Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5 ... 12

#51 31-07-2017 o 21h29

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Methrylis - Nie mam nic co do twojego czepialstwa i staram się zwracać uwag na twoje uwagi /static/img/forum/smilies/wink.png Rzecz w tym, że piszę ze sporym wyprzedzeniem, całościowo, nieodcinkowo, więc mam przy sprawdzaniu tekstu spore trudności z wyłapaniem błędów (i podzieleniem go na odcinki do wpisów). No i zawsze czuję sie w obowiazku trochę pousprawiedliwiać, bo część błędów to wstyd u tak starej baby jaką jestem
       Co do wybuchów i pościgów to będą, ale nie prędko. Będzie tez sporo kombinowania jak poprowadzić tekst, żeby mi go nie zbanowali (ale chyba się uda). Na razie jest Alajea xD

@Fujimen
- co do szlagu masz 100% rację w tej sytuacji, ale szlak też może człowieka trafić. Wie każdy, kogo przespacerowali po górach /static/img/forum/smilies/big_smile.png Co do Alajei to tak, Liwia lubi ją. Problem w tym, że z jej lubienia czasem niewiele wynika, ale to potem. W każdym syrenka nie bedzie ośrodkiem hejtu w tym opku.
       
       
       

Antymagia. Rozdział 3 (cz 2)


       Stoję w samej bieliźnie, nie licząc grzejących kostki spodni, a Alajea targa spod łóżka jakiś tajemniczy wór.
       - Ostatnio robiłam przegląd szafy, to rzeczy, które zamierzałam oddać lub wymienić – wyjaśnia.
       Przegląd szafy? Pokój wygląda, jakby szafa w nim eksplodowała! Wszędzie wokół leżą łaszki, fatałaszki, sukienki, bluzeczki, a nawet bielizna niepierwszej świeżości. Pod sufitem, tuż nade mną, z lampy zwisają solidne majtasy grożąc atakiem z góry.  Sam pokój wydaje się ładny, aczkolwiek trudno coś stwierdzić z całą pewnością przez ten bałagan. Na pewno jest lepiej wyposażony niż mój. Zielono-niebieskie ściany, miękkie meble, dużo obwieszonych porzuconą odzieżą, dziewczęcych bibelotów, miękki dywanik, zarzucona miliardem buteleczek toaletka najwyraźniej pełniąca również rolę biurka.
       Alajea rzuca na pobliskie krzesło stos fatałaszków leżących na rozkopanym łóżku i wysypuje na nie zawartość wora. Najwyraźniej bałagan nie przeszkadza jej w niczym. Zapraszaniu gości, robieniu pokazów mody, codziennym życiu. No cóż… Jest jeden plus – mimo potwornego nieporządku syrence udaje się zachować jako-taką czystość. Raczej nie dostanę tu tężca ani nic spod zwałów ubrań mnie nie zaatakuje.
       Swoją drogą to dziwne. Ten świat to takie mniej-więcej średniowiecze, a o ile wiem w tamtych czasach ludzie nie mieli zbyt wielu ubrań. Ręczne, długotrwałe szycie,  wysokie ceny odzieży i tak dalej. Dwie pary butów na osobę, ewentualnie jakieś rzemienne sandały do tego, to wszystko. Dwie-trzy koszule, dwie pary spodni, kurta. Czy jakoś tak.
Zamierzchłe, prymitywne czasy.
       Szybkość z jaką Alajea zakłada na mnie nowe warstwy odzieży, zrywa je i wymienia na inne jest zatrważająca. W dodatku wszystkiemu towarzyszy nieprzerwany potok komentarzy, którego ni jak nie potrafię zatamować.
       Och, irytuje się, że nie może mi ze swoich rzeczy dobrać żadnych spodni. Dziewczyno! Jesteś z piętnaście sentymentów ode mnie wyższa i prezentujesz figurę modelki od bielizny! To OCZYWISTE, że twoje spodnie na mnie nie pasują! Właściwie to się dziwię, że dopasowałaś mi tych kilka bluzek… Czy raczej tunik, bo tak na mnie wyglądają.
       O! Znalazły się i spodnie. Czy raczej „spodnie”. Coś z elastycznych włókien, przypominającego legginsy trzy-czwarte sięga mi akurat do kostek. Niby ten mój metr sześćdziesiąt z hakiem to nie mało, ale naprawdę, przebywanie wśród wysokich osób, w szczególności kobiet, sprawia, że czuję się jak gnom ogrodowy.
       Jasna cholera, ile jeszcze ona ma tych ciuchów?! Takie są efekty, jeżeli nie daje się dziewczęcym dziewczynkom w dzieciństwie lalek do przebieranek! Robią sobie lalki z różnych ludzi! Ratunku! Pomocy!
       Pukanie do drzwi. Jestem Ocalona!
       - Taaak? – pyta Alajea, zawisając nade mną z jakąś seledynowo-różową bluzeczką grozy.
       - To ja, Kero. Podobno jest u ciebie ludzka dziewczyna…
       - Ona się nazywa Liwia! I tak, jest tutaj.
       - Mógłbym ją prosić?
       - Dobrze, dobrze, tylko musi się pozbierać trochę. Wchodź.
       Wchodź?! Ale ja tu jestem w proszku!
       Nim drzwi się uchylają, udaje mi się wciągnąć na tyłek spodnie – te moje, nie te które wciągnęła wcześniej na mnie syrenka. Szczęśliwie górę na sobie mam. Górę nie swoją i nie gryzącą, chociaż stanowczo nie w moim guście. Jasna, błękitno-biało-zielona bluzka z głębokim, sznurowanym dekoltem zbyt rzuca się w oczy. Nie wspominając już o tym, że chociaż dekolt ma wiązanie, raczej nie jest przeznaczony do zbyt ciasnego i mocnego wiązania, a nie specjalnie lubię eksponować ciało. Głównie dlatego, że wyznaję strategię bycia niezauważalną, ale też dlatego, że moje ciało niespecjalnie nadaje się do eksponowania.
       Kero wchodzi, w środku otwarte okno, robi się przeciąg, a wszechświat wykazuje inwencję komediowo-dramatyczną: wiatr porywa majtki Alajei z lampy i ciska je wprost w twarz niczego niespodziewającego się jednorożca. Efekt? Najbardziej zbulwersowana, zszokowana i zawstydzona mina jaką kiedykolwiek widziałam.
       - Alajea! – Oburzony Kero prostuje się, jak struna i piorunuje syrenę wzrokiem.
       - Oj tam, oj tam. Zachowujesz się, jakbyś majtek nie widział. – W ogóle nie speszona wyrywa mu majtasy, podczas gdy ja wykorzystuję chwilę zamieszania, żeby do porządku zasznurować ten nieszczęsny dekolt i naciągnąć buty.
Biedak. Mam nadzieję, że przynajmniej te majtki były względnie czyste.
       - Liwio muszę zamienić z tobą parę słów na osobności… Prosiłbym cię to biblioteko. – Zerka na Alajeę. – Szybko –dodaje błagalnie.
       - Idź, idź. – Syrena uśmiecha się szeroko, przez co przypomina ociupinkę zadowolonego rekina. – Potem podrzucę ci parę rzeczy i odniosę tą drapiąca tunikę. Będziesz zadowolona.
       Aż dziw, że na koniec jej wypowiedzi nie wyskoczyła emotikona serduszka. Nigdy nie spotkałam osoby o tak emocjonalnym głosie.
       Alajea, syrenka-emotka.
       W biegu dziękuję, a Kero czym prędzej wyciąga mnie z pokoju koleżanki, najwyraźniej bojąc się ataku innych części jej garderoby. Właściwie to sama się tego boję – jeszcze nie doszłyśmy do przymierzania sukienek, a coś wspominała o jednej czy dwóch, w których „wyglądałabym przeuroczo”… Czyli, znając życie, jak mopsik w kolorowym wdzianku.
       - Widzę, że jakoś radzisz sobie z sytuacją. – Kero uśmiecha się ciut krzywo. – Dobrze, że udało ci się znaleźć koleżankę. Alajea jest nieco postrzelona i roztrzepana, ale to naprawdę miła dziewczyna i świetna alchemik.
       - Tak, jest miła i jest roztrzepana, ale to nie ja ją znalazłam, tylko ona mnie. Nie zostawiła mi wyboru ani nawet okazji, żeby się odezwać. Ogłuszyła mnie paplaniną i uprowadziła do swojego pokoju. Przyznaję, jak na porwanie, było to całkiem miłe i przyjazne, ale póki co nie mam bladego pojęcia, co o tym myśleć.
       Parska śmiechem. Dobrze. Rozbawianie innych, to pierwszy krok do wkupienia się w ich łaski. Wszyscy lubią osoby, które potrafią wprowadzić ich w dobry nastrój… Pod warunkiem, że nadto nie błaznują.
       Wchodzimy do biblioteki, Kero prowadzi mnie pomiędzy regały, prosto do niewielkiego gabineciku na tyłach głównego pomieszczenia. Dwa biurka, parę krzeseł, szafki na akta, całe mnóstwo papierów, zwojów i dziwacznych bibelotów. No i suche powietrze, oraz sporo kurzu. Nie wiem co to… Jakieś biuro, a może archiwum?
       - To moje małe królestwo – wyjaśnia Kero. – Urzęduję tu razem Ykhar. Jesteśmy odpowiedzialni za przyjmowanie i kopiowanie raportów z misji, zarządzamy też dokumentacją członków Straży, a także opiekujemy się biblioteką. Znaczy, nie jesteśmy bibliotekarzami, ich poznasz przy okazji, ale czasem pomagamy im oraz zajmujemy się archiwum. Można powiedzieć, że jesteśmy ludźmi od papierkowej roboty. Proszę, siadaj.
       Wskazuje krzesło naprzeciw jednego z biurek, na którym, zgodne z instrukcją, sadzam zadek. Kero również siada i nerwowo się uśmiechając, przesuwa dłonią po pliku papierów.
       - Pewnie zastanawiasz się, co ustaliliśmy w twojej sprawie… No cóż, w prawdzie twój test na krew faery przebiegł dość niestandardowo, ale płomień się pojawił. To wraz z testem przeprowadzonym przez Ewelein jasno wskazuje na to, że jesteś faelien.
Spogląda na mnie, jakby pytając czy na pewno wszystko do mnie dotarło.
       - Nie jest mi to na rękę, ale skłamałabym, mówiąc, że nie spodziewałam się czegoś takiego.
       - Tak… - Wzdycha ciężko i niepewnie wierci się na stołku. Zachowuje się jakby to on przedwczoraj trafił do przyległego uniwersum, a nie ja. A może to efekt pomajtkowej traumy? – Ostatnio mamy pewne problemy z etatami, znaczy ciągle brakuje nam strażników, no i w trakcie rozmów padła sugestia, żeby przyłączyć cię do jednej Straży. Znaczy się tymczasowo, póki nie zbierzesz składników do otwarcia portalu. Pozwoli ci to obeznać się z tutejszym światem, a nam pozwoli chociaż trochę połatać luki w szeregach. Oczywiście nie będziesz pełnoprawnym strażnikiem, tylko współpracownikiem w ramach Straży czyli takim jakby trochę najemnikiem albo podwykonawcą. Właściwie to nie robi prawie żadnej, tyle, że gdybyś przypadkiem narobiła jakiegoś zamieszania, Straż łatwiej to załagodzi. Nie będziesz składała przysięgi no i nie otrzymasz rangi w związku z czym powierzane ci zadania mogą być bardzo różnorodne… Rozumiesz? Znaczy do tego momentu?
       - Tak. Dacie mi mundurek Straży, żebym od czasu do czasu robiła coś pożyteczniejszego poza ścieranie podłóg czy obieraniem ziemniaków. Jednak strażnikiem oficjalnie nie będę, więc jak coś zawalę, wam się nie oberwie. To czy mnie się uda wyłgać z trudnej sytuacji to inna sprawa.
       - Coś w tym stylu… Ech… W każdym razie, tak jak wszyscy, będziesz odpowiadała bezpośrednio przed szefem swojej Straży. Ale pierw musimy ci ją przydzielić… Mam tu pewien kwestionariusz, głównie pytania otwarte. Przeanalizujemy je z szefami straży i jeszcze dziś damy ci znać, gdzie trafisz oraz, co się z tym wiąże. Możemy zaczynać?
       - Nie mam za dużego wyboru ani nic do roboty, więc chyba tak.

Online

#52 31-07-2017 o 21h58

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

Dzisiaj pędzę z komentowaniem opowiadań jak burza — to jest trzecim dzisiaj, więc siedzę od ponad godziny i nic, tylko czytam i piszę. A miałam własne skrobać /static/img/forum/smilies/smile.png XD Hm, a więc piszesz odcinki do przodu? Wow, podziwiam, bo ja bym tak nie mogła. U mnie cały czas wprowadzane są jakieś zmiany: a to coś wymyślę, a to coś zmienię, bo mi się nie podoba… choć z drugiej strony łatwo się wtedy zapultać i coś pomylić. Niemniej teraz rozumiem, że takie sprawdzanie faktycznie łatwą sprawą nie jest. Ale pomyśl, jak byśmy pisały, gdyby nie ta konstruktywna krytyka? Wiem po sobie — pisałabym jak ziemniak. Do dziś mam swoje stare prace. Coś strasznego xd No ale mniejsza. Idę czytać!
Oho, jak Alajea bierze w obroty Liwię, to może być naprawdę ciekawie xd
„Jesteś z piętnaście sentymentów” — ‘centymetrów’ /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„Ludzka dziewczyna” — No ładnie. Kero i takie odzywki? Pod wrażeniem jestem.
‘Prosiłbym cię to biblioteko.” — ehm, co? W sensie on tak specjalnie powiedział, czy to literówki? /static/img/forum/smilies/wink.png
„Właściwie to nie robi prawie żadnej, tyle, że gdybyś” — zgubiłaś „różnicy” + „tyle że” to taki śmieszny wyjątek, w którym nie stawia się przecinka przed ‘że’, tak jak w „mimo że”, „zwłaszcza że” itp.
I, tak jak już chyba wspominałam w innym komentarzu, nie mam pojęcia, do jakiej straży mogliby ją przypisać, ponieważ ona pasuje do każdej! Jest cwana i dość ponura, jak Cieniasy, waleczna jak Obsydiany i mądra jak Abcynciaki. Heh, brzmi jak rozmawianie o domach z Hogwartu :v Ale poważnie, mi pasuje wszędzie. Tym bardziej więc jestem ciekawa testu.
No dobrze, tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i pozdrawiam! c:


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#53 05-08-2017 o 12h02

Szeregowiec
Idia
...
Wiadomości: 75

Biedny Kero, tak mi go żal...  /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Rozdział świetny. Z resztą tak jak całe opowiadanie. Mam dzisiaj wielką ochotę powytykać komuś jakieś błędy, ale tutaj jest Methrylis, która widzę że nieźle sobie z tym radzi. Nie będę jej odbierać tego zadania  /static/img/forum/smilies/wink.png No i nie chce mi się szukać co jeszcze by można było skomentować. /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na dalszą część twojego opowiadania, bo bardzo przyjemnie się je czyta. ^^

Powiedz mi, dlaczego zawsze po przeczytaniu czegoś u ciebie rozpiera mnie energia i moje komentarze są takie... dziwne? No chyba że mi się tak tylko wydaje.

Offline

#54 05-08-2017 o 16h52

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Cierpliwie czekam plonac z cuekawosci. Stanowczo za krotkie rozdzialy moim zdaniem.

Offline

#55 06-08-2017 o 17h15

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Methrylis - co do straży niejaką wskazówkę, ale jeszcze nie odpowiedź masz w tej części /static/img/forum/smilies/big_smile.png I kro nic specjalnie nie powiedział, tylko poszalałam z literówkami.

@Idia - weeee /static/img/forum/smilies/big_smile.png , kolejny czytelnik się ujawnił <3 To może mam ich więcej niż 2 osoby /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No tak, Methrylis jest świetnym korektorem. Może wyląduje kiedyś w jakimś wydawnictwie /static/img/forum/smilies/wink.png
A tak ogólnie to dzięki i mam nadzieję, ze się za dużo nie naczekałaś.

@Laique - nie krótkie, tylko rozsądnie dozowane, co by regularnie podawać a nie robić wyrwy czasowe, co zapomnicie, o czym w ogóle czytaliście ;]I nie płoń bonowa partia już jest. aczkolwiek za wiele nie wprowadza do akcji. znaczy nie bezpośrednio.

Antymagia. Rozdział 3 (cz 3)


       Pytania są… Dziwne. Znaczy nie wszystkie. Pierwsze to konkrety, tyczące się moich umiejętności. Czy potrafię walczyć, skradać się, czy znam się na chemii, ziołach i tak dalej. Oczywiście i one nie nalezą do łatwych, mimo tego, że teoretycznie są banalnie proste. Nie wiem, ile mogę im zdradzić, a zrobienie z siebie kompletnej niemoty też nie jest dobrym pomysłem. Nie wspominam nic o mojej umiejętności rozbrajania zamków i skradania się, ani tym, że dobrze sobie radzę ze sztuką kradzieży kieszonkowej, ale napomykam, że potrafię w miarę dobrze tropić… To umiejętność, która na Epsilonie B-1 była konieczna, jeżeli nie chciało się co chwilę trafiać do szpitala z podejrzanymi ukąszeniami i użądleniami. Walczyć nie umiem, a przynajmniej nie w ścisłym znaczeniu tego słowa. Tłuczenie, drapanie, gryzienie i ewentualnie dźganie na oślep to żadne umiejętności bojowe, chociaż bywają skuteczne. Chemia… No cóż, idzie mi z nią dość dobrze ze względu na zawód. Podobno w zamierzchłych czasach do bycia elektronikiem chemia była niepotrzebna, ale obecnie niestety jest.  Do tego się przyznaję. Jednak, do tego, że jestem pirotechnikiem-amatorem już nie. Ziółka to dla mnie czarna magia, więc tu nic do ukrycia. Coś jeszcze? Ach tak, kontakty ze zwierzętami. Nie wiem, unikam. Nigdy zwierzaka mieć nie chciałam. Karmienie, czesanie, wyprowadzanie na spacery i tak dalej za odrobinę łaszenia się to niezbyt dobry układ. W prawdzie gekon Lidii często wpełzał mi do łóżka, ale to tylko dlatego, że menda lubiła ciepełko, a wyrko miałam niżej od siostry, więc łatwiej było mu na nie wleźć.
       Po konkretach pytania sytuacyjne. Co by było gdybyś… No i tu idzie jak po grudzie, bo Kero bez przerwy musi mi tłumaczyć co jest co. Pełno tu nazw miejsc i stworów z różnych zakątków Eldaryi, co jest istnym przekombinowaniem. Nie prościej byłoby ogólnikami jak dajny na to „spotykasz wielkiego, złego zwierza, który chce cię zeżreć, co robisz?”? Albo „wyobraź sobie, że trafiasz do ciemnej jamy…”?  Prościej. W każdym razie, w większości moje odpowiedzi to „chowam się”, „wspinam się na drzewo”, „uciekam”.  Powiedzmy, że mój stosunek do wszelakich zagrożeń, na które nie jestem przygotowana, jest dość jednoznaczny – w miarę możliwości znaleźć się jak najdalej od nich.
       No i dziwna część. Pytania jednokrotnego wyboru o naturze skojarzeniowej. Jeden, wielki psychotest. Psychotesty już dawno nauczyłam się oszukiwać, ale ten jest naprawdę dziwaczny. W dodatku nie mam pojęcia, na ile Eldaryanie znają się na psychologii. No i nie wiem, do której ze Straży chciałabym trafić… Straż Obsydianu z miejsca odpada. Ja z mieczem w dłoni to zagrożenie dla samej siebie… Byłoby się z czego pośmiać. A gdyby mnie wbili w zbroję, to już w ogóle tragedia. Pozostają Straż Absyntu i Straż Cienia. Alchemicy i szpiedzy. Przyznaję, chociaż Ezrael sprawia wrażenie kogoś, kto potrafi być prawdziwym bólem dupy, alchemik brzmi bezpieczniej niż szpieg. No i szef Absyntu nie drze japy jak ta kobieta-gargulec. Nie, żebym była jakoś szczególnie wrażliwa na krzyki, ale moje uszy mają ograniczoną odporność.
       Strzelam, wybieram to, co przychodzi mi na myśl, mając nadzieję, że jakimś nie trafię do Staży Obsydianu jako obiecująca, przyszła topornik. Nie wiem, kto pierwszy zginąłby: ja czy mój trener od broni.
       - Dobrze teraz ostatnie. – Kero prostuje przed sobą ostatni pergamin. – Pamiętasz jak rozmawialiśmy o nękających nas ludziach? Tych organizacjach? Templariusze, Triada i Illuminati?
       - No tak. To, co o nich mówiliście niezbyt różniło się od plotek z mojego świata, chociaż teraz, jeżeli jak utrzymujesz istnieją, pewnie mocno zmieniły swoją formę. Podbój galaktyki i takie tam.
       - Tak, wiem. Dobrze… Chodzi o to, która z nich najbardziej cię niepokoi i dlaczego. Bazując oczywiście na tych wszystkich mitach, jako, że innych informacji na ich temat nie mamy.
       Która budzi mój niepokój? Wszystkie i żadna. Martwić mogę się tylko czymś, co mogę zmienić, a oni są na to za wielcy. Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie zmiażdżą mnie tryby rządzące Wspólnotami.
       Która najbardziej niepokoi… Hym, hym, hym…
       - Chyba Templariusze. Illuminati to masoni, a ci zrzeszają różne wyznania i ideologie, są raczej liberalni. Oczywiście robią przekręty, chcą przejąć władzę nad światem, ale życie pod ich jarzmem nie byłoby aż taką tragedią. Zresztą po dorwaniu się do władzy pewnie ich organizacja poszłaby w rozsypkę ze względu na wewnętrzne różnorodności. Podobnie Triada, wchłonęła zbyt wiele mniejszych mafii. Opiera się o jakieś-tam tradycje i tak dalej, ale jest bardzo zróżnicowana, a w związku z tym elastyczna. Zarówno z nią jak i z Illuminati da się dogadać. Templariusze znów opierają się na religii, a w przeszłości, prócz wielkich konfliktów światowych, to właśnie wojny i zamachy religijne dokonały największych szkód. Wyznania różne, ale problemy te same… Chyba tylko buddyści nigdy nie narobili żadnych kłopotów. Nie wiem jak teraz Templariusze wyglądają, ale jeżeli nadal opierają się na starych naukach Kościoła to… Powiedzmy, że lepiej trzymać się od nich jak najdalej i stosować regułę „pierw strzelać, potem zadawać pytania”. Szczególnie dla was mogą być niebezpieczni. Pewnie uznają was za coś w rodzaju demonów, które trzeba wytępić, a magię za siłę nieczystą.
       - Dla NAS – odruchowo poprawia Kero – Jesteś faelien – dodaje po chwili, widząc moją najwyraźniej zdziwioną minę.
       - Możliwe, ale dla siebie na zawsze pozostanę człowiekiem.
       Kero nie reaguje na moją odpowiedź-prowokację, tylko spokojnie zapisuje wszystko, składa papiery i obwieszczając, że wyniki poznam jeszcze dzisiaj wraz z „resztą szczegółów”, odprowadza do drzwi.
       Przed wejściem do biblioteki zostaję przechwycona przez Ewelein, która coś-tam buczy o tym, że sprawa tych przeszczepów i tak dalej nie dawała jej spać w nocy. Generalnie chodzi o to, że chciała dokładniej obejrzeć moje oczy – od razu zaznacza, że bez żadnej fizycznej ingerencji – albo chociaż trochę więcej dowiedzieć się o ludzkiej medycynie. I tak nie mam bladego pojęcia, co z sobą zrobić, więc się godzę.
       Posiedzenie z panią doktór, chociaż traktuje mnie jak chodzący eksponat, nie jest złe. Przykłada mi do oczu i rozwartych ust parę przyrządów, dostaje rumieńców z ekscytacji, a potem wypytuje o wszystko, co wiem z medycyny. Za odpowiedzi dostaję pyszną herbatkę i kruche ciasteczka.
Zostaję puszczona wolno dopiero po mniej-więcej dwóch godzinach, a na zewnątrz ponownie przechwytuje mnie niosąca pakiet ubrań Alajea. Syrena ponownie zaciąga mnie do pokoju, ale tym razem nie swojego, tylko mojego, nad którego stanem z miejsca zaczyna załamywać ręce. Właściwie, gdyby tylko załamywała ręce, byłoby dobrze. Niestety upychając wybrane dla mnie rzeczy w niedomykającej się szafie, zaczyna planować, co by tu można zrobić, żeby przyjemniej się mieszkało. Kolor na ściany, dodatki, zasłonki, firanki, dywaniki, narzutki… W ogóle nie reaguje, kiedy zwracam jej uwagę, że ja tu tylko przelotem, więc nie zamierzam nic robić. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że jutro nie wparuje mi tu z wiadrami farby.
       Przed dalszym słowotokiem syreny ratuje nie odgłos kroków na korytarzu i czyjeś głosy, mówiące coś o obiedzie. Alajea nagle przypomina sobie, że jest głodna i zaciąga mnie do stołówki.
       Obiad… Kolejna bura masa, ale nieco lepsza niż śniadanie. To przynajmniej można zidentyfikować jako kaszę. Konkretniej kaszę z sosem z przecieru pomidorowego, ogromnych ilości czosnku i papki dla niemowląt. Kiedyś, w bardzo nietypowych okolicznościach, przez okrągły tydzień żywiłam się tylko papkami dla niemowląt, więc doskonale znam ich smak.
       Nie jest to złe, nie w ścisłym sensie. Powiedziałabym nawet, że całkiem zjadliwe. Jednak, żeby wsuwać jak Alajea? Macha łyżką tak, że ledwie ją widać. Normalnie aż uszy się jej trzęsą. Jest tak głodna czy tak bardzo jej smakuje?
Mam nadzieje, że jest głodna, bo jeżeli to jej smakuje, to wolę nie wiedzieć, jakie dania są tutaj uważane za niesmaczne.
       - Proszę, proszę, kogo my tu mamy. Naszą małą intruzeczkę.
Zapach silnie piżmowej wody kolońskiej, niski, oleisty, wręcz ociekający słodyczą głos. Nie muszę nawet dźwigać wzroku, żeby wiedzieć kto to.
       - Cześć Nevra – witam się, unosząc głowę znad miski.
Panu jednookiemu towarzyszą zjadliwie uśmiechnięty Ezrael i trzymający się nieco z tyłu Valkyon. Ten ostatni sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedział, po co tu przyszedł.
       - Och, zapamiętałaś moje imię, chociaż nie miałem okazji się przedstawić? – przeczesuje dłonią czarne włosy, posyłając mi lisi uśmiech. Uśmiech który sam w sobie jest niedwuznaczną propozycją i obietnica wielu rzeczy rodem z filmów dla dorosłych. – Jak miło. Aż mi się ciepło na sercu zrobiło.
       - A mnie się wczoraj uszy rozgrzały do czerwoności, kiedy gargulec ryczała twoje imię. Pewnie dlatego wryło mi się w pamięć.
       - Nie gargulec, tylko panna Krazajn – burczy.
Uśmiech gaśnie na jego wargach. Wyraźnie liczył na inna odpowiedź albo trochę dziewczęcego zmieszania. Rumieniec, chichot i takie tam. Swoją drogą zastanawia mnie, czemu w ogóle do mnie podbija, skoro wokół jest tyle pięknych dziewczyn. Nie, żebym uważała się za brzydką, ale… Hm… Powiedzmy, że gdyby piękna kobieta była dumną, smukłą wilczycą, to ja byłabym sympatycznym i uroczym corgi.  Jednak pan lowelas próbuje szczęścia i to mimo wczorajszego niepowodzenia. Widać sportsmen i żadnej nie przepuści. Hm, ciekawe czy tą wąsatą kucharkę, co dzisiaj kręci się przy garach też bajerował?
       - To wcale nie jest śmieszne! – Ezrael krzyżuje ramiona. – Wiesz ile mieliśmy przez ciebie kłopotów? Ile musieliśmy się tłumaczyć? Ech… Taki mały, durny ludzik, a tyle problemów. I mój biedny przypieczony…
Nie przypieczony tylko przymrożony.
       - …nos! Coś ty zmajstrowała przy tym teście, hę?
       - Tak… Perfidnie wpadłam na wielkiego, wściekłego zwierza, potem na czarci krąg, wylądowałam w sali z wielkim, świecącym kamulcem i dałam się wtrącić do lochu. Wszystko z czystej złośliwości. – Dbam, żeby mój głos ociekał słodyczą, a zarazem zmęczonym sarkazmem. – A przy teście niczego nie majstrowałam. Ewelein twierdzi, że to wszystko przez to, że mam androbiotyczne… E… Znaczy się sztuczne oczy i płuca…
Chociaż jak dla mnie to kompletna bzdura. Coś ze mną okołomagicznie nie tak, ale mogę się założyć, że nie jestem żadnym faelien… A jeżeli nawet mam nieludzkiego przodka, to nie wśród Faery.
       - … Coś nie zagrało, zrobiło się jakieś magiczne spięcie i cię przypiekło. Przykro mi bardzo.
Cała trójka, nawet pan „co ja tu robię” Valkyon, patrzą na mnie jak na kretynkę. Niech zgadnę…
       - Jak to masz sztuczne oczy i płuca? – wyraz twarzy Nevry z „jestem szałowym gościem, drżyj maleńka” zmienia się na „dajcie mi długi kij, chcę to coś szturchnąć”.
       Ciekawe ile jeszcze razy będę musiała to powtarzać? Ech… Prymitywne istoty.
       - U was, jeżeli ktoś straci oko, płuco, rękę, nogę, serce i tak dalej to albo ginie, albo zostaje kaleką. U nas można część ciała albo narząd wymienić na sztucznie wyhodowany zamiennik. O szczegóły możecie wypytać Ewelein, przeprowadziła ze mną szczegółowy wywiad na ten temat.
       -  Sztuczne oczy? Nie wierzę.
       Ezrael gwałtownie i chwyta moją głowę i zbliża swoja twarz do mojej, wlepiając spojrzenie w moje oczy.  Jest tak blisko, że jego rzęsy niemal wchodzą mi… No do oczu.
Jasna cholera, to boli! Te jego porcelanowe rączki mają uścisk jak imadło! Czy on się nie czuje?!
       - Zostaw ją debilu!
       Rozlega się głuchy trzask, kiedy Alajea uderza go w głowę drewnianą misą, na co ten z krzykiem mnie puszcza.

Online

#56 06-08-2017 o 21h17

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

Skoro umie się skradać, ale z walczeniem kiepsko, z ziołami też nie jest zaprzyjaźniona… Czyli co — Straż Cienia? Na razie na to stawiam, choć wcześniej, jak wspomniałam, pasowała mi do każdej. Chociaż wydawało mi się, że w walkach jest niezła, a tu się przyznała, że jednak nie. No dobra, zobaczymy!
Hah, ciekawe te jej odpowiedzi w części „Co byś zrobiła, gdyby…” xDDD No ale w sumie jej podejście jest bardzo rozsądne.
„mając nadzieję, że jakimś nie trafię do Staży Obsydianu” — „jakimś cudem”, więc jednego słowa ci brakło /static/img/forum/smilies/wink.png
„mitach, jako, że innych informacji” — „jako że”, tak samo jak „mimo że” to taki wyjątek, w którym nie daje się przecinka.
„Martwić mogę się tylko czymś, co mogę zmienić, a oni są na to za wielcy.” — kurde, wprost fantastycznie zdanie! Bardzo mi się podoba, zwłaszcza ta pierwsza część.
Eeee tam, bez przesady — przelotem czy nie, takie wyszykowanie pokoju, zwłaszcza przez wiecznie pełną energii Alajeę, byłoby całkiem niezłe /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„Przed dalszym słowotokiem syreny ratuje nie” — ‘mnie’ c:
‘Wyraźnie liczył na inna odpowiedź” — ‘inną’ c;
Ale powiem ci, że zakończenie tego odcinka to po prostu czysta epickość! xDDD Ten szok wielkiej trójki, gdy dowiedziała się o sztucznych narządach, podejrzliwy Ez, który wkłada Liwii swoje rzęsy do oczu i atakująca go Alajea. Nie mam pytań, serio XD
No nic, tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i pozdrawiam! c:


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#57 08-08-2017 o 13h21

Szeregowiec
Idia
...
Wiadomości: 75

Nevra, biedaku, co ona ci zrobiła. Tak cię olała  /static/img/forum/smilies/lol.png  Dobrze ci tak  /static/img/forum/smilies/big_smile.png

W sumie to z jednej strony mam nadzieję, że Liwia trafi do Absyntu, żeby mogła irytować Ezarela, ale gdyby wylądowała w Cieniu to mogłoby być jeszcze zabawniej. XD

No cóż, będę z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy, żeby znów móc się pośmiać z naszych kochanych panów i tego jak Liwia ich traktuje.

Ach i jeszcze Alajea. Z wiadrami farby. W pokoju Liwi.  /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#58 09-08-2017 o 00h30

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Nie sposob zliczyc ile razy parsknelam smiechem czytajac odcinki Antymagii, lecz wszystko to nic w porownaniu z opluciem herbata monitora gdy nagle staneli mim przed oczami Nevra i spolka z oczami jak piec zlotych : "Jak to masz sztuczne oczy i płuca?"


I dlaczego az tak dozujesz jak po kropelce?

No nic, uzbrajam sie w cierpliwosc i pozdrawiam /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#59 09-08-2017 o 02h13

Straż Obsydianu
Kace
Akolita Jednorożców
Kace
...
Wiadomości: 302

Liwia ma wspaniałe poczucie humoru /static/img/forum/smilies/big_smile.png I też z przyjemnością czytałabym o tym, jak maltretuje nim Eza XD Gdyby trafiła do Cienia (co zapewne się stanie, coś czuję) szybko zdaliby sobie sprawę, że jest dobrze wyszkolona w temacie skradania i innych takich!
Chociaż może też jednak trafić do Obsydianu, co by ułatwić jej kontakt z Valkyonem... W każdym razie liczę, że mimo wszystko będzie zabawnie /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Uwielbiam Aaleję, także cieszę się, że ma taki udział w tym opowiadaniu, no i że jest ukazana w dobrym świetle.
Niestety Kero wydaje mi się wciąż bezbarwny i chociaż nie darzę tę postać jakąś szczególną sympatią to nawet go lubię. Za to on zdaje się nie lubić bohaterki, bo jest jakiś taki niespecjalnie miły. Albo raczej tak - miły, ale na wymuszenie. *ot, wymyśliła*
Akcja z majtasami rybci i zakończenie 3 części 3 rozdziału epickie. Śmiechłam. /static/img/forum/smilies/big_smile.png
(Ah ta moja słabość do emotek xD)


Masło ze spiżarni zgasło   
Na łące się pasło   
I Crylamsy spasło


http://i67.tinypic.com/rr8uo9.gif

Offline

#60 12-08-2017 o 13h41

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Methrylis - nie potwierdzam, ale i ie zaprzeczam /static/img/forum/smilies/wink.pngA co do walk do burda jeden na jednego a walka zbiorowa, machanie upiornie ciężkim mieczem etc, to całkiem inna bajka. Spróbój kiedyś dźwignąć halabardę, jeżeli będziesz miała okazję - prędzej zabijesz się niż tym machniesz. No i tak, końcówka mi wyszła, to muszę przyznać. Pani filet daje radę.
Za poprawki dziękuje, postaram się poprawić ale nczego nie obiecuję.

@Idia - poczekaj aż Liwia zacznie przytrafiać się też Valkyonowi /static/img/forum/smilies/wink.png Bo zacznie /static/img/forum/smilies/big_smile.png

@Laique - czemu dozuje po kropelce? Zeby opek był dla ciebie jak kroplówka dla pacjenta ostrego dyżuru - trudno na dłuższa metę bez niego przetrwać.

@Kace - Nie dalby sobie, bo raczej chwalenie się czyś takim byłoby z jej strony głupota, skoro usiłuje udawać standardowego ludzia.
Postaram się, żeby było, chociaż prędzej czy później powagi też nie zabraknie.
Z Kero to będzie skomplikowana sprawa, aczkolwiek nijaki raczej pozostanie - ma być miłym, grzecznym chłopcem, co to zawsze zjada wszystkie warzywa, mówi dziękuję i proszę oraz zmywa naczynia etc.

Antymagia. Rozdział 3 (cz 4)

      Jego szczęście, że syrena nie późniła się parę sekund, bo też chciałam przywalić mu miską. Z tym, że moja jest pełna.
      - A ty się nie odzywaj! – warczy, masując sobie głowę. – Cały ranek szorowałem ten syf, który zostawiłaś w laboratorium, bo nie zabezpieczyłaś mikstury drożdżowej. ZNOWU! Dziesięć razy ci powtarzałem, ale nie. Kto by tam słuchał Ezraela…
      - A dlaczego szef nie posłał po mnie? – pyta Alajea z ogłupiałą miną.
      - Przez tą ziemską małpę! – Wskazuje na mnie. – To kara za niesprawdzenie jej. Pierwsza z tysiąca kar, o ile znam życie.
Syrena wyszczerza się w szerokim uśmiechu.
      - Odzyskałam kupony żywieniowe, zostałam wybawiona od kilku godzin sprzątania. Liwia, jesteś moim szczęśliwym amulecikiem.
      Tuli mnie i głośno oraz bardzo mokro całuje w czoło.
      Co jest jednym z minusów bycia niską, heteroseksualną dziewczyną? To, że jeżeli tuli cię wysoka dziewczyna o obfitym biuście, to twoja twarz ląduje między jej piersiami i musisz walczyć o oddech…
      A przytulas długi i mocny.
      - Patrzcie, jak się zarumieniła. – Nevra chichoce, na co Alajea wreszcie mnie puszcza. – Czyżbyś preferowała kobiece wdzięki?
      - Nie, ale preferuję swobodny dostęp do powietrza. – Robię głęboki w dech… A po nim kilka następnych.
      Kurcze syrenko… Jeszcze chwila, a musiałabym zacząć walczyć o życie. Liwia E, zaduszona syrenimi cyckami w trakcie obiadu. To byłby nekrolog.
      - A ty mogłabyś mi oddać kupony żywieniowe – Ezrael macha mi palcem przed nosem.
      Tak… Obrażaj mnie, szarp, wbijaj swoje długaśne paluchy w moją twarz, a potem jeszcze domagaj się zwrotu kuponów żywieniowych. Jeżeli ci je zwrócę to tylko aplikując w zad i to tak głęboko, że wyjdą drugą stroną ty buraku ćwikłowy.
      - Pożal się swojemu szefowi, że cię człowiek ograła w karty – warczę. – Ciekawe jak zareaguje.
      Ezrael marszczy brwi i otwiera usta, żeby coś powiedzieć, zapewne coś zjadliwego, ale ucisza go śmiech Alajei.
      - To cię boli! Nie ma już miodku, nugatu, ani czekoladki dla biednego Eza. Nasz elfuś przeżywa głód cukrowy. Biedactwo…
      - Bawi cię to?
      - Tak.
      Między syreną i elfem zaczyna się długa pyskówka, którą Nevra obserwuje ze szczerym rozbawieniem. Wyraźnie to tutejszy stały element rozrywkowy. Szczerze powiedziawszy, ja już powoli zaczynam mieć dość, ale póki się kłócą, mam chwilę spoko…
      - Co się stało, że masz sztuczne oczy?
      Do tej pory cichy Valkyon przygląda mi się badawczo. Nie jest to stricte ciekawość tylko… Pełne dystansu zainteresowanie?
      - Choroba. Pożerająca zaraza.
      - A co to takiego?
      - Infekcja, łatwa do wyleczenia, ale bardzo szybko postępująca, więc prawie zawsze wiąże się z koniecznością wymiany jakiegoś narządu. Wywołujące ją pierwotniaki sprawiają, że zainfekowane tkanki rozpuszczają się… Jak oglądałam to na zdjęciach, wygląda to, jakby człowiek zmieniał się w kisiel truskawkowy. W każdym razie oczy dosłownie wypłynęły mi z czaszki, a płuca zostały uszkodzone tak, że łatwiej było je wymienić niż leczyć.
      - Jak wyglądały jak kisiel, to Ezrael z chęcią by je zjadł – wypala słuchająca nas jednym uchem Alajea, rozwalając system w drzazgi. Ezrael krzywi się z obrzydzenia, robiąc tak koszmarnie dziwną minę, że Nevra wybucha donośnym śmiechem zwracając na nas uwagę całej stołówki. Jedynie Valkyon pozostaje niewzruszony.
      - Bolało? – pyta.
      Czemu go to interesuje? Jakby jeszcze Ezrael o to pytał, byłoby to zrozumiałe, w końcu jest alchemikiem i troszkę tak-jakby lekarzem, ale wojownik? Ma sadystyczne odchyły czy jak?
      - Nie. Infekcja paraliżuje nerwy. Nie ma też gorączki, bo organizm nie wie jak się przed tym bronić. Jedyne objawy to efekty uszkodzeń fizycznych.
      - Zjadłbym całą misę kisielowych oczu, byleby tylko nigdy nie spotkać ciebie ani tej człeczej małpy! – Ezrael podejmuje nieudaną próbę zamordowania spojrzeniem szeroko uśmiechniętej Alajei. Dziwne to… Syrenka nie wygląda na zbyt rozgarniętą, ale jakoś bez trudu udaje jej się wytrącić Ezraela z równowagi.. – Tępe rybsko i pyskata małpiatka, dobrałyście się jak w korcu grochu.
      Alajea tylko uśmiecha się szerzej i zagaduje Nevrę, zupełnie tracą zainteresowanie elfem:
      - A tak właściwie, to macie jakąś sprawę? Rzadko tak stadnie chadzacie bez powodu.
      - No cóż, z pewnego źródła wiemy, że nasza milusińska tymczasowo trafi do jednej ze straży. Chcieliśmy się przyjrzeć naszej przyszłej podopiecznej i podebatować pod czyje skrzydełka może trafić. Przyznam, że miło będzie opiekować się takim uroczym pisklaczkiem.
      Ta ptaszyna nie dość, że dziobnie, to jeszcze nasra ci na łeb, kochasiu. Schowaj ten uśmiech i się uspokój.
      - Pisklaczka, ha! Niewolnika. Przynieś, wynieś, pozamiataj, a na koniec zaparz herbatę – Ezrael uśmiecha się złośliwie – Coś czuję, że niedługo blaty w laboratorium będą lśniły niczym lustra, a zagrody chowańców pachniały świeżością.
      - Bez przesady. Nawet najgorszych rekrutów nie…
      - Ale to nie jest żaden rekrut tylko bezużyteczny, słaby człowiek. Może się przydać co najwyżej do zmywania podłóg i szorowania garów… Przynajmniej w mojej Straży. No, chyba że w ciągu czterech tygodni przyswoi wiedzę o wszystkich lokalnych chowańcach, podstawowych ziołach i maściach, eliksirach…
      Zmywanie podłóg i garów? A bardzo proszę, to pod dachem i z dala od niebezpieczeństw. Zakres też satysfakcjonujący, biorąc pod uwagę, że u nas gary i podłogi głównie zmywają maszyny, więc ty nie nadawałbyś się nawet do tego. Ech, zabawnie byłoby cię widzieć w moim świecie, nie potrafiącego obsłużyć nawet spłuczki i toaletowych wkładek myjących. Hm… Co byś tam mógł robić? Hm… Właściwie to nawet nie byłbyś przydatny nawet na części zamienne, ewentualnie mógłbyś robić za kompost. Nie, poprawka. Byłoby jedno miejsce, do którego byś się nadawał. Burdel. Duzi faceci lubią smukłych chłopców o drobnych tyłkach.
      - Liwia, czemu się uśmiechasz jak czujący krew rekin? – Alajea patrzy na mnie podejrzanie. – Przecież on cię obraża.
      - A nic… Wyobrażam sobie jego ścieżkę zawodową w moim świecie.
      Ezrael unosi brew, ale nic nie mówi. Nie ma jak tego skomentować, bo gówno wie, co się dzieje „po drugiej stronie lustra”.
      - A ty co o tym myślisz? – Nevra pyta Valkyona. – Widzisz ją u siebie?
      - Niezbyt, aczkolwiek to nie znaczy, że nadaje się tylko do sprzątania – Valkyon marszczy brwi, zerkając z ukosa na stojącego obok elfa.
      - Nie? A niby co innego? – Ezrael błyska zwycięskim uśmiechem.
      - Że prawdopodobieństwo, że lekką dłonią pochwycę topór bojowy i ubrana w ciężką zbroję zacznę nim wywijać jest mało prawdopodobne ze względu na moją anatomię. – Wzdycham opierając się ciężko w krześle. Ten niebieskokudły dupek zaczyna mnie coraz bardziej irytować. – Chociaż mordercza szarża w moim wykonaniu, gdybym była do niej zdolna, zapewne wyglądałaby ciekawie. Sześćdziesiąt siedem kilo czystej, opancerzonej furii…
      Nevra chichocze, a Valkyon uśmiecha się szeroko, tylko Ezrael nadal ma skrzywiona minę.
      - Czyli bezużyteczny z ciebie człowiek – burczy.
      Ech… To żal po utracie kuponów czy pokazuje naturę dupka? Obstawiam to drugie. Jeżeli ktoś brzmi jak dupek, zachowuje się jak dupek, to jest dupkiem. Powinnam odpyskować, że ten „bezużyteczny człowiek” go ograł, ale pewnie to tylko sprowokuje go do dalszego kłapania dziobem.
Boże, obym nie trafiła do jego Straży, bo jeżeli będę musiała go dzień w dzień znosić, to może dojść do morderstwa.
      Nagle z tyłu rozlega się głuchy dźwięk upadającej na ziemię, drewnianej zastawy i czyjś krzyk. Właściwie cała seria krzyków.
      - Przepraszam, przepraszam, no przecież nie chciałem!
Znam ten głos…
      Zerkam przez ramię i… No tak, ten ogoniasty chłopak, który przyniósł mi kupony żywieniowe. Trzynaście lat, czarne włosy, złotawe oczy, psi ogon i szpiczaste, pokryte sierścią uszy. No i jeszcze zwierzęce zęby. Trudny do przeoczenia szczeniak. Szczeniak… To określenie pasuje do nie go jak ulał. Nie, nie chodzi mi o wygląd, w końcu – czymkolwiek nie jest – rasy sobie nie wybierał. Tu chodzi o jego zachowanie. Przypomina te obszczekujące wszystko, nadpobudliwe pieski, które podkulają ogon i uciekają jak tylko na nie krzyknąć.
      Chłopaczek – swoją drogą jak na mój gust za młody, żeby należeć do tej całej Straży – wpadł na… Na jakąś rogatą kobietę i rzecz jasna wytrącił jej wszystkie naczynia z ręki. Niestety te nie były całkiem puste i resztki posiłku wylądowały jej na bluzce z czego bynajmniej nie jest zadowolona. Chłopak ją przeprasza i błyskawicznie zbiera naczynia, przy czym chlapie ich zawartością na wszystkie strony, wkurzając wszystkich wokół. Widząc ten bałagan, zerkający zza lady kucharz posyła mu serię morderczych spojrzeń.
      Ech, mały ma ewidentnie zły dzień.
      Nagle moje… Nasze spojrzenia, bo na biedaka gapi się już cały stolik, ściągają jego uwagę. Twarz chłopaka przecina szeroki uśmiech, a ogon zaczyna intensywnie machać. Wciska pannie rogatej resztę naczyń i czym prędzej pędzi ku nam.
      - Jak to dobrze, że tu jesteście… I to wszyscy razem! Wszędzie was…
      - Chrome… – Twarz Nevry, do tej pory pogodna, momentalnie pochmurnieje. – Czy ty potrafisz zrobić cokolwiek nie siejąc wokół chaosu i zniszczenia? Patrz, jak stołówka wygląda! A twój mundur? Masz ty rozum? Ledwie przedwczoraj Karuto żalił się, że ZNOWU podkradasz jedzenie z kuchni, a teraz…
      Karuto, Karuto, Karuto… To chyba nasza koźloroga kuchareczka. Coś mi mówi, że powinnam zapamiętać to imię.
      - Nevra, z całym szacunkiem, ale wątpię, żeby Chrome wpadł na nią specjalnie – przerywa mu Valkyon. – Wypadki się zdarzają.
      - Tak, zdarzają się, ale dlaczego zawsze jemu? – Nerwowo przeczesuje dłonią włosy, przyglądając się chłopaczkowi, którego wyraz twarzy bardzo przypomina mi mordkę skarconego psiaka. Mimo tego jego złote oczy nie tracą wesołkowatego, ciut zaczepnego wyrazu. – Poza tym podkradanie z kuchni, to nie wypadek. Robi to z premedytacją, chociaż wie jak bardzo ważne jest racjonowanie żywności. Jak go kiedyś Karuto złapie na gorącym uczynku, to oskóruje, a ja nie zamierzam szczeniaka bronić.
      Nie mam pojęcia, co sprawiło, że Nevra w minutę zamienił się z romansującego z wszystkim co żywe hultaja w zrzędząca mamuśkę i niewiele mnie to obchodzi. Jednak mam lepsze rzeczy do roboty od oglądania, jak publicznie ruga tego szczeniaka… Chrome’a. Z tego co mały mówił, a czego Nevra najwyraźniej nie słuchał, on i reszta towarzystwa także.
      - Zdaje się miałeś coś nam do powiedzenia y… Chrome, czy tak?
      - Tak. I tak miałem. Miiko chce was, znaczy ciebie, Nevrę, Valyona i Ezraela, widzieć w Kryształowej Sali. Jak najszybciej. A już was chwilkę szukałem…
      Chłopaki patrzą po sobie nawzajem, ich uśmiechy nieco rzedną i jak na komendę podrywają się z krzeseł. Ja inwestuję w leniwe dźwignięcie zaprawione przeciągłym ziewnięciem. Nie podoba się to Ezraelowi, który łapie mnie za nadgarstek i ciągnie w kierunku wyjścia. Jego szczęście, że tym razem nie ściska za mocno, inaczej jego krocze poznałoby moc moich ciężkich buciorów.
      - Powodzenia, trzymam kciuki, żebyś trafiła do Absyntu… – woła za nami szeroko uśmiechnięta Alajea.

Online

#61 12-08-2017 o 17h09

Straż Absyntu
Endine
Straż na szkoleniu
Endine
...
Wiadomości: 240

Witaj!

Nie wiem czy już pisałam pod twoimi dziełami komentarz, ale jeśli nie to właśnie teraz się ujawniam!

Ogólnie uwielbiam Cię i twoje poczucie humoru XD Liwia to fantastyczna postać, a reszta, którą już znamy z gry dobrze ukazana.
Cud, miód, malina i orzeszki.

Szczerze mam nadzieję, że Liwia trafi do Cienia, bo mimo że ogólnie lubię Eza to jakoś tu mnie wkurza, że aż sama bym mu te kupony wepchnęła tam gdzie słońce nie dochodzi.

Czekam do następnego rozdziału i przysyłam wielkie wiadro weny!


https://media.discordapp.net/attachments/478520636759867415/541570746711801866/e96079366c1a9e08ac937f16e40ea916.gif?width=400&amp;height=163

Offline

#62 12-08-2017 o 17h42

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Zdecydowanie juz sie nie moge obejsc bez "Antymagii" jak pacjent pod kroplowka bez jej zawartosci /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Wlasnie skonczylam czytac odcinek, siedzac na przerwie na przeciwko zajadajacego frytki z kurczakiem szef, z uwaga prychajac
kontrolowanym  smiechem, by nie parsknac mu wprost w talerz  :] To rozmowki Ezarela z syrenka rozbawily mnie maksymalnie.
Natomiast zachowanie Valkyona wprawilo mnie w zachwyt nad tym, jak bardzo sposob w jaki zaczynasz przyblizac lekko te postac pokrywa sie z mymi wyobrazeniami. Ciekawe czy  w kolejnych  to sie powtorzy.

Bledy wytykaja inne, uwazne czytelniczki. Ja tam leniwie i beztrosko wchlaniam tresc i klimat Twego swiata Eldaryi z czysta przyjemnoscia.
Dziekuje i oczekuje nastepnej kropelki niczym dolek nieugaszonego wapna ;D

Ostatnio zmieniony przez Laique (12-08-2017 o 17h42)

Offline

#63 12-08-2017 o 20h38

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

No cześć! Nowa część, bardzo mnie to cieszy — zwłaszcza że końcówka ostatniego rozdziału była serio epicka xd
Ale już natknęłam się na literówkę. „Jego szczęście, że syrena nie późniła się parę sekund, Jego szczęście, że syrena nie późniła się parę sekund,” — ‘spóźniła’ c:
„Przez tą ziemską małpę” — tĘ ziemską małpĘ c:
„zaduszona syrenimi cyckami” XDDDD Okej, piękny nekrolog.
„że cię człowiek ograła w karty” — nie no, jak człowiek, to ‘ograł’, bez względu na to, jakiej jest płci.
Valkyon z sadystycznymi odchyłami! Chcę takiego!
„Byłoby jedno miejsce, do którego byś się nadawał. Burdel. Duzi faceci lubią smukłych chłopców o drobnych tyłkach.” — o matko, co ja czytam xDDD A nazwać to ścieżką zawodową to mistrzostwo świata XDDD
Skoro Liwia błaga o to, by nie trafić do straży Ezarela, to trafi do straży Ezarela.
Aż mi szkoda Chrome’a w tym opowiadaniu, mimo że zazwyczaj mnie irytuje.
I jestem przekonana, że życzenie Alajei się spełni! Będę cholernie zaskoczona, jeśli Liwia trafi do innej straży. No ale to w kolejnym odcinku, na który niecierpliwie czekam. Pozdrawiam!


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#64 12-08-2017 o 23h59

Straż Cienia
Zuz741
Odpowiedź na wszystko
Zuz741
...
Wiadomości: 42

Jeśli mam być szczera - Twoje opowiadanie to w ogóle nie moje klimaty, totalnie, wcale, zero, null. A jednak przeczytałam całość. Nie wiem dlaczego, ponieważ mnóstwo ff na forum porzucam, przestają mnie ciekawić, nudzą, czasami irytują.

I bardzo nie lubię postaci w stylu Liwii [takie twarde babki kompletnie do mnie nie trafiają i uważam je za przekoloryzowane postacie], i nie lubię science-fiction [po prostu mi to nie leży], i nie lubię takich ponurych osobowości, pesymistycznego spojrzenia na świat, ciągłego zamartwiania się. No i nie lubię, gdy bohater[ka] obdarzana jest ponadprzeciętną inteligencją oraz umiejętnością perfekcyjnego docinania innym. To jest bardzo nierzeczywiste, przynajmniej w moim odczuciu.

Więc niech ktoś mi, proszę, wyjaśni, dlaczego Twoje opowiadanie mi się podoba? Błędy też wyłapałam, na bieżąco. Zazwyczaj jestem na nie bardzo wyczulona, a u Ciebie mi nie przeszkadzały. Może to przez Twoją wyobraźnię, przez to, że tu fabuła jest zaskakująca, zupełnie inna od reszty?

Czekam na kolejne części, serio super!

Ostatnio zmieniony przez Zuz741 (13-08-2017 o 00h01)


https://media.giphy.com/media/cwHl87hujyFtS/giphy.gif

Offline

#65 18-08-2017 o 18h42

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Endine - Nie, nie pisałaś, ale bardzo cieszę się, że się ujawniłaś - miło wiedzieć, że to-to ktoś czyta :)No i tak - ez tutaj to lekki ból dupy, ale Liwia mniej lub bardziej też, chociaż jeszcze to nie wyszło tak-bardzo na jaw. Generalnie to dziękuję za miłe słowa /static/img/forum/smilies/smile.png

@Laique - Oj, żeby czasami nie doszło do oplucia szefa ze śmiechu, bo może być ciężko /static/img/forum/smilies/big_smile.png No cóż, co do Valkyona mam wiele planów, nie zawsze przyjemnych, ale to się zobaczy z czasem.  I ja też jetem leniem, więc rozumiem, a dołek niegaszonego wapna to zajefane porównanko <3

@Methrylis - duszenie cyckami to piękny nekrolog, a sadystyczne 100 kg z hakiem, wielkiego, białokudłego, upakowanego faceta to dobry prezencik... I nagle wpasowujesz mi się w wizję z wielkim łóżkiem, kajdankami, biczami oraz ogromnymi ilościami czarnej skóry i czarnego lateksu.
Chrome'a szkoda ci tymczasowo... A przynajmniej Liwii ociupinkę go żal tymczasowo.
No i jak zwykle dziękuję za błędzichy, ale człowiek, co ograła była akurat z premedytacją.

@Zuz741 - No i od ciebie dostałam chyba najlepszy komplment ever /static/img/forum/smilies/big_smile.png <opala się w blasku chwały>. Na tym mogłabym poprzestać, ale po prostu muszę troszku wstawić się za Liwią (chociaż s*ka to z niej jest, chociaż aż tak tu tego nie widać... Jeszcze).
- Liwia nie jest do końca twarda (paranoja dowodem!), a ta pół-twardości idzie za doświadczeniem. Tekst powinien podsuwać, że przeszła to i owo już przeszła i nie było to ic miłego (aczkolwiek sama przeszłość zostanie przytoczona później). I nie jest jakaś hiper inteligentna - to też doświadczenie głównie... No i paranoja, dzięki której widzi więcej niż inni, może nawet więcej niż powinna. Ripostować ripostuje głównie we własnych myślach, póki co to dialogowo zjechała mocniej tylko Nevrę (a bądźmy szczerzy w grze też ie jest specjalnie lotny). Osobę po przejściach umieściłam w opowiadaniu nie bez powodu - normalna dziewczyna mająca własne życie na Ziemi, które lubiła/kochała przez pierwsze tygodnie pobytu w KG to byłoby jedno, wielkie nieszczęście. Stres, szok, strach. Poza tym Liwa wydaje się osobą z krwi i kości przy growej Gardiene - ślicznej, milutkiej o czystym sercu, predyspozycjach na Wybrankę i srogo upośledzonej. Nie, nie głupiutkiej. Upośledzonej.
- I tak jeszcze a'propos Sci-Fi. Ja też w 95% przypadków nie lublu. Jednak, gdy po latach unikania gatunku natknęłam się na Trylogię Miecza Mroków (Simklin aj lawjuuu)będącą połączeniem Sci-Fi i Fantasy, a potem dopadłam Struktor Bohra - typowe Sci-Fi musiałam nieco zmienić opinię. Wszystko zależy od tego jak książka napisana i jaka problematyka w niej poruszona.
A dlaczego opowiadanie się podoba? - pewnie "bo tak", chociaż jedną z jego "pułapek" jest narracja pierwszoosobowa, teraźniejsza. O ile pierw trudno się do niej przyzwyczaić, to potem zasysa. Zresztą w znakomitej większości Visual Novels używają tego samego triku /static/img/forum/smilies/wink.png Eldarya również /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Y... Trochę poszalałam z tą odpowiedzią.

To wszystkich zapraszam na ciąg dalszy. Niestety tymczasowy zastój akcji twa. Ale wd mnie jet konieczny więc nie ma rady

Antymagia. Rozdział 3 (cz 5)

       Ta… Trafię do Straży Absyntu, a potem trafię Ezraela. Cegłówką. W twarz. Ćwok ciągnie mnie za sobą jak upartą kozę na sznurku. Jeszcze chwila i zrobię to samo, co koza – wezmę go na rogi.
       Staję i wyszarpuję mu rękę.
       - Co jest?! – warczy, zerkają na mnie.
       - A co jest Z TOBĄ? Pierw wbijasz mi te swoje twarde paluchy w gębę, a teraz wleczesz za sobą i szarpiesz. Sformułowanie nietykalność cielesna mówi ci coś czy nie znacie tu tego typu określeń?
       - Rusz zad albo wszyscy wpakujemy się przez ciebie w kłopoty… Znowu – prycha, po czym przyspiesza, wyzywając mnie pod nosem od bezużytecznych ludzi, tępych małp i upartych sabali… Czymkolwiek te sabali nie są.
       Słodki jeżu, wczoraj nie był takim dupkiem! Cwaniakiem, chcącym wydoić z nowego adepta kupony żywnościowe i owszem, ale nie ćwokiem cierpiącym na przeciągły ból dupy. W nocy zakokonił się w kołderkę i przepoczwarzył czy co? Ewolucja odwrotna? Z żuczka gnojarza w ohydną, białą larwę? A może u elfów wygląda to nieco inaczej i to faceci mają okres?
       Zresztą, zwisa mi to i powiewa. Faktem jest, że zachowuje się jak skończony %$& i powoli tracę do niego cierpliwość.
       Kryształowa Sala, cztery krzesła i siedzący w nich, wyprostowani jak struny szefowie Straży, w tym Miiko. Oświetlani od tyłu blaskiem wielkiego kryształu wyglądają niemal imponująco. Niemal. Może zrobiłoby to na mnie jakieś większe wrażenie, gdybym nie wiedziała, że to specjalnie. To jak te podwyższenia pod biurkami w gabinetach przełożonych albo ustawienie biurka przed wielkim oknem bądź wyświetlaczem.
       To trochę żałosne, że próbują zrobić wrażenie na mnie – obcym człowieczku niemal całkowicie zdanym na ich łaskę. Zresztą efekt psuje podenerwowany Kero, który stoi z boku nerwowo majtając ogonem. Wygląda przy tym jak bardzo wychudzona krowa usiłująca odgonić bąki. Cały rój wściekle kąsających baków.
       - Nareszcie – puka na nas Miiko. – Musieliśmy długo czekać.
       - Bardzo prze… - zaczyna Nevra, ale Lisica ucisza go gestem.
       - Zebraliśmy się tu z dwóch powodów. Po pierwsze po to, żeby ogłosić do której Straży została przydzielona Liwii. Już dość czasu zmarnowaliśmy, więc od tego zacznijmy. Kero!
       Ściskający plik papierzysk jednorożec staje na baczność i nerwowo chrząka.
       - T-tak. J-już. Ekhm… Zatem, wraz z szefami Straży dogłębnie przeanalizowaliśmy twój test. Wynika z niego, podobnie jak z twojego zachowania zaraz po przybyciu do Eldaryi, że jesteś osobą patrzącą na świat w dość niezwykły sposób, a zarazem solidnie stąpająca po ziemi i praktyczną, chociaż lubiącą dość niestandardowe rozwiązania…
Niestandardowe rozwiązania? Masz namyśli, że wedle testu przed wszystkim uciekałabym na drzewo? Jak na mnie to nie jest to nic niestandardowego. Nazwałabym to raczej klasyką klasyki. Tradycją przejętą od małp.
       -… Wydajesz się też szybko odnajdywać w nowych okolicznościach, potrafisz wyciągać wnioski. Łatwo nawiązujesz relacje, masz analityczny umysł, znasz podstawy chemii. Nie potrafisz walczyć ani posługiwać się żadną z naszych broni, nie wykazujesz większej sprawności fizycznej, chociaż wydajesz się mieć dobry refleks. Nie boisz się ciemności, wysokości, wody ani rzeczy i stworzeń obrzydliwych bądź nieznanych, chociaż wykazujesz w stosunku do nich rozsądną ostrożność. W związku z tym postanowiliśmy cię przydzielić do…
       Werble poproszę.
       - …Straży Cienia, aczkolwiek przejdziesz też podstawowy kurs alchemii, który być może w przyszłości poszerzymy. W związku z tym będziesz podlegać pannie Krajzan – Kero wskazuje na gargulicę i umyka w bok.
       Krajzan spogląda na mnie i uśmiecha się szeroko. Wygląda na bardzo zadowoloną, w przeciwieństwie do szefa Straży Absyntu. Naga sprawia wrażenie, jakby chciał mnie u siebie, chociaż nie mam pojęcia skąd ta nagła rywalizacja o „głupią Ziemiankę”, jak mnie nazywa Ezrael. Jedynie szef Straży Obsydianu wygląda jakby go to nic nie obchodziło.… Tak jak poprzednim razem. Przypomina trochę uczniaka na apelu szkolnym, który go nie dotyczy. W sumie nie dziwię mu się. Na pierwszy rzut oka widać, że żaden ze mnie wojownik.
Straż Cienia. Znaczy będę miała nad sobą wrzeszczącą gargulicę, a u swojego boku niewyżytego, jednookiego ciołka. Mogło być gorzej, chociaż chciałabym móc zamienić szefa na pana nagę, który sprawia najprzyjemniejsze wrażenie spośród całej trójki, a bezpośredniego przybocznego na Valkyona – na razie jest najmniej wkurzający spośród prefektów.
       Swoją drogą, kto to prefekt? Prefekci byli w szkołach, prawda? To zdaje się tacy jakby gospodarze klasy… No ale to nie szkoła. No cóż, pewnie się zaraz dowiem, a jak nie, to zapytam.
       - Wypadałoby ci oficjalnie przedstawić naszych szefów Straży, prawda? – Miiko spogląda na mnie, przekrzywiając głowę, poczym wskazuje na pana wróżka. – To Ellre zwany Prawdomównym, szef Straży Obsydianu. Mimo wieku jest najprzedniejszym wojownikiem, a także osobą o wielkim honorze i niezwykłym zmyśle taktycznym. Madda, szef Straży Absyntu, niezrównany alchemik, przedni mag, a także znawca prastarych pism, geograf i historyk. No i szefowa Straży Cienia, Krajzan zwana też duchem.  Przednia tropicielka, szpieg, dyplomatka oraz znawczyni ludzkich charakterów…
Dyplomatka? To darcie mordy ostatnim razem miało być dyplomacją? No chyba, że ma to coś wspólnego z jej znajomością natury ludzkiej? Czyżby uprawiała na Nevrze małą manipulację? Ale jaką manipulacją może być wrzeszczenie po kimś?
       - … Z pewnością dojdziecie do porozumienia. Zresztą nie masz wyboru, prócz mnie, to ona jest od dzisiaj twoją główną przełożoną. Jednakże, ponieważ jesteś początkująca, musisz słuchać się również wszystkich strażników z trzecią rangą i wyżej, niezależnie od Straży. Oczywiście  wszelkie nadużycia wobec ciebie, bądź ich próby będą surowo karane, tak jak wobec wszystkich rekrutów. Jak rozpoznawać rangi i co oznaczają, wyjaśni ci już Krajzan, podobnie jak twoje obowiązki i tak dalej… Ale to potem. Z tego co mi wiadomo, Alajea przybliżyła ci już mniej-więcej czym zajmują się poszczególne Straże?
       - Tak.
       - Dobrze, zatem możemy przejść do kolejnej sprawy. Otóż stwierdziliśmy, że ze względu na swoje ziemskie pochodzenie i kompletny brak wiedzy o naszym świecie, przydadzą ci się opiekunowie. – Miiko unosi się na krześle i spogląda w kierunku trójki prefektów. – To wy panowie i pewnie domyślacie się, dlaczego akurat wy…
       Valkyon inwestuje w minę „pozbawiona emocji maska”, Nevra wygląda jakby coś kombinował, a Ezrael ma minę jak czteroletnie dziecko, któremu przed chwilą obwieszczono, że święty Mikołaj nie istnieje. Czyli z mojego punktu widzenia: nie wiem, chyba źle oraz źle i to bardzo. Coś mi mówi, że moi opiekunowie, a szczególnie jeden z nich, mogą zainwestować w aborcję postprenatalną swojego „maleństwa”. Cudnie.
       - …Zresztą słusznie. To kara, a każda kara powinna być pożyteczna. Poza tym jesteście prefektami, więc powinniście się zajmować wprowadzaniem nowych nabytków w realia Straży. W wolnym czasie będziecie uczyć Liwię o naszych społeczeństwach, przyrodzie, a także nauczycie ją na miarę możliwości posługiwania się bronią, alchemii oraz innych sztuk. Lekcje mają zajmować co najmniej dwie godziny dziennie. Oczywiście, który z was będzie ich udzielał i w jakich porach, jest zależne od waszych zajęć i ewentualnych misji. Musicie uzgodnić między sobą grafik zajęć. Radzę się przyłożyć do nich, bo brak postępów w nauce Liwii prędzej czy później wyjdzie na jaw, a wtedy zostaniecie rozliczeni…
       - My? – Ezrael czerwienieje na uszach. – A kto powiedział, że to my będziemy temu winni? Co jeżeli ta ludzka łajza się nie przyłoży, hę?
Przyłożyć to bym chciała tobie. Czymś ciężkim. I to tak od serca.
       - Ta „ludzka łajza” chce jak najszybciej wrócić do domu. – Posyłam mu lodowate spojrzenie numer pięć okraszone przesłaniem „jesteś debilem”. – Im szybciej nauczę się tu samodzielności, tym szybciej będę mogła zacząć szukać składników do otwarcia portalu.
       - Masz swoją odpowiedź. – Miiko uśmiecha się. – Liwio, żeby było jasne, póki nie osiągniesz minimum samodzielności, nie puścimy cię na żadną wyprawę. Poza tym owa wyprawa będzie musiała się odbyć w twoje dni wolne… Póki jesteś na naszym utrzymaniu, karmimy cię i opiekujemy się tobą, będą obowiązywały cię takie same zasady jak resztę strażników. Oczywiście możesz w dowolnej chwili zerwać nasz układ, lecz wtedy będziesz zdana na samą siebie, a twój los przestanie nas obchodzić. Zrozumiałaś?
       - Tak.
       Oczywiście, że rozumiem. Albo będę grała tak jak mi zagracie, albo kop w dupę i zdychaj pod płotem szmato. Urocze.
       Swoją drogą ciekawe, jak tu naliczają dni wolne… Generalnie czas wolny. Mam nadzieję, że nie tak jak… Gdzie to było? Chyba Chiny reżimu po trzeciej wojnie światowej. Praca trzynaście godzin na dobę, jeden dzień w miesiącu wolny. Jak ci ludzie potrafili tak żyć?
       - Doskonale – Miiko uśmiecha się pod nosem. – Skoro wszyscy już wszystko wiedzą, to sadzę, że możemy zakończyć sprawę. Chyba, że macie jakieś pytania?
       - Ja mam jedno – odzywam się. – Jaką tutaj funkcje pełnią prefekci? Ciągle słyszę, że oni – tu wskazuję na swoich opiekunów –  nimi są, ale co w związku z tym?
       - To powinna wyjaśnić ci Krajzan, ale skoro już pytasz… – Miiko wzdycha ciężko, w sposób dający do zrozumienia, że jestem dla niej tylko i wyłącznie problemem. – Prefekci odpowiadają za komunikację wewnątrz swoich Straży. Przyjmują i przekazują dalej skargi jednych strażników na drugich, rozmaite prośby, zwolnienia zdrowotne, pomagają się zorientować nowym strażnikom, sprawdzają zaopatrzenie, czasami przedkładają Szefom rozmaite inicjatywy i projekty… Jednym słowem są pomostem w kontaktach między Strażnikami a Szefami Straży i ich zastępcami. Każdy szef ma  dwóch zastępców, a Straż czterech perfektów. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała możesz się zgłosić do któregoś. To tyle… Czy może chcesz czegoś jeszcze?
       Czy chcę czegoś? Mnóstwa rzeczy ze świętym spokojem i powrotem do domu na czele. Jednak żadnej z nich nie dostanę, więc tylko potrząsam głową, na co Lisica uśmiecha się sztywno, a Krajzan unosi z krzesła i z drapieżną miną rusza ku mnie. Wygląda jak kot, który dostał żywą mysz do zabawy.
       - Chodź, przejdziemy do mojego gabinetu – mówi, a jej głos przypomina pomruk dużego, zadowolonego kota.
Gabinety, pokoje… Mam wrażenie, że dzisiaj cały dzień biegam z jednego do drugiego. Mój pokój, Alajei, gabinet Ewelein, Kero, a teraz pani gargulec. Spore, zdominowane przez czerń i czewień pomieszczenie zapełnione regałami, szafkami, szafeczkami oraz mnóstwem kufrów, kuferków i skrzyneczek.  To wraz z zawalonym papierami, masywnym biurkiem tworzy wrażenie pozornego bałaganu. Tak, pozornego. Moje sprawne oko zwolenniczki chaosu uporządkowanego bez trudu wychwytuje subtelne powiązania między stosami pozornie losowych przedmiotów. Wszystko urządzono tak, żeby Krajzan i tylko Krajzan  orientowała się, co, gdzie leży.
       No, może jeszcze ktoś. Obok stojącego na środku gabinetu biurka, w wielkim koszu wyleguje się na grzbiecie wielka, półprzeźroczysta ośmiornica. Gdy tylko zbliżam się, otwiera ślepia i spogląda na mnie kocimi ślepiami, nad którymi widnieje para kocich „uszu”. Czy to naprawdę są uszy, pojęcia nie mam, ale tak to wygląda.
       - Nie przejmuj się Landryną, jest przyjaźnie nastawiona. Bardzo lubi gości – Krajzan uśmiecha się do mnie szeroko, wskazując mi pusty, masywny fotel.
       Siadam. Czerwone, aksamitne obicie, miękki, obejmujący zad wkład, czarne drewno, sporo zdobień. Widać moja szefowa lubi gotyk i luksus. Oraz stwory rodem z rysunkowych pornosów. Mam nadzieję, że ona nocami z tą ośmiornicą nie…
       Liwia, porzuć temat. Zostaw. Nie wyobrażaj sobie tego. Multisieć zryła ci beret.
       - Sporo osób ma tu zwierzaki – mruczę, podczas gdy ośmiornica wesoło gulgocze i powoli wypełza ze swego legowiska, wesoło unosząc macki. Wygląda jakby węszyła.
       - To nie zwierzęta… Nie do końca. – Gargulica rozsiada się przede mną w wysokim fotelu i uśmiecha, obserwują z czułością Landrynę. – Wszystkie z tutejszych bestii rodzą się obdarowane magią, niektóre w stopniu znacznie większym niż reszta ich gatunku, chociaż nie potrafią jej wykorzystywać w stopniu większym niż pobratymcy. Jest to dla nich „pusta” cecha, lecz my potrafimy przekuć ją na korzyść. Obudzić tę magię, zmienić w potencjał, dzięki którym bestie stają się inteligentniejsze i silniejsze. W wyniku tej operacji zostają chowańcami,  naszymi towarzyszami…
       Acha. Czyli te wszystkie stwory, które czasem mijam na korytarzach to chowańce. Fajnie wiedzieć. Tylko dlaczego wszystkie obwąchują mnie jak kot ręce właściciela, który śmiał pogłaskać inne zwierzę? Żadne nie przeszło obok mnie obojętnie.
       - … Oczywiście cały proces nie obywa się bez skutków ubocznych. Chowańce wytracają popęd płciowy, stają się sterylne, a zwykłe bestie ich nie tolerują… A przynajmniej nie na dłuższą metę. Jednak ani nam, ani chowańcom to nie przeszkadza.
       - A czy… Argh!
       Landryna,  wykorzystując, że na chwilę odwróciłam się do Krajzan, wskakuje mi na kolana. Jej gładkie, przypominające wypolerowany kamień macki błyskawicznie owijają się wokół mojej twarzy, ramion i nóg.  Spod nich wydobywa się intensywne węszenie oraz gulgotanie.
Arrrghhh! To dziadostwo się przyzsawa i… Macki przy sobie zboczony, magiczny głowonogu!!!

Online

#66 18-08-2017 o 21h32

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

„Zresztą efekt psuje podenerwowany Kero, który stoi z boku nerwowo majtając ogonem” — jedna nerwowość w tym zdaniu wystarczy /static/img/forum/smilies/wink.png
„żeby ogłosić do której Straży została przydzielona Liwii.” — Liwia /static/img/forum/smilies/wink.png
NO! Jestem pod wrażeniem! Naprawdę się obawiałam, że zastosujesz ten najbanalniejszy chwyt i walniesz bohaterkę tam, gdzie nie chciała trafić. A tu takie pozytywne zaskoczenie! I pewnie wszyscy będą zadowoleni — Liwia, że nie trafiła na Eza, Ez, że nie trafił na Liwię i Nevra, bo jemu to tam pasi XD No, tylko ten kurs alchemii mnie zastanawia. Ale i tak jest nieźle.
W ogóle to ciekawe rangi stworzyłaś. Mam tu na myśli Szefów i Prefektów. Kolejna nowość! A Landryna to kochane stworzonko XD
Okej, tyle ode mnie. Cos krótki ten rozidzał, no ale cóż :’d Pozdrawiam!


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#67 23-08-2017 o 18h31

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Methrylis - Nie ma tak dobrze. U mnie tendencyjność na bok i spodziewaj się niespodziewanego xD Natomiast, co do kursu alchemii będzie on bronią obusieczną. Rang to właściwie jest więcej: Szefowi, zastępcy, prefekci (ranga druga z bonusem, właściwie to bardziej funkcja niż rang/stopień) i klasyczne rangi od jeden do trzy każda trzystopniowa. Przynajmniej na razie /static/img/forum/smilies/tongue.png

Dobrze, dziś większa partia tekstu bo nie miałam jak inaczej podzielić.

Antymagia. Rozdział 3 (cz 5)

       - Landryna! Zostaw ją! Co ty sobie wyobrażasz?!
       Ośmiornica zerka w kierunku swojej pani, wydaje z siebie przepraszający pisk i mrucząc jak kot cofa macki. Jednak nie ma zamiaru zleźć mi z kolan… Na swoje nieszczęście, bo spycham ją z nich, a stwór boleśnie ląduje na podłodze. Poobijany posyła mi pełne wyrzutu spojrzenie i odpełza w kierunku legowiska.
       - Przepraszam za nią. – Gargulica uśmiecha się krzywo. – Pierwszy raz zrobiła coś takiego. Chyba ją zaciekawiłaś, chociaż nie ma pojęcia czemu. Bez urazy. Hm… Może chodzi o te sztuczne kawałki ciebie?
       Och, widzę, że plotki na mój temat się rozchodzą. W sumie nic dziwnego, jestem tu obca i potencjalnie groźna. Pewnie Miiko z chęcią wcisnęłaby mi w tyłek kamerę… Gdyby tylko w tym prymitywnym świecie istniało coś takiego jak kamera.
       Krajzan tłumaczy mi mniej-więcej na czym polega praca w Straży w perspektywie dnia codziennego, czym będę się zajmować jako rekrut i tak dalej. Wynika z tego, moje główne zajęcia na najbliższe dni to: bieganie z wiadomościami, pomaganie strażnikom przy bramach, prace pomocnicze w laboratorium i zbrojowni oraz uczestniczenie w patrolach. Patrole mają mnie przygotować do „prawdziwej roboty”, cokolwiek to nie znaczy. Do tego szkolenia. Standardowe i to, które mają zafundować mi moi opiekunowie. Ach, no i oczywiście wynieś, zanieś pozamiataj czyli – w zależności od potrzeb – dyżury w kuchni, w pralni oraz standardowe latanie na mopie. Bez tego nie mogłoby się obyć. Szczęście w nieszczęściu, że dzień pracy zajmuje jedynie sześć godzin… W moim przypadku osiem, no bo jeszcze to zakichane szkolenie z opiekunami. Gorzej, że tygodnie są tu ośmiodniowe, a na tydzień przypadają jedynie dwa dni wolnego… Z tym, że póki się nie usamodzielnię, nawet w te dwa dni wolne będę musiała się przez dwie godziny uczyć. Oczywiście pytam czy mogę się poświęcić i brać tylko jeden dzień wolny na tydzień, a czasem w ogóle, żeby mi się reszta dopisywała do „urlopu”, żebym miała więcej czasu na poszukiwanie składników do portalu. Można. To fajnie.
       Mniej fajnie, że z miejsca dostaję grafik pracy na przyszły tydzień. Znaczy się, nie mam nic przeciwko samej pracy, ale zaczynam od dwugodzinnego dyżuru w pralni, a o praniu wiem naprawdę niewiele. Jestem wychowana w świecie brudoodpornych materiałów i maszyn, które piorą, suszą, odświeżają i prasują. Mniej-więcej znam teorię, ale to mniej niż więcej. Będzie „ciekawie”.

***

       Ech… Cztery pierwsze dni strażnikowania i mam dość. Nigdy nie zapomnę pierwszego dnia i starcia z głównym praczem – wielkim, spiczastouchym, złotoskórym facetem o wyglądzie gwałciciela jagniąt. Najpierw myślał, że żartuję mówiąc, że nie mam pojęcia o „klasycznym praniu”. Potem myślał, że żartuję sobie z niego i/lub udaję głupią, żeby wymigać się od pracy. Dopiero, kiedy przyniosłam mu swoją ziemską koszulkę i oblałam szklanką soku, a ta nie upaskudziła się, zrozumiał. Praczki miały ubaw. Do tej pory nabijają się ze mnie. No i będą się jeszcze długo nabijać, bo pranie polega na obsłudze wielkich, napędzanych ręcznymi kołowrotami bębnów, ogromnych kadzi i tarek. O prasowaniu i wielkich, ciężkich żelazkach nie wspomnę. Po dwóch godzinach byłam kompletnie wykończona, a czekało mnie jeszcze półtorej godziny treningu ogólnego z bronią. Trenerka od razu zrozumiała, że dawanie mi prawdziwej włóczni czy miecza do ręki to nieporozumienie – najpierw skaleczyłam siebie, potem ją. Skończyłam wywijając drewnianymi broniami ćwiczebnymi, przy czym i tak parę razy przywaliłam jej. Zresztą nazajutrz, kiedy uczyłam się strzelać, też nie wyszło najlepiej. Szybko doszłyśmy do wniosku, że ja i łuk raczej nie zaprzyjaźnimy się ze sobą … A na pewno nie zaprzyjaźnię się z nikim wokoło, jeżeli będę miała łuk w rękach. Tylko dzięki refleksowi innych rekrutów obyło się bez wypadków, aczkolwiek jakiś wielki, ptakopodobny chowaniec pożegnał się z paroma piórami z ogona. W końcu zostajemy przy lekkiej kuszy, z którą na szczęście się dogaduję… Ciężka niestety jest dla mnie za ciężka, no i żeby ją naciągnąć potrzeba niemało pary w rękach. Z dobrych informacji stosunkowo dobrze sprawuję się w kuchni. Odkryłam przed Karuto, że saszetki z kwaśnymi proszkami to galaretki i pokazałam mu jak je przyrządzić, on przyrządził je lepiej – zamiast wody użył gorącego soku – po czym dostał bonusu do samooceny i był milusi jak czekoladowy zajączek do końca mojego dyżuru. Urządzam mu też kurs „żywność liofilizowana twoim przyjacielem” oraz „ty i dania instant – praktyczność i wygoda”. O oznaczeniach żywności i tak dalej nie wspomnę. Do tego uzupełnianie jego książki kucharskiej przepisami z tyłów opakowań, których ani on, ani nikt inny nie potrafił rozczytać. W sumie to się nie dziwię. Wszystkie są zapisane w uniwersie – międzyplanetarnym językiem powstałym na początkach podboju kosmosu i baaardzo długo po tym, jak Faelien opuścili Ziemię. Na tłumaczeniu korzysta na tym nie tylko on. Raz się napatoczyła się Ykhar i widząc, co robimy z Karuto, zaczęła notować przetłumaczone przepisy, a potem zwinęła puste opakowania, żeby w spokoju spróbować rozkodować „tajemniczy dialekt”. Oczywiście wszystko na tajniaka… A wystarczyłoby poprosić mnie o pomoc, to bym w tydzień, dwa nauczyła ją podstaw. Ech… Nie ufają mi, to widać, słychać i czuć. W pełni rozumiem, ale tracą przez to wspaniałą okazję. Wysłaliby mnie powrotem na Ziemię, a ja poprzez grzybowe kręgi fundowałabym im regularne dostawy żywności w zamian za jakieś cenne pierwiastki, które występują tu pospolicie. Ktoś już wspomniał, że jest tu sporo złota, a te dawniej kosztowało nie mało i nadal do najtańszych nie należy… W końcu metal tak doskonale sprawujący się w układach komputerowych zawsze będzie miał wzięcie. Pewnie inne, ciekawe substancje też się znajdą. Może nawet okrtanoid albo kryształy saprenifiksowe. Albo mithrillium…
       To byłoby piękne, znaleźć grudę mithrillium i wrócić do domu. Byłabym ustawiona na całe życie. Swoje oraz czyichś wnuków i prawnuków, w zależności komu zapisałabym forsę. Ech, marzenia…
       - Przyznam się, że zaskakujesz mnie. Taki niemagiczny małpiszon, a potrafi wytworzyć proste sole. No i nawet nie polałaś się niczym żrącym ani niczego nie potłukłaś. Jestem PRAWIE pod wrażeniem. Chociaż trochę szkoda. Gdybyś wysypała sobie zasadę sodową na twarz, byłoby niezłe przedstawienie.
       Marzenia, marzeniami, ale tymczasem muszę sobie radzić z mobbingiem. Właściwie to ów mobbing ignorować, bo niestety nie mogę temu przeklętemu elfowi wlać flaszki kwasu fosforowego do gardła, chociaż dzięki temu świat byłby lepszy. Ech… Dwie godziny pracy w laboratorium alchemii, kiedy jest tu Ezrael, to zajęcie dla psychicznego masochisty. Wczoraj była tu ze mną Vivt, krasnoludzka alchemik i druga z prefektów Absyntu. Różnica w atmosferze pracy nieporównywalna. A dzisiaj, z tym dupkiem… Grr…
       Pomijając milczeniem jego radosne komentarze, przelewam uwodniony siarczan magnezu do słoja tudzież wielkiego tygla i odstawiam na bok – ktoś inny zajmie się odwadnianiem. Siarczanem magnezu czy jak kto woli solą gorzką, mimo dostępności magicznych medykamentów, eldaryańscy medycy nadal leczą zaparcia i opóźniają porody. Wczoraj dla odmiany pozyskiwałam chlorek żelaza, używany tutaj do uzdatniania wody, no i potrzebuje go zaprzyjaźniona „huta” do przerobu rudy miedzi, z której później wytwarza dostarczaną do kuźni Straży stal. Obeznani mniej-więcej z laboratoryjną robotą zawsze znajdą tu jakieś zajęcie.
       Dobrze, teraz tylko umyć szkło, a potem szkolenie z Valkyonem… W ostatnich dniach uczył mnie Nevra, chociaż „uczył” to nieco za duże słowo. Po prostu podrzucał przetłumaczone na polski notatki z zakresu polityki, historii i kultury tutejszych ludów oraz opisy co ważniejszych ras, a potem znikał. Sądząc po wręcz kaligraficznym piśmie i zapachu damskich perfum, który bił od pergaminów, notatki sporządza jakaś zbałamucona przez niego strażniczka. Jednak muszę mu to przyznać – za każdym razem na następny dzień przepytywał mnie z „zakresu materiału” upewniając się, że przyjęłam wiedzę, no i cierpliwie odpowiadał na ewentualne pytania. Inna rzecz, że zajmowało to ledwie dwadzieścia minut, a nie dwie godziny. Ale nie narzekam – sama miałam w tym czasie lepsze rzeczy do roboty, chociażby zdalne nadzorowanie poczynań Lidii w domu.
       Ciekawe co mnie czeka z  Valkyonem… Z tego, co obiło mi się o uszy, ma mnie podszkolić w walce. Obiło o uszy w sensie, że instruktorka, po tym jak przylałam jej raz i drugi ćwiczebną włócznią, głośno i wyraźnie poprosiła go o to. Jej ton sugerował, że w razie odmowy zostanę uduszona.
       Ezrael nie daje za wygraną. Cały czas gdy myję zlewki, próbówki i resztę majdanu kracze mi nad głową. Raz nawet próbuje przestraszyć, żebym upuściła trzymane w rękach szkło. Drań chyba próbuje mnie sprowokować. Mam nadzieje, że szybko pójdzie po rozum do głowy, inaczej przekona się do czego jestem zdolna. A jestem zdolna do wielu rzeczy… Na przykład do zafundowania mu tygodniowej sraczki. To tak na początek.
       Kończę mycie, uwalniam się od jego towarzystwa i uciekam na dwór, gdzie na moje nieszczęście panuje okropny skwar. Nienawidzę lata. Nie cierpię temperatur powyżej trzydziestu stopni, a jeszcze bardziej nie znoszę suchego powietrza. Niestety JEST środek lata, a od kilku tygodni, z tego co mi wiadomo, panuje susza. W prawdzie zasoby wody pitnej nie zostały jakoś mocno naruszone – jeszcze nie – ale mam wrażenie, że gdybym splunęła, to ślina wyparowałaby w locie.  W dodatku mundur Straży nie został stworzony do takich temperatur. Przyznaję, jest o wiele lepszej jakości niż ciuchy codzienne, które mi dano, a materiały zestawu letniego, chociaż mocne i łatwe do prania, są przewiewne, ale… No cóż, tunika z długim rękawem, długie bryczesy i wysokie do kolan, skórzane buty o wzmacnianych metalem noskach to nie odzież na upał. Nie wspominając o tym, że mundur Straży Cienia jest w prawie zupełnie czarny. CZARNY.
       Ech, chyba zaraz się rozpłynę.
       - Liwia!
       Odwracam się i widzę pędzącą ku sobie Alajeę. Zresztą nie tylko ja ją widzę.. Dziewczyna, chociaż szczupła, ma chyba najobfitsze kształty w całej Straży. Spocona, z rozsznurowanym dekoltem i bujającym się na prawo i lewo biustem ściąga liczne, męskie spojrzenia… A nawet parę damskich.
       Hm… Ciekawe czemu Nevra nie próbuje do niej uderzać? Czyżby nie przepadał za rybami?
       - Tak? Słucham cię.
       Syrena przystaje i przez chwilę ciężko sapie. Jej również upał i suche powietrze nie służą. Chyba nawet bardziej niż mnie.
       - Kiedy masz najbliższe wolne? – wykrztusza w końcu.
       - Za dwa dni, a czemu pytasz?
       - A co będziesz wtedy robić?
       - Spać do południa i jeżeli pogoda się nie zmieni, pocić się jak świnia.
       - Znaczy nie masz planów? – szeroki uśmiech przecina jej okrągłą, zaczerwienioną i zalaną potem twarz.
       - Można tak powiedzieć…
       - Super! Bo mam jeszcze trochę wolnego i Karenn też to byśmy wtedy też wzięły, bo ona bardzo chciałaby cię poznać, a ciągle się mijacie. Zrobiłybyśmy sobie piknik albo wyskoczyły do miasteczka… Ale tak pod wieczór, bo w dzień za ciepło. Co ty na to?
       Co ja na to rybeńko? Ech… To, że lubię cię, jesteś miła, pozytywnie zakręcona, ale też bardzo męcząca, a twoje towarzystwo łatwo można przedawkować. I nie sądzę, żebym chciała poznać Karenn. Słyszałam jak Ykhar i Kero o niej rozmawiali, i nie spodobało mi się to, co usłyszałam. Jednak, biorąc pod uwagę rolę jaką muszę przed wami wszystkimi odgrywać, lepiej, żebym poszła. Poszła, udawała względnie przyjazną i dużo się uśmiechała.
       - Dobrze, ale niezależnie od tego czy mam wolne czy nie i tak obowiązuje mnie szkolenie w ten dzień, znaczy dwie godziny, z którymś z chłopaków. No i jeżeli pójdziemy do miasta, nie możemy długo zostać. Muszę się wyspać przed kolejnym dniem pracy.
       - W porządku, dostosujemy się. – Alajea błyska zębami w szerokim uśmiechu, który spływa wraz z potem z jej czoła. – Uff, ale skwar – sapie. – Szczęście, że w tym tygodniu sprzątam piwnice, tam jest względnie chłodno. A ty gdzie pędzisz, że biegasz w tym czarnym wdzianku po dworze?
       - Mam dodatkowe szkolenie z posługiwania się bronią z Valkyonem.
       - Cholera, to da ci wycisk. On strasznie wymagający w tym względzie. Przy tym upale będziesz miała szczęście, jeżeli nie padniesz… Dobrze, to ja lecę! Powodzenia!
Syrena ucieka, a ja zostaję sama pośrodku zalanego jaskrawym słońcem podwórza.
       Jest trzydzieści pięć stopni, a Valkyon ma mi dać wycisk… Coś mi mówi, że pod koniec dnia zatęsknię za laboratorium i Ezraelem.
       Przychodzę na plac ćwiczeń i pierwsze co, to dostaję ochrzan od Valkyona, że się spóźniłam i to aż dwie minuty. Tęgi ochrzan. Taki z niewielką ilością słów, ale okraszony surowym wyrazem twarzy i spojrzeniem ciężkim jak wór cegieł. Ciekawe jakby zareagował, gdybym spóźniła się o dziesięć? Zainwestował w wymowną światłość z niebios i gromki głos najwyższego czy może przeszedł do kar? Hm… Lepiej nie sprawdzać. W prawdzie NA RAZIE jest najbardziej porządku z prefektowego trio, ale wygląda mi na kogoś, kto bez wyrzutów sumienia kazałby mi kopać trzydziestometrowy rów melioracyjny.
       - Zalia wspominała, że względnie dobrze radzisz sobie z kuszą i najlepiej będzie trenować cię w tym kierunku. – Spogląda na mnie oceniająco. Wynik tej oceny to dwa z wielkim minusem i to tylko dlatego, że mam wszystkie kończyny. – Broni ręcznej, która odpowiadałaby tobie, póki co nie znalazłyście.
       - No nie.
       Ale chyba masz ambicję dzisiaj ją znaleźć, skoro przytaszczyłeś cały ten złom, co to leży na kocu. Wielkie noże, siekierki czy też toporki, tłuczki bojowe, pałki wszelkich rozmiarów i tak dalej.
       - Jakich dokładnie broni próbowałaś?
       - Krótkiego i długiego miecza, krótkiej i długiej włóczni, kija.
       - A sama używałaś kiedyś jakieś broni?
       - Jak pracowałam w handlu zdarzyło mi się zapoznać z kastetem, no i rzecz jasna paralizatorem.
       Do pewnego sentymentu łączącego mnie z granatami lepiej się nie przyznawać… Podobnie z zatrutymi igłami.
       Tłumaczę mu chwilę, co to paralizator. Wydaje się bardzo zainteresowany, ale nie przeciąga tematu.
       - Dobrze, znaczy się broń kontaktowa, nic długiego. Dostaniesz kastet, mamy ich nadto, ale to nie jest dobra broń na dłuższą metę, raczej wyjście awaryjne. Kiedy ktoś rzuci się na ciebie z mieczem czy nawet kijem, lepiej nadto nie polegać na nim. Hm… Sprawdźmy toporki, a potem może przejdźmy do noży i pałek…
       Wycisk to za małe słowo. Sadyzm byłby lepszy. Nim Valkyon w końcu przyznaje, że toporki to nie najlepsza broń dla mnie, jestem już spocona jak świnia i poobijana. Do czasu kiedy odrzuca też noże przypominam człowieka-gówno… A przynajmniej tak śmierdzę. Niestety sadysta nie odpuszcza i bierzemy się za te pałki. Po długiej serii prób i błędów,  okazuje się, że pałencje to właśnie to, a konkretniej rzecz ujmując taka jedna średniej długości, okuta metalem z krótkimi bolcami. Taki morgernsztern dla ułomów.
       - Dobrze, chyba nic lepszego dla ciebie nie znajdziemy, ale to już coś. Tą bronią możesz odeprzeć kogoś w starciu, ale przyjmijmy, że twoim głównym orężem będzie kusza.
       - Tak też przyjmuję… - sapię. – Zakładam, że w razie możliwego starcia kontaktowego ucieknę na drzewo i zajmę się ostrzałem… Ewentualnie będę biec przed siebie, wołając o ratunek.
       Marszczy brwi. Najwyraźniej nie podoba mu się moje nastawienie. I dobrze. Mnie się nie podoba jego. Koleś najwyraźniej oczekuje, że dołożę wszelkich starań aby stać się super-bojowniczką, a do tego będę godnie stawiać czoła wszelkim niebezpieczeństwom. Niebezpieczeństwom Staży, nie moim.
       - Dobrze, to może pokażesz mi jeszcze jak strzelasz?
       - Ale ja rąk nie czuję, a jutro też mam służbę! Muszę umieć utrzymać w łapkach miotłę i takie tam!
       - Pokaż jak strzelasz.
       Grrr…
       Co jest z tym gościem?! W ogóle nie wydaje się zmęczony, chociaż stoi, tak jak ja, w tym piekielnym ukropie. Machał też sporo bronią, pokazując jak jej używać. Do tego w trakcie treningu parę razy przyłożyłam sama sobie, a parę razy jemu. W tym jemu raz porządnie – będzie miał elegancki siniec na ramieniu.  Czy on zamierza wyszkolić mnie w ciągu jednego dnia czy jak? A może to spisek? Zamęczy mnie na śmierć i Straż będzie miała ze mną spokój?
       - Naprawdę nie możemy odłożyć tego do jutra? Jestem spocona, lepka, wycieńczona i poobijana, a przez ten skwar zaraz dostanę jakiegoś udaru. Ledwo ruszam rękoma. Celności ode mnie to ty teraz nie uświadczysz.
       - Nie, nie może. – Obrzuca mnie badawczym spojrzeniem. – Podobno chcesz jak najszybciej wyruszyć szukać składników do portalu. Musisz umieć walczyć. Nie potrafiąc walczyć będziesz bezużyteczna.
       - Po pierwsze prawie każdą sytuację da się rozwiązać w sposób inny niż klasyczna walka. Po drugie po dzisiejszym dniu nie nauczę się niczego tylko będę  cholernie obolała i wykończona.
       - Nasi rekruci muszą umieć walczyć, nie ważne do jakiej Straży należą i muszą nauczyć się tej sztuki jak najszybciej. Nie ważne czy będą obolali i zmęczeni. Muszą umieć wspierać innych w walce i…
       Wspierać innych w walce? Ty chyba kpisz!
       - Ale ja NIE JESTEM waszym rekrutem. Nie mam zamiaru nikogo wspierać w walce, a przynajmniej nie, jeżeli będzie się to wiązało z narażeniem mojego życia na bezpieczeństwo. Generalnie bić się zamierzam tylko wtedy, gdy naprawdę nie będę miała innego wyboru. Nie wiem, jak u was wygląda z obiegiem informacji, ale powiedziałam Miiko, że mając do wyboru wasz interes lub swój, wybiorę swój.
       - To niezbyt honorowe.
       - Uczciwe. Wy nie odsyłacie mnie do domu, bo dbacie przede wszystkim o swój interes i swoich ludzi, ja nie mam zamiaru iść z pieśnią na ustach do boju, bo dbam o siebie i siostrę, którą zostawiłam w domu.
       Spogląda na mnie marszcząc brwi, a w jego oczach połyskuje wyraźna niechęć. Nie wiem, czego oczekiwał. Że będę osłaniać strażników własną piersią czy jak? Że pójdę wykonać każdy, nie ważne jak szalony rozkaz, wrzeszcząc „bogowie, honor, Eldarya!”? Głupi jest czy co?
       - Twoje lekcje nie pójdą na przód, jeżeli nie widzisz w nich sensu – mruczy po chwili.
       - Widzę sens, tylko bardzo bym prosiłam o zastosowanie w stosunku do mnie metody małych kroczków. Nie mam zamiaru robić za dzielną strażniczkę, bohaterować czy poświęcać się dla Eldaryi czy jakiegokolwiek kawałka lądu ani chodzić spać z okrwawionymi od ćwiczeń dłońmi.
       - Do okrwawionych dłoni to jeszcze daleka droga, uwierz mi. – Krzyżuje ramiona na piersi i spogląda na mnie surowy wzrokiem. – Pokaż jak strzelasz. Trzy trafienia i cię zwalniam na dziś.
       Pokaż jak strzelasz, pokaż jak strzelasz. Dobrze strzelam. Jestem świetna w rzutki, a jak po pijaku rzucałam kiedyś z bandą Rosjan nożami do celu, też mi nieźle szło… Tyle, że byłam pijana no i koniec końców musiałam uciekać przed wkurzonym kelnerem. Na szczęście miał nóż w kolanie, więc nie był zbyt szybki.
       Ciężko wzdychając biorę kuszę, nakładam na nią bełt, uważając, żeby nie przyciąć sobie przy tym palców jak ostatnio i celuję w słomowego ludka, na którym ktoś – zapewne Valkyon – przywiesił podziurawioną jak ser szwajcarski tarczę. Celuję, strzelam, trafiam. Gdyby to była powieść, a nie prawdziwe życie, pewnie trafiłabym w sam środek. W prawdziwym życiu nie ma tak dobrze… A przede wszystkim nie ma celownika. W każdym razie trafiam dość blisko środka, żeby być usatysfakcjonowaną. Gdybym celowała w prawdziwego człowieka na pewno miałby przeszyte płuco i spore krwawienie wewnętrzne. Zerkam na Valkyona, który z uznaniem kiwa głową. Bełt, naciągnięcie, celowanie, strzał, trafienie. Tym razem nieco bliżej, chociaż przyznaję – dłoń mi zadrżała. Po półtorej godziny machania różnorakimi broniami mam naprawdę słabe ręce. Do tego to cholerne słońce, wali mi prosto w oczy. Niestety pana honorowego wojownika najwyraźniej to nie wzrusza.
       A żeby go trafiło. Pomyśleć, że na wejściu wydawał mi się najbardziej normalny z nich wszystkich.
       Ech… Nie ma co się nad sobą użalać. Jedziemy dalej: bełt, naciągnięcie, cel, dziecko.
       !!!
       Dziecko!!!

Online

#68 23-08-2017 o 19h49

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Co za dramatyczne zakonczenie! I jak tu byc cierpliwa? /static/img/forum/smilies/big_smile.png

" Czy on zamierza wyszkolić mnie w ciągu jednego dnia czy jak? A może to spisek? Zamęczy mnie na śmierć i Straż będzie miała ze mną spokój?" - coz, wciaz opisujesz Valkyona moich wyobrazen, jakze sie ciesze, iz wygral ankiete.

Pozostale postacie takze swietnie ujete, niezmiennie na tym samym, wysokim poziomie. Zlosliwy i dziecinny (tak!) Ezarel i lekko podchodzacy do swych obowiazkow Nevra (to wyslugiwanie sie /static/img/forum/smilies/wink.png ) oraz wymyslone przez Ciebie osoby wespol ze pozostalymi, znanymi z gry, stanowia zywy i interesujacy tygielek spoleczny.

Wiecej, wiecej, prosze o wiecej /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez Laique (23-08-2017 o 19h50)

Offline

#69 24-08-2017 o 00h06

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

Te twoje rozdziały są naprawdę długaśne, skoro dzielisz je na części. Mnie by szlag trafił, gdyby miała cokolwiek rozdzielać, bo staram się tak dopasowywać części, by jedna miała choćby troszeczkę wspólnego z drugą, a takie rozdzielenie by mnie ostro wkurzyło XD U ciebie to gra, bo właściwie dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że to części rozdziałów, a nie całe rozdziały ;v
Ach, Landryna! Ona jest super /static/img/forum/smilies/big_smile.png Co tak surowo potraktowała tego rozkosznego stworka? Aż mi go szkoda. I fantastycznie wymyśliłaś całą organizację panującą w Kwaterze — brzmi to naprawdę ciekawie i przede wszystkim… hm, prawdopodobnie. Ciekawa sprawa i zastanawiam się, jak Liwia sobie z tym wszystkim poradzi :v
„Ciężka niestety jest dla mnie za ciężka,” — heh, to specjalny zabieg, czy powtórzenie? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„Wszystkie są zapisane w uniwersie – międzyplanetarnym językiem” — zła odmiana. „Wszystkie są zapisane w uniwersie – międzyplanetarnym JĘZYKU”
„Na tłumaczeniu korzysta na tym nie tylko on.” — po co to „na tym”, skoro wcześniej wspomniano, że „na tłumaczeniu”? /static/img/forum/smilies/wink.png
„Raz się napatoczyła się Ykhar” — wystarczy jedno „się” /static/img/forum/smilies/big_smile.png Długie akapity tak mają.
„[…]dawniej kosztowało nie mało” — ‘niemało’ c:
Och, to piątka! Też nienawidzę lata. Ach, jakże ja się cieszę, że nadchodzi jesień. I „winter is coming”! <3
„Dostaniesz kastet, mamy ich nadto, ale to nie jest dobra broń na dłuższą metę, raczej wyjście awaryjne. Kiedy ktoś rzuci się na ciebie z mieczem czy nawet kijem, lepiej nadto” — aż dwa „nadto” brzmi podejrzanie.
„Nasi rekruci muszą umieć walczyć, nie ważne do jakiej Straży należą i muszą nauczyć się tej sztuki jak najszybciej. Nie ważne czy będą obolali i zmęczeni.” — „nieważne” po dwakroć /static/img/forum/smilies/wink.png
„tylko bardzo bym prosiłam” — ‘prosiła’ c:
Ale koniec piękny XDDD Jakie dziecko, do diabła? Elliot może? Tak wracając do początku z fabułą, to o świetnej organizacji już wspomniałam. To było oczywiste, że treningi z chłopakami będą męczarnią, aczkolwiek ten z Nevrą był najbardziej spoko i to mnie nie zdziwiło. Tylko Ez tu jakoś tak mało denerwujący :v Ale jestem zdziwiona wyciskiem, jaki dał Valkyon — też średnio za nim przepadam, ale żeby aż tak ją mordował? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Choć w tym duecie jestem #teamliwia, a to dzięki tej przemowie dotyczącej ratowania własnej skóry. Babka ma rację — dlaczego miałaby walczyć za kogoś, kogo nie zna i kto jej za grosz nie ufa? Liwia ma martwić się tylko o siebie i o  swój powrót do domu. Choć z drugiej strony Valk to honorowy wojownik i właściwie nic dziwnego, że nie rozumie tak egoistycznej postawy.
Takie długie odcinki to mi się podobają! Oby więcej takich. po cichutku też liczę, że może i od ciebie kiedyś doczekam się komentarza dłuższego niż jedno zdanie, błędów nie licząc. Ok, tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i pozdrawiam!


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#70 28-08-2017 o 18h43

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Methrylis Czemu tak potraktowano Landryniakę? A gdyby mackowaty stwór wlazł na ciebie i zachowywał się tak, jakby gdzieś tam stała ekipa filmowa +18 rodem  kraju kwitnącej wiśni, nie byłabyś wkurzona? A co do radzenia sobie, to Liwka JAKOŚ sobie poradzi. Nie ma specjalnego wyboru... Trening z Nevrą jest na razie spoko. NA RAZIE. A Valkyon ją morduje, bo zwyczajnie ni ogarnia, że w ludzkim świecie można spędzać większość czasu siedząc jak np Liwia przez ostatni rok. Bez techniki chcą-nie chcąc dzień w dzień odchrzania się mniej lub więcej fizycznych zajęć, a ona co najwyżej spacerowała. Ale nadal nie ma aż tak złej kondycji - po prostu walka wymaga specyficznych ruchów. Ez ma być denerwujący /static/img/forum/smilies/big_smile.png Właściwie to wszyscy mają być mniej lub bardziej denerwujący ;]

@Laique Jakoś dożyła (chyba), więc się da /static/img/forum/smilies/big_smile.png. A tygielek społeczny jest i nie raz będzie kipić /static/img/forum/smilies/big_smile.png W każdym razie ciesze się, że postaci dobrze mi wychodzą. Zawsze boję się przegiąć albo zbytnio je usztywnić.

POWOLI zbliżamy się do takiej jakby akcji. Ale POWOLI. Do tego bardzo tak-jakby. A teraz bez dalszego, zbędnego spoilerowania ZAPRASZAM:

Rozdział 4 (cz 1)

        Boże dzięki ci za refleks ręka-oko. Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki. Gdybym zastrzeliła tego grzdyla, miałabym przerąbane. Kij z tym, że ten drąc japę jak syrena policyjna, wbiegł przed tarczę, jak strzelałam. Pewne i tak byłaby to wina „tej wstrętnej człowiek”. Nie wspominając o tym, jaki cyrk musiałabym odgrywać. Udawanie szoku, łez, przepraszanie i tym podobny syf.
        Ech… Jak mały chciał oddać przysługę doborowi naturalnemu i się zabić, to mógł iść popływać na pełne morze i utonąć. Ale nie… Lepiej mnie doprowadzić do stanu pozawałowego. No właściwe mnie i Valkyona, który w momencie stał się o trzy tony jaśniejszy.
        Bełt tkwi dokładnie dwa, może trzy centymetry nad prawym uchem smarkacza, który przestraszony na sekundę przestał wyć, po to, żeby teraz ryczeć ze zdwojoną mocą. Mały wygląda jak dziecięca wersja Pana z greckiej mitologii, boga-barana, począwszy od owczych uszu, poprzez baranie rogi, klimatyczną tunikę i głos. Drze się tak, że nic tylko uciekać byle dalej od niego.
        - Skończ beczeć! – krzyczę, na co mały zająkuje się i znów zaczyna ryczeć. Im bliżej podchodzę do niego, tym głośniej.
        - Merry! – głośny krzyk przecina powietrze. – Merry, na kryształ, Merry, powiedz, że nic ci nie jest!
Odwracam się. W ślad za chłopcem pędzi zdyszana i wyraźnie przerażona Ykhar. PRZERAŻONA. Jak na mnie powinna być wściekła. Kiedy dzieciak wbiega do strefy zakazanej dla przypadkowych przechodniów, ignoruje wielkie znaki sugerujące, że każdy, kto je minie może skończyć jako wielki szaszłyk, należy go solidnie złoić, a nie trząść się nad nim. Jedno dobre, że mamuśki nie ma w pobliżu. Znając moje szczęście, to pewnie jedna z tych roszczeniówek uważających swoje potomstwo za święte krowy.
        Ykhar dobiega do młodego, ogląda go ze wszystkich stron, tuli i uspokajająco głaszcze po głowie. Ten, mimo utulenia, serii zapewnień, że już wszystko dobrze i tak dalej, nie przestaje wyć… Ale znajduje chwilę, żeby pomiędzy salwami płaczu wskazać paluchem moją skromną osobę i poskarżyć „a ona na mnie krzyczała!”.
        Wstrętny, mały grzdyl. Powinna mu się przytrafić moja mama. Oduczyłaby go pokazywania paluchem i darcia mordy bez powodu.
        - To pewnie dlatego, że sama się wystraszyła. Przecież prawie cię postrzeliła. – Uspokaja go Ykhar.
        - Nie. To dlatego, że na to zasłużył. Na to, na solidne zruganie i co najmniej na tygodniowy szlaban albo tydzień karnych prac. Prawie się zabił i to przez własną głupotę! Uciekał ci. Miał gdzieś, że tu wolno wchodzić tylko strażnikom. Zignorował znaki ostrzegawcze. Wbiegł mi pod kuszę! Był nie dość, że nieposłuszny, to jeszcze bezmyślny! Gdybym ja coś takiego zrobiła w jego wieku, mama urządziłaby mi piekło na ziemi…!
        - Ci…! Nie widzisz, ze się wystraszył?!
        - I dobrze! Może zapamięta to sobie i następnym razem, jak będzie chciał zrobić coś równie debilnego, to pierw pomyśli.
        - To tylko dziecko!
        TYLKO DZIECKO. Jak ja nienawidzę tego pseudo-argumentu. Tak, jest dzieckiem. Tylko i AŻ dzieckiem, które kiedyś będzie dorosłym. Dlatego ZAWSZE jak zrobi coś złego, powinien dostać ochrzan, który wytłumaczy mu co zrobił źle i dlaczego oraz karę. Może dzięki temu nie wyrośnie na debila. Głaskając dzieciaki po głowie i skacząc wokół nich, gdy tylko zabeczą, wyhoduje się armię nieodpowiedzialnych, niezaradnych emocjonalnych upośladów.
        - Dlatego wypadałoby wtłoczyć mu do łepetyny trochę rozumu, zanim dorośnie. Dwudziestoletni bachor może być trudny do przeżycia.
        - To co? Sądzisz, że krzyczenie po nim załatwi sprawę? Wrzask jest rozwiązaniem?
        - Nie. To nie musi być wrzask. – Klękam przy dzieciaku, łapę jego twarz i przybliżam do swojej, tak, żeby musiał mi patrzeć w oczy. Nie jest to przyjemne, biorąc pod uwagę, że całą buzię ma w smarkach i łzach. – Czy kochasz swoją mamę?
        Zaskoczony i przestraszony dzieciak przestaje beczeć. Próbuje odwrócić twarz do Ykhar, szukając u niej wsparcia, ale ściskam ją mocniej. Dygocząc z tłumionego płaczu, spogląda mi w oczy.
        - Czy kochasz swoją mamę? – powtarzam pytanie.
        - T-tak – odpowiada cicho.
        - A twoja mama pewnie kocha ciebie, tak?
        Kiwa głową.
        - Osoby, które się kochają nie lubią patrzeć jak jedna z nich cierpi, prawda? Cierpią jak drugie cierpi.
        Kolejne kiwnięcie.
        - Rozbiłeś sobie kiedyś kolano? Tak porządnie? Albo zrobiłeś inną krzywdę?
        - T-tak. Miałem złamaną rękę. Bardzo bolało, ale mama powiedziała, że byłem dzielny.
        - Trafienie z kuszy bolałoby dwa razy gorzej, a może nawet jeszcze bardziej – wskazuję na wbity koło niego bełt. – I bolałoby o wiele dłużej, chyba, żebyś umarł na miejscu. Chociaż nawet, gdybyś przeżył postrzał i tak mógłbyś umrzeć potem. Wiesz, co to jest śmierć?
        Kiwa głową, a do jego oczu ponownie napływają łzy.
- Pomyśl o swojej mamie. Pewnie czułaby się strasznie, gdyby dowiedziała się, że umarłeś prawda? Byłaby bardzo smutna.
        - Liwia, przesadzasz – syczy Ykhar.
        - Płakałaby. Bardzo – wydusza z siebie malec.
        - Tak. Czułaby się bardzo długo, bardzo źle. Pękłoby jej serce. A to wszystko dlatego, bo nie słuchasz. Pewnie mówili ci nieraz, żeby tu nie przychodzić, ale nie posłuchałeś. Ani zakazów ani znaków. Zakazy nie są po to, bo tak chcemy i już. Są po to, żebyś sobie nie zrobił krzywdy. Są po to, żebyś kogoś nie zranił. Żebyś nikogo nie zmartwił. Czasem, bardzo rzadko można łamać zakazy, ale trzeba mieć ku temu ważny powód i wszystko dobrze przemyśleć. Beczenie i wbieganie komuś pod strzałę, nie ma nic wspólnego z myśleniem. Nigdy więcej czegoś takiego nie rób. Zrozumiano?
Mały kiwa głową, a jego broda dygocze, sugerując, że zaraz znowu rąbnie płaczem.
        Nie chcąc ryzykować narażenia swoich uszów na ryk smarkacza wstaję, wciskam zaskoczonej Ykhar kuszę i bez słowa odchodzę.
        Jak na dziś mam dość. Najpierw tortury psychiczne spod ręki Ezraela, potem fizyczne made by Valkyon, a na koniec drący japę szczeniak i nadopiekuńcza Zajączek. Doś, dość i jeszcze raz dość. Idę pod prysznic, a potem wskakuję do łóżka i zostaję w nim do jutra! Jeżeli ktoś spróbuje mnie z niego wyciągnąć, skoczę na niego z pazurami… O ile będę miała siły.
        Matko kochana, wszystko mnie boli. Jutro to nie będzie wstanie z łóżka, tylko zmartwychwstanie. Za co to wszystko? Za co, za co, za co?!
        Prysznic, lekki obiad za kupony, żeby nieco osłodzić sobie żywot i do wyrka. Niestety słodkie wyrkowanie nie trwa długo, bo po półtorej godziny ktoś zaczyna walić w do drzwi. Naprawdę, gdyby mi zostało chociaż trochę więcej sił, osoba dobijająca się skończyłaby w strefie zagrożenia życia i zdrowia.
        A kto to się dobija? A Ykhar. Przepraszająco uśmiechnięta, co nieco dziwi biorąc pod uwagę, że kiedy wciskałam jej w łapy kuszę miała spojrzenie, jakby chciała zdzielić mnie czymś ciężkim. Najlepiej tą kuszą.
        - O co chodzi? – pytam, starając się, żeby moja mowa ciała obwieszczała wielkimi, drukowanymi literami „zostaw mnie w spokoju”. Niestety Zajączek chyba ma problemy z czytaniem.
        - E… Mam dwie sprawy – zaczyna zmieszana, strzygąc uszami. – Po pierwsze przepraszam za to jak zareagowałam na twoją reakcję na Merry’ego. Jestem trochę przewrażliwiona na jego punkcie. Wiesz, to jeden z dzieciaków ze Schroniska…
        Wszystkie grzdyle tutaj to albo dzieciaki ze Schroniska, albo odwiedzające strażników rodziny. Z tego co rozumiem, to Schronisko jest swego rodzaju wioską-obozem zaraz za murami Kwatery Głównej dla wyjątkowo poszkodowanych przez los, którzy w zamian za pomoc Straży, obiecują jej całkowite posłuszeństwo. Jak na mnie, to niezbyt mądry układ, ale co ja tam wiem.
        -… Trafił do nas w okropnym stanie psychicznym, podobnie jak jego matka. Zaczęliśmy go trochę rozpieszczać, kiedy chce potrafi być naprawdę uroczym malcem. Jednak po przemyśleniu sobie wszystkiego, doszłam do wniosku, że miałaś rację. Valkyon i jego matka… Znaczy się matka Merry’ego, nie Valkyona, i Valkyon… Też tak uważają. Mały próbował naskarżyć swojej mamie na ciebie i porządnie mu się za to oberwało.
        - A druga sprawa? – pytam, przeczuwając, że to nic miłego i zaraz się wkurzę.
        - Zgubił się chowaniec Merry’ego. Kero zasugerował, żebyś go poszukała wraz z małym, skoro masz tak dobrą rękę do dzieci.
        Zapamiętać: zemścić się na Kero. W sposób prosty, ale paskudny.
        - A czemu wy tego nie zrobicie, znaczy ty albo Kero?
        - Bo za pół godziny mamy cotygodniowe spotkanie ze szefami Straży. – Uśmiecha się przepraszająco. – Wiesz, musimy im zdać tygodniowe raport…
        - Wszystko rozumiem, ale na niańkę jakiegoś płaczliwego gówniarza się nie pisałam. Na Borfolda,… Za co?!
Ykhar krzywi się.
        - Chyba nie lubisz dzieci, co?
        - A ty lubisz dorosłych?
        Zajączek mruga zaskoczona. Jej twarz sama w sobie wyraża pytanie, nie musi nic mówić.
        - Każdy dorosły jest inny, podobnie z dziećmi. Jednych się lubi innych nie. – Wyjaśniam. – Z tym, że dziećmi trzeba się jeszcze zajmować i je wychowywać, no bo są dziećmi. Na wychowanie kogokolwiek się nie piszę, nie pisałam ani nie będę pisać. To dodatkowy obowiązek, którego nie mam najmniejszego zamiaru się podejmować. Nie zamierzam też się rozmnażać, nikogo adoptować ani bawić w przedszkolankę. A co do TYMCZASOWEGO, nie przekraczającego kilku godzin opiekowania się dziećmi i przebywania w ich towarzystwie, to jeżeli dzieciak ogarnięty, można z nim zamienić parę sensownych słów i tak dalej, to nie ma sprawy. Niestety ten smark…
        - Merry.
        - Dobra, niech będzie, Merry. Merry to atencyjna beksa. Prawda, rozmawiałam z nim góra pięć minut, ale rzadko mylę się w tych sprawach. W dodatku ochrzaniłam go, więc pewnie będzie obrażony i trudny we współpracy.  I niewiele mnie obchodzi, że jest uroczy, kiedy ma dobry humor. Demony z siódmego kręgu czeluści piekielnych też pewnie potrafią być urocze, jeżeli tego chcą.
        - No cóż, nie do końca się z tobą zgadzam, ale w pewnych kwestiach masz rację i rozumiem twój punkt widzenia… – zaczyna ostrożnie. – No ale niestety musisz to zrobić. Ale nie martw się, dopilnuję, żeby zostało to potraktowane jako mini-misja i odejmiemy ci czas na szukanie chowańca od najbliższego dnia pracy. Sama się tym zajmę.
        - Dobra, to co to za chowaniec?
        Chowaniec Merry’ego to młody crylasm. Z tego, co mi opowiada Ykhar, młode osobniki przypominają jagniątka z tym, że mają półprzeźroczyste, niebieskie różki i niewielkie, błękitne skrzydełka, dzięki którym potrafią podlatywać na krótkie odległości oraz bardzo wysoko skakać. Dorastając zmieniają się powoli w coś w rodzaju alpaki o porożu godnym łosia, a ich skrzydła przestają pełnić jakąkolwiek funkcję. Z tego co mówi Ykhar wynika, że młody wcześniej już miał Chowańca, ale był tak uroczym i przemiłym dzieciakiem, że tamten uciekł. Dlatego, zamiast nabić szczylowi rozumu do głowy, a przede wszystkim wytłumaczyć mu, że żywe stworzenia to nie zabawki, co to jest odpowiedzialność i tak dalej, dali mu nowego. No i teraz zaczyna się powtórka z rozrywki. Smark zaniedbał swoje „jagniątko” albo dał mu w kość do tego stopnia, że te uciekło.

Online

#71 28-08-2017 o 20h05

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 673

Nawet nie dokończyłam czytać, ale już muszę napisać: masz u mnie dożywotnie propsy za to, że zbeształaś tego gnoja Mery'ego, nienawidzę go. Aż się zdziwiłam jak w jednym z pierwszych odcinków obraził Erikę, a ta go uspokajała??? Na jej miejscu chętnie bym mu kazanie puściła, masakra jak mnie wkurza ten szczyl XDD ciśnij mu, dobrze!!!! byłabym okropną matką
Dobra, dałam upust emocjom to czytam dalej

Biję pokłony za to, jak bez litości jeździsz po tym bachorze.
Normalnie aż nic innego nie mogę napisać, bo satysfakcję mam zbyt wielką XDDD
No nic, czekam na kolejne rozdziały i jak już wcześniej pisałam, raz na jakiś czas się wypowiem jak będę miała co napisać oprócz "podobało mi się"


⮚tumblr⮘
https://i.imgur.com/Wm8BdJN.jpg https://i.imgur.com/gspDoQC.jpg
take a freek'n sip babes...

Offline

#72 28-08-2017 o 22h46

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

A cóż ten rozdział taki krótki? Hm, no trzeba się cieszyć z tego, co jest! Więc czytam.
Ach, więc tym dzieciakiem jest Mery! A Liwia mogłaby być choć troszkę milsza, skoro właśnie o mało co nie ustrzeliła małego xd Okej, swoją drogą, że sam tam wlazł, ale mimo wszystko xd
„ze się wystraszył” — „że”
Aczkolwiek przyznam, że ta przemowa pod tytułem „kochasz swoją mamę?” jest naprawdę dobra.
„tygodniowe raport” — tygodniowy raport
Szkoda, że rozdział krótki i malutko się w nim działo. Ale cóż, jak sama u siebie wspominałam, czasami i takie są potrzebne. No nic, tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i pozdrawiam! c:


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#73 28-08-2017 o 23h06

Straż Cienia
Waioleta
Przyjaciółka chowańców
Waioleta
...
Wiadomości: 3 672

Siemanko wpadłam wieczorkiem z chęcią przeczytania czegoś i dobrze że zajrzałam do ciebie. Ogólnie co do rozdziału powiem dwie sprawy. Pierwsza idealna dla mnie długość miło sie czytało. Druga ta zjebka na Merriego była przepiękna. Super mi się ją czytało. Życzę ci weny i nie umiem doczekać się kolejnego rozdziału.


https://d30womf5coomej.cloudfront.net/sa/f6/21c051e7-f5d1-49d7-a0b3-119744945ca4.png

Offline

#74 02-09-2017 o 13h57

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 313

@Fujiemen - Ja generalnie nie znoszę dzieci, ale akurat Liwia nie ma tego problemu ;], chociaż może się wydawać inaczej /static/img/forum/smilies/big_smile.png. Mnie po prostu zirytowało to jak został przedstawiony w grze czy raczej stosunek strażników do niego. Mały jest kłopotliwy, płaczliwy i ma tendencje do pakowania się w tarapaty - mimo tego, ci toleruja go bez jednego, złego słowa, głaszcząc po główce i pozwalają plątać się pod nogami. Bo to jeszcze dziecko. Coś nie tak, szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności przyrody w szczególności, znaczy sytuację Eldaryan, gtożącą im wojnę domową - dzieciaki powinny być szkolone, żeby słuchać na akord dla ich własnego dobra, bo zagrywki małego, rozpieszczonego smarka mogą się skończyć dla nich i nie tylko śmiercią.
W każdym razie ciesze się, że się podobało. (Aczkolwiek nie łapię/nie pamiętam o co chodziło z tą Ericą)

@Methrylis - Krotki? trzy strony z hakiem, times 12, to moja standardowa długość! Ostatnim razem było więcej to teraz już się marudzi, hę? Hm... Hmm.. Dużo w sumie nie napisałaś, poza tym, że Liwia mogłaby być milsza, co godziłoby w jej drogę duchową zgorzkniałej zołzy /static/img/forum/smilies/tongue.png. A tak serio to chodzi raczej o kontrast wychowania - mamcia Liwka była specyficzną, wspaniałą, ale przerażającą kobietą o której będzie kiedyś-tam w wspominkach. I siostry E zostały wychowane w bardzo specyficznie twardą ręką... Na miejscu Mweey'ego nie płakałyby tylko zajmowałyby się błaganiem, żeby nikt o niczym nie wspominał ich rodzicom.
W każdym razie cieszę się, że miałam mało błędów. Wee progres /static/img/forum/smilies/big_smile.png (a teraz czekam na postrzał przy tym rozdziale /static/img/forum/smilies/neutral.png)

@Waioleta - ja tu myślałam, że będą widły i pochodnie za to jak Liwka potraktowała grzdyla, a tu wszyscy "ciśnij mu, ciśnij!". Chyba pod następnym rozdziałem wrzucę kompilację wypadków z udziałem dzieciaków xD W każdym razie miło mi i liczę, że ta część też się spodoba


Rozdział 4 (cz 1)

        - Nie lepiej pozwolić pocieszyć się biednemu crylasmowi wolnością, a małemu dać do zrozumienia, że póki nie nauczy się opiekować zwierzakami, nie dostanie nowego? – pytam.
        - Rzecz w tym, że chowańce to nie do końca zwierzęta. Są prawie równie inteligentne jak faery i naprawdę potrafią o siebie zadbać, nawet jeżeli mają niezbyt odpowiedzialnych opiekunów. Zresztą Fluffym, znaczy crylasmem, Merry zajmuje się dobrze. Po ucieczce jego becoli, wraz z jego matką dopilnowałyśmy, żeby mały zrozumiał potrzeby crylasma, nie męczył go i tak dalej. Rzecz w tym, że Fluffy sam jest młody, a do tego… Hm… Sprytny to niezbyt dobre słowo… Cwany, o tak. To mały, puchaty cwaniak. Kiedy ma dość Merry’ego, kryje się po kątach. Zwykle znika tylko na pół godziny, góra na godzinę. Czasem jednak ukrywa się przez dłuższy czas, bo wie, że wtedy mały dostanie histerii i wszędzie będzie chodził z iglo, takimi specjalnymi lodami, przysmakiem dla crylasmów. Merry wszędzie zostawia te lody, robiąc ścieżki do swojego domu, żeby tylko Fluffy wrócił, a Fluffy… No cóż, wraca. Nażarty tak, że ledwo potrafi chodzić i zadowolony. Nieczuła, becząca kupa wełny. – Zajączek potrząsa głową, a jej uszy zabawnie trzepoczą. – Podejrzewam, że tym razem Fluffy wszedł do jakiejś dziury i nie potrafi z niej wyjść, bo nie ma go już prawie cały dzień. Pomóż go znaleźć. Merry jest bardzo przywiązany do crylasma. Już stracił siostrę, co o mało nie stracił matki, a becola uciekł od niego. Jeżeli straci i Fluffy’ego to się załamie.
        W tym momencie współczucie powinno boleśnie mnie dźgnąć. Powinno. W końcu sama, jeszcze jako nastolatka, straciłam oboje rodziców, prawie straciłam siostrę, a potem i o babcię upomniała się pani Kostucha. Niestety nic z tego, sama nie wiem czemu. Chyba jestem nieczułą, podłą, zołzą. No cóż – nikt nie jest idealny.
        W każdym razie prośba Zajączek jest rozsądna, zresztą i tak jej nie mogę zignorować. Kazano mi słuchać poleceń wyższych stopniem. No to idę, chcę czy nie. Merry szczęśliwie czeka na mnie tam, gdzie wedle słów Ykhar miał czekać – przed wejściem do Kwatery Głównej. Na ponurej, zaczerwienionej od płaczu, pyzatej buźce maluje się wyraz determinacji. Widząc mnie pochmurnieje i krzywi się. Wyraźnie nie cieszy się na widok tej „wrednej baby, która na niego nakrzyczała”. Uczucie jest odwzajemnione. Ja też nie cieszę się na widok zasmarkanego mazgaja. No ale mam mu pomóc. Muszę. To rozsądne zadanie. I proste – mam nadzieję. Zresztą nie chodzi tu tylko o tę beksę, ale też o jego crylasma, który może siedzieć gdzieś zamknięty, spragniony i przestraszony.
        - Ykhar mówiła, że mam ci pomóc szukać Fluffy’ego.
Mały potakuje, przyciskając do piersi wielką, pełną nieokreślonego czegoś torbę. Na pewno to te całe lody iglo. Ech… Ładnego przyjaciela sobie znalazł – takiego, co go trzeba przekupywać słodyczami, żeby zadawał się z tobą. Aż mi się przypomina ten stary, dziecięcy przytyk „w dzieciństwie, przed wyjściem na podwórko, mama wiązała ci na szyi sznur kiełbasy, żeby chociaż psy się z nim bawiły!”.
        - Dobrze, to może powiesz mi, gdzie już szukałeś, żebyśmy daremnie nie szukali tam po raz drugi?
        Merry nadspodziewanie grzecznie wymienia wszystkie miejsca, gdzie szukał. Nie mogę powiedzieć, że mały nie jest staranny. Sprawdził większość obszaru Kwatery Głównej, a Ykhar po wypadku strzeleckim ze mną w roli głównej, pomogła przeszukać mu pola ćwiczebne. Bez rezultatu. Właściwie to zostały do sprawdzenia tylko piwnica, lochy i składzik na ostatnim piętrze oraz tereny zewnętrzne.
        Zaczynamy od Kwatery Głównej. Składzik pierwszy do odstrzału, potem bierzemy się za podziemia, gdzie panuje przyjemny chłodek i mam okazję nieco odsapnąć. Niestety po chowańcu ani śladu, chociaż sprawdziliśmy każdy zakamarek, szczelinę i tak dalej. Merry nie przejmuje tego dobrze.
        - Fluffy uciekł! Uciekł tak jak Chlapuś! – wyje.
        - Przestań płakać, bo nic to nie da, a tylko oczy ci zapuchną i jeszcze przez to coś przeoczysz.
        Malec prawie natychmiast zaciska usta i przestaje płakać, chociaż cały dygocze od tłumionego szlochu.
        - Wątpię, żeby Fluffy uciekł, Ykhar mówiła, że go rozpieszczasz. Prędzej schował się gdzieś i utknął, albo wlazł do czyjejś zagrody czy tam komórki i został przypadkiem zamknięty.
        - A jak go ktoś ukradł?
        - Po co? Nie wiem po co ktoś miałby kraść ci chowańca. Crylasmy, z tego co mówiła mi Ykhar, nie są rzadkie ani szczególnie cenne.
        - Fluffy jest BEZCENNY! – krzyczy chłopiec.
        - Dla ciebie tak, bo jest twoim przyjacielem. Ale dla innych to tylko zwykły crylasm. Dobrze, rozejrzymy się jeszcze na zewnątrz, póki jeszcze nie ma ciemno. Jeżeli go nie znajdziemy, to jutro dobrze byłoby, żebyś popytał sąsiadów czy czegoś nie zamykali i tak dalej. Może gdzieś go zatrzasnęli przez przypadek i nawet nie zauważyli. Dobrze, a teraz powiedz mi, gdzie się lubi chować… W sensie, że na zewnątrz…
        - W Eel.
        - Tak, gdzie w Eel lubi się chować.
        Okazuje się, że magiczne jagniątko ma sporo takich kryjówek. Pusty pień na skraju lasu, szczelina pomiędzy głazami na równinach, zarośla puszystego ostu, pień samotnego drzewa to tylko niektóre z wymienionych przez malca miejsc. Dużo do sprawdzania, zatem niezwłocznie, szybkim krokiem ruszamy w drogę.
        Muszę przyznać, że to dla mnie niemal przygoda – do tej pory ani razu nie opuściłam murów bezpiecznej Kwatery Głównej. Niby z okien biblioteki mniej-więcej widać, co znajduje się na zewnątrz, ale podziwianie z daleka, to co innego niż zobaczenie wszystkiego na własne oczy… I zostanie zobaczoną. Mam nadzieję, że prawo Murphy’ego nie zadziała i na dzień dobry nie natknę się na jakiegoś wielkiego, głodnego zwierza z apetytem na ludzkiego kotleta.
        Nastawiając uszu, zwracając uwagę na każdy szczegół i dźwięk przechodzę wraz z Merry przez bramę. Ze Strażniczego Wzgórza rozścieła się wspaniały widok na okolicę: łąki, las do którego biegnie droga z białego kamienia no i rzecz jasna Schronisko – dziesiątki przypominających chatki z piernika, drewnianych domków, oplecionych sznurami na bieliznę, płotami i tak dalej.  Gdzieś tam jest dom tej małej beksy i – być może – szopa czy zagroda, w której zablokował się jego chowaniec. Mam nadzieję tylko, że crylasm nie wpadł do studni i nie utonął, bo wtedy dzieciak zapłacze się na śmierć.
        Ech to moje czarnowidztwo…
        Nie przeciągając sprawy, zabieramy się za odszukiwanie i przeszukiwanie kryjówek Fluffy’ego, nawoływanie go i uważne słuchanie czy gdzieś nie rozlega się płaczliwe beczenie. Niestety bez rezultatu. Jagnię przepadło bez wieści. Jestem zawiedziona. Myślałam, że znalezienie chowańca to prosta sprawa, ale niestety nie wygląda na to… No i szczerze powiedziawszy, jestem też zawiedziona otoczeniem. Przyznaję, brak wszelkiego rodzaju stworów witam z ulgą, ale poza tym… Wszystko wokół dobijająco wręcz przypomina Ziemię. Nawet Eden, spokojniejsza i żyźniejsza wersja Ziemi, jeżeli chodzi o naturę, wgląda o wiele bardziej imponująco. Morza pomarańczowo-czerwonych traw, strzeliste drzewa o zielonych, nakrapianych pniach i fioletowo-pomarańczowych liściach, srebrzyste skały. Kwiaty o półprzeźroczystych, przypominających kryształy liściach. Luminescencyjne ważki. A tu… No cóż, wiele „ziemskich” planet jest bardziej „fantasy” od tego świata.
        Kończymy z obrzeżami lasu, okolicami wioski, trawiastą równiną, idziemy na plażę. I znów nic. Wracamy, kręcimy się po wybrzeżu, głównie po klifach, oglądając stromizny i przeszukując chaszcze. Właściwie bardziej niż szukam crylasma to pilnuję Merry’ego, żeby nie spadł z klifu. Szczęście przynajmniej tu malec wykazuje trochę rozsądku i nie podchodzi do krawędzi.
        - Dobrze młody, dzisiaj chyba już nic nie zwojujemy. Trzeba wracać. Zaraz zacznie robić się ciemno. - Wskazuję na powoli zachodzące słońce. Za jakieś pół godziny powinno skryć się za horyzontem, a naprawdę nie chcę pozostawać poza murami po zmroku. Nie bez lampy, latarni, pochodni czy co oni tu mają i nie bez kuszy… Albo chociaż solidnej pałki, którą mogłabym przywalić napastnikowi.
        Ech, tęsknię za swoim paralizatorem. Kilkaset woltów i poczucie bezpieczeństwa wzrasta.
        Mały nie reaguje dobrze na moje słowa. Wielkie złoto-zielone oczy momentalnie wypełniają łzy.
        - A-ale nie znaleźliśmy go.
        - Po ciemku na pewno go nie znajdziemy.
        - Sprawdźmy jeszcze tu, ten kawałek – mały wskazuje na rosnący przy klifach las. – Tam jest dużo krzaków i drzew, co mają dziuple i takie jakby jamy pod korzeniami. Prooszęęę…
        Zerkam w kierunku lasu. Bieganie po rosnących na skalistym podłożu chaszczach, tak blisko klifu, kiedy wokół zapada półmrok absolutnie nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Niestety mały nie tylko zaczyna płakać – łzy ciekną mu po twarzy jak dwa wodospady, ale na szczęście jeszcze nie wyje – ale też zaczyna się trząść jak w febrze. Nadchodzi atak histerii, a ten jeszcze mniej mi pasuje niż wieczorne wędrówki po lesie. Pół biedy jeżeli szczyl będzie się drzeć czy – nie wiem – padnie na ziemię i zacznie walić pięściami w grunt albo tłuc się po głowie. Gorzej jeżeli wyjąc jak syrena popędzi do lasu, co jest bardzo możliwe w tej sytuacji. Nie złapię go. Nie ma szans. Grzdyle, chociaż mają krótsze nogi, potrafią być zaskakująco szybkie, poza tym ja, w przeciwieństwie do niego, nie znam terenu.
        Już wyobrażam sobie miny strażników, kiedy mówię im, że Merry zwiał mi do lasu i nie wiem, co z nim. Zaciukaliby mnie wzrokiem a śmierć.
        Ech, trzeba iść na ustępstwo. Niewielkie, tylko takie, żeby mały się uspokoił i był bardziej skłony do współpracy.
        - Dobrze, ale szukamy TYLKO do zachodu słońca. Potem, zanim zapadnie zmrok, szybko odprowadzam cię do domu. Nie pomożemy Fluffy’emu, jeżeli sami się zgubimy albo biegając po nocy połamiemy sobie nogi, spadniemy z klifu, wpadniemy do jamy i takie tam.  Ba! Jeżeli nam się stanie krzywda, to o Fluffym już nikt nie będzie pamiętał.
        Mały potakuje i przeciera brudną łapą twarz. Teraz ma i łapsko, i japę brudne, a do tego smarki rozmazane wszędzie dookoła. Dlaczego dzieciaki muszą być takie obrzydliwe? Ech… Jedno dobre, że sprawia wrażenie w miarę ugodowego. Wystarczyło go tylko w odpowiedni sposób postraszyć.
        Ech, zaczynam być ekspertem w zakresie emocjonalnej manipulacji. Jakby to powiedział Otto „laleczko, nie dość, że gubisz własne sznurki, to jeszcze bawisz się cudzymi i zamieniasz w lalkarza”. Swoją drogą ciekawe co u starego cwaniaka? Pewnie dalej bawi się wszczepami, struktorami i genami, grając na nosie wszelkiego rodzaju mafiom, policji i rządom. Możliwe nawet, że już w ogóle nie przypomina człowieka.
        Wchodzimy w las, a każdy nasz krok jest – przynajmniej jak na mój gust – upiornie głośny. Suche runo i podszyt szeleszczą, a gałązki łamią się z trzaskiem. Wszystko to maskuje nieco gorący wiatr, który szarpie gałęziami wyzwalając serie, szumów, szmerów i klekotu obijających się o siebie konarów. Niestety wcale mnie to nie pociesza, bo przy każdym głośniejszym dźwięku muszę się powstrzymywać, żeby nie podskoczyć.
        Nie lubię lasów. Takich, których nie znam – nieustannie mam wrażenie, że obserwują mnie dziesiątki, setki oczu. I pewnie obserwują: owady, drobne gryzonie, ptaki, nieznane ssaki. Na łonie natury NIGDY nie jest się samotnym. Natura nie na słowa „prywatność”. Rzecz w tym, że tutaj nie mam pojęcia czy wśród śledzących mnie istot nie znajduje się coś niebezpiecznego.
        Rozglądamy się dokładnie, uważnie, a słońce coraz bardziej zbliża się do linii horyzontu i powoli za nim ginie. Jeszcze trochę i będziemy mogli wrócić do domu. Jeszcze chwila i…
        - Patrz! Kopytka!
        Ucieszony Merry ciągnie mnie za rękaw i pokazuje ścieżkę śladów. Rzecz w tym, że to nie są ślady jednego zwierzęcia, a kilku. Wleczonych. W dodatku wokół jest mnóstwo połamanych gałęzi, a ktoś wyraźnie usiłował zatrzeć za sobą trop.
        Włosy na karku stają mi dęba, serce przyspiesza, a żołądek zawiązuje się na supeł.
        Jasna cholera! To przesada! Przecież miałam małemu pomóc szukać jagniątko, a nie pakować się w kłopoty. Losie! Nie przeginasz ty trochę?
        - Wracamy – syczę do Merry’ego, automatycznie schylając się w pół, tak, aby być niewidoczną pomiędzy krzewami.
        Bogu dzięki, że nie należę do Straży Obsydianu – czerwień i srebrzysta szarość cholernie rzucałyby się w oczy pomiędzy zielonymi zaroślami. Odziana w czerń wyglądam jak kolejny cień.
        - A-ale ślady… Kopytka. Fluffy musi gdzieś tam być!
        - Nie tylko Fluffy, ale też mnóstwo innych crylasmów. Mały, coś tu jest nie tak i to jak wszyscy diabli! Wracamy do Kwatery Głównej, wrócimy tu potem z posiłkami…
        - Nie! Muszę znaleźć Fluffy’ego!
        Nim udaje mi się go pochwycić, mały już pędzi wzdłuż ścieżki.
        Ja chromolę. Dlaczego z grzdylami zawsze są jakieś melodramaty rodem z tandetnych filmów okołofamilijnych?!

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (02-09-2017 o 13h58)

Online

#75 02-09-2017 o 21h06

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 20 771

Nie pisałam wiele, bo faktycznie ani za dużo błędów nie narobiłaś, ani też w odcinku aż tyle się nie działo. Możliwe też, że byłam zmęczona — najczęściej komentuję odcinki późnym wieczorem i to różnie na mnie wpływa XD No ale dobra, jest kolejny, więc bierzmy się!
Generalnie to już na początku coś mi zgrzytnęło. Mianowicie rozdział zaczynasz od dialogu — i to jest spoko, sama lubię ten zabieg — ale potem przechodzisz do długaśnej odpowiedzi. I w sumie czytelnik nie ma pojęcia, kto jej odpowiada. Aby się dowiedzieć, musi sięgnąć do poprzedniego rozdziału, a nie na tym to chyba polega, prawda? Dlatego już w pierwszym wersie wypadałoby dać coś po myślniku, typu: „— odpowiedział XXX” albo coś takiego. Tak dla ułatwienia. Podpowiedź jest dopiero pod sam koniec długiej wypowiedzi i moim zdaniem to nieco za późno.
Tak przy okazji uwagi o „czy”, to może powinnam też zwrócić uwagę na przecinki? Bo na przykład tutaj też powinnaś go walnąć, przed „to”: „Jeżeli straci i Fluffy’ego to się załamie”. Chodzi o zasadę, że dwa czasowniki powinno się rozdzielać, a tu masz ‘straci’ i ‘załamie’.
Mam tylko nadzieję, że nikt nie pomyśli, że te nasze wytykanie błędów to złośliwość. I że ty sama tak nie myślisz! Po prostu gdybym bała się krytyki i miała ci za złe, że coś ci się nie podoba w moim pisaniu, to po prostu przestałabym tutaj publikować. A tak to przynajmniej możemy się czegoś nauczyć.
„W każdym razie prośba Zajączek jest rozsądna” — właściwie to czemu tego nie odmieniasz? W sensie „prośba Zajączka”?
„Widząc mnie pochmurnieje i krzywi się” — lepiej unikać zostawiania „się” na końcu.
Btw taka ciekawostka, że nie wszystkie powtórzenia są złe, bo niektóre wyglądają wręcz dobrze jako podkreślenie pewnych rzeczy. Tak jak tu: „wyraźnie nie cieszy się na widok tej „wrednej baby, która na niego nakrzyczała”. Uczucie jest odwzajemnione. Ja też nie cieszę się na widok zasmarkanego mazgaja. No ale mam mu pomóc”.
szukałeś, żebyśmy daremnie nie szukali tam po raz drugi?” — no dobra, to już lekko kuje w oczy. Zwłaszcza że tuż obok jest coś takiego: „Merry nadspodziewanie grzecznie wymienia wszystkie miejsca, gdzie szukał”. Potem zaś masz „przeszukać”. To się ziomki faktycznie nieźle naszukali.
„póki jeszcze nie ma ciemno” — ‘nie jest ciemno’ /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Piszę ten komentarz od godziny. W międzyczasie obaliłam z mamą butelkę wina, więc wracam po przerwie i mogę zauważać mniej błędów. Przepraszam. :v
„Szczęście przynajmniej tu malec” — takie samo „szczęście” tu nie pasuje. Więc albo dasz przecinek, by jakoś to podkreślić, albo napiszesz zwyczajnie „Na szczęście”, i wtedy bez przecinka.
Przed wszelkimi ‘jeśli’ czy ‘jeżeli’ też wstawiamy przecinek.
„[…]mnie wzrokiem a śmierć.” — „na śmierć” /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„który szarpie gałęziami wyzwalając serie, szumów, szmerów i klekotu” — wyzwala serie szumów i klekotu. Więc tu nie trzeba przecinka.
No dobra, teraz sam odcinek. Chyba zaczynam cię rozumieć, dlaczego u ciebie większość komentarza to wypisywanie błędów, a znaczna mniejszość to fabuła. Bo tu, choćbym chciała inaczej, jest podobnie. Długo się zastanawiałam, do czego właściwie to opowiadanie zmierza, bo cały czas były tylko wyjaśnienia lub mniej sensacyjne akcje, jak chociażby szukanie chowańca Marry’ego. Bądź co bądź, za nami naprawdę sporo odcinków i jak dotąd nie było żadnego przełomu. Teraz być może jest, bo za szukaniem chowańca chyba kryje się coś więcej w związku ze znalezieniem śladów. Dlatego teraz naprawdę jestem ciekawa, co będzie, jak bohaterowie pójdą dalej w las i liczę na to, że teraz fabuła naprawdę przyspieszy ^^ To nie jest żadna wada, tylko po prostu chyba jestem przyzwyczajona do tego, że od razu coś jest na rzeczy.
No nic, tyle ode mnie. Ostatnio stwierdziłaś, że komentarz był zaskakująco krótki. No to się odkułam /static/img/forum/smilies/big_smile.png Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam! /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (02-09-2017 o 21h06)


||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||  Wszyscy dają  A S K A  to jo tyż   ||
I   L O V E   Y O U    T H R E E    T H O U S A N D


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

Strony : 1 2 3 4 5 ... 12