Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 3 4 5

#101 23-06-2020 o 23h20

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 413

https://fontmeme.com/permalink/170913/cf1a064a14c4afbf77c59ba026af148a.png


     Siedzenie w pokoju i rozmyślanie wciąż o jednej sprawie było zbyt męczące. Nie dość, że nie potrafiłem zrozumieć, co się stało z Royes, to cały czas dręczyło mnie poczucie winy w sprawie Ceri. Nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca. Czułem ogromną presję, jaka na mnie ciążyła. Nie mogłem dopuścić, by spalono niewinną, tylko jak?
     Wyszedłem z pokoju, chcąc coś jeszcze sprawdzić, jednak przeszkodziła mi w tym Alba. Przyniosła ze sobą chłód, który towarzyszył każdemu naszemu spotkaniu. Potarłem się dłońmi po ramionach, tupiąc w miejscu, jakby to był środek zimy. Spojrzałem na nią i na drugą z kobiet, która jej towarzyszyła.
     - Ty nie jesteś Royes - szepnąłem, patrząc na jej krótkie, ciemne włosy, oczy, a także posturę, tak podobną do Ino, na co ta pokręciła głową.
     - Jestem Matilde. To moje ciało leżało na wzgórzu - odpowiedziała, a ja poczułem jakby ogromny ciężar w jednej chwili spadł z moich ramion. Ulga chyba była nawet wymalowana na mojej twarzy. Zauważyłem jak Matilde lekko się uśmiecha, pomimo iż to ona poniosła śmierć.
     - Przepraszam cię, nie powinienem, w końcu…
     - Musisz się pospieszyć - przerwała mi Alba. - Nie pozwól spalić Ceri, ona jest…
     - Niewinna. Wiem. Muszę jeszcze odnaleźć Royes i…
     - Z kim rozmawiasz? - odezwał się cichy głosik zza uchylonych drzwi, przy których stałem. Clara śmielej otworzyła szerzej drzwi. Spojrzałem na nią lecz ona wtedy odskoczyła z krzykiem i szokiem wymalowanym na twarzy. Nie wiedziałem o co jej chodzi, ale nie potrzebowałem niepotrzebnego hałasu, żeby ktoś jeszcze zaraz tu przybiegł. W jednej chwili znalazłem się przy niej w jej pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi i zatkałem jej usta dłonią.
     - Przestań krzyczeć, bo zaraz przybiegnie Estaria. Będziesz cicho? - spytałem, czując jak dziewczyna coraz bardziej się spina. Patrzyła już nie na mnie, a ponad moim ramieniem, a przerażenie w jej oczach tylko rosło. - Teraz zabiorę rękę, a ty nie będziesz krzyczeć, dobrze? - kiwnęła powoli głową, a ja cofnąłem dłoń. Przyglądałem się jej, gotów w razie czego ponownie zakryć jej usta.
     - J… J… J-jak to zrobiłeś? - wyjąkała zduszonym głosem.
     - Jak zrobiłem co?
     - Alba. Widziałam ją - szepnęła, wpatrując się w miejsce za mną. Odwróciłem się, jednak Alba tam wiąż stała razem z Matilde. Spoglądała na mnie, a ja na nią i chyba oboje nie do końca wiedzieliśmy o co chodzi.
     - A teraz już jej nie widzisz?
     - Ja nie, ale ty chyba tak - dziewczyna uniosła drżącą dłoń do oczu, przytykając palce do ich kącików. Nie od razu zrozumiałem, co miała na myśli. Przez chwilę tylko na nią spoglądałem w milczeniu aż w końcu zapytałem skąd o tym wie. Wtedy poprowadziła mnie do małej toaletki znajdującej się w rogu pokoju i wskazała na lustro. Trochę niepewnie się nad nim nachyliłem i spojrzałem na swoje odbicie. Pomyślałem, że gdybym sam siebie zobaczył, też bym był przerażony tak samo jak Clara. Moje oczy były całkiem białe niczym u ślepca. Nie dostrzegłem ani śladu ciemnych źrenic. Zupełnie nic, tylko biel.
     - To z nią rozmawiałeś, prawda?
     - Tak…
     - Jak to zrobiłeś, że ją zobaczyłam? - nie wiedziałem, a moje milczenie chyba wszystko mówiło. Choć w mojej głowie pojawiła się pewna teoria. Spojrzałem na swoje dłonie, po czym dotknąłem policzka Clary. Dziewczyna wciągnęła głęboko powietrze. Wędrowała wzrokiem ode mnie do stojących za mną kobiet. A jednak…
     - Nie mów o tym nikomu.
     - Szczególnie Estarii? W końcu to ona razem z Lorcanem pozbyła się twojej przyjaciółki - zaskoczony spojrzałem na dziewczynę, zaś ona sama zasłoniła usta, jakby powiedziała właśnie coś nieodpowiedniego. Zaraz też odsłoniła je, wyrzucając z siebie kolejne słowa. - Byłam w kuchni i widziałam jak niosła na piętro puste butelki po winie. Powiedziała, że to będzie na kwiaty jako wazon. Zaskoczyło mnie to, bo to raczej marny wazon. A potem słyszałam jak nocą wychodzi z pokoju i jak Lorcan budził Ino, bo chciał jej pokazać gwiazdy. I już nie wrócili. Tylko Lorcan przybiegł rano z Inkwizytorem.
     - Skąd to wiesz? - zapytałem podejrzliwie, łapiąc dziewczynę za rękę.
     - Nie… Nie chciałam tego powiedzieć! To nie… coś mi kazało! - powiedziała niemal płaczliwym tonem, odsuwając się ode mnie.
     - Coś? Czy ktoś? Skup się, Claro - dziewczyna nie bardzo chciała nic więcej mówić. Prawie płakała, gdy próbowałem coś z niej wydusić, mamrocząc coś pod nosem. - Boisz się jej? Estarii? - Clara nie odpowiedziała tylko zaniosła się cichym płaczem.
     - Spokojnie, ona nic ci nie zrobi - poklepałem ją nieśmiało po ramieniu próbując jakoś pocieszyć. Pocieszenie to było marne, gdyż samej Royes nie potrafił nikt uchronić, a kolejna dziewczyna zginęła pod naszym nosem. Westchnąłem ciężko, nie wiedząc co dalej robić. - I tak ci dziękuję. Uważaj na siebie, a ja muszę coś załatwić - odwróciłem się z zamiarem odejścia, jednak Clara zdążyła jeszcze złapać mnie za skraj płaszcza i zatrzymać w miejscu.
     - A jak ona wróci? I zmusi mnie do mówienia? - o tym nie pomyślałem, jednak istniała i taka możliwość. Nie dało się ukryć, że Estaria była bardzo przebiegła i gdyby się dowiedziała o tej rozmowie, mogłoby to się źle skończyć dla Clary.
     - Ja z nią zostanę - zaoferowała się Alba.
     - Bez urazy, ale jesteś tylko duchem, co możesz zrobić? - odparłem od razu, co chyba wkurzyło dziewczynę. Bezgłośnie tupnęła nogą i podeszła do stolika. Wydawało mi się jakby próbowała się nad czymś intensywnie skupić. Po chwili wyciągnęła przed siebie ręce, próbując pochwycić stojący wazon. Po kilku nieudanych próbach miałem jej przeszkodzić lecz wtedy podeszła Matilde i wspólnymi siłami udało im się unieść przedmiot.
     - Razem mogłybyście ogłuszyć Estarię tym wazonem - odparłem sceptycznie, niezbyt przekonany czy dwa duchy będą w stanie obronić dziewczynę przed rozwścieczoną wiedźmą. - Claro, mimo wszystko unikaj Estarii jak się da. Trzymaj jeszcze to - podałem dziewczynie wisiorek z poświęconym krzyżem, który nosiłem i który wraz z Royes "pożyczyliśmy" z kościoła z poprzedniej wsi. - I najlepiej nie wychodź z domu. Udawaj chorą czy coś.
     Zostawiłem Clarę w towarzystwie Alby i Matilde. Chciałem jeszcze przeszukać pokój Estarii lecz po namyśle uznałem to za zły pomysł. Pewnie i na niego rzuciła jakieś zaklęcie i jak tylko bym wszedł, to wiedziałaby o tym od razu. Dlatego zamiast tego wybrałem pokój Lorcana. Przeszukiwałem wszystko, nasłuchując kroków. Te jednak się nie pojawiły, zaś głęboko ukrytą w szafie znalazłem buteleczkę z płynem o mdłym, słodkawym zapachu. Domyśliłem się, że właśnie tym zostałem potraktowany. W winie było praktycznie nie do wykrycia, łatwo więc było mój stan zrzucić na zwykłe pijaństwo.
     Inkwizytorski płaszcz zamieniłem za bury płaszcz podróżny. Nie rzucał się w oczy, a tego teraz potrzebowałem najbardziej. Ukryłem pod nim krótki miecz, posrebrzane sztykety i krótki, srebrny łańcuch, który dostałem od ojca w prezencie po ukończeniu pierwszego roku nauki. Nie wiedziałem, do czego mógłby się przydać, nie wiedziałem nawet w jakim stopniu wiedźmy są wrażliwe na kruszec. Różnie powiadano, iż jedne wcale, a drugie tak bardzo jak lykantropy.
     Wyszedłem z domu tylnymi drzwiami, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Szedłem bocznymi uliczkami, starając się omijać każdego, a już w szczególności Pianettiego, który w rynku szykował z mieszkańcami stos. Przeraziłem się, gdy dostrzegłem, że był już niemal w pełni gotowy. Zrozumiałem wtedy, że nie było opcji, bym zdążył zrealizować swój plan i uwolnić Ceri. Dziewczyna będzie płonąć w ciągu najbliższej godziny.
     Dlatego zawróciłem, kierując swe kroki do więzienia, gdzie przebywała oskarżona. Wiedziałem z czym wiązał się dla mnie pomysł, jedyny możliwy pomysł, na jaki wpadłem. Był odrobinę ryzykowny, a już z pewnością podpadnę Pianettiemu do końca ostatnich dni. Jednak musiałem coś zrobić. I to jak najszybciej.
     Zarzuciłem na głowę głęboki kaptur, wchodząc do więzienia. Nikt nie mógł dostrzec mojej twarzy, może to choć odrobinę spowolni kolejne kroki Inkwizytora. Nie chciałem walczyć z tymi ludźmi czy ich krzywdzić. Obecna sytuacja nie dała mi większego wyboru. Ku mojemu zaskoczeniu strażników było trzech. Być może Pianetti nakazał zwiększyć ich ilość tuż przed wyrokiem, by wiedźma miała mniejsze szanse na wydostanie się. Bez słowa przywitania wkroczyłem między nich, od razu atakując. Starałem się ich nie ranić, a jedynie uderzeniem w głowę ogłuszyć, by stracili przytomność. Byli tylko uzbrojonymi wieśniakami, szybko więc sobie z nimi poradziłem. Po wszystkim przeszukałem im kieszenie lecz klucza nie znalazłem. Przekląłem pod nosem. Zapewne Pianetti miał go przy sobie. Na szczęście przypomniałem sobie o scyzoryku Royes, który wciąż spoczywał w kieszeni moich spodni i właśnie nim otworzyłem drzwi do celi. Przez chwilę moje oczy musiały przywyknąć do mroku panującego w środku. Wtedy dostrzegłem skuloną w kącie postać dziewczyny.
     - Ceri? Ceri! Chodźmy stąd - szybkim krokiem znalazłem się przy niej, dźwigając ją na nogi.
     - Ezio? Co ty… Co tu robisz? - spytała zapłakanym głosem.
     - Nieważne, później ci wytłumaczę. Chodź szybko, nie mamy czasu - oznajmiłem, niemal wypychając ją za drzwi celi. Pisnęła, widząc trzech leżących mężczyzn. - Cicho, nie zabiłem ich. Nic im nie będzie, pomóż mi tylko - wspólnymi siłami zaciągnęliśmy nieprzytomnych do celi i zamknąłem drzwi tak samo, jak je otworzyłem.
     Wyjrzałem na zewnątrz. Słyszałem wrzawę na rynku, jednak tu w okolicy nikt się nie kręcił. Najciszej jak się dało wyszliśmy, idąc przy samych murach.
     - Da się stąd jakoś inaczej wyjść niż przez bramę? - zapytałem dziewczynę, na co ta pokiwała głową, wskazując na mury.
     - Przeskakując.
     Znaleźliśmy miejsce, gdzieś na samym skraju wioski, gdzie nikogo nie było, a najbliższe zabudowania osłaniały nas przed niechcianym wzrokiem. Odetchnąłem z ulgą dopiero wtedy, gdy znaleźliśmy się już po drugiej stronie murów i biegliśmy naokoło przez las, by strażnicy przy bramie nie mogli nas dostrzec.
     - Zwonij… czekaj! Ja już nie mogę - wysapała zziajana dziewczyna mniej więcej w połowie drogi.
     - Nie mamy czasu, Ceri! Zaraz ludzie zorientują się, że cię nie ma i zaczną szukać. Ciebie spalą żywcem, a mi Pianetti głowę urwie za pomoc wiedźmę w ucieczce.
     - Ty też uważasz, że jestem wiedźmą? - zatrzymała się raptownie, zmuszając do tego i mnie.
     - Nie. Wiem, że to nie ty i wiem też, kto to zrobił. Ale żeby i oni w to uwierzyli, musisz mi pomóc odnaleźć Royes. Razem jakoś damy radę, dobrze? - Ceri spojrzała na mnie trochę niepewnie.
     - Przecież ona nie żyje, została zamordowana przez wiedźmę - powiedziała cicho, przyglądając mi się.
     - No właśnie nie. Ciało nie należało do niej. Podejrzewam, że jest przetrzymywana w domu poza wioską.
     - Jesteś pewien?
     - Nie.
     Ceri nic już nie powiedziała, nie zadała żadnego pytania. Nawet nie marudziła, gdy ponownie zmusiłem ją do biegu ponad siły. Gdy dotarliśmy na miejsce, dziewczyna łapała się pod boki, oddychając ciężko ze spuszczoną głową. Wyglądała tak, jakby miała zaraz upaść i zemdleć.
     - Usiądź na parapecie - przykazałem, ściągając z niego puste donice. - Podciągnij nogi, o właśnie tak. I nie ruszaj się. Nawet nie odzywaj - sam stanąłem przy drzwiach, wyciągając dłoń ku klamce. Najpierw ostrożnie wybadałem, czy dalej jest gorąca. Była. Naciągnąłem więc na dłoń rękaw. Otarłem czoło, czując jak serce wali mi w piersi niczym dzwon. Od tego zależało niemal wszystko. Bezpieczeństwo Royes, przyszłość Ceri i moja, a także pewnie reputacja Pianettiego, czym akurat najmniej się przejąłem.
     Wyciągnąłem miecz i mocno go ściskając, szybkim ruchem otworzyłem drzwi. Pies od razu wyskoczył z domu. Warknął głucho, Ceri pisnęła z przerażenia. W następnej chwili rzucił się na mnie, ale tym razem byłem przygotowany. Bestialstwem byłoby zabijanie zwierzęcia jednak on nie był nim. Rozsypał się w popiół na schodach altany, gdy tylko go trafiłem.
     - Co to było? - zapiszczała ponownie dziewczyna, podciągając kończyny najwyżej jak się dało i wciąż obawiając się postawić nogi na podłodze.
     - Strażnik. Wiedźma pewnie już wie, że tu jesteśmy, ale nie może ruszyć się z rynku - wykrzywiłem wargi w drobnym uśmiechu. Choć może było na to jeszcze za wcześnie, gdyż w ogólnym zamieszaniu mogłaby się wymknąć. - Znasz ten dom? - zapytałem wchodząc do środka i zaglądając do pomieszenia obok. - Jest tu jakaś piwnica, ukryty pokój, schowek? Cokolwiek.
     - Tutaj jest wejście do piwnicy - Ceri stanęła przed stołem, który razem odsunęliśmy. Na wysokości blatu znajdował się sprytnie ukryty rygiel, którego pewnie bym nie znalazł, gdyby nie Ceri. Zanim za niego złapałem, wybadałem, czy aby nie parzył lecz ten był zupełnie zwyczajny. Dziewczyna się odsunęła na drugi koniec pomieszczenia, a ja trzymając w ręku miecz, otworzyłem powoli drzwi. Obawiałem się tego, co mogłoby stamtąd wyjść. Na szczęście nic nie wypełzło ani nie zaatakowało, ale było ciemno jak w bezksiężycową noc. Przywołałem gestem Ceri, aby przytrzymała drzwi, przez które wpadało odrobinę światła. Powoli schodziłem po schodach, przyzwyczajając wzrok do półmroku.
     - Royes? - zapytałem, widząc postać w kącie. Nie czekałem nawet na odpowiedź, wiedząc już, że to ona. - Ino, tak się martwiłem - uklęknąłem obok i pochwyciłem kobietę w objęcia. Nie miałem w zwyczaju robić takich rzeczy, jednak ulga i radość wzięły górę. - Bałem się, że coś ci zrobili. Jeszcze jak zobaczyłem tą dziewczynę w twoim płaszczu… - pokręciłem głową i wyciągnąłem jeden ze sztyletów, by rozciąć nim więzy Royes. - Jak się czujesz? Coś cię boli? Dasz radę dojść do wioski? - zasypałem ją pytaniami, pobieżnie sprawdzając jej stan. - Pewnie ci zimno. Tu jest jak w grobowcu - stwierdziłem, zarzucając na jej ramiona swój płaszcz.


https://d.gr-assets.com/hostedimages/1404175362ra/10202937.gif

Offline

#102 30-06-2020 o 10h08

Straż Obsydianu
Riwena
Szeregowiec
Riwena
...
Wiadomości: 146

https://fontmeme.com/permalink/170916/52a8f60b9a3c2fc85232daf467e4678c.png


    Długo leżałam na chłodnej podłodze, odczuwając lekkie zawroty głowy. Czułam się wyczerpana, jak po długim wysiłku czy ćwiczeniach i ciężko oddychałam. Zaskakiwało mnie, jak bardzo męczące dla ciała mogło być coś, co właściwie nie powinno mieć z nim nic wspólnego. I tylko to zmęczenie dawało mi nadzieję, że może udało mi się coś zdziałać. Nie dostałam przecież żadnej odpowiedzi, nic nie poczułam. Miałam tylko to wyobrażenie Clary i nic więcej.
    Miałam wrażenie, że mijają godziny i ogarniało mnie coraz większe zmartwienie. W pewnym momencie oparłam się o ścianę i zaczęłam sprawdzać własny puls, by na jego podstawie mniej więcej oszacować, ile czasu minęło. Porzuciłam jednak szybko tę skazaną na porażkę próbę, bo zaczęłam się gubić w wyliczeniach. Zresztą, jakie miało to znaczenie, skoro zaczęłam w zupełnie przypadkowym momencie i nie miałam żadnego punktu odniesienia?
    Moje siły stopniowo wracały, ale ogarniało mnie coraz większe przerażenie. Co zrobię, jeśli naprawdę spalą Ceri i Ezio wyjedzie razem z Pianettim? Znów miałabym zostać wyrwana ze swojego życia? Znów miałabym zgodzić się na jakiś przymus, byleby tylko ochronić skórę? Musiałam wymyślić jakiś plan działania, ale sama już nie wiedziałam, czy miałabym siłę na bunt. Ostatecznie, czy to nie wszystko jedno tu czy tam? Rupollo albo Estaria i Lorcan, w pewnym sensie na to samo wychodzi — po żadnej stronie nie ma wolności. Ale jednak Estaria była nieprzewidywalna i jej intencje pozostawały niejasne, a dobrze wiedziałam, czego Inkwizycja chce ode mnie i mogłam tym wymaganiom sprostać.
    Zdałam sobie sprawę, że może zbyt bardzo histeryzuję, że tworzę w głowie jakieś skomplikowane scenariusze na przyszłość, wiedząc w gruncie rzeczy naprawdę niewiele. A powinnam myśleć o tym, co tu i teraz. Czy jeszcze coś mogłabym zrobić? Pomyślałam o Ceri i ogarnęło mnie zaniepokojenie oraz gniew. Może jednak mogłabym spróbować się wydostać, może dałabym sobie radę z Drabem, gdybym odzyskała trochę sił. Sznur możnaby rozciąć o mur...
    Nagle usłyszałam jakiś hałas na górze. Zesztywniałam, słysząc czyjeś kroki. Były to co najmniej dwie osoby. Estaria i Lorcan. Ale tak szybko? Usunęłam się szybko w kąt, gotując się do obrony, gdyby zaszła taka potrzeba. Moje ciało na chwilę zapomniało o zmęczeniu.
    Byli coraz bliżej, już na samym końcu schodów. Byłam pewna, że mogą usłyszeć głośne bicie mojego serca.
    I wtedy usłyszałam swoje imię i poznałam głos Ezia. Nagromadzone przez kilka godzin strach i niepokój nagle opadły i roztrzęsiona wtuliłam się w chłopaka. Więc nie dał się nabrać! Wszystko będzie musiało się wyjaśnić.
    — Ezio, jak dobrze, jak dobrze — powtórzyłam. — Myślałam, że… Ale jest dobrze, dam radę, zasadniczo nic mi nie jest, ale musimy… — odpowiadałam w pośpiechu.
    Wszystko działo się szybko: Ezio rozciął krępujący moje dłonie sznur i narzucił płaszcz na ramiona. Nie wiedziałam sama, czy jest mi zimno, bo wydawało mi się, że ciało mam zesztywniałe z niepokoju. Ale chciałam powiedzieć Eziowi, że musimy iść szybko ratować Ceri, ale wtedy dostrzegłam ją kilka metrów za chłopakiem.
    — Ceri? Czyli już wszystko wyjaśniano, pojmano ich? — zapytałam z entuzjazmem, jednak po minie Ezia poznałam, że w jakiś inny sposób sprowadził tutaj dziewczynę. — Czyli musimy tam iść. A Rupollo wie, że tu jesteś?
    Na ostatnie pytanie też łatwo mogłam sobie odpowiedzieć. Podziękowałam chłopakowi i wstałam już bez większego problemu. Myśl, że teraz będzie najlepszy moment, by złapać Estarię dodawała mi sił. We trójkę wyszliśmy z piwnicy, a potem również z domu. Nigdzie nie było śladu Draba. Jak się wkrótce dowiedziałam od Ceri, Ezio dał sobie z nim radę.
    — Estaria, ona mi powiedziała, że myślicie, że nie żyję — powiedziałam. — Chcieli mnie tutaj zatrzymać, aż inkwizytorzy nie wyjadą z miasta. Nie jestem pewna, jak sobie to wyobrażali, ale… Ale Estaria chyba chciała to zrobić dla Lorcana, ale miała w tym jakiś swój interes, tak mi się wydaje. Nie do końca zrozumiałam, jaki ma plan. Ale może ona sama nie wie.
    Ezio i Ceri podprowadzili mnie do muru miasta w miejscu, w którym dało się przez niego przejść, unikając wzroku strażników. Wewnątrz osada wydawało się prawie opuszczona. Łatwo było się domyślić, że planowana egzekucja przyciągnęła wszystkich mieszkańców i teraz oczekują oni przyprowadzenia Ceri na stos.
    — Może wystarczy im, że się pokażę i powiem, co się stało. Jeśli nie, to powinnam dać radę wyciągnąć z niej prawdę, jeśli mi pomożesz. — Spojrzałam na Ezia, a potem przeniosłam wzrok na dziewczynę. — Czy to bezpieczne, żebyś z nami szła? — zapytałam trochę ją, trochę jego. Mieszkańcy na jej widok mogliby zareagować wściekłością i przeszkodzić nam wszystko wyjaśnić.


https://78.media.tumblr.com/5d75439e069e48bdd78f43da655e2ed1/tumblr_obk1wxzTWJ1tjtdvno5_500.gif

Offline

Strony : 1 ... 3 4 5