Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5

#51 03-01-2019 o 22h04

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Pianetti może i był gburem i ostatnią osobą, z jaką miałem ochotę spędzać czas, ale nie mogłem odmówić mu autorytetu i pewnej obawy, jaką budził swoją osobą. Wystarczyło kilka słów, aby niezadowolony tłum się rozszedł i pozostały jedynie najbliższe osoby zaginionego. Mnie samego przeszły dreszcze, gdy spojrzenie Inkwizytora skierowane zostało na mnie i na Royes. Również zapłakana kobieta drgnęła, słysząc ostry ton mężczyzny.
     Ująłem ją za obie dłonie, delikatnie odsuwając od siebie, gdy zaczął mówić stary mężczyzna. Słuchałem jak opowiadała o zniknięciu swojego narzeczonego. Nic nie wskazywało na to, aby miał nie wrócić. Wyszedł jedynie po nieco świeżego pieczywa do piekarni. Nie było wtedy jeszcze ciemno, jednak już nie wrócił. Kiedy nadszedł zmierzch wyszła za nim tą samą drogą, martwiąc się, że coś mogło mu się stać. Był w piekarni, a potem zniknął i od tamtej pory nikt go nie widział. I tak dobrze, ze samej kobiecie nic się nie stało. Nocami na młode kobiety czekały też inne niebezpieczeństwa niż porwanie.
     - Rozmawiałaś ze wszystkimi? - zapytałem, kiedy skończyła mówić. Spojrzała na mnie tak, jakby zobaczyła mnie po raz pierwszy, a potem poczułem mocniejszy uścisk na dłoni. Kiwnęła głową na potwierdzenie, a gdy poprosiłem o pokazanie dokładnej drogi, mocno chwyciła mnie za ramię i poprowadziła w stronę piekarni. Trzymała mnie tak, jakbym miał i ja zaraz zniknąć albo tak, jakby chciała się upewnić, że nic nie przeoczę i dokładnie jej wysłucham. Zdążyłem posłać spojrzenie Pianettiemu, który coś właśnie mówił do rodziców zaginionego. I chyba lepiej, abym jego spojrzenia unikał tak długo, jak to możliwe.
     Kobieta wskazała drogę, którą prawdopodobnie szedł jej narzeczony. Z jednej strony poczułem ulgę, że nie było to miejsce, gdzie wczoraj przebywaliśmy, jednak z drugiej stronie wiedziałem, że to kolejny chaotyczny punkcik na naszej mapie. Miejsca te w żaden sposób się ze sobą nie łączyły, a co za tym idzie - nasze "nic" wciąż pozostaje niczym.
      - Jakie z tego wnioski, Balamonte? - zapytał ostro Inkwizytor, niewiadomo kiedy znajdując się tuż za mną. Poczułem, jak moje ciało drętwieje, a po plecach przeszedł dreszcz. Poprzez ściśnięte gardło nie mogłem nic powiedzieć - ba! Nie miałem co powiedzieć! Wstyd było się przyznać, ale taka była prawda, miałem pustkę w głowie. Tylko kilka faktów na temat zaginionego i niezwiązane ze sobą punkty.
     - Wszystko... zaczyna się w lesie - odparłem po chwili, niepewny, czy to jest jakaś istotna informacja. Nie chciałem na głos przyznać się do naszej bezradności przy tej kobiecie. Zwróciłem się w stronę Royes, po części i u niej dostrzegając to samo. Pianetti zaś prychnął, uznając to za oczywiste dla każdego. Podziękował dziewczynie, po czym odesłał ją wraz ze starszym małżeństwem.
     - Od początku mówiłem, że to tylko strata czasu, a wy nie potraficie nic z tym zrobić - jego słowa mimo że wypowiedziane zjadliwym tonem, miały w sobie część prawdy. Nie potrafiliśmy nic z tym zrobić. Nie mieliśmy nawet najmniejszej wskazówki, jak można rozwiązać problem mieszkańców. Czułem, że ich zawiedliśmy.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#52 06-01-2019 o 19h42

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Przyglądałam się rozgrywającej przede mną scenie, próbując nie tylko jak najwięcej zapamiętać, ale i rozważyć jak najwięcej możliwości. Niestety, historia, którą usłyszeliśmy była zupełnie zwykła, nie miała żadnych szczegółów, które mogłyby nam jakkolwiek pomóc. Kolejne zaginięcie bez żadnych poszlak, zupełnie jakby człowiek rozpłynął się w powietrzu. Spoglądałam na zapłakaną dziewczynę z żalem. Pewnie lepsza byłaby nawet najgorsza prawda niż niewiedza. Zastanawiałam się, czy ona potrafi lub będzie kiedyś potrafiła znaleźć dla siebie jakiekolwiek wyjaśnienie, skoro nawet my nie potrafiliśmy choćby odgadnąć, co ma miejsce w tej wiosce. A co dopiero powstrzymać to coś.
    Kiedy chwyciła Balamontego za ramię, by go poprowadzić, Pianetti skinął na mnie głową, bym za nimi poszła. Widocznie uważał, by nadal nierozsądnie było się rozdzielać. A może, kto wie, nawet jej nie ufał. Sam również ruszył za nami, gdy tylko zamienił kilka słów z rodzicami zaginionego. Nie usłyszałam jednak, co dokładnie im powiedział.
    Przeszliśmy niezbyt długą drogę, która w większości prowadziła wzdłuż zabudowań, powinna więc być dosyć bezpieczna. Jednak nie była. Las wciąż znajdował się zbyt blisko, jak się okazało. Próbowałam sobie wyobrazić, jak mogło wyglądać to zaginięcie. Coś zbliżyło się do mężczyzny? On z jakiegoś powodu podszedł za blisko zarośli? Co by go do tego skłoniło? Odeszłam odrobinę od drogi, szukając jakichś śladów — choćby zakupionego przez niego pieczywa. Daremno. Ani okruszyny. Nawet trawa nie wyglądała na szczególnie wydeptaną.
    Wzdrygnęłam się, słysząc głos Pianettiego. Podeszłam bliżej, nie śmiąc mu jednak spojrzeć w oczy. Jego słowa i złość były skierowane również do mnie. Krótkie, prawie ironiczne i retoryczne pytanie samo w sobie były naganą i nauczką. Balamonte mógł zaś na nie odpowiedzieć tylko jedynym pewnym faktem, który posiadaliśmy, a który dla nikogo nie był zagadką. Nie myślałam, że poczuję kiedyś empatię względem tego chłopaka, ale wspólna misja i świadomość, jak bardzo mu na niej zależało, sprawiły, że tym mocniej sama czułam się zawstydzona i zawiedziona całą sprawą. Gdy Inkwizytor odsyłał dziewczynę i rodziców zaginionego, spojrzałam na Balamontego ze zrozumieniem. Musiał być naprawdę przybity, skoro nie był w stanie nijak dogryźć Pianettiemu.
    Kiedy mieszkańcy wsi odeszli, zapanowała cisza. Inkwizytor długo milczał, spoglądając gdzieś w bok. Wreszcie, chyba ze zdenerwowania, przeczesał rzadkie włosy i przeniósł spojrzenie na nas.
    — Jutro z samego rana wyjeżdżamy, macie być gotowi o świcie — powiedział wreszcie.  — Róbcie do tego czasu co chcecie, ale jeśli znowu ktoś zaginie, ja nie będę was ratował przed wściekłością wieśniaków — prychnął.
    Miał już odejść, gdy jednak odważyłam się zadać jeszcze pytanie:
    — Ale przekażemy tę sprawę komuś innemu?
    Wzruszył ramionami.
    — Należy oczywiście zgłosić te zaginięcia, ale nie wiem, czy ktoś się tego podejmie — odparł. — Inkwizycja ma teraz ważniejsze sprawy.
    Chciałam zapytać, co może być ważniejszego od ludzkiego życia, ale ugryzłam się w język. Nie potrzebowałam go bardziej irytować, a ostatecznie nawet nie było pewności, że ktoś zginął. Nawet na to nie mieliśmy dowodów. Z jednej strony pozwalało to się łudzić, ale z drugiej…
    Inkwizytor spojrzał na nas jeszcze groźnie i odwrócił się na pięcie, po czym ruszył w stronę gospody, nie rozglądając się dookoła. Gdy odszedł, podeszłam do Balamontego, starając się opanować mimikę i nie wylewać z siebie więcej zbędnego żalu. Przecież oboje wiedzieliśmy jak wygląda sytuacja. Nie mieliśmy się nawet czym pocieszyć, chociaż chłopak wyglądał tak, jakby bardzo tego pocieszenia potrzebował.
    — Też nie widziałeś tu żadnych śladów? — zagadnęłam nieco głupio. — Możemy się tu jeszcze trochę rozejrzeć. I spędzimy jeszcze tę noc przy lesie, prawda?
    Nie chciałam się łudzić, że tym razem uda nam się wreszcie coś odkryć, nie mówiąc już o rozwiązaniu sprawy, ale uważałam, że nie możemy już tak po prostu się poddać. Choćby z godności.
    


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#53 13-01-2019 o 02h34

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Słowem się nawet nie odezwałem, gdy Pianetti zarządził wyjazd rankiem następnego dnia. Dostaliśmy wystarczająco wiele czasu, aby jakoś rozwiązać tą sprawę, a i tak wyszło na to, że z naszej pracy nic nie wynikło. Równie dobrze mogliśmy siedzieć w karczmie lub spać całymi dniami - efekt był dokładnie ten sam. Proszenie więc o dodatkowy czas nie miałoby sensu. Jedynie jeszcze bardziej zdenerwowałbym Inkwizytora, a z zerowym skutkiem mógłbym zapomnieć o jego pozytywnej opinii na zakończenie misji. Nie wspominając o zaufaniu tutejszych ludzi, które musieliśmy mocno nadszarpnąć i nieźle wkurzyć mieszkańców.
     - Myślisz,  że coś tu jeszcze znajdziemy? - zapytałem, kręcąc przecząco głową w odpowiedzi na pytanie i dopiero teraz przenosząc wzrok na Royes, poświęcając jej obecności więcej uwagi. Miała taką minę, jakby za chwilę miała wyciągnąć dłoń i w pocieszającym geście poklepać mnie po ramieniu. Musiałem więc wyglądać doprawdy żałośnie skoro wzbudziłem w niej taką litość. Pianetti użył odpowiednich słów, aby wyzbyć ze mnie resztki nadziei na pomoc tym ludziom. Nie byliśmy w stanie nic zrobić, a jak zauważył - Inkwizycja nie ma czasu na zajmowanie się takimi sprawami.
     Nie odezwałem się więcej do Royes, przeszukując wraz z nią niemal całą wioskę w poszukiwaniu choćby najmniejszego śladu. Zaginiony mógł przecież skręcić gdzieś po drodze, zagadać do jakiegoś mieszkańca (choć to dość szybko wykluczyłem, bo w takim wypadku byśmy o tym od razu wiedzieli), ale żadnemu z nas nie wpadł do głowy pomysł, gdzie mógł się teraz znajdować. Czułem, że ta zagadka może być ponad nasze siły.
     Późnym popołudniem dopiero wróciliśmy do karczmy. Wzrok, jakim obdarował nas stojący za szynkwasem właściciel, wcale nie zachęcał do przyjaznej pogawędki, czy choćby prośby o posiłek. Nawet ten, za który miałbym zapłacić, dlatego zaraz zniknąłem za drzwiami naszego pokoju.
     Odstąpiłem Royes zarówno łóżko jak i fotel uznając, że podłoga będzie o wiele wygodniejsza niż któreś z tych. Poza tym nie mogłem zmrużyć oka ani na moment, czekając na wieczór.
     Właściwie nawet nie wiedziałem, co ze sobą zabrać. Nie spodziewałem się walki, dlatego też zabrałem ze sobą to, co ostatnim razem - ukryte sztylety, krótki miecz u pasa i płaszcz inkwizytorski. Uznałem, że nie warto ciągnąć ze sobą srebrnych łańcuchów, poświęconych krzyży i innych rzeczy, których i tak z pewnością nie użyję.
     - W którą stronę tym razem? - zapytałem Royes, gdy minęliśmy strumień. - Może na wprost? Tam trawa sięga jedynie kolan, a nie mam ochoty tonąć w niej aż po pachy - przyznałem szczerze, powstrzymując się od dodania: "jeśli ktoś ma zaginąć, to i tak zaginie, nieważne gdzie będziemy". 


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#54 10-02-2019 o 18h46

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



Zacisnęłam usta, widząc, jak chłopak potrząsa głową — tak, jak się spodziewałam, również nic nie znalazł. Po chwili wzruszyłam ramionami, spoglądając gdzieś w bok, jakby jeszcze czegoś wyglądając.
    — Nie, szczerze mówiąc wątpię — odparłam. — Ale chyba nie pozostaje nam nic innego, niż próbować…
    I faktycznie na tych bezowocnych poszukiwaniach spędziliśmy całe przedpołudnie. Później, wyczerpani, wróciliśmy do karczmy. Na szczęście nie natknęliśmy się więcej na Inkwizytora, ale nieme spotkanie z gospodarzem rekompensowało to wręcz z nadwyżką. On chyba od początku nie wierzył w nasze powodzenie, chociaż może wierzył, że nikt nie zniknie podczas naszego pobytu w wiosce.
    Balamonte z jakiegoś powodu wolał spać na podłodze, zostawiając dla mnie oba meble. Wręcz padłam na łóżko i szybko zasnęłam. Mój sen był za to krótki. Gdy otworzyłam oczy, daleko było jeszcze do zachodu słońca. Byłam nadal śpiąca i zmęczona, ale nie potrafiłam już zmrużyć oka z powodu niepokoju. Widząc, że chłopak przygotowuje się do wieczornej eskapady, wstałam ociężale i przejrzałam własny sprzęt. Wszystko wydawało się jednak w porządku. Niczego nowego nie zabrałam, ani niczego nie wyjęłam. Dręczył mnie jeszcze trochę głód, ale nie potrafiłabym niczego przełknąć.
Przed zmierzchem ruszyliśmy dobrze sobie znaną trasą, na szczęście nie spotykając żadnych krzywych spojrzeń. Ludzie najwidoczniej rozsądnie postanowili się ukryć przed nocą w domach. Rozsądnie, ale nie da się tak przez całe życie.
    — Jasne, tak będzie wygodniej — odparłam na słowa chłopaka.
    Skoro i tak nie mamy na nic wpływu, niech pójdzie, gdzie woli. Zresztą, przy niższej trawie mogłam mieć lepszy widok. Nie żeby było na co patrzeć, ale…
    — Nie zamęcz się, do rana! — rzuciłam coś banalnego na pożegnanie Balamontowi. — Będę koło tych drzew. — Wskazałam dłonią na nędzne zarośla.
    Ruszyłam w stronę niziutkich topoli, raz odwracając się, by zobaczyć, dokąd zmierza chłopak. Usadowiłam się wygodnie, starając się jednocześnie możliwie nie rzucać w oczy.
    Zmierzch nadchodził powoli i był na tyle przyjemny, że nawet czując się tak kiepsko, potrafiłam dostrzec jego urok. Już pierwsze gwiazdy świeciły intensywnie, a później niebo pokryło się setkami błyszczących punkcików. Przyglądałam się im z głową opartą o pień drzewa. Chociaż zwykle broniłam się przed wspomnieniami, nie potrafiłam nie pomyśleć o dawnych, dawnych nocach. Nocach z poprzedniego życia. Aż trudno uwierzyć, że było to moje życie.
    Raz tylko wzdrygnęłam się, słysząc jakiś odległy szmer. Spojrzałam na cień chłopaka w oddali. Wydawał się jedna nieporuszony. Nieco się więc uspokoiłam. To musiało być jedynie jakieś zwierzę. Mimo wszystko skupiłam się na nasłuchiwaniu. Mimo wszystko wolałam być przygotowana, bo akurat wilki mogły mieszkać w tych lasach.
   


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#55 11-02-2019 o 00h18

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Lekko jedynie skinąłem głową, przelotnie spoglądając na miejsce wskazane przez Royes. Rankiem przecież i tak dostrzegę ją bez problemu. Skrzywiłem się nieco, zdając sobie sprawę z tego, że już i tak postrzegałem sprawę za przegraną. Musiałby się wydarzyć cud, bym uwierzył w jakiekolwiek szanse na pomoc ludziom.
     Szczelnie owinąłem się płaszczem, czując dojmujący chłód. Objąłem się ramionami, pocierając dłońmi i próbując rozgrzać się choć trochę. Noc zapowiadała się ciepło, a mimo to ledwie powstrzymywałem się od szczękania zębami. Ustawiając wysoko kołnierz, chodziłem z jednego miejsca w drugie i spowrotem. I tak jak poprzedniej nocy, odczuwając bóle głowy modliłem się, by ta noc skończyła się jak najszybciej.
     Nie miałem pojęcia, ile czasu minęło. Na niebie wciąż świeciły gwiazdy, a blady księżyc rzucał jasną poświatę, oświetlając niewielką polankę po której chodziłem. Przystanąłem na chwilę, słysząc cichy szelest za sobą. Odwróciłem głowę przez ramię, ale nic nie dostrzegłem. Nie poruszył się nawet żaden listek, nie wyskoczyła z gałęzi drzewa żadna wiewiórka. Kompletnie nic. Całkowita cisza i bezruch. Wzruszyłem ramionami, robiąc krok do przodu i przenosząc spojrzenie przed siebie.
     A potem zatrzymałem się gwałtownie. Odruchowo sięgnąłem do rękojeści miecza, ale ona była szybsza. Pojawiła się znikąd, ujmując moją twarz w dłonie. I to wystarczyło. Poczułem ciepło rozlewające się po całym ciele, a cichy głosik kazał mi zostawić miecz w spokoju. Nie potrafiłem się mu oprzeć. Nie potrafiłem również oderwać oczu od jej błyszczących czerwienią tęczówek, a następnie od pełnych, czerwonych ust, gdy przysunęła się jeszcze bliżej. Miałem również wrażenie, jakby serce chciało wyskoczyć mi z piersi lub, w najlepszym wypadku, przez gardło.
     - Czekałam na ciebie - odezwała się miękkim, zmysłowym głosem, przyprawiając mnie o zawrót głowy. Nie byłem w stanie zrobić ani kroku, czy choćby poruszyć najmniejszym palcem, zahipnotyzowany tym spojrzeniem. I ciepłem bijącym od jej ciała. - Cały dzień łaziła za tobą ta dziewucha, a potem zniknąłeś. Myślałam już, że nie zobaczę cię więcej przed twoim wyjazdem.
     - Przed... Royes...skąd, wiesz? - próbowałem czegoś się dowiedzieć, jednak drżący głos odmówił mi posłuszeństwa. Kobieta się jedynie zaśmiała w odpowiedzi, nachylając się nieco bliżej mojej twarzy, aż poczułem jak kosmyk jej czarnych włosów łaskota mnie w nos. I dopiero wtedy rzuciły mi się w oczy zakrzywione do tyłu rogi, wyrastające spomiędzy czarnych włosów i dopiero zrozumiałem, skąd wzięły się te wszystkie odczucia i z kim miałem do czynienia.
     - Chodź, wracajmy do domu - uśmiechnęła się, a ja bardzo chciałem odwrócić się i uciec. Zamiast tego przywołałem uśmiech na twarzy, a ten sam głosik kazał mi iść za istotą do jej kryjówki, trzymając jej dłoń.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (11-02-2019 o 00h19)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#56 17-02-2019 o 18h44

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


       Chociaż gotowa byłam o tym wątpić, czas powoli mijał — księżyc przemieszczał się bez pośpiechu po niebie, a Balamonte po łące. Jednak i na tym, i na tym trudno było mi się skoncentrować, a moje myśli próbowały uciekać gdzieś daleko. Przede wszystkim zaś męczyła mnie senność i by nie zasnąć, próbowałam każdy najmniejszy szelest traktować jako niebezpieczeństwo, zmuszając ciało do trwania w gotowości. Byłam jednak przekonana, że robię to tylko z obowiązku, a nie realnego zagrożenia. Przejęcie z pierwszej nocy dawno minęło.
    Znużona obserwowałam chłopaka. Patrolował okolice, przemieszczając się wciąż w te i wewte. Przystawał czasem, lecz nie niepokoiło mnie to, bo widziałam wiele razy jak to robił. Jednak gdy usłyszałam znów szmer podobny do tego sprzed chwili i zobaczyłam, że on zatrzymał się wyjątkowo nagle, podniosłam się ostrożnie na rękach. Moje serce na chwilę zaczęło bić szybciej, ale nie zauważyłam niczego szczególnego. Balamonte chyba też, widziałam nawet, jak wzruszył ramionami.
    Już gotowa byłam się uspokoić, gdy nagle, jakby z cienia, wyłoniła się przed nim kobieca postać. Poczułam, jak powietrze w płucach zmienia mi się w lód. W ciemności nie widziałam jej dokładnie, ale mogłam dostrzec rogi. Sukkub. Przez chwilę byłam zupełnie znieruchomiała i widziałam, jak zalotnie ujmuje jego twarz, a on wypuszcza z dłoni miecz. Nie mogło być gorzej. Nie takiej istoty się spodziewałam.
    Musiałam jednak działać. Wstałam, odnajdując broń i zaczęłam się ostrożnie zbliżać w ich kierunku. Nie miałam jednak pojęcia, jaką taktykę powinnam przyjąć. W Akademii uczono nas głównie metod odpędzania tych demonów od poszczególnych ludzi, a nie mówiono nic szczególnego o bezpośrednich spotkaniach. To musiał być jakiś rzadszy przypadek.
    Skradałam się, postanawiając unikać frontalnego ataku. Wiedziałam, że mam do czynienia z inteligentną istotą i, co gorsza, nie mogę liczyć na Balamontego. Trawa szeleściła pod moimi stopami, ale miałam nadzieję, że sukkub jest zbyt zajęty swoją ofiarą, by zwrócić na to uwagę. Gdy podeszłam odpowiednio blisko, zaczęłam nawet słyszeć jego głos i pojedyncze słowa. “Wracajmy do domu” uświadomiło mi, że nie mogę zwlekać i wahać się.
    Gdy zobaczyłam, że chłopak chwyta dłoń demonicy i gotów jest z nią pójść, rzuciłam się w jej kierunku, mierząc ostrze w pierś. Poczułam, jak przesuwa się po czymś, lecz ostatecznie trafia w pustkę. Umknęła. Odwróciłam się, by dostrzec błyszczące oczy i ironiczny uśmiech sukkuba. Przez sekundę wpatrywałam się w niego jak zahipnotyzowana i jednocześnie przerażona.
    — Cóż za brak gracji — powiedział z rozbawieniem, pogładziła się po ramieniu, które musiałam ledwie drasnąć
    — Uwolnij go — powiedziałam, decydując się nagle na pertraktacje. — My stąd przecież i tak odejdziemy. A po ci problemy?
    Mówiłam, co tylko przyszło mi do głowy. Priorytetem był teraz bezpieczeństwo moje i Balamontego, który zdawał się zupełnie jej oddany. Wyprostowałam się, mając nadzieję, że później nie pożałuję tego, co powiedziałam.
    Demonica nie była jednak głupia i zaśmiała się. Moja propozycja nie opłacała się jej. Wolała się trochę pobawić z nami. Przez chwilę przyglądała mi się bacznie, jakby obserwując moje reakcje. A było w niej coś takiego, że będąc bardziej naiwną co do jej natury, powiedziałabym “rób co zechcesz”.
    — Przecież on sam chce ze mną iść, prawda? — Spojrzała na niego zalotnie, owijając kosmyk swoich włosów wokół palca. — Myślisz, że wolałby iść z tobą? Dlaczego miałby? Ja mogę mu wiele dać...
    Zbliżyła się do chłopaka i złożyła długi pocałunek na jego policzku, gładząc jego ramię. Wyrwana z znieruchomienia znów chciałam zaatakować, ale umknęła z łatwością i zaśmiała się.
    — Skoro tak… Ezio, mój drogi, ona chce mnie skrzywdzić. Pomóż, proszę — jej głos stał się błagalny, a ja zrozumiałam, że dla mnie samej nie tyle ona jest zagrożeniem, co Balamonte.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (17-02-2019 o 18h44)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#57 18-02-2019 o 13h23

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Ciepła dłoń sukkuba była jedynym, na czym byłem w stanie się skupić. Z jednej strony wiedziałem, że nie mogłem poddać się tej istocie, a z drugiej strony jej urok był na tyle silny, by przyćmić wszystkie inne zmysły. Do czasu aż dotyk znikł, a do moich uszu dotarł głos Royes. Słuchałem wymiany zdań między nimi, nie będąc za bardzo w stanie samemu zrobić coś więcej, mimo iż znów mogłem jasno myśleć.
     Zdołałem zrobić krok w tył, co nie umknęło uwadze kobiety. Ponownie natchnęła słowa swoją mocą, a dotyk jej dłoni i ust jedynie to spotęgował. Sprawiła, że zapragnąłem kolejnego pocałunku, dotyku, bliskości i zrobił bym wszystko, aby to otrzymać. A Royes stanowiła przeszkodę, którą musiałem pokonać, by osiągnąć cel. W dodatku posunęła się do ataku, czego nie mogłem jej darować. I nie potrzebowałem do tego prośby czy innej zachęty.
     Nim sukkub skończyła mówić, trzymałem w dłoni ponownie miecz, tym razem skierowany w kierunku Royes. Zrobiłem w jej stronę kilka kroków, by w następnej chwili skoczyć ku niej.
     Nie mogłem się poszczycić jakąś specjalną siłą. Może udawało mi się na lekcjach pokonywać silniejszych od siebie, ale mogłem to zawdzięczać szybkości i znajomości umiejętności przeciwnika. I choć nigdy nie miałem okazji mierzyć się z Royes, to nie uznałem jej za kogoś zdolnego mnie pokonać. Musiałem ochronić tą, na której mi zależało i nie ograniczałem się przy tym. Nawet nie mogłem, a wszystko po to, by zlikwidować zagrożenie.
     Przed pierwszym atakiem zdołała się uchronić, choć uderzyłem z całą siłą, odpychając ją. Potem zmuszałem Royes do cofania się, nie dając możliwości kontrataku. Miałem wrażenie, jakbym dzięki obranemu celowi miał o wiele więcej tej siły. Mogło to być całkowicie złudne wrażenie, co nie oznaczało jednak, że tego nie wykorzystałem. Zachęcony kilkoma słowami sukkuba postanowiłem szybciej uporać się z przeciwniczką. Polała się pierwsza krew, gdy drasnąłem ją w nadgarstek. Potem poszło łatwiej. Wystarczył odpowiedni moment i podciąłem jej nogi, posyłając kobietę na ziemię. Uklęknąłem nad nią, przyciskając jej ręce kolanami, nie dając możliwości ruchu, po czym przyłożyłem miecz do jej gardła.
     I wtedy ciepło sukkuba zniknęło w jednym momencie, zastąpione lodowatym chłodem i chwilą zawahania. Przecież... to była Royes. Ta, z którą miałem pomóc mieszkańcom wioski w odnalezieniu zaginionych i rozwiązać ich problem. Ta, na którą w równym stopniu spadł gniew Pianettiego i ta, z którą miałem wspólnie ukończyć nadaną misję. Była również tą, która stała na drodze do mojego szczęścia w ramionach... sukkuba.
     Jak to brzmiało? W ramionach sukkuba? Przecież jej zależało tylko na wykorzystaniu i omotaniu mężczyzn dla swoich własnych celów.
     - Ezio? Skończ z nią - usłyszałem głos, który nie był już słodki i uroczy, a rozkazujący i nie znoszący sprzeciwu. Wtedy ponownie się zawahałem i zwatpilem w to, czy rzeczywiście byłbym szczęśliwy z demonem. Zimny wiatr przyprawił mnie o dreszcze.
     - Odejdź - szepnąłem, wypuszczając miecz z ręki, ukrywając twarz w dłoniach. Nie wiedziałem, czy mówię do sukkuba, do Royes, czy do siebie samego. Miałem mętlik w głowie i wszystko mieszało się w jedno.
     - Uciekaj Royes, nie chcę cię zabić - powiedziałem ponownie, uwalniając jej dłonie. Przesunąłem się nieco, jednak nie byłem zdolny podnieść się czy zrobić coś więcej ponad zasłonienie uszu przed brzęczeniem, które z każdą chwilą nabierało siły. - Idź, zanim wyda mi kolejny rozkaz - powiedziałem na tyle cicho, że sam ledwie usłyszałem własne słowa.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (19-02-2019 o 11h30)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#58 22-02-2019 o 20h10

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



Niestety nie pomyliłam się. Sukkub nie przestał jeszcze mówić, a Balamonte już odnalazł wypuszczony wcześniej miecz. Ostrze zabłyszczało dziwnie, a ja zdałam sobie sprawę, że ogarnia mnie panika. Dobrze wiedziałam, jak marne są moje szanse w porównaniu do jego. Władać bronią potrafiłam tylko minimalnie, bo nawet nie wymagano ode mnie więcej, z góry przewidując, że tyle wystarczy mi w roli, jaką przewidziano dla mnie w Inkwizycji. On na pewno nie miał żadnej taryfy ulgowej. W dodatku okoliczności były dla mnie niesprzyjające — on za podszeptem demonicy naprawdę chciał mnie skrzywdzić, a ja mimo wszystko bałam się zrobić mu krzywdę.
    Za pierwszym razem osłoniłam się przed jego atakiem, ale później byłam już tylko w stanie wycofywać się krok po kroku. Czas płynął dziwnie wolno, ale i tak brakowało mi refleksu, by się bronić. Czułam, jak krew pulsują mi w skroniach, a chwilę później ta sama krew polała się z nacięcia na mojej ręce. I chociaż prawie nie zwróciłam na to uwagi, chłopak, zachęcany wciąż słowami sukkuba, powalił mnie na ziemię. Upadłam plecami na coś twardego i ból zamroczył mnie na sekundę.
    Nie zdążyłam więc uciec, nim Balamonte przycisnął mnie do trawy i przyłożył miecz do szyi. Zamarłam, wstrzymując oddech i spodziewając się, że zaraz będzie po wszystkim. Tylko wewnątrz czułam bunt: wszystko ma się skończyć w ten sposób? Po tym wszystkim zginę z ręki kierowanego przez demonice mężczyzny, prawie inkwizytora?
    Jednak gdy spojrzałam na jego twarz, zdziwiona nagłym bezruchem, dostrzegłam na niej zwątpienie. Musiał nie być zupełnie pozbawiony własnej woli. Mimo słów sukkuba nie zabił mnie, chociaż miał ku temu idealną okazję. Zamiast tego sam odezwał się dziwnym głosem.
    — Balamonte… — zaczęłam, ale urwałam.
    Nie mogłam przecież teraz wpłynąć na niego słowami. A to, co powiedział, przekonywało mnie, że ledwie nad sobą panuje. Kiedy tylko mi na to pozwolił,  odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość, ale nie uciekłam od razu. Wahałam się przez chwilę, co zrobić, aż w końcu odezwałam się szeptem:
    — Zostaw ślad, słyszysz? Znajdziemy cię.
    Po tym zapewnieniu wstałam i czym prędzej zaczęłam biec w kierunku wioski. Raz czy dwa odwróciłam jeszcze głowę, ale niewiele zobaczyłam. Nikogo też później nie dostrzegłam, gdy mijałam uśpione domostwa. Gospoda też była pogrążona w ciemności, ale po moim rozpaczliwym dobijaniu się do drzwi, zaspany karczmarz otworzył mi i, widząc moje zdenerwowanie, wpuścił mnie bez słowa do środka.
    Wreszcie zdyszana głośno zapukałam do Pianettiego. Zaskakująco szybko usłyszałam odsuwanie zasuwy i ujrzałam gniewną twarz mężczyzny.
    — Bestia to sukkub — odezwałam się, nie czekając, aż zrobi to pierwszy. — I Balamonte…
    — Balamonte mu uległ — dokończył za mnie, a w jego głosie słychać było i zwykłe poirytowanie, i nutę niepokoju. — Poczekaj na mnie chwilę.
    Kilka minut stałam w ciemnym korytarzu, niespokojnie oczekując Inkwizytora. W międzyczasie rana na nadgarstku zaczęła mi doskwierać, lecz na szczęście była płytka i krew przestała już płynąć.
    — Sukkub musiał nabrać dużo mocy, mając tyle ofiar i musi być chociaż częściowo materialny — odezwał się Pianetti, gdy wyszedł i schodziliśmy po ciemnych schodach. — W zwykłych wypadkach wystarczy go odegnać, ale ten wymaga zupełnej likwidacji.
    Pokiwałam tylko głową, wiedząc, że ma rację. Przestraszony gospodarz wciąż stał przy wejściu i tylko przyglądał nam się, gdy wychodziliśmy. Szybkim krokiem szliśmy w stronę lasu. Pierwszy raz widziałam Pianettiego w takim pośpiechu. W kilku zdaniach wyjaśniłam mu, co dokładnie i że nie jestem pewna, czy odnajdziemy Balamontego.
    — Nie wychodziłbym, gdybym nie był tego pewien — stwierdził chłodno. — Dopiero później może być trudniej. Szczęściem na ciebie moc sukkuba nie powinna działać, jedyna zaleta…  A ja mam ze sobą święty krucyfiks na wszelki wypadek. — Gestem wskazał, że zawiesił go sobie na szyi pod ubraniem. — Mam nadzieję, że demon uwierzy, że mu uległem. Wtedy będę mógł się zbliżyć i zaatakować go z bliska. Jeśli nie, zostaje nam otwarta walka. W każdym razie pamiętaj o modlitwie, Royes. I żebym nie musiał cię osłaniać, jasne?
    Przytaknęłam, gdy akurat wkraczaliśmy na łąkę.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#59 25-03-2019 o 22h19

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Usłyszałem słowa Royes, zrozumiałem, ale nie byłem w stanie jej odpowiedzieć. Przecież to oznaczało, że musiałem się sprzeciwić sukkubowi. To znaczyło...
     Przyciskając mocniej dłonie do uszu, oparłem czoło na zimnej ziemi. Myślałem, że za chwilę zwariuję, gdy przez nieznośne brzęczenie zaczął powoli przedzierać się głos demonicy, a zimno zaczęło ustępować pod jej silnym uściskiem na moim ramieniu. Cały czas mówiła coś uspokajająco aż w końcu pomogła mi wstać i pozwoliła oprzeć się na swoim ramieniu.
     - Niegrzeczny z ciebie chłopiec - mruknęła wprost do mojego ucha, jednocześnie odgarniając włosy z mojej twarzy. Czułem przyjemne ciepło na policzku, a jej palce pozostawiały rozgrzane smugi na skórze. W tamtym momencie jedynie to miało dla mnie znacznie i byłem gotów zrobić wszystko za kolejny dotyk. Mimo iż chwilę wcześniej nie usłuchałem jej poleceń, to wciąż była cierpliwa i czule gładziła mnie po włosach, prosząc o lepszą ochronę. Powoli kiwnąłem głową, a potem zaprowadziła mnie "do domu".
     Idąc zdawało mi się, że o czymś zapomniałem. O czymś bardzo ważnym, choć nie byłem w stanie sobie tego przypomnieć. Coś, o czym mówiła Royes zanim uciekła. Idąc z opuszczoną głową nie mogłem pozbyć się wrażenia, że było to coś, co by się nie spodobało sukkubowi...
     Ślad. Tak, to miało być coś, co doprowadzi ją do mnie. Tylko po co? Nie chciałem z nią wracać, nie chciałem również, aby zrobiła jakąś krzywdę kobiecie. W końcu zaatakowała ją chwilę temu, mogła chcieć zrobić to ponownie. Ale też nie wiedziałem, w jakim celu miałaby to zrobić. Może dał bym radę ją przekonać, że wcale nic złego stać się nie może. Tak też uznałem, dlatego dyskretnie wyciągnąłem z kieszeni białą chusteczkę i rzuciłem ją na trawę.
     Domem okazała się drewniana chatynka, stojąca na brzegu lasu tuż przy polanie, którą oświetlał blask księżyca. Z okien sączyło się ciepłe światło, jakby dopiero co wyszła, pozostawiając dom tylko na chwilkę. W środku było bardzo skromnie. W jednym rogu był spory kominek, naprzeciw którego po drugiej stronie stało łóżko, a po drugiej stronie pomieszczenia, pod jednym z okiem znajdował się stół kilka krzeseł. Dwa z nich były zajęte, co nieco mnie zaskoczyło. Dwoje młodych mężczyzn,  jeden przywiązany wydawał się przerażony, drugi z nich uradował się na widok sukkuba. Poczułem ukłucie zazdrości, gdy wypuściła mnie z objęć, zajmując się tamtym.
     - Kolejny? - zapytał z urażoną miną, przymilając się do kobiety. Spojrzał na mnie z niechęcią, na co nie pozostałem mu dłużny. Czarnowłosa odpowiedziała mu coś szeptem, co wywołało uśmiech na twarzy mężczyzny. Nie podobało mi się to, jednak nie wiedziałem jeszcze o co chodzi. Posłusznie za to usiadłem przy stole, tuż obok związanego.
     - Znam cię - powiedział cicho i dopiero wtedy zwróciłem na niego większą uwagę. Rzeczywiście, twarz wydawała mi się jakby znajoma, nie wiedziałem jednak skąd. Próbowałem do tego dojść i ułożyć sobie to w głowie, wtedy niestety przerwała mi demonica, każąc przenieść się w pobliże kominka. I uklęknąć przy sporej miedzy naznaczonej plamami rdzy.
     - Posiadasz ogromną siłę woli, jak przystało na Inkwizytora - przyznała, zalotnie przesuwając dłonią po moim karku aż poczułem dreszcze na całym ciele. Nieprzyjemne dreszcze. Szarpnąłem się, czując jej oddech na twarzy, ale ta wzmocniła uścisk na karku, do tego jej pomocnik dość szybko znalazł się po drugiej stronie, wykręcając mi rękę. - Jesteś wart dziesięciu mężczyzn, dlatego musimy się pospieszyć nim wróci twoja mała przyjaciółka.
     To nie była rdza. To była krew.
     Próbowałem ponownie się wyrwać, gdy dotarło do mnie, co szykowali. Walczyłem jednocześnie z nimi, ze sobą i mdłościami spowodowanymi rzucanym urokiem.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#60 02-04-2019 o 21h15

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Łąka okazała się pusta, ciemna i cicha. Nic zdawało się nie świadczyć o tym, co zdarzyło się tutaj chwilę wcześniej. Aż na ułamek sekundy nabrałam absurdalnych wątpliwości, czy to wszystko nie jest jedynie snem, a ja właśnie nie zaczynam zdawać sobie z tego sprawy. Jednak widok wyraźnie wydeptanej trawy, bardziej niż byłyby to w stanie zrobić zwierzęta, upewnił mnie, że wszystko dzieje się naprawdę. Niestety.
    Niespokojna zatrzymałam się w miejscu, gdzie wcześniej obserwowałam Balamontego i spróbowałam odtworzyć wydarzenia, by wiedzieć, gdzie powinniśmy się kierować. Zdenerwowanie i mało subtelnie okazywane zniecierpliwienie Inkwizytora nie pomagały w tym. Ale w końcu doprowadziłam go tam, gdzie musiałam się wcześniej bić — roślinność była tam inaczej zgnieciona, w kształt nieregularnego koła.
    — Tu go widziałam po raz ostatni — powiedziałam, namyślajac się. —Musieli pójść w stronę lasu.
    Nim skończyłam mówić, Pianetti kierował się już ku drzewom. Podążyłam za nim i szliśmy w ciszy. Pod osłoną gałęzi było już o wiele ciemniej, ale dziwnie ciszej, jakby wszystkie zwierzęta gdzieś się poukrywały. Czasem dało się jednak słyszeć jakiś szelest, a wtedy zastygaliśmy w bezruchu,  dopóki Inkwizytor nie dawał znaku dłonią. Odwracałam się też, co jakiś czas, lecz szybko przestałam widzieć kraniec lasu.
    Nie podobało mi się, że idziemy tak wciąż wprost, nie wiedziałam nawet ile czasu i byłam gotowa zapytać, czy to na pewno dobry pomysł, gdy Pianetti nagle skręcił w prawo. Spojrzałam w tę stronę i zobaczyłam leżącą kilkanaście metrów od nas białą chusteczkę. Od razu domyśliłam się, że jednak Balamonte spełnił moją prośbę i zostawił ślad.
    Dzięki tej wskazówce nasza dalsza droga okazała się o wiele łatwiejsza. Za polaną zobaczyliśmy drewnianą chatkę o jasnych oknach. Nie tego się spodziewałam, ale Pianetti nie wahał się.
    — Najpierw zajrzymy przez okna.
    Podeszliśmy pod jedną ze ścian tak cicho, że słyszeliśmy stłumione głosy dobiegające ze środka. Nie dało się jednak rozróżnić ani słowa. Inkwizytor gestem kazał mi zajrzeć do środka i z głośno bijącym sercem uniosłam głowę.
    To, co ujrzałam zupełnie mnie przeraziło. Nad misą, niczym rytualna ofiara, klęczał Balamonte, przytrzymywany przez jakiegoś chłopaka. Sukkub stał tuż obok, uśmiechając się z mroczną fascynacją.
    — Musimy już… — powiedziałam bezładnie, decydując za Inkwizytora.
    Wszystko potoczyło się później szybko. Drzwi nie były zaryglowane, więc weszliśmy do chaty bez żadnych forteli. A tam już panowało zamieszanie. Balamonte nie był już bezwolny, próbował się wyrwać z uścisku. Pianetti od razu rzucił się na sukkuba, ja musiałam zatrzymać mężczyznę, który chciał ruszyć mu na pomoc i ze szczerą rozpaczą wykrzyczał imię “Clarimonde!”. Był nieuważny, więc udało mi się powalić go na podłogę, chociaż szarpał się zaciekle i nie byłam w stanie nic więcej zrobić.
    Inkwizytor miał o wiele większy problem. Demonica wciąż mu umykała, ale nie była już tak pewna siebie, chociaż jego ciosy wciąż trafiały w powietrze.  Był jednak cierpliwy i wciąż powtarzał modlitwie. Próbowałam też, ale słowa rwały się za każdym razem, gdy trzymany przeze mnie chłopak próbował się oswobodzić.
    Nagle sukkub zasyczał, ale nie mogłam odwrócić głowy, by zobaczyć co się stało, bo mój przeciwnik chciał mnie przydusić. Odepchnęłam go i przyparłam do podłogi. Później usłyszałam słodki, błagalny głos demonicy.
    — Ezio, Ezio… Pomóż, a będę tylko twoja…


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#61 15-04-2019 o 00h01

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Czułem, że zaczynam przegrywać. Słodki głos sukkuba sączył się do moich uszu, czyniąc mnie z każdą kolejną chwilą coraz bardziej podatnym na jej rozkazy. Właściwie przestałem się niemal szarpać. Moje ciało zaczęło się buntować, odmawiając posłuszeństwa, mimo iż umysł nie był całkiem zamroczony magią demona.
     Nie chciałem kończyć w ten sposób - ginąc z ręki sukkuba, właściwie jakby na własną prośbę. Sam zwróciłem się do Pianettiego w związku z tą sprawą, co najwyraźniej miałem teraz przypłacić własną krwią. Przynajmniej miałem czyste sumienie w stosunku do Royes, udało jej się uciec i powiadomić Inkwizytora.
     Myśli jednak szybko się rozproszyły, gdy usłyszałem trzask drzwi i głos Pianettiego. Jeszcze nigdy w życiu tak nie ucieszył mnie jego widok, o czym oczywiście i tak się nie dowie. Mężczyzna w jednej chwili odciągnął ode mnie demonicę, Royes zaś zajęła się jej pomocnikiem. Magia sukkuba - Clarimonde jak się okazało - przestała doskwierać mi na tyle, bym zdołał odsunąć od siebie misę i podnieść się na nogi. Wciąż nie było na tyle dobrze, bym był zdolny do walki, za to nie przeszkadzałem w toczonej walce.
     A przynajmniej tak myślałem do czasu, aż Pianetti powalił demona na podłogę. Ta zasyczała wściekle, ponownie skupiając się na mnie. Chciałem uciec, a nie mogłem. Jej prośba i zarazem obietnica znów zmąciły myśli. Z jednej strony doskonale wiedziałem, co mnie czekało na końcu, jeśli spełnię jej prośbę, a z drugiej obietnica była niezwykle kusząca. Z mieszaniną uczuć spoglądałem jak Inwizytor wyciąga srebrne ostrze, a na twarzy sukkuba malował się coraz większy strach. Chyba wszyscy wiedzieliśmy do czego to zmierzało. Mężczyzna, którego przytrzymywała Royes szarpał się coraz zacieklej, wrzeszcząc przy tym imię demonicy.
     Sam za to nie mogłem się ruszyć jeszcze długo po tym, jak Pianetti uciszył demona. Zdałem sobie wtedy sprawę, że jej czary przestały na mnie działać jeszcze przed wtargnięciem, a wszelkie dolegliwości nie były związane z jej urokiem. To przeraźliwe zimno, mdłości i ciągłe brzęczenie w uszach musiało mieć gdzieś indziej swoje źródło. Może to był strach przed tym, co zaplanowano dla mnie.
     - Balamonte, otrząśnij się! - usłyszałem nad sobą głos mężczyzny, który dodatkowo potrząsnął mnie za ramię. - Jej urok już nie powinien na ciebie działać, nie byłeś aż tak długo zamroczony.
     - To nie jest... - szepnąłem, chcąc wyjaśnić, iż to nie wina uroku, jednak mdłości wzięły górę i zdążyłem jedynie wybiec za drzwi.
     Drogę powrotną do wioski pamiętałem jak przez mgłę. Pianetti prowadził zrozpaczonego mężczyznę, który widocznie zbyt długo był wystawiony na działanie magii sukkuba i nie rozumiał już, że to ona zrobiła mu krzywdę a nie my. Drugi zaś był w pełni władzy zarówno umysłowej jak i fizycznej. Musiał zostać porwany całkiem niedawno. Być może to nasz zaginiony z poprzedniego wieczoru. Royes musiała iść przede mną lub za mną, bo jedynie słyszałem  od czasu do czasu jak coś mówiła.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#62 27-04-2019 o 21h39

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Słodkie wołania demonicy okazały się jednak bezskuteczne, bo Balamonte wcale na nie nie zareagował. Stał nieporuszony, jakby nieobecny, wcale nie biorąc udziału w walce. Na szczęście nie potrzebowaliśmy jego pomocy, bo miała się zresztą ku końcowi. Jeszcze kilka wymian ciosów i sukkub zamilkł, wydając z siebie jedynie dźwięczne westchnienie, które doprowadziło do płaczu wyrywającego mi się mężczyznę. Przestał wierzgać i tylko dygotał, szlochając.
    Odwróciłam wreszcie głowę, ku Pianettiemu, który upewniał się, że demon jest już nieszkodliwy. W tym momencie nie wyglądał na statyczny monument, który zwykle przypominał. Później od razu podszedł do Balamontego, próbując wyciągnąć go z dziwnej obojętności. Oboje zaniepokoiliśmy się, gdy nagle wybiegł z chaty, ale na szczęście nie uciekał. Mimo to Inkwizytor kazał mi go przypilnować, a sam zajął się dwójką mężczyzn.
    Wyszłam na zewnątrz rozdygotana całą sytuacją i podeszłam do chłopaka, by zapytać go, jak się czuje, lecz nie odpowiedział na moje pytania. Nie naciskałam za bardzo, domyślając się, że jego milczenie może mieć wiele powodów. Może źle czuł się po działaniu magii. Może wstydził się tego, że jej się poddał. Niepokoiło mnie jednak to, że zdawał się ledwie stać na nogach. Czyżby sukkub już pozbawił go części sił?
    Wkrótce Pianetti wyszedł z chaty razem z więźniami demona. Jeden nadał łkał, drugi wydawał się tylko przestraszony, ale szczęśliwy, że został uwolniony.
    — Jeden z poszukiwanych — wyjaśnił Inkwizytor, po czym spojrzał na swojego ucznia, marszcząc czoło. — Powiedział coś więcej.
    Zaprzeczyłam tylko ruchem głowy i powiedział, że musimy wracać do gospody.
    Droga powrotna zdawała się dłużyć w nieskończoność. Inkwizytor prowadził płaczącego mężczyznę. Sama zmuszałam się do każdego kroku, bo zmęczenie z wszystkich ostatnich dni spiętrzyło się i uderzyło we mnie z całą siłą. Szłam ostatnia, by mieć oko na Balamontego, który wydawał się jeszcze słabszy.
    — Dobrze, że zostawiłeś tę chusteczkę — spróbowałam go zagadnąć, lecz daremnie. Wciąż milczał, a gdy podeszłam bliżej niego, zauważyłam, że jego spojrzenie jest dalej nieobecne.
    Nim dotarliśmy do wsi, wymieniłam jeszcze kilka zdań z Inkwizytorem, ustalając nasze następne kroki. Ostatecznie zdecydował, że wszystkich zabierzemy do gospody, a gdy wypoczną, zajmiemy się ustalaniem ich tożsamości.
    Karczmarz przywitał nas milczeniem, za którym zdawał się kryć przestrach pomieszany z podziwem. Bez cienia wahania zgodził się przygotować jeszcze miejsce dla odnalezionych. Mi jednak Pianetti kazał zabrać Balamontego na górę i dopilnować, by odpoczął. Miałam go zawołać w razie czego.
    Chwyciłam więc chłopaka za ramię i poprowadziłam na górę. Nie opierał się. Gdy szliśmy po schodach, słyszałam jeszcze płacz uwiedzionego przez sukkuba.
    — Jaśniejsza od boga! Porzuciłem go dla niej, a teraz…
    Potem krótki dźwięk spoliczkowania odbił się echem. Pianetti nie lubił bluźnierców.
    Ciemnym korytarzem doprowadziłam wreszcie Balamontego do naszego pokoju i usadowiłam go na łóżku. Jego spojrzenie nadal było nieobecne. Przysiadłam obok, nie bardzo wiedząc, co jeszcze mogłabym dla niego zrobić. Chociaż nie wiedziałam, co dokładnie mu jest, odczuwałam współczucie. Nie mogłam zapomnieć, że sama kiedyś byłam równie obojętna względem świata.
    — Musisz odpocząć — powiedziałam tylko.
    Cicho zaczęłam nucić jeden z wieczornych hymnów, próbując uspokoić samą siebie. Nie mogłam jednak zamknąć oczu, bo wtedy stawały mi przed nimi okropne obrazy sprzed chwili.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#63 07-06-2019 o 16h27

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Posłusznie szedłem za Royes, która prowadziła mnie do pokoju. Sam pewnie bym nie trafił, tylko został gdzieś przy którymś ze stolików. Najlepiej przy jak najbliżej rozgrzanym kominku. Nawet dotyk kobiety na moim ramieniu wcale nie wydawał się być ciepły.
     Usiadłem, opierając się łokciami na kolanach, zaś dłońmi zasłoniłem uszy i przymknąłem oczy, jakby to miało pomóc. Wcale nie pomagało, nawet nie przytłumiło dźwięków, jakie nie dawały mi spokoju. Wciąż to przeraźliwe brzęczenie, jakby wkoło mnie latał cały rój os. Do tego zimno, przez które zdrętwiały mi palce i nie mogłem się powstrzymać od szczękania zębami.
     Zaczął mnie również irytować głos, jaki dodatkowo zaczął się wdzierać do moich uszu. Był denerwujący, ale zarazem melodyjny i spokojny. Jedyny dźwięk, jaki byłem w stanie wychwycić i się na nim skupić, nie przyprawiając się o jeszcze gorszy stan.
     - Nie przestawaj - poprosiłem Royes, gdy zrozumiałem, że to był jej głos. Potrzebowałem czegoś, co skutecznie odciągnie moje myśli i pozwoli się uspokoić. A jej śpiew był jedynym, co było w stanie przedrzeć się przez to dziwne otępienie. Powoli też zabrałem dłonie od uszu, gdy w końcu udało mi się odsunąć wszystkie inne odgłosy. Nie byłem w stanie się tego pozbyć, ale mogłem zignorować i zebrać swoje myśli. Nie miałem pojęcia, co było tego powodem. Moc sukkuba zupełnie inaczej działała. Przez nią czułem się bardziej zauroczony i nic mi nie dolegało. Choć z drugiej strony to uczucie towarzyszyło mi nie pierwszy raz.
     - To możliwe, by magia sukkuba tak długo działała? - spytałem kobiety, dopiero teraz unosząc na nią wzrok. - Czy to możliwe, by ona wcześniej zaczęła rzucać urok? Albo by coś innego tak oddziaływało? Od początku naszego pobytu tutaj czuję... coś dziwnego - pokręciłem lekko głową, jednak dość szybko tego pożałowałem. Oprócz paskudnego samopoczucia, zmęczenie dopiero zaczynało dawać o sobie znać i ledwie mogłem skupić się na rozmowie z Royes.
     - A może to ze mną jest coś nie tak? - spytałem cicho. Mój spokój nie potrwał jednak tak długo jakbym chciał. Przez trwającą między nami ciszę, coraz bardziej narastały inne dźwięki, zmuszając mnie tym samym do ponownego zasłonięcia uszu, choć ochrona z tego była żadna. Chciałem odejść z tego miejsca jak najszybciej, nawet i teraz, w tej chwili. Sprawa została rozwiązana, nie potrzebowaliśmy więcej czasu. Niestety zdawałem sobie sprawę z tego, że zarówno Royes (jak i Pianetti) potrzebowała tego odpoczynku. W końcu była na nogach już nazbyt długo i wiele przeszliśmy tego dnia. Z resztą, wystarczyło spojrzeć na jej twarz. Poza tym sam nie byłem w stanie choćby się ruszyć. Ledwie mogłem utrzymać wyprostowaną sylwetkę, nie wspominając o tym, że dojście do stajni i osiodłanie konia było dla mnie niemalże niemożliwe.
     - Royes, wiem, że dzisiaj twoja kolej, ale pozwól, że tu z tobą zostanę - powiedziałem, opierając głowę na poduszce, z samego brzegu łóżka, nogi pozostawiając na podłodze. Przebranie się było zbędne, tak samo zdejmowanie butów czy płaszcza. Wiedziałem, że nie dam rady zrobić żadnej z tych rzeczy.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#64 01-07-2019 o 18h07

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Nadal nucąc wpatrywałam się w chłopaka, daremnie próbując odczytać coś z jego twarzy. Jego stan nadal jednak pozostawał dla mnie zupełnie niejasny. Szok? Skutek uroku? Mogłam zgadywać, ale nie chciałam. Póki co, wolałam czekać, obserwować. Może do rana poczuje się lepiej, kto wie.
    Nieco zaskoczyła mnie prośba Balamontego, ale oczywiście spełniłam ją. Zaczęłam śpiewać zupełnie wyraźnie. Hymn chwalił wieczorne niebo i noc jako czas odpoczynku, prosząc jednocześnie o bezpieczeństwo aż do rana. Niezbyt wyrafinowany tekst, lecz melodia przyjemna. Śpiewałam spoglądając w stronę okna, aż nie usłyszałam pytania.
    — Myślę, że tak — odparłam po chwili. — Mogła nas obserwować od dawna, a trudno stwierdzić, jakie dokładnie ograniczenia ma magia sukkuba. Może Pianetti coś więcej powie…
    Nie zapytałam, jak się czuje, ale jego głos brzmiał o wiele bardziej przytomnie. Z drugiej jednak strony informacja o tym, że już wcześniej źle się czuł nie była pocieszająca. I wiele mogło się za tym kryć.
    — To mogła być jedna z tych rzeczy, mogło to być też zwykłe zmęczenie — opowiedziedziałam łagodnie. — A może jesteś szczególnie wrażliwy na magię… Ale nad tym trzeba się zastanawiać, gdy odpoczniesz.
    Na szczęście i Balamonte o tym pomyślał. Położył się, mówiąc jeszcze, że zajmie część łóżka. Uważałam jednak, że powinien zająć całe i solidnie po tym wszystkim odpocząć.
    — Rozłóż się wygodnie — odparłam i umościłam się w fotelu.
    Byłam wyczerpana, pragnęłam tylko jak najszybciej zasnąć i na chwilę zapomnieć o wszystkim, ale byłam cała spięta i nie potrafiłam oddać się snom. Serce biło mi szybko, jakby gotowe w każdej chwili do nowego wysiłku. Wciąż przed oczami pojawiały mi się sceny z tamtej chatki, twarz sukkuba, emocje tamtych mężczyzn… Zastanawiałam się, co z nimi teraz będzie. Uwolnienie spod wpływu uroku to nie zawsze koniec problemów. Mogą się pojawić… konsekwencje.
    W końcu zasnęłam, ale dręczyły mnie koszmary. Śnił mi się sukkub, który zamiast jednej ze swoich ofiar przymilał się mi. Demonica uśmiechała się słodko, wyciągała ku mnie swą dłoń. Gładziła włosy, ramiona, przybierała wciąż nowe i nowe postaci. Rozpoznałam twarze dziewcząt ze swojego dawnego klasztoru, w których uśmiecham dostrzegałam wyrzut: zdradzisz i tym razem.
    Obudziłam się dosyć późno, ale wstałam jeszcze przed chłopakiem. Obolała wymknęłam się cicho z pokoju, chcąc coś zjeść. Żołądek skręcał mi się z bólu. Na dole natknęłam się na Inkwizytora siedzącego samotnie przy suto zastawionym stole. Wskazał mi miejsce naprzeciwko siebie.
    — Jak Balamonte?
    — Jeszcze śpi, ale jeszcze wczoraj zdawał się czuć trochę lepiej.
    Pokiwał tylko głową, po czym cichym głosem wyjaśnił mi, że odesłał już chłopaka, który lepiej się czuł. Z drugim jednak sytuacja była bardziej skomplikowana.
    — To duchowny z pobliskiego kościoła — wyjaśnił. — Trzeba tam pojechać i dowiedzieć się, czy mieszkańcy coś wiedzą.
    — Nie. Byliśmy tam i nie wiedzą, dlaczego zniknął — odparłam, łącząc sprawy. Więc i wielebny dał się zwieść…
    Pianetti był zadowolony. Kazał mi coś zjeść, a potem zobaczyć, co u Balamontego. Do południa mieliśmy być gotowi i ruszyć. Po wydarzeniach z poprzedniego dnia Inkwizytor wydawał się być wyjątkowo łaskawy.
    Najedzona wróciłam na górę, zastanawiając się, jak on po tylu latach przeżywa takie sytuacje. Takie i o wiele gorsze. Demony są niebezpieczne, ale to dosyć jednoznaczne przypadki.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#65 12-07-2019 o 22h17

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Odpowiedź Royes nie była zbyt optymistyczna, ale na lepszą nie miałem co liczyć. Sam nie wiedziałem co się ze mną działo, tym bardziej nie mogłem oczekiwać, że kobieta będzie mieć większą wiedzę. Może miała rację, iż Pianetti mógłby coś wiedzieć, ale mimo to nie za bardzo podobała mi się wizja zwierzania się Inkwizytorowi ze swojego złego samopoczucia.
     Royes pozostawiła całe łóżko do mojej dyspozycji, choć i tak przez większą część nocy nie byłem w stanie się ruszyć. Ból rozsadzał głowę, przez co mój sen był krótki i płytki. Obudziło mnie dopiero skrzypnięcie drzwi. Powoli otworzyłem powieki, przez dłuższą chwilę spoglądając na drobinki kurzu tańczące w promieniach słońca po drugiej stronie pomieszczenia. Przynajmniej nie słyszałem już nic i zniknęło to przeraźliwe brzęczenie.
     Syknąłem z bólu, gdy podniosłem się z łóżka. Spanie półsiedząco wcale nie było dobrym pomysłem. Bolały mnie wszystkie mięśnie od niewygodnej pozycji i musiała minąć dobra chwila zanim wstałem na nogi i podszedłem do niewielkiej miedzy w kącie pokoju. Przemyłem twarz zimną wodą, by się do końca rozbudzić, a chwilę potem do pokoju weszła Royes. Rzuciłem kobiecie tylko przelotne spojrzenie, mamrotając do niej coś na powitanie. Najchętniej zaraz bym wrócił do łóżka, nawet tak mało wygodnego. Chociaż właściwie to spanie na podłodze też nie było takie złe…
     - Co ci… - zacząłem pytanie, wskazując na nadgarstek kobiety, ale zaraz też wszystko sobie przypomniałem. Ta rana na jej ręku powstała z uderzenia mojego miecza. To ja ją zrobiłem pod wpływem uroku demonicy. - Wybacz mi, wcale… nie chciałem - to chyba nie było najlepsze wytłumaczenie, bo w tamtym momencie zdecydowanie chciałem zrobić jej krzywdę. W ramach rekompensaty uznałem, iż opatrzę jej zranienie. Może to marne zadośćuczynienie, jednak nie, zamierzałem ustąpić. W międzyczasie usłyszałem od kobiety o planach Pianettiego.
     Wyruszyliśmy tuż przed południem, tak jak zamierzył sobie Inkwizytor. Szliśmy pieszo do sąsiedniej wioski, prowadząc konie ze względu na mężczyznę jakiego ze sobą zabraliśmy. Był to ten sam, który tak ochoczo służył Sukkubowi. I o dziwo ten sam, który był zaginionym duchownym. Niemal parsknąłem śmiechem, gdy się o tym dowiedziałem. On, duchowny od lat, uległ demonowi tak łatwo, podczas gdy ja sam, nieobdarzony ledwie jeszcze uczeń Akademii, potrafiłem się po pewnym czasie oprzeć urokowi.
     Szanownego duchownego zostawiliśmy tam, skąd uciekł. Jak widać informacja o jego zniknięciu doszła już do odpowiednich uszu i na miejscu spotkaliśmy jego zastępcę, któremu zostawiliśmy pod opieką "zbłąkaną duszę". Urok miał minąć w ciągu najbliższych dni bądź też godzin więc zaraz potem skierowaliśmy się w stronę pierwotnego miejsca naszej podróży.
     Pianetti po drodze napominał coś o kobiecie okrzykniętej wiedźmą, a my mieliśmy to sprawdzić. Na tą wieść tylko wywróciłem oczami. Już o nie jednej takiej sprawie słyszałem. Zdecydowana większość była historyjkami zmyślonymi przez ludzi, którzy nie mieli co robić. Niestety Inkwizycja musiała sprawdzić każdy taki zarzut. W końcu nigdy nie wiadomo w jakim zakątku można trafić na prawdziwą wiedźmę.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#66 14-07-2019 o 18h49

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Gdy wróciłam do pokoju na górze, zobaczyłam, że Balamonte zdążył już się obudzić. W wpadającym przez brudne okno świetle mogłam jeszcze zobaczyć zmęczenie na jego twarzy, ale i tak wydawało mi się, że wygląda lepiej. Nadal jednak była w jego zachowaniu pewna słabość, chociaż może więcej przytomności.
    Sama jednak nie byłam do końca świadoma, jak się okazało. Na początku nie zrozumiałam, o czym mówi i dopiero spojrzawszy na swoje ramię, zobaczyłam brudną, ale zasklepioną ranę. Chociaż naturalnie czułam ją, to jednak byłam na tyle obolała, że nie zdążyłam o niej pomyśleć i nawet jej oczyścić. Jednak chłopak zaoferował, że sam to zrobi.
    — Myślę, że gdybyś chciał, zrobiłbyś to sprawniej — odparłam, uśmiechając się krzywo.
    Balamonte całkiem sprawnie poradził sobie z zabezpieczeniem rany, a ja w tym czasie zdążyłam mu opowiedzieć, kim jest jeden z mężczyzn i jakie plany ma Pianetti.
    Wczesnym południem ruszyliśmy. Zboczyliśmy nieco z drogi, by odprowadzić duchownego do jego kościoła, który tym razem był już otwarty. Mieszkańcy doczekali się przybycia nowego kapłana, który obiecał zająć się delikatną sprawą swojego poprzednika. Szybko mogliśmy więc odjechać i przez to nawet nie pomyślałam o tym, że moglibyśmy oddać pożyczone krucyfiksy. Przypomniałam sobie o tym kilka godzin później i było mi to dziwnie obojętne.
    Dalej podróżowaliśmy już konno, do czego powoli zaczynałam się przyzwyczajać. Pianetti  bez większego entuzjazmu opowiedział nam o czekającej nas sprawie. Zapowiadała się na jedną z tych, do których Inkwizycja podchodziła raczej sceptycznie. Owszem, często w takich wypadkach okazywało się, że podejrzana jest winna jakichś drobniejszych przewinień, ale niezwykle rzadko udawało się schwytać prawdziwe czarownice. Na te, jak mawiał Rupollo, nikt nie wskazuje palcem. Są zbyt przebiegłe i nieuchwytne.
    Późnym wieczorem zatrzymaliśmy się przed samotną gospody. Byliśmy już blisko od celu, ale Inkwizytor zarządził postój, nie tłumacząc się ze swojej decyzji. Tym razem właściciele okazali się niezwykle przyjaźnie nastawieni. Szybko wpuścili nas do środka, posadzili przed stołem blisko kominka i podali nam posiłek. Kobieta dużo mówiła, nie zwracając uwagi na nasze milczenie, a po kolacji zaprowadziła nas do pokoi. Znów Pianetti dostał własny, a ja i Balamonte wspólny — ale tym razem z dwoma łóżkami. Byłam lekko rozbawiona, bo po jej słowach poznałam, że nie spoglądała na mnie uważnie i myślała, że jestem mężczyzną.
    Myślałam, że po jej odejściu, wszyscy będziemy mogli odpocząć, ale Inkwizytor od razu poprosił do siebie chłopaka na rozmowę. Chyba wszyscy wiedzieliśmy, czego będzie dotyczyć, więc bez pytań sama weszłam do pokoju, rzucając tylko okiem na to, jaką minę ma Balamonte.
    Zostawiłam swoje rzeczy na jednym z łóżek i postanowiłam wykorzystać chwilę samotności, by przebrać się i obmyć się w przygotowanej, jeszcze ciepłej wodzie z miednicy. Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że bez starań słyszę doskonale rozmowę toczoną za ścianą. Zmieniając ubrania mimowolnie się więc jej przysłuchiwałam. Może nie było to zachowanie godne pochwały, ale czy miałam sobie zatkać uszy?
    — Muszę wiedzieć wszystko o twoim stanie, Balamonte — odezwał się Pianetti. — Nie zamierzam się z tobą obchodzić jak z jajkiem, ale jeżeli klątwy działają na ciebie nietypowo, muszę wiedzieć. Albo jeśli masz inne pomysły…
    Położyłam się do łóżka, czekając, czy Inkwizytorowi uda się coś wyciągnąć z Balamontego.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#67 19-07-2019 o 12h26

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Sądziłem, że nie będziemy się zatrzymywać po drodze, nawet pomimo późnej pory. Do wioski wcale nie było daleko, a żaden z karczmarzy nie odważyłby się nie otworzyć drzwi swego przybytku przed Inkwizytorami, nawet w środku nocy. Dlatego nieco zaskoczyła mnie decyzja Pianettiego. Dyskutowanie z nim w tym temacie też nie miało sensu więc pozostało nam jedynie się dostosować.
     Na szczęście tym razem wraz z Royes dostaliśmy osobne łóżka, choć wciąż w tym samym pokoju. Wciąż było to drobnym niedogodnieniem, ale bardziej znośnym niż spanie na podłodze czy śmierdzącym fotelu.
     Zdążyłem zostawić tylko swoje rzeczy pod drugim z łóżek i poszedłem na spotkanie z Pianettim. Westchnąłem tylko w odpowiedzi na pytanie mężczyzny. Zrozumiałem wtedy, że chyba bardziej obawiał się tego, iż będę większą przeszkodą niż pomocą w następnym zadaniu. Po tym jak łatwo pozwoliłem się omotać sukkubowi, Inkwizytor mógł mieć całkiem słuszne przypuszczenia, że jeżeli trafimy jednak na prawdziwy trop wiedźmy, to mógłbym ulec jej równie łatwo. To również tłumaczyło wcześniejszy postój - Pianetti chciał wiedzieć na czym stoi i przeprowadzić tą rozmowę póki byłem w pełni świadomy.
     - Nic mi już nie jest. Klątwa demonicy przestała na mnie działać jeszcze za jej życia… - odpowiedziałem, nie wspominając jaki był to dokładnie moment. Właściwie to dziwnym było, iż tak szybko jej urok stracił na sile. Mogłem go odeprzeć niedługo po jego rzuceniu, by pozwolić Royes na ucieczkę, a potem ponownie gdy zrozumiałem, jaki los dla mnie szykowano. Być może to było przyczyną tych wszystkich mdłości i zawrotów głowy. - Myślę, że moje złe samopoczucie było tylko skutkiem ubocznym klątwy. Nie wiem dokładnie dlaczego, to są tylko moje domysły, bo nigdy wcześniej nie miałem styczności z czymś takim - wzruszyłem ramionami, nie dodając nic więcej. Nie wspomniałem o tym, że od początku pobytu w tamtym miejscu coś było nie tak. Wiedziała tylko Royes, a jeżeli się nie wygadała, Inkwizytor nawet o tym nie wspomni. W przeciwnym wypadku mógłby uznać, iż nie jestem zdolny do dalszego wykonywania zadania, co skutkowałoby niezaliczeniem go zarówno przeze mnie jak i przez samą Royes. A do tego nie mogłem dopuścić. Może nie posiadałem daru, ale to nie oznaczało, że miałem odpuszczać przez swoje słabości.
     - Nawet jeśli z jakiegoś powodu Bóg poskąpił mi umiejętności, to nie jestem aż tak beznadziejny, by musiał się pan Inkwizytor przejmować moim stanem. To była chwilowa słabość, do której więcej nie dopuszczę - śmiało odpowiedziałem mężczyźnie, choć pod naporem jego wzroku zacząłem wątpić, czy aby na pewno wszystko pójdzie po mojej myśli. Pianetti przez dłuższą chwilę przyglądał mi się nieodgadnionym spojrzeniem. Wydawało mi się nawet, że nie do końca był zadowolony.
     - W takim razie spraw, żebym nie musiał żałować swojej decyzji, a ty swoich słów. Teraz zejdź mi z oczu, Balamonte. I pamiętaj, że wyruszamy dalej skoro świt. Lepiej, byś nie zaspał wraz z Royes - skinąłem głową w odpowiedzi i wyszedłem z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
     Do pokoju obok wszedłem równie cicho w razie gdyby kobieta już spała. Leżała na swoim łóżku więc nie zamierzałem sprawdzać, czy rzeczywiście śpi. Zrzuciłem wierzchnie ubranie i buty, przebierając się w czystą koszulę oraz przemywając twarz i ręce wodą. Otworzyłem przy tym okno, wpuszczając do środka nieco nocnego, wciąż ciepłego jeszcze powietrza, po czym sam się położyłem, by trochę odpocząć. W końcu następny dzień zapowiadał się równie pracowicie jak poprzednie.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#68 01-08-2019 o 17h53

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Już po pierwszych słowach Balamontego zdałam sobie sprawę, że choćby miał jakieś domysły, nie zdradzi ich Inkwizytorowi. Nie da się przycisnąć. Pomyślałam jednak, że pewnie i Pianetti ma własne pomysły, a przecież się z nami nie dzieli. Oczywiście miał do tego większe prawo, ale powinien chociaż spodziewać się wzajemności.
    Nie czekając na dalszy rozwój rozmowy, położyłam się do łóżka. Nadal dobrze słyszałam głosy mężczyzn, ale ignorowałam ich sens. Tylko “Bóg poskąpił mi umiejętności” zapadło mi w pamięć, nie chciałam jednak snuć domysłów, co konkretnie chłopak miał na myśli. Zresztą, trudno było nawet stwierdzić, na ile poważnie to powiedział.
    Gdy Balamonte wrócił do pokoju, miałam już zamknięte oczy i powoli zasypiałam. Zmęczona zasnęłam, zanim on zdążył się położyć. W nocy śniłam, że błądziłam od wioski do wioski pośród lasów, ciągle natrafiając na coś, co nie pozwalało mi zostać. Gdy obudziłam się o świcie, pamiętałam jednak, że było coś przyjemnego w tym śnie, ale nie potrafiłam przywołać konkretnego obrazu.
    Tego dnia również ruszyliśmy wcześnie, na trawach wisiały jeszcze przemarznięte krople rosy. Powoli zbliżały się jesienne przymrozki, a potem także i zima. Niebo było szare, wilgoć wisiała w powietrzu, ale przynajmniej nie padało.
    Przed południem zauważyliśmy, że las się przerzedza, a teren staje się bardziej wyżynny. Wkrótce też zobaczyliśmy rzekę i położoną za drewnianym mostem, na swego rodzaju półwyspie, osadę. Już z daleka można było stwierdzić, że jest to już raczej miasteczko niż wieś, a zaczątki nowych budowli świadczyły, że właśnie prężnie się rozwija.
    Przed mostem stał nawet strażnik, który sprawdzał, kto przechodzi przez rzekę. Pianetti wypytał go ostrożnie, do kogo powinniśmy się udać. Ten wskazał nam pokaźny dom przy placyku służącym za rynek.
    — Tam mieszka nasz burmistrz, on na pewno będzie wiedział    — rzekł spokojnie, a Pianetti zmarszczył czoło.
    — Burmistrz — mruknął pod nosem, gdy przejeżdżaliśmy już nad rzeką. — Przecież to nawet nie miasto.
    Łatwo było się domyślić, że Inkwizytor podejrzewał mieszkańców o samowolę. Szczerze mnie to zaniepokoiło. Mogło się okazać, że sprawa czarownicy będzie tylko jednym z wielu problemów, na jakie się natkniemy. Miałam nadzieję, że Pianetti na razie nie będzie się tym zajmował — w trójkę byłoby to bardzo nierozsądne. Ale z drugiej strony ci ludzie powinni być świadomi, że i w takich sprawach Inkwizycja nie raz interweniowała, mając przecież ogromny wpływ na politykę. Inkwizytorzy nie przepadali za miastami, które chciały same o sobie decydować. Na pewno też nie lubili wiosek, które postanawiały nazwać się miastami i wybierać samowolnie burmistrza.
    A jeśli to pułapka i żadnej czarownicy nie ma? Chcieliby Inkwizytora za zakładnika? Nie, to nie miałoby sensu. Tym bardziej by ich wybito.
    Mieliśmy okazję przyjrzeć się życiu osady. Domów i mieszkańców nie było aż tak wiele, ale wyglądało na to, że kwitł rzeczny handel. Ciekawe, czy mieli na to odpowiednią zgodę… Po minie Inkwizytora zgadywałam, że nic mu o tym nie wiadomo.
    — Wygląda na to, że czarownica raczej nie rzuciła im klątwy na interesy — szepnęłam do Balamontego trochę bez zastanowienia.
    W końcu dotarliśmy do wskazanego domu. Otworzył nam służący i zaprowadził do pokoju stanowiącego coś w rodzaju niezbyt wystawnego, ale schludnego salonu. Ledwie usiedliśmy, a do środka wszedł krępy, ale energiczny mężczyzna. Nasz widok zdawał się sprawiać mu wielką przyjemność. Był ubrany jak zwykły mieszczanin, ale jego gesty miały w sobie coś arystokratycznego.
    — Wasza Świątobliwość — przywitał się z Pianettim i nam również uprzejmie skinął głową. — Dzięki niebiosom za wasze przybycie, zaczynałem się martwić, że po drodze stało się coś złego. Drogi teraz niebezpieczne.
    - Owszem — odparł sucho Inkwizytor. — Lecz nie dla Inkwizycji.
    Pianetti chciał jak najszybciej dowiedzieć się o szczegółach sprawy, lecz ów burmistrz oznajmił, że najpierw musimy zjeść obiad, pieczeń jego żony. Poza tym poinformował nas, że będziemy jego gośćmi, bo “nasza gospoda to jeszcze speluna”.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#69 05-08-2019 o 00h15

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Uniosłem brwi, przysłuchując się krótkiej wymianie zdań pomiędzy Inkwizytorem a strażnikiem przy bramie. To nie było zbyt często spotykane, aby wioska sama nazwała się miastem. Może i się rozwijała, jednak wnioskując po słowach Pianettiego, jeszcze nie uzyskała miana miasta. Właściwie powinienem się tym bardziej przejąć… ale z drugiej strony nie przyszliśmy tu w tej sprawie. Polityka miast i wsi nie leżała w naszym obowiązku, choć jeżeli stoi za tym bluźnierstwo lub chciwość, to i na ten aspekt powinniśmy zwrócić uwagę. Zadziwiające jak często polityka wiąże się z religią.
     - Chyba inaczej dała im się we znaki - kiwnąłem głową, przyznając tym samym rację Royes. - Muszą mieć poważny problem, skoro w swojej sytuacji prosili o pomoc Inkwizycję.
     Dom burmistrza nie wyglądał bardzo wystawnie. Podłogi nie były wykładane marmurem, w oknach nie było kolorowych witraży, a kubki i talerze nie były zdobione złotem. Odniosłem całkiem pozytywne pierwsze wrażenie ze spotkania z tym człowiekiem.
     - Cóż za miła odmiana - zwróciłem się do Royes, gdy każde z nas otrzymało swój pokój. Mieliśmy tylko pozostawić swoje rzeczy i zejść na obiad, dlatego tylko pobieżnie rozejrzałem się po pokoju. Niewielki, ale czysty, ze świeżą pościelą na łóżku, a nie sienniku, z zawieszonymi białymi firanami i haftowanym bieżnikiem na niewielkim stole. Do całości brakowało mi jedynie wazonu z polnymi kwiatami.
     Po zejściu do jadalni okazało się, iż obiad będzie wyglądał nieco inaczej niż to sobie wyobrażałem. Przy stole oprócz samego burmistrza zasiadała jego żona oraz cała piątka ich dzieci. Rzuciłem krótkie spojrzenie Pianettiemu, któremu widocznie zrzedła mina, a następnie na całą rodzinę zebraną przy posiłku. Sam burmistrz przedstawił się nam jako Belvilio Orvil, po tym wymienił imiona swoich dzieci i żony. Właściwie zapamiętałem tylko imię dwójki najstarszych z dzieci - osiemnastoletniej Estarii i jej dwa lata starszego brata Lorcana. Reszta jakoś mi umknęła.
     W Akademii mieliśmy również wspólne posiłki w jadalni. Tam jednak przyzwyczaiłem się do tych samych twarzy przy jednym stole. Tutaj jednak, siedząc pomiędzy Royes a jednym z najmłodszych z dzieci, mając naprzeciw siebie Estarię i drugą z córek burmistrza, nie czułem się w nastroju do posiłku. Czułem na sobie zaciekawione spojrzenia dzieci, a w szczególności najmłodszego jedenastolatka. Miałem wrażenie, jakby chłopiec chciał zaraz przymierzyć mój płaszcz albo sprawdzić, czy ostrza sztyletów są prawdziwe. Choć ukryte, to miałem wrażenie jakby wiedział gdzie są.
     Gospodyni wraz z jedną służącą postawiła na stole pieczeń oraz całkiem sporo duszonych ziemniaczków. Przez ostatni czas lekceważyłem posiłki, dlatego mimo początkowej niechęci, szybko zabrałem się za swoją porcję. Poza tym uznałem, że im szybciej skończymy obiad, tym szybciej będziemy mogli przejść do sprawy z wiedźmą, skończyć ją i wracać.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (06-08-2019 o 20h26)


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#70 07-08-2019 o 13h41

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Pokiwałam głową na słowa Balamontego. Osobne, czyste pokoje, przyjemnie pachnące dzięki drewnianym meblom, chyba niedawno wykonanym. Kilka haftowanych dodatków. Zostawszy na chwilę sama, usiadłam na łóżku, przywołując wspomnienie rodzinnego domu. Tak, matka umiała haftować bardzo podobne kwiaty, to musiał być ten sam wzór. Uśmiechnęłam się blado. Nie tęskniłam bardzo za rodziną, ale czułam przyjemną nostalgię. W przeciwieństwie do życia w klasztorze, z domu zostały mi już tylko łagodne wspomnienia, o troskach zapomniałam.
    Zeszliśmy na obiad, którego przyjemny zapach unosił się po domu. Gościnny burmistrz zaprosił nas do wspólnego stołu razem z całą jego rodziną: żoną i piątką dzieci, całkiem już sporych. Przedstawił siebie i wszystkich pozostałych. Powtórzyłam w myślach wszystkie imiona, ale wiedziałam, że nie wszystkie od razu skojarzę z twarzami. Wiedziałem, że na pewno zapamiętam najmłodszą córkę, Clarę. Miała na imię tak samo jak moja siostra i nawet przywodziła mi ją na myśl, chociaż wyglądała zupełnie inaczej. Inaczej też ode mnie, Balamontego i Inkwizytora. Cała rodzina Orvil miała raczej jasne włosy i niebieskie lub szare oczy. Więc nie tylko strojem wyróżnialiśmy się na ich tle.
    Zresztą, obserwowano nas. Burmistrz czynił to z uprzejmości, zagadując Pianettiego, jego żona ciepło się do nas uśmiechała, a dzieci spoglądały podekscytowane. Starsze trochę bardziej się kryjąc, młodsze, zwłaszcza mały Emilio wpatrywał się w Balamontego z nieskrywaną fascynacją. Byłam już pewna, że będzie musiał kiedyś dać mu lekcję fechtunku.
    Gdy gospodyni podała pachnącą ziołami pieczeń i ziemniaki, Pianetti zarządził modlitwę. Po krótkiej formułce mogliśmy się częstować. Coraz więcej rozmawiano również przy stole. Dziewczynki szeptały między sobą, niezdarnie próbując to ukryć. Pani domu co chwilę nakłaniała nas, byśmy brali dokładkę. Mnie nie trzeba było namawiać, ale jadłam powoli, rozkoszując się smakiem.
    — Nie wiedziałem, że Inkwizytorzy tak długo się przygotowują do swojej roli, Wasza Świątobliwość — burmistrz kontynuował pogawędkę z Pianettim. — Podziwiam was za tyle lat nauki — zwrócił się do nas.
    — Spotkał nas wielki zaszczyt, że mieliśmy taką szansę — odparłam tak, jak wydawało mi się, że należało.
    — Proszę mi wybaczyć — zaczął najstarszy syn i przeniosłam na niego wzrok. — Ale nie wiedziałem, że kobiety mogą szkolić się na Inkwizytora.
    Nie zdziwiło mnie to pytanie, musiało w końcu paść. Pewnie krążyło wszystkim po głowie, odkąd tu weszliśmy — czy oby na pewno jestem uczennicą Inkwizycji?
    — W szczególnych wypadkach — odrzekł Pianetti, spoglądając na niego poważnie. — Jednak, podobnie jak nasi bracia kapłani i zakonnicy, Inkwizytorzy są przede wszystkim sługami bożymi, nie mężczyznami i kobietami. — Uśmiechnął się z pewną ironiczną pobłażliwością.
    Po obiedzie burmistrz zaprosił nas znowu do salonu, by omówić szczegóły sprawy. Dziewczynki pomagały mamie posprzątać po obiedzie, a chłopcy wyszli na zewnątrz.
    — Jak mówiłem — zaczął Inkwizytor, siadając w fotelu. — Wysłucham razem z uczniami, a później zostawię z ich sprawą. Oczywiście zostanę w… mieście. Mają wolną rękę, ale proszę się nie martwić, będę nad wszystkim czuwał. Proszę się nie martwić.
    Lekko zdziwiłam się. Nie myślałam, że Pianetti tak szybko pozwoli nam na taką samodzielność. Właściwie powinien. Może też nakłoniła go do tego inna sprawa. Wydawał się zirytowany samowolą miasteczka, może chciał to zbadać.
    — Więc… Co zdarzyło się najpierw? I kiedy? — zapytałam, rozumiejąc, że my musimy przejąć inicjatywę.
    — Zacząłem się niepokoić jakiś rok temu — powiedział burmistrz, nieco pochmurniejąc. — Puente Verde rozrastało się, przybywało nam ludzi. Ci, co tu mieszkają dłużej narzekali. No, bali się obcych, pomyślałem. Oskarżali ich o kradzieże, jakieś psikusy. Czary też, ale nie przejmowałem się. Ludzie przecież różne rzeczy gadają, prawda?
    Pokiwałam głową. Mężczyzna zdawał się mieć wyrzuty sumienia, że zareagował tak późno.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#71 09-08-2019 o 19h35

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Podczas posiłku przy stole toczyły się całkiem proste i niezobowiązujące rozmowy. Choć głównie to rozmawiał sołtys z Pianettim, czasem wtrąciła się również jego żona, pytając czy komuś jeszcze dołożyć jedzenia. Została również wyjaśniona kwestia kobiet w Inkwizycji, co zazwyczaj najbardziej ciekawiło ludzi. Przecież jak to słaba kobieta mogłaby głosić wiarę na podobieństwo duchownych. Dla niektórych z nich było to niczym obelga i policzek w twarz. Jednak tym właśnie Inkwizycja różniła się od instytucji Kościoła - w jej szeregach na równi stali i mężczyźni i kobiety, będąc przede wszystkim sługami Bożymi, jak słusznie zauważył Pianetti.
     Wkrótce też po obiedzie mężczyzna zaprowadził nas do salonu, gdzie postanowił dokładniej wyjaśnić sprawę. Pierwsze słowa Inkwizytora zdziwiły mnie tak samo jak Royes, co było widoczne po jej minie. Jednak nie podważałem jego decyzji. Może uznał, że ma ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie wiedźmy w miasteczku, a może po wcześniejszych wydarzeniach stwierdził, iż i z tą sprawą sobie poradzimy sobie bez jego pomocy. W końcu w kwestii sukkuba nie kiwnął nawet palcem jeśli nie liczyć pozbawienia jej życia. Chociaż gdybym nie uległ jej urokowi, to i zapewne interwencja Pianettiego byłaby zbędna.
     - Ktoś zaczął kraść i robić mieszkańcom żarty, tak? - spytałem, spoglądając na burmistrza, który najpierw pokiwał głową, by zaraz również zaprzeczyć.
     - Tak, ale to nie były zwykłe kradzieże ani psikusy. Nie kradziono pieniędzy, biżuterii ani innych kosztowności - mężczyzna na chwilę zamilkł, aby się rozejrzeć i dopiero potem kontynuował, tym razem znacznie cichszym głosem. - Komuś zniknęły gwoździe, które odnaleziono w jedzeniu dla zwierząt. Drugiemu zaginął sznur ze studni od wiadra, na którym znaleźliśmy potem wisielca, rzucanie kamieniami w okna, martwe kury na progach, zostawianie niebezpiecznych i ostrych rzeczy w miejscach, gdzie bawią się dzieci. Kilku mieszkańców bardzo na tym ucierpiało, a miejscowa lekarka ma cały czas ręce pełne pracy. A dwa tygodnie temu… - ponownie umilkł, a w jego oczach dostrzegłem obawę i niemal przerażenie. Dopiero ponaglony kilkoma słowami odezwał się tym razem szeptem. - Młoda kobieta została zamordowana we własnym domu.
     - Probowaliście na własną rękę szukać sprawców? Może to ktoś z mieszkańcom jest winny - zacząłem, ale burmistrz już kręcił przecząco głową.
     - Nikt z miasteczka nie dopuściłby się tak okrutnych czynów. Ciała zwierząt były w strasznym stanie za to zwłoki kobiety… - mężczyzna pobladł na samo wspomnienie, zaciskając dłonie w pięści - To było… było… - burmistrz opisał nam makabryczny widok jaki zastał we wspomnianym domu. Kobietę w takim stanie znalazła matka, która podobno po tym wszystkim zwariowała. Sam nie wiedziałem co powiedzieć przez dłuższy czas aż w końcu odezwał się Pianetti, pytając o podejrzaną, która miała dokonać tej zbrodni.
     Wedle słów burmistrza odpowiedzialną była kobieta mieszkająca na samym skraju miasteczka, która wprowadziła się tam nieco ponad rok temu, gdy zaczęły dziać się te niepokojące rzeczy. Był również święcie przekonany, iż to ona jest winna i nie chciał słyszeć o niczym innym.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#72 18-08-2019 o 21h25

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Burmistrz wyraźnie spinał się, gdy przyszło mówić mu o problemach z jakimi boryka się miasto. Wcześniej z zadziwiającą łatwością skrywał zmartwienia pod maską wręcz jowialności. Zwykle nie lubiłam takich ludzi, ale w tym było coś niezwykle sympatycznego. I ta gościnność. To wzmocniło moją chęć, by mu pomóc.
    Na początku jego historia nie brzmiała zbyt strasznie. Ot, ktoś spłatał komuś nieszkodliwego psikusa, może najwyżej naprawdę chciał skrzywdzić zwierzęta, ale ostatecznie chyba nie zjadłyby one metalu. Zresztą, gwoździe znaleziono. Jednak dalej, wraz z pojawieniem się w niej wisielca, opowieść mroczniała. Czy w ogóle ktoś stwierdził, czy ten człowiek sam się powiesił? Czy to morderstwo?
    Wszystkie pozostałe “psikusy” brzmiały jak rodzaj ostrzeżeń, preludia tego, co dopiero miało nadejść. Tak przynajmniej dla mnie to wyglądało. Ta młoda dziewczyna… Trzeba poznać szczegóły zbrodni, jak zginęła, jakie miała powiązania z innymi poszkodowanymi. A może to wcale nie było powiązane? Winnych mogło być wielu i wcale nie musieli współpracować.
    Nie mogłam powstrzymać zmarszczenia czoła, słysząc o domysłach burmistrza. Oczywiście że należało sprawdzić tych, którzy przybyli do miasteczka niedawno, ale to, że ciała były w okropnym stanie, nie było żadnym argumentem, że zbrodni dopuścił się ktoś “obcy”. Poczułam się wręcz zirytowana jego upartością. Zastanawiałam się, czym wskazana przez niego kobieta zasłużyła sobie na takie oskarżenia. Gdy próbowałam dopytać, zaczął tylko mówić o tym, że źle jej z oczu patrzy.
    — Przyjrzymy się jej, oczywiście — powiedziałam w końcu łagodnie. — Ale to może być zupełnie ktoś inny. Zresztą, sprawy mogą się w ogóle nie łączyć. Mogą w to być wplątane… nieczyste siły, ale nie muszą. W każdym razie, gdy dowiemy się czegoś, będziemy mieć podejrzenia, porozmawiamy z panem.
    Wcale nie byłam przekonana, że należy się z nim dzielić wszystkimi informacjami, ale wolałam go uspokoić. Niedobrze, by ludzie w takich sytuacjach panikowali. Strach potrafi prowadzić do okropnych zbrodni.
    Po rozmowie z burmistrzem Pianetti zamienił z nami jeszcze kilka słów. Poinformował nas, że będzie obserwował nasze poczynania i że ma nadzieję nie interweniować. Miał też przesłać nam później informację, gdzie się zatrzymał, gdybyśmy czegoś potrzebowali.
    — Macie jednak nie przychodzić z każdą drobnostką. Piszcie za to raport o postępie sprawy. I do roboty.
    Nie zamierzaliśmy zwlekać. Postanowiliśmy z Balamontem jedynie zabrać potrzebne rzeczy z pokoi i od razu udać się porozmawiać z mieszkańcami i przybyszami. Gdy jednak weszłam do swojej sypialni, natknęłam się na Clarę, która właśnie kładła na moim łóżku jakieś ubrania. Wzdrygnęła się na mój widok. Nie usłyszała, że wchodzę.
    — Ja przepraszam, ale mama powiedziała, żeby przynieść Ci… Wam… ubrania, gdybyście chcieli się przebrać po podróży i uprać wasze szaty — wyjaśniła.
    Uśmiechnęłam się do niej ciepło i poprosiłam, by podziękowała za ten miły gest. Dodałam jeszcze, że może mówić mi na ty. Jeszcze jestem jedynie studentem. Dziewczynka zrobiła się nieco pewniejsza i zapytała, czy w ogóle mogę nosić takie suknie.
    — Czasem mogą się przydać — odparłam, a w mojej głowie zrodził się pomysł. Szalony, ale jednocześnie dziwnie kuszący.
    Przeprosiłam ją na chwilę i zapukałam do pokoju Balamontego. Gdy pozwolił mi wejść do środka, zaczęłam mu wyjaśniać, co przyszło mi do głowy po tym, gdy córka burmistrza przyniosła te ubrania.
    — Mogłabym się przebrać i podsłuchać, co wtedy ludzie mówią. Inkwizycji czasem mówią mniej, czasem więcej. Ale często inaczej. W każdym razie inna perspektywa mogłaby nam się przydać — mówiłam, sama jednak nie będąc pewną, czy to nie jest głupi pomysł. — Trzeba też korzystać z tego, póki jeszcze nie znają dobrze naszych twarzy. Jak sądzisz?


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#73 25-08-2019 o 22h08

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Do końca rozmowy z burmistrzem nie odzywałem się, słuchając tego co mówił w odpowiedzi na pytania Royes. Mentalność tego człowieka była dość typowa. Obca kobieta i dziwny zbieg okoliczności sprawiły, że na nią spadły wszelkie podejrzenia. Być może zajmowała się jakimś zielarstwem albo była typem samotnika, burmistrz nie za wiele nam powiedział w tym temacie, wciąż powtarzając, iż to właśnie ją powinniśmy sprawdzić, a najlepiej pozbyć się jej z ich miasteczka. Kobieta ta była właściwie jedynym tropem jaki mieliśmy. A właściwie to jedyny trop, który podsuwał nam burmistrz.
     Od Pianettiego też nie mogliśmy oczekiwać zbyt wielkiej pomocy. Widocznie miał w planach coś innego i nawet nie chciał zatrzymać się w domu burmistrza. Nieco mnie to zaskoczyło, choć z drugiej strony może tak nawet będzie lepiej niż jakbyśmy musieli wysłuchiwać reprymendy w towarzystwie tych ludzi. Inkwizytor nie dał nam określonego czasu jak w poprzednim przypadku, ale wiedzieliśmy doskonale, że nie możemy też zwlekać z tą sprawą, dlatego zgodziłem się z Royes i od razu zamierzaliśmy wziąć się do pracy.
     W pokoju na łóżku znalazłem złożone w kostkę ubranie. To właściwie nie był zły pomysł. Pewnie gospodyni zauważyła, że nasze ubrania nie są w najlepszym stanie po ostatnich przejściach, a jakoś nie pomyślałem wcześniej o ich upraniu. Aż wstyd przyznać, że dopiero ta kobieta subtelnie zwróciła uwagę na nasz ubiór. Wtedy też zjawiła się Royes ze swoim pomysłem.
     - Jak dla mnie może być. Ludzie nie muszą wiedzieć, że w mieście jest nas trójka. Możemy też popytać mieszkańców w karczmie wieczorem, jak już wypiją kufel piwa i staną się bardziej rozmowni - przyznałem. - Ty w przebraniu, ja w płaszczu i potem porównamy zdobyte informacje. Bo moje przebranie jest dość… hm… - rozłożyłem szarawą koszulę, przyglądając się jej uważnie, by potem zrobić to samo z brązowymi spodniami. - Chyba najpierw będę musiał poprosić o ich zmniejszenie. I dopiero potem do ciebie dołączę. Może więc weźmiesz kogoś ze sobą, żeby od razu pokazał ci miasto? Może Lorcana? Powinien się zgodzić. Myślę, że wpadłaś mu w oko, bo nie mógł od ciebie oderwać wzroku - stwierdziłem, posyłając kobiecie rozbawione spojrzenie.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#74 14-09-2019 o 18h22

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Właściwie prawie zdziwiłam się, że Balamonte nie stwierdził, że mój pomysł jest naiwny, a i sam przebrałby się, gdyby ubrania, które dostał nie wystarczyłyby dla dwóch takich jak on. Cóż, burmistrz nie głodował, a i jego syn był raczej barczysty. Lorcan. Prawie wzdrygnęłam się, gdy ledwie zdążyłam przelotnie o nim pomyśleć, a jego imię zostało wspomniane. Spojrzałam na chłopaka z lekkim oburzeniem. Żartował? Naprawdę tak mu się wydawało? Nieważne. Nie moja sprawa, jak patrzy się na mnie jakiś wyrostek.
    — Pewnie nigdy nie widział tak rozczochranej i brudnej kobiety. I to jeszcze w spodniach - odparłam po chwili z ironią. — A ty kogo poprosisz o zwężenie? Masz spory wybór ciekawskich oczu — odgryzłam się. — Więc do zobaczenia później!
    Wyszłam jednak z jego pokoju z niepokojem na duszy. Miałam nadzieję, że Balamonte się mylił, albo Lorcan ograniczy się do patrzenia. Nie szukałam męskiego zainteresowania. Wiedziałam, że z tego mogłam mieć tylko kłopoty. W Akademii ceniłam to, że nikt raczej nie myślał o zalotach. Zdarzały się co prawda wyjątki, ale starano się tłumić takie przypadki i reagować. Inkwizycja miała przecież świecić przykładem. A teraz musiałam sama sobie radzić i podejmować decyzje, czy czasem nie warto skryć dumę oraz godność, by zyskać coś przymilnością i urokiem. Odrzucało mnie to, ale miałam świadomość, że czasem to moja jedyna przewaga.
    Już miałam wejść do swojej sypialni, gdy usłyszałam, że Clara rozmawia z kimś w środku. Nietrudno było zgadnąć po głosie, że z Lorcanem. Westchnęłam. Widocznie można było go przywołać myśleniem o nim. Pchnęłam drzwi, przerywając dyskusję rodzeństwa.
    — Przepraszam, ale czy ktoś mógłby mnie oprowadzić po mieście? — zapytałam, wcale nie wyrażajac zdziwienia obecnością chłopaka.
    Clara cienkim głosem oznajmiła, że niestety nie może, ale może Lorcan, a on potwierdził, mówiąc, że i tak musi załatwić kilka spraw dla ojca. Zgodziłam się i uzgodniliśmy, że spotkamy się na holu za kilka minut. Punkt dla Balamontego.
    Umyłam się i przebrałam, korzystając z dobrodziejstwa mydła i czystych ubrań. Sukienka na szczęście pasowała, ale ona sama nie wystarczała do przebrania. Spędziłam dłuższą chwilę prz lustrze, próbując spiąć włosy tak, by nie zwracać na siebie uwagi tym, że są tak krótkie. Jak u mniszki lub kobiety skazanej za nierząd. Zeszłam wreszcie na dół, gdzie Lorcan już czekał przy wyjściu i faktycznie wpatrywał się we mnie z pewną nieśmiałą ciekawością, gdy schodziłam po schodach.
    — Więc, co chce… Co pani chce zobaczyć? — zapytał, otwierając przede mną drzwi.
    - Nie tytuł mnie,  chciałabym udawać na przykład twoją kuzynkę, czy innego gościa rodziny, dobrze? I może targ, karczmę, wszędzie, gdzie jest dużo ludzi. Mógłbyś mi coś opowiedzieć o waszym mieście?
    Moje ostatnie pytanie sprawiło, że chłopak rozgadał się. Prowadził mnie dobrze znanymi sobie ulicami i opowiadał o czasie, kiedy powstały. Znał każdy dom, każdą rodzinę, każdy warsztat. Stwierdził, że wiedzieć, jak najwięcej, to jego obowiązek, bo przyjdzie mu kiedyś zastąpić ojca. Zresztą, już mu pomaga, teraz na przykład musi przekazać kilku osobom wydane przez burmistrza polecenia.
    — A znałeś tę dziewczynę, która umarła? — zapytałam później ostrożnie.
    — Alba... Tak... — odparł ze smutkiem, zatrzymując się akurat przy rzece. — Przyjaźniła się z moimi siostrami, była bardzo miła dla wszystkich, wszyscy ją lubili. To musiała być wiedźma, zła magia, dla jej krwi. Kto by inny tutaj…[/color] — Jego ramiona nerwowo zatrzęsły się, jakby wyobrażał sobie całą zbrodnię.
    — Przykro mi. Twój ojciec mówił o jakiejś kobiecie, którą podejrzewa, co o tym sądzisz?
    — Jakbym miał kogoś wskazać, to bym tak powiedział, każdy by tak powiedział. Nawet chcieli iść na nią z widłami i sami załatwić sprawę, ale powiedzieliśmy, że to sprawy Inkwizycji, nie nasze.
    — Dobrze zrobiliście — powiedziałam.
    Odwiedziliśmy jeszcze targ, spokojnie przyglądając się prostym towarom wystawionym na sprzedaż. Stoisk nie było wiele, ale ludzie byli tak pełni życia, że miejsce zdawało się tętnić życiem. Co chwilę ktoś witał Lorcana, a ten odpowiadał, czasem przekazywał jakieś wiadomości od ojca. Jedna staruszka zapytała go, kiedy przyjedzie Inkwizycja. Lekko zmieszany odparł, że ma poczucie, że już niedługo.
    — Dobrze! Zrobią wreszcie porządek z tą dziewką. Tylko niech się pośpieszą, zanim znowu coś się stanie. Antonio, mówił mi dzisiaj, że jak w wodzie zobaczył jej odbicie, to już nic nie złowił! Tfu, takie uroki rzuca, ale czekać, aż znowu kogoś ubije!


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#75 20-10-2019 o 00h29

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Miałem ochotę się roześmiać, słysząc oburzony ton Royes, jednak ta odgryzła się i uciekła. Zaśmiałem się więc tylko do siebie, wyciągając czyste ubranie inkwizytorskie. Poświęciłem nieco czasu aby się umyć i dopiero wtedy zszedłem na dół, niosąc ze sobą podarowane ubranie. Po drodze nie spotkałem nikogo. Burmistrz zapewne załatwiał swoje sprawy, a wyglądając przez okno dostrzegłem dwóch najmłodszych synów burmistrza, bawiących się na podwórku przed domem, a także jedną z dziewcząt, wieszającą na sznurze białe obrusy. Z daleka trudno było mi stwierdzić, która z nich to była. Obie były do siebie takie podobne. Tak samo jak młodsi chłopcy.
     Dopiero w kuchni trafiłem na domowników - córkę oraz matkę. Razem wesoło o czymś rozmawiały przy sprzątaniu, jednak umilkły dostrzegając mnie. Uśmiechnąłem się do nich najładniej jak potrafiłem.
     - Panie wybaczą, ale potrzebuję pomocy - powiedziałem, pokazując to z czym miałem problem. - Niestety moje ubranie nie jest zbyt… dopasowane - westchnąłem tylko, słysząc ciche chichotanie dziewczyny i karcące słowa jej matki. - Nic nie szkodzi, wiem, że trochę brakuje mi do właściciela tej koszuli. Potrzebuję tylko trochę zwęzić w niektórych miejscach.
     - Zajmę się tym, zaraz będzie gotowe - oznajmiła gospodyni, biorąc ode mnie rzeczy i oceniając od razu o ile trzeba je zmniejszyć. Nie potrzebowałem ich od razu, o czym też powiedziałem kobiecie, prosząc również o pokazanie miasteczka i jego najważniejszych miejsc. Ona sama uznała, iż nie ma na to czasu, przydzielając mi za to Estarię, gdyż Lorcan okazał się być już w mieście wraz z Royes.
     - Długo to już trwa? - spytałem Estarii, gdy wyszliśmy z domu.
     - Zaczęło się ubiegłego roku, ale tak naprawdę nasz niepokój wzbudził się jakieś cztery miesiące temu, gdy jeden z mężczyzn stracił dwa palce w wyniku tych psikusów.
     Kiwnąłem głową, rozumiejąc teraz nieco lepiej zachowanie mieszkańców. Wszyscy chcieli już to zakończyć, ale niektórzy wciąż obawiali się Inkwizycji.
     - Gdzie idziemy najpierw, panie Inkwizytorze?
     - Ezio.
     - Słucham?
     - Mów mi po imieniu. Nie jestem nawet pełnoprawnym Inkwizytorem, nie musisz mnie tytułować - Estaria kiwnęła głową, jakby nieco przy tym speszona. Uznaliśmy, iż najpierw obejdziemy miasteczko, a na końcu odwiedzimy targowisko i tawernę.
     Nie wiedziałem, gdzie podział się Pianetti, ale domyśliłem się za to, że nie afiszował się z wizerunkiem Inkwizytora. Ludzie reagowali na mój widok tak, jakby pierwszy raz widzieli członka Inkwizycji. A ich reakcje były nieraz doprawdy dziwne. Jedni czynili znaki krzyża, inni wyraźnie się cieszyli na mój widok, niektórzy nawet pokrzykiwali, aby w końcu zrobić porządek z wiedźmą. Dostrzegłem również kobietę, która w przestrachu kazała swoim dzieciom schronić się w domu. Jak widać nie każdy był zgodny z pomysłem burmistrza.
     Wokół nie było nic szczególnie ciekawego. Granicą miasteczka z jednej strony była rzeka, z drugiej mur. Kilka domów znajdowało się na obrzeżach miasteczka, tuż przy samych murach, w najniższej jego części. Po ich wyglądzie zrozumiałem, że tu zamieszkiwali najbiedniejsi, a Estaria potwierdziła tylko moje domysły. Wskazała również domek z malutką przybudówką zajmowany przez "wiedźmę". Nie wyróżniał się niczym specjalnym. Stał tylko nieco dalej od innych, otoczony krzywo postawionym płotkiem, za którym pasła się koza, a stary pies wygrzewał się na progu. Wiedźmy raczej nie chodowały zwierząt…
     - Chodźmy porozmawiać z ludźmi na targowisku, a wieczorem odwiedzimy karczmę. Tutaj wrócimy jutro - uznałem, odwracając się i kierując się na plac targowy okrężną drogą, brzegiem rzeki. Uznałem, iż to tam zaczyna się handel. Chciałem sprawdzić czym i jak ludzie handlują zanim towary znajdą się na straganach. Często również oni mieli całkiem sporo do opowiedzenia.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

Strony : 1 2 3 4 5