Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 3 4 5

#101 18-04-2018 o 22h45

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 338

________________________Louis-Wilhelm Armgard

Na szczęście, albo i nie, już po chwili mogłem usłyszeć, zarówno po ich głosach, jak i łamanych pod nogami gałązkach, że cała grupa podążyła za mną, ufając mojemu osądowi. Co swoją drogą, zdecydowanie nie należało do najmądrzejszych posunięć, tym bardziej w całokształcie tego dnia, jak i mojej wspaniałej kariery na zajęciach terenowych. Jakby nie patrzeć nigdy orłem na tego typu zajęciach nie byłam, a sam fakt, że nie odróżniałem kierunków świata mówił raczej sam za siebie. Naprawdę mało kiedy w takich sprawach miałem rację. I może to miał być właśnie jeden z takich wyjątkowych razy, kiedy jednak, jakimś cudem, się nie pomyliłem, jednak... Wciąż, powinni to wcześniej zweryfikować, zarówno wyznaczoną trasę, jak i rozwiązanie zagadki. To się kwestionowało i już, przynajmniej w moim wypadku.
I chyba o dziwo to naprawdę był mój dzień, bo zaledwie po kilku, może kilkunastu, bo samo oglądanie w kółko jednego widoku mieszało w głowach, minutach dotarliśmy na miejsce. Tym samym też mogliśmy podziwiać te dziwne drzewo, którego zwyczajnie nie dało się przegapić, chociaż pojęcia nie miałem jakim cudem mogło ono się tak uformować w środku lasu. Ale przynajmniej ułatwiało trochę uczniom życie w trakcie właśnie takich zadań.
Zamiast napawać się widokiem to wszyscy zaraz przystąpili do szukania tej dziury, która pewno miała być norą jakiegoś stworzenia. Bo chyba nikt nie był na tyle znudzony by latać po lesie i kopać dziury, by móc coś w nich schować, prawda? Chociaż jak czasem patrzyło się po naszych nauczycielach to oni zdecydowanie nie mieli za dużo zajęć i byliby do czegoś takiego zdolni, jakby zapomnieli o normalnym życiu.
Dopiero ten mało męski dźwięk wydany przez Valentino oderwał mnie od moich rozmyślań, przez co od razu spojrzałem w jego stronę i już miałem mu gratulować, gdy wspomniał coś o bólu. I cóż, przynajmniej dzięki temu wstrzymaniu się wyszedłem ciut bardziej taktownie od Selin, chociaż i tak nie powstrzymałem cichego śmiechu po jej słowach.
- Na wszystko dzisiaj wpadasz, co? A mógłbyś tak chociaż z raz wpaść na mnie, przynajmniej krzywdy byś sobie nie zrobił. - rzuciłem do chłopaka z rozbawieniem, podchodząc do niego z chęcią pomocy. W tym jednak momencie jednak usłyszałem czyjeś wołanie, i cóż, głowę bym dał sobie uciąć, że znałem ten głos aż za dobrze, przez co przez moment myślałem, że to tylko moja wyobraźnia, ale Selin również to słyszała, więc nie było mowy o pomyłce. Niebieskowłosa szybko coś zarządziła o tym, że poszuka tej osoby, a my mieliśmy w tym czasie pomóc temu biedakowi, który wpadł do dziury. - Znajdź Lone! - krzyknąłem za nią, licząc, że jeszcze miała szansę mnie usłyszeć. Zresztą, w lesie dość dobrze dźwięk się niósł, więc nie zdziwiłbym się, gdyby nawet inne grupy nas mogły teraz usłyszeć.
Zaraz po tym wróciłam do Valentino, siadając koło niego na ziemi, by móc obejrzeć tą jego kostkę, do czego oczywiście musiałem pozbawić go obuwia, nie przyjmując w tej kwestii żadnych protestów. Zdecydowanie medycyna też nie była moją dobrą stronę, ale nawet ja mogłem już teraz stwierdzić, że nie wyglądało to zdecydowanie najlepiej.
- No, księżniczko, z tą nogą nigdzie nie pójdziesz, więc chyba będę cię niósł, cieszysz się? I nie wiem czy nie powinniśmy wrócić w takim wypadku… Ciekawe czy innym grupom poszło lepiej. Naprawdę, niektóre zadania są jak nieudana próba pozbycia się nas. - dodałem wesoło, uśmiechając się do chłopaka promiennie. Następnie wyciągnąłem w jego stronę ręce by się przytulić i cóż, możliwe, że też pogłaskać go po główce by zniszczyć mu fryzurę.




_________________________Flávia Álvis da Silva

Z pewnością nie mogłam spodziewać się od tego chłopaka niczego ponad jakieś głupie żarty i powinnam to w końcu o nim zapamiętać, skoro miałam z nim spędzić cały rok na tych zajęciach terenowych. Przysięgam, że chcieli mi je w moich ostatnich miesiącach w tej szkole obrzydzić, jakby to w ogóle było możliwe, za bardzo lubiłam te bieganie po lesie, nawet jeśli miałam mieć bandę zgniłych móżdżków razem ze sobą w drużynie. Westchnęłam tylko na słowa chłopaka, po czym jednak podeszłam do niego by chociaż sprawdzić jego temperaturę. To nie tak, że w ogóle chciałam to robić, ale naprawdę nie chciałabym się na samym początku roku narazić nauczycielom, bo pozwoliłam się jakiemuś gnojkowi zabić w trakcie pływania.
- O tym całusie, białogłowa, to możesz sobie pomarzyć, choć chyba nawet w snach by żadna z nas się na to nie odważyła. - rzuciłam do niego, prychając przy tym z lekkim rozdrażnieniem. Choć nie powiem, nawet odrobinę mnie rozbawił ten jego tekst, ale do tego już nie miałam zamiaru się przyznawać. Jeszcze czego, ktoś by sobie pomyślał, że mi serce zmiękło, a takich plotek w szkole z pewnością bym nie zniosła. W końcu taki pijar to niemal jak strzelenie sobie w głowę, skutek niemal identyczny. - Niestety, ale wciąż żyjesz… Co nie zmienia faktu, że z chęcią znów bym cię do tej wody wrzuciła. - dodałam jeszcze po chwili na jego następne słowa, wywracając przy tym oczami.
Naprawdę nie miałam pojęcia co ten chłopak miał w głowie i nie byłam pewna, czy był taki zawsze czy po prostu te uderzenie za bardzo mu zaszkodziło pogarszając jego stan psychiczny. Jakby to w ogóle było możliwe. W każdym bądź razie zmysły chyba już do reszty postradał, tym bardziej gdy wspomniał, żebym nie lekceważyła dźwięku, jakby akurat leśne odgłosy były mi do czegokolwiek potrzebne. Równie dobrze mogłam je zignorować i wyszłoby mi na to samo.
- Cokolwiek tam chcesz, księżniczko. W każdym razie to i tak chyba zły pomysł by iść dalej, zdecydowanie powinien cię zobaczyć jakiś lekarz, a przynajmniej szkolna pielęgniarka. Nie wiem jak można było się tam potknąć, naprawdę… - ostatnie słowa już niemal mruczałam tylko pod nosem, tak więc moi towarzysze mogli ich nie zrozumieć. Wstałam, wyciągając ręce do chłopaka, i niemal siłą go podniosłam do góry. Cóż, jak widać tym razem musiałam robić za tragarza, i to jeszcze w obie strony. Jakbym nic lepszego do roboty nie miała.

Ostatnio zmieniony przez Nieve (20-04-2018 o 00h05)


SPRZEDAM

Link do zewnętrznego obrazka
"I'm sorry you had to get mixed up in this, because I'm sure you're a... good, honest girl, really."

Offline

#102 20-04-2018 o 23h41

Straż Cienia
Lashanti
Szeregowiec
Lashanti
...
Wiadomości: 135

Link do zewnętrznego obrazka

  Pierwsza na moje słowa zareagowała jak zwykle z sarkazmem Flavia. Mogę przewinąć film dalszych wydarzeń, ponieważ zaczęłam się już do niej przyzwyczaić. Cóż przynajmniej pomogła tego chłopaka uratować, choć jej biustonosz ujrzał światło dnia... Taaa.. Zdecydowanie jestem zmęczona ratowaniem naszego "księcia w opałach". Co to niby jest tania komedia romantyczna, gdzie babka musi zawsze ratować swego wybrańca od wszelkich niebezpieczeństw?! To aktualnie straszna wizja. Każda jego potencjalna dziewczyna musiałaby być bardzo wysportowana oraz posiadać dziewięć żyć. Przepiękna iluzja, że na zajęciach grupowych w zależności od tematu mogę iść ewentualnie spać należała do odległych marzeń! Ratujcie mnie marzenia. Ważne, żeby użyć mocy przyjaźni, żebym łatwiej drzemała.
  Przysłuchiwałam się konwersacji Flavii i Tymona, choć troszkę zdenerwował mnie komentarz na temat moich włosów. Nie przepadałam za ośmiornicami.
  - Potwierdzam. Żadna z nas by się o ciebie nie biła, wręcz przeciwnie panienka Emma przed chwilą prawie zrobiłaby tobie usta-usta używając kryształowych rękawic... - wtrąciłam się gdzieś pomiędzy słowami rozsądniejszej towarzyski. I mowa tu o tej paradującej w biustonoszu. Panienka Emma właśnie przecięła sześć z moich dziewięciu  żyć, choć nie byłam kotem. Jak ja mogę drzemać w takich okolicznościach?!
  - Lepiej go nie wrzucaj do wody, Flavia. Nie chcę być wmieszana w próbach łamania prawa Emmy. Jeżeli ktoś ma wziąć odpowiedzialny za bycie wspólnikiem to ona oraz Tymon, a my zwiewamy potem jak wezwiemy karetkę... Moment... - powiedziałam absolutnie wykończona, lecz wydobyłam na tyle siły, by użyć swych mocy i poinformować o całym zajściu odpowiednie osoby. Zignorowałam przy tym drugą wskazówkę oraz komentarze dotyczących zawartej w niej poezji. Nigdy nie rozumiałam poetów.
  - Stój, Falvia! Nie musisz go targać w drugą stronę. Lekarz, jak i pielęgniarka się do nas sami pofatygują. Poinformowałam już odpowiednie osoby używając telepatii... - mruknęłam zapominając o tym drobnym szczególe, gdy właśnie wspomniany lekarz szkolny z pielęgniarką stanęli przed nami. Czyżby moje lenistwo się na coś przydało? Zrobiłam to tylko dlatego, bo nie chciałam łazić niepotrzebnie w obie strony. Miękkie poduszki czekajcie na mnie! W każdym razie wezwana pomoc podeszła do Flavii, by sprawdzić stan naszego "topielca". Przynajmniej to oni będą go nosić na plecach jak księżniczkę, a nie my. Ciekawie kiedy będzie pora na dobranoc?

Ostatnio zmieniony przez Lashanti (20-04-2018 o 23h42)

Offline

#103 21-04-2018 o 17h02

Straż Cienia
MiddieTheHuman
Rekrut
MiddieTheHuman
...
Wiadomości: 54

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>https://fontmeme.com/permalink/180116/3a945afb8dd6074b04bfe4fdfca11121.png

     Już miałem wyżalić się swojej współlokatorce, jednak ta zaraz nastroszyła się czujnie, próbując wyłapać czyjeś wołanie. Przez moment starałem się zapomnieć o bólu, by również móc oszacować skąd dobiega wołanie. Spojrzałem wyczekującą na dziewczynę, jakby starając się jej przypomnieć kim bardziej powinna się w takiej sytuacji zająć. Ta jednak postanowiła mnie zostawić przebrzydłemu losowi, rzucając się na ratunek nieznanym mi krzykom. Albo znanym, ale przez to zamglenie umysłu, wywołane przez wypadek nie mogłem dokładnie go rozpoznać. Kiedy Selin poderwała się do góry, chwyciłem ją za rękaw, błagalnym gestem, jednak ta nie dała się przekonać, znikając zaraz między krzewami. Teraz słyszałem tylko odgłosy zwinnie stawianych kroków. Znów wróciłem do obolałej kończyny oraz do reszty drużyny, po których tylko, płaczliwie prześlizgiwałem się spojrzeniem. Na reakcję nie musiałem długo czekać, bo czego innego mógłbym się spodziewać po moim księciu z krainy tulipanów. Gdy usiadł obok mnie oparłem się o Louisa, przytrzymując się jego ramienia.
- Mógłbym wtedy zrobić krzywdę Tobie, a to gorsze niż zrobienie krzywdy sobie...Znaczy, wiesz, chodzi o to, że lepsza kostka niż głowa!- zaśmiałem się, próbując wybronić swoje słowa, bym nie brzmiał zbyt sentymentalnie.
- Agh! - jęknąłem, kiedy ten zaczął zdejmować z poszkodowanej nogi buta. Patrzyłem się na to z równym niepokojem, co brązowowłosy, wiedząc, że z tym będę musiał odwiedzić pielęgniarkę. Nie lubił szpitali, pielęgniarek, gipsów, opatrunków i innych bzdet, które ratują ludziom życie albo je utrudniają. Jak będzie bawił się na swojej planowanej imprezie, skoro z taką nogą na pewno będzie musiał biegać po szkole o kulach i utykać błazeńsko.
- No cóż, będę wyglądać niesiony w ramionach jak dama Twego serca? - uśmiechnąłem się do niego w odpowiedzi, wciąż mieląc pod palcami jego ramię. Kiedy tylko wspomniał o powrocie, wzdrygnąłem się niespokojnie.
- Chyba śnisz...Tak daleko zaszliśmy! Chcesz, żeby jakieś frajerskie pierwsze klasy zabrały nam wygraną sprzed nosa? A w życiu! Będę się czołgał, byle by wygrać z resztą grup! Przyrzekam na moje nazwisko, kojarzące się w tych czasach bardziej z kukurydzianym whisky, niż z wielopokoleniowym rodem monarszym!- wybuchnąłem, prostując się dumnie. Naprawdę mi zależało, po za tym...Mógłbym dłużej poobściskiwać się z Lou...Ale to tak na marginesie. Zresztą, teraz też się przytuliliśmy. Objąłem go, ale ta pieszczota nie trwała długo, bo zaraz Filipińczyk odchrząknął, najwidoczniej zniesmaczony, naszą wymianą uprzejmości. Spojrzałem na niego oceniające, ale teraz, z moją chorą noga, liczy się każda sekunda działania oraz zwłoki. Oparłem się na drzewie, a także wspierałem się na ramieniu młodego Armgarda wstałem, podskakując na jednej nodze.
- Widzisz? Nie jest tak źle...- uśmiechnąłem się krzywo, bo noga wciąż pulsowała.

Ostatnio zmieniony przez MiddieTheHuman (21-04-2018 o 17h02)


https://i.imgur.com/T1FjLoj.gifhttps://i.imgur.com/Pc851a9.gif

Offline

#104 25-04-2018 o 17h10

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 223

___________________________Drake Whittaker
Okej, nie mam pojęcia ile tak stałem i czekałem, aż szanowna, nadęta księżniczka, a raczej terrorystka podejmie jakąkolwiek decyzje. Westchnąłem z poirytowaniem, wręcz świdrując po niej złowrogim wzrokiem, który miał na celu trochę ponaglić czerwonowłosą. Niestety bądź stety; Lone postanowiła powędrować swoją własną drogą, jednocześnie mając gdzieś to, że była pierwszy raz w tej szkole. Przez dobre kilkanaście sekund - stałem jak kołek i wlepiałem swoje zaspane ślepia w odchodzącą dziewczynę, która po pewnym, krótszym czasie stawała się coraz mniej widoczna, aż w końcu zniknęła z mojego pola widzenia. Wzruszyłem ramionami, po czym odwróciłem się na pięcie i powędrowałem przed siebie.
Lepiej być nie mogło. W końcu odpocznę od tej irytującej żmii. Boże.. że też mi musiała się trafić taka współlokatorka, która doprowadza człowieka do szewskiej pasji. Mam małe i bardzo ważne pytanie.. za jakie grzechy, to wszystko mnie spotyka?! Ale muszę przyznać, że jedna rzecz mnie ciekawi.. czy ta łachudra nawet świętego dałaby wyprowadzić z równowagi? Muszę to kiedyś przetestować. Zaśmiałem się pod nosem na tę myśl.
Och, przecież nie byłem taki okrutny.. dałem jej tę szanse, dzięki której mogłaby poznać najciekawsze zakątki tej cudownej placówki. No ale postanowiła to odrzucić, więc to już nie jest moja wina. Zresztą, to już jej problem, czy się zgubi na terenie szkolnym i jakieś gorsze, natarczywe typy będą ją zaczepiać. Doprawdy w tych murach istnieją tu tacy wariaci, którzy jedynie domagają się o jakąś atencje albo szukają jakiegoś rodzaju "zabawy"; takich to w sumie spalić bądź podtopić. I morał z tego taki - jeśli panienka poszłaby ze mną, to nic by się jej nie stało, a teraz prawdopodobnie pokierowała się na pewną śmierć. Może zbyt bardzo wyolbrzymiam niektóre kwestie, jednakże po części jest to prawdą. Nie będę nikogo oszukiwał.
Nagle poczułem, jak mi się żołądek skręca z głodu, po czym machinalnie powędrowałem w stronę stołówki. Z powodu ostatniego ciągu zdarzeń; nawet nie miałem szansy czegoś przekąsić. Z każdą sekundą, gdy pomyślałem o wybornie smacznym posiłku - mój głód narastał, przez co pojawiłem się w niemalże ekspresowym tempie przy moim celu.
Otworzyłem drzwi z wielkim hukiem, z malującym się ogromnym bananem na mojej twarzy i z dostojnym krokiem wparowałem do środka, co spowodowało, iż mała grupka żywych istot podniosło swój wzrok znad talerza, aby powędrować nim do źródła tego hałasu. Natomiast ja - zignorowałem to. Teraz była moja najważniejsza chwila. Jedzenie. Jedzenie. Ja i jedzenie. Nałożyłem sobie na talerz to, na co miałem ochotę, po czym w podskokach usiadłem przy jednym z wolnych stolików i od razu zabrałem się za swój posiłek. Przyznam jedno.. jestem teraz; jednym z najbardziej uszczęśliwionych ludzi na całym świecie! W tej chwili mógłbym być nawet bardziej milszy dla mojej wrednej współlokatorki, choć nie wydaje mi się, żeby ona na to zasługiwała.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (25-04-2018 o 17h13)


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/513113580250595328/7Ofe.gif

Offline

#105 27-04-2018 o 20h41

Straż Cienia
Labano
Szeregowiec
Labano
...
Wiadomości: 126

Lone Glücksburg

    Las był wyjątkowo duży jak na to, że należał do jednej szkoły. Lone od samego początku wiedziała, że się w nim zgubi, miała jednak nadzieję, że dość szybko do trze do jakiegoś ogrodzenia, które doprowadzi ją do wyjścia. Zamiast tego zabrnęła w miejsce, z którego, jak podejrzewała, trudno było dostać się z powrotem do cywilizacji. Czując, że powoli zaczyna boleć ją serce, postanowiła spróbować szczęścia i zawołać o pomoc. Ku jej wielkiemu zdziwieniu już po chwili z krzaków wyszła piękna, niebieskowłosa dziewczyna, która w skrócie wyjaśniła jej, że należy do grupy, która akurat nieopodal przechodziła. Lone w zamian przedstawiła się i w skrócie wyjaśniła, że zgubiła się w tej dziczy. Jej nowa towarzyszka stwierdziła, że  zaprowadzi ją w miejsce, z którego przyszła. Droga nie była długa i minęła im w zupełnej ciszy. Dochodząc na miejsce czerwonowłosa doznała małego szoku, widząc swojego o parę miesięcy młodszego kuzyna, Louisa, siedzącego jakiegoś ewidentnie z nim flirtującego chłopaka. Miała wrażenie, że ludzie jeszcze nie zauważyli jej niespodziewanego pojawienia się wśród nich, dlatego powoli, od niechcenia usunęła się odrobinę za Selin tak, by nie zwracać na siebie uwagi. Następnie udając nagle niezwykle zainteresowaną, zaczęła studiować strukturę kory pobliskiej drzewa, zachowując się tak, jakby nie znała robiącego z siebie amanta księcia. Wiedziała, że prędzej, czy później ją zauważy, w tej chwili jednak nie miała zamiaru przyznawać się do jakiegokolwiek pokrewieństwa z tym typem. Zwłaszcza, że było ono tak szczątkowe, że równie dobrze mógłby być zupełnie obcą osobą. A przerywać gołąbkom byłoby niegrzecznie, zwłaszcza że śniadoskóry mężczyzna mu towarzyszący, właśnie go przytulił. Patrząc na brak jednego buta oraz stan jego kostki, wyglądało na to, że jest poszkodowany. Świetnie kolejna kaleka, która potyka się na każdym kroku w rodzinie. Jeśli wezmą ślub, Lone nie miała zamiaru zostać druhną Louisa.

Offline

#106 29-04-2018 o 13h30

Straż Obsydianu
Luscinia
Rekrut
Luscinia
...
Wiadomości: 30

https://fontmeme.com/permalink/180303/5007a87ffb61ff80ea0ef783110f40b4.png

     Zabrałem się więc do szukania, byleby nie tracić czasu i szybko przejść do następnego zadania. Nie powiem, odezwało się we mnie coś, co zwykłem nazywać duchem rywalizacji. Od razu przypomniałem sobie czyjeś słowa, które nieustannie poprawiały mnie krzycząc: Nie rywalizacja, for God's sake, tylko współzawodnictwo, Benvolio! Ale ja wiedziałem swoje i nie łagodziłem wcale własnej wersji, co w każdy dzień wakacji, kiedy jeszcze do naszej posiadłości zjeżdżało się kuzynostwo z Edynburga, musiałem udowadniać poprzez ciągłe wyzwania rzucane między dwoma gałęziami rodzinnymi. Ewidentnie zostało mi coś z tego do dzisiaj.
     Szkoda tylko, że szczęście mnie akurat opuściło. Że też te tabliczki okazały się być drewniane… Ich szukanie byłoby o wiele prostsze, jeśli tylko byłyby sporządzone z jakiegoś stopu metali! W tedy okazałbym się jakoś przydatny, a co najważniejsze, nie musiałbym w ten sposób zawijać rękawów koszuli. Biednej, świeżej, wyprasowanej koszuli, która pod koniec dnia będzie chyba wyglądać jak krowie z gardła wyjęta. A jak wiadomo, krowa przeżuwa dwa razy. Aluzja jest chyba wystarczająco jasna, aby jej nie tłumaczyć dłużej. W każdym razie, jak dotąd, pomimo moich chęci, nie mogłem za nic znaleźć tej jednej, zakichanej wskazówki.
     Tak więc w trakcie, kiedy szukałem po okolicznych krzakach i między kamieniami, usłyszałem głos jednej z dziewcząt, który ewidentnie zwracał się do mojej osoby.
     Zaraz, zaraz… Że co, że jak?
     Spojrzałem się natychmiastowo w kierunku rudowłosej dziewczyny, która zaproponowała mi nie wiadomo tak naprawdę w jakim stopniu bezpieczny… lot. Moja twarz musiała stać się o jeden odcień bledsza, a wzrok utkwiłem w panience, jakbym chciał ocenić na ile mogę powierzyć jej moje bezpieczeństwo. Spójrzmy na to w ten sposób. Nie wiedziałem, czy mogę do końca zaufać jej umiejętnościom. Fakt, może i mnie nieco korciło, aby skorzystać z jej propozycji, ale, na miłość Boską, ja nawet w życiu nie wspiąłem się na takie drzewo (mój guwerner cały czas miał na mnie oko, psiakrew!), nie mówiąc już o samoistnym uniesieniu się w górę za czyjąś sprawą! Gdybym tak runął na ziemię, lizałbym rany naprawdę, bardzo, bardzo długo, o ile nie byłoby gorzej, o czym tak naprawdę nie mam ochoty myśleć. Podejrzewam, że traktowanie mojej osoby jak jakiegoś delikatnego jajka, czego do tej pory dosłownie nie cierpiałem i robiłem cokolwiek się dało, żeby choć na chwilę urwać się spod oka opiekunów, w jakimś sensie na mnie oddziaływało, przez co w tym momencie przez umysł przewinęły mi się najczęściej powtarzane i wciskane do głowy przestrogi. Fantastycznie. Chyba będę musiał wnieść o przyznanie mi jakiegoś psychoterapeuty, bo, nie oszukujmy się, spisywanie tego i owego na papierze w celu odstresowania, to paskudny i śmieszny pomysł. Próbowałem. Tfu!
      No i proszę bardzo, znów moje myśli odpłynęły nie w tą stronę, w którą trzeba. Spojrzałem w górę, próbując dojrzeć między nimi jakąś tabliczkę, która przypominałaby tę pierwszą, znalezioną przez Rikkę. Cóż… nigdzie indziej nie udało mi się znaleźć takowej, toteż faktycznie, musiała się znajdować gdzieś między gałęziami drzewa. Czego to nie wymyślą…
       Ale zaraz - doznałem olśnienia. A gdyby tak w najgorszym wypadku dla amortyzacji użyć pola magnetycznego? Jeszcze nie wiem do końca jak by to miało działać, ale hej, ludzie posiadają moce, więc dlaczego by nie miało wypalić. Od razu jakoś stałem się spokojniejszy, toteż podszedłem do dziewczyny.
     - To jak, moja droga? W górę - miałem nadzieję, że jednak wiem, co czynię.
     Zaraz też poczułem jak moje nogi zaczynają po prostu wisieć w powietrzu i, trzeba przyznać, było to zupełnie inne uczucie, niż chwiejne wykorzystanie magnetyzmu. W każdym razie, czułem się nawet stabilnie i to mnie trochę ośmieliło. Zabrałem się więc do roboty, próbując wypatrzeć to, co trzeba było.
     - Trochę w prawo… Teraz w lewo… - instruowałem. - Guzik tu znajdę… - mruknąłem pod nosem, kiedy pomachałem w końcu dłonią w dół, pokazując tym samym reszcie, że wskazówka nie została znaleziona.
     Dałem znak, aby spowrotem ściągnęli mnie na ziemię.


*soreczki słońca za nieobecność ;-;*

Ostatnio zmieniony przez Luscinia (30-04-2018 o 16h10)

Offline

#107 29-04-2018 o 17h11

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 223

____________________________Rikka McLevis
Podczas, gdy przeszukiwałam drzewo z każdej możliwej strony, to moi towarzysze wlekli się jak ślimaki i dyskretnie dawali mi znać, że przez jeszcze dobrą godzinę nic nie zrobią z odnalezieniem kolejnej wskazówki. Zignorowałam ich zapał i kontynuowałam swoje poszukiwania kolejnej podpowiedzi, dzięki której dowiemy się, gdzie znajduje się skarb, który poszukujemy przez pewną, dobrą ilość czasu. Przykucnęłam i przyjrzałam się kory drzewa, jednocześnie trochę odgarniając niektóre kępy trawy. Nic a nic. Najwyraźniej wskazówka nie znajduje się na gruncie. W takim razie gdzie? Złapałam się za podbródek i zaczęłam rozmyślać każdą możliwą opcje, przez to zrobiłam się dość nieaktywna w rzeczywistości. Wpatrywałam się w martwy punkt - kora drzewa.
Pierwsza wskazówka doprowadziła nas na stuletnie drzewo kwiatu wiśni, które znajdowało się w miasteczku. Kolejny etap, to jest odnalezienie kolejnej podpowiedzi, ale w pierwszej nie było nic wspomniane, gdzie może znajdować się kolejna drewniana tabliczka. Uniosłam głowę ku górze, po czym wstrzymałam oddech. No tak, przecież druga wskazówka nie musiała się znajdywać bezpośrednio na gruncie, lecz pomiędzy gałęziami, różowej, przepięknej korony drzewa. Od razu się podniosłam, aby poinformować moich towarzyszy, lecz Asya wpadła na to szybciej niż ja. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Ucieszyło mnie to, że chociaż rudowłosa zaangażowała się w nasze dzisiejsze zajęcia terenowe.
Podeszłam do nich i spojrzałam się na Benniego, który nie był zbytnio przekonany, co do propozycji Asyi. Ba! Chłopak, wręcz odrobinę zbladł, przez co wyglądał jakby zobaczył właśnie ducha. Posłałam porozumiewawcze spojrzenie dziewczynie, lekko chichocząc z reakcji rudego Szkota. Splotłam ręce pod klatką piersiową i przyglądałam się temu małemu przedstawieniu. Może i całe zajście nie przypominało jakiegoś teatrzyku, lecz nie zaprzeczę, iż Benvolio zareagował dosyć zabawnie. To wyglądało jakby chłopak obawiał się wspinania na ogromne drzewo. Albo może zastanawiał się nad możliwymi konsekwencjami tego czynu? W końcu upadek, parę połamanych żeber i innych kości. Uniosłam odrobinę, jedną brew ku górze, gdy Benny w końcu zdecydował się zgodzić na szaloną propozycje Asyi. Bacznie obserwowałam ich każdy ruch oraz uważnie przysłuchiwałam się ich zdaniom.
Gdy rudowłosy chłopak przekazał nam, iż owa tabliczka nie znajdowała się wśród gałęzi korony, to odwróciłam się na pięcie, po czym starannie obserwowałam cały teren. Przypomniałam sobie treść pierwszej wskazówki, która zawierała bardzo ważny punkt. "Jednak nie pław się w widokach, bo umknie ci coś ważniejszego dla twego oka." Pośpiesznie się odwróciłam w stronę moich towarzyszy, jedynie dając im znak, że już wiem gdzie może znajdować się kolejna wskazówka, na odchodnym machnęłam im ręką, aby poszli za mną.
Ja natomiast wróciłam się do miejsca w którym wcześniej byliśmy - punkt widokowy na miasto. Dokładnie, przeoczyliśmy tabliczkę, która była za przeproszeniem przed naszymi nosami. Podeszłam do drugiej wskazówki jeszcze przed tym upewniając się, że wszyscy mnie dogonili.
- "Kierunek zły obraliście, więc co teraz zrobicie? Dalej w głąb lasu ruszyć musicie, jednak bezsilnymi się nie czujcie, albowiem drogę wskaże wam obiekt dość nietypowym, więc wbijcie to sobie do głowy - barwy kosmos znaleźć można w tamtym miejscu." - przeczytałam na głos, aby każdy dokładnie zapoznał się z treścią drugiej wskazówki. Następnie mocno przygryzłam dolną wargę i powiodłam wzrokiem po moim towarzyszach. - Czy to jakiś żart? - spytałam z lekką irytacją w głosie. - To znaczy, że tyle czasu zmarnowaliśmy, żeby tu przyjść, po czym znaleźć tę głupią tabliczkę, a następnie ponownie wrócić do lasu? - aktualna wypowiedź wylała mi się z ust tak, jakbym malowała po nieskazitelnie białej kartce papieru. Czułam jak coraz bardziej opanowuje mnie złość, przez co postanowiłam wziąć głęboki oddech i jednocześnie przymknąć odrobinę oczy.
- Barwa kosmos.. - mruknęłam pod nosem. - Macie jakiś pomysł? - spytałam ich, jednocześnie każdego badając swoim wzrokiem.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/513113580250595328/7Ofe.gif

Offline

#108 10-05-2018 o 20h28

Straż Cienia
Urwena
Akolita Jednorożców
Urwena
...
Wiadomości: 395

SELIN LARSEN


          Po tym jak Selin nie uzyskała żadnej odpowiedzi, ruszyła dalej w głąb lasu. Jednak chwilę później ponownie usłyszała czyjeś wołanie. Skierowała się w stronę głosu i już po chwili kiedy przeszła przez geste zarośla zauważyła niską czerwonowłosą dziewczynę. Norweżka szybko wyjaśniła jej, że właśnie bierze udział w zajęciach terenowych i zaproponowała jej żeby dziewczyna dołączyła do jej grupy. Jak się okazało nieznajoma nazywała się Lone Glücksburg i była nową uczennica w ich szkole. Droga na polanę upłynęła im w ciszy, ale na szczęście dość szybo dotarły na miejsce. Na miejscu zastały flirtujących ze sobą Louisa i Valentino oraz stojącego za nimi Yao, który wyglądał jakby bardzo chciał być gdzieś indziej.
Hej, jak mniemam nie udało wam się jeszcze rozwiązać nowej zagadki? Pewnie mieliście dużo ciekawsze zajęcia.-powiedziała Selim przyglądając się swoim kolegą.-A tak w ogóle, to chcę przedstawić wam Lone. Jest nowa w naszej szkole i zgubiła się w lesie.-dodała wskazując na stojącą za nią dziewczynę.
          Niebiesko-włosa przypomniała sobie o zranionej nodze Hiszpana, więc szybko podeszła do niego ją obejrzeć. Nie znała się jakoś szczególnie na medycynie, ale kiedyś przeszła kurs pierwszej pomocy więc już po chwili mogła stwierdzić że kostka jest skręcona.
-Myślicie że dostaniemy jakąś nagrodę za znalezienie Lone? Bo na ukończenie zadania nie ma co liczyć. Powinniśmy zabrać Valentino do pielęgniarki zanim zrobi sobie jeszcze większą krzywdę.

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 3 4 5