Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 11-09-2017 o 13h22

Straż Absyntu
Kace
Żołnierz Straży
Kace
...
Wiadomości: 633

Wstęp

     Zachowujemy się godnie i zacnie – piszemy wstęp, w którym wyjaśniamy parę kwestii, wprowadzamy w temat i oczywiście przepraszamy za błędy, niedociągnięcia... i podkreślamy, że nie jesteśmy mistrzami poprawności. Jednocześnie, będąc w dosyć mocnym przyciąganiu względem chaosu, zaznaczamy, iż może się zdarzyć coś niezrozumiałego. W takim wypadku będziemy się starać rozwiązać problem przy kolejnym rozdziale...
     Mam nadzieję, że Was zaciekawię tym odjechanym opowiadaniem i że mój humor okaże się chociaż trochę trafiony. Zgodnie z moim zamysłem będę się niezwykle radować, jeśli czasem Was zaskoczę, wprawię w zdumienie lub wywołam jakiekolwiek inne emocje.
     Na początku będą przeważały dialogi, ale opisy poddam stopniowemu rozszerzeniu wraz z rozwojem wydarzeń, starając się je dawkować w przystępnej ilości.
     Opowiadanie ma wymiar niepoważny, także pojawią się niezgodności z fabułą gry i ogólnie z grą. Mam nadzieję, że nie będzie z kolei jakichś odchyleń co do charakterów postaci i tu mam na myśli szczególnie Valkyona, bo trudno mi czasem cokolwiek z niego wyczytać (jakoś tak). Jednocześnie Valkoks ma spore znaczenie w przebiegu historii, także pojawi się jakiś czas później... (Wejdzie z impetem i jak człek do mecha i rozpierniczy królestwo El jak owy człek las... #niepytajcie)
      Zaznaczam, że bieżące odcinki nie są nam obce i często będą pojawiać się odwołania do nich, także jeśli ktoś jest w tyle z odcinkami to niech ma na uwadze, że tutaj może się spotkać z jakimiś spoilerami (chociaż niewielkimi, ale jednak).
      Mam nadzieję, że będziemy się razem świetnie bawić i że będziecie miały ochotę komentować, bo nic tak nie cieszy moich oczu i motywuje do działania jak pochlebne xD komentarze.

     Podpisano: Ja i Keroshane.
     <3






     


0

Tańcząca z elfami


     Deszcz zacinał wytrwale, tnąc płachtę granatowego nieba na miliony kawałeczków. Oni stali w tych lodowatych strugach. Ona w samej bieliźnie. On w kompletnym ubraniu. Przebijał ją na wylot spojrzeniem swych lodowatych oczu, skutych z powodu zimy, która nagle nastała w nieczystym sercu. Marznąc po kostki, modliła się w duchu, żeby tym razem jej odpuścił, wypuścił i spuścił choć na chwilę ze smyczy, aby mogła w spokoju oddalić się poza zasięg jego wzroku i wypłakać wszystkie stracone zachody miłości.
     W półmroku przecięła ciszę przerażająca wypowiedź. 
     - Należysz do mnie! - Warknął Leiftan... Ale zaraz... Gdzie my zabrnęliśmy? Zacznijmy może od początku.

     Pierwsze co pamiętam z przebudzenia to rozbłysk miodowego światła, a następnie szum wody, który przyćmiewał wszystkie inne dźwięki. Narodziłam się w... Cholera, trochę za daleko...

      Po Kwaterze Głównej, zamaszystym krokiem przechadzał się mroczny jegomość owiany purpurową aurą tajemniczości. Te podkrążone oczy, rozwiane włosy barwy hebanu i kozia bródka (która tak swoją drogą o dziwo pasowała do reszty postaci) i długa, falująca peleryna. Łatwo go pomylić z Drakulą.
     W jego wzroku czaił się jednak lęk. Wyraźnie czegoś albo kogoś szukał, a nie znalazłszy tego postanowił zawołać na cały głos:
     - Gdzie jesteś, Ty wstrętna dziewko, bałamucąca mego syna!!!
     Nie... Znowu pudło... Swoją drogą, dziwny koleś.

     Jedyna słuszna Eriko,
     Mam się dobrze. Całkiem nieźle. [W sumie to ledwo się trzymam, ale nie chcę Cię martwić...] Także - żyję i mam się świetnie.
     Moja komnata ładnie śmierdzi wilgocią i zgnilizną, co przywodzi mi na myśl nasze wspólne schadzki pod zaliszałym ligustrem. I omszałą betulą. Panuje tutaj przyjemny półmrok, skutecznie minimalizujący drobinki ciepła, jakie mi pozostały do życia. Podłoga wyłożona luksusowym, szarym kamieniem drapie moją jadeitową suknię ze szlacheckiego jedwabiu.
     Potulna Bestia spoziera na mnie swoimi bladoniebieskimi oczyma i wiem, że nigdzie indziej nie spotkałaby mnie taka rozkosz przerażenia.
     Rozpiera mnie... szczęście i chęć... dotyku. Czuję się dobrze. Nie szukaj mnie. Najlepiej wszyscy o mnie zapomnijcie.
     
     Twój na zawsze - Różowy Rycerz.
     




     Ps.: Kiedy zrobisz tego swojego popisowego ratatuja?


     O, rany...! A to znowu korespondencja prywatna. Co za wtopa.
     Dobra. Poddaję się. Wyręcz mnie, mężu. <3







1

Przeddzień


     Ten dzień zaczął się jak każdy inny.
     Obudziła się ledwo, spadła z łóżka, po pewnym czasie podniosła się z ziemi i poszła umyć zęby. Wróciła do swojego pokoju wciąż półprzytomna i nie zauważając, że w tym czasie pomieszczenie urozmaiciło się o czyjąś obecność, mozolnymi ruchami ściągnęła z siebie piżamę, wciągnęła na tyłek dżinsy o rozmiar za małe, zapięła biustonosz i odwróciła się w poszukiwaniu bluzki. Wtedy właśnie zauważyła, że nie jest sama.
     - Ezarel! - Pisnęła, zasłaniając półnagie ciało zasłoną. Zastygnięta w tej zmysłowej pozie poczęła się przyglądać przybyszowi, jakby pochodził z innej planety... I wtedy zdała sobie sprawę, że to właściwie prawda.
     - Nie... To niemożliwe! Przecież... - Z wrażenia puściła zasłonę i ukryła poczerwieniałą twarz w dłoniach. - Przecież ty nie jesteś prawdziwy!
     Trzęsła się z zimna, a może z przestrachu? Bo przecież nie codziennie mamy przyjemność obcować w realnym życiu z kupką pikseli. To zakrawało na paranoję. Nawet przez chwilę przeszła jej przez głowę myśl, że może przesadziła z graniem? Ale tylko przez jedną chwileczkę.
     - Twoja miłość mnie ożywiła. - Wyrecytował elf beznamiętnie, świdrując ją swoim przenikliwym spojrzeniem. - Zabiorę cię teraz do świata Eldaryi.

     Zabioręęęę cięęęę właśnie taaaaam! - mimowolnie odpłynęła duchem do krainy wyobraźni, gdzie rzeki czekoladą płyną, a drzewa są słodkie jak lizaki.
      Ale to było zbyt romantyczne jak na Ezarela. Otrząsnęła się, energicznie kręcąc głową, co sprawiło, że burza jej włosów całkiem przysłoniła jej twarz. Jednak się tym nie przejęła.
      - C-co? Ezarel by tak nie powiedział - wydukała swoją spóźnioną reakcję, już do jego pleców, gdyż widocznie ten bardzo się spieszył.
      Wyraźnie niechętnie, odwrócił się do niej przodem, a jego wyraz twarzy wyrażał wszystko.
      - No tak! - Zaśmiała się nerwowo, odgarniając włosy z twarzy. - Nie jesteś Ezarelem.
      Odetchnęła z ulgą, na razie nie przejmując się obecnością obcego mężczyzny w jej domu. Ten właśnie podchodził do niej, stopniowo tracąc cierpliwość. Gdy znalazł się centymetry od niej, odruchowo zrobiła krok w tył i napotkała ścianę.
      - Nie, panienko. To wcale nie jest śmieszne. Kochać MNIE to poważne wykroczenie.
      Nerwowo przełknęła ślinę, a elf dumnie wypiął pierś.
      - A jednak nim jesteś - rzekła słabym głosem, a jej twarz przybrała kolor ściany, o którą oparła się w nagłym przypływie...  w nagłym odpływie krwi.

*


     - Nie guzdrz się tak. Portal nie będzie wiecznie otwarty!
     Ezarel leżał rozwalony na kanapie i od pół godziny zrzędził, że już co najmniej dwie godziny pakuje tę walizkę. Na nic się zdało pokazywanie mu zegarka i tłumaczenie, dlaczego jest w błędzie.
     - O Wyrocznio! Co za niewygodny mebel - jęczał, wiercąc się na sofie o zgniłozielonym obiciu.
     - Lepsze to niż spanie w łusce przerośniętej fasoli... - mruknęła, składając dziesiątą bluzkę, jak najciaśniej się dało, aby zmieściło się jeszcze takich dwadzieścia.
     - Słucham?
     - Nic, mówiłam, żebyś sobie pooglądał telewizję. - Rzuciła okiem na czarny ekran, a potem na pilot leżący na oparciu kanapy, tuż obok Ezarela, który  teraz tylko prychnął lekceważąco i przewrócił się na drugi bok.
     Spakowała już wszystkie, wygrzebane z dna kredensu zupki chińskie, słodycze, przedmioty osobiste... - jednym słowem wszystko, czego nie mają w średniowieczu, a bez czego trudno byłoby żyć człowiekowi dwudziestego pierwszego wieku. Teraz była na etapie pakowania swojej szafy do fioletowej walizki. Dobrze zapadło jej w pamięć, że w Eel ciągle chodzą w tym samym. Na koniec miała włożyć komórkę, tablet, laptop, dyktafon, iPhone, ładowarkę, kabel USB, pięć power-banków (dwa zwędziła bratu) i mp4.
     - Nie bierzesz jakiejś, yyy... Super-nowoczesnej-samo-czeszącej-szczotki? - Ezarel spojrzał wymownie na gęste kudły okalające jej twarz, gdy siłowała się z zamknięciem pękatej walizki i zaniósł się perfidnym śmiechem. Ona, dodatkowo wściekła, że torba podróżna nie chce się domknąć, posłała mu złowrogie spojrzenie i wysyczała:
     - Moje przynajmniej nie śmierdzą.
     - Hę? - Elf powąchał swoją kitkę i nieznacznie się skrzywił, po czym podniósł się na łokciu i zawołał. - Jestem zapracowanym elfem, nie to co Ty!
     "To prawda... Nie jestem elfem" - pomyślała z dziwnym ukłuciem żalu, ale nic nie powiedziała, bo właśnie udało jej się zamknąć walizkę, co przepełniło ją falą niepoprawnej radości i ulgi.
     "Mam nadzieję, że mają chociaż jakąś wersję suszarki, bo mi się już nie zmieściła... A może jednak da się ją upchnąć?
- zastanawiała się nad tym stojąc nad domkniętą walizką lecz po chwili całkiem zapomniała o suszarce, bo przemyślenia przerwał jej elf.
     - Czy to już koniec? - Zapytał, z udawaną chęcią ponosząc się z kanapy. Podeszła do niego energicznym krokiem i śmiałym gestem wręczyła mu walizkę, ze złośliwości nie zdradzając jej mobilności, czyli wyposażenia w kółka.
     - Dlaczego ja mam to nieść? - Obruszył się, gniewnie marszcząc niebieskie brwi. O tak, były niebieskie. Piękny, głęboki odcień niebieskiego, który wyglądał naturalniej, niż by się tego spodziewała.
     - Gdyż jesteś dżentelmenem. - Uśmiechnęła się i zanim zdążył zaprotestować, zniknęła za bocznymi drzwiami i po chwili wróciła, ciągnąc za sobą przeogromny wór.
     - Prezenty. - Oznajmiła, zanim zdążył zapytać i stanęła pod frontowymi drzwiami swojego domu, po czym zwróciła się do elfa. - To gdzie jest ten portal?
     - Dokładnie przed nami.
     Ale gdy otworzyła drzwi, za nimi rozchodził się "urokliwy" widok na brukowaną ulicę, przy której stały inne, zdecydowanie ludzkie domy i spacerowali nieliczni przechodnie. Jeden z nich, mały, pyzaty chłopczyk wskazywał ich palcem, ciągnąc opiekunkę za rękę.
      - Patrz, patrz, babciu! To elf! - Zawołał malec, a Ezarel się wzdrygnął.
      - Za dużo grasz w te swoje gry... - westchnęła kobieta, ale gdy spojrzała stronę tamtych dwoje, aż się zatrzymała. „Ah, nie - zaczęła myśleć intensywnie – to znowu jeden z tych pokręconych cospley'erów”.

*


     - Zostanę tu na zawsze!
     …W tym momencie w jej umyśle zaczął powstawać całkiem przyjemny obraz.
     - Halo! Mówię do Ciebie! - Jej rozmyślania przerwała jego dłoń, majacząca jej przed twarzą z szybkością trzepotu skrzydeł kolibra. - To przez Ciebie!
     - Oj, Ez, nie krzycz tak...
     - Ale to twoja wina, że portal się zamknął!
     - Yhy, jasne, i może jestem jeszcze odpowiedzialna za globalne ocieplenie i fale tsunami?
     Obruszyła się i poirytowana uniosła głowę aby spojrzeć mu w twarz. I jednocześnie następstwo tego gestu zdało się jej na tyle podniecające, że cała złość minęła jej w jednej chwili. Eziu był taki wysoki i szczupły. Cała jego postać emanowała wspaniałością, dumą, elegancją… chociaż twarz za to wyrażała egzaltację, nie poszanowanie innych i okrywał ją cień ponury.
     - To by się nie stało, gdybyś nie była taka powolna!
     - Oh, wielkie rzeczy. - Przewróciła oczami. - Zresztą, wcale jakoś specjalnie nie spieszyłeś się, aby mnie pospieszać.
     „Ha! Cóż za riposta” - pomyślała z satysfakcją, by po chwili zostać zmiażdżona przez jego cięty język.
     - Pff, a co ja jestem, poganiaczem krów?
     - Phy! Jesteś... Jesteś jeszcze mniej uprzejmy, niż cię opisują – burknęła i skierowała się w stronę łazienki.
     Zdumiony elf próbował zrozumieć, co mają oznaczać słowa tej irytującej dziewuchy, kiedy jego przemyślenia przerwał rozdzierający krzyk.
     - Co Ty najlepszego wyprawiasz? - Zadał to pytanie, odwracając się w stronę źródła niepokojącego dźwięku, a gdy zobaczył ją z jedną nogą po drugiej stronie, podbiegł, lekko oszołomiony.
     - To coś chce mnie wessać! - Wrzeszczała histerycznie, próbując wydostać nogę z czarnej otchłani, ale im mocniej ciągnęła, tym głębiej grzęzła. - Zezarel! - Przejęzyczyła się, ale nikt nie zwrócił na to szczególnej uwagi. - Nie stój tak, pomóż!
     - Pomyliłem drzwi. - Usłyszała za sobą głos i już chcąc skopać dowcipnisia odwróciła się do niego przez ramię, jednak wyraz jego twarzy okazał się wyrażać całkowitą powagę.
     - Żartujesz? - Zapytała, chcąc się upewnić, jednak on pozostał milczący. Zwróciła wzrok z powrotem na otchłań, w której tkwiła już po pas. Pisnęła w akcie dezaprobaty i zamiast rzucić w jego stronę uszczypliwy komentarz (to mogła zrobić później) zawołała: - Weź walizkę! I wór św. Mikołaja!
     Ezarel rozglądnął się po holu, nie rozumiejąc o jaki wór chodzi.
     - Oh, no błagam! - Sapnęła, zatopiona już w czarnej mgle po samą szyję. - Mój wielki wór z prezentaaami! - Zawołała i całym ciałem znalazłszy się po drugiej stronie portalu, mocno zacisnęła powieki. Jak wyglądał taki portal w środku? Całkowita ciemność czy wręcz przeciwnie? Uczucie spadania w nieskończoność? A może całe życie leci ci przed oczami, bo tak naprawdę wsysa cię czarna dziura, której "koniec" oznacza pożegnanie z życiem? Coś jak to, że na końcu tęczy spotykasz garnek ze stołem, tak na końcu czarnej dziury to ciebie spotyka, ale nie garnek, a śmierć.
     „Dobra. Jestem tego zbyt ciekawa” - pomyślała i otworzyła oczy.
     - Gdzie mnie dotykasz! Łapy precz! - Warknął Ezarel, który nagle okazał się znajdować obok niej. Szybko zabrała obie ręce i objęła nimi siebie samą, na wszelki wypadek, gdyby znów coś mu się ubzdurało.
     - Gdzie my jesteśmy? - Odezwała się dziwnie zniekształconym głosem, tak jakby ktoś na niego napierał masą powietrza.
     Oboje znajdowali się na siedzeniach kolejki górskiej. Wokół nich rozpościerał się błękit nieba i kłębiły śnieżnobiałe, puchate chmury. Wolała się nie wychylać. Tylko po to, aby przekonać się, jak daleko im do ziemi? Podziękowała. - Dlaczego nagle zmaterializowaliśmy się w Wesołym Miasteczku?
     Odważyła się spojrzeć w jego stronę. Ezarel prychnął i skrzyżował ręce na piersi. Na siedzeniach za nimi leżał „wór św. Mikołaja” i liliowa walizka. O tyle dobrze.
     - Ciesz się. W drodze do Ciebie podróżowałem na smoku.
     Zaniemówiła, ale nie z tego powodu, co sądził. Ona pomyślała, że to musiało być ekscytujące, fantastyczne – zobaczyć smoka? I jeszcze na nim latać?
     - Czemu to nie rusza? - Jęknął zniecierpliwiony elf, wiercąc się i wychylając, jakby poza ich wagonikiem miał się znajdować lewitujący informator.
     - Ależ jesteś niecierpliwy. – Na jej twarzy wykwitł złośliwy uśmieszek, kiedy dodawała: - Zupełnie jak dziecko.
    - Hyh, i kto to mówi! - Wyprostował się i wbił w nią kpiące spojrzenie. - Czter-na-sto-lat-ka.
     Oblała ją fala rumieńców i wbiła wzrok w swoje buty. Ezarel wyglądał, jakby jeszcze nie skończył, jednak wtedy rozległ się inny głos, głos o niewiadomym pochodzeniu. Brzmiał prawie tak, jakby ktoś mówił przez megafon, tylko z tą różnicą, że nijak nie dało się ocenić, skąd pochodził, jakby był rozpylany po całym niebie.
     - Przepraszamy za niedogodności, ale kolejka wznowi się dopiero za niecałe dwie godziny, gdy pierwsza para opuści portal czasoprzestrzenny. Bez odbioru.
     - Para? - Syknął Ezarel, sprawiający wrażenie bomby zegarowej, mogącej lada chwila wybuchnąć. Nawet powieka mu drgała, zupełnie jak postaciom z anime.
     - Hej, Ezaaareel, spójrz tutaj! No popatrz! - Gorączkowo próbowała rozproszyć jego uwagę, podstawiając mu pod nos załączony tablet. 
     - Co to?
     „Nie martw się. Z internetem czas płynie prędko. Nawet zatrważająco prędko...”


Nigdy więcej nie nazywaj mnie mężem, Aaleja.

Ostatnio zmieniony przez Kace (11-09-2017 o 16h18)

Offline

#2 15-09-2017 o 13h56

Straż Cienia
Nadymka
Akolita Sylfy
Nadymka
...
Wiadomości: 1 086

https://3.bp.blogspot.com/-RoI6HjqpdYM/WLgIyzZFt3I/AAAAAAAAGUM/mId1hqPNw00JYBbtUDM4NLEyDOZ64Vv7wCLcB/s1600/Syg.png

Opowiadanie bez komentarza? Co tu się stało XD

Prolog jest dla mnie trochę zagmatwany i nie zrozumiały, może mam za mało oleju w głowie by pojąć co nie co :v W pierwszym rozdziale przykuło moją uwagę jedno z pierwszych zdań:

"Wróciła do swojego pokoju wciąż półprzytomna i nie zauważając, że w tym czasie pomieszczenie urozmaiciło się o czyjąś obecność, mozolnymi ruchami ściągnęła z siebie piżamę, wciągnęła na tyłek dżinsy o rozmiar za małe, zapięła biustonosz i odwróciła się w poszukiwaniu bluzki. Wtedy właśnie zauważyła, że nie jest sama."

Wiele razy to pisałam przy innych opowiadaniach, lepiej trzy krótkie zdania niż jedno kilometrowe.

Pierwszy rozdział sam w sobie mnie zaciekawił. Fajnie, że bohaterka wraca z prezentami i różnymi przedmiotami. Na pewno będzie ciekawie, kiedy wszyscy będą próbować ogarnąć różnego rodzaju urządzenia XXI w. /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Czekam na kolejny rozdział. Zapraszam do siebie i weny życzę! :>

Offline

#3 15-09-2017 o 18h58

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

Dobra, przyznam się bez bicia, że baaardzo długo się zabierałam za przeczytanie tego opka. W sensie już dawno wiem, że jest, ale jakoś cały czas nie znajdowałam czasu, by się za nie zabrać. Jesteśmy kwita XD Nie no, ale dzisiaj już trzeba, dlatego jestem. I czytam!
Ostrzegam tylko, że jestem małym grammar nazi. Ale to dla dobra nas wszystkich, a jestem pewna, że się za to nie obrazisz /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„Tańcząca z elfami”. Zaczyna się epicko xd
„- Należysz do mnie! – Warknął Leiftan” — taka wskazówka. Jeśli kontynuujesz dialog po myślniku, tak jak to zrobiłaś w podanym przykładzie, to, jak już wspomniałam, go kontynuujesz. Więc „warknął” powinno być małą literą. Co innego, jak po myślniku pojawia się  nowa myśl. Pokażę:
„Należysz do mnie! — warknął Leiftan” — teraz jest dobrze, bo podkreślasz, że ta wypowiedź to warknięcie. Czyli tak jakby uzupełniasz dialog.
„Nic tu nie widzę — powiedziała Ania” — tutaj to samo.
„Należysz do mnie! — Białowłosy popatrzył na nią groźnie” — tu już inna sytuacja, bo wprowadzasz jakby nową myśl, dlatego zaczynasz dużą literą.
„Nic tu nie widzę. — Ania pomyślała, że wolałaby teraz siedzieć w domu” — i tu to samo — nowa myśl, a nie kontynuacja, dlatego po dialogu jest kropka (wcześniej był wykrzyknik) i duża litera. Tak czy siak, chociaż tu i tak jest imię.
Siem rozpisałam :v

EJ PRZECIEŻ JA TO CZTAŁAM XDDDD Jak mogłam o tym zapomnieć?! Matko boska. Sama cię nawet namawiałam, byś to publikowała, bo śmiechłam, ale zasugerowałam, by dodać jakiś początek. Well… nie to miałam na myśli XD Chodziło mi właśnie o urozmaicenie, dokładniejsze opisanie tego ich pierwszego spotkania, w sensie bohaterki i Eza. No ale może być i tak xd
No doooobra, to mój komentarz znasz XD To czekam w takim razie na kolejną część i pozdrawiam! /static/img/forum/smilies/big_smile.png


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1