Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5

#76 12-08-2018 o 15h53

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


„A tu nagle jego urok osobisty szlag trafia pierw przez kurczaka, a potem przez rybie flaki.” — piękne XDDD

„miała na kącie z kilkanaście” — och bogowie, Le0! /static/img/forum/smilies/big_smile.png

To było do przewidzenia, że trafi do Absyntu z tego względu, że po prostu nigdzie indziej się nie nadaje XD Więc tu nikt nie jest zaskoczony, bo i chyba nie miał być. No i plan szefa Absyntu, a raczej organizacja tego wszystkiego brzmi naprawdę w porządku.

W sumie na tym się rozdział kończy, a szkoda. Jestem bardzo ciekawa tego pokoju :v Tyle więc ode mnie, czekam na resztę i pozdrawiam ^^

Online

#77 24-08-2018 o 18h51

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - zgadza się /static/img/forum/smilies/smile.png Eryka jeszcze przed "konkursem na dobór potencjalnego partnera" była planowana do Absyntu. Walnęłam jej bardzo chamski build maga. Taki wręcz stereotypowy. Punkty do inteligencji, coś tam jeszcze do wiedzy, a cała reszta... Tragedia /static/img/forum/smilies/big_smile.png

V Pierwsze decyzje (cz.8)

          Sabak uśmiechnął się pod nosem. Sprawiał wrażenie najbardziej wyluzowanego spośród szefów, jego spojrzenie wręcz ociekało łagodnością, ale jednocześnie tkwiła w nim jakaś twardość.
          - W takim razie zapamiętaj bądź zapisz to, co przyjdzie ci do głowy, bo jutro zobaczymy się znowu na twoim teście magii. Wtedy będziesz miała okazję zapytać mnie, o co tylko zechcesz. Test odbędzie się o dziewiątej w Sali Alchemii. Wiesz, gdzie jest sala alchemii?
          - Tak, Keroshane mi pokazał.
          - Doskonale, zatem widzimy się na miejscu. Radzę się nie spóźnić, nie znoszę niepunktualności.
          - Postaram się być na czas.
          - Tylko postarasz? – Goblin uniósł brwi. – Liczyłem raczej na twarde „będę”.
          - Znaczy… Widział pan, co się stało dzisiaj na teście, prawda? Czasami takie rzeczy przytrafiają mi się nawet, kiedy nie robię niczego niezwykłego. No może nie do końca takie… - Zmieszała się. Znowu jej zbytnia szczerość i długi język stawiały ją w dziwnej sytuacji - Ech, po prostu nie biorę odpowiedzialności za nie do końca zależne ode mnie wydarzenia losowe, które mogłyby opóźnić moje przybycie.
Kąciki ust szefa absyntu zadrgały, a w oczach pojawił się błysk rozbawienia.
          - Dobrze, w takim razie możesz już iść – mruknął. – I oby reszta dnia upłynęła ci spokojnie.
          Eryka wykonała płytki ukłon, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła do drzwi. Wychodząc musiała przyznać, że nie było aż tak źle, jak się obawiała. Właściwie poszło całkiem sprawnie i nikt nie czynił jej głupich uwag. Szkoda tylko, że nie wpadła na to, żeby zapytać, jak będzie wyglądał ten cały test magii, dopiero teraz, po wyjściu. No cóż, pozostawało jej mieć nadzieję, że jakąkolwiek formę nie przyjmie, to nie narobi przy tym takiego bałaganu jak na dzisiejszych egzaminach.
          - W jakiej jesteś Straży ?!
          Jak spod ziemi wyrosło przed nią wampirze rodzeństwo, wykrzykując jej prosto w twarz to pytanie. Zaskoczona odskoczyła do tyłu, potknęła się i  prawie upadła. Prawie, bo Nevra jakimś bliżej nieokreślonym sposobem, nagle znalazł się za nią i złapał ją w dosłownie w ostatniej chwili. Po raz kolejny wisiała przewieszona przez jego ramię w pozycji mogące uchodzić w tanich powieścidłach dla znudzonych kur domowych za romantyczną. Eryka za romantyczną bynajmniej jej nie uważała. Dlaczego? Po pierwsze, kiedy ostatnio znajdowała się w podobnej pozycji, balansowała ma granicy śmierci. Po drugie bycie prawie że złamaną w pół, gwałtowne uderzenie krwi do głowy i zsuniecie się okularów z nosa na czoło nie uważała za szczególnie szczęśliwe ani przyjemne.
          - Po raz kolejny w moich ramionach? – wampir wyszczerzył w kły w drapieżnym, pewnym siebie uśmiechu. – Czyżby przeznaczenie?
          - Przeznaczenie może być synonimem pecha, więc możesz to tak nazywać – mruknęła sztywniejąc. Instynkt kazał jej się zacząć szarpać, ale niestety pozycja niemal to uniemożliwiała… No chyba, żeby chciała mocno się poobijać, upadając na podłogę. – A tak w ogóle to mogę w pozycję pionową? Bardzo ładnie proszę?
          Chwilę później już stała na nogach. Nie mogła nie zauważyć, że uśmiech Nevry stał się ciut cierpki, ale za to na twarze jego siostry i stojącego z tyłu Ezarela wystąpiło szczere rozbawienie. Oboje posyłali mu prowokacyjne, złośliwe spojrzenia, zdające się śpiewać „wbiła ci szpilę, wbiła ci szpilę”. Wyraźnie wampir nie był przyzwyczajony, do takiego odrzucania jego zalotów.
          - No MÓW! – pisnęła Karenn. – Do jakiej Straży należysz, bo nie wytrzymam!
          - Trafiłam do Absyntu…
          Karen głośno jęknęła, wyraźnie zawiedziona, że nie będą razem w Straży, Ezarel zdrętwiał, Nevra uniósł brew. Jedynie Valkyon nie zareagował, zresztą nic dziwnego. On pewnie z miejsca uważał za kompletnie nieprawdopodobne, żeby wątła i pechowa Ziemianka trafi do jego Straży, co zresztą Erykę nie zaskakiwało. Sama nie brała takiej opcji pod uwagę. Chociaż potrafiła sobie bez trudu wyobrazić siebie w trakcie szaleńczej szarży na wroga, z tym, że wyglądałoby to jak gag rodem z „Latającego Cyrku Monty Pythona”.
          - Łe… A miałam nadzieję, że będziemy razem na treningach. Wszystko bym ci pokazała… Chociaż nie ma źle. Przynajmniej poznasz się lepiej z Alajeą.
          - Powiedz raczej, że wreszcie ktoś będzie gorszy od Alajei w mieszaniu eliksirów – zachichotał Ezarel. – Liczysz, że Sabak przestanie uziemiać ją, a zacznie Erykę czy tak?
          - Alajea już trzy miesiące nie podpadła waszemu szefowi w PRZECIWIEŃSTWIE do ciebie.
          - Co nie zmienia faktu, że jest jednym z najgorszych alchemików w zawodzie.
          - Bo jest alchemikiem zaledwie od roku, a jeżeli weźmie się to pod uwagę, to radzi sobie całkiem nieźle i naprawdę szybko się uczy.
          - Szybko? Nie powiedziałbym… Chociaż z drugiej strony nie każdy może być geniuszem jak ja.
          Karenn przewróciła oczyma. Zresztą nie tylko ona. Nevra błyskawicznie poszedł w jej ślady. Nawet Valkyon skierował spojrzenie ku sufitowi i westchnął ciężko. Ezarel zmarszczył brwi, ale najwyraźniej nie zamierzał pozwolić, aby bezgłośny komentarz przyjaciół pozbawił go humoru i animuszu. Dlatego szybko przerzucił uwagę na Erykę, co samą zainteresowaną niespecjalnie zdziwiło. W końcu, skoro pod drzwiami czekał na nią taki komitet powitalny, mogła liczyć, że pozostanie w centrum zainteresowania przez jakiś czas. Właściwie, to biorąc pod uwagę jej popis na egzaminach, całkiem długi czas.
          Jęknęła w duchu. Naprawdę nie lubiła tego okresu od przybycia gdzieś, do momentu, gdy wszyscy wokoło uznawali widok jej wśród gruzów, wołającej „nic mi nie jest!” za coś normalnego. Nie, żeby leżenie wśród gruzów przytrafiało jej się nazbyt często, ale ludzie potrafili narobić zamieszania nawet wokół zwykłego upadku ze schodów, a taki zwykle zaliczała z raz w miesiącu.
          - Proszę, proszę. Zatem człowieczek trafił do mojego Absyntu, tak? – Ezarel uśmiechnął się tak, jakby mógł się uśmiechnąć rekin wyczuwszy świeżą krew. – To cudownie, zawsze chciałem mieć własnego niewolnika. Człowieczku przynieś to, poszatkuj tamto, a potem zamieć, wyczyść, wypoleruj. Coś cudownego. Przygotuj się na urabianie rąk po łokcie dzień w dzień.
          - Nie strasz jej! – warknął czający się z tyłu Kero. Jego zwykle łagodne spojrzenie nabrało ostrości. – Eryko, nie przejmuj się. On tylko żartuje.
          - Czy ja jak wyglądam, jakbym żartował? – zapytał Ezarel. Jego spojrzenie było zimne i twarde, podobnie jak oblicze.
          - Nie i w tym właśnie problem.
          - Żaden problem, bo nie żartuję… No może trochę się zagalopowałem. Nie będzie moim niewolnikiem tylko wszystkich w Absyncie, przydzielanym do wykonywania najmniej znaczących, najbardziej nużących i brudnych zadań. Człowieczek od brudnej roboty – zęby elfa ponownie błysnęły w rekinim uśmiechu, a Eryka zaczęła się zastanawiać czy nie zainwestować w harpun… Chociaż z drugiej strony harpunem mogła uszkodzić i samą siebie, więc może lepiej nie.
          - A to pech – usłyszała tuż obok swego ucha głos Nevry i wzdrygnęła się. – Gdybyś trafiła do Cienia, nie musiałabyś się niczego obawiać. Zaopiekowalibyśmy się tobą i sprawili, że noc stałaby się twoją najlepsza przyjaciółką, a jej dotyk pieszczotą.
          Ostatnie słowa wampira weszły w vibrato kociego pomruku i sprawiły, że włosy stanęły jej na karku.
          - Też sapałaby mi w ucho jak ty? – burknęła, odsuwając się na krok.
          - Tylko, jeżeli sobie tego zażyczysz.
          - Jesteście niemożliwi – jęknął z rozpaczą głosie Kero.
          - I tu się WYJĄTKOWO z tobą zgadzam – przytaknęła Karenn, spoglądając na brata jak na psa, który właśnie wytarzał się w krowich plackach. – Valkyon, ty jesteś względnie normalny. Powiedz coś.
          - Eryko, gdyby nie granicząca z pewnością obawa, że przydzielenie cię do Obsydianu skończyłoby się dla ciebie i wielu innych rychłym kalectwem, byłbym szczęśliwy mogąc cię gościć w naszych szeregach.
          - Valkyon! – zawołali jednocześnie jednorożec z wampirzycą.
          Eryka wolała nie sprawdzać, do czego może doprowadzić ta rozmowa. Nie żeby ją samą jakoś szczególnie krępowała  czy mierziła –  chociaż naprawdę wolałaby, żeby Nevra już nie chuchał jej w ucho – ale Kero i Karenn robili się ciut sfrustrowani. Poza tym to był wyjątkowo długi i męczący dzień, pełen wrzasków, upadków i sadzy, więc naprawdę nie miała ani sił ani ochoty na przepychanki słowne. Dlatego też zapytała:
          - Podobno skończyliście już mój pokój? Mogłabym go zobaczyć?
          Zmiana nastrojów była niemal natychmiastowa. Nevra, Ezarel i Valkyon pojaśnieli dumą, a na ich twarzach pojawiły się nieskromne uśmiechy.
          - Oczywiście, że tak – mruknął Ezarel, jednak jego natura musiała dać o sobie znać nawet w tej krótkiej wypowiedzi. – Poza tym i tak byś go zobaczyła. W końcu to TWÓJ pokój, prawda? No, chyba, że wolisz spać w lochach…
          Chwilę później stała już pod drzwiami swego nowego lokum. Drugiego licząc z tym na Ziemi. No i tymczasowego. Położonego w innym, czarodziejskim świece. Wyremontowanego przez elfa, wampira i wielkie, wyglądające na człowieka niewiadomo-co o złotych oczach. Dziwnie się czuła myśląc o tym. Wszystko to było takie nierealne… A z drugiej strony normalne. Duma bijąca z ekipy remontowej była identyczna jak ta, którą emanował tata, gdy, dajmy na to, naprawił zlew, a mama go pochwaliła. Natomiast stająca na palcach i ponaglająca ją do otwarcia drzwi Karenn zachowywała się jak Eddie, kiedy widziała, że jej starsza siostra dostała coś nowego – musiała już, teraz, zaraz to zobaczyć.
          Momentalnie ogarnęło ją dziwne słodko-gorzkie, zaprawione tęsknotą uczucie, którego nie umiała sprecyzować.
          - No otwieraj te drzwi, bo zaraz umrę z ciekawości! – pisnęła Karenn, najwyraźniej bardziej podekscytowana tym wszystkim od niej.
          Wzdychając ciężko, Eryka sięgnęła ku zdobnej, ukształtowanej na wzór liścia paproci klamce i nacisnęła ją. Z cichym kliknięciem drzwi ustąpiły ukazując pachnące schnąca farbą wnętrze.

Offline

#78 24-08-2018 o 20h43

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Lubię w sumie tego szefa! Na razie. Ale faktycznie wydaje się taki wyluzowany i przede wszystkim bawi go fajtłapowatość Eryki, za co też ma plus.

„Czy ja jak wyglądam, jakbym żartował?” — wywal ‘jak’ i będzie gut.

Jeszcze nie dotarłam do tego fragmentu i specjalnie przerwałam czytanie, żeby tu napisać, że JESTEM PEWNA, iż pokój się jej nie spodoba. To byłoby tak mocno w twoim stylu, że będę w olbrzymim szoku, jeśli stanie się inaczej.
Ech, myślałam, że to będzie w tym odcinku. W każdy razie jestem przekonana, że jeśli opiekunowie są dumni ze swojej pracy, to Eryka coś tam wybełkota i ogólnie wyjdzie na to, że jest spoko, ale… no. Serio, wątpię, byś mnie w tej materii zaskoczyła xd + nie sądzę, by Eryka kiedykolwiek i w czymkolwiek ich pochwaliła. Ale zobaczmy.

Rozmówka po wyjściu Eryki z sali piękna XD Serio, dzięki temu naprawdę bardzo polubiłam to opowiadanie! Jest dużo więcej takiego… zwyczajnego humoru. A ta fajtłapa jest naprawdę bardzo sympatyczną postacią!

Kiedy Cena? /static/img/forum/smilies/hmm.png

Czekam na kolejną część i pozdrawiam ^^

Online

#79 25-08-2018 o 03h19

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 43

Witam serdecznie /static/img/forum/smilies/smile.png
Chciałam tylko zaznaczyć swoją obecność i dać znać, że nadal odwiedzam i czytam. Trochę mam do nadrobienia, ale jestem i zachwycam się. Trochę sama staram się coś tworzyć, więc piszę opowiadanie - romans. Może kiedyś wstawię tu na forum.
Pozdrawiam i życzę weny czekając na c.d.

Offline

#80 31-08-2018 o 16h16

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - co do reakcji na pokój jednocześnie masz rację i się mylisz ;]. Natomiast, co do rozmówki - właśnie dlatego zrobiłam z chłopaków zwykłych "szeregowych". Szefom straży nie wypadałoby /static/img/forum/smilies/wink.png Nie we względnie normalnym świecie.

@Sharessa - w Antymagii napisałam, że się cieszę i podtrzymuję to xD


V Pierwsze decyzje (cz.9)


          Zamrugała. Musiała przyznać, że pokój jest śliczny, chociaż nie do końca w jej stylu – brakowało w nim żabich akcentów i swego rodzaju pazura, świadczącego, że należy do persony z lubością taplającej się w dziwactwie. Jednak „ekipa remontowa” nie mogła wiedzieć, że podobne dodatki są mile widziane, zatem spisała się na piątkę z plusem. Swoją drogą Eryka nie przypuszczała, że pytanie z „wywiadu” Nevry o ulubione kwiaty naprawdę może mieć związek z pokojem – obstawiała, że to takie mało subtelne podchody – a tu proszę: zielone ściany przecinał cudnie i szczegółowo wykonany pasek ozdobny przedstawiający nieśmiertelniki. Czy raczej „nieśmiertelniki” – te miały nieco mniejsze żółte „buźki’ i zbyt długie płatki w porównaniu z tymi prawdziwymi, ale biorąc pod uwagę, że nikt tu nie słyszał o takich kwiatach i tak wypadło świetnie.
          Podczas spotkania po pamiętnej wycieczce z Leifanem, wampir pytał nie tylko o kwiaty, ale też o ulubione kolory – żółć, zieleń i fiolet – faktury, desenie i materiały… Oraz mnóstwo pierdół, które zapewne zamierzał użyć później do tylko sobie znanych celów. Efektem tego quizu była całkiem miła dla oka kompozycja nieograniczająca się tylko do ozdobnego paska. Drewnianą podłogę z ciemnego drewna pokrywały żółte i bardzo puchate dywaniki-kwiatki, miękkie obicia mebli pyszniły się purpurą, drogę słonecznym promieniom blokowały ciężkie i fikuśnie udrapowane żółto-fioletowe zasłonki, a pachnącą krochmalem pościel okrywała zielona, pikowana narzuta. Jedyne, co się nie zgadzało z narzuconą przez nią kolorystyką to same meble czy też konkretniej wszystkie ich drewniane części. Śnieżnobiałe, kojarzące się z wyposażeniem domku lalki Barbie – takiego staromodnego w stylu kolonialnym – nie pasowały do niczego, o czym mówiła. Jednak, biorąc pod uwagę, że chłopcy zaczynając nie mieli pojęcia o jej upodobaniach, a w dodatku do urządzenia wnętrza mogli użyć tylko i wyłącznie powyciąganych ze strychu rupieci, nie mogła mieć o to pretensji. Zwyczajnie postawili na coś neutralnego, co teoretycznie powinno zadowolić każdą dziewczynę.
          - Muszę, przyznać, że spisaliście się na medal. Wyszło bardzo ładnie – pochwaliła.
          - Na medal? Bardzo ładnie. Tylko tyle? – prychną Ezarel. – Widzisz te malowane zdobienia? Są hiperrealistyczne. A te subtelne, miękkie łuki na komodzie i szafie oraz floralne motywy? To ja doradziłem wybranie akurat tych mebli Valkyonowi…
          - A ja potem musiałem się męczyć, żeby wyszlifować je nie naruszając tych cennych zdobień, mając do dyspozycji jedynie drucianą szczotkę i papier ścierny – mruknął Valkyon, krzywiąc się.
          Erykę kusiło, żeby wbić elfowi szpilę i powiedzieć, że zdobne meble lubi tylko w stylu art deco, ale nie chciała być niewdzięczna. Poza tym nie czuła się jeszcze pewnie w towarzystwie faery, aby ot tak rzucać kąśliwymi docinkami – w końcu trójka na dobrą sprawę obcych mężczyzn to nie jej przyjaciółki. No i wątpiła, aby którykolwiek z tu obecnych wiedział co to art deco, a naprawdę nie miała głowy do wykładu na temat stylów w ziemskiej sztuce, gdyby ktoś zapytał „a co to?”. Tym bardziej, że objaśnienia byłyby mocno utrudnione przez brak odniesień z tego świata. Hasło „zgeometryzowany, nowoczesny i funkcjonalny barok” raczej nic by im nie powiedziało.
          - Spuść trochę powietrza, co? – burknęła Karenn mierząc Ezarela krytycznym, pełnym wyższości spojrzeniem, co stanowiło niemały wyczyn, biorąc pod uwagę, że była jakieś trzydzieści centymetrów od niego niższa. – Miała paść na kolana i popłakać się z zachwytu, bo Ezarel, niedoszły mistrz alchemii, którego ego przewyższa jedynie jego zjadliwość raczył przyłożyć rękę do odnowienia jej pokoju malując parę wzorków?
          Elf wyprostował się na całą wysokość, z lekka zadarł głowę i również spojrzał na nią z góry, przy czym wyglądał z lekka na psychopatę… Albo wielkiego, górskiego kozła zastanawiającego się czy to coś tam w dole jest warte gwałtownej szarży i uderzenia rogami.
          - Właśnie tak – oświadczył teatralnym szeptem, sycząc nieco, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł krokiem modelki na wybiegu.
          Nevra parsknął śmiechem widząc minę siostry, na co ta westchnęła głośno i przewróciła wymownie oczami.
          - Naprawdę moglibyście nie robić z siebie aż takich idiotów przed Eryką. Dawkujcie to powoli, trafiła tu z innego świata, zaliczyła parę traum i tak dalej. Świadomość, że trafiła pomiędzy kretynów, może negatywnie na nią wpłynąć.
          - Zapomniałaś dodać, że ci „kretyni” mają się nią opiekować – rzucił Nevra, posyłając siostrze słodki uśmiech i trzepocząc rzęsami.
          - Valkyon, powiedz im coś!
          - Coś.
          Karenn westchnęła ciężko, a Nevra wykorzystując okazję, że młodsza siostrzyczka chwilowo nie ma go na oku, podszedł do Eryki i objął ją ramieniem. Eryka znów momentalnie zdrętwiała, prostując się i przyciągając ręce do boków, byle tylko zmniejszyć swoją i tak niezbyt imponująca objętość, a co za tym idzie powierzchnię styczną jej ciała z ciałem wampira. Niewiele to dało, w związku z czym rumieniec zażenowania nieśmiało wypełzł na jej policzki. Nagle zapragnęła zapoznać swój łokieć z jego żołądkiem Nevry, ale brakowało jej odwagi na podobną reakcję, poza tym, biorąc pod uwagę feralność dzisiejszego dnia, prawdopodobnie złamałaby rękę w trakcie wyprowadzania ciosu.
          - Ezarel, jak już raczył SUBTELNIE zaznaczyć, zajmował się głównie wszystkim, co związane z malowaniem – mruknął wampir, obracając ją w stronę pokoju. – Ma ku temu predyspozycje. Nie dość, że dobrze wychodzi mu gryzmolenie, to jeszcze w pracowni alchemii nawdychał się tylu różnych paskudztw, że opary farb i lakierów są dla niego niczym odświeżająca bryza…
          Z tyłu dobiegło Erykę mamrotanie, świadczące o tym, że Ezarel ma coś powiedzenia na ten temat.
          - … Valkyon zajmował się meblami… W sensie drewnem. Swego czasu zajmował się ciesielką i zna się też nieco na kowalstwie, więc naprawa zawijasów i uchwytów również nie miała przed nim tajemnic. Ja z kolei zajmowałem się tkaninami…
          - Bo jak każdy lubiący się stroić fircyk, lubisz się bawić szmatkami – usłyszała jadowity komentarz elfa.
- … obiciami, zasłonami, abażurami na lampy i narzutą na to piękne łoże. Teoretycznie jest przeznaczone dla jednej osoby, lecz i dwie mogą się w nim całkiem wygodnie ułożyć… – Uśmiechnął się szeroko, spoglądając jej głęboko w oczy.
Eryka zrozumiała, dlaczego zwierzę złapane w potrzask jest gotowe odgryźć sobie kończynę. Szkopuł w tym, że ona nie miała czego sobie odgryzać, a nie była zbyt dobra dawaniu aluzji ani subtelnych komunikatów, co nawiasem mówiąc, niezbyt dobrze wróżyło jej karierze dziennikarskiej. Praktycznie zawsze mówiła to, co miała na myśli, ewentualnie taktycznie pomijała pewne sprawy milczeniem. Tutaj niestety milczenie nie pomogłoby jej. Dlatego chcą-nie chcąc musiała zaryzykować bycie nie do końca uprzejmą.
          - To miło, lubię się rozkładać i wiercić na spaniu – mruknęła, podchwytując wizję spania w łóżku prawie dwukrotnie szerszym niż jej tapczanik w domu. – A tak w ogóle, to bardzo byłabym wdzięczna, gdybyś zabrał rękę. Nie przepadam za byciem dotykaną przez osoby, których prawie nie znam. Szczególnie przez obcych mężczyzn.
Wampir wyraźnie się speszył, jednocześnie natychmiast ją puszczając. Wyraźnie nie spodziewał się podobnej odpowiedzi, co wyraźnie ucieszyło Karenn i Ezarela. Jednak na nieszczęście Eryki szybko odzyskał rezon.
          - To może poznamy się lepiej? – mruknął się, splatając ręce za plecami, jakby chciał powiedzieć, że jest grzeczny i żadnego macania już nie będzie. Niestety zamiast tego nachylił się ku niej tak bardzo, że niemal stykali się  nosami.
          Inna dziewczyna zapewne spąsowiałaby, speszyła się, ale nie Eryka… A przynajmniej nie do końca, bo chociaż zmieszała się, to nie towarzyszyły temu standardowe reakcje. Nie pojawił się pomidorowy rumieniec, jąkanie czy też chwilowy brak słów. Zamiast tego, kierując się instynktem, natychmiast zrobiła duży krok w tył, potem następny, mniejszy w bok, stając obok Kero. Do tego obdarowała Nevrę spojrzeniem zwykle zarezerwowanych dla ludzi, którzy nagle zaczynają się kłócić z powietrzem. Niezwykle głośno. Gestykulując, pokrzykując i wydając z siebie dziwne dźwięki. Na środku ulicy. Mało tego. Zaraz potem niepewnie zerknęła na jednorożca, a w jej oczach czaiło się pytanie „czy on jest normalny?”.
          Naprawdę nie była przyzwyczajona do zalotów w jakiejkolwiek formie, a flirtu nie poznałaby nawet gdyby ten przyłożył jej w głowę metaforycznym szpadlem. Znaczy, bez trudu potrafiła rozpoznać, że ktoś z kimś flirtuje, ale flirt w stosunku do swojej skromnej osoby uznawała za czystą abstrakcję. Nie zakładała przy tym, że będzie do końca życia sama albo uważała się za tak paskudną, że nikt się nią nie zainteresuje. Po prostu wychodziła z założenia, że jeżeli zakocha się w kimś ze wzajemnością, stanie się to zwyczajnie. Przy czym, gdyby ją zapytać, niezbyt potrafiłaby owo „zwyczajnie” sprecyzować. Prawdopodobnie padłoby stwierdzenie „No… Najpierw poznam się z nim i polubię, bez odstawiania tańca godowego przy pierwszym spotkaniu”, ale to jedyne, co mogłaby na ten temat powiedzieć. W każdym razie, zachowanie wampira było dla niej mocno dziwaczne… I to nie w pozytywnym kontekście.
          Goszczący na twarzy Nevry, pewny siebie uśmiech don juana stopniał jak pierwsze śniegi w starciu z miotaczem ognia, a Ezarel roześmiał się dźwięcznie, przy czym dźwięczał tu głównie szczerozłota kpina. Karenn za to wymownie wsparła czoło na palcach dłoni spojrzała na brata tak krytycznie, wręcz miażdżąco krytycznie, że można to prawie porównać z miażdżącym, pełnym wyższości spojrzeniem kota. Prawie. Nikt nie potrafi tak miażdżyć spojrzeniem jak kot.
          Kero westchnął ciężko, poprawiając okulary na nosie. Przypominał w tym momencie zmęczonego życiem, z upragnieniem oczekującego emerytury  nauczyciela, który trafił na klasę pełną młodocianych idiotów.
          - Nevra, ja cię błagam, przestań się wygłupiać. Eryka ma już dość na głowie bez twojego stroszenia piórek… - Westchnął jeszcze raz. – Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem, ale posłuchaj Karenn, wszyscy jej posłuchajcie i dajcie Eryce trochę czasu na przyzwyczajenie się do nowych warunków… I do was.
          Karen zaprezentowała swoje kły w szerokim, pełnym samozadowolenia uśmiechu wbijając w jednorożca dziwne, jakby wyzywające spojrzenie. Ten znowu westchnął, na co Valkyon spojrzał na niego współczująco
          Eryka obserwowała to z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony miło obserwowało się te przekomarzanki, z drugiej nie czuła się swobodnie. Nie była częścią tego wszystkiego. Chociaż stanowiła przyczynę wymiany zdań, stała tylko z boku i nie za bardzo wiedziała, co z sobą zrobić. W dodatku bała się, że za moment Nevra znowu zacznie dziwaczyć. Tymczasowo miała taki stosunek do wampira, jaki miałaby wrona do barwnego pawia, który na jej widok zaczął rozkładać ogon, puszyć się i tańczyć… A był to stosunek możliwy do określenia słowami „zadzwońcie do jego psychoterapeuty”.

Offline

#81 31-08-2018 o 21h53

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Ou shit. Totalnie mnie zaskoczyłaś reakcją Eryki na pokój. Naprawdę byłam pewna, że zacznie psioczyć, ale to chyba dlatego, że przyzwyczaiłam się do żmijowatego charakteru Liwki. Tutejsza bohaterka coraz bardziej plusuje!

„Muszę, przyznać, że spisaliście się na medal” — wywal pierwszy przecinek

Mentalnie gratuluję Karenn pocisku. XD A reakcja Eza to miód, serio /static/img/forum/smilies/big_smile.png Piękna scenka xd

„To może poznamy się lepiej? – mruknął się” — mruknął się? /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Kurcze, to opowiadanie jest naprawdę coraz lepsze! Taka komedia jak najbardziej ci wychodzi, choć to zapewne zasługa sympatycznej bohaterki i tego, że jest taka… ludzka. Ot, taka wygadana, ciekawska sierotka, co najpierw powie/zrobi, potem pomyśli xd Naprawdę miło się to czyta!

Czekam na więcej i pozdrawiam! ^^

Online

#82 07-09-2018 o 16h21

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - Eryka to nie Liwka /static/img/forum/smilies/wink.png Pod pewnymi względami są podobne, tu i tu momentami będą zdarzać się sytuacje irracjonalne (w Antymagii powoli coraz rzadziej), ale to jednak dwie różne osoby z różnymi spojrzeniami na świat. A charakteru Liwii jeszcze nie znasz. W sumie to nie wiem czy tak do końca w ogóle go poznamy. Znowu Eryka... Jaka jest każdy widzi, chociaż paroma motywami pewnie zaskoczy. Dlatego też postawienie jej wobec dość nieciekawych realiów Eldaryi mam nadzieję, że będzie interesujące. W antymagii to jest trochę postawienie Eldaryi wobec Liwki /static/img/forum/smilies/big_smile.png

V Pierwsze decyzje (cz.9)

          Chciała sobie iść. Niestety zwyczajnie nie wypadało, żeby od tak sobie poszła… Poza tym powinna dostać klucz do pokoju, prawda? No chyba, że u faery jak u buszmenów funkcjonowała tak zwana własność wspólna i bardzo mała wstydliwość ciała, na co nie wyglądało, biorąc pod uwagę rozdział toalet oraz pryszniców na męskie i żeńskie.
Żałowała, że nie ma JUŻ tego klucza, nie jest wieczór i nie może paść na łóżko, aby odpocząć po dzisiejszym chaosie. Zwykle optymistycznie podchodziła do życia, ale jej optymizm cechowało to, że czasami potrzebowała oddzielić grubą linią pechową cześć dnia od kolejnej czy też cały pechowy dzień od dnia następnego, aby bez balastu ponownie wskoczyć w dobry nastrój. Najczęściej ową grubą linią była drzemka bądź długi, porządny sen.
          Spojrzała na towarzystwo. Ociekająca samozadowoleniem Karenn dopiekała Kero, korzystając z okazji, że „nudziarz przyznał jej w czymś rację”, Ezarel naigrywał się z Nevry, bo ten wyszedł na dewianta, a Valkyon spoglądał na to wszystko ze stoickim spokojem uśmiechając się lekko i nie mieszając. Jak przedszkolanka spoglądająca na rozbrykane dzieci… Albo człowiek lubiący popatrzeć raz na jakiś czas jak świat płonie i zbierający informacje, gdzie najlepiej podłożyć ogień.
          Zastanowiła się, jakie ona teraz sprawia przy tej wesołej grupce. Pewnie dzieciaka, który znalazł coś niezidentyfikowanego w lesie i teraz zastanawia się czy owo coś dźgnąć patykiem, czy może lepiej wycofać się, bo zaatakuje. Za dźgnięcie, metaforyczne rzecz jasna, mogłoby posłużyć jej chrząknięcie. Jedno z rodzaju tych znaczących. Z tym, że wtedy wszyscy zaczęliby się na nią gapić, czekając na to co powie, a do powiedzenia nie miała nic specjalnego. No może poza „dajcie mi klucz”, ale to było trochę takie… Takie na zasadzie  „fajnie, że odremontowaliście dla mnie pokój, ale teraz dawać klucz i spadówa”. Nie brzmiało to dobrze. Nie, żeby normalnie miała jakieś bardzo duże parcie na robienie dobrego wrażenia, ale tym razem, będąc wśród obcych w obcym, CZARODZIEJSKIM świecie, naprawdę chciała uniknąć robienia złego. Wizja obudzenia się w ciele żaby, bo kogoś zirytowała, jakoś jej nie pociągała. Co prawda wątpiła, żeby czary przemiany…
          - Tak, tak, tak. Jesteś bystra, mądra i inteligentna. i co tam jeszcze tylko chcesz. Niestety oprócz tego zbyt pewna siebie i o wybujałym ego, a do tego tak wścibska, że niejednokrotnie tłumi to twój intelekt – usłyszała zmęczony głos Kero, który wbijał zbolałe spojrzenie w uśmiechniętą Karenn… Właściwie to już nie tak bardzo uśmiechniętą Karenn. Co dziwne jego wypowiedź nie miała w sobie nawet odrobiny jadu czy pikanterii, raczej brzmiała jak wywód rodzica po ciężkim dniu pracy, który odkrył, że jego pociecha przykleiła młodszego brata do sufitu, ale jest zbyt wycieńczony, żeby krzyczeć i właściwie to bardziej zastanawia się „za co?”. Najwyraźniej, tak jak wampirzyca uważała go za nudziarza, tak on ją za uciążliwą, czego obecnie nawet nie krył. Nie czekając, co ta mu odpowie, a najwyraźniej zbierała się, żeby coś powiedzieć i to nic miłego, spojrzał na kolegów – Z tym remontem naprawdę odwaliliście kawał dobrej roboty. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, spisaliście się.
          Eryka spojrzała na pokój. Jeżeli wyjściowo naprawdę wyglądał, tak jak mężczyźni to opisali – zrujnowany przez poprzedniego, obłąkanego lokatora – to doprowadzenie go w tak krótkim czasie do obecnego stanu zakrawało na cud. Szczególnie, że wyglądało na to, że nie używali w trakcie magii, a posługiwali się jedynie dość prymitywnymi narzędziami. Na pewno nie mieli pistoletu na gwoździe, niekapiących wałków czy zszywek do tkanin. Mimo to pięknie wyremontowali pomieszczenie, odnowili meble, a nawet uszyli zasłony i narzuty. Podziwu godne.
          - To prawda – przyznała rację Kero.  – Tym bardziej, że to była kara. Mogliście ograniczyć się do minimum, tymczasem naprawdę się postaraliście.
          - To nie była kara, bardziej przeprosiny za niefortunny początek – mruknął Valkyon. – To, że Miiko kazała nam to zrobić, to inna sprawa.
          - Tak, zależało nam, aby zatrzeć niemiłe wrażenie – dodał Nevra.
          Eryce przeszło przez myśl, że z jego strony zacieranie niemiłego wrażenie odniosłoby o wiele lepsze efekty, gdyby nieco przystopował ze swymi… Zapędami. Oczywiście nie powiedziała tego na głos, tym bardziej, że po raz pierwszy od dłuższego czasu wampir zabrzmiał poważnie.
          - I wyszło nam wprost wspaniale – podsumował niezwykle pewnie, wręcz arogancko Ezarel, krzyżując ręce na piersi i z nieskrywaną dumą spoglądając na pokój.
          - Oj jakie skromniutkie elfiątko. – Karenn uśmiechnęła się jadowicie. – Zapomniałeś tylko dodać, że gdybyście odwalili fuszerkę, to Miiko by wam uszy oberwała, a o Jamonie to lepiej nie wspominać.
          Eryka drgnęła. Jamon? A czemu niby miałaby go ta sprawa interesować?
          - Im wystarczyłoby, gdyby efekt był prosty, wygodny i schludny, a my nieco wykroczyliśmy poza to minimum i wyszło pięknie. Chociaż, gdyby dać nam nieco większy budżet, moglibyśmy o wiele więcej zdziałać, ale na przekór SKROMNYM możliwościom, które nam ofiarowano, zdziałaliśmy cuda.
          Karenn otwierała usta, żeby coś odpowiedzieć eflowi, pewnie nic przyjemnego, ale Eryka miała dość ich słownych przepychanek. Znaczy same w sobie jej nie drażniły, ale miała przeczucie, że jeżeli pozwoli im się dalej rozwijać, to będzie stała pod drzwiami własnego pokoju do wieczora, na co nie miała ochoty. Dlatego interweniowała.
          - W każdym razie naprawdę wysililiście się, za co jestem wdzięczna – mruknęła. – Tym bardziej, że większość, jak przeprasza, ogranicza się tylko do zrobienia smutnej miny i ewentualnie wręczenia kwiatka.
          - Nie lubisz kwiatów? – zagadnęła Karenn.
          - Wolałabym czekoladki. Albo inne, dobre jedzenie. Dobre jedzenie przyjmuję w każdych ilościach… A teraz to wolałabym, w sensie że chciałabym, dostać klucz do pokoju – dodała wreszcie ważąc się poruszyć potencjalnie drażliwy temat. – Jak się trochę przewietrzy pewnie będę musiała przenieść tu swoje rzeczy ze szpitala, a nie wiem, gdzie was potem szukać  i tak dalej.
          - Klucz, tak? – Nevra uśmiechnął się słodko. – Tak się składa, że to ja go mam i tak sobie myślałem, żeby go potrzymać trochę. W końcu jesteś sama w nowym świecie, więc w środku nocy możesz nagle poczuć się samotna…
          Eryka miała nieszczęście być osobą, której emocje zwykle natychmiast znajdują odbicie na twarzy. Natomiast słowa wampira wywołały w niej sporo emocji. Niezbyt pozytywnych i nie do końca identyfikowalnych. W każdym razie, jej mina wystarczyła, żeby ponowie stopić jego uśmiech i wprawić go w lekkie zażenowanie.
          - Żartowałem tylko, nie krzyw się tak – burknął, wyjmując z wewnętrznej kieszeni marynarki dość ciężki i prosty klucz, który szybko jej wręczył.
          Ezarel obdarzył  Nevrę zjadliwym uśmiechem, na który ten odpowiedział ostrym spojrzeniem. Eryka przypadkiem zafundowała elfowi kolejną porcję ubawu kosztem wampira, szkoda tylko, że jej średnio było do śmiechu.
          - Nevra, naprawdę, nie rób mi wstydu, co? – Karenn spojrzała na niego krytycznie, ale wyglądało na to, że również dobrze się bawi. – Pamiętaj, jeżeli nie będziesz grzeczny, naskarżę tacie…
          Gdyby spojrzenie mogło zabijać, po wampirzycy nie zostałaby nawet krwawa plama. W dodatku do chichoczącego Ezarela dołączył teraz i Valkyon, co zapewne nie poprawiło nastroju jej brata.
          - …A tymczasem panowie wybaczą, ale porywam Erykę na jakiś czas – dodała, biorąc Ziemiankę pod ramię. – Coś mi mówi, że ma dość męskiego towarzystwa, poza tym przydałoby się  oprowadzić ją tu i ówdzie.
          - Tylko nie przeforsuj jej – rzucił Kero. – Ma za sobą nieciekawy początek dnia i wizytę u lekarza, a przecież niedawno wyszła ze szpitala. – Po tych słowach spojrzał na Erykę i uśmiechnął się ciepło. – Jakbyś mnie potrzebowała, to jestem w bibliotece. Do zobaczenia jutro na teście.
Eryka nie miała nawet okazji odpowiedzieć, bo wampirzyca natychmiast pociągnęła ją za sobą. Z jednej strony była wdzięczna nastolatce za uwolnienie od towarzystwa jej brata oraz jego kolegów, ale z drugiej, nie miała zielonego pojęcia, co ta planuje, a nie lubiła niepewności… A przynajmniej nie tutaj.
          - E… A gdzie mnie prowadzisz?  Znaczy, co chcesz mi pokazać? –  zapytała. – Kero oprowadził mnie już po całej Kwaterze i był w tym dość dokładny, więc…
          - Nawet pan nudziarz nie jest doskonały. Przegapił na przykład to – Karenn przystanęła obok nie wyróżniających się spośród innych. – Wiesz co to jest?
          - Y… Nie?
          - Drzwi do pokoju Alajei. Bardzo ważne miejsce, szczególnie dla kogoś takiego jak ty, kto będzie potrzebował wsparcia ze strony koleżanki-Absyntki. Szczególnie, że będzie wisieć nad tobą ta szpiczastoucha zaraza Ezarel. W całej Kwaterze Głównej jest mnóstwo miejsc, których poznanie powinno ułatwić ci życie, a które, z perspektywy ogólnego zwiedzania, nie są szczególnie ważne. Jeżeli będziesz grzeczna, pokażę ci też nie do końca jawne i mało znane miejsce, skąd rozciąga się ładny widok na męską łazienkę.
          - Męską łazienkę? – zamrugała zaskoczona. – Nie no… Naprawdę widać, że ty i Nevra jesteście krewnymi.
          - Bez takich mi tu. Ja nie nagabuję wszystkich dookoła i nie podglądam… Przynajmniej na razie. – Twarz wampirzycy przyozdobił słodki uśmieszek. -  Ale miło wiedzieć, że gdyby jakiś strażnik mi się spodobał lub zaczął do mnie na poważnie zalecać, to mogę ZERKNĄĆ czy jest wart uwagi.
          - Takie rzeczy, w twoim wieku… - Eryka uśmiechnęła się, kręcąc głową. I pomyśleć, że ona mając czternaście, piętnaście lat nawet nie myślała o romansach. Głównie dlatego, że była na to zbyt zajęta robieniem różnych, dziwnych rzeczy. Pisaniem artykułów do szkolnej gazetki, urządzaniem błotnych ślizgawek, uprawianiem sportu, lizaniem ran po uprawianiu sportu, wystawianiem krótkich przestawień komediowo-kabaretowych z okazji różnych, szkolnych wydarzeń, urządzaniem sesji gejmingowych no i odpoczywaniem po tym wszystkim. Jakoś nie widziała nic ciekawego w migdaleniu się po kątach czy chodzeniu za  rączkę.
          - Aj tam, aj tam. Po prostu myślę przyszłościowo – Karenn posłała jej „oczko”.
          Chwilę później Eryka biegała za wampirzycą w te i we w te, oglądając wszystkie kąty, które ta chciała jej pokazać. Było to lepsze niż stanie pod drzwiami własnego pokoju, będąc wystawioną na dziwaczenie Nevry, ale niestety nie pokrywało się z planami spokojnego spędzenia popołudnia. Jednak nie mogła powiedzieć, żeby nie została podniesiona na duchu towarzystwem Karenn. Werwa szczebiocącej wesoło nastolatki zainfekowała i ją, chociaż nie na tyle, aby odgonić wszystkie, ponure myśli.
          Plan wycieczki był bardzo kręty, zawiły i obejmował głównie bieganie po korytarzach KG. Najpierw zatrzymały się pod drzwiami w skrzydle zajmowanym przez ważniejsze osobistości czyli szefów Straży, ich zastępców oraz co ważniejszych pracowników. Drzwiami, które dość mocno wyróżniały się spomiędzy dziesiątek pozostałych bardzo zdobną klamką i subtelnymi rzeźbieniami. Pokój znajdujący się za nimi zajmował, wedle słów Karenn, Karuto – naczelny kucharz, a zarazem zaopatrzeniowiec dbający o regularne uzupełnianie spiżarni. Ale czemu dziewczynie zależało na tym, aby zobaczyła te drzwi? A temu, żeby uprzedzić ją, żeby unikała ich za wszelką cenę, a po dwudziestej trzeciej nie ważyła się pod nimi hałasować. Ponoć kucharz po całodniowej zmianie bywał marudny, a rozeźlony potrafił mścić się na żołądkach i podniebieniach wszystkich w KG. Poza tym pokazała jej jeszcze, gdzie są gabinety i pokoje szefów Straży, ich zastępców oraz Miiko, no bo w końcu tu rządziła, a miejsce ulokowania głównego szefa lepiej znać. No i Jamona, gdyż mający wyrzuty sumienia wobec Eryki ogr, mógł pomóc zagubionej Ziemiance w wielu sprawach, szczególnie na początku… A przynajmniej Karenn tak twierdziła. Samej Eryce niezbyt podobało się użytkowe spojrzenie na brązowego wielkoluda, jednak zapamiętała informację.

Offline

#83 07-09-2018 o 22h22

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Wiem, że Eryka to nie Liwka, choć wiem to od niedawna — po prostu coraz bardziej to tu widać, co niezmiernie cieszy!

Kolejny miły, choć niewiele wprowadzający rozdział. Ale w sumie mi to nie przeszkadza, bo jak już od dawna wspominam, naprawdę miło się to czyta. Sporo tu przekomarzanek, śmieszkowych dialogów i ogólnie rozluźnionej atmosfery. Jestem ciekawa, kiedy wszystko runie, ale to pewnie w swoim czasie :v

Czekam na kolejną część i pozdrawiam ^^

Online

#84 14-09-2018 o 17h07

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - wnosi potencjał psychologiczny kreując naszych milusińskich, przede wszystkim samą Erykę. A w tej partii dodaje nieco paranoi.


V Pierwsze decyzje (cz.10)


          Oczywiście wampirzyca nie ograniczała się tylko do prezentowania cudzych drzwi. Młoda krwiopijczyni pokazała jej też nieużywaną część lochów, gdzie co jakiś czas rekruci i szeregowcy urządzali dzikie imprezy, parę dobrych kryjówek, tajne wejście na jeden z licznych strychów oraz Wieżę Światła, niegdyś pełniącą rolę latarni morskiej. Strzelista wznosiła się wysoko nad Kwaterę Główną od strony klifu, o który uderzały z hukiem fale morskie. Wieńczące ją pomieszczenie, gdzie wszystkie ściany zastępowały wysokie, łukowate okna o zdobnych ramach a z kopulastego sufitu zwieszała się wielka latarnia stanowił cudowny punkt widokowy. Połyskujące w promieniach słonecznych niczym najszlachetniejszy klejnot morze, gwarne miasto, szarpane podmuchami wiatru, trawiaste ruiny i rosnące w oddali, porośnięte gęstymi lasami, szmaragdowe wzgórza naprawdę rozbiły wrażenie. Eryka, mimo porządnej zadyszki, którą przypłaciła wspinaczkę po długich, krętych schodach, biegała od okna do okna, z fascynacja przyklejając twarz do szyb. Może ten świat był dziwny i przerażający, ale z wysoka, z okien tej strzelistej wieży wyglądał naprawdę przepięknie.
          - Teraz już prawie nikt tu nie zagląda, może poza zakochanymi parami, którym nie straszne schody, a które mają ochotę na schadzkę – mruknęła Karen, uśmiechając się z dumą. Wyglądała na bardzo zadowoloną z reakcji Ziemianki. – Wieża nie sprawdzała się jako latarnia, miała zbyt mały zasięg. Marynarze, którzy regularnie pojawiali się w tych stronach regularnie, wiedzieli, że jak tylko zobaczą jej światło, jeszcze nim snopy światła dosięgną ich łodzi, powinni odbić w prawo, jednak obcy w tych stronach niekoniecznie i prawie zawsze kurs do Miasta Eel przypłacali koniecznością naprawy statków. No to w końcu zbudowano prawdziwą latarnie morską, na skalistej wysepce na wybrzeżu.  Prawdziwe cudeńko, niestety trochę trudno tam dotrzeć. Ale jeżeli zrobisz duże oczy do jakiegoś marynarza, może ktoś cię tam zabierze.
          Eryka uśmiechnęła się ciut krzywo na sugestię wampirzycy. Po pierwsze nie wyobrażała sobie siebie robiącej maślanych oczu do kogokolwiek, szczególnie tylko po to, żeby coś zyskać. Po drugie, nie wyobrażała sobie kogoś, kto by mógłby na coś takiego pójść. W końcu nie należała do piękności, nie mogła zagrać krągłymi biodrami ani kuszącym biustem.  Właściwie ona i krągłości to jedno wielkie przeciwieństwo – za dużo kątów ostrych.
          - Osobiście wolałabym pobawić się w piratów niż robić do kogokolwiek duże oczy. Byłoby zabawniej, przynajmniej póki by mnie nie złapali… Albo póki nie potknęłabym się o własne nogi i nie wyleciała za burtę – dodała gorzko, przypominając sobie swój egzamin. Zastanawiała się, co też czeka jutro ją na teście magii. Właśnie, test. – A nie wiesz czasem, na czym polega ten cały test magii, któremu mam zostać jutro poddana? Jakoś zapomniałam zapytać szefa…
          - Nic strasznego, sama przez to przeszłam – Karen wzruszyła ramionami. – Leją ci na dłoń nieco specjalnego eliksiru, który reaguje z twoją magią, no bo wszystkie stworzenia mają magię. Wtedy pojawia się płomień, ale nie parzy. Jego siła i intensywność mówią o twoim potencjalne magicznym. Mój niestety był przeciętny, mogę się nauczyć prostych zaklęć, czarodziejsko wyostrzyć swoje zmysły, ale nic więcej. Wielki mag ze mnie nie będzie… - zawahała się przez chwilę. – Ostatnio test przeprowadza Ezarel, więc jeżeli będzie próbował cię nastraszyć, nie wierz mu. Nasza szpiczastoucha księżniczka miewa bardzo specyficzne poczucie humoru.
          Eryka skinęła głową. Zatem miała w sobie magię, a oni mieli sprawdzić jak dużą. Jedna wielka abstrakcja. Myśl, że mogłaby rzucać czary wydawała jej się wręcz śmieszna, chociaż z drugiej strony budziła swego rodzaju ekscytację. W końcu prawie każde dziecko marzy o tym, żeby być w pewien sposób niezwykłe, umieć czarować, a z wiekiem owe marzenia nie znikają, tylko zostają zepchnięte na bok na rzecz szeroko pojętego realizmu. Dlatego też na moment oczyma wyobraźni ujrzała siebie z dłonią w wielkich płomieniach, otoczoną przez zdumionych szefów Straży, szepczących między sobą, jaka ona to nie będzie potężna. Na jej twarzy zagościł przelotny uśmiech, jednak zaraz zgasiło go ukłucie wyrzutów sumienia. Fantazjowała o Bóg jeden wie czym, zamiast skupić się na powrocie do domu. Chociaż z drugiej strony, nie miała pojęcia na czym się skupić, skoro nie mogła nawet wyjść na miasto bez nadzoru. Chyba tylko na tym, żeby nie odwalać więcej akcji takich jak ta z dzisiejszych egzaminów, bo w przeciwnym razie wyściubi nos poza KG dopiero po pięćdziesiątce.
          - Dobrze, zwijamy się. Musisz zobaczyć jeszcze jedno miejsce.
          - Jakie?
          - Mój pokój – Karenn uśmiechnęła się szeroko. – W końcu jesteś już tu parę tygodni, więc przydałaby ci się mała posiadóweczka u przyjaciółki, prawda? Szczególnie po tak męczącym i pełnym wrażeń dniu jak dzisiaj.
- A możemy poczekać na zachód słońca? – zapytała Eryka, zerkając na wiszącą nisko nad horyzontem złotą tarczę, wokół której niebo powoli zaczynało barwić się pomarańczami i czerwieniami. – To zajmie góra pół godziny, a widok stąd będzie pewnie przepiękny.
          - Tak, to zajmie pół godziny, a ściągnięcie cię stąd po stromych stopniach co najmniej drugie tyle. Nawet wchodziłaś przytulona do poręczy, a co tu mówić o schodzeniu… Nie rób takiej miny, wcześniej skoczymy na kolację, a w pokoju mam ciasteczka. Całkiem sporo ciasteczek. Chyba nie przepuścisz dodatkowego posiłku głodomorze, prawda? No nie ociągaj się, zachód słońca będziesz mogła zobaczyć kiedy indziej, ruchy raz-raz.
          Eryka westchnęła. Karenn po wieloma względami miała rację. Po pierwsze była głodna, po drugie wciągnęłaby z chęcią coś nadprogramowego. No i strome, wąskie schody, potencjalnie zabójcze dla kogoś równie niezdarnego jak ona, nieco ją przerażały, przez co zejście, o wiele niebezpieczniejsze niż wejście, mogło trochę potrwać. Rzecz w tym, że naprawdę miała ochotę zobaczyć ten zachód słońca. Popatrzeć na zmiany barw, posłuchać latających śpiewaków, poczekać, aż nieboskłon się okrwawi, po to, aby po chwili zatonąć w mroku, pomyśleć o rożnych rzeczach, wyciszyć się. Niestety nie wyglądało na to, żeby wampirzyca brała pod uwagę jakikolwiek sprzeciw, a  Eryka naprawdę nie miała dzisiaj głowy, do „przeciągania liny”. Szczególnie z kimś o tak silnej woli jak wampirza młódka.
„Ciekawe czy fakt, że nie mam weny nawet do tego, aby przeciwstawić się jakiejś-tam nastolatce, nie świadczy o mnie źle” zastanowiła się przez chwilę, wtulona w poręcz schodząc po stromych, spiralnych stopniach w dół wieży.

***

          Pokój Karenn przypominał sypialnię rodem z bogatej, wiktoriańskiej rezydencji. Pełen drobnych asymetrii cały tonął w draperiach, ciężkich zasłonach i rozmaitych dodatkach, a dominującymi barwami były czerń, fiolet i róż identyczny z tym, który dziewczyna nosiła na włosach. Erykę jakoś to wszystko nie zdziwiło podobnie jak to, że dziewczyna przekładała styl nad wygodę czego dowód stanowiły cztery fikuśne krzesełka otaczające okrągły, zdobny stolik. Rzeźbienia pokrywające oparcia boleśnie wbijały się w plecy Eryki. Może gdyby miała parę gram tłuszczu więcej, nie odczuwałaby tego tak dotkliwie, niestety ze względu na swoją kościstość musiała zrezygnować w ogóle z opierania, co nieco wynagrodziły jej pyszne ciasteczka i znakomita herbata zaserwowane przez nastolatkę – prawdziwa rozkosz dla kubków smakowych, szczególnie po tym , co zaserwował im na kolację Karuto. W efekcie dokonała prawdziwych zniszczeń w zapasach dziewczyny, za co wstydziła się sama przed sobą. Niestety niezbyt potrafiła panować nad swoim apetytem… Dobrze, że mimo to Karenn nie wyglądała na złą, wręcz przeciwnie. Sprawiała wrażenie całkiem zadowolonej z siebie.
          Nie mogła zaprzeczyć, że wieczór spędziła dość przyjemnie, jednak mimo to czuła się zmęczona. Do zdobytych w trakcie egzaminu Straży siniaków i skaleczeń dołożył się długotrwały stres, który nie opuszczał jej odkąd tu trafiła. Najgorzej znosiła niepewność, zarówno tę odnoście tego, co się dzieje z jej bliskimi, jak i tę odnośnie własnego losu. To, że co krok piętrzyły się przed nią kolejne trudności, jak chociażby sprawa z eliksirem czy też klątwa daemonów, a co za tym idzie wrogość całego świata, też nie poprawiały jej nastoju. Mimo to uparcie wierzyła, że wróci do domu. Gdyby tylko wiedziała od czego zacząć…
          Cóż, na razie musiała przyjąć, że przydzielenie do konkretnej Straży i otrzymanie własnego lokum to dobry początek. Dlatego też energicznymi ruchami  upychała swój skromny dobytek w torbie, z niejaką ekscytacją myśląc o tym, że spędzi pierwszą noc w nowym lokum. Nie w sali szpitalnej, do której na dobrą sprawę mógł wejść każdy, tylko swoim zamykanym na klucz pokoiku, swoim małym schronieniu. Kawałku czegoś dla siebie w tym obcym, dziwnym świecie. Dawało jej to niewielkie wrażenie stabilności, a tego właśnie potrzebowała. Poczucia, że lada moment grunt nie usunie jej się spod nóg.
          Zarzuciła torbę na ramię, poinformowała szpitalną recepcjonistkę, że zwalnia salę i dziarskim krokiem ruszyła do pokoju. Świeżo wyremontowanego, ślicznego i sprawiającego wrażenie wygodnego. Oczywiście wolałaby, gdyby to naprawdę był jej pokój… Pokój w jej świecie, jej domu, ale przecież nie można mieć wszystkiego… A przynajmniej ludzie tak mówią.
Na miejscu mogła dokładniej przyjrzeć się pracy wykonanej przez mężczyzn. Wysoka szafa, elegancka komoda, łóżko o bogato rzeźbionej we floralne motywy, drewnianej ramie, w którym mogła się wygodnie powyciągać, wąskie biurko, fikuśne krzesło, fotel, niewielki regalik na różności, etażerki dźwigające ustylizowane na kwiaty lampy i pasujący do nich żyrandol. Była nawet niewielka umywalka, nad którą wisiało eleganckie, chociaż nieszczególnie duże lusterko, taki mini-kącik czystości. Naprawdę pomyśleli o wszystkim. Może powinna jakoś bardziej pochwalić ich za to wszystko? Zresztą, teraz to i tak nie miało znaczenia.
          Na komodzie zauważyła poskładane ubrania. Konkretniej rzecz biorąc nieco ubrań codziennych i cztery komplety trawiastozielonego umundurowania, przypominającego jej nieco uniformy, które noszono w osiemnastym wieku. Sięgające połowy uda kaftany ze stójką, proste koszule, przylegające spodnie, wysokie oficerki, których dwie pary stały obok szafy, a do tego pas z kieszeniami na różności. Brakowało tylko irracjonalnego nakrycia głowy, w jakich armie z tamtego okresu czasu się specjalizowały.
Jej rzeczy nie zajęły nawet jednej szuflady w komodzie, a gdyby nie mundury i przywieziona z domu, kolorowa kurtka, szafa stałaby całkiem pusta. Ten widok uświadomił jej po raz kolejny, jak niewiele tutaj ma. Jak niewiele znaczy. Zabolało ją to.
          Zmęczona padła na łóżko, świadoma tego, że musi jeszcze się pójść umyć no i spróbować skądś wytrzasnąć jakiś zegar czy tez konkretyzując – budzik. W końcu o dziewiątej musiała się pojawić na teście magii. Niestety. Gdyby nie to zasnęłaby tak, jak leżała, szczególnie że miękkość materaca  była aż nadto zapraszająca.
          Walcząc z sennością, powoli wstała i podeszła do okna, z którego rozpościerał się widok na miasto i otaczające je lasy. Nocne, czarno-granatowe niebo było aż ciężkie od lśniących jak tysiące najcenniejsze diamentów gwiazd, tak podobnych do tych z Ziemi, a jednocześnie zupełnie innych. Żaden gwiazdozbiór się nie zgadzał, gwiazda polarna przepadła, a drogę mleczną zastąpiło zupełnie inne, połyskujące zbiorowisko. Westchnęła ciężko. Gwiazdy, ziemskie czy eldaryańskie, wszystkie wyglądały równie pięknie, szkoda tylko, że nawet niebo przypominało jej, że nie jest u siebie.
          Nagle nieboskłon przecięła spadająca gwiazda. Zwykle przy takich okazjach wypowiadała życzenie, ale teraz zawahała się. To nie było jej niebo, to nie były jej gwiazdy. Dlaczego więc miałyby spełnić jej życzenie?
***

          Jak dotąd niemal wszystko układało się po jego myśli. Ziemianka przybyła do Eldaryi tak, jak tego chciał. I przeżyła, też tak jak tego chciał. Cały ten wypadek był ciut niefortunny. Planował nieco inaczej to rozegrać, nie chciał nikogo ranić ani zabijać, jednak źle ocenił zachowanie tych piekielnych machin, samochodów, na śliskiej jezdni. Cóż, zdarza się. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki tym trzem idiotom i ognistemu temperamentowi Miiko dziewczyna na samym wstępie dorobiła się urazu do Straży. Teraz wystarczyło tylko poczekać na odpowiedni moment i ponownie wzniecić w niej te uczucia, podsycić je, a potem przeciągnąć ją na swoją stronę. Oczywiście tak, aby niczego nie była świadoma. Biorąc pod uwagę postępowanie Rady Eel w ostatnich latach, przypuszczał, że nawet nie będzie musiał się specjalnie z tym starać. Straż niby pomagała wielu faery, ale też specjalizowała się w robieniu sobie zajadłych wrogów… Jak chociażby ten kretyn w czarnej zbroi.
          A propos kretynów… Trio idiotów zmierzało w jego stronę. Jak zwykle wyglądali  na niezwykle z siebie zadowolonych, tryskających humorem i energią. Co więcej  żywiołowo o czymś rozmawiali. Zwykle unikał słuchania ich bełkotu, jednak tym razem nadstawił uszu. W końcu mieli zajmować się Eryką póki ta nie osiągnie jako-takiej samodzielności, więc mogli powiedzieć coś interesującego.
          - Naprawdę staczasz się. – Ezarel spojrzał z wyższością na Nevrę. – Rozumiem ta chochliczka ze stołówki albo tamta wodzianka, ale człowiek? Zwykły słaby człowiek? Już brownie byłaby lepsza. Nie wspominając jak to-to wygląda. Chude, płaskie, z drutami na zębach i wielgachnymi stopami. Kiedy nadejdzie zima, nie będzie potrzebowała nart.
          - Jakżeś ty jest subtelny i uprzejmy. – Nevra przewrócił oczyma. – Nie jest AŻ tak źle. Ma piękne oczy i śliczny uśmiech. No i ta pełna uroku niewinność. Głowę daję, że nasza płochliwa sarenka nigdy się nawet nie całowała. No i to, że jest słaba, to tylko zaleta. Słabiutka panienka pewnie będzie szukać obrońcy.
          - Obrony to ona potrzebuje przed tobą – mruknął Valkyon. – Przyznaj się, że raczej pociąga cię, że jest oporna na twój urok osobisty.
          - Tak, właściwie to wygląda na to, że przez ten twój urok osobisty bierze cię za nienormalnego. – Elf zachichotał. – W sumie to jesteś, bo naprawdę zaniżasz swoje standardy.
          - Standardy, standardy… A czy ja szukam żony? – Nevra spojrzał z ukosa na przyjaciela. – Nie. Ja szukam kolejnej krwiodawczyni. Mniej lub bardziej uroczej wolontariuszki, która będzie wspomagać moją dietę swoją posoką, mając nadzieję, że kiedyś pozwolę jej wykazać się w swoim łóżku. Płonną nadzieję. No chyba, że w obawie o mój gust sam nadstawisz szyi. Mojemu żołądkowi wszystko jedno krew męska czy żeńska.
          - Spadaj – burknął Ezarel z niesmakiem. – Moja krew jest zbyt szlachetna dla ciebie, kmiocie… Poza tym wolałbym, żeby pozostała w moich żyłach.
          - Więc nie jojcz. Chciałem po  prostu upolować najsłabszą sztukę ze stada… Niestety ta okazała się oporna, ale znasz mnie, lubię wyzwania.
          - A ty nic więcej nie powiesz? – Elf spojrzał wymownie na Valkyona. – Co sądzisz o naszym człowieczku?
          - Z wyglądu przeciętna, chociaż ma pewien, dziwny urok – mruknął wojownik. – Zabawna. Na pewno nie raz dostarczy nam rozrywki. Oby tylko nie narobiła przy tym kłopotów.
          Skrzywił się, gdy usłyszał „zabawna” i „dostarczy rozrywki”. Wiedział, że oba te stwierdzenia mają drugie dno brzmiące „swoim kosztem”. Valkyon, chociaż pozornie wydawał się najmilszy całej trójki, był takim samym dupkiem jak pozostali dwaj. Dobrze to wiedział. Parę razy tego doświadczył.
          Ciekawe ile razy sam ich bawił swoim kosztem? Pewnie dziesiątki, może nawet setki, z czego połowę nieświadomie, a połowę będąc ofiarą ich żartów… Tak jak prawie każdy w tej zakichanej Straży. Z tym, że tylko on widział, jakimi są śmieciami. I tylko on widział, jak zakłamaną instytucją jest Straż. Zresztą nie tylko Straż. Eldarya naprawdę wymagała solidnego sprzątania, a on zamierzał zacząć generalne porządki, niewykluczone, że zestawione z niewielkim remontem. Oczywiście przy skromnej pomocy Ziemianki.
          Popatrzył za odchodzącym trio. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zniszczył Eryce życie, że wykorzystywał ją… Czy raczej zamierzał wykorzystać. Jednak miał na tym tle wyrzuty sumienia i w przeciwieństwie do „tych idiotów” widział w niej osobę. Kogoś mającego własne zdanie, plany, marzenia, a nie źródło taniej rozrywki bądź baniak z krwią. Dlatego też uważał się za wielokrotnie lepszego od nich. Od nich i od reszty tych zakłamanych szmat, które widywał na co dzień… Wśród których się wychował.

Offline

#85 14-09-2018 o 21h02

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


„Marynarze, którzy regularnie pojawiali się w tych stronach regularnie,” — a więc regularnie? /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ezarel z tak poważnym zadaniem? Wowow, jestem zaskoczona.

Kretyn w czarnej zbroi? Gadanie na straż i ogarnianie wszystkiego wokół? Magia tak potężna, by przywołać tu Erykę? Leif, is it you? Uch, jak ja gościa nie lubię.

Ajajaj, robi się coraz ciekawiej, co bardzo mnie cieszy! Czekam więc na kolejną część i pozdrawiam ^^

Online

#86 14-09-2018 o 22h05

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 652

A ja mam wrażenie, że to chyab któyś z szefów straży a nie Leif :v ciekawie by było.
Okej, po tej rozmowie 3 chłopaków wkurzyłam się że Ez został wybrany jako boi dla Eryki, bo to co oni mówią jest skrajnie obrzydliwe. fujfujfuj.
Ogólnie opowiadanie jest super i bardzo przyjemnie się je czyta. Czekam na więcej c:


⮚tumblr⮘
https://i.imgur.com/Wm8BdJN.jpg https://i.imgur.com/gspDoQC.jpg
take a freek'n sip babes...

Online

#87 21-09-2018 o 16h51

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - bardzo regularnie /static/img/forum/smilies/big_smile.png A co do osoby wypowiadającej się pod koniec rozdziału zachowam taktyczne milczenie.
          No tak. Z takim poważnym. Ujmę to tak - nawet w Antymagii Liwce zdarza się pomyśleć coś pozytywnego o umiejętnościach randkowych panów, chociaż jest osobą o wiele mniej miłą od Eryki. Zresztą te poważne zadania też będą miały swój efekt na historię.
          No jakoś, póki co, tak mi wychodzi, że najciekawsze dzieje się w podsumowaniach z cudzej perspektywy. Daje to klamry fabularne /static/img/forum/smilies/big_smile.png Chociaż troszku też spoileruje.
          I taki offtopik: w Cenie to bardziej niż o prolog chodziło mi o grę, do której odnosił się wstęp xD Bo to jest MOCNO na motywach.
         
@Laique - tak jak pisałam Meci, na razie zachowuję taktyczne milczenie na temat tego, kto mówił.
          W gimbazie i liceum byłam tak skrajnie aseksualna dla płci męskiej, że często rozmawiali przy mnie o dziewczynach. Rozmowa chłopaków to przy ich wypowiedziach małe miki (inna rzecz E,N i V nie są już nastolatkami). Poza tym pisałam już, ze chłopaki wcale nie będą tutaj cacani. Często z jednego, to z drugiego wyjdzie dupek.

VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 1)

          Sztywno wyprostowana przeglądała się w lustrze, oceniając jak wygląda w mundurze. Szczerze powiedziawszy, miała co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony kolor jej pasował, tkaniny również, strój sam w sobie był ładny, ale z drugiej… No cóż, nie miała nazbyt kobiecej sylwetki, a  mundur tylko to podkreślał. Skromny biust w ogóle nie był widoczny pod kaftanem, a ściśnięte spodniami biodra sprawiały wrażenie męskich. Gdyby nie kobiece usta i duże oczy mogłaby uchodzić w nim za faceta, tym bardziej, że miała krótkie włosy.
          Westchnęła ciężko.
          - Eryka ogarnij się, to nie pokaz mody – burknęła pod nosem, wlepiając krytyczne spojrzenie w odbicie. – Zresztą, póki kobiety nie będą drzeć się jak wejdziesz do łazienki, biorąc cię za mężczyznę, nie ma źle.
          Nie mogła zaprzeczyć, że prezentowała się, jak Ezarel to określił, nieszczególnie, jednak z jednej rzeczy była zadowolona. Z fryzury. Krótkie, obejmujące twarz włosy bardzo jej pasowały. Podkreślały łabędzią szyję, dodawały nieco objętości szczupłemu obliczu i ładnie okalały je ramką przylegających do głowy loków, samoistnie układając się w fryzurę z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych minionego wieku. Co dziwne wcześniej, kiedy były długie, wcale się nie kręciły. Naprawdę żałowała, że nie uległa maminym namowom i wczesnej ich nie ścięła. Niestety dała sobie wmówić, że długie włosy to największa ozdoba KAŻDEJ kobiety. Żałowała jeszcze jednego. Że zamiast munduru nie ma kolorowej, ołówkowej sukienki, też rodem z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych oraz że nie jest w domu, gdzie mogłaby się po chwalić nowym wyglądem rodzinie i przyjaciółkom.
          - Ale ty głupia jesteś. Masz tyle problemów na głowie, trafiłaś do innego wymiaru, czeka cię test magii i nadal nie wiesz, jak dokładnie wrócić do domu, a przejmujesz się takimi pierdołami – ochrzaniła samą siebie. – Naprawdę ogarnij się. Myśl o czymś sensownym, no już, raz-raz.
Rzecz w tym, że za bardzo nie miała o czym myśleć, przynajmniej nie w sposób sensowny. Głównie dlatego, że nadal naprawdę niewiele od niej zależało. Podjęto wobec niej pierwsze decyzje, ale nie miała na nie prawie żadnego wpływu. Została opukana, osłuchana i przetestowana jak kupny koń, i na tej podstawie zadecydowano do jakiego „zaprzęgu” ją przydzielić. Cały czas tylko postępowała zgodnie z poleceniami innych. Bardzo rzadko miała szansę wypowiedzieć się w jakiejś sprawie. Właściwie to chyba  tylko  w kwestii wystroju pokoju, a i to nie do końca.
          Nagle rozległo się żywe pukanie do drzwi. Zaskoczona zamrugała. Nie spodziewała się gości. Czyżby Karenn? Nie, wampirzyca wspominała, że ma poranną zmianę, nie miałaby kiedy wpaść. To może ta cała Alajea? W końcu wyglądało na to, że Karenn zamierza je zaprzyjaźnić, choćby nie wiadomo co, więc mogła namówić syrenkę do złożenia porannej wizyty… I wybadania, co dokładnie podzieje się na teście magii, bo panna wścibska pewnie będzie chciała dowiedzieć się wszystkiego jako pierwsza.
          Woląc nie bawić się w domniemania, otworzyła drzwi,  po to, aby stanąć twarzą w twarz z zupełnie sobie obcym nastolatkiem w mundurze Cienia. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to jego szpiczaste, zwierzęce uszy i psi ogon, a zaraz po tym para złoto-pomarańczowych, niezwykle wesołych oczu, z którymi współgrał szeroki, ciut łobuzerski uśmiech. Całości obrazu dopełniały potargane, czarne włosy ubarwione paroma czerwonymi pasemkami, które chłopak spiął w wysoki, niedbały kucyk.
          - Panienka Ziemianka, niejaka Eryka Zgasła? – zapytał ciut zaczepnie.
          - Tak… A ty to kto?
          - Chrome Xequer. – Skłonił się głęboko. – Szeregowiec Cienia, niedoszły łowca i szybkonogi posłaniec, a nade wszystko postać o niezwykłym usposobieniu, giętkim języku i tysiącu talentów. Do usług panienki.
          - Zapomniałeś dodać, że jesteś też niezwykle skromny. – Uśmiechnęła się. Nie mogła odmówić dzieciakowi uroku. – Dobrze, to że tak prosto z mostu zapytam, o co chodzi?
          - A paczuszkę przyniosłem. – Podstawił jej pod nos wielką, wypchaną czymś kopertę. – Z tego, co się orientuję to jakieś, zeszyty, pisadła no i oczywiście kupony żywnościowe, bo bez tego w naszej kochanej społeczności ani rusz.
          - Ach, dziękuję – uśmiechnęła się. – To miło z twojej strony.
          - Wiesz jak tego używać? – zapytał. – W sensie, że kuponów.
          - Podchodzę do kontuaru, wybieram co chcę i daję odpowiednią ilość kuponów. Co prawda po waszemu czytać nie potrafię ni w ząb, ale liczb używacie arabskich, znaczy takich jak my, więc mam nadzieję, że nie będzie wielkiego problemu.
          - Zobaczymy. Tymczasem do zobaczenia panno Ziemianko i powodzenia na teście – skłonił się w pół robiąc przy tym jakiś-taki komiczny zamach, zwieńczony płynnym obrotem na pięcie, po którym odszedł paradnym krokiem w swoją stronę.
          Eryka uśmiechnęła się szerzej, kręcąc przy tym głową. No to młody poprawił jej humor… Chociaż z drugiej strony zastanawiało ją, co taki dzieciak robił w Straży. Właściwie to dzieciaki, bo Karenn zapewne była tylko rok, dwa od niego starsza. Nie powinna siedzieć w domu z rodzicami i uczyć się… Albo robić cokolwiek innego, co nastolatki w jej wieku tu robiły?
          Wzruszyła ramionami, wiedząc, że na razie i tak tej zagadki nie rozwiąże, po czym zerknęła na tykający na szafce nocnej budzik – dochodziło w pół do dziewiątej. Najwyższy czas, żeby skoczyła na szybkie śniadanko, skąd zamierzała udać się prosto do sali alchemii.
          W stołówce panowała zaskakująca cisza, ale właściwie nie powinna się temu dziwić. Trwające po sześć godzin dyżury strażników zaczynały się od godziny siódmej, a dwuturowe przerwy śniadaniowe miały miejsce w pół do dziesiątej i wpół do jedenastej – tak żeby nagle wszyscy nie zeszli z posterunków jeść. Zatem ranna zmiana już pracowała, nocna spała, a popołudniowe i tak miały żołądki ustawione podług ustalonych przerw. Dlatego też po raz pierwszy odkąd tu trafiła, mogła cieszyć się względnym spokojem w trakcie posiłku. Ciekawskie spojrzenia taksujące ją jak jakiś okaz zoologiczny nie miały być tego dnia problemem. Wzięła to za dobry omen. Drugim dobrym omenem było to, że jedzenie pachniało obiecująco, a w każdym razie o wiele lepiej niż wczoraj. Dlatego też bez wahania załadowała tacę rozmaitymi, miejscowymi smakołykami, nawet nie myśląc o czymś takim jak kupony żywnościowe i zabrała się do intensywnej konsumpcji. Jej uwagę od posiłku odwróciło dopiero skrzypnięcie krzesła. Zaskoczona uniosła wzrok, po to, aby zobaczyć siedzącego naprzeciw siebie, uśmiechniętego Ezarela.
          Trudno powiedzieć, co dokładnie pomyślała widząc elfa. Na pewno nie było to miłe zaskoczenie, zresztą trudno, żeby niespodziewane towarzystwo niegdysiejszego prześladowcy nazwać miłym. W dodatku nie miała przy sobie Kero, który przez ostatnie parę dni służył jej jako kotwica i tarcza. Z drugiej strony przełamała już niechęć w stosunku do spiczastouchego alchemika oraz jego kolegów, parokrotnie z im rozmawiała – chociaż po prawdzie głównie to słuchała, a nie mówiła – no i pamiętała o przeprosinach. Zarówno tych słownych, jak i ślicznym, odnowionym pokoju.
          - Y… – Zająknęła się. – Co tu robisz?
          - „Co tu robisz?” – Uniósł brwi, spoglądając na nią z ukosa. – Wypadałoby najpierw powiedzieć cześć, dzień dobry, cokolwiek…
          - Dzień dobry, co tu robisz? – przerwała mu. Miała sporo doświadczeń ze szkolnymi śmieszkami, a przeczuwała, że Ezarel jest mniej-więcej kimś podobnym… Przynajmniej jeżeli chodzi o zachowanie na polu towarzyskim. Dlatego też zastosowała pierwszą i najważniejszą zasadę postępowania ze śmieszkami: nie dać się im speszyć, zawstydzić ani zbić z tropu. Druga: jeżeli pierwsza zasada nie przejdzie i wyjdziesz na idiotkę, zależnie od sytuacji śmiej się z nimi lub bądź obojętna, a przede wszystkim nie płacz. Trzeciej zasadnie było, przynajmniej nie dla niej. Złamanie obydwu zasad oznaczało zdanie się na łaskę i niełaskę danego prześmiewcy, i mogło zakończyć się upokorzeniem. No, gdyby miała większą masę mięśniową i potrafiła wyprowadzić solidny cios, ta rzecz jasna istniałaby i brzmiała „jak już nic nie pomaga, wal sierpowym lub prostym między oczy”. Z obserwacji wiedziała, że w skrajnych przypadkach przemoc pomaga jak nic innego. Jeżeli nawet nie pomoże wykaraskać się z tej konkretnej sytuacji, to na pewno  zapobiegnie następnym. Dowcipniś zapamięta, że tego a tego lepiej nie zaczepiać, bo może się to skończyć brakami w uzębieniu lub złamaniem otwartym.
          - Co tu robię? A czekam sobie, aż sporządzony przeze mnie eliksir aury odstoi swoje, ty przezujesz tę… Masę żywieniową, a potem łaskawie pojawisz się teście. – Błysną zębami. – Swoją drogą nie przesadzałbym z jedzeniem, niektórzy kiepsko reagują na eliksir i zdarzają się mdłości. Zwrócenie tego wszystkiego będzie sporym marnotrawstwem.
Przypomniała sobie słowa Karenn o tym, że elf ostatnio przygotowuje testy i może próbować ją straszyć. Westchnęła w myślach. Naprawdę tego rodzaju gierki wobec niej – kogoś zagubionego w obcym świecie – były nie fair.
          Zastanowiła się, co odpowiedzieć. Aby go zbyć odpowiedź musiała być nieco cięta, ale z drugiej strony nie chciała przesadzić. Była tu nowa, nie znała zasad i zależności. Nie wiedziała, co może ją czekać za niewyparzoną gębę… Co stanowiło pewien problem, bo nie do końca panowała nad swoim językiem – czasem różne rzeczy mówiła niemal odruchowo. No i kiepsko wychodziło jej kłamanie, a taktyczne milczeć nie zawsze mogła.
          - Mam słaby odruch wymiotny – mruknęła nabijając na widelec coś, co wyglądało jak kulki serowe. – Ale w razie czego, to w kogo mam celować?
          Ezarel zmarszczył brwi, najwyraźniej nie wiedząc o co chodzi, ale po chwili załapał i zachichotał szyderczo. W jego oczach pojawił się figlarny błysk.
          - Masz zamiar pokazać, że na wczorajszych egzaminach, nie okazałaś wszystkiego na co cię stać?
          - Niekoniecznie, ale to prawda, nie pokazałam wszystkiego na co mnie stać – rzuciła pomiędzy kolejnymi kęsami nader obfitego śniadania. – Jak powiedziałam, prawo Murphy’ego trzyma się mnie mocno. Wczoraj płonęły manekiny, jutro mogą zacząć płonąć faery.
          - Albo ludzie – rzucił.
          - Niewykluczone. Dlatego mam nadzieję, że macie dobre procedury na wypadek wypadków. Dla dobra swojego i innych. Również twojego – uśmiechnęła się krzywo, po czym wpakowała kolejną porcje „kulek serowych” do ust. W prawdzie nie smakowały jak kulki serowe, tylko jak parówka, ale to inna rzecz. Fakt, że smaczne. Zresztą prawie całe śniadanie jej odpowiadało. Fioletowe grzyby przypominały smażone bakłażany, a żółte, zielono nakrapiane strączki gotowaną kukurydzę. Niemal niejadalne okazały się tylko różowe groszki, które mogła określić jako zalatującą cebulą tekturę.
          - Proszę, proszę. Takie to-to wydaje się wystraszone, bezradne, a jednak odezwać się potrafi.
          - Bo „to-to” JEST wystraszone, bezradne, a przede wszystkim zagubione. Jednak nieustanne drżenie i podkulanie ogona pod siebie nie jest dobrą strategią. Jeżeli zamierzam się ogarnąć z… Z tym wszystkim, nie mogę odgrywać roli smętnej pokutnicy ani zastraszonego ratlerka.
          - Ratlerka?
          - Niewielka, bardzo drobna rasa psa.
          - Psa?
          - Zwierzę domowe z Ziemi. Drapieżne, hodowlane również dla towarzystwa… Y… Taki jakby udomowiony wilk. O ile wieszczym są wilki.
          - Tak, wiem, co to wilk, człowieczku – nieznacznie zmarszczył brwi. – Niezbyt interesuje mnie ta wasza Ziemia, ale nie jestem kompletnym ignorantem. Szczególnie, że mamy tu wilkołaki.
          „Wilkołaki” zostało powiedziane dziwnie twardo, zapewne, żeby wzbudzić w niej niepokój. Dość niefortunnie, biorąc pod uwagę, że rano spotkała tego dzieciaka z ogonem… Jak on się nazywał? Chromy? Nie… Chrome!

_______________________________________________

A jak kogoś ciekawi, jak dokładnie wyglądała fryzura Eryki:
http://i67.tinypic.com/21jr9y0.jpg
Górny wers skrajnie prawa strona i pod nim te z czarnymi włosami - coś w ten za wyjątkiem najniższego wersu /static/img/forum/smilies/wink.png

Offline

#88 21-09-2018 o 17h35

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Naprawdę chciałabym pisać w takim tempie jak ty. :<

A co do Ceny, to zaraz, jaką ty grę masz na myśli? Ja nie wiem, na jakiej podstawie stworzona jest Cena, nie znam tego czegoś, co mówiłaś, że stamtąd jest wiele nawiązań. Więc tu nic nie wyśledzę.

Matko matko, tak dużo Eza to chyba w żadnym z twoich opowiadań jeszcze nie było! I zachowywał się podejrzanie miło i sympatycznie. Nie rozumiem tego, ale niebawem to się pewnie zmieni. Jestem szalenie ciekawa sprawy z eliksirem i reakcji ich wszystkich. Wypowiedzi Eryki znowu zalatywały mi gadkami Liwki, ale chyba nie mam co liczyć na to, że w przyszłości będzie inaczej, więc postaram się nie zwracać na to uwagi.

Czekam na resztę i pozdrawiam ^^

Online

#89 24-09-2018 o 21h13

Straż Obsydianu
Okyum
Nowo przybyła
Okyum
...
Wiadomości: 3

WOW


https://www.google.pl/url?sa=i&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=2ahUKEwjL2NmP_PvcAhVEK1AKHVQIBYUQjRx6BAgBEAU&url=http%3A%2F%2Fpl.eldarya.wikia.com%2Fwiki%2FPlik%3ATumblr_ou5txf15Zw1wql0b4o1_400.gif&psig=AOvVaw3lpkZ8GprzPZGDkD0pLGmj&ust=1534866007970916

Offline

#90 25-09-2018 o 19h49

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Okyum - dziękuję ci za "szeroki", ale pochlebny (mam nadzieję) komentarz

@Methrylis
- Tempo pisania mi chyba spadnie, bo do końca października nie będzie danym mi sie wyspać /static/img/forum/smilies/sad.png
           Niektóre teksty Liwki i Eryki muszą ci zalatywać podobnie, bo raz, oba opowiadania są (pozornie) lekkie, a dwa, jak wspominałam, chcę w nich skonfrontować obie bohaterki. W związku z tym obie mają podobną "bazę": obie bystre (chociaż każda inaczej), obie mocno związane z rodziną, obu dokuczano w szkole, ale nie dawały sobie wejść na głowę (chociaż każda z nich w nieco inny sposób). Co prawda życie (jeszcze)nie zafundowało Eryce tylu traum i rozczarowań co Liwii, ale mają być przykładem, jak bardzo różne podejście do świata mogą mieć osoby wyrosłe w podobnych środowiskach. Zresztą to chyba widać, że się różnią /static/img/forum/smilies/big_smile.png (mam przynajmniej nadzieję).
           Tak, co do Eza trochę się to zmieni /static/img/forum/smilies/wink.png

VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 2)

           - Czy niejaki Chrome to nie czasem wilkołak? – zapytała Eryka.
           - Tak. – Elf spojrzał na nią krzywo. – Człowieczek jest dzisiaj wyjątkowo pewien siebie czy tak?
           - Karenn uprzedziła, że możesz próbować mnie wystraszyć… A od siebie właśnie wystawiłam mentalną notatkę, żeby konsultować większość rzeczy, które mi mówisz. Co może być nieco uciążliwe, biorąc pod uwagę, że masz się tak-jakby mną zajmować… No i że biegając z pytaniami mogę znowu się potknąć o własne nogi i gdzieś wyłożyć.
           - Przynajmniej z tej strony będę miał ubaw, skoro nie zamierzasz dać się wodzić za nos. Chociaż rzecz jasna nie zamierzam przestać próbować – mruknął, spoglądając na nią badawczo. Miała wrażenie, że coś się zmieniło w jego postawie, jednak nie potrafiła sprecyzować co. – Swoją drogą, radziłbym ci się pospieszyć z tą górą żarcia – dodał wskazując na stojący z tyłu stołówki, masywny zegar. Jego wskazówki pokazywały za dziesięć dziewiątą.
Gadu-gadu, a czas ucieka.
           Eryka zaklęła pod nosem i rzuciła się na resztę posiłku. W ciągu kilku minut pochłonęła resztę śniadania, a gdy wreszcie oderwała wzrok od talerza i ponownie spojrzała na Ezarela, ten wyglądał na wstrząśniętego. Nie, żeby jadła niechlujnie czy obrzydliwie, jednak zobaczenie jak chuda niczym szczapa dziewczyna zamienia się w istny kombajn do żywności i to pracujący na najwyższych obrotach, może zaskoczyć.
           Dzięki szybkiemu zagęszczeniu ruchów, pojawiła się w sali alchemii parę minut przed czasem. Przy wielkich destylatorach oraz zastawionych różnorodnym szkłem laboratoryjnym stołach kręcili się faery w zielonych mundurach. Siekali rozmaite grzyby i ziela, ścierali na pył kawałki kości i skał, wrzucali do wrzącej się w niewielkich kociołkach wody różnobarwne składniki, mrucząc pod nosami dziwne rzeczy, być może zaklęcia. Niektórzy zaś wykonywali zwyczajne doświadczenia chemiczne, mgliście pamiętane przez nią z liceum. Wszyscy wyglądali na zajętych swoimi zadaniami i mało kto, oczywiście za wyjątkiem towarzyszącego jej Ezarela, zwracał na nią uwagę. Szefa Absyntu nigdzie nie widziała, ale jej wzrok przykuł stojący w odległym kącie Kero. Niezwłocznie, nie czekając na jakiekolwiek wskazówki od elfa, zaczęła się przepychać ku niemu pomiędzy biegającymi w te i we w te alchemikami-laborantami. Przepychanie rzecz jasna odbywało się w opracowany przez nią sposób na okazję przebywania w pobliżu delikatnych sprzętów i otwartego ognia: patrzenie pod nogi, łokcie przy bokach ciała, dłonie przy sobie i przed sobą w takim jakby z lekka obronnym geście, a do tego powtarzane niczym mantra „przepraszam, przepraszam, bardzo przepraszam”. Skutecznym, bo dotarła do punktu docelowego nie wywołując żadnego wypadku czy też łańcucha wyjątkowo niefortunnych wydarzeń.
           - Cześć! – uśmiechnęła się szeroko, na co jednorożec odpowiedział uśmiechem. – Będziesz asystował w testowaniu mnie?
           - Oczywiście. Muszę w końcu odnotować wyniki, a kopie przekazać Ykhar, a być może też i Ferayi… Ale to tylko, jeżeli wynik byłby znacznie ponad przeciętną. Szefowa magów Lśniącej Straży ma oko na wszystkich wykazujących co większy potencjał magiczny.
           - Nie bądź śmieszny. Prędzej mi saracetra na języku wyrośnie, niż ten człowieczek będzie miał taki potencjał maany, żeby zainteresować sobą Ferayę – prychnął Ezarel, po czym spojrzał na stojąca na środku stołu fiolkę zawierająca przeźroczysty, dziwnie opalizujący płyn. Uśmiechnął się szeroko, a był to uśmiech najszczerszego samozadowolenia. – Barwa i połysk idealne, zatem wynik testu powinien być stuprocentowo dokładny. Tak, jak przystało na mistrza alchemii.
           Korzystając, że elf na niego nie patrzy, Kero wymownie, BARDZO wymownie, przewrócił oczami. Zresztą nie tyko on. Ukradkowe, niekoniecznie przychylne spojrzenia zewsząd spoczywały na Ezarelu. Widać, zgodnie ze słowami Nevry, szpiczastouchy alchemik podpał wielu osobom w Kwaterze Głównej… A na pewno nie miał łatwego charakteru, to Eryka mogła stwierdzić z całą pewnością. Jego koledzy również. Nieco wahała się stosunku do małomównego Vakyona, ale intuicja podpowiadała jej, że skoro przebywa w towarzystwie Nevry i Ezarela, to też musi mieć coś za uszami.
           - Znaczy nakropicie mi tego na rękę, a wielkość płomienia pokaże jaki mam potencjał czy tak? – zapytała Kero.
           Jednorożec otworzył usta, aby odpowiedzieć, ale niestety nie zdążył. Ezarel, najwyraźniej wychodząc z założenia, że ma wyłączność na wypowiadanie się w sprawach alchemii, wpadł mu w słowo:
           - Jest to OGROMNE uogólnienie, ale tak. Przy czym nie tylko wielkość płomienia odgrywa rolę, ale też jego intensywność, blask, a nawet kształt. Znów po kolorze będziesz mogła się przekonać czy nie masz czasem domieszki krwi faery, aczkolwiek możliwość, ze tak marna istotka jak ty ma jej chociaż śladowe ilości jest nawet mniejsza niż zero. Otóż płomień aury faery czystej krwi jest błękitny, a…
           Nie dokończył, gdyż do sali wszedł Sabak. Goblin z jednej strony wydawał się pogrążony we własnych myślach, a drugiej dziwnie czujny. Dostrzegła jak ukradkowymi, szybkimi spojrzeniami lustruje poczynania swoich podkomendnych.  Nieśpiesznie podszedł do nich i uśmiechnął się łagodnie na co – ku zdumieniu Eryki – Ezarel natychmiast wyprostował się niczym struna i przybrał dość poważny wyraz twarzy. Zastanawiała się czy to dlatego, że szef Absyntu jest wyjątkowo srogi, czy może łączą go z elfem jakieś specyficzne relacje.
           - Widzę, że jesteś cała i zdrowa, a do tego punktualnie – mruknął Sabak, rzucając jej enigmatyczne spojrzenie. – Żadnych niespodziewanych wydarzeń?
           - Żadnych – odpowiedziała zgodnie z prawdą, uśmiechając się ciut nerwowo. Chociaż goblin był od niej o głowę niższy, otaczała go aura niezwykle silnej osobowości. – Mam nadzieję utrzymać tę tendencję.
           - Doskonale. Zatem możemy przystąpić do naszej małej formalności. Ezarelu, eliksir.
           Elf błyskawicznie podał szefowi fiolkę z płynem. Ten ustawił ją pod światło i dłuższą chwilę badawczo przypatrywał się zawartości. W końcu jego wargi wygiął uśmiech uznania, na co Ezarel nieco się rozluźnił.
           - Doskonała robota, mój uczniu. Spisałeś się – mruknął, na co elf aż pojaśniał, a w jego oczach pojawił się zwycięski błysk. – Dobrze Eryko, prosiłbym cię, żebyś podała mi dłoń… Wszystko jedno którą.
           Podała lewą, żeby – gdyby nie daj Boże coś się stało – nie stracić ręki dominującej. Niby Karenn zapewniała ją, że wszystko będzie ok., ale to samo mówiła kiedyś Diana o serwowanym na pewnym przyjęciu bouillabaisse, a nie było – małże okazały się nieświeże.  Efekty tego nie należały do tych szczególnie przyjemnych. Mimo iż miała iście rekini przewód pokarmowy, który zwykle wszystko trawił bez zająknięcia i patrzenia na daty przydatności do spożycia, tamtą imprezę porządnie odchorowała. Tu znów miały pojawić się PŁOMIENIE. W takim wypadku wolała przedsięwziąć wszystkie możliwe środki ostrożności. Niestety na myśl przychodził jej tylko ten.
           Naprawdę wolałaby nie tracić ŻADNEJ ręki, dlatego też modliła się, aby wszystko przebiegło bez żadnych zaburzeń.
           Sabak niespiesznie odkorkował fiolkę i ostrożnie upuścił na jej dłoń trzy krople eliksiru. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Eryka nawet zaczęła zastanawiać się czy czasem nie jest jakimś ewenementem całkowicie pozbawionym magii, ale po chwili z jej dłoni zaczęło bić mdłe światło, a wokół niego uformowały się szare, iskrzące złotem płomienie… Chociaż Eryce bardziej przypominało to mgłę czy też dym, tylko, że zachowywało się ociupinkę „płomiennie”…  No i świeciło. Całkiem jasno. Znowu obszar mgły czy też płomienia był… No nie potrafiła stwierdzić, w końcu nie znała tutejszych standardów. W każdym razie nie zakrawał na metrową flamę, na widok której wszyscy zrobiliby „łaa”.
           Nagle zdała sobie sprawę, że zrobiło się okropnie cicho. Wszystkie dźwięki, za wyjątkiem spontanicznego bulgotania w szklanych aparaturach przepadły, zupełnie jakby cała sala alchemii wzięła głęboki wdech i wstrzymała powietrze w płucach. Rozejrzała się. Spojrzenia wszystkich alchemików przewiercały ją na wylot, a na ich twarzach kwitło najszczersze zdumienie, nie wyłączając z tego Ezarela. Natomiast na obliczu Sabaka u boku zaskoczenia, gościł niepokój. Nerwowo przełknęła ślinę.
           - Y… Widzę, że coś jest nie tak. Czy mogłabym się dowiedzieć co? – zapytała, podczas gdy „płomień” na jej ręce powoi zaczął przygasać.
           - Krótko rzecz ujmując, wszystko – mruknął goblin, spoglądając prosto w jej oczy. – Zła forma i niespotykana barwa. To powinien być PŁOMIEŃ, a nie… Nie wiem jak to nazwać. Mgła? Poświata? Opar? W dodatku ta barwa… Płomienie faery są intensywnie niebieskie, ludzi złote, a faelien zielone. Szare się NIE zdarzają.
           - Ym… Faelien? A co to?
           - Faery z domieszką krwi ludzkiej. Im więcej krwi ludzkiej, tym ich płomienie są bardziej złote, im więcej faery, tym bardziej niebieskie.
           - A skro u mnie ani forma, ani barwa się nie zgadzają, to co to znaczy?
           - Pojęcia nie mam – westchnął. – Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale czy na pewno jesteś człowiekiem?
           - E… Badań genetycznych nie robiłam, ale rodzice zachowują się i wyglądają jak ludzie, dziadkowie też. Czy któryś z moich przodków miał romantyczną przygodę z istotą z innego świata nic mi nie wiadomo.
           - Badań genetycznych? – Sabak zmarszczył brwi. – Cóż to takiego?
           - No więc geny to takie malusieńkie cząsteczki występujące we wszystkich komórkach ciała. Są takimi jakby instrukcjami dla nich jak przyrastać, funkcjonować, co produkować i tak dalej.  Badając geny można sprawdzić, kto jest twoim krewnym, czy ma się pewne, rzadkie choroby, a nawet mniej-więcej jakie się ma pochodzenie.
           Goblin skinął głową, wzdychając ciężko, a w między czasie mglisty „płomień” na dłoni Eryki zupełnie zniknął. Przez chwilę jeszcze trzymała rękę przed sobą, ale stwierdziła, że to idiotycznie i schowała ją do kieszeni kaftana. Głównie dlatego, że prawie wszyscy wlepiali w nią spojrzenia, co było dość niekomfortowe. W między czasie szef skupił się na eliksirze.
           - Ezarelu, proszę podaj mi swoją dłoń.
           Elf zacisnął usta, wyraźnie urażony tym, że podano we wątpliwość jakość jego eliksiru, ale bez słowa sprzeciwu wykonał polecenie. Sabak wylał na jego dłoń trzy krople mikstury, a po chwili na dłoni Ezarela zatańczył żywy, niebieski płomień. Prawdziwy płomień, przynajmniej z wyglądu.
           - Nie no, wygląda na to, że wszystko porządku… - Goblin sapnął i przeczesał dłonią brązowe, przyprószone siwizną włosy. – Kero, przekaż wszystko Ykhar i sprawdźcie czy kiedyś odnotowano podobny przypadek, a najlepiej jakiekolwiek większe odstępstwo od standardowych wyników testu. Ezarel… - Tu mężczyzna spojrzał na Erykę z niepokojem i troską, wyraźnie się wahając. W końcu jednak podjął decyzję. – Ezarelu sprowadź  Ferayę. Osobiście uwarzę kolejny eliksir i razem z nią przeprowadzimy następną próbę po południu. Eryka tymczasem zregeneruje swoją aurę i wypije eliksir oczyszczenia, żebyśmy mieli pewność, że nic nie wpłynie na wyniki testu.

Offline

#91 25-09-2018 o 20h12

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


To jasne i oczywiste, że coś w tej próbie poszło bardzo nie tak i tu nic nie jest zaskoczeniem, bo nie mogło nim być. Ale wielki plus dla ciebie za bardzo dokładny opis tego eksperymentu. Za wyjaśnienie poszczególnych kształtów i kolorów, a także za postać samego szefa alchemii, który wydaje się bardzo w porządku. Ogólnie rozdział świetny, ale ostatnio w tym opku to nic nowego.

Także czekam na resztę i pozdrawiam ^^

Online

#92 02-10-2018 o 16h45

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - chociaż obecna akcja nie jest zaskoczeniem, to zapewniam, że fakt za nią stojący jest cudowną ironią.
I dziękuje pięknie za komplement.


VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 3)


           - Kolejny eliksir? – Twarz elfa zakrzepła w chłodnym, wyprawnym z wszelkich emocji wyrazie. – Przecież…
           - Nie poddaję we wątpliwość twoich kompetencji, ale logika każe wyzerować wszystkie zmienne. – Ton szefa jasno oznajmiał „żadnych dyskusji, albo…”, przy czym owo „albo” należało do tych, których ciągu dalszego nie chce się poznać. Nic zatem dziwnego, że słysząc to Ezarel odruchowo stanął na baczność. – Idź… I może powiadom też o wszystkim Miiko. A nóż też będzie chciała być przy następnej próbie.
Elf błyskawicznie ulotnił się ze sali alchemii, przy czym bynajmniej nie wyglądał na zadowolonego. Kero niezwłocznie poszedł w jego ślady, z tym że na obliczu jednorożca nie widniało niezadowolenie, tylko niepokój.
Ponownie zapadła cisza.
           - Y… A co ze mną? – zapytała nieśmiało Eryka. Jej głos rozbrzmiał wśród gęstej ciszy jak huk gromu.
           Przepis Sabaka na to, co z nią zrobić, był dość prosty. Napoił Erykę krwiście czerwonym i niezwykle paskudnym w smaku eliksirem, który miał wypalić wszystkie „zanieczyszczenia astralne”, tym samym oczyszczając jej aurę. Poza tym zakazał jej jeść przez najbliższe sześć godzin i pić czegokolwiek za wyjątkiem oczyszczonej wody, którą specjalnie dla niej przygotował. Na sam koniec odesłał do pokoju, zalecając, żeby nigdzie nie wychodziła. Natychmiast poczuła się jak podczas pierwszych dni w KG, kiedy została zmuszona do przesiadywania w sali szpitalnej. Jednak, co miała robić? Jak mus to mus. Blisko sześć godzin przeleżała w łóżku, pogrążając się w różnorakich rozmyślaniach, a większość z nich krążyła wokół jej pochodzenia. Była prawie pewna, że jest stuprocentowym człowiekiem. Tylko prawie, bo uważała, że całkowitej pewności mieć nie można w żadnej sprawie.
           Jakoś w ostatniej godzinie jej przymusowego uwięzienia rozległo się energiczne pukanie. Spodziewając się zobaczyć Ezarela albo – patrząc na świat optymistyczniej – Kero, otworzyła z rozmachem drzwi. Za nimi stała wyraźnie podekscytowana Karenn, wlokąc za sobą nieco zaspanego po nocnej zmianie Nevrę i – o dziwo – tego trzynastoletniego wilkołaka, Chrome’a. Eryka zaskoczona widokiem dzieciaka, otworzyła usta, ale Wampirzyca nie dała jej dość do słowa.
           - O co chodzi z tym twoim testem? Cała Kwatera Główna aż huczy, a Ezarel chodzi jak struty, ale nic nie chce powiedzieć! – Zawołała Karenn, przepychając się do środka i sadowiąc na fotelu, a dwóch panów bez słowa weszło zaraz nią. Nevra zajął krzesło przy biurku, a Chrome rozmachem rzucił się na łóżko. Eryka patrzyła na to z dziwnym poczuciem bezradności. – No mów, mów, mów, bo zaraz pęknę z ciekawości!
           Poczuła na sobie ciężar ciekawskich spojrzeń i zrozumiała, że nie ma co wdawać się w zbędne dyskusje. Usiadła na łóżku, obok Chrome’a, a jednocześnie z dala od Nevry i opowiedziała  swoim nie do końca pożądanym gościom o wszystkim. Bardzo dokładnie, bo coś jej mówiło, że w przeciwnym razie wampirzyca zacznie zadręczać ją dziesiątkami pytań.  Kiedy skończyła, wszyscy wyglądali na bardzo ożywionych.
           - No to nie dziwię się, że Ezarel ma muchy w nosie, robi za posłańca – mruknął Nevra. – Nie cierpi tego, uważa, że to poniżej jego kompetencji i godności. Pewnie teraz będzie marudził cały dzień… Dobrze, że mam wieczorną zmianę, nie będę musiał tego wysłuchiwać.
           - Mam nadzieję, że nie odbije sobie tego na mnie – mruknęła Eryka.
           - Nie no, AŻ takim dupkiem nie jest. Chyba.
           - A tak w ogóle o co chodzi z nim i Sabakiem? Przy szefie Ezarel robił się jakiś-taki sztywny.
           Po twarzach zebranych przebiegły uśmiechy.
           - Otóż, mimo teoretycznie najłagodniejszego usposobienia, szef Absyntu jest uznawany na najbardziej wymagającego i najsurowszego spośród wszystkich. – Wyjaśnił Nevra. – Rzadko podnosi głos, ale za to ze stoickim spokojem, a nawet nutką słodyczy w głosie potrafi odesłać podkomendnego do najgorszych, karnych zajęć, pozbawić go przywilejów i rangi… A przynajmniej tak wieści wszem i wobec głoszą. Natomiast z Ezarelem ma lekko na pieńku, bo podobno nie znosi u innych nadmiernej pychy i wywyższania się, a Ezarel… – Wymownie się uśmiechnął. – Powiedzmy, że nie należy do najskromniejszych. Dlatego, przy każdym jego potknięciu, szef bywa dla niego ciut cierpki.
           - I słusznie. Lubię Ezarela, świetnie się go wkurza, ale momentami przegina – burknęła Karenn. – Zresztą ja uważam naszego szefa za gorszego.
           - No… – zgodził się Chrome. – Z nim to faery nigdy nie wie na czym stoi. A na pewno nie wie ile i co on wie, a co tylko udaje, że wie. W paranoję można wpaść i dostać manii prześladowczej. Nie zapomnę, jak pewnej nocy wybrałem się na małe przeszpiegi i nagle poczułem jakiś powiew na szyi… Odwróciłem się, a tam stał on. TUŻ przy mnie. Niemal stykaliśmy się nosami. To było STRASZNE…
           - A co takiego usiłowałeś szpiegować? – zapytała Karenn, błyskając kłami szerokim uśmiechu.
           - Nie twój interes – mruknął Chrome, a jego policzki lekko się zaróżowiły.
           - Czyżby miało to coś wspólnego z przemówieniem Kravala a propos tego, co czeka każdego, kto spróbuje zakraść się do damskiej łazienki?
           - Nie! – tym razem twarz chłopaka z lekka poczerwieniała, lecz nie tyle ze wstydu, co z oburzenia. Eryka miała wrażenie, że w tej kwestii mówi prawdę, za to nabrała pewnych podejrzeń co do Nevry. Ukradkowo zerknęła na niego… Jednak nie dość ukradkowo.
           - Bez takich, mam swoje zasady – mruknął, mrużąc oczy. – Nigdy nie biorę tego, czego nie chcą mi dać… Czy chodzi o widoki, czy o coś… Innego. –  Uśmiechnął się lubieżnie. – Przynajmniej nie w takim kontekście. Poza tym, gdybym to ja zakradał się do łazienki, to NIKT by mnie nie nakrył, możecie mi wierzyć.
           - A tak wracając do tematu, to mam nadzieję, że ten cały test to jakaś pomyłka. – Chrome nagle spoważniał. – Kolor aury nie oznacza tylko pochodzenia, ale jest też znacznikiem jak się reaguje na magię, o ile dobrze pamiętam. Ludzie, faery i faelien inaczej znoszą co poniektóre eliksiry i procesy magiczne. Natomiast ktoś ze świecącą, szarawą łuną zamiast płomienia… No, na ten temat nie mamy żadnych danych. Na razie wszystko działało poprawnie, ale może się zdarzyć, że kiedyś zażyjesz jakiś leczniczy eliksir czy coś i się po nim przekręcisz.
           Uśmiech Nevry ustąpił ponuremu wyrazowi, a jego dobry nastrój nagle uleciał.
           - Jasna cholera, rzeczywiście. Było coś takiego na wykładach Sabaka. – Mruknął, przeczesując włosy dłonią. – Nic dziwnego, że się tak przejął. Może i surowy, i wymagający, ale jeżeli chodzi o podopiecznych to straszna kwoka… W sumie chyba wszyscy szefowie tak mają. W każdym razie, w momencie, kiedy trafiłaś do Absyntu, stałaś się jednym z jego dzieciaczków i pewnie zmroziło go na myśl, że możemy ci przypadkiem zaszkodzić. Inna rzecz, że ten wynik może wskazywać na dziesiątki rzeczy, a my nie wiemy jakich. Jesteś pewna, że masz w sobie tylko ludzką krew?
           - Wszyscy moi krewni wyglądają i zachowują się jak ludzie. Nie mam pojęcia czy pradziadek nie zadał się jakąś legendarną istotą albo ufokiem.
           - Ufokiem? – zapytała Karenn.
           - Ziemianie wierzą, że na gwiazdach czy… Jak oni to nazywają? – Nevra zawahał się. – Ach, planety. Na innych planetach mogą żyć  istoty inteligentniejsze, z tego co rozumiem z przekazów, znacznie inteligentniejsze od nich. Ufok to takie nieco uliczne ich określenie.
           - A skąd to wiesz? – zapytała Eryka. – Ezarel nie miał nawet pojęcia, co to pies.
           - Powiedzieli ci, że czasem są organizowane wyprawy na Ziemię? – zapytał, na co skinęła głową. – Więc staram się, aby mnie zakwalifikowano do takich. Dlatego też muszę uczyć się o twoim świecie… I dlatego NAPRAWDĘ miałem nadzieję, że trafisz do Cienia. Liczyłem na prywatne korepetycje – ostatnie zdanie dokończył już dwuznacznym tonem, na co Chrome zachichotał, a Karenn spiorunowała go wzrokiem.
           - Jesteś do-bi-ja-jący – warknęła, taksując brata wzrokiem. – Ledwo zabłyśniesz intelektem, wiedzą, zaraz znowu wychodzi z ciebie tani podrywacz.
           - Ej, ja tylko powiedziałem, że z chęcią dowiedziałbym się tego i owego o Ziemi z bezpośredniego źródła. To, że ty pomyślałaś sobie przy tym o czymś dziwnym, znaczy, że z TOBĄ jest coś nie tak.
           Karenn wyraźnie chciała na to jakoś jadowicie odpowiedzieć, jednak nie miała okazji, bo drzwi gwałtownie otworzyły się, a do środka wparował Ezarel. Wyglądał na naprawdę poirytowanego i spiętego. Nie on jeden. Fakt, że mężczyzna po prostu wszedł sobie do środka jej sypialni, nie racząc nawet zapukać, bynajmniej nie ukoił nerwów Eryki, a i tak była podenerwowana słowami Chrome’a. Świadomość, że może przypadkiem umrzeć od – dajmy na to – eliksiru przeciwko pryszczom, przestraszyła ją nie na żarty. W trakcie wycieczki po KG usłyszała, że co poniektórzy faery mogą być wobec niej wrodzy, bo jest człowiekiem, zaś nad całą Eldaryą wisi klątwa daemonów, a tu nagle okazuje się, że nawet magia, PRZYJAZNA magia, może ją przypadkiem zabić. Niezbyt przyjemne odkrycie.
           - Idziemy, zaraz będzie pró… - zaczął Ezarel, ale przerwał, rozglądając się dookoła. Wyraźnie nie był zadowolony z obecności strażników Cienia w pokoju. – Czyś ty zgłupiała?! Nie przyszło ci na myśl, że nakaz niewychodzenia z pokoju, ma za cel odciąć cię od obcych wpływów? Tym czasem ty sobie spraszasz tu pół KG na pogaduszki?!
           - Sami weszli! Z tym, że oni PRZYNAJMNIEJ RACZYLI   Z A P U K A Ć! – zawołała czerwieniejąc na twarzy. Może nadal nie czuła się w KG u siebie, ale to, że ktoś od tak, nieproszony wszedł do jej pokoju i z miejsca zaczął na nią wrzeszczeć, uderzyło we wrażliwą strunę. W końcu PODOBNO nie była w karcerze. – Nie wiem, gdzieś ty się wychował, ale w moich stronach, jak się w chodzi do sypialni KOBIETY to pukanie jest obowiązkowe. A nie jak robol polowy do stodoły…
           - Tylko się nie zapowietrz, człowieczku – zasyczał, nie racząc nawet przeprosić. – Lepiej powiedz czy którekolwiek z nich cię dotykało.
           - Nie, Nevra wyjątkowo trzymał ręce przy sobie – zachichotał Chrome, zapewne chcą nieco rozluźnić atmosferę, ale jego uśmiech stopniał, pod naporem spojrzenia wampira.
           - Smarkaczu, chyba się zapominasz, co? – zasyczał Nevra.
           - Twój kumpel chyba też, co nie? – Karenn wskazała głową Ezarela. – Zachowuje się jakby miał lada moment okresu dostać…
           - Powtarzam pytanie, czy któreś z nich cię dotykało? – Elf wbił niecierpliwe spojrzenie w Erykę, ignorując toczącą się w tle rozmowę.
           - Nie wiem jak ty, ale ja wolę unikać macania się z osobami, które ledwie znam.
           - Czyli?
           - NIE! Żadne z nich mnie nie dotknęło – burknęła, jednocześnie odnotowując w pamięci, żeby zamykać pokój na klucz.
           - Dobrze, to idziemy…
           I poszli. Wszyscy, bo Karenn i spółka najwyraźniej nie zamierzali zrezygnować z naocznego dowiedzenia się, co z powtórnym testem Ziemianki.
Ezarel, ku zaskoczeniu Eryki, nie zaprowadził ją do sali alchemii, tylko do owalnej sali magii, przeznaczonej – o ile dobrze pamiętała – do medytacji, projekcji astralnej i innych działań o charakterze duchowym. Na miejscu już czekali na nią szef, Miiko oraz Feraya, a także Leifan, Kero, Ykhar i o dziwo Jamon. Ogr na jej widok uśmiechnęła się lekko, jakby chciał dodać jej otuchy. Kolejne wielkie zebranie, ale tym razem w dziwaczniejszych okolicznościach.

Offline

#93 02-10-2018 o 17h59

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Przykre jest to, że jakbym ci napisała, że podova mi się tu kreacja Ezarela, to niespecjalnie przejmiesz się tą opinią, bo ja ogólnie go lubię. Ale podoba mi się, że jest taki wyniosły, lodowaty i że traktują go jak poganiacza XD No i ubolewam nad tym, że rozdziały są za krótkie, bo w nich nic się nie dzieje. łatwiej chyba komentować co kilka rozdziałow, zbierając całą akcję do kupy, bo przynajmniej byłoby o czym pisać.
I dzięki za uwagi dotyczące rozdziału ^^

Czekam na resztę i pozdrawiam ^^

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (02-10-2018 o 18h00)

Online

#94 05-10-2018 o 16h29

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - według mnie Ez jest bardziej irytujący i kapryśny, a do tego patrzący na wszystkich z góry, chociaz nie koniecznie wyniosły xD. I przyznaj sama, że trudno być ci obiektywną w stosunku do jego postaci /static/img/forum/smilies/wink.png
             A co do krótkości rozdziałów, czy raczej ich części, to dzisiejsza ma WYJĄTKOWO cztery strony, a nie trzy - niezbyt potrafiłam inaczej podzielić tekst. Mogłabym wrzucać większe partie tekstu, ale wtedy pojawiałyby się tak "częst" jak cena, a może i rzadziej /static/img/forum/smilies/wink.png Pytanie, co wolisz.



VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 4)



             Rozejrzała się dookoła. Na kamiennej, idealnie gładkiej posadzce z ciemnoszarego, niemal czarnego kamienia usypano mnóstwo kręgów i tajemniczych symboli. Usypano z… Nie wiedziała z czego. Wyglądało to trochę na gruboziarnistą sól, a trochę na rozbite szkło. W każdym razie skrzyło się jak szron i tworzyło silny kontrast z podłogą. Obrazu dopełniały gładkie, jednolicie jasnoszare ściany oraz wielki bijący mdłym, złocistym światłem kryształ w kutej obręczy zawieszonej pod sufitem na grubych łańcuchach. Wystrój prosty, ale robiący wrażenie i trącący na kilometr magią. Jakimś mistycznym obrzędem. Niekoniecznie przyjemnym. Gdyby po środku centralnego kręgu dostrzegła wielki, przypominający stół kamień, zrobiłaby w tył zwrot i zaczęła uciekać, przekonana, że chcą ją złożyć w ofierze.
             „Strasznie to wszystko magiczne, a magia podobno może mi zaszkodzić… Niedobrze, oj niedobrze” – pomyślała, przełykając ślinę. Nie podobało jej się to i to bardzo.
             - No proszę, oto jest nasza mała, pełna niespodzianek rekrutka – zawołała Feraya podchodząc do niej żwawym krokiem.
             Coś w spojrzeniu krwistoczerwonych oczu lamii sprawiło, że Eryka poczuła się tak, jak mogłaby się czuć się mysz w obecności węża. Łuski i dziwnie szerokie usta kobiety nie pomagały. Dziewczyna musiała włożyć nie mało siły woli, żeby nie cofnąć się przed nią.
             - Y… Dzień dobry – wydukała. – Mam tu przejść kolejny test na faery czy tak? Bo wystrój…
             - Tak, tak, tak… Nic strasznego – rzuciła lamia. Silnie ujęła ją za ramię i pociągnęła za sobą. – Chodź tu na środek, tylko uważaj na linie, nie narusz…
             - Ferayo wybacz, ale chciałbym porozmawiać ze swoją podkomendną – oznajmił uprzejmie, ale dość stanowczo Sabak. – Nie zna tego świata, magia jest jej obca i nic dziwnego, że to wszystko – tu machnął szeroko ręką – Zaskoczyło ją, a może i przestraszyło. Wypadałoby jej więc wytłumaczyć, chociaż z grubsza, co tu się dzieje.
Lamia przystanęła spoglądając na niego ostrożnie i nieco niechętnie. Po chwili jednak uśmiechnęła się. Sztywno.  Bardzo sztywno.
             - Racja… - zgodziła się ze słodyczą w głosie, puszczając dziewczynę.
             Eryka lubiła oglądać filmy przyrodnicze. Kiedyś na jednym widziała, jak ryba wyrywa się ze szponów wielkiego bielika amerykańskiego. Teraz wiedziała jak ta ryba musiała się czuć.
             Spojrzała z nieskrywaną wdzięcznością na szefa, na co kąciki jego ust nieznacznie, niemal niezauważalnie zadrgały.
             - Chcesz wiedzieć, czemu tym razem test jest przeprowadzany w tak niezwykłych okolicznościach – zapytał pro forma, na co energicznie skinęła głową. – No cóż… Ponieważ poprzedni test wypadł tak nietypowo, musieliśmy wyeliminować wszelkie czynniki mogące zaburzać twoją aurę. Ta sala, zbudowana ze specjalnych materiałów, jest do tego najlepsza. Nic paskudnego nie powinno tu przeniknąć. Te kręgi i symbole to dodatkowe bariery ochronne, które dodatkowo pozwolą nam monitorować, co się dzieje w trakcie twojego testu. Nam, czyli mnie, Ferayi i Miiko, która łaskawie zainteresowała się twoją sprawą…
             Przywódczyni Lśniącej Straży skinęła głową. Szczerze powiedziawszy Eryka wolałaby, żeby kitsune nie interesowała się jej przypadkiem, a przynajmniej nie wlekła ze sobą tej piekielnej, ognistej laski.
             - …Jeżeli okaże się, że wynik poprzedniego testu nie jest jedynie dziwnym zaburzeniem, pozwoli nam to z grubsza, bardzo pobieżnie, określić charakter twojej odmienności. Dlatego umieścimy cię w środku centralnego kręgu, przemyjemy twoje ręce duchowo oczyszczoną wodą i zrobimy to, co poprzednio. To wszystko, to tylko dodatkowa otoczka, naprawdę nie musisz się bać.
             - Chrome powiedział, że jeżeli naprawdę jestem… Inna, to mogę inaczej reagować na magię. Niewykluczone, że pozornie nieszkodliwe zaklęcia wyrządzą mi krzywdę.
             - Och, ktoś naprawdę słucha moich wykładów, jak miło… - Spojrzał na Chrome’a, posyłając mu życzliwy uśmiech, na co dzieciak zamerdał. Dosłownie. – Tak, miał rację, jednak to wszystko, to nie są zaklęcia oddziałujące na ciebie, tylko na otoczenie, więc jesteś bezpieczna. Zresztą w Eldaryi nie unikniesz magii. Już teraz doświadczyłaś wielu zaklęć medycznych i szczęśliwie te działały na ciebie poprawnie. Przypuszczalnie zaklęcia o podobnym charakterze jak tamte, głównie podstawowa nekromancja z tego, co się orientuję, są dla ciebie bezpieczne. Przynajmniej te przyjazne. Przy aplikacji nowych zaklęć, tych co bardziej inwazyjnych, będziemy musieli po prostu zachować ciut większą ostrożność niż zwykle. Ale teraz nie musisz się niczego obawiać. Uspokojona?
             Skinęła głową, uśmiechając się lekko.
             - Dobrze, no to idź na środek. Tylko POSTARAJ się nie nadepnąć żadnej linii, dobrze?
Wykonanie polecenia nie było dla Eryki proste, tym bardziej, źe natrętne myślenie, o tym, aby niczego nie podeptać sprawiło, że jej własne ciało, a w szczególności ośrodek równowagi, zaczęło ją sabotować. Jednak koniec końców dobrnęła do centralnego kręgu. Po chwili pojawił się przy niej Ezarel z wypełnioną wodą miednicą i śnieżnobiałym ręcznikiem.
             - Umyj ręce i wytrzyj, tylko DOKŁADNIE – polecił.
             Ton elfa był cierpki i marudny. Eryka zastanowiła się czy czasami nie podejrzewa on, że poprzednie, dość nietypowe wyniki testu są wynikiem tego, że nie umyła po jedzeniu rąk. Jeżeli tak, to powinien się puknąć w głowę. Przecież używała SZTUĆCÓW. NICZEGO nie brała do ręki. A on to widział, w końcu siedział tuż przed nią.
Umyła ręce… Dokładnie, wręcz bardzo dokładnie, a gdy Ezarel raczył odejść, jego miejsce zajęła sztywno uśmiechnięta Feraya z fiolką eliksiru w dłoni. Eryka naprawdę wolałaby, żeby lamia tak się nie uśmiechała. I nie patrzyła na nią tak nieruchomo. I intensywnie. A skoro już musiała tak nieruchomo i intensywnie patrzeć, to żeby chociaż mrugała.
             - Rączkę poproszę – mruknęła Feraya, wyciągając ku niej jedną ze swoich śnieżnobiałych dłoni. Głos kobiety ociekał słodyczą, ale Eryce coś wewnątrz podpowiadało, że to słodycz z rodzaju tych, którymi smarują lep na muchy.
„Ta kobieta jest jeszcze bardziej wężowata od nag… Wąż-albinos, z tym, że trochę mniej sympatyczna od węża. No bo w sumie węże mają nawet milutkie pyszczki, szkoda tylko, że jedzą żaby” – przemknęło Eryce przez myśl, kiedy podawała jej dłoń. Ponownie lewą, tak na wszelki wypadek.
             Lamia odkorkowała fiolkę, po czym zajrzała jej głęboko w oczy:
             - Teraz zobaczymy, czym naprawdę jesteś – wymruczała, uśmiechając się szerzej.
             Trzy krople eliksiru upadły na dłoń Eryki, a Feraya błyskawicznie ewakuowała się z pomiędzy kręgów.
Ponownie przez chwilę nic się nie działo. Niestety, gdy dziać się wreszcie zaczęło, wyglądało to niemal jak poprzednio. Niemal. Otóż pojawiła się pewna różnica, subtelna, ale znacząca. Mgielny „płomień” był jaśniejszy, intensywniejszy, większy i zdawał się bardziej klarowny, a zawieszone w nim złote drobinki połyskiwały niczym brokat. Eryka nie miała pojęcia, jak wyglądają opary rtęci, ale wyobrażenie ich pokrywało się z tym co zawisło nad jej ręką. Emanujące światłem opary rtęci czy też srebra, do których ktoś dorzucił nieco opiłków złota.
             Zaklęła pod nosem. Naprawdę miała nadzieję, że poprzedni wynik to jakaś pomyłka, a teraz zamiast tej „mgły” ujrzy złote płomienie. Niestety los postanowił, że znowu będzie „wyjątkowa”. Dziwna. Jakby jej wygląd, apetyt i trudna do pohamowania szczerość nie wystarczyły.
             Westchnęła. W domu swoją dziwaczność znosiła, a nawet lubiła niektóre jej aspekty, ale tu mogła być niebezpieczna. Tu mogła kolidować z magią. Dodatku ta cała kierowniczka magów czy jak tam dokładnie jej tytuł brzmiał… Wydawała się naprawdę podekscytowana wynikiem i nawet nie próbowała tego ukryć. Miiko i Sabak wręcz przeciwnie. Zerkali na nią zdumieni i zaniepokojeni, wyraźnie nie wiedząc, co z tym wszystkim począć. Ona też nie wiedziała, co począć ani, co to wszystko dla niej oznacza, ale miała jakieś-takie nieprzyjemne przeczucia… Z drugiej strony, chyba każdy miałby w takiej sytuacji.
             „Oto trafiłam do krainy magicznych stworów i odkryłam, że chyba nie jestem człowiekiem. A przynajmniej nie do końca. Magicznym stworem też nie. Jestem nie wiadomo czym…”.
             Westchnęła. Szczerze powiedziawszy genealogia i własne pochodzenie nigdy jej specjalnie nie interesowały. Uważała, że na dobrą sprawę to nieważne – ważne za to są miejsce i kultura, w których człowiek wyrósł oraz ludzie, którzy go wychowali. Zresztą fakt, że swojego ojczyma ubóstwiała i kochała, a co do ojca biologicznego, to nie obraziłaby się, gdyby ten wpadł pod pociąg, mówił sam za siebie. Kryzysu tożsamości na tle „nie wiem kim jestem” nie zamierzała mieć. Jednak nieoczekiwane kwestie praktyczne… One mogły być problemem. Szczególnie, że Feraya sprawiała wrażenie, jakby chciała ją pokroić i wsadzić do słoi z naftaliną, a szeroko pojęta reszta patrzyła na nią jak na potencjalnie niebezpieczny okaz zoologiczny. No prawie cała reszta. Jamon sprawiał wrażenie zatroskanego, podobnie jak Sabak. Ezarel za to miał minę „dajcie mi kija, dźgnę to coś”. No i Chrome. On też zachowywał się specyficznie. Jak pies widzący po raz pierwszy w życiu kota i koniecznie chcący zaprzyjaźnić się „z tym czymś”. W sumie wolała jego podejście od podejścia elfa… Byleby tylko nie szczekał i nie lizał.
             - Podejdź tutaj – Miiko skinęła na nią.
             - A mogę po liniach czy…?
             - Linie już nie będą nam do niczego potrzebne.
             Mimo, że już nie musiała skakać przez czarodziejskie kręgi i symbole, co o mało by się upadła, poślizgując się na proszku, z którego zostały usypane. Na szczęście udało jej się zachować równowagę i dobrnęła do szefowej Lśniącej Straży w całości i bez obrażeń. Ta nie wyglądała na zadowoloną.
             - Sabak pewnie już cię o to pytał, ale czy na pewno nie wiesz nic o tym, abyś miała w rodzinie istoty magiczne lub zakrawające na to? –zapytała, a surowe spojrzenie jej niebieskich oczu dawało do zrozumienia, że jeżeli tylko Eryka spróbuje skłamać, wyczuje to i wyciągnie konsekwencje.
             Eryka kłamać nie zamierzała. Po pierwsze, dlatego że nie miała powodu. Po drugie, dlatego że kłamanie niezbyt jej wychodziło. Po trzecie kłamać zwyczajnie nie lubiła.
             - Nie.
             - Nikt nie zachowywał się nietypowo?
             - Eh… Paru się zachowuje, ale w ludzkich normach. Znaczy to są dziwactwa na tle kulturalnym, a nie ogólnym. – Zawahała się. – No może poza wujkiem Maurycym… On lunatykował i to okropnie. Potrafił przez sen iść do sklepu albo zacząć kopać ogródek. Ale to tylko dlatego że pracował na grafik i raz miał nocne, a raz dzienne zmiany i zaburzyło to jego rytm dnia i nocy. Kiedy zmienił pracę na normalną, dzienną, wszystko wróciło do normy. No i ciotka Adelajda boi się motyli, ale każdy może mieć jakąś fobię. Ta jest wyjątkowo dziwna, ale nie wnikam.
             - Powiedzmy, że to względnie normalne… A rodzina ze strony twojego ojca? W sensie że prawdziwego…
             - Nie prawdziwego, bo za wiele to w nim z ojca nie ma i nie było. To tylko facet, który raczył mnie spłodzić – mruknęła krzywiąc się kwaśno. – Jak wcześniej napomknęłam, to zerwaliśmy kontakt TYLKO z nim. Dziadek umarł nim mama wyszła za tego dupka, a babcia mieszka z nami i się właściwie go wyparła. Innych dzieci nie miała. Generalnie, gdy rodzice się rozwodzili, to wybrała moją mamę, zamiast swojego syna, co wiele o nim mówi. Co do świętej pamięci dziadka, to tak, jak mój protoplasta był jedynakiem, a do tego sierotą, więc o pradziadkach za wiele nie wiem. Przynajmniej pradziadkach z tej strony. Natomiast w nim, znaczy w moim „ojcu”, nie było nic niezwykłego.
             - To dlaczego twoi rodzice się rozwiedli?
             - Sprawy obyczajowo-finansowo-moralne.
Miiko westchnęła ciężko. Wyraźnie zaczynało jej brakować cierpliwości.
             - Możesz sprecyzować? Wiem, że publiczne pranie brudów to nic przyjemnego i możesz się wstydzić…
Wstydzić? Coś się zagotowało w Eryce. Nienawidziła, kiedy ktokolwiek mówił, że powinna się tego wstydzić. Jedynie status Miiko i obecność jej płomiennej laski sprawiły, ze nie powiedziała DOKŁADNIE tego, co ślina przyniosła jej na język.
             - Urodziłam się z wadą serca i musiano mnie operować, i inne takie. Ukradł pieniądze przeznaczone na moje leczenie i uciekł z nimi, nie chcąc tracić czasu cherlawym dzieciakiem i moją mamą. Wcześniej podobno też nie było dobrze, bo przepuszczał pieniądze na hazard, zdradzał mamę i bił ją, nawet kiedy już była w ciąży. Prawdopodobnie właśnie dlatego urodziłam się przedwcześnie i chora. I nie, nie czuję wstydu i nie wiem czemu miałabym czuć. W końcu nie miałam żadnego wpływu na to jak się zachowywał, kim był i co robił. To on powinien wstydzić się sam za siebie. Nie lubię o tym mówić, bo po pierwsze, mam wrażenie, że nazywanie tego dupka moim ojcem ujmuje godności mężczyźnie, który mnie wychował. Kochającemu, troskliwemu, będącemu dla mnie najlepszym tatą na świecie, a dla mojej mamy cudownym mężem. A po drugie, nie wiedzieć czemu, inni traktują jak ułomną, kiedy słyszą tę historię. A nie zasługuję na to… Przynajmniej nie z tego powodu. Od maleńkości byłam kochana i uwielbiana, do tego mam o jedną, rozpieszczającą babcię więcej niż inni. Nigdy niczego mi nie brakowało. Biologiczny ojciec był obecny w moim życiu tylko przez trzy miesiące, kiedy niedługo po moich jedenastych urodzinach próbował wyciągnąć forsę od mojej rodziny. Naprawdę nie mam wiele na jego temat do powiedzenia, a i to niewiele to nic przyjemnego. Właściwie to już wszystko powiedziałam.
             Wśród zebranych zapanowała niezręczna cisza. Wszyscy posyłali sobie ukradkowe spojrzenia, wyraźnie nie wiedząc jak zareagować na to wypowiedziane dobitnym tonem wyznanie. Przede wszystkim jednak patrzyli na Erykę. Dumnie wyprostowaną, poważną, z ramionami skrzyżowanymi na piersi.
Miiko po raz pierwszy sprawiała wrażenie, jakby nie wiedziała co powiedzieć. Cisza, która rozbrzmiewała wokół cichymi westchnieniami i ukradkowymi spojrzeniami drażniła Erykę. To wszystko ją drażniło. To, że wszyscy uważali, że temat biologicznego ojca, czy też spłodziciela jak o nim myślała, MUSI ją boleć. To, że uważali, że MUSI się za niego wstydzić i MUSI czuć żal, że odszedł. To, że w ogóle uznawali go za jej ojca. Dla niej był zupełnie obcym człowiekiem. Znanym głównie z opowieści dupkiem, który kiedyś bardzo skrzywdził jej mamę. Naprawdę nie rozumiała, czemu miałaby się przejmować kimś takim, tylko dlatego, że dorzucił się do jej genotypu.
             - Zatem, nie wiadomo czy masz w sobie obcą krew, chociaż wszystko na to wskazuje, ani z której strony ją otrzymałaś… – Feraya przerwała milczenie, wlepiając w nią zimne spojrzenie. Pełne, kuszące usta ponownie rozciągnęły się w uśmiechu, który stanowczo nie pasował do okoliczności, podobnie jak ekscytacja igrająca w jej krwiście czerwonych oczach. – Być może jesteś odległą potomkinią legendarnych faery, tych które wymarły a może nawet nie istniały. Nietykalnych, nibelungów, stellaidów, śniących, a może nawet DAEMONÓW…

Offline

#95 07-10-2018 o 22h14

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Dobra, jak brać się za opowiadania, to hurtem. Nie dość że piszę właśnie swoje, to jeszcze w ciągu jednej godziny wychodzą rozdziały dwóch innych. A jeszcze jedno twoje mam w zapasie, czyli trochę czytania się zebrało. No to idę.

A czy ja gdzieś napisałam, że próbuję być obiektywna? Nie jestem i nie będę, nie ukrywajmy XD A co do tego, co napisałaś, to też się zgadzam.

Hej, ostatnio często zwracam ci na to uwagę! „Nie zna tego świata, magia jest jej obca i nic dziwnego, że to wszystko – tu machnął szeroko ręką – Zaskoczyło” — mały błąd w dialogu. ‘Zaskoczyło’ jest tu kontynuacją dialogu, więc powinno być zapisane małą literą.

„źe natrętne myślenie” — ‘że’

Dziwna jest na Lamia. Więc pewnie jest dobra. A Sabak jest tym złym, który knuje za ich plecami. U ciebie tak może być. XD

„Mimo, że już nie musiała skakać” — ‘mimo że’ to wyjątek i nie stawia się tu przecinka

Tylko nie myśl sobie, że to jakaś zemsta za ostatnio wyłapane u mnie błędy /static/img/forum/smilies/big_smile.png I tak rzadko ostatnio coś u ciebie wyłapuję. I dobrze.

„czasu cherlawym dzieciakiem” — a tu ci brakuje spójnika

„inni traktują jak ułomną” — nie brakuje tu „mnie”?

A co to za magiczne podkreślenie na samym końcu? /static/img/forum/smilies/big_smile.png I wieeeelkie brawa dla Eryki za jej postawę, gdy opowiadała o swojej rodzinie. Zachowała się wtedy najlepiej jak mogła. No i nie powiem, też jestem ciekawa, o diabła tutaj chodzi i jakiej jest rasy. Po kim to ma i tak dalej. Kiedy wprowadzisz tu Leiftana ze swoimi cudownymi uwagami? XD

No dobra, lecę do Ceny. Czekam na kolejne części i pozdrawiam ^^

Online

#96 12-10-2018 o 19h20

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - Leifan będzie, ale na razie pokątnie, cicho i tak dalej. A co do rodziny: kiedyś, gdy zwróciłaś mi uwagę, że reakcja Eryki na tekst o jej biologicznym ojcu jest zbyt agresywna i Liwkowa. Ja odpowiedziałam, że jest powód dlaczego taka była. To teraz masz ten powód /static/img/forum/smilies/big_smile.png. Natomiast co do jej rasy, to jedna wielka ironia. W ogóle w pewnym momencie wiele słów wielu osób,głównie samej Eryki, w zestawieniu z pewnymi faktami będzie zakrawało na wielką ironię. Ale ci...

Dziś trochę więcej tekstu bo dłuższy dialog, który średnio mogłam przerwać.

VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 5)

          - Chyba wybiegasz nieco za daleko w swych domniemaniach, prawda? – warknął Jamon, któremu wyraźnie nie podobała się ekscytacja koleżanki.
          - Ależ nie! Możliwości są ogromne! Właściwie to… - Jej oczy rozszerzyły się z ekscytacji. – Właściwie to nie musi mieć nawet w sobie krwi faery. Przecież są inne światy, prawda? Sama Eldarya jest na to dowodem. Nie wspominam nawet o ludzkich teoriach na temat tych superinteligentnych istotach z gwiazd. Jeżeli to możliwe, chciałabym przeprowadzić parę testów…
          - Nie. – Ton Sabaka, chociaż pozornie lekki i uprzemy miał w sobie coś ostatecznego. Nevra i Ezarel spojrzeli na niego zaskoczeni, jednak pozostali nie sprawiali w najmniejszym stopniu zdziwionych. – Wybacz, ale nie mogę wyrazić na to zgody.
          Lamia zmrużyła oczy, wbijając ostre, nieprzychylne spojrzenie w goblina, którego spokojną twarz zdobił lekki, uprzejmy uśmiech.
          - Nie rozumiem, czemuż to? – W głosie Faerayi pojawiły się dziwne, ostrzegawcze syknięcia. – Przecież odkrycie, czyją krew ma w sobie, powinno być ważne i dla niej, prawda? Może mi wyjaśnisz?
          - Proszę bardzo, moja droga. Otóż, abyś przeprowadziła jakiekolwiek testy na Eryce pierw ONA musiałaby na to WYRAZIĆ ZGODĘ. Niestety moja młoda podopieczna nic nie wie o tym świecie, o magii ani zagrożeniach, jakie mogą nieść dla niej za sobą twoje testy. Dlatego, jako jej dowódca i opiekun, jestem zobowiązany w jej imieniu powiedzieć „nie”. Mogę co najwyżej wyrazić zgodę na przebadanie jej włosów, paznokci i wydzielin ciała, pod warunkiem, że sama nie będzie miała nic przeciwko temu.
          Feraya wyglądała na poirytowaną. Wyraźnie nie miała zamiaru od tak odpuścić. Wbiła spojrzenie w Erykę, która z trudem powstrzymała się przed zrobieniem kroku w tył.
          - Powiedz maleńka, nie chciałabyś się dowiedzieć czegoś o swoim pochodzeniu? O tym, kim naprawdę jesteś?
          Eryka zamrugała. Dowiedzieć się kim jest? Przecież doskonale wiedziała KIM jest: niezdarną, wesołkowatą studentką dziennikarstwa, postrzeloną szajbuską i potwornym żarłokiem. Teraz co prawda miała niejakie wątpliwości co do tego CZYM jest, jednak bez tej wiedzy mogła żyć. Fakt, że to co najważniejsze, jądro jej samej pozostało niezmienne.
          - Nie bardzo rozumiem czemu miałabym chcieć? – mruknęła. – Przecież sama pani powiedziała, że jeżeli mam w sobie krew faery, to prawdopodobnie wymarłych lub mitycznych, ras o których zapewne nie wiecie zbyt wiele. A jeżeli mam w sobie krew czegoś innego, to jest to dla was zupełną tajemnicą. Odkrycie z czym jestem spokrewniona żaden sposób mi nie pomoże… Znaczy nie stwierdzicie na tej podstawie jakich czarów i eliksirów powinnam unikać, prawda?
          - Nie, ale…
          - Wystarczy Ferayo – wtrąciła się Miiko. – Eryka ma rację. Badania w żaden sposób nie pomogłyby jej, a mogłyby zaszkodzić. Wiem, że to ważne dla ciebie, ale w tej sprawie zgadzam z Sabakiem. Jeżeli Eryka nie będzie miała nic przeciwko, możesz przebadać jej wydzieliny ciała i to wszystko.
          - Dobrze, skoro mogę mieć tylko tyle…
          Lamia spojrzała wyczekując na Erykę, a ta nerwowo przełknęła ślinę. Przecież miała przejść najzwyklejszy świecie test, zwykłe badanie, a tymczasem… Tymczasem okazała się niewiadomo-czym, a jakaś upiorna, wężowa wiedźma zamierzała zrobić z niej królika doświadczalnego. Jakim cudem do tego w ogóle doszło?
          - Mogłabym się pierw dowiedzieć, o jakie konkretnie wydzieliny chodzi? – zapytała.
          - Krew, łzy, pot, ślinę.
          - W takim razie zgoda… Pod warunkiem, że pobieranie nie będzie bolesne.
          - Dobrze. Zatem zlecę obsłudze szpitala konkretne czynności. Byłabym zobowiązana, gdybyś pojawiła się tam jeszcze dzisiaj, bo chciałabym jak najprędzej przystąpić do badań.
          Eryka westchnęła. Ledwie opuściła szpital, znów miała tam wracać, żeby zrobić tej strasznej kobiecie uprzejmość. Zastanawiała się czy to czasem nie jakieś fatum.
- Zatem wszystko ustalone – Miiko uśmiechnęła się sztywno. – Dobrze, to chyba możemy się rozejść. Sabak, zajmij się swoją nowa podkomendną, bo zdaje się musisz wprowadzić ją w jej nowe obowiązki. Jak już wszystko pozałatwiasz, przyjdź do mojego gabinetu, musimy zamienić parę słów ze sobą… I wezwij kogoś do uprzątnięcia tej sali. O ile pamięć nie  myli, magowie Lśniącej Straży mają mieć tu wieczorem zajęcia. Byłoby dobrze, gdyby nie musieli marnować czas zajmując się tym bałaganem.
          Obrzuciła zebranych znaczącym spojrzeniem. Zebrani zrozumieli przesłanie i żywo szepcząc ruszyli do drzwi. W końcu wszyscy opuścili salę, łącznie z zamykającą wymarsz kitsune. Zostali tylko Sabak i Eryka.
          Eryka westchnęła. To stanowczo nie był dobry dzień. Ten wynik testu… Nie dość, że do tej pory wszyscy patrzyli na nią jak na ciekawostkę turystyczną, to jeszcze ta mgła zamiast płomienia. Obstawiała, że do jutra całą Kwaterę Główną zaleje fala niezdrowej ciekawości, a korytarze zawrą od plotek. A potem te plotki rozprzestrzenią się na miasto. Nigdy nie widziała w sobie niczego niezwykłego, teraz również nie, ale faery wyraźnie tak. Przynajmniej od teraz. Nie mogła nie zauważyć jakie wrażenie zrobiły na zebranych słowowa Faerayi, że może mieć w sobie domieszkę krwi daemonów, albo innych, mitycznych istot. Może nawet kosmitów, co uważała za kompletnie nieprawdopodobne… Chociaż z drugiej strony, magiczne wymiary i magię jako-taką do niedawna również uznawała za takie. Jakby tego było mało Miiko sprowokowała ją… Przeklęta kitsune, nie dość, że niedelikatna to jeszcze niedyskretna. Naprawdę nie mogła pojąć, że niektórzy nie lubią poruszać prywatnych spraw na forum publicznym? NAPRAWDĘ? Ciekawe czy ONA chodziła po obcych i opowiadała im swoje dzieje rodzinne. Zero dyskrecji. ZERO.
          Sabak chrząknął wymownie. Spojrzała na niego ponuro.
          - No to mamy dzień pełen niespodzianek… - mruknął, siląc się na uśmiech. – Ech, nie przebiegło to wszystko ani po mojej myśli, ani twojej, jednak musimy jakoś z tym żyć. Chodźmy może w jakieś nieco wygodniejsze miejsce. Tutaj nie ma warunków do rozmowy, a na pewno nie będzie, kiedy przybędzie ekipa sprzątająca.
          Skinęła głową i bez słowa ruszyła do drzwi.
          „Nieco wygodniejszym miejscem” okazał się rzecz jasna gabinet Sabaka, który Eryka mogła opisać tylko jednym słowem: drewniany. Podłoga z desek, ściany pokryte drewnianą boazerią, proste, pozbawione jakichkolwiek zdobień, obić czy poduch drewniane meble, a w oknie zaciągnięta do połowy żaluzja z drewnianych listewek. Rozglądając się dookoła, miała wrażenie, że wszystko zaraz zacznie puszczać gałęzie i liście, jednak nie mogła odmówić pomieszczeniu pewnego uroku. W dodatku działał jakoś tak odprężająco.  Spokojny, naturalny wystrój koił nerwy, chociaż nie tak, aby odgonić ponure myśli Eryki, które krążyły wokół możliwych konsekwencji dzisiejszych wydarzeń. Nie dość, że trafiła do obcego świata, to jeszcze wywoływała nieustanne zamieszanie. Najpierw sam wypadek, potem egzaminy, a teraz cały ten test. Zupełnie jakby los chciał ją na siłę wepchnąć w blask reflektorów życia.
          „Nie zrobiłam nic wartościowego, a jestem znana i pewnie na językach wszystkich wokoło… Zupełnie jak debile z Internetu” – pomyślała z goryczą.
          Milcząc usiadła na wskazanym przez Sabaka krześle, które, mimo swej prostoty i twardych materiałów, okazało się być zaskakująco wygodne. Goblin zasiadł za nie różniącym się wiele od zwykłego stołu biurkiem i uśmiechnął lekko… Nieco krzywo. Bardziej do siebie niż do niej. Przez chwilę siedział w milczeniu, myśląc o czymś bliżej nieodgadnionym. W końcu wyprostował się, chrząknął i spojrzał jej w oczy:
          - Dzisiejsze wydarzenia trochę nam powywracały sprawy, ale chyba najlepiej odejść do tego, jak do wszystkie praktycznie. Feraya już zajmuje się fiksowaniem na punkcie tego, kim możesz być, a Miiko zamartwianiem, jak to może zostać odebrane przez świat zewnętrzny, więc ja chyba nie muszę. – Uśmiechnął się dziwnie. – Niestety wyniki twojego testu rzutują też na sprawy praktyczne. Pierwszą już poruszyłaś. Niektóre stosowane przez nas powszechnie czary i eliksiry mogą być dla ciebie szkodliwe. Jednak, przy odpowiedniej dozie ostrożności nie powinno być to dużym problemem. Jednak odpowiednie usadowienie cię w Straży już tak.  Pojęcia nie mam, jak interpretować mgłę, która pojawiła się w trakcie testu. Nadajesz się bardziej na maga czy raczej twoje umiejętności będą się ograniczały do wzbudzania czarodziejskich właściwości składników eliksirów? A może jesteś kimś naprawdę potężnym? Naprawdę trudno zgadnąć.
          Poruszyła się niespokojnie pod naporem jego badawczego, ale zarazem dziwnie łagodnego spojrzenia. Miała wrażenie, że wzrok goblina nie tyle przewierca ja na wylot ile przepływa przez nią niczym fala złożona z niezwykle leniwych promieni rentgenowskich.
          - Sama też tego nie wiem – mruknęła wzruszając ramionami. – Do tej pory nie miałam nic wspólnego z magią. Właściwie to przed trafieniem tutaj nawet obok niej nie stałam.
          Kąciki jego ust zadrgały. Sprawiał wrażenie, że wie więcej niż ona. Właściwie nic dziwnego – wszyscy wiedzieli więcej niż ona.
          - Nie chcesz się dowiedzieć kim jesteś?
          - To zależy. – Westchnęła, zastanawiając się jak odpowiedzieć na to pytanie, żeby goblin zrozumiał, co ma na myśli. – Z chęcią dowiedziałabym się, co to za krew we mnie płynie, gdyby nie wiązało się to z żadnymi badaniami, kombinacjami i tak dalej. Inna rzecz, że ta informacja byłaby dla mnie jedynie ciekawostką, chyba że pomogłaby rozwiązać te praktyczne kwestie. Jestem SOBĄ i wiadomość, że jednym z moich przodków był ktoś-tam tego nie zmieni. Nagle nie przybędzie mi inteligencji, siły czy też zręczności. Nie zmieni się moje usposobienie ani położenie. Nadal będę tkwiła w tym samym punkcie… O ile będę miała szczęście. Coś mi mówi, że gdybym była spokrewniona z daemonami, spadłoby na mnie mnóstwo problemów.
          - Istotnie, spadłoby, aczkolwiek szczerze wątpię, abyś miała w sobie ich krew. Daemony były zwykłymi faery. Niezwykle silnymi, o wielkim potencjale wrodzonej magii, ale faery. Po potraktowaniu ich eliksirem pewnie zobaczylibyśmy piękne, strzelające pod sam sufi kryształowo-błękitne płomienie. Chociaż muszę przyznać, że przejawiasz niezwykle rozsądne podejście do sprawy. – Jego twarz okrył nagle lekki cień, a głos stał się poważniejszy. – Jednak nie wszyscy są tak rozsądni. Wielu będzie widziało w tobie więcej niż jest do zobaczenia. Wystrzegaj się ich i nie daj się im się zmanipulować. I… Ech… być może nie powinienem tego mówić, ale wystrzegaj się Ferayi. Jest świetnym magiem, jeszcze lepszym naukowcem, ale jej zimny, analityczny umysł czasem odbiera jej… Wy nazywacie to człowieczeństwem. Może próbować „nieoficjalnie” przeprowadzić na tobie przeróżne testy, być może nawet stawiając cię w ryzykownych sytuacjach…
          Eryka zamrugała. On ostrzegał ją? Ostrzegał przed kimś, kto powinien być jego koleżanką z pracy?
          Przełknęła ślinę, czując jednocześnie dziwny ucisk w żołądku. Bała się. Bała się tego, co może jej przynieść ten cały test, bała się Ferayi i innych, którzy z aspiracjami na domorosłych naukowców-etnologów w wersji magicznej. Z drugiej jednak strony… No cóż, musiała przyznać, że słowa Sabaka w pewien pokrętny sposób podniosły ją na duchu. Były jak wyciągnięcie przyjaznej ręki – pokazały, że goblin stoi po jej stronie. Do tej pory jedynie przy Kero miała wrażenie, że w razie kłopotów ten stanie przy jej boku.
          -… Jednak bez obawy. Odrobina ostrożności powinna wystarczyć. A teraz, przechodząc do spraw bieżących, to dla ciebie. – Wyjął z szuflady pergamin zapisany równym pismem. Eryka ku swemu zdumieniu rozpoznała angielski. – Mam nadzieję, że znasz ten język, bo tylko ten mi jest względnie znany spośród ziemskich dialektów, a i tak pewnie popełniłem mnóstwo błędów… W każdym razie to twój grafik na najbliższe kilka dni. Dyżury Straży, jak zapewne już wiesz, trwają po sześć godzin. Twe zadania na razie będą się ograniczać jedynie do pomocniczych zajęć w laboratorium, pomoże ci to przywyknąć do rytmu naszej pracy oraz oswoić się z tutejszą codziennością. Rzecz jasna w twoim przypadku praca to nie wszystko. Prócz niej będzie cię obowiązywać nauka. Zwykle, w przypadku nieprzeszkolonych rekrutów to po cztery godziny wykładów tygodniowo i tyle samo nauki walki. Tobie prócz tego dojdą nauki w miejscowej szkole wraz z dziećmi ze schroniska i domów ochronnych w mieście. Głównie zajęcia z zakresu przyrody, historii i polityki. Wiem, że to może być dość trudne, być zmuszoną do nauki wraz z kilkuletnimi dziećmi, tym bardziej, że mogą być dość trudne w obyciu, ale niestety nie jesteśmy w stanie zorganizować indywidualnych zajęć. Rzeczone maluchy pochodzą z domów dotkniętych przez mające teraz miejsce nieszczęścia i konflikty, a lekcje, w których będą uczęszczać, to swego rodzaju zajęcia wyrównawcze. Niektóre z nich mają sporo zaległości względem dzieciaków mających więcej szczęścia w życiu, inne nie dałyby sobie rady w klasie pełnej maluchów, potrzebują czasu na dojście w pełni do siebie. Dlatego proszę cię o cierpliwość i wyrozumiałość… Chociaż z twoją wyrozumiałością to chyba ciut naciągamy kredyt, biorąc pod uwagę wszystko, co cię spotkało z naszej strony… W każdym razie, ten grafik to dopiero początek. Później twe zajęcia będę musiał podzielić tak, abyśmy zdołali stwierdzić jak wielkie zdolności czarodziejskie posiadasz. Prawdopodobnie jedną trzecia czasu będzie spędzać na zajęciach pomocniczych, a resztę po równi na szkoleniach alchemicznych i czarodziejskich, aczkolwiek wszystko zależy od dostępności naszych nauczycieli. Będziesz też dostawała tygodniowy zapas odczynników alchemicznych oraz dostaniesz pas roboczy i własną szafkę w laboratorium. Wielu z nas, kiedy już nabierze doświadczenia, woli kupować własny ekwipunek. No i nic nie stoi na przeszkodzie, jeżeli ktoś chce uwarzyć jakiś eliksir czy wykonać inny specyfik we własnym zakresie, pod warunkiem, że korzysta jedynie ze swoich składników, zakupionych bądź z przydziału, no i trzyma się podstawowych zasad laboratorium. Te są dość proste. Pierwsza: stoły i szkło po zakończeniu pracy mają być wyczyszczone, uporządkowane, a aparatura wyłączona. Druga: salę należy dokładnie wywietrzyć, a opuszczając ją pozamykać okna i wyciągi. Trzecia: nie przygotowujemy niczego nielegalnego. Jeżeli ktoś zostanie przyłapany na warzeniu zakazanych specyfików zwykle zostaje natychmiast wydalony ze Straży, aczkolwiek wszystko zależy od rodzaju specyfiku i tego, do czego zamierzał go wykorzystać. Coś jeszcze…? Hm…
          Eryka słuchała tego w skupieniu. Zasady korzystania z sali alchemii nie wiele różniły się od tych sali chemicznej w jej liceum. Zastanawiała się tylko, jak tu definiują „substancje zakazane”. Zalicza się do nich również alkohol? Czy może tylko twarde narkotyki i wysoko czarnoksięskie specyfiki mogące wyrządzić poważne szkody bądź stać się źródłem chaosu? W końcu wystarczyłoby dolać takiego napoju miłości do szklanek kilku osób, aby takowy rozpętać…

Offline

#97 12-10-2018 o 19h36

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Wiem, że to raczej niegrzeczne zaczynać od tego komentarz, ale jak mi się rzuciło w oczy, to wymienię
„nie sprawiali w najmniejszym stopniu zdziwionych” — fajne zdanie ;]
„nie musieli marnować czas” — czasu
‘Obrzuciła zebranych znaczącym spojrzeniem. Zebrani” — a tu powtórzenie
„ale chyba najlepiej odejść do tego, jak do wszystkie praktycznie” — ekhm… co?

Kochaaany Sabak. A tamta babka jest serio jakaś nadambitna. I to na tyle, że sam szef ostrzega przed nią Erykę. No no, ciekawie. Ale nadal nie sądzę, by faktycznie była jedną z tych złych — to by było zbyt proste.  TY! Mam nadzieję, że to nie Sabak co? Xd Bo w takim razie miałby Gardzię na widelcu.

Grafik wygląda rozsądnie, dlatego jestem ciekawa tych wszystkich zajęć i testów ;] Czekam więc na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Online

#98 16-10-2018 o 16h51

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - kwestia "tych złych" będzie bardziej skomplikowana. Raczej nie znajdzie się tu naczelny zły, a przynajmniej nie piastujący ten "urząd" długotrwale. Nie będzie też dużo tych naprawdę dobrych, aczkolwiek parę osób się znajdzie. W większości każdy będzie miał w jakiś-tam sposób brudne ręce i coś na sumieniu.
           A zajęcia i testy to już przyszły rozdział (nie część tylko rozdział). /static/img/forum/smilies/wink.png

VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 6)

           Westchnęła. Specyfiki zakazane – pewnie miną eony nim będzie mogła chociażby pomyśleć o sporządzeniu takiego. Na chwilę obecną, chyba bardziej powinna przejmować się tym, że będzie chodzić do szkoły razem z dziećmi na poziomie podstawówki, o ile nie przedszkola. Przypuszczała, że dostarczy to jej wiele utrapień, a strażnikom sporo ubawu. Szczególnie Ezarelowi. Oczyma wyobraźni już widziała jego zjadliwy uśmiech.
           Jednak najgorsze było to, że musiała podzielić swe szkolenia między alchemię a czarodziejstwo. Magia brzmiała interesująco i niezwykle pociągająco, ale poświęcanie czasu czarodziejstwu, czasu, który mogła poświęcić alchemii, kolidowało z jedynym celem – wydostaniem się z Eldaryi i jak najszybszym powrotem do domu.  Rzucanie zaklęć średnio miało jej w tym pomóc, umiejętność tworzenia czarodziejskich eliksirów wręcz przeciwnie. W końcu to magiczny eliksir otwierał bramę portalu. No i szczerze powiedziawszy nie widziała siebie w roli magini. Sam pomył wydawał jej się abstrakcyjny… Niemal niedorzeczny.
           „Jedno dobre, że przynajmniej jestem w Absyncie. Tutaj powinno mi być łatwiej podszkolić się w alchemii, nawet jeżeli będę musiała prócz tego ćwiczyć czy raczej próbować ćwiczyć magię” – pomyślała, usiłując się pocieszyć. Potem dodała, że magia może nie być wcale bezużyteczna – zakładając, że w ogóle miałaby ku niej JAKIKOLWIEK talent –  bo w końcu może się przydać, kiedy będzie chodziła po lasach i szukała składników eliksiru. No bo przecież taka błyskawica czy kula ognia pewnie są bardzo pomocne w starciu z wrogo nastawionym, jadowitym czymś. Nie, żeby planowała brać kiedykolwiek udział w jakimkolwiek starciu… No może nie licząc warcabów czy szachów.
           - Co jeszcze, co jeszcze, co jeszcze – mamrotał pod nosem Sabak. – Ach tak.  Feraya prosiła cię, żebyś zajrzała do szpitala oddać krew i tak dalej. Lepiej zrób to zaraz po wyjściu ode mnie, bo w przeciwnym wypadku może zacząć marudzić, że zanieczyściłaś swoją aurę, prosić o dodatkowe próbki i tak dalej… A mam jakieś-takie przeczucie, że pierwsze, co byś zrobiła po naszej rozmowie, to pobiegłaś do stołówki najeść się. Ptaszki ćwierkają, że masz całkiem spory apetyt. – Uśmiechnął się. – Jeżeli nie będziesz czegoś wiedziała, pytaj Ezarela. Pokombinowałem tak, aby wasze grafiki w większości nakładały się na siebie, no bo w końcu ma się tobą zajmować, prawda? To niech się zajmuje. I nie daj mu się zastraszyć. Bywa opryskliwy i ma trudny sposób bycia, ale jeżeli twardo postawisz przed nim sprawę, ustąpi. Wie, co należy do jego obowiązków, a czy chce, czy nie, jego obowiązkiem jesteś również ty. Jakbyś mnie potrzebowała, to zwykle jestem tutaj albo w sali alchemii. W razie problemów nie wahaj się przyjść do mnie, ale pierw zastanów się czy twój problem nie jest błahy i czy czasem nie możesz go rozwiązać sama. Twoja sytuacja jest wyjątkowa, więc pomocą służę, ale lepiej żebyś czym prędzej nauczyła się radzić sobie samodzielnie. No i nie ukrywam, że ostatnimi czasy mam naprawdę niewiele czasu dla siebie. Dzieje się naprawdę mnóstwo rzeczy… Masz może jakieś pytania?
           Potrząsnęła głową.
           - Jesteś wyjątkowo cicha, a raczej nie wyglądasz na małomówną osobę, wręcz przeciwnie. Stało się coś?
           - Po za tym, że gdziekolwiek się nie ruszę spadają na mnie nowe problemy, a właśnie zostałam nominowana na największe dziwadło i niezwykły okaz etnologiczny roku? – mruknęła gorzko. – Chyba nie. Nie zaczęłam tu dobrze, a im dalej w las tym gorzej i zaczyna mnie to naprawdę martwić.
           - No tak, istotnie w najbliższych dniach będziesz budzić niezwykłe zainteresowanie, ale to minie. Uwierz mi. Z tego, co zaobserwowałem, skorzy do plotek są przede wszystkim młodzi strażnicy, a większość z nich nawet od największego dziwu woli czyjeś sprawy osobiste. Pierwszy brudny skandalik, zdrada małżeńska czy partnerska, wyjątkowy popis niestosownego zachowania i zapomną o tobie. Swoją drogą, nie rozumiem tej tendencji do babrania się w cudzych brudach… - Westchnął ciężko, marszcząc brwi, ale po chwili spojrzał na nią i uśmiechnął się łagodnie. – A tak w ogóle, byłaś już w świetlicy Absyntu?
           - Tak, zajrzałam pobieżnie, kiedy Kero mnie oprowadzał.
           - To teraz zajrzysz dokładnie. No i przedstawię cie szerszemu gronu. Oszczędzi ci to słuchania zza pleców szeptów „a czy to ta” i tym podobnych.
           - Na razie to nie rozumiem, co szepczą za moimi plecami. – Wskazała wymownie na obrożę. – Rozumiem tylko, co mówią do mnie lub chcą, żebym to zrozumiała… I muszę przyznać, że momentami to ciupinkę frustrujące.
           - No tak, racja. – Kąciki ust Sabaka zadrgały. – W każdym razie, mały spacerek nie zaszkodzi. Zobaczysz co i jak, a potem biegiem do przychodni. Potem napełnisz żołądek i świat od razu stanie się lepszy. Zawsze się staje po sutym posiłku.
           Eryka uśmiechnęła się słabo. Co do tego musiała się z nim zgodzić. Duży talerz czegoś dobrego i świat nabierał barw. Szkopuł w tym, że „coś dobrego” stało pod dużym znakiem zapytania i w sporej mierze zależało od humoru kucharza.
           W świetlicy Absyntu zadbano, aby ta wystrojem pasowała do kolorytu godła swojej straży: tonęła w zieleni. Zielone dywany, zielone zasłony w wysokich oknach, zielone obicia mebli. Do tego mnóstwo osób w zielonych  mundurach. Osób które natychmiast wlepiły w nią ciekawskie spojrzenia, jak tylko przekroczyła próg pomieszczenia. Z miejsca nabrała ochoty, aby zrobić w tył zwrot i wyjść. Tak w ogóle, to się zastanawiała, PO CO właściwie tu przyszła… Czy raczej została przyprowadzona.
           - Wszyscy mnie słuchają? – zapytał Sabak. Nie mówił głośno, ale bez trudu przebił się nad panujący w świetlicy gwar. Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły, a strażnicy nadstawili uszu. – Rozumiem, że tak. To dobrze. Zapewne już dotarły do was pogłoski, że ludzka kobieta, która niedawno trafiła do Kwatery Głównej, została przydzielona do naszej Straży. To nie pogłoski, oto ona. – Mało subtelnie wskazał ją. – Wiem, że nieoficjalna, długoletnia tradycja nie tylko naszej Straży, ale wszystkich nakazuje dość specyficzne zachowania wobec nowych rekrutów, ale jakby to ująć… NIE WAŻCIE SIĘ O TYM NAWET MYŚLEĆ. Nie życzę sobie żadnych otrzęsin, żadnych głupich żartów ani tym podobnych. Przypadek Eryki jest szczególny. Po pierwsze, z powodu naszego niedopatrzenia oraz cudzego dowcipu zaliczyła już jedną hospitalizację i naprawdę wolałbym uniknąć powtórki z rozrywki. Po drugie, kompletnie nic nie wie o naszym świecie, więc dajmy na to, wprowadzenie jej w błąd w nawet najbłahszej sprawie może mieć fatalne skutki. Nie wspominając o tym, że to zwyczajnie okrutne. Poza tym prosiłbym was o wyrozumiałość w stosunku do niej i pomoc. Jeżeli czegoś nie będzie wiedziała czy umiała pomóżcie, wyjaśnijcie, pokażcie. Nie znaczy to rzecz jasna, że macie cokolwiek robić za nią. Tak jak wszyscy jest zobligowana do samodzielnego i starannego wykonywania powierzonych jej obowiązków. Chodzi głównie o to, aby jej to ułatwić, pomóc zdobyć samodzielność i co najważniejsze nie dokładać dodatkowych stresów…
           - Nie dokładać stresów? – zapytał pulchny mężczyzna o zaspanej twarzy i baranich rogach. – Znaczy mamy zabić Ezarela? Naprawdę, mamy pozwolenie?
           - Nie, chociaż przyznaję, pomysł jest wart rozważenia. – Goblin uśmiechnął się. – Ale, jeżeli będziecie widzieli, że pozwala sobie na zbyt wiele w stosunku do niej lub próbuje namieszać jej w głowie, możecie interweniować adekwatnie do sytuacji.
           Twarz mężczyzny przyozdobił szeroki uśmiech. Nie ulegało wątpliwości, że tylko czeka na okazję do interwencji. Zresztą ten i ów również uśmiechali się ciut zjadliwie. Chyba Ezarel nie był tu zbyt lubiany, a przynajmniej nie przez wszystkich. Eryka odebrała to jako dobry omen – gdyby jej opiekun spróbował nadużyć swojej władzy, pewnie znajdzie jakiegoś obrońcę. Jeżeli nie dlatego, że ktoś będzie chciał jej pomóc, to przynajmniej dlatego, bo ktoś będzie chciał dopiec elfowi.
           - Eryko, to twoi nowi koledzy i współpracownicy. – Sabak zerknął na nią. Wyglądał na rozbawionego, aczkolwiek trudno było jej sprecyzować, o co dokładnie chodzi. – A przynajmniej część z nich. Jedna, wielka mieszanka przeróżnych charakterów. Z jednych jestem dumny bardziej, z innych mniej, ale o większości to lepiej nie wspominać…
           W tłumie rozległo się parę śmiechów.
           -… Ale sądzę, że ze wszystkim się dogadasz. Dobrze, tu masz tablicę ogłoszeń – wskazał na wielką gablotę zajmującą jedną ze ścian. – Po prawej ogłoszenia „różne”, czyli takie sprzedam, zamienię i tak dalej wewnątrz Absyntu. Po lewej ogłoszenia ważne czyli informacje o zebraniach, zmianach grafików i tym podobne. Czasem kopie ogłoszeń z gabloty z hollu głównego, gdzie wywiesza się informacje tyczące całej Straży. Co prawda na razie nie potrafisz czytać w naszym języku, ale zaglądaj tu regularnie. Jeżeli zobaczysz coś nowego, poproś kogoś, żeby ci przeczytał. Tu jest kącik rozrywkowy. – Wskazał parę stołów do różnych gier: szachów, karcianych, ping-ponga i czegoś w rodzaju średniowiecznego cymbergaja. Opodal stały biblioteczka wypełniona powieścidłami o wytartych okładkach i niewielki regał zawierający różnorakie planszówki. – Będziesz się tu mogła integrować się z innymi członkami Absyntu. Zalecam taką integrację, natomiast odradzą tę z dużymi ilościami alkoholu i głośną muzyka, do jakiej pewnie będą chcieli cię koledzy przekonać. – Tu i ówdzie rozległy się ciche chichoty. – W razie czego ostrzegam, że eliksir pozwalający zwalczyć syndrom dnia poprzedniego jest nadspodziewanie skomplikowany do uwarzenia, a szpital nie wydaje go od tak. Masz jakieś pytania?
           - Nie – mruknęła kręcąc głową.
           Chociaż to całe przedstawienie przypominało przyjacielskie wprowadzenie nowego ucznia do klasy bądź nowego członka do klubu studenckiego, czuła panujące wokół, lekkie napięcie. A nade wszystko te przewiercające, natarczywe spojrzenia. Podejrzewała, że już wszyscy zebrani wiedzą o teście i o jej „płomieniu”. Pewnie też wszyscy zastanawiali się, kim u licha jest. CZYM jest. Już samo to, że pochodziła z Ziemi od początku budziło zainteresowanie, a teraz… Teraz zaczynała rozumieć jak się czuje preparat mikroskopowy.
           Przełknęła ślinę. Nie raz stawała w centrum uwagi z powodu swoich licznych wypadków, przypadków i innych. W dodatku niejednokrotnie uczestniczyła w szkolnych oraz studenckich występach, zdarzało się jej też przemawiać. Generalne scena ani światło reflektorów nie stanowiły dużego wyzwania. Potrafiła pokonywać tremę i skrępowanie. Jednak to teraz, to było coś zupełnie innego. Otaczające ją spojrzenia sprawiały że czuła się obco. Naprawdę OBCO. Nawet bardziej niż zaraz po przybyciu. O wiele bardziej niż wśród ciekawskiego tłumu w stołówce.
           - Dobrze, to skoro nie masz pytań, to biegnij do szpitala. Szybko zrobią ci badania i będziesz wolna. – Sabak wskazał na drzwi. – Ja mam jeszcze parę słów do zamienienia z moimi podkomendnymi.
           Westchnęła. Dobrze wiedziała, o czym będzie z nimi rozmawiał i niezbyt podobało jej się to. Jednak nic nie powiedziała, bo i tak nic by to nie dało. Jedynie sprawiło, że nie dość, że uznaliby ją za inną, co już nastąpiło, to jeszcze za problematyczną.
           Ten dzień jak był pechowy, tak miał pozostać pechowy. Kiedy tylko złapała za klamkę prowadzących do szpitala drzwi, ktoś otworzył je od środka uderzając ją z całą mocą, tak, że przez chwilę aż pociemniało jej przed oczami. Kiedy w końcu odzyskała ostrość widzenia, pochylał się nad nią starszawy lekarz o przypominającej wygładzony, szary kamień skórze i niezwykle krzaczastych, śnieżnobiałych brwiach.
           - Nic cie nie jest panienko? – zapytał z troską wymalowaną na twarzy.
           Nic jej nie było. Przetrwała bez szwanku o wiele więcej, o wiele mocniejszych ciosów. Powiedziała mu to, jak najuprzejmiej potrafiła, po czym szybkim krokiem weszła do środka. Niestety na miejscu okazało się, że właśnie ten kamienno skóry doktor miał pobrać od niej próbki, ale niestety musiał wyjść na chwilę. Czekała na niego ponad pół godziny, a gdy się zjawił po raz kolejny przekonała się, że medycyna faery, chociaż uprzednio przywróciła ją do życia, oszczędzając bolesnej rekonwalescencji, nie jest wcale przyjemna. Szczególnie, jeżeli chodzi o pobieranie co poniektórych próbek, jak na przykład łez i potu. Pierw dostała eliksir, od którego zaczęły jej intensywnie łzawić oczy uniemożliwiając widzenie, a potem została wysmarowana maścią, przez którą jej ramię potwornie piekło, a skóra się pociła. Minęła godzina nim efekty specyfików ustąpiły, a w między czasie lekarz, dodatkowo pobrał próbki włosów, paznokci i  naskórka.
           Kiedy wreszcie została puszczona wolno miała zaczerwienione, opuchnięte oczy i była zbolała. Oraz wściekle głodna. Nie dość, że przegapiła porę obiadu, to teraz jeszcze powoli mijał czas kolacji. Naprawdę miała nadzieję, że zdąży spokojnie zjeść i kucharz, o którym po KG krążyły rozmaite legendy, nie wygoni jej ze stołówki.

Ostatnio zmieniony przez Le0kadia (16-10-2018 o 16h53)

Offline

#99 16-10-2018 o 19h45

Straż Cienia
Methrylis
Akolita Kappy
Methrylis
...
Wiadomości: 19 292

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


‘Jeżeli nie będziesz czegoś wiedziała, pytaj Ezarela. Pokombinowałem tak, aby wasze grafiki w większości nakładały się na siebie’ hiiiihihi, oboje muszą być zachwyceni! A na pewno będą!
Kurcze, biedna Eryka. Po tym odcinku jest mi jej naprawdę mocno szkoda, bo faktycznie wszystko systematycznie wali jej się na głowę, mimo że otoczka zdaje się wesoła i pomocna. Nawet drzwi ją atakują ;-; Hm, i boję się, że jednak nie wszyscy będą tak mili jak zaleca Sabak, chociaż oby tak jednak było.

I na koniec gorąca prośba dotycząca twojego komentarza u Amreny. Pozwól, proszę, by moje opinie były moje, dobrze? c: To jasne, że mamy zupeeełnie inne poglądy na temat Straży i to się nie zmieni. Dlatego byłabym wdzięczna za niedodawanie takich dopisków w przyszłości, a i sama nie będę tego robić, bo przecież i mnie się to kiedyś zdarzało.

Online

#100 23-10-2018 o 20h41

Straż Cienia
Le0kadia
Akolita Jednorożców
Le0kadia
...
Wiadomości: 280

@Methrylis - nie tylko Ezarel i Eryka będą zachwyceni. I tak nie wszyscy będą mili, niektórzy wręcz bardzo niemili, aczkolwiek o tym przekonamy się za parę rozdziałów.
                Co do komentarza u Amreny, to jeżeli nie chcesz takich odpowiedzi to nie ma sprawy - uznałam, że mam wolną furtkę, skoro podobny wystosowałaś u mnie. Natomiast czuję się urażona sugestią, iż jest on powodowany moim "stosunkiem do Straży". Po pierwsze "stosunek do Straży" zależy od danego opowiadania (co co gry to go od pewnego czasu zwyczajnie nie mam, bo wolę o niej szerzej nie myśleć - w niej Straż jest chyba jeszcze głupsza od Gardzi i zasługuje na rentę /static/img/forum/smilies/neutral.png), u Ciebie dajmy na to Straż całkiem lubię, po drugie akurat w tym komentarzu kierowałam się perspektywa bohaterki oraz jej widokami na przyszłość. Z kolei w moich opowiadaniach... Cóż w Potworze raczej Straż nie będzie zbyt miła i to nie ma co ukrywać, ponieważ stanowi swego rodzaju kontekst dla Eryki i raczej (RACZEJ!) głębi tu nie będzie. W Antymagii znów w pewnym momencie Straż sama będzie swego rodzaju bohaterem (daleko fabularnie do tego) i jej problem jest nieco bardziej zawikłany. Ale wszystko może większe sobie rozpiszę w spoilerze, bo będzie długo.

Straż i bohater jako strony konfliktu



VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 7)

                Kucharz nie wygonił jej, ale pogonił kogoś innego. Kogoś kto, gdy wchodziła do stołówki, wpadł na nią z całą mocą. Tuż przed zderzeniem, zobaczyła przed sobą twarz Chrome’a, a chwilę potem po raz wtóry tego dnia padała na podłogę. Co gorsza młody wilkołak zaraz potem upadł na nią, boleśnie wbijając jej łokieć w brzuch. Na tym jednak nie koniec. Rozpędzony, przytyty satyr pod czterdziestkę – jak przypuszczała po białym fartuchu zakrywającym osiemdziesiąt procent ciała  i zgodności z opisem Karenn, Karuto – zbliżał się ku niej niczym kula śniegowa ciśnięta przez sam Los. Oczywiście widząc  zderzenie czołowe i wywrotkę, spróbował się zatrzymać, ale racice kiepsko hamują na gładkiej podłodze. Poślizg, krótki, zduszony krzyk i kucharz z łoskotem upadł na nią.
                Miażdżona przez dwa ciała, nie zastanawiała się czy ten dzień może być gorszy. Zastanawiała się czy się zastanawiać, czy ten dzień może być gorszy, czy może los nawet tego typu myśli uzna za wyzwanie.
                Kucharz, najwyraźniej niepomny tego, że wgniótł ją swoim ciężkawym cielskiem w podłogę, żwawo zerwał się na nogi, podniósł  Chrome’a niczym wystraszone kocię - wyrwał mu jakiś pakunek z dłoni:
                - Ja ci dam podkradać żarcie z kuchni! - ryknął, potrząsając nim. – Tym razem ci nie daruję, żarłoczny futrzaku! Zgłoszę oficjalna skargę do Kravala, a jak to nie pomoże to i do Miiko. A jeżeli nadal będziesz kradł, to urąbię ci te złodziejskie paluchy tasakiem, zrozumiano?!
                Wrzasków kucharza było znacznie więcej, tak jak i gróźb pod adresem młodego wilkołaka. Eryka musiała przyznać, że mężczyzna ma doprawdy ‘’uroczy’’ charakter, jednakże nie zrobił na niej jakiegoś piorunującego wrażenia. Głównie dlatego, że chłopak nie wydawał się specjalnie przejęty. Coś w obojętnej postawie Chrome’a mówiło, że przedstawienia podobne do tego, należą do stałego repertuaru stołówkowych rozrywek.
                W końcu, gdy kucharz wyrzucił z siebie wszystkie żale, a głośną wypowiedź zakończył aplikując wilkołakowi solidne trzepnięcie w tył głowy, wreszcie zaczął zwracać uwagę na otoczenie. W tym na nią. Zdumiony, uniósł brwi.
                - A co ty wyprawiasz? – zapytał.
                - Leżę mając nikłą nadzieję, że już nic złego mnie dziś nie spotka.
                - Zwaliłeś się na nią, jak wór kartofli to leży – warknął Chrome, zaczynając się wyrywać z uścisku satyra. – Mogłeś ją zabić, przecież jest chuda jak szczapa!
                - O ile dobrze pamiętam, to ty pierwszy na nią wpadłeś!
                - Ale ja ważę z pięć razy mniej od samego twojego bebzola, spaślaku!
                - NIE POZWALAJ SOBIE GÓWNIARZU! – ryknął, aplikując chłopakowi kolejnego szturchańca, ale po chwili zamilkł i spojrzał na Erykę z czymś na wzór poczucia winy na twarzy. Poczucia winy, które natychmiast zniknęło, kiedy tylko uzmysłowił sobie na kogo patrzy. – Zaraz, zaraz! Ty jesteś tą ludzką dziewczyną, co do nas trafiła, prawda?
Łagodna troska, która na chwilę zagościła w brązowych oczach kucharza ustąpiła zimnej ciekawości. Eryka poczuła się jak żaba rozciągnięta na stole laboratoryjnym, powoli zdająca sobie sprawę, w swoim średnio lotnym żabim móżdżku, że zaraz posłuży jakiemuś studenciakowi do nauki anatomii i nie będzie to przyjemne.
                - Tak, jest – odpowiedział zamiast niej Chrome. – I ma na imię Eryka, jakbyś chciał wiedzieć.
                Coś w postawie satyra mówiło, że chce wiedzieć. Że chce poznać wszystkie plotki, już teraz, zaraz. Nawet jego złość na chłopaka jakoś uleciała.
                - Ach tak… - mruknął pod nosem, schylając się ku niej z wyciągniętą ręką.
                Bez entuzjazmu przyjęła pomocną dłoń, chwiejnie stając na nogach, świadoma ciekawskiego, wręcz natrętnego spojrzenia, jakim obdarzał ją mężczyzna. Zresztą kucharz nawet nie usiłował go ukryć. Nie speszyło go nawet jej znaczące chrząkniecie.
                „ Rogi, kręcone, złote loki, prostokątna gęba i delikatność rozjuszonego byka… Karenn dobrze go opisała ” – pomyślała, podczas gdy ten bezczelnie taksował ją wzrokiem. Naprawdę zaczynała się czuć nieswojo.
                - Ym… Jestem głodna, ominął mnie obiad, także ten… - mruknęła, po czym wyminęła mężczyznę i ruszyła do kontuaru z jedzeniem, nawet się nie odwróciwszy. Miała kiepski dzień i wolała nie dawać okazji losowi, aby ten uczynił go jeszcze bardziej kiepskim.
                Udało jej się dostać „to coś smakiem podobne do kurczaka”, co popiła sokiem. Do tej pory jakoś unikała tutejszych napitków, wychodząc z założenia, że te są pewnie tak samo kontrowersyjne w smaku jak jedzenie, jednak była w błędzie. Sok z pikantnego melona okazał się smakować jak nektar z owoców tropikalnych, do którego ktoś wkropił nieco płynnego chili. Całkiem przyjemne połączenie.
                Względnie smaczny posiłek nieco poprawił jej nastrój. Pewnie poprawiłby bardziej, gdyby nie to, że spożywała go wśród mało subtelnych szeptów i natrętnych spojrzeń. Wszyscy, chociaż – jak obstawiała – rozmawiali o niej, nie mówili do niej, więc nic z tego nie rozumiała, co pogarszało sprawę. Nie lubiła sytuacji niejasnych. Nie raz obrabiano jej tyłek za plecami, ale zawsze potrafiła stwierdzić w jakim kontekście i w jaką „stronę”. Tutaj miała do czynienia z niewiadomą. Kolejną. Naprawdę zaczynało ją to męczyć. Tak jak wrażenie, że cały świat spogląda na nią przez lupę.
***

                Był jak cień. Przemykał korytarzami Kwatery Głównej niezauważony, chociaż nie przykładał wielkiej wagi do ukrywania się. Korzystał z tego, że Rada Eel to banda głupców. Swego czasu plany Kwatery, te najstarsze, zawierające szkice wszystkich tajnych przejść, wejść i tym podobnych, leżały na wierzchu… Poniekąd. W każdym razie były ogólnodostępne. Zapomniane zajmowały jedną z bibliotecznych półek i wystarczyło, żeby ktoś je sobie wziął i nie oddał. Rzecz jasna on był tym kimś. Akurat zdążył na czas, nim ta ruda brownie wraz z ciamajdowatym jednorożcem zaczęli robić spis inwentarza. Gdyby zwoje wpadły w ich ręce, zapewne z miejsca zrozumieliby jak cenne są i niebezpieczne. Swoją drogą, to zabawne, potrzeba było kilkudziesięciu lat i dwójki młodych nadgorliwców, aby ktoś w końcu na porządnie zajął się dokumentowaniem wszelakich spraw i zaczął porządkować rzeczy do tej pory uważane za nieważne i spychane na bok.
                Uśmiechnął się kpiąco. Chociaż sam posługiwał się częściej mieczem niż piórem, doskonale zdawał sobie sprawę, jak wielką moc ma papier. Nie tylko magiczne woluminy, nie tylko traktaty i przymierza, ale niemal wszystko, co spisane. Pismo to wiedza, a wiedza to siła. Broń. Pismo to też słowa, a słowa, odpowiednio sformułowane, potrafią poruszać narody.
                Sam pędził poruszony słowami. Nie podniosłymi, nie spisanymi, a szeptanymi po kątach. Plotkami i pogłoskami. Wieścią jakoby czarodziejska aura Ziemianki manifestowała się nie w postaci płomienia, a srebrnej, skrzącej się złotem mgły. Oparu.
                Kiedy uwolnił ją z celi, nie miał żadnego konkretnego planu. Zwyczajnie chciał nieco namieszać w poukładanym życiu Straży, wstrząsnąć nimi. Pokazać, że nie są bezpieczni. Że on wciąż tu jest, patrzy i działa. Zdenerwować ich. Bo osoby zdenerwowane popełniają błędy… No i musiał sam przed sobą przyznać, że było mu zwyczajnie żal dziewczyny. Widział, że jest z nią coś nie tak, czuł, że jeżeli pozostanie w celi może dojść do nieszczęścia. Dlatego postanowił dać jej szansę… Szansę, jakiej kiedyś poskąpiono jemu. Teraz z kolei zaczął się zastanawiać czy uwolnienie jej było jego najlepszą czy najgorszą decyzją. Otóż, o ile się orientował, nigdy jeszcze nie odnotowano przypadku podobnej aury, co znaczyło, że prędzej czy później dziewczyna zwróci uwagę wielu potężnych tego świata, z których każdy będzie chciał ją wykorzystać do swych celów. W końcu Ziemianie w Eldaryi budzili nie małą sensację, a Ziemianie nieludzkiego bądź nie do końca ludzkiego pochodzenia… Nie wątpił, że panienka na dniach trafi na świeczniki potajemnych dysput i spotkań. Pytanie czy to dla niego dobrze, czy źle? Dla niego… Właściwie to dla nich.
                Zręcznie niczym kot wyskoczył przez okno, przeszedł parę kroków po gzymsie i raz-dwa znalazł się w pokoju swego cichego wspólnika… Jednego z nich. Najważniejszego. Ten swoim zwyczajem siedział przy misternym biurku, skrobiąc coś w swego rodzaju dzienniku. Trudno było mu określić co – pismo niemal natychmiast znikało. Przypuszczał, że zobaczenie go wymaga specjalnego zaklęcia czy też podobnego działania.
                - Przyszedłeś… Znowu. Cóż ostatnio tak cię nosi do mojej sypialni tak późną porą? To niemal nieprzyzwoite.
                Skrzywił się słysząc te słowa, ale cóż zrobić. Jego kompan zawsze miał nieco specyficzne poczucie humoru.
                - Jeżeli miałoby to być nieprzyzwoite, nie dość, że musiałbym mieć inną orientację, to jeszcze ta zbroja przeszkadzałaby, nie sądzisz? – mruknął.
                Czarna, zdobiona czerwonymi detalami zbroja i pełen, przypominający smoczy łeb hełm, od których wziął swój pseudonim –  Ashkore, imię noszone ponoć przez jednego z ostatnich smoków –  w żaden sposób nie sprzyjały zalotom… Chyba, że ktoś miałby wyjątkowo specyficzne upodobania. Takie skupiające się na biczach, łańcuchach i skórzanych pasach.
                - Dlatego powiedziałem, że o NIEMAL nieprzyzwoite – wspólnik uśmiechnął się łagodnie, odkładając pióro na bok. – Wracając do tematu, czego chcesz?
                - Zweryfikować informacje. Czy to prawda, co na korytarzach mówią o Ziemiance? O tym, że jej aura to srebrzysta mgła?
                - Owszem. Interesująca sprawa, prawda? Takie słabe, nieporadne stworzenie, a tyle niespodzianek skrywa. Dowód na to, że los potrafi być doprawdy zaskakujący.
                - Nie martwisz się tym wszystkim?
                - Martwic się? – rozmówca uniósł brwi. – W żadnym wypadku. Ta dziewczyna, Eryka, może okazać się naszym wielkim atutem. Wystarczy poczekać, aż Lśniąca Straż popełni fatalny błąd, a potem przeciągnąć ją na nasza stronę… Albo pozwolić, aby wpadła w łapy kogoś, kto nieświadomie nam sprzyja. Nie będzie to trudne. Już teraz idioci planują  potajemnie napoić ją eliksirem więzi, a przecież ledwie tu przybyła. Tak… Prędzej czy później wbiją jej nóż w plecy, a wtedy wystarczy pociągnąć za parę sznurków. Może być zabawnie.
                - A podejrzewasz czyją krew może nosić w żyłach? – zapytał. Nie podobała mu się ta pewność siebie sprzymierzeńca. Z doświadczenia wiedział, że nadmierna pewność siebie nieraz prowadzi do zguby.
                - Pojęcia nie mam. W każdym razie najwięcej w niej jest człowieka.
                - Podobno Feraya wysnuła teorię, że może być spokrewniona z daemonami czy…
                Ostre spojrzenie właściciela lokum sprawiło, że z miejsca umilkł. Trafił we wrażliwą strunę, a jego rozmówca nie należał do osób, które należy drażnić.
                - Prosiłem cię, żebyś nie używał tego określenia. Nie daemon tylko aengel. Poza tym zapewniam, że aura aengel to płomień odcienia najczystszego, najcudowniejszego błękitu, budzący zachwyt i pełen trwogi szacunek. Zresztą, gdyby Ziemianka miała w sobie chociażby kroplę krwi aengel, nie zostawiłbym jej na zmarnowanie. Ale nie ma, zresztą jak tak słaba i żałosna istota mogłaby mieć? Jest zwykłym mieszańcem, jakich wielu na tym świecie… I nie tylko na tym. To widać na pierwszy rzut oka. Z czym jest zmieszana, to sprawa drugorzędna. Szkopuł w tym, że ci idioci lubią symbole, a w dodatku od wieków czekają na mesjasza, który wybawi ich od klątwy. Ta mała idealnie wpisuje się w obraz takiego, a my to wykorzystamy. Zetrzemy ich w proch wykorzystując ich zakłamanie, naiwność i nadzieje, i przywrócimy prawidłową kolej rzeczy.
                Przez chwilę zwykle łagodna twarz jego rozmówcy nabrała drapieżnego, przerażającego wyrazu. Na co dzień zapominał, jak wiele urazy, pogardy i nienawiści ten w sobie nosi. Ile wycierpiał. Jak bardzo jest niebezpieczny. Jednak chwile takie jak ta, przypominały mu o tym, stanowiąc coś w rodzaju nagłego, niespodziewanego wejrzenia w otchłań piekielną. Uświadamiały mu, jak dobrą decyzję podjął, stając przy jego boku.
                „Nawet jeżeli polegnę, on zemści się za nas obydwu” – pomyślał, wychodząc przez okno. „Ta zażarta bestia nie odpuści, choćby po drodze miała pogrążyć w otchłani własną duszę”.

Offline

Strony : 1 2 3 4 5