Forum

Strony : 1

#1 04-05-2021 o 20h01

Straż Absyntu
Lythan
Guard in Training
Lythan
...
Wiadomości: 264

https://i.ibb.co/r0Xq1MD/how-to-draw-snowflake-2-6.png

Nikt inny jak Methrylis nakłoniła mnie do tego, abym spróbowała tu swoich sił w pisaniu.
Większość rozdziałów pisałam sobie dotychczas "na brudno", dla samej siebie.
Może komuś spodoba się jednak tematyka nadprzyrodzonych zdolności i zostanie tu na dłużej c;
Miłego czytania!

Another




ROZDZIAŁ 1


    Ulicami Litchfield sunął wyblakło-żółty autobus, którego kierowca bez pośpiechu zatrzymywał się na każdym przystanku, zmuszając przyszłych pasażerów do oczekiwania na jego przybycie w srogim deszczu. Starszy mężczyzna z gęstym wąsem ignorował wszelkie, kąśliwe uwagi i posyłane mu, niedowierzające spojrzenia, mozolnie sącząc kawę z ogromnego termosu. Tanner z ledwością przepuścił kolejnych pasażerów w głąb pojazdu, modląc się w duchu, by ta poranna przejażdżka dobiegła końca. Szatyn poprawił jedną dłonią zsuwający się z głowy kaptur, a drugą kurczowo chwycił metalową poręcz – byleby zachować jakąkolwiek stabilność wśród dziesiątek ludzi, niepotrafiących stać bezczynnie w miejscu.

    Był święcie przekonany, że jeden dzień wagarów w żaden sposób mu nie zaszkodzi. Niestety – całkowicie zapomniał o teście z matematyki, który teoretycznie powinien być jego priorytetem – w żaden sposób nie mógł oblać. Pech chciał, że wszyscy jego przyjaciele mieli zajęcia od wczesnych godzin, w rezultacie czego, zmuszony był do jazdy nielubianym przez siebie, publicznym transportem.

    Tanner przytrzymał dłonią zlane potem czoło i głośno sapnął, unikając ciekawskiego wzroku dwóch pań naprzeciwko. Migrena była silniejsza, niż kiedykolwiek, a sroga ulewa panująca na zewnątrz ani trochę nie pomagała mu przekonać się do tego, by wykrzesał z siebie choć skromną nawiązkę desperackiej motywacji – był pewien, że nie zdąży trafić do klasy przed rozpoczęciem wykładu. Tanner zerknął zestresowany na wyświetlacz telefonu i z głośnym westchnięciem uświadomił sobie, że miał rację. W absolutnej ciszy przepuścił dwójkę młodszych, wiercących się nastolatków, których normalnie zgromiłby jakąś żartobliwą uwagą i przesunął się do przodu.  Autobus zatrzymał się przed jego uczelnią.

    Zrezygnowany, pożegnał kierowcę i pobliskich pasażerów, jednakże nie otrzymał odpowiedzi. Choć miał ogromną ochotę, by utrzeć nosa wszystkim zarozumialcom, zacisnął pięści i mimo woli odpuścił, bez jakichkolwiek, niepotrzebnych działań podążając w stronę dziedzińca. Na zewnątrz nie było nikogo, co wcale go nie zdziwiło, zarówno ze względu na pogodę, jak i godzinę. Korytarz wypełniało jednak kilka, znanych z widzenia sylwetek. Na uczelni, do której chodził Tanner, wszyscy mieli ze sobą choć trywialną styczność. Nie był to ani ogromny kampus, ani nie uczęszczało do niego tysiące studentów – typowy High School w mniejszych zakątkach Illinois.

    Tanner przywitał się skinieniem głowy z grupą starszych znajomych, będących szkolnymi weteranami, jeśli chodziło o nietrzymanie się uniwersyteckiego regulaminu. W drugiej części korytarza, trójka pierwszorocznych przyjaciół biegała ze stertą papierów w ramionach, nadal błądząc między wydziałami. Tanner nawet nie spostrzegł, kiedy nogi same zaprowadziły go pod odpowiednią salę. Zanim pchnął drzwi i znalazł się w środku, z ledwością powstrzymał drżenie rąk, a na twarzy wymusił jedyny w swoim rodzaju, pewny siebie uśmiech.

    — Dzień dobry, panie Gryffins — rzekł, przekraczając próg sali, by następnie, w ekspresowym tempie, przeanalizować wzrokiem postury nielicznych uczniów, wpatrujących się dotychczas w ciągi liczb, rozpisanych na ciemnozielonej tablicy. Kiedy wszyscy ze znudzeniem pokierowali spojrzenia w jego stronę, miał całkowitą pewność, że nie pisali zapowiedzianego testu. Profesor Gryffins zdawał się obserwować jego reakcję, spod opuszczonych na nos okularów. Jego wyraz twarzy był zniesmaczony postawą Tannera, ale nowoprzybyłemu studentowi zupełnie to nie przeszkadzało.

    — Dobry dla ciebie, Vaughn — burknął profesor, po czym żwawo odjechał od biurka na wysokim fotelu i obrócił się w jego stronę, z nogą założoną na nogę, by móc w prostszy sposób zmierzyć młodzieńca ostrym spojrzeniem. — Czy zamierzasz notorycznie spóźniać się minimum piętnaście minut na moje zajęcia?

    — Ależ skąd, mogę przychodzić później — zażartował Tanner, posyłając starszemu mężczyźnie przepraszający uśmiech. — Dzisiejsza pogoda całkowicie mnie pochłonęła — brnął dalej, nie zwracając uwagi na niedowierzające spojrzenie Gryffinsa. — Połowę klasy chyba również — dodał, kiwając głową na bok, w stronę obserwujących go z uwagą rówieśników.

    — Na twoje szczęście — uciął profesor, zdecydowanym ruchem krzyżując ramiona. — Jeśli  nie zdobędziesz przynajmniej połowy punktów z testu albo co gorsza, nie przyjdziesz na niego, możesz być pewien, że zimujesz. Ewentualnie po prostu odpuść sobie studia — oświadczył Gryffins, wracając sylwetką do swojego obszernego notesu, na którym zaznaczone było linijką miejsce, w którym zakończył swój wywód.

    — Zrobię, co w mojej mocy — stwierdził Tanner, nie chcąc ciągnąć dalszego dialogu z poirytowanym wykładowcą, po czym pokierował się w stronę swojej ławki.

    — Czyli nic — sapnął za nim profesor, co Tanner całkowicie zbył swoim głupkowatym uśmiechem, udając w owy sposób, że niczego nie usłyszał. Opadając z wytchnieniem na twarde krzesło, rzucił plecak na siedzenie obok i przetarł dłońmi twarz. Był w naprawdę niekorzystnej sytuacji, a jako, że odseparował od siebie większość rówieśników, nie miał również nikogo, kto mógłby wyświadczyć mu przysługę i pomóc z uciążliwym przedmiotem. Nawet gdyby – nie powinien zadawać się z kimś bez Elfen. Gdyby znalazł się w sytuacji, w której musiałby z niego skorzystać, miałby niemałe kłopoty.

    Kalkulując w głowie, w jaki sposób najprościej mógłby osiągnąć upragniony cel, beznamiętnie wpatrywał się w ciężkie krople deszczu, osuwające się po zabrudzonej szybie.

    — Panna Lane! — Usatysfakcjonowany głos profesora wywołał nieznane Tannerowi nazwisko, a sam fakt, iż był on niemalże rozanielony, wprawił szatyna w niepohamowane zdziwienie.  Dobry nastrój wykładowcy matematyki graniczył z cudem.

    Dziesiątki par oczu czym prędzej przeniosły się w punkt, do którego profesor podszedł w ekspresowym tempie. Chwilę później czyjaś dłoń wysunęła się w stronę Gryffinsa, namiętnie odwzajemniającego ofiarowany mu gest. Wysoka, kobieca sylwetka nieznajomej przyciągnęła wzrok wszystkich, a przy tym wywołała masę mieszanych uczuć. Dziewczyna wyglądała na odrobinę skonsternowaną, ale życzliwy uśmiech nie schodził z jej zarumienionej twarzy. Przywitała profesora, po czym zwizualizowała wzrokiem całą klasę, docierając aż na jej kraniec, wyznaczany przez ławkę Tannera.

    Szatyn roześmiał się krótko, nie dowierzając, że znalazła się osoba, która dobrowolnie zamieszkała w tym zapyziałym miasteczku.

    — Drodzy studenci, to wasza rówieśniczka Skyler Lane. — Profesor położył dłoń na jej ramieniu, gniotąc przy tym, w bolesny sposób, średniej długości, jasne włosy. Skyler zacisnęła usta w wąską linię i przemilczała ten fakt, ukradkiem wyrywając blond pukle spod ciężkich palców oprawcy. — Dołączy do waszej grupy, co bardzo mnie cieszy. Wszakże dobrze wiecie, że studenci, którzy mają pojęcie o tym, co dzieje się na zajęciach są przeze mnie zawsze bardzo mile widziani — sprecyzował, popychając ją lekko w stronę ławek, by wybrała sobie miejsce, które jej odpowiadało. — Dokończę wykład. Lane, możesz zostać i zapytać o szczegóły przyszłych testów i zajęć, gdybyś miała taką potrzebę.

    — Dziękuję, panie Gryffins — mruknęła ledwie słyszalnie, z subtelną konsternacją przejeżdżając wzrokiem wśród rzędów ławek. Kilku chłopców zaczęło przepychać się między sobą, by zrobić miejsce dla urodziwej studentki, ale natychmiastowo ich zbyła. Ku jej niezadowoleniu, większość osób siedziała w grupkach i parach. Skyler, znając sytuację z autopsji, nie przepadała za masą, pewnych siebie ludzi, którzy byliby skłonni narobić plotek na jej temat, gdyby tylko wykonała jeden, błędny ruch. Niepewnie zmierzając naprzód, przypomniała sobie kogoś, kto z całą pewnością był sam.

    Blondynka odwróciła się przez ramię, bezproblemowo napotykając wzrokiem na ławkę Tannera. Szatyn niemalże podskoczył na miejscu, kiedy zrozumiał zamiar jasnowłosej i odruchowo przyjął godniejszą postawę, niż ta luzacko rozłożona na niemalże całej, dostępnej przestrzeni, jaką oferowała mu dwuosobowa ławka. Ukradkiem zsunął z krzesła plecak i stopą przepchnął go po podłodze na przeciwną stronę.

    — Cześć, mogę się przyłączyć? — zapytała, co szybko potwierdził niemrawym skinieniem głowy. Blondynka, zasiadając na miejscu, od razu przykuła jego uwagę nie tylko nietypową urodą, ale i pewnymi krągłościami, od których musiał prędko oderwać wzrok, by nie zostać skarconym. Tanner odetchnął lekko, uświadomiwszy sobie, że nowa studentka była w jego życiu tylko kolejnym człowiekiem, jakiego musiał od siebie czym prędzej, w „naturalny” sposób odseparować. — Jak masz na imię? — Po wyłożeniu wszystkich rzeczy, których Vaughn nie miał nawet w swoim posiadaniu, blondynka podniosła głowę i przyjrzała mu się kocimi, szaroniebieskimi oczami.

    — Tanner — mruknął, rozluźniając ramiona, kiedy zorientował się, że to on był bardziej zestresowany rozmową, niż nowopoznana dziewczyna. Dotychczas nie miał problemu ze zbywaniem ludzi, ale fakt, że widział ją po raz pierwszy, stał się pewnego rodzaju przeszkodą. — Tanner Vaughn.

    — Ciekawe imię — palnęła, próbując w jakichś sposób pociągnąć rozmowę, którą jej rozmówca skutecznie ukrócał.

    — I kto to mówi — roześmiał się, przechylając nieco głowę, by móc uważniej przyjrzeć się jej twarzy. — To przez kolor oczu?

    Lane pokręciła z niedowierzaniem głową.

    — Skąd ten pomysł?

    — Wyjrzyj przez okno, a potem w lustro, może zrozumiesz, b l o n d y n k o — sprecyzował kąśliwie, po czym sięgnął po telefon, by sprawdzić, ile czasu zostało do zwieńczenia najbardziej znienawidzonego wykładu. — Jesteś nudną kujonką? — rzucił, przyciągnąwszy na siebie jej zaskoczone spojrzenie.

    — A ty dziecinnym buntownikiem?

    Zmierzyli się wzrokiem.

    — Nie — odpowiedzieli sobie równocześnie, co wywołało uśmiech satysfakcji, zarówno na twarzy Sky jak i Tannera.

    — A na to wygląda — dopowiedział.

    — Lepiej bym tego nie ujęła — potwierdziła, zapisując szybkim ruchem kilka wskazówek, zaproponowanych w międzyczasie przez ich wykładowcę. — Po prostu to dla mnie nic trudnego.

    — A dla mnie bycie mną jest wygodne — oświadczył z ironią Tanner, odwracając wzrok, by ponownie skupić się na spływających gwałtownie kroplach deszczu. Ze Skyler rozmawiało mu się na tyle dobrze, że nie był pewny, czy powinien to kontynuować. Była nowa i potrzebowała kompana, a on nie był kimś, z kim powinna się zadawać.

    — Wygodne może być dla ciebie „nic nierobienie”, ale zimowanie raczej nie — stwierdziła, po czym zajrzała ukradkiem do jego zeszytu, by upewnić się, że był pusty. Tanner zauważył ten gest, szybko odsuwając swoją własność od ciekawskiej blondynki. — Słyszałam tę naganę, którą dostałeś od Gryffinsa.

— Zanim zaczniesz się mądrzyć, wiedz, że jeszcze tego ranka wracałem z wielkiej, typowo amerykańskiej popijawy. Spóźnienie nie było celowe, to chyba jasne — żachnął się, sztywno krzyżując ramiona. Sky popatrzyła na jego dziecinne zachowanie z ukosa i cicho się roześmiała.

    — To dlatego wyglądasz, jakbyś wpadł pod autobus, który przejechał cię dwa… Albo trzy razy.

    — Jeśli nie wyglądałaś kiedyś po jakiejś balandze, choć w połowie jak ja, to słabo imprezujesz.

    — Nie, po prostu dobrze piję — ucięła, zerkając na niego ukradkiem z triumfującym spojrzeniem.
   
Tanner musiał dołożyć wszelkich starań, by uśmiech dzikiej satysfakcji nie uzewnętrznił się, toteż czym prędzej odwrócił wzrok. Musiało minąć trochę czasu, zanim był gotowy spojrzeć na nią bez idiotycznego zachowania się. Widok zamyślonej blondynki wydał mu się nad wyraz interesujący i nie było to spowodowane jakimkolwiek bodźcem relacji damsko-męskiej.

    — Mogę ci pomóc — powiedziała nagle, odrywając pusty wzrok od setek kartek, zapełnionych grafitowym tuszem, powodując, że Tanner niemalże podskoczył na krześle. Posyłając jej niezrozumiały wzrok, próbował powiedzieć coś, ale jakiekolwiek słowa straciły na znaczeniu. Od dawna nie oferowano mu pomocy, ponieważ był z reguły osobą na wskroś samowystarczalną, co niejednokrotnie podkreślał. Blondynka stuknęła długim, pomalowanym na pudrowo niebieski kolor paznokciem w  okładkę pustego zeszytu Tannera i po raz kolejny zwycięsko się uśmiechnęła. — Nie znam cię, ale wydajesz się być jedyną, porządną osobę w tej grupie. Nauczę cię do tego testu, a jeśli nie, przynajmniej będziesz mieć solidne ściągi.

    — A co chcesz w zamian? — Uniósł gęstą brew i popatrzył na to, jak blondynka powiodła wzrokiem do ciemnozielonej tablicy.

     — Wystarczy, że będę mieć z kim siedzieć w ławce — powiedziała, nie przerywając wpatrywania się w ciąg znaków, rozpisywanych przez wykładowcę. Tanner popatrzył na dziewczynę jeszcze przez moment, po czym powrócił do obserwowania ścigających się kropel deszczu. Nie spostrzegł nawet, kiedy spomiędzy gęstych chmur wyłoniło się jaskrawe słońce.

Ostatnio zmieniony przez Lythan (04-05-2021 o 20h04)


https://i.ibb.co/SxP4tj2/7.gif

Offline

#2 05-05-2021 o 20h28

Straż Absyntu
Methrylis
Vanquished a Chicken
Methrylis
...
Wiadomości: 757

https://i.imgur.com/KLbAPid.png


Ano nakłoniłam i bardzo się cieszę, że mnie posłuchałaś <3 A ja, tak jak obiecałam, podbijam i obiecuję śledzić to opko na bieżąco!

Już mi się podobają twoje opisy — są bardzo gładkie, takie swobodne! Bardzo szybko się je czyta i łatwo wyobraża! EJ, NIE, SERIO — im dalej czytam, tym jest lepiej! Jak mogłaś takie pisanie chować do szuflady? No tyś chyba oszalała! Boże, jak dobrze, że cię namówiłam!

Tylko czasami szalejesz z nadmiarem przecinków /static/img/forum/smilies/big_smile.png Ale spokojnie, to drobnostka i to do wychwycenia tylko przez kogoś, kto się czepia. Czyli np. mnie. xDDD Ale nikt inny tego nie zauważy, więc się nie martw ;]

Jaka wbita do profesora, aż parskałam XDDD

Ale taka mała uwaga: od czasu do czasu możesz używać jakiegoś zamiennika dla imienia Tanner. Bo cały czas bohatera tak określasz, a możesz czasem użyć nazwiska, jakiejś cechy czy coś. By tak tego imienia nie nadużywać.

„wracając sylwetką do swojego obszernego notesu” — tutaj proponowałabym proste „odwrócił się” albo „wrócił”, bo to z sylwetką jest troszkę na wyrost.

Fajnie sobie młodzi wbijają, lubię ich humor xD

Okej, zapowiada się super! Na razie jest milusio i ostrożnie, ale wiem, że to się niebawem rozkręci. I powtórzę to, co napisałam na początku: dziewczyno, masz niesamowicie lekką rękę do pisania! Jak mogłaś tyle czasu to ukrywać?! Pisz dalej, pisz! Bo zdecydowanie powinnaś, jako że właśnie udowodniłaś, że się na tym znasz!

Czekam więc na resztę i pozdrawiam! ^^


https://i.imgur.com/vaAVZam.png

Offline

#3 06-05-2021 o 13h54

Straż Absyntu
Mooky
Vanquished a Chicken
Mooky
...
Wiadomości: 692

https://i.ibb.co/MfZyDcd/5eb074a880990943fc490b0927e4ba8b.png

Przeczytałam i jestem uradowana, tekst czyta się bardz przyjemnie, nawet tak jak wyżej wspominanie przecinki mi sie przekszadzały.

Ciekawi mnie bardz akcja oraz co się będzie działo z racji tego, że uwielbiam taką tematykę, mam nadzieje, że akcja rozwinie się niedługo bo wręcz nie mogę się doczekać jakichś pikantyych szczegółów z życia głownego bohatera, bo w końcu musi być jakiś powodu odpychania wszystkich ludzie, ze swojegożycia.....

Również cieszę się, że dałaś się namówić @Methrylis na dodanie tego wątku i będę śledzić wątek w poszukiwaniu nowych rozdziałów!

<3


https://images89.fotosik.pl/503/6cb10a16b323d924.png

Online

#4 06-05-2021 o 19h21

Straż Absyntu
Lythan
Guard in Training
Lythan
...
Wiadomości: 264

https://i.ibb.co/r0Xq1MD/how-to-draw-snowflake-2-6.png

Naprawdę się cieszę, że znalazłam grono odbiorców, których będę mogła zamęczać swoimi wypocinami!
Dodaję drugi rozdział - resztę będzie można znaleźć tu mniej więcej co tydzień.

Dziękuję też za wskazówki @Methrylis, postaram się zwracać na to uwagę!
@Mooky, będę pisać na bieżąco, obiecuję!




ROZDZIAŁ 2




    Tanner intensywnie przeżuwał nieco wyschnięty makaron, będący głównym składnikiem, zakupionego w uniwersyteckiej stołówce, odgrzewanego spaghetti.  Smak był równie przeciętny, co wygląd pozornie wykwintnego posiłku, ale pozostający bez jakiegokolwiek pożywienia od zeszłej nocy Tanner konsumował pokarm, jak gdyby pochodził z ekskluzywnej, pięciogwiazdkowej restauracji.

    — Nie spodziewałem się tu ciebie. — Usłyszał dobiegający zza jego pleców niski głos, którego właściciel był ewidentnie rozbawiony zastanym na stołówce widokiem. Tanner odwrócił się przez ramię, z resztką sosu w kąciku ust, przyglądając się niedowierzającej minie swojego przyjaciela.

    — Wiedz, że wolałbym, aby mnie tu nie było — mruknął w odwecie, czym prędzej chcąc dokończyć, stygnący posiłek. Po kolejnym odgrzaniu straciłby swój smak całkowicie. — Będziesz to jeść? — Wskazał widelcem na burgera, usytuowanego na tacy Micaha.

    — Wydaje mi się, że po to go kupiłem — oświadczył, siadając naprzeciwko Vaughna, kończącego konsumpcję swojego lunchu. — Tracy mówiła, że wyszedłeś wczoraj na „jedno piwo” — zaczął, po czym zwizualizował wzrokiem jego sylwetkę i prychnął śmiechem. — Nie wiem czy być złym, że nie zgarnąłeś mnie i Zane’a, czy współczuć ci stanu, do którego się doprowadziłeś.

    — Coś ty, czuję się wyśmienicie — zapewnił bez jakiegokolwiek entuzjazmu w głosie, resztką sił pocierając ospałe powieki. — Chłopaki z drużyny zaproponowali ten wypad.

    — Dobrze wiesz, że powinieneś ograniczyć „takie” kontakty z „innymi” ludźmi — oświadczył, podkreślając wyrazy tak, by dać do zrozumienia Tannerowi coś, o czym nikt inny nie miał bladego pojęcia. Szatyn sapnął ciężko, ale zaraz potem krótko się roześmiał.

    — Wyjścia na „jedno piwo” ciężko odmówić — stwierdził, po czym opróżnił do cna butelkę z gazowaną wodą.  — Poza tym, po alkoholu zapominam, że mam „takie” geny — powiedział metaforycznie, zerkając kątem oka na kilka dziewcząt, przechodzących obok ich stolika. Szepcząc między sobą niezrozumiałe kwestie, posłały zalotne uśmiechy Micahowi.

    Czwartoroczniak zdawał się ich jakby w ogóle nie widzieć, przez co speszone adoratorki, czym prędzej umknęły w głąb obszernej stołówki.

    — Zapunktowałbyś tym u niej.

    — O czym mówisz? — zapytał Micah, powoli krojąc burgera na pół, by móc w łatwiejszy sposób skonsumować jego zawartość. Tanner oparł głowę na jednej dłoni i posłał mu niedowierzające spojrzenie.

    — Raczej o kim. O Tracy i o tych laskach, które totalnie zignorowałeś.

    — Dobrze wiesz, że nie ma czegoś takiego jak „ja i Tracy” — podkreślił, ciężko wzdychając na samą myśl o rozpoczętej przez Tannera sprawie, która odgórnie wprawiała go w zakłopotanie. — Skończ ze swoimi wymysłami i nie zmieniaj tematu. Mówiliśmy o-

    — To może teraz o innej dziewczynie — zaproponował Tanner, ignorując sceptyczny wzrok brązowowłosego przyjaciela, któremu przerwał w połowie wypowiadanego zdania. — Tylko się nie denerwuj.

    — Dobrze wiesz, że widzieć mnie zdenerwowanego graniczy z cudem — oświadczył Micah, wątpliwie spoglądając na zestresowany uśmieszek Vaughna, który nie wróżył nic dobrego. — Co znów narobiłeś?

    — Mam w grupie nową studentkę — zaczął Tanner, z zażenowaniem rozmasowując kark. Mic uniósł lewą brew, w ciszy czekając aż Vaughn zdecyduje się na kontynuację monologu. — Nie wiem, co ją skłoniło, by zamieszkać w Litchfield, ani tym bardziej, by usiąść obok mnie, ale nie narzekam. Jest niezła.

    — Widzę, że ograniczanie kontaktów z „innymi” wychodzi ci znakomicie — parsknął Micah, zaczynając konsumpcję od soczystego plastra wołowiny. — To, że jest niezła, to żaden argument.

    — Pomoże mi zdać matmę — dodał, pochylając się nad stołem, by bezwstydnie móc podbierać jedzenie z talerza swojego przyjaciela. — Sam masz problem z tym przedmiotem, więc spróbuj mnie zrozumieć. Tylko pozwolę, by pomogła mi uniknąć zimowania i zaraz potem nawet o niej nie usłyszysz, w porządku? — zapytał, błagalnie się mu przyglądając.

    Micah Krueger był wśród przyjaciół Tannera tym, który troszczył się o wszystkich i chronił ich przed okrutną rzeczywistością. Każdy liczył się z jego zdaniem, dlatego Vaughnem targały wątpliwości, co do podjętej decyzji, dopóki jego towarzysz nie kiwnął twierdząco głową.

    Tan prawie krzyknął w geście satysfakcji.

    — Wielbię cię, Mic.

    — Daruj sobie — rzucił Krueger, nie mogąc przy tym powstrzymać uśmiechu, który wślizgnął się na jego twarz. Kiedy zacisnął szczękę, mocno zarysowane kości policzkowe uwidoczniły się jeszcze bardziej, a jasnozielone tęczówki chłopaka powędrowały na rozchmurzoną twarz Tannera. — Postaraj się nie zrobić jakiegoś głupstwa. Wiesz, że tu nie chodzi tylko o nas.

    — Co to za tajemne szepty? — Niska, łudząco podobna do Vaughna dziewczyna objęła jego szyję, drugą dłonią zgrabnie utrzymując, znajdujący się na tacy, posiłek. — Co miało znaczyć to „o nas”?

    — Jesteś zazdrosna nawet o własnego bliźniaka, Tracy? — Zane, przyglądając się zaistniałej sytuacji prychnął śmiechem. Micah przyłożył dłoń do czoła, z zażenowaniem konsumując posiłek, podczas kiedy wszystkie pary oczu studentów wokoło skupiły się na ich stoliku.

    — Puść mnie, g*wniaro — warknął Tan, na co bliźniaczka zuchwale parsknęła śmiechem.

    — Jestem młodsza o sześć minut, ale silna sto razy bardziej — skwitowała, ostatecznie puszczając nadwyrężoną szyję brata, który z ulgą rozmasował obolałą skórę w miejscu krtani, posyłając jej zirytowane spojrzenie. — Jak matma? Zimujesz, bałwanie? — roześmiała się, czym prędzej zajmując miejsce obok Micaha, na którego Tanner spojrzał w dwuznaczny sposób. Krueger tylko wywrócił oczami, kręcąc z niedowierzaniem głową na małostkowość swojego przyjaciela.

    — Nie, nie pisali dziś testu. Było za mało osób — wyjaśnił krótko, po czym przesunął się nieco, by zrobić miejsce Zane’owi, który nie wiadomo z jakich powodów taszczył ze sobą, oprócz plecaka i pokrowca z gitarą, tacę oraz kawę z automatu w drugiej dłoni. — Załatwiłem sobie nawet korepetycje.

    Na tę wiadomość, Tracy niemalże wypluła pitą oranżadę, a Zane siadając, upuścił gitarę, na którą z jego wątłego ramienia, zsunął się, wypełniony po brzegi, plecak. Tanner pomógł brunetowi z tacą, na której upatrzył sobie smakołyki do skosztowania i odstawił kawę na stole, zanim wylądowała na jego głowie.

    Zane był mistrzem, jeśli chodziło o szybkie i łatwe zrobienie bałaganu.

    — Tan, co brałeś na tej imprezie? — rzucił ze śmiechem czarnowłosy chłopak, bez pośpiechu, ustawiając przy stoliku swoją gitarę i plecak. Vaughn odsunął dłoń od tacy, z której zdążył skraść kilka, wciąż ciepłych frytek i przeżuwając je, wzruszył ramionami.

    — Tego nie wiem — oświadczył, wymachując przed brunetem palcem wskazującym, po czym szeroko się uśmiechnął. — Ale tę łanię od matmy ogarnąłem w pełni świadomie!

    — Łanię? — powtórzyła Tracy, z niedowierzaniem unosząc jedną brew. — Niby która dziewczyna w twojej grupie ogarnia matmę?

    — Skyler Lane — oświadczył, z satysfakcją krzyżując ramiona.

    — Pierwsze słyszę — odpowiedziała mu siostra, mieszając łyżką w gorącym ramenie. — Jesteś pewien, że to nie twoja pijacka wyobraźnia podsuwa ci zbyt utopijne wizje? Znam wszystkich z twojej grupy.

    — Jest nowa. — Brak sprzeciwu Zane’a nakłonił Tannera do coraz częstszego podjadania jego lunchu w bezpośredni sposób. — Poza tym, ty i tak bardziej obracasz się wśród kolesi, więc raczej byś jej nie znała. Chociaż… — Zmrużył podstępnie oczy i złośliwie się uśmiechnął. — Gdybyś zobaczyła kogoś lepszego od siebie, na pewno byś się zainteresowała.

    — Sugerujesz, że jakiś „zwykły” człowiek ma doskonalsze „geny”? — Dała nacisk na znaczące słowa, by w niebezpośredni sposób dać bratu do zrozumienia, iż jego teoria nie miała prawa istnieć. — Bzdura.

    — Sama zobaczysz. — Wzruszył ramionami.

    — Nigdy nie zrozumiem, czemu się nawzajem obrażacie — stwierdził Zane, powoli sącząc swoją kawę. — Przecież wyglądacie praktycznie tak samo.

    — Wcale nie! — żachnęli się równocześnie, wprawiając Grossa w zmieszanie.

    Oczywiście, brunet miał rację i rodzeństwo Vaughn doskonale zdawało sobie z tego sprawę. Jasnobrązowe włosy, naturalna opalenizna i błękitne oczy. Tyle, że Tan był od niej o całe dwadzieścia centymetrów wyższy.

    — Jak to nie? Nawet wasze wielkie tyłki niewiele się od siebie różnią — oświadczył po dłuższym namyśle Gross, odsuwając od ust, parującą kawę. Tracy przestała jeść, by przeszyć go na wskroś gromiącym spojrzeniem, a Micah zaczął niekontrolowanie chichotać. Bardziej od wniosku, który przyszedł do kędzierzawej głowy Zane’a, bawił go fakt, iż brunet wypowiedział go w naprawdę patetyczny sposób. Tracy szturchnęła Kruegera ramieniem, skonsternowana faktem, że Gross porównał jej sylwetkę do postury bliźniaczego brata.

    — Może zacznij w końcu jeść, zanim ten żarłok do reszty opróżni twój talerz — zaproponowała Grossowi, w hardy sposób się mu przyglądając. Chuderlawy brunet machnął niedbale dłonią i z uśmiechem postanowił skorzystać z rady zawstydzonej szatynki, ku wyraźnemu niezadowoleniu Tannera. Vaughn popatrzył na siostrę spod przymrużonych oczu i cicho sapnął.

    — A gdzie zgubiłaś Eileen? — zapytał, przerywając ciszę konsumującej lunch, trójce przyjaciół.

    — O właśnie, gdzie Eileen? — powtórzył Zane, na co jego rówieśnik parsknął śmiechem. Micah uwielbiał ospałość swojego przyjaciela, choć niejednokrotnie miał ochotę udusić go za tę całkowitą beztroskę i brak przytomności.

    — Nie wiem — scedowała Tracy, wzruszając niedbale ramionami. — Po historii wyszła z wykładu do gabinetu tych ludzi od uniwersyteckiej gazetki. — Zamachnęła widelcem w powietrzu i wywróciła oczami. — Miała kogoś zapoznać z programem czy coś…

    — Mogłabyś bardziej interesować się swoimi przyjaciółmi, hipokrytko — wytknął jej bliźniak, mierząc się z siostrą rywalizującym spojrzeniem. — Powinniśmy o siebie dbać.

    — I mówi to koleś, który ciągle krąży wokół tych prostaków — odegrała się, kontynuując ze spokojem konsumpcję swojego lunchu.

    Micah wymienił się z Zane’m porozumiewawczym wzrokiem. Wiedział, że opinia Tracy, tyczyła się poniekąd również dziewczyny Grossa.

    — Eile też lubi mieć z nimi kontakt — zauważył brunet, sięgając ponownie po swoją kawę. — Nie zamyka się tylko na nasze grono i nie ma w tym nic złego, jeśli nie zawiązuje bliższych kontaktów, które mogłyby nam zawadzać.

    — Ja wolę ich unikać — ucięła Vaughn, nie podnosząc wzroku znad swojej miski.

    — Cóż, w tej kwestii zgodzę się z Tracy — odezwał się Micah, powodując, że Tanner niemalże od razu parsknął śmiechem. Krueger wiedział, że dwuznaczny rechot Vaughna miał w zamierzeniu zmusić go do odwrotu, ale całkowicie to zignorował. Nie miał zamiaru dawać jakiejkolwiek satysfakcji Tracy, która pokazała język, siedzącym naprzeciwko chłopakom. — Nie mniej jednak, wynika to z mojej nieufności, nie nienawiści… — dopowiedział, z ukosa gromiąc szatynkę wzrokiem. — A wasze spekulacje są bezsensowne. Eile i Tanner nie zrobią niczego, co mogłoby ściągnąć na nas kłopoty.

https://i.ibb.co/0DBYZDh/x.png


    — Przepraszam — szepnęła Skyler, dotykając subtelnie drobnego ramienia, niższej o głowę, ciemnowłosej studentki. Dziewczyna niemalże podskoczyła na bezpośredni gest ze strony blondynki, ze śmiechem odwracając się do niej twarzą. — Nie chciałam cię wystraszyć! — Lane zamachnęła dłońmi w geście samoobrony, ale sympatyczny wyraz twarzy niskiej dziewczyny, całkowicie ją uspokoił. — Czy to ty jesteś...
    — Nic nie szkodzi, łatwo mnie wystraszyć — przerwała jej rozbawiona rozmówczyni, machając niedbale dłonią. — Wystarczy, że zobaczę pająka, bym uciekła z płaczem i krzykiem — dodała, nie przestając radośnie trejkotać. — Potrafię dostać palpitacji serca, kiedy tylko spostrzegę jednego z takich osobników w jakimś filmie… Są ohydne!

    — Cóż, do najsympatyczniejszych zwierząt nie należą… — Skyler założyła włos za ucho, z zafascynowaniem przyglądając się niskiej, wesołej rówieśniczce. Nie sądziła, że zaledwie pierwszego dnia spotka tak osobliwą postać. — Ale te włochate są całkiem urocze, racja? Eile-

    — Ach, tak! To ja. Eileen Howe. — Wysunęła dłoń, którą Skyler subtelnie uścisnęła. — Przepraszam, miałam dziś urwanie głowy z gazetką przez panią Vilheun. Jest absolutną perfekcjonistką — oświadczyła, a kiedy zaczęła odsuwać dłoń od sylwetki Lane, blondynka bez trudu zauważyła, że studentka drżała.

    — Czy ty… Czy ty się stresujesz? — zapytała z niedowierzaniem Skyler, co wywołało na twarzy szatynki soczysty rumieniec. — Hej, to ja tu jestem nowa! — Roześmiała się, co bardzo zaskoczyło przyzwyczajoną do negatywnych reakcji Eile.

    — Po prostu… Trudno mi złapać kontakt z innymi — wyznała, co w pewien sposób poruszyło Sky. Blondynka od wielu lat miała problem z obdarzeniem kogoś zaufaniem. — Nie chcę popełnić żadnego błędu, a wtedy zaczynam dużo mówić i… Finalnie jestem uznawana za-

    — Ty, nowa! Trafiłaś na tę dziwną pieguskę? — Odezwała się wychodząca z gabinetu periodyku szczupła brunetka, w towarzystwie nieco niższej, podobnie ubranej i umalowanej studentki. — Jeśli chcesz coś osiągnąć, mierz wyżej — zaśmiała się, z uprzedzeniem wizualizując posturę zgarbionej Eileen.    

— Wyżej, niż zadzierasz nosa? — rzuciła Skyler, krzyżując sztywno ramiona. Ku zaskoczeniu trzech dziewczyn, jej wyraz twarzy stał się niemalże posągowy i nie uległ zmianie nawet, kiedy obie brunetki prychnęły dokuczliwym śmiechem.

    — Cóż, warto było spróbować uchronić cię przed tą miernotą… — Brunetka machnęła prostacko dłonią. — Ale trafia swój na swego.

    — Zgodzę się. — Skyler skinęła głową, zakładając Eileen rękę na ramieniu, by dodać jej struchlałej posturze odwagi. — Ale wy dwie musicie jeszcze poszukać mózgu, bo bez tego ciężko przyciągnąć do siebie kogoś godnego uwagi — dodała, po czym przybrała teatralną minę zaskoczonej dziewczyny i złośliwie się uśmiechnęła. — Ach, to dlatego trafiłyście na siebie — scedowała, obracając się na pięcie, w geście zwieńczenia konwersacji. Bez zwlekania, pociągnęła zdezorientowaną Howe za sobą, słysząc za plecami ich głośne, wulgarne powarkiwanie. Kiedy tylko dziewczyny znalazły się za rogiem, Sky wypuściła nowopoznaną studentkę i cicho westchnęła. — Przepraszam za tę bezpośredniość, ale chciałam czym prędzej je zbyć — wyjaśniła, zerkając na bladą, pokrytą w obszarze nosa i oczu, drobnymi piegami twarz szatynki. — Nie znoszę tego typu osób. Mogą być „miłe”… — Zrobiła cudzysłów w powietrzu. — Jeśli się z nimi trzymasz. Ale spróbuj na moment spojrzeć w drugą stronę, a rozniosą plotki o tobie na pół miasta. Przerobiłam to zbyt wiele razy, by je tolerować — mówiła, czując na sobie niemalże obezwładniający wzrok szatynki. — Eileen?

    — To było boskie! — Niska dziewczyna podskoczyła z entuzjazmem, a jej włosy w kolorze gorzkiej czekolady uniosły się z lekkością i opadły na połowę twarzy. Howe szybko przywróciła się do porządku i znacząco chrząknęła. — Sama dałabym im popalić, gdybym tylko się na to zdobyła — powiedziała, kurczowo trzymając jedną dłonią nieznaczny plik papierów, który Sky dopiero wówczas spostrzegła. — Ale wśród tylu pewnych siebie ludzi, czuję się czasem… Niewidzialna.

    — Zapewniam, że widzę cię bardzo wyraźnie — zaśmiała się Lane, powodując na twarzy swojej rozmówczyni niezrozumiały uśmiech. Blondynka przeniosła wzrok na informator trzymany przez studentkę, na który energicznie skinęła nosem. — To dla mnie?

    — Tak. — Howe natychmiastowo pokiwała głową i wręczyła jasnowłosej, starannie zapakowane arkusze, które kilka godzin temu dla niej przygotowała. — Jest tam ankieta osobowa do wypełnienia, nasz plan i pomysły na nadchodzące artykuły — sprecyzowała, podążając, niemalże bursztynowymi oczami za dłonią Lane, która wsuwała pliki papierów do obszernej, skórzanej torby. — Przypisano cię do pracy w tych samych godzinach, co mnie.

    — To dobra wiadomość — zapewniła swoją rozmówczynię, na której piegowatej twarzy zagościł szeroki uśmiech. — Nie korzystasz z przerwy na lunch?

    — Jadłam na wykładzie z historii… — przyznała, ze skrępowaniem drapiąc się po karku, co wywołało rozbawienie jej towarzyszki. — Jesteś z mojego roku, prawda?

    — Tak, ale wybrałam drugą grupę, bo są w niej realizowane prawie wszystkie przedmioty, które będą mi potrzebne do egzaminu końcowego — wyjaśniła Sky, rozmasowując brzuch, który domagał się pożywienia. — Ale nie narzekam. Znalazłam w klasie osobę „godną uwagi” — powiedziała, nawiązując do konwersacji z dwoma abderytkami, co rozbawiło Eileen.

    — Jeśli powiesz o kogo chodzi, na pewno zweryfikuję twoją diagnozę — zaśmiała się, poprawiając krótkie, niesforne kosmyki włosów, które opadały na jej twarz. — Ten uniwersytet jest na tyle niekorzystny, że po miesiącu każdy będzie cię tu rozpoznawał.

    — Rozpoznawał i szerzył plotki, ale myślę, że ten chłopak z klasy nie jest osobą, którą interesowałoby tak nonsensowne zajęcie — stwierdziła, skubiąc w zamyśleniu koniuszki swoich palców. — Czy mylę się, co do Tannera Vaughna?

Ostatnio zmieniony przez Lythan (06-05-2021 o 19h22)


https://i.ibb.co/SxP4tj2/7.gif

Offline

#5 13-05-2021 o 22h21

Straż Absyntu
Mooky
Vanquished a Chicken
Mooky
...
Wiadomości: 692

https://i.ibb.co/MfZyDcd/5eb074a880990943fc490b0927e4ba8b.png
Jak zwykle rozdział super! Miałam wcześniej skomentować, ale studia mnie tak pochłonęły, że masakra ;;
Nie mogę się doczekać kolejnych części - mimo, że nie lubię czekać z rozdziału na rozdział to u Ciebie chętnie będę czekać! <3
Wstawiaj już ten 3 rozdział bo chce mieć co czytaj w przerwie od nauki!!!
Mam już swój malutki ship i mam nadzieje, że się spełni


https://images89.fotosik.pl/503/6cb10a16b323d924.png

Online

#6 14-05-2021 o 20h42

Straż Absyntu
Methrylis
Vanquished a Chicken
Methrylis
...
Wiadomości: 757

https://i.imgur.com/KLbAPid.png


Hej hej! Tak jak obiecałam — jestem. Ostrzegałam, że mogę wpadać z opóźnieniem, ale i tak będę na bieżąco, więc spokojnie!

Zdecydowanie nadużywasz słowa „konsumować” we wszelkich jego odmianach. Ledwie zaczęłam czytać, a padło kilka razy — za to ani razu nie było prostego „zjeść”. Rozumiem, że konsumpcja brzmi ładniej, bardziej kwieciście i mądrze, ale tego rodzaju powinien być tylko zamiennikiem do podstawowych wyrażeń, a nie główną osią. Dlatego — więcej jedzenia, mniej konsumowania ;]

I brakuje mi opisów otoczenia. Masz na razie same dialogi. Łatwiej sobie wyobrazić świat przedstawiony, jak wiemy, co i kto jak wygląda. Tymczasem o tym przyjacielu nie wiem nic poza tym, że się dosiadł, wie coś więcej, je hamburgera i zlewa dziewczyny. Ale kim jest? Jak wygląda? Ni wim. To trochę utrudnia odbiór.

O, mamy info, że ma brązowe włosy. Nadal mało, ale dobre i to. No dobra, potem dodajesz kolejne cechy wyglądu, więc pomału zwracam honor, ale zobaczymy, co dalej.

I znowu konsumowanie. Czemu tam nikt nic nie je? ☹

Nie wiem, jak wyglądają te bliźniaczki. Bardzo szybko wprowadzasz bohaterów, ale nie poświęcasz im dostatecznej uwagi poza dialogami.

Ale już polubiłam Eileen /static/img/forum/smilies/big_smile.png I ogólnie ta druga część super — gładka, milusia, bardzo przyjemnie się ją czytało! Tylko w tek pierwszej wkradlo się kilka drobnostek, o których bardzo się rozpisałam i pewnie dlatego wyglądają tak strasznie. Ale nie martw się, wszystko jest do wypracowania, zwłaszcza takie szczególiki ;] Bo warsztat masz niewątpliwie świetny! Widać, że umiesz posługiwać się słowem, masz jego bogaty zasób. Znasz zasady interpunkcji i — co bardzo ważne! — wiesz, jak poprawnie zapisywać dialogi, a to się chwali! Więc jest naprawdę dobrze!

Czekam wiec na resztę i pozdrawiam ^^


https://i.imgur.com/vaAVZam.png

Offline

Strony : 1