Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#51 08-09-2018 o 13h47

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 338

________________________https://zapodaj.net/images/c5d83d1fa1586.png


Po prostu wiedziałam, że wykonywanie tak nieprzemyślanych decyzji zaraz po jego słowach o filmach, które mogłyby mu się nie spodobać, a których i tak nie zdążył dokończyć, będzie niczym płachta na byka. Albo raczej bezbronny uczeń dla Irytka, co zdecydowanie pasowało o wiele lepiej, w końcu w tym momencie miałam być ofiarą jakichś żartów czy przekomarzanek. A na pewno w większym stopniu właśnie je to miało przypominać, niż staranowanie i wbicie rogów w żebra. Chociaż musiałam przyznać, że ta druga opcja nawet przez sekundę wydawała mi się o wiele bardziej kusząca, tym bardziej po zobaczeniu jego uśmiechu. Nie ważne, jak uroczo i powalająco by z nim nie wyglądał… To wciąż nie zwiastował niczego dobrego, a na pewno nie dla mnie.
Przełknęłam ślinę, już czując, że była to naprawdę zła decyzja, a gdy tylko wyczułam jego dłoń wślizgującą się pod moją bluzkę, uśmiechnęłam się najniewinniej jak tylko byłam w stanie. Tak, jakbym wcale właśnie nie przyznawała sobie praw do jego pilota, co i tak zdecydowanie robiłam za często, by mniej więcej nie wiedzieć czego to mogę się w tym momencie spodziewać. I naprawdę, ale to naprawdę, tego nie lubiłam, a niestety już szans na wyplątanie się z tego obronną ręką nie miałam, więc jedyne co mi pozostało to zmówić paciorek.
Nawet Magnus uciekł z kanapy by zrobić miejsce na nasze drobne przepychanki, mądry piesek, w przeciwieństwie do mnie.
- Nie zrobisz tego… - rzuciłam cicho, z lekkim przerażeniem w głosie, i już chciałam się odsuwać, jednakże chłopak zaczął swoją serię tortur na mnie. Najgorszych, najpotworniejszych i zdecydowanie nieludzkich, od których to człowiek tracił rozum, zdolność percepcji, czy cokolwiek jeszcze tam mógł człowiek wymyślić w monologu.
Gdy na chwilę zaprzestał niemal się cieszyłam, że koniec nastąpił tak szybko, jednakże moja nadzieja została już po chwili przerwana przez jego słowa. Czy on naprawdę sądził, że się poddam tak łatwo? Ha! Mojego ducha nie można było złamać w tak prosty sposób. Wręcz musiałam mu w odpowiedzi na te głupie pytania pokazać język i tym samym też przedłużyć swoje cierpienia, ale cóż, lepsze to niż wywieszenie białej flagi. Oraz cios poniżej pasa, na który naprawdę to miałam ochotę, gdy tylko wspomniał znowu o “Zakochanym Kundlu”. To jednak zdecydowanie byłoby nie fair.
I przez tego dupka umknęło mi kilka minut filmu, zanim w końcu udało mu się zabrać mi pilota. Już pomijając fakt, że mięśnie brzucha zdecydowanie za mocno mnie bolały, co na bank wywoływał fakt, że mało ćwiczyłam - albo w ogóle, a złapanie oddechu wydawało się nie lada wyczynem.
- I tak będę ci przełączać. - mruknęłam pod nosem, gdy w końcu się uspokoiłam, chociaż czy usłyszał tą odpowiedź to już pewna nie byłam. I niestety, ale nawet ten całus w czoło nie był mnie w stanie teraz udobruchać, bo naprawdę, ale mógłby mi z raz tego pilota zostawić, przecież nigdy mu romansów nie włączałam, woląc zostawić je na wieczorki z Feyrą, czy kimkolwiek innym. - Runda druga dopiero, jak jakimś cudem dobijesz chociaż do pierwszej bazy, a jak na razie jest mile od niej, Lewis. - prychnęłam, chociaż tak trochę wbrew swoim słowom i złości na niego, i tak znów skończył jako moja niewygodna poduszka. No cóż, jakby mi tu przyniósł coś lepszego, o co mogła bym się opierać to na bank bym go tak nie wykorzystywała.
Swoją drogą, tymi wszystkimi wzmiankami chyba się prosił o włączenie bajek, co nawet kusiło, bo i tak dzięki niemu uciekła mi już jakaś tam część filmu, który wcześniej włączyłam.
- Wciąż jestem na ciebie zła. - odezwałam się, pokazując mu język, po czym chwyciłam pilota i sama zaczęłam skakać po kanałach, by znaleźć jeden z filmów Disneya. Co oczywiście się udało, bo jakże by inaczej. Z jakiegoś powodu lubiłam spędzać czas u niego, tak? Poza tą niezwykle wygodną kanapą. Zaraz po tym odłożyłam znów pilota na stolik, jak tak bardzo chciał mieć go przed sobą, i zaczęłam wpatrywać się w ekran. - I nawet nie waż się przełączyć, ciumćwoku, albo włączę jakiś romans. Przez ciebie straciłam za dużo z tamtej komedii. - dodałam jeszcze, szczypiąc go przy tym w ramię, tak w ramach ostrzeżenia. Albo wywołania kolejnej bójki, bo w sumie sama nie byłam pewna.
I co by w sumie utrudnić mu jeszcze troszkę sięganie po tego pilota, to już całkiem wcisnęłam się mu na kolana, razem z miseczką żelków, które to na razie były najbardziej kuszącym posiłkiem. Jakby ktoś zrobił obiad czy cokolwiek normalnego do jedzenia to też bym nie pogardziła, a nawet trochę podkarmiła Magnusa przy okazji, ale cóż - na to na razie nie miałam co liczyć.
- Wiesz, nie obraziłabym się, gdybyś trochę masy przybrał, strasznie niewygodnie się tak siedzi. Chociaż pewno ktoś by wolał byś został taki jak teraz… - ostatnie słowa już wymówiłam ciszej, bardziej do siebie niż do niego, jednak z tej odległości i tak pewno mnie słyszał. Tak więc taktycznie podstawiłam mu żelka pod usta, by przynajmniej przez moment mi w tym temacie nie odpowiadał. Zapychanie kogoś jedzeniem zawsze działało. O ile nie przywoływał kolejny raz tej samej romantycznej sceny z bajki, bo przysięgam - jeszcze raz i naprawdę go kopnę tam gdzie zaboli najbardziej.


SPRZEDAM

Link do zewnętrznego obrazka
"I'm sorry you had to get mixed up in this, because I'm sure you're a... good, honest girl, really."

Offline

#52 08-09-2018 o 14h16

Straż Absyntu
Rissie
Akolita Sargousetów
Rissie
...
Wiadomości: 5 129

http://funkyimg.com/i/2Kes9.png


    Chociaż uwielbiała Georgię, Feyra wolałaby spędzić ten dzień sama. Nie miała siły nawet atakować Lucasa. Jednakże skoro już dała kobiecie słowo, musiała go dotrzymać. Przeszła się najpierw do sypialni i stanęła przed komodą, w której trzymała bieliznę. Kiedy ostatnio była na basenie? Pół roku temu? Gdzie w takim razie schowała to głupie bikini?
    Wyrzucając na podłogę zawartość szuflad, klęła w duchu, że nie pomyślała o tym wcześniej. Chociaż w sumie kto mógłby się spodziewać, że zostanie zaatakowana w kąpieli?
    Krzyknęła z radości, gdy tylko dojrzała stary strój kąpielowy. Może i czerń już nie była czarna, bo znacząco wyblakła, ale to nie było ważne, w końcu to był jej dom! Zerknęła kątem oka na podłogę i porozwalaną na niej bieliznę. Rozglądając się na wszelki wypadek, gdyby Georgia postanowiła wrócić szybciej, wsunęła wszystko stopą pod łóżko. Potem będzie się tym martwić.
    Z prędkością godną modelki Victoria's Secret przebrała się w strój. Pewnie wyglądała jakby urwała się ze starego Baywatcha, ale co tam. Przeszła do salonu i uklękła przy barku. Musiała wsunąć pod niego rękę, by wyciągnąć mały, złoty kluczyk. Otrzepała go z kurzu. Gdy wstała i otworzyła barek, jej oczom ukazał się pokaźny zapas różnego rodzaju alkoholi. Georgia miała ochotę na wino, ale Feyra uznała, że bardziej nada się Jack Daniel's. Chociaż może wypiją i jedno, i drugie...
    Wzięła butelkę i dwa kieliszki w jedną rękę, a drugą zamknęła barek i schowała ponownie kluczyk. Przemaszerowała z powrotem do łazienki i postawiła wszystkie przedmioty na stoliczku. Wahała się chwilę, ale szybko nalała sobie pół szklanki ulubionego trunku i wypiła go. Zerknęła na komputer i stwierdziła, że nie będą cisnąć się po jednej stronie wanny, więc trzeba wykombinować jakiś stolik na laptopa, by mogły jednak mieć trochę przestrzeni. Następnie jej wzrok powędrował w kierunku salonu i małego, szklanego stolika, na którym leżały różnego rodzaju gazety, książki i kubek z niedopitą kawą.
    Westchnęła. No cóż, życie wymaga poświęceń. Przeszła się ponownie i jednym sprawnym ruchem zrzuciła wszystko na podłogę. Całe szczęście, że następnego dnia będzie mogła zostać w domu, bo taki bajzel trzeba szybko ogarnąć. Stękając i sapiąc z wysiłku, przeniosła mały stoliczek do łazienki, a następnie postawiła na nim laptopa.
    Nikt nie mógł wmówić Feyrze, że się nie postarała! A jeśli chociaż spróbuje, to oberwie w zęby. Duma tak ją zaślepiła, że nie usłyszała, gdy drzwi otworzyły się ponownie.

Ostatnio zmieniony przez Rissie (10-09-2018 o 20h49)

Offline

#53 10-09-2018 o 20h27

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 235

___________________________Allia Zelmerlöw
Wlepiała swe ogromne oczy w Joela, gdy ten zaczął głaskać kotkę z rozkoszną miną i nieudawaną radością, która bardzo widocznie malowała się na jego twarzy. Była pewna, że od razu wpadnie w sidła tego malutkiego, uroczego stworzonka, tak jak i ona. Mieli to coś wspólnego, że oboje uwielbiali koty. Uśmiechnęła się delikatnie, wciąż się przyglądając jego rozradowanej twarzyczce. Szkicownik musiał poczekać na swoją kolej. O dziwo, nie zajęło to zbyt długo czasu, ponieważ gdy chłopak dostrzegł tą rzecz w jej dłoniach, to od razu odstawił małą Tsuki, aby pochwycić zeszyt do swych rąk i pochłonąć kolejne rysunki, które tak bardzo uwielbiał. Dziewczyna wpatrywała się w przyjaciela, który przebierał szkicownikiem w rękach i sprawiał wrażenie, jakby się zastanawiał, czy otworzyć teraz czy później. Zacisnęła swe dłonie w pięści, czekając z ogromną niecierpliwością na jego opinię. Czuła się jakby kolejne sekundy i minuty znacznie się wydłużyły, sprawiając wrażenie, jakby trwały tak samo długo jak godziny. Przygryzła dolną wargę, nie odrywając swojego wzroku od bruneta, który postanowił wstać na równe nogi, robiąc przy tym cierpiętniczą minę. Westchnęła ponuro, że będzie musiała ponownie czatować przez kolejny okres sześćdziesięciu minut, aby tylko dowiedzieć się, a zarazem usłyszeć te urocze i motywujące słówka, które zawsze wypowiada, gdy wychwala jej dzieła twórczości. Nagle w zasięgu jej piwnych ślepi; ukazała się dłoń chłopaka, który jeszcze niedawno przed nią siedział. Skorzystała z jego pomocy z delikatnym, lecz niewidocznym uśmieszkiem, który zdobił jej bladą buzię niczym u porcelanowej lalki. Zgrabnie się wyprostowała, a następnie otrzepała z niewidzialnego kurzu. A po chwili cichy korytarz został obdarzony pięknym słowem Joela, co spowodowało, że czarnobrunatnowłosa spojrzała się na niego z głębokim zmartwieniem. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że mogła mu zrobić krzywdę tym całym występkiem. Było jej naprawdę wstyd z tego powodu i jedynie na co było ją stać w tej chwili, to wybąkanie cichego przepraszam i uciekaniem swym wzrokiem jak najdalej od piwnych oczu przyjaciela. Spowodowało to, że napotkała rozentuzjazmowaną twarz Alexandra, po czym zasłoniła jedną dłonią swe usta w oniemieniu. Przecież przez ten cały czas on tutaj był i przyglądał się temu teatrzykowi. Allia w ekspresowym tempie nabrała ponownie czerwonych kolorów na buzi, po czym pośpiesznie próbowała się zakryć za swymi gęstymi włosami. Spuściła wzrok na podłogę, wlepiając swe ślepia bardziej w obuwie niż w chłodną posadzkę. Czuła jak jej policzki coraz bardziej ją piekły. Machinalnie wzięła kilka wdechów i wydechów, aby się uspokoić, po czym powoli uniosłowa swoją głowę, aby ponownie złapać kontakt wzrokowy z Alexandrem.
- Na pewno się polubią. - potwierdziła cicho na wcześniejsze stwierdzenie okularnika. To prawda, że wcześniej poświęciła więcej uwagi Joelowi. Wiedziała, że to odrobinę nie na miejscu, aby właśnie dopiero teraz odpowiedzieć chłopakowi na jego wypowiedź. Nawet ona sama nie pamięta, kiedy to powiedział. Ale chyba nie miała innego wyjścia. Zorientowała się, że Georgii już z nimi nie było. Głos jej przyjaciela przyciągnął na nowo jej wzrok na jego posturę. Dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem na informacje "to ten czas w miesiącu". Nie znała współlokatorki Joela, jednakże po kilkunastu akcjach jest wstanie stwierdzić, iż nie należy ona do zdrowych na umyśle. Sama Allia nie była zdroworozsądkową osobą, a było to widać po niektórych jej szaleńczych planach i odpałach wraz z Alexandrem. Oni oboje nie należeli do normalnych ludzi. I jeszcze Joela w to wciągną.
Kątem oka dostrzegła zbliżającą się blond czuprynę. Wytężyła swój wzrok z ciekawości, gdzie po chwili na jej twarzyczkę wpłynął uśmiech pełen szczęścia. To był Orlando! Miała zamiar do niego dziś zajść, aby podpytać; jakie go spotkały przygody podczas jej tygodniowej nieobecności, a zarazem czy starannie dbał o jej roślinki w mieszkaniu. Akurat jakoś nie miała okazji tego samodzielnie sprawdzić, gdy wróciła, ponieważ zajęła się kompletnie czymś innym i zupełnie wyleciało jej to z głowy. Mimo wszystko rozpromieniła się, dzięki ujrzeniu jego osoby, co spowodowało, że przestała się zadręczać niektórymi wydarzeniami, które potoczyły się wcześniej z jej winy, aż do paru niezręcznych chwil, które napotkały ją chwilę później. Przyglądała się blondynowi, jak udaje się w stronę mieszkania z numerem dziewięć, aby zastukać do drzwi. Przez chwilę zrobiło jej się przykro, że przyjaciel jej nie zauważył, lecz zaraz potem odwrócił się akurat w tym kierunku, gdzie ona się znajdowała. Allia, pomachała ręką w jego stronę, a jej oczom ukazał się uśmiech Orlanda niczym u dziecka, który wyciągnął do niej ręce, jakby chciał się do niej przytulić. Czarnobrunatnowłosa również wykonała ten sam gest, lecz blondyn nagle został wciągnięty do mieszkania numer dziewięć przez współlokatorkę Joeala. Uniosła brew ku górze, opuszczając swe ręce wzdłuż ciała. Powiodła swymi piwnymi ślepiami na Alexandra i Joela, gdzie dłużej zatrzymała się na okularniku, który zaproponował Pidżama Party.
- To bardzo dobry pomysł! A do tego z alkoholem! - oznajmiła dziewczyna, klaskając w dłonie. Schyliła się, aby wziąć czarną kotkę na ręce, po czym wyprostowała się ponownie i spojrzała na przyjaciół z delikatnym uśmiechem na ustach.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/513113580250595328/7Ofe.gif

Offline

#54 10-09-2018 o 23h43

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 216

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png

………………….

Awww, czy ktoś może mi wytłumaczyć jak to możliwe, że kobiety są takie słodkie, gdy się złoszczą? No popatrzcie tylko na naszą czerwoną ze złości Landrynkę, sama słodycz. Wyglądała jak naburmuszona dziewczynka, której rodzice zabrali za karę lizaka. No aż się miało ochotę, by ją porządnie wyściskać, nie?
Na wspomnienie dziewczyny o tym, że „na razie”  jestem mile od pierwszej bazy, aż wkradł mi się delikatny uśmieszek na twarz. Najwyraźniej źle oceniłem preferencje mojej drogiej przyjaciółki. No dobra może nie tyle źle, co nie do końca poprawnie. Ciekawe, a jeszcze nie dawno dałbym sobie rękę uciąć, że się znam na ludziach a tu proszę, panienka mnie wykolegowała. Smuteczek.
Tak czy owak, mimo zapewnień przez Heather, że nadal jest na mnie zła, to znów zdegradowała mnie do roli poduszki. A gdyby była tak naprawdę zła, to przecież ruszyłaby się do pokoju po poduszkę, prawda? Dokładnie.
Przymknąłem  oko na to, że przełączyła kanał i uszczypnęła mnie w ramię, bo w końcu wylądowaliśmy na bajce Disneya, a co jak co, ale Disneya to się szanuję. No i nie bardzo chciałem tak od razu wdawać się w kolejną bitwę, w której i tak Heather by poległa. Zero satysfakcji z takiej walki. Mogłaby się jednak trochę bardziej postarać, bym chociaż odczuł jakieś drobne zmęczenie.
Uśmiechnąłem się do siebie, gdy tylko zarejestrowałem tę drobną w dodatku dość cichą uwagę dziewczyny, która to podstawiła mi od razu żelka pod usta. Czyżbym wyczuwał w jej głosie nutkę, nie wiem no… może zazdrości? Hmmm… Złapałem szybko żelka - mało się przy tym nie dławiąc- by jak najszybciej móc spróbować, troszeczkę pociągnąć Landrynkę za język.
-A ty co? Jesteś zazdrosna?- zwróciłem  się do niej z głupkowatym uśmiechem malującym się na mojej przystojnej twarzyczce, uważne obserwując przy tym jej wyraz twarzy. Nie to, żeby  mnie to szczególnie obchodziło - może troszeczkę- bardziej mi chodziło o to, by się z nią trochę podroczyć.
Wszechświat chyba nie chciał mi pomóc w denerwowaniu sąsiadki, bo gdy tylko z moich ust padło pytanie, rozległ się dźwięk telefonu.
-Zaraz wrócimy do tej rozmowy – poinformowałem dziewczynę, dając jej wyraźnie do zrozumienia, że już nie ucieknie od tego tematu- ups-  i wstałem z kanapy.   
Udałem się do kuchni i podniosłem z blatu dzwoniący telefon, by zobaczyć kto się do mnie dobija. Na ekranie widniało imię i nazwisko mojego szefa, co jak można się było spodziewać, nie bardzo mnie uszczęśliwiło. Wziąłem głęboki wdech na myśl o tym, że zaraz będę musiał zawijać się do pracy. 
-Słucham?... Coś się stało szefie?… Och, naprawdę?... O kurna, to nie dobrze. Liczyłem na dzisiejszy wieczór… Długo to potrwa?...Rozumiem… Tak, tak… Nie, no nie ma problemu. Takie rzeczy się zdarzają… Dobra szefie, dzięki… No, do zobaczenia. – rozłączyłem się i krzyknąłem z radości, by po chwili wpaść z wyraźnym zadowoleniem do salonu.
-Heather, zgadnij u kogo w pracy popsuła się instalacja i ma przynajmniej dwa tygodnie wolnego?- wyszczerzyłem się do rozmówczyni. -Tak. Ten gość-wskazałem na siebie kciukami i zacząłem swój taniec szczęścia. - Trzeba to uczcić- oznajmiłem dziewczynie, by po chwili wyjść z telefonem do sypialni.
Wybrałem numer do ulubionej pizzerii i zamówiłem nam dwie duże pizze na cienkim cieście. Swoją drogą chyba za często tam dzwoniłem, bo od jakiegoś czasu, gdy tylko ktoś podniósł tam telefon, od razu słyszałem w słuchawce „to co zwykle?”. Kiedyś ich zaskoczę i zamówię coś innego. Właśnie tak.
Rozłączając się, złapałem za poduszkę dla Heather - skoro jestem dla niej zbyt kościsty, to niech ma coś miękkiego.  Przynajmniej nie będzie mi mówić, że o nią nie dbam. Następnie wróciłem do pokoju i rzuciłem poduszką w Landrynkę, po czym usiadłem na fotelu.
-Twoja poduszka strajkuje- powiedziałem z udawanym fochem, jakby co najmniej mi gitarę popsuła - było nie marudzić, że mam nabrać masy- wytknąłem jej język, bo w końcu to takie dorosłe zachowanie i powróciłem do oglądania bajki, która zresztą była całkiem wciągająca.
-A właśnie, wracając do naszej rozmowy – odezwałem się w końcu, nie odrywając wzroku  od ekranu telewizora. – Co masz mi do powiedzenia?

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (10-09-2018 o 23h45)


https://thumbs.gfycat.com/QuickEsteemedJunebug-size_restricted.gif

Offline

#55 15-09-2018 o 21h25

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 338

________________________https://zapodaj.net/images/c5d83d1fa1586.png


Zazdrosna? I to jeszcze o niego? Pojęcia nie miałam jak on w ogóle śmiał mi zasugerować coś aż tak absurdalnego, w końcu nie dawał mi przede wszystkim powodów do zazdrości, już całkiem pomijając fakt, że naszej dwójki bynajmniej nic nie łączyło. Jedno wielkie zero. No dobrze, to było lekkie naciągnięcie, bo zdecydowanie mogliśmy się uznawać za przyjaciół, a ja na pewno za często też nadużywałam jego gościny, by nazwać to aż takim niczym. Jednak z pewnością nie było to coś o co człowiek by mógł być zazdrosny, tym bardziej, że sama miałam sporo bliskich mi osób tak poza nim, z którymi mogłabym teraz spędzać czas. I to nawet w milszej atmosferze!
Bo naprawdę, ale to do czego akurat Lucas pił wolałam strategicznie przemilczeć, dlatego też niezwykle się cieszyłam, że zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć zaczął dzwonić jego telefon. Znaczy, uratował go on od oberwania, tak? Chociaż za sam fakt, że zostawił włączone dźwięki powinien oberwać podwójnie, w końcu pozwalał by jakiś palant przeszkadzał w naszym wspólnym seansie filmowym. Czym prędzej przesunęłam się normalnie na kanapę, pozwalając Finneganowi uciec z jego własnego salonu, a samej skupiając się na lecącej właśnie bajce, w której dwójka głównych bohaterów powinna zaraz się spotkać i zakochać od pierwszego wejrzenia, czy coś w tym stylu. I wyjątkowo mi ten utarty, nudny schemat nie przeszkadzał, co zdecydowanie było winą magii Disneya.
Gdy tylko zniknął prawie poza zasięgiem mojego słuchu, usiadłam po turecku i dorwałam się do innych przekąsek, układając je sobie na udach, i gdyby mnie tak zostawił to na pewno bym zapomniała o jego istnieniu. Na dobrą sprawę wciągnęłam się w sam film na tyle, że i tak gdzieś tam umknął mi fakt, że Lewis wciąż przebywał w mieszkaniu, dlatego też, gdy w końcu wydobył z siebie ten dziki okrzyk radości podskoczyłam w miejscu zaskoczona. I omal przy tym nie wywaliłam popcornu na podłogę i sofę jednocześnie, jednak na szczęście uciekło mi tylko kilka ziarenek. Chociaż z drugiej strony… I tak bym zwaliła winę na niego, i też on by musiał go dorabiać, mimo że doskonale wiedziałam gdzie co się u niego znajduje.
Na pewno też nie spodziewałam się takich słów z jego strony, gdy w końcu do mnie wrócił. Instalacja w pracy? Co? Znaczy, coś dobrego to jasne, ale na dobrą sprawę brzmiało to jak jakieś czarnomagiczne zaklęcie, którego za nic bym nie zrozumiała.
- Nigdy chyba nie widziałam nikogo tak szczęśliwego z bezrobocia. - rzuciłam zdumiona, patrząc na niego przez chwilę, nim w końcu mi po coś znowu uciekł z salonu. Ale naprawdę nie miałam zamiaru narzekać, bo skoro tak bardzo chciał to ze mną uczcić… Cóż, posiłkom się nie odmawia. Żadnym magicznym napojom również, jakby nie patrzeć. Jedynie jakimś dziwnym tabletkom trzeba było mówić ‘nie’ i można było się bawić, tak? Chociaż chyba nie był masochistą by mi coś podawać nieodpowiedniego. - Kocham cię! Wiesz co lubię! - krzyknęłam jeszcze za nim, zanim wróciłam do podjadania popcornu i oglądania filmu.
I on chyba naprawdę miał coś dzisiaj do brania mnie z zaskoczenia. Bo na pewno nie spodziewałam się tego, że nagle rzuci we mnie poduszką - a w efekcie omal znowu nie rozsypałam popcornu, przez co rzuciłam mu rozżalone spojrzenie. Co za człowiek! Kto normalny chce aż tak bardzo marnować jedzenie? I jeszcze usiadł tak daleko, że nie miałam nawet jak go za to uderzyć. Pozostało mi się tylko na niego obrazić, nadąć policzki i oprzeć się o zaoferowaną mi poduszkę.
- W końcu nie będziesz tym cielskiem zajmować kanapy. - rzuciłam do niego naburmuszona, pokazując mu zaraz po tym język. I… Cóż, liczyłam na to, że w końcu będę mogła obejrzeć film w spokoju, ale widocznie to było za wiele. Prawie jak wymaganie by ludzie myśleli.
Bez oporów chwyciłam kilka ziarenek popcornu i rzuciłam nimi w niego. Owszem, marnowałam w ten sposób jedzenie, ale on naprawdę się o to prosił - w końcu jak bardzo denerwującym palantem można być w tak krótkim czasie?
- Pomarz, księżniczko. Albo w końcu nabierz tej masy to przestanę narzekać, nie musisz tuczyć tylko mnie, bo i tak nie dam ci się wrobić w bycie poduszką. - odpowiedziałam, tak dla bezpieczeństwa już odkładając popcorn na stolik. Biedny już za bardzo ucierpiał przez Finnegana. - Swoją drogą, ta parka spod dziewiątki chyba zerwała. Biedna dziewczyna, a pomyśleć, że z tym wyglądem by mogła znaleźć sobie jakiegoś lepszego palanta. Ty pewno akurat byłbyś gorszym wyborem, znając życie… Co tam u Freyi? Przysięgam, że ostatnio w ogóle nie mogę jej na dłużej złapać. - i tak właśnie proszę państwa zmieniało się tematy. Dokładnie. Lekcja pojęta, mogłam zacząć odliczać sekundy do tego aż mój gospodarz się zreflektuje i w końcu wywali mnie za okno czy coś.
Chyba, że jakimś cudem były zbyt zajęty poprawianiem mnie w kwestii imienia naszej sąsiadki z góry. I ja naprawdę wiedziałam, że to się inaczej wymawia, pisze, ale... Tak brzmiało lepiej i tyle, więc przynajmniej przy Lewisie czy Linie się tego trzymałam.
A swoją drogą to aż dziwne, że te wszystkie krzyki nie zaalarmowały chociaż naszego chińczyka, chyba naprawdę musiał utopić się w tych wszystkich materiałach.


SPRZEDAM

Link do zewnętrznego obrazka
"I'm sorry you had to get mixed up in this, because I'm sure you're a... good, honest girl, really."

Offline

#56 17-09-2018 o 00h21

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 216

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png
………………….

Że co? Cielskiem? Dziewczyno do jasnej ciasnej Anielki, zdecydować byś się w końcu mogła. Najpierw mi sugeruje, że powinienem przytyć – bo jaśnie hrabianka nie ma miękko pod pupcią – a teraz dziabuta pod nosem, że przynajmniej nie będę cielskiem jej miejsca zajmować. No kurka wodna, co za…  Jeszcze mi ten wredny szczurek jęzor wytyka… A wytknij mi ten język jeszcze raz, to ci go wyrwę, szczurze.
Jeszcze jakby tego było mało, ta małpa rzuciła we mnie popcornem. Pal licho z jedzeniem, ale mój dywan! Będzie pełen ziarenek! Ten złośliwy potwór robił, to celowo. Wrrr… To ja nawet dla niej specjalnie pizze zamówiłem, a ta mi się tak odpłaca. O nie. To nie dostanie pizzy, oddam ją dostawcy w gratisie. Kara jakaś w końcu musi być.
Posłałem jej złowrogie spojrzenie, które wyraźnie wskazywało na to, że Heather może spodziewać się zemsty z mojej strony. Tylko, że tym razem… będzie jej ciężko wyjść z tego obronną ręką. No cóż sama się prosiła.
- Ha!? Nie mam zamiaru nabierać masy – palnąłem, naśladując przy tym głos mojej rozmówczyni.   - Sama powiedziałaś, że nie chcesz by moje cielsko zajmowało ci miejsce-podniosłem się lekko z fotela, by móc pstryknąć Heather w czoło. - A już na pewno, nie chcę cię na swoją poduszkę - zlustrowałem uważnie Heather. Na poduszkę to ona się na pewno nie nadawała. Jej warunki no… Mięciusio i przyjemnie to raczej nie było, bliżej jej do deski. Więc w tej kwestii mamy raczej remis, jeśli chodzi o narzekanie.
- To pod dziewiątką mieszka jakaś parka? – zdziwiłem się lekko, bo kojarzyłem tylko, że mieszka tam ten buc Joel. Hmmm, może ktoś się nowy wprowadził? No chyba, że jakaś panienka poleciała na tamtego czuba? Nie no… Bądźmy realistami, ktoś musiałaby mieć poważną wadę wzroku, by się nim zainteresować.
- Wracając do tematu…  Wielkie dzięki, że tak o mnie myślisz. Naprawdę to doceniam – niekoniecznie. Miałem wrażenie, że Heather, chciała mnie podpuścić do jakiejś małej kłótni, ale nie miałem zamiaru się unosić. Przynajmniej nie tym razem.   - Pewnie, to ty byłabyś lepszym wyborem, co nie?[color] – dodałem po chwili, unosząc przy tym lekko brwi. Czekałem, aż Heather palnie coś w stylu „Każdy byłby lepszy od ciebie, Lewis”, czy inny luj, bo w końcu ona lubi się wykręcać, od konkretnej odpowiedzi. Co czasem sam lubiłem wykorzystywać przeciwko niej.
- Widziałem ją dzisiaj, ale nie miałem okazji z nią rozmawiać, więc nie wiem co u niej  – wzruszyłem ramionami, na myśl o tym jak to chamsko dzisiaj schowałem się przed Feyrą, by nie dostać roli tragarza.   – Jak ci tak brakuje koleżanki, to wiesz gdzie mieszka. W każdej chwili możesz opuścić moją kanapę i pójść odwiedzić Feyrę- powiedziałem bez zawahania. Naprawdę zaczynało mnie zastanawiać, czemu Heather wraca tak do mojej „dogłębnej” przyjaciółki. W końcu wątpię by obchodziło ją moje ewentualne życie uczuciowe. Dlatego też widziałem tylko dwie możliwości. Albo się w niej zakochała – chociaż dopiero, co wspominała o innej wolnej dziewczynie - albo faktycznie jest zazdros…na. Zaraz… Oj Heather, ty szczwany lisku, ty.
   Uderzyłem się wnętrzem dłoni w czoło, strzelając przysłowiowego facepalma. No tak, dziewczyna próbowała ze mną sztuczki na zmianę tematu. Cwanie, nie powiem. Całkiem niezła próba i gdyby nie wspomniała o Fey, tylko odwróciłaby moją uwagę w inny- lepszy- sposób, to pewnie by osiągnęła sukces.
Odwróciłem na chwilę głowę od mojej rozmówczyni, by nie mogła zauważyć uśmiechu, który wypełznął mi na twarz. Wziąłem głęboki wdech i szybko przypomniałem sobie coś smutnego, by uśmiech szybciej zszedł z mojej buźki. Z wyraźniejszym spokojem, spojrzałem na moją brokatową koleżankę.
- Swoją drogą, to ciekawe… Najpierw mówisz, że mnie kochasz –celowo zaakcentowałem to słowo, by sprowokować Heather - później znowu marudzisz na moją masę, by następnie zmienić temat, aby nie odpowiedzieć wprost na moje pytanie. Hmmm… Właśnie, ładnie to tak uciekać od tematu? – spojrzałem uważnie na dziewczynę ciekaw, co mi tym razem odpowie. Niestety - na jej nieszczęście – mój wzrok powoli z niej zszedł na szczelinę między kanapą, a podłogą - btw, z tego fotela był całkiem niezły widok- w której to przyuważyłem, coś co miałem nadzieję, że dawno zniknęło z tego domu. Jak to się mogło tu znaleźć?! Jak mogłem przeoczyć, że  to w ogóle tu jest?! Cóż… Z drugiej strony, może to się teraz przyda?
Zsunąłem się z fotela na podłogę i sięgnąłem ręką pod kanapę, chwilę po tym ukląkłem przed Heather, a by odwrócić jej uwagę -  od mojego znaleziska – wyciągnąłem szybko drugą rękę i chwyciłem moją brokatową przyjaciółkę za dłoń. Zbliżyłem się lekko do niej i spojrzałem, głęboko w oczy.
- Heather, czy zechcesz ...- korzystając z okazji, że napędzam dziewczynie strachu, szybko wyciągnąłem drugą dłoń i nim dokończyłem zdanie, założyłem Heather na nadgarstek różowe kajdanki – być ofiarą moich tortur, przez kilka najbliższych godzin?- wyszczerzyłem się zadowolony z siebie do dziewczyny. To musiała być szybka akcja. Założenie kajdanek jedną ręką sobie samemu, było naprawdę trudne, ale do zrobienia. Przynajmniej teraz moja koleżanka nie mogła uciec przed żadnym pytaniem, no i mogłem ją torturować ile chciałem, w końcu nie mogła nigdzie iść beze mnie.
Docisnąłem kajdanki na moim nadgarstku - gdyż założyłem je dość luźno – i zauważyłem, że nie ma przy nich kluczyka. Przez chwilę w moim pałacu myśli, próbowałem odszukać miejsce, w którym mogłem odnaleźć zgubę. No tak… Zgadnijcie jaki debil zapomniał, że był z Magnusem u weterynarza po tym, gdy ten połknął kluczyk? Bingo, to ja. Zgadnijcie, kto będzie miał przerąbane, gdy powie o tym Heather? Tak, dokładnie. Znowu ja. 
- Nim wyznasz mi nieprzemijającą miłość, muszę ci o czymś powiedzieć – przełknąłem stojącą w gardle ślinę,  po czym kontynuowałem   – chyba będziemy mieć drobny, malutki wręcz problem – przygryzłem od wewnętrznej strony policzek , następnie spojrzałem na zapięcie od kajdanek, a chwilę później znów na Heather. Ciekawe czy się domyśliła, co właśnie się stało?
Chyba mam szczęście, że jestem tą silniejszą stroną. Przynajmniej nie dam jej tak łatwo dojść do kuchni po nóż, czy inne narzędzie zbrodni. Chociaż… Znając Heather, to nawet i popcornem będzie w stanie mnie zabić.

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (17-09-2018 o 00h22)


https://thumbs.gfycat.com/QuickEsteemedJunebug-size_restricted.gif

Offline

#57 22-09-2018 o 09h55

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 211

_________________________http://oi68.tinypic.com/hu0src.jpg
      Obecność Orlando od razu poprawiła mi nastrój (chociaż zapewne leki przeciwbólowe w tym wypadku też miały swój udział). Weszłam do kuchni, myślami będąc już przy serialach i popcornie z kawą. Wstawiłam czajnik na gaz. Nie mam pojęcia, dlaczego nie możemy z Joelem... ale chwila. Skoro teraz mieszkam sama, to chyba mogę sobie kupić elektryczny czajnik, prawda? Muszę to sprawdzić.
-Chyba wolę pooglądać serial. – Odpowiedziałam prawie od razu.
Na wcześniejsze słowa chłopaka uśmiechnęłam się jedynie. Ach ten Orlando... jego próby bycia księciem na białym koniu bywały tak przeurocze, że aż miałam ochotę go wyściskać.

     Czajnik cicho szumiał, a ja zaczęłam rozkładać kubki, kawę oraz cukier. Wtedy mały prostokąt na blacie przykuł moją uwagę. Chwila... jestem prawie pewna, że wczorajszego wieczora wszystko dokładnie posprzątałam. Poza tym nie wyciągałam póki co czekolady z mojej szafki na słodycze...
-Tak, zróbmy karaoke!
Zaczęłam się śmiać, kiedy Orlando wychodził z mieszkania. Jednak zanim do niego dołączyłam, pobiegłam raz jeszcze do kuchni by wyłączyć gaz, a przy okazji wciąć telefon. W końcu muzyka jest niezbędna przy karaoke!

     Wchodzenie po drabinie w kapciach było dość trudne, ale czego się nie robi dla przyjaciół. Stojąc już na dachu, posłałam szeroki uśmiech Orlando. Pokazałam mu telefon, po czym włączyłam muzykę. Zaczęłam iść w jego kierunku powoli, bujając się w jej rytm.
-Mmm, jeee – mruczałam, obchodząc go dookoła, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy. - I want to dance – powiedziałam, wtórując Whitney i robiąc kilka kroków w tył. Pokazałam Orlando, żeby do mnie dołączył.
Planowałam na refren zacząć śpiewać (czy. Krzyczeć na całe gardo z Orlando) i tańczyć w parze z przyjacielem. Ale na czas zwrotki miałam już swój ulubiony układ, który z pewnością by się zmarnował, gdybym tylko śpiewała.

Ostatnio zmieniony przez Satomi-iko (22-09-2018 o 21h22)


https://data.whicdn.com/images/314269009/original.gif

Offline

#58 27-09-2018 o 21h15

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 338

________________________https://zapodaj.net/images/c5d83d1fa1586.png


Przysięgam, że czasem jego paplanie było naprawdę męczące - jak na przykład w tym momencie, gdy jednak wolałabym skupić się na samym filmie, zamiast go wysłuchiwać… Chociaż na dobrą sprawę ja zaczęłam ten cały temat, co wciąż nie zmieniało faktu, że teraz wszystkie jego słowa brzmiały jak bełkotanie szaleńca - albo zwykłe “blah blah blah”. A przynajmniej dla tak właśnie było, więc nawet nie kłopotałam się już próbą słuchania go, a na pewno nie skupiałam się na słowach, które wypowiadał, bo tego zagłuszania telewizora jednak nie dało się tak całkiem zignorować.
Wywróciłam więc tylko oczami, wracając strategicznie do podgryzania ciągle czegoś z przekąsek, bo to było o wiele lepszą opcją, nawet jeśli ignorowałam go tylko pozornie. I też jedynie póki nie zapytał o lokatorów spod dziewiątki. Naprawdę, ale wtedy musiałam spojrzeć na niego z niedowierzaniem, bo sama może i nie miałam aż takiej orientacji w tych wszystkich ludziach, ale przynajmniej wiedziałam, że tam mieszkała więcej niż jedna osoba. A to chyba jedyne normalne założenie, że są parą skoro razem mieszkają, tak?
- Zawsze myślę o tobie jak najlepiej, nie ma za co. - rzuciłam do niego w odpowiedzi, nawet nie ukrywając całej dozy sarkazmu w moim głosie. A na pytanie czy to ja byłabym tym lepszym wyborem posłałam mu tylko całusa w powietrzu, bo odpowiedź na to była bardziej niż oczywista, ale cóż, skoro do tej pory była z jakimś chłopakiem to raczej miałam szanse mniejsze niż pięćdziesiąt procent, że byłaby ona chociaż bi. Co i tak nie zmieniało faktu, że każdy wybór był lepszy od Lewisa. I ewentualnej psychofanki, jeśli ktoś takową posiadał, bo nigdy nie można było wiedzieć czego się spodziewać po takiej osobie, dokładnie jak po Finneganie.
I chyba za często zaczęłam przy nim wywracać oczami, bo gdy tylko nadszedł temat Feyry znowu to zrobiłam. Jakby ten palant nie mógł zwyczajnie docenić faktu, że na razie wolałam wbijać się jemu na chatę niż innym ludziom i uprzykrzać mu dzień swoją cudowną osobą. W końcu to nie tak, że byłam o nich zazdrosna czy coś, a bardziej… Cóż, wcześniej mnie praktycznie zignorowała, jak podeszła dać coś Orlando, a i ostatnio w ogóle nie rozmawiałyśmy, a dobrze wiedziałam, że akurat ona z nas wszystkich miała najmniej zajęć, więc było to dość nie miłe. Moim zdaniem oczywiście. Pomińmy już fakt, że sama nawiązywałam do niej by w ogóle zmienić temat, tak?
- Już zaczynasz wariować? - mruknęłam, widząc jego cudownego facepalma, który jednak jakoś tak sprawił, że miałam złe przeczucia. I cóż, niezbyt się one myliły, bo ten dupek zaraz nawiązał do mojego wcześniejszego wyznania, które było tylko podyktowane chęcią zjedzenia czegoś. Naprawdę, byłam kobietą, większość z nas chciała tylko dobrze jeść i nie tyć, tak? - Nie uciekam od tematu, słoneczko, ja tylko unikam poruszania ich w rozmowie z tobą. - odparłam cicho, jednak… Tak trochę unikałam tego tematu, tak? I cóż, to nie było komfortowe uczucie, że tak mieszałam w tym wszystkim, nawet jeśli to tylko Lewis, i w sumie - to po prostu było dziwne, więc odwróciłam wzrok od niego, by udawać, jak to fascynująca nie jest jedna ze ścian. Nie umiałam tego wytłumaczyć i tyle. I czemu on w ogóle musiał zauważyć, że zmieniam temat? Faceci!
Niestety przez moje nie poświęcanie uwagi otoczeniu nawet nie zauważyłam, gdy to Finnegan do się do mnie zbliżył, dopiero czując, jak ujmuje moją dłoń byłam pewna, że coś mocno jest nie tak. Jeszcze ten początek jego słów, który cóż, po dzisiejszym dniu już nie brzmiał ani trochę zaskakująco patrząc na jego wcześniejsze insynuacje, toteż tylko uniosłam brew czekając na więcej. I, na pewno, nie spodziewałam się akurat tego co nastąpiło.
Nie można chyba się było dziwić temu, że w pierwszym momencie ogarnął mnie szok na ten objaw jawnej głupoty, jednak już po chwili zaczęłam chichotać, bo ta sytuacja było po prostu zbyt absurdalna. Ciężko było mi określić, czy wolał torturować siebie czy mnie, ale jakby nie patrzeć - samym przyjściem tutaj na seans filmowy praktycznie zgadzałam się na dręczenie mojej osoby. Chyba nigdy nam się nie zdarzyło spędzić czasu normalnie i bez żadnych potyczek.
Ale… Tak, od razu cała moja radość przeszła, jak tylko wspomniał o małym problemie, jeszcze zerkając na zapięcie kajdanek. O nie, nie, nie… O aż taką głupotę to bym go z pewnością nigdy nie posądziła, a jednak tu byliśmy.
- Księżniczko, prosisz się o kopniaka tam gdzie cię zaboli najbardziej. - rzuciłam na początku, wolną ręką sięgając po poduszkę, co by nią go trzepnąć w tą pustą łepetynę. - Jak mogłeś to zrobić?! I to BEZ kluczyka! - wypowiedziałam wkurzona do niego, a moje następne słowa były już serią słów mniej lub bardziej niecenzuralnych w każdym języku, jaki tylko znałam i rzucanych na tyle głośno by co bliżsi sąsiedzi mogli podziwiać mój zasób słownictwa. Z pewnością dawno już mnie nikt nie doprowadził do takiego szału, jednak gdy w końcu to z siebie wyrzuciłam mogłam się skupić na pozytywach.
Jak na przykład - sofa dla mnie, jego łóżko dla mnie, mam Magnusa pod ręką i jedzenie, tak? Co prawda jedna moja ręka była niedysponowana, ale… Dało się z tym żyć, tak?
- Jesteś pewny, że to mnie chciałeś torturować? - odezwałam się, lekko się do niego nachylając ze słodkim uśmiechem. - Jak dobrze, że mam tu wszystko co mi potrzebne do szczęścia… Nie licząc ciebie, bo coraz bardziej sobie grabisz, księżniczko. - dodałam jeszcze, po czym przysunęłam się jeszcze bliżej i cmoknęłam go w czoło, wolną ręką jednak sięgając sobie po jego telefon, co w sumie może i mogło przypominać odrobinę obmacywanie, bo nie byłam pewna gdzie go ma, jednak… Wszystko dla szczytnego celu, tak? A to zdecydowanie było w dobrej wierze, tym bardziej, że własnej komórki bym raczej aż tak szybko nie znalazła, miałam za dużą tendencje do zostawiania jej gdzie popadnie.  - Trzeba zadzwonić do ślusarza, chyba że nagle raczysz znaleźć ten kluczyk, ale później kupimy ci nowe kajdanki. W końcu musisz się mieć czym bawić, tak? I dorobię sobie zapasowy klucz, jakbyś znowu wpadł na taki pomysł. - dodałam jeszcze po chwili, nie poświęcając mu już jednak aż tak uwagi i skupiając się na szukaniu dobrego numeru.


SPRZEDAM

Link do zewnętrznego obrazka
"I'm sorry you had to get mixed up in this, because I'm sure you're a... good, honest girl, really."

Offline

#59 01-10-2018 o 17h46

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

_______________________https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/475069812188512256/unknown.png

     Muzyka nie była słyszalna tak dobrze, jakby tego chciał. Był przyzwyczajony do wygody, ale tym razem nie zamierzał marudzić i tracić swojego rozbawionego nastroju. Kiedy Noora zaczęła tańczyć, Orlando zrobił to samo. Nie myślał już o tym, że mógł pomyśleć wcześniej i wziąć do dziewczyny własny odtwarzacz. Z jego ust padały kolejne słowa piosenki, przyjemnie komponując się z głosem brunetki. Nie przesadą było też to, że wszystkie piosenki Whitney Houston znał lepiej od twarzy własnej matki. Nie wiedział, dlaczego nagle jej zamglony portret pojawił mu się przed oczami, kiedy tylko je przymknął. Podejrzewał, że to przez brak poczucia, że dach miał jakiekolwiek pewne zabezpieczenie przed tym, że można było z niego spaść.
     Kiedy Noora zakończyła swoją solówkę, chwycił ją za ręce, splatając ich palce w tańcu i poprowadził kilka kroków bliżej środka. Kiedy tak tańczyli i śpiewali, myślał o Joelu. Zdziwiony był własnymi uczuciami, gdyż to, co czuł, było bez wątpienia poczuciem winy i zazdrością o Allię. Zastanawiał się, czy Noora tak naprawdę nie przesadzała w kłótni ze swoim przyjacielem. Przecież znali się od tak dawna… Pierwszy raz przyłapał się na tym, że właściwie szkoda mu było tego dziwaka, że ich relacja była tak pokręcona. Z drugiej strony była jednak Allia, której widok z tym chłopakiem zakuł go w serce. To była jego przyjaciółka, nie Joela. Znała Joela o wiele krócej, niż jego. Czy oni mieli się ku sobie? Jeżeli tak, Orlando nie mógłby tego znieść. Zdecydowanie był o nią zazdrosny i był już pewny, że niedługo będzie jej musiał o tym jakoś powiedzieć.
     Czy Joel był kiedykolwiek zazdrosny o Noorę?
     -Oh I wanna dance with somebody.
     Wydawało mu się, że słyszał czyjś krzyk, ale śpiewał dalej.
     -I wanna feel the heat with somebody!
     O, tak, z pewnością ktoś z dołu na nich krzyczał.
     Był to basowy głos, należący do przystojnego policjanta, który zaparkował radiowóz pod ich kamiennicą. Mężczyzna machał do nich rękami. Gdyby Orlando był pijany, pomyślałby, że ten facet macha do nich z prośbą o to, aby zaśpiewali jeszcze raz. Niestety, mógł o tym tylko śnić. Krzyczał, aby zeszli na dół.
     -Cholera, Noora, wyłącz Whitney- powiedział pośpiesznie. Serce zabiło mu szybciej, czuł też gorąco, które pojawiło się na jego policzkach. Co za ironia.
     -Już schodzimy!- krzyknął. Głos mu się lekko załamał, ale nie tak silnie, jak łamał mu się przy tablicy, kiedy zaczynał szkołę średnią.
     -Uważaj na tej drabinie w tych kapciach- powiedział jedynie do dziewczyny. –Nie śpiesz się- dodał.
     Ale wstyd, pomyślał. Modlił się, żeby tylko Heather tego nie zauważyła. Allia też. I Lin, najlepiej, również.
     W chwili, w której znalazł się przy policjancie, starał się nie oceniać tego, w jaki sposób została przystrzyżona jego broda, a skupić na tym, co do niego mówił.
     -Proszę o dokumenty tożsamości. Niech pan dmucha.- Funkcjonariusz podał Orlando alkomat. –I pani, pani za chwilę też. Co za skandal, dorośli ludzie… Studenci, przypuszczam?
     Orlando zignorował pytanie mężczyzny, ściskając alkomat w prawej dłoni.

Ostatnio zmieniony przez Airi (01-10-2018 o 17h49)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#60 01-10-2018 o 18h50

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 211

_________________________http://oi68.tinypic.com/hu0src.jpg
      Orlando od razu podłapał mój układ do „I wanna dance with somebody”. Zaczął śpiewać wraz ze mną. Gdy tylko przyszedł czas refrenu, oboje wirowaliśmy w rytm muzyki, nie zwracając uwagi na otaczający nas świat. Byliśmy tylko my dwoje i Whitney, która sprawiała, że wszelkie problemy przestawały mieć znaczenie. Dla takich chwil warto było żyć. Kto się jednak spodziewał, że ktoś nam przerwie w tak brutalny sposób?
-Już!
Szybko ruszyłam ku telefonowi, kiedy Orlando nakazał mi wyłączenie muzyki. Szczerze mówiąc, gdyby nie przyjaciel, zapewne nie zorientowałabym się, że osoba krzycząca coś z oddali, wcale nie jest głosem z nagrania.
    Niespełna dwie minutki później oboje staliśmy już przed funkcjonariuszem, który bez powodu się na nas wkurzał. Nie rozumiałam, co zrobiliśmy źle.
-Przepraszam panie władzo, ale nie rozumiem w czym problem – przyznałam. - Nie jesteśmy pijani.
-Tego się zaraz dowiemy – odburknął zirytowany.
-Nie ma jeszcze ciszy nocnej – zauważyłam wciąż zdeterminowana. - I byliśmy ostrożni. Staliśmy daleko od krawędzi dachu, nie stanowiliśmy dla nikogo zagrożenia...
-Tańcząc na dachu i przeszkadzając sąsiadom? Posłuchajcie mnie – ściszył nagle głos. - Nic nie mam do waszych zabaw, sam nie tak dawno byłem na studiach – uśmiechnął się, ale zaraz wrócił do nas myślami. Odchrząknął. - Jak dla mnie nie zrobiliście nic złego, ale dostałem skargę i musiałem zareagować. Sami rozumiecie. - Pokiwałam głową pospiesznie. - Umówmy się tak, ja się upewniam, że nie jesteście pod wpływem i was nie spisuję, a wy w zamian za to przenosicie imprezę z dachu do budynku. Albo lepiej, idźcie może do jakiegoś klubu.
Spojrzałam na Orlando i uśmiechnęłam się szeroko.
-Dobrze panie władzo – przytaknęłam znów.
Odetchnął wyraźnie, po czym pomasował sobie kark. Widać ten dzień nie był dla niego łatwy.
     Poczekałam, aż Orlando podda się badaniu alkomatem (który rzecz jasna nic nie wykazał), po czym sama zrobiłam to samo. Kiedy funkcjonariusz miał już odjeżdżać, nagle dotarło do mnie, że skądś go kojarzę, za nic jednak nie mogłam sobie przypomnieć skąd.


https://data.whicdn.com/images/314269009/original.gif

Offline

#61 06-10-2018 o 01h05

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 216

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png

………………….

Dobra, może i numer z kajdankami nie był najlepszym pomysłem, ale przynajmniej nie będziemy się nudzić, prawda? Heather powinna docenić moją kreatywność, a nie rzucać we mnie coraz to bardziej wymyślnymi wyzwiskami. W końcu takie zachowanie damie nie przystoi… - pfff... o jakiej ja tu damie mówię? Cofnijmy to jednak. - W końcu takie zachowanie dziewczynie nie przystoi- tak lepiej.
W czasie, gdy moja to kochana sąsiadka rzucała bluzgami na prawo i lewo, powstrzymywałem się tylko, by jej nie zakneblować. No ile można? Naprawdę się zacząłem zastanawiać, czy nie iść do łazienki po kostkę mydła i nie wsadzić jej, do ust Heather. Tyle bluzgów poleciało, że przydałoby jej się teraz buźkę wyszorować. Jednak był mały problem – nie miałem mydła w kostce, jednie w płynie. Cóż, będzie trzeba kupić zwykłe szare i trzymać na wyjątkowe okazje - takie jak ta.
    Kiedy tylko dziewczyna się uspokoiła i nachyliła nade mną, od razu posłałem jej surowe spojrzenie. Co oczywiście jej nie powstrzymało, by po chwili zasugerować, że JA tu jej nie jestem potrzebny do szczęścia. Jak się tu nie zdenerwować?
-Przepraszam cię bardzo, ale to jest MOJE mieszkanie, więc…- tak moja rozmówczyni chyba nawet nie zwróciła uwagi na to, że coś mówię. Ba, na pewno nie zwróciła uwagi, bo zamiast dać mi skończyć zdanie, ona zabrała się za obmacywanie mojej osoby. Dobra, może i szukała telefonu, ale mogła o niego poprosić? To byłoby przecież prostsze niż macanie, kogoś kto jej tak przeszkadza, prawda?
- Możesz dzwonić nawet i do Królowej Anglii, ale ty bulisz za ślusarza. Mam tylko nadzieję, że wiesz ile to cię wyniesie. I nie, nie dorzucę się. – od czego są narzędzi, halo? Wystarczyło poszukać czegoś, co przerwie kajdanki, a nie płacić jakiemuś konowałowi. Swoją drogą myślałem, że Heather jest twardsza i wytrzyma dłużej niż pięć minut, przykuta do mnie kajdankami. Chyba jednak miałem o niej za dobre zdanie. Cóż, każdy się może pomylić.
- Wiesz, myślałem że jesteś bardziej wytrzymała. Minęło ledwie kilka minut, a ty już próbujesz się uwolnić – przewróciłem z niedowierzaniem oczami. Gdybym wiedział wcześniej, że coś takiego będzie miało miejsce, od razu bym się założył. Pewny hajs, bo Heather jest zbyt słaba by wytrzymać kilka godzin połączona kajdankami z samym Finneganem. Chyba faktycznie jestem jakimś potworem.   - Zawiodłem się.
Normalnie bym coś jeszcze dodał, gdyby nie to, że właśnie po mieszkaniu przeszedł dźwięk, dzwonka do drzwi. To mogło znaczyć, tylko jedno. Pizza! Szarpnąłem Heather, nie zważając na to czy mój telefon wypadnie jej z rąk i pognałem – ciągnąc przy tym Heather - do drzwi. Spojrzałem przez wizjer i niestety ujrzałem stojącego po drugiej stronie, największego plociucha wśród dostawców.
Jason Grant, niebieskooki rudzielec, który uwielbia ploteczki. Jak tylko dostanie pretekst od razu, dorobi sobie historię, która pójdzie w świat w przeciągu siedmiu sekund. Miał wyjątkowe szczęście, bo temat sam mu się nasuwał właśnie pod nos. I właściwie nie widziałem przeszkód, by nie pomóc mojemu drogiemu „przyjacielowi” w wymyśleniu kolejnej bajeczki. Może i Heather mnie za to zabije, ale przynajmniej się pośmieję, jak będzie się później z tego tłumaczyła.
Otworzyłem z radością drzwi i przywitałem naszego „ulubionego” dostawcę.
- Jason, przyjacielu. Cieszę się, że cię widzę. Wprawdzie przerwałeś nam naszą małą grę wstępną- spojrzałem na kajdanki, po czym na dostawcę.
  – Wiesz, dwie minuty później i no bylibyśmy zbyt zajęci sobą, by ci otworzyć.– złapałem Heather za jej tyłeczek, by dać większą wiarygodność przedstawieniu. Na co Jason zareagował z wyraźnym uśmiechem i wręczył pizze Heather.
Kątem oka zerknąłem na moją towarzyszkę, by zobaczyć jej reakcję na ten niewinny żarcik z mojej strony. Przecież nie wzięłaby tego na poważnie, raczej. A z tego co się orientowałem, to jej też się zdarzyło zrobić wała z Granta. Więc nie powinna mieć większych pretensji o ten mój drobny psikus, który zresztą odgrywał tu rolę kary dla dziewczyny.
- Dobra, nie będziemy cię dłużej zatrzymywać, bo pewnie masz dużo pracy. Trzymaj kasę, reszty nie trzeba. A teraz pozwól, że wrócę, do mojej kobiety - przyciągnąłem do siebie Landrynkę w talii.
- A i Jason, mam nadzieję, że nic o nas nikomu nie powiesz, nie chcemy się spieszyć z mówieniem światu, że jesteśmy razem, prawda kochanie? – uśmiechnąłem się łobuzersko do Heather. O rety, ile taka zabawa daje frajdy, przecież jeśli ten kurdupel z dołu, by dowiedział się, że „jestem” z jego przyjaciółką, to by go chyba krew zalała. Jason, nie możesz mnie zawieść, chcę trochę podniszczyć reputację Heather, jakąś karę musi mieć. Zasłużyła.   
- Jasne Finnegan, wasza tajemnica jest ze mną bezpieczna. Ja spadam, a wy  zajmijcie się sobą gołąbeczki. - dostawca puścił oczko w moją stronę, co mogło znaczyć tylko i wyłącznie jedno. Połknął przynętę od początku do końca. Już się nie mogę doczekać, jaką historię do tego dorobi. No i ciekawe, gdzie ją wstawi najpierw? Twitter? Facebook? A może tradycyjnie, dowiemy się czegoś, wychodząc z mieszkania? Cóż pozostawało wrócić do środka i czekać na jakieś informacje.   
Pomachałem Grantowi, zamknąłem drzwi i jak gdyby nigdy nic, zabrałem Heather moją pizze, po czym pociągnąłem ją za sobą do salonu. Naprawdę ten dzień robił się jeszcze zabawniejszy.

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (06-10-2018 o 01h18)


https://thumbs.gfycat.com/QuickEsteemedJunebug-size_restricted.gif

Offline

#62 06-10-2018 o 13h26

Straż Absyntu
Endine
Straż na szkoleniu
Endine
...
Wiadomości: 234

https://zapodaj.net/images/a336ca5e3f48c.png


     Osobiście nawet nie zauważyłem Orlando, prawdę mówiąc nie wiem z czego to wynikało, prawdopodobnie z tego, że byłem strasznie głodny! Niedługo zacznę trawić sam siebie! Pomasowałem swój brzuszek z smutną miną patrząc na Joela. Powinien wiedzieć, żem głodny, ostatnio tylko pracowałem i nie jadłem by kupić sobie grę.
     Chłopak, który prawdopodobnie poszedł pocieszać Noorę, przywitał się króciutko z Allią i został ekspresowo wciągnięty do byłego mieszkania Joela. Znaczy byłego na ten moment, pewnie jak już jej czerwone dni miną, wszystko wróci do normalności. Znaczy, normalności na jaką można sobie pozwolić w takiej poronionej kamienicy. Gdy już miałem zamiar ruszać z nimi do jakiegoś miejsca (osobiście nie przemyślałem, w którym mieszkaniu owa imprezka miała się odbyć) Joel wstał krzycząc siarczyście bardzo brzydkie przekleństwo, na które się skrzywiłem. Bardzo nie lubię jak przeklinają, oczywiście każdemu może się zdarzyć, ale i tak postanowiłem wypomnieć je mojemu przyjacielowi, tym bardziej, że przeklnął obok damy. Tak nie wolno!
     -Bardzo brzydko Joel, fuj fuj. Wstydź się - powiedziałem patrząc na niego i jak dzieci w przedszkolu pokazywać owe "fuj fuj". - Nie powinno się przeklinać, tym bardziej przy kobietach.
     Zdawałem sobie sprawę, że zrobił to nieświadomie i zapewne mu się wyrwało, ale trzeba na coś takiego zwracać uwagę.
     - A bluzami się nie przejmuj, jakąś ci pożyczę. - powiedziałem klepiąc go po ramieniu, przyglądając się jak Allia bierze kotka na ręce.
     - Dobrze kochani! Skoro już mniej więcej jesteśmy ogarnięci... - spojrzałem na Joela, który nadal był w piżamce. - Ruszajmy! Ale muszę uprzedzić, że moje mieszkanie jest w bardzo smutnym stanie...
     Mimo że moje mieszkanie było urządzone ładnie w stylu nowoczesnym, przez moje niedbalstwo i lenistwo, zawsze była rozlana kawa na stoliku, wszędzie leżały papiery, książki, na łóżku była rozwalona pościel, a pranie czekało w łazience już bardzo długo... Muszę się wziąć za sprzątanie... albo zatrudnię pokojówkę... Albo... wezmę jakiegoś debila z kamienicy by pracował za mniej... Albo upije kogoś z kamienicy i założę się, że nie posprząta mojego mieszkania! Jak wygra to w sumie mi na rękę, nic już nie jest wstanie mnie złamać.
     Kolejna myśl zrodziła się w mojej głowie, bo w sumie czy tylko nasza trójka ma brać w tym udział? Przecież im więcej tym weselej prawda?
     O nie, ktoś śpiewa... Czy to Orlando? Broń cię panie Boże...
     - Matko Boska Częstochowska... uciekajmy bo i nas... - spojrzałem na policjanta, który już kierował się do drzwi Solberg, a ja gdy widzę policjanta od razu czuje się niekomfortowo, no wiecie, za dużo skarg było na mnie...
     A skoro Allia była obok mnie, to schowałem się tuż za nią, co zapewne wyglądało komicznie, ale nic nie poradzę. Widok policji wcale nie sprawia, że czuje się bezpiecznie.
     Na całe jednak szczęście policjant nawet nie zwrócił na nas uwagi, gdy już zwrócił uwagę tym beczącym kozom skierowaliśmy się na dół. I wtedy wpadłem na pomysł.
     - Allio, moja kochana przyjaciółko, dałabyś mi klucz od swojego mieszkania? Na chwileczkę. - zapewniłem z uśmiechem na ustach.
     Gdy dziewczyna podała mi swój klucz ja też wyjąłem własny trzymając jeden w jednej dłoni a drugi w drugiej. Schowałem ręce za sobą i zacząłem podawać je z jednej do drugiej dłoni. Dopóki sam nie wiedziałem, w której ręce mam jaki klucz. następnie wystawiłem pięści do Joela.
     - Hokus pokus czary mary, wybierz dobry kluczyk stary!

Offline

#63 21-11-2018 o 21h23

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 235

___________________________Allia Zelmerlöw
Przyglądała się z ogromnym zaciekawieniem swoim przyjaciołom, wyczekując tylko jednego - piżama party z alkoholem! Na jej twarz wkradł się pogodny uśmiech, na samą myśl o nadchodzącej małej imprezie. Odrobinę mocniej przycisnęła swą czarną kotkę do klatki piersiowej, na co zwierzę zamiałczało uroczo, a zarazem przeciągle. Przybliżyła swoją twarz do puszystego futerka pupilka, po czym pogładziła je delikatnie nosem, następnie składając pocałunek na grzbiecie Tsuki. Powróciła swym wzrokiem na chłopaków, a dokładniej na Alexandra, który w dziecinny sposób skomentował wcześniejsze brzydkie słowo Joela, które wyrwało mu się z ust, gdy podniósł się po bolesnym upadku spowodowanym przez czarnobrunatnowłosą. Zachichotała rozbawiona uwagą uroczego okularnika, przymrużając przy tym swe piwne ślepia, a następnie skierowała swój wzrok na zdezorientowanego Joela, obdarując go najsłodszym uśmiechem, na który było ją stać, po czym ponownie wróciła swymi oczyma na twarz Alexandra.
- Oj, no... przecież nic się nie stało! Każdy wie przez kogo ten wypadek był spowodowany. - oznajmiła z malującym zawstydzeniem na twarzy, uciekając speszonym wzrokiem po kątach korytarza, aby z żadnym z nich nie nawiązać kontaktu wzrokowego. Jednakże po chwili pokręciła głową na boki, przywołując na swoją buźkę delikatny uśmiech oraz nie unikając szarych źrenic nerda.
Dopiero teraz sobie uświadomiła, jak długo oni przebywali na środku korytarza przy pokoju numer dziewięć, przez co zaczynała się coraz bardziej nudzić. Naburmuszyła się jak pięcioletnie dziecko, nie mogąc się doczekać upragnionego piżama party. Nagle odezwał się ponownie Alexander, który oznajmił, iż możemy już ruszać, skoro jesteśmy ogarnięci, lecz poinformował nas, że jego pokój jest w fatalnym stanie. Allia, pokręciła głową z niedowierzaniem, jednocześnie uśmiechając się skromnie od ucha do ucha. Już sobie wyobrażała opłakane mieszkanie okularnika, gdzie prawdopodobnie wszędzie walały się jego ubrania, jakieś paczki po czipsach albo gry wideo.
Do jej uszu dotarł odległe śpiewy wraz z muzyką, które dobiegały z góry. Uniosła jedną brew ku górze, próbując zrozumieć o co chodzi, lecz gdy usłyszała cichy komentarz bruneta z okularami, nagle z mieszkania numer dziewięć wyłonił się Orlando oraz współlokatorka Joela, a raczej była współlokatorka. Zamrugała kilkakrotnie oczyma, odprowadzając ich swymi zmieszanymi ślepiami, dopóki nie zniknęli z jej pola widzenia. Wtedy dotarło do niej, że śpiewy, które miała szansę usłyszeć parę chwil wcześniej; były głosami Orlando i Noory.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Alexandra, który poprosił dziewczynę o klucze od jej mieszkania. Allia, nie za bardzo rozumiejąc jego zamiarów, postanowiła mu od razu zaufać i bez wahania przekazała mu swoje klucze, po czym intensywnie zaczęła się przyglądać poczynaniom chłopaka. Gdy wystawił pięści w stronę Joela i wypowiedział żartobliwe "czary mary, hokus pokus", to czarnobrunatnowłosa zaśmiała się słodko, przyglądając się uroczemu przyjacielowi, a jednocześnie będąc ciekawą, co wybierze Joel.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/513113580250595328/7Ofe.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3