Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 9 10 11 12 13

#251 19-03-2018 o 15h25

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 286

____________________________Mei Tokisaki
Zauważywszy dziwny nastrój mężczyzny, skierowałam swój niepewny wzrok na Evę, a potem z powrotem na niego. Przełknęłam ślinę i odruchowo jedną ręką złapałam się za ramię drugiej ręki. Czy zrobiłam coś nie tak? Wydawało mi się, że nikt nie chce doświadczyć czyjegoś zgonu. Na pewno nie należało to do najprzyjemniejszych widoków. Przygryzłam odrobinę dolną wargę, gdy chłopak momentalnie odwrócił się w celu nalania wody do pustej szklanki. Posłałam mu skromny uśmiech w podzięce, gdy podał napój krztuszącej się rudowłosej. Momentalnie otworzyłam swoje usta w celu rozpoczęcia jakiejś konwersacji, aby załagodzić panującą pomiędzy nami atmosferę, która wydawała być się zbyt przytłaczająca, jednakże przerwał to pewien, delikatny, słyszalny dla każdych uszu - dźwięk. Powędrowałam wzrokiem za źródłem owego brzmienia i moim oczom ukazał się dr Acula. Zamrugałam kilkakrotnie swoimi zaskoczonymi oczyma. Tyle czasu minęło, że byłam wręcz pewna, że mężczyzna w podeszłym wieku; nie będzie miał zamiaru się zjawić, a jak już, to o wiele później.
Odwróciłam się do moich towarzyszy.. stop. Raczej do Evy, ponieważ Alexander zdecydował się powędrować do osoby, która odpowiadała za cały eksperyment z wymazaniem pamięci. Byłam tak wcześniej pochłonięta tym niespodziewanym wejściem dr Aculi, że nie dotarły do mnie jego słowa. A może wcale ich nie wypowiedział? Odprowadziłam go wzrokiem do momentu, aż jego sylwetka nie zniknęła z mojego pola widzenia, po czym spojrzałam pytająco wzrokiem na rudowłosą. Wydaje mi się, że nie mam żadnych pytań. Ale wydaje mi się, że nie zaszkodzi przysłuchać się odpowiedzi na rozterki innych członków eksperymentu. Dostrzegając pytający wzrok Evy; uśmiechnęłam się delikatnie, jednocześnie potwierdzając głową jej propozycje.
Przybliżyłyśmy się do narastającego tłumu wokół dr Aculi. Wsłuchiwałam się w każde padnięte pytanie, bacznie obserwując całe zajście. Mężczyzna zgrabnie omijał dokładniejsze, konkretniejsze odpowiedzi na dociekliwość uczestników. Jednakże.. w każdej jego wypowiedzi kryło się jakby drugie dno, jakby było coś skryte jeszcze głębiej w czeluściach mroku i tajemnicy. Wzdrygnęłam się na samą tę myśl. Odwróciłam wzrok od zebrania, szukając rudowłosej czupryny, która była zajęta rozmową z.. prawdopodobnie jednym z doktorów. Wzruszyłam ramionami i postanowiłam jeszcze bardziej zbliżyć się do obiektu obserwacji. Kątem oka dostrzegłam jak niezadowolenie wśród Zoe, Adama i dziewczyny w pięknej, elegancko prezentującej się szafirowej sukni, odbija się na ich twarzach.
Odrobinę zdezorientowana tym, co przed chwilą zauważyłam; postanowiłam nie odpuszczać i dowiedzieć się paru potrzebnych, wręcz nurtujących mnie informacji.
- Czy przedmioty związane z przeszłością mogą przywołać jakieś wspomnienia? - spytałam z nutką ciekawości w głosie.
- O tym musimy się dopiero przekonać. Jest taka możliwość, jednak wydaje się ona znikoma, dlatego nie staraliśmy się was od nich odizolować - powiedział, ciesząc się, że rozmowa po jego powrocie wróciła na właściwe tory.
Przyglądałam się ze zdumieniem dr Aculi, który wyglądał na bardziej uradowanego niż wcześniej. Wzięłam większy, lecz niesłyszalny oddech.
- Czy rodzina wie gdzie się teraz znajdujemy? - zadałam kolejne pytanie z lekką niepewnością. Czy to na pewno był dobry moment na takie pytanie? Lustrowałam każdy gest starszego mężczyzny, aby wyłapać pozytywne bądź negatywne reakcje.
- Jeśli ją posiadaliście i poinformowaliście o swojej decyzji przed zabiegiem. To zależało wyłącznie od was. Jednak w takim wypadku zostali oni powiadomieni, że skontaktować się z wami będą mogli dopiero w dniu zakończenia eksperymentu, co więcej jeśli wyraziliście na to zgodę, pojawią się tu, byście mogli wrócić z nimi do domów. Musicie mieć jednak świadomość, że niektórzy z was zerwali rodzinne kontakty z pełną świadomością tego, że będzie to nieodwracalne lub nie posiadali już rodziny, gdy do nas trafili. - jego ton był tak obojętny jakby posiadanie rodziny nie było ważniejszą informacją od tego, jakie danie było ich ulubionym.
Kiwnęłam głową odrobinę zdezorientowana, trochę dłużej zastanawiając się nad jego wypowiedzią, po czym podziękowałam mu i odeszłam kawałek dalej od tłumu, aż do bufetów, opierając się delikatnie o jeden ze stołów. Złapałam się za podbródek i zaczęłam rozmyślać nad tonem głosu, jak i odczuć dr Aculi. To wszystko było obojętne, tak jakby dla niego rodzina nie miała żadnego największego sensu. Ciekawe.. czy on sam tak traktował swoich najbliższych. Westchnęłam ponuro, po czym odwróciłam się w stronę bufetu i szukałam wzrokiem ponczu.
W końcu namierzyłam poszukiwany napój i od razu go nalałam do pustej szklanki, a następnie zaczerpnęłam mały łyk. Smak był słodki, jednakże po parunastu sekundach drażnił niemiłosiernie gardło. Było to przyjemne i odprężające. Może to mi pozwoli pozbierać na nowo kłębiące się myśli bądź o nich zapomnieć.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (19-03-2018 o 15h36)


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#252 19-03-2018 o 17h24

Straż Absyntu
Chocolate
Pokonała kurę
Chocolate
...
Wiadomości: 685

____________________https://zapodaj.net/images/9043575999c4d.png
        Przegrałam. To jedno słowo, kolejne, którego znaczenie rozumiałem, a jednak nie wiedziałem, co właściwie znaczy w takim wydaniu. Z tym uśmiechem, wcale nie ładnym i kobiecym, co wręcz paskudnym. Czyli co, co to właściwie znaczyło? Że prowadziliśmy kolejny raz jakąś grę, której zasad ponownie nie rozumiałem – może jako jedyny w naszym towarzystwie? Że nikt mi nie wytłumaczył reguł, zanim wciągnął w coś zupełnie bez pytania. Tak wyglądało życie, prawda? Nowa nauka tego istnienia. Gra w kłamstwa. Kto zostanie przyłapany na kłamstwie, albo kłamie więcej, w dodatku nieudolnie, ten przegrywa. Świetna rozrywka. I nie dla mnie.
        Nie ruszyłem się nawet o milimetr. Byłem przeświadczony, że nie rozumiem tego, co się dzieje i nie wiem już, czy bardziej irytował mnie ten stan rzeczy, czy może jednak teraz już sama twarz Zoe? To wszystko było takie skomplikowane. Teraz nawet wydało mi się, że mam ochotę na tego papierosa, którego przed chwilą przejęła blondynka stojąca obok mnie. Wyczułem od niej, że coś się zmieniło i faktycznie, że teraz już nie jest moim wrogiem. Ona też została oszukana, prawda?
        Powoli faktycznie rozejrzałem się dookoła. Pięknie ubrani ludzie i kobiety, których włosy często były upięte w niezwykłe fryzury. Czy oni wyglądali mi na kłamców? Na pewno nie w taki stopniu, jak ta teraz tu przede mną. Była niczym szmaciana lalka, którą ktoś trzyma na sznureczkach w niedalekiej odległości. I nie miała swojej osobowości. Przed chwilą uśmiechała się życzliwie, a teraz wyglądała niczym rzeźba. Może tak samo jak ja, nie do końca jeszcze wiedziała, kim jest? To sugerowałyby także notatki zapisane w jej papierach. A właśnie. Co do tego…
        — Przeprosiny przyjęte — odpowiedziałem, a chyba sztuczna uprzejmość wzięła górę. Cóż, faktycznie zawiodła moje oczekiwania. I faktycznie sądziłem, że przyjdzie mi się spotkać z kimś zupełnie innym, ale miło, że chociaż próbowała przeprosić. — A co do zabawy moim kosztem, na razie zrobiłaś to jako jedyna w sposób tak otwarty i to w dodatku w nieudolnej próbie. Nie sądzę, że taka osoba jak ty powinna wypowiadać podobne słowa.
        Wcześniej żadne słowa nie zrobiły na niej żadnego wrażenia, nie wywołały ani pół reakcji i sądziłem, że teraz będzie podobnie, że nieważne, co powiem, wyraz twarzy Zoe się nie zmieni. Zerknąłem na blondynkę obok. O czym myślała, kiedy z takim ponurym zacięciem patrzyła na stojącą przed nami oszustkę? Może była trochę podoba do mnie? Była? Nie potrafiłem już stwierdzić, co wiem, co jest suchym faktem, a co moim przypuszczeniem.
          Wyglądała… Na smutną? Coś na jej twarzy się zmieniło. I co więcej, nadal trzymała w dłoni mój papieros. W niewypowiedziany sposób chciałem, żeby na jej twarz wróciła wcześniejsza pewność, bo może nie wprost, ale dodawała mi więcej siły, niż dziwne i niejednolite zachowanie Zoe.
        Kiedy ponownie spojrzałem na Zoe, ona nadal tam stała.
        I jak poprawnie zauważyła, nie zamierzałem teraz jej nic zdradzać. A może w ogóle nic jej nie powiedzieć. W końcu i tak ma domyślić się wszystkiego sama.
        Głos wewnątrz mnie, ten sam który jeszcze przed chwilą krzyczał dziko, teraz zniżył się do szeptu. Milcząca obecność jasnowłosej sprawiała, że ostre krawędzie myśli, które ten głos wzbudził wygładziły się, a on sam został stłumiony. Kto wie, co stałoby się, gdybyśmy stali tutaj tylko we dwójkę Zoe? Gdybym nie opanował się w momencie, kiedy ręka mi drgnęła mimowolnie, kiedy rysy twarzy się wyostrzyły, to spotkanie mogłoby się skończyć zgoła inaczej.
        Powróciłem spojrzeniem przed siebie, zbyt długo wpatrując się w profil blondynki. Jeśli ja byłem cieniem, to ona światłem, które ten cień rozproszyło. I dlatego przede wszystkim nie chciałem, żeby nadal miała na twarzy ten wyraz.
        — Nadal tu stoisz — zauważyłem zupełnie naturalnie, było to spostrzeżenie nie zabarwione żadną emocją, patrząc prosto w oczy Zoe. — Myślałem, że miałaś sobie pójść — dodałem, tym razem przemycając do swojego głosu także jeden nowy ton, ten zaskoczenia i lekkiej niepewności co do tego, czy na pewno wypada powiedzieć coś takiego. — Chcieliśmy zapalić papierosa — rzuciłem jeszcze, tym razem nie gwoli przyjaznego wytłumaczenia, a raczej wskazania, że jej obecność, obecność kłamcy i oszusta, naprawdę nie jest tutaj teraz mile widziana.

Offline

#253 20-03-2018 o 03h04

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 569

....................................................................https://images82.fotosik.pl/985/a2e9766107abed20gen.png


       Pierwszy dzień mojego życia. Poznałam kilka osób. Były miłe, wszystko było takie miłe, że tylko głupiec założyłby, że do końca takim pozostanie. Byłam więc głupcem. Owszem, w rozmowie z Michaelem wspominałam, że wszystko może ulec zmianą, jednakże liczyłam na to, że jeszcze dziś nic nie zakłóci mojego spokoju.
       Każde spotkanie jest lekcją. Każda osoba coś wnosi. Jeśli Zoe Sanz czegoś mnie nauczyła, to bez wątpienia było to poczucie bycia zbędną, niepotrzebną, ignorowaną. Miałam wrażenie, że stoję obok, ale dziewczyna o tym zapomniała. Czy przesadzałam? Bardzo możliwe, na osądy przyjdzie czas, póki co się uczę. Nic jednak w tej chwili nie chciało mnie odwieźć od myśli, że według tej dziewczyny byłam nieistotna. Mówiła do ciemnowłosego, a ja po prostu słuchałam, jakby wyrzucona nieco poza jej wypowiedź. Kiedy więc zwróciła się do mnie, w pierwsze chwili nie skojarzyłam, że faktycznie to ja jestem odbiorcą. Skrzywiłam się, ale nic nie powiedziałam, jakby oddają jej prym, uznając, że może włączać mnie do rozmowy kiedy zechce i wypychać, gdy zajdzie potrzeba.
       Nie rozumiałam skąd ten uśmiech. Nie czuła wstydu? Zostać przyłapaną na czymś niegodziwym i z lekkością obracać to w wyborny żart, który przecież kaleczył język. Ile ta dziewczyna musiała przejść, jeśli na czysto zaczyna w taki sposób? Och nie, znów osądzam, siłą rzeczy, nie mogłam się powstrzymać, a nadal wydawało mi się to bardzo nie na miejscu. Nie chciałam... wyjść na hipokrytkę. Wrogów również nie chciałam sobie robić, ale to nie oznacza, że szukam przyjaźni za wszelką cenę. Po prostu, będzie lepiej gdy już na początku zacznę się zastanawiać jakich cech w innych szukam, a jakie mi przeszkadzają. To pozwoli być może uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, a kiedy te już będą miały miejsce, przynajmniej będę na to gotowa. Teraz nie byłam i nie czułam się dorosła. Miałam wrażenie, że jestem dzieckiem, które chciałoby coś zmienić, ale nie ma za wiele mocy sprawczej. Mogłam... na nią nawrzeszczeć, przyszła mi taka myśl do głowy. Przyszły mi ostre słowa, niemiłe sentencje, ale w imię czego? Co bym miała tym osiągnąć, a czego ją nauczyć? Ostatecznie jej postawa dawała mi boleśnie do zrozumienia, że cokolwiek nie powiem, nie zrobi na niej wrażenia. Zastanawiałam się, czy stojący obok mężczyzna też ma takie wrażenie, czy może jego zdanie jest całkiem odmienne od mojego.
       Wywód o tym, że wszyscy kłamią przyprawił mnie o nudności. Naprawdę wróciło uczucie z poranka i zastanawiałam się, czy nie uciec do łazienki. Ja nie kłamałam. Jeśli ja nie kłamałam, to pojęcie "wszyscy" z technicznego punktu widzenia nie było już prawdziwe. Znów poczułam się odepchnięta, znów ta ściana, znów uczucie, że nie uczestniczę w rozmowie. Okropne, nie było dla tego lepszego słowa. Gorsze mogły być tylko przeprosiny, którym brak znaczenia. Spojrzałam na ciemnowłosego i brwi mi zadrżały. Przyjął te słowa, a ja chciałam się na niego rzucić i powiedzieć, by tego nie robił, zawołać, że nie musi. Podchodziłam do wszystkiego zbyt emocjonalnie. Znów to samo, nie radzę sobie z tymi wszystkimi bodźcami, które na mnie oddziałują. Zacisnęłam dłonie w pięści słuchając jego głosu. Pod koniec jednak poczułam coś jeszcze, gdy dotarł do mnie sens wypowiedzi... czy to była duma? Nawet go nie znałam, ale chyba nie mogłam się mylić.
       Znów spojrzałam na Zoe, a mój wzrok zdradzał, że chciałabym wejść jej do głowy, odszukać odpowiedzi na kilka pytań, które siłą rzeczy zawisły w powietrzu.
       Miałam dość tej rozmowy, w której znaczyłam tyle co nic. Opuściłam spojrzenie, na stłuczone szkło. ładnie odbijało się w nim światło. Dziewczyna nadal mówiła, aż w końcu wspomniała o odejściu. Czułam, że nadal zaciskam pięści, że wbijam sobie paznokcie w środek dłoni. Potem jednak uniosłam głowę, kiedy Bezimienny znów zabrał głos. Jakby ta szyba za którą stałam pękła, podobnie, jak kieliszek Zoe, który między nas upadł. Spojrzałam na drugą dłoń, tą z papierosem. Uśmiechnęłam się delikatnie. Chcieliśmy zapalić, tak?  Jeśli coś popsuło mi humor, to wizja tego, że to nie oznacza końca zabawy, końca budowania jakiś być może miłych wspomnień, wynagrodziły mi to szybko. Zerknęłam na mężczyznę dochodząc do wniosku, że stanie po jednej stronie zbliżyło nas na tyle, że mogę dotknąć jego ramienia, co też zrobiłam całkiem naturalnie.
       - Poczekaj tu na mnie chwilę, tylko nie odchodź, zaraz wrócę - poprosiłam, mimo wszystko niepewnie, zaglądając w oliwkowe oczy. Czy bałam się, że zniknie? Trochę tak, bo już raz dzisiejszego dnia miałam nieprzyjemność poznania zawodu, jaki wiąże się z brakiem kogoś, kogo przypisaliśmy do jednego miejsca. Nie miałam jednak prawa tego nikomu robić, dlatego w przypadku odzianego w czerń mężczyznę postanowiłam jasno nakreślić, że zamierzam do niego wrócić. Nim jednak odeszłam, zrobiłam zaledwie kilka kroków, chyba trzy i zrównałam się z Zoe. Chociaż nie planowałam się odzywać to jednak słowa, jakie kręciły się po mojej głowie szukały ujścia.
       - Nie zgadzam się z tobą - powiedziałam spokojnie, zaglądając jej w oczy. Moje były chłodne, ale czaił się gdzieś w nich żal, bo chowanie wszystkich emocji do mnie nie pasowało. Może niewiele o sobie wiedziałam, ale tego byłam pewna. Nie chciałam być aktorką. - Mam na myśli imię, to, że nic nie znaczy. Imię to pierwszy prezent jaki dostajemy od świata, a czasem pewnie i ostatni. Imię jest z nami do końca, sprawia, że wypowiedź w której się zawiera jest bardziej personalna, bardziej nasza. Nawet tutaj większość z nas ma teraz tylko imię, niezależnie czy te które mieliśmy zawsze, czy jakieś nowe, imię jest częścią nas - kontynuowałam, aż w końcu westchnęłam ciężko, przechylając głowę na bok, a moje spojrzenie... bez wątpienia było w nim więcej żalu, niż bym chciała. Spojrzałam na nią, jak na ofiarę czegoś strasznego, czego nie znałam, nie umiałam pojąć, bo zwyczajnie budziła we mnie smutek, a za smutkiem zawsze coś się kryje... albo i nie. Nie miałam odniesienia, jedynie intuicję. - To jak szanujesz to, co masz, już zmienia to kim jesteś i nie kryj się za cudzą fałszywością, ostatecznie każdy odpowiada za własne przewinienia - sparafrazowałam jej własne słowa, by następnie po prostu ją minąć i ruszyć przez parkiet. Mój cel był prosty. Zatrzymałam się przy jednym ze stolików na uboczu. Stanęłam, ale nikt na mnie nie zwrócił uwagi, a w zasadzie ta jedna osoba, pochylona nad książką i kopcącą cały wieczór. Zakaszlałam, kiedy zaczęło mnie to nieco stresować, a wtedy mężczyzna spojrzał na mnie zza okularów.
       - Dobry wieczór, panienko. Jak tam bal mija? Chyba nieciekawie, skoro do mnie podchodzisz - zachrypiał i wypuścił z płuc dym tytoniowy.
       - W zasadzie całkiem dobrze, poznałam trzech mężczyzn, bardzo miłych... - mruknęłam od niechcenia. Zaśmiał się, ale niezbyt to było przyjemne dla ucha.
       - Byleby z tego dzieci nie było, psia krew - mruknął i strzepną papierosa. Zarumieniłam się i uznałam, że lepiej nie kontynuować. Już rano zauważyłam, że mój lekarz najmilszy w obyciu nie jest.
       - To rozsądne? - zapytałam, a on spojrzał na mnie pytająco. nie rozumiał, więc wskazałam na papierosy. - To niezdrowe, jest pan lekarzem - wyjaśniłam, a on uniósł wysoko krzaczaste brwi i podrapał się po siwych włosach.
       - Psia krew! - znów ten sam zwrot, nieco bez sensu na moje oko. - No popatrz, gdybym wiedział, rzuciłbym to w ch*****! - tym razem to ja uniosłam brew. Doszłam więc do wniosku, że rozmowa z nim nie będzie łatwa, a ja przegrałam loterię w kategorii "wybór lekarza".
       - W każdym razie na pewno ma pan doktor zapalniczkę, mogłabym? - zapytałam i sugestywnie zamachałam papierosem, jakiego dostałam od bezimiennego.
       - Przecież to niezdrowe - wypomniał.
       - Psia krew! - zawołałam.
       Pierwszy raz od początku tej naszej rozmowy spojrzał na mnie przychylnym wzrokiem, by następnie odchylić klapę marynarki i podać mi zapalniczkę. Nie byle jaką, metalową, porządną, o ładnym kwiecistym zdobieniu.
       - Piękna...
       - Jest twoja - machnął ręką, a ja zrobiłam wielkie oczy.
       - Och, nie mogę jej przyjąć, zaraz zwrócę - obiecałam, a on cmoknął pod nosem i spojrzał na mnie z politowaniem.
       - Spokojnie panienko, na mojej liście osób do obdarowania niespodziewanym prezentem jesteś dość nisko. Zapalniczka jest twoja. Miałem oddać, gdybyś zaczęła znowu palić. Mówiłaś, że robisz to rzadko - wzruszył ramionami, a mi zrobiło się nieco głupio, że uznałam, iż chce mi dać prezent. Teraz jednak przyglądając się zdobieniom, uznałam, że kwiaty były podobne do piwonii. Bez wątpienia było moją obsesją. Zacisnęłam dłoń na zapalniczce, zrodziła pytania, ale nie chciałam teraz ich tutaj zadawać, będzie okazja. Podziękowałam, a on jedynie machnął na mnie ręką. Przewróciłam oczami, ale uśmiechnęłam się sama do siebie. Miałam to co chciałam, a co ważniejsze, zauważyłam, że mam do kogo wracać.
       Płynnie przecisnęłam się przez tłum, zatrzymując przy ciemnowłosym. Uśmiechnęłam się do niego i zamachałam zapalniczką przed oczami. Nie wiedziałam o nim nic, nawet nie mieliśmy czasu na prawdziwą rozmowę, a w dodatku początek naszej znajomości był dość nieciekawy, a jednak obdarowałam go szerokim uśmiechem, jakbym miała do tego prawo.
       - Popatrz, co udało mi się zdobyć! - pokazałam szereg prostych zębów i kiedy tak na niego patrzyłam, dotarły do mnie własne myśli sprzed chwili. Speszyłam się lekko, zagryzłam dolną wargę, którą maltretowałam już cały wieczór. Psia krew... och, chyba przeszło to na mnie z doktora. Moje brwi poruszyły się kilka razy, aż znalazły dogodną dla siebie pozycję, w lekkim uniesieniu. - W prawdzie... papieros jest twój, użyłam go jako wymówki... w sumie wymówka to też nieładnie, więc mnie też możesz nienawidzić - doszło to do mnie dopiero teraz, więc skrzywiłam się i wypowiedziałam to na głos.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#254 22-03-2018 o 22h44

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 718

........................................................Link do zewnętrznego obrazka
   Miała wrażenie, że jej obecność wszystko psuje. Po usłyszeniu słów mężczyzny, tylko utwierdziła się w tym przekonaniu. Nie chodziło nawet o obecną sytuację, bynajmniej. Wydawało jej się, że w każdej rozmowie robi coś nie tak. Nawet teraz, gdy mogłoby się wydawać, ma nad sobą pełną kontrolę. Znów coś zepsuła, nawet nie wiedząc o tym. Nie miała poczucia winy, a nic podobnego. Zastanawiała się jednak czy wcześniej nie powinna postąpić inaczej. Może wtedy przyniosłoby jej to korzyść, informacje. Teraz nie miała nic, oprócz kolejnych nieprzychylnie nastawionych do niej osób. W jakiś sposób poczuła się zawiedziona. Czy liczyła na to, że wcześniejszą udawaną postawą może sobie zaskarbić ich przyjaźń. Uśmiech jednak nie ma tak magicznego działania jak wcześniej przypuszczała. Nie był tak wyjątkowy jakim widziała go, gdy pierwszy raz delikatnie zawitał na jej ustach. Może chodziło o tę wcześniej wspomnianą szczerość? Nie, raczej nie. Gdyby kłamstwo nie wyszło na jaw, uśmiech mógłby nadal uchodzić za szczery. W tym momencie nie potrafiła go dłużej przywoływać. Wydawał się nie pasować do sytuacji i tylko zawadzać swoją obecnością. Zupełnie tak jak Sanz z tym momencie.
   Przeprosiny przyjęte? Ta, akurat. I to ja tutaj jestem kłamcą? Te słowa wydały się tak samo nieszczere jak jej wcześniejsza gra. Mężczyzna wyglądał na zdegustowanego jej zachowaniem w każdym calu. Dopiero jego późniejsze słowa oddały to, jak wyobrażała sobie jego opinię o niej. Taka osoba jak ty, powtórzyła w myślach. Pogarda w tych czterech słowach wydawała się dominująca. Choć mogły mieć jakże rożne znaczenie, przekaz był jasny. Niska wartość jej osoby, która już na wstępie łamie podstawowe zasady. Tylko zasady czego? I kto je ustalił? Czemu kłamstwo było złe, a prawda dobra? Ko niby tak zdecydował?
   Właśnie przez tą plątaninę myśli została na swoim miejscu chwilę dłużej niż planowała. Gdy tylko mężczyzna uświadomił jej dosadnie, że „nadal tu stoi” obróciła się na pięcie i obrała jeszcze nieznany kierunek, którego jednym celem było oddalenie się od tego miejsca.
   Zakończenie rozmowy, które było oczywiste dla Zoe i bezimiennego, dla niej mężczyzny, nie dotarło do odzianej w błyszczącą suknię kobiety. Jak widać zawsze musiała mieć ostatnie słowo i nie zamierzała przepuścić okazji do wyrażenia swojej opinii. Po słowach „nie zgadzam się z tobą” Sanz już miała zamiar zignorować dziewczynę, ale jedno z jej słów przebiło się do umysłu francuski i kazało głębiej zastanowić nad jego sensem.
    — To, że z czymś się budzisz nie oznacza od razu, że jest prezentem — powiedziała cicho, ale na tyle, by dziewczyna jeszcze miała szansę ją usłyszeć.
   Czy naumyślnie w znaczący sposób spojrzała w stronę dziesięciocentymetrowej blizny biegnącej przez jej ramię? To był odruch, spowodowany słowami jasnowłosej. I ta zauważyła to, na pewno. A Zoe poczuła ten cień satysfakcji myśląc, że dziewczyna może podważyć słuszność swoich słów. Ale jednocześnie Sanz sama na chwilę zwątpiła w swoje. Czym w ogóle był prezent? Czy zawsze musiała go przyjąć? Czemu coś, co Zoe postrzegała jako narzucone i niezmienne oblicze rzeczywistości, ta dziewczyna określiła jako prezent od świata. Czuła się zniewolona tym, co otrzymała po starej sobie w dniu przebudzenia. Dlaczego ta kobieta tak pięknie potrafiła nazwać spowijające ją kajdany?
   Może rzeczywiście to miało jakieś znaczenie. Choć nie osobiście dla Zoe, to jednak umiała się zgodzić, że używanie imienia potrafi spersonalizować wypowiedź. Sama specjalnie wypowiadała imię Adama, gdy ten sobie tego zażyczył. A więc i dla niego było ono czymś więcej niż zbiorem liter. Dla Sanz stało się teraz narzędziem. Zauważyła jego wartość. Używanie go, by zbliżyć się do rozmówcy. Proste. Co jednak, gdy nie znasz jego imienia?
   Przewinienia. Kolejne słowo, które odbiło się echem w jej głowie. Tak jakby ta cholerna poetka specjalnie dobierała zdania, by trafiły prosto w pewność siebie Sanz. A więc teraz była winna? Oskarżona. O kłamstwo. Przewinienie zabrzmiało jakby popełniła straszliwą zbrodnię, a tymczasem, przecież tylko przez chwilę udawała, że nie jest już tą samą osobą. Chciała tylko oderwać się od „tej Zoe” i zobaczyć jak to jest być kimś innym. Co w tym złego? Zwłaszcza, że wszystko szybko wyszło na jaw.
   Czy właśnie próbowała się usprawiedliwiać przed cudzymi oskarżeniami? Jej mina z pokerowej przybrała w końcu jakikolwiek wyraz. Nie był on ani smutny, ani zły. Najtrafniej można go było określić mianem rozczarowania i melancholii. Choć nie do końca wiedziała, do czego to uczucie było skierowane. Jej wspomnienia obejmowały niecałe trzy dni, a po wypitym alkoholu nawet mniej. A jednak już rozpamiętywała przeszłość. Chyba potrzebuje więcej trunku. A może właśnie powinna już z niego zrezygnować? Jakie dokładnie miał on działanie? Uczucie pica go było dla Sanz kompletnie obce, tak samo jak jego skutki.
   Gdy tak szła przed siebie, niesiona cichą melodią dobiegającą z parkietu zorientowała się, dokąd zmierza. Niedaleko przed nią stał Adam prowadzący rozmowę z Lily. Na to stwierdzenie zmieniła wcześniej obraną trasę. Gdzie mogła zniknąć? Chciała teraz po prostu przestać istnieć. Czy raczej istnieć sobie bez większej świadomości, że się to robi. Zasnąć. Może wróci już do pokoju i właśnie to zrobi. To był dobry plan. Albo... Spojrzała w stronę bufetu i kolejnego kuszącego napoju.
   Skierowała się do stołu i już sięgała po kieliszek gdy usłyszała znajomy głos.
    — Zoe tutaj jesteś. Wydaje mi się, że już któryś raz z kolei widzę cię sięgającą po kieliszek. Może na razie wystarczy? Stracisz całą zabawę — stwierdził dr Wright, podchodząc do niej. — Wydajesz się inna. To nie jest mina, której oczekiwałem, ale myślę, że i tak wygląda lepiej od braku jakiegokolwiek wyrazu. Choć z uśmiechem i tak Ci najlepiej — powiedział i sam odsłonił szereg jasnych zębów.
   Sanz nie wiedziała jak zareagować. Właśnie miała zamiar zniknąć i uciszyć to, co się w niej zebrało, a teraz ktoś chce nawiązać z nią konwersację, w której znów będzie musiała decydować jak ma się zachować.
    — Jak się czujesz? — spytał ze szczerą troską.
    — A jak powinnam? — odpowiedziała pytaniem na pytanie.
   Stwierdziła, że skoro kłamstwo nie jest najlepszą drogą na razie je ograniczy. Jednak nie umiała obrać w słowa tego, co działo się w jej wnętrzu. John na pewno nie zaakceptowałby zwykłego „w porządku”.
    — Widzę, że wciąż jesteś sobą. — Ciężko było wyczuć czy jest zadowolony z tego faktu, czy wręcz przeciwnie. — Wiem, że nie lubisz pytań, ale będziesz musiała czasem się z nimi pogodzić i odpowiadać szczerze. Ale nie mówmy teraz o tym. Jakimś sposobem wszystkie rozmowy schodzą dzisiaj na temat eksperymentu. — Sam zauważył ironię zawartą w tym zdaniu. Bo jakże mogłoby być inaczej? — Zmieńmy temat. Widziałem co się dzieje, gdy tylko otwierasz usta. Zoe, musisz nauczyć się swobodnie rozmawiać. Przecież widzę jak kalkulujesz każde słowo. Podopieczna mojego przyjaciela, Eva siedzi tam niedaleko i myślę, że wam obu może brakować towarzystwa.
    — Słucham? — W jej głosie nie było słychać sprzeciwu, raczej zdziwienie.
    — Głównym celem tego balu jest wasza integracja. Będziecie ze sobą żyć przez okrągły rok i warto poznać każdego choć odrobinę. Eva to bardzo miła i urocza dziewczyna. Po prostu podejdź do niej, przedstaw się i powiedz to, co właśnie myślisz. Zaufaj mi.
   Czy miała inny wybór? Bądź, co bądź bycie kierowaną cudzymi poleceniami dawało jej tę chwilę spokoju, gdy nie musi się zastanawiać, co dokładnie powinna zrobić. Popłynie z prądem i albo dotrze do brzegu, albo utonie. Cóż, już poznała swoje umiejętności pływackie.
   Jedynym co ją niepokoiło było to imię. Eva. Znała je, a chyba nie powinna. I chodź dowiedziała się, że pochodzi ono z Biblii, to nadal ta wiedza, bez dokładnego ulokowania wydawała się niespójna, a przez to wzbudzała w Zoe niepokój. Zrezygnowała z przemyśleń i zajęła krzesło naprzeciwko Evy, powoli sączącej herbatę.
    — Cześć... jestem Zoe — zaczęła niepewnie, orientując się, że pierwszy raz to ona prowokuje konwersację. — Pewnie wszystko słyszałaś i to już wiesz. — Westchnęła. Czy tylko ona czuła się jakoś dziwnie? Nie widziała w tym żadnego celu. Nie wiedziała, o co mogłaby zapytać rudowłosą. — Chyba rzeczywiście nie jestem w tym dobra. Czuję się jak dziecko, któremu trzeba tłumaczyć podstawowe rzeczy, takie jak prawidłowe prowadzenie rozmowy. Tobie pewnie idzie to łatwiej.
   A może nie? W końcu z jakiegoś powodu siedziała w towarzystwie lekarzy zamiast innych pacjentów. Ale nie wyglądała na nieśmiałą czy niepewną siebie. Zoe postanowiła nie osądzać i przekonać się w trakcie rozmowy, o ile dziewczyna się na nią zgodzi.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#255 23-03-2018 o 02h03

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 491

................................................................https://zapodaj.net/images/02844b78d3200.png........................................


         Przez dłuższą chwilę gapiła się bez sensu w tęczowe błyski, tańczące po powierzchni napoju. Doktor nie wyjął torebki z filiżanki, całe szczęście, bowiem taka herbata smakowała jej chyba najbardziej. Mocna, brudząca naczynie osadem, przestudzona, ale wciąż pachnąca - Eva nie była co prawda pewna smaku słabszej wersji, ale i tak przysięgłaby, że preferuje właśnie taką, jaką przygotował dla niej lekarz. Który, swoją drogą, zbliżył się znów do niej, z talerzykiem wypełnionym kilkoma babeczkami o różnych kolorach.
- Wziałem z każdego rodzaju, ale możesz dostać tylko jedną! Coś słodkiego dobrze ci zrobi, jednak bez szaleństw - pogroził Evie żartobliwie palcem, po czym wyciągnął w jej kierunku rękę z talerzem.
- Wiedział pan, jaką herbatę lubię? - zapytała, zbyt ciekawa, by powściągnąć język. Chyba po prostu bardzo chciała, by powiedział, że tak, doskonale zna jej preferencje i one go niezmiernie obchodzą.  Poczułaby się nieco mniej mała, anonimowa oraz nieważna wśród barwnego, ale wciąż obcego tłumu zgromadzonych na balu. Wybrała babeczkę ozdobioną sporą ilością intensywnie błękitnego kremu, upstrzonego perłowymi kuleczkami.
- Wiedziałem - przyznał, jak na zawołanie, a na jego szczupłej, okolonej ciemnym zarostem twarzy pojawił się uśmiech - Ale o ulubionym smaku babeczek już nie, jak widzisz. Zapamiętałbym teraz, ale nie wiem, czym może smakować krem o tak dziwnym kolorze.
         Spojrzał z powątpieniem na ciastko w dłoni rudowłosej, podczas gdy ona obserwowała jego twarz. Kiedy się uśmiechał, wokół jego oczu pojawiały się miłe zmarszczki, ułożone w delikatny wachlarzyk, a w policzkach miał dołeczki, wyglądające jak zagłębienia w kremie. Takim o normalnej barwie, rzecz jasna. Westchnęła lekko - na jej twarzy nie sposób było się czegoś takiego dopatrzeć, cała zresztą była raczej kanciasta, pozbawiona jakichkolwiek uroczych dodatków.
- Tu wszyscy są tacy ładni, zauważył pan? - zapytała bez namysłu, gdy podniósł na nią pytający wzrok. Idealnie pytanie, dokładnie w momencie, gdy zauważył, że się na niego gapi, doprawdy! Zamaskowała skrępowanie, biorąc kęs babeczki, podczas, gdy jej towarzysz przebiegał nagle zamyślonym wzrokiem po wypełniających salę ludziach.
- To prawda. Jakby wybrali was celowo wobec tego klucza, co? Ale nie, nie na tym to polegało, na szczęście. Wszyscy uczestnicy są ładni, jednak nie wszyscy są jednakowo godni twojej uwagi, pamiętaj o tym, Evo. Choć niewątpliwie znajdziesz wśród nich przyjaciół! Oby te poszukiwania odbyły się z większym sukcesem, niż wybór ciasteczka.
         Mrugnął porozumiewawczo, zauważywszy wyraz jej twarzy po skosztowaniu błękitnego kremu. Miał rację, coś o tej barwie nie mogło smakować niczym prawdziwym.
- Równie dobrze mogłabym zjeść kostkę cukru, to po prostu wygląda lepiej. Wybrałam ją, bo się wyróżnia, jest kolorowa i błyszcząca. Tak samo czasem wybieramy sobie ludzi - prawda?
- Tak - lekarz odpowiedział z powagą, wyjmując jej z dłoni napoczęte ciastko i wkładając na jego miejsce inne - W czymkolwiek objawiają się te kolory i błyski, niejednokrotnie nas zwodzą. Taka chyba już ludzka natura, ale nie przejmuj się tym zanadto. Im więcej będziesz próbować, tym łatwiej będzie ci odróżnić właściwe osoby od innych. Zjedz tę babeczkę. Truskawka co prawda jest z importu, bo u nas nie ma już ich o tej porze roku, ale to jej jeszcze nie skreśla, prawda?
         Zamilkł, uśmiechając się zagadkowo, a Eva patrzyła na niego wyczekująco, zanim nie usłyszała swojego imienia, dobiegającego z miejsca, gdzie stał doktor Wright, w towarzystwie ciemnowłosej dziewczyny. Poczuła się lekko skrępowana, słysząc ich rozmowę, a dodatkowo jej lekarz postanowił ją opuścić, rzucając pogodnie na odchodne, że zostawi je same i życzy powodzenia. Cóż, jeśli uznał tę nieznajomą za odpowiednie dla Evy towarzystwo, pozostawało jej tylko mu zaufać. Sprawiał, że chciała mu zaufać.
- Słyszałam. Ja mam na imię Eva, ale to z kolei ty już wiesz. Mimo wszystko, miło się sobie przedstawić, prawda?
             Wyciągnęła w stronę Zoe talerz, pozostawiony przez lekarza. Obudziła się co prawda niedawno, ale zauważyła niewątpliwą skuteczność patentu z karmieniem ludzi.
- Truskawki są z importu, u nas o tej porze nie ma takich, wiedziałaś o tym? Ja nie wiem nawet, co to znaczy ,,u nas”. Zapytałabym doktora, ale odszedł, zanim zdążyłam to zrobić. A ty, lubisz swojego lekarza?
         Zauważywszy, że zasypuje nową znajomą potokiem słów, zreflektowała się i zamilkła. Zaraz potem przypomniała sobie jednak uwagę ciemnowłosej dotyczącą rozmów. Przemknęło jej przez głowę wspomnienie wymiany zdań z Alexem.
- Nie przychodzi mi to łatwo, ani trochę - zaprzeczyła, bo niby czemu nie, skoro Zoe sama zaczęła mówić z nią tak otwarcie?
- Chyba wszyscy jesteśmy teraz trochę jak dzieci. Wszystkiego musimy się uczyć od nowa, nawet tego, że najładniejsze babeczki wcale nie muszą być smaczne. O rozmowach wiem to, że są milsze, jeśli się razem je coś smacznego. Trzeba też mówić sobie komplementy i uśmiechać się, poza tym nie przejmować niczym zbytnio, bo to normalne, zrobić czasem coś głupiego. To ostatnie powiedział mi Alex. Znasz go?
         Czekając na odpowiedź Zoe, wsunęła do ust kolejną babeczkę, tym razem wykończoną cząstkami brzoskwini, skąpanymi w połyskującej galaretce. Kompletnie wbrew zaleceniu lekarza, od razu sięgnęła po kolejną. Chrupiąca beza miała w sobie całkowicie inny wymiar słodkości niż poprzednie smakołyki, przez moment delektowała się więc nią z zachwytem. Niezależnie od słów dziewczyny, słowa lekarza o truskawkach nie chciały opuścić jej umysłu, choć to nie owoce frapowały ją w tej wypowiedzi najbardziej.
- U nas, czyli gdzie, jak myślisz? Gdzie tak właściwie teraz jesteśmy?
         Rozejrzała się po ogrodzie, natrafiając wzrokiem na dach i widoczne nad szklaną kopułą ciemne niebo. Ten widok nic jej nie powiedział, bo i czemu - pewnie było z grubsza podobne niezależnie od kraju.
- ,,U nas” sugerowałoby coś wspólnego, a przecież ty na przykład mówisz całkiem inaczej niż ja. W sumie - Eva zastanowiła się nagle, zdając sobie z czegoś sprawę - I ja mówię nie do końca podobnie do Alexa, Michaela czy Lily. Mój lekarz ma jeszcze inny akcent. Czy to znaczy, że każde z nas pochodzi z zupełnie innego miejsca? To bardzo ciekawe.
         Powiedziała to, choć wcale nie czuła już zainteresowania, bo jej ciało, a za nim i myśli, zaczęło ogarniać nowe, niepokojące uczucie. Trochę podobne do tego, co czuła rano po spożyciu naleśników, przypisała je więc z automatu kolejnemu ciastku, tym razem czekoladowemu, pochłoniętemu już jakby odruchowo. Wstała, by odłożyć na stół następną babeczkę, którą zdążyła już wziąć do ręki. Była zrobiona z ciemnego ciasta, a jasny krem posypano pestkami granatu, świecącymi odbitym blaskiem lampionów, niczym drogie kamienie.
- Są śliczne, prawda? - zapytała nieuważnie Zoe, demonstrując jej przysmak. Usta dziewczyny też były szkarłatne i błyszczące, jakby piła właśnie sok z jakichś intensywnie czerwonych owoców.
         Albo krew.
         To skojarzenie pojawiło się w głowie rudowłosej nie wiadomo skąd. Może przez bliznę, którą dostrzegła na dekolcie Zoe, na tyle wyraźną, iż istotnie, musiała krwawić w momencie, gdy ją zyskała. A może jednak z winy babeczki - Eva miała wrażenie, że wspomnienie czekolady płynnie przechodzi w jej ustach w posmak krwi, jakby podczas jedzenia przegryzła sobie wewnętrzną część policzka lub język. Czy zrobiła to naprawdę?
         Rude włosy dziewczyny spływały w dół, a ona nawet nie próbowała ich powstrzymać, wymiotując rozgłośnie, pochylona nad białą, lśniącą otchłanią, pachnącą intensywnie chlorem. Skończywszy, oddychała przez chwilę ciężko, po czym wstała, przytrzymując się spłuczki chudymi, bladymi dłońmi. Podeszła do lustra, ale zanim dostrzegła swoje odbicie, zaczęła gwałtownie kaszleć. Gdy atak ucichł, wypluła do umywalki wydzielinę, która zaległa jej w ustach. Pochylona nad białą taflą, patrzyła przez chwilę, jak spływa po niej krew, burząc dotychczasową, nieskalaną czystość.
         Eva widziała przez moment tę dziewczynę i białą łazienkę tak samo wyraźnie, jak stojącą przed nią Zoe. W ustach czuła krew, a w powietrzu chlor, choć w swoim nowym życiu nie poznała jeszcze ani tego smaku, ani zapachu. Była ich jednak pewna, mimo że nie pamiętała, chociażby, jak smakują naleśniki, póki ich tutaj nie skosztowała. Uśmiechnęła się słabo, odkrywszy ten fakt, i już zamierzała podzielić się nim z Zoe, gdy sylwetkę dziewczyny zaczęły zniekształcać latające przed oczami rudowłosej dziwne, czarne płatki. Zanim zdążyła podnieść rękę, by je odgonić, wokół zapadła ciemność, a ostatnim, co poczuła, był wilgotny dotyk kremu. Zostawił na jej dłoni ślad, gdy ciastko wypadło z niej bezwładnie, by finalnie zostać jedynie mokrą plamą na lśniącej podłodze.

Ostatnio zmieniony przez Hayal (23-03-2018 o 11h51)



https://i.imgur.com/bne8BcV.gif

Offline

#256 23-03-2018 o 16h32

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 622

____________https://zapodaj.net/images/0a9197d31ce21.png

        W jednym miejscu ogrodu wciąż było więcej ludzi, najwidoczniej doktor Acula nadal udzielał odpowiedzi na pytania nurtujące nasze niewinne, czyste, prawie nieużywane dusze. Uśmiechnąłem się krzywo na tą myśl, zabawną samą w sobie i tylko dla mnie; wciąż czułem się lekko i byłem taki... upajająco szczęśliwy z tą lekkością. Z tą wolnością. Zastanawiałem się, czy nie powinienem pójść za Avenity i być może bym to nawet zrobił, gdyby nie zapamiętany przeze mnie ostatni wyraz jej twarzy. Nie była zła, to nie to, nawet nie potrafiłem tego określić, ale czułem, że lepiej dać jej czas tylko dla siebie.
        Poza tym musiałem koniecznie napić się więcej. W gardle mi zaschło. Czułem przemożną, ogarniającą moje ciało aż po koniuszki palców potrzebę, żeby ponownie zapiekło mnie w gardle, rozlało się ciepłem po żołądku i odnowiło stan, w którym znalazłem się po pierwszym kieliszku tego cudownego napoju. W związku z tym obrałem kurs na stoły z przekąskami i piciem, szerokim łukiem omijając zgromadzenie. Nie miałem potrzeby rozmowy na poważne tematy podczas wieczoru, który został dla nas urządzony z myślą o rozrywce. Pokonałem dokładnie tą samą drogę co wcześniej, kiedy przyszedłem na ubocze, żeby porozmawiać z Avenity, tym razem nie skradałem się jednak, po prostu szedłem spokojnym, odrobinę niepewnym krokiem. Kontrastował on do pewności i pragnienia, które pochłaniało skutecznie wszystkie moje myśli.
        Dotarłem do stolików, a dłonie znów drżały lekko, denerwująco gdy nalewałem sobie ponczu do szklanki. Pierwszy łyk natychmiast załagodził te objawy. Kolejny wprawił mnie w większą pewność siebie i przywrócił stan zadowolenia, a co za tym idzie – uśmiech na mojej twarzy, rozanielony, błogi, odrobinę leniwy. Kiedy wysuszyłem całe szkło i odstawiłem je z powrotem cicho na stolik, za serwetki w dziwnym odruchu zawstydzenia, mogłem wreszcie się rozejrzeć po sali. Nigdzie nie widziałem mojej niespodziewanej towarzyszki i od razu założyłem, że stoi w tłumie gapiów marnujących tak wspaniały wieczór na pierdoły. Wziąłem do ręki kanapeczkę z dziwnymi, pomarańczowymi kulkami i jedząc ją kęs po kęsie, ruszyłem wzdłuż stołu. Spojrzeniem biegałem po twarzach, ale nie widziałem znajomych; a jeśli już, to nie te, które chciałbym zobaczyć. Avenity nie wróciła, choć odruchowo szukałem właśnie jej. Teraz, kiedy czułem się już lepiej, byłem święcie przekonany, że skoro ja, to cały świat również.
        Szedłem dalej, wciąż rozglądając się za kimś, zupełnie nie mając pojęcia za kim i po co. Może z tyłu głowy coś się tłukło, ale nie miało szans wydostać się na powierzchnię w moim obecnym stanie. Minęło kilkanaście minut i zrobiłem spory obchód ogrodu, kiedy wreszcie mój wzrok wyłapał profil twarzy Lariny, na krótki ułamek sekundy, bo akurat się odwróciła od nieznanego mi mężczyzny i odeszła z błyszczącymi oczyma, nie zwróciwszy na mnie uwagi. Uśmiech stał się szerszy; teraz już miałem cel, interesujący w swojej naturze.
        Byłem szczęśliwy aż do momentu, w którym zauważyłem do kogo wróciła. Zamarłem w połowie kroku, marszcząc brwi i czując, jak moje dotąd jasnoniebieskie niebo zasnuwają ciemne chmury. Zajęci sobą z tym samym bezimiennym mężczyzną i czymś, co trzymali w dłoniach, nie mogli zwrócić na mnie uwagi. Prawie wycofałem się z obrzydliwym smakiem żółci na języku, ale wtedy mężczyzna powiedział coś i odszedł w głąb ogrodu, w kierunku wyjścia. Albo mi się tylko wydawało? W każdym razie, nie zamierzałem tracić ani minuty więcej. Byłem pewny siebie, bardziej niż zwykle i szczęśliwy, a to ciepło z żołądka promieniowało na całe ciało, przyjemnie stępiając zmysły.
        — Mówisz jeden taniec, a znikasz na pół wieczoru i znajduję cię z jeszcze innym mężczyzną — powiedziałem miękko, zrównując się z Lariną, która oglądała się najwidoczniej za bezimiennym i mogła nie zwrócić na mnie uwagi. — Zaczynam być zazdrosny, a co interesujące, zazdrość to całkiem nowe uczucie w moim krótkim istnieniu. Ciekawe, co tam jeszcze dla mnie chowasz, Larino — powiedziałem z tajemniczym uśmiechem.
        Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że to nie jest prawdą. Czułem to już wcześniej; ten oczywisty fakt dotarł do mnie dopiero teraz i w prosty sposób łączył się z osobą Avenity. Ale odegnałem to gdzieś w głąb umysłu, bez większych trudności zepchnąłem w najdalszy kąt. Znów skupiłem spojrzenie na Larinie, która oczywiście wcale się nie zmieniła przez ten nie tak długi czas, kiedy się nie widzieliśmy.
        — Nie pozwól mi być takim zaborczym. Co to jest? — zapytałem, sprawnie zmieniając temat i zerkając na rzeczy w jej dłoniach. Nazwy tych przedmiotów pojawiły się w mojej głowie z opóźnieniem, pewnie spowodowanym tym moim niesamowitym zadowoleniem po ponczu.

Ostatnio zmieniony przez Valeriane (23-03-2018 o 16h56)


https://zapodaj.net/images/af821556f05b1.gif https://i.imgur.com/0NONn92.gif

Offline

#257 23-03-2018 o 17h30

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 569

....................................................................https://images82.fotosik.pl/985/a2e9766107abed20gen.png


     Kiedy tak mówiłam, nie zauważyłam, że coś się zmieniło na jego twarzy. Może coś miało miejsce podczas mojej nieobecności. Wydawał się inny i zaraz wyjaśnił mi, że chciałby pójść odpocząć. Oczywiście zapytałam, czy go odprowadzić, ale odmówił. Zmartwiłam się, obracając głowę, aby odprowadzić go wzrokiem. Opuściłam ręce wzdłuż ciała, gotowa mimo wszystko ruszyć z miejsca i sprawdzić, czy ciemnowłosy dotarł do swojego pokoju, czy w ogóle tam się kierował. Gdyby coś mu się stało, najpewniej czułabym się winna. Poza tym nasza krótka komitywa wystarczała mi, abym się o niego martwiła. Tak, czy inaczej nim podjęłam jakiekolwiek ruchy dotarł do mnie niespodziewany głos. Drgnęłam podskakując lekko z przerażenia. Nie zauważyłam, że Alex o mnie podszedł, w zasadzie wyrósł znikąd i moje serce waliło jak młotem, kiedy dotarło do mnie, że stoi obok. Złapałam się za nie odruchowo i pokiwałam głową na boki.
       - Przestraszyłeś mnie - zauważyłam, uspokajając się od razu, po przeżytym szoku. No i tak oto jasnowłosy znów stał przy mnie. W pewnym sensie miło było mi z myślą, że nie było jeszcze na tym balu sytuacji, w której byłabym sama. To tak wiele ułatwiało i pozwalało się czuć pewnie. Z drugiej strony słowa mężczyzny przypomniały mi, że to on zniknął jako pierwszy z mojego pola widzenia. Może wypadało się zdenerwować? Nie wiem, bo nie potrafiłam mimo wszystko tego zrobić. Mimo to prychnęłam cicho, nieco teatralnie, uniosłam wyżej podbródek, który z jego perspektywy i tak musiał być wyjątkowo nisko.
       Nie wiem co to było za uczucie. Niby jego słowa można było uznać za wyraz pretensji, a jednak połechtały one moje ego w przyjemny sposób. Zawstydziły mnie lekko, ale coś kazało tego po sobie nie pokazywać. Czy to znów była nasza gra, do której tak łatwo było mi powrócić? Bez żadnych przeszkód odnajdywałam się w niej nawet po długiej przerwie. Teraz jednak, nim sama zabrałam głos, on ponownie się odezwał. Jeszcze bardziej mnie zawstydzając, ale ostatecznie skupił się na tym, co trzymam, a to pozwoliło mi powrócić na ziemię. Znów pomyślałam o bezimiennym i uśmiech mi oklapł, gdy ponownie zerknęłam w stronę drzwi, jakbym miałam tam zobaczyć leżącego mężczyznę. Nie powinnam zakładać najgorszego, bo popadnę w jakąś paranoję. Alex wydawał się być w świetnym humorze, takim lekkim, nic tylko wyciągnąć ramiona i się tej lekkości uczepić.
       - Papieros i zapalniczka - odruchowo rozłożyłam dłonie, na każdej mając po jednym wspomnianym przedmiocie. Przechyliłam lekko głowę do boku, nie miałam kieszeni. - Papieros należy do tego mężczyzny, z którym rozmawiałam... chociaż chyba w połowie też do mnie. Nieco zamieszałam i teraz jest już chyba naszym wspólnym - zmarszczyłam lekko nosek, a potem zerknęłam na drugi przedmiot. - Zapalniczka jest moja... podobno. Dostałam ją od swojego lekarza. Chciałam zapytać, czy nie łamie jakiś zasad dając mi coś z mojej przeszłości, ale uznałam, że to może poczekać - wypaplałam, jakoś tak siłą rzeczy wyrzucając z siebie te słowa. Nie myślałam o konsekwencjach. Zaraz natomiast uniosłam wzrok na jego marynarkę i jakby odruchowo odsunęłam jej klapę, od którą chowała się kieszeń wewnętrzna. - Mógłbyś to dla mnie przechować? - zapytałam, chociaż nie czekając na jego odpowiedź, po prostu wsunęłam dwa przedmioty do kieszeni. Gdy to do mnie dotarło kolejny raz nadgryzłam wargę. Może było coś ze mną nie tak pod tym względem? Uśmiechnęłam się niepewnie. - W końcu jesteś moim partnerem, musisz o mnie dbać - mruknęłam, spoglądając mu wyzywająco w oczy.
       Teraz był ten moment, kiedy na spokojnie mogłam podejść do jego własnych słów. Aktualnie pozytywna energia, jaką roztaczał pozwalała mi zapomnieć o rozmowie z Zoe. Już nie byłam szczególnie rozdrażniona. Jedynie te obawy o bezimiennego, ale obiecałam sobie, że jeśli już dzisiaj go nie zobaczę, to następnego dnia na pewno sprawdzę co się z nim dzieje. Tak, to będzie rozsądne. Póki co jednak kultura wymaga by skupić się na rozmówcy, bo ja już tego dnia poczułam gorzki smak związany z uczuciem bycia ignorowaną.
       - A jeśli lubię tą zaborczość? - moje pytanie zawisło w powietrzu, a ja specjalnie uczyniłam po nim dłuższą pauzę, nie pozwalając sobie na to, by moje spojrzenie zelżało w jakimkolwiek stopniu. Rozchyliłam lekko wargi, splotłam dłonie pod biustem. - Poza tym jesteś hipokrytą, mój drogi. W ramiona pierwszego mężczyzny praktycznie sam mnie oddałeś, a raczej nie wyrażałeś sprzeciwu, a gdy po wszystkim chciałam do ciebie wrócić, sam już znalazłeś sobie inne towarzystwo - cmoknęłam, siłą rzeczy przypominając sobie widok blondyna z tamtą kobietą, Avenity. Zaraz jednak uśmiechnęłam się, by wiedział, że to nic złego. Zła na niego na pewno nie byłam, bo przecież nie miałam powodu. To jak go nazwałam było oczywiście żartem, a fakt, że istotnie poczułam się... porzucona, zostawiłam samej sobie. Było to bowiem głupie i wstydziłam się tego przed samą sobą.
       - Jeśli zaś chodzi o to, co jeszcze chowam... - zaczęłam, a w moich oczach zabłysnęło coś bliżej nie określonego. Jakoś tak przekrzywiłam głowę do boku, paznokciami wolnej już dłoni delikatnie przejeżdżając po swojej szyi. Bezwiednie. Lubiłam słyszeć swoje imię. Dotarło to do mnie teraz, gdy je wypowiedział i potwierdziło słowa, jakie wypowiedziałam wcześniej do Zoe. - Będziesz musiał się postarać, aby się przekonać, Alexie - zakończyłam, w chwili, w której koło nas w końcu znalazł się jakiś kelner z winem. Uchwyciłam kieliszek, tym razem z czerwonym, bo innego na tacy nie było. Nieistotne. Napiłam się szybko, dochodząc do wniosku, że pewna siebie wypowiedź, która przed chwilą opuściła moje usta jednak mnie nieco speszyła, ale t dotarło do mnie dopiero po chwili i teraz wolałam skryć twarz za pękatą, szklaną lampką, przełykając pospiesznie krwistą ciecz.

Ostatnio zmieniony przez Deny (23-03-2018 o 17h32)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#258 23-03-2018 o 19h25

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 3 448

____________________________https://i.imgur.com/qotqziH.png
        Bliskość.
        Analizowałaś ją dotykiem swej dłoni, która cały czas spoczywała na plecach Alexandra. Mierzyłaś jej wielkość, w myślach wyliczając wszystkie te sekundy, gdy mężczyzna znajdował się tuż obok. Skoncentrowałaś się na dokładnym zapamiętaniu tej chwili, zresztą, już kolejnej z wielu – po ogrodzie, fontannie, basenie, kinie. Pomyślałaś, że gdyby ktoś kiedyś zechciał usunąć ci pamięć, to nade wszystko nie chciałabyś, aby pozbawił cię tych wspomnień… och, o ironio.
         Opuszkami palców rejestrowałaś dobiegające od niego ciepło, odczuwalne nawet mimo pokrywającej jego ciało marynarki. Zdawało się promieniować w twoim kierunku. Uświadomiłaś sobie, że łaknęłaś go bardziej niż kiedykolwiek. Było przyjemne. Było przyjemne, bo było prawdziwe.
        Dlatego też pochłaniałaś je powoli i stopniowo. Zupełnie tak, jakbyś je sobie dawkowała – w obawie, że za chwilę gdzieś zniknie, rozpłynie się wraz z całą osobą Alexa. Nagle zastanowiłaś się, ile w tym wszystkim było samej chęci pomocy mężczyźnie, a ile twego czystego egoizmu i chęci zaspokojenia własnych potrzeb. Pragnęłaś go jako osoby, jako kogoś, dzięki komu sama mogłaś czuć się jak pełnoprawny człowiek – świadomość tego uderzyła w ciebie tak nagle, że w pewnej chwili aż drgnęłaś lekko, dając temu przeklętemu uczuciu jakieś ujście.
         Wszystkie głosy, dźwięk muzyki, rozmowy, śmiechy, pytania kierowane do Aculi – wszystko przestało mieć znaczenie. Zniknęło, jak postrzeganie każdego innego zmysłu, w którego posiadaniu się znajdowałaś. Każdego - oprócz dotyku.
        Bo wciąż go czułaś. Czułaś palcami jego lekko zarysowany bark i kręgosłup, gdy garbił się nieco, próbując usiedzieć w miejscu. Czułaś śliski materiał jego stroju wyjściowego. Czułaś, że jako osoba jest ciepły, żywy, obecny tu i teraz – i to cię uspokoiło. Był tutaj. Był tutaj cały czas. Nie chciałaś burzyć tej bliskości. Nie chciałaś utracić czegoś, o co nieustannie zabiegałaś od początku swojego nowego istnienia.
         Przyglądanie się wszystkim tym obcym twarzom było tylko pozorne. Kątem oka cały czas obserwowałaś sylwetkę mężczyzny. Czy to możliwe, że faktycznie był ci potrzebny tylko do tego, abyś nie czuła się tak samotna i zagubiona...?
         W sumie to… narzuciłaś mu to. Nie pytałaś go o zdanie, po prostu w********** się w jego życie bez pytania. A może on wcale nie potrzebował tej bliskości w taki sam sposób, co ty? Może zdecydowanie bardziej wolałby teraz znaleźć się sam, albo… z kimś innym?
         Odwróciłaś wzrok od tłumu i spojrzałaś prosto na twarz Halla. Coś zakuło cię od środka, kolejny raz tego wieczoru. Milczał. Dlatego też postanowiłaś milczeć razem z nim.
        Nagle poczułaś, jak twoje serce znacząco przyspieszyło swoje tempo. W pierwszej chwili starałaś się to zignorować, stwierdzając, iż zapewne wynika to po prostu z nerwów; szybko jednak okazało się, że kołatanie nie ustępuje, a wręcz przeciwnie – nasila się. Cofnęłaś dłoń, która dotychczas spoczywała na plecach mężczyzny, a aktualnie lekko drgała, lecz zdawałaś się tego nawet nie zauważyć. Przeprosiłaś swego towarzysza cicho, po czym prędko wstałaś i ruszyłaś w stronę wyjścia.
        Pewnie łatwiej byłoby po prostu poprosić o pomoc kogoś z personelu. Nie chciałaś jednak wywoływać zbędnego szumu wokół siebie. Nagle, o wiele mocniej niż kiedykolwiek, zapragnęłaś być sama.
        Do swojego pokoju dotarłaś w najszybszy możliwy sposób. Weszłaś do środka i przystanęłaś w miejscu, opierając dłoń na klatce piersiowej. Zaczęłaś głęboko oddychać, tym sposobem próbując nieco uspokoić nagły atak.
        Pomogło. Po upływie paru chwil, ale ostatecznie pomogło.
        Odetchnęłaś cicho i na chwilę schowałaś twarz w dłoniach. Dopiero wówczas dotarło do ciebie, jak bardzo się spociłaś – poszczególne kosmyki włosów przykleiły się do twojej wilgotnej skóry, nadając ci zdecydowanie niezbyt zdrowy wygląd. Automatycznie pokręciłaś głową z zażenowaniem. Już chwilę później znajdowałaś się pod prysznicem. Sukienkę rzuciłaś gdzieś w kąt, nieszczególnie zaprzątając sobie nią głowę.
        Leżąc w łóżku, otuliłaś się szczelnie kołdrą i przekręciłaś na lewy bok. Twoim oczom ukazało się własne przedramię i zarysowany na nim niebieski ptak.
        Na twych ustach zarysował się delikatny uśmiech. W pierwszej kolejności widziałaś to małe, niepozorne zwierzę, nie bliznę.
        Po czymkolwiek ona była, to już nie miało znaczenia.

Offline

#259 24-03-2018 o 12h11

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 622

____________https://zapodaj.net/images/0a9197d31ce21.png

        Kolejna kobieta tego wieczoru, która prawie dostała przeze mnie zawału. Czy jestem aż tak straszny, czy jednak nie powinienem podchodzić do ludzi tak cicho, niespodziewanie i od tyłu? Ciekawe, czy moich kroków naprawdę nie było słychać i skąd się brała ta moja ostrożność oraz skradanie się w takich sytuacjach. Muszę przemyśleć swoje zachowanie, ale to później, kiedy alkohol już wyparuje, a ja zacznę logicznie myśleć – choć czy to kiedykolwiek nastąpi?
        Nie przeprosiłem jednak, doskonale pamiętając, że to jej domena. Uniosłem tylko delikatnie obie brwi, wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się lekko w ramach przeprosin. Uśmiech Lariny przygasł, gdy zwróciłem uwagę na przedmioty w jej dłoniach, choć wcześniej wyglądała na nieporuszoną moimi słowami, jak dla mnie całkiem śmiałymi nawet jak na zwykły żart. Bo tym były, prawda? Dlaczego miałbym odczuwać zazdrość względem obcej kobiety i nawet bardziej obcego mężczyzny, którego nie znałem nawet z imienia? I dlaczego to coś trawiłoby mnie od środka w dość nieprzyjemny, ale z pewnej perspektywy przyjemny sposób?
        No właśnie, zupełnie bez sensu.
        — Jasne, że papieros i zapalniczka — potwierdziłem, ale nie zdążyłem nic dodać, bo Larina zbliżyła się do mnie i zaczęła majstrować przy marynarce. Wstrzymałem oddech i przez moment zezowałem w dół, na jej dłonie umieszczające obie te rzeczy w wewnętrznej kieszeni, po czym przygładzaj materiał do ciała i znów się odsuwają. — Oczywiście — odpowiedziałem cicho na zapewnienie, ze powinienem o nią dbać, choć słowa chyba nie były konieczne, kiedy nasze spojrzenia skrzyżowały się na krótką chwilę.
        Znów staliśmy w bezpiecznej odległości od siebie, normalnie jak wszyscy dookoła i przez moment wisiała między nami cisza, której nie określiłbym mianem uciążliwej. Po prostu założyłem, że nie odpowie już na moją zaczepkę i żart. Nagle poczułem, że dłonie mam jakieś takie puste i pożałowałem, że nie wziąłem szklanki z ponczem ze sobą – dawałaby mi jakieś oparcie, mógłbym się zapatrzeć w taflę cieczy, a tak musiałem gapić się przed siebie, bez celu biegać spojrzeniem po jakichś obiektach albo roślinach w ogrodzie. Do momentu, aż Larina jednak się odezwała. Wtedy ponownie na nią spojrzałem, a ona już na to czekała, gotowa, z tym wyzywającym błyskiem w oczach i całym ciałem dając sygnał, że jest gotowa do walki.
        Zaśmiałem się, szczerym, dość głośnym śmiechem, nie mogąc powstrzymać tego odruchu na dźwięk jej słów. A więc o to chodziło. O Avenity? Było to interesujące odkrycie, ale zaraz odrobinę przerażające... Wchodziliśmy na teren, na którym nie czułem się pewnie i chyba nie chciałem się w to zagłębiać, a przynajmniej nie tu i teraz, kiedy Larina patrzyła na mnie w ten sposób, z lekko uchylonymi, karminowymi wargami. Z resztą oboje mogliśmy coś sobie wytknąć więc zakładam, że gra trwała dalej. Chociaż byłem lekko oszołomiony alkoholem i chyba zapomniałem już, na czym ona polegała – a może od początku nie miałem pojęcia, na co się piszę.
        — Hipokryzja, zaborczość, zazdrość... Same negatywne cechy we mnie wyzwalasz. Co jednak mogę na to poradzić? Walczę z tym, oddaję cię komuś innemu bo boję się jak zostanie odebrane przytrzymywanie cię przy sobie, poza tym jesteśmy eksperymentami nawet nie tylko ze względu na zabieg. W końcu jesteś moją pierwszą partnerką na pierwszym w życiu balu. Wybacz, jeśli zachowuję się nieodpowiednio — odpowiedziałem, lekko przy tym mrużąc oczy, ale nie przerywając kontaktu wzrokowego. — A poncz sprawia dodatkowo, że filozofuję chociaż kompletnie się na tym nie znam — dodałem, ty razem bardziej żartobliwie i nawet uśmiechnąłem się przy tym szerzej.
        Zerknąłem na kelnera przechodzącego obok, ale nie wziąłem lampki z winem, choć ledwie kilka minut temu plułem sobie w brodę, że nie mam szkła w dłoni. Może przez to, że zacząłem mówić za dużo i za szybko, a słowa Lariny działały na mnie w niespodziewany dla mnie sposób. Czy to był flirt czy tylko gra? Im mniej bezpiecznie się robiło, im mniej byliśmy na stabilnym, grzecznym gruncie, tym bardziej mi się to podobało. W tej chwili przypomniało mi się, że od początku, od chwili obudzenia lubiłem ryzykować – to przechylenie się na krześle, niemal kąpiel w fontannie, skok do basenu na główkę od razu na głęboką wodę choć nie byłem pewien czy umiem pływać... Coś we mnie było, co ciągnęło mnie do niebezpieczeństwa.
        Ta myśl mnie na chwilę zafrapowała; była tak trzeźwa w moim pijanym umyśle.
        Nachyliłem się nad nią lekko w nagłym impulsie, nie za wiele o tym myśląc. Z trudem utrzymałem dłonie przy sobie, choć korciło mnie, aby złapać jej podbródek, zrobić coś... coś, co będzie zdecydowanie bardziej niebezpieczne.
        — Uwierz, że będę się starał... Rino — odpowiedziałem cicho, ostatnie słowo dodając chwilę później i smakując go na języku. Wyprostowałem się jakby nigdy nic, ale oczy wciąż mi błyszczały. — Tu nad naszymi głowami jest ciekawy mostek. Wejdziemy? — zapytałem, jakby nic się właśnie nie wydarzyło.


https://zapodaj.net/images/af821556f05b1.gif https://i.imgur.com/0NONn92.gif

Offline

#260 24-03-2018 o 13h49

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 569

....................................................................https://images82.fotosik.pl/985/a2e9766107abed20gen.png


       Relacje międzyludzkie wciąż odbywały się na zasadzie prób i błędów. Jeśli chodzi o to drugie, to kilka już ich dzisiaj zaliczyłam, ale przynajmniej próbowałam je jak najszybciej naprawiać. Czułam, że się staram... dopasować. Dobrze, nie wyszło mi wszędzie, jedna konfrontacja mnie przerosła, ale tak to naprawdę próbowałam wbić się w preferencje rozmówcy, jednak czy to było dobre? Oddawać klimat rozmowy pod władanie drugiej osoby, udając jednocześnie, że sama nad wszystkim panuję. Teraz doskonale to widziałam. Pewność siebie wymalowana na twarzy, a w głowie ogrom różnych myśli, sprzecznych, kłótliwych, zaprzeczających niekiedy sobie na wzajem. Wino na całe szczęście zmywało z mojej podświadomości jakieś nieporozumienia, a sam Alex od początku naszej jakby nie patrzeć - niedługiej znajomości, całkiem nieźle sobie radził z klarowaniem moich dylematów.
       Odstawiłam lampkę od ust, odchyliłam ją nieco do boku. Wypicie wszystkiego na raz raczej nie było odpowiednie, coś mi tak podpowiadało. Poza tym chciałam, żeby nic nie zasłaniało mojej twarzy, kiedy zaprezentuję mu swoją niezadowoloną minę, w chwili, w której zdecydował się wybuchnąć śmiechem. Niestety ta nie utrzymała się u mnie zbyt długo, ten wybuch mężczyzny był zaraźliwy i po chwili sama prychnęłam, potrząsając lekko głową na boki. Nasza rozmowa była niedorzeczna, udawaliśmy co najmniej starych znajomych, a przecież tak naprawdę nic nas nie łączyło. Zadziwiające było jednak to, że bez jakiegoś wcześniejszego omówienia tej krótkiej relacji, oboje sobie pozwalaliśmy na takie zachowanie. Może tak było łatwiej? A może przyszło to naturalnie? Kolejne pytania, na które miałam nie znaleźć odpowiedzi.
       Kiedy zaczął wymieniać te swoje "mocne strony", które odkryliśmy w nim wspólnie, dobry humor nadal mnie nie opuszczał. Nawet jeśli bezczelnie zostałam oskarżona o bycie powodem dla tych cech.
       Uniosłam na niego spojrzenie pełne teatralnej nonszalancji. W międzyczasie znalazłam jeszcze chwilę na przelanie porcji wina do ust. Następnie uśmiechnęłam się, ale raczej nie było to grzeczne. Podobało mi się, ile odsłon ten mężczyzna pozwalał mi przetestować, oczywiście bardzo niezobowiązująco, bo miałam tutaj wrażenie, że ostatecznie nie obrazi się za jakiś mój błąd i nie zostawi mnie nagle. Wiem, że może było to głupie z mojej strony, może powinnam się bardziej pilnować, w końcu wcześniej byłam taka asekuracyjna, ale ta postawa Alexa miała na mnie zbyt silny wpływ. Czy robił to specjalnie? W ogóle nie interesowała mnie ta kwestia.
       - Jestem więc twoim eksperymentem? - uchwyciłam się tego, nie odwracając od niego spojrzenia. - To chyba ten wymknął się spod kontroli, jak ma taki zły wpływ na swojego stwórcę - rzuciłam lekko, a kąciki moich ust jeszcze bardziej się uniosły. Nie wiedziałam, jak go nazwać, stąd słowo stwórca. Liczyłam, że nie jest zbyt mocne. Swoją drogą było to na swój sposób zabawne, dopiero co myślałam o tym, jak wpływ jasnowłosy ma na mnie, a on po chwili wypominał mi, czego to ja w nim nie wyzwalam. - No i pięknie sobie tłumaczysz własne zachowanie... sam mnie oddajesz, a potem masz pretensje... chyba zależy mieć je do samego siebie, Alexie - pociągnęłam temat dalej. Podobała mi się ta nowa odmiana naszej gry, była bardzo ekscytująca, nie chciałam się z niej wycofywać.
       Zastanawiało mnie też ile ponczu miał w sobie, skoro o nim wspomniał. Musiałam wierzyć intuicji, może nawet logice, bo doświadczenia siłą rzeczy nie miałam. Na moje oko był więc osobą wysoką... cholera, Larino, nic ci nie umknie. W każdym razie na takich wielkich ludzi jedna lampka wina na pewno nie zrobi wrażenia.
       Zamyśliłam się może za bardzo nad tą kwestią, bo nie zauważyłam w której chwili mężczyzna się nade mną pochylił. Otworzyłam szerzej oczy, zapominając o tym, jakim świetnym zawodnikiem w naszej abstrakcyjnej grze jestem. Przełknęłam ślinę, pierwszy raz tak dosadnie czując, że nie wybrałam sobie chyba przeciwnika na miarę własnych możliwości. Nie, żeby to miało mnie zmusić do wycofania się, chociaż jakiś głosik w tyle głowy znów się zerwał i wrzeszczał "uciekaj"! Uspokajałam go pospiesznie, Alex to nie taki typ mężczyzny... jaki? Dziwna myśl, która mnie zaskoczyła. Odgoniłam ją, coś dziwnego zadziało się w mojej głowie, a jeśli nie umiałam tego zrozumieć, to teraz nie mogło być istotne.
       Pokiwałam powolutku głową, jakby dając mu do zrozumienia, że przyjmuję jego słowa do wiadomości.
       - Wierzę... - dodałam jeszcze, niezbyt głośno, ale bez wątpienia to usłyszał. Byłam skołowana, a on? On sobie skakał z jednej emocji do drugiej. Jak to robił? Czy ja tak potrafię? Nie chciałam zostać w tyle, nie chciałam czegoś przegrać. Na jego propozycję jedynie pokiwałam głową, żeby wiedział, że się zgadzam. Odnaleźliśmy schodki, ja weszłam pierwsza, a kiedy szpilka poleciała mi w dół przez kratkę pisnęłam głośno i niekontrolowanie. Aż kilka osób się obejrzało w moją stronę. Opuściłam głowę z zażenowaniem.
       - Będę się wspinać na paluszkach - poinformowałam mężczyznę o swoich planach, żeby przynajmniej wiedział, że nie planuję się tutaj zabić, czy uszkodzić. Faktycznie reszta wspinaczki poszła łatwiej i zaraz staliśmy oboje na mostku, ponad głowami innych. Zamrugałam zadowolona, dach sam w sobie był wysoki, ale w tym miejscu było coś magicznego. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, jaki cisnął mi się na usta. Mało tego, na moment zapomniałam, że nie jestem sama, zrobiłam pierwsze kroki, dłonią sunąc po poręczy, smakując chwilę, a potem odwróciłam się w końcu do niego, gdy dotarło do mnie, że się za bardzo zapomniałam. - Wybacz mi, rozkojarzyłam się nieco - poczułam, że lekko się rumienię, ale poczekałam już w miejscu, do chwili, w której jasnowłosy pokonał dzielący nas dystans.
       - Więc jednak będziemy się przyjaźnić? - zapytałam nagle. Chyba nie zrozumiał, więc znów się speszyłam. Z pewności siebie w zawstydzenie. A może w drugą stronę też to zadziała? Stanęłam więc prosto, oparłam się plecami o barierkę, a za moment po dwóch stronach mojego ciała oparłam też na niej zgięte łokcie. Głowę uniosłam, odnalazłam chłodne oczy i zamrugałam jeszcze chwilę przeciągając ciszę. - Na początku, powiedziałam, że nazywam się Larina, ale dla przyjaciół Rina. Wychodzi na to, że jednak chcesz się ze mną przyjaźnić, chyba, że się mylę... - powiedziałam zagadkowo, chociaż coś mnie tam w głowie zakuło, że równie dobrze może teraz powiedzieć, że nie chce i wówczas cała moja maska rozbije się o ziemię, jak wcześniej zrobił to kieliszek Zoe. Nie będę ukrywać, że ta wizja nie była szczególnie przyjemna.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#261 25-03-2018 o 14h51

Straż Cienia
Aryla
Akolita Jednorożców
Aryla
...
Wiadomości: 420

------------------------------Link do zewnętrznego obrazka
     Zacisnęła zęby, a następnie palce na krawędzi stołu. Udawała niewzruszoną, choć w środku gotowała się ze złości i bezsilności, jak wtedy - zaraz po przebudzeniu. Zdradzały ją jedynie oczy, które ze spokojnego błękitu przeszły w chłodną stal. Postać Aculi wzbudzała w niej tyle negatywnych emocji, ale i on nie starał się, by było inaczej. Dopiła wcześniej odstawiony na bok poncz i tym razem uzupełniła kieliszek winem. Piła oba trunki na zmianę, ale zdecydowanie za szybko, czego efekty zdążyła odczuć.
     Obejrzała się na Adama, gdy zamykał usta. Prawdopodobnie pytał o coś, bo wbił w nią zaniepokojone spojrzenie, czekając na odpowiedź.
     Nie, nie. Wszystko jest w porządku — machinalnie powtórzyła słowa, którymi przed chwilą poczęstowała Aculę. Chociaż z uwagi na kontekst, mogły być kompletnie nietrafione.
     Spojrzała na czerwony płyn w kieliszku, przez który szumiało jej w głowie. Ciężko przychodziło jej skupienie myśli, co nie przeszkadzało w tym, aby jednym haustem wypić połowę. Potrzebowała spokoju i wyciszenia, a tymczasem ciągle działo się coś, co budziło w niej niepokój oraz przypominało o tym, jak na niewiele spraw ma wpływ. Otuchy dodawał fakt, że nie mierzyła się z tym sama. Naprzeciw niej stał chłopak, który już raz posłużył jej za pomocną dłoń i sam zaczął zauważać to, co ona. Czy to ich w jakiś sposób łączyło?
     Zmierzyła Adama uważnym spojrzeniem, gdy wyszedł z propozycją udania się w bardziej ustronne miejsce. Wydawać by się mogło, że czyta w jej myślach. Ich główna, pokazowa rola na balu właśnie sie zakończyła. Z uwagi na to, że reszta pacjentów wmieszała się w tłum, również i ta z integracją nie doszła do skutku.
     To najlepszy plan jaki usłyszałam tego wieczoru, chodźmy.
     Zanim dołączyła do blondyna, dokończyła wino i zabrała małą kiść winogron z półmiska z owocami. Czuła, że głowę ma znacznie cięższą, a świat wokół zwolnił.
     Zrównała krok z Adamem, zastanawiając się, gdzie ją zaprowadzi. Nie znała żadnego miejsca w ogrodzie, więc zdała się na niego. Z każdym krokiem, zagęszczenie roślinności wokół nich wzrastało, co nieco zbiło ją z tropu. Chciał ją zabrać w sam środek jakiś chaszczy? Ale po co? Zatrzymała się instynktownie, gdy chłopak odwrócił się do niej, dając znać, że dotarli do celu. Wyjrzała za jego ramię, gdzie wśród zieleni zostały ukryte schody, prowadzące na antresolę. Swego rodzaju punkt widokowy na całe wydarzenie. Uniosła do góry brwi, zaskoczona w ile obiektów zaopatrzony był dach budynku.
     Pójdę pierwsza, przestałam ufać swojemu zmysłowi równowagi — stwierdziła rozbawiona.
     Przytrzymała się mocno poręczy, pokonując kolejno każdy stopień metalowej konstrukcji. Gdy dotarła na szczyt schodów okazało się, że antresola wcale nie była takim odosobnionym punktem.
     Jednak nie będziemy tu sami — poinformowała Adama.
     Ruszyła w stronę Alexa i jego zadowolonej towarzyszki, która opierała się o barierkę.
     Miałam rację, że jeszcze będziemy mieli okazję porozmawiać — uśmiechnęła się. Jestem Lily — przywitała się z blondynką, zapominając o incydencie z podeptaniem sukienki. To twój pierwszy dzień?
     Pomyśleć, że wcześniej wzięła ją za panią z personelu. Nic dziwnego, skoro zachowywała się tak naturalnie, jak na osobę w swoim położeniu.
     Odwróciła się w stronę sali, czując narastającą senność. Oderwała dwa winogrona od reszty, smakując słodkiego miąższu. Lekarze bawili się w najlepsze, tańcząc do upadłego. Starała się wyhaczyć kogoś znajomego, ale było to trudniejsze, niż się spodziewała - nawet patrząc na wszystko z góry. Ziewnęła przeciągle, zasłaniając usta dłonią. Impreza Carter zmierzała ku końcowi.
     Spojrzała na Adama, który zdawał się intensywnie o czymś myśleć. Konfrontacja z Aculą najwidoczniej wywarła na nim silne wrażenie. Szturchnęła go delikatnie w ramię, aby zwrócić jego uwagę, po czym uśmiechnęła się, aby podnieść go na duchu. Choć sama wzgardziłaby takim uśmiechem na jego miejscu.
     Jestem zmęczona, pójdę już chyba się położyć. Dziękuję, że mnie tu zabrałeś — powiedziała cicho, żegnając się. Widzimy się jutro — rzuciła reszcie.
     Zeszła ostrożnie, patrząc pod nogi, które plątały jej się bardziej, niż wcześniej. Udała się bezpośrednio do wyjścia, gdzie kilka osób już czekało na windę. Wsiadła razem z nimi, uznając, że im mniej schodów do pokonania w stanie upojenia, tym lepiej. Wysiadła na dziewiętnastym piętrze, gdzie od razu zdjęła buty, pozwalając odpocząć zmęczonym stopom. Udała się na koniec korytarza i skręciła w prawo, z pewnością nie do swojego pokoju. Weszła do pomieszczenia i rzuciła obcasy niedaleko od drzwi.
     Nie pomyślała o tym, żeby włączyć światło, skoro od razu zauważyła to, na czym jej najbardziej zależało, czyli łóżko. Może wtedy zorientowałaby się, że zabłądziła. Ziewnęła jeszcze raz, sięgając z tyłu dłońmi do zapięcia sukienki. Na trzeźwo miałby zdecydowanie problem, aby wykaraskać się z granatowego materiału, który nie chciał z Lily w ogóle współpracować, a co dopiero teraz, więc odpuściła. Zrezygnowana wypięła spinkę z włosów, mrucząc pod nosem i odłożyła ją na szafkę nocną. Wsunęła się w zimną pościel i przytuliła twarz do poduszki. Zasnęła.

Offline

#262 25-03-2018 o 17h11

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 848

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/353951141060542465/371006641811750934/58e331566ed041c31a9b5496403fcb18.png

     Czekał cierpliwie na odpowiedź, której treści się spodziewał. Po usłyszeniu tego, że wszystko jest w porządku, odwrócił wzrok, starając się ukryć swoją bezsilność tak dobrze, jak ona ukrywała złość. Przygryzł dolną wargę i wbił spojrzenie w daleki punkt na parkiecie, przez co umknęły mu to, jak za jednym razem wypiła pół kieliszka czerwonego wina. Udając, że zupełnie zapomniał o własnej porcji tego trunku, poszli w stronę antresoli, choć Adam na początku tego posunięcia nie wiedział jeszcze, gdzie się kieruje. Zapomniał też o kwestii tego, że przez klimat i piękno tego miejsca, nie mieli prawa zastać tam nikogo.
     Poinformowała go o tym Lily, która ruszyła przodem, podczas gdy on przez chwilę jeszcze utopił wzrok w zieleni wielkich liści, zdobiących wejście na górę. Metalowa konstrukcja nie wydała mu się zbyt bezpiecznym miejscem, choć równocześnie starał się zaufać temu, że nie runie na ziemię, kiedy wejdą na jej szczyt. Pocieszającym faktem było to, że dziewczyna zdążyła się wyluzować, choć zapewne była to zasługa nie żadnego człowieka, a alkoholu. Przynajmniej jej głowy nie zadręczało aż tak dużo niewygodnych myśli.
     Spojrzał na Alexandra i nieznajomą mu jeszcze młodą kobietę, której charakterystyczna suknia i blond włosy już wcześniej, na krótką chwilę, zajęły jego myśli. W tamtej chwili był już pewny, że tak jak oni, również utraciła pamięć. Przypuszczał, że obudziła się tego samego dnia, co Eva i Aurora, lub jeszcze później.
     Uśmiechnął się lekko do jasnowłosej pary.
-Cześć- rzucił krótko, naturalnym i spokojnym tonem. Zaraz po tym, jak Lily przedstawiła się dziewczynie, poszedł w jej ślady i nie przedłużając, wyjawił nowo poznanej swoje imię.
-A ja Adam.
     Następnie wyczekiwał na odpowiedź bladej dziewczyny na pytanie Carter.
-Jak się czujecie?- zapytał następnie, mając na myśli raczej stronę fizyczną, niż psychiczną. W jakiś sposób można było wyczuć to w jego głosie. Zadawanie tego typu pytań nie było dla niego trudne- ze względu na to, że odpowiedzi naprawdę go ciekawiły i chciał je znać. Dzięki nim mógł dowiedzieć się, jak duża jest różnica w ich samopoczuciu. Dalej nawiedzała go myśl, czy on sam kiedyś zasłabnie na korytarzu, poczuje się gorzej z powodu operacji, po której od przebudzenia czuł się dobrze.
     Patrząc dalej na nowych rozmówców, zbliżył się do barierki i oparł o nią łokieć. Larina ciekawiła go, jednak Alexandra dalej gdzieś w głębi siebie obawiał się, niepewny, czego może się po nim spodziewać. Kontynuował jednak swój plan z dnia poprzedniego i podchodził do niego tak, jak do reszty.
     Czując lekkie szturchnięcie, momentalnie spojrzał pytająco na osobę za to odpowiedzialną. Kiedy dziewczyna oznajmiła o swoim zmęczeniu i dała znać o chęci powrotu do pokoju, a następnie podziękowała cicho, poszerzył uśmiech.
-Tym razem już na pewno nikomu nie ma za co dziękować- odparł. –Uważaj na siebie.
     Odprowadził ją wzrokiem, lekko zaniepokojony tym, iż chwiała się na własnych nogach. Przez chwilę nawet zastanowił się, czy nie powinien odprowadzić jej chociaż do windy, ale zaufał jej i wrócił wzrokiem do Lariny oraz Alexandra. Wtedy też pierwszy raz poczuł się niepewnie pod względem potrzeby jego egzystowania w tamtym miejscu. Może ta dwójka wolała wymieniać zdania pomiędzy sobą bez jego udziału?

Ostatnio zmieniony przez Airi (28-05-2018 o 21h16)


https://66.media.tumblr.com/3135e64fad94125973d598073e86060e/tumblr_peswkhioi91u4kolmo1_400.gif https://66.media.tumblr.com/b02db8d9a2da9410243b6c744eae5387/tumblr_peswkhioi91u4kolmo2_400.gif

Online

#263 25-03-2018 o 21h02

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 718

........................................................Link do zewnętrznego obrazka
   Aura jaką dziewczyna roztaczała działała naprawdę uspokajająco. Jakby samą swoją postawą próbowała pokazać, że Zoe nie powinna tak przejmować się rozmową, a skupić na czerpaniu z niej... przyjemności? Tak, chyba właśnie o to chodziło. A przynajmniej Eva wyglądała jakby dla niej, to było w tej czynności najważniejsze. Nie wydawała się niczego osądzać czy krytykować. Próbowała poznać rozmówczynię i jednocześnie coś jej przekazać od siebie.
   Zoe potaknęła na stwierdzenie. Zgadzała się. Choć już poznała imię dziewczyny i tak, usłyszenie go od niej było lepsze. Czy to ze względu na wiarygodność informacji, która pochodziła od samego właściciela imienia, czy tego, że Eva nie oczekiwała nic w zamian. Tylko luźna rozmowa, bez kłamstw, niepewności i podejrzeń. Czy to nie było pierwsze dobre wrażenie, jakie Zoe udało się wywołać na obcej osobie? Zaakceptowała podane jedzenie i na wspomnienie dziewczyny o truskawkach wybrała właśnie tę babeczkę, którą zdobił jeden duży owoc, bez innych posypek i dodatków.
    — Nie zastanawiałam się nad tym, ale... tak. Wydaje mi się, że mogę mu zaufać. Choć dziwnie się czuję z tym, że wie o mnie więcej, niż ja.
   Czy ona właśnie powiedziała komuś jak się czuje? Szczerze i bez żadnego sprzeciwu, choć zwykłe „tak” załatwiłoby sprawę. Jak widać podejście Sanz do rozmowy w znacznym stopniu zależało od rozmówcy. Dziewczyna wydawała się spokojna i pewna siebie, tak beztrosko żonglując tematami. Aż chciało się pójść w jej ślady. Choć stwierdziła, że nie przychodzi jej to z łatwością, nie dało się tego odczuć. Zoe słuchała jej rad odnośnie babeczek i rozmów. Na pewno wydawały się lepsze niż te, otrzymane od jej poprzedniej rozmówczyni. Choć te same słowa nie musiały brzmieć identycznie w ustach innych osób. Samo nastawienie do tego człowieka mogło zmienić nasze postrzeganie tego, co powie.
    — Tak, znam. Jest... dobrym pływakiem. — Dlaczego znów zaczęła się zastanawiać nad odpowiednimi słowami?
   Jak bardzo cieszyła się z tego, że Eva nie analizuje jej słów i nie pcha rozmowy na te tory. Temat za tematem, słowo za słowem, po co zagłębiać się w szczegóły?
    — Jeśli w czymś to pomoże, to ja najpewniej pochodzę z Francji, ale nie sądzę, żeby dotyczyło to większości. Nawet patrząc po akcentach nie spotkałam podobnego do mojego, choć niektórzy wydają się mówić podobnie. — Wcześniej nie interesowała jej ta kwestia, ale Eva miała rację. Dało się wyłapać różnicę w tym jak mówią, choć w tym samym języku. Jak wyglądają, choć wszyscy ubrani elegancko. — „U nas”... Dla mnie to może oznaczać ten budynek. Innego miejsca nie znam, a oprócz własnych pokoi wszystko wydaje się być „naszą”, wspólną przestrzenią.
   Nie omieszkała nie zauważyć nagłej zmiany w zachowaniu dziewczyny. Nagle stała się bardziej nieobecna, jakby się zamyśliła, ale nie do końca o to chodziło. Wstała niespodziewanie i sięgnęła po babeczkę.
    — Tak — powiedziała bez przekonania bardziej skupiona na stanie rozmówczyni, niż przedmiocie jej podziwu. — Wszystko w porządku? Może zawo...
   Już miała spytać czy powinna zawołać lekarza, jednak nagły upadek Evy nie pozostawił jej wątpliwości. Wstała popychając przy tym stolik, który zachwiał się lecz na szczęście nie upadł. Wyciągnęła dłoń w kierunku lecącej na ziemie dziewczyny, lecz nie sięgała na tyle, by choć dotknąć jej opuszkiem palca. Już zdążyła się odwrócić i otworzyć usta, aby zawołać pomoc, gdy zorientowała się, że John i najpewniej lekarz Evy już się do nich zbliżają. Jakby wcześniej cały czas obserwowali ich rozmowę, by w razie właśnie takiego wypadku wkroczyć do akcji.
    — Spokojnie, zajmiemy się nią — uspokoił dr Wright, przelotnie kładąc rękę na ramieniu Zoe.
   Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że zdążyła kucnąć przy ciele dziewczyny z lekko rozchylonymi ustami i ciężko oddychając próbowała zapanować nad drżeniem dłoni. Przelotnie w jej umyśle pojawił się obraz leżącego na ziemi Nathana. „Skutki uboczne” zaświtało w jej głowie.
   Lekarze zajęli się Evą prosząc gromadzących się ludzi o rozejście. Nie był to zwykły tłum, a zbiór lekarzy, którym nie trzeba było dwa razy powtarzać, co jest dobre dla pacjenta, więc po pierwszym napadzie ciekawości odpuścili, wracając do swoich zajęć. Zoe też powiedziano, by się oddaliła. Chciała zostać. Znów poczuła dziwny niepokój związany z inną osobą, choć wydawałoby się, powinna przejmować się tylko sobą. Zdecydowanie tak nie było. Wystarczył drobny dobry gest, jak pomoc po wypadku na schodach, topieniu się, pocieszanie, czy choćby miła rozmowa od obcej osoby i nagle jej los przestawał być obojętny.
    — Obiecuję, że będę Cię na bieżąco informował o jej stanie, ale teraz musisz się oddalić — powiedział cicho, acz stanowczo Wright i wrócił do nieprzytomnej dziewczyny.
   Zoe została sama. Z kołaczącym sercem i roztrzęsionym umysłem. Odeszła od miejsca wypadku, ale nie za daleko. Zaledwie trzy stoliki dalej. Tam właśnie trafiła na coś, do czego miała się już tego wieczora nie zbliżać. W tym momencie nie specjalnie się tym przejęła i odruchowo, drżącą jeszcze ręką chwyciła za kieliszek. Jaki smak napój będzie miał tym razem? To nie było ważne, obchodziło ją tylko jego działanie. Znów słodycz połączona z lekkim pieczeniem przeszła przez jej gardło. Dużo słodyczy.
   Była roztrzęsiona. Nie patrzyła na to ile pije. Ale z każdym łykiem czuła się inaczej. Jej napięta twarz się rozluźniła, a pole widzenia zwężało. Przestała wszystko obserwować i analizować. Nadal była wstrząśnięta tym, co się stało. Czuła, że wszystko było "skutkiem ubocznym" eksperymentu i przytłaczało ją to. A jednocześnie alkohol lekko rozmywał to uczucie. Jakby nadal spadała w otchłań, ale teraz w zwolnionym tempie. Chłód i drżenie zastąpiło gorąco. Miała wypieki na twarzy i lekko mętne spojrzenie.
   Jednocześnie oddalona i bliska rzeczywistości. Czuła to, co przed chwilą rozegrało się na jej oczach, lecz jednocześnie w tym momencie wydawało się to dalekie. Dalekie, ale wciąż to czuła. Nie wiedziała co ma teraz zrobić. Musiała się oddalić od tego stolika, bo czuła, że alkohol coraz gorzej na nią działa. Na początku było przyjemnie, teraz coś wydawało się nie tak. Za mało myślała. Wtedy jej się to podobało, ale teraz odeszła większość myśli. Oprócz tych, których naprawdę chciała się pozbyć. Nie wiedziała co ma zrobić. Chciała, by ktoś po prostu jej powiedział. Tylko do kogo mogła się zwrócić?  John właśnie zniknął razem z Evą i jej doktorem. Kto? Zaczęła wędrować między ludźmi poszukując pierwszej osoby, przed którą z własnej woli odsłoniła swoją słabszą stronę. Jednak nie mogła go znaleźć.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#264 27-03-2018 o 23h25

Straż Cienia
Lashanti
Szeregowiec
Lashanti
...
Wiadomości: 135

http://i68.tinypic.com/6rqbk1.jpg

  Narastający ból głowy sprawiał, że wszelkie negatywne uczucia tylko niepotrzebnie narastały. Chociaż było to sprzeczne z moimi wcześniejszymi postanowieniami sięgnąłem po jeden kieliszek słodkiego wina, a później już więcej nie liczyłem. Świat nagle zaczął być sympatyczniejszy! Kto dba o podejrzane umowy?! Kto dba o tego obrażającego moją inteligencję wampira energetycznego, Draculę? Kiedy ich aktualnie wyrzucisz ze swych myśli świat jest od razu lepszy.
  Miałem wrażenie, że o kimś kompletnie zapomniałem, lecz co się dziwić skoro jakieś trzy dni temu straciłem pamięć? To kompletnie normalne. Gdzieś w tam dali ujrzałem chwiejącą się Gwiazdę Sprzeczności. Skoro tak się bujała powinna wsiąść na ogrodową huśtawkę! O ile jakaś tu istniała. Ogród bez huśtawki? Kpina. Pomijając chęć bujania to zwróciłem na nią tylko uwagę, ponieważ wyglądała gorzej ode mnie. A szczerze mówiąc wiedziałem, iż w dobrym stanie nie jestem. Jednak czy zaszkodzi mi zapytać czemu nasze życie jest nieodgadnioną zagadką? Wcale.
  Także bez większego namysłu podjechałem wózkiem do kobiety zombie. Zaczynałem trochę żałować tego co zrobiłem, lecz jak szaleć to na całego.
  - Hej, gwiazdo sprzeczności! Zoe, towarzyszko grabarza drzew. Słyszysz mnie, widzisz mnie?!  Czy coś się stało? Wyglądasz jakbyś miała huśtawkę emocjonalną. O, już wiem. Zgarnijmy Adama, bo on jest dobrym terapeutom. Szkoda, że nie ma własnej licencji byłby dobrym lekarzem. Chodź ze mną go poszukać! Nie uznaję żadnych sprzeciwów idziesz ze mną. Ty też potrzebujesz terapeuty, a Adam wygląda na typa, który skorzystałby z okazji leczenia traum u dam - walnąłem długim monologiem w stronę osoby, która nie miała ze mną najlepszych kontaktów. Nie czekając, aż kobieta mi cokolwiek odpowie po prostu rzuciłem coś w stylu "czas na zabawę w chowanego".  Chwyciłem ją przy tym na początku za rękę, choć było trudniej prowadzić wózek. Wezwałem też jakiegoś przechodnia do pomocy, a on łaskawie zdradził nam kryjówkę Adama. ANTRESOLA? Żarty sobie ze mnie stroicie. To ja byłem zmartwiony, że go zgubiłem, a on wlazł tam gdzie ANTRESOLA?! Niech lepiej nas przeprasza za przysporzenie tylu kłopotów. Zoe również go szukała, więc przeprosiny też się jej należą. Prawdopodobnie.
  - ADAM! Potrzebujemy cię! Nie chowaj się, bo uszyję twą laleczkę voodoo i będę przeklinał do końca swojego życia. Opowiem również wszystkim jak atakujesz inne osoby podczas drzemek! No dalej potrzebujemy terapeuty. Tylko ty możesz to zrobić. Przejdź od zera do bohatera! A tak poza tym jest ze mną, Zoe! ONA TEŻ WSIADA DO POCIĄGU! RATUJ JĄ! - wrzasnąłem jak najgłośniej potrafiłem. Zignorowałem uwagę jaką chwilowo przyciągnęliśmy, bo chciałem zrobić ten pociąg. I nagle mnie olśniło. Pociąg z trzema osobami jest zdecydowanie za mały.
   - Ach, zgarnij też ze sobą jakieś dwie-trzy osoby, bo inaczej zostaniemy uprowadzeni przez Draculę! To jeden wielki spisek - dodałem ostatnie słowa już ciszej. Nie miałem czasu sprawdzać reakcji Zoe na całą sytuację, jednak to była sytuacja awaryjna. Koniec. Kropka. Jeżeli ktoś nie chcę wsiąść do pociągu już ja go przekonam. Obojętnie czy tego pragnie, czy nie.

Ostatnio zmieniony przez Lashanti (27-03-2018 o 23h28)

Offline

#265 30-03-2018 o 12h04

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 718

........................................................Link do zewnętrznego obrazka
   Ten nieprzyjemny szum w głowie zaczynał coraz bardziej mnie irytować. Włóczyłam się po ogrodzie od kilku minut, a wciąż nie znalazłam osoby, której szukałam. W tym czasie zdążyłam się już lekko uspokoić, choć obraz upadającej Evy jeszcze nie do końca zniknął sprzed moich oczu. Gdy tylko on się pojawiał, zaraz po nim widziałam Nathana. A to coraz bardziej sprawiało, że miałam ochotę wrócić do stolika, który opuściłam. Cholera, moja głowa. Przez ten szum, nie mogłam się skupić na niczym konkretnym, więc nawet jeśli gdzieś tutaj był Adam, najpewniej go nie zauważyłam.
   W zasięgu mojego zmąconego wzroku pojawił się Neville. Dzięki niemu zaczęłam cieszyć się, że od czasu, gdy cały wypity alkohol we mnie uderzył nie miałam do kogo otworzyć ust. Czy gdy się odezwę, też będę bredzić tak jak on? Słuchając go zrozumiałam, że nie ja jedyna przesadziłam dzisiaj z trunkami. A więc tak działają na człowieka? Traci wszelkie zahamowania i robi z siebie wariata przed innymi? Co ja, do cholery, zrobiłam?! Czy też zachowuję się tak jak on, nawet o tym nie wiedząc?
   Zdałam sobie sprawę, że na moment przestałam myśleć o Evie i Nathanie. Ta świadomość sprawiła, że wróciłam do tego zajęcia. Prawie upadłam, gdy Neville pociągnął moją dłoń. Oparłam się o jego wózek, ratując przed upadkiem. Nie zwrócił na to uwagi i ciągnął mnie dalej. Kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi. Po co pomagał mi szukać Adama. I dlaczego w ogóle do mnie podszedł? O, znów zaczęłam zapominać o utratach przytomności! Jak widać musiałam to zmienić. Czy mój umysł, nawet będąc pijanym mnie nienawidzi?
   Nawet nie zauważyłam rozmowy Nevilla z jakimś lekarzem. Chyba pytał go o Adama. Skierowałam wzrok w to samo miejsce, co on. Antresola. Wchodzenie tam w takim stanie chyba nie jest dobrym pomysłem. Może powinnam to zrobić? Ale w tym momencie tuż obok mnie usłyszałam krzyk, na którego dźwięk aż podskoczyłam.
    — H-hej, co ty robisz? — spytałam zażenowana jego zachowaniem.
   Przy pierwszym słowie język mi się zaplątał i musiałam powtórzyć pierwszą literę. Czy alkohol odbiera też zdolność poprawnej wymowy? Nevillowi jak widać nie. Niestety. Czy on musi tak krzyczeć? Jest gorszy niż ten nieznośny szum. Jednak na coś się przydały jego wrzaski, bo Adam już zdążył wyjrzeć przez barierkę i nas zauważyć.
   Pociąg?! Chwila, jaki pociąg? Padające z ust pijanego Nevilla to słowo nie mogło znaczyć nic dobrego. Jeśli z jakikolwiek sposób miał zamiar zrobić coś, naśladującego ten środek transportu, to byłam pewna, że nie mam zamiaru w tym uczestniczyć. Mężczyzna zdążył już puścić moją rękę, więc podczas jego krzyków po cichu i dyskretnie odsuwałam się od niego. Skierowałam kroki w stronę zejścia z antresoli, gdzie akurat znajdował się Adam. Nie zwracałam uwagi na innych ludzi. Byli jakby rozmyci czy to za sprawą alkoholu, czy mojej obojętności na nich.
    — Możemy porozmawiać? — spytałam nie dając mu szansy na odmowę.
   Ale wszędzie jest tyle ludzi. Gdzie nie spojrzałam, nie dało się znaleźć miejsca na osobności. A ja zaczynałam czuć się coraz gorzej. Znów wróciły wspomnienia i musiałam walczyć z chęcią powrotu do stołu. Ale chwyciłam Adama za nadgarstek i poprowadziłam go za sobą, jak wcześniej Neville mnie. Miałam świadomość ile wypiłam. Może nie, co do kieliszka, ale można to było podsumować jednym słowem : dużo. Wystarczająco, by zachowując się nie podobnie do siebie, nawet nie mieć świadomości tego czynu. I nie miałam. A może raczej, w tym momencie mnie to nie obchodziło. Było mi gorąco, policzki aż mnie piekły. Ale nie to mi przeszkadzało. Musiałam z siebie wszystko wyrzucić, zanim znów będę musiała tłuc głową o ścianę. Zabawne, że dopiero teraz widzę jakie to było bez sensu. O ironio, pewnie jutro zdam sobie sprawę, że to, co teraz robię również takie jest. Albo jeszcze gorsze. Ale tym będzie się martwić przyszła ja. Ha, pewnie właśnie tak pomyślałam przed zabiegiem.
   Ruszyłam w stronę schodów na dół. Z każdym krokiem chwiałam się coraz bardziej. Tak, że w pewnej chwili musiałam oprzeć się o Adama. Chyba mnie o coś pytał. Jakoś nie mogłam się skupić, by zrozumieć o co mu chodził.
   Jak dobrze, że do mojego pokoju prowadzi prosty korytarz. Gdyby nie to, najpewniej bym do niego nie trafiła. Zamknęłam za nami drzwi i dopiero wtedy jakby wszystko się rozpadło. Jak żałosną minę miałam, najpewniej nigdy się nie dowiem. Bardzo dobrze, prześladowałaby mnie do końca życia. Znów nie dałam Adamowi dość do słowa. Nie kłopotałam się z włączaniem światła, księżyc dawał go wystarczająco.
    — To wszystko... wszyscy... Eva... — Nie miałam pojęcia jak sformułować to zdanie. Język mi się plątał. Usiadłam na łóżko, zrzucając buty i biorąc głębszy oddech. — Najpierw Nathan, teraz Eva. Ten zabieg nie miał być bezpieczny? Co chwilę ktoś mdleje, nie oddycha. Czy tak właśnie skończymy?
   Sama czułam się jakbym za chwilę miała zadławić się własnym oddechem. Ale to najpewniej nie był efekt zabiegu. Byłam zmęczona. Piekły mnie oczy i naprawdę chciało mi się spać. Podniosłam się z posłania i sięgnęłam dłonią na plecy, by uwolnić się od sukienki, jednak ta uparcie trzymała się na moim ciele. Zrezygnowana złapałam Adama za rękę i pociągnęłam za sobą, padając na łóżko całym ciężarem. Był tak zaskoczony, że chyba nawet się nie zorientował, co się dzieje. Dobrze. Nie chcę być teraz sama.
   Zamknęłam oczy. Zobaczyłam Evę. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Adama, po krótkiej przerwie, znów je zamknęłam. Zobaczyłam Nathana. Otworzyłam oczy. Nie mogłam o tym nie myśleć. Spróbowałam jeszcze kilka razy. Ale wciąż nie mogłam wytrzymać zbyt długo bez otwierania oczu.
    — Adam. Zaśpiewasz mi coś? — wymamrotałam.
   Nie miałam już siły praktycznie na nic. Moje ciało już leżało bezwładnie i ani myślałam się ruszać. Tylko te cholerne oczy ciągle robiły mi wbrew. W może to wina mózgu, który nimi kieruje? Nie mam siły nawet na takie trudne myśli. Niech mi ktoś pomoże zasnąć. Chyba miałam coś jeszcze powiedzieć Adamowi, ale teraz już nawet nie pamiętam co. Nieważne. Zrobię to jutro. A teraz proszę, daj mi spać.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#266 01-04-2018 o 21h57

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 848

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/353951141060542465/371006641811750934/58e331566ed041c31a9b5496403fcb18.png
     Długo nie nacieszył się towarzystwem Alexandra i Lariny. Mężczyzna powiedział mu jedynie, że czuje się wyśmienicie, po czym poszedł po drinka, a kobieta zniknęła mu z oczu zaraz po tym, jak usłyszał nawołujący go krzyk Neville’a. I nie były to słowa, które chciał usłyszeć w tamtym momencie. Jedyny facet w towarzystwie, którego Adam równocześnie poznał, który nie był lekarzem i który nie zachowywał się w stosunku do niego tak, żeby coś mu się nie spodobało lub zaniepokoiło. Prescott nie sądził, że Nev da złapać się na procenty. Kiedy postawił pierwsze kroki na schodkach zastanawiał się, czy chłopak ma po prostu słabą głowę, czy był tego wieczoru naprawdę samotny, że wypił tak dużo.  Prosił tylko o to, aby wreszcie się zamknął i nie mówił tak dużo.
-Nev!- potraktował go głośnym szeptem. Być może próbował jeszcze ratować tę sytuację, może swój wizerunek. –Nie wolisz już stąd iść?- zapytał, namawiająco. Nie miał zamiaru dać wciągnąć się w żaden pociąg. Nie po tym, jak zorientował się, że Neville jest kompletnie pijany. Już miał go zabrać z ogrodu, choćby siłą, kiedy nagle okazało się, że Zoe ma więcej siły, niż na to wyglądała. To ona chwyciła go silnie za nadgarstek i wyprowadziła z centrum imprezy, nie dając czasu ani na reakcję ani na dokładne przemyślenie wszystkiego. Próbował dopatrzeć się na jej twarzy jakiś wskazówek, jednak czerwone policzki nie były dobrym znakiem. Ona przynajmniej, będąc pijaną, nie krzyczała. Miał tylko nadzieję, że Neville zostanie odprowadzony do swojego pokoju jak najszybciej. Najlepiej przez jakiegoś lekarza, albo kilku.
     W pewnym momencie musiało zrobić się jej słabo, gdyż musiała podeprzeć się o Adama. Chłopak pozwolił zrobić z siebie podporę upewniając się, że zniknęli z oczu innych. Tak dotarli najpierw na korytarz na piętrze dziewiętnastym, a później do pokoju Zoe. Jedyne światło, które na nich padało, było światłem rzucanym im łaskawie przez wielki, jasny księżyc.
     Adam nie chciał tam wchodzić. Miał jednak plan, jak może stamtąd szybko uciec. Nie przewidział jednak kilku drobnych szczegółów.
-Eva?- Zapytał zaniepokojony nagle, tuż po tym, jak dziewczyna zbombardowała go niejasną informacją. –A więc Nathan i Eva…
     Odwrócił wzrok, starając się na szybko poukładać myśli. Chwila nieuwagi wystarczyła, aby pociągnięty w stronę łóżka, poślizgnął się i upadł na jego materac.
     Trzeci dzień i już chcę umrzeć, pomyślał, kierując się głównie zażenowaniem.
     Patrzył na Zoe, zdezorientowany, wolno próbując wycofać się z niewygodnej pozycji. Był pewny, że to kwestia krótkiego czasu, kiedy Morfeusz zabierze Zoe do swojej krainy. Coś się jednak z nią działo i po zamykaniu oczu otwierała je. Adam czuł, jak kolor jej tęczówek, który tak dobrze zapadł mu już w pamięć, wolno wierci mu dziurę w brzuchu. Czy to możliwe, że myśli nie dawały jej spokoju nawet podczas bycia pijaną? Czy alkohol nie działał przypadkiem odwrotnie? Po raz kolejny, zrobiło mu się jej szkoda.
-Cichutko. Pomyśl o czymś innym. Albo nie myśl wcale. Nie teraz. Teraz idź już spać- powiedział szeptem.
     Wyciągnął niepewnie rękę w stronę twarzy Zoe. Wierzchem dłoni ledwie musnął skóry policzka dziewczyny, po czym niemal od razu się z tego wycofał. Dopiero, kiedy zapytała, czy jej coś zaśpiewa, serce zmiękło mu jeszcze bardziej. Zapomniał nawet o kamerach, które ich obserwowały.
     Po kilkunastu sekundach, które mijały w ciszy i dłużyły się, Adam Prescott zaczął śpiewać. Wolno, cicho, w niektórych momentach lekko zachrypłym głosem. Kierował się myślami, że ona prawdopodobnie nie będzie tego pamiętała. Nie cofnął już dłoni. Odgarnął opadający kosmyk z jej twarzy i zaczepił go za uchem, aby ponownie nie zasłonił mu widoku na jej zamknięte powieki. Zbliżył się do niej i ujmując jej twarz w dłonie, pocałował. Prima aprilis, nie pocałował jej, to byłoby bez sensu. Kiedy ostrożnie ponosił się z łóżka, i dalej cicho śpiewał, miał już pewność, że wreszcie usnęła. Nim wyszedł, przykrył ją kocem i dwa razy zerknął na okno, czy aby na pewno jest zamknięte. Drzwi również zamykał ostrożnie, tak, aby wydały z siebie możliwie najcichszy dźwięk- jeżeli już musiały.
     Po opuszczeniu pomieszczenia, stanął na środku korytarza i odetchnął głęboko z ulgą. Skorzystał z tego, że nikogo tam nie było, aby się uspokoić. Był zmęczony. Nie chciał już nikogo spotkać tamtego dnia, więc skierował się prosto do swojego pokoju. Marzył tylko o tym, aby móc już zasnąć. Wcisnął guzik włączający przyciemnione światło, ledwie zamknął za sobą drzwi, po czym prawie krzyknął.
-Pomyliłem pokoje? A może ktoś wrzucił mi coś do drinka?- zapytał sam siebie. –Może ja mam halucynacje?
     Podszedł do śpiącej na jego łóżku Lily. Nie sądził, że w akcie desperacji zacznie mówić sam do siebie. Na usta cisnęły mu się kolejne zdania, ale powstrzymał się, aby wypowiedzieć je na głos.
-Lily- szepnął. Delikatnie zaczął ją szturchać, aby ją obudzić i powiedzieć, że to ona pomyliła jego pokój ze swoim, ale nic to nie dawało.
      Zrezygnowany, poszedł do łazienki i wyjątkowo ubrał się w piżamę z długimi rękawami, bo tylko taką posiadał. Nie chciał, aby dziewczyna obudziła się następnego dnia i zastała go w samych bokserkach. Chwycił wolną poduszkę i zrzucił ją na środek pokoju, po czym położył się na podłodze i utopił twarz w ładnie pachnącym materiale poszewki.
     Dobranoc, porąbany świecie, pomyślał.
     Nie spał dobrze tamtej nocy. Za trzecim przebudzeniem się, około drugiej lub trzeciej w nocy, podniósł się z podłogi razem ze swoją nieszczęsną poduszką i położył się na łóżku obok Lily, obwiniając ją w myślach za to, że zafundowała mu taką noc.

"cheek to cheek"


https://66.media.tumblr.com/3135e64fad94125973d598073e86060e/tumblr_peswkhioi91u4kolmo1_400.gif https://66.media.tumblr.com/b02db8d9a2da9410243b6c744eae5387/tumblr_peswkhioi91u4kolmo2_400.gif

Online

#267 02-04-2018 o 15h48

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 286

____________________________Mei Tokisaki
Doprawdy, nie miałam pojęcia, który już kieliszek zdążyłam opróżnić, ale śmiem stwierdzić, iż poncz smakował wyśmienicie. Czułam się o niebo lepiej, niż parę chwil wcześniej, po zakończonej rozmowie z Dr Aculą. Każdy mój mięsień zdawał się być bardziej rozluźniony niż zazwyczaj. Westchnęłam ociężale, po czym odstawiłam kieliszek na stół o który dotychczas się opierałam. Trzeba znać pewien umiar w wykonywanych czynnościach. Naprawdę nie miałam zamiaru być pijana i doprowadzić do takiej sytuacji, że ludzie będą zmuszeni zbierać mnie z podłogi, bo wpadnę na pomysł, iż zimna posadzka jest idealnym miejscem na wypoczynek. Napój sprawił, że poprzednie myśli już nie zaprzątały mojej głowy, dzięki czemu czułam się wolna. Wolna jak ptak. Rozglądałam się uważnie. Nawet sama nie wiem w jakim celu to robiłam. Wszystko wydawało się takie odległe. Jakby czas stanął w miejscu i tylko ja byłam istotą, która mogła w tym momencie stawiać kroki. Może o wiele wolniejsze, ale ważne, że w ogóle miałam taką szansę. Odczuwałam samotność. Miałam wrażenie, że nie pasuje do tego społeczeństwa. Byłam kimś innym.. kimś, kto nie powinien tu być. Naprawdę? Odepchnęłam się delikatnie i niezgrabnie ruszyłam przed siebie w niewiadomym mi kierunku. Minęłam parkiet, który zdawał się mnie jeszcze bardziej odpychać. Chociaż z jednej strony - taniec, był mową ciała. To była konwersacja na swój specyficzny sposób. Możliwe, że dzięki temu, niektórzy ludzie się do siebie zbliżali. Mieli potem o wiele lepsze kontakty ze sobą, niż na przykład jakiś dłuższy czas wstecz.
Zauważyłam, że stałam. Stałam i przyglądałam się w zaciekawieniu wirującym parom, które kończyły któryś z kolei taniec. Wzdrygnęłam się i odruchowo przygryzłam dolną wargę. Okropne. Okropne. Okropne. Po co to komu? Po co to komu? Tyle pytań mi się gnieździło w głowie. Wylewały się strumieniami, przytłaczały mnie, przyprawiając mnie o zawrót głowy. Było mi źle. Było mi źle. Coraz mocniej czułam odrzucenie od każdej ludzkiej istoty. Nie pasowałam, to prawda. Byłam odludkiem, to prawda. Byłam odmienna, to prawda. Powiodłam wzrokiem przed siebie. Chciałam uciec. Nie mogłam. Paraliż. Wszyscy mijali mnie; nie zwracali kompletnie na mnie uwagi. Byłam niewidoczna dla ludzkich oczu. Przełknęłam głośno ślinę, dalej obserwując dusze, które mnie ignorowały. Wszystko było takie spowolnione, jakby moje życie miało coraz mniejszy sens.. a czy w ogóle ono miało sens? Zacisnęłam dłonie w pięści, jednocześnie wbijając swoje paznokcie w skórę. Ból. Ból. Ból. Gdzieś już znałam te pojęcie. Coś bolesnego, co sprawiało jakbym spadała i nie mogła się niczego złapać, aby chociaż zawalczyć. Albo ja się zbyt szybko poddawałam? Och.. czyżbym była aż taka słaba?
W końcu postawiłam pierwszy krok, a potem drugi, trzeci, czwarty.. aż zaczęłam przypominać sobie jak się chodziło. Gorączkowo szukałam wyjścia. Chciałam uciec. A najlepiej zaszyć się w czterech ścianach do końca mojego istnienia. Jakie to było przerażające. Te uczucie zagubienia. Te uczucie odrzucenia. Te uczucie.. które sprawiało, jakbym śniła na jawie, jakbym tak naprawdę nie żyła, a serce, które mam w sobie, jakby ucichło.. na zawsze. Nie wytrzymam. Głowa mi pękała niemiłosiernie. Panika. Gdzie jest ten magiczny napój, który mnie uratuje? Przystanęłam i się momentalnie odwróciłam. Nie będę tam wracać. Nie tym razem.
Ponownie ruszyłam przed siebie. Gdzie ja szłam? Gdzie mnie nogi prowadziły? Przystanęłam, aby złapać tchu. Chciałam się uspokoić, ale moje próby sprawiały, że jeszcze bardziej popadałam w paranoje. Uniosłam głowę ku górze, obserwując nocne, piękne niebo. Czemu zewnętrzny świat wydawał się być tak piękny? Choć mam wrażenie, że skrywa w sobie czyhające niebezpieczeństwo. Boje się. Tyle emocji na raz. Czuje, że zaraz się rozpadnę na milion kawałeczków. Chciałam znowu się ruszyć; kontynuować swoją ucieczkę, lecz do moich uszu dotarło znajome krzyczenie przez co zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony. I nie wiedząc dlaczego; pokierowałam się tymi krzykami.
Lekko zmęczona i przytłoczona swoimi własnymi uczuciami, myślami; dotarłam do owego źródła za którym podążałam. Uniosłam jedną brew ku górze zdezorientowana tym, co się właściwie działo. To był Neville. Podeszłam bliżej do chłopaka.
- O jakim ty spisku mówisz? - spytałam skołowana paplającym Nevillem. Był pijany? To było raczej bardziej niż pewne. Rozejrzałam się dookoła siebie. Ludzie się krzywo patrzyli na niego. Jak na jakiegoś dziwaka. Jaka normalna pijana osoba tak się wydziera? Teraz się ciesze, że nie poszłam w jego ślady.
- Uspokój się.. wszyscy cie biorą za jakiegoś wariata. - próbowałam go uciszyć; na koniec przykładając palec do swoich ust. Jeśli się nie posłucha, to może poprzez zobaczenie czynności wykona polecenie.
- Zabieram cie stąd. Nie powinieneś tu dłużej być. - dodałam ponurym głosem, łapiąc się za głowę totalnie załamana zachowaniem Nevilla, po czym bez dłuższego zastanawiania się chwyciłam wózek i zaczęłam kierować nas w stronę wyjścia, a raczej do windy, którą jakimś cudem dostrzegłam. Odetchnęłam z ulgą i pognałam tam w ekspresowym tempie, bo naprawdę nie chciałam tu marnować kolejnych sekund swojej egzystencji.
Prowadząc wózek, weszłam do windy i wcisnęłam dziewiętnaste piętro. Gdy drzwi się rozsunęły od razu wyszłam i momentalnie przystanęłam, zastanawiając się, gdzie znajduje się pokój Nevilla.
- Po tym ponczu nie potrafię zebrać informacji.. - mruknęłam bardziej do siebie, jednak chłopak siedzący na wózku z pewnością to usłyszał.
- Właściwie, to gdzie ty masz pokój? - spytałam znudzona już wszystkim, co się w tej chwili odbywało. Usłyszawszy odpowiedź chłopaka; zmarszczyłam lekko brwi.
Ach, no tak.. skręciłam w prawo, po czym otworzyłam drzwi od pokoju. Wprowadziłam go do środka, a zaś potem oparłam się o wolną ścianę obok drzwi.
- Drobiazg. Nie musisz dziękować. - skwitowałam, po czym odwróciłam się, aby już opuścić pomieszczenie, jednakże zatrzymałam się w pół kroku i jeszcze na chwilę, ponownie obróciłam się na pięcie w stronę Nevilla. - A.. i postaraj się od razu zasnąć i przy okazji nie wydzierać się o jakiś tam spiskach i tym podobnym. - rzuciłam na odchodnym, zamykając za sobą drzwi. Powędrowałam do swojego pokoju. W mojej głowie huczało, a oczy robiły się coraz bardziej ociężałe, więc bez zastanowienia rzuciłam się na łóżko. I zasnęłam.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (02-04-2018 o 16h31)


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#268 02-04-2018 o 16h19

Straż Cienia
Lashanti
Szeregowiec
Lashanti
...
Wiadomości: 135

http://i68.tinypic.com/6rqbk1.jpg

  Nie minęła chwila, a Adam zszedł tylko po to, żeby zostać porwanym przez Zoe. Ej, nie tylko ona potrzebowała terapeuty! Już ja jej to wypomnę przy następnej możliwej okazji. Pod warunkiem, iż nie zabraknie mi czekolady. Wtedy może przemyślę całą sprawę, jednak wszystko jest tutaj piękniejsze niż  było wcześniej. Mój ból głowy zamiast odejść po wypitych procentach tylko narastał jeszcze bardziej. Zacząłem żałować wcześniej podjętych przez ze mnie akcji. Zignorowałem nieprzychylne spojrzenia innych gości na balu. Zdążyłem już do nich przywyknąć, choć z początku mnie one irytowały.
  Próbowałem zrozumieć dlaczego słowa wypowiedziane przez dr Draculę, aż tak na mnie wpłynęły. Niestety moje myśli głównie wędrowały wokół dziwnych teorii albo zaprzeczaniu wszelkim źródłom mych zmartwień.
  Nagle podeszła do mnie Mei, która zjawiła się nie wiadomo skąd i zaczęła paplać coś niezrozumiałego. Powinna sobie pójść reklamować pastę do zębów. Ja pragnę zakończyć ten bal z przytupem!
  - O spisku dotyczącym prawdziwej tożsamości dr Aculi - oznajmiłem, tak jakby była to najbardziej oczywista wiedza na tym świecie. Zignorowałem kompletnie kolejne słowa dziewczyny. I tak większość gości brała mnie za wariata, nawet kiedy byłem trzeźwy. Później panna "uwielbiam fortepian" rozpoczęła eskapadę do mojego pokoju. Naturalnie przyjmując rolę nawigatora przez wskazanie czarnowłosej odpowiedniej ścieżki. Nie chciałem wylądować w jakimś nieznanym pomieszczeniu. Oznaczałoby to więcej stresujących sytuacji, których na dzisiejszy dzień miałem zwyczajnie dość.
  Po dotarciu na miejsce wspomniała coś o dziękowaniu? Pfff... Wcale nie pragnąłem otrzymać od niej pomocy! Doskonale sobie bym sam poradził, ale niech jej już będzie
  - Dzięki. Na szczęście jeszcze nie zainstalowałem żadnych pułapek przy drzwiach - mruknąłem, następnie ziewając. Kiedy panna flecistka wreszcie stąd wyszła, doczołgałem się jakimś dziwnym sposobem do własnego łóżka. Następnie układając do snu, by przywitać krainę marzeń. Dobranoc świecie, dobranoc póki jesteś w moich oczach jeszcze piękny!

Ostatnio zmieniony przez Lashanti (02-04-2018 o 16h39)

Offline

#269 03-04-2018 o 04h36

Straż Cienia
Senira
Oficer Straży
Senira
...
Wiadomości: 1 394

--------------------------------Link do zewnętrznego obrazka
     Tu-dum, tu-dum, tu-dum. Dźwięk szybko bijącego serca dominował w jego głowie, czuł jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Ciężko oddychając, nie był w stanie nic zrobić, gdy zobaczył jak Aurora ucieka. Dotyk ust był prawdziwy, wciąż czuł delikatne wargi dziewczyny, która zupełnie się tego nie spodziewała. W momencie, gdy zdał sobie sprawę z tego, co zrobił, spanikował. Co sobie pomyśli ktoś, kto widział owe zajście? Rozejrzał się, lecz nie wychwycił ciekawskich spojrzeć. Większość ludzi było na parkiecie albo obserwowało tańczące pary. Wydawało się, że nikt nie zwrócił na nich większej uwagi.
     Musiał coś ze sobą zrobić, nie mógł tak po prostu stać. Chciał podzielić się z kimś tym wydarzeniem, które sprawiło, że miał coraz większe wątpliwości. Pierwszą osobą, która przyszła mu do głowy, była dr Thompson. Ona sama powiedziała, że jeśli coś jest nie tak, to ma się do niej zwrócić. Odszukał wzrokiem niewielką blondynkę, która siedziała przy stole, obserwując parkiet. Miała na sobie prostą, bladoróżową sukienkę. Michael praktycznie podbiegł do kobiety. Z marszu zaczął tłumaczyć co się stało. Dr Thompson wysłuchała relacji niewzruszona, starając się go uspokoić, tak jak poprzednio. Tłumaczyła, że to tylko objawy uboczne i nie powinien się nimi przejmować. Jednak zauważyła, że pacjent jest już dość pijany, więc zaproponowała, iż odprowadzi go do pokoju. Blondyn pozwolił się zaprowadzić. Był roztrzęsiony. Selena zaleciła mu, aby po prostu poszedł spać. A gdyby źle czuł się rano, to ma przyjść do niej po ewentualne leki.
     Kobieta jeszcze upewniła się, że chłopak faktycznie pójdzie spać. Zaczekała aż niezdarnie się rozbierze i położy. Udało mu się urwać parę guzików od koszuli. Niewiele się zastanawiając, zrobił tak, jak mu kazano. Padł na łóżko, zasypiając.

Offline

#270 03-04-2018 o 12h06

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 718

.............................................................................................Link do zewnętrznego obrazka
   Gdy wszyscy pacjenci się rozeszli, on postanowił zrobić to samo. Pozwolił towarzystwu bawić się dalej, choć potępiał czerpanie przyjemności z upojenia alkoholowego. Korzystając z windy wrócił do biura. Ledwie zajął miejsce, w swoim ulubionym fotelu usłyszał pukanie do drzwi.
    — Wejść — zawołał rozgoryczony brakiem chwili spokoju. — O co chodzi?
   Do gabinetu wszedł jeden ze starszych lekarzy, który nie miał pod opieką obecnie żadnego z pacjentów. Zwykle zajmował się ciężkimi przypadkami. Pośpiesznie wyjaśnił Aculi, że potrzebna jest jego natychmiastowa pomoc, ponieważ walczą o życie jednej z pacjentek.
   I tak cała noc upłynęła Vladowi na bezskutecznej próbie ratunku Aurory Morris.

>> Dzień IV.     Godzina 11:00     04.09.2020r. Londyn
    — Jesteście tego pewni w stu procentach? Potem już nie będzie odwrotu — przypomniał.
   Kiedy oboje potwierdzili to, co powiedział, podał im ich biografie. Niespiesznie zaprowadził ich do gabinetu doktora Nortona. Gdy Larina Oliversen oraz Alexander Hall będą mogli przeczytać o swoim życiu, on udokumentuje całe zajście, po czym odeśle ich do specjalnego ośrodka, gdzie zostaną przebadani. Tam stwierdzą czy para nadaje się do powrotu do społeczeństwa.
   W tej kwestii Acula nie miał już nic do powiedzenia. Jego obiekty padały jak muchy, co nie wprawiało go w dobry nastrój mimo tego, że porównując ich z poprzednimi grupami i tak trzymali się najlepiej. Będzie musiał sprowadzić przynajmniej dwie osoby z listy rezerwowej. Kolejne zabiegi, jeszcze tego samego dnia. Ale wszystko dla wyższego celu, więc nie mógł się poddać. Musi tylko powiadomić wszystkich o przesunięciu zajęć o jeden dzień, ponieważ na balu o nich wspomniał. Jak również mógłby poinformować ich o tym, że liczba pacjentów zmalała, lecz niedługo wzrośnie. Poszedł więc do pokoju obok, gdzie znajdowała się gotowa do użycia w każdej chwili kamera i po uruchomieniu jej zaczął mówić.
    — Dzień dobry moi drodzy. Chciałbym powiadomić was, że dzisiejszy dzień możecie spędzić na odpoczynku po balu oraz zwiedzaniu kolejnych miejsc w waszym tymczasowym domu. Zalecam jednak abyście najpierw zaczekali, aż w waszych pokojach pojawią się opiekunowie, którzy będą chcieli z wami porozmawiać i sprawdzić stan zdrowia. Dzisiejszej nocy zmarła jedna z pacjentek, Aurora Morris, a z chwilę wcześniej Alexander Hall i Larina Oliversen zdecydowali się zrezygnować z uczestnictwa w eksperymencie i odzyskać wspomnienia. Co spowodowało braki, które musimy uzupełnić przeprowadzając kolejne zabiegi.
   Na kamerach upewnił się, że wszyscy już się obudzili i wysłał nagranie bezpośrednio do ich telewizorów, by od razu zostali o wszystkim poinformowani. On tymczasem musi się przygotować do przyjęcia nowych obiektów.

Ostatnio zmieniony przez Chitaru (03-04-2018 o 14h21)


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#271 03-04-2018 o 14h54

Straż Cienia
Sahir
Młody rekrut
Sahir
...
Wiadomości: 12

https://zapodaj.net/images/d4317fc44852f.png

- "Karawana" ponad tysiąca migrantów zmierza do granicy z USA. (...)

- Amerykanie mają nowy lek na raka. Cofa objawy zmian nowotworowych!(...)

- Naukowcy odnaleźli sposób na przedłużenie życia ludzkiego. (...)


Naukowiec odkrył jak wymazać ludzkie wspomnienia. Eksperyment wszedł w fazę testów.

SHINODA AKE*
https://i.imgur.com/EZtVgqt.png
蔵焼けて 障るものなき 月見哉
Barn’s burnt down —
now
I can see the moon.


POCHODZENIE: Kobe, Japonia ✘ DATA URODZENIA: 4.04.1998** ✘ JĘZYK OJCZYSTY: japoński ✘ JĘZYK DODATKOWY: angielski ✘ PAMIĘĆ MIĘŚNI: zdolności manualne - takie jak składanie origami czy malowanie, ittō-ryū*** ✘ ODRUCHY BEZWARUNKOWE: ??? ✘ CHOROBY: anemia ciężka****, leczona ✘


✘Ake urodził się w Kobe, jednak w czasie swojego życia dość sporo podróżował - także do USA. Najdłużej mieszkał jednak w rodzimym mieście i w Tokio. Był jedynakiem. Przez wiele lat wychowywał się jedynie z matką. Jego ojciec był w więzieniu. Jako przyszła głowa Yamaguchi-gumi, największego odłamu yakuzy (japońskiej mafii), poświęcił życie towarzyskie i w pełni oddał się kształceniu do swoich przyszłych obowiązków. Pomimo tego, że dla yakuzy nastały trudne czasy i liczba członków ciągle malała, a Ake tracił swoich bliskich jednego po drugim, nie ciągnęło go to w dół. Stawał się coraz silniejszy i gromadził coraz więcej siły, żeby wznieść się jeszcze wyżej. Nie wziął udziału w eksperymencie dlatego, że chciał. Nie chciał. Uciekanie od wspomnień jest żałosną słabością, do której nigdy by się nie uciekł - było jednak jedno "ALE". Była to ostatnia wola jego ojca, którą ze względu na honor***** musiał wypełnić. ✘



CURIOSITIES

* Japończycy mają w zwyczaju zawsze przedstawiać się od nazwiska. Zwracanie się do kogoś po imieniu uważane jest za niegrzeczne i dozwolone jedynie w bliższych zażyłościach. Prawdziwe imię bohatera brzmiało Akihiko - nie pamięta go jednak. Aki 明 - jasny, Hiko 彦 - książę. W dosłownym tłumaczeniu imię oznacza "mądry książę". Imię Ake jest przybranym imieniem Akihiko, przydomkiem mu nadanym przez yakuze. Ake 明け - jutrzenka. Miało nawiązywać do bilbijnego Lucyfera. Piotr 1:19 "I mamy mocniejszą mowę prorocką, której pilnując jako świecy w ciemnem miejscu świecącej, dobrze czynicie, ażby dzień oświtnął, i jutrzenka (lucyfer) weszła w sercach waszych."
** W Japonii liczba "4" uważana jest za bardzo pechową i za pechowego uważany był też Ake. Znak oznaczający "4" 四 czyta się tak samo jak znak 死, który oznacza śmierć. Z początku też takie miał przezwisko. Shi. Dopiero w czasie wyrobienia sobie renomy przekształciło się ono w Ake.
*** Ittō-ryū - Jeden z głównych kierunków kenjutsu, japońskiej sztuki władania mieczem. Jest to szkoła walki jednym mieczem (długim), zwanym katana lub tachi.
***** Ake ma problemy ze zdrowiem przez przepracowanie. Nigdy nie miał szans na prawdziwy wypoczynek. Można u niego zaobserwować takie skutki jak: bladość skóry, błon śluzowych i spojówek, osłabienie, męczliwość, skłonność do omdleń, spadek koncentracji, bóle i zawroty głowy, przyśpieszona praca serca, duszność. W ośrodku przyjmuje leki i z czasem objawy te miną. Proces usuwania pamięci jej nie pogorszył.
***** Japończycy mają specyficzne pojęcie honoru. Jest ono dla nich ważniejsze od życia. Może się to wydawać wyniosłe (bo takie jest), lecz zazwyczaj jest po prostu okrutne. Wychowywani w całkowitym posłuszeństwie do rodziców wciąż mają wpojone nawet staromodne zasady ożenku - często to rodzice wybierają partnerów dla swoich dzieci. Japonia bardzo powoli i nieśpiesznie poddaje się napływowi zachodnich zwyczajów w swoje progi.

Cała historia, ze względu na jej brutalność, znajduje się w osobnym dokumencie. Chętnych do jej przeczytania zapraszam na PW/discorda ♥

Ostatnio zmieniony przez Sahir (03-04-2018 o 15h08)


https://data.whicdn.com/images/232030300/original.gif

Offline

#272 03-04-2018 o 19h31

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 3 448

____________________________https://i.imgur.com/qotqziH.png
        Hej, pływaku. Tak, mówiłeś, że zostaniesz pływakiem, nie zapomnę Ci tego. 
        Właściwie to mówiłeś wiele rzeczy. Wiesz, że starałam się zapamiętać je wszystkie? Ha. To dość żałosne. Zwłaszcza w obliczu tego, co oboje postanowiliśmy zrobić ze swoją pamięcią.
        Mówiłeś całkiem sporo, ale najwyraźniej nie na tyle, abyś zdołał powiedzieć mi wszystko. I nie mam do Ciebie o to żadnych pretensji. Gdybym miała, to coś byłoby ze mną stanowczo nie tak - przecież praktycznie w ogóle się nie znamy, prawda? Nie jesteś mi nic winien. Ani wyjaśnień, ani pożegnania, ani niczego innego. W końcu przeżyliśmy wspólnie zaledwie trzy dni.
        Chciałabym wierzyć, że czujesz się dobrze ze swą decyzją. Ba, wiem, że tak jest. Jakikolwiek byś teraz nie był, gdziekolwiek byś się nie znajdował, o czymkolwiek byś teraz nie myślał – wiedz, że w pamięci kogoś, kto nadal nie ma pojęcia o sobie samym, zapisałeś się jako wspaniała osoba. Osoba z poczuciem humoru, otwartością i przepięknym uśmiechem. Osoba, która potrafiła wzbudzić wśród innych nadzieję.
        Nigdy Ci za to nie podziękowałam. Teraz, z perspektywy czasu, gdy Ciebie tu już nie ma, czuję do siebie złość, że nie zdążyłam na czas. Pewnie gdybym nie patrzyła tylko na siebie i na swoje wyimaginowane problemy, to mogłabym Ci w jakiś sposób pomóc. Albo chociaż spróbować. W końcu… w końcu musiałeś mieć konkretny powód.
        Nie kwestionuję go, nie chciałabym, abyś myślał w ten sposób – szanuję Twą decyzję. Po prostu chciałabym, byś wiedział, że pluję sobie w brodę, że nie zrobiłam czegoś jeszcze wtedy, gdy miałam taką możliwość.
        Dlatego… dziękuję Ci. Dziękuję Ci za wszystko, Alexandrze.
        Nigdy Cię nie zapomnę.


        Avenity podpisała się i, odwracając się w stronę stojącej za nią lekarki, uśmiechnęła się delikatnie. Kobieta ściągnęła brwi, spoglądając na Collins. Od personelu tego ośrodka wymagało się przede wszystkim profesjonalizmu – nie powinna ukazywać zbyt wielu emocji, zwłaszcza przy pacjentach. Jednakże teraz, gdy spoglądała na sylwetkę tej drobnej istoty, która ostatnie paręnaście minut spędziła na własnoręcznym kreśleniu drobnych literek na czystej kartce papieru, nie potrafiła powstrzymać żalu wstępującego na jej oblicze. 
        - Dr Moore… czy mogłabym panią prosić o przekazanie mu tego listu?
        Młoda kobieta powiedziała to w taki sposób, jakby zupełnie nic się nie stało – cały czas uśmiechała się przyjaźnie. Właściwie gdyby nie to, że Kate Moore była wyspecjalizowana w swym fachu (a ponadto żyła już dobre kilkadziesiąt lat na tym świecie i nie brakowało jej zwykłego, ludzkiego doświadczenia), pewnie nie spostrzegłaby bólu, jaki bił od niebieskich oczu dziewczyny.
        Cierpiała. Ukrywanie tego przychodziło jej ze sporą łatwością; właściwie to robiła to na tyle naturalnie, że sama Moore była tym dość zdziwiona.
        Miała sporządzić krótki raport na temat aktualnego stanu Collins, lecz postanowiła, że uczyni to nieco później – teraz jedynie odebrała od Avenity złożoną kartkę papieru i lekko skinęła jej głową. Nie miałaby serca odmówić, choć czuła, że przekazanie wiadomości byłemu już uczestnikowi eksperymentu graniczyło z cudem. Nie chciała jednak wchodzić w jakąkolwiek polemikę z kobietą. Nie chciała odbierać ostatnich iskierek nadziei, jakie spostrzegła w jej zamglonych, pełnych bólu oczach.

        Gdy dr Moore opuściła pomieszczenie, Avenity jeszcze przez moment wpatrywała się w drzwi. Kobieta przekazała jej dość sporą ilość informacji na temat najbliższych dni w ośrodku, jednakże Collins nieszczególnie skupiła się na ich wysłuchaniu.
        Powoli podniosła się z krzesła, aby następnie skierować swe kroki w stronę łóżka. Położyła się na płaskiej powierzchni materaca i wbiła beznamiętne spojrzenie w sufit. Chude, blade ręce opuściła wzdłuż tułowia, sztywno przyciskając je do swego ciała.
        Nie wiedziała, ile czasu spędziła w tej niewygodnej pozycji. Czuła jedynie, że powoli zaczynały atakować ją niemiłe dreszcze wywołane zbyt długim okresem przebywania w bezruchu. Czuła – słowo klucz. To dobrze.
        Chciała czuć cokolwiek.

Offline

#273 04-04-2018 o 00h49

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 491

https://zapodaj.net/images/02844b78d3200.png

          Przemierzali szybkim krokiem korytarze, on przodem, by móc otwierać drzwi przed Wrightem, niosącym nieprzytomną Evę. Co jakiś czas odwracał się, by zerknąć kontrolnie na dziewczynę - drobna, skulona postać wyglądała w ramionach lekarza jak małe dziecko. Przepuścił Johna w wejściu do pokoju rudowłosej, po czym odczekał, aż ten ułoży ją na łóżku, odsunąwszy uprzednio na bok skłębioną kołdrę. Podszedł wreszcie sam do Evy, ale zanim zdążył się nachylić, otworzyła oczy, spoglądając tak, jakby go nie poznawała. Jednocześnie do pokoju weszła pielęgniarka, wezwana poprzez sygnał alarmowy. Podała mu ciśnieniomierz i kilka innych akcesoriów, mógł więc przeprowadzić szybkie, rutynowe badanie.
- Nie martw się - rzucił uspokajająco do dziewczyny, obserwującej każdy jego ruch wielkimi, lśniącymi w świetle lampy oczami - Zaboli przez chwilę, w porządku? Spróbuj zasnąć, nie będziesz miała po tym żadnych snów.
          Wbił igłę w jasną skórę dziewczyny obserwując, jak posłusznie przymyka powieki. Szkoda, że nie mogła stosować się tak samo do innych jego zaleceń.
- Zostawiłem ją na całe dziesięć minut - powiedział do Wrighta, obserwując, jak podopieczna zaczyna błyskawicznie przysypiać. Uśmiechnął się przy tym, wiedział już bowiem, że Evie właściwie nic nie jest, przynajmniej nie fizycznie i nie w tej konkretnie chwili.
- Widocznie to jeszcze za dużo, musisz mieć ją cały czas na oku - odrzekł tamten po prostu, całkiem bez ironii.
          Doktor Rashid westchnął lekko, zaprzeczając ruchem głowy, gdy kolega po fachu i pielęgniarka zapytali go, czy będą jeszcze potrzebni. Przesiadłszy się bliżej drugiego końca łóżka, położył sobie na kolanie jedną z obutych w jasne sandałki stóp dziewczyny, po czym zaczął rozpinać cienki paseczek z właściwą sobie, chirurgiczną precyzją. Uporawszy się z butami, przykrył pacjentkę kołdrą, opuścił rolety w oknie, a wreszcie wrócił na miejsce obok nieruchomego ciała. Spędził tam całkiem sporo czasu, z podbródkiem opartym na dłoniach, patrząc w smugę światła, którą księżyc rzucał na ścianę nad wezgłowiem łóżka.


          Czarną otchłań rozświetlały raz na jakiś czas świetliste wężyki, raz turkusowe, a raz złociste. Co jakiś czas dołączały do nich seledynowe rozetki i pastelowe smużki, jakby złożone z połyskującego dymu. Kolory i kształty przenikały się, wirując coraz szybciej, aż w końcu musiała otworzyć oczy, bo ją zemdliło. Jeszcze przez moment widziała cienie rozetek, blade na tle bieli sufitu. Zacisnęła eksperymentalnie powieki, dzięki czemu znów nabrały kolorów, ale z barwami wróciły i mdłości. Przerwała więc obserwację, mając absurdalną nadzieję, że uda jej się później obejrzeć ten geometryczny spektakl ponownie. Póki co, przekierowała uwagę na inne bodźce, na przykład suche gardło, rozpaczliwie pragnące napoju. Unosząc się lekko na poduszce, dostrzegła szklankę wody oraz kilka tabletek, zlokalizowanych na nocnym stoliku. Wzięła je, zanim zdążyła przemyśleć, czy słusznie czyni, gdy usłyszała lekkie stukanie do drzwi. Osoba stojąca za nimi nacisnęła klamkę, nim Eva zdążyła odpowiedzieć cokolwiek, wywołując w niej wrażenie, którego nazwy nie mogła sobie w tej chwili przypomnieć, a było to déjà vu.
       Wtedy, budząc się po operacji po operacji, milczała, próbując odnaleźć się jakoś w nowej rzeczywistości. Teraz odczuwała po prostu potworne skrępowanie, powodowane tym, że nie pamiętała nic od momentu, gdy jedząc babeczkę, zauważyła krwiście czerwone usta Zoe, a przed oczami stanął jej obraz białej łazienki. Nie miała pojęcia, jak znalazła się w pokoju, mogła jednak przypuszczać, iż doktor miał z tym coś wspólnego. Swoją drogą, w kitlu wyglądał dokładnie tak elegancko, jak w garniturze, może ze względu na koszulę i krawat, widoczne nad śnieżnobiałymi połami. Na kieszeni miał identyfikator z nazwiskiem, mogła więc przynajmniej w końcu je poznać. Poza tym, że nadała lekarzowi w myślach konkretne miano, wszystko było tak samo, jak przy ich pierwszym spotkaniu - on badał ją w milczeniu, ona pozwalała się osłuchiwać, zaglądać do gardła, zaciskać na przedramieniu śmieszną, nadmuchiwaną opaskę.
- Masz bardzo niskie ciśnienie. Nie czujesz się senna? - zapytał w końcu, podnosząc na nią spojrzenie ciemnych oczu.
- Tak, trochę - odpowiedziała po chwili. Podążyła za jego wzrokiem, kierującym się ku szafce nocnej oraz pustemu talerzykowi, wcześniej pełnemu tabletek. Po co właściwie jej tyle leków? We wszystkich barwach i kształtach, niczym w tej wizji, którą obserwowała pod zaciśniętymi powiekami.  Gdyby nie kupiła sobie nowych ubrań, pastylki byłyby jedną z niewielu plam koloru w tym ascetycznym, pełnym czarnych ubrań wnętrzu. Kim była dziewczyna, pragnąca żyć w takim otoczeniu?
- Czy jestem śmiertelnie chora? Umrę? - zapytała nagle, patrząc w oczy lekarza, wyglądającego, jakby nie mógł powstrzymać rozbawienia, słysząc jej słowa.
- Nie, oczywiście, że nie. Obiecuję. Jesteś po prostu osłabiona, ale to minie.
       Eva zacisnęła wargi, jakby nie była do końca przekonana. Milczała dłuższą chwilę, zanim podjęła decyzję o opowiedzeniu lekarzowi wizji, po której straciła przytomność podczas balu. Słuchał jej jakby bez zdziwienia, a gdy skończyła, westchnął lekko.
- Niestety, nie mogę ci obiecać, że takie wydarzenie się nie powtórzy. Robię wszystko, by farmakologicznie niwelować u ciebie takie… uboczne skutki zabiegu. Pamiętaj jednak, że jest on tylko eksperymentem, pionierskim w swojej naturze, czasem musimy więc, jako lekarze, uczyć się na własnych błędach. Im lepiej was jednak poznajemy z biegiem czasu, tym lepiej potrafimy dopasować terapię do waszych specyficznych potrzeb.
- Czy to było… wspomnienie? Takie wizje oznaczają, że moja pamięć nie została wyczyszczona do końca?
- Niewykluczone - przyznał lekarz - Jak wiesz, wspomnienia zostały po części potraktowane wybiórczo, by nie pozbawiać was, przykładowo, wiedzy merytorycznej, niezbędnej do przyszłego życia. To nie oznacza, że widzisz rzeczy, które faktycznie się wydarzyły, mogą to być pewnego rodzaju wizualizacje niektórych emocji, odczuwanych w poprzednim życiu. Ludzki mózg to zagadka, Evo. Choć nie jestem psychologiem, preferuję eksplorowanie go w bardziej dosłownym sensie.
       Skinął głową, powitawszy pielęgniarkę, która przyniosła na tacy śniadanie w postaci twarożku, a także, jak zadeklarował, była gotowa pomóc rudowłosej w umyciu się oraz przebraniu.
- Omdlenie pod prysznicem grozi o wiele poważniejszymi obrażeniami, niż to twoje na balu, Evo. Idź, zaczekam na Ciebie.
       Przez cały czas wędrówki do łazienki, procesu ściągania balowej kreacji, a potem mycia, czuła dziwną wiotkość w całym ciele. Jakby prąd nie dopływał zbyt dobrze do poszczególnych części, powodując niedoskonałe funkcjonowanie. Miała wrażenie, że minęły wieki, zanim ubrana w dresowe spodnie i koszulkę wyszła z łazienki, a jednak lekarz istotnie czekał na nią, pogrążony w lekturze notatek. Pielęgniarka wybrała dla niej jedne z tych paskudnych, starych rzeczy, tłumacząc, że będą najwygodniejsze, bo doktor przewidział dla niej spędzenie tego dnia w łóżku. Skoro tak, weszła prosto do niego, okrywając się lekko kołdrą, w oczekiwaniu, na to, jakie jeszcze instrukcje otrzyma.
- Gotowa? Doskonale, zjedz zatem twarożek. Przez kilka dni będę pilnować twojej diety. Proszę, byś dziś w miarę możliwości nie wstawała, a jutro przestrzegała jadłospisu, który ci zapisałem. Dobrze?
       Poczekał na jej skinienie głową, zanim odłożył zapisaną kartkę na stolik, prosząc jednocześnie pielęgniarkę, by zrobiła Evie świeżej herbaty. Wreszcie, wyciągnął przed siebie rękę z książką, dość grubą, w żółtej, materiałowej obwolucie.
- Poprosiłem bibliotekarkę, by wybrała ci coś lekkiego, choć oczywiście lepiej, byś solidnie się wyspała. Kazała cię opisać i chyba kierowała się najprostszym możliwym skojarzeniem.
       Uśmiechnął się lekko, kładąc tom na kołdrze przed Evą. Ania z Zielonego Wzgórza, głosił tytuł, wypisany zdobnymi literkami. To brzmiało przyjaźnie - rudowłosej przemknęło przez myśl, że chętnie zobaczyłaby miejsce, które się tak nazywa.
           Gdy podniosła głowę, by podziękować, zauważyła, że chwilowy uśmiech, wywołany wyborem pozycji do czytania, zniknął z twarzy Rashida, zastąpiony nagłą powagą i zmarszczką między brwiami. Zdenerwowała się w ułamku sekundy, ale okazało się, że nie chodzi o nią, a o ogłoszenie doktora Aculi, skierowane do Evy oraz, rzecz jasna, innych uczestników.
- Zostawię cię. Pielęgniarka zajrzy niedługo, daj jej znać, gdybyś czegoś podejrzewała. Też wpadnę za jakiś czas. Śpij, czytaj jeśli chcesz i niczym się nie martw.
           Wyszedł, posyłając jej krzepiący uśmiech, ale gdy tylko zamknął za sobą drzwi, spochmurniał nieco. Istotnie, nie był psychologiem, ale nie musiał nim być, by wiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze: niektórych wiadomości lepiej wysłuchuje się bez świadków. A po drugie, że z pozoru neutralny komunikat Aculi bynajmniej nie pomoże jego pacjentce w odzyskaniu równowagi po wczorajszym zajściu.

Ostatnio zmieniony przez Hayal (04-04-2018 o 00h50)



https://i.imgur.com/bne8BcV.gif

Offline

#274 04-04-2018 o 22h26

Straż Obsydianu
Hicu
Straż na szkoleniu
Hicu
...
Wiadomości: 204

Link do zewnętrznego obrazka

Kevin Mikko Silverheim, 22 lata
Urodzony 3 stycznia w Szwajcarii

189 centymetrów wzrostu, 74 kilogramy wagi.
Sylwetka szczupła, lekko umięśniona. Karnacja jasna, o ciepłych tonach
Czarne włosy, brązowe oczy
Brak tatuaży i piercingu
Wiele cienkich, ciągnących się przez całe plecy blizny


    Wydawać się mogło, że Kevin nie miał nie wiadomo jak ciężkiej historii. Był zawsze dobrym, uczynnym dzieckiem, wiernie słuchającym prawd i zasad - nieważne czy to w szkole, czy w domu, świecił przykładem jak niejedna latarnia morska. Niektórzy nawet się zastanawiali, czy aby na pewno był człowiekiem z krwi i kości, albowiem uchodził za idealnego syna, ucznia, przyjaciela oraz, po osiągnięciu pełnoletności, obywatela. Podporządkowany głównie przez ciężką rękę ojca, któremu bardzo skutecznie oraz bez żadnych komplikacji udało się realizować własne, niespełnione marzenia poprzez młodego Silverheima. Wszelkie rzeczy „niezrozumiałe”, odchodzące od normy bardzo ograniczonego stylu życia Kevina, był bardzo regularnie, karany przez własnego ojca. Zwykle tym, co było pod ręką. Zwykle to był ciężkie przedmioty pozostawiające po sobie ślady – stary wskaźnik do map, pogrzebacz, stojący wiecznie przy kominku czy mosiężna waza.
    Jego życie było ustawione idealne, jak w szwajcarskim zegarku. Bez chwili odpoczynku, bez większej prywatności. Dzień w dzień nauka, korepetycje, zajęcia dodatkowe, sporty. Nawet w weekendy jego kochany ojciec postarał się, aby syn miał zajęcie i nie marnował swojego czasu na bezsensowne rzeczy. Nie było mowy o wyjściu ze znajomymi – jakiekolwiek spoufalanie się z rówieśnikami było abstrakcją nie do pomyślenia, czymś robiącym z mózgu gąbkę.
    Jednak wcale nie to rujnowało Kevina od środka. Wraz z wiekiem dostrzegał różnice w zachowaniu swoim i swoich znajomych z klas. Oni nie mieli pamiątek po katującym ich ojcu. Posiadali czas na wyjście do kina. Oblanie testu z fizyki zbywali najzwyklejszym uśmiechem czy wzruszeniem ramion. Mimo tego wszystkiego Kevin nic nie zrobił w kierunku zmiany, potwornie bał się ojca oraz jego reakcji. Myśl o wzięciu swego losu we własne ręce go przerastała. I mimo iż chciał uciec stamtąd niezliczoną ilość razy, to były tylko myśli. Wierzył, że to wina leżała po jego stronie. Bo Krzywo spojrzał na kogoś, albo czegoś nie dosłyszał i trzeba było powtórzyć po raz kolejny wymawiane do niego słowa. Nauczono go niesamodzielności. Był jedynie osobą spełniającą wymogi swojego opiekuna.
    W ten sposób minęły mu wszystkie lata szkoły, włącznie z niedokończonymi studiami. Kevin już wtedy nie wiedział, kim tak naprawdę jest, co chciałby robić. Zatracił swoją osobowość. Czuł po prostu pustkę, a ilość pytań odnośnie teraźniejszości nękała go i rosła z minuty na minutę; Czy dostanie się na najlepszą uczelnię w kraju na nanotechnologię medyczną jest tym, co pragnął robić, czy tylko nadal obowiązkiem? Sam nie był przekonany, co było dobre, a co złe. Przecież zwykle nie interesowało go to, co wpajał mu ojciec. Musiał to robić, w ten sposób go wychowano, by być dobrym synem. Wszystkie zdobyte trofea w piłce siatkowej oraz medale, dyplomy, stypendia naukowe były chlebem powszednim, czystym, kolejnym dokumentem do kolekcji, która już dawno powinna zarosnąć kurzem.
    Ale był pewien jednego: zazdrościł zwykłym nieudacznikom, a nawet szkolnym „przegrywom”. Mijając grupę przeciętnych rówieśników, widzących w nim prawie bóstwo, najchętniej zamieniłby się z nimi wszystkimi miejscem. Także chciał być zwykły, szary, nudny, mieć trudności w nauce, czasem coś zawalić, spóźnić się na lekcje i za to nie oberwać. Pragnął czasem wyjść do pubu ze znajomymi. Chciał mieć tych przeklętych znajomych. Myślał o odnalezieniu siebie, zaczęciu czegoś nowego, całkowicie obcego, przerażająco własnego. Skoro w wiecznym udawaniu kogoś, zatracił swoje „ja”, postanowił być taki, jakiego nie chciał widzieć go jego ojciec, który pewnie nie byłby wniebowzięty. Dlatego też Kevin zdecydował się na zabieg wymazania pamięci, aby ukształtować swoje prawdziwe ja, według tego, czego tak bardzo mu brakowało. Jakiego by chciał widzieć siebie, bez familijno-totalitarnego nadzoru. Młody Silverheim wykreował niezależnego, obojętnego Kevina. Nieco oschłego i nieczułego chłopaka, nie przejmującego się zdaniem innych. Mimo tego jednak posiada kręgosłup moralny, czego bardzo życzył swojemu... kochanemu tacie.

Ostatnio zmieniony przez Hicu (05-04-2018 o 18h51)

Offline

#275 05-04-2018 o 21h08

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 718

........................................................Link do zewnętrznego obrazka
   Tego dnia podniesienie powiek było, co najmniej jak walka z niedźwiedziem. Gdy w końcu udało jej się pokonać tą trudność, w nagrodę ucięła sobie jeszcze kilka minut drzemki w ramach odpoczynku. Działo się tak kilka razy zanim otworzyła oczy na stałe. Głównie dlatego, że suchość w gardle zaczynała być nie do zniesienia. Na jej stoliku nocnym leżał talerz z kanapkami, a co ważniejsze, szklanka wody. Podniosła się, wciąż zaspana i odrętwiała. Na raz wypiła całą zawartość szklanki i znów opadła na poduszkę.
    — Śpiąca królewna wybudziła się ze stuletniego snu. — Odezwał się głos obok łóżka.
   Na krześle niedaleko siedział dr Wright i uśmiechał się przyjaźnie. Trzymał w dłoni książkę, którą chwilę wcześniej czytał. Miała wielkie, błyszczące oko na okładce, a jej tytuł brzmiał „Eksperyment”. Dosyć ironicznie, stwierdziła Zoe. Patrzyła na niego pytająco, nie wiedząc jak się tam znalazł. Mogłaby przysiąc, że gdy pierwszy raz się ocknęła, nie było tam nikogo.
    — Nie patrz tak. Jestem tu, żeby sprawdzić jak się czujesz. Będziesz mogła dalej spać, gdy już pójdę. Sen jest dobry dla zdrowia, a ty w końcu zaczęłaś nadrabiać poprzednie noce. Dziś, chyba pierwszy raz, całą spędziłaś w łóżku. Wiedziałem, kto się tobą dobrze zajmie.
   Chyba dopiero te słowa obudziły Zoe całkowicie. Nadal była otępiała i pobolewała ją głowa, ale nareszcie przestały opadać jej powieki, a ona podniosła się z posłania. Było w tym co powiedział coś, co zdecydowanie się nie zgadzało. Nie chodziło nawet o ostatnie zdanie mające w sobie jakiś podtekst, którego nie rozumiała.
    — Przecież ja zawsze śpię całą noc — powiedziała, przypominając sobie, że pierwszy raz miała sen. Nic konkretnego, pomieszane wydarzenia, które gdy się obudziła zostały rozmazane jak farba polana wodą.
    — Cóż, na nagraniach widać coś innego. Chodzisz po całym pokoju, raz nawet przeszłaś się po innych piętrach. Możliwe, że lunatykujesz, ale... —  urwał.
    — Ale? — nie dała mu dokończyć tej przerwy na zebranie myśli.
    — Ale musimy to jeszcze zbadać — dokończył pospiesznie.
   Zoe miała wrażenie, że nie to chciał powiedzieć, ale nie mogła wymyślić innych słów, które mogłaby podstawić w ich miejsce. John szybko zmienił temat i polecił Zoe przebranie się w coś wygodniejszego, poprzedzając to prysznicem. Kompletnie zapomniała, że po balu padła od razu do łóżka po nieudanej próbie pozbycia się sukni. Właściwie, nadal zbyt dobrze tego nie pamiętała. Zrobiła więc tak jak jej polecił, a rozwiązanie znacznie łatwiej przyszło jej z pomocą lustra i bez alkoholu we krwi. Pod prysznicem ciągle jedna melodia chodziła jej po głowie. Nie mogła sobie przypomnieć skąd ją zna. Może leciała na balu, a Zoe mimowolnie wyłapała melodię?
    —  The happiness I seek. Hmmhm na na na na na. Dancing cheek to cheek — nuciła pod nosem wyśpiewując tylko te słowa, które mogła sobie przypomnieć.
    Tym razem zrezygnowała z sukienki na rzecz jeansów i beżowego swetra. Dokładnie w momencie, gdy wyszła z łazienki uruchomił się telewizor. Słuchała słów Aculi i na moment zamarła, słysząc o śmierci pacjentki. Gdyby padło imię Eva byłaby wstrząśnięta, tymczasem, tego które podano nigdy wcześniej nie słyszała. Nie wniosło to więc większych emocji do jej serca, jedynie kolejne wątpliwości, co do całego eksperymentu. Nie spodziewała się jednak, że to Alexander może być tym, który zrezygnuje. Wydawał się... osobą, która by tego nie zrobiła. Sanz nie wiedziała jak to określić, ale jego pewność siebie dawała podstawy, by sądzić, że nie podważyłby swojej wcześniejszej decyzji. Jednak teraz Zoe przypomniała sobie pewną rzecz. Komunikat się skończył, a ona właśnie miała o to zapytać, ale...
    —  Gdybyś była ciekawa, z Evą już wszystko w porządku. —  Jakby czytał w jej myślach.
   Nie pomyślała, by zapytać o Nathana. Przecież jeszcze wczorajszego ranka wszystko było u niego w porządku. Dr Write przeszedł do obiecanych badań. Zoe biernie się im przyglądała i dawała kierować jak marionetką. To była pierwsza noc, kiedy naprawdę się wyspała. A jednak nadal dziwnie się czuła. W gardle miała pustynię, a z głową nadal coś było nie tak. Nie do końca bolała, ale było to nieprzyjemne uczucie. Nie przyznawała się jednak do tego i nadal błądziła myślami, gdy Jaohn skończył wszystko zapisywać.
    —  Dobrze, jest w porządku. Możesz zjeść kanapki i wracać do łóżka.
    —  Właściwie, chciałam pójść do biblioteki —  przyznała, choć nie musiała.
    —  Możesz zrobić co chcesz, gdy tylko zjesz —  powiedział i zaczął zbierać swoje rzeczy. — A gdybyś zdecydowała się jednak szczerze ze mną porozmawiać, to wystarczy, że zawołasz.
   Wskazał na jedną z kamer, którą Zoe już wcześniej wypatrzyła i uśmiechnął się jak to miał w zwyczaju. Ten człowiek wiedział, co powiedzieć i czego nie mówić, by ludzie czuli się dobrze w jego towarzystwie. Tymi słowami zakończył rozmowę i opuścił jej pokój.
   Zoe niespiesznie zjadła zostawione przez niego śniadanie i tak jak wcześniej zadeklarowała, ruszyła do biblioteki. Korzystając z windy trafiła na odpowiednie piętro. Patrzyła na otaczające ją książki i porównywała, do tej biblioteczki w swoim pokoju, którą wcześniej uważała za duży zbiór książek. W takiej ilości literatury nie mogła doszukać się tego, po co tu przyszła. Dostrzegła jednak młodą kobietę, która pochłonięta lekturą również nie zwracała na Zoe uwagi. Pod tym względem mogłyby się dogadać. Jednak, gdy Sanz podeszła bliżej, ta zamknęła „Uwięzione” i jakby udając, że wcześniej nic nie robiła, spytała czy nie mogłaby w czymś pomóc.
    —  Czy znajdę tutaj Biblię? —  spytała Zoe.
   To bowiem zapadło jej w pamięci, jako jeden z niewielu momentów na balu, gdy jeszcze nic nie wypiła. Chciała wiedzieć o czym wtedy mówili Adam i Neville. Nie lubiła być niedoinformowana. Bibliotekarka szybko zaspokoiła jej pragnienie wiedzy i przyniosła książkę, o którą Zoe prosiła.
   Wracając do pokoju zaszła jeszcze do bezpłatnego sklepu, by zaopatrzyć się w dwulitrową butelkę wody. Następnie cały dzień spędziła pogrążona w lekturze.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 9 10 11 12 13