Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 01-05-2018 o 14h44

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

http://i63.tinypic.com/2j3fk9j.png


Witam, po raz kolejny, tym razem w warsztacie nieco innego rodzaju. Piszę już od jakiegoś czasu na Wattpadzie, ale pomyślałam, że również tutaj podzielę się moją historią.


Prolog jest krótki, ale właśnie taki miał być, intrygujący i nie zabierający zbyt wiele czasu. (Przemoc musiała się tutaj pojawić, ale okroiłam opis tak, by nie zawierał krwawych szczegółów).



- Błagam nie! Wszystko tylko nie to! - młoda dziewczyna krzyczała, osłaniając się szczupłymi ramionami. - Błagam zostawcie moje uszy! - Po bladych policzkach płynęły łzy, a drobne dłonie usiłowały osłonić ukochaną część ciała. Oprawcy roześmiali się głośno, za nic mając prośby i łzy.

- Dziwadło! - Najmłodszy z nich nie mógł mieć więcej niż siedemnaście lat. Było ich pięciu, w znoszonych ubraniach i z umorusanymi twarzami, a włosy już dawno pokłóciły się z wodą i grzebieniem. Odór mężczyzn i własny szloch dusił dziewczynę, kiedy największy chłopak złapał ją za ramiona i zmusił do powstania, kolejny odgarnął jej długie włosy i jednym ruchem ściął je krótko tępym nożem. Krzyknęła po raz kolejny, ale wiedziała, że nikt nie przybędzie jej z pomocą. Ludzie się jej bali. Czy dobrzy, czy źli, każdy bez wyjątku pomiatał nią, lub przynajmniej ignorował. Nawet dzieci dla zabawy złośliwie ciągały ją za uszy i obrzucały kamieniami, gdy przechodziła koło placu zabaw.

Poczuła chłód na uszach i zaniosła się mocniejszym szlochem. Nie miała już sił, by się bronić, nikt nie słyszał jej wołań o pomoc i nikt nie chciał ich słyszeć.

Nigdy wcześniej ani później nie czuła tak mocnego bólu. W głowie jej huczało, słyszała tylko nieznośny wrzask, który wydobywał się z jej własnych ust. Chciała paść na ziemię ale wciąż była podtrzymywana. Nie widziała nic, kiedy prowadzono ją w nieznanym jej kierunku, była na skraju omdlenia, a do mózgu nie docierał żaden dźwięk, poza przeraźliwym hałasem.

Coś błysnęło, ktoś nią szarpał, inny ktoś popychał, kiedy nagle poczuła, że huk ustaje, a ona sama leży na wilgotnej trawie. Ostatkiem sił odwróciła głowę w stronę oddalających się pospiesznie kształtów, potem zwróciła się w stronę nieba i zaszlochała, czując na sobie kojące krople deszczu. Nie wiedziała ile tak leżała, płacząc z bólu. Czuła, jak krew moczy jej twarz, włosy i wszystko wokół.

- Zobaczcie! Tutaj ktoś leży!

- Co jej się stało?! Czy wy to widzicie?! Czy ona...

- Zabierzcie go stąd! A ją do Ewelein! Tylko na Oracle, ostrożnie!

Ludzie wokół niej krzyczeli na siebie nawzajem, ale ona nic z tego nie słyszała, a gdy tylko ją ruszyli cały świat spowił mrok, tak głęboki jak jej niedola.

Ostatnio zmieniony przez Amazonka3 (15-05-2018 o 22h10)

Offline

#2 01-05-2018 o 14h57

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg

Mówisz, że prolog jest krótki, ale intrygujący i tajemniczy. I bardzo dobrze, bo takie właśnie powinny być!

Taka rada na przyszłość: w opowiadaniach wszelkie liczebniki lepiej zapisywać słownie, więc np. gość miał siedemnaście lat, nie 17.

Noni faktycznie, zaczyna się intrygująco! Wychodzi na to, że panna była elfką na ziemi? Albo inną obcą istotą i stąd te przejawy rasizmu. Ale jakimś cudem trafiła do Eldki? Robi się ciekawie!

No nic, na pewno będę śledzić opowiadanie! Czekam więc na więcej, zapraszam też do siebie Za Kurtyną Nigredo i pozdrawiam! ^^


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#3 01-05-2018 o 15h20

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Rzeczywiście, nie zauważyłam tego ;-; zwykle zapisuję słownie, dziękuję za zwrócenie uwagi ^^

Ostatnio zmieniony przez Amazonka3 (01-05-2018 o 15h20)

Offline

#4 05-05-2018 o 22h05

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Rozdział 1 | Nimfa


Otoczony wonnymi ziołami, pochylałem się nad stołem w laboratorium i skrupulatnie oddzielałem liście od łodyg, następnie wszystko wkładałem do koszyka, żeby później zanieść wszystko do niewielkiego składziku, gdzie będą mogły nienaruszone uschnąć. Do pełnego uzupełnienia zapasów eliksirów brakowało mi liści zaczarowanej koki. Je również trzeba ususzyć i sproszkować, następnie zamknąć na jakiś czas w zalewie z zimnych grzybów. Wyślę po nie Alajeę. Nie nadaje się do niczego innego, niż zbieranie składników, chociaż i tak często zamiast pofatygować się osobiście, wysyła po nie chowańca, każąc mi czekać i narażając moje nerwy na szwank. Alchemia to fascynująca, ale trudna sztuka, do której tylko nieliczni mają predyspozycje. Alajea ich nie ma, natomiast ja owszem.

- Ezarel! - dłonie mi drgnęły, kiedy drzwi z hukiem uderzyły o ścianę. Podniosłem zirytowane spojrzenie na przybysza, mnąc w palcach liście.

- Obyś miała dobry powód, by mi przeszkadzać, zającu - wycedziłem mrużąc oczy. Jej twarz poczerwieniała, kiedy brownie usłyszała moje słowa.

- Nie nazywaj mnie tak! - oburzyła się. Oparła się dłonią o framugę drzwi, a drugą rękę nieco uniosła. - Daj mi złapać oddech.

- Ykhar nie mam czasu na twoje głupoty, jeżeli nie masz mi nic więcej do powiedzenia, to opuść to pomieszczenie, zanim ci w tym pomogę - podszedłem do niej na odległość łokcia i złapałem za ucho, delikatnie ciągnąc. Wyrwała mi je i poczerwieniała jeszcze bardziej.

- Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie łapał mnie za uszy! - ta dziewczyna emituje zdecydowanie zbyt wiele decybeli. - I mam coś więcej do powiedzenia. Miiko oczekuje ciebie przy Wielkiej Bramie. Niestety nie dosłyszałam o co dokładnie chodzi bo... Hej! Nie zachowuj się jak buc! - zawołała, kiedy wyminąłem ją bez słowa,udając się na spotkanie z szefową Lśniącej straży. Pobiegła za mną, próbując dotrzymać mi kroku.

- No i czemu za mną leziesz? - westchnąłem, lekko przyspieszając.

- NA MNIE też czeka. Nie jesteś wybrańcem, Ez. - Zdenerwowała się i odbiegła, dostrzegając przy Bramie kilku strażników, z którymi jadała posiłki. Ja natomiast podszedłem bezpośrednio do Miiko. Wyglądała na mocno zamyśloną.

- Witaj, co się dzieje? - zacząłem, nie owijając w bawełnę. Spojrzała na mnie i zrobiła nieokreślony ruch ramieniem.

- Och, no wiesz, to i tamto. - Wyjaśniła, nie tłumacząc nic więcej i wlepiając wzrok w niebo.

- Miiko, musimy ruszać – podszedł do nas wysoki, jasnowłosy chłopak. Uśmiechnąłem się do niego i uniosłem dłoń.

- Witaj, Valkyon.

- Ezarel – skinął do mnie głową, unosząc lekko kącik ust. Rozmowny, jak zwykle. Za Valkyonem podszedł do nas natapirowany wampir z przerośniętym ego. Rzucił się na mnie, ściskając, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy od kilku lat.

- Uważaj na siebie, Eziu! - zawołał ze smutkiem. Zrzuciłem go z siebie i spojrzałem zdziwiony.

- Wytłumaczy mi ktoś w końcu o co chodzi? - zapytałem, omiatając wzrokiem trójkę osób wokół siebie.

- Ma nas odwiedzić Huang Hua, trzeba wyruszyć przed nią. Po ostatnich wydarzeniach z Yvoni las nie jest dostatecznie bezpieczny, a jej strażnicy zmuszeni są wracać już do królestwa, dlatego obiecaliśmy eskortować ją tutaj, a po wizycie, pomożemy wrócić jej do domu. - Wyjaśnił Valkyon, jeden rozsądny w tym infantylnym zbiorowisku.

- Miiko z nami wyrusza?

- Tak, Nevra i Ewelein wszystkim się zajmą, to tylko kilka godzin drogi, a Miiko stwierdziła, że potrzebuje "odetchnąć" - zrobił w powietrzu cudzysłów palcami. Uśmiechnąłem się do wampira szeroko.

- Nevra, stary druhu, nie wysadź kwatery w powietrze podczas mojej nieobecności, dobrze?

- Za kogo mnie masz Ez? - zapytał, obruszając się. Roześmiałem się głośno i wyszedłem na zewnątrz bramy, za pozostałymi strażnikami.

Szliśmy kilka godzin, dosyć powoli, więc miałem czas na zerwanie kilku roślin po drodze. Obserwowałem otaczający nas las, mocno zaniepokojony. Nie wyglądał tak samo, jak przed atakiem Yvoni, teraz był zniszczony i brudny, wciąż można tu było wyczuć złą aurę. Mieliśmy problem z zabiciem nimfy, była silna, chowała się w drzewie, by atakować nagle i skutecznie. W wyniku starcia zmarła jedna osoba, kilkoro strażników doznało oparzeń po pożarze,który wywołało jej drzewo. Mimo wszystko wyszliśmy zwycięsko z bitwy, jednak nie bez strat.

Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a połowa strażników już użalała się nad swoją niedolą, spowodowaną nużącą drogą, Miiko zarządziła postój.

- Tutaj jesteśmy umówieni z Huang Hua – oznajmiła wszystkim, spoglądając na leśny drogowskaz, wskazujący odległość do kilku pobliskich wiosek. - Dołączy do nas, prawdopodobnie około północy, więc zalecam rozpalenie ogniska i pożywienie się przed drogą powrotną. Znajdujemy się w pobliżu Srebrnego Jeziora – stuknęła paznokciem w znak.

- Możecie się w nim odświeżyć, jeśli macie ochotę, jednak nie odchodźcie sami i zgłaszajcie do Valkyona jak długo będziecie nieobecni. To wszystko, mam nadzieję, że miło spędzimy czas – uśmiechnęła się do grupki zmęczonych strażników i usiadła na pobliskiej skale, uprzednio kładąc na niej złożony koc. Zgromadzeni zaczęli przystosowywać niewielką polanę do spędzenia na niej kilku godzin. Rozpakowywali swoje pakunki z jedzeniem i kocami, rozwieszali latarnie na pobliskich drzewach i na ścieżce, wiodącej do jeziora oraz przygotowywali miejsce na ogromne ognisko. O tej porze roku noce w Eldaryi bywają chłodne, dodatkowo pomoże to Huang Hua w lepszym określeniu drogi. Usiadłem na kocu, który rozłożył na nas Valkyon i spojrzałem na niebo. Było już niemal ciemno, gwiazdy zaczynały być lepiej widoczne, a ogromny księżyc coraz śmielej wychylał się zza gór. Patrzyłem, jak Ykhar z namaszczeniem zapala kolejne latarnie, sprawiając, że atmosfera na polanie zaczynała być bardziej magiczna. Jeden z członków straży Obsydianu wyjął gitarę, inny małe bębenki, a Miiko złapała za tamburyn. Kobieta z mojej straży zaproponowała, żebyśmy zaśpiewali pieśni gór, na co wszyscy chętnie przystali. Rozpoczęła się Pieśń Pierwsza, a ja przymknąłem oczy, by lepiej wczuć się w muzykę. Pieśni gór były zbiorem dziesięciu utworów, stworzonych przez pierwszych obywateli Eldaryi, opowiadały one legendy, wychwalały piękno krainy i grały na emocjach. Oparłem dłonie za sobą, ale od razu je cofnąłem i spojrzałem na prawą rękę, którą przez przypadek położyłem na skupisku kleistego soku. Skrzywiłem się, kiedy odruchowo wytarłem ją do spodni.

- Val, idę się umyć – szepnąłem do przyjaciela, wczuwającego się w śpiewanie refrenu. Nie jest on rozmowny, ale śpiewa jak mało kto, to trzeba mu przyznać. Kiwnął pospiesznie głową.

- Poradzisz sobie sam?

- Oczywiście – uśmiechnąłem się uspokajająco i odszedłem niespiesznie. W pobliżu Jeziora wbito kilka latarni z fioletowym ogniem. Po drugiej stronie znajdował się długi pomost. Rozejrzałem się, by upewnić się, że nikogo nie ma i szybko zdjąłem spodnie, by przeprać je w czystej wodzie. Była tak przyjemnie ciepła, że postanowiłem trochę się orzeźwić. Zdjąłem resztę ubrań, co zajęło kilka minut, po czym złożyłem je starannie i zostawiłem na płaskim kamieniu, tuż przy brzegu. Zanurzyłem się, zamykając oczy, wsłuchując się w przytłumiony dźwięk Pieśni Czwartej. Mógłbym tak spędzić kilka godzin, pływając w ciepłej wodzie. Zanurzyłem głowę na minutę, delikatnie kiwając nią na boki, lubię patrzeć, jak moje włosy falują pod wodą. Przesunąłem po nich palcami. Nie potrafię zliczyć ile razy ktoś sugerował mi, że powinienem je ściąć, że są za długie, że mężczyźnie nie przystoi. Zawsze zbywałem takie osoby. Podobają mi się długie włosy, lubię wieczorem bawić się nimi, rozrzuconymi po poduszce, lubię zaplatać je w warkocz, kiedy pracuję, a nikt nie może mnie zobaczyć.

Zaczerpnąłem gwałtownie powietrze, kiedy ktoś siłą wyciągnął mnie na powierzchnię, ciągnąc za włosy. Spostrzegłem, że jestem blisko pomostu, zbudowanego przez mieszkańców wioski. Na pomoście klęczała postać, patrząc na mnie wielkimi, błyszczącymi oczyma.

- Co do... - zacząłem zdenerwowany, próbując się zasłonić. Postać pokręciła gwałtownie głową, ciągnąc mnie mocniej i zmuszając do wyjścia na pomost.

- Pospiesz się! - wycharczała kobiecym głosem. Odepchnąłem ją nieudolnie. Była niesamowicie silna, mimo wątłej postury. Zrozumiałem, że mam do czynienia z nimfą leśną. Przerażoną nimfą leśną.

- O co chodzi? - zapytałem, wyrywając swoje włosy z jej rąk i usiłując się zasłonić.

- Kobieta! W lesie! Elf! Pomocy! - po policzkach zaczęły płynąć duże łzy – Elfie, chodź za mną! - zawołała, odwracając się i wchodząc między drzewa. Złapałem po drodze spodnie i buty, zakładając je niemal w biegu na mokre ciało. Nimfa była bardzo wolna, szła, z wyciągniętą przed siebie ręką, jakby wskazując sobie kierunek.

-Tam, tam, tam – charczała, płacząc. - Ona krwawi, potrzebuje pomocy – Zwróciła do mnie zaczerwienioną twarz. - Pomóż jej, elfie. - Zrobiła chwiejny skok w stronę kępy krzewów i zniknęła za nimi. Podszedłem ostrożnie, rozgarniając gałęzie, które raniły nieprzyjemnie wilgotną skórę. Nimfa klęczała nad czymś, plecami zwrócona do mnie. Odwróciła głowę zirytowana.

- Ona ma mało czasu, elfie. Pomóż jej. - spojrzałem jej przez ramię i poczułem jak serce podchodzi mi do gardła. Ręce zaczęły drżeć, a kolana ugięły się, zmuszając mnie do uklęknięcia przy ciele. Wśród gałązek i mchu leżała młoda kobieta. Ubrania na jej szczupłym ciele były pogniecione i w niektórych miejscach mocno zniszczone, butów nie miała, a dłonie miarowo poruszały się, gładząc źdźbła trawy. Jednak najgorzej wyglądała jej głowa. Zielone oczy, wbite w jeden punkt, gdzieś na niebie, krótko ścięte włosy były mocno skołtunione i poklejone brunatną substancją. Krew. Wszędzie wokół była krew. Poczułem gorące łzy, kiedy zauważyłem skąd pochodzi ta krew. Uszy. Gdzie są jej uszy?! Co się stało z jej uszami?! Ręce drżały, kiedy próbowałem sięgnąć w jej stronę, by odgarnąć włosy z jej czoła.

- Ezarel! Ez, gdzie jesteś?! - cofnąłem gwałtownie rękę i otarłem samotną łzę, spływającą po policzku. Ktoś przedzierał się przez zarośla w moją stronę. Słyszałem coraz głośniejsze krzyki.

- Gdzie są jej uszy? Co się stało? - mamrotałem pod nosem, jak w transie. Nie byłem w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, co widziałem. Pochyliłem się nad nią i  niemal krzyknąłem, gdy zwróciła na mnie spojrzenie, zauważając mnie.

- Co się stało z twoimi uszami? - szepnąłem, dławiąc się łzami, które zaczęły płynąć niekontrolowanie. To jest elf, kobieta, która leży przede mną jest elfem, tak powiedziała nimfa.

- Co ci się stało? - dopytywałem, dotykając jej ramienia. Patrzyła mi w oczy, kiedy dostrzegłem łzę, spływającą po jej brudnym policzku.

- Ezarel, tutaj jesteś! Co się... Cholera. - głos Miiko zadziałał, jak lodowata woda. Szarpnąłem się i wstałem. Złapałem szefową straży za ramiona i potrząsnąłem zdenerwowany.

- Zawołaj wszystkich trzeba jej pomóc – szlochałem, dziwiąc się sam sobie. Miiko odtrąciła mnie i podeszła do ciała dziewczyny, za nią przybiegło kilku innych strażników, nimfa zniknęła, prawdopodobnie jakiś czas temu.

- Zobaczcie tutaj ktoś leży! - krzyknął ktoś z Obsydianu, dając znak reszcie. Poczułem, jak Ykhar łapie mnie za ramię.

- Ez, chodźmy stąd. - poprosiła cicho. Pokręciłem gwałtownie głową.

- Co jej się stało?! - zaszlochałem. - Czy wy to widzicie?! Czy ona... -  Ykhar przerwała mi, ciągnąc stanowczo w stronę obozu.

- Zabierzcie go stąd! - Miiko patrzyła na mnie z rosnącym niezrozumieniem i strachem. - A ją do Ewelein! Musimy ją zabrać do kwatery, szybko! - ktoś z Cienia sprawdził, czy dziewczyna nie ma nic złamanego, po czym Valkyon pochylił się, biorąc dziewczynę na ręce – Tylko na Oracle, ostrożnie, Valkyon! - zawołała, kiedy dziewczyna straciła przytomność.

Ykhar zaprowadziła mnie na polanę, okryła kocem i podała wodę.

- Kilka osób zostanie tutaj, czekając na Huang Hua, reszta wyruszy z tą dziewczyną do kwatery. Miiko już wszystkich zawiadomiła, Nevra wyśle po nas chowańce transportujące, by szybciej otrzymała pomoc medyczną. - Brownie tłumaczyła mi wszystko powoli. Była wyjątkowo spokojna, zupełnie jakby inna Ykhar.

- Dlaczego jesteś taka opanowana? - zapytałem, patrząc w ogień.

- Ty panikowałeś za nas wszystkich, a ktoś musi się przecież tobą zająć – uśmiechnęła się pocieszająco. Czasem wydaje się być całkiem w porządku osobą, oczywiście, jeśli akurat nie jest tym irytującym zającem.

Szybko zrobiono prowizoryczne nosze dla rannej, przeorganizowano obóz i po jakimś czasie grupa trzech osób była gotowa do drogi powrotnej. Ykhar wstała.

- Chodź Ez, pójdziemy z nimi. - poprosiła. Wstałem, a z moich pleców zsunął się koc, stałem w samych spodniach pośród tylu osób, poczułem jak ogarnia mnie wstyd, więc szybko złapałem koc i okryłem się ponownie.

- Gdzie moje ubranie? - zapytałem, czując, jak piecze mnie twarz.

- Nie wiemy, nad jeziorem nic nie było, dlatego poszliśmy cię szukać. - zmartwiła się. Nikt wokół nie kwapił się by pożyczyć mi cokolwiek, więc owinięty w koc i wstyd wracałem do kwatery, u boku małego zająca.

Nie wiem jak długo szliśmy, kiedy znalazły nas chowańce z Nevrą na jednym z nich. Trudno mi powiedzieć, co się działo. Ktoś kazał mi wsiąść na chowańca, ktoś inny usiadł ze mną, a potem było już tylko kwestią czasu, kiedy znaleźliśmy się w kwaterze. Miałem przed oczami obraz zranionej dziewczyny, mój organizm niemal czuł ból, jaki ona musiała odczuwać. Zakręciło mi się w głowie, kiedy schodziłem z chowańca, nieopodal wejścia do sali drzwi.

- Ez, idź się połóż. - nakazała Ykhar, a ja nie mówiąc nic, skierowałem się w stronę swojego pokoju. Po drodze musiałem zgubić koc, bo kiedy się kładłem było mi cholernie zimno. Zasypiając, myślałem tylko o tym, co widziałem w lesie i co powiedziała nimfa na temat gatunku dziewczyny. Czy to możliwe, że ktoś pozbawił elfa uszu?

Czyto możliwe, że ten ktoś znajduje się na terenie Eldaryi?

Co, jeśli ona sama się tak zraniła? Co, jeśli zrobi to i mnie?

Z tymi myślami zasnąłem.


Nie wahajcie się wyrazić opinii lub posnuć trochę teorii, uwielbiam czytać takie rzeczy^^

Offline

#5 06-05-2018 o 16h48

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


WOWOWOWOWOOWOW OPOWIADANIE Z PUNKTU WIDZENIA EZARELA?! Jestem mega ciekawa! Bo z jednej strony to ciekawy pomysł, a z drugiej lepiej uważać, bo charakter elfa jest naprawdę złożony i trzeba uważać, by go nie zepsuć. Raz już niby to zrobiono — w słynnej Szkółce Sarkazmu, ale że tego nie znoszę, to mam wielką nadzieję, że tobie pójdzie lepiej ;]

Wow, ten rozdział był taki… poplątany. Okej, rozumiem, że ta kobieta byłą elfką, której ktoś odciął uszy. A Ezarel czemu tak gwałtownie na to zareagował? Hm, to ma związek z tym, że to jego rasa i jest z nią jakoś połączony, dlatego czyjaś krzywda aż tak go dotknęła? Bo Ez płaczący z powodu jakiejś rannej panny to nadzwyczajny widok.

Na razie nie mam żadnych teorii, ale chętnie poczekam na kolejne odcinki. Czekam więc na resztę, zapraszam do siebie [Za Kurtyną Nigredo]] i pozdrawiam! C:


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#6 07-05-2018 o 13h23

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Oj tak, trochę mnie znudziła cała masa opowiadań z perspektywy Gardzi, więc chciałam napisać coś nowego :3 (co do Szkółki Sarkazmu - ja uwielbiam całym serduszkiem i boli mnie, że autorka ma tak ogromną przerwę w tworzeniu ;3; )
Chciałam tutaj zagłębić się jak najlepiej w Ezarela i odkryć jego cechy, które mogą być skrywane gdzieś głęboko pod tą uroczą maską ironii xd

Ostatnio zmieniony przez Amazonka3 (07-05-2018 o 13h24)

Offline

#7 07-05-2018 o 13h41

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 25 501

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg

Jak lubisz Szkółkę to spoko - według mnie jest przereklamowana i popularna, nic więcej. Ale to tylko moja opinia. Niemniej błagam: nie rób że swojego opka drugiej Szkółki, bo skoro mówisz, że ją uwielbiasz i tak samo jak tam wszystko jest z punktu widzenia Eza, to mogę się tylko obawiać, że za bardzo zaczniesz się tym inspirować. Oby nie.

Btw taka rada: czytelników zdobywa się głównie zainteresowaniem innymi pracami. ;]

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (07-05-2018 o 13h42)


P A R R I E     M A S Z    4    M I E S I Ą C E    N A     D O  K O Ń C Z E N I E     S P N    -   D O    2 3 . 0 3 . 2 0 2 1
i n s t a g r a m                                                           f a n k l u b    e z a                                       f f    " z a    k u r t  y n ą     n i g r  e d o "

https://i.imgur.com/7ZeR6g2.png












https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif[/img]





https://i.imgur.com/HGv2gQz.png[/img]


































https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif



...



...

Online

#8 07-05-2018 o 13h48

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Rozdział 2 | Powrót


Pochylałem się właśnie nad stołem w laboratorium, kończąc pracę nad mieleniem ziół. Oczywiście, mógłbym zlecić to zadanie komuś innemu, ale kto zrobi to lepiej ode mnie? Liście muszą być dokładnie oddzielone, nie może być ani jednej łodyżki, bo eliksiry nie będą dobrze działać. Skupiałem się nad oddzielaniem miarką porcji do słoiczków, jednak z tyłu mózgu wciąż słyszałem nawołujące mnie myśli. Czy to możliwe, że nowo przybyła jest elfką? Nie wyglądała na taką, brązowe włosy, brudne i niezadbane ciało oraz ubrania utwierdzały mnie w przekonaniu, że nimfa się pomyliła. Żaden elf nie ubrałby takich łachmanów, nie doprowadziłby się do takiego stanu, a co najważniejsze, żaden elf nie ma brązowych włosów. Co do tego jestem w stu procentach pewny.

- Ez? Mogę? - młody wilkołak ze straży cienia wślizgnął się do pomieszczenia, nie czekając na odpowiedź. Nigdy tego nie powiem na głos, ale uważam, że powinien być w Absyncie, zyskałbym wtedy chociaż jednego członka, który ma jako takie zdolności alchemiczne.

- Zwilczone księżyce z wilkami grasują. Z puszczykiem śpiewają, z wichrami tańcują - zacząłem nucić jedną z Pieśni Dolin. Chrome westchnął, podszedł do stolika i niby przypadkiem zaczął przesuwać powoli fiolkę z fioletowym płynem, w stronę krawędzi. Zmrużyłem oczy.

- Tylko spróbuj, mały gnojku.

- Nie możesz nic mi zrobić - uśmiechnął się dziarsko, raz po raz trącając szkło. Poczułem mrowienie na plecach, na myśl, co mogłoby się stać, gdyby fiolka się rozbiła. Eliksir ten po wypiciu pomagał pozbyć się wszelkich efektów ubocznych, które pojawiały się po zbyt bliskim kontakcie z wampirem. Jednak gdyby płyn rozlał się po podłodze, natychmiast zacząłby parować, co wywołałoby u mnie i Chrome'a stan, hmm... silnego podniecenia. Dobrze wiedziałem, że chłopak zna osobliwe właściwości tego leku.

- Czyżbyś mi coś sugerował? - zapytałem, podchodząc dziarsko do Chrome'a i opierając rękę za jego plecami, na blacie. Na moich ustach pojawił się niewątpliwie uśmiech doświadczonego pedofila. Wilkołak musiał to zauważyć, bo wpatrywał się w moją twarz, coraz bardziej blednąc.

- J-ja? N-nie, co ty. - spojrzał gdzieś w bok, rumieniąc się. - J-ja tylko chciałem ci c-coś... - urwał, kiedy zbliżyłem się jeszcze bardziej, pochylając się nad nim.

- Tak, Chrome? Mów dalej, nie krępuj się, mały.

- N-nie jestem mały! - wyprostował się gwałtownie, ale natychmiast z powrotem skulił, gdy na skutek nagłego ruchu jego nos znalazł się niebezpiecznie blisko mojego.

- Ezarel, czy Chrome już cię poinformował, co się stało? - odgłos drzwi uderzających o ścianę zmieszał się z głosem Kero i piskiem Chrome'a. Chłopak najpierw chciał się wydostać, więc naparł na mnie z całej siły, ale ani drgnąłem, obserwując z rozbawieniem minę Keroshane.

- Wybaczcie, przyjdę później - mruknął, odwracając się, by ukryć rumieniec.

- Spokojnie, Kero, już skończyliśmy. Jakie informacje macie dla mnie? - spojrzałem wilkołakowi w oczy, próbując być poważnym. Cała sytuacja zaczynała mnie coraz bardziej bawić. Pokręcił tylko głową i zanurkował pod moim ramieniem, by następnie uciec z laboratorium. W drzwiach przez przypadek szturchnął Kero, więc zatrzymał się na moment, by z zaczerwienionymi policzkami wymamrotać przeprosiny i uciec jak najdalej stąd.

- Dojrzewa - podsumowałem, cmokając z zadowoleniem. Trudno orzec, czy Kero był tego samego zdania, bo przyjął od razu pozę poważnego bibliotekarza z ważną misją.

- Ez, Miiko chciałaby porozmawiać z tobą, Valkyonem i Nevrą. W Sali Kryształu, oczywiście. Czekają tam na ciebie już od kilku minut. - Następnie odwrócił się, poprawiając okulary i wyszedł, mrucząc pod nosem coś na temat infantylnych ludzi na wysokich stanowiskach.

^*^

- Już jestem. Wybaczcie lekkie opóźnienie, ale miałem randez vous z dojrzewającym wilkołakiem. - Oznajmiłem wszem i wobec, wchodząc do sali. Valkyon i Miiko spojrzeli na mnie, jak na niedorozwiniętego, a Nevra chyba nie zrozumiał, co mówię.

- W każdym razie, może już nie przedłużajmy i przejdźmy do głównego tematu. Co zrobić z tą dziewczyną?

- Moja droga Miiko zalecałbym ci popracować nieco nad sztuką rozmawiania z przyjaciółmi, masz bardzo niewyszukaną...

- Ez, przymknij się. - Powiedzieli jednocześnie pozostali przywódcy straży. Przewróciłem oczami, zapisując sobie w pamięci, by im również polecić kilka wizyt u terapeuty. W międzyczasie dołączyła do nas Ewelein, która od kilku tygodni należała już do Lśniącej Straży, co było mi bardzo na rękę. Nie plątała się w wolnym czasie w moim laboratorium.

- Nie znamy jej imienia, pochodzenia - odezwała się młoda pani doktor. - Dowiedziałam się niewiele. Została zaatakowana i odcięto jej uszy tempym narzędziem, prawdopodobnie nożem. Wcześniej tym samym narzędziem ucięto włosy. Jej ubrania są bardzo dziwne, trudno mi powiedzieć, z jakiego regionu mogą pochodzić. - Na chwilę przerwała, by zajrzeć do notatnika, jednak wyglądało to, jakby chciała po prostu dać sobie trochę czasu. Miałem wrażenie, że ta dziewczyna poruszyła coś w Ewelein.

- Nie ma żadnych szczególnych cech? - zapytał rzeczowo Valkyon.

- Jest jedna rzecz, jej włosy są... - spojrzała za okno, by poszukać natchnienia. Albo rozumu. Kto wie. - Są nietypowe w dotyku. Wydaje mi się, że zostały w jakiś sposób pomalowane. Nie za pomocą eliksiru, ale farb, jednak nie da się ich umyć, barwią tylko wodę na brąz...

- Ale to nie to chciałaś nam powiedzieć, tak? - widziałem dobrze, że bije się z myślami. Kiwnęła głową, nawet na mnie nie patrząc.

- Możliwe, że coś już podejrzewaliście. Ona nie jest hmm, stąd. Przybyła z ziemi, jak sądzę.

- To mało prawdopodobne - kitsune machała powoli swoimi ogonami. - Ewelein, czy moglibyśmy ją zobaczyć? Może ktoś ją rozpozna - Miiko spojrzała znacząco na mnie. Chciała wierzyć, że elfka się myli, widziałem to. Gdyby się okazało, że nie-człowiek przybył z ziemii mogłoby to podważyć cały sens istnienia Eldaryi i poświęcenia naszych przodków. No bo przecież jak to w ogóle jest możliwe, że elf urodził się na ziemi? Jak udało mu się przeżyć? To pytania, z którymi ani Miiko, ani żaden z nas nie chciał się zmierzać.

- Tak, przejdźmy do przychodni, muszę wam jeszcze coś pokazać - elfka dziarsko ruszyła w stronę drzwi, nie oglądając się na nas. Zauważyłem, że Nevra śledził spojrzeniem ruch jej pośladków. Skrzywiłem się z niesmakiem na myśl o tak przedmiotowym traktowaniu ludzi. Oczywiście, doceniam ludzkie piękno, ale charakter wyniosłej elfki skutecznie pozbawia mnie wszelkich myśli o jej walorach estetycznych.

Dotarcie do przychodni zajęło nam minutę, po drodze Nevra próbował zagadać do mnie, odnosząc się do eliksiru na potencję, o który mnie prosił, ale zignorowałem go.

Przychodnia sama w sobie zawsze mnie fascynowała. Jej jasne barwy i oświetlenie sprawiały wrażenie miejsca czystego i godnego zaufania. Niestety, stacjonująca tu elfka psuła ten efekt, panosząc się i zmuszając zdrowych ludzi do kontrolnych badań co miesiąc, byle mieć zajęcie. Całkiem możliwe, że uprzedzenie do tej kobiety, przysłaniało mi wszelkie jej zasługi względem straży Eel, ale nie mam w zwyczaju myśleć dobrze o osobach, które napsuły mi tyle krwi, więc prawdopodobnie wymyślam sobie powody, aby móc jej legalnie nie lubić. Moje przemyślenia przerwała Ewelein, krzątająca się między swoimi instrumentami medycznymi. Podeszła do nas ze szklaną skrzyneczką. W jej wnętrzu znajdował się zwitek bandaży.

- Kiedy zdjemowałam jej ubranie, by móc ją umyć... - Nevra kaszlnął nerwowo, patrząc na podłogę i uśmiechając się dziwnie. Wszyscy zgodnie zignorowaliśmy tego idiotę. - Cóż, kiedy zdjęłam jej kurtkę, znalazłam w kieszeni... to - drżącymi rękoma otworzyła pudełko i wyjęła zawiniątko, odchylając skrawki materiału. Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy, a żołądek podchodzi do gardła. Cofnąłem się o krok, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Miałem wrażenie, że całe pomieszczenie zaczyna wirować, obierając za centrum moją głowę. Dlaczego moje dłonie się pocą?

- Ez, jeśli masz zamiar rzygać, to proszę, do miski. - Pokręciłem głową i wyszedłem z pomieszczenia, nie czekając na rozwój wydarzeń. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Usiadłem na ławce obok fontanny i wbiłem wzrok w bawiące się młode chowańce. Bandaże, które trzymała Ewelein zdecydowanie nie były miejscem, w którym normalnie znajdują się uszy. Elfie uszy.

^*^

Chłopacy dołączyli do mnie po kwadransie.

- To było dosyć... szokujące - mruknął Valkyon - mimo wszystko. To okrutne.

- Ta, nie na co dzień widujesz odcięte kawałki ciała, no nie? - Nevra spojrzał w niebo, opierając dłonie za plecami.

- Przyszliśmy zdać ci relację z reszty spotkania.

- Miiko prosiła, żebyś potem przyszedł sam ją zobaczyć. Znaczy tą dziewczynę. Nie Miiko. Znaczy Miiko też zobaczysz, ale chodzi o to żebyś ocenił...

- Nevra, wystarczy - Valkyon nie był w nastroju do żartów. - Widzieliśmy ją. Nie wygląda znajomo, powiedziałbym raczej, że sprawia wrażenie, jakby nie pochodziła stąd. - Spojrzałem ze zdziwieniem na Valkyona. Jego oczy wyrażały w tym momencie tysiąc emocji. Nevra wodził po nas wzrokiem, zirytowany.

- Zamroziło was? - zapytał, nie wiedzieć czemu, szeptem. Zignorowałem go, a w mojej głowie kłębiła się masa myśli.

- Jednak jest jedna rzecz, która mnie zastanowiła. - Valkyon sprawiał wrażenie, jakby nie usłyszał słów czarnowłosego. - Oczywistością jest, że przeszła przez jeden z portali, które używają transporterzy żywności.

- Ale...? - przerwałem znacząco, choć wydawało się, że chłopak zakończył swój nietypowy potok słów. Mierzyłem go wzrokiem, próbując odczytać coś z jego oczu, a Nevra zaczął podskakiwać na ławce.

- Do cholery! Powiecie mi w końcu, dlaczego macie takie miny?! - wilkołak potrząsnął ramionami Valkyona. Przywódca Obsydianu westchnął ciężko, przejeżdżając dłonią po karku.

- Widziałem twarz Miiko, gdy zobaczyła tę nową dziewczynę. Ona nie przybyła z Ziemii. Ona... wróciła do domu.

Cisza między nami była nie do pojęcia. Miałem wrażenie, że zaraz rozsadzi mnie od środka i pochłonie wszystko wokół. Wymieniłem szybkie spojrzenia z Nevrą.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- Miiko ją zna, ale z jakiegoś powodu nie chce tego przyznać. Może ona jest niebezpieczna? Trudno powiedzieć.

Siedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, patrząc smętnie na chowańce. Młody Dalafa trącał nosem moje kolano, prawdopodobnie wyczuwając ode mnie miód. Pogłaskałem go po głowie i westchnąłem, by następnie wstać i skinięciem głowy pożegnać moich towarzyszy. Czas zmierzyć się z nieuniknionym.

^*^

- Znajdziesz jakiś eliksir, prawda Ezarel? Ty potrafisz. - doprawdy zadziwiające, jak często słyszałem te słowa. Wydawać by się mogło, że jestem jedyną kompetentną osobą do zajmowania się alchemią. Jeszcze był Chrome, ale ze względu na jego wiek i przynależność do Straży Cienia nikt jakoś specjalnie nie był chętny do kierowania do niego takich próśb.

- Tak, nie ma sprawy - tym razem chodziło o doprowadzenie koloru włosów nowo przybyłej do jej naturalnego koloru. Tak, jakby to była sprawa najważniejsza w tym momencie.

Ewelein zawołała mnie i Miiko, żebyśmy weszli za parawan. Nie byłem gotowy na ten widok, mimo że przygotowywałem się do niego całą drogę do przychodni. Jednak nie tego się spodziewałem. Ciało dziewczyny ułożone było na wznak na łóżku szpitalnym i przykryte cienkim prześcieradłem. Widziałem jej nagie ramiona i wystające obojczyki. Prawdopodobnie była całkowicie naga, ale szybko odgoniłem od siebie tę myśl. Przyjrzałem się jej młodej twarzy. Nie mogła mieć więcej niż 20 lat, jednak wydawało się, że wiele przeszła, o czym świadczyły drobne blizny. Jedna tuż obok ust, układająca się w mały sierp, a druga nad brwią, kolejne znajdowały się na ramionach, ale nie było ich wiele. Miałem nadzieję, że blizny nie pokrywają całego jej ciała. Ewelein pogładziła z troską włosy dziewczyny, przez co dopiero teraz zwróciłem uwagę na bandaże, okalające jej głowę i świeżo przycięte i umyte włosy. Pacjentka pachniała świeżością, więc pani doktor zapewne dobrze się nią zajęła. Nie przypominała już tamtej dziewczyny z lasu, z psychopatycznym wzrokiem wbitym w niebo. Teraz była spokojna, jakby ta tragedia nigdy się nie wydarzyła.

- Kiedy się wybudzi? - zapytałem, bo miałem silną ochotę zobaczenia jej oczu. Musiałem wiedzieć, czy wciąż są takie nieobecne i puste.  Czy może jednak pomoc Ewelein była na tyle dobra, że elfka odzyska świadomość. Z jakiegoś powodu odczuwałem usilną potrzebę zobaczenia w niej czegoś... normalnego?

- Och, ona wcale nie śpi.

- Jak to? - zdrętwiałem, słysząc słowa pani doktor.

- Słucha nas cały czas, raczej nas rozumie. Reaguje na wszystko, ale nie otwiera oczu. Trudno powiedzieć mi dlaczego, bo nie odzywa się. Wykonuje polecenia i słucha, ale nie odpowiada. - Westchnęła i pogładziła swoją pacjentkę po dłoni. - Skarbie, jesteś wśród przyjaciół. Jesteśmy tacy, jak ty, możesz nam zaufać.

Nie doczekaliśmy się reakcji z jej strony. Tylko unosząca się miarowo klatka piersiowa i delikatnie drgające powieki świadczyły o tym, że żyje.

- Chcesz jej coś powiedzieć, Ezarel? - pokręciłem głową.

- Co miałbym jej powiedzieć, skoro jej nie znam? - zacząłem zbierać się do wyjścia, ale gdy byłem w połowie drogi usłyszałem zduszony krzyk Ewelein i Miiko. Szybko wróciłem, by zobaczyć, co się dzieje. Nieznajoma leżała w tej samej pozycji, ale głowę miała nieco uniesioną, a otwartymi, zielonymi jak świeża trawa oczami rozglądała się po pomieszczeniu z nieodgadniętą miną. Pani doktor przysiadła na łóżku, by ją zbadać, ale dziewczyna sama usiadła i odsunęła ją ręką, odwracając się w moją stronę. Teraz byłem już całkowicie pewny, że była naga, ponieważ prześcieradło zsunęło się i trzymało się chyba cudem tuż nad jej piersiami. Gdyby uniosła ręce albo poruszyła się zbyt gwałtownie materiał mógłby całkowicie odkryć jej tułów.

- Ezarelu - wyszeptała cicho. Poczułem, jak przechodzi mnie nieodgadnięty dreszcz na dźwięk jej czystego głosu. Nie wiedząc, co robić, stałem jak kołek, wpatrując się w jej twarz, która teraz wyrażała coraz to inne emocje. Strach, niedowierzanie, determinację, ból. I smutek. Niewątpliwie dominującą emocją była głęboka rozpacz, malująca się na jej obliczu coraz wyraźniejszymi barwami. Kiedy w jej oczach zobaczyłem łzy, nie zastanawiając się, na tym, co robię, przyklęknąłem na jedno kolano i złapałem ją za drobną dłoń.

- Znasz mnie? - zapytałem, starając się mówić wyraźnie i w miarę głośno. Ewelein wspominała, że dziewczyna czasem ma problem usłyszeć cokolwiek, z powodu bandaży i ran.

- Pamiętam cię jak przez mgłę - mówiła nieco zbyt głośno, ale to zrozumiałe. - Zdaje się, że bawiliśmy się razem, gdy byliśmy bardzo młodzi. - Spojrzała na Miiko i Ewelein, jednak to na tej pierwszej na dłużej zawiesiła wzrok. - Ciebie również pamiętam, Miiko, czy tak? Och... - załkała cicho. - Byliśmy tacy młodzi, a teraz... Przepraszam - poprawiła prześcieradło i położyła się z powrotem, zamykając na chwilę oczy i krzywiąc się.

- Musisz odpocząć. Nic dziwnego, że masz zawroty głowy po tym, co się stało. - Ewelein położyła zimny okład na czole pacjentki. - Moglibyście wrócić później? Ona potrzebuje snu.

Wyszliśmy, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Kiedy znaleźliśmy się na korytarzu Miiko usiadła na schodach, ciągnąc mnie za sobą. Usiadłem obok niej i spojrzałem pytająco.

- Nie pamiętasz jej? - zadziwiła się. - To... Nie mogłam w to uwierzyć, ale kiedy otworzyła oczy i się odezwała już wiedziałam. - wbiła we mnie spojrzenie. Moje myśli zaczęły krążyć wokół dawnej przyjaciółki z naszego wczesnego dzieciństwa.  Ale to nie mogła być ona, przecież na własne oczy widziałem, jak porywa ją czerw pustynny. Nie mogła tego przeżyć.

- To niemożliwe, Miiko.

- A jednak, jestem pewna. To ona, Ez. Yllin wróciła do nas. - Pierwszy raz w życiu zobaczyłem łzy w oczach przywódczyni. - Wróciła do domu.

Ilustacja

Ostatnio zmieniony przez Amazonka3 (07-05-2018 o 14h15)

Offline

#9 07-05-2018 o 14h13

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Lubię Szkółkę, ale nie zamierzam z niej nic kopiować :< mam już swoje własne plany co do tego opowiadania i ze Szkółką ma wspólną jednie narrację z perspektywy Ezarela. :3

Ostatnio zmieniony przez Amazonka3 (07-05-2018 o 14h14)

Offline

#10 10-05-2018 o 23h04

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Rozdział 3 | Przebudzenie


Piątka dzieci siedziała na łące, dyskutując zaciekle na temat nowego chowańca jednego z nich. Młody jednorożec ściskał swoją małą sówkę, nie pozwalając nikomu jej dotknąć. Był pierwszym z nich, który dostał swojego chowańca i chełpił się tym, nie pozwalając jednak na jakiekolwiek zbliżenie. Obraził się ogromnie, kiedy jedna z dziewczynek ukradkiem pogłaskała Seryphona po piórkach.

- Jest bardzo wrażliwy - fuknął na nią, kiedy próbowała nieudolnie się tłumaczyć, mnąc rąbek spódniczki w palcach.

- Jesteś niesprawiedliwy, Kero. - zaczęła swoją przemowę dziewczynka, machając swoimi ogonkami. - Dobrze wiesz, że wszyscy uwielbiamy chowańce, a taki Seryphon jest bardzo rzadki, toteż... - Zamilkła, kiedy białowłosy chłopiec położył jej dłoń na ramieniu. Zawsze był najbardziej odpowiedzialny z całej piątki, mimo tego, że niedawno przybył do Kwatery i niewiele jeszcze wiedział o tutejszych obyczajach.

- Miiko, powinnaś dać mu spokój. Jeżeli nie chce, byśmy dotykali jego chowańca, to powinniśmy to uszanować.

- Jasne - naburmuszyła się, krzyżując ramiona i odwracając twarz w stronę oceanu, ale nic więcej nie powiedziała.

- Jak już mówiłem, mój chowaniec wykluł się niedawno, więc powinno to być zrozumiałe, że bardzo o niego dbam. - Jednorożec nie dawał za wygraną, a kitsune nie pozostała mu dłużna, na powrót włączając się do dyskusji. Rosły chłopiec próbował wejść im w słowo, ale na nic się to zdało.

Tuż obok kłócącej się trójki siedziała jeszcze dwójka dzieci, jednak pochłonięte one były własnymi sprawami. Gdyby ktoś teraz podszedł i spojrzał na nie, stwierdziłby z całą pewnością, że oto znajduje się przed nim brat z siostrą. Chłopiec był niższy o pół głowy od dziewczynki i miał dłuższe włosy. Każde z nich posiadało zielone oczy, to samo przeszywające spojrzenie i całą gamę sposobów na wykradanie miodu ze spiżarni.

- Myślę, że pamiętam już wszystko. Przepytaj mnie - poprosił chłopiec, wciskając w drobne dłonie swojej towarzyszki opasłą encyklopedię roślin. Dziewczynka z trudem otworzyła tomisko, kładąc je sobie na skrzyżowanych kolanach. Zagłębiła się w lekturę na krótką chwilę.

- Do czego służy płomienny kwiat?

- No wiesz? To zbyt proste, do eliksirów z działu rozgrzewającego, najczęściej do lekarstw i czasem dodaje się go w formie sproszkowanej do niektórych potraw. Jest niezwykle rzadki, można go znaleźć w głębi lasu, wśród gałęzi drzew. - uśmiechnął się, dumny z siebie i spojrzał zadowolony na dziewczynkę.

- Dobrze, a kwaśne źdźbło?

- Och, stosuje się go jedynie do eliksirów zmieniających wygląd. Na przykład potrafię zrobić bardzo prosty eliksir, który zmieniłby twój kolor oczu.

- Na godzinę - zaśmiała się. Chłopiec już wiele razy testował na niej eliksir, jednak nigdy czas jego trwania nie przekroczył godziny. Mimo tego chłopiec się nie poddawał i wymyślał coraz nowsze sposoby na podanie mikstury tak, by dziewczynka nic nie zauważyła.

- Czepiasz się - przewrócił oczami i pociągnął ją za długie ucho.

- Hej, bo zaraz zrobię tobie to samo - zawołała, rumieniąc się. Rzuciła się na niego, przewracając go na plecy i siadając na nim okrakiem. Złapała go za równie długie uszy i zaśmiała się serdecznie. - Znowu z tobą wygrałam.

Śmiała się nadal, kiedy próbował wydostać się spod niej, ale jego próby spełzały na niczym.

- Jeszcze zobaczysz, jak cię przerosnę to nie dam ci wygrać ani razu.

- Założę się, że nawet wtedy będę mogła cię pokonać.

- Jeżeli z tobą wygram, to obiecaj, że za mnie wyjdziesz - wypalił nagle chłopiec, czerwieniąc się jak burak. Dziewczynka na górze zarumieniła się równie mocno i spojrzała gdzieś na bok.

- Zgoda - mruknęła niemal niedosłyszalnie.

- Zakochana para, Ezarel i Yllina, siedzą na Seryphonie i całują się, całują, dam da ram da dam! - zaśpiewała nagle Miiko, skacząc wokół nich jak Dalafa i wymachując piórkiem, który zgubił nowy chowaniec Kero.

- Nie mieszaj w to mojego Seryphona! - Zawołał jednorożec stukając ją w głowę.

^*^

Otworzyłem oczy i spojrzałem ze znużeniem na sufit laboratorium. Nie pierwszy raz zdarzyło mi się tu przysnąć. Wspomnienia o dawnej przyjaciółce na nowo rozbrzmiały w mojej głowie i usiadłem gwałtownie, przypominając sobie sen tak realistyczny, jakbym przeżywał to drugi raz. Moje serce wciąż galopowało, czując ciepło drugiego ciała na sobie, a policzki piekły od rumieńca. Przez tyle lat byłem przekonany, że nie żyje, a teraz pojawia się znowu. Już nie ta mała, radosna dziewczynka, ale dorosła kobieta, tak zraniona, jak jeszcze nikt, kogo znałem. Kiedy zniknęła biegałem przez wiele dni po lesie, wołając ją po imieniu i błagając, by wróciła. Próbowałem szukać ją na wiele sposobów, ale nawet modlitwy do Oracle nie pomagały, po za tym co może siedmiolatek? Kiedy w końcu wmówiono mi, że ona nigdy nie wróci zamknąłem się w książkach alchemicznych, pragnąc wynaleźć eliksir, który przywróciłby ją do życia. Wszelkie próby spełzały na niczym, a mój upór doprowadził mnie do tego, że zostałem zobligowany do objęcia, chcąc, nie chcąc, stanowiska szefa Straży Absyntu.

Pochłonięty wspomnieniami szedłem do swojego pokoju, by znaleźć najważniejszą książkę, jaką posiadałem. Zabrałem ją z pokoju Yllin, który do tego czasu stoi pusty, sprzątnięto z niego wszelkie meble i przedmioty, ale nikomu nie pozwolono w nim zamieszkać. Książka była oprawiona w skórzaną okładkę, miała zniszczone rogi od częstego używania i zapisana była tylko do połowy. Był to pamiętnik, w którym mała Yllin zapisywała co ciekawsze wydarzenia ze swojego życia. W większości były to opisy naszych wspólnych dni i ilustracje do nich, które skrupulatnie rysowała razem z każdym wpisem. Znalazło się tu także piórko Seryphona, ususzone płatki wiśni i kilka innych cennych znalezisk.

Otworzyłem pamiętnik na jednej z zaznaczonych przeze mnie stron i dałem się pochłonąć lekturze.

^*^

"Dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Pan Karuto nazwał to Dniem Miłości i powiedział, że mam się wynosić, bo on ma dużo pracy. Był dziś naprawdę zapracowany, co pozwoliło mi na łatwe wykradnięcie słoika miodu ze spiżarni. Schowałam go do swojego pokoju, bo zapas w mojej szufladzie się skończył, a potem poszłam zapytać starszych ode mnie, co to jest dokładnie Dzień Miłości i dlaczego jest on taki ważny. Nie pamiętałam, czy brałam udział w tym święcie w zeszłym roku, ale teraz mam już 7 lat, więc byłam pewna, że uzyskam pozwolenie na udział w nim. Takiego pozwolenia udzielił mi Pan Yonuki, co bardzo mnie ucieszyło. Poszłam zaraz podzielić się tym z przyjaciółmi. Okazało się, że oni również będą brali udział w święcie i opowiedzieli mi o nim więcej. Dzień Miłości jest świętem na cześć Oracle, która kiedyś ukazała się przed parą ludzi, którzy nie mogli być ze sobą ze względu na nienawiść między ich ojcami. Powiedziała im, żeby byli razem, bez względu na wszystko, a za sprawą jej magii ojcom kochanków urosły królicze uszy, mimo że byli innej rasy. Od tego czasu coraz częściej młodzi mogli zawierać małżeństwa z miłości, nie z decyzji ich rodzin. Na pamiątkę tego wydarzenia obchodzi się Dzień Miłości, by dziękować za błogosławieństwo Oracle. Uważam, że to bardzo romantyczne i ciekawi mnie bardzo, czy moje małżeństwo też zostanie pobłogosławione przez Wyrocznię.

Przygotowania do wieczornej zabawy były bardzo zabawne. Wszyscy biegali z różnymi ozdobami, przygotowywali miejsce na ognisko i stroili się. My z Ezarelem, Kero i Miiko przez większość czasu obserwowaliśmy przygotowania z gałęzi stuletniej wiśni, a Valkyon próbował pomagać komu tylko się dało. Wreszcie doczekaliśmy się wieczora. Ubrałam się w swoją najlepszą sukienkę, bo wszyscy inni też się ładnie ubrali. Jednak zanim mnie ktokolwiek zobaczył, zwróciłam uwagę, że jedna z dziewczyn ze Schroniska daje jakiemuś chłopakowi mały prezent, mówiąc, że to z okazji Dnia Miłości. Ten pomysł bardzo mi się spodobał. Skoro ona dała temu chłopakowi prezent, to ja też musiałam komuś coś dać. Owinęłam wstążką ten słoik miodu, który rano sobie zabrałam i postanowiłam podarować go Ezarelowi. Teraz właściwie nie wiem, czemu akurat jemu chciałam dać prezent, ale pomyślałam, że przecież zobaczę wtedy jak się uśmiecha. Bo miód na pewno go ucieszy. Kwatera Główna była pięknie przystrojona, w środku i na zewnątrz znajdowało się mnóstwo kwiatowych dekoracji i różnokolorowych świateł. Długo nie mogłam znaleźć Ezarela, kiedy chodziłam i pytałam, czy ktoś go widział ludzie mówili mi, że pięknie wyglądam i że dzieci są urocze. Dorośli czasem są bardzo nieprzydatni i głupi. W końcu to Ezarel znalazł mnie, wychodząc zza fontanny, z rękami za plecami. Wyglądał bardzo ładnie, bo ubrał się w białą koszulę i białe spodnie, a niebieskie i pomarańczowe światła ładnie go oświetlały. Miał różowe policzki, kiedy do mnie podszedł i dał mi bukiet kwiatów. Powiedział "To dla ciebie, podoba ci się?" Był to najładniejszy bukiet jaki widziałam i prawie wtedy zapomniałam mu odpowiedzieć. Powiedziałam, że bardzo ładny i wcisnęłam mu słoik z miodem do ręki trochę za szybko, bo prawie upadł na ziemię. Słoik, nie elf. Ezarel miał takie ciepłe dłonie."

^*^

Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Zawsze, kiedy to czytam przypominam sobie, jak biegałem po lesie, by znaleźć najładniejsze kwiaty i jak musiałem iść zmienić koszulę, bo potknąłem się i przewróciłem. Znałem te opowieści bardzo dobrze, uwielbiałem je czytać wieczorami lub kiedy miałem zły dzień. Mimo tego, że były napisane dziecinnym stylem i niektóre słowa były niestaranne, to była to najważniejsza lektura, jaką posiadałem.

Jakiś czas temu otrzymałem od Miiko wiadomość, że Yllin czuje się lepiej i powinienem ją odwiedzić. Bałem się tego spotkania. Kontrast pomiędzy tą małą dziewczynką, a kobietą, która pojawiła się tu kilka dni temu był ogromny. Miałem wrażenie, że nigdy nie zdołam zbudować mostu nad przepaścią, która powstawała przez 15 lat jej nieobecności.

Zebrałem się wreszcie w sobie i skierowałem do przychodni, w głowie układając zdania, które skieruję do dawnej przyjaciółki. Z każdym krokiem zapominałem kolejnych słów, a moje płuca domagały się coraz większej ilości powietrza. W głowie mi się kotłowało i już myślałem, że ucieknę sprzed drzwi przychodni, ale otworzyły się niespodziewanie i wyszła z nich Ewelein, skanując mnie wzrokiem z góry na dół. Pokręciła głową i westchnęła.

- Idź do niej, a nie stoisz jak kołek. Mężczyźni – mamrotała jeszcze do siebie, schodząc po schodach do Sali Drzwi. Drżącą ręką pchnąłem uchylone drzwi i zajrzałem niepewnie do środka. Pomieszczenie było, jak zwykle przyjemnie czyste i jasne, przez uchylone okna wpadały promienie słoneczne i tańczyły na delikatnych falach strumyka. Przez chwilę wsłuchiwałem się w szum wody, próbując uspokoić rozkołatane serce.

- Ezarelu? - usłyszałem cichy głos z prawej strony. Odwróciłem się w tamtą stronę i zamarłem, widząc dziewczynę, siedzącą na podłodze, obok łóżka. Tym razem była już całkowicie ubrana. Miała na sobie satynową, granatową bluzkę z długim rękawem i spodnie z tego samego materiału. Na dłoniach miała rękawiczki z białej, gęstej koronki a pod satynową bluzką znajdował się chyba golf z tejże koronki, bo osłaniał całą jej szyję. Jedynymi odsłoniętymi partiami jej ciała były stopy, owinięte świeżym bandażem, tak samo jej głowa. Starała się osłonić je włosami, ale grube opatrunki i tak były wyraźnie widoczne.

- Dlaczego siedzisz na podłodze? - Wydusiłem z siebie, zapominając wszystkich formułek, które wcześniej ułożyłem.

- Chciałam tylko zajść do toalety – mruknęła, usiłując wstać, podpierając się na łóżku. Podszedłem do niej niepewnie i złapałem za ramię, by jej pomóc.

- Dziękuję, pomożesz mi dojść do łazienki? Chyba przeceniłam swoje możliwości – mówiła gładko, ale jej mimika bez zmiennie wyrażała to samo. Trudno było w jej twarzy dopatrzyć się jakichkolwiek emocji. W żadnym calu nie przypominała osoby, którą znałem. Wydawała mi się tak odległa, mimo że trzymałem ją za ramiona, kiedy szła tuż obok. Mogłem poczuć jej ciepło i słyszałem nierówny oddech, ale nie potrafiłem połączyć tego z tą elfką, którą była piętnaście lat temu.

Ułożyłem kolorystycznie fiolki z lekarstwami, kiedy załatwiała swoje potrzeby w toalecie. Nie wydawała się zawstydzona, kiedy prosiła mnie o pomoc, ani nie wyglądała na zażenowaną, kiedy wyszła po pięciu minutach. Pomogłem jej dotrzeć do łóżka, na którym usiadła ciężko. Nie miałem pojęcia co teraz mam zrobić, więc usiadłem na krześle obok i wpatrywałem się we wzory świetlne, które pojawiały się na dnie strumienia, przepływającego przez pomieszczenie.

- Jak to działa? - podniosłem głowę, kiedy usłyszałem po raz kolejny jej głos. Patrzyła w to samo miejsce, co ja przed chwilą. Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć, bo sam nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Woda w przychodni była dla mnie czymś tak oczywistym, jak to, że Ciralaki niezbyt za mną przepadają.

- Lepiej zapytaj Ewelein.

- Dawniej nie było tu tego strumienia. - Niemal potrafiłem sobie wyobrazić, że marszczy brwi, ale kiedy tylko spojrzałem na jej twarz odkryłem, że mimika pozostaje ta sama. To obojętne spojrzenie, smutne oczy i drobne usta, z kącikami skierowanymi lekko w dół. Przypomniało mi się, jak często siedziała na mojej klatce piersiowej i ciągnęła moje uszy. W moich wspomnieniach wydawała się żywsza, niż siedząc tutaj, w tej chwili, przede mną.

Lata rozłąki spowodowały tak ogromną pustkę w mojej duszy, że teraz, choć chciałem wziąć ją w ramiona i powitać, to siedziałem nieruchomo, przekonany, że to jakiś dziwny żart i zaraz wyjaśni, że tylko udawała. Lecz nic takiego się nie stało. Wciąż była tak samo obojętna i odległa.

- Jesteś rozczarowany. - Bardziej stwierdziła niż zapytała. Spojrzała na swoje dłonie, jakby chciała wyczytać z nich cały słownik.

- Nie rozumiem.

- Wszyscy myśleli, że nie żyję – wbiła wzrok w widok za oknem. Bawiła się rękawem swojej bluzki, zastanawiając się co powiedzieć dalej. - A teraz nagle wracam, z... z Ziemi. Jak ktoś zupełnie obcy, a przecież poznaję ciebie i Miiko. Po czasie spędzonym po tamtej stronie niemal uwierzyłam, że to wszystko było snem. - Uniosła głowę i przypatrzyła mi się. - Pamiętam, że kiedy trafiłam na Ziemię, szukałam kręgu czarownic. Ale tam ludzie zwracają uwagę na dzieci włóczące się po lesie. Wkrótce zostałam zabrana do domu dziecka. - Podciągnęła nogi na łóżko, by wygodniej usiąść. Chłonąłem każde słowo, zachwycając się brzmieniem jej głosu i porównując go w głowie do głosu z moich wspomnień.

- Ciągle uciekałam i szukałam kręgów, ale nigdzie ich nie było. Wciąż mnie odnajdywali i zamykali, w końcu zostałam zamknięta w szpitalu dla chorych psychicznie. Nie mogłam stamtąd uciec, nikt nie chciał mi uwierzyć, kiedy mówiłam, że chcę tylko wrócić do domu. - Głos jej drżał, ale nie płakała, tak jakby wszystkie emocje zostały jej wydarte wraz z pochodzeniem i została tylko pusta powłoka.

- Szukałem cię – szepnąłem głosem pełnym emocji. Zdziwiłem się, słysząc słowa, które wypowiedziałem. Wciąż na mnie patrzyła obojętnie, doprowadzając mnie do szewskiej pasji. Próbowałem zrozumieć co przeżyła, ale fakt, że nie okazywała żadnej radości, jakiegokolwiek uczucia w związku z tym, że w końcu się spotkaliśmy sprawiał, że miałem ochotę wyjść, udając, że nigdy nie spotkaliśmy się ponownie.
- Próbowałem cię odnaleźć przez wiele lat, dopóki nie wmówiono mi, że nie żyjesz. - Wbiłem wzrok w widok za oknem, nie skupiając się na niczym konkretnym. - A teraz wróciłaś i nie mam pojęcia jak przejść z tym do porządku dziennego.

- Rozumiem cię. Mnie samej trudno jest w to uwierzyć. To co się stało – uniosła ręce do bandaży na głowie – to wszystko stało się tak nagle. Wciąż wydaje mi się, że to wszystko sen, że zaraz znikniesz, a ja znów obudzę się w szpitalu dla obłąkanych.

Nie byłem w stanie skupić się na tym, co sam czuję, tak bardzo pochłaniało mnie to, co ona musiała wtedy czuć. Próbowałem wyobrazić sobie ten szpital, jak musieli ją tam traktować, że po powrocie nie jest w stanie uśmiechnąć się na widok dawnego przyjaciela. Jej słowa uderzały prosto w moje serce i pokazywały w głowie coraz gorsze projekcje na temat jej życia.

- Chciałabym teraz zostać sama. Czy możesz prosić tutaj Ewelein, Ezarelu? - zapytała uprzejmie, patrząc tym samym, smutnym spojrzeniem. Pokiwałem głową, wzdychając ciężko i wyszedłem, żegnając się krótko. Przekazałem wiadomość Ewelein, a następnie skierowałem się do swojego laboratorium, które na szczęście było puste. Zamknąłem za sobą drzwi i osunąłem się po nich, czując, jak wszystkie emocje ze mnie wypływają wraz z ogromnymi łzami. Płakałem jak dziecko, ocierając łzy rękawami i nawet nie próbując się powstrzymywać. Miałem przed oczami obraz jej ciała, leżącego w kałuży krwi w lesie, jej smutnego spojrzenia, wbitego w niebo i Ewelein pokazującej chusteczkę z brakującą częścią ciała Yllin. Dotknąłem swoich uszu, a w głowie zaczął mi się układać irracjonalny plan.

Offline

#11 10-06-2018 o 15h42

Straż Absyntu
Amazonka3
Rekrut
Amazonka3
...
Wiadomości: 31

Rozdział 4 | Mierda



Kap

Kap

Kap

Kap

- Ciągle pada. Asfalt ulic jest dziś śliski, jak brzuch ryby, mokre niebo się opuszcza coraz niżej, żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie. A ja? A ja chodzę, desperacko i na przekór wszystkim moknę...

- Wystarczy tej przekory, może by się pan z łaski swojej przesunął? - mężczyzna w średnim wieku, w ubraniu budowlańca popchnął mnie znacząco parasolką.

- Najmocniej przepraszam. - Westchnąłem, zirytowany, że wytrącił mnie z rytmu. Poprawiłem przemoczoną kurtkę, która teraz wydawała się ważyć ze dwie tony i przyspieszyłem kroku, by szybciej znaleźć się w ciepłym holu. Grube kosmyki popielatych włosów przyklejały mi się do twarzy, kiedy siłowałem się z zamkiem.

- Jaki był ten kod - mruknąłem do siebie, kiedy skostniałymi palcami próbowałem po raz kolejny wcisnąć "potwierdź".

- Kochaneczku, co ty robisz w taką pogodę na zewnątrz? - usłyszałem głos mojej sąsiadki. Starszej pani, która mieszka na tym samym piętrze co ja i często pożycza mi cukier oraz inne produkty, za co ja odwdzięczam się moimi wątpliwymi umiejętnościami naprawy kranu i "tego skejpa". Pochodzi z Francji, ale rozmawia ze mną po angielsku, co wychodzi jej wybitnie. Codziennie widujemy się pod drzwiami o tej porze, ponieważ akurat, kiedy ona wraca z Koła Gier Planszowych, ja wracam z uczelni.

- Próbuję dostać się do środka, proszę pani. - jęknąłem rozpaczliwie, pocierając mokre dłonie. Kobieta niespiesznie złożyła parasolkę i podała mi ją.

- Potrzymaj, już otwieram. Mój świętej pamięci mąż zawsze powtarzał, że te kody do drzwi to głupota i lepiej nosić klucz. O tak, tak, zacny to był człowiek - pokiwała sama sobie głową, po czym otworzyła drzwi i odebrała ode mnie parasol. - Pewno przemarzłeś, chodź Brunonie, zaraz postawię na herbatę. - Zaprosiła mnie, kiedy pomagałem jej wejść na pierwsze piętro. Ochoczo przyjąłem jej zaproszenie, nie mogąc doczekać się gorącego kubka i ciekawych ploteczek.

Mieszkanie było typowym mieszkaniem starszej pani. Królowały tu ozdobne zastawy i ręcznie malowane filiżanki ze spodeczkami, poukładane w każdym możliwym miejscu. Miękkie dywany przywodziły na myśl dzieciństwo, a panele na ścianach utrzymywały ciepły nastrój. Pani Garcia, bo tak nazywała się moja sąsiadka, zaproponowała mi, jak zwykle z resztą, ciepłe kapcie i stanowczo odrzuciła odmowę. Poczłapałem więc za nią do kuchni w czerwonych kapciach i rozsiadłem się, podążając spojrzeniem za starym psem, który zaczął snuć się za panią domu. Pies był pomarańczowym cocker spanielem, bardzo głośnym, warto dodać. Kiedy zdarzało mi się go wyprowadzać, to bardzo lubił ujadać na każdego rowerzystę, tak, że musiałem dawać mu przysmak, by się uciszył.

Spędziłem u pani Garcia kilka godzin, rozmawiając na przeróżne tematy i grając w pokera, przez co przegrałem 200 peso. Wróciłem do mojego skromnego mieszkania, przeliczając w głowie ile obiadów mógłbym za to mieć. Drzwi były otwarte, ale nie zdziwiło mnie to, ponieważ moja współlokatorka często o tym zapominała.

- Sofia, volví! - zawołałem, wieszając mokrą kurtkę jeansową na grzejniku.

- Ven aquí - usłyszałem jej roztrzęsiony głos z charakterystycznym akcentem, dobiegający z kuchni. Kiedy tam dotarłem, zastałem doprawdy zabawny widok. Niebieskowłosa, drobna kobieta kucała na stole, trzymając kij od szczotki.

- Zabij to - poprosiła, nie odrywając wzroku od czarnej kulki na podłodze. Po chwili zrozumiałem, że czarna kulka to tak naprawdę mały pajączek. Podśmiechując pod nosem złapałem pajączka do szklanki i wypuściłem za okno, a nadąsana Sofia zeszła w końcu ze stołu.

- Miałeś go zabić, a nie wypuszczać. Znowu wróci, one lubią arachnofobików - otrząsnęła się z niewidzialnego kurzu i oparła o stół, patrząc na mnie z wyrzutem. - Znowu siedziałeś u tej bruja?

- Nie mów tak o niej - wywróciłem oczami. Sofia była ode mnie starsza o dziesięć lat i czasem zachowywała się, jakby była moją matką.

- No importa - machnęła ręką i podeszła do zlewu, by dokończyć zmywanie naczyń, które prawdopodobnie musiała przerwać przez atak krwiożerczego pająka. - Dzwonił Miguel, chciał, żebyś z nim pogadał wieczorem.

- Dzwonił? Na twoją komórkę? - zadziwiłem się, patrząc na wyświetlacz swojego smartfona.

- Nie, na domofon, chyba znowu go okradli. - Wzruszyła ramionami i poprawiła niebieski lok, opadający jej na czoło. - Będzie czekał na ciebie pod blokiem. - Podziękowałem jej i zaszyłem się w swoim pokoju. Miguel był dobrym przyjacielem, ale miał niesamowity talent do wpadania w najgorsze kłopoty. Często zdarzało mi się opuszczać wykłady ze względu na niego. Przebrałem się w suche ubrania i wyszedłem z mieszkania, nie spiesząc się. Nie musiał mówić o której chce się spotkać, zawsze była to ta sama godzina, ta, o której kończył pracę. Był kelnerem w Starbucksie i nosił bródkę, typową dla osób tam pracujących.

- Buenos días, amigo - uściskał mnie serdecznie, ale widziałem, że znowu ma jakiś problem.

- Co się dzieje, stary? - Zapytałem, ściskając dłonie w kieszeniach. Zaczynałem mieć coraz większe obawy.

- Co by się miało dziać? - Zachichotał nerwowo i rozejrzał się. Uniosłem brew. - No dobra, masz rację, nie najlepiej się dzieje ostatnio. Taki mały zakładzik...

- Czy ten zakładzik ma coś wspólnego z tymi typami, wyraźnie idącymi w naszą stronę? - zapytałem, uginając kolana, gotów do biegu.

- Mierda - przeklął i rzucił się w przeciwnym kierunku. - Spadamy stąd, amigo!

Biegłem ile sił w nogach i przeklinałem w duchu głupotę mojego przyjaciela. Zakładów mu się zachciało.

- Parar, cabrón! - usłyszałem za sobą i przyspieszyłem, próbując wykrzesać z siebie więcej siły. Miguel przeskoczył drewniany płotek i przebiegł przez czyjąś posesję, tratując grządki marchwi. Biegłem za nim, przeklinając tym razem moje wysokie muszkieterki, niestworzone do takich prędkości. Miguel wbiegł do lasu, a ja za nim, czując na karku oddech ścigających nas mężczyzn.

Potykałem się o wystające korzenie, a cienkie gałązki raz po raz smagały mnie po twarzy, boleśnie raniąc. Deszcz już dawno ustał i teraz w powietrzu unosił się duszący gorąc. Pot zaczął przesłaniać mi widok, a krzyki Miguela mieszały się z moim coraz głośniejszym oddechem.

Nagle potknąłem się o coś, upadając przy tym na kolana.

- Miguel! - zawołałem przerażony, rozglądając się dookoła, ale dostrzegłem, że i Miguel, i nasi oprawcy rozpłynęli się w powietrzu. Próbując wstać, złapałem za rzecz, o którą się potknąłem.

- Co do... - mruknąłem do siebie, powoli uspokajając oddech. Spojrzałem na swoje dłonie. Były pokryte dziwną mazią, która pochodziła z grzyba, leżącego teraz u moich stóp. Ze zdziwieniem odkryłem, że grzyb należał do kręgu, podobnych jemu grzybów. Nie zdążyłem się im przyjrzeć, bo usłyszałem krzyki za sobą.

- Tam jest! - Dwójka mężczyzn znajdowała się jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie, jak porażony chciałem się zerwać do biegu, ale potknąłem się znów, zmęczony poprzednim sprintem i upadłem do kręgu. Zamknąłem oczy, gotów na najgorsze ze strony oprawców, ale niczego się nie doczekałem. Otworzyłem ostrożnie oczy i rozejrzałem się.

- Żarty jakieś? - wstałem, czując, że opadają ze mnie wszelkie siły. Las zmienił się nie do poznania. Drzewa były większe i bardziej bajeczne, trawa, na której stałem wydawała się dziwnie aksamitna, a na niskich krzewach rosły nieznane mi owoce.

- Mierda - podsumowałem, kiedy mój wzrok zatrzymał się na niebieskim niedźwiedziu. Przekonany, że zaraz umrę, po prostu stałem, czekając na ruch ze strony zwierzęcia. Ale ono tylko stało, lustrując mnie bystrym spojrzeniem. - Wyglądasz jak Kubuś Puchatek na sterydach - odezwałem się, czując niedorzeczność tej sytuacji.

- Dlaczego rozmawiasz z Sitourche? - usłyszałem dziecięcy głos za sobą. Odwróciłem się gwałtownie, by ujrzeć małego chłopca, ubranego jak Piotruś Pan po obejrzeniu My Little Pony, z doczepionymi rogami. - Przecież on cię nie rozumie. - Dziecko patrzyło na mnie jak na idiotę. Nie dziwię mu się, właśnie tak musiałem wyglądać, kiedy usłyszałem głos dochodzący od strony niedźwiedzia.

- Nie prawda, rozumiem go. I ciebie też, mały gnojku. - Spojrzałem na zwierzę z niedowierzaniem.

- Co tu się k***a dzieje - załapałem się za głowę. - Dlaczego ten niedźwiedź do mnie mówi? - miałem wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje z nadmiaru wrażeń. Najgorsze było to rosnące przekonanie, że to wcale nie jest sen.

- Ty mnie słyszysz? - zapytał niedźwiedź, przekrzywiając głowę na bok, przez co jego uszy oklapnęły zabawnie. Zaczęły mi się trząść dłonie. Pokręciłem głową, cofając się.

- To się nie dzieję naprawdę - jęknąłem, po czym opadłem na aksamitną trawę, uderzając głową w coś twardego, po czym odleciałem w stronę czarnych przestworzy.

*^*

- Moja głowa - jęknąłem, siadając gwałtownie. Rozejrzałem się po jasnym pomieszczeniu, próbując zagłuszyć dziwny pisk, który słyszałem. Wokół mnie było niesamowicie czysto, jakby wszystkie przedmioty były stworzone w programie do modelowania 3D. Odkryłem, że siedzę na łóżku, przykryty materiałem, który pierwszy raz widziałem na oczy. Był lekki i nieprzyzwoicie prześwitujący, tak, że byłem w stanie dojrzeć nietypowe ubranie, które miałem na sobie.

- Co jest? - mruknąłem do siebie, dotykając satynowopodobnych rękawów.

- Jesteś w szpitalu - wyjaśnił łagodny, ale stanowczy głos, gdzieś za mną. Odwróciłem się gwałtownie, prawie spadając na podłogę. Kiedy w reszcie spojrzałem za siebie, oślepiło mnie słońce, bijące zza okien, więc spostrzegłem tylko ciemną, kobiecą sylwetkę i charakterystycznie odstające, długie uszy.

- Co jest? - powtórzyłem, tym razem głośniej, osłaniając oczy dłonią.

- Och, najmocniej przepraszam - zawołała, podchodząc do mnie i stając tak, by nie raziło mnie słońce. Teraz mogłem upewnić się, że nie majaczę. Kobieta rzeczywiście miała dziwne, elfie uszy, a poza tym niemal białe włosy i porcelanową karnację. Jej ubranie było tak skomplikowane, że nawet nie zastanawiałem się, jak mógłbym to nazwać.

- Trafiłeś do szpitala - powtórzyła - znaleźliśmy cię w lesie, nieprzytomnego. Twój chowaniec jest bezpieczny, nakarmiliśmy go i umyliśmy, bawi się teraz w ogrodzie muzycznym. - z każdym słowem coraz mniej rozumiałem o czym ona do mnie mówi.

- Umyliście? - wykrztusiłem tylko, próbując nie wyglądać na totalnego idiotę. - To świetnie, serio, wielkie dzięki ale ja już muszę iść. Dzięki za pomoc i w ogóle - wstałem, kierując się do drzwi.

- Daj spokój, nie jesteś na Ziemii - odwróciłem się w stronę dziewczyny, której wcześniej nie zauważyłem.

- Co? - zapytałem głupio, coraz mniej rozumiejąc z tego, co się działo. Pokręciła głową i usiadła na swoim posłaniu. Miała głowę owiniętą bandażami i podobne do mojego, satynowe ubranie.

- Trafiłeś do Eladryi, nie jesteś u siebie i nie wrócisz już tam. - roześmiałem się nerwowo na jej słowa i spojrzałem na pielęgniarkę, szukając u niej potwierdzenia, że ta dziewczyna bredzi. Ale ona była już zajęta swoimi sprawami i nie zwracała na mnie szczególnej uwagi.

- Gadasz bzdury - odparłem, próbując zakryć przerażenie i wyszedłem w poszukiwaniu wyjścia z tego dziwnego miejsca. Szpital na zewnątrz wyglądał jak wyjęty z najpiękniejszej baśni. Zszedłem po wspaniałych schodach, sprawiających wrażenie, jakby się miały rozsypać po najmniejszym dotyku. Nietrudno było mi trafić do wyjścia, gdyż biło z niego jasne światło przez otwarte, ogromne drzwi. Szedłem alejką, zastanawiając się, jak znajdę drogę powrotną do domu. Chciałem sięgnąć po telefon, ale przypomniałem sobie, że nie mam swoich ubrań. Przekląłem w myślach i wróciłem z powrotem do szpitala, by zażądać zwrotu moich rzeczy.

- Hej, ty! Kim jesteś? - ktoś złapał mnie za ramię, stanowczo zatrzymując w miejscu. Odwróciłem się ponownie, już otwarcie zdenerwowany. Przede mną stał czarnowłosy mężczyzna z piracką opaską na oku. Naprawdę, ktoś taki się mnie czepia?

- Co cię to? - fuknąłem na niego i ruszyłem w przeciwnym kierunku, by odzyskać co moje.

- Jestem szefem straży, nie możesz mnie tak zlewać! - oburzył się i zrównał ze mną krok. - Ja jestem Nevra, a ty?

- Bruno - mruknąłem, wlepiając zirytowane spojrzenie w budynek przede mną. Już prawie jestem na schodach, jeszcze tylko kawałek.

- Nie jesteś zbyt rozmowny, co?

- Mam zły dzień, stary.

- Jasne, rozumiem to. Niestety, bez względu na twoje samopoczucie, będę musiał zabrać cię do Miiko, szefowej Lśniącej Straży. - Gadał dalej, doprowadzając mnie do białej gorączki.

- Nie wiem o czym mówisz i nie mam na to czasu. Idę tylko po swoje rzeczy i już mnie tu nie ma. - westchnąłem, przechodząc przez drzwi. Skierowałem się do sali, w której się obudziłem, a Nevra za mną.

- Nie zgrywaj się, ja też nie mam całego wolnego dnia. Załatwimy to i jesteś wolny. - Już miałem zaprotestować, kiedy weszliśmy do sali, ale odezwała się pielęgniarka, która nadal tam była.

- Och, wróciłeś? To dobrze, nie zabrałeś swoich rzeczy. Byłeś już u Miiko? - zapytała.

- Po co miałbym tam iść? Chcę wrócić do domu.

- Nie mieszkasz w Schronisku, pamiętałabym cię. Gdzie w takim razie mieszkasz? - przyjrzała mi się.

- W Monterrey.

- Niemożliwe - roześmiała się i zwróciła do Nevry. - Zajdźcie lepiej pogadać z Miiko, ale najpierw daj mu się przebrać.

Odzyskałem swoje ubrania i przebrałem się, odkrywając, że zostały wyprane. Do kieszeni włożono z powrotem telefon i portfel. Spróbowałem zadzwonić do Sofii, ale smartfon zaprotestował, wydając kilka piśnięć, ekran zrobił się na chwilę kolorowy, po czym zgasł na dobre. Schowałem go i zirytowany wróciłem do czarnowłosego pirata-przebierańca.

- Ale masz dziwne ubrania - odezwał się, dotykając jeansowej kurtki. Odsunąłem się i przewróciłem oczami.

- Ty masz dziwniejsze, głupie przebranie pirata. - skrzyżowałem ramiona, patrząc za okno. Roześmiał się na moje słowa i ruszył do drzwi.

- Chodźmy już do tej Miiko.

*^*

PRZEPRASZAM za to okropne opóźnienie, ale byłam tak zajęta, że wydawało mi się, że minęły najwyżej 2 tygodnie od ostatniej publikacji ;-; a tutaj ponad miesiąc. Kiedy to zleciało? Obiecuję, że się poprawię!

Mały słowniczek hiszpańsko-polski:

volvi - wróciłem

ven aqui - chodź tu

bruja - wiedźma

no importa - nie ważne

buenos días, amigo - dzień dobry, przyjacielu

mierda - gówno

parar, cabrón - zatrzymaj się, draniu/skurwysynu

Do następnego, moje Corko! ^^

Offline

#12 03-12-2018 o 01h16

Straż Absyntu
Kace
Żołnierz Straży
Kace
...
Wiadomości: 633

Cooo? Koniec?! Gdzie kontynuacja XD Ależ ja się wciągnęłam... Dziewczyno, Ty masz w sobie to coś! Tekst czyta się wyśmienicie i przyznać muszę, że nieraz mnie rozbawił.
Fragment z dzieciaczkami był naprawdę uroczy, pomimo iż wpis z pamiętniczka nie był szczególnie infantylny jak na pisaninę dziecka... Ale to zrozumiałe. Brzmiał bardzo dobrze, tak jakby Yllin miała szczególne upodobanie do słów :'3

Zastanawia mnie... czy Ty nienawidzisz Nevry? XDD Kreacja jego postaci jest przesadnie ogłupiona... a przynajmniej mi się tak wydaje... może go za bardzo nie znam, a może równowaga została lekko zachwiana - głupkowatość natury podrywacza ze zbagatelizowaniem tego drugiego...

W każdym razie czyta się bardzo dobrze, pomimo błędów graficznej natury, na które chyba nie zwracasz uwagi, nie poprawiasz ich (?), więc nie będę się nad tą kwestią rozwodzić. Chyba, że jest wręcz przeciwnie - wtedy wypiszę te błędy kolejnym razem.

Opisywane przez Ciebie postacie, nie tylko Nevra, są nieco inne. Rozumiem, że to Twoja własna ich interpretacja i wcale mi to nie przeszkadza. Np. Ykhar w Twoim wykonaniu jest mi milsza, także może nawet ją polubię dzięki tobie :3

Podziwiam sztukę komponowania wydarzeń... jakby to ująć - poprzez usytuowanie postaci w określonej sytuacji (krótki dodatek w postaci czynności wykonywanych w trakcie snucia dialogu bądź monologu) ogląd staje się pełniejszy, obraz żywszy i bardziej namacalny... Po prostu, jeszcze lepiej się czyta. Nie czuć nastręczenia opisów, są one gładko wkomponowane w bieg wydarzeń... Naprawdę niezły styl, przyjemnie się to czyta :3 I tak, jest intrygująco, doprawdy! Tak, jak powinno być...

A, i w sumie to zastanawiałam się już kilkakrotnie, jak by to było, gdyby do Eldaryi przybył chłopak... Także - zapowiada się ciekawie :p

Taka rada na przyszłość - niecenzuralność słowa nie tracą, zyskując inną narodowość... XD

Czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że się pojawi :3

Ostatnio zmieniony przez Kace (03-12-2018 o 01h18)

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1