Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 7 8 9 10 11

#201 04-05-2018 o 12h44

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Sharessa - bez obaw, tu będziesz miała trochę wesoło, przynajmniej na początku. Reakcja Valkyona w rozdziale ne została opisana, ale masz moje słowo, ze był to dl;a niego niemal traumatyczny wstyd, tym bardziej, że na forum publicznym - przepraszać przy kolegach z pracy i bandzie purrekos, bo mój chowaniec ZNOWU ukradł jej bieliznę xD Masakra. Dodam też, że Akastol pewnie miał ubaw. Bywa wrednawy i nie lubi Obsydianowych więc tym bardziej /static/img/forum/smilies/wink.png.


@Methrylis
- co do poprawek w teście >>„Pomóc mogą ktoś zaufany” — ‘może’<< Tam był nie tylko ktoś zaufany, ale ktoś zaufany i cel, razem to liczba mnoga więc "mogą" akuratne. To, że po "zaufanym kimś" wcisnęłam ciut przydługie dopowiedzenie to inna rzecz. /static/img/forum/smilies/wink.png
          Co do wycieczki po ciepłych krajach i tak dalej, to Liwka powiedziała, że to dopiero ja Syhirrasz stanie na nogi i ogarnie się ze sobą. Nie wszystko naraz /static/img/forum/smilies/wink.png.
          Nie Lidka, Liwka upozorowała śmierć. Ich obu. A nawet zrobiła o wiele więcej => jak myślisz skąd tak dokładnie wie, jak wydostać kogoś z łap Krzyżowców i że to niemal niemożliwe? Właśnie. Dlatego nieświadoma Eldka jest dla niej średnim wyzwaniem, chociaż istotnie na razie dopisuje (i przez jakiś czas jeszcze będzie dopisywało) szczęście. Ale wszystko ma swoje konsekwencje. Ale bez spojlerowania sasasasa
         

Dobrze, czas na CDN. Ci, którzy liczyli, że w tym rozdziale będzie "co na to wszystko KG" trochę się zawiodą. Po części dlatego, że Liwkę mało co obchodzi polityka, póki ta jej nie dotyczy (chociaż zapewniam, że uszy na wieści o broni palnej ma nastawione - i nie tylko), a po części dlatego, że w moim opowiadaniu jakoś tak jest, że konsekwencje nie przychodzą natychmiast po akcji. Raczej przez jakiś czas kręcą się z dala, po to, żeby zawrócić niespodziewanie niczym karmiczny bumerang i przywalić w tył głowy (przy czym należy zaznaczyć, że to nie bumerang taki, jakimi się bawią dzieciaki tz plastikowy i lekutki, ale z rodzaju tych wypolerowanych, ciężkich co to stercza z grzbietu pechowego zwierzaka, do którego właśnie zmierza australijski łowca)

XX (cz. 1)

          Jestem tymczasowo szczęśliwa. Żrę popcorn z masełkiem i solą, opieram się o miękki bandzioch naszej marudnej kuchareczki i gapię w ekran komputera. Gapimy. Ja, Karuto i nowopowstałe stowarzyszenie elaryańskich wielbicieli seriali, które rozkłada się tu i tam na łóżku, poduchach, fotelach i tak dalej.
          Wygodnie tu. Nawet brzuszysko kucharza jest wygodne. Naprawdę miło, że udostępnił nam swój pokój do oglądania… Nawet, jeżeli zrobił to po stwierdzeniu, że mój to paskudna, ciasna nora i gniecenie się w niej uwłacza jego godności. Swoją drogą Karuto wie jak się urządzić, aczkolwiek gust ma nieco… No nie w moim guście. Pokój jest ogromny, łóżko iście królewskich rozmiarów, zdolne na luzie pomieścić cztery osoby, a na upartego aż siedem –  obecnie właśnie tyle w nim leży, wliczając Ulę – do tego wielka, trzydrzwiowa szafa, ogromny, kryształowy żyrandol i coś na wzór niewielkiego kompletu wypoczynkowego. Problemy są trzy. Pierwszy to złocista kolorystyka uwzględniająca następujące kolory: muśniętą złotem kość słoniową, złoto, złocisty brąz i w naprawdę niewielkich detalach mleczną biel. Drugim lustro w ciężkiej, złoconej ramie, które przymocowano do sufitu bezpośrednio NAD łóżkiem. Naprawdę staram się nie myśleć, po co ono Karuto. Niestety o tkwiącej pomiędzy zdobną ramą łóżka, a ścianą izolacji z przypominającego wełnę mineralną materiału nie potrafię nie myśleć. Alajea o nią zapytała, a odpowiedź „rzadko zdarza mi się coś więcej, ale jak się zdarza, to na całego i istnieje groźba przebicia się do sąsiada” zryła mi beret. Naprawdę cieszę się, że Karuto preferuje mężczyzn… W przeciwnym razie nie zmrużyłabym oka do końca życia, nawet po powrocie do ziemskiego wymiaru.
          Na ekranie patolog sądowy, zespół kryminologów i profiler policyjny wypowiadają się o seryjnym podpalaczu grasującym swego czasu na Sigmie, a siedzący na poduchach przy niewielkim stoliku kawowym Akastol, Ezrael, Drek, Vivt i Ewelein w skupieniu robią notatki. Niesamowite, że zawartość mojego komputera, a konkretniej rzecz biorąc ściągane przez lata seriale kryminalne i dokumenty kryminologiczne, mogą się tu przydać… Szczególnie odkąd w Eldaryi pojawił się pierwszy od setek lat seryjny morderca. Jakiś świr pali żywcem faery, głównie złote elfy, jednorożce i wróżki avalońskie, na szczęście grasuje daleko poza Eel, więc chwilowo mam spokój. Akastol wraz z Vivt mają zbadać tę sprawę, a jakoś tak się złożyło, że byłam przy tym, kiedy przekazywano im te nowiny. Napomknęłam wtedy co nieco o ludzkiej kryminologii, profilerach i tym, że uwielbiam seriale dokumentalne o podobnej tematyce. Od tygodnia młócą po trzy godziny dziennie „Tajemnice zbrodni” i „Zbrodnicze umysły”.  Szybko dołączyli do nich Ezrael i Drek, których czeka misja kolejnych zaginięć, tym razem czternastoletniego rodzeństwa z Ziem Jaspisu oraz Ewelein chcąca nieco podciągnąć się z medycyny sądowej. Szczerze powiedziawszy nie wiem czy akurat Ewelein cokolwiek z tego wyniesie ze względu na różnice między ludzką medycyną a tutejszą, ale jak tam chce. Nie będę jej zabraniać. Ani jej, ani tym, którzy wzięli się za oglądanie na doczepkę: Karuto, Alajei, Krajzan, Valkyonowi, Jamonowi, Izme, Ykhar, Purro i Sejei – bliżej nieznanej mi księżycowej nimfie ze Straży Cienia. No i Leifanowi, aż byłam zaskoczona, że przy swoim nawale zajęć zdecydował się do nas dołączyć. Właściwie to osób chętnych było znacznie więcej, ale większość z nich Karuto nie przepuściłby przez swój próg, no i nawet jego pokój ma ograniczoną powierzchnię. Już jest spory tłok, chociaż dwie osoby po pierwszym seansie zrezygnowały – Nevra i Karenn stwierdzili, że program jest zbyt krwawy. Dziwactwo. Owszem, zdarzają się drastyczne ujęcia pokazujące miejsca zbrodni i ciała ofiar, ale przecież Nevra i Karenn to wampiry! Powinni być do tego przyzwyczajeni. Bardziej spodziewałabym się, że Ykhar albo Alajea zrezygnują, ale nie. Właściwie to Zajączek wydaje się zafascynowana brutalnością co poniektórych scen. Za każdym razem, kiedy na ekranie pojawiają się pocięte albo spalone zwłoki, jej oczy dziwnie lśnią.
          Dobrze, że nie ma z nami Kero. Popatrzyłby sobie na nią i zacząłby nosić do biblioteki tasak – tak na wszelki wypadek.
          Zieeew. Tak właściwie to która godzina? Będzie coś po dziewiątej. Oglądają już czwarty odcinek. I nadal nie mają dość. Telewizja to zło.  Kurcze, a ja jutro wstaję bladym świtem… Nie widzę tego.
          Śledztwo powoli dobiega końca, policja łapie złego gościa – faceta, którego rodzice zginęli w wyniku podpalenia – i odcinek się kończy. Napisy, podziękowania i takie tam. Mam nadzieję, że można już do wyrka. Co prawda już się wykąpałam, wskoczyłam w pidżamkę i szlafroczek, ale budzik mam nastawiony na piątą rano, więc…
          - To trochę ironiczne, że ofiara podpalacza sama zostaje podpalaczem – mruczy Valkyon wpatrując się w ekran. Jak zwykle trudno cokolwiek odczytać z jego twarzy.
          - Ironią jest to, że Karuto leży w łóżku z piątką kobiet, a dyżurny podrywacz Nevra poszedł trenować wraz z grupą facetów – rzuca Izme, na co Ezrael zaczyna sinieć na twarzy… Parsknięcie śmiechem połączone z próbą przełknięcia popcornu daje ciekawy efekt. Elfa ratuje Vivt, która z całej siły klepie go w plecy.
          - Po prostu kobiety ciągną do facetów, którzy je karmią – komentuje wyciągnięta na łóżku Krajzan, klepiąc Karuto po brzuchu. – Jak to mówią, przez żołądek do serca.
          - A że życie jest niesprawiedliwe najlepsza partia w KG jest gejem – uzupełnia kucharz, ziewając przeciągle. – Biedne kobietki, jestem po prostu zbyt idealny, żebym mógł być dostępny.
          Siedząca w nogach łóżka Alajea zaczyna chichotać, za co zarabia od Karuto szturchańca racicą.
          - To co, idziemy spać? – pytam, usiłują stłumić ziewnięcie.
          - Jeszcze dwa odcinki – zarządza Akastol.
          - Ale to potrwa do północy! A ja jutro wcześnie…
          - Znikasz na około dwa tygodnie i nie wiadomo czy wrócisz, czy może coś cię rozszarpie po drodze, a my mamy tu sytuację kryzysową, jakbyś nie zauważyła. Może i w twoim ziemskim wymiarze seryjni mordercy to nie jest nowość, ale u nas owszem i zrobię wszystko, aby złapać tego świra. Jeżeli te twoje filmy…
          - Programy telewizyjne.
          - …Mogą mi w tym pomóc, to będę je oglądał do upadłego.
          - Przecież mogę zostawić komputer. Włączenie go i odpalenie wideo to nie jest nic wspólnego. Alajea i Ykhar robią to bez…
          - Boję się odpowiedzialności, że coś popsuję – Ykhar unosi ręce w obronnym geście. – Wiesz, jak to jest. Wszystko wydaje się proste, kiedy w pobliżu siedzi ktoś, kto się zna na rzeczy. Sprawa z komunikatorami mówi sama za siebie. Powiedz, ile razy musiałaś je naprawiać?
          Tak, te nieszczęsne komunikatory. Niby wszyscy, którzy dostali je do ręki przeszli szkolenie i zaliczyli testy, ale liczne „awarie” i prośby z cyklu „pomóż, nie wiem co się stało” zdarzały się wręcz nagminnie. Jedne były efektem nadmiaru wyobraźni, inne jej niedoborów, a do tego wszystkiego lęk przed technologią i jego następstwa. Miiko zezwoliła do tej pory dwukrotnie na użycie komunikatorów w trakcie misji i za każdym razem miałam po tym robotę. Nie rozumiem tego. Ula pojęła obsługę komputera raz-dwa, sama włącza sobie seriale i naparza w gierki, a oni? Makabra jakaś.
          Wzdychając ciężko, podchodzę do leżącego pod ścianą komputera, tworzę listę odtwarzania, żeby nie musieć ręcznie odpalać odcinków i na powrót sadowię się obok Karuto. Może złapię trochę snu w trakcie seansu.
          Wreszcie otrzymałam od Miiko zezwolenie na samodzielne opuszczanie KG i naprawdę nie mam zamiaru wyruszyć na pierwszą wyprawę półprzytomna. Czeka mnie długa podróż… Bardzo długa biorąc pod uwagę, że nawet nie mam wierzchowca. Za to mam broń. Cudem udało mi się zdobyć kuszę – pewien strażnik Absyntu sprzedał mi swoją starą po kosztach. Ma słabe zasięg i siłę przebicia, ale to lepsze niż poleganie wyłącznie na kastecie i scyzoryku. Ale tak serio, to mam nadzieję, że żadnej broni nie będę potrzebować… Właściwie to nawet nie powinnam potrzebować. W końcu idzie ze mną Ula – puchata góra mięśni, ostrych jak sztylety pazurów i wielkich zębisk. Nic ani nikt bez naprawdę dobrego powodu tudzież przewagi liczebnej nie zaczepia czegoś, co bez trudu może mu rozgryźć głowę jak wiewiórka orzech.
          Kurcze, w życiu nie zgadłabym, że najwygodniejsza poducha w KG to bandzioch Karuto. Miękka, ciepła, a jego flaki wydają usypiające odgłosy podobne do mruczenia kota. Naprawdę nic tylko kłaść się i spać. Zieeew…

***

          Cholerny budzik, dzwoni i dzwoni. No nic, chcę czy nie – trzeba wstawać.
          Twarz Karuto zaraz obok mojej. Wielki nochal, włosy w nosie, krzaczaste brwi, kręcone włosy. Tuż przy mnie.
          - AAARRRGGG!
          Łup o podłogę.
          Ała… Ała, moje wszystko, a najbardziej mój tyłek. Tak w ogóle to gdzie ja jestem? Sypialnia Karuto tak jak… Ale gdzie są wszyscy? I czemu tu tak cicho i ciemno? Co się…?
          Chichoczący kucharz siada na łóżku i przygląda mi się z miną kota, który nasrał właścicielowi do buta i teraz, z bezpiecznej odległości, przygląda się jak ten ściąga zapaskudzoną skarpetę.
          - Zasnęłaś, kiedy oglądaliśmy film, no to stwierdziliśmy, że nie będziemy cię budzić – wyjaśnia. – Zresztą coś czułem, że rano będę miał z tego tytułu niezły ubaw.
          Mam ochotę przywalić mu w twarz leżącym obok łóżka kapciem, niestety to byłoby sprzeczne z zasadą „nie wkurzaj faceta, który cię karmi”. Poza tym, jestem względnie wyspana, a na pewno taka nie byłabym, gdybym o północy musiała przeprowadzić się do swojego pokoju. Szkoda tylko, że teraz mam potłuczony tyłek.
          Wygodnie leniuchująca w nogach szerokiego łóżka Ula ma niezły ubaw. Z trudem tłumi chichot.
          - Która jest? – pytam, powoli wstając.
          - A jak myślisz, Słoneczko? Piąta. Żeby wszystko dla was przygotować, żarłoki, dzień w dzień wstajemy o piątej rano. Wszyscy podkuchenni i ja.
          Piąta, czyli tak jak miałam wstawać. Szybko łazienka, śniadanie, odebrać prowiant na drogę w kuchni i przed szóstą powinnam być w drodze. No dobra, trzeba się zwijać.
          - Ula, idziemy… No i dzięki za przenocowanie Karuto. Oraz za „cudowną” pobudkę – dodaję dbając o odpowiednią ilość jadu w głosie.
          - Nie ma za co – chichocze kucharz. – Przyjemność po mojej stronie. Musze przyznać, że jak na coś tak małego i niepozornego wygrzałaś moje stare kości jak ta lala.
          Liwia NIE MYŚL O TYM. Po prostu NIE. Wyjdź. Już, teraz, zaraz.
          Minę muszę mieć nietęgą, bo rubaszny rechot Karuto ściga mnie do drzwi, przez które bez trudu przebija się, zalewając korytarz. Korytarz, na którym nadziewam się na szeroko uśmiechniętego Nevrę. Jego mina aż krzyczy „wiem o wszystkim”.
          Ech… Zaprawdę „cudowny” początek dnia. Nic tylko szukać drzewa, żeby się powiesić.
          - Pobudka u boku męskiego Karuto? – pyta, błyskając kłami. – Czyżbyś przeżyła małą traumę?
          - Mniejszą, niż gdybym obudziła się obok ciebie – warczę. – Dla nas obojga.
          - Obojga?
          - Uwierz, gdybym obudziła się obok ciebie, złapałabym pierwszą, ciężką rzecz, jaką miałabym pod ręką i tłukłabym bez pamięci.
          - Karuto uratowany przez swoją orientację – Wampir chichocze. – Dobrze, zapamiętam. Jeżeli kiedyś będziemy musieli podczas misji dzielić łóżko czy coś, pochowam wszystkie, ciężkie i potencjalnie niebezpieczne przedmioty.
          O! Obyło się bez seksualnego podtekstu. Czyżby wziął do siebie moje słowa, przemyślał i wyciągnął wnioski? Jeżeli tak, to normalnie jestem pod wrażeniem.
          Rzucam mu przez ramię, że i tak by go to nie uratowało, i  pędzę do pokoju. Potem szybko łazienka, przebieranko, śniadanko i cała reszta. Niecałe czterdzieści minut później stoimy z Ulą pod bramą KG. Obie mamy na plecach ciężkie, wypchane po brzegi plecaki, a wokół moich bioder podzwania wypełniony dziesiątkami przedmiotów pas podróżny. Ubrania na zmianę, śpiwór, namiot, rzeczy do rozpalania ognia, mapa, kompas, apteczka, prowiant, broń i parę przydatnych drobiazgów. Nie brzmi to szczególnie obszernie, ale jest obszerne. Potwornie zajmuje przestrzeń i cholernie waży.

Online

#202 04-05-2018 o 14h12

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 36

Ach szkoda, ze nie bylo opisu reakcji Valkyona (nawiasem mowiac moj ulubieniec nie ma lekko u Ciebie /static/img/forum/smilies/big_smile.png ). Mialas racje, ze odcinek jest wesoly i epicko opisalas Karuto i jego krolestwo. Ciekawa jestem misji Liwki wiec czekam niecierpliwie na dalszy ciag i pozdrawiam serdecznie.

Offline

#203 04-05-2018 o 20h44

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Karuto oglądający seriale? XDDDDD

„Ezrael” — E Z A R E L XDDDD poza tym gdzie Sherlock? :v

Wampiry uznały, że serial jest zbyt krwawy? Na razie ten odcinek to siedlisko absurdów xd

Coś ostatnio króciutkie te rozdziały, czemu tak? Nie ma za bardzo o czym pisać, poza tym, że cała postać Karuto była traumatyczna XD I nauka z dokumentów o morderstwach zawsze spoko xd

No dobra, to czekam na resztę i pozdrawiam! C:



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#204 16-05-2018 o 20h20

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Sharessa - wyprawa Liwki to nie do końca misja. Przypomnij sobie o czym rozmyślała w poprzednim rozdziale /static/img/forum/smilies/wink.png

@Methrylis
- wspomniałam tutaj, że skoro x stron elf był Ezraelem, zanim zwróciłaś mi uwagę, że mam błąd to niech nim będzie dalej.
A odcinki jak zwykle po 3stroniczki.

XX (cz. 2)

          Paru strażników pełniących dyżur przy bramie życzy mi powodzenia. Nie znam ich, ale oni mnie tak, w końcu jestem „tym człowiekiem”… Trochę męczące to-to. W każdym razie dziękuję im uprzejmie i macham na pożegnanie, zmierzając szybkim krokiem w stronę Lasu Eel.
          Odkąd Miiko zgodziła się na moje wyjazdy, większość lekcji z Ezraelem przestała tyczyć chowańców i alchemii, a skupiła się na portalach. Stwierdził, że pewno będę chciała jak najprędzej wyruszyć na pierwszą wprawę i pewnie zależy mi, aby jak najszybciej zgłębić temat. Przyznaję, to było zaskakująco uprzejme z jego strony. Oczywiście już dawno temu samodzielnie przerobiłam temat, ale on, podobnie jak wszyscy inni, o tym nie wie. W każdym razie, chociaż dziewięćdziesiąt procent z tego, co mi przedstawił, stanowiło jedną, wielką powtórkę, zajęcia z nim opłaciły się właśnie da tych dziesięciu procent nieznanego. To znaczy? Otóż elf pomógł mi sporządzić mapę okolicznych ziem, na której dokładnie zaznaczył miejsca występowania składników „klucza” portalu. Nie wszystkich, rzecz jasna. Nawet on nie potrafił bądź nie chciał zdradzić, gdzie mogę natrafić na smocze szkielety. Szczęśliwie księgi, które dzięki Uli skopiowałam i przetłumaczyłam, zawierają szczegółowy opis toczonych przed wiekami „Wojen Kości”. W tym, między innymi, dokładne informacje o dawnych miejscach znajdowania cennych kościotrupów, tym kto je zdobył, czy jakieś fragmenty przepały i tak dalej… W każdym razie jeden z niesmoczych składników klucza portalu, trawa śmierci, rośnie nieopodal miejsca docelowego tej wyprawy – domu Immaela. To dobrze, wręcz bardzo dobrze. Jeżeli ktoś zauważy mnie w pobliżu, będę miała usprawiedliwienie. No i niewykluczone że uda mi się załatwić sprawę z naukowcem ORAZ zdobyć tę nieszczęsna trawę.
Większość trasy prowadzącej do domu jednorożca pokrywa się z drogą do miasta purrekos. Przynajmniej teoretycznie. Miejscowi ze względu na ostatnie wydarzenia mogą być dość negatywnie nastawieni do mojego gatunku, więc Ula prowadzi mnie starannie omijając drogi i osiedla faery. Podobno obrana przez nią trasa jest krótsza, ale trudno mi to osądzić. Na pewno jest trudniejsza, niż podróż gościńcem, chociaż krocząca przodem jeanylotte niczym taran tworzy ścieżkę wśród leśnej roślinności.
          Ula… Sympatyczna mordka, mnóstwo siły, niezwykle czułe uszy i ciekawa osobowość skrywająca bolesną przeszłość. Osoba, która zleciła mi zabójstwo współpracującego ze Strażą naukowca o nieposzlakowanej opinii. Czy jej zarzuty pod adresem Immaela są prawdziwe? Czy naprawdę mam uwolnić z jego rąk cierpiące istoty, jej towarzyszy, czy może Ula zwyczajnie chce się go pozbyć? Może jej zagraża? Może jest niewygodny? No cóż, okaże się. Jeżeli zarzuty jeanylotte się nie potwierdzą, nie zabiję go, choćbym w efekcie musiała z nią walczyć… Mimo tego, że uratowała mi życie. Nie zabijam niewinnych i nie zamierzam zacząć. Nie zrobię tego ani dla niej, ani nawet dla Lidii czy kogokolwiek innego w tym siebie. To granica, zza której nie ma powrotu i naprawdę nie zamierzam jej przekroczyć.
          Słońce boleśnie razi mnie w oczy, kiedy po kilku godzinach marszu wychodzę z cienistej, leśnej gęstwiny na trawiastą równinę. Równinę, gdzie wśród falujących na wietrze traw, centralnie przede mną stoi szeroko uśmiechnięty Erhat. Jego czarny mundur wyraźnie odcina się na tle błękitno-zielonego krajobrazu, podobnie połyskujące w słońcu, długie, ciemnobrązowe włosy. Ponownie to czuję… Otaczająca mnie moc, od której gęstnieje powietrze. Nie jest to aż tak… Tak przytłaczające jak ostatnio, ale wyraźnie wyczuwalne.
Skąd wiedział, w którym miejscu wyjdę z Lasu Eel? Przecież nawet ja tego nie wiedziałam – w końcu to Ula prowadzi! I jakim cudem jest tu przede mną? Rano widziałam go na stołówce. No i czego chce? Czego ten cholernik chce ode mnie?
Daje mi znak, żebym podeszła. No cóż, chyba nie mam dużego wyboru. Skoro dogonił mnie z taką łatwością, to ucieczka nie ma sensu. Poza tym nie chcę go prowokować. Czymkolwiek nie jest, lepiej nie mieć w nim wroga.
          - Tak? Czego chcesz? – pytam, usiłując opanować mimowolne drżenie głosu.
          - Życzyć powodzenia w misji, udzielić kilku rad i dać małe co nieco na drogę – uśmiecha się, lecz jest to uśmiech godny rekina. Szeroki, nienaturalny, nieobejmujący oczu.
          Wyciąga przed siebie dłonie. W jednej trzyma misternie wykonaną, pokrytą dziwnymi symbolami lunetę, a w drugiej owinięty w białą tkaninę pakunek.
          - Co to jest? – pytam wskazując na pakunek.
          - Paczka eliksirów medycznych. Silnych. BADZO silnych, nieznanych faery. Przydadzą się, bo niektórzy z gości Immaela mogą nieco narzekać na swój stan zdrowia. I bez obawy, Urszula nie kłamała co do natury tegoż jegomościa, aczkolwiek pewne jego zachowania uległy eskalacji.
          Ula zaczyna warczeć, a ja czuję narastającą w żołądku lodową gulę. Ile ten… Ile ten ktoś wie o mnie? O wszystkim, co się tu dzieje? I czemu…
          - Och, o tobie wiem wszystko, tak jak o Urszuli. Natomiast o tym, co się wokół dzieje, niestety za mało. Na przykład kwestia tego, czemu tak bardzo interesujesz Wyrocznię… Pojęcia nie mam. Ogólnie jesteś bardzo interesującym stworzonkiem, ale raczej ze względu na umiejętności i pochodzenie. Natomiast ona… Ona czegoś od ciebie chce. I tak, potrafię czytać w myślach. Nie wszystkich istot, ale ludzi, faery i innego pospólstwa owszem. – Zerka na jeanylotte. – W twoich również maleńka i naprawdę radziłbym ci porzucić myśli o przegryzieniu mi gardła. Gdybym był wrogo nastawiony, mógłbym bez trudu zabić nie tylko was, ale wszystkich w KG. Liwia czuje moją moc i może potwierdzić, że nie jestem istotą, którą należy prowokować. I nie, nic nie kombinuję. Powiedzmy, że zabezpieczam potencjalną inwestycję. Możecie mi się kiedyś przydać. Nie musicie, ale możecie. Dlatego, lepiej żebyście przeżyły… W całości. Skąd pewność, że mi w razie czego pomożecie? Naprawdę sądzisz, że będziecie miały jakiś wybór? Och, naprawdę?
          Nie wiem, na jakie myśli Uli Erhat odpowiedział, ale jeanylotte w momencie drętwieje, wydając z siebie pełen przerażenia pisk. Drży, jakby przechodziły ją dreszcze, a okrągłe, chomicze oczy zachodzą łzami. Spogląda na mnie błagalnie.
          - Przestań! – krzyczę. –  Cokolwiek robisz przestań! NATYCHMIAST!
          Ula opada na trawę, ciężko dysząc. Rzuca Erhatowi spojrzenie pełne złości i lęku. Chyba zrozumiała, że ten… Ten stwór to nie ktoś, z kim możemy walczyć. Jest piekielnie niebezpieczny, ale może być też użyteczny. Póki usiłuje być pomocny czy też okazuje dobrą wolę, należy to wykorzystać.
          - Skoro wiesz o nas wszystko, to może powiesz, kim… Czym jestem? – pytam. – Czemu reaguję na magię tak, a nie inaczej? Czemu eliksiry działają na mnie opornie, a przemiana w syrenę prawie mnie zabiła?
          - Och, to kim czy raczej czym jesteś to dłuższa opowieść i wolę sprawdzić czy sama kiedyś do tego dojdziesz – chichocze pod nosem, patrząc na mnie jak na wyjątkowo ciekawy okaz fauny. – Szczerze powiedziawszy wątpię w to, aczkolwiek nie wykluczam, biorąc pod uwagę te wszystkie wypadki, które ostatnio cię prześladują. A co do magii, no cóż, tu muszę uchylić rąbka tajemnicy, szczególnie, że nasz drogi Immael ostatnio zabezpieczył swoją siedzibę licznymi, czarodziejskimi pułapkami. Zupełnie jakby ukrywał coś paskudnego. Dziwne, prawda? Tak szanowana, powszechnie podziwiana persona…
          Znowu chichocze. Wygląda jakby niesamowicie dobrze się bawił, co cholernie gra mi na nerwach. Niestety nie mogę nawet napyskować temu-czemuś, jeżeli nie chcę, żeby zrobiło mnie to samo co Uli. Mam cholernie silne przeczucie, że nie było to nic przyjemnego i naprawdę nie chciałabym tego doświadczyć.
          - To jaki to ten rąbek tajemnicy? – ponaglam.
          - Wiesz czym jest antymateria, prawda? – pyta.
          - Tak… Krótko mówiąc tym samym czym materia, ale tak jakby przeciwnym. Po kontakcie z materią zarówno ona jak i materia znikają, wydzielając ogromne ilości energii, czego skutkiem najczęściej jest wielka eksplozja.
          - Zgadza się. Otóż oprócz antymaterii istnieją też wszelkiego rodzaju antyenergie, chociaż może brzmieć to dla ciebie nieco irracjonalnie. Takie same, ale jakby przeciwne. Recz w tym, że efekty zetknięcia energii z jej przeciwieństwem bywają różne i zależą od typu energii. Magia też jest rodzajem energii, z tym, że bardzo szczególnym. Aby pokazała swe właściwości trzeba ją aktywować. Obudzić. Występuje naturalnie i prawie każdy świadomy organizm wyższy ma predyspozycje by jej używać, budzić ją. Czasem ukryte, czasem dostępne od razu, no i oczywiście w różnym stopniu, ale ma. Ba! Prawie wszystko co żywe nieustannie ją wydziela. Prawie. Ty nie. Ty wydzielasz … No, chyba już wiesz, prawda?
          - Energię przeciwną, antymagię – rzucam, a Ekhart zaczyna klaskać. –  Pewnie też mogę jej używać. I pewnie, tak jak antymateria, nie jest czymś powszechnym.
          - Doskonale! Za każdym razem, kiedy użyjesz aktywnie antymagii lub aktywna magia zostanie użyta na tobie, oby dwie znikają POCHŁANIAJĄC spore ilości innych energii, głównie cieplnej. Oczywiście magia nie znika całkowicie, jedynie ta jej część, która ma styk z uaktywnioną, antymagiczną aurą twojego organizmu. Chyba, że świadomie bądź podświadomie nie życzysz sobie tej magii. Przypuszczam, że gdy zażyłaś eliksir przemiany w syrenę, wcale nie miałaś ochoty syreną być. Pewnie perspektywa płynięcia pod tonami wody, w półmroku i tak dalej przerażała cię. Dlatego organizm zaczął zwalczać eliksir i jego skutki, niemal doprowadzając do twojej śmierci… I nie chodzi tu tylko o utonięcie, ale też wychłodzenie, zaburzenia metaboliczne i wiele innych czynników. Naprawdę odradzam ci zażywania kiedykolwiek, jakichkolwiek eliksirów przemiany.
          - Możesz być więcej niż pewny, że z własnej woli niczego takiego nie zażyję. – Nie, nie i jeszcze raz nie. Jeżeli będę chciała kiedyś popełnić samobójstwo, istnieją prostsze i mniej bolesne sposoby. – A co to ma do pułapek Immaela? Mam je dezaktywować antymagią?
          - Otóż to. – Erhat klaszcze w ręce wyraźnie podniecony. – Ale nie tylko to. Też je wykryć. Antymagia i magia dość silnie na siebie reagują, więc przy odrobinie skupienia powinnaś bez trudu wyczuć przedmioty obarczone magią. Aktywować antymagię potrafisz, wypadek z eliksirem przemiany dobitnie to pokazuje, musisz jedynie trochę poćwiczyć tę sztukę. Najlepiej byłoby, gdybyś nauczyła się jej używać i rzucać za jej pomocą zaklęcia, jednak nie mogę za dużo od ciebie wymagać. W końcu nauka czarodziejstwa zajmuje całe lata, a ty nie masz nikogo, kto mógłby cię uczyć. Chociaż na twoim miejscu postarałbym się ćwiczyć na własną rękę, bo szkoda byłoby zmarnować taki potencjał. Z tego, co wybadałem, masz tendencję do czarów związanych ze strefą umysłu. Czarodziejską telepatią, dzieleniem świadomości, projekcjami astralnymi. Prawdopodobnie właśnie dlatego tak dobrze idzie ci udawanie, kłamanie, a także wyczuwanie cudzych intencji… Oraz zabawy w Multisieci… Chyba wiesz, które konkretnie mam na myśli, hm?
          Cholera jasna, to zaczyna być naprawdę przerażające. Ten… Ten… Ten cholera-wie-co naprawdę wie o mnie WSZYSTKO. Więcej niż ja sama o sobie wiem. Ba! Wydaje się znać realia ziemskiego wymiaru. To w jaki sposób wspomniał o Multisieci… Szlag! Czym on jest?
          - Naprawdę nie chcesz wiedzieć, czym jestem. – Ekhart nagle poważnieje. – I nie zdradzę tego, jeżeli naprawdę nie będę musiał. Nieświadomość bywa błogosławieństwem. A teraz byłbym wdzięczny, gdybyś wzięła moje podarki, bo gwarantuję, że bez nich przeprawa z Immaelem może się skończyć różnie. Nie tylko dla ciebie. – Wyciąga ku mnie pakunek i lunetę. –  Raz-raz. Za dziesięć minut strażnicy Cienia trzeciej rangi mają egzamin sprawnościowy i nie chciałbym się spóźnić. Krajzan, jeżeli chce, potrafi być naprawdę upierdliwa.
          Odbieram podarki, a Erhat momentalnie rozpływa się w powietrzu. Dosłownie. Zupełnie jakby był utkany z barwnego dymu, który rozwiał podmuch wiatru.
          Dlatego właśnie staram się nie zwracać uwagi nikogo ważnego ani potężnego. Teoretycznie dobrze jest mieć potężnych przyjaciół, lecz ci bywają naprawdę uciążliwi… Nie wspominając o tym, że wystarczy, żeby im się coś odwidziało i kończysz jak karaluch w starciu z butem.

Online

#205 16-05-2018 o 21h30

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 36

Witam /static/img/forum/smilies/smile.png
Jak zwykle super wciagajace i rozpalajace wyobraznie. Erhat intryguje mnie coraz bardziej - on i jego intencje.
Pozdrawiam i jak zawsze czekam na dalszy ciag.

Offline

#206 16-05-2018 o 22h04

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


No ale skoro już pożyczyłaś postacie z Eldki, to bądź konsekwentna. Co to za problem wejść w opcję „Zamień”, w jedno okienko wklepać „Ezrael” czy jak ty tam to zapisujesz, a w drugim poprawne „Ezarel”? W sekundę zamieni ci wszystko na właściwą formę.

Wiesz, że się niedawno tak zastanawiałam, gdzie ty się podziewasz? Aż tu nagle bum!, dwa opka naraz /static/img/forum/smilies/big_smile.png No można i tak. To czytam.

I jakoś tak mi się wydawało, że kiedyś rozdziały miałaś dłuższe :v

„właśnie da tych dziesięciu procent nieznanego” — ‘dla’

Często piszesz „w każdym razie”, to się da wyczuć w tekście. Skoro Liwka gada dość potocznie,  to nawet taki zamiennik jak „tak czy siak” może pomóc.

Dziwny jest ten Erhat. O kijankę mu chodzi? Ha! Czyta w myślach. No tak. I mimo że lepiej mu nie ufać, to jego wyjaśnienia o inwestycji brzmią całkiem sensownie.

Ha! No i mamy tytuł. Liwka wydziela antymagię. A to ciekawe…

No dobra, ale powiem ci, że ten Erhart naprawdę cholernie mnie intryguje, zwłaszcza jak powiedział, że Liwka nie chce wiedzieć, jaką istotą on jest. Faktycznie wygląda na śmiertelnie niebezpiecznego i lepiej się z nim trzymać, niż być przeciwko niemu.

No dobra, tyle ode mnie. Liczę, że kolejne odcinki wpadną szybciej, więc czekam i pozdrawiam ^^



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#207 18-05-2018 o 10h09

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 533

Erhat strasznie mnie zaciekawił, z chęcią przeczytałabym już teraz kolejną część rozdziału. Swoją drogą przypomina mi Gauntera o'Dima z Wiedźmina.
Ogólnie to chyba go polubiłam XDD choć wydaje mi się że nie powinnam.
Cały ten rozdział czytałam bardzo skupiona, udzielił mi sie ten klimat ich spotkania
Wszystko się powoli wyjaśnia, chcę więcej xd

Ostatnio zmieniony przez Fujimen (18-05-2018 o 10h10)


⮚tumblr⮘
https://i.imgur.com/Wm8BdJN.jpg https://i.imgur.com/gspDoQC.jpg
take a freek'n sip babes...

Offline

#208 24-05-2018 o 16h20

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Methrylis - niby wystarczyłoby wklepać zamiankę w wordzie, ale tak łatwo tu na forum nie pozmieniam (chyba, że o czymś nie wiem), a jak już publikuję gdzieś, to zależy mi na ciągłości tekstu. Dlatego też np: jak mam byka, i ktoś wytknie mi go w komentarzu to samego tekstu nie zmieniam, bo nie byłoby nawiązania /static/img/forum/smilies/wink.png dlatego tu zostanie Ezrael. pociesz się, że w potworze wszyscy piszą mi z francuska "Erica", której to formy imienia szczerze nie znoszę.

Gdzie się podziewałam? tatuś próbował uprasować koszule, zabił dwa żelazka i mojego kompa. Na szczeście reanimacja się udała.

O co Erhatowi chodzi... no prędko się tego nie dowiecie ;)Lubię przeciągać motywy.

@Fujimen - nie wiem czy nie powinnaś. Generalnie serducha ci nie złamie, nie wbije nikomu noża w plecy, ale przyjemny nie będzie.
Co do wyjaśniania - na razie to uchyliłam rąbka tajemnicy. I to tego mniejszego. /static/img/forum/smilies/wink.png

XX (cz. 3)

          Spoglądam na Ulę. Jest zjeżona, wystraszona i wyraźnie skołowana. Nie dziwię się jej. Sama tak miałam po tym, jak Erhat pierwszy raz wyjrzał spod swojej maski. Właściwie nadal mam, tylko trochę to amortyzuję.
          - Wszystko w porządku? – pytam jeanylotte. – Skrzywdził się? Zrobił ci coś złego?
          Ula potrząsa łbem, aż jej długie uszy furkoczą, po czym wydaje z siebie serię cmoknięć i szczęków układających się w kod Morse’a.
          „Nie wyrządził mi krzywdy. Nie zadał bólu. Przejął kontrolę nad moim ciałem. Sercem, płucami i wszystkim innym. Czułam, że może kazać im przestać działać. Że może kazać mi umrzeć. I że wtedy ot tak umrę. Przerażające.
          Dreszcz przechodzi mi wzdłuż krzyża. Tak, przerażające. Właściwie przerażające to mało powiedziane, chociaż muszę Erhatowi przyznać, że dał wyjątkowo pomysłowy i skuteczny pokaz siły. Uzmysłowił Uli, że jesteśmy wobec niego niczym, a zarazem nie wyrządził jej najmniejszej krzywdy, niczego nie zniszczył, nie musiał bawić się w widowiskowość. Zrobił to po cichu, jednocześnie uzyskując maksymalny efekt.
          - Teraz rozumiesz, czemu zareagowałam tak a nie inaczej na spotkanie z nim na korytarzu?
          „Co z nim zrobimy?
          - A możemy coś z nim zrobić? Jakoś mi się nie wydaje. – Wzdycham, potrząsając głową. – Jedyne, co możemy zrobić, to mieć nadzieję, że odczepi się na dłuższy czas i cieszyć się, że jak na razie jest względnie przyjazny.
Ula spogląda na mnie i ciężko kiwa głową, najwyraźniej zgadzając się z moją opinią. Niestety wobec Erhata jesteśmy całkowicie bezbronne i niemal całkowicie bezsilne, a bezsilność to wyjątkowo paskudne uczucie. Nienawiść, rozpacz, gniew, uraza czy przerażenie to nic porównaniu ze świadomością, że twój los, a czasem i los twoich najbliższych, nie zależy już od ciebie. Że nie jesteś w stanie zrobić absolutnie nic, żeby zmienić to, co się dzieje. Gorsza od bezsilności jest tylko bezsilność połączona ze świadomością nieuchronności najgorszego, czymkolwiek owo najgorsze nie jest. Wtedy nawet nadzieja odchodzi w zapomnienie, a modlitwy i błagania o cud przestają cokolwiek znaczyć.

***

          Chociaż spotkanie z Erhatem nie należało do najprzyjemniejszych, szczególnie dla Uli, nie można zaprzeczyć, że okazało się wyjątkowo pożyteczne. Dalekosiężna luneta wraz z uszami mojej drogiej jeanylotte dostarczają mi szczegółowych informacji odnośnie wszystkiego, co się dzieje wokół. Dzięki temu możemy z daleka unikać faery, cały czas pozostając zupełnie niezauważonymi. To bardzo ważne, szczególnie że potencjalnych nieprzyjemności czyha na nas wiele i to nie tylko tych związanych z moim pochodzeniem. Sporym problemem są pola uprawne. Te, na których rosną ziemskie rośliny.
          Przez milenia nie tyko jedzenia, ale także wydalania ziemskiej żywności, faery zdołali uzdatnić sporo ziem do hodowli zbóż, fasoli, warzyw i tak dalej. Użyźnione własnymi ekskrementami, a także starannie kolekcjonowanym kompostem gleby izolowali od reszty magią i barierami fizycznymi, żeby cenne substancje nie zostały wymyte i rozrzedzone. Obecnie, jak się dowiedziałam od Kero, hodowla wewnętrzna Eldaryi pokrywa blisko siedemdziesiąt procent zapotrzebowania na ziemską żywność. Żyzne pola to, biorąc pod uwagę coraz szybciej topniejące zapasy smoczych kości, największe skarby tutejszych osad. Dlatego nic dziwnego, że spowodowana rozbiciem Kryształu destabilizacja sprawiła, że wokół upraw zaczęli pojawiać się ciężko uzbrojeni strażnicy. Atak Krzyżowców aka Templariuszy wszystko pogorszył, tak jak i moja „radosna” nowina, że prawdopodobnym celem tegoż zakonu jest wybicie faery do nogi. Teraz podejście kogoś nieuprawnionego do pola, może skończyć się dla niego gwałtowną śmiercią na skutek nadmiaru metalu w organizmie. Innymi słowy wbiciem wideł w trzewia. Co prawda jeszcze nie jest tak źle, żeby strażnicy bezmyślnie rzucali się z bronią na przechodniów, ale słowo klucz to „jeszcze”.
          W dodatku ta sprawa z antymagią… Nie powiem, wszystko to wydaje się naprawdę interesujące. Miło pomyśleć, że jestem w jakimś-tam stopniu odporna na tutejsze czary… Szczególnie te wrogie. Mało tego, odporność to nie wszystko. Teoretycznie mogę też czarować, chociaż nie mam pojęcia w jaki sposób.  Właściwie nie wiem nawet jak świadomie budzić w sobie tę całą antymagię, a przydałoby się to rozgryźć nim dotrzemy do Immaela. W końcu ma magiczne pułapki, a przypuszczam, że jak pułapki to też czujki i alarmy. Jakoś nie uśmiecha mi się oberwać kulą ognia czy czymś takim. Niestety nie za bardzo mam jak i na czym ćwiczyć. Musiałabym do tego mieć z tuzin o ile nie więcej czarodziejskich artefaktów do „rozbrojenia”. Jakoś wątpię, abym nagle dostała w łapki kilkanaście magicznych przedmiotów, które mogłabym sobie ot tak zniszczyć.
          Po wyjściu z lasu podróżujemy jakiś czas trawiastą równiną, po to, aby za jakiś czas wejść do kolejnego, a potem wkroczyć na teren porośniętego krzewami stepu. Wedle map, zarówno tej papierowej sporządzonej waz z Ezraelem, jak i tych wrzuconych na v-com Ula prowadzi nas najkrótsza obraną trasą. Niestety mimo tego podróż zajmuje mnóstwo czasu, a do tego jest okropnie męcząca. Częściowo dla tego, że przedzieramy się przez bezdroża, częściowo dlatego, że naprawdę rzadko robimy przystanki, inwestując w żwawy marsz. Właściwie to zatrzymujemy się tylko na noc i jak którąś wezwie natura, bo nawet jemy w drodze. Powoli zaczynam mieć dość, ale nie marudzę – jeżeli to, co Erhat wspomniał o Immaelu, o jego rannych więźniach jest prawdą, liczy się każda godzina.
          Po trzech dniach docieramy do doliny ostów, którą mijaliśmy jadąc do purrekos. Jednak nie schodzimy do niej, tylko idziemy górą, pierw coraz bardziej skalistą wyżyną, potem lawirując pomiędzy górskimi zboczami. Tutaj błogosławię zakupioną u Ścierwojada skórzaną kurtę, bo o ile do tej pory  pogoda nas rozpieszczała, to w górach zaczynają się chłód i deszcze. Towarzyszą nam aż do końca, do ukrytej pomiędzy niewysokimi, ale skalistymi zboczami maciupkiej kotlinki, w której osiadł naukowiec. Dotarcie tutaj zajęło nam tydzień. Całkiem nieźle. Liczyłam, że może to być nawet do dziesięciu dni, ale widać, jak się chce, to można.
          Kłopot z kotliną polega na tym, że porasta ją jedynie niezbyt długa trawa. Czasem zdarzają się jakieś krzewy i drzewa, jednak należą do rzadkości. W środku dnia z okien usadowionego centralnie pośrodku idealnie okrągłej kotliny domu, widać każdego przybysza. Tak więc zejście w dół czy choćby zbliżenie się do siedziby Immaela odpada, przynajmniej przed zapadnięciem zmierzchu. Na szczęście luneta od Erhata ma ogromny zasięg i jestem w stanie podpatrzyć co-nieco nawet z tak dużej odległości. Niesamowity słuch Uli również pomaga. Jeanylotte z miejsca informuje mnie, że w domu jest co najmniej szesnaście osób, przy czym poruszają się po nim swobodnie jedynie trzy. Jedną z tych osób nawet udaje mi się wypatrzyć… Przypomina ogromną, zszytą z narzuconych na górę mięśni, skórzanych łat lalkę. Bardzo paskudną, pozbawioną ust i nosa lakę, która mogłaby nawet Valkyona złamać w pół.
          - Co to jest? – pytam Uli, wcześniej opisawszy jej stwora.
          „Golem mięsa. Piekielnie silna, magiczna kukła, wykonująca polecenia mistrza. Zrobiona z ciał bestii, wrogów i martwych eksperymentów. Cholernie niebezpieczna.”
          No to pięknie. Jeżeli moja antymagia nie odpali, a zetrę się z tym stworem, to posprzątane. Zostanę wdeptana w glebę jak stara guma do żucia. Nie wiem czy Ula dałaby radę cokolwiek mi pomóc. Raczej nie.
          Chowam się powrotem za skały, gdzie założyłyśmy nasz bardzo tymczasowy obóz. Opieram się o głaz i pogrążam w myślach, usiłując przypomnieć sobie wszystko, co Ula powiedziała mi o Immaelu i jego domostwie. Jak to było? Wysokie poddasze i parter oraz dwa poziomy piwnic. Na pierwszym poziomie legalne laboratoria oraz obszerna biblioteka naukowa i magazyn artefaktów, na poziomie drugim, ukrytym więzienie i laboratorium szalonego naukowca. Co dwa tygodnie przybywa tu opłacany przez jednorożca handlarz z zapasami żywności i czasem naukowego ekwipunku. Od czasu, do czasu, nie częściej niż raz na dwa miesiące pojawiają się jacyś goście. Kobieta w towarzystwie trojga chowańców, dwójki mężczyzn i dwóch golemów… Takich tradycyjnych, z gliny. Ula niestety może o nich powiedzieć, jedynie, że towarzyszy im aura silnie wypaczonej magii.  Wedle jej słów Immael zawsze czeka na te spotkania, a przed nimi „pachnie po równi lękiem i ekscytacją”.
          Handlarz pojawia się zawsze w pierwszy dzień tygodnia, a teraz mamy już trzeci, więc raczej niespodzianki z jego strony nie musimy się obawiać. Gorzej, jeżeli mój pech da o sobie znać i w drzwiach stanie to babsko z golemami, ale to byłoby już przegięcie.
          - Dobrze, to chyba czas rozejrzeć się wewnątrz, prawda? – pytam Ulę, na co ta przytakuje.
          Wyjmuję z torby dwa rejestratory kroczące, a właściwie krocząco-latające. Dzięki nim powinnam bez problemu rozejrzeć się w kotlinie i domu naszego naukowca. Bez nich, idąc na żywioł po zapadnięciu mroku mogłoby być ciężko.
Montuję w malutkich urządzeniach przypominające szklane igły baterie, odpalam odpowiedni program na komunikatorze i zaczyna się. Dwa przypominające niewielkie ważki elektroniczne cudeńka ożywają. Zaczynają energicznie machać skrzydełkami i unoszą się, na bieżąco przekazując do v-comu obraz i dźwięk. Teraz wystarczy wstukać odpowiednie polecenia, żeby obrały na cel dom Immaela, a potem jedynie odrobina cierpliwości, uwagi i ostrożności.
          Nasi mali, elektroniczni szpiedzy są doprawdy użyteczni. Pierwsze, co dzięki nim zauważam, to idealnie okrągłe, płaskie kamienie rozsiane wokół domu jednorożca. Pojedynczy mógłby nie zwrócić uwagi – co prawda okrągły, ale szary, matowy i pozornie niczym specjalnym nie wyróżniający się od innych kamulców. Jednak to, że jest ich tak dużo oraz są w miarę równo rozłożone… No cóż, chyba znalazłam pułapki naszego drogiego naukowca. Zaznaczam je starannie na komputerowej mapie i posyłam „ważki” dalej.
          Szczęśliwie pułapki nie wykrywają urządzeń, a te z łatwością przenikają do domu naukowca. Ten, za wyjątkiem tego, że jest dość luksusowy jak na lokum pustelnika, wydaje się być raczej zwyczajny. Ładne meble ze złocistego drewna, kosztowne, ale zarazem zwyczajne sprzęty, prosty rozkład pomieszczeń, nic dziwnego ani szokującego. Przynajmniej jeżeli chodzi o parter i poddasze. Piwnice to co innego. Pierwszy poziom przypomina komnaty maga z jakiegoś klasycznego, fantastycznego crpg. Kamienne ściany, opasłe księgi, szklane kule, zawalone woluminami regały, tajemnicze fiolki, zioła, zwierzęce czaszki no i aparatura alchemiczna. Do tego mnóstwo symboli magicznych, pieczęci i takich tam. Generalnie wnętrze bardzo klimatyczne. Natomiast, co do drugiego poziomu piwnic, lochu… No tu mam mały problem. Problem z dotarciem tam, a konkretnie znalezieniem przejścia.
Zaglądająca mi przez ramię Ula nagle dźga ekran w miejscu, gdzie pokazuje wielki regał.
          - Ukryte przejście? Za tym?
Przytakuje.
          Jeden z rejestratorów sadowię na półce w rogu piwnicy, tak, aby mieć wgląd na całe pomieszczenie, a drugim ląduję pod wskazanym regałem. Mam nadzieję, że jest tam jakaś szczelina, dzięki której zdołam przecisnąć ważkę niżej, ale niestety, nic z tego. Tajne przejście jest bardzo tajne i bardzo szczelne. To nic, zorientujemy się w sytuacji na miejscu, po zapadnięciu zmierzchu.
          Ustawiam "ważkę" w drugim końcu piwnicy-laboratorium, a potem wysyłam do domostwa jeszcze parę, tworząc sieć rejestratorów, dzięki którym mam dokładny podgląd na to, co się dzieje wewnątrz. A dzieje się jedno wielkie nic. Golem gdzieś zniknął, prawdopodobnie w lochach, natomiast Immael siedzi z nosem w księgach, tworząc jakieś-tam zapiski. Jest jeszcze jego pomocnik, długouchy brownie, prawdopodobnie tego samego rodzaju co Ykhar, z tym, że z Zajączek raczej niewiele go łączy. Jest starszawy, zarośnięty i wygląda na to, że higiena osobista omija go szerokim łukiem. Póki co coś-tam pichci w kuchni, używając swej koszuli, jako podręcznej ściery.
          - No to chyba pozostaje nam tylko czekać – wzdycham, na co Ula odpowiada mi cichym warknięciem. – Tak, tak, wiem. Też tego nie lubię.
          Rozkładam się między skałami najwygodniej jak tylko potrafię, od czasu do czasu sprawdzając, co takiego porabiają mieszkańcy kotlinki. Cały czas mam nadzieję, że któryś zejdzie do najniższych piwnic i będę mogła zerknąć, co też tam się kryje. Nie chodzi tylko o kwestię wstępnego rekonansu, ale też tego czy Ula powiedziała mi prawdę. Na razie nie mam żadnego dowodu na winę naukowca poza jej słowem… No i słowem Erhata. Przyznaję, że te wszystkie pułapki i golem mięsa również wyglądają nader podejrzanie, ale TYLKO podejrzanie.
          Ech, naprawdę nie chcę zrobić czegoś, czego potem mogłabym żałować.
          Dziwnie się z tym wszystkim czuję. Z tym, że po raz pierwszy idę zabić. Do tej pory zabijałam z konieczności. Zwyczajnie musiałam usunąć paru gnoi ze swojej drogi, kiedy ratowałam Lidię i skreślić paru innych, żeby porządni ludzi mogli dalej żyć. Krzyżowców, Grabieżców… Głównie ich. Jednak nigdy czyjaś śmierć nie była moim celem. Nigdy nie wzięłam do ręki broni i nie wyszłam z domu, myśląc „ten a ten musi zginąć”. Nigdy. Do teraz.

Online

#209 24-05-2018 o 16h55

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Jeju, nieźle lecisz XD Ledwie Cenę skomentowałam, a tu Antymagia XD I owszem, ja mam na myśli tylko przyszłe odcinki i tekst w wordzie: nie wymagam od ciebie zmiany imion na forum, bo wiem, że to uciążliwe ;]
I pozdrów tatę. XDDD

Tiaa, tu się zgadzam z Liwką — z typem chyba nic się nie da zrobić. I nawet lepiej, by nie robić, bo jest wyraźnie niebezpieczny. I aż sama jestem w szoku, co on zrobił biednej Uli…

Nienawidzę, jak tekst się nagle tak zbija. Cholerny center.

Mnie też właśnie zastanawia, jak niby Liwka ma trenować tę swoją antymagię? Razem z Ulą? XD No chyba, bo naprawdę mocno nie sądzę, by powiedziała o czymkolwiek Lśniącej Straży, na którą „pluje totalnie” :v

Właściwie to czemu puścili Liwkę tak sobie w świat? Nie jest to zdeka niebezpieczne?  Poza tym na razie idzie im naprawdę łatwo xd

No dobra, tyle ode mnie. Czekam na kolejne części i pozdrawiam! C:



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#210 24-05-2018 o 18h35

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 36

Hej /static/img/forum/smilies/smile.png
Jak zwykle super i interesujaco, az ciezko doczekac sie momentu, zeby dowiedziec sie, jak tam pojdzie bohaterkom w domu naukowca.
Pozdrawiam i czekam na c.d.

Offline

#211 30-05-2018 o 19h26

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Methrylis - Tak, biedna Ula, ale to nie wszystko co Erhat potrafi, oj nie wszystko...

Potrzebna będzie hiper szybka praktyka, w tej kwestrii dwukrotnie poszalałam ze szczęściem Liwki, ale jakby to... Jej szczęście to miecz obosieczny. W końcu się o tym przekona. I Nie pluje na Lśniąca tylko jej nie ufa.

Jest niebezpiecznie, ale jakby to... Liwia, jak wynika to z logiki (mam nadzieję), pewnie mędzi Miiko non sto, że chce iść zbierać składniki do portalu. Poza tym była już dwa razy w terenie (Wybrzeże Jaspisu i teraz) i to ona robiła za ratującą sytuację. W dodatku parę razy wcześniej też się spisała w innych okolicznościach. No to Miiko ustąpiła. W dodatku, jak bodajże nasza arachnidka wspominała, już całe Eel i okolice wiedzą o tym, że Straż ma oswojonego ludzia, więc zagrożenie ciutke mniejsze. No i ula. Mnóstwo ciężkiej oszponionej, uzębionej puchatości to solidny argument.


@Sharessa
  ale doczekałaś mam nadzieję. W każdym razie dzięki /static/img/forum/smilies/wink.png

XX (cz. 4)


           Przejście do lochów uparcie pozostaje zamknięte. Ani Immael ani jego pomocnik jakoś nie potrzebują niczego stamtąd. Ech, przynajmniej wiem, że regał to naprawdę ukryte drzwi – ważka, kiedy wprowadziłam ją w tryb podczerwieni, pokazała zarysy przycisków i wąskich szczelin, świadczących o tym, że wmontowano w niego jakiś mechanizm. Mimo tego chciałabym jakiegoś dowodu. Jasna cholera, niech któryś tam zejdzie! Szlag.
           Godziny upływają jedna za drugą, aż w końcu zapada zmierzch. Czekamy aż zrobi się na tyle ciemno, aby nikt nas nie dostrzegł. Zwlekam jak tylko mogę, mając nadzieję, że nagle któryś z domowników poczuje nagłą  potrzebę zejścia do lochu. Niestety nic z tego. Po kolacji Immael wraca do swoich zapisków, a jego pomocnik bierze się za zmywanie naczyń.  Normalnie sielanka. A my będziemy musiały im tę sielankę przerwać i to zaraz – Ula zaczyna się niecierpliwić.
           Powoli schodzimy do kotlinki, aż do pierwszego kamienia-pułapki. Erhat miał rację – CZUJĘ, że z tym kamieniem jest coś nie tak. Opuszki moich palców i koniuszek języka nieznacznie mrowią, mam wrażenie, że smakuję zawartą w nim energię. Trochę to podobne do tego, kiedy przebywam w pobliżu Kryształu bądź jednego z jego fragmentów, z tym że słabsze. Dużo słabsze. Niestety nie wiem jak działa ta pułapka. Wystarczy kamień ominąć szerokim łukiem czy trzeba zniszczyć jego magię?
           Hm… Lepiej nie ryzykować i spróbować zniszczyć to coś. Te wszystkie cosie. No dobrze, zobaczymy czy rzeczywiście potrafię obudzić w sobie antymagię.
Kucam przy kamulcu i skupiam się na nim. No dalej Liwia, spróbuj. Ten kamień zawiera mnóstwo magii, której nie chcesz. Wstrętnej, mogącej zrobić ci kuku albo zaalarmować Immaela i GOLEMA, który na pewno zrobi ci kuku. Myśl o tym jak bardzo nie chcesz tego tu, jak bardzo to jest be. No dajesz. Magia to zło, niedobro i kaka szatana. Myśl.
Długo nic się nie dzieje. Bardzo długo. Ale nagle… Naglę czuję jakby coś się we mnie odblokowało, jakbym trafiła w odpowiedni przełącznik. Temperatura gwałtownie spada, a leżący wśród traw, okrągły kamień pokrywa się szronem. Wrażenie mrowienia znika.  Magia znika.
           - Jestem niesamowita – oświadczam Uli, uśmiechając się szeroko, na co ta przewraca oczyma.
Na wszelki wypadek eliminujemy wszystkie pułapki, jedna za drugą. Udało mi raz się świadomie obudzić antymagię i jej użyć, więc teraz wiem co i jak. Niestety praca jest dość mozolna, bo Immael naprawdę nie żałował sideł. Dlatego chodzę z miejsca na miejsce, co chwilę kucając, jak pies nękany obstrukcją. Dobrze przynajmniej, że pada. O ile do tej pory soczyście przeklinałam siąpiący deszcz, teraz go błogosławię. Ciężkie chmury przesłaniają księżyc i gwiazdy, które mogłyby nas zdradzić, a szum deszczu tłumi dźwięki. Oczywiście trochę gorzej obsługuje się v-com, kiedy co chwilę coś kapie na ekran, jednak lepsze to niż przedwczesne wykrycie.
           W końcu, kiedy wszystkie pułapki są na powrót jedynie zwykłymi kamieniami, docieramy do drzwi wejściowych. Moje serce gwałtownie przyspiesza, a w ustach pojawia się suchość. Przesuwam kuszę, tak, abym w razie potrzeby mogła jej łatwiej dobyć i upewniam się, że nóż tkwi w pasie tuż pod ręką. Samego noża – wielkiego, kuchennego i cholernie ostrego – użyczył mi na czas wyprawy Karuto, kiedy odbierałam od niego prowiant na drogę. Stwierdził, że ze swoim maleńkim scyzorykiem daleko nie zajdę i przyda mi się coś porządnego. Niby z niego humorzasta primadonna, ale jak chce, potrafi być rzeczowy, no i ma serducho na właściwym miejscu.
           Naciskam ostrożnie klamkę. Rozlega się cichy szczęk i drzwi ustępują. Hah… Tyle magicznych pułapek, a nikt nie pomyślał o tym, żeby zamknąć je na klucz, klasyczny błąd. Zerkniemy sobie na komunikator, gdzie to są domownicy… Pomocnik nadal w kuchni, a Immael w laboratorium. Dobrze, teraz ostrożnie na paluszkach przed siebie. Pomocnik ma bardzo długie uszy i pewnie, tak jak Zajączek, bardzo czuły słuch. Nie chciałabym zostać przez niego zaskoczona, chociaż porozkładane tu i ówdzie miękkie dywany doskonale tłumią dźwięk kroków.
           Posyłam Ulę przodem. Niby jest wielka i ciężka, ale jeżeli chce, potrafi poruszać się bezszelestnie. Raz nawet zaskoczyła Nevrę, zachodząc go niespodziewanie. Skoro wyszkolony w skradaniu i wykrywaniu innych skradających wampir nie wyczuł jej, to długouchy też nie powinien. Dobrze, jeanylotte jest na miejscu – w cieniu obok drzwi do kuchni. Teraz trzeba byłoby subtelnie zwrócić na siebie uwagę, żeby jegomość opuścił pomieszczenie. Och, kominek z mnóstwem bibelotów, jak miło.
           Zrzucam z niego niewielką, porcelanową wazę. Ta rozbija się na dziesiątki drobnych kawałków, które lśnią na drewnianej podłodze. Z kuchni słychać gwałtowne szurnięcie. Ściągam z grzbietu kuszę, naciągając cięciwę do strzału i czekam. Po chwili staje przede mną zarośnięty, wyraźnie zaskoczony brownie.
           - Co do…? – zaczyna, ale unoszę kuszę wyżej.
           - Zamknij się i rób co mówię, albo…
           Nie jest dane mi do kończyć. Ula natychmiast wynurza się z cienia i błyskawicznym ruchem masywnych łap skręca facetowi kark. Bezwładna, mięsna kukła, która ledwie parę sekund temu była żywym faery, pada na ziemię z wyrazem przerażenia i zaskoczenia na twarzy.
           - Po coś to zrobiła?! – syczę. – Mógł się przydać! Mogłyśmy go przesłuchać. Wystarczyłoby go związać i nie byłoby z nim żadnego problemu!
           Jeanylotte posyła mi ciężkie, ponure spojrzenie i bez słowa kieruje się w stronę zejścia do laboratorium. To chyba znaczy „musiał zginąć”. Obym i ja nie poszła do odstrzału po wykonaniu zadania. Jakoś nagle przestałam się czuć bezpiecznie z tą kuszą na ramieniu. Wystrzelony z niej bełt mógłby Ulę co najwyżej rozjuszyć.
           Zerkam na martwego pomagiera. Mam nadzieję, że on i Immael to naprawdę źli goście, w przeciwnym razie sumienie nie da mi spokoju do końca życia… Które nie potrwa długo, jeżeli Ula i jej kompania postanowią rozedrzeć mnie na strzępy.
           Jeanylotte nasłuchuje przez chwilę w wejściu, strzygąc tymi swoimi długaśnymi uszami, po czym odwraca się do mnie i zaczyna nadawać Morse’em.
„Nie ma go tam. Zszedł niżej”.
           Spoglądam na ekran komunikatora, przerzucając widok pomiędzy znajdującymi się tam kamerami. Rzeczywiście Immael zniknął, ale za to przejście do lochu stoi otworem. Może teraz uda mi się podejrzeć, co…
           Ula szarpie mnie za kurtkę, na co niemal podskakuję ze strachu. Poirytowana spogląda na mnie krytycznie i prycha.
           „Na dole jest znacznie więcej więźniów niż przedtem. Nie tylko rozumni, też faery. Mnóstwo krwi.”
Jedna dobra wieść za drugą, nie ma co. Jeżeli to, co mówi jest prawdą, to… No cóż, WIEM, czego wtedy mogę się spodziewać. Niestety.
           Borfoldzie, zachowuję się jak bohaterka jakiegoś taniego powieścidła: nie chcę, żeby Ula mnie okłamywała, a jednocześnie nie chcę żeby mówiła prawdę. Typowe babsko ze mnie.
           - Daj mi chwilę, chcę zobaczyć, jak wygląda dokładnie wygląd sytuacja na dole. Jeżeli golem stoi tuż przy drzwiach, możemy mieć prawdziwe kłopoty…
Ula przysiada i cierpliwie czeka. Najwyraźniej nie ma nic przeciwko temu, abym rzuciła okiem na loch, znaczy może mnie nie okłamuje. Co nie zmienia faktu, że po wszystkim może mi odgryźć głowę, żeby pozbyć się niewygodnej pani. Ewentualnie zapomnieć o swojej obietnicy i uciec wraz z resztą chowańców, co w sumie nie byłoby takie złe – przeżyłabym.
No dobrze, dość gdybania. Na razie zapuścimy tam tylko jeden rejestrator. Dobrze… Nie. Nie dobrze.
           Oko kamery pokazuje kilka wpuszczony w kamienną ścianę cel. W jednej tkwi dwójka jakiś faery, oboje można opisać jako ludzi-wilków. Góra dziesięcioletni, wilczy dzieciak rozpaczliwie tuli się do bezwładnego ciała wilczej kobiety… Nie, nie kobiety. Nastolatki. Jej czoło jest wygolone do gołej skóry, a przez jego środek biegnie wyraźny ślad cięcia i szycie. Głowę ma pochyloną, oczy półotwarte, nieprzytomne, a z szeroko rozwartych ust, żeby nie powiedzieć pyska, cieknie strumień śliny wprost na poplamioną, przypominającą szpitalną koszulę suknię ze zgrzebnego materiału. W celi obok leży chowaniec czy raczej rozumny. Duży, nieco większy od Uli. Mogę go opisać tylko jako wielką krzyżówkę goryla z niedźwiedziem polarnym. Jego grzbiet jest wygolony do gołej skóry, który dzieli na pół głębokie cięcie obnażające cały kręgosłup. W ranie tkwią liczne igły, biegnące do kroplówek, długie rurki i dziwne, metalowe „lizaki”. Najgorsze, że stwór jest świadomy. Bez przerwy wodzi zbolałym, przekrwionym wzrokiem za swym prześladowcą. Dalej dostrzegam wychudzonego, skulonego w kłębek brązowego purrekos. Nie potrafię powiedzieć co z nim nie tak, ale coś na pewno.
           Widok mnie nie zaskakuje. Podobne i gorsze rzeczy widziałam w laboratoriach Krzyżowców. Zresztą w lochu jest pełno cel i klatek, a każda z nich pewnie zawiera swój mały horror, jednak nie powinnam tracić czasu, żeby im się przyglądać. Fakt, że potwierdziłam słowa Uli – Immael to naprawdę sk******n nad sk********y.
           Namierzam jednorożca. Kręci się między dwoma stołami, na których leżą pocięte i na wpół wybebeszone „eksperymenty”. Oba martwe… Mam nadzieję. Jednym z nich jest rosły mężczyzna-wilk, a drugim blackdog. Golem szczęśliwie znajduje się z dala od przejścia. Strzeże masywnej przytrzymywanej przez solidny zamek wajchy prawdopodobnie będącej awaryjnym systemem otwierania cel.
           - Dobrze, idziemy – rzucam, robiąc krok w stronę zejścia.
           Przemykając na palcach przez laboratorium, to oficjalne, czuję jak mój żołądek zawiązuje się na supeł, a usta wysychają. Mam elegancką powtórkę z rozrywki. Nawet zagrożenie jest podobne. Co prawda teraz nie jestem sama, a przeciwników mam tylko dwóch, zamiast kilku setek Krzyżowców, ale wtedy zhakowałam wszystkie systemy elektroniczne i sprawiłam, że ich cała baza stanęła po mojej stronie. Systemy obronne, podtrzymywania życia, roboty laboratoryjne, boty bojowe, wszystko… Tutaj to mogę co najwyżej rozbroić magiczną pułapkę, a i to sukces. Szczerze powiedziawszy przeraża mnie tutejszy brak techniki. Jest nie tylko niewygodny, ale… Technika to część mnie. Wrosłam w nią, a ona we mnie i coraz bardziej zaczyna mi jej brakować. Dzięki niej miałam poczucie, że mój umysł… Nie umysł, że cała ja jestem znacznie większa niż moje ciało. Mogłam unosić wraz z prądami Multiieci, być w dziesiątkach miejsc naraz, robić setki rzeczy, a tu… Tutaj jestem tylko kupką mięsa z dwoma rączkami, dwoma nóżkami i niczym więcej. I tymi rączkami muszę się bronić przed złym światem.
Ech… Chrzanić takie układy.
           Zbliżam się do zejścia do lochów, a w moje nozdrza uderza znajomy, wstrętny zapach. Połączone aromaty rzeźni i laboratorium chemicznego „uszlachetnione” nutką latryny. Normalnie jedno, wielkie dejavu. Dekoracje się zmieniły, ale realia nieszczególnie.
Moje ręce robią się lodowate, jak zawsze w sytuacjach wysoce stresowych. Czyżbym mimowolnie uruchomiała antymagię? Wszystko możliwe.
           Zerkam ponownie na komunikator. Immael nadal kręci się przy stołach. Coś mierzy, coś pobiera do flaszek, przeklina pod nosem i mamrocze „przecież powinno się udać”. Podnoszę dłoń do góry, dając Uli znać, żeby wstrzymała się przed wkroczeniem. Opuszczam ją dopiero, gdy naukowiec odwraca się do wejścia plecami, zanurzając dłonie we wnętrznościach blackdoga.
           Wkraczamy do lochu, po cichu, na paluszkach. Z miejsca wymierzam z kuszy w jednorożca, celuję, naciskam spust. Niestety ten odwraca się gwałtownie tuż przed tym nim bełt dosięga celu. Chybiam. Twarz mojej niedoszłej ofiary wykrzywiają po równi lęk, zaskoczenie i wściekłość.
           - Dorg bierz ją! – wrzeszczy, a stojący do tej pory nieruchomo golem rusza w moją stronę z wprost niewiarygodną szybkością.

Online

#212 31-05-2018 o 20h47

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Kurcze, prawie zapomniałam o tym, bo jak dodałaś odcinek, to pamiętam, że byłam mega zmęczona i postanowiłam to odłożyć. Cóż, widocznie z moją pamięcią nie jest AŻ tak źle.

„Daj mi chwilę, chcę zobaczyć, jak wygląda dokładnie wygląd sytuacja na dole” – taki mały błąd ;]

„Dobrze… Nie. Nie dobrze.” — ‘niedobrze’

„kupką mięsa z dwoma rączkami” — ‘dwiema rączkami’ i ‘dwiema nóżkami’

Hehehe, widzę, że tutaj ci źli nie pierdzielą się w tańcu i nie próbują zagadać ofiary na śmierć, jak to w większości filmów xd Tutaj prosty sygnał i BUM:  Liwka ma kłopoty. Czyli co, walka Ulki z golemem? Bo chyba tylko ona mogłaby dać mu radę, a wówczas Liwka mogłaby zająć się Immaelem. Choć podejrzewam, że i to nie będzie zbyt proste.

No ok, czekam na kolejne części i pozdrawiam! ^^



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#213 02-06-2018 o 16h05

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

No, po raz pierwszy tak na serio zaczelam sie denerwowac, czytajac odcinek, jak przy ogladaniu thrillera - "Czy zdazy?" "Czy sie uda?" "UWAZAJ!!!"itp /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Cos sie dzieje na powaznie (choc wczesniej rowniez nie brakowalo dramatycznych momentow, lecz duza dawka sarkazmu, ironii i ogolnie humoru wrazenie lagodzila), to sprawa zycia lub smierci!.
No i raczej niezaleznie od rezultatu akcji - pozwalam sobie przypuszczac, iz jest to przelomowy moment historii Liwii.

Nie moge sie doczekac, co tez tam dalej wymyslilas /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Pozdrowienia
i ciaglego natchnienia!

Ostatnio zmieniony przez Laique (02-06-2018 o 16h06)

Offline

#214 04-06-2018 o 15h34

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 36

Witam /static/img/forum/smilies/smile.png
Doczekalam i nadal bede czekac, bo robi sie coraz ciekawiej, straszniej i trzyma w napieciu niesamowicie.
Pozdrawiam i jak zawsze czekam na c.d.

Offline

#215 06-06-2018 o 16h11

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Methrylis - aż tym zagadywaniem przypomniałaś mi Czarodziejkę z Księżyca. Wyobraziłam sobie Liwię walącą przemowę jak ona, tyle że okraszoną liwiowym charakterkiem i paroma soczystymi przekleństwami. Nie powiem, było to zabawne.

@Laique - przełomowy moment. Jeden z około trzech będzie za trzy rozdziały. Na razie wkraczamy w poważniejsze klimaty i tyle. A sarkaz i ironia to po prostu nieodłączne elementy harakreru Liwii... I to niekoniecznie te gorsze.

@Sharessa - i ja ciebie witam /static/img/forum/smilies/smile.png I zapraszam, dziękując za miłe słowa /static/img/forum/smilies/smile.png Fajnie mieć stałych czytelników ^^

XX (cz. 5)

          Widok nacierających na mnie dwustu kilo pozszywanych mięśni działa cuda. Momentalnie połowę lochu okrywa szron, gdy przerażona mimowolnie uwalniam falę antymagii. Niestety nie do końca mi to pomaga, bo chociaż golem staje się bezwładną kukłą, to niestety jest tuż-tuż i pada wprost na mnie, a ja nie mam jak odskoczyć.
          - Argh!…
          Zostaję przygwożdżona do ziemi przez ponad dwieście kilo opakowanego w skórzany wór mięsa. Moje żebra trzeszczą, a ciało protestuje gwałtowną falą bólu. Powoli zgniatana zaczynam walczyć o każdy oddech. W międzyczasie Ula, której Immael wcześniej nie zauważył, szarżuje na niego. Przerażony mężczyzna unosi dłonie, aby rzucić zaklęcie, ale jedyne, co zyskuje to kolejna fala chłodu – w powietrzu unosi się zbyt wiele obudzonej antymagii. Spogląda z niedowierzaniem na swe palce, gdy jeanylotte dopada go. Jej pysk wykrzywia wściekłość, jakiej jeszcze u niej nie widziałam. Zabija naukowca pierwszym, potężnym ciosem ciężkiej łapy, ale na tym nie poprzestaje. W furii uderza go raz za razem odbijając między łapami jak piłeczkę, a gdy ten pada wreszcie na ziemię, skacze na niego, miażdżąc mu pierś.
Zaraz i moja pierś zostanie zgnieciona, jeżeli ktoś nie zdejmie ze mnie tego golema.
          - Ula, pomóż! – charczę.
          Spojrzenia moje i jeanylotte spotykają się. Oto chwila prawdy. Pomoże i dotrzyma wcześniej danego słowa, czy pozwoli mi umrzeć? Zginę w kretyński sposób, czy przetrwam i będę mogła wrócić do domu?
          Ula mruga i potrząsa łbem, jakby wracając do rzeczywistości, po czym spieszy do mnie. Nim w końcu ściąga ze mnie golema, trochę się z nim szarpie, ale to zrozumiałe – w końcu ten waży swoje. Wreszcie uwolniona od miażdżącego ciężaru, z prawdziwą ulgą nabieram w płuca ogromny haust powietrza.
          - Dziękuję – sapię.
          Chwilę trwa nim dochodzę do siebie. Dopiero gdy mroczki przed oczyma znikają, świat przestaje się kręcić, a szum w uszach cichnie, ryzykuję zmianę pozycji z leżącej na siedzącą. Ciało natychmiast karze mnie za to falą bólu.
Ula zaczyna cmokać i szczękać zębami.
          „Wszystko dobrze? Nic ci nie jest?”
          - T-tak. Jestem trochę poobijana, to wszystko. Valkyon nie raz urządził mnie gorzej. Muszę tylko chwilę odsiedzieć i odsapnąć. Tak w ogóle to dzięki. Już myślałam, że jest po mnie.
          Tak, dziękuję, że nie okazałaś się dwulicową, interesowną morderczynią i mi pomogłaś. Nawet w trakcie zajścia z duszą mrozu nie czułam takiej ulgi. Ha… Ha… To naprawdę pokręcone – największa wdzięczność jest wtedy, gdy ktoś cię nie zabija/nie pozwala ci umrzeć, chociaż może.
          - Hm… Jeżeli dobrze wnioskuję, moja droga ten człekokształtny dwunóg to twoja przyjaciółka – nieoczekiwanie z pobliskiej celi dobiega mnie skrzeczący głos. – Rozumiem, że możemy zachowywać się przy niej swobodnie i nie musimy udawać durnych chowańców?
          Powoli odwracam głowę, a tam ogromne, czarne ptaszysko z fluorescencyjnym wzorkiem na piórach. No tak-jakby ptaszysko. To coś ma szpiczaste, porośnięte futrem uszy i gadzi ogon. Do tego z lekka kocie, zielone ślepia. Wielkie, dziwaczne i nawija do mnie. No tego jeszcze nie grali.
          - To ty mówisz? – pytam ptaszysko.
          - To ona nie wie, że jesteśmy rozumni? –ptaszysko pyta Uli. – Brzmiała, jakby wiedziała.
          - Wiem, że jesteście rozumni, ale cholera jasna, Ulka nie gada po ludzku! No chyba że przez ten cały czas robiła ze mnie kretynkę…
          - Crowmero potrafią naśladować ludzki głos, chociaż zwykle tylko powtarzają coś w stylu „dobry Fru-fru chce gąsieniczkę”. – Ptaszysko przygląda mi się przekrzywiając głowę. – Myślałem, że wszyscy o tym wiedzą.
Szukająca czegoś wśród cel Ula wydaje z siebie na odczepnego serię nieartykułowalnych dźwięków. Ptaszysko aż prostuje się wyraźnie zaskoczone.
          - Człowiek? Znaczy pochodzisz z innego wymiaru? Fiu-fiu, a to dopiero! Robi się ciekawie! – Zerka na jeanylotte. – Ulu, bo chyba tak masz teraz na imię, chead leży w drugiej od prawej strony, ale jest uśpiony. Miał mieć dzisiaj zabieg, ale Immaelowi rozlał się taki jeden różowy glucik i na szczęście nic z tego nie wyszło. Obudzi się za jakąś godzinę.
          Jeanylotte pędzi do wskazanej przez crowmero celi i kładzie się przy kracie wydając z siebie serie dziwacznych dźwięków. Ten chead to pewne ten jej przyjaciel, o którym mi wspominała. Doskonale wiem, jaką musi czuć radość i ulgę, że ten jeszcze żyje i będzie z nim wszystko w porządku. Taką samą miałam, gdy Otto powiedział mi, że Lidię da się „naprawić”… Aczkolwiek „naprawa” stanowiła dopiero początek długiej drogi do zdrowia, głównie psychicznego, jednak wtedy o tym nie myślałam.
          - Ile was tu jest? – pytam ptaszysko, chwiejnie wstając. – W sensie więźniów. Żywych. Rozumnych i faery.
          - Czternaścioro rozumnych i troje faery bestii. Czworo, jeżeli liczyć dziewczynę fenrira, ale jej umysł już martwy, a niedługo i ciało się wyłączy.
          Acha, zatem ludzie-wilki to fenriry. Dobrze wiedzieć.
          - A ilu jest ciężko rannych? Znaczy wymagających szybkiej i raczej intensywnej pomocy medycznej.
          - Na szczęście tylko czworo. Albo niestety, zależy jak na to spojrzeć. – Crowmero wskazuje szponem na stoły czy raczej na leżące na nich zwłoki. – Ostatnio Immael skupiał się na tym dwojgu. Próbował przeszczepić organy fenrira blackdogowi i na odwrót, ale mu nie wyszło teraz i zajmował się kombinowaniem, dlaczego…
          Czworo ciężko rannych, kilkoro pewnie też w nienajlepszej kondycji. Czeka mnie długa noc. Bardzo długa. A jestem słaba i poobijana.
          - Ulu, wiem, że chead to twój kumpel, ale skocz szybko po nasze bagaże. Przede wszystkim po mój plecak, są tam apteczka i eliksiry od Erhata. Będą potrzebne. I proszę cię, pospiesz się, bo coś mi mówi, że większości pacjentów sama nie uniosę.

***


          Zdolność mowy Crowmero to zarazem dar i przekleństwo. Przekleństwo, bo nawet na chwilę nie potrafi się zamknąć, a dar, bo dzięki niemu otrzymałam wszystkie potrzebne mi informacje od ręki. Gdyby nie to, Ula musiałaby wszystko tłumaczyć, a przełożenie tego na kod Morse’a zajęłoby wieki. A co takiego powiedział mi nasz pierzasty przyjaciel? A wiele rzeczy. Z mniej istotnych historię swojego życia, obejmującą to, jak to był chowańcem starej elfki, która zmarła, jak to jej niecna rodzina go sprzedała Immaelowi i co tu przeżył. Z bardziej istotnych opisuje eksperymenty Immaela. Te od początku były chore i okrutne, wręcz makabryczne, jednak to nie przeszkadzało leciwemu jednorożcowi. Wszystko uległo gwałtownemu pogorszeniu, gdy stwierdził, że faery bestii i rozumni są ściśle ze sobą związani. Dlatego próbował przeszczepiać narządy jednych drugim, przetaczać im nawzajem krew szprycował ich różnymi świństwami i nie tylko. Szczególnie fascynowała go niezwykła zdolność rozumnych do nauki, znacznie przekraczająca tą posiadaną przez faery. W końcu stwierdził, że ten ewenement musi być związany z tym, że przemiana płciowa – przypuszczam, że chodziło mu tu o hormony – zarówno u chowańców jak i rozumnych nie zachodzi w pełni i nie angażuje mózgu. Ofiarą tej kulawej dedukcji padł chłopiec-fenrir. Naukowiec wyciął mu genitalia, aby sprawdzić czy dzięki temu wykaże po okresie dojrzewania równie wielką pojętność co rozumni. Teraz malec ma między nogami jedynie dziurkę do sikania niczym plastikowa lalka gorszego sortu. Zresztą okrucieństw Immaela jest o wiele więcej. Nie mam pojęcia co zrobił młodej jaszczurzycy, ale wpadła w katatonię czy też stan silnego otępienia. Dziewczyna wykonuje pojedyncze, proste polecenia, idzie za człowiekiem, jak ją poprowadzić, ale poza tym nie reaguje. Nic nie mówi, nic sama z siebie nie robi, nawet ból jest jej obojętny – sprawdziłam to szczypiąc ją w łokieć. Crowmeo wspomniał, że Immael szprycował ją jakimiś medykamentami i proszkami, podobnie jak nieprzytomnego mężczyznę purrekos, ale nie mogę stwierdzić, co one dokładnie robiły. Może dowiem się czegoś więcej, kiedy purrekos odzyska przytomność… O ile będzie kontaktował.
          Prócz trójki żywych faery bestii i czternaściorga rozumnych w celach natrafiłam na sześć trupów, których wygląd i zapach z miejsca opróżniły mi żołądek. Teoretycznie ich ciała nadal żyły, a w każdym razie zachodziły w nich procesy życiowe, jednak umysły wszystkich już dawno odeszły z tego świata. Dlatego też crowmero całkiem słusznie zaliczył je do zmarłych… Jednak Immael nie. W rozwarte gardła poskręcanych, nieświadomych, niegdyś pięknych, a obecnie karykaturalnych i odrażająco okaleczonych stworzeń wcisnął liczne rurki, zmuszając je do dalszego odżywiania, oddychania i wydalania. Wszystko w imię tak zwanej nauki. Jedyne, co mogłam dla nich zrobić to skrócić ich męki, tak jak uczyniłam to w przypadku dziewczyny fenrira. Nóż od Karuto się przydał… Niestety.
          Jak się okazało zwłoki „eksperymentów” Immaela to nie jedyna makabreska, jaką kryje loch. Kolejną jest spora kolekcja eksponatów – kości, organów i wypreparowanych ciał zarówno rozumnych jak i faery bestii. Większość z nich uległa przeraźliwym deformacjom, a na pyskach i twarzach niektórych zastygło cierpienie, dobitnie świadczące o tym, że były konserwowane na żywca. Przeglądając zbiory jednorożca z trudem opanowywałam drżenie, przy czym nie drżałam ze strachu, ale z bezsilnego gniewu i nagłej nienawiści. Do podobnych okrucieństw w o ogóle nie powinno dojść, ale niestety zawsze znajdą się szaleńcy mający innych za przedmioty, nie liczący się z dobrem jednostki. Stawiający siebie ponad innymi i prawem. Uważający, że mają prawo dopuścić się każdej zbrodni, bo działają dla dobra świata.
          Tak, ostatnie dwa dni obfitowały w zmęczenie fizyczne, wycieńczenie psychiczne i dziesiątki, jeżeli nie setki potworności. Niektóre z tych widoków zapewne na stałe dołączą do filmoteki moich koszmarów.
          Oczywiście, po ubiciu Immaela i uwolnieniu jego więźniów, na sam przód zajęłyśmy się z Ulą opatrywaniem tych, którzy tego potrzebowali. Niestety tych było więcej niż czworo. Czworo rozumnych potrzebowało PILNIE pomocy, a jeszcze trzech hospitalizacji. Tu prawdziwym błogosławieństwem okazały się eliksiry od Erhata. Jeden łyk tajemniczego złoto-brązowego płynu, który zawierały przysadziste, prostokątne flaszki starczył, aby nawet najpaskudniejsze rany cudownie się zasklepiły. Rozumny, ten z odsłoniętym kręgosłupem, momentalnie ozdrowiał po jej zażyciu… Nie, ozdrowiał to trochę za dużo powiedziane. Otóż eliksir leczy tylko fizyczne rany, ale średnio radzi sobie z zaburzeniami metabolicznymi, nie wspominając o zwykłym wyczerpaniu. Większość pacjentów, mimo tego, że momentalnie poprawiła swój stan, słaniała się na nogach. Nie wspominając o tym, że tak czy siak musiałyśmy się opiekować faery. Właściwie to nadal musimy. Katatoniczna jaszczurzyca nawet nie pójdzie do toalety, jeżeli jej nie kazać, purrekos wciąż leży nieprzytomny i nie mam pojęcia, co dalej z nim, a mały fenrir… Jest przerażony i nieufny do tego stopnia, że nie sposób nawiązać z nim normalnego kontaktu. Nie mówi tylko powarkuje i piszczy, i nie pozwala mi podejść do siebie, dlatego opiekę nad nim zostawiłam rozumnym. Ufa bardziej im niż czemuś humanoidalnemu o nagiej skórze, co nie mnie dziwi.

Online

#216 06-06-2018 o 18h15

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

"Immael Mengele, do uslug" - mimo skojarzenia, przyznaję, iż podoba mi sie o wkroczenie w poważniejsze klimaty, jak dla mnie to jest zapowiedz zwrotu akcji. Ponoc cieszyl sie zaufaniem Lsniacej Strazy? Ciekawe, ile o nim wiedzieli. I czy to ich obeszlo/obejdzie.

No nic, dzieki za odcinek i niezmiennie czekam na dalsze.

Pozdrowienia!

Offline

#217 06-06-2018 o 20h07

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Naprawdę nieźle dajesz z tymi odcinkami xd

Co za ironia: niedawno myślałam sobie, że chyba bardzo się przyzwyczaiłam do twojego stylu pisania, bo już nie zwracam uwagi na błędy, a tu proszę: „Valkyon nie raz urządził mnie gorzej” — ‘nieraz’ ;]

Szkoda, że Immael tak szybko padł, bo podobały mi się te jego lochy i chętnie poczytałabym o nim jako o antagoniście, byle tylko nie było tu durnego Asha. A tak to nici, bo teraz trzeba ratować ofiary. A, i gadające ptaszysko mi się podoba. /static/img/forum/smilies/big_smile.png

No nic, czekam na kolejne odcinki i pozdrawiam c:



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#218 13-06-2018 o 20h42

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Laique- pytanie ile sama Straż wie o Straży... W końcu byłe kierownictwo zostało nagle ukatrupione, prawda i nie przekazało wszystkiego swoim następcom, prawda? /static/img/forum/smilies/big_smile.png (niby trochę spoiler, ale zacieram łapki myśląc o rozkminach jakie to zdanie może wywołać).
          Zwrot akcji przyjdzie, ale niezbyt szybko. Właściwie to parę zwrotów. Az będzie szło dostać skrętu kiszek.

@Methrylis
- brak życia prywatnego bardzo /static/img/forum/smilies/big_smile.png
          Ironią jest, że twoją ironię przeczytałam jako aronię i dłuższą chwilę kombinowałam o co kaman.... i że nie zauważyłaś beboka jakiego popełniłam w centralnie ostatnim zdaniu, a który mnie znokautował, jak go teraz dojrzałam /static/img/forum/smilies/big_smile.png.
          Niestety jestem niezbyt dobra w opisie scen walki etc, dlatego do tej pory pojawiła się tylko ta z blackdogiem... I elfim tyłkiem.
          Durny Ash będzie za niedługo... Ale w kontekście, który raczej cię nie zmartwi. Przynajmniej na razie. A później kontekst może ci sie nawet spodoba. Przynajmniej chwilowo.

XX (cz. 6)


          W każdym razie po tym, jak załatwiłam sprawę potrzebujących pomocy medycznej, przeszukałam dom naukowca. Tak na wszelki wypadek, gdyby miał coś, co mogłoby mi pomóc. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Znalazłam wśród jego cennych składników trawę śmierci, której miałam poszukiwać i nie tylko. Także pazur ksix’a, flaszkę jadu bazyliszka i – co najważniejsze – spory odłamek kości smoka, wielokrotnie większego, niż potrzebuję. Teraz mam już jedną trzecią potrzebnych składników do otwarcia portalu! Wszystko za jednym wyjściem! To cud, prawdziwy cud. Chociaż raz los wynagrodził mi dobry uczynek zamiast go ukarać.
          Oczywiście nie jestem głupia i nie wzięłam wszystkiego. Zabrałam tyle z każdego składnika, ile mniej-więcej mi potrzeba… Właściwie to trzy razy tyle, tak na wszelki wypadek, ale i tak zostało tego sporo. Resztę natomiast poodkładałam na miejsce i starannie zatarłam ślady jakiejkolwiek manipulacji przy zapasach Immaela. A dlaczego? A dlatego, że będę musiała wezwać tutaj Straż.
          Na samym początku, kiedy jeszcze w KG planowałam całą tę wyprawę, myślałam o tym, aby upozorować atak jednego z rozumnych na Immaela, a niewygodne ślady zatrzeć podpalając dom. Niby, że jeden z „chowańców” wydostał się z celi, zabił naukowca, a uciekając coś-tam poprzewracał i puf – mamy pożar. Niestety obecność faery, do tego faery wiedzących o rozumnych chowańcach wszystko komplikuje. Właściwie to nie mam pojęcia, jak wybrnąć z tej sytuacji. Dzieciaki pewnie zdają sobie mniej lub bardziej sprawę, że znalazłam się tu na prośbę Uli i że zabiłyśmy Immaela z premedytacją. Purrekos też do tego dojdzie, jak tylko odzyska przytomność. Co z tego? To, że lepiej, aby nikt się o tym nie dowiedział. NIKT. Raz, rozumni nie chcą na razie ujawniać swojego istnienia. Dwa, Straż raczej nie byłaby zadowolona, że ich człowiek chadza sobie wykonywać zabójstwa na zlecenie chomiko-niedźwiedzia, nawet jeżeli obiekt zlecenia to skończony s******syn. Trzy, jak wszystko to wyjdzie, to mój obraz względnie zwyczajnej dziewczyny pójdzie się chędożyć w krzaki agrestu. Ech… Niestety pozostaje mi tylko liczyć na to, że dzieciaki będą siedzieć cicho, a purrekos pójdzie mi na rękę. No bo przecież ich nie zabiję, prawda? Mało tego, MUSZĘ wezwać tu Straż. Smarkacze sami nie pójdą do KG, a potrzebują pomocy i opieki, natomiast, co z purrekos, nie wiadomo. Z Ulą nie jesteśmy w stanie przetransportować ich na miejsce. Obie mamy ciężkie bagaże, droga jest długa, a za oknem leje. Rozumni znów nie zamierzają ryzykować ponownego kontaktu z faery, więc za środek transportu robić nie będą, tylko zmyją się przed powrotem strażników. No, są wyjątki. Chead i crowmero chcą iść z nami. Obaj stwierdzili, że wygodniej będzie im się żyło w bestiarium Straży, poza tym crowmero ma uszkodzone skrzydła i nie może latać, co najwyżej podlatywać, więc byłoby mu ciężko samemu.
          Wyciągam się w nieco wytartym, eleganckim fotelu, wlepiając spojrzenie w strzelający w kominku ogień. Szczęście, że salon Immaela jest taki wielki, że bez problemu mieści nas wszystkich. Nas czyli na chwilę obecną śpiące na sofie dzieciaki, mnie, Ulę, purrekos, cheada, crowmero oraz powoli odzyskujących siły niedźwiedzio-goryla, wielkiego, trzygłowego kota, dużego, porośniętego wielobarwnymi piórami „jeża” i brązową musarose. Tak w ogóle, to się dowiedziałam, że w naturze musarose są właśnie brązowe lub czarne, a ta Valkyona jest biała, bo to albinos. Taka ciekawostka.
          Ech… Wczoraj, nim większość rozumnych ruszyła w swoje strony, było nas dwa razy więcej i nie można było przejść kroku, żeby się o kogoś nie potknąć, albo kogoś nie nadepnąć. W dodatku to przeplatane warknięciami i skrzekami stukanie… Wszyscy rozumni w mig nauczyli się alfabetu Morse’a i prawie wszyscy chcieli sobie ze mną pogadać, i… Powiedzmy, że trochę zajęło im zrozumienie, że potrafię na raz przyjąć bardzo ograniczoną ilość danych. Szczególnie takich zakodowanych. Inna rzecz, że większość z nich nie miała nic ciekawego do powiedzenia – głównie to chcieli się upewnić, że nikomu nie powiem o ich istnieniu.
          Z boku dobiega ciężkie westchnienie. To leżącego na otomanie purrekos męczy jakiś zły sen. Marszczy brwi i wysuwa pazury, walcząc z jakimś niewidzialnym wrogiem. Co jak co, ale on to ma materiału na koszmary na całe lata.
          - Wiecie jak wygląda sytuacja. – Zwracam się po chwili ciszy do obecnych w pokoju rozumnych, którym przez ostatnie dwadzieścia minut wykładałam swoją sytuację. – Ma ktoś jakieś pomysły?
          Pierzasty jeż czy też pani jeżowa zaczyna popiskiwać Morse’em.
          „Może, że uciekliśmy, bo spięcie magii? Tak jak Ula. A ty zauważyłaś wywarzone drzwi i dom jak szłaś i postanowiłaś to sprawdzić.”
          - Dobry pomysł, ale niestety teraz jako źródła Immael używał odłamka Kryształu, a on się raczej nie przepali – oponuje crowmero. – Teoretycznie można by poprzestawiać wszystko tak jak było, kiedy Ula uciekła, ale zajęłoby to z tydzień. No i nie jesteśmy magami.
          Na wspomnienie o Krysztale wewnętrznie jeżę się. Jest tam, w lochach. Jednorożec używał go jako czegoś w rodzaju magicznej bateryjki dla swoich pułapek, golema i czarodziejskich przyrządów. Jednak co to wszystko ma wspólnego z jeanylotte?
          - A o co chodzi z tym spięciem i Ulą?
          - Uli udało się uciec z powodu… Hm… Powiedzmy, że awarii magicznej – wyjaśnia koślawo crowmero. – Żeby bez przerwy używać magii potrzebne są jej źródła. Takie jakby bierne zaklęcia najczęściej w formie żywych symboli lub specjalnych artefaktów, które ją zbierają i uzdatniają do użytku. Wszystko gra, do póki sieć tych zaklęć odpowiada użytkowaniu i nic z zewnątrz się nie podpina. Na szczęście swego czasu Immael nagle podpiął parę rzeczy z zewnątrz i do tego podpiął ich za dużo, bo wszystkie artefakty zbiorcze tak-jakby przepaliło. Straciły magię, a zawarte w nich zaklęcia uległy rozpleceniu. Akurat wtedy miała być krojona Ula, golem ją przytrzymywał, a Immael zostawił otwarte drzwi i…
          - Golem się wyłączył, a Ula skorzystała z okazji i dała w długą, póki mogła – uzupełniam.
          - Tak jest. Tylko, że teraz rolę sieci zbiorczej pełni kryształ, a go przepalić raczej nie da rady…
          - Nie byłabym taka pewna. Spróbuję co-nieco z nim podziałać.
          Zaskoczona Ula spogląda na mnie dziwnie, stawiając uszy na sztorc.
          „Antymagia? Chcesz użyć na krysztale antymagii?”
          - Tak. Nie wiem, co z tego wyniknie, ale spróbować zawsze można.
          „Wątpię czy spodoba się to Wyroczni. Chcesz kogoś takiego zdenerwować? Chcesz zaryzykować?”
          - Wiesz, chyba nie mam dużego wyboru. Zresztą, chociaż to głupie, coś mi mówi, że im bardziej Wyrocznia mnie nie lubi, tym lepiej.
          Wyrocznia. Pamiętam jej oczy. Osoby o takim spojrzeniu, tych których lubią, uważają za swoją własność. Generalnie patrzą na świat i na innych jak na rzeczy. Te należące do nich, a tym samym użyteczne, i te wrogie, które należy zniszczyć. Zwykle nie chcę być czymś do zniszczenia, ale w przypadku Wyroczni… Nie wiem. Po prostu nie wiem. Widziałam ją tylko raz, ale im częściej i dłużej o niej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że im więcej zrobię przeciwko niej, tym lepiej. Zdaję sobie sprawę, że to niebezpieczne, do bólu głupie, a nawet wbrew instynktowi samozachowawczemu. Mimo tego owo uczucie nie odpuszcza. Jest jak jakaś obsesja. Nie mam pojęcia, skąd się bierze i raczej do tego nie dojdę. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie wyniknie z tego nic śmiertelnego. Śmiertelnego dla mnie oczywiście.
          Z prawdziwą niechęcią schodzę do lochu czy raczej powinnam powiedzieć trupiarni. Ciała pomocnika, pokrojonego fenrira, jego – jak przypuszczam – odmóżdżonej córki i blackdoga ułożyliśmy na stołach i okryliśmy prześcieradłami. Na całuny zasłużyli sowie również rozumni, którym udzieliłam łaski, zbyt ciężcy i zbyt pokiereszowani, aby ich przenosić. Jedynie Immael leży w kącie pomiędzy regałami, niczym zapomniany śmieć. Przyglądam mu się przez chwilę. Kruchy staruszek o długich, siwych włosach, koziej bródce i dobrotliwym wyrazie twarzy. Ktoś, kogo widzi się w roli życzliwego pradziadka albo emerytowanego nauczyciela, ewentualnie „tego miłego starszego pana który prowadzi sklep ze słodyczami/zabawkami”. Archetyp dobrego czarodzieja z bajek dla dzieci, a tak naprawdę potwór. Nieczuła, pozbawiona skrupułów bestia upchana w niepozorną formę. Opat Rafael też tak wyglądał. Nawet miał podobne, chude ręce. Te cienkie, długie palce… Do dziś w koszmarach czuję ich uścisk na swym gardle, widzę ten jego szaleńczy wzrok.
          Z trudem przełykam ślinę. Liwka, weź się w garść. Loch z rozkładającymi się zwłokami to nienajlepsze miejsce na retrospekcje. Wspominki o koszmarach z przeszłości to możesz sobie urządzać swoim pokoju w KG, a najlepiej w domu na Ziemi.
          Ruszam przed siebie, usiłując nie patrzeć na boki… Na gabloty i regały eksponujące dziesiątki mniejszych i większych makabresek. Mam dość upiornych widoków na cale dekady. W końcu docieram na koniec lochu, gdzie widnieje wtopiony w kamienną posadzkę magiczny krąg. Na jego środku, na niewielkim, mierzącym zaledwie dwadzieścia centymetrów postumencie połyskuje błękitem odłamek Kryształu. Jest niemal równie duży jak ten, który dał mi Nieznajomy.
          Czuję jak włosy stają mi dęba. Mam nieodparte wrażenie, że odłamek mnie obserwuje… Jak przyczajony w trawie wąż, gotów w każdej chwili skoczyć i ukąsić.
          - Dobrze. Zobaczymy, co tam można z tobą ugrać – rzucam, usiłując opanować wewnętrzne drżenie.
          Podążający za mną Ula i chead zostają w tyle, przyglądając się moim poczynania z mniej-więcej bezpiecznej odległości. W ich spojrzeniach połyskują wyczekiwanie i lęk.
          No to się wkopałam.
          Siadam po turecku obok postumentu i z niechęcią biorę kryształ w dłonie. Skupiam się na nim, tak jak uprzednio na kamieniach-pułapach, po czym zalewam go falą antymagii. Efekt? Fala piekielnego zimna… Czy raczej eksplozja siarczystego mrozu, owocująca opadem szronu. Tylko tyle. Energia zawarta w odłamku jest tak wielka, że mogłabym go zalewać antymagią do upadłego, to jest do odmrożenia sobie rąk. Jednak nie zamierzam się poddawać. Podobno artefakty oplatają zaklęcia, które trzymają całą tę magię razem i w ogóle, prawda? Przynajmniej tak mi wspominał kiedyś Ezrael, aczkolwiek na temat czarów to on nigdy za dużo nie gada. Głównie dlatego, że według niego nie wykazuję żadnych predyspozycji czarodziejskich. W każdym razie, jeżeli „przeciąć” odpowiednie fragmenty tej sieci, wszystko powinno się rozpaść, a magia wylać w formie obojętnej energii. Tylko jak tę sieć wyczuć?
          Liwka, chyba musisz sobie zrobić przyspieszony kurs czarowania. I to taki z cyklu „samouk”. Dajesz!
          Ech, łatwiej powiedzieć niż zrobić.
          Przez ponad pół godziny bawię się tym kamulcem i nic. Żadnego objawienia, żadnej złotej myśli. Przecież Erhat powiedział, że antymagią można bez problemu wyczuć magię, więc podobnie powinno być z zaklęciami! Jasna dupa, przecież czuję mrowienie… No tyle, że mrowienie słabo przekazuje jakikolwiek obraz, prawda?
          Ej, a może spróbować „napuścić” sobie antymagii do oczu? W końcu teraz odbieram tę czarodziejskość odłamka całym ciałem, przy czym głównie odczuwają to czubki palców i czubek języka, bo są najwrażliwsze. Ale co, gdyby skoncentrować receptor odbiorczy, czyli wydzielaną przez mój organizm antymagię, gdzie indziej? Hm… To może coś zdziałać, ale jak przystąpić do realizacji? Wyzwolenie energii ze swego ciała, a nawet manipulacja nią poza nim jest łatwiejsza niż przemieszczanie wewnątrz. W końcu niewiele kontrolujemy z tego, co się w nas dzieje. Nie mamy bezpośredniego wpływu ani na bicie serca, ani na wchłanianie pokarmu czy ruchy jelit. Ledwie możemy kontrolować pęcherz, kiedy ten jest naprawdę pełny. Mimo tego warto spróbować.
          Trwa to chyba parę godzin i wymaga olbrzymiej koncentracji, ale w końcu odnoszę sukces. Właściwie antymagia zalewa nie tyle oczy, co umysł, aczkolwiek i one nie pozostają od niej wolne. Skąd poznaję, że wyszło? Otóż mój mózg rejestruje mnóstwo dziwnych obrazów, swego rodzaju aur i innych, chociaż sam wzrok gotów jest przysiąc, że nic takiego nie widzi. Właściwie to jak oglądać dwa widoki na raz: magiczny i rzeczywisty. Rzecz w tym, że magiczna mozaika nie za wiele mi mówi. Próbuję manipulować obrazem, jednak to dość skomplikowane. Niestety ani umysł, ani antymagia i… I inne rzeczy sterujące tym wszystkim, to nie mikroskop, którego można w ciągu minuty dostosować do swoich potrzeb za pomocą kilku pokręteł. Mało tego, wszelkie machinacje przy obrazie sprawiają ból. Nie szczególnie mocny, ale bardzo nieprzyjemny. Zupełnie jakby z mózgu wyłaniały się dziesiątki igieł i kuły czaszkę od wewnątrz.
          Zaraz… zaraz. Tak, jest! Chyba mam to!

Online

#219 13-06-2018 o 21h54

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Co to za błąd? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Teraz, jak go poprawiłaś, przyznaj się z czystym sumieniem /static/img/forum/smilies/big_smile.png

NO MUSZĘ TO NAPISAĆ: A Liwce jak zwykle się pofarciło i znalazła składniki. Swoją drogą niemal mnie śmieszy, jak Liwka wspomina o prześladującym ją pechu. Wiesz, ona ma tak niemożliwego farta [strzał prosto w tego potwora na wyspach, łatwa akcja z naukowcem, uruchomienie tak silnej, stabilnej antymagii bez żadnych treningów akurat gdy jej potrzebowała, składniki i sporo innych akcji], że te gadki o jej nieszczęściu są niemal abstrakcyjne mimo tego, że przecież przypadkiem trafiła do innego świata i nieraz znajdowała się w niebezpieczeństwie. Zresztą wcześniej też niektórzy o tym wspominali. Liwce wszystko idzie zbyt łatwo i to aż kłuje w oczy. I ja wieeem, ja wiem, że niedługo się to zmieni. Ale na razie się nie zmienia i wychodzi na to, że Liwka jest niezniszczalna i jest niczym Domino z superumiejętnością: szczęściem. I, oczywiście, ani trochę mi się to nie podoba. Bo to NIENATURALNE szczęście wali po oczach.

„Tylko, że teraz rolę sieci zbiorczej pełni kryształ” — ‘tylko że’ bez przecinka.

I pewnie zniszczy ten odłamek, skoro aż do takiego stopnia udało jej się okiełznać tę antymagię. Jej powodzenia stają się przewidywalne. To bardzo niedobrze.

No nic, czekam na resztę i pozdrawiam!



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#220 14-06-2018 o 01h56

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 36

Hej hej /static/img/forum/smilies/smile.png
Super się czytało, jak zawsze i możesz być pewna, że nadal będę tu wracać, bo na bank jestem stałą czytelniczką. Z powodu zmniejszonej ilości czasu w moim życiu czasami mogę nie zostawić posta, ale przeczytać wlecę na pewno.
Pozdrawiam i jak zawsze czekam na c.d.
P.S.
W poprzednim odcinku ostatnie zdanie kolejność słów : "Ufa bardziej im niż czemuś humanoidalnemu o nagiej skórze, co nie mnie dziwi."

Offline

#221 20-06-2018 o 14h07

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Methrylis - Sharessa błąd już wyłapała + zwykle w tym co już wrzucę, nie poprawiam błędów. Uważam, że to nie byłoby do końca uczciwe.
          A pamiętasz, że pisałam już wcześniej parokrotnie, że w jednym, nadchodzącym momencie przegnę ze szczęściem Liwki? To właśnie ten moment. Zrobiłam to z pełną świadomością i premedytacją. Z dwóch powodów. Po pierwsze: tym razem szczęście jest tylko pozorne(na cdn musisz poczekać z fabułą). Po drugie: tak samo jak przy wspomnianym przez ciebie strzale w owadzie gniazdo, żeby skrócić tekst. Kiedy ma się napisane 250 stron FUNFICKU i to takiego typowego, którego na opowieść niezwiązaną nie da się przerobić, a co za tym idzie, który publikacją z prawdziwego zdarzenia nigdy nie będzie, a nie jest się nawet w połowie historii (obecnie mam 360 z hakiem i nadal nie jestem w połowie) i trzeba byłoby walnąć z 100-120 stron tekstu, który w żaden sposób nie wpłynie na fabułę ani bohaterkę w sensie jej mentalności etc, TYLKO po to, żeby poutrudniać pewne rzeczy... Tego, nie mam  życia prywatnego, ale bez przesady. Chcę kiedyś napisać coś na publikację, a nie będę babrać się z Antymagią do emerytury. Przy wizycie u kapp planowałam pierwotnie większą aferę z porwaniem Chromea przez goliata i burzą w tle, ale to byłoby minimum sto stron, a cele miałam przy tym rozdziale dwa: żeby Liwka ocaliła mu i Nevrze dupy + zobaczyła ruiny obserwatorium... No i podtopiła się. Tutaj znowu pierwotnie chciałam, żeby Liwka nie rozbrajała Kryształu na miejscu, tylko spaliła chałupę, rozbiła po drodze do KG obóz i posłała jednego z chowańców po Straż, żeby ją i rannych zabrali, że niby się natknęła na nich w drodze. Potem dowalić jej krycie skradzionego Immaelowi odłamka w KG i sporo babraniny z jego rozwalaniem, ale to zajęłoby też ze sto stron, nic nie wniosło, bo do fabuły potrzeba mi tylko rozwalenia tego Kryształu, spotkania Rozumnych + przypadkowego purrekos'a. Wydarzenia w wersji nieskróconej nie wpłynęłyby na samą Liwię, przynajmniej nie bardziej niż w obecnej - okazja do kilku retrospekcji. Dlatego też, zrobiłam jak ostatni leń "pie*dolę nie robię". Może odebrało to ciut autentyczności opowieści, ale z drugiej strony czytelnicy może doczekają jej końca przed świętowaniem 20lecia Eldki... Bo serio, jak tak dalej pójdzie Harry Potter, a przynajmniej Winnetou będzie przy tym moim cienką FF nowelką.
          Quid pro quo, jak to mówią. Ale bez obawy, niedługo szczęście Liwki się skończy, a ta jako osoba pokaże się z innej strony. Jeszcze ok 4-5 rozdziałów (wiem, to aż takie niedługo nie jest, no ale niedługo... Teraz wiesz czemu skracam? /static/img/forum/smilies/hmm.png)
          A Liwka jest pechowa w swojej własnej opinii. Dla niej bycie wrobioną w jakiekolwiek niebezpieczeństwa to pech. To, że wychodzi z nich obronną ręką z niewielkimi obrażeniami ma w dupie przy ocenie swego losu. Ew uważa że Los to sadysta, a te szczęście tylko po to, żeby zaraz potem wrobić ją w kolejne bagno... I poniekąd ma rację, bo ją wrabiam...

@Sharessa
- no cóż, twoich postów będzie brakować, ale bez obawy /static/img/forum/smilies/wink.png wyrozumiała jestem /static/img/forum/smilies/smile.png Mam nadzieję, że nadchodzące części przypadną ci do gustu.

XX (cz. 7)

          Obraz odłamka rozdziela się na dwie poświaty i sieć jaśniejących „żyłek”, która ściśle oplata jedną z poświat… Taką… Taka… Taką intensywnie niebieską. Właściwie ten „niebieski” to nie do końca kolor, bo kolorów jako-takich nie widzę, ale nie mam na to lepszego słowa. Jest jeszcze ta druga, różowawa. Wydaje się niczym nieskrępowana, ale mur ze zbitej, związanej niebieskiej ją więzi. Dziwne to-to.
          No dobra, dziwaczne czy nie, trzeba to rozwalić. Jaką żyłkę przeciąć, żeby to szlak trafił? Hm… Nie, na jednej się nie skończy, sieć jest zbyt gęsta i ma zbyt dużo węzłów. Właściwie to parę sieci nałożonych jedna na drugą, wzajemnie się zabezpieczających. Ciężka sprawa. Ten, kto stworzył Kryształ, naprawdę nie chciał, żeby został zniszczony.
          Tnę jedną z nici oplatającą większy fragment poświaty – rozmiarów mniej-więcej ziarna grochu. Niebieski blask wycieka z kryształu, a mnie zalewa fala chłodu. Mało tego, czuję intensywne, wręcz szaleńcze mrowienie w każdym fragmencie swego ciała. Magia… Jej ilość mogłaby rozświetlić Nowe Vegas na rok. Ta moc… To wręcz przytłaczające. Z trudem potrafię nabrać tchu.
          Słyszę zaskoczony kwik Uli i syk cheada. Rozumni w salonie też to wyczuli. Piski, warknięcia i skrzeki rozbrzmiewają niczym wielka fanfara. Czymkolwiek Kryształ tak naprawdę nie jest, zawiera wręcz przerażające ilości mocy. Sam odłamek mógłby… Naprawdę aż boję się o tym myśleć. W każdym razie, jego zniszczenie zarejestrują wszyscy w najbliższej okolicy, a na pewno wszystkie bestie i chowańce.
          Hm… Za dzień śmierci Immaela będę usiała podać dzień zniszczenia kryształu, a jeżeli wszyscy to odnotują, może być problem. Cóż, pozostaje mi mieć nadzieję, że Ewelein nie jest zbyt wyspecjalizowana w określaniu czasu zgonu, ewentualnie zrzucić wszelkie niezgodności na rzecz działania wyciekłej magii.
          Tnę kolejną nić i kolejną, i jeszcze jedną. Nie na raz oczywiście. Chłód, który wydziela się przy zetknięciu wzbudzonej magii z antymagią mógłby mnie zabić. Tu trzeba ostrożności i wyczucia. No i zapobiegliwości. Dlatego też robię sobie krótką przerwę. Między innymi po to, żeby wytłumaczyć kudłatym towarzyszom, no i niezbyt kudłatemu cheadowi, co robię, bo wyglądają na niezwykle podenerwowanych, ale nie tylko. Przede wszystkim zamierzam ogrzać się i pożyczyć od Immaela parę futer i termoforów. Właściwie najlepszą opcją byłoby rozpalenie ogniska koło ołtarzyka kryształu, ale usuwanie śladów ognia to ogromny kłopot. No, teoretycznie mogę przynieść odłamek do salonu, ale wolę nie ryzykować, że uwolniona magia negatywnie wpłynie na dzieciaki czy rozumnych… Niby i tak może do tego dojść, ale mam nadzieję, że grube mury laboratorium wytłumią ewentualne negatywne emanacje.
          Wyposażona w cztery termofory z gorącą wodą oraz futrzane rękawice, a do tego opatulona w wełniany płaszcz i grube futro schodzę do laboratorium. Znowu w towarzystwie Uli i cheada. Oboje są zdania, że majstrując przy odłamku, nie powinnam być sama, tak na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Właściwie i sama uważam podobnie, ale nie śmiałabym ich prosić o asekurację ze względu na potencjalne ryzyko. Jednak skoro sami proponują… Powiedzmy, że nie mam zamiaru oponować.
          Dobrze, no to do dzieła. W końcu, jak to mówią, bez pracy nie ma kołaczy.
          Przecinam nici zaklęć, uwalniając falę magii za falą. Przerywam od czasu do czasu, gdy przeraźliwy chłód zamienia się w siarczysty mróz. Kiedy w końcu niebieska aura topnieje i pozostaje po niej jedynie mglista poświata więżącą tę różową, owa różowa dostaje „świra”. Zaczyna się kurczyć i poruszać zupełnie jakby była żywą istotą. Zupełnie, jakby próbowała uciec, przebić ściany swego błękitnego więzienia. Co do…?
          - AARRRGGGHHH!!!
          Nagle moją głowę przeszywa potworny ból, czemu towarzyszy wrażenie przeraźliwego zimna.
          „Pomóż mi, uwolnij mnie. Uwolnij… Tak długo czekałam na ciebie
          Ten głos. Łagodny, melodyjny, a zarazem dziwnie obsesyjny. Rozbrzmiewa w moim umyśle, chociaż uszy mogłyby przysiąc, że niczego nie słyszały. Jest też jakiś obraz… Zamglony. Rozmyty… Zarys twarzy? Tak, to twarz…  Zaraz… Wyrocznia?
          „Uwolnij mnie. Zniszcz moje więzienie. To i to w Kwaterze Głównej. Zniszcz Kryształ. Wszystkie kryształy.  Uwolnij mnie, a dam ci wszystko…
          Da mi wszystko? Ożywi moich rodziców? Zwróci Lidii zdrowie psychiczne? Zwróci mi moje życie sprzed tego… Tego wszystkiego? Jakoś wątpię. Nic mi nie da, a ten głos to jedynie świergot zwodniczego demona!
          Instynktownie atakuję różową poświatę. Natychmiast moim umyśle rozbrzmiewa wściekły wrzask, a ciałem wstrząsa potworny ból. Krzyczę jak opętana, ale nie przestaję. Po kilku minutach zażartej walki różowa magia powoli znika. Nie jest taka, jak ta niebieska. Tamta to niewiarygodnie skoncentrowana, czysta energia, a to… Właściwie nie mam pojęcia, co to. Nie wiele więcej w tym energii niż w pojedynczej pułapce Immaela, ale… Ale to nie tylko magia. Jest tam coś jeszcze, coś czego nie mogę sięgnąć, coś co koniec końców ucieka z odłamka.
          „ZAPŁACISZ MI ZA TO!
          Ból powoli gaśnie, a głos w mojej głowie znika bez śladu. Jedyne, co pozostaje, to echo wściekłości ostatniego wrzasku.
          No to ładnie. Chyba mam potężnego wroga. No nie powiem, to co zrobiłam, rozsądne nie było… Właściwie to było cholernie głupie, ale… Ale nie potrafię wyzbyć się wrażenia, wrażenia graniczącego z pewnością, że postąpiłam słusznie. Ten głos… Szaleńcze spojrzenie Wyroczni, chociaż porządnie mną wstrząsnęło, to nic w porównaniu z jej głosem. Brzmiał jak  zwodnicza pieśń samego diabła. Słodko, delikatnie, ale zarazem śmiercionośnie. To było jak… Jak trucizna w czekoladce, jak sztylet ukryty w aksamitnej chuście.
Szturchnięcie w ramię. Odwracam się i napotykam zalęknione, niepewne spojrzenie Uli.
          „Co się stało? Wszystko OK?” – wystukuje Morse’em.
          - T-tak – wykrztuszam. – Porozmawiamy, jak  tu skończę. To nie potrwa długo, bez obawy.
          Tak, pozbawienie kryształu resztek magii zajmuje ledwie dwadzieścia minut i wyczerpuje mnie do cna. Dopiero teraz to czuję. Potworne zmęczenie, zupełnie jakbym cały dzień orała pole tutejszymi, prymitywnymi metodami… Tyle, że bez bólu mięśni. Z trudem dowlekam się powrotem do salonu, gdzie zrzucam z ciebie ciężkie okrycia. Ech, teraz rozumiem, czemu magowie Absyntu nie rzucają czarów na lewo i na prawo.
          - I jak? Udało się – pyta podekscytowany crowmero. – „Przepaliłaś” kryształ? I co oni tacy podenerwowani?
          Moje spojrzenie podąża za wzrokiem ptaszyska do Uli i cheada. Oboje patrzą na mnie, jakby bali się, że lada moment zemdleję… Albo wybuchnę. Chyba trzeba ich uspokoić.
          - Tak, udało się – wzdycham, opadając na fotel. Mały musarose skacze na podłokietnik i przypatruje mi się intensywnie. Ma bardzo podejrzliwe spojrzenie. – Opróżniłam ten drobiażdżek  z magii, zresztą chyba czuliście, prawda?
          - Czuliśmy fale magii, ale te były takie same jak poprzednie, więc… – crowmero wzrusza skrzydłami. – Ale stało się coś, prawda? Nie mieliby takich min, gdyby nic się nie stało.
          Pokrótce opowiadam rozumnym o różowej poświacie, o głosie, Wyroczni i o tym, co zrobiłam. Wszyscy wydają się niezwykle podnieceni. Co ważniejsze, nikt nie nazywa mnie idiotką, chociaż zasłużyłam sobie na to, tak bezmyślnie, wręcz impulsywnie atakując Wyrocznię. Mało tego, mam wrażenie, że odwaliłam dobrą robotę. Znaczy, nie zostaje to powiedziane wprost, ale salon wypełniła jakaś-taka aura akceptacji i zaufania. Jakbym atakując Wyrocznie i niszcząc odłamek Kryształu dokonała jakiegoś bohaterskiego czynu.
          - Czyli Kryształ to więzienie dla Wyroczni, a ta to jakiś potwór? – podsumowuje moją opowieść crowmero.
          - Możliwe… Chociaż nie wiem. Nie. Mam wrażenie, że to zbyt proste wyjaśnienie. – Przez zmęczenie z trudem kojarzę, ale pomysł, że Kryształ to jakaś pułapka na złego dżina, jakoś mi się nie klei. –  Przecież Kryształ wpływa na całą Eldaryę, prawda? Pełni jakieś-tam pokrętne funkcje. Gdyby był tylko więzieniem, chyba wyglądałoby to inaczej…
Ziewam potężnie. Ja nie mogę, co się dzieje? Zaraz padnę jak przysłowiowa kawka. Piekielnie chce mi się spać.
          „Używanie magii wyczerpuje do cna. Antymagii pewnie też. Musisz odzyskać siły. Spij, a jutro zjedz porządne śniadanie. Nie martw się, wszystkiego dopilnujemy” – obwieszcza Morse’em Ula, a chead potwierdza to skinieniem łba. Pająk z łbem…
          Patrzę na cheada. Co za paskudztwo. Pająk wielkości bernardyna, o kremowym ciele czy raczej szkielecie zewnętrznym i przypominającej wynaturzoną, ludzką czaszkę głowie, w której tkwią wielkie, rubinowe ślepia. Mało tego. Jego odwłok jest wyposażony w tkwiące w głębokich oczodołach, nieustannie poruszające się oczy. Tak, oczy. Przypominające ludzkie, tyle że niemal o połowę mniejsze i pozbawione powiek. Zresztą powieki im niepotrzebne, bo ciało paskudy okrywa gruby, całkowicie przeźroczysty oskórek. Najdziwniejsze jest jednak to, że mimo wszystko wydaje się sympatyczny. Tak jak buldogi brytyjskie. Są tak brzydkie, że aż fajne.
          - Wyglądasz na Edwarda – rzucam. – I tak ci będę mówić. Bo cheadów na świecie mnóstwo, a Edzio tylko jeden…
Momentalnie zapadam się w ciemną, rozkosznie ciepłą otchłań nieświadomości.

***

          Budzą mnie głosy… Głosy i zapachy parówek, jajek oraz owsianki na słodko. Z trudem rozlepiam oczy, a tu… No tego się nie spodziewałam. Biały gorylo-niedźwiedź karmi owsianką małego fenrira, chead wraz z trzygłowym kotem przebierają jaszczurzycę w czystą koszulę, a Ula kucharzy. Tak, kucharzy. Kiepsko stąd widzę, ale stoi w kuchni przy stole i… Robi kanapki? Szkoda tylko, że używa swoich niedźwiedzich pazurów zamiast noża. Jednak, jeżeli dostanę śniadanie, nie mam zamiaru narzekać. Poza tym trudno, żeby ktoś nieposiadający kciuków operował nożem.
          Coś jeszcze? Ano tak. Purrekos odzyskał przytomność i rozmawia z crowmero. Właściwie to crowmero kłapie dziobem jak najęty, czasami zadając jakieś pytanie, na które człowiek-kot niemrawo odpowiada.
          O… Przykryli mnie futrem, żebym nie zmarzła w nocy. Jak miło. Szkoda, że nie dali też podnóżka czy czegoś, bo łapy mam okropnie ścierpnięte, a całą resztę obolałą. Niestety spanie w fotelu to nienajlepszy pomysł, co nie przeszkadza mi tak spać od dwóch… Nie, nie dwóch. Teraz to już od trzech dni. No ale nie bardzo mam wybór. Otomanę zajął purrekos, kanapę dzieciaki, a materac z łóżka Immaela trzygłowy kot wraz z pierzastym jeżem i musarose. Znowu łóżko pomocnika jest FUJ, tak jak cały jego pokój. Facet ewidentnie nie znał pojęcia higieny… Ani nawet obok niego nie stał. Nigdy.

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (20-06-2018 o 14h11)

Online

#222 21-06-2018 o 21h24

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 36

Witam /static/img/forum/smilies/smile.png
Byłam, przeczytałam i jak zawsze mam niedosyt ^^
Pozdrawiam i standardowo czekam na c.d.

Offline

#223 22-06-2018 o 20h23

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 17 453

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Co do długości, to cię doskonale rozumiem, bo ja też tak mam, że muszę sporo… hm, nie tyle skracać, bo piszę na bieżąco, co przyspieszać. To jest bardzo problematyczne, bo chciałoby się napisać i wyjaśnić jak najwięcej, ale nie zawsze się da. Więc z jednej strony cię doskonale rozumiem, ale z drugiej po prostu zauważam, że ten nadzwyczajny fart Liwki po prostu rzuca się w oczy i to aż za mocny. Oby więc sprawdziło się to, co mówisz i to szczęście było tylko pozorne ;]

XDDDDDDDDDDDD Liwka rozwścieczyła Wyrocznię. Jakoś specjalnie mnie to nie dziwi — z jej charakterkiem :v

No dobra. Mam nadzieję, że od tego momentu zacznie się dziać naprawdę źle. Swoją drogą, nawet jeśli to zbyt banalne, to wyjaśnienie, że Kryształ jest więzieniem dla zbzikowanej Wyroczni i tak jest super! Ale już ci kiedyś o tym pisałam, jak mi się podoba pomysł zrobienia z Wyroczni psychopatki. To dopiero nowość!

Ok, czekam na kolejne części i pozdrawiam! c:



||  FanFiction: "Za kurtyną Nigredo"  ||  Instagram  ||  Fanklub  E z a r e l a  ||

I'll mourn for a kid, but won't cry for a king

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#224 27-06-2018 o 16h25

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 253

@Methrylis - Tak, rozwścieczenie wyroczni było do przewidzenia. Teraz tylko czekać aż odbije si to czkawką ;]
           Nie od razu będzie poważnie, ale będzie. Powoli wkraczamy w coraz cięższe tematy. No, właściwie w część poniekąd wkroczyliśmy bardzo dawno temu, bo będę wyciągać motywy z początku opowiadania, o których pewnie 3/4 czytelników zapomniało xD
           Tak, Wyrocznia będzie NIEMAL głównym złym, chociaż nie tylko ;] A pomysł z tego, że jak diabli wkurza mnie motyw wybranki/mesjasza w fantasy.

@Sharessa
- czyli moje opowiadanko jak dobre chipsy albo naleśniki? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
           Pozdrawiam i miłego czytania.


XX (cz. 8)


           - Dzień dobry panu. Miło mi, że pan wreszcie odzyskał przytomność – mówię do purrekos, przeciągając się, a moje kości śpiewają złożoną z trzasków i chrzęstów pieśń swego ludu.
           - To samo mogę rzec o pani. – Człowiek-kot przenosi na mnie ciężkie spojrzenie. – Spała pani jak kamień przez ostatnie dziesięć godzin, za nic nie pozwalając się obudzić.
           Po tygodniach problemów ze snem, śpię jak zabita w pełnym trupów domu sadystycznego psychopaty. Cała ja. Ciekawe czy jakbym wsadziła sobie do szafy w KG jakieś zwłoki, to zaczęłabym zasypiać bez problemu.
           - Możliwe – mruczę, usiłując stłumić ziewnięcie. – Miałam ciężką noc za sobą… Właściwie to parę ciężkich nocy.
           - Tak, nasz pierzasty przyjaciel wspominał mi o tym.
           - Zapewne. Jest bardzo dobrym  źródłem informacji. – Zerkam na ptaszysko, które przypatruje mi się ciekawsko. – Nazywam się Liwia E, ale zapewne już pan to wie od naszego koleżki. A pan to…?
           - Harpen. Harpen Sek. Jestem… Znaczy byłem… Ja i moja kuzynka byliśmy przedstawicielami gildii krawieckiej. Wędrowaliśmy pomiędzy gildiami krawców różnych miast Purrekos, wymieniając informacje, czasem towary i nowinki. Do czasu aż nas napadnięto i porwano, a naszych najemników zabito. Byli człowieczymi, więc nie nadawali się na materiał do eksperymentów.
           Ostatnie słowa wypluwa jak truciznę, krzywiąc się przy tym boleśnie, a przed moimi oczyma majaczy obraz jednego z eksponatów Immaela. Eksponatu stworzonego z potwornie zniekształconego ciała kobiety purrekos,  który – sądząc po utrwalonym grymasie twarzy – został spreparowany jeszcze za jej życia.
           - Ta w gablocie to twoja kuzynka? – pytam, na co Harpen przytakuje.
           Ech, wolę sobie nie wyobrażać, co musiał tu przeżyć. Co musieli przeżyć. Zamknięci w klatkach i celach, torturowani, oglądający nawzajem swe cierpienie. Zmuszeni patrzeć jak ich towarzysze są krojeni, szprycowani i mordowani. Najgorzej miał ten mały fenrir. Nie dość, że sam został okaleczony, to na jego oczach odmóżdżono mu siostrę i rozpruto ojca. Chociaż i tak to nic przy tym, co doświadczyła Lidia. Mimo to, jego  blizny, blizny ich wszystkich, nigdy nie znikną.
           - Jak długo pan tu przebywa? – pytam.
           - Od wiosny. Na pewno wystarczająco długo, żeby zostać uznanym za martwego. Za kolejną ofiarę bandytów, których ostatnimi czasy niemało.
           Wiosna… To będzie prawie pół roku. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.
           - Jak się pan czuje? W sensie, że fizycznie.
           - Zaskakująco dobrze.
           - Czy crowmero przybliżył panu, kim jestem?
           - Ej, ja tu jestem! Nie mów o mnie, tak jakby mnie tu nie było! – skrzeczy crowmero. – I tak, przekazałem. A tak w ogóle, skoro mam z wami pojechać do KG, to domagam się imienia. Wczoraj nazwałaś Edwarda Edwarem, to ja też chce być jakoś nazwany. Jakoś normalnie, tak jak on. I ładnie.
           Matko… On jest niesamowity. Przeżył tutaj kilka wypełnionych potwornościami lat, a zachowuje się jak podekscytowany dzieciak na wycieczce szkolnej. Normalnie psychikę to ma chyba z tytanu.
           - A nie możesz sobie czegoś wymyślić? – pytam.
           - Nie, bo znam tylko imiona faery, a imienia faery nie chcę, bo faery nie jestem. Ludzie raczej nie występują w Eldaryi, to mogę mieć imię ludzkie. Byle byłoby ładne.
           Ciekawy tok rozumowania. Swoją drogą miło, że chead nie ma nic przeciwko byciu Edwardem… Szczególnie, że rzuciłam to wczoraj od tak sobie. Czy raczej rzuciła to moja balansująca na skraju wyczerpania podświadomość.
           - Dymitr. Może być?
           Crowmero parę razy powtarza imię, po czym skrzeczy wyraźnie zadowolony. No to klamka zapadła. Mamy Dymitra.
           - A wracając do tego kim jesteś, Liwio – odzywa się Harpen – Bo rozumiem, że możemy sobie mówić na „ty”, to chciałbym usłyszeć to od ciebie. Oraz chciałbym dowiedzieć się, czego konkretnie chcesz ode mnie. Crowmero, znaczy Dymitr, wspominał coś o dopracowaniu zeznań.
           Opowiadam mu o sobie, przy czym unikam wdawania się w zbędne i niewygodne szczegóły.  Te szczegóły to między innymi moja barwna przeszłość, prawdziwa wersja tego, co spotkało Lidię, objawienie się Wyroczni, Erhat, sprawa z antymagią oraz większość moich podejrzeń. Niestety okazuje się, że purrekos zna większość tych niewygodnych szczegółów: Ula opowiedziała je Dymitrowi, a Dymitr jemu. A co konkretnie wie Harpen? Wie o Wyroczni, teoriach spiskowych, podejrzeniach i antymagii. Erhat oraz prawdziwa wersja dziejów moich i Lidii na szczęście nadal pozostają tajemnicą. Tak jak i to, że potrafię się komunikować z ziemskim wymiarem za pomocą v-comu, o zaminowaniu połowy KG podsłuchami nie wspominając.
           - No proszę, niby po ludzku gadać nie potrafisz, a papla z ciebie – warczę, wbijając mordercze spojrzenie w wychodząca z kuchni Ulę, na co ta kładzie uszy po sobie.
           - Nie masz się o co na nią złościć. – Harpen posyła mi słaby uśmiech. – Sprawa z antymagią i tak by wyszła, bo przecież kryształ nie mógł się ot tak przepalić jak byle artefakt. Nie bez potężnego zaklęcia, które wstrząsnęłoby całą okolicą, a takie coś prawdopodobnie wyczułbym nawet będąc nieprzytomnym. Ale nie martw się. O niczym nie powiem Straży. Ani o tym, ani o sprawie z Wyrocznią czy twoich podejrzeniach. Zresztą, jeżeli chodzi o Kryształ i całą tę bajeczkę z powstaniem świata i my w nią niezbyt wierzymy.
           - „My” w sensie purrekos?
           - Tak. I nie tylko. Są też inni. Ale nie mówimy o tym głośno. Nie, gdy niepowołani mogą słyszeć. – Wzdycha, wbijając spojrzenie w podłogę. – Najpierw do Eldaryi przenieśli się ci, którzy, jak utrzymują, utworzyli ją. Fenghuangowie, złote elfy, wróżki avalońskie i inni. Dopiero po prawie stu latach zaczęli wpuszczać innych faery. Masowo ściągać, zapraszając i nęcąc. Nie mamy pojęcia, co się przez ten czas tutaj działo. Ne wiemy też, jak naprawdę wyglądała cała ta sprawa z Niebieskim Poświęceniem. Nagle smoki i daemony jakby przepadły, a reszta potężnych ras udała się tutaj. Sami człowieczy. Mówiąca o kulturze, dziedzictwie i równości elita… Elita istot uważających się za lepszych od reszty wróżkowego motłochu, którego zwyczaje i tradycje miała za nic. Koniec końców przeważająca większość faery podążyła za nimi. Skłóceni i słabi nie mieliśmy szans przeciwko ludziom, a Eldaryę przedstawiano nam jak istny raj. Niestety, kiedy tu trafiliśmy, okazało się, że to nie do końca prawda, ale to już inna historia. W każdym razie, jeżeli Kryształ istotnie więzi jakąś istotę, która w dodatku wydaje się niestabilna, jest to bardzo ważna informacja. Tak jak to, że rozumni uważają go za truciznę.
           - Zapewne bardzo. Dlatego, chociaż nie przekażesz nic z tego, co tu usłyszałeś Straży, ale opowiesz wszystko swoim.
           Nie pytam. Stwierdzam. Wiem to. Wiedziałam od samego początku, ale chcę sprawdzić jak zareaguje.
           - Owszem – mówi to z całkowitym spokojem. – Jednak nie musisz się obawiać. Wątpię, aby obróciło się to przeciw tobie. To, że przybyłaś tu uratować istoty nieludzkie, nieczłowiecze, a nawet nie będące faery czyni cię w oczach wszystkich purrekos osobą godną powszechnego szacunku.
           - Wątpisz, że obróci się przeciw, ale nie jesteś tego pewien.
           - Tak jak nie jestem pewien czegokolwiek. – Głos purrekos nagle staje się niezwykle poważny. – Ocaliłaś mnie. Uratowałaś nie tylko od śmierci, ale też od piekła za życia i naprawdę nie uczynię nic, co mogłoby ci zaszkodzić. Mimo tego powtórzę wszystko, co wiem, swoim braciom. To kwestia lojalności wobec krwi, a lojalność wobec krwi jest dla purrekos najważniejsza. Jeżeli masz do tego jakieś obiekcje, możesz mnie zabić. I tak będę ci wdzięczny, bo szybka śmierć jest o niebo lepsza od gnicia w lochu Immaela.
           - Niestety nie potrafię od tak zabić kogoś, kto nie uczyni mi nic złego. Niestety. – Ech… Tak, bycie zimną suką be sumienia z pewnością ułatwiłoby mi życie. Cholerne moralność, skrupuły i sumienie. – Jednak nie ukrywam, że nie jestem zadowolona… Delikatnie rzecz ujmując.
           - Rozumiem. A teraz może…
           Ula przerywa nam głośnym chrząknięciem.
           „Mogę przynieść śniadanie? Są kanapki.” – pyta szczękająco cmokającym kodem Morse’a.
           Otwieram usta, żeby odpowiedzieć, ale mój brzuch jest szybszy – wydobywa się z niego przeciągłe burczenie. Te wczorajsze używanie antymagii naprawdę dało mi w kość. Przespałam resztę nocy jak kamień, a teraz mogłabym zjeść, konia z kopytami taka jestem głodna.
           - E… Tak, jasne. Przynieś. I dziękuje ci bardzo. To miłe, że pomyślałaś.
           Szkoda tylko, że pewnie pomyślałaś o tym dopiero, po tym, jak zorientowałaś się, że mogę nie być zadowolona z tego, że purrekos wie o tylu rzeczach. Właściwie to szkoda, że w ogóle o nich wie. Ech… Jeżeli wynikną z tego wszystkiego jakieś kłopoty, to naprawdę poobrywam jej te długaśne uszy.
           - Ekhm, wracając do tematu, to może byśmy teraz omówili wersję wydarzeń, jaką chcesz przedstawić Straży – zagaja Harpen. – Urszula wspominała, że masz już jakąś. Coś związanego z „przepaleniem” kryształu i jej poprzednią ucieczką.
           - Tak. Mam już wszystko obmyślone – potwierdzam, nawet nie patrząc na niego. Bardziej interesuje mnie niesiona przez Ulę taca, na której leży wielki stos potwornie koślawych, bagietkowych kanapek z jajkiem i parę parówek. Sama jeanylotte wydaje się bardzo dumna ze swojego dzieła, które kładzie na rzeźbionym stoliku stojącym mniej-więcej pomiędzy otomaną a fotelem. – Generalnie sprawa wygląda tak, że dzisiejszej nocy, kiedy przepalił się kryształ Immael chciał przeprowadzić na tobie i dwóch chowańcach jakiś potworny eksperyment. Eksperyment tak energochłonny, że przepalił odłamek Kryształu i dezaktywował wszelką magię w okolicy, w tym golema. W efekcie chowańce, te które miały brać udział w eksperymencie, uwolniły się, zabiły Immaela, jego pomocnika i uciekły w siną dal. Ty też koniec końców wyswobodziłeś się, uwolniłeś resztę chowańców, z których większość uciekła, a potem poszedłeś szukać pomocy dla siebie i dzieciaków. Niestety byłeś bardzo osłabiony i daleko byś nie zaszedł, ale szczęśliwie trafiłeś na mnie… Mniej-więcej jakieś dwie godziny temu. Teraz kończę zajmować się tobą, dzieciakami i tymi nieszczęsnymi stworzeniami z lochów, którym udzieliłam jedynej, możliwej łaski. Za jakąś godzinę, może dwie odkryję, że Immael trzyma na poddaszu latające bestie pocztowe i wyślę do Straży przejmująca wiadomość, o tym, co tu odkryłam. Przypuszczam, że ktoś przybędzie tutaj już jutro, najpóźniej pojutrze.  Do tego czasu trzeba będzie zainscenizować to wszystko. Narobić tu i ówdzie lekkiego bałaganu, wyważyć robiący za drzwi do lochu regał. No i może drzwi wejściowe, ale tak, aby dało rade mniej-więcej później je zamknąć, bo siedzenie tu przy otwartych, kiedy na zewnątrz leje i wieje, to niefajny pomysł. Generalnie tak zrobić, żeby wyglądało to na paniczną ucieczkę zniewolonych chowańców. Duży, dałbyś radę pomóc Uli to machnąć zanim pójdziesz w swoją stronę? Ja w między czasie przygotuję dla was węzełki na drogę.
           Ostatnie słowa kieruję do gorylo-niedźwiedzia, który unosi pytająco brwi.
           „Jakie węzełki?” – pyta Morse’em.
           - No z jedzeniem. W spiżarce jest mnóstwo żarcia dla was, więc szkoda, żeby się zmarnowało. Poza tym zaczyna się jesień, a wy jeszcze nie jesteście stuprocentowo w formie, więc trudno będzie wam zrobić zapasy na zimę.
Słysząc to trójgłowy kot – czy raczej kotka – miauczy radośnie i układa dwa ze swych trzech ogonów na kształt serca. Wgląda na bardzo zadowoloną, zresztą nie tylko ona. Wszyscy z czwórki rozumnych, którzy zamierzają dzisiaj odejść, sprawiają ważenie w niebo wziętych. Nawet nieustannie podejrzliwy musarose.

Online

#225 28-06-2018 o 00h14

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Ciekawe, czy ten uwolniony musarose nie spiknie sie z Floppy i jej nie wypaple tajemnic pozniej /static/img/forum/smilies/wink.png
To pierwsza mysl, ktora mi przyszla do glowy po przeczytaniu odcinka.
I zeby sobie przypomniec wszystkie watki, o korych moglabym juz zapomniec - poczytam sobie jutro w przerwie w robocie calosc, skrzetnie zabezpieczona w pliczku na kompie.

Dzieki, czekam na c.d z niecierpliwa cierpliwoscia
i pozdrawiam!

Offline

Strony : 1 ... 7 8 9 10 11