Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 12 13 14 15

#326 08-10-2019 o 15h53

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

        - Zależy. - Poprawiłem ją tylko i odprowadziłem wzrokiem.
        Nie wiem ile czasu upłynęło, ale podejrzewam, że jakieś dwadzieścia minut później wszedł strażnik mówiąc, że jestem wolny, bo kaucja została opłacona. Zdjęto mi nareszcie kajdanki, więc mogłem rozmasować obolałe nadgarstki. Wyprowadzono mnie z pomieszczenia, a potem oddano moje rzeczy osobiste. Spytałem jeszcze o to kto wpłacił kaucję i nie zaskoczyło mnie, że to nazwisko Leatrice pokrywało czek. Wiedziała, że mogła użyć moich pieniędzy, ale nie skorzystała z tego. Z jednej strony było to miłe, ale z drugiej doszukiwałem się w tym drugiego dna.
        Wyszedłem wreszcie do poczekalni i ulżyło mi na jej widok. Chociaż nie powiem, aby był on najwspanialszy. Wyglądała jeszcze słabiej niż podczas rozmowy ze mną. Miała strasznie bladą twarz i jej oczy były przygaszone. Jeszcze nim cokolwiek zdążyłem powiedzieć sama się odezwała informując mnie o samochodzie.
        - Dziękuję ci za to co zrobiłaś. - Odezwałem się, gdy sama zamilkła. - Nie musiałaś sama za mnie płacić. Oddam ci te pieniądze. - Dodałem, a potem zbliżyłem się i kucnąłem przed nią. - Chodź. Odwiozę cię do domu. - Zaproponowałem, a moja dłoń odruchowo skierowała się ku jej twarzy.
        Chciałem poprawić nieco jej zmierzwione włosy, ale Lea odsunęła się, ewidentnie pokazując mi, że nie chce abym się zbliżał. Kazała mi też odejść.
        - Nie zostawię cię tutaj. - Oświadczyłem prostując się. - Nie chcesz ze mną jechać to nie, ale odprowadzę cię do taksówki.
        Spojrzała na mnie podejrzliwie i powiedziała, że sama da sobie radę. Coś tak czułem, że to tylko głupie gadanie abym już poszedł. Nie była w najlepszym stanie. Znałem ją. Nie mogłem pozwolić jej zostać tutaj samej, gdy pewnie sama ledwo może stanąć na nogach.
        Nie miałem zamiaru jej słuchać, więc usiadłem obok czekając, aż to ona sama zrobi pierwszy krok. Spędziłem już tutaj dość czasu, kolejne parę minut mnie nie zbawi. W końcu Lea wstała, a ja śledziłem każdy jej krok. Każdy z pięciu, które postawiła, a potem oparła się o ścianę nie mogą iść dalej. Od razu znalazłem się przy niej.
        Chciałem ją przytulić. O niczym innym tak nie marzyłem, ale bałem się, że zacznie krzyczeć, a już dość miałem widowiskowych popisów na dziś. Mimo to objąłem ją ramieniem i pomogłem utrzymać równowagę.
        - Nie puszczę. - Złapałem ją pewniej, gdy chciała się wywinąć. - Jesteś wykończona. Nie pozwolę ci w takim stanie jechać nigdzie samej. Idziesz ze mną. - Dodałem, a Lea oczywiście nie miała zamiaru ochoczo na to przystać. - Lea o mały włos ciebie nie straciłem. Jestem roztrzęsiony i przewrażliwiony. Nie ma więc opcji abym dał ci teraz spokój. - Odwróciłem ją w swoją stronę, aby spojrzała na mnie. - Pozwól mi sobie pomóc.
        Była tak blisko. Nie mogłem się już powstrzymywać dłużej. Przyciągnąłem ją do siebie i objąłem ramionami wtulając swoją twarz w jej szyję. W nosie miałem czy jej się to spodoba, czy nie. Sama pewnie marzyła o tym przez ostatnie dni. W pewnej chwili jednak poczułem jak nogi się pod nią uginają. Zdążyłem ją złapać i unieść do góry, nim wylądowałaby na podłodze.
        - Nie ma opcji. Jedziesz ze mną. - Zarządziłem już ostatecznie i nie wypuszczając jej z objęć wyszedłem na zewnątrz.
        Auto stało niedaleko. Policjant podprowadził je bliżej, bo przed lotniskiem stało pełno dziennikarzy. Kazali nam wyjechać tyłem, aby nie robić już niepotrzebnego zamieszania. Ten dzień był dla nich i tak wystarczajaco trudny.
        Pomogłem Lei zająć miejsce, a potem sam obszedłem wóz i wsiadłem do środka. Nie była zadowolona, ale w sumie niewiele już miała do gadania.
        - Zawiozę cię do Daniela. - Odpowiedziałem na jej pytanie.
        Wolałbym pojechać do siebie, ale nie chciałem jej narażać na dodatkowy stres. Odwróciła się do okna, a ja ruszyłem. Faktycznie przed lotniskiem znajdowały się dziennikarskie vany. Nawet nie chciałem włączać telefonu, bo wiedziałem, że każdy teraz starał się do mnie dobić.
                                  Wyjechaliśmy na autostradę, a po paru minutach zauważyłem, że Leatrice zwyczajnie zasnęła. Potrzebowała tego, więc nawet nie wlączylem radia. Musiałem jednak zadzwonić. Najpierw do Any, by ogarnęła jakoś ten burdel, a potem do Daniela. Oczywiście moja asystentka żądała wyjaśnień, ale poinformowałem ja tylko o tym, że Leatrice jest teraz ze mną i potrzebuje spokoju. Później powiem jej co się stało, ale ma jakoś wyciszyć ten szum.
                     Gdy byliśmy już pod odpowiednim adresem, zadzwoniłem do Daniela. Odebrał po chwili i ewidentnie wyczułem strach w jego głosie.
-Panie Reeves? Coś się stało?
        - Wszystko w porządku. - Odpowiedziałem szeptem. - Jestem z Leatrice pod Twoim domem. Nie chcę jej budzić, bo jest wykończona. Wyjdź proszę i pomóż mi z drzwiami. - Wyjaśniłem na prędce.
        - Ja.. Jasne.
        Widać nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Poczekałem chwilę, aż wreszcie zszedł na dół. Wysiadłem z wozu i otworzyłem drzwi od strony Leatrice, która przebudziła się przez to cała zamieszanie.
- Śpij mała. - Mruknąłem cicho. - Wszystko jest w porządku. Jesteś u Daniela.
        - Hej Lea. - Wtedy też odezwał się Daniel. Sam widział jak kiepsko wygląda dziewczyna i chyba uznał, że jego wsparcie teraz się przyda. - Wyglądasz strasznie, lepiej śpij dalej.
    Wziąłem ją na ręce i weszliśmy do budynku, a potem ich mieszkania. Zaniosłem Leatrice do jej sypialni i położyłem na łóżku, a Daniel w tym czasie zasłonił okna.
    - Wypocznij. Jesteś już u siebie. - Szepnąłem jej na ucho i ucałowałem ją w skroń. Przykryłem ją jeszcze i wyszedłem z pokoju, a za mną Daniel.
    - Co się stało? - Zapytał wreszcie.
    Należało mu się porządne wytłumaczenie. W końcu sam pewnie przez ostatnie dni przechodził stres związany z jej zniknięciem. Poza tym wyczuwałem w jego tonie pewną niechęć. Domyśliłem się więc, że Leatrice powiedziała mu o powodzie dla jakiego uciekła.
    - Wyjaśnię ci wszystko, ale potrzebuję kawy.
    Tak oto usiadłem z Danielem w kuchni i opowiedziałem mu wszystko od początku do końca. Nie czułem potrzeby udawania, czy zgrywania kogoś innego. Nie wiem dlaczego, ale jego osoba wydała mi się teraz nad wyraz bliska, a przecież jeszcze tydzień temu miałem ochotę go zamordować.
    - Panie Reeves…
    - Daj spokój. Siedzę w twoim mieszkaniu w opłakanym stanie i żale ci się nad kubkiem kawy. Darujmy już sobie te tytuły. - Wciąłem mu się w słowo.
    - Ja.. Cieszę się, że nie pozwoliłeś jej odlecieć. - Odezwał się wreszcie. - Chociaż powiem szczerze, że po tym co powiedziała mi Leatrice miałem ochotę sam zrezygnować z pracy, by nie mieć kontaktu z kimś takim jak wy. - Dodał i spojrzał na mnie z jakąś dziwną pewnością. Wcześniej wydawał mi się takim przestraszonym dzieciakiem, a teraz? - Kibicowałem panu, to znaczy tobie. To ja pchałem Leatrice w twoje ręce, a ty…
    - Wiem. - Przerwałem mu. - Dlatego uznałem, że powinieneś znać całą prawdę.
    - Co teraz będzie? - Zapytał po chwili ciszy.
    - Nie wiem. Mam nadzieję, że mi wybaczy. - Mruknąłem patrząc na pusty już kubek i przesuwając go w palcach. - Potrzebuję jej.
    Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym Daniel dał mi jakąś swoją koszulkę i kazał wziąć prysznic. Uprzednio spytałem, czy mogę tutaj zostać dopóki Lea się nie obudzi. Sam nie wiem czemu. Po prostu nie chciałem zostać teraz sam.
    Gdy już wyglądałem nieco lepiej niż zanim tutaj przyszedłem, udałem się do sypialni Leatrice. Spała. To dobrze. Nie chciałem jej budzić. Usiadłem w fotelu w rogu i wyciągnąłem telefon. Jednak po dwóch sekundach patrzenia na ilość nieodebranych wiadomości i połączeń wyłączyłem urządzenie. Oparłem łokieć o fotel i podparłem głowę patrząc na śpiącą Leatrice. Jej widok mnie uspokajał. Sam nie wiem kiedy sam zacząłem odpływać, aż wreszcie zasnąłem kompletnie wyczerpany nadmiarem emocji.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#327 08-10-2019 o 16h44

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       - Nie chcę twoich pieniędzy - odpowiedziałam zaraz, kiedy powiedział, że mi odda. Ukaranie Caspera nie było łatwe, ale wiedziałam, że przynajmniej w taki, może nieszczególnie wyszukany, ale działający sposób uda mi sie to zrobić.
       Sama chciałam jego dotyku, ale coś jednocześnie mi podpowiadało, że nie powinnam się na niego godzić. Dlatego się odsunęłam, każąc mu przy tym iść. Nie posłuchał, jeszcze usiadł koło mnie. Nie miałam żadnego planu działania, chciałam chyba zostać sama i nie chciałam równocześnie. Czas mijał, aż w końcu nie wstałam, tylko, że kompletnie nie miałam już sił. Przez ostatnie dni musiałam wyczerpać swój organizm, jak nigdy wcześniej. Próbowałam mu się wyrwać kiedy mnie złapał, działałam impulsywnie, ale nie wiedziałam, jak inaczej miałabym się zachować. Jego słowa znów mną manipulowały, a raczej zachęcały do tego, abym przyjęła to, co mówił, zgodziła się z jego podejściem. Nim jednak zrobiłam cokolwiek, przytulił mnie. Szarpnęłam się jeszcze dwa razy, ale zaraz potem rozluźniłam, napawając mimowolnie jego zapachem. Czułam, że ten mnie uspokaja... ale to też nie było najlepsze, bo nogi się pode mną ugięły i mężczyzna mnie złapał, abym nie upadła.
       Niedługo po tym znaleźliśmy się w samochodzie Reevesa, a ja zapytałam zaraz, gdzie mnie odwiezie. Daniel nie był najgorszą opcją, ale nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Miałam dość sensacji, pragnęłam jedynie spokoju, chwili, w której już nic nie będzie się liczyło, w której w końcu odetchnę i przestanę się czuć tak okropnie. Sam fakt, ile dziennikarzy było dookoła już mnie przerażał, ale kiedy jechaliśmy, a Casper włączył jeszcze delikatne ogrzewanie na fotelu nie mogłam ze sobą walczyć, bo po prostu zasnęłam.
       Obudziłam się dopiero pod domem Daniela, ale też nie było mowy tutaj o żadnej asertywności. W tym stanie mógłby mnie największy przestępca tego świata gdzieś nieść, a nie zrobiłoby mi to różnicy. Chciałam tylko spać dalej i o dziwo nie obudziłam się jeszcze, jak to miało miejsce przez ostatnie dni, kiedy mój organizm przerywał odpoczynek, jak tylko nazbierałam chociaż odrobinę energii.
       - Yhm - mruknęłam cichutko pod noskiem, nawet nieco się uśmiechając, kiedy poczułam pocałunek na skroni. To dlatego, że byłam w pół śnie, a prawda była taka, że cholernie mi tego brakowało, że ostatnio bałam się, że sobie nie poradzę z tęsknotą za tym mężczyzną. Teraz miał tutaj być, ale też... też nie byłam pewna, czy nie popełniam głupoty zostając przy nim, czy nie narażam się na to, że znów zrobi coś podobnego, chociaż z drugiej strony... cholera, kochał mnie. Ja kochałam jego. To wszystko było takie ciężkie, nawet w snach widziałam głównie twarz Reevesa.
       Nieco wierciłam się na łóżku, znów przeżywając jakieś koszmary. Miałam już dość tych wszystkich kłopotów, jakie zwaliły się na moją głowę. Po prostu nie radziłam już z tym sobie.
       - Casper... - mruknęłam przez sen. Znów się potoczyłam, drgając przy tym. Było mi cholernie zimno. - Casper... - powtórzyłam krzywiąc się. - Nie... - burknęłam jeszcze, aż w końcu poczułam zbyt duży ścisk w żołądku i to ostatecznie wybudziło mnie ze snu. Zerwałam się do siadu, z głośnym świstem łapiąc powietrze. Gdzie byłam? Potrzebowałam chwili, aby przypomnieć sobie wszystko, zrozumieć, że to Reeves mnie tutaj przywiózł, że nie poleciałam do Francji. Serce mi waliło, a ja objęłam się ramionami, bo było mi tak przeraźliwie zimno. Wtedy też go zobaczyłam, śpiącego na fotelu. A przynajmniej musiał spać, zanim zaczęłam jęczeć, bo teraz wyraźnie się rozbudzał, patrząc na mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć.
       - Hej... - wyjechałam więc z czymś takim, zginając nogi w kolanach. Miałam dreszcze, pewnie z osłabienia. Powinnam chyba coś jeszcze powiedzieć. - Dlaczego zostałeś? - zapytałam więc o to, nawet jeśli nie brzmiało najprzyjemniej. Cóż, trudno. Byłam zagubiona, ale zaraz skupiłam się na dziwnym uczuciu pod nosem, odruchowo dotknęłam tam dłonią, a zaraz widząc czerwień na palcach zaklęłam.
       - Nie zaś... - jęknęłam, szybko podstawiając dłoń pod nos, a drugą ręką odrzuciłam kołdrę, starając się jakoś dotrzeć do łazienki. Podpierałam się, przebierając plączącymi się nogami, by dopaść umywalki, która cała zabarwiła się na czerwono. Włosy mi leciały, byłam wściekła na siebie, że widzi mnie w takim fatalnym wydaniu. W dodatku słyszałam, że zaraz ruszył za mną.
       - Będziesz mnie teraz pilnował na każdym kroku? - zapytałam, nie radząc sobie jeszcze z emocjami. - Wyjdź, nic mi nie jest - powiedziałam po chwili, ale on wcale się nie ruszył. - Casper, wyjdź - dodałam znacznie bardziej stanowczo, ale nic z tego. Zaś coś we mnie pękło, może tym razem ostatecznie, a oczy w których już nie było łez, jakimś cudem i tak już nimi zaszły. Chyba z bezsilności. - Jak ja mam do ciebie mówić, co?! Dlaczego nic nie możesz mi ułatwiać, hm?! Chcę być na ciebie wściekła, czuję, że powinnam, byłam gotowa ciebie zostawić, a teraz zatrzymałeś mnie tutaj i co? Nawet k**** nie wiesz, jak mi było ciężko i jak za tobą tęskniłam. Kiedy jesteś tu, to nie umiem być wściekła, a moja racjonalność mówi, że muszę być. Zasłużyłeś na moją wściekłość, a jednocześnie jestem taka słaba i tak bardzo się cieszę, że mam ciebie znów obok - jęknęłam, już p******* tą umywalkę, po prostu osunęłam się w dół i usiadłam na kafelkach. - To niesprawiedliwe... dlaczego mam z tobą taki duży problem? Dlaczego tak brakowało mi człowieka, który zrobił mi takie świństwo i teraz jeszcze... och na litość boską, jestem taka szczęśliwa, że ten skończony drań mnie tu zatrzymał. Nienawidzę ciebie za to... mieszasz mi w głowie. To powinno być karalne. No i nie patrz na mnie, wyglądam jeszcze tak fatalnie... - wylałam chyba z siebie wszystko. Potrzebowałam tego po tych kilku dniach całkowitego milczenia i duszenia w sobie emocji.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#328 08-10-2019 o 21h55

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

    Byłem wykończony i potrzebowałem głębokiego snu, ale sytuacja w jakiej się znajdowałem nie pozwalała mi się do końca odprężyć. Udało mi się jednak zasnąć na tyle mocno, by dopiero po chwili dotarły do mnie niewyraźne jęki Leatrice. Nieco spanikowany spojrzałem w jej kierunku, a wtedy i ona podniosła się do pionu. Bałem się, że stało się coś złego, ale musiała mieć koszmar. Tylko, że zaraz faktycznie z jej nosa poleciała krew i nim się obejrzałem oboje staliśmy już w łazience nad umywalką.
    - Będę. - Odpowiedziałem na jej pytanie. - Leatrice nie wyjdę. Widzę w jakim jesteś stanie. Sam jestem roztrzęsiony i przewrażliwiony tym co dziś się wydarzyło, więc nie ma mowy abym teraz zostawił ciebie samą. - Burknąłem zwilżając ręcznik. - Nie.
    Nic sobie nie robiłem z jej rozkazów. Zamiast tego przyłożyłem pod jej nos ręcznik, gdy już przestałą krwawić by oczyścić skórę.
    Wtedy też Leatrice nie wytrzymała. Zaczęłą wyrzucać z siebie wszystko to co czuła. Miała prawo być na mnie wściekła po tym co zrobiłem, ale chyba jeszcze bardziej zła była na siebie za to, że nie potrafi wytrwać w swoim postanowieniu. Widziałem to w jej posturze, w tym jakich słów używała i chociaż miało to brzmieć groźnie, to w istocie dawało mi nadzieję. Chciała abym był obok i tylko to się dla mnie liczyło.
    Nie drgnąłem nawet, gdy usiadła na podłodze. Nie chciałem przerywać jej monologu. Powinna pozbyć się z głowy wszystkiego co ją trapiło. Nawet jeśli sama nie była zadowolona z faktu, że tak robi. Z każdym jej słowem czułem się coraz lepiej. Wiem, że to dziwne, ale taka była prawda. W końcu zamilkła, a ja usiadłem obok opierając się plecami o brzeg wanny.
    - Jesteś taka mądra, a muszę ciebie edukować z takiej podstawowej wiedzy. - Przerwałem ciszę, która zapadła między nami. - To irracjonalne postępowanie jakie teraz opisujesz nazywa się miłość, wiesz? - Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko. - Ludzie pod jej wpływem robią niewyobrażalne głupoty, byleby tylko dać szczęście i być szczęśliwym z tą drugą osobą. - Lekko potarłem dłonią jej kolano. - Sądzę, że to właśnie to nam się przytrafiło. Poza tym zanim dowiedziałaś się o tym głupstwie które zrobiłem wcale nie chciałaś mnie zostawić. A prawo nie działa wstecz. Zrobiłem coś złego zanim się w tobie zakochałem, a ty we mnie. Jakbyś o tym nie wiedziała, nic by się nie zmieniło.
    Taka była prawda, a ja w istocie nie miałem zamiaru nigdy poinformować Leatrice o tym idiotycznym zakładzie. Żyłaby w przekonaniu, że nigdy nic tak okropnego nie chodziło mi po głowie, a ja sam bym o tym zapomniał. Właściwie właśnie tak było. Nie przykładałem żadnej wagi do tego zakładu odkąd uświadomiłem sobie ile dla mnie znaczy Lea.
    Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to właśnie intencje jakie mną kierowały najbardziej zrobiły Leatrice. Wciąż powtarzała jakim podłym draniem jestem. Zawsze taki byłem, ale ona nigdy nie poznała mnie tak naprawdę. Sam oczywiście nie miałem zamiaru prać przed nią całego syfu jaki zgromadziłem sobie w życiu, ale też nigdy nie ukrywałem się za maską dobrego człowieka i przykładnego obywatela. Widziała, że potrafię być paskudny. Nie zdawałą sobie jednak sprawy z tego jak bardzo.
    - Przyniosę ci wody, a potem powinnaś dalej wypoczywać. Potrzebujesz tego. - Odezwałem się wstając i po chwili wróciłem do łazienki ze szklanką.
    Daniela nie było. Zostawił wiadomość, że chce nam dać nieco prywatności i wyszedł. W sumie równy z niego facet. Może i miałem co do niego pewne obiekcje, ale teraz cieszę się, że Leatrice może polegać na kimś takim. Potrzebowała przyjaciół, a właściwie w Nowym Jorku nie miała nikogo. To przykre. Powinna mieć wokół siebie więcej ludzi na których może polegać, bo jak widać ja też potrafię czasem zawalić i obawiam się, że nie ostatni raz. Chcoiaż już nigdy więcej nie mam zamiaru doprowadzać do tak kryzysowych sytuacji, jak ta.
    - Wstań mała. - Kucnąłem przed nią. - Wrócisz do łóżka. Powinnaś też coś zjeść. Czuję, że ostatnie dni wycieńczyły cię do granic możliwości. - Pogładziłem dłońmi jej twarz i założyłem za ucho włosy, które przysłaniały jej oczy. - Wiem Leatrice, że masz mnie za skończonego dupka. I masz rację, ale dla ciebie jestem takim jakim mnie widziałaś sprzed tej afery. Chcąc być z tobą nie kierowały mną żadne złe intencje. Po prostu chciałem ciebie. - Dodałem opierając delikatnie czoło o to należące do niej. - Nadal chcę. Jak niczego i nikogo innego.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#329 08-10-2019 o 22h52

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       Skrzywiłam się nieco, kiedy przyłożył mi ten ręcznik pod nos. Nie chciałam, żeby mnie widział w takim godnym pożałowania wydaniu. Naprawdę mi to nie pasowało, ale nic nie mogłam na to poradzić. Nadal byłam wrakiem. W dodatku Casper nie zamierzał wychodzić, a mi coraz trudniej było walczyć o to, aby udowadniać sobie i jemu, że właśnie tego pragnę.
       Kiedy usiadł i zaczął mówić, miałam wrażenie, że już wiem do czego będzie zmierzał i nie pomyliłam się w zasadzie, a mimo to mnie to zaskoczyło.
       - Miłość i prawo to dwie różne kwestie, Reeves - wypomniałam mu, ale w zasadzie nic więcej nie mogłam już dodać, bo miałam w głowie pustkę. Wciąż to wszystko mnie przerastało. Chciałabym, żeby to wszystko nigdy się nie wydarzyło, wtedy moje zycie byłoby łatwiejsze, a ja już teraz nie musiałabym się niczym przejmować. Niestety tak się nie dało,a chociaż naprawdę chciałam mu wybaczyć, to czułam się tak dziwnie, żeby po tym wszystkim, co miało miejsce zwyczajnie uznać, że to już koniec i nie ma problemu.
       Przetarłam twarz dłonią, kiedy zostawił mnie samą, a potem, kiedy wrócił, wzięłam od niego szklankę z wodą i wypiłam z niej połowę, bo naprawdę byłam nieźle spragniona. Casper zachowywał się tak, jak przed tą całą aferą, był opiekuńczy, trochę mną dyrygował. To też mieszało mi w głowie, bo kiedy on zachowywał się normalnie, ja sama miałam ochotę to robić. Nie znałam się na takich sytuacjach, nie byłam na nie w ogóle przygotowana.
       Pociągnęłam w końcu nosem i sama przymknęłam oczy.
       - Chcę ci zaufać, ale tak bardzo się boję, że nie powinnam - przyznałam w końcu, nie mając już siły kłamać, czy grać w jakieś gierki.
       Pomógł mi wstać, już się nie wyrywałam, nie odmawiałam jego pomocy, nie kręciłam nosem. Naprawdę nie było ze mną najlepiej. Pozwoliłam mu się przyprowadzić z powrotem do łóżka, a kiedy w tym już się znalazłam, zsunęłam z siebie pod kołdrą spodnie i rzuciłam je nieładnie na ziemię. Wcale wygodnie mi się w nich nie leżało w pościeli. Wtedy też przypomniałam sobie o czymś.
       - Nie mam tutaj żadnych ubrań - mruknęłam. Spakowałam wszystko, bo nie chciałam Daniela zostawiać z żadnym problemem. Potarłam swoje czoło, bo ta sytuacja była nieco absurdalna. Już chciałam świętego spokoju, bo za dużo tego wszystkiego się wydarzyło. Przerastało mnie to, cóż mogłam powiedzieć. Myśl o tym, że to wcale nie jest koniec, że jeszcze tyle przede mną... ech, aż jęknęłam i polożyłam się płasko na plecach, patrząc w sufit, ale po chwili przykryłam oczy przedramieniem.
       - Wiesz, że teraz będzie inaczej? - zapytałam prosto z mostu nie zmieniając pozycji. - Wiem już, że zakochałam się w podłym draniu - czułam, że przynajmniej do końca tygodnia mam prawo bez skrupułów go tak nazywać, a może i już na zawsze? - Nigdy nie sądziłam, że tak będzie. Myślałam, że wolę typ ułożonych i grzecznych. W każdym razie teraz już wiem, jaki jesteś, ale to nie sprawia, że moje uczucia zmalały, a skoro nie pozwoliłeś mi uciec, to muszę tutaj zostać... To taki syndrom sztokholmski - westchnęłam. - Jeszcze zrobiłeś taką aferę na tym lotnisku, że teraz gazety nie dadzą spokoju. No i... rodzice będą pytać o to, co się stało, a ja... nie mam ochoty patrzeć na ludzi z kancelarii, bo czuję się, jak skończona idiotka. Chciałabym się zapaść pod ziemię - przyznałam zgodnie z prawdą. - Jeszcze jestem świadoma, że gdybym się nie dowiedziała, nigdy byś mi nie powiedział, dlatego Casper, mam propozycję - w końcu na niego spojrzałam. Usiadłam nawet i wyciągnęłam profesjonalnie dłoń w przód.
       - Jeśli masz jeszcze jakiś sekret przede mną, powiedz go teraz. W przeciwnym razie, jeśli dowiem się o nim w przyszłości, pozwolisz mi wyjechać bez słowa, jeśli taka będzie moja decyzja i nigdy nie będziesz mnie szukał - wyjaśniłam, patrząc mu w oczy. - Jeśli to zrobisz, wybaczę ci.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#330 10-10-2019 o 00h26

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

        - To jakie miałem intencje na początku, nie mają już znaczenia. Nie dałem ci powodów abyś mi nie udała odkąd zaczęliśmy ze sobą być. Dla mnie tylko ten okres się liczy, ale rozumiem, że potrzebujesz czasu.
        W końcu mi zaufa i będzie jak dawniej. Wierzę w to, ale póki co nie będę na nią naciskał. Wolę jednak racjonalnie podchodzić do sprawy. Dlatego też od razu wyłożyłem karty, wszystko wyjaśniłem i mam nadzieję, że Leatrice sama w końcu dojdzie do wniosku, że poza miłością do niej, nie ma w tym żadnych innych ukrytych intencji.
        Wróciliśmy do sypialni, a Lea zaraz znalazła się pod kołdrą. Faktycznie nie miała już żadnych ubrań, a walizki pewnie wrócą dopiero za kilka dni. Powinienem coś dla niej zorganizować, ale to jak zaśnie. Pewnie gdybym zaproponował jej taką pomoc nie zgodziłaby się bez marudzenia. Teraz jednak skupiłem się na tym co mówiła. Nie mam pojęcia co miała na myśli mówiąc, “teraz będzie inaczej”, ale mam nadzieję się przekonać, bo reszta jej wypowiedzi rozwiała jakiekolwiek wątpliwości odnośnie naszego związku. Ucieszyła mnie ta myśl, ale zaraz potem poczułem irytację, bo uświadomiłem sobie, że nie tylko z mediami, ale przede wszystkim z ludźmi wokół nas przyjdzie nam się zmierzyć. O ile ja raczej oleję tłumaczenia, a w większość przypadków wysłużę się Aną, o tyle dla Lei może to być prawdziwym koszmarem. Musimy uzgodnić jakąś wersję i sprzedawać ją każdemu, aby dali nam spokój.
        Nawet chciałem jej o tym powiedzieć, ale wtedy wyjechała z tą propozycją. Już chwilę temu usiadłem na skraju łóżka i przypatrywałem się jej, a teraz mój wzrok wędrował od jej twarzy do wyciągniętej dłoni.
        - To nie propozycja, a szantaż. - Odparłem spokojnie. - Nie będę ci składał takich deklaracji. Dopiero co ciebie odzyskałem i nie mam zamiaru myśleć, że mogę cię znów stracić. Nie będę z tobą zawierał żadnych umów dotyczących naszego ewentualnego rozstania, bo to jakbyśmy powołali je do istnienia, a ja nie chcę tego. - Złapałem jej dłoń, ale nie tak jak tego chciała. Ująłem ją delikatnie i uniosłem do swoich ust. - Mogę ci przysiądź, że nie mam przed tobą żadnego sekretu w jaki byłaby wmieszana twoja osoba. - Przyznałem. - Nie wiem co z pozostałymi. W sumie nie mam żadnych sekretów. Raczej niewypowiedzianą prawdę, ale nie mam zamiaru jej ukrywać jeśli spytasz.
        Wtluliłem usta w jej dłoń i pocałowałem ją z czułością na moment przymykając oczy. Przez ostatnie dni dopiero zdałem sobie sprawę jak bardzo tęskniłem za takimi prostymi gestami. Wreszcie miałem ją obok i mogłem znów być spokojny. Nawet jeśli wokół dalej była burza.
        - A co do lotniska… - Spojrzałem na nią i opuściłem nasze dłonie na pościel, ale dalej trzymałem jej palce. - Faktycznie będzie trzeba jakoś to wyjaśnić. Ana zajmie się mediami, a rodzicom powiemy, że wyniknęło między nami pewne dość poważnie nieporozumienie z mojej winy. Ty się wystraszyłaś i chciałaś wyjechać, ale nie pozwoliłem ci, bo zdałem sobie sprawę, że jesteś najważniejszą osobą jaką posiadam teraz w swoim życiu i nie ma takiej opcji, abym mógł pozwolić ci mnie zostawić, gdy tak naprawdę dopiero odkąd ciebie znam jestem szczęśliwy. - Może nie do końca powiemy to wszystko rodzicom, ale ja chciałem powiedzieć to jej. W końcu nie miałem mieć już żadnych sekretów z nią w roli głównej, tak? - Teraz rozumiesz jak ważna dla mnie jesteś? Mam nadzieję, że tak, bo nie lubię się powtarzać.
        Podniosłem się i poprawiłem kołdrę, a potem nachyliłem się nad Leatrice i pocałowałem jej czoło.
        - Postaraj się zdrzemnąć. Jest jeszcze wcześnie. Ja pojadę do sklepu i ogarnę ci jakieś ciuchy. - Nadal byłem nad nią pochylony. Opierając się jedną dłonią nad jej głową. - Jak wrócę zamówimy pizzę i będziesz mogła dalej się nade mną znęcać. Teraz jednak powinnaś zregenerować siły. - Dodałem i spojrzałem na jej usta.
        Chciałem ją pocałować. Chciałem poczuć ich dotyk na swoich wargach, byłoby to jak reset, który pozwala zacząć znów wszystko od nowa. Nie wiedziałem jednak, czy ona tego chce. Nadal było w niej tyle sprzecznych emocji, że zwyczajnie obawiałem się podjąć tą próbę. Rzadko czuję się niepewnie, ale teraz tak było, bo czułem się winny i ponosiłem tego konsekwencję.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#331 10-10-2019 o 01h21

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood

       
       Nie uważałam, aby Casper był teraz w pozycji, z której mógłby się ze mną nie zgodzić. Mimo to wypomniał mi, że to szantaż i jeszcze śmiał marudzić i używać słów przeciwko mnie. Nie zamierzałam tego kupować, nawet jeśli próbował to obrócić tak, aby brzmiało dobrze. Mimo to dłoni też mu nie zabrałam. Nie chciałam się już z nim szarpać, chociaż nie takich gestów oczekiwałam.
       - Ale ja chcę, żebyś miał świadomość, że ono jest powołane do życia - mimo jego gestów, czy słów nie ustępowałam. Czułam, że nie mogę mu teraz odpuścić. - To nie tak, że to, że tutaj jestem wymazuje to, co zrobiłeś, więc masz żyć ze świadomością, że drugi raz czegoś takiego ci nie wybaczę. Niezależnie od tego, jak ciebie kocham. To też dobre dla ciebie, obawiam się, że jesteś złym człowiekiem, Casper, a zależy mi na tobie i idąc na twoje ustępstwa nie pomogę ci się zmienić na lepsze - wyjaśniłam mu stanowczo, ale nie nerwowo. Co ciekawe, a może i zabawne, teraz, gdy o tym  pomyślałam, zdałam sobie sprawę z tego, jak prawdziwe były to słowa.
       Zaraz zaczął mówić o lotnisku, a ja siłą rzeczy skinęłam mu głową, jednak po chwili analizy zmarszczyłam nosek. Owszem, to co powiedział było ujmujące i lwia część mnie chciała się ugiąć pod naporem takich wyznań, ale nie mogłam być dla niego takim łatwym celem. Teraz już wiem, że naprawdę muszę się przy nim mieć na baczności.
       - Czyli chcesz okłamać naszych rodziców, czy też zataić przed nimi prawdę? - zapytałam wprost, mierząc go wzrokiem. Zaraz jednak westchnęłam głośno, kręcąc głową na boki. - Chyba na ten moment to dla mnie zbyt wiele, będę musiała o tym pomyśleć na spokojnie, nie teraz, na hurra. Ja jeszcze mentalnie jestem w stanie, w którym miałam ciebie zostawić i wrócić do Francji, więc nie piętrz przede mną przeszkód, w postaci mediów i rodziny - poprosiłam, bo naprawdę w tym stanie udawanie, że sobie z tym poradzę było zwykłą głupotą. No i nadal emocje kierowały mną przede wszystkim, a nie rozsądek. - Ja nie lubię być obiektem zakładów, więc skoro mimo to byłam, to ty możesz się powtarzać - wbiłam mu szpileczkę i wiedziałam, że jestem bardziej opryskliwa, niż zwykle, ale miałam wrażenie, że on znów czuje władzę. Fakt, teraz ucieczka przed nim, abstrahując od tego, że nie zamierzałam uciekać byłaby o wiele trudniejsza, o ile nie niemożliwa, ale powinien przynajmniej udawać, że nie czuje się już tak, jakby swój cel, jakim było zatrzymanie mnie tutaj osiągnął.
       Dziwnie się czułam, kiedy pocałował mnie w czoło. W dodatku zaraz już mi mówił, co mam robić.
       - Sama ogarnę dla siebie ubrania, nie musisz nic dla mnie robić - zauważyłam, ale ucięłam chęć dalszego mówienia, gdy zdałam sobie sprawę z tego, jak blisko się znajduje i w którym kierunku patrzy. Skłamałabym mówiąc, że nie tęskniłam za jego ustami, nawet mówiąc, że nie chciałam go teraz pocałować, bo chciałam, ale... coś mi mówiło, że nie dam rady, coś mnie blokowało po prostu, dlatego zwyczajnie położyłam się na płasko i odwróciłam na bok, zamykając oczy i okrywając się po brodę kołdrą. - Jeśli ja się nad tobą znęcam, to ciekawe, jak nazwiesz swoje własne zachowanie - rzuciłam, bo nie podobała mi się ta uwaga. - Chcę tylko kawy - mruknęłam jeszcze.
       Casper faktycznie wyszedł, ale co ważniejsze, ja zasnęłam. Sama nie wiem kiedy, byłam w końcu taka wyczerpana, jednak to nie powrót Reevesa mnie obudził. Było mi gorąco, więc odkryłam się nieco, ale to nie pomogło. Poza tym miałam wrażenie, że mięśnie bolą mnie jeszcze bardziej, niż wcześniej, do tego poziomu, w którym sen był zachwiany. Oczywiście chciałam, by zmęczenie wygrało, więc przeciągałam walkę, ale ten dyskomfort się przedłużał i przedłużał, aż w końcu zaczęłam odczuwać silny ból. Na początku dało się go wytrzymać, ale z czasem zaczęłam już postękiwać mimowolnie pod nosem, aż nie otworzyłam oczu.
       - Nie... - jęknęłam cichutko, zwijając się w kłębek. Nie mogłam jednak długo tak zostać. Jakoś wygramoliłam się z łóżka, było mi tak cholernie duszno, ale to się nie liczyło, bo nie mogło rywalizować z bólem. O ile też wcześniej chodziłam, jak dziecko uczące się tej umiejętności, o tyle teraz w ogóle musiałam się podpierać ściany. Jakoś znalazłam torebkę i poszłam do łazienki, żeby potwierdzić swoje podejrzenia. Oczywiście miałam rację, a w torebce awaryjne produkty higieniczne na taki wypadek. Przynajmniej dobrze, że się zorientowałam w czas i nie miałam już na sobie tego jasnego dresu. W każdym razie mało się teraz dla mnie liczyło, zapomniałam też chyba o tym, że Casper wyszedł i miał wrócić. Skuliłam się w łazience, bo nie wiedziałam co ze sobą zrobić z bólu. Wywaliłam z torby wszystko w poszukiwaniu tabletek, ale tych tam nie było, więc zawisnęłam nad tym małym stosikiem, kołysząc się w przód i w tył. Powinnam była iść poszukać jakiś leków, ale nie myślałam racjonalnie, to tak cholernie bolało, kołysałam się jedynie, jak niespełna rozumu człowiek powatrzając sobie, że będzie dobrze i masując na przemian brzuch i lędźwie, bo na te również promieniowało. No i oczywiście na to wszystko usłyszałam, że wraca Casper i zaklęłam pod nosem.
       Wołał mnie, gdy nie znalazł w łóżku. Nie chciałam mu się pokazywać w tak żenującej sytuacji. Zacisnęłam dłonie na brzuchu.
       - Jestem w łazience! - starałam się zabrzmieć jak najnormalniej. - Nie przychodź! - dodałam jeszcze, zastanawiając się, czy dam radę zamknąć drzwi, ale nie było takiej opcji, a on i tak przylazł. - Mówiłam, żebyś nie przychodził - jęknęłam, nawet nie podnosząc na niego głowy, nie miałam siły i wolałam przy tym ukrywać wyraz mojej twarzy. Tylko, że Casper oczywiście zaraz zaczął panikować. - Nic mi nie jest! - odpowiedziałam na jego pytania. - Casper, odpuść - dodałam zaraz i jęknęłam głośniej, bo nie mogłam panować nad bólem i rozmawiać z nim jednocześnie. - Jakie pogotowie? Nic mi nie jest! - jasne, mogłam mu powiedzieć prawdę, ale jednak za bardzo się wstydziłam. - Nic się nie dzieje, no nie drąż już - dodałam, ale mogłam sobie gadać, bo już wyciągnął po telefon oznajmiając, że muszę jechać do szpitala.
       - Cholera, dobra! Powiem ci! - byłam zażenowana i w bardzo złym stanie, ale mimo bólu i tak zrobiłam się czerwona. - To ten czas w miesiącu, ok? - bardziej dosadnie nie umiałam. - Zadowolony! Zmusiłeś mnie do powiedzenia czegoś tak krępującego! To twoja wina! - zaznaczyłam, żeby zaraz się nie krzywił, że mu o tym mówię. Skuliłam się nawet bardziej. - Ech... mogłam pojechać do tego zasranego Paryża, byleby nie pokazywać ci się w takim żenującym wydaniu - chyba powiedziałam to bardziej do siebie, teraz rzeczywiście przejmując się tym, jak przed nim wypadnę.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#332 10-10-2019 o 13h08

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

        Myślałem, że już udaje nam się osiągnąć jakąś nić porozumienia. Tak przynajmniej odczytywałem zachowanie Leatrice, ale po tym co powiedziała teraz, zrozumiałem, że jeszcze daleka droga przede mną. Sprawa byłą o wiele bardziej wielowarstwowa niż można byłoby założyć. Przecież Lea nie dowiedziała się tylko o zakładzie, ale też o tym jakim jestem człowiekiem, tak naprawdę. Nic więc dziwnego, że teraz wcale nie miała ochoty na jakiekolwiek zbliżenie, co dała mi jasno znać zasłaniając się kołdrą.
         Dałem już jej święty spokój. Zawiasiłem na moment głowę i westchnąłem cicho, a potem pozwoliłem jej zostać samej.  Musiałem zorganizować dla niej jakieś ubrania i kosmetyki. O ile z tym pierwszym nie będzie aż takiego problemu, bo w końcu wiem jakich ubrań używa kobieta jej pokroju, a przynajmniej jakich powinna. O tyle z kosmetykami, nie miałem żadnej styczności. Dlatego wybrałem jedyny słuszny numer jaki mogłem. Marta odebrała prawie natychmiast. Oczywiście już wiedziała z mediów co się stało, więc miała pełno pytań.
    - Wyjaśnimy wam wszystko niedługo. Teraz potrzebujemy nieco spokoju i twojej pomocy. W sumie ja jej potrzebuję. - Tutaj wyjaśniłem jej sprawę z walizkami, a ona całe szczęście miała listę kosmetyków jakie używa Leatrice. Pewnie sama czasem dla niej je kupowała.
    Podziękowałem Marcie za pomoc. Zapewniłem ją jeszcze raz, że wszystko już jest w porządku i udałem się do pierwszego butiku. Kupiłem Lei to co uznałem za eleganckie, ale też na tyle wygodne, że nawet w domu będzie jej dobrze. Później przyszedł czas na bieliznę i chociaż kusiło mnie, aby poszaleć, to wiedziałem że nie jest to odpowiedni czas. Jednak znając gust Lei wybrałem parę ładnych kompletów, takich w jej stylu. Na koniec przyszedł czas na kosmetyki, ale z uwagi na moją aparycję, nawet jak byłem niewyspany, a na sobie miałem jakąś przyciasną koszulkę Daniela  i tak szybko znalazła się chętna pani, która wszystko dla mnie znalazła i zapakowała.
    Wróciłem więc nieco obładowany, ale z poczuciem spełnionej misji. Zostawiłem pakunki w korytarzu i pierwsze co to poszedłem sprawdzić, czy Leatrice nadal śpi. Nie było jej, a ja mimo iż nie chciałem to spanikowałem delikatnie.
       - Lea? - Zacząłem ją wołać. - Leatrice gdzie jestes? - Wyszedłem już na korytarz i po chwili znalazłem się w łazience. - Lea! Co się stało? - Oczywiście mówiła, że to nic. - Jasne, właśnie widzę. - Klęknąłem przy niej. - Coś cię boli? - Ewidentnie bolało, bo jej twarz wykrzywiła się nieładnie. - Powinnaś jechać na pogotowie. - Oznajmiłem i wyciągnąłem telefon. - Może to coś groźnego. Jesteś wycieńczona i…
        Zamilkłem, gdy podniosła głos i oznajmiła, że powie mi prawdę, która okazała się w rezultacie błahą sprawą. Jednak blondynka uznała, że to coś okropnego, a w dodatku miałem świadomość, że zwyczajnie się wstydzi. Nie powinno mnie to bawić, ale jednak. Uśmiechnąłem się w duchu, bo naprawdę nie mogłem, widząc jak cierpi.
         - Skarbie nie jesteś żenująca. Cierpisz, a ja nawet nie umiem sobie wyobrazić jak bardzo. - Skrzywiłem się, ale po chwili złapałem jej ramiona delikatnie. - I naprawdę uważasz, że fakt iż masz okres jest czymś wstydliwym? Daj spokój mała. - Mimo wszystko chciałem jej powiedzieć, że nie ma co panikować. - Co prawda pierwszy raz widzę by kobieta, aż tak cierpiała, ale przecież to coś naturalnego. Teraz to tym bardziej powinnaś zadbać o siebie i odpocząć.
    Pomogłem jej podnieść się do pionu. Jednak, gdy już jej się to udało, ponownie złapał ją ból. Jęknęła głośniej i zawisła w moich ramionach, a jej dłonie zacisnęły się na mojej koszulce.
    - Poszukam dla ciebie jakiś leków. Nie możesz tak cierpieć. - Oznajmiłem podnosząc ją na ręce.
    W drodze do sypialni ponownie jęknęła, a tym razem jej ząbki zacisnęły się na moim ramieniu. Sam skrzywiłem się nieco, ale nie dałem po sobie nic poznać gdy już puściła. Pomogłem jej położyć się z powrotem na łóżku, a dziewczyna zaraz zwinęła się w kłębek.
    - Zaraz coś znajdę. - Rzuciłem wychodząc pospiesznie z pokoju.
    Przeszukałem łazienkę, kuchnię i szafkę nocną w pokoju Daniela, ale nie znalazłem żadnych tabletek przeciwbólowych. Udało mi się jednak znaleźć termofor w pokoju Daniela, co uznałem za ultra gejowskie, ale mniejsza. Nalałem do niego gorącej wody i zaniosłem do pokoju Leatrice.
    - Mała muszę wyjść do apteki, bo jakieś środki przeciwbólowe. Daniel nic nie ma. - Usiadłem obok niej i pogładziłem jej włosy. - Wrócę najszybciej jak się da. - Dodałem i już miałem wstać, ale złapała mnie za nadgarstek. - Tak?
    Widziałem, że coś chce, ale zagryzła nerwowo wargę i spojrzała w bok.
    - Mam ci coś kupić, tak? - Spytałem domyślając się o co chodzi. - Tampony? - Jęknęła tylko z zażenowania, które moim zdaniem było kompletnie niepotrzebne, a potem przytaknęła.
    Świetnie. Robię dziś za posłańca. Chociaż może to i dobrze, bo inaczej siedziałbym użalając się nad sobą i tym co zrobiłem. W głowie wciąż powtarzałbym wszystkie słowa, które dziś usłyszałem  z ust Leatrice i kto wie, może faktycznie moje wyrzuty sumienia sięgnęły by jeszcze głębiej niż teraz. Lubię być taki jaki jestem. To mnie chroni i nie mam zamiaru się teraz zmieniać. Dla niej mogę, ale reszta nie zazna takiego zaszczytu.
    Dobra wracając do rzeczywistości. Miałem już tabletki, a teraz stałem przed półką w sklepie, która nigdy nie powinna być mi pokazywana. W ogóle stałem w sklepie. Niemałym dyskoncie, gdzie mogłem kupić fajki, tylko w jakimś markeciku niedaleko domu Daniela. Nie mam pojęcia jak kobiety mogą dokonywać wyborów w takich kwestiahc jak okres. Jakie to ma w ogóle znaczenie, które tampony się używa. W ogóle jak te opakowania wyglądają. W końcu wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Any.
    - Żartujesz sobie? - Odebrała od razu. - Casper… Jest niedziela. Pracuję dla ciebie od siódmej rano, bo swoim bohaterskim czynem zatrzymałeś ruch lostniska na dwie godziny. Mam na głowie chmarę dziennikarzy i twoich znajomych, a ty dzwonisz teraz do mnie z pytaniem jakie tampony masz kupić dla Leatrice?
    - No tak? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. W ogóle nie rozumiem po co ta cała dramaturgia.
    - Jak mi za to nie dasz podwyżki to się zwalniam.
    - Nie zwolnisz się.
    - Fakt, ale chce kasy. - Westchnęła niezadowolona, a potem podała mi jakąś tam markę i rodzaj, który miałem kupić.
    - Taki z pomarańczowym wieczkiem?
    - Turkusowym baranie!
    - Nie krzycz na mnie. Tego jest tak wiele.. O mam! - Złapałem wreszcie za odpowiednie opakowanie. - Dzięki jesteś naj… - NIe dokończyłem, bo się rozłączyła.
    Wróciłem do Leatrice uznając, że był to chyba najbardziej kobiecy dzień w moim życiu. Nigdy nie pomyślałbym o sobie jako o facecie, który będzie biegał po całym Nowym Jorku by kupić dla swojej panny ubrania, kosmetyki, a na koniec jeszcze tampony. W dodatku uprzednio poniżając się na oczach wszystkich, bo ona prawie go rzuciła i wyjechała.
    - Przyniosłem wszystko co chciałaś. - Wszedłem do sypialni i podałem jej siatkę, a po chwili wróciłem tam też ze szklanką wody. - Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić? - Spytałem przy niej na łóżku. - Myślę, że powinnaś coś zjeść. Jesteś strasznie blada. - Wydałem osąd przyglądając się jej podkrążonym oczom. - Tak, zrobię ci kawę, ale to za chwilę. - Dodałem gładząc jej policzek.
    Leatrice wzięła leki i położyła się z powrotem zwijając z bólu. Strasznie to wyglądało. Naprawdę, gdy zobaczyłem ją w łazience myślałem, że dzieje się coś złego z jej organizmem. Nie sądziłem, że kobiety mogą, aż tak źle znosić okres.
    - Mam nadzieje, że to ci pomoże. - Szepnąłem. Sam nie wiem czemu, jakbym się bał, że gdy będę mówić zbyt głośno to też ją to rozboli. - Jak będziesz coś potrzebować daj mi znać, dobrze? Pójdę zamówić jedzenie. - Dodałem.
    Już próbowałem się dziś do niej zbliżyć i kiepsko to wyszło. Teraz była w tak złym stanie, że nie sądzę, aby moja bliskość mogła jej jakkolwiek pomóc.Nawet jeśli to nie chciałem sam jej narzucać tego, bo bałem się, że to jeszcze dodatkowo sprawi jej jakiś dyskomfort, może nie fizyczny, ale psychiczny.
    - Zaraz wrócę. - Pogładziłem jeszcze jej włosy, a potem sięgnąłem po telefon, aby móc wyjść i coś zamówić dla nas obojga.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#333 10-10-2019 o 14h16

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood

       Było mi naprawdę wstyd i miałam wrażenie, że moje ciało wybrało sobie możliwe najgorszy moment na takie akcje, ale cóż mogłam na to poradzić. Nie chciałam, żeby mnie widział w takim stanie wywołanym z takiego, a nie innego powodu, po prostu wstyd. Tylko, że Casper mówił, że to nic takiego, ale też z drugiej strony co miał powiedzieć? Pewnie kierowała nim kurtuazja, albo sam zrozumiał, że lepiej będzie, jeśli nie będzie dokładał mi powodów dla których miałabym na niego być zła.
       Pozwoliłam mu się podnieść, ale ból był zbyt intensywny. Nie panowałam do końca na swoich odruchach, czując się teraz tak strasznie. Tylko zaciskałam rączki na jego koszulce i nie miałam nic przeciwko temu, żeby mnie podniósł. Może to i śmieszne, ale w tym stanie potrzebowałam czyjeś bliskości, więc moje postanowienie budowania między nami dystansu spełzło na niczym. Nawet nie byłam świadoma tego, że go ugryzłam, ale każdy sposób był dobry, byleby się przy nim nie rozbeczeć.
       Casper szukał leków, a ja kręciłam się, znów prosząc po cichu, żeby przestało już boleć. Czułam, jak się pocę przez to wszystko i jak moje mięśnie napinają się nieprzyjemnie. Miałam ciężki oddech, a leżenie samemu mnie przytłaczało dodatkowo, chciałam z kimś dzielić mój ból.
       - Tylko jakieś mocne... najmocniejsze - jęczałam, bo wiedziałam, że bez porządnych leków nic mi nie pomoże. Poza tym nie tylko tych potrzebowałam, odruchowo złapałam go zanim odszedł, a gdy sam wypowiedział słowo na "t", jęknęłam, ale pokiwałam głową. Czułam się naprawdę fatalnie przez to, że zmuszałam go do czegoś takiego. Poza tym wcale nie chciałam być teraz sama. - Wracaj szybko, dobrze? - jęknęłam trochę spanikowana, chociaż na panikę nie było tutaj najmniejszej potrzeby, jednak wiadomo, hormony robiły swoje.
       Przynajmniej, kiedy go nie było, mogłam sobie w pełni swobodnie wybuchnąć płaczem, wyginając się w dziwnych pozycjach, które na moment przynosiły ulgę. Termofor też położyłam na lędźwiach, bo to one najbardziej bolały, chociaż podbrzusze wcale nie pozostawało daleko w tyle. W końcu jednak usłyszałam otwieranie drzwi i spróbowałam znów ukryć to, jak mi źle.
       - Dziękuję - powiedziałam, łapiąc z miejsca leki. Nawet nie czytając, wzięłam od razu dwie i popiłam je, chociaż nic jeszcze dzisiaj nie jadłam i branie leków na czczo nie było zbyt mądre. - Nie wiem, czy dam radę coś zjeść, napiłabym się kawy - przyznałam cicho, spuszczając spojrzenie. Chciałam wyglądać jak najbardziej w porządku, ale było to w tym stanie coraz trudniejsze. Miałam wrażenie, że teraz potrzebuję czułości z jego strony bardziej, niż kiedykolwiek. Dlatego nie umiałam już oponować przed takimi gestami, jak gładzenie po włosach, a w zasadzie to wręcz ich pożądałam, więc kiedy Casper uznał, że wyjdzie, moją twarz wykrzywił grymas przerażenia.
       - Nie, proszę - jęknęłam, łapiąc go za nogawkę spodni. - Nie wychodź, zostań tutaj ze mną. Nie chcę już być sama - trochę nie myślałam o tym, co mówię, po prostu myślałam to, co czuję. - Możesz zadzwonić siedząc obok przecież- pociągnęłam go za ubranie w swoim kierunku, ale oczywiście nie miałam na to siły. Patrzyłam tez na niego tym błagającym spojrzeniem, więc chyba był zaskoczony, ale ostatecznie przystał na moją propozycję, przysiadając na materacu. - Mógłbyś... - znów uczucie zażenowania wzrastało. - Mógłbyś być bliżej? Proszę - chciałam być dojrzała, ale jakoś tak siłą rzeczy, po raz tysięczny tego dnia oczy mi zaszły łzami. Cholera, będę tego później żałować. Będę sobie wspominać to, jaką beksą dziś przed nim byłam i pluć sobie w brodę, że się na czas nie ogarnęłam.
       - Przepraszam, ale to tak boli... nie chcę być sama, muszę się na czymś skupić, na kimś. Strasznie boli, nie chcę jojczeć, ale naprawdę - nie były to zbyt merytoryczne wypowiedzi, ale najważniejszym było to, że Casper w końcu ułożył się koło mnie, a ja nawet się nie zastanawiając, nie analizując tego, ile razy tego dnia go odtrąciłam, cała wtuliłam się w jego bok, drżąc przy tym, jak liść osiki. - Ca... Casper? - zapytałam niepewnie, bo znów byłam cała czerwona, ale to też było cholernie żenujące. - Mógłbyś mi pomóc z zapięciem..? Strasznie mnie ciśnie - nawet nie oderwałam twarzy od jego torsu, bo było to dla mnie aż tak krępujące. Nie umiałam też określić o co dokładnie mi chodzi, ale wierzyłam, że się domyśli, że o biustonosz. Biust też mnie teraz bolał, a wcześniej byłam zbyt pochłonięta lamentowaniem, by o tym pomyśleć.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#334 10-10-2019 o 22h38

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

        Wstałem już i miałem wyjść, gdy poczułem jak Leatrice łapie mnie za nogawkę. Spojrzałem na nią z troską, bo słysząc te słowa jakie wypowiedziała zrobiło mi się dziwnie smutno. Miała za sobą naprawdę koszmarny dzień, który dodatkowo przyniósł jej jeszcze nie tylko psychiczne, ale też fizyczne cierpienie. Poczułem dziwną bezsilność, bo zdałem sobie sprawę, że nie mogę nic zrobić by jej pomóc.
        - Dobrze maleńka. NIgdzie nie pójdę. - Odpowiedziałem spokojnym tonem i usiadłem z powrotem na materac pocierając dłonią jej biodro.
        Jednak Leatrice chciała, abym usiadł bliżej, a w rezultacie oparłem się plecami o zagłówek, a ona wtuliła się w mój bok jak mała panda. Objąłem ją zaraz i poczułem jak serce nieco mi przyspiesza. Cieszyłem się z jej bliskości. Nawet jeśli nie miała ona żadnego sensualnego zabarwienie i tak sprawiała mi przyjemność, bo zwyczajnie za nią tęskniłem.
        - Maleńka wiem, że boli. - Pogłaskałem delikatnie jej włosy i pocałowałem czubek jej główki, którą wtuliła we mnie. - Wzięłaś tabletki, zaraz ci pomogą, a ja obiecuję, że będę przy tobie cały czas. Możesz się na mnie skupiać, wyżywać, przytulać, torturować, rozbawiać, gryźć, drapać, łaskotać i opowiadać nieśmieszne żarty. Pozwalam ci na wszystk. - Dodałem, bo chciałem samemu jakoś zająć jej myśli czymś innym.
        Objąłem ją ramieniem, a w drugiej dłoni trzymałem telefon. Już miałem szukać czegoś w pobliżu, gdy dostałem wiadomość od Alana. Pilną jak widać, bo Ana najpierw napisała, że mam tego nie ignorować. Nim jednak ją odczytałem to moja uwaga ponownie skupiła się na Lei. Szybko domyśliłem się o co jej chodzi i sprawnie jedną dłonią rozpiąłem jej stanik, a mój wzrok ponownie podążył do telefonu.
        Nie podobała mi się zawartość tej całej wiadomości, ale w sumie mogła jeszcze poczekać na odzew. Teraz Lea była najważniejsza.
        - Podnieś się, pomogę ci. - Mruknąłem widząc jak szarpie się ze stanikiem.
        W końcu jakoś wyciągnęła go przez rękawy i odrzuciła na podłogę. Znów się we mnie wtuliła, a ja odruchowo ułożyłem dłoń pod jej bluzką i zacząłem delikatnie muskać jej nagie plecy. Chyba ją to odprężało, bo wtuliła się we mnie bardziej, a ja zrobiłem dokładnie to samo.
        - Tęskniłem za tobą. - Wyszeptałem cicho. - Przez te parę dni bez ciebie uświadomiłem sobie jak cholernie wiele wniosłaś w moje życie. - W sumie to dopiero teraz cokolwiek zaczęło znaczyć, ale na takie wyznania przyjdzie jeszcze czas. - Bez ciebie jestem pusty. Tak się czuję. Nie zostawiaj mnie już.
        Przymknąłem oczy zamykając ją w ramionach i tak trwaliśmy przez parę minut, aż mój telefon nie zaczął wibrować. Chciałem to zignorować, ale po pierwszym połączeniu zaraz nadeszło kolejne.
        - Alan. - Odpowiedziałem na jej pytanie. - Nie muszę odbierać. Muszę mu coś napisać. - Wyjaśniłem i po chwili wysłałem sms’a do blondyna. - Będę musiał wrócić dziś do siebie. - Westchnąłem opierając potylicę o wezgłowie. - Pojedziesz ze mną. - Zapytałem zerkając na nią w dół. - Nie chcę zostawiać cię tutaj samej, ale mam coś naprawdę ważnego do zrobienia. Zaniedbałem wszystko odkąd zniknęła i teraz parę spraw się sypie, a tych dwóch idiotów nie poradzi sobie beze mnie. - Zacząłem się tłumaczyć. - Przepraszam, że tak wyszło, ale… Jeśli nie chcesz jechać zrozumiem. Mogę pojechać sam, albo wziąć rzeczy i… - Powiedziała, że pojedzie, a ja uśmiechnąłem się mimowolnie. - Ale spokojnie mamy jeszcze czas. Musisz poczuć się lepiej i zjeść coś.
        W końcu zamówiłem jakąś pizzę, bo Leatrice tylko na to się ostatecznie zgodziła. Po dwudziestu minutach pozwoliła mi wstać, bo chciała swojej kawy, a ja między czasie gdy ją przygotowywałem poszedłem do łazienki. Przygotowałem dla niej kąpiel, bo pomyślałem, że może dzięki temu poczuje się trochę lepiej. Zaniosłem tam też jej kawę, ubrania, kosmetyki i zapaliłem parę świec.
        - Przygotowałem ci kąpiel skarbie.  - Wróciłem do sypialni i usiadłem na skraju łóżka. - Zaniosłem też twoją kawę do łazienki i parę ciuchów, które ci kupiłem. Zobaczysz zresztą sama. Myślę, że kąpiel ci dobrze zrobi. - Pogładziłem jej policzek i odgarnałem włosy z mokrego czoła. - Chodź. Pomogę ci.
        Złapałem ostrożnie jej ramiona, gdy podniosła się do siadu. Nieco zakręciło się jej w głowie, więc poczekaliśmy chwilę nim wstała. Ostatecznie jednak to praktycznie ja ją trzymałem całą drogę, aż do łazienki.
        - Mam wyjść, czy potrzebujesz mojej pomocy? - Spytałem, gdy już znaleźliśmy się w środku, a Leatrice usiadła na zamkniętej klapie od sedesu. Sam kucnąłem tuż przed nią. - Marta dała mi listę twoich kosmetyków. Mam nadzieję, że wszystko się zgadza. Nie znam się na tym. - Odpowiedziałem na jej pytanie, gdy spojrzała na wypełnioną po brzegi torbę z zakupami drogeryjnymi.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#335 11-10-2019 o 03h02

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       Jasnym było, że już nie będę się na niego gniewać, w tym stanie najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam, nie chciałam, bo jego obecność była mi potrzebna. Poza tym sama tak bardzo chciałam, żeby było jak wcześniej, ale jednocześnie miałam świadomość, że to niemożliwe, nie teraz, kiedy wiedziałam do czego zdolny jest Reeves. Owszem, wcześniej byłam świadoma, że potrafi być podły, ale chyba dopiero teraz tak naprawdę to do mnie dotarło. Wcześniej nie mogłam tego widzieć, bo i jak? Nawet teraz miałam ten konflikt wewnętrzny, kiedy z jednej strony było to, co zrobił, a z drugiej był dla mnie taki kochany, że mimo swoich przewinień, nawet mimo mojego bólu mnie rozbawił.
       - Przytulanie mi wystarczy - powiedziałam niezbyt głośno, nadal wtulona w niego. Taka była prawda, mimo tego, co się wydarzyło, jego zapach wciąż mnie uspokajał, a bliskość była dodatkowym ukojeniem. 
       Cieszyło mnie to, że Casper bez słowa wykonał moją żenującą prośbę i nie umknęło mi też to, z jaką łatwością mu to przyszło. W każdym razie widząc, że robi coś na telefonie nie chciałam mu przeszkadzać i próbowałam sama zrzucić z siebie element garderoby, ale no, nie wyszło mi to zbyt dobrze i Reeves to zauważył, bo zaraz zaproponował pomoc. Oczywiście nieco się zawstydziłam, ale już po chwili mogłam odrzucić upierdliwy stanik na ziemię i ponownie się w niego wtulić, próbując nie myśleć o bólu. Jego dotyk na plecach nieco mnie zdziwił, ale był też tak przyjemny, że mój rozsądek nie doszedł do głosu. Mruknęłam tylko cicho, przymykając oczy i mając wrażenie, że uda mi się tak zasnąć. Wtedy też Casper się odezwał, a ja nieco drgnęłam, ale nie otworzyłam oczu. To co mówił... było miłe, było tym, czego potrzebowałam, sama także za nim tęskniłam, ale skoro już jest jasnym, że to nie tak, że jedynie zatrzymał mnie w stanach, tylko faktycznie zatrzymał mnie przy sobie, muszę zaznaczyć, że z tej lekcji zostanie przeze mnie mimo wszystko coś wyciągnięte.
       - To nie zmuszaj mnie już do tego - odpowiedziałam zatem. Jeśli nie da mi powodów, nie zostawię go. Może powinnam teraz, ale nie chciałam. Ja sama tak bardzo go potrzebowałam, jak widać do tego stopnia, że wybaczę mu ten cholerny zakład, nawet jeśli będzie mnie on jeszcze bolał długi czas.
       Mogłabym teraz zasnąć, było mi tak dobrze, jak na mój obecny stan. Tylko, że telefon Caspera wibrował i wibrował, aż w końcu sama zapytałam kto to. Przyznaję, słowa Reevesa znów mnie zaskoczyły. Był przecież pracoholikiem, a tutaj proszę, swoją największą miłość - pracę, zignorował dla mnie. Chyba wraz z tymi słowami poczułam się tak, jakbym dostała jakieś nieme potwierdzenie, że słusznie mu odpuściłam, że słusznie dałam drugą szansę, wysiadając z samolotu. To było też powodem dla którego zdecydowałam się z nim jechać, chociaż przy tym istotne było również to, że nie chciałam zostawać sama.
       Naprawdę nie czułam potrzeby jedzenia, ale Casper się uparł, a ja zgodziłam się na pizzę i przypomniałam mu o kawie, którą poszedł mi zrobić, a bez której wrócił, co było zadziwiające. Zaraz wyjaśnił, gdzie napój się znajduje, a ja całkiem się ucieszyłam, bo faktycznie nie czułam się świeżo. Pomógł mi wstać, przy czym ja już zastanawiałam się, co kupił mi do ubrania. Przysiadłam sobie na klamie od muszli klozetowej i patrzyłam na pianę wystającą z wanny, a wtedy Reeves zadał kluczowe pytanie i nie ukrywam, zarumieniłam się.
       - Możesz po prostu stanąć do mnie tyłem? Poradzę sobie, ale... - nie umiałam dokończyć myśli. Wiem, że już mnie widział nago, jednak teraz było inaczej, nawet abstrahując od tego naszego kryzysu, to po prostu w tym stanie jakoś jeszcze dodatkowo się krępowałam. Teraz jednak spojrzałam na kosmetyki i zmarszczyłam czoło.
       - Oddam ci pieniądze, nie musiałeś kupować tego wszystkiego - zauważyłam grzebiąc w torbie. - Na przykład paleta z cieniami, albo krem do rąk, przecież poradziłabym sobie bez takich rzeczy - jęknęłam. Mogłabym długo wymieniać produkty, jakich wcale nie musiał mi kupować. To znaczy nic nie musiał, ale były te podstawowe i te bardziej wymyślne.
       Reeves odwrócił się tyłem, tak jak poprosiłam, a ja mimo to oblałam się rumieńcem, zrzucając najpierw ostatni element bielizny, a potem bluzę, Położyłam je z boku i złapałam się ostrożnie krawędzi wanny, mówiąc przy tym do Caspera, że radzę sobie. Przełożyłam nogę, potem z drugą było znacznie trudniej, ale ostatecznie udało mi się i zaraz siedziałam, układając się wygodniej. Piana wiele zasłaniała.
       - Możesz... możesz już patrzeć normalnie - powiadomiłam go wyjątkowo niezgrabnie, kiedy sięgnęłam po swoją kawę i duszkiem wypiłam pierwszą połowę, wzdychając po odstawieniu kubka od ust. Wtedy też spojrzałam na ubrania. Kupował je jeszcze zanim wiedzieliśmy o moim okresie, więc nie spodziewałam się tam żadnych luźnych spodni. Nie spodziewałam się też, że tyle tego będzie i jeszcze jakich marek będą to ubrania.
       - Casper, ile ty mi tego kupiłeś? - zapytałam nieco przerażona. - Musisz mi powiedzieć ile mam ci oddać - dodałam po chwili, nawet nie chcąc myśleć o tym, ile dzisiaj na mnie musiał wydać. Nie dodałam jednak już nic więcej, bo brzuch przypomniał o sobie, a ja jęknęłam głośniej, nabierając powietrza do płuc. Spróbowałam usiąść wygodniej, opierając głowę o brzeg wanny i korzystając z tego przyjemnego ciepła przymknęłam oczy, znów czując, że mogłabym tutaj spokojnie zasnąć. Byłam taka słaba. Poza tym moje emocje robiły sobie ze mnie żarty i naraz poczułam się strasznie winna.
       - Przepraszam, że musisz się mną teraz zajmować. Powinieneś się skupić na pracy, a nie na mnie. Przepraszam... - jęknęłam, nie przejmując się tym, że z naszej dwójki to raczej nie ja zawiniłam. - Przeze mnie kancelaria jest w złym stanie... - to też mnie męczyło, mimowolnie brałam na siebie odpowiedzialność za to wszystko.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#336 11-10-2019 o 17h21

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

         - Leatrice ja nawet nie dotykałem tych rzeczy. Myślisz, że wiem co ci jest potrzebne, a co nie? Dałem listę w sklepie i tyle, a poza tym możesz zostawić je w moim mieszkaniu. NIe będziesz musiała ich wozić ze sobą w tą i z powrotem. - Uznałem, że moja odpowiedź brzmi dość racjonalnie. W końcu przecież Leatrice będzie nie jedną noc spędzała u mnie.
        Odwróciłem się jak chciała. Nawet jeśli czułem się z tym dziwnie to nie miałem zamiaru jej denerwować. Gdy pozwoliła mi się odwrócić, znalazłem jakąś miskę i usiadłem na niej zaraz przy krawędzi wanny.
        - Tyle, żeby wystarczyło nim walizki wrócą. - Odpowiedziałem, a potem westchnąłem słysząc ten komentarz o tym, że mi odda i mnie przepraszam. - Lea… Jeśli ktoś ma tutaj za coś przepraszać to ja. Przeze mnie twoje walizki lecą teraz do Francji, przeze mnie jesteś w takim, a nie innym stanie i przeze mnie musiałaś wydać własne pieniądze, aby wyciągnąć mnie z aresztu. - Wyrzuciłem wszystko za jednym tchem. - Więc uznajmy to za jakąś formę rekompensaty strat, które sama poniosłaś.
        Podałem jej ponownie kawę, gdy o nią poprosiła, a potem wyciągnąłem z torby gąbkę o którą poprosiła. Widać faktycznie była tam pełna lista jej kosmetyków. NIe dałem jej jednak blondynce, tylko sam namoczyłem wodą i powoli zacząłem obmywać jej kark i ramiona.
        - Jak poczujesz się lepiej, pojedziemy do mnie. - Przejechałem delikatnie po jej łopatkach. - Będziesz mogła zostać tam ile zechcesz. Jutro sam z tobą zostanę, nie pójdę do pracy, ale później wszystko zależy od ciebie. - Wyjaśniłem i ponownie namoczyłem gąbeczkę.
        Po jakiś piętnastu minutach zadzwonił mój telefon. Dostarczono nam pizzę, którą odebrałem i przyniosłem do łazienki.
        - Fajnie ci teraz co? - Rzuciłem, gdy Leatrice starała się złapać ciągnący się ser. - Gorąca kąpiel, kawa, pizza i prywatny człowiek na posyłki. - Uśmiechnąłem się patrząc na nią i mrużąc przy tym oczy. - Ustawiłaś mnie sobie, nie ma co.
        Zjedliśmy, a woda zaczęła robić się już chłodna. Spojrzałem na Leatrice, a widząc jej spojrzenie zrozumiałem, że powinienem wyjść. Zabrałem więc pudełko po posiłku i kubek po jej kawie, a nim opuściłem pomieszczenie spojrzałem jeszcze raz na dziewczynę.
        - Jakbyś potrzebowała pomocy to powiedz. Zostawię nieprzymknięte drzwi, tak na wszelki wypadek. - Jak powiedziałem tak też zrobiłem i wychodząc nie nacisnąłem klamki, aby drzwi nie zamknęły się całkowicie.
        W czasie, gdy Lea wychodziła z wanny zdałem sobie sprawę, że przecież nie ma tam żadnych ubrań. W sumie po chwili sama zawołała mnie cichutko. Siedziała już na skraju wanny owinięta ręcznikiem.
        - Tak wiem. Zaraz ci coś przyniosę. - Odpowiedziałem na jej słowa.
        Wyciągnąłem z torby jakieś wygodniejsze spodnie i bluzkę, a do tego komplet czarnej bielizny, który osobiście podobał mi się najbardziej. Miałem nadzieję, że mój gust nie będzie bardzo jej przeszkadzał. W końcu lubiłem jak kobieta wyglądała profesjonalnie, więc nie powinna być zawiedziona tym co dla niej przygotowałem. Może nie były to stroje tak konserwatywne jak jej, ale Leatrice powinna nauczyć się wykorzystywać jej atuty. Lubiłem gdy pokazywała nieco dekoltu, a te jej pozapinane pod samą szyja bluzki nieco mnie irytowały. Starałem się więc uniknąć ich wyboru.
                           -Proszę. - Wróciłem z ubraniami, które odłożyłem na blacie przy umywalce. - Mam nadzieję, że będą pasować. Później możesz przejrzeć resztę ubrań. - Dodałem i wyszedłem.
                             Postanowiłem pozbierać wszystko razem, by było mi wygodniej zanieść to do auta. Zabrałem też stare ubranie Lei i włożyłem do jednej z papierowych torebek. Potem poszedłem do kuchni i napisałem wiadomość dla Daniela. Podziekowałem za wszystko i oznajmiłem, ze zabieram Leatrice do siebie.
                    Leatrice w końcu wyszła. Nadal była blada i podpierała się o ścianę, więc zaraz do niej podszedłem odkładajac rzeczy na bok.
                       -Jak się czujesz? - Spytałem najpierw i przejechałem dłonią po jej pliczku. - Bo wyglądasz całkiem dobrze. - Dodałem komentując jej strój. Wiem sam siebie chwaliłem, ale chyba nie było najgorzej. - Chodź. Zaprowadze cię do salonu. Poczekasz na mnie. Zaniosę twoje rzeczy, a potem wrócę po ciebie. Zgoda? - Wyjaśniłem jaki mam plan i powoli krok za krokiem zacząłem prowadzić Leatrice do salonu.
                          Śmiałem sie z tego, ze mnie sobie ustawiła, ale faktycznie teraz zachowywałem się zupełnie jak nie ja. To dla mnie ludzie wszystko zawsze robili, a nie ja dla nich. Nawet jak byłem z Emily to nie specjalnie przejawiałem tak opiekuńcze zachowania. Może jeszcze byłem zbyt młody i głupi by uświadomić sobie, że w sumie mi to odpowiada. Lubiłem czuć się potrzebny Leatrice. Ja sam, nie moje pieniądze, czy możliwości, tylko moja osoba. Owszem jako adwokat też czułem się dość wyjątkowo, ale ludzie wykorzystują moje umiejętności i charyzme, a z Leatrice jest zupełnie inaczej. Pierwszy raz występuje w takiej roli. Sądziłem, że nigdy by mi ona nie odpowiadała. W sumie nawet nie wyobrażałem siebie w takim wydaniu, a teraz? Teraz byłem szczęśliwy mogąc jej pomagać.

Ostatnio zmieniony przez Katomi (11-10-2019 o 17h38)


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#337 11-10-2019 o 18h25

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood

       - Ale mogłeś poprosić Martę tylko o najważniejsze produkty, a nie pełną listę - zauważyłam, ale argument z zostawieniem części u niego zasznurował moje usta i nie wiedziałam, co mam na niego odpowiedzieć. Uznałam, że lepiej będzie skupić się na kwestii samych zakupów. - Nie chciałam rekompensaty, to miała być kara dla ciebie, że wydałam na ciebie te pieniądze - nawet tego nie ukrywałam, bo też wątpiłam, aby miało to jakikolwiek sens.
       Dziwnie się poczułam, kiedy Casper zaczął mnie obmywać. Jakby nie patrzeć byłam całkowicie naga i stresowało mnie to, tym bardziej, że on był w pełni ubrany. Nie mniej jednak nic nie powiedziałam, bo było to kojące, jak i sama w sobie kąpiel. Dobrze się czułam podczas okresu w wodzie. Miałam wrażenie, że ta łagodzi ból, a przy tym dodatkowo pomaga mi się odprężyć. Poza tym w końcu przyjechała pizza, a chociaż wydawało mi się, że nie mam apetytu, to w tych warunkach naprawdę przyjemnie było coś zjeść.
       - Mówisz? - podchwyciłam niepewnie jego słowa. - To dobrze. Po tym, czego się dowiedziałam, dobrze jest wierzyć, że to już minęło - przyznałam, ale już swobodniej o tym mówiąc. Po prostu kiedy dotarło do mnie to, co mówił wtedy Alan i Jacob, sądziłam, że Casper cały czas robił wszystko dla zakładu, ale tym czasem ten już dobiegł końca, więc gdyby mu nie zależało, nie byłoby nas teraz tutaj. No chyba, że założyli się o coś nowego, ale o tym nie chciałam myśleć.
       Prawdę mówiąc wcale nie chciałam wychodzić z wanny, nawet gdy woda w niej zaczęła się robić zimna, ale Casper widział już, że mam gęsią skórkę i wolałam się nie upierać jak dziecko. Mimo to byłoby mi niezręcznie się przed nim tak pokazywać, jakbym nie potrafiła sama się sobą zająć. Dlatego cieszyłam się, gdy sam wyszedł i potem ostrożnie opuściłam wannę. O ile w kąpieli było dobrze, o tyle łapiąc pion znów zakręciło mi się w głowie. Wytarłam się więc nieszczególnie szybko, ale wtedy zauważyłam, że nie mam ubrań, więc go zawołała, a Reeves natychmiast mi coś przyniósł. Już widząc metki zrobiło mi się słabo i jęknęłam w duchu, chociaż ubrania były przepiękne. Może nieco odważniejsze od moich, ale nadal eleganckie. Zdziwiło mnie też to, że znał mój rozmiar bielizny, poza tym nieco krępowało, że to on ją wybierał, ale no... w pierwszej kolejności się ubrałam, wcześniej jeszcze grzebiąc w torebce z drogerii, żeby zająć się nieco sprawami higienicznymi.
       Ubrania były naprawdę przyjemne w dotyku i w noszeniu, mimo, że niechętnie założyłam biustonosz. To nie tak, że było to moje pierwsze zetknięcie z tak drogimi markami, bo tu bym skłamała. Tylko, że ja czasem idę i kupię sobie sukienkę, czy to buty, a nie od strzała całą garderobę. Naprawdę przerażało mnie to, ile na mnie wydał.
       - Po kąpieli nieco lepiej - odpowiedziałam, bo oczywiście nadal wszystko mnie bolało, ale teraz to uczucie nie było takie przejmujące. Cieszyłam się, że mi pomógł dojść do salonu i pokiwałam głową na znak, że rozumiem jego słowa, a kiedy już znalazłam się na kanapie, położyłam się na niej i zwinęłam w kłębek, bo tak było mi lepiej. Casper obiecał, że zaraz wróci, pokiwałam tylko głową, a on już poleciał zanosić jeszcze jakieś rzeczy do samochodu. Trochę zamuliłam, kiedy go nie było, więc chyba myślał, że zasnęłam, bo się tak skradał.
       - Nie śpię, tylko oczy przymknęłam - wyjaśniłam, ale nic więcej nie dodałam, bo mnie podniósł. Już rozchyliłam usta, aby zaoponować, ale w zasadzie nie miałam siły i po prostu wtuliłam się w niego mocno, chowając twarz w zagłębieniu w jego szyi. - Nanosisz się dzisiaj - zauważyłam, kiedy zamykał za nami drzwi. Trochę dziwnie się czułam z tym, że jadę do niego, chyba wcześniej tego nie przemyślałam, ale też nie chciałam być sama.
       W samochodzie odsunął mi fotel jak najbardziej się dało i kiedy zostałam na nim posadzona, poczułam znów to przyjemne ciepłe grzanie od fotela.
       - Pewnie twoja lodówka znów świeci pustkami, nie licząc tego co zostało po mnie, więc zatrzymaj się po drodze po mleko, co? Żebym miała do kawy - mruknęłam, przymykając sobie oczka. Nie planowałam tak szybko wracać do jego apartamentu, czułam się z tym dość dziwnie, ale mówi się trudno. Casper faktycznie zrobił tak, jak chciałam, więc nieco nerwowo, a nieco z bólu zaciskałam już paluszki na kartoniku z mlekiem, jakby był moim skarbem. Myślałam, że nikt nas nie zauważy, ale Casper zaparkował przed głównym wejściem, a nie pod ziemią. Oczywiście zaraz zapytałam dlaczego tak, więc uznał, że musi zostawić kluczyki w recepcji, żeby wnieśli nam rzeczy.
       Znów wziął mnie na ręce, chociaż powiedziałam, że może w takim razie wejdę sama. Nic z tych rzeczy, wiadomo, po prostu mnie podniósł, a ja się nie upierałam, bo ta podróż samochodem też była dla mnie męcząca.
       - Dzień dobry, panie Reeves, panno Lockwood - przywitała nas recepcjonistka, a ja się zarumieniłam. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało i chyba przez nią zdałam sobie sprawę, że dla osób poza tym wąskim gronem wtajemniczonych właśnie tak to będzie wyglądało. Nie będą świadomi piekła, jakie przeszliśmy.
       W każdym razie Casper oznajmił, że w samochodzie są zakupy i prosi o przysłanie jakiś dwóch osób, żeby je zanieśli na górę. To mi przypomniało o kwestii ubraniowej i odezwałam się w jej temacie, gdy znaleźliśmy się już w windzie, tuląc do siebie ten mój kartonik z mlekiem. Czułam się tak pewniej.
       - Zastanawiam się, czy nie będzie lepiej zwrócić większości tych ubrań... - zaczęłam, co chyba go zaskoczyło. - Podobają mi się, ale... - odpowiedziałam zaraz. - Casper, wydałeś pewnie na mnie dziś znacznie więcej pieniędzy, niż ja za twoją kaucję. Nie potrzebuję aż tak drogich strojów przecież i to w takiej ilości - zauważyłam nieśmiało. - Poza tym... skąd tak dobrze znasz moje wymiary? - o to pytać nie zamierzałam, ale tak jakoś samo się wyrwało.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#338 15-10-2019 o 00h39

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

         Z małymi komplikacjami, ale udało nam się wreszcie zapakować do samochodu. W zasadzie to mi udało się zapakować wszystko to co kupiłem dla Leatrice i ją samą. Po drodze jeszcze zatrzymałem się przy jakimś małym sklepie by kupić to o co prosiła. W zasadzie miałem wrażenie, że tego dnia wszelkie skrywane do tej pory pokłady mojej dobroci zostały wykorzystane. Jakieś czterdzieści minut po naszym wyjściu od Daniela mogliśmy w końcu wsiąść do winy w moim apartamentowcu.
        - Jakie oddać? - Spojrzałem na nią zaskoczony. - Daj spokój, przecież to normalne ubrania. Wydałem tyle ile się wydaje na ciuchy. - Wzruszyłem ramionami. Wiem, że ludzie pewnie potrafią ubierać się w innych sklepach, ale bez przesady. Chciałem sprawić Lei przyjemności i nie miałem zamiaru na tym oszczędzać. Zresztą uważam, że te stroje są odpowiednie dla kobiety z jej statusem społecznym. - Poza tym wszystko co się stało to moja wina i jak mówiłem, chcę ci to jakoś zrekompensować. A co do wymiarów to… Pewne rzeczy warto wiedzieć. - Mrugnąłem do niej i już więcej nic nie powiedziałem, bo winda zatrzymała się na właściwym piętrze.
        Dopiero teraz dotarło do mnie w jakim stanie zostawiłem swoje mieszkanie. Ogólnie nie chciałem nikogo widzieć, więc nie pozwoliłem Fridzie przyjść i ogarnąć to co powinna. Sam oprócz Alana nie widziałem nikogo przez te parę dni. Może poza dostawcami jedzenia, bo pozostałości po daniach na wynos i pudełka stały w sumie wszędzie. Nie miałem głowy do tego by zadbać o cokolwiek. Butelki, papierosy, papiery… Ogólnie jasno dało się wyczuć, że ostatnio ktoś w tym mieszkaniu przeszedł nienajlepszy czas, a już na bank nie najbardziej trzeźwy. W sumie można byłoby to zrzucić na niezłą imprezę, ale prawda była zupełnie inna.
        Dlatego nie chciałem zostawić Leatrice na dole. W sypialni w sumie wcale nie było lepiej. Postanowiłem więc zanieść ją do swojego gabinetu.
        - Nie chcesz być sama prawda? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Poza tym chciałem przykuć jej uwagę na tyle, by nie rozglądała się na boki. - Muszę popracować, a w moim gabinecie jest wygodna kanapa. Przyniosę ci twój kocyk i będziesz mogła coś poczytać, albo pooglądać. W każdym razie nie będziesz sama.
        Dotarliśmy już do szczytu schodów, a potem do odpowiedniego pomieszczenia. Postawiłem Leatrice na ziemi i pomogłem jej usiąść na kanapie, ale sam musiałem najpierw ogarnąć nieco ten burdel. Wyszedłem mówiąc, że przyniosę jej zaraz kocyk i coś do picia. Po drodze wpadłem do sypialni i zabrałem z niej puste butelki i kartony. Tak samo na dole. Zebrałem co widziałem i wrzuciłem do worka na śmieci. Akurat wniesiono nasze zakupy, więc poprosiłem jeszcze aby wyrzucono to za mnie do zsypu i po jakiś dziesięciu minutach najpierw przyniosłem Leatrice herbatę i koc, a potem zaniosłem jej zakupy do swojej sypialni i zostawiłem w garderobie.
        - Jeśli chcesz coś obejrzeć, albo poczytaj nie krępuj się. - Wróciłem już do gabinetu. Leatrice siedziała na kanapie i rozglądała się po stojących przy ścianach regałach. - Czuj się swobodnie.
        Nie miałem głowy do pracy, ale musiałem zająć się akurat tą sprawą. Najpierw usiadłem za komputerem i przez dobre pół godziny czytałem maile od Alana i Jacoba. Potem zacząłem przeglądać dokumenty, które miałem u siebie, ale spora ich część została w kancelarii i dlatego ustaliłem, że jutro Alan ma mi je podrzucić. Po jakiejś półtorej godzinie odłożyłem na bok okulary i przetarłem oczy. Na stole porozkładałem stosy kartek, ale nie mogłem się już skupić. Byłem zmęczony. Zeszła ze mnie adrenalina i teraz najzwyczajniej w świecie miałem ochotę się położyć i odpocząć.
        - Nie. Nic mi nie jest. - Drgnąłem zaskoczony, słysząc głos Leatrice. Sądziłem, że zasnęła. - Jak się czujesz? - Jej stan mnie o wiele bardziej przejmował niż własne zmęczenie.
        Usiadłem obok niej na skraju kanapy. Miała taką zmęczoną twarz. Jej skóra straciłam ten swój zdrowy blask, ale to jej oczy były w tym wszystkim najgorsze. Widziałem w nich jakiś dziwny niepokój. Mi było łatwiej wrócić do “normalności”, Leatrice przeszła coś zupełnie innego. Ja ją odzyskałem, a ona mnie? Raczej poznała tą moją gorszą stronę, a z tym wcale nie będzie jej tak łatwo się pogodzić.
        Chciałem pogładzić jej włosy, ale wtedy usłyszałem telefon. Widziałem, że muszę odebrać. Przeprosiłem ją więc i po zamienieniu paru słów z Alanem mogłem ponownie wrócić do Leatrice.
        - Alan. - Zapytała kto dzwonił, a po usłyszeniu mojej odpowiedzi dostrzegłem, że się spięła. Fakt… On i Jacob byli w sumie głównymi winowajcami tego przedstawienia. No nie licząc mnie. - Przyjedzie jutro z rana. Musi mi coś podrzucić. - Wyjaśniłem. - Rozumiem, że nie będziesz chciała się z nim widzieć. Pewnie z Jacobem także, ale uwierz mi, że obydwoje są przejęci tym co się stało. Tak wnioskuję po ich wiadomościach, bo sam nie miałem ochoty z nimi rozmawiać odkąd…. - Skupiłem na chwilę wzrok na swoim telefonie, który obracałem w dłoniach. - Sama wiesz.
        To też będzie trudne. Nie chcę zmuszać do niczego Leatrice. Ma prawo nie mieć ochoty widywać tamtej dwójki. Sam nie miałem sił na rozmowy z nimi, więc mogę sobie tylko wyobrażać co myśli Lea.
        - A z dobrych informacji to odrzuciłem twoją rezygnację. - Postanowiłem nieco zmienić temat. - Masz minimum miesiąc wypowiedzenia to raz, a dwa nie pozwolę sobie na stratę tak obiecującego pracownika. - Uśmiechnąłem się do niej łagodnie. - Oczywiście nie musisz wracać zaraz do pracy, ale mam nadzieję, że do końcu tygodnia jakoś staniesz na nogi. - Dodałem gładząc jej policzek. - Jak widzisz bez ciebie i beze mnie wszystko się tam sypie. Kancelaria nas potrzebuje.
        Byłem słaby w pocieszaniu ludzi. Mi zawsze pomaga praca. Jak mam ciężki okres to skupiam się na niej i dzięki temu mogę dojść do siebie. Nie wiem jak będzie z Leatrice. Sam też nie miałem już ochoty wciąż męczyć tego co się stało. I tak jeszcze ta sytuacja będzie do nas wracała w kółko i w kółko. Dziś uciekliśmy zamykając się na wszystkich wokół, ale jutro? Za dwa dni? Przyjdzie nam się zmierzyć z tym, że wszyscy będą drążyć ten temat by poznać prawdę.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#339 15-10-2019 o 11h59

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       Zastanawiałam się, czy Casper sobie ze mnie żartuje, czy on tak naprawdę myślał. Dobra, nie mam nic przeciwko kupieniu sobie od czasu do czasu czegoś w takim butiku, ale nie całej garderoby na raz.   
       - Casper, normalne ciuchy kosztują znacznie mniej. Ja nie noszę samych markowych rzeczy, kupuje je sobie raz na jakiś czas, rozumiesz? Jak normalni ludzie… - nie wiem, czy rozumiał, ale teraz zaczęłam się obawiać ile warta jest jego garderoba, ile on w ogóle zarabia. To, że ma dużo pieniędzy to już wiem, ja też kiepsko na stażu u niego nie zarabiałam, ale jednak jest to staż i pensja nie zwala jakoś z nóg, więc zaczęło mnie przerwać ile on w takim razie zarabia. - Ale ja nie chcę, zebys w ten sposób mi cokolwiek rekompensował. Nie możesz na mnie wydawać tyle pieniędzy - podkreśliłam jeszcze, ale jak tylko weszliśmy do jego apartamentu postanowiłam zapomnieć o tej kwestii, przynajmniej na ten czas.
       Naprawdę zaskoczył mnie stan tego miejsca, zawsze było tutaj wręcz pedantycznie, a teraz? Skrzywiłam się na widok tych wszystkich opakowań, ale przede wszystkim butelek. Dobra, mówił, ze było mu ciężko, ale chyba dopiero teraz w to naprawdę uwierzyłam. Nie poczułam jednak ulgi, nie potrafiłabym jej czuć. Przecież wcale nie chciałam, żeby tak cierpiał. Nawet, gdy mi robił krzywdę tym, czego się dowiedziałam.   
       - Dlaczego gabinet? - zapytałam marszczac nieco nos. Niby Casper powiedział, że to po to, abym nie była sama, ale domyślałam się też, ze może powodem jest stan w jakim znajduje się jego apartament. Oczywiście w obecnym stanie nie byłam na siłach, aby o tym dyskutować, jedynie zwinęłam się w kłębek tam, gdzie mnie zostawił i czekałam, aż wróci.
       Dość dziwnie było znów się tutaj znaleźć, po tym wszystkim. W zasadzie od mojej ostatniej wizyty u niego minął tydzień, a wydawało mi się, że cała wieczność.   
       - Chyba po prostu się położę - nie miałam ochoty ani nic oglądać, ani czytać, chciałam tylko odpocząć. Patrzyłam chwilę jak pracuje, nadal nie potrafiąc sobie tego poukładać. Kręciłam się na kanapie, aż nie znalazłam wygodnej pozycji w której już zostałam i przymknęłam oczy, ale nie zasnęłam.
       - Coś się stało? - nie wiem ile czasu minęło, ale jak teraz na niego zerknęłam, to nie wyglądał najlepiej. - Lepiej - odpowiedziałam na jego pytanie, bo nie chciałam też kłamać, że dobrze, najchętniej znów poszłabym do wanny. Zastanawiałam się, czy jeszcze coś powie, ale wtedy zadzwonił telefon. Odruchowo zapytałam, kto dzwonił i nie mogłam powstrzymać grymasu, chociaż spodziewałam się tego.
       - A ty niby czemu nie chciałeś z nimi rozmawiać? Przecież nie zrobili nic, w czym sam nie brałeś udziału - nie ugryzłam się w język. - Nie obchodzi mnie, że są przejęci, cały czas byłam zabawką w waszej grze, więc nie chcę się z nimi konfrontować - przyznałam bez bicia. To byłoby dla mnie zbyt stresujące i żenujące.
       Zaraz jednak Casper zmienił nieco temat, a ja słuchałam go zaskoczona. Zartowal sobie, chyba i mi chciał poprawić humor. Słuchałam go w spokoju, a potem zwiesiłam nieco głowę. Nie miałam już siły się kłócić, nie chciałam nawet tego, ale tę kwestię należało poruszyć.   
       - Nie, Casper - odezwałam się w końcu, niezbyt głośno. - Nie wrócę do twojej kancelarii - wyjaśniłam po chwili o co dokładnie mi chodzi. Poprawiłam się nieco na kanapie, naprawdę nie byłam teraz na siłach. - Nie chcę pracować w takim miejscu, z takimi ludźmi… - musiałam być szczera, ale emocje też mną teraz kierowały i dlatego nie chciałam go załamywać. To sprawiło, ze kierowana tym wyciągnęłam dłoń i dotknęłam niepewnie jego polika. Kiedy ostatnio to robiłam? - Teraz jak już wiem, że to miłość, nie będę w stanie ciebie zostawić, ale… To nie zmienia faktu, ze nie zgadzam się z tym, jak zarząd w twojej kancelarii traktuje pracowników, pewnie w końcu wybaczę ci to co się wydarzyło… Ale tobie, jak mężczyźnie, którego kocham, jednak… Nie jako szefowi, którego powinnam podziwiać i szanować. Obawiam się, że tak będzie lepiej i dla mnie i dla kancelarii. Podjęłam decyzję i proszę, uszanuj ją - zakończyłam, ale zaraz musiałam się odsunąć, bo ból brzucha przeszedł, jednak teraz promieniowal mocniej na plecy i aż się wygięłam z cichym jęknięciem na ustach.
       - Lędźwie… Strasznie bolą… - wyjaśniłam, a chociaż nie miałam do tego głowy, czułam, ze musze go mimo wszystko uspokoić. - To normalne…


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#340 15-10-2019 o 15h00

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

        Denerwowało mnie moje poczucie winy. Nie przywykłem do tego, aby cokolwiek ciążyło mi na duchu. Może dlatego też tyle czasu unikałem jakichkolwiek związków. Związki zmuszają ciebie do myślenia nia tylko o sobie, a o tym kimś jeszcze. Teraz właśnie przez to, że jak dzieciach zakochałem się z Leatrice, nie potrafiłem zwyczajnie olać tego co mówiła. Jej słowa zmuszały mnie do rozmyślań, były jak kara, nakazywały cierpieć i zastanawiać się nad tym co uczyniłem. To było męczące.
        - Bo wiedzieli, że mój związek z tobą to coś poważnego, a mimo wszystko nadal rozmawiali o tym durnym zakładzie. - Odpowiedziałem bez wahania. Taka była prawda, a to, że przy okazji nie umieją trzymać języka za zębami to inna sprawa.
        To jednak był tylko początek pokuty jaką narzuciła mi Leatrice. Naprawdę sądziłem, że wróci do kancelarii i nadal będzie z nami pracować. Jakoś przeboleje to co się stało, wybaczy w końcu i moim partnerom, a ja będę mógł udowodnić jej, że moje uczucia to prawda. Tyle, że Leatrice miała inne plany. Samo jej wytłumaczenie było już nieprzyjemną lekcją. Nawet jeśli jej dotyk na moim policzku, był tak przyjemny i łagodził niczym balsam, to nadal słowa raniły i huczały w mojej głowie. Nie wiedziałem też jak mam to do końca rozumieć. Czyżbym nie zasługiwał już na żadne uznanie z jej strony? Przecież to co zrobiłem było raczej prywatną zagrywką. Jako adwokat powinien nadal być dla niej autorytetem, a teraz? Sam nie wiem co mam myśleć. I nim cokolwiek mogłem powiedzieć, dziewczyna zwinęła się z bólu, co tylko odbierało mi jakiekolwiek możliwości tocznia z nią dyskusji.
        - Co się dzieje? - Zapytałem kładąc jej dłoń na ramieniu. - Może chcesz iść do łóżka, albo do wanny? Podać ci tabletki? - Nie wiedziałem co mam robić.
        Leatrice poprosiła o kolejną dawkę leków, a gdy przyniosłem jej wodę, ponownie usiadłem na skraju kanapy.
        - Dajmy sobie czas. - Odezwałem się nagle, patrząc jak dziewczyna popija tabletki wodą. - Nie mówmy jeszcze o pracy. Nie teraz, gdy mimo wszystko bardziej kierują nami emocje niż racjonalne podejście. - Wyjaśniłem i podniosłem się zabierając od niej szklankę. - Nie. Nie chcę słuchać, że coś postanowiłaś. Poczekamy. - Wszedłem jej w słowo. - Proszę.
        Nie pozwolę jej od tak odejść. Przecież to oczywiste. Muszę ją ponownie urobić. Nawet nie będzie wiedziała kiedy sama znów zechce wrócić i zrobi to z największą ochotą. Teraz źle ją wyczułem. Nie powinienem mówić o kancelarii, gdy Lea nadal w sumie nie bardzo wie jak ma na mnie patrzeć.
        - Popracuję jeszcze chwilę, a potem chciałbym się położyć. Jestem zmęczony. - Oznajmiłem wracając za biurko i spędzając tak najbliższe półtorej godziny.
        Po tym czasie ponownie odłożyłem okulary i przetarłem oczy. W nocy spałem z trzy godziny. Wcześniej piłem, potem cała ta akcja z samolotem, bieganie po całym mieście, stres, praca. Byłem wykończony i dopiero teraz dotarło do mnie, że ledwo już stoją na nogach.
        - Lea? - Kucnąłem przy kanapie. Blondynka musiała zdrzemnąć się na chwilę, ale otworzyła powoli oczy. - Chciałbym się położyć. Jest dziewiętnasta, ale jestem już zmęczony. - Wyjaśniłem, a ona podniosła się na poduszkach. - Pomogę ci. Może chcesz znów położyć się w wannie? Przygotuje ci kąpiel. Poczekaj chwilę.
        Jak powiedziałem tak też zrobiłem, a po dziesięciu minutach wróciłem do dziewczyny. Pomogłem jej wstać, a potem zaniosłem ją do łazienki, bo gdy tylko stanęła na nogach złapał ją ponownie ból.
        - Powiedz kiedy skończysz. - Zostawiłem ją na parę minut samą.
        Przygotowałem w tym czasie świeżą pościel. Nie żebym wiedział gdzie są poszewki w tym domu. Po prostu przyniosłem świeży komplet, który był w innej sypialni. Jutro poproszę Fridę, aby przyszła i ogarnęła ten chaos. Właśnie kończyłem ogarniać swoje ubrania, gdy usłyszałem głos Leatrice.
        - Przyniosłem ci piżamę. - Wróciłem do łazienki i odłożyłem ubrania niedaleko wanny. - Lepiej ci?
        Leatrice siedziała już w wodzie. Pewnie męczyła się samemu tam wchodząc, ale coś czułem, że wcale nie miała ochoty abym ją teraz oglądał. Ja natomiast nie miałem żadnych problemów z tym, aby się rozebrać.
        - Wezmę prysznic. - Wyjaśniłem, bo chyba bała się, że zaraz do niej dołączę. W sumie miałem na to ochotę, ale nie chciałem z nią walczyć.
        Byłem zmęczony tą sytuacją. Nie chciałem się czuć jak winowajca, ani dawać jej możliwości ku temu by mogła mnie karać swoją obojętnością. Nie to żebym nie zasługiwał. Ja po prostu nie chciałem tego czuć i doświadczać. Wolałem unikać takich sytuacji niż konfrontować się z nimi.
        Wyszedłem po dziesięciu minutach. Leatrice leżała w wannie z odchyloną głową i zamkniętymi oczami. Owinąłem się ręcznikiem i podszedłem do niej siadając na kafelkach obok. Drgnęła i spojrzała na mnie.
        - Zgadzając się na ten durny zakład chciałem, abyś zrobiła dokładnie to co mi dziś powiedziałaś. Chciałem, abyś odeszła z podkulonym ogonem i zaprzepaściła w oczach swojego ojca szansę, którą w sumie dałem ci tylko po to, abyś ją straciła. - Postanowiłem położyć kawę na ławę. Skoro tylko moja skrucha może coś tutaj naprawić, powinienem sam stanąć jej na przeciw, Na swoich warunkach. - Jestem okropnym s******, wiem o tym. Robiłem w życiu o wiele gorsze rzeczy, ale zemsta na twoim ojcu pewnie mogłaby się znaleźć w pierwszej trójce. Wiem, że nie jestem dobrym człowiekiem. Miałaś rację. Jestem zły i podły, ale odkąd ciebie poznałem moje intencje stały się zupełnie inne. Nie mam zamiaru usprawiedliwiać tego co chciałem zrobić. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że gdy zdałem sobie sprawę jak cholernie mi na tobie zależy nie pragnąłem już żadnej zemsty. Chciałem tylko abyś była szczęśliwa, abym ja był szczęśliwy, bo pierwszy raz od tak dawna przy kimś poczułem wszystko to co dawniej uznawałem za słabość. - Myślę, że powinna o tym wiedzieć. Powinna rozumieć, że ja nie mam zamiaru siebie wybielać. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego co zrobiłem i jaki jestem. Jednak chcę by też wiedziała, że mam jakieś tam sumienie w które właśnie ona sama trafiła. - Przepraszam, że chciałem ci zrobić to wszystko. Mam ochotę samemu sobie przywalić. W sumie… Nie chciałem abyś się kiedykolwiek dowiedziała chyba nie tylko dlatego, abyś ty nie cierpiała. Bałem się sam przed sobą przyznać jakim palantem jestem i jaką krzywdę mogłem ci zrobić.
        Uśmiechnąłem się do niej delikatnie, a potem opuściłem wzrok i ponownie skoncentrowałem go na swoich dłoniach. Nie wiem, czy to co powiedziałem było najwspanialsze. Było na pewno prawdą. Tego co zrobiłem nie da się ubrać w ładne słowa i nie powinno.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#341 15-10-2019 o 16h55

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       Wiedziałam, że Casper nie będzie zadowolony z tego, co mu powiem, ale musiał się z tą prawdą zmierzyć, bo to, że nie będziemy o tym rozmawiać niczego nie zmieni. Poprosiłam go o tabletki, które zachłannie zażyłam, a potem westchnęłam cicho, kiedy prosił, abyśmy teraz o tym nie rozmawiali. Nie zamierzałam zmieniać zdania i nie chciałam mu dawać złudnej nadziei, bo to byłoby niesprawiedliwe, ale skoro tak bardzo nie chciał teraz przyjąć prawdy do wiadomości, uznałam, że nie będę na siłę mu jej wpajać.
       Pokiwałam tylko głową, odprowadzając go spojrzeniem do biurka. Ból pleców był nie do wytrzymania, więc oczy zaszły mi łzami i płakałam tak sobie w ciszy, żeby mu nie przeszkadzać, aż nie przysnęłam z wyczerpania. Straciłam całkowicie poczucie czasu. Ten dzień był jakąś istną porażką, dopiero Casper mnie obudził, a ja spojrzałam na niego nieprzytomnym wzrokiem, nie wiedząc do końca, co dokładnie się dzieje. Mówił do nie, a ja pokiwałam tylko głową, wychwytując tak naprawdę pojedyncze słowa. Czułam się trochę jak szmaciana lalka wypełniona ołowiem i powoli wszystko było mi już jedno. Chciałam po prostu poczuć się już dobrze.
       Trochę umknął mi moment, w którym znów znalazłam się w łazience. Casper wyszedł, więc zrzuciłam z siebie ubrania i zajęłam się sobą, poza tym, jako, że byłam w takim stanie, w jakim byłam, wyjście do innej łazienki nie wchodziło w grę, ale mogłam wykorzystać dla siebie moment, w którym Reeves opuścił sypialnię. Potem jakoś wgramoliłam się do tej wielkiej wanny. Tylko, że tym razem za oknami nie było ciemnej nocy, a widny dzień. Słońce jeszcze świeciło, wszystko było widać. Czułam się przez to nieco dziwnie, ale zanim weszłam do wanny nie miałam siły się nad tym zastanawiać.
       - Już! - zawołałam jeszcze, chowając się w pianie, a zaraz wszedł Reeves. Było mi głupio, że tak przy nim tutaj siedzę. Teraz tabletki już lepiej działały, więc nie byłam aż tak nieobecna, jak to miało miejsce u Daniela w mieszkaniu.
       - Och... piżamę też kupiłeś - zauważyłam, naprawdę przerażona tym, ile on musiał na mnie wydać dziś pieniędzy. Aż na niego spojrzałam i spięłam się nieco, kiedy Casper zaczął się rozbierać. Niby powiedział, że chce wziąć prysznic, ale i tak odwróciłam spojrzenie zawstydzona, a to, że widziałam go już nago nic tutaj nie zmieniało. Teraz było inaczej, w dodatku jeszcze słońce świeciło i w ogóle. Odwróciłam więc głowę, starając się nie myśleć o tym, że on tam za mną jest, całkowicie nagi, a ja jestem tutaj, też całkowicie naga. Cholera, jakie to wszystko było zagmatwane i niepoprawne. Przymknęłam oczy, znów próbując się wyłączyć i odpłynąć. Nawet się udało i prawie przysnęłam, całkowicie nie wychwytując momentu w którym Casper skończył prysznic, dopiero jego głos nad uchem mnie ocknął i odruchowo odwróciłam do niego głowę. Był blisko, siedział nade mną. Poczułam, że się rumienię, chociaż temat, jaki poruszał wcale nie należał do krępujących.
       Nie mogłam ukryć tego, że jego słowa naprawdę robią na mnie duże wrażenie i chociaż rozsądek kazał się na niego gniewać, być twardą, to jednocześnie serce mi miękło, kiedy go widziałam w takim stanie, słyszałam jak ten bezwzględny i nieustępliwy człowiek pochyla przede mną głowę i przeprasza. Mieszał w moich myślach, to nie było bezpieczne, on taki nie był. Nie był nawet dobrym człowiekiem, ani odpowiednim kandydatem na partnera, a mimo to wiedziałam doskonale, ile dla mnie znaczy, mimo rozsądnego głosiku, który podpowiadał, że postępuję wbrew własnym zasadom. 
       - Więc ci się udało, Casper - uśmiechnęłam się smutno. - Cieszę się, że to zrozumiałeś, ale wiesz, jestem pewna, że wiesz sam, że nie mogę zmienić zdania. Zostałam tutaj, jestem nawet w twoim mieszkaniu, chociaż jeszcze wczoraj wierzyłam z całych sił, że już nigdy nie zobaczę ciebie na oczy. Zmieniłam swoje plany, zostałam, dałam się przekonać, ale Casper... - wyciągnęłam ostrożnie dłoń, miałam takie ciężkie mięśnie, a mimo to jakoś dosięgnęłam nieśmiało tej należącej do niego. - Skłamię, jeśli powiem, że nie przeraża mnie to, do czego jesteś zdolny. Masz władzę, cholernie dużo władzy i to ciebie gubi. Jeśli ci teraz ulegnę i wrócę do twojej kancelarii, zrobię ci krzywdę, rozumiesz? Pokażę ci, że koniec końców i tak zawsze wyjdzie na twoje, niezależnie od tego, jak niegodziwe będą twoje czyny. Nie mogę ci tego zrobić, nawet jeśli będziesz zawiedziony... - wyjaśniłam spokojnie, oddychając przy tym ciężej. Mój głos nie brzmiał tak pewnie, jakbym tego chciała. Teraz jednak, w połączeniu z tym okresem i jego zbolałą miną, naprawdę chciałam już tylko, żeby było między nami dobrze. Dlatego pewniej złapałam jego dłoń i zdecydowałam się odezwać ponownie.
       - Skarbie - miałam wrażenie, że całe wieki tak do niego nie mówiłam i teraz też to jedno słowa zdawało się mieć całkiem inny smak, od wszystkich, które dzisiejszego dnia wypowiedziałam. - Jeśli chcesz ze mną być, musisz się nauczyć, że nie zawsze będzie tak, jak ty tego chcesz. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale... podjęłam już decyzję - zakończyłam, kładąc głowę na brzegu wanny.
       Musiałam przymknąć na moment oczy, bo ta wypowiedź mnie zmęczyła. Nie chciałam też tylko nią kończyć.
       - No i uznałam, że możesz mi oddać pieniądze za kaucję - dodałam ciszej. - To był głupi pomysł z tą karą, nie powinnam ciebie wprowadzać w taki niekomfortowy stan - trochę też nie było to z mojej strony bezinteresowne. - Dlatego ja ci oddam za ubrania i kosmetyki, ty mi za kaucję i będziemy kwita...


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#342 16-10-2019 o 12h34

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES

        Powiedziałem jej to bo chciałem aby wiedziała, że rozumiem co zrobiłem i nie mam zamiaru się tłumaczyć. Jednak Leatrice wyraźnie poruszona była bardziej kwestią powrotu do pracy. Skrzywiłem się lekko, gdy zaczęła ponownie mówić mi to wszystko, co już w sumie wiedziałem. Czułem się trochę jak dziecko, któremu nie wolno pozwolić na zbyt dużo, tak dla zasady. I chociaż wszystkie jej słowa były wypowiedziane w ten delikatny sposób to i tak nie mogłem powstrzymać tej rosnącej we mnie irytacji. Gdyby sytuacja była inna mógłbym powiedzieć o tym Lei, a teraz? Jakiekolwiek konflikty były mi nie na rękę, a stan Leatrice tym bardziej nie pozwalał mi na okazywanie swojego niezadowolenia.
        Chociaż w pewnej kwestii mogłem zaoponować.
        - Nie kombinuj. - Spojrzałem na nią wymownie. - Już ja ciebie dobrze znam. Chcesz zwyczajnie oddać mi pieniądze, bo masz jakąś manię na tym punkcie, skarbie. - Uśmiechnąłem się, bo mimo wszystko akurat tutaj jej postawa była rozkoszna. - Kaucja to moja kara i oddam ci pieniądze, a ubrania to prezent ode mnie. Prezentów się nie oddaje, a już na bank za nie nie płaci. - Pocałowałem czubek jej niezadowolonej główki. - Poza tym skoro nie chcesz pracować u mnie, to potrzebujesz pieniędzy, prawda? Chociaż ktoś musi tutaj racjonalnie myśleć. - Dodałem, a to nie umknęło uwadze Lei.
        W sumie chyba nawet na to czekałem. Nawet jeśli dziś nie przekonam jej do tego aby zmieniła decyzję, to na bank nie pozwolę jej odejść. Mam już swoje sposoby i jestem pewny, że uda mi się ją zatrzymać w kancelarii. Tym bardziej, że Lea wcale jakoś przekonująca nie była w tym swoim postanowieniu. Owszem wspomniała o tym parę razy, ale przy tym jej gesty i słowa. Zrobiło mi się dziewnie ciepło, gdy nazwała mnie “skarbem”, kolejny mur jaki postawiła runął w gruzach.
        - To, że jestem nieco za duży na wychowywanie. Nie musisz mi dawać nauczek, a przy tym szkodzić samej sobie. - Odpowiedziałem na jej pytanie. - Ale nie mówimy o tym teraz. Jesteś zmęczona, ja także. Nie podoba mi się twoja odmowa, jednak zostawmy to na potem i… - Objąłem delikatnie jej policzek, gdy już otwierała usta. - Jestem gotowy na to, aby rezygnować z pewnych spraw dla ciebie, aby iść na kompromisy i szukać wspólnych rozwiązań. Wiem na czym polega związek. Tak przynajmniej myślę. - Jeszcze raz pocałowałem ją w czółko i wstałem.
        Byłem niezadowolony, ale nie chciałem by o tym wiedziała. Nie teraz, gdy tak właściwie powinienem grzecznie zgadzać się na wszystko co chciała. W teorii oczywiście. Taki facet jak ja nie będzie teraz grzecznie skomlał u jej stóp, bo wróciła. Jednak póki co mogłem myśleć jedno, a robić drugie. Jeszcze ten jakiś czas nim dojdzie do siebie.
        - Daj znać jakbyś potrzebowała pomocy. - Położyłem ręcznik blisko wanny, a potem skierowałem się do wyjścia. - Zrobię ci jeszcze herbatę i przyniosę leki.
        Jakieś piętnaście minut później Lea wyszła z wanny, a potem starała się wyjść z łazienki już ubrana w piżamkę. Swoją drogą wyglądała w niej bardzo zmysłowo. Myślę, że pasowała do niej.
        - Czekaj! Pomogę ci. - Wstałem z łóżka, na którym leżałem przeglądając wiadomości.
        Wszędzie pisano o tym co zrobiłem. Jeszcze z początku nie wiedzieli kim jestem, ale potem ukazał się jakiś filmik w sieci i na tym skończyła się moja anonimowość. Ana ma i będzie miała jeszcze długo ręce pełne roboty. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze rodzice i znajomi, a z nimi to już kompletnie nie chce mi się rozmawiać. Chociaż ja jakoś sobie dam radę, a Leatrice? Zdecydowanie najbardziej teraz stresowało mnie to, że ona nic jeszcze nie wie, a gdy się dowie dopiero zacznie panikować.
        - Twoje tabletki leżą na szafce nocnej. Nie wiem czy potrzebujesz czegoś jeszcze? - Spytałem pomagając jej usiąść.
        Znów złapał ją potworny ból. Wzięła tabletki, a potem zwinęła się na boku. Położyłem się po swojej stronie łóżk i przyciągnąłem ją do siebie okrywając nas oboje kołdrą.
        - Cicho… Spokojnie kochanie. - Niby zwykły zwrot, a powiedzenie go sprawiło mi samemu przyjemność. - Wiem, że boli, ale przestanie. Zaraz zadziałają leki. - Dodałem gładząc ją po włosach. - Skoro tak mocno to przeżywasz może powinnaś pójść z tym do lekarza?
        Dla mnie to nie do końca normalne, aby kobieta aż tak cierpiała. Może jakby zastosowała jakąś inną antykoncepcję byłoby jej łatwiej?
        Przytuliłem ją mocniej do siebie. Czułem jak wbija mi paznokcie w skórę przy każdym mocniejszym bólu, ale nawet nie drgnąłem. Do czasu, aż mój telefon nie zaczął ponownie wibrować. Nie chciałem odbierać, ale ten ktoś nie dawał za wygraną. W końcu złapałem za urządzenie i westchnąłem niezadowolony.
        - Tak?
        - Boże Casper! Cały dzień do ciebie wydzwaniam, ale ta twoja asystentka nie pozwalała mi się połączyć!
        - Bo nie chciałem z nikim rozmawiać. - Spojrzałem na Leatrice, która uniosła na mnie spojrzenie. Chciała się odsunąć, ale przytrzymałem ją ramieniem.
        - Wszędzie mówią o tym co zrobiłeś na lotnisku. Nic nie rozumiem. Co się stało?
        - A jak myślisz?
        - Widziałam filmik… Synu jak mogłeś doprowadzić do czegoś takiego?
        - Co masz na myśli?
        - Dziadek jest na ciebie wściekły za to jaki cyrk odstawiłeś, a ja.. A ja za to, że ta biedna dziewczyna chciała przed tobą uciec! Coś jej zrobił! - Zaczęła na mnie krzyczeć na tyle głośno, że musiałem odsunąć na moment telefon. - Zdradziłeś ją!?
        - Co? NIE!
        - No to mów!
        - To nasza sprawa. - Nie miałem zamiaru się przed nią tłumaczyć. W sumie przed nikim.
        - Gdzie jest Leatrice? William dzwonił do nas parę razy. Nie ma z nią kontaktu.
      - Jest ze mną, w zasadzie to leży obok. - Odpowiedziałem spokojnie i uśmiechnąłem się do blondynki, która nasłuchiwała uważnie.
    - Wybaczyła ci?
    - Chyba tak.
    - Nic jej nie jest?
    - Wszystko jest wporządku. Jesteśmy zwyczajnie zmęczeni.
    - MASZ O NIĄ DBAĆ TY ROZPIESZCZONY BACHORZE! TAKA KOBIETA, A TY O MAŁY WŁOS CO JEJ NIE STRACIŁEŚ! - NIe pamiętam kiedy ostatni raz zachowywała się w ten sposób. - Ale swoją drogą jesteśmy z ciebie dumni, że zachowałeś się jak facet i ją odzyskałeś i jeszcze to wyznanie… Kochasz ją?
    Normalnie jak w kalejdoskopie.
                     - Tak. Kocham ją. - Odpowiedziałem matce, ale patrzyłem na Leatrice.
    -TO MASZ DOCENIĆ CO CI LOS DAJE! ZRÓB JEJ JESZCZE RAZ COŚ TAKIEGO, A DZIADEK BĘDZIE TWOIM NAJMNIEJSZYM ZMARTWIENIEM.
    - Mogłabyś już przestać zachowywać się tak jakbym miał dwanaście lat?
    - Właśnie chyba powinnam cały czas tak myśleć patrząc na to co wyczyniasz.
    - Coś jeszcze?
    - Tak. Pozdrów Leatrice i powiedz, że martwimy się o nią. Zadzwonię też do jej ojca by nieco go uspokoić.
    - Dobrze przekażę. - W sumie nie musiałem, bo Leatrice i tak wszystko słyszała.
    - Dobranoc skarbie. Ucałuj ją ode mnie.
    - Dobranoc matko.
    Dobra. Moja mama właśnie na mnie nakrzyczała i dała mi reprymendę, więc już chyba najgorszą karę poza złością Leatrice mam za sobą. Jeśli chodzi o moje sumienie, a jeśli chodzi o całą resztę… Fakt nie pomyślałem o tym, co może powiedzieć na to wszystko mój dziadek. Coś czuję, że niedługo się dowiem, bo to jedyna osoba przed którą Ana nawet nie próbuje mnie chronić, bo sama się go boi. Znakomicie.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#343 16-10-2019 o 13h36

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       On też nazwał mnie skarbem i głównie to właśnie to wyłapałam z jego wypowiedzi, dopiero po chwili rozumiejąc sens jego słów, z którym oczywiście nie mogłam i nie zamierzałam się zgodzić.
       - O nie. Skoro tak, to nie oddasz mi za kaucję - zaoponowałam, chociaż nie podobało mi się to, że musiałam iść aż na takie ustępstwo. Nawet nie chciałam myśleć o tym, ile naprawdę wydał dziś na mnie pieniędzy. - Nie robi się takich wielkich prezentów bez powodu. Poza tym znajdę inną pracę - zauważyłam, jednak dziwnie mi było prowadzić z nim taką rozmowę. Mimo to wierzyłam, że zrozumiał, że wcale nie żartuję.
       Nie podobało mi się to, że Casper znów odsuwał niepotrzebnie tę rozmowę w czasie, mówiąc, że jesteśmy zmęczeni. Owszem, miał rację, ale nie na tyle, żebym nie była świadoma tego, co mówię. Nie czułam potrzeby wraca do tego jeszcze po raz kolejny. To budziło we mnie irytację, ale tej nie pozwoliłam nad sobą zapanować. Nie dał mi z resztą i tak dojść do słowa, ale tym razem to co powiedział chociaż trochę mnie uspokoiło. Poza tym znów pocałował mnie w czubek głowy. To było miłe, a przy tym przypomniało mi o tym, jak dawno nie pocałował mnie normalnie. Minął prawie tydzień.
       To nie tak, że chciałam teraz od razu wszystkiego, ale jednak zastanawiałam się, co wypada, a czego nie wypada nam robić. Poza tym zerknęłam przez otwór służący tu za drzwi w stronę łóżka i przesunęłam się tak, żeby Casper mnie nie widział stamtąd. Zdałam też sobie sprawę z tego, że najpewniej będziemy dziś razem spać. Chyba... sama nie wiedziałam, czy to dobry pomysł, wszystko było takie dziwne i niezręczne. Myślenie o tym mnie stresowało, ale w końcu wyszłam jakoś z wanny, chowając się praktycznie pod samym prysznicem, w razie gdyby jednak Reeves miał tutaj wejść. Nie umiałam się oswoić z tą łazienką, cóż poradzić? Zajęłam się jeszcze sobą, dyskretnie przeszukując całe pomieszczenie w poszukiwaniu kosza na śmieci i trzeba przyznać, że kamień spadł mi z serca, kiedy go znalazłam. A potem jeszcze, jak przystało na kobietę dojrzałą, to co faktycznie chciałam tam wyrzucić, przysypałam kilkoma kartonikami, w które zapakowane były niektóre z kosmetyków, jakie kupił mi Casper. To było głupie, ale się stresowałam. Ostatecznie jednak dobrze się stało, że tak zrobiłam, zamiast zabierać swoje śmieci na dół, bo tyle co wyszłam z łazienki, a Casper uznał, że mi pomoże. No i gdybym nie pozbyła się wszystkiego w śmietniczku łazienkowym, teraz musiałabym mu się tłumaczyć, że muszę zejść na dół coś wyrzucić i on wiedziałby o co chodzi i to byłoby niezwykle żenujące.
       Pokiwałam przecząco głową, widząc herbatę i wodę. Tutaj też jasnym się stało, gdzie będę spała. Może w innej sytuacji zaproponowałabym, że gdzieś indziej, ale aktualnie ból był tak silny, że jęknęłam jedynie, wyginając swoje ciało w kłębek. Miałam już tego wszystkiego dość. Mimo tego stanu i tak dokładnie usłyszałam, jak mnie nazwał, a serce zabiło mi nieco mocniej. Nie sądziłam, że będzie to aż takie miłe. Pomyśleć, że jeszcze dziś rano nie chciałam nawet, żeby mnie dotykał. Cóż za farsa. Teraz byłam nieco zła na siebie za to wszystko, co się wydarzyło.
       - To tylko dwa dni na miesiąc - mruknęłam, bezwiednie zaciskając na nim palce. - Nie potrzebuję lekarza, byłam kilka razy we Francji, to powiedzieli, że przeciwbólowe leki wystarczą - dodałam, ale teraz nie miałam ochoty myśleć o tym, tylko zrobić wszystko, aby już tak nie bolało.
       Do Caspera zadzwonił telefon, a ja zaraz chciałam się odsunąć, bo słyszałam jego mamę, tylko, że Reeves mi na to nie pozwolił. Nie chciałam podsłuchiwać, jednak nie miałam też innego wyjścia. Przede wszystkim przeraziło mnie to, że wie o wszystkim. Miałam wyłączony telefon, nie korzystałam z laptopa, nie oglądałam telewizji. Nic. No, a tu się okazuje, że jakimś cudem jego rodzice o tym wiedzieli, a przy tym pewnie i mój ojciec. Zaraz w żołądku zaczęła mi rosnąć olbrzymia gula, ale nie to było najgorsze. Nie spodobało mi się to, że Casper uznał, że to nasza sprawa. Jeśli o mnie chodzi, powinien powiedzieć im prawdę. Swoim i moim rodzicom. To dałoby mu nauczkę, a przy tym ja sama nie wyszłabym na taką histeryczkę, bo trochę i mnie to nagłośnienie stawiało w niekorzystnym świetle. O tym jednak nie zamierzałam mu teraz mówić, tym bardziej, że jego mama zadała pytanie, które sprawiło, że i mnie serce zabiło szybciej, a kiedy on sam odpowiadał, to bardziej kierował to do mnie, niż do niej.
       W końcu kobieta się rozłączyła, a między nami zapanowała cisza, w której patrzyliśmy po prostu na siebie. Uznałam, że może lepiej będzie, jak to ja ją przerwę.
       - Rozpieszczony bachor - no i zdecydowałam się zrobić to w ten sposób. Nie powiem, abym miała najlepszy humor, ale to mnie szczerze rozbawiło i teraz też, mimo bólu i zmęczenie uśmiechnęłam się do niego nieco psotnie, chociaż był to delikatny gest. - Masz o mnie dbać - dodałam po chwili. W sumie cieszyłam się tym, jakie poparcie mam ze strony pani Reeves. Tylko, że to też przypomniało mi o innej kwestii i nieco się zasępiłam.
       - Filmik... wyciekł do ludzi. Pewnie znów będą plotkować - mruknęłam opuszczając spojrzenie, marszcząc przy tym nosek. Westchnęłam cicho. - Przez moją ucieczkę strasznie się porobiło... pewnie zwaliłeś wszystko na Anę i ta już mnie nienawidzi. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdybym nigdy nie przyjeżdżała do Stanów - nie mogłam oprzeć się tej myśli. Przez ostatnie dni dużo o tym rozmyślałam, a teraz, mimo, że wiedziałam już co czuję do Caspera, wcale nie było inaczej. Może po prostu tak dla wszystkich byłoby lepiej? Nie chciałam go jednak aż tak dołować. Oboje byliśmy zmęczeni, a ja już wystarczająco go ukarałam, odchodząc z kancelarii i prawie go zostawiając. Przynajmniej sumienie mi podpowiadało, że na tym mogę zaprzestać, tym bardziej, jeśli jego winy są nieco przedawnione, co wcale nie umniejsza ich wagi, ale no... przecież sama nie chcę, skoro już zdecydowałam się tutaj zostać, odsuwać go od siebie.
       - Miałeś mnie ucałować - przypomniałam mu nieśmiało. - Od twojej mamy. Pozdrowić i ucałować - wyjaśniłam tak gwoli ścisłości. - Bo wiesz, mogę zaraz sama do niej zadzwonić i powiedzieć, że nie dość, że rozpuszczony, jak dziadowski bicz, to na dodatek nieposłuszny... - dodałam, nieco się przy tym rumieniąc, bo jednak trochę było mi głupio z tym, że to ode mnie wychodzi. Może on sam wcale nie chciał się do mnie zbliżać po tym wszystkim?


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#344 17-10-2019 o 13h02

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES


    Pojawienie się Leatrice u mojego boku musiało naprawdę pozytywnie wpłynąć na moją matkę. Nigdy wcześniej nie przejmowała się tak kimkolwiek z mojego otoczenia, a nie pierwszy raz zdarzyło jej się dać mi tego typu naganę. Nie żebym codziennie zatrzymywał samoloty na lotnisku. W sumie nienawidzę lotnisk i samolotów, więc staram się ich unikać jak ognia. Jednak parę razy media nie zachwalały się moim geniuszem adwokackim, a raczej zbyt jadowitym językiem, nieodpowiednim romansem, złamaniem prawa, albo spędzeniem nocy na komisariacie, po zbyt udanej imprezie. Tak, nie pierwszy raz miałem na sobie kajdanki, ale mniejsza o to. I tak byłem aniołem w porównaniu do mojego brata.
    W każdym razie miałem już jedną niewygodną rozmowę za sobą. Chociaż przez nią zacząłem myśleć nad tym co jeszcze mnie czeka, a obawiałem się tylko konfrontacji z jednym człowiekiem i miałem nadzieję odkładać ją tak długo jak tylko się da. Nieco zamyśliłem się nad tą sprawą, ale głos Lei sprawnie mnie ocucił.
    - Musimy poważnie porozmawiać nad tym jakich słów używasz w stosunku do mnie. - Zmrużyłem jadowicie oczy, ale nie kryłem swojego rozbawienia. - Najpierw stary dziad, a teraz to? Chyba sam muszę zastanowić się nad tym, czy oby na pewno nie zmienić ci ksywki. Na przykład na podła wiedźma. - Sam się zaśmiałem widząc ten jej uśmiech i cmoknąłem ją w czoło.
    Jednak nasze słodkie droczenie się nie mogło trwać dalej, bo Lea przypomniała sobie o innej część mojej rozmowy z matką. Swoją drogą jakbym dorwał tego gówniarza, który nas nagrywał wsadziłbym mu ten telefon w… głęboko w gardło. W sumie mógłbym wytoczyć mu proces, ale więcej z tym szumu niż to warte. Już lepiej pozwolić, aby sprawa sama ucichła.
    - Olać ich. - Odparłem spokojnie, ale wtedy Lea dodała te słowa o przyjeździe do Stanów i skrzywiłem się lekko.- Nie mów tak nawet. Jakbyś się tutaj nie znalazła nadal byłbym gnojem bez serca, a tak? Przynajmniej jestem gnojem z cudowną kobietą u boku. - Wtuliłem się w nią mocniej i już następne jej słowa spodobały mi się o wiele bardziej.
    - Ty mała, podła skarżypyto! - Zaśmiałem się podnoszą nad nią i patrząc złowieszczo z góry. - Sądzę, że lepiej abym nie dawał ci powodów do narzekania, bo coś czuję, że jeszcze nie poznałem twojej złej strony. Aż strach pomyśleć co mogłabyś mi zrobić. - Schyliłem się lekko i przejechałem nosem po jej szczęce. - Naskarżyć mojej mamie… A może i tacie. Oj.. Jeszcze dostałbym szlaban. - Uśmiechnąłem się tuż przy jej policzku. - Nie będę ryzykował.
    Musnąłem ją delikatnie ustami raz, potem drugi. Poczekałem chwilę rozkoszując się dotykiem jej warg i dłoni, które przejechały po moich ramionach aż na kark. Potem ponownie złączyłem nasze usta już w nieco czulszym pocałunku. Objąłem jej policzek dłonią, a drugą ręką ostrożnie przejechałem po jej boku. Z początku pocałunek był delikatny, ale z każdą kolejną sekundą stawał się bardziej intensywny. Znalazłem się już nad Leatrice, a nasze splecione dłonie ułożyłem nad jej głową. Lewą ręką dalej błądziłem po jej ciele.
               Strasznie mi tego brakowało. Jej ciepła, bliskości, zapachu, dotyku. Byłem jej tak stęskniony.  Poza tym cały ten czas, tak bardzo się bałem, że już nigdy więcej nie będę mógł poczuć jej obok siebie. Teraz ta obawa minęła. Wszystko co miało miejsce przed naszym pocałunkiem, przestało mieć znaczenie. Liczyła się tylko Leatrice i to, że jest obok.
        Nasz pocałunek był coraz bardziej namiętny i przysięgam, że nie dałbym Leatrice teraz się odsunąć, gdyby nie fakt że miała ten cholerny okres. Po takim stresie, przejściach i kłótni seks byłby najlepszym rozwiązaniem. W sumie w mojej głowie właśnie taki scenariusz zaczynał się kreować, ale w porę sam się opamiętałem.
        Spojrzałem na nią nadal nie odsuwając się za bardzo.
        - Kocham cię Leatrice. - Krótkie zdanie, ale wypowiedzenie tych słów wcale nie było takie proste.
        Chociaż dzisiaj już wiele razy o tym mówiliśmy to dopiero po czasie dociera do ciebie jak istotne jest to wyznanie. Przynajmniej do mnie. Człowieka, który odsuwał od siebie wszystkich byleby nie musieć bawić się w jakieś emocje, które ciebie osłabiają. Znam siebie. Wiem, że Leatrice ma już przechlapane.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#345 17-10-2019 o 14h56

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood

       - Stary dziad to akurat wcale nie moje słowa - zaoponowałam od razu, a chociaż naturalnie chciałam powiedzieć do kogo te faktycznie należały, to jakoś tak odruchowo imię Alana póki co nie chciało mi przejść przez gardło. W ogóle myśl o jego wspólnikach dobijała mnie i psuła humor, więc taktycznie udawałam, że tych nie ma. - Rozpieszczony bachor w zasadzie też nie - dodałam po chwili zastanowienia, a słysząc o jego pomyśle na ksywkę dla mnie, skrzywiłam się nieco. - Tylko, że mi to wcale nie pasuje - zauważyłam zaraz. - No, ale skoro tak, to ja będę ciebie nazywać po prostu draniem - pokazałam mu jeszcze, jak przystało na dojrzałą kobietę, język, żeby sobie nie myślał!
       Dla Caspera pewnie łatwiej było powiedzieć, aby coś olać. Podejrzewam, że to nie jego pierwszy skandal, ale w moim przypadku wyglądało to znacznie inaczej i naprawdę się teraz stresowałam. Już wcześniej gdy znalazłam się w gazecie nie czułam się z tym dobrze, a teraz? Teraz to już w ogóle kosmos, po tym, jaką akcję na lotnisku Casper odwalił, raczej nie przejdzie to bez echa. Dobrze chociaż, że teraz mężczyzna zajmował moje myśli na tyle, bym aż tak się tym wszystkim nie męczyła. Przewróciłam oczami, słysząc jego słowa, ale zaraz mimowolnie się uśmiechnęłam.
       - Popracujemy nad tym, żebyś gnojem nie był - mruknęłam, kiedy się we mnie wtulił. - Marzył mi się książę na białym koni, a nie diabeł w czarnym, sportowym wozie - może nieco tutaj koloryzowałam, ale nieważne. Zamiast to ciągnąć, zaśmiałam się cicho, wcale nie czując się winną tego, że nazwał mnie skarżypytą. Zamiast tego patrzyłam na niego z cwaniackim uśmiechem, ale ten nieco malał na sile, kiedy Reeves zaczął się do mnie przybliżać.
       - Żartuj sobie, ile chcesz - przełknęłam ślinę, zachowując jeszcze resztki przytomności, ale jego drobne gesty, po tak długiej przerwie naprawdę na mnie działały i już czułam te przyjemne dreszcze, jakie przebiegały przez moje ciało. - Jak naprawdę mi podpadniesz, to będziesz marzył o tym, aby rodzice dali ci szlaban, wszystko, byleby się schować przed moim gniewem - wyjaśniłam, ale więcej już powiedzieć ani nie mogłam, ani nawet nie chciałam. Mruknęłam cicho, skupiając się na pocałunku, a moje dłonie zaraz znalazły się na jego karku. Byłam zmęczona tym wszystkim, otumaniona lekami i nie miałam siły myśleć o wstydzie, po prostu go potrzebowałam. Tych ust, tego ciepła, dotyku. Naprawdę się za nim stęskniłam, czułam to tylko bardziej i bardziej z każdą mijającą sekundą.
       Kiedy ułożył nasze ręce nad moją głową, moje ciało drgnęło nieco mocniej, a serce przyspieszyło. Podobało mi się to, jego obecność, pieszczoty. Wcale nie chciałam, aby te miały się skończyć, a pocałunek pochłaniał mnie jeszcze bardziej. Westchnęłam w jego usta, napawając się tym, co też ten człowiek ze mną wyrabiał. Powinnam była go unikać, a nie wracać, ale teraz już za późno. Miał szczęście, że zdecydował się właśnie na te słowa w tym momencie. Patrzyłam na niego spod lekko przymrużonych oczu.
       - No ja myślę - to nie było najbardziej romantyczną odpowiedzią, ale chyba jednak bałam się na tym etapie wprost powiedzieć tego samego. Poza tym bałam się, że w moich ustach nie zabrzmi to tak dobrze, jak w jego, nie wywoła w nim tego, co we mnie. Mimo, że już kilka razy dziś mu o tym powiedziałam, niczym dziecko bałam się teraz wypowiedzieć te słowa bez ogródek. - Lepiej, żeby to się nie zmieniło, Reeves - dodałam unosząc się delikatnie na łokciach. - Bo inaczej udowodnię ci, jaką wiedźmą mogę się stać - mruknęłam mu te słowa praktycznie w same wargi, po czym to ja go pocałowałam. Podobało mi się to i nie chciałam wcale przestawać. Jeszcze nie, chciałam się tym nacieszyć, to samo w sobie mnie nakręcało, czułam, że go pragnę. Chyba bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Mruknęłam cicho, nie byłam w pocałunkach tak dobra, jak on, ale ta bliskość mnie rozluźniała i to dosłownie, bo teraz nie czułam żadnego bólu.
       Sama nie wiem, jak to się stało, że Casper położył się obok, a potem znalazł się na plecach i co najważniejsze, tym razem to ja nad nim zawisłam. Wyprężyłam się nieco, kiedy przejechał dłońmi po moich bokach, wsuwając palce na plecy, wywołując tym samym gęsią skórkę. Fakt, że mam go tutaj i to nie jako po prostu Caspera Reevesa, ale Caspera Reevesa, który mnie kocha był niesamowity. Dodawał mi skrzydeł. Smakowałam go bardziej, paluszki wsuwając w jego włosy, a całe moje ciało osiągało coraz wyższą temperaturę. Dopiero gdy zaczynało mi już brakować powietrza, oderwałam się od niego i zachłysnęłam nim, czując, jak wali moje serce i jak szybko oddycham.
       - Przepraszam... - wyszeptałam, nieco zaskoczona, ale też zawstydzona. Poza tym mimo tego, jak i mimo tego, że byłam czerwona na twarzy, zaraz schyliłam się ponownie i musnęłam ostrożnie jego wargę. - Chyba mnie poniosło - dodałam, wiedząc, że powinnam już z niego zejść. W ogóle dopiero teraz dotarło do mnie, że na nim faktycznie siedzę. - Już schodzę... - zapewniłam go z zażenowaniem, ale zamiast tego znów przymknęłam oczy i zbliżyłam się do jego ust. Miałam gęsią skórkę na ciele i podobały mi się doznania, jakich dostarczały mi nasze pocałunki. - Chociaż chyba wcale nie chcę... - przyznałam zbyt szczerze, znów go całując. - To twoja wina - burknęłam, bo takie zachowanie nie było do mnie podobne, ale naprawdę chciałam jeszcze nieco przedłużyć tą pieszczotę, całkowicie nie myśląc o żadnych konsekwencjach.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#346 17-10-2019 o 18h25

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES


    - Chyba nie mam zamiaru ryzykować - odparłem patrząc na nią jak zahipnotyzowany.
    To nie była ta sama Leatrice jaką znałem. Nawet podczas seksu nie pozwoliła się ponieść aż tak bardzo. W sumie chyba tylko gdy była pijana i byliśmy po bankiecie zachowywała się podobnie. Czułem całym jej ciałem jak zaangażowana jest w nasz pocałunek. Jej dłonie badały moje ciało obdarowując mnie przyjemnymi dreszczami. Usta nie odrywały się od moich, a jej westchnienia tylko potęgowały rosnące we mnie podniecenia.
    Zmieniliśmy pozycję i teraz mogłem bardziej swobodnie dotykać Lei. Moje dłonie sunęły po jej bokach i pośladkach. Czułem, że już dawno jestem za bardzo pobudzony i wcale nie podobała mi się wizja w której nic z tego nie będzie. I chociaż powinnam przystopować to zachowanie Leatrice podobało mi się tak bardzo, że zwyczajnie nie było we mnie takiej siły, aby odmówić sobie takiej rozkoszy.
    W pewnej chwili to Leatrice przerwała nasz pocałunek. Spojrzała na mnie nieco nieobecnym wzrokiem i mruknęła coś tam, ale nie słuchałem. Byłem jak pod wpływem jakiegoś narkotyku i tylko czekałem na moment w którym ponownie mnie pocałuje. Sam mruknąłem zadowolony, gdy lekko złapała zębami moją wargę nim ponownie się odsunęła.
    - Może być moja wina. Ważne żebyś nie przestawała. - Wyszeptałem znów rozpoczynając pocałunek.
    Po prostu torturowałem sam siebie, a pewnie i Leatrice była podniecona. Nie mogła przecież świadomie, aż tak podle postępować to nie w jej stylu, tak sądzę. Chociaż jakby była zdolna do takich posunięć, byłbym z niej naprawdę dumny i nawet nie czułbym się urażony jej postępowaniem. Wręcz przeciwnie.
    Podniosłem się na mięśniach brzucha, a Lea usiadła teraz na moich kolanach. Nasz pocałunek trwał do chwili, w której nie zacząłem całować jej szyi i ramion. Jedną z dłoni podtrzymywałem jej plecy, a drugą przejechałem od jej pośladka, po boku, aż do piersi i zacisnąłem na niej palce. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że Leatrice jęknie z rozkoszy, a mnie to tylko bardziej nakręciło. Poczułem jak fala podniecenie przeszywa moje ciało i kumuluje się w lędźwiach.
    - Albo przestaniemy..  - Zacząłem pocałunkami schodzić po jej szyi w dół. - Albo nie wytrzymam. - Dodałem całując już jej obojczyk. - Nie możesz mnie tak torturować. - Dalej ją całowałem, a palcami zacząłem zsuwać ramiączko, aby odsłonić jej pierś.
    Całe szczęście w tym momencie Leatrice złapała mnie za dłoń, a je opamiętałem się na tyle by spojrzeć na nią.
    - Wiem, ale tak ciebie pragnę. - Wymruczałem w jej usta, bo chociaż mówiliśmy o tym, że nie powinniśmy brnąć w to dalej to nadal nie przestawaliśmy się całować. - Tak za tobą tęskniłem… Lea.. - Znów zacząłem ją całować nazbyt namiętnie, a gdy ponownie znalazła się nade mną mój oddech już był nierówny.
    Poczułem jak Leatrice oplata mnie nogą, a moje biodra same zaczęły się poruszać ocierając o nią.
    - O nie! Dość. - Odsunąłem się nagle opierając dłońmi nad jej ramionami. - Mała doprowadzasz mnie do szału, a wiem, że z tego nic nie będzie. - Najgorsze było to, że cholernie podobało mi się jak Leatrice sama się podniosła i zaczęła całować moją szyję. - Proszę kochanie… - Mruknałem, ale niezbyt przekonywująco.
    W końcu nie wytrzymałem i odsunąłem się na tyle, by usiąść na krawędzi łóżka.
        - Nawet nie wiesz jaką mam teraz na ciebie ochotę. - Westchnąłem przecierając dłonią twarz i starając się opanować oddech. - Niegrzeczna pannica, a podobno ja mam tutaj rolę diabła. - Spojrzałem na nią przez ramię. Była taka seksowna. - Ja akurat nigdy nie sądziłem, że będę z takim aniołem, ale jak widzę wcale taka święta nie jesteś. - Dodałem i wstałem nim w mojej głowie ponownie pojawiła się myśl, aby ją pocałować.
        Wyszedłem do łazienki obmyć twarz i ochłonąć nieco. Musiałem poczekać, aż moje ciało wróci do normy, co wcale takie łatwe nie było. Dopiero potem wyszedłem, ale zamiast do łóżka najpierw skierowałem się na dół po wodę. Gdy wróciłem Leatrice siedziała oparta o poduszki i obserwowała mnie uważnie.
        - Jestem wykończony. - Mruknąłem padając obok niej na łóżko. Leżałem na brzuchu, a jedno z ramion przełożyłem przez pas Leatrice przyciągając ją do siebie. - Muszę odpocząć. Sądzę, że każda sfera mojego życia została dziś narażona na niesamowity stres. - Burknąłem i spojrzałem jednym okiem w stronę Lei, bo reszta mojej twarzy była wtulona w poduszkę. - A ta seksualna najbardziej. - Dodałem obrażonym tonem i ponownie przymknąłem oczy.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#347 17-10-2019 o 19h32

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       Nie myślałam rozsądnie, bo też nie kierowałam się tym, co zwykle. Było mi gorąco i byłam taka podatna na każdy z jego gestów. To mnie uzależniało, sprawiało, że kręciło mi się w głowie, że chciałam jeszcze więcej i nie potrafiłam sobie odmówić jego bliskości. Dreszcze były niezwykle intensywne, ale wciąż zbyt słabe, a ja w tym wszystkim taka nienasycona, stale sięgałam po nowe doznania, powtarzając sobie, że zaraz się opamiętam, ale jeszcze chwila i może już mi starczy. Nie starczało. Po moim ciele rozpościerało się nieznośne i przyjemne jednocześnie mrowienie, które kumulowało się w podbrzuszu i chociaż zwykle, jako osoba wstydliwa i raczej dość rozsądna w tych kwestiach, wolałam się wzbraniać przed rosnącym pożądaniem, to teraz miałam wrażenie, że w nim tonę. Nic się dla mnie nie liczyło, a już na pewno nie okres, czy to, jak nachalna mogę być. Z resztą Casper sam mnie zachęcał, podnosząc się do siadu, tym jak mnie dotykał i całował. Rozpalał moją skórę, a ja musiałam się powstrzymywać by nie prosić o więcej. Naprawdę podniecenie mną zawładnęło i zamieniłam się w kogoś innego. Dopiero, kiedy Casper chciał odsłonić fragment mojego ciała, nieco oprzytomniałam, ale i tak nie nazwałabym tego całkowitym odzyskaniem świadomości.
       - Chyba już chciałeś przestać - przypomniałam mu niepewnie. Osobiście nie znałam się na tym, czy okres faktycznie wyklucza wszelkie zbliżenia. Cholera, gdyby nie jego język w moich ustach, na pewno nie byłabym w stanie nawet pomyśleć o tak zawstydzającym pomyśle, ale aktualnie nie miałam ku temu żadnych oporów. Naprawdę go chciałam, bliżej, intensywniej. Zachowywałam się trochę, jak wygłodniałe zwierze. - Pokaż mi jak tęskniłeś - mruknęłam, gdy zawisnął nade mną, nawet nie wiedząc, że faktycznie się odzywam. Poruszył biodrami, a ja mało nie odpłynęłam, tracąc na moment świadomość. Zarzuciłam nogę na jego biodra, marząc o tym, aby znów się do mnie zbliżył. Jęknęłam nie panując nad tym. Nogi mi drżały, ciało pulsowało, a wtedy on... odsunął się nagle, pozostawiając mnie w niemałym szoku. Nie chciałam przerywać, moje ciało domagało się więcej, więc bezwstydnie uniosłam się nieco i pocałowałam jego szyję, licząc... sama nie wiem na co, ale tego było mi trzeba. Tylko, że Casper uciekł przede mną na skraj łóżka, a ja zamrugałam zdezorientowana, z trudem wyłapując jego słowa.
       - Nie taką dużą, skoro byłeś w stanie się odsunąć - wymsknęło mi się, a potem odprowadziłam go do łazienki spojrzeniem, by zaraz opaść na poduszki. Czułam się... źle. A może raczej dziwnie? Casper zszedł jeszcze na dół, a ja czułam, że nadal jestem podniecona, że wcale nie chcę siedzieć bezczynnie i dziwnie mi z tym było. Zacisnęłam mocniej nogi i zaraz cała drgnęłam, a potem, uświadamiając sobie, co też najlepszego wyrabiam, zakryłam twarz dłońmi i prawie zawału dostałam, kiedy drzwi się otworzyły i Casper wrócił. Rzucił się na łóżku, tylko kładąc na mnie rękę, a i tak poczułam kolejną falę dreszczy, biegnącą w kierunku moich ud. Cholera, musiałam wziąć się w garść.
       - Phi, mówisz tak, jakby tylko ciebie to dotyczyło - burknęłam pod nosem, a potem spróbowałam się nieco od niego odsunąć. Tylko, że Reeves, jak to Reeves zaraz niezadowolony przyciągnął mnie co siebie, jeszcze bliżej niż wcześniej, układając się do snu. Splótł przy tym dłonie w dolnej części mojego brzucha, oddychając mi w kark, a ja czułam się, jak chłopiec w okresie dojrzewania, pierwszy raz widzący dziewczynę w krótkiej spódniczce. Znów spróbowałam się odsunąć, a ten poruszył się, dociskając mnie do siebie i coś tam burcząc, ale to się nie liczyło, bo niespodziewanie mruknęłam cicho i już byłam czerwona, jak wybitnie dorodny burak. - Do cholery, Reeves, jestem teraz o wiele bardziej czuła, daj mi odetchnąć - jęknęłam, zażenowana jak jasny gwint tym, że muszę mu o tym mówić wprost. Tylko, że ten przebrzydły mężczyzna, zamiast zrozumieć, najwyraźniej był niezwykle zadowolony. Nawet tego nie ukrywał, szepcąc mi do ucha, przez co znów zaczęłam drżeć. Co za podła menda. Musiałam słuchać, że on tak przeze mnie często się czuje.
       - Podły drań - znów z trudem to wypowiedziałam, mając nieco nierówny oddech, ale chyba to go w końcu przekonało do tego, żeby mi odpuścić. Zaraz wystrzeliłam na drugi koniec łóżka. Czułam na sobie jego spojrzenie, chciał, żebym się odwróciła. Wzbraniałam się długo, ale w końcu to zrobiłam. - To żenujące, a nie urocze - żachnęłam się, czym go rozbawiłam. - To wszystko wina hormonów - dodałam jeszcze, ale w końcu udało mi się wyciszyć i zbliżyłam się do niego, tym razem grzecznie i ostrożnie się wtulając. No, a kiedy rzeczywiście to zrobiłam, zasnęłam z miejsca.
       Następnego dnia obudziłam się w łóżku sama. W sumie mnie to ucieszyło. Mogłam na spokojnie skorzystać z łazienki i znów wyczyniać głupoty z pudełkowym ukrywaniem śmieci. Poza tym obmyłam się, ale jednak kręciło mi się dość mocno w głowie i potrzebowałam znów wziąć leki, bo czułam, że wszystko tylko czeka, by uderzyć we mnie nową dawką bólu. Założyłam szlafrok i wyszłam do gabinetu Reevesa, ale go tam nie było. Zabrałam więc stamtąd mój kocyk, w nim czułam się lepiej i jak w przydługiej pelerynie, skierowałam się na dół. Powinnam była wcześniej dopisać głos do odpowiedniej osoby, ale byłam na to zbyt zaspana i obolała. Dlatego dopiero widząc go, dotarło do mnie, gdy opórcz Reevesa obok mnie stoi.
       - Lea! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że ciebie widzę - Alan ruszył w moim kierunku, z uśmiechem na twarzy, a we mnie z miejsca odpaliły się wspomnienia. Nie tylko z rozmowy z Jacobem, ale z całej naszej znajomości. Ze wszystkiego. Teraz dodawałam sobie dwa do dwóch. To był moment w którym się we mnie zagotowało. - Tak się bałem, że... - koniec. Przerwałam mu. A dokładnie moja dłoń uderzająca w jego policzek, za który zaraz się złapał. - Oż, k****..- jęknął, łapiąc się za niego od razu. - Dobra... należało mi się. K****, myślałem, że jesteś słabsza... no, ale luz... mam nadzieję, że Jacob też oberwie. O k****, Casper, masz lód? Wiedziałeś, że ma taką parę w rękach? - chyba ta sytuacja wywołała w nim słowotok. Ja też byłam zaskoczona swoim zachowaniem, ale to był impuls.
       - Ja na twój widok się wcale nie cieszę - oznajmiłam brutalnie, bez cienia zawahania. - Ufałam ci, a ty od początku się mną bawiłeś! Najbardziej z całej waszej trójki! Zgrywałeś mojego przyjaciela, a byłeś najpodlejszą gnidą - naprawdę w to wierzyłam, bo z perspektywy czasu najwięcej mieszał faktycznie Alan.
       - Dlatego nie gniewam się za to uderzenie - zauważył, a ja znów się zamachnęłam postępując w przód. W tym samym czasie Casper ruszył do mnie, a Alan odskoczył w tył, ale sama zaniechałam tego kroku. - Ale jedno mi wystarczy... no i serio, Jacoba też uderz.
       - Ciebie to bawi? - warknęłam.
       - Nie, teraz już nie. Teraz się cieszę, że zaś widzę was razem. Leatrice, bóg mi świadkiem, że jestem szują, ale jak zdałem sobie sprawę, ile znaczysz dla Caspera, działałem w waszym interesie.
       - W naszym? Działałeś w takim, żeby mnie zaciągnął do łóżka! Poza tym czy ty nie jesteś ateistą?
       - Dobra, masz mnie... - uniósł ręce uspokajająco. - To znaczy co do ateizmu. A co do łóżka... dobra, może nieco też, ale nie chciałem tym zrobić ci krzywdy - zapewnił. - Wiem, że jesteśmy trochę gnidami, ale k****, Lea, przyznaję, lubię rzucać niezręcznymi tekstami i mówić o tematach, o których nie powinienem, ale nie pozwoliłbym mu ciebie skrzywdzić... woooho! Nie bij - faktycznie znów drgnęłam. - Sprostowanie! Nie pozwoliłbym od momentu bankietu, wcześniej przyznaję, znaczyłaś dla mnie tyle co zeszłoroczny śnieg...
       - Te wasze zabawy są obrzydliwe - warknęłam i znów miałam coś powiedzieć, ale niestety przyszedł tak mocny skurcz, że zamiast cokolwiek dodać, jęknęłam zaraz i zwinęłam się w kłębek, kucając na kafelkach. Oczywiście Alan zaraz razem z Reevesem do mnie podskoczyli, ale na tego pierwszego spróbowałam jeszcze warknąć. - Nie dotykaj mnie!


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#348 17-10-2019 o 21h28

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES


    Cały ten cholerny dzień to była jakaś katastrofa, ale wieczór zaliczyłbym do zaskakujących. Nie dość, że Leatrice sama sprowokowała mnie i siebie do niekontrolowanych przyjemności to teraz podobnie jak ja cierpiała nie mogąc zaspokoić żądzy jakie sama wywołała. Byłem tym tak szczerze ujęty, że jeszcze chwilę musiałem nacieszyć się jej stanem i pomęczyć ją trochę nim wreszcie oboje zaprzestaliśmy wzajemnych tortur i poszliśmy spać.
    Pierwszy raz od środy udało mi się naprawdę głęboko zasnąć. Nie zbudzić się od byle ruchu i nie czuć rosnącego niepokoju. Po prostu wypocząłem, a że poszliśmy spać koło ósmej to już przed piątą rano byłem wyspany. Wyłączyłem budzik i odwróciłem się na bok, by spojrzeć na śpiącą w najlepsze Leatrice. Nie sądziłem jak przyjemnym widokiem będzie jej rozczochrana główka wtulona w moje ramię. Tak jakbyśmy nie mieli za sobą żadnych trudnych przejść. Jakby było jak dawniej.
Ostatnie dni w moim życiu nie należały do najmocniejszych. Zaniedbałem wszystko, a więc dziś rano dałem sobie nieźle popalić na siłowni. Później poszedłem jeszcze biegać i gdzieś przed ósmą wróciłem do apartamentu. Alan miał wpaść po dziewiątej. Mieliśmy parę spraw do obgadania, a ja nie miałem zamiaru dziś iść do kancelarii. Wiem, że powinienem, ale pierwszy raz w życiu zależało mi na kimś bardziej niż na pracy. Dlatego też po prysznicu zamiast garnituru, ubrałem zwykłe spodnie i tshirt. Zszedłem na dół zabierając z gabinetu dokumenty, które teraz rozwłożyłem na stole w jadalni pijąc kawę. Musiałem spojrzeć na tą sprawę nieco inaczej. Posortować wszystko, a Alan dorzucił mi jeszcze więcej papierów, które jakoś trzeba ogarnąć.
    - Jak dla mnie to synalek ostro ściemnia. - Mruknął patrząc w jakiś dokument, gdy ja przeglądałem teczki, które on sam przyniósł.
    - Możliwe… - Odparłem zainteresowany czymś innym.
    - Bierzesz tą sprawę tylko ze względu na jego ojca, co?
    - Dokładnie.
    - Masz jakiś pomysł?
    - Chyba.
    - A może byś tak podzielił się nim?
    - Nie bardzo.
    - K**** Casper! - Warknął, a ja spojrzałem na niego spode łba. - Świecę za ciebie oczami od zeszłej środy. Kiedy wrócisz do kancelarii?
    - Jutro. - Odpowiedziałem odkładając teczki na bok. - Muszę zostać z Leatrice.
    - Rozumiem stary, ale do cholery… - Jęknał przeczesująć dłonią włosy.
    - Co do cholery? Z własnej winy nie wpakowałem się w taką sytuację. - Odpowiedziałem spokojnie i uśmiechnąłem się do niego podle.
    - I tylko dlatego już nic nie mówię. - Burknął niezadowolony i poszedł za mną do kuchni po nową kawę. - A Lea kiedy ma zamiar wrócić do pracy? Jej sprawa czeka. - Odparł. Wczęsniej już mu opowiedziałem co działo się wczoraj, ale pewne szczegóły jak widać mi umknęły.
- Właśnie tutaj jest problem, bo ona uważa, że już nie wróci. - Odpowiedziałem spokojnie podając mu kubek z napojem. - Oczywiście może tak sobie myśleć, ale i tak wróci.
- Mówisz?
- Podobno mam dar przekonywania.
- A to fakt..
I właśnie w tym momencie do kuchni zeszła Leatrice. Najpierw podeszła do mnie i oparła się czołem o moje ramię.
- Dzień dobry kochanie. - Powitałem ją i ucałowałem w czubek głowy, ale to by było na tyle z miłych akcentów tego poranka.
    Leatrice zorientowała się kto stoi obok. Alan za to nie zorientował się w porę i dłoń Lei wymierzyła mu piękny policzek. W sumie imponująco to wyglądało i wcale nie współczułem Alanowi, bo należało mu się. Jeszcze wraz z policzkiem otrzymał też kilka dobitnych słów, ale awaryjnie już nie pozwoliłem Lei zbliżyć się do niego za bardzo. W odpowiednim momencie zareagowałem na tyle, by nie uderzyła go ponownie, a potem już trzymałem dłoń na jej przedramieniu.
Powiedzmy, że Alan starał się wyspowiadać, ale gniew Lei wcale nie zmalał. Pewnie i powiedziała by mu parę słów więcej, ale w pewnej chwili zgięła się wpół, a potem kucnęła, a nasza dwójka od razu znalazła się przy niej.
- Odsuń się Alan. - Spojrzałem na niego, a potem sam pomogłem Leatrice się wyprostować. - No chodź tu. - Znów ją podniosłem i zaniosłem na kanapę, gdzie zwinęła się w kłębek. - Alan w sypialni na stoliku nocnym leżą tabletki. Mógłbyś je przynieść?
Po chwili blondyn wrócił z lekami i szklanką wody, która Leatrice niechętnie, ale wzięła od niego.
- Co się dzieje? - Był nieco spanikowany, czego chyba nawet nie starał się ukryć. Może bał się, że ma coś wspólnego z jej stanem.
- Okres. - Odpowiedziałem za Leatrice, która teraz jęknęła ponownie i nakryła się kocem.
    - Uuuuu… Kiepsko. - Nie wiem czy mówił to do niej, czy do mnie, ale jego dłoń pomasowała moje ramię.
    - No już kochanie. - Odsłoniłem jej twarzyczkę. - Zaraz ból minie. - Wiem, że to nie ból, a pewnie jej irracjonalny wstyd kazał zasłonić jej twarzyczkę, ale mniejsza.
    - Mogę jakoś pomóc? - Ewidentnie się przejął.
    - Możesz zrobić jej kawę. To na bank pomoże. - Znów odpowiedziałem za Leatrice, ale chyba tym razem jej się to podobało.
    Pomogłem Leatrice usiąść wygodniej, a po chwili Alan podszedł z kubkiem. Spojrzał na mnie jakoś tak niepewnie i wyciągnął dłoń w stronę Leatrice.
    - Spokojnie. Ona nie gryzie.
    - No ja nie wiem. - Cofnął się szybko, gdy blondynka zabrała od niego kubek. W sumie patrzyła na niego tak morderczym wzrokiem, że sam bym się bał. - Myślę, że na mnie już pora.
Nie wiem, czy faktycznie musiał iść, czy po prostu postanowił się taktycznie wycofać, ale nie miałem zamiaru go powstrzymywać.
    - A słuchaj. Nim zapomnę. - Wstałem i podszedłem do niego, gdy już pakował swoje rzeczy. - Mógłbyś dopisać Anie do wypłaty coś ekstra.
    - W sensie podrobić twój podpis?
    - Dokładnie.
    - Czyli ona znów cały ten burdel musi za ciebie sprzątać?
    - No po coś ją mam, tak?
    - Jestem ciekawy ile już takich “ekstra” prezentów dostała od ciebie.
    - Dużo.
Alan jeszcze zamienił parę słów z Leatrice, a potem wyszedł zostawiając nas samych. Nie czekając długo poszedłem do kuchni i przyniosłem dla Leatrice śniadanie. Oczywiście sam go nie robiłem. Wracając z biegania zaszedłem do knajpki i kupiłem jakieś świeże bajgle z serem i warzywami, a do tego koktajl z truskawek.
- Jak się dziś czujesz? - Spytałem stawiając przed nią tacę z jedzeniem i całując jej czoło. - To, że boli to wiem. Pytam raczej o wewnętrzne samopoczucie. - Sięgnąłem po jeden z talerzy i podałem jej, a widząc to pytające spojrzenie westchnąłem tylko. - Masz jeść. - Oznajmiłem. - Nie po to cały poranek gotowałem, zeby teraz się zmarnowało, tak?
Nic sobie nie zrobiłem z jej komentarza i dopóki nie zaczęła jeść nie odwróciłem od niej spojrzenia.
- Mam trochę zaległości. - Oznajmiłem rozsiadając się wygodniej i patrząc na stół zawalony papierzyskami. - Tak na cały dzień z******** bez przerwy. - Dodałem spokojnym tonem, a wcale taki spokojny nie byłem. - Więc wybacz mi mała, ale będę dziś naprawdę zajęty.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#349 17-10-2019 o 22h59

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

Leatrice Lockwood


       Nim się zorientowałam, Casper mnie już podniósł, ale w zasadzie to nie miałam nawet siły oponować, bo zwyczajnie ledwo trzymałam się na nogach. Musiałam być w naprawdę złym stanie, skoro nie zauważyłam tam tych leków, ale to nie było już istotne. Alan musiał naprawdę po nie pędzić, bo szybko znalazł się z nimi z powrotem. Nic od niego nie chciałam, ale leki były ważniejsze od uprzedzeń i sięgnęłam w końcu po tabletki, popijając je. Nie zamierzałam mu jednak mówić, co mi jest, ale Reeves miał inne zdanie na ten temat i nie mogłam uwierzyć w to, że tak po prostu o tym powiedział. Jęknęłam zaraz i nakryłam się kocem, zażenowana tym, że teraz nie tylko jeden z nich, ale dwóch zna prawdę.
       Denerwowało mnie samo to, że nie chciałam Alana widzieć, a teraz on się nade mną pochylał i udawał zmartwionego, kiedy w moich oczach miał zostać z łatką drania już na zawsze. Przynajmniej jeśli do czegoś miał się już przydać, to rzeczywiście do kawy. Dlatego nieco przychylniej spojrzałam na niego, gdy to z nią wrócił. Nie mogłam tez wyrażać jakoś przesadnie swojej złości, bo nie byłam w stanie.
       Alan sam uznał, że lepiej się ulotnić, ale zanim się ruszył, wymienił jeszcze z Casperem parę słów odnośnie Any. Sama się skrzywiłam na myśl o tym, co musi się dziać w mediach. Wolałabym nigdy się nie dowiadywać.
       - Słuchaj Lea... naprawdę bardzo mi przykro - nim gość Caspera wyszedł, zaczepił mnie jeszcze. Nie miałam teraz siły z nim rozmawiać. - Wiem, że zmienisz teraz o mnie zdanie, ale serio, nie mieliśmy nic złego na myśli.
       - Skończ już - poprosiłam, łapiąc się za głowę.
       - Po prostu przyjmij moje przeprosiny...
       - Wcale nie chcę ci wybaczać! - jęknęłam dosadniej, przez co zasępił się, ale tylko na moment.
       - Dobrze, ale wiedz, że ja się na to nie godzę - oznajmił, a ja skrzywiłam się nieco. - Odbuduję sobie twoje zaufanie, bo nie wyobrażam sobie, aby dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela, którą swoją drogą sam cenię, była ze mną w konflikcie.
       - Daruj sobie tanie pochlebstwa, Alan.
       - Nie sięgam po nie. Nadal będę bezczelnym i często nietaktownym typem, mało tego, pewnie gdy nie będzie ciebie w pobliżu będę rzucał zbereźne uwagi na twój temat, bo jestem facetem, Leatrice. Tylko, wiedz, że jesteś dla mnie ważna, może nie zamierzam od******* takiej akcji, jak Casper z lotniskiem - widziałam, że powstrzymuje rozbawienie. - Ale ostrzegam, sprawię, że mi wybaczysz!
       - Wątpię.
       - Już sama chcesz to zrobić...
       - Idź sobie! - rzuciłam w niego poduszką, a potem skuliłam się na kanapie i z ulgą nasłuchiwałam, jak Alan żegna się z Reevesem, który zaraz przyniósł z kuchni jedzenie. Kompletnie nie miałam na nie apetytu. Wolałam kawę. Nie jadałam śniadań, wiedział o tym doskonale. Dlatego też spojrzałam na niego niezbyt zadowolona, co odczytał perfekcyjnie. Prychnęłam słysząc te jego wytłumaczenia.
       - Widziałam się z kimś, z kim nie chciałam, a teraz jestem traktowana, jak niejadek w przedszkolu, więc niezbyt komfortowo z tym samopoczuciem - mruknęłam, przechylając kawę. Wypiłam połowę kubka duszkiem i odstawiłam go na stolik. - Żeby coś ugotować, trzeba włączyć kuchenkę, a ja nie jestem pewna, czy ty wiesz, jak to się robi - zauważyłam, mrużąc delikatnie oczka. Widziałam jednak, że się postarał, poza tym tak się na mnie intensywnie patrzył, że wzięłam jednego kęsa i żułam go, niczym krowa na pastwisku. O wiele bardziej przemawiał do mnie koktajl. Chociaż najbardziej wolałabym drugą kawę.
       Odłożyłam talerzyk na stolik i spojrzałam na to, co rozkładał przed sobą. Słysząc jego słowa skrzywiłam się nieco. Musiał faktycznie zaniedbać przeze mnie swoje obowiązki, więc z miejsca zrobiło mi się głupio.
       - Zaraz się ubiorę i pojadę do Daniela - oznajmiłam, bo nie mogłam tak mu się zwalać na głowę i odciągać go od pracy. - Poza tym i tak muszę zabrać swój samochód, porzuciłam go w centrum, więc mam co robić, no a ty musisz skupić się na pracy, a nie na mnie - dodałam i chociaż nie było to dla mnie szczególnie przyjemne, jakoś podniosłam się z kanapy, asekurując się ręką. Złapałam też kawę i dopiłam ją do końca.
       Prawdę mówiąc czułam, że nie chce go zostawiać, ale nie mogłam mu się teraz zwalać na głowe. Znów, tak gwoli ścisłości. Teraz mieszkałam z Danielem i samo to, że już zmuszony był mnie tutaj wczoraj zabrać mogło być z mojej strony przesadą. Są rzeczy ważne i ważniejsze.
       - Nie przejmuj się mną, poradzę sobie... skup się na pracy. Umm, to gdzie są jakieś z tych ubrań, za które mam ci oddać pieniądze? - inaczej o nich nie umiałam powiedzieć. Miałam nadzieję, że znajdę tam coś, co będzie chociaż zbliżone wygodą do piżamy, bo jednak w dni takie, jak te, ubrania nie należały do moich sprzymierzeńców.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#350 18-10-2019 o 11h07

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 184

CASPER REEVES


       Trzeba przyznać jedno Leatrice, potrafiła być naprawdę zaskakująco. Na tyle, że z początku po prostu słuchałem tych głupstw, które wypowiadała i ani drgnąłem. Siedziałem na kanapie z założonymi na głowie rękoma i obserwowałem ją uważnie. W końcu wstała, wypiła kawę, a po dwóch krokach zachwiała się i podparła dłonią o kanapę udając, że wcale nie ma zaraz zamiaru skręcić się z bólu.
    - Jesteś uparta jak osioł, wiesz? - Rzuciłem w jej stronę nachylając się do przodu. - Wracaj tu ale już! - Dodałem, ale ona spojrzała na mnie tylko gniewnie. - A z resztą. - Burknąłem wstając i łapiąc ją w pół przez co zaraz znalazła się z powrotem na kanapie, ale tym razem siedząc na moich kolanach. - Muszę ci wyjaśnić parę kwesti panno Lockwood, bo chyba nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. - Oznajmiłem władczym tonem.
    Zdecydowanie Leatrice nie umiała mnie wyczuć. Z jednej strony to bardzo dobrze, bo nie lubię aż tak bardzo ujawniać swoich kart. Jednak z drugiej potrafiło być irytujące. Tak jak teraz.  Przez to, że muszę jej wyjaśniać takie sprawy czułem jakieś głupie poczucie winy, że przeze mnie ona sama poczuła się zbędna, a przecież to absolutnie nie prawda. Zaczyna mni irytować to, że względem niej moje sumienie daje o sobie znać tak często.
    - Kochanie jestem człowiekiem, który pracę stawia na pierwszym miejscu. To znaczy stawiał, bo teraz ty je zajęłaś. - Mówiąc te słowa puknąłem ją palcem w obojczyk. - Jakbym nie chciał ciebie tutaj to bym poszedł do kancelarii, ale uznałem, że potrzebujesz mojej obecności i chcę o ciebie zadbać więc będę pracował w domu. Dlatego masz tu ze mną siedzieć i się nudzić, ale nigdzie nie idziesz. - Dokończyłem pierwszą kwestię. - Po drugie samochód może poczekać, a jak chcesz zorganizuję kogoś kto go odstawi tutaj. Po trzecie nie po to przewoziłem twoje ciuchy tutaj, abyś teraz uciekła do Daniela. Chcę żebyś została u mnie tak długo, aż nie poczujesz się pewnie. - Objąłem palcami jej bródkę. - I za prezenty się nie płaci. Ani mi się waż kombinować! - Dodałem jeszcze na koniec to jedno ostrzeżenie i cmoknąłem ją z czułością w usta.
    Nie wiem, czy będzie zadowolona czy też nie, ale nie miałem zamiaru odpuszczać. Będzie ze mną tutaj siedziała, a ja będę ją miał na oku. Nie wiem co jej tam może do głowy strzelić to po pierwsze, a po drugie jest w takim stanie, że za cholerę nie pozwoliłbym jej teraz prowadzić.
    - Dobra, a teraz ty tutaj zostajesz. - Położyłem ją na kanapie obok siebie, a sam wstałem. - Wraz ze swoim kocykiem i drugą kawą, którą zaraz ci przyniosę, ale najpierw masz zjeść śniadanie. - Otuliłem ją kocem, a potem pocałowałem w to niezadowolone czółko.
    Poszedłem do kuchni po drugą kawę, a gdy wróciłem Leatrice mierzyła mnie morderczym wzrokiem żując bajgla.
    - No proszę jaka grzeczna dziewczynka. Już ja ciebie wychowam. - Wyszczerzyłem się głupio, bo jej obrażona buźka była naprawdę rozkoszna. - Nie sądziłem, że przebywanie z kobietą może dostarczać takiej frajdy nawet poza sypialnią. - Dodałem i uskoczyłem w bok, bo już poduszkowa amunicja zaczęła lecieć w moją stronę.
    W końcu zabrałem się za pracę. Nie było łatwo. Ogólnie sprawa rysowała się tak. Były generał sił powietrznych USA ma trzech synów. Dwóch z nich to idealni obywatele, a trzeci najmłodszy jest złem wcielonym. Ma dopiero dwadzieścia jeden lat, ale na koncie liczne wykroczenia. Głównie związane z narkotykami i piciem. Był już też na paru odwykach i sesjach psychiatrycznych z podejrzeniem rozdwojenia jaźni, bądź schizofrenii. Ostatnio wpakował się w niemałe kłopoty wstępując do sekty. Podczas jakiegoś tam rytuału doszło do morderstwa za które on także został obwiniony. Oczywiście gdyby nie był synem kogoś tak wpływowego pewnie siedziałby teraz wraz z innymi, ale tatuś zadbał o to, aby jego synek jakoś się wykaraskał. Ogólnie to sam nie wiedziałem co mam o nim myśleć. Opinie psychiatrów były dość jednoznaczne i na nich chciałem oprzeć linie obrony. Faktycznie jego problemy mogły wynikać z choroby. Gdyby udało się udowodnić, że nie był poczytalny moglibyśmy na spokojnie umieścić go w ośrodku, a z odpowiednią diagnozą oczyścić z zarzutów. Jednak do tego potrzebowałem precedensów z przeszłości. Dlatego teraz studiowałem setki stron dotyczących wszystkich spraw, gdzie problem psychiczny pacjenta zadziałał na jego korzyść.
    Leatrice siedziała w salonie i oglądała coś. Tak przynajmniej myślałem, bo sam byłem zbyt pochłonięty pracą. Siedziałem co prawda parę metrów dalej przy stole w jadalni, ale nie zwracałem na nic uwagi. Dlatego drgnąłem nieco zaskoczony, gdy poczułem na ramieniu jej dłoń.
    - Hej maleńka. - Podniosłęm głowę zdejmując okulary i spojrzałem na nią. - Jak się czujesz? - Standardowe pytanie, które zadawać pewnie będę za każdym razem. - Jak chcesz możesz zamówić jakieś zakupy, albo pomyśleć co zjemy na obiad. Nie będę miał do tego głowy. - Zaproponowałem z miejsca, by miała jakiekolwiek zajęcie. - A jeśli chcesz iść na górę to już ci pomagam. - Dodałem, bo jakoś asekuracyjnie wolałem nie pozwalać jej iść samej po schodach.
    Jednak ona zdawała się mnie nie do końca słuchać. Widziałem jak kiwa mi głową bezmyślnie, bo jej wzrok przeczesywał leżące przede mną papiery.
    - Lea? - Starałem się nie uśmiechnąć, ale w mojej głowie już pojawił się diabelski, podstępny plan. - Może chcesz poczytać? - Zaproponowałem, gdy spytała co to za sprawa. - W sumie nie jedna. Studiuję parę spraw, by zbudować linię obrony dla własnej. Ciekawy przypadek choroba psychiczna, sekta, rytuały… Trochę przerażające. - Mruknąłem podnosząc niby to przypadkiem jakieś dość nieprzyjemne zdjęcie malunków zrobionych krwią. - Chociaż jak tak nad tym się zastanawiam, to może zbyt drastyczne dla ciebie. Powinnaś unikać stresów. - Dodałem i zacząłem składać papiery tak by przysłonić to co niby mogłoby ją przerazić, ale i też zaciekawić.

Ostatnio zmieniony przez Katomi (18-10-2019 o 11h17)


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

Strony : 1 ... 12 13 14 15