Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 8 9 10

#226 23-02-2019 o 13h12

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

..............................................................https://i.imgur.com/ywCk3vN.png


       Bałam się, że moja twarz zdradza zbyt wiele, ale nie potrafiłam nad tym zapanować, bo w chwili, w której pewnym już było, że nie są to zwidy, że to naprawdę on, opanowanie, a raczej zachowane jego resztki, opuściły mnie w jednej chwili. Wewnętrzne kąciki brwi wznosiły się wyżej wraz z każdym uderzeniem serca, a rozchylone wargi zamarły w niewypowiedzianych jeszcze słowach. Być może powinnam też pozbierać się czym prędzej, ale widok mężczyzny wytrącił ten punkt postępowania z moich najbliższych planów. Był tylko żal i wstyd, że nasze spotkanie wygląda właśnie tak.
       Chciałam śledzić każdy jego ruch, ale kilka osób gotowych mi pomóc uniemożliwiały mi to. Nie chciałam pomocy, nie chciałam, żeby Trahearn widział, jak bardzo muszę polegać na innych. Z resztą przed samą Phoenix też niekoniecznie chciałam występować w roli największej sieroty. Właśnie to sprawiło, że - być może głupio - odtrąciłam dłoń jednego z członków załogi, mrucząc, że sama sobie świetnie poradzę. Głupota, pełzając nieporadnie najem się jeszcze więcej wstydu. Chyba byli tego świadomi, bo wcale mnie nie zostawili, przynajmniej nie do momentu, w którym pojawił się przy nas ktoś, kto na pewno robił na załodze większe wrażenie, niż ja. Zabawne, bo to ja z naszej dwójki miałam teraz na sobie mundur świadczący o pozycji na tym statku. Poplamiony, warto zaznaczyć.
       Broda mi zadrżała i w zasadzie nadal nie byłam pewna, że to dzieje się naprawdę. Zachowywał się jak on - swobodnie, można by powiedzieć, że nazbyt swobodnie, jak na potrzeby tej sytuacji. Śledziłam uważnie moment w którym jego twarz przybliżała się do mojego poziomu, nie musiałam dzięki temu zadzierać karku.
       Pokręciłam głową na boki, jak się okazuje uruchomienie mięśni było łatwiejsze, niż mogłam przypuszczać.
       - Niczego nie będę przyznawać - zaczęłam ostrożnie, sprawdzając, czy głos mi nie drży. Nie drżał i to było podstawą, żeby zmienić nieco wyraz twarzy, na pewniejszy, mimo niewyrównanego podziału sił. - Ułatwiłam ci już wystarczająco dużo, ale taryfa ulgowa nie będzie trwać wiecznie - w moim głosie nie przejawiała się żadna nagana, żadna złośliwość. W zasadzie musiałam walczyć ze sobą, aby nie roześmiać się jak małe dziecko. W końcu mimo tego otępienia, nadal byłam świadoma, że tam gdzieś, za jego plecami znajduje się pani kapitan.
       Bałam się odwracać wzroku od jego twarzy, jakby przez to miał nagle zniknąć, a mimo to zdobyłam się na podobny krok, gdy Trahearn spojrzał na wózek. Kolejna fala wstydu. Zapyta? Wyśmieje mnie?
       Nic podobnego nie nastąpiło, a ja przez własne gapiostwo nie zarejestrowałam momentu, w którym mężczyzna zdecydował się mnie podnieść. Zamiast jednak odepchnąć go, jak to miałam w zwyczaju, gdy ktoś inny się zbliżał, przylgnęłam ściślej do jego ciała.
       Uśmiech tak naturalnie pojawił się na moich ustach, kiedy jego słowa dotarły do moich uszu, a potem bez cienia zawahania uniosłam dłonie i złapałam w nie jego twarz.
       - To naprawdę ty - chyba było to kierowane bardziej do mnie, niż do niego. Nie cofnęłam dłoni, wręcz przeciwnie, chciałam się nacieszyć jego obecnością, badając kształt twarzy, jakbym nie władzę w nogach, a nad wzrokiem straciła. Jeszcze kilka godzin temu sądziłam, że będę tu sama, a teraz… chyba, że… - Zostajesz tu? Ze mną? Na Hyperionie? - rzuciłam pospiesznie, a żołądek skurczył się w jednej chwili, gdy dotarło do mnie, że może jest tu tylko na jednorazowej wizycie.
       Wtedy też posłałam spojrzenie rudowłosej i przełknęłam ślinę, nachylając się do ucha mężczyzny.
       - Nie powinniśmy okazywać sobie bliskości przy innych członkach załogi - wyszeptałam, ale nie zrobiłam nic, aby się od niego odsunąć. - Posadzisz mnie na wózku? - przez tą prośbę tym bardziej opuściłam głowę, aby uniknąć spojrzenia Trahearna, ściągnęłam też dłonie z jego twarzy, a w zasadzie zsunęłam je na jego barki, bojąc się, jak absurdalne to nie było, być pierwszą, która go puści. Wolałam, żeby on to zrobił.
       Wskazałam głową odpowiednie drzwi.
       - Tam jest moja kwatera. Drzwi po lewej. Kod 2317 - poinformowałam, wiedząc, że zrozumie zaproszenie, chociaż te bezpośrednio nie padło.
       Wciąż byłam tym wszystkim bardzo przejęta, może spanikowana, ale w tym wszystkim było coś jeszcze. Ulga. Tak… obecność Trahearna, choć mogłam się jej obawiać, choć miałam do tego miliony podstaw, wciąż niosła ze sobą tą niezmienną ulgę. Być może wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale teraz nie musiałam martwić się tym, jakie konsekwencje przyniesie jego obecność.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#227 23-02-2019 o 16h15

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 056

__________________________ V I H R E  T E S S E I   F A R - A N  H R E L L

        Uśmiechnął się, ponownie wywijając ogonem, na słowa Phoenix. Czy miał zamiar podważać jej autorytet? Owszem, ale nie było to nic personalnego. Nie miał zamiaru robić tego ze złośliwości, taki po prostu był. Wieki doświadczeń i budowania reputacji pozwoliły mu na to i miał zamiar z tego korzystać. Nie miał zamiaru dawać też innym szans na podważanie autorytetu Phoenix – mali kosmici mieli jej słuchać, Vihre - już niekoniecznie.
        Wyszczerzył się szeroko, kiedy Phoenix się zgodziła. 
-Wiesz, ile wcześniej musiałem ją namawiać i mi odmawiała? - zaśmiał się, spoglądając na Trahearna, ale nim doczekał się odpowiedzi z jego strony, coś, a raczej ktoś inny przykuł uwagę całej trójki.
       Vihre zasyczał i ściśnął mocniej ramiona Phoenix, kiedy do jego uszu dotarł pisk. Spojrzał z wyrzutem w stronę winowajcy i z trudem nie parsknął śmiechem. To wyglądało dość komicznie. Dopiero po Vihre zorientował się, że coś było nie tak, jednak nie dał po sobie tego poznać. Odwrócił się w stronę nowego kolegi, który się zgodził. Chyba sam nie wiedział na co, ale blondwłosa koleżanka wydawała się dla niego ważniejsza. Oho
-Do zobaczenia później, Trahearn - pożegnał się z mężczyzną, kiedy ten poszedł do dziewczyny. –Polubiłem go- wyznał rudowłosej.
        Teraz on i Phoenix mieli czas tylko dla siebie. Kobieta miała całą uwagę Vihre tylko dla siebie. Nie po raz pierwszy, ale pierwszy raz od dawna. Herssahanim postanowił skorzystać z okazji. Nachylił się nad kobietą i odgarnął niesforny kosmyk za ucho. 
-Dobrze się czujesz Phoenix? - spytał, niemal szeptem. Chciał nieco ożywić kobietę, jeszcze zanim wyjdą razem na miasto. – Wiem, że możesz czuć się bezradna jak mały ptaszek, ale feniksy to potężne stworzenia. Nawet jeśli czują się małe i bezbronne - mówił cicho, łagodnym tonem. Dopiero po chwili się odsunął, tworząc między nimi zdrowy dystans. 
       Nie do końca zdrowy dystans. Nim zabrał swoje dłonie, niby przypadkiem, ale bardziej z premedytacją, dotknął jej szyi. Tylko na chwilę, sunął po niej palcami. Ale odsunął się - dostatecznie szybko, jakby to miało być przypadkowe. Na korytarzu nikogo nie było, nikt nie będzie jej wypomniał tego, a nawet jeśli - to co miał jej wypominać? Nie całowali się, nie szli razem do sypialni, a Vihre nie miał zamiaru do tego doprowadzać.  Dla Vihre nie byłoby to kłopotliwe, ale dla kobiety niosło to za sobą kompilację. Nie dość, że była kapitanem statku, to była człowiekiem. A Vihre wiedział, że dla ludzi to wiele znaczyło.
        -Dobrze się czujesz, Phoenix?- spytał, nie spuszczając z niej wzroku. Co się działo na tym statku, że pierwszy pilot był na wózku, w trakcie misji wymieniają asystenta i nawigatora, a sama kobieta tak marnieje, jak się na nim znajduje? Chciał wiedzieć i wiedział, że prędzej czy później się dowie. Dlatego wolał wiedzieć jak czuje się Phoenix – od niej samej. –Chciałabyś mi opowiedzieć co ciebie trapi? Jeśli chcesz, to ja też mogę się zwierzyć ze swoich smutków - dodał, delikatnie się zaśmiawszy. –Lub radości, jeśli nie chcesz słyszeć o niczym smutnym.


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#228 26-02-2019 o 17h53

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 622

____________https://i.imgur.com/DzOGWjC.png

        Ważyła niewiele, było to pierwszą rzeczą jaką zauważyłem, nawet przed tym, jak przycisnęła się do mnie, wręcz wtuliła w mój tors. Chociaż jej widok na początku wprawił mnie raczej w konsternację, a może nawet popłoch, teraz patrzyłem na jej twarz – na lekko drżące kąciki warg jakby starała się powstrzymać uśmiech albo wybuchnięcie płaczem – i czułem, że tamto wrażenie ustępuje. Nie znika, ale chowa się gdzieś w cieniu, zepchnięte do rozważenia na później.
        Z resztą znacząco pomogło w tym jej śmiałe zachowanie, tak śmiałe i niepodobne do innych Denyjczyków, wróć, innych Denyjskich kobiet, jakie miałem okazję poznać. Dłonie miała ciepłe i przyjemnie miękkie i gdyby nie bezwład nóg, który powoli zaczynał zaprzątać moje myśli otrząsające się z zaskoczenia myśli, mógłbym powiedzieć, że nie zmieniła się w ogóle. Z wyglądu, bo czy mi się tylko wydawało, że wyraz oczu był jakiś inny? Ostatecznie wybrała uśmiech, a był on piękny i rozczulający w sposób, w jaki rozczulały małe kotki i piwo postawione z hukiem na blacie przez kompana na jego koszt.
        — Czy zostaję z tobą? Nie tak szybko mała, najpierw seks, a później można rozważać ślub — odpowiedziałem, posyłając jej krótki, bezczelny uśmiech.
        Wyłapałem jej spojrzenie, kiedy zerknęła przez moje ramię do tyłu i sam odwróciłem się lekko w stronę Phoenix i Vihre. Jej uwaga dotycząca bliskości mnie zaskoczyła i od razu uznałem, że jest godna zapamiętania i dowiedzenia się później więcej na ten temat. W końcu ja i – jak widać – Vihre nie mieliśmy z tym problemu, a oboje byliśmy na statku pierwszy raz. Mimo to nie zamierzałem teraz drążyć tematu, zwłaszcza że ta część mnie, która uwielbiała drażnić i prowokować wyła właśnie, żeby dopuścić ją do głosu. Więc to właśnie zrobiłem.
        — Lepiej tak nie mówić, bo jestem gotowy zrobić coś gorszego — odpowiedziałem, uśmiechając się jednocześnie nieco szerzej, jakbym faktycznie był na to tak gotowy, jak po sobie pokazywałem. Zawsze udawałem bardziej pewnego siebie niż byłem w rzeczywistości, choć tego wcale mi nie brakowało. Teraz jednak powstrzymałem się od głupich zachowań, przynajmniej tych skrajnie głupich. — Nie lubię słów „powinieneś” lub „nie powinieneś”, strasznie mnie kuszą.
        Po tych słowach odwróciłem się ze wskazanym kierunku, ale zamiast marnować czas na znalezienie wózka, posadzenie jej i odczekanie aż przygotuje się do drogi, ruszyłem prosto do drzwi jej kwatery. Skoro od razu podała mi kod, zaproszenie i sugestia były dla mnie bardziej niż oczywiste, a mi i Larivii przydałoby się trochę prywatności, żeby porozmawiać szczerze i na poważnie. Schylając się lekko i mało zgrabnie – ten ruch dosadnie przypomniał o kacu – z dziewczyną wciąż w ramionach, wolnym palcem wstukałem kod i drzwi ustąpiły bez szmeru. Wszedłem do środka bez oglądania się za siebie, za to zupełnie odruchowo rozglądnąłem się po pomieszczeniu, lokalizując meble, drzwi i możliwe miejsca na zasadzki. To akademia wojskowa mnie tego nauczyła, ale też zawód, pochodzenie, doświadczenie i tysiące ataków z ukrycia. Usłyszałem jak drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem i dopiero wtedy ruszyłem w stronę kwatery, otworzyłem kolejne drzwi i ostatecznie skierowałem się w stronę łóżka. Tam posadziłem delikatnie Larivię.
        Po uśmiechu zostały tylko lekko błyszczące oczy – twarz miałem teraz poważną, a wzrok skupiony i, niech to licho, mogła się tam kryć troska. Na co dzień nie obchodził mnie los ludzi i innych ras na tyle naiwnych, żeby pozwolić sobie zrobić krzywdę. Ale w końcu przede mną nie znajdował się taki do końca byle kto.
        — Co się stało?
        To pytanie, choć osaczające i najpewniej irytujące, musiało paść.
        — Chodzi mi o twoje nogi. Mam nadzieję, że to nie jest trwały uraz — dodałem wyjaśniająco. Chociaż te słowa brzmiały sucho, a głos miałem obojętny, ktoś, kto znał mnie trochę lepiej musiał wiedzieć, że takie pytanie i takie słowa to i tak już dla mnie bardzo duży przejaw troski.


https://zapodaj.net/images/af821556f05b1.gif https://i.imgur.com/0NONn92.gif

Offline

#229 27-02-2019 o 14h52

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

..............................................................https://i.imgur.com/ywCk3vN.png


       Początkowy szok i radość powoli zaczynały opadać, przysypywane zdrowym rozsądkiem i oczekiwaniem na odpowiedzi. Jeśli teraz mi powie, że to tylko chwilowe, że mamy dla siebie tylko te kilka minut, wykradzionych przypadkiem, bo spotkanie nie było zaplanowane, to bez wątpienia będzie to ciosem jeszcze większym, niż pożegnanie nawigatora. O tym, że Ziggy nas zostawia wiedziałam i miałam czas się z tym oswoić, ale sytuacja z mężczyzną, który trzymał mnie w ramionach była całkiem inna. Trahearn dopiero co się pojawił, wywołując we mnie, by daleko nie szukać - euforię, a teraz co? Miałabym spaść w szarą rzeczywistość, chwilę po tym, jak się wyniosłam. To byłoby zbyt okrutne.
       Jeśli jednak oczekiwałam od niego jednoznacznej odpowiedzi, to się zawiodłam. W dodatku sposób w jaki się odezwał, sprawił, że przez moją twarz przemknęło oburzenie, ale te z gatunku nieszkodliwych, o przyjaznym podłożu. Musiał więc widzieć, że mimo nagany w spojrzeniu nie jestem na niego zła, teraz nie byłabym w stanie być zła.
       - Miałam na myśli, czy zostajesz na Hyperionie! - wyjaśniłam, chociaż czułam, że wcale nie mogę. Robił sobie ze mnie żarty już na wstępie, a ja tutaj przeżywałam tak dotkliwie jego pojawienie się! Zaraz zabrałam ręce i nabrałam powietrza w poliki, manifestując tym samym, że nie będę pochwalała takich zaczepek, bo w końcu jestem taką profesjonalną i odpowiedzialną personą, ale w tej grze coś mi umknęło. Kiedy dodałam dwa do dwóch w odruchu niezbyt mocno uderzyłam go w tors. - Jak to najpierw seks, potem ślub! Powinno być na odwrót, Trahearn! Takie są przecież zasady… prawda? - chyba zastanawiałam się nad tym dłużej, niż wypadało, ale jakoś tak ta kwestią naprawdę mnie pochłonęła, nie byłabym sobą, gdybym przeszła obok niej obojętnie, o!
       Dopiero jego kolejne słowa sprawiły, że stałam się nieco bardziej czujna i spojrzałam na niego pewniej.
       - Dobrze znam twoje zapędy, ale lepiej posłuchaj mnie grzecznie, bo będę zmuszona w inny sposób odwołać się do twojego rozsądku - posłałam mu uśmiech, z gatunku tych, które jasno mówią, że nie ma tu miejsca na żarty. Oczywiście gdyby chciał, to i tak takie miejsce by znalazł, a ja… pewnie bym mu to wybaczyła. To jednak nie przeszkadzało mi w prezentowaniu swojej jakże dojrzałej postawy. Co z tego, że on wiedział, jaka jest prawda? Znał mnie za dobrze, ale chyba nigdy mi to nie przeszkadzało. Nawet w udawaniu, że jestem groźniejsza, niż byłam w rzeczywistości.
       Nad jego ramieniem kolejny raz spojrzałam na rudowłosą i nieznajomego mężczyznę. Nie umknęło mi to, jak ją dotykał i przyznaję - byłam tym faktem zaskoczona. Szok jednak minął tak szybko, jak dotarło do mnie, że Trahearn nie zamierza odstawiać mnie na wózek. Posłałam mu nadąsane spojrzenie, ale jako, że sam patrzył przed siebie, nie widział, jak ten wyraz się zmienia w szczery wyraz ulgi i zadowolenia, może nawet dziwnego szczęścia? Wcale nie przeszkadzało mi, że mnie niósł, to były pozory, które powinna stwarzać osoba na wysokim stanowisku. Sama Larivia, poza mundurem, poza rangą… pierwszy raz od dawna na tym statku czuła się tak, jakby faktycznie była na swoim miejscu.
       Znaleźliśmy się w mojej kwaterze, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby skupić się na pytaniach. Żałowałam tylko, że nie ja pierwsza zabrałam głos. Teraz musiałam przyznać się do czegoś tak żałosnego, jak wypadek i to jeszcze przyznać się do tego przed nim! Nie dało się opisać uczucia zażenowania, jakie w jednej chwili mnie dopadło.
       - Napadli nas piraci - czułam, że chciał poznać historię, a nie po prostu usłyszeć, że mam uszkodzone nogi, bo to chyba już sam zauważył. - W czasie ataku zablokowali główną śluzę, podpinając się przy okazji do naszych zapasów tlenu i paliwa. Nie dało się ich odciąć zdalnie, a żołnierze byli zajęci walką… - ciężko dobierało mi się słowa. Wzrok miałam mętny i czułam się tak, jakbym znów tam była. - Nie mogłam siedzieć i patrzeć, jak inni umierają. Uznałam, że szybko odblokuję śluzę, ale kiedy to robiłam napadł mnie jeden z piratów. Mocno mnie pokiereszował... - zaśmiałam się, chociaż nie było w tym w zasadzie nic zabawnego, ale jakoś tak wydawało mi się to dobrą reakcją obronną na to wszystko, co teraz czułam. Potarłam się po ramieniu, tylko po to, żeby zająć czymś ręce. - Chciał chyba zmiażdżyć mi głowę przy użyciu drzwi, ale no... zanim się zamknęły udało mi się tak przemieścić, że tylko uda zostały w nie złapane - nie wiem kiedy mój ton głosu zelżał na sile, teraz już praktycznie balansował na granicy szeptu.
       Od jakiegoś czasu wzrok miałam utkwiony z swoich kolanach. Było mi głupio go podnieść, naprawdę bałam się tego, co może powiedzieć, jak mnie oceni. Pewnie dlatego uznałam, że dobrym wyjściem z tej sytuacji będzie wydanie sobie samej oceny, oczywiście krytycznej. Wolę sama za tym stać, niż usłyszeć reprymendę z jego ust.
       - No i widzisz, teraz jestem bezużytecznym elementem. Gdybym była silniejsza, zabiłabym tamtego bydlaka od razu, ale ja... sama nie wiem, co sobie myślałam. P********* się z tym, jak gówniarz, a po wszystkim... no bo właśnie, zabiłam go w końcu i po tym wciąż nie mogę się z tym pogodzić... - mówiłam dużo, może nawet za wiele, by z łatwością to wszystko przyswoił. Kiedy to do mnie dotarło, natychmiast zasznurowałam usta. Wytrzymałam tak chwilę.
       - No i kapitan mnie nienawidzi. Teraz ma jeszcze powód, bo nawet ubranie się stanowi dla mnie problem. Każdego dnia średnio kilka razy boję się, że ktoś, kogo przydzieli mi do pomocy odkryje... sam wiesz, co - dokończyłam, unosząc dłonie, po czym pierwszy raz sama nie wiem od kiedy zaczesałam włosy za uszy, odsłaniając je przy tym. Było to z jednej strony dziwne, ale z drugiej... kiedy ostatnio nie musiałam udawać? Nie sądziłam, że tak mi tego brakowało.

Ostatnio zmieniony przez Deny (27-02-2019 o 19h28)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#230 02-03-2019 o 18h07

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 622

____________https://i.imgur.com/DzOGWjC.png

        Stałem przed łóżkiem, pośrodku pokoju, z rękami puszczonymi luźno wzdłuż tułowia i lekko przechyloną w bok głową. Z czujnym spojrzeniem zogniskowanym w okolicach twarzy dziewczyny, a jednak wciąż z silnym widzeniem peryferyjnym intersującym się otoczeniem i ewentualnym ruchem. A jednak pokój był cichy, spokojny i, nie licząc naszej dwójki, pusty. Po mojej wcześniejszej swobodzie i głupich żartach nie został teraz nawet ślad. W końcu znajdowaliśmy się tu zakryci przed wzrokiem osób trzecich, niepożądanych, obcych.
        Nieporuszony, słuchałem opowieści Larivii, wyobrażając sobie to zajście i zapisując to jako kolejny punkt na liście rzeczy ważnych do dowiedzenia się o tym statku. Zaczynałem nawet żałować, że nie słuchałem Eriona. Wróć. Zacząłem, kiedy zobaczyłem uroczą panią kapitan.
        Odnotowałem drobne załamania i wzniesienia w głosie blondynki podczas trwającej opowieści, z resztą nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć jej niepewne gesty, uciekające spojrzenie i nerwowy śmiech. Nie przerywałem jej, słuchałem w skupieniu, ale to jedno zdanie wryło mi się w myśli mocniej, niż wszystkie inne razem wzięte.
        — Pierwszy raz? — zapytałem, kiedy wreszcie zapadła cisza. Nie uśmiechałem się, nie ruszałem i pozostawałem w równowadze powagi oraz skupienia. To nie był żaden żart ani gra słowna, od razu więc dodałem uzupełnienie: — Pierwszy raz kogoś zabiłaś?
        Druga godna mojej uwagi informacja wywołała moją bardziej subtelną reakcję, której nie ubrałem w słowa. Czy Phoenix naprawdę mogła kogoś nienawidzić? Wyglądała na taką... przyjazną. Ale jeśli tak, jeśli faktycznie między nimi dwiema coś było, wkrótce dokładnie będę wiedział, co to takiego. A teraz, zamiast dalej knuć w myślach, skupiłem się ponownie na kobiecie, która wyglądała na nieszczęśliwą, słabą i taką... Kruchą. Zawsze taka dla mnie była, to oczywiste, bo większość ras była, mnie w tą gromadę w ludzkiej powłoce włączając.
        Mimo to, kruchość istoty siedzącej przede mną zawsze była czymś więcej. Jak maskotka, którą chciałem ochronić.
        Zrobiłem jeden krótki krok pozwalający mi znaleźć się tuż przed jej bezwładnymi nogami, a potem znów przykucnąłem, po raz drugi w ciągu piętnastu minut przed Larivią. Chciałem, żebyśmy byli na równo, chciałem też, żeby na mnie popatrzyła.
        — Jeśli chcesz, postaram się o to, żebym to ja był przydzielony ci do pomocy — powiedziałem miękko, bez szmeru emocji czy współczucia w głosie. Z pewnością ja nie chciałbym od niej współczucia w takiej sytuacji, bo ono powodowałoby we mnie wstyd i wyglądałoby na użalanie się, a to stawiałoby mnie w niekomfortowej sytuacji. Poza tym, to była tylko luźna propozycja. — W końcu mam zostać osobistym asystentem pani kapitan Wymówię się naszą znajomością i moją ogromną troską o twój stan zdrowia. I oczywiście wątpliwościami co do kompetencji przydzielanych ci innych ludzi — dodałem z krzywym uśmiechem. Wiedziałem dobrze, co to znaczy ukrywać się. Może o to w tym wszystkim chodziło, może to tak na mnie działało i w obecności Larivii wypaczało mój egocentryzm.
        Jak dobrze, że poza nami nie było tu naprawdę nikogo innego. Zastanawiałem się nad kamerami, a raczej ta wojownicza, podświadoma, podszyta pod skórą część mnie się zastanawiała, ale w zasięgu wzroku żadnej nie dostrzegłem.
        — Ludzkie powłoki są koszmarnie słabe — mruknąłem jeszcze pod nosem, ni to do niej, ni to do siebie. Chodziłem w niej tyle lat, ale nie potrafiłem zapomnieć poczucia mocy, które wypełniało moją oryginalną powłokę, kiedy ją przybierałem. — Ale mają też swoje plusy. Wiesz, że ludzie ze wszystkich ras odczuwają prawdopodobnie największą przyjemność? W końcu mój wybór nie mógł być przypadkowy. — Uśmiechnąłem się ponuro, choć w innych okolicznościach pewnie bym się wyszczerzył. To akurat nie miało nic wspólnego z moim wyborem – no dobrze, żeby oddać sprawiedliwość, może odrobinę – ale drobne kłamstwa w nieistotnych kwestiach były dla mnie chlebem powszechnym, robiłem to prawie odruchowo. W sprawach ważnych z resztą również.
        Wiedziałem, że to nie był zbyt dobry moment na żarty, zwłaszcza jeśli Larivia po raz pierwszy odebrała komuś życie. Dlatego oczekiwałem jej odpowiedzi w nienaturalnym napięciu.

Ostatnio zmieniony przez Valeriane (02-03-2019 o 18h22)


https://zapodaj.net/images/af821556f05b1.gif https://i.imgur.com/0NONn92.gif

Offline

#231 04-03-2019 o 21h42

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
   Na jej twarzy zagościł minimalny, aczkolwiek niebywale delikatny uśmiech, który nie utrzymał się dłużej niż pięć sekund. Reakcja drugiego oficera miło zaskoczyła Eais, chociaż jego odpowiedź nie powinna być czymś zadziwiającym dla czarnowłosej, ponieważ oboje byli nadwyraz spokojni i wyciszeni, a przede wszystkim nienaturalnie apatyczni, co było dosyć krępujące dla trzecich osób, gdy chcieli nawiązać kontakt z Eais lub Gabrielem.
   Pokiwała głową, gdy cyborg oznajmił, iż o niczym specjalnym nie myśli. Zawiadomił on również, że pozwolił sobie na nieco inną formę relaksu, gdyż jako taka kreatura nie mógł sypiać. Długowłosa kobieta mruknęła cicho pod nosem, aczkolwiek wystarczająco wyraźnie, by Gabriel mógł usłyszeć, iż rozumie jego odmienny odpoczynek. Przyglądała mu się uważnie, a głównie jego zobojętniałej twarzy, z której nie dało się czegokolwiek wyczytać. Byli pod tym względem podobni do siebie, wręcz tacy sami - nieczuli i apatyczni, i nie ufali byle komu. Wiedziała jednak, iż Gabriel jest naprawdę dobrą istotą, na którą można liczyć. Wiele razy to udowodnił i przyczynił się do tego, że każdy to zauważył. Powiodła następnie wzrokiem za kamieniem, który wyrzucił przed siebie ku jeziora. Odbił się od tafli wody aż cztery razy. Był to dla Eais wyjątkowo zdumiewający oraz interesujący widok, gdyż nigdy wcześniej nie widziała tak niezwykłego zjawiska, jakim było słynne puszczanie kaczek. Kamyk natychmiast poszedł na dno, lecz ta wciąż nie odrywała swych ślepi od miejsca, w którym ostatni raz widziała przedmiot. Odlepiła swe oczy od obserwowanego punktu dopiero wtedy, gdy kątem oka dostrzegła, iż Gabriel wyciągnął w jej stronę mechaniczną rękę z kolejnym kamieniem. Przyglądała się przez chwilę kamykowi, który swobodnie leżał na jego dłoni, po czym szybkim ruchem wzięła ofiarowaną przez niego rzecz.
   - Nie, nigdy nie miałam okazji popuszczać kaczek. - oznajmiła, wpatrując się w trzymany kamień. Nie wiedziała dokładnie, co ma z nim zrobić. Podniosła wzrok znad obiektu i obserwowała poczynania Gabriela, by następnie powtórzyć każdy jego ruch. Rzuciła kamykiem, który raz się odbił od tafli jeziora, po czym poszedł na dno. Usłyszawszy ciekawostkę - kącik jej ust delikatnie drgnął ku górze.
   - Musiało to być zdumiewającym doświadczeniem. - odparła przerażająco spokojnym tonem głosu.
   Po chwili do jej uszu dotarł kobiecy głos. Automatycznie odwróciła się, by odnaleźć źródło tego dźwięku. Ujrzała rudą kobietę, którą dotychczas nie miała okazji widzieć, a odrobinę za nią stał... Asterion. Zamrugała kilkakrotnie oczyma, będąc kompletnie nie wzruszoną obecnością technika. Miała jednak nadzieję, iż w obecnej chwili nie będzie niemiły wobec niej. Powróciła swymi pustymi ślepiami na kobietę, która przedstawiła się jako Dorothy Deamonne. Szeroki uśmiech, który zagościł na jej twarzy sprawił, iż Eais dopadła nostalgia, gdy pierwszy raz zapoznała się z Larivią oraz Maiem, aczkolwiek ta wizja szybko prysła, ponieważ dostrzegła, że gest Dorothy nie był pewny. Nie zareagowała na to jakoś specjalnie, bo nie wiedziała jak, to po pierwsze, a po drugie - nie znała się na emocjach i uczuciach.
   - Eais. - przedstawiła się krótko.
   - Mi również miło ciebie poznać. - dodała, chcąc urozmaicić swoją wypowiedź, by nie brzmiała chłodno ani oschle, jednakże nie miała pojęcia, czy jej starania dały jakiekolwiek rezultaty, ponieważ słowa, które padły z jej ust wciąż były doszczętnie obtulone apatycznością.
   Obserwowała ruchy oraz zachowanie Dorothy z lekkim zaciekawieniem. Przypominała jej dziecko, które interesowało się wszystkim i niczym. Było to całkiem urocze. Schyliła się, by chwycić kolejny kamień, po czym ponownie rzuciła nim w stronę jeziora w ogromnym zamyśleniu. Ciekawiło Eais to, co robili Neil, Mai i Larivia, czy dobrze się bawili. Wracając do aktualnej chwili, to ona również miło spędzała czas. Przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż odczuwała przyjazną i swobodną atmosferę w towarzystwie Gabriela, Dorothy i Asteriona.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#232 07-03-2019 o 20h18

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 056

post sponsorowany przez kosmicznego dostawcę paczek, dziękuję za przesyłkę wsparcia ♥

________________________ Gabriel Campbell

    Gabriela zaskoczyło to, że nie było tak bardzo niezręcznie jak się spodziewał. Nie wiedział o czym miałby rozmawiać z Eais, ale najwidoczniej nie trzeba było zbyt dużo rozmawiać. Uważnie obserwował ruchy dziewczyny, kiedy ta rzuciła kamykiem – od razu zaczął znikać pod taflą wody.
-Rzadko się udaje za pierwszym razem – oznajmił spokojnym głosem.  Chciał dać kobiecie wskazówkę, ale nim to nastąpiło, na małym skrawku kamienistej plaży pojawiły się dwie osoby. Gabriel automatycznie się spiął.
    Pierwszym powodem był Asterion. Bardzo go lubił, ale on i Eais niedaleko siebie byli zdecydowanie złym pomysłem.  Na dodatek zostali przyłapani na puszczaniu kaczek! Nie było to nic złego, nie flirtowali ze sobą, czy robili cokolwiek niestosownego, ale swego czasu na Ziemii puszczanie kaczek było uznawane za typowo męskie. Nie wiedział czy Asterion o tym wiedział, ale Gabriel zdecydował się denerwować na zapas.
    Drugim powodem był fakt, że w nieformalnej sytuacji był otoczony przez, aż trójkę kosmitów. Nie miał żadnego problemów czy obaw, kiedy jako drugi oficer zarządzał podwładnymi, dobrze sobie radził i nie miał sobie nic większego do zarzucenia. Poza swoją rolą niezbyt dobrze radził sobie w tak dużym gronie, które na dodatek nie było mu znane całkiem dobrze. Nieszczególnie był chętny do poznawania innych, niechętnie dawał się poznawać, trudno było mu nawiązywać jakiekolwiek relacje. A gdzie teraz był? Na plaży, przy jeziorze. Z Eais, którą lubił, ale przy Asterionie, którego też lubił, ciężko było mu się nie denerwować oraz Dorothy, co do której miał mieszane uczucia, ale przede wszystkim – prawie w ogóle jej nie znał.
    Gdyby nie lata ukrywania emocji, podskoczyłby i uciekł jak najszybciej. Jednak musiał zachować twarz, nie mógł zrobić nic, co wskazywałoby na to, że jakiekolwiek emocje kiedykolwiek posiadał. Stał pozornie spokojnie w miejscu, spokojnie wzrokiem wodząc za rudą czupryną, nie ruszał się, utrzymywał obojętność na twarzy, w ogóle nie dając po sobie poznać, że jest cokolwiek nie tak.
    O dziwo, zdenerwowanie Gabriela minęło, gdy tylko Dorothy zaczęła w dość śmieszny i nieumiejętny sposób puszczać kaczki. Ukrywać pozytywne emocje było zdecydowanie łatwiej niż negatywne, więc wewnętrznie odetchnął z ulgą. Nie zaśmiał się, nie uśmiechnął się.  Za to sięgnął po płaski kamyczek i podał go w stronę podoficer.
-Trzymaj, ten będzie lepszy – wręczył kobiecie kamyczek.  Rzucił jeszcze jedną wskazówkę w stronę obydwóch dziewczyn i z obojętną twarzą udawał, że wszystko jest w jak najlepszym stanie.  Wydawało mu się, że przypomina jamnika z pewnego starego, ziemskiego memu, który kiedy wszystko wokół niego się pali, mówił, że wszystko jest dobrze.
    Postał chwilę przy Dorothy i Eais. Ruda wydawała się całkiem radosna, za każdym razem kiedy kamyk odbił się od powierzchni. Zupełnie jak dziecko. Ostatnio jak ją widział, miał wrażenie, że była pełna goryczy i smutku, po śmierci Nes’ miry.  Dlatego po kilku chwilach, kiedy kolejny kamyczek zniknął pod wodą, Gabriel schylił się i wybrał dwa płaskie kamyczki.
-Jak się czujesz? – spytał podając jej jeden z nich.  –Dobrze się odżywiasz? – dodał, nie mając pojęcia jak w inny dyskretny sposób wyrazić swoje zaniepokojenie, po czym, dla niepoznaki, sam puścił kaczkę. Tym razem, kamykowi udało się odbić aż sześć razy.


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#233 15-03-2019 o 21h33

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 330

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

          Phoenix nigdy nie zmieniała zdania o kimś. Taką już miała naturę, w parze z jej godną podziwu determinacją szedł  porażający, odstręczający upór. Jeśli ktoś chciał być miły, określał ja jako bezkompromisową, jeśli nie - upartą jak osioł.
          Nie polubiła nowej pierwszej pilot, nie dało się tego ukryć, ale przyprawiało ją to o wywracające wnętrzności wyrzuty sumienia, co było do niej niepodobne. Byłoby jej łatwiej, gdyby ktoś inny podzielał tę jej dziwną animozję wobec Pierwszej, ale było wręcz przeciwnie. Wyglądało na to, że Larivia Surival ma na statku więcej przyjaciół niż kapitan. Phoenix uznała, że to ze strony jej samej zwykła zazdrość, a w tym przekonaniu utwierdziło ją zachowanie Trahearna wobec Larivii i własna reakcja. Wyglądało na to, że tamci byli dobrymi przyjaciółmi i Phoenix postanowiła, że nie poświęci tej kwestii ani jednej myśli więcej.
          Mimo wszystko zrobiła krok w kierunku Larivii, jednak inni ją ubiegli, więc postanowiła dać sobie spokój. Poza tym wiedziała, pierwsza pilot i tak nie doceniłaby jej pomocy. Dlatego bez wyrzutów sumienia odwróciła się do Vihre i uśmiechnęła się do niego.
– Ja też go polubiłam – powiedziała.
Nie zareagowała, kiedy odgarnął kosmyk jej włosów, zbyt przejęta jego słowami. Czyli było po niej widać, że coś jest nie tak. Niedopuszczalne.
– Dziękuję, Vihre. To czarujące, że znasz ziemskie legendy – uśmiechnęła się. – W takim razie wiesz zapewne, że feniksy umierają i rodzą się na nowo. Może to akurat mój moment przejściowy – Wzruszyła ramionami, żeby nie wyszło zbyt patetycznie i zaśmiała się nerwowo. Tym razem zwróciła uwagę, że dotknął jej szyi, przez przypadek. Jednak to, że w ogóle mu się to udało znaczyło, że stoi za blisko. Zrobiła krok do tyłu.
– Sporo się wydarzyło i powinnam wam powiedzieć, tobie i Trahearnowi, zanim dotrą do was jakieś… plotki. Ale to nie czas i miejsce – Rozejrzała się. Surival i Trahearn zniknęli, jednak kilka osób stało i dyskutowało na korytarzu. Mieli do tego prawo, w końcu i tak nie było żadnej pracy do wykonania.
– Bywało gorzej. Jeśli masz ochotę, możemy napić się kawy u mnie, noc jeszcze młoda. Poza tym wydaje mi się, że Trahearn nie wróci szybko, więc mamy sporo czasu.
          Vihre nie miał obowiązku słuchać o jej problemach, ochoty zapewne także, choć może w tym momencie zdawało mu się inaczej. Nikt nie chciałby słuchać o takich rzeczach. Jednak była przekonana, że powinna mu powiedzieć. Jemu i Trahearnowi. Tak byłoby sprawiedliwie. Zasługiwali na to, żeby dowiedzieć się od niej, a nie z szeptów załogi, poza tym w pewnym sensie należało to do jej obowiązków. Chociaż może do głosu doszła też resztka jej zranionej dumy. Chciała najpierw opowiedzieć historię z własnej perspektywy, zanim ktoś inny przedstawi ją w najgorszym świetle.


MY DOCTORS CAN'T EXPLAIN MY SYMPTOMS OR MY PAIN
https://66.media.tumblr.com/c293c158380fdad50159a11eff58f399/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo5_400.gif https://66.media.tumblr.com/721c94f87811cddcc6440f89cc261237/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo3_400.gif

Offline

#234 15-03-2019 o 23h45

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     W momencie, w którym Neilowi mignęła w oddali znajoma postać, kawałek jedzenia upadł na spodnie pierwszej pilotki. Zdezorientowany, spojrzał szybko to na plamę, to na twarz kobiety, która wyrażała głębokie zamyślenie. Zmarszczył brwi, ale kiedy ponownie się odwrócił, nie zobaczył nic szczególnego. Larivia równie szybko postanowiła ulotnić się z ich towarzystwa w celu pozbycia się plamy. Neil chciał skwitować dziwność tej sytuacji, spojrzeć niezręcznie w stronę Mai’a, ale zamiast tego pogrążył się w myślach. Miał wrażenie, że oboje zobaczyli kogoś niezwykłego, ale nie był pewny, czy chodzi o tę samą osobę.
     Minęło dużo czasu, a rozmowa nie potrafiła zacząć kleić się tak dobrze, jak wcześniej. Nieobecność Rivii dłużyła się, ale Neil uznał, że martwienie się o nią byłoby przesadą. Mimo wszystko, powodem szybkiego urywania się kolejnych tematów były jego osobiste przemyślenia na temat tego, co widział.
     Taki ogon miała tylko jedna osoba w całym wszechświecie- i był to przyjaciel.
     Zaczął stukać palcami o blat, nieświadomie, coraz szybciej i głośniej. Siedzieli już przy pustym stole, więc zaczynało być to widoczne nawet z daleka. Osoby z sąsiedniego stolika posłały mężczyźnie pytająco-karcące spojrzenie, a on cofnął rękę niemal momentalnie.
     -Mai- odezwał się w końcu, czując, że nie wytrzyma dłużej w niepewności. Uznał, że musi to sprawdzić, dla świętego spokoju. –Skoro Rivia nie wraca, przeproszę cię na chwilę. Muszę pilnie zapytać o coś panią kapitan. Gdyby coś mi się przedłużyło, powiadomię cię komunikatorem, w porządku?- Z tymi słowami uniósł nadgarstek z urządzeniem, który wyglądał jak zegarek.
     Wstał od stołu. Nie potrafił pohamować chęci śpieszenia się- on już obmyślał, wyprzedzał, gdybał. Zasunął krzesło niedbale, uśmiechnął się niepewnie do inżyniera i opuścił duże pomieszczenie.
     Na korytarzu nie zastał nikogo, ale nie było to dla niego zdziwieniem. Rozglądając się uważnie na boki na kolejnych i przy zakrętach, zbliżał się ku gabinetowi swojej przyjaciółki. Musiał liczyć się z różnymi sytuacjami, ale najbardziej przygotował się na tę, w której w pomieszczeniu zastać miał więcej osób. Powodów, dla których nie powinien się wtrącać było więcej niż tych, które zdołał wymyślić jako realnie brzmiące usprawiedliwienie. Zamierzał zapukać tyle razy, ile miał w zwyczaju, w ten sposób, w który Phoenix z łatwością rozpoznawała, że to on znajdywał się za drzwiami. Miał zamiar użyć praktyki tajemniczego wparowania pod tytułem „przepraszam, ale to bardzo pilne i nie może czekać”. Nie zdążył jednak ani zapukać, ani otworzyć drzwi przed udzieleniem na to zgody. Tych, których szukał, zastał niedaleko gabinetu. Zdołał wypowiedzieć tylko jedno słowo- imię.
     -Vihre.
     Drzwi kliknęły za plecami Neila, a sam mężczyzna poczuł się, jakby odmłodzono go kilka lat. Z niedowierzeniem przeniósł wzrok na Phoenix, a później znowu na Herssahanina. Zaczął już się uśmiechać. Nie myślał o tym, czy Vihre przebywał na Hyperionie chwilowo, czy na dłużej. Po prostu cieszył się, że go widzi. I cieszył się jak dziecko.
     -Phoenix, Vihre… przepraszam, że pojawiam się tak nagle i wtrącam w rozmowę, ale, Vihre, mignąłeś mi na korytarzu, musiałem sprawdzić, czy to ty.
     Miał ochotę go uściskać, ale wiedział, że nie powinien. Mimo tego, że był mu prawie tak bliski, jak Xelle Axel, a na Faexie nie wstydzono się okazywać uczuć przyjaciołom i Vihre o tym wiedział, cichy głos napominał go, że nie wypada. Zacisnął usta, powstrzymując się od powiedzenia mu czegoś oczywistego. W nieuwadze potrącił rękę Phoenix własną- zrobił to dość szybko, przez co uderzył ją lekko.
     -Aj!- Chwycił jej dłoń, przykładając wierzch swojej do miejsca uderzenia, ale przeprosiny utknęły mu w gardle.
      –Vihre, tak się cieszę, że tutaj jesteś, nie widziałem cię prawie… to już prawie pięć lat!- Wpatrzony w przyjaciela rodziny jak w obrazek, niekoniecznie był świadomy tego, co robił z ręką pani kapitan.


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#235 16-03-2019 o 03h55

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

..............................................................https://i.imgur.com/ywCk3vN.png


       Mój śmiech nadal rozbrzmiewał w mojej głowie, a przecież już się nie śmiałam. Mimo to ten dźwięk zdawał się być nadal żywy, przecinać powietrze, mącić ciszę. Śmiech, który miał coś zamaskować, pokazać, jaka jestem zdystansowana, jaka silna. Miał zamydlić oczy stojącego przede mną mężczyzny, by ten nie odgadł co pod tą fasadą się rozgrywa... bo tego ja sama nie byłam nadal pewna. Teraz zdałam sobie jednak z czegoś boleśnie sprawę. Tak długo, jak długo przebywałam wśród ludzi, którzy mnie nie znali, łatwiej było zachować twarz. Kiedy natomiast był przy mnie Trahearn, coś absurdalnego łamało mnie od środka, jakbym jego może nie tyle nie mogła, co nie chciała oszukiwać.
       W tym wszystkim było jego pytanie. Te, które doprecyzował, chociaż wcale nie musiał. Zachłysnęłam się nim, wraz z porcją chłodnego powietrza.
       Tak... Pierwszy raz. Co to jednak zmienia? Czy za drugim razem ma być łatwiej, czy z czymś takim naprawdę można się oswoić? Czy ja w ogóle chciałabym się z tym oswajać? Przez ostatnie dni kilka razy usłyszałam o tym, że to w obronie własnej, ale nie dbałam o takie usprawiedliwienia. Życie jest życiem. Moje być może wcale nie należy do bardziej wartościowych, niż tamtego pirata. Ja również łamałam prawo, a rozwodzenie się nad tym, kto złamał je bardziej, a kto mniej budziło we mnie obrzydzenie.
       Podniosłam na niego spojrzenie dopiero, gdy znalazł się na mojej wysokości. Czoło miałam zmarszczone przez brwi, których wewnętrzne kąciki wzniosłam wysoko. Nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam zagubiona bardziej, niż mogłam przypuszczać, bo przez ostatnie dni o wiele łatwiej było mi udawać, że znam swoją powinność. To miejsce tego wymagało, bo załoga, która nie znała moich tajemnic nie zabiegała też o poznanie moich uczuć, tego, co się kryło głębiej. Z Trahearnem było inaczej i nie wiedziałam jeszcze, czy bardziej mnie to cieszy, czy niepokoi.
       - Tak, to był mój pierwszy raz - odpowiedziałam głucho, nie nabierając powietrza do płuc, z oczami pozbawionymi plasku. W głowie miałam jeszcze miliony słów, przemyśleń, tłumaczeń. Wiele zdań, które przeciągnęłyby ten temat w długą konwersację, ale zamiast zacząć je z siebie wylewać, zacisnęłam tylko dłonie z pięści i skrzyżowałam nasze spojrzenia. - Chcę - i ja też się uśmiechnęłam, z początku nieśmiało, ale szybko ten gest się poszerzył. Uśmiech był zbawienny, a powody do niego doceniałam teraz bardziej, niż wcześniej. - Osobisty asystent, tak? Ustawiłeś się - zaśmiałam się cicho, jakby widmo wcześniejszego tematu wcale nie istniało. - Tylko nie przesadzaj z tą ogromną troską, żeby nie powstały jakieś nieprzyjemne plotki, które podważą nasz autorytet na tym statku - pokręciłam głową na boki, bo chociaż zaczęłam mówić bardzo rzeczowym tonem, to ten szybko przerodził się w dość żartobliwy.
       Wzięłam głębszy wdech, naprawdę ciesząc się, że go tutaj mam. Miałam nadzieję, że jest tego świadomy, że nie muszę mu o tym mówić, bo chyba nie znałam odpowiednich słów do takich wyznań.
       - W ramach pierwszej pomocy... w szafie są zapasowe spodnie, jak widzisz te miały bliskie spotkanie z moim obiadem - skrzywiłam się, wzrokiem zjeżdżając w dół, na materiał, który pokrywał moje nogi, a który nadal był poplamiony. Wtedy też zaczęłam się zastanawiać nad jego słowami odnośnie powłok.
       Przechyliłam lekko głowę do boku, ciekawa pointy jego wypowiedzi. Zawsze gdy mówił o swoich zdolnościach byłam zafascynowana, a dodatkowo teraz każdy temat zdawał się być czymś, czego mogłam się uczepić, byleby nie utonąć w myślach o popełnionej przeze mnie zbrodni.
       - Nie rozumiem... - przyznałam bez bicia, chociaż do niewiedzy przyznawać się nie lubiłam. Zmarszczyłam nos, patrząc na niego intensywnie. - Jak to największą przyjemność? Przecież tego się nie da porównać, to kwestia charakteru, jeden z czegoś ucieszy się bardziej, a drugi... - rozpoczęłam swój monolog, ale jakoś tak po jego minie widziała, że nie tędy droga i straciłam zapał, znów dając sobie chwilę do namysłu. - No chyba, że chodzi ci o coś konkretnego - myślałam na głos, dodając dwa do dwóch i wtedy mnie olśniło. Na mojej twarzy pokazał się triumf, który zniknął z niej po zaledwie sekundzie, ustępując miejsca zawstydzeniu. - Jesteś niemożliwy! - skwitowałam go na moment zasłaniając twarz dłońmi, w nieco dziecinnym odruchu.
       Kiedy natomiast ten odruch minął, nie zabrałam dłoni, ale rozchyliłam palce tak, żeby móc go spomiędzy nich podglądać, wcale niedyskretnie. Z resztą łobuzerski uśmiech też do dyskretnych nie należał.   
       - Jestem ciekawa... jak sprawdziłeś tą tezę, hm?


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#236 17-03-2019 o 08h46

Straż Obsydianu
Ermira
Żołnierz Straży
Ermira
...
Wiadomości: 615

                                                                                                                       D       O       R       O       T       H       Y             D      E      A       M       O       N       N      E
     Fakt, że z taką radością podchodzi do najzwyklejszego puszczania kaczek mógł wydawać się nieco szokujący. Zwłaszcza, że przez ostatni tydzień z trudem odpowiada na uśmiechy czy przywitania, jedynie odmrukując na nie niedbale, bądź krzywiąc się niezmiernie, jakby ironicznie przedstawiając sobą  szczęśliwego człowieka.
     Na troskę Gabriela Campbella z początku odpowiada najzwyklejszym zmieszaniem.
   — Dobrze? — odpowiada niepewnie — Oczywiście, że nadal... nie jest tak jak powinno być, ale... — chwilę się zamyśla — Otrzymałam dużo wsparcia... które, co muszę przyznać, było i jest mi bardzo potrzebne — zaczyna nerwowo grzebać butem w ziemi — Dziękuję za troskę, to miłe — bierze do ręki jeden z płaskich kamieni.
     Zerka na pannę Eais i uśmiecha się delikatnie. Następnie podchodzi do jeziora, żeby z impetem rzucić płaski kamyk w stronę tafli wody, mając szczerą nadzieję, że ten - po wskazówkach jakie udziela jej Campbell - odbije się od niej chociaż raz. Wynik przerósł jej oczekiwania.
   — Ooo! Gab... Panie Campbell — poprawia się szybko, wiedząc, że nie powinna z taką beztroską odzywać się do osoby wyżej w statkowej hierarchii — Odbił się trzy razy!  T R Z Y  R A Z Y ! — uśmiecha się szeroko z niemałą ekscytacją chwytając jego blaszane ręce.
     Dużo czasu kumuluje w sumie dobre emocje, nie dając sobie nawet szansy na uwolnienie ich. Nawet na chwilę nie dopuszcza do siebie myśli, że Nes czy Erin zdecydowanie wolą gdy się uśmiecha, aniżeli z taką upartością trzyma się smutku. Radość uwalnia się dopiero teraz, w momencie kiedy kobieta uświadamia sobie tę prawdę. Choć na pewno nadal czuje niebywały smutek i żal, to przynajmniej teraz nie jest sztuczna, a jej zachowania nie są wymuszone.
     Dopiero po dłuższej chwili puszcze go - po zapewne bardzo traumatycznym przeżyciu - i podchodzi do Eais, ażeby zrelacjonować jej sytuację z podobnym entuzjazmem.
   — A Tobie jak idzie? — pyta, intensywnie wpatrując się dziewczynie w oczy.
     Trzeba przyznać, że już dawno nie miała tyle zabawy. Zwłaszcza na Hyperionie. Ten statek w końcu będzie mógł się jej kojarzyć z czymś więcej niż tylko z nieprzyjemnymi wspomnieniami. Poznaje tu w końcu wiele wspaniałych ludzi, którzy z taką łatwością byli w stanie powierzyć jej tyle wsparcia i troski. W dodatku - choć na początku wiele osób krzywo na nią spogląda - już tylko mały odsetek obdarza ją tak jawnym brakiem zaufania i sympatii.
     To właściwie, nawet w świetle ostatnich wydarzeń, zaczyna ją szczerze cieszyć i otwiera jej drzwi do zaakceptowania nowych sytuacji, na które ostatnimi czasy z takim impetem rzuca ją los. Dodatkowo budzi się w niej nadzieja, że jeszcze chwila, jeszcze następna planeta i w końcu uda jej się dotrzeć do Erin. Już nie myśli o tym jak dziwnym byłoby zobaczenie jej po tylu latach, a raczej z jaką radością ją przywita.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (17-03-2019 o 08h52)


I   R E A L L Y ,   R E A L L Y   L I K E   T H I S   I M A G E
I    L I K E    I T    T O O
                             

Offline

#237 17-03-2019 o 19h47

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 056

__________________________ V I H R E  T E S S E I   F A R - A N  H R E L L

    Vihre był dość zadowolony z siebie, że udało mu się wywołać reakcję u Phoenix. Lekko machnął ogonem, jakby niby był rozdrażniony, niby zadowolony. Mimo wszystko – wolał, by się nie odsuwała.
-Jestem podróżnikiem Phoenix, oczywiście, że znam ludzkie legendy – odpowiedział jej. Przy kosmitach, których polubił, uśmiech niemal nigdy nie schodził mu z twarzy. Polubił Phoenix za jej upór, czasem ośli, ale lubił to gdy inni twardo stali przy swoich racjach. Nawet jeśli były błędne, bo Vihre, podobnie jak większość Herssahan, był zdania, że to dość rzadkie, by ktokolwiek inny miał rację i dobre poglądy. Nie mówił tego głośno, chociaż nie ukrywał swojego lekceważącego stosunku w pewnych kwestiach.
    Teraz rudowłosa nie chciała się zgodzić na podzielenie się emocjami. Vihre trudno było do niej docierać przez ten upór, ale nie miał zamiaru rezygnować. Będzie trudniej, kiedy teoretycznie to ona będzie miała nad nim władzę, ale chyba obydwoje zdawali sobie sprawę, że to będzie tylko formalność.
-Lubię twój upór mała Nix, ale myślę, że jestem bardziej uparty – odpowiedział jej.  – Chętnie dowiem się, co takiego się wydarzyło, ale zgodzę się, że to nie jest dobra chwila. W ogóle dzisiaj nie jest na to dobre. Jutro też nie będzie. Teraz jest czas wesołego święta i chciałbym, żebyś chociaż na chwilę poczuła się zrelaksowana i radosna i mam nadzieję, że jesteśmy w tym zgodni – to wcale nie było tak, że nie zamierzał przyjmować odmowy.
    W tamtym momencie miał zamiar udać się w stronę gabinetu koleżanki, by napić się czegokolwiek, najlepiej wody, może wina, ale na pewno nie kawy, o czym miał zamiar powiedzieć później, gdy usłyszał swoje imię. Odwrócił się w stronę znajomego głosu i się uśmiechnął. Szeroko i radośnie. Wyczekiwał tego spotkania.
-Cześć mały Neilo – przywitał się, nieco żywiej machając ogonem, niczym pies.  Nie widzieli się kilka lat, niby nic nie powinien się zmienić, a jednak. Vihre uważał to za niezwykle fascynujące – to jak inne rasy się zmieniały w, dla niego, krótkim okresie czasu. -Wątpię, byś mógł mnie pomylić z kimkolwiek innym – zaśmiał się.
    Z szerokim uśmiechem na twarzy, ignorując ból, kiedy z radością wywijał ogonem, patrzył co wyprawia Neil i nie potrafił ukryć rozbawienia. Musiał mieć ogromny szacunek wobec swojej kapitan, że nie przywitał się z nim tak wylewnie jak zazwyczaj. Na dodatek, wydawał się być z nią w bardzo dobrych relacjach. Mimo wszystko, ostatecznie się roześmiał. Nie tak głośno jak miał w zwyczaju, bo nadal go wszystko pobolewało, ale rozbawiło go to wszystko.
    -Nie wygłupiaj się Neil – oznajmił w końcu i oderwał dwójkę ludzi od siebie. Przyciągnął bruneta i przytulił go do siebie i przytulił na powitanie. –Dobrze Cię widzieć – oznajmił, ściskając go mocno. Tylko Phoenix mogła widzieć jak szeroko się przy tym uśmiechał. Po chwili go od siebie odsunął, zatrzymując dłonie na jego ramionach. – Nie zahaczyłem rogiem? – spytał oglądając twarz Neila – Nawet nie wiesz, jakie to niesamowite widzieć, jak się zmieniłeś w ciągu tych kilku lat. Zmężniałeś – dodał, nie przestając się uśmiechać.  Nie potrafił się też powstrzymać od tego, by uścisnąć go ponownie.  – Naprawdę dobrze Cię widzieć, mały Neil – powtórzył, po czym ostatecznie się odsunął.
    -Phoenix, nie będziesz miała nic przeciwko temu, żeby Neil do nas dołączył, prawda? – spytał. Po tym jak brunet traktował swoją kapitan miał nadzieję, że nie popełnił ogromnego nietaktu.  Uśmiechał się, nie mogąc już się doczekać, aż podaruje Neilowi prezent, a wspólna rozmowa w gabinecie będzie do tego idealną okazją.
-Zanim zostałem tutaj przydzielony, byłem przez jakiś czas na Faexie – wyznał po chwili Neilowi. – Mam dla Ciebie mały podarunek i myślę, że wspólna kawa, będzie idealną okazją, by Ci go wręczyć, nie sądzisz? – powiedział, spoglądając na Phoenix. Dla niej niestety nic nie miał, jej nie spodziewał się spotkać, a spotkania z Neilem wyczekiwał od jakiegoś czasu. - Dla Ciebie niestety nic nie mam, ale obiecuję, że wynagrodzę Ci to w inny sposób - dodał po chwili. Będzie musiał się naprawdę postarać, oprowadzając Nix po Cantarelli.


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#238 23-03-2019 o 23h39

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 330

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

          Vihre był świetnym rozmówcą, tak jak to zapamiętałam. Zawsze wiedział co powiedzieć i bez wysiłku potrafił poprawić mi humor. W dodatku jego starania wyglądały na szczere. Uśmiechnęłam się, kiedy wspomniał o uporze. Wyglądało na to, z będziemy mieli małe starcie charakterów. Nie przeszkadzało mi to, wiedziałam, że Vihre chce dla mnie jak najlepiej, chociaż tak krótko go znałam. Miałam wrażenie, jakbyśmy spędzili razem dużo więcej czasu, niż w rzeczywistości.
- Tak jest. - Z żartobliwym półuśmiechem skinęłam głową. W tym momencie zauważyłam zbliżającego się Neila. Już nawet nie dziwiło mnie to, że on i Vihre się znają, wyglądało na to, że Wszechświat jest mniejszy niż się wydaje. Uśmiechnęłam się ciepło, kiedy Neil niechcący mnie potrącił i w ramach przeprosin przytrzymał moją rękę przy sobie. W jego oczach mogłam wyczytać jak bardzo tęsknił za Vihre. Uznałam, że skoro Neil mu ufa, to ja też mogę.
- Nic nie szkodzi - zapewniłam Neila, mając na myśli zarówno jego pojawienie się, jak i nieostrożny ruch ręką. Nie cofnęłam swojej dłoni, ale właściwie nawet nie musiałam tego robić- Vihre przyciągnął go do siebie i szybko objął.
Byłam szczęśliwa, widząc, że tak dobrze się dogadują. Chciałam żeby wszyscy na pokładzie byli tak... Beztroscy? Nie, bzdura, Neil wcale nie był beztroski. Vihre również, mimo że mógł sprawiać takie wrażenie.
Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy Vihre zapewnił, z wynagrodzi mi brak prezentu.
- Zatem czekam z niecierpliwością. - Zaśmiałam się - Chodźmy.
          Poprowadziłam ich do gabinetu i zamknęłam za nami drzwi. Zwykle po wejściu do pomieszczenia od razu siadałam za biurkiem, ale teraz podeszłam do niewielkiej szafki obok regału z książkami.
- Na co macie ochotę, panowie? - Zapytałam, odsuwając drzwiczki - Mam kawę, herbatę, trochę wina, whisky i to zielone coś z Ulghur. Podobno skutecznie leczy kaca - Uśmiechnęłam się do Vihre znacząco.
          Postanowiłam nie zaczynać żadnego tematu. Chciałam dać im chwilę na rozmowę, poza tym ostatnio nie byłam zbyt rozrywkowym typem. I mimo tego, co powiedział Vihre, czułam, że temat mojej niekompetencji wyjdzie wcześniej czy później.
          Rzuciłam spojrzenie butelce whisky i sięgnęłam po herbatę dla siebie.


MY DOCTORS CAN'T EXPLAIN MY SYMPTOMS OR MY PAIN
https://66.media.tumblr.com/c293c158380fdad50159a11eff58f399/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo5_400.gif https://66.media.tumblr.com/721c94f87811cddcc6440f89cc261237/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo3_400.gif

Offline

#239 24-03-2019 o 00h35

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Najprzyjaźniejsze powitanie znacznie poprawiło mu humor. Jego uwaga skupiła się na przyjacielu rodziny tak bardzo, że zupełnie zapomniał o swoich planach na wieczór. Nie przeszkadzał mu nawet fakt, że Vihre zwracał się do niego tak, jakby nadal był dzieckiem. Być może przy niektórych wprawiłoby go to w zakłopotanie, ale wokół były same osoby, którym ufał. Poza tym, sposoby Vihre nazywania innych niekiedy jasno sugerowały, ile znał daną osobę. Neilowi to odpowiadało. W dalszym ciągu jednak nie mógł znaleźć odpowiedniego momentu, aby zapytać go, czy z nimi zostaje. Nie dlatego, że się wstydził bądź nie wiedział, w jaki sposób ma go o to zapytać. Miał za wiele pytań, za wiele rzeczy go ciekawiło i nie wiedział, od czego powinien zacząć. Po uścisku pokręcił głową z uśmiechem- w odpowiedzi, że nie, nie zahaczył rogiem o nic.
     -Moje wproszenie się będzie znakomitym pomysłem- wtrącił z udawaną subtelnością w kierunku Phoenix. Uśmiechnął się do niej szeroko.
     -Podarunek?- powtórzył cicho i niekontrolowanie. –Chętnie się z wami czegoś napiję, ale jeszcze chętniej będę rozmawiał.- W głowie Neila rozpoczęła się spekulacja na temat tego, czym mógł być podarunek od Vihre, ale zaprzestał tego, kiedy weszli do biura pani kapitan.
     -Weź mi to, co sobie, kochana- poprosił, nie chcąc robić jej problemu. Ani myślał o piciu, kiedy w pobliżu był ktoś, kogo można było zapytać o tak wiele rzeczy.
     Szybko zajął miejsce i zaczął skakać wzrokiem to na kobietę, to na mężczyznę, aż w końcu zaczął pytać.
     -Zostaniesz na Hyperionie?- zapytał. –Jutro miałem poznać nowego nawigatora i mam cichą nadzieję, że nie pojawiłeś się na Cantarelli z powodów zwykłych wakacji.- Kto znał galaktykę lepiej niż ktoś, kto był na każdej możliwej do odwiedzenia planecie? Neil był prawie pewny, że Vihre potrafiłby nawigować statkiem bez patrzenia na mapę.
     Kiedy ostatnim razem przydzielono mu nowego nawigatora, bardzo panikował. Tym razem skutecznie starał się nie myśleć o kolejnej zmianie w kadrze i wolno zmierzał do stanu, w którym śmiał myśleć, że mu się to opłaciło.
     -Czy długo byłeś w domu? Znaczy, miałem na myśli Faexę! I czy właściwie, było to dawno?- Neil nie potrafił udawać, że nauczył się nieco cierpliwości względem zadawania pytań a otrzymywania odpowiedzi. Z resztą, nie widział w tym sensu- rozmawiał z kimś, kto znał go na wylot, od czasów, w których był dzieckiem i nie miał jeszcze blizny na twarzy, od czasów, w których nikt jeszcze nie zaproponował wysłania Neila na pierwsze nauki o statkach kosmicznych.
     Zerknął na Phoenix oraz otwartą szafkę. Kiedy zobaczył w niej butelkę dobrze znanego mu alkoholu, przypomniał sobie o planowanym wyjściu do karczmy. Postanowił, że nie będzie go odwoływał. Najwyżej wyśle wiadomość do Maia, tak, jak uprzedził, że może to zrobić. Miał nadzieję, że nikt nie będzie miał mu tego za złe. Starymi znajomymi właściwie się nie przejmował. Jeśli miał się przejmować, to Rivią i Maiem. Ale w końcu oni też nie byli dziećmi, aby obrażać się o takie coś. Uznał, że nic się nie stanie, kiedy dołączy do nich na miejscu.


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#240 27-03-2019 o 20h06

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
   Puszczanie kaczek okazało się być zniewalająco przyjemną czynnością. Raz po raz brała kamienie i rzucała nimi na różnorakie sposoby, by w końcu zyskać upragniony efekt. Niestety, skałki nie należały do tych "posłusznych" i jak na złość - po jednorazowej kaskadzie na przezroczystej tafli jeziora - leniwie opadały na dno, by następnie pogrążyć się w wiecznym i błogim śnie. Eais nie sądziła, że puszczanie kaczek okaże się czymś tak bardzo skomplikowanym, aczkolwiek z pełną determinacją - nie zamierzała się tak łatwo poddać. Przymierzała się do kolejnej próby rzutu, którego nie zdołała wykonać, gdyż w tej samej chwili odezwał się Gabriel. Odruchowo odwróciła się w jego stronę, wpatrując się granitowymi oczyma w jego cyborgową posturę. Wydawało jej się, jakby wszystko z trudem przychodziło za pierwszym razem i poniekąd było w tym ziarnko prawdy, lecz znajdywały się przypadki, które potrafiły zadziwić już za tym pierwszym razem. Natomiast czarnowłosa kobieta uważała, iż nie należy do tego grona wyjątków. Momentalnie spuściła wzrok na kamień, który bezwładnie leżał na jej dłoni. Delikatnie go ściskała, jakby miał się rozpaść pod napływem większej siły. Zaczęła powolnie ocierać kciukiem o powierzchnie skałki, która była zadziwiająco gładka.
   Podniosła wzrok znad kamyka, by potem poobserwować Gabriela, Dorothy i Asteriona. Sprawiali wrażenie, jakby miło spędzali ze sobą czas, jakby naprawdę świetnie się ze sobą dogadywali, jakby łączyła ich ta niewidzialna więź. W pewnym sensie poczuła się trochę odległa od ich towarzystwa, ale nie wpłynęło to na jej jakiekolwiek "uczucia" czy "samopoczucie". Stała i przyglądała się im w kompletnej ciszy. Nie czuła potrzeby, by wtrącić się w rozmowę, by przypomnieć, że ona również tutaj przebywa. Powróciła ponownie swymi pustymi ślepiami na przedmiot, który nie miał zamiaru opuścić jej dłoni - ba, póki ona nie puści go w nikąd. Ile by nie podziwiała odłamka skały, to i tak nie była z nim doszczętnie powiązana, aby go zachować jak najbliżej siebie. Cisnęła nim przed siebie, zaś kamyk odbił się trzy razy od tafli jeziora, po czym dołączył do swoich pobratymców w głębinach. Niespodziewany progres sprawił, iż kąciki ust Eais delikatnie uniosły się ku górze. Poczuła się, jakby w końcu była na dobrej drodze, aby okiełznać umiejętność puszczania kaczek do perfekcji. Niewątpliwie wskazówki Gabriela były zawsze odpowiednio naprowadzające, po nich zawsze widziała rezultat w wykonywanych czynnościach czy gestach. Zawsze go uważnie słuchała, bo sama w sobie wiedziała, że cyborg radzi jej dobrze i słusznie.
   Reakcje Dorothy były dla niej czymś zupełnie nowym, wręcz niespotykanym od poszczególnych odruchów innych kreatur, więc z ogromną ciekawością rejestrowała jej każdy gest i mimikę twarzy. Była jak dziecko. To pewne. Cieszyła się z najmniejszych osiągnięć, chociaż czy powinna tak ją powierzchownie oceniać? Może tak naprawdę skrywała gdzieś wewnątrz siebie swe najgłębsze przykrości i przeżycia? Nie miała o tym pojęcia, lecz z pewnością istniał taki procent szans. Po chwili obserwacji, postanowiła wrócić do wcześniejszej czynności, by podszlifować umiejętność rzucania kaczek. Przebiła swój ostatni wynik o ponad trzy kolejne odbicia! Nagle przed jej oczyma pojawia się kobieta o intensywnie rudych włosach, z ogromnym uśmiechem na twarzy oraz iskierkami entuzjazmu w zielonych oczach. Eais zamrugała kilkakrotnie oczyma, po czym spojrzała za Dorothy na taflę jeziora i jeszcze gdzieś w dal, a następnie powróciła wzrokiem na rudowłosą, by nawiązać z nią ponownie kontakt wzrokowy.
   - O wiele lepiej po wskazówkach Gabriela. - skwitowała jednym zdaniem.
   Niespodziewane pytanie Dorothy sprawiło u Eais bardzo miłe uczucie. Kąciki ust jej lekko drgnęły ku górze, by potem ponownie wrócić na swoje miejsce. Skierowała swój wzrok ku górze. Niebo prezentowało się pięknie w tej chwili. Teoretycznie nie miała zielonego pojęcia, co mogłaby więcej powiedzieć. Czasem ta trudność była serio uciążliwa.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#241 27-03-2019 o 23h50

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 056

__________________________ V I H R E  T E S S E I   F A R - A N  H R E L L

        Vihre miał naprawdę dobrą pamięć, zwłaszcza do wydarzeń jakie się działy w ostatnim wieku. Potem jego pamięć nieco zawodziła, myliły mu się daty, zapomniał niektórych, a o niektórych chciał zapomnieć. O Phoenix nie zapomniałby tak szybko, zaimponował mu jej upór w odmawianiu wspólnego wyjścia. Vihre na początku robił to dla zasady, niż dla towarzystwa dzielnej rudowłosej kobiety, ale pod koniec jego pobytu się zmieniło.  Naprawdę chciał się napić z Phoenix razem i miał jej zamiar solidnie wynagrodzić ten brak prezentu.
    Ucieszony zamachał ogonem i poszedł wraz z nią i Neilem do jej gabinetu. Od razu wiedział, że to pomieszczenie zdecydowanie będzie jednym z jego ulubionych. Nie tylko przez wzgląd na towarzystwo pani kapitan – był tak też alkohol, Vihre miał nadzieję na inne, równie ciekawe rzeczy. Uśmiechnął się, kiedy Phoenix zaczęła mu proponować napitek, a zaśmiał na wspomnienie tej obrzydliwej mieszanki.
-Jutro będziesz potrzebowała tego bardziej niż ja, zaufaj mi – powiedział wygodnie się rozsiadając. Vihre miał swoje sposoby na kaca, po za tym – wyprawiał o wiele gorsze rzeczy w poważniejszych sytuacjach.  – Ja też poproszę herbatę – dodał, zaraz po Neilu. I nim zdążył cokolwiek powiedzieć został zalany lawiną pytań.
    Uśmiechnął się zerkając na Phoenix. Jego mały Neil nazwał ją kochaną. Z Trahearnem też ją coś łączyło. Czyżby korzystała z życia? Miał nadzieję, że tak. Jednak szybko wrócił spojrzeniem do swojego, nie-swojego dziecka, przybierając szerszy uśmiech. Uwielbiał go i swoich innych nie do końca wychowanków.
-Jestem nowym nawigatorem – wyznał, bez owijania. Chwilę poczekał na reakcję Neila i zaśmiał się. – I przepraszam, że to powiem Phoenix, ale to będą dla mnie małe wakacje – dodał, spoglądając na kobietę.
    A potem Neil spytał o Faexę. Gdyby nie lata obycia wśród innych ras, Vihre by się co najmniej obraził, za nazwanie jej domem. Przeciętny Hersshanin wyszedłby trzaskając drzwiami, nawet jeśli te się rozsuwały. Jego naród był bardzo wyczulony na takie pomyłki. Ale Vihre komunikował się z innymi narodami już od wieków i w pewnym momencie przestał, nawet jeśli po latach ciągle to wyłapywał. Po za tym to był Neil i po chwili ładnie się poprawił.
-A wiesz, że nawet byłem w domu? – oznajmił. –Ostatnie kilka lat spędziłem na Herssahanie, uczyłem dzieci. Xelle chyba myślał, że mam dość, bo jak poleciałem na Faexę, to kazał mi się zajmować Xaiuu i trzymał z daleka od swoich podopiecznych – zaśmiał się, miło wspominając tamą rozmowę. Jakby Vihre kiedykolwiek mógł mieć dość dzieci. Uwielbiał dzieci, lubił je uczyć, lubił je zabawiać.
    -W każdym razie, chyba spędziłem tam kilka miesięcy, w międzyczasie ubiegając się o jakąś pracę. Było i chyba nadal jest wolne stanowisko na Vlermuisie, ale po tym co wyprawiałem tam ostatnio boję się tam wracać – uśmiechnął się szerzej, kiedy na chwilę zatrzymał się wtedy w czasie. Było zabawnie, lubił takie momenty. –Na Hyperion też aplikowałem, ale odrzucili moją kandydaturę. Byłem naprawdę przerażony, myślałem, że Xelle planuje mnie zostawić w tym gnoju Xiauu na zawsze! – zawołał, gestykulując rękoma. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że ma kaca i zasyczał. Posmutniał nagle. Xaiuu go nie lubiły. Nie miał pojęcia czemu i było to jeszcze bardziej bolesne od kaca. Zawsze go wyrzucały gdzieś po drodze, gryzły i zachowywały jakby Vihre był ich zabawką. – Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, że po jakimś czasie wysłali mi ofertę, bym tutaj jednak się pojawił. Pamiętasz tego starszego Xaiuu, Xellona? Jestem przekonany, że planował moje morderstwo – zajęczał. 
Mimo wszystko i tak bardzo dobrze wspomniał ten czas. Lubił przebywać na Faexie, była bardzo przyjazna i od kilku dekad była jego stałym miejscem, do którego przybywał z Herssahanu. Czuł się tam dobrze, zawsze miło witany, nikt zbytnio nie przejmował się jego wiekiem czy doświadczeniem.
         -Jak wspomniałem wcześniej mam prezent. W sumie to bardziej od Xelle, nie ode mnie, jestem tylko pośrednikiem – oznajmił, po czym sięgnął do torby, którą miał przerzuconą przez ramię. Ostrożnie wyciągnął z niej płaskie, papierowe opakowanie i przekazał je Neilowi.
-Mnie prawie w ogóle nie pozwalały się dotykać, ale Xelle wystarczyło tylko podejść i już je zebrał – uśmiechnął się.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (27-03-2019 o 23h51)


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#242 30-03-2019 o 12h18

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 622

____________https://i.imgur.com/DzOGWjC.png

        To, czego szukałem, nie było oczywiste. Dziwne napięcie pod powierzchnią skóry, to co czai się w uciekającym w bok spojrzeniu, coś ze zwierzęcia zatrzaśniętego w myśliwskich sidłach. I walka, roztrząsanie korzyści i strat, wyrzuty sumienia postawione naprzeciw woli przetrwania, która żyła w każdym istnieniu w kosmosie i była odruchem bezwarunkowym w momencie zagrożenia.
        A później kilka słów i nic poza tym. Nie naciskałem; nie byłem odpowiednią osobą do rozważania takich kwestii. Do podniesienia na duchu innej osoby. A już szczególnie w mojej  pozycji nie mogłem oceniać moralnie decyzji, wygłaszać opinii co z popełnionych czynów jest dobre, a co złe i dlaczego. Aż tak zakłamany nie byłem, żeby z tym bagażem okrucieństw i tego, co przyjdzie mi jeszcze zrobić wygłaszać teraz jakiekolwiek kazania Larivii. Dlatego z ulgą przyjąłem jej zmianę tematu.
        — Oczywiście. To była ironia, skarbie — odpowiedziałem na jej słowa o trosce i autorytecie, z tym samym co zazwyczaj cieniem uśmiechu na ustach.
        Następnie podniosłem się i ponownie stanąłem na nogach, żeby podejść do wskazanej przez kobietę szafki i wyciągnąć z niej spodnie. Przegrzebując ubrania, słuchałem jej domysłów, a uśmiech poszerzał się z każdym wypowiedzianym przez nią słowem. Ach tak, Larivia nadal była tak cholernie uroczo niewinna. Szalałem za tą niewinnością i wiele bym dał, żeby została tam na zawsze. Wiele bym zrobił, a jednak miałem wrażenie, że część z tego była już niemożliwa do odzyskania, chociażby ze względu na odbytą przed chwilą mało przyjemną rozmowę. Ta myśl wypełniała mnie tego rodzaju nostalgią, której nie cierpiałem z całego serca. Bo była źródłem słabości, a ja nie powinienem był sobie na coś tak żałosnego pozwalać, nawet jeśli chodziło o Rivię.
        Odepchnąłem od siebie te myśli, upewniłem się, że żadna z tych myśli nie odbije się na mojej twarzy, kiedy spojrzę na Larivię. Mimo wszystko, nie chciałem jej martwić. Niech to szlag.
        — A jak myślisz? — odpowiedziałem pytaniem, odwracając się w jej stronę z ubraniem w dłoni. Uniosłem zagadkowo jedną brew. — Miałem wystarczająco dużo czasu, żeby wypróbować dziesiątki różnych powłok z całego przekroju rasowego. Chociaż nie przypominam sobie, żeby w moje dłonie dostała się kiedyś powłoka Denyjczyka. Myślisz, że to byłoby przyjemne uczucie? — dodałem, tylko nazwę rasy wypowiadając tak cicho, że prawie wyłącznie poruszałem ustami.
        Chociaż mówiłem o tym w żartobliwym tonie, zdawałem sobie sprawę, że ten temat nie był dobry do żartów. Nigdy nie powiedziałem jej skąd biorą się powłoki. Bo nie pytała, ale nawet gdyby to zrobiła, nie mógłbym powiedzieć prawdy. Nie, widząc jej skrywany smutek i ludzkie wyrzuty sumienia po tym, jak zabiła tamtego pirata, z pewnością zdegenerowaną szumowinę, która nie zasługiwała na życie. Była na to zbyt dobra.
        Na szczęście kłamstwo nigdy nie przychodziło mi z trudem.
        — Znowu — odezwałem się, tym razem uśmiechając się szeroko. — Nie spodziewałem się, że będę cię rozbierał tak szybko. Ten statek zaczyna mi się szczerze podobać.
        Z tym samym bezczelnym, rozjaśniającym twarz uśmiechem podszedłem z powrotem do łóżka, na którym siedziała Larivia i bez skrępowania odpiąłem pasek w talii kobiety. Tylko i aż tyle, wraz z tym gestem spojrzałem jej prosto w oczy, utrzymując ten kontakt zaledwie ułamek sekundy. Ostatecznie, nie o to chodziło. Całkiem szkoda.
        Westchnąłem teatralnie do tej myśli. Wcisnąłem w jej dłonie materiał spodni, a potem kucnąłem przed nią, żeby zdjąć ciężkie wojskowe buty, które uniemożliwiały zdjęcie brudnych spodni.


https://zapodaj.net/images/af821556f05b1.gif https://i.imgur.com/0NONn92.gif

Offline

#243 04-04-2019 o 14h58

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

..............................................................https://i.imgur.com/ywCk3vN.png


       Prychnęłam cicho pod nosem, odprowadzając go do szafy. To było odprężające na swój sposób. Przebywać z kimś w tym pomieszczeniu i nie czuć tych wszystkich obaw, które siłą rzeczy towarzyszyły mi codziennie na Hyperionie. Perspektywa tego, że Trahearn ma tutaj zostać była chyba najlepszym prezentem od losu, chociaż takie prezenty nigdy nie były całkowicie bezpieczne. W końcu go znałam... nie tylko przez pryzmat zalet, ale i wad. Znałam jego naturę, ale mimo to - nie bałam się. Nie jego. Jeśli było to głupotą, to byłam gotowa ponieść jej konsekwencje, ale ufałam mu całkowicie. Pewnie dlatego pozwalałam mu na tak wiele i samej sobie też, gdy towarzystwo stanowiła tylko nasza dwójka.
       Drgnęłam nieco, kiedy wspomniał o mojej rasie. Normalnie... przeraziłoby mnie to. Z nim było jednak całkiem inaczej, niż nie mówiąc o tym, jaki temat sobie wybrał na tą chwilę. Miałam wrażenie, że specjalnie chciał mnie zawstydzać, a chociaż próbowałam z tym walczyć, to cholera! Szło mu nieco lepiej, niż mi.
       - Dobrze wiesz, że mimo swojej rasy na ten temat mogę powiedzieć tyle samo, co ty - mruknęłam, udając, że wcale nie jestem teraz czerwona, jak burak. Uniosłam nawet dumnie podbródek, by dodać sobie animuszu, co musiało być nieco komiczne. - Zapewniam cię jednak, że wszystko co związane ze mną byłoby nad wyraz przyjemne! - dodałam zaraz nieco zadziornie. Miałam do niego słabość i lubiłam wierzyć, że tą samą słabość on ma do mnie, że w jakiś sposób jesteśmy do siebie podobni. Wtedy samotność... była nieco mniej dotkliwa, niezależnie od tego, czy był obok, czy dzieliło nas wiele lat świetlnych.
       Miałam nadzieję, że dzisiejszy dzień to dopiero początek. Zdawało mi się, że o ile ze mnie Trahearn potrafił czytać, jak z otwartej książki, to ja wciąż w tej sztuce byłam z tyłu. Bezsprzecznie mężczyzna był potężną istotą, przerażającą, taką, która mogłaby mnie zmiażdżyć, gdyby zachciała. Wierzyłam jednak, że nie będzie tego chciał... że być może tak jak on teraz pomagał mnie, tak w końcu ja pomogę jemu. Bez naciskania, bez dopytywania... oboje mieliśmy wiele tajemnic, za które nieodpowiednie dopuszczone do prawdy osoby mogłoby stracić życie. Teraz jednak powinniśmy się skupić na tym miłym przypadku, który znów połączył nasze losy.
       Otworzyłam szerzej oczy, nie wiedząc, co pierwsze do mnie dotarło - jego słowa, czy fakt, że już odpiął moje spodnie. Nawet mi tak szybko to nie wychodziło!
       - Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że od dawana o tym marzyłeś! - tym razem nie zamierzałam pozostawać mu dłużna. Szybka adaptacja, albo śmierć - znałam tą zasadę, chociaż w jego towarzystwie konsekwencje oczywiście nie miały być tak dotkliwe. Prychnęłam ze śmiechem, starając się ukryć to, jak sobą teraz gardzę, kiedy ktoś inny musiał za mnie ściągać ze mnie buty, czy spodnie. Byłam taka żałosna, ale gdybym o tym powiedziała, pewnie by mu się to nie spodobało.
       Odłożyłam spodnie na bok, a potem, unikając jego wzroku niby przypadkiem, rozpięłam do końca spodnie, ostrożnie je z siebie zsuwając.
       - Chociaż, chyba powinno mi to schlebiać - nie ugryzłam się w język, dłońmi przesuwając wzdłuż obolałych nadal po wpływem dotyku ud. Dyskomfort wraz z ruchem palców zamieniał się w otępienie, bym ostatecznie praktycznie nie czuła niczego. Nie potrafiłam się nadal do tego przyzwyczaić. Do takiego braku sprawności. - Fakt, że nawet jako kaleka potrafię jeszcze zrobić na mężczyźnie pozytywne wrażenie. No chyba, że to z litości, co? - mimo pewnego zażenowania, zaśmiałam się cicho, odruchowo krzyżując z nim spojrzenia. Miałam tego unikać, ale jednak jak już spojrzałam mu w oczy, to nie potrafiłam uciec wzrokiem na bok. Przygryzłam na moment dolną wargę, wytrzymując chwilę ciszy. - Wiesz, że nie chcę litości, prawda? Od czasu wypadku część załogi mną gardzi, a inna część się lituje. Tobie nie wolno być w żadnej z tych grup, zgoda? Obiecasz mi to? - zapytałam pochylając się nieco w przód, na moment łapiąc go za dłoń. - Obiecaj mi, Trahearn - to nie było poleceniem, ale bez wątpienia nie była to też tylko prośba. Coś pomiędzy, czego potrzebowałam, aby w końcu odetchnąć.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#244 04-04-2019 o 22h45

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 056

m u s z ę w k o ń c u w n a g ł ó w k i G A B R Y Ś

         Gabriel czuł się winny zaistniałej sytuacji. Dorothy Deamonne, która była nowa w załodze utknęła przy jeziorze z trójką osób ze starej załogi. Każde z nich było w jakiś sposób ograniczone w okazywaniu uczuć, co więcej – dwójka z nich dość często się gryzła. Gabrielowi wystarczyło, że był w jednym pomieszczeniu z Asterionem i Eais, by czuć się maksymalnie niekomfortowo i szukać każdej okazji do ucieczki. Jednak nie rozglądał się nerwowo, nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, nie przerzucał swojego spojrzenia z jednego na drugie – wyglądał na całkowicie spokojnego, jakby ta sytuacja wcale go nie przerastała.
    Z uwagą słucha co ma do powiedzenia ruda podoficer. Nie spodziewał się, że znajdzie tyle uczuć w osobie, którą podejrzewał o nepotyzm. Dorothy wydawała się Gabrielowi bardzo autentyczna i prawdziwa. Każdy człowiek, który wykazywał nieco większy wachlarz emocji, sprawiał, że Gabriel czuł się jak sztuczny twór. Nieco niedobrze, w jego głowie mieszał się smutek z goryczą, nawet jeśli pracował na taki wizerunek całkiem spory kawał czasu. Żałował, ale wiedział, że nie postąpiłby inaczej.
-Dobrze słyszeć, że czujesz się lepiej – zwrócił się do niej, swoim neutralnym tonem. Przy tym jak kobieta była zwykle radosna, czuł się zimny.
    Nagły krzyk, pełen radości, zakskuje Gabriela. Nie wzdryga się, nie podskakuje – nie robi nic. Nie poprawia Dorothy. Nie lubił jak ktoś w takich sytuacjach mówił mu po nazwisku, ale nie miał zamiaru nikogo poprawiać.
-Moje gratulacje – odpowiada jej, po czym spogląda w stronę Eais. Również trzy odbicia. Skinął lekko głową w stronę brunetki.
    Po chwili dołączył się do nich Asterion. Podobno robił to po raz pierwszy, ale miał największą liczbę odbić. Był przy tym dość spokojny – Gabriel był zdziwiony, że nie było żadnych oznak napięcia z jego strony czy powodów do kłótni z Eais. Jeszcze bardziej dziwił go fakt, że udało im się rozmawiać- na dość błahe i nieważne tematy, ale jednak rozmawiali.
    Spędzili ten czas razem lepiej, niż Gabriel mógł przypuszczać.


    To było dość oczywiste, że prędzej czy później większa część załogi Hyperionu, pojawi się w barze. Gabriel też jakimś cudem tam był. Jak do tego doszło? Nie wiem. Jednak Gabriel był w czymś na kształt baru, z większością załogi.
    Budynek był drewniany i miał kilka pięter. Parter był podłużny i całkiem spory. Z zewnątrz nie wyglądało jakby pomieścił całkiem sporą załogę statku kosmicznego, innych przyjezdnych i mniejszą część lokalnych. Ostatnia grupa dzieliła się na dwie:  tych, którzy z zaciekawieniem zerkali na obcych, próbowali z nimi pić i tańczyć oraz tych, którzy łypali nieprzyjemnie, na każdego, kto nie wyglądał jakby pochodził od zwierzęcia. Nie wiedział czemu, ale miał wrażenie, że właśnie oni, skupili na cyborgu całą swoją uwagę.
    Na samym środku karczmy, było palenisko. Gabriel uważał to za całkowicie beznadziejny pomysł, kiedy niemal wszystko dookoła było wykonane z drewna, a wokół byli żołnierze, którzy nie chlali już jakiś czas i chcieli to nadrobić. Wyjątkiem był Vihre – on zawsze chlał, jakby ktoś wreszcie mu pozwolił się nawalić. Co więcej – siedział przy barze i upijał Phoenix. Gabriel współczuł kapitan, ale nie zamierzał jej ostrzegać.
    Część załogi wesoło tańczyła do muzyki, część już wychodziła tak upita, że drugi oficer nie dowierzał w to, że ich znał, część rozmawiała przy barze bądź ognisku. Pewnie jeszcze poznałby kilka znajomych twarzy na wyższych piętrach. Tworzyły one swoistą wierzę.  Jej środek był pusty, podobnie jak nie było czubka dachu. Pewnie to miało być sposobem na pozbycie się dymu, ale było dość marną ochroną przeciwko pożarom.
Gabriel nie westchnął, ale za to postanowił się ulotnić. Jak najszybciej.


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#245 06-04-2019 o 21h30

Straż Obsydianu
Ermira
Żołnierz Straży
Ermira
...
Wiadomości: 615

                                                                                                                       D       O       R       O       T       H       Y             D      E      A       M       O       N       N      E
     Siedzi przy stoliku z trzema osobnikami rasy Furrei. Jeden z nich przypomina kota, następny bawoła, a ostatniego Dorothy nie potrafi zestawić z żadnym zwierzęciem, o których tak skrupulatnie czytała kiedyś ziemskie książki. Rozmawiają ze sobą, choć nawet nie znają swojego języka — posługują się machaniem rękoma czy rysowaniem palcami w powietrzu. Deamonne bawi się przy tym doskonale, nawet nie zważając na to, że w trakcie są jej wciskane kolejne szklanki wysokoprocentowego napoju.
     Na środku baru znajduje się ognisko, a z boku gra zespół — na tę chwilę kawałki są wolne i mają jazzowy, małotaneczny klimat. Nikt zdaje się jednak nie zwracać na to uwagi, jedynie niektóre przedstawicielki rasy Furrei wyciągają pijanych żołnierzy do tańca. Reszta jest zajęta wlewaniem w siebie kolejnych szklanek whisky.
     Jej poliki są czerwone, a spojrzenie zamglone. Choć noc zdaje się dopiero zaczynać to Dorothy słaba-głowa-Deamonne przegrywa już walkę z trzeźwością. To w głównej mierze potęguje w niej śmiałe zachowania — jest jeszcze bardziej szczera i bez żadnych skrupułów naruszająca cudzą przestrzeń osobistą.
     Zespół przechodzi do zdecydowanie szybszych i bardziej skocznych rytmów. Dorothy z trudem powstrzymuje podrygiwanie, wzrokiem szukając jakiegoś dogodnego partnera do tańca. Na wszystkich dotychczasowych imprezach, w których ma okazję uczestniczyć, jest to zwykle jej ojciec, bądź Erin. To zwykle rudowłosa wyciągała ich z siedzących miejsc na parkiet.
     Dostrzega w tłumie chodzącą kulę dyskotekową, gwiazdę betlejemską dla zagubionych królów, przyszłego męża ekspresu do kawy o nieodpartym uroku osobistym i wrodzonej charyzmie. Głównego inżyniera na Hyperionie, z którym nigdy nie zamieniła słowa. Nawet nie pamięta jego imienia i nazwiska, które zapewne już wiele razy przewija się w przeprowadzanych przez nią rozmowach. Bez krępacji podchodzi do niego i chwyta za ręce. Posyła mu szeroki, rozczulający uśmiech.
   — Zachciałby pan ze mną zatańczyć? — jej cała postawa ewidentnie wskazuje na to, że tak łatwo nie przyjmie odmowy — Przetańczyć z Tobą chcę całą nooc... — nuci pod nosem, marszcząc delikatnie brwi.
     Pociąga go w stronę innych roztańczonych par, będąc głuchą na jakiekolwiek protesty, które mogłyby wypaść z jego ust. Pierwszym, co robi jest obrócenie go. Jest to kwestią przyzwyczajenia do prowadzenia — w końcu zwykle ona to robiła. Oczywiście musi przy tym stanąć na palcach i sytuacyjnie zmusić inżyniera do lekkiego ugięcia się. Inaczej najprawdopodobniej zrobiłaby krzywdę i sobie i rogom mężczyzny.
     Poza tym cały czas się śmieje — z każdego nadepnięcia na stopę, poruszania się nie do rytmu czy tego co chwilowego "deptania kapusty", które pojawia się, kiedy Deamonne zupełnie nie ma pomysłu na kolejny ruch taneczny.


I   R E A L L Y ,   R E A L L Y   L I K E   T H I S   I M A G E
I    L I K E    I T    T O O
                             

Offline

#246 13-04-2019 o 23h16

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 330

.
...................................................................................
https://fontmeme.com/permalink/190414/19cf8216943817772bee665651f79085.png

        Potrząsnęłam głową. Małe wakacje. To było ostatnie określenie, jakie przyszłoby mi na myśl, myśląc o pracy na Hyperionie. Nadal kochałam ten statek, jednak już bez wzajemności. Posłałam Vihre żartobliwie wątpiące spojrzenie. Może potrafił sprawić, że dla niego to będą wakacje. Nie każdy był jak ja, na szczęście.
- Mam nadzieję, że masz rację. Nie jest tak łatwo jakby mogło się wydawać - Skrzywiłam się i sięgnęłam po herbatę, głównie po to, by móc ukryć twarz. Na moment straciłam humor, lecz wiedziałam, że nie powinnam się na nich wyładowywać. Vihre i tak już wyczuł, że coś jest nie tak. Zajęłam się robieniem herbaty i postanowiłam chociaż na chwilę trzymać język za zębami.
        Nie mogłam się powstrzymać i uśmiechnęłam się na słowa Neila. Przyzwyczaił się, że może mnie tak nazywać, a ja nie miałam nic przeciwko, jednak byłam zdziwiona, że odważył się na to przy Vihre. Przy obcych był bardziej powściągliwy, lecz szczerze mówiąc, oni znali się nawzajem lepiej niż ja któregokolwiek z nich. Nawet Neila.
        Z przyjemnością słuchałam jak wypytuje Vihre o różne tematy, zwłaszcza o Faexę. Oczywiście opowiadał mi dużo o swojej przeszłości, ale teraz miałam wrażenie, jakby uchylali przede mną jakąś niewidoczną zasłonę. Podobało mi się jak mówili o domu. Dla mnie domem był Hyperion, lecz wiedziałam, że to podejście Neila było zdrowsze. Statek nie był moją własnością, a Neil zawsze mógł wrócić na ukochaną planetę i tam spędzić życie. Ja nigdy nie myślałam o Edenie, kolonii, w której przyszłam na świat, jako o domu, raczej jak o pierwszym przystanku na drodze do celu. Nie wyobrażałam sobie powrotu tam, zwłaszcza po tym, co się wydarzyło.
        Postawiłam na biurku parujące kubki i zajęłam swoje stałe miejsce po drugiej stronie.
Zmarszczyłam brwi, kiedy Vihre powiedział, że za pierwszym raz odrzucono jego kandydaturę. Zastanawiałam się co mogło zmienić zdanie Rady. Bo już nie miałam wątpliwości, że to oni maczali w tym wszystkim palce, chociaż najwięcej piwa nawarzyłam sobie sama. Kto ma miękkie serce, ten musi mieć twardą d***, jak mawiał mój ojciec.
        Z zainteresowaniem słuchałam opowieści Vihre, choć miałam w najlepszym razie mgliste pojęcie o temacie rozmowy. Kiedy wręczył Neilowi prezent, podniosłam kubek do ust. Nie chciałam być ciekawska, ale w końcu byli w moim biurze, więc chyba im nie przeszkadzałam. Neil mógł otworzyć opakowanie w swoich kwaterach. Z zainteresowaniem zauważyłam, że jest papierowe, lecz nie wypytywałam jaki to rodzaj papieru, tak jakbym to robiła mając piętnaście lat. Naprawdę miałam wtedy obsesję.
        W przyjaznej atmosferze wypiliśmy herbatę, a mnie udało się zrelaksować. Moje ciało ostatnimi dniami było tak napięte, że kiedy wreszcie rozluźniłam mięśnie, stałam się lekko senna, lecz Vihre nie miał litości. Neil szybko się ulotnił, pędząc na spotkanie z nowymi przyjaciółmi. To sprawiło, że podążyłam za Vihre dużo chętniej. Nie jestem jeszcze taka stara. Potrafię się bawić. A raczej wlewać w siebie alkohol, siedząc przy barze. Mimo wszystko starałam się utrzymywać lekki ton rozmowy z Vihre, a im bardziej byłam pijana, tym było mi łatwiej. Rozejrzałam się. Ponad połowę gości w tawernie stanowiła moja załoga, niektórzy leżeli pod stołami.
- Gdzie jest Trahearn? - zapytałam. Jeszcze mówiłam wyraźnie. Poza tym nie zamierzałam tracić przytomności. Potarłam oczy. Kiedy odgarnęłam włosy z twarzy, mój wzrok natrafił na płomienie ogniska. Budynek był drewniany i taki element wystroju nie był dobrym pomysłem z punktu widzenia bezpieczeństwa, lecz potrafiłam zrozumieć wizję właściciela. Wpatrywałam się w płomienie aż wypaliły ogniste kształty pod moimi powiekami.

Ostatnio zmieniony przez Pani (14-04-2019 o 15h56)


MY DOCTORS CAN'T EXPLAIN MY SYMPTOMS OR MY PAIN
https://66.media.tumblr.com/c293c158380fdad50159a11eff58f399/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo5_400.gif https://66.media.tumblr.com/721c94f87811cddcc6440f89cc261237/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo3_400.gif

Offline

#247 14-04-2019 o 00h11

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     ”Jestem nowym nawigatorem.” Powiedziane zwięźle i na temat, tak, jak Neil lubił. Mimo wszystko, to krótkie zdanie wprawiło go w osłupienie. Potrzebował chwili, aby powiedzieć samemu sobie, że to prawda- nie żart, nie sen. Był szczęśliwy. Nie potrzebował dużo czasu, aby zdobyć na Hyperionie przyjaźnie, ale w tamtej chwili poczuł się, jakby miał na nim rodzinę. Bo Vihre był trochę jak rodzina. Czuł też ulgę. Prawdą było, że nigdy w życiu nie pilotował przy nawigowaniu Vihre, ale był pewny, że nie wyniknie z tego nic złego- a wręcz przeciwnie.
     Milczenie było odpowiedzią. Odpowiedzią był też jego szczery uśmiech i zadowolony wyraz twarzy. Odezwał się dopiero, kiedy Vihre zaczął opowiadać o pobycie na swojej rodzinnej planecie i na Faexie.
     -To wspaniale!- powiedział, niemal wywracając herbatę, którą Phoenix postawiła na stoliku. –Tak dawno nie miałem kontaktu z dziećmi. Z Xaiuu też, ale to raczej oczywiste- powiedział, pogrążony wyobrażeniem obrazów, o których mówił Hersshanin. Neil lubił zajmować się dziećmi, a one lubiły spędzać z nim czas. Inną sprawą było to, że te najmłodsze potrafiły zmęczyć go szybciej, niż przedłużenie zmiany w pracy. Co prawda, czasami widywał dzieci na różnych planetach, ale nigdy nie były to dzieciaki, którymi się zajmował, nigdy te, które znał. Poza tym, niechętnie zdawał sobie sprawę z tego, że podczas gdy on pilotował Hyperion, część jego przybranego rodzeństwa wkroczyła w wiek nastoletni. Xaiuu natomiast były stworzeniami, które nie występowały na innych planetach. Tylko na Faexie.
     -Xellon nie zrobiłby ci krzywdy- zapewnił Neil lekkim tonem. Przez żywą gestykulację mężczyzny, jego wzrok skakał z miejsca na miejsce. –Odrzucili ciebie?- zdziwił się i zerknął na Phoenix, jakby chciał zapytać ją, czy o tym wiedziała. Zapewne nie- był pewny, że w innym wypadku zdążyłaby mu o tym wspomnieć. Już kiedyś doszli do porozumienia, że oboje znają Vihre, ale nigdy wcześniej nie znaleźli się w trójkę w tym samym miejscu.
     Zdążył już zapomnieć o wspomnianym wcześniej prezencie, kiedy nagle Vihre wyciągnął znienacka papierowe opakowanie. Zatrzymał dłoń przed nim dłoń, a Neil niepewnie wyciągnął po nie rękę, dziękując. Kiedy tylko dotknął pakunku, wiedział już, że było to pióro. Nim odwinął papier, podniósł głowę i spojrzał na „pośrednika", jakby chciał skontrolować wyraz jego twarzy. Uśmiechał się. Neil próbował ukryć nostalgię i poczucie tęsknoty za domem.
     Wyciągnął długie pióro o niebiesko-zielonej barwie. Połyskiwało w sztucznym świetle pomieszczenia, a Neil wpatrywał się w nie w ciszy, obracając je wolno.
     -To ze skrzydła- odezwał się w końcu. Swobodnie, jakby mówił im prostą ciekawostkę. –Dziękuję, Vihre- powtórzył.
     Rozmowa lekko się przedłużyła. Neil postanowił przeprosić na chwilę swoich bliskich i wysłać wiadomości inżynierowi i pierwszej pilot, myśląc, że są w jednym miejscu.
     ”Przepraszam za zwłokę. Spotkałem przyjaciela, którego nie widziałem wiele lat. Mam nadzieję, że zobaczymy się na miejscu.”- Mai znał już adres.
     Drugi raz zniknął po to, aby odnieść pióro Xaiuu do swojej kwatery. Otworzył kufer, w którym trzymał rzeczy osobiste. Wtedy zorientował się, że czegoś w nim brakuje. Nie było opaski ze statku Antigone 02. Szukał jej przez kilka minut, ale czas go gonił, więc postanowił poszukać jej następnego dnia.

     Ledwo zawitał w karczmie, a już chciał stwierdzać na głos, że przypadła mu ona do gustu. Było w niej pełno znajomych twarzy, ale były też te miejscowe, których nie znał wcale. To miejsce miało swój klimat i na pewno było niepowtarzalne na tle innych karczm i barów na obcych Cantarelli planetach. Zostawił panią kapitan i nowego nawigatora, aby poszukać innych.
     Nie potrafił znaleźć w tłumie Larivii, choć przez wypatrywanie jej prawie wpadł na dwie osoby. Był pewny, że nie pomyliłby tego warkocza z innym. Mai natomiast królował na parkiecie z rudowłosą podoficer i Neil nie zamierzał im przeszkadzać.
     Zaczął rozmawiać z jakąś blondynką przy barze, a rozmowa ta szybko przerodziła się we wzajemny flirt. Kobieta nie pochodziła z Cantarelli i mówiła płynnie w języku wspólnym, więc nie mieli problemu z tym, aby się zrozumieć. Wszystko układało się po myśli pilota, ale w pewnym momencie zaczął odczuwać dziwną potrzebę sprawdzenia, czy z Phoenix wszystko jest w porządku. Jako, że jego towarzyszka była w karczmie ze znajomymi, przeprosił ją mówiąc wprost, że idzie zobaczyć, co z jego przyjaciółką. Wrócił do stolika, gdzie widział ostatnio kobietę wraz z Vihre.
     -Nie znalazłem pierwszej pilot- oznajmił im. –Kula dyskotekowa jest na parkiecie, tak, jak być powinno- dodał wesoło. Wtedy też zorientował się, że kiedy nie było go z nimi, Phoenix nie żałowała sobie napitku. Niedelikatnie położył dłoń na ramieniu kobiety a drugą odebrał jej kufel, po czym wypił resztę jego zawartości.
     -Ejże, Phoe! Nie pij tyle, nie tak się trzeba bawić!- wtrącił się. –Zaśpiewać ci szantę, hmm? Zaśpiewać?! Vihre,  zaśpiewać?!- Zaśmiał się śmiało. Neil nigdy nie potrafił się upić, ale alkohol potrafił szybko go rozweselić.

Ostatnio zmieniony przez Airi (14-04-2019 o 13h16)


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#248 16-04-2019 o 00h35

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
   Samotnie siedziała przy jednym ze stolików, jednocześnie podpierając swoją głowę lewą ręką, zaś prawa leżała bezwładnie na drewnianej ławie. Nie wiedziała zbytnio dlaczego tu się znalazła. Jedynie czego była pewna, to pękającego w szwach baru, dzięki licznej części załogi Hyperionu przebywającej w tym miejscu. Zrozumiałym dla niej faktem było to, iż różnorodne istoty przychodziły tu, by się bawić do białego rana. Było jej to wiadome już z jej rodzimej planety, gdy Eais - bardzo, bardzo, bardzo dawno - tułała się w swym bezcennym i marnym życiu. Odwiedziła wtedy wiele karczm, tylko po to, aby zdobyć choć odrobinę pożywienia lub wody. Był to okropnie ciężki okres czasu dla kobiety, lecz kompletnie tego nie było po niej widać, gdyż było to spowodowane - prawdopodobnie - jej apatycznością na każdą, możliwą sytuację i nieważne było to, czy była ona przeraźliwie krytyczna lub potencjalnie łagodna. W tamtych zamierzchłych czasach - znajomy był widok upitych kreatur, które gdzieś po kątach "zgonowały". I właśnie tego fenomenu nie rozumiała. Jak można było upić się trunkiem do takiego stopnia, aby potem gdzieś paść i umierać w najlepsze? Co to była zabawa? Według Eais, to nie wyglądało jak na fajną "zabawę", lecz na masochistyczne czyny bez żadnego powodu. Było to jej odmienne zdanie od opinii całej publiki, która była za tym, iż to naprawdę rozkręcało zaistniałą zabawę do wyższego poziomu imprezy. Wyłącznie Eais uważała inaczej i być może dlatego, bo wielu rzeczy nie próbowała, wiele rzeczy nie rozumiała, tak samo jak stany emocjonalne czy uczuciowe. Jednym słowem była dziwna i całkowicie odbiegała od otaczającego ją społeczeństwa. Nie potrafiła się bawić, gdy nie wiedziała jak korzystać z zabawy, która ją obejmowała z każdej strony.
   Nagle oderwała wzrok od martwego punktu, w który wpatrywała się przez dobre i dłuższe paręnaście minut. Wnętrze baru zdołała już obadać, gdy znalazła się w środku, czyli jakąś godzinę temu. Teraz kolejne godziny postanowiła przesiedzieć, obserwując znajome twarze oraz i te obce twarze, które uśmiechały się od ucha do ucha, śmiejąc się, tańcząc, wariując lub zgonując. Chciała bardzo zrozumieć te uczucie, które wszystkich obejmowało, aczkolwiek dalej tego nie potrafiła pojąć. Były to dla niej zbyt absurdalne fakty do stu procentowego zrozumienia oraz przyjęcia. Westchnęła cicho, będąc lekko zmęczoną dudniącą muzyką. Bardzo dziwnie się czuła, siedząc tak w odosobnionym miejscu. Tak jakby znajdowała się w innym wszechświecie niż wszyscy tu zebrani, tak jakby żyła innym czasem niż wszyscy tu zebrani. Mocno problematyczna sprawa do której podchodziła ze stoickim spokojem i najgłębszą chęcią zrozumienia wszystkiego co popadnie. Momentalnie rozejrzała się po barze, zauważając na parkiecie Maia z Dorothy i gdzieś w oddal Phoenix i Neila. Reszta być może gdzieś się wtopiła z tłumem lub po prostu opuściła rozkręconą karczmę.
   Powiodła wzrokiem na stolik, który znajdował się niedaleko jej stolika. Przyglądała się alkoholowi. Ciekawiło ją jego działanie, jego wpływ na organizm. Nigdy go nie próbowała i nigdy nie czuła jakiejś ewidentnej potrzeby, jakby to miała być jakaś konieczność zaznania tego napoju. No i może czas najwyższy nadszedł? Ten piękny moment, w którym miała posmakować nieznajomego trunku o nieznanych efektach? Kojarzyło się jej to z wpadnięciem w wir czegoś nieznanego, co bardzo chciałaby odkryć, a zarazem nie za bardzo przejawiać do tego tak dużym zainteresowaniem, tak jak jej się zdawało co do tej pory. Tępo się wpatrywała w to samo, co wcześniej, lecz zawartość była już od dawna opróżniona przez właścicieli kieliszków. Przymknęła oczy, dając się małej chwili muzycznej.
   Posiedziała tak... może prawie godzinę? Albo dwie? Nie miała zielonego pojęcia ile czasu minęło i która jest godzina, ale było to mało ważne. W końcu uznała, iż jej wizyta w tym miejscu jest prawdopodobnie spowodowana przez resztę załogi Hyperionu. Gdy przyuważyła, że wszyscy znajomi się kierowali w stronę tejże karczmy, to ona również postanowiła tutaj się udać i tak oto tutaj jest - siedzi i bawi się do upadłego - potwór parkietu i ściętej głowy od alkoholu - niezły żart. Podniosła się, po czym rozejrzała się po zatłoczonym miejscu, w celu odnalezienia drzwi wolności i gdy już je dopadła swym nieobecnym wzrokiem, to ruszyła ku nim; delikatnie przechodząc obok roztańczonych i rozemocjowanych osób, mówiąc raz po raz "przepraszam", by ci chociaż zrobili jej odrobinę miejsca na drodze.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

Strony : 1 ... 8 9 10