Forum

Strony : 1

#1 03-04-2018 o 00h35

Straż Absyntu
Eviod
Nowo przybyła
Eviod
...
Wiadomości: 1

Słowem wstępu:

Pierwszy raz korzystam z forum i dodaję cokolwiek publicznie, dlatego jeśli coś nie gra, byłabym wdzięczna za wytknięcie mi błędów.
Uczę się dopiero jak się integrować...

W każdym razie
Opowiadanie jest komedią, a główną rolę odgrywa tutaj nasza Gardienne. Odkrywa pewien sekret i stara się zapanować nad sytuacją. Jak w opisie stoi - historia dotyczy pary NevraxEzarel. Żeby ktoś się nie zdziwił w trakcie, haha.
Zapraszam serdecznie do czytania!


https://s7.postimg.org/a3oh5bntn/fgdfgd.png


Gardienne obudziła się ze świadomością, że to jej wolny dzień. Żadnych obowiązków, zajęć, misji. Mogłaby cały dzień przeleżeć i choć raz nie pakować się w kłopoty. Trudno przecież sprowadzić zagładę (nawet jeśli tylko na siebie) w swoim własnym pokoju, prawda?
Z tą myślą obróciła się na drugi bok, wtuliła się w poduszkę i z leniwym uśmiechem zamknęła oczy. Ta błogość trwała całe pięć minut, bo zaraz dziewczyna poderwała się z łóżka. Przecież nie mogła tak po prostu leżeć. To niedopuszczalne!
Ubrała się pospiesznie, nakarmiła i poklepała chowańca po główce, po czym wybiegła z pokoju z głową pełną planów. Niewinnych planów! Samo zwiedzanie, może poznanie nowych ludzi i oczywiście kilka rozmów ze znajomymi. Nic groźnego.
Już na korytarzu spotkała Miiko i pomachała jej wesoło. Kitsune uniosła na nią brew i mruknęła jakieś “dzień dobry”. Najwyraźniej nie miała zbyt wiele czasu, bo nawet się nie zatrzymała. Gardienne nie odebrało to ani trochę energii i zaraz podążyła dalej. Weszła do biblioteki, ale zaraz wyszła, bo zauważyła Kero i Ykhar pochylających się razem nad jakimś zwojem. Wyglądali tak absolutnie uroczo, że cokolwiek między nimi było, nie chciała im teraz przeszkadzać. Wycofała się i uznała, że pójdzie poszukać któregoś z chłopców.
Zaraz po wyjściu z biblioteki zauważyła Leiftana. Podeszła do niego żwawym krokiem, bo miała wrażenie, że zaraz wybuchnie, jeśli z kimś nie porozmawia. Czy dzisiaj wszyscy musieli być zajęci?
- Cześć! Co u ciebie? - zagadnęła. Możliwe, że wyglądała trochę na zdesperowaną.
- O, hej - przywitał się, posyłając Gardienne uśmiech. - Właśnie szukam Miiko, mam coś dla niej - pomachał plikiem kartek, który trzymał w ręku.
- Och… To pewnie pilne, racja, nie przeszkadzam - próbowała unieść kąciki ust, ale pewnie wyglądało to jak paskudny grymas.
- Miłego wolnego dnia - powiedział jej na odchodne. “Niech ten wolny dzień się wypcha”, chciała odpowiedzieć, ale nie mogła obwiniać Leiftana o to, że inni mieli co robić.
Oczywiście dziewczyna była nieugięta. Skoro nie miała żadnej misji na dziś, sama sobie jedną da. Jej misja od tej chwili to: “Znajdź kogoś, z kim możesz porozmawiać”, potem będzie improwizować.
Zacisnęła pięści i z uniesioną głową poszła odwiedzić Valkyona. Zastała go w Kuźni. Z werwą podeszła i już miała otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, kiedy ten uniósł dłoń do góry i stwierdził, że jest zajęty. “Chyba sobie ze mnie żartujesz”, już miała powiedzieć, ale Valkyon znów ją powstrzymał tym samym gestem. Westchnęła głośno i dramatycznie, po czym wyszła. Mogła mu pokazać środkowy palec dla zasady, ale znów się upomniała. To, że ona ma wolny dzień, nie znaczy, że inni mają.
Kolejną jej ofiarą był Ezarel. Weszła do Laboratorium Alchemii, jakby to miejsce należało do niej. Zastała elfa odkurzającego półki. Obejrzał się przez ramię, żeby sprawdzić kto mu przeszkadza i westchnął z bólem widząc ją w progu.
- Czego chcesz?
- Mi też cię miło widzieć! - uśmiechnęła się szeroko. - Jak tam życie mija?
- Poważnie? Zabierasz mi czas, żeby pytać o moje samopoczucie? Spadłaś w dzieciństwie na głowę, czy co ci się stało, że masz tak nierówno pod sufitem? - spojrzał na nią ze skrzyżowanymi rękami na piersi i zmarszczonymi brwiami. Może Gardienne nawet by wyszła bez słowa, gdyby tej postawy nie psuła ściereczka do kurzu w dłoni elfa.
- Nudzę się - wyznała, ignorując jego komentarze. - Co mogę dziś zrobić?
- Idź się zgub w lesie, to ci dobrze wychodzi - powiedział, nadal z niezadowoloną miną.
- Wiem, że za mną nie przepadasz, ale jesteś dziś wyjątkowo niemiły, coś się stało? - teraz się zaczęła martwić. Już od pierwszej chwili wyglądał jakoś niewyraźnie. I jeszcze to zamiatanie kurzy. Przecież tu błyszczy!
- Nie twój zakichany interes.
Okej, teraz była pewna, że coś nie gra. Przewróciła oczami i w swojej mentalnej liście skreśliła pozycję “Znajdź kogoś, z kim możesz porozmawiać” i zamieniła to na “Dowiedz się czemu Ezarel ma zły humor”. Wyszła więc pospiesznie - ku uldze elfa.
Teraz musiała znaleźć Nevrę. On musiał coś wiedzieć!
Nie musiała nawet szukać, bo wampir jak na zawołanie pojawił się przed nią. Tylko tutaj znów coś nie grało. Nevra trzymał… kwiaty? Gardienne rozszerzyła oczy i uniosła brwi, bo tego się nie spodziewała. Chłopak gdy ją zauważył w pierwszym odruchu chciał schować bukiet za siebie, ale zorientował się, że to nie ma sensu.
- Cześć - przywitał się trochę niezręcznie. Zupełnie jakby został przyłapany na gorącym uczynku. Co on takiego kombinował? - Nie masz dziś żadnej misji? - spytał szybko.
Czy on właśnie próbował ją spławić? Po jej trupie! Nie da się tak traktować.
- Akurat mam wolny dzień - uśmiechnęła się słodko. - A dla kogo te kwiaty, hm? - palnęła z grubej rury, nie będzie się przecież powstrzymywać. Jeśli Nevra ukrywa kochankę to ona m u s i wiedzieć kto to!
- Tak sobie chciałem wstawić do pokoju…
Gardienne zaczęła w tym momencie wątpić w jego inteligencję. Skrzyżowała ręce na piersi i zaczęła uderzać stopą o podłogę. Czekała na poważne wyjaśnienia, a nie jakieś dyrdymały! Nevra uniósł głowę ku górze, jakby tam miał znaleźć rozwiązanie swojego problemu. Dziewczyna nie zamierzała odpuszczać, a wampir zdążył się przekonać, że z nią nie ma żartów.
- Pokłóciłem się z kimś i chciałem przeprosić,okej? - westchnął ciężko, ale na nią nie patrzył.
- A co takiego narobiłeś? Może pomóc ci ją jakoś udobruchać? - Gardienne już zdążyła zapomnieć o swojej poprzedniej misji, bo właśnie miała przed sobą nowe wyzwanie. Pewnie o wiele łatwiej będzie dogadać się z dziewczyną niż dowiedzieć się co takiego siedzi w głowie Ezarela.
- Słuchaj, to nie takie proste - zrobił się nagle jeszcze bardziej nerwowy. Teraz POWAŻNIE zaczęła się zastanawiać z kim się umawiał, że aż nie chciał jej powiedzieć. Może była starsza? Albo… MOŻE TO BYŁA MIIKO?! Przez tę myśl aż jej się zakręciło w głowie.
- Mi możesz powiedzieć! Jakoś to rozwiążemy - chciała go zachęcić,ale ten się tylko bardziej skrzywił.
- Gardienne, naprawdę chciałbym to załatwić sam…
- Oj daj spokój, już nie bądź taki uparty!
- Gardienne, poważnie ja…
- Mogłabym z nią pójść na spacer, spokojnie wszystko przegadać, a potem bym ci dała znać na czym stoisz i…
- TO NIE JEST DZIEWCZYNA  - Nevra nie wytrzymał i krzyknął. Wypuścił głośno powietrze przez usta, a zaraz wziął kilka głębszych oddechów.
- Co… Ale jak… - Gardienne zamrugała szybko. Stała jak wbita w ziemię i patrzyła na czerwonego jak burak wampira. Co. Co. Cocococo? Takiej odpowiedzi nie wzięła pod uwagę. W końcu Nevra uwielbia flirtować z dziewczynami! Nawet się z tym nie kryje.
- Okej, nie ma sprawy, to mogę pogadać z nim w takim razie, to nic nie zmienia - odchrząknęła, próbując przetworzyć nową wiadomość.
- Gardienne, myślę, że jesteś ostatnią osobą,z którą on chciałby rozmawiać…
I wtedy ją olśniło. A niech ją dunder świśnie! Otworzyła szeroko usta, ale zaraz je zamknęła. Nie chciała sprawić, żeby Nevra poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie przez jej głupie reakcje.
Teraz zachowanie Ezarela w końcu miało sens! Jeśli wszystko pójdzie po jej myśli wykona dwa zadania za jednym zamachem!
- Dobra, co powiedziałeś Ezarelowi? - położyła ręce na biodrach z jeszcze bardziej zaciętą miną. Nevra nawet nie wyglądał na zaskoczonego, że tak szybko się domyśliła. Najwyraźniej był już zmęczony tą rozmową.
- On... On chciał przestać robić z tego sekret, ale ja powiedziałem, że to jeszcze za wcześniej i się pokłóciliśmy. Chodzi wściekły jak osa i  prawie rozbił fiolkę na głowie Kero, więc rozumiesz… Poważna sprawa - wyjaśnił w końcu.
- Czekaj, ile jesteście razem?
- Pół roku?
- PÓŁ ROKU?! - Gardienne wykrzyknęła cienkim głosem. Złapała się za głowę. Jak mogła tego nie zauważyć przez pół roku?! Nie mogli być aż tak ostrożni! Coś musiała zauważyć. Zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć cokolwiek i nagle to do niej doszło. Te wszystkie ich spojrzenia i małe uśmieszki, duma jednego, gdy drugi dobrze coś zrobił, a nawet to jak klepali się po plecach, czy żartowali we dwójkę. Na pierwszy rzut oka mogło się to wydawać jako całkowicie przyjacielski akt, jednak wszystko było bardziej intymne, a niektóre gesty były zarezerwowane tylko dla nich dwóch. Wystarczyło chcieć to zauważyć.
- Nevra, nie chcę tego mówić, naprawdę nie, ale Ezarel ma rację. Nie możecie się tak chować! Musisz być tym zmęczony, a związek to nie powinno być więzienie - uśmiechnęła się do niego lekko, chcąc mu dodać otuchy.
- Wiem, ale… - westchnął ciężko i zmarszczył brwi. Nawet nie wiedział czym jest jego “ale”. Po prostu się głupio bał. Gardienne spojrzała na niego ze współczuciem. Dała mu chwilę, żeby pozbierał myśli, aż w końcu ten otworzył usta:
- Powiem mu, że chcę wszystkim powiedzieć. Zasługuje na to - po dłuższej ciszy w końcu postanowił. Musiał się przecież przełamać. Stał na czele straży, a nie potrafił przyznać się do własnych uczuć? Nie do przyjęcia.
Gardienne uśmiechnęła się szeroko i mocno go przytuliła. On oddał uścisk, czując się lżejszy na duszy.
Tę chwilę przerwało ciche klaskanie. Oboje spojrzeli w tamtą stronę. Ezarel stał oparty o framugę i bił im brawo. No tak, przecież przez cały ten czas stali przed Laboratorium. Elf pewnie wszystko słyszał.
- Hej, bo ja… Wiesz - Nevra podrapał się po karku i nieśmiało patrzył w kierunku Ezarela. NEVRA! NIEŚMIAŁO! Niesłychane! Gardienne musiała powstrzymać "aww”, które cisnęło się jej na język.
- Hm? Nie usłyszałem? - Ezarel przyłożył dłoń do ucha i udawał, że nasłuchuje.
- Przepraszam. Masz rację, a to ja jestem tutaj upartym durniem i powinienem był wszystkim dawno powiedzieć - wystawił przed siebie kwiaty, a Ezarel uśmiechnął się szeroko i podszedł do niego, po czym pocałował zaborczo.
Teraz Gardienne nawet nie próbowała się powstrzymywać. Zaczęła się cieszyć jak małe dziecko w święta. Kilka osób zatrzymało się na ich widok, ale większość zaczęła bić im brawo,a ktoś w tyle krzyczał “gorzko, gorzko”.


https://s7.postimg.cc/vwhowd4e3/sdsfsfsds.png

Offline

#2 28-05-2018 o 17h03

Straż Obsydianu
Samaveth
Straż na szkoleniu
Samaveth
...
Wiadomości: 156

Brakuje mi naturalności w Twoim opowiadaniu. Gardienne jest durna i płytka, sama gardzę nią, jako postacią, ale u Ciebie to po prostu papierowa kukiełka, bez żadnej motywacji, pałętająca się bez sensu.

Głęboko powątpiewam też w Nevrę zachowującego się jak ciapciak pachnący perfumami matki, który niesie kwiatki Ezarelowi. W Twojego Ezarela też wątpię - publicznie obściskującego się z Nevrą.

Wybacz, ale nie kupuję Twoich postaci. Domyślam się, jaki chciałaś efekt osiągnąć, w końcu oznaczyłaś opowiadanie jako komedię. Sama lubuję się w tym gatunku, aczkolwiek nie uważam, aby na jego potrzeby należało rezygnować z kanonu postaci. Obdarz swoje postaci ich prawdziwym charakterem, a będzie super.

Pochwalam natomiast formę - bo piszesz poprawnie i dobrze konstruujesz zdania. Mimo wszystko, wśród internetowych pisarzy to rzadkość.

Pozdrawiam i życzę Ci weny!


https://media.giphy.com/media/l2ZDNVxwwxfAHLjUI/giphy.gif

Offline

Strony : 1