Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 02-07-2017 o 01h05

Straż Cienia
Mephala
Nowo przybyła
Mephala
...
Wiadomości: 3

Hej. Wiecie jak to jest, jak się tak czyta, i czyta, i stopniowo narasta chęć, aby napisać coś własnego? Ten tekst poniżej jest właśnie efektem tego zjawiska. Już od jakiegoś czasu po cichu czytam twórczość zamieszczaną na tym forum i sporo opowiadań faktycznie mnie wciągnęło. Nie wiem na ile starczy mi wytrwałości, by przekuwać kłębiące się w głowie pomysły na słowa, ale póki jeszcze zapał jest - zapraszam do lektury /static/img/forum/smilies/smile.png

1.

Wysiadła z pociągu. Spojrzała na zegarek i przeklęła pod nosem. Ostatni zwykły autobus odjechał pięć minut temu, zaś nocne zaczną kursować dopiero za godzinę. Zagryzła lekko wargę i mimo zmęczenia ruszyła energicznym krokiem do domu. Nie lubiła szwędać się wieczorem po okolicy, która nawet w środku dnia nie prezentowała się zbyt korzystnie, a po zmroku była po prostu przygnębiająca. Dodatkowo łatwo można było się natknąć na podejrzane towarzystwo. Nie sądziła, aby naprawdę mogło jej coś grozić, wśród tutejszej uliczno-podwórkowej cyganerii postrzegana była raczej jako „swój”, ale ewentualne spotkania i tak trudno było zaliczyć do przyjemnych.

Z każdym krokiem czuła jak narasta w niej irytacja. Torba pełna notatek i skryptów ciążyła, pasek niemiłosiernie wżynał się w ramię, buty piły, a nozdrza drażnił lekko słodkawy zapach laboratorium, którym zawsze przesiąkały ubrania po kilku godzinach pracy. Próbowała wyobrazić sobie moment, w którym wejdzie wreszcie pod prysznic i  ciepła woda spłucze z niej wspomnienia tego dnia. Zamiast kolacji odgrzeje sobie wczorajszy obiad, a przy posiłku towarzyszyć jej będzie zapewne Batman, który żałosnym miauczeniem postara się jej opisać wszystkie trudy kociego życia. „Jak spałem to taka mucha latała mi koło ucha, więc przekręciłem się na drugi bok, ale wtedy mnie coś w wąsa łaskotało, więc wstałem i poszedłem do miski, a tam tylko sucha karma była, więc wróciłem na kocyk, a tam żadnej ręki do miziania i tylko mucha wróciła, więc próbowałem ją złapać, ale uciekła, więc zasnąłem. Mame, gdzie byłaś?” Uśmiechnęła się do tych myśli i rozdrażnienie nieco ustąpiło, po chwili jednak uśmiech zastygł na jej wargach. W odległości dziesięciu, może dwudziestu metrów dwójka osiłków kopała cicho skomlący nieruchomy kształt, zaś trzeci typ o rudej czuprynie i niezbyt imponujących gabarytach stał obok i obserwował z rozbawieniem tę scenę pociągając raz po raz z trzymanej w ręku butelki. „Pies czy człowiek?” – próbowała odgadnąć.  Jeśli zwierzak to zareagowałaby bez wahania, ale jeśli człowiek to z doświadczenia wiedziała, że lepiej się nie mieszać nie znając całej sytuacji.  Przeklęła w duchu cały ten porąbany dzień, poczynając od zaspania na kolokwium, a na drobnej eksplozji kwadrans przed planowanym wyjściem z zajęć kończąc, i postanowiła zaryzykować.

- Chyba ma już dość, nie uważacie? – zawołała. „Ja też mam dość, jakby kto pytał” – dodała w myślach i czekała na reakcję. Dwójka krótko ostrzyżonych mięśniaków całkowicie ją zignorowała. Ich towarzysz obrócił się na moment w jej stronę, zaszczycił ją spojrzeniem, lekko się skrzywił, dość obrazowo określił co i gdzie może mu zrobić, po czym wrócił do sączenia piwa.

Cała złość powróciła do niej ze zdwojoną siłą. Prawą dłoń zacisnęła w pięść wokół krótkiego kawałka stalowego pręta trzymanego na wszelki wypadek w kieszeni, pasek od torby przerzuciła na ukos przez klatkę piersiową, lewą ręką po omacku zaczęła szukać pojemnika z gazem pieprzowym w torbie i wbiwszy wzrok w trójkę mężczyzn cicho ruszyła w ich kierunku. Rudy obejrzał się na sekundę przed tym, nim pełen furii prawy sierpowy zmiażdżył mu nos i powalił na ziemię. Butelka roztrzaskała się na betonie. To zwróciło uwagę drabów. Stojącemu bliżej psiknęła gazem po oczach. Uchyliła się przed lecącą na oślep wytatuowaną pięścią i odskoczyła na bezpieczną odległość,  po czym spojrzała wyzywająco na ostatniego. Ten patrzył na nią tępo wyraźnie oszołomiony.

- No dawaj – warknęła cicho. Pan Tatuaż na Knykciach, jak nazwała już w myślach jednego z osiłków, wyjąc potknął się o nieprzytomnego Rudego. Ich kolega cofnął się o krok.

- Zabieraj ich stąd, nie chcę was już widzieć – syknęła. Ocalały drab spojrzał na nią spode łba i skinął głową. Nie spuszczając się z oczu okrążyli niedoszłą ofiarę, która zerkała na swego wybawcę od chwili rozpoczęcia bójki.  Oprych dotarłszy do kompanów chwycił Tatuaża za kurtkę i postawił do pionu, Rudego natomiast przerzucił przez ramię jak szmacianą lalkę i ociężale ruszyli w swoją stronę.

„Więcej szczęścia niż rozumu” – podsumowała w myślach swą brawurową akcję chowając do kieszeni kawałek metalu. Gaz trzymała dalej w pogotowiu, gdy zwróciła się w stronę sprawcy całego zamieszania, który, jak się już zdążyła zorientować, psem absolutnie nie był.

- Ej tam, żyjesz? – odruchowo chciała wzmocnić pytanie szturchając nogą adresata, jednak powstrzymała się w ostatniej chwili. Biorąc pod uwagę jego ostatnie doświadczenia to mógłby nie być najlepszy pomysł, a nie chciała dać się sprowokować nadal czując krążącą w żyłach adrenalinę. Przyjrzała się. Młody mężczyzna miał na sobie dziwaczne ubranie. Ciemna koszula ze stójką; marynarka, która niegdyś mogła być biała; złocone karwasze na przedramionach („zapewne przydatne do ochrony przed zbutowaniem”); na wysokości pasa wielobarwna plątanina sznurków i szmat. „Konwentowicz po przejściach” – skwitowała w duchu, po czym przeniosła wzrok na jego twarz. Była drobna i nawet niezbyt mocno uszkodzona, jedynie warga wyglądała na rozbitą. „Zapewne dostał w pysk jak jeszcze stał” – pomyślała. W mdłym świetle latarni nie potrafiła rozpoznać koloru włosów, jednak był on drugorzędny wobec wynurzających się spomiędzy nich długich, szpiczastych uszu. Z dezaprobatą spojrzała w szeroko otwarte, pełne przestrachu oczy.

- Nie wiem, co cię podkusiło, aby zapuszczać się tutaj w kostiumie wieczorową porą, ale mam szczerą nadzieję, że na ogół miewasz lepsze pomysły. Dasz radę wstać?

Kiwnął niepewnie głową. Zaczął niezdarnie się zbierać, a po chwili wahania przyjął wyciągniętą rękę i podźwignął się. Kobieta przypatrywała mu się bacznie. Jego stan był lepszy niż się spodziewała, więc albo osłaniał się wyjątkowo skutecznie, albo oprawcy katowali go bez większego przekonania.

- Masz telefon? Chcesz gdzieś zadzwonić? – pokręcił przecząco głową wciąż trzymając jej rękę. – Nie chcesz? Ok. To w takim razie wracam do domu, milczący kolego, i tobie radziłabym to samo. – Starała się oswobodzić dłoń, jednak chwyt mocniej się zacisnął. Zirytowana zmierzyła nieznajomego wzrokiem. W jego jasnych oczach prócz lęku dojrzała teraz nieme błaganie pełne desperacji. Bezwiednie skrzywiła się przeczuwając, do czego to zmierza.

- Proszę… pomóż… - wychrypiał.

„Wiedziałam” – pomyślała. – „I po co mi było się wychylać?”

Offline

#2 02-07-2017 o 02h15

Straż Absyntu
Lilith_
Piechur Straży
Lilith_
...
Wiadomości: 2 158

Kocie przemyślenia mnie urzekły, coś pięknego. ♥ /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Naprawdę ciekawie zaczęłaś - wreszcie postacie z Eldayri są u nas w odwiedzinach, a nie my u nich. Cóż, niezbyt przyjemnie ziemniaczki powitały Ezarela, ale za to chyba szykuje się piżama party. ♥ /static/img/forum/smilies/big_smile.png Skoro Ezarel prosi o pomoc, to najprawdopodobniej znalazł się na Ziemi przypadkiem lub odłączył od reszty grupy podczas misji rewitalizacyjnej także raczej nie ma gdzie się podziać. Bohaterka natomiast jako dobra duszyczka przyjmie go pod swój dach. O ile jej koci współlokator wyrazi zgodę. /static/img/forum/smilies/big_smile.png Błędów się nie dopatrzyłam, w moim mniemaniu wszystko napisałaś jak najbardziej poprawnie i przede wszystkim interesująco.
Hm, jak już mam coś doradzać - od razu mówię, że to moja fanaberia - to przemyślenia bohaterki zamiast brać w cudzysłów czy cudzysłowie? Zabijcie mnie, nigdy się nie nauczę... to akcentuj je poprzez pisanie kursywą jaką właśnie prezentuję, moim zdaniem wygląda to po prostu estetyczniej .
Mianowicie;

Mephala napisał

,,Wiedziałam"- pomyślała.

Wiedziałam - pomyślała.

Oczywiście zrobisz jak uważasz. Chodzi mi tylko o kwestię wizualną.
Czekam na kolejny rozdział. Weny życzę i dużo zapału. /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez Lilith_ (02-07-2017 o 02h20)


https://media.giphy.com/media/JOcJg53W2YIgM/giphy.gif








https://66.media.tumblr.com/15b34c9fdbb286cf72513938da805c43/tumblr_pkt3qp1zfK1v69hruo1_540.gif

Offline

#3 02-07-2017 o 16h52

Straż Cienia
Mephala
Nowo przybyła
Mephala
...
Wiadomości: 3

Dzięki za zainteresowanie i miłe słowa /static/img/forum/smilies/smile.png. W kwestii wysłania Ezarela na Ziemię to przyznam, że im dłużej czytałam opowiadania i miałam z nim styczność w grze, tym bardziej miałam nadzieję, że ktoś wreszcie zmaże z jego twarzyczki ten przemądrzały uśmiech. Konieczność zdania się na pomoc lekceważonych dotąd ludzi powinna być dla niego niezłą lekcją życia i pokory.
Bohaterka w gruncie rzeczy jest dobrą duszyczką, chociaż sama pewnie niechętnie by się do tego przyznała.

Co do cudzysłowów to niestety raczej zostaną ze względów praktycznych, chociaż zgadzam się z Tobą, iż kursywa prezentuje się lepiej – po prostu znam siebie i wiem, że przy przenoszeniu z edytora tekstu na forum pewnie zgubiłabym połowę i całość straciłaby na czytelności. Ewentualnie mogłabym spróbować zastosować jednocześnie oba wyróżnienia, jednak nie wiem, czy nie byłoby to już za dużo.
PS W kwestii odmiany nieszczęsnego cudzysłowu to intuicyjnie powiedziałabym „brać w cudzysłów” i „umieszczać w cudzysłowie”, ale czy intuicja podpowiada dobrze to już musiałabym poszukać w poradnikach językowych.

Offline

#4 02-07-2017 o 18h21

Straż Cienia
Nyarlathotep
Żołnierz Straży
sashka
...
Wiadomości: 548

Oho, wyczuwam kolejne interesujące opowiadanie. Rozdział jest króciutki, ale i tak zdążyłam polubić główną bohaterkę. Nie jest taka bezbarwna jak w wielu opowiadaniach i uwielbiam to w niej /static/img/forum/smilies/big_smile.png Także życzę dużo weny i czasu na pisanie. Pozdrawiam  /static/img/forum/smilies/wink.png  /static/img/forum/smilies/wink.png


Death is only the end if you assume the story is about you

https://i.ibb.co/JdMYfJ0/dcpq67b-6372a32c-dabb-4e09-871a-22c58620b124.gif

Offline

#5 02-07-2017 o 19h50

Straż Cienia
Endine
Akolita Jednorożców
Endine
...
Wiadomości: 375

Witaj!

Muszę przyznać, że twoje opowiadanie no cóż...

Trafiło w moje gusta. Uwierz mi od dawna marzyłam by ktoś napisał, że któryś z chłopaków trafia do świata ludzi i musi zdać się na łaskę człowieka, którego zawsze widział w złym świetle.

Miałby przez cały czas zdumioną minę widząc elektronikę ludzi i w ogóle...

I OMYGY JUŻ WIDZĘ JAK PROSI O POMOC CZĘŚCIEJ.

@Mephala czy wyjdziesz za mnie? Bo się chyba zakochałam w tobie.


https://i.imgur.com/PsO8WDR.gif

Offline

#6 03-07-2017 o 17h17

Straż Cienia
Mephala
Nowo przybyła
Mephala
...
Wiadomości: 3

@sashka
Dzięki! Mam nadzieję, że charaktery pozostałych postaci uda mi się przedstawić równie dobrze, chociaż może być to trudniejsze o tyle, że narrację przyjęłam niejako „znad ramienia” głównej bohaterki.
Co do długości rozdziałów to zobaczymy w praniu jak to wyjdzie, póki co niczego sobie nie narzucam /static/img/forum/smilies/wink.png

@Endine
Ajajaj, lejesz miód na moje serducho! A propozycję poważnie rozważę  /static/img/forum/smilies/roll.png


2.

    Przekręciła klucz w zamku i weszła do środka. Zapaliła światło, krytycznym okiem pobieżnie zlustrowała stan mieszkania i, nie zauważywszy niczego kompromitującego, wpuściła nieplanowanego gościa. Przez całą drogę milczeli, a ona biła się z myślami. Co najlepszego robiła? Gościa w ogóle nie znała, sądząc po jego nieprzytomnym wzroku mógł być pod wpływem jakichś środków odurzających; owszem, okoliczne towarzystwo nieco go sponiewierało, ale przecież równie dobrze to on mógł się z czymś rzucać do napotkanej trójki, a ona teraz zamierzała pozwolić mu przekimać u siebie. W dodatku nic nie mówił. Nie przedstawił się, nie wyjaśnił przebiegu zajścia. Zmęczenie znów zaczęło przeplatać się z irytacją, więc istniało prawdopodobieństwo, iż oberwałby prewencyjnie, gdyby wreszcie spróbował się odezwać. Zerknęła na niego. Poobijany i brudny obraz nędzy i rozpaczy. Posklejane intensywnie niebieskie długie włosy i oczy lśniące turkusową zielenią jak dwa kawałki kryptonitu utwierdziły ją w przekonaniu, że ma do czynienia z jakimś zagubionym w czasie i przestrzeni maniakiem LoLa nieoszczędzającym na charakteryzacji. Zdecydowała się przerwać ciążącą już ciszę.

    - Możesz zostać do rana. Potem znikasz z mojego życia wraz ze wszystkimi swoimi problemami – oznajmiła twardo zdejmując płaszcz i wieszając go na kołku. Mężczyzna rzucił jej kolejne spłoszone spojrzenie. – Zechciałbyś przestać patrzeć na mnie jak zraniona łania?

    - Wcale tak nie patrzę – naburmuszył się. Opuchnięta warga nieco zniekształcała mowę.

    - Oczywiście – mimowolnie parsknęła zrzucając z obolałych nóg buty. Ulga była tak wielka, że była w stanie okazać cień życzliwości nawet całemu stadu niebieskowłosych świrów. - Tutaj po lewej masz pokój, znajdź sobie jakieś ciuchy, w szufladzie chyba powinny być dresy – głową wskazała najbliższe drzwi. -  Na prawo od kuchni znajdziesz łazienkę, w szafce pod umywalką są czyste ręczniki. Poradzisz sobie?

    - Tak… - zawahał się. – Dziękuję.

    Gdy gość zniknął za drzwiami udała się do kuchni. Batman siedział na krześle i wzrokiem domagał się wyjaśnień.

    - Oj chłopie, sama chciałabym wiedzieć. I nie potrzebuję twoich krzywych spojrzeń, i tak jestem na siebie wystarczająco zła – szepnęła w jego stronę otwierając lodówkę. Wyjęła rondel z resztką wczorajszych pulpetów oraz puszkę z tuńczykiem, którą zaprezentowała kotu. – Widzisz? Mam jedzenie. Nie warto się na mnie boczyć.

    Kocur jednym susem znalazł się na blacie, pojednawczo mrucząc trącił swą panią czarnym nosem i polizał po ręce. Spojrzała na dłonie. Musiała zahaczyć pięścią o zęby Rudego, gdyż skóra na knykciach prawej była zdarta i pomału rosła opuchlizna.

    - Kawał ze mnie bohaterki, nie ma co – mruknęła wyciągając z górnej szafki spodek i nakładając na niego pachnące kawałki ryby. – Jeżeli chcesz powiedzieć, że mam na siebie bardziej uważać, to też sobie daruj.

    Kroki w przedpokoju przypomniały jej, że nie jest sama. Gdy drzwi od łazienki się zamknęły, krytycznym okiem oceniła ilość pozostałego w garnku jedzenia. Na kolację dla zmęczonej całodziennym koszmarem uczelnianym niewiasty mogłoby wystarczyć, ale dla głodnego faceta po cięższych przejściach było za mało. Po chwili zastanowienia wyjęła słoik gotowego sosu do spaghetti oraz makaron, w myślach obiecując sobie, że jeśli goszczący u niej dziwak ośmieli się skrytykować przyrządzony posiłek to będzie spał na klatce schodowej. Kiedy umieściła gar z osoloną wodą na gazie, z łazienki dobiegły ją niepokojące dźwięki.

    - Wajcha pod natryskiem maksymalnie w górę i w lewo, potem wyśrodkuj! – krzyknęła nalewając wody do czajnika. Chwilę później odpowiedział jej nieartykułowany wrzask. – Wyśrodkuj! – powtórzyła głośniej licząc, iż poparzenia nie będą zbyt poważne. Ustawiła dwa kubki i nasypała do nich herbaty, po czym usiadła przy stole. Odór odczynników, którym przeszły jeansowe spodnie i kraciasta koszula, drażnił nozdrza, jednak nie powstrzymało to czarnego pieszczocha przed wyciągnięciem się na jej kolanach z miną „wiem, że trochę życie ci się sypie, ale wrócimy do tego później – teraz miziaj”. Uśmiechnęła się do niego sennie i podrapała go za uchem. Zamknęła oczy delektując się chwilą spokoju.

Błogostan przerwany został przenikliwym gwizdem czajnika. Delikatnie przełożyła kota na sąsiednie krzesło i wstała zalać herbatę. Wrzuciła makaron do bulgoczącej wody, a na sąsiednim palniku postawiła rondel z sosem i pulpetami. Usłyszała ciche kroki i obróciła się. W drzwiach stał boso jej gość, już umyty i przebrany w zbyt obszerny t-shirt i za krótkie spodnie. Wodził wzrokiem między nią a kotem, po czym wypalił:

- Twój cirilak ma jedną głowę?

Uniosła brwi w niemym pytaniu. W odpowiedzi niepewnie wskazał nadąsanego zwierzaka.

- Batman – odpowiedziała. – A jedna to optymalna liczba głów dla kota.

    Z twarzy rozmówcy odczytała dezorientację i niezrozumienie. Wzruszyła ramionami i udała się w stronę łazienki.

    - Idę się myć. Pilnuj sosu.

***


„Spokojnie. Przecież nie ma najmniejszego sensu się denerwować. To tylko idiota jakich wielu, prawda?” – przekonywała siebie w myślach przeżuwając makaron z sosem o lekkim posmaku spalenizny, zerkając jednocześnie na siedzącego obok kota obdarzającego gościa wysoce nieżyczliwym spojrzeniem zielonych ślepi. Wcześniej udało jej się opanować wzburzenie, gdy w łazience zastała mokrą podłogę oraz pozostawione brudne ubrania, które ostatecznie po prostu wrzuciła do pralki z mściwą myślą „a niech się sfilcują, zafarbują lub zniszczą w inny sposób”.

- Bardzo dobre – oznajmił siedzący naprzeciwko kretyn. Spojrzała na niego spode łba. Kpił? Nie, wyglądało na to, że mówił szczerze i z przekonaniem.

- Byłoby lepsze, gdybyś raczył mieszać sos, jak o to prosiłam.

    - Kazałaś pilnować.

    - A ty stałeś obok garnka i gapiłeś się jakby z jego wnętrza miała wyskoczyć drużyna psotnych chochlików.

    - Nie byłaś precyzyjna – turkusowe oczy spojrzały na nią z wyrzutem. Zamierzał jej tu strzelać focha? Serio? Potrząsnęła głową z rezygnacją.

     - Jak masz na imię?

    - Ezarel.

    - A tak poza światem fantasy?

    - Słucham?

    - Jak masz naprawdę na imię?

    - Ezarel. To moje prawdziwe imię.

    Machnęła ręką. Niech mu będzie. W gruncie rzeczy niewiele ją obchodziła jego tożsamość, miała zamiar rano zamknąć za nim drzwi i nigdy więcej go nie oglądać.

     - Zatem co tu robiłeś, Ezarelu? Zabłądziłeś w drodze z konwentu? Czy też może wściekle niebieskie włosy i doczepiane uszy są elementem twojego zwykłego wizerunku? – rumieniec na twarzy rozmówcy świadczył o tym, że trafiła w czuły punkt, więc ze złośliwym uśmieszkiem drążyła dalej. – Swoją drogą klej musi być niezły, skoro trzyma również w kontakcie z ciepłą wodą.

    - Czy sprawia ci przyjemność obrażanie mnie? – spytał drżącym z hamowanej złości głosem.

    - Tak – odpowiedziała z promiennym uśmiechem. Kot również z zadowoleniem przyglądał się mężczyźnie. Chwilę czekali na wybuch, gość jednak szybko ochłonął.

    - Zatem jaka jest twoja historia, Przybyszu z Matplanety? – ponowiła pytanie.

    Mężczyzna milczał przez dłuższą chwilę, intensywnie nad czymś się zastanawiając.

    - Czy mogę ci zaufać? – spytał wreszcie poważnie wpatrując się w oczy kobiety.

    - Nie – odparła. – Ale raczej nie masz innego wyjścia, więc mów.

    - Jestem elfem. Pochodzę z Eldaryi, świata zamieszkałego przez faerie. Należę do Wielkiej Straży Eel, gdzie stoję na czele Straży Absyntu. Trafiłem tutaj przypadkiem, wraz z grupą rewitalizacyjną zostałem wysłany w celu zdobycia składników do nowych eliksirów. Coś jednak poszło nie tak przy otwarciu portalu i wyrzuciło mnie w tym miejscu.

    Z każdym słowem rosło jej rozdrażnienie. Już dała się wkręcić, że facet będzie szczery, a tymczasem ten ewidentnie robił sobie z niej jaja. Nozdrza zaczęły jej niebezpiecznie drgać.

    - Jestem zatem zdany na twoją pomoc – ciągnął poważnie niezrażony niczym gość.  – Czy znasz w pobliżu jakieś magiczne portale, które pozwoliłyby mi wrócić do domu?

    Złość wzięła w niej górę. Odsunęła gwałtownie krzesło i zerwała się z miejsca zaciskając pięści. Kot zapobiegliwie czmychnął z kuchni.

    - Proszę, nie bij, mówię prawdę! - „elf” zapiszczał rozpaczliwie osłaniając się rękoma.

    Zawahała się. Spojrzała na jego posiniaczone przedramiona, rozbitą wargę i przerażone oczy. Koleś musiałby być skończonym idiotą, aby celowo prowokować do obicia mu twarzy drugi raz tego samego dnia, a chociaż na razie nie dał jej powodu, by wysoko oceniała jego inteligencję, to jednak nie wyczuła w jego słowach kłamstwa. Odetchnęła głęboko. Podeszła do zamrażarki i wyjęła dwa woreczki z lodem, z szafki wyciągnęła napoczętą butelkę wina i dwa kieliszki, po czym wróciła na miejsce. Jeden z woreczków podała mężczyźnie wskazując na jego wargę, drugi owinęła wokół swojej dłoni. Wyjęła korek z butelki.

    - Dobrze, potraktuję to jako swoisty eksperyment intelektualny i postaram się zachować otwarty umysł – powiedziała napełniając kieliszki. – In vino veritas*. Zacznij od początku.



*In vino veritas (dosł. „w winie prawda”) – sentencja łacińska mówiąca o tym, że szczerość rozmówców wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości spożytego alkoholu /static/img/forum/smilies/wink.png



PS
Macie macie może jakiś sposób na znikające wcięcia w akapitach? Nie mam pojęcia, dlaczego część przeniosło poprawnie, a część pominęło /static/img/forum/smilies/sad.png

Ostatnio zmieniony przez Mephala (03-07-2017 o 17h54)

Offline

#7 04-07-2017 o 12h09

Straż Cienia
Endine
Akolita Jednorożców
Endine
...
Wiadomości: 375

Witaj!
Twoje opowiadanie jeszcze raz sprawiło mi banana na twarzy, i to takiego ogromnego XD

Ezarel taka sierotka teraz... jestem ciekawa co on zrobi by serio mu uwierzyła.

Ale trzymam za niego kciuki! :> jeszcze ją będziesz brał tygrysie.

Albo ona ciebie, who cares.

Wiaderko weny, czasu i chęci pisania!

Będę starać się o twoją rękę my lady.


https://i.imgur.com/PsO8WDR.gif

Offline

#8 04-07-2017 o 17h54

Straż Obsydianu
Laique
Szeregowiec
Laique
...
Wiadomości: 86

Oho, kolejne swietnie zapowiadajace sie opowiadanko /static/img/forum/smilies/smile.png Tylko bagam, rob wszystko, by wena trwala!

Offline

#9 04-07-2017 o 23h10

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

„- Twój cirilak ma jedną głowę?” — tylko to tu zostawię, bo śmiechłam potężnie, i wracam do czytania.
Okej, jestem. Wczoraj trafiłam na twoje opowiadanie, ale ostatecznie trafiło do zakładek z jakiegoś tam powodu i dziś do niego wracam. Och, jak ja się cieszę, że to zrobiłam! Żałować mogę jedynie tego, że czekały mnie tylko dwa odcinki. Ale po kolei. Pierwsze, co chciałabym napisać, to skomplementowanie twojego stylu. Piszesz po prostu doskonale! Czysto, gładko, prosto, przejrzyście… twoje opowiadanie czyta się po prostu błyskawicznie! Dziewczyno, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo chciałabym pisać tak dobrze jak ty! Nie znalazłam żadnego błędu, po prostu nic! Coś cudownego, naprawdę! Tak przy okazji, nie wiem, co może dziać się z odstępami. Ja po prostu trzaskam spacjami: pięć spacji to mój akapit. Niestety inaczej się nie da. I tak sobie myślę, że skoro dodajesz akapity, to enterowe odstępy nie są potrzebne, bo najczęściej daje się albo akapity, albo odstępy, rzadko jedno i drugie. Ale mniejsza, wróćmy do fabuły.
Ezarel! <3 W ogóle ciekawa rzecz: większość opowiadań tutaj (indywidualnych, bo grupowych nie czytam) skupia się na tym, że bohaterka trafia do Eldaryi. I choć teoretycznie oczywistym jest, że przejście ma dwie strony, to jakoś mało kto wpadł na to, że ktś ze Straży może znaleźć się w sytuacji Garnka z gry. I oto mamy Ezarela, który trafił do świata ludzi. Cudownie! Jego pierwsze momenty na ziemi… typowo ziemskie, a więc nieprzyjemne, brutalne, bolesne. Aczkolwiek przyznać ci muszę, że tutaj jedna rzecz mi zgrzytnęła. Mianowicie troszkę się dziwię, że Ezarel tak szybko „zaufał” bohaterce i wyśpiewał jej wszystko jak na spowiedzi. Moim zdaniem Ezarel, tak znany z konsekwencji w działaniu, powinien rozeznać się w terenie, spróbować się dowiedzieć, co to za miejsce, zebrać na to jakoś dowody, skorzystać z pomocy, przemyśleć wszystkie za i przeciw i dopiero później, bo uprzednim przygotowaniu bohaterki, powiedzieć jej to i owo. No chyba że Ezarel już od dłuższego czasu tu siedzi, co w sumie też nie jest wykluczone. Ale bohaterka też dość szybko mu odpuściła, chociaż w sumie tu się wszystko może zmienić, bo w takim momencie się skończyło. Ale to tylko takie luźne spostrzeżenie i niech cię nie zniechęca, Krysztale broń!
Kocham to opowiadanie, poważnie /static/img/forum/smilies/big_smile.png Jest przede wszystkim fantastycznie napisane, a i fabuła intryguje, mimo że to dopiero początek. Ale Ezarel w naszym świecie? Kupuję to w ciemno. Wobec tego pisz dalej, błagam cię, pisz dalej! I tak przy okazji zapraszam też do siebie — byłoby mi niesamowicie miło, gdybyś zajrzała do mojego opowiadanka. Link jest w sygnaturce c:
No, to tyle ode mnie. Niecierpliwie czekam na kolejną część, życzę wiader weny i pozdrawiam gorąco! /static/img/forum/smilies/big_smile.png


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Offline

#10 07-07-2017 o 19h27

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 340

Spodobało mi się. Błędy pewnie jakieś są - zawsze są, wiem o tym najlepiej ;_; - ale nie mam zamiaru ich szukać czy wytykać. Na początku tekst wydawał mi się sztywny, ale po chwili całkiem mi przeszło. Reakcje bohaterki tak jak i dialogi w pełni naturalne, sytuacja zabawna, a myśl o tajemniczej, podprysznicowej wajsze najlepsza. Pomysł żeby dla odmiany przenieść kogoś z Eldaryi na Ziemię dobry. Jedyne, czego można by się uczepić, to 1) przygarnięcia od tak obcego faceta pod swój dach, ale to usprawiedliwia powieściowa tendencja, 2) występ głównej bohaterki jako heroiny na metaforycznym, białym koniu chroniącej tyłki nadobnych elfów przed skopaniem (a możliwe, że i pozbawieniem cnoty - podejrzane okolice są podejrzane). Przeciętna kobita nawet z zaskoczenia raczej nie dałaby rady trzem facetom, chyba, żeby bezlitośnie operowała łomem czy czymś podobnym. Ale można później połatać, że chodziła na jakieś sztuki walki czy tam kurs obrony dla zaawansowanych.
Generalnie Lublu <3

Ezowi wszystko smakuje... Na miejscu Batmana bałabym się o swoje puszki z karmą. Kicia pilnuj!

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1