Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5

#26 05-03-2018 o 21h48

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Kobiety najwidoczniej zaczęły mieć dosyć tej rozmowy. Staruszka zdawała się być bliska szlochu, a jej córka zamilkła zupełnie. Wyglądało na to, że wydarzenia sprzed dwóch lat stały się dla nich znowu żywe. Niestety, my przyszliśmy usłyszeć fakty, a nie litanię zawodzeń i pochwał nad zaginionym synem. Gotowa jednak byłam dać im chwilę, jednak Balamonte postanowił nie czekać. Z jednej strony czułam, że miał względem nich za mało empatii, z drugiej jednak rozumiałam jego niecierpliwość. Ostatecznie więc zdałam się na jego metody, wyciągania informacji z ludzi — okazały się w końcu skuteczne, a być może lepiej kimś słownie potrząsnąć, niż korzystać z możliwości, jakie dawał mój dar…
    Notowałam w głowie wszystkie informacje o ofiarach, których ostatecznie naliczyłam dziewięć, z czego prawie wszyscy byli mężczyznami, chociaż w różnym wieku. Do tego znikało i to zazwyczaj razem z ludźmi, co było wyjątkowo dziwne. Gdy wychodziliśmy z chaty kobiety, zastanawiałam się, czy opowieści o bestii z lasu mogły mieć jakiś związek z rzeczywistością. Choćby jeśli chodzi o las.
    Podążając obok chłopaka, słuchałam jego rozważań. Kiwnęłam raz czy dwa głową.
    — Na razie faktycznie nie widzę żadnego powiązania — przytaknęłam. — Chciałabym sprawdzić las, ale chyba lepiej porozmawiać z wszystkimi rodzinami zaginionych. Wypytajmy ich jeszcze o okolicę. Może mają jakąś mapę, mogłaby się przydać. — Wzruszyłam ramionami, myśląc na głos.
    Nic nie powiedziałam na temat Pianettiego, chociaż kilka myśli przychodziło mi do głowy. Wolałam jednak nie sugerować, że Inkwizytor może się choćby mylić, jeszcze nie. Zamiast tego spojrzałam w niebo. Słońce stało już całkiem wysoko. Mój żołądek z kolei przypominał mi, że dawno już minęła pora śniadania. Balamonte miał rację, że zostały nam właściwie dwa dni.
    Drgnęłam jednak, słysząc słowo “czarownica” i z trudem powstrzymałam wspomnienia z klasztoru, które chciały wedrzeć się do moich myśli. A przecież wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy, by podejrzewać, że za tymi zniknięciami stoi kobieta parająca się magią. Niechętnie spróbowałam rozważyć ten pomysł, jednak nie wydawał mi się on prawdopodobny.
        — Po co czarownicy tyle ludzi i bydła? — zapytałam, samej nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
        Znów jednak musieliśmy przerwać rozmowę, bo dotarliśmy do jednego z domów, które wskazała nam córka staruszki. Przed wejściem, na płocie, wisiały zdobione garnki, a pod oknem kwitnęły jesienne astry. Zadbane domostwo. Zapukaliśmy, by po chwili usłyszeć kobiece, lecz nieprzyjazne “czego?!”. Nim jednak zdążyliśmy odpowiedzieć, drzwi otworzyły się tuż przed nami i ze środka wyszła jasnowłosa kobieta. Przyjrzała nam się z wyraźną niechęcią, ale zamilczała.
    Krótko i rzeczowo wyjaśniałam jej, o czym chcielibyśmy z nią porozmawiać, ale jej mina zdawała mi się mówić, że wcale nie ma na to ochoty. Dlatego też byłam bardzo zaskoczona, gdy odrobinę łagodniejszym tonem zgodziła się nam opowiedzieć o swoim mężu, po którego zaginięciu została sama z dziećmi. Jednak nie zaprosiła nas do środka, musieliśmy więc wysłuchać niedługiej historii przed wejściem.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#27 07-03-2018 o 23h59

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Royes miała nieco racji. Co czarownica zrobiłaby z ludźmi i bydłem? Gdyby ginęły dziewice,  mógłbym uznać, iż kąpie się w ich krwi, a bydło zawsze można sprzedać. Cóż, jednak zaginionymi byli w głównej mierze mężczyźni. Mogła ich wykorzystywać na wiele sposobów... ale nad tym jeszcze przyjdzie nam się zastanowić. Tymczasem doszliśmy do niewielkiego, zadbanego domku, gdzie gospodynią była całkiem młoda kobieta. Mimo swojego początkowo szorstkiego tonu, postanowiła z nami porozmawiać w progu swoich drzwi. Kiedy ta rozmawiała z Royes, z ciekawości zajrzałem kobiecie przez ramię do wnętrza domu. Dostrzegłem tam dwie dziecięce buzie, wpatrzone w nas z ciekawością. Kiedy dzieci dostrzegły, że się na nie patrzę, młodsza dziewczynka schowała się za swojego starszego brata, jakby zawstydzona, że dała się przyłapać. Chłopczyk za to uśmiechnął się do mnie promiennie, jakby nic się nie stało. Odwzajemniłem jego uśmiech, zanim zganiła mnie jego matka.
     - Tam nie ma nic ciekawego.
     I chyba to byłoby na tyle w kwestii rozmowy z nią. Zdążyła opowiedzieć o swoim wspaniałym mężu, odpowiedzieć na pytania odnośnie dnia zaginięcia, ewentualnych wrogów (których oczywiście ten wspaniały mężczyzna nie miał) i na tym się skończyło.
     - Zdaje się, że byli zwyczajną rodziną.  Mąż z żoną, dwójka dzieci, przeciętne mieszkanie. Dla bogactwa z pewnością nikt go nie porwał - i to samo było w kolejnych przypadkach. Nie zaginą nikt ważny ani bogaty, ani w jakiś inny sposób szczególny. Ot, zwykli mężczyźni, chłopcy. Trochę bydła ludziom poginęło. Kury lisy zagryzły, starą babkę od serca głowa boli, od głowy w krzyżu łupie, od krzyża stopy popuchły, a "tamta o dziewka, to czary rzuca na chopów wszystkich".
     - Ładna to i czarów nie potrzebuje, nie dziwcie się baby. Was to by kulawy pies nie chciał - burknąłem, gdy za którymś już razem usłyszałem o czarach miłosnych, jakie rzekomo dziewczyna miała rzucać. - Po co miałaby rzucać na nich czar, skoro oni sami do niej przychodzą? Powiedzcie no, gdzie ona by ich wszystkich trzymała razem z waszym bydłem? Nie obchodzi mnie który mąż zdradza którą żonę z tą dziewką. Możecie powiedzieć coś więcej o zabinięciach? Jeśli nie, to przestańcie ploty rozsiewać, bo Inkwizycja jeszcze ku wam zwróci swe oblicze.
     - Broń Boże! - jedna ze starych kobiet zrobiła znak krzyża, jaiby odpędzając od siebie złe moce. Za coś takiego z pewnością mógłbym ją ukarać, ale nie miałem ochoty na jej dłuższe towarzystwo. Dla spokoju odnalazłem wspomnianą dziewczynę, aby i ją zapytać, czy czegoś nie wie w wiadomej sprawie. Rzeczywiście była ładną kobietą i mogła skusić niejednego mężczyznę, ale w jej niewielkiej chatce w żaden sposób nie zmieściła ośmiu mężczyzn i kobiety wraz ze zwierzętami. I tak z kilku osób przepytaliśmy chyba z pół wioski, nie otrzymując przy tym żadnych ciekawych informacji.
     - Może po prostu sam wejdę do tego lasu po zmroku i przekonam się, co tam się znajduje - zwróciłem się do Royes, nie mając lepszych pomysłów. - A ty będziesz z bezpiecznej odległości przyglądać się. Nie mam pojęcia, jak inaczej mamy dowiedzieć się czegoś więcej ponad zwykłe plotki i uprzedzenia - zaproponowałem, spoglądając na zachodzące już słońce.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#28 15-03-2018 o 15h57

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    W gruncie rzeczy opowieść kobiety o jej mężu wydawała mi się całkiem interesująca, lecz właśnie dzięki swojej zwykłości, z którą od wielu lat niewiele miałam kontaktu — do sprawy jednak nie wnosiła właściwie nic. Balamonte zdawał się więcej uwagi poświęcać ciekawskim maluchom, co jednak z kolei nie uszło uwadzę ich matki. Rozmowa zaraz dobiegła końca, ale raczej nie straciliśmy przez to wiele.
    — Jeśli usłyszeliśmy prawdę o ich małżeństwie, raczej też nie uciekł — przytaknęłam słowom chłopaka, wykluczając jeszcze jedną opcję.
    Kolejne domy, kolejne opowieści, które stawały się coraz bardziej nużące, nawet jeśli wieśniacy mieli zdumiewające i fantastyczne wyjaśnienia powodów zaginień. Przy okazji nasłuchaliśmy się i innych historii o prozie chłopskiego życia. Cóż, mieszkańcy mieli być może rzadką okazję, by opowiedzieć o swoich zmartwieniach komuś z zewnątrz. My jednak musieliśmy naprowadzać na konkrety, co jednak często kończyło się obwinianiem pewnej samotnej dziewczyny z wioski. Uśmiechnęłam się ironicznie, gdy Balamonte wykazał bezsensowność oskarżeń o czary, strasząc jednocześnie chłopstwo.
    Przerażająca była jednak myśl, że owa młoda kobieta łatwo mogłaby się stać kozłem ofiarnym. Ha, gdyby Inkwizycja na podstawie samych zeznań postawiła jej zarzuty i skazała na stos, pewnie cała wioska odczułaby ulgę i złudne poczucie sprawiedliwości. Ludzie byli tak przerażeni, że chętnie przyjęliby jakąkolwiek odpowiedź — być może nawet jeśli ich krewni nadal by znikali.
    Odwiedziliśmy również i ową dziewczynę, która z dziwnym spokojem znosiła swoje odsunięcie. Jednak ironicznie miała nam chyba najmniej do powiedzenia ze wszystkich.
    Było już późne popołudnie, gdy skończyliśmy wypytywać mieszkańców. Nie jadłam już tylu godzin, że mój żołądek na szczęście już zapomniał o jedzeniu. W skupieniu przeszkadzało więc tylko znużenie próżnymi rozmowami. Szczerze mówiąc nie byłam pewna, co powinniśmy teraz zrobić —  na szczęście Balamonte miał propozycję.
    — Nie brzmi to zbyt bezpiecznie i nie wiem, co na to Pianetti… — mruknęłam, rozważają wszystkie za i przeciw. — Ale masz rację, tylko to może coś zmienić.
    Miałam sporo obaw — począwszy od tego, że takie działanie odrobinę odbiegało od oficjalnego postępowania (którego z drugiej chyba nikt dokładnie nie przestrzegał), skończywszy na tym, że zwyczajnie mogliśmy sporo ryzykować. Ja jednak również chciałam wykazać się przed Pianettim, nawet jeśli zostałam w całą sprawę wciągnięta mimowolnie. I rzecz jasna pomóc, jeśli to możliwe.
    Gdy tak zatrzymaliśmy się, by porozmawiać, podeszła do nas córka staruszki. Powiedziała, że jej matka wie, że cały dzień spędziliśmy w wiosce i zaprosiła nas do siebie, byśmy coś zjedli. Postanowiliśmy skorzystać z okazji i odpocząć przed nocą.
    — Ale nie wspominajmy o planie — szepnęłam jeszcze do chłopaka na wszelki wypadek.
    Podczas skromnego posiłku kobiety były w nieco lepszych nastrojach, ale wciąż wspominając syna i brata. Wkrótce powiedziałam im, że niestety musimy już wracać do Inkwizytora, który nas oczekuje, a być może będzie potrafił lepiej poradzić sobie z wszystkimi informacjami. Gdy pożegnaliśmy się, na zewnątrz było już nieco chłodniej, a słońce zdążyło skryć się za horyzontem.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (15-03-2018 o 15h57)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#29 18-03-2018 o 17h40

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     - Myślę, że Pianetti nie musi o niczym wiedzieć - odpowiedziałem po krótkim namyśle. Inkwizytor nie był mi do niczego potrzebny. Miałem wrażenie, że jedynie nam będzie przeszkadzać albo w ogóle zabroni. Chociaż istniała też opcja, że w ogóle go to nie obejdzie. Zanim powiedziałem coś więcej, podeszła do nas córka starszej kobiety spotkanej w tawernie. Kiwnąłem głową, zgadzając się z Royes. Komu jak komu, ale im nic nie zamierzałem mówić. Jeszcze by się plątali pod nogami i narobili problemów.
     Kolacja była skromna, ale nie narzekałem. W końcu to była również darmowa kolacja więc wszystko było w porządku. Nie każdy przyjmował z taką wdzięcznością Inkwizytorów do swego domu. Te kobiety musiały być naprawdę zdespoerowane, tak samo jak ludzie z wioski. Jakby tak pomyśleć, to nikt nie okazał nam niechęci czy wrogości. Może to kwestia tego, że byliśmy dopiero uczniami? Uczniowie nie są traktowani zbyt poważnie.
     Wkrótce Royes zarządziła powrót i bez sprzeciwu wyszedłem za nią z chaty. Zrobiło się już chłodno i szaro, nie mieliśmy więc za wiele czasu. Jeśli to coś się pojawi, to wolałem, aby zajęło się mną, a nie kimś z wioski. Miałem większe szanse na poradzenie sobie z przeciwnikiem niż oni.
     - Może od razu chodźmy do lasu? Unikniemy dzięki temu niewygodnych pytań. Pianetti się niczego nie uczepi, bo będzie po fakcie. Poza tym i tak nie wiemy, czy to coś nie jest teraz w innej wiosce - zapytałem, gdy już odeszliśmy nieco od domów. Spojrzałem na brzeg strumienia, który rankiem przechodziliśmy, jakby rzeczywiście coś miało zaraz stamtąd wyjść. Nie spodziewałem się, abyśmy dzisiaj wpadli na jakiś trop. Wydawało mi się, że skoro szczęścia nie mieliśmy przez cały dzień, to dlaczego miałoby teraz się do nas uśmiechnąć?
     - Swoją broń mam przy sobie - stwierdziłem, dotykając przytroczonych do pasa sztyletów. Miecz pozostał w pokoju, nie chciałem nim straszyć ludzi. Jednak w razie czego byłbym w stanie się obronić i pomóc Royes, gdyby coś poszło nie tak. - Chyba że chcesz po coś wrócić do karczmy - zwróciłem się do dziewczyny, spoglądając na nią uważnie. Teraz to od niej zależało.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (18-03-2018 o 17h41)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#30 29-03-2018 o 18h33

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Rozmasowałam ramiona dłońmi, nie wiedząc już, czy chłód jest wynikiem wieczoru, czy też mojego własnego zdenerwowania. To nie był prosty strach, lecz bardziej skomplikowane uczucie jedynie nim doprawione. Nie potrafiłam opanować przejęcia naszym planem — to było coś zupełnie innego niż papierkowa robota, do której przywykłam, czy rozmowy z ludźmi jak wcześniej.
    — Racja — przytaknęłam. — Właściwie skoro dał nam czas, pewnie nie jest zbytnio zainteresowany tym, jak go spożytkujemy.   
    Trochę zbyt późno pomyślałam, że może ostatnio zbyt otwarcie mówię o Pianettim. Nie pilnuję się. Zwykle z większym szacunkiem wyrażałam się na temat inkwizytorów, chociaż akurat o tym raczej nikt nie mówił z sympatią. Sama już nie wiedziałam, na ile mogę sobie pozwolić.
    Gdy dotarliśmy do strumienia, rozejrzałam się dookoła. Zarys lasu majaczył w półmroku, a drzewa zbiły się w pojedynczą masę. Nad nimi dojrzałam pierwsze drobne gwiazdy. Niedobitki świerszczy grały swoją melodię. Przeniosłam spojrzenie na chłopaka i jego broń. Zdałam sobie sprawę, że sama nie miałam przy sobie niczego takiego — wszystkie rzeczy zostawiłam w gospodzie. Nie chciałam jednak marnować czasu i wracać do pokoju. Nerwowo sprawdziłam kieszenie, odnajdując jedynie kilka drobniaków i maleńki scyzoryk. Musiał wystarczyć. Zresztą, nie było pewności, że coś się wydarzy, ani też nie byłam tak narażona na niebezpieczeństwo jak Balamonte. Póki co miałam jedynie obserwować.
    — Nie, nie ma sensu — stwierdziłam. — Chodźmy już dalej i zajmijmy miejsca.
    Znów musieliśmy przejść przez strumyk, lecz tym razem mieliśmy szczęście trafiliśmy na kładkę — spróchniałą i chybotliwą, ale zdatną do użycia. Dalej szliśmy łąką, brodząc w wysokiej trawie czasem aż po szyje. Tuż przy lesie roślinność była jednak niższa. Zatrzymałam się, odnajdując niewielką nieckę. Uznałam, że tu nie rzucałabym się w oczy, ale sama powinnam widzieć las. Oczywiście na ile to możliwe w nocy.
    — Zamierzasz daleko wchodzić? — zapytałam szeptem chłopaka. — Bo jeśli nie, to mogłabym zostać tutaj. — Wskazałam mu dłonią miejsce, o którym myślałam.
    Uniosłam głowę, czując lekki wiatr na policzku.
    — Wieje od lasu — dodałam. — Węchem to coś nas raczej nie odnajdzie.
    W tym momencie nie była to jednak do końca zaleta.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (01-05-2018 o 08h45)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#31 01-05-2018 o 02h35

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Royes zgodziła się ze mną bez problemów i dzięki temu od razu mogliśmy ruszyć do lasu. Widząc, jak dziewczyna nerwowo przeszukuje swoje kieszenie i nie znajduje w nich zbyt wiele, nie poczułem się ani odrobinę bezpieczniej. Scyzoryk w jej ręku nie wydawał się niebezpiecznym narzędziem, a jedynie zabawką, nędzną imitacją prawdziwej broni. Przez myśl przeszło mi, że mogliśmy jednak wrócić i nie narażać się aż tak bardzo. W końcu broń była podstawą...
Przedzierając się przez trawy zastanawiałem się, co mnie do tego podkusiło. Mimo że początkowo nie sądziłem, abyśmy znaleźli się w realnym niebezpieczeństwie, to na miejscu miałem znacznie więcej wątpliwości co do pierwotnego planu. Jeśli szczęście nam dopisze i wrócimy cało do gospody, następnym razem upewnię się dwa razy, że i Royes jest odpowiednio wyposażona w broń.
     - Nie zamierzam schodzić ci z pola widzenia - odpowiedziałem, kręcąc głową w odpowiedzi na pytanie dziewczyny. Jej kryjówka wydała mi się odpowiednią.
     - Miejmy nadzieję, że nie posiada zbyt dobrego węchu - dodałem również ściszonym głosem. - Wolałbym, żeby chociaż jedno z nas miało realną szansę ucieczki, jeśli okaże się zbyt groźnym przeciwnikiem - po tych słowach wysunąłem zza pasa jeden ze swoich długich sztyletów i wręczyłem go dziewczynie. To coś równie dobrze mogło ją zaatakować. Następnie ruszyłem przed siebie, sprawdzając, czy i ja miałem ją w zasięgu wzroku. Może i to ja miałem być przynętą, ale wolałem mieć dziewczynę na oku.
     Było zimno. Było naprawdę zimno tej nocy i żałowałem, że nie wziąłem ze sobą nic więcej. Mimo że starałem się cały czas być w ruchu, a początkowo niepewność i odrobina strachu sprawiały, że było mi ciepło, tak z czasem wszystko się uspokoiło. Spacerowałem tuż przy linii lasu, czasem pogwizdując i próbując zwrócić na siebie większą uwagę, jednak nic to nie dawało. Gdzieś usłyszałem trzask pękającej gałązki, przez co w mgnieniu oka zwróciłem się w tamtym kierunku, ale szybko okazało się, że była to po prostu jakaś zbłąkana sarna.
     Gwiazdy zaczęły powoli zanikać, zrobiło się szaro, pierwsze ptaki zaczęły śpiewać. Zaraz zaświta, a my nie dość, że nic nie mieliśmy, to na darmo spędziliśmy tu całą noc, marznąc.
     - Wracajmy - wróciłem do Royes, próbując rozgrzać zdrętwiałe z zimna palce. - Wrócimy jeszcze raz wieczorem - zwróciłem się do niej, mając nadzieję, że za specjalnie nie będzie obstawać przy zostaniu.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#32 01-05-2018 o 12h49

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Wbrew wszystkim swoim przypuszczeniom sprzed wyruszenia w drogę nie mogłam narzekać na współpracę z Balamontem. Miał swoje wady, był zbyt porywczy — lecz znałam o wiele gorsze przypadki — ale nie był pozbawiony rozsądku i można było z nim dojść do porozumienia. Przytaknęłam więc i na to, że będzie cały czas w zasięgu mojego wzroku i na wyraz nadziei, że nie zostaniemy zaskoczeni. Tym gorzej, że kompletnie nie mieliśmy pojęcia, czego szukamy i co może znaleźć nas.
    Zmieszałam się dopiero w momencie, w którym podał mi jeden ze swoich sztyletów. Musiał zauważyć moją niepewność, albo po prostu uznać, że scyzoryk stanowi raczej ozdobę niż faktyczną broń. Pewnie w innym momencie miałabym opory przed jej przyjęciem, ale dobrze wiedziałam, że to nie czas na widzenie w tym jakiegoś rodzaju upokorzenia. Bylebym tylko nie popełniała tych samych błędów w przyszłości — musiałam pamiętać o broni.
    — Dzięki — powiedziałam mu, gdy odchodził. — Powodzenia.
    Kiedy Balamonte zniknął w cieniu, zgodnie z planem położyłam się na wilgotnej trawie w niecce tak, by widzieć las. Czas zaczął mijać powoli. Najpierw obserwowałam chłopaka ze skupieniem i odwracałam głowę na każdy dźwięk, lecz wkrótce przywykłam do szelestu roślin i odgłosów wydawanych przez nocne ptaki. Utrzymanie oczu otwartych również stawało się coraz trudniejsze, ale jakimś cudem doczekałam w tej nudzie świtu. Nic się nie stało, niczego szczególnego nie zauważyliśmy. Przeciągnęłam się i wstałam, gdy zauważyłam, że chłopak wraca.
    — Taaak, musimy trochę odpocząć, by w ogóle zebrać myśli — odparłam.
    Miałam tylko nadzieję, że uda nam się nie spotkać z Pianettim. Wystarczyło mi, że wyobraźnia podsuwała mi jego ironiczną minę i ewentualne komentarze.
    — Myślisz, że po prostu mieliśmy pecha? — zapytałam Balamontego, gdy już wracaliśmy. — Czy może coś jest nie tak? Nie jesteś odpowiednią przynętą? Czas jest zły?
    Dotarliśmy do gospody spokojnie, nie spotykając nikogo. Musieliśmy jednak zapukać do drzwi, bo karczma była jeszcze zamknięta, ale gospodarz szybko nam otworzył. Spojrzał na nas krytycznie, być może zastanawiając się, co robiliśmy całą noc.
    — Będzie dla was śniadanie — burknął, podchodząc do blatu. — Ale Jego Ekscelencja kazał przekazać, że macie zdać mu raport. Ale jeszcze śpi.
    Przytaknęłam, starając się nie brzmieć na zbyt zmęczoną ani zniechęconą. Ostatecznie Pianetti wykazał się dobrą wolą, chociaż zapewne miał swoje własny powody. Posiłek okazał się dosyć skromny, zabrałam więc swoją porcję do pokoju, chcąc najpierw się zdrzemnąć.
    — Śpij na łóżku, ja już dosyć się należałam — powiedziałam jeszcze chłopakowi, powstrzymując ziewnięcie.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (01-05-2018 o 12h49)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#33 04-06-2018 o 12h52

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     - Może to coś poluje teraz w innej wiosce? Nie mam pojęcia - odpowiedziałem, przecierając zaspane oczy. Znużenie i zmęczenie dopadły mnie kiedy tylko przestałem czuć się zagrożony potencjalnym atakiem. Wioska w dodatku wydawała się taka spokojna. Ludzie powoli zaczynali się budzić. Niedaleko muczały krowy na pastwisku, mały chłopiec prowadził kozę na sznurku, a pod nogami przebiegła kura. Nic nie wskazywało na to, aby coś złego miało się wydarzyć tej nocy.
     Nasz karczmarz również nie podzielił się z nami nieprzyjemnymi wieściami. A przynajmniej nie takimi. początkowo ucieszyłem się na wspomnienie śniadania, ale zaraz się skrzywiłem, słysząc o raporcie dla Inkwizytora. Nie miałem ochoty na rozmowę rozmowę nim. Poza tym od kiedy zaczęła interesować go ta sprawa? Pianetti dał nam w końcu wolną rękę, nie wykazując żadnych chęci do zajmowania się tą sprawą.
     Idąc za przykładem Royes zabrałem swoje śniadanie i udałem się do pokoju. Nie miałem zamiaru zostać sam pod czujnym okiem gospodarza. Wolałem nie narażać się na jego wątpliwe spojrzenia i szepty za plecami. Usiadłem przy malutkim stoliku w naszym pokoju, dziubiąc swój posiłek. Jedzenie nie było ani za specjalnie smaczne, ani niedobre, po prostu było, a po całej nocy nie przeszkadzał mi za bardzo jego smak.
     Pokiwałem głową na słowa Royes, nie chcąc nawet się z nią sprzeczać. Łóżko było miłą odmianą po jednej nocy spędzonej w fotelu i drugiej spędzonej na szukaniu niewiadomo czego. Dlatego po skończonym śniadaniu pozbyłem się butów i wierzchniego ubrania. Nie miałem ochoty na kąpiel. Odłożyłem więc ją na wieczór, zanim ponownie udamy się na poszukiwania tego, co porywało ludzi i zwierzęta.
     - Jeśli znudzi ci się fotel, możesz położyć się obok - powiedziałem, przysłaniając usta przed ziewnięciem. - Jest bardzo niewygodny jeśli chodzi o spanie. I śmierdzi - położyłem się na brzegu łóżka przy samej ścianie i nakryłem się cienkim kocem razem z głową. Wkrótce i tak już zapadłem w sen. Z pewnością krótki, Pianetti nie pozwoli nam na odpoczynek, jeśli rzeczywiście chciał, żebyśmy zdali mu raport z tego, co udało nam się ustalić. A było tego naprawdę niewiele, co raczej i tak go nie zadowoli. Miałem wspomnieć Royes, aby póki co nie mówiła o naszych nocnych wypadach, ale uznałem, że równie dobrze mogę to zrobić kiedy już wstanę.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#34 04-06-2018 o 22h49

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


        Balamonte mógł mieć rację. Nasze “coś” mogło się obecnie znajdować w zupełnie innej części lasu, bliżej innych skupisk domostw. Niestety, nie mieliśmy szans, by to zweryfikować. Nie otrzymaliśmy żadnych wiadomości z okolicznych wiosek, a droga do nich trwałaby zbyt długo. Nie mieliśmy całego dnia do zmarnowania, więc o wiele lepiej było czekać tutaj i mieć nadzieję, że wreszcie to samo do nas przyjdzie.
    — W porządku, dziękuję — odparłam tylko na propozycję chłopaka, opierając głowę o podłokietnik.
    Wątpiłam, bym z niej skorzystała. Po pierwsze dlatego, że mogła być ona zupełnie grzecznościowa. Po drugie wiedziałam już, że to łóżko wcale nie jest zbytnio wygodne. Wreszcie było ono małe, a ja nie lubiłam zbędnej bliskości. Dlatego też zamknęłam ciężkie powieki i po prostu pozwoliłam przyjść snom. Byłam tak zmęczona, że nie przeszkadzał mi nawet smród obicia.
    Miałam wrażenie, że nie minęła ani sekunda, gdy zbudził mnie jakiś hałas. Nieco obolała i zdezorientowana zerwałam się z fotela. Hałas, a raczej pukanie powtórzyło się i mój ociężały mózg zaczął łączyć fakty. Spojrzałam jeszcze, czy Balamonte również się obudził. Widząc, że tak, spojrzałam na niego wymownie. Nietrudno było się domyślić, kto chce się z nami spotkać. Niestety, nie mogłam dać ani sobie, ani chłopakowi zbyt wiele czasu na przygotowanie się. Pianettiego lepiej było nie denerwować, od razu ruszyłam więc otworzyć mu drzwi.
    — Zamierzaliście spać do południa? — zapytał zamiast powitania. — Chyba nie macie na to czasu. Ja tym bardziej.
    Mężczyzna obrzucił nas krytycznym spojrzeniem. Zdawał się być niezadowolony również z naszego wyglądu.
    — Wróciliśmy nad ranem… — powiedziałam, ale nie kontynuowałam, dostrzegając grymas na jego twarzy.
    — Trudno. — Wzruszył ramionami. — Plan podróży jest napięty, a rozpoczęta praca powinna zostać zakończona. Nie sądzicie? Więc co udało wam się dzisiaj ustalić?
    — Miejsce. To zawsze okolice lasu. Rozmawialiśmy z rodzinami zaginionych, ale ofiary zdają się nie mieć wspólnych cech.
    — I nadal nie macie żadnych wniosków — zapytał, jakbyśmy powinni wiedzieć już, co dokładnie stoi za zniknięciami. — Nawet przypuszczeń?
    Na jego twarzy pojawił się ni to grymas, ni to ironiczny uśmiech. Domyślałam się, że nie zamierza nam zbytnio pomagać. Zacisnęłam zęby. Mógłby chociaż podzielić się własnymi domysłami, skoro mieliśmy się od niego uczyć. 


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#35 27-06-2018 o 22h17

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Wydawało mi się, że musiałem otworzyć oczy nim minęła choćby minuta mojego snu. Jakbym nie zdążył nawet usnąć, a Pianetti postawił sobie za punkt honoru dręczyć swoich uczniów na wszelkie możliwe sposoby.
     Uniosłem ciężkie powieki, siadając powoli na łóżku. Royes w międzyczasie wstała i otworzyła drzwi przed mężczyzną. W ciszy słuchałem o czym rozmawiali, próbując przy okazji zasznurować buty, jednak rzemyki żyły własnym życiem, nie pozwalając zrobić supła.
     Pianetti nie owijał w bawełnę i od razu wygarnął nam naszą znikomą wiedzę w tym temacie. Jakby sam wiedział znacznie więcej od nas, a przecież tak nie było. Inaczej sprawa zostałaby zakończona dawno temu i nie musielibyśmy się dzisiaj męczyć nad jej rozwiązaniem. Dlaczego wcześniej żaden z Inkwizytorów się tym nie zajął, skoro to miało być takie proste? Nie wiedziałem,  co sądzi o tym Royes, ale dla mnie coś w tym nie pasowało. Pomyślałem, że to mogło być zwyczajnie ukartowane na potrzeby nauki młodych adeptów, albo że rzeczywiście nikt nie miał ochoty zwrócić swego obliczaw te zapomniane strony.
     Słowem się jednak nie odezwałem na zdawałoby się, że retorycznie zadane pytanie. Oczywiście, że mieliśmy pewne przypuszczenia. I może zrobiłem źle nie mówiąc o nich Pianettiemu, ale uznałem, że tak będzie lepiej. I tak gorzej w jego oczach nie wypadniemy.
     Inkwizytor powiedział coś jeszcze o leniwych i niekompetentnych dzieciakach, po czym wyszedł, mierząc nas spojrzeniem. Nie zamierzał nawet kiwnąć palcem w tej sprawie, to było widoczne jak na dłoni. Lepiej nie psuć sobie nerwów na rozmowę, która i tak do niczego nie doprowadzi.
     - Mamy dwa dni. Jeszcze wszystko może się zmienić - mruknąłem do Royes, jakby w pocieszeniu dla nas oboje. - Idę na śniadanie, dopiero potem weźmiemy się dalej do pracy. Możemy iść do sąsiedniej wioski albo się jeszcze rozejrzeć - powiedziałem to takim tonem, jakbym sam tego nie chciał robić. Byłem jeszcze zmęczony i zaspany, ciężko więc było o jakikolwiek entuzjazm.
     Poprawiłem tylko dłonią włosy i wyszedłem z pokoju, dając jej trochę czasu dla siebie. Z pewnością potrzebowała choć odrobinę prywatności, której razem w pokoju nie mieliśmy za wiele.
     Na dole w sali nie było za wielu klientów. Rozglądałem się za Pianettim, ale drania nigdzie nie było. Pewnie sam wrócił do łóżka, nam każąc się ruszyć. Usiadłem więc na wysokim stołku przy kontuarze, prosząc o coś ciepłego. Przesunąłem po blacie kilka monet, które karczmarz zgarnął natychmiast.
     - A gdzie pańska towarzyszka? - zagadał mężczyzna w międzyczasie.
     - W pokoju... a skąd takie pytanie? - mężczyzna spojrzał na mnie uważnie, ale nim zdążył powiedzieć coś więcej, z kuchni wyszła jego żona i postawiła przede mną dwie miski parującej strawy.
     - A bo, panie Inkwizytorze, widzieliśmy, co robiliście - odpowiedziała za niego kobieta. - W końcu kogoś zainteresowała nasza sprawa i zajmujecie się nią na poważnie. Będziemy wdzięczni, jeśli wasze śledztwo zakończy się pozytywnie - uśmiechnęła się do mnie, dodając jeszcze, iż druga miska z jedzeniem jest na ich koszt.
     Dopiero wtedy poczułem, jaka odpowiedzialność spoczęła na mnie i na Royes. Było to dość trudne, jako że nie mieliśmy żadnej gwarancji na powodzenie naszego zadania. Nie powiedziałem jednak tego na głos, nie chcąc pogrzebać ich nadziei. Podziękowałem tylko i zabrałem jedzenie do pokoju. Źle bym się czuł siedząc tam. Jeszcze przyplątałby się Pianetti i zaczął znów mówić o tym, że nic nie mamy...
     - Dziś śniadanie ja stawiam - odezwałem się do Royes, stawiając jej miskę na niewielkim stoliku, samemu siadając na łóżku.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#36 11-07-2018 o 20h11

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png

   
    Trudno mi było słuchać Pianettiego, nie bardzo rozumiejąc, czego on tak naprawdę od nas oczekuje. Naprawdę wiedział coś, czego nie wiedzieliśmy, a powinniśmy, czy po prostu cieszył się, że może pokazać nam, w jak bardzo beznadziejną sprawę się wpakowaliśmy. Miałam nadzieję, że na koniec powie nam jednak coś, co będziemy mogli wykorzystać w swoim dochodzeniu, ale nic z tego. Gdy Balamonte wstał, Inkwizytor dorzucił jeszcze tylko zgryźliwości i wyszedł. Aż zdziwiłam się, że chłopak puścił je jakby mimo uszu. Zwykle nie gryzł się w język. Może tym razem uznał, że nie ma co go strzępić? Faktycznie, zapewne nic by nam to nie dało prócz większej ilości złości na nauczyciela.
    — Musimy próbować, czego się da. —  Pokiwałam głową.
    Balamonte wydawał się dosyć apatyczny. Zrozumiałam już, dlaczego nie odezwał się nawet do Pianettiego. Nie dziwiłam się mu wcale. Postępy były niewielkie, czasu brakowało. My będziemy musieli wyjechać z niczym ku zadowoleniu Inkwizytora, a ludzie pozostaną z problemem.
    Westchnęłam i przetarłam twarz dłońmi. Korzystając z nieobecności chłopaka postanowiłam się umyć. Woda w miednicy była lodowata, ale przynajmniej wyglądała na czystą, co nie było zasadą w takich miejscach. Szybko rozebrałam się i przemyłam ciało, a później równie szybko ubrałam, cała drżąca. Nie czułam się może o wiele mniej brudna, ale przynajmniej trochę się rozbudziłam, a energii przecież naprawdę potrzebowałam w tamtym momencie.
    Nim wrócił Balamonte, zdążyłam się jeszcze uczesać i przede wszystkim spakować. Tym razem lepiej niż poprzedniego dnia. Nie chciałam znowu wyjść z gospody bez broni i być kulą u nogi, albo potrzebować wsparcia.
    Przechyliłam głowę, widząc, że chłopak niesie jedzenie. Zupełnie się tego po nim nie spodziewałam. Ale skoro Pianetti mógł zapłacić za nasze śniadanie, to już nic nie powinno mnie dziwić.
     — O, dzięki — odparłam tylko na początku, myśląc, że to by było na tyle z mojego niezaciągania u niego długu wdzięczności. — Rozumiem, że wolisz, żebym gdzieś dzisiaj nie padła po drodze? — dodałam na pół poważnie.
    Oczywiście nie zamierzałam wzgardzić posiłkiem, więc usiadłam przy stoliku i zaczęłam jeść. Nie wiedziałam, co Balamonte powiedział karczmarzowi, ale nawet ziemniaki miały wyrazisty smak
    — Właściwie coś wpadło mi do głowy — zaczęłam, przełknąwszy kilka kęsów. — Myślę, że może założyć, że ta istota posługuje się raczej magią niż siłą fizyczną. Rozumiesz, ten brak śladów. Zastanawiałam się, czy nie znaleźlibyśmy jakiejś relikwii do ochrony. Może Pianetti coś ma, ale… Zastanawiam się, czy w wiosce ktoś czegoś nie mają, ale nie wiem, jak z ich pobożnością. Nie mówię, że mamy ich specjalnie szukać, bo nawet nie wiemy, czy to może być demon, ale gdybyś coś widział. Nie wiem, gdzie oni się tu modlą nawet...
    Może przez rozmowę z Pianettim przypomniałam sobie trochę teorii. Święte przedmioty często były wymieniane w podręcznikach, chociaż nie miałam pojęcia, jak sprawdzają się w praktyce. Pomyślałam o klasztorze. Ileż tam miałyśmy relikwii, które od lat stały w dymie kadzideł. Nie miałam pojęcia, co teraz się z nimi dzieje i nie chciałam wiedzieć.
    — I może faktycznie przejdźmy do sąsiedniej wioski, najlepiej brzegiem lasu — powiedziałam, kończąc posiłek. — Zawsze to inny punkt widzenia.
    Nie ociągaliśmy się. Dzień zaczęliśmy później, a chcieliśmy jeszcze spróbować dowiedzieć się czegoś przed wieczorem i kolejną bezsenną nocą.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#37 15-07-2018 o 01h18

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Uniosłem wzrok na Royes, nieco zaskoczony jej słowami. Zmęczona, ale jak widać humor dopisywał. Być może miała bardziej pozytywne nastawienie do sprawy, ale to całkiem dobrze. Pokiwałem tylko głową, uśmiechając się nieznacznie. Lepiej aby była w pełni sił, choć właściwe nawet nie pomyślałem o tym, przez co zrobiło mi się nieco wstyd. Była przecież moją towarzyszką na czas tej wyprawy, powinienem więc bardziej się przejmować.
     - To nie byłby zły pomysł - odpowiedziałem po chwili namysłu. Royes miała rację, brak jakichkolwiek śladów mógł oznaczać demona lub innego pomiota piekielnego. Relikwie nie zawsze dawały gwarancję bezpieczeństwa jednak czułbym się z nimi o wiele lepiej podczas przyszłej nocy. Nie wiedzieliśmy, czy rzeczywiście ofiary zwabia demon za pomocą magii, czy nakłania ich do tego człowiek. Lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność.
     - I od razu wypytamy o relikwie - zgodziłem się z kobietą, zbierając puste naczynia i odnosząc je karczmarzowi. Mężczyzna uniósł na mnie spojrzenie, gdy zapytałem go o święte przedmioty w wiosce, ale niestety nie miał o niczym pojęcia. Nie słyszał też o niczym takim w pobliżu, radząc nam raczej pytać kapłanów niż jego.
     - Może będą coś mieć w sąsiedniej wiosce - zacząłem, idąc przy Royes. Rozejrzałem się dookoła, ale nic podejrzanego nie dostrzegłem. Wszystko było takie samo jak wczoraj. Nie dochodziły do nas również żadne głosy mówiące o kolejnym zaginięciu. Był to spokojny dzień. Słońce wysoko na niebie ogrzewało nas aż za bardzo, las szumiał po naszej lewej stronie, zaś z prawej można było słyszeć gwar dobiegający z wioski, odgłosy zwierząt i charakterystyczny zapach takich miejsc. Gdybym nie wiedział, mógłbym uznać, że nic się tu nigdy nie wydarzyło.
     Wybraliśmy nieco okrężną drogę więc dojście zajęło nieco więcej czasu niż zakładałem. Jedna wioska od drugiej nie różniła się praktycznie niczym. Podobni ludzie, podobny układ dróg tylko na skraju wioski, otoczony drewnianym, rozlatującym się płotem, stał mały kościółek. Drzwi były zamknięte na klucz, a w pobliżu nie było nikogo.
     - Może chodźmy do karczmy. Tam się najwięcej dowiemy. Przecież nie będziemy pukać od domu do domu - zaproponowałem, idąc główną (a zarazem jedyną) drogą w tym miejscu. Karczma musiała się znajdować na końcu drogi, jako że do tej pory jej nie widzieliśmy.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (27-07-2018 o 12h29)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#38 16-07-2018 o 22h55

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Byłam dosyć zadowolona z faktu, że Balamonte przytaknął na mój pomysł. Nie dlatego, że uważałam go za szczególnie dobry i ważny, ale raczej dlatego, że poszukiwałam potwierdzenia dla myśli, że nie jest bezsensowny. Wciąż przecież oboje uczyliśmy się korzystać z wiedzy, która zdobyliśmy przez lata nauki. Nie zawsze jednak teoria przydaje się w praktyce. A nie mogliśmy uzyskać wskazówek od kogoś bardziej doświadczonego.
    Po posiłku zeszliśmy na dół. Balamonte odniósł półmiski i wykorzystał okazję, by wypytać karczmarza, ale ten nie mógł nam pomóc. Z ironią pomyślałam, że ktoś mógłby stwierdzić, że to brak pobożności w okolicy jest powodem tych wszystkich zniknięć.
    Brak informacji o relikwiach w okolicy tylko wzmógł naszą decyzję o odwiedzeniu kolejnej wioski. Ruszyliśmy nie pytając nikogo o kierunek. Małe wioski były tu rozsiane co prawda dosyć rzadko, ale wystarczyło trzymać się drogi, by do nich trafić. My wybraliśmy tę, która prowadziła wzdłuż brzegu lasu. Ten jednak był spokojny i zdawał się zupełnie zwyczajny. W dzień wyglądał również przyjaźniej. Czułam zapach grzybów i nawet dostrzegłam kilka w zaroślach, ale nikt ich nie zbierał. Tylko to mogło zdziwić kogoś uważnego.
    W końcu drzewa zaczęły się przerzedzać, a my dostrzegliśmy drewniane zabudowania. Zaintrygował mnie widok kościoła nawet pomimo faktu, że był zamknięty i wyglądał bardzo ubogo. Świątynia to jednak świątynia.
    —  Faktycznie, “coś” mają — zwróciłam się do chłopaka, nawiązując do jego poprzednich słów. — I racja, poszukajmy jej.
    Weszliśmy do wioski, która okazała się cicha. Tylko kilka psów zaszczekało na nasz widok, ale dosyć niemrawo. Przyglądałam się kolejnym zabudowaniom. Z niektórych kominów unosił się dym, więc ktoś musiał być w domach. Zaczęłam się jednak obawiać, że w wiosce nie ma karczmy, bo chociaż już prawie z niej wyszliśmy, nie zauważyliśmy żadnego szczególnego budynku. Jak się jednak okazało, gospoda mieściła się w chatce podobnej do wszystkich innych. Dało się to poznać po dobrze słyszalnych męskich głosach. Później zobaczyliśmy również spłowiały szyld.
    Spojrzałam na Balamontego, jakby pytając “wchodzimy?” i nacisnęłam klamkę. Wnętrze było równie ciemne i duszne jak się spodziewałam, a nasze przybycie uciszyło rozmowy. Rozpoznano nas chyba wcześniej, niż my potrafiliśmy rozróżnić pojedyncze twarze. Oczy potrzebowały chwili, by przyzwyczaić się do półmroku.
    — Inkwizycja, holibka — powiedział ktoś chyba głośniej, niż planował.
    — Tak — odparłam krótko, widząc, że przedstawianie się możemy sobie darować. Nie lubiłam takich rozmów. — Czy możecie nam powiedzieć, gdzie znajdziemy waszego duchownego?
    Siedzący przy zastawionym kuflami stole mężczyźni spojrzeli po sobie, a młoda karczmarka przerwała wycieranie kontuaru.
    — Ale myśmy właśnie do ekscelencji pismo słali, co nas dużo kosztowało, bo przecie najpierw znikał na całe dni i nie było komu nawet kościoła otworzyć, a ze dwa tygodnie temu zniknął zupełnie — odezwał się po chwili ciszy czerstwy gospodarz.
   


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#39 18-07-2018 o 21h26

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Patrząc na szyld karczmy nie byłem w stanie dopatrzyć się, co na nim widniało. Farba już zbyt mocno spłowiała, abym rozróżnił brązowawe plamy od siebie. Miejscowi zapewne jeszcze pamiętali nazwę, choć dla podróżnych z pewnością nic to nie mówiło. A że była to jedyna karczma w wiosce, nikt nie kłopotał się odnawianiem szyldu.
     Kiwnąłem nieznacznie głową, napotykając wzrok Royes. Nie mieliśmy innego wyboru niż wejście tam i rozpytanie miejscowych. Rozpoznano nas niemal natychmiast. Rozmowy od razu ucichły, a spojrzenia obecnych zostały na nas skierowane. Wiedziałem, że tak będzie, chociaż nie przyzwyczaiłem się do czegoś takiego. Zawsze jak wchodziłem do gospody, ktoś rzucił okiem na nowo przybyłego, zaś zdecydowanej większości było to obojętne i nikt nie zwracał uwagi. Jednak teraz pod naporem spojrzeń bywalców, miałem ochotę schować się za plecami Royes. Nie lubiłem być w centrum uwagi, a inkwizytorskie szaty stawiały mnie w takiej właśnie sytuacji.
     Słuchałem więc krótkiej wymiany zmian między Royes a gospodarzem. Zaskoczyła mnie wieść o zniknięciu wielebnego. Czyżby i on padł ofiarą? Nic nie było niemożliwe.
     - Może oni będą wiedzieć coś więcej - powiedziałem cicho do Royes. Westchnąłem tylko, ruszając powoli w stronę kontuaru. Robiłem to dla ginących ludzi, musiałem się wziąć w garść i przestać zwracać uwagę na innych.
     - Czy ktoś - nachyliłem się nieco w stronę gospodarza - zniknął jeszcze oprócz waszego duchownego? - mężczyzna wyglądał na podejrzliwego wobec nas. Obrzucił wzrokiem najpierw mnie, potem Royes, zbladł, dopiero potem zaczął mówić.
     - Ano, było takich trzech... nie, czterech ch-chłopców.. - zająknął się, ale wciąż uważnie spoglądał na nas. - Myśleli my, że lenie, to i od roboty pouciekali, alem słyszał, że to i nie tylko u nas taki problem - kiwnąłem kilka razy głową, słuchając jego słów. Problem był, tylko sprawcy brak. W zamyśleniu zapytałem jeszcze kto był ostatnią ofiarą i kiedy to się zdarzyło. Mężczyzna również nie podejrzewał nikogo konkretnego, podejrzewając jednocześnie niechęć do pracy niż rzeczywiste porwania. O relikwiach, które mogłyby się znajdować w kościele również nic mu nie było wiadomo, co już nie uznałem za nic dziwnego.
     - Dajcie mi szklankę wody - poprosiłem, by zająć mężczyznę czymś innym. Chciałem porozmawiać z Royes bez podsłuchiwania z jego strony. - Wciąż nic nie mamy. To jest jak szukanie igły w stogu siana. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#40 24-07-2018 o 22h08

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Zniknięcie duchownego wydawało mi się szczególnie zadziwiające, ale mogło być ono zupełnie niezwiązane z pozostałymi. Podobno inne ofiary nie zachowywały się tak jak jak on — znikały zupełnie nagle, a on już wcześniej dziwnie się zachowywał.
    Skinęłam lekko głową na słowa Balamontego. Dość już miałam tego stania przy drzwiach i skupiania na sobie wzroku wszystkich. Oczywiście nawet gdy podchodziliśmy do kontuaru, niektórzy wciąż na nas spoglądali, ale inni cicho wrócili do swoich rozmów. Niestety, nasza obecność zawsze wzbudzała napięcie i tego nie dało się uniknąć. Sam karczmarz także patrzył na nas z początku nieufnie, ale odpowiedział na pytania. Upewniliśmy się więc, że zniknięcia faktycznie nie obejmowały jednej wsi. Żałowałam tylko, że mężczyzna nie mógł nam nic powiedzieć na temat relikwii.
    — Gorzej chyba niż w tamtej wsi — potwierdziłam lekko zrezygnowana. — Ale może chociaż…
    Oparłam łokieć o blat i spojrzałam na karczmarza, który wrócił ze szklanką wody na chłopaka. Stwierdziłam, że może warto zapytać go jeszcze o kościół.
    — Kluczy do świątyni nie ma, prawda?
    — Ano. Do plebanii też. Wielebny miał klucze, a gdzie teraz one są, to nie wiadomo — odparł, spogladając na mnie podejrzliwie. — A-ale czemu pyta?
    — Musimy zbadać kościół z powodu zaginięcia wielebnego, skoro już tu jesteśmy — powiedziałam. — Niech więc ludzie nie będą zdziwieni, jeśli będzie otwarty, dobrze?
    — Żeby tylko jakiej draki z tego nie było… My tu już dosyć przeszli, a nowego duchownego jak nie było, tak nie ma.
    Obiecałam, że postaramy się coś zdziałać w tej sprawie, chociaż dobrze wiedziałam, że mamy na to niewielkie możliwości. Kwestia obsadzania parafii nie leżała w kompetencjach Inkwizycji, chociaż zapewne darzony respektem Inkwizytor mógłby mieć na to pewien wpływ. Ale nie my.
    W końcu opuściliśmy karczmę. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, odwróciłam głowę ku chłopakowi, powoli idąc w stronę, z której przyszliśmy. Odczuwałam niepokój. Nie byłam pewna, czy nie powiedziałam przed chwilą zbyt wiele i nie postąpiłam zbyt nierozsądnie.
    — Kłódkę czy nawet zamek nie powinno być trudno wyłamać, jeżeli chcemy się upewnić, że w kościele nie ma żadnych relikwii — zaproponowałam ostrożnie.
    Nie wiedziałam, jak może zapatrywać się na ten pomysł. W końcu mimo wszystko można było to uznać za włamanie się do świątyni. W dodatku jeśli znaleźlibyśmy tam jakąś relikwię i chcielibyśmy z niej skorzystać, byłaby to kradzież. Sama to czułam, chociaż wiedziałam, że nie ma tu nikogo, kto mógłby dać nam zgodę, albo sprzeciwić się.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (24-07-2018 o 22h10)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#41 28-07-2018 o 00h55

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Przesunąłem opuszkiem palca dookoła brzegu szklanki z wodą, którą otrzymałem od karczmarza. Jak na takie miejsce była czysta. Może nie krystalicznie i miała mały uszczerbek, ale nie było źle. Woda również nie smakowała jak stęchła deszczówka, co mogłem uznać za drobny plus. Słuchałem rozmowy Royes z mężczyzną, która nie przyniosła żadnych pozytywnych dla nas rozwiązań. Ksiądz zniknął wraz z kluczami, co nie było nam na rękę. Włamania do kościołów czy na same plebanie nie były zbyt dobrze widziane. Nawet jeśli tego świętokradztwa dokonywali Inkwizytorzy.
     Po skończonej rozmowie zostawiłem na blacie kilka miedziaków i wyszedłem za Royes z tawerny. W drodze do kościoła słuchałem jej i nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem. Zwróciłem ku niej zdziwione spojrzenie, jednak miała bardzo poważny wyraz twarzy. Czyżby w tak krótkim czasie ktoś mi podmienił partnerkę? Inocencia nie wyglądała na kogoś, kto mógłby się włamać do świętego miejsca i tak po prostu zabrać z niego święty przedmiot. To nie było w jej stylu, ale jedynie uśmiechnąłem się w jej stronę. Takie rozwiązanie nie przyszło mi do głowy, ale skoro ona już o tym wspomniała, nie miałem nic przeciwko temu i przyznałem jej rację. Nie mieliśmy zbyt wieku opcji do dyspozycji.
     W drodze do kościoła spotkaliśmy tylko dwie osoby idące w kierunku karczmy. Być może było za wcześnie dla tych ludzi, aby wstać? Może mieli ciekawsze zajęcia albo po prostu unikali obcych. Szczególnie obcych, którzy byli Inkwizytorami.
     Wchodząc przez rozlatującą się furtkę, a następnie stając przed skromnymi drzwiami kościółka uznałem, że z łatwością mógłbym je wywarzyć gdybym chciał. Ale to już byłaby przesada.
     - Masz ten swój scyzoryk przy sobie? - zapytałem Royes, wyciągając dłoń w jej kierunku. Ukucnąłem przy zamku, po czym zacząłem w nim grzebać otrzymanym scyzorykiem. Nie minęło wiele czasu nim drzwi stanęły przed nami otworem.
     Ze środka uderzył zapach stęchlizny, duchoty, nie wietrzonego przez długi czas pomieszczenia. Przez kolorowe witraże w oknach wpadało całkiem sporo światła słonecznego. Drobinki kurzu wisiały w powietrzu, zaś otworzone na oścież drzwi zaskrzeczały tak, że chyba było je słychać w sąsiedniej wsi.
     - Myślisz, że coś tu znajdziemy? - zwróciłem się do kobiety, wchodząc po cichu do środka. Na pierwszy rzut oka było tu bardzo skromnie, zwykłe drewniane ławy, ściany pozbawione malowideł i proste kinkiety. Sam ołtarz również nie przedstawiał się imponująco, choć jeśli coś miało być, to właśnie tam lub w okolicy prezbiterium. Kapłan mógł trzymać to również na plebani lub mieć jakąś tajną skrytkę... a nie mieliśmy czasu na dokładne przeszukiwanie każdego miejsca kawałek po kawałku.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#42 05-08-2018 o 14h39

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Reakcja chłopaka okazała się niejednoznaczna. Najpierw wydawał się raczej niepewny, ale zaraz uśmiechnął się i zgodził bez żadnych obiekcji. W całym naszym zachowaniu było coś łobuzerskiego. Coś z niegrzecznych dzieci. Przypomniałam sobie, jak wiele lat temu mój brat włamał się z innymi dzieciakami do rzadko odwiedzanego domku na obrzeżach miasta, co jednak nie uszło im na sucho. A zrobili to z czystej ciekawości, z czystego pragnienia emocji. Było to jednak wspomnienie jakby sprzed dwóch żyć.
    W każdym razie dobrze, że Balamonte nie miał obiekcji. Ważne tylko, by Pianetti się o tym nie dowiedział.
    Teren wokół kościoła wydawał się zaniedbany już od dłuższego czasu. Ksiądz ani mieszkańcy wioski musieli nigdy o niego nie dbać. Cóż, prawdopodobnie ta parafia była raczej uboga. Nie wróżyło to dobrze naszym poszukiwaniom relikwii, ale wierzyłam, że możemy się jeszcze zaskoczyć.
    — Mam ten swój scyzoryk — odparłam, podając chłopakowi ów przedmiot.
    Z zadziwiającą łatwością poradził sobie z zamkiem i drzwi otworzyły się przed nami z przeraźliwym skrzypnięciem. Wnętrze okazało się wyjątkowo jasne, lecz również zaniedbane i pachnące spróchniałym drewnem. Podobał mi się jednak ten zapach. Gdy weszliśmy do środka, rozejrzałam się dookoła. Ściany były nagie, lecz witraże barwiły je na wiele kolorów.
    — Chcę tak myśleć, skoro już się włamaliśmy do środka — odparłam szczerze, idąc wzdłuż nawy.
    Oczywiście miałam nadzieję, że uda nam się później znowu zamknąć kościół, ale co się stało, to się nie odstanie. Co prawda nie odczuwałam naszego wtargnięcia jako zbeszczeszczenia, bo mieliśmy dobre powody, ale wciąż wolałabym po prostu porozmawiać z księdzem…
    Gdy znaleźliśmy się w prezbiterium, od razu podeszłam do kamiennego ołtarza. Częściowo odciągnęłam zakurzony obrus z jego tyłu, odnajdując skrytkę, jaką widziałam w wielu kaplicach i kościołach wcześniej.
    — Spróbuj tutaj z tym scyzorykiem — zwróciłam się do Balamontego, wskazując na kolejny, prosty zamek.
    Jak się okazało, i z nim nie było problemu i mogliśmy otworzyć skrytkę. W środku znajdowało się kilka pokrytych pajęczynami kielichów i metalowe krucyfiksy. Największy zwracał jednak uwagę, bo miał najbardziej ozdobny kształt i ozdobiony był kilkoma kamieniami, być może szlachetnymi.
    — Jak myślisz? — zapytałam partnera, wyciągając przedmiot. — Może ma coś zatopionego w środku…


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#43 08-08-2018 o 16h32

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Royes od razu skierowała się ku ołtarzowi, częściowo zdejmując obrus. Od razu wiedziała gdzie szukać, choć otwierając zamek nie byłem do końca przekonany, czy znajdziemy tu to, czego szukaliśmy. I trochę się zawiodłem, widząc zawartość skrytki. Zapewne dla miejscowego duchownego i mieszkańców było to czymś wartościowym, choć dla nas w obecnej sytuacji, nie miało za wiele znaczenia. Wątpliwym było, aby któryś przedmiot był relikwią, czymś, co mogłoby w jakimś stopniu uchronić nas przed... nie wiedziałem nawet przed czym.
     - Nie sądzę, aby trzymano relikwie w tak oczywistym miejscu - odparłem, oglądając jeden z kielichów. Oczyściłem go odrobinę z kurzu, szukając wyrytych na nim manuskryptów, które mogłyby coś więcej powiedzieć o tym przedmiocie, jednak nic takiego nie znalazłem. Na żadnym żadnym nich więc odłożyłem je na miejsce tak, jak leżały wcześniej.
     - Z pewnością jednak zostały poświęcone - dodałem, przeszukując ołtarz, ambonę, a nawet tabernakulum, co już mogło być największym świętokradztwem. Całe szczęście nie było w pobliżu nikogo, kto mógłby donieść jakiemuś kapłanowi o takim zachowaniu. Chciałem nawet wejść do zakrystii, jednak z tym okazał się większy problem. Zamek nie chciał się otworzyć przy użyciu scyzoryka, musiałem więc posunąć się do bardziej siłowego rozwiązania. Choć i to nie do końca... zamek był na tyle stary, że wystarczyło, abym raz uderzył ramieniem w drzwi, a stały otworem. Niestety tu było jeszcze gorzej, bo jedyne co się tam znajdowało, to jakieś księgi wieczyste, Pismo i nic ciekawego.
     - Może to jest tylko poświęcone, ale to i tak jakiś rodzaj ochrony - ostatecznie wziąłem dla siebie niewielki krucyfiks, wciskając go w kieszeń. Nie wiedziałem, jak wyglądało to w jej przypadku, jednak ja nie miałem w zwyczaju nosić przy sobie różańców, krzyżyków lub Pisma Świętego. I choć działałem w imię Boga, to nie mogłem powiedzieć o sobie, abym był pobożną osobą. Traktowałem to raczej jak... zawód. Tak, to dobre określenie. Zawód, jak każdy inny. Tylko że zamiast zajmować się pieczeniem chleba, czy wykuwaniem mieczy, nawracałem niewiernych, rozwiązywałem ich problemy. A już niedługo raczej przyjdzie mi pracować w jakimś Inkwizytorskim archiwum lub bibliotece. - Wybierz sobie coś. I tak oddamy wszystko przed wyjazdem - wzruszyłem ramionami, odsuwając się od skrytki.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#44 10-08-2018 o 17h43

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



W zamyśleniu pokiwałam głową na słowa chłopaka. Faktycznie skrytka była oczywista, ale z drugiej strony kościoły darzono respektem, który sam w sobie odstraszał często złodziei. Ale też żaden z krucyfiksów nie przypominał relikwii, które widziałam w swoim życiu. Tamte były wykonane ze złota lub srebra i o wiele bogaciej zdobione. Zresztą, pozostałość po świętym była eksponowana.
    — Racja — westchnęłam nieco zrezygnowana. — Zresztą, akurat o relikwiach ludzie by wiedzieli…
    Oboje odłożyliśmy krzyżyki na ich miejsce. Balamonte zaczął systematycznie przeglądać wszystkie najważniejsze miejsca w kościele, szukając, czy w nich znajduje się coś bardziej interesującego. Cały czas jednak milczał, najwidoczniej znajdując rzeczy jeszcze mniej godne zainteresowania lub po prostu nie znajdując niczego. Nawet gdy włamał się do zakrystii, wrócił z pustymi rękoma. Ja tymczasem przeszukiwałam inne kąty, zastanawiając się, czy gdzieś nie ma jakiejś bardziej wymyślnej skrytki. Wszystko jednak wskazywało na to, że świątynia jest faktycznie tak biedna, na jaką wygląda. 
    — Na pewno nie zaszkodzą — przytaknęłam. — Szkoda, że nie będzie ich komu oddać.
    Podobnie jak Balamonte wzięłam dla siebie jeden z krucyfiksów, a konkretnie ten, który od początku przykuwał moją uwagę. Może to kwestia zamiłowania do tandetnych błyskotek, a może przypominał mi tamte z klasztoru. Włożyłam go ostrożnie do torby, dłonią ścierając z grubsza kurz.
    Nim opuściliśmy kościół, upewniłam się, że wszystko wygląda mniej więcej tak, jak przed naszym wejściem. Była to oczywiście gra pozorów, ale skoro nie chciałam myśleć o tym wtargnięciu jako o włamaniu, to wolałam, by naprawdę tak to wyglądało. Ot, Inkwizycja skorzystała ze swoich praw i przeszukała budynek. A najlepiej byłoby, gdyby mieszkańcy o niczym nie wiedzieli.
    Zatrzasnęliśmy za sobą drzwi i przeszliśmy przez furtkę. Wieś wydawała się równie spokojna jak wcześniej, ale echem roznosiło się po niej uderzanie metalem o metal. Kowal?
    — Będziemy dzisiaj czatować w tym samym miejscu? — zapytałam, by uzyskać potwierdzenie moich przypuszczeń.
        Nie mieliśmy już wiele czasu do zmarnowania. Przez nocną wartę wróciliśmy do karczmy nad ranem, a gdy już wstaliśmy, przyjście do tej wioski też zajęło trochę czasu.
    


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#45 12-08-2018 o 19h26

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Wychodząc z kościoła staraliśmy się zostawić to miejsce w takim stanie w jakim je zastaliśmy. Nie było to za specjalnie trudne, a nawet jeśli coś byłoby inaczej, wątpliwym było, aby ktoś dostrzegł różnicę. Miejsce to było tak dawno nieużywane, że pewnie i tak zapomnieli jak wyglądało wszystko przed naszym przybyciem. Zastanawiającym było, dlaczego duchowny je opuścił,jednak tu nie mieliśmy kompletnie nic. Ta sprawa należała już do Kościoła, Inkwizycji nic do znikających księży.
     - Nie wiem - przyznałem szczerze w odpowiedzi. Nie miałem pojęcia, które miejsce może być dobre, czy to, które wybraliśmy wczoraj, czy może jakieś bardziej dogodne. - Możemy najpierw tam, a później się przenieść. Ludzie ginęli w różnych częściach wioski, nie możemy skupić się tylko na jednym miejscu - powiedziałem to, co myślałem. Niestety miałem złe przeczucia co do naszego doboru miejsca. Bo jeśli od początku powinniśmy szukać gdzieś indziej? W tej wiosce w końcu zginęło już kilka osób, w sąsiedniej również. Może powinniśmy znaleźć miejsce, gdzie zaginionych było jak najmniej i tam zacząć szukać?
    Może było zbyt późno na podróż do odległych miejscowości, ale nie było za późno na jakieś przygotowania. Chciałem się dowiedzieć gdzie i kiedy to się zaczęło, w których wioskach dochodziło do tego najczęściej. Być może dzięki temu będziemy w stanie określić punkt, w którym powinniśmy się znaleźć. Podzieliłem się swoimi przemyśleniami z Royes, gdy przechodziliśmy koło karczmy. Głosy stamtąd dochodzące i metaliczne stukanie skutecznie drażniły mnie i przeszkadzały w rozmyślaniach, dlatego zamiast dalej nad tym się zastanawiać, wszedłem znów do środka.
     Tak jak poprzednio rozmowy natychmiast ucichły, a spojrzenia zostały utkwione w naszej dwójce. Czyli anonimowość nie wchodziła w grę, nawet jeśli pojawiły się tu osoby, których wcześniej nie było. A co, jeśli to wśród nich jest nasz poszukiwany? Swoimi działaniami mogliśmy przecież skutecznie go wystraszyć do tego stopnia, że nie zrobi następnego kroku wiedząc, że kręcimy się w okolicy. Jakbym o tym nie myślał, tak każde rozwiązanie wydawało mi się złe. Gdybyśmy od początku nie obchodzili się z tym, kim jesteśmy, moglibyśmy przepytywać ludzi jako ciekawscy podróżni, a nie węsząca Inkwizycja. Teraz jednak pozostało nam brnąć w to dalej, nie mając większego wpływu na znajomość naszych tożsamości.
     Karczmarz o dziwo miał w zanadrzu skromną mapę, którą niechętnie nam pożyczył. Miałem wrażenie, że najchętniej wydłubałby mi oczy, gdy poprosiłem o pióro i zacząłem zaznaczać miejsca, o których wiedzieliśmy. Nie było ich wiele, a przepytywanie miejscowych dało nam tylko trzy kolejne punkciki. Idąc za Royes w stronę wioski, gdzie się zatrzymaliśmy, rozmyślałem nad wszystkim. Był tylko jeden wniosek, bardzo oczywisty, o którym nie musiałem nawet mówić...
     - Wszystko zdarzało się w okolicy lasu... - poskarżyłem się, wpatrując w wysokie drzewa tuż nieopodal nas. - To wcale nie pomaga - westchnąłem, ostatecznie dając za wygraną, mając nadzieję, że więcej może się wyjaśnić tej nocy. Tym razem zaopatrzyłem się w ciepły płaszcz, spod którego nie było nawet widać sztyletów u pasa. Zwróciłem również uwagę na to, co brała Royes i uśmiechnąłem się odrobinę złośliwie widząc tym razem inną broń niż scyzoryk.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#46 20-08-2018 o 22h53

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



    W czasie drogi zastanawiałam się nad tym, co powiedział Balamonte. Faktycznie, trzymanie się jednego miejsca nie wydawało się rozsądne, skoro porwania zdarzały się na tak wielkim obszarze. Z drugim jednej strony obawiałam się, że może właśnie tej nocy bestia zjawi się tam, gdzie my byliśmy poprzedniej. Ale któż wie, co było bardziej prawdopodobne.
    Do planu z wyznaczeniem konkretnego punktu podeszłam jednak z większym zaufaniem. Była w tym już jakaś metoda, a nie tylko zdawanie się na ślepy los i przeczucie. Może faktycznie istniał jakiś klucz co do kolejności zaginięć, który jednak przegapiliśmy.
    Wróciliśmy do karczmy, gdzie przywitano nas spojrzeniami chyba jeszcze bardziej niechętnymi niż poprzednim razem. Goście musieli mieć nadzieję, że już więcej nas nie zobaczą. Zresztą, gospodarz też. Gdy Balamonte poprosił go o mapę i pióro, ten spoglądał na niego wzrokiem, którym czarownicę rzucały zabójcze uroki.
    W milczeniu przyglądałam się stawianym przez mężczyznę kropkom. Nie układały się w jakiś szczególny wzór, a raczej były chaotycznie i niesymetrycznie ułożone przy linii lasu, o czym wspomniał w drodze powrotnej Balamonte. Spojrzałam na niego z lekkim zdziwieniem. W jego głosie dało się słyszeć rozżalenie. Wydawał się coraz bardziej przejęty.
    — Konkretnie w okolicy lasu i wiosek — dodałam z lekką ironią.
    Też wolałabym mieć jakieś bardziej konkretne ustalenia. Zwłaszcza, że pomimo ciągłego wypytywania ludzi ciągle wiedzieliśmy niewiele ponad to, co usłyszeliśmy na samym początku. Może i poznaliśmy bliżej sylwetki ofiar, ale nic z tego nie wynikło.
    W karczmie przygotowaliśmy się do kolejnej nocy na zewnątrz. Tym razem dwa razy zastanowiłam się, czy czegoś jeszcze nie potrzebuję i nie zapomniałam o lepszej broni. Umocowałam ją wygodnie u pasa, by w razie potrzeby móc łatwo sięgnąć po ostrze. Odetchnęłam głęboko, spoglądając na nie przez chwilę.
     Nie umknął mojej uwadzę złośliwy uśmieszek chłopaka.
    — Ten scyzoryk jest trochę lepszy, prawda? — zapytałam retorycznie.
    Wyszliśmy na zewnątrz w samą porę, bo zaczynało już zmierzchać. Dzień minął szybko.
    — Teraz nie zdążymy już podejść w okolice innej wioski — powiedziałam, zastanawiając się, gdzie moglibyśmy czatować tej nocy. — Skoro chcemy wybrać inne miejsce, skręćmy za kładką w drugą stronę — zaproponowałam. — Tam też mieliśmy punkt na mapie.
    “Punkt na mapie” ładnie zastępował “tam też ktoś zaginął”.
    Znów ta sama droga, ta sama pora. Tylko do świerszczy dołączyła uciążliwe bzyczenie komarów. Noc nie zapowiadała się przyjemnie.
    — Dzisiaj ja wychodzę na “spacer”, ty czatujesz? — zapytałam, oczekując jednak tylko potwierdzenia.
    Musieliśmy się dzielić zajęciami sprawiedliwie, a zresztą i tak chciałam tego spróbować.
    


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#47 01-09-2018 o 14h15

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Po chwili przybrałem na powrót poważny wyraz twarzy, kiwając krótko głową. To nie był najlepszy moment na naśmiewanie się z wczorajszego wieczoru oraz mizernej broni Royes. Coś mogło nam się rzeczywiście stać i teraz nie byłoby nam do śmiechu. Jednak po tym oboje dostaliśmy pewną lekcję i tym razem porządnie się przygotowaliśmy. Oprócz broni mieliśmy "pożyczone" ze świątyni przedmioty. Przynajmniej ja przewiesiłem na rzemyku niewielki krzyżyk, który nosiłem teraz na szyi. Do tego na niebieski, uczniowski płaszcz zarzuciłem swój, niczym się nie wyróżniający. Nie zamierzałem tej nocy popełniać tego samego błędu i marznąć.
     Idąc obok Royes, zgodziłem się z nią co do kwestii wyboru miejsca. Równie dobrze mogliśmy być tutaj. I tak właściwie wciąż błądziliśmy niczym we mgle, nie mając kompletnie nic. Nieregularne i chaotyczne znikanie mieszkańców wiosek z okolic lasu nic nam nie mówiło. Mogło świadczyć o braku jakiegokolwiek planu napastnika albo że rzeczywiście ludzie zaczęli masowo opuszczać swoje domostwa... razem ze sobą zabierając bydło... no i oczywiście zero pomocy ze strony Pianettiego. Zapewne chciał jak najszybciej skończyć tą farsę z naszym zadaniem i wrócić do swoich wcześniejszych... zajęć.
     - Tak, dzisiaj ty sobie pospacerujesz - odparłem, przedzierając się przez zarośla za kładką. Tutaj było z początku niemal identycznie jak po drugiej stronie. Jednak im dalej tym trawa stawała się niższa, aż w końcu nie sięgała nam wyżej jak do kostek.
     - Gdybym nie musiał, nigdy w życiu bym nie przyszedł w to miejsce po zmroku - powiedziałem niemalże szeptem do Royes, czując jak przechodzą mnie dreszcze. Nie podobało mi się tutaj, było tu coś niepokojącego, choć nie wiedziałem co. Może działała tak moja podświadomość, bo w końcu przypuszczaliśmy, że czai się w okolicy coś niebezpiecznego, szykowaliśmy się na ewentualną walkę. W każdym razie cieszyłem się, że nie musiałem być tu sam.
     - Będę tutaj - wskazałem na powalony gruby konar drzewa, pod którym mogłem usiąść i być niemal niewidocznym. - Bądź ostrożna - powiedziałem jeszcze zanim udałem się we wskazane miejsce. Rozejrzałem się uważnie dookoła tego miejsca, znajdując przy okazji dogodne miejsce, z którego mogłem dobrze obserwować kobietę. Usiadłem, podciągając kolana pod brodę i czując, że będzie to długa i ciężka noc. I przede wszystkim zimna. Może minęła godzina, może jeszcze nie, gdy poczułem jak drętwieją mi palce z zimna. Nie mogłem się w żaden sposób rozgrzać, a wstanie i spacerowanie nie wchodziło w grę. Po pewnym czasie doszły bóle głowy i byłem wdzięczny, że tym razem siedziałem.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#48 11-09-2018 o 20h31

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



Ta noc wydawała mi się ciemniejsza niż poprzednia. Niebo bardziej czarne niż granatowe, niebo bardziej zasnute chmurami, gwiazdy i księżyc o wiele bledsze. Nim jeszcze przeszliśmy przez kładkę, widziałam wszystko dosyć wyraźnie, ale później było już tylko gorzej. Oczy przyzwyczajały się powoli, przedzieranie się przez zarośla było więc wyjątkowo nieprzyjemne. Twarde łodygi otarły moje dłonie i żałowałam, że nie zakryłam również ich.
    Tylko mruknęłam na zgodę, słysząc potwierdzenie z ust chłopaka. Wolałam chodzić, bo bałam się, że mogłabym tej nocy zbyt łatwo zasnąć.
    Gdy wyszliśmy z zarośli w pobliże lasu, gdzie trawa była niska, przeszedł mnie dreszcz. Zimny wiatr? Spojrzałam na zarys twarzy obok mnie. Lepiej słyszałam Balamontego, niż go widziałam.
    — Tym bardziej ciekawe, czemu jednak ludzie tu przychodzili — odparłam. — Zwłaszcza wieczorem. Chyba nie posłuchać świerszczy.
    Co prawda podejrzewałam, że ludzie mogli chodzić tutaj na wieczorne schadzki, lecz szkopuł tkwił w fakcie, że zawsze znikały pojedyncze osoby. Niemożliwe, by przy tylu przypadkach chociaż raz nie było dwóch ofiar. I nikt niczego nie widział. Ktoś w końcu przełamałby przecież wstyd, gdy chodziło o ludzkie życie. Przynajmniej chciałam w to wierzyć.
    — Ty też — odpowiedziałam wręcz odruchowo. — Do zobaczenia rano.
    Odwróciłam się i cicho westchnęłam. Wcale nie miałam ochoty iść w tę ciemność, ale przełamałam się i w końcu wykonałam pierwszy krok. Kolejne były łatwiejsze. By się uspokoić, zaczęłam szeptem śpiewać jeden z hymnów. Później już tylko nuciłam go w myślach.
    Gdy dotarłam do linii lasu, odwróciłam się, by sprawdzić, gdzie jest Balamonte. Ostatecznie wypatrzyłam tylko miejsce, w którym go zostawiłam. On sam ginął w mroku. Wreszcie zaczęłam powoli iść wzdłuż początku lasu, by później zawrócić i przejść tę trasę jeszcze raz, i jeszcze raz. Z czasem odważyłam się wchodzić także odrobinę za drzewa dla urozmaicenia i lepszego zorientowania się w okolicy.
    Odczuwałam zmęczenie, lecz napięcie i niepokój sprawiły, że wcale nie byłam senna. Przy każdym głośniejszym dźwięku moje mięśnie sztywniały. A w nocnym lesie każdy szelest wydawał się głośny, nie mówiąc już o hukaniu sowy, czy odgłosach jeszcze innych zwierząt.
    Raz, chyba w połowie nocy wystraszyłam się szczególnie, bo usłyszałam jakieś ciężkie kroki. Znieruchomiałam na chwilę, zaciskając dłoń na rękojeści. Stałam tak długo z głośno bijącym sercem, nawet gdy dźwięk ustał. Uspokoiłam się jednak, gdy po kilku minutach usłyszałam chrumknięcie. A więc tylko dzik.
    Blisko świtu zaczęło się robić chłodniej, a trawa pokryła się rosą. O ile wcześniej znosiłam jakoś temperaturę, to — gdy rozluźniłam się na widok jasnej łuny na niebie — przeszły mnie dreszcze z zimna.
    Cieszyłam się, że noc się skończyła, ale z drugiej strony nie podobało mi się, że nie przyniosła ona żadnych rezultatów. Nic, kolejne zmarnowane godziny. Ruszyłam w stronę Balamontego szybkim krokiem.
    — Pianetti się ucieszy — mruknęłam na powitanie, wzruszając bezradnie ramionami. — Nic.
    Zacisnęłam usta, odczuwając silne rozczarowanie. Nie myślałam, że tak przejmę się tą sprawą, jednak mocno bolała mnie nasza bezsilność. Staraliśmy się, jak tylko mogliśmy, ale nie potrafiliśmy uczepić się żadnego tropu. W teorii, w Akademii zawsze można było w końcu znaleźć odpowiedź. Rzeczywistość mogła jednak być zagadką już na zawsze.
      


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#49 16-09-2018 o 18h12

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     W myślach prosiłem Boga, jego aniołów i tych wszystkich świętych, o których nas uczono, a w których szczerze nie wierzyłem, o to, by ta noc jak najszybciej się skończyła. Nie były to jedynie czysto egoistyczne pobudki, ze względu że nie czułem rąk ani stóp, ale również obawiałem się o Royes. Było na tyle ciemno i momentami traciłem ją z oczu. Zdawałem się wtedy na słuch, jako ze kobieta początkowo coś nuciła, jednak kiedy umilkła musiałem zmienić swoją pozycję, a mimo to i tak jej sylwetka była zamazana i stapiała się z tłem, gdy przystanęła i się nie poruszała. Pocieszającym było to, że wciąż nie panowała cisza absolutna, gdzieś odezwała się sowa czy żaba, obok mnie dreptał jeż, a dzik węszył w pobliżu Royes. Obecność zwierząt oznaczała, że w tym miejscu akurat w tym czasie nie czaiło się nic niebezpiecznego. Tak przynajmniej kiedyś mi powiedziano.
     - Znowu nic - odpowiedziałem, podnosząc się z ziemi. Moje ubranie było wilgotne od rosy, a nogi zdrętwiałe od długiego siedzenia w jednej pozycji, przez co Royes musiała chwilę poczekać zanim mogliśmy wrócić do wioski. - Jutro rano wyjeżdżamy i jeśli dziś nic się nie zmieni, znów zostawimy tych ludzi z problemem - skrzywiłem się nieco już wyobrażając sobie zawiedzione spojrzenia mieszkańców. Doskonale znałem to uczucie, kiedy zawodzi się czyjeś oczekiwania, wiele razy przerabiałem to z rodzicami. Dobrze wiedziałem, że nie będę w stanie sprostać ich oczekiwaniom względem mnie i stania się kimś znaczącym wśród Inkwizycji. Czułem się źle z myślą, że mimo naszych szczerych chęci i starań wciąż nie udało nam się ustalić przyczyn znikania ludzi z wioski. Przez to też nie miałem ochoty na rozmowę z Royes. W ponurej atmosferze wracaliśmy, by odpocząć choć chwilę i potem ponownie zabrać się do pracy.
     Jednak na miejscu wcale nie okazało się to takie proste. Już z daleka dostrzegliśmy zbiorowisko przy karczmie i dało się słyszeć podniesione głosy. Spojrzałem na Royes, przeczuwając, że to wcale nie wróży nic dobrego. Bo co mogli robić wszyscy mieszkańcy o tej porze pod karczmą? Z pewnością nie czekali na pierwszy posiłek.
     - To oni! Tam są! - krzyknął ktoś wskazując w naszym kierunku. Wiele twarzy zwróciło się ku nam. Dostrzegłem również Pianettiego pośrodku tego zgromadzenia i przeszedł mnie dreszcz, widząc jego minę. Może nie był najlepszym nauczycielem i wiele rzeczy po prostu lekceważyćł, jednak kiedy się złościł, lepiej było być jak najdalej od niego. Niestety nie dane nam było otrzymać ten komfort i musieliśmy stanąć twarzą w twarz z rozzłoszczonym Inkwizytorem i tłumem ludzi.
     - Mój narzeczony! Gdzie mój narzeczony? Znaleźliście go? - zaraz dopadła mnie zapłakana młoda kobieta, chwytając za poły płaszcza i spoglądając to na mnie to na Royes. Nie kojarzyłem jej twarzy jako osoby, której zaginął ktoś najbliższy. Przepytaliśmy wszystkich, ale jej nie kojarzyłem więc tylko niezrozumiale powiodłem wzrokiem od Royes do Pianettiego i spowrotem do kobiety.
     - Nie wiem... o czym pani mówi - przyznałem po chwili, za co zostałem uderzony w tors niewielką piąstką zrozpaczonej kobiety. Wtedy ktoś z tłumu krzyknął o znikających ludziach pod nosem Inkwizycji i zrozumiałem, że tej nocy wybraliśmy złe miejsce.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#50 29-09-2018 o 20h10

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


        Mimowolnie przygryzłam wargę, w głowie jeszcze powtarzając swoje “nic” i “nic” Balamontego. Wyczerpany brakiem snu umysł powoli układał myśli, ale wiedziałam, że nie jest dobrze. Mieliśmy mniej niż dobę, a wciąż nie wiedzieliśmy prawie nic. A przecież musieliśmy trochę odpocząć po nieprzespanej nocy. A może nie. Ale gdzie szukać wskazówek w dzień?
    I racja, jeśli sprawa się nie posunie, to my będziemy ledwie upokorzeni, ale ci ludzie dalej będą ginąć, kto wie jak. Pokiwałam głową rozkojarzona.
    Wracaliśmy w milczeniu, oboje zmęczeni i zdołowani. Spoglądając na poranne chmury na horyzoncie, zastanawiałam się, w jakich nastrojach jutro będziemy opuszczać wieś. Jeszcze gorszych?
    Zmarszczyłam brwi, słysząc dziwny, niecodzienny gwar. Poczułam ucisk w żołądku, widząc ludzkie zbiorowisko przed karczmą, w której się zatrzymaliśmy. Wymieniliśmy z Balamontem znaczące spojrzenia. To wróżyło wszystko co najgorsze.
    Nie wiem, jakim cudem szłam dalej, chociaż miałam ochotę uciekać. Słysząc podniesione głosy, a później widząc również rozwścieczone spojrzenie Pianettiego, odczuwałam prawie zwierzęcą panikę. Zlinczują nas, pomyślałam, chociaż dobrze wiedziałam, że nic takiego się nie stanie. Strach jednak rozbudził mnie, a w końcu zaczęłam myśleć nieco rozsądniej.
    Słowa zapłakanej młodej kobiety, która prawie rzuciła się na chłopaka, zaczęły mi uzmysławiać, co się stało. Jej rozpacz, wściekłość wszystkich innych… Ktoś zaginął teraz. Tej nocy, z tej wsi, a więc tuż przy nas. Może trzeba było iść w to samo miejsce, gdzie poprzednio. Cholera.
    — Spokojnie, musimy porozmawiać — powiedziałam do dziewczyny, jakbyśmy o wszystkim wiedzieli i mimowolnie położyłam dłoń na jej ramieniu.
    Wiedziałam, że musimy opanować sytuację, ale było ciężko w tym hałasie. Ludzie wypominali nam i Inkwizytorowi, że dopuściliśmy do kolejnej tragedii. Wiedziałam, że Pianetti wyżyje się na nas później, a póki co tylko podszedł do nas i zapytał ostro, lecz cicho:
    — Nic nie widzieliście?
    Zaprzeczyłam ruchem głowy, a ten spojrzał na tłum.
    — Niech zostaną tylko ci, którzy mogą powiedzieć coś o całej sprawie — zarządził.
    Wieśniacy ucichli, lecz po chwili pojawiły się głosy, że sprawa powinna być jawna.
    — To nie jest proces i żadna rozrywka — odparł chłodno. — Nie zostaliśmy tu wezwani, zatrzymaliśmy się łaskawie, by spróbować pomóc. Jeśli nie chcecie, wyjedziemy już teraz. Myślicie, że będzie lepiej?
    Nikt już nie protestował, a ludzie zostali się rozchodzić. Została tylko zapłakana kobieta i starsza para, prawdopodobnie rodzice zaginionego.
    — O tej porze odkryliście zniknięcie? — zapytałam, spoglądając na trójkę, chcąc ulokować zniknięcie w czasie.
    — Skąd! Tamta przybiegła do nas jeszcze przed północą. Myśmy nawet nie wiedzieli, że on z domu wyszedł. — Mężczyzna wskazał na narzeczoną swojego syna. — Ale… Strach nocą wychodzić, a skoro już i tak się stało.
    — Jak to było? — zapytałam dziewczynę, zastanawiając się, skąd wiedziała o zniknięciu.
      


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

Strony : 1 2 3 4 5