc przyjmijmy, że to Liwia.
             Uwierz mi, nie będzie miała z górki, oj nie. Nie znaczy, że spieprzy wszystko czego się tknie, jednak pewnych rzeczy za cholerę nie przeskoczy. Na dobrą sprawę już parę rzeczy jej nie wyszło, tylko, ze nikt o tym nie wie ;] Nawet ona sama.
             Co do goteskowości wydarzeń, to groteska będzie się co jakiś czas przewijać, chociaż niekoniecznie w wydaniu zabawnym. A zdarzenia uderzą prędzej czy później w poważne tony. Tylko powiedziałam, że to za ok 3 rozdziały (chociaż już w tym i poprzednim są DUŻE wskazówki min czego będzie się poważny klimat tyczyć), a że te maja sporo części to inna rzecz Jeżu Miłosierny, ja nawet nie zaczęłam zabijać postaci (a będę <3). Ledwie ~ cztery trupy i to niezbyt znaczące od początku historii, nie licząc jedynie wzmiankowanych... Myślisz, że mam zamiar sobie odpuścić upuszczanie krwi? Oj nie... "there will be blood" jakie to sformułowanie niejednokrotnie przewijało się w cyklu "rusty lake"/"cube edcape" (mocno abstrakcyjne, bardzo oniryczne fantastyczno-detektywistyczne przygodówki. Przerąbanie trudne do tego).
             Co do tego, że niby nie masz nowych fanów/ nie komę tują cię, zacytuję ciebie samą "tutaj ludzie nie komentują, tylko czytają". Natomiast, co do ponaglania z "Ceną" => co z moją mechamagią? ;> HMMMMMMMMMMMM???? Miałam dostać opinię (nie wymagam korekty, tylko opinii ;])

@Sharessa - cenię, że dajesz znak i nadal czytasz. mam nadzieje, że nadal się podoba ;]

XXI (cz. 4)

            - Naprawdę nie rozumiem, czemu w ogóle idziecie na ten zakichany bal – wzdycham. – Mnie kazała Miiko, bo podobno Huang Hua chce sobie pooglądać ludzia na żywo, ale wy… Na waszym miejscu wolałabym zrobić coś przyjemniejszego. Odpocząć, poleniuchować, wypić drinka na murach, popatrzeć w gwiazdy. Cokolwiek. Szczególnie po całym dniu na nogach i uwijania się przy gorących, parujących garach – rzucam, wymownie zerkając na Karuto.
            - Rzecz w tym, że szefowie i tak dalej krzywo patrzą na tych, co to nie stawiają się na balu. – Izme spogląda na mnie zmęczonym wzrokiem. – Wiesz, w dzień balu straż przejmuje ochrona fenghuangów, żebyśmy mogli się „zabawić”, a na posterunkach z naszych ludzi zostają tylko ci niezbędni. Niepojawienie się na przyjęciu jest odbierane jako akt niewdzięczności wobec ich wysiłków i hojności Ren-Fenghuang. W przeciwnym razie na pewno nie uświadczyłabyś mnie wśród tych wyfiołkowanych żmij.
            - A ja chcę iść na bal, tylko chciałabym raz wyglądać ładnie, stylowo. – Alajea robi smutną minę. – Nie jak słodka dziunia świecąca wielgachnym biustem, tylko elegancko, jak dama. Jak ktoś z klasą.
            - A ja wyglądać jak ktoś elegancki i z klasą, a nie jak cieć z doskoku – Karuto krzywi się i wzdycha ciężko.
            Cycata syrenka i marudny cap mający kompleks kopciuszka. No ja nie mogę. I jak tu być normalnym?
            Dobrze, oboje WZGLĘDNIE lubię, więc może coś im na to poradzę, a przy okazji nieco pomogę Izme. Będę raz miała dzień dobroci dla zwierząt. Pajączki, rybki i kózki łączcie się!
            - Jeżeli wpadniecie do mnie przed balem, spróbuję na to coś poradzić. Najlepiej byłoby też, gdybyście skołowali kogoś, kto potrafi szyć, bo z tym u mnie tak bardzo średnio, a pewnie parę rzeczy trzeba będzie nieco przerobić. No i przyniesiecie swoje ciuchy, te w których chcieliście iść i inne względnie eleganckie. No i kosmetyki, biżuterię i tak dalej.
            - TY chcesz im pomóc? – Karenn patrzy na mnie z nieukrywanym zdziwieniem, podchodzącym niemal pod pogardę. – Bez urazy, ale spójrz jak wyglądasz…
            - Wyglądam, jak wyglądam z premedytacją. To taki manifest w stosunku do świata, żeby się odwalił. Po tym wszystkim, co mi się przytrafia, ostatnie, czego potrzebuję, to dodatkowe zainteresowanie. Poza tym, jak na razie, nie mam żadnego interesu w tym, żeby wyglądać inaczej, więc nie widzę sensu, żeby się wysilać, ale…
            - Przecież każda kobieta powinna o siebie dbać! I każda kobieta chce wyglądać atrakcyjnie!
            - W takim razie jestem facetem z waginą – rzucam, na co zaskoczona Karenn rumieni się, a Izme i Karuto parskają śmiechem. – W każdym razie, wracając do tego co mówiłam, jeżeli zachodzi potrzeba potrafię się wypięknić i potrafię z tym pomóc też innym, i to bez większego wysiłku.
            - Mam, co do tego, wielkie wątpliwości – Karenn krzywi się. – I naprawdę wolałabym się zająć tym sama, ale niestety tuż przed balem mam ostatni dyżur. Normalnie nie rozumiem, za co to. Zupełnie, jakby Krajzan chciała mnie za coś ukarać, ale przecież ostatnio nic nie zmalowałam.
            Nic? A to, że ZNOWU podsłuchiwałaś rozmowy nieprzeznaczone dla twoich uszu, a w dodatku puściłaś je w obieg? Przekazując je mnie i paru innym ktosiom… Swoją drogą, to miło ze strony Miiko, że nie wsypałamnie, że wygadałam im się z tym wszystkim.
            - Nigdy nie pokazałam swoich… Hm… Umiejętności stylizacyjnych, więc wątpliwości zrozumiałe, aczkolwiek mogę zapewnić, że nieuzasadnione – oświadczam. – Jeżeli ktoś z was chce zaryzykować i mi zaufać, mogę coś podziałać w kwestii prezencji. Nie załatwię wam tylko partnerów na ten zakichany bal, więc w tej kwestii, jeżeli zależy wam na tym, żeby pokazać się z kimś, musicie poszukać sami.
            - A ty z kim chciałabyś iść na bal? – pyta Karenn, a w jej oczach połyskują ciekawskie iskierki.
            - Z kimkolwiek, kto da mi za to eliksir otwarcia portalu.
            - Nie jesteś zabawna. – Wampirzyca przesuwa spojrzeniem po Alajei, z której preferencjami jest na bieżąco, następnie po Karuto, o którego preferencjach chyba woli nie myśleć, aż w końcu zatrzymuje wzrok na Izme. Szpiczaste kły połyskują w szerokim, ciekawskim uśmiechu.
            - A jest ktoś, z kim ty chciałabyś iść na bal? Ktoś ci się podoba?
            - Tak. Keroshane.
            Karenn zatyka. Nie wiem, co jest dokładnie powodem. Brzmiąca całkowicie szczero, naturalnie i wręcz zdawkowo odpowiedź, której ta na pewno nie oczekiwała, czy wybór pajęczycy. Po tym, jak Karenn odnosi się do Kero, widać, że nie uważa go za materiał na czyjegokolwiek księcia z bajki, co najwyżej giermka. Inna rzecz, że nawet ja muszę przyznać, że on i Izme stanowiliby dość kontrastową parę, przynajmniej pod względem wyglądu. Milutki, gładki mól książkowy i wojowniczka-warlock o urodzie drapieżnego upiora. Natomiast, jeżeli chodzi o charakter… Hm… Oboje są rzeczowi, rozsądni, uprzejmi, a nawet troskliwi, chociaż każde na swój sposób. Widywałam już dziwniejsze, ale doskonale zgrane tandemy.
            - K-kero? – wykrztusza po chwili. – Przecież on jest niższy od ciebie…
            - Dziewczyno, chociaż próbuj udawać, że nie jesteś płytka jak kałuża. – Karuto krzywi się, zerkając na wampirzycę z ukosa.
            - Nie jestem płytka! – Karenn aż podskakuje z oburzenia na siedzeniu. – Wiem, że można się zakochać w sobie i pokochać się niezależnie od wyglądu, ale to dopiero jak się kogoś pozna, a Izme prawie nigdy nie rozmawia z Kero. Przepraszam bardzo, ale to dość dziwne, kiedy dziewczyna wybiera od tak sobie faceta niższego z dziesięć centymetrów, w dodatku nieszczególnie przystojnego… Właściwie to bardzo ładnego, ale nie przystojnego. To tak jakby facet od tak zauroczył się dwumetrowa, przystojną kobietą o szerokich ramionach i wielkim bicepsie.
Przyznaję, tu pijawka ma rację.
            - Może nie rozmawiałam za dużo z Kero, ale wiem, że jest uprzejmy, delikatny i uczynny. Do tego ma nienaganne maniery i szeroką wiedzę – Izme uśmiecha się. – Bezczelne, ociekające testosteronem przystojniaki nie robią i nigdy nie robiły na mnie wrażenia. Wolę facetów miłych i rozsądny. Takich, którzy się troszczą. A wygląd Kero podoba mi się. Ma śliczne dołeczki, kiedy się uśmiecha, a twarz wielkookiego danalasma tylko sprawia, że budzi się we mnie instynkt łowcy. – Uśmiech pajęczycy staje się nieco drapieżny. – Niestety, nasz danalasm nie lubi być ścigany, a to, co powiedziałaś jest w sporej części prawdą, więc niezbyt mu się podobam. W dodatku chyba go z lekka przerażam. Niby to norma dla arachidów, ale cholernie utrudnia umówienie się z kimkolwiek.
            Wyraz twarzy Karenn jest bezcenny. Dziewczyna ewidentnie nie rozumie, czemu Izme jej to mówi – w końcu naczelna plotkara KG to nienajlepsza osoba do tego typu zwierzeń. Chyba nie łapie, że przez taką, a nie inną sytuację, cokolwiek by nie rozpowiedziała, nie jest w stanie zaszkodzić pajęczycy. Przynajmniej nie mocno. Ze względu na swoją rasę i niechęć do niej, Izme jest przyzwyczajona do dziwnych spojrzeń, kpin i zaczepek, a jakiego tematu te się imają, raczej nie robi jej dużej różnicy. Właściwie, gdyby Karenn rozpowiedziała, że Kero podoba się arachnidce, a wieść dotarłaby do uszu samego zainteresowanego, może nawet wyszłoby to na dobre. Jednorożec uświadomiłby sobie, że ta nie chce mu pożreć twarzy – przynajmniej nie dosłownie – i trochę wyluzowałby.
            Jednak, cokolwiek by nie mówić o wampirzycy, nie można jej zarzucić, że nie dochodzi szybko do siebie.
            - A na bal zamierzasz go zaprosić? –pyta. – Znaczy spróbować go zaprosić?
            - Tak, w końcu nic mnie to nie kosztuje, prawda? – Izme uśmiecha się pod nosem. – Dopadnę go znienacka, przy innych i może do tego stopnia nie będzie wiedział, co zrobić, że się zgodzi.
            Alajea i  Karenn parskają śmiechem, a Izme drapieżnie błyska zębami… No tak, grunt to odpowiednia strategia. Ech, naprawdę wolę być singielką do końca życia niż bawić się w tego typu podchody. Chociaż i tak Izme wykazuje się w kwestiach zalotów dużym rozsądkiem. Zachowanie większość zakochanych, a nawet tylko podkochujących się w kimś, wskazuje na chorobę dwubiegunową, a przynajmniej osobowość typu borderline.
            - Twoje szczęście, że Kero nie przejawia mojego podejścia do sprawy – mruczę pod nosem.
            - A jakie jest twoje podejście do sprawy?
            - Takie, żeby powiedzieć stanowcze, pełne niechęci, brutalnie mordujące libido i romantyczne zapędy „NIE” każdemu, kto mnie poprosi. Chyba, że to będzie gej albo da mi pisemne oświadczenie, że absolutnie mu się nie podobam i prosi tylko po to, żeby kolejny raz nie stać samotnie w kącie jak cieć. W drugim przypadku mile widziane byłoby przekupstwo w formie kasiorki albo dobrego żarełka.
            Izme i Alajea rechoczą, a Karenn wyraźnie załamana moim nieczułym podejściem do sprawy, ukrywa twarz w dłoniach.
            - Więc gejowi powiedziałabyś „tak” – Karuto zerka na mnie, a w jego oczach igrają szatańskie ogniki. – Czyżby to jakiś podstęp, żeby przeciągnąć mnie na drugą stronę? Nic z tego. To, że raz spaliśmy ze sobą i, jak sam przyznałem, nieźle grzejesz, nic nie znaczy. Przykro mi, ale…
            Jedyna nie w temacie, bo nie uczestnicząca w naszych wspólnych seansach, Karenn, wytrzeszcza oczy, a jej twarz wykrzywia wyraz totalnego obrzydzenia i horroru.
            - Jak to spaliście ze sobą? – wyrzuca na bezdechu, na co wszyscy parskamy masakrycznym śmiechem, a rozbawiona Ula taktycznie chowa się pod stół.

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (28-08-2018 o 17h14)

Offline

#245 28-08-2018 o 19h09

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Nie chodziło mi o karty Asha, czy kto je tam trzymał, ani o rozlew krwi, bo że zasiejesz pole trupami, to ja jestem pewna i tu nie będzie żadnego zaskoczenia. No, ale mniejsza.

W sumie w rozdziale niewiele się dzieje, bo wszyscy gadają o balu. Mogłaś to podzielić na dłuższą część, bo po tym wystarczy przebiegnąć wzrokiem, by wiedzieć co i jak ;]

No ok, to czekam na resztę i pozdrawiam!


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#246 04-09-2018 o 16h22

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - Temat obiecanej opinii zręcznie przemilczany xD
           Mam zamiar przeprowadzić rozlew krwi z klasą. Może to będzie nowość ;]
           Nie dałam więcej tekstu bo znowu rzuciłam fabularnym, kilkudniowym przeskokiem i wolałam nie ryzykować kolejnego zamieszania. Zresztą musiałabym walnąć z 6 stronic, żeby dotrzeć do jakiegoś newsa, który tutaj udało mi się wcisnąć dopiero na końcu.


XXI (cz. 5)

           Dziś przyjeżdża zakichana Ren-Fenghuang i wszyscy stają na rzęsach. Polerują rzeczy już niewymagające polerowania, poprawiają, sprawdzają, doprowadzają do szału. Panie oraz spora część panów pracują na miarę możliwości nad wyglądem, przeczesując włosy, wpinając w nie różne pierdoły i dopracowując makijaż niejednokrotnie grubszy od powłok statków transplanetarnych. Czyste szaleństwo. Normalnie gorzej niż przed koncertem rokowym jakieś międzyplanetarnej gwiazdeczki. Najchętniej to bym się schowała gdzieś i przeczekała, no ale Miiko wymyśliła, że mam uczestniczyć w powitaniu, to znaczy dołączyć do tłumu drących się na cześć Ren-Fenghuang szaleńców. Przecież ona nawet mnie nie zauważy w tym całym zamieszaniu! Jestem przeciętnym z wyglądu kurduplem, byle cieć może mnie zasłonić.
           Ech, niestety nic na to wszystko nie poradzę. Rozkaz szefostwa to rozkaz, więc trzeba zrobić dobrą minę do złej gry i przeć na przód.
           Ściągam włosy w koczek, tak mocno, że może to uchodzić za prymitywną formę liftingu i przeglądam się w butach, które lśnią mocniej niż lustra w umywalni. Zresztą guziki podobnie. Jeżeli odbije się w nich słońce, może kogoś oślepić. Cały ranek prasowałam, pastowałam i polerowałam, żeby być jak spod igły.
           Zerkam na wyciągniętą na łóżku Ulę. Wczoraj balowała z Edwardem i Dymitrem, a teraz odsypia. Szczęściara, też bym chciała sobie pospać do południa.
           - Ulka, jak wyglądam?
           Jeanylotte leniwie unosi powiekę i obrzuca mnie taksującym spojrzeniem.
           „A jak chcesz wyglądać?” – pyta Morse’em.
- Higieniczniej niż stół operacyjny przed operacją i sztywniej niż kij w dupie. Tak, żeby dać wszystkim jasno do zrozumienia, że asystuję Huang Hua tylko z obowiązku, do którego podchodzę z należyta powagę etc, ale nie ma dla mnie w tym nic przyjemnego.
„Z koczkiem chyba przesadziłaś, ale poza tym masz to”.
           Ech, teraz dodać do tego prostą jak struna postawę, sztywny krok i powinnam zacząć wyglądać jak mała nazistka rodem z tych przedwiecznych, czarno-białych nagrań z lekcji historii. Co oni tam robili, machając sztywną łapą? Jak się to nazywało? Hajlowali? Chyba tak… W takim razie lada moment będę mogła zacząć hajlować.
           Rozlega się łomotanie do drzwi. Otwieram, a tam Karuto uśmiechnięty jak nekrofil, który ukradł klucze do prosektorium. Nawet on jest nieco wyglancowany, chociaż ostatnie godziny spędził w kuchni.
           - No mała, idziemy pod bramę, bo straże już wypatrzyły pochód fenghuangów. Wyłaniają się z lasu, lada chwila tu będą.
           - A co ty się tak o mnie martwisz? – rzucam poprawiając marynarkę. Będzie mi w niej cholernie gorąco, ale jak mam odgrywać pannę profesjonalistkę, to muszę się trochę pomęczyć.
           - Miiko prosiła mnie, żeby cię przypilnować, chociaż osobiście nie podejrzewałbym cię o leserstwo.
- Bo nie jestem leserem. A tak w ogóle, to skąd ta radość? Ekscytacja? Wiem, że w tym wypadku trzeba się szczerzyć jak głupi do sera, żeby nie było przypału, ale sam z siebie? Przecież to wszystko to tylko dodatkowa robota. Naprawdę tak obchodzi cię jakaś-tam arystokratka?
           - Nie, ale jej ochrona i dworzanie płci męskiej tak. – Błyska zębami w szerokim, drapieżnym uśmiechu. – Co roku sprowadza ze sobą prawdziwy wybór słodkości i mięska pierwszego sortu. W dodatku ma takiego ładniutkiego szambelana, Feng Zifu. Taki arystokratyczny typ, sama klasa, niby starszawy, ale wiesz… Starszawy to bardziej doświadczony.
           Mogłam się spodziewać takiej odpowiedzi. Ech, kiedy Karuto wchodzi do umywalni, wśród panów musi wybuchać prawdziwy popłoch, nawet tych niezbyt ceniących sobie damskie towarzystwo. W końcu, jeżeli przechwałki kucharza brać na poważnie, to jego amory zakrawają na zakamuflowaną próbę morderstwa.
           - Czyli dla ciebie to wszystko to jedna, wielka parada potencjalnych kochasi… – podsumowuję, na co ten z uśmiechem potakuje. – Samolubne, molestatorskie, niemal obleśne, ale w sumie motywacja lepsza niż „wielbmy jakąś tam paniusię, bo jej przodek sprzed około tysiąca lat, zagrał na flecie”… BEZ PODTEKSTÓW Karuto.
           Kucharz chichocze i daje mi znak, żebym szła za nim. Nie mam wyboru – idę. Jakbym nie poszła, Miiko urwałaby mi głowę i ugotowała na niej krupnik… Ewentualnie grochówkę żołnierską.
           Dzień jak na stanie, powiewanie chorągiewkami i wznoszenie pochwalnych okrzyków niespecjalnie się udał. Niby nie ma zimno, ale mży, mgła od rana jeszcze nie opadła, a w dodatku niebo okrywa tak gruba warstwa chmur, że ma się wrażenie, że jest szósta popołudniu zamiast drugiej. Swoją drogą, mogłam wziąć pelerynę. Jeżeli nazbyt zawilgnę to look niani aplikującej kindersztubę wyższych lotów się mi rozmyje. Mimo tego stoimy, wypatrujemy i czekamy. Po chwili przez wrota wjeżdżają pierwsze bestie – przypominające węże na czterech czaplich łapach stwory. Dosiadają ich wojownicy w złoto-karmazynowych zbrojach i zdobionych piórami hełmach. Wszystko to wygląda bardziej zdobnie niż praktycznie, ale co robić – oficjalna wizyta. Trzeba pokazać piórka w dupce.
Kiedy w zasięgu wzroku pojawia się niesiona przez czterech wielkoludów, przypominająca złotą szkatułę lektyka, wokół wybucha ogromny gwar. Tłum wrzeszczy, gwiżdże, piszczy. Gdy pierwsza fala gromkich okrzyków przycicha, Karuto klepie mnie w ramię:
           - Ten co jedzie przed lektyką to Feng Zifu! – krzyczy, tylko nieznacznie przebijając się przez hałas.
Przyglądam się wskazanemu przez kucharza mężczyźnie o azjatyckich rysach twarzy. Wiekowy, siwowłosy, ale w żadnym razie nie starzec. Emanuje swego rodzaju spokojną siłą życiową, jest wyprostowany jak struna i dumny. Ciężkie powieki, męskie, wyraziste rysy twarzy, nawet przystojny. Tylko ta stalowo-błękitna sukienka czy co to tam jest i spleciona w warkocz, kozia bródka… Ta kozia bródka w szczególności. Sterczy do przodu jak wskazówka kompasu albo różdżka do wyczuwania wody.
           - Byłby niezły, gdyby wymłodniał tak z trzydzieści lat i ściął tą brodę.
           - Aj tam, nie znasz się. – Karuto szczerzy zęby. – Ta bródka jest właśnie najlepsza. Wiesz jak musi nią fajniutko  smyrać?
           Zaprzęgam całą swą silną wolę i niewykluczone, że też bliżej nieokreślone moce piekielne, aby nie parsknąć miechem. Mimo tego głos drży mi od rozbawienia.
           - Karuto, a ty się w Nevrę zmieniasz czy jak? – pytam go, usiłując rzucić mu pełne nagany spojrzenie, ale chyba mi nie wychodzi, bo kucharz tylko uśmiecha się szerzej.
           - Nie, bo gdybym był Nevrą, zastanawiałbym się czym ty możesz mnie smyrać i czy mnie posmyrasz. To teraz to, hm… Swego rodzaju odpowiednik tego, jak dwóch facetów niewybrednie rozmawia o kobietach.
           - Ok., rozumiem, że nie ma tu wielu facetów, z którymi mógłbyś sobie pogadać o „męskich schabach”, ale dlaczego ze wszystkich kobiet w KG ten zaszczyt padł na mnie? Wyglądam na wyposzczoną, zboczoną czy jak?
           - Nie, ale jako jedyna nie spiekasz raka i nie uciekasz w te pędy, jak tylko powiem coś mocniejszego. Tutaj wszyscy wydają się wstrząśnięci informacją, że dobiegający pięćdziesiątki facet, a do tego homoseksualista, a w szczególności ja może mieć życie erotyczne.
           - Tu nie chodzi o to, że uważają, że nie powinieneś mieć życia erotycznego, ale o to, że jak coś powiesz, to do głowy wpadają bardzo sugestywne obrazy. Obrazy, które niekoniecznie chce się widzieć. Nie wspominając o tym, że jak zaczynasz rzucać soczystymi tekstami, to twój głos wchodzi w takie wibrato, że stóg siana ze wstydu mógłby doznać samozapłonu.
           - To dlaczego jesteś odporna?
           Schodzimy nieco na bok, gdzie z dala o największych wrzasków przybliżam kuchareczce, co to jest Multisieć i na jakie materiały można się tam nie chcący bądź chcący natknąć. W między czasie, rzucam kątem oka parę ukradkowych spojrzeń na przejeżdżająca obok lektykę. Siedzi w niej dość urodziwa, ciemnoskóra  kobieta hinduskiej urody odziana w krwiście czerwony, wyszywany złotą nicią dziwaczny strój. Cały jest zdobiony piórami i szlachetnymi kamieniami, ale to, co najbardziej zwraca w nim uwagę, to kończący się nieco nad pępkiem, wąski dekolt. Wychodzi na to, że fenghuangowe arystokratki ubierającą się jak karnawałowe tancerki. Ciekawe czy potrafi wywijać tyłkiem jak one.
Hm… Może i wywijać tyłkiem by nie umiała, ale bez trudu potrafi odnaleźć wśród tłumu faery jedną, niewielką Ziemiankę – parę razy wbija spojrzenie migdałowych oczu prosto we mnie, a coś w głębi mego umysłu podnosi alarm. W dodatku robi się chłodniej. Tak, gładkoskóra arystokratka dokładnie wie, kim jestem, a w dodatku używa na mnie magii… A przynajmniej próbuje. Nieładnie.
           Ech, liczyłam, że te odwiedziny delegacji Korony będą TYLKO upierdliwe, ale najwyraźniej znowu coś się dzieje. Coś brzydkiego i tym razem wymierzonego bezpośrednio we mnie. Swoją drogą Huang Hua naprawdę się popisała – zyskała moją niechęć jednym spojrzeniem.
Na miarę możliwości uruchamiam antymagię, jednocześnie usiłując nie zdradzić mową ciała, że obserwuję Ren Fenghuang. Ta, poirytowana, bo wyraźnie cokolwiek nie próbowała zrobić, nie wyszło jej to, zmarszczy nieco brwi, lecz nadal szeroko uśmiechnięta pozdrawia tłumu. Tymczasem ja kontynuuję rozmowę z Karuto, który właśnie wyraża głęboki żal, że nie może się zapoznać z produkcjami erotycznej kinematografii z ciut ekstrmalniejszych półek. Heh, im bardziej go znam, tym bardziej go lubię i tym bardziej się go boję. Naprawdę, są momenty w życiu, kiedy cieszę się jak diabli, że nie jestem facetem i każda co bardziej szczera rozmowa z kuchareczką jest jednym z nich.
           Goście wkraczają do KG, gdzie z miejsca kierują się do Kryształowej Sali na oficjalne rozmowy. Tłum powoli się rozchodzi, a Karuto ciężko wzdychając, wraca do kuchni. Wcześniej jednak daje mi spisane na wymiętej karteczce swoje wymiary. To tak a propos tego całego zamieszania z balem. Alajea i Izme mają czas pochodzić ze mną po sklepach, podobnie Drek i Ykhar, którzy doczepili się do projektu „metamorfoza”, ale biedny Karuto jest ciągle zabiegany. Ta delegacja fenghuangów  go wykończy.
           Niewykluczone, że mnie również. Trzeba sprawdzić, o czym plotkują nasze ptaszynki.
Korzystając z tego, że tymczasowo nikt nic ode mnie nie chce, wycofuję się  do pokoju i odpalam v-com, który na bieżąco odbiera przekaz z  podsłuchów. Podpinam do komunikatora słuchawki, wciskam je do uszu i włączam relację na żywo. Zobaczymy czy delegaci mają coś ciekawego do powiedzenia.
Dobre pół godziny przekazu to tylko oficjalne powitania, pozdrowienia i rzucanie tytułami. Przy okazji, ku swemu lekkiemu zdziwieniu, dowiaduję się, że Miiko to księżniczka Królestwa Wybrzeża Jaspisu. Ta informacja może się przydać, chociaż jeszcze nie mam pojęcia do czego. W każdym razie, lepiej coś wiedzieć niż tego nie wiedzieć.
Ogólne omawianie obecnej sytuacji, odświeżanie sojuszu, nudy. Blisko dwie godziny spędzam słuchając politycznego bełkotu. Nic nowego nie wnoszącego do mojego życia, ale za to cholernie nudnego. Z trudem zwalczam senność, zastanawiając się czy ma to w ogóle jakiś sens. W końcu mogę przesłuchać nagranie w późniejszym czasie. Niestety później mogę nie mieć czasu. Miiko kazała mi być na każde wezwanie, na wypadek gdyby Ren-Fenghuang zażyczyła sobie mojego towarzystwa. Z tej okazji odwołano moje szkolenia aż do końca pobytu szlachcianki.
Hm, ciekawie by to wyglądało, gdybym towarzyszyła jej w popołudniowych spacerkach mając podbite limo i rozkwaszony nos po treningu z Valkyonem. Pewnie stanowiłybyśmy uroczą parę.
Kiedy powoli zaczynam tracić nadzieję, że usłyszę coś ciekawego, rozmowa wkracza na inne tory – szefowie Straży i główni delegaci zaczynają omawiać jedną z ksiąg znalezionych u Immaela. Księgę niezwykłą, bo tycząca jego badań jeszcze z czasów nim zainteresował się problematyką rozumnych. Badań nad portalami, a konkretnie rzecz ujmując nad znalezieniem substytutu dla smoczych kości. Otóż naukowiec ów substytut znalazł, z tym, że jest on dość kontrowersyjny.
Są nim dzieci faery. Najlepiej takie w wieku od półtora roku do pięciu lat. Dzieci, które zostają zabite w naukowo-czarodziejskim rytuale, spalone żywcem, a ich prochy scalają się w wysoce magiczną substancję podobną smoczym kościom.
Porwania. Dziesiątki, jeżeli nie setki maluchów uprowadzonych na rzeź. Na SPALENIE. Brie… Szkrab miał cholerne szczęście, że zdołał uciec. Czuję ścisk w żołądku, kiedy pomyślę, co mogło go spotkać, gdyby nie zwiał. Dzielny brzdąc. Piekielnie bystry, dzielny brzdąc.

Offline

#247 06-09-2018 o 21h43

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Mam to ściągnięte w widocznym miejscu, ale cały czas nie mogę się zabrać, nie wiem czemu :< Weź mi o tym przypominaj bombardując mnie na pw, ok? To pomoże nam obu, bo inaczej dalej będę zapominać :< xd
Sześć stronnic to nic strasznego. Moje rozdziały ostatnio mają 7-8 stron. Da się? Da się XD

Ach. No i jak Liwka nie okaże szacunku Huang Hua i będzie wyluzowana i olewatorska jak zwykle, a feniksica oszaleje na jej punkcie, to ja odpadam z tego opowiadania. Bo to już będzie tak masakryczne przeciągnięcie stereotypów, że to jest dla mnie za mocne. Bo to będzie dowód na to, że Liwka FAKTYCZNIE jest pępkiem świata i pierdzieloną Mery Sue.

Hehehe no wiadomo, czemu Karuto się cieszy XDD

„aby nie parsknąć miechem” — ‘śmiechem’

No dobra, o tym, co pisałam wyżej, przekonam się pewnie w kolejnym odcinku. Czekam więc niecierpliwie i pozdrawiam!


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#248 11-09-2018 o 16h49

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - pozwól, że ci zwrócę na coś uwagę.Mianowicie czy Liwka napyskowała kiedyś Miiko przy innych? Nie. Jest tylko raz powiedziane, że burzyła się za niezaliczenie jej awantury z panem Psychopatą za dni robocze przez Miiko w obecności Krajzan, jednak nie ma nic na temat tego, jak to wyglądało. Owszem, określiła to dosadnie, ale obecnie robi za osobę, która oficjalną herbatkę u królowej Brytyjskiej opisałaby używając słów "siorbać", "w********ć" czy "sztywna jak kij w dupie", nawet gdyby zachowywała się wzorowo. Natomiast to, co dzieje się między "pracownikiem" a szefem w cztery oczy, to inna rzecz. Zresztą ostatnia rozmowa z Miiko też, jeżeli wyciąć z niej myśli i wewnętrzne komentarze, nie jest jakoś kontrowersyjna. Miiko tłucze jej do głowy, że powinna być zaszczycona, a ona tłucze Miiko do głowy, że nie jest bo nie ma powodu (a w nawiasie, że nie zamierza być NIGDY częścią Eldaryi). + należy nadmienić, że chociaż w większej mierze niechętnie, to Liwka jednak wykonuje jej polecenia i żadnego póki co nie porzuciła. Natomiast co do samej Hua, to mnie samej nie podoba mi się jej obraz, jaki jeszcze jakiś czas będzie unosił się w opowiadaniu, a który jest dość mocno związany z grą, bo kontekst nadający całości wyrazu dorzucę dopiero za ho-ho... Niestety lepszego pomysłu nie miałam. Natomiast samo tarcie między nią a Liwką i jego tymczasowy finał wydaje mi się, że opisałam dobrze.

XXI (cz. 6)


           -Rozumiem. Porwane dzieci nie wrócą – w słuchawkach rozbrzmiewa ponury, damski głos, należący do Huang Hua.
           - Zgadza się. Dlatego pokornie prosimy o pomoc w dochodzeniu w tej sprawie. – Przez spokój Miiko przebija się nerwowa, gniewna nuta. Wyraźnie myśl o porywaczach budzi w kitsune wściekłość. Nie mogę powiedzieć, że jej nie rozumiem.
           - Oczywiście. W interesie całej Eldaryi jest ukrócenie tego morderczego procederu. Rozpuścimy też wici wśród swoich sojuszników… Aczkolwiek rozumiem, że nie mam informować ich o przyczynie mordów dzieci?
           - W żadnym wypadku! Nikt nie powinien wiedzieć, że… Że podobne świętokradztwo jest w ogóle możliwe! Wiesz do czego mogłoby doprowadzić rozprzestrzenienie tej informacji?
           Ja wiem. Do krwawych wojen, gdzie różne nacje będą próbowały wykraść sobie nawzajem dzieciaki, aby uczynić z nich zwierzęta ofiarne. Do świata, gdzie panowie hodują „niższych” od siebie jak bydło na rzeź. Do tysięcy okrucieństw, do których tylko ludzie, faery i im podobne istoty „wyższe” są zdolne. Do ery pośredniego kanibalizmu.
           - Tak. Jednak w tym wypadku musiałam spytać. To wy znaleźliście tę księgę, to wy jesteście panami tej wiedzy, to wy decydujecie, co robicie z nią dalej i odpowiadacie za nią.
           - Już niedługo nie będziemy musieli. Spalimy tę świętokradczą księgę.
           - Nie rób tego, proszę! Badania Immaela są zbyt cenne i być może pozwolą nam znaleźć alternatywną metodę otwierania portali. To może ocalić nasz świat.
           - Zdajesz sobie sprawę, jakim zagrożeniem jest ta księga? Wiesz…
           - Za około trzysta lat zapasy smoczej kości się skończą, a wtedy farery zaczną pożerać się nawzajem –
przerywa jej Huang Hua. – Lepsze RYZYKO, że informacja o rytuale się rozprzestrzeni czy pewność, że niedługo będziemy mieli do czynienia z kanibalistycznym holokaustem na szeroka skalę? Ewentualnie masowym wymieraniem?
           Miiko milczy dłuższą chwilę, ale w końcu przyznaje fenghuang rację, zresztą słusznie, a nawet godzi się na zrobienie odpisu woluminu dla ludu feniksa. Dobra decyzja, szczególnie, że ryzyko nawet po zniszczeniu księgi istniałoby. W końcu ktoś w Eldaryi porywa dzieci i to w adekwatnej grupie wiekowej, więc wie o rytuale. BA! Bardzo możliwe, że przekazał tę informację dalej. Jeżeli natomiast zbadają wypociny Immaela i znajdą jakiś sposób na otwieranie portali bez smoczych pozostałości i rozlewu krwi, to proceder straci rację bytu. A im większa liczba badaczy, tym większa szansa powodzenia.
           Dalej rozmowa między Strażą a fenghuangami tyczy się głównie strategii odnośnie porywaczy dzieci, ale nie tylko. Maglowany jest też temat Krzyżowców, Triady, bo podobno to ona stała za napaścią na Koronę i wiele innych. Padają dziesiątki nazw, o których nie mam pojęcia, omawiane są jakieś dziwaczne procedury magiczne i rytuały. Niewiele z tego rozumiem, jedynie to, że spróbują znaleźć miejsca przetrzymywania i mordów dzieci, wykrywając punkty częstych otwarć portali przy czym jest to procedura eksperymentalna. Zresztą kość niewinności, jak Immael nazwał wytwarzaną z dzieciaków substancję, nie musi być od razu używana. Mogą ją składować, a nawet upodabniać zewnętrznie do kości smoczej.
Kiedy w końcu zebranie się kończy, Miiko i Huang Hua udają się do gabinetu lisicy, gdzie oczywiście również podłożyłam podsłuchy. Tam, w towarzystwie stukotu szkła i chlupotu bliżej nieokreślonych trunków, rozmawiają już bardziej swobodnie, na czysto towarzyskiej stopie. Plotki, pytania o życie osobiste. Nie mam natury Karenn, wtykanie nosa czyjeś prywatne sprawy to stanowczo nie moja bajka, więc lepiej to wyłą…
           - Obejrzałaś sobie naszą Ziemiankę? – pyta Miiko, a ja zatrzymuję dłoń w pół drogi do słuchawek.
- Tak. Niestety niezbyt dokładnie.
           - To znaczy?
           - Nie wiem… Otacza ją jakaś dziwna bariera. Za nic nie potrafię dotrzeć do jej aury.
           - Dziwne.
           - Istotnie. Swoją drogą nie wyglądała na zainteresowaną powitaniem, delegacją czy moją skromną osobą. Cały czas jedyne, co robiła, to plotkowała z waszym kucharzem. Nie, żeby ubodło to moje ego, ale zachowuje się dość dziwnie.
           - To ignorantka z premedytacją okazująca ignorancję.
– Miiko brzmi po równi na zmęczoną, jak na poirytowaną. – Nie obchodzi jej ten świat ani krew faery, która płynie w jej żyłach. Jedyne, czego chce, to wrócić do domu. Nawet gdyby Eldarya miała cesarzową i ta pokłoniłaby się przed nią, nie zrobiłoby to na niej wrażenia.
           - I to mimo tego wszystkiego, co uczyniła do tej pory?
           - Tak.
           - Hm… Spróbuję nieco wpłynąć na jej osąd.
           - Nie sądzę, aby coś to dało.
           - Może i nie, ale wiesz, że bywam przekonująca jak nikt inny…
– Rozbrzmiewa perlisty śmiech Ren-Fenghuang. – No Miiko, nie rób takiej miny moja droga. Zróbmy tak. Wezmę kąpiel, zdrzemnę się z godzinkę, a potem zawołasz naszą małą przyjaciółeczkę, Liwię o ile dobrze kojarzę…
           - Dobrze kojarzysz
           - … Zjem sobie z nią pyszną kolacyjkę, a potem pójdziemy pospacerować. Jeżeli prognozy naszego czarownika się sprawdzą, do tej pory powinno przestać mżyć. Może nawet rozpogodzi się nieco. Nic tak nie skłania do refleksji jak rozmowa od serca przy promieniach zachodzącego słońca.

           Jeżę się wewnętrznie. Nie mam najmniejszej ochoty na żadne rozmowy od serca, szczególnie z kimś, kto uważa, że może mnie od tak zmanipulować. Nie wiem, co irytuje mnie bardziej: pewność siebie jaśnie szlachcianki czy jej zainteresowanie mną i moim światopoglądem.
           Po raz kolejny mam wrażenie, że ktoś czegoś ode mnie chce, a jego plany nie są po drodze z moimi. Powoli zaczynam mieć tego dość.
           - Kąpiel, drzemka… - mówię do siebie, wyłączając v-com, a przysłuchująca się wszystkiemu Ula, słuchawki nie są dla niej żadna przeszkodą, strzyże uszami. – Zajmie to minimum dwie godziny. Może uda mi się tajniacko przekraść do Purroko i przekazać mu nowiny.
           Zamierzasz powiedzieć mu o księdze? – pyta jeanylotte Morse’em.
           - Tak. To dość ryzykowne, ale wydaje mi się, że purrekos mają zbyt wiele honoru, aby dopuścić się podobnego okrucieństwa jak polowania na dzieci. Natomiast, z tego co o nich słyszałam i co u nich widziałam, wynika, że mają wyjątkowo analityczne umysły. Być może, jeżeli uda im się przejąć czy też skopiować księgę Immaela znajdą jakiś sposób na względnie bezproblemowe otwieranie portali z tej strony.
           No i dobrze byłoby czymś się przysłużyć kociemu ludowi, szczególnie, że kotki wiedzą o mnie tak dużo. Informacje równają się zaufaniu i, jeżeli dobrze pójdzie, sympatii. Poza tym ludziom użytecznym nie rzuca się kłód pod nogi, więc powinnam się postarać, aby być użyteczną.
           Tylko jaki tu pretekst wymyślić, żeby spotkać się z Purroko? Przecież nie mogę iść do niego i od tak go zagadać – kocur przyjmuje tylko ważnych gości. Hm… Chyba po prostu wyślę Ulę, żeby zagadnęła Dymitra, a on z purrekos już pokombinują jak to wszystko szybko zorganizować. Tak będzie najbezpieczniej. Jeanylotte może i jest wielka, ale kiedy chce, w ogóle nie zwraca na siebie uwagi.  Wielki, puchaty ninja o chomiczej mordce.

***

           Zaledwie piętnaście minut po posłaniu Uli, rozlega się ciche pukanie do moich drzwi, w których staje czarna purrekos, jedna z pomocnic Syhirrasz, prosząc mnie na przymiarkę sukni balowej, którą zamówiłam. Ściema, ale wiarygodna ściema, w dodatku słyszana przez przechodzących strażników. To dobrze. Mogę się założyć, że na zapleczu butiku Syhirrasz już czeka na mnie Purroko, a może i jeszcze ktoś.
           Swoją drogą, ciekawe, jak zareagują na moją nowinę, w końcu sprawa jest dość paskudna. Masowe porywane i uśmiercanie dzieciaków, szczególnie po tym, co ich samych spotkało… Może być ostro.
           Człapię za Lurri, bo tak nazywa się czarna purrekos, mijając pomniejsze sklepiki i stragany targowe. Sklepy purrekos, zwierzyniec, dom alchemika i butik wyraźnie się od nich odcinają. Są znacznie większe, bardziej zdobne i przyciągają do siebie przechodniów wielkimi, przeszklonymi witrynami. Nie, żeby przechodniów w tak ponury i wilgotny dzień było zbyt wielu.  Wszyscy albo kręcą się po KG, mając nadzieję podejrzeć Ren-Fenghuang, albo siedzą w swych domach. Wyjątek od reguły stanowią oczywiście dzieciaki. Piątka z nich gra w berka pomiędzy ciężkimi od deszczu drzewami. Towarzyszy im beczący z bliżej nieznanego powodu Merry. Mała zaraza zwykle ciągnie się za kimś i pochlipuje, ewentualnie zmusza inne dzieciaki do zabawy na swoich zasadach starym, dobrym tekstem „bo naskarżę…”.
           W butiku Syhirrasz ma kilku klientów, ale jak tylko wchodzę do środka, Lurri zajmuje jej miejsce za kontuarem, a ona ciągnie mnie na zaplecze, szczebiocząc coś o krojach, fasonach i barwach. Urywa, jak tylko ciężkie, śnieżnobiałe drzwi zamykają się za nami. Milcząc, chwyta mnie za dłoń i ciągnie za sobą, poprzez labirynt manekinów, bel z materiałami oraz projektów, prosto do ukrytego za rzędem wieszaków przejścia. Wewnątrz tajnego pokoju, ściśnięci przy niedużym stole czekają na mnie pozostali główni handlarze za wyjątkiem Purreru, ale on rzadko bez poważnego powodu opuszcza swój zwierzyniec. Poza tym, coś mi się obiło o uszy, że parę jego lovingisów złożyło jaja, co niezwykle rzadko zdarza się w niewoli. Pewnie teraz ma urwanie głowy.
           Wchodząc, nieco pochylam głowę. Wnętrze pomieszczenia jest nie tylko ciasne, ale też niskie. To i goły tynk, oraz goła, odrapana podłoga jasno świadczą, że na co dzień nie służy jako tajna sala zebrań, a raczej niewielki, tajny magazyn na bliżej nieokreśloną kontrabandę.
           - Podobno chciałaś z nami porozmawiać – Purroko zerka na mnie badawczo. – Rozumiem, że nie chodzi o spotkanie towarzyskie?
           Stękając siadam na niskim, topornym stołku. Topornym i piekielnie niewygodnym.
           - Istotnie, nie chodzi, jednak gdyby szanowny Purroko chciał się kiedyś spotkać na gruncie towarzyskim, nie odmówiłabym…
           Słysząc to Purral i Purroy spojrzeli na siebie i zachichotali, w przeciwieństwie do siedzącej obok mnie Syhirrasz… Ale ona od czasu napaści Templariuszy praktycznie nigdy się nie uśmiecha.
           -… Mam wieści, niestety niezbyt wesołe. Przybycie delegatów Korony odkryło przede mną pewną ponurą informację zatajoną przez Straż. Zatajoną w dobrej intencji warto zaznaczyć.
           - Prosiłbym do rzeczy, nie mam wiele czasu – ponagla Purroko.
           Opisuję mu pokrótce sprawę i tak, jak myślałam, jest ostro. Gdy purrekos dowiadują się, że porwane dzieci są zabijane i przerabiane na paliwo do portali, jeżą sierść, kładą po sobie uszy, a Purral to nawet zaczyna warczeć. W dodatku wszystko pogarsza fakt, że Straż zataiła to przed nimi, chociaż Purrekos są z nią w sojuszu.

Offline

#249 14-09-2018 o 20h40

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 18 118

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Nie ma co aż tak usprawiedliwiać przy mnie Liwki, bo wiesz, że i tak jej nie lubię /static/img/forum/smilies/big_smile.png Nie znoszę jej podejścia i panoszenia się nad wszystkim. Wiem, że to tylko jej perspektywa. Ale właśnie jej nie znoszę i zapewne już się do niej nie przekonam.

„- To ignorantka z premedytacją okazująca ignorancję. – Miiko brzmi po równi na zmęczoną, jak na poirytowaną. – Nie obchodzi jej ten świat ani krew faery, która płynie w jej żyłach. Jedyne, czego chce, to wrócić do domu. Nawet gdyby Eldarya miała cesarzową i ta pokłoniłaby się przed nią, nie zrobiłoby to na niej wrażenia.” — wow jestem pod wrażeniem tego, jak doskonale przedstawiono tu Liwkę!

Małe dzieci wykorzystywane do czegoś? To miałaś na myśli, mówiąc kiedyś o pewnym wielkim podobieństwie? ;]

No dobra, lecę do Potwora. Czekam na resztę i pozdrawiam ^^


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
T  R  E  N  C  H
I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#250 18-09-2018 o 16h26

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 264

@Methrylis - ja nie usprawiedliwiam Liwki, ja usprawiedliwiam historię. Liwka to egoistyczna (chociaż niebezpodstawnie), depresyjna paranoiczka z przerostem ego i popapranym poczuciem humoru. To widać, słychać i czuć, i nie mam zamiaru temu zaprzeczać... Zresztą po coś ją taką zrobiłam.
           Doskonale przedstawiono Liwkę? Owszem druga część wypowiedzi jest 100% trafna, ale z tą ignorancją to chyba nie tak do końca, prawda? /static/img/forum/smilies/wink.png Szczególnie, że dotarła w krótkim czasie do faktów o Eldce, które wszystkim przez wieki jakoś umykały /static/img/forum/smilies/big_smile.png
           Tak, to właśnie to podobieństwo. Spalone w magicznym rytuale robią za substancję do otwarcia portalu - zamiennik smoczych kości aka kości niewinności ;]

XXI (cz. 7)

           - Zatem sojusz z nami nie jest tak znaczący jak z Koroną, tak? – Głos Purroko jest wręcz nabrzmiały gniewem i urazą. – Im się podaje informacje, które są przed nami zatajane. Ba! Zezwala się im na odpis tak niebezpiecznej księgi. To prawie zdrada i wyciągniemy z tego konsekwencje, oj wyciągniemy. Ale pierw niech fenghuangowie wyjadą. Lepiej nie robić przedstawienia na oczach płomiennych ptaszków… Poza tym trzeba na spokojnie pomyśleć, jak załatwić tę sprawę.
           - A jak zdobyłaś tę informację? – pyta Purral. – Wątpię, żeby Miiko powiedziała ci o tym.
           - Bo nie powiedziała. Podsłuchałam to wszystko.
           - Jak?
           - Sztukmistrz nie zdradza swoich sztuczek – rzucam na odczepnego i wbijam spojrzenie w Purroko. – Mam nadzieję, że ja, jako wasze źródło, będę całkowicie anonimowa w tej sprawie.
           - Oczywiście.
           - To dobrze. Zamierzacie podjąć środki, żeby schwytać osoby stojące za uprowadzeniami dzieci?
           - Podjąć środki? – prycha Purral. – Zamierzamy dopaść tych sk********w!
           - I żywcem obedrzeć ze skóry – dodaje Syhirrasz, a jej głos drży. Nic dziwnego. Wie, co przeżywają rodzice porwanych dzieciaków.
           - Ula wspominała mi, że raz na dwa miesiące Immaela odwiedzała kobieta w towarzystwie trojga chowańców, dwójki mężczyzn i dwóch glinianych golemów.  Coś mi mówi, że mają coś wspólnego z tą historią. Edward i Dymitr byli dłużej w lochu Immaela, może wiedzą coś więcej. Być może daliby radę podpytać resztę rozumnych, a nóż któryś z nich widział tę radosna ekipę.
           - Gliniane golemy – Purroy chichocze i spogląda wprost na mnie. Ma lekkiego zeza rozbieżnego, a mimo tego potrafi spojrzeć mi prosto w oczy. Wrażenie jest… Dziwaczne. – Dla alchemika wyśledzenie tych kreatur to żaden problem, żadniutki. Masz moje słowo, że ze słodkiego kiciusia zamienię się w psa gończego, masz słowo jak nic.
Ponownie chichocze, tym razem nieco dłużej.
           - Stary, wyjdź od czasu do czasu na świeże powietrze z tej swojej dziury, co? – Purral zerka na niego z ukosa. – Te chemikalia lasują ci mózg.
           - Masz moje słowo, że to nie wina chemikaliów – Purroy uśmiecha się szaleńczo.
           Purroko spogląda na nich z naganą i odchrząkuje znacząco:
           - W każdym razie dziękujemy ci człowiecza panno. Obiecuję, że osobiście zajmiemy się WSZYSTKIMI aspektami tej sprawy.
           Mogę się tylko domyślać, co kocur ma na myśli. Na pewno narobiłam kłopotów Miiko i Straży jako takiej, ale nie dziwię się purrekos. Z tego, co widzę na co dzień, Straż nie przetrwałaby bez nich, a tu zatajają przed nimi, swoimi sojusznikami, takie informacje. Zatajają i dzielą się nimi z fenghuangami, rasą która ma prestiż. Szanowaną bardziej niż inne, a nie wykluczone, że bardziej niż powinna, bo przed tysiącami lat brała udział w „stworzeniu” Eldaryi. Na miejscu ludzi-kotów też bym się wkurzyła. Wkurzyła jak szlag. Owszem, wygląda na to, że ta cała Huang Hua jest w dobrej komitywie z Miiko, w gabinecie Lisicy brzmiały jak najlepsze  przyjaciółeczki, ale co z tego? Purrekos wspierają Straż od wieków, a Korona podpisała sojusz dopiero trzydzieści lat temu.
           Ech, strategia Miiko to jeden, wielki postrzał w kolano. W sumie dobrze, że dzięki mnie purrekos dowiedzieli się o tym już teraz. Gdyby to jakimś sposobem wszystko wyszło później, po dłuższym czasie, byłaby chryja.
Ledwo wchodzę do KG, a tu dopada mnie zdyszany Chrome, informując, że Miiko i Ren-Fenghuang życzą sobie mnie widzieć w gabinecie tej pierwszej. Jakież to zaskakujące.
Poprawiam marynarkę, prostuję się i sztywnym krokiem ruszam na miejsce.
           Ren-Fenghuang. Wydaje się o dziesięć lat młodsza od Miiko, ale to może być tylko złudzenie. W końcu, jak powiedziała mi Seminiko, fenghuangowie żyją sporo dłużej od innych człowieczych, więc i proces starzenia może przebiegać u nich inaczej. Pewnie obie mają tyle samo lat, a może nawet Huang Hua jest starsza. No cóż, mimo niechęci do tej kobiety czy raczej jej zainteresowania mną, muszę jej przyznać, że jest wyjątkowo urodziwa. Wysoka o ciemnobrązowej, jakby złocistej skórze, gęstych włosach, proporcjonalnej sylwetce i szczupłej, niezwykle regularnej twarzy nie jednemu mogłaby zawrócić w głowie. Nevra pewnie przy byle okazji będzie nurkował wzrokiem w jej głębokim dekolcie.
           - Och, jaka jesteś urocza! –  Szczebioce na mój widok, chwytając mnie za rękę i okręcając dookoła. Towarzyszący jej Feng Zifu przygląda się temu wszystkiemu z wyraźnym niesmakiem. – Śliczna, malutka istotka, aż chciałoby się ciebie przytulić. Tak się cieszę, że mogę cię poznać!
           Lepiej nie. Ze mną jak ze złośliwym kotem. Próba przytulenia może skończyć się utratą powiek.
           - Ren-Fenghuang Huang Hua – mówię, skłaniając się lekko.
           - Och, przestań. – Kobieta uśmiecha się promiennie. To jeden z tych uśmiechów, które ma się ochotę odruchowo odwzajemnić, jednak nie robię tego, zachowując wyraz uprzejmej obojętności. – Nie cierpię tych tytułów i tego całego protokołu. Chcę cię poznać, a nie prowadzić z tobą rozmowy dyplomatyczne. Mów mi po prostu Huang Hua.
           - Dobrze pani Huang Hua.
           - Pani? – zaskoczona Ren-Fenghuang unosi brwi.
           - Mimo wszystko, to oficjalna wizyta, więc chyba powinno zostać zachowane minimum formalności.
           - W takim razie wolałabym „panno” niż „pani” – mruczy pod nosem i z niejaką satysfakcją dostrzegam, że jej uśmiech na sekundę, dwie, topnieje. – W każdym razie, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko oprowadzeniu mnie po terenach Kwatery Głównej i pokazaniu mi swoich ulubionych miejsc?
           - Panna zapewne zna Kwaterę Główną Straży o wiele lepiej niż ja, w końcu jest tu regularnym gościem. Jednakże nie mam nic przeciwko, aby pannie towarzyszyć w spacerze.
           - Świetnie, ale może najpierw zjemy wspólnie kolację? Zifu zaczął mi tu trochę pojękiwać, że jest głodny.
           Re-Fenghuang spogląda na swojego szambelana, który nieznacznie marszczy brwi, jednak nie komentuje niczego. Nie mogę nie zauważyć, że ma przytroczony do boku zakrzywiony miecz w zdobnej, a zarazem prostej pochwie. Czyżby pan Zifu robił również za jej osobistego ochroniarza? W sumie wygląda trochę jak ci japońscy wojownicy od mieczy z tych prastarych filmów, jak im tam… Zresztą nieważne, oni z czasów średniowiecza, czyli sprzed całych mileniów. Z blasterami nie daliby rady.
           Po zamienieniu paru słów z Miiko, która twardym spojrzeniem przypomina mi, że jeżeli narobię jej wstydu, to skończę jako galanteria skórzana, idziemy na stołówkę. Stołówkę specjalnie odwaloną na czas pobytu delegacji. Stoły okryły eleganckie obrusy, w oknach pojawiły się fikuśne zasłonki, kryształy świetne wymieniono na kryształowe żyrandole i wyciągnięto najlepsze zastawy. Nie wspominając o tym, że nagle poprawiły się maniery wszystkich strażników. Przypuszczam, że wpływ na to miał jakiś wybuch Karuto, który jasno i obrazowo opisał, co zrobi temu, kto zachlapie obrus.
           Rozmowa z Ren-Fenghuang przebiega nadspodziewanie gładko, jakby według jakiegoś scenariusza. Najpierw wypytuje mnie o ziemski wymiar, wydając z siebie pełne fascynacji ochy i achy w trakcie niektórych moich opisów. Naciągane, jeżeli weźmie się pod uwagę, że na sto procent już wszystko o tym wie – mogę dać sobie rękę uciąć, że Miiko wysłała jej kopie raportów Ykhar i Kero z rozmów ze mną. Szczęśliwie Ren-Fenghuang nie wie, że ja wiem, że ona wie. Dalej panna arystokratka zaczyna nie wypytywać o szczegóły mojego przybycia do Eldaryi. Pewnie potem przejdzie do moich tak zwanych dokonań i tak dalej.
           Ech… Szlag by to. Mam cholernie złe przeczucie, że towarzyszące mi od spotkania Wyroczni obawy, że ktoś spróbuje zrobić ze mnie wybrankę, zbawicielkę i tak dalej, właśnie się realizują. Naprawdę chciałabym, żeby to była TYLKO moja paranoja. Niech to będzie tylko moja paranoja. Proszę. Ładnie proszę.
           Nagle bardzo puchaty ktoś dosiada się do naszego stolika, opiera łokcie na stoliku, splata palce i kładzie na nich głowę. Nieoczekiwane przybycie Uli wybija Huang Hua z rytmu i Feng Zifu również. Szambelan wytrzeszcza oczy na jeanylotte, a jego dłoń kieruje się do rękojeści miecza.
           - Och, proszę wybaczyć, jeszcze nie nakarmiłam mojej jeanylotte. – Uśmiecham się sztywno, szczerze wdzięczna rozumnej, że przerwała tę dyskusję. – Ulu, co dzisiaj? Sałatka, chrupaki czy zupa?
           Ula chrząka stanowczo na dźwięk słowa „zupa”, a po chwili wielka misa tejże ląduje przed nią. Oczywiście, przed przystąpieniem do konsumpcji rozumna rozkłada na swoich puchatych kolanach serwetę, żeby nie poplamić futra. Potem bierze delikatnie łyżkę w palce i zaczyna nią wachlować.
           - A ona tak zawsze? – pyta skołowany Feng Zifu, powoli odsuwając dłoń od miecza.
           - Właściwie to tak. Przynajmniej odkąd ją mam, wcześniej podobno sprawiała kłopoty.
           Oniemiała Huang Hua spogląda na rozumną, a ta powoli sięga po serwetę i ostrożnie ociera pyszczek, poczym posyła Ren-Fenghuanh wyzywające spojrzenie. Ja z kolei zachowuję się, jak przedtem, jakby nic się nie stało.
           - Na czym skończyłyśmy, bo straciłam wątek? –pyta, nie odrywając wzroku od Uli.
           - Pytałaś o moją wyprawę do lasu, w trakcie której natknęłam się na małego kappę.
           - Ach tak…
           Huang Hua nieudolnie próbuje kontynuować rozmowę, ale nieco przeszkadza jej obecność Uli, która przypatruje i przysłuchuje się jej intensywnie, nie spuszczając kobiety z oka. Na swoje nieszczęście Ren-Fenghuang za bardzo nie może zgłosić obiekcji, bo co powie? Ten chowaniec mnie peszy? Raczej nie. Tym bardziej nie, że najwyraźniej zamierza bawić się w moją przyjaciółeczkę.
           Trochę martwi mnie Feng Zifu. Przypatruje się Uli niemal z równą intensywnością jak tak Huang Hua. Marszczy przy tym brwi i wyraźnie myśli o czymś intensywnie. Mam nadzieję, że nie uzna ni z tego, ni z owego jeanylotte za zagrożenie i nie zacznie wymachiwać tym swoim nożykiem.
           Oczywiście w trakcie spaceru po kolacji Ula również nam towarzyszy. Jej obecność, dość uciążliwa dla arystokratki, powoduje, że ta tymczasowo odpuszcza sobie aluzje i schodzi z rozmową na tematy towarzysko-koleżeńskie. Wypytuje mnie, jak sobie radzę, jak się czuję, czy mam przyjaciół i takie tam. Zupełnie jakby była moją mamusią i próbowała się dowiedzieć „jak tam w nowej szkole”. Nieco denerwujące w tym jest to, że autentycznie ma się ochotę opowiedzieć jej o wszystkim. Emanuje jakąś-taką nienachlaną, nieprzytłaczającą charyzmą. Sprawia, że można się poczuć przy niej swobodnie, bezpiecznie… Dokładnie tak samo jak przy Leifanie. Dlatego muszę uważać, żeby nie opuścić gardy. Odpowiadam jej rzeczowo, nie rozwijając się, tak jakby odpowiadał oficjalny reprezentant oficjalnemu gościowi podczas oficjalnej wizyty. Trudno mi powiedzieć, co kobieta o tym myśli, bo nic nie daje po sobie poznać.
           Jedno dobre, że już nie próbuje używać magii.

Offline

Strony : 1 ... 8 9 10 11