Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 15 16 17

#401 15-11-2019 o 14h45

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

Leatrice Lockwood


       Oczywiście Casper nie miał nic przeciwko żebym z nim poszła do jego gabinetu. Nigdy nie chciałam specjalnego traktowania, ale tym razem było całkiem inaczej. To nie tak, że chciałam aby wszyscy dookoła wiedzieli, że źle się czuję, po prostu naprawdę nie umiałam odnaleźć się jeszcze w kancelarii. Wciąż nie byłam pewna czy taką dobrą decyzją było przyjechali tutaj, nawet przeszło mi przez myśl aby po prostu wrócić do domu. Mimo to nie chciałam martwić Reevesa. W końcu opuściłam samochód ale przekroczenie progu kancelarii znowu sprawiło że byłam całkowicie nieobecna. Najbardziej bałam się konfrontacji z Alanem i wydawało mi się że  zaraz skądś wyskoczy. To też przekładało się na to, że kiedy doszliśmy do recepcji nie do końca zauważyłam że Casper z kimś rozmawia. Dopiero głosu z skierowanie w moim kierunku wyraźnie mnie otrzeźwił… Szkoda tylko że nie miała dla mnie dobrych wieści. Nawet nie potrafiłam się uśmiechnąć na ten żarcik, że jestem teraz sławna, w końcu dla mnie wcale nie był zabawny. Nie miałam jej tego za złe nie mogła wiedzieć jak się czuje z tymi wszystkimi rewelacjami, ale Casper zaraz się przejął moim stanem za co byłam mu niezwykle wdzięczna. Akurat dzisiaj naprawdę potrzebowałam takiej opiekuńczości i nie zamierzałam na nią za ten sposób narzekać.
       Poszliśmy do windy a później do jego gabinetu, gdzie do rozpoczęcia mojej pracy leżałam na jego kanapie. Nawet przysnęłam jeszcze na moment, ale jak tylko wybiła odpowiednia godzina oznajmiłam, że idzie pracować. Najpierw zaczęłam dzień od kawy, żeby się trochę rozbudzić. Miałam za sobą nie najlepszą noc i w dalszym ciągu nie mogłam przestać myśleć o tym durnym wywiadzie.
       Powrót do mojego biurka też nie był najlepszy. Widziałam, jak wszyscy się przyglądają, oczywiście z większością pogadałam, ale no, jakaś niezręczność w tym wszystkim była. Daniel cieszył się najbardziej, co wcale mnie nie dziwiło, za to Peter niekoniecznie. W dodatku wrócił z kawy z jakąś taką szelmowską i zadowoloną z siebie miną, aż Daniel do mnie mruczał, że wygląda, jakby zaś zobaczył coś, czego nie powinien, co całkiem mnie rozbawiło. 
       - Czyli już jutro będziesz gwiazdą? - zagadał mnie, kiedy wyszliśmy razem na kawę. Już kolejną, nie potrafiłam się dzisiaj w ogóle nią rozbudzić.
       - Nawet nie pytaj. Aż mi niedobrze na samą myśl - burknęłam, bo przy nim nie musiałam udawać, że rzeczywistość jest inna. Widać, że go to zmartwiło, więc położył mi dłoń na ramieniu, a jego twarz pokazywała troskę. - Dasz radę, Lea. Na pewno będzie dobrze - dodał, ale zaraz się zreflektował, bo do pomieszczenia weszła Barbara. Cofnął więc dłoń i odchrząknął, po czym skupiliśmy się już na innym temacie. Nie lubiłam się żalić przy osobach, z którymi nie byłam blisko.
       Zeszłam jeszcze na dół do magazynu z Danielem, żeby przynieść jakieś stare akta. W prawdzie on nie pracował nad tą sprawą ze mną, ale zaoferował mi pomoc, więc dlaczego miałabym z niej nie skorzystać. W dodatku był to nasz pierwszy raz w tym pomieszczeniu, dostaliśmy autoryzację do Reevesa, więc dodatkowo byliśmy podekscytowani. Ja chyba nawet za bardzo, bo żartując sobie z nim, ściągałam segregator z górnej półki, nawet nie patrząc w tamtym kierunku. Tu czułam się swobodnie i bezpiecznie, bo nikogo i tak nie było. To miało okazać się błędem.
       - Lea! - wrzasnął, ale było już za późno i metalowy grzbiet segregatora uderzył mnie z impetem w czoło. Aż się zachwiałam i upadłam na tyłek. - Jezu, wszystko dobrze?!
       - Tia... - jęknęłam, pocierając obolałe miejsce. No najprzyjemniejsze to nie było. W zasadzie strasznie bolało, ale też nie zamierzałam roztrząsać.
       - Idziemy do prezesa.
       - Co? Po co? - zapytałam zaskoczona.
       - Nie ma po co, będę miał przesrane, jak się potem dowie, że mu nie powiedziałem - wyjaśnił, na co się zasępiłam w jednej chwili.
       - Ej, a co to za traktowanie? Masz na mnie donosić? - pomagał mi właśnie wstawać, nawet mnie sam otrzepał.
       - Nie tylko ja, wszyscy - wyszczerzył się durno, ale zaraz spoważniał przyglądając się mojemu czołu. - Będzie guz chyba - no i tymi słowami otrzeźwił mnie na tyle, abym zaraz sama spanikowała.
       - Nie! Nie mogę mieć guza, nie w czasie tej sesji durnej i jeszcze jutro kolacja z jego dziadkiem - pomstowałam, a Daniel w tym czasie już prowadził mnie do windy, mówiąc, że trzeba szybko przyłożyć lód. Troszkę w głowie mi się kręciło, ale bez przesady. Od razu jeszcze do nas Ana podleciała, z którą witałam się już wcześniej. Ona też panikowałam i właśnie prowadząc mnie we dwóch, jakbym umierała, doczłapaliśmy się do gabinetu Reevesa. Chyba mało mu okulary nie spadły na ten widok, więc zaraz pierwsza dorwałam się do głosu.
       - Spokojnie. Nic mi nie jest. Oni przesadzają, bo się ciebie boją - wyjaśniłam z przekąsem, przewracając oczami. Oczywiście Casper chciał wiedzieć co się wydarzyło, więc Daniel mu wszystko opisał, a sekretarka prezesa już poleciała po lód. Owinęła mi go w ręczniczek, więc wyglądał po prostu jak kompres.
       - No uderzyło tak srogo, aż upadła. Nie wiem, czy jej się w oczach nie dwoi - wyspowiadał się zaraz Daniel, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
       - Może jeszcze troi, co? Przecież to nic wielkiego - prychnęłam, ale nikt mnie słuchać nie chciał. Pracowałam jakby nie patrzeć z Reevesem, dużo zrobiliśmy w domu i dzisiaj też już sporo ogarnęłam, więc teraz zostałam zmuszona do przerwy. Nie chciałam sie z nim kłócić, poza tym akurat wizja guza naprawdę mnie przerażała, no i nadal byłam nieco zmęczona, więc koniec końców grzecznie położyłam się na kanapie. Casper nawet z szafy wyciągnął swoją togę i mnie nią okrył, więc cóż... trochę przysypiałam przez to. Dlatego w pierwszej chwili nie skojarzyłam, kiedy ktoś przyszedł do jego gabinetu.
       - Co to za teczki? - weszłam im w rozmowę, podnosząc się do siadu i przytrzymując ręcznik na czole. Suzan aż podskoczyła zaskoczona moją obecnością. Musiała się złapać za serce.
       - Leatrice, na boga! Nie spodziewałam się, że tu będziesz - rzuciła zaraz, a ja poczułam pewnego rodzaju wyrzuty sumienia, że ją przestraszyłam.
       - Tia, w zasadzie powinnam już wracać na dół - mruknęłam więc pospiesznie, ale Casper zaraz kazał mi zostać. - Kiedy już jest serio w porządku - rzuciłam mu półgębkiem, ale mogłam sobie gadać, kazał mi tu zostać, a skoro Suzan chciała coś jeszcze dla niego zrobić, zapytał, czy może przynieść z pokoju stażystów dokumenty, które są na moim biurku. Było mi głupio, że przeze mnie musi chodzić.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#402 15-11-2019 o 15h59

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 211

CASPER REEVES

   
          Blondynka przesypiała spokojnie na mojej kanapie, a ja siedziałem za biurkiem i zamiast zająć się czytaniem porannych wiadomości, rozmyślałem o tym, jak pomóc Leatrice. Martwiłem się o jej stan, zarówno psychiczny jak i fizyczny. Była naprawdę słaba, a zgrywała mięśniaka, tylko że potem, tak jak teraz musiała odpocząć, bo nagle zaczynało jej się kręcić w głowie ze stresu. Tak, teraz stres był jej największym wrogiem i wiedziałem dlaczego. Sam nie potrafiłem wyobrazić sobie tego co może czuć Lea. Nie odnajdywała się jako moja kobieta, znaczy się, nie odnajdywała się jako kobieta kogoś, kto nie jest anonimowym panem adwokatem. Może powinna pójść do jakiegoś terapeuty? Myślę, że to dobry pomysł, ale jak znam Lockwood to prędzej mnie ukatrupi niż wysłucha, więc póki co Daniel był moją deską ratunku.
    Postanowiłem więc, że porozmawiam z nim przy najbliższej okazji, która jak się okazało dość szybko się napatoczyła. Lea zaczęła pracę, a ja musiałem spotkać się z Alanem, a że był u niego Daniel to poprosiłem, aby później do mnie przyszedł.
    - Usiądź proszę. - Wskazałem mu fotel przed biurkiem, gdy już wszedł do mojego gabinetu. - Mam do ciebie pewną prośbę. - Zamknąłem laptop i odsunąłem go na bok.
    Daniel rozglądał się nerwowo na boki. Mimo iż mieliśmy za sobą całkiem normalną, wręcz braterską rozmowę, teraz ponownie wydawał się nazbyt spięty. Może po prostu otoczenie kancelarii tak na niego wpływało.
    - Chodzi o Leatrice. - Mógł się tego domyśleć, więc nawet nie wydał się zaskoczony moimi słowami. - Nie wiem jak z nią rozmawiać, a raczej jak jej pomóc zrozumieć pewne kwestie. - Sam nie wiedziałem do czego dążę, ale brnałem w to dalej. - Myślę, że ona zbyt wiele ostatnio przeszła i przeżywa. Zamartwia się głupotami, a ten stres odbija sie na jej zdrowiu. Najchętniej posłałbym ją do jakiegoś terapeuty, ale..
    - Ale to Lea, więc prędzej by nas do niego wysłała. - Wtrącił się Daniel, a ja uśmiechnąłem się potakująco na jego komentarz.
    - Dokładnie. Więc ty musisz stać się jej teraeutą. - Dodałem, a ona zrobił wielkie oczy.
    - Ja?!
    - Tak, ty. Masz pomóc jej poradzić sobie z tym stresem. Mi nie powie wszystkiego, ale może tobie tak. Pewnie znów w jej głowie pojawiają się jakieś irracjonalne scenariusze dotyczące mojej rodziny, mnie, tego co o niej myślą, mówią i piszą. Nie radzi sobie z tym. Nie rozumie też dlaczego stała się kimś tak rozpoznawalnym.
    - Chyba każdy wie dlaczego.
    - Nie Lea. - Mruknąłem. - Więc musisz z nią porozmawiać. Znaczy się nie rób jej sesji. Po prostu bądź przy niej i postaraj się jej wyjaśnić dlaczego media tak na nią czychają, a potem jakoś zneutralizuj ten jej stres.
    - To nie możliwe. - Odpowiedział nagle, a ja spojrzałem na niego znacząco. - Mam jej wyjaśnić dlaczego rekiny zabijają, a potem powiedzieć, że nie ma się czym przejmować i dalej pływać wraz z nimi.
    - W sumie… Tak.
    - Może pomińmy część o zabijaniu?
    - Ale wtedy dalej będzie uważała, że dziennikarze to największe hieny i ona nie rozumie dlaczego jest tak, a nie inaczej.
    - Trochę racji w tym ma.
    - Wiem, ale ja już nie mam siły by jej wyjaśniać to wszystko. Po prostu zrób coś aby wyluzowała. Nie wiem. Weź ją do baru, upij, idźcie na karaoke.
    Zapadła cisza, a Daniel patrzył na mnie tak jakby zobaczył ducha.
    - Myślałem, że po ostatnim już nigdy nie będę mógł jej nigdzie zabrać. - Uśmiechnął się szczeniacko, ale zaraz zamarł widząc jak patrzę na niego spode łba.
    - Nie przeginaj. To służbowe polecenie. - Odparłem groźnie, ale na koniec uśmiechnąłem się słabo.
    - Rozumiem szefie. Zrobię co w mojej mocy.
    Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i myślałem, że już nie będę miał okazji dziś spotkać Daniela ponownie, ale dwie godziny później znalazł się w moim gabinecie wraz z Aną i Leatrice, która wyglądała jakby właśnie uderzyła z impetem w jakiś słup. Oczywiście zaraz cała nasza trójka zaczęła nad nią skakać, a ja kazałem jej zostać u siebie, bo i tak niedługo mieliśmy się zbierać, a poza tym bałem się, że jak tylko stąd wyjdzie znów sobie coś zrobi. Po prostu Lea była tym typem człowieka, który znajdzie problemy wszędzie. Lepiej dmuchać na zimne.
    Zostaliśmy sami, ale nie na długo po po paru minutach ponownie rozległo się pukanie, a do środka weszła dziewczyna z recepcji. Miała dla mnie teczki o których kompletnie zapomniałem rano zaaferowany stanem Lei. Z kolei Lea sprawiła, że dziewczyna aż podskoczyła ze strachu kompletnie zdezorientowana i zaskoczona jej obecnością.
    - Nigdzie nie idziesz. - Rzuciłem w kierunku blondynki, która zaniechała swój proces podnoszenia się z kanapy. - W sumie mogłabyś mi w czymś pomóc. - To już skierowałem do recepcjonistki. Cholera, nie mam pojęcia jak ona miała na imię. Chyba coś na S. - Przynieść proszę z pokoju stażystów dokumenty, które są na biurku Lei. - Odparłem sięgając po przyniesione przez szatynkę teczki.
    - Ta.. Tak, oczywiście. - Mruknęła po chwili i spojrzała jeszcze raz na Leatrice, a potem wyszła pospiesznie z gabinetu.
    - A te teczki to nic powiązanego z twoją sprawą. Muszę przygotować umowę dla klienta. - Dobrze, że w sprawie tego gówniarza miałem pomoc od Lei, bo teraz zaległości i inni klienci naprawdę dawały mi w kość. - Ogarnę to i możemy wrócić do domu, a ty przygotuj te papiery, które mamy jutro pokazać prokuratorowi. Chcę aby nic nie mógł zarzucić naszym biegłym.
        Po paru minutach wróciła ta laska z recepcji z dokumentami Leatrice. Oboje zajeliśmy się pracą, a potem idealnie na czas znaleźliśmy się z powrotem w moim apartamencie. Minęło może pięć minut, gdy poinformowano mnie, że Gwen z ekipą już są. Wpuściłem więc ich na górę, a Leatrice w tym czasie szybko poszła do łazienki.
        - No witaj panie prezesie! - Geln weszła do mojego mieszkania otwierając ręce.
        - Chyba ja powinienem ciebie witać. - Odpowiedziałem spokojnie zdejmując z siebie marynarkę i odkładając ją na bok.
        - Najlepiej to wszystko ściągnij, bo mamy dla nas garderobę. - Mruknęła spoglądając na mnie drapieżnie.
        - Naprawdę? Przecież mógłbym ubrać jeden ze…
        - Casper! Nie spój mojej wizji. - Wtrąciła, a potem spojrzała w bok, bo z korytarza wyszła Leatrice. - O mój boże! Co to jest? - Rzuciła naglę, a wszysyc jak na zawołanie spojrzeli w stronę blondynki. - Biłaś się z kimś? - Dziennikarka od razu podeszła do Lei oglądając z bliska jej imponującego guza. - Dobrze, że mamy swoich makijażystów. Zaraz coś poradzimy.
        Spojrzałem na Leatrice, a ona na mnie. Wokół zaroiło się od ludzi. Rozstawiali jakieś sprzęty, rozglądali się wokół, rozmawiali, wyciągali jakieś dziwne przedmioty. Nagle winda ponownie wjechała na górę, a z niej wyszło kolejnych parę osób pchających wieszaki z zapakowanymi w eleganckie pokrowce ubraniami.
        - Powiem ci Casper, że całkiem niezłe masz to gniazdko. - Gwen podeszła do mnie kiwając głową  rozglądając się wokół. - Oczywiście widziałam je już wcześniej, ale na żywo robi jeszcze większe wrażenie. Już mamy parę pomysłów na salon i kuchnię, ale potrzebuję jeszcze sypialni. - Mruknęła, a potem spojrzała na mnie z błyskiem w oku. - Zabierz mnie tam, proszę. - Dodała, a ja miałem wrażenie, że chyba całe życie marzyła, aby powiedzieć te słowa właśnie do mnie.
   

Suzan.

        O mały włos nie krzyknęłam, gdy usłyszałem głos Lockwood. Czy tak dziewczyna w ogóle pracuje, czy tylko siedzi u Reevesa? Siedzi… Przecież ona leżała na kanapie, a z tego co dostrzegłam miała w dłoni jakiś okład. Ciekawe co się stało? Zlustrowałam ją szybko wzrokiem i dostrzegłam guza na czole. Hmm… Uderzyła się? Może zemdlała? Coraz bardziej wydaje mi się podejrzana. W dodatku Casper nie chciał jej wypuścić z gabinetu i jeszcze kazał mi iść po jej dokumenty. No pięknie… Chciałam jemu pomóc, a nie latać jak pies na posyłki, bo jego panienka jest jakąś życiową porażką.
        - Suzan? A ty dalej nie na posterunku? - Wracałam właśnie z tymi dokumentami, gdy ponownie wpadłam na Barbarę.
        - Weź mi nic nie mów. Poszłam do Reevesa i zagadnęłam go ładnie. Myślałam, że jest sam. Nawet w głowie zaczęłam sobie wyobrażać jak wygląda ta cała scena, gdy nagle odezwała się ta jego dziewucha. - Burknęłam niezadowolona. - Wyobraź sobie, że leżała na kanapie w jego gabinecie i wyglądała jakby miała bliskie spotkanie z klamką.
        - Co?
        - Miała sine czoło i trzymała jakiś okład. - Wyjasniłam zaraz. - Pewnie zemdlała, bo nie sądzę, aby zabawiali się tak ostro.
        - Ja też nie, bo widziałam ją jak szła do archiwum z tym stażystą Danielem.
        - Kolejny na liście.
        - W sumie… Może to przez niego?
        - A kto ją wie. Jednak to podjerzane. Mówię ci coś jest nie tak z tą Lockwood. - Rzuciłam, a potem ponownie skierowałam się w stronę gabinetu prezesa.
        Gdy weszła do środka Lockwood dalej siedziała na kanapie. Podałam jej dokumenty i wyraźnie dostrzegłam guza na jej czole. Powiedziała tylko krótkie dziękuje. Reeves nawet na mnie nie spojrzał, chociaż ja skupiłam na nim spojrzenie, gdy ponownie wracałam do drzwi. Szkoda… Nie wie co traci. Kretyn.
        Byłam zła i zaintrygowana jednocześnie. Coś mi tutaj naprawdę śmierdziało, a fakt, że i dzisiaj Lockwood szybciej wyszła z kancelarii tylko podgrzewał we mnie pragnienie poznania prawdy. Nie wyszła jednak sama, bo szef był z nią, ale może dlatego, że po prostu znów brała go na litość. Pewnie to jej taktyka. Zgrywa takie słodkie niewiniątko, a potem nim się biedaczyna obejrzy jest już w jej sidłach.

Ostatnio zmieniony przez Katomi (15-11-2019 o 21h08)


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#403 15-11-2019 o 18h49

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

Leatrice Lockwood


       Niestety mimo szybciej interwencji w postaci lodu, guz i tak powstał, co niekoniecznie mnie cieszył, a już na pewno nie uspokajało przed tym, co ma nastąpić. Chciałam przywalić głową jeszcze raz w jakąś ścianę, pomstując nad tym, jakiego miałam pecha. Chociaż tyle dobrze, że jak na mój pierwszy dzień w kancelarii, to nie musiałam wcale wiele rozstawać się z Reevesem. Owszem, było mi przez to cholernie głupio, ale bardziej, niż duma, doskwierał mi stres wywołany tym, że jednak spotkam jednego z jego wspólników i nie będę wiedziała, jak mam się zachować.
       Wróciliśmy do jego apartamentu, ale długo nie cieszyliśmy się samotnością. Uznałam, że czmychnę jeszcze do łazienki. Słyszałam, że w mieszkaniu już zbierają się ludzie, ale zanim wyszłam do nich, nie spodziewałam się tego, jak to będzie wyglądało. Byłam naprawdę w niemałym szoku. No i też nie udało mi się wtopić w tłum, bo Glen zaraz skupiła na mnie uwagę wszystkich.
       - Miałam drobny wypadek - mruknęłam, ale nie obchodził mnie tyle ten cały guz, co ogrom ludzi. Tutaj już jakaś ekipa rozkładała jakieś reflektory, tam stawiano jakiś stolik z lustrem, tutaj sztangi z zawieszonymi pokrowcami. Cały mój żołądek wywrócił się do góry nogami, a zachowanie dziennikarki pod względem Reevesa wcale nie poprawiało mojego humoru.
       Chciałam iść z nimi do sypialni, ale zrobiłam tylko dwa pierwsze kroki, kiedy ktoś mnie zatrzymał.
       - Pani musi już siadać do czesania i makijażu - zrobiłam wielkie oczy na tą informację, ale nie chciałam robić już wiochy i pytać, czy nie mogę po prostu pozować tak, jak jestem. Dlatego też przełknęłam to w sobie i pokiwałam głową, idąc do stolika, gdzie zaraz otoczyło mnie kilka osób.
       - Wow, jakie usta, podkręcimy je mega żywą czerwienią.
       - No, a do tego mega wygładzone fale, żeby było glamour!
       - Myślicie, żeby upinać?
       - Nie, ma wyglądać naturalnie, a nie jakoś wybitnie sztywno...
       - No tak, w końcu zawsze w domu chodzą odwalona przez sztab ludzi - tym razem to ja się odezwałam, czym wyraźnie rozbawiłam otoczenie. Generalnie nie powinnam narzekać. Nie lubiłam Gwen, nie kryłam się z tym, ale pozostała część ekipy była naprawdę miła. Podszedł też do mnie fotograf, przedstawił się. Przystojny facet, na oko starszy od Caspra. Zapytał, czy to mój pierwszy raz, powiedział, że damy radę, uspokoił mnie nieco.
       Słyszałam, że Casper też już zszedł z Gwen, ale ja nadal musiałam posiedzieć cierpliwie i czekać na efekty. Reevesem też się zajmowali, ale faktycznie w jego przypadku trwało to szybciej. W końcu powiedzieli mi, że mogę się obejrzeć i cóż, nie był to typ makijażu, który nosiłam na co dzień, sama też chyba nie sięgnęłabym po tak odważną szminkę, ale trzeba przyznać, że robiło to na mnie duże wrażenie.
       Pokazano mi też pierwszą stylizację, a chociaż już chciano mnie rozbierać i pomagać, oznajmiłam, że pójdę do łazienki jednak. Kiedy wróciłam wszyscy czekali już przy kuchni. Swoją drogą na wyspie kuchennej stało pełno jakiś owoców i naprawdę ślicznych babeczek. Byłam zaskoczona.
       - No dobrze, zacznijmy od czegoś spokojnego, Casper stań tak trochę za Leą, patrz oczywiście na nią, a ty Lea weź tą pomarańczę i nią podrzuć, jak powiem, dobrze? - pokiwałam głową, starając się zrobić to co mówił fotograf, ale no... pełno ludzi, to już stres sam w sobie, więc niby podrzuciłam tą pomarańczę, ale zaraz zauważyłam grymas. - Ale skarbie, tu nie chodzi o perfekcyjny rzut, a perfekcyjne zdjęcie!
       - Hmm?
       - Nie możesz się skupić na rzucie, a na tym jak wyglądasz, szeroki uśmiech i jeszcze raz - no to rzuciłam, ale po raz kolejny została nam zwrócona uwaga, a raczej mi. Nie potrafiłam się w tym odnaleźć, tylko bardziej się stresowałam, bo czułam, że nie tego ode mnie oczekują. Ogólnie jakieś dno totalne. W końcu fotograf zawołał do siebie Caspra, ale nie słyszałam co mu mówi. Domyślałam się najgorszego... że nic z tych zdjęć nie wyjdzie, no, ale zaraz Reeves wrócił na stanowisko, fotograf znów kazał mi rzucić, zrobiłam to, a w tym samym momencie poczułam, jak Casper złapał mnie pod boki. Aż podskoczyłam przez to, jak mnie to załaskotało.
       - Świetnie! W końcu emocje! - zawołał do nas fotograf, śmiejąc się, Casper też się śmiał, ja nie.
       - Ej, to było podłe - burknęłam do niego, chcąc się odsunąć, ale mnie objął,słyszałam jak aparat cyka od kolejnych zdjęć, a ten przebrzydły znów zaczął mnie łaskotać. - Stoooop, już nie mogę - śmiałam się, próbując się odsunąć. Machnęłam jeszcze dłonią i przez przypadek wsadziłam palec w krem od ciastka, a skoro on sobie ze mnie robił przy wszystkich żarty, to ja też postanowiłam. Dlatego ubrudziłam nim, jego nos, niech widzą, jaki ten groźny adwokat potrafi być uroczy. Wyszczerzyłam się całkiem z siebie zadowolona, rzeczywiście zapominając na kilka chwil o ekipie.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#404 15-11-2019 o 21h41

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 211

CASPER REEVES

   
         - A więc tak wygląda jaskinia lwa. - Skomentowała sypialnie przechadzając się w stronę garderoby. - Przechodzą mnie dreszcze na samą myśl co widziały te ściany. - Zaśmiała się perliście.
    - Te ściany widziały tyle samo co każde inne. - Rzuciłem kompletnie nie przejmując się tym, jak dziennikarka rozgląda się po pomieszczeniu.
    - Mówisz? - Spojrzała na mnie badawczo. - Powinieneś mi o tym nieco więcej opowiedzieć. - Zagryzła wargę. - Takie pikantne szczegóły zachwycą naszych czytelników. - Dodała.
    - Nie sądzę. - Mruknąłem cicho.
    - W każdym razie zrobimy też zdjęcia tutaj i w garderobie. - Oznajmiła, a potem zeszliśmy na dół.
    Zaraz i mnie obskoczyła zgraja ludzi i dopiero, po chwili mogłem się uwolnić i przyjrzeć Leatrice, która wyglądała naprawdę wspaniale. Szczególnie podobały mi się jej podkreślone usta. Hipnotyzowały.
    - Śliczna jesteś. - Zdążyłem jej tylko tyle szpnąć na ucho nim zaczęły się zdjęcia, które niestety z początku nie bardzo nam wychodziły.
    To znaczy, Learice była dość spięta, ale fotograf podsunął mi pewien pomysł i już po chwili oboje wygłupialiśmy się jak dzieciaki, nie zwracając większej uwagi na ludzi wokół.
    - O ty, podła! - Spojrzałem na Leatrice mrużąc oczy, gdy ona zaśmiała się uroczo zadowolona z żartu jaki zrobiła. - Zliż to! - Rozkazałem, a dziewczyna zagryzła kusząco usteczka. - No dalej. - Zachęciłem ją i posłusznie wykonała polecenie, a wokół było tylko słychać dźwięk migawki aparatu. - Grzeczna. Zasługujesz na nagrodę. - Mruknąłem i złapałem ją lekko palcami za brodę, a potem cmoknąłem w usta.
    - Znakomicie! - Głos fotografa sprawił, że Lea podskoczyła jakby nagle oprzytomniała. - Mamy to. Idziemy dalej!
    Ekipa jak na zawołanie znalazła się przy nas.
    - Salon! Idziemy do salonu. Ogarnijcie Caspra, a Lea niech zostanie jak jest. - Rozkazała Gwen i zaraz obok mnie zjawiły się trzy osoby.
    Istne szaleństwo. Widać mieli zamiar zrobić wiele aranżacji, bo zależało im na czasie, a jeszcze ten wywiad. Sam nie wiem kiedy znalazłem się przed oknem w salonie stojąc boso z dość mocno rozpiętą koszulą.
    - Lea też bez butów. Jest za wysoka. - Rzucił fotograf spoglądając na nas. Póki co staliśmy obok siebie nie bardzo wiedząc czego oni chcą. - Świetnie, tak lepiej. Casper oprzyj się przedramieniem o szybę, a Lea masz się do niego przytulić i spojrzeć w obiektyw. - Wyjaśnił. - No już, juz…
    Zrobiłem co kazał, a czując dłoń Leatrice na brzuchu objąłem jej palce wolną dłonią.
    - Ty patrz z dal. - Mruknął fotograf odchodząc parę kroków. - Dobrze, ale Lea patrz na mnie. - Dodał po chwili. - Nie… Nie tak. Chcę widzieć emocje. Jeszcze raz. Spójrz na mnie jakbyś chciała mi pokazać swoją siłę. - Wyjaśnił. - Chcę się bać. - Mówił dalej. - Nie, nie, nie, nie widzę tego.
    - Lea pomyśl o tym, że każda kobieta chciałaby ci go zabrać, ale chcesz pokazać, że on jest twój. - Wtrąciła się Gwen, a ja sam zmarszczyłem lekko brwi.
    - Lepiej.
    - Dalej kiepsko. Powiem ci mała, że póki co nie czuję oporów przed uwiedzeniem twojego faceta. - Zadrwiła Gwen. - Może nawet i mam na to ochotę. - Dodała, a ja poczułem jak paznokcie Lei wbijają się w moją skórę.
    - Oooo! Znakomicie! Piękne ujęcie. A teraz przodem. Casper obejmij Leatrice. - Rozkazał fotograf.
    Odwróciłem się więc do Lei, a widząc jej niezadowoloną minę naprawdę miałem ochotę ją teraz objąć i nieco uspokoić.
    - Kochanie to tylko zdjęcia. Spokojnie. Jeszcze trochę i dadzą nam spokój. - Wyszeptałem w jej uszko. - Kocham cię, wiesz? - Odsunąłem się by spojrzeć na nią z góry. Wiedziałem, że to zadziała, bo rysy jej twarzy wygładziły się nieco.
    Znów dźwięk aparatu rozniósł się po pomieszczeniu, a potem kazano nam jeszcze stanąć w dwóch innych pozach, po czym nastąpiła zmiana garderoby. Udaliśmy się do sypialni, gdzie Leatrice miała położyć się na  brzuchu i trzymać w dłoni książkę. Mi kazano usiąść obok łóżka i oprzeć się o nie plecami spoglądając w jej stronę.
    - Dobrze, ale chcę widzieć szczęście i uśmiech. - Chyba nie było ujęcia podczas którego od razu wszystko poszłoby dobrze.
    - Casper rozbaw ją jakoś. - Mruknęła Gwen już chyba nieco poirytowana tym, że Leatrice coraz mniej podobała się ta sesja.
    - Macie tylu ludzi, że jakbyście jeszcze jakiegoś komika zatrudnili to nie zrobiłoby wam to różnicy. Rozbawienie Lei to nie taka prosta sprawa. - Odpowiedziałem odwracając ku nim swoje spojrzenie.
    - No widzisz akurat na komika zabrakło nam budżetu.
    - Szkoda, że nie na ciebie. - Szepnąłem cicho, bo sam już byłem poirytowany tym jak się ta Gwen czepia Lei, ale akurat moje chamstwo względem dziennikarki rozbawiło blondynkę. - Podała jesteś wiesz? - Wyszeptałem w stronę Lei. - Taka mała słodka dziewczynka, a w środku podły chochlik.
    - Dobrze! Ekstra Lea! Cokolwiek jej mówisz Casper nie przestawaj!
    - Pierwszy raz słyszę, aby fakiś facet w mojej sypialni mówił coś takiego do mnie. - Spojrzałem w stronę fotografa, który wyszczerzył się durnie.
        - Zawsze musi być ten pierwszy raz. - Odpowiedział. - Pięknie, a teraz Lea obejmij go i połóż dłoń na obojczyku. O tak, super!
    - Jak dla mnie czegoś brakuje w tych zdjęciach. - Wtrąciła się po chwili Gwen. - Nie widać tego charakteru i napięcia jakie jest między wami. Chcę pokazać wasze prawdziwe twarze, a nie słodkie minki.
    - To ma być sesja do wywiadu, a nie rozkładówka. - Wtrącił się fotograf.
    - Nie mają się pieprzyć, ale nieco pikanterii byłoby tutaj idealne. Chociaż jedno zdjęcie.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#405 15-11-2019 o 23h30

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

Leatrice Lockwood


       Naprawdę się starałam. To nie były w ogóle moje klimaty, takie okazywanie sobie czułości przy innych też nie było dla mnie łatwe. Musiałam praktycznie cały czas ze sobą walczyć, aby się nie zarumienić, albo nie uciec. Były w prawdzie te chwile, w których zapominałam o skrępowaniu, ale potem to znów przychodziło. Mimo to i tak znacząco przekroczyłam swoje granice, chociażby tym, jak zlizałam ten krem z jego nosa, czy pozwoliłam się pocałować.
       Zmieniliśmy scenerię na okno, no i przyznaję, już tutaj jakoś tak wydawało mi się, że ta sesja mocno odbiega od tego, czego się po niej spodziewałam. W dodatku Gwen swoimi metodami na wymuszanie na mnie szczerych emocji dodatkowo grała mi na nerwach. Miałam ochotę do niej podejść i jej coś wygarnąć, bo jednak całkowicie nieprofesjonalne w moim odczuciu było to, co tutaj sobie gadała przy tych wszystkich ludziach, no ale... przynajmniej zdjęcia wyszły i mogliśmy ruszyć dalej.
       Dziwnie było przebywać z całą ekipą w sypialni Reevesa, jednak nie robiłam z tego powodu żadnych problemów. Udawanie rozbawionej na siłę już mnie przerastało. W dodatku Casper miał rację, rozbawienie mnie wcale nie było łatwe i teraz obawiałam się, że tym razem nie sprostam ich wymaganiom, jednak uczepienie się Gwen było strzałem w dziesiątkę a ja szczerzyłam się głupio, niezwykle z żarcików mężczyzny zadowolona.
       - Ja podła? - obruszyłam się w żartobliwym tonie. - To ty wpadłeś na takie okropne rzeczy. Sam sobie na to pozwalasz, a potem zwalasz winę na mnie - odpowiedziałam, ciesząc się, że idzie nam to tak w miarę sprawnie. Widziałam, że fotograf był zadowolony, ekipa machała głowami z uznaniem, ale oczywiście jedna raszpla musiała mieć jakieś ale, a gdy dotarło do mnie co jej nie gra, spojrzałam na nią zaskoczona, jakby mówiła w innym języku.
       - Chociaż jedno zdjęcie? - nie wytrzymałam. - Zamierzasz podmienić moją twarz na swoją i schować sobie pod poduszkę? - zapytałam prosto z mostu, przez co cała ekipa z miejsca ustała, a Gwen była wyraźnie zaskoczona. Nie wiedziała, co ma mi odpowiedzieć. Widziałam to, ale czekałam. W końcu, gdy cisza już się przeciągała nieprzyjemnie, parsknęła śmiechem, jakbym powiedziała jakiś wybitnie zabawny żart.
       - Oj daj spokój, Lea, chciałam wprowadzić tutaj trochę bardziej wyszukanego artyzmu...
       - To wprowadzaj go sobie na innych sesjach. My nie jesteśmy modelami, toleruję twoje zachowanie tylko z uwagi na Caspera, ale - tutaj zmrużyłam nieco oczy. - Jeśli myślisz, że to daje ci jakiekolwiek prawo, aby bawić się moją osobą, to się mylisz - dokończyłam, by ostatecznie uśmiechnąć się profesjonalnie. - No, to skoro to mamy jasne, co dalej?
       - Och tak, dalej będzie... - fotograf przypomniał sobie, jak się robi zdjęcia, chociaż jeszcze chwilę się mieszał. - Na łóżku już mamy, więc teraz garderoba, jeśli to nie problem, powiesimy trochę damskich ubrań, to będzie wyglądało dobrze...
       - Ale po co? - zmarszczyłam czoło, schodząc z łóżka. Nie rozumiałam i widziałam, że Gwen już się cieszy na myśl, że będzie musiała mi coś łaskawie wytłumaczyć.
       - No na takich sesjach nikt nie chce zwracać uwagi na to, że nie mieszkacie razem, a te ubrania stworzą taki klimat, w końcu jakby wyglądała sceneria z samych męskich ubrań? - parsknęła, machnąwszy dłonią w powietrzu.
       - Po prostu - zaczęłam. - W garderobie jest już trochę moich rzeczy, myślałam, że te mogą wystarczyć - wyraźnie ją to zaskoczyło, ale nie tylko ja, a ogólnie ekipę, makijażystki nawet zachichotały, ale w przyjemny sposób. Gwen odchrząknęła, uznała, że trzeba to zobaczyć, ale miałam wrażenie, że jednak nieco przygasła.
       Od teraz szło mi o wiele lepiej, faktycznie czułam się pewniej. Mieliśmy przyjemne zdjęcia. Takie, gdzie ja wiązałam Casperowi krawat, albo on pomagał mi sięgnąć sweter, który był wyżej. Jeszcze zrobiliśmy zdjęcia przed lustrem w łazience i było po wszystkim. Naprawdę byłam padnięta, kiedy ekipa opuszczała apartament mężczyzny. Szkoda tylko, że nie cała, bo Gwen już rozłożyła dyktafon i jakieś notatniki w salonie.
       Zajęliśmy miejsca. Liczyłam, że pójdzie szybko, bo to się tak mówi, że tylko zdjęcia, ale wyciąga to z człowieka energię.
       - Dobrze, to zacznijmy... o waszym związku krąży wiele plotek, głównie za sprawą byłego partnera Leatrice, a twojego kuzyna...
       - Nigdy nie byłam z Patrickiem, chciałabym to podkreślić - weszłam jej w słowo.
       - Och, czy mogłabyś to w takim razie wyjaśnić? - zagadnęła i się zaczęło. Wyjaśniłam, ale nie czerniałam przy tym w żaden sposób kuzyna Caspera. Nie chciałam czegoś takiego robić, jedynie podkreśliłam, że parą nigdy nie byliśmy.
       - No dobrze, cudownie, że ta kwestia nam się wyjaśniła, więc teraz może ty, Casperze - spojrzała na niego, zerkając jeszcze w swoje notatki. - W internecie pojawiła się też plotka, wybaczcie mi dosadność, że Leatrice znalazła miejsce w twojej kancelarii nie przez wzgląd na swoje umiejętności, a kwestie... wiesz co mam na myśli. Jak byś się do tego odniósł? - spodziewałam się, że i o to będzie musiała zapytać. Musieliśmy poruszyć drażliwe tematy, żeby je w końcu sprostować, byłam tego świadoma, a mimo to nie czułam się zbyt dobrze.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#406 17-11-2019 o 14h04

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 211

CASPER REEVES


        Przypomniała mi się chwila,  w której pierwszy raz spotkałem Leatrice. Niby słodka, ułożona dziewczyna o wyglądzie anioła, a jak się okazało temperament miała iście diabelski. Szczególnie dawał o tym znać jej cięty i ostry język. Już pierwszego dnia w kancelarii pokazała nam na co ją stać. Teraz po tym czasie jaki z nią spędziłem jestem pewnym, że jej charakter wcale się nie utemperował, a wręcz przeciwnie moja pannica coraz śmielej sobie poczyna.
        Swoim tekstem do Gwen wprowadziła w konsternację nie tylko całę ekipę, ale i mnie. Dziennikarka potrafiła być irytująca, ale nie przywiązywałem do jej osoby aż tak wielkiej wagi, aby dać się sprowokować. Lea jednak już nie raz pokazała mi, że w gorącej wodzie jest kąpana i dość łatwo ulegała impulsowemu działaniu. W takich chwilach pokazywała pazurki, o czym przekonało się już parę osób na przykład Alan, strażnik w więzieniu, a teraz i Gwen. Kobieta jakoś wybrnęła z sytuacji, ale jej posmak nadal zdawał się być odczuwalny.
        Cholerna sesja dobiegła końca. Nie pierwszy raz brałem udział w czymś takim, ale pierwszy raz z kimś dla mnie tak istotnym jak Lea. Koncentrowanie się na niej i obawa, że moja pannica może zaraz komuś trzasnąć wazonem w łeb, także sprawiły iż poczułem teraz większe zmęczenie, ale też ulgę, bo jakoś bez ofiar dobrnęliśmy do końca. Ekipa zaczęła się wykruszać, a my zostaliśmy z Gwen. Sam nie wiem, czy wywiad był tą lepszą, czy gorszą częścią. Póki co rozpoczął się fatalnie, bo temat Patricka pojawił się jako pierwszy i z marszu zniszczył resztki mojego dobrego nastroju.
        Może dlatego, gdy Gwen skierowała swoje pytanie do mnie, nie potrafiłem powstrzymać się od podłego sarkazmu.
        - Nie wiem co masz na myśli, ale przecież to oczywiste, że najlepsza kancelaria w Nowym Jorku i jednak z najlepszych w kraju rekrutuje ludzi na podstawie wyglądu. Obowiązkowo do CV każemy załączyć trzy zdjęcia w tym jedno musi być aktem. - Wyjaśniłem uśmiechając się przy tym podle w kierunku dziennikarki.
        Siedzieliśmy na kanapie w salonie. Leatrice nieco pochylona do przodu, a ja wygodniej oparty o sofę z ramionami wzdłuż oparcia dzięki czemu mogłem teraz palcami muskać kark blondynki.
        - Casper, bądź poważny. - Burknęła niezadowolona Gwen.
        - To zadawaj poważne pytania.
        - Chcesz wyprostować te głupie plotki, czy nie? - Obruszyła się. - Ja tylko szukam odpowiedzi na to co nurtuje innych.
        Zapadła chwila ciszy. Spojrzałem na Leatrice, które także teraz odwróciła do mnie swoją twarzyczkę, a potem westchnąłem zrezygnowany.
        - Nie będę ukrywał, że to przez wzgląd na ojca Lei zainteresowałem się jej osobą. Nie była to jednak umowa, ani nieprzemyślany ruch, bo za bardzo cenię sobie renomę swojej kancelarii by zatrudnić w niej byle kogo. Obiecałem mu, że się zastanowię. Sam spędziłem rok na nauce w Europie i doskonale wiem jak wysokim poziomem cieszą się tamtejsze szkoły i uczelnie. Mam wielu znajomych, którzy podobnie jak Leatrice ukończyli Sorbonę. Sprawdziłem więc referencje Lei, jej osiągnięcia i wyniki. Okazała się być naprawdę wyjątkowym studentem, a ja lubię wyjątkowych ludzi. Zaryzokowałem i się opłaciło.
        - Nawet podwójnie. - Skomentowała Gwen. - Czyli Leatrice musiała przejść proces rekrytacyjny jak każda inna osoba?
        - Dokładnie.
        - I nie kierowały tobą żadne inne pobudki? - Drążyła dalej i uważnie zerkała to na mnie to na Leatrice.
        Sam poczułem jak moja kobieta mnie obserwuje, a jej palce lekko zaciskają się na moim kolanie. No przecież nie powiem w gazecie prawdy, że zatrudniłem ją, bo chciałem dokopać jej ojcu. Chyba nie liczyła, że będą aż tak szczery?
        - Jej piersi, bo Lea dodała do aplikacja naprawdę apetyczne zdjęcia. - Odpowiedziałem uprzejmie i bez zastanowienia.
        - Dobra, pomińmy to pytanie w takim razie. - Mruknęła pod nosem spoglądając w swoje notatki. - Może zacznijmy od początku. Wiemy już jak Leatrice znalazła się w kancelarii, ale teraz chciałabym abyście opowiedzieli o tym jak rozpoczął się wasz romans. Kto komu pierwszy wpadł w oko? - Dodała uśmiechając się zbyt uprzejmie.
        - Po pierwsze to nigdy nie był romans. - Mi jednak nie umknęło to określenie i chciałem szybko je sprostować.
        - Jak mam to rozumieć?
        - Pamiętasz nasz poprzedni wywiad? Zadałaś mi pytanie o sprawy miłosne i wyjaśniłem ci, że w pewnym momencie trafiasz na kogoś i nie umiesz przejść obojętnie. Tym kimś właśnie dla mnie była Leatrice. Jest uparta, krnąbrna i uwielbia stawiać na swoim, więc po prostu musiała pokazać mi, że moje zasady na nią nie działają. - Zaśmiałem się spoglądając na Leę, która zmrużyła jadowicie oczy.
        - Czyli to Leatrice pierwsza okazała zainteresowanie?
        - Ależ skąd! - Odpowiedzieliśmy oboje na raz, co całą naszą trójkę nieco zaskoczyło. Jednak to ja kontynuowałem wypowiedź. - Lea nieświadomie mnie uwiodła. Była i jest zupełnie inna niż wszystkie kobiety jakie do tej pory poznałem. Jej zachowanie w stosunku do mnie było takie niejednoznaczne. Irytowała mnie i intrygowała jednocześnie, ale to drugie uczucie zdecydowanie przeważało. Poznawałem ją coraz lepiej i wiedziałem, że im bardziej się do niej zbliżam tym bardziej nie chcę się odsuwać, a poznając Leatrice wiedziałem, że droga jest tylko jedna.
        - Czyli jaka?
        - Taka, że chcę z nią być, bo po pierwsze się w niej zakochałem, a po drugie Leatrice to nie kobieta, która prowadzi jakiekolwiek romanse.
        - Takie jak mogłeś prowadzić ze swoimi wcześniejszymi partnerkami? - Wtrąciła nagle Gwen i jej oczy zabłysły jadowicie.
        - To pytanie jest nie na miejscu. - Odparłem nie wzruszony.
        - Ale jest trafne. Czy liczyłeś na podobny romans z Leą, ale twoje serce ciebie zdradziło?
        - Nie. - Nawet się nie zawahałem. - Od początku wiedziałem, że to co czuje do Leatrice niesie ze sobą poważne konsekwencję i nie jest czymś błahym i przelotnym. Po prostu, tak jak mówiłem ci już wcześniej. Nie mogłem i nie chciałem pozwolić iść sobie dalej. Chciałem być z nią i jestem.
        - A jak wygląda to z twojej perspektywy? Bycie kobietą kogoś takiego jak Casper Reeves niesie ze sobą pewne piętno. Jak sobie z nim radzisz?
        Gwen krążyła nad nami jak drapieżny ptak. Czułem, że każde nasze słowo może wykorzystać jako prowokację, albo atak. Chciała szczegółów i informacji, które mogłyby stać się prawdziwą sensacją. Bałem się, że w końcu trafi w jakiś czuły punkt i albo między mną i Leatrice wybuchnie małe nieporozumienie, albo któremuś z nas będzie ciężej odpowiedzieć. Chociaż… Pewnie jak Lea nie będzie jej chciała czegoś powiedzieć to jeszcze Gwen sama pożałuje, że w ogóle miała czelność zapytać ją o coś takiego.
Była już prawie dwudziesta, gdy Gwen wreszcie opuściła nasz apartament. To znaczy mój apartament. Chociaż miałem wrażenie, że Lea naprawdę ze mną mieszka. Jej obecność tutaj stawała się dla mnie czymś naturalnym. I cieszyłem się, że wieczory mogłem spędzać w jej towarzystwie. Nawet jeśli polegały one tylko na tym, że siedzieliśmy przy kominku jedząc ciasto i pijąc wino. Oboje byliśmy zmęczeni i fizycznie i psychicznie, bo pytanie Gwen wcale nie należały do najdelikatniejszych. Rozmawialiśmy więc o głupotach i przyziemnych sprawach, a potem poszliśmy po prostu spać.
        Następnego dnia byłem skoncentrowany na pracy. Miałeś świadomość tego, że wieczorem będę musiał spotkać się z dziadkiem i to spotkanie wcale może nie przebiegać tak jakbym sobie tego życzył, ale obiecałem sobie, że stres Lei wystarczy za nas dwoje.
        - Spokojnie maleńka, spodobasz mu się. - Zapewniałem ją po raz tysięczny, ale pewności nie miałem. - A już na bank w tej sukience. Wyglądasz wspaniale z klasą. On tak lubi. - Skomentowałem jej wygląda, bo tego akurat pewny być mogłem.
        Nie wiem jak George Hatherton  oceni osobowość i sposób bycia Leatrice, ale to jak oceni jej wygląd nie stanowiło dla mnie żadnej tajemnicy. Nie znam faceta, który mógłby przejść obojętnie obok mojej kobiety, szczególnie w takim wydaniu. Lea specjalnie zaraz po pracy popędziła do centrum i kupiła sukienkę na ten wieczór. Była naprawdę zestresowana. Cały dzień widziałem jak się zamartwia. Nie mogłem też nic z tym zrobić, ale mogłem chociaż troszkę poprawić jej humor i sam wyskoczyłem na małe zakupy.
        - Czegoś tu brakuje. - Stanąłem za Leatrice, która przeglądała się w lustrze. - Zamknij oczy. - Mruknąłem urzekającą wprost do jej ucha, nie odrywając spojrzenia od jej odbicia.
        Zrobiła co chciałem. Drgnęła delikatnie czując chłód bijący od diamentowej kolii, która teraz przepięknie lśniła na jej cudownej, smukłej szyi. Sam po chwili poczułem, że ten widok działa na mnie podniecająco. Leatrice uwodziła teraz samym swoim wyglądem
        - Myślę, że pasuje do ciebie. - Ponownie spojrzałem na odbicie Leatrice, a ona sama otworzyła oczy. - Jesteś piękna, Lea.

Ostatnio zmieniony przez Katomi (21-11-2019 o 23h25)


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#407 28-11-2019 o 21h51

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

Leatrice Lockwood

       Miałam tylko nadzieję, że ten wywiad skończy się możliwe najszybciej i bez żadnych rewelacji. Casper jeszcze się trochę burzył, ale ja już nie miałam na to siły, po prostu odpowiadałam na pytania i starałam się ignorować wszystkie możliwe zaczepki. Poskutkowało to najwyraźniej, bo w końcu mogliśmy się pozbyć Glen z mieszkania Reevesa i udać do łóżka. O niczym już tak nie marzyłam, jak o wypoczynku, tym bardziej, że następnego dnia znów czekała nas praca. Chciałam skupić się na sprawie, bo naprawdę mnie ona zainteresowała, poza tym czułam, że mogę się wykazać i udowodnić ile jestem warta. Nie chciałam zmarnować tej okazji, a termin pierwszej rozprawy nadciągał dużymi krokami. Szkoda tylko, że nie było to moim jedynym zmartwieniem. W całym tym zamieszaniu, kolacja z dziadkiem Caspera wydawała mi się wręcz abstrakcyjnym dodatkiem. Tak bardzo zbędna i generująca dodatkowy stres... mimo to jasnym było, że uda się jej uniknąć.
       Po pracy pojechała kupić sukienkę, co wcale mnie nie cieszyło, bo wydawanie kasę na kreację, która wiąże się z nieprzyjemnym eventem nie jest wcale miłe. Postanowiłam jednak nie narzekać, żeby nie było. Wybrałam też coś, co w moim mniemaniu mogłoby się spodobać komuś takiemu jak pan Hatherton, a słowa Caspera nieco podnosiły mnie na duchu, ale oczywiście nie na tyle, bym całkowicie odsunęła od siebie obawy.
       Zaskoczyło mnie to, kiedy uznał, że czegoś mi brakuje. Aż spojrzałam z przejęciem na swoje odbicie, szukając tego czegoś, kiedy to Reeves znalazł się za mną i kazał mi zamknąć oczy. Nie byłam na tyle głupia, aby nie domyślać się, co może się kryć za tym poleceniem. Przymknęłam zatem powieki, a czując chłód na szyi utwierdziłam się w przekonaniu, że miałam racje, jednak dopiero gdy znów spojrzałam na swoje odbicie, mogłam zrozumieć co też najlepszego ten mężczyzna znów zrobił.
       - Jezu, Casper! - nie wiedziałam, co mam powiedzieć, na moment skamieniałam, dopiero po kilku sekundach będąc skłonną do tego, aby unieść dłoń do chłodnej biżuterii. Aż zakręciło mi się w głowie od tego, jak się ona mieniła. No, ale musiałam wyjść z transu, więc zamiast się na nią gapić, szybko odwróciłam się na pięcie, aby stanąć przodem do niego. - Jest piękna, ale nie możesz mi dawać takich drogich prezentów bez powodu - zauważyłam i tym razem chyba naprawdę nie przesadzałam. Wolałam nie myśląc o tym, ile pieniędzy w ostatnich dniach Reeves na mnie wydał. Już i tak specjalnie niemalże uciekłam przed nim z pracy, aby samej zapłacić za sukienkę, a tutaj coś takiego. Oczywiście, że mi się ona podobała, ale miałam przez tą kolię dysonans poznawczy. Aż zacisnęłam na moment usta w prostą linię, aby sobie to wszystko dobrze przemyśleć. Wzięłam głębszy wdech i znów spojrzałam na swoje odbicie, gładząc ją palcami.
       - Jeśli powiem, że potem ją zwrócimy, to się nie zgodzisz, prawda? - zapytałam, wzdychając. Było widać, że mi się podoba i za to byłam na siebie najbardziej zła, bo wcale nie chciałam się z nią rozstawać, ale no... nie zasłużyłam na nią. - Nie wiem, co mam teraz zrobić, powinieneś wybrać coś mniejszego, skoro już marnujesz pieniądze, to przynajmniej rozsądniej! - burknęłam, ale zaraz uniosłam swoje spojrzenie i te skrzyżowało się z jego własnym, a ja nie mogłam powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu.
       Koniec końców największym plusem całej tej sytuacji było to, że przez moment całkowicie przestałam przejmować się tym, gdzie mieliśmy zaraz jechać. Jakby nie patrzeć, dziadek Caspera na pewno nie błyszczał tak mocno, jak ta kolia, więc cóż mogłam powiedzieć? Byłam nią całkowicie zaślepiona, aż wstyd było mi się do tego przyznać, że coś takiego tak na mnie zadziałało.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#408 02-12-2019 o 12h15

Straż Cienia
Katomi
Straż na szkoleniu
Katomi
...
Wiadomości: 211

CASPER REEVES


        Obdarowywanie kobiety biżuterią uważam za finezyjny sposób sprawiania jej przyjemności.  Dawno nie miałem okazji by to uczynić, a sprawiało mi to niemałą radość. Zachwyt i błysk w oczach Leatrice był wystarczającym wynagrodzeniem, a poza tym uwielbiam jej smukłą, zgrabną szyję. W tej koli wyglądała niezwykle seksownie i zmysłowo.
        - Mogę robić co chcę. - Odpowiedziałem na jej słowa andal nie odrywając wzroku oj jej odbicia. Na kolejną wypowiedź Leatrice tylko spojrzałem znacząco w jej oczy, a potem pokręciłem głową z rozbawienia. - Jedyne co marnuję to czas, na te głupie tłumaczenia. Widzę, że ci się podoba więc już przestań mi tutaj mydlić oczy, a ładnie podziękuj.
        Obróciła się do mnie, bo palcem stuknąłem w swój policzek. Posłusznie mnie pocałowała, ale zaraz potem pisnęła gdy przyciągnąłem ją do siebie i postanowiłem wziąć nieco większą zapłatę za swoje dobre serce.
        W końcu oboje byliśmy gotowi, a na dole czekał już kierowca, który znał adres pod jaki zmierzaliśmy. Dawno nie widziałem się ze swoim dziadkiem. George Hatherton nie należał do osób zbyt rodzinnych. Towarzyskich może i owszem, bo był niczym rekin pławiący się wśród śmietanki towarzyskiej. Wiedział jak wielkie ma to znaczenie i nieraz nadkładał biznes nad dobro stosunków rodzinnych. W każdym razie nieoficjalne spotkania z nim należały do rzadkości. Częściej po prostu byliśmy zapraszani na bankiety, obiady, lub inne snobistyczne przyjęcia jakie organizował. Jego obecność w naszym domu policzyłbym na palcach u rąk.
        Spojrzałem w bok. Leatrice milczała całą drogę wpatrując się w rozświetlone ulice Nowego Jorku. Jej zdenerwowanie było wręcz namacalne.
        - Będzie dobrze. - Zapewniłem ją splatając nasze dłonie razem. - Mężczyźni z mojej rodziny mają ku tobie słabość, więc nie masz czym się przejmować.
        Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Hotel znajdował się w przepięknej i olbrzymiej kamienicy. George zwykł zatrzymywać się w nim, gdy gościł na Manhattanie. Większość czasu spędzał w swojej willi położonej w Scarsdale, lub w Waszyngtonie, gdzie nadal maczał palce w polityce.
        Pomogłem Leatrice wyjść z auta i podałem jej swoje ramię, a potem weszliśmy do środka, gdzie już czekał na nas jakiś mężczyzna. Zapewne wysłany tutaj przez kierownika hotelu na zlecenie mojego dziadka. Uśmiechnął się uprzejmie i skinął nam głową na powitanie oświadczając, że nasz towarzysz już czeka. Poprowadził nas przez przestronne i pełne przepychu lobby do hotelowej restauracji. Panował w niej lekki półmrok. Gdzieś z boku stało fortepian na którym pianista wygrywał przyjemną i spokojną melodię. Wszędzie wokół dało się słychać rozmowy prowadzone przyciszonym głosem. Prawie na samym końcu sali w nieco osłoniętym od oczu innych ludzi miejscu, stał stolik przy którym siedział starszy mężczyzna. Jego siwe włosy były elegancko przystrzyżone i ułożone. Miał na sobie ciemny garnitur, a nad jego ramieniem pochylony był jakiś inny facet. Młodszy, który tłumaczył mu coś w trzymanych na stole dokumentach. Wyczuł, że ktoś się zbliża i łupnął na nas wzrokiem. Zaraz potem szepnął coś swemu szefowi na ucho i odszedł.
        George Hatherton spojrzał w naszą stronę. Spokojnie zdjął okulary i potarł zmęczone oczy, po czym odłożył oprawki do pudełka. Wstał i ponownie wycelował swoje spojrzenie w naszą stronę. Widziałem jak otaksował wzrokiem Leatrice, a potem już nie odrywał spojrzenia ode mnie.
        - Witaj Casprze. - Był na tyle uprzejmy, że wyszedł zza stołu, aby móc się z nami przywitać. To już plus, bo zawsze mógł coś burknąć i nawet na nas nie spojrzeć. - Dobrze wiedzieć, że nadal potrafisz pokazać klasę. Po ostatnich doniesieniach na twój temat byłem skłonny wierzyć, że mój wnuk zapomniał jak powinien się zachowywać. - Uśmiechnął się uprzejmie, uprzednio lustrując mnie wzrokiem. Potem wyciągnął dłoń, którą uścisnąłem. Leatrice ignorował.
        - Nie martw się dziadku, twój wnuk wie jak się zachować i naprawiać swoje błędy. - Odpowiedziałem spokojnie.
        - Lepiej by ich nie popełniał. - Odparł i spojrzał przelotnie na stojącą obok blondynkę.
        - I vice versa. - Nie oderwałem od niego spojrzenia i chciałem by wiedział, że jego zachowanie wcale mi nie odpowiada. Uniósł lekko kącik ust.
        - Rozumiem. - Odparł krótko.
        - Skoro mamy to za sobą, czas byś poznał Leatrice. - Czułem się już nieco swobodniej, a mężczyzna zmuszony moim ruchem spojrzał ponownie na blondynkę. - Jest córką sędziego Lockwooda, słyszałeś…
        - Wiem kto to Lockwood. - Otaksował Leatrice wzrokiem. Ani drgnął. - Sprawiedliwy człowiek, aczkolwiek mógłby więcej osiągnąć. - Burknął.
        - Nie każdy żyje według scenariusza, który ty ułożyłeś sobie w głowie.
        - Niewątpliwie. - Odparł ukradkiem spoglądając na mnie. - Leatrice. Chyba powinienem zapamiętać to imię.
        - Zdecydowanie. - Wtrąciłem się delikatnie obejmując Leatrice w talii.
        - Skoro Casper był zdolny sparaliżować lotnisko dla ciebie musisz być intrygująca. - Uśmiechnął się prawie niezauważalnie. - Jestem ciekaw twojej osoby, więc proszę. Usiądźmy i porozmawiajmy.
          Zajęliśmy miejsca przy niedużym okrągłym stoliku. Chwilę potrwał rytuał związany z zamawianiem potraw i alkoholu, a gdy zostaliśmy już sami wzrok mego dziadka od razu spoczął na Leatrice.        
    - A więc, panno Lockwood. Opowiedz mi o Francji. - Zaczął spokojnie. - Czemu uznałaś, że jednak wolisz wrócić do Ameryki niż tam pozostać? - Dodał zaraz i wyczułem w tym zdaniu nutkę pretensji.
    No tak. Jakby się nie pojawiła nie byłoby teraz tej rozmowy. Sam nie wiem jak odczytywać jego zachowanie. Z jednej strony był nader uprzejmy jak na siebie, a z drugiej subtelnie podkreśla fakt jak niewygodną osobą w moim otoczeniu jest Lea. Chciałbym to widział, a ja nie miałem zamiaru pokazywać mu, że jego zdanie robi na mnie wrażenie.


https://78.media.tumblr.com/a0b93634f6fc4c50c6cad85945ca9f88/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo5_250.gif https://78.media.tumblr.com/16cba988530fd915722e992a6ebd16ae/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/0c6f3f983291d382cc5e37a3f01d0fb4/tumblr_o2y3hiXD1a1v7n08eo4_250.gif

Offline

#409 01-01-2020 o 19h37

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

Leatrice Lockwood


       Całą drogę na miejsce spotkania myślałam tylko o tym, co mnie czeka po przyjeździe na miejsce. Już rozważałam sobie różne scenariusze, a nawet skarciłam siebie w głowie trzy razy za to, że nie zebrałam wystarczająco pokaźnej wiedzy na temat dziadka Caspera. Z drugiej strony byłoby to wówczas nienaturalne, ale sama nie byłam pewna, czy jestem w stanie podchodzić fair do naszego spotkania. Rzeczywiście dało się to porównać do egzaminu na uczelni i mojej wielkiej potrzeby zaliczenia go jak najszybciej, byleby nie dopuścić do następnych terminów.
       Nie mogłam też za bardzo panikować, w końcu wiedziałam, że Casper też nie podchodzi do tego z aż takim spokojem, jak zwykle, chociaż miałam wrażenie, że stara się zachować przy mnie kamienną twarz. Korciło zapytać, czy się stresuje, ale nie zdecydowałam się na to i nim się obejrzałam, samochód już się zatrzymał.
       Restauracja była przyjemna, swoje spojrzenie skupiłam na fortepianie, zazdroszcząc muzykowi, że nie musi się niczym przejmować, tylko wystukiwać znaną sobie melodię. Ja natomiast czułam, że idę jak na ścięcie, ale robiłam co w mojej mocy, aby wyglądać nienagannie. Dlatego też, gdy jasnym było, że teraz już nie ma dokąd uciec, stałam prostu dumnie, z przyjemnym, ale nieprzesadzonym uśmiechem i pokazywałam, że zachowanie mężczyzny wcale mnie nie rusza. Tu należy zauważyć, że nie jestem osobą dość dobrze znoszącą takie chamstwo i język miałam permanentnie zagryziony. Z mojego punktu widzenia ktoś na stanowisku takim, jak dziadek Reevesa, powinien szczycić się nienaganną kulturą, a tu proszę... ignorował mnie, jakbym była powietrzem. Nie mogłam jednak dać się podejść czemuś tak trywialnemu, wytrzymałam to z godnością, bo też właśnie na coś takiego przygotowywał mnie Casper.
       Uśmiechnęłam się grzecznie i razem z nim zajęłam miejsce, kiedy już zostałam przedstawiona. Sądziłam, że i teraz nie będę zbyt znacząca w ich rozmowie, ale zostałam zaskoczona, dość szybko stając się głównym tematem. Nie ma co, pan Hatherton nie bawił się w small talk, od razu wyjeżdżając z czymś, co skojarzyło mi się z przesłuchaniem. Mimo to zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią, nie pokazując, że ta miałaby mi być nie w smak.
       - Proszę mi mówić Leatrice, panie Hatherton - zaczęłam od tego, ale nie jakoś przesadnie sympatycznie. Bardzo trzymałam swoje nerwy na wodzy, podobnie, jak inne emocje, aby w żadną stronę nie przesadzić. - Czuję się niezręcznie, gdy tak znamienita osoba mnie tytułuje - wyjaśniłam zaraz, co nie było kłamstwem. Tak mnie nauczono. Dorośli mówili do mnie na ty, a ja do starszych rzadko kiedy zwracałam się bez typowego "pan/pani". Dopiero po tym wstępie mogłam przejść do meritum, nieco się obawiając, ale też mając gdzieś z tyłu głowy, że przecież ten człowiek, niezależnie od tego jaką ma władzę, nie sprawi, że w moim życiu coś się zmieni. - Ponieważ Francja, niezależnie od tego, jakimi uczuciami darzę ten kraj, nigdy nie była i nie będzie moim domem - wyrzuciłam to z siebie, powoli, ale niezwykle lekko, jakby było to największą oczywistością. Pozwoliłam sobie na chwilę oddechu, na to, aby zrozumiał ciężar tych słów, a nim sam coś powiedział, odezwałam się ponownie, chcąc doprecyzować. - Tutaj się urodziłam, tutaj mam też ojca. Rodzina zawsze była dla mnie niezwykle ważna, więc czuję się lepiej, gdy mam go przy blisko. Myślę, że to już ten etap w życiu, w którym i ja mogę podziękować mu za lata, przez które mnie wspierał i odpłacić mu się także moją opieką - dodałam, nie wiedząc jak to przyjemnie, ale też niczego nie zakładałam. Nie próbowałam też zbyt długo myśleć o tym co będzie najodpowiedniejsze, prosta prawda była najlepszą opcją.
       - Rozumiem - skinął lekko głową, a to jedno słowo niewiele powiedziało o tym, co też kłębi się w jego głowie. Cisza była nieprzyjemna, ale jednocześnie nie śmiałabym teraj jej przerwać i dobrze, bo po chwili sam to zrobił. - Widzę zatem, że przynajmniej jest pani dobrą córką - nie wiedziałam, jak to zrozumieć i nie byłam pewna, czy mi się podobają jego słowa. Tutaj już gryzienie się w język nie było takie łatwe.
       - Mam nadzieję, że jestem... wówczas pomógłby pan w odnalezieniu jakiejś cechy wspólnej między mną, a Casperem. Tego mu nie można odmówić, prawda? Że jest dobrym synem - zerknęłam na siedzącego z boku mnie mężczyznę i obdarowałam go uśmiechem.
       - Zależy którego rodzica się zapyta - parsknął, ale nie było w tym rozbawienia... chyba. Albo może to ja nie potrafiłam go jeszcze przeczytać, zrozumieć. Należało się więc wycofać, ale ja poszłam za ciosem.
       - A jakbym zapytała dziadka? - wyszłam mu na przeciw, wlepiając w niego przenikliwe spojrzenie, ciekawa tego, co powie. Gdyby miał się zacząć wyrażać źle o Reevesie, to pewnie, o ile nie byłoby to trafione w punkt, powiedziałabym mu, co sama o tym myślę, już nie bacząc na wyniki naszego spotkania.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 15 16 17