Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 23-09-2018 o 19h06

Straż Cienia
Sofja
Oficer Straży
Sofja
...
Wiadomości: 1 470

Opowiadanie zainspirowane cyklem Harry Potter autorstwa J. K. Rowling.



https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503182301488742400/titlepng_qeawwee.png
3 reprezentantów, 3 zadania, 1 zwycięzca

https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503182397068541953/linepng_qeawwrq.png
https://i.pinimg.com/originals/24/31/0e/24310edb3e1d297713f4306bd6acca6b.gif https://i.pinimg.com/originals/6f/b8/53/6fb8539dae0ec9f1c35c1d03bf017247.gif
https://i.pinimg.com/originals/c0/b2/5d/c0b25d22a9c4fbb7d6b07b9939b67b99.gif https://i.pinimg.com/originals/f2/40/e0/f240e0b3ec6e3f430a086ec503ebf2fd.gif
https://i.pinimg.com/originals/69/74/99/69749934b74b7463b724dea881bb6cf4.gif https://i.pinimg.com/originals/00/f9/13/00f913715d7453c72dc2dff30f863121.gif
https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503182397068541953/linepng_qeawwrq.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503182437602557962/fabulapng_qeawwes.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503183468860014613/Fab1.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503183561789276160/zaw.png
  REPREZENTANTKA   HOGWARTU   -   SHANNON    RINGSWAY   -   AIRI
  REPREZENTANT   BEAUXBATONS  -  EDGARD  LEVASSEUR  -  SOFJA

.

Ostatnio zmieniony przez Sofja (20-10-2018 o 14h44)


https://78.media.tumblr.com/940ab181b678b9cbe5e08acb4fac6c77/tumblr_ohykp9k6nQ1u4gmt6o1_500.gif
Źródło: Tumblr

Offline

#2 23-09-2018 o 21h07

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 944


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/493492894372593674/unknown.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/493532904832499722/unknown.png

SHANNON ANE RINGSWAY    siedemnaście lat    urodzona drugiego stycznia w Anglii
reprezentantka Hogwartu    Hufflepuff    siódmy rok nauki    czarownica czystej krwi
różdżka-  cedr, 11½ cala, pióro feniksa, elastyczna    bogin-  tornado    patronus-  ryś
proste, rude włosy    ciemnozielone tęczówki    jasna karnacja    poważne spojrzenie
168 centymetrów wzrostu    55 kilogramów    szczupła sylwetka    blizny na kolanach

Ostatnio zmieniony przez Airi (26-10-2018 o 18h38)


https://66.media.tumblr.com/bf93b7be9496dedcafa6ad22b8eb09c1/tumblr_p68772V5aT1qiyullo1_400.gif

Offline

#3 24-09-2018 o 00h54

Straż Cienia
Sofja
Oficer Straży
Sofja
...
Wiadomości: 1 470



EDGARD RÉGIS LEVASSEUR NIESPEŁNA   OSIEMNASTOLETNI MĘŻCZYZNA FRANCUZ
URODZONY     13    GRUDNIA    2003     ROKU    ZODIAKU      STRZELCA    HETEROSEKSUALNY
REPREZENTANT    BEAUXBATONS    VII   ROK    NAUKI    CZARODZIEJ    PÓŁKRWI    SINGIEL
SYN MAGIZOOLOG I AMNEZJATORA MŁODSZY BRAT NOWEGO PRACOWNIKA WYDZIAŁU ISTOT

BOGINEM   SZARŻUJĄCA   NA  NIEGO   CHIMERA    PATRONUSEM   WŁOCHATKA   ZWYCZAJNA
RÓŻDŻKA  13 CALI    GRUSZA    WŁOS  Z  OGONA  JEDNOROŻCA    ZASKAKUJĄCO  GIĘTKA

CIEMNONIEBIESKIE    OCZY    LEKKO   KRĘCONE,   BRĄZOWE   WŁOSY    BLADA     KARNACJA
181  CM  WZROSTU    70  KG  WAGI    WYSPORTOWANA   SYLWETKA    BLIZNA  NA  ŁOPATCE

.

Ostatnio zmieniony przez Sofja (20-10-2018 o 14h50)


https://78.media.tumblr.com/940ab181b678b9cbe5e08acb4fac6c77/tumblr_ohykp9k6nQ1u4gmt6o1_500.gif
Źródło: Tumblr

Offline

#4 26-09-2018 o 17h30

Straż Cienia
Sofja
Oficer Straży
Sofja
...
Wiadomości: 1 470

_____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503183613131620352/names.png

     Powóz kołysał się niebezpiecznie przy każdym ruchu skrzydeł olbrzymich abraksanów. Mroźny wiatr smagał jego ściany, a ulewny deszcz nieustannie bębnił o szyby, sprawiając, że z każdym mijanym metrem temperatura wewnątrz zdawała się spadać. Już po pierwszym kwadransie lotu stała się na tyle niska, że poubierani w zwiewne, jedwabne szaty uczniowie Beauxbatons sięgnęli po swe różdżki. I z ich pomocą wyczarowali ponad dwa tuziny jasnych, niebieskich płomyków, które pozamykali w wazonach, imbrykach i kieliszkach.
Niestety z czasem i dawane przez nie ciepło przestało wystarczać do ogrzania całego przestronnego wnętrza, zmuszając pasażerów do stłoczenia się w jednej, urządzonej na kształt salonu, części pojazdu.
     Edgard zajął miejsce tuż przy ścianie. Starając się nie zwracać uwagi na ciągnący od niej chłód, rozciągnął się w miękkim fotelu i ukradkiem zerknął na trójkę siedzących najbliżej niego i pogrążonych w cichej rozmowie dziewcząt. Doskonale wiedział, o czym szepczą. Ich twarze wyrażały dokładnie to samo podekscytowanie, które czuł sam od momentu, gdy przed tygodniem madame Maxime wyczytała jego nazwisko. A tym samym i dała mu niepowtarzalną szansę na wzięcie udziału w zorganizowanym po raz pierwszy od dwudziestu siedmiu lat Turnieju Trójmagicznym.
     Jeszcze tego lata Levasseur sądził, że nie dożyje czasów wznowienia zawodów. W końcu ostatnia próba powrotu do tradycji przyjacielskiego współzawodnictwa Beauxbatons, Hogwartu i Durmstrangu okazała się prawdziwą klęską. Nie tylko zamiast trójki reprezentantów, mierzyła się ze sobą czwórka, ale i pomimo zaostrzenia środków bezpieczeństwa, jeden z nich przypłacił swój udział życiem.
     Tym razem będzie inaczej. Musi być, pomyślał, przenosząc spojrzenie na pogrążoną w lekturze dyrektorkę, spokojną i jak zawsze elegancką. Wyraźnie zależało jej, aby już samym strojem wywrzeć odpowiednie wrażenie, gdyż jej szyję i palce zdobiło znacznie więcej wspaniałych kamieni niż zazwyczaj. Ich czerń, gdzieniegdzie przecinana białymi żyłkami idealnie podkreślała barwę oczu madame i doskonale komponowała się z jej długą, szafirowo niebieską szatą. A także i ciemnymi, przeplecionymi przez liczne siwe pasma i zaczesanymi do tyłu włosami.
     Edgard przyglądał się jej przez chwilę, zastanawiając się, dlaczego zabrała ze sobą aż czternastkę podopiecznych, kiedy wszyscy i tak przewidywali, że niezależny sędzia da zaszczyt reprezentowania ich Akademii Magii Gisèle Carrere. Siedemnastolatce będącej nie tylko koleżanką z roku Levasseura, ale i jedną z najambitniejszych uczennic w całej szkole, której magicznego talentu zdecydowanie nie można było odmówić.
     Przez całą podróż trzymała się blisko dyrektorki, dlatego też Edgard nawet nie musiał próbować jej szukać. Wystarczyło, że zerknął tylko odrobinę w lewo, by dostrzegł jej wyprostowaną i ciasno owiniętą błękitnym szalem sylwetkę. A także i pełną dezaprobaty minę, w pełni wyrażającą, iż dla Gisèle ten cały turniej jest jedynie jednym, niewartym uwagi przedstawieniem. Teatrzykiem mającym dać uczniom innych szkół magii poczucie, że cokolwiek znaczą, nawet jeśli reprezentanci Hogwartu wygrali zawody więcej razy od Beauxbatons. Taka drobnostka zwyczajnie nie miała dla Carrere znaczenia. Już uważała się za zwyciężczynię, już widziała się wysoko wznoszącą wspaniały puchar. A w przeddzień wyjazdu zaczęła opisywać nawet swym przyjaciółeczkom, jaką suknię założy na wręczenie nagrody.
     Chciałbym zobaczyć, jak choć raz los uciera jej nosa. Choć ten jeden raz, przyznał w myślach, gdy na ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały. A potem zamknął oczy i pogrążył się w rozmyślaniach o tym, jak w rzeczywistości wygląda Hogwart. Czy faktycznie mieści się on w ogromnej twierdzy otoczonej głęboką na sto stup fosą, a wejścia strzeże pływająca w niej wielka kałamarnica? I czy podczas posiłków zamiast śpiewu nimf, Salę Jadalną wypełnia tam muzyka przypominająca drapanie o tablicę paznokciami, którą duchy szkoły wygrywają na trzynastu piłach?
     Nim Levasseur zdążył przypomnieć sobie choćby połowę z równie nieprawdopodobnych plotek o Hogwarcie, które krążyły po pałacu Beauxbatons od dobrych dwudziestu sześciu lat, usłyszał cichy krzyk i poczuł, że przesuwa się do przodu wraz z całym fotelem. Otworzył oczy i dostrzegł kilka dziewcząt z przerażeniem przyglądających się przesuwającym się meblom. A potem, nim zdążył zrobić cokolwiek, powóz zakołysał się i z głośnym łoskotem uderzył o ziemię, kilkukrotnie podskakując na swych ogromnych kołach. I omal nie zrzucając Edgarda i kilku innych uczniów z zajętych siedzeń.
     Wreszcie dotarli. Wylądowali. I nadszedł czas na odpowiednią prezentację.
     Wstał szybko, wygładził swą bladoniebieską szatę i ruszył w stronę ogromnych drzwi prowadzących do wyjścia z pojazdu z zewnątrz przywołującego na myśl rozmiarem duży dom, a wewnątrz wręcz niewielki pałac. Nim do nich dotarł, minął po drodze dwa zdobione przejścia prowadzące do przestronnych sypialni – jednej dla dziewcząt, a drugiej dla chłopców – a także i pomieszczenie mające służyć reprezentantowi ich szkoły do ćwiczenia wszelkich potrzebnych zaklęć.
     Jedno naciśnięcie złotej klamki i jeden skok na mokrą trawę wystarczyły, by znalazł się na zewnątrz przed madame Maxime tylko po to, by móc rozłożyć jej składane schodki. A kiedy skończywszy, odsunął się, robiąc jej miejsce, natychmiast dostrzegł, że choć w Hogwarcie już nie padało, to za to czekało ich równie chłodne powitanie, co łopoczący jego szatą wiatr.
     Wszelkie, niezależnie od tego, jak nieprawdopodobne historie o tym miejscu krążące wśród uczniów Beauxbatons, zgadzały się co do jednego. Tłumnie zgromadzeni podopieczni ostatniego dyrektora tej szkoły czekali wraz z nim na przybycie delegacji. I choć może była to zupełna głupota, Levasseur spodziewał się zobaczyć ich i tym razem.
Tymczasem przed murami wspaniałego zamku nie czekał na nich nikt. Nie było dyrektora, czy choćby i mającego ich zaprowadzić do środka woźnego. Nawet osoby mającej zająć się abraksanami. I ledwo madame Maxime zdążyła opuścić powóz, a Edgard dostrzegł, że widok ten nie tylko ją zdziwił, ale i zdenerwował.
     – Co to ma znaczić? Gdzi McGo-nigall? – zapytała władczym tonem z wyraźnie francuskim akcentem. Odpowiedziała jej cisza i cichy szum otaczających ich drzew.
     – No ni, tak ni mozi bić! – kontynuowała, uważnie rozglądając się, jakby spodziewała się, że ktoś uznał schowanie się przed nimi za dobry żart i zaraz, gdzieś dostrzeże koniec szaty jakiegoś ucznia lub nauczyciela. Nic takiego się jednak nie stało ani przez pierwszą minutę, ani też kolejne dwie, kiedy pozostała trzynasta uczniów Beauxbatons opuszczała powóz. A Levasseur zaczął szczerze żałować, że nie wziął ze sobą ciepłego płaszcza.
     Starając się nie dygotać z zimna za każdym razem, gdy kolejny lodowaty podmuch bez trudu przedzierał się przez jego cienką szatę, odwrócił wzrok od madame i zmrużywszy oczy, zaczął wpatrywać się we wrota Hogwartu. I właśnie wtedy ją dostrzegł. Ubraną w szmaragdowozieloną szatę, starszą kobietę z lekko przekrzywioną tiarą na głowie. Kroczyła ku nim tak szybko, jak tylko była w stanie, a za nią pędził pochylony i praktycznie już łysy mężczyzna w jakimś starym fraku, zdaniem Edgarda wyglądający bardziej na woźnego niż nauczyciela. Nim owa kobieta dotarła do nich, wydała mu jakieś polecenie, a on tylko skinął głową i szybko skierował swe kroki gdzieś w lewo.
     – Droga madame Maxime – bardziej wydyszała, niż rzekła nieznajoma, jednak mimo to w tonie jej głosu nadal dało się słyszeć ogromny szacunek. – Witam w Hogwarcie.
     O dziwo te kilka słów w zupełności wystarczyło, aby twarz madame przybrała łagodny wyraz, a nawet i by pojawił się na niej leki uśmiech.
     – McGo-nigall – powiedziała ściskając rękę dyrektorki Hogwartu, nim ponownie się rozejrzała. – Co si stalo? Gdzi twoi uczniowi? Czi mi przibili zbit pozino?
     A może nie tyle zbyt późno, ile zbyt wcześnie, przemknęło przez myśl Edgarda, nim znów poczuł podmuch zimnego wiatru. I zrozumiał jedno: był gotów dać naprawdę wiele, nawet gorąco kibicować Gisèle, byle tylko ustalaniem powodu nieprzywitania odpowiednio delegacji Beauxbatons, dyrektorki zajęły się już w murach zamku.
.

Ostatnio zmieniony przez Sofja (20-10-2018 o 14h50)


https://78.media.tumblr.com/940ab181b678b9cbe5e08acb4fac6c77/tumblr_ohykp9k6nQ1u4gmt6o1_500.gif
Źródło: Tumblr

Offline

#5 27-09-2018 o 22h02

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 944

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/493492653028016166/unknown.png

     W pięcioosobowej grupie uczniów kroczących niemal pustym korytarzem i rozmawiających ze sobą nie było osoby, która zwróciła uwagę na moment, w którym deszcz przestał padać. Wysoki Gryfon gestykulował żywiołowo, nieuważnie kręcąc się podczas chodu, który wykonywał tyłem, aby mieć lepszy widok na swoich słuchaczy. Mimo wczesnej godziny, atmosfera wśród znajomych była wesoła, a za sprawą Gansey’a, rozmowa nie przestawała się kleić. Shannon uśmiechała się lekko, czując, jak dobry humor chłopaka szczerze jej się udzielił. Śmieszył ją, gdy pełen entuzjazmu coraz mniej zgrabnie przeskakiwał z tematu na kolejny. Miał tak wiele do powiedzenia, że język zaczynał mu się plątać, co wywoływało tylko kolejne krótsze lub dłuższe fale śmiechu. Wesoły Gryfon nie wahał się również poruszać kwestii daleko wybiegających w przyszłość.
     -Poważnie, nie boli cię jeszcze szczęka?- parsknęła Faya, po czym poprawiła swój żółto-czarny krawat.
     -Jego nigdy nic nie boli- odpowiedziała najmłodsza w towarzystwie Hazel. Dziewczynka była dopiero na drugim roku. 
     -No tak, nigdy nic! Wiecie, ostatnio nasz drogi kapitan-zapaleniec powiedział mi, że powinienem dołączyć do drużyny, skoro jestem taki niezniszczalny, ale po chwili sobie przypomniał, po raz kolejny, że ze względu na te, moim zdaniem, nie-sa-mo-wi-te okoliczności może liczyć tylko na mecze towarzyskie! Biedaczysko, ale nam się trafiło, na ostatnim roku!
     -Dla kogo ostatnim, dla tego ostatnim- wtrąciła młoda Gryfonka.
     -No właśnie, Hazel.- Gansey spojrzał na swoją młodszą siostrę, a jego ton głosu nabrał dokuczliwego wydźwięku. –Jak my stąd wyjdziemy, z kim ty się właściwie będziesz trzymać?
     Dziewczynka nabrała powietrza w zaczerwienione policzki, szukając w myślach odpowiedniej riposty. Szybko jednak została pociągnięta za ręce przez Fayę, więc odwróciła jedynie wzrok, tym razem pozwalając się uratować.
     -Nawet nie zaczynaj, bo za chwilę ty nie będziesz miał z kim trzymać.- Faya odgarnęła jasne włosy za ucho, opiekuńczo strzepując nieistniejący kurz z ramienia najmłodszej. Hazel pokazała bratu język, mierząc niego podenerwowane spojrzenie.
     -Okej, dobra, dobra.- Gryfon podniósł ręce w geście poddania się. Zamknął usta na dłuższą chwilę. Jak dotąd nieodzywający się Kevin skorzystał z tej okazji i przyśpieszył nieco kroku, aby podobnie jak Gansey, wyprzedzić nieco towarzystwo. Odetchnął głęboko, po czym spojrzał na każdego z osobna.
     -Chciałem wam tylko oznajmić, że planuję…
     -Na Merlina! Spójrzcie na to!- Przerwał Gansey. Z tymże krzykiem, siódmoklasista rzucił się w stronę okna, niemal przyklejając nos do szyby. –Czy to nie… Tak wcześnie?!
     -Beauxbatons- szepnęła Faya pod nosem. Razem z Hazel, z niedowierzaniem podeszły do okna, stając obok „najgłośniejszego ucznia Hogwartu”. –To naprawdę jest…
     Shannon ani drgnęła, wciąż wpatrując się w blade usta Kevina. Była niemal pewna, że domyśliła się czegoś ważnego, słów, które próbował im przekazać. Od kilku dni targało ją silne przeczucie, że Kevin coś przed nimi ukrywał. Coś męczyło go od środka, a on mimo wszystko, nie chciał się tym z nikim wcześniej podzielić. Teraz, kiedy nadeszła ta chwila, jego głos został zwyczajnie przekrzyczany. Nie spuściła badawczego i wyczekującego wzroku z jego twarzy nawet wtedy, kiedy blondyn położył jej chwilowo rękę na plecach, aby popchnąć ją delikatnie w stronę okien. Wraz z nim, niepewnym krokiem podeszła bliżej.
     Abraksany były pierwszym, co rzuciło się w oczy Shannon. Przepiękne stworzenia stukały kopytami o jeszcze wilgotny kamień wyłożony przed wrotami zamku. Trudno było oderwać wzrok od tak pięknych stworzeń, które w jej przypadku zaliczały się do niecodziennych widoków. Dopiero po chwili przeniosła wzrok na powóz i młodych czarodziei ubranych w błękitne szaty, oraz na starszą, charakterystyczną kobietę, która zdecydowanie była dyrektorką Akademii Magii Beauxbatons.
     Nie kryjąc zdziwienia, oglądała te scenę, w której McGonagall rozmawiała z madame Maxime, a Gansey rozpoczął dyskusję z Fayą.
     -Ale numer. Czy mi się wydaje, czy patrzymy właśnie na jedno z największych nieporozumień w historii?
     -Nie przesadzaj i nie ekscytuj się. Dyrektor McGonagall musi czuć wstyd, że taka sytuacja miała miejsce. Liczę na to, że nie weźmiesz udziału w plotkowaniu na ten temat.
     -Chodźmy lepiej na dół i zerknijmy na nich z bliska, zanim inni się zorientują i nie będzie jak tamtędy przejść!
     -Nie ma mowy! Nie mieszajmy się, tak będzie lepiej!
     Nim dziewczyna zdążyła zacisnąć palce na jego szacie, chłopak pobiegł w stronę schodów.
     -Co za dzieciak, nie mogę na to patrzeć- szepnęła Hazel. Shannon spojrzała na Gryfonkę, jakby tym jednym spojrzeniem próbowała ją uspokoić, chociaż obie zdawały sobie sprawę z tego, że nie tylko Gansey był ciekawski. One najchętniej też zerknęłyby na nowo przybyłych, choć na pewno z większą ostrożnością.
     Trójka przedstawicieli Hufflepuffu wraz z dwunastoletnią przedstawicielką Gryffindoru pośpiesznym krokiem ruszyła za nadpobudliwym towarzyszem, który w tamtej chwili przejmował się jedynie tym, co robić, aby wyglądać tak, jakby o niczym nie wiedział. Faya przeczuwała kłopoty, ale nie odzywała się więcej, podobnie jak Kevin, który z kamiennym wyrazem twarzy wypatrywał Gansey’a.
     Kłopotliwy chłopak zwolnił kroku w ostatnim momencie. Znajdował się w zasięgu wzroku gości, ale musieliby zacząć się rozglądać, aby go dostrzec. Faya przyłożyła palec wskazujący do ust mając nadzieję, że Gansey zwróci na nią uwagę. On jednak obserwował w ciszy piękne, nieznajome dziewczęta.
     Wszyscy rozluźnili nieco mięśnie, kiedy okazało się, że przed głównym wyjściem ze szkoły gromadzą się inne, małe grupy uczniów.
     -Ciekawe, czy z bliska też są takie ładne.- Po wypowiedzeniu tych słów, Hazel przydepnęła lewą stopę brata, a Faya uderzyła go lekko w jego lewą rękę. Obie dziewczyny patrzyły na niego błagalnym tonem, aby nie mówił takich rzeczy tak głośno.
     Ringsway dopiero wychyliła głowę, jakby sprawdzała, czy spodziewani, ale nie o tej godzinie, czarodzieje dalej tam są. McGonagall prawdopodobnie prowadziła wszystkich do swojego gabinetu.
     Faya nie potrafiła ukryć swojego zażenowania zachowaniem przyjaciela i rozczarowania tym, że plany odpowiedniego przywitania Beauxbatons były już nieaktualne. Myślą pocieszającą było to, że mogli jeszcze należycie przywitać uczniów z Durmstrangu, ale po tym co się stało, jej pesymistyczna strona pytała, czy może być pewna, że oni pojawią się o przewidywanej godzinie.
     -Zauważyłaś, że przestało padać?- Kiedy Kevin wyszeptał pytanie w stronę rudowłosej, dziewczyna odsłoniła przed nim cień uśmiechu w odpowiedzi. Nadal jednak myślała o tym, co chciał im powiedzieć kilkanaście minut wcześniej.

Ostatnio zmieniony przez Airi (27-09-2018 o 22h04)


https://66.media.tumblr.com/bf93b7be9496dedcafa6ad22b8eb09c1/tumblr_p68772V5aT1qiyullo1_400.gif

Offline

#6 18-10-2018 o 00h45

Straż Cienia
Sofja
Oficer Straży
Sofja
...
Wiadomości: 1 470

_____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/503181433032933376/503183613131620352/names.png

     Tego dnia szczęście wyraźnie nie było ani po stronie Edgarda, ani też żadnego z pozostałych uczniów Beauxbatons. Pomimo upływu kolejnych minut, wciąż nie opuścili oni błoni Hogwartu, a zimny wiatr zdawał się tylko wzmagać. I chociaż skutecznie pozbawiał ich wszelkich resztek ciepła, dyrektorkom szkół magii wyraźnie nie przeszkadzał.
     Spokojnie kontynuowały swą rozmowę, jedynie nieco podnosząc głos, by przekrzyczeć szum uginających się pod kolejnymi podmuchami drzew. Nie zwracały uwagi na owijające się szalami uczennice ani na ich ciche szepty komentujące wygląd zamku. Odnalezienie powodu tego nieporozumienia było dla Maxime i McGonagall ważniejsze nawet niż zainteresowanie, które swym przybyciem zaczęli wzbudzać wśród angielskich adeptów magii. A przynajmniej dopóki nie ujrzały jego ogromu.
     – Droga madame Maxime, może dokończymy tę rozmowę w moim gabinecie – zaproponowała dyrektorka Hogwartu, gdy pojedyncze, trudne do dostrzeżenia sylwetki, zmieniły się w liczne, choć niewielkie grupki. A część z tworzących je uczniów przestała nawet próbować udawać, iż ich obecność na błoniach nie ma nic wspólnego z pojawieniem się delegacji.
     – Twoi uczniowie z pewnością zechcą się ogrzać i odpocząć po podróży – dodała, a nie będący już w stanie powstrzymać nieustannych dreszczy Edgard, poczuł, jak ogarnia go fala sympatii dla tej nieco srogo wyglądającej kobiety.
     Chociaż stała odwrócona do niego plecami i nie była w stanie tego dostrzec, skinął jej z wdzięcznością głową, nim przeniósł spojrzenie na dyrektorkę francuskiej akademii. I nie ważąc się wziąć choćby głębszego oddechu, by przypadkiem nie zaprzepaścić tego chwilowego uśmiechu losu, w spokoju czekał na jej decyzję.
     – Dobzi – rzekła w końcu po raz pierwszy od początku rozmowy z McGonagall, spoglądając na swych podopiecznych. – Za mną.
     Levasseurowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Niemal natychmiast ustawił się w parę z najbliżej stojącym niego chłopakiem i posłusznie ruszył w stronę zamku. Wspinając się po kamiennych schodach uśmiechał się ciepło do każdej z mijanych grupek hogwartczyków, których po przekroczeniu wrót budynku, odkrył, że jest ponad dwukrotnie więcej, niż zakładał. Jednak nie zastanawiał się nad tym zbyt długo, a w zasadzie nawet wcale, gdyż wystrój wnętrza tej szkoły magii, skutecznie odciągnął jego uwagę od wciąż odczuwanego chłodu i  wszelkich spraw związanych ze zbyt wczesnym przybyciem.
     Czując się trochę tak, jakby znów był dzieckiem i po raz pierwszy w swym życiu przemierzał korytarze akademii, z uwagą przyglądał się każdej z mijanych ścian i ozdób. Tak różnych od tych, które zwykł dotąd oglądać. Podziwiał kamienne rzeźby oraz lśniące zbroje, z których jedna na ich widok zaczęła pokazywać rozmaite sprośne i wulgarne gesty. Szatyn domyślał się, że to skutek opętania przez jakiegoś złośliwego ducha. Najpewniej poltergeista, który w Beauxbatons nie byłyby mile widziany, dlatego też obserwował ją tak długo, jak tylko mógł.
     Z tych wszystkich cudów największe wrażenie na Edgardzie zrobiły jednak obrazy i portrety, a raczej ich ilość zgromadzona w jednym miejscu. Krocząc w górę po ogromnych schodach, nie potrafił oderwać wzroku od dziesiątek wskazujących na nich postaci. Część z nich przeskakiwała do kolejnych ram, by móc się lepiej przyjrzeć gościom lub też znikała na chwilę, by pojawić się w towarzystwie jakiś innych osób. Najwyraźniej zamieszkujących malowidła zawieszone w dalszych częściach zamku.
     Chcąc zrobić dobre wrażenie, Francuz uśmiechnął się do kilku portretowych dam, a one cicho zachichotały, gdy niespodziewanie jedna z jego nóg zapadła się wraz z całym stopniem, skutecznie pozbawiając go równowagi.
     Jasny chropianek, zaklął w myślach, w ostatniej chwili łapiąc się poręczy i tym samym ratując przed upadkiem, który z pewnością zostałby mu zapamiętany na długo. Było blisko.
     – Znikające stopnie, ale super! – wyszeptał płynnym francuskim kroczący dotąd w ciszy obok Levasseura chłopak, po czym pochylił się, by podać poszkodowanemu rękę.
     Edgard dopiero wówczas mu się przyjrzał. I wygrzebując nogę z magicznej pułapki, zdał sobie sprawę, że kojarzy tego bruneta o piwnych oczach. Nie przyjaźnili się, co prawda, ani też nie dzielili dormitorium, ale byli na jednym roku. I nadszedł czas, aby się lepiej poznać, dodał w myślach, przypominając sobie, że dwaj jego najlepsi przyjaciele – Denis i Mathys – nie zostali włączeni w skład delegacji. Madame Maxime nie wybierała bowiem swych uczniów poprzez łączące ich stosunki, a umiejętności. Tylko najwybitniejsi, młodzi czarodzieje mieli szansę podołać czekającym ich zadaniom i zwyciężyć w Turnieju Trójmagicznym. A tym samym i należycie zaprezentować wszystkim możliwości swej szkoły.
     – Taaak cudownie – odparł nieco sarkastycznie, jednak zaraz potem uśmiechnął się szeroko. – Dzięki. Tak przy okazji, jestem Edgard.
     – Vincent. To miejsce jest niesamowite, nie?
     Szatyn nie mógł się z tym nie zgodzić. Tak jak i z wieloma innymi, szeptem wymienianymi komentarzami, gdy kierowali się kolejnymi korytarzami w kierunku tylko znanym dyrektorom. Ku miejscu, które wbrew jego podejrzeniom wcale nie okazało się gabinetem McGonagall, lecz jedną z najwyraźniej od dawna nieużywanych, całkiem przestronnych sal.
     – Droga madame, tak jak wspominałam, twoi uczniowie mogą tu zaczekać, aż dokończymy naszą rozmowę. Mój gabinet znajduje się tuż za rogiem – oznajmiła Angielka, zapraszając ich gestem do środka. – Jeśli sobie życzysz, możemy zaczarować drzwi tak, aby tylko jedna z nas mogła je otworzyć – kontynuowała, najwyraźniej dostrzegając w nieodgadnionej minie swej rozmówczyni coś, czego Levasseur nie potrafił dojrzeć.
     – To ni będzi koniczni. Ufami, że tym razim ‘Ogwart zachowi si uczciwi – odpowiedziała kobieta i uśmiechnąwszy się lekko, zmierzyła wzrokiem swych podopiecznych. – Carrere.
     To jedno słowo wystarczyło, aby wszyscy członkowie delegacji zrozumieli, że aż do powrotu madame lub podania nowych instrukcji, to nastolatka odpowiada za dopilnowanie porządku. A potem, skłoniwszy się lekko, odczekali, aż dyrektorki zamkną drzwi, nim zaczęli się rozglądać i rozsiadać w podłużnych ławach. Ustawionych w dwóch rzędach pod ścianami, tak by na środku pozostało, jak najwięcej wolnej przestrzeni.
     Edgard nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, gdzie siada. W pełni skupiwszy się na próbach odnalezienia niegdysiejszego przeznaczenia klasy, machinalnie podążył za Vincentem i zajął pierwsze, wolne miejsce, które dostrzegł. I już po chwili tego pożałował, gdyż, jak się okazało, usadowił się dokładnie za Gisèle. W dodatku narzekającą głośno na stan i wygląd miejsca, w którym przyszło im czekać.
     – Przez ten wszechobecny kurz wybrudziłam sobie całą szatę – szczerbiotała po francusku, a czwórka otaczających ją dziewcząt nieustannie jej przytakiwała. – I jeszcze te stołki są okropnie niewygodne. W Beauxbatons nigdy nie potraktowano by tak gości!
     Lepsza zakurzona klasa niż błonia. Tu przynajmniej jest ciepło i nie wieje, pomyślał Levasseur starając się nie słuchać kolejnych żali i pretensji faworytki, co przez jej piskliwy ton było o wiele trudniejszym zadaniem, niż by sobie tego życzył. I jak się po chwili okazało, nie był jedną osobą, której to przeszkadzało i która marzyła, by zrobić cokolwiek, byleby tylko o tym na chwilę zapomnieć.
     – Mam ze sobą talię Eksplodującego Durnia. Chcesz zagrać? – spytał go niespodziewanie siedzący po jego lewej stronie blondyn, który jak Francuz zapamiętał, był jednym z dwójki wybranych przez madame szóstorocznych. Roland, Robert, Roger, o tak Roger.
     – Z wielką chęcią Roger. Przyłączysz się Vincent?
     Jeden szeroki uśmiech bruneta wystarczył mu za odpowiedź. A zaledwie dwie przegrane partie skutecznie obudziły w nim chęć rywalizacji. I odegrania się za wcześniejsze porażki, pozwalając mu tym samym w pełni skupić się na grze i choć na chwilę zagłuszyć eksplozjami kart narzekanie Carrere.

Ostatnio zmieniony przez Sofja (20-10-2018 o 14h50)


https://78.media.tumblr.com/940ab181b678b9cbe5e08acb4fac6c77/tumblr_ohykp9k6nQ1u4gmt6o1_500.gif
Źródło: Tumblr

Offline

#7 26-10-2018 o 16h40

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 944

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/493492653028016166/unknown.png

     Wieść o nieporozumieniu rozeszła się po korytarzu w błyskawicznym tempie. Faya i Hazel nie musiały trudzić się z uciszaniem podekscytowania Gansey’a, choć obie zgodnie w dalszym ciągu miały ochotę wylać na chłopaka wiadro zimnej wody z jeziora. Chłopak nie musiał już udawać niewiedzy i imitować dyskrecji. Uczniowie czterech domów Hogwartu  gromadzili się na korytarzu i szeptali między sobą, mówiąc o klasie, w której przebywali kandydaci do turnieju z akademii Beauxbatons.
     Gdyby nie to, że Gryfon był bardzo wysoki, zapewne udałoby mu się wtopić w tło głośno rozmawiających Ślizgonek z czwartej klasy. Faya miała wrażenie, że przyjaciel popiskiwał dokładnie tak jak one. Wiele osób poruszało się w kierunku klasy, aż w końcu Gansey, po nieostrożnym rozejrzeniu się na bok, po prostu przyłożył ucho do drzwi i zaczął podsłuchiwać. Hazel szybko kręciła głową i zachęcała go, aby się cofnął. Zamiast tego, brat wyprostował się gwałtownie i jak gdyby nigdy nic, otworzył z impetem drzwi klasy. Stanął w progu, spoglądając na uczniów w niebieskich mundurkach. Fala uczniów z Hogwartu ruszyła szybko w stronę klasy, stając za Gansey’em i przyglądając się temu samemu, co on. Faya przysłoniła usta dłonią, razem z Hazel ruszając w stronę bruneta.
     Rudowłosa pociągnęła Kevina za rękaw dając mu znak, aby również zerknęli, choć chłopak był oporny. Jego wyraz twarzy jasno oznajmiał, że ma ochotę się ewakuować, niż plątać w niezręczną sytuację. Dziewczyna usłyszała kolejną falę szeptów, które zlały się ze sobą, przez co nie mogła niczego nie zrozumieć.
     -Witamy w Hogwarcie.- Były to pierwsze donośne słowa, które usłyszała. Gansey postanowił wejść do środka i przywitać się z nowo przybyłymi w najbardziej przyjazny sposób, jaki tylko wymyślił. Prosty i konkretny, bez tradycji. Zgromadzeni liczyli sobie około dziesięciu lub piętnastu osób i mniej więcej połowa obawiała się tego, jak zostaną przyjęte słowa tego, który otworzył drzwi.
     Kevin zrobił dwa małe kroki do tyłu, delikatnie wyjmując skrawek szaty z dłoni Shannon. Dziewczyna czujnie przekrzywiła głowę w bok, spoglądając na jego postawę. Wyglądał, jakby wahał się pomiędzy zostaniem w miejscu, a ucieczką w stronę dormitorium Hufflepuffu. Kiedy po dwudziestu dłużących się sekundach jego twarz przybrała czerwonawy odcień ze zdenerwowania, odwrócił się szybko, niemal wpadając na mężczyznę o wysportowanej sylwetce. Widząc zdziwiony wyraz twarzy profesora Aldebaina, młodzieniec cofnął się, tym razem prawie wpadając na Shannon.
     -Kevin, coś nie tak? Czy ktoś będzie łaskaw mi wyjaśnić, o co chodzi z tym zbiegowiskiem?- zapytał. Mimo jego spokojnego i pobłażliwego tonu głosu, jego spojrzenie wyrażało podejrzliwość i zaciekawienie, które już za chwilę przenieść miał na wnętrze klasy.
     -To…- wydusił Kevin, momentalnie się zacinając.
     W odpowiedzi dostał kiwnięcie głową ze zrozumieniem. Grupa uczniów rozstąpiła się przed mężczyzną, aby dać mu przejść. Kiedy młody profesor ujrzał gości, którzy mieli pojawić się później, odchrząknął cicho.
     -Więc o to chodzi- powiedział pod nosem. Mimo wszystko, na jego ustach pojawił się miły uśmiech.  Podszedł bliżej uczniów w niebieskich szatach. -Nazywam się Gerald Aldebain. Uczę tutaj transmutacji- przedstawił się szybko, dyskretnie poprawiając rękawy swojej poszarzałej koszuli z szerokimi rękawami.
     –Madame Olimpia Maxime rozmawia z dyrektor McGonagall, jak mniemam?
     Dał im trochę czasu na odpowiedź.
     -Przykro mi, że wynikła taka sytuacja. Hogwart nie spodziewał się was o tej godzinie. Mam nadzieję, że przynajmniej podróż minęła wam bezproblemowo?
     Gansey starał się ukryć swoje naburmuszenie. Nie podobało mu się to, że profesor transmutacji odebrał mu atencję z taką łatwością.
     Wiele obecnych mogłoby pomyśleć, że mieli szczęście, trafiając na wyluzowanego profesora. Gdyby korytarzem szedł ktoś bardziej „cięty”, zapewne wygoniłby ich stamtąd, aby nie mieli szansy popsuć pierwszego wrażenia.
     Shannon pomyślała, że ono i tak było już zepsute. Było jej z tego powodu przykro, ale nie potrafiła tego okazywać i nie chciała o tym mówić. Tłumienie tego żalu nie wychodziło tak dobrze Fayi i Hazel, ale nikt nie miał im tego za złe.
     Dziewczyna zastanawiała się, jakim cudem godziny zostały pomylone. Była pewna, że do takich wydarzeń nie miało prawa dochodzić, ponieważ sprawami organizacyjnymi zapewne zajmowano się od dawna, z największą precyzją i zadbaniem. Dlaczego ktoś miałby pomylić coś tak istotnego?

Ostatnio zmieniony przez Airi (26-10-2018 o 16h43)


https://66.media.tumblr.com/bf93b7be9496dedcafa6ad22b8eb09c1/tumblr_p68772V5aT1qiyullo1_400.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1