Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5

#76 05-11-2019 o 14h07

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



Lorcan zdawał się zmieszany tym, co usłyszeliśmy na targu, bo zaraz zaproponował, byśmy poszli dalej, nawet już do karczmy. Zapytałam, czy nie chce się rozdzielić i załatwić swoich spraw, ale odparł, że nie powinnam sama chodzić po mieście. Uśmiechnęłam się lekko rozbawiona.
    — A twoje siostry nie chodzą same? — zapytałam, nie wspominając już nawet o tym, że będę Inkwizytorką. Sam sobie to uświadomił.
    W końcu postanowiliśmy razem przekazać ostatnie polecenia od jego ojca, a na końcu do karczmy. Chłopak poprowadził mnie suchymi ścieżkami przez błotniste drogi w labirynt domów. Zaczął opowiadać, że chciałby uporządkować nową zabudowę, bo budynki stawiane są teraz szybko, bez pomyślunku, a ulice trzeba przecież wytyczać z rozsądkiem. Byłam szczerze zaskoczona, że myśli o takich rzeczach, które i w wielkich, sławnych miastach pozostawia się losowi.
    Ludzie też zdawali się go darzyć szacunkiem. Nawet gdy przypomniał komuś o podatku, nie protestował, lecz zdjął uprzejmie czapkę i powiedział, że najpóźniej wieczorem wstąpi do burmistrza. Nie wnikałam, czy te podatki trafiają później do wyższych instancji. Szczerze wątpiłam, ale to nie była nasza sprawa. Najwyżej Pianettego.
    Ostatnim miejscem, do którego się udaliśmy była niewielka kuźnia. Lorcan nie zapukał nawet, tylko wpuścił mnie od razu do nagrzanego wnętrza. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku, dostrzegłam siedzącego przy oknie chłopaka. Uśmiechnął się na nasz widok i odłożył ostrze, które właśnie szlifował.
    — Lorcanie, wejdź, wejdź. — Wstał i poklepał chłopaka po ramieniu. — Co się sprowadza? I kogo sprowadzasz?
    — To moja kuzynka…
    — Mówią mi Ino — pomogłam.
    — Miło poznać, Hugo, do twoich usług. Lorcan nigdy o tobie nie wspominał, zastanawiam się dlaczego. — Zmrużył oczy, nie przestając się uśmiechać.
    — Bo jeszcze nie wiedziałem o jej istnieniu! — zaśmiał się syn burmistrza, lekko rozluźniony. — Daleka rodzina. Słuchaj, ojciec ma dla ciebie nowe zamówienie. — Wyciągnął zgiętą kilkukrotnie kartkę.
    Hugo zerknął szybko na listę i rzucił coś na zgodę Lorcanowi. Wymienili jeszcze kilka zdań, umawiając się na wieczór, a potem pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w stronę karczmy. Lorcan opowiedział, że Hugo mieszka w mieście od kilku lat i jest najzdolniejszym rzemieślnikiem, za co wszyscy starsi go szczerze nienawidzą.
    — Ale metal zdaje się go słuchać, więc nie mówią na tym na głos, bo nikt im takich noży nie zrobi jak on — dodał.
    Karczma okazała się być wyjątkowo schludno utrzymana. Nie śmierdziała, a wręcz pachniała przyjemnie jakąś pieczenią. Kilka osób dyskutowało nad kuflem, a gospodyni właśnie podawała im posiłek. Lorcan zaproponował mi miejsce przy oknie i zamówił nam rozcieńczane z wodą wino i jakieś przekąski.
    — I jak ci się tu podoba, Ino? — zapytał nieco śmielej.
    — Macie tutaj bardzo rodzinnie — odparłam, chociaż domyślałam się, że to tylko częściowa prawda.
    — Musi ci być ciężko. Bez domu, bez bliskich… — powiedział podnosząc na mnie wzrok znad szklanki.
    Odczułam nagłe zakłopotanie. Miał w oczach coś takiego, co wzbudziło we mnie zabobonny strach. Że potrafi wszystko przejrzeć, że do wszystkiego przekonać. Otrząsnęłam się jednak i odparłam dosyć chłodno:
    — Nie, jestem spokojna i niczego już nie pragnę.
    Nie chciałam z nim rozmawiać o sobie, wolałam wrócić do spraw Inkwizycji. Jednak chociaż wytężałam słuch, słyszałam tylko strzępki biznesowych rozmów.   


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#77 21-11-2019 o 14h55

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     - Jakiś statek przybił do portu - uznała Estaria nim w ogóle zdążyliśmy dotrzeć na miejsce. - Tatko wspominał, że mają dopłynąć jakieś ładunki, ale nie wiem dokładnie co to ma być - przeszliśmy ostatni zakręt i naszym oczom ukazał się całkiem spory port rzeczny. Większy niż można przypuszczać. Sporo ludzi kręciło się przy łodzi, wyciągając z niej mniejsze i większe skrzynie. Szczególnie zaciekawiła mnie niewielka paczka, owinięta w jakiś materiał, którą odebrała młoda dziewczyna i zniknęła mi z oczu zanim zdążyłem zapytać o nią Estarię.
     Dziewczyna zaczęła opowiadać o wszystkich portowych sprawach, jakie towary najczęściej przypływały i czym handlowali mieszkańcy. Słuchałem uważnie jej słów. Nigdy nie wiadomo jakie informacje mogą okazać się przydatne, dlatego starałem się zapamiętać jak najwięcej, jednocześnie przyglądając się rozładunkowi.
     - Po tak długim czasie tylko uczniaka wysłali?! - zatrzymałem się zaskoczony, słysząc ile złości ktoś włożył w wypowiedź skierowaną w moją stronę. Sama Estaria umilkła w pół słowa, spoglądając na rosłego mężczyznę, odstawiającego właśnie jedną ze skrzyń. Ani ja, ani dziewczyna nie spodziewaliśmy się czegoś takiego, choć ona pierwsza się otrząsnęła i odpowiedziała.
     - Uspokój się Dante, ważne, że Inkwizycja w ogóle zainteresowała się naszą sprawą. Równie dobrze mogli nikogo nie przysłać - ledwie skończyła mówić, a Dante prychnął wściekle.
     - A co on takiego może zrobić?! Pochodzi, popyta i potem zniknie jak tamci łowcy czarownic, psia jego mać! Lepiej zajmij się tą wiedźmą chłopcze, a nie uczciwych ludzi nachodzisz! - wiele ludzi myślało, że jako uczeń nie miałem za wiele możliwości. I rzeczywiście, podczas wcześniejszych lat tak było. Towarzyszyliśmy doświadczonym Inkwizytorom w ich zadaniach, bacznie ich obserwując i ucząc się, nie mogąc samemu za wiele zrobić. Jednak na ostatnim roku, gdy to my mieliśmy wykazać się nabytymi przez te lata zdolnościami i wiedzą, mogłem znacznie więcej. W uzasadnionych przypadkach miałem również prawo osądu i ukarania, z czego już niewielu zdawało sobie sprawę. A za tak jawną obrazę mogłem skutecznie uprzykrzyć życie zarówno mężczyźnie, jak i tym osobom, które go poparły. Okrzyki odnośnie "nieudolnej Inkwizycji" oraz tym, co powinienem robić, coraz śmielej powtarzali kolejni ludzie.
     - Do obowiązków każdego Inkwizytora należy w pierwszej kolejności udowodnić winę oskarżonemu, dopiero potem wymierzyć karę - odezwałem się, podchodząc do mężczyzny i stając zaledwie kilka kroków przed nim. Jednocześnie blisko, a jednocześnie na tyle daleko, by nie dosięgła mnie jego pięść. Nigdy nie mogłem być pewien na ile niektórzy chcieli sobie pozwolić. Musiałem przy tym unieść głowę, by móc spojrzeć w oczy mężczyźnie, a dopiero potem przenieść spojrzenie na jego towarzyszy oraz młodą dziewczynę, którą dopiero teraz dostrzegłem za jego plecami. Dziwne, bo mógłbym przysiądz, że nie było jej wśród mężczyzn, a w swej białej sukni i jasnych lokach wyróżniała się wśród nich. Potem powróciłem wzrokiem do Dantego, w którego spojrzeniu coś drastycznie się zmieniło. Złość oraz bunt zniknęły z jego twarzy, zastąpione… strachem? Zrobił krok w tył, otwierając szerzej oczy. Miałem ochotę obrócić się przez ramię, by sprawdzić co go tak przeraziło, jednak on wpatrywał się prosto we mnie, a nie w nic poza mną.
     - Więc skoro nie zamierzacie pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzajcie - zakończyłem znacznie mniej pewnym tonem, na co ten o dziwo skinął tylko głową. Odwróciłem się do Estarii, a nie dostrzegając nic dziwnego za swoimi plecami, ruszyliśmy dalej.
     - ... pewno sam jakim wiedźmakiem jest… - usłyszałem przytłumiony męski głos, ale gdy spojrzałem w tamtą stronę, wszyscy nagle zainteresowali się swoją przerwaną wcześniej pracą. Tylko jasnowłosa dziewczyna stała w miejscu i wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczyma i z lekko rozchylonymi wargami.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#78 27-11-2019 o 19h56

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



        Lorcan milczał krótko, może speszony moją odpowiedzią, ale w końcu odezwał się spokojnie, wręcz melancholijnie, spoglądając w zawartość szklanki:
    — Nie pragnąć niczego… Czy to możliwe? Pierwsze słyszę, by ktoś mówił, że niczego już nie chce.
    Znów poczułam do niego odrobinę sympatii i nawet zawstydziłam się swoim wcześniejszym chłodem. Chciał być po prostu uprzejmy, jest dosyć inteligentny, więc ciekawi go, jak żyją ludzie inni od niego, których przeznaczenie jest zupełnie odmienne od jego własnego. Na jego miejscu też chyba byłabym zainteresowana. I czy to jego wina, że ma takie oczy?
    — Może nie tak zupełnie niczego. Chcę dobrze wykonać swoją pracę i znaleźć winnego — odparłam.
    — Mam nadzieję, że szybko znajdziecie czarownicę i będziesz wolna. — Uśmiechnął się. — Wolna i od tego pragnienia.
    Upiłam łyk wina i chciałam mu odpowiedzieć, gdy drzwi otwarły się głośno. Spodziewałam się zobaczyć Balamontego, ale do środka weszła grupa kilku młodych mężczyzn i jedna kobieta. Ucieszyli się na widok Lorcana, przywitali serdecznie i dosiedli do nas, przysuwając stołki. Syn burmistrza znów przedstawił mnie jako swoją kuzynkę, tym razem nieco mniej speszony.
    Jego znajomi okazali się niezwykle weseli i chętni do żartów. Te nagłe śmiechy były dla mnie męczące, ale słuchałam ich uważnie. Nie wylewali za kołnierz, więc miałam nadzieję, że uda mi się coś od nich wyciągnąć — tak jak przewidywał Balamonte. Sama nie dałam się namówić na dolewkę, a i Lorcan odmówił. Cicho powiedział mi też, że jeśli będę zmęczona, możemy wyjść w każdej chwili.
    — I ty się nie bałaś tak do nas przyjeżdżać, gdy tu się takie rzeczy dzieją? — zapytała mnie kobieta, nachylając się nieco.
    — Ja nic wcześniej nie wiedziałam, a i teraz to wszystko takie tajemnicze — powiedziałam tonem, który, jak miałam nadzieję, pasowałby do dziewczyny z prowincji. — Ale ta dziewczyna… Straszne.
    — Ale wiecie, co ja wam powiem — odezwał się barczysty i brodaty chłopak z błyskiem w oku. — Ja myślę, że ta czarownica to jest zazdrosna o Lorcana i chcę twoją uwagę zwrócić. No, bo tylko jak żeś zaczął spoglądać na Albę, to koniec z nią!
    Lorcan, zawstydzony, widocznie chciał zaprotestować, ale nie dano mu powiedzieć nic więcej niż “ale przecież!”. Przez chwilę jednak nie śmiano się, ale milczano, a wreszcie wypito za jej pamięć. A potem znów wrócono do żartów.
    — Twoje szczęście, że jesteś jego kuzynką — rzucił ktoś, ale już nawet nie wiedziałam kto. W środku panował półmrok, a ja dobrze nie pamiętałam ich twarzy.
    Faktycznie czułam się zmęczona, ale siedziałam, czasem też coś dodawałam, nic jednak nowego się nie dowiedziałam. Tylko tyle, że ten barczysty znalazł w paszy gwoździe, a poprzedniego dnia widział domniemaną czarownicę. Ale pomyślałam sobie, że jeśli często tu przychodzi, to mógł sobie sam tych gwoździ dorzucić i nawet nie pamiętać. 

Ostatnio zmieniony przez Riwena (27-11-2019 o 19h56)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#79 08-12-2019 o 14h51

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Na targowisku wcale nie było inaczej. Jedni zastanawiali się, dlaczego Inkwizycja wysłała tylko ucznia, drudzy zaś byli szczęśliwi, że w ogóle zajęła się sprawą wioski. W każdym razie ludzie tu nie byli aż tak zdenerwowani jak Dante. I nikomu nie przyszło do głowy nazwać mnie wiedźmakiem. Choć i tak nie dowiedziałem się niczego ciekawego. Nic ponad to, o czym już wiedzieliśmy. Kilka przekupek otoczyło nas, próbując mnie przekonać, że wina leży po stronie wyłącznie "wiedźmy". Ale i im powiedziałem to samo co mężczyźnie w porcie. Bez udowodnienia winy nie mogłem nikogo skazać za morderstwo i uprawianie czarów.
     W drodze do karczmy zapytałem Estarii, dlaczego Dante okazał taką niechęć. Zrozumiałem jego złość dopiero po tym, jak dziewczyna opowiedziała mi, że jego syn z powodu tych "niewinnych żartów" stracił zdrowie i bardzo długo jeszcze będzie się leczył.
     - Dobrze się czujesz? - spytała dziewczyna w pewnym momencie. - Strasznie zbladłeś.
     - Nic mi nie jest. To chyba… jakieś przeziębienie - odparłem. Rzeczywiście od jakiegoś czasu gorzej się czułem i było mi po prostu zimno. Była końcówka lata, a mi było zimno niczym w środku zimy.
     Wchodząc do gospody uderzył nas przyjemny zapach gotowanego jedzenia. Nawet nie czuć było zapachu taniego piwa czy brudnych ludzi. Było całkiem przyjemnie. Kiedy wzrok w końcu przyzwyczaił się do ciemniejszego pomieszczenia, mogłem lepiej przyjrzeć się wnętrzu. Po prawej stronie była długa lada z kilkoma krzesłami, za którą stał karczmarz. Przywitał się z nami krótko, a Estaria poszła zamienić z nim kilka słów, na co ten skinął głową i zniknął za drzwiami za sobą, które zapewne prowadziły do kuchni. Z dziewczyną za to skierowaliśmy się dalej w głąb izby. Było całkiem sporo osób zgromadzonych głównie przy posiłku lub kuflu piwa. Z jednego ze stołów, przy którym gromadzonych było więcej osób, ktoś zawołał Estarię, witając się z nią. Dostrzegłem przy nim również Royes z Lorcanem.
     - Jeśli chcesz, to zostań. Ja idę tam - wskazałem głową w stronę sporego kominka. Potrzebowałem się nieco rozgrzać, bo czułem jak powoli drętwieją mi palce u rąk. Usiadłem w jednym z burych, wysłużonych foteli, szczelniej owijając się płaszczem. Mimo płonących drew w kominku wcale nie poczułem się ani trochę lepiej. Z wdzięcznością przyjąłem kubek z ciepłym napojem, który wręczył mi sam karczmarz. A właściwie to próbował, bo nim odebrałem go z rąk mężczyzny, ten upuścił naczynie i odsunął się niczym oparzony. Uczynił gest mający odganiać zło i czym prędzej zniknął za kontuarem, a następnie w kuchni.
     - Wystraszył się jakby sam ducha zobaczył - odezwał się dziewczęcy głos z drugiej strony. Od razu zwróciłem spojrzenie w tamtą stronę, dostrzegając tą samą blondwłosą kobietę co w porcie. Nawet nie zauważyłem, kiedy podeszła i usiadła obok.
     - W rzeczy samej - odparłem trochę niepewnie, zbierając z podłogi kubek i odstawiając go na pobliski pusty stolik. Chwilę później podeszła pulchna kobieta, by zetrzeć z podłogi rozlany napój. Uznałem, iż musi to być żona karczmarza. I niestety zareagowała w podobny sposób.
     - Doprawdy dziwni są ci ludzie - zachichotała dziewczyna. I jakoś tak od słowa do słowa zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Nawet zeszliśmy na temat wiedźmy i wszystkich tych dziwnych wydarzeń. Dziewczyna była bardzo rozmowna. Nachyliła się ku mnie i szeptem opowiadała o wszystkim, co wiedziała.

     W drodze powrotnej rozmyślałem nad wszystkim, co mi powiedziała. Jej słowa były dość odważne, a swoje zdanie miała dość odmienne niż inni mieszkańcy. Odważnie wysnuła przedziwne wnioski. Były jeszcze bardziej nieprawdopodobne niż to, iż wiedźmą była biedna dziewczyna.
     - Nic ciekawego nam nie powiedzieli - przyznała Estaria, gdy razem z Inocencia i Lorcanem usiedliśmy w kuchni, by podzielić się ze sobą zdobytymi informacjami. - Raczej nie byli zbyt rozmowni.
     - Tak… wciąż powtarzali, że jest tylko jedna winna. Chociaż tamta dziewczyna w karczmie powiedziała mi, żebym miał otwarte oczy i nie oceniał nikogo względem słów mieszkańców - dodałem, kątem oka spoglądając na Estarię. Nie podzieliłem się tym, co więcej mi powiedziała. To było przeznaczone tylko dla Royes, z którą musiałem porozmawiać sam na sam.
     - Jaka dziewczyna? Nie rozmawialiśmy z żadną dziewczyną.
     - Ty nie, ale dosiadła się do mnie przy kominku. Ta w białej sukience, była też w porcie.
     - O kim mówisz? - Estaria zmarszczyła brwi, jakby zastanawiając się o kim mówiłem. Lorcan również zwrócił na mnie swoje zaciekawione spojrzenie.
     - Na pewno ją widziałaś. Taka drobna blondynka z długimi lokami, cały czas się uśmiechała…
     - Ale tam nikogo takiego nie było. Ani w porcie ani w karczmie - odezwała się ponownie Estaria, zaś Lorcan potwierdził, iż nikogo nie widział w moim towarzystwie. Oboje spoglądali na mnie jakbym był niespełna rozumu, a ja nie wiedziałem dlaczego.
     - Przecież wiem z kim rozmawiałem - spojrzałem na Royes, jakby szukając u niej wsparcia i potwierdzenia, że jednak nie zwariowałem. Może w karczmie siedziała do mnie zwrócona plecami, ale mogła się odwrócić. Przecież ktoś musiał widzieć tą dziewczynę. - Miała na imię jakoś tak krótko… - zastanowiłem się chwilę, chodząc po kuchni w tą i z powrotem. Zdradziła mi swoje imię na początku naszej rozmowy, tego byłem pewien. Wydawało mi się też, że wcześniej również je gdzieś słyszałem. Tylko jak ono brzmiało?
     - Alba! Miała na imię Alba - przystanąłem w końcu, przypominając sobie i spoglądając na rodzeństwo. Lorcan wyraźnie zbladł, a Estaria otworzyła szeroko oczy i rozchyliła wargi, jakby chcąc coś powiedzieć, choć z jej ust nie padło ani słowo.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#80 15-12-2019 o 21h37

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png



Głośna rozmowa trwała, aż nie przerwało jej przyjście córki burmistrza, którą zawołał jeden z chłopaków. Wcześniej nawet nie zauważyłam, że przyszła przez ten hałas. Ktoś się śmiał, ktoś o coś wołał, gdzieś rozbiło się jakieś naczynie, a karczma robiła się coraz tłoczniejsza. Ktoś przyniósł jeszcze jedno krzesło i dziewczyna dosiadła się do nas. Była jednak sama, a byłam przecież pewna, że przyjdzie z nią Balamonte. Chciałam nawet o to zapytać, ale ktoś inny zwrócił się do niej półszeptem, czy to ona przyprowadziła “tego tam”. Wszyscy zaraz zaczęli się odwracać, a później rodzeństwo wyjaśniło dokładnie o przybyciu Inkwizycji. Chociaż jeszcze nie całą prawdę.
    Sama wychyliłam się, by zobaczyć Balamontego, ale przez ten tłum przy stoliku dostrzegłam ledwie fragment jego szaty. Chciałam jak najszybciej z nim porozmawiać, lecz przez te przebieranki nie mogłam tak po prostu do niego podejść. Nie czułam się na siłach w tym momencie wychodzić z roli. Przyszło mi jeszcze trochę poczekać, nim towarzystwo zaczęło się rozchodzić.
    W końcu jednak Estaria chyba zobaczyła moje znużenie, bo zaproponowała, byśmy wróciły wcześniej do domu. Przystałam na to chętnie, mając nadzieję, że i mężczyźni nie zostaną o wiele dłużej w karczmie. Faktycznie — dziewczyna ledwie zdołała podać mi napar z ziół, gdy wrócili i mogliśmy razem usiąść, by porozmawiać o tym, czego się dowiedzieliśmy.
    Na początku wydawało mi się, że wszyscy usłyszeliśmy dokładnie to samo i co dzieci burmistrza doskonale wiedziały — wszyscy właściwie oskarżają o zabójstwo i czary kobietę z chaty na obrzeżu. Ciekawość i rodzaj niepokoju wkradły się jednak do rozmowy, gdy Balamonte wspomniał dziewczynę, z którą miał rozmawiać w karczmie. Zmarszczyłam brwi, bo chociaż niewiele widziałam, słyszałam, jak inni mówili, że siedzi sam. Lorcan i Estaria również zdradzali niedowierzanie swoimi spojrzeniami. Chłopak upierał się, że mówi prawdę, a ja chciałam wierzyć jego słowom i temu spojrzeniu, ale dlaczego inni mieliby kłamać? Może on zmyślał z jakiegoś powodu, by coś ukryć przed innymi, a ja powinna potwierdzić jego wersję?
    Już chciałam skłamać, że owszem, sama widziałam w karczmie, ale wtedy on wymienił imię swojej rozmówczyni. Skamieniałam i przeszły mnie ciarki. Widząc miny rodzeństwa mogłam łatwo domyślić się, że tylko jedna dziewczyna w okolicy miała tak na imię. Estaria bliska była płaczu.
    — Wybaczcie proszę, ale musimy teraz porozmawiać na osobności — powiedziałam, wstając. — Nie przejmujcie się tym, co usłyszeliście, wyjaśnimy wszystko za chwilę. To nie tak straszne, jak brzmi. Balamonte, pozwól.
    Prawie zaciągnęłam go do swojego pokoju, byśmy mogli porozmawiać w zupełnym spokoju. Cała się trzęsłam, ledwie szłam po schodach i oparzyłam się w dłoń, zapalając świece.
    — Alba to jest ta dziewczyna, którą zamordowano, rozumiesz? — wyszeptałam, mimowolnie chwytając chłopaka za ramiona. — Jesteś pewien, że tak miała na imię?
    Wiele widziałam w swoim życiu i niewiele mnie dziwiło, lecz możliwość rozmowy ze zmarłymi napawała mnie lodowatym przerażeniem i irracjonalnie pragnęłam, by nie była to prawda. Owszem, to mogłoby nam pomóc, lecz strach był silniejszy.
    — Jeśli nikt inny jej nie widział… Wybrała cię? Czy coś konkretnego ci powiedziała? Jak wyglądała?
    Zalałam Balamontego potokiem pytań, chcąc jak najprędzej dowiedzieć się, czy to wszystko prawda, czy może jedynie pomyłka, z której będziemy się wkrótce śmiać, a ja będę żałować swojej pochopnej reakcji.
    Spoglądałam na chłopaka z oczekiwaniem, chcąc poznać jego reakcję. Jak to przyjmie? Jak się czuje? Jak to jest, jeśli jest?
    Miałam również świadomość, że musimy sprawę między nami załatwić szybko. Nie byłam pewna, czy inni powinni wiedzieć o ewentualnych rozmowach ze zmarłymi. 

Ostatnio zmieniony przez Riwena (15-12-2019 o 21h38)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#81 16-12-2019 o 14h21

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     O ile reakcja rodzeństwa była dziwna, tak reakcja Royes zupełnie mnie zaskoczyła. Idąc za nią posłusznie w stronę pokoju zastanawiałem się, czy coś powiedziałem nie tak. A ewidentnie coś musiałem źle powiedzieć, skoro i ona uznała, iż "to nie tak straszne jak brzmi". Patrzyłem jak kobieta zapalała świecę i jak ze zdenerwowania trzęsły się jej dłonie. Blask padł na jej blade policzki, a gdy stanęła przede mną mogłem również zauważyć przejęcie malujące się na jej twarzy.
     Po jej wyszeptanych słowach szybko zrozumiałem, dlaczego imię dziewczyny wydało mi się znajome. W jednej chwili poczułem, jak ciarki przebiegają po plecach. Byłem również pewien, że zbladłem tak samo jak Royes.
     - Wiem, kogo widziałem - odparłem szeptem po dłuższej chwili. Miałem wrażenie jakbym zapomniał jak to jest tworzyć kolejne słowa a z nich zdania. Skoro to była właśnie ta Alba, to też wyjaśniało dlaczego nie ukrywała się ze swoim zdaniem i nie przejmowała się w karczmie czy ktoś ją zauważy. Rozejrzałem się po pokoju tak, jakby ktoś nas miał obserwować, po czym odciągnąłem Royes od drzwi na drugi koniec pokoju.
     - To była Alba, tylko nie wiedziałem, że… że to ta - choć i do tej pory trudno było mi uwierzyć w to, że widziałem i rozmawiałem z duchem zamordowanej dziewczyny. I dlaczego właśnie to mnie wybrała a nie kogoś innego? Kogoś z rodziny czy przyjaciół. A może chodziło o tą kwestię, że ludzie wiedzieli tylko o jednym Inkwizytorze. W końcu Royes była uznawana za kuzynkę rodziny burmistrza, a o Pianettim nie słyszałem przez cały dzień. Może zależało jej na tym, by to ktoś z Inkwizycji jej wysłuchał? Podzieliłem się z kobietą tymi przemyśleniami i wszystkimi innymi swoimi wątpliwościami. Bo równie dobrze to jednak ja mogłem zwariować. Ostatnio nie czułem się zbyt dobrze, co nawet sama Estaria zauważyła. A dobrze wiedziałem, co chory umysł może spowodować. Uczono nas w końcu jak odróżnić zwykłe szaleństwo i chorobę od osoby opętanej czy zajmującej się magią.
     Poza tym było coś jeszcze o czym musiałem wspomnieć.
     - Alba mówiła, że nie podejrzewa o nic Ceri. Znaczy tej naszej wiedźmy. Wspomniała również, żebym… - przerwałem, ponownie rozglądając się po pokoju, dopiero potem nachyliłem się w kierunku Royes, mówiąc jeszcze ciszej niż dotychczas. - Żebym uważał na starszą z córek burmistrza i uważnie się jej przyglądał. Nie mieliśmy więcej czasu na rozmowę, bo przyszedł Lorcan, a ona tymczasem gdzieś odeszła - czy może raczej zniknęła byłoby lepszym określeniem?


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#82 23-12-2019 o 17h42

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Balamonte długo zdawał się nie rozumieć, skąd powstało całe zamieszanie, lecz ledwie usłyszał wyjaśnienie, zareagował nieskrywanym szokiem i niepokojem. Głos mu osłabł, dłonie zadrżały. Szeptem potwierdził, że jest pewien kogo widział i, wyraźnie zdenerwowany, poprowadził mnie na drugi koniec pokoju, byśmy nie stali tak blisko drzwi. Jak widać, nie potrzebowaliśmy dużo czasu, by zacząć mieć tajemnice przed domownikami.
    — Wiem, domyśliłam się, mało mówili o niej po imieniu.
    Alba jeszcze dla niektórych była czyjąś córką, czyjąś przyjaciółką, lecz spodziewałam się, że po jakimś czasie wszyscy będą o niej myśleć “ta, którą zabito”. Ciekawe, jak ona sama o sobie… Myśli. Miałam tyle pytań do chłopaka o tę rozmowę i tę dziewczynę, ale wręcz bałam się je zadawać. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, co on musi odczuwać.
    Na szczęście sam zaczął mówić, ale bardzo konspiracyjnym tonem, wyraźnie obawiając się, że ktoś może usłyszeć. Tylko pokiwałam głową, słysząc, że Ceri nie jest podejrzana. To akurat mnie zdziwiło — była oczywistym wyborem na zwalenie winy. Natomiast sugestia, by przyglądać się bliżej córce burmistrza zaskoczyła mnie. Sama bym o nic jej nie podejrzewała.
    — Czyli Alba nie do końca nie wie… nie wiedziała, kto ją zabił — powiedziałam cicho, podsumowując. Z tego faktu też można było wyciągnąć pewne wnioski co do zabójstwa. — Ale Estaria… Nie możemy się z niczym zdradzić, raczej udawać zainteresowanie tą Ceri. Zresztą, i tak trzeba to sprawdzić.
    Westchnęłam, odgarniając włosy z czoła. Jeśli dzieci burmistrza są w cokolwiek zamieszane, cała sprawa stanie się o wiele trudniejsza i możemy sobie narobić problemów. Ludzie nie chcą wierzyć w winę najbliższych, a dla tych, których kochają, są w stanie zrobić bardzo wiele, nie licząc się z konsekwencjami.
    — Mam nadzieję, że na Estarię masz uważać w innym sensie — rzuciłam kwaśno, spoglądając na chłopaka. — Jestem ciekawa, czy jest szansa, że będziesz mógł jeszcze kiedyś porozmawiać z Albą. To przydatne… I ciekawe.
    Zastanawiałam się, co Pianetti powiedziałby o takich metodach. Raczej byłby sceptyczny, to może być przecież jakaś sztuczka. Z drugiej strony, jeśli to faktycznie duch, jaki miałby interes w kłamstwie? Nie warto też być nadmiernie ostrożnym.
    — Wiesz, musimy wymyślić jakieś wytłumaczenie dla nich, chyba nie powinni poznać prawdy. Powiemy, że pomyliłeś imiona? Czy jakieś skomplikowane tajemnice Inkwizycji? — zaproponowałam już naprawdę cicho, prawie stykając się z nim policzkami. — Musisz ją jakoś inaczej opisać, bo córki burmistrza się z nią przyjaźniły, a Lorcan to się w niej chyba kochał. Tak dogadują.
    Spojrzałam w ciemne okno. To może być sprawa o wiele bardziej skomplikowana niż ta z sukkubem.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (23-12-2019 o 17h42)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#83 25-12-2019 o 21h58

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     - Właściwie to nie mówiła nic o śmierci. Nie zdradziła się z tym. Gdybym wiedział, że rozmawiam z duchem, wypytałbym ją o wszystko - odparłem, nieco urażony sugestią Royes odnośnie Estarii. Być może Alba dobrze wiedziała kto pozbawił ją życia i próbowała mi to przekazać, niestety Lorcan wybrał sobie zły moment na powrót do domu. Może ta rozmowa potoczyłaby się inaczej…
     I zdecydowanie musiałem się zgodzić z kobietą. Nikt z domowników nie mógł się o niczym dowiedzieć, a już w szczególności Estaria. Jeżeli rzeczywiście to z nią było coś nie tak, musieliśmy wyjątkowo na nią uważać. A z drugiej strony jeżeli to ze mną było coś nie tak, to tym bardziej lepiej było nic nikomu nie mówić i uważać na każde słowo. Byłoby nierozsądnym zdradzać się z taką wiedzą. Prawdziwa wiedźmą mogłaby to wykorzystać przeciwko nam.
     Byłem przy tym wdzięczny Royes, że mnie nie wyśmiała i nie uznała za niespełna rozumu. Spojrzałem na nią, czując jej ciepły oddech na policzku. Była blisko, zdecydowanie zbyt blisko, nawet jak na konspiracyjną rozmowę. Złapałem się nawet na tym, jak przyglądam się rysom jej twarzy i temu jak płomień świecy odbijał się w jej oczach, gdy spoglądała w okno. Dodatkowo zdałem sobie sprawę z niezręcznego faktu, że wciąż zaciskałem  dłonie na jej przedramionach jeszcze po tym jak ją odciągnąłem od drzwi. Wtedy rozprostowałem palce, powoli odsuwając się na niewielką odległość tak, by nie wyglądało to dziwnie.
     - Powiem im, że coś musiało mi się pomylić - powiedziałem cicho, odwracając twarz w drugą stronę. - W końcu Estaria sama uznała, że nie jestem w najlepszym stanie. Mogła być jakaś dziewczyna podobna do Alby, a przez tą sprawę z nią i swoim złym samopoczuciem pomyliłem imiona - pokiwałem głową, uznając to za całkiem dobre wytłumaczenie.
     - Jeszcze jedno, jutro z samego rana mam zamiar odwiedzić Ceri. Nie chcę, żeby ktoś się dowiedział gdzie idę. A jeśli chcesz pójść ze mną, to bądź gotowa o świcie zanim domownicy się obudzą - przedstawiłem swoje plany odnośnie następnego dnia, a potem wróciliśmy do rodzeństwa, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#84 26-12-2019 o 22h14

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Mogłam już tylko pokiwać głową na słowa mężczyzny. Nie wątpiłam, że gdyby wiedział, z kim rozmawia, potrafiłby szybko dowiedzieć się, czego trzeba. Był sprytny, nie tak jak Carlos.
    Spojrzałam znów na Balamontego akurat wtedy, gdy on zdjął dłonie z moich ramion. Wcześniej nawet nie czułam ich ciężaru, ale gdy ich brakło, na ich miejscu pojawił się chłód, jakby odebrano mi źródło ciepła. Miałam ochotę się okryć. Czy zima jest już tak blisko?
    — Więc wyjaśnijmy im to szybko… — odparłam nadal cicho. — I pójdę z tobą. Spotkamy się już na zewnątrz, dobrze?
    Faktycznie wróciliśmy do kuchni, gdzie rodzeństwo nadal czekało na nas, nieco jednak spokojniejsze. Balamonte powiedział, że się pomylił, że był zmęczony. Trudno było stwierdzić, czy zupełnie uwierzyli, bo nadal mieli przygnębione twarze, lecz ja byłam pewna, że bardziej podoba im się taka wersja, niż historia z duchem. Lorcan nawet odwzajemnił mój uśmiech, gdy podziękowałam mu za oprowadzenie, by poprawić atmosferę.
    Potem wszyscy rozeszliśmy się do swoich pokoi. Mimo niepokoju z przyjemnością skryłam się pod miękką pachnącą świeżością kołdrą. Zasnęłam szybko, ale budziłam się często w nocy, wiedząc, że muszę wstać wcześnie. Miałam krótkie, ale wyraźne sny. Niespokojne chwile w lesie, jakieś sceny z Akademii, często Balamonte. Na końcu twarz młodej dziewczyny o długich, jasnych włosach, które otaczały ćmy. Patrzyła na mnie z wyrzutem.
    Ostatecznie wstałam jeszcze przed świtem. Na oślep zaświeciłam małą lampkę i odnalazłam swoje wyprane szaty, przewieszone przez krzesło. Przebrałam się, odnajdując w nich dziwne poczucie bezpieczeństwa. Ale i ograniczenie. Wszystko ma jednak swoją cenę.
    Cicho wymknęłam się z pokoju i zeszłam na dół. Drzwi wejściowe były zamknięte, ale wystarczyło przekręcić klucz w drzwiach. Gdy znalazłam się przed domem, już jaśniało, lecz słońce jeszcze kryło się za odległym lasem. Czekając na Balamontego, zaczęłam cicho nucić hymn. Spoglądałam na pobliski skrawek łąki, gdzie rosły jeszcze znane zioła. Potrafiłabym z nich zrobić okład albo maść na zranienia.
    Jakiś starszy mężczyzna przechodził drogą, niosąc kosz na plecach. Spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony. Ciekawe, jakie będą mieć miny ci, którzy poznali mnie wczoraj jako kuzynkę dzieci burmistrza.
      


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#85 27-12-2019 o 13h04

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Na szczęście ani Lorcan ani Estaria nie zadawali zbędnych pytań i spokojnie przyjęli moje tłumaczenia. Z pewnością była w wiosce nie jedna dziewczyna o długich blond włosach, o której mogli pomyśleć. Szybko też rozeszliśmy się do swoich pokoi na spoczynek.
     Pomimo zmęczenia nie mogłem usnąć. Wciąż zastanawiałem się o co właściwie chodzi z tym całym duchem Alby i czy przypadkiem ktoś nie robił sobie głupich żartów. W tej wiosce można było się wszystkiego spodziewać. Przez myśl przeszło mi również pytanie dlaczego ludzie tak bojaźliwie zareagowali. Jakby nie spojrzeć, to zarówno w porcie jak i w karczmie była ta dziewczyna-duch więc może… Choć w porcie stała za Dantem, on nie mógł jej więc zobaczyć. A w karczmie?
     Westchnąłem ciężko i odwróciłem się na drugi bok, zakrywając kołdrą nawet głowę. To wszystko było takie dziwne. I mimo tak późnej pory wciąż nie mogłem zmrużyć oczu, a gdy w końcu mi się to udało, usłyszałem ciche skrzypnięcie drzwi. To z pewnością była Inocencia. Usiadłem na łóżku i w półmroku wymacałem swoje szaty, szybko się ubierając i wychodząc najciszej jak tylko się dało. Przystanąłem jeszcze na kilka sekund pod drzwiami do pokoju Estarii. Wydawało mi się jakbym usłyszał skrzypnięcie łóżka. Ale mogło mi się tylko wydawać… Podrapałem się po policzku w chwili zastanowienia i ruszyłem dalej, krzywiąc się nawet przy najmniejszym odgłosie wydawanym przez stare deski podłogi.
     Royes już czekała na zewnątrz. Uśmiechnąłem się nieznacznie, słysząc jak nuciła. Nie znałem hymnu, jednak pamiętałem melodię zaledwie sprzed paru dni, dzięki której mogłem się uspokoić po spotkaniu z sukkubem. Przywitałem się z nią krótko i ruszyliśmy w przeciwną stronę niż ta, gdzie mieszkała Ceri. Tknięty przeczuciem skręciłem specjalnie w tą stronę, kątem oka spoglądając na dom burmistrza.
     - Ktoś nas obserwuje - stwierdziłem szeptem, przyspieszając kroku. W końcu musieliśmy jeszcze przejść teraz przez pół wioski, by dostać się do odpowiedniego domu. - Może popadam w paranoję, ale naprawdę widziałem kogoś w oknie. Wolę być ostrożnym i nadłożyć drogi.
     Dom Ceri wyglądał dokładnie tak samo jak wczorajszego dnia. Przeszliśmy przez furtkę i zapukałem do drzwi. Niemal od razu odpowiedziało nam szczekanie psa zza drzwi, a w małej przybudówce zameczała koza, jakby również ona wyczuła intruzów. Chwilę potem usłyszeliśmy szuranie po podłodze i przekręcanie klucza w zamku.
     Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Po wysłuchaniu tych wszystkich złych rzeczy na jej temat raczej oczekiwałem brzydkiej, może nawet chorej lub w jakiś inny fizyczny sposób ułomnej kobiety. W końcu na takich ludzi też często rzucane są oskarżenia. Ale jakże się zdziwiłem, gdy drzwi otworzyła nam drobna, długowłosa blondynka, nieco jeszcze zaspana, z wciąż potarganymi włosami. Miała na sobie prostą, szarą sukienkę, jakby dopiero co się ubrała i rozpoczynała swój dzień od zwykłych obowiązków.
     - Inkwizycja? - spytała dźwięcznym głosem, wodząc spojrzeniem ode mnie do Royes i z powrotem. Miała duże oczy. Od razu dostrzegłem, iż jedno jest błękitne, zaś drugie błyszczy zielenią. - Przyszliście po mnie, prawda? Wieśniacy już pewnie przygotowali dla mnie stos… - na jej twarzy pojawił się głęboki smutek, a w oczach zalśniły łzy. Miałem w tamtym momencie ochotę pocieszyć ją, powiedzieć, że nic wcale nie jest przesądzone, choć wciąż milczałem pod wpływem jej spojrzenia. Jeszcze nigdy nie widziałem, aby ktoś miał dwukolorowe oczy.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#86 29-12-2019 o 11h38

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Balamonte nie kazał mi długo na siebie czekać. Zdawał się nie być zupełnie wyspanym, lecz twarz miał pogodną. Przestałam nucić, przywitaliśmy się i zaczął nas prowadzić. Zdałam się na niego, lecz szybko dostrzegłam, że w jego zachowaniu pojawił się niepokój. Zerkał ostrożnie w stronę domu burmistrza. Aż sama chciałam odwrócić głowę, lecz nie chciałam się zdradzać.
    Wkrótce jednak mężczyzna wytłumaczył mi, że widział kogoś w oknie. Wciągnęłam zimne powietrze do płuc.
    — Może po prostu ktoś też już się obudził i z ciekawości nam się przyglądał — powiedziałam bez przekonania. — A może jednak to wygodne lokum jeszcze odbije nam się czkawką.
    Szliśmy szybko przez senne jeszcze miasteczko otulone lekką mgłą. W końcu wyszliśmy z głównych uliczek i dotarliśmy do niewielkiej chaty, zbudowanej według tego samego wzoru co wszystkie inne. Balamonte zapukał do drzwi, najpierw odezwały się zwierzęta, a potem otworzyła nam młoda, bardzo ładna dziewczyna. Mimo rozczochranych włosów i skromnego ubioru, z  jej twarzy biła zaskakująca szlachetność, która nie pasowała do tego miejsca. Wreszcie te dwukolorowe oczy. Czy ten wygląd wystarczyłby, żeby uznać ją za czarownicę? Możliwe.
    Przez chwilę spoglądałam na nią bez słowa, onieśmielona niewinnymi łzami i tym delikatnym głosem. Z jednej strony pragnęłam ją pocieszyć, ochronić, a z drugiej wiedziałam, że może to być pułapka, aktorstwo. Balamonte zawały się targać te same emocje.
    — Spokojnie, to nie oni decydują o tym, kto jest winny — powiedziałam, starając się nie brzmieć ani zbyt surowo, ani zbyt łagodnie. — Możemy wejść porozmawiać?
    Pokiwała niepewnie głową i wpuściła nas do środka. Pogłaskała burego psa, uspokajając go, by nie warczał na nas. Potem z niepewnością podchodził nas obwąchać.
    — Boi się obcych, odkąd dzieciaki obrzuciły go kamieniami — wyjaśniła cicho.
    Zaprowadziła nas do głównej izby, pachnącej gotowanymi warzywami. Usiedliśmy naprzeciwko niej przy ciemnym stole. Mieliśmy do niej wiele pytań, lecz nie wiedziałam, od którego zacząć.
    — Od początku cię tu nie lubili? — zapytałam wreszcie, lekko drżącym głosem.
    —  N-nie. Gdy przyjechałam tu, wszyscy byli dla mnie bardzo mili na początku. Pomagali mi przygotować dom, zawsze też znalazła się dla mnie jakaś dodatkowa praca. Było bardzo dobrze — załkała na końcu. — Dopiero gdy… Gdy to wszystkie sprawy się zaczęły…
    Nic w jej słowach mnie nie zaskoczyło. Nie szuka się winnego ani kozła ofiarnego, gdy wszystkim dobrze się żyje.
    — A co o nich wiesz, o tych wydarzeniach? I o Albie. — Zacisnęłam dłonie pod stołem.
    Dziewczyna zaczęła trząść się i zaniosła się szlochem. Wyglądało na to, że przez chwilę nic z niej nie wydobędziemy. Westchnęłam, zerkając na Balamontego. Przepytywanie jej nawet w ten sposób przynosiło dziwne poczucie winy. Nie wyobrażałam sobie, jak bym się czuła, gdybym musiała z niej wydusić prawdę.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#87 29-12-2019 o 23h44

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Przeszedłem przez próg domostwa zaraz za Royes, rozglądając się od razu po pomieszczeniu. Nie było zbyt wielkie, umeblowanie również okazało się skromne. Wyciągnąłem dłoń w kierunku psa, gdy podszedł pod stołem i zaczął wąchać skraj mojego płaszcza. Warknął krótko, ale po chwili pozwolił pogłaskać się po głowie.
     Usiedliśmy razem przy stole i słuchałem, co miała do powiedzenia Ceri. Nie potrzeba było jednak wiele czasu, aby ponownie doprowadzić ją do łez. Odwzajemniłem spojrzenie Royes, nie do końca wiedząc, co dalej robić. Pytać? A może poczekać aż sama zacznie mówić? Zanim ktoś się odezwał lub coś zrobił, zacząłem szukać po kieszeniach chusteczki. Byłem pewien, że gdzieś ją miałem po tym, jak zwróciła mi ją Royes. W końcu znalazłem ją w wewnętrznej kieszeni płaszcza i podałem ją zapłakanej dziewczynie.
     - Proszę nie płakać, jesteśmy tu po to, żeby pomóc w odnalezieniu prawdziwego sprawcy. Dlatego musimy dowiedzieć się jak najwięcej - dziewczyna kiwnęła głową, ocierając oczy i nos, choć nie od razu doszła do siebie. Najwidoczniej potrzebowała na to więcej czasu. - Jeśli ci to pomoże, możemy najpierw napić się herbaty. W końcu pewnie dopiero wstałaś, a my ci w tym przeszkodziliśmy - zaproponowałem na co kobieta uniosła na mnie spojrzenie. Ten pomysł chyba bardziej jej się spodobał. Będzie mieć dzięki temu więcej czasu na poukładanie sobie tego, co mogła nam powiedzieć.
     - Tylko że… Dopiero rozpaliłam, jeszcze nie zdążyłam… - wstała i pobiegła do paleniska, jakbym dopiero jej przypomniał o tym. Rozdmuchała na nowo ogień, podkładając ostatnie kawałki drwa. - Muszę wyjść po więcej drewna, proszę poczekać… - powiedziała, jakby nieco zawstydzona, podnosząc z podłogi szmatę, na której najwyraźniej przynosiła drewno.
     - Pomogę - zaoferowałem się od razu i pomimo cichych protestów dziewczyny, zostawiłem płaszcz na krześle. - A koleżanka przypilnuje ognia i nastawi wody na herbatę - zwróciłem się do Royes, niemo dając jej do zrozumienia, iż przy okazji mogłaby sprawdzić to i owo. Ceri mogłaby wyglądać na najbardziej niewinną osobę na świecie, jednak to nie oznaczało, że mogliśmy ją wykluczyć z podejrzanych. Każdy mógł być sprawcą i należało sprawdzić każdego.
     Na zewnątrz Ceri najpierw postanowiła wypuścić kozę. Wyprowadziła zwierzę z malutkiej stajenki i dopiero potem poszliśmy za dom, gdzie w pierwszej kolejności przyszło nam narąbać tego drewna. Skrzywiłem się lekko, widząc jak wzięła siekierkę. Cóż, może i nikt nigdy nie dawał mi czegoś takiego do ręki, jednak duma nie pozwalała mi na to, bym patrzył jak kobieta się męczy.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#88 10-01-2020 o 21h13

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Balamonte wykazał się pewną delikatnością podczas rozmowy z dziewczyną. Odzywał się bardzo taktownie i podał jej chusteczkę, którą najwyraźniej nosił przy sobie cały czas. Zaskakująca elegancja. Ona przyjęła ją, lecz nie nadążała ocierać łez z policzków. Ciekawe, czy zawsze taka była, czy stres wywołał w niej tak silną reakcję. I jak ona w ogóle znalazła się w tym miejscu zupełnie sama? Bardzo nietypowe.
    Z zaciekawieniem przechyliłam głowę, gdy Ceri przestała szlochać zagadnięta o herbatę. Zerwała się nagle i podbiegła do paleniska, najwidoczniej przypominając sobie, że powinna zachowywać się bardziej gościnie. Spojrzałam na Balamontego będąc pod wrażeniem, że stworzył tak dogodną atmosferę i sytuację. Akurat też odwrócił na mnie sugestywnie wzrok, niby prosząc o zajęcie się ogniem, więc wiedziałam, co mam robić.
    Ledwie zniknęli za progiem, znalazłam się w kuchennej części izby. Moją uwagę zwróciły suszone zioła wiszące u powały. Na szczęście pies wyszedł za nimi, więc nie musiałam się obawiać, że potraktuje mnie jako intruza, jeśli zacznę grzebać. Szybko zerknęłam na pęki roślin, niektóre wąchając, gdy nie mogłam ich rozpoznać w półmroku. Pokrzyk, ale liście, arnika, rumianek, szęleżnik… Przynajmniej dwie potencjalne trucizny, ale jednocześnie lekarstwa.
    Przejrzałam z wierzchu zawartość szafek, ale nie było w nich nic podejrzanego. Ot, znowu zasuszone liście, ale w pudełeczku — tym razem herbata. Słysząc uderzenia siekiery z zewnątrz, zajrzałam jeszcze do drugiej, sypialnianej izby i tam otworzyłam drewniany kufer. Miał kłódkę, ale teraz była otwarta. Musiała jej nie zamknąć. W środku znajdowało się mnóstwo ubrań i tkanin, bardzo delikatnych i raczej drogich. Zdziwiona zanurzyłam w nich rękę i natrafiłam na sakiewkę z monetami. Odsunęłam się zaskoczona i zamknęłam wieko. Te rzeczy były akurat bardzo podejrzane. Skąd mogła mieć.
    Uderzenia ucichły, więc szybko wróciłam do paleniska. Zziajana wrzuciłam do ognia jakąś gałązkę, udając, że pilnowałam go cały czas. W tym momencie wszedł Balamonte dźwigając szczapy drewna, a zaraz za nim Ceri.
    — Woda zaraz się zagotuje — powiedziałam z lekkim uśmiechem, może nazbyt nerwowym. — Gdzie znajdę kubki?
    Dziewczyna jednak nie chciała już słyszeć o żadnej pomocy. Nie naciskałam, ale dorzuciłam jeszcze przyniesione drewno do paleniska. Zabrałam je z ramion mężczyzny, przy okazji próbując gestem dłoni dać mu znać, że sytuacja jest niejasna.
    — Godne podziwu, że dajesz sobie tutaj radę zupełnie sama — powiedziałam szczerze, mając jednak nadzieję, że to skłoni ją do zwierzeń.
    — Moi rodzice wcześnie umarli, więc musiałam sobie jakoś radzić — odparła smutno, lecz nie zaczęła już płakać. — Myślałam, że tu będzie łatwiej niż w dużym mieście.
    Wkrótce przyniosła nam parujący napar. Na wszelki wypadek gdy go przygotowywała, patrzyłam, czego używa. Była to jednak po prostu herbata.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#89 15-01-2020 o 20h12

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     - Chyba… Chyba nie robisz tego zbyt często - odezwała się Ceri trochę niepewnie, gdy rozpiąłem kołnierz koszuli, już zmęczony wymachiwaniem siekierą.
     - Nie - przyznałem, próbując nie zwracać uwagi na jej niewyraźną minę. Wyglądała tak, jakby miała się za chwilę roześmiać i jednocześnie próbowała powstrzymać ten śmiech. Pewnie sam miałbym taką minę na jej miejscu, gdybym patrzył z boku na swoje wysiłki. Całe szczęście nie było nikogo w pobliżu, kto mógłby jeszcze mnie zobaczyć. Nawet przy Royes byłoby wstyd się przyznać. A może szczególnie przy niej, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że będziemy spędzać ze sobą jeszcze sporo czasu nad tą sprawą.
     W końcu wróciliśmy do domu z pełną szmatką drewna, gdzie Royes pomogła mi to odłożyć obok paleniska. Próbowała przy tym coś mi przekazać, ale nie do końca potrafiłem odczytać o co jej chodzi. Zrozumiałem dopiero gdy siedzieliśmy już przy stole, a Royes uważnie przyglądała się dziewczynie. Widocznie znalazła coś, co musiało ją zaniepokoić, dlatego i ja spojrzałem dziewczynie na ręce, choć nie dostrzegłem nic dziwnego.
     - Nie miałaś jakiejś rodziny, u której mogłabyś się zatrzymać? - spytałem, kontynuując rozpoczęty temat.
     - I być ciężarem dla nich? - Ceri smutno pokręciła głową, ujmując w dłonie kubek z gorącą herbatą. - Moja rodzina nigdy nie należała do bogatych, w domu nigdy się nie przelewało, ale jakoś dawaliśmy radę. Mam ciotkę, ale nigdy nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu, dlatego zostałam sama.
     - Jak więc tu trafiłaś? - kobieta nie od razu odpowiedziała, najpierw zastanawiając się chwilę. Lub próbując powstrzymać kolejne łzy, co chwilę później potwierdziła ocierając oczy i nos. Później opowiedziała o sprzedaży domu, który w mieście był zbyt drogi w utrzymaniu i o sposobie w jaki się tu dostała. Nie było w tym nic dziwnego ani nadzwyczajnego. Po prostu nie dawała sobie rady sama w mieście. Samotnej kobiecie z pewnością było ciężko. A tutaj spotkała się z ciepłym przyjęciem i pomocą mieszkańców. Jej historia nie miała w sobie nic podejrzanego.
     - A jak było z Albą? - w końcu zadałem pytanie, o które najbardziej nam chodziło i na które wcześniej nie była w stanie odpowiedzieć.
     - Była dobrą dziewczyną - westchnęła po krótkiej chwili. - Ona, ja i Estaria byłyśmy przyjaciółkami - to była w końcu jakaś istotna informacja, o której nikt inny nie raczył nam wspomnieć. Ani Estaria, ani Lorcan, ani sam sołtys. To samo w sobie było dziwne i tylko coraz bardziej przekonywało mnie do słów Alby. - Wszystko się zmieniło po jej śmierci. Mieszkańcy uznali, że to moja wina, bo znam się na ziołach. Z tego się utrzymywałam, matka nauczyła mnie wszystkiego. Robiłam zioła na ból brzucha, głowy, takie… specjalne dla kobiet - tu wymownie spojrzała na Royes, by zaraz kontynuować. - Potem uznano, że to ja otrułam Albę, a potem zrobiłam te wszystkie straszne rzeczy z jej ciałem. Ale ja nie miałam po co! Była moją przyjaciółką, byłyśmy prawie jak siostry, nie wiem, kto mógł zrobić coś tak okropnego!
     - A Estaria? - zapytałem szybko, nim kolejne łzy popłynęły z oczu Ceri. Ta zwróciła na mnie spojrzenie, nie rozumiejąc o co mi chodzi. - Czy nie zachowywała się ostatnio jakoś inaczej? Coś wzbudziło twoje podejrzenia? Może pokłóciłyście się o coś? - kobieta oparła się ciężko na krześle, milknąc. Spoglądała na nas tak, jakby właśnie któreś z nas uderzyło ją w policzek. Trudno było określić, czy coś ją właśnie olśniło, czy miała ochotę wyrzucić nas z domu za oczernianie jej byłej już przyjaciółki.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#90 08-02-2020 o 15h21

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Było w tej dziewczynie coś takiego, że współczuło jej się z wielką łatwością. Nawet jeśli jej historia wydawała mi się dziurawa, to poczułam dziwny ucisk w żołądku, gdy powiedziała, że nie mogła zostać z rodziną. Upiłam łyk herbaty, by je zagłuszyć i skupić się na naszym zadaniu.
    Balamonte dobrze jednak radził sobie z przesłuchaniem. Zaczął od pytań, które po prostu pozwalały jej nieco opowiedzieć o sobie. Mogło to jej dawać poczucie zainteresowania, a my otrzymywaliśmy informacje, których potrzebowaliśmy. Znalazła się w tym miasteczku, bo zaoferowano jej dobrą cenę za dom. Pewnie potrzebowali tutaj dużo mieszkańców i to dlatego. Zapewne przybywało też więcej mężczyzn niż kobiet, więc przyjętą ją tym chętniej — jako materiał na przyszłą żonę. Nie zdziwiłoby mnie to.
    Wreszcie jednak padło pytanie, które było głównym powodem naszej wizyty. Kwestia Alby. Mimowolnie zmarszczyłam czoło słysząc, że nie tylko Estaria i Alba były przyjaciółkami, ale i Ceri się z nimi zadawała. Lorcan nic o tym nie powiedział, a szczerze wątpiłam, by była to dla niego tajemnica. Być może jego rodzina zupełnie chciała odciąć się od domniemanej wiedźmy? Chodziło tylko o wizerunek czy coś jeszcze się za tym kryło.
    Pokiwałam głową ze zrozumieniem na słowa o “ziołach specjalnie dla kobiet”, wiedząc, że faktycznie niektóre z zasuszonych roślin w kuchni mogły przynieść ulgę krwawiącym. Odruchowo kiwałam głową również później, gdy mówiła, że nigdy nie byłaby w stanie zrobić czegoś tak okropnego. Bardzo chciałabym móc po prostu jej wierzyć.
    Jednak następne pytanie, mimo całej delikatności Balamontego, kompletnie rozbiło dziewczynę. Przestała płakać i spojrzała na nas tak, że aż poczułam lekki niepokój. Przez chwilę siedziała nieruchomo i już chciałam jakoś dodać jej otuchy, gdy odezwała się pierwsza:
    — Nie, nic takiego sobie nie przypominam — stwierdziła pewnie, odgarniając włosy z czoła. — Alba też nic nie wspominała, by pokłóciła się z kimkolwiek. Wszyscy ją bardzo lubili.
    Nie brzmiało to wszystko zupełnie pewnie, ale samo zawahanie mogło być dla nas pewną wskazówką.
    — A chciałabyś nam coś jeszcze powiedzieć?
    Przybita wzruszyła ramionami, ale po tym podniosła na nas swoje wielkie oczy, mokre jeszcze od łez.
    — Proszę, dowiedzcie się szybko, kto to zrobił. Żeby nikomu nic się już nie stało.
    — Postaramy się. A gdybyś chciała nam coś jeszcze powiedzieć, wiesz, gdzie się zatrzymaliśmy, prawda?
    Pokiwała głową. Miałam nadzieję, że bliskość Estarii nie przeszkodzi jej w razie czego. Może lepiej sami ją jeszcze kiedyś odwiedzimy. Odwróciłam głowę ku Balamontemu, wzrokiem pytając, czy już wychodzimy. W końcu musieliśmy omówić, czego się dowiedzieliśmy.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#91 14-02-2020 o 12h28

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Odpowiedź Ceri jakoś mnie nie zdziwiła. Gdyby dostrzegła coś dziwnego w zachowaniu Estarii, pewnie by nam wcześniej o tym wspomniała lub przypadkiem napomknęła. Chyba że była z nią w zmowie i wszystko to było tylko grą. Byłoby to strasznie zagmatwane, ale wcale nie niemożliwe. Słyszałem o wielu różnych, nieprawdopodobnych przypadkach, które jednak miały miejsce.
     Zamiast westchnąć, opuściłem głowę, spoglądając na swoje odbicie w kubku z herbatą. Słowa dziewczyny wcale niczego nie rozjaśniły i nie byliśmy ani krok bliżej rozwiązania. A przynajmniej takie miałem swoje zdanie. Może Royes dostrzegła coś, co mi umknęło? Uniosłem na nią spojrzenie, wyłapując od razu jej wzrok. Cóż, warto było porównać swoje przemyślenia na temat tego, co właśnie usłyszeliśmy. Bo nawet jeżeli nic nowego nie wniosło nam to do sprawy, to zdecydowanie musieliśmy omówić kilka kwestii. Choćby tą związaną z przyjaźnią dziewcząt, o której dopiero się dowiedzieliśmy. Kiwnąłem nieznacznie głową, zgadzając się tym z kobietą. Dokończyłem tylko herbatę i założyłem płaszcz .
     - Dziękujemy ci za rozmowę. Jeżeli jeszcze będziemy czegoś potrzebować, z pewnością cię jeszcze odwiedzimy.
     - Moje drzwi będą dla was otwarte. I dziękuję. Za drzewo - dodała po chwili już z widocznym uśmiechem na ustach. Wydawałoby się, że poczuła się już znacznie lepiej i przestała ronić łzy.
     - Nie ma za co. Przynajmniej miałaś trochę… uciechy - przyznałem, czujac jak na twarzy pojawiaja się lekki rumieniec. Nie spoglądałem na żadną z kobiet, gdy się żegnaliśmy, starając się skutecznie omijać ich spojrzenia. Dopiero jak oddaliliśmy się nieco od domu Ceri, zwolniłem nieco kroku.
     - Chodźmy gdzieś z dala od naszych gospodarzy. Chyba lepiej nie rozmawiać w ich pobliżu - skoro Estaria i cała rodzina sołtysa nie była z nami do końca szczera, to lepiej, aby wciąż myśleli, że o tym nie wiemy. Tylko co nimi kierowało, skoro tak postąpili? Trudno było stwierdzić, co Ceri zrobiła takiego, że wszyscy ją obarczali całą winą, jednocześnie zatajając przed nami pewne fakty.
     - Może zobaczmy co jest poza murami? - zapytałem Royes, idąc z nią jedną z uliczek. - Będziemy mogli porozmawiać bez obaw i nieco wybadać teren. Czasem poza murami też można coś ciekawego znaleźć.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#92 22-02-2020 o 11h12

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Faktycznie pożegnaliśmy się z Ceri, która wydawała się wyglądać o wiele lepiej, niż gdy zapukaliśmy do jej drzwi. Było to dziwne, ale podnoszące na duchu. Inkwizycja zwykle nie przynosiła uśmiechu, a jedynie surową sprawiedliwość. Wciąż trzeba więc odrzucać własne sympatie.
    Mimo wszystko starałam się mieć na baczności i nawet zachowanie dziewczyny oraz Balamontego trącało moją czujność. Mężczyzna wydawał się… speszony? Gdy odeszliśmy od chatki, starałam się nie zerkać na niego zbyt ciekawsko. Trudno było mi nie przypomnieć sobie wydarzeń sprzed kilku dni, bo przecież nie trzeba być sukkubem, by uwieść człowieka.
    Przełknęłam ślinę, zdając sobie sprawę, że histeryzuję. Nawet jeśli ci dwoje spodobali się sobie nawzajem, to nie znaczy, że wmieszana jest w to magia. Dobrze powinnam o tym wiedzieć. Zmieszałam się przez własne myśli.
    — Tak, chodźmy — przytaknęłam dosyć niemrawo. — Im dalej od wszystkich tym lepiej.
    Na szczęście z miejsca, w którym się znajdowaliśmy, nie było daleko do murów. Właściwie “mury” to było za wielkie słowa, był to raczej kamienny wał, jednak niedaleko od nich zaczęto budować potężniejszą konstrukcje, wysoką na kilka metrów. Póki co mogliśmy przejść spokojnie w stronę łąk i lasów. Okolica była bardzo piękna.
    — Znalazłam u niej sporo ziół, więc to zgadza się z tym, co mówiła — zaczęłam od wyjaśnienia, czego dowiedziałam się w czasie, gdy wyszedł rąbać drewno. — Niektóre z nich mogłyby być trujące, ale używa się ich też leczniczo. To więc nic podejrzanego. Ale w jednej skrzyni znalazłam mnóstwo drogich materiałów. Nie wiem, skąd mogłaby ich tyle wziąć.
          Szliśmy wyjeżdżoną przez wozy drogą, obok pustych już pól. Przed nami był już tylko jeden, samotny dom. Był nadszarpnięty zębem czasu, ale wydawał się solidny, jednak opuszczony. Może nikt nie chciał mieszkać poza murami?
          — Ale ta przyjaźń z Estarią i Albą… Dlaczego wszyscy to ukrywają? Wydawało mi się, że rodzina burmistrza nie wydała swojego osądu — myślałam na głos. — I teraz problem, czy próbujmy ich przycisnąć i pytamy wprost, czy udajemy, że nic nie wiemy.
    Ta sprawa wydawała mi się trudniejsza niż poprzednia przed nadmiar podejrzanych. Spojrzałam na chłopaka obok siebie.
    — Bardzo nie podoba mi się teraz, że mieszkamy w ich domu — mruknęłam.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#93 26-02-2020 o 02h27

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Kiwnąłem głową na każde ze słów Royes, które usłyszałem. Domyśliłem się, że kobieta właśnie dlatego uważnie patrzyła na ręce Ceri, gdy ta szykowała nam herbatę. Jeżeli miała takie zioła w swoim domu, mogła równie dobrze nas nimi poczęstować. Dobrze, że z nas dwoje to Royes mogła przeszukać dom. Sam miałem bardzo podstawowe pojęcie o ziołach leczniczych, a o tych trujących jeszcze mniejsze. Mogłem tylko pogratulować jej dobrej znajomości zielarstwa.
     - Może zostało jej z poprzedniego domu albo z jego sprzedaży. Taka pamiątka po rodzicach. Albo trzyma je na czarną godzinę, by sprzedać - stwierdziłem, choć tak naprawdę nie miałem pojęcia skąd u dziewczyny mogło być coś takiego cennego. Tym bardziej, że wcześniej nie pochodziła z bogatej rodziny. Byłem niemal pewien, że jeszcze odwiedzimy Ceri, by wyjaśnić kilka spraw. Najpierw jednak chyba przydałoby się dowiedzieć czegoś na temat tej przyjaźni, o której nikt wcześniej nam nie mówił. To była ważniejsza sprawa niż drogie tkaniny. Mogła je równie dobrze komuś ukraść, to nie miało wpływu na wiedźmę. O ile nie ukradła ich swoim ofiarom…
     - Ta sprawa ma coraz więcej pytań niż odpowiedzi - stwierdziłem przyciszonym głosem, na w pół do siebie, na w pół do Royes. - Sami gospodarze mają więcej tajemnic niż nasza wiedźma. Myślę więc, że możemy ich najpierw nieco poobserwować zanim zdradzimy, że wiemy o tej przyjaźni. Może mają więcej do ukrycia. Skoro raz nas okłamali, to raczej nie będą mieć problemów przed zrobieniem tego ponownie. A może właśnie będzie nam łatwiej ich obserwować, dzięki temu, że z nimi mieszkamy? Nie wiem, Inocencia, musimy uważać w każdym razie - przyznałem, odwzajemniając spojrzenie kobiety.
     - Myślisz, że ktoś tu mieszka? - spytałem, gdy przechodziliśmy obok starego domu. Nie wydawał się zamieszkały, jednak nie w takich warunkach ludzie mieszkali. Ten dom wydawał się całkiem dobry do zamieszkania. - Ale zdaje mi się, że nie słyszałem, by ktoś mówił o domu poza murami - okna były wyraźnie przykurzone, na zewnętrznym parapecie stała pusta, pęknięta donica lecz drzwi były zamknięte, a zawiasy znajdowały się w bardzo dobrym stanie. Gdyby dom był od długiego czasu opuszczony to z pewnością miałby już dzikich lokatorów. Podzieliłem się swoimi przemyśleniami z Royes.
     Właściwie to nic nam po opuszczonym domu, chciałem tylko sprawdzić, czy ktoś tam mieszka. To zajęłoby najwyżej minutę, dlatego skierowałem się w stronę ganku. Stawiając stopę na drewnianym podeście poczułem od razu coś dziwnego. Uczucie, które już znałem i które zdecydowanie mi się nie podobało. Zimno, mdłości, do tego uczucie… bycia obserwowanym. Rzuciłem krótkie spojrzenie Royes, choć po jej minie nic nie mogłem odgadnąć.
     Przez okna rzeczywiście niewiele można było dostrzec. Na pukanie nikt nie odpowiadał, dlatego wzruszyłem ramionami, ostatecznie uznając, że pewnie jest opuszczony albo właściciela od bardzo dawna nie było. Dla udowodnienia, że tak jest, złapałem za klamkę, chcąc sprawdzić, czy solidnie wyglądające zawiasy rzeczywiście takie są. I jak szybko to zrobiłem, tak szybko puściłem, rzucając przy tym kilka przekleństw. Niemal odskoczyłem od drzwi, czując jak gorąc zalewa moją dłoń.
     - To parzy - w mgnieniu oka znalazłem się obok Royes, machając dłonią, by choć trochę ochłodzić oparzone miejsce. - Co to jest u licha?


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#94 01-03-2020 o 14h12

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    — Może tak — mruknęłam bez przekonania na sugestię Balamontego.
    Westchnęłam cicho. Na pewno mogłam się zgodzić z tym, że mamy za mało odpowiedzi. Mogliśmy produkować w swoich głowach tysiące hipotez, ale potrzebowaliśmy jakiejkolwiek ich weryfikacji. I mogłam się zgodzić z tym, że musimy uważać.
    — Będzie dobrze udawać, że nie mamy żadnych postępów. W ogóle udawać głupich — dodałam.
    Pomysł z obserwowaniem rodzeństwa podobał mi się, był rozsądny. Pomyślałam znów z ulgą, że to dobrze, że właśnie jego do mnie przydzielono. Wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu nie postępował pochopnie i miał zarówno cierpliwość jak i zawzięcie — cechy, które zazwyczaj wykluczały się u większości młodych inkwizytorów.
    Ale zdziwiłam się, gdy jego zainteresowanie przykuł samotny dom. Nawet jego argumenty niezbyt mnie przekonały. Uznałam jednak, że nic nam nie zaszkodzi podejść bliżej, więc nie podzieliłam się nimi. Stałam trochę z boku, rozglądając się po okolicy, gdy Balamonte zerknął do okien i wreszcie zapukał do środka. Znikąd żadnej reakcji. Chociaż z boku domu stała buda, żaden burek nie wyszedł się przywitać ani zaszczekać. Chłopak też wydawał się tym lub czymś innym zaniepokojony.
      I gdy ledwie dotknął klamki, odsunął się od niej nagle, mrucząc pod nosem przekleństwa. Jak oparzony, pomyślałam, ale zaraz okazało się, że to nie tylko porównanie. Kazałam mu poczekać i podbiegłam  do studni, by zaczerpnął z niej wodę. Na szczęście niczego nie brakowało i po chwili wyciągnęłam cebrzyk pełen zimnej wody.
    — Włóż tu dłoń na kilka minut — powiedziałam, kładąc go przed Balamontem. — Poza tym wszystko w porządku? Mogę później przygotować jakąś maść. — dodałam.
    Korzystając z jego unieruchomienia postanowiłam sama podejść do drzwi i sprawdzić, co właściwie z nimi nie tak. Odpowiedź wydawała się oczywista: magia. Może jednak było jakieś rozwiązanie.
    Na początku nic nie poczułam w pobliżu domu, dopiero gdy przyłożyłam swoją dłoń o kilka centymetrów od drzwi, dotknęłam utkanej z powietrza wibrującej granicy. Ze zdenerwowania zabrakło mi powietrza w płucach. Czułam, że mogę dotknąć klamki i nic mi się nie stanie, ale nie chciałam tego robić. Wiedziałam, że to ryzykowne. W końcu jednak przełamałam się i zbliżyłam rękę. Wibrująca bariera rozpłynęła się i mogłam otworzyć drzwi. Klamka była zimna.
    — T-to chyba działało tylko raz, na jedną osobę — zawołałam do Balamontego. — Możemy wejść!
    Ledwie jednak skończyłam mówić, z wnętrza dobiegło mnie dzikie warczenie. Byłam już dosyć zdenerwowana, więc teraz zupełnie wystraszona cofnęłam się o kilka kroków i potknęłam o coś. Leżąc już na ziemi, widziałam, jak zza uchylonych drzwi wysuwa łeb niezwykłych rozmiarów pies.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#95 27-03-2020 o 12h06

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Nie mogąc wydusić z siebie za wiele, jedynie podziękowałem kobiecie, wkładając oparzoną dłoń do wody. Od razu odczułem ulgę. Miałem nawet podziękować Royes za maść. Przecież nie będę jej zawracać głowy swoim poparzeniem. Podniosłem na chwilę wzrok, patrząc co robiła. Każdy jej ruch może i był ostrożny i spokojny, ale wstrzymałem oddech, gdy sięgnęła do klamki. Byłem niemal pewien, że i ona zaraz odskoczy poparzona. Zbliżając dłoń do klamki nie odczuwałem żadnego ciepła, dopiero jak jej dotknąłem, uznałem więc, że i to mogło zmylić Royes. Jednak nie, ona rzeczywiście otworzyła drzwi. Ze zdumieniem uznałem, że miała rację i magia działała tylko jednorazowo, a drzwi w jednej chwili stanęły otworem.
     Wyciągnąłem dłoń z cebrzyka, nieco otrzepując ją z wody. Pewnie i sam dom był pełen innych mniej lub bardziej groźnych pułapek. Musieliśmy być ostrożni o czym się przekonałem o wiele szybciej niż myślałem. Ledwie się wyprostowałem, a zza uchylonych drzwi doszedł do nas warkot. Stałem chwilę, nie wiedząc co zrobić. Bury pies bardziej przypominał przerośniętego wilka i nie miał zbyt miłego nastawienia w stosunku do obcych.
     Nie wiedziałem co robić. Co mogliśmy zrobić w starciu z agresywnym psem? Co najwyżej uciec, tylko gdzie? Wioska była poza naszym zasięgiem, wilczur dopadł by nas zaraz za altaną, a to wiązało się z odcięciem jakiejkolwiek drogi ucieczki. Czułem ciarki przebiegające po plecach. Gdybym tylko wiedział co nas spotka w tym domu, nigdy bym tak nas nie próbował narażać. To było głupie. I nieodpowiedzialne. A teraz przez to Royes była na wyciągnięcie kłów zwierzęcia. Zwierzęcia, które wyszło zza drzwi, nie dając ani chwili na rozmyślania. Jedyne co w tamtym momencie przyszło mi na myśl to woda, która stała u moich stóp. Złapałem ją i w momencie gdy pies skoczył w kierunku kobiety, wylałem na niego kubeł zimnej wody. Odskoczył na bok, trzepiąc głową, co dało mi zaledwie moment, by złapać Royes, dźwignąć ją na nogi i wepchnąć za drzwi chaty. Oparłem się o nie plecami w chwili, gdy pies uderzył o nie swoim ciałem, ujadając wściekle.
     - Chyba… powinienem zostawić ten dom w spokoju - szepnąłem, próbując uspokoić oddech. W międzyczasie rozejrzałem się po pomieszczeniu skąpanym w półmroku. Musiałem odczekać aż oczy przyzwyczają się do ciemniejszego miejsca i najpierw przyjrzałem się Royes. - Wszystko z tobą w porządku? Nic ci nie zrobił? - zapytałem, zamykając drzwi na zasuwkę, którą wymacałem nad klamką.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#96 13-04-2020 o 17h08

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Przerażona cofnęłam się, nadal nie będąc w stanie się podnieść Nie spodziewałam się psa, przecież nie szczekał zza drzwi, jak zrobiłby każdy inny pies. Zresztą, w jego oczach było coś, co kazało mi wierzyć, że nie jest to zwykłe zwierzę. Albo został stworzony za pomocą magii, albo po prostu opętany. Niezależnie od odpowiedzi wiedziałam, że nie ma co próbować go uspokoić, bo to się nie uda.
    Myślałam, że pies już rzuci się na mnie, gdy Balamonte nagle wylał na niego zimną wodę, szybko pomógł mi wstać, a potem wbiegliśmy do wnętrza i zamknęliśmy drzwi tuż przed otwartym pyskiem z szeregiem ostrych kłów.
    Chłopak oparł się  drzwi, zamknął je na zasuwkę, a ja przysiadłam przy ścianie lekko zdyszana, próbując uspokoić paniczne bicie serca. Bestia drapała w drzwi, ale na szczęście nie potrafiła sobie z nimi poradzić.
    Na słowa Balamontego wykonałam niejednoznaczne wzruszenie ramionami. Teraz trudno było o tym wyrokować. Było albo za wcześnie, albo za późno.
    — Zobaczymy… — odparłam, spoglądając na niego. — Tylko trochę się obiłam, ale niewiele brakowało. Dziękuję.
    Wstałam i otrzepałam kolana, rozglądając się po domu. Spowity był w półmroku, światło prześwitywało przez szpary w oknach, oświetlając wirujące w powietrzu pyłki. Zerknęłam do pokoju obok wejścia, który wyglądał na coś w rodzaju jadalni. Musieli tu mieszkać całkiem bogaci ludzie i chyba nie wyjechali w pośpiechu. Wszystkie meble były schludnie ułożone, wyglądały, jakby ich właściciel miał wrócić niedługo z krótkiej podróży. W powietrzu nie czuć było stęchlizny, jak to zazwyczaj bywa w starych budynkach.
    — Nie wygląda na długo opuszczony — skomentowałam.
    Przeszłam kilka kroków. Podłoga skrzypiała pod moimi stopami. Zamarłam na chwilę, zdając sobie sprawę, że pies przestał się dobijać do drzwi. Zdziwiona spojrzałam na Balamontego, uważnie nasłuchując. Nagle zwierzę zaczęło przymilnie skomleć, jakby zobaczyło kogoś bliskiego. A potem czyjeś kroki na schodach.
    Chciałam zaproponować szybką ewakuację, ale ktoś zdążył już nacisnąć klamkę, a gdy nie udało się mu otworzyć drzwi, zapukał.
    — E-Ezio, Inocencio? To ja, Estaria. Już dobrze.
    Niby faktycznie rozpoznałam głos, ale wcale nie czułam się o wiele spokojniejsza. Po tych wszystkich dziwnych rzeczach w tym domu, można było się spodziewać, że i to jest jakąś sztuczką. Z drugiej strony, jeśli to faktycznie Estaria byłoby źle udawać, że jej nie słyszymy. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenia z chłopakiem.
    — Estario, jak ci się udało go uspokoić? — zapytałam, jeszcze otwierając drzwi.
    — Znam Draba od bardzo dawna — odparła, gdy jej twarz ukazała się w szparze. — Zdziczał, kiedy jego właściciele wyjechali, musi być więc tu zamknięty.
   


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#97 22-04-2020 o 00h42

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Lekko kiwnąłem głową, gdy Royes potwierdziła, że nic poważnego jej nie dolega. Odsunąłem się odrobinę od drzwi, w które zaraz zaczął drapać pies. Wiedziałem, że to jest niemożliwe, jednak wciąż miałem dziwne wrażenie, jakby zwierzę mogło zaraz wydrapać sobie przejście.
     Odwróciłem się, gdy ponownie usłyszałem drapanie pazurami. Dopiero po chwili rozejrzałem się po wnętrzu domu, idąc śladem Royes. Tym razem nic nawet nie próbowałem dotykać, mając już nauczkę. Lepiej unikać kolejnych ewentualnych pułapek. Pomimo zakurzonych okien dom wyglądał całkiem ładnie i zadbanie. Nie czuć było ani trochę stęchlizny, meble były utrzymane w dobrym stanie, a przedmioty nie walały się porozrzucane po całym domu. Wyglądało to tak, jakby domownicy po prostu wyszli na spacer i mieli zaraz wrócić.
     Ponownie zgodziłem się z kobietą. Dom wydawał się z zewnątrz w nieco gorszym stanie niż był w rzeczywistości. Właściciele musieli go opuścić całkiem niedawno lub też ktoś po prostu dbał o to miejsce. W zamyśleniu prawie wpadłem na Royes, gdy ta nagle się zatrzymała. Jedynie odwzajemniłem jej spojrzenie, chwilę nasłuchując.
     Głos Estarii zaraz doszedł do naszych uszu. Oczywiście mogło to być znowu coś spowodowanego magią, jednak Inocencia już uchyliła drzwi, w których ukazała się dziewczyna. Pies wciąż stał za progiem lecz zdawał się być bardziej posłuszny i mniej skory do ataku na nas. Jej wytłumaczenie było całkiem rozsądne. Zastanowiło mnie tylko jak to jest skoro pies zdawał się być jej całkowicie posłuszny.
     - Jak się tu znaleźliście? - spytała, gdy wyszliśmy na zewnątrz.
     - Zwiedzaliśmy okolicę. Wcześniej jakoś nie mieliśmy do tego okazji - odparłem częściowo zgodnie z prawdą.
     - Ale jak weszliście do domu? Przecież zamknęłam go na klucz - dodała zaskoczona, spoglądając to na mnie, to na Royes.
     - Wcale nie, było otwarte - od razu powiedziałem, uprzedzając Royes gdyby chciała coś powiedzieć. Lepiej, by Estaria nie miała pojęcia o tym, iż oboje wyczuliśmy coś w tym miejscu i by uważała, że znaleźliśmy się tu przypadkiem. Przesunąłem dyskretnie oparzoną dłoń za plecy, by ją ukryć i cofnąłem się, gdy jednocześnie pies warknął, jakby sobie na nowo przypominając o naszej obecności. Jakby wyczuwając moje kłamstwo. Dziewczyna odruchowo złapała psa, mamrocząc coś do niego uspokajająco. - Przechodziliśmy tędy i tylko chcieliśmy sprawdzić czy ktoś tu mieszka. Inocencia złapała za klamkę, drzwi się otworzyły i wyskoczył zza nich pies - kontynuowałem. Posłałem przy tym Royes porozumiewawcze spojrzenie, gdy Estaria zajęta była psem. Wolałem, żeby dziewczyna nie patrzyła na moje ręce, szukając oparzenia, bo z pewnością od razu odkryłaby prawdę. A jeżeli było tak, jak twierdziła Alba, to lepiej, aby ta prawda pozostała tylko pomiędzy mną a Royes.
     Może to było tylko moje wrażenie, a może przypadek, lecz Estaria podnosząc się z kucek od razu powędrowała spojrzeniem do dłoni Royes.
     - A ty co tu robisz?
     - Przyszłam nakarmić Draba - wskazała na zawiniątko, które dotychczas leżało obok niezauważone. Rozwinęła je, ukazując kawałek kiełbasy i kilka kości, które zaraz też podała zadowolonemu psu.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#98 12-05-2020 o 14h49

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Jako, że pies się uspokoił, mogliśmy wyjść na zewnątrz. Atmosfera była jednak napięta. My nie wiedzieliśmy, skąd wzięła się tutaj Estaria, a ona najwidoczniej bardzo dziwiła się, co mu to robimy. Aura kłamstw, niedopowiedzień była prawie widoczna. Spodobały mi się wymówki Ezia i już nie odzywałam się podczas rozmowy, skupiając się na opanowaniu emocji.  To, co kryło się za “zamknięciem drzwi na klucz” było dla mnie oczywiste.
    Więc czarownica była cały czas pod naszym nosem.  Zabezpieczenie na drzwiach i ten pies, przynajmniej przeklęty, nie pozostawały złudzeń. Pytanie brzmiało tylko, czy była morderczynią. Wbrew pozorom to nie było takie pewne.
    — Imię mu pasuje — powiedziałam pojednawczo. — Dobrze, że się zjawiłaś, bo utknęlibyśmy w tym domu.

    — Nie ma problemu — odparła dziewczyna, spoglądając na mnie uważnie.
    Szybko pożegnaliśmy się, tłumacząc obowiązkami i zmęczeniem. Ruszyliśmy drogą w stronę miasta. Byłam zdenerowana i musiałam zmuszać się, by nie iść podejrzanie szybko.
    — Teraz potrzebujemy chyba tylko dowodu — zwróciłam się cicho do mężczyzny.

...


    Kolejne dni upłynęły nam na poszukiwaniu pewności. Nie mogliśmy oskarżyć córki burmistrza bez solidnego dowodu i musieliśmy też uważać, by nie domyśliła się, że w ogóle ją podejrzewamy, a jednocześnie uważnie śledzić. Pianetti nie wtrącał się w nasze sprawy, spotkaliśmy go raz, ale tylko chłodno się z nami przywitał. W końcu więc postanowiliśmy kontynuować przepytywanie ludności, ale również spędzanie czasu z rodzeństwem, kiedy tylko była ku temu okazja.
    Właściwie nie było to takie trudne. Lorcan wciąż chciał mi coś pokazywać, to jakieś nowe budynki, to nowe pomysły, a wieczorami zapraszał na spacery. Męczyły mnie spojrzenia, które coraz jawniej mi posyłał, ale na szczęście tylko do nich się ograniczał. Widocznie strój Inkwizycji, który uparcie nosiłam, wzbudzając niepokój w mieszkańcach, powstrzymywał go przed jakąkolwiek sugestią. Estaria z kolei chętnie rozmawiała z Eziem, jednak niczym się nie zdradzała.
    Czwartego wieczoru Lorcan wyszedł gdzieś sam, a spędziłam wieczór z Clarą, która cerując bieliznę opowiadała mi miejscowe legendy. Dopiero w nocy, gdy wszyscy już położyli się spać, ktoś obudził mnie pukaniem do drzwi. Zaspana podniosłam się  z łóżka, słysząc głos Lorcana.
    — Ino, wybacz, ale chciałbym ci coś pokazać — powiedział łagodnie. — Gwiazdy spadają z nieba.
    Powiedziałam, że tylko tylko się ubiorę i zejdę do niego. Narzuciłam na siebie ubranie, ale wzięłam też ze sobą sztylet. Wpadł mi do ręki, bo leżał na stosie ubrań. Potem cicho wymknęłam się z domu, czując dziwny ucisk w żołądku. Lorcan czekał przed drzwiami na zewnątrz. Wskazał mi wyjątkowo bezchmurne niebo. Faktycznie, co chwilę jasne punkciki sunęły po niebo, rozświetlając się coraz mocniej.
    — Piękne — przyznałam, nieco zaspanym głosem.
    Chłopak zaproponował, że pójdziemy gdzieś, gdzie lepiej widać. Chwycił mnie za dłoń i zaczął prowadzić. Pozwoliłam mu na to, bo liczyłam, że w takich okolicznościach będę w stanie wyciągnąć z niego coś więcej. Trzeba dać mu najpierw odrobinę nadziei.
    Wyszliśmy na niewielkie wzniesienie na oddalone trochę od uśpionych zabudowań. Pod niewielkim jaworze leżał przygotowany najwidoczniej wcześniej koc i jakieś butelki.
    — Widzę, że dobrze się przygotowałeś — powiedziałam, gdy zatrzymał się przede mną.
    — Owszem — odparł, spoglądając na mnie uważnie.
    Wtedy usłyszałam za sobą kroki i nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ktoś zacisnął dłonie na moich ustach. Poczułam dziwny, mdły zapach i nim straciłam przytomność zdążyłam tylko przekląć siebie za to, że nie powiedziałam Ezio, że wychodzę.

Ostatnio zmieniony przez Riwena (12-05-2020 o 14h50)


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

#99 18-05-2020 o 17h56

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 414

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Na początku poczułem czyjś dotyk i oddalony, mglisty głos. Nie potrafiłem odróżnić jednego słowa od drugiego, wszystko zlewało się w jedno. Tak samo jak ten dotyk, który z czasem przestałem odczuwać. I być może nawet nie chciałem, wciąż pozostając w nieświadomości i błogim półśnie. Do czasu aż ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody i w jednej sekundzie zerwałem się na równe nogi, nieco przy tym zataczając na ścianę.
     - Co to ma znaczyć!? - wrzasnął Pianetti, jeszcze szybciej przywołując mnie do porządku i tłumiąc jednocześnie całe moje niezadowolenie i sprzeciw. Spojrzałem na mężczyznę, nic nie rozumiejąc. Odsunąłem z twarzy mokre włosy, by uważnie spojrzeć na Inkwizytora. Był wściekły. Miał czerwone ze złości policzki i mrużył oczy, oczekując na jakąś odpowiedź. Tylko że kompletnie nie wiedziałem, czego ode mnie oczekiwał. Potarłem ze zdenerwowania dłonie. Otworzyłem usta, ale zaraz je zamknąłem, nie umiejąc odpowiedzieć.
     - Ja… ja nie… hm… nie wiem o co chodzi - wydusiłem cicho, czując, że to nie mogło się pozytywnie na mnie odbić. Pianetti zaś wciągnął ze świstem powietrze, jakby zaskoczony moją niewiedzą. Lub też ignorancją, jak zwykł powiadać.
     - Oczywiście, że nie wiesz, skoro śpisz w najlepsze w alkoholowym amoku i nie można cię dobudzić - wycedził mężczyzna przez zęby. Zaraz miałem się sprzeczać, że przecież nie wypiłem ani kropli, jednak wtedy mój wzrok padł na trzy puste butelki znajdujące się na stole w moim pokoju. Jedna z nich została przewrócona, rozlewając swoją czerwoną zawartość, plamiąc tym samym obrus. Ponownie przeczesałem dłonią włosy. Przecież nie wypiłem ani kropli podczas naszego pobytu w miasteczku. Niestety również plama na mojej koszuli mówiła coś zupełnie innego, a ja gorączkowo zastanawiałem się, jak to wszystko się tu znalazło.
     - Zbieraj się, wychodzimy - rzucił. Nie trzeba było mi powtarzać nic dwa razy. Nie rozumiałem, co się działo, ale z Pianettim nie było żadnych dyskusji. W następnej chwili wychodziłem, dopinając czystą koszulę i poprawiając płaszcz. Kątem oka dostrzegłem otwarte drzwi do pustego pokoju Royes. Ją musiał potraktować równie ciepło na przywitanie. Zbiegłem po schodach do kuchni, gdzie przy stole siedziała zapłakana Estaria, pocieszana przez matkę i Lorcana. Chciałem się zatrzymać, dowiedzieć o co chodzi, jednakże niezadowolony pomruk Pianettiego kazał mi podążyć za nim. Pochwyciłem tylko spojrzenie chłopaka, ale nie było czasu na nic więcej. Musiałem prawie biec za Inkwizytorem. Nie pomagali również ludzie, którzy zaczynali szeptać między sobą na nasz widok. Wprawiało mnie to w coraz większe zaskoczenie. Nieprzyjemne zaskoczenie, tym bardziej, że nie było z nami Royes. Może wstała wcześniej niż ja i była już na miejscu, do którego prowadził mnie Pianetti.
     To było niewysokie wzniesienie, na którym zebrało się kilka osób. Mężczyzna zamiast wytłumaczyć mi o co chodzi, wyciągnął dłoń, wskazując na drzewo. A raczej na to, co leżało pod drzewem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to wszechobecna krew. Krew, a wśród niej niebieski odcień płaszcza. Poczułem, jak uginają się pode mną nogi, a dreszcze przechodzą po całym ciele. W jednej chwili zrobiło mi się gorąco, a dłonie zrobiły się wilgotne. Z trudem podszedłem do leżącego na ziemi ciała, by opaść przy nim na kolana. Dopadły mnie okrutne mdłości, gdy odwróciłem martwe ciało na plecy i spojrzałem na twarz kobiety. Nie dało się jej rozpoznać lecz ciemne włosy i splamiony krwią niebieski płaszcz z inkwizytorskim krzyżem sugerowały tylko jedno. Tylko jedno. Tylko jedną. Tylko ją. Tylko… nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.
     To nie mogła być Royes.
     Z tego wszystkiego wyrwał mnie Pianetti. Potrząsnął mnie za ramiona, każąc wypuścić kobietę. Dźwignął mnie na nogi, odwracając przodem do siebie.
     - Dobrze się czujesz? - spytał nieco łagodniejszym tonem. Nie odpowiedziałem. Spojrzałem tylko na swoje czerwone, trzęsące się dłonie i pokręciłem przecząco głową.
     - Jak to się stało? - zapytałem, gdy powróciła mi zdolność mowy. - Przecież wczoraj… Jeszcze życzyła nam dobrej nocy gdy wracała do pokoju. Nawet słyszałem przez drzwi jak chrapała. Czasem jej się zdarzało.
     - To ja ciebie się pytam. Nic nie słyszałeś w nocy? Może coś cię zaniepokoiło?
     - Nie, wszystko było w porządku. Cisza i spokój i…
     - Pewnie. Dla pijanego nic nie jest podejrzane.
     - Nie piłem! - warknąłem, czując jak narasta we mnie złość. Odepchnąłem od siebie ręce mężczyzny. Widziałem jak patrzył na mnie z dezaprobatą, niezadowoleniem i nawet zawodem. Tego byłem pewien, nie wypiłem poprzedniego wieczoru ani kropli wina. Może nie do końca potrafiłem sobie wszystko dokładnie przypomnieć, ale to wiedziałem z całą pewnością.
     - Jakiś czas temu przybiegł do mnie najstarszy syn sołtysa - zaczął Inkwizytor, swoim zwyczajnym, szorstkim głosem. - Powiedział, że jego siostra została zaatakowana przez czarownicę. Royes była w pobliżu i pobiegła jej na ratunek, sama przypłacając to życiem. A ciebie nie można było dobudzić. Jak to wytłumaczysz?
     Nie wytłumaczyłem. Nie potrafiłem. Przecież oboje z Royes wiedzieliśmy kto był wiedźmą. Szukaliśmy tylko dowodów lecz ona dobrze się z tym kryła, zacierając za sobą wszystkie ślady. Jak więc to możliwe, by to Estaria została zaatakowana? Musiała albo dobrze kłamać, albo rzeczywiście kto inny był sprawcą. Byłem bardziej skłonny ku pierwszej opcji, mając wciąż w pamięci rozmowę z Albą. Ale jak wytłumaczyć to Pianettiemu? Duch mi powiedział, którego nikt inny nie widział? Wyśmiałby mnie i posądził o utratę rozumu.
     - Gdzie mieszka ta wiedźma?
     - Kto?
     - Wiedźma, o której gadają wieśniacy.
     - Ceri? To przecież nie ona, to…
     - Zamilcz i prowadź - nie było żadnej dyskusji. Pianetti nawet nie próbował udawać, że interesuje go co miałem do powiedzenia.
     Źle się czułem, pukając do drzwi Ceri. Źle się czułem, gdy musieliśmy przeszukać jej dom. Jeszcze gorzej było, gdy znalazłem na podłodze scyzoryk Royes. Opuściłem wzrok, przyglądając się małemu przedmiotowi, gdy Pianetti oskarżył dziewczynę o uprawianie czarów, zaginięcie kilkunastu osób oraz o morderstwo uczennicy Akademii Inkwizycji. Przytrzymałem szczekającego psa, gdy mężczyzna wyprowadzał dziewczynę z domu. Miałem wrażenie, jakby zwierzę doskonale wiedziało co się dzieje i samo rozpaczało za swoją ukochaną panią. Nie bardzo wiedząc co dalej, zamknąłem zwierzę w domu. Przekręciłem klucz w zamku, zabierając go ze sobą. Do smutnego psiego zawodzenia dołączyła również koza. Wiedziałem, że będą musiał znaleźć im nowy dom.
     Ceri została zamknięta w jednej z celi bez okien, której od zewnątrz pilnowało dwóch uzbrojonych mężczyzn do czasu, aż na rynku miał powstać dla niej stos. Pianetti nie chciał ze mną rozmawiać, kazał mi wręcz nie wyściubiać nosa poza drzwi pokoju. Estaria wydawała się bardzo roztrzęsiona, potwierdziła jednak usłyszaną wcześniej wersję. Podobno widziała, że sprawczynią była Ceri. Zastanawiała mnie jeszcze kwestia wina w moim pokoju, jednak wolałem o to nikogo nie pytać.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#100 22-05-2020 o 23h05

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Nie od razu, gdy zaczęłam się budzić, poczułam niepokój. Na początku nie wiedziałam nawet, gdzie jestem, wokół było dosyć ciemno i leżałam na czymś miękkim. Tylko dziwny, lekko zatęchły zapach uświadomił mi, że nie jestem w żadnym znanym sobie miejscu. Nim moja świadomość wróciła w pełni, zdałam sobie sprawę, że moje ręce są związane. Spróbowałam się podnieść, powoli przypominając sobie ostatnie zdarzenia. Spacer z Lorcanem. To on mi coś zrobił? Byłam jeszcze zbyt zdziwiona, by się bać, to miało stać się dopiero później. Udało mi się usiąść i zdyszana oparłam plecy o lekko wilgotną ścianę. To chyba jakaś piwnica.
    — Już bałam się, że za dużo się nawdychałaś.
    Odwróciłam głowę i zobaczyłam siedzącą na ławie w kącie Estarię. Trzymała w dłoniach świeczkę, której chybotliwy płomień oświetlał twarzy dziewczyny. Wyglądała niezwykle łagodnie, ale ja na jej widok zamarłam z zimnego przestrachu.
    — Jak się czujesz, jesteś głodna? — zapytała, jak gdyby nigdy nic. — Przyniosłam ci chleb, trochę sera i wodę. Musi na razie wystarczyć.
    Popatrzyłam na nią ogłupiała, doszukując się ironii w jej głosie czy twarzy, lecz daremnie. Była zupełnie poważna. Nawet wstała z ławy i podeszła do mnie, przykucając.
    — Na razie? — zadałam pytanie, starając się panować nad głosem.
    Chciałam ją wybadać, ale bałam się zadać poważniejsze pytanie. Dlaczego nie skończyłam jeszcze jak Alba? Jeśli przygotowała jakieś “atrakcje” wolałabym, żeby było już po wszystkim.
    — Tak, będziesz mogła wyjść, gdy oni odjadą. Chyba jutro — odparła. — Musisz wybaczyć, że cię związaliśmy, ale nie wiem, jakie pranie mózgu ci tam zrobili. Jak to się w ogóle stało, że trafiłaś do Inkwizycji? Powinnaś być wolna.
    “Oni” — zapewne mówiła o Eziu i Pianettim, ale nie rozumiałam, dlaczego uważa, że odjadą. Nie wiedziałam, co z nimi i dlaczego mieliby mnie nie szukać. Chyba nie uważa, że poddaliby się tak łatwo. Nie mogli, nawet jeśliby chcieli, bo Rupollo byłby wściekły.
    — Byłam, dopóki nie zostałam zamknięta — wycedziłam nieco pewniej.
    Przyglądała mi się przez kilka sekund wyraźnie zamyślona. Myślała chyba, że będę jej wdzięczna, ja tymczasem odrzuciłam jej “pomoc”. Wcale nie wydawała mi się w tamtym momencie kusząca.
    — Chyba jeszcze wiele będę musiała cię nauczyć — odpowiedziała, wstając. — Nie martw się, Lorcan o ciebie zadba.
    — Co z Eziem? — zawołałam, gdy zaczęła odchodzić.
    — Nic, odjedzie z tym starym, gdy spalą Ceri. — Jej tonu głosu nie zmienił się, jakby mówiła o pogodzie. — Dadzą ci spokój, bo myślą, że nie żyjesz.
    Spalą Ceri… Nie, nie, nie… Ogarnęła mnie wściekłość i żal. Chwiejnie podniosłam się, a Estaria zatrzymała się i obdarzyła mnie tym pełnym niezrozumienia spojrzeniem.
    — Och, ona wcale nie jest taka święta, ma na sumieniu kilka przekrętów, dlatego tu uciekła — powiedziała. —  I tak czekałaby ją śmierć. Odpocznij, Ino, wrócę do ciebie wieczorem, chyba już z Lorcanem.
    Nie mogłam już jej słuchać, miałam dość jej wymówek. Czekała, aż usiądę, ale nie zrobiłam tego, chociaż kręciło mi się w głowie. Zamiast tego zbierałam siłę. Estaria zrozumiała  to, gdy zacisnęłam wokół umysłu ciasną klatkę, z której nie potrafiła się wyrwać. Na jej twarzy wymalowane było przerażenie.
    — Jak stąd wyjść? — zapytałam z wysiłkiem.
    — Drzwi są zamykane na zwykły rygiel — wycedziła zmuszona do mówienia prawdy. — Ale trzeba przejść obok Draba.
    Dowiedziałam się przynajmniej, że muszę być w tym domu na obrzeżach miasta. Chciałam zadać kolejne pytanie, ale czułam, że moja władza nad dziewczyną zaczyna gwałtownie słabnąć. Ja byłam w końcu zmęczona, a ona dysponowała silną magią, o wiele silniejszą od mojego Daru. Nagle klatka pękła, a Estaria odrzuciła mnie do tyłu tak, że przewróciłam się i uderzyłam głową w ścianę. W tym czasie szybko wyszła, zaryglowując za sobą drzwi.
    Długie minuty musiałam spędzić później na odpoczynku. Wyczerpana zastanawiałam się, jak dać znać Balamontemu, gdzie jestem, a przynajmniej, że żyję, jednak nie ryzykując przy tym zbyt wiele. Może byłabym w stanie wyważyć drzwi, ale nadal pozostawał ten pies. Ucieczka nie wchodziła więc w grę. Może potrafiłabym okręcić sobie Lorcana wokół palca, ale po pierwsze jeśli przyszedłby z Estarią, nic bym nie ugrała, po drugie — musiałabym czekać. A nie mogłam czekać, jeśli chciano spalić Ceri. Nawet jeśli miała coś na sumieniu, to powinna odpowiedzieć tylko za własne czyny.
    Wreszcie postanowiłam spróbować jeszcze raz użyć mojego Daru, ale tym razem na odległość. Nigdy tego nie robiłam, ale wydawało mi się to możliwe. Potrzebna była tylko osoba mało odporna, o delikatnej psychice. I która mogła coś wiedzieć. Zastanawiałam się nad znajomymi Lorcana, ale nie byłam przekonana, czy coś wiedzą i czy łatwo dadzą się złapać w klatkę. Wreszcie jednak przypomniałam sobie o Clarze. Była wrażliwa, często przebywała z rodzeństwem i miała szansę spotkać Ezia. Idealna.
    Usiadłam możliwie wygodnie i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie drogę do miasta, potem dom burmistrza i krzątającą się w kuchni dziewczynkę. Przypomniałam sobie jej niewinną twarz i na tę zwizualizowaną postać spuściłam moją klatkę. Nie miałam pewności, czy to naprawdę działa, ale poczucie utraty energii dawało mi nadzieję.
    — Czy wiesz coś o Estarii? — zapytałam w próżnię, zastanawiając się, czy zacznie odpowiadać na moje pytanie, czy po prostu będzie teraz szczera w rozmowie z kimś innym. — Co zrobiła Estaria? Czy Lorcan jej pomagał?
    Zadałam trzy pytania z krótkimi przerwami. Każde kolejne kosztowało mnie o wiele więcej wysiłku i po trzecim wyczerpana padłam na zimną ziemią.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

Strony : 1 2 3 4 5