Forum

Strony : 1

#1 13-05-2021 o 14h09

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

-Prolog-



  Średniowiecze- czas ciemności, zła, śmierci. Bogobojność ówczesnych ludzi doprowadziła do wymordowania niemalże całej populacji pewnych niezwykłych istot, które do tej pory żyły wraz z ludźmi na Ziemi. Od momentu przejęcia władzy przez skorumpowane papiestwo, każdy, kto choć trochę odstawał od normy, był natychmiast unicestwiany, by więcej nie zagrażać społeczeństwu. Przez niemal dwieście lat krucjat ludzie jak i faery zostali zdziesiątkowani przez wojska władzy świeckiej, która niczym zaczarowana wykonywała rozkazy Kościoła.

  Kiedy zakończono prowadzenie świętej wojny, wszystko zaczęło wracać do normy, póki faery nie zaczęły ponownie wchodzić w interakcje z ludźmi. Wówczas papież wydał dekret by każdą osobę, która prowadzi podejrzane praktyki, otwarcie brata się ze Złem, bądź ukrywa osoby związane ze świętokradztwem, ma być skazany na śmierć. Bojąc się o własne życie, ludzie zaczęli donosić jeden na drugiego, nie zwracając uwagi na to, czy kolejną ofiarą bestialskiego procederu padło nowo narodzone dziecko, wysoko postawiony urzędnik, czy przymierający głodem żebrak. Ci ostatni byli jedną z najbardziej narażonych na prześladowania grup. Ze względu na duże braki w higienie osobistej, życie na śmietnikach i konanie w ściekach, a przede wszystkim brak opieki medycznej, byli oni nosicielami wielu chorób, które mogły pogrążyć całe miasta w czarnej zarazie, wobec czego to oni byli najczęściej skazywani za herezję.

  Faery, świadome swoich umiejętności, zasiedlały najbardziej oddalone wsie lub kryły się w gęstych borach, czy na niedostępnych dla ludzi zboczach. Bywało jednak i tak, że rodzice ras najbardziej podobnych do ludzi podrzucali swe dzieci prostym wieśniakom, by samemu móc schronić się w iście spartańskich warunkach, a tym samym chronić niemowlę, które bez pomocy nie mogło rozwinąć swoich mocy, w zależności od gatunku. Tak było w przypadku małej Yvetty, która jako noworodek została zostawiona pod drzwiami jednego z gospodarstw, w niewielkiej osadzie złożonej z kilku chat. Dziewczyna dorastała w biednej rodzinie, która ledwo wiązała koniec z końcem. Yvetta wychowywała się wraz z mieszkającym nieopodal chłopakiem, przedstawicielem rasy Daemonów. Hyordan lubił się przed nią chwalić swoimi umiejętnościami i, jak się później okazało, nie był jedynym faery w okolicy. Z każdym rokiem w Vett rosła moc, którą zawdzięczała swoim rodzicom- Aengelom. W tajemnicy przed wszystkimi młodzi spotykali się, by testować swoje możliwości, które mała Vett mogła rozwijać dzięki wsparciu Daemona. Z biegiem lat wytworzyła się między nimi szczególna więź, która została zerwana, gdy świat magicznych istot obiegła wieść o Niebiańskim Poświęceniu. Hyordan na wieść o nim udał się do Nakyaw, by spełnić obietnicę daną przez przywódców każdej z czterech wielkich ras. Ukrył jednak prawdę przed Yvettą, gdyż nie nie chciał jej narazić na pewną śmierć, a że tylko on wiedział o jej wyjątkowości, postanowił chronić ukochaną. W noc przed wyjazdem pierwszy i ostatni raz skonsumowali swoją miłość, która przyczyniła się do powstania nowego życia. Yvetta nie mogła się pogodzić z odejściem najbliższej jej osoby, a gdy tylko dowiedziała się, iż nosi pod sercem maleńka istotkę, natychmiast znienawidziła nienarodzone jeszcze dziecko. Wychowywana jednak w chrześcijańskiej wierze, nie mogła zdobyć się na pozbawienie jej życia. Niedługo po dokonaniu tego odkrycia, Yvetta uciekła, bojąc się wyparcia przez rodzinę. Przez cały okres ciąży przeklinała dzień, w którym poznała Hyordana, przypisując mu wszystkie nieszczęścia, które ją spotkały w ciągu następnych kilku miesięcy. Los jednak chciał by Vett pokochała znienawidzone wcześniej maleństwo w chwili, gdy wzięła dziewczynkę na ręce; jej serce zabiło matczyną troską i wtedy kobieta poprzysięgła sobie, że zrobi wszystko aby umożliwić córeczce godne życie. Rano, gdy Yvettę obudziły ciche trele pozostałych na zimę w kraju ptaków, kobieta odkryła, jak wyjątkowe dziecko ma przed sobą. Dziewczynka miała cerę bladą jak otaczający je śnieg, białe włosy, które skrzyły się niczym diamenty w promieniach przebijającego się przez korony drzew słońca i dwukolorowe oczy. Lewa tęczówka była tak jasna, że niemal biała, prawa natomiast ciemnobrązowa, niby czarna. Wieśniaczka była urzeczona widokiem małego cudu, który dane jej było nosić pod sercem, ale w głębi duszy poczuła ukrycie strachu o ich wspólną przyszłość. Dziecko wyglądało bowiem jak rasowy Potępieniec, przed którym tak ostrzegał Kościół. Heterochromia nie była niczym nadzwyczajnym, chyba, że jak w przypadku córeczki Vett, tęczówki miały biało- czarny kolor. Władza papieska uosabiała to jako znak pogwałcenia anielskiej czystości poprzez konszachty z samym diabłem. Takie dzieci odbierano matkom tuż po porodzie i w brutalny sposób pozbawiano je życia. Yvetta wiedziała, że jedynym ratunkiem dla jej nowonarodzonego dziecka jest zawarcie paktu z siłami zła. Kobieta, nie mając nic do stracenia, zabrała córeczkę, owijając ją grubą chustą i ruszyła w stronę krańca lasu. Stojąc na granicy boru i szczerego pola, położyła dziewczynkę na ziemi. Sama zaś rozerwawszy swoją suknię, przy użyciu tępego sztyletu skrwawiła swoją pierś, pisząc imię Lyastry, co oznaczało przywołanie owego Daemona. Kiedy pierwsze krople krwi opadły na śnieżnobiały puch, przed wieśniaczką pojawiła się postać mężczyzny, odzianego w czarne szaty z niepoprawnie bladą cerą, o przeszywającym, zimnym spojrzeniu. Kobieta pchana strachem zaczęła wykonywać znak krzyża, jednak Daemon przerwał jej w połowie.
— Czyż nie wezwałaś mnie z powodu, że twój Bóg przestał ci wystarczać?
— T-tak, panie — wydukała Yvetta. Podniosła zawiniątko przed sobą leżące i oddała je do rąk mężczyzny.
  Daemon przyjrzał się małej z uwagą i kiwnął głową.
— Zdajesz sobie sprawę jaką cenę musisz ponieść by ją ocalić?
  Kobieta w milczeniu skinęła, patrząc po raz ostatni na swoje jedyne dziecko.
— Zrobię dla niej wszystko, byle mogła żyć w świecie bezpiecznym dla takich, jak ona.

  Lyastr spojrzał na nią z ukosa, jednak ponownie kiwnął głową. Czuł unoszącą się wokoło znajomą aurę, lecz przypisał ją dziecku, a nie samej matce. Mężczyzna nakazał położyć jej maleństwo na ziemi, a następnie wyciągnął rękę i za pomocą swojej mocy pozbawił Yvettę życia, które miało posłużyć jako czynnik mający się przyczynić do przetrwania dziewczynki. Lyastr wziął niemowlę na ręce i zniknął w oparach gęstej, ciemnej mgły.

  Wieki mijały, a faery zamieszkały krainę zwaną Eldaryą, by chronić się tam przed żądnymi krwi ludźmi. Świat ten był jednak nieurodzajny, nękany różnymi klęskami, na skutek krzywd, których dopuściły się wielkie rasy względem siebie. Niektóre z Aengeli, bojąc się poświęcić własne życie, uciekły, jednak inni przedstawiciele odnaleźli je i siłą zmusili do oddania życia za innych. W wyniku odebrania im wolności nowa ziemia nie mogła zaznać spokoju, gdyż krzywda zamordowanych faery nie pozwalała ich duszom na odnalezienie spokoju. By w logiczny sposób wytłumaczyć anomalie zaczęto rozprowadzać plotki jakoby Aengele zrezygnowały z dołączenia się do Poświęcenia i w ten sposób naruszyły strukturę Eldaryi. Wściekłe faery rozpoczęły więc krucjatę przeciwko przedstawicielom Daemonów, które mimo bycia odrębną rasą, zostały uznane przez rozjuszony tłum za skorumpowane anioły, ze względu na czarny kolor skrzydeł i demonie oczy. W krótkim czasie cała populacja Aengeli jak i Daemonów została wytępiona co do ostatniego osobnika. Lyastr obserwował cały dramat z bezpiecznej kryjówki, jaką był wstanie stworzyć ze względu na otrzymane niegdyś przywileje. By utrzymać krnąbrne faery, przywódca Aengeli i Daemonów, Calansar, stworzył sześcioosobową radę, w której skład wchodziły odpowiednio po trzech przedstawicieli gatunku. Zostali oni obdarzeni nieśmiertelnością, by zawsze móc służyć pomocą innym. Grupa wybrańców musiała się jednak podporządkować trzem zasadom, w przeciwnym razie spotkała je natychmiastowe unicestwienie. Pierwszą z nich było bezwzględne posłuszeństwo, drugą niemożność odmówienia komukolwiek pomocy, a ostatnią wyrzeczenie się wszelkich uczuć, w tym miłości.

  Lyastr pluł sobie w brodę za każdym razem, gdy przytaczał owe zasady; został bowiem obdarzony błogosławieństwem najwyższego, w jaki więc sposób mógłby złamać którąkolwiek z tych zasad? Czas jednak pokazał, że było to łatwiejsze niżby się spodziewał.

  Nadchodząca zima miała być przełomem w tułaczce niemowlęcia u boku księcia mroku. Rasa ludzka przestała zajmować się uganianiem za Potępionymi, toteż Lyastr zadecydował, że nadeszły już odpowiednie czasy, o których wspominała sama Vett. Koncentrując swoją energię, przywołał dziecko do świata żywych, tym samym budząc dziewczynkę z trwającej przeszło tysiąc lat hibernacji. Czuł, że jest to odpowiedni moment, moment, by wypuścić ostatnią z przetrwałych na wolność.


Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (20-06-2021 o 16h33)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#2 13-05-2021 o 19h48

Straż Obsydianu
Cata
Pomocniczka Jednorożca
Cata
...
Wiadomości: 364

Uauuu. Podoba mi się. Bardzo mi się podoba nawet. Skojarzyło mi się lekko z 'cyklem Inkwizytorskim' Jacka Piekary.

Kilka rady : Gdy już napiszesz kilka zdań, przeczytaj je raz jeszcze. Niekiedy są powtórzenia, bądź coś takiego :
" Wówczas papież wydał dekret by każdą osobę, która prowadzi podejrzane praktyki [...] ma być skazany na śmierć."

Polecam też, gdy jest ściana tekstu (jakiś dłuższy opis lub monolog) kliknąć ENTER, bo trochę się zlewa jedno z drugim i ciężko się czyta.

Ale ogólnie opowiadanie bardzo przyjemne.

Offline

#3 14-05-2021 o 18h14

Straż Obsydianu
Lix
Nowa
Lix
...
Wiadomości: 8

@Divia
Romansu?! *pyrchnięcie* chyba Ezarela z miodem, oraz zazdrość Ley o to drugie

Ze względu na duże braki w higienie osobistej, życie na śmietnikach i konanie w ściekach, a przede wszystkim brak opieki medycznej, byli oni nosicielami wielu chorób, które mogły pogrążyć całe miasta w czarnej zarazie, wobec czego to oni byli najczęściej skazywani za herezję.

Coś mi nie gra w tym fragmencie. (Tak wiem, to nie jest nawet 1 rozdział a ja już się czepiam ;3; )
Nie mniej chodzi mi o fragment "byli oni nosicielami wielu chorób" Ten fragment jest dla mnie jakoś po prosty wyrwany z kontekstu.

A tak to całkiem fajniusio, nie mam pojęcia pi co te głupie osoby ocaliły tego małego drania. Dalej jej nie lubię, grry •`~`•

Offline

#4 14-05-2021 o 20h52

Straż Absyntu
Methrylis
Pomocniczka Sylfów
Methrylis
...
Wiadomości: 1 222

https://i.imgur.com/KLbAPid.png


Hej hej! Raz — dziękuję za komentarz u siebie, to bardzo mile! <3 A dwa — wpadam i ja do ciebie, bo skoro już wszystko się spaliłam i mogę być ze wszystkim na bieżąco, to zamierzam z tego skorzystać! Więc lecim!

Ok, ale muszę od razu o czymś wspomnieć: spacja przed i po myślniku to nie tylko kwestia estetyki, ale i interpunkcji. Więc lepiej, żeby te spacje się tam pojawiały ;]

Ale od razu mogę powiedzieć, że bardzo mi się podoba początek! Jest klimatyczny, ale i treściwy — nie zanudza i jasno określa, w jakim świecie będzie toczyć się akcja, podając najważniejsze cechy. Naprawdę super się to na razie czyta!

Baaardzo podoba mi się koncepcja tej sześcioosobowej rady i mam nadzieję, że to ma jakieś większe znaczenie w fabule ;]]]

Jestem naprawdę zachwycona tym prologiem <3 Więc czekam na resztę i pozdrawiam ^^


https://i.imgur.com/hoEOs1F.png


https://i.imgur.com/6gLWhFY.png[/img]

Offline

#5 14-05-2021 o 23h48

Straż Obsydianu
Sharessa
Nowa
Sharessa
...
Wiadomości: 6

Witam serdecznie <3
W komentarzach pojawiam się raczej rzadko, bo jakoś nigdy nie byłam dobra w pisaniu o tym, co mi się podoba lub nie (zawsze u mnie bywało tak, że albo ogólnie mi się coś podoba, albo wręcz odwrotnie - co konkretnie, nigdy nie potrafię powiedzieć) Tak wiem - zagmatwane, ale to właśnie ja i mój komencik o.O
Przyznam, że bardzo ucieszyłam się, widząc, że postanowiłaś publikować to opowiadanko - poprzednio czytałam je z przyjemnością i teraz również wiem, że będę tu regularnie zaglądać. Uwielbiam klimat jaki tworzysz i po przeczytaniu tego, co zaserwowałaś, niecierpliwie czekam dalszej części.
Nie trać weny i ducha i pisz dalej /static/img/forum/smilies/smile.png Pozdrawiam serdecznie <3

Offline

#6 19-05-2021 o 19h18

Straż Absyntu
Kace
Nowa
Kace
...
Wiadomości: 8

Ha! Wydawało mi się na pierwszy rzut oka, że niewiele zmieniłaś, a jednak. Rzuciła mi się w oczy zwiększona frekwencja szczegółów w ramach objaśniania Twojej koncepcji. Ale co najlepsze... Lyastr! Mam nadzieję, że w dalszym toku nic mu się nie stanie, a jeśli stanie, to jednak w jakiś sposób pozostanie z główną bohaterką, bo, choć ta postać jest słabo zarysowana, to ja do niej od razu, jak może pamiętasz, zapałałam dziwną sympatią XD

i zauważyłam coś takiego

Divia napisał

a tym samym chronić niemowlę, które bez pomocy swoich nie mogło rozwinąć swoich mocy, w zależności od gatunku.


No, i czekam jak to będzie dalej :3

Offline

#7 21-05-2021 o 17h13

Straż Absyntu
Rhianwena
Pokonała Kurę
Rhianwena
...
Wiadomości: 771

Zawitać do twojego opowiadania zamierzałam jeszcze na starym forum, ale niestety tak wyszło, że nie zdążyłam. Przybywam więc teraz, żeby sypnąć paroma słowami w oczekiwaniu na następny rozdział (bo tak, będę stałym czytelnikiem /static/img/forum/smilies/big_smile.png).

Jestem bardzo zaintrygowana tym, że postanowiłaś w swoim opowiadaniu ująć również tę historię Eldaryi samej w sobie i jej wspólne fragmenty ze światem ludzkim. Samo to jest dla mnie już intrygujące, jak i to, że postanowiłaś zachować te realia związane z religijnością, która pojawiła się w chyba prawie wszystkich społecznościach. /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Sama opowieść jaką chcesz nam zaserwować, ciekawi mnie już teraz. Widać, że pisać lubisz i chcesz wprowadzić w klimat, co ci się udaje.

To co sama bym ci doradziła, to byś oddzielała trochę częściej od siebie akapity. /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tekst wówczas staje się nieco bardziej czytelny. Wcięcia akapitów też mogłabyś zrobić ociupinkę większe, tak mi się zdaje. Trzy-cztery spacyjki powinny być okej. ♥ Ogólnie rozdzielanie tych fragmentów jest czymś, co trzeba niejako wyczuć - ale jestem pewna, że podczas czytania zauważysz, gdzie mogłabyś przenieść go do kolejnej linijki.
Spróbowałabym też konstruować miejscami ociupinkę krótsze zdania, bo momentami byłam nieco zamotana.

Nie mniej, zostaję tutaj, dziękuję za lekturę i życzę wiadra weny!!


skonsternowana kama
https://i.imgur.com/h6lPGWd.png

Offline

#8 13-06-2021 o 22h30

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

-Rozdział 1-




    Śnieg pokrył ziemię białą pierzyną, tworząc jedyny w swoim rodzaju krajobraz. Lyastr, stojąc na ganku starej, drewnianej chaty, mierzył lodowatym spojrzeniem otaczającą go okolicę. Ostatnimi czasy ludzie za bardzo zaczęli się interesować magią i jej pochodnymi. Mężczyzna obawiał się, że siedmioletnia dziewczynka, która teraz beztrosko bawiła się, podrzucając do góry płatki śniegu, może napotkać problemy z tym związane. Wiadomo, że historia lubi się powtarzać, a mała Laeyzdl była już na tyle duża, by móc przekroczyć granicę pomiędzy światami.
    Daemon westchnął i przywołał gestem dłoni białowłosą. Przez siedem lat uczył ją języka starożytnych, łaciny jak i powszechnie używanej mowy. Pokazał jej także, które rośliny są zdatne do spożycia czy wręcz przeciwnie- trujące, gdzie znajduje się woda pitna i jak ją rozpoznać. Mimo że Lyastr zaprzeczał przed samym sobą jakoby żywił jakiekolwiek uczucia do tego małego bękarta, którym przyszło mu się opiekować, bolała go myśl, że już nie długo będzie musiał pożegnać się z dziewczynką. Wymyślił jednak sposób jak ułatwić małej przetrwanie w obcym dla niej świecie.

  — Tak jak powtarzaliśmy, nazywasz się Laeyzdl i zostałaś wychowana przez driady, po tym jak twoi rodzice zostali zamordowani. W wyniku wypadku twoje oko pokryło się bielmem, stąd dwukolorowe tęczówki. Jakby ktoś cię zapytał, dlaczego błąkasz się sama powiesz, że las, w którym do tej pory mieszkałaś spłonął, a ty musiałaś ratować się ucieczką.
  — Dlaczego nie mogę powiedzieć, że wychowałeś mnie ty, wujku?
  — Bo nikt nie może się dowiedzieć o moim istnieniu — odburknął.
  — Dlaczego?
  — Bo nie lubię ludzi — warknął, co raz bardziej poirytowany.
  — A mnie? Mnie wujku lubisz? — dziewczynka wygięła blade usta w podkówkę i spojrzała zaszklonymi oczami na Lyastra.
  — Mówiłem ci żebyś nie nazywała mnie wujkiem — westchnął. — Powiedzmy, że cię toleruję.
  — A co to znaczy?
  — To, że jak za chwilę nie zamkniesz swojej ślicznej buźki to przywiążę cię do drzewa i zostawię!
    Leay spojrzała na niego zdziwiona, po czym wybuchła śmiechem.
  — Nie możesz tego zrobić.
    Daemon spiął się na jej słowa. Starając się ukryć swoje zaskoczenie odwrócił się i spojrzał na poważną twarz małej. Przecież nie mogła wiedzieć, kim on jest. Nikt tego nie wie. O radzie krążą legendy, ale nikt naprawdę nie wierzy, że istnieje grupa nieśmiertelnych faery, w dodatku dwóch wrogich sobie ras.
  — A to niby dlaczego? — rzucił jakby od niechcenia, mając nadzieję, że w ten sposób dowie się ile wie dziewczynka.
  — Żaden szanujący się wujek by tego nie zrobił — odparła i wbiła poważne spojrzenie w Lyastra, pod którym niemal ugięły się nogi.
  — Taak, masz rację — otarł niewidocznie kropelki potu z czoła. — Zmykaj do łóżka, bo jutro wyruszasz z samego rana.
  — A ty?
  — A ja będę stąd wszystko nadzorował.

~~


    Kavenja, małżonka szanowanego wampira z rodu Nifrendaque, szła w ciężkiej, zimowej sukni w stronę lasu, by osobiście nadzorować zbiory niezwykle rzadkiego rodzaju miodu, który można było zbierać tylko w jednym dniu w roku- pierwszy dzień trzeciej części czwartej kwarty Księżyca. Wtedy to srebrna tarcza świeciła nieustannie przez dwadzieścia cztery godziny, dając możliwość na znalezienie gniazda Księżycowych Os, które produkowały jedyny w swoim rodzaju, tak jasny, że prawie biały miód. Wampirzyca każdego roku pilnowała swoich pszczelarzy, by ci nie próbowali ukraść nawet najmniejszej ilości wartego krocie produktu. Kobieta była bezwzględna jeśli chodziło o lojalność swoich pracowników i nie wahała się zwalniać każdego, kto choćby dał jej podejrzenia jakoby prowadził jakieś interesy za jej plecami. Miała ona także grono zaufanych osób, które nie miały oporów przed donoszeniem na niższych rangą pracowników.

    Kiedy nareszcie dotarła na miejsce- niewielką polanę dobrze ukrytą w gęstwinie drzew, usiadła na specjalnie przygotowanym fotelu i obiegła wzrokiem okolicę. Kilkoro faery w pocie czoła pracowało nad wydobywaniem miodu z wysokich na kilka metrów drzew, uważając by nie rozsierdzić os, których jedno ukąszenie skutkowało długą, bolesną śmiercią, jeśli w odpowiednio krótkim czasie nie podało się antidotum. Czworo mężczyzn doskonale wiedziało, że ich pani nawet nie kiwnęła by palcem, aby ich ratować. Od najdłużej pracującej służby już nie raz słyszeli ostrzeżenia, że Kavenja poniekąd uśmierciła tak kilku pszczelarzy, twierdząc, że wypadki przy pracy się zdarzają i każdy odpowiada sam za siebie. W dużym uproszczeniu znaczyło to tyle, że mimo iż wampirzyca miała zapas surowicy, ani razu nie oddała choćby jednej fiolki swoim podwładnym.
    Wszyscy pracowali w ciszy, gdy nagle zaufana pokojówka hrabiny zauważyła ruch w pobliskich krzewach. Gotowa była oddać życie za swoją panią, toteż bez wahania ruszyła w kierunku, z którego mogło pochodzić potencjalne zagrożenie. Kiedy rozsunęła gałęzie ujrzała skuloną dziewczynkę, o brudnych, skołtunionych włosach i podartej sukience. Chwyciła małą za ramię i wyciągnęła z zarośli, a następnie niemal siłą zaciągnęła przed oblicze Kavenji.
    Kobieta rzuciła jej pytające spojrzenie, jednocześnie nieznacznie wykrzywiając twarz z obrzydzeniem. Dziewczynka wyglądała na skrajnie zaniedbaną, co zawdzięczała pomysłowości Lyastra, który tuż przed otworzeniem portalu powiedział żeby Laey ulepiła mu bałwana z błota, gałązek i kamyczków, tak aby miał po niej pamiątkę. Liczył na to, że dziecko ubrudzi się nie miłosiernie i jego mała podopieczna go nie zawiodła. Tak przygotowaną siedmiolatkę wysłał do Eldaryi, dokładnie w miejsce, z którego wyciągnęła ją pokojówka.
  — Skąd ona się tu wzięła — rzuciła beznamiętnie wampirzyca. — Ile ty masz lat, dziecko?
  — Siedem — szepnęła, ale nagle poczuła obok siebie obecność dotychczasowego opiekuna, który jak gdyby szeptał jej prosto do ucha formułkę, powtarzaną od miesięcy. — Nazywam się Laeyzdl, wychowywały mnie drzewa, a po tym jak driady zostały zamordowane musiałam uciekać, bo moi rodzice spłonęli w pożarze, gdzie mieszkałam. A to — wskazała swoją białą tęczówkę — mam w spadku. 

    Lyastr, który obserwował całą scenę z bezpiecznej odległości przejechał dłonią po twarzy, niepoprawnie naciągając sobie dolne powieki. Przez kilka sekund wahał się czy nie przyjść małej na ratunek, ale wszystko potoczyło się szybciej, niżby się spodziewał.

    Kavenja siedziała przez dłuższą chwilę wyprostowana jak struna, zerkając to na znajdę, to na swoją służącą, która była nie mniej zszokowana. W końcu zaśmiała się nerwowo i poleciła jak najszybciej zakończyć zbiory, a sama ruszyła z siedmiolatką i pokojówką do dworu. Będąc już na miejscu nakazała doprowadzić dziewczynkę do porządku i zapoznać ją z Karenn- były w podobnym wieku, a młoda wampirzyca ostatnio coraz częściej narzekała na brak towarzystwa. Dziewięcioletni Nevra był zajęty nauką, na którą czarnowłosa była jeszcze za młoda. Poza tym, Kavenja chciała wychować córkę na małą damę, a nie – uczyć ją uganiania się na śmierdzących rawistach za dziką zwierzyną, do czego z zapałem zachęcał Nidhar swego pierworodnego. Laey, jak nakazała pani dworu, została przedstawiona najmłodszej mieszkance posiadłości, jednak aby zarobić na swoje utrzymanie dostała w przydziale mnóstwo innych obowiązków, z których codziennie musiała zdać raport pokojówce Kavenji.
    Tak minął względnie spokojny rok, w trakcie którego Laeyzdl mimochodem otrzymała wykształcenie z zakresu etykiety i historii, która znacznie różniła się od tego, co mówił jej Lyastr. Dziewczynka nie wchodziła jednak w dyskusje z nauczycielami, po części dlatego, że bała się surowych faery, które zawsze w zasięgu ręki miały krótki bacik do "tłumienia buntu w zarodku", a po części dlatego, iż wciąż czuła obecność Daemona, który skutecznie hamował jej porywczą naturę.
    Z roli najniżej postawionej służącej awansowała na opiekunkę Karenn, a wszystko za sprawą zadziornej wampirzycy, która nieustannie narzekała na brak towarzystwa w jej przedziale wiekowym. Nevra- starszy o kilka lat brat, mimo że był doskonałym kompanem, jako następca hrabiego miał swoje obowiązki i nie był w stanie poświęcać siostrze wystarczająco uwagi. Karenn była dość wybredna, jeśli chodziło o jej opiekunki, lecz Laey od razu przypadła jej do gustu, więc białowłosa szybko porzuciła swoje obowiązki na rzecz zabawiania małej złośnicy.

    Szczęście jednak nie trwało długo, a wyjątkowość białowłosej coraz bardziej dawała o sobie znać. W dniu ósmych urodzin, kiedy dziewczynka późnym wieczorem obserwowała trening dwóch młodych faery, jej wewnętrzna moc zaczęła się uwalniać. Laeyzdl stanęła jak skamieniała; połowa jej ciała pokryła się siatką czarnych żyłek, a oczy błyszczały niezwykłym blaskiem. Otoczył ją siwy, gęsty dym, który po krótkiej chwili zaczął formować się w coś na kształt skrzydeł. Dziewczynka czuła, jakby coś próbowało rozerwać ją od środka, ale z lekko rozchylonych ust nie wydostał się nawet cichy jęk.
    Przebudzenie trwało kilka minut i pech chciał, by cały spektakl zobaczył Nidhar, wielki hrabia z rodu Nifrendaque, ukrywający pod pozorem idealnego pana dworu tysięczne długi, których w żaden sposób nie mógł spłacić. Los się najwyraźniej do niego uśmiechnął, a Wyrocznia zesłała mu to dziecko, które wydawać by się mogło, rozwiąże wszystkie jego problemy. Natychmiast kazał przygotować sobie wierzchowca. Omdlałe ciało Daemona przerzucił przez siodło, po czym sam dosiadł Rawista i ruszył w tylko sobie znanym kierunku. W trakcie dzikiego galopu posłał swojego chowańca by ten odnalazł Enadora, wierzyciela, przed którym tak usilnie próbował się ukryć. Po przejechaniu kilku kilometrów ściągnął ostro wodze, z przerażeniem wpatrując się w bestię, która zastąpiła mu drogę. Enador lubował się w agresywnych chowańcach, a dzięki swojej bezwzględności bez trudu poskromił blackdoga, który teraz z mordem w oczach wpatrywał się w wampira. Mężczyzna nerwowo przełknął ślinę i cofnął wierzchowca o parę kroków, ale naraz poczuł na plecach ostrze sztyletu. Ostrze, które wszędzie mógłby rozpoznać- lekko zagięte zrobione z zimnego jak lód metalu, umocowane w misternie zdobionej rękojeści z kości słoniowej, okutej czystym złotem. To samo ostrze pozostawiło na jego ramieniu długą, głęboką bliznę, którą usilnie starał się ukryć przed całym światem.
  — Zsiadaj.
    Nidhar słysząc rozkaz od razu zsunął się z grzbietu rawista, zupełnie zapominając o dziewczynce. Przerażony spojrzał w kierunku zakapturzonej postaci, która w lewej ręce trzymała martwego pterocorvusa.
  — Ostatnio zrobiłeś się zbyt zuchwały, mój przyjacielu — mężczyzna rzucił truchło w stronę blackdoga, który kilkoma kłapnięciami pożarł ciało chowańca. — Aż tak się za mną stęskniłeś? — Enador dotknął brody wampira sztyletem, tym samym zmuszając go do podniesienia głowy i spojrzenia mu prosto w oczy. — Co to jest?
    Jeden z ludzi wierzyciela ściągnął bezwładne ciałko z siodła i niczym kukiełkę złapał dziewczynkę za włosy, pokazując ją swojemu panu. Laey wciąż miała prawy policzek pokryty jakby czarną pajęczynką, lecz jej ciało z każdą upływającą minutą stawało się co raz bardziej sine. Oddech, który do tej pory był w miarę wyrównany, z każdą chwilą stawał się krótszy i jakby bardziej gwałtowny. 
  — Zabierz ją stąd — rzucił w kierunku mężczyzny, który trzymał dziecko. — A my — spojrzał na niepoprawnie, nawet jak na niego, bladego ze strachu wampira — musimy sobie poważnie porozmawiać.


~~


    Mała faery leżała blada jak śmierć na polowym łóżku, nie wykazując żadnych funkcji życiowych. Przerażona zielarka, która chwilę temu dostała dziewczynkę pod opiekę, przystawiła policzek do jej twarzy. Merde, zaklęła w swoim języku, gdy nie wyczuła nawet najlżejszego wydechu. Poderwała się z kolan i rzuciła się w stronę regału. W panice przeszukiwała wszystkie półki, niemal nie rozbijając ich zawartości w drobny mak. W końcu jednak znalazła to, czego tak bardzo teraz potrzebowała.

    La'via, eliksir na bazie mieszanki niemalże niedostępnych ziół, który był wstanie postawić na nogi armię ogrów.

    Kobieta wzięła strzykawkę z grubą igłą i nabrała eliksiru do przyrządu. Wpierw naciągnęła jedynie dwa mililitry płynu, jednak szybko wybrała całą resztę. Dwadzieścia mililitrów; ilość, która mogła paradoksalnie wysłać kogoś na tamten świat szybciej, niż można by się tego spodziewać. Szybkim lecz niepewnym krokiem podeszła do pacjentki. Rozpięła koszulę na wysokości serca i przyłożyła igłę do skóry. Ręce jednak trzęsły jej się jak w agonii, przez co nie mogła poprawnie zaaplikować leku. Łzy wielkie jak groch potoczyły się po jej policzkach; wiedziała, że w tej sytuacji liczy się każda sekunda, ale strach przez Enadorem całkowicie ją paraliżował. Kiedy usłyszała dudniący tętent chowańców, wiedziała, że stało się coś złego. Jej pan nigdy, pomimo swojej porywczej, czasami niemal sadystycznej natury, nie forsował niepotrzebnie zarali, które w dzisiejszych czasach były na wagę złota. Za nim zdążyła wyglądnąć ze swojego namiotu, do prowizorycznego gabinetu wtargnął Xaan, z dzieckiem na rękach, którego bezwładne ciało ledwo można było utrzymać w ramionach. Bez słowa położył pacjentkę na kozetce. Jedno spojrzenie na mężczyznę wystarczyło, by elfka zrozumiała, że od życia tej małej zależy także ich własne. A teraz, wciąż stała nad wątłym ciałkiem, niezdolna do żadnego ruchu. Naraz ktoś gwałtownym ruchem odwrócił ją w swoją stronę i wymierzył policzek, nie na tyle silny by elfka upadła, lecz na tyle mocny by to poczuła. Jaqor wlepiła przerażone spojrzenie w mężczyznę przed sobą.
  — Zrób to, głupia, za nim on przyjdzie — Xaan wlepił równie przestraszone, ale i wściekłe spojrzenie w kobietę.
    Jakby w przypływie nowej siły, zielarka krótko kiwnęła głową. Całą swoją uwagę skupiła ponownie na dziewczynie i pewnym ruchem wbiła igłę. Sekundy dłużyły się niby godziny. Reakcja powinna wystąpić natychmiast, tu zaś zielarka nie wyczuwała najmniejszych oznak, że serce na powrót podjęło pracę. Zamiast tego ciało dziewczyny pokryło się sino-białą barwą, a prawa strona przyoblekła się w siatkę czarnych żyłek. Nagle siedmiolatka zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Szeroko otworzyła oczy, z których jedno świeciło niby niebiańskim blaskiem, drugie zaś przypominało czarną otchłań. Jaqor z krzykiem odskoczyła od białowłosej, wpadając na Xaana, który objął ją ramionami. Nad białowłosą uniosła się zamglona postać, jakby ciało dziewczyny opuściła dusza. Przybrała ona postać na wpół demonią, na wpół anielską, rozpościerając ogromne skrzydła niby tarczę, która miała chronić Laeyzdl. Chwilę po tym, z zawrotną prędkością wbiła się z powrotem w ciało dziecka.


    Kavenja czuła, że coś się stało. Była wstanie powiedzieć z dokładnością co do godziny, kiedy owo natrętne niczym mucha uczucie niepokoju oplotło ją swymi mackami. O ósmej wieczorem, gdy zobaczyła męża pędzącego w stronę lasu jakby go sam Daemon gonił, poczuła niemal duszący ciężar w klatce piersiowej, który miast ją opuszczać wciąż przybierał na sile. Początkowo starała się zdusić to uczucie w zarodku i zająć się porządkowaniem dokumentów, lecz niepokój nie chciał odpuścić.
    Po około trzydziestu minutach nieudolnych prób porządkowania papierów, Kavenja aż kipiąc, zirytowana wyszła z gabinetu i udała się do pokoju córki. Miała nadzieję zastać tam małą znajdę, jednakże okazało się, że Karenn już spała, natomiast miejsce Laeyzdl było puste. Kobieta odwróciła się na pięcie i zamaszyście otoczyła się suknią. Jej obcasy wystukiwały rytm na marmurowej posadzce, wypolerowanej na błysk. Wampirzyca zeszła na dół, do głównego holu, co jakiś czas przystając, by złapać oddech. Nie wiedziała, co doprowadziło ją do takiego stanu, ale była święcie przekonana, że ma to związek ze zniknięciem niezwykłej znajdy.

    Znajda. Tak właśnie nazywała ją w myślach pani na dworze. Przez ten rok wytworzyła się między nimi trudna do opisania więź, tak silna, że niemal namacalna. Było to coś jak połączenie dwóch dusz w jedno. Kavenja zauważyła, że z biegiem czasu co raz bardziej odczuwała zmiany nastroju czy dolegliwości zdrowotne Laey jak swoje, co tak ją samo martwiło jak i fascynowało. W tym dziecku było coś niezwykłego, z porażającą łatwością uczyła się nowych rzeczy, potrafiła dostosować się do niemal każdej sytuacji, a przede wszystkim miała własny charakter.
Karenn czy Nevra zostali stłamszeni przez zasady etykiety oraz masę nauki i obowiązków, Laeyzdl natomiast mimo powierzonych jej zadań nie traciła dziecięcego wigoru i wszędzie było jej pełno. Bywało nawet tak, że wampirzyca na każdym kroku widziała drobną sylwetkę, za którą ciągnął się płaszcz białych, splątanych włosów.

    Wampirzyca zajrzała do kuchni, zaplecza, spiżarni aż w końcu do najbardziej znienawidzonego przez siebie miejsca- stajni. Nigdzie jednak nie było śladu po ośmiolatce, co wprawiało kobietę w co raz większe zdenerwowanie. Z każdą chwilą czuła także jak słabnie, jakby miała zaraz stracić przytomność. Mimo wszystko udało jej się dojść do swojej sypialni i ułożyć na miękkich poduszkach. Sienna, jej zaufana służąca, zajrzała do pokoju zaniepokojona nietypowym zachowaniem swojej pracodawczyni. Kavenja odprawiła ją jednak z kwitkiem, nakazując jedynie by natychmiast znalazła Nidhara i kazała mu wracać do domu.
Nagle hrabinę przeszył potworny ból w klatce piersiowej, jakby ktoś wbił jej sztylet prosto w serce. Kobieta zaczęła tracić oddech i poczuła jak z nosa pociekła jej stróżka krwi. Na granicy świadomości machnęła ręką, zrzucając wazon, mając nadzieję, że Sienna nie odeszła jeszcze zbyt daleko. Ostatnim, co słyszała, był dźwięk rozbijającego się o posadzkę szkła.



odpowiedzi

Ostatnio zmieniony przez Divia (20-06-2021 o 16h46)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#9 14-06-2021 o 10h00

Straż Obsydianu
Lix
Nowa
Lix
...
Wiadomości: 8

Lyasrt stojąc na ganku starej, drewnianej chaty i mierzył lodowaty spojrzeniem otaczającą go okolicę.
pierwsza część zdania jest zupełnie odcięta od kolejnej.


Mimo że Lyastr zaprzeczał przed samym sobą jakoby żywi jakiekolwiek uczucia do tego małego bękarta
Żywił* całe zdanie jest napisane w czasie przeszłym, więc i to słowo powinno być.

Offline

#10 16-06-2021 o 13h09

Straż Absyntu
Kace
Nowa
Kace
...
Wiadomości: 8

ja jeszcze zauważyłam tu:

Divia napisał

Wampirzyca każdego roku pilnowała swoich pszczelarzy, by ci nie próbowali ukraść nawet najmniejszej ilości wartego krocie produktu.

To, co najbardziej lubię w Twoim pisaniu, to fakt, jak łatwo i szybko przywiązuję się do kreowanych przez Ciebie bohaterów xD Dlatego może tak mi żal było Lyastra (właśnie pojawiło mi się przyjemne skojarzenie, po zapisaniu Lys zamiast Lyas XDDD), ale w sumie poprzedni prolog też dlatego zrobił na mnie odrobinę większe wrażanie! Ale teraz, jak czytam 1 rozdział... Mrr, cudo! Tym razem, kolejna część, zdecydowanie bardziej mi się podoba niż "spalona" ;> Wspominałam, że chwilę zajmuje mi wdrożenie się w kolejne części - tym razem również i tego nie było. Zastanowiłam się nad tym i może... być może... nie to, że za długie zdania budujesz, bo długie zdania są fajne. Może czasem przydużo jest samych określeń w szeregu. Jednak mam w pamięci to, że idziesz nieco w stylizację, bo chodzi Ci o to, żeby język brzmiał dostojniej i to jest spoko - z każdym kolejnym rozdziałem zdaje się to kształtować, dopasowywać coraz naturalniej.

To, co również uwielbiam, to Twoje kreacje dzieci. Są takie pocieszne i autentyczne! <3 Pewnie już o tym pisałam, ale no jak o nich czytam to się nieodzownie uśmiecham xD

LYS...LYASSSTR <3 xDD No wiedziałam, wiedziałam, że równy z niego gość.

Ale wiesz, Kavenje np. też darzę ciepłymi uczuciami, pomimo - a może raczej właśnie z powodu - jej charakteru. Zwyczajnie postać nie jest czarno-biała, ale adekwatna psychologicznie, niby zła, ale też w taki jakiś pocieszny sposób... pocieszny, albo może raczej wzbudzający... nie aż litość, ale coś w tym rodzaju ;> Te jej dwie twarze, uh. Aż się chce dowiedzieć, jaką kobieta ma historię. Chociaż w nowej wersji rozdziału 2 jak na razie było jej mniej, szczególnie w odniesieniu do męża... ;3 Ale ja mam w pamięci i tamte wersje, więc tak sobie porównuję, dopełniam całości. (Swoją drogą w mojej wyobraźni Kavenja jawi się jako wydłużona - wyższa i chudsza - Mikko z rysami Nevry i/lub Karenn XD)

O, mam przykład z tymi zdaniami!:

Divia napisał

Kiedy nareszcie dotarła na miejsce, niewielką polanę dobrze ukrytą w gęstwinie drzew, usiadła na specjalnie przygotowanym fotelu i obiegła wzrokiem okolicę.

Czuję co jakiś czas takie lekkie przeskoki czy odskoki. Bo tutaj, powyższe zdanie wskazuje na to, jakoby Kavenja we wcześniejszym zdaniu czy akapicie szła, zmierzała do owego miejsca (chyba, że było, a mi już to z pamięci zdążyło wyparować 'XD). A że tej czynności nie było, informacja zawarta w powyższym zdaniu zdaje się być taka wyrwana, że na chwilę traci się rezon. Jeszcze tutaj kwestia tego, że zamiast przecinka lepszy byłby myślnik:

Kiedy nareszcie dotarła na miejsce niewielką polanę, dobrze ukrytą w gęstwinie drzew
Myślnik traktuje się wariantywnie do przecinka, ale także przydaje się, jeśli mamy do czynienia z treścią o innej proporcji, hm, innej mocy? Tutaj jest podstawiony zamiast frazy "na miejsce, to znaczy", albo "na miejsce, czyli". <i tu urwało mi myśl przez zlagowanie internetu i nie wiem już, co jeszcze bym mogła dodać xD>

Divia napisał

Lyastr, który obserwował całą scenę z bezpiecznej odległości przejechał dłonią po twarzy, niepoprawnie naciągając sobie dolne powieki. Przez kilka sekund wahał się czy nie przyjść małej na ratunek, ale wszystko potoczyło się szybciej, niżby się spodziewał.

XDD No jaka pocieszna ta mała Laey!

Divia napisał

Będąc już na miejscu nakazała doprowadzić dziewczynkę do porządku i zapoznać ją z Karenn- były w podobnym wieku, a młoda wampirzyca ostatnio co raz częściej narzekała na brak towarzystwa.

Łącznie słowo "coraz".

Poza tym partnerka Nidhara chciała wychować swoją córkę na małą damę, a nie uczyć ją uganiania się za dziką zwierzyną na śmierdzących rawistach, do czego z zapałem zachęcał chłopca jego ojciec.

Chyba jeszcze nie był wspomniany mąż Kavenji. A nawet jeśli, to zbyt dawno, aby automatycznie skojarzyć i nie musieć przystanąć i się chwilę zastanowić. (Nawet ja, akurat dobrze już pamiętając!! XD Na chwilę tu przystanęłam). Ogólnie można by to zapisać w np. takim układzie:

Poza tym, Kavenja chciała wychować córkę na małą damę, a nie – uczyć ją uganiania się na śmierdzących rawistach za dziką zwierzyną, do czego z zapałem zachęcał Nidhar swego pierworodnego.

Mi tam osobiście nie przeszkadza częste użycie imion i bywa lepsze niż stosowanie na siłę synonimów, ze względu na wspomniany proces kojarzenia. No i konkretnie w tym zdaniu jest mowa o córce, a później odniesienie do „chłopca”. Idzie się domyślić, że tym razem chodzi o Nevrę, ale jednak... no jednak przekaz traci na przejrzystości xD Albo przynajmniej dać „Kavenja”, a później „jej mąż”/ „ojciec Nevry”, albo „partnerka Nidhara”, a później po prostu „Nidhar”. Żeby jednak też nie wydłużać niepotrzebnie zdań. No i zresztą Ty jako autorka wiesz o co, o kogo chodzi, ale czytelnik jednak może już nie od razu kojarzyć.

Jeszcze tu, już przez @Lix wskazane zdanie:

Divia napisał

Lyasrt stojąc na ganku starej, drewnianej chaty i mierzył lodowaty spojrzeniem otaczającą go okolicę.

Literówka w imieniu, przecinki wydzielające myśl, literówka (lodowaty). Powinno być:

Lyastr, stojąc na ganku starej, drewnianej chaty, mierzył lodowatym spojrzeniem otaczającą go okolicę.
I jeszcze sprawa: przecinki trzeba stawiać przez imiesłowami -ąc ;3

Aha, i jeszcze co na tym etapie napomknę: w pierwszej wersji tego rozdziału był jednak opis motywu Kavenji – czemu w zasadzie ot tak wzięła do siebie tę obcą dziewczynkę. Teraz pozostało to niejasne, bo niedopowiedziane. Ale może to celowy zabieg...

Divia napisał

Karenn była dość wybredna, jeśli chodziło o jej opiekunki, lecz Laey od razu przypadła jej do gustu

O, tutaj sytuacja jaka już miała miejsce wcześniej (przy “swojej córce”, w odniesieniu do Kavenji). Moim zdaniem zaimek jest zbędny, bo wiadomo, że chodzi o opiekunki Karenn, a nie kogoś innego.

No i cóż. To już koniec rozdziału! a, no i te odstępy pomiędzy partiami tekstu fatycznie sprawiły, że jest czytelniej! Ja mam to automatycznie u siebie, ale w sumie też można w

opcjach akapitu

sama od niedawna to odkryłam - wraz z faktem, że i posługując się tym okienkiem powinno się robić odstępy akapitowe, a nie używając taba XDD - więc nie wiem jak to się ma później, po wklejeniu na forum, czy się psuje czy zostaje jak było


No. Dość chaotyczny komentarz mi wyszedł xDD

Ostatnio zmieniony przez Kace (16-06-2021 o 13h45)

Offline

#11 17-06-2021 o 16h18

Straż Absyntu
Rhianwena
Pokonała Kurę
Rhianwena
...
Wiadomości: 771

Dzień dobry, przybywam z komentarzem!
Nie będzie aż tak obszerny jak moich poprzedniczek, ponieważ wypisały większość rzeczy, o których sama w trakcie pisania myślałam, jednak coś jeszcze dodam.
Ogólne odczucia: bardzo mi się podoba, bo widać, że akcja się rozkręca i masz na nią konkretny pomysł. Bohaterowie zapowiadają się interesująco - chociaż moje serduszko ucieka ciągle do Lyastra i liczy, że będzie pojawiał się w miarę często. ^^"

Mam jednak taki drobny problem - bo przepięknie oddzielasz te akapity już teraz i jak najbardziej o to chodziło. Tekst jest znacznie bardziej czytelny, jednak mam poczucie, że właśnie te przejścia o których dziewczyny wspominały, były momentami problemem.
Głównie chodzi mi o to, że w niektórych momentach się dość dużo działo w trochę zbyt krótkim fragmencie? Nie wiem, jak to mogłabym ująć, ale mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli. Zwłaszcza mi się to rzuciło w oczy w przypadku tego streszczenia, że mała została wzięta na dwór i później zadbano o jej opiekę, edukację, i tak zleciał rok. Nieco bym to wydłużyła o jakieś pojedyncze fragmenty, trochę bardziej szczegółowe. Odbiór byłby wtedy łatwiejszy, tak myślę.
Moim zdaniem wówczas czytelnik zdążyłby się na spokojnie oswoić z każdą z tych rzeczy, bo sama czułam się trochę zamotana.

Tak czy siak, jestem ciekawa co zadzieje się dalej! I czekam na kolejny rozdział. /static/img/forum/smilies/smile.png


skonsternowana kama
https://i.imgur.com/h6lPGWd.png

Offline

#12 17-06-2021 o 21h34

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

INFORMACJA


Hej, hej wszystkim!
Przychodzę do Was z informacją, że poprzedni rozdział, a w zasadzie pierwszy (wszyscy wiedzą o co chodzi) został uaktualniony tzn. nieco rozszerzony. Planowałam umieścić to w rozdziale drugim, ale dzięki Waszym sugestiom uznałam, że może bardziej mieszać nie będę, bo sama się jeszcze w tym pogubię.

@Kace, mam nadzieję, że fragment o Kavenji Cię usatysfakcjonuje, mam w planach co nieco jeszcze napisać o jej relacji z Laey, ale na razie musisz zadowolić się tym ;P

@Rhianwena, taaak, rozumiem, ale cały czas zapominam, że czytelnicy nie siedzą mi w głowie i nie znają chociażby zarysu fabuły D: Postaram się poprawić i pisać bardziej.. zrozumiale(?) Wiesz o co chodzi ⌒_⌒;

@Lix, nie, Laey nie umrze, jeszcze nie teraz ;p

Ostatnio zmieniony przez Divia (17-06-2021 o 21h34)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#13 19-06-2021 o 17h51

Straż Absyntu
Methrylis
Pomocniczka Sylfów
Methrylis
...
Wiadomości: 1 222

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Dobra, z dużym opóźnieniem, ale jestem!

A teraz uwaga, bo będę krzyczeć: SPACJE MUSZĄ BYĆ POSTAWIONE PO OBU STRONACH MYŚLNIKA!!!!

"— Bo nie lubię ludzi warknął, co raz bardziej poirytowany" - ŹLE

"— Bo nie lubię ludzi warknął, co raz bardziej poirytowany" - DOBRZE

Nie chce mi się sprawdzać, ale jestem niemal pewna, że przy prologu też o tym wspominałam. Naprawdę lepiej to pilnować, bo raz, że to błąd, a dwa, że wyjątkowo brzydko wyglądający.

I teraz napiszę coś, co niedawno wyłapałam w innym opowiadaniu: jak u ciebie działają akapity? Tego rodzaju wyróżnienie w tekście stosuje się na dwa sposoby: ALBO wcięciem w pierwszym wersie ALBO wersem odstępu. Ty stosujesz oba, co jest błędem. Bo generalnie wcięcia w pierwszym wersie masz wszędzie i czasami używasz tylko takiego rozróżnika, tak jak w pierwszych dwóch akapitach - i to jest dobre. Ale potem nagle rzucasz wersami odstępu i nie bardzo wiem po co. I o ile ten pierwszy jestem w stanie zrozumieć - bo taki "dodatkowy akapit" w postaci pustego wersu stawia się w celu podkreślenia, że narrator przechodzi do zupełnie innej, nieco oderwanej od reszty akcji. Ale potem te puste wersy są zbędne.

Ale uroczy jest ten wuja <3 Nie wiem, niby surowy i nie wiem dokładnie, co i ile on tam czuje do tej małej, ale i tak go lubię xD

Btw to w sumie nie jest błąd, no bo wiadomo, to Eldka, świat pełen fantastycznych stworów. Ale ogólnie osy miodu nie produkują ;]

"co raz bardziej dawała o sobie znać" - 'coraz' ;]

"nie forsował nie potrzebnie zarali," - 'niepotrzebnie'

Wowowowoow ale końcówka! To one są faktycznie jakoś połączone? A to ciekawostka i naprawdę mnie zainteresowała! W ogóle akcja całkiem szybko leci do przodu, ale w tym wypadku to nie wada, bo wszystko toczy się dość naturalnie i wyraźnie widać, że przeciąganie pewnych akcji więcej by tu popsuło niż naprawiło. Także rozkręca się nam opowieść i bardzo mnie to cieszy! Więc czekam na resztę i pozdrawiam! ^^


https://i.imgur.com/hoEOs1F.png


https://i.imgur.com/6gLWhFY.png[/img]

Offline

#14 21-06-2021 o 20h53

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

-Rozdział 2-




    Minęło osiem długich lat. Lat pełnych strachu, nienawiści i niepewności. Lat, podczas których Laeyzdl zderzyła się z brutalną rzeczywistością, której samotnie musiała stawić czoła.

    Obóz Enadora był czymś w rodzaju dożywotniego więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie z pozoru najbardziej niewinny ruch mógł kosztować każdego utratę głowy. Dziewczyna przekonała się o tym na własne oczy, kiedy jedyna przychylna jej osoba- stara elfka, pełniąca rolę kogoś w rodzaju znachorki — zginęła z ręki samego przywódcy. Kobieta była bardzo pogodna i za wszelką cenę starała się unikać konfliktów. Gdy białowłosa trafiła do obozu, pchana współczuciem wzięła ją pod swoje skrzydło. Przez te kilka lat nauczyła ją podstaw alchemii i ziołolecznictwa. Laeyzdl jednak nie mogła spędzać z Hione tyle czasu, ile by chciała.

    Enador, chcąc poznać dokładnie pochodzenie dziewczyny, usiłował na wszystkie możliwe sposoby sprowokować białowłosą do ujawnienia swoich mocy, o których tak gorliwie zapewniał go Nidhar. Nikt do końca nie wiedział, czy całkowity brak jakiejkolwiek reakcji był spowodowany brakiem umiejętności Laey czy też strachem; dziewczynka przez niemal dwa pierwsze lata bała się się choćby pisnąć słówko i potrafiła całe dnie spędzić siedząc skulona w bezruchu. Nie pomagały prośby, groźby czy szantaże. Wszystko jednak się zmieniło, kiedy Enador zadecydował o zmianie lokalizacji obozowiska. Mężczyzna starał się to robić w miarę regularnie, by zdobywać nowych klientów, ale także by zmylić ewentualnych przeciwników. Właśnie wtedy, w dniu przeprowadzki, przyjaźń pomiędzy Hione a Laeyzdl zaczęła rozkwitać. Znachorce udało się sprawić, że dziesięcioletnia wówczas dziewczyna otworzyła się i, w mniemaniu dowódcy, stała się znacznie bardziej przydatna.
    Po dotarciu do nowego miejsca, Enador postanowił zajść białowłosą od innej strony i zaczął szkolić wraz z nowymi adeptami, którzy w przyszłości mieli pełnić rolę jego prywatnych ochroniarzy. Cenił sobie zaufanych wojowników, którzy bez wahania stanęli by w jego obronie, często ryzykując własne życie. Jego plany psuł fakt, iż wraz z wiekiem u Laeyzdl wzrastała pewność siebie, a jej porywczy charakter co raz częściej dawał o sobie znać. Xaan, zajmujący się szkoleniem młodych faery, tłumił  najmniejsze oznaki buntu w zarodku do tego stopnia, że nastolatkowie- najczęściej pochodzący z nielegalnego handlu- bali się oddychać bez pozwolenia. Laey jednak zdawała się drwić z ryzyka i dawała ostro do wiwatu trenerowi, który nie chcąc pokazać swoich niekompetencji, zaciskał zęby i znosił humory dziewczyny we względnym spokoju. Do czasu.
    Sielanka zakończyła się wraz ze śmiercią Hione. Laeyzdl ukończyła wtedy czternaście lat i była w drodze do przyjaciółki, która obiecała pokazać jej nową recepturę. Kiedy wychodziła zza namiotu zobaczyła elfkę, która rozmawiała z Enadorem. Kobieta zawsze stawała po stronie nastolatki, lecz tym razem mężczyzna nie przyjął na sucho jej tłumaczeń. Chwycił srebrny sztylet i poderżnął Hione gardło. Znachorka padła martwa na stwardniałą od silnych mrozów ziemię. Wtedy też bezdusznik spojrzał prosto w oczy dziewczyny, a ona wiedziała, że od tej pory nic już nie będzie takie samo. Laeyzdl, czując że straciła jedynego sojusznika, poczuła się jak mysz złapana w pułapkę. Od tej pory Enador zaczął osobiście nadzorować jej treningi, a także wysyłał ją na co raz trudniejsze misje, jakby chciał w ten sposób udowodnić jej swoją wyższość. Nastolatka aż do bólu przekonała się o tym, z jakim potworem miała do czynienia. Po upływie dwóch lat w nieustającym koszmarze, w swojej rozpaczy podjęła się próby ucieczki. Plan był prosty- podczas kolejnej misji przypadkowo zboczyć ze ścieżki i uciekać, byle dalej od niego i tego skąpanego we krwi miejsca. Niestety dziewczyna nie uwzględniła w swoim pomyśle jednego- Xaana. Prawa ręka Enadora, nie spuszczał wzroku z białowłosej, a teraz dodatkowo miał wolne pole do działania. Już na początku wyprawy się zorientował, że coś jest nie tak i w szybki acz bolesny sposób wybił z głowy nastolatce podobne pomysły. Przez kolejne kilka dni Laey chodziła cała obolała, tym bardziej wściekła na mężczyznę, że ten postarał się o to, by siniaki i skrwawienia były jak najmniej widoczne, jakoby teraz dzielili wspólny sekret. A Enador? Był zadowolony, że komuś w końcu udało się ujarzmić smarkulę.
    Jaqor, pełniąca rolę medyka, który nie jedno już w życiu widział, była w szoku, widząc w jakim stanie trafiła do niej nastolatka- cały tors był pokryty fioletowymi plamami, przybierającymi kształt ogromnych pięści Xaana. Ramiona pokryte krwawymi pręgami od ostrego bicza, używanego do popędzania opornych wierzchowców. Na koniec wyryty na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka mały sierp księżyca- niewidoczny, lecz bolesny- by Laeyzdl na zawsze zapamiętała ten dzień. Początek pierwszej kwarty Lśniącego Księżyca, dzień, od którego wszystko się zaczęło.

~~

    Czy naprawdę w tej przeklętej krainie nie ma choćby jednego normalnego faery, który nie przejawia sadomasochistycznych chęci pozbawienia mnie wolności? Czyżby w Eldaryi nastała nowa era, gdzie wszyscy postanowili cofnąć się do średniowiecza i na nowo zacząć urządzać jakieś chore krucjaty, które nie wnoszą do społeczeństwa nic poza rzeką krwi i łez? Na Wyrocznię, każdy różni się od innych na swój indywidualny sposób, dlaczego więc przez mój wygląd ciągle pakuję się w kłopoty?!

    Wysoka faery siedziała pod jedną z rozpadających się chałup, pilnowana przez młodego strażnika, który zdawał się zastanawiać co tak właściwie tu robi. Dziewczyna co chwilę posyłała mu spojrzenie spode łba, jakby to on był winny jej przyłapania na bezprawnym zajęciu lokum, przed którym siedziała już od przeszło godziny. A już myślałam, że w końcu będzie mi dane zagrzać tu miejsce na dłużej, niż jeden dzień, pomyślała gorzko.
    Wioska Fulerdan była jej pierwszym schronieniem, lecz szybko musiała ją opuścić, gdyż wzbudzała zbyt duże zainteresowanie okolicznych mieszkańców. Przeniosła się więc do oddalonej o kilka kilometrów Wariavi, jednak i tam nie pozostała na długo. W ciągu dwóch lat przemierzyła niemalże całą północno-wschodnią część krainy licząc, że szczęście w końcu się do niej uśmiechnie i będzie mogła zacząć życie od nowa. Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do niewielkiej osady zwanej Liahab i zatrzymała się na noc w tej starej chałupie, z dziurawym dachem, która zdawała się być pozostawiona na pastwę losu. Rano okazało się, że ów rudera wciąż ma właściciela i to właśnie on sprowadził na Laey kłopoty.
    Białowłosa zerknęła niskiego mężczyznę w podeszłym wieku, wciąż wydzierającego się i machającego rękami na wszystkie strony. Strażnik, który w mało delikatny sposób ściągnął Laeyzdl na ziemię z krainy snów, wyglądał na znużonego słuchaniem o tym, jak obecna młodzież jest impertynentna, bezczelna i ordynarna w stosunku do starszych.


    Lyasrt mimo szczerych chęci nie mógł pomóc dziewczynie. Więź, dzięki której mógł się z nią integrować została przerwana w momencie, gdy trafiła pod opiekę Kavenji. Daemon nie potrafił tego wytłumaczyć, ale wszystko wskazywało na to, że wampirzyca padła ofiarą uroku, który najprawdopodobniej nieświadomie rzuciła na nią ta mała przybłęda. Najwyraźniej ich dusze połączyło coś w rodzaju więzi; z jego obserwacji wynikało, że Kavenja odczuwała najmniejszą zmianę, jaka zachodziła w Laey, jednak kiedy ten idiota, Nidhar, wywiózł ją do najgorszej możliwej istoty, która od przeszło tysiąca lat pławiła się w bogactwie i krwi niewinnych, więź została przerwana, niemal doprowadzając hrabinę do śmierci. Lyasrt zauważył także, iż od tej pory dziewczyna nie związała się z kimś tak mocno, jak z nim czy Kavenją. Domyślał się, że być może chodziło o zależność dziecko- opiekun i kiedy Laeyzdl stała się wystarczająco duża, więź ta nie była jej już potrzebna. Nie mniej jednak bolało go, że nie może się spotkać z podopieczną, zadowalał się więc obserwowaniem jej poczynań w wolnych chwilach. Chwile te były niezwykle rzadkie, bowiem Daemon, jako jeden z Rady, musiał przede wszystkim dbać o względną równowagę w świecie Eel. Zadanie na pozór proste, komplikował fakt, iż jeden z przetrwałych przedstawicieli sześcioosobowego zgromadzenia dokonywał rzeczy wręcz niemożliwych, naginając wszelkie możliwe zasady, jednocześnie pozostając cały czas względnie bezpiecznym. Enador. Aengel, któremu władza uderzyła do głowy. Nie pozostał on bez kary, bowiem jego nieśmiertelność przemieniła się w półtora tysiąca lat życia, gdzie jego dwie trzecie miał już za sobą. Lyasrt patrzył na niego z mieszanką pogardy i podziwu. Nienawidził szczerze niegdysiejszego sojusznika, ale nie mógł mu odmówić pomysłowości w omijaniu niepisanych zasad.

Posłuszeństwo, pomoc, bezuczuciowość. Niewinna mieszanka, która wymknęła się spod kontroli. Wierząc, iż posłusznie wykonuje rozkazy, pilnując porządku, pomaga sprzedażą czy udzielaniem pożyczek oraz nie posiada uczuć udawało mu się zgrabnie naginać ustanowione niegdyś prawo.

    Mężczyzna handlował wszystkim, czym się dało, łącznie ze sprzedażą niewolników. Dzięki nielegalnym procederom stworzył własne imperium, któremu podporządkował znaczną część bogaczy Eel. Lyasrt tym bardziej był wściekły na Nidhara, że w zamian za oddanie ”cudownego dziecka” anuluje swoje długi. Wampir od lat tkwił w hazardowym półświatku i kiedy zaczęło mu brakować pieniędzy, zwrócił się o pomoc właśnie do Enadora. Chyba tylko dzięki błogosławieństwu Wyroczni ten bydlak nie pozbył się jej przy pierwszej lepszej okazji.
    Lyasrt starał się czuwać nad Laey jak przykładny anioł stróż, jednak jedyne, co mógł, to obserwować ją z góry. Gdyby Enador się dowiedział… Daemon potrząsnął głową jakby chciał odegnać złe wspomnienia. Nie mniej to właśnie dzięki tym wspomnieniom wiedział, co musi za wszelką cenę zrobić- nie dopuścić, by historia zatoczyła koło.


    Dziewczyna zerknęła jeszcze raz na chłopaka, który miał jej pilnować. Rekrut. Na mur beton rekrut.
    Powoli, nie chcąc zwrócić niczyjej uwagi, wstała ze spróchniałej ławki i małymi kroczkami zaczęła wycofywać się za dom. Kiedy wydawało jej się, że jest już poza zasięgiem wzroku, wykonała nagły zwrot i puściła się biegiem w stronę zabudowań. Słysząc, że młodzik zaczął się drzeć jak opętany zaklęła szpetnie pod nosem i wbiegła między kamienice.
    Liahab miało tą zaletę, że pomiędzy murowanymi budynkami biegł prawdziwy labirynt wąskich uliczek, w których z powodzeniem można błądzić godzinami. Laey była tu tylko raz, wczoraj, by nabrać wody ze studni. Droga do niej prowadziła głównym traktem, więc teraz, uciekając przed kilkoma nieco ociężałymi faery, uzbrojonymi jak gdyby mieli zmierzyć się z wojskiem wroga, Laeyzdl co rusz wyrzucała z siebie wiązankę przekleństw, kiedy trafiała na ślepy zaułek. W końcu doszła do wniosku, że prędzej wpadnie na stróżów prawa od siedmiu boleści biegając jak kot z pęcherzem, aniżeli kiedy wmiesza się w tłum. Przystanąwszy by doprowadzić się do porządku, rozpuściła włosy i przeczesała je palcami, by związać je ponownie, tym razem w koka tuż nad karkiem, tak aby łatwiej było jej schować charakterystyczne pukle pod kapturem. Twarz przemyła wodą ze stojącej nieopodal studzienki i otrzepała ubranie. Gdyby nie chwytała się każdej możliwej pracy, jaką oferowano jej poszczególnych miejscach, zapewne nie miała by teraz co na siebie włożyć. Sprawdziła jeszcze, czy w sakwie znajduje się srebrny sztylet z rękojeścią z kości słoniowej i zrobiła krok na przód. Gdy tylko postawiła stopę na głównym trakcie, usłyszała charakterystyczny szczęk żelaza, który poprzedził donośny krzyk.
    Jęknęła w duchu i zaczęła uciekać. Nie miała pojęcia czego ci ludzie mogą od niej chcieć –  z rozwrzeszczanym dziadkiem powinni rozprawić się raz dwa, coś nazmyślać i dać mu w łapę w zamian za zamknięcie tej skrzeczącej jadaczki. Wolała jednak nie wdawać się z nimi w dyskusje na temat wykonywania ichnich obowiązków, abstrahując już od tego, że banda uzbrojonych, wrzeszczących mężczyzn nie wyglądała przyjaźnie. Nagle poczuła, jak czyjeś palce zaciskają się na jej ramieniu i wciągają w wąski, ukryty w ciemności zaułek. Nim zdążyła krzyknąć, ktoś zakrył dłonią jej usta.
    — Radzę być cicho jeśli chcesz ocalić swój tyłek.
    Pogoń przebiegła obok pary, nie rzucając nawet okiem na ich kryjówkę. Laeyzdl szarpnęła się zdecydowanie — i tak długo wytrzymała, stojąc tak blisko obcego człowieka. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o jasnoniebieskich oczach i śnieżnobiałych włosach. Blada cera kontrastowała z ciemnym ubiorem, który wyglądał na towar z wyższej półki.
    — Dzięki — burknęła.
    Chciała wyminąć białowłosego, ale ten zatrzymał ją, blokując przejście. Laey mimowolnie wsunęła rękę w sakwę i zacisnęła palce na rękojeści sztyletu. Jednocześnie wbiła wzrok w oczy nieznajomego, jakby w ten sposób mogła przewidzieć jego kolejny ruch.
    — A gdzie ty się wybierasz? — zapytał. — Nie po to cię ratowałem żebyś teraz pchała się ich w otwarte ramiona.
    — Och, a już myślałam, że chcesz po prostu jako przykładny obywatel wydać mnie odpowiednim służbom — odparła równie ironicznie. — Odpowiadając na twoje pytanie,  byle dalej stąd.
    Mężczyzna wyminął Laey i sam wyjrzał zza węgła, a gdy nikogo nie zobaczył, wyszedł na uliczkę pewnym krokiem.
    — Nie idziesz? — zapytał, nie odwracając się.
    — Niby dlaczego mam ci zaufać?
    — Bo nikt inny nie będzie równie miły, jak ja.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (18-07-2021 o 21h52)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#15 01-07-2021 o 17h06

Straż Absyntu
Natsuki
Żołnierka Straży
Natsuki
...
Wiadomości: 522

No, nareszcie zawitałam i ja!

Głupio mi, że tak późno, ale przysięgam, że naprawdę nie miałam kiedy :<

Postaram się to wynagrodzić ładnym komentarzem!

Komentuję na bieżąco z czytaniem tekstu, może więc być tak, że będę się sama poprawiała XD

Dobra, pierwsze pytanie: jak właściwie powinnam wymawiać imię głównej bohaterki? "Lajezdl"? A może "e" jest nieme i będzie to "Lajzdl"? Pytam, bo w moim uniwersum jest kilka takich imion właśnie z niemymi literkami i jestem ciekawa, jak to u Ciebie wygląda /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Wgl to jeśli chodzi o imiona to muszę Cię pochwalić, brzmią bardzo ładnie i przyjemnie dla ucha :3

O, ciekawa rzecz z tym obozem. Mam tylko pytanie co do Hione - piszesz, że pełniła funkcję znachorki. Była to osobna, wolna posada czy została zmuszona do niej przymusem (w formie niewolnictwa)? Bo jakby to pierwsze, to trochę niefortunne zabijać jest personel znający się na leczeniu, zwłaszcza w obozie, a o innych znachorach nie ma wzmianki. Jak drugie, cóż... dalej uważam, że głupio ze strony przywódcy, że zdecydował się ją zabić, zawsze mogła się na coś przydać. Ale z drugiej strony, nie znamy powodu, dlaczego się na to zdecydował, podejrzewam więc, ze było to coś naprawdę grubego, i nie warto psuć sobie dalej krwi dla jednej elfki :3

O, doczytałam, czyli był tam inny medyk! Z drugiej strony, poprzez zabicie niewinnej staruszki przywódca pokazał swoją nerwowość, widać, że dał ponieść się emocjom.

widząc w jakim stanie trafiła do niej nastolatka- cały tors był pokryty


Spacja po "nastolatka" + w tym miejscu nie używamy dywizu tylko półpauzy. To jedno sobie zapamiętaj: dywizu (czyli krótkiego myślnika, o "-") używamy WYŁĄCZNIE przy łączeniu wyrazów i nie ma przy nim spacji, np. biało-czerwony. Dywiz NIE PEŁNI funkcji interpunkcyjnych, nie możesz go więc stosować do wyodrębniania myśli. W tym przypadku stosujesz półpauzy i po ich użyciu przed i po dajesz spację.

[...]mały sierp księżyca- niewidoczny, lecz bolesny- by Laeyzdl na zawsze zapamiętała ten dzień.


Poprawnie byłoby użyć półpauzy i oddzielić ją spacją od reszty:
mały sierp księżyca – niewidoczny, lecz bolesny – by Laeyzdl na zawsze zapamiętała ten dzień.


wyglądał na znużonego słuchaniem o tym, jak obecna młodzież jest impertynentna, bezczelna i ordynarna w stosunku do starszych.


Tutaj szczerze się zaśmiałam, bo wyobraziłam sobie naszą bohaterkę siłą ściągną z dachu, machającą wściekle nóżkami i krzyczącą "ja nie chcę!" i tego strażnika mruczącego coś pod nosem, no złoto XD

Czyżby to Lance ją uratował? Białe włosy i niebieskie oczy się zgadzają, jestem ciekawa, gdzie razem uciekną.

łeee, ale ta Laey nieuprzejma, uratował ją a ona jeszcze ma focha, no jak tak można? _;-:_  Divia, uważaj, stąpasz po bardzo cienkim lodzie. Nie chcemy przecież Mary Sue, a na razie tak się zapowiada (oryginalna uroda, przykre dzieciństwo, anielskie pochodzenie, tragedia ze zmarłą elfką (która zmieniła ją na "twardszą"), nadzwyczajne zdolności, buntowniczy charakter). Na razie fabuła jest na bardzo wczesnym etapie i mogę si mylić, ale nie rób tego, proszę :<<


Dobra, to teraz kilka pochwał i zarzutów.

Jeden w zasadzie zarzut. Mam wrażenie, że ciut za bardzo lecisz z fabułą, że dzieje się to trochę za szybko. Piszesz o obozie, że był taki straszny i męczący, ale tylko o tym PISZESZ, nie POKAZUJESZ, choćby przez kilka scenek. Mogłaś np. opisać upokorzenie nowego więźnia, typowe, łamiące psychikę i ciało treningi, wspieranie się nawzajem więźniów lub - odwrotnie - niszczącą rywalizację. Chodzi o to, że piszesz, że obóz był zły, ale jak mam ci uwierzyć na słowo, skoro nie widzę tego w scenach (nie licząc zabicia elfki, ale to raczej prywatna sprawa, nie wpływa na funkcjonowanie obozu). Brakuje mi opisów, muszę sama sobie dopowiadać, jak to tam mogło wyglądać, a to nie o to chodzi.
Jeśli chodzi o bohaterów, mam wrażenie, że sypiesz imionami jak z rękawa, ale szczerze? Jest ich tak dużo, że ni huhu tego nie zapamiętuję XD Poważnie, kilka postaci mieszało mi się z innymi, a to dlatego,  że nie rozbudowałaś jeszcze dostatecznie ich rysu psychologicznego (wierzę, że zrobisz to w późniejszych rozdziałach, dlatego traktuj to wyłącznie jako luźną wstawkę).

Pozytywy: na pewno nazwy i imiona, brzmią zabójczo dobrze i fantastycznie. Niektórzy nie zwracają na nie uwagi, ale ja zawsze, bo mi samej ciężko w świecie fantasy wymyślić jakieś ładne i oryginalnie brzmiące imię, nie składające się z "h" "ae" i "sh" XD
Oprócz kilku błędów, z reguły masz ładnie opanowane zasady i widać, że nie potrzebujesz jako tako korekty, wystarczy, że sama przeczytasz tekst kilka razy i zaraz wszystko wyłapiesz.
Co do bohaterów, na razie są mi neutralni, żadnego bliżej nie miałam okazji poznać, więc czekam z niecierpliwością!
A, no i wątek Nevry i Karen wywodzących się z arystokracji - bomba!
Wgl rada złożona z Aengelów i Daemonów, świetny pomysł! Ciekawa jestem, jak ją rozwiniesz, czy przekształci się w coś większego, czy raczej rozbiją ją w drobny mak? /static/img/forum/smilies/wink.png

Podsumowując: jest kilka błędów, ale nie wpływa to w żaden sposób na mój odbiór. Podobało mi się, masz ciekawy pomysł i dobry warsztat, uważaj tylko z tą Laey, żeby nie przedobrzyć, dej winycj opisów i będzie miodzio! <3

Ostatnio zmieniony przez Natsuki (01-07-2021 o 17h10)


https://i.imgur.com/Uvhvon5_d.webp?maxwidth=640&amp;shape=thumb&amp;fidelity=medium

Offline

#16 04-07-2021 o 18h53

Straż Absyntu
Methrylis
Pomocniczka Sylfów
Methrylis
...
Wiadomości: 1 222

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Hej hej! Od razu odniosę się do długości tekstu — moim zdaniem są idealne. Ja czasami przeginam z długością i wiem, że to może zmęczyć czytelnika, więc tak jest w sam raz ;]

PS tak nie za bardzo wiem, do kogo się zwracałaś w odpowiedzi, bo zwracałaś się do jednej osoby [używanie zwrotu Tobie itp.], a odnosiłaś się do obu komentarzy — mojego i Natsuki.

O kurka, aż osiem lat tam siedziała? No nieźle, myślałam, że tam się jakoś akcja rozwinie. Ale spokojnie, to żadna wada, tylko moje gdybania — takie rozwiązanie też jest jak najbardziej ok!

„przychylna jej osoba- stara elfka” — a więc mój wykład o myślnikach poszedł w las /static/img/forum/smilies/sad.png No dobrze /static/img/forum/smilies/sad.png

EJ NO ZNACHORKA :<

Ale przysięgam, ten brak spacji przed myślnikami doprowadza mnie do szału ;-; :<

Ekhm, ujmę to tak. Dziwię się, że Xaan TYLKO ją pobił. Pewnie wiesz, co mam na myśli, ale regulamin na to nie pozwala. Aczkolwiek tak sobie myślę, że normalnie by sobie poużywał, skoro już ma nad nią taką władzę ;-; Ale może robił to w domyśle, że tak to ujmę. Albo po prostu „tylko” bił, co i tak jest potworne. Biedna dziewczyna ;-;

„Czyżby w Eldaryi nastała nowa era, gdzie wszyscy postanowili cofnąć się do średniowiecza” — hm, przez grę w ogóle odniosłam wrażenie, że tam w ogóle panuje „jakiś rodzaj” średniowiecza :v No wiesz, żadnej technologii, tylko magia i natura.

„Białowłosa zerknęła niskiego mężczyznę” — zerknęła NA niskiego mężczyznę ;]

Dobrze, że Lyasrt cały czas się tu pojawia, bo zdobył moją ogromną sympatię <3 Mam nadzieję, że będzie go jak najwięcej i naprawdę jakoś pomoże bohaterce, choć na razie pewnie oboje nie wiemy, jak to zrobić

„Nie mniej jednak bolało go” — ‘niemniej’

Kurde, lekko gubię się w tych wszystkich imionach, zwłaszcza w części z Lyasrtem. Nie chcesz jakiegoś „słowniczka” czytelnikom zaserwować? ;>

JUŻ SIĘ MIAŁAM CIESZYĆ, ŻE CHOCIAŻ W DIALOGACH PAMIĘTAŁAŚ O SPACJACH PRZED I PO MYŚLNIKU, ale coś tam jednak zostało /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„— Nie idziesz?— zapytał, nie odwracając się.”
Ale i tak wszystko ma się ku lepszemu ;]]]

Ale ok, jestem bardzo ciekawa tego blondyna i o co mu tam chodzi. Czekam więc na resztę i pozdrawiam ^^


https://i.imgur.com/hoEOs1F.png


https://i.imgur.com/6gLWhFY.png[/img]

Offline

#17 13-07-2021 o 15h35

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

-Rozdział 3-





    Pierwsza kwadra Lśniącego Księżyca. Początek.

    Zima. Najgorsza z możliwych pór roku, jeśli chodzi o skrajnie niskie temperatury. Na lodowym pustkowiu szło zamarznąć na śmierć i Enador doskonale o tym wiedział. Śmiał się w duchu z paru wyrostków, którzy zdołali dotrwać aż dotąd. Wśród nich majaczyła drobna sylwetka, szczelnie opatulona w skórzaną kurtkę, połataną to tu, to tam. Dziewczyna naciągnęła kaptur na głowę, by chronić się przed ostrym wiatrem, który smagał niczym bicz twarze i dłonie młodych faery. Enador siedział na włochatym Owlettcie, chroniony przed zimnem przez potężne skrzydła chowańca. Specjalnie wybrał te tereny, idealne wręcz na egzamin mający sprawdzić wytrzymałość jego przyszłych sprzymierzeńców, gotowych oddać za niego życie. A czy był lepszy sposób na stworzenie niepokonanych wojowników niż wystawienie ich na granice wytrzymałości?
    Plan jednak zakładał coś więcej poza wystawieniem na próbę młodych adeptów. Mężczyzna miał inny cel — chciał złamać tę przeklętą dziewuchę.

~~


    — Ile dziewczyn udało ci się do tej pory omotać i przyprowadzić do tego... czegoś? — Laey bezskutecznie próbowała ukryć zawód, gdy przekroczywszy próg dobrze zapowiadającego się domostwa, zobaczyła małe, ciasne pomieszczenia, przykryte grubą warstwą kurzu.
    Przez drzwi wejściowe wchodziło się od razu do izby, wyposażonej w żelazny piec z płytą grzewczą, drewniany stół, przy którym stały cztery krzesła, a także ławę, przykrytą kraciastym kocem. Przy piecu znajdowała się pierwsza para drzwi, za którymi mieścił się niewielki pokoik z jednym łóżkiem i niedużym stolikiem. Na lewej ścianie głównej izby widniała druga para drzwi — tam znajdowała się nieco większa sypialnia z dwoma prowizorycznymi posłaniami i niewielką komodą. Zaraz przy wejściem znajdowało się niewielkie przejście, osłonięte grubym, ciemnym materiałem; niski sufit nie pozwalał na całkowite wyprostowanie się, a całe pomieszczenie oświetlało niewielkie okienko. Tutaj najprawdopodobniej mieszkańcy myli się, zważywszy na drewnianą balię pod ścianą i górę ręczników, piętrzącą się na stołku o trzech nogach.
    — Łącznie z tobą? Jedną. — rzucił, nawet na nią nie patrząc. Odłożył skórzaną, czarną torbę na jeden ze stołków i spojrzał na dziewczynę kątem oka. — Chodź, muszę ci kogoś przedstawić. 

    Potężny mężczyzna o przydługich, białych włosach odwrócił głowę w kierunku idącej w jego stronę dwójki. Umięśnione, poorane bliznami plecy lśniły się od potu. Klatka piersiowa unosiła się w miarowym tempie, a ramiona prężyły się pod ciężarem ogromnego topora, którym jeszcze chwilę temu olbrzym wymachiwał. Widząc nietypowego towarzysza swojego brata odłożył broń i przetarł twarz kawałkiem materiału. Z natury milczący, Valkyon spojrzał tylko pytająco na brata. W dłoniach wciąż ściskał szmatkę, której ewidentnie przydałoby się pranie.
    — Valk, poznaj... ee jak ty się właściwie nazywasz?
    Osiemnastolatka oblała się purpurą i przez zaciśnięte zęby wycedziła swoje imię.
    — Właśnie, Valk, poznaj Laeyzdl.
    Mężczyzna wykonał krótki ruch głową w stronę białowłosej, co wyglądało bardziej na zaakceptowanie jej istnienia aniżeli formę powitania. Dziewczyna wykrzywiła usta na kształt czegoś, co miało przypominać uśmiech, po czym sama wlepiła w Lance’a pytające spojrzenie.
    — Cóż, może z czasem bardziej się polubicie. Moja droga, zapraszam za mną.
    Laey spojrzała jeszcze na Valkyona, jakby próbowała przejrzeć go na wylot. Zaraz jednak odwróciła się i ruszyła za...
    — Hej, ty! Przypadkowy... wybawco!
    Mężczyzna obrócił się i uniósł brew w niemym znaku zapytania. Jak tak dalej pójdzie to nauczę się jeszcze migowego i z czystym sumieniem będę mogła nazywać się poliglotką, Laeyzdl przewróciła oczami. Za nim jednak z jej ust wydobył się jakikolwiek dźwięk, Lance uśmiechnął się i powiedział:
    — Jestem Lance. Ganię brata za brak kultury, a sam nie zachowuję się lepiej. — zaśmiał się. — Jesteś głodna? Kiedy ostatnio jadłaś?
    — Wczoraj. Nie jestem aż taką niedojdą żeby nie potrafić załatwić sobie pożywienia.
    — Zaraz pomyślę, że mam do czynienia z rasową złodziejką.
    — Chyba sobie kpisz! Nigdy, powtarzam nigdy niczego nie ukradłam!
    No może poza jedną rzeczą, dodała już w myślach. Ale to było zadośćuczynienie za te wszystkie lata.
    — Jak chcesz. — powiedział, kiedy już dotarli do domu, stawiając dwie miski na stole. — Siadaj i jedz.
    Faery przyjrzała się podejrzliwie mało apetycznej papce i starając się ukryć zniesmaczenie, usiadła za stołem. Po kilku minutach ciszy, przerywanej co jakiś czas mlaśnięciem Lance’a, dziewczyna odsunęła naczynie.
    — Dziękuję za posiłek, ale ostatnio przeszłam na ścisły post — uśmiechnęła się najładniej jak potrafiła.
Lance spojrzał z politowaniem na jej wychudzone ciało, na skutek długotrwałej tułaczki.
    — Smakuje lepiej niż wygląda.
    Laey poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, który rozpaczliwie domagał się jedzenia. Z naturą nie wygrasz, pomyślała smętnie i zamykając oczy zaczęła jeść dziwaczne danie. Musiała przyznać, że faktycznie nie smakowało źle, było nawet całkiem dobre. Dziewczyna nie pamiętała już smaku prawdziwych, przyrządzonych według przepisów potraw, którymi częstował ją Lyastr, a później kucharki na na dworze wampirów. Wampiry... ciekawe co Karenn teraz robi. Znając życie pewnie dalej się doskonali się w wyprawianiu przyjęć na miarę hrabiego czy uczy się tej idiotycznej kaligrafii.
    — A nie mówiłem? — zadowolony z siebie mężczyzna rozsiadł się na spróchniałym stołku, z uśmiechem błądzącym po jego twarzy.
    Dziewczyna odburknęła coś w rodzaju „tak, tak”. Jednak, kiedy jest się głodnym, wszystko wydaje się smakować jak danie wprost od nadwornego kucharza.
Odruchowo przetarła ręce o swoją koszulę i gdy zdała sobie sprawę, że nie jest sama, zaczerwieniła się po cebulki włosów. Lance zdawał się nie zwrócić na to uwagi; zamiast komentować zaprowadził gościa do kanciapy, która faktycznie służyła za łazienkę.
    — Możesz się tu umyć, na stołku powinien być jakiś czysty ręcznik. Jak coś to będę na górze — ostatnie zdanie dodał jakby chciał upewnić Laeyzdl, że nie zamierza bawić się w podglądanie, przez co osiemnastolatka zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Następnie kiwnęła głową i zniknęła za ciemną kotarą.
    Minęło dobre półgodziny, od kiedy przybłęda zniknęła w prowizorycznej łazience. Lance starał się to sobie tłumaczyć tym, że była dziewczyną, więc potrzebuje więcej czasu. W między czasie Valkyon wrócił z treningu i mężczyzna w ostatniej chwili powstrzymał brata przed bezpardonowym wejściem do kanciapy. Po kolejnym kwadransie bracia byli już mocno.. zaniepokojeni. Valk brakiem możliwości umycia się, Lance natomiast brakiem białowłosego jestestwa. W końcu, ponaglany zniecierpliwionym wzrokiem bliźniaka, odsunął gwałtownie kotarę. Zaskoczony jej widokiem, stojącej tuż przed nim, u szczytu schodów, wydał z siebie trudny do opisania dźwięk. Ona cofnęła się o krok, jednak stopień okazał się zbyt krótki i faery runęła jak długa. Lance w ostatniej chwili wyciągnął rękę i złapał ją za przegub.
    — Odbiło ci?! — szybko wyszarpnęła się i zdenerwowana wyminęła mężczyznę, niemal wpadając na Valkyona, który przyglądał się zza pleców brata.
    — Co ty robiłaś tyle czasu? — niebieskooki założył ręce na piersi i spojrzał na dziewczynę. Ta zacisnęła pięści na ubraniach i rzuciła wściekle:
    — Czekałam aż moje ubrania raczą choć trochę wyschnąć.
    — W jaki sposób chciałaś sprawić, że twoje ubrania wyschną w ciemnym, wilgotnym miejscu?
    — Jaaa.. mam swoje sposoby — odparła wymijająco i nonszalancko zarzuciła wciąż wilgotne włosy na plecy.
    Valk prychnął pod nosem i pokręcił głową z niedowierzaniem. Kiedy zniknął za zasłoną, Laey jakby sobie coś przypomniała i w panice rzuciła się za nim.
    — Zaczekaj! Zostawiłam coś! — bezceremonialnie przepchnęła się obok barczystego faery i skokiem dopadła do małego taboretu, na którym leżała jej sakwa. Mrucząc słowa przeprosin pod nosem, wspięła się po schodach, z wyraźną ulgą na twarzy. Z jej wypłowiałej, dziurawej koszuli, którą z marnym skutkiem próbowała wyprać kapała brudna woda, tworząc mokrą ścieżkę za dziewczyną.
    — Poczekaj chwilę — Lance zniknął w większej sypialni by po chwili wrócić z niemal nową, lnianą koszulą. — Masz, Valkyon nie powinien się obrazić.
    Zszokowana takim obrotem sprawy, Laey szybko się przebrała w nowe ubranie, a stare wrzuciła do kominka. Spodnie miała jeszcze w dobrym stanie, gdyż nie dawno otrzymała je jako zapłatę za pomoc w gospodarstwie. Koszulę przewiązała paskiem i wciąż trzymając sakwę blisko siebie, usiadała na ławie. Chwilę później dołączył do nich drugi ze smoków, od razu przechodząc do ofensywy, zadając pytanie, które od chwili pojawienia się dziewczyny dręczyło go niczym natrętna mucha.
    — Kim jesteś? Rasa, pochodzenie, rodzice? Cokolwiek?
    Przez krótką chwilę Laey zastanawiała się, czy nie wcisnąć im wykutej na pamięć historyjki, jednak szybko doszła do wniosku, że jedynie się ośmieszy. Spojrzała więc spode łba na atletę i powiedziała:
    — Nie wiem, nigdy nie poznałam swoich rodziców.
    — Więc kto cię wychowywał?
    Dziewczyna milczała, toteż Lance postanowił przejąć inicjatywę, domyślając się o co chodzi jego bratu. Postanowił sprowokować nastolatkę niewygodnymi pytaniami; liczył, że z pozoru porywcza białowłosa w końcu wybuchnie i wyrzuci wszystko, co leży jej na wątrobie.
    — Chyba nie powiesz, że od zawsze prowadziłaś taki tryb życia.
    — Niby jaki? — zapytała, wzmacniając swoją czujność. 
    — Od zawsze byłaś sierotą, skazaną na łaskę innych, tułającą się po całej krainie w poszukiwaniu okrucha chleba..
    — Powiedzmy.
    — I nikt nie doszukiwał się prawdy, bowiem byłaś zwykłym pasożytem, który raz po raz zaciskał swoje macki na kolejnych, zbyt empatycznych wieśniakach? Nikt nie doszukiwał się prawdy? Nikt z twojego miejsca urodzenia nic o tobie nie wiedział? Tak po prostu przygarnęli, małą, bezbronną istotkę i opiekowali się nią, dopóki nie zdawali sobie sprawy, że jest..
    — Nie wiem! — ryknęła. — Nie znam swoich rodziców, nie mam, nie miałam nikogo, kto by się mną przejmował! Jedyne, co innych obchodzi to mój wygląd, a raczej to, co się za nim kryje. Ile razy jeszcze będę musiała przechodzić przez to samo? Ostatnie dwa lata nie zagrzałam nigdzie miejsca na dłużej niż czternaście dni! Czternaście dni! Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak to jest być odmieńcem, którego albo z góry biorą za przestępcę, albo jako obiekt przyszłych eksperymentów. Nie masz pojęcia przez co przeszłam i dlaczego w ogóle się tu znalazłam! Nawet Lyasrt nie raczył pisnąć słowem, tylko nauka, nauka i nauka! Cholera by go wzięła! — Ostatnie słowa niemal wypluła z pogardą, jakby chciała pozbyć się ich ze swoich ust.
    Mężczyźni siedzieli z mało inteligentnymi wyrazami twarzy, nie wiadomo czy z powodu wybuchu nowo poznanej towarzyszki, czy dlatego, że użyła tego imienia w odniesieniu do kogoś, zdaje się, dla niej bliskiego.
Laeyzdl spojrzała na nich ni to ze złością, ni to z zażenowaniem i nagle zakryła usta dłonią. O cholera, mruknęła pod nosem i zerwała się z miejsca chcąc uciec przed kolejną lawiną pytań. Valkyon zdążył jednak doskoczyć do drzwi pierwszy i skutecznie odciąć jej drogę ucieczki. Zanim siłą posadził ją tam, gdzie chwilę temu się znajdowała, dziewczyna zdążyła zdziwić się jego refleksem i zacząć się zastanawiać jak taki kloc może być tak zwinny.
    Laey zacisnęła usta i szybko ogarnęła wzrokiem pomieszczenie. Valk usadowił się przy samym drzwiach, natomiast Lance siedział praktycznie pośrodku izby. Wszystkie drogi miała odcięte. Minęła dłuższa chwila za nim Lance zaczął mówić.
    — Lyastr to imię jednego z Daemonów. Jeden z sześciu, jak o nim mówili. Podobno jest nieśmiertelny dlatego, że odbiera innym ich własne życia. Mówiąc wprost żywi się duszami faery. Dlaczego więc mówisz o nim jakby... to był twój stary znajomy? — Pytanie zadał tak, jakby sam nie wierzył w to, co mówi. Głos mu się lekko załamał, więc brzmiało to dokładnie odwrotnie niż wskazywała na to powaga sytuacji.
    — Pff, żywił się duszami — Laey prychnęła i poprawiła się na siedzeniu. — Jasne, na śniadanie zjadał dusze wojowników, na obiad dziewice, podwieczorek stanowiły niemowlęta, a kolację sobie odpuszczał żeby dbać o linię.
— Laezdl, to nie taka błaha sprawa — Valkyon wyglądał jeszcze poważniej, niż kiedy zobaczyła go pierwszy raz, wymachującego siekierą. Było w nim coś budzącego respekt, ale faery nie chciała sobie pozwolić na okazanie słabości wobec jego postawy.

    Osiemnastolatka przetarła oczy i zaczęła mówić. Opowiedziała o tym, jak mieszkała w lesie wraz z owym Daemonem, który zadbał o jej podstawowe wyszkolenie, a gdy nadszedł czas zostawił ją, by radziła sobie sama. Nie wspomniała jednak o rodzinie wampirów czy obozie Enadora, przed którym wciąż czuła lęk. Nie uważała, że jest to mężczyznom potrzebne do szczęścia; i tak czuła się winna za złamanie obietnicy danej kiedyś Lyastrowi.
    — Skoro przesłuchanie dobiegło końca to ja będę się zmywać — nie kryjąc rozdrażnienia Laey wstała i przepchnęła się koło mięśniaka, który wciąż blokował drzwi.
    — Zaraz zapadnie zmrok — rzucił jak gdyby od niechcenia. — Gdzie chcesz się niby udać?
    Byle dalej stąd, burknęła pod nosem. Zwracając się do mężczyzn wzruszyła ramionami i uchyliła drzwi na tyle, ile mogła. Koniec jej wizyty zwieńczyło mocne trzaśnięcie, które omal nie roztrzaskało spróchniałych desek.
    — Wróci tu — powiedział Lance, pewnym głosem. — Jutro znów ją zobaczymy.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (12-08-2021 o 09h10)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#18 16-07-2021 o 10h26

Straż Absyntu
Natsuki
Żołnierka Straży
Natsuki
...
Wiadomości: 522

Nikt jeszcze nie skomentował, więc to mnie przypadnie zaszczyt bycia pierwszą :3

Nie mam w zwyczaju wytykać komuś błędów, bo tego nie lubię, ale dzisiaj będę zmuszona to zrobić, bo trochę się ich nazbierało w tym rozdziale :<

Odpowiedź na odpowiedź



Po pierwsze: kwadra, nie kwarta.

za którymi mieścił się niewielki pokoik z jednym łóżkiem i stolikiem kawowym.

Tutaj miałam lekkie zdziwienie, bo zakładając, że Twoje opowiadanie dzieje się w Eldaryi, a ona wzorowana jest na średniowiecznej Europie (tyle, że z dodatkiem magii), pojęcie "stolik kawowy" mnie nieco... uderzyło. Bo w średniowieczu raczej mało kto znał kawę, a na pewno nie w Europie, tym bardziej nie było "stolików kawowych". Możesz napisać "mały/niewielki/niski stolik" i będzie to na pewno brzmiało poprawniej /static/img/forum/smilies/smile.png

Na lewej ścianie głównej izby widniała druga para drzwi- tam

Pisałam o tym w poprzednim komentarzu - ponownie użyłaś myślnika zamiast półpauzy i nie oddzieliłaś go z jednej strony spacją. Musisz to poprawić.

Tutaj najprawdopodobniej mieszkańcy myli się, zważywszy na metalową balię pod ścianą

Tutaj też się zdziwiłam, w średniowieczu nie było metalowych balii tylko drewniane, a i te były mało dostępne (a przynajmniej dla chłopów, oni z reguły kąpali się w beczkach).

— Łącznie z tobą? Jedną. — rzucił, nawet na nią nie patrząc.

Brak przecinka w miejscu, gdzie go pogrubiłam.

Potężny mężczyzna, o przydługich, białych włosach


A tutaj z kolei zbędny przecinek.

W dłoniach wciąż ściskał szmatkę, której ewidentnie przydało by się pranie

"Przydałoby się" piszemy łącznie.

  — Chyba sobie kpisz! Nigdy, powtarzam nigdy niczego nie ukradłam! No może poza jedną rzeczą, dodała już w myślach. Ale to było zadośćuczynienie za te wszystkie lata.

Nie wiem, co tu się stało, ani dlaczego byśli bohaterki znalazły się w dialogu, powinna je oddzielić od reszty.

Musiała przyznać, że faktycznie nie smakowało źle, było nawet całkiem dobre. Dziewczyna nawet nie pamiętała już

Powtórzenie.

W tym miejscu też zaraz wdarła Ci się przerwa między dialogiem Laey i Lancem, jakby coś przeskoczyło. Usuń ją po prostu.

Dziewczyna odburknęła coś w rodzaju „tak, tak”. Jednak, kiedy jest się głodnym, wszystko wydaje się smakować jak danie wprost od nadwornego kucharza.
Dziewczyna odruchowo przetarła ręce o swoją koszulę i gdy zdała sobie sprawę, że nie jest sama, zaczerwieniła się po cebulki włosów. Lance zdawał się nie zwrócić na to uwagi; zamiast komentować zaprowadził gościa do kanciapy, która faktycznie służyła za łazienkę.
    — Możesz się tu umyć, na stołku powinien być jakiś czysty ręcznik. Jak coś to będę na górze — ostatnie zdanie dodał jakby chciał upewnić Laeyzdl, że nie zamierza bawić się w podglądanie, przez co osiemnastolatka zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Następnie kiwnęła głową i zniknęła za ciemną kotarą.
    Minęło dobre półgodziny, od kiedy dziewczyna zniknęła w prowizorycznej łazience. Lance starał się to sobie tłumaczyć tym, że była dziewczyną, więc potrzebuje więcej czasu. W między czasie Valkyon wrócił z treningu i mężczyzna w ostatniej chwili powstrzymał brata przed bezpardonowym wejściem do kanciapy. Po kolejnym kwadransie bracia byli już mocno.. zaniepokojeni. Valk brakiem możliwości umycia się, Lance natomiast brakiem białowłosego jestestwa. W końcu, ponaglany zniecierpliwionym wzrokiem bliźniaka, odsunął gwałtownie kotarę. Zaskoczony widokiem dziewczyny,[...]
— Odbiło ci?! — szybko wyszarpnęła się i zdenerwowana wyminęła mężczyznę, niemal wpadając na Valkyona, który przyglądał się zza pleców brata.
    — Co ty robiłaś tyle czasu? — niebieskooki założył ręce na piersi i spojrzał na dziewczynę.


Ewidentnie za dużo tych "dziewczyn" /static/img/forum/smilies/wink.png

Dalej jest ich jeszcze więcej, musisz to pozamieniać jakoś. Ale na pewno nie tak:
liczył, że z pozoru porywcza białowłosa w końcu


Tego NIGDY nie rób. Nie określaj swojej postaci za pomocą epitetów takich jak "białowłosa", "kruczowłosa" itp. To okropnie opkowe i nie powinno się tego robić.

Cholera by go wzięła! — ostatnie słowa niemal wypluła z pogardą,


"Ostanie" powinny zacząć się od dużej litery, bo nie jest to czasownik (to przymiotnik) określający wypowiedź bohatera.

Za nim siłą posadził ją tam,

"Zanim" razem.

natomiast Lance siedział praktycznie po środku izby.


"Pośrodku" razem.

to był twój stary znajomy? — pytanie zadał tak, jakby sam nie wierzył w to, co mówi.


"Pytanie" z dużej.

Dobra, to teraz treść:

Pomysł naprawdę dobry, świetnie wprowadziłaś postać Valka, w życiu nie domyśliłabym się, że miałby grać jedne z pierwszych skrzypiec (a na to się chyba zanosi, skoro widnieje w kategoriach /static/img/forum/smilies/wink.png)
Wyszedł na zwyczajnego mężczyznę, który lubi sobie machnąć mieczem od czasu do czasu, super!
Lance niewiele sobą pokazał prócz tego, że wydaje się naprawdę sympatyczny, ale to dobrze, lubię takich miłych chłopczyków :3
Natomiast mam okropnie mieszane uczucia co do bohaterki - z jednej strony uwielbiam jej poczucie humoru, z drugiej strasznie irytuje mnie jej obcesowość i bezpardonowość. Zachowuje się po prostu... chamsko. Może taki miałaś zamysł, a może wyszło przypadkiem, sama nie wiem, ale chyba zaczynam jej nie lubić. Nie mój typ po prostu :<

Niewiele się działo z samej akcji, ale było przynajmniej trochę rozluźnienia. Co do opisów - mogłoby być ich odrobinę więcej, ale ogólnie wyszło całkiem sprawnie, na pewno lepiej niż w poprzednich rozdziałach. Fajnie jest widzieć, że bierzesz sobie nasze uwagi do serca i się rozwijasz :3
Najbardziej chyba spodobał mi się sam wstęp - totalnie widziałam przed oczami to lodowe pustkowie, super się czytało, gdyby całość była pisana w podobnym tonie - no bomba po prostu.

Dobra, to chyba tyle na dzisiaj. Rozpisałam się, że hoho.
Powodzenia przy następnym rozdziale, ze zniecierpliwieniem będę go wyczekiwać!

Ostatnio zmieniony przez Natsuki (16-07-2021 o 10h27)


https://i.imgur.com/Uvhvon5_d.webp?maxwidth=640&amp;shape=thumb&amp;fidelity=medium

Offline

#19 29-07-2021 o 22h02

Straż Absyntu
Methrylis
Pomocniczka Sylfów
Methrylis
...
Wiadomości: 1 222

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Dobra, jestem, nie to że zapomniałam, nie nie!

Eeee tam, zima jest super <3

„Ile dziewczyn udało ci się do tej pory omotać i przyprowadzić do tego..” — pamiętaj, stawia się albo jedną kropkę, albo trzy. Nigdy dwie ;]

Bardzo miły rozdział! W teorii wiele się nie działo, ale i tak miło się czytalo! Trochę mnie zaskoczyło, że bohaterka tak dość łatwo się wygadała i trochę mnie to niepokoi, bo to przecież obcy. Poza tym lubię tego demona i nie chcę, żeby miał przez to jakieś nieprzyjemności XD Żywienie się duszami faery? A to ciekawe!

No nic, czekam na resztę i pozdrawiam ^^


https://i.imgur.com/hoEOs1F.png


https://i.imgur.com/6gLWhFY.png[/img]

Offline

#20 10-08-2021 o 15h11

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

-Rozdział 4-




    1021, obóz Enadora. Rok 2.

    Myślał, że ją złamał. Nikt nie oparłby się morderczym treningom i spartańskiej diecie. Każdy w końcu podawał się. Każdy.
    Dziewucha okazała się jednak sprytniejsza niżby przypuszczał. Jakimś cudem zawsze była krok przed innymi, zawsze znajdowała w sobie siłę do działania, zawsze udawało jej się przegnać strach. Enador zachodził w głowę w jaki sposób w tej przybłędzie zaszła taka zmiana. Jedyne, co wiedział, to że wpływ na nią miała zmiana miejsca. Nie wierzył jednak w bajki o jakiejś dobroczynnej w energii, którą wydzielały poszczególne lokalizacje, mające jakoby wpływać na stan danej istoty. Za tym stało coś więcej niż zabobonne bajeczki.
    Enador z niewielkim trudem znalazł szpiega, jednego z przyuczanych mu do służby faery, który za dodatkową porcję jedzenia wykonywał bez zastanowienia wszystkie jego rozkazy. Przez kilkanaście dni nie spuszczał Laeyzdl z oka i tak Enador otrzymał klucz do rozwiązania zagadki drastycznej zmiany w zachowaniu dziewczyny.

    Hione.


    Lance przewrócił się na drugi bok, powodując głośny sprzeciw starych desek jego łóżka. Mrucząc pod nosem otworzył jedno oko i dostrzegł w ciemności postawną sylwetkę brata, przygotowującego się do wyjścia. Od kiedy pamiętał Valkyon co rano, nim słońce ponownie zagościło na nieboskłonie, wychodził na pobliską polanę by trenować. Jeszcze kilka dni temu mężczyzna myślał, że brat ćwiczy przemianę w swoją naturalną, smoczą formę, jednak szybko przekonał się, że Valk chodził tam jedynie po to, żeby pomachać toporem. Powiedzieć, że Lance był rozczarowany postawą brata, to mało. On sam, każdej pełni — ostatniego dnia każdej kwadry — ćwiczył przemianę, bowiem wierzył, że w ten dzień jego moc staje się dziesięciokrotnie silniejsza. Tak samo jak wierzył, że Fenghuangi ponoszą winę za śmierć jego rasy.
Kątem oka widział jak Valk cicho podnosi broń i delikatnie uchylając drzwi, wychodzi z pomieszczenia. Nie potrafił rozumieć jak ktoś jego gabarytów, może być jednocześnie tak delikatny. Lance znacznie mniejszej postury niż brat mógłby się wydawać słoniem w składnie porcelany, przy tym spokojnym osiłku.
    Kiedy upewnił się, że Valkyon opuścił domostwo, niechętnie przeciągnął się i wstał. Chcąc nie chcąc cierpiał na przypadłość, iż nie potrafił zasnąć drugi raz, ilekroć został obudzony. Mrużąc oczy w ciemności wyszedł na dwór, gdzie opłukał twarz świeżą wodą, by rozbudzić się na dobre. Dookoła niego migotało kilka świetlików, którym najwyraźniej pomyliły się godziny. Zirytowany małymi istotkami przegonił je ręką i wrócił do chałupy. Nie czekając na Valkyona ubrał się i zjadł skromne śniadanie w postaci małego bochenka chleba i kubka mleka. Całe szczęście, że ta bezpańska krowa wciąż daje się doić, pomyślał, spoglądając za okno, gdzie słońce powoli zaczęło wyłaniać się zza horyzontu. Ciekawe, gdzie podziało się to nasze dziwadło.

    Laey, krzywiąc się z bólu, zeskoczyła na ziemię po nocy spędzonej na konarze jednego z drzew. Po wczorajszej ucieczce stwierdziła, że świetnym pomysłem będzie spanie nad ziemią — w końcu dzięki temu uniknie każdego możliwego niebezpieczeństwa. Zapomniała jednakże o skrajnie niewygodnej pozycji i ku swojej rozpaczy zaczęła żałować, że po raz kolejny stchórzyła i wyszła z chałupy, która teraz wydawało jej się królewskim pałacem. Niezgrabnie rozciągnęła się i przetarła zaspane oczy, gdy usłyszała tętent jakby kopyt. Naraz, parę metrów przed nią pojawił się młody Seifaun, pędzący z szaleństwem w oczach. Kiedy uskakiwała, trącił ją swoim rogiem, rozrywając pasek, na którym umocowana była sakwa. To właśnie w niej Laey trzymała sztylet. Ten sam, którym Enador poderżnął Hione gardło.
    Zwierzę pobiegło dalej, a Laey rzuciła się w panice do poszukiwania płóciennego worka. Ku jej uldze wylądował w pobliskich zaroślach. Wychodząc z krzaków przyciskała do piersi swój skarb. Kiedy stanęła na drodze, klnąc na czym świat stoi, zaczęła wyciągać drobne gałązki, które wplątały się w jej zmierzwione włosy. Gdy doprowadziła się do porządku, z myślą, że czas obciąć te białe kudły, dostrzegła na leśnym trakcie ślady krwi. Marszcząc brwi powiodła wzrokiem za chowańcem, który zdążył już zniknąć w gęstwinie drzew. Czerwone plamy wskazywały na to, że Seifaun został świeżo raniony; być może któryś z mieszkańców wioski postanowił sprawić sobie nową ozdobę nad kominkiem w postaci okazałego poroża. Wszystko sprowadzało się do tego, że chowaniec najprawdopodobniej został ugodzony w przednią kończynę, gdzieś na wysokości klatki piersiowej — krew spływała na ziemię, jednocześnie pozostając na pojedynczych listkach, gdy w dzikim szale Seifaun starał się przedrzeć przez las.
    Nie mając nic do stracenia Laeyzdl ruszyła tropem, starając się jednocześnie zatuszować obecność chowańca. Jeśli mają gallytroty to umarł w butach, pomyślała szurając podeszwami o podłoże, chcąc w ten sposób usunąć krwistoczerwony ślad. Nie wiedziała jak długo szła, ale wyszedłszy na polanę, spowitą gęstą mgłą, mogła zauważyć, że słońce już wzeszło. Wytężyła słuch by usłyszeć, czy ranny chowaniec nie znajduje się w pobliżu, ale otaczała ją głucha cisza, zupełnie jakby czas stanął w miejscu. Nagle usłyszała szelest wśród szarozielonej, uschniętej trawy. Wbiła wzrok w miejsce, z którego dochodził hałas. Dłuższą chwilę nie mogła nic zobaczyć, co zaczęło ją mocno niepokoić. Na wszelki wypadek zacisnęła dłoń na rękojeści broni, wciąż ukrytej pod płóciennym materiałem. Przecież tak wielki osobnik nie może pozostać niewidzialny...
   — Laeyzdl?
    Słysząc swoje imię zamarła, po czym bez zastanowienia rzuciła srebrnym sztyletem w stronę dobiegającego głosu. Gdy nie wiedziała, kto wypowiada jej imię, a znało je niewielkie grono faery, zakładała natychmiast, że to jeden z wysłanników Enadora. Przerażoną dziewczynę dobiegł szczęk żelaza i głośno wypowiedziane przekleństwo. Będąc w szoku, prawie dała się zaskoczyć przez atakującego mężczyznę. Ledwie uniknęła uderzenia żelaznego topora, który niczym mara nocna niespodziewanie wyłonił się z gęstej mgły. W panice upadła na kolana, zanurzając się w wilgotnej glebie i zaczęła szukać rzuconej w przestrzeń broni. Omacując kolejne fragmenty terenu w końcu trafiła na sztylet, lecz nim zdążyła go chwycić tuż przed jej nosem wylądowało stalowe ostrze. Uderzenie wzbiło w powietrze drobinki ziemi, oślepiając na chwilę nastolatkę. Mimo to, Laey złapała i szarpnęła za trzon topora, wytrącając tym samym przeciwnika z równowagi. Niestety mężczyzna z braku podparcia runął jak długi prosto na dziewczynę. Ta wydała z siebie zduszony krzyk, gdy została przygwożdżona do ziemi. Wojownik szybko się podniósł, lecz nie zamierzał podawać pomocnej dłoni potencjalnemu wrogowi.  Zamiast tego wyciągnął broń przed siebie, tym samym dotykając ostrzem podbródka ofiary. Dziewczynie odeszła krew z twarzy, jednocześnie pokrywając skórę siatką czarnych żyłek. Prawe oko stało się jednolicie czarne, natomiast lewe antagonistycznie przybrało białą barwę. Valkyon widząc, że postać nie porusza się pochylił się i zobaczył jak Laey leży niczym kukła na ziemi, wyglądem przypominając hybrydę Daemona. Z przestrachem cofnął się parę kroków i rozglądnął na boki, jak gdyby spodziewał się ataku. Na przestrzeni kilku sekund wszystko niespodziewanie wróciło do normy, a Laeyzdl, zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Wciąż blada jak śmierć, za to wyglądając już względnie normalnie, usiadła i wyciągnęła rękę po błyszczące w trawie żelazo. Chwytając ostrze najdelikatniej jak potrafiła, podniosła broń i schowała za pasem. Naraz cień zasłonił jej nikłe światło dnia, a gdy podniosła głowę, zobaczyła postawą sylwetkę Valkyona.
   — Na Wyrocznię, to tylko ty! — trudno było określić, czy słowa te wypowiedział z ulgą, czy ze złością.
Laey podniosła się niezgrabnie i stanęła twarzą w twarz z osiłkiem.
   — A kogo się niby spodziewałeś — powiedziała niemal bez głośnie, co wyglądało tak, jakby poruszała tylko ustami. Kiedy podniosła wzrok na Valkyona, zobaczyła w jego oczach złość, ale i resztki strachu, którego nie potrafiła określić źródła.
    Pomiędzy nimi zapadła niezręczna cisza, którą w końcu przerwał mężczyzna, proponując by udali się z powrotem do chaty. Laeyzdl przyjęła propozycję z wdzięcznością, chyba nazbyt wylewną, bo kiedy uśmiechnęła się w wyraźną ulgą, twarz mężczyzny wykrzywił lekki grymas. Ruszył w mgłę, nie oglądając się za siebie, stawiając długie kroki, zostawiając stropioną dziewczynę.
    Podczas drogi z łąki do domostwa, która okazała się dłuższa niż Laeyzdl mogłaby przypuszczać, dziewczyna zaczęła przypominać sobie wydarzenia z dzisiejszego poranka. Pobudka, ranny seifaun, potyczka...
    Laeyzdl, usłyszała cichy, acz znajomy, kojący głos, dochodzący jakby z jej głowy. Już wcześniej Lyastr tak się z nią kontaktował, ale były to sporadyczne przypadki. Osiemnastolatka zatrzymała się wpół kroku, a otaczającą ją mgłą oplotła ciaśniej jej ciało, jak gdyby chciała odciąć Laey od reszty świata.
    — Co się stało? — zapytała w przestrzeń, jak zwykła robić.
    Nie chce mi się wierzyć, że jeszcze o to pytasz, w głosie Daemona było słychać irytację, jak mogłaś im powiedzieć, pal licho, że całe życie włóczysz się o chałupy do chałupy, ale o mnie? Jak mogłaś złamać przysięgę daną Daemonowi?!
    — Może gdybyś mi łaskawie powiedział, kim jesteś, nie było by problemu — prychnęła. — Założę się, że na moim miejscu zrobił byś to samo, biorąc pod uwagę, że ten śniadolicy mnie sprowokował!
    Mogłabyś się w końcu nauczyć powściągać swój cięty język. Wakacje u twojego dobrego znajomego nic cię nie nauczyły?
   Laeyzdl zbladła, dotknięta słowami Lyastra. Potrzasnęła głową, mając nadzieję, że w ten sposób odgoni napływające łzy. Mimo tego, czarna niczym noc kropla spłynęła po jej policzku, zostawiając za sobą mokry ślad.
    — Masz rację — szepnęła. — Ale chyba jestem zwyczajnie za głupia, by potrafić się wycofać w odpowiednim momencie. Najwyraźniej zbyt pobłażliwie mnie tam traktowali. — ostatnie zdanie wypowiedziała z goryczą, przez którą przebijał się cień ironii. — Trzeba było mnie zostawić na rychłą śmierć, miast tego przysparzać kłopotów sobie i innym. — podniosła wzrok na Daemona, stojącego przed nią w pełnej okazałości.
   Lyastrowi ledwie zauważalnie drgnęła powieka, gdy napotkał heterochromiczne oczy, świdrujące go na wylot.
    Zawsze dotrzymuję obietnic, a przygotowanie cię do samodzielnego życia było jedną z nich. Raz dane słowo jest święte, a jego złamanie może nieść za sobą katastrofalne skutki. Teraz w twoich rękach leży sprawienie, by ci mężczyźni nie odpowiedzieli tego, co usłyszeli od ciebie. A już na pewno przekonanie tego olbrzyma, że cierpisz na rzadką chorobę, która powoduje u ciebie te... nadnaturalne transformację. Możesz także wymyśleć bajeczkę, że zostałaś przeklęta moim imieniem, stąd ta absurdalna historyjka i twoje inne dziwactwa, zamilkł na chwilę, jakby zastanawiał się nad swoimi słowami. Tak, to genialne wytłumaczenie, każdy to kupi, dodał pusząc się niczym paw, dumny ze swej pomysłowości.
   — Skoro tak twierdzisz — rzuciła Laey bez przekonania, patrząc na niego spod oka. — A skoro już tu jesteś to może...
   Dowiesz się w swoim czasie, głos Daemona dobiegł jakby z oddali, a otaczającą dziewczynę gęstą chmura rozpłynęła się w powietrzu.
   — Cóż, jak zwykle wszystko na jego zasadach. — burknęła do siebie i ruszyła w ślad za Valkyonem.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (04-09-2021 o 09h16)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#21 17-08-2021 o 18h04

Straż Absyntu
Natsuki
Żołnierka Straży
Natsuki
...
Wiadomości: 522

Jejuu, właśnie dlatego nie lubię wytykać komuś błędów ;_; Potem słyszę, że ludzie się przeze mnie łamią, no nie :<

Tyle dobrze, że nie bierzesz tego aż tak do siebie i rzeczywiście starasz się pisać coraz lepiej i lepiej. I to naprawdę widać, mam wrażenie, że każdy kolejny rozdział jest bardziej przemyślany, czyta się płynniej i szybciej, naprawdę. Ten, na ten przykład, przeczytałam jednym tchem i aż się zdziwiłam, że tak szybko mi to minęło. Bardzo krótki, chyba najkrótszy jak do tej pory. Ale i w nim znalazłam kilka błędów...
teraz zastanawiam się, czy Ci o nich mówić, żebyś się znowu nie załamała :<

Dobra, to wskażę tylko te, które EWIDENTNIE rzuciły mi się w oczy.

Nikt nie oparłby się morderczym treningom i spartańskiej diecie. Każdy w końcu podawał się.


Brakuje tego pogrubionego "się" + myślę, że płynniej brzmiałoby "każdy w końcu się poddawał", czyli z zamienionym "się" (no i zjadłaś tu jedno "d")

zawsze znajdowała w sobie siłę do działania, zawsze udało jej się przegnać strach


Tutaj nie będę gryzła, bo sama mam z tym problem i muszę się ostro pilnować. Chodzi o mieszanie czasów w opowiadaniu. Z reguły decydując się na dany czas (przeszły czy teraźniejszy) trzymamy się go od początku do końca (wyjątkiem są retrospekcje czy futurospekcje). W tym wypadku oba czasowniki są w formie przeszłej, ale mają inny aspekt - dokonany i niedokonany. "Znajdowała" jest niedokonanym, bo pochodzi od znajdować (nie "znaleźć", które jest dokonane), natomiast "udało" od "udać"(np. się, a nie gdzieś"), które jest dokonane. Dobrze byłoby to ujednolicić i zdecydować się na jeden wariant, np. napisać "udawało" bądź "potrafiła znaleźć".

Nie wierzył jednak w bajki o jakiejś dobroczynnej w energii, którą wydzielały poszczególne lokalizacje, które jakoby miała wpływać na stan dalej istoty.


Tutaj coś się zadziało i jest całkiem niegramatycznie, trochę takie Kali jeść Kali pić. No i usunęłabym to drugie "które". Oto, jakbym to rozpisała:

"[...], mające jakoby wpływać na dalszy stan istoty."

Jeszcze kilka dni temu niebieskooki myślał


Jejuu, aż mnie oczy palą na widok tego słowa. Gdzieś Ci to już pisałam, ale powtórzę się: NIGDY nie określamy bohaterów za pomocą epitetów takich jak: białowłosa, niebieskooka, kruczowłosa itp. To jest takie złe, takie OPKOWE i nieprofesjonalne, brrr!

Nie potrafił rozumieć, jak ktoś jego gabarytów może[...]


Brakujący przecinek.

, mógłby się wydawać słoniem w składnie porcelany, przy tym spokojnym osiłku.


A tu nadprogramowy.

Całe szczęście, że ta bezpańska krowa wciąż daje się doić, pomyślał,


O, a to mnie bardzo zainteresowało i zaciekawiło. Pisałaś gdzieś u mnie, że studiujesz(?) weterynarię, tak? Miło, że wplątujesz takie smaczki i korzystasz ze swojego doświadczenia. Wbrew pozorom, to jedno zdanie bardzo pomogło mi w wyobrażeniu sobie tych czasów, naprawdę. Sam fakt, że mówimy o dojeniu, a dołożyć do tego bezpańską krowę - zaraz mam przed sobą obraz ludzi, którzy nie posiadają jako takiego majątku i zmuszeni są czerpać z tego, co im matka natura podeśle. Super, od razu lepszy klimacik!

  Laey, krzywiąc się z bólu, zeskoczyła na ziemię po nocy spędzonej na konarze jednego z drzew. Po wczorajszej ucieczce stwierdziła, że świetnym pomysłem będzie spanie nad ziemią — w końcu dzięki temu uniknie każdego możliwego niebezpieczeństwa. Zapomniała jednakże o skrajnie niewygodnej pozycji i ku swojej rozpaczy zaczęła żałować, że po raz kolejny stchórzyła i wyszła z chałupy, która teraz wydawało jej się królewskim pałacem


A tutaj, zdaje mi się, wdarł się błąd logiczny. Warto byłoby wspomnieć, że Laey musiała się wcześniej przywiązać do tego konara, żeby nie spadła podczas snu. Człowiek w nocy średnio zmienia pozycję ok. 30 razy, dlatego niemożliwym jest, by tak bez zabezpieczeń spokojnie przenocowała sobie na wysokości. Chyba na jakichś obozach o tym mówią, ja sama słyszałam gdzieś od znajomej, co była w harcerzach. To taka ciekawostka.

Czerwone plamy wskazywały na to, że Seifaun został świeżo raniony; być może któryś z mieszkańców wioski postanowił sprawić sobie nową ozdobę nad kominkiem w postaci okazałego poroża. Wszystko wskazywało na to,


Powtórzenie.

Swoją drogą, ładny opis lasu. Naprawdę, ta cała leśna otoczka - liście, gałązki, mgła, zwierzęta - ja NAPRAWDĘ poczułam, że jestem w jakiejś gęstwinie wraz z bohaterką. Opisy masz coraz lepsze, dokładniejsze i zgrabniejsze, ode mnie OGROMNY plus.

zakładała natychmiast, że do jeden


Literówka.

Miałam trochę mieszane uczucia co do tej sceny. Z jednej strony, ciężko było mi uwierzyć, nie poznała Valka choćby po głosie, z drugiej natomiast nie słyszała go przecież za wiele, wymienili ze sobą może zdanie czy dwa, więc w sumie ma to sens. No i BARDZO dobrze napisana scena walki. To upadanie, odbijanie, jest dynamika akcji i jest opis terenu. Brakuje jeszcze niekiedy płynności w czytaniu, ale to naprawdę niewielki minus, zdecydowanie przewyższają plusy.

  zamierzał wyciągać pomocnej dłoni w stronę potencjalnego wroga.  Zamiast tego wyciągnął broń przed siebie, jednocześnie dotykając ostrzem podbródka ofiary. Dziewczynie odeszła krew z twarzy, jednocześnie pokrywając[...]


Powtórzenia.

Dobra, ale scena pogadanki z Lyastrem - BOMBA. Ale mi się to podobało, kurcze. Tutaj jakieś pstryczki, tutaj upomnienie, wyraźne zamartwianie się mężczyzny nad dziewczyną - wszystko umieściłaś w dosłownie kilku zdaniach. Dialog brzmiał bardzo naturalnie, coś czuję, że Lyastr będzie moją ulubioną postacią, bo ma wszystko to, co cenię w mężczyznach: opiekuńczość, humor, cięty język, tajemniczość i po prostu to "coś" ;3


Dobra, dzisiejszy rozdział jest O NIEBO lepszy od poprzedniego, zrobiłaś kawał dobrej roboty jeśli chodzi o opisy. Musisz tylko uważać na powtórzenia, a tak to czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. No i podoba mi się jeszcze, jak nieśmiało kierujesz Valka ku Laey - niby jest, ale się nie wychyla, taki nieoczywisty gościu (poważnie, gdybym nie widziała kategorii to w życiu bym nie pomyślała, że będzie tu czaił się jakiś romans). Bardzo dobrze idzie Ci takie delikatne nie-pchanie go w jej ramiona, rób to dalej - krok po kroczku i powoli, a będzie naprawdę cudnie.

Życzę mnóstwa weny i czekam na dalszą część <3

Ostatnio zmieniony przez Natsuki (17-08-2021 o 18h09)


https://i.imgur.com/Uvhvon5_d.webp?maxwidth=640&amp;shape=thumb&amp;fidelity=medium

Offline

#22 23-08-2021 o 20h02

Straż Absyntu
Methrylis
Pomocniczka Sylfów
Methrylis
...
Wiadomości: 1 222

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Kurcze, powiem ci, że ja naprawdę lubię tego demona! Nie wiem dlaczego, bo nie mam ku temu jakichś wiekszych powodów, ale go lubię i tyle. Moze to kwestia tego, że na razie nie mam nikogo w kim mogłabym ulokować swoją sympatię. Główna bohaterka na razie po prostu dla mnie JEST, Valk i Lance to - obok Leifa - moje najmniej lubiane postaci (tak ogólnie w grze, a tu w opu może się to jeszcze zmieni), więc na razie demon u mnie wygrywa. Czy mi się zdaje, czy ten rozdział jest jakiś krótszy? Ale i tak bardzo miły, jest super, czekam na resztę i pozdrawiam ^^

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (23-08-2021 o 20h03)


https://i.imgur.com/hoEOs1F.png


https://i.imgur.com/6gLWhFY.png[/img]

Offline

#23 31-08-2021 o 10h38

Straż Obsydianu
Divia
Debiutantka
Divia
...
Wiadomości: 101

-Rozdział 5-




    Hione. Imię, które dla jednych miało smak zwycięstwa, w innych zaś budziło pragnienie zemsty.

    Enador z uwielbieniem wracał do chwili, gdy przebranej za znachorkę starej lichwiarce podrzynał gardło. Widok twarzy Laeyzld, widzącej jak jej droga przyjaciółka pada martwa na ziemię, był bezcenny. Nie miało znaczenia to, że starucha, którą się posłużył była jedynie oszustką, a nie kobietą, służącą znajdzie pomocą, nie mniej jednak jego plan się powiódł. Prawdziwą Hione Enador odesłał w swoje rodzinne strony, gdzie miała służyć radą i pomocą tamtejszym mieszkańcom. Mimo swojego okrucieństwa nie był wstanie zdobyć się na zabicie tak wykształconej faery, która nota bene nie była mu nic winna.
    Od tej pory miał Laeyzld w garści. Dziewczyna jawnie podupadła na duchu, stając się znowu wycofaną, bezbronną istotą, jednak z czasem zaczęła ujawniać się jej prawdziwa natura. Wraz ze zbliżaniem się jej osiemnastych urodzin, z każdym kolejnym rokiem, moc w niej drzemiąca wychodziła na światło dzienne. Nie przeszkadzało to Enadorowi w realizacji jego planu, można by nawet rzec, że było mu to na rękę, jednak do czasu.
Pierwsza kwadra Lśniącego Księżyca roku 1025. Dzień, w którym pojawił się Daemon.

~~


    Droga do gospodarstwa trwała dobrą godzinę, tempem narzuconym przez Valkyona. Z racji, że Laey była dobrą głowę niższą od mężczyzny, co rusz musiała podbiegać by dotrzymać mu kroku. Cały czas głowiła się jak przekonać osiłka do teorii Lyastra, jakoby została przeklęta, stąd jej dziwna transformacja. Dopiero widok drewnianego budynku sprowadził ją z powrotem na ziemię i dziewczyna zrozumiała, że musi działać natychmiast. Zostawszy znowu w tyle podbiegła do Valkyona, który pewnym krokiem przemierzał kolejne metry wydeptanej przez lata ścieżki. Wyciągnęła dłoń, by chwycić go za ramię, ale w tym momencie Valk przerwał marsz i uniósł rękę w górę by zatrzymać towarzyszkę. Laeyzld uderzyła nosem w górę mięśni i zaklęła patrząc na stojącego jak słup soli mężczyznę.
    — Muszę ci coś pokazać. — rzucił niespodziewanie i pociągnął dziewczynę za sobą.

    Korzystając z braku ciekawskich spojrzeń, Lance postanowił wykorzystać kilka ostatnich dni przed pełnią na doskonalenie swoich umiejętności jako smok, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Najbardziej lubił wzbijać się w powietrze, skąd mógł spoglądać Eldaryę, tak jakby cały świat znalazł się u jego stóp. U stóp prawowitego właściciela tych ziem. Mimo chwil słabości i podziwiania piękna przyrody, mężczyzna ostro trenował koordynację ruchów w powietrzu, zwody, uniki, a przede wszystkim ataki.
    Tak, najbardziej lubił atakować. Uwielbiał patrzeć na rosnące przerażenie w oczach przypadkowych chowańców, kiedy pikując spadał na nie z dużych wysokości. W większości przypadków nie ranił stworzeń, a jedynie napędzał im strachu, czasami jednak urządzał prawdziwe polowania, porywając młode zwierzęta by zapewnić sobie i bratu jedzenie na kilka kolejnych dni.
    Nie lubił zabijać dla zabawy. Uważał, że każde stworzenie w bliższej lub dalszej przyszłości może się jeszcze na coś przydać, wolał więc traktować je jedynie jako rekwizyty, w ostatniej chwili omijając potencjalną ofiarę.
    Nigdy nie atakował faery. Wiedział, że jeśli rozniosła by się plotka, że na ziemiach Eel wciąż żyją smoki, on i Valkyon byli by skończeni. Podczas przemian zapuszczał się w najbardziej odległe od ludzkich siedzib zakątki i tam w spokoju doskonalił swoje umiejętności. Tego dnia, z obawy przed kręcącą się w okolicy nowo poznaną dziewczyną, postanowił zostać przy chacie i zobaczyć jak szybko jest się wstanie przeobrazić w smoczą formę. Za każdym razem zajmowało mu to ledwie kilkanaście sekund, jednak jemu wciąż było mało. Kiedy myślał, że zaraz rozniesie wszystko, co znajdzie się w zasięgu jego lodowego oddechu, usłyszał głosy, dochodzące od strony pól. W jednej chwili stał się na powrót normalnym, niczym niewyróżniającym się mężczyzną, lecz w środku gotował się z wściekłości. Wyszedłszy zza domostwa ujrzał oddalających się Valkyona i Laey. Parsknął, nie wiedząc czy ma się śmiać czy płakać, że taka błahostka przerwała mu ćwiczenia, do których w zasadzie nie miał po co już wracać. Zdecydował się więc ujawnić, mając nadzieję, że przy okazji uda mu się wyciągnąć z dziewczyny coś jeszcze. Intrygował go jej wygląd- białe włosy w połączeniu z heterochromicznymi tęczówkami i bladą cerą. Niby nic niezwykłego, zważywszy na to, że w swoim dwudziestojednoletnim życiu spotkał już wiele niezwykłych, bardziej urodziwych kobiet, jednak musiał przyznać, że uroda Laeyzdl była... niespotykana. Jeszcze nigdy nie widział faery, którego tęczówki tak znacząco by się od siebie różniły; zupełnie jak znak Yin Yang, dwa antagonizmy stanowiące razem perfekcyjną całość.
Jego ciekawość nie pozwalała mu przejść obok takiego zjawiska obojętnie; mężczyzna wiedział, że od teraz dziewczyna będzie jego nowym celem.

    — Co takiego chcesz mi niby pokazać? — zdezorientowana i nieco rozdrażniona Laey szła, co rusz się potykając, za Valkyonem, który wciąż zaciskał swoje olbrzymie łapsko na jej wątłym ramieniu. Nie podobało jej się to, że ponownie wracają na porośniętą trawą nicość, która odzwierciedlała idealnie aktualny nastrój dziewczyny — szary, bury i ponury. Co jakiś czas delikatny wietrzyk poruszył kłosami suchej, równie beznadziejnie brzydkiej trawy, jednak poza nią na łące nie było nic, co choć na chwilę przykuło by wzrok.
    — Miałem nadzieję, że... — Valkyon zamilkł na moment, przeczesując wzrokiem przestrzeń. — Że spotkamy tu Seifauna. To bardzo niezwykłe chowańce, wydawało mi się, że widziałem rankiem jednego z nich.
    Widząc jak jego towarzyszka otwiera oczy z niedowierzaniem, Valkyon trzasnął się w myślach otwartą dłonią w czoło. Jak mógł wpaść na tak idiotyczny pomysł? Pokazać chowańca, też coś. Owszem, Seifauny były niezwykle rzadko spotykane, jednak po usłyszeniu słów, płynących z jego własnych ust zdał sobie sprawę jak idiotycznie musiały brzmieć. I wcale nie pomagał mu fakt, że zawrócił Laey dosłownie sprzed drzwi, odprowadzając praktycznie w to samo miejsce, gdzie rano się spotkali. Tym bardziej zaskoczyło go to, że dziewczyna zaczęła wypytywać jak chowaniec wyglądał i kiedy dokładnie widział stworzenie. W swojej ekscytacji rzuciła, że widziała dzisiaj rannego przedstawiciela gatunku i chciała go odnaleźć jednak spotkała go i…
    — O Wyrocznio! Valkyon, zaklinam cię, nie mów nic Lancowi o dzisiejszym zdarzeniu! — patrząc z miną zbitego chowańca, złożyła ręce jakby do modlitwy. — Błagam, to z powodu klątwy! Tak, klątwy! Moja matka została przeklęta przez... mojego wujka imieniem Daemona, Lyastra, dlatego tak mi czasem... odbija szajba — głos jej się załamywał i sama dziewczyna była zdumiona, że tak dobrze udało jej się odegrać rolę zrozpaczonej faery, która nie może nic poradzić na to, że jest delikatnie mówiąc dostaje od reszty społeczeństwa. Jakimś cudem, prawdopodobnie i przy pomocy Lyastra, zdołała upuścić parę łez.
    Valkyon popatrzył na nią jakby postradała zmysły; tak gwałtownie przeszła z jednego tematu do drugiego, o którym tak naprawdę zdążył już zapomnieć. Jej rozpaczliwe spojrzenie wyglądało przekonująco, nie mniej życie nauczyło go nie ufać niewinnie wyglądającym nieznajomym, a już na pewno kobietom na skraju płaczu. Zwłaszcza kobietom.
    Kiedy końcu odzyskał zdolność mówienia, obydwoje usłyszeli szelest łamanych pod czyimiś krokami kłosów. Dostrzegli w oddali Lance'a, który coś krzyknął i machnął do nich ręką.
    — Błagam, nic mu nie mów o dzisiejszym...
    — O czym ma nie mówić? — Lance nagle, jakby się teleportował, wyrósł koło pary i pytająco uniósł brew.
Laey zbladła i wyglądała jakby zaraz miała się przewrócić, jednak wbiła tylko przerażone spojrzenie w brata przybyłego.
    — O niczym takim — mruknął Valkyon, odgarniając włosy z twarzy. — Po prostu Laey nie chce by całe Liahab dowiedziało się, iż porywa się na dzikiego Seifauna, który o mało co nie zrobił z niej nadziewanej dziewicy.
    Jeśli byłoby możliwe, by Laeyzdl zbladła jeszcze bardziej, teraz jej cera przybrałaby śnieżnobiały odcień. Szybko jednak odzyskała kolory, gdy dotarło do niej co właściwie powiedział jej towarzysz. W udawanej złości ściągnęła brwi i uderzyła osiłka z łokcia pod żebra. Warknęła do niego, że właśnie złamał daną jej obietnicę i zaczęła wymieniać wszystkie możliwe katastrofy jakie teraz na niego spadną. Był to widok dość komiczny, gdzie można było porównać tę dwójkę do małej Musarose krzyczącej na ogromnego Owletta. Valkyon za pobłażliwym spojrzeniem ukrył śmiech, którym chciał wybuchnąć widząc zaczerwienione ze złości policzki dziewczyny, która stała przed nim i zadzierając głowę wymachując pięścią przed jego twarzą.
    — A co to? — zapytała niespodziewanie, wskazując bliznę na szyi Valkyona.
    Mężczyzna oblał się czerwienią, a odwracając wzrok napotkał pełne dwuznaczności spojrzenie brata. Niezauważalnie zmarszczył brwi, dając mu tym samym znak by nie ważył się odezwać, Lance jednak nie zamierzał poprzestać na znaczących spojrzeniach.
    — Och, może Valk nie wygląda, ale może pochwalić się całkiem liczną grupą swoich miłosnych podbojów — rzucił niby nonszalancko, jednocześnie patrząc na Laey z lekko uniesioną brwią. — Zdziwiłabyś się co wyprawiał...
    — Dość. — spokojny acz stanowczy głos smoka przerwał Lance'owi w pół zdania. — Jak sądzę, bracie, ty możesz poszczycić się znacznie bogatszą kolekcją historii miłosnych, nie wydaje mi się jednak by Laey była nimi zainteresowana. — dodał z lekkim zniesmaczeniem. — Może wrócimy do domu i w końcu zjemy śniadanie?
    Mężczyzna i dziewczyna przystali na propozycję w milczeniu kiwając głowami; ona zawstydzona poruszonym tematem, on zdziwiony stanowczością brata. Idąc nieco z tylu, mając przed sobą sylwetki Laeyzdl i Valkyona, zaczął się zastanawiać, czy ta przybłęda aby na pewno nie jest tak zwyczajna, na jaką wygląda. Musiała skrywać jakiś sekret i Lance zamierzał go odkryć, im szybciej tym lepiej.



notka o postaciach



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (04-09-2021 o 09h21)


https://zapodaj.net/images/60e477fa5e672.gifhttps://zapodaj.net/images/9fcecc5e47508.gif
my pretty boi 〃▿〃

Offline

#24 09-09-2021 o 12h14

Straż Absyntu
Natsuki
Żołnierka Straży
Natsuki
...
Wiadomości: 522

Dobra, wbijam i zostawiam ślad.
Dzisiaj wyjątkowo na telefonie, więc skupię się wyłącznie na fabule, nie na błędach.

HA! Czyli miałam rację!Enador zdawał sobie sprawę, że umiejętności Hione mogą mu się jeszcze przydać. Zaskoczyłaś mnie, i to bardzo pozytywnie. Świetny pomysł z podmianą kobiet, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Czyli facet jednak ma trochę oleju w głowie!
Laey odbijająca się od dłoni Valka - kocham :3

Uuu, Lance trenował... zwody? Na początku przeczytałam to całkiem inaczej i musiałam zrobić chwilkę przerwy, sama wiesz... Żeby się wyśmiać i wrócić do dalszego czytania. Ale i tak kocham XD

Uuu, ale jaki ten Lance bad boy się zrobił, damn. Facet poluje na wszystko, co się rusza, łącznie z Layezdl. Znając ją, to jak ten tylko  spróbuje zmienić się przy niej w smoka to dziewczyna wyrzuci mu jakąś wiązankę przekleństw i napluje pod nogi, i tyle ją widzieli. Ewentualnie rzuci jakimś niewybrednym żartem, co by sobie nie myślał, że zrobił na niej wrażenie czy coś. Jak się gonić, to na całego!

O kurde, Laey... Na jej miejscu nie byłabym w stanie z taką, hm, powagą mówić o rzekomej klątwie. Pewnie prychnęłabym śmiechem i zaczęła gadać jak jakaś stuknięta wariatka. Laey ze swoją grą aktorską powinna zagrać w jakiejś Ukrytej Prawdzie czy coś XD

"Nadziewanej dziewicy" - Valk, kocham Cię. Tak po prostu i szczerze.


Ooo, bardzo na plus porównanie zachowań pary do chowańców - taki fajny smaczek, pozwalający bardziej wczuć się w uniwersum. Plus!

Trzymam kciuki za Lanca, choć pewnie trochę mu zajmie, zanim dowie się prawdy. Dajesz, Lancuś!

Nie no, bardzo fajny rozdział, lekki i przyjemny, taki z "jajem". Najchętniej to chciałabym Lyastra co rozdział, ale wiem, że to niemożliwe więc... Cóż, trzymam kciuki, bý pojawił się w niedługim czasie XD

Weny życzę i czekam na dalszą część! <3


https://i.imgur.com/Uvhvon5_d.webp?maxwidth=640&amp;shape=thumb&amp;fidelity=medium

Offline

Strony : 1