Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 12 13 14

#326 20-09-2019 o 15h37

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

..............................................................https://images-ext-1.discordapp.net/external/0Hb6_aTR1jWw1O-k1FolVKaApIzt8uSBPUwOd17HMcw/https/fontmeme.com/permalink/190907/d584480dba1634491ed87d5be4a2203b.png?width=441&height=53

   W uszach rozległ mu się śmiech sztucznej inteligencji wbudowanej w hełm. BAMBI czyli Bezużyteczny Asystent Bardzo Miłego Inteligenta od początku podsyłał Quentinowi, że statek obok którego stoi to ten Hyperion, którego Quentin nie chciał spotkać... albo wmawiał sobie, że nie chce go spotkać, ale z drugiej strony... zawsze warto poudawać głupa.
   - Tak, nie, tak, nie, właściwie... nie tyle ja potrzebuję was, co wy mnie. Myślę, że Federacja gdy im o tym opowiem z radością otworzy swe odrzwia, dla strudzonego wędrowca, który przepuścił dom, granty naukowe, nagrody tylko w celu rozwijania swojej pasji, oraz nauki, która, jak zapewne pan wie, służy nam wszystkim. - rozłożył ręce w geście pomiędzy pojednaniem a bezradością.
   Facet nie wydawał się jakoś bardzo przekonany do jego osoby, a do tego strasznie taki... drętwy, jakby dopiero co zszedł z linii produkcyjnej. Z dziwnych powodów niesamowicie go to bawiło. Quentina nie drugiego oficera Campbella, który za takie coś pewnie aresztowałby go za obrazę funkcjonariusza na służbie, albo kodeksu praw cyborgów.
   Quentin zaczął wyliczać w głowie ile lat minęło od jego ostatniego zarejestrowanego przestępstwa i czy może uległo już przedawnieniu. Jednak BAMBI przypomniał mu, że nie i że od kilku dekad nie ma już prawa przedawnienia.
   Możliwy areszt w ciepłej celi, z dobrym jedzeniem, biblioteką i innymi takimi przez najbliższe dwadzieścia lat, czy tułaczka z bandą głupców na ogonie, którzy niby nie są wyzwaniem, ale wrzodem już tak. Albo jest trzecia opcja, która ma najmniejsze szanse powodzenia. Skontaktować się z Federacją, nawinąć im makaron na uszy, zaciągnąć się na statek i mieć ochronę przez długi czas, a jedynym problemem będzie użeranie się z jakimiś raportami, drugim oficerem Campbellem, panią kapitan Phoenix Gould, generałem Laskim i całą Federacją, która miłością do niego nie pałała.
   - Dobra, czekaj tutaj na mnie, wracam za jakiś czas, budynek Federacji to tam, tak? - machnął ręką w dowolnym kierunku i ruszył spacerkiem. Po chwili jednak się odwrócił i spojrzał na drugiego oficera Campbella. - Jak będą kazali  mnie aresztować, to wiedz, że doceniam całą Twoją pracę włożoną w dbanie o moje zdrowie, samopoczucie i przyszłość. Także chętnie wcielę w życie wszystkie Twoje rady i nigdy o Tobie nie zapomnę, mamy teraz u siebie dług, rozumiesz, to coś znaczy. Jak będziesz miał wolną chwilę przygotuj laboratorium, przyda mi się. - wzruszył ramionami i poszedł dalej.

Historia Quentina w Federacji


   Wrócił po jakimś czasie. Dostał nawet kitel z inteligentnego materiału, śmieszny identyfikator i zerową szansę na godne życie przez najbliższe pięćdziesiąt lat.
   - Będziesz pracował za czterech - odgrażał się Laski - dajemy Ci nowe akta, zachowujesz nazwisko i imię, ale nikt poza kapitan statku nie będzie wiedział coś za jeden, ani co tam robisz, jeśli nie wysłuchasz jednego rozkazu, dostanę na Ciebie choć najmniejszą skargę, to nie ważne ile odsłużysz, trafiasz na siedemdziesiąt lat do więzienia.
   Podszedł do statku, sprawdził, czy hełm ma wszystkie zabezpieczenia włączone i zastukał w niego kilka razy.
   - Pierwszy Oficer Naukowy Quentin Tule, identyfikator CX-5380, melduje się na służbę na statku Hyperion FC-0627. - westchnął. I dodał szeptem, tylko do siebie. - I niech was wszystkich piekło pochłonie.


Ta, nie wiem jak teraz znów zrobić odstęp XD

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (04-10-2019 o 17h49)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#327 22-09-2019 o 01h02

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 515

__________________________ V I H R E  T E S S E I   F A R - A N  H R E L L

    Słysząc Neila, Vihre dobitnie sobie uświadamia kim jest i jakie są diametralne różnice pomiędzy nim, a chłopakiem.  Wiek i doświadczenie, a także pochodzenie. Przede wszystkim pochodzenie. Będąc Herssahaninem nie można było być sobą, swobodnie i bez ograniczeń. Było się częścią czegoś większego. Było się częścią starożytnego cesarstwa. Od zawsze mu wpajano, że przede wszystkim Herssahan. Nie on, a to kim jest. Nigdy nie jest w pełni sobą, zawsze reprezentuje starożytne cesarstwo, zawsze jest dzieckiem Vestre, zawsze jest z Herssahanu, a na końcu, gdy spełni to wszystko, może mieć skrawek własnej tożsamości.
    Vihre doskonale radził sobie z tym skrawkiem tożsamości przez większość czasu. Co więcej, jego oddanie i patriotyzm, stały się nieodłączną częścią tego kim był. Czasem miał odchyły, jednak zawsze, samodzielnie wracał na odpowiednią drogę. Służby specjalnie nie musiały go zabijać, ani porywać. Czasem wracał i spędzał na planecie kilka lat, by się zresocjalizować na nowo, by godnie reprezentować to kim był.
    Neil z kolei był przede wszystkim sobą. Nie był częścią czegoś wielkiego, był Neilem, o swojej historii, swoich marzeniach. Był uroczym i czarującym kosmitą, który według Vihre, nie stał za czymś wielkim, nie był częścią tego. Nie mógł wymagać od niego zrozumienia tej całej sytuacji. To jaszczurowi wydało się całkiem smutne. Uświadamianie sobie, że inni nigdy nie zrozumieją Herssahanu, było smutne za każdym razem.
    -Nie podoba mi się to co zrobiłeś i nie sądzę, by było cokolwiek co zmieni moje zdanie – powiedział w końcu. Nie chciał mówić o swoich przemyśleniach. Uczono go, by zachowywał je dla siebie, że inni nie chcą i nie lubią o tym słuchać. To nie był też dobry moment. – Jednak jestem z Ciebie dumny, że podjąłeś decyzję, która uważasz za dobrą. Cieszy mnie to, że nadal będziesz zbyt dobry. Kosmos jest zdecydowanie lepszym miejscem, przez kosmitów takich jak ty – dodał nieco formalnie, lecz przybierając delikatny uśmiech.
    Herssahanin spojrzał na żabola, który nadal patrzył ogromnymi, żabimi oczyma na niego. Vihre nie przestawał się uśmiechać, kiedy patrzył na małe stworzonko.
-Skoro już pojawił się Neil rebeliant, to skorzystam z okazji – powiedział, wracając spojrzeniem do pilota. Sięgnął do jego dłoni i włożył mu małego prosto do nich. – Mam zamiar się upić i z pewnością nie wrócić na noc, w przeciwieństwie do Ciebie. Zaopiekujesz się nim? Małemu żabolowi z pewnością się przyda pomoc takiego gałgana.



https://media.discordapp.net/attachments/676415353835749396/687981297632804894/meve1.gif https://media.discordapp.net/attachments/676415353835749396/687981356738674742/meve2.gif

Online

#328 25-09-2019 o 21h04

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 531

https://i.ibb.co/fMSFnJS/PHOE.png
         Phoenix nie po raz pierwszy jest na Aetronie i tak jak za każdym razem nie jest szczególnie oczarowana. Mimo wszystko musi przyznać sama przed sobą, że czuje ulgę - w końcu udało im się wydostać z Denyi, wszystko dzięki poświęceniu Neila. I jej własnym, nie ma co się oszukiwać. Gdyby coś poszło nie tak, w najlepszym przypadku mogłaby stracić posadę. Jest przekonana, że niewiele osób na statku zdawało sobie sprawę, że cały ten incydent może doprowadzić do konfliktu zbrojnego. To ona musiała wypełniać raporty całymi  nocami, aż oczy miała spuchnięte i zaczerwienione. Nic czego nie robiła wcześniej, ten strach też nie był nowy. Najbardziej w całej tej sytuacji zaskoczyło ją (a nawet uraziło, Phoenix lubi myśleć o sobie w kategoriach dobrego człowieka.) przekonanie Larivii, że Phoenix ją tam zostawi.
         Stolica Aetronu przywołuje jej na myśl coś zgniłego i obrzydliwego, ukrywającego się pod miłą dla oka otoczką. Budynki są rzecz jasna nowoczesne, wyglądają jak sztylety wycelowane w brzuch nieba – wąskie, długie i blade. Miasto jest piękne, nie da się temu zaprzeczyć, ale jest to piękno zimne i niezachęcające, okupione cierpieniem wielu układów słonecznych. Phoenix nie potrafi się nim zachwycić.
         Patrzy w dół; sprawdza czy mundur prezentuje się tak jak powinien. Na bieli materiału nie ma najmniejszego zabrudzenia, rudy warkocz spływa jej na ramię, związany ciasno, tak jak powinien. Włosy rosną jej szybko, teraz sięgają prawie do ostatniego żebra. Zostawiała się czy ich nie rozpuścić, ale zrezygnowała z tego pomysłu, tak samo jak z włożenia złotej sukni. Otrzymała ją kiedyś w prezencie od pewnego kupca i nigdy jej nie założyła. Czasem ogląda ją w sztucznych światłach Hyperionu, podziwia hreańską koronkę utkaną w kształt ptasich piór i tren przypominający skrzydła. Dla feniksa. Nie była kobietą, która znajdowała przyjemność w noszeniu takich rzeczy, więc jak zawsze i tego dnia złożyła ją z powrotem do szafy i wyjęła z niej mundur galowy. Odznaczenia nieprzyjemnie ciążą jej na piersi, kiedy czeka na spotkanie z pierwszym oficerem.. Jest ciekawa kim jest człowiek, który według Rady kompetencjami przewyższa Gabriela.
         Dostrzega go dopiero, kiedy podchodzi, choć na pewno wyróżnia się w tłumie. Jego wygląd zgadza się z opisem oraz zdjęciami w aktach i Phoenix kiwa mu głową. Gdyby była młodsza, zrobiłby na niej wrażenie, w tym swoim dramatycznym płaszczu, prosty jak struna. Kiedy mężczyzna stuka obcasami na powitanie, Phoenix myśli sobie, że to bardzo wojskowe z jego strony i już wie czego się spodziewać. Proxima Centauri mówi sama za siebie. Jego oczy lśnią czerwono w świetle zachodzących słońc Aetronu, kiedy obdarza ją uprzejmym uśmiechem.
– To zaszczyt pana poznać – Jej uśmiech też nie sięga oczu.
         Zaszczyt, bez dwóch zdań. Niecodziennie rozmawia się z generałem, a teraz będą razem pracować, prawdziwe wyróżnienie. Nie może nic poradzić na to, że jej myśli nie należą do zbyt pochlebnych, ale musi przyznać, że jak na razie mężczyzna zrobił na niej raczej dobre wrażenie. W przeciwieństwie do poprzedniego pierwszego oficera nie zaczyna rozmowy od nie do końca wyrafinowanej groźby i przechwałek. Generał Knox sprawia wrażenie człowieka zdystansowanego, dlatego zaskakuje ją, kiedy odnosi się do niej poufałością, o którą by go nie podejrzewała. Biernie przyjmuje fakt, że jego ręka spoczywa na jej plecach i pozwala zaprowadzić się do baru.
Wnętrze jest zatłoczone i hałaśliwe, niewiele oczu zwraca się ku nim, kiedy wchodzą, bo większość gości jest zajęta sobą. I pijana w sztok. Phoenix podejrzewa, że za jakiś czas kilku najbogatszych sponsorów misji przyjdzie ją obejrzeć i cieszy się, że nie włożyła tej złotej sukni. Po krótkim zlustrowaniu sali zwraca wzrok na swojego towarzysza.
– Poleca pan coś szczególnego? – pyta i w zamyśleniu opiera palce o podświetlany kontuar baru. Zwykle nie pija wymyślnych trunków, wybiera whisky i alkohole z Ziemi. Czasem z grzeczności próbuje miejscowych specjałów, ale trzeba z tym uważać, bo to co pełni rolę aperitif dla kosmity, może zabić dorosłego człowieka. Teraz również kieruje się raczej uprzejmością niż chęcią.
– Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, kiedy usłyszałam, że dostał pan przydział na nasz statek. – Uśmiecha się do swojego nowego pierwszego oficera. Takie rzeczy się nie zdarzają. Generał zajmuje się misjami dużej wagi, a nie eskortą statków badawczych.


i ' d    l i k e    t o    h o l d    h e r . . .
(    . . .    H  E  A  D       U  N  D  E  R  W  A  T  E  R    )
────────────────────────────────────────────────────────────────    ───────────────────
https://s7.gifyu.com/images/ezgif-6-4d1c966e1e28.gif  https://imgur.com/BeGaNWw.jpg

Offline

#329 01-10-2019 o 18h52

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 515

_________________________________Drugi Oficer Gabriel Campbell

    Na Gabrielu zamaskowany kosmita nie robił wrażenia. Nie obchodziło go to kim był. Prawo stanowiło jasno, że nie mógł go wpuścić na pokład i nie miał zamiaru tego robić. Nie wzruszył ramionami, nic nie powiedział. Nie wiedział czego ten od niego oczekiwał i go to nie interesowało.
    Kiedy sobie poszedł zwrócił się do żołnierzy pilnujących wejścia, by poinformowali go kiedy wróci. Minął Vihre i Neila, kiedy wracał w swoją stronę. Do pierwszego zdążył się już przyzwyczaić, a ostatnio był wyjątkowo grzeczny. Z drugim chciał porozmawiać, dodać mu otuchy, a nawet uśmiechnąć się, ale nie na korytarzu.
    Nie zdążył wiele zrobić, kiedy dziwny kosmita znowu wrócił. Przedstawił się innym imieniem i nazwiskiem, ale Gabriel tego nie skomentował. Odnotował w pamięci, że powinien o tym powiedzieć Phoenix. Nie uśmiechnął się do niego, a co więcej – nie uśmiechało mu się z nim współpracować.  Musiał sprawdzić czy na pewno.
    -Proszę chwilę poczekać – zwrócił się do niego, po czym zajrzał do swojego pada. Chwilę czekał, aż zaktualizuje on swoje dane.  Trwało to szybko, byli na dobrze połączonej planecie. Kilka wiadomości o nowym oficerze naukowym. Phoenix pewnie dostała nieco więcej. Skład Hyperionu został uzupełniony. Gabriel był zły na całą tę sytuację, jednak nic nie powiedział. Nie dał też żadnego znaku, że coś mu się nie podoba. To było nieprofesjonalne.
    -Witamy na pokładzie statku FC -0627 Hyperion – powiedział, spoglądając na niego. Schował pada i zrobił miejsce, by go wpuścić do środka. –Oprowadzę teraz pana po statku, pokażę pańskie kwatery i stanowisko pracy, przedstawię pańskie obowiązki, oficerze naukowy. Później zapewne spotka się pan z pierwszym oficerem lub panią kapitan w celu oficjalnej prezentacji – wyjaśnił. – Proszę za mną.
    Oprowadzał go po statku, opisując każde pomieszczenie, dokładnie tam, jak było w opisie statku. Udało mu się tego nauczyć na pamięć już dawno temu. Nie dawał kosmicie czasu na zadawanie pytań.
    -Oto pańskie laboratorium – powiedział, kiedy drzwi się przed nimi rozsunęły. Dawno nie wchodził do środka, ale był w nim burdel, tak jak zwykle. Dwójka najwyższych rangą oficerów naukowych była obecnie poza statkiem. Oni też nie przepadali za tym jak Gabriel wpadał tam i robił porządki. Ostatnio tego nie robił. Miał inne rzeczy na głowie. A po śmieci quelli powinien. – Chce pan zostać tutaj dłużej? – spytał kosmitę.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (01-10-2019 o 18h53)



https://media.discordapp.net/attachments/676415353835749396/687981297632804894/meve1.gif https://media.discordapp.net/attachments/676415353835749396/687981356738674742/meve2.gif

Online

#330 02-10-2019 o 20h10

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 122

https://i.imgur.com/KYg6Wc5.png
https://i.imgur.com/5bd7LoZ.png



    Na początku był chaos, ciemność która otaczała mnie ze wszystkich stron i próbowała cały czas złapać mnie w swoje sidła, całe szczęście nadal świeciłem mocno i nie zamierzałem się tak łatwo zabrać. Jeszcze nie zrobiłem wszystkiego co chciałem, a świat tak łatwo nie pozbędzie się Maighstir-sgoile Sikashukeli, a na pewno nie teraz, jeszcze przez długi czas planowałem być wrzodem na dupie wielu osób, no i oczywiście chciałem zrobić karierę i zostać multimilionerem. Dodatkowo, przecież nie mogłem ot tak zostawić mojego słoneczka, przyjaciół, Snufkina, ah dużo tych ludzie się nazbierało. No i jeszcze jest kwestia tego, że śmierć na wskutek porwania przez ciemność jest strasznie nudna, nawet na listę 100 najgłupszych śmierci w galaktyce nie trafię, a był to mój cel, ale może za jakieś 50 lat, a nie teraz w tej chwili. Całe szczęście to był tylko zły sen.
    Potem pojawiło się światło, dosyć ostre, nieprzyjemne dla oczu, sprawiające że musiałem je na kolejną chwilę zamknąć i dopiero po dłuższej chwili się do niego przyzwyczaiłem. Przeciągnąłem się jakbym właśnie wstał z przyjemnej drzemki czemu towarzyszyło syknięcie z bólu, bo z jakiegoś powodu byłem cały obolały, rwały mnie nawet mięśnie o których do tej pory nawet nie miałem pojęcia, że istnieją. W skrócie masakra. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, które okazało się szpitalną częścią statku, człowiek nawet spać iść nie może bo od razu go do aparatury podłączają. Co za rozhisteryzowani idioci, przynajmniej się mogłem dobrze wyspać, chociaż na niezbyt wygodnym łóżku i w tych śmiesznych szpitalnych ciuszkach. Szkoda tylko, że mi okularów nie zostawili, albo soczewek, bo te oddalone przedmiot zlewały się w jedną kolorową plamę, która tak śmiesznie się kręciła. Hehe. Niestety żadna z nich nie przypominała nikogo z medycznego personelu, no cóż ich strata, powinni pilnować swoich pacjentów, a nie odwalać jakąś wolną amerykankę. Zgłoszę to pani kapitan, albo lepiej nie bo jeszcze sam dostanę opieprz za leniuchowanie w godzinach pracy. Ehh… kaszana.
    Powoli zacząłem odpinać się od aparatury, której podłączyli mi tyle jakbym conajmniej miał im tu zaraz umrzeć, nawet kroplówkę dostałem. W końcu ile można tak leżeć i czekać jak można iść po kawę, po prostu później tu przyjdę się zameldować. W końcu byłem zdrowy, więc co złego mogło się stać. Właśnie najgorszym byłoby oddzielenie mnie od mojego ukochanego trunku, pomimo tego, że minęło pewnie tak z kilkanaście godzin, to już czułem się jakbym był wieczność na jakimś odwyku. Potrzebowałem kofeiny jak ludzie tlenu, jak pani kapitan papieru, jak drugi oficer porządku. Łapiecie aluzję? No i musiałem zobaczyć mój ukochany ekspres, jeszcze zostanie ulubionym ekspresem kogoś innego, a tego nie chciałem. Byłoby mi smutno, wpadłabym w depresję i jak ryba pływałbym się do góry brzuszkiem. Na całe szczęście drogę znałem na pamięć i nawet ze słabym wzrokiem mogę dać sobie radę.
    Uśmiechałem się szeroko do każdej mijanej przeze mnie kolorowej plamy która przypominała mi jakąś osobę, chociaż byłem pewny, że kilka razy uśmiechnąłem się do jakiegoś nieżywego przedmiotu. Jednak największym uśmiechem obdarzyłem mój kochany ekspresiunioniunio do kawy i czarny smolisty, słodki jak diabli przez ogromną dawkę cukru płyn, którego wreszcie mogłem się spokojnie napić.

//Kto pierwszy złapie Mareczka ten lepszy. Buzi :*.


https://i.imgur.com/sreYrFf.gif https://i.imgur.com/cEwtYCr.gif https://i.imgur.com/zOEOtCF.gif

The sea waves are my evening gown and the sun on my head is my crown

https://i.imgur.com/HCczWcF.gif https://i.imgur.com/xZQaOlQ.gif https://i.imgur.com/shp6y5q.gif

Offline

#331 05-10-2019 o 15h37

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

______________________________Eais
     Ślub był makabryczny; tylko ta myśl krążyła po jej głowie, gdy uroczystość w końcu się zakończyła. Nie miała zielonego pojęcia, co mogłaby powiedzieć Neilowi i Larivi. Uważała, że całe to wydarzenie, było sztuczne, a zarazem ponure. Atmosfera tym bardziej ją utwierdzała w tym, iż to bardziej przypomina pogrzeb, niżeli coś wspaniałego i nowego, co powinno rozpocząć nowy rozdział w życiu. Wiele razy słyszała, że ślub właśnie taką rolę odgrywa, tak jakby to był przełom w życiach tychże dwóch osób, aczkolwiek w rzeczywistości najwyraźniej inaczej to wyglądało. Zauważywszy, że wszyscy zaczęli się rozchodzić - pognała czym prędzej do wyjścia, aby jak najszybciej wydostać się z tegoż okropnego miejsca.
     Minął tydzień od tejże katastrofy, która zamiast sprawić uśmiech na wielu twarzach, to stała się jedynie gwoździem do trumny. Nastrój na Hyperionie zdawał się nie zmieniać, jakby depresyjna, czarna chmura zawisła nad ich głowami i za nic w świecie - nie chciała się od nich wszystkich odczepić. Może to był sygnał, że pasmo nieszczęść przybiera na sile i tak prędko nie odpuści swym najdroższym ofiarom. Westchnęła wyraźnie wszystkim strapiona. Eais nie potrafiła skupić się na swojej pracy, a momentami popełniała wręcz niedopuszczalne błędy w swojej dziedzinie. Obecni technicy, spojrzeli na nią z niepokojem. Kobieta zignorowała ich ślepia, które były aż nadto wlepione w jej osobę. Starała się nie myśleć o niczym i skupić się na tym, co miała do wykonania. Jednakże nic nie zdołało się poprawić, a błędy zaczęły niebezpiecznie wzrastać.
     - Hej, Eais, doceniamy twoje zaangażowanie, ale... - odezwał się nagle jeden z techników, kładząc swoją dłoń na ramieniu "pochłoniętej pracą" kobiety, w geście pocieszenia i wsparcia. - Może zrób sobie małą przerwę? Nie martw się, poradzimy sobie, a ty przy okazji ochłoniesz i pozbędziesz się rozterek, które tak bardzo uniemożliwiają ci normalnego funkcjonowania. - uśmiechnął się lekko.
     Ręce, które były w ciągłym ruchu - zatrzymały się niemalże natychmiast, gdy ta do końca wysłuchała jego wypowiedzi. Wpatrywała się w silnik, który był jednym z tych najbardziej nieznośnych i problematycznych urządzeń. Przygryzła dolną wargę, po czym podniosła się, lecz nie uniosła głowy. Wpatrywała się wciąż w swoją wcześniejszą pracę.
     - Może masz racje. - oznajmiła chłodno, aczkolwiek z widocznym zamyśleniem i w tym samym czasie opuściła pomieszczenie przeznaczone dla techników - nie odwróciła się ani razu, nie raczyła nikogo swym wzrokiem ani razu, aczkolwiek nikt się tym nie przejął, gdyż większość zdążyła się przyzwyczaić do sposobu bycia Eais.
     Zdawało się, że przemierzała korytarze z prędkością światła. W rzeczywistości było jednak inaczej. Nie szła powoli i spokojnie, ale też nie szła szybko i niespokojnie. Kroki stawiała nerwowo, ale dostatecznie pewnie, by okazać, że niczego się nie waha ani nic nie przyćmiewa jej umysłu. W rzeczywistości jej umysł był aż nadto pogrążony w myślach, rozterkach. Zastanawiała się nad tym, w jaki sposób powinna zachować się wobec Neila bądź Larivi. Od ostatniego czasu, nie widywała się z nimi, bo po prostu nie wiedziała, co mogła powiedzieć w ich towarzystwie, a czego nie. A poza tym dziwnie się czuła w ich obecności, w szczególności w ich wspólnej obecności. Lepiej było jej być sam na sam z Neilem lub z Larivią, a nie tak jak kiedyś - beztrosko z nimi rozmawiać, jakby faktycznie nic nie zaszło między nimi.
     Eais, będąc tak zaaferowaną swoimi przemyśleniami, nie zauważyła, że prawie minęła bardzo znaną jej osobę, która... która... no właśnie, która jakimś cholernym cudem nadal egzystowała? Ale jak? Przetarła swoje oczy z zdumieniem na twarzy. Nie potrafiła w to uwierzyć i zwalała winę na swoje ślepia, które z pewnością platały jej figle. Myliła się jednak. Maighstir stał przed nią w całej okazałości i do tego, jak gdyby nigdy nic, pił sobie kawkę w najlepsze przy swoim ukochanym ekspresie. Kobieta zachłysnęła się od nadmiaru tlenu, przez co zdradziła swoją obecność w momencie, gdy zaczęła panicznie kaszleć.
     Podbiegła do Mareczka, który był niczym nie poruszony, jakby po prostu poszedł na przerwę i wcale - o mało co - nie kopnął w kalendarz.
     - Hej... nie wierzę... jak...? - nie potrafiła normalnie sformułować zdania. Była w zbyt wielkim szoku, który tak prędko nie opuścił zakamarków jej duszy. Klepnęła się w policzki, po czym odchrząknęła, by przybrać postawę tej poważnej i wcale nie zszokowanej tym wszystkim.
     - Jakim cudem ty żyjesz? - pytanie nie należało do tych... odpowiednich, aczkolwiek Eais, nie potrafiła lepiej sprecyzować tego, o co chciała spytać. - Znaczy... chodzi mi oto, że... - próbowała się poprawić i bardziej mu przedstawić, co właśnie miała w głowie, lecz nie potrafiła. Nigdy wcześniej nie miała takiego problemu. Przygryzła dolną wargę w zdenerwowaniu.
     - Medycy mówili, że nie miałeś żadnych szans na przeżycie, więc jakim cudem, tak nagle... tak nagle stoisz na własnych nogach i pijesz kawę, jakby nic się nie stało? Rozmawiam do ducha czy ja po prostu śnię? - tłumaczyła wyraźnie skołowana zaistniałą sytuacją. - A może to, co tu się dzieje to prawda? - podpytała niemalże natychmiast, wpatrując się w oczy inżyniera, który już nie był inżynierem.


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#332 08-10-2019 o 22h58

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 136

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/608398168803115096/unknown.png

     Obserwował stworzonko przypominające ziemską żabę lub vasilijańskiego konika z pewną dozą dystansu. Vihre nie musiał mówić mu tego, że pobyt małego kosmity na statku jest nielegalny, jednak kiedy przyznał, że jest z niego dumny, gardło Neila ścisnęło się, a oczy zaszkliły się szybko. Przed ceremonią na Denyi wmawiał sobie, że nigdy dobrowolnie nie odpuści posady pilota na Hyperionie, ale po tym co się stało, myślał o tym dość intensywnie. Zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby wycofać się na jakiś czas, czy nie lepiej byłoby zabrać Larivię daleko od statku, który przejęła federacja. Czy nie lepiej byłoby pokazać kobiecie, na której mu zależało, miejsce, które odbudowywało ludzi i nie-ludzi na nowo, miejsce, w którym można było żyć bez obaw o przyszłość i przeszłość. Na planetę, na której liczyła się teraźniejszość. Patrząc na Żabola myślał o tym, aby przyłapali go z cholerną żabą, dali naganę i odesłali do domu, byle nie zmusili dodatkowo do tego, aby musiał zrywać kontakt z Phoenix.
     -Możesz na mnie liczyć- powiedział, patrząc jak Vihre wkłada mu do dłoni małe stworzenie. Wyrzucenie go poza Hyperion mogłoby źle się dla niego skończyć.
     Nie zamierzał go upominać, ani nawet żartować z jasnego i szczerego komunikatu o upiciu się. Gdyby alkohol działał na Neila tak, jak na większość osób go spożywających, na pewno by po niego sięgnął. Tylko, cóż by mu z tego było? Spojrzał ostatni raz na zieloną skórę malca, nim ten wsunął mu się do rękawa munduru. Następnie podniósł wzrok na przyjaciela.
    „Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś porozmawiamy.”
     „Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.”
     „Mam nadzieję, że przylecisz kiedyś na Faexę.”

     Nie powiedział nic. Głównie dlatego, że wszystko, co chciał mu powiedzieć, nie było prawdą, a kłamstwo zaczynało się już na samym początku. Neil nie miał już żadnych nadziei.
    „Dbaj o siebie, Vihre.”
     „Uważaj na siebie.”

     Z kolei jak mógłby prawić kazania komuś, kto był o wiele bardziej doświadczony od niego i doskonale wiedział, jak sobie radzić, jak wyjść z każdej sytuacji?
     Cisza przedłużała się. Pilot przełknął ślinę, czując, jak żaba w jego rękawie przekręca się na drugi bok. Miał ochotę zejść Vihre z oczu, ale brakowało mu siły psychicznej na to, aby w ogóle drgnąć. Czekał na jego ruch lub jakikolwiek znak, że rozmowę uznał za zakończoną. Czekał, aż odwróci się, machnie ogonem i zniknie za framugą drzwi.

Ostatnio zmieniony przez Airi (08-10-2019 o 23h03)



https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/731619869728178216/airi.gif

Offline

#333 09-10-2019 o 13h52

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

..............................................................https://images-ext-1.discordapp.net/external/0Hb6_aTR1jWw1O-k1FolVKaApIzt8uSBPUwOd17HMcw/https/fontmeme.com/permalink/190907/d584480dba1634491ed87d5be4a2203b.png?width=441&height=53

    Szedł spokojnie za Gabrielem mając w pamięci groźby Laskiego na temat jego więzienia. Nie twierdził, że spędzi na statku pięćdziesiąt lat bez przesady. Uciekanie Federacji nie było tak trudne jakby się mogło wydawać. Trochę taki rozwinięty survival, zabawa w Etheryckiego kotozaura i Armilowego mausa, trochę regularna wojna, a trochę czysty, piękny chaotyczny porządek. Quentin lubił porządek, ale dopiero w chaosie mógł odnaleźć swoje miejsce. 
    Nucił sobie jakąś piosenkę, którą usłyszał dzieckiem będąc, Gabriel mu opisywał trochę rzeczy, które Okinlandczyk już wiedział, spora część się zmieniła. Część rzeczy usunięto. Na samym statku panował coś, co chyba można nazwać porządkiem. Wszyscy wyglądali jakby mieli kije w jakiejś ze swoich części ciała, połowa tylko udawała, że pracuje, a część wyglądała nadzwyczaj ponuro.
    Gdy otworzyły się drzwi laboratorium jęknął. Wszystko było wręcz w ruinie, wyglądało jakby ktoś sobie pracował, potem to zostawił. Część probówek była brudna, w części były substancje które wykazywały właściwości silnie żrące, wybuchowe, trujące itd. i nie były odpowiednio zabezpieczone!
    - Co co c****. Ktoś tu w ogóle wchodzi? Ktoś się tym zajmuje? Ktoś tu jeszcze poza mną jest? Co za syf, co za bałagan, jak tak można, co się stało z poprzednim naukowcem? - ochłonął trochę. Tak piękne i świetnie wyposażone laboratorium w takim stanie. - Tak, zostanę tu trochę, zapewne dłużej niż myślisz, to wszystko trzeba posprzątać, zutylizować i naprawdę... i właśnie. Pomożesz czy będziesz tak stał? A jak nie masz czasu to podeślij mi tu kogoś do pomocy. Przecież... uh!
    Pogrzebał w probówkach póki nie znalazł odpowiednich odczynników. Zmieszał je, wstrząsnął i wylał na blat. Maź którą stworzył zaczęła poruszać się po pomieszczeniu pochłaniając i usuwając wszystkie pyłki, kurze, okruszki, plamy. W tym czasie Quentin zbierał wszystkie fiolki z płynami i wlewał je prosto na mazidło, które i z tym nie miało większych problemów.
    Spojrzał na Gabriela zadowolony ze swojej pracy. - No, nieźle nam idzie.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (09-10-2019 o 13h53)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 12 13 14