Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 ... 5

#1 16-09-2017 o 16h52

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/e2514c969db17f73326d8d69f4e9842d.png
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka

⚜⚜⚜

    Wojsko może ochronić granice, lecz przed prawdziwym złem obronić ludzi może jedynie Inkwizycja.
    Ta wspierająca Kościół, lecz niezależna instytucja od wieków stoi na straży ludzkiej moralności, tępiąc grzech i występek. A nie ma bodaj większego grzechu niż magia, która, mimo wysiłków, jak złośliwy chwast nie daje się wyplenić i odrasta na nowo w innym miejscu. To dzięki Inkwizycji nie zarósł jeszcze cały ogród.
    Inkwizytorzy cieszą się powszechnym szacunkiem i respektem, lecz wstąpienie w ich szeregi wymaga wiele lat nauk w jednej z akademiii i bezwzględnego poświęcenia się sprawie. Każdy ma jednak szansę spróbować, a ci, którzy dotrwają do ostatniego, siódmego roku, rozpoczynają praktyki u boku przydzielonych im mistrzów.
    Nie inaczej przebiega nauka dwójki studentów. Trafiają pod mniej lub bardziej czujną opiekę doświadczonego inkwizytora. Jednak pierwsze samodzielne zdanie, które otrzymują, łatwe i bezpieczne jest jedynie pozornie.

⚜⚜⚜

Student — @Evanlynn
Studentka — @Riwena

Link do zewnętrznego obrazka


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#2 16-09-2017 o 19h26

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

https://lh3.googleusercontent.com/0Dss_ojrD-hLCC7iu6_cei3RM5NbUOD2HvQ_wMYwyv5xtGgKePvXi3MkD5qDmdmMS1SoSiJGXrcEIsJYbQ=w368-h34-rw

https://pre00.deviantart.net/c317/th/pre/i/2014/145/5/0/burnt_lungs_by_fdasuarez-d7jpmqe.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/0Dss_ojrD-hLCC7iu6_cei3RM5NbUOD2HvQ_wMYwyv5xtGgKePvXi3MkD5qDmdmMS1SoSiJGXrcEIsJYbQ=w368-h34-rw

| IMIĘ | INOCENCIA | NAZWISKO | ROYES | WIEK | 25 LAT |
| KOLOR OCZU | CIEMNOZIELONY | WZROST | 169 CM | SYLWETKA | KOBIECA |


https://lh3.googleusercontent.com/0Dss_ojrD-hLCC7iu6_cei3RM5NbUOD2HvQ_wMYwyv5xtGgKePvXi3MkD5qDmdmMS1SoSiJGXrcEIsJYbQ=w368-h34-rw

    O Inocencii wiadomo powszechnie kilka rzeczy. Urodziła się w średniozamożnej rodzinie mieszczańskiej i, jako jedna z kilku córek, została wcześnie odesłana do klasztoru, gdzie spędziła kilka lat. Przygotowywała się tam do zostania zakonnicą, zdobywając odpowiednią wiedzę — nie tylko teologiczną, lecz równie, zgodnie z zasadą zakonu, medyczną. Nim jednak zdążyła złożyć śluby, klasztor ten stał się miejscem słynnego skandalu. Oto wizytujący ów przybytek inkwizytor Rupollo wyłowił wśród mniszek czarownicę. Wkrótce odbył się jej proces, a zakon został dotknięty infamią i trafił pod nadzór Inkwizycji. Inocencia, która była świadkiem tych wydarzeń, za zachętą Rupollo postanowiła zrezygnować z zakonnego życia i wstąpić do Akademii.

    Nie jest może wybitną, ale na pewno dobrą i zaangażowaną studentką. Przez kilka lat nauki nie zawarła jednak zbyt wielu przyjaźni, a trzymała się usilnie nielicznego żeńskiego grona w Akademii. W innym towarzystwie zachowują wyraźną rezerwę. Z rodziną utrzymuje kontakt jedynie listownie.

    Niedawno odkryty został jej Dar, jednak jest on dopiero poddawany testom. Inocencia ma ponoć umieć skłaniać ludzi do mówienia prawdy. Chociaż u niektórych wzbudza to niepokój, dziewczyna utrzymuje, że nie jest to bardzo skuteczna umiejętność.

    Ma dziwną słabość do kwiatów mniszka lekarskiego oraz ksiąg traktujących o etyce. Bardzo często nuci poznane jeszcze w klasztorze hymny i zużywa więcej świec, niż przewiduje przydział.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (28-09-2017 o 18h56)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#3 16-09-2017 o 23h39

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414


https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png

http://theblightedworld.wdfiles.com/local--files/oceanmist/haunted-divider.gif
https://www.wallpaperflare.com/static/633/362/377/chrollo-lucifer-hunter-x-hunter-suits-raven-wallpaper.jpg
http://theblightedworld.wdfiles.com/local--files/oceanmist/haunted-divider.gif



https://fontmeme.com/permalink/170917/6de9c518f7b509def2dfcd94a5e0077c.png

https://fontmeme.com/permalink/170918/22129057d16ea8e13bfceae7e69952bb.png


https://fontmeme.com/permalink/170917/c1ce39cb7f376e1ff2489231977cff14.png

https://fontmeme.com/permalink/170918/cc70e450d47bef77e78297cd82d2f58b.png


https://fontmeme.com/permalink/170917/b52aee425bde195ce479a44340824c3b.png

Ezio pochodzi z podupadłej szlacheckiej rodziny. Nosi rodowe nazwisko, które kiedyś miało o wiele większy prestiż niż obecnie.

Do Akademii zapisał się pod wpływem nacisku ze strony rodziny. Ojciec uznał, że gdy zostanie Inkwizytorem, na nowo rozsławi nazwisko.

Zawsze ciężko pracował na swoje oceny. Mimo że nie chciał znaleźć się w tym właśnie miejscu, to nie narzekał ani nie pokpił sprawy, jednocześnie odsuwając się od rodziny z każdym kolejnym rokiem spędzonym w Akademii.

Powód był prosty - brak daru. Bez tego nie miał możliwości stać się znanym i szanowanym Inkwizytorem, a jedynie jakimś księgowym, czego nie mógł znieść ani on, ani jego rodzina.

Pewnego dnia doszedł do wniosku, że Bóg poskąpił mu daru ze względu na to, że chłopak nigdy nie był szczególnie pobożny, a jego wiara ograniczała się do porannej i wieczornej modlitwy, którą wspólnie odmawiano.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (20-06-2019 o 20h34)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#4 19-09-2017 o 16h20

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

    Było już po porannej modlitwie, ale wciąż nuciłam hymn. W pośpiechu odpisywałam na list od rodziców, który leżał już od kilku dni na biurku. Oto moja starsza siostra urodziła już czwarte, Stwórcy dziękować, zdrowe dziecko, brat szczęśliwie powrócił z podróży, a najmłodsza, Clara, szykowała się do ślubu. Pomyśleć, że gdy ostatni i jedyny raz widziałam ją na oczy, bawiła się lalkami. jak dawno to było! I w klasztorze, i w akademii czas mijał inaczej. Istniały przyziemne miary jak lata nauki, ale wciąż powtarzano nam, że naszym prawdziwym celem jest wieczność.
    Skończyłam pisać, ale wiadomość była krótka i grzecznościowa. Nie potrafiłam się skupić na tworzeniu wymyślnych gratulacji, czy też opowiadaniu o tym, jak poszła moja pierwsza misja. Właściwie prawie jej nie było.
    Przydzielono mi do pary Carlosa, którego wielkie ambicje wykazania się swym Darem doskonale znałam. Cały czas łypał na mnie spode łba i nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego zbędnego słowa. W dodatku przydzielono nam wyjątkowo ostrożnego misja i biedak nie miał okazji się wykazać. Mieliśmy dostać jakąś misję w terenie, ale sprawa dziwnie się rozeszła i skończyliśmy porządkując archiwum. Carlos chodził rozeźlony i równie niezadowolony wracał do Akademii. Potrafiłam zrozumieć jego rozgoryczenie, bo prawdą jest, że potrzebujemy doświadczenia, ale czyż nie po to mamy kolejne zadania? Jak to, które przed nami.
    Poprawiłam przypominającą habit suknię, zdmuchnęłam płomień świecy i wyszłam z pokoju, licząc w duchu, że tym razem trafi mi się zupełnie inny przydział. Podążyłam doskonale znanymi korytarzami, a następnie w dół po schodach. Stopnie były śliskie, wytarte przez tysiące stóp, które schodziły i wspinały się po nich przede mną. Budynek Akademii był zadbany, ale widać było, że nadgryziony jest zębem czasu — zwłaszcza poza częścią reprezentacyjną, która wzbudzała zachwyt nie mniejszy, niż wnętrza niektórych katedr.
    Byłam jedną z ostatnich, którzy dotarli na spotkanie i przystanęłam w kącie sali, składając przed sobą dłonie. Niektórzy studenci szeptali do siebie, lecz większość zachowywała bezwzględną ciszę, cierpliwie czekając. Inkwizytorzy-profesorowie siedzieli na przeciwko nas. Uniosłam wzrok, omiatając każdego z nich wzrokiem, ciekawa, czy wiedzą już, kogo wezmą pod swoje skrzydła. A może sami mieli na to wpływ? Uczyli nas, a więc i znali nasze mocne i słabe strony, mogli mieć wreszcie własne sympatie i antypatie.
    Gdy powstał Pryncypał, nikt nie śmiał już nawet otworzyć ust. Już od dawna siwy i nieco powolny mężczyzna budził respekt swym bystrym spojrzeniem i znanymi osiągnięciami. Zresztą, każdy chciał wiedzieć, co mu się trafi, dlatego razem z innymi wytężyłam słuch. Inkwizytor odczytywał po kolei nazwiska z listy, a studenci próbowali bezgłośnie odnaleźć spojrzenie swojego nowego partnera wśród zgromadzonych. Zwykle przyjmowano to bez emocji, czasem pojawiał się delikatny uśmiech, rzadziej niepewność.
    Czytanie przebiegało sprawnie, bo nie było nas tak wielu i w końcu wśród siódmego roku pozostało jedynie kilka osób, których nie przydzielono do nikogo. Wśród nich znajdował się również Carlos, lecz tym razem los oszczędził mi wątpliwej przyjemności spędzania z nim czasu. Moje nazwisko padło w przedostatniej parze, gdy byłam już prawie pewna, kto będzie moim partnerem, a słowa Pryncypała tylko potwierdziły moje domysły.
    — Balamonte i Royes z Inkwizytorem Pianetti.
    Szybko odnalazłam wzrokiem wyczytanego chłopaka. Chyba nigdy nie mieliśmy okazji rozmawiać, ale wiedziałam o nim to i owo. Plotki szybko się roznoszą. Zwłaszcza gdy chodzi o tak gorący i drażliwy temat, jakim są Dary. A mówiono, że Ezio Balamonte nie ma żadnego. To często przykre, ale zdarza się. Dla mnie było to może i na rękę.
    Inkwizytorzy zaczęli wychodzić z sali, czasem kierując jakieś pierwsze słowa do swoich nowych podopiecznych, czasem od razu rozpoczynając z nimi rozmowę. Wzdrygnęłam się, gdy niewiadomo skąd zjawił się Pianetti i położył dłoń na moim ramieniu. Musiałam unieść głowę, by zobaczyć jego dziwnie nieprzytomny uśmiech.
    — Proszę przyjść do mojego gabinetu z panem Balamonte — powiedział. — Wyjaśnię, dokąd i po co jedziemy.
    — Oczywiście, zaraz przyjdziemy. — Skinęłam głową.
    Inkwizytor nieśpiesznie ruszył ku wyjściu, a ja, chcąc nie chcąc, ku mojemu nowemu partnerowi. Był na pewno lepszy, niż Carlos, ale byłam przekonana, że i on wcale nie cieszy się, że przydzielono mu kobietę. Cóż, miał pecha. Podeszłam do niego pewnym krokiem, próbując coś odczytać z jego twarzy.
    — Ezio Balamonte, prawda? — zapytałam tylko z grzeczności. — Inkwizytor Pianetti chce nas widzieć w swoim gabinecie, by porozmawiać o naszej misji.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (21-09-2017 o 16h09)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#5 20-09-2017 o 23h39

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Do sali przyszedłem jako jedna z pierwszych osób. Stanąłem z boku, nie poświęcając swojej uwagi nikomu innemu. Właściwie to i tak ostatni rok jaki spędzałem z tymi ludźmi i szczerze mówiąc cieszyłem się na myśl, że nigdy więcej nie będę mieć z nimi styczności. Nasze drogi się rozejdą i całe szczęście. Miałem w planach udać się do archiwum Inkwizytorium gdzieś daleko w mieście i... pracować właśnie tam, skoro nie nadawałem się nigdzie indziej. Ewentualnie mógłbym wstąpić do wojska. Przeszkolenie odebrałem, jakoś dałbym sobie radę jako zwykły człowiek, a nie uzdolniony Inkwizytor.
     Od początku ostatniego, siódmego roku wiedziałem, że to będzie całkowita porażka. Wszystkie te zadania miały na celu oswojenie nas zarówno z tym, co czekało na nas jako pełnoprawnych Inkwizytorów, ale również rozwój Darów. Czyli nie widziałem żadnego sensu w tym, abym uczestniczył w nic nie wnoszących zadaniach. Co z tego, że byłem jednym z najlepszych uczniów na roku, co z tego, że posiadałem umiejętności w walce, skoro w przydziale przypada mi jakiś buc, który popisuje się swoim Darem nie pozwalając mi zabrać się do przydzielonej misji? Albo jak w tym przypadku - kobietę i pijaka.
     Gdybym nie był sam, zapewne westchnąłbym ciężko z zażenowania. Podejrzewałem same problemy. Jednak czy mogło być gorzej niż poprzednim razem? Zdecydowanie tak i wcale mi się to nie podobało.
     - Więc nie pozwólmy mu czekać, panno Royes - rzuciłem sarkastycznie o naszym przełożonym i razem udaliśmy się w kierunku jego gabinetu. Przez całą drogę nie odzywałem się do dziewczyny, bo i nie było po co. Nie zamierzałem zacieśniać z nią jakichkolwiek więzi. Ona wiedziała kim jestem i o moich brakach, ja wiedziałem kim ona jest i jaki Dar posiadała. Trudno z resztą było tego nie wiedzieć. W końcu zmuszanie człowieka do mówienia prawdy nie jest czymś zwyczajnym. Tym bardziej, że żaden z nauczycieli nie miał pojęcia w jaki sposób to działało. A ja się zastanawiałem czy da się to oszukać. Jeśli chciałbym ją z premedytacją okłamać, to co się stanie? A jeżeli będzie o tym wiedziała, to czy w ogóle był sens? Czy musiałaby nie wiedzieć i dopiero wtedy kłamstwo utknie mi w gardle?
     Zapukałem do odpowiednich drzwi i nie czekając na jakąś odpowiedź, po prostu je otworzyłem. Przepuściłem przodem kobietę (może i nie przepadałem za takim towarzystwem, ale wychowanie nie pozwoliło mi na postąpienie w inny sposób), po czym sam przestąpiłem próg zadymionego gabinetu. Nie należał do tych ogromnych, jak na przykład gabinet samego Pryncypała; był niewielki i skromnie urządzony. Pośrodku znajdowało się dębowe biurko całkowicie zawalone papierami. Pianetti niekoniecznie musiał przejmować się porządkiem w dokumentach. Pod ścianą umieszczony został regał pełen książek, które również były położone byle jak. Sam Inkwizytor stał przy oknie tyłem do nas, jakby w ogóle nie zauważył naszego przybycia. Łaskawie odwrócił się, gdy po raz kolejny zaszurałem nogą.
     - Nie bądź bezczelny, Balamonte.
     - Wzywał nas pan  - odpowiedziałem, ignorując karcące spojrzenie mężczyzny.
     - Tak, chciałem wam przekazać, że wyruszamy jeszcze dzisiaj po obiedzie. Jedziemy do jednej z wiosek więc weźcie ze sobą odpowiedni ubiór. Żadnych sukien, Royes, żebyś potem nie płakała, że rąbek sobie ubrudziłaś w gnoju. A ty Balamonte nie ciesz się tak i uważaj na swoje nowe buciki, cobyś nie narzekał, że nie ostrzegałem.
     - Sugeruje pan, że będziemy obory sprzątać? - zapytałem zirytowany.
     -Przekonasz się.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (22-01-2020 o 12h10)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#6 22-09-2017 o 19h23

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    W swojej wyobraźni uniosłam brew, słysząc nader wyraźny sarkazm w głosie chłopaka, ale w rzeczywistości jedynie skinęłam głową na zgodę. Ironia czy nie, miał rację. Jeśli Inkwizytor powiedział, że mamy przyjść, znaczyło to, że mamy przyjść natychmiast. Wystawianie jego cierpliwości na próbę mogłoby mieć dla nas przykre konsekwencje. Choćby w postaci kolejnego archiwum do uporządkowania.
    W ciszy ruszyliśmy korytarzem w stronę gabinetu Pianettiego. Nigdy nie miałam okazji tam być, ale o samym mężczyźnie trochę wiedziałam — znów dzięki plotkom. Jednak nie moją rolą było go oceniać. A przynajmniej zamierzałam się z tym powstrzymać do momentu, aż zobaczę, jak wiele będę mogła wynieść z misji z nim.
    Balamonte najwyraźniej nie zamierzał czekać na zaproszenie do środka, chociaż z drugiej strony puścił mnie przodem. Spojrzałam na niego chłodno i weszłam pierwsza do gabinetu tylko dlatego, byśmy nie stali jak głupcy w progu. Czy był to chłodny wyraz dobrego wychowania czy może złośliwy docinek co do mojej płci? A może miałam być mięsem armatnim na ewentualny gniew Inkwizytora?
    Koniec końców weszłam do tego niewielkiego pomieszczenia i, korzystając z chwilowego braku zainteresowania naszymi osobami ze strony Pianettiego, rozejrzałam się po wnętrzu. Pozostawione w nieładzie papiery zdawały się być spełnieniem moich najgorszych scenariuszy — zamiast misji dostaniemy praktyki bibliotekarsko-kancelaryjne. Oczywiście, niektórzy ze studentów w przyszłości będą zajmować się wyłącznie dokumentami, ale póki co chyba każdy pragnął zdobywać doświadczenie.
    Mężczyzna milczał podejrzanie długo i dopiero niecierpliwe zachowanie mojego nowego partnera zwróciło jego uwagę na nas. Cóż, może bez tego stalibyśmy tak jeszcze trochę, ale wciąż wolałabym poczekać, niż ryzykować. Miałam nadzieję, że nie okaże się kolejnym cwaniaczkiem. Koniec końców, bez drobnego upomnienia dla niego się nie obeszło.
    Z należną powagą zaczęłam słuchać Inwkwizytora, chociaż musiałam zacisnąć usta, gdy usłyszałam skierowany do mnie przytyk i nakaz jednocześnie. Prawda, ubierałam się tak a nie inaczej, choćby z powodu przyzwyczajeń z klasztoru, ale nigdy nie… Z niesmakiem, ale musiałam przełknąć gorycz, tłumacząc samej sobie, że spodnie będą wygodniejsze. Może nie powinnam też brać sobie wszystkiego tak do serca. Ostatecznie złośliwości zostały też sprawiedliwie rozdzielone.    
    Kątem oka spojrzałam na Balamonte, zastanawiając się, czy zawsze będzie tak wszystko komentował. W mojej wyobraźni niepotrzebnie zbliżało to do nas archiwum. Albo nawet ten przywołany przez niego gnój. Pianetti kazał nam iść, pozostawiając nas bez konkretnej odpowiedzi co do swoich planów.
    — Pamiętajcie, że nie będę na was czekał — ostrzegł nas jeszcze, nim opuściliśmy jego gabinet.
    Mi nie musiał na pewno dwa razy tego powtarzać. Ledwie mężczyzna znowu odwrócił się do nas tyłem, wyraźnie dając do zrozumienia, że ma nas dosyć, szybkim krokiem wyszłam na korytarz. Dopiero tam poczekałam na swojego partnera, by odezwać się do niego ledwie zamknie drzwi.
    — Myślę, że nie musisz mu podrzucać pomysłów — szepnęłam ostro. — Chyba, że bardzo zależy ci na takiej “misji”.
    Zwykle nie strzępiłabym języka, ale zdawało mi się, że ten chłopak powinien mieć trochę więcej pokory niż Carlos. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego nie potrafią zacisnąć zębów i przeczekać tych kilku ostatnich miesięcy do czasu, gdy staną się pełnoprawnymi inkwizytorami. Nie czekałam jednak na odpowiedź, tylko odwróciłam się na pięcie, chcąc jak najszybciej mieć za sobą pakowanie się.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (22-09-2017 o 19h24)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#7 26-09-2017 o 00h51

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Wykrzywiłem lekki wargi, gdy Inkwizytor pozostawił nas bez odpowiedzi. Nie raczył nc więcej wyjaśnić. Wiedzieliśmy jedynie o tym, że nasze zadanie będzie gdzieś na wsi. I wcale mi się to nie podobało. Przez to trudniej będzie mi się odpowiednio przygotować... a może to właśnie o to chodziło? Aby już od samego początku uczyli się radzić sobie sami, bez wcześniejszego przygotowania? Niektórym zdecydowanie przyda się taka lekcja myślenia, a nie jedynie poleganie na innych.
     Pianetti mógł sobie darować ostatnie słowa. On nie miał miał zwyczaju na nikogo czekać. Zresztą jak większość Inkwizytorów. Pianetti szybko tracił cierpliwość i zainteresowanie. Może i nie wpadał zaraz w złość, jednak jego docinki bywały bardzo uszczypliwe. Sam miałem okazję się o tym przekonać podczas wspólnych zajęć i nie powiem, aby było to przyjemne. Mężczyzna nie zaskarbił sobie tym mojej sympatii.
     Ledwie zamknąłem drzwi, a usłyszałem za sobą głos dziewczyny. Jak widać jej również nie podobał się taki obrót spraw, tylko niekoniecznie z tych samych powodów co mnie. Chciałem coś odpowiedzieć, jednak trudno było mi znaleźć odpowiednie słowa. Nie dało się ukryć, że Royes miała całkiem sporo racji i zupełnym przypadkiem mogłem podsunąć naszemu opiekunowi tak głupi pomysł jak przerzucanie gnoju. Tylko co z tego? Mi było zupełnie obojętne, co będę robić. Mogłem sprzątać obory, mogłem porządkować archiwa, równie dobrze mogłem też stać z boku bezczynnie i się przyglądać. Nie zmieni to faktu, że skończę w jednej z bibliotek lub archiwum.
     Uśmiechnąłem się złośliwie do pleców odchodzącej już Royes.  Właściwie to byłoby całkiem zabawne widzieć ją jak wymachuje widłami i zatyka nos. Nie znałem jej na tyle, aby stwierdzić, czy kiedyś miała styczność z taką pracą, jednak nie wyglądała mi na taką. Bardziej uznałbym ją za typ wielkomiejskiej panny, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę jej skłonność do noszenia długich sukien.
     Z ubiorem nie miałem problemów. Jak "subtelnie" zasugerował Pianetti, założyłem wysokie, nieco zużyte już buty, do tego zwyczajne ubranie, na które zarzuciłem płaszcz Inkwizytorski. Właściwe to jeszcze nie tak całkiem Inkwizytorski. Ten był czarny z wyszytym na prawej piersi srebrnym krzyżem, mój zaś był niebieski ze złamanym krzyżem, co oznaczało ucznia Akademii. Poza szkolnymi murami prawo do noszenia go mieli tylko uczniowie ostatniego roku podczas wykonywanych zadań. Otrzymywaliśmy do tego odpowiednie dokumenty, które tymczasowo dawały nam większe pole do popisu. O ile oczywiście było to konieczne. Pianetti nic o tym nie wspominał więc nie miałem pojęcia, jakiego typu zadanie zostało nam przydzielone.
     Spakowałem jeszcze kilka ubrań na zmianę, gdyby zaszła taka potrzeba, i nieco swoich oszczędności. Po obiedzie udało mi się jeszcze uprosić u kucharek nieco chleba i sera na drogę. Tak na wszelki wypadek. Wiedziałem, że jeśli przyjdzie nam się zatrzymać gdzieś na noc, to z kolacją może być różnie. Jeśli będzie to jakieś domostwo, mogliśmy zjeść skromny (jak dla mnie nawet zbyt skromny) posiłek. Możemy również zatrzymać się w jakiejś karczmie, wtedy jednak nie liczyłbym na hojność i raczej posiłek będzie w naszej własnej kwestii. Pozostawała też opcja spania pod gołym niebem...
     Przed budynkiem Akademii zjawiłem się pierwszy. Kilkoro uczniów tak samo szykowało się do drogi, ale nigdzie nie widziałem swojej nowej partnerki, czy naszego opiekuna.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (26-09-2017 o 00h52)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#8 28-09-2017 o 19h57

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Na swoje i moje szczęście Balamonte już nic mi nie odpowiedział. A przynajmniej tego nie usłyszałam.
    Wróciwszy do pokoju od razu zajrzała do drewnianego kufra, który zawierał znaczną część mojego skromnego dobytku. Wyciągnęłam z niego parę spodni i włożyłam na siebie razem z białą koszulą. Miękkie trzewiki zamieniłam na buty z cholewami — choćby ze względu na pogodę. Do skórzanej torby spakowałam pozostałe ubrania, które nie były sukniami, niezbędne drobiazgi i niewielką sumę pieniędzy. Rodzice nie uważali utrzymywania mnie za swój obowiązek.
    W międzyczasie zeszłam jeszcze na obiad, lecz, z powodu pewnej tremy przed podróżą, niewiele zjadłam. Powoli przeżuwając przysłuchiwałam się siedzącej obok dziewczynie z piątego roku. Z ekscytacją mówiła o tym, jak sama chciałaby już odbywać praktyki poza Akademią. Poniekąd zazdrościłam jej tego nastawienia, lecz wiedziałam, że może pewnego dnia spotkać ją spore rozczarowanie. Jeszcze nigdy nie miała bezpośredniego kontaktu z magią, czy innymi poważnymi przestępstwami.
    Ponownie udałam się do pokoju, by zabrać torbę i narzucić na ramiona uczniowski płaszcz. Czułam się poważniej, gdy go nosiłam i, jak zdążyłam zaobserwować na pierwszej misji, wzbudzał pewne emocje u zwykłych ludzi. Jeszcze nie tak przestrach i pokorność jak inkwizytorski, ale nadal szacunek. Porzucając przemyślenia, zamknęłam za sobą drzwi. Niewysłany list pozostał na biurku. Stwierdziłam, że być może po powrocie napiszę nowy, ciekawszy, albo przynajmniej dopracowany.
    Wreszcie skierowałam się ku wyjściu z budynku, napotykając po drodze innych zbierających się do wyjazdu uczniów. Wyglądało na to, że inni Inkwizytorzy również nie zamierzali zwlekać z wyjazdem. Przez to przyśpieszyłam kroku, przypominając sobie słowa Pianettiego. Na szczęście gdy dotarłam na miejsce nie było go jeszcze, ale zamiast niego czekał już Balamonte. No proszę, przynajmniej jest punktualny. Przystanęłam w pobliżu chłopaka, wyczekując razem z nim w milczeniu naszego opiekuna. I ten o dziwo zjawił się wyjątkowo wcześnie.
    Najpierw usłyszeliśmy powolny stukot kopyt, by po chwili zobaczyć wyjeżdżającego zza bramy Inkwizytora. Siedział dostojnie na wysokim, karym koniu, a tuż za nim pryszczaty chłopiec stajenny prowadził zwierzęta najwyraźniej przeznaczone dla nas. Te nie wyglądały już tak szlachetnie, ale zapewne powinniśmy się cieszyć, że w ogóle o nas pomyślano.
    — To ostatni raz, gdy ktoś siodła za was kucyki — Pianetti ostatnie słowo powiedział z wyraźną ironią. — Jak sobie z tym nie radzicie, to proponuję od razu iść pieszo i nie męczyć zwierząt.
    Miałam wrażenie, że mówiąc to, spojrzał na mnie sugestywnie. Miał powody — jazda konna nie należała do umiejętności, które posiadały wszystkie kobiety. Ja sama ledwie zdążyłam niedawno poznać jej podstawy. Nie czułam się jeszcze pewnie w siodle, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć.
    — Czekacie, aż ktoś was podsadzi? — zapytał Pianetti, pośpieszając nas.
    Nie zwlekając dłużej, wzięłam uzdę od stajennego i wspięłam się na grzbiet siwka. Na szczęście koń stał spokojnie, zainteresowany pobliską trawą.
    — Daleko jedziemy, Inkwizytorze? — zapytałam ostrożnie.
    — Nie ma sensu wspominać nazwy miejscowości, bo na pewno nie słyszeliście cię o nie, ale powinniśmy tam dotrzeć jutro po południu — odpowiedział, zaskakując mnie tym, że wreszcie podał jakieś konkrety. — Czyli tak, panno Royes, zdąży cię rozboleć tyłek.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (09-10-2017 o 18h57)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#9 06-10-2017 o 13h34

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Kiedy podeszła Royes, zaszczyciłem ją jedynie krótkim spojrzeniem.  Nie miałem ochoty na pogaduszki i zwykłe, puste słowa. Ona na szczęście chyba myślała tak samo, również nie próbując nawiązać rozmowy. Czułem, że to zadanie może okazać się ponad moje siły. A w każdym razie nie na moje nerwy. Na co dzień starałem się być spokojny i raczej zrównoważony,  jednak już sam początek nie wydawał się za ciekawy. Nie odpowiadało mi towarzystwo w ogóle. Chociaż może to lepiej pomilczeć niż wysłuchiwać puszenia się i chwalenia, jaki to ma cudowny dar? Może to będzie lepiej, jeśli dostaniemy jakieś łatwe zadanie, nie wymagające zbyt wiele. Takie, do którego wystarczą zwykłe umiejętności.
     Wkrótce potem zjawił się Pianetti. Trochę mnie zaskoczył, ale bez słowa przytroczyłem do siodła swoje rzeczy. Gniada klacz była bardzo spokojna, może jakby podzielając moje znudzenie. Bo nie ukrywałem, że już najchętniej udałbym się w drogę powrotną do swojego pokoju.
     Już po godzinie miałem tego serdecznie dość. Tak mi się przynajmniej wydawało, że to była godzina,  jako że czas dłużył się niemiłosiernie. Zacisnąłem wargi, rozglądając się po okolicy. Jechaliśmy właśnie traktem prowadzącym przez las. Nie mijaliśmy jeszcze nikogo.  Nie był to trakt handlowy co prawda, ale i tak było to co najmniej dziwne, aby  nikt w taki dzień nie podróżował. Było po południu,  słońce wciąż grzało, a wokół cisza...
     - Słyszałem, że w tych lasach coś grasuje. Okoliczni mieszkańcy mówią, że to jakaś mara z piekła porywa im zwierzęta, czasem ludzie znikają - zacząłem, nie mogąc znieść już tej ciszy.
     - A ty oczywiście we wszystko uwierzyłeś. Łyknąłeś to jak młoda żabka - sarknął Inkwizytor, nie odwracając się w moją stronę. Jechał przodem, nie zwracając na nas większej uwagi, jakby w ogóle go nic nie interesowało.
     - Mówię tylko co ludzie powiadają. Sam nie miałem okazji przekonać się, czy to rzeczywiście jakaś mara, czy może wygłodzone wilki napadają na wioski - odpowiedziałem, próbując ukryć swą irytację otrzymaną odpowiedzią. Miałem nadzieję, że dowiem się czegoś ciekawego. Pianettiego zdaje się nie obchodziła ta sprawa w żadnym stopniu. Byłem ciekaw, czy ktoś się tym już zajął? Czy może Inkwizytor podzielił się tylko swoimi przemyśleniami? - A może Inkwizytorium zbadało już te pogłoski i okazały się wymysłem? Albo to wciąż wymaga sprawdzenia? 
     - A może sam chciałbyś to zbadać?
     - Dlaczego nie? Jestem ciekaw, co tak na prawdę kryje się za tymi pogłoskami. Myślę, że mógłbym...
     - A ja myślę, że mógłbyś zostawić to komuś bardziej doświadczonemu i utalentowanemu niż ty - zamilkłem w pół zdania z rozchylonymi ustami, jakbym nagle zapomniał jak to jest formułować kolejne słowa, a z nich zdania.  Bardzo dobrze dotarła do mnie ta wypowiedź. Inkwizytor dobitnie dał mi do zrozumienia, że mam się nie wychylać, a najlepiej w ogóle zejść mu z drogi i pozwolić robić wszystko innym "bardziej doświadczonym i utalentowanym".
     Tak więc zamilkłem. Zły, zirytowany, z poczuciem beznadziejności jakie mnie wypełniało, odwróciłem demonstracyjnie głowę, ignorując wszystko i wszystkich. Jak widać już nie tylko ja przestałem wierzyć. A list polecający do głównego archiwum, jaki otrzymałem od pryncypała, chyba wcześniej wykorzystam niż sądziłem na początku.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (06-10-2017 o 13h35)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#10 10-10-2017 o 19h02

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

    Ruszyliśmy w drogę, ledwie Balamonte wsiadł na swojego konia. Tym razem nie skomentował żadnych słów Pianettiego, a i ten darował wreszcie nam obojgu złośliwe przytyki. Jechaliśmy więc w zupełnym milczeniu, odzywało się zaś jedynie ptactwo i parskające czasem konie.
    Na moje szczęście siwek faktycznie był wyjątkowo spokojny i bez większego zaangażowania z mojej strony trzymał się naszej trasy. Nie mając lepszego zajęcia, przyglądałam się okolicy, która pustoszała z każdą chwilą, aż w końcu wjechaliśmy na zupełnie wyludnione, leśne tereny, gdzie nie spotkaliśmy żywej duszy. Ciepłe promienie słońca prześwitujące przez korony drzew i łagodne kołysanie się w siodle sprawiły, że przymknęłam powieki, pogrążając się w słodkim półśnie.
    Nawet gdy Balamonte rozpoczął rozmowę z Inkwizytorem, nie otworzyłam zupełnie oczu, chociaż wyrwała mnie ona z senności i przysłuchiwałam się jej z pewną ciekawością. Nic wcześniej nie słyszałam o żadnej marzę, ale też mnie to nie dziwiło — w ogóle mało znałam takich plotek. I chociaż nie pochwalałam nadmiernej gadaniny swojego partnera, miałam nadzieję, że uda mu się wyciągnąć coś więcej z Pianettiego. Najbardziej chciałam wiedzieć, czy wysłano kogoś do ustalenia prawdy — w końcu racja, najprawdopodobniej były to tylko wilki, ale czyż nie większymi błahostkami zajmowała się czasem Inkwizycja?
    Nasz opiekun jednak i w tej materii pozostawił nas bez odpowiedzi. W dodatku nie oszczędził chłopakowi wyjątkowo okrutnej złośliwości. Bardziej utalentowanemu… Bez wątpienia chodziło o Dar. Otworzyłam oczy i spojrzałam w las. Nie współczułam Balamonte, bo też jego przypadek nie był znowu tak rzadki i nie przekreślał mu przecież szans na bycie inkwizytorem. Potrafiłam jednak zrozumieć, że dla kogoś ambitnego mógł to być prawdziwy cios. Cóż, przynajmniej doświadczenie mógł zdobywać niezależnie od talentu.
    — Skoro potrzebny jest ktoś bardziej doświadczony niż student, czy znaczy to, że może to być coś… więcej? — pytanie samo nasunęło mi się na język. Niebezpiecznie doczepiłam się logiki słów Inkwizytora. — Statystycznie większość takich spraw ma zupełnie naturalne wyjaśnienia, prawda?
    Mężczyzna spojrzał na mnie, mrużąc oczy w irytacji.
    — Statystycznie samodzielnie misjami zajmują się pełnoprawni inkwizytorzy, a nie kierowani ciekawością studenci — odparł tonem, który kategorycznie zamykał dyskusję.
    Z ironią pomyślałam, że gdybym naprawdę była aż tak ciekawska, mogłabym wyciągnąć z niego prawdę. Przynajmniej teoretycznie, bo nigdy nie odważyłabym się na taki krok. Nie tylko dlatego, że — ani mój, ani kogokolwiek innego — Dar nie miał służyć naszym zachciankom, ale również z czystej obawy.
    Znów zapadło milczenie, lecz tym razem nie czułam już senności. Krótka rozmowa rozbudziła moje myśli. Zstanawiałam się, co więc czeka nas w wiosce, do której zmierzamy, skoro plotka o zmorze może nas niby przerosnąć, albo przeznaczona jest dla kogoś innego. Cóż, w wioskach zwykle trudno o archiwa, jednak gnój można by znaleźć bez trudu.
    Z zamyślenia wyrwał mnie turkoczący odgłos. Podniosłam głowę i w oddali, na drodzę przed nami ujrzałam mężczyznę ciągnącego mały wóz po wybojach. Strój miał raczej zużyty, lecz nieco zbyt bogaty jak na chłopa. Gdy zbliżył się, rozpoznałam w nim obwoźnego handlarza. Długo zdawał się nas nie widzieć, a na jego okrągłej, czerwonej twarzy widoczne było skupienie na swojej mozolnej pracy. Wreszcie dojrzał nas, gdy znajdowaliśmy się ledwie kilka metrów od siebie i zatrzymał się na chwilę w przerażeniu, po czym z plebejskim szacunkiem schylił nisko gruby kark i zdjął z głowy poplamioną czapkę.
    — Szlachetny Panie Inkwizytorze… — wydukał, lecz z drogi się nie zsunął, więc nie mieliśmy innego wyjścia, jak wstrzymać konie.
    — Czego ci trzeba, człowieku? — zapytał Pianetti, chociaż wyglądało na to, że wcale go to nie interesuje.
    Chłopina otworzył usta, lecz nie powiedział nic, prócz kilku nic nie znaczących sylab. Wydawał się przerażony tym pytaniem, jakby wcale nie spodziewał się odpowiedzi. Wreszcie spróbował przeciągnąć swój dobytek na skraj drogi, ale całe jego ręce drżały.
    — Co tam wieziesz? — Inkwizytor zdawał się zniecierpliwiony, a i tym razem nie otrzymał odpowiedzi. — Balamonte, Royes, sprawdźcie wóz! — nakazał nam.
    Westchnęłam w duchu. Oto i misja — straszenie ludu.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (13-10-2017 o 21h24)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#11 17-10-2017 o 23h23

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Z trudem ppwstrzymałem się od prychnięcia, słysząc odpowiedź Inkwizytora na pytanie Royes. Jak widać zaciekawiła ją ta sprawa, jednak mężczyzna zgasił jej zainteresowanie równie szybko jak moje. Pianetti miał chyba w swojej naturze to, że odpychał ludzi. Był burkliwy, małomówny i złośliwy. A przynajmniej wobec swoich uczniów. Wyglądał na człowieka zmęczonego i wiecznie zirytowanego. Może był inny wobec Inkwizytorów równych mu statusem? Nie miałem pojęcia i chyba nie chciałem tego sprawdzać. Przestałem zwracać uwagę na mężczyznę. Miałem nadzieję skończyć to zadanie jak najszybciej.
     Ale nie sądziłem, że przyjdzie mi tak szybko stracić całkowitą wiarę w Inkwizytora. Po tym, jak napotkany kupiec nie usunął się z drogi, myślałem, że czegoś od nas chciał, albo ewentualnie ominiemy go przechodząc po trawie. Ostatecznie nie zdążył usunąć nam się się drogi, choć próbował. Pianetti całkiem zaskoczył mnie wydanym poleceniem. Spojrzałem to na niego, to na przerażonego chłopa i jeszcze na końcu posłałem spojrzenie Royes. Szukałem w jej twarzy czegoś, co powie mi jak rozegrać tą sprawę. Nie miałem ochoty na przeszukiwanie wozu temu człowiekowi, a przy tym straszenie go. A jeśli będzie się stawiał, wiedziałem, że w takich sytuacjach Inkwizytor ma prawo użyć siły. Cóż, przynajmniej widziałem po minie dziewczyny, że myśli podobnie.
     - Na co jeszcze czekacie? Balamonte, nie gap się jak ciele w malowane wrota. Mieliście coś zrobić, prawda? - słowa Inkwizytora jedynie sprawiły, że niechętnie zsiadłem z końskiego grzbietu, robiąc dwa kroki w kierunku niewielkiego wozu.
     - Czy to jest naprawdę konieczne?
     - Czy ja muszę dwa razy ci powtarzać? - pokręciłem głową i zbliżyłem się do kupca. Grzecznie poprosiłem go o otwarcie i pokazanie wnętrza. Obiecałem też, że jeśli będzie posłuszny, to nic nikomu się nie stanie i szybko rozejdziemy się każdy do swoich spraw. Wciąż wydawał się przestraszony, ale na groźbę Pianettiego z dwojga złego chyba wolał, abym to ja i Royes sprawdzili wóz niż sam Inkwizytor.
     W środku nie było niczego ciekawego. Tak jak myślałem były tam różnego rodzaju przedmioty przeznaczone na sprzedaż. Drobnostki, które raczej nie interesują Inkwizycji. Nie znalazłem nic, co obrażałoby Boga, uwłaczałoby Kościołowi lub Inkwizytorom. Nie było też nic niebezpiecznego oprócz krótkiego miecza, ale to zrozumiałe. Przecież jakoś musiał się bronić skoro podróżował sam. Przejrzałem kilka przedmiotów, tak by Pianetti się zbytnio nie uczepił, że robię coś zbyt niedokładnie.
     - Niczego tu nie ma  - zwróciłem się do Royes. - Może zostawmy to już - nachyliłem się bardziej w stronę wozu, zniżając głos. Pianetti nie musiał słyszeć moich słów. - Nie widzę tu nic podejrzanego, a temu zaraz pęcherz nie wytrzyma ze strachu. No, chyba że ty masz lepszy wzrok ode mnie - wzruszyłem ramionami, mając nadzieję, że dziewczyna jednak nic nie wypatrzyła.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#12 19-10-2017 o 21h03

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

    Nie umknęło mojej uwadzę pytające spojrzenie Balamonte. Tak samo jak ja wahał się i ociągał. Nie miałam jednak pojęcia, jakie motywacje nim kierują. Zwykłe lenistwo i niechęć do takich zadań? Uwłaczało to jego godności? A może również nie widział potrzeby w przeszukiwaniu wozu? Na to ostatnie wskazywało pytanie, które skierował do Inkwizytora. Ten jednak oczywiście nie zamierzał zmienić zdania i ponaglał nas tylko.
    Zrezgynowania zsiadłam z konia, czując dziwną ciężkość nóg po długiej jeździe i, by jak najszybciej zakończyć tę farsę, podążyłam za chłopakiem. Milcząc, przyglądałam się, jak ze swoją szlechecką uprzejmością przemawia do kupca, który pewnie nie nawykł do takiej grzeczności, ale zupełnie go ona przekonała. Tak samo argument, że nic nikomu się nie stanie. Cóż, ostatecznie i tak każdy jego protest byłby nic nie wart, a tylko wzbudziłby większe podejrzenia. Musiał się zgodzić na przeszukanie.
    Udając zaangażowanie zagłębiłam się we wnętrzu wozu i zaczęłam razem z Balamonte przeglądać różne przedmioty, poukładane w wiklinowych koszach. Były to często jakieś proste narzędzia, które mogły przydać się rolnikom, trochę skromnych materiałów, suszone jedzenie i trafiłam nawet na tandetną biżuterię. Ot, misz-masz, który można by sprzedawać we wsiach i małych miasteczkach. Ani jednego pisma do przejrzenia.
    Przeszukując jeden z ostatnich koszy, pokiwałam głową na słowa chłopaka. Szeptał już prawie, widocznie mając dosyć. Ja również. Zresztą, czy to nie miał być tylko pokaz dla tego biednego chłopa?
    — Racja, wszystko w porzą… — zaczęłam równie cicho, lecz umilkłam w pół słowa.
    Zamarłam, odnajdując ukryty pomiędzy materiałami cienki, drewniany krążek z wyrytymi na nim symbolami. Amulet ochronny. Prawdopodobnie nie magiczny, ale samo pogańskie pochodzenie tego przedmiotu wystarczało, by był on nielegalny. Co prawda doskonale wiedziałam, że na wsiach takie zabobony trudno wyplenić i przymyka się na nie oko, ale Pianetti mógł śmiało ukarać mężczyznę za jego posiadanie.
    Naprawdę nie chciałam pokazywać amuletu Inkwizytorowi, ale obawiałam się, że zauważył już moje zawahanie. A Balamonte? Jeszcze nie widział, co znalazłam, ale wystarczyłoby, żeby trochę się pochylił… Co prawda raczej nie chciał gnębić tego kupca, ale skąd mogłam mieć pewność, że ja mogę mu ufać? Wielu wykorzystałoby taką okazję, by mnie pogrążyć. Ręce drżały mi ze strachu, ale ostatecznie wsunęłam z powrotem krążek między materiał i ścisnęłam go. Pękł prawie bezgłośnie.
    — Wygląda na to, że niestety nie mam — powiedziałam, biorąc wcześniej głęboki wdech. — Chyba że do wyjątkowo paskudnych wzorów na tkaninach — rzuciłam niby bezwiednie, tłumacząc swoje wcześniejsze zagapienie. Modliłam się w duchu, by nie zapytał o nie Inkwizytor. — Chodźmy.
    Nie dając mu czasu na odpowiedź, odsunęłam się od wozu, by jeszcze zwrócić się do chłopa.
    — Chyba złamałam jeden koszyk. — Spojrzałam na niego ostro, mając nadzieję, że zrozumie, teraz lub później, co tak naprawdę mam na myśli.
    — Nic nie znaleźliście? — zapytał chyba nieco zniecierpliwiony Pianetti.
    — Nic podejrzanego, Inkwizytorze — odparłam zaraz.
    — Być może źle szukaliście — stwierdził kwaśno, ale machnął ręką na kupca.
    Udawałam zupełnie obojętną, ale w środku cała się trzęsłam. Nie miałam pewności, czy Balamonte czegoś nie zauważył. Jeśli tak, mógłby próbować coś na tym zyskać. Może odrobinę urósłby w oczach inkwizytorów, a moja kariera na pewno byłaby skończona. Nie miałam jeszcze praw, by przymykać oko nawet na takie błahostki — powinnam być bezwzględnie wierna Akademii. I zazwyczaj byłam.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#13 24-10-2017 o 01h25

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Spojrzałem przelotnie na Royes, gdy ta urwała w pół słowa. Nie musiałem patrzeć na jej dłonie, żeby wiedzieć, że znalazła coś, czego ten człowiek nie powinien mieć przy sobie. Mina dziewczyny mówiła więcej niż potrzebowałem wiedzieć. Jednak przez to całkowicie zdumiały mnie jej słowa. Zastanawiałem się, dlaczego o niczym nie powiedziała, postanawiając to ukryć przed Pianettim. Mnie z pewnością też nie miała w planach uświadomić. Musiałem sam się wszystkiego dowiedzieć kiedy będzie ku temu lepsza okazja niż w chwili obecnej. Z pewnością nie był to "złamany koszyk", jak wmówiła Inkwizytorowi.
     Bez słowa wróciłem do swojego konia i wdrapałem się na siodło. Przez kilka chwil odprowadzałem wzrokiem zdenerowanego kupca. Co miał na tyle mało istotnego, że Royes nie chciała tym zaprzątać nikomu głowy? Pogrążony we własnych myślach nawet nie usłyszałem, co powiedział do mnie Pianetti. Drugi raz się nie powtórzył tylko burknął coś o nieodpowiedzialnych smarkaczach.
     Całe popołudnie minęło mi na właściwie to nic nie robieniu. Całodniowe jazdy konne nie należały do moich ulubionych zajęć. Starałem się za to uważnie przyglądać mijanym ludziom, ich domostwom i całym wioskom jakie mijaliśmy. Nie dostrzegłem też, aby ktoś potrzebował naszej pomocy. Raczej unikano nas, matki zabierały swe pociechy z naszej drogi. Większość nie spoglądała w naszym kierunku jakby obawiając się, że ściągną na siebie uwagę Inkwizycji. Trudno określić w jaki sposób prosty lud postrzega Inkwizytorów. Niektórzy witają z otwartymi ramionami, inni zaś pogoniliby czym prędzej. Osobiście przed wstąpieniem do Akademii nie miałem nic wspólnego z tą instytucją i nie żałowałem. Bycie jej uczniem było... nudne.
     Już myślałem, że ze względu na późną porę będziemy spać pod gołym niebem, kiedy Pianetti zatrzymał się pod drzwiami gospody. Oddaliśmy konie pod opiekę chłopca, który wyłonił się zza drzwi wejściowych. Przedstawił się jako syn gospodarzy i obiecał należycie zająć się zwierzętami. Tak więc mogliśmy spokojnie wejść do środka.
     Już od wejścia uderzył mnie zapach dymu, wina, niemytych ciał i potrawki, która gotowała się nad paleniskiem za kontuarem. Wiele rozmów gwałtownie ucichło, widząc czarny i dwa niebieskie płaszcze. Nie było to zbyt komfortowe czuć na sobie spojrzenia tych ludzi. Tak, jakbym nie wiedział do czego są zdolni, a przede wszystkim - co chodzi im po głowach. Może mieli jakiś uraz do Inkwizycji i zbiorą się, by nas przegnać lub, co gorsza, zabić? Sam właściciel tego przybytku zrobił skwaszoną minę, jednak dość szybko się poprawił i uśmiechnął z trudem.
     - Szanowny panie Inkwizytorze! W jakiż to sposób mógłbym pomóc? - zapytał uniżenie, co nie zrobiło na Pianettim wrażenia.
     - Dwa pokoje i talerz strawy - Inkwizytor położył na blacie kilka monet. Domyślałem się, że nie zamierza nas karmić, ale dwa pokoje? Nie zamierzałem spać z nim w jednym pomieszczeniu. Nie zmrużyłbym oka ani na chwilę, obawiając się, że podczas snu mógłbym zrobić coś nie tak.
     - Przynieś mi do pokoju. A wam miłej nocy życzę. Macie tylko wstać, bo o świcie ruszamy dalej - mężczyzna rzucił mi klucze, po czym oddalił się, pozostawiając mnie w całkowitym zaskoczeniu. Skoro zabrał jedne, a ja miałem drugie, to...
     - Chyba wolę spać na podłodze - oznajmiłem od razu, nie pozostawiając wątpliwości. Po pierwsze nie miałem zamiaru dzielić koca z Royes, a po drugie doskonale pamiętałem robactwo, jakie zalęgło się w materacu w pokoju, który został wynajęty podczas poprzedniego zadania. - A na jakąś kolację można liczyć? - zapytałem karczmarza, a ten wyglądał jakby miał zaraz roześmiać mi się prosto w twarz.
     - Nie ma pieniążków, nie ma kolacji - odparł uprzejmie, choć przekaz był jasny. Całe szczęście miałem w swoich rzeczach nieco jedzenia. Oszczędności wolałem zachować na bardziej odpowiedni moment.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#14 10-11-2017 o 20h32

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

    Przeklęty kupiec ulotnił się nadzwyczaj prędko, gdy wsiadałam spowrotem na konia. Pianetti zdawał się być nieco niezadowolony, że jego pokazowa lekcja nie do końca się udała i najwidoczniej próbował za to wyżyć się na swoim studencie. Niestety, ten zignorował go. Przeczuwałam, że to wszystko może się wkrótce nas nas zemścić, bo kto jak kto, ale Inkwizytor wymagał i egzekwował traktowanie siebie z szacunkiem. Zresztą, nie on jeden.
    Przez resztę podróży nie dręczyła mnie już senność, chociaż być może wolałabym drzemkę od dręczących mnie wyrzutów sumienia i niepokoju. Co prawda cichły one z każdą milą, ale wiedziałam, że prędko nie dadzą mi pełnego spokoju. Pozostawało mi tylko mieć nadzieję, że to moja jedyna kara za głupotę i brak odpowiedzialności. Dzień mijał mi więc powoli i nie wiedziałam, czy to, co zdawało mi się być godziną było nią w istocie, czy też bliższe było minucie.
    Wreszcie zatrzymaliśmy się przed gospodą, która przez krótką chwilę zdawała mi się wyczekanym rajem ziemskim. Nie było dla mnie nawet ważne to, gdzie miałabym spać — liczyła się sama wizja odpoczynku, którego ona stała się znakiem. Zgodnie z przewidywaniami Pianettiego byłam cała obolała i z ulgą zsiadłam z siwka, oddając go pod opiekę chłopca.
    Zapachy, gwari i półcień, które osaczyły mnie, ledwie przeszliśmy przez próg budynku, lecz nie były dla mnie zaskoczeniem. Gospody mają w końcu to do siebie, że chociaż z zewnątrz mogą wyglądać zupełnie różnie, ich wnętrza wydają się być w gruncie rzeczy jednym i tym samym. Ta nie była wyjątkiem, a przynajmniej do momentu, w którym zauważono nasze przybycie. Na chwilę zapadła głucha cisza —  słychać było nawet trzaskanie ognia w kominku — i spoglądano na nas jak na intruzów. Nawet karczmarz potrzebował dłuższej chwili, by założyć na twarz maskę uprzejmości.
    Stanęłam z boku i w milczeniu przyglądałam się, jak Inkwizytor załatwia swoje, ale i nasze sprawy. Co prawda jedzenie zamówił tylko dla siebie, ale… Ale mogło być gorzej, nawet jeżeli dzielenie pokoju z Balamonte nie bardzo mi się uśmiechało. Jednak wszystko wskazywało na to, że jemu jeszcze bardziej. Ledwie Pianetti zostawił mu klucze, dał mi to wyraźnie do zrozumienia.
    — Jak chcesz. — Wzruszyłam ramionami, jakby to nawet mnie nie interesowało.
    W karczmie wznowiono rozmowy, chociaż niektórzy wciąż na nas zerkali. Było ciepło, więc zdjęłam płaszcz i przewiesiłam sobie przez ramię, by nie drażnił on zbyt mocno oczu co poniektórych. Gdzie alkohol leje się strumieniami, ludzie skłonni są do różnych głupstw.
    Oparłam się dłonią o blat. Chłopak zapytał o jedzenie, ale gospodarz widocznie nie dostrzegł żadnych profitów w darmowym posiłku dla przyszłego Inkwizytora. Taki Carlos pewnie w tym momencie wyszedłby z siebie i wszczął awanturę, może nawet zacząłby straszyć swoim Darem.
    — Więc będzie kolacja? — Mnie głód zmusił do zwykłego wyciągnięcia monety z mieszka.
    Mężczyzna spojrzał na nią podejrzanie i brakowało tylko, by zębami sprawdził, czy jest prawdziwa. W końcu jednak doszliśmy do porozumienia. Nie pozostało mi nic innego, jak chwilę poczekać na talerz, bo nie miałam już śmiałości, by prosić o posiłek do pokoju. Stałam więc przy kontuarze i z bezczynności zerknęłam raz czy dwa na Balamonte, zastanawiając się, co on zamierza zrobić.
    — Te, patrz, to baba — powiedział jeden podchmielony mężczyzna do swojego kolegi przy stole, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, jak głośno mówi. — Myślisz… Hik! Że to drugie tyż?
    Zacisnęłam usta, wysilając się, by nie spojrzeć w jego stronę. Wreszcie gospodarz podał mi talerz, mogłam więc iść do pokoju. Miałam nadzieję na odrobinę samotności. Musiałam odbyć rozmowę sama z sobą. Najpierw jednak wyciągnęłam klucz z dłoni chłopaka.
    — Lepiej nie siedź tu za długo, bo zechcą sprawdzić — stwierdziłam z nutą ironii.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#15 20-11-2017 o 00h03

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     - A nawet jakby, to chętnie im pokażę  - wykrzywiłem lekko usta w uśmiechu w odpowiedzi na drobną złośliwość Royes. Jakoś nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś uznał mnie za niewiastę. Byłem więc szczerze ciekaw, co panowie powiedzą, gdy przyjrzą się z bliska mojej twarzy. Nawet pijacy powinni zachować na tyle rozsądku, by nie droczyć Inkwizytora będącego tuż obok. Pomijając fakt, że pełnoprawnym funkcjonariuszem jeszcze nie byłem, to wciąż miałem prawo uznać ich słowa za obrazę i wyciągnąć z tego konsekwencje.
     - Karczmarzu, zanieść moje rzeczy do pokoju - podałem mężczyźnie swój niebieski płaszcz i tobołek ze swoimi rzeczami. Skoro Royes poszła do pokoju, wolałem dać jej nieco prywatności i przyjść trochę później. Teraz mogłem trochę się rozejrzeć, porozmawiać, o ile ktoś będzie chciał ze mną rozmawiać. Ludziom czasem języki się zawiązywały, gdy wiedzieli z kim mieli do czynienia.
    Na początek usiadłem przy kominku, skubiąc swój posiłek i obserwując innych. Zdaje się, że i oni bacznie mi się przyglądali, co starałem się ignorować. Nie lubiłem być w centrum uwagi, a nasze wejście raczej nie należało do tych cichych, na które się nie zwraca uwagi. Odczekałem więc jakiś czas, aż obecna klientela rozejdzie się do domów, a w karczmie pojawili się nowi. Nowi, których mogłem pociągnąć za język. Już nawet nie ze względu na swoją profesję, a z czystej ciekawości. Czy w okolicznych lasach rzeczywiście pomieszkuje jakiś demoniczny stwór? Ta sprawa nie dawała mi spokoju. I nawet jeżeli przez najbliższy czas nie miałbym możliwości, aby się tym zająć, to z pewnością go znajdę po otrzymaniu czarnego płaszcza.
     Podszedłem więc do trójki mężczyzn grających w karty. Byli już po posiłku z dzbankiem wina opróżnionym do połowy i uznałem, że na początek się nadadzą.
     - Witam, zacnych panów. Mógłbym się dosiąść? - mężczyźni spojrzeli po sobie niepewni, co do moich zamiarów, choć ostatecznie jeden z nich machnął w kierunku ostatniego wolnego miejsca przy stole.
     - Czego taki smar... ekhm... młodzieniec szuka w naszym towarzystwie? - odezwał się ten z największym wąsem, jednocześnie najmniej pijany. Ubrany był zwyczajnie, jak chłop pracujący w polu, dlatego puściłem mimo uszu niedokończone słowo, jakim chciał mnie określić.
     - Szukam kogoś, z kim mógłbym zagrać - ruchem dłoni wskazałem na trzymane w ich dłoniach karty. I tak też się zaczęło. Na początku specjalnie przegrałem dwa czy trzy razy, tak dla rozluźnienia atmosfery. Postawiłem dzbanek wina, by następnie odbić sobie każdą monetę, jaką postawiłem i przegrałem. Dowiedziałem się przy okazji, że to coś nęka ludzi od dobrych dwóch lat, a każdy wezwany Inkwizytor jedynie rozkłada bezradnie ręce. Podobno też jedna z babek miała okazję widzieć to stworzenie, ale przez to zdarzenie jest w takim szoku, że nie ma z nią żadnego kontaktu.
     - Dziękuję wam panowie za grę... i jakże miłe towarzystwo, ale na mnie już czas - wstałem od stołu, kładąc na blacie kilka monet. - Właściwie to potrzebowałem jedynie nieco rozrywki, nie chcę waszych pieniędzy - oprócz oczywiście tych, które sobie odebrałem i tych, za które stawiałem im wino. - Miłej nocy życzę. - odwróciłem się i odszedłem w stronę pokoju.
     Właściwie to z chęcią posiedziałbym jeszcze, jednakże wolałem nie kusić losu i uważać, by Pianetti nie przyłapał mnie na rozpytywaniu, czy piciu wina. Poza tym potrzebowałem choć trochę snu.
     Royes zdawałoby się, że spała. Nie wnikałem, czy tak jest rzeczywiście, czy tylko udawała. Po omacku udało mi się znaleźć jakiś koc. Od spania na podłodze wybrałem spanie na fotelu. Zwinąłem się na nim, za poduszkę biorąc zwinięty płaszcz, a przez wypite wino dość szybko usnąłem.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#16 29-11-2017 o 21h10

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

    Westchnęłam tylko cicho, słysząc reakcje chłopaka. Nie oczekiwałam jednak od niego poważnej odpowiedzi, skoro sama ironizowałam. Chociaż prawdą było to, że nie powinien nikogo prowokować. Mieliśmy nad tymi prostymi ludźmi sporą przewagę, bo za Inkwizycją stoi prawo, ale z tego nie tylko się nas obawiano, ale również nienawidzono. Cóż, niektórym trudno pogodzić się z tym, że ich bliscy ponieśli karę za swoje winy i grzechy. Przywiązanie i poczucie więzi zasłania ludziom sprawiedliwość.
    Szybko zjadłam podany mi pozbawiony smaku posiłek, a gdy naburmuszony karczmarz wziął rzeczy Balamonte, by zanieść je na górę, ruszyłam za nim ze swoim tobołkami. Skoro już szedł, mógł mi wskazać drogę. W swojej wielkoduszności zostawił mi nawet świece na nadjedzonym przez korniki stoliku. Nie odezwał się jednak ani słowem, tylko wyszedł milcząc. Zastanawiałam się, czy względem wszystkich gości się tak zachowuje.
    Nie miałam żadnej szczególnej pracy do wykonania, więc wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam jednak tylko pogrążone w ciemności pola, las w oddali i granatowe, gwieździste niebo. Obawiałam się oglądania pokoju, więc odmówiłam krótką modlitwę i położyłam się na skrzypiącym materacu. Dziurawy pled śmierdział piwem i bałam się zastanawiać, ile osób przykrywało się nim przede mną. Na szczęście byłam tak zmęczona, że wszystkie myśli przegrały walkę ze snem. Miejsce stało się nieważne.
    Przespałam prawie całą noc — przebudziłam się tylko na chwilę, gdy Balamonte przyszedł do pokoju. Jednak zmorzona snem, byłam w stanie jedynie uchylić powieki, by upewnić się, czy to on. Gdy zobaczyłam, jak układa się na fotelu, znów zamknęłam oczy i pogrążyłam się w słodkim niebycie odpoczynku.
    Obudziłam się bardzo wcześnie, ledwie pokój oświetliły pierwsze promienie wschodzącego słońca. W klasztorze o tej porze był czas jutrzni i chociaż nie musiałam już tak wcześnie wstawać, starych nawyków było trudno się pozbyć. Lekko obolała podniosłam się na ramionach, spoglądając na chłopaka. Jeszcze spał. Ostrożnie wyślizgnęłam się więc z łóżka i podeszłam do stojącej na stoliku misce z wodą, by szybko obmyć twarz. Dopiero teraz czyjaś obecność zaczęła mi przeszkadzać, dlatego zaraz po tym wyszłam na korytarz, nie wiedząc, co mogłabym robić dłużej w pokoju. Nie potrafiłam bezczynnie leżeć.
    Nieśpiesznym krokiem ruszyłam ku głównej sali, lecz zatrzymałam się na schodach, słysząc dziwnie nerwową, lecz głośno rozmowę.
    — Okłamali cię, żadnego inkwizytora tu nie ma!
    Ostrożnie zeszłam niżej o jeszcze kilka stopni, by zobaczyć, co się dzieje. Karczma była opustoszała, jak to ma często miejsce o poranku. Tylko przy drzwiach stał karczmarz, rozmawiając z jakąś drobną, osiwiałą kobietą, wyraźnie nie pozwalając jej wejść dalej.
    — Słyszałam, jak mówili, że przyjechał z uczniakami! — odparła mu nieco skrzekliwym głosem pełnym irytacji. — Gadaj mi zaraz, czy ma się zająć tą sprawą!
    — Daj sobie spokój, szalona — powiedział, ściszając głos. — Wziął pokoje na jedną noc. Zresztą, żaden nie chciał się tego podjąć. Nie ma go co pytać, bo tylko się zdenerwuje, a ja na żadne burdy nie pozwolę!
    — O co pytać?
    Serce podskoczyło mi w piersi, gdy nagle usłyszałam tuż za sobą Pianettiego. Gdy ja próbowałam się uspokoić, zszedł na sam dół, a staruszka, korzystając z zaskoczenia karczmarza, rzuciła mu się do stóp. Chyba ucałowała koniuszek jego ubrania
    — O miłościwy panie, dobry Bóg was nam na pomoc zesłał — Zalała się łzami. — Od lat nęka nas straszliwa bestia, ludzi i zwierzęta porywająca, a…
    — Za chwilę wszystko mi opowiesz. — Inkwizytor odsunął się od niej, a przez twarz przemknęła mu niechęć. Gdy spojrzał na mnie, był już jednak zupełnie opanowany i ironiczny. — Royes, bądź łaskawa obudzić panicza Balamonte.
    — Oczywiście. — Skinęłam głową i odwróciłam się na pięcie.
    Niepokorna ciekawość zżerała mnie od środka, ale poskromiłam ją i wróciłam szybko do pokoju, mając nadzieję, że może później dowiem się czegoś więcej. Byłam może zawsze bezwarunkowo posłuszna wszystkim swoim przełożonym, lecz nie potrafiłam się pozbyć nawet tak prymitywnego pragnienia wiedzy. Ha, czy ktoś w ogóle byłby do tego zdolny?
    Na moje nieszczęście Balamonte nadal spał skulony na fotelu. Co prawda byłam przekonana, że to, co się dzieje na dole bardzo go zainteresuje, ale najpierw musiałam go obudzić. Niby nic trudnego, ale przez chwilę nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Tylko odezwać się? Potrząsnąć nim? Wyciągnęłam rękę, ale zawahałam się. Od dawna nikogo nie dotknęłam i wydało mi się to teraz nadwyraz niezręczne.
    — Balamotne, wstawaj — powiedziałam i wreszcie z niechęcią delikatnie szturchnęłam go w ramię. — Jakaś kobieta przyszła do Inkwizytora w sprawie twojej bestii.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (29-11-2017 o 21h12)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#17 13-12-2017 o 01h16

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Machnąłem ręką i jeszcze bardziej naciągnąłem na siebie koc. Nie zamierzałem wstawać... choćby niewiadomo co chciała Royes. Denerwowało mnie to, że nagle czegoś ode mnie zaczęła chcieć. Nie mogła poczekać z tym jeszcze godzinę lub dwóch? Aż się wyśpię.
     - Daj mi spokój - wymamrotałem pod nosem w odpowiedzi. Mogła mnie nie zrozumieć, sam siebie z pewnością bym nie zrozumiał, ale nie chciało mi się tego tłumaczyć Royes. Nie czułem się na siłach. Przez chwilę starałem się uparcie ignorować jej obecność. To, że stała nade mną, najwyraźniej oczekując jakiejś innej reakcji, było niezwykle denerwujące. Dlatego uchyliłem powieki, próbując skupić się na tym, co powiedziała chwilę temu.
     - Jakiej mojej bestii? Co ty do mnie... - aż w końcu do mnie wszystko dotarło. Momentalnie otworzyłem szeroko oczy i gwałtownie usiadłem, krzywiąc się. Spanie na fotelu nie należało do zbyt wygodnych. Bolał mnie kręgosłup od nieodpowiedniej pozycji, ale w tamtym momencie nie to się dla mnie liczyło. - Tej bestii? To niewiarygodne - ciężko było mi uwierzyć, że jednak będę mógł zająć się tą sprawą. Albo chociaż przyglądać się z boku, o co w tym wszystkim chodzi. Ciekawość zżerała mnie od samego początku, a teraz już nie mogłem się zwyczajnie doczekać.
     Wyminąłem Royes, w pośpiechu zakładając buty i swój zwykły płaszcz. Zdążyłem jeszcze ochlapać twarz zimną wodą i mokrymi palcami ułożyć włosy. Nie miałem czasu na szukanie grzebienia, czy zmianę ubrania. Schodząc do głównej sali uznałem, że nie wyglądam tak źle i że Pianetti może co najwyżej uczepić się wygniecionej koszuli. Nawet nie zainteresowało mnie, czy Royes idzie za mną. Byłem zbyt przejęty czymś innym, żeby jeszcze zwracać na nią uwagę, chociaż gdy siadałem przy stoliku obok Inkwizytora, dziewczyna zajęła miejsce z jego drugiej strony.
     Kobieta naprzeciw nas miała czerwone, podkrążone oczy. Nie wątpiłem, że musiała przejść wiele w swoim życiu. Miała spracowane, szorstkie dłonie, a na jej głowie próżno by szukać ciemnych włosów. Wystarczył znak od Pianettiego, aby kobieta zaczęła mówić. Łamiącym się głosem opowiadała o bestii jaka nawiedzała okolicę. Wydawało się, że świecie wierzyła w jej demoniczne lub inne pozaziemskie pochodzenie. Za plecami usłyszałem też zdegustowane pomruki karczmarza, co jednoznacznie wskazywało na to, jakiego jest zdania. Pewnie uważał to za wymysły starej baby, a wszystkie zdarzenia można było wytłumaczyć w jakiś jasny, logiczny sposób. Jednak w każdym bajaniu jest jakieś ziarenko prawdy. A ku mojemu zdumieniu Pianetti uznał, że to ziarenko należy wydobyć.
     - Zajmiesz się tym, Balamonte.
     - Co? Ja?
     - Tak, ty. Tak bardzo chciałeś się tego dowiedzieć, więc teraz masz najlepszą okazję - mężczyzna przeciągnął się, całkowicie ignorując wszystko wokół. - Royes ci pomoże. Macie trzy dni. Potem ruszamy dalej - z tymi słowy wstał od stołu, pozostawiając nas z babinką.
     Nie wiedziałem, czy to miał być jakiś zaszczyt, czy może Inkwizytor chciał nam pokazać, że nie mamy większych szans, czy też chciał nas po prostu sprawdzić. Śmiać się, czy płakać? Rzuciłem krótkie spojrzenie w stronę Royes, by potem przenieść je na kobietę.
     - Więc... może na początek zobaczmy okolicę  - zaproponowałem, nie kierując słów do nikogo konkretnego.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#18 07-01-2018 o 16h02

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Chłopak potrzebował dłuższej chwili, by naprawdę się rozbudzić i zrozumieć, o czym właściwie do niego mówię. Czekałam cierpliwie, gotowa wszystko mu powtórzyć, gdyby w półśnie nie wszystko do niego dotarło, jednak szybko skojarzył fakty i zerwał się na równe nogi. Nim zdążyłam opuścić pokój, ubrał buty i umył twarz i pierwszy ruszył na dół. Poszłam za nim, zastanawiając się, co chodzi po głowie Inkwizytora. Jego ironiczny uśmiech nie wróżył jednak niczego dobrego. Na pewno będzie chciał utrzeć nosa niepokornemu studentowi.
    Gdy zeszliśmy na dół, siwa kobieta siedziała już przy stole razem z Pianettim, a my zajęliśmy miejsca obok niego. Zadowolony tylko delikatnie uniósł rękę, by jego milcząca rozmówczyni zaczęła drżącym i przejętym głosem opowiadać wstrząsającą historię wypadków w wiosce. Słuchałam jej z całą uwagą, lecz trudno było wyłowić jakąś istotną informację. Wyglądało na to, że zarówno zwierzęta jak i ludzie znikali właściwie bez śladu. Jak w takim wypadku pochwycić jakikolwiek trop?
    Dlatego z trudem zachowałam spokój na twarzy, gdy Inkwizytor zarządził, że całej sprawie ma się przyjrzeć Balamonte z moją pomocą, a sam odszedł widocznie bardzo zadowolony ze swojego pomysłu. Nie spodziewałam się, że pozwoli na taką stratę czasu dla zachowania swojego autorytetu…
    Odpowiedziałam chłopakowi spojrzeniem na spojrzenie, zastanawiając się, czy ma jakiś pomysł. I tak jakiś miał.
    — Proszę nam powiedzieć, czy wiadomo, gdzie mniej więcej przebywali ludzie, nim znikali? — zapytałam staruszki, nadal szukając jakiegoś wspólnego punktu.
    — Różnie, ale nigdy w samej wiosce, jeno zawsze przy polach albo koło lasu — odpowiedziała. — Mogę waszmości zaprowadzić w jedno miejsce.
    Pokiwałam głową, widząc w tym jakiś dobry początek. Kobieta całkiem żwawo wstała od stołu, a my ruszyliśmy za nią. Karczmarz nie ukrywał swojej niechęci, wręcz czułam, jak krzywo na nas patrzy.
    Starowinka poprowadziła nas skrajem wioski, ledwie wydeptaną przez bydło dróżką, omijając kryte strzechą chałupy, przy których już uwijały się gospodynie, a mężczyźni zbierali się na pola. My dotarliśmy po kilku minutach do sporej łąki na łagodnym zboczu. Trawa sięgała pasa i była mokra od rosy.
    — Dwa lata temu syn mój tutaj nasze krowy wypasał — zaczęła łamiącym się głosem i zrozumiałam, do czego zmierza opowieść. — Tamtego dnia też tu przyszedł, lecz pod wieczór nie wrócił, poszłam więc go szukać. Daremno. Nic po nim nie zostało, tylko fujarka, którą strugał. Z trzech krów jedna została, ale padła wkrótce, więc złe musiało na nią urok rzucić. Pierwszy był mój syn, ale nie ostatni tutaj. Już nikt na łące zwierząt nie pasie, bo ludzie się boją.
    — Przykro nam — powiedziałam. — Spróbujemy się dowiedzieć, co się stało.
    Szczerze jednak obawiałam się, że nie znajdziemy nic, bo łąka wyglądała najzwyklej w świecie i trudno było szukać śladów po takim czasie.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#19 13-01-2018 o 15h40

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Kobieta całkiem szybko zebrała się w sobie i wyszliśmy za zewnątrz. Zaprowadziła nas gdzieś na obrzeża wioski, by pokazać jedno z miejsc, w których ginęli ludzie. Doszliśmy na łąkę, gdzie kontynuowała opowiadanie. Zrobiło mi się jej nawet żal, gdy tak słuchałem o śmierci jej syna. W końcu żaden rodzic nie chciał, aby jego dziecko umarło wcześniej niż on sam. Mogłem zrozumieć, dlaczego tak koniecznie chciała znaleźć to, co mordowało ludzi. Wprawdzie nie wiadomo, co tak naprawdę stało się z tym mężczyzną, mógł zwyczajnie uciec, jednak po co miałby zabierać ze sobą dwie krowy? Na sprzedaż w mieście? Wątpiłem, aby to było to.
     - A inni? Gdzie ginęli inni? - starowinka zastanowiła się przez chwilę, po czym wskazała dłonią w nieokreślonym kierunku.
     - Różnie. Jedni bliżej lasu, drudzy dalej, jednak zawsze poza zasięgiem wzroku mieszkańców. Łąki, pola - kobiecina pokiwła głową i zrobiła znak krzyża, jakby chciała odpędzić od siebie złe moce. W pewnym sensie nie mogłem się jej dziwić. Przeszła już dużo w życiu, straciła syna, musiało być jej ciężko. To by tłumaczyło, dlaczego nie uciekała na nasz widok i sama zabiegała o rozmowę z Pianettim, mimo że karczmarz uznał ją za wariatkę. Nie miała już nic do stracenia.
    - Chciałbym zobaczyć miejsce, w którym ostatnio doszło do zaginięcia - poprosiłem, a kobieta bez słowa poprowadziła nas w inne miejsce. Wyglądała przy tym na zdeterminowaną, ale i jednocześnie zrezygnowaną. Chciała, aby odkryto prawdę o zaginięciu jej syna, ale również wiedziała, że nic jej go nie zwróci. Zrobiło mi się nawet jej żal. W końcu straciła swoje jedyne dziecko i nawet nie wiedziała w jakich okolicznościach.
     Doszliśmy do brzegu niewielkiego strumyka, nad którym powinny paść się zwierzęta lub choćby kobiety robiły pranie... jednak wokoło nie było ani żywej duszy. Na pierwszy rzut oka było to zwyczajne miejsce jakich wiele. Czysta woda, kilka młodych brzózek rosło w okolicy. Podszedłem bliżej wody i z łatwością dostrzegłem dno.
     - Jak do... - ukucnąłem nad brzegiem i przerwałem w połowie zdania. W jednym momencie dopadły mnie duszności i zawroty głowy. Musiałem podeprzeć się dłońmi o ziemię i poluzować kołnierz koszuli. Zrobiło mi się najpierw gorąco, następnie przeraźliwie zimno, a potem... potem wszystko przeszło tak nagle, jak nagle się pojawiło. Przez myśl nawet mi przeszło, że to może być pierwsza oznaka strachu? A może ekscytacji? Sam nie do końca wiedziałem, co czułem na samą myśl o rozwiązaniu tej zagadki.
     - Jak doszło do ostatniego zaginięcia? I kim była ta osoba? - poprawiłem się zaraz i wyprostowałem, próbując zatuszować chwilowy brak koncentracji. Tymczasem staruszka zaczęła mówić o młodym chłopcu, który zaginął tu zaledwie dwa dni temu.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#20 07-02-2018 o 19h48

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Poczułam pewną ulgę słysząc, że Balamonte sam poprosił kobietę, by zaprowadziła nas w miejsce, w którym doszło do ostatniego zniknięcia. Na tej łączce nie mieliśmy czego szukać. Wątpiłam, by nawet wyjątkowo uzdolniony i doświadczony Inkwizytor odnalazł by cokolwiek po takim czasie. Zresztą, nawet nie wiadomo, czy chodziło o magię — a ona przecież zostawia wyjątkowo mało śladów.
    Staruszka poprowadziła nas więc dalej. Byłam skupiona na całej sprawie, lecz daleka od zamyślenia, bo nie mając żadnych składników całości, nie potrafiłam złożyć faktów w logiczną sumę. Być może dlatego z pustką w głowie przyglądałam się krajobrazowi, który, gdyby nie znać całej tej historii, wydawałby się zupełnie sielski. Nawet o tej porze roku było jeszcze całkiem zielono, w dodatku pogoda dopisywała. Budził się piękny poranek, niebo było niebieskie, ptaki śpiewały… Jednak po tym, co usłyszeliśmy, cały ten urok zdawał się być złudny. Nie tak człowiek wyobraża sobie miejsca, w których dochodzi do tajemniczych zdarzeń.
    Wreszcie zatrzymaliśmy się przed strumieniem, którego brzeg staruszka wskazała jako miejsce ostatniego incydentu. Podobnie jak na łące i tutaj trudno było zauważyć coś niepokojącego. Od niechcenia podeszłam do jednego z drzew, spoglądając pod nogi, by upewnić się, że nie rozdepczę ewentualnych śladów. W tym czasie Balamonte pochylił się nad strumieniem i pewnie nie zwróciłabym na to większej uwagi, gdyby nie fakt, że na chwilę zawiesił głos i znieruchomiał. Odwróciłam ku niemu głowę, ale nie odezwałam się, bo wkrótce dokończył to, co zaczął mówić i usłyszeliśmy kilka słów na temat zniknięcia młodzieńca.
    —  Czy ktoś już przeszukiwał okolicę? — dopytałam jeszcze, ciekawa, czy nie zadeptano śladów.
    — Gdzie tam! Boją się! Przyszli tylko rodzice, zobaczyli, że go nie ma i już wiedzieli, co się stało, więc nie zamierzali szukać! — odparła, po czym na moje pytanie, czy ona nie boi się tu przychodzić: — Mnie starej wszystko jedno.
    Zapytałam ją jeszcze, gdzie mieszka, żebyśmy mogli się z nią skontaktować i zaproponowałam, by wróciła do siebie i odpoczęła, a my postaramy się czegoś dowiedzieć. Odeszła, błogosławiąc nas.
    —  Znalazłeś coś? — Podeszłam do Balamonte i spojrzałam w nurt strumyka, ale nie dostrzegłam niczego szczególnego.
    Jeszcze zanim dostałam odpowiedź, ostrożnie przeskoczyłam po kamieniach na drugi brzeg, bliższy lasu. Trawa była tam wysoka i co prawda zdawało mi się, że widzę w niej ścieżki, ale mogły być one zrobione przez zwierzęta. Za to moją uwagę znów przykuło drzewo, samotna lipa. Oddalając się od strumyka, ruszyłam w jej kierunku. Już z daleka bowiem zauważyłam ślad na pniu, który w końcu okazał się być wyrytym na korze symbolem. Oprócz tego, po drugiej stronie znajdowały się jeszcze inicjały. Czyżby dawne miejsce spotkania kochanków? Obeszłam drzewo dookoła, znajdując jeszcze porzuconą fujarkę. Leżała we wgniecionej trawie. Więc ktoś musiał tu niedawno.
    —  Balamonte, chodź tutaj! — zawołałam i podniosłam rękę do góry.
    Ostatnio wołałam tak głośno chyba jako dziecko. Poczułam zresztą dziwny optymizm i chciałam wierzyć, że to banalne znalezisko jest chociaż maleńkim elementem układanki.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#21 16-02-2018 o 23h39

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Słuchałem rozmowy Royes z kobietą, samemu niewiele się odzywając. Z tego co mówiła wynikało, że ludzie teraz obawiali się wszystkiego i raczej trzymali się w grupach, niechętnie wychodząc poza obręb swojego domostwa. Wcale się im nie dziwiłem. Sam pewnie bym się zabarykadował we własnym domu i nie wyściubiał nosa za drzwi. Takie czasy... ale byłem inkwizytorem i było stosunkowo niewiele rzeczy, które mogły mnie w jakiś sposób przestraszyć.
     Powiodłem spojrzeniem za dłonią staruszki, która wskazywała swój dom. Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem, choć to z pewnością było zbędne. Kobieta wyglądała tak, jakby święcie wierzyła w nasze umiejętności i była całkowicie pewna, że znajdziemy to coś, co porywa mieszkańców.
     - Nic nie znalazłem - odpowiedziałem nie przyznając się, że nawet niczego nie szukałem. Jakoś zbyt rozkojarzyła mnie ta moja chwilowa niedyspozycja, a po uwadze dziewczyny postanowiłem to jak najszybciej naprawić. Podczas gdy Royes przeszła na drugi brzeg, ja zacząłem szukać po tej stronie. Skoro ginęli tutaj ludzie, to musieli zostawić po sobie jakieś ślady; coś osobistego, co im wypadło albo chociaż nieco krwi. Liczyłem na cokolwiek, choćby kilka nitek z ubrania. Ludzie nie mogli wyparować ot tak bez śladu.
     Uniosłem głowę, słysząc nawoływanie. Royes radośnie do mnie machała, oznajmiając o swoim znalezisku. Skrzywiłem się, nie widząc w pobliżu żadnego mostku... westchnąłem ciężko, gdy przyszło mi przeskakiwać po kolejnych kamieniach. Jakby było mało, to na koniec jeszcze się pośliznąłem, a do lewego buta wlała się woda.
     - Fujarka? - rozejrzałem się dookoła, szukając czegoś więcej. Wokoło drzewa były wydeptane ślady, ale nic więcej. Jeśli coś tu podeszło, to z pewnością już dawno zanikły ślady. Trzeba było szukać od razu. Podniosłem instrument, przewracając go w dłoniach. - Myślisz, że coś tu jeszcze może być? - zapytałem, choć właściwie nie oczekiwałem odpowiedzi. Ponownie się rozejrzałem, robiąc kilka kroków w głąb lasu. Dopóki znów nie dopadły mnie zawroty głowy. Tym razem musiałem podeprzeć się dłonią o pień drzewa, drugą zaś rozpinając dwa kolejne guziki koszuli. W tym momencie przestałem myśleć o tym jak o podekscytowaniu, a o chorobie. Przecież to nie było trudne, aby się czymś zarazić. Słyszałem, że w głębi kraju panuje zaraza, może więc dotarło już tutaj? Gdybym się czymś zaraził, nikt by...
     - Widzisz to? - niewielka plamka ciemnej czerwieni, która zupełnie przypadkiem rzuciła mi się w oczy kilka kroków dalej. Przetarłem twarz, przechodząc do miejsca, które wskazałem. Musiałem uklęknąć i wziąłem w dłoń malutki skrawek materiału. - Myślisz, że to ma ze sobą jakiś związek? A może... może chodźmy najpierw popytać w wiosce. Słońce zaczęło mocniej grzać i wolałbym wrócić tu tuż przed zachodem - wsunąlem fujarkę i kawałek materiału do kieszeni, podnosząc się na nogi. Obawiałem się, że jeszcze chwila, a Royes będzie musiała mnie taszczyć z powrotem do tawerny, a to już by było zbyt upokarzające. Wolałem być gdzieś w pobliżu.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#22 19-02-2018 o 21h52

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Balamonte nie odpowiedzał ani jednym słowem na moje zawołanie, ale też nie kazał na siebie długo czekać. W ciągu pół minuty i on przedostał się na drugi brzeg, a także podszedł pod rozłożyste drzewo. Rozejrzał się jeszcze raz wokół niego, widocznie mając nadzieję, że znajdzie coś jeszcze. Zadał jeszcze dwa retoryczne pytania, na które mogłam odpowiedzieć jedynie wzruszeniem ramion. Jeśli mówiąc “coś” miał na myśli rzeczy, to mieliśmy czas, żeby je znaleźć, jeśli zaś “coś” znaczyło to, co porywa ludzi, zapewne przekonalibyśmy się o tym dopiero wtedy, gdyby nas zaatakowało.
    Zamiast jednak dalej rozglądać się, swoją uwagę skupiłam na Balamonte. Już wcześniej dziwnie się zachowywał, ale teraz już naprawdę trudno było nie zauważyć jego… osłabienia? Wyglądał, jakby dopadły go duszności, ale przecież pora roku wcale temu nie sprzyjała. Powietrze było zupełnie rześkie. Nie odezwałam się myśląc, że on sam skomentuje jakoś to, jak się czuje, lecz chłopak zamiast tego nagle zwrócił uwagę na kawałek materiału. Odrzuciłam na chwilę myśli o jego zdrowiu i ruszyłam za nim, by obejrzeć czerwony strzępek. Czyżby świadectwo przemocy? A może ucieczki?
    — Chodźmy. Musimy się dowiedzieć, czy to na pewno z jego ubrania — zgodziłam się na propozycję powrotu do wioski.
    Podczas drogi nie potrafiłam się powstrzymać przed tym, by nie obserwować Balamonte. Oczywiste było dla mnie to, że chciał iść do wioski, bo źle się poczuł ale jakoś nie chciało mi się wierzyć, że naprawdę osłabł tak z powodu słońca — nie było ono tego dnia szczególnie dokuczliwe. Rozchorował się? Był po prostu zmęczony? Westchnęłam. Spodziewałam się, że sam mi nic nie powie bo jest na to zbyt dumny. I co prawda daleka byłam od chęci wtrącania się w jego sprawy, ale rozsądek podpowiadał mi, że bardziej przyda mi się żywy. W dodatku Pianetti miałby kolejny powód do złośliwości.
Balamonte — zaczęłam, gdy oddaliliśmy się już od strumyka. — Powiedz, dobrze się czujesz?
Nie podobało mi się, że muszę go pytać wprost, ale było to lepsze niż podpytywanie. Co prawda i tak podejrzewałam, że będzie chciał wymigać się od odpowiedzi, ale to już jego sprawa. Nie zamierzałam nic wyduszać z niego siłą. Zapytałam tylko dlatego, że istniała szansa, że będę mu w stanie pomóc. W końcu kilku rzeczy nauczyłam się w klasztorze. Była to wiedza ograniczona, ale i taka czasem wystarcza.    


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#23 21-02-2018 o 16h37

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Poczułem ulgę kiedy Royes się nie sprzeciwiła mojej propozycji. Odwróciłem się i ruszyłem krok za dziewczyną. Starałem się dotrzymywać jej kroku, choć po chwili i tak pozbyłem się płaszcza i nieco zwolniłem pod wpływem zawrotów. Wiedziałem, że nie ukryję tego przed Royes. Nie była ani głupia, ani ślepa i choćbym niewiadomo jak się starał, to nie wyszło.
     - Nie, nie czuję się dobrze. Przecież widzisz - odparłem, nie próbując nawet być sarkastycznym czy choćby droczyć się z nią. Pytanie to było nie na miejscu i gdybym się nie czuł tak podle, z pewnością bym wdał się z nią w dyskusję. - Powinno mi przejść niedługo. Tylko nie biegnij z tym od razu do Pianettiego. Obejdzie się bez jego interwencji - wiedziałem, że Inkwizytor nie powstrzyma się od złośliwych komentarzy. Mógłby też uznać, że skoro od początku nie daję rady, to bez sensu byłoby ciągnąć dalej tą sprawę. Jednak byłem już zbyt przejęty i zaintrygowany tymi wydarzeniami, aby tak łatwo odpuścić. Miałem zamiar doprowadzić tą sprawę do końca w te trzy dni, jakie zostały nam przydzielone.
     - Chodźmy lepiej zapytać o ten materiał. Potem wypytamy innych mieszkańców o zaginięcia ich bliskich - tym samym zakończyłem temat odnośnie mojego stanu zdrowia. Wierzyłem, że z czasem mi przejdzie. Dlatego też zrównałem się z Royes i ruszyliśmy w kierunku pierwszych domów. Stara kobieta mówiła, że mieszka właśnie w jednym z nich. Musiała nam powiedzieć coś na temat rzeczy, które znaleźliśmy i wskazać innych, którzy mogliby powiedzieć coś w tym temacie.
    Po ustaleniu, który dom był kobiety, stanąłem na progu niewielkiej chatynki i zapukałem do drzwi. Spodziewałem się, że będziemy czekać, jednak drzwi zostały otworzone zanim zdążyłem opuścić dłoń, czy choćby odezwać się słowem. Przede mną stała wysoka, młoda dziewczyna o jasnobrązowych włosach i jasnych oczach. Uniosłem brwi, zaskoczony. Spodziewałem się raczej kogoś innego. Ona natomiast wydawała się bardziej rozgarnięta, ponieważ pierwsza się odezwała. Uśmiechnęła się i zaprosiła nas do środka. Raczej nie tak witani są Inkwizytorzy, ale to zupełnie miła odmiana.
     - Usiądźcie proszę, dowiedzieliście się czegoś? - odezwała się zaraz starsza kobieta, którą spotkaliśmy wcześniej. Siedziała w głębi pokoju, ale podeszła, gdy tylko nas zobaczyła. Zaraz też wyjaśniła obecność obcej dziewczyny. Była to jej najmłodsza córka, jeszcze niezamężna, która została przy matce po śmierci brata.
     - To. Poznajecie może? - wyciągnąłem z kieszeni fujarkę i kawałek materiału. Po minie dziewczyny i krótkim szlochu jej matki uznałem, że poznają przynajmniej jedną z tych rzeczy.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#24 23-02-2018 o 15h40

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


Balamonte chyba przestał już nawet starał się udawać, że wszystko jest z nim w porządku. A może wcześniej też nie próbował nic ukryć, a ja błędnie założyłam, że jest typem, który za cenę będzie próbował wmówić innym, że czuje się znakomicie. Dlatego gdy odpowiedział mi bez śladu sarkazmu w głosie, byłam nie tylko zaskoczona, ale i zmieszana, że tak się pomyliłam.
Już lecę — odparłam ironicznie. — Na pewno się zmartwi, ugotuje ci rosołek i sprowadzi medyka.
    Nie zaproponowałam mu pomocy, bo zdawał się w tym momencie zbyt skupiony na sprawie, którą się zajmowaliśmy — zmienił na nią temat, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, czyli natychmiast. Zresztą, weszliśmy właśnie do tej dziwnie cichej wioski, a to nie było dobre miejsce na takie rozmowy. Cóż, miałam tylko nadzieję, że chłopak zna swoje możliwości, bo lepiej zaradzić mniejszemu problemowi, niż czekać aż urośnie.
    W każdym razie miał na tyle sił, bo bez dłuższych poszukiwań odnaleźć dom poznanej wcześniej staruszki — chociaż miałam pewne wątpliwości, gdy zamiast niej otworzyła nam młodziutka dziewczyna. Niezwykle grzecznie zaprosiła nas do środka, gdzie czekała już na nas jej — jak się okazało — matka. Na szczęście nie została więc zupełnie sama po stracie syna.
    Balamonte szybko odpowiedział na jej pytanie, pokazując nasze znaleziska. Odpowiedź w postaci płaczu była doprawdy wymowna, lecz potrzebowaliśmy wiedzieć, co go spowodowało.
    — Ta fujarka to na pewno robota mojego synka — powiedziała drżącym głosem, biorąc instrument do ręki. — Wszędzie bym jego robotę poznała.
    — Ale tę znaleźliśmy gdzieś indziej, a pani mówiła wcześniej, że po pani synu też została fujarka — odezwałam się, próbując ułożyć jakiś logiczny wniosek.
Ale on nie tylko sobie wystrugał — odparła kobieta. — Zdolny był, to i innym zrobił, gdy go poprosili, prawda, córuś?
Dziewczyna niepewnie pokiwała głową. Zdawała się być jeszcze bardziej roztrzęsioną od swojej matki.
A ten materiał? — zapytałam jeszcze.
    Wątpiłam jednak, by ten ów skrawek mógł należeć do pierwszej ofiary. Po pierwsze nie znaleźliśmy go w odpowiednim miejscu, po drugie minęły już przecież dwa lata i tkanina po takim czasie byłaby na pewno bardzo zniszczona. Liczyłam jednak na potwierdzenie, iż należał do chłopca, który zniknął jako ostatni.
    — U nas czerwień nosi się raczej od święta, do każdego to mogło należeć — odpowiedziała tym razem dziewczyna.
Pokiwałam głową. Cóż, jeżeli chłopak zniknął w ubraniu, nie będziemy mogli sprawdzić, czy tkanina pasuje do reszty. Westchnęłam. Zresztą, cóż z nam z tego? Lepiej by było, gdyby materiał należał do sprawcy, bo to jego tożsamości potrzebujemy. 


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#25 25-02-2018 o 16h42

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Ogólnie rzecz ujmując - wciąż nie mieliśmy nic. Fujarka mogła należeć do każdego w tej wiosce, tak samo materiał. Nie oczekiwałem podania wszystkich informacji na tacy, najlepiej razem ze sprawcą, ale chciałem chociaż usłyszeć, że ten przeklęty instrument należał do zaginionego syna kobiety. Przynajmniej wiedziałbym, że zaginął, a nie uciekł z jakąś panną, kradnąc i sprzedając przy okazji krowy. Siostra też nie wydawała się za specjalnie rozmowna. Zrobiła się blada niczym płótno i nie wykazywała większych chęci do rozmowy. Starsza kobieta biadoliła gdzieś w kącie, a mi już głowa pękała od tego.
     - Powiedzcie nam, kto jeszcze zaginął, kto zniknął jako ostatni, a kto jako pierwszy - nie mieliśmy za wiele czasu, a rodzin do przepytania z pewnością było więcej niżbym sobie tego życzył. Trzy dni to wbrew pozorom mało czasu, dlatego nie zważając na podłe nastroje kobiet, musiałem bardziej je przycisnąć do mówienia. - Chcę wiedzieć, kto jeszcze zaginął. Musimy porozmawiać z ich rodzinami, może wiedzą coś więcej. Więc weźcie się w końcu w garść i zacznijcie mówić zamiast biadolić po kątach! - uniosłem głos na końcu, zmuszając tym samym kobiety do większego skupienia się. Pierwsza odezwała się dziewczyna, jąkając się i plątając we własnych słowach.
     - Uspokój się kobieto, nie mam czasu na twoje żale. Musimy jak najszybciej znaleźć to coś, co porywa mieszkańców zanim dojdzie do kolejnego zaginięcia - po dłuższym czasie w końcu dowiedziałem się ilu dokładnie zniknęło, w jakim byli wieku i czy coś ze sobą mieli wspólnego. Tak z grubsza...
     - Proponuję zacząć od początku - zwróciłem się do Royes, kiedy znaleźliśmy się za drzwiami domostwa. - Sądzę, że nasi zaginieni raczej są wybierani losowo, ale wolę się upewnić kiedy, w jakich okolicznościach. Pianetti doprawdy nie uważa tego za coś godnego uwagi, skoro dał nam trzy dni jedynie. Dwa, jeśli nie licząc dzisiejszego - westchnąłem, idąc w kierunku, jaki wskazała nam dziewczyna. Na całe szczęście poczułem się lepiej i bez problemów mogliśmy zabrać się za dalszą pracę.
     - Po zaginionych nie znaleziono ani ciała, ani choćby kropli krwi więc z pewnością nie zrobiło to żadne ze zwierząt. Nie wierzę też w to, aby nagle wszyscy zaczęli stąd uciekać. Według mnie zrobił to człowiek. Być może jakąś czarownicę mają w okolicy. A ty, jak myślisz?


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

Strony : 1 2 3 ... 5