Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 25-11-2017 o 20h51

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

Cześć!
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że fanki Sama i Deana może spotkać rozczarowanie. Opowiadanie nie ma nic wspólnego z serialem, tytuł powstał, bo pasuje mi do mojego zamysłu.
Okej, skoro sprawa została wyjaśniona to co mi więcej pozostało, jak napisać... miłego czytania? Mam nadzieję, że moja motywacja okaże się większa niż w przypadku poprzedniego fanfika i nie skończy się po kilku rozdziałach. Liczę również na to, że czas pozwoli mi pogodzić działy opowiadań grupowych i ff tak, że na bieżąco będą się pojawiać rozdziały. Pomysłów mi nie brakuje, mam nadzieję, że komuś przypadną one do gustu. Dość pisania do szuflady ; )



https://zapodaj.net/images/655e2c74902fa.png


https://zapodaj.net/images/37a5d26b90c4f.png

    Wstrzymała powietrze w płucach, gdy poczuła na swoim karku oddech Elfa. Nienawidziła tego i on dobrze o tym wiedział, jednak z natury bywał złośliwy, więc i w tej chwili nie wiedziała, dlaczego miałby się zachowywać inaczej. Tym razem postanowiła nie dać się wyprowadzić z równowagi. Nie chciała, by Niebieskowłosy miał satysfakcję z tego, że kolejna misja okaże się jednym, wielkim niewypałem przez jej temperament.
    Oparła się ramieniem o pień drzewa i wychyliwszy głowę, skupiła się na swoim celu, lekceważąc bliskość chłopaka. Mocniej zacisnęła dłoń na rękojeści i naciągnęła cięciwę do granic możliwości, aż ta lekko zadrżała jej w dłoni. Delikatne podmuchy ciepłego wiatru kierowały kosmyki niebieskich włosów na policzki dziewczyny, łaskocząc je, co było coraz trudniej ignorować.
    – Pamiętaj – powiedział Elf, kładąc rękę na talii dziewczyny. – Pełne skupienie, a wtedy wszystko dobrze się skończy – zaśmiał się złośliwie, nie zabierając swojej dłoni. Wręcz przeciwnie, palce zacisnął mocniej, wbijając je niebezpiecznie w boczki Brunetki. Dziewczyna zmrużyła oczy i powolnie zaczęła wypuszczać zgromadzone w płucach powietrze. Odchyliła z wdziękiem głowę w bok i spojrzała w zielone oczy chłopaka.
    – Ez – zaczęła mrukliwie. – Wiesz, nigdy ci tego nie mówiłam... - kontynuowała, starając się podtrzymać napięcie. Widziała ten błysk w jego oczach i wiedziała, o czym myślał. Jej dusza zaśmiała się dźwięcznie, a krew w żyłach zawrzała. Powolnie opuściła łuk i odwróciła się, opierając plecami o drzewo. Jej intensywnie niebieskie tęczówki łagodnie spoglądały na pełną nadziei twarz chłopaka.–
    – Czego mi nigdy nie mówiłaś? - dopytywał, zmniejszając dystans między ich twarzami. Widać było, że chłopak się denerwuje. Mimo sytuacji dziewczyna była dobrym obserwatorem, a Szef Straży Absyntu nie ukrywał tego, że wyciera o spodnie spocone dłonie. Uniosła nieznacznie kącik ust do góry.
    – Ezarel... - wyszeptała.
    – Tak?
    – Bardzo...
    – Bardzo, co?
    – Naprawdę bardzo...
    – Powiedz to w końcu! - Jego głos był odrobinę podniesiony, ale nadal nie był głośniejszy od szeptu.
    – To nie jest takie proste – mruknęła, udając zawstydzenie.
    – Wierzę w ciebie – zapewnił, a czubek jego nosa prawie dotykał policzka Cath. Dziewczyna przesunęła głowę w bok i zbliżyła swoje usta do szpiczastego ucha chłopaka.
    – Ez, naprawdę bardzo, bardzo brzydko pachnie ci z buzi – zaśmiała się i odepchnęła od siebie Elfa, po czym zaraz odsunęła się z zasięgu jego rąk.
    Atak śmiechu wypłoszył nieznanego im chowańca, a echo rozniosło się po całym lesie. Łzy pociekły jej ciurkiem, kiedy dojrzała bordową od mieszaniny wstydu i złości twarz chłopaka.
    Dziewczyna odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Uznała, że to było warte nawet tego, że teraz przez najbliższe dwa dni będzie musiała słuchać wywodu Miiko na temat zawodu, jaki jej sprawiła swoją niekompetencją.



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#2 25-11-2017 o 21h02

Straż Absyntu
Lilith_
Piechur Straży
Lilith_
...
Wiadomości: 2 158

Zacznę może od spraw technicznych.

"Elf, Niebieskowłosy, Brunetka, Szef" - jeśli te słowa nie rozpoczynają zdania, to nie ma potrzeby używania wielkiej litery - co innego gdyby to były imiona lub nazwy własne.

Tyle ze spraw technicznych.

Zaczyna się ciekawie, piszesz bardzo starannie i przyjemnie się czyta. Czekam na pierwszy rozdział, aby móc powiedzieć coś więcej. ♥ Życzę dużo czasu i weny. ♥


https://media.giphy.com/media/JOcJg53W2YIgM/giphy.gif








https://66.media.tumblr.com/15b34c9fdbb286cf72513938da805c43/tumblr_pkt3qp1zfK1v69hruo1_540.gif

Offline

#3 26-11-2017 o 19h00

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


HOHOOOOO! HOHOHO! Jaki piękny tytuł! I w ogóle mi się nie kojarzy z moim ulubionym serialem! Wcale a wcale! /static/img/forum/smilies/big_smile.png [info dla niezorientowanych: polskie tłumaczenie tytułu „Supernatural” to właśnie „Nie z Tego Świata. Bardzo super serial, polecam z całego serduszka <3]
No cześć! /static/img/forum/smilies/big_smile.png Wpadłam, bo widzę, że pojawiło się jakieś nowe opko! A że staram się być z niemal wszystkimi na bieżąco, to nie mogę ominąć też i tego! Więc zaczynamy! ZWŁASZCZA ŻE o Eldc. I ZWŁASZCZA ŻE ZWŁASZCZA ŻE O Ezarelu. Aw. <3
HA! Jednak ostrzegłaś, że to nie ma nic wspólnego z SPN XD Well, nie podejrzewałam tego, ale miło, że wspomniałaś /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Szkoda tylko, że taki krótki ten prolog. :< I ja też trzymam kciuki, że nie przerwiesz tego opka!
Generalnie słowa „elfa” nie musisz pisać dużą literą, bo to jest zwykłe określenie rasy niewymagające szacunku, w przeciwieństwie do samego imienia. To samo z „niebieskowłosy”. To także zwykłe określenie i nic więcej. Iiiii to samo z „brunetki” /static/img/forum/smilies/big_smile.png
CATH?! EZ I CATH?! No nie żartuj sobie. Tak samo ma na imię moja bohaterka. To znaczy Cathiela, ale w skrócie Cath. Łeeech…
Ale to z tym zapachem z ust było chamskie XD
Och, i widzę, że Lilith wyprzedziła mnie z uwagą o przymiotnikach pisanych przez ciebie dużą literą. No właśnie. /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tak czy siak tyle ode mnie! Zapowiada się miło, tylko z tą Cath lekko… hmm… nie wiem co, ale jestem zdziwiona. I serio mam nadzieję, że to nie jest Cathiela XDDD Ok, czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#4 27-11-2017 o 14h19

Straż Cienia
MarieTella
Szeregowiec
MarieTella
...
Wiadomości: 90

A więc, przypadło mi zaszczytne trzecie miejsce, na podium /static/img/forum/smilies/cool.png  Do spraw technicznych się nie przyczepię, ot nigdy to nie był mój konik i pewnie umrę głupia  /static/img/forum/smilies/tongue.png Co do samej treści, moje wnioski będą równie trywialne, podobało mi się, nie miałam żadnych trudności w dojrzeniu świata i sytuacji, którą chcesz przekazać. Wszystko bardzo ładnie, oddziaływało na wyobraźnię, co w moim prostym mniemaniu, jest najważniejsze  /static/img/forum/smilies/wink.png No i Ezarel <3 Pisz szybko, nie mogę się doczekać.


https://data.whicdn.com/images/141656537/original.gif

Offline

#5 13-12-2017 o 10h52

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

@Methrylis - Cathiela? Nie, nie, zdecydowanie moja głowa nie jest dobra w wymyślaniu takich fikuśnych imion :p
@Lilith_ - /static/img/forum/smilies/wink.png Zawsze miałam z tym problem. Zwalałam to na przyzwyczajenie, gdyż swojego czasu pisząc smsa, każdy wyraz zaczynałam wielką literą :p
@MarieTella Tak, Ez. Lubię takich złych chłopców, którym można bez mrugnięcia okiem powiedzieć jakąś złośliwość /static/img/forum/smilies/wink.png


Ten rozdział wydaje się zakręcony, mam nadzieję jednak, że się w nim odnajdziecie ^^

https://zapodaj.net/images/40830766011d1.png

    Poranki w Nowym Jorku nie należą do najprzyjemniejszych. Catherine przekonała się o tym, niespełna pięć lat temu, kiedy to podjęła dość ważną decyzję, która wywróciła jej życie do góry nogami. Właśnie wtedy oznajmiła swoim matkom, że wyprowadza się z rodzinnego domu i będzie wynajmować kawalerkę w samym centrum Manhattanu. Oczywiście nie obeszło się bez lamentu i płaczu, ale co Cath sobie raz postanowiła, uznawała to za cel, który za wszelką cenę chciała osiągnąć.
    Tak też zrobiła.
    Niestety. „Wspaniała” – jak mówiło ogłoszenie – kawalerka, okazała się paskudną dziurą w najbrudniejszej kamienicy, tuż przy najbardziej ruchliwej ulicy. Pech chciał, że na nic lepszego nie było jej stać, więc z ponurą miną wzięła, co dawali. Przeklinając siebie i swoje głupie pomysły, wprowadziła się. Z odsieczą i pomocną dłonią przybyła biologiczna matka dziewczyny, która po wysłuchaniu dwugodzinnego smarkania i buczenia w słuchawkę nie wytrzymała. Uznała, że jej dziecko nie będzie mieszkać w takiej spelunie i albo przyjmuje jej pomoc, albo wraca do domu.
    Catherine była uparta, jednak wtedy po prostu spasowała i pozwoliła sobie pomóc. Mieszkanko szybko przybrało miano tego przytulnego, do którego chciało się wracać. Nie śmierdziało stęchlizną, a zacieki na ścianach magicznie wyparowały, nawet karaluchy, które często odwiedzały ją w łazience, postanowiły się wynieść.
    Jedyne co się nie zmieniło to hałas dobiegający z dołu i rażące w oczy neony z budynków naprzeciwko, które oświetlały dom publiczny i inne, bliżej nieokreślone miejscówki, których dziewczyna nie miała zamiaru odwiedzać. Najbardziej jednak intrygowało ją to zabite dechami wejście, między jednym a drugim budynkiem. Odkąd pamięta, nikt nawet nie rzucił na nie okiem, jakby było niewidzialne, co oczywiście było absurdalne, bo w końcu ona je widziała.

    Ten dzień nie różnił się niczym od pozostałych. Jak co ranek, obudzona przez odgłosy samochodów, które tworzyły kilometrowy korek i wyzwiska kierowców, którzy zarzucali sobie, że brzydka pogoda i śliska nawierzchnia to wina każdego, kto dziś postanowił usiąść za kółkiem. Z zaspanymi jeszcze oczami, podeszła do okna i chwyciwszy za zasłonę, spojrzała w niebo. Liczyła, że promienie słońca rozjaśnią jej twarz, tymczasem nic takiego się nie stało. Szare niebo i ściekające po szybach krople deszczu spowodowały, że Cath odechciało się wszystkiego, dosłownie. Chciałaby ponownie zakopać się pod kołdrą i zapaść w sen zimowy. Nienawidziła tej pory roku. Szaro, buro i w ogóle do dupy. Pomyślała nawet, by zadzwonić do redaktora naczelnego i udać, że jest najzwyczajniej w świecie chora, ale po kilku głębszych wdechach postanowiła wziąć dzień na barki i stawić mu czoła.
    Po szybkim prysznicu i ze szczoteczką do zębów w ustach podeszła do ekspresu i wcisnęła guzik. Szorowała zawzięcie każdy ząbek, gdy maszyna zaczęła wypluwać z siebie drogocenny, czarny napój, który z odpowiednią ilością mleka i brązowego cukru, był w stanie postawić dziewczynę na nogi. Z ogólnego nieogarnięcia, wrzuciła szczoteczkę do zlewu, gdzie naczynia w nim się znajdujące pamiętały chyba czasy, kiedy było jeszcze ciepło i chciało się żyć. Skrzywiła się nieznacznie, w głowie układając sobie plan dnia, w którym uwzględniła zakup nowej, tym razem jednak może elektrycznej, szczoteczki. Z suszarki do naczyń zabrała swój termiczny kubek, o który dba bardziej niż o rybki, które już po raz dziesiąty chyba spuściła w toalecie, bo zapominała ich karmić. Przelała do niego kawę, doprawiła po swojemu i odstawiła na etażerkę przy drzwiach wyjściowych, co by broń Boże nie zapomnieć go zabrać ze sobą. Z biurka zgarnęła plik kartek, które leżały w nieładzie i niedbale ulokowała je wewnątrz torby. Włożyła na siebie koralowy, luźny sweterek, który zakrywał jej tyłek, przez szyje przewiesiła luźno płaszczyk, a na stopy wsunęła ciemne botki, które idealnie pasowały do jej ulubionych, znoszonych już i odrobinę przetartych na udach, rurek.
    Wybiegła przed kamienicę, niechcący trącając jakiegoś przechodnia. Przeprosiła za ten nagły atak i ruszyła w przeciwnym kierunku. W ten właśnie sposób Cath nie była w stanie znaleźć chłopaka. Przez pięć lat studiów ani razu nie była na randce. No może raz. Upiła się tequilą i podczas tańca uszkodziła nos swojemu partnerowi – niechcący. Mimo że podała mu swój numer, chłopak nigdy do niej nie zadzwonił i żadna z przyjaciółek dziewczyny nie miała pojęcia dlaczego. Shane nie była brzydka. Posiadała ten typ urody, który odpowiadał niejednemu mężczyźnie. Brązowe, lekko kręcone włosy do ramion. Wyraziste, duże niebieskie oczy oraz lekko zaróżowione policzki. Duże i naturalnie czerwone usta dodawały wyrazistości jej bladej cerze.
    Z przemoczonymi włosami, których pasma przyklejały się jej do twarzy, weszła do budynku, w którym znajdowała się redakcja. Wjechała windą na górę, odebrała z recepcji korespondencję i odstawiła ciepłą jeszcze kawę na swoje biurko. Ściągnęła zwilżony kroplami deszczu płaszcz i przewiesiła go na zimnym grzejniku. Była godzina ósma rano, więc miała nadzieję, że do wieczora, dopóki będzie siedziała w redakcji, płaszcz wyschnie, albo chociaż pogoda się unormuje.
    Usiadła wygodnie przy biurku, poprawiła kilka kartek, które leżały niechlujnie w plastikowych szufladkach oraz odłożyła wszystkie ołówki na miejsce. Kiedy Cath jest w pracy, mamy do czynienia z zupełnie inną osobą. Ale jak sama dziewczyna raczy powiadać: „Porządek na stanowisku miejsca pracy, to połowa sukcesu”.
    Pamięta jak dziś, gdy parę lat temu, tuż po rozpoczęciu studiów, przyszła do tej redakcji, żeby ubiegać się o płatny staż. Do tej pory nie wie, co jest w niej takiego, że zainteresowała swoją osobą byłego już naczelnego. Osiem wizyt w różnych redakcjach, każda zakończona fiaskiem. W ostatniej na dokładkę potknęła się o dywan na holu i wywinęła orła tuż przed nogami jakiegoś przystojniaka. Lafirynda, która wtedy była na recepcji, tak się śmiała, że napięta na biuście koszula eksplodowała, strzelając guzikowymi pociskami. Nie zniechęciło to jej, a śmiech, który odbił się echem od pustych ścian, tylko zmotywował ją do dalszego działania. Szybko się otrzepała i wyszła z budynku, klnąc pod nosem i wyzywając wszystkich pracowników od „bandy świrów”.
    Po bezowocnej wędrówce postanowiła wrócić do domu i kiedy już skręcała na swoją ulicę, jej oczy przykuł świecący na blady róż napis „Younger”. Nie myślała, że jest to internetowy portal dla nastolatków, bardziej skłaniała się wierze, że będzie to portal dla kobiet w wieku dojrzałym. Jakieś artykuły o odnowach biologicznych, o tym, jak być piękna i młoda i jak zachwycać zgrabnym ciałem.
    Nie była przekonana, czy chce tam pracować. Pisanie o trądzikach, pierwszych miesiączkach, czy ciążach pozamacicznych w kolanie, to nie jest szczyt marzeń początkującej dziennikarki, nawet jeśli dopiero się uczy. Niestety to była jej ostatnia deska ratunku. W portfelu bieda, aż piszczy, a chałupa w rozsypce.
Weszła do gabinetu mężczyzny, który na pierwszy rzut oka wyglądał dość poważnie. Potknęła się o próg, jak to ona, szybko jednak złapała równowagę i podeszła do biurka. Widać było na jej twarzy rezygnację mieszającą się z niepewnością. Rozbieganym spojrzeniem szukała po ścianach czegoś, co pozwoliłoby jej stąd uciec, chciała mieć po prostu pretekst. Ale wtedy stało się to. Mężczyzna wyciągnął do niej dłoń, witając ją na pokładzie, potrząsnął delikatnie, a Cath, jak zahipnotyzowana, uśmiechnęła się i prawie popłakała z wdzięczności. Nawet nie orientując się, że trzyma torbę odwróconą do góry nogami i cała jej zawartość leży na podłodze. Tak minęło kilka lat.
    Nadal nie można powiedzieć o niej, że jest mistrzem w swoim fachu. Zdarzają się jej lekkie potknięcia, ale takie, na które można przymknąć oko. Ogólnie współpracownicy na nią nie narzekają, a jeśli już to robią to między sobą, co nie dociera do uszu Shane.
    Czytała właśnie swój artykuł o „najczęstszych metodach antykoncepcji wśród nastolatków”, który poprawiony wysłała naczelnemu do akceptacji. Nie minęło piętnaście minut, kiedy usłyszała skrzypnięcie drzwi i ciężki oddech mężczyzny, który zaczynał jej ciążyć na ramionach. Skuliła się odrobinę i niepewnie odwróciła. Anderson, nie wyglądał, jakby ten tekst wywarł na nim piorunujące wrażenie. Mężczyzna wyciągnął przed siebie dłoń i pokiwał palcem, dając jej znać, by przyszła do jego gabinetu.
Niczym skazaniec, zaczęła ciągnąć nogi ze spuszczoną głową. Czuła na sobie oczy tych wszystkich osób, którzy siedzieli przed swoimi komputerami. Jedni wyglądali, jakby się martwili, inni, jakby liczyli na „zadowalający” finał tego spotkania.
    Nie ukrywajmy. Cath nie jest zbyt lubiana przez swoją szczerość. Często mówi to, co ślina jej na język przyniesie. Potrafi obrazić kogoś nieświadomie, patrząc mu prosto w oczy, ale taka już była, a charakteru się nie zmieni.
    Stanęła przed biurkiem i wpatrywała się swoimi niebieskimi oczami w mężczyznę, który z niezadowoloną miną, przeglądał jakiś plik na komputerze, po czym podniósł wzrok na dziewczynę. Jak sparaliżowana gapiła się na niego, nie wiedząc, co ją czeka. W końcu Anderson westchnął ciężko i mruknął cicho.
    – Catherine Shane, coś ty u licha sobie myślała, pisząc o „niedorozwiniętych imbecylach”? – zapytał, choć wcale nie oczekiwał odpowiedzi. – Zdajesz sobie sprawę, że obrażając naszych czytelników, skutecznie ich zniechęcasz do tego, by nigdy, przenigdy nie zajrzeli więcej na naszą stronę? A co się stanie, kiedy stracimy czytelników, Cath? Co się wtedy stanie?
    – Nie będziemy mieć czytelników? – odpowiedziała dość błyskotliwie.
    – Brawo! A jak nie będziemy mieć czytelników, kto pierwszy straci robotę? – Uniósł brwi, dając dziewczynie do zrozumienia, że ma się poprawić, albo będzie musiała znowu szukać pracy.
    Cath westchnęła, mamrocząc pod nosem jakieś przeprosiny, choć wcale nie uważała, że nazwanie kogoś „imbecylami” było złe, ale nie mogła sobie pozwolić, by stracić pracę. Pokornie spuściła głowę i skierowała się do wyjścia z gabinetu.
    – Jeszcze jedno, Cath. – Zatrzymał ją, kiedy już miała naciskać klamkę. – Znajdź coś naprawdę w dechę, żebym nie myślał o tym, w jaki sposób mógłbym cię zwolnić. – Machnął ręką i wrócił do przeglądania pozostałych artykułów.
    Wcale jej się nie uśmiechało chodzić po mieście i szukać nowinek, nie była dobra w wyłapywaniu, więc wiedziała, że ta cała akcja jest z góry skazana na porażkę. Nie chciała jedna siedzieć w biurze, gdzie ciekawskie oczy gapiów tylko czekają, by dziewczyna się potknęła.
    Po całym dniu spędzonym na mieście, przemoczona i z wyciekającymi z nosa glutami, postanowiła wrócić do domu. Przechadzając się ulicą naprzeciwko swojej kamienicy, zauważyła, że do opuszczonej rudery ktoś wchodzi. Zauważyła tylko kosmyk niebieskich włosów. Mogłaby przysiąc, że jej się przywidziało, ale nie, nie była ani pijana, ani pod wpływem innego środka odurzającego, więc nie mógłby to być wytwór jej wyobraźni. Mimo że się bała, uznała, że wejdzie tam i na własne oczy przekona się, że nie oszalała. Przygotowała nawet telefon, w celach dokumentacji zjawiska.
    Skradając się, doszła na sam środek jakiegoś magazynu. Dojrzała swoją znajdę, którą oświetlało bliżej nieokreślone, jasne światło. Wyciągnęła przed siebie telefon z aparatem i zaczęła pomału się zbliżać.
    – Stój! – powiedziała w końcu. Wyjrzała zza aparatu i prawie oniemiała. Chłopak, który stał przed nią, naprawdę miał niebieskie włosy, ale żeby tego było mało, dodatkowo jego głowę zdobiły szpiczaste uszy. W pierwszej chwili pomyślała o przebierańcach, którzy lubili przebierać się za postacie z gier, ale on... on wyglądał zbyt realnie.
    – Nie zbliżaj się ludzka, irytująca osóbko – powiedział, wyciągając przed siebie rękę, jakby to ona miała zatrzymać Cath przed kolejnymi krokami. Na dziewczynie nie zrobiło to zbytnio wrażenia. Zrobiła kilka kolejnych kroków, aż w końcu znalazła się na tyle blisko, że gdyby wyciągnęła dłoń przed siebie, mogłaby go dotknąć.
    – Jesteś prawdziwy? – zapytała, a w jej głosie dało się usłyszeć nutkę ekscytacji.
    – Oczywiście, że jestem prawdziwy, ale na szczęście ty za chwilę zapomnisz, że mnie widziałaś. – Uśmiechnął się złośliwie i przygotował jakąś fiolkę z płynem. Cath nie mogła sobie pozwolić, by stracić dowód na istnienie magicznego stworzenia, nie teraz, gdy w pracy groziło jej wylanie. Pośpiesznie wcisnęła kółko na telefonie, które służyło robieniu zdjęć. Jasne światło mignęło, oślepiając ją i stojącego naprzeciw niebieskowłosego.
    – Co robisz idiotko? – krzyknął i chciał odepchnąć od siebie dziewczynę, jednak ta uparcie nie chciała pozwolić mu odejść.
    Wydarzenia, które miały miejsce później trwały zaledwie sekundę. Cath, czuła, jakby spadała w głęboką przepaść. Słyszała nad sobą zdenerwowany głos chłopaka, ale nie miała odwagi, by otworzyć oczy. Dopiero jak rypnęła w coś twardego, pozwoliła sobie na cichy syk. Jednak to nie koniec. Chłopak, który najwyraźniej chciał ją zabić, spadł na nią. Jęknęła, czując, jak coś twardego wbiło się w jej udo. Uchyliła powieki, ale kiedy zobaczyła to dziwadło leżące na niej, przybrała odcień dorodnego, czerwonego buraka.
    – Mógłbyś... mógłbyś zabrać swoje łapska z moich cycków? - zapytała, gramoląc się i starając się za wszelką cenę wydostać spod niego.
    Gdy w końcu jej się to udało i stanęła na nogi, rozejrzała się dookoła. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało, ani w to, w jak cudownym i kolorowym miejscu się znalazła. Chciała się uszczypnąć, ale przyuważyła, że niebieskowłosy, właśnie się otrzepuje z ziemi, w ogóle nieprzejęty tym, że jeszcze chwilę temu, bezwstydnie ją obmacywał.
    – Coś ty najlepszego zrobiła? – zapytał, nie podnosząc wzroku.
    – Ja? Co ja zrobiłam? – żachnęła się. – Coś ci powiem ty... ty... wybryku natury!
    – Ja jestem wybrykiem natury? – Nie dowierzał w to, co słyszał. Chciał jej wygarnąć to, jak bardzo jest beznadziejna. W tym celu postanowił spojrzeć na nią, ale kiedy to zrobił, nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Zamiast tego wpatrywał się w nią i mrugał oczami, jakby była postacią ze snu, jego snu. Cath przez chwilę poczuła się dziwnie, kiedy tak się na nią gapił. Wyciągnęła przed siebie rękę i pomachała mu przed oczami, ale na nic się to zdało.
    – Hej, dziwaku? – zapytała, wyraźnie zmartwiona jego stanem. – Możesz przestać się tak na mnie gapić? – dodała, splatając dłonie pod piersiami. Czuła na plecach dziwny dreszcz i najchętniej by uciekła, ale na dobrą sprawę nie wiedziała, gdzie jest i jak się stąd wydostać. Była zdana na łaskę tego oto psychola.
    – Dlaczego wyglądasz jak ona? Wcześniej wyglądałaś inaczej... mógłbym przysiąc, że wyglądałaś inaczej! – Wyciągnął w jej stronę dłonie i złapał za ramiona, delikatnie nimi potrząsając.
    – Hej! Zostaw mnie wariacie! – Odskoczyła od niego, przez chwilę czując lęk. – Nie mam pojęcia, kim jest „ona”, ale zapewniam ci, że nie mam z nią nic wspólnego, nie znam cię, koleś, nigdy w życiu nie widziałam takiego dziwaka na oczy! – zapewniła, starając się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. Choć wszystko, co mówiła, było prawdą. W życiu nie widziała tego miejsca ani tego... czegoś, człekokształtnego, ale jednak nie do końca.
    – Erika! – Usłyszała za swoimi plecami cichy pisk radości, a po chwili coś, a raczej ktoś, uwiesił się na jej plecach. Spojrzała na niebieskowłosego wybałuszonymi oczami, a później odchyliła głowę, by przyjrzeć się rudowłosej dziewczynie, której głowę zdobiły królicze uszy.
    Dziewczyna czuła, że to wszystko, co się wydarzyło to dla niej za dużo. Złapała się za głowę, czując dokuczliwy ból w skroniach. Kim jest Erika? Dlaczego nazwali ją właśnie tym imieniem? Gdzie jest? Kim są te wszystkie stwory? Może to sen? Może będąc w magazynie, napastnik uderzył ją czymś w głowę i straciła przytomność? Nie potrafiła odpowiedzieć na żadne z tych pytań, zamiast tego, czuła, jak zaczyna się jej robić ciemno przed oczami.
    Znowu czuła jakby spadała w przepaść.
    – Ezarel! Łap ją! – Krzyk rudowłosej, dotarł do jej uszu. Kim jest Ezarel? Tyle pytań, na które chciała znać odpowiedź. Nie usłyszała ani nie poczuła nic więcej, gdyż jej umysł ogarnęła ciemna pustka.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (13-12-2017 o 11h47)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#6 14-12-2017 o 19h33

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


A więc to nie Cathiela? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Ufff, to mi ulżyło, bo nie powiem, wkurzyłabym się, gdybyśmy używały tego samego opka. Choć nawet podobieństwo zdrobnień nie jest mi w smak, ale już trudno /static/img/forum/smilies/big_smile.png Niemniej tak myślałam, że to jakaś „Kaśka”. A więc Catherine. No ok ^^
Dwie matki? Ciekawie!
Uch. To zdrobnienie „Cath” mnie wkurza. WYBACZ MI XDDD Ale dla mnie „Cath” to moja Cathiela i już. :< xDDD
Ach. Czyli coś jest na rzeczy z tym zabitym dechami przejściem. ^^
Nazywanie czytelników imbecylami? Dobre, dużo dobre! /static/img/forum/smilies/big_smile.png
KOSMYK NIEBIESKICH WŁOSÓW?! MNIE TAM GRA!
Wow. Pomylili ją z Eriką? XDDD No to powiem ci, że niezły plottwist wymyśliłaś! Zastanawiam się tylko, czy Ez zdążył się w tej naszej niewydarzonej Gardzi zakochać, zanim wróciła na Ziemię, czy jeszcze nie. Hm, sądząc po jej reakcji to chyba nieee, bo byłby bardziej rozemocjonowany. Poza tym by ją poznał :v Niemniej to by było bardzo ciekawe.
Ok, tyle ode mnie ^^ Czekam na kolejną część, zapraszam też do mnie i pozdrawiam! ^^


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#7 20-12-2017 o 17h39

Straż Cienia
Zuz741
Odpowiedź na wszystko
Zuz741
...
Wiadomości: 42

Zapowiada się bardzo ciekawie, nie spotkałam się jeszcze z podobną koncepcją, więc za to ogromny +! Jednakże pojawiło się parę błędów stylistycznych i interpunkcyjnych, mimo że ogólnie z interpunkcją radzisz sobie dobrze - jako przykład przytoczę:

"Jak co ranek, obudzona przez odgłosy samochodów, które tworzyły kilometrowy korek i wyzwiska kierowców, którzy zarzucali sobie, że brzydka pogoda i śliska nawierzchnia to wina każdego, kto dziś postanowił usiąść za kółkiem"

W tym zdaniu brakuje kontynuacji wypowiedzi - wygląda, jakbyś zapomniała dopisać drugiej części do imiesłowu. Gdyby było tam, np. "została obudzona", to po problemie, ale tak to wypowiedzenie jest pozbawione sensu. Poza tym zdaje się być za długie. A, no i brakuje przecinka między "korek" a "i", ponieważ wnioskując z tego, co napisałaś: odgłosy samochodów tworzyły korek i wyzwiska - chyba nie o to chodziło.

Ogólnie bardzo fajnie, czekam na kolejne części, hehe


https://media.giphy.com/media/cwHl87hujyFtS/giphy.gif

Offline

#8 21-01-2018 o 21h04

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

Z lekkim poślizgiem, ale jest :p

_________________________https://zapodaj.net/images/be029d5eaaf93.png
        Słyszała szepty nad głową, jednak nie otwierała oczu. Zamiast tego mocniej je zacisnęła, udając, że to, co się dzieje, wcale nie jest prawdą. Myślała, że to sen, ta cała wyprawa, jednak teraz, nie jest niczego taka pewna.
        Nie rozpoznawała żadnego głosu z wyjątkiem jednego. Tego niebieskowłosego typa, przez którego znalazła się w tej pokręconej krainie, niczym "Alicja w krainie czarów". Nawet motyw ze wpadaniem do dziury się zgadzał.
        — Wyjdzie z tego? — zapytała jakaś kobieta, której wcześniej nie miała okazji usłyszeć.
        — Tak, najprawdopodobniej jest w szoku. Funkcje życiowe prawidłowe. Podejrzewam stres, dlatego zemdlała — odpowiedziała, najprawdopodobniej jakaś pielęgniarka. Jej głos był łagodny i wzbudzał pewnego rodzaju zaufanie.
        — I mówisz, że wcześniej nie wyglądała jak Erica? — Głos tej pierwszej lekko zadrżał, jakby się czegoś obawiała.
        — Mówiłem już, jakaś idiotka się do mnie przyczepiła, kiedy byłem po zapasy, wyglądała jak nie Erica. Dopiero tu... — Zrobił krótką pauzę. Słychać było, że mocno się nad czymś zastanawia. — Dopiero jak znalazła się w Eldaryi, zauważyłem, że wygląda jak ona — powiedział niespokojnym tonem głosu. On również był zdenerwowany. Ogólna atmosfera, która unosiła się w powietrzu, sprawiała wrażenie napiętej.
        — Rozumiem albo nie… nie rozumiem, ale póki jest nieprzytomna, za wiele się nie dowiemy. Ewelein, daj mi znać niezwłocznie po jej przebudzeniu, chciałabym z nią porozmawiać. — Dziewczyna wydawała polecenia, jakby była jakimś przywódcą. Pielęgniarka mruknęła, najprawdopodobniej przytakując na prośbę dziewczyny.
        — Może ja powinienem z nią porozmawiać? — Zapadła niezręczna cisza, a ktoś w pomieszczeniu kaszlnął głośno. — To znaczy, no, wiecie… Jeśli wygląda jak Erica, może…
        — Może co? Rzuci się na ciebie z otwartymi ramionami i powie, jak bardzo za tobą tęskniła, a Leiftan i jej powrót do domu to jedna wielka pomyłka, tak? — powiedziała jedna dziewczyn, nie kryjąc w głosie ironii. — Ezarel, nie zrozum mnie źle, ale myślę, że dość już zrobiłeś, sprowadzając ją tu, nawet jeśli nie zrobiłeś tego świadomie. I licz się z tym, że wyciągnę konsekwencję z twojej niekompetencji.
        Dalej nastała cisza. Nikt już nic nie mówił. Drzwi cicho skrzypnęły, a osoby, które jeszcze przed chwilą tak zawzięcie dyskutowały, wyszły. Cath, czując się bezpiecznie, otworzyła szeroko oczy, wpatrując się otępiała w zamknięte drzwi. Nic, co usłyszała, nie było dla niej zrozumiałe, mimo że istoty, które rozmawiały, posługiwały się jej ojczystym językiem. Tym bardziej, zaczynała się zastanawiać, czy nie miała jakiegoś wypadku, a to, to nie jest psikus jej chorej wyobraźni. Jednak ból głowy dawał się we znaki, co znaczyłoby, że ona wcale nie jest w żadnej śpiączce, a ta kraina, którą nazwano Eldaryą, istnieje naprawdę.
        Catherine usiadła na łóżku, zastanawiając się, czy widziała taką nazwę na mapie, ale ciężko było jej sobie przypomnieć cokolwiek. Nadal miała w głowie uczucie otępienia spowodowane upadkiem, czy jak to fachowo nazwała ich pielęgniarka, szokiem.
        Pomieszczenie, w którym przebywała w tej właśnie chwili, przypominało na swój sposób gabinet lekarski. Były tu różne fiolki z medykamentami, apteczka pierwszej pomocy, nawet sprzęt, który przypominał ten do robienia zdjęć rentgenowskich. Dziewczyna przetarła dłońmi zmęczoną twarz, wzdychając cicho. Zdecydowanie nie mogła tu zostać. Musiała wyjść i znaleźć drogę powrotną do domu.
        Zsunęła nogi z łóżka, stawiając je delikatnie na chłodnej podłodze. Nigdzie nie mogła znaleźć swoich ubrań, a to, co miała na sobie, przypominało szpitalną, papierową piżamę. Nie wiedziała, ile ma czasu, więc darowała sobie grzebanie w szafkach. Zamiast tego, podeszła do drzwi, chwilę jeszcze nasłuchując, czy nikogo za nimi nie słychać. Uznając, że jest „czysto”, uchyliła wrota, wyściubiając głowę przez niewielką szparę. Nie dostrzegłszy nikogo, wyszła i boso na palcach zeszła ze schodów na półpiętro, z którego był widok na ogromną salę.
        Z tego miejsca była w stanie dostrzec inne pomieszczenia. Nie zamierzała ich sprawdzać, w tej chwili liczyło się tylko to, by stąd wyjść.
        Kontynuując swoje skradanie, w końcu była w stanie wydostać się na zewnątrz. Stała teraz w jakimś centrum, tak przynajmniej jej się wydawało. Było tam pełno różnych budynków, mostów oraz schodów, a na samym dole, zamiast rzeki, znajdował się targ. Nie chcąc rzucać się w oczy, w końcu jej strój był na tyle fikuśny, że te wszystkie dziwne istoty, na pewno zwróciłyby na nią swoją uwagę, a to mogłoby znaczyć tylko to, że będzie musiała wrócić tam, skąd dopiero co udało jej się uciec, uznała, że pójście bokiem będzie najlepsze.
        Wchodząc w jakieś krzaki, nie spodziewała się, że będzie to tak boleć. Starała się unikać gałęzi jak najbardziej, ale było to bardzo ciężkie. W końcu umorusana od ziemi, obdrapana i pokaleczona, znalazła się przed jakąś fontanną. Słysząc, że ktoś się zbliża, schowała się za dużym kamieniem i w duchu modliła, by ten ktoś, kto wyglądał na strażnika, nie zauważył jej.
        Cath widziała wiele filmów science — fictions i miała nadzieję, że te istoty nie potrafią widzieć przez przedmioty, albo, że nie posiadają jakiegoś super węchu, czy innych bajerów na miarę Supermana.
        — Pusto! — Usłyszała w końcu. Posiedziała w ukryciu jeszcze chwilę, po czym wyłoniła się zza kamienia i ruszyła w dalszą drogę. Nie wiedziała, dokąd idzie, to było oczywiste, miała po prostu nadzieję stąd wyjść. Jak najdalej od tych dziwaków, którzy na pierwszy rzut oka wyglądali na jakichś obłąkanych.
        Idąc dalej, w końcu natrafiła na jakieś miejsce, w którym normalnie, mogłaby się zrelaksować. Na środku placu stała wiśnia, a dookoła otaczał ją niewysoki murek. Zawsze marzyła o takim miejscu u siebie w mieście, gdzie by mogła pójść, usiąść, odpocząć. Miejscu, gdzie nikt by jej nie przeszkadzał, w którym mogłaby się oddać w całości swoim myślom i marzeniom.
        Musiała się otrząsnąć i działać dalej. Rozejrzała się po okolicy, w której się znajdowała. Nie miała ani chwili do stracenia, nie mogła również pozwolić sobie, by dłużej błądzić. Trzeba było działać teraz. Oszacowała odległość między najbardziej wysuniętą gałęzią wiśni i wysokim murem, który był jej jedyną, dostępną drogą ucieczki.
        — Dam radę! — powiedziała sama do siebie, podchodząc do drzewa. Objęła jego pień z całej siły i wdrapała się na górę. Nieprzyjemna faktura kory raniła ją w ówcześnie obdrapane miejsca na nogach i rękach, ale Cath się nie poddawała. Tłumiąc w oczach łzy, z pełną determinacją brnęła do przodu. Wchodząc na najgrubszą gałąź, położyła się na niej i ściskając mocno dłońmi, zaczęła przesuwać się w stronę muru, niczym wąż. Gdy była przy końcu, uniosła się odrobinę. Czuć było, że gałąź zaczyna uginać się pod jej ciężarem, więc musiała działać szybko. Prostując dłonie w łokciach, zaczęła pomału wstawać. W końcu, gdy wyglądała jak mała wiewiórka, a gałąź jeszcze bardziej zaczęła pochylać się ku dołowi, w dodatku było słychać pojedyncze skrzypnięcia, jakby zaczynała pękać, odbiła się i podskoczyła w stronę muru z wyciągniętymi rękoma.
        Złapała się za krawędź betonowej ściany, wbijając mocno palce w zaprawę między cegłami. Miała wrażenie, że paznokcie jej zaraz odpadną, jednak nie miała siły, by się podciągnąć. Z drugiej strony, nie miała zamiaru się puszczać, kiedy była tak blisko ucieczki z tego wariatkowa.
        — No proszę, proszę... trafiła nam się prawdziwa akrobatka. — Usłyszała z dołu jakiś nieznajomy, męski głos. — Wiesz, jeśli chciałaś iść na spacer, następnym razem proponowałbym wyjść bramą, a jeśli uznasz, że chciałabyś, by ktoś dotrzymał ci towarzystwa, służę pomocą. — Chłopak nie ukrywał rozbawienia.
Cath, resztkami sił spojrzała przez ramię. Na dole, tuż pod nią, stał czarnowłosy chłopak. Nie widziała go wcześniej, ale uznała, że jest jednym z tych dziwaków. Fakt, że nosił na oku opaskę pirata, tylko utwierdzał ją w tym przekonaniu.
        — Nie mam zamiaru stąd schodzić — oznajmiła, pewnym siebie tonem.
        — Nie będę nalegał, bo to nie wypada — odpowiedział, nie ruszając się z miejsca. Zamiast tego, wyciągnął dłonie do przodu i przybliżył się. — Poczekam, aż stracisz siły i sama wpadniesz w moje ramiona. — Wyglądał przy tym na pewnego siebie, mimo że brzmiał jak tania podróba Don Juana.
        Dziewczynie zaczynało brakować sił, a palce same osuwały się z miejsca. Jednak ta uparcie chciała walczyć o swoją wolność, więc zaparła się w sobie i podciągnęła lekko do góry. Na marne. Znowu wisiała jak jakaś piniata, która czekała na to, aż dzieciaki zaczną walić w nią na oślep jakąś pałką bejsbolową.
        — Nevra, Miiko chcieć cię widzieć.
        — Nie widzisz, że jestem zajęty? Czekam, bo mówili, że czekanie popłaca.
        Cath, słysząc rozmowę dwóch osób, ponownie spojrzała przez ramię. Obok czarnowłosego, dostrzegła jakiegoś wysokiego, barczystego faceta.
        — Och, świetnie… mają swojego własnego Hulka — mruknęła pod nosem. W tym samym czasie poczuła, jak mur spod jej palców, zaczyna uciekać.
        — O nie, nie, nie, tylko nie to! — krzyczała, nerwowo starając się zacisnąć ręce, ale na darmo. Gdy spadała, w duchu modliła się, by śmierć nie była bolesna. Przed oczami widziała całe swoje życie, zrobiła krótki rachunek sumienia, udało się jej nawet przeżegnać. Zacisnęła mocno powieki i zaczęła odliczać od dziesięciu w dół.
        — Trzy... — szepnęła. Usłyszała aksamitny śmiech, a na policzku poczuła ciepły oddech chłopaka, który właśnie trzymał ją w ramionach.
        — Mówiłem, że sama wpadniesz mi w ramiona — powiedział cicho na tyle, by tylko ona mogła go usłyszeć. Otworzyła oczy i wlepiła wzrok w czarnowłosego. Z boku musiało to wyglądać tak, jakby właśnie zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Nic bardziej mylnego. W tej właśnie chwili zastanawiała się, czy uderzenie w twarz wystarczy, czy doprawić go porządnym kopniakiem w jaja.
        — Nevra, Jamon ile można na was czekać? — Słysząc głos niebieskowłosego, wzdrygnęła się nieznacznie, co trzymający ją chłopak, na pewno poczuł w swoich ramionach.
        — Ezarel, jak ty to robisz? Mimo że jesteś takim dupkiem, to na sam dźwięk twojego głosu, laski drżą. — Ciemnowłosy odwrócił się, mocniej przyciskając ją do siebie i blokując drogę ucieczki. Spojrzała na Ezarela, starając się odczytać coś z jego twarzy, ale poza irytującym ją uśmieszkiem, nie było tam nic innego.
        — Więc tu się podziała nasza ludzka niedołęga — zaśmiał się, po czym podszedł bliżej Nevry. Złapał dziewczynę za ramię i pociągnął tak, że ciemnowłosy ledwo utrzymał ją w miejscu. Zmarszczył brwi i skarcił wzrokiem niebieskowłosego, po czym odstawił mnie na ziemię.
        — Nie wiesz, że to nie ładnie tak uciekać bez słowa? — Ezarel nie puszczając ręki Cath, prawie wysyczał jej to pytanie do ucha. Dziewczynę zaczynało pomału wkurzać zachowanie chłopaka. Nikt, ale to nikt w życiu nie będzie jej traktował w ten sposób. Szarpnęła się, chcąc wyrwać z uścisku, ale na nic się to zdało. Chłopak jeszcze mocniej wbił swoje długie palce w jej ramię. Catherine, syknęła z bólu, marszcząc brwi i spoglądając spode łba na chłopaka, prawie opluła mu twarz.
        — Zważaj na swoje zachowanie wieśniaro, jestem elfem, a nie jakimś byle jakim człowieczkiem. — Niebieskowłosy pociągnął dziewczynę, kierując się w stronę kwatery głównej.
        — Ezarel! — Nevra krzyknął za nim, ale ten nie zareagował.
        — Możesz mnie puścić? — zapytała, siląc się na miły ton głosu.
        — Po co? Żebyś znowu uciekła?
        — Nie, dlatego, że mnie boli…
        Chłopak zaśmiał się, po czym skręcił w stronę fontanny, gdzie zatrzymał się na chwilę.
        — Słuchaj, mam wystarczająco dużo problemów. Twoje pojawienie się tutaj sprawiło, że trochę się ich namnożyło… W skrócie… Jesteś moim największym problemem, a tak się składa, że to właśnie mi Miiko powierzyła niańczenie ciebie… — Elf mówił, będąc niebezpiecznie blisko jej twarzy. Mogła wyczuć w tonie jego głosu chłód, jaki od niego bił. Jego zielone oczy pozostawały obojętne, a zachowanie sugerowało, że najzwyczajniej nienawidzi tej całej Eriki.
        — To nie moja wina, że coś sobie ubzduraliście. Nie znam żadnej Eriki i nie rozumiem, czemu wszyscy myślą, że wyglądam jak ona, przecież ja nawet… — Nie dokończyła, gdyż dostrzegła swoje odbicie w tafli wody. Jednym szarpnięciem, wyrwała się z uścisku elfa i uklękła przed fontanną. Osoba, która na nią patrzyła, zdecydowanie jej nie przypominała. Wyciągnęła rękę i pomachała nią, tamta zrobiła to samo, w tym samym czasie. Cath przeczesała palcami włosy, a nieznajoma powtórzyła gest.
        Catherina posiadała ciemnobrązowe włosy i niebieskie oczy, natomiast dziewczyna, która powinna być Catheriną, wydawała się kompletnie inna. Jasne, brązowe włosy, fiołkowe oczy… Czy to w ogóle normalne?
        — Nic z tego nie rozumiem — powiedziała cicho, macając dłońmi swoje policzki.
        — My też, dlatego wolałbym, byś współpracowała — odparł, nienaturalnie spokojnie.
        Dziewczyna podniosła się z kolan i złapała za bolące na ramieniu miejsce.
        — Wiesz, że w moim świecie, mogłabym zgłosić to jako napaść i molestowanie?
        — Wiesz, że w naszym świecie, takie nieposłuszne dziewczynki pali się w piecu? Poza tym… Molestowanie — parsknął głośno. — Kto chciałby molestować kogoś o takim wyglądzie?
        — Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Ericy? — zapytała w końcu, bo to pytanie nie dawało jej spokoju. Może błędnie odczytała zachowanie chłopaka i rzeczywiście jest takim dupkiem, jak to próbuje pokazać, ale Cath uważała, że kryje się za tym większa tajemnica.
        — Nie nienawidzę jej.
        — Więc? O co chodzi w tym twoim gburstwie?
        — Jestem elfem, mam to w genach.
        — W genach?
        — Tak, w genach.
        — Ezarel…
        — Tak?
        — Może cię nie znam. Może jestem jakimś podrzędnym człowieczkiem i się nie znam, ale uważam, że ją kochałeś…
        Brak odpowiedzi i unikanie spojrzenia dziewczyny, było dla niej jednoznaczną odpowiedzią. W jednej chwili zrobiło jej się żal niebieskowłosego, ale nie na długo. Ponownie poczuła, jak jego dłoń zaciska się na jej ramieniu, jednak tym razem, zrobił to znacznie delikatniej.
        — Hej! — zaprotestowała, szorując za elfem, po piaszczystej ścieżce.
        — Koniec gadki, jeśli zaraz nie dotrzesz do Miiko, osobiście dopilnuje, by jakaś trucizna znalazła się w twojej kolacji.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (21-01-2018 o 23h10)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#9 21-01-2018 o 22h38

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Tak z ciekawości spytam: wpadniesz kiedyś na inne opka? Komentarz za komentarz powinien wiele zdziałać. Powinien. Bo ja komentuję wszystkim, a mnie nikt. :< xd
Dobra, przybywam! Faktycznie poślizg spory, ale lepiej późno niż wcale :v
Hej. A Leiftan co ma do tego? ;> I szkoda mi Eza :< Jeszcze go Miiko opierdzieliła. Meh.
„woje pojawienie się tutaj, sprawiło” — wywal przecinek
I taki mały błąd: raz piszesz Erica, raz Erika. Musisz się zdecydować na jedną formę /static/img/forum/smilies/wink.png
WAT?! TO ONA WYGLĄDA JAK ERICA?! Okej tu mnie mocno zaskoczyłaś. /static/img/forum/smilies/yikes.png
Biedny, biedny Ez. Matko, jak mnie go tutaj szkoda… A Erica to cham. Ez się w niej zakochał, a ona uciekła. Kit, że do siebie, do swojego świata. Ale chamstwo. :<
No ok, tyle ode mnie! Czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (21-01-2018 o 22h38)


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#10 21-02-2018 o 19h24

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

@Methrylis - zabierałam się za Twoje opowiadanko kilka razy, za każdym razem brakuje mi czasu, by w spokoju je przeczytać ^^ W końcu się za to zabiorę. Na chwilę obecną moja dobra powinna trwać 36h :3

_________________________https://zapodaj.net/images/b5f5b8c2137d0.png

    — A więc postanowione — rzekła czarnowłosa lisica. — Zostaniesz z nami w Eel, dopóki nie uda nam się odesłać cię do domu — dodała, po czym zakończyła zebranie, w którym brała udział większość członków straży. Sama Catherina nie była zbytnio zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale fakt, że była w obcym, najprawdopodobniej na innej planecie, miejscu, z którego, żeby się wydostać, musiała liczyć na pomoc tych przedziwnych mieszkańców. Na szczęście zaproponowali jej pokój po dziewczynie, której wygląd przybrała. Nad jedną kwestią dyskutowali dość długo, czy przydzielić ją, tak jak poprzedniczkę do straży Absyntu, czy może jak najbardziej ukrócić możliwość obcowania elfowi z Cath i przydzielić ją gdzie indziej.
    Oczywiście Ezarel stanowczo zaprotestował i próbował przekonać Miiko, że wyleczył się z…, jak on to nazwał, „przebrzydłej choroby” i nic, ani nikt nie sprawi, że ponownie da się omotać komuś, zwłaszcza z wyglądem Erici. Żachnął się, że w ogóle, jak mogli pomyśleć, że on coś, do niej, gdzie tam, przecież każdy elf ma swój honor, prawda? Na pewno nie zakochuje się w pierwszej lepszej ziemiance, która spada z nieba, ewentualnie teleportuje się przez krąg. Widząc jego zażenowanie i czerwoną od złości bądź zawstydzenia twarz, dziewczynie zrobiło się go żal, jednak za nic w świecie nie zamierzała stawać w jego obronie, ani przekonywać obce sobie osoby, że typek mówi prawdę i faktycznie nic między nimi się nie stanie.
    Drugi szef straży, o którym wspomniała Miiko, był Nevra. Cath, widząc, że to ten czarnowłosy typ spod ciemnej gwiazdy, stanowczo zaprotestowała, broniąc się rękoma i nogami. Uznała, że nie będzie pracować z jakimś erotomanem-gawędziarzem, bo to ani jemu, ani jej, ani tym bardziej przyszłym misjom na dobre nie wyjdzie. Catherina była pod wrażeniem własnej pewności siebie. Normalnie, będąc wśród obcych, człekopodobnych istot, stałaby jak kołek, nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić, tymczasem, rozmawiała z nimi, śmiała się i co najważniejsze, potrafiła się z nimi dogadać.
    Ostatnim, który mógłby przyjąć dziewczynę pod swoją opiekę, był nijaki Valkyon. Wysoki, dobrze zbudowany chłopak o siwych, prawie białych włosach. Od razu uznała, że przy takim wielkoludzie nic jej się nie stanie, pozostali wydawali się dość… wiotcy, jak na mężczyzn. Nie zorientowała się, kiedy ręka wystrzeliła jej w górę, wskazując wspomnianego chłopaka z gołym torsem i krzycząc, że to właśnie pod jego skrzydełkiem chciałaby się znaleźć. Miiko odpowiadał ten stan rzeczy, więc lekceważąc wszelkie głosy sprzeciwu, zgodziła się. Tak właśnie Cath trafiła do straży Obsydianu, gdzie pod czujnym okiem jego szefa, miała przeszkolić się we władaniu jakąś bronią.
    — Broń? Naprawdę muszę posiadać jakąś broń? — zapytała, zadzierając wysoko głowę. Może nie była jakimś Niziołkiem, ale idąc bok w bok z wysokim i barczystym chłopakiem, tak właśnie się czuła, jak myszka w towarzystwie słonia.
    — Tak, broń — odpowiedział, na co Cath westchnęła cicho. Nie sądziła, że będzie miała do czynienia z tak wylewną w słowa osobą.
    — A skąd mam wziąć taką broń? — dopytała, bo chciała znać jak najwięcej szczegółów, a chłopak chyba nie miał zamiaru powiedzieć jej nic tak sam z siebie.
    — Od Jamona — spojrzał na nią, jakby wszystko, co mówi, było oczywiste i nie trzeba o tym przypominać.
Dziewczyna spojrzała na niego, odchylając głowę i przymykając jedno oko. Jej twarz wykrzywiła się w lekkim grymasie, co chłopak musiał zauważyć, bo jęknął potępieńczo, jakby już mu się znudziła zabawa w niańkę.
    — U Jamona, w kuźni. Zaprowadzę cię. Nie chciałbym, byś się zgubiła już pierwszego dnia — stwierdził, zatrzymując się przed jednym z pokojów w czerwonym korytarzu. Nad drewnianymi drzwiami, które ozdabiały miedziane pnącza, znajdował się ozdobnik, przypominający gwiazdę, w której środku błyszczał szkarłatny kamień. Valkyon nadusił klamkę i otworzył przed dziewczyną pokój, ukazując jego proste, acz przytulne wnętrze. Cath, niepewnie pogładziła się po karku, przechodząc pod ramieniem chłopaka i zaglądając do pomieszczenia. Zaniepokoił ją wszechobecny kurz, który osiadł na nielicznych meblach, w tym na stelażu ogromnego łóżka, z którego zwisały brązowe zasłony. Wyblakła, brązowa farba, odpadała płatami w niektórych miejscach, a przez okna nie było widać nic, co znajdowało się na zewnątrz, tylko brud i kurz.
    — Wybacz — powiedział chłopak, nie ukrywając rozczarowania. — Ezarel zdecydowanie zakazał komukolwiek sprzątać w tym pokoju — westchnął, robiąc krok do przodu i wchodząc do środka.
    — Mhm... — mruknęła, uznając, że na chwilę obecną nie ma co rozkopywać przeszłości. Valkyon chyba spodziewał się salwy pytań z jej strony, lecz gdy ta nic nie powiedziała, uśmiechnął się, a całe napięcie, które dotąd mu towarzyszyło, odeszło. Skinął głową w podziękowaniu i zwrócił się do Catherine, która palcem badała poziom kurzu na komodzie. — Chodź, zaprowadzę cię do Jamona, a sam pójdę do Kero, by zorganizował ekipę sprzątającą, zanim wrócisz, będzie tu czysto i pachnąco.
    — To będzie mój pokój? — zapytała, odwracając się i szeroko otwierając błyszczące, jak u dziecka, które zobaczyło lizaka, oczy.
    — No tak, chyba nie myślałaś, że będziesz spać w schronisku? — Jego ton ponownie sugerował, że po raz kolejny zadała idiotyczne pytanie. Cath spuściła głowę i mruknęła jakieś przeprosiny, po czym opuściła pokój i powędrowała za chłopakiem w stronę wcześniej wspomnianej kuźni.
    Na samym wejściu poczuła buchający z kotła gorąc. Zawachlowała dłonią koło twarzy, marszcząc czoło i przemieszczając się tyłem w głąb pomieszczenia. Nie rozumiała ich polityki, umieszczania takiego czegoś tuż na wejściu. Przecież ktoś mógł się potknąć na niewielkich schodach i wpaść do tego, wypełnionego gęstą, czerwoną substancją, kotła.
    Zatrzymała się gwałtownie, czując opór za plecami. Niepewnie odwróciła się, odruchowo zadzierając głowę do góry. Za nią stał ten sam knur, którego widziała wcześniej, gdy próbowała przeskoczyć przez mur Kwatery. Pisnęła cicho, odsuwając się od tego… czegoś. Jamon wydał dźwięk podobny do warkotu i ustąpił mi przejścia, gestem dłoni wskazując osobne pomieszczenie.
    — Wybierze sobie — powiedział, ściągając z haków trzy rodzaje broni.
    — Muszę? — zapytała grzecznie. — Jeśli miałabym wybór, wolałabym nie brać żadnej — dodałam, splatając dłonie za plecami.
    — Nie mieć wybór, musieć wybrać — ponaglił ją, potrząsając sprzętem w dłoniach. Cath w życiu nie obcowała z żadnym rodzajem broni, więc wybór pomiędzy mieczem, łukiem, a toporem, był dla niej tak samo trudny, jak wybór jednego rodzaju spośród setek tofu w supermarkecie.
    — Ale ja nie chcę! — krzyknęła, tupiąc przy tym nogą. Na Jaminie nie zrobiło wrażenia to, że dziewczyna, na pierwszy rzut oka dorosła, zachowuje się jak rozwydrzona nastolatka. Ten knur w ogóle wydawał się jakiś taki… bezduszny.
    — Chcieć, nie chcieć, musieć — upierał się przy swoim, nie zważając na niezadowolenie Cath.
    — Co tu się dzieje? — Rozległo się pytanie. Catherine, mimo krótkiego pobytu w Kwaterze, bardzo dobrze rozpoznała głos i przypisała go do jednej osoby...
    — Ezarel! — podbiegła do chłopaka, chowając się za jego plecami i z udawanym szlochem, zaczęłą wskazywać Jamona palcem.
    — On, ten… On… On mi chce wcisnąć jakąś broń w ręce, ale patrz, patrz na mnie — wyciągnęła przed siebie drobne ręce, prawie wsadzając palce elfowi w oko. — Nie mam siły, by unieść topór, ani miecz, ani nie dam rady naciągnąć cięciwy — westchnęła. Liczyła, że ugra cokolwiek, biorąc pod uwagę jej wygląd i to, co Ezarel czuł do właścicielki tego ciała. Bardziej nie mogła się pomylić.
    — Mam dla ciebie propozycję — uśmiechnął się złośliwie, łapiąc dziewczynę za ramiona i odsuwając od siebie. — Włóż futro z Crylasma, usiądź w krzakach i czekaj, aż jakaś kreatura cię zje. Nie będziesz musiała używać broni, a ja nie będę musiał na ciebie patrzeć, obie strony wygrywają — rozłożył ręce, jakby nic więcej nie mógł wymyślić. Cath gapiła się tępo w jego twarz, nie rozumiejąc słów, które właśnie do niej powiedział.
    — Czym u licha jest Cry… coś tam? — zapytała, jednak nim zdążyła uzyskać odpowiedź, do pomieszczenia wszedł jej opiekun, Valkyon. Ezarel zmył się szybciej niż brud ze świeżo nawoskowanego samochodu. Można było tylko zauważyć niebieski kitek, który znika za progiem. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno, wzruszając bezradnie ramionami.
    — Gdybym miał wybierać, wziąłbym łuk. — Valkyon odezwał się, odkładając na stolik jakieś jajko. Dziewczyna w pierwszej chwili pomyślała, że to coś, z czego tutejsi mieszkańcy robią sobie jajecznicę, albo omlety, kompletnie nie miała pojęcia, co chłopak dla niej uszykował.
    — Niech będzie tak, jak on mówi — zwróciła się do Jamona, dłonią wskazując białowłosego. — Wezmę łuk — wyjaśniła. Wyciągnęła rękę, chwytając najmniej szkodliwy rodzaj broni i obejrzała go dokładnie z każdej strony. Poczuła, jak na jej plecach ląduje kołczan ze strzałami, pod którego ciężarem lekko się ugięła. Spojrzała surowo na Jamona, jakby zrobił jej tym wielką krzywdę i prychnęła cicho, niczym zjeżona kotka.
    Wręczając łuk i kołczan Valkyonowi, podeszła do jaja, które nie wyglądało jak zwykłe jajo, które na co dzień można dostać w sklepie spożywczym. Dopiero teraz dojrzała, że cała powierzchnia skorupki jest pokryta jakby matową, złotą farbą, a przez środek przechodzi błyszczący, w tym samym kolorze pasek. Zachwycona wpatrywała się w swoje zniekształcone odbicie. Wysunęła do przodu dłoń, chcąc go dotknąć, jednak w ostatniej chwili rozmyśliła się i cofnęła rękę. Spojrzała na Valkyona, któremu uśmiech cisnął się na usta.
    — Co to jest? — wyszeptała, jakby się bała, że to coś się wystraszy i ucieknie.
    — Weź jajo i chodźmy stąd — powiedział, kierując się do wyjścia.
    Dziewczyna niepewnie chwyciła przedmiot i powędrowała za chłopakiem. Przeszli przez rynek i schronisko, w którym stało kilka, zamieszkałych domów. Całą drogę szli w milczeniu, Valkyon, skupiony na drodze, Cath wpatrzona w jajko. Gdy dotarli do miejsca docelowego, chłopak rzucił sprzęt na ziemię, zasiadając na murku pod wiśniowym drzewem. Dziewczyna rozejrzała się i uśmiechnęła, wspominając moment, w którym próbowała przejść na drugą stronę tego wysokiego muru. Usiadła obok chłopaka, kładąc jajo na kolanach i gładząc je delikatnie opuszkami palców.
    — Czułam, jakby tam w środku coś żyło — powiedziała z fascynacją w oczach. Chłopak uśmiechnął się i mruknął cicho. — Niesamowite, naprawdę, powiesz mi co to takiego? — Uniosła dłoń, kładąc szefowi straży na ramieniu. Ten, spojrzał na jej dłoń, a później przeniósł wzrok na twarz dziewczyny, po czym odsunął się nieznacznie. Cath speszyła się odrobinę i również się odsunęła, pozostawiając między nią a chłopakiem tyle miejsca, że jeszcze dwóch takich jak ona, by się zmieściło.
    — To jest jajko chowańca — powiedział spokojnym i pełnym cierpliwości głosem. Widząc, że dziewczynie ta odpowiedź nie wystarczy, westchnął cicho i kontynuował. — Chowaniec, to jest taki zwierzaczek, który, w większości przypadków, przywiązuje się do właściciela, można go prosić o przyniesienie jakichś składników, czy fantów — wyjaśnił, wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą. — Ten, którego trzymasz w ręku, jest z gatunku O’oluray, ale możesz nadać mu, jakie chcesz imię, to prezent od Miiko — dodał, zaciskając dłonie na murku, na którym siedzieli.
    — Od Miiko? — zapytała, wyraźnie zaskoczona tą informacją.
    — Tak. Miiko i Erica... — zaczął, jednak widać było, że pewne słowa nie chcą przejść mu przez gardło. — To taka forma rekompensaty — powiedział w końcu. Dziewczyna mruknęła, przenosząc ponownie wzrok na jajko.
    — Nie musisz nic mówić — powiedziała, półszeptem. Nie chciała poruszać tematu Erici, bo czuła, że to jest bolesna sprawa nie tylko dla Ezarela, ale też dla reszty strażników i strażniczek. Uznała, że jak będą chcieli, sami jej powiedzą, o co chodzi, a może nie będą musieli, bo uda im się ją odesłać do domu, choć przez chwilę przeszło jej przez myśl, jakby to było zostać tu na stałe, nie w czyimś ciele, ale w jej własnym.
    Przez całe zebranie w Kryształowej Sali, było słychać odgłosy zdziwienia, zachwytu, czy okrzyki radości. Wszyscy myśleli, że Erica wróciła i ma się dobrze, tymczasem, gdy okazało się, że prawda wygląda inaczej, większość oczu wpatrywała się w Cath, jakby była czymś złym, jakby w ogóle nie powinna się tu znaleźć. Mieli rację. Nie powinno jej tu być, ten cały wypadek nie powinien mieć miejsca. Właśnie w tej chwili… nawet nie wiedziała, ile minęło, odkąd tu jest. Czy czas leci tu tak samo, jak na Ziemi? Czy doba ma dwadzieścia cztery godziny, słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie? Czy istnieją pory roku? Tyle pytań pojawiało się w jej głowie, że miała wrażenie, jakby z uszu buchała jej para.
    Wstała gwałtownie, omal nie upuszczając jajka z rąk. Mocniej objęła je rękoma i puściła się biegiem z powrotem do budynku kwatery, całkowicie ignorując nawoływania Valkyona. Pędziła, co jakiś czas trącając ramieniem jakiegoś człowieka, bądź istotę człekopodobną. Wtedy zatrzymywała się na ułamek sekundy, pochylała głowę i przepraszała cicho, po czym ponownie puszczała się biegiem. Nie myślała w tej chwili racjonalnie, to był po prostu impuls, który podpowiadał jej, że powinna coś sprawdzić.
    Wbiegła na korytarz i skierowała się do Kryształowej Sali. Upewniając się, że nikogo nie ma w środku, odłożyła jajko O’oluraya i zbliżyła się do ogromnego, niebieskiego kryształu. Obserwowała świetlne refleksy, które migały raz po raz. Wydawało jej się, że w jednym z nich zobaczyła odbicie swojego nowego oblicza, jednak w zupełnie innej sytuacji, niż Cath znajdowała się teraz. Zmarszczyła brwi, robiąc krok do przodu i przyglądając się temu zjawisku uważniej. Nie za bardzo rozumiała, co widzi, ani czemu to widzi. Wcześniej, gdy w pomieszczeniu było więcej osób, kryształ wydawał się normalny, bez blasku. Teraz widziała w nim Erice, w towarzystwie kilku członków straży, w tym również Ezarela i jakiegoś blondyna. Wyglądali, jakby się kłócili, a dziewczyna była postawiona między młotem a kowadłem. Do czasu. Gdy spojrzenie Cath i Erici z odbicia, spotkały się, dziewczyna poczuła, że tamta ją widzi. Wyciągnęła rękę, tak samo, jak tamta, chcąc jej dotknąć.
Jej palce dzieliły od kryształu milimetry. Była jak w jakimś transie. Żadne dźwięki z zewnątrz nie docierały do niej, słyszała tylko nawoływania i błagania. Chodź do mnie. Pomóż mi. Erica!.
    — Cath! — Poczuła szarpnięcie, które sprowadziło ją na ziemię. Dosłownie. Leżała na Ezarelu, który mocno ściskał ją ramionami od tyłu. Dziewczyna była lekko otępiała i nie do końca mogła sobie poukładać w głowie to, co właśnie się wydarzyło.
    — Nigdy, pod żadnym pozorem, nie dotykaj kryształu. — Usłyszała zasapany głos elfa tuż koło swojego ucha. Złapała go za dłonie i rozplotła uścisk, wydostając się z niego, po czym wstała, lekko się chwiejąc. Chłopak nie zastanawiając się długo, szybkim ruchem podniósł się z ziemi i złapał dziewczynę pod ramię, by dać jej trochę wsparcia.
    — Myślałam, że jesteś dupkiem — powiedziała, korzystając z pomocy i podpierając się na niebieskowłosym.
    — Możesz mi do cholery powiedzieć, co się stało? — zapytał, wyraźnie zdezorientowany. — Wyglądałaś, jakbyś straciła kontakt z rzeczywistością — dodał, kierując się z dziewczyną w stronę wyjścia.
    — Widziałam ją, Ezarel. Widziałam Ericę. Wołała mnie.
    — Nikt nie rozumie siły, którą posiada kryształ — westchnął, zabierając po drodze jajko i kierując się z dziewczyną do swojego pokoju. Ta widząc kierunek, który obrał chłopak, zatrzymała się gwałtownie.
    — Twój pokój się sprząta, Karen, Ykhar i Alajea się tym zajmują, więc może to potrwać nawet do wieczora. Wyglądasz na słabą, powinnaś odpocząć. Powinnaś mi dziękować, równie dobrze mogę cię oddać Nevrze, pewnie się ucieszy — zaśmiał się złośliwie, wiedząc, że dziewczyna nie ma siły na to, by się jakkolwiek odgryźć.
    — Opowiesz mi kiedyś o niej?
    — Kiedyś.
    — W bliskiej, czy dalekiej przyszłości?
    — Nie wiem, nie jestem jeszcze gotowy. Fakt, że wyglądasz jak ona, niczego nie ułatwia.
    — Nie chcę wyjść na dociekliwą, ale chciałabym wiedzieć, co mam z nią wspólnego.
    — Powinnaś. Ja, gdybym trafił do twojego świata, byłbym bardzo dociekliwy.
    — Chciałbyś kiedyś zamieszkać w moim świecie?
    — Nie.
    — Dlaczego?
    — Bo ludzie są słabi.
    — Hej!
    — Co?
    — Ja też jestem człowiekiem.
    — No właśnie. Spójrz na siebie, wisisz na ramieniu dziwakowi, który się z ciebie nabija, czy to nie świadczy o tym, że jesteś słaba?
    Nic już nie odpowiedziała. Nie miała siły, by się z nim sprzeczać. Pozwoliła zaprowadzić się do jego pokoju i położyć na wygodnym łóżku. Pomieszczenie pachniało mieszaniną ziół, których nie znała ze swojego świata. Chciała się zapytać o nie Ezarela, lecz chłopak gdzieś zniknął.
    Wrócił po niedługiej chwili, niosąc w ręku kubek z parującym napojem, oraz coś, co przypominało miskę z trawą.
    — Co to jest? — zapytała, wskazując na dłonie chłopaka.
    — Napój na wzmocnienie i inkubator do twojego jaja, chyba nie myślałaś, że będziesz musiała je wysiadywać? — spojrzał na dziewczynę, prezentując swój idealnie biały uśmiech.
    Cath, uśmiechnęła się i posłusznie wypiła to, co jej wręczył. Skrzywiła się nieznacznie i odstawiła kubek na stoliku nocnym, po czym przyglądała się uważnie, jak chłopak umieszcza jajko w inkubatorze.
    — To trochę potrwa, zdrzemnij się, będę w sali alchemicznej.
    — Ezarel — szepnęła, prawie niesłyszalnie, jednak chłopak odwrócił się, zawieszając pytające spojrzenie na dziewczynie. — Dziękuję.
    — Nie myśl, że robię to za darmo. Jak przez rok będziesz mi oddawać swój miód, będziemy kwita, chyba — wyszczerzył zęby i wyszedł z pomieszczenia. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i mruknęła: — Jakie to szczęście, że nie lubię miodu.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (21-02-2018 o 22h48)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#11 21-02-2018 o 22h04

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Dziękuję za chęci, ale wątpię, by komukolwiek chciało się do mnie zajrzeć :< xD Dlatego tylko ja i Le0kadia jesteśmy tak walnięte, by komentować niemal wszystko, choć u nas zwykle nie komentuje nikt. Trochę to smutne, ale co zrobić.
„Od razu uznałam, że przy takim wielkoludzie nic mi się nie stanie, pozostali wydawali się dość… wiotcy, jak na mężczyzn.” — ej, co to za nagła zmiana narracji? Bo ani to kursywą zaznaczone, co by sugerowało, że to przemyślenia bohaterki, ani nic…
„— skąd wziąć broń?
— u jamona.” — przyznaj, że nie brzmi dobrze. Dlatego proponuję odpowiedź „od jamona”.
Ez zakazał sprzątać w pokoju Eriki… wow. To z jednej strony… no dobra. To po prostu tak zwyczajnie słodkie <3 Ale i okropnie smutne. On ją naprawdę mocno musiał kochać…
No patrzcie ją, jaka pokojowa panna, że nie chce żadnej broni XD Hm, a ta wbita Eza, że nie będzie musiał na nią patrzeć… Ona się nie obraziła, ale ja bym to odebrała jako zarzut w jej stronę, że wygląda jak Erika choć nie powinna, więc Ezarel ją za to wini.
Kryształ zeżarł Ericę? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Awwww, jednak Eziu to Eziu <3 Kochany, mimo że dupek, jak to Cath sama ujęła. Btw czyżby Ez kłócił się z Leifem? Fiu fiu! ^^ No nic, tyle ode mnie! Czekam na kolejną część i pozdrawiam! /static/img/forum/smilies/big_smile.png


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#12 21-02-2018 o 22h50

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

Oh, fakt :') zmęczenie umysłu to i narracja płata figla :3 Dzięki za czuję oko ^^

Zajrzę na pewno ^^, z reguły jestem cichym podglądaczem, ale u Ciebie jest Tyle treści, co mi się podoba, jednak lubię czytać w spokoju, a mój tryb życia, mocno mi to ogranicza ^^



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#13 21-03-2018 o 20h42

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

Krótko... Ale czas gonił, a choroba nie odpuszcza ^^

_________________________https://zapodaj.net/images/30044c5aece29.png
          Pędziła wąskim korytarzem, który sprawiał wrażenie, że się zwęża. Chropowata ściana, w którą były wmontowane drzwi do pokojów strażników, były coraz bliżej jej ramion. Rozłożyła ręce i złapała za jedną z klamek, szarpiąc za nią mocno.
          Wpadła do pokoju, którego nigdy wcześniej nie widziała. Jednak właścicielka jej obecnego ciała musiała znać go na wylot, bo zachowywała się, jakby była u siebie, choć w niczym nie przypominało to jej pokoju.
          Podeszła do komody, na której stały przeróżne drobiazgi. W lustrzanym odbiciu zauważyła twarz niewysokiej brunetki o fiołkowych oczach, tę twarz, którą przyszło jej nosić na co dzień w nowym świecie. Za sobą na łóżku zauważyła walizkę do połowy spakowaną. Odwróciła się i chciała do niej podejść, ale w tym samym momencie drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł wysoki chłopak o blond włosach z czarnym pasemkiem.
          — Leiftan! Jak dobrze cię widzieć! — Pisk radości rozbrzmiał po pomieszczeniu. Catherine miała wrażenie, że znajduje się w umyśle Eriki, bo nie mogła wytłumaczyć inaczej tego, że widzi to, co ona, ale kompletnie nie panowała nad słowami i czynami wykonywanymi przez dziewczynę.
          — Ciebie również, wszystko załatwione? — Ciepły i przyjemny głos chłopaka był kojący jak zimny okład na stłuczone kolano. Dziewczyna rozpromieniła się i objęła go mocno za szyję.
          — Oczywiście, Ezarel myśli, że to wszystko jego wina. Że wyjeżdżam z tobą tylko dlatego, że to on spartolił sprawę na początku — odpowiedziała, rozplątując ręce i opadając na łóżko chłopaka. — A jak sprawy z Miiko? — zapytała, uciekając spojrzeniem w bok i udając, że rysa na szafce nocnej jest niezwykle interesująca.
          — Z Miiko nigdy nie ma problemów. Jest głupia i ślepo wierzy w lojalność swoich sprzymierzeńców, poza tym mam ją owiniętą wokół małego palca.
          — Tak, wiem. Pamiętam, jak przyszła do ciebie pewnego wieczoru — burknęła, nadymając policzki.
          — Nadal to rozpamiętujesz? Przecież dobrze wiesz, że między mną a Miiko niczego nie ma. Prawda? — zapytał, siadając obok dziewczyny i obejmując ją ramieniem.
          — No wiem, ale i tak niemiło mi było, gdy zamknąłeś mnie w szafie w samej bieliźnie i musiałam patrzeć, jak laska się do ciebie łasi. Miała ochotę powyrywać jej te wszystkie ogony.
          — Jesteś zabawna, kiedy jesteś zazdrosna — uśmiechnął się i oparł policzek o czubek jej głowy. Dziewczyna mruknęła cicho pod nosem, po czym uległa wpływowi chłopaka.
          Catherine, mimo że miała lepszy obraz na to, co się wydarzyło, nadal nie miała odpowiedzi na nurtujące ją pytanie. Nadal nie rozumiała dlaczego. Miiko, którą poznała, nie wygląda, jakby miała złamane serce, w przeciwieństwie do Ezarela, który nawet jakby sobie wytatuował ogromny napis na czole, to nikt by mu w to nie uwierzył.
          Obraz się rozmazał, a Cath wraz z Eriką i Leiftanem, znaleźli się na polanie w lesie. Zza krzaków wyszedł jeszcze jeden mężczyzna. Odziany w czarną zbroję z twarzą zasłoniętą maską. Na pierwszy rzut oka, Cath pomyślała, że to jakaś tania podróba Darth Vadera, ale zabrakło jej charakterystycznego dla fikcyjnego bohatera charczenia.
          — Co ona tu robi? — zapytał nieznajomy, wskazując na brunetkę. Leiftan prawie natychmiast stanął przed nią, zasłaniając ją własnym ciałem. Cath czuła bijące od niego ciepło, które wydobywało się spod kombinezonu.
          — Rozmawiałem z tobą na ten temat, Ash. Erika idzie z nami, zresztą... — Reszty nie usłyszała, gdyż blondyn zbliżył się do mężczyzny i wyszeptał mu na ucho słowa, w niezrozumiałym dla dziewczyny języku. Nawet Erika przekrzywiła głowę, jakby starała się zrozumieć, o czym rozmawiają.
          Ash rzucił spojrzeniem na dziewczynę, po czym westchnął cicho. W ostateczności przystanął na propozycję Leiftana i zgodził się, by brunetka im towarzyszyła. Jak to miała w zwyczaju Erika, chciała pisnąć i rzucić się Ashowi na szyję, jednak blondyn szybko odwiódł ją od tego pomysłu jednym machnięciem dłonią.
          — Za tydzień. Macie być gotowi i pamiętajcie, że nie lubię ślamazar. — Te słowa skierował głównie do dziewczyny, przynajmniej tak to odebrała.
          Wracali leśną drogą, starając się uniknąć pozostałych strażników. Śpiew ptaków i odgłosy innych, dzikich chowańców spowodował, że zachciało im się zboczyć z drogi, by jak najdłużej nacieszyć się swoją obecnością. Gdy znaleźli się, w jak błędnie uznali, bezpiecznym miejscu, Erika postanowiła, że nie będzie się hamować. Pociągnęła Leiftana za rękę i wskoczyła na niego, obejmując nogami w pasie. Dłońmi ujęła jego twarz i z uśmiechem na ustach wpatrywała się w zielone oczy chłopaka. Miała ochotę go pocałować i pewnie by to zrobiła, gdyby zza krzaków nie wyłoniło się iście irytujące stworzenie z przydługimi uszami.
          — Wybaczcie gołąbeczki, że wam przeszkadzam. Zbierałem grzyby, by uzupełnić moje zapasy, ale zauważyłem, że są podeptane. Poszedłem więc śladem tych łobuzów, które tak brzydko potraktowały moje drogocenne roślinki... — mówił, a ton jego głosu był przesiąknięty jadem. — Wybacz Erika, ale jeśli tak wygląda twoje: “Ezarel, zraniłeś mnie, moje serce jest rozdarte na milion kawałków. Już nigdy nie zaufam żadnemu facetowi” — powiedział, idealnie naśladując zrozpaczony głos brunetki. — To mam cię w poważaniu.
          Catherina, biła dłońmi w szklaną bańkę, w której się znajdowała, krzyczała, ale była bezsilna. Z drugiej jednak strony, wiedziała, że nie jest w stanie nic zrobić, w końcu przeszłości - o ile ta, którą widzi jest prawdziwa - nie można zmienić.

          — Ezarel! — krzyk Cath, rozbrzmiał po murach Kwatery Głównej. Dziewczyna zerwała się z łóżka, zlana potem. Oczy miała wystraszone, a oddech przyśpieszony. Nie musiała długo czekać, by ktoś zareagował na ten wrzask, pierwszym, który wszedł do pokoju, był jego właściciel.
          — Nawet cię nie dotknąłem, a ty już krzyczysz moje imię — powiedział z nutką sarkazmu w głosie. Dopiero gdy zauważył, w jakim dziewczyna jest stanie, podbiegł do niej w mgnieniu oka i kucnął przy łóżku. Z szafki nocnej wyciągnął napar z ziół uspokajających, który zawsze miał przy sobie i podał jej, pomagając wypić.
          — Co się stało? — zapytał wyraźnie przejęty stanem dziewczyny.
          — Widziałam ją… ich… chyba wiem, to znaczy mam nadzieję, że wiem... — dziewczyna zaczęła mówić szybko i chaotycznie, co w efekcie wywołało jeden wielki, niezrozumiały bełkot. Ezarel zbagatelizował jej słowa, nie starając się nawet doszukać w nich sensu. Bardziej skupił się na oczach dziewczyny, które miały naturalną, niebieską barwę.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (21-03-2018 o 22h04)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#14 21-03-2018 o 21h07

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


O, no witam witam /static/img/forum/smilies/big_smile.png Faktycznie dziś dość króciutko, ale fajnie, że w ogóle się pojawiłaś, bo tu jest mnóstwo opowiadań zaczętych i zapomnianych. Szkoda by było, by i twoje spotkało taki los  — czego absolutnie nie życzę!

No ok, to czytamy ^^

„ale kompletnie nie panuje nad” — skoro piszesz w czasie przeszłym, to się go trzymaj, by nie mieszać go z teraźniejszym c:

„uznali, bezpiecznym miejscu, Erika uznała” — na początku masz kilka powytórzeń słowa „który”, a tu „uznali” ;]

„Wybacz Erika, ale jeśli tak wygląda twoje” — potem dałaś to, co rzekomo Erika powiedziała o facetach, ale nie dokończyłaś. „Jeśli tak to wygląda, tooo…?”

„Catherina, biła dłońmi” — stąd wywal przecinek.

„po murach kwatery głównej.” — ‘Kwatera Główna’ to nazwa własna, więc lepiej pisać ją dużymi literami c:

„Nie musiała długo czekać, by ktoś zareagował na ten wrzask, pierwszym, który wszedł do własnego pokoju, był jego właściciel.” — pozwól, że troszkę poprawię to zdanie: „Nie musiała długo czekać, by ktoś zareagował na ten wrzask; pierwszym, który wszedł do pokoju, był jego właściciel.” C:

CZEJ CZEJ CZEJ! Już pomijając rewelacje związane z Eriką [ale mam ochotę na tę zdradziecką dziunię nabluzgać], to wait — zaraz — jak to — jej oczy się zmieniają? To co, Cath powoli przestaje wyglądać jak Erika? I czemu? Poza tym domyślam się, że to tylko na chwilę. Chociaż wolałabym, by to zostało na stałe, bo jak sobie pomyślę, że Cath wygląda jak to $#%$#% babsko, to mnie szlag trafia. xD Hm, ciekawe, czy Cath opowie Ezowi o tym śnie. To znaczy wychodzi na to, że on o wszystkim wie, ale kuuurde… naprawdę straszliwie mi go szkoda. W sumie został podwójnie zdradzony — raz, że zakochał się w Erice, a ona go rzuciła, a dwa, że zdradziła Straż z tymi dwoma debilami, których tak nie lubię. Meh. Swoją drogą to ciekawe, że widziała jej przeszłość. Czy to oznacza, że to zdradzieckie gówno dalej krząta się po Eldce? Btw jakże zarąbistym motywem byłoby, gdyby to zdradzieckie gówno przybyło do Kwatery dowiedziawszy się, że znajduje się tam Ziemianka wyglądająca dokładnie jak ona. Zdradzieckie gówno mogłoby to wykorzystać, a Cath miałaby cholernie trudne zadanie próbując udowodnić, że ona to ona [zakładając, że nadal wyglądałaby jak Erika]. Ech, ja tam zawsze po swojemu knuję, więc się przyzwyczaj. xD

No nic, to tyle ode mnie. Czekam na kolejną część i mam nadzieję, że błędy cię nie zraziły — to naprawdę tylko łatwe do wyeliminowania drobnostki, więc nie masz się czym przejmować /static/img/forum/smilies/big_smile.png Pozdrawiam! ^^


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#15 21-03-2018 o 22h10

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 703

Och, faktycznie nasadziłam kwiatków ^^ Dziękuję za wskazanie /static/img/forum/smilies/smile.png Za wysoko sobie dzisiaj postawiłam poprzeczkę, która spadła mi na łeb pod koniec dnia, ale fakt, to drobnostki łatwe do wyeliminowania, już się ich pozbyłam, nikt nic nie widział :p

Twoja wersja wydarzeń mogłaby być ciekawa /static/img/forum/smilies/smile.png Jednak mam już inny plan na Erikę, którego nie zdradzę. Mam jedynie nadzieję, że pozbędę się choróbska i raz-dwa stanę na nogi /static/img/forum/smilies/smile.png



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#16 03-04-2018 o 23h59

Straż Absyntu
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 742

   Jestem tak bardzo teamLeiftan i teamZłaErika (albo KindOfZłaErika, taka, która dalej ma tendencję do rzucania się na szyję jakimś typom z pod ciemnej gwiazdy). I mean... kocham elfa, bo jest złośliwym chu...liganem, ale kocham też to, że z Leifem mogą porozmawiać o tym, jaka Miiko jest beznadziejna. W grze uderzyłam ją w twarz dwa razy i wciąż mi mało, mam szczerą nadzieję w serduszku, że naprawdę łasiła się do Leifa i że udławiła się kłaczkiem z ogona, kiedy zorientowała się, że blondynek prowadza się z Eriką. No i chce wysadzić ich wszystkich w powietrze, to też.
   Abstrahując od mojego upodobania do przestępców, intryga jest zacna, obracają mi się w głowie wszystkie trybiki (tak, wszystkie trzy). Próbuję rozkminić, jak dziewczyny są połączone, jaką wspaniałą misję Pinky i Móżdek (*Ash i Leif) chcieli wprowadzić w życie i oczywiście, jak jeszcze Ez może zrównać Cat z ziemią.
   Pozdrówki z grobu, Twój nieśmiertelny fan - Ghoul.


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#17 24-04-2018 o 18h44

Straż Cienia
Larinian
Nowo przybyła
Larinian
...
Wiadomości: 1

Opko bardzo, bardzo mi się podoba i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Myślę też, że bardziej mi się podoba twoje przedstawienie postaci, niż oryginalne <3

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1