Forum

Strony : 1

#1 24-05-2021 o 15h45

Straż Cienia
Suzuya
Rekrutka
Suzuya
...
Wiadomości: 39

https://fontmeme.com/permalink/210524/48a365a0a55848d4675591eee34c8cfc.png
||| pan i pani ||| dwie osoby ||| opowieść dwojga ludzi, którzy kochali ciepłe łuski i świszczący w uszach wiatr |||
https://i.pinimg.com/564x/c3/21/5a/c3215aa1a021c72ac67fd7a514035a81.jpg

. F A B U Ł A .
Wystarczy chyba, że oboje wiemy o co chodzi, czyż nie?
Ale jeśli ktoś jest ciekawy... Zapraszamy do czytania!

. B O H A T E R O W I E .
Pani >>> @Amasanii
Pan >>> @Suzuya

. R E G U L A M I N .
Znamy, kochamy i przestrzegamy. Tak jakby...
Powinien być już u nas wykuty na blachę~

. K A R T A  P O S T A C I .
Podstawowe dane, ciekawostki + arty

Mapa Ateii

Ostatnio zmieniony przez Suzuya (26-05-2021 o 13h55)


https://64.media.tumblr.com/4c9153591bd11b6f5bc681e84f1aa8d6/21cf7730123c3bbf-ee/s400x600/b8c1d966b15b5f96d26ecd83b1e273c8abfff172.jpg

Offline

#2 28-05-2021 o 13h19

Straż Cienia
Suzuya
Rekrutka
Suzuya
...
Wiadomości: 39

https://fontmeme.com/permalink/210529/32a68f37f24ac4bc8a7d38b58ba10d9f.png
https://i.pinimg.com/564x/73/69/6a/73696a4ad037e65ae84fdc082f6cdfd8.jpg
Seebra Vinterdew  •  dwadzieścia pięć lat  •  biseksualny mężczyzna  •  Smoczy Zwiadowca
urodzony końcem zimy pod znakiem jelenia     •     przyszedł na świat późną nocą w Vinhii
syn elfiego smoczego jeźdźca i ludzkiej zielarki     •     żyjący od dziecka w Smoczym Forcie
prawie białe, krótkie włosy • jasnoszare oczy • smukła,  harmonijnie umięśniona sylwetka
6'0" wysokości • brak znaków szczególnych i znamion • sporo większych i mniejszych blizn
blada cera naznaczona zwiadowczymi tatuażami • ukrywający nierówno pozrastane żebra
kiepski strzelec • nieufny wobec koni • stracił smoka i partnera w Czwartej Smoczej Wojnie
specjalizuje się w walce bronią o długim drzewcu • opiekun nastoletniej Veii, siostry Nerisa

Satvari


Ostatnio zmieniony przez Suzuya (29-05-2021 o 22h24)


https://64.media.tumblr.com/4c9153591bd11b6f5bc681e84f1aa8d6/21cf7730123c3bbf-ee/s400x600/b8c1d966b15b5f96d26ecd83b1e273c8abfff172.jpg

Offline

#3 29-05-2021 o 12h54

Straż Absyntu
Amasanii
Stażystka
Amasanii
...
Wiadomości: 44

https://lh3.googleusercontent.com/-XVnU39IcPxw/YLIfg8luvCI/AAAAAAAAFCA/Klm9L-wjOroHCA2B-O-KK9hg2IxvSAXfwCLcBGAsYHQ/cooltext385334944145764.png

https://pbs.twimg.com/media/DTpaudZWsAAG2sq?format=jpg&name=small
•Nie posiada nazwiska•

•19 lat•

•175 centymetrów wzrostu•

•Pół elf, pół człowiek•

•Blizna na twarzy biegnąca od wewnętrznego kącika prawego oka, przez nos aż do żuchwy po drugiej stronie•


Awelina jest owocem zakazanego związku: człowieka i elfa.
Podrzucona na schody świątyni w wieku niemowlęcym, długo nie mogła znaleźć domu - bowiem każda rodzina zastępcza
szybko dostrzegała różnice między Awe, a innymi dziećmi...jej odrobinę za długie i szpiczaste uszy, popielate włosy
oraz nienaturalnie jasne oczy. Tułała się po różnych domach, aż w końcu przygarnęło ją stare małżeństwo, które potrzebowało
dodatkowych rąk do pomocy w ich rezydencji. Po jej niemal dwuletnim pobycie w jednym miejscu, mieszkańcy zarówno rezydencji,
jak i okolicznej wioski nie zaakceptowali jej. Codziennie musiała zmagać się z dyskryminacją, poniżaniem i wyśmiewaniem. Nauczyła się chować
swoje uszy przed nowo poznanymi osobami, resztę wyglądu tłumacząc albinizmem. Trudne dzieciństwo nie złamało jej jednak - jedynie
wzmocniło, kształtując ją na silną i pewnie stąpającą po świecie kobietę.. Sama uznaje się za nieprzynależne do żadnej rasy wynaturzenie
- odrzucona zarówno przez ludzi, jak i elfy.

Saarthal



https://lh3.googleusercontent.com/-sAkWskdU8ig/YLIn9hWy8BI/AAAAAAAAFCQ/QNJMdu3xhNQcBaH1tvvskh7muFHBx05NwCLcBGAsYHQ/w113-h200/PinClipart.com_tattoo-clip-art_5277627.png

Ostatnio zmieniony przez Amasanii (06-06-2021 o 10h13)


https://lh3.googleusercontent.com/-vm7PgXjGpbs/YLIxKrPKk-I/AAAAAAAAFCY/6Y_aLShOEnMiIq2tZVJGm7t3cAWtwvBpwCLcBGAsYHQ/s16000/miniaturka.png

Offline

#4 05-06-2021 o 11h24

Straż Cienia
Suzuya
Rekrutka
Suzuya
...
Wiadomości: 39

____________________________________________https://fontmeme.com/permalink/210529/32a68f37f24ac4bc8a7d38b58ba10d9f.png
          Czarna bryła Smoczego Fortu rzucała złowrogi cień na miasteczko, które leżało u podnóża urwiska. Tego dnia gęsta kurtyna mgły zbliżającego się zmierzchu chroniła trenujących jeźdźców przed spojrzeniami ciekawskich cywili, jednak Seebra wiedział, że w słoneczne letnie dni miejska młodzież przygląda się powietrznym akrobacjom i marzy o lataniu. On znał wielu ludzi, którzy o tym marzyli. Młode dziewczyny zamknięte w zamtuzach, zmęczone życiem w rodzinie żony, chłopcy pracujący w tartaku lub rybim targu na wybrzeżu. Pragnących było mnóstwo, ale prawdziwe skrzydła mogli dostać nieliczni. Skrzydła te mogły być błoniaste, miękkie jak papier, pokryte łuskami przypominającymi pióra lub przyozdobione drobnymi rogami. Nieważne jak by nie wyglądały, zawsze były ciepłe w dotyku i przyjemnie kojące dla skołatanych nerwów. Wiedział to od zawsze, ponieważ jako dziecko, kiedy tylko mógł szukał schronienia pod szeleszczącymi, złotymi skrzydłami Ladry. Ojciec wówczas podejmował grę i bawiąc się w chowanego szukał syna, a smoczyca sprytnie chowała go w zwojach pergaminu, które zalegały w jej leżu. Kilkanaście lat później wylegiwał się w czerwonym kaftanie na silnych skrzydłach Partiti, a jej grube łuski w kolorze ultramaryny nagrzewały się przyjemnie w promieniach południowego słońca. Ostatni raz ukojenia w skrzydłach doznał pięć lat temu, kiedy po omacku z opuchniętą, spływającą krwią, łzami oraz czarnym tuszem twarzą wszedł do leża Satvariego. Smok próbował sykiem, trzepotem czerwonych kołnierzy i ciężkim smrodem siarki wypędzić go z swojej samotni, lecz ostatecznie obydwoje się poddali. Seebra tamtą noc spędził w kokonie z czerwonych błon, zalewany bólem i falami wspomnień. Teraz u smoków szukał towarzystwa, poczucia obecności.
          Dlatego schodząc spływającymi wilgocią, krętymi schodami schodził na coraz niższe kondygnacje podziemi. Słyszał rozmowy jeźdźców, śmiechy rekrutów oraz wszędobylski brzdęk osuwających się na kamień monet. Smoki z lubością wylegiwały się na zgromadzonych przez siebie kosztownościach. To był wyznacznik ich statusu. Nie potrzebowały kolorowych mundurów, ani wytatuowanych wzorów na licach. Liczyły się góry śniedziejących monet, gnijących pergaminów oraz pokruszonych pod szponiastymi łapami, kolorowych klejnotów. Nim zdołał zrobić kolejny krok, poczuł jak czyjaś dłoń chwyta go za ramię. Odwrócił się zaskoczony, spoglądając na młodą i uśmiechniętą twarz najnowszego nabytku w szeregach Smoczych Zwiadowców. Czarnowłosy Sirragh miał na wysokich kościach policzkowych strzeliste, ażurowe wzory przypominające do złudzenia kościane skrzydła. Był zbyt młody, zbyt optymistyczny i zbyt chętny do pracy. Jego smoczyca zginęła podczas potyczki z dzikim osobnikiem. Ten chłopak miał w sobie za dużo potencjału, który w ciągu dwóch lat nie został rozwinięty dostatecznie... I Sirragh podejrzanie często spędzał czas z Vią, co Seebrze nie podobało się podwójnie, odkąd elfka została pod jego opieką.
          - Bracie Vinterdew! - mruknął, pochylając nieznacznie głowę w geście grzecznościowym wobec starszego stażem. - Czy jutro jeździec Via będzie miała czas po wieczornym sparingu?
          Szare oczy półelfa zmrużyły się nieznacznie, a potem stanął przed chłopakiem i przechylił głowę.
          - Jeździec Via ma czas wolny jedynie między obiadem a kolacją wytyczaną przez kościany dzwon, bracie Faet - powiedział, odwracając się z powrotem by zejść poziom niżej. Czuł jak dłoń młodzieńca zsuwa się z jego ramienia, dlatego po przejściu dwóch stopni zatrzymał się i westchnął ciężko. Cholera, przecież też kiedyś miał siedemnaście lat. - Będzie miała wolny wieczór w biały dzień, wówczas będziecie mogli się gdzieś wybrać - stwierdził.
          Nie czekając na podziękowania ze strony bruneta, zniknął w mroku klatki schodowej, sunąc dłonią po ciemnych blokach ściany. Kierując się do leża Satvariego, starał się wyrzucić z głowy promiennego uśmiechu Sirragha. Odkąd Seebra został pięć lat temu sam z jedenastoletnią Vią, musiał zastąpić jej Nerisa najlepiej jak potrafił. Musiał stać się dla niej starszym bratem, rodzicem i przyjacielem. Musiał stać się kilkoma osobami zamkniętymi w ciele zmęczonego IV Smoczą Wojną jeźdźca, który stracił smoka. Musiał na swoich barkach dźwigać odpowiedzialność za jeszcze jedną osobę. Małą, czarnowłosą i o strzelistych uszach. To było jego oczko w głowie. Przechodząc korytarzem z impetem naparł na żelazną kratę, którą dostał się do jaskini przypominającej wyglądem olbrzymi, krągły garnek. Pośrodku wspinał się szeroki kopiec monet, na którym wylegiwał się czarny jaszczur. Słysząc huk zamykanej kraty, uchylił leniwie powieki i z zmierzył Seebrę uważnym spojrzeniem szkarłatnych ślepi. Wąskie, pionowe źrenice rozszerzyły się na sekundę, a stworzenie podniosło łeb z ciężkim, wibrującym pomrukiem.
          - Witaj Satvari - szepnął zwiadowca, wspinając się chwiejnie po stosie monet, by zbliżyć się do smoka. Dotknął silnych mięśni łap, które kryły się pod plastycznymi, czarnymi łuskami. - Co powiesz na krótką przejażdżkę, żeby oczyścić umysł? - zapytał, chwytając się płaskich łusek, które wyrastały gadowi pionowo z linii grzbietu. Mocno podciągnął się i ustawił nogę na usłużnie podstawionej łapie, aby wybić się do góry. Przerzucił nogę przez smoczy kark, starając się usadzić u podstawy długiej szyi. Jazda na oklep dawała mu o wiele więcej swobody niż w siodle. Nim zdołał jednak dostatecznie się rozluźnić, rozniósł się huk w podziemiach. Korytarze i ściany drgały w rytmie uderzeń kościanego dzwonu, który wybijał teraz sygnał alarmu. Satvari zasyczał głośno i nastroszył się, chcąc przekazać swoje zirytowanie. - Tak, masz rację... To pewnie ona, bo żadne inne stworzenie nie zniszczyłoby łańcucha - mruknął, prostując się i szybkim spięciem ciała informując gada pod sobą, że jest gotowy do lotu.
          Satvari ociężale podniósł się, a następnie zaczął kierować się w stronę tunelu, który prowadził z leża na sam skraj urwiska. Seebra bujał się na karku smoka, tak jak jego czystej krwi kuzyni bujają się na grzbietach swoich jeleni o rozłożystych, krętych porożach. Co jakiś czas odchylał się do tyłu, aby jego głowa nie została na jednym ze stalaktytów. Słyszał, że kilkadziesiąt lat temu było mnóstwo uszkodzeń ciał i zgonów, spowodowanych przez te skalne nacieki. Jednak ostatnimi czasy było o tym cicho, ponieważ większość jeźdźców kazała usuwać zawadzające im przeszkody. Nie zdążył nawet mrugnąć, kiedy poczuł chłodny powiew wiatru przeczesujący mu włosy i wkradający się pod czarny materiał kurty. Uśmiechnął się pod nosem, a następnie pozwolił bestii rozłożyć skrzydła, wykonać daleki skok w stronę wioski i sekundę później wzbić się w powietrze. Och, jak on kochał to uczucie wolności.

Ostatnio zmieniony przez Suzuya (05-06-2021 o 12h00)


https://64.media.tumblr.com/4c9153591bd11b6f5bc681e84f1aa8d6/21cf7730123c3bbf-ee/s400x600/b8c1d966b15b5f96d26ecd83b1e273c8abfff172.jpg

Offline

#5 06-06-2021 o 02h30

Straż Absyntu
Amasanii
Stażystka
Amasanii
...
Wiadomości: 44

__________________________________________________________ https://lh3.googleusercontent.com/-XVnU39IcPxw/YLIfg8luvCI/AAAAAAAAFCA/Klm9L-wjOroHCA2B-O-KK9hg2IxvSAXfwCLcBGAsYHQ/cooltext385334944145764.png

____________________________________________________ *1206 rok Smoczej Ery, gdzieś w okolicach północnej Venhii*


       Biało odziana postać niemal wtapiała się w krajobraz. Zbliżała się zima, chociaż jakiś przejezdny mógłby stwierdzić, że tutaj zima panuje cały czas. Śnieg padał przez trzysta dni w roku, nie mając miłosierdzia dla rolników. Większość mieszkańców tych terenów zajmowała się więc hodowlą : kóz, krów, owiec. Liczba ludności nie przekraczała dwustu w żadnej wiosce czy wsi - prawdę mówiąc, ludzie bali się tu osiedlać. Od jednej z nich, Zømersnew, był tylko rzut beretem do Dzikich Gór, jak nazywali je wszyscy. Nieliczni myśliwi zapędzali się w Dzikie Góry, miejsce zamieszkane przez nieposkromione, wolne smoki. O tym miejscu krążą legendy, którymi straszy się dzieci na dobranoc. Każdy nastolatek wie już jednak, że to czcze gadanie i bujdy, którymi nie należy się przejmować. Oczywiście nikt nie podważa istnienia smoków - sądzi się jednak, że zapadły one w bardzo długi sen lub mają tam zbyt dużo pożywienia, by niepokoić niżej położnych ludzkich sąsiadów. Nikt nie widział smoka w tych stronach od pięćdziesięciu lat. Serce Dzikich Gór, gdzie ponoć mieści się dolina pełna zwierzyny, i tak było nie do zdobycia dla człowieka - to tam, według podań, głęboko w swoich pieczarach śpią skrzydlate potwory, które tylko czekają na przebudzenie...
       Na horyzoncie ukazał się pokaźny budynek z kamienia, w oddali zamajaczyły Dzikie Góry. Biała postać przyspieszyła kroku. Wprawne oko dostrzegłoby, że osłania coś przed chłodnym wiatrem, chowając w połach płaszcza. Budynek okazał się pokaźnych rozmiarów świątynią z kamienia, na dachu stał posąg boga światła - Azury. Świątynia miała być ostatnim schronieniem dla myśliwych i żadnych przygód szaleńców, wyprawiających się w królestwo smoków. Nieznajomy pokonał kilka stopni dzielących go od przedsionka, pochylił się do ziemi i chwilę trwał w tej pozycji. Gdy wstał, na odśnieżonej posadzce leżało coś w kształcie bochenka chleba. Nie było to jednak żadne jedzenie, bowiem zawiniątko poruszyło się zaraz niespokojnie i zaszlochało przy spotkaniu z mroźnym podmuchem wiatru. Osobnik w białym przebraniu oddalił się, wyciągnął dłoń - a jakaś niewidzialna siła pchnęła wrota, otwierając je i prawdopodobnie budząc tym samym mieszkańców świątyni. Bochenek zapłakał jeszcze głośniej, jakby chcąc zwrócić na siebie uwagę. Nieznajomy ruszył przed siebie - ale nie w kierunku, z którego przyszedł...tylko w stronę skutych wieczną zmarzliną szczytów.

***

Znajdę cię, mój Jeźdźcu.


       Awelina nigdy nie była lubiana wśród żadnej społeczności. Z początku podejrzewała, że to z powodu blizny zdobiącej niemal połowę jej twarzy. Mimo to nie można było powiedzieć, że jest szpetna - stwierdzenie, iż jest piękna zależy już od gustu. Nigdy nie chodziła brudna i zaniedbana, myła się częściej niż raz w tygodniu (co reszta mieszkańców uważała za przesadę - "raz w tygodniu wystarczy"). Wielu uważało, że straciła swój główny atut, gdy obcięła włosy do ramion - nie zmniejszyło to jednak liczby jej adoratorów. Nastoletnia Awelina szybko zrozumiała, że chłopcy nie zważają na jej charakter, ani nawet na niczego sobie urodę. Fascynowała ich jej egzotyczność, pokładali wiarę w przesądy w stylu "Będziesz miał branie wśród reszty kobiet po spędzeniu nocy z elfką". Nie chciała nikogo rozczarować, ale była tylko pół elfką - choć jej wygląd wskazywał na co innego: porcelanowa skóra, nietypowy kolor włosów (śnieżnobiały), jasnoniebieskie oczy oraz długie kończyny, którymi poruszała z taką wrodzoną gracją, iż zyskała sobie wrogów w większości dziewczyn. Jedynie uszy zdradzały, iż nie była pełnej krwi - prawdziwy elf od razu zauważyłby subtelną różnicę w ich kształcie i długości. Pewnego dnia zjawił się w jej ówczesnym zastępczym domu handlarz - nie byle jaki, bo elficki. Przywiózł najlepszą stal i pancerze wykonane przez pobratymców, pan domu niemal już dobijał z nim targu...gdy kupiec zobaczył biegnąca korytarzem Awelinę.
- Mieszaniec - prychnął z niesmakiem i zawinął błyskawicznie swój kram, porzucając negocjacje.
Pan domu był tego dnia bardzo rozgniewany i nie szczędził dziewczynce pasa.
    Wszelkie poniżenie i zawiść, jakie ją spotkały - nie złamały jej, wręcz wzmocniły i sprawiły, że jako dorosła osoba nie pozwala nikomu podnieść na siebie ręki - uciekała z każdego domu, w którym miało to miejsce. Jako siedemnastolatka trafiła na dwór państwa Svenów, założycieli wsi Zømersnew. Byli to ludzie w podeszłym już wieku, pragnący jedynie spokoju i porządku - zazwyczaj po prostu nie zważali na obecność półelfki, dopóki robiła swoją robotę. Mogła wychodzić z domu kiedy chciała, nikt nie ustalał jej godzin policyjnych ani nie strofował za noc poza domem. Obie strony po prostu wzajemnie akceptowały swoją obecność, nie wchodząc sobie w drogę. Dni mijały szybko i zanim dziewczyna się obejrzała, minęły już dwa lata. Była dorosła od prawie roku, mogła iść dokądkolwiek...tylko właśnie gdzie? Nie znała swojej rodziny, była mieszaną przybłędą, którą ktoś podrzucił na schody świątyni. Tu przynajmniej miała dach nad głową i ciepły posiłek raz dziennie. Znała wszystkich we wsi, a oni tolerowali jej obecność - nie wchodząc jej w drogę. Wiedziała jednak, że cała sielanka może runąć w każdej chwili...jak domek z kart. Wystarczy jeden błąd, a obrócą się przeciwko niej. Była tylko osieroconą przybłędą.
       Był to dzień jak co dzień, słońce niemal już zachodziło za horyzont, robiło się chłodno i ciemno - codziennie o tej porze chodziła nad zamarznięte jezioro, które było tak rozległe, że ciągnęło się aż do oddalonego o parę dobrych kilometrów urwiska. Awelina już miała zamiar ruszyć spowrotem, gdy na tle nieba - tuż nad urwiskiem - zauważyła ciemny kształt, który zdecydowanie nie mógłby być chmurą. Czarny punkt zdawał się powiększać z każdą sekundą, po niecałej minucie zaobserwowała skrzydła.
- Co to za wielki ptak...- urwała, rejestrując jeszcze większe przyspieszenie lotu kreatury.
Stała jak zahipnotyzowana, wpatrując się w coraz większego smoka. Nigdy wcześniej nie miała okazji widzieć tego stworzenia (nie licząc ilustracji w książce), mimo że Smoczy Fort znajdował się zaledwie dwa dni drogi marszu stąd - kadeci nie latali w stronę Dzikich Gór. Gad zniżył lot, zahaczył skrzydłem o zlodowaciałe jezioro...i runął w dół. Rozległ się ogromny huk, który obudziłby zmarłego z grobu, w jeziorze powstała ogromna dziura, a woda chlusnęła parę metrów w górę. Smok zniknął pod powierzchnią.
- Niech to...- Awelina nie mogła uwierzyć, że jej pierwsze spotkanie ze smokiem okazało się śmiertelne dla tego majestatycznego stworzenia...naprawdę miała aż takiego pecha? Serce niemal jej podskoczyło do gardła, gdy po chwili smok wygramolił się niezdarnie z wody i wzbił ponownie w powietrze, obrzucając okolicę kroplami cieczy. Tym razem spokojnie podleciał na brzeg, zatrzymując się tuż przed dziewczyną. Czy czuła strach? Oczywiście, że tak. Tylko głupiec by się nie bał. Bestia była pokaźnych rozmiarów, łeb miała spokojnie większy od tułowia Aweliny. Liliowe łuski przechodziły w biały przy pysku, by zczarnieć na czubku głowy. Całkowicie białe oczy nigdy nie zdradzały, w którą stronę patrzy.
- Czy jesteś ślepa...? - mruknęła półelfka do siebie pod nosem
Widzę wyraźniej, niż większość moich pobratymców.
Głos w głowie wydał się Awelinie znajomy. Nie raz nachodził ją w snach. Resztki strachu przed wielką kreaturą zniknęły całkowicie, pojawiło się poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia. Czy to smok właśnie do mnie przemówił? Czy one potrafią się komunikować telepatycznie? Kompletnie nic nie wiedziała o tych istotach, w wiosce był to temat wręcz zakazany.
- Ja...czy ty do mnie mówisz?
Stworzenie przekrzywiło zabawnie łeb w bok, a Awe była pewna, że białe oczy patrzą teraz tylko na nią. Poczuła rozbawienie i lekką irytację, emocje te nie należały jednak do niej. Łuskowata głowa zbliżyła się na wyciągnięcie ręki, którą dziewczyna bez wahania wyciągnęła przed siebie, nie dotykając jednak smoka. Pysk zbliżył się jeszcze bliżej, a półelfka poczuła ciepło wolno rozchodzące się po ciele, serce zaczęło jej bić w nienaturalnym rytmie. Nogi się pod nią ugięły.
Nagle wszystko spowiła ciemność.

Ostatnio zmieniony przez Amasanii (06-06-2021 o 02h31)


https://lh3.googleusercontent.com/-vm7PgXjGpbs/YLIxKrPKk-I/AAAAAAAAFCY/6Y_aLShOEnMiIq2tZVJGm7t3cAWtwvBpwCLcBGAsYHQ/s16000/miniaturka.png

Offline

#6 10-06-2021 o 21h04

Straż Cienia
Suzuya
Rekrutka
Suzuya
...
Wiadomości: 39

____________________________________________https://fontmeme.com/permalink/210529/32a68f37f24ac4bc8a7d38b58ba10d9f.png
          Satvari pomimo swojego olbrzymiego ciężaru leciał bardzo płynnie i był nad wyraz zwrotnym smokiem. Seebra mimowolnie rozłożył ramiona na boki, czując mocny powiew wiatru na wytatuowanej twarzy. Z błogością przymknął oczy, spinając wszystkie mięśnie, aby nie spaść ze smoczego grzbietu. Lot w górę urwiska był jednym z najtrudniejszych manewrów wśród kadetów. Wymagała od jeźdźca niezwykłego wyczucia równowagi, a także ogromnej dozy zaufania do swojego wierzchowca. W końcu nie każdy gad byłby w stanie uratować swojego człowieka przed upadkiem z takiej wysokości. Niemniej Seebra Vinterdew się nie bał. Wielokrotnie w przeszłości obserwował poczynania Satvariego, zapamiętując mimowolnie nawet najmniejsze zmiany w jego postawie. Nie było niczego co mogłoby go zaskoczyć. Docierali się do perfekcji pięć lat, aby stworzyć ostatecznie jedną z najbardziej zgranych, choć niezwiązanych, par. Nie potrzebowali czytać sobie w myślach, aby wiedzieć co muszą zrobić i jak się zgrać. Dlatego kiedy bestia zaczęła wyrównywać lot, zwiadowca zerknął w dół przez prawe ramię by obejrzeć dokładnie dziedziniec Smoczego Fortu. Następnie przesunął spojrzeniem wzdłuż głównej ścieżki, aby zlokalizować jeden z drobnych składzików broni, którego zwykle używał on oraz jego bracia. Miękkim ruchem zatoczył dłonią w rękawiczce łuk, sunąc po czarnych łuskach. Następnie poczuł pod mięśniami jak smok lekko skręca ciało, zaczynając krążyć nad terenem budynku.
          Białowłosy wziął głęboki wdech, starając się uspokoić galopujące z ekscytacji serce. Znajdowanie się w powietrzu dawało mu nieopisane poczucie wolności, które na chwilę wyrywało go z trudów codziennego życia zdegradowanego jeźdźca. Przez jedno uderzenie serca znów miał bladą twarz pozbawioną tatuaży, szeroki uśmiech goszczący na wargach, a pod sobą ultramarynowe łuski. Przez jedno uderzenie serca znowu widział roześmianego Nerisa i jego długie, czarne włosy rozwiane z finezyjnego kucyka. Przez ten jeden, krótki moment czuł ich wspólną radość z lotu, gorące uczucie jakim siebie darzyli, płonące pożądanie, w którym tonęli nieraz i parę nocy z rzędu. A potem wracała do niego rzeczywistość, z którą już dawno się pogodził.
          Wiedział, że smok coraz bardziej obniża lot i wykręca ciało, aby ustawić skrzydła prostopadle po ziemi. Seebra powolnym ruchem przesunął jedną z nóg nad grzbietem, zsuwając się na prawą łapę Satvariego, którą wyprostował nieznacznie by zwiadowca mógł w niej znaleźć oparcie. Obserwował uważnie skrzydło, wyczekując odpowiedniego momentu, aby się wdrapać w miejsce stawu; gdzie kości skrzydła łączyły się z stawem przygrzbietowym. Robiło się coraz bardziej stromo, gad coraz bardziej się okręcał. Dlatego po ostatnim, nieznacznym drgnięciu chwycił się łusek na łuku skrzydłowym i pociągnął się, osiadając na wydętej błonie. Siedział przy jednym z palców, wspierając się na nim. A potem, w odpowiednim momencie, po prostu opadł na plecy i zsunął się gładkim ruchem, opadając ciężko na ziemię. Upadek zamortyzował prostym koziołkiem, a następnie wyprostował się spoglądając jak w jednej chwili Satvari wyrównuje lot i nurkuje w dół urwiska. Mężczyzna nie tracąc czasu ruszył szybkim krokiem w stronę małej zbrojowni. Szybkim ruchem otworzył niezabezpieczone kłódką drzwi, rozglądając się po pomieszczeniu tonącym w półmroku. Mgła i nadchodzący zmierzch mogły przez chwilę działać na korzyść zbiegłej smoczycy, jednak to tylko kwestia czasu. Jeszcze nie miała z nim do czynienia. Wnet wypatrzył swoją partyzanę zakończoną zgrabnym obosiecznym grotem wykutym z czarnego żelaza, wzmocnionego smoczym szkliwem. Wprawnym ruchem w dwie pętelki na plecach kurty (jedną przy lewym ramieniu, drugą przy prawym biodrze), a także sięgnął po zakończony drobnym hakiem harap. Jego również przytroczył do biodra. Później opuścił sprawnie zbrojownię, nie domykając za sobą drzwi. Ruszył tylko w stronę brzegu urwiska, ostatnie parę metrów pokonując biegiem.
          Mocno wybił się tuż przed krawędzią, pozwalając sobie na chwilę bezwładnego spadania w zasnutą mgłą otchłań. Nim jednak zdołał się obejrzeć, już czuł wpasowujące się pod niego ciepłe ciało. Nie mogąc się powstrzymać poklepał kompana po szyi, kiwając mu w uznaniu głową.
          - Zawsze wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć w kwestii idealnego wyczucia czasu - stwierdził, nachylając się nieznacznie by smok mógł przyspieszyć. Sunęli bezszelestnie po ciemniejącym niebie, zmierzając w stronę gęstego lasu otaczającego okoliczne wioski i miasta. Smoczyca nie mogła się daleko ukryć. Oni natomiast już zaraz staną się niewidoczni, a co za tym idzie... piekielni skuteczni.


https://64.media.tumblr.com/4c9153591bd11b6f5bc681e84f1aa8d6/21cf7730123c3bbf-ee/s400x600/b8c1d966b15b5f96d26ecd83b1e273c8abfff172.jpg

Offline

Strony : 1