Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 31-07-2018 o 12h54

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

https://fontmeme.com/permalink/180730/18d3283994a6c9dc08f54e258a7cefd0.png
☐ ☐ ☐
https://78.media.tumblr.com/7c22d449e360df1a3c0f4359b65cf0fb/tumblr_odnhs9f11o1rlnjw2o1_500.gif
☐ ☐ ☐

Był rok 2020. Słoneczny, spokojny poranek. Otworzyłeś oczy i przez chwilę wsłuchiwałeś się w ciszę. Dziwne. O tej porze dnia, w środku tygodnia, ludzie powinni pędzić do pracy i szkoły. Podszedłeś do okna. Na ulicy nie było dużego ruchu.  W ogóle go nie było. Auta stały porzucone na prawym pasie, jakby zatrzymane w trakcie jazdy, niektóre zderzone razem. Wytężyłeś wzrok. Za kierownicami ani na chodnikach nie było widać ludzi. Dom też był dziwnie cichy. Wybiegłeś ze swojego pokoju, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku u rodziców i rodzeństwa. Nadal cisza. Wołałeś ich i sprawdziłeś wszystkie pomieszczenia. W domu nie było żywej duszy. Kiedy wyszedłeś na zewnątrz nadal nikt nie odpowiadał na twoje krzyki. Zajrzałeś do wnętrz najbliżej stojących aut. Silniki działały, radia też, ale nigdzie nie było widać pasażerów. Wybrałeś numer do mamy. Kiedy usłyszałeś dzwonek, podbiegłeś do swojego samochodu i zajrzałeś przez szybę. Pusto. Telefon leżał na przednim siedzeniu razem z niedbale rzuconymi ubraniami. Przez moment zmroziło cię do kości. Wyglądało to tak, jakby ktoś ją porwał. Tknięty dziwnym przeczuciem zajrzałeś do pozostałych aut przy chodniku. W prawie każdym na siedzeniach leżała kupka ubrań, czasem z telefonem i kluczami.
Kiedy zadzwoniłeś na policję nikt nie odbierał. Na pogotowiu również.
Przez kilka godzin biegałeś po mieście. Wszędzie było pełno rozbitych, pustych pojazdów. Nawet dworzec świecił pustkami.
I wtedy zrozumiałeś.
Byłeś zupełnie sam.

☐ ☐ ☐

Pewnego dnia wszyscy ludzie na Ziemi zniknęli. Nasze postacie żyją w tym nowym świecie już od tygodni i oboje są przekonani, że są jedynymi ludźmi na planecie. I wtedy się spotykają...

☐ ☐ ☐

Ona: Deny
On: Pani


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#2 31-07-2018 o 13h57

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

https://zapodaj.net/images/8f0abd70d8a1b.png

Ostatnio zmieniony przez Deny (23-12-2018 o 18h09)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#3 01-08-2018 o 15h35

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
imię ADAM
nazwisko THEIL
płeć MĘŻCZYZNA
wiek DWADZIEŚCIA TRZY LATA
wzrost 195 CM
waga 82 KG
włosy CIEMNY BLOND
oczy BRĄZOWE

MIESZKAŁ Z mamą i dwójką sióstr
UCZYŁ SIĘ w college'u wojskowym
GRAŁ W rugby
JEST dobrym mechanikiem
BYWA porywczy
ZNA trzy języki: angielski francuski i niemiecki
POTRAFI prowadzić auto i jeździć na motorze

Ostatnio zmieniony przez Pani (03-08-2018 o 16h10)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#4 03-08-2018 o 14h39

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

ADAM THEIL


        Dzień dwudziesty trzeci. Nadal liczyłem czas. Na początku bez przerwy miałem włączone radio samochodowe, w razie czego, ale odpowiadał mi tylko szum. Niepokoiło mnie to, że nikt nie odbierał telefonów, nawet ludzie, którzy przebywali w innych krajach. Ale tłumaczyłem to sobie jakąś awarią. Po kilku dniach wszystko związane z elektrycznością padło, łącznie z moim telefonem. Mimo to szukałem ludzi. Skoro ja przeżyłem, to na pewno ktoś jeszcze. Musiałem w to wierzyć.
         Dwa tygodnie wcześniej opuściłem moje miasto, nie mogąc znieść widoku pustych ulic. Na wsi jest łatwiej wyobrażać sobie, że to po prostu cichy dzień. Spędziłem tam prawie tydzień, sam siebie oszukując. Wypuściłem tyle zwierząt, ile zdołałem, żeby mogły sobie poradzić. Z gospodarstwa, w którym się zatrzymałem wziąłem ze sobą kota. Pewnie powinien postawić na psa, ale nie mogłem zostawić biednego futrzaka samego, kiedy łasił się do mnie i patrzył na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Psy niestety nie przeżyły, przywiązane i przykute łańcuchami zdechły z głodu. W pobliżu biegało kilka dzikich, lecz nie były przyjaźnie nastawione. Wziąłem broń, kota i odjechałem.
Musiałem jechać dalej. Może nawet do innego stanu. Znaleźć ludzi, opowiedzieć im co się stało. Może to jakiś wirus albo cholerni kosmici.
Nie chciałem niepotrzebnie się nad tym zastanawiać, jednak z niepokojem patrzyłem w niebo. Jedyne, co stamtąd spadło to strugi zbawiennego deszczu. Zaczynałem się czuć nieco bardziej bezpiecznie i dużo bardziej samotnie. Często mówiłem do kota. Nazwałem go Szampan, bo miał jasne futerko. Było ze mną, cholera, coraz gorzej.
      Wiedziałem, że muszę szybko znaleźć źródło elektryczności. Panele słoneczne lub jakiś generator. Dlatego postanowiłem po drodze zajrzeć do niewielkiego lokalnego supermarketu. Byłem pewien, że mają tam coś przydatnego, przy okazji mógłbym uzupełnić zapasy.
      Zatrzymałem auto na parkingu, jak zwykle rozejrzałem się ostrożnie, jednocześnie obserwując reakcję Szampana. Już nieraz ostrzegał mnie przed dzikimi pasami czy innym niebezpieczeństwem.
      Kot wyglądał na raczej zaspanego, więc ostrożnie postawiłem go na ziemi i skierowałem się w stronę jednego z okien. Drzwi działały dzięki elektryczności, a tej nie było w całym stanie, więc jedynym wyjściem było znalezienie drzwi dla personelu i wyważenie ich albo wybicie okna.
Zamarłem, kiedy zauważyłem, że jedno z nich jest już uszkodzone. Wyglądało na to, że większość wybitego szkła znajdowała się w środku, co oznaczało, że coś z zewnątrz chciało dostać się do wnętrza. Oblał mnie zimny pot. Dziura nie była duża, sam ledwo bym się zmieścił. Ostrożnie zbliżyłem się do otworu... Nagle coś otarło mi się o nogę i niemal wrzasnąłem. Ze wstydem uświadomiłem sobie, że to tylko Szampan. Wziąłem kota na ręce, nic nie mówiąc. Wolałem zachować ostrożność. Niech się bogowie nade mną zlitują, pierwszego wrzuciłem tam kota. Ja sam dobrze nie widziałem wnętrza sklepu, ponieważ światła nie działały, lecz Szampan, po szybkim rekonesansie, udał się w swoją stronę, gdzieś za półki. Postanowiłem, że podążę za nim. Upewniłem się, że pistolet przy pasie jest sprawny i po krótkim zastanowieniu wziąłem go do ręki. Wybity obszar był niewielki, na wysokości mojego pasa. Niezbyt mądrze. To coś miało szczęście, że szyba nie była antywłamaniowa.
Poszerzyłem nieco otwór, starając się nie hałasować, z marnym skutkiem. Kiedy w końcu dostałem się do wnętrza wszystko wyglądało normalnie. Zauważyłem, że kilka lamp nadal się świeci, co oznaczało, że gdzieś znajdował się generator elektryczny. Musiałem go znaleźć.
Cały spięty, ruszyłem na spotkanie czegokolwiek, co mogłoby się tam ukrywać. Brałem pod uwagę możliwość, że to coś opuściło już teren sklepu, a nawet, że może był to człowiek, jednak nie chciałem sobie robić nadziei. Dzięki swojemu szkoleniu potrafiłem wtopić się w cienie i skradać po cichu, co wykorzystałem. Panowała cisza, jednym dźwiękiem było bzyczenie zepsutej lampy. Z niepokojem zauważyłem, że kilka regałów jest wywróconych. Na wielu półkach brakowało produktów. Schowałem się za jednym z regałów, by się rozejrzeć. Po chwili dalej kontynuowałem moją wędrówkę w głąb sklepu, w poszukiwaniu cennego prądu.

Ostatnio zmieniony przez Pani (14-09-2018 o 21h18)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#5 03-08-2018 o 15h28

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png


       Mój ojciec był pisarzem. Nie znałam go osobiście, byłam mała gdy razem z nimi wsiadłam do samochodu, a żywa wysiadłam już tylko ja, jednak był obecny w moim życiu, dzięki dziennikom, jakie po sobie pozostawił. Dlatego zdecydowałam się iść w jego ślady, zapisywać każdy dzień, co robiłam, co zaobserwowałam, czytać to na głos, prowadzić swoisty dialog z papierem, z długopisem. Jeśli to tylko chwilowa katastrofa, a ja nie przeżyję, niech ktoś znajdzie przy mnie dzienniki, abym nie zniknęła, jak wszyscy inni ludzie. Musiałam coś po sobie pozostawić, wiedziałam na pewno.
       Pierwsze dni nie były łatwe, a chociaż nigdy nie byłam typową beksą, tusz opisujący tamte chwile w kilki miejscach został rozmazany od łez, na które sobie pozwalałam. Bałam się wychodzić. Zaszyłam się gdzieś na tydzień, jak tchórz licząc na to, że ktoś mnie uratuje, przyjdzie i powie, że wszystko będzie dobrze. Nic podobnego się nie stało. Byłam zdana tylko na siebie i czasami zastanawiałam się, czy może przypadkiem nie umarłam. Co jeśli właśnie tak wygląda życie po śmierci? Niestety nie było nikogo, kto mógłby mi na to odpowiedzieć, ale nie chciałam wierzyć, że tak teraz mam spędzić resztki swojego jestestwa. Poza tym, jak przystało na osobę rzucającą hipotezą, postanowiłam ją sprawdzić i nacięłam sobie delikatnie skórę na ręce. Bolało jak diabli, wiązanka przekleństw opuściła moje usta, a po kończynie spłynęła krew i już miałam podstawy, by wierzyć, że nadal żyję. Tylko co to za życie?
       Po tygodniu przeżytym w dość biernej postawie, zdecydowałam sie zacząć działaś. Musiałam zobaczyć czy ta... katastrofa? Nadal nie wiedziałam, jak to nazwać, w każdym razie musiałam sprawdzić, czy dotknęła jedynie tego miasta, a potem tego stanu, może nawet kontynentu, chociaż bez wątpienia wydostanie się na inny nie będzie łatwe. Był to plan tak odległy, że technicznie jeszcze go nie planowałam. Póki co priorytetem było przeżycie. Starałam się trzymać miejsc, które były bezpieczne. Takich, w których są duże zapasy czystej wody i prądu, szpitale były oczywistym wyborem, ale w nich trudno było znaleźć dobre jedzenie. Poza tym, chociaż nigdy nie byłam fanką horrorów, moja wyobraźnia działała bez zarzutów i pozostawanie samemu w takich obiektach napawało mnie naturalnym strachem.
       Uznałam, że powinnam robić jak największe zapasy, składować je w bezpiecznych miejscach, dlatego też wybrałam się nieco dalej, do większego sklepu, do którego samo wejście okazało się być wyzwaniem. Okrążyłam budynek, szukając możliwości na wślizgnięcie się do środka, ostatecznie decydując się na wybicie szyby. Cała moja wiedza w tym zakresie ograniczała się do tej, jaką uzyskałam z filmów. Czytaj - owinąć czymś rękę i uderzyć w szybę. Tak zrobiłam, a wraz z uderzeniem łzy podpłynęły do oczu, a z ust wyrwało się niekulturalne słowo. Szyba natomiast stała nienaruszona. Ze wiele było we mnie naturalnego wahania. Powtórzyłam tą czynność raz jeszcze i raz jeszcze. W końcu zaczęłam ją okładać, aż nie ustąpiła, ale ochrona w postaci koszuli nie była tak dobra, odsłoniła kilka miejsc na ręce i ta została podrapana tu i tam. Co by nie było, nie byłam najlepszą osobą do scen włamania.
       Owinęłam rękę koszulą, uznając, że tutaj na pewno znajdę jakieś plastry, czy coś, a o lepsze zajęcie się ręką zadbam potem. W każdym razie byłam w środku, a to najważniejsze. Znalazłam wózek i póki co nie przejmowałam się tym, jak go stąd wyciągnę. Ładowałam wszystko, co wydawało mi się odpowiednie, nieco panicznie, jak zwierze wrzucone do marketu, ale bałam się pozostawać w tak takich zamkniętych miejscach nazbyt długo. Każda puszka która mi upadła była w mojej głowie potencjalną osobą, jaka z niewiadomych przyczyn miałaby mnie zabić. Może to paranoja, ale żyjąc samemu w takiej sytuacji, paranoja musiała być kwestią czasu.
       W końcu uznałam, że mam wszystko, przysiadłam gdzieś między działem w którym znalazłam plastry. Może niezbyt to profesjonalne, ale wysypałam je na kafelki i powoli zaczęłam obklejać nimi każde zadrapanie, nieco jak dziecko, które dorwało się do apteczki. Wtedy też usłyszałam jakiś dźwięk, a serce mi zabiło i poderwałam się z miejsca, zaprzestając doklejania do skóry kolejnych plastrów. Odetchnęłam głębiej, serce zaczęło bić szybko, adrenalina przejęła nade mną kontrolę. Wózek się nie liczył, odruch był naturalany - muszę stąd iść.
       Zamiast poruszać się powoli, chciałam po prostu się wydostać. Kroki przyspieszyły, nie patrzyłam między regały, byleby dostać się do wyjścia, do wybitego okna. Szybciej, jakby tutaj brakowało powietrza. Tak też wypadłam zza jednego regału, a wrzask wyrwał się z moich ust, kiedy zobaczyłam jakąś postać, póki co rozmazaną, bo w odruchu rzuciłam się w tył, upadając na ziemię, sięgając po pierwszą lepszą rzecz, jaką miałam pod ręką i rzucając nią w tego kogoś, czy coś, co przede mną wyrosło.
       - Proszę, nie! - zawołałam, nadal niewiele myśląc, dopiero z dołu wyłapując kilka szczegółów. Pierwszym był ten, że rzuciłam w niego paczką paluszków, drugą, że on miał pistolet, więc przydział broni był nieco niesprawiedliwy. Nade wszystko uderzył mnie jednak fakt, że stał przede mną mężczyzna. Żywy, prawdziwy, oddychający mężczyzna. Kiedy to zrozumiałam zamarłam, otwierając szerzej oczy.
       - Jak to możliwe? - zapytałam cicho, jakby jego obecność mi się nie zgadzała, na moment zapomniałam o tym, że osobnik jest uzbrojony, a jego obecność może nie wróżyć nic dobrego. Przełknęłam ślinę. - Błagam, nie bądź wytworem mojej wyobraźni... - uniosłam zdrową dłoń do twarzy, przecierając ją lekko, trzęsła się widocznie, a ja nadal nie byłam w stanie się podnieść. - Choroby psychicznej mi jeszcze brakuje - dodałam, w ogóle nie przejmując się tym, że ktoś to słyszy, bo nie miała pewności, czy słyszy na pewno. W tym świecie nic nie było pewne, może poza tym, że w tej chwili walczyły we mnie trzy emocje, ulga, zaskoczenie i strach.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#6 03-08-2018 o 16h36

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

ADAM THEIL

     Byłem napięty, jak proca gotowa do wystrzału, więc kiedy coś mnie trafiło, niewiele myśląc... No cóż, to właśnie zrobiłem, wystrzeliłem.
Pierwszą rzeczą, jaką zanotowałem było to, że to był gówniany strzał. Kula odbiła się od ściany i trafiła Bóg wie gdzie. Drugą była paczka jakiegoś jedzenia u moich stóp, a trzecią trzęsąca się dziewczyna na podłodze.
Przez kilka sekund stałem w bezruchu, zbyt zszokowany, by otworzyć usta. Dziewczyna była wystraszona, wyglądała nawet na trochę szaloną. Szybko ułożyłem w głowie prawdopodobny przebieg wydarzeń. Była sama, nieuzbrojona i próbowała unieszkodliwić mnie paczką paluszków. Schowałem pistolet do kabury.
– Spokojnie, spokojnie. Nic ci nie zrobię. Jestem tu naprawdę i ty też tu jesteś!
Zaśmiałem się głośno. Może obydwoje byliśmy troche szaleni.
Skoro ona tu była, to znaczyło... To znaczyło, że może są gdzieś inni ludzie. Może moje siostry i mama. Pomyślałem, że może ona coś wie. Byłem jednak świadomy tego, ze nie mogę naciskać. Dziewczyna była zdecydowanie spanikowana.
– Mam na imię Adam. Długo tu jesteś?
Postanowiłem zastosować na niej metodę małych kroków, jednocześnie ją dedukując. Nie wiedziałem czy mogę jej zaufać. Może wcale nie była sama.
      Zauważyłem, że jest ładna, ale strach zniekształcał jej rysy. Poza tym chyba nie zmieniała ubrań przez jakiś czas, bo były zakurzone i pogniecione. Nie dziwłem jej się. Po chwili spostrzegłem, że jej prawa ręka jest prawie cała we krwi.
– Wybiłaś okno ręką, tak? Imponująca siła  – Uśmiechnąłem się uspokajająco i wyciągnąłem do niej dłoń. – Myślę, że potrzebujesz bandaża. Możemy rozejrzeć się po półkach, a ty opowiesz mi coś o sobie.
Miałem nadzieję, że ta dziewczyna coś wie. Jeśli nie, to trudno. Najbardziej liczyło się to, że była człowiekiem. Cieszyłem się, że mogę z kimś porozmawiać.
Znikąd pojawił się mój kot. Nawet nie wiem, w którym momencie uznałem go za własnego. Ale mógł być mój albo niczyj, bo jego właściciela już nie było. Z powrotem spojrzałem na dziewczynę.
– To mój kot. Nazwałem go Szampan.
Szampan nic nie robił sobie z mojego nowego odkrycia, popatrzył na nas tylko w kocim zamyśle i znów zniknął między półkami.
– Dasz radę wstać?
Martwiłem się jej zdrowiem fizycznym i psychicznym. Miałem nadzieję, że będzie chciała ze mną zostać. Może moglibyśmy razem poszukać innych. Ludzie tak po prostu nie znikają. Może się ewakuowali? Nadal jednak nie wiedziałem dlaczego zostałem tylko ja. A teraz i ona. To robiło się coraz bardziej pogmatwane. W tym momencie jednak na nowo odnalazłem nadzieję. Przecież nie mogliśmy być jedynymi osobami na Ziemi.

Ostatnio zmieniony przez Pani (03-08-2018 o 16h36)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#7 03-08-2018 o 18h25

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png



       W głowie wciąż rozbrzmiewał mi odgłos wystrzału. Nigdy nikt przy mnie nie strzelał z takiej broni i chociaż nie trafił mnie żaden pocisk, nie czułam się bezpiecznie, jakby w każdej chwili mógł nadejść nieoczekiwany ból. Dopiero, gdy mężczyzna schował pistolet do pokrowca, powolutku zaczynało do mnie więcej docierać. Mimo to o całkowitym rozluźnieniu nie mogło być mowy. Przez ostatnie dnie marzyłam o tej chwili, o znalezieniu kogoś, a teraz miałam żywego człowieka przed sobą, a zamiast radości myślałam raczej o tym, jak uciec, czy też nie dać się złapać. Tylko, że nieznajomy nie wyglądał, jakby chciał mi zrobić krzywdę. Zauważyłam też, że podchodzi do mnie, jak do spłoszonego, dzikiego zwierzęcia i mimo całej tej sytuacji, poczułam się głupio. Trochę jak idiotka, nawet jeśli moje zachowanie usprawiedliwiały warunki, w jakich żyłam ostatnie tygodnie.
       Zwilżyłam delikatnie wargi, nie spuszczając z niego spojrzenia. Najchętniej w ogóle bym nie mrugała. Mówił... miał przyjemną barwę głosu, a może po prostu ja tak bardzo chciałam usłyszeć w końcu czyjś głos, nienależący do mnie samej. Przełknęłam ślinę. Uspokajał mnie, to jasne, więc chyba nie robił tego po to, aby zaraz się na mnie rzucić. Skrzywiłam się, gdy dotarło do mnie, że traktuje mnie trochę jak dziecko, pewnie dlatego, że byłam w takim szoku, ale jakoś tak, nawet w tej sytuacji uderzyło to w moją dumę. Nie chciałam wyjść na panienkę niespełna rozumu, teraz, gdy jasne było, że nie tylko ja przetrwałam, musiałam pokazać, jak świetnie sobie radziłam. A przynajmniej tak w tej chwili pomyślałam.
       - Tu, to znaczy gdzie? - odezwałam się w końcu. Pierwszy raz od dwudziestu trzech dni odezwałam się do kogoś, kto nie był mną i było to niesamowite. - Na świecie dwadzieścia jeden lat, a w sklepie jakieś pół godziny - rzuciłam nieco skołowana, z trudem jeszcze dobierając słowa. - Nie mierzyłam czasu, raczej mam go sporo ostatnimi dniami - dodałam, marszcząc delikatnie czoło.
       Nadgryzłam dolną wargę ust, tym razem kiwając leciutko głową w odpowiedzi na jego pytanie. Imponująca siła? Jakoś musiałam się dostać do środka i nie było wtym raczej nic imponującego. W sumie cieszyło mnie, że nie wpadliśmy na siebie, gdy z uporem maniaka waliłam w szkoło, nie potrafiąc sobie z nim poradzić. Na całe szczęście nieznajomy o tym nie wiedział, a ja nie zamierzałam się do tego przyznawać. Jedynie patrzyłam niepewnie na wyciągniętą w swoją stronę dłoń Adama. Przedstawił się, był miły, żywy i uspokajał mnie, ale czy gdybym teraz rzuciła mu się w ramiona, a przyznaję, była we mnie taka chęć, nie postąpiłabym lekkomyślnie? Dlatego też, zamiast sięgnąć do dłoni mężczyzny, przesunęłam się nieco do tyłu, pod regał, nie wstając jeszcze z ziemi.
       - Co powinnam ci o sobie opowiadać? Znamy się zaledwie dwie minuty - może nie była to szczególnie błyskotliwa odpowiedź, ale nie byłam żadną bohaterką filmu akcji. Dużo czasu zajęło mi oswojenie się ze wcześniejszym stanem rzeczy i teraz, gdy moja sytuacja odwróciła się o kolejne stopnie, potrzebowałam chwili, by złapać równowagę.
       Podniosłam się w końcu ostrożnie do pionu, o własnych siłach. Spojrzałam na kota. Szampan. Przystojny młody mężczyzna znikąd, nazywający się Adam, podróżujący z pistoletem i kotem imieniem Szampan. Normalna akcja, nic dziwnego. Wzięłam głębszy wdech, teraz, gdy stałam czułam się pewniej, ale też dopiero teraz zauważyłam, jaki ten osobnik jest wysoki. Dobrze, że była między nami odległość dwóch metrów, aż tak tego nie odczuwałam. Z drugiej strony, gdy nastała cisza, powoli więcej do mnie docierało. Nie byłam sama, patrzyłam na niego i czegokolwiek ten człowiek nie miałby w głowie, był tutaj, stał przede mną, oddychał, mówił, miał imię. Nie byłam sama i musiałam to docenić. Ta prosta myśl tak mną wstrząsnęła, że musiałam się przeć o ten regał, w końcu przymknęłam na moment oczy, odchylając głowę do tyłu.
       - Przepraszam - odezwałam się w końcu, a mój głos był już normalniejszy. Spojrzałam na niego, o wiele przytomniej, niż wcześniej. - Nie chciałam być niemiła, po prostu... sądziłam, że zostałam tu całkiem sama i nie wiedziałam, z resztą nadal nie wiem, czy nie zamierzasz zrobić mi krzywdy. Nie zamierzasz, prawda? - siłą rzeczy zerknęłam w stronę broni znów nadgryzając delikatnie wargę. Odwróciłam spojrzenie uznając, że to niegrzeczne i te przeniosłam na własną rękę, pooklejaną w losowych miejscach plastrami. Gdybym wiedziała, że ktoś to zobaczy, nie zdecydowałabym się na taki opatrunek. - To nic takiego, zwykłe draśnięcie - wzruszyłam ramionami, oczywiście ukrywając to, jak cholernie bolało mnie to zwykłe draśnięcie. Skoro już tutaj był, skoro rozmawialiśmy, a on nawet pochwalił moją siłę, nie chciałam wyjść na mięczaka. Teraz też dotarło do mnie, że zapomniałam powiedzieć jeszcze jednej, dość znaczącej rzeczy.
       - Jestem Laurissa - rzuciłam, znów na niego patrząc.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#8 06-08-2018 o 16h02

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

ADAM THEIL

         Dziewczyna zdecydowanie była twardym do orzechem do zgryzienia. Na samym początku zaatakowała jak zwierzę zapędzone w róg. Na szczęście po chwili dość łatwo było się z nią dogadać. Z ulgą zauważyłem, że nieco się rozluźniła. Uznałem, że to dobry znak. Skoro stwierdziła, że te zadrapania to nic takiego, nie zamierzałem naciskać. Miałem tylko na dzieję, że nie umrze na jakąś chorobę zakaźną od razu po tym, jak się poznaliśmy. To dopiero byłby pech. Najpierw wszyscy, których znam znikają, a potem... Cholera wie, co następne. Nie chciałem stawiać temu czoła sam. Przyznaję, bałem się. Była teraz moją jedyną nadzieją. Sam nie wiedziałem na co.
– W porządku.
Postanowiłem ostrożniej dobierać następne słowa. Poza tym sam byłem trochę zdenerwowany, jednak starałem się tego nie okazywać, żeby nie niepokoić jej jeszcze bardziej.
– Rozumiem jak się czujesz – Westchnąłem.
Ostrożnie, tak, żeby jej nie przestraszyć, usiadłem naprzeciwko niej, oddalony na tyle na ile pozwał mi na to regał za plecami, czyli jakieś pół metra.
– Miło mi cię poznać, Laurissa. Jestem Adam.
Przez kilka sekund zastanawiałem się o co najpierw ją zapytać.
– Spotkałaś po drodze jakichś ludzi? Albo wiesz coś o tym, co się wydarzyło? Nawet tutaj nikogo nie ma!
Sfrustrowany rozpostarłem ręce, sam nie wiedząc, czy mam na myśli sklep czy miasto czy może cały cholerny kontynent.
– Nie chcę cię skrzywdzić. Wygląda na to, że jesteśmy tu sami. Może, jeśli ci to nie przeszkadza, moglibyśmy... współpracować. Zamierzam szukać ludzi. Nie wiem czy miałabyś na to ochotę. Może znajdziemy jakiś nadajnik i wyślemy wiadomość dla tych, którzy mogą gdzieś tam być? Myślę nad tym często ostatnimi czasy. Tęsknię za ludźmi.
        Zamyśliłem się na moment. Nagle zdałem sobie sprawę z absurdu tej sytuacji i mojego idiotycznego zachowania.
–Przepraszam. Straszna ze mnie gaduła, ale wiesz, nie odzywałem się do nikogo dość długo – Uśmiechnąłem się krzywo.
        Miałem nadzieję, że zyskam jej zaufanie i zgodzi się mi towarzyszyć. Czułem się naprawdę samotny. Nawet nie musiałaby dużo mówić, wystarczyłoby, gdyby po prostu była. Uznałem, że nam obojgu byłoby łatwiej razem. coś w rodzaju symbiozy. Mutualizmu. Bardzo chciałem, żeby się zgodziła. Choćby dlatego, że razem mieliśmy większe szanse na przeżycie. I niepopadnięcie w obłęd.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#9 07-08-2018 o 01h20

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png


       Myślę, że oboje czuliśmy się podobnie, a przynajmniej taką miałam nadzieję. Z jakiegoś powodu myśl, że oboje jesteśmy zagubieni, że nie tylko ja przez ostatnie dnie czułam, że wariuję, sprawiała mi przyjemność. Oto przede mną stał żywy dowód na to, że jest nadzieja. Naprawdę były takie dnie, kiedy wybuchałam niekontrolowanym atakiem złości, płaczu, histerii. Wszystko zależało od dnia, jakbym przechodziła każdy z istniejących stadiów emocjonalnych. Świadomości, że być może jest się ostatnim człowiekiem na ziemi nie była łatwa do przyjęcia. Nawet jeśli widziałam opustoszałe miasto, cały czas jakaś część mnie próbowała sobie wmówić, że to tylko głupi żart. Taka myśl nieco pomagała, ale ostatnimi czasy było coraz gorzej, a teraz w końcu przede mną pojawił się młody mężczyzna, w dodatku poza bronią przy pasie, rzeczywiście nie wzbudzał we mnie lęku, a w zasadzie z każdą chwilą, nawet gdy przedstawił się drugi raz, jakbym była wariatką, jego widok mnie uspokajał.
       Niezależnie od tego, ile głosów w swoim życiu słyszałam, teraz byłabym gotowa przyznać, że ten należący do Adama był najpiękniejszym. Mógł mówić, byle co, a ja słuchałam, chcąc wyłapać z tego jak najwięcej.
       Siedział tak, całkiem blisko, przede mną, jakbyśmy byli dwójką znajomych, odpoczywających w markecie. Widziałam, że i on nie czuję się pewnie, ale nie chciałam przerywać mu wypowiedzi. Pewnie dlatego na pytania mężczyzny pokiwałam jedynie przecząco głową. Taka była prawda, był pierwszym człowiekiem, ale może nieostatnim.
       Patrzyłam na niego czując, że moje serce zwolniło już do normalnego tempa, a w tej samej chwili dotarło do mnie, co właśnie zaproponował. Uniosłam brwi, nie kryjąc tym samym zaskoczenia. To co mówił było logiczne, chodziło chyba o to, że przez szok w jakim byłam, sama o tym nie pomyślałam. Teraz z kolei przeszły mi przez myśl wszystkie te noce, kiedy tak się bałam, kiedy czułam się, mimo, że nigdy nie należałam do tchórzy, po prostu bezbronna. No a teraz? Znikąd ktoś się zjawił i w dodatku nie chciał mnie porzucić, a ja, mimo, że był obcy, doceniłam to, jak chyba nic w życiu. No i mimo, że z jednej strony nadal było we mnie coś, co kazało się na niego rzucić, sprawdzić, czy jest żywy, na całe szczęście nadal byłam inteligentną kobietą, nawet jeśli inteligencja ta nieco ucierpiała, to nigdy nie należałam do nadpobudliwie okazujących uczucia dziewcząt.
       - Nie przepraszaj! - odezwałam się nagle, sama nieco zaskoczona z tego powodu. Spędziłam się, odwracając głowę do boku, patrząc bez celu na jakiś regał. - Podoba mi się jak do mnie mówisz. Brakowało mi tego. Rozmowy. Tylko, że obawiam się czy nadal jestem zdolna komunikować się tak plynnie, jak ty - przyznałam niezbyt chętnie, czując się po raz kolejny jak idiotka.
       Zapadła chwila ciszy, a ja uparcie w dalszym ciągu patrzyłam na bok. Ostatecznie nie wytrzymałam, przeniosłam wzrok na niego, niby ukradkiem. To było śmieszne, takie nienaturalne, szczególnie dla mnie. Zwykle proces poznawanie kogoś nowego trwał w moim przypadku kawał czasu, ale teraz go nie miałam. Każda sekunda zdawała się być na wagę złota.
       Nadgryzłam delikatnie wargę, nie wiedząc jak mam odpowiedzieć na jego propozycję, chociaż swoje zdanie na jej temat znałam z miejsca. Chodziło o samą formę wypowiedzi, wszystko wydawało mi się takie absurdalne.
       - Chyba skończyłabym ze sobą, gdybym teraz, po tym, jak ciebie spotkałam, miała znów zostać sama - zdobyłam się na te słowa, ale mimo to nadal czułam, że nie jest to szczególnie precyzyjna odpowiedz. Śmieszne, nawet w obliczu takiej katastrofy byłam w stanie odczuwać speszenie. - Dlatego, jeśli to nie problem, chętnie z tobą zostanę -      niezręczność. czy tylko ja ją aktualnie odczuwałam? Adam, chociaż praktycznie nie wiedziałam o nim nic, wydawał się lepiej odnajdywać w tej sytuacji i te spostrzeżenie było swoistym kopniakiem.
       Podniosłam się w końcu z ziemi, otrzepałam, skrzywiłam kiedy poranioną dłonią przejechałam po jeansach. Żałowałam teraz że nie wyglądałam lepiej, a nie jak dziecko z buszu. Nawet w podobnej sytuacji człowiek myśli o robieniu wrażenia. Zabawne.
       - Dobrze. Już się ogarniam. Po prostu, twoja obecność to nadal spory szok, plus ta broń... Mimo wszystko wciąż dla mnie pistolety kojarzą się z przestępcami - mruknęła mu, patrząc na niego z góry, pierwszy raz, po czym coś przyszlo mi do głowy i z miejsca skrzywiłam się lekko. - Ale nie jesteś przestępcą, prawda? Chociaż w zasadzie... W obecnej sytuacji nie powinnam czepiać się szczegółów. Jeśli mamy ze sobą współpracować, jak to nazwałeś, powinniśmy sobie ufać - nie wiem, czy ta uwaga była skierowana do niego, czy może do mnie samej. Nie mniej jednak wzięłam głębszy wdech. Jeden, potem drugi, układałam sobie w głowie wszystko pospiesznie, przełączając się na tryb bardzo szybkiego planowania.
       - Umm... Przez ostatnie tygodnie nie przemieszczałam się za bardzo. Zostałam w szpitalu, mam tam kilka swoich rzeczy, no i tam bym nieco lepiej zajęła się swoją ręką - mówiłam, usilnie uciszając w swojej głowie jakoś głosik, który podpowiadał, że ta rozmowa jest conajmniej dziwna. Wierzyłam, że niebawem się oswoję i przywyknę. Liczyłam też na to, że dalsze słowa powiem bez problemu, jak normalna, dorosła osoba, a mimo to, kiedy na niego spojrzałam, po raz kolejny się speszyłam i na chwilę zawahałam z otwartymi ustami. Ostateczne przyłożyłam dłoń do czoła, spuszczając nieco głowę w dół. - Poza tym, nadal jest tam zapas bieżącej wody. Jeśli mam z kimś funkcjonować, wolałabym się porzadnie umyć, a jakoś tak... Wbrew ogólnej pustce, w obawie przed nie wiem czym, robiłam to pospiesznie i w dużym stresie - wzruszyłam ramionami, chcąc dodać temu dużej nonszalancji. Mimo wszystko mówienie o takich rzeczach facetowi mniej więcej w moim wieku nie było tak łatwe, jak chciałam sobie wmówić, że jest. Cóż, jesli faktycznie zostaniemy razem, pewnie się przyzwyczaję. Teraz natomiast chyba rzeczywiście zaczęło do mnie docierać, że to koniec samotności, paniki... Ktoś tutaj był. Naprawdę ktoś ze mną był. Rozmawialiśmy, a ja już nie chowałam twarzy, jak i ulgi, że nie zwariowałam. Teraz, chciałam w to wierzyć, może być już tylko lepiej.

*Za błędy przepraszam, pisałam na telefonie ;.;


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#10 13-08-2018 o 17h52

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

ADAM THEIL


       Z niepokojem wysłuchałem słów dziewczyny. Wyglądało na to, że izolacja wpływała na nią jeszcze gorzej niż na mnie. Wydawała się bardzo wrażliwa, ale jednocześnie dość odważna i bystra. W końcu zaatakowała mnie paluszkami i szybko zaczęła swobodniej ze mną rozmawiać. Byłem też co najmniej lekko zaskoczony, kiedy wyraziła obawę, że jestem przestępcą. Czy naprawdę wyglądałem na zbira? Z jednej strony nie dziwiłem jej sie. Po takim czasie spędzonym w"dziczy" musiałem prezentować się dość przerażająco.
- Spokojnie, chodziłem do szkoły wojskowej. Mam pozwolenie na broń i umiem się nią posługiwać. Chociaż przyznam, że nie powinienem strzelać tak nonszalancko, jak przed chwilą.
Było mi naprawdę głupio. Mogłem ją zranić albo nawet zabić, jedyną osobę, która tu pozostała. Potrząsnąłem głową z poczuciem winy.
- Mimo wszystko podtrzymuję swoje przeprosiny. Jednak za coś innego. Chodzi o ten strzał. Rozumiesz, kierował mną strach, ale mogłem cię skrzywdzić i nic mnie nie usprawiedliwia. Postrzelić pierwszego człowieka, jakiego spotkałem od kilku tygodni. Jestem beznadziejny. Gdyby pistolet nie uratował mi już raz życia, wyrzuciłbym go w tej chwili. Naprawdę mi przykro.
      Z uwagą słuchałem dalej. Wyglądało na to, że doszła do siebie, przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe w tych warunkach.
Uśmiechnąłem się szeroko, z nerwowym entuzjazmem. Byłem szczęśliwy, że się zgodziła. Razem mieliśmy szansę. Ze współczuciem skinąłem głową,
- Oczywiście, że możemy tam wrócić. Tylko, wiesz, właściwie przyszedłem tu nie tylko po jedzenie, ale chciałem też zbadać w jaki sposób nadal jest tu prąd. Gdybyśmy mieli generator, mielibyśmy elektryczność. Moglibyśmy nadać wiadomość przez Internet i móc kontaktować się ze sobą nawzajem w razie potrzeby, gdyby udało nam się naładować telefony. Myślę, że prąd, kiedy mamy jedzenie, powinien być naszym priorytetem. Niestety nie mam pojęcia, gdzie znajduje się generator w tym budynku.
Nagle zaświtał mi nowy pomysł.
- Chyba że w szpitalu jest prąd. Powinien być, tam często są zapasowe generatory. Pamiętasz czy było tam światło?
        Miło było mówić w liczbie mnogiej. Ostatnio byłem tylko ja.
Miałem nadzieję, że odpowie twierdząco i bez żalu ruszymy w dalszą podróż. Chciałem wreszcie zacząć działać.

Moje też z telefonu. ^^''


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#11 14-08-2018 o 01h40

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png


       Pokiwałam powoli głową. Szkoła wojskowa? To brzmiało bardzo rozsądnie, tłumaczyło też skąd miał broń, chociaż kwestia pozwolenia mogłaby być nawet zabawna. Ostatecznie spotkaliśmy się na wspólnym okradaniu sklepu, więc raczej prawo już nas nie dotyczyło. Mimo wszystko nie zamierzałam mu tego wypominać, bo fakt był jeden - chciał mnie uspokoić i za to powinnam być mu wdzięczna. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś to zrobił, powoli traciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś znajdę kogoś, kto poświęci swoją energię po to, aby zadbać o mój komfort psychiczny.
       On mówił nadal, a ja poczułam się nieco niezręcznie. Może nie znaliśmy się długo, ale skoro mieliśmy ze sobą zostać, żadne nie powinno w tym układzie czuć się źle. Siłą rzeczy nie mieliśmy też czasu, aby się powoli docierać, musieliśmy odbyć przyspieszony kurs polegania na sobie. Dlatego zrobiłam niewielki krok w przód, wystawiając ostrożnie dłoń przed siebie.
       - Hej, już dobrze, nic mi nie zrobiłeś - powiedziałam uspokajająco. Miałam wprawę w tym temacie, nawet jeśli zwykle uspokajałam w ten sposób przestraszone zwierzęta. Cóż, o tym nie musiałam mu mówić. Może i był mężczyzną, ale po tym co nas spotkało, oboje mieliśmy takie samo prawo do słabości. - Przetrwałeś coś strasznego, nie jesteś beznadziejny, Adamie - zdobyłam się na uśmiech i zrobiłam jeszcze jeden kroczek w przód. Śmiesznie było po tak długiej przerwie myśleć intensywnie o każdym swoim geście, aby wykonać go w taki sposób, by nie urazić rozmówcy.
       Nagle się uśmiechnął, a mnie zaskoczyło to na tyle, że odwróciłam wzrok i już nie zachowywałam się niczym leśniczy podchodzący do zranionej sarny. Uznałam, że na nasze obustronne zmiany nastrojów należy przymknąć oko, bo to pierwsze spotkanie, jestem pewna, że za kilka dni... jeju, jak to śmiesznie brzmiało. Planować, jak będziemy się do siebie odnosić za kilka dni. Mimo sytuacji, w jakiej znajdowała się nasza dwójka, było w tym coś niezręcznego. Ostatecznie, niezależnie od wszystkiego, Adam był dorosłym mężczyzną, a ja nic o nim nie wiedziałam.
       To co mówił o prądzie wydawało mi się bardzo dobrym pomysłem, z resztą głównie właśnie dlatego zostałam w szpitalu. Co, jak co, ale w przypadku katastrof były one chyba najlepszą opcją do schronienia się. Zapasów tam nie brakowało, zarówno wody, jak i właśnie energii.
       - Jasne, że pamiętam. Jest tam wszystko, może poza pacjentami i personelem - odpowiedziałam spokojnie, nawet nie siląc się na to, aby ten ponury żart zabrzmiał zabawnie. Po prostu westchnęłam ciężko i rozejrzałam się dookoła. - Zaraz wrócę - oznajmiłam, znikając za regałami i faktycznie po niedługiej chwili byłam już z powrotem, a wraz ze mną wózek wypełniony rzeczami, które uznałam za niezbędne.
       - Chciałabym to zabrać ze sobą - rzuciłam po czym zaczęłam kierować się w stronę wybitego okna. Po chwili przystanęłam przy półce z kocią karmą i niewiele myśląc sięgnęłam po największy wór z suchymi kulkami, żeby było na zapas i się nie zepsuło. Tylko, że taki wysiłek w połączeniu z poranioną dłonią sprawił, że syknęłam, a worek zamiast w wózku, wylądował pod moimi nogami. - Cholera - mruknęłam pod nosem, niekoniecznie zadowolona z siebie. Zerknęłam na kota i uniosłam jedną brew. - Mam nadzieję, że mnie polubi - mruknęłam pod nosem i szybko schyliłam się po worek, a może raczej wór, z cichym stęknięciem wrzucając go do kosza. Otarłam czoło i złapałam się pod boki.
       - Jeszcze czegoś stąd potrzebujesz, czy już możemy iść? - spojrzałam w końcu na chłopaka, ale zaraz stanęłam na palcach, żeby dosięgnąć kilka saszetek z mokrym jedzeniem. Kilka dni mogą poleżeć, oczywiście nie zbyt długo, ale zawsze to będzie jakaś różnorodność. W sumie to nawet mnie cieszyło, że Adam ma kota, miałam jakiś punkt zaczepienia, bo chyba ze zwierzętami radziłam sobie nieco lepiej, niż z ludźmi, co oczywiście planowałam przed moim nowym towarzyszem ukrywać.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#12 14-09-2018 o 21h53

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

.........................................................................................................ADAM THEIL

           Z ulgą przyjąłem jej słowa. Nie chciałbym, żeby jedyna osoba, z którą miałem kontakt, była do mnie źle nastawiona.
– Oczywiście, że pamiętasz, głupie pytanie. Raczej nie siedziałaś tam po ciemku – odpowiedziałem, kręcąc głową na własną niedomyślność. – Bierz, co uważasz za stosowne. Sam wpadłem uzupełnić zapasy.
Czyli, no cóż okraść sklep. Odpędziłem od siebie tę myśl.
Z miłym zaskoczeniem zobaczyłem, że pomyślała o karmie dla kota.
Nagle  upuściła worek, po który sięgnęła, a ja okazałem się, ku własnemu zaskoczeniu, za wolny. Podniosła go sama. Wyglądało na to,  że odpuszczenie sobie treningów nie było dobrym pomysłem.
W myślach usłyszałem głos pułkownika: Apokalipsa to nie wymówka. Mimo woli poczułem napływ tęsknoty i melancholii, jednak biorąc przykład z Laurissy szybko wziąłem się w garść. Nawet jej postawa krzyczała, że jest gotowa w pojedynkę stawić czoła całemu światu. Pomyślałem, że mam szczęście, że jest tutaj.
– Jasne, że cię polubi. Już pomyślałaś o jedzeniu dla niego – zażartowałem.
          Szybko przeprowadziłem w głowie bilans.
– Okej, wziąłem auto, możemy to spakować. Widzę, że pomyślałaś o wszystkim. – Posłałem jej ostrożny uśmiech. – Pojedziemy do szpitala, ty weźmiesz resztę swoich rzeczy, a ja w tym czasie poszukam generatora. Myślę, że możemy spędzić tam noc, a potem dalej pokombinować, co ty na to? – Wysunąłem propozycję.
W tym momencie zauważyłem, że próbuje dosięgać saszetek z jedzeniem z najwyższej półki.
Tym razem zreflektowałem się w porę, by jej pomóc. Podałem jej to, po co sięgała.
– Proszę, świetna z nas drużyna – powiedziałem pół żartem, pół serio i wyciągnąłem rękę, sięgając po wózek, drugą wskazałem w stronę drzwi w, mając nadzieję, szarmanckim geście. Nigdy nie byłem dobry, jeśli chodzi o uprzejmości. Miałem nadzieję, że to zrozumie i nie będzie jej to przeszkadzać.
          Zacząłem kierować się w stronę zrobionego przez nią otworowi w szybie, ale zatrzymałem się tuż przed nim. Przez kilka sekund zastanawiałem się, czy będę zmuszony go powiększyć, jednak wózek się zmieścił. Ledwo, ale dałem radę. Zadowolony z sukcesu posłałem jej uśmiech.
– Panie przodem.

Ostatnio zmieniony przez Pani (15-09-2018 o 12h50)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#13 20-09-2018 o 00h00

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png


       Nie znaliśmy się długo, w zasadzie czy mogłam powiedzieć, że znaliśmy się w ogóle? Nie wiedziałam nic o tym chłopcu... a nie, o tym mężczyźnie, a już było we mnie coś, co kazało mi mu zaufać. Nie miałam wyboru. Był tylko on, jeśli więc jest psychopatą, który zamierza mnie zabić, nie mam zbyt dużych szans na ucieczkę. Nawet jak teraz puszczę się biegiem, złapie mnie pewnie bez problemu, jeśli natomiast miało się okazać, że to naprawdę dobra osoba, to nie miałam nic do stracenia. Był więc jedyną nadzieją na to, że nie spędzę życia na tym świecie w pojedynkę, a może nawet wspólnie uda nam się odnaleźć jeszcze kogoś, bo przecież zaledwie wczoraj sądziłam, że ocalałam tylko ja, a dzisiaj? Dzisiaj jest już ze mną Adam, więc jutro może dojdzie do nas ktoś jeszcze. Ta myśl napawała mnie optymizmem, jakiego od dawna we mnie nie było.
       - Brzmi, jak plan - skwitowałam jego słowa, ignorując w sobie myśl, jak to dziwnie, kiedy obcy facet planuje z tobą, jak spędzić noc. W zasadzie... pod tym względem na niego patrząc, aż tak bym z tym zaufaniem nie przesadzała. Musiałam zachować odpowiedni dystans i mieć się na baczności.
       Miałam wrażenie, że opuszkami palców już dosięgam saszetek, kiedy blondyn sam je ściągnął z górnej półki. Drgnęłam delikatnie i kiwnęłam głową, ale nic nie powiedziałam. Czy będzie z nas świetna drużyna? Chciałam w to wierzyć.
       Skierowaliśmy się w stronę zrobionego przeze mnie wyjścia. Jakoś tak patrząc na to szkło przypomniałam sobie o bólu ręki, który w obliczu innych rewelacji stracił na sile. Teraz rany zapiekły, gdy wychodziłam z marketu, rozglądając się dookoła. Adam mówił coś o samochodzie. To miało być bardzo przyjemną odmianą, sama nie miałam prawa jazdy, ale też póki co nie chciałam mówić o tym swojemu towarzyszowi. Po pierwsze, głupio było wywalić z tym teraz, tak samo na miejscu byłby tekst "lubię pistację", albo "nie uznaję białej bielizny". Po drugie natomiast nie chciałam, aby wiedział, że w tym aspekcie ma nade mną przewagę.
       Odczekałam, aż ruszy do odpowiedniego pojazdu, a kiedy zatrzymaliśmy się przy nim, otworzyłam nieco szerzej oczy.
       - Bezprawie ma swoje plusy, co? - wymsknęło mi się. Z zamożnej rodziny nie pochodziłam, to też samochody, jakie dla mnie były normą, były pokroju starej furgonetki dziadka. Może nie stała przede mną limuzyna, no, ale byle grata Adam nie ukradł.
       Kiedy ja patrzyłam sobie na samochód, jak jakaś idiotka, on już zdążył otworzyć bagażnik, więc szybko dołączyłam, nie chcąc pogłębiać złego wrażenia. Poza tym... dotarło też do mnie, co dokładnie było w moich zakupach i chociaż w obliczu końca świata była to kwestia niesamowicie trywialna, to i tak stres wziął nade mną górę i tylko dał mi kopa, aby szybko znaleźć się koło chłopaka i pomóc w pakowaniu. No, ale poradził sobie po mistrzowsku beze mnie.
       - Och... widzę, że możemy już jechać - mruknęłam, sama sięgając do drzwi bagażnika, żeby je zamknąć. Nie patrzyłam teraz na niego. Dobra, może nie zauważył, albo zwyczajnie ja stresowałam się tym, że obcy facet zobaczy damskie produkty kosmetyczne i nie wiem co? Zacznie się z tego naśmiewać... jak w przedszkolu. Dobra, może przesadzam, ja roztrząsam takie pierdoły, podczas gdy Adam może rozważać poważne kwestie, a nie to, że jako kobieta mogę mieć okres. Nagle poczułam się idiotycznie, jeszcze bardziej i z pewną rezygnacją złapałam za koszyk.
       Wiem, że nikogo tu nie było i ten mogłam porzucić, ale mimo to odprowadziłam go do odpowiedniego miejsca, a kiedy wsiadłam do samochodu, wlepiłam wzrok w swoje kolana. Sięgnęłam jeszcze po pas oczywiście.
       - Trochę niezręcznie, co? - mruknęłam niezbyt głośno, zaczesując kosmyk włosów za ucho. - Cały czas chciałam kogoś spotkać, a teraz jesteś tu i nawet nie wiem, jak mam się zachowywać, więc pewnie daleko mi do idealnej partnerki w przypadku apokalipsy - wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się cicho, chociaż było to wyraźnie wymuszone.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#14 27-09-2018 o 15h37

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

.........................................................................................................ADAM THEIL

           Widziałem, że mi nie ufa i szczerze mówiąc, sam czułem się w jej towarzystwie nie do końca komfortowo. W końcu byliśmy dla siebie zupełnie obcy. W normalnych warunkach taka poukładana dziewczyna na pewno nie chciałaby mieć ze mną do czynienia. Miałem jednak nadzieję, że szybko się dogadamy, bo zapowiadało się, że czeka nas długa podróż.
Zawstydziłem się trochę, słysząc jej komentarz.
– Hm, tak. Na początku wziąłem swoje auto, ale zniszczyłem je w głupi sposób – Podrapałem się po głowie. Tamtego dnia jakiś pies wybiegł mi przed maskę. Na szczęście go nie przejechałem, ale mało brakowało. Sam walnąłem w drzewo, jednak  obyło się bez większych obrażeń. Gdybym na przykład złamał nogę, miałbym teraz niemały problem.
         Pomyślałem, że najlepiej będzie, jeśli otworzę bagażnik. Tak.
Był dość przestronny i nasze ”zakupy” zmieściły się z łatwością.
Pewnie nawet bym nie zauważył co zabrała, bo myśli miałem zajęte czymś innym, gdyby nie jej spojrzenie. Postanowiłem zignorować sprawę, żeby dać jej do zrozumienia, ze niepotrzebnie się przejmuje. Bo tak było.
Z dziwnym rozbawieniem obserwowałem, jak odprowadza koszyk. Sam już dawno zapomniałem o takich zachowaniach, to niedobrze.
Zamknęła bagażnik i wsiedliśmy. Kot wskoczył mi na kolana, tak jak się przyzwyczaił, ja zresztą też. Teraz pomyślałem, że może wygląda to głupio, ale nie miałem serca go zrzucać.
           Odwróciłem się do Laurissy, słysząc jej słowa.
– Nie przejmuj się. Wiem, że sam nie jestem idealnym towarzyszem, ale myślę, że się dogadamy. A jeśli będziesz miała mnie dość, możemy po prostu rozdzielić drogi – rzuciłem, pół żartem, pół serio. Mimo tego, ze była obca i zupełnie inna niż ja, nawet ją polubiłem. Jednocześnie pewna swego i niezręczna, była zupełnie inna od moich sióstr i matki. Poza nimi nie znałem wielu kobiet, więc pewnie już nieraz zdążyłem zachować się w stosunku do niej jak dziwak. Miałem nadzieję, że nie zwracała uwagi na moje ewentualne faux pas.
Postanowiłem, że zmienię temat.
– Okej, szczerze mówiąc zupełnie nie znam okolic, bo przejechałem już sporo mil od domu. Mam mapy, ale wygląda na to, że teraz to ty będziesz moim drugim pilotem – uśmiechnąłem się. Pomyślałem o mojej mamie. Zawsze była hałaśliwą pasażerką, lubiła mnie instruować gdzie powianiem jechać i w jaki sposób. Tęskniłem za nią. Zamrugałem.
- Okej. Gotowa? To jedziemy do szpitala.
Przekręciłem kluczyki i ruszyliśmy.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#15 01-10-2018 o 17h09

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png


       Zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele kosztuje mnie udawanie rozluźnionej. Samo ułożenie nóg w samochodzie było kwestią, której nie mogłam pozostawić samej sobie. Najpierw te ułożyłam swobodnie, potem skrzyżowałam, następnie zgięłam i złączyłam kolana, kładąc na nich dłonie, znów nieco wyprostowałam i skrzyżowałam. Stale machałam tak tymi nogami, jakbym cierpiała na jakąś chorobę, kiedy to mignęło mi coś puszystego, tym samym kupując moją uwagę. Spojrzałam w bok, na to, jak kot zajął miejsce na kolanach Adama. Nie należałam do dziewczyn czułych na urocze widoki, ale ten chyba taki mi się właśnie wydał, a przy tym karykaturalnie nie pasujący do okoliczności, w jakich przyszło nam żyć.
       Nie skomentowałam tego w żaden sposób, przynajmniej mając już powód, aby olać to cholerne ułożenie nóg. Adam raczej i tak nie zwracał na nie większej uwagi. Może okazywanie stresu było głupotą? Mężczyzna tym samym szybciej się dowie, że ma nade mną przewagę. O ile ją ma. Ma na pewno. Nie chciałam o tym myśleć, to znów mąciło spokój.
       Chciałam sama siebie uderzyć za takie myślenie, kiedy mój tworzysz się odezwał. Zaskoczona odnalazłam jego oczy, miały przyjemny, czekoladowy odcień. Teraz dopiero zwróciłam na to uwagę, uświadamiając też sobie, że Adam jest przystojny. Mimo to sam był spięty, nie mógł być więc typem pewniaczka-cwaniaczka, jak to sobie nazwałam w głowie. Z jakiegoś powodu to spostrzeżenie, powiązane z jego słowami wywołało na mojej twarzy uśmiech, a ten z kolei pociągnął za sobą cichy śmiech, kiedy blondyn odpalił silnik.
       Sama byłam zaskoczona. Śmiałam się w obliczu takiej tragedii, jaką było zniknięcie ludzi dookoła.
       - Przepraszam, po prostu widzę, że obawiamy się tego samego - wyjaśniłam moje zachowanie, poprawiając kosmyk włosów. - Przy czym ja się boję, że raczej ty mnie porzucisz, a nie ja ucieknę. Może nie umiem tego pokazać, ale naprawdę się cieszę, że nie jestem sama. Zwyczajnie... nie tak łatwo nawiązuję nowe znajomości, jak widać nawet w obliczu katastrofy moja przebojowość woła o pomstę do nieba - nadgryzłam dolną wargę, a zdając sobie sprawę z tego, że być może nie robię sobie najlepszej reklamy, spojrzałam do boku, na mijane budynki. Wtedy też zdałam sobie z czegoś sprawę.
       - Cholera! W lewo, w lewo! Adam w lewo! - spanikowałam, a przecież wcale nie było żadnego zagrożenia, nie śpieszyliśmy się też, mogliśmy zawrócić. Jakoś tak... zadziałałam dość naturalnie, zapominając, że nie musimy zważać na przepisy, czy innych uczestników ruchu drogowego. Poza tym moje krzyki musiały sprawić, że mężczyzna sam w odruchu dość gwałtownie skręcił. Zarzuiło mną do boku, pisnęłam, chyba uderzyłam głową o ramię blondyna, co z kolei nie spodobało się Szampanowi. Zaraz się wyprostowałam, czując, że robię się czerwona.
       Miałaś jedno zadanie, Laurissa! Jęknęłam cicho, niby patrząc w jego kierunku, a jednak unikając spojrzeniem jego twarzy.
       - Przepraszam? - mój głos nie był wystarczająco doniosły. - Mogę zachować mimo to rolę drugiego pilota? Postaram się lepiej - mimo wszystko bardzo chciałam wyjść z twarzą. Jeśli się w ogóle dało wyjść z twarzą.
       Wzięłam głębszy wdech, jechaliśmy już prosto, a ja spojrzałam przez szybę, a w myślach poleciała mi dość długa wiązanka.
       - Adam..? - nie odwróciłam się do niego. Najwyraźniej z twarzą i tak z tego nie wyjdę. - Bo mi chodziło o te drugie lewo...


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#16 18-10-2018 o 13h50

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

.........................................................................................................ADAM THEIL

           Zauważyłem, że wciąż jest spięta, jednak ja powoli przestawałem odczuwać tę dzielącą nas jak ściana niezręczność. Mimo swoich poprzednich słów nie wyobrażałem sobie co bym zrobił, gdyby mnie zostawiła. I co by to o mnie świadczyło – jedyna dziewczyna na świecie woli radzić sobie sama niż się ze mną zadawać!
Uniosłem brwi, słysząc jej śmiech. Był przyjemny, i choć cichy, niósł się wyraźnie po małym wnętrzu samochodu, ze względu na brak odgłosów z zewnątrz. Od dawna nie słyszałem ludzkiego śmiechu, chyba dlatego tak mnie tym zaskoczyła. To była miła odmiana.
- Spokojnie, ja też nigdy nie byłem towarzyskim typem. Wojskowy rygor i te sprawy. -  Uśmiechnąłem się krzywo, zmieniając bieg.
Słysząc jej okrzyk, gwałtownie skręciłem, oczywiście w lewo. Poczułem, że serce bije mi szybciej, choć nie było ku temu żadnych powodów. Przynajmniej na ten moment, bo w następnej sekundzie kot spanikował, drapiąc mnie po udach i ramieniu. Poczułem, że głowa Laurissy uderzyła o moje ramię, więc rzuciłem na nią okiem, by upewnić się, ze wszystko w porządku.
- Nic ci się nie stało? To ja przepraszam. Łał. Zrelaksujmy się, proszę. – Zaśmiałem się nerwowo.
- Jasne, że możesz. Nie jestem taki surowy – Uśmiechnąłem się do niej i rzuciłem okiem na Szampana. Ulokował się na tylnym siedzeniu, łypiąc na nas z irytacją – Myślę, że Szampan tez ci wybaczy, daj mu czas – Zażartowałem. Z doświadczenia wiedziałem, ze był bardzo obrażalski, nawet jak na kota. Zapewne teraz zamierzał nas ignorować aż do kolacji.
           Zamarłem, słysząc jej następne słowa. Obróciłem się do niej powoli i obrzuciłem ją wzrokiem. Była cała czerwona.
Zatrzymałem auto i przetarłem twarz dłońmi. A potem wybuchnąłem śmiechem. Śmiałem się tak przez jakąś minutę, głośno i niegrzecznie. Ta cała sytuacja była… irracjonalna.
Kiedy skończyłem, spojrzałem na nią ze skruchą.
- Przepraszam, to było nieuprzejme. Nie zasłużyłaś na to. To chyba stres ze mnie ucieka. Nie zwracaj uwagi. To nie z ciebie się śmiałem, uwierz. – Nie miałem wpływu na wylewający się ze mnie potok słów. Wyglądało na to, że teraz będziemy się nawzajem przepraszać aż do śmierci któregoś z nas.
           Sięgnąłem po butelkę wody z tylnego siedzenia, na co Szampan zareagował oburzonym sykiem. Upiłem kilka łyków i od razu poczułem się lepiej, a potem podałem butelkę Laurissie. Uznałem, że po tych krzykach mogła być spragniona.
- No cóż, do trzech razy sztuka – powiedziałem, odpalając auto.                       
           Miałem nadzieję, że tym razem uda nam się dojechać do celu bez zdanych przeszkód. Ku mojemu własnemu zdumieniu nie czułem w jej kierunku nawet lekkiej irytacji. Sama była tak zawstydzona i niepewna siebie, że nie miałbym serca. To byłoby jak złoszczenie się na szczeniaka albo coś w tym stylu.
- Hej, nie przejmuj się. Oboje jesteśmy zestresowani. Może to zabrzmi banalnie, ale spróbuj wziąć kilka głębokich wdechów, mi to zawsze pomaga.
           Uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Okej, to gdzie mam skręcić...?


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#17 29-10-2018 o 21h03

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png



       Niby Adam powiedział, że mogę zachować swoją rolę, ale zaraz też samochód się zatrzymał, a mi żołądek podszedł pod gardło. Może jednak mnie wywali? Powie, że fajnie było, ale nie da rady zostać z taką idiotką jak ja, bo ze mną jego szanse brutalnie spadają? A to świnia! Co prawda nic jeszcze nie powiedział, jednak moja wyobraźnia podsycana śmiechem skutecznie rysowała niezbyt przyjemne scenariusze w mojej głowie.
       Już nawet miałam wybuchnąć, że przepraszam, każdemu się zdarza, że się poprawię, a w ogóle to dlaczego ja zabiegam o jego przychylność, a nie on o moje, kiedy dotarł do mnie jego śmiech. Usiadłam jak wryta, przyglądając się mężczyźnie w taki sposób, jakbym pierwszy raz była świadkiem podobnej sytuacji. Swoją drogą po długim czasie w samotności trochę tak się czułam, ale chodziło o coś innego. Ten dźwięk sprawił, że rozluźniłam się, a irracjonalny strach zaczął mnie opuszczać.
       Uniosłam nieco brwi, gdy tak spojrzał na mnie ze skruchą, a potem nawet przeprosił. Niby patrzyłam na dorosłego mężczyznę, a jednak zdawał się czuć nieco niepewnie. To z kolei rozbawiło mnie, nawet jeśli rozumiałam skąd podobne zachowanie się bierze.
       - Sądziłam, że to ja jestem spięta, ale chyba w tym wygrałeś! - nie wytrzymałam i sama prychnęłam śmiechem, kręcąc przy tym delikatnie głową na boki. - Spokojnie, Adam. Nie obrażę się na śmierć tylko dlatego, że będziesz się ze mnie śmiał. Nie wiem z jakimi pannami dotychczas miałeś do czynienia, ale w obecnej sytuacja nie sprzyja gwiadorzeniu - przeczyściłam gardło, porzucając już ten dość żartobliwy głosik, jaki mi towarzyszył. - Słowem, nie bój się, że mnie urazisz. Nawet jak to zrobisz, nie wyskoczę z samochodu i nie odejdę. Mi też nie należy za tym, aby być samą - zakończyłam, a kiedy dotarło do mnie, jak szczera była ta wypowiedź, nieco się zakłopotałam i odwróciłam spojrzenie do boku. Nie byłam najlepsza w takich rozmowach, a już na pewno nie z mężczyznami, ale o tym wiedzieć nie musiał.
       Chwila rozbawienia minęła, ale wspomnienie nadal było żywe. Taka miła odmiana, może teraz będzie takich więcej? Z drugiej strony równie dobrze mój towarzysz może mnie jutro porzucić. Nie mogę być łatwowierna, bo to zaprowadzi mnie donikąd.
       Kątem oka zauważyłam butelkę z wodą, jaką podał mi Adam. Wzięłam ją niepewnie i przez dłuższą chwilę patrzyłam na szyjkę, podczas gdy blondyn zdążył już odpalić silnik ponowie. Czy chciało mi się pić? Nie byłam pewna, ale przyłożyłam butelkę do ust, nie pozwalając sobie na to, aby durne myśli krążyły mi po głowie. Takie jak to, że on sam przed chwilą pił z tej butelki. To nadal obca osoba, a dzielenie jednego naczynia... co ja jestem dzieciakiem? Nic szczególnego, nie ma się czym przejmować.
       Ponownie z mojego odrętwienia wyrwał mnie jego głos. Radził oddechy. Serce zabiło mi szybciej. Był opiekuńczy. Cholera jasna! Nie mogę się przywiązywać do pierwszej lepszej napotkanej osoby! Co jest ze mną nie tak, samotność odcisnęła aż takie piętno? Laurisso nieco ogłady! Świetnie sobie radziłaś i ten osobnik musi o tym wiedzieć. Ja mu pokażę, jak go potrzebuję i jeszcze to wykorzysta! Jestem zbyt śnięta, ale z tym koniec. Twarda ze mnie panna, a ty Adamie zaraz się o tym przekonasz.
       - Nie musisz traktować mnie tak protekcjonalnie - cmoknęłam, zaplatając ręce pod biustem. -Teraz prosto, a potem... w prawo - dla pewności poważnie się nad tym zastanowiłam, aby już nie popełnić błędu. Jeśli jutro miałabym się obudzić, a jego już miałoby nie być, nie wolno mi się przywiązać. Po prostu, muszę o tym pamiętać. Cokolwiek działo się ze światem, musiałam mieć się na baczności.
       Na całe szczęście do szpitala udało nam się dotrzeć już bez większych przeszkód. Kiedy Adam zatrzymał samochód, odetchnęłam z ulgą, a potem pociągnęłam za klamkę i opuściłam pojazd. Nadgryzłam dolną wargę ust, by następnie podejść do bagażnika. Chciałam wziąć jakieś rzeczy na dzisiejszą kolację. Złapałam je, a potem poczekałam, aż Adam znajdzie się obok i wraz z nim, oraz Szampanem przekroczyłam próg szpitalu.
       - Mam głupie pytanie - nie wytrzymałam w końcu, kiedy wchodziliśmy po schodach. Ja prowadziłam, bo znałam już to miejsce. - Chciałabym się wykąpać. W szpitalu nadal jest ciepła woda, tylko - nawet na niego nie patrzyłam, kiedy to mówiłam. - Bałam się to zrobić, kiedy nikogo dookoła nie było - wyjaśniłam. Brzmiało to dość niedorzecznie, a do mnie dotarło też, jak nie nieporozumienie mogło to zrodzić.
       Schowałam dłonie w kieszenie.
       - Tylko sobie nie myśl, że to jakaś niemoralna propozycja, latać przed tobą nago nie zamierzam. Po prostu potrzebuję poczucia, że w razie czego ktoś jest w pobliżu - wzruszyłam ramionami, ale i tak poczułam się nie tak pewnie, jakbym tego chciała.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#18 08-11-2018 o 22h22

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

.........................................................................................................ADAM THEIL

              Nie dość, że ładna, to jeszcze wyrozumiała. Miałem szczęście, że na nią trafiłem. Zamiast niej mogłem spotkać na kogoś sto razy gorszego albo dziewczynę, która już dawno wyskoczyłaby z auta w reakcji na moje zachowanie. Może nawet w trakcie jazdy.
              Ja też nie chciałem być sam. Nie zamierzałem jej się do tego przyznawać, ale to właśnie samotności bałem się w ostatnich tygodniach najbardziej. A samotność była wszędzie- w domu, na ulicach, na siedzeniu pasażera, wypełniała cały mój świat. Teraz tę pustkę zapełniła Laurissa i byłem jej za to cholernie wdzięczny.
Chociaż zwykle nie byłem taki kiepski w interakcjach społecznych, to coś w niej sprawiało, że zapominałem języka w ustach. Może to przez to, że była dziewczyną, rzadko rozmawiałem z dziewczynami, w wojsku nie ma ich wiele. Niby miałem siostry, ale one się nie liczą. Nie potrzebnie o nich pomyślałem, bo znowu poczułem ukłucie w sercu.
Mimo wszystko zamierzałem grać twardziela. Ona widocznie też, bo wyprostowała plecy i skrzyżowała ręce na piersiach, rzucając mi wyzywające spojrzenie. Może ta rada o oddechach nie była dobrym pomysłem. Co ty nie powiesz.
Postanowiłem to przemilczeć, bo inaczej rzeczywiście wpadliśmy w niekończącą się pętlę przeprosin i w końcu dokonalibyśmy żywota w tym aucie.
          Tym razem Laurissa instruowała mnie z większą pewnością siebie. Pierwszy raz poczułem, że mogę na niej polegać. Na początku było mi jej żal, a potem po prostu nie chciałem być sam. Ale tak łatwo było mi ją polubić.
                W końcu dotarliśmy do szpitala. Sam budynek był dość nowoczesny, o wielu oknach, niektórych wybitych. Prawdę mówiąc nie wyglądał zbyt zachęcająco i nie dziwiłem się Laurissie, że nie lubiła tam przebywać. To otoczenie kojarzyło mi się z jakimś horrorem, miałem wrażenie, że zaraz zza rogu wyskoczą pielęgniarki rodem z Silent Hill.
Bzdury. Żołnierz jest odważny, a to tylko stary szpital. Skoro Laurissa nie bała się tu zostać, to znaczy, że jest bezpiecznie. Jeśli miałbym ja określić jednym słowem, to byłoby to. "rozsądna". Albo "mądra". Albo...
Słońce właśnie schowało się za ciężkie chmury, a niebo poszarzało. Nie było sensu zajmować się bezsensownymi rozmyślaniami, na to jeszcze będzie czas.
- Chyba zanosi się na deszcz. Wejdźmy do środka.
Pomogłem jej nieść rzeczy, które wzięła z auta. Nie chciałem mieć pustych rąk. Wyglądało na to, że były to głównie artykuły spożywcze. Kolacja... Chyba byłem głodny. Szampan też, bo zaczął okrążać nas, wyjąc przeraźliwie. Wydawało mu się, że nadal jest słodkim kociakiem, a jego życzenie jest moim rozkazem. Właściwie miał rację. Rozpuściłem go.
              Na następne słowa Laurissy uniosłem brwi.
- Jasne, to nie problem. Poczytam w tym czasie książkę czy coś - Uśmiechnąłem się. Przypomniało mi się, że kiedy w domu psuło się światło moje siostry często przychodziły do mnie, żebym dotrzymał im towarzystwa. Chociaż z Laurissą było w jakiś sposób inaczej, po pierwsze nie była moją siostrą, to na pewno.
Ja natomiast nie byłem jakimś perwersem. Wyciągnąłem z kurtki kieszonkowe wydanie "Buszującego w zbożu".
- Znalazłem w aucie, pamiętam jak przerabialiśmy to w liceum.
Przekartkowałem książkę. Była dosyć zniszczona, z wieloma notatkami i rysunkami naszkicowanymi ołówkiem.
Wybrałem jakaś salę na chybił trafił i odłożyłem nasze rzeczy na łóżko. Szampan zaraz usadowił się na środku tego bałaganu, głośno mrucząc.
- To może pójdziesz wziąć prysznic, a ja poczekam na korytarzu, a potem się wymienimy?
Uznałem, że dobrym pomysłem byłoby wzięcie prysznica również w moim wypadku.

Ostatnio zmieniony przez Pani (08-11-2018 o 22h46)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#19 16-11-2018 o 19h25

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/98b2dccb393bd.png


       Z każdym stawianym przez nas krokiem po korytarzach roznosiło się echo, które po prostu przerażało. Teraz przynajmniej nie byłam już sama, ale wcześniej wyglądało to całkiem inaczej. W nocy długo nie potrafiłam zasnąć, bojąc się każdego dźwięku, jaki do mnie docierał zza drzwi pokoju, jaki sobie przywłaszczyłam.
       Teraz to wszystko miało się zmienić, chociaż oczywiście na wielkie słowa był jeszcze czas. Nie wiem, czy znajdziemy wspólny język, ta znajomość jest bardzo świeża, a ja nie byłam szczególnie dobra w rozmowach z mężczyznami. To znaczy, co innego w większym gronie, a co innego, gdy jest tylko on i ja. Nie wiem, co wypada, co nie, kiedy powinnam się zamknąć, a kiedy wręcz przeciwnie - kontynuować rozmowę.
       Zerknęłam na niego do boku, kiedy odpowiedział na moją dość krępującą prośbę. Poczyta książkę, uśmiecha się... ok, chyba wszystko jest dobrze. Nawet rozpoczęłam już walkę, aby zareagować tym samym gestem, kiedy blondyn postanowił dodać kolejne słowa, a tym samym... wprowadzić mnie w niezłą konsternację.
       Na korytarzu. Nie zrozumiał mnie. Cholera, chyba w sekundzie zrobiło mi się gorąco. W sensie to dobrze, że myślał o korytarzu, ale sęk w tym, że nie uspokoi to moich nerwów. Wolałabym, żeby był w środku, jak źle to nie brzmiało. To bardzo źle brzmiało. Jak miałam mu to powiedzieć, kiedy już założył, że nie powinien wchodzić ze mną do środka. Z drugiej strony może jego pomysł być lepszy... tylko, że na samą myśl, że będzie poza pomieszczeniem serce biło mi szybciej ze strachu. Skąd mam wiedzieć, że tam zostanie, nie ucieknie, albo co gorsza, coś mu się stanie?
       Broda mi nieco zadrgała, podobnie jak ręce, ale te nie na długo, bo nim jakkolwiek inaczej zareagowałam, moje ciało w szybkim odruchu spięło się na tyle, bym nie wiedzieć kiedy sięgnęła dłonią do jego kurtki i zacisnęła pięść na fragmencie materiału. Sama byłam tym zaskoczona, opuściłam nieco głowę z zawstydzenia, czując się tylko gorzej, trochę jak dziecko. To było bardziej, niż krępujące. Cudownie.
       - Nie to miałam na myśli - mój głos był cichy, chociaż wcale nie chciałam, aby tak brzmiał. Powinnam zadbać o odpowiednią postawę, ale chyba jednak nie byłam najlepsza w takich tematach, nawet w obliczu katastrofy, jaka dotknęła nasz świat.
       Nabrałam powietrza do płuc, czując, że nie ma ucieczki. Powiedziałam a, to muszę też powiedzieć b, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
       - Nie możesz zostać ze mną w łazience? - wyrzuciłam te słowa z siebie, niczym jakiś pocisk. Miało być bez skrępowania, jak gdyby nigdy nic, ale i tak już po sekundzie zapiekły mnie poliki, więc mogłam sobie wmawiać, że zachowałam dojrzałość. Cały ten stres sprawił, że w jednej chwili uniosłam na niego spojrzenie i wypuściłam w końcu trzymaną przez siebie kurtkę. - To znaczy... nie, że masz na mnie patrzeć, czy się ze mną kąpać! W zasadzie nie możesz! Musisz siedzieć tyłem i parawan... postawię parawan obok wanny - z tego wszystkiego dostałam niezłego słowotoku, nie panując nad tym z jaką szybkością mówię. - Po prostu nie dam rady tego zrobić, jeśli nie będę czuła, że ktoś jest obok - powiedziałam już spokojniej, jeszcze nieco drżąc, a już na pewno niesamowicie się wstydząc tego, że obcemu facetowi muszę mówić o czymś takim.
       O ile przez te wszystkie dni wyobrażałam sobie, że kogoś udaje mi się spotkać, to jakoś tak nigdy nie przewidywałam tak dziwnej rozmowy. Kto by pomyślał? Jęknęłam do własnych myśli, przeczesując jasne włosy dłonią. To wszystko było tragiczne.
       - Czuję się, jak jakaś idiotka... wybacz, że jestem taka problematyczna. Po prostu teraz, kiedy już nie jestem sama, przeraża mnie myśl, że miałbyś nagle zniknąć - przyznałam bez bicia, nadgryzając delikatnie dolną wargę ust. Znów niepewnie spojrzałam mu w oczy. - Zazwyczaj nie proszę mężczyzn o to, żeby wchodzili mi do łazienki - chciałam, żeby zabrzmiało to jak żarcik, który ma rozluźnić atmosferę, ale niestety był strzałem w kolano, bo pomimo moich założeń, spotęgował tylko rumieńce, jakie gościły na mojej twarzy, a na które nie mogłam w żaden sposób zaradzić.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#20 15-12-2018 o 15h41

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/d3e3c0e1e5fc73fe5dffd99c4884524d.png
              W dzieciństwie rzadko chorowałem, a jeszcze rzadziej trafiałem do szpitala. Właściwie nie miałem z tym miejscem związanych żadnych negatywnych wspomnień. Kiedyś leżałem przez prawie tydzień z paskudnie złamaną noga, ale nawet to dobrze wspominam. Wszyscy byli mili i tak dalej.
             Teraz jednak czułem się nieswojo. Oczywiście nie zamierzałem dać tego po sobie poznać. Nawet gdyby coś nieoczekiwanego miało się wydarzyć, miałem przy sobie broń.
Poza tym to nie był żaden horror i  nie było powodu, żeby się bać.
W pewnym momencie spojrzałem na Laurissę. Wyglądała na… speszoną? Nie do końca wiedziałem dlaczego miałaby być zawstydzona. To znaczy, jasne, byłem dla niej praktycznie obcy, ale..
Już miałem się odezwać, gdy zaczęła mi wyjaśniać o co jej chodziło i chyba bezwiednie złapała mnie za kurtkę. Oh. W porządku.
- W porządku.
Spojrzałem na jej drobną dłoń zaciśniętą na moich ubraniach. Nikt nie dotykał mnie od kilku tygodni. Jakkolwiek dziwnie to brzmi. Przez kilka sekund stałem jak sparaliżowany, chociaż wcale nie trzymała mocno. Kiedy cofnęła dłoń poczułem się dziwnie. Jakby czegoś mi brakowało.
- Zostanę z tobą, to dla mnie nie problem.
Przeczesałem włosy palcami i uśmiechnąłem się nonszalancko w reakcji na jej następne słowa. 
- Zaufaj mi, nawet mi to nie przeszło przez myśl.
Była całkiem zabawna, chociaż chyba tego nie planowała. Potrząsnąłem głową, z delikatniejszym uśmiechem. Nie chciałem znowu jej spłoszyć.
- Nie jesteś problematyczna. Rozumiem cię. Ja sam chyba bym oszalał, gdybym miał samotnie spędzić tu tyle czasu. - Spojrzałem jej w oczy. Chciałem, żeby zrozumiała, że mówię szczerze.
- Podziwiam cię, Laurisso. Nie spotkałem jeszcze nikogo takiego jak ty.
               To była prawda. W szkole wojskowej nie ma wielu dziewczyn, a te, które można tam spotkać są albo bardzo chłodne albo… zbyt otwarte. Nie lubiłem, kiedy mi się narzucały. Jednak Rissa była zupełnie inna. Szczera i silna, wiedziała czego chce, ale jednocześnie pełna była jakiejś przedziwnej delikatności. I miała najsłodszy uśmiech, jaki widziałem w życiu, jednak uznałem, że może nie powinienem jej tego mówić. Zwłaszcza w tych okolicznościach.
Potrząsnąłem głową. Pora przejść do spraw praktycznych.
- Okej, wiesz może gdzie są jakieś ręczniki? Mydło i tak dalej? W końcu byłaś tu lokatorką, a ja nie bardzo orientuję się w czymkolwiek, jeśli chodzi o szpitale Ostatnio byłem w jakimś dziesięć lat temu.
Potrząsnąłem głową, żeby odegnać od siebie obraz jej zarumienionej twarzy. Na ratunek przybył mi Szampan, mrucząc żałośnie. Chciał, żebym go pogłaskał, ale nie miałem czasu na jego fanaberie. Zignorowałem go i spojrzałem na Laurissę.
- Będę tuż obok. Ale nie za blisko – Uśmiechnąłem się.
             Chciałem, żeby poczuła się przy mnie bezpieczna. Sam nie wiem, dlaczego tak mi na tym zależało. Chciałem ją chronić, ale jednocześnie podobało mi się w niej to, że jest taka niezależna. Samo to, że przeżyła tyle czasu na własną rękę wiele o niej świadczyło. Ja miałem broń i wyszkolenie, było mi łatwo, a ona była drobną blondynką o roztrzęsionych dłoniach. Musiało być w niej coś wyjątkowego, widziałem to w jej oczach. I to coś sprawiało, że chciałem się o niej dowiedzieć jak najwięcej.
Tak właściwie… Cieszyłem się, że to ją spotkałem.

Ostatnio zmieniony przez Pani (15-12-2018 o 15h42)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#21 23-12-2018 o 18h42

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/871ad66c9702c.png


       Nie wiem, czy może podejście było poprawne, ale uznałam, że gdyby Adam chciał mi coś zrobić, to miał na to już wiele okazji i nie musiał się ograniczać. Ta myśl sama w sobie pozwalała mi zachować spokój i nie patrzeć na mężczyznę, jak na wroga. Poza tym wciąż był jedynym dowodem na to, że nie zostałam na świecie sama. Abstrahując od zasad w jakich zostałam wychowana, jakiś wewnętrzny głosik we mnie powtarzał, że muszę się upewnić, że to nie zwidy. Chyba właśnie dlatego pozwoliłam sobie też wcześniej złapać jego ubranie. Taki kontakt fizyczny, chociaż dla mnie będący rzadkością, dawał mi dodatkowe zapewnienie. Mogło przecież być gorzej, prawda? Gdybym dała się całkowicie ponieść, to pewnie rzuciłabym mu się na szyję, dziękując za to, że mnie znalazł, ale no... nawet w obliczu wielkiej katastrofy, jaką jest brak ludzi na naszej planecie, nie byłam tak bezpośrednia i resztki rozsądku podpowiadały mi, abym się wstrzymała z takimi reakcjami.
       Nadal nic o nim nie wiedziałam. To dopiero pierwsze wrażenia, muszę uzbroić się w cierpliwość, wiem o tym, ale warunki temu nie sprzyjały. Strach, że się nie dogadamy, że uznamy za lepszą decyzję rozdzielenie się był żywy i autentyczny, bardzo przejmujący, ale spychany przeze mnie stale na drugi plan.
       Ulżyło mi. Nawet sobie nie wyobraża, jak bardzo mi ulżyło, kiedy się zgodził. W dodatku nie było w tym niczego, co miałoby wywołać mój niepokój. Nie wiem, czy specjalnie o to zadbał, czy może po prostu tego typu człowiekiem był, rozważnym i spokojnym, w każdym razie byłam za to wdzięczna.
       Z jednej strony chciałam teraz unikać kontaktu wzrokowego, ale z drugiej była ta chora, ludzka ciekawość, która zmusiła mnie do zerknięcia na jego twarz. Zwilżyłam odruchowo wargi, patrząc jak przeczesuje swoje włosy, z tym nonszalanckim uśmiechem. Nie wiem jak do tego doszło, ale ta poza, wraz z jego słowami zawstydziła mnie jeszcze bardziej. Cudem powstrzymałam piśnięcie, jakie cisnęło mi się na usta. O cholerę mi chodzi? Muszę podejść do tego w dojrzalszy sposób, bo zachowuję się jak idiotka, która sama nie wie, czego chce. Jeszcze Adam sam dojdzie do wniosku, że coś ze mną nie tak.
       - Jasne, że nie przeszło ci to przez myśl - podchwyciłam jego słowa, z zażenowaniem przenosząc wzrok gdzieś na bok, chociaż przed oczami nadal miałam jego nonszalancki uśmiech. - To ja za wiele sobie dopowiadam, postaram się nie sugerować, że jesteś niegodny zaufania, ale zwyczajnie... muszę się z tym oswoić - spróbowałam się nieco uśmiechnąć, przy okazji splatając dłonie za plecami, aby tam pomaltretować nieco swoje palce, w nadziei, że to przywoła mnie do porządku.
       Jeśli czegoś się natomiast nie spodziewałam, szczególnie po mojej nie najlepszej prezencji, to słów uznania. Zamrugałam kilka razy w dość szybkim tempie, a chociaż miałam unikać jego spojrzenia, to teraz zwyczajnie nie byłam w stanie tego zrobić. Podobnie było z rumieńcem. Nie przywykłam do odbierania komplementów.
       Rozchyliłam wargi, czując, że powinnam coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie. Gapił się na mnie. Cholera, dlaczego musiał się tak gapić? Zaschło mi w gardle, serce mi waliło, jakbym była w jakiejś pułapce, której działania nie rozumiałam do końca, a kiedy już byłam pewna, że zaraz się tutaj rozpadnę na kawałki, mężczyzna pokiwał głową na boki. Wtedy dopiero udało mi się nabrać powietrza, bo wcześniej, jak się okazuje - wstrzymywałam oddech.
       - Ta... tak, jasne... wiem - odpowiedziałam nieco pokracznie, za szybko, aby to wyszło naturalnie i zaraz ruszyłam z miejsca, ze wzrokiem wbitym w podłogę przede mną. - Chodź już do łazienki, ja wszystko przyniosę - oznajmiłam, a potem zaprowadziłam go do przestronnego, ale nie przesadnie dużego pomieszczenia. Stał tam już jeden parawan, więc poprosiłam, żeby go przesunął, a ja wyszłam po rzeczy i niedługo po tym wróciłam z nimi i jeszcze jednym parawanem. Woda już się lała i nagle... zrobiło mi się okropnie niezręcznie. Przecież to był mój pomysł.
       - To... może... sobie usiądziesz? - byłam czerwona jak diabli i nic nie mogłam na to poradzić. - Tyłem... - nie ugryzłam się w język. Przecież były parawany, naprawdę zachowałam się nie tak, jak to sobie zaplanowałam. Westchnęłam ciężko. - To znaczy jak chcesz - dodałam szybciutko, zaciskając palce coraz mocniej i mocniej na ręczniku. - Ja... zacznę już... w sensie, no... wiesz co - wskazałam kciukiem na parawany, a dochodząc do wniosku, że tylko się pogrążam, po prostu użyłam szpary między nimi i schowałam się za jednym.
       Dłonie mi się trzęsły. Najpierw sprawdziłam temperaturę wody, a potem powoli zaczęłam ściągać z siebie ubrania. Te opadały na podłogę jedno po drugim. Z każdą mijającą sekundą trzęsłam się coraz bardziej i bardziej, dlatego jak tylko wszystko z siebie zdjęłam, niewiele czekając natychmiast wskoczyłam do wanny i zaraz wrzasnęłam, jak oparzona. To znaczy... dosłownie oparzona.
       - Spokojnie! Nic się nie dzieje! Woda była nieco gorąca! Nic się nie dzieje, Adam! Naprawdę się nie dzieje nic! Sobie tam siedź i nie podchodź! - słowo za słowem bardzo szybko opuszczało moje usta, aż do chwili w której nie uspokoiłam się i nie usiadłam już normalnie. Znów zrobiło mi się głupio.
       - Pewnie myślisz, że to głupie... ze światem stało się coś okropnego, a ja tak przeżywam kąpiel - odezwałam się po jakimś czasie, już spokojniej, nieco nieobecnym tonem. - Myślisz, że oprócz nas ktoś tam jest? - dodałam jeszcze, przelewając przez dłonie odrobinę wody. Podkuliłam kolana do siebie i objęłam je ramionami, opierając polik na jednej z nóg, głowę odwracając w kierunku, w którym wydawało mi się, powinien znajdować się mężczyzna.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#22 23-01-2019 o 19h32

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/d3e3c0e1e5fc73fe5dffd99c4884524d.png
             Laurissa szybko wzięła sprawy w swoje ręce, dlatego postanowiłem zdać się na nią. Lepiej znała otoczenie i wiedziała o co jej chodzi, więc starałem się po prostu dotrzymać jej kroku, choć nie było to łatwe. Już kilka razy zdarzyło mi się odpłynąć myślami w jej obecności, zwłaszcza, kiedy na mnie patrzyła. Miałem wrażenie, że niezbyt lubi utrzymywać kontakt wzrokowy. Albo niezbyt lubi utrzymywać kontakt wzrokowy ze mną.
             Zmarszczyłem brwi, kiedy powiedziała, że nie chciała sugerować, że jestem niegodny zaufania. Spojrzałem na nią poważnie.
- To dobrze, że jesteś ostrożna. Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Mam nadzieję, że mi uda się zasłużyć na twoje.
Uśmiechnąłem się do niej. Wydawało mi się, że zaczęła się rumienić, ale może to tylko wina oświetlenia. Miałem nadzieję, że nie zrobiłem nic, co mogłoby ją zawstydzić, nie to było moim celem.
             Kiedy kazała mi iść z nią do łazienki, udałem się za nią posłusznie, lecz nie mogłem powstrzymać lekkiego uśmiechu, który sam garnął mi się na usta. Cała ta sytuacja była po prostu nierealna, czułem się jak w jednym z gorszych odcinków The Walking Dead. W dodatku Laurissa wydająca polecenia...  Chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Wyobraziłem ją sobie w wojsku. Nie pasowała tam, sam nie wiedziałem dlaczego. Nie dlatego, że była słaba, bo siłę fizyczną można sobie wyrobić, psychiczną już miała. Po prostu była niesamowicie... Inna. Cholera, nie umiałem nawet tego określić. Pomyślałem, że gdyby nie to wszystko, to pewnie nigdy bym jej nie poznał.
Przesunąłem parawan, tak żeby zapewnić jej prywatność. Kiedy wyszła po rzeczy znów ogarnęły mnie czarne myśli i tęsknota za bliskimi. Na szczęście wróciła szybko. Wyglądało na to, że jej obecność była dla mnie swego rodzaju... Ulgą. Wytchnieniem od tych uporczywych myśli. Oczywiście wiedziałem, że moje problemy nie znikną nagle, nawet kiedy przy mnie była. Pierwszego dnia myślałem, że to tylko sen. Ale obudziłem się następnego ranka i nadal było tak jak wcześniej. Byłem sam. Teraz też nie powinienem tak na niej polegać. Zmroziła mnie myśl, że ona też mogłaby zniknąć. Może była tylko wytworem mojej wyobraźni?
Wróciłem do rzeczywistości, kiedy zaproponowała, że mogę usiąść. Tyłem. Zaśmiałem się wbrew sobie.
- Jasne, nie ma problemu.
Pokręciłem głową, nadal się uśmiechając. Mimo wszystko rozumiałem ją i chciałem, żeby czuła się jak najbardziej komfortowo.
             Usiadłem i odprowadziłem ją wzrokiem, aż zniknęła za parawanem.
‌Odwróciłem spojrzenie, ale nic nie mogłem poradzić na to, że nadal słyszałem, jak zdejmuje z siebie ubrania i jak upadają na podłogę. Czułem książkę w swojej kieszeni, jednak nie miałem ochoty po nią sięgać. Nie chciałem myśleć o Laurissie bez ubrań. To byłoby nie w porządku z mojej strony. Miała mi zaufać, a nie mnie się obawiać czy czuć się niekomfortowo. Miałem nadzieję, że uwinie się szybko.
               Drgnąłem, kiedy usłyszałem jej krzyk i w ułamku sekundy już byłem przy parawanie, gotów odsunąć go i bronić ją przed... Sam nie wiem czym. Nie myślałem, po prostu zdałem się na instynkt. Kiedy usłyszałem jej uspokajającą litanię, już opierałem opuszki palców o parawan. Odsunąłem się, zdezorientowany. No tak. Nie ma się czym stresować.
- W porządku - powiedziałem. Starałem się, żeby mój głos był pewny i stabilny, jakby nic się nie stało. Jakbym wcale przed  chwilą nie rzucił się jej na ratunek, chociaż nie było żadnego niebezpieczeństwa. Dałem sobie moment na kilka oddechów, zanim jej odpowiedziałem.
- Nie uważam, że to głupie. Zrelaksuj się, póki jest okazja. - Nie chciałem jej straszyć, ale byłem szczery. Jeśli mieliśmy dalej szukać ludzi, może już nie być warunków, ani czasu na kąpiel. Wojsko nauczyło mnie, że takie chwile trzeba łapać, kiedy tylko jest okazja.
Dałem sobie chwilę na zastanowienie nad jej następnymi słowami, ale i tak nie wymyśliłem nic mądrego.
- Nie wiem. Mam nadzieję. Nawet jeśli coś się stało, to niemożliwe, żeby wszyscy tak nagle zniknęli. Takie rzeczy po prostu się nie dzieją. No i dlaczego zostaliśmy akurat my?
             To pytanie zadawałem sobie niemal codziennie przez ostatnie tygodnie. Dlaczego to ja zostałem? Czasem myślałem, że sam wolałbym zniknąć. Ale spotkałem Laurissę i odżyła we mnie nadzieja. Nie mogłem tego zepsuć.
Czułem się nieswojo, kiedy jej nie widziałem. Jakbym jednak był sam. To głupie. Miałem nawet nie patrzeć w jej stronę i nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać.
Parawan był zupełnie nieprzezroczysty, jednak miałem wrażenie, że widzę kontury jej sylwetki. Potrząsnąłem głową. Byłem zmęczony, to wszystko.

Ostatnio zmieniony przez Pani (04-03-2019 o 19h22)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#23 28-01-2019 o 17h43

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

...................................................................https://zapodaj.net/images/871ad66c9702c.png


       Kiedy usłyszałam jego głos, dotarło do mnie, jak niewiele nas dzieli. Uniosłam spojrzenie, w sali były szerokie okna przez które do pomieszczenia wlewała się jasność, dlatego doskonale widziałam sylwetkę mężczyzny. Poza tym jego place delikatnie dotknęły materiał, który zmarszczył się wyraźnie, a mi serce naraz zaczęło bić szybciej, jakbym nadal nie była pewna tego, co się stanie. Nie odsłonił materiału, ale mógł to zrobić, tak niewiele go od tego powstrzymywało. Wzięłam głębszy wdech, nic się nie dzieje, to nie tak, że podszedł tu sam z siebie. To ja go wywabiłam swoim krzykiem. Nie muszę się bać, nawet jeśli nie znam go zbyt długo, Adam nie wydawał się być osobą, która miałaby mi zagrażać.
       - Raczej trudno mówić tu o relaksie - wymsknęło mi się siłą rzeczy i nie zapanowałam nad tym. No, ale taka prawda. Niezależnie od tego, w jakim świecie przyszło nam egzystować, nadal byliśmy dwójką obcych osób, a ja bałam się wziąć kąpiel bez jego obecności. Musiałam wydorośleć i to szybciej. Sądziłam, że już i tak się zmieniłam, jednak powoli docierało do mnie, ile braków prezentuje moje zachowanie. Niczym podlotek, a przecież tego teraz mi nie potrzeba. Przerażała mnie myśl, że Adam miałby mnie uznać za idiotkę, która nie jest do końca wiadoma prawdziwego zagrożenia.
       - Też chciałabym to wiedzieć. Wcale nie uważam, abym była dobrym materiałem na kogoś, kto miałby przetrwać w takich warunkach - przyznałam bez bicia, unosząc dłoń do czoła, tym samym sprawiając, że pomieszczenie wypełnił dźwięk nieco wzburzonej wody. Z jakiegoś powodu ten wydawał mi się być niezwykle nie na miejscu. Naprawdę powinnam się uspokoić.
       Wzięłam głębszy wdech i zerkając na ten cholerny cień przez moment walczyłam ze sobą. Przecież nie wskoczy mi tu zaraz, co ja mam w głowie? Mimo to jeszcze chwilę się wahałam i dopiero po jakimś czasie sięgnęłam po szampon, otwierając go szybko, aby wylać odrobinę na dłoń. Pachniał przyjemnie kwiatami brzoskwini.
       - Nadal stoisz obok - zauważyłam w końcu, bo przecież widziałam jego cień. Przełknęłam też ślinę i szybko otworzyłam usta ponownie, nie dając mu czasu na odpowiedź. - Ale to nic. W sensie... rozumiem, że podszedłeś przeze mnie - nagle pożałowałam, że w ogóle postanowiłam to komentować, bo jakoś tak brakowało mi rozsądnych argumentów. W ogóle nie wiedziałam, co tak naprawdę chciałabym mu przekazać i miałam ochotę pacnąć się w głowę. - Przepraszam... - który to już raz go tak przepraszałam? Sama nie wiem.
       Prawda była taka, że wiedziałam, co mi doskwiera, ale nie byłam pewna, jak to powiedzieć. Głupio tak wyjechać z podobnym tematem na początku znajomości. Nie znałam go przecież. Cholera, jeszcze słowa nie powiedziałam, a już byłam cała czerwona, więc dobrze, że tego nie widział. Musiałam odetchnąć, jeszcze przez chwilę zastanawiając się, czy dać sobie spokój, czy rozwiać wątpliwości. Trudno, najwyżej wyjdę na dziecinną idiotkę, ale przynajmniej będzie wiadomo na czym stoję. Ot co.
       - Przeraża mnie trochę to, że jesteś mężczyzną - wypaliłam nagle. - Cholera, jak to okropnie brzmi... nie zrozum mnie źle, po prostu jesteśmy sami, we dwoje, więc to chyba naturalne, że zaczyna się myśleć o jakimś przedłużeniu ludzkości. Czytałeś Biblię? Kojarzysz Adama i Ewę? Jezu, masz nawet tak na imię - a im dalej mówiłam, tym gorzej to brzmiało. Cudownie. Cofnąć jednak nic już nie mogłam. - Dobra, chwila, idę w złym kierunku - uderzyłam dłońmi o zwierciadło wody, nieco już podburzona własną głupotą. - Chcę tylko powiedzieć, że ja nie jestem z tych panien, które zaraz się na ciebie rzucą i no... - nie dokończyłam, tylko jęknęłam sama do siebie.
       Było mi już naprawdę gorąco, a sytuacja w jakiej się znajdowaliśmy wcale nie poprawiała tej chwili. Przewróciłam oczami zażenowana samą sobą.
       - Pewnie istniało milion subtelniejszych sposobów, żeby ci o tym powiedzieć, co? - mruknęłam z przekąsem, odwracając głowę w jego kierunku. - To nigdy nie było moją mocną stroną - dodałam po chwili, wypuszczając z płuc powietrze z cichym świstem.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#24 04-03-2019 o 20h11

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 492

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/d3e3c0e1e5fc73fe5dffd99c4884524d.png
             Zastanowiłem się nad jej słowami.  Twierdziła, że nie jest przystosowana do takiego życia, a mimo to sama przeżyła tygodnie. Chyba myślała o sobie gorzej, niż było w rzeczywistości.
– Mam wrażenie, że jesteś silniejsza, niż ci się wydaje – powiedziałem to, co myślałem,  cicho, nie chcąc wzbudzić echa. Tutaj, w pustych korytarzach, głos bardzo się niósł. Jednak nikt i tak by nas nie usłyszał, bo nikogo tam nie było. Byłem przesadnie ostrożny, ale  wcześniej też myślałem, że zostałem  sam, a spotkałem Laurissę. Może ktoś jeszcze...
             Nadal stałem przy parawanie, zamyślony, słuchając plusku wody i jej głosu. Wcześniej stałem do niego bokiem, lecz teraz, kiedy zwróciła mi uwagę, odwróciłem głowę w jej stronę. W tamtym momencie byłem pewien, że przez cienki materiał widzę zarys jej ciała.
             Mimo woli uśmiechnąłem się lekko, kiedy zaczęła paplać. Jeśli na samym początku naszej znajomości miałbym wymienić jakąś jej wadę, to chyba byłoby właśnie to, ta jej niezręczność w prowadzeniu rozmowy. Chociaż nie, po zastanowieniu nie miałem co jej się dziwić, poza tym uznałem to za całkiem urocze. Hm, to chyba nie były rzeczy, o których powinienem myśleć w takiej sytuacji.
– Nie przejmuj się. To, znaczy, nie przejmuj się tym, że mi to powiedziałaś. Zawsze powinno się zachowywać ostrożność. Jednak chcę, żebyś wiedziała, że ja nie… Nie oczekuję od ciebie niczego, w porządku? Oprócz dobrej kompanii, bez żadnych dwuznaczności – Uśmiechnąłem się. Nie mogła tego widzieć, ale wiedziałem, że słychać to w moim głosie. Naprawdę nie miałem jej za złe jej wątpliwości. Nawet cieszyłem się z tego, że wypowiedziała je na głos. Prawdziwe oczyszczenie atmosfery.
– Jeszcze nie widziałaś mnie w mundurze. – Zaśmiałem się. Miałem nadzieję, że odbierze to jako żart, bo tym właśnie były moje słowa. Nie chciałem już wracać do tematu prokreacji i Biblii. Chociaż przyznam, że teraz sam dostrzegałem coś w rodzaju alegorii pomiędzy naszą sytuacja a losami pierwszych ludzi. Może my nie byliśmy ostatnimi. Szybko odegnałem tę myśl.
– Lubię, kiedy mówi się do mnie prosto z mostu i doceniam szczerość – zapewniłem ją.
Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu czułem coś w rodzaju spokoju. W przeciwieństwie do Laurissy- słyszałem to w lekkim drżeniu jej głosu i tym, jak szybko wyrzucała z siebie słowa. Czułem, że mogę pozwolić sobie na szczerość, tak jak ona, może dlatego, że nie widziała mojej twarzy. Ja jej również.
– Tęsknisz za kimś? Ja za wieloma osobami. Wiesz, kiedyś wydawało mi się, że lubię samotność – Zaśmiałem się. – Nie miałem wtedy pojęcia co to znaczy. – Miałem wrażenie, że mówię o bardzo zamierzchłych czasach. Mój dom, szkoła… te miejsca wydawały mi się szalenie odległe.
             Nie wiedziałem czy Laurissa ma ochotę na rozmowę ze mną. Pewnie nie, była zmęczona, w dodatku czuła się nieswojo i chciała jak najszybciej stamtąd wyjść. Mimo to potrzebowałem tej rozmowy. Albo jakiejkolwiek wymiany zdań z drugim człowiekiem.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1