Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 5 6 7 8 9 ... 12

#151 26-01-2018 o 16h02

Nowo przybyła
Zarya
...
Wiadomości: 8

Przychodzę z przeprosinami. Już od jakiegoś czasu śledzę z ukrycia Twoje opowiadanie. Za każdym razem jesteś w stanie mnie rozweselić, co ostatnio znaczy dla mnie naprawdę wiele. Wydaje mi się, że za tak przyjemną terapię „dziękuję” to zdecydowanie za mało, a ja ani razu nie odezwałam się nawet słowem. Dlatego właśnie przepraszam i postaram Ci się odwdzięczyć, wychodząc regularnie „z ciemności”. Nie wiem, czy to wystarczy, ale więcej chyba nie mogę od siebie dać.

Wyszło może trochę zbyt poważnie jak na forum gry przeglądarkowej dla nastolatek, ale trudno. /static/img/forum/smilies/smile.png

Jeżeli chodzi o najnowszą część, to chciałabym odnieść się do tego, co napisała @Methrylis. Roztargnienie Ezarela w tej sytuacji akurat mi do niego pasuje. Owszem, okazja do żartu idealna, ale elf pewnie przez ten incydent z Oraclrem (i przez te wszystkie inne problemy) nie może nawet w nocy spać, bo się zadręcza tym, że jest coś, czego nie rozumie i nie może rozwiązać. W ogóle Twoja kreacja Ezarela bardzo mi się podoba (i zresztą nie tylko jego). Na początku wydawało mi się, że przez swoją urazę do Liwii zachowuje się trochę dziecinnie, ale im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że faktycznie w grze też czasami zamienia się w takiego naburmuszonego dzieciaka.

A odnośnie Leiftana – ciężko go sobie wyobrazić w różnych sytuacjach towarzyskich, bo gra serwuje go nam naprawdę mało, ale myślę, że idziesz w ciekawym kierunku. Zastanawiam się, jaki rodzaj upokorzenia mu zafundujesz xD (Niby Liwia już mu na głowę zwymiotowała, ale w porównaniu z resztą panów to chyba za mało /static/img/forum/smilies/wink.png ).

Ach, i jeszcze jedno: dlaczego Ula niczego przy Leiftanie nie wyczuwa? Czyżby tak dobrze maskował swoje zamiary? A może masz inny pomysł na Leiftana, niż Beemov? Jestem ciekawa. /static/img/forum/smilies/smile.png

Życzę weny i pozdrawiam!

Ostatnio zmieniony przez Zarya (26-01-2018 o 16h03)

Offline

#152 30-01-2018 o 20h10

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - historia o weselu jest jednym z wielu powodów, dla których Liwia nie ma odczucia wstydu w stosunku do czegoś takiego jak kradzież majtek czy ogólnie bielizna (bardzo dużo wstydu wykreowało odporność)... przynajmniej póki ta, którą ma na sobie jest czysta i w miarę zabudowana. Co idzie też za tym, że Liwia praktyczna i raczej nie czułaby się zażenowana nawet wychodząc w bieliźnie na zatłoczoną ulicę, no bo w końcu bikini są dużo bardziej skąpe, a kobietki na plaży noszą. A Valkyon to nie sierota tylko wstydliwy i wrażliwy chłopczyna o wielkich gabarytach ;]A Leif trudno, żeby nie zachowywał się najnormalniej, skoro nie jest z resztą szczery i coś kombinuje... To, że Liwka kombinuje i robi czasem za świruskę, to inna rzecz ;]

@Zarya - komencik wynagrodził długie milczenie. Jest jak ciepła kąpiel po paskudnym, pełnym stresu dniu, w trakcie którego zaliczyło się ulewę, zawieruchę i porządne wymarznięcie. Miło wiedzieć, że to, co się robi, komuś poprawia nastrój i pomaga /static/img/forum/smilies/smile.png A nastolatką nie jestem od 10 lat więc no problem /static/img/forum/smilies/wink.png
          Tak, w tej sytuacji właśnie miałam coś takiego na myśli - ze rozważajac jakiś problem Ez się może Wyłączać tracąc z lekka kontakt z otaczającą go rzeczywistością.
          Ula wyczuwa różne rzeczy przy Leifanie i niektórymi się z Liwią podzieli, ale nie wyczuwa z jego strony wrogości do niej, ani jej obecnego, najbliższego otoczenia. A na niego, Ashkora i innych mam w sporej części własne pomysły, bo tak jak kiedyś napisałam, w pewnym momencie fabuła opowiadania odejdzie od fabuły gry. Na razie z gry jeszcze czerpię, bo mi pasuje pod ogólny zarys mojej historii /static/img/forum/smilies/wink.png

Rozdział 8 (cz 1)

          Wielki atak śmiechu wstrząsa stołówką. Stojący za kontuarem Karuto zgina się w pół i głośno rechocze, a po jego policzkach spływają łzy rozbawienia. Siedzący naprzeciwko mnie Ezrael puszcza miodowe bańki nosem – nim zaczął się śmiać miał nieszczęście wziąć spory łyk lepkiej substancji. Chrome wyje, Karenn od półgodziny próbuje posłać mi zniesmaczone spojrzenie. Spod opaski spłakanego ze śmiechu Nevry cieknie stróżka łez, świadcząca, że cokolwiek nie spotkało jego oko, to kanały i gruczoły łzowe pozostały nienaruszone. Alajea wydaje z siebie głośne, przypominające gdakanie dźwięki, jeszcze bardziej nakręcając tym kwiczącą Ykhar. Wsparty o ścianę Madda tarasuje swym wężowym ogonem przejście, Krajzan leży na stole czerwona na twarzy wydając z siebie nieartykułowalne dźwięki. Ula, aby ukryć, że się śmieje, umknęła na zewnątrz. Nawet stonowany zwykle Valkyon chichoce jak głupi.
          Ellre, obecnie nieudolnie próbujący stłumić rubaszny rechot, przed ostatni tydzień ciężko pracował nad tym, aby każdy, kto ma chwileczkę czasu zapoznał się z moją weselną opowiastką. Oczywiście w związku z tym wiele osób zaczepiało mnie i wypytywało. Dziś postanowiłam zaspokoić ciekawość Ezraela, który zaczął drążyć temat, reszta nadstawiła uszu, no i cóż… Mój talent komediowo-gawędziarski posiał prawdziwy pogrom. Kiedy doszłam do momentu jak suknia matki panny młodej zajęła się ogniem, a ta, żeby ugasić ogień rzuciła się w błocko, gdzie dopadł ją rozochocony knur, który wcześniej ścigał mnie, wszyscy padli. No może nie wszyscy. Arcz, Drek i parę innych osób musiało gwałtownie opuścić stołówkę, żeby skorzystać z toalety.
          - Ty nie masz za grosz samokrytyki! – burczy Karenn, kiedy w końcu łapie oddech. – Opowiadać takie rzeczy o sobie. Gdyby mi się coś takiego przytrafiło, zrobiłabym wszystko, żeby to nie wyszło na jaw. Naprawdę…
          No tak. Wampirzyca należy do tego typu dziewcząt, które utrzymują facetów w przeświadczeniu, że kobiety nie robią kupy, nie puszczają bąków… Generalnie są nie do końca fizycznymi, eterycznymi bytami, którym należą się kwiaty i prezenty. Oj przeżyje ona kiedyś srogie rozczarowanie. Prawdopodobnie wtedy, kiedy przekona się, że lepsze od kwiatów byłoby, gdyby chłopak zrobił jej ciepłej herbaty, pozmywał naczynia i sprzątnął swoje gacie.
          - Po pierwsze na wejściu widziała to CAŁA moja rodzina. – Zerkam na nią wymownie unosząc brwi. – Mnóstwo bliższych i dalszych kuzynów, wujków, cioć, osoby tylko spowinowacone, a także przyprowadzeni na wesele partnerzy. Będzie z setka osób. Sporo z nich po powrocie puściło historię w obieg, nie mówiąc o tym, że rodzinka wspominała ją o tym przy każdym, większym zlocie. Nie raz w zasięgu uszu osób trzecich. Barmanów, kelnerów, przechodniów i tak dalej. Mało tego. Przypadkiem naćpana ziółkami przez wielkiego Mistrza kappa Wybrzeża Jaspisu opowiedziałam to historię kappowej rodzince, która bankowo przekazała ją dalej. Skoro już tyle osób się z tego śmieje, to co mi parę więcej szkodzi.
          - Śmieją się z ciebie – burczy ta, wywracając oczami.
          - Aj tam, aj tam. – Ykhar ociera łzy z oczu. – Trochę dystansu do siebie nikomu nie zaszkodzi. Ale muszę ci przyznać Liwka, że masz koszmarnego pecha.
          - Dopiero teraz się zorientowałaś? Zostałam zagoniona do magicznego kręgu przez gigantycznego leniwca, który powinien przebywać na innym kontynencie i trafiłam do innego świata, gdzie na dzień dobry  wrzucono mnie do lochu. Potem dowiedziałam się, że póki co tu utknęłam. Szukając crylasma kilkulatkowi natknęłam się na zwłoki i mordercę. Wielki blackdog zagonił mnie na drzewo,  akurat wtedy, kiedy zbierało się na burzę. A co dalej? A tak. Zaczął mnie prześladować stuknięty oraclr, odkryłam, że mam chorobę morską, wleciałam do zasiedlonego przez alergizujące pijawki bagniska, zaliczyłam chędogi cios piłką w czerep, zostałam znarkotyzowana i co o mało nie zeszłam po zażyciu eliksiru przemiany. Na koniec musarose ukradła mi gatki. Coś jeszcze? Ach tak, zapomniałabym. Moich opiekunów to trzech facetów, z których jeden co rusz dowala mi jakimś wrednym tekstem, drugi na każdym kroku molestuje słownie, a trzeci regularnie tłucze, bo „trening”.
          - Ej to nie tak! – protestuje Nevra.
          - To niestety właśnie tak. – Alajea rozpiera się na krześle i posyła świętej trójcy rozbawione, ale też bardzo karcące spojrzenie. – Nie raz się dziwiłam, że Liwia nie zamknęła się w pokoju odmawiając oglądania was albo z płaczem nie pobiegła na skargę do Miiko. Z nas wszystkich tylko ja dbałam, żeby się tu chociaż ociupinkę lepiej poczuła.
          - Ta… Dusząc mnie biustem – rzucam, za co zarabiam solidnie w ucho.
          - Ja też pomagałam na tyle ile mogłam. To nie moja wina, że jestem wiecznie zabiegana – oponuje Ykhar.
          - Ej, ale ja traktuję ostro każdego nowego. – Wyraźnie oburzony Ezrael prostuje się w krześle. –  Wiem, że wabimy do Straży kogo się da, ale mięczaków i słabych psychicznie nam tu nie trzeba. Po prostu…
          - Ale nie każdy trafia tu z innego świata i nie dla każdego wyglądamy jak banda dziwadeł. W niektórych przypadkach przerażających. – Ykhar dziabie go w pierś. – No i to nie tak, że Liwia CHCIAŁA się dostać do Straży. Ona nie ma specjalnego wyboru i musi tu być. No i jak na to „nie chce, ale musi, bo nie ma wyboru” ostatnio bardzo się spisywała, a ty nadal jesteś dla niej bucem.
          - Nie rób ze mnie…
          - Ale ja jestem milutki – obrusza się Nevra. – Nie rozumiem, co do mnie macie.
          - Owinięte w uprzejmości, subtelności i kwiecistość teksty będące kulturalnym odpowiednikiem słów „cho no do wyra, pokażę ci swojego bydlaka”. – Rzucam na co wampir spogląda na mnie, jakbym przyłożyła mu w twarz. – Generalnie to, że zachowujesz się jak napastliwa, opłacana krwią prostytutka? Nie, żeby miała coś przeciw prostytutkom. W końcu każdy ma prawo żyć jak chce, no i swego czasu miałam kilkoro dobrych znajomych siedzących w tym zawodzie, z którymi czasem chodziłam na piwo, ale napastliwości nie cierpię.
          Nevra czerwienieje na twarzy bardziej niż Valkyon na dźwięk słowa „majtki”. Naprawdę, gdyby wzrok mógł zabijać, zostałabym brutalnie zamordowana, moje zwłoki porąbane na drobne kawałeczki i rozsypane wzdłuż całego wybrzeża.
          - Za kogo ty mnie masz? Za jakąś męską dziwkę roznosząca syfilis po całej KG? Myślisz, że każdą panienkę, która poleci na moje czułe słówka, ciągnę do łóżka jak jakiś niewyżyty erotoman?
          Właściwie to tak, ale to chyba kiepski moment na szczerość. Wampir wygląda na ugodzonego do żywego, a jeżeli zacznie na tu odstawiać scenę i dajmy na to, rzucać talerzami, to Karuto nas udusi. Już teraz, chociaż jeszcze nie oprzytomniał dobrze po ataku rozbawienia, zerka podejrzliwie na wampira. Co jak co, ale kucharz wyczuwa zmiany nastroju jak mało kto.
          - Mało mnie obchodzi, co robisz w wolonym czasie i czy roznosisz jakieś choroby weneryczne. – Ziewam. Drobny gest, ale ujmuje sytuacji powagi. – Nie jestem ani twoją rodziną, ani dziewczyną ani nawet przyjaciółką, żeby mnie to interesowało. Problemem jest, że zachowujesz się tak, a nie inaczej wobec mnie przy byle okazji, jeżeli tylko ktoś coś powie, co mogłoby być aluzją, a czasem i bez tego. No, wyjątkiem było, kiedy rzygałam jak kot podczas wycieczki na Wybrzeże Jaspisu.
          - Każda kobieta lubi być kokietowana i adorowana. Co w tym złego, że pozwalam się tej czy tamtej poczuć atrakcyjną i pożądaną.  Zawsze trzymam ręce przy sobie, nigdy nie jestem wulgarny i NIGDY nie wykorzystałem żadnej kobiety. A do łóżka chodziłem tylko z tymi, z którymi miałem nadzieję zawrzeć dłuższą znajomość.
          - A z których po wszystkim co najmniej jedna cię olała, bo szukała faceta na jedną noc i wzięła cię za takiego, co chce tego samego – dopowiadam, a źrenice wampira gwałtownie się zwężają, potwierdzając moje słowa. – Co w tym złego? No cóż, powiedzmy, że problemy są trzy. Pierwszym jest silnie seksualny kontekst, który nie każda kobieta lubi. Ja nie lubię. Nie onieśmiela mnie i znoszę go, jeżeli są tak zwanym „strzałem w płot”, a po pokazaniu, że nie jestem zainteresowana „pikantnymi rozmowami” czy nawet „czyś więcej”, druga strona daje sobie spokój. No i tu pojawia się drugi problem, bo ty nie dajesz sobie spokoju. Może nie odróżniasz prawdziwej niechęci od droczenia się, nie wiem. Faktem jest, że to bardzo uprzykrza życie twoim „obiektom adoracji”. No i szkodzi też tobie, psując twoją reputację, nie wspominając o tym, że kiedyś możesz dostać w mordę, albo zarobić tęgiego kopniaka w mosznę. Ewentualnie ktoś kiedyś poskarży się na ciebie Krajzan bądź Miiko odbierając twoje słowa jako molestowanie. No i trzeci problem, a mianowicie mało kto bawi się w psychologa. Większość ludzkości i faery zapewnie też, oceniając drugą osobę ekstrapoluje na podstawie jej zachowania. Dlatego wiele kobiet będzie w tobie widziało tylko i wyłącznie faceta na jedną noc, ewentualnie bawidamka, na którego nie warto zwracać uwagi. Nie wspominając o tym, jakich kłopotów możesz sobie narobić, jeżeli filozofią „flirtuj z wszystkim co żyje” trafisz na „materiał nadwrażliwy”. Znaczy , na naiwną panienkę, która po jednej, dwóch słodkich gadkach ostro zacznie planować z tobą przyszłość, a gdy się okaże, że to wszystko to były tylko słowa to albo w padnie w depresję i powiesi się na żyrandolu, albo zamieni w obsesyjną prześladowczynię.
          Wampir patrzy na mnie jak na głupią, po czym zerka na Eza, niestety ten jest zbyt pogrążony we własnych rozmyślaniach, żeby zwrócić na niego uwagę. Szukając jakiegokolwiek wsparcia kieruje oczy ku zachowującemu do tej pory taktyczne milczenie Valkyonowi.
          - Liwia ma rację – rzuca wojownik.
          Wiele można powiedzieć o Valkyonie, ale nie, że jest nieszczery. Ani szczególnie delikatny w słowach, a ociupina delikatności chyba by się przydała, bo Nevra wygląda właśnie jakby przeżywał ciężki szok. Swoją drogą: czy on jest tak głupi, czy ma tak wielkie ego, że sam na to nie wpadł?
          - Niestety ma. – Ykhar uśmiecha się współczująco. – Jak myślisz, dlaczego Ewelein unika cię jak ognia, a kiedy widzi ma taką wzgardliwą minę? To przez to.
          - Tak, przez to. – Karenn uśmiecha się zjadliwie do brata. – Szkoda tylko, że trzeba było osoby z innego wymiaru, żeby ci to wyłożyć.
          Przyganiał kocioł garnkowi. Czy raczej przyganiała kokieteryjna lolitka hostowi od siedmiu boleści.
          Nevra bez słowa wstaje i wychodzi, wyraźnie obrażony. No cóż, niech sobie jest obrażony, ale parę słów prawdy mu się przydało. Pozostaje mieć nadzieję, że je przemyśli i wyciągnie z nich wnioski, a nie tylko strzeli focha.
          Nastaje dłuższa chwila milczenia, którą nagle przerywa nieco nieobecny głos Ezraela:
          - Po głębszym zastanowieniu się i przeanalizowaniu sprawy muszę przyznać, że momentami mogłem zachowywać się jak dupek.
          Parskamy śmiechem.
          - Naprawdę? – pytam, nawet nie starając się stłumić rozbawienia.
          - Naprawdę. A tak w ogóle to gdzie jest Nevra? Obiecał mi pomóc z opracowaniem topografii terenów Balenvii.
Alajea, wyraźnie rozbawiona sytuacją z Nevrą, relacjonuje ją pokrótce elfowi, który zaczyna chichotać.
          - Primadonna. – Kwituje zachowanie przyjaciela, po czym zerka na mnie. – Bez obawy za tydzień mu przejdzie. Ma dość wybujałe ego.
          - Jak on ma wybujałe ego, to twoje niedługo będzie potrzebowało własnego apartamentu - docina mu Alajea, sprzedając kuksańca w bok.
          - Bo należę do jedenastki najlepszych alchemików całej Eldaryi, a z nich wszystkich jestem najmłodszy. Do tego nadal się rozwijam. Jestem geniuszem, nawet Madda to przyzna.
          - Tak, podobnie jak to, że jesteś narcystyczną, marudną królewną, której od czasu do czasu przydałby się kopniak w zadek – rzuca przechodzący za elfem szef Absyntu.
          Na twarz Ezraela występuje rumieniec zakłopotania i wszyscy parskają śmiechem. Pozamiatane.

Offline

#153 30-01-2018 o 20h33

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


WOW! To co to musiała być za historia, skoro właśnie dzięki niej Liwka nie zna wstydu? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Och, tym bardziej więc chciałabym ją poznać!
„burczy ta, wywracając oczami.” — ‘ta’ w ogóle tu nie pasuje, chociaż wiem, co chciałaś z tym zrobić.
Och, jak pięknie się oberwało szefulkom /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Ty, właśnie, bo to jest generalnie spory problem. Ok, w grze Nevra strzela tylko słówkami, ale nie zdziwiłabym się, gdyby na komplementach się nie skończyło. I nie zdziwiłabym się też, gdyby któraś poczuła się wykorzystana. I gdyby to był jakiś szary strażnik, to kij z nim. Ale sam szef straży… któraś mściwa mogłaby na niego naskarżyć. A za molestowanie to wątpię, by został na stanowisku…
Ej, to był serio milutki odcinek /static/img/forum/smilies/big_smile.png Ni krzty akcji, ale genialne dialogi /static/img/forum/smilies/big_smile.png Nevrze  tak panny dowaliły, że prędko się nie podniesie. I ten komentarz szefa Absyntu na końcu XD Cóż, prawdę rzekł. Choć i tak jestem w szoku, że przyznał się do tego, że był dupkiem. To, jak na niego, iście kosmiczny postęp XD I Valk ze swoim „Liwia ma rację” też wygrał /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Tak jak wspomniałam, bardzo miły odcineczek! Czekam na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Offline

#154 31-01-2018 o 02h09

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Bardzo fajne dwa odcinki, przyjemnie sie czytalo i oczywiscie, jak zawsze - szok po ostatnim zdaniu - "To juz wszystko??" /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Ale zaczynam sie przyzwyczajac.

I tak, harlekinizujaca czesc mej osobowosci marzy beznadziejnie o szerokich mocnych ramionach Wikinga (/static/img/forum/smilies/big_smile.png ) o wzroscie ponad 189, ktory nosilby mnie na rekach i takie tam...
W realnym zyciu to ja raczej moglabym nosic na rekach jakiegos Kili, wzorem Tauriel ;D

Pozdrawiam serdecznie, zyczac weny, jak najwiecej weny doskonalej jakosci, jak zawsze /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#155 02-02-2018 o 22h36

Straż Absyntu
Lilith_
Piechur Straży
Lilith_
...
Wiadomości: 2 110

Melduję, że jestem... ale na Rozdziale 2 cz. 6. Ściśle rzecz ujmując właśnie skończyłam test feary Liwi. Jak dawno to było? Pięć stron temu.

Liwia bardzo przypadła mi do gustu, właściwie to od samego początku. Widać, że dziewczyna z charakterem, takich postaci trudno nie lubić - bezkompromisowe, sprytne i wygadane. Bynajmniej do tego etapu Liwia tak się prezentuje. Twoja kreacja Miiko również mi się podoba, bo de facto taka w grze powinna być - można powiedzieć, że Twoja Miiko jest lepsza od oryginału. Bardziej nadaje się do sprawowania rządów, Miiko z gry - powiedźmy - jest zbyt impulsywna i często odnoszę wrażenie, że nie ma pojęcia, co robić. To dziwne, że nikt jeszcze nie dobrał się na jej stanowisko. Mój Ciralak budzi większy autorytet, ale to taki off-top.

Będąc szczerą, podoba mi się Twój styl pisania, widać, że masz jakiś koncept, którego się trzymasz. Zachowana jest logika, dobry humor, a rozmaite błędy zostały już wcześniej poprawione, więc nie będę się powtarzać. Nie wiem, kiedy dobrnę do bycia na bieżąco, nie śpieszno mi - bo teraz jestem w sytuacji, w której to rozdziały czekają na mnie, a nie odwrotnie. ♥ A dla mnie jako człowieka skrajnie niecierpliwego równocześnie to odpowiada, jak i też potęguje moją chęć pochłonięcia wszystkiego na raz. Pewnie prędzej czy później role się odwrócą. Żeby nie mieszać za bardzo w toku komentowania, to nadrobię sobie swoje zaległości, a gdy już będę na bieżąco, to pewnie zrobię krótkie podsumowanie moich odczuć i opinii (wrzucę w spoiler) i dalej wiadomo. Także wiedz jedynie, że czuwam, czytam, daję znak życia, i te pe.

Ostatnio zmieniony przez Lilith_ (02-02-2018 o 22h36)


ˢᵉᵗᵗˡᵉ ᵈᵒʷᶰ,
ʸᵒᵘ ᵈᵒᶰ'ᵗ ʷᵃᶰᶰᵃ ˢᵉᵉ ᵐᵉ ᵈʳᵃᵍ ᵗʰᵉ ᵈᵉᵛᶤˡ ᵒᵘᵗ
ᶤ'ᵐ ᵈᵉᵛᶤˡᶤˢʰ, ᶤ'ᵐ ᵈᵉᵛᶤˡᶤˢʰ, ᶤ'ᵐ ᵈᵉᵛᶤˡᶤˢʰ

http://i63.tinypic.com/3503sdz.jpg









https://66.media.tumblr.com/15b34c9fdbb286cf72513938da805c43/tumblr_pkt3qp1zfK1v69hruo1_540.gif

Offline

#156 04-02-2018 o 18h08

Straż Obsydianu
Frogatia
Pokonała kurę
Frogatia
...
Wiadomości: 658

Okej, uwielbiam twoje opowiadanie. Na początku bardzo drażniły mnie błędy, w szczególności te z partykułą "nie". Jednak kreacja postaci i świata, a w szczególności humor sprawiły, że się po prostu z a k o c h a ł a m.

Liwia jest świetna, no kocham ją po prostu. W momencie, kiedy była naćpana po prostu płakałam ze śmiechu. Ryczałam jak nie wiem. Lubię, kiedy bohaterka jest taką zaradną babką. Ja się zastanawiałam, jak wsadziła sobie klucz do gardła.

Ula to taka super partnerka, że awww. To co tu napisałaś, to kawał dobrej roboty. Cieszę się, że syrenka nie jest taka beznadziejna we wszystkim, bo jakby w ogóle trafiła do straży?

Ezarel płaskodupiec to miszczu.

Czekam na dalsze rozdziały, bo szczerze love to.


https://media1.tenor.com/images/cb31909bba05b3d4ce06aafff54082ed/tenor.gif?itemid=8606387[img][center]

Offline

#157 05-02-2018 o 13h24

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - nawet jeśli to byłyby tylko słowa, to mogłoby się skończyć donosem o molestowanie. Generalnie zrobienie z naszego trio szefów Straży to jeden z największych postrzałów w stopę gry. Zastępcy jeszcze ok z trudem, ale jednak, ale szefowie? Szczególnie molestatorski Nevra i szachrajski Ezrael? Nie przeszłoby.
A odcinek milutki, bo nie można w kółko robić z chłopaków debili, żeby nie wyszli na grową Alajeę czyli "co te debile tu robią?". Chociaż idiotów to jeszcze nie raz z nich zrobię /static/img/forum/smilies/big_smile.png
@Laique - To, ze Valk jest milutki i nieśmiały w stosunku do kobiet, nie znaczy, że nosić na rękach nie może... I nie potrafi przywalić jeżeli trzeba ;]
Ech, a mnie w realnym życiu to można toczyć, peszek xD
@Lilith_ - No proszę, a któż to do mnie zajrzał /static/img/forum/smilies/big_smile.png Nie powiem, cieszę się z komentarzu i to tak rozbudowanego. I owszem mam swój koncept, jak już gdzieś napisałam, już wiem jak historia się mniej-więcej skończy... O ile dożyję jej końca, bo mogę zostać zamordowana za taki jeden podły manewr fabularny <ale ciii>.
@Frogatia - partykuła "nie" bywa dla mnie problemem, szczególnie, jeżeli chodzi o pisanie jej z przysłówkami - teoretycznie zwykle powinna być w tedy osobno, ale są WYJĄTKI. Wyjątki, których spamiętać nie umiem. I ogólnie nienawidzę reguły (chociaż pamiętam o niej) pisania nie razem z rzeczownikami. Dla mnie wygląda to i brzmi debilnie. (niepies - rzeczownik oznaczający WSZYSTKO co nie jest psem psem, ja prld). Oczywiście zrobiłam tui parę baboków czasownikowych i przymiotnikowych, ale to już typowe, odruchowe wręcz "literówkowe" byki. Kiedy nie ma się korektora bywa trochę trudnawo.
No i miło mi, że się podoba /static/img/forum/smilies/smile.png Liwkę opracowywało się z prawdziwa przyjemnością i też ją lubię (co nie zdarza mi się jakoś bardzo często przy moich bohaterach), chociaż z perspektywy czasu, że zrobienie opka z standardową "prawie nic nie potrafię" panienką z obecnych czasów, tak aby miało ręce i nogi byłoby większym wyzwaniem. Może pomyśle nad czymś podobnym, ale to jak skończę to opowiadanie.



Rozdział 8 (cz 2)

          Muszę przyznać, że posiłek okazał się całkiem przyjemny po poranku spędzonym na jeździe na mopie – dziś nastąpił mój powrót do aktywnej służby – mimo towarzystwa świętej trójcy. Niestety nieco przeciągnęłam przerwę obiadową i teraz, jeżeli się nie pośpieszę, mogę porządnie oberwać. A dlaczego? Bo dokładnie za cztery minuty muszę stawić się u bram KG. Dziś mam swój pierwszy patrol. W dodatku pod dowództwem niejakiego Ferena, ponoć strasznego służbisty. Naprawdę wolę nie robić sobie kłopotów zaraz po powrocie do zdrowia. Rzecz w tym, że Karenn nie ułatwia mi dotarcia na miejsce. Biegnie obok mnie, jakby się nie męcząc i bez przerwy nadaje. A o co chodzi? O to, że wieczorem chce mnie wyciągnąć do baru. Co tam, że jutro obie mamy służbę, przecież trzeba się udzielać towarzysko, co nie? I weź wybij to z głowy dziewczynie, jak dostajesz ostrej zadyszki. Ech, myślałam, że mam trochę lepszą kondycję, w końcu nie raz ani nie dwa zaliczałam długie, paniczne ucieczki. Takie coś powinno zwiększyć wydolność krążeniowo-oddechową. Chociaż, z drugiej strony, nigdy dotąd nie biegałam obciążona kuszą i drewnianą, okutą metalem pałką.
          - Nie… Ech, ech, ech… Ostatni raz… Nie idę. Uh… - Wykrztuszam, zatrzymując się pod zdobnymi wrotami.
Kurcze, chyba powinnam zacząć biegać, bo jeżeli coś liwiożernego zacznie mnie gonić, to będzie miało elegancki obiadek.
          - Ale…
          - Chyba powinnaś już iść kochaniutka, prawda? – Słyszę za sobą, a  właściwie za i nad sobą głos Izme. – Zdaje się,  że masz ośmiogodzinny, karny dyżur w bibliotece. Zalzar pewnie z utęsknieniem na ciebie czeka.
          Ośmiogodzinny dyżur w bibliotece. Zaraz, zaraz. Karenn chciała po ośmiu godzinach z Zalzarem iść do baru? Czy ona jest normalna? Przecież nawet po godzinie z tym dupkiem człowiek ma ochotę mordować wszystko co żywe i alkohol nie wiele tu pomoże. Inna rzecz, że smarkula w ogóle nie powinna tykać procentów.
          - A ja z utęsknieniem czekam, aż przestaniesz się wtrącać w cudze rozmowy – warczy wampirzyca.
          - A ja z utęsknieniem czekam, aż przestanie mi się przeszkadzać w zbiórkach – rozlega się gburowaty głos należący do elfa około pięćdziesiątki, zapewne Ferena.
          Stary, grubawy, elf o połyskującej łysinie otoczonej resztkami lichych włosów w wyjątkowo paskudnym odcieniu rudego. Mogłam się spodziewać, że pogłoski o zawsze pięknych, eleganckich elfach to bajdy, ale że zarówno Ewelein jak i Ezrael w tę bajdę się mniej-więcej wpasowują, to jestem ciutkę zaskoczona. Hm… Ciekawe czy za kilkadziesiąt lat Ez też będzie miał ciążę pokarmową i glacę jasną jak księżyc w pełni.
          Karenn sztywnieje, wybąkuje serię cichych przeprosin i wykonuje taktyczny odwrót. Feren odprowadza ją wzrokiem, który po chwili ogniskuje na mnie. Bladoniebieskie, jakby wodniste oczy studiują mnie od stóp po sam czubek głowy. Zupełnie jakbym była świniakiem wystawionym na sprzedaż.
          Wczoraj pół godziny glancowałam buty i nawet odniosłam mundur do odprasowania, więc mam nadzieję, że inspekcja wypadnie wzorowo. Jak nie, składam zażalenie. Nie wiem do kogo, ale składam.
          - A więc to ty jesteś tym człowiekiem, wokół którego jest ostatnio tyle zamieszania. Hm… Wyglądasz dość przeciętnie, ale jak to mówią, nie należy oceniać po pozorach. Szkoda tylko, że twój chowaniec zjawił się na miejscu przed tobą…
          Zerkam na siedząca pod bramą Ulę. No tak, wspominała, że chce iść razem ze mną, bo ma dość biegania w kółko po KG. Niestety chowańce mają ograniczoną swobodę, jeżeli chodzi o samodzielne opuszczanie rejonu Kwatery Głównej. Po pierwsze, żeby puścić je „samopas” w „dzicz”, trzeba im założyć specjalną obrożę albo obręcz na łapę czy coś podobnego, przeciw czemu Ula stanowczo się buntuje. Po drugie, trzeba to zgłaszać. Oczywiście dla chowańców latających, a przynajmniej tych potrzebujących nieco więcej swobody i ruchu,  sprawa wygląda ociupinę inaczej, ale że jeanyotte jak dotąd nie wyhodowała sobie skrzydeł, przepisy obowiązują ją z całą mocą.
          -… A tak w ogóle należy wcześniej zgłosić chęć zabrania chowańca na patrol, ale to WYJĄTKOWO ci odpuszczę. W końcu jesteś OBCA.
          Ten pogardliwy, a zarazem pobłażliwy ton jakim powiedział „obca”. Chyba się nie polubimy.
          Wraz z Izme i czworgiem innych uczestników patrolu oraz rzecz jasna Ulą stajemy w rządku, a Feren wrzeszczy, każde poprawiać mundury, strzepywać niewidzialne pyłki, powtarza, co musimy oraz przede wszystkim, czego nam nie wolno w trakcie parolu i tak dalej. Generalnie zajmuje się byciem wrednym, krzykliwym dupkiem. Kiedy w końcu dostaje chrypki pokazuje nam nasze wspaniałe wierzchowce – wielkie, osiodłane kury. Tak kury. Szare, rozmiarów konia o pokrytych cienkimi piórami, „kudłatych” grzebieniach przypominających fryzury co poniektórych muzyków popowych. Do tego wielkie dzioby, wielkie szpony i szaleńcze spojrzenia. Horror.
          - Coś się stało? – pyta Izme, widząc jak spoglądam na ptaszyska.
          - Wyglądają jak kury. Nie cierpię kur… Chyba, że są upieczone i leżą w obok ziemniaczków i surówki.
Babcia miała stadko kur. Dawały pyszne mięso i wielkie jajka, ale były piekielnie agresywne. Nic drapieżnego, co dostało się do kurnika, licząc na drób czy parę jaj nie wychodziło z niego żywe. Wstrętne ptaszyska. Doskonale pamiętały czasy, kiedy dinozaury, ich przodkowie, rządziły światem i próbowały za wszelką cenę kontynuować ich chlubne tradycje. Najgorszy z całej bandy był rzecz jasna kogut, Agat. Bydle mnie nienawidziło. Do tej pory pamiętam te jego pomarańczowe, ogarnięte wiecznym berserkiem ślepka. Ile razy mnie podziobał i podrapał tymi swoimi szponiskami nie zliczę.
          Izme uśmiecha się pod nosem, ale nie komentuje.
          Feren dzieli nas na pary, a na każdą parę przypada jeden wierzchowiec. Dzięki gadanemu arachnidki, udaje się urobić dowódcę i jesteśmy razem, co ociupinę mnie pociesza. W końcu pajęczyca postawiła się oraclrowi to z kurczakiem, jakby ten znienacka postanowił mnie zadziobać, też powinna dać sobie radę. Co prawda ptaszysko nie wdaje się agresywne, ale ja tam niczemu co gdacze za grosz nie ufam. Za grosz, a nawet pół grosza.
          Po kilku minutach wyruszamy pod komendą naszego „znamienitego” dowódcy, który rzecz jasna jedzie osobno na własnym wierzchowcu. Nie jakimś kurczaku na sterydach, tylko normalnym, ssakopodobnym. Przypominającym kudłatego tapira o wydłużonej szyi, no ale nie można mieć wszystkiego.
Wielkie kuraki biegnąc podskakują, my wraz z nimi, a nasze flaki wraz z nami. Na szczęście podróż do Wioski Eel nie ma potrwać długo – jakieś dwadzieścia minut. Na miejscu dwie pary zajmą się sprawdzaniem pobliskiego lasu, jedna wybrzeża, a ja z Izme wioski, bo jestem najmłodsza stażem, a w wiosce najbezpieczniej. Co znaczy „sprawdzaniem”? Szukaniem oznak przestępstw, słuchaniem plotek, bo może w okolicy dzieje się coś niepokojącego i ktoś coś wie, przyglądaniem się miejscowym handlarzom, bo a nóż rozprowadzają coś nie do końca legalnego i tak dalej. W między czasie szefuńcio ma odbyć tradycyjne spotkanie ze starostą wioski, a potem zrobić objazd okolicznych ziem. Za trzy godziny zbiórka, zmiana patroli i do KG.
          Skłamałabym mówiąc, że rozkład dnia mi się nie podoba. Co prawda jest chłodnawo – nic dziwnego, w końcu jesień już tuż-tuż – ale pogodnie, mam okazję trochę poruszać się na świeżym powietrzu i to z dala od coraz bardziej upierdliwej Karenn. Nawet towarzystwo trafiło mi się w miarę sympatyczne… Mam nadzieję, bo Izme spotkałam wcześniej tylko raz, nie licząc późniejszych „cześć” na korytarzach. Ledwo ją zam. Tylko szkoda, że mimo tego „ledwo ją znam” przywieram teraz do niej jak pijawka do gołego zadu. Cholerne kurczaki, czy one naprawdę muszą tak trząś?
Swoją drogą Ulka ma niezłą kondycję. Biegnie obok ptaszyska, jakby w ogóle się nie męcząc. BA! Przebieżka nawet sprawia jej radość.
          Docieramy do wioski. Pierwsze, co robię, to czym prędzej ześlizguję się z dziwacznego siodła. Ała, mój biedny tyłek. I nie tylko tyłek. Mam wrażenie, że jelita skopały mi żołądek, a żołądek wytoczył potworną batalię wątrobie i płucom. Wycieczki transportem drobiowym są naprawdę nie dla mnie. Parę razy miałam okazję przejechać się konno, raz nawet patatajałam na wielbłądzie i nie było tak strasznie. Co im odbiło, żeby z tych ptaszysk robić wierzchowce, skoro istnieje tyle sensowniejszych, czworonożnych stworzeń?
          Na wioskowym ryneczku czy też raczej placu głównym, którego środek wyznacza ozdobna i bardzo duża studnia Straż zamontowała coś w rodzaju palika z korytem czy też poidłem dla kuraków. Tam też zostawiamy naszego wierzchowca. Izme wyjaśnia mi, że to standardowa procedura i qruato – bo tak się nazywają ptaszyska – są tu bezpieczne. Niestety. Byłabym szczerze wdzięczna, gdyby coś zżarło kuraka lub ktoś go ukradł.
          - Dobra, Izme. Jesteś dość ogarnięta, to ci powierzam żółtodzioba, ale uważaj na nią. – Burczy Feren z grzbietu swojego wierzchowca. – Jeżeli coś zmaluje to będzie też na ciebie i obie dostaniecie po łapach. Zrozumiano? No mam nadzieję. Zbiórka punk czwarta tutaj i obyście się nie spóźniły.
          Ku zdumieniu elfa i mojemu zresztą również, Ula staje sztywno na baczność i z niezwykle poważnym wyrazem pyszczka salutuje mu. Efekt? Bezcenny wyraz twarzy naszego dowódcy.
          - Może pan być spokojny. Osobiście dopilnuję, żeby patrol przebiegł jak należy – zapewnia Izme, zachowując pełną powagę. Nawet jej czarne oczy nie zdradzają śladu rozbawienia, chociaż coś mi mówi, że kiedy tylko Feren zniknie, zacznie chichotać.
          Dowódca marszczy brwi, ale że nie ma się do czego przyczepić, rzuca tylko parę uwag i powoli odjeżdża w kierunku największego domu we wiosce. Gdy znika z zasięgu słuchu, Izme, tak jak podejrzewałam, zaczyna chichotać jak dzika.
          - Nie no, dziewczynooo… Nie tylko ty jesteś dobra – mówi do mnie. – Twój chowaniec też.
          - Woli jak wołać ją Ula, po imieniu. I tak, czasami ma naprawdę niezłe pomysły – rzucam, rozglądając się dookoła.
          Drewniane budynki kryte strzechą, nieutwardzane drogi. Niewielki ryneczek, dwa sklepiki, jeden z żywnością i narzędziami rolniczymi, drugi z całą resztą, trzy stragany, w tym jeden znanego mi, wędrownego purrekos mającego swoją stałą bazę w KG. Gospoda „Tańczący Rybak”, prezentująca się nieco lepiej od tej drewnianej budy na „przedmieściach”, gdzie zwykła pijać Straż. Kilkanaście, a może nieco powyżej dwudziestu piętrowych domków. Dookoła pola. Z tego, co oglądałam na mapach, nieco dalej na wschód powinno być zejście do morza, a tam coś na wzór niewielkiej przystani rybackiej. Dziura zabita dechami w skrócie. Schronisko jest już większe, tyle, że nie ma własnych sklepów ani tym bardziej karczmy, chociaż podobno są czynione kroki, żeby nieco je rozbudować, a mieszkańców usamodzielnić.
          - Dobra, to co teraz? – pytam. – Chodzimy w kółko nonszalanckim krokiem kogoś, kto nosi broń i w razie kłopotów może jej bez obaw użyć?
          - No dziewczyno, w skrócie to tak. Nawet możemy zrobić sobie małe zakupy. – Izme uśmiecha się szeroko. – Poza tym na miarę możliwości wdajemy się też w krótkie rozmowy z mieszkańcami, wymieniamy z nimi uprzejmości i tak dalej. Wiesz, tu praktycznie nigdy nic się nie dzieje. Głównie chodzi o to, żeby uspokoić ludność po ostatnich wydarzeniach… Wiesz morderca, trup no i backdog, zresztą podobno byłaś przy tym wszystkim, co nie? No i ostatnio słyszy się, że znikają podróżni udający się w te strony, przepadło też dwoje dzieci z Szumiących Wierzb. Wszystko to niepokoi. Jednak idę zakład, że cokolwiek jest przyczyną, to tej przyczyny nie ma we Wiosce. Las, wybrzeże nie wykluczam, ale tu? Dziewczyno, szanse praktycznie zerowe. Jednak trzeba pokazać, że się przejmujemy, że dbamy o okoliczną ludność i tak dalej. Straż od lat współpracuje z wszystkimi wioskami Osady Eel.
          - Czarodąb to miasteczko, nie wioska – Zauważam przypominając sobie nazwę z niedawno redagowanej wspólnie z Ulą mapy. Ona i wiele innych wylądowały na dyskach moich komputera i v-comu. – Z nim nie współpracujecie?
          - Współpracujemy, ale Czarodąb jest bardziej niezależny. Z wioskami to ściślejsza współpraca. One bez Straży miałyby mnóstwo kłopotów, a Straż bez nich… Dziewczyno, szkoda gadać. Musimy brać skądś zapasy i tak dalej, co nie? Nie wspominając o tym, że większość pracowników gospodarczych KG to właśnie wieśniacy i mieszkańcy schroniska. Ekipy sprzątające, pracownicy pralni, ogrodnicy. Niby i Strażnicy mają swoje dyżury przy codziennych zajęciach, ale gdyby tylko oni się tym zajmowali, nie starczyłoby ludzi do właściwych zadań. Zresztą i tak mamy luki kadrowe.
          Ta… Odkąd zaczęły się te intensywne patrole, na co dzień w KG przebywa chyba mniej niż połowa Strażników, a przecież sama KG też powinna być chroniona. Szczególnie po tym, co spotkało ten ich cenny Kryształ, chociaż szczerze powiem, że gdyby ktoś posłał to niebieskie cholerstwo w diabły wraz z tą całą ich Wyrocznią, byłabym mu szczerze wdzięczna. Zresztą nie tylko Kryształ wymaga ochrony, ale też zapasy no i Machina Portalu. Tak, jest coś takiego jak Machina Portalu czy raczej Machiny Portalu i Straż ma jedną. Dowiedziałam się tego niedawno z ksiąg namierzonych dzięki Uli.

Offline

#158 05-02-2018 o 17h21

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Ja bym tej twojej Karenn najchętniej w łeb strzeliła. I to czymś bardzo ciężkim /static/img/forum/smilies/hmm.png
Poważnie, będą jeździć na kurach? xD No i piękne porównanie do dinozaurów /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„W między czasie szefuńcio ma” — ‘w międzyczasie’
„Zbiórka punk czwarta tutaj” — ‘punkt’ c:
Ale salutująca Ula to złoto!
Zaraz. Wokół wioski są pola? A czy Eldarya to nie jest jałowa ziemia? To co oni tam hodują?
Cóż, rozdział bardzo spokojniutki i właściwie nic się w nim nie działo poza poznaniem irytującego starego elfa. Nie zdziwię się oczywiście, jak podczas tego rzekomo nudnego patrolu coś się wydarzy, przez co Liwka i Izme oberwą po łapach, jak to wredny elf obiecał xd No, ale zobaczymy. Czekam więc na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Offline

#159 10-02-2018 o 13h26

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - ja też mam ochot ją czymś walnąć czymś ciężkim, zarówno w swoim opowiadaniu jak i grze. Przemądrzała smarkula.
Kurczaki to zło i niedobro. wie każdy kto został zaatakowany przez wściekłego koguta... Albo jak ja, widział taki atak (i przy okazji co o mało by się nie posikał ze śmiechu /static/img/forum/smilies/big_smile.png)
Meciu, Meciu, Meciu. Jałowe Ziemie? To nie pamiętasz rozpiski z początku opowiadanka? (taaa, czego ja wymagam xD) W mojej Eldaryi ziemie nie są jałowe, a miejscowa żywność ma składniki odżywcze, tyle że nie wszystkie, dlatego konieczne są wyprawy rewitalizacyjne + Eldaryanie zdołali sporą część ziem uzdatnić pod hodowlę ziemskich roślin nawożąc je swoimi ekstrementami + kompostem etc.
Na razie jest spokojnie, potem zobaczysz /static/img/forum/smilies/wink.png

Rozdział 8 (cz 3)

          W każdym razie jest ładny dzień, mam normalne towarzystwo, a mój jedyny, dzisiejszy obowiązek to spacerowanie i rozglądanie się. Przyznaję, robię to z czystą przyjemnością, a z jeszcze większą nie zauważam niczego podejrzanego. Izme czasem zaczepia któregoś z wieśniaków, wdając się w krotką dyskusję, czasem któryś z wieśniaków zaczepia mnie. Tak, nie ją, tylko mnie. Nie kłamała mówiąc, że jest o mnie głośno w całym Eel. Każdy coś-tam o mnie słyszał, wokół krążą rozmaite plotki i paru co śmielszych mieszkańców postanowia je zweryfikować, a przy okazji poznać „tę Ziemiankę”. Szczęśliwie wszyscy są uprzejmi, a jedyne co przez nich przemawia to ciekawość. Szczerze powiedziawszy to wolałabym mieć w trakcie patrolu trochę więcej spokoju, ale nie ma tego złego. Dzięki wścibstwu mieszkańców mam okazję rozpowszechnić swój wizerunek bystrej, ale zarazem pospolitej i ociupinę nierozgarniętej dziewczyny. Takiej, która nie jest zagrożeniem i nie pasuje do wyobrażenia wybranki… Chociaż wątpię, żeby wieśniacy usiłowali zrobić ze mnie wybrankę. Żaden z nich, tak jak powiedziała Izme, nie sprawia wrażenia, że wie cokolwiek o objawieniu się Wyroczni.
          W końcu wracamy na rynek, gdzie pajęczyca umyka do wygódki mieszczącej się na tyłach tutejszego sklepiku wielobranżowego. Ja w tym czasie postanawiam zaczepić znaną  z widzenia, rudą gębę. Otarłam się o handel, o przemyt też, a jemu chyba jest potrzebnych parę wskazówek odnośnie przewożenia towarów nielegalnych. Tym bardziej, że Ula właśnie poinformowała mnie kodem Morse’a, że z jego straganu unoszą się jakieś niepokojące zapachy.
          - Witaj Purral. Śliczny mamy dzionek czyż nie?
Ruda, poprzecinana ciemniejszymi pręgami sierść purrekos ociupinę się jeży. Nic dziwnego, głos, którego właśnie użyłam to dobrze znana na całym świecie nuta oznaczająca „mam do ciebie sprawę”, a zarazem „lada moment może spaść na ciebie mnóstwo kłopotów”. Mimo tego na twarzy kocura czy też jego pyszczku wykwita szeroki, przyjacielski uśmiech. Uśmiech niewspółgrający z ostrzegawczym spojrzeniem różnobarwnych oczu – niebieskiego i fioletowego.
          - Och panienka Ziemianka, cóż za zaszczyt – mruczy, zamykając gruby zeszyt w brązowej, skórzanej oprawie. – A czemu panienka woła mnie po tytule, a nie jak innych moich braci, po imieniu?
          Tytuły. To Alajea, najwyraźniej mająca bardzo dobre kontakty z kocim ludem, wyjaśniła mi o co z nimi chodzi. W każdej „przystani” purrekos osiada pięciu handlarzy: handlarz chowańców i bestii tytułowany Purreru, handlarz alchemii Purroy, handlarz odzieżą Purriry, szef handlarzy Purroko i oczywiście wędrowny handlarz Purral. Poza tym wyjawiła mi, że purrekos nigdy nie handlują bronią ani agresywną magią, chociaż dość dobrze znają się zarówno na płatnerstwie jak i czarostwie.
          - Bo nigdy go nie usłyszałam.
          - Ach no tak… Podaję je tylko przyjaciołom.
          W jego tonie łatwo można usłyszeć sugestię, że chociaż na przyjaciółkę nie mam dużych szans, to wrogiem na pewno  nie chcę zostać. Och, jest doprawdy uroczy. Gdyby w Eldaryi były duże miasta, naprawdę duże, może rozwinąłby się z niego prawdziwy, uliczny cwaniak, ale tak… Powiedzmy, że gdybym chciała, mogłaby go oszukać i okraść, a on by mi jeszcze za to podziękował. Szczęśliwie dla niego nie mam złych zamiarów, wręcz przeciwnie.
          - Och, a ja właśnie w przyjacielskiej sprawie. – Uśmiecham się szeroko, zniżając nieco głos. – A właściwie z przyjacielską radą. Jak już rozprowadzasz kontrabandę, to, na litość, postaraj się, żeby to aż tak nie kuło w oczy, co? Na razie to umiarkowanie spokojna okolica, ale macie tu podobno coraz większe problemy i to kwestia czasu, kiedy przyślą kogoś ciut bardziej kompetentnego, to zauważy, że coś jest nie tak.
          - Kontrabanda? Nie wiem…
          - W ziemskim wymiarze, kiedy z forsą było krucho, bawiłam się nieco w przemyt, więc nie chrzań, bo znam się na rzeczy. A mówię o tych kulach… - Wskazuję na coś, co wygląda  jak nieco mniejsza wersja łupiny kokosa, a co wyturlało się zza krzywo przewieszonej szmaty oddzielającej część sklepową straganu od jego zaplecza. Mogę się założyć, że orzeszek jest w środku wydrążony i zawiera coś wysoce nielegalnego. – Nie mam bladego pojęcia, co jest w środku, ale niech mnie szlag, jeżeli to dozwolona substancja. Mój chowaniec z miejsca to wyczuł, inne pewnie też. Jak już musisz przewozić coś tak drażniącego powonienie bestii, to wsadź to chociaż do czegoś, co ten zapach zamaskuje. Nie wiem, kubła z odpadkami, gdzie są rybie łby czy coś takiego. Generalnie jakoś zabezpiecz ten majdan. To co nie do końca legalne ukryj albo chociaż schowaj na spód. Ja jestem tu obca, a mimo tego z miejsca coś zauważyłam. Jak ktoś będzie wiedział, czego szukać i będzie chciał to znaleźć, to uwierz mi… Pozamiatane.
          Źrenice Purrala zwężają się do rozmiaru dziurek od szpilek, a jego wąsy nerwowo drgają. Nikt nie lubi być przyłapany na gorącym uczynku, szczególnie przez kogoś, kto może zwalić mu na głowę lawinę kłopotów.
          - A mogę wiedzieć, czemu mi to mówisz, zamiast donieść dowódcy?
          - Bo coś mi mówi, że narażanie się klanom purrekos to ostatnia rzecz, jaką chciałabym zrobić. Po drugie, kiedyś mogę potrzebować czegoś od ciebie: twoich towarów albo informacji. Wyglądasz na dobrze rozeznanego osobnika.
          - Zatem milczenie za informacje tak?
          - Nie do końca. I tak cię nie wydam, bo nic na tym nie zyskam, jedynie narobię sobie kłopotów. Ale miło by było, gdyś wziął moje wskazówki do serca i raz na jakiś czas odwdzięczył się uprzejmością za uprzejmość. Zresztą i ja, jeżeli będę coś wiedzieć, mogę się tym podzielić. W końcu łatwiej żyje się pomiędzy przyjaciółmi niż wśród wrogów, prawda?
          - Niektórzy mawiają, że przyjaciele to wrogowie w przebraniu.
          - A inni mawiają, że szczelne zatkanie sobie dziurek od nosa i porządne dmuchnięcie to bezpieczny i prosty sposób na podniesienie inteligencji.*
          Kocur parska śmiechem, po czym spogląda na mnie życzliwszym okiem. Nadal mi nie ufa, zresztą tego nie oczekuję, ale chyba zdobyłam ociupinę cennej sympatii. Tyle powinno mi starczyć, w końcu to stara i znana prawda, że rączka rączkę myje.
          - Mogę wiedzieć, czemu panienka Ziemianka przypuszcza, że może potrzebować mojej pomocy? – pyta, nonszalancko opierając się o zbity z desek kontuar, którego prowizoryczność nieco maskuje kraciasta chusta.
          - Jakbyś nie zauważył, to wokół dzieje się mnóstwo niepokojących rzeczy, a spora część z nich przytrafia się mnie. MNIE. Zresztą przypadkowe trafienie do innego wymiaru też normalne nie jest. Dlatego wolę ubezpieczyć swoje plecy. Tak na wypadek, gdyby ktoś nagle padł na pomysł, że ofiara z człowieka może uspokoić boga maany czy coś. Albo gdyby nękający was ludzie coś odwalili i nastroje społeczne zmieniłyby się na „weźta chłopy widły, pochodnie i dalej wiara te tę zasraną człowiek! A kupą!”
          Kocur znowu parska śmiechem, ale szybko milknie słysząc dźwięk kopyt. No, może nie kopyt, tylko kopytek, ale w każdym razie odgłos jest zastanawiający – sugeruje, że coś pędzi w naszą stronę,  ile sił w nogach i tchu w płucach. Po chwili z pomiędzy budynków wypada zdyszane, czworonożne stworzenie podobne do skrzyżowanej z rośliną sarenki. Jednak to nie ono przykuwa uwagę, a dosiadający go, bury, pręgowany purrekos w oficjalnym stroju. Po zaciętym wyrazie jego twarzy czy też pyszczka łatwo poznać, że stało się coś niedobrego.
          Wykrakałam. Normalnie powiesz człowieku dwa słowa i masz. Znowu kłopoty. Do tego nie małe, bo z udziałem purrekos. Koci ludek jest bardzo wpływowy i każdy cios wymierzony w niego odbije się na Straży… I być może na mnie.
Purro wyskakuje zza lady tak zręcznie, jakby zamiast nóg miał sprężyny. Zaaferowany przegradza pędzącemu pobratymcowi – zapewne posłańcowi – drogę i krzyczy coś-tam w ich języku, po czym wybucha gorączkowa dyskusja. Nie mam bladego pojęcia, co się dzieje. Język purrekos jest dla mnie kompletnie nie do rozszyfrowania, spora część dźwięków to kocie buczenie, warkoty i prychnięcia.
          Rudzielec bez przerwy wypytuje o coś posłańca, trzymając w żelaznym uścisku lejce jego szybkiego, ale drobnokościstego chowańca. Posłaniec znów wyraźnie nie ma zamiaru z nim rozmawiać, spieszy się. „Sarna” nerwowo przebiera nogami, pokwikuje i zarzuca głową, lecz niewiele jej to daje. Nie wiem nawet, kiedy obok mnie materializuje się Izme. Z nietęgą miną przerywa dyskusję dwóch purrekos, co nie jest wcale proste przez wyraźnie roztrzęsionego Purro.
          - Dosyć tego! Co się tu dzieje?! – wrzeszczy chwytając nadgarstek Rudzielca w żelazny uścisk, lecz ten mimo to nie puszcza lejców.
          - Jacyś dranie napadli Trhirrkh’er’gur i uprowadzili kilkanaścioro naszych dzieci, korzystając z zamieszania z Wielkim Targiem! – prycha Purro – Kiedy handlarze wczoraj wrócili, zastali miasto zniszczone, a większość waszych strażników zamordowaną! Tam byli moi siostrzeńcy! Muszę się dowiedzieć, co z nimi!
          - Nie znam imienia każdego porwanego dzieciaka na pamięć! – jeży się posłaniec.
          - Pewnie są wymienione w liście!
          - To pismo urzędowe, opieczętowane! Głupcze, nie możesz złamać pieczęci! Zresztą to czy poznasz prawdę teraz czy za jakiś czas w żaden sposób nie odmieni ich losu!
          - Muszę…!
          - Ja muszę dostarczyć jak najszybciej wiadomość. Pędzę bez ustanku zmieniając wierzchowce od dwóch dni, nie po to, żeby jakiś przybłęda mnie zatrzymywał. Na Moce, strażniczki, zróbcie coś z tym głupcem!
          Zerkam na jeanylotte, która przysłuchuje się temu z uwagą. Hm… To dość ryzykowne prosić ją o to, ale powinna zrozumieć sytuację. I to, jakie korzyści może nam dać ta drobna przysługa.
          - Ula, podwiozłabyś Purrala do KG? Widzi…
          Ula przytakuje i podchodzi do purrekos, który posyła mi zaskoczone, ale też pełne wdzięczności spojrzenie.
          - N-naprawdę? – pyta, powoli puszczając lejce, na co posłaniec natychmiast spina wierzchowca i rusza z kopyta.
          - Tak. Wskakuj zanim zmienię zdanie… A co ze straganem?
          - Nie ma tu takiego, kto ważyłby się ukraść cokolwiek od purrekos! – krzyczy, wskakując na grzbiet Uli, a gdy ta startuje, zostawiając w ziemi głębokie ślady pazurów, co o mało z niej nie spada. Dosłownie w ostatniej chwili chwyta się gęstego futra jeanylotte i odzyskuje równowagę.
          Muszę przyznać, że to aż niewiarygodne, jak Ula potrafi być szybka, jeżeli chce. Sadzi tak wielkie susy, że niemal dogania sarnopodobego stwora, a przecież ma jeźdźca na grzbiecie. Jeźdźca nieco drobniejszej budowy niż ja, ale tak czy siak robi wrażenie.
          - Paskudna sprawa – cmoka Izme. – A jeszcze paskudniejsza, jeżeli spojrzeć na jego dalafę.
          - Dalafę?
          - Wierzchowca. Purrekos bardzo dbają o swoje bestie i chowańce, a ten dalafa jest na skraju wyczerpania. Możliwe nawet, że padnie. Skoro tak wyżyłował to biedne zwierzę, znaczy, że rzecz jest naprawdę poważna. Swoją drogą ładnie się zachowałaś, że pożyczyłaś Purralowi Ulę.
          - Wiem, co to znaczy strach przed tym, co można zastać w domu… Czy raczej kogo w nim nie zastać, dlatego… – Wzruszam ramionami. – Dobrze, to co robimy z tym wszystkim?
          - My? Absolutnie nic, bo i nic nie możemy. Co najwyżej mogę zaproponować wejście do gospody na małego bezalkoholowego z okazji twojego pierwszego patrolu, a potem jeszcze ze dwie rundki dookoła wioski… Ale tym razem naprawdę rozglądajmy się dookoła. Skoro napadnięto jedną z większych siedzib purrekos, nic już nie jest pewne.
          Na szczęście nie możemy nic zrobić, bo gdybyśmy mogły i co najgorsze musiały, to… No cóż, wszystko zależy od ciągu dalszego. Ja się tu na bohaterowanie i ryzykowanie życiem nie pisałam, nie piszę i pisać nie będę. Nie z własnej woli. To już wolę ten mały bezalkoholowy, chociaż z kasą u mnie krucho.
          Gospoda jest wyludniona o tej porze dnia. Właściwie to ja i Izme jesteśmy jedynymi klientkami. Prowadzący ją rogaty mężczyzna, po obsłużeniu nas znika na zapleczu, gdzie pewnie ma ciekawsze rzeczy niż gapienie się na prawie pustą salę. Mnie to odpowiada, szczególnie, że dzięki temu mamy pełną swobodę rozmowy. Co prawda dyskusja z Purralem i posłańcem odbyła się niejako na forum publicznym i do jutra cała wioska się dowie, że napadnięto purrekos, ale to nie zmienia faktu, że nim Straż nie wyda oficjalnego oświadczenia, nie powinnyśmy mówić o tym głośno.

_____________________

*Nie, żebym kogoś o coś podejrzewała, ale że czasy mamy takie, a nie inne. Nie próbujcie tego z zatykaniem nosa i dmuchaniem. Nie, jeżeli nie chcecie trafić do szpitala xD

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (10-02-2018 o 15h04)

Offline

#160 10-02-2018 o 19h36

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


A widzisz, to mój błąd, bo tego nie pamiętałam. Ogólnie przywykłam do gadki, że Eldka jest jałowa, a skoro wspominałaś o tym na początku, czyli X czasu temu, to zwyczajnie o tym zapomniałam. Wybacz, mój błąd, ale mogło się zdarzyć xd
O kurde, biedne kocury. Ciekawa jestem, co zaatakowało to miasteczko i jestem pewna, podobnie jak Liwka, że to się jakoś odbije na wszystkich. Bo przypadków zwyczajnie nie ma, a już na pewno nie tu. Cóż, zaczyna się dziać, co bardzo mnie cieszy. I Purral jest genialny /static/img/forum/smilies/big_smile.png Jako że go polubiłam, tym bardziej mi go szkoda :<
No nic, tyle ode mnie. Krótkawo, ale zauważ, że błędów zero /static/img/forum/smilies/big_smile.png To czekam na kolejną część i pozdrawiam! /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#161 15-02-2018 o 10h54

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - przypadki  tutaj się zdarzają, ale tym razem to wszystko raczej dowód, że Multiwersum jest przeraźliwie małe. A kotków zawsze żal ;]Kiedy normalny bohater gnie idzie wziąć na klatę, kiedy coś się dzieje purrekos "o nie, biedne kiciusie" /static/img/forum/smilies/big_smile.png

To zapraszam do czytania. Trochę więcej tekstu,ale mam nadzieję, ze nikt nie ma nic przeciwko /static/img/forum/smilies/wink.png

Rozdział 8 (cz 4)

          Dla bezpieczeństwa siadamy w najdalszym kącie gospody i sącząc swoje bezalkoholowe drinki – przepyszne nawiasem mówiąc, przypominające smakiem coś w rodzaju kokosowego jabłka – ściszamy głosy. Mocno zaniepokoiły mnie słowa Izme, że „skoro napadnięto jedną z większych siedzib purrekos, nic już nie jest pewne”, więc dążę temat. Oczywiście wiem, że purrekos to bardzo wpływowa rasa, ale może chodzić o coś więcej. I chodzi.
          Podobno niegdyś, jeszcze za czasów, kiedy faery żyli na Ziemi, faery bestii byli prześladowani przez człowieczych. Najbardziej obrywało się oczywiście tym teoretycznie najsłabszym między innymi mierzącym co najwyżej metr czterdzieści purrekos. Właściwie to oni obrywali od wszystkich i od człowieczych, i od co silniejszych faery bestii. Dlatego ich rasa stała się bardzo nieufna. Purrekos nie mieszkają w miastach wspólnych, tylko zakładają własne, których pilnie strzegą przed innymi farery czy to człowieczymi, czy to bestii, no i oczywiście ludźmi. Opracowali też wiele nowych technik walki, zarówno standardowych jak i magicznych. Są mistrzami pułapek oraz uderzania z zaskoczenia. Z innymi faery kontaktują się głównie poprzez swych handlarzy. Mało jest człowieczych, którzy kiedykolwiek mieli okazję zobaczyć miasto kociego ludu od wewnętrznej strony murów. Informacja, że mimo słynnej na całą Eldaryę nieufności purrekos, ich niezwykłych umiejętności oraz niemal paranoicznej ostrożności, ktoś napadł na jedno z ich osiedli to wstrząs. Do tej pory miasta kociego ludu były uważane za bezpieczniejsze nawet od siedzib teoretycznie najpotężniejszych faery jak na przykład fenghuangów.
          Fenghuangowie… Coraz częściej słyszę tę nazwę. Może przydałoby się co-nieco poczytać o tej rasie.
          Reszta patrolu przebiega spokojnie, bez żadnych wstrząsów. Oczywiście Feren nie jest zadowolony, kiedy wspominamy mu o posłańcu, szczególnie, że dowiaduje się o wszystkim ostatni. Na nasze szczęście nie reaguje szczególnie źle, jedynie rzuca paroma przekleństwami i niezbyt przyjemnymi uwagami.
          Do KG wracamy przed siedemnastą. Mimo spędzonego umiarkowanie przyjemnie dnia, nie jestem w humorze. Raz te wielkie kurczaki, dwa obolały tyłek z jazdy, no i przede wszystkim trzy – sprawa purrekos. Niby nie dotyczy mnie, ale przez to wszystko, co ostatnio przeszłam, jeżę się kiedy tylko usłyszę o jakimś nieszczęściu. Mam wrażenie, że…
          - Liwia E? – pyta mnie jakiś strażnik, jak tylko przekraczam bramę KG. Za nim czai się Ula, posyłając mi niepewne, jakby z lekka wystraszone spojrzenie.
          O cokolwiek chodzi, nie jest dobrze. Co gorsza opcja, żeby odwrócić się na pięcie i dać w długą stanowczo odpada. Borfoldzie, dlaczego zawsze ja?
          - Tak, zgadza się.
          - To proszę za mną. Jesteś oczekiwana w Sali Narad.
          Odwracam się, rzucając pytające spojrzenie Izme, ale ta wygląda na równie zaskoczoną i ogłupiałą jak ja. Rozkłada tylko bezradnie ręce, kiedy pozwalam się prowadzić rosłemu mężczyźnie.
          Sala Narad. Trochę większa od tej, w której mnie przesłuchiwano, ale wystrój niemal identyczny. Sytuacja jednak inna, bo tym razem grono słuchaczy szersze. Większe nawet niż podczas omawiania sprawy Grabieżcy, bo uzupełnione o co ważniejszych przedstawicieli wszystkich Straży i purrekos. Tak, purrekos. Wszystkich handlarzy z KG, ich pomagierów oraz rzecz jasna posłańca. W sumie blisko trzydzieścioro ludzi-kotów, którzy wbijają we mnie wyczekujące spojrzenia.
          Nigdy nie siłowałam się na spojrzenia z kotem, ale wątpię, abym wygrała taki pojedynek. Ciarki mnie przechodzą. Naprawdę wolałabym być daleko stąd. Tak z jeden wymiar i dwie galaktyki dalej.
          Posyłam pytające spojrzenie Miiko, lecz jej twarz nie wyraża nic, podobnie twarze pozostałych Strażników. Czuję się osaczona. Teraz, jak nigdy wcześniej, czuję, że jestem w obcym i co najważniejsze wrogim sobie świecie.
          - Usiądź, proszę cię. – Miiko wskazuje mi krzesło, na którym powoli i niechętnie siadam. – Jak już wiesz, przed dwoma, a właściwie trzema dniami napadnięto jedną z głównych siedzib purrekos. Blisko jedna czwarta miasta spłonęła, porwano osiemnaścioro dzieci, zabito ponad setkę dorosłych. Zginęło też sporo napastników. Wszyscy byli ludźmi…
          Jasna cholera. Chyba wykrakałam sobie tę zmianę nastrojów.
          - …Z tego co nam wiadomo ludzie nie dysponują żadnymi, specjalnymi umiejętnościami, jednak część z nich była niesamowicie silna, zwinna i szybka…
          Nie! Nie mówcie mi, że to oni. Wszystko, tylko nie oni.
          - …Zdawało się też, że ból nie miał na nich żadnego wpływu. Napastnicy nosili dość charakterystyczne stroje, a ci nadnaturalni mieli znaki na twarzach. Sporządzono szkice. Chcielibyśmy, żebyś się im przyjrzała i powiedziała czy może wiesz coś o tej grupie.
          Kero kładzie na gładkim blacie kamiennego stołu parę pergaminów, wykonuje gest dłonią, a te w magiczny sposób suną wprost do mnie. Oglądam utrwalone na nich wizerunki, chociaż z góry wiem, czego się spodziewać. Ludzie w śnieżnobiałych strojach z wyrysowanymi na nich czerwonymi symbolami przypominającymi literę „X” tyle że o jednej „nóżce” znacznie wydłużonej. Niektórzy o nieobecnych spojrzeniach i zmartwiałych twarzach z tymi symbolami wytatuowanymi na środku czoła.
          - Krzyżowcy – syczę, odsuwając od siebie pergaminy, jakby to była zaraza.
          Nawet nie staram się opanować drżenia. Niech widzą mój strach, niech też się boją, bo o to w krainie „potworów” zjawiły się prawdziwe POTWORY.
          - My ich nazywamy Templariuszami. Wiesz kim oni są?
          Krzyżowcy to Templariusze? Jasna cholera, jestem w jeszcze większej dupie niż myślałam.
          - Tak, wszyscy wiedzą, kim są te bestie… A przynajmniej kim są w moim świecie, chociaż my ich nazywamy Krzyżowcami. Tysiące ludzi straciło przez nich swoje rodziny – mówię starając się stłumić gniew. Strach niczemu tu nie przeszkadza, wręcz pomaga, ale gniew… Gniew mógłby mnie zdradzić.
          - Prosilibyśmy jaśniej – odzywa się czarny purrekos około czterdziestki, Gerru, Purroko Straży Eel. Patrzy na mnie tymi swoimi pomarańczowo-różowymi, przeszywającymi ślepiami, jakby chciał wejrzeć w głąb mojej duszy.
          Biorę parę głębszych wdechów na uspokojenie. Naprawdę ciosu z tej strony się nie spodziewałam. Skupiona na Wyroczni i dziejących się w Eldaryi spiskach odsunęłam na bok możliwość, że do padną mnie realia ziemskiego wymiaru… I poniekąd moja przeszłość.
          - Żebyście zrozumieli, muszę nieco rozwinąć swoją wypowiedź. Właściwie to trochę bardzo – zaczynam niemrawo, ale Gerru daje mi znak, abym kontynuowała. – Kiedyś wspominałam członkom Straży, że ludzkość już wieki temu zdołała rozwinąć swoją naukę i możliwości techniczne do tego stopnia, że zasiedliliśmy inne planety, a nawet galaktyk. Ja sama wychowałam się poza Ziemią i mieszkałam na niej dopiero od około roku. Rozwinęły się też nasze możliwości medyczne. Utrata kończyny, skóry czy nawet organów wewnętrznych albo narządów nie stanowi żadnego problemu. Dowodem na to są chociażby moje sztuczne oczy…
          - Dobrze, ale wyjaśnij nam, z łaski swojej, co to ma do rzeczy? – przerywa Dupek, ten sam, który dogadywał mi w trakcie spotkania w związku  z Grabieżcą.
          - Powoli do tego dochodzę.
          - Bardzo powoli…
          - Erhat, zamknij się z łaski swojej – syczy Krajzan, nawet nie zerkając na niego. Zamiast tego wbija we mnie intensywne spojrzenie. Spojrzenie, w którym dostrzegam starannie zamaskowany niepokój.
          - Otóż nie wszystkim to się podoba … - kontynuuję. – To, że jesteśmy w stanie wyhodować organy, zlepić ciała z sztucznych kawałków, do tego podróże międzygwiezdne, teleporty, bramy podprzestrzenne. Cała ta technika. Ci z nich, którzy są normalni, uciekają na Ziemię bądź w rzadziej zamieszkałe miejsca, gdzie żyją sobie spokojnie jak nasi przodkowie sprzed tysięcy lat. Czasem zakładają osady, czasem są samotnikami. Generalnie nie robią nikomu kłopotu i nikt im nie robi kłopotów. Ci bardziej stuknięci zakładają osady. Żyją z dala od cywilizacji i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że tym, którzy dołączyli do ich społeczności, a także swoim dzieciom surowo zabraniają powrotu na łono techniki. Nie ważne, że ktoś jest chory albo ciężko ranny, a technologia medyczna mogłaby mu ocalić życie. Niepokornych wywożą na pustkowia i tam porzucają na śmierć, albo po prostu zabijają. Są i Krzyżowcy…
          Jak dobrze ująć w słowa, kim ci sk*rwiele są? Jak sprawić, żeby zrozumieli, że mają do czynienia z monstrami, które trzeba bezwzględnie tępić? Najpierw strzelać, a potem nie pytać, tylko strzelać jeszcze raz?
          - To obłąkane potwory krzyczące, żeby nawrócić się ku naturze. Odrzucić większość dorobku cywilizacyjnego i naukowego. Wyzywający lekarzy od demonów i heretyków, a tych, którym nowoczesna medycyna uratowała życie bądź, jak mnie, zdrowie od nienaturalnego plugastwa. Mordujący ich. Atakują szpitale, wyrzynając ich personel i pacjentów, porywają transporty medyczne, są bezwzględni, nie znają litości ani strachu. Zabijają bez wahania dzieci, starców i brzemienne kobiety. Wszyscy, którzy mają coś wszczepionego, których potraktowano jakąś terapią genową czy komórkową, medycy, technolodzy i tak dalej, są ich wrogami… Znaczy się większość ludzkości. Co najgorsze, a zarazem dość ironiczne, nie widzą niczego niewłaściwego w używaniu nowoczesnych metod w swojej świętej walce. Uważają, że zło należy zwalczać złem. Dbają jedynie o czystość i świętość własnych ciał i ciał swoich wyznawców, reszta ich nie obchodzi. Dowodem na to są ci z symbolami na czołach.
          - To znaczy? – pyta Miiko.
          - Ich nadzwyczajna siła, brak wrażliwości na ból, niezwykła szybkość… To porwani i zmodyfikowani za pomocą metod medycznych ludzie. Zwykli zjadacze chleba, którzy mieli nieszczęście być w oczach Krzyżowców plugastwem. Uprowadzono ich, zmieniono ich ciała, wyprano im umysły i zaprogramowano na zabijanie, uzyskując znakomitą broń jednorazowego użytku.
          - Broń jednorazowego użytku? – pyta Purral. Jego mina pokazuje, że cholernie nie podobają mu się usłyszane rewelacje, ale nie wygląda na zdruzgotanego. Znaczy jego siostrzeńców nie było wśród zabranych dzieciaków.
          - Tak. Modyfikacje fizyczne jakim ich poddano, zabiłyby ich po kilku dniach, może tygodniach. Nie wytrzymałyby układy. Serce, płuca i tak dalej. Żeby zmodyfikować kogoś tak, aby otrzymać super człowieka mającego przed sobą długie, nie zakłócane dolegliwościami życie trzeba bardzo dużo pracy. A po co się trudzić, skoro wokół tyle plugastwa, które można wykorzystać? Niech przysłuży się świętej sprawie i zginie – przy ostatnich słowach nie potrafię powstrzymać drżenia zaciśniętych w pięści dłoni, a przez mój głos przebija się gniew. Cała ta sprawa przywołuje zbyt wiele wspomnień… Cholera jasna! Liwka, opanuj się. – Inną kwestią jest umysł. Aby ich „narzędzia” były im posłuszne muszą zniszczy to kim są, kim byli i mogliby się stać. Zdewastować ich umysły, a potem zapisać w nich zestawy poleceń, jakby byli maszynami. Jednak umysł to nie komputer, z którego można usunąć pamięć i nadpisać nową. Polecenia szybko się degradują, a „broń” wpada w obłęd. Dlatego robią sobie zastępy jednorazowych żołnierzy, takich, których stworzenie nie wymaga dużo roboty. Obrońcy miasta purrekos pewnie potwierdzą, że Krzyżowcy porzucili ich, a ci walczyli nawet po tym, kiedy tamci się wycofali.
          - Skoro są tak niebezpieczni, to czemu z nimi nie walczycie? – pyta Valkyon. Zaproszono go tu wraz z dwójką moich pozostałych opiekunów, ale najwyraźniej nie oczekiwano, że któryś z nich zabierze głos, bo w jego kierunku natychmiast zwraca się parę zaskoczonych spojrzeń.
Sprawia wrażenie poruszonego moimi słowami, nie powiem. Właściwie to wygląda tak, jakby zamierzał zaraz przejść do ziemskiego wymiaru i zrobić tam porządek. Jest to do tego stopnia naiwne, że niemal uśmiecham się.
          - Walczymy.
          - Nieskutecznie skoro tysiące cierpią przez tych drani.
          - Czy w Eldaryi nie zdarzają się przestępstwa?
          - Zdarzają, ale…
          -  Ilu pada ich ofiarą? Pięć procent populacji? Mniej czy może więcej?
          - Nie wiem. Trudno mi powiedzieć.
          - Wedle badań, w moim wymiarze co roku jeden procent populacji pada ofiarą przestępstwa. Jakiegokolwiek, łącznie z drobiazgami takimi jak kradzież kieszonkowa, niewielkie oszustwa i tak dalej. Dodam, że to dane o połowę zawyżone przez urzędy statystyczne, jako, że sporo rzeczy jest niezgłaszanych. Tylko jeden procent. Niewiele, prawda? Z tym, że ludzi są setki miliardów i nawet ten jeden procent to miliony. Działalność Krzyżowców to ledwie dziesięciotysięczna tego procenta. Krwawa, budząca grozę i nienawiść opinii publicznej, ale jednocześnie będąca niewielkim fragmentem wszystkiego, co się dzieje, a jeżeli dodać to tego rozmaite wypadki i tak dalej… - Wzdycham ciężko i mam nadzieję wymownie. – Do tego Krzyżowcy są stosunkowo niewielką grupą. Grupą, która może być rozbita na sześćdziesiąt jeden zamieszkanych planet, która jest ukryta w liczącej setki miliardów społeczności. Nie takiej jak tu,  gdzie pewnie większość miast to takie, gdzie jeden zna drugiego, a nawet jeżeli nie zna, to zna kogoś, kto zna. Nie. U nas ponad pięćdziesiąt procent miast to takie, gdzie codziennie mija się dziesiątki, jeżeli nie setki zupełnie obcych sobie osób. Jak w takich tłumach znaleźć kilku Krzyżowców? Uwierz mi, to nie jest proste, ale co jakiś czas się udaje. Niestety na miejsce schwytanych prędzej czy później znajdzie się kilku oszołomów, którzy ich zastąpią.
          - A czego mogą od NAS chcieć? Od faery? – pyta Gerru. – Nękają nas od tysiącleci, chociaż pod inną nazwą. I po co im nasze dzieci?
          - Jeżeli Krzyżowcy to naprawdę Templariusze i to tacy, jakich mniej-więcej pamiętam z lekcji historii… No cóż, jeżeli tak jest, to są odłamem jakiejś okołochrześcijańskiej sekty religijnej. To czyni ich jeszcze groźniejszych, bo nawet najgorsi bojownicy ideologiczni nie są tak groźni jak religijni. Nasza historia dobitnie to pokazuje. W każdym razie, z tego, co wiem o chrześcijaństwie, wynika, że dawniej, w czasach kiedy powstał zakon Templariuszy, nienawidzono magii, uznając ją za coś pochodzącego od diabła. Templariusze znów to zakon swego rodzaju świętych wojowników czy coś podobnego. Nie znam się dobrze na historii, szczególnie tak odległej, więc mogę coś namieszać. W każdym razie, jeżeli hołdują swoim pradawnym wartościom, to pewnie chcą zniszczyć wszystkie przejawy magii, a tym samym wybić faery w pień. Przypuszczam, że mają was za coś w rodzaju demonów.
          - Ale co z dziećmi? Gdyby to był atak mający nas zabić nie porywaliby ich.
          Jak ja nienawidzę przekazywać złych wieści. Jak ja tego k***a nienawidzę.
          - Czy dzieci były w wieku jedenastu do trzynastu lat… No i czy mniej-więcej w tym okresie zaczyna się u was proces dojrzewania?
          - Obie rzeczy się zgadzają. Skąd…
          - Będą materiałem laboratoryjnym. Obserwowanie procesu dojrzewania daje pełny obraz na fizjologię organizmu, szczególnie jeżeli chodzi o pracę układu hormonalnego. Przebadają je, a potem użyją… Przypuszczam, że albo do modyfikacji schwytanych ludzi, albo do wyhodowania jakiegoś zaraźliwego, ale niegroźnego dla ludzi, śmiertelnego wirusa, dzięki któremu będą mogli was zaatakować. Ewentualnie jedno i drugie.
          Ponura cisza, która wokół zapada, przygniata mnie swoim ciężarem. Gdyby dzieciaki zwyczajnie zginęły, byłoby łatwiej. Jednak świadomość, że będą jeszcze Bóg wie jak długo żyć i Bóg wie co wycierpią… Takie coś niszczy. Pożera od środka.

Offline

#162 15-02-2018 o 14h54

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


No hej hej! Bez zbędnych wstępów zaczynam czytać. Ach!, no i za więcej tekstu absolutnie się nie gniewam i inni zapewne też nie!
„więc dążę temat” — raczej ‘drążę’ c:
Bardzo ładnie opisałaś sytuację kocurów i ich mega bezpiecznych miast. Bez problemu jestem w stanie w to uwierzyć.
Oni? Jacy oni? I mimo wszystko nie spodziewałam się, że zniszczenia były aż tak ogromne.
Jeszcze do tego nie dotarłam, ale wcale się nie zdziwię, jak Liwka ściemni, że nie zna żadnych znaków ani tym bardziej żadnych „ich”. O, a jednak się pomyliłam. I wow, tu serio chodzi o Templariuszy? Nieźle.
„że zasiedliliśmy inne planety, a nawet galaktyk.” — ‘galaktyki’
„Nie ważne, że ktoś jest chory” — ‘nieważne’. Ach ty i te twoje ‘nie’ /static/img/forum/smilies/big_smile.png
+ modzi raczej rzadko tu zaglądają, ale gdyby zajrzeli, to by ci wlepili ostrzeżenie, jeśli nie bana, bo wulgaryzmy trzeba maskować w pełni i widoczne mogą być tylko pierwsza i ostatnia litera. Jedna gwiazdka nie załatwia sprawy.
„nie zakłócane dolegliwościami życie” — ‘niezakłócane’
„Właściwie to wygląda tak, jakby zamierzał zaraz przejść do ziemskiego wymiaru i zrobić tam porządek.” — genialne! /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Świetnie to wymyśliłaś! Mam tu na myśli Templariuszy i ich nienawiść do technologii, a jednocześnie jawną hipokryzję, skoro sami korzystają z tego, co chcą wytępić — tak broń, jak i ludzi. Dodatkowo porywanie dzieci, by zrobić z nich eksperymenty… wow. Nieźle. Trochę jak z moim Nigredo. Ale się u nas dzieciom obrywa :v A i wyniszczanie magicznych istot do nich pasuje. Innymi słowy — wszystko pasuje. Wow. Wowowow. Ładnie zaczyna się dziać! Czekam więc na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Offline

#163 20-02-2018 o 15h44

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - podobieństwo do twojego Nigredo będzie jedno, duże(zaplanowane przed tym, kiedy ty to rozwinęłaś tak a nie inaczej w swojej fabule, nie plagiatuję /static/img/forum/smilies/big_smile.png), ale generalnie pojawi się w kilku miejscach motyw wykorzystywania innych w bardzo paskudny sposób. W tym jeden dość - mam nadzieję - zaskakujący. Generalnie Eldarya ma parę paskudnych sekretów, a faery wcale nie są tacy cacani /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Rozdział 8 (cz 5)

          - A-ale dzieciaki jeszcze żyją? – przerywa milczenie Syhirrasz. Jej głos się łamie, a zielone oczy wypełniają łzy. – Jest nadzieja, prawda?
          Jasna cholera, porwali kogoś z jej rodziny. Szlag by to trafił. Jak ja nienawidzę być posłańcem złych wieści.
          - Nie ma – wyduszam tylko. Nie mam serca dodawać, że im szybciej umrą, tym dla nich lepiej, bo nie ma gorszego miejsca niż laboratoria Krzyżowców.
          Syhirrasz wybucha płaczem i niezatrzymywana przez nikogo wybiega z Sali. Jedna z jej pomocnic wychodzi za nią.
          - Sporo wiesz o tych… Krzyżowcach – odzywa się Madda. – Bardzo dużo.
          W jego głosie nie ma żadnej sugestii, to jedynie puste stwierdzenie. Stwierdzenie, do którego każdy może sobie dopisać historyjkę. Lepiej tego uniknąć. Nie chcę się odsłaniać, jednak milczenie może przynieść mi więcej szkody niż pożytku. Zresztą nie muszę mówić prawdy… Nie całej. Mogę ją przeinaczyć, tak aby była bezpieczna.
          - Słyszeliście, że mam siostrę, do której chcę jak najprędzej wrócić, bo miała wypadek. Krzyżowcy byli tym wypadkiem. – Parę osób porusza się niespokojnie, parę spojrzeń łagodnieje. – Porwali ją, ale została uratowana, zanim stało się najgorsze. Mieliśmy szczęście, w przeciwieństwie do naszych sąsiadów. Niestety siostra psychicznie już nigdy nie będzie taka sama jak przedtem.
          Kolejna chwila milczenia, dość niezręczna. W końcu to Straż nie pozwala skorzystać mi ze swoich zasobów, przez co jestem w takiej, a nie innej sytuacji. Ciszę przerywa Miiko:
          - W ostatnim czasie miało w Eldaryi miejsce jeszcze kilka porwań. Głównie to grupowe porwania dzieci od półtora roku do lat pięciu. Jednym z porwanych był znany ci młody kappa. Samych porwań było siedem. Jednak zdarzały się też liczne, pojedyncze zaginięcia… Cóż, przypuszczamy, że „zaginięci”, też zostali porwani, lecz tym razem ofiary stanowiła młodzież od trzynastu do dziewiętnastu lat. Czy za ich zniknięcia też mogą odpowiadać Templariusze?
          - Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, po co porywać malutkie dzieci. Są raczej uciążliwe, a do badań laboratoryjnych nadają się lepiej osoby dojrzewające i dojrzałe. Nie mam pojęcia, kto może stać za ich uprowadzeniami, szczególnie na tak dużą skalę. Wątpię, żeby byli to ludzie, ale niczego nie można wykluczyć. Teoretycznie za porwaniami młodzieży mogliby stać Templariusze, ale profil wiekowy raczej wygląda mi na handel żywym towarem. Jeżeli porwani są stosunkowo urodziwi to prawie na sto procent właśnie to. Zresztą podczas porwania małych purrekos doszło do ataku, a nie słyszałam, żeby w ostatnim czasie miało miejsce coś podobnego… Chociaż z drugiej strony jestem tu stosunkowo krótko.
          - Handel żywym towarem? – pyta Gerru.
          - Sprzedaż do burdeli i prywatnym „kolekcjonerom” – odzywa się Ezrael, a jego ton jest dziwnie pusty. Zaciska dłonie tak, że bieleją mu kostki. – Jednak sądzę, że nie można wykluczać udziału ludzi w procederze. W końcu mogą płacić „żywym towarem” za informacje lub substancje, które mogłyby dla nich być cenne, prawda?
          Ktoś mi kiedyś wspominał, że Ezrael ma uraz do ludzi. Ciekawe na jakim tle… I czy na pewno ludzi powinien winić.
          - Niczego nie należy wykluczać, aczkolwiek wątpię, aby coś takiego miało miejsce – odpowiadam spokojnie. – Nie, żeby moja rasa nie była do tego zdolna, chodzi mi o względy czysto praktyczne i ekonomiczne. Otóż porwania i wytworzenie rynku niewolniczego zapewne wymagają wiele wysiłku i czasu. Ludzie, gdyby chcieli cokolwiek kupić od Faery, mogliby z łatwością zapłacić żywnością. Tej akurat od setek lat nam nie brak, jesteśmy w sanie wyprodukować jej aż nadto przy stosunkowo niewielkich nakładach. Zresztą kolejną, znakomitą walutą są leki czy chociażby uniwersalne protezy. No i po trzecie – osoby zajmujące się handlem żywym towarem to przeżarci zgnilizną moralną kryminaliści. Naprawdę nie sądzę, żeby ktoś taki bawił się w organizowanie sieci przestępczej, skoro mógłby o wiele łatwiej zabrać to, co mu potrzebne, siłą. Zastraszając, napadając lub kradnąc. Raczej wskazywałabym na sprawę wewnętrzną Eldaryi.
          Ezrael przypatruje mi się badawczo, marszcząc brwi. Nie wygląda już na tak zagniewanego, raczej na zamyślonego. Nad czymkolwiek się nie zastanawia, nie jest to rzecz łatwa. Widać, że powoli traci kontakt z tym, czego tyczy właściwa rozmowa i pogrąża się we własnym świecie.
          Jestem pytana jeszcze o parę spraw, z mojej perspektywy raczej nieistotnych, po czym Miiko mnie zwalnia, jednocześnie informując, że dzisiejsze szkolenie mam odwołane. Kiedy zamykam za sobą drzwi Sali Narad słyszę, jak we wnętrzu wybucha gorączkowa dyskusja. Z chęcią podsłuchałabym to i owo, ale stojąca na zewnątrz, rosła strażniczka zerka na mnie ostrzegawczo. Nie mając nic lepszego do roboty, powoli człapię do swojego pokoju, rozmyślając o wszystkim, czego się dowiedziałam. Nie wygląda to wesoło… Plaga porwań dzieci i młodzieży, do tego dwustronna, bo porywaczami są i Eldaryanie, i ludzie. Pomyśleć, że wyglądając przez okno, patrząc na te bezmiary zieleni i błękitu, odnosi się wrażenie, że Eldarya to rajski ogród. Oaza spokoju i bezpieczeństwa. Nic bardziej mylnego.
          - No i co dziewczyno? Czego chcieli? – zza zakrętu wyskakuje Izme, niemal przyprawiając mnie o zawał.
          Obok arachnidki siedzi Ula, a wyraz jej pyszczka jasno mówi, że też chce to wiedzieć. Już, teraz, zaraz. Nie dziwię się im. Ledwie wróciłam z patrolu, a tu zgarniają mnie do Sali Narad i to w związku z napaścią na Purrekos. Jedyne, co mnie dziwi, to to, że nie zostałam jeszcze zaatakowana dziesiątkami pytań przez Karenn… Ale lepiej nie wywoływać wilka z lasu. Czy raczej wampirzycy z jej karnego dyżuru w bibliotece.
          Idąc, zaczynam dokładnie objaśniać, o co chodziło, o co mnie pytali i tak dalej. Izme słucha uważnie, od czasu do czasu o coś pytając lub potakując, a Ula ma minę, jakby żałowała, że nie ma ludzkiego głosu – wyraźnie też ma to i owo do powiedzenia w tej sprawie. Zagadana dopiero po niewczasie zdaję sobie sprawę, że nie idziemy do mojego pokoju, tylko skręcamy w stronę schodów prowadzących piętro wyżej.
          - A gdzie ty mnie ciągniesz? – pytam trzymającej mnie pod ramię Izmy.
          - Do siebie. Wybacz dziewczyno, ale twój pokój to nora i nie nadaje się najdłuższą posiadówkę. Naprawdę powinnaś coś z nim zrobić…
          - Raczej nie. Naprawdę wolałabym się tu nie zadamawiać.
          - …Po za tym, jak tylko Karenn skończy swoją karę, zacznie cię szukać. Wiesz, żeby wydusić od ciebie wieści i jak się da, zaciągnąć cię do tej budy, którą nazywają karczmą. Nie wyglądasz jakbyś miała głowę do walki z nachalnym i wścibskim krwiopijcą, więc bezpieczniejsza będziesz u mnie. Raczej wyglądasz na dziewczynę, co to potrzebuje mocnej herbaty ze solidną dawką procentów. No i może kilku ciasteczek, a mam coś-tam zachomikowanego na czarną godzinę.
          Chyba spotkałam anioła. Anioła, który wygląda, jak demon z siódmego kręgu piekieł i to jeden z tych upiorniejszych, ale czy to ważne? Fakt, że będą herbatka z prądem i ciasteczka. Każdy, kto daje mi jedzenie i to jedzenie, jakiego potrzebuję, jest aniołem…
Dobrze, że kiedy byłam malutka, w naszej okolicy nie kręcił się żaden pedofil wabiący dzieciaki na słodycze. Wpadłabym jak nic.
          Pokój Izme… Schludny, kolorowy, wypełniony dziwacznymi ozdobami. Lampiony z kryształów świetlnych, świece, kryształki, dyndające pod sufitem sznury z opalizujących korali. Trochę taki styl cygański, może ciut bardziej uporządkowany, bo chociaż ozdób jest sporo, to bałaganu nie ma. Szczęśliwie zamiast szklanej kuli, na środku okrągłego, okrytego wielobarwną serwetą stoliczku stoi malowany w kwiaty imbryk na dziwacznej podstawce. Podstawce, która zawiera coś na wzór świecy i prawdopodobnie służy do podgrzewania wody w naczyniu.
          - Klapnij se dziewczyno – arachnidka wskazuje mi jedno z trzech stojących przy stole krzeseł, drewnianych i prostych, których twarde siedziska zmiękczają haftowane we wzory poduchy.
          Ula nie potrzebuje zaproszenia. Nim zdążam posadzić tyłek na poduszce, ta już zajmuje drugie z krzeseł, wyczekująco zerkając na gospodynię. Izme reaguje na to uniesieniem brwi i do trzymanych w dłoniach dwóch kolorowych filiżanek dokłada trzecią. Rozkłada je na stole, podejrzliwie zerkając na jeanylotte.
          - Rozumiem, że na ciasteczka też reflektujesz? – pyta Ulę.
          Odpowiada jej najsłodszy, najbardziej przymilny, chomikowo-niedźwiedzi uśmiech pod eldaryańskim słońcem.
          - Dziewczyno, wiesz, że to nie jest normalne? – Izme zerka na mnie. – Chowańce są mądre, ale ten jest chyba, aż ZA mądry. Szczególnie, jeżeli to, co o nim…
          - O niej – poprawiam.
          - …O niej słyszałam, jest prawdą.
          - Może i nie jest, ale póki sprząta po sobie, sama korzysta z toalety, a nawet myje łapy po wszystkim, mam to gdzieś. Zresztą bycie zbyt inteligentnym chyba nie jest karalne.
          Izme wrzuca do imbryka nieznane mi zioła, dolewa wody z kolorowego dzbana i zapala świecę w podstawce, która jarzy się intensywnym, zielono-złotym płomieniem. Po chwili w naszych filiżankach ląduje przyjemnie pachnący, bursztynowy płyn, a obok nich talerzyk z ciasteczkami korzennymi. Ula żywo kręci nosem, chwyta jedno w pazury i ostrożnie moczy w herbacie, po czym konsumuje ze smakiem.
          - Chcesz do tego trochę retruku? – pyta mnie Izme, zerkając z ukosa na Ulę.
          - Co to jest retruk?
          - Słodka nalewka na kwaśnych owocach. Pasuje do herbaty.
          - Z chęcią, ale nie za dużo, bo jutro pracuję.
          - A pani Ula chce czy nie? – pyta jeanylotte, która potrząsa łbem, aż jej uszy trzepocą i sięga po kolejne ciasteczko.
          - Chyba twój chowaniec nie przepada za alkoholem – mówi z przekąsem, nalewając do mojej filiżanki solidną dawkę złocistej nalewki… Do swojej zresztą również.
          Kosztuję ulepszonego naparu, dopiero gdy Izme upija łyk. Co prawda Ula prawdopodobnie ostrzegła by mnie, gdyby wywęszyła w alkoholu coś niepokojącego, ale trudno mi okiełznać paranoję. Szczególnie po zmianie takiej jak ta, kiedy Nieoczekiwane znów kopie mnie w tyłek. Aż się boję pomyśleć, co przyniosą najbliższe dni. Na pewno ogólną destabilizację nastrojów społecznych wynikająca z ataku na purrekos oraz gwałtowny wzrost niechęci do ludzi. Niby powiedziałam, że porwali Lidkę i to przez nich jest taka, a nie inna, ale… No cóż, granie na współczuciu może nie wystarczyć. Muszę uważać. Naprawdę uważać. W moją stronę mogą zacząć lecieć kamienie i butelki… Jeżeli dobrze pójdzie. Ech, chyba daruję sobie w najbliższych dniach wycieczki poza KG.
          Przez dłuższą chwilę żadna z nas nic nie mówi, jedynie pogryzamy ciasteczka i popijamy herbatkę, ciesząc się relaksującym działaniem zawartego w niej alkoholu. Każda jest pogrążona we własnych rozmyślaniach i dobrze nam z tym. A przynajmniej mnie.
          Leniwie rozglądam się po lokum pajęczycy. Żywe, pomarańczowe ściany, sporo purpury i zieleni, standardowy żyrandol z kryształów, szerokie łóżko, piękna, rzeźbiona szafa, drewno barwy czekolady. Naprawdę mój pokój to nora. Nie wspominam już nawet o tym, że jest prawie o połowę mniejszy, ale przydałoby się go chociaż z grubsza odmalować. No i naprawić tę nieszczęsną szafę, te opadające, wiecznie niedomknięte drzwi wyglądają strasznie. Porównując go z pokojami Alajei, Valkyona i Izme, wygląda jak zaniedbana komórka. Wszystkie trzy są w świetnym stanie, do tego dobrze umeblowane… No Alajei CHYBA jest dobrze umeblowany, bo mało co widać spod tego całego bałaganu, który ma u siebie. Nie żebym narzekała, w końcu mam miękki materac, no i nie chcę się tu zadamawiać, ale z perspektywy reszty strażników musi to wyglądać jak nora wędrownego dziada… Albo przybłędy. Chociaż, suma summarum, przybłędą jestem. Przypadkową, niespodziewaną i raczej niechcianą.
          Ech, mimo wszystko muszę przyznać, że z jednego, jedynego powodu, większe lokum by się przydało. Ula miałaby ciut więcej miejsca dla siebie. Stojąca w rogu pokoju pajęczycy ogromna, wypełniona maleńkimi poduszkami klatka to prawdziwy apartament dla siedzącego w niej chowańca – liliowej wywerny wielkości turkawki, która zerka na nas z wyższością.

Offline

#164 20-02-2018 o 16h08

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


To, że twoja Eldarya ma dużo paskudnych tajemnic, to nawet nie wątpię /static/img/forum/smilies/big_smile.png Podobnie z tym, że postaci nie są cacy. To już teraz się czuje i bardzo dobrze. Już milion razy to powtarzałam, że my dwie nienawidzimy, jak coś jest albo białe, albo czarne. Ton nudne. A co do wielkiego podobieństwa, to jestem mega ciekawa, o co chodzi /static/img/forum/smilies/big_smile.png Pewnie niedługo sama zauważę /static/img/forum/smilies/big_smile.png I spoko, na pewno nie uznałabym tego za plagiat, bo jednak bez przesady ;]
Już jakiś czas temu przyszło mi na myśl, że może Liwka ma więcej wspólnego z tymi Krzyżowcami, niż się im wszystkim wydaje. To znaczy, że miała z nimi zatarg to wiadomo, ale ja mam na myśli to, że ona może była z nimi… hm, bliżej. I nie tylko w linii ofiara-napastnik. MOŻE — często snuję sobie swoje własne teorie, co pewnie już zauważyłaś xd
Ciekawa jestem, czemu Ez tak dziwnie zareagował. To znaczy „dziwnie” — wzmianka o handlu żywym towarem szybko na niego podziałała.
Jeju, wyobrażenie Uli, którą aż ciśnie, by móc się odezwać, jest wspaniałe XD
Naprawdę nie lubię twojej Karenn — sama wzmianka o niej mnie denerwuje xd
„Dobrze, że kiedy byłam malutka, w naszej okolicy nie kręcił się żaden pedofil wabiący dzieciaki na słodycze. Wpadłabym jak nic.”  — PIĘKNE XD
Mmmm, kolorowy, czyściutki pokoik anarchidki. Przyznaję się bez bicia, że nie tego się spodziewałam i pewnie cię to nie dziwi xd
Oho, czyżby szykowała się zmiana lokum, albo chociaż jego przerobienie? Niech powie o tym Krajzan i niech ta wyśle do roboty jednego z opiekunów Liwki, tak jak to było w sumie w grze — założę się, że byliby przeszczęśliwi /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No nic, tyle ode mnie! Czekam na kolejną część i pozdrawiam ^^

Offline

#165 20-02-2018 o 19h47

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

BARDZO podoba mi sie Twa wizja Eldki - spod milej kolorowej powierzchni wychyla sie tu i owdzie (i coraz bardziej) ponury krajobraz wymalowany nieciekawym, ponurym zestawem barw. Zaczynam sie mocno wczuwac w sytuacje biednych porwanych...
Glowna bohaterka budzi moj rosnacy podziw.
Po za tym Izme mnie juz 'kupila' niemal calkowicie. Ciekawe, coz ona trzyma w zanadrzu /static/img/forum/smilies/wink.png

pozdrawiam i niezmiennie zycze weny i zero niemocy tworczej!

Offline

#166 25-02-2018 o 12h30

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - oj ma. A właściwie to teraz obie mają moje Eldki mają mnóstwo paskudnych tajemnic /static/img/forum/smilies/big_smile.png A Karenn jeszcze długo będzie irytująca... Przyznaje jadę tu z moją własną niechęcią, bo w grze mnie wkurza jak mało kto.

@Laique - ponury krajobraz wymalowany zestawem nieciekawych barw? oj zapewniam cię, że w końcu się to zmieni. Będzie róż wnętrzności, karmazyn świeżej krwi tętniczej, głęboka czerwień krwi żylnej i brązy krzepnącej posoki oraz tu i ówdzie biel kości. Hmmm, zestawienie barw jak w budyniu waniliowym z wiśniami i czekolada /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Dobrze to zapraszam do ostatniej rozdziału. Mam nadzieję, że będzie ciekawie.

Rozdział 8 (cz 6)

          - Ta historia z purrekos… Pewnie będzie ci trudno teraz odgonić złe wspomnienia – odzywa się znienacka Izme.
          - Złe wspomnienia są ze mną zawsze. Te o Lidii i wiele innych. Przywykłam do nich, aczkolwiek nie lubię o tym wszystkim mówić. Czy raczej nie lubię reakcji innych na tę historię. Ta litość, jakbym doznała jakiegoś trwałego upośledzenia. – Biorę kolejny łyk naparu. Po dodaniu nalewki smakuje jak ulepszona wersja herbaty z cytryną i miodem. –  W każdym razie, bardziej niż wspomnieniami przejmuję się wami… W sensie faery. Nastroje ulegną znacznemu pogorszeniu i nie chciałabym zostać ofiarą spontanicznego linczu gawiedzi czy coś.
          - No tak. Lepiej unikaj spacerków poza KG… Szczególnie samotnych – mruczy pod nosem Izme.
          Hm… Wygląda, że pajęczycy chodzi coś po głowie. Znam tę minę. Coś nie do końca związanego z tematem, coś o co trochę kłopot zapytać, ale zapytać trzeba. Trzeba, bo ciekawość nie da spokoju. Ewentualnie trzeba, bo odpowiedź jest do czegoś potrzebna.
          - Wiem, że sama odradzałam ci o tym komukolwiek opowiadać, ale o co chodzi z tą Wyrocznią? – wypala w końcu. – Bo wiesz dziewczyno… Usłyszałam parę plotek i nie wiem sama, co myśleć, a podsłuchiwać pod drzwiami jak Karenn nie mam zamiaru.
          Och, to na pewno. Ty nie podsłuchujesz, tylko zawsze gdzieś tam stoisz, udajesz niezainteresowaną albo zajętą czymś innym i nastawiasz uszu. Pewnie masz świetny słuch. W końcu pająki doskonale wyczuwają drgania, a dźwięk to przecież nic innego jak drgania powietrza. Przy tej mnogości ras w KG łatwo zapomnieć o talentach pojedynczych z nich, a to bywa bardzo użyteczne, prawda? No i należy pamiętać, że ciebie NIKT nie uważa za plotkarę, bo nie dzielisz się swoją wiedzą, dlatego inni rozmawiają przy tobie swobodniej niż przy Karenn. Może i nie znam cię, nie wiem jaka jesteś, ale od naszego pierwszego spotkania byłaś bardzo uważnie obserwowana. Słyszysz coś tu, coś tam, składasz to razem, potem ekstrapolujesz brakujące informacje i porównujesz możliwości. Masz świetne zadatki na szpiega. To aż dziwne, że trafiłaś do Obsydianu. No chyba, że jesteś szpiegiem, ale nie Straży.
          Ta mini wywerna w klatce wygląda na idealnego posłańca.
          Hm… O Tym nie pomyślałam wcześniej. Warto byłoby poczytać co-nieco o arachidach. O tym, czy tworzą, jak purrekos, mantykory bądź niektóre rody elfów oraz pewne klany wróżek i krasnoludów zwarte, jednorasowe społeczności. Oraz, jeżeli tworzą, jak owe społeczności patrzą na inne wspólnoty i ich instytucje, szczególnie te mieszane.
          - Naprawdę ciekawe, do czego ci to potrzebne – wbijam badawcze spojrzenie w Izme, która odpowiada mi swoim.
          Puste, przypominające czarne otchłanie oczy arachnidki nie wyrażają absolutnie niczego. Dlatego bardziej niż na nie zwracam uwagę na mowę ciała. Postawa, subtelne ruchy palców, mimika nad którą nie do końca panuje. W co się to wszystko składa? W zdanie „żywię do ciebie pełną sympatię i nie mam złych zamiarów, ale coś kombinuję. Kombinuję jak szlag”.
          Hm… Gdyby chciała rozgadać wszystko na moją niekorzyść, RACZEJ nie ostrzegłaby mnie przed mówieniem o Wyroczni. Niewyjawienie jej tego, co zaszło w Kryształowej Sali, mogłoby zostać potraktowane jako oznaka nie tylko nieufności, a nawet wrogości. Z kolei wyjawienie jej tego… Przypuszczam, że komuś to powtórzy, aczkolwiek nie mam pojęcia komu i po co dokładnie. Jeżeli chodzi o jakieś rozgrywki wewnątrz Straży czy nawet Eldaryi otwartość i współpraca mogą być mi pomocne. Mogą, ale może też być dokładnie odwrotnie.
          No cóż, czasem trzeba spróbować szczęścia. Izme budzi moją sympatię i wezmę to za dobrą monetę. Zresztą jej reakcja na moje rewelacje powinna mi dużo powiedzieć.
Opowiadam jej o wszystkim. O pojawieniu się Wyroczni, wrażeniu, jakie wywarła na mnie widmowa postać oraz niepokoju, który czuję w obecności Kryształu. Sam fakt objawienia się milczącego od setek lat ducha mistycznego artefaktu nie robi na niej specjalnego wrażenia. Jednak, kiedy wspominam o tym, że Kryształowa Pani wydaje mi się mieć mocno nie po kolei pod pierzastą kopułą, a niebieskie cholerstwo z którego wylazła jest – w moim odczuciu – wysoce niebezpiecznym draństwem… Wtedy na ułamek sekundy w jej pozornie „martwych” oczach pojawia się błysk „to jest to”. Ów błysk potrafi mieć kilka odcieni. Ostry, jeżeli wyraża „to jest to, teraz mamy ich/go/ją w garści” oraz nieco łagodniejszy, bo pozbawiony agresji, jeżeli woła „to jest to, mieliśmy rację” czy też „udało się”, jeżeli chodzi o jakieś dokonanie. Tym razem mam do czynienia – o ile potrafię to ocenić – z tym drugim. Chyba. Nie znam reakcji Izmy ani nie wiem jak reaguje jej rasa. Niby arachnidzi należą do ras człowieczych, ale wydają się daleko różni od ludzi. Nawet bardziej od naga czy ogrów. Te dodatkowe palce i gruczoły przędne. Ciarki przechodzą…
          Izme chwilę jeszcze magluje temat, pytając mnie o moje przypuszczenia i obawy odnośnie Wyroczni oraz Kryształu przy czym sugeruje, że im mniej przebywam w pobliżu niebieskiego kamulca, tym dla mnie lepiej. Nie mam pojęcia, co wie czy może raczej, co przypuszcza, jednak nie sądzę, że mogłabym to z niej wyciągnąć. Nie teraz.
          Kryształ Kryształem, Wyrocznia Wyrocznią, ale nalewka nalewką. Ona wraz z pysznymi ciasteczkami i przyjemnym otoczeniem powoli kierują nas ku zwykłym pogaduchom i gadaniu o niczym. Może nie babskim ploteczkom, bo szczebiotania o romansach, ciuszkach i facetach nie ma w ogóle, chociaż obrabiamy tyłki Strażnikom lepiej niż jubilerzy obrabiają diamenty. Ku mojemu rozbawieniu Izme zna dziesiątki drobnych, wstydliwych sekretów Ezraela i Nevry. Ja z kolei odwdzięczam się jej za to historyjką o nieśmiałym Valkyonie zarówno w kontekście historii z majtkami jak i Syhirrasz. Tu znów na chwilę powracamy do niezbyt przyjemnych tematów. Arachnidka wyjawia mi, że Krzyżowcy… Że Templariusze porwali jedenastoletnią córkę Purriry i zabili jej leciwą matkę, która próbowała obronić wnuczkę.  Skąd Izme to wszystko wie, pojęcia nie mam – jak szłyśmy na herbatkę, spotkanie w Sali Narad jeszcze trwało.
          Mimo tych wszystkich podejrzeń i mętliku, który mam w głowie, wychodzę od Izme zrelaksowana… Co nie znaczy, że chociaż odrobinę jej ufam. Co to, to nie. Jednak naprawdę lubię jej towarzystwo.
          Dobrze, trzeba skorzystać z tego, że jestem rozluźniona. Szybko umyć się, wskoczyć w pidżamkę i spać, zanim znów dopadną mnie gonitwy myśli. Naprawdę potrzebuję długiego, mocnego snu, muszę zrestartować mózgownicę. W zbyt krótkim czasie otrzymałam zbyt dużą dawkę informacji i podejrzeń. Porwania dzieci w różnym wieku, na różnym tle, Krzyżowcy-Templariusze, no i sama Izme. Do tego cała reszta, która mnie tak niepokoi. Wyrocznia, Kryształ, obserwatorium, oraclr, smoki i daemony, moje własne, dziwnie „antymagiczne” właściwości… Dużo tego, za dużo, a ja noce zarywam albo buszując po bibliotece, albo czytając przetłumaczone teksty i snując scenariusze. Gdybym jeszcze należała do osób, którym starczają dwie do czterech godzin snu dziennie, ale nie – u mnie osiem to MINIMUM. Właściwie to zachowuję przytomność umysłu tylko dzięki popołudniowy drzemkom.
          Nagle ktoś mnie puka w ramię, odwracam się i staję oko w oko z Erhatem. Jego twarz, zwykle zastygłą w wyrazie uprzejmej nieśmiałości lub zarezerwowanej specjalnie dla mnie zimnej niechęci,  przecina cwaniacki uśmiech… Nieco za szeroki. Co więcej brązowe oczy połyskują dziwnie, a niechęć kompletnie z nich zniknęła, ustępując ciekawości. Ciekawości, która była tam od samego początku. To właśnie mi w nim nie pasowało, ta jego niechęć i czepianie się… To tylko zasłona, która miała ukryć ciekawość. Niemal doskonała, ale tylko niemal. Przy czym to nie zwykła ciekawość. To zainteresowanie jakie może budzić u entomologa nowy, niezbadany gatunek owada. Pytanie tylko czy jestem na tyle cenna, żeby pozwolić mi żyć, czy może zostanę przebita entomologiczną igłą i zakonserwowana?
          Liwia, co ci do łba przychodzi? Przecież ten koleś tyko klepnął cię w ramię i się uśmiechnął. Dlaczego reagujesz, jakbyś stanęła twarzą w twarz z jakimś przedwiecznym stworem? I dlaczego masz wrażenie, że jeżeli ten stwór skoczy, to ani Ula, an nikt inny ci nie pomoże?
          - Taak, wyczuwasz to prawda? Dlatego boisz się mnie – przekrzywia głowę uśmiechając się jeszcze szerzej, a moje serce gwałtownie przyspiesza. – Od początku mnie omijałaś i to szerokim łukiem…
          O czym on bredzi?
          -… Robiłaś to za każdym razem, jak na mnie natrafiałaś na korytarzach czy w stołówce. Podświadomie, instynktownie, nie zdając sobie z tego sprawy. Nawet, kiedy nie wiedziałaś, że ja to ja. W końcu musiałem zacząć udawać niechęć wobec ciebie, że niby nie lubię ludzi. Ale nie miej mi tych moich przytyków za złe. Naprawdę nie czuję do ciebie najmniejszej niechęci, wręcz przeciwnie.
          Zbliża się o krok, a ja, jak ta ostatnia kretynka, stoję w miejscu. Przerażona. Instynktowny, zwierzęcy strach nie pozwala mi się ruszyć chociażby o milimetr. To cud że się jeszcze nie posiusiałam.
          Ula zerka niepewnie na mnie. Wyczuwa mój lęk, zapewne irracjonalny z jej perspektywy i zaczyna głucho warczeć obnażając długie kły i siekacze. Gdyby rzuciła się na Erhata, rozerwałaby go na strzępy… Przynajmniej teoretycznie, bo mężczyzna nie zachowuje się, jakby stanowiła dla niego jakiekolwiek zagrożenie.
          - Tak, czujesz to. Każda komórka twojego ciała krzyczy ze strachu, chociaż nie ma ku temu racjonalnych powodów. Nie jesteś „ślepa” jak inni. Chyba nawet wiem czemu, ale ze względu na swój obecny kształt, nie mogę tego zbadać na odległość. Chociaż treść jest najważniejsza, to i forma ma znaczenie. A teraz, wybacz mi, ale żeby zaspokoić ciekawość muszę położyć ci dłoń na głowie i nieco… Hm… Uchylić swej maski.
          W ułamku sekundy cała KG wypełnia się Erhatem. Jego ciało jest tu przede mną i na pozór wszystko pozostało takie samo, niestety to nieprawda. To, co zwykłam identyfikować jako Pana Dupka, to spakowana, sprasowana i upchana w niepozorną formę przerażająca istota, której ogromna energia przygniata mnie ze wszystkich stron jak dziesiątki tysięcy hektolitrów wody pechowego nurka. Z trudem oddycham. Nawet Ula wyczuła jaką zmianę chociaż tylko strzyże uszami i spogląda na mnie niespokojnie, pytając czy ma przypuścić atak.
          Erhat kładzie mi dłoń na głowie, a przez moje ciało przepływa energia kilku bomb antymaterii. Jednak nie cofam się o krok, jedyne, na co mnie stać to drżenie i ciche westchnienie.
          - Dokładnie tak jak myślałem. Bardzo rzadki przypadek, ale nie ekstremalnie rzadki. Chociaż, że ktoś taki jak ty pojawił się akurat w tych okolicznościach, w tym czasie… Niezwykłe, naprawdę niezwykłe. – Puszcza mnie, a jego niemal groteskowo szeroki uśmiech łagodnieje. – Bez obawy, akurat mnie nie musisz się obawiać. Nie mam wobec ciebie złych zamiarów… Chociaż z prawdziwą ciekawością będę obserwował ciebie i twoje postępy.
          Nie ma złych zamiarów. To dziwne… Chociaż budzi we mnie absolutne przerażenie, wierzę mu. Gdyby miał złe zamiary, nie musiałby się bawić w żadne gierki, mógłby mnie załatwić na tysiące sposobów, zmusić do czego tylko by zechciał i nic nie mogłabym z tym zrobić. Ani ja, ani Ula, ani nikt inny.
          Erhat odwraca się na pięcie i jak gdyby nigdy nic idzie w swoją stronę, po chwili znikając za zakrętem korytarza. Dopiero po dłuższej chwili rozluźniam się i reaguję na delikatne klepanie po ramieniu. To siedząca na stójkę Ula próbuje zwrócić moją uwagę. Posyła mi niespokojne, przestraszone spojrzenie, w którym czai się nieme pytanie.
          - W-wszystko w porządku. Po prostu… – Co po prostu? Co czułaś Liwio? Zastanów się! – Erhat to nie faery, faelien ani człowiek. To coś wielkiego i potężnego. Coś, czemu NAPRAWDĘ lepiej nie podpadać. Czy… Czy wyczułaś to, kiedy mnie dotknął. Tę moc?
          Jeanylotte potrząsa łbem i wydaje z siebie serię cmokająco-szczękających dźwięków. Chwilę mi zajmuje, żeby przełożyć je na kod Morse’a, a kod na normalne słowa.
„Wyczułam tylko zimno. Zrobiło się chłodno. Nadal jest”.
          Tak… teraz to czuję. Jest chłodno, zupełnie jakby ktoś otworzył obok okno.
          Jest zimno.
          ZIMNO.

Offline

#167 25-02-2018 o 19h24

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Co ty czynisz z tymi opkami? Lecisz z nimi jak szalona /static/img/forum/smilies/big_smile.png Nie to, bym narzekała, bo przeciwnie, ale podziwiam cię za, to że masz aż tyle czasu! Btw „do ostatniej rozdziału”? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Hym hym hym. Teoria, że Izme mogłaby być szpiegiem spoza Straży jest naprawdę interesująca. I jestem skłonna w nią uwierzyć.
Co ten Erhat?! Co tam się wydarzyło? Kim on jest, o co mu chodzi, czemu udawał niechęć i rzadkim przypadkiem CZEGO jest Lidka?
Gość jest mega potężny, a wokół zrobiło się zimno? Jako fanka SPN mam na to jedną odpowiedź: demon! Tylko migających świateł brakuje.
Hm, odcinek jakoś dziwnie krótki, no ale przynajmniej mega ciekawy! Nie ufam Izme jak cholera i ogólnie niespecjalnie za nią nie przepadam. Może faktycznie nie ma złych zamiarów, tylko knuje coś na własną rękę, ale jakoś tak… nie lublu. Co innego Erhat, który naprawdę mnie zafascynował! Wcześniej nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi, ale teraz trzeba się mu przyjrzeć!
Ok, tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

#168 27-02-2018 o 11h20

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 688

O cholercia! Aż oczy rozszerzyłam podczas czytania /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Podoba mi się to, jak Liwka analizuje zachowanie Izme - wspominałaś, że ma paranoję i tutaj fajnie ją przedstawiłaś, chociaż bardzo możliwe że tu jest jak najbardziej uzasadniona. Nieufność wobec z pozoru fajnej babki - na plus.
Akcja z Erhatem - suuuuuper! Jestem teraz strasznie ciekawa czym on jest i jakie ma zamiary wobec Liwii i o co chodzi z jej właściwościami. Czyżby Elsa v2? XDDDDDDDD
Tradycyjnie czekam na więcej /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez Fujimen (27-02-2018 o 11h21)


⮚tumblr⮘
https://i.imgur.com/Wm8BdJN.jpg https://i.imgur.com/gspDoQC.jpg
take a freek'n sip babes...

Offline

#169 02-03-2018 o 17h55

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Methrylis - nie wytykać mi mojego bezrobocia /static/img/forum/smilies/wink.png A Erhat i demon... No nie do końca to tak, ale to już zobaczysz potem w trakcie fabuły. Supernaturalsem tu nie poleci /static/img/forum/smilies/big_smile.png I to było specjalnie tak zrobione, żeby nie zwracać na niego uwagi. a Izme... Cóż, rzeczowa dziewczyna, chociaż coś-tam ma za uszami.

@Fujimen - niestety replayu z Elsy nie będzie. Coś innego, na pozór prostego, ale jak się potem okaże nie do końca /static/img/forum/smilies/big_smile.png Za zauważenie paranoi dziękuję, a co do Erhata to jest czymś... hm... Dużym /static/img/forum/smilies/big_smile.png

XIX (cz1)

          - Jak to jadę na misję?! – patrzę to na Krajzan to na Valkyona. – Jak to za godzinę?! Jak to do purrekos?! Przecież napadli ich Krzyżowcy! Znaczy Templariusze, znaczy ludzie. A ja jestem człowiekiem! Nie chcę, żeby w moją stronę posypały się kamienie.
          Po dziwnym spotkaniu z Erhatem długo nie potrafiłam zasnąć. W dodatku wczorajsza  zmiana też nie należała do najłatwiejszych, tak samo jak szkolenie po niej. Co prawda Ezrael był zatopiony we własnych myślach, a przez to wyjątkowo jak na siebie ugodowy, ale powierzył mi dość niewdzięczne zadanie uwarzenia podstawy pod eliksir umożliwiający oddychanie pod wodą. Co w tym niewdzięcznego? Że gęste opary wywaru gryzły w oczy, a przez jego przypominający woń rozkładającego się ciała smród nieustannie musiałam walczyć z mdłościami. Mało tego. Dzisiaj rozpoczęłam pracę od zmiany w pralni, czego nie cierpię, a teraz to! Wezwanie do pokoju Krajzan, która oznajmia mi, że za godzinę jadę z misją do Purrekos! A czemu tam mam jechać? Bo – werble – jestem człowiekiem. A że jestem człowiekiem, to według Miiko i Krajzan będę mogła pomóc w śledztwie, bo znam „ludzki” sposób myślenia. Pal licho to, że należę budzącego obecnie największą niechęć, a nawet wrogość gatunku. Jedziesz i już. Nic tylko się załamać.
          - Purrekos nie mają do ciebie żalu, przeciwnie – oświadcza spokojnie Krajzan – Cenią sobie twoją szczerość i podejście do tematu, poza tym Purral wspominał, że wyświadczyłaś mu jakąś przysługę czy nawet dwie. Koci lud pamięta o takich rzeczach.
          - Może i oni nie mają, ale podróż potrwa dwa dni! W miejscach, gdzie będziemy się zatrzymywać też są faery i mogą różnie zareagować.
          - Nie jedziesz sama. Śledztwem pokieruje jeden z najlepszych strażników Cienia Akastol, będą też Drek w roli naczelnego tropiciela i Vivt, bo doskonale sprawdza się w roli alchemika terenowego…
          Dwie osoby, które lubię. Ciekawe czy wrzucone do misji, bo je lubię, a nie chciano, żebym aż tak panikowała, czy dlatego bo są dobrzy. A może jedno i drugie? Zresztą co za różnica.
          - …No i oczywiście Valkyon jako jeden z twoich opiekunów, a przy okazji, jeżeli tak bardzo się boisz napaści, twój potencjalny obrońca. Zresztą będzie jeszcze dwóch strażników Cienia, trzech z Obsydianu i medyk z Absyntu. No i oczywiście zabierzesz ze sobą swoją chowaniec.
Valkyon moim obrońcą… Jak dotąd to właśnie on mnie leje przy okazji każdego treningu. Za co to wszystko?
          - Mam się czegoś wystrzegać, poza faery z widłami i kamieniami? – pytam, dbając o odpowiednią dawkę jadu w głosie. – Po drodze? U purrekos? Mają jakieś dziwaczne zwyczaje czy coś w tym stylu? Na coś szczególnie uważać? No i jak długo to wszystko potrwa?
          - Na miejscu powinniście spędzić około trzech, czterech dni. Może dłużej, zależy jak się śledztwo potoczy. A co do purrekos… Są nieufni. Staraj się być taktowna i niebyt wścibska, ale miej oczy i uszy szeroko otwarte. Gdyby pojawiły się jakieś wątpliwości pytaj Valkyona, ewentualnie Akastola. No i nade wszystko posługuj się zdrowym rozsądkiem, jego nic nie zastąpi. A teraz idź się spakować, bo nie zostało ci wiele czasu. Zebranie oczywiście pod bramą
Zerkam na Krajzan. Mam wrażenie, że chce mi powiedzieć jeszcze parę rzeczy, ale chyba przeszkadza jej w tym obecność Valkyona. Nie mam pojęcia czemu, ani czemu u licha jest w jej gabinecie, bo nie zamieniła z nim ani słowa… Przynajmniej przy mnie.
          Ech, moja paranoja naprawdę szaleje. Co prawda to między innymi dzięki niej do tej pory żyję, ale bywa też naprawdę męcząca. Nieustanne konstruowanie i teoretyczne rozpracowywanie potencjalnych spisków i intryg, w które jestem wplątana czy też dopiero mogę zostać wplątana to ciężka, umysłowa praca. To tak, jakby pisać dziesiątki powieści naraz, wypluwać je z siebie jedna za drugą jak karabin, przy jednoczesnym, nieustannym poczuciu czyhającego gdzieś-tam zagrożenia. Nic dziwnego, że od kilku dni czuję się jak wyżęta szmata. Naprawdę chciałabym potrafić od czasu do czasu wziąć na wstrzymanie i wrzucić na luz.
Razem z Valkyonem wychodzimy na korytarz. On jak zwykle bardzo „rozmowny”, zero odzywek, zero głośnych przemyśleń. Nie, żeby mi to przeszkadzało, wolę jeżeli ktoś trzyma dziób na kłódkę niżby miał nim bez sensu kłapać. Zresztą moje myśli często absorbują mnie tak, że nie mam ochoty na dłuższe rozmowy. Problem w tym, że jeżeli ma być moją niańką na misji, przydałoby się, aby raz na jakiś czas powiedział coś od siebie. Na przykład „uważaj”, kiedy nieświadomie będę robiła krok w stronę zagrożenia.
          - Czego Krajzan od ciebie chciała? – pytam, na co Valkyon spogląda na mnie dziwnie.
          - Głównie wbić mi do głowy, że jeżeli cie zgubię jak Nevra, to chociaż nie jest moją szefową, rozliczy się ze mną – kąciki jego ust drgają. – I że mam cię pilnować, bo często masz pecha, a jeżeli coś ci się stanie to oberwę pierw od Akastola, a później bezpośrednio od niej.
          O… Szefowa chyba mnie lubi. Jak miło, aż się cieplutko mi na serduszku zrobiło… No chyba, że to zgaga. W prawdzie od czasu mojego przybycia do KG Karuto znacznie poprawił swoje umiejętności, ale od czasu do czasu popełnia jakiś kulinarny eksperyment. Dzisiejszy nie był zbyt udany.
          - Czyli istnieje szansa, że ta misja nie skończy się dla mnie tak jak poprzednia albo gorzej? – zerkam na niego, na co tylko uśmiecha się ciut szerzej i idzie w swoją stronę.
          Wracam do swojego pokoju a tam… Ula nadająca przez komunikator z Lidką. Niedawno przedstawiłam je sobie i od tego czasu jeanylotte wykorzystuje każdą możliwość, żeby poplotkować sobie z moją siostrzyczką. Możliwość rozmawiania z kimś, kto siedzi w innym wymiarze wyraźnie ją fascynuje. Lidię znowu fascynuje możliwość pisania z kimś, kto ma puchaty zadek i sympatyczną mordkę.
          W oknie dialogowym komunikatora widać niebieską ikonkę głośnika, znaczy urządzenie jest wrzucone na obustronny nasłuch, chociaż obie plotkareczki piszą, a nie rozmawiają. Wystarczyłoby, żeby Lidka parsknęła śmiechem, który rzecz jasna rozległby się w moim pokoju i już bym mogła mieć kłopoty. Normalnie zero ostrożności. Powinnam je opieprzyć, ale naprawdę nie mam do tego głowy.
          - Zbieramy się panna – mówię do Uli, która nastawia uszu, patrząc na mnie pytająco. Widniejąca na ekranie v-comu twarz Lidii zastyga w wyrazie łagodnego zdziwienia. – Wysyłają nas na misję do purrekos. Za godzinę mam być spakowana, zwarta i gotowa, ty oczywiście też jedziesz. Będziemy tam około tygodnia, może dłużej, trudno stwierdzić.
          W dodatkowym tłumaczeniu „Lidka, wyjeżdżamy na tydzień, a przez ten czas możemy nie mieć kontaktu. Pilnuj się.”
          Lidia na ekranie v-comu unosi kciuk dając znak, że zrozumiała i rozłącza się. Ula za to strzygąc uszami wbija we mnie uważne, żądające nieco większych wyjaśnień spojrzenie.
          - Wcześniej nie miałam o niczym pojęcia, Krajzan właśnie mi powiedziała – mruczę, zaglądając do szafy. Co ja mam ze sobą wziąć? Ostatnio dostałam jakieś wskazówki, ale teraz ni chu-chu. – Wymyślili sobie, że mając ludzki umysł mogę pomóc w śledztwie. Niezbyt mi się to wszystko podoba, ale jedziemy z obstawą kilku strażników z Obsydianu, więc może nikt mi łba nie rozwali. Myślisz, że będzie padało? Bo udało mi się wyżebrać z pralni starą, podartą pelerynę jakiegoś ogra, mogłaby się nadać na ciebie, jeżeliby zaszyć rozdarcie i wyciąć w kapturze otwory na uszy. Oczywiście przez rozdarcie i tak będzie co-nieco przemakać, ale i tak będziesz miała lepiej, niż byś mokła…
          Cmoknięcia i szczęki zębów. Znowu kod Morse’a. Łatwiej byłoby, gdyby mi to napisała na v-comie czy tam komputerze, ale uparła się, że powinnam trenować wychwytywanie jej cmokano-szczękanych wiadomości.
Dobra, co ona powiedziała? „Deszczy przez najbliższy tydzień, może dwa nie będzie. Będą za to silne wiatry”. No tak. Te długaśne uszy wraz z długaśnymi wąsami działają nie tyko jak sprzęt szpiegowski, ale też jak barometr czy coś w tym rodzaju. Dzięki nim otrzymuję bieżące prognozy pogody o dość dużej sprawdzalności.
          Zatem dla Uli peleryny nie brać… Ale sobie może wezmę, tak na wszelki wypadek. W końcu z moim szczęściem to miliard rzeczy może mi się przytrafić.
          - Dowozić będzie nami jakiś Akastol, znasz gościa?
          Ula kładzie po sobie uszy i zakłopotana kręci nosem. Po chwili wydaje z siebie kolejną serię cmoknięć i szczęknięć.
          „Wilkołak. Sprawiedliwy, rzeczowy, obowiązkowy, ale ponurak i zrzęda. Nie lubi mnie. Kiedyś ukradłam mu jego drewnianą nogę. Zdenerwował mnie. ”
          No to pięknie. Na wejściu minus dziesięć do punktacji u szefuńcia, bo Ula zwinęła mu kiedyś protezę i ten musiał skakać na jednej łapce. Nie ma to jak dobre wrażenie.
          - Ula, wiesz co… Ukraść nogę? To trochę cios poniżej pasa.
          „Nawet bez nogi gonił mnie. Całkiem szybko i żwawo”.
          Nie komentuję, ale wymownie przewracam oczami. Swoją drogą to dziwne. Jednonogi wilkołak, a ja ni cholery nie kojarzę opisu. Przecież ktoś taki rzuca się w oczy.
          Bielizna i onuce na zmianę, zapasowy mundur, podręczna apteczka szybkiego użytku zwinięta z przychodni na wieczne nieoddanie, peleryna, scyzoryk, pidżama. Tylko tyle i mój niezawodny, wodoszczelny plecaczek jest kompletnie zapchany. Znaczy ten z domu, nie ten kupny. W ten kupny to bym mogła spakować nawet Ezraela, jeżeliby go odpowiednio połamać i upchać. Nie, żeby mi Ezrael był mi do czegoś potrzebny.
          Jadę z obstawą, Ulą i Valkyonem w roli swojego opiekuna. W dodatku tym razem to nie mój opiekun jest kierownikiem wycieczki, tylko „jeden z najlepszych strażników cienia”. Może tyle starczy. Może nie wyląduję znowu w szpitalu ani nie narobię sobie znowu wstydu. Może.

***

          Akastol okazuje się  około pięćdziesięcioletnim, krępym mężczyzną średniego wzrostu o szpakowatych włosach i opadającej powiece lewego oka. Z miejsca przyciąga uwagę, ale nie dzięki bliżej nieokreślonej aurze przywódcy, tylko przez swoją drewnianą nogę i paskudną bliznę biegnącą od prawego kącika ust aż do ucha. Dowodzić jak na razie nie dowodzi, tylko stoi posępnie na uboczu, patrząc jak pozostali członkowie misji ładują wozy. Na jednym z nich siedzi ponura niczym deszczowy dzień Syhirrasz, a w niedalekiej odległości od nich jest wóz Purro zaprzężony w coś w rodzaju długoszyjej świni o lwiej grzywie. Rudzielec również wraca do domu? Hm, przypuszczam, że ktoś z purrekos KG musi pojawić w mieście jako figura oficjalna, a Syhirrasz niezbyt się do tego nadaje, zresztą nic dziwnego. Ostatnie wydarzenia ją załamały.
          Rozglądam się, szukając znajomych twarzy. Vivt nadzoruje załadunek dziesiątek niedużych skrzynek, zapewnie przenośnego laboratorium. Lepiej jej nie przeszkadzać. Drek pomaga przy zaprzężonych bestiach… Nie, nie bestiach. To chowańce, widziałam je w bestiarium. Wielki jeleń o dziwnie powyginanym, niebieskim porożu i rawist – ponadgabarytowy, czarny koń z wystającą nad skórę, grubą czaszką i białymi, przywodzącymi na myśl żebra pręgami, o którym ostatnio miałam lekcję z Ezraelem. Z przydzielonych nam strażników Obsydianu nie kojarzę nikogo… No, tę wielką babę o czterech rękach i niebieskiej skórze owszem, ale w życiu nie zamieniłam z nią słowa. Valkyona jakoś nie widzę, chociaż to akurat chyba dobrze. Moi kochani opiekunowie jak dotąd nie przynieśli mi niczego dobrego, jedynie ból i frustrację…
O, wielki cień przede mną, znaczy wielki facet za mną. Ech, chciałabym, żeby to był Jamon. On przynajmniej jest miły.
          - Cześć Valkyon – mruczę odchylając się do tyłu. Nade mną stoi znajoma figura, aczkolwiek twarzy nie widzę. Długie, rozpuszczone włosy i mocny, zmieniający kierunek wiatr to kiepskie połączenie.
          - Tfu, znaczy cześć – mruczy Valkyon, usiłując odgarnąć włosy z twarzy. Wygląda na zakłopotanego, ostatnio dość często mu się to zdarza. – Strasznie wieje… Masz może coś czym można by związać włosy. Jakoś nie przyszło mi na myśl, żeby…
          Bez słowa wyciągam z kieszeni tasiemkę i mu podaję – zawsze warto mieć parę zapasowych. Niestety gumek do włosów tutaj nie produkują, a swoją zgubiłam w pierwszych trzech tygodniach pobytu.

Offline

#170 02-03-2018 o 20h26

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Oho, Valkyon z wlosami w zebach /static/img/forum/smilies/big_smile.png  miodzio.
Co do misji - zapowiada sie obiecujaco dla czytelniczek!

Troche sie musialam skupic mentalnie przy wyobrazeniu sobie calej kompanii bioracej udzial w wyprawie a i tak cos mi sie wydaje, ze wyobraznia nie do konca stanela na wysokosci zadania /static/img/forum/smilies/big_smile.png Barwne towarzystwo nawet jak na Eldaryie.

dzieki za odcinek i czekam na kolejne, szalona (pozytywnie) autorko!

Offline

#171 02-03-2018 o 22h26

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Domyślam się, że Izme ma coś za uszami! Nie ufam jej wcale a wcale. Matko, ale ty teraz trzaskasz rozdziałami xD Jak miałaś samą Antymagię, to jeszcze jako tako szło, ale przy trzech to odcinek pada co dwa-trzy dni /static/img/forum/smilies/big_smile.png Niezłe tempo :v
Wreszcie jakaś bohaterka, która z właściwym przerażeniem reaguje na wieść, że jedzie na misję. Gardzia tam bez pytania przyjmuje wszystko, a ja zapierałabym się rękami i nogami, byle tylko nie jechać XD Poza tym godzina na samo przetrawienie tej wiadomości, nie wspominając o pakowaniu i innych takich? No fajnie. Nawet bardzo.
„W prawdzie od czasu mojego przybycia” — ‘Wprawdzie’
Ula gadająca z Lidką? HAHAHA, PIĘKNE XDDD
Fajnie mieć taką domową pogodynkę.
JA TO DOPIERO TERAZ ZAUWAŻYŁAM XDDDDD Czy ty piszesz „EzRael” zamiast „EzArel”? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tak, piszesz tak wszędzie, a ja dopiero teraz to zauważyłam. Nieźle XD
No dobra, ciekawa jestem tego wyjazdu i ogólnie całej misji. Swoją drogą, nawet ciekawe to towarzystwo /static/img/forum/smilies/big_smile.png OK, tyle ode mnie! Czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

#172 07-03-2018 o 15h59

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 327

@Laique - w tej części będzie dużo Valkyona, więc powinnaś być usatysfakcjonowana. A Czy będzie ciekawie... Mam nadzieję, że będzie /static/img/forum/smilies/big_smile.png
          Oj tak, krejzolka ze mnie jest. Szczęście, że mi się  wiecznie "nie chce" bo jakbym wzięła się za urzeczywistnianie swoich pomysłów, to byłoby to straszne. I w sporej mierze ścigane prawem xD.

@Methrylis - CHYBA znalazłam robotę, więc mogę tymczasowo z rozdziałami zwolnić (ale nie Antymagii)/static/img/forum/smilies/wink.png.
          Liwka do Kapp też nie chciała jechać. Generalnie jak słyszy "misja" to nią telepie i włącza się jej program "czemu do diaska mam się dla nich narażać?!"./static/img/forum/smilies/big_smile.png
          A ja dopiero teraz zauważyłam, że źle go piszę, bo ty mi wytknęłaś. No cóż, tu do końca zostanie Ezraelem, w Potworze będę pisać poprawnie. Arrgh... Gdybym na początku się skapła => wiesz ile razy poprawiało mi Ezrael na Izrael i dostawałam ataków frustracji? xD (inna rzecz, że Ezrael lepiej brzmi, charakternie ;])

XIX (cz2)

          Odwracam się, wraz z Ulą obserwując prace przy wozach. Nagle z boku rozbrzmiewa głośny pisk. Zerkam w kierunku dźwięku, a tu Valkyon z włosami zaplecionymi w zgrabny warkocz i co ważniejsze, siedząca na czubku głowy Floppy, która wyprostowana spogląda ze zwycięskim wyrazem pyszczka na wszystko dookoła. Zupełnie jakby właśnie zaanektowała KG jako część swojego królestwa.
          - Ona też jedzie? – pytam. Nie mam ochoty znowu ganiać swoich majtek.
          - Oczywiście. – Valkyon. – Ze względu na swoje niewielkie rozmiary bywa bardzo użyteczna, może niezauważona sprawdzić miejsca, do których ja bym nie mógł wejść. No i nie chcę zostawiać jej na tydzień samej. Drek też zabiera swojego chowańca – wskazuje piekielniaka gładzącego po szyi jeleniowatego chowańca, zaprzężonego do jednego z wozów.
          Jak pech to pech. Kiedy Valkyon mnie nie bije, to zabiera na wyprawę ryjówkowatą złodziejkę bielizny. Zaczyna się naprawdę „kolorowo”, ciekawe jak się skończy.
          Trzymam się z boku, żeby nie przeszkadzać innym, szczęśliwie zamieszanie z pakowaniem i tak dalej szybko ustaje. Zostaję władowana na wóz zaprzężony w rawista, gdzie lądują też Vivt i Valkyon. Niepocieszony Drek, rzuca tęskne spojrzenie miejscu naprzeciw alchemik, które zajmuję ja, ściśnięta między Ulą i Valkyonem. Ostatnio tych dwoje, znaczy się Dreka i Vivt, widuję tak rzadko razem, że niemal zapomniałam o słabości piekielniaka do krasnoludki. Biedny chciałby potowarzyszyć damie swojego serca w trakcie podróży, ale nic nie zrobi, bo to szef Drewniana Noga porozkładał ludzi po wozach. Pewnie ma na uwadze jakieś-tam względy bezpieczeństwa czy coś. Ja na pewno jestem usadowiona bezpiecznie – pomiędzy Ulą i Valkyonem grozi mi głównie zmiażdżenie, gdyby wóz miał wypadek… Niestety oboje nie należą do najlżejszych.
          Parę krzyków, gwizdnięć, trzask lejców i wozy ruszają. Najpierw wolno, niemrawo, po to, żeby po chwili zacząć się toczyć z całkiem niezłą, jak na panujące warunki, szybkością. Niestety efektem ubocznym tej szybkości są liczne wstrząsy – nawet jeżeli wymyślono już amortyzatory, to te nie działają jeszcze najlepiej. Na domiar złego trakt pozostawia wiele do życzenia. Wyłożona białymi kamieniami droga, gdy tylko ginie w zielonej otchłani Lasu Eel, zmienia się w poprzecinana korzeniami gruntówkę. Szczęście, że w ostatnich dniach nie padało, w przeciwnym razie naprawdę byłby problem.
          - Czy nikt nie wpadł na pomysł, żeby zrobić coś z tą drogą? – pytam, podskakując na drewnianym siedzisku. Zanim dojedziemy do postoju, będę miała nieźle obity tyłek.
          - Tak, jednak to może się nie spodobać tutejszym hamadriadą – Vivt uśmiecha się do mnie znad rozłożonej na kolanach opasłej księgi. – Opiekują się tym i innymi, okolicznymi lasami oraz współpracują z nami, będąc jednocześnie pierwszą linią obrony przed ewentualnymi napastnikami.
          Koleś, który rozpowszechnił w ziemskim wymiarze wizerunek krasnoludów, a w szczególności krasnoludzkich kobiet,  jako krępych, brzydkich i brodatych, gdyby zobaczył Vivt, zjadłby swoje buty. Istotnie nie jest kruchą elfką z okładki jakiegoś fantastycznego czytadła, ale z pewnością przyciąga wzrok. Szczególną uwagę zwracają jej gładka, alabastrowa cera, której nawet Ewelein może jej pozazdrościć i gęste lśniące włosy stanowiące mieszaninę naturalnie złotych i hebanowych pukli. Owszem jest nieco krępa, ale nie tak jak można by się tego spodziewać, biorąc pod uwagę jej siłę – Alajea zdradziła mi kiedyś, że mięśnie krasnoludów są inaczej zbudowane i kilkukrotnie efektywniejsze niż człowieczych – do tego ma całkiem ładne proporcje jak na swój wzrost. Inna rzecz, że metr czterdzieści to nie aż tak mało. Mnie jednak najbardziej podoba się spojrzenie jej szaro-zielonych oczu – zawsze spokojne, jakby rozmarzone, ale jednocześnie lśni w nim jakaś czujność, uśpiona intensywność. Nic dziwnego, że Drek zadurzył się w niej, chociaż wielu w Straży wydaje się zaskoczonych jego wyborem.
          Ech… Bądź przeciętna bułą, traf do świata fantasy, gdzie za każdym krokiem czają się fajne laski. Samoocena boli bardzo. Pewnie nawet ogrzyce ociekają seksapilem w porównaniu ze mną.
          - Hamadriady? – pytam. – Co to za rasa? O driadach słyszałam, ale o hamadriadach w życiu.
          - Rodzaj driad właśnie – Vivt zamyka książkę. Swoją drogą czytanie jak tak trzęsie to masochizm. – Są ściśle związane ze swymi drzewami, tak bardzo, że nie mogą się od nich oddalać. Dystans, na który drzewo pozwala odejść swojej hamadriadzie to zaledwie kilkanaście metrów. Maksymalnie dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy.
          - To jakim cudem przetrwały tutaj? Przecież, skoro są unieruchomione to nie mogą przechodzić przez portale. Powinny pozostać na Ziemi, chyba, że ktoś wykopał ich drzewa. Zresztą, nawet jeżeli drzewa zostały przeniesione, to pozostaje kwestia wypraw rewitalizacyjnych i tak dalej. Drzewa powinny móc pobierać ziemskie minerały, żeby utrzymać swój wzrost, a i hamadriady muszą coś jeść. Chyba.
          - To istotnie interesujący problem – Krasnoludka posyła mi uśmiech, w którym czuć pochwałę. Czym sobie na pochwalę zasłużyłam nie wiem, ale nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić. – Otóż istotnie drzewa hamadriad wykopano i przeniesiono, a przynajmniej ich część. Skąd się wzięły pozostałe nie wiemy… W każdym razie hamadriady pobierają energię i pokarm od swych drzew, to one dają im siły witalne. Giną bez nich. Związek jest tak silny, że zabita hamadriada może odrodzić się ze swego drzewa. I tu pojawia się najbardziej interesująca kwestia. Otóż drzewa hamadriad jako jedyne organizmy żywe zdołały się przystosować do warunków Eldaryi. Nie potrzebują substancji z Ziemi. Wrosły w ten świat dosłownie i w przenośni. Niestety, mimo stuleci badań, nigdy nie zdołaliśmy w zrozumieć, jak to zrobiły.
          - Hm… A czy nie ma czasami tak, że hamadriady nie istnieją? W sensie, że są tylko wytworem drzewa? Istota inteligentną, w której zachodzą wszystkie procesy myślowe jest drzewo, a sama hamadriada to jedynie chodzący organ o człowieczym kształcie, który drzewo wytworzyło, żeby mieć kontakt z otoczeniem.
          - Skąd ten pomysł? – Vivt unosi brwi do góry.
          - Brak możliwości oddalania się od drzewa i odradzanie się z niego. Drzewo, w razie śmierci hamadriady musiałoby w jakiś sposób skopiować jej umysł i wspomnienia. To raczej nie jest rzecz prosta, szczególnie, że drzewo w takim wypadku musiałoby być na swój sposób inteligentne. Znów aż tak ścisły związek dwóch istot inteligentnych, nie byłby zbyt zyskowny, szczególnie dla hamadriady. Co prawda, w razie kłopotów drzewo dawałoby jej możliwość powstania z martwych, ale dużo większe prawdopodobieństwo, że zginęłaby trwając przy nim. No może kiedyś to prawdopodobieństwo było niższe, w dawnych czasach, kiedy dla drzew i lasów główne zagrożenia stanowiły huragany i pożary, ale od momentu pojawiania się siekiery sprawy przybrały inny obrót. Nie mówiąc już o podpaleniach. Zresztą fakt, że hamadriada nie może się oddalać od swego drzewa ładnie wyjaśniałby fakt kontrolowania przez drzewo. Hamadriada-organ może odejść na tyle od swego głównego ciała, na ile pozwala to zasięg fali mentalnych drzewa. Po przekroczeniu tej linii chodzący organ traci połączenie z mózgiem i pada martwy. No i to, że nie wiadomo skąd się ich wzięło tu aż tyle. Jeżeli nie przeniesiono wszystkich drzew ręcznie to możliwe, że ktoś wziął same nasiona i rozsiał. Z nich wyrosły drzewa, z których każde wytworzyło sobie swoją hamadriadę.
          - Ciekawa teoria, chociaż nie jestem do niej przekonana… Szczerze powiedziawszy nigdy tak nie patrzyłam na tę sprawę. Hm… Mówisz prawie jak prawdziwa przyrodnik, ale chyba twoje ziemskie zainteresowania nie były skierowane w tym kierunku.
          - Nie. Zajmowałam się głównie… Hm… Techniką, elektroniką. Trudno mi wyjaśnić czym dokładnie. W każdym razie, wiele rozwiązań technicznych naśladuje naturę, szczególnie jeżeli chodzi o tak zwane systemy wirtualne. Pod niektórymi względami są niemal żywe. W końcu tak jak i żywe stworzenia opierają się instrukcjach.
          - Wybacz, ale nie rozumiem. Instrukcjach?
          - Chodzi mi o geny. No wy pewnie powiedzielibyście „krew”…
          Przez dłuższy czas wyjaśniam żywo zainteresowanej Vivt kwestię genów, dziedziczenia, teorię ewolucji… Na tyle na ile potrafię. W końcu, jak sama krasnoludka zauważyła, nie jestem przyrodnikiem. Po raz pierwszy od swojej pierwszej czasu rozmowy z Ykhar i Kero mam wrażenie, że ktoś słucha mnie z prawdziwą fascynacją, chłonąc dosłownie każde słowo. Temat urywa się dopiero, gdy wóz powoli wytacza się z pomiędzy wysokich drzew, wyjeżdżając na trawiastą równinę nie należąca już do Osady Eel tylko… Zielonych Równin. Naprawdę „oryginalna” nazwa. Właściwie to Vivt kontynuowałaby rozmowę jeszcze przez kilka następnych godzin, ale na jej nieszczęście Akastol zarządza postój, a zarazem przerwę obiadową. No i ja niedomagam. Raz pod względem wiedzy biologicznej, w której mam solidne braki, a dwa od ciągłego mówienia nieźle zachrypłam. Alchemik męczyła mnie bite cztery godziny. Nie powiem, mimo odbyć raz na jakiś czas rozmowę na poziomie bez elfiego gderania czy też wampirzych podtekstów, ale bez przesady.
          Kiedy tylko stajemy szybko zeskakuję z wozu i biegnę w krzaczki tłumacząc się fizjologią, ale tak naprawdę chcę odpocząć od ciągłego gadania, trochę rozruszać poobijany zadek i pobyć chwileczkę sama. Odkąd jest ze mną Ula, samotność stała się luksusem. Nie żeby jej zazwyczaj milcząca obecność mi przeszkadzała. Powiem nawet więcej, to całkiem miłe budzić się obok tulącego cię, żywego, puchatego cielska. Rzecz w tym, że czasem potrzebuję zostać sama ze swoimi myślami, a w KG niestety nawet prysznice są wspólne.
          Siku, krótka rundka po lasku z dala od wścibskich oczu, potem szybciutka toaleta w przepływającym obok strumyczku i powrót do punktu postojowego, którego centrum jest – a jakżeby inaczej – ognisko, nad którym coś zachęcająco bulgocze w kociołku. Niestety pachnie już nieszczególnie. Nic dziwnego, że siedzące nieco na uboczu purrekos jedzą własny, suchy prowiant.
          Gdy tylko pojawiam się między wozami dopada mnie intensywnie węsząca Ula. Póki przebywamy między faery, unika nawania Morse’em, ale jej nos jest jak śledczy zadający pytania i sam znajdujący na nie odpowiedzi. Mam wrażenie, że krzyczy „gdzie byłaś”, co robiłaś” i tak dalej.
          Siadam nieopodal ogniska, obok mnie jeanylotte, a po chwili również Valkyon ze swoją Floppy na ramieniu. To dziwne. Zwykle nie usiłuje spędzać ze mną czasu. Na korytarzach tylko się mijamy, czasami lądujemy przy tym samym stoliku na stołówce, ale wtedy nasza rozmowa zwykle kończy się na słowie „cześć” i tyle. Podczas treningów wydaje polecenia, a ja kwękam, protestuję, czasami wrzeszczę, a nade wszystko wydaję liczne dźwięki świadczące o tym, że ZNOWU walnął mnie za mocno. Nic więcej, nic mniej. Właściwie z trio trzech debili znam go najmniej. Owszem, wiem o nim sporo rzeczy, ale wiedzieć coś o kimś, to niekoniecznie znać go. Zatem co mu odpaliło z tym przysiadaniem się? Czyżby groźby Krajzan odnośnie mojego bezpieczeństwa tak nim wstrząsnęły, że postanowił nie tylko nie spuszczać mnie z oka, ale też nie pozwolić mi się oddalić na dwa metry?
          - Zrobiłaś wrażenie na Vivt, a to dość rzadkie – mówi, zerkając na krasnoludkę żywo rozmawiająca z naszym lekarzem i Drekiem. Lekarz sprawia wrażenie zafascynowanego jej słowami, a Drek na niezmiernie zafascynowanego Vivt. – Pewnie teraz słowo w słowo powtarza im to, co jej opowiedziałaś. Ma świetną pamięć.
          - Powiedziałam jej tyko to, co każdy w ziemskim wymiarze wie.
          - Nie każdy miałby tyle pytań na temat hamadriad i nie każdy doszedłby do wniosku, że te są organami swych drzew. Zaimponowałaś jej tym.
          - Po prostu we wszystkim szukam przyczynowości i logiki. Takie zboczenie zawodowe.
          No proszę. Panu „przywal jej byle mocno” zebrało się na pochwały… O ile to pochwała, a nie rzucone ot tak stwierdzenie.

____________________________________________


Panią czytaczką pozwoliłam sobie to pod tekstem polecić coś. a konkretniej dwa cosie. Pierwszym jest urocza stroniczka na FB z krótkimi, kryminalno-horrorowymi opowiadankami na raz, z których praktycznie każde ma soczyście zaskakujacą końcóweczkę. Pod spodem link do na razie mojego najulubieńszego z nich.
https://www.facebook.com/powiedzjakmniezabijesz/posts/1183184418478986

Druga rzecz to projekcik okołoksiążkowy kłoobok. Młodzi ludzie coś robią, coś klimatycznego z pomysłem + względnie dobrze piszą, a i ilustracyjki wynajdują cacane, więc i tu można zajrzeć oraz wesprzeć dobrym słowem /static/img/forum/smilies/smile.png albo konstruktywną krytyką.
strona projektu http://klobook.com- opowiadanka w zakładkach "z dziennika ponurych" i "opowieści poboczne". A tu ich fp na fejsiku :U https://www.facebook.com/projektklobook/

I tak na wszelki wypadek: NIE MAM NIC WSPÓLNEGO Z OSOBAMI PROWADZĄCYMI OBIE STRONY. Po prostu jak coś lubię, to chcę, żeby i inni zaczęli to lubić. Bo tak ;]

Offline

#173 07-03-2018 o 22h53

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Duzo Valkusia to w istocie cos, co bardzo mnie cieszy. Lubie czytac o mym ulubiencu (naprawde niekoniecznie romansidlowo /static/img/forum/smilies/big_smile.png) .

Podoba mi sie Vivt, doslownie - podoba mi sie z wygladu, zwlaszcza jej szaro-zielone oczy o marzycielskim wyrazie - moja wyobraznia poszybowala az do Ani z Zielonego Wzgorza, po czym przerobila ja na krasnoludzko ;D I byla to piekna wizja.

Co do polecanych stronek czytadlowych - te pierwsza bardzo dobrze znam a druga sie z checia zainteresuje, dzieki!

Pozdrawiam serdecznie szalona autorke  /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#174 09-03-2018 o 19h32

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


No to super, że coś tam wpadło c: Choć za Ceną będę tęsknić :v A co do Ezraela, to fakt, niechaj tak będzie, też dobrze XD Chociaż Izrael zawsze wygra.
„- Oczywiście. – Valkyon.” — ale że co? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„spodobać tutejszym hamadriadą” — ‘hemadriadom’.
„mięśnie krasnoludów są inaczej zbudowane i kilkukrotnie efektywniejsze niż człowieczych” — ‘niż człowiecze’
„za każdym krokiem” — mmm… mówi się tak? Chyba połączyłaś „za każdym rogiem” i „na każdym kroku” /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„chyba, że ktoś wykopał” — ‘chyba  że’ to wyjątek taki jak ‘mimo że’ i tu nie stawia się przecinka.
„Po raz pierwszy od swojej pierwszej czasu rozmowy z Ykhar i Kero” — raz, że powtórzenie słowa „pierwszy”, to jeszcze… co? „swojej pierwszej czasu rozmowy”? Coś nie gra.
I czy słowa „alchemik” się nie odmienia? No nie wiem, facet alchemik, a kobieta alchemiczka? Word mi tego nie zaznacza jako błąd, więc owszem — raczej powinno się to odmieniać /static/img/forum/smilies/wink.png
Okej, po rozdziale. Trochę błędów nasiałaś, ale i tak mega rzadko ci się to zdarza, więc luz. Milutka a krasnoludka, łatwo ją polubić! To chyba przez to jej żywe zainteresowanie /static/img/forum/smilies/big_smile.png Btw teoria o driadach i ich więzi z drzewem — GENIALNA!!! I tak to powinno zostać wytłumaczone w grze, bo znakomicie to wykombinowałaś! No i Valkoś podbija… hoho! Pod… kurde, jak się nazywa to nowe opowiadanie… POD POTWOREM [przypomniałam sobie!] pisałaś, że tu konkurs na głównego chłoptasia wygrał Valkoń. Ty wiesz, że ja tego nie pamiętałam? /static/img/forum/smilies/yikes.png I bardzo mnie ten wybór nie pociesza, bo go zwyczajnie nie lubię, ale kit. Niemniej jestem równie zaskoczona co Liwka, że zagadał /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No okej, to tyle ode mnie c: Czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

#175 09-03-2018 o 22h10

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Methrylis - wszystko sie odbywalo na pierwszej podstronie (ankieta autorki i kilka odpowiedzi na nia) i teraz , zerknawszy na nia widze tam Twoje odpowiedzi, z ktorych wynika, ze pytan nie zauwazylas /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

Strony : 1 ... 5 6 7 8 9 ... 12