Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 ... 18

#1 14-10-2017 o 19h41

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/8f/97/ee/8f97ee19a4c5c75eee5cab5b24f5e3fd.jpg
Ischigo  jako  elf Lawinthrel       &        Rain  jako  upiór Yervant

Ostatnio zmieniony przez Rain (15-10-2017 o 13h24)


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#2 14-10-2017 o 20h00

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


https://i.ibb.co/tqXX2d6/ranania-regular.png
https://1.bp.blogspot.com/-wfBVJYawTYk/WeIeqI6Rt8I/AAAAAAAAb9Q/C07iE-3OFXowQ8yWi_IRCmhVh7jrF9HuQCLcBGAs/s320/lol2.pnghttps://4.bp.blogspot.com/-l0vPfksh-N0/WeIev34NM_I/AAAAAAAAb9Y/bUYlA0eiobseraFM5Iw0rL5KTALygJgWQCLcBGAs/s400/loll1.pnghttps://2.bp.blogspot.com/-90wZA5VOqeM/WeIejFW_rlI/AAAAAAAAb9I/jkCH5C439UQnz9PKGADLBfIuip1INJwtACLcBGAs/s320/large%25286%2529.png
https://i.ibb.co/pJ8g30V/rarania.png  https://i.ibb.co/7rfJsMg/raraniaaaa.png

ιмιę yervanт ғaвrιce caѕѕιel   nazwιѕĸo мaυgнnaм
  raѕa υpιór   wιeĸ 26 laт, oѕιągnął pełnoleтność
  orιenтacja zorιenтowany na ѕwojej wyвrance
  ѕylweтĸa ѕzczυpła, odpowιednιo υмιęśnιona   
  wzroѕт 183 cм   włoѕy вιałe   oczy вladonιeвιeѕĸιe   
  znaĸι ѕzczególne wyraźna przynależność do raѕy υpιorów ι
  rodzιny ĸrólewѕĸιej (zawѕze wyмυѕĸany przez ѕłυżвę aż do вólυ)


o raѕιe ѕłów ĸιlĸa nιe тaĸ wιelĸιe grono oѕoвnιĸów мa śwιadoмość, że υpιory wzιęły ѕιę od ѕwoιcн вlιѕĸιcн ĸrewnιaĸów- waмpιrów. wιęĸѕzość oѕóв ѕądzι вowιeм, że waмpιry po za dłυgιej głodówce ĸrwι 'cιerpιą ѕoвιe po proѕтυ', lυв тeż wyѕycнają ι υмιerają. prawda jeѕт jednaĸ zgoła ιnna- gdy υpłynιe parę мιeѕιęcy вez υѕzczĸnιęcιa przez nιe cнoć ĸroplι ĸrwι, waмpιry ѕтają ѕιę ιѕтoтaмι, ĸтóre ogarnιa nιeмoc. ιcн мoce ѕłaвną co najмnιej o połowę, ѕĸóra ѕтaje ѕιę jeѕzcze вledѕza, nιż począтĸowo вyła, a w najвardzιej zaawanѕowanyм ѕтadιυм głodówĸι zмιenιa ѕιę naweт ĸolor włoѕów ι oczυ ιѕтoтy. мówιąc wproѕт: oѕoвnιĸ zaczyna ѕιę zмιenιać w υpιora. ι тeraz, jeślι тaĸa ιѕтoтa połączy ѕιę wraz z ιnną ιѕтoтą o ιdenтycznyм ѕoвιe ѕтanιe, тo wówczaѕ narodzι ѕιę υpιór. nιe waмpιr z ĸrwι ι ĸoścι, a υpιór, вlade ѕтworzenιe o ѕłaвѕzycн υмιejęтnoścιacн nιż jego przodĸowιe. υpιór na ѕzczęścιe przycнodzι na śwιaт jυż na głodówĸę υodpornιony- nιe мυѕι pιć ĸrwι, aвy przeтrwać. тaĸ właścιwιe, тo jeѕт zdolny do zjedzenιa aвѕolυтnιe wѕzyѕтĸιego.
υpιory ѕą, wвrew ogólneмυ przeĸonanιυ, dυмne ze ѕwojego pocнodzenιa. υważają, że reprezenтυją raѕę, ĸтórej υdało ѕιę przeтrwać najwιęĸѕze тrυdnoścι ι głody. ponadтo, aвy zreĸoмpenѕować ѕwoje oѕłaвιone υмιejęтnoścι, υpιory wyѕpecjalιzowały ѕιę doвrze w alcнeмιι ι poтworzyły wιele ośrodĸów naυĸowycн, w ĸтórycн poczęły dywagować, w jaĸι тo ѕpryтny ѕpoѕóв odeprzeć na przyĸład aтaĸυjącego wroga, gdyвy тaĸowy ѕιę na ιcн тerenιe pojawιł. nιe вędzιe zaтeм dzιwιć ѕтwιerdzenιe, że wιęĸѕzość walĸ wygrywały тaĸтyĸą ι zaѕĸaĸυjącyмι przecιwnιĸa, właѕnoręcznιe przygoтowanyмι мacнιnaмι.


ciekawostki > zoѕтał wycнowany w doѕтaтĸυ, przez co ѕтał ѕιę nιeco rozpυѕzczony. wѕzyѕтĸo мυ ѕιę należy, z pewnoścιą jeѕт lepѕzy od ιnnycн... no, мoże wyłączając тυ jego wyвranĸę, na ĸтórej wyoвrażenιe nιe мoże powѕтrzyмać ѕzyвѕzego вιcιa ѕerca.
> lυвι rozwιązywać zagadĸι logιczne ι мa zaмιłowanιe do lιczenιa poвlιѕĸιcн przedмιoтów, ĸιedy ѕιę nυdzι. jedna вιedronĸa, dwιe вιedronĸι...
> od czaѕυ, gdy w wιeĸυ ѕześcιυ laт zoѕтał oplυтy przez laмę, υważa, że zwιerzęтa тo zвędne ιѕтoтy. one cнyвa тeż go nιe lυвιą, вo przy ĸażdej ѕpoѕoвnoścι zdają ѕιę doĸυczać cнłopaĸowι.
> przez ѕwoją вιałą cerę мυѕι codzιennιe rano zoѕтać przez pałacowe ѕłυżeвnιce doĸładnιe wyѕмarowany ѕpecjalnyм ĸreмeм. ĸreм тen jednaĸ nιe jeѕт do ĸońca ѕĸυтeczny ι aвy υnιĸnąć oparzeń, zalecane jeѕт cнłopaĸowι przeвywać w мιejѕcacн zacιenιonycн. nιeѕтeтy odмawιa on υżycιa paraѕoleĸ.
> lυdzιe z вlιѕĸιego oтoczenιa powιadają, że wygląd jeѕт jego najpodѕтępnιejѕzą pυłapĸą. cóż za nιedorzecznι ploтĸarze...

Ostatnio zmieniony przez Rain (03-02-2019 o 22h21)


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#3 15-10-2017 o 11h55

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

Skarb zdobyty bez wysiłku nie zasługuje na miano skarbu.[/color][/i]
https://i.pinimg.com/564x/71/b4/38/71b438535637b77c4ce044850b0aa286--legolas-father-thranduil.jpg
||Imię||Lawinthrel|| Lawin ||
||Wiek|| 36 lat ||
||Urodzony|| 5 kwietnia ||
||Rasa|| Elf ||
||Płeć|| Mężczyzna ||
||Orientacja|| Ma już narzeczoną... ||
||Status społeczny|| Książę ||
https://i.pinimg.com/564x/16/4c/8b/164c8bbd3de88685c6d672dc0c3b9990.jpg
||Wzrost|| 178cm ||
||Waga|| 76kg ||
||Kolor włosów|| Blond ||
||Kolor oczu|| Błękit ||
||Sylwetka|| Szczupła || Wysportowana ||
||Znaki charakterystyczne|| Lekko szpiczaste uszy||

|| Coś o elfach ||
Elfy wywodzą się bezpośrednio od smoków. Te majestatyczne istoty ze zdolnością do przemiany swego ciała w bardziej ludzką postać odkryły, że nawet w takiej formie są w stanie się rozmnażać, a ich potomkowie, choć tracą umiejętność przemiany w swą prawdziwą postać, pod każdym innym względem są niemal doskonałe. Smoki w swej pysze w końcu same zrezygnowały z podniebnych podróży i ukryły się w lasach, tworząc nową, wspaniałą rasę. Rasę elfów. Elfy, w których żyłach płynie czysta magia, są w stanie posługiwać się nią i dostosowywać przestrzeń do swoich potrzeb. Nauczyły się żyć w zgodzie z naturą i wykorzystywać jej potencjał na własny użytek, nie przeszkadzając jednocześnie w rozwoju lasów i łąk. Ba, sama ich obecność w pobliżu roślin sprawia, że stają się one bardziej wytrzymałe i płodne. Są ludem spokojnym, niechętnie sięgają po broń, ale kiedy to już nastąpi, zrobią wszystko by wygrać i obronić to, co do nich należy. Ich głównym orężem są łuki i magia, choć zdarzają się też tacy, którzy sięgają po miecze i sztylety. Ich kultura jest niezwykle barwna i obfituje w święta na cześć ich jedynej bogini Evranin, czyli pierwszej smoczycy, która zdecydowała się urodzić dziecko pod postacią człowieka. Poza tym elfy uwielbiają świecidełka i dobrą muzykę.

||Ciekawostki||
||Uszy Lawina nie rozwinęły się jeszcze w pełni, dlatego są tylko lekko szpiczaste, co oznacza ni mniej ni więcej, że choć osiągnął pełnoletniość, nadal jest tylko młokosem.||
||Potrafi strzelać z łuku, ale nigdy nie potrzebował tej umiejętności poza polowaniami. Ma nadzieję, że tak zostanie do końca jego życia. Nienawidzi wojen i choćby sama wzmianka o walce na śmierć i życie sprawia, że traci dobry humor.||
||Został wychowany pod tak zwanym "kloszem", przez wszystkie lata swojego życia nie wolno mu było opuszczać pałacu w obawie, że coś sobie zrobi, a kiedy to już się działo, był otoczony z każdej strony przez służbę i straż. Woli siedzieć w pomieszczeniach, ponieważ wtedy mniej ludzi zwraca na niego uwagę.||
||Godziny nudy w pałacu zabijał tworząc pozytywki.||
||Kocha konie.||


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#4 15-10-2017 o 14h48

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

           Czy to dziwne, że w dniu własnego ślubu nuci się marsz weselny? Albo przeczesuje się włosy po raz tysięczny, chcąc by żaden niesforny kosmyk nie sterczał w niepożądaną stronę?  Ja sądziłem, że to całkowicie naturalne, dlatego nie powstrzymywałem się, nawet gdy służki patrzyły na mnie z dezaprobatą, jakby moje ciche śpiewy miały sprawić, że moje gardło w kluczowym momencie będzie niezdolne do wypowiedzenia tego jednego „tak”. Czy się denerwowałem? Nawet bardzo. Od kiedy tylko pamiętam w moją głowę wbijane było przekonanie, że gdy tylko stanę się pełnoletni poślubię najpiękniejszą z rasy upiorów. Oficjalnie było to przypieczętowanie paktu między dwoma rasami o nieagresję, ale ja widziałem w tym tylko szansę na wielką miłość, którą mi obiecywano. Dlatego cieszyłem się, ale i denerwowałem jak jeszcze nigdy w życiu. Zastanawiałem się, czy mój prezent dla tej delikatnej dziewoi, spodoba jej się, ale wszyscy zapewniali, że tak.
- Lawin, twoja matka chce cię zobaczyć – odezwała się jedna z pokojówek, która właśnie skończyła wpinać mi we włosy wianek z delikatnych kwiatów konwalii. Trochę dziwił mnie ten dobór, ale nie protestowałem. Nie byłem aż tak delikatny jak to sugerowały kwiaty, ale wolałem na ten temat nie kłócić się z matką. Była wniebowzięta kiedy pozwoliłem jej przejąć władzę nad organizacją mojego własnego ślubu, jakby sama Evranin zstąpiła na ziemię i dała jej swoje błogosławieństwo.
- Może wejść – powiedziałem, podnosząc się z krzesła.
            Spojrzałem w wielkie, stojące lustro, które ktoś przezorny przywiózł z pałacu w samym sercu lasu. Wyglądałem naprawdę nieziemsko. Biała, ślubna tunika spływała aż do ziemi, sprawiając że zielony haft na samym jej dole zlewał się ze starannie przystrzyżonym na tę okazję trawnikiem. Wyglądało to tak, jakbym sunął po ziemi, bez unoszenia stóp. Złoty pas zapięty na talii dodawał strojowi bogactwa i szyku.
- Wyglądasz cudownie, jestem pewna, że powalisz… ją na kolana.
                Obróciłem się gwałtownie na dźwięk głosu mojej matki. Królowa elfów wyglądała dokładnie tak jak na władczynię przystało, czyli dumnie, pięknie i łagodnie. Zielona suknia podkreślała jej delikatną figurę i kobiece kształty. Nic dziwnego, że po śmierci ojca królowie innych ras ubiegali się o jej rękę, ale ona nie była gotowa by pokochać kogoś tak jak swojego króla. Podeszła do mnie i ucałowała w czoło, chcąc w ten sposób ukryć łzy wzruszenia, które napłynęły jej do oczu. Uśmiechnąłem się, ale nie odezwałem się ani słowem. Wprawdzie mój ślub oznaczał przeprowadzkę na jakiś czas do neutralnego miasta, ale miałem zamiar często odwiedzać rodzinę w domu.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? – zapytała, na co pokiwałem głową.
                 Przytuliła mnie jeszcze raz, po czym wzięła głęboki oddech i zarządzając, że ceremonię czas zacząć, wyprowadziła mnie z namiotu robiącego za moją przebieralnię na słońce południa. Ogród pałacu w neutralnym mieście wyglądał zachwycająco. Gdzie tylko się dało służący poustawiali dzbany z pachnącymi kwiatami, na drzewach wisiały serpentyny w kolorze złota, a ścieżki wiodące na miejsce usłane były czerwonymi płatkami róż. Ołtarz, który pojawił się w zasięgu mojego wzroku również wyglądał zachwycająco. Kamienny stół, na którym stał rytualny kielich, z którego nowożeńcy pili wino jako wyraz wzajemnej akceptacji, udekorowany był kwiatami i latoroślą. Goście zebrani po dwóch stronach czerwonego dywanu, po którym stąpać miała moja wybranka zaszeptali między sobą, kiedy moja matka przyprowadziła mnie do ołtarza.
- Będzie dobrze – szepnęła elfka, ściskając jeszcze krótko moją spoconą z nerwów dłoń. Serce biło mi jak oszalałe. Zaraz ją poznam. Piękność, która będzie dzielić ze mną resztę życia.
                 Myślałem, że zaraz zemdleję z przejęcia, a kiedy wśród drzew rozległa się mocna melodia marsza weselnego, chyba nawet serce na chwilę stanęło mi w piersi. Patrzyłem z przejęciem jak postać mojej przyszłej żony pojawia się między drzewami, a z każdym jej krokiem uśmiech spływał z mojej twarzy. Kiedy jej stopy dotykały czerwonego dywanu, wcale się nie uśmiechałem. Bo zamiast pięknej niewiasty z rasy upiorów, stał jakiś mężczyzna.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#5 15-10-2017 o 17h17

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Stresujący, pełen zamieszania, ekscytujący. Tak bym opisał dzisiejszy poranek, podczas którego trwały nieco nerwowe przygotowania do wielkiego ślubu. Osobiście miałem za zadanie jedynie stać na chyboczącym się podeście ustawionym przed lustrem, podczas gdy wszyscy pozostali biegali wokół mnie. Tu ktoś wołał, czy nie widziano jego faszerowanego kurczaka, tam ktoś pytał, 'gdzie są do jasnej cholewki buty naszego księcia?!'. A ja tylko stałem i wyjątkowo nie miałem siły nikogo za nic skarcić.
     Ślub. Czekałem na niego przez większość lat swojego życia. I od kiedy pamiętam, ciągle słyszałem o tym, że mam kogoś przeznaczonego tylko dla siebie, i że od pewnego momentu połączę się z tą osobą nierozerwalnym więzem, który scali nasze losy na wieczność. Zawsze sądziłem też, że to musi być coś naprawdę niesamowitego. Dzięki takiemu obrotowi spraw nigdy nie musiałbym narzekać na samotność- bo ta jedna osoba zawsze trwałaby u mego boku. Dlatego czekałem, czekałem cierpliwie, uczyłem się życia, pozwalałem pielęgnować, dawałem się kształcić. Chciałem rozwinąć się dla niej, żeby wiedziała, że będzie mogła na mnie polegać.
     A dzisiaj miałem ją poznać. Stojąc i patrząc w lustro nawet ja zauważyłem, że moja twarz wyjątkowo nabrała trochę kolorytu. Tego samego nie można było jednak powiedzieć o moim odzieniu, które było tak białe, że praktycznie zlewało się z resztą mojego ciała. Nieracjonalnie ale jednak, obawiałem się, że jeśli wyjdę w takim stanie przed wszystkich zgromadzonych, to zleję się z jakimś obrusem czy dekoracją, i nikt mnie nie zauważy. Rodzice jednak podkreślali uspokajająco, że moja wybranka od razu będzie wiedzieć, że ja to ja. A skoro oni tak mówili, to ja im wierzyłem.
     -Książę, już czas!- poczułem jak jedna z służek chwyta za skrawek mojego rękawa. Skinąłem jej głową i zeskoczyłem wreszcie z niebezpiecznego podestu. Wtedy też wyskoczyli przede mnie obaj rodzice.
     -Van...- uśmiechnęli się i nieopatrznie zostałem przez nich przytulony. Zamiast się zrelaksować, zacząłem się martwić, że odświętne odzienie, które miałem na sobie, zostanie pogięte.
     -To dla ciebie wielki dzień. Poznasz je...ą. Stresujesz się? Ale masz słodkie różowe policzki- z mojej matki wypływał potok słów, wyglądała na bardziej rozemocjonowaną ode mnie.
     -To nie moja wina, służące mi podszczypały- odparłem z udawanym naburmuszeniem. Nikt mi niczego nie podszczypywał, ale też nikt poza mną o tym nie wiedział.
     -No tak. Kochanie, życzymy ci powodzenia. Na pewno będzie to miłość od pierwszego wejrzenia.
     I tak też wtedy sądziłem. I myślałem tak jeszcze, gdy obejrzałem się po raz ostatni w lustrze na swoją białą tunikę i spodnie, na wieniec spoczywający na mojej głowie, i na wytwornie ubraną parę królewską. A potem wyszedłem z namiotu i od tego momentu wszystko miało się zmienić.
     Byłem tak przejęty całą sytuacją, że nie potrafiłem nawet docenić ogromu pracy, jaki włożyli w przygotowanie wystroju służący. Na nic mi były kwiaty, zapachy, materiały i stoły... liczył się dywan, po którym miałem iść wprost do mojej wybranki.
     Teraz, kiedy wszedłem na tę wykładzinę, nagle przypomniałem sobie, że zapomniałem spytać, dlaczego właściwie to ja mam iść po niej. Tradycje przecież mówiły, że to kobieta winna ze swoim ojcem iść w stronę ołtarza. Więc dlaczego ja szedłem, obejmowany za ramię przez trzęsącą się nieco z emocji matkę?
     Wiedziałem, że powinienem przestać. Wszystkie myśli na bok. Liczyło się jedno i miałem to przed sobą. Spojrzałem na ołtarz i już widziałem jej sylwetkę, stojącą tak wiernie przy kamiennym, udekorowanym stole. Nie było odwrotu. Z błąkającym się uśmiechem na twarzy szedłem, słuchając wspaniałego marsza weselnego. Szedłem i widziałem coraz wyraźniej moją przyszłą małżonkę. Szedłem i wraz z moimi krokami marsz weselny grał jakby słabiej. Szedłem, a z moich ust powoli znikał dopiero co objawiony błogi uśmiech. Szedłem, a zacząłem uświadamiać sobie, że te złote włosy i tunika wcale nie należą do mojej wybranki. Szedłem, aż zobaczyłem:
     To nie będzie miłość od pierwszego wejrzenia.
     Realizacja prawdy uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba. Czułem się, jakby cała krew ze mnie odpłynęła, i jakbym miał się w tym jednym momencie skurczyć sam w sobie.
     Moja ukochana była ukochanym! Nie tylko ja to zresztą zauważyłem, bo ludziom zatrudnionym do grania muzyki zupełnie zabrakło animuszu, i teraz niedoszły marsz weselny zamienił się w zbiorowisko fałszów i niedociągnięć. A ja szedłem po dywanie coraz wolniej i wolniej, w zasadzie pewnie nawet bym na nim stanął, gdyby nie ciągnąca mnie w stronę ołtarza matka.
     Obróciłem głowę na lewo, obróciłem na prawo. Wszyscy ludzie przybrali pokerowe wyrazy twarzy. Wiedzieliście o tym? Wiedziałaś o tym?- chciałem poznać prawdę od nich, od mojej rodzicielki. Ale wtedy spostrzegłem, że zostałem pozostawiony obok kamiennego stołu i moja matka magicznie się gdzieś ulotniła.
     Zapadła cisza, podczas której nikt nie odważył się nawet mrugnąć. Ja też ani razu nie spojrzałem na bok, zbyt przerażony, by w jakikolwiek sposób zadziałać.
     Niespodziewanie czyjś głos ożywił tę zupełnie martwą atmosferę.
     -Witam, przepraszam za drobne opóźnienie- to zza drzew wytoczył się jakiś okrąglutki kapłan w długiej, złotej szacie. Z księgą, w której zapewne miał spisane wszystkie do uiszczenia kroki, zbliżył się do stolika.
     Oparł tomiszcze o mebel, odchrząknął, otworzył księgę i zaczął:
     -Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć węzłem małżeńskim tego oto elfa Lawina oraz upiora Yerve... Yervena.
     Ułożyłem dłoń na czole w zażenowaniu, kiedy kapłan, mimo swojego elfickiego pochodzenia, teraz pobladły niczym upiór, uniósł wzrok.
     -Och... ooch- powiedział tylko, podrapał się po głowie, i zaczął sprawiać wrażenie, jakby miał tu i teraz zejść z tego świata- Dobrze... ogłaszam was mężem i żon... mężem, pijcie.
     A potem machnął ręką i uciekł w najbliższe krzaki. Uciekł! A ja z przerażeniem patrzyłem za nim, gotów złapać go i przytargać z powrotem, i powiedzieć że to przecież jest jakaś pomyłka, ale... chyba niestety nie było o tym mowy. Bo właśnie dostrzegłem, że ktoś zachodzi moją niedoszłą małżonkę od tyłu. Mnie samego zresztą też.
     -Nie! Żywcem mnie nie weźmiecie!- krzyknąłem, kiedy czyjeś cielsko zaczęło mnie pchać w stronę stolika. -Puszczajcie! To jakiś skandal!
     Chaos, przerażenie, oszustwo. Tak bym opisał dzisiejszy poranek, podczas którego zmuszono mnie do zamążpójścia z obcym mężczyzną.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#6 16-10-2017 o 22h01

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

   Marsz weselny stał się w moich uszach katorgą nie do opisania, kiedy moja obiecana małżonka pod postacią jakiegoś mężczyzny zmierzała w moją stronę. Spojrzałem na matkę, unosząc brew w niemym zapytaniu, ale ona uniosła tylko dłoń, jakby prosiła mnie, bym zaczekał. Pomyślałem sobie, że to może jakiś rytuał upiorów i to tylko brat mojej narzeczonej, ale biała szata, tak bardzo podobna do mojej, którą miał na sobie była bardzo jednoznaczna. Nie wiedziałem co się dzieje. Spojrzałem jeszcze raz na rodzicielkę, ale ona nie patrzyła na mnie, całą swoją uwagę skupiając na wyraźnie ciągniętym siłą upiorze. Nie wiem co się ze mną działo. Sparaliżowało mnie. Dosłownie i w przenośni. Tysiąc myśli na minutę przemknęło przez moją głowę, nie ułatwiając mi w żadnej sposób zrozumienia zaistniałej sytuacji. Wiedziałem tylko tyle, że właśnie biorę ślub. Miałem się ożenić z piękną dziewczyną. Zamiast niej, obok mnie stoi jakiś mężczyzna, którego pierwszy raz na oczy widzę i on też wygląda jakby wrzucili go w to wszystko bez jego wiedzy. Może nastąpiła jakaś pomyłka?
        Przegapiłem moment, w którym elfi kapłan zorientował się, że ma przed sobą dwójkę facetów, za to dostrzegłem nikły ruch matki, która gestem pokazała by kontynuował. Podejrzewałem, że zdziwienie na twarzy pulchnego elfa było odbiciem min wszystkich gości, ale z drugiej strony zastanawiałem się ile w tym prawdy. W końcu moja matka musiała wiedzieć, w co mnie pakuje. Tylko dlaczego niczego mi nie powiedziała, ani choćby nie uprzedziła!
- … ogłaszam was mężem i żon... mężem, pijcie.
           Słysząc te słowa, zdałem sobie sprawę, że jeszcze tylko jeden krok dzieli mnie od zaakceptowania mojego małżeństwa. I dopiero teraz, mój umysł i ciało zaczęły się buntować przeciwko takiemu obrotowi sprawy. Instynkt samozachowawczy kazał mi uciekać w trybie natychmiastowym, jakby nie docierało do mnie, że w zasadzie już jesteśmy sobie poślubieni, a wypicie z jednego kielicha jest tylko formalnością, która potwierdza, że oboje siebie akceptujemy. Ale w naszym przypadku to nie było prawdą. Nie chciałem mieć męża. Moje serce biło w szalonym rytmie ze zdenerwowania. To było niedorzeczne! Kto na to pozwolił! Ja się na nic takiego nie godziłem! Chciałem krzyczeć, ale zamiast tego, cofnąłem się o krok, tylko po to by wpaść plecami na jakiegoś wielkoluda z przerośniętymi mięśniami.
- Nie! – wrzasnąłem, czując jak jego wielkie dłonie zaciskają się na moich ramionach jak imadła. Zostałem pchnięty do przodu, przy wtórze zdruzgotanych szeptów publiczności.
              Dostrzegłem i usłyszałem, że upiór również jest zachwycony zagraniem naszych rodziców, bo byłem pewien, że to oni stali za tym wszystkim i protestował równie gorąco, co ja. Próbowałem się wyszarpać z uścisku goryla, ale nie dałem rady. Dostrzegłem za to, jak moja matka powoli wchodzi na podwyższenie i bierze rytualny kielich w swoje dłonie.
- Co to ma znaczyć? – zapytałem, przestając się na chwilę rzucać. Moje oczy posłały jej zranione spojrzenie, ale zdawało się jakby była obojętna na moje cierpienie, choć w jej własnych oczach dostrzegłem ogrom emocji, których nie mogła wyrazić bez zburzenia swojego wizerunku królowej.
- Kochanie, nie mieliśmy wyjścia – powiedziała jedynie, wyciągając w moją stronę złote naczynie.
- Proszę was, nie utrudniajcie tego – poprosiła mnie jeszcze, spoglądając też błagalnie na drugiego księcia.
- Ja mam pomysł! – odezwał się gdzieś z tłumu głos mojego kuzyna, śmieszka. – Skoro nie chcą pić, to niech się pocałują! – krzyknął, wywołując tym samym burzę wśród gości weselnych. Ja natomiast poczułem, że blednę. Nie dość, że poślubili mnie z jakimś obcym mężczyzną, to jeszcze kazali mi się z nim całować na oczach wszystkich?!
- To jakiś pieprzony żart – mruknąłem słabo, czując że nie wytrzymam tego wszystkiego. Nogi miałem jak z waty. Gdyby ten typ mnie nie trzymał, moje kończyny odmówiłyby posłuszeństwa.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#7 16-10-2017 o 23h39

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Post został przypadkowo wyczyszczony.
Nic tu teraz nie ma.
https://4.bp.blogspot.com/-YeC2QaQxgEs/WgeBrUzpvZI/AAAAAAAAcss/hrd4OkNl7I8P8mgoWB5LI71aNoX-h8o-ACLcBGAs/s1600/w.png

Ostatnio zmieniony przez Rain (12-11-2017 o 00h05)


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#8 17-10-2017 o 23h33

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

    Nie wiem, czego ja się spodziewałem. Może tego, że ktoś zrozumie w jak niezręcznej sytuacji się znaleźliśmy? Tego, że wolałbym najpierw poznać imię gościa, z którym zmuszony zostałem spędzić resztę mojego życia, zanim tłum weselnych gości porwie nas do zabawy? Ewentualnie spodziewałem się, że głupi żart oburzy lud do tego stopnia, że pozwolą mi uciec i ukryć się gdzieś na resztę życia, ale zamiast tego usłyszałem z jego strony głos poparcia co do głupiego pomysłu Frahila. Jedno było pewne, kuzyn oberwie za to po głowie. I co mnie to obchodzi, że jest ode mnie o pięćdziesiąt dwa lata starszy! W końcu pojedynczy głos zmienił się w podekscytowane wycie całej zebranej graji, a ja zacząłem się bać czy z moimi krewniakami na pewno jest wszystko w porządku. W końcu co było ekscytującego w dwóch, całujących się facetach? Patrzyłem z przerażeniem, jak wlewają mu do ust zawartość, kielicha żeby zaraz zrobić to samo ze mną. Zakrztusiłem się, ale nie dane mi było otrzeć spływającej po brodzie drobiny, bo zaraz dwa goryle przysunęły nas do siebie i zanim się zorientowałem, pierwszy pocałunek miałem za sobą. Tłum zaczął klaskać, mój już oficjalny mąż oswobodził się z niewoli, a ja potrafiłem myśleć tylko o tym, że od teraz moje życie diametralnie się zmieni. Nie wiedziałem tylko, czy na lepsze, czy gorsze.
- Lawi… - zaczęła moja matka, ale ja jedynie szarpnąłem ramionami, na co trzymający mnie typ od razu mnie puścił, po czym rzuciłem jej obrażone spojrzenie.
- Nie odzywaj się do mnie – rzuciłem śmiertelnie poważnym tonem, schodząc z podwyższenia.
           Czy moje zachowanie było dziecinne? Prawdopodobnie bardziej niż zamierzałem, ale nie zmieniało to faktu, że nie miałem ochoty w tamtym momencie rozmawiać z kimkolwiek, a tym bardziej nie z nią. Poszedłem w kierunku przeciwnym do większości gości, po czym dorwałem jakąś służącą, która akurat niosła w stronę stołów kieliszki pełne wina. Złapałem od razu za dwa, jeden wychylając niemal całkowicie na raz.
- Książę, nie powinieneś… - zaczęła odważna elfka, ale przerwałem jej, odbierając z jej dłoni całą tacę.
- Doskonale wiem, czego nie powinienem robić i na pewno nie jest to rozmowa z tobą – warknąłem niemiło, za co niemal od razu skarciłem się w myślach, w końcu to nie była jej wina, że matka wrobiła mnie w jakiś śmieszny i niemoralny związek.
- Przepraszam – powiedziałem już spokojniejszym tonem, oddając jej naczynia, ale zabrałem ze sobą jeszcze dwa kieliszki.
             Wróciłem do stołów, szukając tego, przy którym miałem siedzieć z moją narzeczoną. Jasne. Teraz już wiedziałem dlaczego ustawiono dwa krzesła u szczytu stołu. W końcu nie było panny młodej, która mogłaby zasiąść u mojego prawego boku. Usiadłem na swoim miejscu, przyglądając się powoli rozkręcającej się imprezie. Było za wcześnie na obiad, ale za to idealna pora by denerwować nas skoczniejszą melodią marsza weselnego, do której kilka elfów i upiorów podrygiwało, jakby nie mogli się doczekać, kiedy w końcu będą mogli tańczyć. Zapomniałem, że mogą zacząć dopiero po tym jak para nowożeńców odtańczy pierwszy taniec. Zabawne, uczyli mnie walca, a teraz nie będzie z kim go zatańczyć. A nawet jeśli, to ja za partnerkę robić nie będę.
- Lawin! – przy moim boku znikąd pojawiła się urocza blondyneczka o jasnych oczach. Moja kuzynka Laura, której to zdradziecki brat udzielił mi dzisiaj ślubu.
- Co się stało? – zapytałem, udając że ten zapach wina to nie ode mnie.
- Twój mąż chce zabić Frahila! – zawołała z przejęciem, a mnie ani trochę nie obszedł los głupiego kuzyna. Skoro miał czelność zmusić nas do pocałunku, to niech teraz sobie pocierpi. Nie czułem żadnego żalu w związku z tym, że ktoś chciał go zabić.
                Niestety mała miała na ten temat inne zdanie i kiedy zdała sobie sprawę, że nie mam najmniejszej ochoty podnieść się i iść ogarnąć mojego nowego towarzysza życia, zaczęła ciągnąć mnie za rękaw szaty. Westchnąłem przeciągle, ale w końcu ustąpiłem jej uroczej twarzyczce i zaparciu w oczach. Z jakiegoś powodu uwielbiała mojego kłopotliwego kuzyna. Dałem jej pociągnąć się gdzieś pomiędzy drzewa, skąd dochodził nas odgłos szamotaniny.
- Ogarnij się, to był tylko żart! – usłyszałem głos elfa, ale nawet na niego nie spojrzałem, kiedy złapałem za nadgarstek wyraźnie chwiejącego się na nogach upiora i pociągnąłem go w drugą stronę.
- Ludzie czekają na pierwszy taniec – powiedziałem gwoli wyjaśnienia, nie ukrywając że wolałbym być zupełnie gdzie indziej i z kimś innym w tamtym momencie, ale nie miałem wyboru.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#9 18-10-2017 o 17h59

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Znalazłem drania pomiędzy drzewami; wskazałem na niego oskarżycielsko palcem, a on tylko oświadczył, że 'palcem się nie pokazuje'. I sam nie wiem, jak to się stało, ale po chwili zawartość pewnej bardzo eleganckiej karafki opróżniła się prosto na głowę tego właśnie elfa. Potem sprawy już same się potoczyły. On złapał mnie za frak, ja złapałem za jego szyję i trochę żeśmy się poobracali. Nieznajomy elf coś do mnie gadał podniesionym głosem, ja za to nie mówiłem nic, bo wówczas zapewne zazionęłby ode mnie alkoholem i osobnik miałby jeszcze więcej powodów, aby uprzykrzyć mi i tak już nieudany poranek.
     Mogłem się spodziewać, że prędzej czy później nas rozdzielą. Nie musiałem czekać długo, by ktoś chwycił mnie za nadgarstek i zaczął odciągać. A mój nemezis nawet nie zaprotestował, tylko głupkowato patrzył się na nasze odejście.
     -Ludzie czekają na pierwszy taniec- usłyszałem.
     -Kim ty...- odwróciłem się powoli w stronę odciągającego mnie osobnika. I muszę przyznać, że trochę się wtedy zdziwiłem. Trochę bardzo.
     -A, moja kobieta- powiedziałem niby to żartem, niby to na serio. Bo któż mógłby mnie oskarżyć za skołowanie w tej sytuacji? On miał być dziewczyną. A był facetem. Chyba. Dyskretnie na ile się dało obejrzałem księcia od stóp do głów. Teraz już rozumiałem, dlaczego z początku wziąłem go za 'wybrankę'- miał te długie, wytworne szaty, uroczy wianek i jeszcze włosy zgoła inne, niż bym się ich spodziewał u jakiegokolwiek mężczyzny. U nas, upiorów, chłopacy niemal zawsze cięli się na krótko. Elfy ze swoją niebanalną urodą chciały najwyraźniej prezentować się inaczej.
     Z zamyślenia wyrwało mnie dojście na środek. Zaraz... jaki znowu środek? Dopiero teraz spostrzegłem, że stałem w szerokim kole utworzonym przez zgromadzonych gości. Acha! Czyli my tu będziemy się produkować, a oni będą nas obserwować dalej, złaknieni sensacji.
     Wtem zauważyłem, że ciągle miałem przy sobie karafkę. Jako, że była mi zbędna, rzuciłem ją gdzieś daleko za siebie (a potem, nie wiedzieć czemu, rozległ się krzyk 'hurra, to ja wyjdę za mąż!'), po czym dotarła do mnie melodia sygnalizująca rozpoczęcie się jakiejś piosenki.
     Stanąłem przodem do... właśnie, jak on miał na imię? Zmrużyłem oczy w zastanowieniu, ale niczego sobie nie przypominałem. Ten kapłan wcześniej musiał wypowiedzieć nasze imiona, ale... alkohol je pewnie wymazał.
     -Macie zatańczyć- usłyszałem czyjś podszept z boku, kiedy zaczęło się robić niezręcznie. Muzykę przerwano i rozpoczęto od nowa.
     Na tyle elegancko, na ile mi świadomość pozwalała, uklęknąłem na jedną nogę i złapałem za dłoń swojego partnera, po czym uniosłem ją do ust i ucałowałem.
     Oczywiście zebrałem same ochy i achy, pojawiło się i parę oklasków. Teraz powstałem z szelmowskim, ale ani trochę złośliwym uśmieszkiem, i zbliżyłem się do partnera, obejmując go jak swoją 'kobietę'.
     -A więc tańczmy, mężu mój, teraz, jutro i przez wieki- powiedziałem i rozpocząłem pierwsze wywijasy, ciągnąc za sobą mi przeznaczonego.
     Niestety, przy pierwszym obrocie trochę zakręciło mi się w głowie. Hmm... to chyba normalne, że elf miał cztery oczy? W które powinienem teraz patrzeć? Trzeba mi było działać, i to szybko.
     -Słuchaj, mam plan- odezwałem się cicho, mimo, że wcale nie miałem planu, a dopiero improwizowałem. -Poudajemy, że wszystko jest dobrze, żeby dali nam spokój, a w międzyczasie będziemy kombinować- i znowu obrót, oj, chyba zaraz przywitamy się z ziemią. -Na pewno da się to jakoś cofnąć. Albo wyjaśnić. Bez obrazy, po prostu... chyba ty też się tego nie spodziewałeś- zakończyłem, posyłając jakiś oblepiony sztucznością uśmiech w stronę zadowolonych twarzy wszystkich zebranych. Ciekawe, czy mój małżonek będzie chciał współpracować.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#10 19-10-2017 o 22h28

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

      Nie zdziwiło mnie jakoś szczególnie, że facet mnie nie rozpoznał. Gdyby kazali mi odnaleźć go w tłumie, prawdopodobnie udałoby mi się to tylko dlatego, że miał identyczną szatę do mojej. Powstrzymałem westchnięcie cisnące mi się na usta, kiedy nazwał mnie „swoją kobietą”.
- Wiesz, że ja też jestem mężczyzną? – zapytałem, chociaż gdy tylko wypowiedziałem te słowa, zdałem sobie sprawę, że wbicie mu tego do głowy może być trudne, zważywszy na to jak bardzo nierówny był jego chód. – I spodziewałem się raczej ślicznej dziewczyny niż… - zaciąłem się, patrząc na jego profil kątem oka. Nie przyjrzałem mu się dobrze podczas cyrku z zaślubinami, a teraz nie było mi wcale łatwiej, ale jedno było pewne. Mój mąż naprawdę był - … przystojniaka – dokończyłem myśl na głos. Poczułem, jak moje policzki przybierają bardziej czerwony kolor, ale wytłumaczyłem to sobie ilością wypitego przeze mnie wina.
      Nie miałem więcej czasu na zastanawianie się, jaki w zasadzie jest mój przymusowy życiowy partner, pomijając fakt, że dalej nie znałem choćby jego imienia, ponieważ dotarliśmy na przygotowany wcześniej parkiet do tańca. Goście szybko podłapali, że mamy zamiar zatańczyć i otoczyli nas ciasnym kółeczkiem. Zastanawiałem się, jak my na takiej przestrzeni mamy nie podeptać wszystkim palców. Do mojego partnera przez opary nietrzeźwości też dotarło, że mamy się produkować i udawać, że żaden z nas nie prowadzi, bo nie miałem najmniejszego zamiaru być w tym układzie babką, ale chyba ktoś zdecydował za mnie.
          Rozbrzmiały pierwsze takty walca, ale typ jakby je zignorował. Dopiero kiedy ktoś z tłumu podpowiedział mu o co chodzi, w jego oczach mignął błysk zrozumienia. Zanim zorientowałem się, co się dzieje, upiór ukląkł przede mną na jedno kolano i ucałował wierzch mojej dłoni. Jeszcze chwila. Krótka chwila nieuwagi z mojej strony i na oczach tych wszystkich ludzi spłonąłbym rumieńcem niegodnym elfiego księcia. Niegodnym mężczyzny! Na szczęście moja siła woli okazała się być wystarczająco silna i udało mi się zachować jasny kolor skóry. Dlaczego on robił takie rzeczy? Zaraz potem dostrzegłem jego złośliwy uśmieszek i tym razem moje policzki poczerwieniały ze złości. Mógł sobie darować takie żarty. Chciał zrobić mi na złość? Poczułem jak jego ręce obejmują mnie jak kobietę i już wiedziałem, że tak. Musiałem powstrzymać niezadowolone prychnięcie, kiedy zaczął coś bredzić ku uciesze tłumu i tym razem zaczął tańczyć, ciągnąc mnie za sobą. Zawsze widziałem walc, jako wytworny i pełen gracji taniec. Uwodził publiczność pięknem i zgraniem partnerów. A ja w objęciach pianego upiora czułem się jak niezgrabny worek ziemniaków. On się chwiał i wcale nie potrafił zgrać swoich kroków z muzyką. Dlatego też, nadal pozwalając mu trzymać się jedną ręką w talii, to ja prowadziłem. Dojrzałem gdzieś w tłumie załzawioną twarz matki i pomyślałem, że wepchnęła mnie w naprawdę głębokie bagno.
               Słysząc głęboki szept w swoim uchu, nie mogłem powstrzymać się od niekontrolowanego wzdrygnięcia. I nie było to przyjemne uczucie. Nigdy nie pozwalałem być komuś spoza rodziny tak blisko siebie. Ba, rzadko kiedy pozwalałem się komuś przytulić, a co dopiero… Ale jego plan nie był taki do końca bez sensu. Obróciłem nas jeszcze raz, wywołując tym samym ochy i achy wśród zebranej widowni. A żeby was. Sami sobie tańczcie z nieznanym typem, z którym macie spędzić resztę życia.
- Owszem, nie spodziewałem się drugiego faceta – odpowiedziałem podobnym tonem, przyklejając na twarz sztuczny do bólu uśmiech. – Myślisz, że to coś da? Pozwolą nam tak po prostu unieważnić ślub, jakbyśmy się nigdy nie spotkali? Jeśli tylko byłaby taka możliwość, od razu bym z niej skorzystał. Ale możesz mieć rację. Robienie zamieszania nie przyniesie nam nic dobrego. Poza tym, nie chcę się kłócić z tobą. Oboje tego nie chcieliśmy i spodziewaliśmy się kogoś innego. Głupotą byłoby obarczać cię winą za tą całą sytuację. Poudawajmy szczęśliwą parkę nowożeńców i dopiero potem zgotujmy im piekło. Niech sobie nie myślą, że to wszystko ujdzie im na sucho – zgodziłem się, próbując chociaż raz wykonać jakąś figurę poza podstawowym krokiem, ale nie za bardzo mi się to udało. Mianowicie dlatego, że prawdopodobnie i mnie i jemu alkohol uprowadził poczucie równowagi, przez co runąłem prosto na niego. Zewsząd posypały się oklaski i zachwycone krzyki.
- Piękny pierwszy taniec! – krzyknął ktoś, a ja przewróciłem oczami.
- Przepraszam – mruknąłem do mojego towarzysza niedoli, ale zaraz musiałem się roześmiać widząc jego zaskoczoną minę. – A tak w ogóle, mam na imię Lawin. Miło mi poznać – parsknąłem, podnosząc siebie i jego do siadu. Wokół nas elfy i upiory zaczęły tańczyć do jakiejś skocznej melodii, zostawiając nam niewielki skrawek przestrzeni.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#11 20-10-2017 o 22h49

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     -Mój drogi, ja jestem tego pewien- odparłem z uśmiechem na niepewność partnera co do możliwości unieważnienia ślubu. -Ja potrafię załatwić... każdą sprawę- zaciąłem się, bo ciężko mi się jednocześnie myślało i wykonywało trudne taneczne kroki zarazem. Tak, trudne kroki. W swoim małym upojeniu alkoholowym nigdy nie nazwałbym ich podstawowymi.
     Kiwałem głową na dalsze słowa blondwłosego elfa. Gdybyśmy się posprzeczali, to nawet ciężej byłoby to wszystko odkręcić. A razem... byliśmy silniejsi. Mogliśmy zrobić bunt. Albo zamach stanu. Zamach stanu na samych sobie... plan genialny, którego nikt by się nie spodziewał.
     Wtem stała się rzecz równie nieoczekiwana, co nieunikniona. Poczułem, jak mój małżonek przewraca się prosto na mnie, a ja ląduję na trawie, zapewne brudząc swój bielutki strój pięknym odcieniem żywej zieleni. A co najlepsze w tym wszystkim, nasza widownia nie zamarła. Wręcz przeciwnie, wszyscy zaczęli klaszczeć, krzyczeć, gratulować i to mnie chyba dzisiaj najbardziej przeraziło. Kim byli ci ludzie? Miałem wrażenie, że po dwudziestu sześciu latach znajomości wcale nie znałem swoich kompanów z dworu.
     Musiałem przerwać zaskoczone wpatrywanie się w tłum, bo czyjeś długie włosy posypały mi się na twarz. Kiedy je odgarnąłem, zobaczyłem śmiejącego się... Lawina. Tak brzmiało jego imię. Całkiem melodyjne. Byłoby przyjemnie znać jakąś księżniczkę Lawinę...
     -Nie szkodzi. Nic dzisiaj nie dzieje się z naszej winy, pamiętaj- odpowiedziałem, nieśmiało podnosząc się razem z chłopakiem.
     -Jestem Yervant. Chociaż jeśli wszystko uda się szybko odkręcić, to pewnie i tak wkrótce zapomnisz mojego imienia- uśmiechnąłem się niepewnie, obserwując kątem oka zaczynających zabawę przedstawicieli obu gatunków.
     W pewnym momencie dojrzałem kogoś, kto stał ze złożonymi grzecznie rękami i wyglądał, jakby czekał na zaproszenie do tańca. Nowy pomysł zakiełkował mi w głowie.
     -Powiadają, że kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Chodź- gestem dłoni zachęciłem nowego kolegę, by poszedł za mną. Potem zbliżyłem się do tej grzecznej, wypatrzonej w tłumie osoby.
     -Witam- przywitałem się ze swoim ulubionym kapłanem, który na mój widok trochę skulił się w sobie.
     -Tak?- widać było, że miał ochotę uciec hen daleko, albo chociaż oddać się w wir tańca i zniknąć sprzed moich oczu.
     -Mam takie pytanie. Lubisz pan pieniądze?
     Chyba zatkało go jeszcze bardziej, ale przynajmniej popatrzył na nas z uwagą.
     -To jakaś pułapka?
     -Skąd- uśmiechnąłem się serdecznie, co wyszło wiarygodnie tylko dolną częścią twarzy.
     -Nie... nie lubię pieniędzy- odparł, spuszczając wzrok i odsuwając się ode mnie i Lawina powolnymi kroczkami.
     -Nie?- postąpiłem za mężczyzną. -Więc nie byłbyś pan zadowolony, gdyby do twojej kieszeni wpadło, no nie wiem, pięćset valorów?
     To była naprawdę spora kwota w walucie upiorów. Kwota, za którą kapłan mógłby sprawić sobie co najmniej trzydzieści nowych złotych wdzianek. Wartość, od której ani trochę bym nie zubożał.
     Niestety nie przewidziałem jednej rzeczy. Że kapłan był elfem i nie znał mojej upiornej waluty.
     -Proszę...?- zmrużył oczy, a potem popatrzył na mnie jakby oskarżycielsko. -To jest korupcja. Korupcja, skandal! Nie dam się na to- i znowu zaczął ode mnie odbiegać.
     -Czekaj ty...!- zacząłem za nim biec, przy czym miałem dziwne wrażenie, że poruszam się zygzakiem. A potem pajac krzyknął:
     -Nawet na zamek bym się nie zgodził! Za ładnie razem wyglądacie! Szczęścia!
     Przystanąłem, kiedy facet zniknął gdzieś w gęstwinie. Co. Za. Typ. Z pokonaną miną powróciłem do Lawina. Cóż, przynajmniej nie upokorzyłem się tak przed ukochaną. Znaczy, moja ukochana teoretycznie była tutaj, ale... chyba nie zależało mi na jego zdaniu, bo jakby mogło?
     -Pierwszy raz mi się coś takiego zdarza. To pewnie dlatego, że jest elfem- przyznałem, biorąc się pod boki. -Dzisiaj już go chyba nie zobaczymy. To jaki będzie nasz kolejny ruch? Bo chyba nie marzysz o powrocie do skakaniny?- zapytałem, wskazując na z zadowoleniem wywijających obok nas gości.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#12 21-10-2017 o 23h12

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

      Przyglądałem się chwilę twarzy chłopaka zanim mu odpowiedziałem.
- Elfy są pamiętliwe wbrew pozorom, a wrobienie mnie w małżeństwo z mężczyzną, nawet jeśli tylko chwilowe, zapadnie w mą pamięć.
       Moje słowa były szczere, a przynajmniej miałem nadzieję, że takie są. W końcu nie codziennie zdarzała mi się taka sytuacja, a jednak nie chciałbym zapomnieć przymusowego towarzysza niedoli. Yervant. Nawet jeśli ciężko byłoby mi wypowiedzieć imię upiora, miałem zamiar zachować je w pamięci. Nie miałem czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać. Podniosłem się z ziemi razem z białowłosym, otrzepując swoją już nie nieskazitelnie białą szatę z trawy. Szkoda mi było tego materiału. Dwórki z elfiego pałacu ciężko przy nim pracowały, a ja tak nieostrożnie go zniszczyłem. Powlokłem się za Yervantem w tylko jemu znaną stronę, zastanawiając się, co miał na myśli.
         Musiałem się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem, kiedy przysłuchiwałem się jego wymianie zdań z kapłanem. Próbował przekupić elfa. To tak jakby nagle chciał przekonać wędrownych handlarzy, że kwadratowe koła są wydajniejsze od tych okrągłych, albo że przeprawa przez Zimowy bór w grudniu to dobry pomysł. Nie wtrącałem się jednak, ciekaw jak na słowo „złoto” zareaguje brat Laury. Nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem, że gdy tylko upiór wyłuszczył swoją ofertę do końca, elf odbiegł na swoich krótkich, tłustych nóżkach, krzycząc jakieś brednie.
- Oh, jestem pewien, że to dlatego, że jest elfem – odpowiedziałem rozbawionym tonem, splatając dłonie za plecami. – Nie przywiązujemy wagi do dóbr materialnych. Zwłaszcza do pieniędzy. Nie ma u nas pojęć takich jak „ubóstwo”, czy „bogactwo”. Każdy z nas jest coś wart. Bardziej niż jakikolwiek przedmiot, cenimy siebie nawzajem – wyjaśniłem, powolnym krokiem kierując się w głąb ogrodu. To było takie inne, nie czuć na sobie wzroku co najmniej tuzina strażników, czy służących. Co prawda nadal znajdowaliśmy się blisko gości i każdy mógł na nas popatrzeć w każdym momencie, ale czułem że zwracają na mnie mniejszą uwagę niż kiedykolwiek wcześniej. Czy tak smakowała wolność?
- Przejdźmy się – zaproponowałem, na chwilę przystając przy jednym z wielu stołów porozstawianych po całym parku. Zabrałem z patery z owocami kiść winogron i karafkę wypełnioną wodą. – Bez urazy, ale skoro już jestem na własnym ślubie, nie chciałbym spędzić go całego z pijanym towarzyszem – powiedziałem, mając oczywiście na myśli towarzyszący mu na każdym chwiejnym kroku zapach czegoś mocniejszego niż zwykła woda.
                Chyba chciał zaprotestować, albo w ogóle powiedzieć coś. Może zaprzeczyć, że wcale a wcale nic nie pił, ale powstrzymałem go wciskając mu w otwarte usta kulkę winogronu.
- Potem, mój drogi, wlejemy w siebie całą zawartość beczek przywiezionych z pałacu, dobrze? Skoro mamy udawać szczęśliwą parkę, autentyczniej będzie to wyglądać, kiedy nie będziemy cały dzień ślęczeć nad kieliszkami jakbyśmy tam szukali pocieszenia. No, a przynajmniej dopóki nie zrobi się ciemno. Wtedy już nikt nie będzie na nas zwracał uwagi, umowa stoi? – uśmiechnąłem się łobuzersko, odsuwając się o krok. Przy okazji wyłapałem nad jego ramieniem zadowolony wzrok matki. Musiałem się powstrzymać by nie przewrócić oczami. Chyba nieopatrznie zacząłem wcielać nasz plan w życie. Chichot przechodzących obok nas dwóch elfich panien tylko potwierdził moją hipotezę. Może to unieważnienie małżeństwa było łatwiejsze niż się spodziewałem?


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#13 23-10-2017 o 21h34

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Słowa elfa o dobrach materialnych nie zaskoczyły mnie specjalnie, a przecież powinny. W końcu tuż przed momentem próbowałem przekupić jednego z nich... lecz z drugiej strony, było to wywołane niczym więcej, jak czystym wyzwoleńczym zrywem od całej tej ślubnej pułapki. Teraz uświadomiłem sobie, że tak naprawdę wiedziałem, że elfy najbardziej cenią sobie wzajemne przywiązanie- było to widać od samego początku dzisiejszych przygotowań. Wszyscy oni wyglądali na swobodnych w swoim towarzystwie, na pewno grupowe spotkania nie sprawiały im większego trudu.
     Przewróciłem oczyma na zbędną wzmiankę o pijanym towarzyszu. Miałem zamiar zwrócić Lawinowi uwagę, że od niego też było czuć trochę alkoholu, ale wtedy ten... zatkał mi usta kulką winogrona.
     -Hmpf- przełknąłem kawałek owoca z niezadowoleniem. Doprawdy, nie leżało w mojej naturze znoszenie takich wybryków. Co oznacza, że na przykład będąc na dworze, nie można mi było przeszkodzić w mówieniu, bo zaraz widziałbym to jako coś bezczelnego. Lecz... skoro to był mój mąż, a dzisiaj trwał ślub... to może tym razem powinienem odpuścić.
     Pokiwałem skwapliwie na te beczki z pałacu. O tak. Kiedy zrobi się ciemno, wreszcie sobie odpoczniemy. Kiedy zapadnie noc...
     I tu pobladłem nagle, choć, na szczęście, nie dało się tego u mnie uzewnętrznić. Liczyłem natomiast, że elfi kompan nie dostrzegł mojego dość znacznego drgnięcia.
     Co czekało małżonków po zmroku? Noc. Poślubna. Słynna 'konsumpcja związku' była przecież rytuałem szeroko rozpowszechnionym na świecie.
     Żeby do głowy nie zaczęły przychodzić mi jakieś niewybredne obrazy, musiałem szybko zacząć coś mówić. Choćby cokolwiek.
     -... co do tego, co mówiłeś wcześniej o cenieniu się nawzajem... to prawda, wyglądacie na bardzo zżytych. U nas, upiorów, wyznacznikiem wartości osoby często stają się jej dokonania. Jeśli działasz dla państwa i przestrzegasz prawa, masz zagwarantowaną pozycję. Jeśli jednak zrobisz choć jeden błąd, inni najpewniej zaczną spoglądać na ciebie z ukosa. Każdy musi sie bardzo starać, aby być akceptowanym.
     Chciałem kontynuować, ale spostrzegłem, że moi rodzice patrzą w naszą stronę. Mieli tak przejęte twarze (zapewne po moim wcześniejszym wybryku i ucieczce sprzed ołtarza), że po prostu musiałem coś zrobić.
     Popatrzyłem prosząco na Lawina, licząc, że zrozumie, i gładkim, niby to zupełnie naturalnym ruchem wziąłem go pod rękę.
     -Rodzice...- mruknąłem, po czym odkaszlnąłem i dokończyłem wcześniejszą myśl: -Tak czy owak, z naszego wzajemnego chłodu wynikają też dobre rzeczy. Potrafimy się zmobilizować i w szybkim tępie rozwijać, jeśli w ten sposób wybronię swój kraj- powiedziałem, jednocześnie uświadamiając sobie, że faktycznie czuję do niego mocny sentyment. I że nie wyrzeknę się go, nawet jeśli jego władze teraz sobie ze mnie dworują.
     Przejechałem wzrokiem po trawie, celowo zahaczając o rodziców. Po moim działaniu sprawiali wrażenie bardziej rozluźnionych i nawet zaczęli oddalać się w stronę zgromadzenia.
     A ja odkryłem kolejną okazję. Bowiem paręnaście metrów przede mną i Lawinem znajdowało się, wyglądające całkiem sympatycznie, jeziorko.
     -Myślisz o tym samym co ja?- zapytałem, nie czekając jednak na odpowiedź. -Przysiądziemy nad nim i w ten sposób udamy, że chcemy pobyć sami ze sobą przez jakiś czas, z dala od reszty. A już tutejsi plotkarze zadbają o to, by rozpowiedzieć, że w romantycznej atmosferze siedzimy nad taflą połyskującej wody i tak dalej... Niech się śmieją, ale pozory będziemy sprawiać idealne- uśmiechnąłem się złowieszczo, po czym puściłem ramię chłopaka, by teraz ująć go za rękę i zachęcić do pobiegnięcia ku jeziorze. I oby wszyscy to widzieli, bo nie zamierzałem się powtarzać!


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#14 24-10-2017 o 23h12

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

       Uśmiechnąłem się jedynie skromnie, kiedy chłopak stwierdził, że elfy wyglądają na naprawdę zżyte ze sobą. To była szczera prawda. Jeśli już któreś z nas, zadurzyło się w kimś, było wiadomo, że to uczucie nie zniknie szybko. Byliśmy stali w swoich uczuciach, dlatego tak wielkim rozczarowaniem był fakt, że jakby nie patrzeć, rodzice zmuszali mnie do pokochania drugiego mężczyzny. Przysłuchiwałem się z uwagą dalszym słowom Yervanta. Zawsze interesowała mnie kultura upiorów, ale nikt jakoś szczególnie nie chciał, czy po prostu nie mógł ze mną o tym porozmawiać, ponieważ niewielu było takich, którzy byli gośćmi w pałacu upiorów. Zawsze nieco obawiałem się tej rasy. Byli tacy bladzi. Przywodzili mi na myśl chłodny marmur, którego nie sposób skruszyć. Ale teraz, kiedy miałem idealny podgląd na twarz i jasną skórę chłopaka, zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę jest niezwykle piękna. Nieskazitelna. I wcale nie wyglądała na twardą jak głaz. Nie była to twarz osoby, która nie wiedziała co to uśmiech. Niemniej zrobiło mi się go nieco żal, kiedy mówił o tym, jak można zdobyć akceptację. To było okropne. Wystarczył jeden, malutki błąd, by każdy miał cię za nic.
- To strasznie smutne – mruknąłem cicho, ale nie ciągnąłem tematu.
        Dojrzałem za to wzrok mojego towarzysza. Uniosłem jedną brew w geście zdumienia, nie bardzo wiedząc o co prosi swoimi jasnymi oczami, ale kiedy tylko ujął mnie pod rękę, zrozumiałem. Poszukałem wzrokiem mojej matki, ale ona nie patrzyła na nas, zbyt skupiona na rozmowie z jakimś upiorem. Pomyślałem, że mimo mojej niechęci, ona produktywnie spędzi ten czas. Lubiła politykę i dyplomację, mogła więc swobodnie rozmawiać z przedstawicielami upiornej społeczności i dobijać nowych targów. Poza tym wcześniej nieco się o nią martwiłem. Po śmierci taty niewiele czasu spędzała poza pałacem, więc takie przyjęcie na świeżym powietrzu dobrze jej zrobiło.
- Elfy nie lubią poczucia czasu – zauważyłem melancholijnie, dając się prowadzić w tylko jemu znaną stronę.
- Eh? – mruknąłem zaskoczony, kiedy uścisk na moim ramieniu zelżał, za to dłoń chłopaka znalazła się na moim odpowiedniku, by zaraz pociągnąć mnie i zmusić do urokliwego biegu przez trawy i łąkę. To była prawda, że jeziorko tworzyło miejsce idealne dla zakochanych par, które chcą pobyć same, jednak ja czułem się nieco niekomfortowo właśnie przez to, że nie kochałem Yervanta. Ba, ja go nawet dobrze nie znałem.
              Nie protestowałem jednak, kiedy pociągnął mnie na ziemię. Usiadłem sobie po turecku, twarzą do niego. Nie bardzo wiedziałem, o co powinienem teraz pytać. Chciałem się dowiedzieć o nim czegoś więcej, skoro już połączyli nas węzłem małżeńskim, ale jakoś tak głupio mi było zacząć rozmowę, kiedy nikt się na nas nie gapił i nie musieliśmy udawać, że wszystko jest w jak największym porządku.
              Z niezręcznej ciszy wyrwała mnie nadlatująca skądś piłka, która odbiła się od czubka głowy upiora i wpadła wprost w moje dłonie. Roześmiałem się widząc przerażoną minę dzieciaków, które najwyraźniej były odpowiedzialne za ten atak z zaskoczenia. Miło było patrzeć jak elfy i upiory bawią się razem, że są w stanie się dogadać. Ale żaden z nich nie chciał do nas podejść i odzyskać swojej własności, dopóki Laura zachęcona moim uśmiechem nie zdecydowała się do nas podjeść.
- Lawin, chcecie z nami zagrać? – zapytała odważnie, nie patrząc jednak prosto w oczy upiora, jakby bała się, że ten na nią nakrzyczy.
- Hmmm? – udałem, że się zastanawiam. – A w co się bawicie? – zapytałem, podrzucając okrągły przedmiot do góry.
- W piłka parzy – odpowiedziała dziewczynka, nieco zawstydzona, jakby dziecinna gra była nieodpowiednia dla kogoś w jej wieku. A przecież miała tylko dwadzieścia cztery lata.
- W takim razie… Nie trzymaj jej zbyt długo! – krzyknąłem rozbawiony, podając piłkę do białowłosego upiora, po czym szybko podniosłem się z ziemi i pobiegłem razem z Laurą ukryć się pośród drzew. Po chwili jednak zatrzymałem się i odwróciłem, chcąc zobaczyć czy Yervant załapał i pobiegł za nami.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#15 28-10-2017 o 00h02

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Plan był dobry. Realizacja słabsza. Kiedy usiedliśmy z Lawinem naprzeciwko siebie, sam nie wiedziałem, o co miałbym spytać. 'Jak dokładnie sobie wyobrażałeś?' 'Co teraz czujesz do swoich rodziców?' To byłoby chyba zbyt głębokie.
     Nie musiałem jednak trapić swojej głowy nad tym więcej, bo... właśnie w nią czymś dostałem.
     Najpierw zobaczyłem roześmianą twarz Lawina. Potem obróciłem się, by dojrzeć gromadkę dzieci, które teraz patrzyły na nas z niemałym przestrachem. Hej, chyba nie aż byłem taki straszny? No dobra, byłem.
     W końcu jakaś odważniejsza dziewczynka zbliżyła się do mojego małżonka. Uśmiechnąłem się pod nosem na jej niepewność. Proponowała grę? W sumie ciekawy pomysł. Szachy, kanasta? Ja bardzo chętnie. Nawet w stanie podchmielenia trening umysłu by się przydał.
     Zmotywowany, już chciałem wstawać, ale została rzucona mi jakaś piłka. A na dodatek usłyszałem tylko słowo 'parzy', a Lawin i tamta dziewczynka zaczęli uciekać.
     -Hę?- popatrzyłem na trzymany przez siebie przedmiot. Co ja z tym miałem...?
     Wstałem nieco niepewnie i dostrzegłem wówczas wzrok Lawina na swojej osobie. Sprawdzał mnie... pod jakimś względem.
     -Hej, czekajcie, mam zastrzeżenia!- pobiegłem w stronę innych grających, ale ci, zamiast się zatrzymać, rozpierzchli się na boki. -Doprawdy... o co wam chodzi?- rzuciłem się w kierunku jakiegoś chłopca, który teraz zaczął uciekać z piskiem. -Ta piłka przecież nie parzy!
     Po paru minutach biegania bez celu, sfrustrowany rzuciłem przedmiot w stronę jednego z dzieci. A niech sobie sami grają, jak są tacy...
     -O nie, teraz ja- usłyszałem jego niezadowolony głosik, a potem zobaczyłem, że wszyscy od niego uciekają. Ach... czyli to całe parzenie... trzeba było sobie wyobrazić? A co dawała taka latanina?- zastanawiałem się, obserwując wszystkich kontynuujących grę. Mój umysł analityka nie przyjmował do świadomości robienia rzeczy, które nie miały konkretnego celu lub benefitu.
     Nie mając co ze sobą dłużej zrobić, podbiegłem do Lawina  trochę zdyszany, trochę bardziej ubrudzony na odzieniu, ale zadowolony.
     -Widziałeś, jak profesjonalnie podałem?- zapytałem dumnie (bo przecież potrafiłem pozbyć się piłki nawet bez znania zasad), po czym usłyszałem wołanie i ujrzałem czyjeś machanie z oddali. Ach, no tak. Prawie bym zapomniał o ślubie.
     -...- z bardziej skwaszoną miną podałem elfowi swoje ramię. I znowu te konwenanse. No, ale może będziemy mogli chociaż się najeść? Najlepiej najeść i zapomnieć.
     Podeszliśmy do stołów, a jeden z nich po obu stronach zastawiony był równo dwoma rzędami siedzeń. Każdy elf i upiór stał przy swoim, wyznaczonym siedzisku, samotne pozostały tylko te dwa, niezwykle kuriozalnie wyglądające, stojące u szczytu krzesła.
     -Kochanie, czekamy na twoją przemowę- powiedziała matka, siedząca wysoko w hierarchii stołu, patrząca na mnie z wielką nadzieją w oczach.
     Przemowa, przemowa... a tak, coś tam przygotowałem. Tylko że teraz... nie wydawało się to być aktualne.
     Popatrzyłem na rodzicielkę, kręcąc głową, że nie dam z tym rady. Ona jednak pokiwała głową, niemal błagając, bym to zrobił. Wszyscy inni też wlepili we mnie i w Lawina wzrok. Komedia toczyła się dalej.
     -Tak, więc...- zacząłem, a cisza była taka, że można było dosłyszeć skakanie koników polnych- ja... dziękuję ci, matko, ojcze, za przedstawienie mi tej najcudowniejszej osoby na świecie- powiedziałem, obracając się przodem do swojego małżonka, a było to sztywne i nienaturalne. -Gdyby nie wy, dzisiaj nasza miłość by nie kwitła, a my nie bylibyśmy mężem i żoną- powiedziałem, po czym uświadomiłem sobie, że oczywiście, to nie tak miało iść.
     Szybko chwyciłem za najbliższy kieliszek i łyknąłem całą jego zawartość.
     -Proszę o wybaczenie, zaschło mi... w gardle- uśmiechnąłem się, cały zaróżowiony. -Płeć nie ma znaczenia w miłości. Nic nie ma znaczenia, liczy się szczęście w życiu! ...życie w szczęściu! Dziękuję- skrępowany, szybko usiadłem na swoje siedzenie, po czym oprzytomniałem, że nie powinienem pozostawiać miłości swojego życia na samotne stanie, i znowu wstałem, by poczekać, aż Lawin usiądzie.
     Srogo pożałują za to, że mnie na to wystawili.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#16 28-10-2017 o 17h49

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

    Yervant wyglądał na skonfundowanego. Nawet bardziej niż bym się tego spodziewał. Zacząłem się zastanawiać, czy może nigdy nie grał w takie gry, czy może po prostu nie wiedział jak się zachować w związku z tym, że byliśmy na własnym ślubie, a ja zacząłem zachowywać się jak dzieciak. Przyznam szczerze, że nieco mnie to zestresowało. Nie chciałem, żeby uznał mnie za małolata, dlatego byłem nawet gotów zrezygnować z bieganiny, ale wtedy jakby wyrwał się z zamyślenia i zaczął biec w naszą stronę. Mimo wszystko, wydawał się nie wiedzieć co się dzieje, a dzieciaki perfidnie to wykorzystywały, uciekając przed nim jak tylko najszybciej mogły. W sumie nie byłem inny. Krztusząc się ze śmiechu, przyglądałem się jak nie radzi sobie z tak popularną przecież zabawą. W końcu pozbył się piłki, posyłając ją do jakiegoś upiora. Zabawa zaczęła się na nowo, ale dzieci straciły nami zainteresowanie, co chłopak od razu wykorzystał i podbiegł do mnie.
- Bardzo profesjonalnie – parsknąłem śmiechem, uśmiechając się do niego łobuzersko. Musiałem przyznać, że wyglądał osobliwie z pobrudzoną szatą i zmęczoną twarzą. Jakby naprawdę podobała mu się zabawa, chociaż nigdy wcześniej nie miał okazji brać w takiej udziału.
       Odwróciłem się machinalnie, kiedy usłyszałem, że ktoś nas woła. Czując jak upiór po raz kolejny tego dnia bierze mnie pod ramię, pomyślałem, że kolejna nudna i oficjalna część właśnie się zaczyna. I miałem rację. Nie spodziewałem się jednak, że białowłosy będzie musiał przemawiać. Czy i ja powinienem coś przygotować? Momentalnie zacząłem się stresować, a utkwiony w nas wszystkich wzrok nie ułatwiał mi tego wszystkiego. Czułem, że jeszcze chwila i spłonę z zażenowania. Już wolałem siedzieć nad tym jeziorem cały dzień bez czegoś do jedzenia w ustach, niż musieć to znosić. Kiedy upiór chwycił za kieliszek i wypił całą jego zawartość na raz, pomyślałem że chętnie zrobiłbym to samo. Żeby dodać sobie odwagi. Mimo wszystko musiałem przyznać, że zarumieniony z przejęcia Yervant był całkiem urokliwy. Nie wiedziałem czy mogę to zrobić, ale kiedy już oboje usiedliśmy, a on nadal wyglądał, jakby ktoś pomalował mu policzki czerwoną farbą, dotknąłem niepewnie jego dłoni, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy.
- Hej… - zacząłem cicho, nie bardzo wiedząc co w zasadzie powinienem powiedzieć. Na dodatek musiałem się bardzo pilnować, by niechciany rumieniec nie zabarwił moich policzków tak samo jak zrobił to z twarzą chłopaka. – Nie musisz się tym wszystkim aż tak przejmować. Ja… jestem pewien, że wszyscy rozumieją nasze zmieszanie.  W końcu obaj wychowaliśmy się z przeświadczeniem, że tego dnia poznamy naszą wielką miłość. A tym czasem oboje jesteśmy mężczyznami i… i… - zaciąłem się nie bardzo wiedząc co dalej powiedzieć. I oboje nie mamy pojęcia co z tym zrobić? Jak się zachować? Co nas czeka w przyszłości? Obróciłem głowę, nie mogąc wytrzymać spojrzenia jego jasnych oczu.
- Daj mu prezent – usłyszałem syk mojej matki i poczułem jak ktoś trącił moją stopę pod stołem.
            Poczułem, że moje uszy robią się czerwone. Nie chciałem tego robić. I nie chciałem pozwolić, by ktoś zauważył, że się rumienię. Dlatego wziąłem kilka karmicznych oddechów, by się uspokoić, po czym odchrząknąłem i podniosłem się z krzesła. Rozmowy przy stole natychmiast ucichły, a wszystkie spojrzenia utkwione były we mnie. Ale ja starałem się tego nie zauważać i patrzyłem tylko na Yervanta, czując że mój pozorny spokój kruszy się jak zbyt cienki lód.
- Mój ukochany – odezwałem się oficjalnym tonem, nieco zbyt głośno, przez co sam się skrzywiłem. Ale udawałem, że nic się nie stało, a sytuacja wcale nie jest tak niekomfortowa na jaką wyglądała. – W mojej rodzinie, tradycja głosi, że pan młody obdarowuje swoją wybrankę własnoręcznie wykonanym prezentem. Dlatego ja, chciałbym podarować ci tę oto rzecz, która jest symbolem mojej dozgonnej miłości – wyrecytowałem z pamięci, czując się jakbym powiedział kłamstwo najgorszego sortu.
            Służący podał mi urocze pudełko owinięte w bladozielony papier, a ja na oczach wszystkich złożyłem go w dłonie upiora, po czym natychmiast usiadłem. Kelnerzy powoli zaczęli znosić jedzenie, a goście zajęli się zawartością półmisków.
- Nie będę zdziwiony jeśli ci się nie spodoba – mruknąłem cicho, nie tykając się jak na razie za widelce. Z tego wszystkiego żołądek zacisnął mi się do takiego stopnia, że wątpiłem bym zdołał przełknąć cokolwiek. W pudełku znajdowała się zrobiona przeze mnie pozytywka. Drewniane pudełko z grawerowanymi na wierzchu kwiatami, które skrywało w sobie misterny mechanizm. Kiedy przekręciło się kluczyk, wieczko otwierało się, a ukryta wewnątrz drewniana baletnica o bladej cerze i jasnych włosach zaczynała się obracać wokół własnej osi, wygrywając melodię.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#17 28-10-2017 o 21h42

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Siedziałem na krześle, czując się przy tym bardzo niekomfortowo. Miałem wrażenie, że wszyscy szeptali o mnie, patrząc się tylko na mnie. Za co...
     Mało nie odskoczyłem, kiedy coś... ktoś, dotknął mojej dłoni. Z zaskoczeniem spojrzałem na wykonawcę tej akcji. To Lawin, który chyba coraz bardziej wczuwał się w nasz sekretny plan.
     -Tak ci się tylko wydaje- odparłem mu tak cicho, że wątpiłem, aby cokolwiek z tego usłyszał. Choć intencje chłopaka były bardzo miłe, to zgorzkniałość nie potrafiła mnie opuścić. Rozumieją? Kto? Wszyscy byli zaskoczeni obrotem slubu, i choć dzisiaj zostało to obrócone w żart, to cały czas oczekiwało się od nas nienagannego zachowania.
     Wiedziałem, że wystarczy jeden fałszywy ruch, i będę żałował.
     Czyjeś 'Daj mu prezent' wyrwało mnie z pesymistycznych rozmyślań. Już zaczynałem sądzić, że to moja matka, ale i tu spotkało mnie zaskoczenie- bowiem powiedział to nie kto inny, jak elfia rodzicielka mojego męża.
     Uśmiechnąłem się delikatnie na pierwsze oznaki zawstydzenia Lawina. Przy tym nie mogłem powstrzymać się od zastanowienia, czy w taki sam sposób byłby nieśmiały wobec jakiejś pięknej dziewczyny? Czy byłby zupełnie zrelaksowany, nawet jeśli nie widział jej nigdy wcześniej? Bądź co bądź to wciąż byłby ślub na wariackich papierach.
     Źrenice rozszerzyły mi się do rozmiarów talerzy, gdy blondwłosy wstał i nazwał mnie ukochanym. Dozgonna miłość. Musiało być ciekawie o niej mówić, gdy już planowaliśmy zerwanie ślubnej umowy.
     Po chwili otrzymałem pudełeczko z jego rąk. Jedzenie zaczynało być roznoszone, a ja wpatrywałem się w drobny, elegancko zapakowany prezent.
     Nie mówiąc nic, nie wierząc też w ani jedno słowo Lawina, rozwinąłem papier.
     -Och...- mruknąłem, nie zdając sobie chyba sprawy, że od teraz usta zawisnęły mi w niemym zdziwieniu. Kunsztownie wykonane, drewniane pudełko, musiało zawierać mechanizm odgrywający melodię. Pozytywka. W dzieciństwie zawsze mnie fascynowały.
     Ostrożnie przekręciłem kluczyk wystający z boku przedmiotu. Tak jak sądziłem, rozbrzmiała z niego delikatna melodia, a była tak ładna, że aż cieszyłem się, że nikt poza mną i Lawinem jej nie słyszy. A do tego ta obracająca się dziewczyna- upiór...
     -Nie wiedziałem, że masz takie zdolności...- wyszeptałem, będąc pod niemałym wrażeniem pracy, jaką wykonał elf. -Jest bardzo piękna. Dziękuję- uśmiechnąłem się szczerze, patrząc prosto w oczy drugiego chłopaka.
     Zauważając, że ktoś nas obserwuje, szybko zamknąłem pudełeczko.
     -Właściwie... ja też coś dla ciebie mam- oświadczyłem, i z połaci swojej szaty wyciągnąłem inne pudełko, bladoróżowe, przewiązane wstążką. Dobrze było mieć wielofunkcyjne ubrania. -To... nie wiedziałem, że będziesz chłopcem. Ale nie jest źle, gdyż... sam zresztą zobaczysz- wstałem ceremonialnie i podałem chłopakowi własnoręcznie wykonany prezent.
     W środku znajdowała się srebrna kokarda wysadzana akwamarynami różnej wielkości. Trochę czasu zajęło mi dopasowanie ich tak, aby między kamieniami nie pozostało ani krzty wolnej przestrzeni. A teraz... cóż, może ją założy? Miał długie włosy.
     -Dobrze, że w końcu nie zrealizowałem swojego pierwszego pomysłu. Miałem zamiar zrobić zegarek na sznurku, który zawsze wskazywałby jedną godzinę; a ta godzina byłaby opatrzona wizerunkiem mojej twarzy, ha, ha- zaśmiałem się niepewnie, licząc na to, że choć trochę rozluźniłem tym atmosferę.
     -Smacznego młodej parze- usłyszałem nagle od swojej lewej strony, a na mój i Lawina talerz zostały wyłożone dania składające się głównie z liści i bardzo wymyślnie ułożonych orzechów i warzyw.
     -To wygląda całkiem smacznie...- powiedziałem niby to od niechcenia, kątem oka zerkając jednak, czy Lawin już obejrzał mój prezent. Kokarda nie była tak ciekawa jak pozytywka, to prawda, ale wciąż w jakiś sposób zależało mi na zdaniu chłopaka- czy był mi kimś bliskim, czy też nie.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#18 29-10-2017 o 01h08

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

     Denerwowałem się, kiedy Yervant odwijał papier, a potem kiedy ze zdumieniem wypisanym na twarzy przekręcał kluczyk z boku pozytywki, wyłamywałem palce, starając się nie wyglądać na tak zdenerwowanego jak byłem w rzeczywistości. Domyślałem się, że nie będzie zachwycony moim prezentem, a jednak z jakiegoś powodu było mi przykro kiedy o tym pomyślałem. Prawdopodobnie dlatego, że włożyłem w nią tyle pracy. Delikatna melodia wydobywała się z pudełka, a ja pomyślałem, że mogłem wybrać jakąś inną.
-Ah, to nic takiego… - powiedziałem, powstrzymując się od nerwowego podrapania się po policzku, chociaż kosztowało mnie to wiele wysiłku. Miałem wrażenie, że teraz nie tylko moje uszy płoną z zażenowania, ale i całe ciało. – Ale cieszę się, że ci się podoba – dodałem odwzajemniając niemrawo, choć szczerze jego uśmiech.
     Spojrzałem na niego pytającym wzrokiem, kiedy oświadczył, że on też coś dla mnie ma. Raczej nie spodziewałem żadnego prezentu, zważywszy na to, że to ja miałem być mężczyzną w tym związku. Ale jak to się miało w tym momencie? Czy któryś z nas powinien nauczyć się chodzić w sukienkach i być jedynie dodatkiem do wystroju wnętrza, jak zazwyczaj postrzegło się królewską wybrankę? Jedno było pewne, nie zamierzałem się zgadzać na taki układ. Z niepewnym uśmiechem przyjąłem od niego różowe pudełko przewiązane wstążką. Czy gdyby któryś z nas naprawdę był dziewczyną, to wszystko byłoby tak samo niezręczne? Nie wiedziałem, ale podejrzewałem, że nie. Ostrożnie rozwiązałem materiał wstążki i uchyliłem wieczko pudełeczka. Delikatna kokarda ze starannie dobranymi akwamarynami wydawała mi się nieco zbyt dziewczęca, ale mimo wszystko była przepiękna.
- Wow, jest naprawdę śliczna – pochwaliłem, zastanawiając się jak ją wpiąć we włosy, tak by nie zniszczyć swojej fryzury. Na pomoc przyszła mi jedna ze służących, która zręcznie splotła z moich włosów warkocz i zapięła go podarowaną mi kokardą. – Również ci dziękuję, jeszcze nigdy nie widziałem tak ładnej ozdoby do włosów – powiedziałem szczerze, podnosząc na niego wzrok. Czułem się niezręcznie z tą sytuacją, jakby nasze podziękowania i podarunki nie były szczere, bo tak naprawdę spodziewaliśmy się zupełnie różnych osób. Jakby były one przeznaczone dla kogoś innego, nie dla nas.
         Roześmiałem się z jego żartu, ale miałem wrażenie, że to też nie było szczere. To całe przyjęcie było jednym wielkim kłamstwem, a ja czułem to w formie przytłaczającej atmosfery, kiedy wszyscy się na nas gapili. Miałem wrażenie, że dużo swobodniej czułbym się nad tym jeziorem. Ewentualnie w swoim własnym pokoju.
          Kiwnąłem głową służącemu, który nałożył na talerz mój i Yervanta porcję sałatki, w geście podziękowania. Kiedy goście weselni zajęli się swoimi talerzami, poczułem się trochę jakby mniej na widelcu, choć nadal wzrok innych wracał do nas, by popatrzeć na sensację jaką była nasza para. Uśmiechnąłem się słysząc głos upiora. Chyba nie był zbyt pocieszony faktem, że danie składało się z samych warzyw i orzechów.
- Spokojnie – odezwałem się, wziąwszy najpierw głęboki oddech by mój uśmiech był bardziej promienny niż do tej pory. – To tylko przystawka. Później będą dania z mięsem – zapewniłem, nadziewając na widelec małego pomidorka.
           Nie spodziewałem się, że z upiorów są wegetarianie, ale prawda była taka, że połowa elfów również nie stroniła od jedzenia mięsa. Zwłaszcza ci, którzy posługiwali się magią. Używanie jej wymagało wielkich pokładów energii, a zwykłe warzywa i owoce nie zapewniały jej wystarczającej ilości. Ja osobiście nie sięgałem po mięsiwo zbyt często, ale czasem pozwalałem sobie na skosztowanie jakiegoś królika. Świadomość, że zabijamy niewinne stworzenia by się nimi pożywić była druzgocąca, a z drugiej strony od dziecka wbijana mi była świadomość, że tak po prostu jest. Silniejsi zjadali słabszych, by móc przeżyć i nic nie mogliśmy na to poradzić. Nikt nie kłócił się z prawami przyrody.
- Książę, planowałeś mieć kiedyś dzieci? – padło skądś, a ja poczułem, jak woda, którą akurat piłem gwałtownie opuszcza moje usta. Spojrzałem z niedowierzaniem w spojrzeniu i ściekającą mi po brodzie resztką płynu na jakiegoś upiora, który zadał to absurdalne pytanie. Czy on naprawdę o to zapytał, czy się przesłyszałem? Jednak wzrok najbliższych elfów i upiorów, które mogły to dosłyszeć zwróciły się na mnie, przez co wnioskowałem, że tak.
         Nie wiedziałem co powiedzieć. Szukałem pomocy gdzie indziej, ale nawet moja własna matka odłożyła na chwilę widelec by spojrzeć na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Sięgnąłem po serwetkę i wytarłem nią usta, chcąc w ten sposób zyskać nieco czasu, ale czułem, że jedyne co tym osiągnąłem to większe zniecierpliwienie gości i swoje zdenerwowanie. Dłonie mi się trzęsły. Co by się stało gdybym odpowiedział twierdząco? Co by się stało gdyby odpowiedź była przecząca?
- Nie zastanawiałem się jeszcze nad tym – odpowiedziałem po chwili, mając wrażenie, że przerwa pomiędzy pytaniem a odpowiedzią była nieco zbyt długa.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#19 29-10-2017 o 11h43

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Ku mojemu niemałemu zdziwieniu, Lawinowi spodobała się otrzymana ozdoba. Co więcej, kazał ją sobie wpiąć we włosy, i teraz mogłem z obserwować z zaciekawieniem, jak jego służąca plotła z nich warkocz. Długie, koloru blond pasma, połyskiwały złociście w mocnym słońcu. Musiałem przyznać, choć z pewną dozą sceptycyzmu, że elf był naprawdę niczego sobie.
     Aż żal, że żadna kobieta nie dostąpiła zaszczytu wyjścia za niego.
     Na szczere podziękowanie skinąłem głową. Obserwując kątem oka, jak chłopak prezentuje się w kokardzie, znowu skłoniłem się ku jedzeniu.
     -Mam taką nadzieję- oddałem uśmiech, zaczynając czuć się nieco niemrawo. Od samego rana pięknie świeciło słońce, a ja i inne upiory cały czas byliśmy wystawieni na jego działanie. A teraz, w porze obiadu, słońce powinno prażyć najmocniej. Nie wątpiłem, że za parę godzin cała skóra będzie mnie paliła od ciepłych promieni.
     Mimo wszystko nie chciałem nic dać po sobie poznać. Dlatego z uśmiechem spojrzałem na następną osobę, która się odezwała. Z uśmiechem, dopóki nie zjechał mi on z twarzy po uświadomieniu sobie, co znowu się tutaj wyprawia.
     Dzieci? Jakie dzieci?- przejechałem wzrokiem po rodzicach, a potem po Lawinie, ale tylko ten ostatni wyraził taką samo, jak ja, przerażenie. Było mi żal kompana, który teraz siedział cały zestresowany. Jak w ogóle można było zapytać o coś takiego? Gdyby odpowiedział tak, to by przecież znaczyło, że nie jest zadowolony z obecnego obrotu spraw. A gdyby nie, to wszyscy zapewne byliby zdziwieni... w końcu potomek był zawsze konieczny do przedłużenia rodu.
     -Wszystko w swoim czasie- dodałem do słów męża, uśmiechając się do zebranych enigmatycznie. To mogło znaczyć wszystko i nic. Zastanawiałem się, czy by nie dodać do tego 'prawda, kochanie?' lecz wtedy i Lawin byłby zażenowany, i cała reszta pewnie wpadłaby w pąs.
     -Bon appetit- usłyszałem, i ktoś zabrał mój talerz, zastępując innym.
     -... sprawy szybko się tu toczą- zauważyłem, obserwując, co nowego się pojawiło. I tak, jak sugerował wcześniej mój małżonek, był to drobny kawałek mięsa, zanurzony w okazałej ilości krwi.
     -Czarna polewka- z zadowoleniem złapałem za sztućce, po czym na moment się zatrzymałem; zrobiło się bowiem dziwnie cicho, a większość osób patrzyła z niesmakiem na właśnie przyniesione danie. Cóż, przynajmniej ta elfia część- bowiem upiory z uśmiechami na ustach rzuciły się na krwawą strawę.
     -Hm...- odłożyłem sztućce z powrotem, patrząc tęsknie za swoim smakowitym jedzeniem. Wolałem jednak nie spożywać, dopóki Lawinowi to nie pasowało.
     -Mamo, a kiedy będzie fontanna czekoladowa?- usłyszałem niezadowolony głosik jakiegoś dziecka, zapewne z tej elfickiej strony.
     -Cierpliwości, na pewno niedługo przyniosą- teraz dostrzegłem przy drugim końcu stołu elfią matkę z małym synkiem, którego z zażenowaniem starała się uspokoić.
     -Ja chcę teraz!- jej latorośle nie dawało jednak za wygraną, aż wszystkie dzieci dołączyły do niego ze swoimi własnymi, buńczucznymi okrzykami.
     Spojrzałem z rozbawieniem na Lawina, po czym ruchem dłoni przywołałem kelnera możliwie dyskretnie.
     -Proszę przynieść dla nich tę fontannę- poprosiłem, a ten, choć niezadowolony ze zmianu rozkładu, wykonał polecenie.
     -W sumie sam pewnie też wolałbyś owoce maczane w czekoladzie?- spytałem, zwracając się prosto do księcia sidzącego po mojej prawej. -A może ta krew ci nie przeszkadza?- dodałem, patrząc nieco wyzywająco na kolegę. Wątpiłem, aby chciał to spożyć. Ale musiałem przyznać, że gdyby się jednak zdecydował, byłbym pod całkiem sporym wrażeniem...


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#20 29-10-2017 o 13h43

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

       Na szczęście nasze lakoniczne odpowiedzi zadowoliły, przynajmniej na ten moment, głodną sensacji i ploteczek gawiedź przy stole. Zagryzłem wargę, by stłumić westchnienie ulgi. Ten dzień zaczynał się robić coraz bardziej zwariowany. Aż się bałem, co może się wydarzyć później. Postanowiłem jednak odrzucić pesymistyczne nastawienie, przynajmniej na czas obiadu, dopóki nie zobaczyłem co właśnie zostało postawione przed moim nosem. Czarna polewka. Od zapachu krwi zakręciło mi się w głowie, ale dzielnie trzymałem się postanowienia, że nie będę wybrzydzał, czy choćby się skarżył. W końcu upiory również zasługiwały na zadowalające ich podniebienia dania. Ja sam nie zamierzałem tego ruszyć, ale kilka elfów z odpowiednim dystansem podeszło do sprawy i spróbowało tego niecodziennego w naszym menu dania. Dziwiło mnie trochę, że Yervant nie jadł, chociaż najpierw tak ochoczo zareagował na podany posiłek, ale kiedy dostrzegłem jego wzrok zwrócony na mnie, pomyślałem, że to może przez wzgląd na elfią tradycję. Rozczuliło mnie to w jakimś stopniu. Był naprawdę bardzo miły.
         Uśmiechnąłem się, słysząc jak dzieci rozpoczęły wrzawę pod tytułem „fontanna czekoladowa”. Na samą myśl o truskawkach zanurzonych w tym słodkim cudzie ślinka napłynęła mi do ust, ale potem mój wzrok spoczął na nietkniętym daniu z krwi i mięsa. Mina odrobinę mi zrzedła, kiedy pomyślałem, że będę musiał jeszcze trochę poczekać.
           Kiedy upiór siedzący obok mnie zawołał na służącego by zmienić kolejność podawania dań, miałem ochotę go wyściskać. Powstrzymałem jednak i chęć i podekscytowanie, kiedy czekolada pojawiła się na stole. W końcu nie wypadało by książę rzucał się na słodkości jak rozwydrzony dzieciak. Miałem więc zamiar zaczekać, aż moja matka spokojnie i bez pośpiechu nałoży sobie na talerz maczane w kakaowym cudzie swoje ulubione gruszki.
- Hmmm? – zapytałem wyrwany z rozkojarzenia, spoglądając na mojego małżonka. Dostrzegłem w jego oczach błysk rozbawienia i wyzwanie, jakie mi rzucał.
              Odpowiedziałem na zaczepkę zadziornym skrzywieniem ust, po czym błyskawicznie chwyciłem za nóż i widelec i odkroiłem kawałek krwistego mięsa z jego porcji, po to by wsunąć go sobie do ust, zanim zdrowy rozsądek i zmysł węchu zaprotestują. Poza tym stwierdziłem, że i on może mieć coś przeciwko podjadaniu mu jego mięsa, ale wolałem nie rozpoczynać porcji, której wiedziałem, że i tak nie dam rady zjeść.
- Nie przeszkadza mi – oświadczyłem po przełknięciu okropieństwa. Oczy zaszły mi łzami z tłumionego wyrazu obrzydzenia jaki chciał się wkraść na moją twarz, ale nie dałem mu ze sobą wygrać. – Dopóki ja nie muszę tego jeść – dodałem nalewając sobie na oślep wody do kieliszka.
                  Jak się potem okazało, to wcale nie była woda, a czysty spirytus, którego nigdy nie miałem w ustach. Kiedy tylko zdałem sobie sprawę, że płyn nie powinien mnie palić, ani tak obrzydliwie smakować, wyplułem go prosto na jakiegoś służącego, który przyszedł zabrać ze stołu niepotrzebne i brudne naczynia.
- Ah, przepraszam – zerwałem się z krzesła chcąc jakoś naprawić swój błąd, ale zamiast tego, moja szata jakimś cudem zaplątała się w obrus i gdy tylko się podniosłem, pociągnąłem całą zastawę za sobą.
                   Fontanna z czekoladą przewróciła się. Czarna polewka, która nie zdążyła zostać zjedzona, wylądowała po części na obrusie, po części na gościach, barwiąc ich szaty na bordowo. Kwiaty z wazonów trafiły do sałatek, a ciasto zostało pozbawione apetycznego wyglądu. Poczułem, że dłużej nie wytrzymam. Zanim ktokolwiek zdołał zareagować, ja już uciekałem w głąb ogrodu, błagając w myślach by nikt za mną nie poszedł. Ukryłem się za jakimś drzewem, siadając natychmiast na ziemi i ukrywając bordową od rumieńców zażenowania twarz w dłoniach. Evranin, dlaczego obdarzyłaś mnie policzkami, które odzwierciedlają każdy mój nastrój?
                 Moje modły nie zostały wysłuchane. Usłyszałem czyjeś kroki, które zatrzymały się w niedalekim odstępie ode mnie.
- Nie patrz – zażądałem, wciskając czerwoną twarz głębiej pomiędzy ramiona. Nie znosiłem wyglądać jak burak.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#21 29-10-2017 o 21h59

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     A jednak. Uśmiechnąłem się demonicznie, kiedy elf chwycił za kawałek krwistego mięsiwa. Szkoda jedynie, że był to kawałek mięsa z mojego talerza... ale to pewnie po prostu oznaczało, że nie zamierzał potem kontynuować jedzenia. W urokliwy sobie sposób dbał o rzeczy, które go otaczały- pomyślałem i oparłem się łokciem o ramię swojego krzesła, obserwując z uwagą poczynania chłopaka.
     Kiedy zobaczyłem jego załzawioną, ale wciąż próbującą zachować resztki rezonu twarz, wybuchnąłem śmiechem. Niestety, przez to dopiero w ostatnim momencie zauważyłem, czego właściwie Lawin nalewa sobie do kieliszka.
     A potem było już za późno.
     Patrzyłem w szoku na wszystko, co się dalej działo. Lawin wypluł na któregoś służącego alkohol. Spanikowany wstał, i pociągnął ze sobą obrus. Obrus zabrał ze sobą zastawę. Zastawa wylądowała prosto na gościach.
     Wstałem prędko, zauważając jednocześnie, że sam wyglądałem jak doktor, który zapomniał wyprać swój fartuch. A zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, mój mąż już dawno odbiegł gdzieś w otchłań ogrodów.
     Musiałem przejąć obowiązki jak odpowiedzialny mąż.
     -Przepraszam państwa najmocniej- skłoniłem się, przyciągając do siebie uwagę zebranych. -To wszystko moja wina. Proszę nie obarczać Lawina za moje występki- poprosiłem, prostując się i odchodząc powoli od stołu. -Jeśli państwo chcecie, namioty są do waszej dyspozycji. Ufam, że dostaniecie tam ręczniki, a służba pomoże się oporządzić. Przepraszam- zakończyłem, pospiesznie chwytając jakieś chustki ze stołu i biegnąc w stronę, w którą zniknął długowłosy elf.
     Po chwili go znalazłem. Siedział skulony pod jakimś drzewem, zapewne chcąc zniknąć i nigdy więcej się nie pokazać. Jego 'nie patrz' mnie jednak nie przekonało. Nie mogłem przecież odejść i go zignorować.
     -Hej...- podszedłem powoli, ostrożnie, jakbym bał się, że zaraz mi ucieknie. -Nie będę patrzył. Właściwie to nic nie widzę- obiecałem, bo i tak nie mogłem dojrzeć twarzy chłopaka.
     Po chwili ciszy usiadłem obok niego. Wtedy też zauważyłem, że spinka niemal zupełnie wysunęła mu się z włosów.
     Zacmokałem z niezadowoleniem, biorąc jego warkocz w dłonie i ostrożnie wypinając ozdobę.
     -Musisz zmienić służących, albo podszkolić się w majestatycznym oddalaniu- powiedziałem żartobliwie, delikatnie zapinając spinkę tak, aby więcej mu nie wypadła.
     Znowu zapadła cisza, a ja poczułem coś dziwnego w sobie, jakby palące poczucie... winy? Rzadko kiedy czułem się winny.
     -Wybacz- odwróciłem głowę w przeciwną do chłopaka stronę. -Gdyby nie moja mała prowokacja, to wszystko by się nigdy nie stało. Przecież nie miałeś zamiaru tego spożywać- spojrzałem na swoje dłonie, licząc, że chłopak jednak mi przebaczy. -W ogóle to nic takiego złego się nie stało, wiesz? Grochy są ostatnio całkiem modne... a przynajmniej tak słyszałem- powiedziałem, nawiązując do tego, jak teraz wyglądały nasze szaty. Z pewnością dużo mniej nudno niż zwykle.
     Myślałem uporczywie, co by jeszcze zrobić, aby Lawin nie zapadł się bardziej w sobie. Rozejrzałem się po trawie w poszukiwaniu rozwiązania. Wreszcie rozwiązanie wskoczyło mi na odzież.
     Pochwyciłem w ręce pasikonika, trzęsąc się na lewo i prawo ze zdenerwowania. Nie- lubiłem- insektów. Ale może to pomoże.
     -Lawin? Zobacz, mam coś naprawdę ślicznego- powiedziałem przesłodzonym głosem, po czym rozchyliłem dłonie.
     Tego, co się zdarzyło potem, nie przewidziałem.
     Bestia wskoczyła mi na twarz.
     -...!- zamachałem rękami, odpędzając stworzenie. Uh...
     -Poddaję się. Jestem do bani w kwestiach zachowań międzyludzkich- przyznałem, podnosząc się do pionu. -W każdym razie wszyscy chyba zarządzili sobie przerwę- dodałem, spoglądając w dal na ludzi, którzy kłębili się przy namiotach. -Jeśli będziesz chciał, możesz pewnie odnaleźć swój namiot i teraz odpocząć od całego zgiełku... i ode mnie- zaśmiałem się, pocierając po szyi.
     Auć. Odjąłem dłoń od skóry, czując delikatne pieczenie.
     -... to ja się już chyba oddalę na stronę- mruknąłem, wiedząc, że potrzebowałem medycznego wsparcia moich upiornych sióstr. Obróciłem się na pięcie i tylko czekałem na postanowienie Lawina, aby móc później zacząć odchodzić.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#22 30-10-2017 o 22h21

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

   Jakoś nie bardzo wierzyłem słowom Yervanta, bo to on do mnie przyszedł, kiedy stwierdził, że i tak nic nie widzi. W końcu moje uszy też musiały być czerwone jak dojrzałe buraczki, albo krew na jego szacie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy stamtąd nie wracać. Połączyłbym się z naturą i służył jej za pożywienie, tak dla spłacenia długów i nie musiałbym znosić tego palącego poczucia wstydu. Prawie zapomniałem o tym wszystkim, czując delikatne pociągnięcie włosów, kiedy upiór ściągnął mi z nich spinkę. Nie poruszyłem się jednak, pamiętając że nadal wyglądam jakbym najadł się papryczek chilli i popił je wodą. Poczułem się dziwnie, słysząc jego przeprosiny. Przecież to nie była jego wina, to ja nie potrafiłem się zachować i byłem tak zgrabny jak foka na lądzie. Bałem się jednak, że kiedy się odezwę, będę musiał podnieść na niego wzrok.
     Miałem ochotę się roześmiać, kiedy konik polny skoczył mu na twarz. Patrzyłem na to zza kurtyny włosów, unosząc lekko głowę. Zaintrygował mnie swoim przesłodzonym tonem i ciekawość wygrała w tamtym momencie z zażenowaniem. Zagryzłem wargę, tłumiąc chichot, ale widząc że naprawdę się stara mnie pocieszyć, miałem zamiar choćby się odezwać. Ale on wstał. I zamierzał odejść.
- Nie – wyrwało się z moich ust i zanim pomyślałem co robię, złapałem za rąbek jego szaty, nie chcąc pozwolić mu odejść. Czułem, że w tamtym momencie był jedyną osobą, która doskonale rozumiała co czuję i jak bardzo niekomfortowy dla mnie był ten ślub. Bo on musiał myśleć tak samo.
- Ah, przepraszam – zreflektowałem się, puszczając jego ubranie.  – Ja… Nie mam ci niczego za złe – dodałem, podnosząc się z ziemi. Zetknąłem ze sobą palce wskazujące, nie wiedząc co powinienem teraz ze sobą zrobić, bo wracać sam do gości na pewno nie chciałem. – To przecież ja pociągnąłem za sobą ten obrus no i wcale nie kazałeś mi tego pić, ani nic.
        Kiedy w końcu podniosłem wzrok na upiora, coś mi nie spasowało w jego wyglądzie. Już nie był tak blady jak przez większość czasu. Powiedziałbym, że jego twarz nabrała zdrowego dla innej rasy kolorytu, co chyba dla niego nie było zbyt dobrym znakiem. Ktoś kto nigdy nie widział upiora po kilku godzinach spędzonych w słońcu, mógłby pomyśleć, że się zarumienił. Ale ja czasem chodziłem pomagać w lecznicy mojemu nauczycielowi zielarstwa. Raz mieliśmy przypadek poparzonego upiora. Jego skóra w miejscach, w których nie zdążyło go jeszcze spalić, ale już zaczynał odczuwać skutki promieni, wyglądała właśnie tak jak twarz Yervanta.
- Dobrze się czujesz? – zapytałem, marszcząc brwi zaniepokojony, po czym strzeliłem się mentalnie z liścia za takie głupie pytanie. Minęło pół dnia, na pewno zaczynał odczuwać tego skutki.
- Hej, jeśli pozwolisz – zagaiłem, ciągnąc go w zasadzie bez czekania na jego zgodę w stronę swojego namiotu. – Mój nauczyciel mówił mi, że upiory nie mogą zbyt długo chodzić po słońcu, zwłaszcza te młode. Nie wiem, czy miał rację, jeśli nie to przepraszam, ale przygotowałem specjalną maść dla… dla ciebie, mam ją w namiocie – wytłumaczyłem chaotycznie, bojąc się o skórę mojego towarzysza. Nie chciałem by stało mu się coś złego, tylko dlatego że moja matka nalegała by ślub odbył się z samego rana i trwał aż do północy.
             Starając się nie wpaść na nikogo po drodze, doprowadziłem nas do swojej chwilowej kryjówki. Nawet na chwilę nie pomyślałem o tym, że miałbym dosyć towarzystwa upiora, albo tym bardziej, że on chciałby odpocząć ode mnie. Dlatego też, już w środku posadziłem go na jednym z wygodnych krzesełek z oparciem, a sam zacząłem grzebać w swoich rzeczach w poszukiwaniu rzeczonej maści. W końcu, kiedy już całość mojego kufra wylądowała poza nim, znalazłem słoiczek, na którym mi zależało.
- Mam! – oznajmiłem uradowanym tonem, już prawie nie pamiętałem o zniszczonym obiedzie, odwracając się twarzą do chłopaka. Nabrałem trochę przezroczystej substancji na palec i podchodząc do białowłosego wyciągnąłem dłonie w kierunku jego twarzy.
                 Nie dotknąłem go jednak, zdając sobie sprawę z tego, co w zasadzie zrobiłem. Porwałem do swojego namiotu nie pytając prawie wcale o jego zdanie i jeszcze próbowałem mu wcisnąć maź nieznanego pochodzenia. Musiał mieć o mnie teraz naprawdę dobre zdanie.
- Wybacz, pewnie wolałbyś zrobić to sam – rzuciłem skruszonym tonem, odsuwając się od niego o krok. Lawin, brawo kretynie, znowu robisz coś niepotrzebnego – wyrzucałem sobie, mając nadzieję, że Yervant mi wybaczy. Nie chciałem go denerwować swoim zachowaniem.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#23 31-10-2017 o 15h10

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Chciałem po prostu odejść. Naprawdę chciałem. Sądziłem, że kupienie elfowi trochę czasu sam na sam będzie dla niego zbawieniem... ale się myliłem.
     Lawin wcale nie chciał, żebym odchodził; co więcej, kiedy uświadomił sobie, że zaraz się oddalę, powstrzymał mnie. No a teraz się we mnie dziwnie wpatrywał. Uniosłem jedną brew, nie wiedząc, o co mu chodzi.
     -Eh?- spojrzałem na niego pytająco, nie rozumiejąc. Czyżby dało się dostrzec, że mnie lekko przygrzało?
     Jednak zanim zdążyłem się zorientować w sytuacji, już byłem ciągnięty przez chłopaka do namiotu.
     Parsknąłem śmiechem, kiedy elf zaczął się tłumaczyć. 'Młode' upiory rozczuliły mnie. Teraz czułem się, jak bym był jakimś zwierzęciem stadnym, a co najlepsze, Lawin zdawał się sporo wiedzieć o moim 'gatunku'.
     Nie zdążyłem okazać swojego zaskoczenia, kiedy wspomniał, że przygotował dla mnie maść. A musiał... musiał naprawdę liczyć na poznanie swojej wybranki. Martwił się o nią, jeszcze zanim ją poznał- stwierdziłem w myślach, nieco zasmucony. Wszystko zatem poszło na marne, bo przecież mną nie będzie się opiekować.
     Wreszcie dotarliśmy do namiotu. Wewnątrz zostałem usadzony na wygodnym siedzeniu, a Lawin zabrał się za szukanie specyfiku. Po chwili czekania zacząłem z zaciekawieniem rozglądać się wokoło.
     Podskoczyłem nieco, kiedy elf wydał z siebie triumfalny okrzyk powodzenia w szukaniu. On naprawdę chciał mnie posmarować; byłem wciąż tym zdziwiony, ale w pozytywnym sensie, kiedy widziałem, jak do mnie podchodzi.
     -Jak wolałbym? Sam?- popatrzyłem na towarzysza tak, jakby właśnie wyrosła mu para czułków na głowie. -Nie, muszę przyznać, że... nigdy tego nie robiłem- odwróciłem wzrok, zastanawiając się w pośpiechu, czy powinienem być z tego powodu zażenowany. -Zawsze oddaję się w ręce służących. Oni robią to najdokładniej- stwierdziłem, nie dodając przy tym, że wcześniej nawet przez myśl by mi nie przeszło, abym miał sam o siebie dbać, czy w ogóle - o zgrozo- pracować.
     -Ale chętnie oddam się w twoje ręce, jeśli wciąż jesteś skłonny mi ich użyczyć- zaśmiałem się, po czym złapałem za dłoń Lawina z kremem na palcach i przyłożyłem ją do swojego policzka.
     Już samo krótkie przejechanie zaczęło natychmiastowo koić. Przymknąłem oczy, czując, że pozwalam sobie na zbyt wiele, ale przyjemność była po prostu zbyt duża. Piecząca skóra stopniowo stawała się chłodniejsza pod dwoma palcami Lawina, które sam prowadziłem. Swoją drogą... czy on faktycznie był skłonny wysmarować mnie po całej twarzy i szyi?
     -Ach!
     Na posłyszany dźwięk gwałtownie otworzyłem oczy. To nie byłem ja, prawda? Nie, skąd, to...- obróciłem głowę i, ku swojej uciesze, przy wyjściu do namiotu ujrzałem jedną z służących.
     -Przepraszam, że przeszkadzam...- wyszeptała, oddalając się nieśmiało. -Kazano mi sprawdzić, jak się książę i... książę, mają. Już mnie nie ma!- to mówiąc, prysnęła z namiotu.
     Ułamek sekundy później uświadomiłem sobie, że musieliśmy, z jej perspektywy, całkiem intrygująco wyglądać. Ja siedziałem sobie wygodnie na siedzisku, nade mną pochylał się Lawin, ja trzymałem jego dłoń na swoim policzku...
     -Co za szkoda, że zaburzono nam tę jakże intymną atmosferę, nieprawdaż?- zapytałem z uśmiechem typowego gałgana. Ciekawe, czy po czymś takim jeszcze zechce mnie posmarować.


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

#24 01-11-2017 o 23h00

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

L A W I N

     Byłem nieco zaskoczony słysząc, że Yervant nigdy nie robił tego samemu, ale stwierdziłem, że chciał w ten sposób mieć pewność, że żadna część jego skóry nie jest niechroniona. W końcu gdyby robił to samemu, mógłby pominąć jakiś kawałek, a to chyba nie było by dla niego zbyt dobre. Dlatego stwierdziłem, że lepiej będzie jeśli zawołam którąś z jego służących, ale zanim zdołałem mu o tym powiedzieć, czy choćby jeszcze odrobinę się cofnąć, złapał mnie za dłoń. Zamrugałem zaskoczony, kiedy bez żadnego skrępowania przyłożył moje palce do swojego policzka. Przez chwilę miałem ochotę mu się wyrwać, ale widząc wyraz ulgi, który pojawił się na twarzy upiora, zrezygnowałem z tego pomysłu. Pozwalałem mu prowadzić swoje palce wedle własnego uznania, z każdym momentem będąc bardziej skrępowanym sytuacją. To wszystko stawało się takie… prywatne? Nie wiedziałem jak się zachować. Czy coś powiedzieć? Czy milczeć? Odsunąć się? Przysunąć bliżej? Czułem, że policzki robią mi się podejrzanie gorące.
          Służąca, która pojawiła się w wejściu do namiotu w pewnym sensie uratowała mnie od tej dziwnej atmosfery, a z drugiej strony sprawiła, że znów miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Jeszcze ten wzrok, którym obdarzyła mnie i Yervanta. Jakby przyłapała kochanków w ich miłosnym gniazdku. Aż mnie ciarki przeszły. Nie znałem tego upiora. Chcieliśmy się rozwieść jak najszybciej. Ale chyba nie miałem wyboru i musiałem udawać, że to wszystko wygląda jak wygląda, bo tak miało być. Taki był w każdym razie plan.
              Słysząc uwagę upiora i widząc jego złośliwy uśmieszek nie mogłem się powstrzymać, by nie trącić jego ramienia pięścią, w przypływie udawanej złości. Co za… Przewróciłem oczami i rzuciłem mu pudełeczko z maścią. Skoro chciał się wygłupiać, to niech sam się smaruje. Ja sam pokazałem mu język i wyszedłem z namiotu, by wrócić do gości.
***

                Reszta dnia minęła mmi bardzo szybko. Służba w mgnieniu oka pozbyła się śladów mojej zbrodni na obiedzie i podała resztę dań. Reszta posiłku odbyła się bez przeszkód, czy incydentów godnych zapamiętania. Potem zaczęły się tańce, kapela zaczęła grać skoczne kawałki, a nieco już podpite elfy śpiewać rzewne ballady. Mimo wcześniejszego roztargnienia i zażenowania, dosyć szybko zostałem wciągnięty w grono członków rodziny mojego męża i wypytany o wszystkie szczegóły mojego życia aż do tego momentu, a odbywało się to o zgrozo w miłej atmosferze. Nie sądziłem nigdy, że blade twarze upiorów mogą kryć w sobie aż tyle życzliwości i uśmiechu.
                  Zachód słońca nadszedł niespodziewanie szybko, a wraz z nim, w parku rozbłysły tysiące światełek rozwieszone ponad głowami gości, zalewając drzewa delikatną poświatą. Rozmawiałem właśnie z moją, jakby nie patrzeć teściową, kiedy podszedł do mnie chwiejący się już na nogach Frahil. Elf miał czerwone końcówki uszu i szeroki uśmiech na twarzy, który idealnie pokazywał, ile ma procent powietrza w wydychanym alkoholu.
- Pozwoli pani, że zabiorę na chwilę kuzyna – wymamrotał do królowej upiorów, zarzucając mi rękę na ramię.
- Oczywiście – odparła nieco zaskoczona kobieta, nie protestując jednak za bardzo. Ja też nie opierałem się, kiedy elf pociągnął mnie na sam środek parkietu, gdzie któryś z upiorów przyprowadził już Yervanta. Nie bardzo wiedziałem co się dzieje, dopóki któryś ze służących nie przyniósł dwóch krzeseł. Otrzęsiny. Część wesela, na którą rodzice nigdy nie pozwalali mi patrzeć. Zostałem posadzony na jednym z krzeseł, Yervant na drugim, po czym nasi kuzyni podnieśli nas do góry. Złapałem się oparcia, nie będąc pewnym czy to dobry pomysł.
- Na cześć nowożeńców, hip-hip… HURRA! – zaczęli krzyczeć, po każdym słowie prawie wyrzucając nas w górę. Czułem jak wianek przekrzywia się na moich włosach, ale nie śmiałem zaprotestować. A kiedy w końcu postawili nas na ziemi, zakręciło mi się w głowie.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#25 02-11-2017 o 22h22

Straż Cienia
Rain
Oficer Straży
Rain
...
Wiadomości: 1 361


Yervant

     Przewróciłem oczami, kiedy Lawin wyparował z namiotu. Hmph, to był przecież tylko taki żart. I kto mnie teraz w końcu posmaruje?
     Jako, że nie było mowy, abym uczynił to sam, przywołałem do siebie jedną z służących i zniecierpliwionym tonem zagoniłem do pracy, aby móc jak najprędzej dołączyć do reszty.
***

     Dlaczego w ogóle wciąż się w to bawimy?- zadawałem sobie to pytanie raz po raz, i chyba wybił setny, kiedy usadzono mnie na jakimś niewygodnym krześle. Kiedy moje 'czemu ja się na to zgadzam?' padło dokładnie pięćdziesiąty ósmy raz, nagle uniesiono moje- i siedzącego naprzeciwko mnie Lawina- siedzisko. No ale to, co nastąpiło potem... delikatnie rzecz ujmując, można sobie było darować. Ludzie świetnie się bawili, podrzucając mnie i drugiego na krzesłach, ale ja tymczasem walczyłem o życie, trzymając się kurczowo ramy mebla jak ostatniej prawdziwej deski ratunku. W dodatku, kiedy wreszcie dali sobie z tym spokój, poważnie zebrało mi się na wymioty.
     -M-muszę...- stęknąłem, chcąc unieść się z krzesełka, ale szybko zostałem posadzony na nim z powrotem.
     -A teraz czas na weselne zabawy!- jakiś typ, którego z miejsca znielubiłem, przytrzymał mnie na siedzeniu i zaczął przemawiać bardzo denerwującym, rubasznym głosem.
     -Podaj dalej pocałunek!- zakrzyknął ktoś z tłumu, wyraźnie uchachany całą sytuacją.
     -Nie, weźmy lepiej sznurek i taniec!
     Propozycjom nie było końca. Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, a ja w tym czasie wstałem z krzesła i już, już zdążyłem odejść na pięć kroków...
     -A dokąd to- i znowu ktoś chwycił mnie i posadził na siedzeniu. -Skoro nie potraficie się państwo zdecydować, młodzi wybiorą!- zakrzyknął wodzirej, a to nawet zdawało się satysfakcjonować publiczność. -Poproszę pana młodego, aby wybrał jakąś liczbę w przedziale od jednego do dziesięciu.
     ...
     Uwielbiałem to krępujące cykanie świerszczy.
     -Którego?- zapytał ktoś wyjątkowo łaskawy.
     -Aaa... no to tego białego- kto w ogóle zatrudnił tego wodzireja?
     -Liczba pi- burknąłem, jednak widząc zdziwiony wzrok rodziców, szybko przybrałem sztucznie zadowolony wyraz twarzy. Pamiętaj Yervant, jesteś taaki szczęśliwy...
     -Co?- no tak, nie był specjalnie lotny.
     Wzdychnąłem.
     -Może być jedynka.
     Słysząc śmiech, w którym tliła się ukryta złośliwość, szybko rozejrzałem się dookoła. Coś nie tak? Chyba stąpałem po kruchym lodzie.
     -Numer jeden to... hehe. Proszę odwrócić krzesła!
     Zanim zdążyłem zaprotestować, przybiegł jakiś typ i odwrócił krzesło na którym siedziałem tak, że teraz byłem plecami do Lawina. I on zapewne tak samo do mnie.
     Do tego przygrała jakaś skoczna melodyjka, a wodzirej nakazał:
     -Mężu i mężu, proszę odwrócić się do siebie!
     Z nieco mniej uśmiechniętą niż przed chwilą twarzą, chwyciłem za krzesło, i obróciłem je na powrót tak, jak stało wcześniej. Lawin też to uczynił, no cóż... a co innego mu pozostało?
     -Ha! Brawo! Będzie chłopiec!- wodzirej zaczął klaskać z całych sił, inni wiwatować, śmiać się i w ogóle robić wielki zamęt, nagle jacyś ludzie podbiegli składać mi gratulacje... ale w związku z czym?
     Oni chyba nie mieli na myśli...?
     -A za momencik przejdziemy do wróżby na to, kto będzie dominował w związku, a kto... gdzie indziej- i tym razem wodzirej zdobył sobie poklask wśród całego, zacieśniającego się coraz bardziej kółeczka.
     -P o m ó ż- powiedziałem do Lawina bezgłośnie, jedynie poruszając ustami, ale on chyba sam był zbyt zajęty przetrawianiem informacji, iż inni zdążyli nam ustalić płeć potomstwa, aby cokolwiek zauważyć.
     'Chłopiec'... genialnie. Naprawdę już się nie mogłem doczekać.

Ostatnio zmieniony przez Rain (02-11-2017 o 22h23)


nihonjini kiedy nie mogę sobie przypomnieć jak jest Japończyk po japońsku
https://i.ibb.co/nzyFYmq/received-293550708671070.jpg

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 ... 18