Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 27-08-2018 o 18h34

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483675145735634954/unknown.png


     Wynajmowanie samotnie mieszkania w centrum miasta nie dla wszystkich jest wygodne finansowo. Niektórzy postanawiają zaryzykować i wynająć komuś pokój lub skorzystać z propozycji wynajęcia. Wtedy pojawiają się kolejne scenariusze, a w nich ten szczęśliwy, w którym taka osoba okazuje się być całkiem w porządku, nie sprawia większych problemów i da się z nią normalnie porozmawiać. Zdarzają się jednak i te scenariusze, w których niektóre brudy wychodzą na światło dzienne dopiero po dłuższym czasie. Jedna z tych osób okazuje się mieć zamiłowanie do bałaganiarstwa... a druga ma przechlapane u pewnego mafiozy.


Einsamkeit & Airi
Regulamin znamy i przestrzegamy.

Ostatnio zmieniony przez Airi (31-08-2018 o 01h56)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#2 27-08-2018 o 18h59

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703



Imię i nazwisko: Andrew Goodwin
Wiek: 28 lat (19.11)

|| miłośnik sztuki || esteta || wszystko musi być porządne, poukładane, na swoim miejscu || pedant || bankier, często podróżuje ||

Czy ktoś sądził, że Andrew Goodwin może mieć poczucie humoru? Nie? To świetnie, bo ten typ człowieka zdecydowanie go nie posiada, paradoksalnie będąc przy tym dość śmiesznym, z czego nawet nie zdaje sobie sprawy.
Bankier z Londyńskiego City, skupiony na swojej pracy. Typ ze znajomymi głównie z pracy (czyli praktycznie żadnymi). Co tydzień ciągnie ze sobą losową ofiarę - zwykle siostrę, brata lub znajomego - do muzeum, gdzie zachwyca się dziełami sztuki. Niekiedy bywa drażliwy jak rozdeptana pszczoła... czyli lepiej go nie wkurzać, chyba że ma się do tego poważny powód. Ten typ potrafiłby zrobić dramę o ubytek 5 ml szamponu...

Ostatnio zmieniony przez Einsamkeit (27-08-2018 o 19h01)


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#3 27-08-2018 o 19h57

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483686032034758657/unknown.png

KAY ELEV    dwadzieścia cztery lata    urodzony szóstego stycznia w Londynie
sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu    zielone oczy    brązowe włosy

      To osoba nieprzewidywalna i bardzo zmienna. W jego głowie zazwyczaj jest milion pomysłów na raz. Tam gdzie jest Kay, jest również i chaos. To człowiek z pasją,
      rozrzucający wszędzie nie tylko swoje rzeczy, ale i entuzjazm. Kiedy zaczyna mu się nudzić, bez wahania potrafi zmienić swoje życie, a przynajmniej dokonać poważnej ku
      temu próby. Trudno jest go złapać, ponieważ albo brakuje mu czasu wolnego, albo wyjechał samotnie z miasta, aby się wyciszyć. Sam siebie uważa za artystyczną duszę i
      twierdzi, że to właśnie w takim kierunku pragnie się spełniać.

Ostatnio zmieniony przez Airi (27-08-2018 o 20h00)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#4 27-08-2018 o 21h37

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

Dzień spokojny, dzień wesoły, czyli jak wrócić z pracy nad ranem, kiedy kończą się gadki z Chinami? Dla niego to była norma - choć nieraz zdarzało się, że wracał do mieszkania równo z Kayem. Imprezowicz jakiś. Chociaż rozmawiali na co dzień raczej dość luźno, jeśli tylko się nie mijali po drodze do swoich obowiązków, stosunek do współlokatora miał dość... ambiwalentny.
Jasne, Kay był przedstawicielem świata sztuki, czyli na plus. Ale był jednocześnie nieprzewidywalny i nieogarnięty. I bałaganił. Czyli na minus...
Nie spodziewał się, że zastanie nagle czyste, idealnie posprzątane mieszkanie - od tego widoku odzwyczaił się już dawno temu. Nie, żeby mu to przeszkadzało, przynajmniej jak dotąd...
Rozejrzał się wokoło, nagle tknięty dziwnym przeczuciem - jak gdyby coś lub ktoś go obserwował. Choć było to co najmniej naiwnym wrażeniem - w końcu Londyn nigdy nie śpi, nieprawdaż? - miał poczucie, że tym razem coś jest nie w porządku, nie takie jak zwykle, nie idące swoim ustalonym torem... jak gdyby Londyn trwał w ciszy i napięciu, czekając na coś, co dopiero miało się wydarzyć.
Śmieszne.
Rozejrzał się jeszcze wokoło, upewniając się, że wszystko jest w porządku, zanim wszedł do apartamentowca, kierując się na swoje piętro. Te znajome widoki - ochroniarz, ciche, opustoszałe korytarze, brak czyjejkolwiek obecności - uspokajał...
...dopóki nie wszedł do mieszkania, obejmując wzrokiem bajzel, czy też raczej artystyczny nieład, w salonie.
- Znowu fotografujesz? - zapytał półgłosem, jednak odpowiedziała mu cisza. Polazł gdzieś po powrocie ze zdjęć czy co? Rozejrzał się wokoło, marszcząc brwi...


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#5 27-08-2018 o 23h23

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Zastanawiając się, czy w ogóle zamknął drzwi, pośpiesznym krokiem kierował się ku tej obrzydliwie bogatej dzielnicy. Wczesna godzina dawała swoje znaki nie tylko na opustoszałych ulicach, ale i w kącikach oczu mężczyzny, który ziewał kilka razy na minutę. Musiał co chwile je przecierać, gdyż łzawiły dokuczliwie i nie chciały przestać. Łudził się, że w mieszkaniu nikogo nie zastanie i zdąży jeszcze ogarnąć ten bałagan, który zostawił na stole w salonie. Kiedy jednak ze zgrzytem otworzył drzwi wejściowe, a znajome, eleganckie buty stały na swoim miejscu, mógł tylko cicho przekląć przed nosem. Rozważał nawet ukrycie się w swoim pokoju, oazie wszystkiego, gdzie widok porozrzucanych wszędzie rzeczy naprawdę potrafił go uspokoić. Koniec końców jednak wrzucił tam swoje zakupy i wszedł do salonu spokojnie, jakby wszystko było na swoim miejscu. Ukradkiem zaczął zbierać części od profesjonalnego aparatu do rąk, uprzednio rzucając niedbale swoje klucze na krzesło.
-Siemanko. Nie miałeś wrócić godzinę później?- zapytał niepewnym tonem, jakby bał się, że mu się oberwie.
     Mógł też szacować, ile czasu minie, zanim Andrew zauważy opakowanie po orzechach z solą, które dzięki chwilowemu przeciągowi powędrowało aż pod kanapę. Dobrze wiedział, jak osoba, u której wynajmował pokój nienawidziła bałaganu, ale mimo tego żył w przekonaniu, że czego oczy nie widzą, to sercu tego nie żal.
     Pod nieobecności właściciela, zwłaszcza w momentach, kiedy wyjeżdżał na dłużej, mieszkanie często wyglądało jak po prawdziwym przejściu tajfunu. Kay był pewny, że Andrew nigdy nie widział go w stanie najgorszym, w tym, który on oglądał już niezliczoną ilość razy. Zwłaszcza, jeśli w mieszkaniu nie przebywał tylko Kay. Imprezy w klubie miały swój urok, ale domówki to zupełnie inna bajka.
-Ja tu ogarnę, nie martw się- powiedział swobodniej. To zdanie miał już wyuczone na pamięć tak dobrze, jak dzieciak powinien umieć tabliczkę mnożenia.

Ostatnio zmieniony przez Airi (28-08-2018 o 00h42)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#6 27-08-2018 o 23h53

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


- Chciałbyś, żeby tak było, prawda? - zapytał, uśmiechając się kącikiem ust. Rozsiadł się na kanapie wymownie, wyprostowany jak kij od miotły, obserwując poczynania Kaya. Generalnie nie kłócił się z Kayem o bałagan, wręcz przeciwnie, jednak teraz miał ochotę mu trochę... podokuczać?
Tak, tak można było to mniej więcej nazwać. Zresztą ta niepewność Kaya była całkiem zabawna, jeśli by nawet nie rozkoszna. Jak się starał ukryć swoje grzeszki! Dobrze wiedział, że Elev miał tendencję do jedzenia gdziekolwiek, na czymkolwiek, uwielbiał wyjątkowo tłuste produkty w stylu orzeszków (które zostawiały potwornie tłuste plamy na kanapie i były niezdrowe!). Czasami udawało mu się znaleźć zagubione, zapomniane i dawno splądrowane paczki po orzechach czy innych przekąskach. Rzadko bo rzadko, ale liczył się sam fakt, że tak było.
- Jasne, jasne. Ja tu zostanę i sobie popatrzę. A przy okazji,  - odparł z bezczelnym uśmiechem, zakładając ręce na piersi i rozsiadając się w kanapie wygodniej. Złośliwość? Być może. Ale teraz w telewizji nie leciało nic interesującego, a wciąż był zbyt rozbudzony, by iść od razu spać.
- Planujesz wyjazd? - zerknął ciekawie. W sumie ile razy mieli okazję porozmawiać, jak co jakieś 2 - 3 miesiące wyjeżdżał w delegacje? Mimo, że mieszkali już jakiś kawałek czasu, wciąż miał wrażenie, że wie o nim tyle co, o! - naparstek wiedzy. Czy to normalne? Czy tak powinno być? Z tego, co wiedział, raczej nie do końca.
- I ile paczek orzeszków ze sobą zabierasz? - zapytał z lekka uszczypliwie, mimo to się uśmiechał. Rzadki widok, niezmiernie rzadki - tak jak widok sprzątającego Kaya... potoczył wzrokiem po otoczeniu, z dumą widząc czyściutki, starannie uporządkowany przedpokój, drzwi do łazienki, kuchnię... i znowu Kaya. No, ten widok też może być, aczkolwiek Kay stanowił jaskrawy kontrast do całokształtu mieszkania, jak gdyby został wycięty z innej bajki. Czy coś.

Ostatnio zmieniony przez Einsamkeit (27-08-2018 o 23h56)


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#7 28-08-2018 o 02h34

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Kay zmarszczył brwi, kiedy z ust Goodwina padło podchwytliwe pytanie. Pominął już fakt, że się z nim nie przywitał. Na jego uśmieszek odpowiedział mu tym samym, zerkając, jak wyprostowany i dumny zajmuje miejsce na kanapie. Nie był pewny, czy zapytanie go czy nie idzie spać po całej nocy pracy było odpowiednie, więc w ciszy zbierał swoje manatki dalej. Kiedy uznał, że ma ich w rękach zbyt dużo, aby zrobić bezpiecznie kilka kolejnych kroków, chwiejnie poszedł do siebie i odłożył rzeczy na łóżko. Kiedy wrócił po resztę rzeczy, spojrzał naiwnie na mężczyznę.
-Nie planuję wyjazdu- powiedział. –Ale jakbym planował, to… zabrałbym wszystkie- mruknął pod nosem. Uśmiech Andrewa wydał mu się szczery, ale nie chciał się tego trzymać. Wydawało mu się, że tego gościa trudno jest mu przejrzeć. Średnio raz na tydzień zastanawiał się, dlaczego nie ożenił się z jakąś równie bogatą kobietką, tylko wynajmuje pokój komuś, kogo nieszczególnie było stać na samotne mieszkanie, a zwłaszcza w takiej dzielnicy.
     Podniósł opakowanie po słonej przekąsce, z którą prawdopodobnie był już kojarzony. Niezdarnie wcisnął je do kieszeni spodni, zamiast od razu wyrzucić. Gdyby Andrew zobaczył jego zakupową torbę, miałby prawo się zaśmiać. Key był tą osobą, która potrafiła wybrać się do sklepu tylko po to, aby kupić śmieciowe jedzenie i rzeczy kompletnie mu niepotrzebne. Kiedyś koleżanka ze studiów zapytała go nawet, jakim cudem znosi życie w tak uporządkowanym mieszkaniu, gdzie wszystko do siebie pasowało, mając takie zachowania i charakter. Mógł tylko wzruszyć ramionami w odpowiedzi.
     Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi, na co Elev niemal podskoczył z zaskoczenia.
-Cholera, jest piąta rano, kto jest tak szalony?- Pomyślał na głos, po czym od razu ruszył do drzwi. Przymknął jedno oko i przysunął głowę do specjalnego otworu, aby spojrzeć na domniemaną sąsiadkę lub sąsiada. Kiedy się jednak odsuwał, czuł, jak nieświadomie wstrzymał oddech.
     Cholera, cholera, powtarzał w myślach. Wrócił do salonu.
-Jakieś dziwne typy. Pewnie do ciebie. Moi znajomi nie wybraliby tak okropnych garniturów.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#8 29-08-2018 o 16h34

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


Parsknął cichym śmiechem, słysząc tę informację o paczkach orzeszków. Niezbyt umiał wyobrazić sobie prowiant Kaya podczas tych misji fotograficznych, fotosesji... co najwyżej właśnie orzeszki. W milczeniu uniósł brwi, widząc jak chłopak pakuje sobie paczkę do kieszeni.
Otłuścisz sobie kieszenie, ale spoko, dopóki to nie moje spodnie.
- Hę? Nie otwieraj - rzucił za nim, acz bezskutecznie. Kay zawsze był szybszy - co nie powiedział, to tamten już robił. Albo i nie. Różnie.
- Nie żartuj, ja nie mam znajomych - urwał, nim twarz mu poszarzała. Jednocześnie w głowie szybko zaczęły galopować kolejne przypuszczenia. Garnitury? Pewnie przybysze z dziwnym skośnym akcentem, tak? Cholera, czego zapomniał? Oddał im przecież jadeitową spinkę, oddał im wszystko, czego chcieli... a to, że mu się noga poślizgnęła przy terminach, to nie jego wina!
- Bierz, co trzeba i wiej! - złapał swoją teczkę. Znajdowało się tam w sumie całe jego życie - portfel, karty, komórka... chociaż nie, telefon lepiej by było wywalić, chyba? Nie oglądał za wielu filmów szpiegowskich, choć może jednak powinno było mu się to przydać... po chwili, niezdecydowany, zatańczył w salonie - robiąc krok ni to do przodu, ni to do tyłu. Co robić, co robić? Schować się w szafie? Nie, przecież ich znajdą. Pod łóżkiem tym bardziej by się nie zmieścił... A mógł meblować tak, jak chciała babcia - z dużą ilością poduszek, firanek i zasłonek to nie, bo uparł się na minimalizm.
- Mamy tu jakieś... nie wiem... wyjście awaryjne? - zapytał bezradnym tonem, rozgladając się wokoło. Wyskakiwanie przez okno na tym piętrze nie byłoby rozsądne... ale jednocześnie stanie się nagłówkiem "ofiara chińskiej mafii" również nie było kuszącą perspektywą.
Po chwili się uspokoił. W sumie dlaczego przypuszczał, że to chińczycy? Równie dobrze mogli to być jego znajomi z departamentu... chociaż, nie, raczej nie - większość z nich nawet nie wiedziała, gdzie mieszkał.
- Ilu ich było? - zapytał gorączkowo, szukając wzrokiem jakiegoś ukrytego pomieszczenia, balkonu, czegokolwiek... prawdę mówiąc nie zawsze do końca wiedział, jaki miał dokładny plan mieszkania. Kupił pierwsze lepsze, jakie tylko się znalazło, a później poszedł do pracy...
"Co robić? Iść i im otworzyć i dać sobie w zęby, czy schować się i liczyć, że mnie nie zauważą? A może zrezygnują i pójdą sobie? Przecież nie podawałem im adresu!!"


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#9 30-08-2018 o 21h19

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Kiedy patrzył na tego smutasa, oparł łokieć o ścianę. Chwilę analizował niespokojne słowa mężczyzny i to, jak pobladł na twarzy. Scenariusze, które pojawiły się w jego głowie przypominały coś, co już kiedyś widział w starych filmach, więc odgonił je szybko, dosłownie machając ręką w powietrzu. Zaśmiał się krótko.
-Jak to, co trzeba? Wszystko w moim pokoju jest mi potrzebne. Wyniesienie pianina nie zajmuje kilku minut, więc jeśli to komornicy, to powiedz im, że ono nie jest twoje- powiedział. Wydawało mu się, że zbiera mu się na żarty, aczkolwiek poważny ton współlokatora nie był taki jak zwykle.
-Wyjście awaryjne, chyba sobie ty…- W wyniku dezorientacji, język Kaya zaczął się plątać do tego stopnia, że urwał zdanie. Był w stanie patrzeć jedynie na towarzysza z szeroko otwartymi oczami.
-Trzech- powiedział po chwili. Odepchnął się od ściany i splótł ręce na torsie.
-Wydawało mi się, że zdajesz sobie sprawę z tego, że takie żarty nie są zabawne. Co to, ukryta kamera? Ach, mogłeś mi powiedzieć, pomógłbym przy organizacji i moglibyśmy wkręcić na przykład twoją siostrę…
     Odwrócił się na pięcie i wolnym, aczkolwiek swobodnym krokiem skierował się w stronę drzwi.
     Zacisnął usta w wąską linię, dalej myśląc o tym, jakie było prawdopodobieństwo, że miał rację. Czy to możliwe, aby Anderw potrafił zblednąć na zawołanie? Kay zawahał się, kiedy jego dłoń zbliżała się do zamka, aby go otworzyć. Zamiast tego, po raz kolejny spojrzał na niezapowiedzianych gości. Na jego oko, przybysze wcale nie wyglądali jak zbóje, które chciałyby zrobić krzywdę Goodwinowi. Przez te ciemne okulary powiedziałby nawet, że wyglądali, jakby chcieli zwerbować kogoś do agencji talentów. Uśmiechnął się pod nosem na tę myśl.
     W mieszkaniu po raz kolejny rozbrzmiał dzwonek.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#10 31-08-2018 o 01h15

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


Łokieć o ścianę? Choć chwilowo był dość spanikowany, ne umknęło to jego uwadze. A więc stąd miał tak... tak nierówny gips! Uniósł brwi, słysząc jego śmiech. Mimowolnie ten żart o pianinie go rozbawił, jednak w chwili obecnej nie miał siły nawet się uśmiechać.
Nawet nie wiedział o pianinie... ale też do jego pokoju nie zaglądał. Zastanowił się przez chwilę, jakim cudem wtransportował tu ten potężny mebel. W kawałkach, czy po prostu otworzyli na oścież balkon? To chyba musiała być jakaś wiedza sekretna i tajemna, bowiem wyobraźnia nie podsuwała mu żadnych sensownych obrazów - zamiast tego galopowała jak szalona, podsuwając mu kolejne scenariusze zbrodni.
- Nie mam żadnych kłopotów z komornikami - odrzekł stanowczo, marszcząc brwi i zakładając ręce na piersi. Zaraz i tak zastanowił się nad ścieżką ucieczki. Trzech mężczyzn. Pukających o piątej nad ranem do ich mieszkania.
- No cóż, raczej nie chcą zapytać o drogę - mruknął ponuro, zerkając na zegarek. A może to już był ten wiek, ta pora, kiedy powinien zapisać się do psychiatry i wziąć leki?
- Ha, żeby jeszcze moja siostra się na to zgodziła... dogadalibyście się. - dodał jeszcze bardziej ponurym tonem, odrywając się od kanapy. Ściany. Czy gdzie tam stał. Obecnie był w takim stanie umysłu, że ledwie rejestrował jakiekolwiek szczegóły - wszystko mu umykało... miał wrażenie, że znalazł się w kompletnie innej rzeczywistości, innym świecie, który nawet nie miał prawa istnieć.
W sumie śmieszne, siostra była akurat psychiatrą. Tylko dlaczego dostrzegał te zbiegi okoliczności akurat teraz? Skołowany umysł wcześniej nie mógł być tak inteligentny czy co?
- Dobra, otwórz. I w razie gdyby zaczęli strzelać, biegnij na balkon, pobiegniemy do sąsiada czy coś - zaproponował niemrawo. Jakkolwiek wizja biegania przez balkony na siódmym piętrze nie napawała radością - raczej niestety nie mieli predyspozycji na Spider-Manów, chyba że w tych photoshopach Kaya.
Mimo wszystko sięgnął po poduszkę, w razie czego gotów się zasłonić... za poduszką upchnął aktówkę - niech rozstrzelają telefon i laptopa, nawet telewizor, dvd i wideo, cokolwiek, byle nie jego. Przebolałby nawet okna czy obraz na ścianie.
- Otworzyłeś? - zapytał, przysuwając się bliżej balkonu... wdech, wydech. Chwila prawdy. Prawdy ostatecznej...
A może czegoś nie oddałem, mimo że miałem im to oddać?
W międzyczasie do mieszkania wpakowali się Chińczycy, pokrzykując coś po chińsku; sądząc po tonie głosu, naskoczyli na Kaya, zadając mu milion różnych pytań, z których ani jednego nie dało się zrozumieć - mimo że Andrew musiał znać chiński podczas swoich podróży, był to zbyt skomplikowany moment.
Albo mózg odmawiał już posłuszeństwa.
- No! Po angielsku umiesz? Umiesz. Tak możemy rozmawiać - odezwał się ktoś z chińskim akcentem, pakując się do mieszkania. Tuż po tym wspomniany angielski Chińczyk stanął w progu salonu, bystrym spojrzeniem ogarniając całe otoczenie.
- Dobra, żarty się skończyły - dodał, zdejmując okulary z twarzy, podobnie jak jego obstawa. Cyngle, ochroniarze czy wszystko w jednym?
Widząc jednak zimne spojrzenie ciemnych chińskich oczu, Andres poczuł się tak, jakby jego spodnie miały zaraz zrobić się ciepłe i mokre w ten zdecydowanie nieprzyjemny sposób.
- Albo nie. Zmieniłem zdanie - stwierdził Chińczyk. To był chyba ten moment, który zdecydowanie nie zapisał się w pamięci Andrew - bowiem zdecydowanie nie pamiętał momentu, gdy przedarł się z Kayem do windy, taranując Chińczyków, biegnąc wśród świszczących kul, i momentu, gdy wskoczyli do pierwszego lepszego i - przede wszystkim - bliżej postawionego samochodu.
Czyli jego. I po jego kabriolecie...
- Ja prowadzę, ty rozkładaj szybko dach - polecił współlokatorowi, rzucając aktówkę na tylne siedzenie. Byle szybciej... Chińczycy chyba już biegli, sądząc z przekleństw dobiegających ze strony windy.
- I żeby była jasność, to nie moi znajomi!! - wysapał, próbując gorączkowo wepchnąć kluczyk do stacyjki...


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#11 31-08-2018 o 01h53

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Kay w końcu otworzył drzwi. To, co działo się później było dla niego jak niewyraźny sen, który na siłę starał sobie przypomnieć. Jeden z masywnych mężczyzn popchnął go na ścianę i zaczął mówić po chińsku, czego młodzieniec nie rozumiał kompletnie. Nie słyszał też niczego, co mówił Andrew, jeżeli w ogóle coś mówił. Po chwili panowie przerzucili się na angielski, ale oszołomiony Kay dalej nie pamiętał, jak się mówi. Zawsze był grzecznym dzieciakiem, w szkole nigdy z nikim się nie pobił, a jak dziewczyna w piaskownicy jakieś dwadzieścia lat temu uderzyła go twardą, plastikową lalką w głowę z całej siły był przykładnym dzieciakiem i jej nie oddał, tylko wybaczył.
     Kiedy obcokrajowcy puścili go i ruszyli do salonu, niewiele myśląc, czmychnął do swojego pokoju i złapał za pasek jednego z tych drogich aparatów, dla których oszczędzał nawet na jedzeniu. Niedbale i w pośpiechu zawiesił aparat na szyi. Wtedy Anderw wybiegł z salonu i niemal wepchnął go do windy, a w mieszkaniu i na klatce schodowej słyszał wystrzały. Serce biło mu szybko ze strachu.
     Gorączkowo rozłożył dach samochodu i wskoczył na miejsce pasażera z przodu. Nie myślał, co właściwie robi. Robił to, co dyktował mu sponsor rozrywki na tamtejszy dzień.
-No jedź, cholera, jedź!- Popędzał go widząc, jak ten nie potrafi trafić kluczykiem w stacyjkę.
     Z klatki schodowej wybiegło dwóch rosłych mężczyzn i zaczęło strzelać, a Kay nachylił się i zaczął grzebać w aparacie modląc się, aby to się już skończyło. Próbował go włączyć i sfotografować tych gości.
     Samochód z szarpnięciem ruszył do przodu, co przypomniało Kayowi o tym, że nawet nie zapięli pasów. Nie pofatygował się jednak, aby zrobić to od razu. Wychylił się i zaczął robić zdjęcia.
-Cholera, telefon, dzwoń po policję!- Krzyczał dalej. –Nie twoi znajomi? Nie twoi znajomi?! Oni wydawali się ciebie znać! Dawaj tę teczkę, ja zadzwonię! Cholera, co to jest, Los Santos czy Londyn?! Czerwone światło, uważaj na pieszych!
     Krzyk nie był dobrą strategią. Ale co mogła zrobić osoba, która nigdy nie miała styczności z taką sytuacją i nawet nie myślała, że coś takiego będzie miało miejsce z jej udziałem?
-Zawsze chciałem trafić do telewizji, ale nie w takich okolicznościach!
     Zasłonił oczy otwartymi dłońmi, starając się skupić nie na odgłosach za nimi, ale na szumu wiatru, który brzęczał mu w uszach.
-To jakiś koszmar, to koszmar- mówił dalej, ale ciszej. Z jego ust jeszcze kilkanaście razy padło słowo „cholera”, nim całkowicie zacisnął usta i przestał wydawać jakiekolwiek dźwięki.

Ostatnio zmieniony przez Airi (31-08-2018 o 02h00)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#12 02-09-2018 o 13h13

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


O nie, nie, nie. Paniczne myśli kołatały się po głowie niemal jak chomik na swojej karuzeli - i jednego Andrew był pewien: po całej tej historii będzie potrzebował piekielnie dobrego terapeuty, którego rachunek zapewne wyniesie kwotę sześciocyfrową.
Andrew, uporawszy się ze stacyjką, od razu wystrzelił jak korek z butelki - kierując się wprost na ścianę garażu. Chociaż w ostatniej chwili skręcił w stronę wyjścia, życie przeleciało mu przed oczami, niemal dosłownie. Ale przynajmniej przypomniał sobie, gdzie się podziała jego kasa z komunii...
A hajs ze ślubu poszedł na rozwód... zachciało mi się ślubu... A teraz jeszcze przygód... no i mam, jak nie rozwód, pielgrzymki krewnych, milion telefonów od nieznajomych ludzi "drogi kuzynku! Kopę lat!" z rosyjskich i kazachskich numerów, to teraz jeszcze to... - pomyślał ponuro, wyjeżdżając na ulice i przyspieszając do takiego tempa, że ludzie - przechodnie, piesi, obserwatorzy - stali się jedynie rozmazanymi smugami, o czerwonych światłach nie wspominając.
Ale przynajmniej Azjaci nie chcieli pieniędzy... no nie, tak naprawdę chcą tylko naszej krwi. To głupie. Są biznesmenami. Powinni wiedzieć, że krew jest droga
Ta, i inne, nie mniej zbolałe i skołatane myśli, skłoniły Andrew, by się od nich chociaż na chwilę oderwać; nie było to łatwe, zdecydowanie...
- Zdążyłeś zrobić im zdjęcie? I żadnej policji! - z dzikim krzykiem skręcił - znów w ostatniej chwili - w stronę jednej z uliczek. Zdecydowanie nie był materiałem na Nico Bellica, podobnie jak Kay - niestety życie chyba samo zadecydowało, że wprowadzi elementy GTA. Nie daj boże jeszcze, aby Ojca Chrzestnego. Nie miał żadnych pomarańczy pod ręką.
- I to nie są moi znajomi! Ja nie mam takich dziwnych osób w znajomych! Wiele osób udaje że mnie zna, zwłaszcza jak się dowiadują, że mam pieniądze! - próbował przekrzyczeć wiatr, ale nie był pewien, czy Kay go dosłyszał; świszczało im niemal dosłownie w uszach, mimo że wszystkie okna były zamknięte, a klimatyzacja nie działała...
A co jeśli zaraz urwie mi dach, bo jest nieszczelny czy coś w tym stylu? Czy uwzględnią mi reklamację?
Wizja dachu samochodu, odlatującego niczym parasol na wietrze, sprawiła, że nieco zwolnił; zdecydowanie nie chciał tłumaczyć się producentowi.
- Biorąc pod uwagę fakt, że kiedy dostałem tę posadę w City, nagle zaczęła pielgrzymować do mnie rodzina po milion pożyczek, mogłem zapomnieć, że mam azjatyckich krewnych. Ale to nie znaczy, że mogę ich kojarzyć, ani tym bardziej że to moi znajomi - dodał, kierując się na jedną z dróg, prowadzących poza Londyn.
Zdecydowanie należało stąd wyjechać - najlepiej do jakiejś mieściny, która nie będzie kojarzona z nim. Może takie dziury w stylu jego własnego rodzinnego miasteczka? Powrót do rodzinnych stron. Z drugiej strony, inwazja Azjatów na jego rodzinny dom nie zakończyłaby się najlepiej... ojciec wciąż tęsknił za wojskiem, odkąd przeszedł na emeryturę...
- Weź mój telefon, spisz numery i wyrzuć go całkiem, jak wyjedziemy na drogę za Londyn to powinno być miejsce... - dodał ugodowym tonem, chcąc uspokoić Kaya. Nie był jednak pewien, czy te słowa wywrą właściwy efekt... w sumie, czego jeszcze powinien się pozbyć, nie wliczając w ten zestaw współlokatora?
- W zasadzie, masz jakiś pomysł, gdzie powinniśmy pojechać? Ze swojej strony mogę zaproponować dom mojej byłej żony - dodał z mściwym uśmiechem; ten jednak spełzł mu z twarzy szybko, gdy dostrzegł za sobą światła samochodu. Długie. Oślepiające długie. Och nie.
Może był przewrażliwiony i tym samochodem kierował jakiś Troy, który wygrał swoje prawko w najbardziej podłych, podrzędnych i tłustych chipsach, ale nie wydawało mu się, by ta mrzonka była prawdą.

Ostatnio zmieniony przez Einsamkeit (02-09-2018 o 13h20)


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#13 08-09-2018 o 21h15

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Słysząc słowa współlokatora, zsunął dłonie z twarzy, aby na niego zerknąć. Przy następnym zakręcie złapał instynktownie aparat, aby nie obił się o drzwi luksusowego samochodu. Skupił się raczej na drugiej części jego pierwszej wypowiedzi.
-Jak to żadnej policji?- zawołał. Zdziwił go fakt, że Andrew nie chciał iść z tym wszystkim na policję, skoro właśnie wtargnięto mu do mieszkania i strzelano do niego z broni. I nie tylko do niego. Zacisnął usta, modląc się, aby tylko nie zebrało mu się na wymioty. Zaczynał uświadamiać sobie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, choć nadal chciał, aby okazało się żartem, lub najlepiej zwykłym snem.
-Rozumiem, rozumiem! Masz pieniądze, więc dlaczego zamiast cię okraść, próbują cię zabić?!- zapytał, podobnie jak on, mając nadzieję, że w ogóle go słychać.
     Mimo tego, że wciąż było wcześnie, nie znajdowali się w mieście, którego populacja spała w tym samym momencie. Nawet podczas ranku ludzie byli i obserwowali. Kay był pewny, że to kwestia czasu, kiedy cała ta sytuacja wyjdzie na świat. Sami omal nie zabili kilku przechodniów. Nie mieli pewności, czy ścigający ich samochód tego nie zrobił. Oni mieli broń. I wcale się z tym nie kryli.
     Bez słowa wciął od niego telefon i wygrzebując kartki samoprzylepne i długopis z jednego ze schowków samochodu, zaczął spisywać kontakty ręcznie. Myślał, że takie rzeczy Andrew miał spisane w tej swojej magicznej teczce, ale nie chciał o to pytać. W głowie wciąż miał myśli o tym, aby zadzwonić na policję. W oczach Kaya, Andrew sam zachował się jak przestępca, kiedy kategorycznie zabronił zadzwonić po pomoc. Był już pewny, że coś ukrywał. Pozostało tylko się dowiedzieć, co konkretnie.
     Cyfry były krzywe, ale Kay potrafił je rozczytać. Kończąc, wsunął kartki w to samo miejsce, w którym je znalazł, po czym wręczył telefon właścicielowi. Nie miał zamiaru wyrzucać znakomicie działającego sprzętu na szosę, więc uznał, że jeśli to konieczne, to Andrew może zrobić to sam. Jego własny telefon został w mieszkaniu, na łóżku lub pod nim. Ściśnięte gardło przez dłuższy czas nie pozwalało mu mówić.
-Za Londyn?- zapytał w końcu. –Ja nie chcę jechać za Londyn. – W tym zdaniu wyraził swoje największe zmartwienia. W Londynie, w mieszkaniu, które było otwarte był cały jego dobytek, wszystko, co posiadał. W Londynie studiował i pracował, miał tam wszystkich swoich znajomych i przyjaciół. Nie potrafił tak po prostu zrozumieć, że zostało mu to odebrane. Nie potrafił podać mu miejsca, w którym mogliby się zatrzymać. Był zbyt wściekły i przygnębiony równocześnie.
-Andrew! Gadaj natychmiast, co jest grane. Co takiego zrobiłeś, że nie możemy iść na policję?!- krzyknął.
     Samochód jadący za nimi zaczął trąbić. Zsunął się nieco na swoim fotelu, jakby chciał schować głowę, ale cały czas patrzył w lusterko i obserwował.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#14 09-09-2018 o 23h35

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


- Żadnej policji. - potwierdził, odpowiadając na jego pytanie. Co z tego, że było retoryczne? Wolał i tak to uściślić. Artyści byli nieprzewidywalni, jeszcze bardziej niż azjatyccy kontrahenci. Zerknął na prędkościomierz, nim uśmiechnął się pod nosem; przynajmniej jeśli chodzi o rozruch to producent samochodu nie kłamał... a poza tym Jeremy Clarkson wypowiadał się o tym modelu bardzo pochlebnie, to już coś! Co z tego, że napisał coś w stylu "samochód w sam raz dla Piersa Morgana".
- A po co Chińczykom byłyby potrzebne moje pieniądze? - zapytał ze szczerym zdziwieniem, skręcając w jedną z dróg. Poważnie, nie umiał sobie wyobrazić, dlaczego mieliby żądać jego fortuny, schowanej w banku Barclays na rachunek Andrewa Goodwina. I drugi na Amber Goodwin.
- Przyjacielu - zaczął z łagodnym zdumieniem w głosie. - Przyjacielu, przeciętny Chińczyk jest z całą pewnością bogatszy od ciebie. Pomijając twój sprzęt fotograficzny oczywiście. A dlaczego to mówię? Bo większość pracuje dla chińskiej mafii. Czyli ich stać. A co ma mafia? Nie broń, nie narkotyki, pieniądze to insza oczywistość, ale przede wszystkim, co może mieć mafia w Chinach?
Wszystko i tak wracało do historii... po rewolucji rozkradziono bogactwa kulturalne Chin; teraz znów zaczynały się pojawiać, zazwyczaj od "anonimowego" sprzedawcy na portalach aukcyjnych; nie za często oczywiście, jednakże...
Pozwolił swoim myślom nieco się rozpogodzić; jasne, sytuacja była do niczego, wybitnie do niczego, ale dopóki Kay nie wrzeszczał w panice, z głośników nie leciało coś w stylu "Jack the Ripper" czy "Death or Glory" (aczkolwiek Andrew wolał sobie nie wyobrażać zwrotki śpiewanej przez Lemmy'ego "I was a smuggler for the Chinese Triad"), nie mówiąc o marszach pogrzebowych, które Goodwin lubił sobie puszczać w trasie.
Hm, ciekawe co by sobie pomyślał o tym wszystkim Kay... czy zechciałby wysiąść z samochodu przy stu pięćdziesięciu kilometrach na godzinę, czy dyskretnie by znikł przy najbliższym przystanku?
Jak na złość, odtwarzacz właśnie puścił muzykę, ledwie o tym pomyślał; przypał, jak zwykle, kolejny do listy.
- Za Londyn. - potwierdził grobowym tonem, nie odrywając wzroku od drogi. Zdecydowanie wcale nie chciał skupiać się na czarnych samochodach z tyłu... - Co, boisz się? Mieszczuch. Jakbyś zobaczył krowę, to już byś uciekał. O ile wiesz, jak wygląda krowa - wyszczerzył się, skręcając znowu. I znowu. Jakby znał tylko tę funkcję. I nie używał kierunkowskazów!
- Posłuchaj tylko tego marszu, ptaszki ćwierkają, kwiatuszki rosną... słyszysz, jak rosną? A malutka trawa śni - zaczął gadać byle o czym, żeby tylko nie odpowiedzieć na jego pytanie. No bo co by miał powiedzieć? "No tak w sumie to przemycałem drogi towar dla muzeum"?
Jednocześnie myślał.. wbrew pozorom! Myślał, myślał i wymyślił: otóż zjadą do najbliższego miasta, zatankują, zjedzą coś, wypożyczą inny samochód, kupią nowego laptopa i komórkę... tak, to brzmiało jak bardzo sensowny plan.  W hotelu pewnie będą mieli trochę problemów, ale trudno, od czego talent aktorski?


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#15 19-09-2018 o 23h51

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Mężczyzna przybrał naburmuszoną minę. Najprawdopodobniej poczerwieniał ze złości, ale jedynie zacisnął mocno zęby, aż nieumyślnie zaczął nimi zgrzytać. Kay nie lubił, kiedy ktoś wypominał mu jego stan majątkowy lub niewiedzę. Skąd miał wiedzieć, ile zarabia przeciętny obywatel Chin i w jaki sposób, skoro w ogóle się tym nie interesował? To nie była jego dziedzina. Przez większość czasu starał się ignorować szalonego kierowcę i skupić na samochodach za nimi.
-Mieszczuch?- Nie krył urażenia w tonie głosu. –Wychowałem się… z resztą, nie ważne.
     W normalnych okolicznościach, takie słowa by go rozbawiły. Byłyby inspiracją do kolejnych żartów, które wypłynęłyby z jego ust tak łatwo.
-La, la, la!- Krzyknął w końcu, słysząc kolejne głupoty z ust Andrew. –Latają, *****, chwalą się awansami w pracy i tym, gdzie pojadą na wakacje! Dobra, dość, zrozumiałem- odparł.
     Oparł łokieć o drzwi samochodu. Po raz kolejny próbował ułożyć wszystkie myśli po kolei, tak, aby wymyślić coś, co pozwoliłoby mu wrócić do Londynu. Zastanawiał się, czy powinien udawać, że już pogodził się z sytuacją i uciec w nocy. Ale, co miałby zrobić później? Policja uwierzyłaby mu, że nie wie nic o tym, co się właściwie wydarzyło? Skoro Anderw Goodwin, ten najbardziej poukładany człowiek na całym świecie, zadawał się z międzynarodowymi przestępcami, równie dobrze mógł być do tego chory psychicznie. Mimo tego, Kay wciąż wzbraniał się przed nadaniem mu cechy człowieka nieprzewidywalnego. Nieprzewidywalni byli artyści. A to przecież on był artystą, nie bankier.
     Przymknął oczy, wsłuchując się w radio. Nie był pewny, jak zdołał przysnąć, ale kiedy otworzył oczy i spojrzał w lusterko, za nimi nie było już żadnego samochodu. W zamian były widoki, które były dla niego całkowicie obce. Zbliżali się do stacji benzynowej.
     To wtedy Kay poderwał się nagle, jakby całkowicie obudził się ze snu. Odruchowo wyłączył radio, a później włączył je ponownie, skacząc po kolejnych kanałach. Chciał sprawdzić, czy w wiadomościach mówią cokolwiek, ale drżącą ręką przełączanie kanałów szło mu marnie. Kiedy tylko podjeżdżali pod wyznaczone miejsce, obie jego dłonie znalazły się na samochodowej klamce, jakby już szykował się do natychmiastowego wyskoczenia z pojazdu.
-Ej, Andrew… A wiesz, że jak się oddasz w ręce władz, to masz szansę na łagodniejsze traktowanie, nie?- Zapytał nagle, spokojniejszym tonem, niż wcześniej.

Ostatnio zmieniony przez Airi (19-09-2018 o 23h56)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#16 28-09-2018 o 15h45

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


Och, Kay już zaczynał zgrzytać zębami; zabawne jak bardzo szybko tracił cierpliwość. A niby fotograf powinien się tym cechować... albo opanowaniem? Albo jednym i drugim. Chyba. Na przykład, na weselach, albo fotografowaniu natury. Chociaż nie żeby orientował się, w czym specjalizuje się Kay.
Może robi do gazety czy coś w tym stylu?
- Och, chyba cię uraziłem - rzucił, nie odrywając wzroku od drogi. Zaczynało się już chociaż ładnie przejaśniać... przynajmniej nie skręcali już dokądkolwiek w kompletnych ciemnościach. - Nie miałem tego na celu, wybacz.
Mówił szczerze i liczył na to, że ton, który przybrał, na to wskazywał; trochę głupio byłoby sfailować rozmowę już na starcie, prawda? Co z tego, że w zasadzie cały ten dzień był jednym wielkim failem... krzyk Kaya przyjął jedynie uniesieniem brwi, jednak nie skomentował tego. Na szczęście - chyba - dla siebie. Poza tym w końcu Kay zasnął, przynajmniej dopóki, dopóty nie wyjechał na stację, by zatankować.
Chyba. Nie, żeby mu się przyglądał, nie miał czasu. Ale Kay był przynajmniej cicho przez jakąś część trasy, więc chyba jednak zasnął. Albo po prostu nie miał ochoty rozmawiać. Prawdę mówiąc Andrew nie potrafił się zdecydować na konkretną wersję wydarzeń. Dlatego też, gdy Kay się obudził, nie od razu wszystko zrozumiał.
- Co? - na początku słowa współlokatora do niego nie dotarły. A raczej może i dotarły, ale bardziej odbiły się od otumanionego umysłu. Tuż po tym, przeanalizowaniu sobie słów i ogólnej sytuacji, spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Teoretycznie tak, otrzymałbym obniżoną karę, ale po tym raczej nie pożyłbym zbyt długo. - odparł, zastanawiając się nad prawdopodobnym scenariuszem. - Trafiłbym do więzienia na jakieś minimum dwadzieścia albo trzydzieści lat, bo jednak za przemyt są spore wyroki, później nie znalazłbym nigdzie żadnej pracy i w końcu dorwałaby mnie mafia... albo i nie, ale raczej załóżmy że tak. Cóż, chyba jednak wolę pobyć trochę na wolności i skorzystać z tego, co jeszcze mam. Kupić ci kawę? - odparł sucho, wysiadając z samochodu i zgarniając kluczyki. Jakkolwiek, tak naprawdę, opcja Kaya nie była taka zła i musiał ją rozważyć - ale to na spokojnie.
Po zatankowaniu oddalił się do wnętrza sklepu, rozglądając się wokoło, ostrożnie; nie spodziewał się, że Kay tam też przyjdzie, ale bardziej bał się Chińczyków. Dotarł już do takiego stanu, gdzie każdy azjatycki sprzedawca wyglądał podejrzanie...
Hm, hm, jaką kawę by tu... zagapił się na tablicę proponowanych zestawów (a może by tak wziąć jeszcze hot doga?). Jednocześnie ciągle miał się na baczności, jakby w każdej chwili mógł go zaczepić jakiś wysłannik chińskiej mafii. Przyglądał mu się jedynie skośnooki sprzedawca.
Bo to logiczne. Stoję tutaj i zastanawiam się, co kupić, podczas gdy jednocześnie wiem, że nie powinno mnie tu już być, ale i tak tu stoję... nie, chwila... chyba jednak powinienem dać kluczyki Kayowi, jeśli chodzi o prowadzenie samochodu w takim stanie.


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#17 05-10-2018 o 22h16

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

     Słuchał uważnie wszystkiego, co Andrew miał do powiedzenia. Być może zatrzymanie samochodu miało dodatkowy wpływ na uspokojenie się Kaya, ale z tyłu głowy dalej miał myśl, że sam powinien zadzwonić na policję. Rozterka była silna. Nie wiedział, co zrobić tak bardzo, że wciąż trwał w martwym punkcie. Kiwnął nieprzytomnie głową, kiedy współlokator zapytał go o kawę. Kiedy tylko zniknął za drzwiami sklepowymi, brunet wyskoczył z samochodu i oparł się o jego maskę. Kwestią czas było to, kiedy jego przyjaciele zaczną popadać w paranoję zadając sobie pytania, gdzie on w ogóle jest. Nie było sensu próbować się z nimi kontaktować już teraz. Na pewno wieść szybko rozniesie się po reszcie miasta, a oni szybko połączą wszystkie fakty, myślał.
     Andrew powiedział, że woli pobyć na wolności. Kay marszczył brwi, kiedy to zdanie odbijało się nieprzyjemnym echem w jego głowie.
     Spojrzał na to, co działo się za szklaną szybą sklepu na stacji benzynowej. Czekanie na Andrew zaczynało mu się dłużyć, tym bardziej, że gdy tak na niego patrzył, miał wrażenie, że mężczyzna się zaciął. Z westchnieniem postanowił wejść do sklepu. Rzucił jedynie krótkie spojrzenie sprzedawcy, po czym lekko klepnął bankiera w plecy.
-Hej.- Pomachał, aby zwrócić na siebie uwagę. –Dobrze się czujesz? Jesteś jakiś niewyraźny. Może masz gorączkę?
     Rzucił te pytania od niechcenia, ale patrzył na niego nieco oskarżycielsko, jakby oczekiwał od niego szybkiej odpowiedzi. Nadal nie wiedział, gdzie się udadzą, a jeśli Goodwin czuł się źle, ich wyprawa może minąć się z celem.
-Wymyśliłem coś. Musimy za chwilę porozmawiać- powiedział. Miał wrażenie, że mężczyzna nie chciał go słuchać, ale nawet gdyby wykazał mu brak zainteresowania jego pomysłem, zmusiłby go, aby chociaż go wysłuchał.
     Zerknął na tablicę proponowanych ciepłych napojów. Już miał zrobić krok na przód i zrobić zamówienie, ale przypomniało mu się, że ma przy sobie jedynie do połowy naładowany aparat, żadnych pieniędzy. Ani drgnął. Wrócił wzrokiem do towarzysza.
-Panowie coś biorą, czy będą się tylko tak przyglądać?- zapytał zniecierpliwiony kasjer. Elev spojrzał na niego, nie kryjąc zirytowania.
-To pierwsze- fuknął cicho.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

#18 20-10-2018 o 10h19

Straż Cienia
Einsamkeit
Pokonała kurę
Einsamkeit
...
Wiadomości: 703

https://fontmeme.com/permalink/180827/870373827167b053783d972f9996da20.png


Być może Andrew rozważyłby wycieczkę do więzienia, ale w ogólnym rozrachunku była ona tak bardzo niepocieszającą opcją, że jednak nie brał jej pod uwagę. Czyli coś w stylu "nie chcę, ale bym rozważył, ale nie chcę". Zresztą tak czy owak zawiesił się przed ladą, w otępieniu zastanawiając się nad espresso a hipsterską latte z mlekiem sojowym.. chwila... nie, tego tu nie serwowali. Czyli jednak espresso. I w sumie zapomniał zapytać Kaya, jaką chce kawę.
To śmieszne, jak w takich sytuacjach mózg się wyłącza i przełącza na tryb "awaryjny" "nieskomplikowany" i skupia na głupotach, byleby tylko nie wracać do istotnych rzeczy, takich jak chińska mafia na horyzoncie. Pewnie sobie odpuścili, ale i tak zaraz ich znajdą.
Znajdą ich! Tego był pewien. Tylko kiedy? Ta niepewność działała na nerwy. Nawet ten azjatycki sprzedawca za ladą był podejrzany.
Ocknął się dopiero po chwili, gdy poczuł przepływ powietrza tuż przed twarzą. Dopiero po chwili zauważył rękę, machającą przed nim. Aaaa, no tak. Zerknął z udręką na Kaya, nim pokręcił głową. Co to za oskarżycielskie spojrzenie? A może Kay zaraz powie wszystkim, co tu się wydarzyło? Biorąc pod uwagę fakt, jak go potraktował (znaczy Kaya) nie byłby tym zdziwiony. W zasadzie każdy chyba by uwierzył, gdyby Kay powiedział, że został uprowadzony przez o, tego tu faceta.
Albo i nie, bo jednak wydawał się mieć nieco lepszą kondycję i refleks od niego, Andrew. W końcu był fotografem. Na litość boską, fotografowie zawsze muszą skądś uciekać, nie? Przed wściekłą zwierzyną czy coś.
- Wszystko jest okej. Nie mam gorączki, chyba. Chyba że gorączkę złota i właśnie dotknęła mnie klątwa Jukonu. - zaśmiał się cicho sam do siebie, nim znów zerknął na tablicę. Sięgnął do kieszeni, szukając jakichś drobnych. Zawsze coś miał, żeby rzucić bezdomnym (tak naprawdę to wcale nie, chodziło o to, żeby szybko zapłacić w parkomacie albo kupić sobie kawę w jakiejś bardziej nieprzyjemnej dzielnicy, gdzie nie wypadało świecić kartą i złotym roleksem).
- Mam siedem dolców, chyba wystarczy na dwie. - szepnął, nim rzucił ponure spojrzenie kasjerowi. - Dwa espresso i hot dog, czy wolisz coś innego? - zaproponował, modląc się jednocześnie, by nie zabrudzić tapicerki w samochodzie. Nie no, jednak mimo wszystko nie dopuszczał do świadomości, że będzie musiał przemalować samochód, pozbyć się go (NIE!!!), lub nawet porzucić gdzieś samopas i kupić sobie jakiś plebejskie auto w stylu Opla, Volkswagena czy nie daj boże Alfy Romeo.
Chwilunia, ale może wróć do myślenia o podstawach, co?
- Z tym wszystkim na napiwek dla pana nie wystarczy. - dodał z wyszczerzem. Może zachowywał się dziwnie, ale kto, u licha, powiedział, że bankier z City nie będzie dziwny? To był dziwny świat, i należało przyznać uczciwie - Kay był w tym zestawieniu znacznie normalniejszy.
Nie mógł ukryć swoich zerknięć za okno, w stronę swojego samochodu; a tankował w ogóle? Tak, chyba tak. Mimo wszystko nawet nie mógł sobie przypomnieć kwoty, na jaką nabił licznik. Zerknął na Kaya bezradnie, próbując nie wybuchnąć w histerii, do której było już zresztą blisko.
Nie, nie. Może po kawie.
- Za ile zatankowałem? - szepnął, zastanawiając się, czy to wszystko nie jest mimo wszystko złym snem...

Ostatnio zmieniony przez Einsamkeit (20-10-2018 o 10h23)


Appearances rarely show the whole truth.

https://pa1.narvii.com/6735/051ef6a5b464b44eb03ca258ed73e965a3cda022_00.gif

Offline

#19 26-10-2018 o 18h35

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 947

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/483742289223483413/unknown.png

      Kay gorączkowo zaczął sprawdzać swoje kieszenie, aby zobaczyć, czy nie ma przy sobie drobnych. Niestety, znalazł w nich tylko foliowe opakowanie po orzeszkach ziemnych, które włożył tam rano. Tamta chwila wydawała mu się bardzo odległa, jak gdyby minęła od niej przynajmniej doba. Czuł się jak ktoś, kto bardzo długo nie był w domu. Kiedy myślał o swoim wynajmowanym pokoju i chińskiej mafii w jednym zestawieniu, robiło mu się słabo.
     -Jak uważasz- powiedział krótko. Wygląda, jakby potrzebował wody, nie kawy, pomyślał Kay. Wtedy przypomniał sobie o tym, że jego współlokator nie spał od dłuższego czasu. Zanim wyjechali z miasta, dopiero, co wrócił z nocnej zmiany.  Prawie zrobiło mu się go szkoda.
     Kiedy Goodwin zadał pytanie, po którym przeszły go lekkie ciarki, spojrzał na niego dyskretnie, starając się nie wykrzywić twarzy. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, co powinien powiedzieć. Widział, jak mężczyzna tankował auto. Ale ile pokazał licznik z ceną?
     -Nie widziałem, żebyś tankował auto- powiedział na jednym wydechu. Odrobinę zbyt szybko, ale mimo tego, był z siebie chwilowo dumny.
     Odepchnął się od lady, odwracając wzrok od kasjera.
     Kay nigdy nie miał własnego samochodu. Całe życie poruszał się komunikacją miejską, a na uczelnię jeździł rowerem. Nigdy nie miał nawet okazji zatankować cudzego auta.
     Nie sądził, że Andrew ma przy sobie tylko siedem dolarów. Był pewny, że miał zapas banknotów w tej swojej tajemniczej teczce, w której ponoć znajdowało się wszystko, co było mu potrzebne do przeżycia. Nie chciał się stresować tym, że będzie uczestniczył w kradzieży.
     Wolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia.
     -Poczekam na zewnątrz- powiedział. Popchnął drzwi i stanął zaraz obok nich, podtrzymując dodatkowo aparat, który dalej wisiał na jego szyi. Bał się sprawdzić, kiedy bateria się rozładuje, a nie miał przy sobie ładowarki. To, że w ostatniej chwili udało mu się chwycić za pasek sprzętu, uznał za prawdziwe szczęście.
     Przekrzywił głowę w bok, starając się przez szybę podejrzeć kasjera za ladą, do którego nie powiedział nawet „do widzienia”, kiedy wychodził. Zwykle nie zapominał o prostych uprzejmościach, ale zwykle też nie chodził do sklepów w nerwach.  Miał nadzieję, że Andrew nie będzie miał mu za złe tego, że wyszedł. Pomyślał, że nie powinien. Że on, Kay Elev nie powinien w ogóle tam wchodzić i podejmować się próby wybadania sytuacji.
     Dalej zastanawiał się, co powinien zrobić. Przecież uważał się za artystę, a opiekunowie zawsze wmawiali mu, że powinien być dobrym człowiekiem.
      Andrew postąpił źle, ale skoro jego czyny były aż tak paskudne, że czekał na niego dwucyfrowy wyrok, może mógłby na niego nie donosić i dać mu te kilka dni, aby nacieszył się wolnością?


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/655480308661223464/ezgif.com-crop2.gif https://66.media.tumblr.com/f2ca919eec7b4906a59879b004ffad5c/tumblr_nbw0lp7Dd41s25bcfo6_250.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1