Forum

Strony : 1

#1 13-06-2021 o 15h55

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

——————————————https://64.media.tumblr.com/86582b7ff55778af9431ed6541077fe4/bd9f68db74a2ae09-27/s100x200/b7e3b795651be5eeefb2be4d45c1176691aeb6f7.png ——————————————


https://64.media.tumblr.com/30b7e3933688971b9d088e4e8ae5415c/bd9f68db74a2ae09-10/s540x810/a0bc84f78ed4b0332d0d91c8ebe0576b8a8f3b7c.gifv



https://64.media.tumblr.com/1c9cf0075ec930b92295503f48435bab/bd9f68db74a2ae09-87/s540x810/24e17d0ded3cbcbc3b583434c7a9c7c080167610.png

                                                                         Luizjana, 1976 rok,

                                                                                       Lata 70 w Stanach Zjednoczonych Ameryki upłynęły pod znakiem dużych zmian.
                                                                         Rozwój technologii i śmiałe działania na froncie wojennym spowodowały liczne
                                                                         protesty i manifestacje. Tworzące się ruchy hippisowskie otwarcie wystąpiły przeciwko
                                                                         prowadzeniu działań w Wietnamie, jednocześnie skupiając wokół siebie coraz więcej
                                                                         osób, pragnących zmian.
                                                                         
                                                                                       Młodzi ludzie zaczęli opuszczać rodzinne domy, zafascynowani otwierającymi się
                                                                         przed nimi możliwościami i wolnością, wierząc głęboko, że są w stanie zmienić świat i
                                                                         jednocześnie odrzucając stare tradycje i wierzenia. Są jednak tacy, którzy na bagiennych
                                                                         terenach cyprysowych lasów Luizjany wciąż szukają schronienia.

https://64.media.tumblr.com/a5978f29b84868389a3a81650d2617f4/bd9f68db74a2ae09-76/s540x810/0d2d4a4fc821352aee55e4ffdc784dbc42c65064.png

Arleen Cavendish
                                                                         • Aida
Macy Cavendish


Thane Anderson
                                                                         • Evalyn
Shailene Perrault

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (20-06-2021 o 20h50)


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#2 13-06-2021 o 16h00

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/5yCGpmK.png


____________________________________________________


https://i.imgur.com/Oq7YUMN.png

Ostatnio zmieniony przez Aida (13-06-2021 o 16h12)

Offline

#3 13-06-2021 o 19h14

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

miejsce na kp

https://64.media.tumblr.com/5d31f9960682c1bc5bd16a225dbca33c/0b2d5c4998a57e8a-38/s540x810/c3d258db03c8a956ae71af07da6d94fc6620f122.png


—————————————————————————————


https://64.media.tumblr.com/ca79a9e1723e4c333b263ba276c2c1a3/65a3bf56143cf049-f1/s540x810/3b002dc17a44dfb378c15e2ebaa2b76428d9c056.png

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (14-06-2021 o 21h35)


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#4 13-06-2021 o 20h45

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


Laurette, Luizjana, 28 lipca 1976

Macy trzymała się kurczowo klamki, gdy czerwony, przeżarty rdzą Pickup podskakiwał na leśnej, nierównej drodze, rozbryzgując z impetem kałuże powstałe po niedawnej burzy. Arleen mruczała pod nosem przekleństwa za każdym razem, gdy auto nieprzystosowane do leśnego terenu zahaczało zawieszeniem o wystające spod ziemi korzenie.
Ciemnozielony las w końcu ustąpił, otwierając się na niewielką polanę nad brzegiem bagna. Arleen ostrożnie wyjechała na zarośnięty wysoką trawą i chwastami teren i wyłączyła silnik. W aucie zapanowała absolutna cisza przerywana jedynie odgłosami owadów zamieszkujących polanę i żab skrytych w pobliskiej wodzie. Wzrok obu sióstr zatrzymał się na drewnianym, starym domu.
Chata nie była duża i lata swojej świetności miała już dawno za sobą. Balustrada otaczającego ją ganku chyliła się ku ziemi, a rośliny powoli zaczynały wdzierać się do środka.
-To żart, prawda? - głos Macy przerwał milczenie. - To musi być żart.
-Nie dramatyzuj - Arleen mruknęła sucho. - Nie stać nas na nic innego. A poza tym facet, który go sprzedawał nawet nie zapytał o nazwiska. Nie wiem nawet czy był trzeźwy.
-Nie możemy tu mieszkać! - Macy odwróciła się raptownie w stronę siostry, wskazując gwałtownym ruchem ręki na dom. - To ruina!
-Trochę odnowimy i będzie w sam raz.
-A ścieżka? - Macy zaczynała wpadać w coraz większą panikę.
-Wyrównam ją - Arleen odpowiedziała, otwierając drzwi samochodu.
-A szkoła? - nastolatka chwyciła się ostatniej deski ratunku.
-Nie pójdziesz - kobieta odparła krótko.
-Co takiego?!? - Macy wychyliła się z samochodowego okna, spoglądając w ślad za siostrą.
-Będziesz się uczyć w domu.
-Nie możesz...!
-Nie mogę?! - Arleen cofnęła się raptownie i stanęła twarzą w twarz ze wzburzoną siostrę. - To przez ciebie tu jesteśmy i nie masz prawa mi mówić, czego mogę, a czego nie mogę. Będziesz siedzieć na tym cholernym bagnie tak długo, jak uznam, że sytuacja tego wymaga, jasne?
Macy przez chwilę wpatrywała się w siostrę ze złością, a następnie opadła ciężko na oparcie fotela, krzyżując ręce na piersi.
Arleen kiwnęła głową i wróciła na tył samochodu, na którego bagażniku znajdował się cały ich dobytek. Nie było tego dużo. Wzięła głęboki wdech i na chwilę przymknęła oczy. Zeżrą nas tu aligatory. A jeśli nie aligatory, to te cholerne komary. Kilkoma ruchami otworzyła drzwiczki naczepy i wskoczyła na pakę. Mocując się i szarpiąc w upalnym słońcu, duchocie i wilgoci, przeklinała samą siebie za to, że schowała go tak głęboko. Po kilku minutach szarpaniny w końcu udało jej się go wydobyć.
Arleen podstawiła wózek na kółkach pod drzwi pasażera.
-Dam radę sama - Macy mruknęła, otwierając je.
-Jeszcze nie teraz, pomogę ci - starsza siostra nie pozostawiała miejsca na dyskusję. Pewnie chwyciła młodszą pod ramiona i sprawnym ruchem przeniosła ją na siedzisko wózka.
-Nie jestem workiem kartofli - Macy warknęła, gdy jej plecy z impetem wylądowały na oparciu.
-A szkoda - odpowiedziała Arleen. - Kartofle przynajmniej nie pyskują.
Kobieta zaparła się mocno na ziemi i z trudem pchnęła wózek, próbując pokonać kępy wysokiej trawy, kamienie i pokryte rdzą pozostałości po poprzednim właścicielu. Czuła jak pot spływa jej wzdłuż karku.
Jedna z desek na ganku pękła z głuchym trzaskiem, gdy Arleen wtoczyła wózek. Macy zacisnęła zęby, ale nic nie powiedziała. Drewniane drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem.
W środku panował półmrok i względny chłód. Część ścian pokryta była bielonym tynkiem, a w rogu pokoju znajdował się żeliwny piecyk. Macy położyła dłonie na kółkach i ostrożnie ruszyła przed siebie, popychając je lekko.
Okno z kuchni wychodziło na bagna, a siatkowe drzwi prowadziły na drewniany pomost, na którego końcu kołysała się spokojnie samotna łódka. Czapla siedząca na brzegu poderwała się do lotu, pozostawiając na zielonkawej wodzie pofałdowane kręgi.
-Bayou Laurette - Arleen powiedziała cicho, stając obok siostry i spoglądając na cyprysowy las odbijający się w mętnej wodzie. - Nasz nowy dom.

Ostatnio zmieniony przez Aida (17-06-2021 o 19h45)

Offline

#5 15-06-2021 o 23h14

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259


    Była wczesna pora dnia, jednak duszne, wilgotne powietrze typowe dla klimatu Luizjany dawało już we znaki. Okoliczne bagna wydawały się być na pierwszy rzut oka nieruchome i spokojne ale każdy, kto przebywał tu dłużej wiedział, że tak naprawdę kwitło tu życie. Shai wiele razy słyszała, że Luizjańskie bagna są brzydkie; było tu pełno błota i rzęsy wodnej - nudny i powtarzalny krajobraz. Zawsze wtedy patrzyła z oburzeniem na rozmówcę i sugerowała aby poprzebywać poza miastem nieco dłużej, aby poczuć prawdziwą atmosferę tego miejsca. Życie tutaj było znacznie spokojniejsze niż w hałaśliwym, pełnym spieszących się ludzi Nowym Orleanie. Tam wyczuwało się złą energię, stres i zmęczenie. Tu był tylko spokój i harmonia. Oczywiście rozmówcy na jej argumenty pukali się w głowę - kolejna wariatka zamieszkująca bagna. W zasadzie Shai była im wdzięczna. W końcu, gdyby zaczęły pojawiać się tu tłumy turystów, zakłóciłyby to co w tutejszej okolicy kochała najbardziej.
    Teraz przycupnęła na zwalonym pniu drzewa i z przymkniętymi oczami słuchała rechotu żab i cichego buczenia owadów. Obok niej leżał częściowo zapełniony ziołami wiklinowy koszyk - wyszła z domu wcześnie rano aby je nazbierać na prośbę babki. Wydawać by się mogło, że zioła nie są towarem zbyt chodliwym w dzisiejszych czasach ale napary starszej pani Perrault działały cuda, nawet kiedy zawodził lekarz. Mieszkańcy wsi bardzo ją szanowali i często zaopatrywali się w jej produkty. Poranna wyprawa poniekąd była  też wymówką aby zebrać myśli w samotności o co było dosyć ciężko w domu albo w sklepiku. A trochę myśli do zebrania miała po tym jak listonosz przyniósł ten feralny list.
    Shailene otworzyła oczy i niechętnie łypnęła na list, leżący na wierzchu kosza. Kiedyś by się ucieszyła otrzymując jakieś wieści od starego przyjaciela ale treść wiadomości jedynie podniosła jej ciśnienie. Przeczytała już go tyle razy, niemal wypalając wzrokiem kartkę, że znała treść na pamięć. Chwyciła go teraz jeszcze raz i znów przebiegła po nim wzrokiem.
   
Droga Shailene
    Wiem, że minęło sporo czasu od mojego wyjazdu ale miałem wiele spraw na głowie, które nie pozwalały mi na powrót. Teraz, kiedy już wszystko uporządkowałem i stanąłem na nogi, myślę, że mogę zapewnić Lisette odpowiednią przyszłość. Jest już w takim wieku, gdzie powinna przebywać wśród swoich rówieśników w mieście, w szkole, która zapewni jej dobrą edukację. Myślę, że Silvia chciałaby tego dla swojej córki. Dziękuję Tobie i Twojej babce za dotychczasową opiekę nad dziewczynką. Przyjadę do Bayou Laurette pod koniec lipca aby ją zabrać.
- Thane Anderson


-Prawie dziesięć lat! Co ty możesz o swojej siostrze Thane Andersonie!
    Shai rzuciła ze złością list na dno kosza. Odpowiedziało jej tylko rechotanie żab. Spłoszona czapla, rozwinęła swoje skrzydła i odleciała daleko, poza zasięg wzroku kobiety. Wiadomość była tak surowa i pozbawiona emocji, że Shai miała wrażenie, że Thane pragnął specjalnie ją tym listem rozzłościć. Oczywiście nie pisnęła młodej ani słówkiem o jej wyrodnym, zidiociałym wuju, który wpadł na jeden z najgłupszych pomysłów na jaki mógł wpaść. Och porozmawia sobie z nim, jak tylko postawi nogę na bagnach. Shailene Perrault nie poddaje się bez walki.
    Nagły wiatr zawiał od południa, poruszając źdźbła trawy i gałęzie drzew. Na kilku z nich można było dostrzec dziwnie poskręcane patyki, zawieszone na cienkich sznureczkach. Shai zatrzymała wzrok na jednym z nich, kołyszącym się intensywnie, mimo, że wiatr już ustał. Zmarszczyła brwi a później zamknęła oczy starając się skupić na przedmiocie. Nagle drgnęła. Dwie osoby. Kobiety. Bardzo głośne.
    Shai przez chwilę jeszcze siedziała nieruchomo, po czym otworzyła oczy i wstała chwytając za kosz.
-Najwidoczniej Thane nie będzie jedynym gościem bagien tego lata.- Powiedziała po częsci do siebie a po części do rechoczących w bagnie żab.- Dawno nie mieliśmy tu takiego ruchu.


    Kilka godzin później Shailene kroczyła raźnie w stronę dotychczas opuszczonego domu po drugiej stronie bagien. Zazwyczaj się tu nie zapuszczała bo nie było po co; dookoła było pełno chaszczy, dzika trawa i pokrzywy tak zarosła to miejsce, że nie zdziwiłaby się jakby któregoś dnia znienacka wylazł z nich jakiś aligator. Sama chatka wyglądała cóż… no powiedzmy, że nie byłoby to miejsce, które Shai by chętnie wybrała do zamieszkania. Ktokolwiek chciał tu zamieszkać był albo szalony albo zdesperowany. Albo jedno i drugie, co już wystarczająco pobudziło ciekawość kobiety. Dodatkowo nowi ludzie w tej okolicy zdarzali się naprawdę rzadko, tak, rzadko, że wizyta kogoś nieznanego była zazwyczaj sporą sensacją. Dlatego też Shai postanowiła pierwsza zbadać teren, wraz z babkową szarlotką (bo kto nie lubi szarlotki?) i propozycją pomocy w ogarnięciu tego miejsca. A było tu sporo do uporządkowania.
    Kobieta ostrożnie weszła na ganek, modląc się, żeby schodki się pod nią nie zapadły, po czym zapukała do drzwi. Zobaczmy dokąd to doprowadzi.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (15-06-2021 o 23h16)


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#6 17-06-2021 o 20h30

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/XowEnKQ.png


Macy wyciągnęła z kartonu kilka cienkich zeszytów z kolorowymi okładkami i wsunęła ja na półkę, dołączając do reszty dość okazałej kolekcji komiksów. Pod tym względem nigdy nie różniła się od innych nastolatków, zawsze pragnęła być jedną z nich. A jednak to z fikcyjnymi, marvelowskimi bohaterami czuła większą więź niż z jakąkolwiek koleżanką. O ile w ogóle mogła tak nazwać kogokolwiek. Zdmuchnęła kurz z okładki i przyjrzała się jej z lekkim żalem. Dziś zostali jej już tylko oni.
Zamarła z zeszytem w rękach, gdy do jej uszu dobiegł odgłos pukania do drzwi. Ostrożnie odwróciła głowę, jakby bała się, że ten, kto stał przy wejściu może ją usłyszeć. Arleen jakiś czas temu pojechała do miasteczka, żeby kupić trochę narzędzi, środków czystości i coś do jedzenia, zatem dziewczyna była zdana jedynie na siebie samą. Skupiła wzrok na drzwiach, próbując wydobyć z siebie energię, spięła całe swoje ciało, zacisnęła dłonie na podłokietnikach, wbijając w nie paznokcie. Na próżno. Ze świstem wypuściła powietrze przez usta i opadła na oparcie. Nie była w stanie niczego wyczuć. Przez chwilę nasłuchiwała, w nadziei, że usłyszy jak obcy rezygnuje i oddala się po skrzypiących schodach. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zamiast tego Macy usłyszała kolejne, nienachalne pukanie.
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Jakim cudem tak szybko ktoś dowiedział się o ich obecności? W Savannah wszystko było inaczej. W gorące, duszne noce okna w ich kamienicy zawsze były otwarte, a do wnętrza zagraconego mieszkania wdzierały się głośne dźwięki ulicy. Głos saksofonu, podniesione głosy należące do podpitych imprezowiczów przechodzących od klubu do klubu, śmiechy, odgłos karetki jadącej na sygnale w oddaleniu. Wszyscy gdzieś pędzili. Sąsiedzi ignorowali głośne awantury i ludzi śpiących na schodach, dopóki któryś z podpitych mężów nie zaczynał łomotać do drzwi. Wszyscy chcieli być anonimowi i to działało w obie strony. Nikogo nie obchodziło kto mieszka za ścianą. Powinny wiedzieć, że te prawa nie obowiązują w tak małej mieścinie jak Bayou Laurette.
Wiedziona ciekawością, Macy popchnęła lekko koła swojego wózka i wyjechała z małego pokoiku, w którym znajdowało się jej nowe łóżko. Zagryzając wargi, najostrożniej jak mogła przecięła to, co można było nazwać salonem i starając się nie narobić hałasu, podjechała do okna. Jej serce łomotało i obijało się o żebra tak głośno, że Macy była pewna, że osoba po drugiej stronie drzwi musi je słyszeć. Że zagłusza nawet odgłos kołek przemieszczających się po starych deskach. Ostrożnie wyciągnęła dłoń i delikatnie odsłoniła strzęp firany, modląc się w duchu, aby twarz przybysza nie należała do nikogo, kogo znała.
Na ganku stała kobieta. Zdecydowanie nie była kimś, kogo mogła powiązać z przeszłością, chociaż wszystko w niej przesiąknięte było czymś, co musiało pochodzić z przeszłości. Sposób w jaki stała, dumnie wyprostowana, z wiklinowym koszykiem zaciśniętym w drobnych dłoniach. Jej czarne loki błyszczące w słońcu jak onyks spływały kaskadami na smukłe plecy. Macy poczuła ukłucie wstydu na myśl o swoich zniszczonych wiecznym rozjaśnianiem włosach, które ledwo była w stanie rozczesać.
Drgnęła jak oparzona, gdy nagle zorientowała się, że kobieta patrzy prosto na nią a jej czarne oczy uchwyciły jej spojrzenie. Macy odruchowo opuściła firankę i cofnęła wózek, robiąc przy tym nieco hałasu. Arleen się wścieknie... Dziewczyna rozejrzała się nerwowo, próbując zebrać myśli. Co powinna zrobić? Nie ma nic, czym mogłaby się obronić. O ile powinna się bronić. Powinna? Te spróchniałe drzwi nie stanowiłyby przeszkody dla nikogo, kto chciałby je sforsować. Zrób coś Macy, musisz podjąć jakieś działanie. Jakiekolwiek. Dziewczyna skarciła się w myślach.
-Kto tam?! - rzuciła krótko, wpatrując się w ciemne drzwi, jakby te miały w każdej chwili wystrzelić z hukiem z zawiasów.

Offline

#7 18-06-2021 o 16h51

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

https://64.media.tumblr.com/288b60cb5d03f998da63b5c5c6701076/65a3bf56143cf049-d9/s500x750/00ada5255bf8d865e926adcd8569243ec3d6204c.png


Przez dłuższy czas panowała cisza. Czy ktokolwiek jest w domu? Możliwe, że nowe lokatorki pojechały do miasta a ona stoi tu głupio i czeka na darmo aż ktoś jej otworzy. Postanowiła jednak jeszcze chwilę tu zostać. Rozejrzała się dookoła; w zasadzie była to całkiem ładna część mokradeł. Gdyby nieco tu uprzątnąć i pozbyć się części dzikich chaszczy można tu przyjemnie mieszkać.
    Kobieta wróciła spojrzeniem do zamkniętych drzwi, nieco się już niecierpliwiąc. Może powinna przyjść tu później? Ciekawość jednak zjadała ją zbyt bardzo, żeby pozwolić sobie na czekanie do wieczora. Przyjazd w tę okolicę nowych osób i to jeszcze całkiem młodych był czymś naprawdę niezwykłym. Większość ludzi zamieszkujących Bayou Laurette była starsza; młodzi ludzie powyjeżdżali do większych miast mając tam większe możliwości na zrealizowanie kariery. Z turystycznego punktu widzenia też nie było tu nic ciekawego. W zasadzie nie było czego  tu szukać. Dlatego Shai tym bardziej była ciekawa. Oczywiście, może po prostu nowe mieszkanki lubiły naturę i ceniły spokój. Jak zresztą większość pozostałych w Bayou Laurette osób; nie było w tym nic dziwnego. Zresztą Shai była taka sama.
    Wciąż cisza; Shai westchnęła chcąc już zawrócić do domu, kiedy usłyszała coś wewnątrz domu. Zatrzymała się wpół kroku nasłuchując a później zerknęła w stronę okna, uchwyciwszy kątem oka ruch. Jej spojrzenie skrzyżowało się z spojrzeniem nastolatki wyglądającej ostrożnie zza firanki. Kiedy dziewczyna zorientowała się, że Shai ją zauważyła, natychmiast cofnęła się do tyłu. Widocznie druga z nowych lokatorek była poza domem. Ostrożność w takim wypadku była całkowicie zrozumiała.
-Nazywam się Shaliene Perrault- Rzuciła do wciąż zamkniętych drzwi, starając się brzmieć jak najbardziej przyjaźnie.- Słyszałam w wiosce, że jesteście naszymi nowymi sąsiadkami. Ja i moja babka mieszkamy najbliżej, więc uznałyśmy, że wypada się przywitać. Babcia upiekła dla was szarlotkę i chciałyśmy zaoferować pomoc w… zaklimatyzowaniu się w tym miejscu- Wzrok Shai znów padł na chaszcze pchające się na ganek. Umilkła czekając na jakąkolwiek reakcje.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (18-06-2021 o 16h51)


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#8 18-06-2021 o 17h56

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/XowEnKQ.png


Macy rozejrzała się na boki, w nadziei, że cokolwiek przyjedzie jej na ratunek, ale wnętrze domu było ciche i martwe. Była tu sam na sam z kobietą, od której dzieliły ją tylko cienkie drzwi.
Arleen będzie zła. Ale ostatecznie to przecież nie jej wina, nie ona zaprosiła gości. Ta cała Shaliene Perrault sama tu przyszła i teraz stała tam w przedłużającej się ciszy, najprawdopodobniej biorąc Macy za największą dziwaczkę świata. Arleen całą drogę tłukła jej do głowy, że mają siedzieć na uboczu i nie rzucać się oczy. Z drugiej strony, czy całkowite odcięcie się od świata nie zwróci uwagi mieszkańców jeszcze bardziej? Przecież od razu uznają to za podejrzane. W końcu powiedzenie będąc wśród wron, kracz tak jak one nie wzięło się znikąd. Macy wiedziała, że w oczach Arleen każda decyzja, którą teraz podejmie będzie niewłaściwa więc tak naprawdę niczym już nie ryzykowała. Mogła podjąć ją, kierując się tylko i wyłącznie własną intuicją. I zapachem szarlotki wdzierającym się przez szczelinę pod drzwiami.
-Chwilę! - Macy rzuciła krótko i wzięła głęboki wdech. Rozejrzała się jeszcze szybko na boki, aby upewnić się, że na widoku nie stoi nic, co mogłoby je zdradzić i przygładziła lekko włosy.
Okej Macy, zachowuj się normalnie.
Podjechała do drzwi i niezgrabnie chwyciła za klamkę, co sprawiło, że te otworzyły się powoli z diabelskim, przeciągłym skrzypnięciem.Upiorne.
-Cześć - Macy uśmiechnęła się pokracznie, mrużąc oczy od jasnego światła, które wtargnęło do mrocznego pomieszczenia. - Nazywam się Skylar. Moja siostra pojechała do miasta, żeby kupić kilka rzeczy, które pomogą nam doprowadzić to miejsce do stanu używalności.
Macy pchnęła lekko kółka wózka, tak aby zasugerować gościowi, że spędzą czas na ganku.
-W środku jest jeszcze gorzej niż na zewnątrz - Macy mruknęła półgębkiem, próbując wyjaśnić Shaliene, dlaczego nie może jej wpuścić do środka. - Chyba mamy tu rodzinę szczurów.

Offline

#9 19-06-2021 o 16h37

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

https://64.media.tumblr.com/288b60cb5d03f998da63b5c5c6701076/65a3bf56143cf049-d9/s500x750/00ada5255bf8d865e926adcd8569243ec3d6204c.png


Shai przyjrzała się dziewczynie z nieukrywaną ciekawością. Nie pomyliła się - faktycznie była to nastolatka, może miała około piętnastu lat? Dziwnie widzieć tu było tak młodą osobę. Kiedyś we wsi było sporo dzieciaków, ona sama spędzała dzieciństwo w najlepszy możliwy sposób; z bandą przyjaciół włócząc się po bagnach ku zgrozie zmartwionych opiekunów. Ale to było ponad dziesięć lat temu a od tego czasu dużo się zmieniło. Jedynym dzieciakiem w najbliższym otoczeniu Shai była Lisette, siostrzenica Thane’a. Ale Liz miała dopiero dziewięć lat i czuła się tu szczęśliwa; nie ciągnęło ją w stronę dużych miast i wielkomiejskich rozrywek. Wykapana matka.
    Za to jak sprawa może wyglądać z nastolatką, która dopiero przyjechała do tak oddalonego od większych cywilizacji miejsca? Nastolatki zwykle nie lubiły tkwić w takich miejscach. Sama Shai, kochająca Bayou Laurette przez pewien czas spędzała więcej czasu w Nowym Orleanie niż w samej wiosce, chcąc jak najlepiej wykorzystać swoje nastoletnie, nieco buntownicze lata. Dodatkowo okolica była totalnie nieprzystosowana do osoby poruszającej się na wózku. Dlaczego więc ktoś taki chciałby zamieszkać w tym miejscu?
-Lepsze szczury niż aligatory- Odparła Shani a jej wzrok znów wrócił do chaszczy- Ale te chyba nie zapuszczają się aż tak daleko. Przepraszam, nie chciałam nikogo wystraszyć- Roześmiała się- Mieszkam tu od urodzenia i wciąż żyję, więc aligatory najwyraźniej nie są aż takie straszne. Jeśli zostawi się je w spokoju to zazwyczaj nic się nie stanie. Są podobno spokojniejsze niż krokodyle a tych ostatnich na szczęście już tu nie mamy. Pierwsza rada od nowej sąsiadki.
Uśmiechnęła się do dziewczyny. Wciąż trzymała w ręku szarlotkę bo nie bardzo wiedziała gdzie ją położyć. Skylar dała jej wyraźnie do zrozumienia, że nie chce aby Shai wchodziła do środka. Dziewczyna wydawała się być nieco zdenerwowana; cóż Shai była w stanie sobie wyobrazić, że wizyta kogokolwiek nieznanego na tym odludziu, kiedy jest się samym w nowym domu może wywołać nieco strachu. Bardzo ją korciło zadać bardziej szczegółowe pytania ale za każdym razem gryzła się w język. Młoda prawdopodobnie i tak powie niewiele, kiedy w pobliżu brak siostry, która zapewniłaby jej większy spokój.
-Tak jak mówiłam, nie chcę zawracać głowy teraz, kiedy dopiero staracie się zaaklimatyzować w tym miejscu. Jeśli jesteście z większego miasta trochę czasu może zająć przestawienie się na klimat mokradeł.- Spróbowała postawić jakąś hipotezę dotyczącą wcześniejszego miejsca pobytu- Ale wbrew pozorom nie jest tu tak źle, jakby początkowo mogło się wydawać. Na południe stąd jest malutka wioska, gdzie mieszka więcej ludzi, jest kilka sklepików i knajpka. Warto tam czasem zajrzeć zamiast tłuc się całą drogę do Nowego Orleanu- Umilkła zastanawiając się czy nie za bardzo zasypuje nastolatkę słowami. Wyciągnęła w jej stronę ciasto- No nic, nie będę już ci zajmować czasu. Jakbyście potrzebowały jakiejś pomocy przy uprzątnięciu tego bajzlu dookoła albo po prostu miały jakieś pytania to mieszkamy w pobliżu. Trzeba iść cały czas prosto do ogromnego drzewa na skrzyżowaniu dróg a później przez jakiś czas w lewo, dach domu powinien być widoczny z daleka. A, że to jedyny dom przed samą wsią to myślę, że łatwo go znaleźć.


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#10 20-06-2021 o 18h00

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


Bayou Laurette należało do tego typu miejsc, którego Arleen nigdy nie wybrałaby dobrowolnie. Miasteczko skupiało się głównie wokół głównej szosy, która jako jedyna w okolicy była utwardzona. Kilka chałup, a prawie przy każdej na podwórku stała mniejsza lub większa łódka. Sklep z artykułami wędkarskimi, pod którym tętniło życie. Kilku mężczyzn z mocno opalonymi karkami i puszkami w dłoniach żywo rozprawiało w upalnym słońcu. Wyglądało na to, że największą rozrywką i sporem narodowym Bayou Laurette było właśnie wędkarstwo.
Arleen dość szybko dotarła do sklepu wielobranżowego, w którym znajdowało się dosłownie wszystko, zaczynając od plastikowych misek i lepów na muchy, kończąc na makaronach i dżemach. Lawirując pomiędzy zagraconymi do granic możliwości drewnianymi półkami, z wózkiem wypełnionym po brzegi najróżniejszymi artykułami, dotarła do drewnianego kontuaru nad którym wisiała ogromna ryba. Dziewczyna z trudem oderwała wzrok od wątpliwej ozdoby i przeniosła go na sprzedawcę. Ciemnoskóry mężczyzna w wieku mocno emerytalnym wyglądał jakby lada chwila miał się pokruszyć. Jego ciemna twarz poznaczona była głębokimi zmarszczkami. Po drugiej stronie kontuaru, na bujanym krześle siedział równie wiekowy jegomość z ciemnymi okularami na nosie.
-Problem z chwastami? - sprzedawca powolnym ruchem wyciągnął pierwszy z artykułów, aby nabić go na kasę. - Najlepsze są opryski.
-Najlepszy jest ocet - mruknął drugi z mężczyzn, który wyglądał jakby się przebudził.
-Ocet jest dobry, ale do zimnych nóżek w galarecie. Tyle w temacie - zaskrzeczał ciemnoskóry.
-Gówno tam się znasz - odskrzeczał drugi i zerknął na Arleen spod okularów. - To wy? Wprowadziłyście się do domu po McClure'u?
-Świeć panie nad jego duszą - sprzedawca splunął przez lewe ramię zanim Arleen mogła cokolwiek odpowiedzieć. - Zeżarł go aligator.
-Nie zeżarł go aligator - ponownie wtrącił drugi staruszek. - Utopił się.
-No tak, utopił się, a potem zeżarł go aligator - sprzedawca machnął ręką. - Na jedno wychodzi.
-Jak na jedno! - mężczyzna na fotelu bujanym poruszył się tak gwałtownie, że okulary na jego nosie przekrzywiły się. - Jak już opowiadasz, to rób to dobrze! Bo dziewczyna pomyśli, że aligatory wychodzą z bagien i pożerają ludzi od tak.
-No to mów, jak pamiętasz lepiej - mruknął tamten.
-A pewnie, że pamiętam. Stary McClure popłynął na bagna, napił się, fiknął do wody i wtedy aligator go cap!
-Właśnie tak powiedziałem.
-W ogóle tak nie powiedziałeś! Wszystko zawsze przekręcasz! Masz sklerozę i wszystko mieszasz!
-Może mam sklerozę, ale pamiętam, że wciąż mi wisisz olej do kosiarki.
-Stary i pazerny! Wziąłbyś się do roboty!
-Ja właśnie jestem w robocie! To ty całymi dniami tu przesiadujesz i psujesz mi krew!
Arleen nie miała zamiaru czekać aż tych dwóch zgryźliwych staruszków dojdzie do porozumienia, więc zostawiła na blacie kilka banknotów i właściwie niezauważona wycofała się ze sklepu w akompaniamencie wyzwisk rzucanych przez starców.
Przez ten czas samochód zdążył się nagrzać jak piekarnik. Arleen wcisnęła na nos ciemne okulary i otworzyła szyby na oścież. Jak ci ludzie tu żyją? Ledwo ruszyła i niemal od razu wcisnęła hamulec, lądując z impetem na oparciu fotela.
-Czy ktoś pilnuje tego kundla? - warknęła przez okno do fanów wędkarstwa, ale tamci tylko wzruszyli ramionami. Wychudzony pies ze skołtunioną sierścią zamerdał jedynie ogonem jakby zadowolony z siebie i nieśpiesznie oddalił się w stronę zarośli. Co to jest za miejsce?

https://i.imgur.com/XowEnKQ.png


Shailene właśnie miała zbierać się do odwrotu, gdy na leśnej ścieżce wyraźnie dało się słyszeć odgłos zbliżającego się auta.
-To na pewno moja siostra - Macy oznajmiła bardziej do siebie, niż do gościa. Wiedziała, że Arleen będzie zła.
Po kilku chwilach ze ściany lasu rzeczywiście wyjechał czerwony pickup należący do starszej siostry Cavendish. Macy wyraźnie widziała, jak siostra dostrzega je na ganku. Kobieta zaparkowała i nie śpiesząc się, wyjęła z bagażnika papierową torbę pełną zakupów. Z ciemnymi okularami wciąż siedzącymi na nosie, zbliżyła się w ich kierunku.
-Dzień dobry - odezwała się pierwsza wchodząc po schodkach.
-To Shailene Perrault - Macy wystrzeliła jak z procy. - Nasz sąsiadka, przyszła do nas z szarlotką.
-Och tak? - Arleen zerknęła na kobietę spod okularów i wyciągnęła w jej stronę dłoń, próbując jedną ręką przytrzymać przed sobą papierową torbę. - To bardzo miło z jej strony. Leilah Alcott, moją siostrę już znasz.
Macy obserwowała tę scenę z lekkim napięciem, zupełnie nie wiedząc czego może się spodziewać po siostrze, której charakter nie należał do najlżejszych. Nie chciała robić sobie tutaj wrogów. Co więcej, uznała Shailene za całkiem sympatyczną osobę i nawet przez chwilę pomyślała, że miło by było mieć kogoś takiego po swojej stronie.

Offline

#11 22-06-2021 o 16h55

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

https://64.media.tumblr.com/288b60cb5d03f998da63b5c5c6701076/65a3bf56143cf049-d9/s500x750/00ada5255bf8d865e926adcd8569243ec3d6204c.png

    Shai aż zalśniły z radości oczy, kiedy ujrzała samochód wjeżdżający na podwórko przed domem (o ile można było nazwać to podwórkiem). Chwilę temu miała się już zbierać, chociaż robiła to bardzo niechętnie, wciąż zbyt ciekawa nowych sąsiadek. Jednak pojawienie się starszej z sióstr spowodował, że zatrzymała się w pół kroku i zaciekawionym spojrzeniem zmierzyła kobietę od stóp do głów. Leilah była znacznie starsza od swojej siostry, możliwe że ona i Shai były mniej więcej w podobnym wieku. Shai z  łagodnym uśmiechem uścisnęła jej dłoń ale nie dało się nie zauważyć dziwnej atmosfery napięcia, która zapanowała na ganku.
-Miło mi poznać- Rzuciła szybko Shai, czując, że milczenie niepokojąco się przedłuża- Wspominałam już twojej siostrze, że wyszło na to, że jesteśmy najbliższymi sąsiadkami, więc ja i moja babka postanowiłyśmy zaoferować pomoc w uporządkowaniu tego miejsca. Stary właściciel średnio przejmował się dbaniem o swoją posiadłość- Potrząsnęła głową- Biedny stary dureń- Przez chwilę milczała zamyślona a później na nowo skupiła wzrok na Leilah- Tak czy siak miło raz na jakiś czas zobaczyć nowe twarze w okolicy. Nie pamiętam kiedy ostatnim razem ktoś nowy zawitał w nasze progi, pomijając listonosza czy innych dostawców, którzy i tak zapuszczaja się tu niechętnie. Z jednej strony się nie dziwię bo to spokojna wioska, niewiele się tu dzieje a dojazd jest trudny. Ja nie narzekam, przyzwyczaiłam się do mieszkania tutaj a nawet je polubiłam ale miło raz na jakiś czas mieć jakieś oderwanie od monotonii.
    Kobieta wzięła wdech żeby się nie zapowietrzyć. Najchętniej siedziałaby tu cały dzień i opowiadała o wiosce i okolicy wszystko co wie bo do tej pory praktycznie nie miała okazji. Miło było poznać kogoś kto nie mieszka tu od urodzenia. No i wciąż tak bardzo ciekawił ją powód dla którego obie kobiety przybyły do Bayou Laurette.
-Początkowo pewnie będzie wam się trudno zaklimatyzować, zresztą się nie dziwię, życie na moczarach bywa czasem męczące. Chyba, że już wcześniej mieszkałyście w podobnych miejscach- Dodała po namyśle- Ale komary żrą tu straszliwie. Osobiscie polecam olejek herbaciany, ten mojej babki całkiem nieźle je odstrasza- Umilkła nagle zdając sobie sprawę, że nie dopuściła ani przez chwilę kobiety do słowa. Uśmiechnęła się lekko zakłopotana- Wybaczcie, czasem za dużo gadam jak jestem nakręcona. Po prostu miło poznać wreszcie kogoś nowego. Można zapytać skąd pochodzicie?


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#12 24-06-2021 o 19h50

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


-Vermont.
-Pensylwania.
Obie odpowiedziały niemal jednocześnie, najwyraźniej wprawiając ich rozmówczynię w lekką konsternację. Arleen odruchowo posłała Macy jedno ze swoich typowych spojrzeń, nakazujących milczenie. Macy złapała je w lot i lekko skuliła się w sobie.
-Wychowywałyśmy się osobno - Arleen dodała spokojnie, chcąc brzmieć możliwie naturalnie. - Po wypadku wzięłam Skylar pod swoją opiekę.
Macy wykrzywiła usta w lekkim grymasie. Nienawidziła, gdy Arleen nazywała tamto "wypadkiem". Znowu wszystko od początku, znowu będzie ta sama ckliwa historyjka, którą jej starsza siostra wciskała wszystkim od tamtego dnia. Arleen wiecznie kłamała lub przynajmniej mijała się z prawdą. I była to tylko jedna z jej licznych wad. Macy z trudem powstrzymała się od przewrócenia oczami.
-Od czasu wypadku... kondycja Skylar znacznie podupadła - Arleen ciągnęła, mówiąc o wszystkim otwarcie w obecności siostry, obojętna na jej uczucia. - Potrzebuje teraz ciszy i spokoju. Wiesz, jak okrutne bywają nastolatki.
-Równie okrutne jak dorośli - Macy mruknęła kwaśno, zezując w bok na ogromnego żuka wspinającego się po balustradzie ganku.
-Wybacz mojej siostrze - głos Arleen zabrzmiał lodowato. - Za nami długa droga, Skylar nie miała czasu odpocząć po podróży, a czeka nas jeszcze mnóstwo pracy.
Arleen przeniosła spojrzenie na Shailene i pierwszy raz podczas rozmowy uważnie się jej przyjrzała. I nagle do niej to dotarło. Aura Shailene delikatnie rezonowała, tak subtelnie, że przy zwykłej rozmowie można było zupełnie to przeoczyć. Ale teraz, kiedy już to zauważyła, miała wrażenie, że to tak oczywiste, że widziała to cały czas. Shailene wykazywała związek z magią, co do tego Arleen nie miała wątpliwości. Ale jak silny? I czy w ogóle zdawała sobie sprawę z drzemiących w niej predyspozycji? Arleen poznała kilka kobiet, które nigdy nie odkryły w sobie magicznego potencjału i nigdy nie wykazywały zainteresowania tą strefą, chociaż wszystko w nich aż buzowało magią. A jeśli ta tutaj używa magii, to jakiej? Czy jej wizytę można było zrzucić na przypadek? A może ona też już wie o Arleen więcej niż ta chciałaby kiedykolwiek zdradzić?
-Przypomnij mi - zwróciła się do Shailene, uważnie przypatrując się jej twarzy przez ciemne szkła okularów. - Gdzie dokładnie mieszkacie z babką?

Offline

#13 26-06-2021 o 16h34

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

https://64.media.tumblr.com/288b60cb5d03f998da63b5c5c6701076/65a3bf56143cf049-d9/s500x750/00ada5255bf8d865e926adcd8569243ec3d6204c.png

    Shai przenosiła spojrzenie to na jedną to na drugą z sióstr. Nie dało się zaprzeczyć, atmosfera w tym momencie nie należała do najlepszych. Wyglądało to tak jakby były ze sobą trochę pokłócone a na dodatek… Z trudem powstrzymala się od potrząśnięcia głową aby wygonić z niej natrętną gonitwę myśli. Bez wątpienia nowe lokatorki były intrygujące, pytanie tylko w czy dobrym czy złym sensie? Shai starała się zawsze na wszystko początkowo patrzeć od pozytywnej strony ale w miarę rozsądny sposób. Czasem życie potrafiło zweryfikować później to początkowo pozytywne spojrzenie. Zresztą czy jest sens nad tym na razie dłużej się zastanawiać? Skylar wydawała się być bardzo miła, tylko nieco zagubiona. A starsza z sióstr… Ciężko było na razie wyrobić o niej jakiekolwiek zdanie. Na pewno była bardzo stanowcza i ostrożna. Patrzyła na Shai przenikliwie, jakby chciała prześwietlić jej myśli. Shai, nie mając żadnych złych zamiarów i tak czuła się trochę mniej pewnie niż zazwyczaj. Była otwartą osobą ale nie chciałaby żeby wszystkie jej myśli zostały prześwietlone; część rzeczy pewnie nie spodobałyby się niektórym osobom. Co prawda to nie był już czas inkwizycji i polowań na czarownice ale kwestie magii lepiej było pozostawić w tajemnicy. Nawet jeśli Luizjanie była ona traktowana bardziej jako bajka dla przyciągnięcia turystów to Shai wolała w tej kwestii zachowywać ostrożność.
-Prosto do dużego drzewa na skrzyżowaniu a później cały czas w lewo, dopóki nie dostrzeże się dachu domu.- Odparła szybko na pytanie Leilah- Tego drzewa nie sposób przeoczyć, więc raczej nie ma mowy o zgubieniu. I jak mówiłam jak będziecie czegokolwiek potrzebowały pytajcie to z chęcią pomożemy. Przy ogarnianiu podwórza i domu może być wam ciężko samemu. To niewielka wioska a mieszkańcy bywają czasem… męczący- Na twarz Shai wpłynął lekki uśmiech- ale jedno trzeba im oddać; mają dobre serce i zawsze są chętni do pomocy. A przynajmniej większość.- Dodała po chwili namysłu.


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#14 27-06-2021 o 18h44

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


-Dziękuję - Arleen zmusiła się do krótkiego uśmiechu. Sama myśl o tych niezwykle pomocnych mieszkańcach o dobrych sercach sprawiła, że poczuła się rozdrażniona. Nie wierzyła w ludzką bezinteresowność, dlatego również wizyta ich uroczej sąsiadki była dla Arleen powodem do podejrzeń. - Zapamiętam. Jak mówiłam, to był dla nas długi dzień, a obie ze Skylar musimy się jeszcze rozpakować.
Kobieta zawiesiła głos znacząco i ku uciesze Arleen, Shailene w lot zrozumiała aluzję. Wkrótce gadatliwa sąsiadka pożegnała się i oddaliła leśną ścieżką. Kobieta stała nieruchomo na ganku, odprowadzając tamtą wzrokiem i kumulując nad głową gonitwę czarnych myśli.
-Była sympatyczna - westchnięcie Macy przerwało ciszę.
-Nie jesteśmy tutaj po to, aby zawierać przyjaźnie - Arleen odparła swoim typowym chłodnym tonem, poprawiła torbę z zakupami i niosąc ją przed sobą, otworzyła nogą drewniane drzwi.
-Jedno drugiemu nie przeszkadza - upierała się młodsza z sióstr, wjeżdżając do środka w ślad za starszą.
-Nie ty o tym decydujesz - mruknęła Arleen, rozpakowując zawartość torby.
-Dlaczego zawsze TY o wszystkim decydujesz? - Macy fuknęła jak kotka, zakładając ręce na piersi.
-Dlatego - Arleen podniosła głos i odstawiła plastikową butelkę z sokiem pomarańczowym na blat z nieco zbyt dużą siłą. Macy wzdrygnęła się lekko. - Że to twoja decyzja doprowadziła nas do tego miejsca!
-Popełniłam jeden błąd! - Macy krzyknęła, nie zważając na konsekwencje. - Jeden cholerny błąd! Jak długo zamierzasz mnie za to karać?! Spójrz na mnie! Nie uważasz, że to jest już wystarczająca kara?
Arleen na sekundę zamarła w pół ruchu zaskoczona siłą głosu siostry. Stan ten trwał jednak zaledwie mgnienie oka. Ze spokojem odwróciła się w stronę niezwykle hałaśliwej lodówki i zaczęła upychać do niej zakupy.
-Tylko tyle masz do powiedzenia? - w głosie Macy słychać było zawód ukryty pod drwiną. - Klasyczne. Zawsze uciekasz, gdy na horyzoncie pojawiają się trudności.
Arleen odwróciła się raptownie, aby zbesztać siostrę za tak zuchwałe słowa, ale ta właśnie znikała za drzwiami swojego pokoju. Zatrzasnęły się z hukiem. W tym samym momencie światło w lodówce zgasło i domek wypełniła cisza.
-Świetnie - Arleen mruknęła do siebie i zatrzasnęła drzwiczki lodówki.
Co jeszcze może się spieprzyć?

Offline

#15 29-06-2021 o 19h24

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

https://64.media.tumblr.com/288b60cb5d03f998da63b5c5c6701076/65a3bf56143cf049-d9/s500x750/00ada5255bf8d865e926adcd8569243ec3d6204c.png


Shai wracała do domu pogrążona w myślach. Myślała, że dowie się czegoś ciekawego ale doszła do wniosku, że wciąż nie wie praktycznie nic. Skylar i Leilah były siostrami o dosyć napiętych relacjach. Był jakiś wypadek. A wcześniej mieszkały osobno, o ile faktycznie to co mówiła starsza z nich było prawdą. Cóż, to dopiero pierwszy dzień ich pobytu w tej okolicy, możliwe że faktycznie były też zmęczone i rozdrażnione po podróży; Shai nie miała pojęcia ile czasu w niej spędziły. Nie mogła jednak poradzić nic na to, że niewiedza ją potwornie drażniła. Zresztą nie była jedyną ciekawską osobą w Bayou Laurette. Okoliczni mieszkańcy lubili wiedzieć wszystko i plotkowali na potęgę. Taki urok mniejszych miejscowości. Trzeba było po prostu nauczyć się z tym żyć, znaleźć z mieszkańcami wspólny język a wtedy mimo drobnych złośliwości i obgadywania za plecami potrafili być jednocześnie mili i pomocni. Miała nadzieję, że Skylar i Leilah z czasem też tego się nauczą. Chociaż jeśli chodzi o młodszą z sióstr to widać było, że ciągnie ją do ludzi. Dlaczego, więc Leilah postanowiła wyjechać tak daleko z nastolatką, która co było widać, nie do końca zgadzała się z podejściem siostry?
Z zamyślenia wyrwało ją szczekanie psa i śmiech dziecka. Pogrążona w myślach, wcześniej nie zauważyła, że dotarła już praktycznie pod dom. Drewniany budynek, podobny do tego, w którym zamieszkały siostry ale bardziej zadbany, z bielonym gankiem i nieco większy, ukrywał się wśród drzew. Trawa przed domem była ładnie przystrzyżona, chociaż nieco dalej, za niedokończonym płotem rozrosła się już znacznie bujniej. Znajdował się tam też niewielki ogródek z warzywami i ziołami nad którym sprawowała pieczę babka. Stare, rozłożyste drzewa rzucały przyjemny cień na okolice, sprawiając, że upał był nieco bardziej znośny. Zza domu dobiegało gdakanie kur. A w samym ogródku duży czarny pies biegał jak szalony za piłką rzucaną mu przez jasnowłosą dziewczynkę.
-Zmęczysz go w ten upał, dałaś mu chociaż wody?- Shai stanęła pod płotem podpierając ręce pod boki.-Swoją drogą nie powinnaś być w wiosce z babką?
    Dziewczynka wyhamowała i rozpromieniła się widząc Shai. Czarny pies również się zatrzymał i zamerdał radośnie ogonem.
-A ty nie powinnaś być u sąsiadów?- Odbiła piłkę młoda, kucając przy psie i czochrając jego krótką sierść- Za szybko wróciłaś jak na ciebie.
-To ja pierwsza zapytałam- Parsknęła Shai przechodząc przez płot- Ale nasze nowe sąsiadki były zmęczone podróżą, więc postanowiłam ich bardzo nie męczyć- W zasadzie to same zasugerowały, żeby Shai poszła. Ale o tym wolała na razie nie wspominać.- Co z odpowiedzią na moje pytanie?
-Bawiłam się trochę z wnuczką pana Heberta bo pomagał dziś babce przy wymianie okien w sklepie ale ona ciągle ryczy, więc znudziło mi się i wróciłam- Wzruszyła ramionami Lisette.- Z Milo jest o wiele zabawniej- Dodała mając na myśli czarnego psa, który odbiegł dalej żeby maltretować czerwoną piłkę. 
-Ma dopiero trzy lata, nie wymagaj od niej za wiele- Odparła Shai wywracając oczami.
-Więc? Jakie one są?- Lisette wstała i otrzepała się z trawy.
-Nie wiem- Mruknęła niechętnie.- Jak mówiłam były zmęczone, niewiele mówiły. To dwie siostry, jedna to nastolatka. Druga może w moim wieku.- Shai przysiadła na schodkach, żeby wytrzepać irytujący kamień z buta.
-Ooo!- Entuzjastyczna odpowiedź Lisette była może aż zbyt entuzjastyczna bo nawet Milo przestał torturować piłkę- Chciałabym je poznać.
-Myślę, że z czasem poznamy się bliżej. Musimy tylko uzbroić się w cierpliwość- Shai westchnęła bo wiedziała, że szczególnie dla niej będzie to potwornie trudne.
-Dużo się ostatnio zaczęło dziać, nie?- Lisette przycupnęła obok Shai- W sumie fajnie. Za niedługo odwiedzi nas też wujek Thane. Jestem ciekawa jaki on jest.
    Shai spojrzała na Lisette ponuro, wciąż trzymając w ręce buta.
-Babka ci powiedziała?
-I że chcesz skopać mu tyłek bo cośtam cośtam- Dodała Liz kiwając głową- Ale fajnie będzie go poznać. Lubię poznawać nowych ludzi.
    Shai skinęła tylko głową nie mówiąc już nic. Przynajmniej tyle, że babka nie wygadała się, że Thane chce ją stąd zabrać. Miała nadzieję, że kiedy zobaczy jaka Liz jest szczęśliwa w Bayou Laurette to odpuści. A jeśli nie, trzeba będzie powalczyć inaczej. Tak czy inaczej w kolejnych dniach będzie się wiele działo.

Thane Anderson


-Armia?
    Thane Anderson drgnął i oderwał spojrzenie od wpół napełnionej alkoholem szklanki, w którą wpatrywał się od dobrych kilkunastu minut. Wciąż była dosyć wczesna pora dnia, więc w lokalu nie było praktycznie nikogo. Przy drewnianych stolikach siedziało kilku starszych mężczyzn, którzy wyglądali jakby zaraz mieli zasnąć. Duszne powietrze nie pomagało; gorąco było zarówno wewnątrz budynków jak i na zewnątrz a nie zapowiadało się na ani odrobinę wiatru, który pomógłby nieco w tych beznadziejnych warunkach pogodowych. W knajpie panowała praktycznie cisza nie licząc muchy obijającej się o szybę. Drzwi były otwarte, więc wszystkie dźwięki, które dotychczas Thane łowił pochodziły z ulicy. Słyszał wyraźnie ludzi spieszących się do roboty a także odległe dźwięki jazzowej muzyki, jakiegoś grajka który liczył, że przechodnie rzucą mu nieco grosza do kapelusza.
    Po przyjeździe do Nowego Orleanu Thane skierował swoje kroki do historycznej części miasta; jako dzieciak spędzał tu najwięcej czasu. Reszta Nowego Orleanu nie różniła się zbytnio od innych miast; takie same wielkie blokowiska, ruchliwe ulice i samochody. Może było tu nieco spokojniej niż w innych wielkich amerykańskich miastach, które Thane miał okazję zwiedzić ale na tym różnice się kończyły. Chociaż patrząc na ilość turystów błąkających się po historycznej części można było zacząć powątpiewać w to, że Nowy Orlean faktycznie jest taki spokojny. Zaczynały się wakacje, więc ruch stanie się tu zdecydowanie o wiele większy niż w pozostałej części roku.
    Po drugiej stronie blatu przy barze w praktycznie opustoszałej knajpie siedział jednak młody człowiek i z ciekawością przyglądał się Thaneowi. Thane chyba dawno nie widział nikogo tak bardzo nie pasującego do tego miejsca. Mógł mieć może maksymalnie z dwadzieścia pięć lat. Ubrany w białą koszulę, krótko ostrzyżony bardziej pasowałby do kancelarii prawniczej niż do lichej knajpy z zdecydowanie zawyżonymi cenami alkoholu. Zresztą Thane był pewny, że to co facet miał w szklance było po prostu wodą. Kto na miłość boską przychodzi do knajpy napić się wody? Mężczyzna wpatrywał się w nieśmiertelnik wiszący na piersi Thanea i wyraźnie oczekiwał odpowiedzi. Thane westchnął ciężko, średnio mając ochotę na jakiekolwiek konwersacje i wypił resztę zawartości swojej szklanki.
-Dawno temu- Mruknął niechętnie.
-Rozumiem- Mężczyzna pokiwał głową i umilkł. Thane miał nadzieje, że na tym ta niezwykle fascynująca rozmowa się skończy ale o zgrozo po chwili milczenia tamten znowu podjął się konwersacji- Nie wygląda pan na turystę a nie widziałem pana tu wcześniej.
-A ja nie wiedziałem, że jestem na przesłuchaniu- Thane zmrużył oczy, wpatrując się w twarz kolesia.
-Proszę mi wybaczyć, mieszkam tu w okolicy od niedawna, często zaglądam do tego baru i zwykle siedzą tu ci sami goście. Dziwnie widzieć kogoś nowego kto nie ma sześćdziesięciu lat na karku- Odparł szybko chłopak.
    Thane parsknął nieco rozbawiony i zerknął na swojego rozmówcę z nowym zainteresowaniem.
-To sobie wybrałeś okolice.- Skomentował ironicznie-Tu mieszkają przede wszystkim starzy ludzie albo turyści. Tacy jak ty powinni spędzać czas w młodszej części miasta, tam jest zdecydowanie więcej rzeczy do roboty.- Nie chciało mu się bawić w oficjalność.
-Pan też tu nie pasuje wiekiem w takim razie- Odparł tamten z lekkim wzruszeniem ramion- A jednak oboje tu siedzimy.
-Mhm- Mruknął niezbyt zachęcająco Thane ale odezwał się znów po chwili milczenia- To moje rodzinne miasto, jestem tu przejazdem, żeby załatwić kilka prywatnych spraw i po drodze chciałem zajrzeć do kilku znajomych miejsc. To tyle, nie ma co dopatrywać się tu większej filozofii.
-A jednak jakaś jest, skoro te miejsca pana wciąż do siebie przyciągają-Powiedział chłopak wpatrując się w swoją szklankę wody w zadumie- Taka jest magia okolic, w których czas spędzało się w dzieciństwie. Szkoda, że po powrocie zwykle spotyka nas rozczarowanie.
    Thane coraz uważniej wpatrywał się w nieznajomego. Jego słowa nieco oczyściły zamglony przez gorąc umysł. Chłopak był dziwny; może w tej szklance jednak było coś mocniejszego od zwykłej wody?
-Ciebie spotkało?- Zapytał prosto z mostu.
-Niee- Roześmiał się- W każdym razie nie tutaj. Jestem tu nowy, moja firma niedawno przeniosła mnie do Nowego Orleanu, kawał drogi od mojego wcześniejszego miasta. Ciężko mi się na razie odnaleźć w nowym miejscu, zresztą nigdy nie lubiłem zmian. Brak znajomych trochę daje w kość. To był pierwszy bar w jakim się znalazłem po przybyciu tutaj, więc czuję się tu już swojsko. A dodatkowo z barmanem można czasem miło pogawędzić. Swoją drogą nazywam się Wade Lyons.
    Wypowiedział to wszystko na jednym wdechu. Zdecydowanie dogadałby się z Shailene o ile ta wciąż była taka jak ją zapamiętał. Zabawnie byłoby zobaczyć konwersacje tej dwójki. Swoją drogą… zerknął na zegarek; powinien w końcu ruszyć do Bayou Laurette. Odwlekał to od kilku godzin ale prędzej czy później będzie musiał się skonfrontować z Shailene a miał nieodparte wrażenie, że może to być trudne.
-Thane- Odezwał się krótko wstając od stołu- Pozwolę sobie przerwać tą konwersacje bo mam jeszcze trochę spraw do załatwienia.
-Rozumiem- Jego nowy znajomy skinął głową, wzdychając lekko- Miło było poznać. Swoja drogą… to twój samochód?
    Wskazał głową na nieco podniszczonego (niektórzy powiedzieliby, że nawet bardzo) Forda zaparkowanego pod barem. Thane skrzywił się lekko i skinął głową.
-Chyba nie zamierzasz jechać po wizycie w barze?-Zapytał marszcząc brwi- To nieodpowiedzialne a poza tym policja w Nowym Orleanie bywa dosyć... surowa.
    Thane łypnął na siedzącego wciąż przy barze chłopaka, zaciskając dłoń na kluczykach samochodu, które miał w kieszeni. To mu się trafił nowy kumpel, jakiś cholerny urzędas trzymający się kurczowo zasad.
-Ta twoja firma to chyba prawnicza, co?-Burknął niegrzecznie- Zresztą nie zamierzałem nigdzie jechac, mam sprawę do załatwienia w pobliżu. Żegnam- Machnął niedbale na niego ręką i wyszedł na ulicę. Zerknął w stronę samochodu, burknął pod nosem kilka przekleństw i ruszył w przeciwnym kierunku.


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#16 30-06-2021 o 22h42

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


To był cholernie długi, męczący i parny dzień. Zmrok na bagnach przychodził późno, zwłaszcza latem, ale przynosił pewne ukojenie. Wszystko wokół wydawało się być pogrążone we śnie. Ptaki i żaby ucichły. Jedynie powtarzalny odgłos ciem obijających się skrzydłami o szklane ścianki naftowej lampki zdradzały, że coś jeszcze żyje na tych mokradłach.
Arleen od kilku chwil wpatrywała się w nieotwartą butelkę burbonu. To było tak proste i tak kuszące. Pozwolić aby palący płyn rozgrzał żołądek i wtłaczał w żyły słodką truciznę. Podniosła wzrok i napotkała swoje drgające odbicie w ciemnej szybie rozświetlonej świecami i lampami naftowymi, które na całe szczęście amator pływania z aligatorami zostawił po sobie.
Skrzywiła się na swój widok. Cholerna Macy miała rację. Arleen była pewna, że w normalnej sytuacji jej młodsza siostra zostałaby w przyszłości jakimś ważnym, upierdliwym mądralą jak prokurator albo kurator. I pewnie dobrze by zarabiała na wkurzaniu innych ludzi. Ale niestety, ich sytuacja była bardzo daleka od normalnej. Możliwe, że mogła podjąć w przeszłości kilka lepszych decyzji, dzięki którym wszystko potoczyłoby się inaczej. Całkiem możliwe, że gdyby była rozsądniejsza i bardziej odpowiedzialna, los Macy byłby inny. Ale nie była i nie mogła zmienić przeszłości.
Jak zwykle, nawet nie zapukała. Po prostu otworzyła drzwi do pokoju siostry i weszła do środka, obojętna na zirytowaną twarz nastolatki. Gdyby zapukała, ta i tak nie pozwoliłaby jej wejść, więc Arleen po prostu skróciła niepotrzebną słowną potyczkę. Macy posłała jej ponure spojrzenie znad cienkiego zeszytu jednego z jej ukochanych komiksów, który czytała właśnie w mdłym świetle latarni.
-Szarlotka od twojej nowej dziewczyny - Arleen postawiła talerz na szafce obok łóżka Macy i stłumiła uśmiech wywołany gradowym spojrzeniem nastolatki. - Nie jest taka zła.
Niestety Arleen wbrew sobie musiała przyznać, że ciasto było wręcz nieprzyzwoicie dobre. Co jest z tymi małymi miasteczkami, w których mieszkają obrzydliwie uprzejmi ludzie robiący takie wypieki na powitanie obcych?
-Co z prądem? - Macy mruknęła niechętnie, wbijając widelec w kawałek ciasta przyniesiony przez siostrę.
-To nie wina korków - Arleen odpowiedziała niechętnie. - To znaczy możliwe, że to była wina korków, ale gdy próbowałam je naprawić, coś wypadło ze skrzynki. A gdy próbowałam to też naprawić, zerwałam jakiś kabel. Porażka na całego. Jutro rano pojadę do miasteczka i ściągnę kogoś, kto się na tym zna.
-Czyli to na tyle w kwestii trzymania się na uboczu i nie rzucania się w oczy - Macy parsknęła triumfalnie.
Tym razem to Arleen posłała siostrze gradowe spojrzenie.
-A ten to kto? - starsza siostra zmieniła temat, wskazując ruchem podbródka na otwarty komiks leżący na łóżku Macy.
-Wolverine - Macy odpowiedziała, spoglądając na kolorowe stronice. - Jest nowy.
-Cholernie żółty. Nikt mu nie powiedział, że tak nie wyglądają rosomaki?
-Czy ty zawsze musisz wszystko krytykować? - nastolatka zamknęła komiks urażona i odłożyła go na bok.
-Tylko to, co nie ma sensu - kobieta wzruszyła ramionami.
Przez chwilę w domku panowała zupełna cisza, przerywana jedynie zgrzytaniem widelców o powierzchnie talerzy. Arleen dźwignęła się ciężko, bez słowa zabrała puste naczynia i skierowała się do drzwi. Zanim jednak je zamknęła, zawahała się w progu.
-To prawda, że często wybieram ucieczkę przed trudnościami - odezwała się, wpatrując się w kąt pokoju. - Ale zawsze uciekam z tobą. Ty nigdy nie byłaś jednym z nich.
Nie czekając na odpowiedź siostry, Arleen wyszła z pokoju i wrzuciła brudne talerze do równie brudnego zlewu, a następnie wyszła na ganek i usiadła w głębokim, wiklinowym fotelu. Przymknęła oczy i wyobraziła sobie, że stary pijak McClure również siadał tu wieczorami i popijając cienkie piwo, rozplątywał żyłki swoich wędek. Mogłaby przysiąc, że do jej nozdrzy dotarł delikatny zapach palonego tytoniu. Kto wie, może wcale nie były tu same. Opatuliła się szczelniej wełnianym ponczo i wprawiła w ruch bujany fotel.

Offline

#17 01-07-2021 o 15h41

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

Thane Anderson


    Samochód rzęził i stękał działając Thane’owi  coraz bardziej na nerwy. W końcu mężczyzna zatrzymał się i przekręcił kluczyk w stacyjce gasząc silnik. Zapanowała cisza. Przed powrotem będzie musiał zajrzeć do mechanika, jeśli będzie chciał dojechać bezpiecznie do domu. Thane westchnął ciężko i zapadł się w oparcie fotela wyglądając przez okno. Do Bayou Laurette wprawdzie prowadziła droga ale była dziurawa, a trawa zdążyła porosnąć ją w znacznej części, bo nikt specjalnie nie przejmował się żeby o to zadbać. Zresztą tak rzadko ktoś tu przyjeżdżał, że nie był to szczególny kłopot. Tak zawsze było i z pewnością nic w tej kwestii się nie zmieniło. Dookoła jak okiem sięgnąć były tylko drzewa i mokradła, wszędzie ten sam monotonny krajobraz. Łatwo można było się tu zgubić. Jednak dla kogoś kto spędził tu większość swojego życia, drogi były doskonale znane a w tym pozornie monotonnym krajobrazie dało się odnaleźć pewne charakterystyczne znaki, które świadczyły o tym gdzie człowiek się znajduje; to charakterystyczne drzewo z powywijanymi dziwnie gałęziami, na którym zawsze się huśtało, to podłużne jeziorko, nad którym w dzieciństwie zrobili bazę z desek a Thane podczas wbijania gwoździ zamiast w drewno uderzył młotkiem w rękę. 
-Po powrocie zwykle spotyka nas rozczarowanie, co?- Mruknął do siebie.
    Przez chwilę siedział jeszcze wpatrując się w jeziorko, po czym wysiadł z samochodu. Postanowił resztę drogi przejść pieszo, zresztą jeszcze trochę i wrzuciłby ten samochód do bagien bo tak już działał mu na nerwy. Ruszył prosto w kierunku domu Perraultów, który znajdował się na obrzeżach wioski. Zresztą do samej wioski nie było po co zaglądać; podejrzewał, że jego stary rodzinny dom już dawno obrócił się w ruinę, w której starzy miejscowi pijacy urządzali teraz spotkania.
    Wciąż myślał o słowach swojego nowego znajomego z nowoorleańskiej knajpy. Wade Lyons nie mieszkał nigdy w Bayou Laurette. Tutaj czas się zatrzymał; ludzie żyli własnym spokojnym tempem, nie przepadali za zmianami i nowoczesnością. Tak było pięćdziesiąt lat temu i tak jest i teraz.
    Thane zatrzymał się przy ogromnym drzewie na skrzyżowaniu dróg. Prawa dróżka prowadziła do domu starego McClura. Na twarzy mężczyzny zagościł cień uśmiechu; to on poczęstował jego i  resztę  chłopaków po raz pierwszy alkoholem. Później, kiedy Thane wrócił do domu czekała awantura jakiej świat nie widział. Lewa ścieżka prowadziła prosto do domu Pearraultów.
    Thane uniósł głowę i spojrzał na gałęzie drzew. Na jednej z nich przysiadły dwa czarne kruki. Zmarszczył brwi:
-A was tu jaka cholera przyniosła?- Mruknął lekko podirytowany i machnął lekko ręką, chcąc odgonić ptaki. Normalnie nie powinny się przejąć tym ruchem bo odległość między gałęzią a Thanem, stojącym na dole była dosyć spora ale kruki jak na komende rozłożyły skrzydła i odleciały głośno kracząc. Thane westchnął ciężko i łypnął na drzewo jakby i je rozważał jako potencjalnego wroga. Przez chwilę stał nieruchomo wpatrując się w pień, po czym uniósł rękę i zatrzymał ją w połowie drogi. Zacisnął ją w pięść i ponownie schował do kieszeni. Nawet o tym nie myśl Anderson.
    Jeszcze raz przyjrzał się drzewu i dostrzegł wśród gałęzi zawieszone drewniane patyczki, związane w skomplikowane konstrukcje, które nieco przypominały ludzkie kukiełki. Chwycił za jedną z nich i uważnie się przyjrzał kręcąc głową.

-Robota Shaliene- Powiedział do siebie na pół rozbawiony na pół zniesmaczony- Dalej nie umie się obejść bez tego cholerstwa, mimo że minęło już z dziesięć lat. Kiepska z ciebie wiedźma Shai- Puścił drewienka i odsunął się o krok.
Kiepska czy nie ale z pewnością już wiedziała, że Thane jest na bagnach. Shai zawsze o wszystkim wiedziała i nigdy nic nie przeszło zauważone obok jej nosa. A on już za długo zwlekał. Miał już ruszyć w kierunku swojego celu, kiedy gdzieś po drugiej stronie zarośli usłyszał szelest. Odwrócił się gwałtownie w tamtą stronę, czując jak jego ciało się napina. Co znowu za cholerstwo?

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (01-07-2021 o 15h42)


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#18 04-07-2021 o 18h36

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


Arleen stała tuż za zgarbionymi plecami pana Myresa, czując jak nerw w jej lewej powiece lekko drga. Ruchy staruszka przypominały powolne płynięcie w gęstym płynie. Mężczyzna co jakiś czas ocierał czoło chustką, którą następnie wkładał do kieszeni swojej kraciastej koszuli. Raz po raz, żując pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa, sięgał do skrzynki z narzędziami, która ginęła w wysokiej trawie i po długiej grzebaninie wyciągał z niej kolejne narzędzia.
Cierpliwość Arleen była mocno nadwyrężona i fakt, że o dziewiątej rano było już upalnie jak w piekle, a ona nie miała sprawnej lodówki, z której mogłaby wyjąć zimne piwo, nie napawał optymizmem. Przez pół nocy przewracała się w łóżku, coraz bardziej przekopując pomiętą pościel i przepoconą piżamę. Do tego rozdrapała sobie piszczel aż do krwi, bo któraś z tych krwiożerczych małych bestii wdarła się do domku i bezczelnie stołowała się na Arleen. O świcie kobieta z radością zrzuciła z siebie cienką kołdrę i natychmiast ruszyła do miasta w poszukiwaniu elektryka. Nie powinna być zaskoczona, gdy odesłano ją do domu pana Myresa, równie leciwego jak samo Laurette. Arleen zaczęła się zastanawiać, czy poza roztrzepaną Shailene Perrault, żyje tu w ogóle ktoś, kto nie pamięta storpedowania Lusitaniany.
-I jak? - Arleen mruknęła niechętnie. Powoli zaczynała czuć, że jej żołądek zaczyna skręcać się z głodu.
-Fatalnie - odezwał się staruszek. - Jakieś gryzonie zrobiły sobie gniazdo w skrzynce i poprzegryzały kable. Mówiłem Tomowi, że ten dom to rudera. Od kiedy odeszła Gloria i wyprowadziły się dzieciaki wszystko tu zaczęło się sypać.
Arleen kiwnęła głową. W ogóle nie dziwiła się Glorii ani dzieciakom, że dali nogi za pas. Dziwiła się za to gryzoniom, że uważały ten dom za dobre miejsce na założenie rodzinnego gniazdka.
-A wy? - Myres zerknął na Arleen spod okularów w grubych oprawkach w bursztynowym kolorze. - Chyba nie przyjechałyście tu w poszukiwaniu wielkiej kariery?
-Właściwie to na odwrót - mruknęła Arleen z przekąsem. - Brzydzimy się karierami.
-A to dobre - Myres parsknął śmiechem i Arleen uśmiechnęła się na ułamek sekundy.
-Ale żyć za coś trzeba - Arleen schyliła się do skrzynki z narzędziami zanim zrobił to staruszek i ku jego zaskoczeniu podała mu odpowiednie narzędzie. - Nie będziemy jeść aligatorów.
-I słusznie - tamten pokiwał głową, grzebiąc w kablach. - Okropnie długo się je przyrządza, a stare zęby sobie z nimi nie radzą jak dawniej. To co umiesz robić?
-Tak właściwie... Nalewać piwo.
-Tak, żeby pianka była na jedną ósmą kufla?
-Jak sobie klient zażyczy - twarz Arleen ponownie rozjaśnił uśmiech. Wyglądało na to, że stary pan Myres nie był taki zły.
-Wnuk Pattersona prowadzi tu knajpkę. Hamburgery, naleśniki i bilard. Nic wyszukanego. W zeszłym tygodniu urodził mu się syn. Rudy swoją drogą - Myres zerknął na Arleen znacząco i kobieta ledwo powstrzymała się od parsknięcia. - Będzie teraz zajęty bękartem... to znaczy bobasem. Nie żebym sugerował, że Paisley nie jest wierną żoną. Nie jestem w końcu takim plotkarzem jak moja żona Gwen. Najlepiej będzie jak od razu do niego pojedziemy. Gotowe!
Myres wrzucił śrubokręt do skrzynki z triumfalną miną. Arleen spojrzała na niego jeszcze raz. Pod ciemną plątaniną zmarszczek kryły się jasnoniebieskie oczy, które niegdyś musiały należeć do bardzo rezolutnego mężczyzny. Cóż, wszyscy noszą swoje maski.

Offline

#19 07-07-2021 o 22h12

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

Thane Anderson


    Zza krzaków wyłoniła się ciemnowłosa kobieta i przystanęła na skraju dróżki mierząc mężczyznę krytycznym spojrzeniem. Chociaż minęło sporo czasu od ich ostatniego spotkania to Thane natychmiast ją poznał.
-Ach to ty- Mimo, że w jego głosie pobrzmiewało zrezygnowanie to nie mógł nie poczuć w głębi serca lekkiej radości na widok znajomej z dzieciństwa twarzy. Kiedy wyjeżdżał z Bayou Laurette, Shailene miala siedemnaście lat, nosiła mocny makijaż i ciemne ciuchy a jej niewyparzony język sprawiał ciągłe kłopoty. Teraz stała przed nim już dorosła kobieta, znacznie bardziej przypominająca te wszystkie sąsiadki, które zbierały się pod sklepem aby poplotkować. Wciąż widać było w niej jednak starą, dobrą Shai. Możliwe, że głównie przez to ostre spojrzenie, którym mierzyła Thane’a- Myślałem, że zaraz zza krzaków wyjdzie jakieś cholerstwo pokroju aligatora.
-Więc mówisz, że nie jestem cholerstwem pokroju aligatora?- Shailene wciąż nie ruszyła się z miejsca.
-Węch z pewnością masz podobny- Odparł - Nie jestem pewny co do twoich morderczych instynktów.
-To się okażę- Mruknęła podpierając ręce pod boki- Dziesięć lat Thane Andersonie, dziesięć lat! Mogłeś chociaż czasem dać znak życia, martwiliśmy się o ciebie na miłość boską. A ten ostatni list?! W życiu nie widziałam czegoś tak sztucznego i sztywnego.
    Głos Shai spowodował, że kruki, które wcześniej odfrunęły nieco dalej, znów zerwały się do lotu i uciekły gdzieś w kierunku wioski. Thane był pewien, że kobieta była obecnie słyszalna nawet i tam. W zasadzie nie spodziewał się innej reakcji, byłby zaskoczony gdyby Shai zareagowała w inny sposób. Z jakiegoś powodu, na tą myśl lekko drgnęły mu kąciki ust.
-Siedziałem nad nim zdecydowanie za długo- Odparł z lekkim wzruszeniem ramion- Dobrze cię widzieć po tylu latach Shai.
    Shailene prychnęła z irytacją, po czym zanim Thane zdążył zareagować pokonała dzielącą ich dróżkę i uściskała go serdecznie. Zakłopotany Thane poklepał ją lekko po ramieniu.
-Witaj w domu- Rzuciła i odstąpiła o krok przyglądając mu się uważnie- Wyglądasz okropnie. I oczywiście musiało za tobą przywiać te diabelskie kruki. Przyszedłeś piechotą?
-Te kruki to nie…- Westchnął, kiedy Shai uniosła brwi, po czym potrząsnął głową. Nie miał  obecnie ochoty o tym gadać. W zasadzie nigdy nie miał na to ochoty.- Przyjechałem samochodem ale zostawiłem go nieco dalej. Chciałem się trochę przejść.
-Przejść się? Świetnie, to przejdziemy się dalej- Shai pociągnęła Thane’a za ramię w odwrotną stronę, w kierunku w którym szło się do centrum wioski.
-W zasadzie zamierzałem najpierw zajrzeć do was i zobaczyć co z L…
-Na wszystko będzie czas. A zresztą musimy najpierw porozmawiać. Poważnie.- Zakomenderowała Shai i popchnęła lekko Thane’a do przodu.
    Thane nachmurzył się lekko. Nie zdążył nawet do końca jeszcze przetrawić co się stało. Nie minęło jeszcze pięć minut a Shai już się rządziła. Musiała go wypatrywać z daleka, skoro zaledwie przekroczył granicę Bayou Laurette, od razu na niego naskoczyła. I ewidentnie trzymała go na razie z daleka od Lisette. Podejrzewał, że Shai i jej babka zżyły się z dziewczynką przez ten czas - w końcu mieszkały ze sobą praktycznie przez dziewięć lat. Thane, nigdy nie widział swojej siostrzenicy na oczy, nie miał nawet pojęcia jak wygląda. Urodziła się zaraz po tym jak on wyjechał z rodzinnych stron. Perraultowie zawsze byli pomocni, zresztą ich rodziny od zawsze łączyła silna więź przyjaźni. Shai i jego siostra były najlepszymi przyjaciółkami, praktyczne zawsze trzymały się razem. Thane podejrzewał, że Shailene przez to może czuć się jeszcze bardziej związana z Lisette. Westchnął cicho. To może być trudniejsza przeprawa, niż początkowo zakładał.
-Co tam tak wzdychasz?- Shai odwróciła się i zatrzymała widząc, że Thane został w tyle- Zatem co u ciebie? Z twojego listu nic nie dało się wywnioskować, zresztą jak mówiłam był beznadziejny i jedyne co zrobił to mnie zirytował. Zrobiłeś to specjalnie?
-Nie zamierzałem cię irytować- Mruknął niechętnie Thane, zrównując krok z kobietą. Zresztą jak inaczej miał przekazać swoją wiadomość w liście?- Zwiedziłem trochę świata…
-Och bez wątpienia zwiedziłeś- Przerwała mu ironicznie, zerkając przez ramię na jego nieśmiertelnik-  Ale tych szczegółów nie chcę znać.
-A ja nie chcę o nich opowiadać- Odparł sucho Thane, odwracając wzrok od Shai- Tak czy inaczej jakiś czas temu zwolniłem nieco biegu i osiadłem w Atlancie.
-Kawał drogi stąd- Shai zmarszczyła czoło- I kolejne paskudne, wielkie miasto, które zupełnie do ciebie nie pasuje. Co ty tam u diabła robisz?
-Ma duże możliwości i dobre szkoły- Odparł widząc, że czoło Shai coraz silniej się marszczy- Pracuję w sklepie budowniczym już od dłuższego czasu. Mam też trochę odłożonej gotówki z… wcześniej, więc tak jak wspominałem w liście jestem w stanie zapewnić byt Lisette. Najlepiej byłoby ją posłać do szkoły z internatem, niech poprzebywa trochę z swoimi rówieśnikami.
    Shai zatrzymała się na skraju dróżki, która dalej schodziła lekko w dół. Spoglądając na wprost, nieco dalej, wśród drzew można było dostrzec pierwsze zabudowania wioski. Kobieta splotła ręce na piersi ale Thane, stojący nieco z tyłu nie mógł dostrzec jej twarzy.
-Sklep budowniczy?- Zapytała dziwnym tonem- To brzmi jak brutalne zderzenie z rzeczywistością. Gdzie tamten mały chłopiec, który chciał pisać piosenki i robić karierę muzyczną? Grywasz jeszcze czasem?
-Czasem, hobbystycznie- Odparł z ociąganiem- Dorosłość weryfikuje marzenia Shai. Myślę, że i ty się o tym przekonałaś. Dlatego chcę, żeby Lisette miała lepszy start od nas.
-Może i weryfikuje ale nie sprawia, że mamy z nich całkiem rezygnować- Powiedziała cierpko- Słuchaj Thane, rozumiem twoje podejście i wiem, że… troszczysz się o nią na swój sposób ale naprawdę myślisz, że Silvia by tego chciała? Liz jest tu bezpieczna. Wciąż nie wykazuje, żadnych magicznych umiejętności ale kto wie co się stanie w przyszłości? Jak sobie wtedy poradzi sama?
    Thane milczał chwilę spoglądając na wioskę. Okolica wydawała się spokojna, wręcz uśpiona, mimo że dochodziło południe. Gdzieś w oddali dało się słyszeć ochrypłe pianie koguta.
-Silvia odeszła. Nie wiemy czego faktycznie by teraz chciała- Odparł po chwili cicho- Atlanta to nie drugi kraniec świata, zawsze będziecie się mogły skontaktować ze sobą. Mogę ją nawet czasem przywieźć do Bayou Laurette, jeśli będzie chciała. Tu nie chodzi o to, że chcę wam ją odebrać tylko…
-Nie przeczę, że twoje intencje są dobre- Przerwała mu Shai, może nieco zbyt gwałtownie. Umilkła i potrząsnęła głową, po czym wzięła głęboki wdech- Problem w tym, że nawet nie znasz Liz, nigdy wcześniej jej nie widziałeś. Skąd możesz wiedzieć czego ona naprawdę chce? To dziecko ale ma własną wolę, nie możesz nic zrobić wbrew niej.
-Przecież nie wrzucę jej od razu do szkoły z internatem, zresztą są wakacje.-Thane wywrócił oczami- Wziąłem dwa tygodnie urlopu, chce je spędzić z młodą, żeby bliżej się poznać.
-Więc czemu nie zostaniesz tu na te dwa tygodnie?- Shai odwróciła się do Thane’a z iskierkami w oczach- Nie daj się prosić, myślę że to lepsze rozwiązanie niż duszenie się w Atlancie. Zresztą tobie też dobrze zrobi pobyt na łonie natury, z dala od… cóż twojego sklepu budowniczego- Nie dało się w jej głosie nie słyszeć ironi.- Nie chcesz poprzebywać przez jakiś czas w rodzinnych stronach? Sprawdzić co się zmieniło? Zobaczyć znajome twarze?
-Shai ja…
-Daj spokój Thane, najlepiej będzie poznać Liz w środowisku, w którym czuje się najlepiej, zobaczysz, że w ten sposób znacznie łatwiej złapiecie kontakt.
-Moje plany są…
-Daj spokój, masz coś przeciwko temu, żeby zostać tu dłużej? Zresztą nie powinieneś czasem oddać swojego samochodu do przeglądu? To niezły gruchot. Syn Clyde’a Meyera przejął jego warsztat we wsi, jest całkiem niezły, możesz tam dostarczyć wóz.
-Skąd ty…
-Och daj spokój Thane, przecież doskonale wiesz, że ja wiem wszystko- W oczach Shai zapaliły się dziwne, nieco niepokojące ogniki- Mówię poważnie, lepiej zostaw samochód do przeglądu, lepiej żeby nic się w nim nie zepsuło, jak będziesz próbował stąd wyjechać, czyż nie?
-Czy ty próbujesz mnie szantażować?- Thane’owi aż opadły ręce. Doskonale wiedział, że Shai potrafi być zdolna do wszystkiego. Nawet do odkręcenia kilku śrubek w samochodzie.
-Och daj spokój Anderson- Głos Shai nie zabrzmiał jednak szczerze i Thane wiedział, że był to zamierzony efekt- To tylko przyjacielska rada. I radzę ci teraz trochę rozejrzeć się po okolicy, pozwiedzać stare miejsca. W domu teraz nikogo nie ma, babka i Liz pojechały do Nowego Orleanu po większe zakupy, robimy remont sklepu. Swoją drogą muszę tam lecieć bo obiecałam się nim zająć pod nieobecność babki. Możesz zatrzymać się u nas, chyba, że będziesz wolał zostać w rodzinnym domu na czas urlopu. Drzwi u nas są otwarte, jak zresztą zawsze. To do zobaczenia później!
    Zanim Thane zdążył się odezwać Shai zbiegła w dół dróżki i zniknęła za drzewami, tak samo nagle jak się pojawiła. Mężczyzna został na górze, z ręką wyciągniętą w geście protestu i z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. Opuścił dłoń i ze świstem wypuścił powietrze z płuc. Sprawy zdecydowanie nie przybierały takiego obrotu jak początkowo planował. Cholerna wiedźma, doskonale wiedziała co robi. Przesunął ręką po twarzy i o dziwo roześmiał się cicho. A zresztą, czego się spodziewał? Shailene była trudną przeciwniczką. Dobrze, chwilowo zagra na jej warunkach. Ale to nie znaczyło, że się poddał. On też potrafi być trudnym przeciwnikiem.
    Uśmiech zszedł mu z twarzy, kiedy na jednej z gałęzi znowu dostrzegł czarnego ptaka. Odwrócił wzrok i powoli ruszył ścieżką w dół, w kierunku wsi.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (07-07-2021 o 22h12)


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#20 16-07-2021 o 21h16

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png



Bar Missisipi zbudowany był w podobnym stylu jak reszta zabudowań Bayou Laurette, z tą różnicą, że białe deski fasady mocno ocinały się od soczystej zieleni tła. Przed budynkiem znajdował się wąski parking z szutrową nawierzchnią, na którym stało zaparkowanych kilka przeżartych rdzą aut. Brązowy ganek wsparty na białych filarach, brązowe drzwi, okiennice i dach w pewien sposób zamykały bryłę tego budynku. Na werandzie ustawione zostały plastikowe wędkarskie fotele, a o ścianę oparte tkwiły, zielone od bagiennej rzęsy, wiosła. Na drzwiach prowadzących do wnętrza dumnie wisiała wyblakła reklama Coca-Coli, a tuż obok nich tablica, na której ktoś kredą wypisał dzisiejsze menu.
-Ryby - Myres minął Arleen przyglądającą się tabliczce i chwycił za klamkę. - To zawsze są ryby.
Gdy tylko mężczyzna otworzył drzwi, Arleen uderzył ostry zapach starego oleju i tytoniu. Wnętrze baru wyglądało jakby ktoś urządził je z rzeczy znalezionych na bagnach. Ładny, drewniany bar wyraźnie kontrastował z dosztukowanymi stolikami i krzesłami. W kącie stał mocno wytarty stół bilardowy, przy którym kręciło się dwóch wyrostków, spoglądających chytrze na wchodzących.
-Wieczorami jest tu zwykle nieco żywiej - Myres mruknął do Arleen, jakby odpowiadając na jej nieme pytanie, jakim cudem to w ogóle funkcjonuje w takim miejscu jak to.
-Myres - mężczyzna w średnim wieku wychylił się zza kuchennych drzwi i rzucił na blat ścierkę, w którą wycierał ręce.
-Hank - staruszek uścisnął dłoń właściciela baru. - Jak interesy?
-Jak widać - Patterson zmierzył wnętrze baru ponurym, zmęczonym spojrzeniem, kilkudniowa szczecina na jego twarzy zdradzała, że nowonarodzone dziecko daje mu się we znaki.
-A Paisley i mały? Nalej mi szklankę cydru, dla mojej znajomej to samo - Myres wdrapał się na stołek przy barze, jednak Arleen postanowiła odbyć rozmowę rekrutacyjną na stojąco. Chociaż chłodnego cydru nie zamierzała odmówić.
-Oboje chcą mnie wykończyć - mruknął Hank niezbyt przyjemnie. - Ten dzieciak to diabeł wcielony, dziwne, że jego wrzask was nie budzi.
-Ja tam nic nie słyszę - Arleen dostrzegła na twarzy Myresa skrywany uśmiech.
-Nie zaglądasz tu bez powodu - Hank podniósł na niego przekrwione oczy, które Arleen przypominały spojrzenie Doga z Bordeaux. - Co tym razem?
-To jest Leilah Alcott, dopiero co wprowadziła się tu z siostrą, i wiesz, szuka pracy...
-Nie ma takiej możliwości - Hank nawet nie zerknął w stronę Arleen, impulsywnie polerując szklanki.
-Hank, potrzebujesz pomocy, a te dziewczyny...
-Powiedziałem, nie! - podniesiony głos Pattersona wzbudził ciekawość garstki gości baru Missisipi. Hank odstawił szklankę z hukiem i opierając się dłońmi na blacie, przechylił się w stronę Myresa. - Pamiętasz Ricka Grahama? Trzy lata temu zatrudnił w sklepie jakiegoś wagabundę Bóg wie skąd. Gówniarz zniknął na drugi dzień z całą zawartością kasy i wszystkimi flaszkami. Nie zatrudniam nikogo spoza Laurette.
Arleen parsknęła, uśmiechając się krzywo. Ten pomysł był idiotyczyny od samego początku, pokręciła głową, zastanawiając się, po co w ogóle tu przyjeżdżała skoro ten cały Patterson nawet nie miał zamiaru...
-Ja za nią poręczę - Myres odpowiedział łagodnie, sprawiając, że zarówno oczy Arleen jak i Hanka nieco się rozszerzyły i oboje znieruchomieli. - Jeśli dziewczyna coś zwinie lub zniszczy, zapłacę ci za to.
-Ja nie... - Arleen zmarszczyła brwi, próbując zaoponować, ale staruszek przerwał jej ruchem dłoni.
Hank przeniósł gradowe spojrzenie na Arleen i przez chwilę wpatrywał się w nią z rękoma skrzyżowanymi na piersi, jakby mieląc w ustach słowa.
-Na kuchni jest Alan i to jego słuchasz. Nie wtrącasz się Alanowi w robotę. Roznosisz żarcie, nalewasz piwo i przyjmujesz zamówienia. Wszystkie reklamacje odrzucamy, a jak się ktoś awanturuje, od razu leci za drzwi. Jak sobie sama nie poradzisz, wołasz Alana. Pracujesz od osiemnastej do ostatniego klienta. Jak jest nieprzytomny, wywalacie go z Alanem na ganek i do domu. Nie rozmieniamy pieniędzy. Everett i Brooks biorą na zeszyt, ale zawsze spłacają po pierwszym. Trzeba ich pilnować.
-Jasne - Arleen przytaknęła głową. - Everett i Brooks na krechę, reszta płaci albo za drzwi.
-Zaczynasz od jutra i lepiej nie wywiń żadnego głupiego numeru - Hank po raz ostatni zmierzył Arleen wzrokiem spode łba, wskazał na nią wskazującym palcem i bez słowa ponownie zniknął za kuchennymi drzwiami.
-No to za nową pracę! - Myres wzniósł szklankę i Arleen uderzyła w nią swoją, jednocześnie wdrapując się na stołek obok staruszka.
Oboje jak na sygnał przechylili zawartość swoich szklanek, ciesząc się zimnym, słodkawym płynem, który powoli rozlewał się po ich przegrzanych organizmach.
-Ta naprawa i... - Arleen oderwała się w końcu od napoju, sięgając po chudy portfel noszony w tylnej kieszeni spodni.
-Spokojnie - Myres powstrzymał ją ruchem dłoni. - Zdążysz mi zapłacić. Popracuj trochę, doprowadź ten dom do ładu. Dziewczyna będzie potrzebowała porządnego podjazdu pod ganek, inaczej zgnije w tej ruderze.
Arleen kiwnęła głową dziwnie speszona. Nie przywykła przyjmować pomocy od ludzi. Ani od bliskich, ani tym bardziej od obcych.
-Dziękuję - odezwała się nagle, jakby przypomniało jej się dawno zapomniane zaklęcie.

Offline

#21 18-07-2021 o 16h29

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

Thane Anderson



    Dziwnie było być znów we wsi, przemierzać te same, doskonale znane drogi, patrzeć na budynki, które przez te wszystkie lata praktycznie się nie zmieniły. Spędził pół dnia, włócząc się bez konkretnego celu. Napotkał kilka osób, które natychmiast przywitały go z otwartymi ramionami, jakby nigdy nie wyjeżdżał z Bayou Laurette. Wszyscy już wiedzieli, że wrócił zanim zdążył przekroczyć granice wsi. Zresztą prawdopodobnie dowiedzieli się zaraz po tym, jak tylko Shai dostała list. Ani ona ani jej babka nie potrafiły trzymać języka za zębami. Na szczęście był środek dnia, więc większość osób nie miała zbytnio czasu na dłuższe pogaduszki, zajęta codziennymi czynnościami związanymi z gospodarstwem. Czas faktycznie zdawał się stać tu w miejscu; cala okolica wydawała się być spowita w jakimś dziwnym śnie. Panująca duchota dodatkowo natężała ten dziwny efekt. Gdzieś z oddali słychać było gdakanie kur, ktoś łupał drewno a jeszcze dalej dało się słyszeć podniesione głosy kobiet, dzielących się plotkami. Wszystkie te odgłosy wydawały się jednak przytłumione, jakby Thane znajdował się za jakąś grubą zasłoną. Cały czas miał wrażenie, że za chwilę zobaczy znajome twarze dzieciaków, z którymi spędzał czas lata temu.
    Zatrzymał się i spojrzał w prawo. Na prosto niego, nieco w tyle, wciśnięty między drzewa i gęstą trawę stał dom, wyglądający  praktycznie tak samo jak reszta domów we wsi. Jedyne co odróżniało to fakt, że ogródek był totalnie zaniedbany, okna zabite deskami a dookoła ani żywego ducha, oprócz jednej zbłąkanej kury, która najwidoczniej zawędrowała za daleko. Thane westchnął cicho, stojąc wciąż jak kołek na środku ulicy. Jego rodzinny dom; kiedyś tętnił życiem, ciągle się tu coś działo. Ktoś wychodził i wchodził, po ogródku ścigały się dzieciaki. Ten widok całkowicie rozbudził Thane’a z dziwnego odrętwienia, które wcześniej go złapało. Nawet w Bayou Laurette czas nie stał w miejscu, chociaż na pierwszy rzut oka mogłoby się tak wydawać. Przez chwilę się wahał ale ostatecznie odwrócił się plecami do domu i odszedł szybkim krokiem. Zaczynał powoli doskwierać mu głód ale zdecydowanie powinien najpierw zająć się samochodem. Zostawił go przy jeziorze a cóż, koniec końców Shai miała rację. Lepiej było go oddać na przegląd do mechanika. Im szybciej się za to zabierze tym szybciej mechanik skończy robotę.
    Wracając tą samą drogą, którą szedł do wsi, przystanął na chwilę na ścieżce pod tym samym drzewem, po którym wcześniej spotkał Shai. A w zasadzie… czemu by nie zerknąć do domu starego McClura, o ile ten jeszcze żyje. McClure był chyba jednym z jego ulubionych dorosłych, kiedy był dzieciakiem; nigdy nic nie wymagał, siadał tylko na ganku kopcąc śmierdzące papierosy, od których bolała glowa i opowiadał historie. Thane nie miał pojęcia na ile były one prawdziwe ale staruszek zawsze miał talent do opowiadania w taki sposób, że słuchało się go z zapartym tchem. Zawsze zazdrościł mu umiejętności przekazywania emocji w słowach. Sam też zawsze tak chciał; w zasadzie jako nastolatek dzięki niemu zaczął próbować pisać teksty piosenek.
    Ruszył, więc ścieżką prowadzącą do jego domu. Kiedy jednak wszedł na teren jego posiadłości zatrzymał się gwałtownie.
-Och- Mruknął, wciskając ręce w kieszenie spodni i rozglądając się ponuro po okolicy. Była zarośnięta niemal tak samo jak ogródek jego rodzinnego domu.
Na podwórku, o ile można nazwać to podwórkiem stał czerwony pickup, który zupełnie nie pasował do McClura. Zresztą w życiu nie widział go za kółkiem i może to lepiej. Na przednim lusterku samochodu przysiadł czarny kruk i również z zainteresowaniem przyglądał się okolicy. Thane zmarszczył brwi:
-Ktoś nowy się tu wprowadził?- Mruknął robiąc kilka kroków w stronę samochodu- Jeśli tak to dziwne, że Shai nic nie powiedziała. Chociaż może sama zagubiła się w swoim potoku słów.
    Kruk zakrakał jakby chcąc potwierdzić słowa Thane’a. Mężczyzna wciąż nieufnie wpatrywał się w dom.
-Nie czuć jego obecności, co?- Westchnął zrezygnowany. Pogrążony w myślach, trochę nieświadomie zaczął zwracać się do ptaka. Zwykle tego już nie robił.- Nie wiem czego się spodziewałem. Ciekawe co się stało z McClurem. Nie miał żadnej rodziny, przynajmniej nic o tym nie słyszałem.
    Trzeba było wracać do samochodu. Z jednej strony kusiło go zapukać do drzwi i upewnić się, że McClura na pewno już tu nie ma ale z drugiej średnio miał ochotę na konwersacje z nieznajomymi.


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#22 18-07-2021 o 18h48

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/XowEnKQ.png


Czas w Bayou Laurette płynął zupełnie inaczej niż w Savanah czy jakimikolwiek innym mieście, w którym do tej pory mieszkała. Tutaj nie było zupełnie niczego, poza słońcem poruszającym się leniwie po nieboskłonie, od czego można było odliczać czas. W Savanah mogłaby zamknąć oczy i dokładnie wiedziałaby, jaka jest pora dnia. Odgłosy podlewania trawników, samochodów wyjeżdżających z garaży w stronę centrum miasta, dzwony pobliskiego kościoła, gwarne grupy dzieciaków maszerujące do szkoły. Tutaj nie było niczego poza żabami dającymi koncert w bagnistej wodzie i...
Macy podniosła wzrok znad moskitiery, którą cerowała w cieniu ganka i przez chwilę obserwowała obcego mężczyznę kręcącego się po ich podwórku. Było w nim coś... Odrealnionego? Widok rosłego mężczyzny z zarostem na twarzy powinien był wzbudzić w nastolatce niepokój, jednak to, co poczuła Macy było rodzajem rosnącej ciekawości, tym bardziej, że dziewczyna sama pozostawała niezauważona, a we wnętrzu domu znajdowała się Arleen. Przysłoniła dłonią usta, dławiąc śmiech, gdy usłyszała jak ten gada do czarnego ptaszyska.
-Utopił się - Macy odezwała się nagle, ściągając na siebie wzrok zdezorientowanego mężczyzny. - W tym bagnie za domem.
Wzrok mężczyzny natychmiast wylądował na niej i w tym samym momencie Macy pożałowała, że w ogóle się odezwała. Przeszył ją zimny dreszcz, gdy przez kilka sekund wpatrywali się w siebie w milczeniu. Jeśli chociaż przez chwilę przybysz wydawał się jej zabawny, to to odczucie prysnęło jak bańka mydlana.
-A... - dziewczyna wzięła głęboki wdech i nie spuszczając wzroku z mężczyzny wezwała siostrę. - Leilah!
W domku coś zawrzało i Macy wyraźnie usłyszała jak Arleen rzuca w powietrze przekleństwo po bolesnym spotkaniu z pudłami walającymi się w salonie.
-Co je... - kobieta wychyliła się zza drzwi, łapiąc się framugi. W ułamku sekundy jej wzrok podążył za spojrzeniem siostry i spoczął na Andersonie.
Arleen wciągnęła ostro powietrze w nozdrza niczym byk przed atakiem i ruszyła kilka kroków przed siebie, aż w końcu Macy została zasłonięta jej ciałem.
-Co jest? - warknęła nieuprzejmie. - Zgubił się pan?

Offline

#23 22-07-2021 o 17h16

Straż Absyntu
Evalyn
Strażniczka na Szkoleniu
Evalyn
...
Wiadomości: 259

Thane Anderson


    Thane przez kilka chwil nie wiedział co się dzieje. Początkowo był pewny, że przed domem nie ma nikogo; był chyba zbyt skupiony na rozmyślaniach o starym właścicielu tego miejsca. A jednak był tu większy ruch niż przypuszczał. Otworzył szeroko oczy, kiedy rozjuszona jak byk kobieta zasłoniła dziewczynę siedzącą na ganku. Zupełnie nie kojarzył tych twarzy, ewidentnie musiał być to ktoś nowy. Jak długo już tu są? Jak długo McClura nie ma? Zmarszczył brwi, kiedy kobieta się odezwała. Wyglądała na nieźle wkurzoną, chociaż Thane w zasadzie nie zrobił nic, oprócz rozglądania się po okolicy i konwersacji z krukiem. Zerknął na ptaka, który wciąż siedział na samochodzie a ten jakby wymownie odwzajemnił jego spojrzenie.
-Chce mnie pani pogonić ze strzelbą?- Burknął niezbyt przyjaźnie mierząc kobietę spojrzeniem od góry do dołu. Miał nadzieje, że nie miała faktycznie gdzieś strzelby. Zresztą wyglądała, jakby miała go zamordować samym wzrokiem.- Po co ta irytacja? Zamierzałem odwiedzić starego znajomego, który tu mieszkał, nie sądziłem, że teraz to miejsce należy do kogoś innego.
Z jakiegoś powodu poczuł jeszcze większą irytację, po wypowiedzeniu tych słów. Nie wiedział czy rozdrażnił go brak starego McClura czy fakt, że jakieś obce osoby zajęły miejsce staruszka, zabierając tym samym wspomnienia dzieciństwa Thane’a. Może to było głupie ale Thane nic nie potrafił poradzić na to jak się czuł. Drugi kruk sfrunął z drzewa i przycupnął na dachu samochodu.


https://64.media.tumblr.com/b5ca79e122846099b0487e79851a049d/fa8d8f8818bfe7bc-ed/s400x600/6e16e65e5a41177389415d677456713e2641fcea.png https://64.media.tumblr.com/0f9263d568918d5edc13a0def870105b/fa8d8f8818bfe7bc-84/s400x600/9e2c47f9b245eb6b31be63d328272bb6696b6c27.png

Offline

#24 Wczoraj o 16h44

Straż Obsydianu
Aida
Strażniczka na Szkoleniu
Aida
...
Wiadomości: 189

https://i.imgur.com/OGMNzLV.png


Arleen zmrużyła oczy, przyglądając się twarzy mężczyzny. Ile było prawdy w tym co mówił? Jeśli faktycznie szukał McClura, musiał pochodzić z tej wioski, jednak prawdopodobnie nie było go tu od bardzo dawna. Wypadek staruszka wciąż był jednym z głównych tematów tutejszych plotek, co również dawało do zrozumienia, jak bardzo w Laurette nie dzieje się nic ciekawego. Jeśli facet faktycznie wyjechał, po co wracał? Po co ktokolwiek wracałby do tego miejsca? A jeśli blefował? Szukałem starego znajomego, czy to nie brzmi jak bardzo zgrabne kłamstwo wymyślone na poczekaniu?
Niestety znała tylko jedną osobę w okolicy, która mogła potwierdzić prawdziwość słów przybłędy. Arleen skrzywiła się na samą myśl. Shailene Perrault dużo mówiła, ale jedno było pewne. Znała każdego kto spędził chociaż jeden dzień w okolicach Bayou Laurette w ostatnich dwóch dekadach.
-Łazi pan po prywatnym terenie i gapi się na samotne nastolatki - Arleen warknęła, ruszając w stronę samochodu. - Zapraszam na małą przejażdżkę.
Mina mężczyzny świadczyła o tym, że nie zamierza nigdzie się ruszać. I że najprawdopodobniej wziął Arleen za klasyczny przykład paranoidalnej psychopatki. Nie on pierwszy i nie ostatni.
Kobieta westchnęła głęboko i oparła się ramieniem o otwarte drzwi od strony kierowcy. Dlaczego ludzie zawsze muszą wszystko tak komplikować?
-Pan wie, gdzie my mieszkamy, teraz ja chcę wiedzieć, gdzie pan mieszka - ciągnęła pewnie, ale spokojnie. - Brzmi uczciwie? Dlatego proponuję panu układ, albo da się pan zaprosić na przejażdżkę, albo zawiadamiam policję.
-Osobiście bym się zgodziła - głos Macy rozbawiony całą sytuacją odezwał się z ganku. - Pożera facetów tylko podczas pełni księżyca. Obecnie księżyc jest w nowiu.

Offline

Strony : 1