Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 ... 12

#26 24-06-2017 o 13h42

Straż Cienia
Chrysanthema
Młody rekrut
Chrysanthema
...
Wiadomości: 16

Uwodzisz mnie swoim niestereotypowym myśleniem, z każdym fragmentem coraz bardziej!
Aczkolwiek, jako że jestem mała przyczepa, a i biologia nie jest mi obca: jeśli w zmianie wyglądu Jamona powołujesz się na ewolucję, to chyba warto pamiętać, że Miiko też już swoich ogonów nie potrzebuje, a jak wszyscy wiemy ma ich kilka.
Ponadto ewolucja zębów jak i innych części ciała często nie postępuje tak szybko jak w innych narządach. Jeśli zęby nie utrudniają przeżycia osobnikom z jego gatunku (jakikolwiek on by był) to najzwyczajniej w świecie mogłoby nie dojść do ich utraty. Najlepszym przykładem jest nawet człowiek. Zważywszy na dietę, nie potrzebujemy tzw. zębów mądrości, a mimo to większość z nas je posiada, przy czym ewolucja szczęki i żuchwy idąc w kierunku ich zmniejszenia o owych ósemkach troszkę zapomniała. Ponadto wyprostowana postawa ciała pociąga za sobą wiele innych niedogodności - np. bolesne porody. Ewolucja i jej trendy są niezbadane i nieokiełznane (może właśnie dlatego ma ona formę żeńską?), nie mniej bardzo podoba mi się twój pomysł i doskonale rozumiem, że miałaś swoją wizję bohatera.


https://media.giphy.com/media/3VR9fqwcBwvYI/giphy.gif

Offline

#27 24-06-2017 o 14h11

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

@ Methrylis - Swiat będzie przebudowany, a do tego, co jak i dlaczego Liwia trafiła do Eldaryi to bardziej skomplikowana sprawa. Poplątana. I nie szybko się wyjaśni.

@Nikhosia - nie mogę nic innego powiedzieć niż :dziękuję /static/img/forum/smilies/smile.png

@ Chrysanthema - Za pochlebstwa i krytykę dziękuję, miło poczytać kogoś znającego temat /static/img/forum/smilies/wink.png.Ale jest ale. Otóż przy jamonowych zębach/ich ewolucji wzięłam pod uwagę jeszcze parę czynników. Po pierwsze to, co wcześniej powiedziałaś - "dzicze" zęby Jamona mogłyby w znaczącym stopniu utrudniać jego przodkom przetrwanie. Już na poziomie małp ze względu na kształt twarzoczaszki i żuchwy oraz ich układ względem zębów mieliby problemy z jedzeniem, tym bardziej szybkim jedzeniem, co w prehistorii mogło być elementem kluczowym. Nie tylko chodzi tu o kwestię konkurencji i zagrożenia ze strony innych gatunków, ale też konkurencji wewnątrz plemiennej. Co prawda mogłaby tu zachodzić podobna zależność na tle doboru naturalnego jak u samców pawi, którym ogon w codzienny życiu tylko przeszkadza - skoro jest w stanie przetrwać z czymś takim i być w dobrej formie, znaczy ma świetne geny. Szkopuł w tym, że gatunki społeczne rzadko ryzykują w ten sposób, bo osobnik, który ni z tego ni z owego nagle osłabnie, może osłabić całą grupę. No i jeszcze kwestia całkiem pierwotnych przodków Yamona - bazując na legendach oraz rozmowie Gardzi bodajże z Valkyonem o Jamonie wnioskować można, że ogry (mimo wegeterianizmu naszego dużego przyjaciela) są drapieżcami, a ciosy typowym drapieżnikom bardzo utrudniałyby egzystencję. Przeszkadzałyby w polowaniu i rozrywaniu zwierzyny. Oczywiście mające ciosy dziki są wszystkożerne, a czasem nawet polują, ale nie atakują niczego większego od siebie (nie z zamiarem pożarcia). No i pamiętajmy, że tygrysy szablozębe, chociaż iż zęby były dużo bardziej przystosowane do "udziału" w polowaniach, wyginęły min właśnie przez nie. Mające rozrywać krtanie i wykrwawiać ofiary, nadawały się do łowów tylko na niektóre typy zwierzyny i uniemożliwiały objedzenie łupu do czysta. Zatem nawet pojawienie sie ciosów u jamonowych przodków jest niezbyt uzasadnione. Oczywiście można łatać rozmaite dziury słowem "magia", ale wolę tego nie nadużywać /static/img/forum/smilies/wink.png

Offline

#28 26-06-2017 o 11h09

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

Wybory - ogłoszenie i komentarz.
       Zgodnie z oddanymi głosami zostają wybrani Valkyon oraz jeanylotte.

       Co do chłopców, to nigdy nie miałam żadnych preferencji. Leifan - rozsądny, tajemniczy, trzymający się na uboczu był do bólu tendencyjny, zaś pozostała trójka. No cóż, nie podchodzące mi za nic archetypy zachowań - wesołka, lovelasa i milczącego wojownika. Padło na tego ostatniego, co w sumie jest niejakim wyzwanie. Przy Ezraelu i Nevrze "zahaczenie" postaci celem nawiązania głębszej relacji byłoby o wiele prostsze niż w przypadku ciut wycofanego Valkyona. Jak to mówią, najlepsze dziewczyny zgarniają głownie dupki, a mili faceci są olewani. Tym razem jednak los stanął po stronie tego miłego i cichego.

       Co do chowańców... No cóż, tu miałam swoje preferencje, ale zbyt rożne, żebym mogła się na coś zdecydować. Wybranego przez was jeanylotte nawet nie brałam pod uwagę, mając ciut dziwaczniejsze preferencje. Właściwie to 2 neutralne i 2 dziwaczne.
- croko - psopodobny, ale nie pso wyglądający, potrafiący pływać i w związku z tym mogący się przydać bohaterce do wielu rzeczy. bezpieczny, neutralny wybór, nie wymaga nawet modyfikacji aparycji
- sgarkellogy - nagroda w evencie hallowenowym, który minął Polskę. Bardzo podoba mi się jego wygląd, aczkolwiek zmieniłabym go w znaczącym stopniu, żeby urealnić stworzenie. Wygląda na wysoce magiczne, więc z pewnością mogłoby wesprzeć niemagiczną Liwię w wielu kwestiach... Zwykle bawiąc się w piromana
- poulpatata - w moim wydaniu byłaby olbrzymią kociooką, mającą przypominające kocie uszy organy zmysłów, żelową ośmiornicą o ciele twardym jak kamień. Rzecz jasna, tak jak u standardowych ośmiornic miałaby ulokowany między mackami, okrągły uzbrojony w rzędy wielgachnych zębów otwór gębowy. Czemu akurat on? Urealniony wygląd byłby odpychający, dając Liwii małą szkołę życia + wygląd magiczny i dużą siłą stworzenia
- chead - podobnie jak powyżej. Ten wrzask Liwii, kiedy zobaczyłaby podążającego za sobą, olbrzymiego pająka o odwłoku pokrytym gałkami ocznymi, ahhh <3

Ale bez obawy, co do jeanylotte mam sporo scenariuszy i pomysłów. Wybór zapadł i będę się stosować ;]

Offline

#29 26-06-2017 o 11h35

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

/static/img/forum/smilies/smile.png zycze mnostwo weny i czasu, bo ja juz tu ostrze 'pazury' na kolejne czesci!

Offline

#30 26-06-2017 o 23h49

Szeregowiec
Idia
...
Wiadomości: 75

Ohh, jaka szkoda, że ominęło mnie głosowanie... Byłby jeszcze jeden głos na Valkona /static/img/forum/smilies/big_smile.png

A co do opowiadania, to cóż mogę powiedzieć. Podobało mi się i już. Jest zupełnie inne niż cała reszta, co mnie zwyczajnie przyciągnęło i nie chce wypuścić.
Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na następny rozdział, bo naprawdę mnie zainteresowałaś.  /static/img/forum/smilies/smile.png
Dużo weny życzę a także czasu, który przecież tak bardzo lubi gdzieś uciekać, w związku z czym muszę się śpieszyć, a moja wypowiedź jest taka jakaś nieskładna  /static/img/forum/smilies/tongue.png

Ostatnio zmieniony przez Idia (26-06-2017 o 23h53)

Offline

#31 27-06-2017 o 22h02

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

@Laique - proszę bardzo już jest

@Twoj głos wstrząsnąłby opowieścią xD. A tak serio to dziękuje i nie szkodzi /static/img/forum/smilies/wink.png

Antymagia. Rozdział 2 (cz 2)

Rozpoczynają się przesłuchania „młodych” i kucharza, którzy dokładnie opowiadają o naszych spotkaniach, tym co im mówiłam i o co ich pytałam. Trochę dodatkowych wyjaśnień z mojej strony i zostaję wyproszona z sali. Jamon wyprowadza mnie na zewnątrz, przekazując innym lśniącym strażnikom.
Lśniący strażnicy… Boże jak to kretyńsko brzmi. Od razu widzi się oczyma wyobraźni strażnika miejskiego obtoczonego w brokacie. Ewentualnie tęczowowłosego rycerza w skrzącej się, diamentowej zbroi na opalowym rumaku.
Mająca tymczasowo zaopiekować się mną para wygląda naprawdę sympatycznie. Właściwie to mam wrażenie, że zostali wybrani do tego zadania w jakimś konkursie na „osobę przy której możesz poczuć się komfortowo”. Ładna, niemal piękna, ale mająca w sobie sporo swojskiej nijakości kobieta o rudych włosach i zajęczych uszach oraz brunet o przystojnej, łagodnej, ale nieco mazgajowatej twarzy. Jego cechy charakterystyczne? „Krowi” ogon i róg pośrodku czoła.
RÓG POŚRODKU CZOŁA… Ja nie mogę. Dlaczego on musi mieć ten róg? Dlaczego wyrosłam w społeczeństwie i czasach, kiedy takie coś nie może się nie kojarzyć nieprzyzwoicie? Gdyby gościu trafił do mojego świata, miałby przerąbane, a po pierwszym zaglądnięciu do sieci zaliczyłby załamanie psychiczne. Nie wiem, kto z nas jest bardziej biedny w tej sytuacji. Ja niepotrafiąca sobie poradzić z tym skojarzeniem czy on.
- Przepraszam, stało się coś? – brunet odzywa się niepewnie. Muszę na niego naprawdę dziwnie patrzeć. – Mam coś na twarzy?
- N-nie. Chodzi o ten róg. Mam dziwne skojarzenia przez parę durnych rzeczy dziejących się w moim świecie, ale to nic takiego.
W sensie, że lepiej dla ciebie, abyś żył w nieświadomości.
- Ach tak… - uśmiecha się. Dość niemrawo, ale szczerze. – Jestem Keroshane, ale możesz mi mówić Kero. A to Ykhar.
Kobieta opromienia mnie uśmiechem. Z tymi zajęczymi uszami wygląda jak świąteczna dekoracja. Dać jej koszyk kolorowych jaj, folkową sukienkę i proszę. Odkrywamy, że wielkanocny zajączek to ruda zajęczyca z całkiem niezłymi nogami.
- Jestem brownie, a Kero to rzecz jasna jednorożec – Ykhar uzupełnia prezentację. –  I nie, nie wiemy, czemu ludzie wyobrażają sobie jednorożce jako jednorogie konie.
- Liwia, człowiek, ale to pewnie wiecie.
Oboje przytakują.
- Narada zajmie im dłuższą chwilę, więc może pójdziemy gdzieś usiąść? – proponuje Kero. – Może do biblioteki? Stołówka nie jest najlepszym miejscem. Mogłabyś wzbudzić zbyt dużą sens…
Nagle drzwi auli, sali narad czy co to tam jest rozwierają się. Z środka wychodzą zadowolony z siebie kucharz i Ezrael, który rzuca mi ponure spojrzenie. Wcale mu się nie dziwię. Na jego miejscu miałabym ochotę przybić sobie piątkę. W twarz. Szpadlem.
- … sację. A jemu co się stało?
- Wygrałam od niego w karty sporo kuponów żywnościowych.
Kero i Ykhar spoglądają na siebie nawzajem, usiłując utrzymać powagę. To wręcz słychać, jak się nie śmieją. Coś mi się widzi, że będą dokuczać biednemu Ezraelowi tygodniami. Ech, chyba podpadłam mu na całej mecie. Nie, nie tylko jemu. Wszystkim strażnikom, z którymi rozmawiałam. Nevra oberwie za oddanie mi broni, a ten białowłosy… Jak mu tam? Zresztą nieważne. W każdym razie nawet on dostanie za swoje, bo nie zgłosił „porzucenia broni” przez Nevrę. Właściwie to bardziej wina tego zboczeńca niż moja, ale coś czuję, że i tak wina spadnie na mnie.
Lśniący prowadzą mnie do ogromnej biblioteki czy raczej jej głównego pomieszczenia, idealnie dopasowanego do reszty wystroju Kwatery Głównej… Bo chyba tak nazywają to miejsce. Wysokie, ozdobne regały, wypełnione opasłymi tomiszczami, które u mnie byłyby warte niemałe pieniądze. Do tego miękkie, eleganckie meble, duże okna, a wszystko utrzymane w ciepłych odcieniach zieleni, bieli i różu. Lalka Barbie byłaby zadowolona.
Sadzam tyłek w jednym z miękkich foteli i ziewam potężnie. Potwornie chce mi się spać. Wystrój lochu niezbyt sprzyjał wypoczynkowi. Goły to nie najwygodniejsze łóżko, nie wspominając o tym, że w sadzawce coś pływało. Nie mam pojęcia co, ale kiedy tylko odwracałam się od wody, czułam na sobie wzrok tego czegoś. Nie, żebym była szczególnie wstydliwa, ale wolałabym, żeby owo coś nie odgryzło mi tego i owego w trakcie snu.
- Nie miałaś najłatwiejszej nocy, co? – Ykhar spogląda na mnie współczująco. – W normalnych warunkach przesłuchalibyśmy cię jeszcze wczoraj, ale mieliśmy małe urwanie głowy. Ostatnio wiele się tutaj dzieje.
- Mogłabym narzekać, ale zdaję sobie sprawę, że pewnie mam szczęście, że moja głowa nie znajduje się kilka metrów od ciała. Albo, że ciało nie jest kupką popiołu na podłodze.
- Nie robimy takich rzeczy – Kero marszczy brwi. – Zdaję sobie sprawę, że w waszym świecie krąży wiele okropnych opowieści na nasz temat, ale zapewniam, że większość w nich to nieprawda. Może i wyglądamy dla ciebie dziwnie, ale jesteśmy istotami cywilizowanymi.
- Nie mówię w oparciu o legendy czy mitologie o was, tylko o realia w moim świecie. Z tego co zrozumiałam, ta sala z kryształem jest dla was bardzo ważna. Gdyby u nas ktoś niepowołany znalazł się w takim miejscu i został przyłapany, miałby od trzydziestu do sześćdziesięciu procent szans zostać z miejsca zastrzelonym. Zależy do jakiej frakcji należałoby to miejsce…
- No to mamy szczęście, że na Ziemię nie można wpaść przypadkiem.
- …Natomiast, co do dziwaczności, jesteście znacznie mniej dziwaczni od większości bywalców klubów dla ekstrawagantów z nadmiarem pieniędzy. Tam to dopiero można zobaczyć rzeczy DZIWACZNE. Do tego stopnia, że aż straszne.
- Coś więcej od rogów i „zwierzęcych uszu” – Ykhar uśmiecha się ciut niedowierzająco.
- Owszem… Ale uwierz, lepiej nie zagłębiać się w ten temat, szczególnie jeżeli masz bujną wyobraźnię. Ja do tej pory usiłuję usunąć pewne obrazy z pamięci, niestety bez większych efektów.
Patrzy na mnie dziwnie, ale nie odpowiada.
Oboje siadają w fotelach obok. Zapada niezręczna cisza, która mnie osobiście nie przeszkadza, ale im owszem. Wyglądają na podenerwowanych, no i te ich spojrzenia „przepraszam, że kazali nam cię pilnować”. No cóż, gapienie się przez bliżej nieokreślony czas, bo ktoś uznał, że mogę nagle sterroryzować tutejszych rezydentów i uciec w bliżej nieokreślonym kierunku  z pewnością nie jest najciekawszym zajęciem pod słońcem. Sama najchętniej zdrzemnęłabym się teraz, ale niestety mam klucz zakotwiczony o język, a w trakcie snu mogłabym go połknąć. Odzyskanie go byłoby bardzo nieprzyjemne i mogłoby wiązać się z wieloma powikłaniami. Lepiej nie ryzykować.
- Nie masz żadnych pytań? – odzywa się Kero.
- Żadnego, za wyjątkiem „kiedy będę mogła wrócić do domu”, ale na to pewnie odpowiedzą mi dopiero po naradzie.
- No tak… Chociaż nie do końca. Na pewno nie będzie to możliwe w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
- Że jak?!
Kilka miesięcy?! Do tej pory Lidia zwariuje ze zmartwienia i Bóg jeden wie, w co się wplącze. Ponowny zatarg z Krzyżowcami i Złotymi? Jak najbardziej, a to dopiero początek. Właściwie to nie zdziwiłabym się nawet, gdyby wybiła sobie przejście między światami i dotarła aż tutaj… Zarąbując po drodze każdego, kto stałby między nami. Rzecz jasna pierw ktoś musiałby jej powiedzieć, gdzie jestem. Potrafi dążyć do celu  z konsekwencją samonaprowadzanego pocisku, ale pod pewnymi względami bywa naprawdę tępa…
Jasna cholera! Nie mogę tu zostać!
Podrywam się z fotela.
- Chyba sobie żartujesz! Zniknęłam nagle, będąc poza domem, moja siostra oszaleje ze zmartwienia!  Dla mnie liczy się każdy dzień, a nawet godzina, a ty mi mówisz o miesiącach?!
Czuję na ramieniu uścisk dłoni. Mocny, chociaż nie bolesny, ale sugerujący, że lada moment może takim być.
No tak… Stoję nad Kero, wyraźnie zaskoczonym, a nawet wystraszonym moim nagłym wybuchem, chociaż jestem od niego o wiele mniejsza. Co prawda ściskająca mnie Ykhar nie wygląda na wojowniczkę, ale nawet ona dałaby mi radę, nie wspominając o samym Kero. Zresztą zawsze może zawołać innych, a mnie dodatkowe problemy niepotrzebne. I tak jestem po uszy w gównie. Obie jesteśmy – ja i Lidia.
Robię krok w tył.
- Co to znaczy, że musze czekać co najmniej kilka miesięcy? Czemu? – pytam jeszcze raz, spokojniej.
- O ile przedostanie się do Eldaryi jest proste, to powrót na Ziemię niestety nie. – Odpowiada Kero, przypatrując mi się z uwagą. – Wymagany jest obrzęd magiczny. Składniki do niego są rzadkie i trudne do zebrania. Zdobycie ich zajmie minimum kilka miesięcy, a i to, jeżeli dopisze nam szczęście.
Mam wrażenie, że wszystkie siły uciekają ze mnie. Bezwładnie opadam na fotel, chowając twarz w dłoniach. Jak mogło do tego dość? Jak po tym wszystkim, co przeszłam, wpakowałam się w ten szajs i to w tak durny sposób? Tyle wysiłku, tyle lat, żeby teraz wszystko stracić? Nie, to nie możliwe, to się nie dzieje…
______________________________________________

Bonus, jeanylotte w wersji ciut bardziej realistycznej (koślawie mi wyszło, ale trudno XD)
Link do zewnętrznego obrazka

Offline

#32 27-06-2017 o 23h01

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

"Nagle drzwi auli, sali narad czy co to tam jest rozwierają się. Z środka wychodzą zadowolony z siebie kucharz i Ezrael[...]" - trochę zdanie ci urwało /static/img/forum/smilies/wink.png I w sumie tyle, jeśli chodzi o błędy, które zauważyłam, choć przyznam, że aż tak nie zwracałam na nie uwagi. Co zaś się samego odcinka tyczy - Ykhar i Kero jak zawsze kochani niczym opiekuńczy rodzice /static/img/forum/smilies/big_smile.png To słodkie! Liwia na szczęście tak samo cięta jak zawsze i mam nadzieję, że to się nie zmieni! A że wiadomość o braku możliwie szybkiego powrotu do domu zwaliła ją z nóg... no cóż, można się było tego spodziewać. Tylko dziwię się, że Kero mydli jej oczy i wspomina o kilku miesiącach - jakoś tak nie wydaje mi się, by Straż była chętna do otwierania portalu dla jakiejś nędznej, ciętej śmiertelniczki /static/img/forum/smilies/wink.png Ale się zobaczy, a w to, że Liwia błyskawicznie odnajdzie się w Eldaryi i świetnie sobie poradzi, nawet nie śmiem wątpić! Super odcinek jak każdy zresztą c: Btw byłabym baaardzo wdzięczna, gdybyś i do mnie zajrzała - link jest w mojej sygnaturce c:
Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam cieplutko!

PS Pięęęękny rysunek! *____*

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (27-06-2017 o 23h02)

Offline

#33 28-06-2017 o 00h39

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

@Le0kadio, kobieto wielu talentów /static/img/forum/smilies/smile.png
Przeczytalam wracajac nocnym autobusem, z niecierpliwoscia. Wybuchajac skrytym smiechem przy coponiektorych fragmentach (pewnie podobnie jak Ykhar i Kero przy bohaterce :> widac bylo jak bardzo sie nie smieje).
Oczekiwanie na nastepny odcinek to tak jakby byc Edmundem z Opowiesci z Narni, coraz bardziej teskniacym za zaczarowanym ptasim mleczkiem /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Uwielbiam Twoj styl i sposob, w jaki prowadzisz te opowiesc. Mysle, iz zaden z kolejnych rozdzialow mnie nie rozczaruje. Do niczego sie nie czepiam.
Oby nieustajaca rzeka weny wciagala Cie w swe nurty bezustannie.
Pozdrawiam serdecznie podziwiajac bonusik w postaci rysunku.

Ostatnio zmieniony przez Laique (28-06-2017 o 00h40)

Offline

#34 01-07-2017 o 13h12

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

@Laique - Powiem tylko "dziękuję", starając się powstrzymać swoje ego przed eksplozją.
@Methrylis - mydlenie oczu jest efektem tego, że sytuacja w "mojej" eldaryi jest nieco inna niż w growej. Zresztą część różnic będzie tu zaraz pod spodem ujawniona. A szok musiał być. Nawet gdyby sytuacja Liwii była bardziej normalna, to i tak byłby... może nawet większy, bo Liwia przyzwyczajona do wstrząsów. To, że z Gardzi w grze zrobiono największą Marry Sue spośród mi znanych, reagującą na wszystko "no i fajnie", połączoną z "miło mi poznać" i przepraszającą za to, że żyje (przepraszam za swoich przodków, przepraszam, że chcę wrócić do siebie podczas gdy wy macie kłopoty, przepraszam, że nie byłam zadowolona za danie mi obskurnego pokoju SIC!)jest przegięciem. Fabuła jest przez to bardziej naciągnięta niż figi rozmiar XS na tyłku hipopotama /static/img/forum/smilies/hmm.png

Antymagia. Rozdział 2 (cz 3)


       - Rozumiem, że jesteś zmartwiona, ale to jedna z tych sytuacji, gdzie nikt nie jest winny – zaczyna łagodnie Ykhar. – Bez względu na to czy tego chcesz i czy my tego chcemy, utknęłaś tu. Może w związku z tym chciałabyś usłyszeć co nieco o naszym świe…
       - Właśnie dowiedziałam się, że jestem tutaj uwięziona, a moje życie najprawdopodobniej posypie się w drzazgi… Zresztą nie tylko moje. To nie jest najlepsza chwila do tłumaczenia mi czegokolwiek.
       Dowiedzieć się czegoś o tym świecie… Najchętniej to bym nigdy niczego się o nim nie dowiedziała i żyła w słodkim przeświadczeniu, ze mój wymiar jest tym jedynym. Pewnie niejednemu dzieciakowi marzyły się magiczne przygody w magicznym świecie, ale nie mnie. Oczywiście lubiłam czytać fantastyczne książki i grać w różne gry, ale sama nigdy nie chciałam trafić do „czarodziejskiej krainy odległej o grubość cienia”. Nie. Od dzieciństwa pragnęłam jedynie spokoju i życia bez większych wstrząsów. Znaleźć pracę, mieszkanie, może wyjść za mąż, jeżeli trafi się ktoś odpowiedni i czerpać proste szczęście z prostych przyjemności. To, że los sprawił, że wszystko potoczyło się nieco inaczej… Cóż zdarza się. Jednak tamto naprostowałam, a to… Lidia sama w domu, martwiąca się o mnie, odchodząca od zmysłów… Szukająca mnie, pakująca się w coraz większe kłopoty, a w końcu martwa… Albo gorzej.
       Boże, gdyby istniał jakiś sposób na przekazanie jej, że ze mną wszystko w porządku, że jestem bezpieczna… Względnie bezpieczna. Niestety jakoś wątpię, żeby mieli tu połączenie orblitarne albo protokołu pustki z moim wymiarem.
SZLAG! Jak dorwę tego skurczysyna, który jest odpowiedzialny za wypuszczenie tego zasranego leniwca, zrobię z nim takie rzeczy, że nawet patolodzy sądowi będą rzygać na widok jego zwłok!
       - Wiesz… Zostajesz tutaj, więc lepiej, żebyś dowiedziała się czegoś o tym miejscu jak najszybciej. Wiem, że to nienajlepszy mome…
       Ykhar urywa, gdy na nią spoglądam i zerka na mnie niepewnie. Pewnie moja psia facjata nie jest już taka urocza. Nie, kiedy odzwierciedla mój stan ducha.
       - Niech zgadnę… Lisica, znaczy się Miiko, wrobiła was, żeby mi o tym wszystkim powiedzieć. Mam rację?
       - Istotnie, POWIERZYŁA nam to zadanie – odpowiada Kero ciut oschle, ale nadal uprzejmie. – I to nie lisica, tylko kitsune, istota znana wam, ludziom, z japońskiego folkloru. Co prawda utożsamia się je z demonicznymi lisami, ale to wielkie niedomówienie, a określanie jej w ten sposób to wielki nietakt.
       Ojojoj. Pan jednorożec nie lubi niemiłych określeń pod adresem swojej szefowej? O jakże mi przykro, doprawdy. Zaraz zacznę się kajać i posypywać głowę popiołem. Gdyby wiedział, jaka byłaby reakcja na jego widok w obecnych czasach… Aż mnie kusi, żeby go uświadomić, ale nie. Lepiej nie robić sobie tu wrogów. Jestem niechcianym gościem, którego co prawda nie mogą wyrzucić, ale za to mogą zabić albo wtrącić do lochu.
       - Nie mam zamiaru nikogo obrażać, po prostu to pierwsze, co mi przyszło do głowy, gdy ją zobaczyłam, a nauczenie się imion, szczególnie obco brzmiących, zawsze wymaga pewnego wysiłku. Postaram się nie nazywać jej tak. A teraz, skoro już musicie mówić, to mówcie. Zresztą chyba i tak nie mam innego wyboru, prawda?
       Podstawowe sprawy. Całkiem sporo podstawowych spraw. Otóż ten świat, Eldarya, powstał tak-jakby w wyniku konfliktu ludzi z rasami faery, jak się zwą tutejsi mieszkańcy. Ów konflikt trwa od zarania dziejów, a swe apogeum osiągnął za czasów starożytnych. Szybko okazało się, że faery stoją po przegranej stronie. Co prawda przyszli Eldaryanie znali się na magii, ale byli mniej liczni i co ważniejsze skłóceni. Różne gatunki i rasy, rywalizujące ze sobą, toczące wielopokoleniowe spory i wojny kontra ludzkość. Ludzkość kłótliwa, ale o wiele bardziej jednolita i posiadającą naturalną skłonność do tymczasowego jednoczenia się w obliczu wroga. W końcu Wielka Ósemka, rada składająca się z przedstawicieli ośmiu największych klanów faery, zebrała się na naradę. W jej trakcie mniej-więcej zgodnie stwierdzili, że zostając na Ziemi, skażą się na wyginięcie. Najpotężniejsi magowie faery praktycznie od zawsze potrafili wyczuć obecność innych wymiarów, toteż w nich upatrywano schronienia. Niestety pierwsze próby migracji do sąsiednich uniwersów skończyły się fiaskiem. Parę światów okazało się toksycznych, inne jałowe. Jedynie kilka okazało się w pełni zdatnych do życia, lecz wszystkie zamieszkiwały wrogie ludy. Wtedy to magowie natknęli się na Eldaryę. Wymiar pusty, ale mający „potencjał istnienia”. W ciągu czterech dni grono najznamienitszych czarowników zmieniło ów potencjał w coś rzeczywistego. Zapoczątkowało cykl samorzutnych procesów, w wyniku których powstała Eldarya. Jak to zrobili? Podobno zapiski tak jak i sama historia milczą na ten temat.
       Konflikt z ludźmi? – ok. Ucieczka do innego wymiaru? – ok. Stworzenie świata w cztery dni? – nie sądzę. Nawet religie dają swoim BOGOM około tygodnia, aby ci dokonali tej sztuki, a tu grupka magów skleca układ planetarny, warstwy gleby, całą florę i faunę z niematerialnego POTENCJAŁU w kilka dni? Jasne. A tu mi leci krążownik międzyplanetarny. I strzela. Obstawiam, że raczej trafili na pusty świat, który wymagał kilku kosmetycznych poprawek.
       Zresztą nieważne. Wszelkie wielkie wydarzenia z zamierzchłej przeszłości opiewają legendy i mity. Ważne są fakty i sprawy bieżące, między innymi konflikt z ludźmi, który niejako trwa aż do teraz. Jednak Eldaryan nie nęka cały rodzaj człowieczy, tylko parę organizacji mających paskudną opinię również w moim świecie. Kero wymienia wśród nich Triadę, Iluminatów i Templariuszy. Chińska mafia, która zdołała wchłonąć Jakuzę i parę innych, podobnych „kółek zainteresowań”, planujący przejąć władzę nad światem wolnomularze oraz pradawny zakon, chcący siłą nawrócić całą ludzkość, a niepokornych zniszczyć. Przyjemniaczki. W każdym razie, ze względu na ich działania ludzie nie są tu mile widziani, chociaż od Wielkiej Migracji minęło już z trzy milenia, jeżeli nie więcej. Dlatego lepiej, abym nie opuszczała Kwatery Głównej, bo mogą spotkać mnie… Nieprzyjemności.
       Kolejną kwestią bieżącą jest ten wielki kryształ, w pobliże którego miałam nieszczęście trafić. Otóż Lisica nie bez powodu naskoczyła na mnie. Czemu? Bo ten kilkutonowy zwał błękitnego, buzującego energia kamulca to coś w rodzaju układu kontrolującego przepływ energii magicznej, many, na całej planecie. Jeżeli stanie się z nim coś niedobrego, wszyscy mieszkańcy Eldaryi to odczują. Właściwie już odczuli. Jakiś rok temu Kwaterę Główną napadła bliżej niezidentyfikowana grupa buntowników, rozbiła kryształ i rozkradła większość fragmentów. Od tamtej pory, zdarzają się nieoczekiwane magiczne kataklizmy, bestie i faery wpadają w obłęd, a lokalne kraiki i państwa-miasta balansują na skraju wojny domowej.
       Kiepsko? Kiepsko. A i to nie wszystko, bo do obecnej sytuacji dochodzą problemy stałe. Otóż w Eldaryi występuje mnóstwo pierwiastków nieobecnych w moim wymiarze i na odwrót. Wiele pierwiastków, a co za tym idzie minerałów i mikroelementów występujących w moim wymiarze jest obcych dla tego świata. Tutejsze owoce, warzywa, mięso i inne nie mają wszystkich potrzebnych składników odżywczych, w związku z czym konieczne są wypady na Ziemię po żywność, która mogłaby uzupełnić braki tutejszego jadłospisu. Oczywiście dzięki tysiącom lat odżywiania się i – co za tym idzie – wypróżniania w tym uroczym światku Eldaryanie zdołali przysposobić użyźnić wiele terenów na tyle, aby można było na nich hodować ziemskie rośliny i warzywa. Niestety, jak na potrzeby całej populacji nadal jest tego za mało, więc wycieczki na Ziemię długo jeszcze będą koniecznością. Dobra informacja dla mnie.
       Co jeszcze? Ach, no tak. Sama Straż Eel. Zadaniem strażników, tym najgłówniejszym z głównych, była ochrona kryształu. Niestety nawalili i teraz nie dość, że musza pilnować tego, co z kryształu zostało oraz szukać jego zaginionych części, to jeszcze pochłaniają ich bez reszty te mniej główne zadania. Jakie? Głównie pilnowanie porządku. Z tego, co rozumiem, ta cała straż jest czymś w rodzaju apolitycznej, międzynarodowej policji połączonej z wywiadem, organizacją humanitarną i wojskiem… Przy czym na tereny militarne straż stara się nie wchodzić, stosując zasadę unikania rozwiązań siłowych i konfliktów zbrojnych. Osada Eel, czyli Kwatera Główna i okoliczne wioski, to kolebka i organ decyzyjny strażników, ale z tego, co mi Kero opowiada wynika, że posterunki i pomniejsze siedziby mają w całej Eldaryi… Czy raczej całej jej odkrytej części, bo spenetrowali dopiero około jednej trzeciej planety.
       Wiem, że jednorożec musiał przedstawić mi to wszystko, jednak mam nieodparte wrażenie, że ta cała gadka, jak tu teraz ciężko i niewesoło, to licytowanie się ze mną kto ma gorzej. Niestety to, że sytuacja moich przymusowych gospodarzy też nie należy do najweselszych, w żaden sposób mnie nie pociesza, bo sama w nią wdepnęłam. Nie dość, że przez mojego cholernego pecha Lidia może wpakować się w kłopoty, to jeszcze jakaś czarodziejska burza może dorobić mi parę macek i cholera wie co jeszcze. Nie wspominając o osobach spoza Kwatery Głównej, które z chęcią zobaczyliby mnie martwą w rowie, bo ludzkość to zło i niedobro oraz prawdopodobnym wybuchu wojny domowej, która przetoczy się i po mnie.
       - Świetnie. Czyli nie dość, że moja siostra może zginąć szukając mnie, to jeszcze ja sama mogę zostać zamordowana, zostać ofiarą wojny domowej albo skończyć jako karma dla jakiejś rozszalałej bestii. Cudownie.
       - Nie podchodzisz do sprawy zbyt pesymistycznie? – Ykhar unosi brwi.
       A niby jak mam w takiej sytuacji być optymistką? Żartujesz sobie? Niemal zostałam usmażona, wtrącona do lochu, potem dowiedziałam się, że utknęłam tu – w miejscu na skraju wojny domowej, gdzie nie znosi się ludzi. Nie wspominając o tym, że w domu zostawiłam siostrę, która potrafi odkręcić jedna ręką człowiekowi głowę, ale niezbyt radzi sobie z codziennością? Do tego ma silnie rozwinięty instynkt opiekuńczy w stosunku do mojej skromnej osoby, podobnie zresztą jak ja do niej i wątpliwe, że dobrze zniesie moje zaginięcie? To nie jest pesymizm! To REALIZM! Jakiekolwiek inne podejście od „jachromolizmu” byłoby w tej sytuacji szaleństwem!
       Liwia, spokojnie. Nie krzyczymy na panią zajączka. To nie jej wina, że nie do końca łapie moje podejście.

Offline

#35 01-07-2017 o 13h25

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Dziekuje za odcinek!
Bardzo, bardzo podoba mi sie Twoja wizja swiata Eldaryi /static/img/forum/smilies/smile.png
Niczego wiecej nie napisze, masz energie przeznaczac na pisanie a nie na powstrzymywanie wybuchow ego /static/img/forum/smilies/wink.png

Ostatnio zmieniony przez Laique (01-07-2017 o 13h26)

Offline

#36 01-07-2017 o 23h17

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

Ten odcinek to w zasadzie takie pełne zobrazowanie, jak działa "twoja" Eldarya. Niby jest taka sama, ale dodałaś swoja historię i kilka ciekawych smaczków, które czynią twoją opowieść jeszcze bardziej oryginalną. I choć ta część nie wnosiła do fabuły zbyt wiele, to była potrzebna. Choć, szczerze mówiąc, sądziłam, że wprowadzisz te jakże istotne informacje nieco bardziej... subtelniej, niż naraz w jednym odcinku. Ale nie będzie i tak, zwłaszcza że jest dobrze /static/img/forum/smilies/big_smile.png To jedno z moich ulubionych opowiadań, głównie ze względu na charakter bohaterki, dlatego cokolwiek by się nie działo, jest super. Czekam więc na kolejną część i poruszenie fabuły. Pozdrawiam! c:

Offline

#37 06-07-2017 o 13h46

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

@Methrylis - myślałam o bardziej subtelnym rozwiązaniu, ale paradoksalnie tak wydało mi się naturalniej. Nowemu zawsze tłumaczy się co i jak + wyłożenie wszystkiego na raz, szczególnie wspomnienie o destabilizacji regionu i niechęci wobec ludzi, było z korzyści dla straży. Powinno zniechęcić Liwię do głupich działań (np: ucieczki) i sprawić wrażenie, ze są całkowicie szczerzy, zaskarbić sobie chociaż część jej zaufania. Znowu historia o powstaniu świata w parę dni jest dobrym sposobem, żeby zaimponować, zrobić wrażenie istot niemal wszechmocnych. To, że im nie bardzo to wyszło, bo Liwia jest... No, tu byłby spoiler, więc powiedzmy, że poprostu sobą... To inna rzecz.

@Laique - Przeznaczyłam i się bardzo cieszę, że się podoba. /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Antymagia. Rozdział 2 (cz 4)

       - Dobrze. W takim razie wyobraź sobie, że pewnego dnia TY trafiasz do mojego wymiaru. Regionu, któremu grozi wybuch wojny domowej, a wszelkiego rodzaju odmieńcy nie są mile widziani. Mało tego. Trafiasz do pilnie strzeżonego miejsca, w skutek czego zaliczasz areszt i parę kuksańców… Właściwie to masz szczęście, bo nie trafiłaś na nikogo nadpobudliwego na służbie, więc nie stała ci się żadna, większa krzywda. No ale wiadomo, to raczej nie poprawia ci nastroju. Podobnie jak to, że koniec końców dają ci wiarę, że to wszystko to jakiś wypadek. No ale i tak masz problem, bo transport na planecie jest sparaliżowany, więc powrót na Ziemię będzie możliwy dopiero za pół roku, a na Ziemi musisz jeszcze znaleźć przejście do Eldaryi. Dodaj do tego zewsząd otaczają cię zaawansowaną technologię, ludzi w dziwacznych ubiorach, nieznane zwierzęta i to wrażenie, że wszystko jest obce i dziwaczne. No i najważniejsze, w domu ostawiłaś kogoś bliskiego, twoją jedyna rodzinę, osobę, która swego czasu poświęciła dla ciebie niemal wszystko. Nie wie, co się stało, czemu nagle zniknęła i będzie odchodzić od zmysłów, a potem szukać cię do upadłego w różnych, czasem bardzo niebezpiecznych miejscach. W dodatku jest nie do końca stabilna emocjonalnie, więc kłopoty, w które może się wpakować, mogą być epickich rozmiarów. Niewykluczone nawet, że zginie. Albo gorzej. A teraz spróbuj myśleć pozytywnie.
       Ykhar kładzie po sobie uszy i rumieni się jak burak wyraźnie zmieszana i zawstydzona, niepewnie zerkając na Kero. Ten patrzy na mnie z miną człowieka, który znalazł rannego, puchatego szczeniaczka, zawiózł go do weterynarza, a ten powiedział mu, że pieska trzeba uśpić. Jednak nagle mruga, a ów wyraz twarzy ustępuje nieco zaciekawieniu.
       - Zaraz, zaraz. Powiedziałaś coś o drodze na Ziemię. Przecież JESTEŚ z Ziemi, prawda?
       - Jakieś pięćset lat temu ludzie rozpoczęli intensywny podbój kosmosu. Zajęliśmy wiele planet poza Ziemią, wszystkie za wyjątkiem Marsa spoza układu. Na kilku z nich było już życie, ale żadnych form inteligentnych. Sama wychowałam się na jednej takich poza słonecznych, wyjściowo żywych planet, tak zwanych udomowionych światów. Potem przeniosłam się na innych, dostosowany do życia za pomocą różnych metod, nad którymi nie będę się rozwodzić, bo nie mam w tym zakresie kompetencji. Na Ziemi czy raczej Ziemskim Sanktuarium, jak ją teraz nazywamy, mieszkam dopiero od kilku miesięcy.
       Patrzy na mnie jak na nienormalną, Ykhar też. Po chwili zerkają na siebie nawzajem i znów na mnie.
       - Mówisz poważnie? – pyta Ykhar. – Ludzie w kosmosie? Na innych planetach? Słyszeliśmy, że wysłaliście człowieka na księżyc, w to jeszcze można by uwierzyć, ale to… To czysta fantazja!
       Zaraz, zaraz. To oni nie wiedzą? Nie mają pojęcia o podboju kosmosu, hodowli zmodyfikowanych genetycznie zwierząt i roślin zdolnych zasiedlić pierwotnie martwe planety, tworzeniu nowych gatunków, wszczepach i tak dalej? Przecież odwiedzają Ziemie! Mają tam te swoje wyprawy po żywność, jak oni je nazywają? Misje rewitalizacyjne. Są ślepi i głusi?
       - Człowieka wysłano na księżyc w dwudziestym wieku. Teraz jest dwudziesty dziewiąty. Sporo czasu od tamtej pory minęło i sporo się wydarzyło. Trzecia wojna światowa, pierwsza wojna międzygalaktyczna… Jak możecie o tym nie wiedzieć skoro odwiedzacie Ziemię? Nie widzieliście wrót przestrzennych? Statków międzyplanetarnych? Ludzi ze wszczepami?
       - Wiesz… Odwiedzamy TYLKO Ziemię i staramy trzymać się jak najdalej od większych miast. – Kero wygląda na skołowanego. – Trzymamy się wsi, składów żywności i takich tam. Miejsc skąd po cichu możemy zabrać zapasy. W prawdzie…
       - Książki! – Ykhar podskakuje na miejscu… Jak mały zajączek. Potem biegnie między półki biblioteki, skąd słychać donośne trzaski i łomoty. Po chwili wraca z dwoma ogromnymi tomiszczami. – Czasami podczas wypraw rewitalizacyjnych dodatkowo uprawiamy mały handel, jeżeli wydaje się to w miarę bezpieczne. Kiedyś przyniesiono to… Tą książkę wzięłam za bardzo zaawansowaną… Jak wy to mówicie? A tak! Fantastykę naukową. A z tej nic nie zrozumiałam.
       Patrzę na książki. Filozoficzna rozprawa „Człowiek w objęciach kosmosu” niejakiego Johna Drumsona i „Wstęp do podstaw manipulacji genowej organizmów tworzonych” Ottona Borfolda – boga obecnej inżynierii genetycznej i prawdziwego giganta we wszelkich dziedzinach medycyny ze szczególnym naciskiem na transplantologię. Nic dziwnego, że nic nie zrozumiała z tej książki. Ja sama z trudem ogarnęłabym samą przemowę. To tomiszcze dla studentów technologii genetycznych i medycyny androbiotycznej, nie dla programisty Multisieci.
       - Wydania papierowe… Rarytas, biorąc pod uwagę, że większość książek ma postać elektroniczną. Twarda okładka, ale wykonana z tworzyw sztucznych, nie ze skóry. Dolna półka luksusu. – Ech… Mina Ykhar mówi wszystko… Czy raczej pyta „jak to w elektronicznej”. Tak, dla nich pewnie książka w jakiejkolwiek innej formie niż stos oprawionego papieru jest abstrakcją. – Od ponad trzystu lat standardem są książki zapisywane w pamięci rozmaitych urządzeń elektronicznych. Ich strony wyświetlają się na ekranach. Od tamtej pory klasyczna, papierowa forma książek powoli stawała się luksusem. Najdroższe są z w pełni naturalnego papieru, oprawiane w skórę i okuwane metalami szlachetnymi. Ta tutaj to rozprawa filozoficzna, sądząc po tytule o ludzkiej psychice i ludzkości jako-takiej w erze podboju kosmosu. To znów jest książka natury medyczno-technicznej, zbyt zawansowana, żebym cokolwiek z niej zrozumiała. Mówi o przeszczepach międzygatunkowych, szerokich modyfikacjach medycznych, tworzeniu organiki androidalnej, w tym protez i tym podobnych.
       - Przeszczepy? Nie rozumiem… Co to takiego?
       Matko kochana… Jak bardzo można być zacofanym? Przecież mają magię. Powinni zastępować nią pewne rzeczy. Tworzyć opartą na niej magitechnikę czy coś. Tymczasem wygląda na to, że zatrzymali się na etapie średniowiecza czy tam renesansu. Rozumiem, trudności z zasobami i tak dalej, ale mimo wszystko… Zawodzik.
       No nic, trzeba im to wytłumaczyć. Kurczę… Czuje się jak pomiędzy ludźmi pierwotnymi.
       - Kiedyś, jeżeli ktoś miał chore serce mogliśmy wymienić je na serce innego człowieka, który niedawno zmarł, pod warunkiem, że miał podobną krew. To się nazywa przeszczep. Zresztą przeszczepiać można nie tylko serca ale też wątroby, nerki, płuca, ręce i tak dalej. Jednak od tamtej pory technika poszła naprzód. Zaczęliśmy hodować serca poza ludzkimi organizmami, a także przystosowywać organy zwierzęce do przeszczepu ludziom. Teraz, jeżeli chodzi o medyczne zastosowanie przeszczepów, najpopularniejsze są tak zwane androbiotyczne protezy i organy. To coś w rodzaju urządzeń zrobionych z substancji podobnej do ciała, która jest napędzana, podobnie jak organy cielesne, energią spalania substancji odżywczych. Jednak, w przeciwieństwie do naturalnych, tkanek jest o wiele mocniejsza i wytrzymalsza.
       Oboje patrzą na mnie, jakbym urwała się z choinki. To trochę załamujące. Mają pod bokiem świat, gdzie można człowiekowi wymienić siedemdziesiąt procent ciała na sztuczne zamienniki i nic o tym nie wiedzą. Sami pewnie umierają, gdy komuś sypnie się wątroba czy serce, a za protezę nogi starcza im kawał drewna. Co za prymitywizm. I ja będę musiała tu spędzić pół roku. Miejmy nadzieję, że znają chociaż podstawy podstaw medycyny. Penicylinę na przykład.
       Swoją drogą, czegoś tu nie rozumiem. Przecież mówiłam Miiko o Ziemskim Sanktuarium i Udomowionych światach, a ona łyknęła to wszystko jak pelikan bez zadawania zbędnych pytań. Nie zająknęłam się nawet, gdy powiedzie działam jej o gigantycznym, wymarłym leniwcu wskrzeszonym przez naukę. Uznała, że jestem nie z pełna rozumu czy może olała sprawę?
       Ech… Moja przyszłość rysuje się w coraz czarniejszych barwach. Co jeszcze?

Offline

#38 06-07-2017 o 15h51

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

„w domu ostawiłaś” — teoretycznie to nie jest błąd w pisowni /static/img/forum/smilies/big_smile.png Chociaż podejrzewam, że miałaś na myśli „zostawiłaś”.
Poza tym znakomita przemowa Liwii! No właśnie, do ciężkiej cholery — choć raz ta druga strona mogłaby się zastanowić, jak dziewczyna się czuje i jak to by było, gdyby to oni jakimś cudem trafili na Ziemię. Jak tak na to spojrzeć, to mieszkańcy Eldaryi są kompletnie pozbawieni empatii.
„Potem przeniosłam się na innych, dostosowany do życia za pomocą różnych metod, nad którymi nie będę się rozwodzić, bo nie mam w tym zakresie kompetencji.” — coś mi tu zgrzyta w tym zdaniu. „Potem przeniosłam się na inne” — w sensie inne światy, tak?
W prawdzie…” — ‘w prawdzie leży mądrość’ — to tylko przykład, który pokazuje, kiedy napisać to oddzielnie. Ale gdy masz na myśli „prawdę mówiąc”, to powinnaś napisać „wprawdzie. Taka podpowiedź, bo może się przydać c:
„Tą książkę wzięłam[…]” — przepraszam, dziś wyjątkowo dużo się czepiam :c Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Sama jesteś znakomita w wyszukiwaniu błędów, dlatego chyba taka wymiana jest w porządku /static/img/forum/smilies/wink.png Niemniej „tĘ książkĘ” c:
„Jednak, w przeciwieństwie do naturalnych, tkanek jest o wiele mocniejsza i wytrzymalsza.” — tu trochę przecinek przestawiłaś, bo powinno być tak: „Jednak, w przeciwieństwie do naturalnych tkanek, jest o wiele mocniejsza i wytrzymalsza”.
„gdy powiedzie działam jej” — bez spacji /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„Uznała, że jestem nie z pełna rozumu” — „niespełna rozumu” c:
A tak do odcinka wracając, to widzę, że tym razem role się odwróciły i to bohaterka musiała tłumaczyć królikom i jednorożcom, jak działa ich świat. Ale jestem tak samo zaskoczona, jak i oni — dwudziesty dziewiąty wiek? /static/img/forum/smilies/yikes.png Wow. Pierwsza wojna międzygalaktyczna, hodowanie organów… brzmi imponująco. I też by mnie szlag trafił na miejscu Liwii, gdybym musiała im to tłumaczyć kawałek po kawałku. Miiko pewnie też tego nie rozumie, ale jest zbyt dumna, by się do tego przyznać i zadawać pytania. No nic, cieszę się, że dodałaś kolejną część i już teraz czekam na kolejne! Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam! C:

Offline

#39 09-07-2017 o 22h42

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

@Methrylis - dzięki za wytknięcie błędów, ostatnio prześladują mnie literówki... Albo przypadkowo wciśnięte spacje. Ale trudno to wyłapać, jak się pisze tekst samemu. No i tak, Liwia tłumaczy. I będzie jeszcze wiele razy tłumaczyć różne rzeczy różnym osobom. Zwykle jak ktoś trafia do magicznego świata robi Łaaaaa... <miejsce na duże oczy>. W przypadku Liwi to będzie raczej "Słyszeliście o bidecie? Spreju na owady? Penicylinie? Szepieniach..." etc.

A tymczasem następna cześć. Duża. Głównie dlatego, że jest tu duży dialog, którego nie umiałam podzielić. No ale to taki rozdział obeznawczo-tłumaczący. Będzie dużo gadania.

To tyle. do czytania:

Antymagia. Rozdział 2 (cz 5)

       - Dobrze… To może powiecie mi, co mnie właściwie czeka? – pytam. Wolę nie czekać, na pytania z ICH strony, które są coraz bardziej dołujące. – Znaczy do czasu, aż będę mogła wrócić do domu?
       - Y… – Kero przełyka nerwowo ślinę. – Od ponad stu lat nie mieliśmy tu człowieka, ale jest procedura. Mówi, żeby umieścić cię w jakimś bezpiecznym miejscu, dać ci jakieś proste prace do wykonywania, żebyś była użyteczna, a potem, przy pierwszej-lepszej okazji odesłać. Prawdopodobnie tak będzie, ale w związku z ostatnimi wydarzeniami Miiko może postanowić coś nowego.
       Super. Jestem w magicznym świecie, wśród osób, którym przeszczep czy nawet lądowanie na księżycu wydają się czymś ekstremalnie niemożliwym i prawdopodobnie będę musiała im sprzątać. A po powrocie do domu szukać siostry, o ile jeszcze żyje. ZNOWU.
       Boże, jeżeli istniejesz, błagam cię, żeby była bezpieczna, żeby nic się jej nie stało. Wiem, że ani ja ani ona nie mamy najczystszych duszyczek, ale dobrze wiesz, że to nie z naszej winy. Obie wywinęłyśmy mnóstwo paskudnych numerów, ale sądzę, że zdołałyśmy je odkupić z nawiązką na najbliższe ćwierćwiecze. Proszę, niech Lidia się w nic nie wpakuje. Niech będzie cała i zdrowa. Niech zaczeka na mnie, bo prędzej czy później wrócę… Miejmy nadzieję, że prędzej niż później.
       - Coś jeszcze o czym powinnam wiedzieć? – pytam.
       - Chyba nie… W każdym razie nic bardzo ważnego. - Ykhar spogląda pytająco na Kero, który z roztargnieniem potrząsa głową.
       Co za popaprany dzień… A właściwie dwa dni. Cały czas myślę, jak się stąd wydostać, jak rozwiązać tę popapraną sytuacje i wrócić do domu, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Na domiar złego Ykhar nieustannie przeszkadza mi ciągłymi pytaniami. Te piekielne książki, sprawa z podbojem kosmosu i przeszczepami rozbudziły jej ciekawość. Strzela pytaniami jak karabin wieloseryjny, a mój ton i ponure spojrzenia nie zniechęcają jej. BA! Z każdą odpowiedzią wydaje się coraz bardziej podekscytowana, niemal dygocze. Kero również, nawet robi notatki, ale on , w przeciwieństwie do koleżanki, wyczuwa mój nastrój i siedzi cicho. Z chęcią kazałabym się jej zamknąć, ale nie wiem na ile mogę sobie pozwolić, poza tym zniechęcanie jej do siebie mogłoby się zemścić. Niecierpliwie, niemal warcząc zaspakajam ciekawość pani zajączka.
       Na zewnątrz rozlegają się kroki i do środka wchodzi pan symetryczny, zausznik Miiko, obwieszczając, że skończyli zebranie i że Lisica chce mnie widzieć. Normalnie miód na moje uszy. Mam dość tego przesłuchania.
       Jestem prowadzona wprost do tej ściśle strzeżonej, cholernie ważnej kryształowej Sali. Do tej samej Sali, do której „wtargnięcie” zaprowadziło mnie do lochu. Nie rozumiem logiki tego  postępowania, ale cóż…  Jestem tu nowa.
       Miiko czeka na mnie siedząc w wysokim, przypominającym tron krześle tuż przed „porcelanowym” piedestałem, na którym spoczywa wypełniający jedną czwartą komnaty kryształ. Migoczący, lśniący własnym blaskiem i okropnie tandetny. Wygląda jak dekoracja w podrzędnej sali klubowej jednego z tych miejsc o nazwie „Asteroida”, „Meteor” czy „Gwiezdny pył”. Nawet buzuje energią jak one. Jednak muszę przyznać, że pasuje do wystroju, od samego początku nasuwającego mi na myśl wnętrze niebieskiej filiżanki.
       Rozglądam się ukradkiem. Są tutaj tylko Miiko, pan zausznik oraz dziesiątki poukrywanych w cieniach, za filarami i tak dalej strażników pod bronią. Za pierwszym razem, zaaferowana chcącą mnie spalić Lisicą nie zauważyłam ich. Trzeba przyznać, że doskonale opanowali sztukę wtapiania się w tło.
       Miiko przegląda stos pergaminów – czy czegoś w tym stylu, nie pamiętam jak się nazywają te pierwotne wynalazki – ale widząc mnie odkłada je na stojący obok „tronu” biały stolik i wstaje. Jest tylko odrobinę wyższa ode mnie, ale potrafi przyjąć taką postawę, że człowiek ma wrażenie, że mierzy ze dwa metry.
       - Ykhar i Keroshane wprowadzili cię w realia? – pyta.
       - Można to tak określić. Naprawdę nie ma sposobu, aby przyspieszyć mój powrót do domu?
       - Niestety nie. Dla nas to też niezbyt komfortowa sytuacja. Jak już wiesz, mieszkańcy tego świata nie są szczególnie przyjaźni nastawieni do ludzi, zatem musimy cię chronić. Owa ochrona obejmuje głównie zakaz opuszczania Kwatery Głównej, co oczywiście wiąże się z tym, że musimy cię utrzymywać. Dzielić się swoimi racjami, znaleźć ci miejsce do życia, a w ostatnich czasach wszystkiego brakuje.        W tym ludzi, którzy mogliby cię pilnować. Rozumiem, że wiesz o krysztale, o tym, co nas spotkało i problemach z żywnością.
       - Powiedzmy, że przybliżono mi te kwestie.
       - Doskonale. Tutejsza żywność nam nie wystarcza, więc w czasach pokoju duża liczba strażników zajmuje się poszukiwaniami składników niezbędnych do otworzenia portali między Ziemią, a Eldaryą. Nie tylko tutaj, wszędzie. We wszystkich posterunkach straży w całej Eldaryi. Niestety w wyniku ataku na kryształ sytuacja poważnie się zdestabilizowała.  Wybuchły lokalne wojenki, bestie zaczęły atakować faery, wzmogła się aktywność przestępcza, coraz częstsze są raporty o rozbojach na drogach. Nie wspominając już o przypadkach obłędu na tle zaburzeń maany… Maaną nazywamy energię magiczną. W każdym razie, spadł na nas ogrom pracy i nie mamy wolnych rąk, wciąż brakuje rekrutów. Dlatego też zmalała liczba strażników zajmujących się bieżącym gromadzeniem składników portali i ciągłością misji rewitalizacyjny. Pojawiła się konieczność racjonowania żywności. W związku z tym, po pierwsze, nie możemy stwierdzić, kiedy pojawi się najbliższa okazja, żeby cię odesłać. Po drugie, dobrze byłoby, gdyś z nami współpracowała i starała się nie robić żadnych głupstw. Dla swojego własnego dobra. Ucieczka poza teren Kwatery Głównej może skończyć się dla ciebie tragicznie, a nie mamy ludzi, żeby ktoś za tobą biegał. Jeżeli na własne życzenie wpakujesz się w kłopoty, będziesz musiała radzić sobie sama. Nikt ci nie pomoże. Dlatego ważne, żebyś przestrzegała reguł… Szczególnie JEŻELI jesteś człowiekiem.
       - Jeżeli? A czym jeszcze mogę być?
       - Faelien. Mieszanką człowieka i faery. Czasem, bardzo rzadko, zdarza się, że ktoś z wędrowców, jak nazywamy przypadkowych ludzi, którzy tu trafili, ma dalekiego przodka wśród Faery.
       Ok, prawdopodobieństwo, że noszę w sobie krew jednego  tych stworzeń jest mniejsza niż jedna dziesięciotysięczna promila, ale chyba mniej-więcej na równym poziomie plasuje się wpadnięcie tutaj. W moim wypadku niewykluczone, że nawet niżej.  Jakie jest prawdopodobieństwo, że zaatakuje cię wymarły, wskrzeszony, gigantyczny leniwiec i zagoni wprost do kręgu magicznych grzybów, które są bramą do sąsiedniego wymiaru? Jak jeden do jednego… Z setką zer. Jednak, jak to mówią, jeżeli coś się może zdarzyć, to musi się gdzieś zdarzyć.  I najwyraźniej chce się przydarzać mnie. Dlatego nie zdziwię się, jeżeli będę miała dziesięciogłowego smoka wśród przodków.
       - Co wtedy? Kero powiedział mi, że procedura wobec ludzi zwykle wygląda tak, że dostaje się jakieś lokum, prostą pracę, wikt i opierunek, a potem jest się odsyłanym. A jak wygląda sprawa z faelien?
       - Faelien nie mają tu wrogów. Niektórzy są tu wobec nich nieufni, ale nikt ich nie prześladuje. Dlatego mogą sobie pozwolić na więcej swobody. Mogą nawet tu zostać, jeżeli zechcą. Z chęcią przyjmujemy w swe szeregi osoby mogące dostarczyć informacji o świecie ludzi, a tym samym pomóc w skuteczniejszym przeprowadzaniu misji rewitalizacyjnych. Jeżeli znów chcą wrócić do domu… Cóż, w takich wypadkach do tej pory czyniono to samo co w sprawie lu…
       - Do tej pory? To znaczy?
       - Tak jak powiedziałam, sytuacja się zmieniła. Nie mamy wolnych rąk do szukania składników portali, zatem szukanie ich dla kogoś, kto może zrobić to sam, byłoby marnotrawstwem sił roboczych…
       - Przecież…!
       - …WIEM, że to nie sprawiedliwe, ale nie mamy wyboru. Każda osoba przechodząca przez portal musi zapłacić „okup”. Każda osoba przechodząca przez portal to pożywienie, które nam przyniesie. Chcące przejść w jedną stronę faelien „nie zwróci się nam”. Będzie marnotrawstwem czasu, ludzi i środków. Jednak, jeżeli okażesz się mieć w sobie krew faery, w co wątpię, mogę zapewnić, że udostępnimy ci wszystkie niezbędne ci do poszukiwań materiały i ekwipunek.
       Obym nie była faelien. Błagam, żebym nie była faelien. Proszę, proszę, proszę!
       To wszystko jest cholernie ponure i niesprawiedliwe, ale skłamałabym mówiąc, że nie rozumiem Lisicy. Sama kieruję się podobną zasadą…
       - Pierw dba się o swoich. – Spoglądam na Miiko, a ta przytakuje. – Rozumiem i szanuję tę regułę. Dlatego uprzedzam, jestem faelien czy nie, że mając do wyboru wasz interes i swój wybiorę swój. Zostawiłam w domu siostrę, która mnie potrzebuje i zrobię wszystko, żeby do niej wrócić.
       - Rozumiem i doceniam szczerość. – Kąciki ust Miiko drgają. Najwyraźniej moje słowa przypadły jej do gustu. – Swoją drogą zastanawia mnie, twoje podejście. Normalny człowiek nawet nie brałby pod uwagę, że płynie w nim chociażby odrobina krwi faery. Czyżbyś miała jakieś przesłanki, aby poważnie zastanawiać się nad problemem?
       - Nie, za wyjątkiem tego, że normalny człowiek nie zostałby tu zagoniony przez wymarłego, gigantycznego leniwca ani nie śmiałby się wielokrotnie prawdopodobieństwu w twarz. Nikt z mojej rodziny nie miał żadnych „magicznych” umiejętności ani nie wyglądał w sposób znacząco odbiegający od normy. Co prawda dalsi krewni zarówno ze strony matki jak i ojca są dziwaczni, ale to raczej nie ma związku z ewentualnym, nieludzkim pochodzeniem.
       Miiko po raz kolejny prawie uśmiecha się. Nie wiem czy to wyraz sympatii czy może zwyczajnie bawię ją, ale to lepsze niż jej początkowa niechęć. Wydaje się niemal rozluźniona. Siada wygodnie w fotelu i przypatruje mi się przez chwilę z zagadkowym wyrazem twarz. W końcu odzywa się:
       - Prezentujesz interesujące podejście do życia i niestandardowe spojrzenie na wiele spraw, muszę ci to przyznać. Gdybyś była faery, ciekawie byłoby mieć cię w straży.  Tymczasem przejdźmy do konkretów. Przyniosłaś ze sobą jakąś broń?
       Wspominanie o igłach paraliżujących sobie daruję, kastet też przemilczę. Jednak paralizator… No cóż, wątpię, żeby wiedzieli, do czego służy, ale bezpieczniej będzie się przyznać do jego posiadania – w końcu mają mój plecak. No i pokazanie scyzoryka może mi dać u niej duży plus, że niby jestem uczciwa i pokazuję dobrą wolę. Tak, to dobry plan.
Zdejmuję but, a z wnętrza wyjmuję ukryty w specjalnej kieszonce wielofunkcyjny scyzoryk, zawierający cztery ostrza i tyle samo igieł tronicznych, prawą rękę włamywacza, elektryka i elektronika-hakera. Uważnie obserwowana przez przyczajonych strażników, kładę go na stoliku.
       - To nie typowa broń, raczej narzędzie, którego używam w pracy, ale zawiera ostrza. W plecaku mam znowu paralizator. To urządzenie kontaktowe do rażenia innych niewielkim ładunkiem elektrycznym… Y… Małą błyskawicą? To narzędzie głównie do samoobrony, ma za cel sparaliżowanie napastnika.
       - Wiem, co to ładunek elektryczny. Pod względem nauk niemagicznych jesteśmy nieco zacofani, ale bez przesady…
Założysz się?
       - … Swoją drogą chciałabym wiedzieć po co ci tak niebezpieczna broń jak ten cały paralizator. To dość nietypowe nosić coś takiego przy sobie, prawda?
       - Nieszczególnie. Jakby to… U nas w dużych miastach mieszka po parę milionów ludzi, a z ludźmi różnie bywa. Nawet jeżeli tylko jeden na tysiąc jest przestępcą, świrem czy kimś takim to w sumie daje to kilka setek osób mogących zrobić ci krzywdę. Bezpieczniej jest nosić ze sobą coś do obrony. W prawdzie teraz mieszkam na wsi, ale jak to mówią, przyzwyczajenie drugą naturą.
       Miiko zastanawia się nad czym przez chwilę, po czym przytakuje. Bierze do ręki scyzoryk i ogląda przez chwilę. Udaje jej się nawet wysunąć ostrza. Żadne z nich nie wygląda „bojowo”, ale każdym można by zrobić krzywdę, jeżeliby się postarać. Jednak nie dadzą rady kolczudze ani nawet wzmocnionym uniformom czających się w cieniach straży. Być może dlatego oddaje mi go.
       - Dobrze, a inne urządzenia, które miałaś w plecaku?
       - V-kom i microlt. Urządzenie do szeroko pojętej komunikacji będące też małym komputerem i komputer, którego używałam głównie do naprawy innych urządzeń elektronicznych.
       - Komputer… - mówiąc to Miiko kładzie uszy po sobie, a jej twarz wykrzywia się w grymasie irytacji. – Znam to słowo, wiem mniej-więcej cóż ono oznacza, ale sama idea komputera mi się wymyka. Wasz świat jest tak inny od naszego… Swoją drogą, co miałaś na myśli mówiąc o udomowionych światach?
       Pierw mi mówi, że nie są AŻ TAK zacofani, a potem dodaje, że nie do końca wie, co to komputer. W dodatku na sam koniec zaczyna drążyć temat udomowionych światów, bo podobnie jak jej personel nie ma pojęcia o czym mowa… Przykro mi paniusiu, jesteście zacofani. Tak bardzo, że wydaje się, jakbyście ledwie wczoraj opuścili morskie głębiny i zaczęli wypuszczać kończyny.
       - Już parę pokoleń temu ludzkość rozpoczęła proces podboju kosmosu. Obecnie Ziemia jest tylko jedną z wielu zajmowanych przez nas planet…
       Zaczyna patrzeć na mnie jak na upośledzoną albo nienormalną. Ewentualnie kogoś, kto ma wyjątkowo kiepskie wyczucie czasu i próbuje sobie dowcipkować. Pięknie.
       - … Ziemia stała się czymś na wzór skansenu pokazującego jak jeszcze mniej-więcej trzysta lat temu wyglądało na niej życie. Albo czterysta? W każdym razie po odbudowie po trzeciej wojnie światowej. Nigdy nie byłam najlepsza z historii. Obecnie zajmują ja głównie tereny wiejskie, uzdrowiska oraz rezerwaty. Średnie i duże miasta stanowią niewielki procent powierzchni. Pewnie dla tego wasze wyprawy rewitalizacyjne odnoszą sukces. W terenach całkowicie zelektronizowanych raczej nie mielibyście szans. Jednak już rozmawiałam o tym z moimi opiekunami. Ykhar przepytywała mnie jak najęta, a Kero porobił notatki. Pewnie z chęcią przekaże ci wszystko, czego się ode mnie dowiedział. I nie, to nie jest kiepski żart ani nie jestem obłąkana. W każdym razie nie bardziej niż przeciętny, oscylujący wokół tak zwanej normy człowiek.
       Zmieszana mina, przeciągłe, bardzo podejrzliwe spojrzenie, ociupina irytacji i zmarszczone brwi, a po chwili głębokie westchnienie. Westchnienie oznaczające „nie mam pojęcia, o czym mowa, więc może przejdźmy do następnej kwestii”. Jest też niepokój. Ten sam, który dostrzegłam u Ykhar z tym, że u niej tłumiła go ekscytacja. Faery stracili kontakt z ludzkim światem, nie mają pojęcia, jak ów naprawdę wygląda i boją się tego. Boją się, bo są od niego zależni. Boją się, bo nadal są przez ludzi nękani. Ludzi niepodobnych do tych, których znali uciekając. Pytanie tylko czy to dla mnie dobrze czy źle. Z jednej strony stanowię dla nich cenne źródło wiedzy, z drugiej lękają się tego, co mogę na nich świadomie bądź nie sprowadzić.
       Nie mogę tu nikomu ufać.

Offline

#40 09-07-2017 o 23h41

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

Tak z ciekawości: skąd pomysł na tak podobne imiona sióstr? Domyślam się, że to bardziej celowy niż przypadkowy zabieg, ale na początku nie ogarniałam, która to Lidia, a która Liwia. Wpierw to wręcz myślałam, że mi się coś popieprzyło, ale z czasem ogarnęłam różnicę.
A to dobre — żeby nawet sam Kryształ zrównać z błotem XD Liwia jak zwykle daje radę!
„Dlatego też zmalała liczba strażników zajmujących się bieżącym gromadzeniem składników portali i ciągłością misji rewitalizacyjny” — ‘misji rewitalizacyjnych’ c:
„…WIEM, że to nie sprawiedliwe” — ‘niesprawiedliwe’
Mhm… skoro wszyscy, łącznie z bohaterką, tak bardzo wątpią w to, że w jej żyłach płynie krewa faery, to… pewnie płynie :v
„[…]przypatruje mi się przez chwilę z zagadkowym wyrazem twarz” — ‘twarzy’
„To nie typowa broń” — tutaj w sumie nie jestem pewna, co miałaś na myśli. Bo jeśli zdanie brzmiałoby: „To nie JEST typowa broń”, to luz. Ale jak nie, to powinno być „to nietypowa broń”. Tu zależy od kontekstu, którego nie umiem rozgryźć.
„W prawdzie teraz mieszkam na wsi” — ‘wprawdzie’ c:
„Obecnie zajmują ja” — ‘ją’. Przeklęte literówki.
„Pewnie dla tego wasze wyprawy” — ‘dlatego’
No dobra, to tyle. Właściwie to myślałam, że już niedługo zrobią jej test na to, czy jest faery, ale fakt, że wspominałaś o jeszcze jednym wyjaśniającym odcinku. Fantastycznie pokazałaś to zdezorientowanie Miiko i reszty na wspomnienie o postępach ludzkości. Tym samym wcale nie dziwię się irytacji Liwii, chociaż Miiko jest dużo bardziej konkretna i choć trochę stara się współpracować. Ach, jestem cholernie ciekawa, jak Liwia będzie się odnajdywać w K.G., jak już zostanie przyjęta do jakiejś Straży. A podejrzewam, że tak się wkrótce stanie. No nic, to tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i pozdrawiam c:

Offline

#41 10-07-2017 o 01h49

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Jak to dobrze, ze inni wylapuja bledziki i literowki (chyle czola, Methrylis) a mnie pozostaje tylko czysta przyjemnosc z czytania.
Zwlaszcza, ze zwykle nie zauwazam zadnych bledow, procz najbardziej razacych (lecz Ty ich nie popelniasz) bo nie przeszkadzaja mi w odbiorze tekstow.
Racjonalna rzeczowosc bohaterki i ten niesamowity kontrast, jaki stanowi ona w obliczu swiata Eldaryi budzi moj dreszcz wspolczucia dla Miiko.
I rowniez czekam na dalszy ciag wypadkow (nie domyslajac sie niczego, same mi sie w glowie 'pisza' rozne zarysy ewentualnych dalszych ciagow ale jestem pewna, ze koncepcja autorki mnie i tak zaskoczy).

Dziekuje za ten lyk 'strawy duchowej) i uzbrojona w cierpliwosc oddalam sie w milczace oczekiwanie.

Ostatnio zmieniony przez Laique (10-07-2017 o 01h50)

Offline

#42 14-07-2017 o 14h32

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

@Methrylis - Błędy, błędziki, aż wstyd... /static/img/forum/smilies/neutral.png Reguły znam, ale jak człowiek pisze to nie myśli xD. A co do nie typowej broni, to nie ze paralizator jest dziwną bronią (nietypową) tylko, że rzadko uważa się go za typową broń "nie jest typową bronią" - wiec tutaj miało być
       A co do imion dziewczyn to po prostu fantazja rodziców. nasz takie kaczorki jak Hyzio, Dyzio i Zyzio? Jeżeli tak, to tutaj podobna reguła /static/img/forum/smilies/wink.png
A co do dezorentacji Miiko i stosunku Liwii do wszystkiego... Cóż, po prostu troszkę odwracam te wszystkie opowieści, w których nieoznaczony obywatel/ka X wpada do czarodziejskiej krainy, robi wielkie oczy i ŁAAAAA... Tu jest zamiast ego "o ja %$#@#*&$! oni tu nadal używają transportu konnego, wiadomości ślą listonoszem, a gdy komuś uwali rękę to nie ma ręki! Już na zawsze! AAAA!!! Ja chcę do domu!!!". A po "drugiej stronie lustra" przeszczepy, wszczepy, podróże międzygalaktyczne, teleporty, syntetyczne zwierzęta, informacje, wielka Multisieć etc. I człowiek tak patrzy na te elfy, jednorożce i resztę hałastry i robi mu się ich niemal żal.

@Laique - współczucie należy się i Miiko, i Liwii. Obie będą miały z sobą ciężko. No i jak zwykle pięknie dziękuję

Antymagia. Rozdział 2 (cz 6)

       Nie mogę tu nikomu ufać.
       Hm… Pod tym względem, prawie jak w domu.
       - Dobrze, zatem przejdźmy do ciebie. – Miko spogląda na mnie znacząco. – Z tego, co zrozumiałam, jesteś kimś w rodzaju mechanika. Mieszkasz na Ziemi i zostałaś zaatakowana przez jakieś zwierzę, które zaatakowało cię, zapędzając do kręgu grzybów.
       Mechanika? Ja ci dam mechanika! Jestem wysokiej klasy elektronikiem i informatykiem Multisieci! Programuję, naprawiam, hakuję, potrafiłabym nawet skonstruować robota! Niezbyt skomplikowanego, ale jednak. Grr…
       Gdyby to było w moim świecie, nasłuchałabyś się. Normalnie cios w samo serce mojej dumy zawodowej.
       - Można tak powiedzieć. Wracałam od klienta, któremu naprawiałam pewien system. Że było to dość blisko, a Lidia, moja siostra, nie raz wytykała mi brak ruchu, poszłam na piechotę. I to był błąd. Niewykluczone, że największy w moim życiu.
       - Rozumiem…
       Uwierz mi, nie rozumiesz.
       - … W każdym razie na razie zarówno my jak i ty musimy zmierzyć się z tą sytuacją. Na razie zabierzemy cię na badanie w sali alchemii. Tam sprawdzimy czy jesteś stuprocentowym człowiekiem czy może mas w sobie krew jednego z nas. Potem, niezależnie od wyniku, zostaniesz zaprowadzona do naszej lekarki i dokładnie przebadana. Musimy sprawdzić w jakiej jesteś kondycji i czy nie zostałaś zainfekowana czymś paskudnym.
       - W sensie czy nie jestem chodzącą bronią biologiczną?
       - Tak.
       No tak, to by miało sens. Któraś z nieprzyjemnych organizacji zaraża mnie jakimś śmiercionośnym świństwem i zapędza tutaj. Faery padają jak muchy, Straż Eel upada, wokół chaos, a wtedy źli kolesie wchodzą i zaprowadzają swoje porządki. A ja? A ja pewnie kaput od bliżej nieokreślonej zarazy.
       Pozostaje mi mieć nadzieję, że badania wyjdą cacy…
       SZLAG! Muszę przed wizytą u pani doktór wyjąć klucz z gardła! Jak mnie z nim złapią to koniec! Umarł w butach jak to mówią.
       - Coś jeszcze? – pytam.
       - Nic szczególnego. Otrzymasz kwaterę i pakiet niezbędnej odzieży oraz kupony żywnościowe na najbliższy miesiąc Co dalej, przekażemy ci jutro, kiedy będziemy wiedzieć, kim dokładnie jesteś. Jakieś uwagi?
       - Setki, ale niestety żadna z nich nie wpłynie pozytywnie na moją sytuację.
       Lisica unosi brwi, patrzy na mnie przez chwilę, ale nic nie mówi. Zamiast tego rusza w stronę wyjścia, dając mi znak, żebym ruszyła za nią. Stojący przy drzwiach Leifan idzie razem  nami.
       Hmm, jest strasznie cichy. Jego kroki są niemal niesłyszalne, podobnie jak oddech. Można by pomyśleć, że to cień. Niezwykle symetryczny, dziewczęco delikatny cień o lekkim kroku i męskiej, umiarkowanie przystojnej aparycji.
Zerkam na niego znad ramienia, na co odpowiada miłym, stonowanym uśmiechem. Odpowiada o wiele za szybko, jakby z góry wiedział, że się odwrócę. To znajomość psychologii czy niezwykle wyczulone zmysły? A może jedno i drugie?
       Hm… Mogę mieć z nim problemy. Sprawia wrażenie milusiego ciamciaka, ale to tylko fasada za którą kryje się… W sumie to nie wiem. Na pewno inteligencja, podejrzewam też pokład znajomości natury ludzkiej i łopatę podejrzliwości. Do tego umiejętności wyciągania informacji agentów Bliźniaczego Przymierza. Pewnie jest jednym z tych, co to niby zaprzyjaźniają się z człowiekiem, a po dwóch dniach, wiedzą, o nim więcej niż on sam.
       Ech, jak nic mam paranoję. Ale dobra paranoja nie jest zła, a na pewno lepsza od nadmiaru zaufania.
       Laboratorium alchemii. Dobrze, to co teraz? Nie widzę tu niczego interesującego… No, chyba, żeby mordującego mnie wzrokiem, wyraźnie sfrustrowanego Ezraela za takiego uznać. Przyznaję, do tej pory w moim życiu wkurzonych, niebieskowłosych elfów nie było za wiele. Były za to inne, wkurzone istoty. Niektóre miały macki, inne wielkie zęby i wszystkie wyglądały ciekawiej od Ezraela. Niestety  to  tego typu „ciekawiej”, które sugeruje poważne obrażenia, ból i gwałtowny upływ krwi.
       Hm…  Cała, nieezraelowa  reszta wygląda mniej-więcej tak, jak ją zostawiłam. Nie licząc wypełnionej bliżej nieokreślonym czymś kolby. Czymś burym, zawiesistym i musującym jak oranżada. Pewnie nad tym pracował elf… Jeżeli każą mi to wypić, uciekam, choćbym musiała skakać przez okno. Nie mam zamiaru wprowadzać do swojego i tak parokrotnie modyfikowanego organizmu niczego, co wyglądem przypomina środek do udrażniania rur. Nie, nie i jeszcze raz nie.
       - Nie bój się, nie będziesz musiała tego pić – burczy Ezrael, łypiąc na mnie spode łba. – Chociaż tak byłoby zabawniej.
       Chwała Bogu, kimkolwiek ten nie jest… Swoją drogą, muszę pilnować swojego wyrazu twarzy, bo to jak szybko elf odgadł o czym myślę, jest ciut niepokojące. Co prawda każdy skrzywiłby się na widok czegoś takiego i pomyślał to samo, co ja, więc dobrze, że moja facjata postawiła na naturalność. Źle, że mózg tego nie nadzorował. Pamiętaj Liwio, jesteś tu między obcymi. Musisz kontrolować co i jak robisz. Musisz grać. Grać kogoś… Kogoś… Bystrego, ale nie sprytnego i dość otwartego. Kogoś budzącego zaufanie. Kogoś, kogo można polubić, kogo twarz pasuje do oblicza, które już im pokazałam.
       Pyskata, szczera, w miarę pewna siebie, ale nie chojraczka. Bystra, ale nie sprytna. Dam radę. Nie raz bardziej szalałam z aktorzeniem.
       - To co mam robić? – pytam Ezraela, a właściwie wszystkich zebranych. – Na czym polega ten wielki test?
       - Jak na mnie, prawdopodobieństwo, że ktoś taki jak ty jest faelien jest niższe od zera…
       Ktoś taki jak ja? Znaczy ktoś kto cię ograł z kuponów żywnościowych i wykiwał podobnie jak kilku twoich kolegów i koleżankę?
       - … A cały ten test to tylko marnotrawienie mojego cennego czasu. Jednak, skoro już musimy bawić się w tego typu bzdury… - Wzdycha teatralnie. Naprawdę wjechałam mu na samopoczucie. – Upuszczę trzy krople tej substancji na twoją dłoń. Jeżeli jesteś faelien to zajdzie reakcja między substancją, a twoją aurą. Poczujesz ciepło, a po chwili na twojej dłoni pojawi się płomień. Bez obawy, jest oparty na twojej aurze, więc się nie poparzysz. Przez chwilę popali się i zgaśnie. Dobrze, a teraz daj rękę.
       Wyciągam lewą dłoń – lepiej nie ryzykować utraty dominującej ręki – którą Ezrael nadspodziewanie mocno chwyta. Jeszcze nie boleśnie, ale prawie. Hm… Nigdy bym nie pomyślała, że te jego elfie paluszki mogą być tak silne.
Zaczyna kropić. Raz, dwa, trzy…
       - No i jak? Czujesz ciepło?
       - Nie…
       …czuję chłód. Dużo większy niż powinnam.
       - Ha! Wiedziałem! Nie ma możliwości, żeby jakaś kurduplowata Ziemianka…
       Chłód, który narasta.
- … Była faelien. A nie mówiłem, że to tylko…
       Chłód tak silny, że aż parzy!
-… Strata czaaaahhH!
       Z mojej dłoni strzela cienki, bardzo wysoki płomień, który delikatnie muska czubek nosa elfa parząc go i strasząc… Nie wiele bardziej niż mnie.
       - C-co to było? – pytam wytrzeszczającego na mnie oczy, trzymającego się za nos Ezraela. – Mówiłeś, że będę czuć ciepło!
       Rozglądam się. Wszyscy wyglądają na zdezorientowanych. Lisica nerwowo strzyże uszami, a brwi zdumionego Leifana podjechały aż do linii włosów. Nie wspominając o samym Ezraelu, który nieustannie obmacuje swój nos. Na jego czubku widać zaczerwienienie.
       - A nie czułaś? – pyta roztargniony.
       - Nie!
       - A czułaś cokolwiek? – pyta Miiko.
       - A czy byłabym tak zaskoczona, gdybym czuła?!
       Odpowiedź brzmi „tak”, ale Lisica tego nie wie. A ja czuję, że wspominanie jej o zimnie to BARDZO głupi pomysł. Tak głupi, że w razie jego realizacji powinnam dostać antynobla oraz parę statuetek za upośledzenie umysłowe.
       - Racja. – Miiko wzdycha i wbija spojrzenie w zajętego nosem Ezraela. – Jak myślisz, co to było?
       - N-nie wiem. Księgi nie opisują czegoś podobnego. Być może w jej przypadku krew faery jest bardzo rozrzedzona, stąd brak uczucia ciepła i krótka, ale gwałtowna reakcja. Jednak sądzę, że lepiej będzie zapytać szefa… Tak na wszelki wypadek.
       Super. Miałam dwie opcje: jestem stuprocentowym człowiekiem – dobrze, jestem faelien – źle, a trafiłam trzecią „jesteś cholera-wie-czym”. Ech…
       Kogo ja oszukuję. Z moim szczęściem uznają mnie za faelien i będę musiała przemierzać ten przeklęty świat w poszukiwaniu składników do portalu. I coś mnie zeżre. A przez to Liwia wpakuje się w kłopoty i zginie. Cholera…
Swoją drogą, o co chodzi z tym chłodem? Uczucie było… Jest niesamowite. Mam wrażenie, że jakby całą moją rękę jest zrobiono z lodu, chociaż gdy dotykam ją drugą, zdaje się mieć normalną temperaturę. Siarczysty mróz zdaje się ją palić, ale – paradoksalnie – to nic nie boli. Właściwie jest to nawet, w pewien bardzo pokrętny sposób, przyjemne.
       Powoli mija, zupełnie jakby ręka od środka tajała. Dziwne to-to. Dziwne i nieniepokojące. Mam wrażenie, że…
Nie wiem. Nie wiem jak to określić.
______________________________________
A tu bonusowo zrobiony na BARDZO szybko przykładowy mundur Straży (standardowy, lekki) na przykładzie Straży Obsydianu
Link do zewnętrznego obrazka

Offline

#43 14-07-2017 o 23h45

Młody rekrut
Nikhosia
...
Wiadomości: 24

Czytalam z otwartymi ustami. Swietne masz pomysly oraz sposob pisania. Czekam na wiecej /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#44 15-07-2017 o 00h32

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

E tam wstyd. A ile mi błędów nałapałaś? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Przy czym moje były gorsze, bo logiczne. A literówki były, są i będą, nie oszukujmy się. Więc nie ma się czego wstydzić /static/img/forum/smilies/big_smile.png
  „Miko spogląda na mnie znacząco” — tutaj to chyba ‘Miiko’, nie? /static/img/forum/smilies/wink.png
Mechanik XDDDDD No spoko, można i tak to nazwać.
„Hm… Mogę mieć z nim problemy. Sprawia wrażenie milusiego ciamciaka, ale to tylko fasada za którą kryje się… W sumie to nie wiem.” — No właśnie! Leiftan już tak ma, że on jest zbyt milutki, by mu ufać.
Hahaha, przypalony nos elfa — cudownie /static/img/forum/smilies/big_smile.png Ale tu mnie zaskoczyła: nie poczuła ognia, a… chłód? No, to nowość. Poczekaj… zapytać jakiego szefa? No, powiem ci, że się bardzo ładnie rozkręca! Po odcinkach, w których tłumaczone były oby światy, teraz zaczęło się dziać coś konkretnego! Jednak ja bym na miejscu Liwii wspomniała o chłodzie. Bo rzeczywiście cholera go tam wie, co to było. No ale Liwia to Liwia i wcale się nie dziwię, że chce się na razie użerać z tym sama. I że im nie ufa.
I ten kochany Ezarel <3 xd
Tyle ode mnie. Szkoda, że wpis taki krótki. A stroje są fantastyczne! Nie chciałabyś zrobić takich dla reszty Straży? ;> Okej, to czekam na kolejną część, życzę mnóstwa weny i pozdrawiam! c:

Offline

#45 19-07-2017 o 16h00

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

Nikhosia - dziękuję, mam nadzieję, ze kolejne części cię nie zawiodą.

Methrylis - odpowiedź/podpowiedź dlaczego Liwia mogła czuć chłód jest już w tekście, ale nie podana wprost. Znow czy to rozsądne z jest strony milczeć Hym, hym, hym. Z jednej strony nie, bo nie wiadomo - oficjalnie - co to było. Z drugiej strony Liwia żyła z tym już X czasu, więc jej to raczej nie zagraża, gorzej z Eldaranami, których ma w czekoladowej dziurce.

Antymagia. Rozdział 2 (cz 7)


       Ech… Miko i Ezrael wydają się bardzo podnieceni tym wszystkim. Razem udają się do szefa Straży Absyntu, aby przedyskutować sprawę, a Leifan zabiera mnie do gabinetu szpitalnego. Owym gabinetem kieruje młoda, piękna elfka. Piękna w przyjemnie nienarzucający się, dystyngowany sposób. Jej gęste, białe włosy, smukła sylwetka i długie nogi z miejsca przypominają mi o wszystkich moich kompleksach i niedoskonałościach. Wprawdzie wolałabym być brunetką, a nie siwką czy jak to tam nazwać, ale poza tym jest wzorem tego, jak chciałabym wyglądać.
       Co dziwne, gdy wchodzimy do jej gabinetu, to nie ja jestem pierwszą, na którą zwraca uwagę, tylko Leifan. Spogląda na niego, a jej śnieżnobiałe brwi podjeżdżają do góry.
       - Leifan… Coś się stało? Wyglądasz na zmartwionego.
       - Nic takiego. Po prostu próba naszej ziemskiej przyjaciółki potoczyła się w dość… Zaskakująco. – Kładzie mi dłoń na ramieniu i uśmiecha się delikatnie, jakby przepraszająco.
Spojrzenie lekarki wędruje do mnie.
       - Liwia, tak? Liwia E?
       - Zgadza się, to ja.
       - Jestem Ewelein, główna lekarka straży. Miło mi cię poznać… A tak właściwie to co się stało na próbie?
       Leifan wszystko jej tłumaczy. Swoją drogą ta jego zamyślona czy też zmartwiona mina okazała się doskonałym sposobem, żeby subtelnie, wręcz niezauważalnie podsunąć lekarce sugestie. Jakie sugestie? A takie, że prawdopodobnie jestem faelien. Prawdopodobnie, ale nie na pewno, bo mogę okazać się też cholera-wie-czym. Dlatego lepiej, aby badając mnie, zwracała uwagę na wszystkie dziwne rzeczy. Szukała ich. I o wszystkim w trymiga doniosła.
       Hm… Zrobił to przypadkowo czy specjalnie? Specjalnie. Moja paranoja nie dopuszcza innej możliwości. Panie Leifan, mam pana na oku.
       Liwia! Ty myśl lepiej jakby tu szybko pozbyć się klucza z gardła, bo elfowa panienka jak nic zajrzy ci do gardła, a wtedy będzie przypał! Bieżące sprawy na bieżąco, paranoja potem!
       - Liwio, wejdź proszę za parawan i rozbierz się – odzywa się Ewelein. Jak na zawołanie. –Zamienię parę słów z Leifanem i zaraz do ciebie przyjdę.
       Ha-ha! Z minutę, dwie sama ze sobą i problem klucza będzie nie były. Dzięki ci losie za ten jeden, maleńki ukłon w tym okropnym, porąbanym dniu. Dzięki, dzięki, dzięki.
       Ja siup z ubrań, klucz siup do buta i czekam. Po chwili, zgodnie z zapowiedzą, Ewelein wchodzi za parawan i… Tłumaczy, że miałam się rozebrać do naga, nie do bielizny. Yhhh… Naprawdę wolałabym nawiązywać nowe znajomości nie pokazując gołego zadka na dzień dobry, ale jak mus to mus. Ciekawe tylko, jak mnie będzie badać ta cała pani doktór? Pewnie jakimiś archaicznymi metodami typu wsadzanie patyków do gardła, świecenie po oczach, przykładanie tego, no… Sekstansu? Nie, nie tego. A! Stetoskopu!
       Zaraz, zaraz… Czy mnie pamięć nie myli czy w dawnych czasach mieli jakieś badania tylnich części ciała uwzględniające gumową rękawicę i wazelinę? Niech tylko spróbuje, to wieję stąd, choćbym miała wyskoczyć przez okno z gołym zadkiem! Nawet, jeżeli ten jednooki podrywacz dla ubogich będzie stał pod nim.
       Uf, wazeliny chyba nie będzie, ale jest dużo obmacywania, opukiwania, no i stetoskop. I oni to nazywają medycyną… Taka to medycyna, jak to szpital. Niby wszystko ładnie, jasne, biało-niebieskie, wszędzie parawaniki, wygodne leżanki i tak dalej, ale zero sprzętu, nie licząc poupychanych w gablotach „narzędzi tortur”. Parawany z jakiegoś materiału, który może się zabrudzić, na leżankach wypełnione czymś organicznym, w czym mogą rozwijać się mikroorganizmy materace, żadnej filtracji powietrza. Jedyne, co mają dobre, to oświetlenie. Chociaż słońce już zaszło, w gabinecie szpitalnym jest jasno jak w słoneczne popołudnie, a to dzięki dziwnym, emanującym złotawe światło kryształom. Zawieszone pod sufitem w srebrnych klatkach doskonale pełnią rolę lamp. Właściwie to są efektywniejsze nawet od sztucznego oświetlenia…
       - Ała!
       Ewelein znienacka chwyciła moją dłoń i nakłuła jeden z palców igłą.
       - Przepraszam, z doświadczenia wiem, że lepiej robić to niespodziewanie. Tak jest szybciej. – uśmiecha się przepraszająco, jednocześnie wyciskają parę kropel krwi do dwóch, wypełnionych przeźroczystymi cieczami fiolek. Płyn w jednej z nich zmienia barwę na złotą, a w drugiej na intensywnie różową.
Nie wiem, co to wszystko znaczy, ale w normalnych okolicznościach nasłuchałaby się za dźgnięcie mnie bez powodu. Nie, żebym miała zacząć rozpaczać z powodu małego ukłucia, ale nie znoszę, gdy ktoś coś robi ze mną bez mojej wiedzy.
       - Dobrze, teraz jeszcze tu napluj. – Podstawia mi zlewkę z jakimś, z lekka zielonkawym czymś.
Co robić? Pluję, a ślina w cieczy zabarwia się na krwistą czerwień, co wyraźnie raduje lekarkę. Łiii! Mamy czerwonego gluta! Sama radość.
       Ech, mój poziom wewnętrznej ironii zaczyna niebezpiecznie zwyżkować. Jawny znak, że mam już dość. Wszystkiego. Najbardziej tego dnia jako takiego. Niech się już skończy.
       - Wygląda na to, że jesteś całkowicie zdrowa. – Ewelein uśmiecha się do mnie ciepło. – Zrobiłam też dodatkowy test, uzupełniający ten Ezraela. Widzisz tę fiolkę ze złocistą cieczą?
       Kiwam głową. Trudno byłoby jej nie widzieć, skoro przed chwilą wkropiłaś do niej moją krew i stoi tuż przede mną.
       - Gdyby nie doszło do żadnej przemiany maany, znaczy, gdybyś była stuprocentowym człowiekiem, ciecz pozostałaby bezbarwna. Ta metoda nie jest tak skuteczna, jak test płomienia, ale skoro pojawiły się wątpliwości… No cóż, sądzę, że je rozwiała. Jesteś faelien.
       - Super, znaczy sama będę musiała biegać i szukać składników do portalu – mruczę, zaczynając się ubierać. Skoro testy skończone, to chyba mogę naciągnąć na tyłek majtasy, bo co jak co, ale zaczyna mi tu trochę podwiewać.
       - A może spróbujesz dać temu światu szansę? A nóż się zadomowisz.
       - Nie ma takiej opcji. Zostawiłam siostrę, która mnie potrzebuje.
       - Ach, rozumiem. Sama mam młodszą siostrę, Sailę. A twoja? Jak ma na imię?
       - Lidia i nie jest młodsza, a sześć lat starsza, ale nie do końca samodzielna. Miała wypadek, a teraz szok pourazowy i takie tam. Nie można zostawić jej na dłużej samą, bo narobi głupot.
       Nie do końca prawda, ale bardzo bliskie prawdy. Do tego robimy za otwartą, szczerą, zdobywamy sympatię i współczucie lekarki. Z miejsca przybiera minę, jakby chciała mnie przytulić, ale chyba jest na to zbyt dystyngowana.
       - Rozumiem… No cóż, to może chociaż dowiesz się z jakiego ludu pochodzisz.
       - Szczerze powiedziawszy, niewiele mnie to obchodzi. W mojej rodzinie od setek lat są sami ludzie, a przynajmniej osoby doskonale ludzi udające. Czuję się człowiekiem. To, kto dołożył się do mojego genotypu, jest naprawdę mało znaczące. Poza tym, nie mam bladego pojęcia JAK mogłabym dojść do swoich eldaryańskich korzeni. Nie mam żadnych wskazówek i poszlak. Żadnych znamion, żadnych, dziwnych przydatków, żadnych nadnaturalnych umiejętności. Jestem całkowicie przeciętna.
       Koniec przemowy i koniec ubierania. Spodnie z mnóstwem kieszeni, koszulka z logo ulubionego zespołu, moja ukochana, szara bluza i wysokie buty – wszystko na miejscu. Gdyby tylko ten klucz w bucie tak nie gniótł.
       - Według mnie twoje fioletowe oczy są całkiem niezłą poszlaką – lekarka nie ustępuje. – Z tego, co wiem, ten odcień praktycznie nie występuje wśród ludzi.
       - Przykro mi, ale to nie są moje oczy. Urodziłam się ze zwykłymi, szarymi.
       - Co? – Na twarzy Ewelein rozlewa się całkowite niezrozumienie i zaskoczenie.
       Ech… Nie mówcie mi, że po raz kolejny będę musiała to tłumaczyć.
       - Mając jedenaście lat przeszłam infekcję pożerającą zarazą. Choroba pochłonęła moje oczy i większość płuc, w zamian wszczepiono mi sztuczne… No może nie do końca sztuczne, ale wyhodowane poza ciałem, w laboratorium. Niestety w lecznicy zabrakło już naturalnych kolorów, no to z braku laku wzięłam fioletowe. Cały proces to tak zwane przeszczepy. Już rozmawiałam o tym z Ykhar i Kero, porobili notatki. Pewnie z chęcią ci je udostępnią, zresztą Miiko też wspominała, że chce do nich zajrzeć.
       - Niesamowite. Znaczy masz sztuczne oczy?
       - Oczy i płuca.
       Jedne i drugie androbiotyczne, lepsze od oryginałów. Oczęta z większą ilością komórek światłoczułych i elastyczniejszą tęczówką, dzięki czemu doskonale widzę w mroku i rozpoznaję więcej kolorów. Płuca większe, wydolniejsze, zaopatrzone w podstawowy filtr powietrza, dzięki któremu jestem odporna na większość zanieczyszczeń wziewnych. Jednak to moja mała tajemnica i nic ci do tego. W końcu nie pokazuje się wszystkich, swoich kart, prawda?
       - Może to jest powodem dla którego nastąpiły zaburzenia przy próbie płomienia… Swoją drogą ludzie naprawdę potrafią coś takiego?
       - To i wiele więcej. Nawet sobie nie wyobrażasz.
       - Chyba naprawdę będę musiała zerknąć do notatek Kero. Dobrze, Leifan czeka na ciebie za drzwiami. Zaprowadzi cię do twojego pokoju, a ja przekażę Miiko twoje wyniki.
       Tak… Leifan czekał, a pewnie też podsłuchiwał. A teraz funduje mi szybką wycieczkę do pokoju, połączoną z podnoszącą na duchu pogadanką. Muszę mu to przyznać – jest na swój sposób uroczy, rozmowa z nim odpręża, uspokaja, no i z miejsca wzbudza zaufanie. Gdyby przeciętnemu przechodniowi po pięciu minutach rozmowy z grupą nieznajomych, kazano wskazać osobę, której powierzyłby swój portfel, byłby to Leifan. Problem w tym, że ja nie ufam nikomu… Szczególnie osobom mającym wręcz nienaturalną tendencję do budzenia  zaufania.
       W końcu zostaję doholowana do swojego nowego lokum. Szarawe, rozpaczliwie domagające się malowania ściany, obdrapane łóżko, niedomykająca się, stara szafa, stolik nocny, zaściełana wytartym dywanem podłoga. No i mikry metraż. Królewski apartament to nie jest, ale i tak lepsze to-to niż loch. Jest materac, są kołderka i poduchy, a to najważniejsze.
       No i nade wszystko jest mój plecak. Mój ukochany wodoszczelny, superodporny plecaczek, zawierający moje ukochane, elektroniczne zabaweczki, całkowicie bezużyteczne w tym popapranym świecie. To dobijające… U siebie, nawet gdyby porwano mnie na drugi koniec galaktyki, dzięki nim wróciłabym do domu w przeciągu dwóch tygodni. Tygodnia przy dobrych wiatrach, czterech przy złych. A tu… Szkoda gadać.
       - Przepraszam za wystrój, ale nie spodziewaliśmy się odwiedzin kogoś takiego jak ty… - Leifan uśmiecha się przepraszająco. – Po ostatnich wydarzeniach mamy braki w Straży i nie starcza nam czasu na odnawianie pokoi. W lepszym stanie są tylko pokoje dla wysoko postawionych gości oraz potencjalnych strażników… Już wyszkolonych, doświadczonych ludzi, którzy chcieliby przystąpić do straży. Cały czas prowadzimy rekrutację, niestety nie ma wielu chętnych, dlatego staramy się przyciągnąć ich czym się da.
       - Naprawdę spadł na was nawał pracy, skoro tak podchodzicie do rzeczy.
       - Nie tylko o to chodzi – uśmiecha się smutno, a ten smutny uśmiech zdaje się otwierać sobie drwi bezpośrednio do pokładów instynktu opiekuńczego rozmówcy. – Kiedy doszło do rozbicia kryształu, straciliśmy wielu ludzi. Zginęła prawie jedna trzecia strażników. Ci, którzy przyszli na ich miejsce, to głównie życiowi rozbitkowie, ofiary destabilizacji, szukające swojego miejsca w życiu.
       No cóż, przykro mi. Tylko tyle mogłabym powiedzieć, chociaż szczerze powiedziawszy, nie wiele mnie obchodzi, co tu się stało. Nie mój świat, nie mój cyrk, nie moja małpa, nie mój problem. Ja jestem tu tylko przejazdem. Nie mam zamiaru nawiązywać przyjaźni ani bić się w cudzej sprawie.
No ale smutną minkę muszę zrobić, co jest dość łatwe biorąc pod uwagę moc rozbudzania empatii Leifana. Coś tam mamroczę, że to musiało być straszne, on coś tam mamrocze, że tak i takie tam. Zakrawa to niemal na jeden z tych pseudoromantycznych momentów w tanich romansidłach fantasy. Aż dziw, że koleś w to brnie i wierzy tym moim psim oczom… Zapewne teraz zamarłym w niezwykle smutnym wyrazie ala „mops, któremu zabrano psie ciasteczko”.
       W końcu pan Empatia idzie sobie, wcześnie informując, że od siódmej podają kolację i pytając czy znajdę stołówkę. HA! Powrót do stołówki to żaden problem, gorzej z tym, że nie mam zegarka. Jednak nie napomykam o tym, bo niczego tak bardzo nie chcę, jak tego, żeby sobie poszedł. Potrzebuję chwili samotności, żeby sobie to wszystko poukładać. Długiej chwili samotności, najlepiej tygodnia.
       Szkoda, że nie zażywam żadnych podkręcaczy nastroju, wtedy mogłabym sobie wmawiać, że to wszystko, to narkotykowe zwidy, bad trip. Niestety nie ma tak dobrze. W dodatku wiem, że nie jestem aż tak psychiczna, żeby mieś tego typu omamy. Paranoja, nerwica, gonitwy myśli, pesymizm i stany depresyjne – owszem. Schizofrenia – przykro mi, ale nie. Jestem wręcz do bólu przyziemna i praktyczna.
       Siadam na łóżku, a materac obejmuje mój zadek, oznajmiając, że jest bardzo miękkim i zapraszając do ucięcia sobie drzemki. Jestem cholernie zmęczona, ale czuję, że mimo tych przymilnych zaproszeń łóżeczka, nie prędko usnę. Stojący na skraju chaosu fantastyczny świat, Straż Eel, tajemniczy pan Zbroja z lochu, portale no i czekająca na mnie Lidia. Za dużo tego. Za dużo tego, żeby od tak przyjąć, przełknąć i przetrawić. W dodatku cała ta sytuacja… Prawda wygląda tak, że nie wiele mogę. Nie jestem w stanie zmusić strażników, żeby odesłali mnie na Ziemię, nie mam jak powiadomić Lidii, a ucieczka w siną dal, to niemal pewna śmierć. Jedyne, co mi pozostaje, to zdać się na łaskę Lisicy, mieć uszy i oczy otwarte, a nade wszystko czekać.
Jak ja nienawidzę bezsilności…
       Sięgam po plecak i zaglądam do środka. Komunikator, komórka, notes żelowy, karta identyfikacyjna, przejściówki, ładowarki, monitor wirtualny. Jest wszystko poza paralizatorem i batonikami. Chyba te racjonowanie żywności i misje rewitalizacyjne naprawdę wzięli sobie do serca… Ewentualnie plecak dorwał jakiś łakomczuch.
       Biorę w dłoń komunikator i uaktywniam go, chociaż właściwie nie wiem po co. Chyba tylko po to, żeby chwilę pochlipać do tytatronicznego ekranu z żalu nad utraconymi domem, siostrą i świętym spokojem. No i elektroniką, bez której czuje się jak bez ręki. Ech…
       Zaraz, zaraz! Co to? Czy mi się to śni, czy ja mam zasięg? Tak, przynajmniej tak twierdzi komunikator. Zielona ikona połyskuje jak klejnot. Przecież to niemożliwe! Przecież jestem w innym świecie!
       Podłączam do komputera wirtualny monitor i uruchamiam go. Nie, komputer w żaden sposób nie łączy się ze siecią, ale komunikator… Komunikator jak najbardziej.
Otwieram Multisieciową przeglądarkę i wpisuję pierwsze-lepsze hasło. Odpala. Wyświetla się. Jakim cudem?!
       Protokoły pustki… Połączenie komunikatora jest oparte na protokołach pustki. Nowa technologia, której autorzy sami nie wiedzą do końca, jak działa. Zawsze i wszędzie zasięg, bez względu na okoliczności i na odległość.
       No to pojechali po całości. Zasięg międzywymiarowy. Czym do cholery jest ta pustka? Czy raczej z angielska voidmatter? Czytałam jakiś czas temu o tym niej artykuł, ale nie było w nim żadnych konkretów…
       Zresztą nieważne. Ważne, że mogę skontaktować się z Lidią. Znaczy chyba mogę. Boże spraw, żebym mogła.
Podchodzę na palcach do drzwi i zerkając przez dziurkę od klucza sprawdzam czy nikt nie podsłuchuje. Nikogo. Wracam, chwytam za komunikator, wybieram „Lidia” z listy kontaktów oraz opcję „visual”, jednocześnie przyciszając dźwięk. Lepiej, żeby nikt nie usłyszał, że gadam do siebie. Po chwili na ekranie wyświetlacza pojawia się pełna niepokoju i nieco zagniewana twarz Lidii.
       - Liwia? Gdzie jesteś do cholery? Zniknęłaś bez śladu! Myślałam, że zwariuję z niepokoju! Czy masz pojęcie jak…
       Boże przenajświętszy, wyższa instancjo, wielki palcu na niebie – kimkolwiek jesteś, dziękuję. Dziękuję. Teraz może jakoś to wszystko ogarnę.
_________________________________________________________

Jako, że w wersji oryginalnej chłopaki, szczególnie Nevra i Ezrael, maja identyczne twarze (różnią się tylko fryzurami i odrobinę kształtem oczu) postanowiłam się pobawić. a że nie umiem rysować wyszło jak wyszło ;]
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka

Offline

#46 19-07-2017 o 18h44

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Juz dawno oczekuje odcinkow Twego opowiadania jak tych z  Gry o Tron!

Pomysly masz wspaniale, zwlaszcza przeszczepy wprawily mnie w oslupienie.

Odsuwam sie na bok i czekam na jeszcze :>

Offline

#47 19-07-2017 o 21h12

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

No, całe szczęście, że Liwia ma Leifa na oku, bo jemu naprawdę nie można ufać! Cóż, jeszcze nie jestem tego do końca pewna, ale gość zachowuje się co najmniej podejrzanie.
„Z minutę, dwie sama ze sobą i problem klucza będzie nie były.”  — będzie… jaki? Trochę się zgubiłam.
„Nawet, jeżeli ten jednooki podrywacz dla ubogich będzie stał pod nim.” — piękne <3 xD
„Niby wszystko ładnie, jasne, biało-niebieskie[…]” — tu by mi bardziej pasowało „ładne”, coby pasowało do reszty.
„A nóż się zadomowisz.”  — taka ciekawostka: w tym przypadku powinnaś napisać „a nuż”. Wygląda jak błąd ortograficzny, ale nim nie jest /static/img/forum/smilies/big_smile.png Bo nóż z „ó” to przedmiot do krojenia, ale jak korzystamy z powiedzenia, to mamy już zupełnie inny „nuż”. Nienormalne, nie? Nawet sprawdź w wordzie — nie podkreśli ci tego słowa jako błąd.
Jeju, ja naprawdę uwielbiam Liwię /static/img/forum/smilies/big_smile.png Normalnie każda bohatera byłaby dumna, zachwycona albo przerażona tym, że jest jakimś faery. A ona ma to zwyczajnie gdzieś XD Serio ją uwielbiam.
Ty się serio tak znasz na biologii i chemii, czy większość wymyślasz? Tak z ciekawości pytam /static/img/forum/smilies/wink.png
Tia, cholerny Leif na bank podsłuchiwał.
„Szczególnie osobom mającym wręcz nienaturalną tendencję do budzenia  zaufania” — fantastyczne! Kolejny powód, by uwielbiać Liwię.
„nie wiele mnie obchodzi,” — ‘niewiele’ c:
„Pan Empatia” <3
„nie prędko usnę.” — ‘nieprędko’
„Prawda wygląda tak, że nie wiele mogę.” — ‘niewiele’.
WOW! NAPRAWDĘ MA ZASIĘG?! No tego bym się w życiu nie spodziewała. I skontaktowała się z siostrą! Hm, gdyby Liwia pochodziła ze współczesnego świata, to zapytałabym — no i co z tego? Ale z tak zaawansowaną technologią to diabeł jeden wie, co można zrobić, by jakkolwiek pomóc Liwii. Robi się coraz ciekawiej! Czekam więc na więcej i pozdrawiam! c:

Offline

#48 25-07-2017 o 15h05

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 323

Laique - dziękuję ślicznie i cieszę się bardzo. A co przeszczepów i nie tylko, to jeszcze będzie o nich mowa (i nie tylko) parokrotnie /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Methrylis - coś co będzie nie byłe, to coś, co przestanie istnieć. Wyrażenie używane, ale rzadkie i niezbyt literackie, jednak ze względu na typ narracji względnie naturalne /static/img/forum/smilies/wink.pngZ "nożami i nużami" mam problem odkąd zaczęłam nadużywać powiedzonka a "nóż-widelec" zamiast "nuż". Postaram się uważać. Co do reszty to niestety kłopoty z odróżnianiem przysłówków odprzymiotnikowych od reszty.
I Liwia nie ma gdzieś, że jest faelien, jej to przeszkadza.Bbo gdyby była ludziem to straż musiałaby ją odesłać, a tak będzie musiała biegać i szukać sama. Zresztą jej test poszedł dość dziwie, więc jak to Liwia ma wątpliwości do tego całego faelienostwa. A co do biologii i chemii to pokrewne moim studiom, z tym, że tu zwykle korzystam z wiedzy z filmów Sience-Fiction etc. Ale coś-tam wiem /static/img/forum/smilies/wink.png

Antymagia. Rozdział 3 (cz 1)


      Przekonanie Lidii, że trafiłam do świata fantasy nie było łatwe, ale łatwiejsze niż mogłoby się wydawać. Dlaczego? Bo mi ufa. Bo wie, że nigdy nie zdradziłabym jej ani nie zostawiła. Jednak, żeby w pełni dała mi wiarę, konieczna była szybka wycieczka. Wsadziłam komunikator do kieszeni bluzy, tak, aby był niewidoczny, ale kamera pozostawała odsłonięta i przespacerowałam się do stołówki. Tam wysączyłam w kącie podobny do kakao napój, a potem zrobiłam błyskawiczną rundkę po bibliotece. Prawdziwej, papierowej bibliotece, pełnej zwojów i drogich tomiszczy, które w naszym świecie stanowiłyby niemałą fortunę.
      Po zobaczeniu takiej ilości ksiąg poza Biblioteką Generalicji Lidia uwierzyła mi bez najmniejszego oporu.
      Zapewniłam ją, że jestem bezpieczna – przynajmniej tymczasowo – i nie musi się o mnie martwić, bo jakoś dam sobie radę. Nie wyglądała na przekonaną, ale obiecała nie robić głupot, chociaż mam przeczucie, że i tak będzie biegać po okolicy i szukać grzybowych kręgów, żeby dostać się tutaj. W każdym razie ustaliłyśmy jako-taki plan działania. Lidia ma mówić wszystkim, że musiałam nagle wyjechać, bo nasza babcia nieoczekiwanie zachorowała i doglądać gospodarstwa tak jak dotąd. Objaśniłam dokładnie, jakie sprawy typu rachunki, zamówienia i tak dalej musi załatwić w najbliższym czasie, jak to zrobić, a w razie trudności poleciłam poprosić o pomoc Mariusa. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że da sobie radę i wszystko jakoś się ułoży.
      Naprawdę ten komunikator to prawdziwy dar z nieba. Kupiłam go rok temu, rozglądając się za czymś trwałym i niezawodnym. Przyznam, że szukałam jakiejś standardowej technologii, uważając urządzenia oparte na protokołach pustki za niesprawdzony eksperyment. To, co mnie przekonało do tego komunikatora, to jego wytrzymałość. Jest niemal niezniszczalny. Można nim cisnąć o ścianę, można po nim skakać i nic. Wodoszczelny, odporny na temperatury od minus dwudziestu do plus pięćdziesięciu stopni. Pyły i piasek mu nie szkodzą, a zarysować ekran można tylko diamentowym ostrzem. Oczywiście kosztował niemało, ale ze względu na różne kontrowersje wokół voidmatter i tak o wiele mniej niż jego klasyczny odpowiednik.
      Voidmatter. Pustka czy jak czasem to tłumaczą istota pustki. Niewiadomo co wypełniające cały wszechświat i wszystko poza nim. Z tego, co pamiętam, to nikt tak naprawdę nie wie, co to takiego, bo to ani cząsteczka, ani fala, ani energia, ani materia, ani antymateria. Jedno wielkie „ani”. Prawdziwa zagadka. Tak, jak moje śniadanie.
      Pojęcia nie mam, co to ma być. Ni to owsianka, ni to kaszka, ni to okropna jajecznica do której ktoś dosypał otrębów. W każdym razie wygląda na coś pożywnego, więc jem. Zresztą nie smakuje aż tak źle, zdarzało się jeść gorsze rzeczy. Co prawda większość z nich się ruszała, ale co tam. Mam pyszny soczek z Bóg-wie-czego, którym zapijam paciaję.
      Teoretycznie zamawiając śniadanie mogłam użyć kuponów żywnościowych od Ezraela i jego kolegi albo tych, które przyniósł mi rano jakiś ogoniasty dzieciak, ale to zbyt dobra waluta. Coś czuję, że dzięki nim w obrębie Kwatery Głównej można załatwić wiele spraw. W prawdzie kucharz uświadomił mi, że wymiana ich na pieniądze jest zakazana, tak jak odsprzedawanie żywności poza KG, ale to nie problem. Bardziej opłacalna jest wymiana za przysługi, ewentualnie za fanty.
      Szkoda tylko, że nadal nie wiem, co dalej. Dostałam lokum, dostałam kupony żywieniowe i nic po za tym. Ustalili już czym jestem? Co mam niby tu robić? O co dokładnie chodzi z tymi portalami i jakich składników do nich potrzebuję? Cicho, bez echa. Jedyna dobra rzecz, to ta, że w szafie znalazłam parę kompletów prostych, ale czystych i co najważniejsze pasujących ubrań.  No, właściwie ubrania mam z „niebrudzącej się” tkaniny, wiec nawet po tygodniu używania są świeże i tak dalej, ale za nową bieliznę to jestem wdzięczna. Chodzić trzeci dzień w tych samych majtkach byłoby przegięciem.
      Żeby nie wychodzić na żula i nieco wtopić się w tło, ubrałam nowe ciuchy, chociaż naprawdę wolałabym swoje. Długa do pół uda, zielona tunika i czarne, przypominające legginsy spodnie o sznurowanym rozporku – prawdziwe przekleństwo w razie obstrukcji – wyglądają całkiem nieźle, nie krępują ruchów, ale mają jedną, dużą wadę. Drapią. Spodnie jeszcze są do zniesienia, ale tunika… Zupełnie jakby ktoś ją splótł z organicznej, owczej wełny. Pewnie da się do tego przyzwyczaić, ale póki co, to szlak jasny ma mnie trafić. W dodatku wtopienie się w tło niezbyt wyszło. Wszyscy w stołówce zerkają na mnie z ukosa i żywiołowo szepczą. Jestem obiektem setek domysłów, dziesiątek plotek i Bóg wie czego. Jak szkolna królowa w dzień po zerwaniu z chłopakiem.
      W sumie trudno się dziwić. Wpadłam tutaj „znikąd”, zwiałam z lochu, bezczelnie wykiwałam tych trzech chłoptasiów, namieszałam z tym ich całym testem na faelien i… Coś jeszcze? A no tak. Mogli się dowiedzieć, co opowiadałam Ykhar o swoim świecie, podboju kosmosu, transplantacjach i tak dalej. Jestem kimś pomiędzy słynnym przestępcą, a gwiazdą rocka. Ciekawe kim ba…
      - Cześć!
      Gdyby głos mógłby być brokatem, ten byłby nim.
Zerkam do góry i widzę znajomą, pełną buźkę, okrągłe, nieco rybie oczy i burzę białych włosów. Widzę z trudem, bo widok od doły przesłania mi wielki biust, ale widzę. Alajea.
      - No cześć…
      - Aleś odwaliła numer wczoraj! – szczebioce wesoło, zajmując miejsce przy moim stoliku. Wygląda na to, że właśnie zaliczyła mnie do grona swoich koleżaneczek i nie mam nic do gadania. – To było normalnie niesamowite! Wszyscy o tobie mówią, jesteś numerem jeden ploteczek. Nie dość, że człowiek, no prawie stuprocentowy człowiek, to jeszcze tak nam zagrałaś na nosie. Połowie Straży zaimponowałaś, a drugiej połowie potężnie weszłaś na samoocenę.
      - No jakoś się tak złożyło. Generalnie wpadania tutaj nie miałam w planach, więc wiesz… Improwizowałam.
      - I to bardzo dobrze! Ktoś taki jak ty przyda się nam w Straży.
      Zaraz, zaraz… Że co? W Straży?
      - Ale o co chodzi? Jak to…?
      - No bo moja przyjaciółka Karenn podsłuchała rozmowę Miiko i szefów Straży. Stwierdzili, że jesteś faelien, a w dodatku możesz być użyteczna. Dlatego chcą cię tak-jakby włączyć do Straży, żebyś nam pomagała, póki nie zbierzesz składników do portalu i nie wrócisz do siebie. Kero niedługo powinien zacząć cię szukać, żeby spróbować przydzielić ci jakąś konkretną Straż. Teraz pewnie wymyśla jakieś testy, które mogłyby sprawdzić, gdzie najlepiej się nadajesz. Nic mądrego z tego nie wyjdzie, bo w końcu nie jesteś stąd, więc to takie trochę głupie, ale mówi się trudno. Aha! I udawaj zaskoczoną, jak go zobaczysz, żeby nie było, że się  wygadałam.
      - Dobrze…
      Alajea sprawia wrażenie nierozgarniętej, uroczej papli, ale trudno mi stwierdzić na ile to jedynie wrażenie, a na ile prawda. Zasada „nie ufaj nikomu” nadal obowiązuje, ale trudno zaprzeczyć, że rybeńka naprawdę przydała się. Gdyby nie ona, kto wie, jak długo trwałabym w zawieszeniu, nie wiedząc, co dalej.
      - Aha! I jeszcze jedno – nachyla się ku mnie, zniżając głos do ledwo słyszalnego szeptu. – Podobno chłopaki, znaczy Ezrael, Nevra i Valkyon mają się tobą opiekować. To tak trochę za karę, za to, że tak bardzo dali ci się wykołować, ale jeszcze o tym nie wiedzą, więc też udawaj zdziwioną.
      - Ale przecież ty i Drek też zostaliście wykiwani… Nie, żebym wypominała czy coś. Nie oberwie się wam?
      - My jesteśmy stosunkowo nowi i nie jesteśmy prefektami, więc nie – puszcza do mnie oko. – Nisk status czasami się przydaje. Ech… – powraca do swojej zwykłej głośności, przekraczającej trochę normę. – Karen strasznie chciała cię poznać, ale niestety dali jej karny dyżur w pralni.
      - Przyłapali ją na szpiegowaniu? – zgaduję.
      - No… Jamon ją wyczuł i wpadła. Ma świetny węch, lepszy nawet od wilkołaków i wampirów.
No tak, nochal to ma pokaźny, więc w sumie zgadzałoby się. Swoją drogą przydatna informacja – w razie kłopotów z wampirami, wilkołakami i rasą Yamona uważać na wiatr i w miarę możliwości maskować swój zapach. No i kitsune też, w końcu Miiko wywęszyła ode mnie mydło. Ech, dobrze, że zdarzyło mi się uciekać  przed skobboldami – teraz mam obcykane zacieranie śladów. Swoja drogą…
      - Jesteś syreną, prawda? – pytam.
      - Tak – Alajea promienieje. – Ale nie bardzo lubię wodę. Taki mój bzik. Dlatego noszę przy sobie ten eliksir. Klepie przywieszoną do skórzanego paska manierkę. – Potrafię i bez niego utrzymać dwunożną postać, ale tylko prze dwa, trzy dni. Dzięki niemu w ogóle nie muszę się martwić swoim ogonem.
      - Syrena, która nie lubi wody… – No czego to ludzie nie wymyślą. Jednak to, że jej nie lubi, nie znaczy, że sobie z nią nie radzi. Gdyby zaszła konieczność ucieczki, to lepiej odpuścić sobie drogę morską… Przynajmniej póki  Alajea będzie w pobliżu. – A Jamo to…?
      - Ogr. – Uśmiecha się szeroko. – On też jest dziwakiem             – nie je mięsa. Ogr wegetarianin, jedyny taki w okolicy.
      - Hm… Jakoś nie jestem zdziwiona. Chociaż zaliczyłam z jego strony głównie poszturchiwania, a nawet niesienie pod pachą, wydaje mi się łagodny, a nawet sympatyczny. Nie mam pojęcia czemu, ale jakoś nie wyczuwam od niego złowrogiej aury
      - Bo jest, chociaż czasem miewa problemy z wyczuciem swojej siły. Raz na treningu trochę uszkodził Kero i teraz nie rozmawiają. Generalnie jest w porządku, chyba najbardziej w porządku z całej lśniącej straży, no może za wyjątkiem Leifana. Niby twardy, niby pilnujący, ale zawsze można na niego liczyć i nigdy nie osądza nikogo z góry.
      Kończy swoją owsiano-niewiadomoco i bacznie mi się przygląda, a konkretniej rzecz biorąc moim ciuchom. Co więcej przyglądając mi się, coraz szerzej się uśmiecha. Oczy zaczynają jej błyszczeć. Czyżby znak, że powinnam uciekać?
      - Dali ci tą drapiącą tunikę, co? Okropne są. Chociaż muszę przyznać, że całkiem uroczo w niej wyglądasz, lepiej niż w tych dziwnych łachach z wczoraj, a zielony ładnie podkreśla ci oczy…
      Osobiście preferuję szary, brązowy i khaki. Z natury wolę kolory, w których łatwo można wtopić się w otoczenie, a butelkowa zieleń jest zbyt rzucająca się w oczy. No chyba, że biega się po lesie. No i nade wszystko proszę nie obrażać moich łaszków. One nie do wyglądania, tylko od bycia praktycznymi, wygodnymi i nierzucającymi się w oczy.
      -… Może dałoby radę coś ci dobrać z moich starych ubrań. Pewnie po wyborze straży dadzą ci mundury, ale i tak musisz mieć coś do chodzenia poza służbą. Chodź! Zrobimy mały przegląd.
      Próbuję protestować. Naprawdę próbuję, ale Alajea jest jedną z tych osób, które jak już wpadną na jakiś pomysł, to do wypadnięcia potrzebują pomocy chirurga. Na nic argumentacja, że nie dojadłam śniadania, którego zimna resztka złowieszczo zalega w misce i grozi. Na nic subtelne sugestie, że pewnie, jako strażniczka ma dużo zajęć (jak na złość trafiłam na jej dzień wolny). Nie wiedzieć jak, nie wiedzieć kiedy, zostaję zawleczona do jej pokoju i rozebrana.
      Powinna pisać poradniki dla cienkich podrywaczy „jak zaciągnąć dziewczynę do sypialni i pozbawić ubrania w pięć minut” albo „podryw na stylistę”. Heh. Pewnie pierwszym kupującym byłby Nevra.

Offline

#49 25-07-2017 o 16h13

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 083

No no, tak komunikator to faktycznie skarb! Zwłaszcza że ma zasięg nawet z Eldaryi /static/img/forum/smilies/wink.png Nie no, a jak Lidia wpadnie w grzybowy krąg, to faktycznie nijak siostrze nie pomoże.
To porównanie zagadki wszechświata do zagadki śniadania — przepickie xD
„W prawdzie kucharz” — „wprawdzie”. Naprawdę warto zapamiętać.
„że rybeńka naprawdę przydała się.” — generalnie nie powinno się kończyć zdania na „się”, bo raczej mało estetycznie to wygląda, ale to drobnostka.
Opiekowanie się człowiekiem za karę? No doskonałe xD
„wilkołakami i rasą Yamona” — Jamona /static/img/forum/smilies/big_smile.png A gdzieś tam wcześniej napisałaś Karen zamiast Karenn.
Przepraszam, że się tak czepiam :< Domyślam się, że moje komentarze w ogóle nie sprawiają ci przyjemności, choć teoretycznie taka powinna być ich rola. Ale piszesz na tyle dobrze, że lepiej zwrócić uwagę na ten czy inny błąd, by być jeszcze lepszym. Poza tym ktoś nawet u mnie napisał (i kto wie, czy to nie ty), że im lepszy tekst, tym trudniej toleruje się błędy /static/img/forum/smilies/wink.png Więc: „Dlatego noszę przy sobie ten eliksir. Klepie przywieszoną[…] — tu brakło ci myślnika oddzielającego dialog od opisu.
Uwielbiam Alajeę, czy to w grach, czy to w opowiadaniach. To taka urocza pepla, która przyczepi się do każdego i zacznie pomagać. Cóż, przydzielenie Liwii do straży było kwestią czasu — jestem piekielnie ciekawa, do której trafi, bo moim zdaniem ma cechy wszystkich trzech. I jestem ciekawa tego pilnowania chłopaków /static/img/forum/smilies/wink.png Hmmm… na razie jest w sumie dość spokojnie. Wszystko skupia się na Liwii, brak wybuchów i pościgów. Ciekawam, kiedy nastąpią, choć w sumie co to za różnica, bo w dalszym ciągu jest ciekawie c: Raz jeszcze przepraszam za moje czepialstwo, czekam na kolejną część i pozdrawiam! c:

Offline

#50 25-07-2017 o 22h59

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 685

Ludzi trafia szlaG, nie szlak /static/img/forum/smilies/wink.png
A co do opowiadania to jestem zachwycona jak płynnie przechodzisz do kolejnych tematów. Przejście od galaktyki do śniadania - złoto
I mam wrażenie że Liwia nawet lubi Alajeę, co jest miłym odstępstwem od tego hejtu na nią xd
Czekam na dalsze rozdziały. Może jeszcze kiedyś się odezwę /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez Fujimen (25-07-2017 o 22h59)


⮚tumblr⮘
https://i.imgur.com/Wm8BdJN.jpg https://i.imgur.com/gspDoQC.jpg
take a freek'n sip babes...

Offline

Strony : 1 2 3 4 ... 12