Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5 ... 14

#51 19-10-2018 o 21h26

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

__________https://fontmeme.com/permalink/181006/76ea9bd7289b94fe5d21f635b23f7cd1.png


          Zachowanie kapitan pozytywnie go zaskoczyło. Przez chwilę zaczęła się w nim tlić niebezpieczna nadzieja, że być może da się z nią dogadać w przypadku kryzysu. Albo nawet przekonać do słuszności misji. Natychmiast odgonił te myśli. Takie optymistyczne nastawienie mogło go jedynie wpakować w kłopoty.
          — Przykro mi, że panią zawiodłem już na samym początku. Zapewne więcej informacji zostało przekazanych osobom o przynajmniej generalskim stopniu. Niestety ten jeden szczebel w hierarchii wojskowej robi sporą różnicę. — Mimowolnie zrobił zbolałą minę.
          A potem odezwał się Campbell. I raczej nie był tak ugodowo nastawiony jak kapitan. Niby wyglądał na spokojnego, na prawdziwą oazę spokoju, ale coś było nie tak. Może to tylko dziwne przeczucie, jednak Kĥāngkhāw już dawno nauczył się, żeby nie ignorować swojego instynktu. W końcu w sytuacji, w której znajdował się obecnie, trudno było o zbytnią ostrożność.
          Przymknął oczy i przeklął w myślach. Taka wpadka już na samym początku. Czuł się zażenowany samym sobą. Powinien był spędzić więcej czasu na przyswajaniu procedur w zwykłej flocie zamiast jak ostatni idiota bezsensownie powtarzać te niewiele dostępnych informacji na temat misji, licząc, że może coś przegapił albo dowiedzieli się czegoś nowego. Zapewne powinien był zrobić też masę innych rzeczy przed przybyciem na Hyperiona, ale na to było już za późno. Kĥāngkhāw Paçmêlk III mógł mieć tylko nadzieję, że uniknie podobnych błędów w przyszłości i że szczere przyznanie się teraz do winy nie dopuści do otwartego konfliktu z drugim oficerem tak od razu. Bo był pewny, że wspomnianego konfliktu uniknąć się nie dało.
          — Proszę mi wybaczyć tę pomyłkę. — Pochylił lekko głowę. — Wygląda na to, że zdarza mi się nadal myśleć tak jak w armii. Czasowe zastępstwa nie były tam niespotykane. W końcu oddział nie mógł przestać funkcjonować, jeżeli ktoś na przykład został ranny, nawet gdy tą osobą byłby dowódca.
          Dalszą część wypowiedzi Campbella zignorował, dopóki ponownie nie odezwała się kapitan. Była po prostu... milsza w obejściu.
          — Ręczę, że moi ludzie będą współpracować, są dobrze wyszkoleni. Chociaż zapewne będą stale okupywać siłownię, gdyby przypadkiem zaczęli sprawiać tam problemy, proszę dać mi znać. Takie zachowanie nie jest tolerowane. O reszcie nowej załogi nie mogę zbyt wiele powiedzieć, sam dopiero niedawno poznałem ich nazwiska.
          Miał szczerą nadzieję, że ta rozmowa się już za długo nie potoczy. Tak szczerze, chciał już wyruszyć. Chciał jak najszybciej dotrzeć na Deltę Prumę, znaleźć kryształy, wykonać misję i dostać awans.


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#52 20-10-2018 o 12h15

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 356

______________________________Eais
Czy zaglądanie w głąb swej duszy było mądrym posunięciem? Nie znała odpowiedzi na te pytanie, lecz bez wahania kontynuowała rozmyślanie o swej przeszłości, snując różne teorie o rodzie, z którego się wywodziła. Może coś złamała, co było niedopuszczalne u Oppositum'Magna i za to została wygnana z ziem tej rasy? Albo sama wyrzekła się tej krwi? Im więcej dumała nad tym tematem, tym więcej rosło w jej głowie pytań, które nie posiadały odpowiedzi. Pokładała swe ostatnie nadzieje w smoku, który był dla niej stworzeniem wszechwiedzącym. Być może przepowiada przeszłość i przyszłość? Starannie poszufladkowała niewiadome w swym umyśle, aby w idealnym stanie je zapamiętać i przy najbliższej okazji zasypać nimi złotego przyjaciela. Prawdopodobnie z boku wygląda jak żywy trup, który zastygł w miejscu, wpatrując się w jeden, martwy punkt. Dało się dostrzec jej odległy, obojętny wzrok, który został pochłonięty przez przeraźliwą czarną otchłań. Wewnętrzna cząstka jej osoby również została porwana na strzępy, tworząc postać istniejącą fizycznie, a nie psychicznie. Nie zdawała sobie sprawy z tego, iż takie zachowanie mogło być przerażającym doświadczeniem dla nowych członków załogi. Od razu postawiła się w złym świetle dla ciekawskich oczu. I będzie coś wstanie wtedy zrobić? Wytłumaczyć się z tego nagłego stracenia kontaktu z rzeczywistością? Nawet na to nie była wstanie zareagować. Kłębek problemów zdawał się jakby narastać, a ona nawet nie czuła się przygniatana przez ten ogromny ciężar. Była zdolna do walki? Owszem, była, będzie i zawsze będzie, lecz musi znać cel dążenia naprzód. Nie wiedziała od czego zacząć, więc jedynie co ją motywowało, to zbieranie informacji, które z pewnością kiedyś naprowadzą ją na tę odpowiednią ścieżkę.
Ruszyła odrobinę odrętwiałymi palcami, a następnie dłońmi, przerzucając granitowe ślepia na grupkę osób, w której się znajdował Neil. Dostrzegła jego niepewność, gdy podniósł rękę, aby jej pomachać. Czy dobrze zrobił wykonując czynność, której sam nie był nawet przekonany? Zlustrowała go z daleka wzrokiem, badając jego reakcje, które były dla niej nadwyraz widoczne. Nie musiał tego robić, jeżeli źle się poczuł po tym... przeszło jej przez myśl, po czym uniosła odrobinę dłoń; lekko nią machając. Szybko ją opuściła, gdy zauważyła jak Asterion zbliża się do blondwłosej pilotki. Była przekonana, że ich relacje również będą zaostrzone przez to, jak technik traktował niebezpieczne i bezpieczne prace wykonywane przez kobiety. Westchnęła i miała zamiar pokierować swe nogi do miejsca przeznaczego dla pracy techników, lecz jedynie drgnęła, powracając swymi oczyma na rozmawiające ze sobą osoby, a raczej na nową pilotkę; przez chwilę wpatrywała się w nią, próbując postawić się na jej miejscu, aby zobaczyć samą siebie z perspektywy trzeciej osoby. Ale nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Wzięła lekki wdech, łapiąc się prawą reką za nadgarstek lewej dłoni. Była już gotowa udzielić jej odpowiedzi, lecz po chwili odezwał się niebieskowłosy mężczyzna, który wcześniej świecił się niczym ogromna lampa na sali odpraw. Zamrugała kilkakrotnie, oglądając go granitowymi ślepiami, kącik jej ust odrobinę drgnął, lecz nie zakwitł z tego chociaż lekki uśmiech, gdyż powrócił ponownie do swojego wcześniejszego położenia.
- Nazywam się Eais i jestem technikiem na tym statku. - przedstawiła się, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie, jednakże nie miała zielonego pojęcia, czy dokonała swych zamiarów. Uciekła swym wzrokiem, gdzieś w kąt pomieszczenia, przypominając sobie uwagę blondwłosej kobiety.
Dziwnym trafem czuła potrzebę, aby im to wyjaśnić, że ma skomplikowany charakter, że bardzo ciężko ją zrozumieć, dogadać się z nią, ale nie wiedziała od czego zacząć, a tym bardziej czy to był dobry pomysł, aby dzielić się tym z dopiero nowo zapoznanymi osobami. Powróciła swym lekko zmieszanym wzrokiem, który i tak był przykryty standardową obojętnością.
- I przepraszam, jeżeli moje zachowanie wyglądało dosyć podejrzliwie i dziwnie wobec was, ale to wiążę się z... - zaczęła mówić, nie mając pojęcia dlaczego, więc zwalała to na swój instynkt, który postanowił ją w tym momencie zwieść. Chciała ich przeprosić w taki sposób, aby nie musieli się dowiadywać o niej czegoś, co jest zakłębione w jej żyłach i czego nawet ona sama o sobie nie wie.
- ...moją przeszłością. - dokończyła zdanie ciszej, bardziej pod swoim nosem, po czym spojrzała na Neila z nadzieją, że pomoże jej w zaistniałej sytuacji, ponieważ Eais ufała mu i wiedział wiele o niej.


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#53 20-10-2018 o 20h42

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 553

http://funkyimg.com/i/2LFvv.png


Nesta spotykała się z wieloma wpływowymi ludźmi, większość z nich była tak nastawiona do jej rodziny, że wręcz jedli jej z ręki. Gateway przywykła do tego, że wszyscy robią to, czego oczekuje. I tu pojawiała się Phoenix Gould.
    Kobieta podzielała zdanie Kĥāngkhāwa - sądziła, że będzie to szczeniak, niezdolny do dowodzenia załogą. Ona nawet wybiegała myślami dalej, spodziewając się, że dotarła do tak wysokiego stanowiska grzejąc czyjeś łóżka.
    Podczas spotkania Nesta siedziała koło Paçmêlka. Ludzie wokół nich rozmawiali; Nesta natomiast wolała zachować profesjonalizm i nie dać się zaskoczyć przybyciem Gould.
    O dziwo, pani kapitan zdawała się całkiem porządną osobą. Niestety.
    To utrudniało wiele rzeczy. Czekało ich ciężkie zadanie.
    Po zebraniu, które było niepokojąco krótkie, Nesta udała się wraz z Kĥāngkhāwem, kapitan i tym drugim oficerem, Campbelem, do jej biura.
    Szła niemal bezszelestnie za Phoenix, obserwując ją dokładnie. Widziała, jak zaczepiają ją ludzie, jak się do niej uśmiechają i jak się wobec niej zachowują. Byli zżyci, nawet bardzo. Ciekawe jakie relacje łączyły ją z byłą asystentką?
    Kiedy weszła do gabinetu, omiotła wzrokiem niemalże wszystko. Piętrzące się papiery na biurku, szafki, nawet krzesła. Których, swoją drogą, było za mało. Zazgrzytała zębami, gdy okazało się, że musiała stać, jednakże próbowała tego po sobie nie poznać. Musiała utrzymać tę kamienną maskę i zadbać o swój wizerunek, jak uczył ją ojciec.
    To... to nie było proste. Phoenix niemalże postawiła Kĥāngkhāwa pod ścianą, co nie spodobało się Gateway. Zdążyła się z nim poznać i nawet się zżyli, co było w miarę zrozumiałe. W końcu musieli razem współpracować.
    Kĥāngkhāw zachowywał się profesjonalnie, co sprawiło, że Nesta od razu poczuła się swobodniej. Chociaż przytyk o siłowni, którą uwielbiała...
    - Ne wszyscy tak często korzystamy z siłowni, Kĥāngkhāw - wypaliła nagle, zwracając na siebie uwagę wszystkich w sali. Uderzyła się mentalnie w brzuch. To było bardziej niż nieprofesjonalne. - To znaczy... Niedługo wylot. Czy możemy już udać się na mostek? Chciałabym poznać resztę załogi, jeśli to nie problem.


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#54 21-10-2018 o 00h15

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 440

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

                   Zanotowałam w myślach, że wolał ignorować Gabriela, zapewne ze względu na celność jego uwag. Miałam nadzieję, że mimo wszystko uda nam się dojść do porozumienia. Gdybyśmy sobie nie ufali, cały statek pogrążyłby się w chaosie. Wątpiłam, by było to celem porucznika.
- Oczywiście, rozumiem. Nie chciałam stawiać pana pod ścianą w taki sposób, jednak z pewnością sam pan rozumie moją troskę. Żałuję, że nie miałam przyjemności poznać nowych członków załogi wcześniej, jednak mam nadzieję nie będzie to miało wpływu na naszą współpracę.
Mam nadzieję, że nikt nie zostanie ranny, to tylko misja badawcza, nie wojskowa – Z uśmiechem skinęłam mu głową. Wyglądał na zmieszanego, ale raczej dlatego, ze przyłapano go na kłamstwie, nie z powodu własnej niewiedzy. Prezydent nie wysłałby kogoś niekompetentnego.
- Żołnierzy traktuję rzecz jasna jako pełnoprawnych członków załogi i w razie jakichś problemów będą odpowiadać przede mną.
                 Nagle odezwała się moja nowa asystentka. Fioletowe tatuaże w dziwny sposób kontrastowały z delikatnymi rysami jej twarzy.
- Podoba mi się pani nastawienie.– Uśmiechnęłam się do niej. Wyglądała na może nieco zbyt pewną siebie, ale z drugiej strony nie chciałabym mieć nieśmiałej asystentki, w tym zawodzie trzeba było odważnie iść przed siebie, żeby mieć szansę na awans. Miałam tylko nadzieję, że w przyszłości będzie bardziej profesjonalna, jednak z drugiej strony nie dziwiłam jej się. Na początku swojej kariery też się denerwowałam, kiedy kazano mi stać dłużej niż pięć minut.
– Ma pani rację. Nie będę dłużej przesłuchiwać pana oficera i przepraszam za moją natarczywość. Za trzy cykle minutowe odlatujemy, pora udać się na mostek.
Podniosłam się z fotela i zaczekałam aż moi oficerowie zrobią to samo. Nadal nie mogłam przyzwyczaić się do myśli, że już nigdy nie zobaczę połowy poprzedniej załogi. No cóż, to był zaiste czas wielkich zmian.
                  Szybko dotarliśmy na mostek. Tym razem już nikt mnie nie zaczepiał, a korytarze były w większości puste, nie licząc małych grupek żołnierzy lub spieszących się gdzieś pisarzy.
Kiedy przekroczyłam próg od razu poczułam się lepiej. Rzuciłam okiem na znane mi ekrany, okna, światła i ludzi. Wystartujemy i wszystko będzie jak dawniej.
Przeszłam przez pomieszczenie, by zająć miejsce na fotelu. Nie siedziałam w nim przez kilka tygodni, lecz doskonale pamiętałam rozciągający się stamtąd widok i uczucie, które mi tam towarzyszyło.
Skinęłam głową Neilowi, Asterionowi i Eais.
                  Coś mi w tym obrazku nie pasowało.
- Gdzie jest nawigator? – Mimo woli obróciłam się do pierwszego oficera, który już zdążył zająć miejsce po mojej prawicy. Znów stawiałam go w niezręcznej sytuacji, trudno. Może powinien lepiej pilnować ludzi, których ze sobą przyprowadził.
- No cóż, nie możemy dłużej zwlekać – Wyprostowałam się w fotelu. Nie miałam pojęcia, czy nawigator w ogóle jest na statku, ale to nie był prom wycieczkowy, tylko jego praca. Nie zamierzałam na nikogo czekać. Czekałam już wiele tygodni.
- Przygotować się do startu.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#55 21-10-2018 o 13h03

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 996

______________________________Gabriel Campbell

           Gabriel starał się nie patrzeć w stronę nietoperza. Zignorował go, a to było uwłaczające dla Ziemianina. Nie był jakąś płotką, by go w ten sposób ignorować, był drugim oficerem - tylko jedno stanowisko niżej, a na statku był już kilka lat. Widział, że Phoenix w tym momencie zależało, żeby nawiązać z pierwszym oficerem dobrą relację, więc musiał odpuścić, ale nie miał zamiaru tego robić, kiedy znajdą się sami.
           Wtedy odezwała się nowa asystentka. Gabriel spojrzał w jej stronę. Nieprofesjonalny przytyk. Siłownia go w ogóle nie interesowała, natomiast zainteresowało go to, że zgodnie z jego przypuszczeniami - znała pierwszego oficera. Niestety, nie miał czasu, ani możliwości dłużej tego roztrząsać. Potrzebował znać ich imiona, a znał imię tylko jednego z nich, które wiele mu nie mówiło. Teraz z kolei musieli w końcu wystartować. Wstał zaraz po pani kapitan i udał się za nią.
            Podobnie jak Phoenix skinął głową w kierunku starej załogi, kiedy już znaleźli się na mostku i ponownie usiadł, tym razem po jej lewej stornie. To był chyba jego trzeci raz, kiedy siadał na tym fotelu, odkąd dostał awans na drugiego oficera, prawie rok temu. Po prostu nie czuł się dobrze siedząc, jego mechanizmy czyniły go bardziej odpowiednim do walki niż normalnego życia. Tylko Favian zmuszał go do siedzenia, ale miał wrażenie, że mężczyzna cały czas chciał, by Gabriel traktował siebie bardziej jak człowieka niż maszynę, w przeciwieństwie do jego poprzednich opiekunów. Spojrzał w kierunku nowego głównego inżyniera. Był wysoki, świecił się, rozczulał go widok ekspresu do kawy i wyglądało na to, że rozmawiał z Neilem, nim przyszedł tutaj z Phoenix i pierwszym oficerem. Może nie był taki zły? To chyba i tak nie miało na ten moment znaczenia, skoro Gabriel nie miał zamiaru go prosić o pomoc.
            Gdy Phoenix zauważyła brak nowego nawigatora, Gabriel spojrzał w stronę jego stanowiska. Wydawało mu się, że Furrei miał objąć tę rolę, ale jego też nie widział w pomieszczeniu.
-Pójdę go poszukać - oznajmił pani kapitan, wstając z fotela. Nie miał ochoty w nim siedzieć, nie chciał też widzieć nietoperza siedzącego po prawej stornie kobiety. Nie czekając na pozwolenie wyszedł z pomieszczenia i od razu skierował się w stronę sali konferencyjnej. Wydawało mu się to najlepsze miejsce na początek poszukiwań, a wcale nie musiał szukać długo.
            Znalazł nowego nawigatora, rozmawiającego z jednym z pisarzy, tuż pod salą konferencyjną. Starszy skryba, prawdopodobnie miał na imię Marco i wyglądał jak człowiek, ale Gabriel po nim widział, że jego przodkowie niekoniecznie ludźmi byli - jego oczy miały nienaturalny kolor i zdarzało im się świecić, kiedy był podekscytowany, jak w tamtym momencie. Musiał opowiadać Furrei jedną ze swoich historii. Przestał, gdy tylko zauważył, że ktoś do nich podchodzi, podskoczył, gdy zobaczył, że to jest drugi oficer.
-Oficer Campbell! - zawołał na jego widok z uśmiechem. - Zobacz kogo poznałem, to jeden z Furrei, z nowo odkrytej Cantarelli... - Gabrielowi ekspresja twarzy się nie zmieniła. Nie uśmiechnął się, nie wyglądał na zdenerwowanego.  Poniekąd bawiło go to, że pisarzowi zawsze gasiły się oczy, gdy tylko sobie przypominał, że cyborg nie podzieli jego entuzjazmu.
              -Drugi Oficer, Gabriel Campbell - przedstawił się, wyciągając dłoń do lwa. Uścisnął jego dłoń gdy już się przedstawili. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien silić się na uprzejmości, ale szybko z tego zrezygnował. - Właśnie startujemy, wymagana jest pańska obecność na mostku, proszę udać się za mną - oznajmił. Po chwili zerknął na skrybę, któremu już nie musiał nic mówić.
-Już idę do pracy - powiedział cicho, po czym udał się w swoją stronę. Gabriel nie odprowadził go wzrokiem, tylko powoli zaczął iść w stronę mostku kapitańskiego.
-Na przyszłość prosiłbym o dokładne zapoznanie się ze statkiem, z takich spóźnień mogą być wyciągane konsekwencje  - oznajmił. Nie wiedział czy Phoenix wezwie lwa do swojego biura, ale przynajmniej ostrzegł go, że tak się może stać. -Ponadto radziłbym unikać naszych oficerów naukowych, przynajmniej dopóki nie ostudzi się ich szał badawczy - dodał, przypominając sobie, że to on był wcześniej przez nich napastowany.


odtąd mnie obmywały Morza poematy,                                                               nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
https://68.media.tumblr.com/2a2a8d770722fe2655873f8e7f6a5597/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo2_r3_400.gif https://68.media.tumblr.com/e99e184b6a96667efc3dd0abd6ac9ea0/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo1_r3_400.gif
pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty wabią czasem topielca rozmyślającego.

Online

#56 22-10-2018 o 19h58

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 359

SIGURD


          Sigurd opuszcza salę konferencyjną jako ostatni, ale choć jego ciało porusza się niezręcznymi ruchami z dala od drzwi, umysłem nadal zostaje pomiędzy słowami pani kapitan oraz twarzami nowych kamratów. Nie dowiedział się o nich wiele więcej, niż oferowały mu przygotowane materiały, ale pierwsze doświadczenie tej dziwnej zbieraniny w praktyce zrodziło w nim równie silną ciekawość, co i niepokój. Chciał wiedzieć więcej o cywilizacjach, historiach, współpracy z federacją od wiarygodnych źródeł, ale przede wszystkim więcej na ich temat jako indywidualnych osób. Jest absolutnie pewien, że mają do opowiedzenia przygody, o których prostemu furei nie śniło się nawet po latach posługi w siłach militarnych. Jednocześnie trapiło go poczucie bycia niepasującym elementem układanki. Obok qlulle nie specjalnie przejmujących się swoją odmiennością oraz postawnego nietoperza niemożliwego do odczytania, Ziggy był najmniej humanoidalną częścią zespołu. Nie było w nim także nic pięknego, jak w lśniących rogach jednego z techników, nic dumnego niczym tatuaże Nesty, nic delikatnego niczym piegi tworzące piękny pejzaż w zestawieniu z jesienną barwą włosów pani kapitan. Gdyby był choć trochę bardziej niczym Jodi, może wtedy... Wtedy mógłby się czuć bardziej "na miejscu".
          Mapy w jego dłoniach zdążyły dawno zmienić się w zgniecione kulki, zanim Ziggy zauważa z jaką frustracją zaciska na nich palce. Bierze głęboki wdech i powoli rozluźnia uścisk, wygładzając papier na najbliższej płaskiej powierzchni. Czule przesuwa opuszkami po znajomych liniach, kształtach wypalonych w jego pamięci przez wieloletnie studiowanie ich pod okiem starszyzny. Na dłuższą chwilę zatrzymuje się przy koślawych literach  oznaczających "Cantarella", badając wklęsłości starej mapy w miejscach, które Eldigan wielokrotnie poprawiał ołówkiem. Jego oczy przemieszczają się następnie po drobnych planetach niezwiedzonych wciąż przez federację, a po kilku sekundach docierają do Denyi dodanej stosunkowo niedawno niepewną ręką początkującego kartografa. To była jego pierwsza prawdziwa wyprawa u boku dziadka i chociaż początkowo Ziggy nie dawał się przekonać, aby dodać swój pierwszy ślad na rodzinnej mapie, starszy furei miał swoje sposoby. Wzdycha ciężko, wspominając także swoje pierwsze spotkanie z Rivią. Rivia...
          Podnosi spojrzenie na pusty korytarz prowadzący w stronę mostku. Bycie samolubnym nie leżało w jego łagodnej naturze, ale nie mógł się pozbyć poczucia, że był jej już zbędny. Pod czujnym okiem Eldigana opiekował się nią oraz uczył, a z czasem stał się powiernikiem wielu sekretów oraz uczuć. Ale wtedy nie miała przecież większego wyboru. Trzymanie się z furei, którzy jako jedyni wstawili się za jej skomplikowaną sprawą było wynikiem konieczności... I może tylko tyle był wart. Może przywiązał się zbyt mocno do kogoś, kto wcale go już nie potrzebował. Ze swoją urodą oraz charyzmą, Rivia z łatwością podbijała obce serce i tego Ziggy nienawidził w niej najbardziej. Nie, nie. Nie potrafiłby jej nienawidzić. Cierpka i obrzydliwie gorzka w smaku prawda jest taka, że nie potrafiłby pogodzić się z losem starego, niepotrzebnego już mebla z którym nie wiadomo co zrobić.
          Mógłby tak godzinami snuć się niczym ciemna chmura burzowa, ale nagle zatrzymuje go czyjś włos. Ku jego rozczarowaniu nie należy do nikogo znajomego. Sigurd obraca się w stronę nawołującej go osoby, lustrując niepewnie mężczyznę w mundurze z pomarańczowymi oznaczeniami. Starszy mężczyzna o ludzkiej aparycji i uśmiechu prawdziwie życzliwej osoby. Formujące się na twarzy zmarszczki mówiące tak bardzo o doświadczeniu, jak również ogromnej pogodzie ducha rozluźniają nieco jego napięte mięśnie. Skryba zaczyna rozmowę powoli, małymi kroczkami i uprzejmymi słowami. Chociaż na początku wspominał coś o pośpiechu, startowaniu oraz poważnemu traktowaniu obowiązków, łagodna reprymenda szybko przechodzi w dyskusje na temat biografii najsłynniejszego kartografa federacyjnego. Jeszcze chwilę wcześniej onieśmielony Ziggy poświęca się chętnie rozmowie, dzieli własnymi opiniami, z szerokim uśmiechem na pysku wysłuchuje opowieści osobnika, który przedstawił mu się jako Marco.
          Energiczna wymiana zdań urywa się nagle wraz z przyjściem znajomej już osoby. Sigurd dobrze wie dlaczego tu jest i chociaż podpadnięcie pani kapitan pierwszego dnia służby nie było jego zamierzeniem, nie może się zmusić do żałowania czasu poświęconego skrybie. Żegna go niedbałym machnięciem ręki, przy okazji wymieniając się z nim porozumiewawczym spojrzeniem. Po raz pierwszy nawigator poczuł, że zaczyna dostrzegać swoje miejsce w układance. I to poczucie spotęgował w nim także drobny monolog oficera - jak sugeruje ubarwienie jego wstawek.
- Dziękuję - Ziggy mówi cicho, zastanawiając się poważnie nad swoimi słowami - Pomogłeś mi wcześniej z Qlullami i teraz... Ah, to pewnie twój obowiązek, ale i tak - bierze głęboki oddech i powtarza jeszcze raz to ważne słowo, tym razem pewnie, wyraźnie - Dziękuję! Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało i że może zostaniemy przyjaciółmi? O-Oczywiście jeśli--
          Sigurd milknie, kiedy przekraczają wreszcie próg drzwi wejściowych na mostek. Decyduje się zrezygnować z tłumaczeń. Jeśli pani kapitan weźmie go na dywanik, będzie z nią szczery. Tymczasem posłał jej jedynie spojrzenie obiecujące, że miał bardzo dobry powód spóźnienia, zanim stanął na swojej pozycji i włączył odpowiednie mapy na ekranach. Kątem oka zerknął jeszcze raz w stronę ciemnowłosego mężczyzny. Być może Rivia go zostawi, wymieni na charyzmatyczną załogę Hyperiona, ale w tamtej chwili Ziggy myśli, że nie będzie miał jej tego za złe. Znajdzie tu swoje miejsce.

Ostatnio zmieniony przez Acerola (22-10-2018 o 20h07)


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Online

#57 25-10-2018 o 01h00

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png



       Czekałam na odpowiedź Asteriona, ale nim ten zdążył mi jej udzielić, drzwi się otworzyły, a przez nie wbiegł jakiś nieznajomy mi mężczyzna. Rozejrzał się panicznie dookoła, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na białowłosym wyraźnie mu ulżyło.
       - Więc tutaj jesteś, na układ słoneczny, biegam i ciebie szukam! Jesteś potrzebny! - podbiegł do technika i złapał go za ramię. Mimo, że nikt z nas nie wiedział, co się wydarzyło, najwyraźniej nie mieliśmy się dowiedzieć, bo dwója już opuściła mostek. Patrzyłam jeszcze chwilę na zamknięte już drzwi, by następnie wzruszyć ramionami i ponownie wlepić wzrok w swój panel. Wtedy też dotarł do mnie głos niebieskowłosego i siłą rzeczy kącik moich ust się nieco uniósł. Mimo, że nie byłam zwolenniczką takich typowo kobiecych ksywek, ta ze słońcem miała swój urok. Poza tym teraz była inna kwestia, dotycząca przezwiska Neila. Prychnęłam pod nosem.
       - Galaktyka jest potężna, a ja jeszcze nie wiem, ile dokładnie jest tych piegów - mruknęłam pod nosem, bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego, więc nie mogłam mieć pewności ile osób to usłyszy. Dopiero kolejne słowa miały być powiedziane znacznie głośniej. - Neil jeszcze nie wie, czy będzie w stanie skopać mój tyłek, więc spokojnie, Mai... możemy nieco poszaleć - puściłam oko do inżyniera, mówiąc to tak, jakby drugi pilot wcale tych słów nie słyszał.
       Niecierpliwiłam się już i naprawdę chciałam zobaczyć do czego to cacko jest zdolne. Zapoznać się z każdym parametrem, wyczuć zwrotność, przyspieszenie. Och, tak bardzo mnie korciło, aby już ruszyć, ale nie! Trzeba czekać, aż pani kapitan się tu łaskawie zjawi i pozwoli. Nie wiem kiedy zaczęłam wystukiwać rytm na stole przede mną. Liczyłam sekundy, czekałam, aż ktoś się pojawi. Gdzie jest Ziggy? Na pewno się zgubił, ale teraz już nie mogłam isc go poszukać, bo pierwszy lot wystartuje Neil, a ja... chciałam zrobić wrażenie, chciałam bardzo pokazać, że jestem warta tego miejsca, fotela, sterów.
       Zerknęłam nagle do tyłu, bo oto ktoś się odezwał i była to właśnie ładna, ciemnowłosa dziewczyna.
       - Miło mi cię poznać, Eais, będę polegać na twoim wsparciu technicznym - skinęłam jej profesjonalnie głową, tym samym zachowując powagę. Doskonale, kobieta na takim stanowisku, bardzo mi się to podobało. Może faktycznie wygrałam życie, znajdując się na tym statku. Oceniając po pozorach, byłam gotowa zaklasyfikować kobietę do grona osób lubianych, nawet powiedzieć jej, że nie ma za co przepraszać, ale wtedy ona jakoś tak spojrzała na drugiego pilota, ucięła wpół zdania, a mi brew drgnęła.
       Sama spojrzałam na zamaskowanego mężczyznę, potem znów na Eais, potem na niego, na nią, na niego, na nią. Założyłam ręce pod biustem, cmoknęłam.
       - Nic nie szkodzi - w końcu te słowa wypuściły moje usta, ale już nie tak entuzjastycznie. O cholerę tutaj chodzi? Czyżby rzeczywiście poznany niedawno pilot był psem na baby? Każda kobieta na tym statku albo na niego patrzy maślanymi oczami, albo on na nią? Nie, żeby mi to przeszkadzało, w końcu go nie znam. W zasadzie to dobrze, że widać to, jak na dłoni, będę wiedziała, żeby mieć się na baczności. Pewnie dlatego tak przyjemnie mi się z nim rozmawiało, może już zaczął stosować jakieś sztuczki, a ja się dawałam, jak byle podlotek? Czujność Rivio! Czujność to podstawa.
       Drzwi znów się otworzyły, a ja zdławiłam w sobie chęć powiedzenia "no w końcu". Rudowłosa też nie była jakaś wylewna, powiodła po nas spojrzeniem i zapytała o Nawigatora. Otwierałam usta, by wyjaśnić, że zaginął akcji no i wtedy on! Cały na czarno! No może bez przesady, ale w końcu się pojawił, w towarzystwie innego mężczyzny. W każdym razie ulżyło mi, kiedy po mojej prawej pojawił się zaufany przyjaciel. Poczekałam na zapalenie przez niego map, sięgnęłam po wiszące na haczyku słuchawki, które miały pomagać w wyraźniejszym kontakcie między Neilem, a Ziggym.
       - W takim razie melduję gotowość do startu! - powiedziałam poważnie i tak to się zaczęło. Moja dłoń poszła w ruch, jak w tańcu, płynna, zdecydowana, charakteryzująca się warsztatem, ale też swobodą. Po kolei przełączyłam wszystkie pstryczki, sprawdziłam raz jeszcze parametry, odczekałam do odpowiedniej chwili. Pochyliłam się do mikrofonu, poprosiłam o otworzenie włazu, a potem... potem pociągnęłam za wajchę silnika i tak oto ruszyliśmy z miejsca. Wylot był spokojny, ale jak tylko znaleźliśmy się w wolnej przestrzeni kosmicznej.
       - Sygnalizuję manewr zwrotny w calach poznawczych, pani kapitan - oznajmiłam rzeczowo i nie czekając na żadną reakcję, dodałam mocy czterem silnikom, mając w oczach iskierki podekscytowania. Uśmiech zaigrał na mojej twarzy, kiedy spojrzałam na wariometr, zaraz potem przeanalizowałam zakrętomierz przy lekkim odchyleniu. Pod nosem obliczyłam przyspieszenie, dłonią już odnajdując przepustnicę, a uśmiech się tylko poszerzył. - Słowem, zawrócę wam w głowach - dodałam na wydechu i w następnej chwili dowaliłam do pieca dodatkowymi silnikami, a cały Hyperion zrobił płynny obrót wokół własnej osi. Było idealnie, nawet nie drgnęłam i miałam świadomość, że nic na statku nie odczuło tego manewru. Tak jak się obróciliśmy, tak wróciliśmy do pozycji wyjścia, wszyscy w jednym kawałku. Jeśli gdzieś ktoś odsypiał nocną wartę, to nawet nie poczuł, że coś się działo.
       Zagryzłam dolną wargę, mocniej zaciskając dłonie na drążku pilota. Byłam podekscytowana. Skoro mi się to udało, to wyczułam statek, ten jeden zwrot powiedział mi wiele o tej maszynie, o parametrach, stanie technicznym. Załodze natomiast mógł powiedzieć, że jestem zdolna, albo szalona, albo to i to. Nieważne.
       - Ziggy, mam nadzieję, że nie straciłeś przez to orientacji - zażartowałam zerkając w stronę przyjaciela. Następnie spojrzałam na kolejne parametry. - Ociągnęliśmy optymalną prędkość, pani kapitan. Czy ma pani jakieś sugestie, czy wymogi co do naszego lotu? - zapytałam, ale odwracać się do niej nie odwracałam. Jedynie zerknęłam przelotnie na Neila, a moje spojrzenie chyba dość wyraźnie mówiło "i jak? Zaspokoiłam twoją ciekawość?"


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#58 25-10-2018 o 19h04

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 925

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Kolejne rozmowy, toczące się żartobliwym rytmem płynęły szybko, może nawet nierozważnie. Neil uśmiechał się przez większość czasu, mimowolnie bawiąc się sprzączką od maski, która w dalszym ciągu leżała u niego na kolanach. Nie spodziewał się, że jednorazowy zamiar nazwania Rivii „słońcem” przerodzi się w nowe przezwisko, tym bardziej, że razem z Mai’em dostaną odpowiedź zwrotną. Każdy ma miejsce w układzie, pomyślał. Czas leciał szybko. Mężczyzna przestał myśleć o tym, przez kogo Larivia i Mai znaleźli się na Hyperionie, przestał zwracać uwagę nawet na to, że brakuje im jeszcze jednej, niezbędnej do wystartowania osoby w kokpicie.
      Przeniósł rozbawione spojrzenie na Eais, jakby chciał ją nim uspokoić. Patrzył zachęcająco, aby zrobiła jeszcze jeden krok ku nim.
     „Są w porządku”- poruszył wargami, odwrócony tak, aby nowa pierwsza pilotka i inżynier nie zdążyli tego przyuważyć.
     -Z takimi pogawędkami szybko zleci nam lot do pierwszego uzupełnienia zapasów- parsknął. –Denya, Ætron… nigdy tam nie byłem- dodał w zamyśleniu.
     Zawsze było miło poznawać nowe planety. Neil nigdy nie miał dość. Czuł, że potrafiłby żyć w jednym miejscu, mimo tego, że czasami przyłapywał się na odczuwaniu tęsknoty za Faexą.
     -Jeszcze nie wiesz, ile dokładnie jest piegów?- Uniósł delikatnie brwi do góry. Od czasu do czasu lubił łapać innych za słowa. –Kiedy się dowiesz?- zapytał, odsłaniając białe zęby w uśmiechu dopowiadającym, że nie musi odpowiadać. Zawsze uważał, że flirtowanie nie było w jego stylu, z drugiej strony, przeczył sam sobie, kiedy nadarzała się okazja. Lubił przekomarzać się z ładnymi kobietami i wplątywać się z nimi w gry słowne. Zaczynał odczuwać minusy tego, że główna osoba, z którą miał teraz pracować, była mu bliska wiekiem i miała bawiący, w pozytywnym znaczeniu, charakter. Pomyślał, że w tym kontekście, wolałby, żeby Larivia była brzydka, zrzędliwa i kompletnie nie w jego typie.
     Duża część żeńskiej, starej załogi Hyperiona również mogłaby przystopować z tą swoją urodą. Praca Pilota na tym statku czasami naprawdę bywała ciężka. Zawód, przede wszystkim. Kobiety, w tym znaczeniu, trzymam daleko od pracy, myślał. Był hipokrytą, ale nie chciał się do tego przyznać. Ukrywanie się z własnymi uczuciami było trudne tylko, dlatego, że nie miał silnej woli. Gdyby naprawdę chciał, kreska pomiędzy zawodem a innymi sprawami byłaby grubsza i wyraźniejsza.
     W pomieszczeniu pojawiło się więcej ludzi, w tym pani kapitan, jego przyjaciółka. Momentalnie powiódł wzrokiem w jej kierunku, zatrzymując go w tym kierunku na dłużej, co również było formą ponownego powitania.
     Wysoki oficer przypominający nietoperza intrygował swoim charakterystycznym wyglądem. Neil powiedziałby nawet, że się go obawiał. Nie zwrócił większej uwagi na nową asystentkę Phoenix. To był jego błąd, o którego konsekwencjach miał przekonać się dopiero później. Wtedy był po prostu pewny, że będzie musiał wypytać Phoe o te dwie osoby, jeżeli nie o więcej.
     Po tym, jak Asterion zniknął z kokpitu, a nowy nawigator usiadł na swoim miejscu, drugi pilot założył słuchawki z wbudowanym mikrofonem i włączył go. Postanowił nie ukrywać przed nawigatorem tego, że zna jego imię, tak jak zrobił to w przypadku Surival, choć nie było to wielką tajemnicą.
     -Sigurd, dobrze, że już jesteś. Mam na imię Neil i liczę na owocną współpracę- powiedział do mikrofonu. Przy tych słowach odchylił się nieco na fotelu, aby spojrzeć na furei i uśmiechnąć się lekko. Nie było czasu na dłuższe przywitanie, więc nie chcąc z niego rezygnować całkowicie, zdecydował się na skróconą jej formę.
     Od wystartowania dzieliły ich sekundy, a on zerkał na dłonie Larivii na głównych sterach statku. Fala zazdrości zakuła go w serce, więc spojrzał dumnie przed siebie, zajmując odpowiednią pozycję. Wstrzymał oddech, starając uwolnić się od tego paskudnego uczucia, i nim mu się udało, opuścili tymczasową bazę. Opuściło go dopiero w momencie, w którym pilotka zasygnalizowała szybki manewr.
     Rozchylił usta ze zdziwienia, ale szybko je zamknął. Kiedy Larivia zwróciła się do Phoenix, przekrzywił jedynie głowę delikatnie w bok, aby dobrze słyszeć odpowiedź rudowłosej. Już wiedział, że z Larivią nie będzie nudno.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625388092567584808/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625387614685495296/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625388092567584808/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625387659992236052/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625388092567584808/unknown.png

Offline

#59 26-10-2018 o 11h58

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 996

______________________________Gabriel Campbell

        Kiedy Sigrud zaczął się plątać w tym co chciał powiedzieć, Gabriel na niego zerknął. Miło było usłyszeć podziękowania, na które lew musiał widocznie zebrać odwagę. Czy ktoś tak zatroskany mógłby mieć jakikolwiek związek z konspirującym nietoperzem? Miał nadzieję, że nie, ale wiedział, że od nadziei nie należy nic oczekiwać.
-Życzę nam owocnej współpracy - odpowiedział mu, kiedy już wchodzili na mostek. Wyglądało na to, że Vlermuisjanin naprawdę nie znał części załogi, która przyszła wraz z nim.
         Na mostku wszystko wydawało się prawie tak jak zawsze, wszyscy krzątali się w pośpiechu, jakby pani kapitan znowu ich zaskoczyła tym, że muszą odlecieć. Gabriel tym razem nie usiadł na fotelu, ale przystanął obok, bardziej za fotelem rudowłosej, tak jak to miał w zwyczaju. Nawet start wyglądał, jakby nic, nigdy się nie zmieniło, a przecież to nie Neil startował. Brakowało tylko muzyki dochodzącej z tamtej strony, a przecież był pewien, że nigdy mu tego nie zabraknie i gdyby tylko ten zwyczaj próbował kiełkować po jego pojawieniu na Hyperionie, to na pewno, by nic z tego nie wyszło.
         Cyborg nagle zorientował się, że jest przygarbiony. Dyskretnie wyprostował swoje ciało i to był chyba jego błąd. Usłyszał charakterystyczny zgrzyt. Przeklął w myślach, chociaż na zewnątrz wyglądał na całkowicie spokojnego. Nie wiedział czy powinien wyklinać Faviana (bo podejrzewał, że mógł to zrobić specjalnie, by od razu udał się do nowego inżyniera) czy nową pilot, za taki start, a może oboje, ale któraś ze śrub musiała być niedokładnie dokręcona i przed chwilą musiała się poluzować. Jeszcze nie wiedział dokładnie w którym miejscu, miał nadzieję, że to była tylko proteza, natomiast wiedział, że jak tylko się poruszy, to będzie dokładnie wiedział gdzie.
-Ja mam sugestię - oznajmił dość głośno i wyraźnie. -Prosiłbym, by każdy kolejny start był mniej popisowy.
          Wiedział, że nie powinien wcinać się przed Phoenix, ale był w naprawdę złym humorze. Nie dość, że Vlermuisjanin denerwował go samym przebywaniem na statku, to teraz musiał zaszyć się w swoim pokoju i dokręcać. Pomimo, że te ulepszenia miał ze sobą ponad dziesięć lat, nadal nie potrafił porządnie się zrobić.
-Przepraszam pani kapitan, muszę na chwilę odejść- grzecznie zwrócił się do Phoenix, kładąc dłoń na jej fotelu. Kolejne strzyknięcie. To była ręka. Lewa ręka. Wyglądało na to, że Favian specjalnie jej nie dokręcał, a popisowy start nowej pilot to wszystko pogorszył.
         Odwrócił się i już miał wychodzić, kiedy jego ręka tak po prostu, jakby jedynie te dwie śrubki ja trzymały - odpadła. To było wyraźnie słychać, ale Gabriel udawał, że wcale nic się nie stało. Możliwe, że wyglądałoby to wiarygodnie, gdyby nie z następnym krokiem, jego proteza wypadła z rękawa. Na to już wszyscy zwrócili uwagę. To nie był jego pierwszy raz, na początku jego kariery na Hyperionie regularnie wypadały mu ręce, a nigdy chyba nie miał zamiaru zapomnieć, jak się wstydził, gdy odpadła mu noga, ale wtedy wszyscy się znali, tym razem tylko połowa osób, a to był ich pierwszy dzień.
          Mimo tego, że w środku się kotłował, na zewnątrz był całkiem spokojny. Podniósł protezę z podłogi. Pamiętał, że mijał Asteriona, bo ten został nagle wezwany i musiał opuścić mostek. Eais umknęła mu z pamięci i może to dobrze, bo było mu głupio ją o cokolwiek prosić. Padło na nowego inżyniera, chociaż jeszcze niedawno nie miał go zamiaru prosić o cokolwiek.
-Chodź ze mną, pomożesz mi- nakazał mu, po czym ruszył w stronę maszynowni, gdzie Favian trzymał cały sprzęt, którym go naprawiał.


odtąd mnie obmywały Morza poematy,                                                               nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
https://68.media.tumblr.com/2a2a8d770722fe2655873f8e7f6a5597/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo2_r3_400.gif https://68.media.tumblr.com/e99e184b6a96667efc3dd0abd6ac9ea0/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo1_r3_400.gif
pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty wabią czasem topielca rozmyślającego.

Online

#60 26-10-2018 o 16h16

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 106

__________________https://i.imgur.com/xjThAGL.png

    W końcu na mostku pojawiła się pani kapitan i wreszcie mogliśmy wystartować, a przynajmniej w teorii. Okazało się, że na mostku nadal nie ma nawigatora, o którego wcześniej pytała mnie Rivia. Odlatywanie bez niego byłoby głupi pomysłem, w końcu nikt nie chciał zgubić się w kosmosie, w każdym bądź razie o takich szaleńcach jeszcze nie słyszałem. Skręcisz w prawo za złą asteroidą i już nie wiesz czy jesteś w dobrej galaktyce i musisz zawracać, a wszyscy inni są na ciebie źli bo to był twój pomysł, a ty przecież nie jesteś Google Maps i tylko zażartowałeś nie myśląc, że ktoś na poważnie będzie się ciebie słuchał. Nie to, żeby kiedyś mi się coś takiego przydarzyło… to po prostu bardzo prawdopodobna sytuacja w której każdy mógłby się znaleźć.
    Uśmiechnąłem się tylko gdy Rivia pokazała na co było ją stać, ale najwyraźniej nie wszyscy byli tak samo zadowoleni. Widziałem gorszych piratów drogowych… to znaczy kosmicznych. Istnieje w ogóle takie określenie?
    Zanim zacząłem głębiej wnikać w sprawę kosmicznych piratów, nagle usłyszałem dosyć zgrzyt. Takie dźwięki nigdy nie zwiastowały nic dobrego, a tym bardziej tutaj, gdzie nie powinny one w ogóle mieć miejsca. Rozejrzałem się po pomieszczeniu nasłuchując dźwięków. Chyba nikt nie chciał, żeby statek na się zepsuł już pierwszego dnia.
    Kolejny zgrzyt, tym razem był o wiele głośniejszy. Posłałem badawcze spojrzenie w stronę oficerów i pani kapitan. Rozważałem różne opcje, ale zupełnie nie spodziewałem się tego co zobaczyłem. No bo w końcu po usłyszeniu skrzypnięcia komu jako pierwsze przychodzi do głowy to, że jednemu z oficerów wypadnie ręka? Osobiście myślałem, że jak już to winia krzesła. Z wyraźnym zaciekawieniem przyglądałem się mężczyźnie przekrzywiając nieco głowę. Co jeszcze ma mechaniczne? Mogę zobaczyć? Naprawdę chce zobaczyć.
    Czy to już gwiazdka? A może po prostu wygrałem na loterii? Ja to jednak czasami mam szczęście. To było lepsze niż ekspres do kawy! Ukryłem moją ekscytację pod maską profesjonalizmu, a przynajmniej próbowałem, po czym skinąłem głową i poszedłem za oficerem. Podążając za nim wykorzystałem okazję, żeby choć trochę przyjrzeć się niesionej przez niego lewej ręce i zaspokoić swoją ciekawość.
    - Często ci się to zdarza? - wypaliłem, przerywając trwającą między nami ciszę. Nawet się nie zastanawiałem jak powinienem się do niego zwracać, za bardzo mnie to ciekawiło, żeby zwracać uwagę na takie niuanse.
    Tak bardzo byłem zapatrzony i zaaferowany tym, że mam przed sobą cyborga, że zapomniałem o niskich drzwiach i znowu dowaliłem w nie z niezłym impetem. Brawo Mai znowu robisz z siebie kompletnego idiotę, jak tak dalej pójdzie to nici będą z moich świąt dzisiaj. Westchnąłem tylko, nawet nie siląc się na żaden komentarz. Futryny na razie wygrywały tą wojne, ale ja nie zamierzałem przegrać.
- No dobrze… pokaż mi to to zobaczymy co da się zrobić.

Ostatnio zmieniony przez Raspberry (27-10-2018 o 22h59)


https://i.imgur.com/IX8Ya5j.gif https://i.imgur.com/EM85ogn.gif https://i.imgur.com/m1f3hzW.gif

Offline

#61 26-10-2018 o 19h31

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 823

https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567765845971828736/CLARK.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567762089322479617/ezgif.com-crop35.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567764019553763355/ezgif.com-gif-maker12.gif
https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567773768231944194/CLARK.png https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567775589721833482/ezgif.com-crop37.gif
C  L  A  R  K  S  O  N      V  A  N  S  E  R  R  A        ―        dla  znajomych  clark        ―        zmiennokształtny;  wilkołak
trzydzieści cztery lata        ―        u r .    2 4      k w i e t n i a        ―        zodiakalny byk        ―        pochodzi z alaski
ALFA    POTĘŻNEGO    STADA        ―        mężczyzna        ―       h      e      t      e      r      o     s     e      k      s      u      a      l     n     y
ojciec; fletcher        ―        zamordowany  przez  syna  w  krwawym  rytuale        ―        nikt   za  nim  nie   płakał
matka; elowen       ―        zmarła na raka        ―        kochająca, pełna troski, była dużym wsparciem dla rodziny
młodsze siostry; charlize i charlotte        ―        od zawsze oczka w głowie clarka       ―        podobne do matki
siostrzeniec; chrys        ―        syn  charlize        ―        clarkson  z  marnym skutkiem próbuje zastąpić mu ojca

https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567775589721833482/ezgif.com-crop37.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567774231799005186/CLARK.png
kasztanowe,   krótko   obcięte   włosy        ―        zwykle   nosi   gęsty   zarost        ―        błękitne,   duże   oczy
sto   dziewięćdziesiąt   centymetrów        ―        atletyczna,    umięśniona   sylwetka        ―        ziemista   cera
b     a     r     c     z     y    s     t     y        ―        posiada    jedną    bliznę    na    brzuchu    oraz    trzy    na    plecach

https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567774916422795274/CLARK.png https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/567775589721833482/ezgif.com-crop37.gif
❚ ❚ ❚   Jego  zmiennokształtność  pozwala   na  wykształcenie  pojedynczych  części  ciała  wilka  bez   pełnej
przemiany.                                                                                                                                                                                       
❚ ❚ ❚   Jeżeli mu na kimś zależy to jest w stanie oddać wszystko  za  bezpieczeństwo  tej  osoby,  dlatego  nie
lubi się przywiązywać. Nigdy naprawdę się nie zakochał.                                                                                                 
❚ ❚ ❚   W wieku siedemnastu lat stoczył walkę ze swoim ojcem o przywództwo w stadzie. Po  tamtym  wyda -
rzeniu zostały mu trzy blizny na plecach i jedna na brzuchu.                                                                                           
❚ ❚ ❚   Jest uczulony na pyłki sosnowe, a w wolnych chwilach słucha Imagine Dragons i Pentatonix.                 
❚ ❚ ❚   Po tym jak Charlize została porwana przez magów,  wyruszył aż na Stary Kontynent,  żeby  ją  znaleźć.
Jego siostra wróciła do domu, będąc w piątym miesiącu ciąży.                                                                                     
❚ ❚ ❚   To dla Chrysa przyjął pracę w zakładzie.                                                                                                                       
❚ ❚ ❚   Podobnie jak u przodków, jego życie zależy od rodowego noża, który zawsze nosi przy sobie.                   



  YOU    SHOULD    SEE    ME    IN    THE    CROWN         
         WATCH  ME  MAKE   THEM  BOW   ONE  BY  ONE
 
https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/505445716248887335/angelllllll.png
                     P              E              R              S              O              N              A              L             I              A                     
DOROTHY MARION DEAMONNE    BĘKART,  WYCHOWANA PRZEZ PRZYSZYWANEGO OJCA,  ADAMA
NIEPODOBNA DO MAMY, KTÓRA ZMARŁA PRZY PORODZIE    NIEZWYKLE PODOBNA DO KOCHANKA
POCHODZI Z JOWISZA    Z JEDNEJ Z BOGATSZYCH DZIELNIC    HUMAN,  BISEKSUALNA KOBIETA
W ZWIĄZKU        DWADZIEŚCIA  PIĘĆ  LAT      OD  DZIECKA  MARZYŁA  O  DŁUGICH  PODRÓŻACH
MA KONTAKT Z OJCEM BIOLOGICZNYM        TEN CZASEM COŚ JEJ ZAŁATWIA, WYSYŁA PREZENTY
NOWA ZAŁOGA      PODOFICER      Z POMOCĄ OJCA SZYBKO AWANSOWAŁA NA TO STANOWISKO


G  A  D  A  T  L  I  W  A                  O  T  W  A  R  T  A                  P  E  R  F  E  K  C  J  O  N  I  S  T  K  A
U  P  A  R  T  A      I  N  D  Y  W  I  D  U  A  L  I  S  T  K  A        E  K  S  T  R  A  W  E  R  T  Y  C  Z  K  A
U  K  R  Y  W  A             P  O  S  I  A  D  A  N  I  E             W  P  Ł  Y  W  O  W  E  G  O             O  J  C  A


                      A                 P                 A                   R                   Y                 C                  J                    A                     
GRUBE,  RUDE I FALOWANE WŁOSY    SIĘGAJĄ ŁOPATEK    ZIELONE OCZY WPADAJĄCE W BRĄZ
WYSPORTOWANA SYLWETKA     170 CM      60 KG      CERA PEŁNA ZACZERWIENIEŃ I PIEGÓW
BLIZNY PO MŁODZIEŃCZYM TRĄDZIKU    PEŁNE,  MALINOWE  USTA    LEKKO ODSTAJĄCE USZY

         

Ostatnio zmieniony przez Ermira (18-04-2019 o 12h26)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#62 26-10-2018 o 21h24

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 996

______________________________Gabriel Campbell


          Gabriel był zawstydzony swoją wpadką, ale miał nadzieję, że wybrnął z niej z twarzą. Jego ekspresja co prawda nie zmieniała się, nie krzyczał, jedynie był niemiły i nieprofesjonalny w stosunku do nowej pilot. Jego ręka była sprawna, do czasu jej startu, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej był przekonany, że Favian zrobił to specjalnie, a on powinien przeprosić dziewczynę.
          Nie dał po sobie poznać, że Altrazairczyk wyrwał go swe swoich przemyśleń.
-Oficerze- wytknął mu, nie lubił nieprofesjonalizmu. -Nazywam się Gabriel Campbell- dodał po chwili, po czym zaczął się zastanawiać nad tym co powinien powiedzieć.
-Nieczęsto - odpowiedział zgodnie z prawdą. -Poprzedni główny inżynier był moim opiekunem technicznym, ale lubił nadużywać swoich kompetencji, dlatego po każdej kłótni zwykły mi odpadać ręce - opowiedział. Favianowi nie podobał się jego dystans do towarzystwa, dlatego początki stacjonowania na Hyperionie były ciężkie, ale stosunkowo szybko doszli do porozumienia. Przez dwa lata wszystko było w idealnym stanie, ulepszane kiedy tylko była okazja.
          Cyborgowi jakimś cudem umknął wzrost inżyniera, mimo tego, że był znacznie mniejszy, więc kiedy ten ponownie uderzył w futrynę, Gabriel uśmiechnął się w duchu. Może to nie było jak wypadnięcie protezy, ale myślał, że powtarzalność tej sytuacji była poniekąd dla niego kojąca. Ponadto maszynownię miał za dobre miejsce, automatycznie się w nim zrelaksował. Usiadł na blacie, tam gdzie zwykle siedział, rzadziej leżał.
-Tam są skrzynie, gdzie są trzymane oleje, mniejsze części zamienne i wszystko do mniejszych napraw- wskazał prawą ręką skrzynie obok blatu, kiedy już lewą protezę odłożył obok siebie. -Poprzedni inżynier - Favian, nakazałby Ci się rozgościć - dodał, w ogóle niespięty, niejako zachęcając Altrazairczyka, by odnalazł się w jego nowym miejscu pracy.
          Dopiero wtedy Gabriel nieco się przestraszył. Ten strach towarzyszył mu za każdym razem, kiedy badał go ktoś nowy. Nie lubił tego, niełatwo przychodziło mu zaufać innym, ale tym razem nie miał większego wyboru. Dlatego sprawną dłonią zaczął ściągać z siebie mundur, odsłaniając swój tors. Skórę łatwo było na nim znaleźć, jednak większość jego ciała była zmechanizowana. Panele starały się naśladować strukturę ludzkiego wyglądu, jednakże było po nim widać, że bardziej przypominał robota niż człowieka.
-Przywróć mi rękę. Tylko porządnie, bym nie musiał Cię tu ściągać co chwilę- nakazał mu, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie. Zdecydował także, że jak zrobi to szybko i sprawnie, to może mu pozwoli na mały przegląd, skoro już wysilił się na takie szaleństwo.


odtąd mnie obmywały Morza poematy,                                                               nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
https://68.media.tumblr.com/2a2a8d770722fe2655873f8e7f6a5597/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo2_r3_400.gif https://68.media.tumblr.com/e99e184b6a96667efc3dd0abd6ac9ea0/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo1_r3_400.gif
pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty wabią czasem topielca rozmyślającego.

Online

#63 27-10-2018 o 22h59

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 106

__________________https://i.imgur.com/xjThAGL.png
    Nie trzeba było mnie dwa razy zachęcać, żebym się rozgościł. Czułem się tu już jak w domu, oczywiście nie tym na Altzairze, ale takich miłych czterech ścianach, gdzie nikt ci nie wypomina, że jesteś czarną owcą w rodzinie, albo, że wyleciałeś z kolejnej pracy po piętnastu minutach, po tym jak zacząłeś kombinować przy jednej z maszyn. Nie znali się po prostu, a to, że maszyna działała, nie oznaczało, że nie mogła lepiej. Przecież bym im tego nie zepsuł.
    Rozejrzałem się po maszynowni, jak na razie panował tu porządek, ale znając moje umiejętności to za długo ten stan nie potrwa. Byłem okropnym bałaganiarzem, ale w tym całym rozgardiaszu był swojego rodzaju system w którym świetnie się orientowałem. Powinienem tu też chyba przynieść trochę swoich rzeczy, skoro i tak już będę tu siedział. Miło byłoby chociaż raz widzieć łóżko w swoim własnym pokoju.
    Pewnie nadal zamyślony stałbym tam jak słup soli, gdyby oficer o sobie nie przypomniał. Potrzebowałem chwili, żeby przypomnieć sobie co ja tu robiłem i jak bardzo jeszcze przed chwilą byłem podekscytowany.
    - Jasne… w końcu przydałaby ci… to znaczy oficerze - poprawiłem się szybko - pomocna dłoń. - Zaśmiałem się na początku z własnego żartu, ale dopiero potem uświadomiłem sobie, że wcale nie jestem tak śmieszny i zabawny jak myślę i tak naprawdę było to suche co najmniej jak stary chleb zza kaloryfera.
    - Zapomnijmy, że to powiedziałam -  mruknąłem, czując się zniesmaczony własną głupotą, po czym schyliłem się do skrzyni i zacząłem wyciągać potrzebne mi rzeczy, żeby wreszcie na powrót zamontować mu rękę.
    Zanim na dobre wziąłem się do pracy, odłożyłem narzędzia obok, po czym wziąłem protezę i zacząłem jej się dokładnie przyglądać w ciszy, mrużąc lekko oczy. Miałem parę przemyśleń, ale postanowiłem zostawić je na razie dla siebie, wolałem najpierw wybadać grunt na którym stoję. Po oględzinach w końcu zacząłem, dokręcać tę rękę. Zdecydowanie czekanie oficera przeciągało się zbyt długo, a wolałem nie testować jego cierpliwości.
    - Nie myśleliście o nieco innym rozwiązaniu, żeby pozbyć się problemu opadających rąk? - zapytałem mając na myśli zarówno cyborga jak i byłego inżyniera. Jednocześnie skupiłem się na swoim zadaniu. To byłaby niezła wpadka, gdyby tuż po wyjściu ręka znowu odpadła.


https://i.imgur.com/IX8Ya5j.gif https://i.imgur.com/EM85ogn.gif https://i.imgur.com/m1f3hzW.gif

Offline

#64 28-10-2018 o 11h00

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

__________https://fontmeme.com/permalink/181006/1dd55b0b903ed5a4560feb19e9f5bd93.png


          Sellil Lertih Nelmoc nie dotarli na mostek przed odlotem. Chociaż nawet tym razem planowali tak zrobić, w końcu mogliby poobserwować furei, ale po drodze rozproszyli ich żołnierze. Bardzo niecodzienni żołnierze, którzy nadawali się idealnie na obiekty badawcze. Szkoda byłoby zmarnować taką okazję, więc Sellil Lertih Nelmoc, korzystając więc z tego, że Kĥāngkhāw Paçmêlk III (kolejna anomalia imieniowa, jak to Trzeci, dlaczego nadawali te same imiona różnym osobom, przecież to niepojęte i nieodpowiedzialne) nie mieli nic przeciwko przebadaniu swoich ludzi, zaprowadzili niczego niespodziewającą się dwójkę do laboratorium. Tym samym kolejny raz przerywali przeszkolenie nowej załogi, ale stwierdzili, że po takim czasie przerabiania teorii przyda żółtodziobom trochę praktyki.
          Zespół szybko uwinął się z podpięciem żołnierzy do aparatury, co wiele uradowało qlulle. Może współpraca zostanie osiągnięta szybko i bezboleśnie. A na pewno tak się stanie, jeżeli załoga naukowa ceniła sobie spokój umysłu.
          Niestety, ku wielkiemu rozczarowaniu Sellil Lertih Nelmoc, obiekty badawcze okazały się zaskakująco niewytrzymałe. Złożą skargę do Kĥāngkhāwa Paçmêlka III, żołnierze powinni sobie bez problemu poradzić bez omdlenia z nawet trochę bardziej zaawansowanymi badaniami.
          — Pagminum-minom Noasikhav, znajdźcie kogoś, żeby ich przetransportować i zgłoście gdzieś, że ci tutaj będą przez chwilę niedysponowani. Merophise Iphy, wróćcie do wdrażania nowych — qlulle wydały rozkazy swoim podoficerom, po czym uświadomili sobie, że sami nie mieli nic do zrobienia.
          Olśniło ich.
          Furei.
          Na mostku.
          Sellil Lertih Nelmoc żwawym krokiem ruszyli na mostek, po drodze minęli kogoś nowego i Gabriela Campbella, któremu odpadła ręka. Zabulgotali pod nosem ze szczęścia, to znaczyło, że Gabriel Campbell nie zapuszczą się tak od razu do laboratorium wprowadzać porządek.
          Sam mostek nie zmienił się w ogóle i jedynym ciekawym elementem był tam furei, także Sellil Lertih Nelmoc podeszli do Sigurda. Po sekundzie zastanowienia zaczęli furei drapać za uchem i zadawać pytania:
          — Czy wasza rasa pochodzi tylko od drapieżników? Jak wygląda kwestia rozmnażania się, dowolni dwaj przedstawiciele waszej rasy są kompatybilni, jeżeli jedno ma genotyp żeński, a drugie męski? Które geny są dominujące? Czy średnia życia zależna jest od zwierzęcego odpowiednika?


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#65 29-10-2018 o 19h22

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 823

                                                                                                                                    I     CAN    DO    IT    LIKE     A    DUDE
                                                                                                                                    d  o  r  o  t  h  y     d  e  a  m  o  n  n  e

          Hyperion FC-0627, gdzie pierwszą rzeczą, która zostanie Ci zaproponowana nie będzie przyjaźń, a układziki.
          Hyperion FC-0627, gdzie zwolnienie doświadczonej załogi na rzecz wojska powinno się uczcić minutą ciszy.
          Hyperion FC-0627, gdzie tęczowa maź tolerancji zdaje się wylewać wprost na pewne twarze nowych kadetów, obdarzając ich mainstreamowym spojrzeniem na świat.
          Dorothy Marion Deamonne od zawsze lubiła obserwować niebo, a ona, z każdym rokiem się zmieniając i dorastając, nadawała mu znaczenia zupełnie innego. Raz było ukojeniem zapłakanych, zmęczonych oczu po nieprzyjemnej kłótni z ojcem, następnym razem obserwatorem pierwszych pocałunków, niewinnego trzymania się za ręce, później najskrytszym marzeniem, obiecaną podróżą, ale ostatecznie najgorszą otchłanią, potworem o okropnym, obślinionym pysku, pożerającym ostatnie nadzieje. Zniknęła radość, zniknęła magia, pozostawiając po sobie pustkę, marną płachtę posypaną tandetnym, złocistym brokatem. Wszak istnieje taka choroba, jak obrzydzenie do rzeczy, które dotychczas kochało się całym sercem, niestety zwykle nieuleczalna.
          Spełnienie marzeń zdaje się być rzeczą szczególnie bolesną i nieprzyjemną. Kobieta odczuwa ścisk w klatce piersiowej. Na nikim nie zatrzymuje wzroku na dłużej, krążąc nim powoli po pomieszczeniu. Sprawia jednak wrażenie osoby skupionej i notującej każde słowo pani kapitan w pamięci, której głos w rzeczywistości zdaje jej się być przytłumiony i oddalony. Czuje nieprzyjemne wiercenie w kolanie - dziwna przypadłość, towarzysząca jej w sytuacjach stresowych już od najmłodszych lat. Nadzieja, która do teraz chowała się w najgłębszym zakątku umysłu, powoli wypełza z ukrycia, znów z łatwością mamiąc umysł obietnicami, a tym samym zapalając w oczach Dorothy błyszczące ogniki. Na jej twarz mimowolnie wypływa głupkowaty uśmiech, a wzrok, do niedawna zupełnie niemrawy i poszarzały, bije teraz nieposkromioną radością. Uświadamia sobie, że w końcu, po tych długich, okropnych dwóch latach odnajdzie Erin.
          Głupi, młody umysł zagłusza każdą niepewność oraz rozsądek, zataił fakt widzianego nekrologu młodej astronautki, wtaczając to wspomnienie między te nieważne i niegrające żadnej roli. Zataił również pogrzeb, pierwsze kwiaty zaniesione na grób, płacz trwający długie miesiące.  Zataił wszystko, co niewygodnie i niełatwe, pozostawiając Dorothy z niesamowicie wielką dziurą w pamięci i niepewnością, której nikt nie odważył się rozwiać, nie chcąc znowu zobaczyć Panny Deamonne w tak okropnym stanie.
          Spotkanie kończy się, a Dorothy od razu wyłapuje wzrokiem szczególnie interesującego osobnika, którego łapie już kilka sekund po wyjściu z sali.
   — PAN... PAN... CAAAI...SSAN? — pyta z krzywym uśmiechem, nieco zbyt intensywnie błądząc wzrokiem po jego sylwetce, nawet nie kwapiąc się, żeby w najbliższym czasie spojrzeć mu w oczy na dłużej, niż kilka sekund - oczywiście nie ze względu na brak wychowania, a na żywe zainteresowanie jego rasą. Niejednokrotnie widziała ją na pierwszych stronach komiksów, którymi do dzisiaj były wypełnione jej szafki.
   — AH! — reflektuje się, wyciągając przed siebie rękę — DOROTHY DEAMONNE, BEZ ASPIRACJI NA ROBIENIE PŁASZCZÓW Z DALMATYŃCZYKÓW — dodaje głupkowato — MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIE NAM SIĘ DOBRZE PRACOWAŁO... NA TEJ... PRZESTRZENI — nakłada na twarz firmowy uśmiech numer dwadzieścia sześć, ukazujący białe zęby i urokliwe dołeczki - niestety niedziałający zbyt dobrze w przypadku wybitych jedynek.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (02-11-2018 o 19h01)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#66 29-10-2018 o 22h08

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 440

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

                   Z wdzięcznością skinęłam głową Gabrielowi, kiedy zaproponował, że pójdzie poszukać nawigatora, choć on już tego nie widział. Jak zawsze zajęty. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Gdyby zwolniono też jego cały statek by na tym ucierpiał i myślę, że ktoś tam u góry też dawał sobie z tego sprawę. Swego czasu lubiłam o sobie myśleć jako o wyjątkowej, ale to takie osoby jak Gabriel są niezastąpialne. Cichy i skrupulatny, często zawstydzał mnie przed samą sobą.
Jak przewidywałam wrócił szybko i ze zgubą. Spóźnialskiego nawigatora jedynie odprowadziłam wzrokiem, kiedy Gabriel zajął miejsce za moim fotelem. Postanowiłam, że dam temu furei szansę, pierwszą i ostatnią.
                    Kiedy wszyscy wreszcie zajęli swoje miejsca, nagle poczułam się dziwnie, jakby ktoś zdjął z moich barków ogromny ciężar. Choć może nie końca, miałam wrażenie, że nieobecni są w jakiś dziwny sposób przy mnie, ich widmowe sylwetki na granicy mojej percepcji. W mojej głowie na statku było dwa razy więcej pasażerów niż w rzeczywistości. Jakby trzeba mi było więcej trosk. Bałam się, że będą nawiedzać mnie do końca życia.
W końcu nadeszła chwila startu, wyrywając mnie z rozmyślań. Nieświadomie pochyliłam się do przodu i nieco w prawo, w stronę fotela pierwszego oficera, jak to miałam w zwyczaju.
Otworzono właz, a ja mogłabym przysiąc, że coś poczułam, jakby bryzę orzeźwiającego powietrza, choć przecież to oczywiste, że statek był uszczelniony. Inaczej już byśmy nie żyli.
Z uwagą patrzyłam na zachowanie pierwszego pilota. Przyznam, że obawiałam się z jej strony typowej dla początkujących niepewności i braku wyczucia sterów, lecz nie mogłam się bardziej mylić.
Wyglądało na to, że adrenalina uderzyła jej do głowy.
Ta dziewczyna zrobiła korkociąg. Wiedząc, że jestem na mostku. No cóż, jeśli chciała nas wszystkich zaszokować, to osiągnęła swój cel. Niemal parsknęłam śmiechem, widząc minę Neila. Ograniczyłam się jednak jedynie do uniesienia brwi. Nie chciałam jej przecież zachęcać do podobnych ekscesów.
Nie zdążyłam odpowiedzieć na jej pytanie, ponieważ moją uwagę odwrócił cichy, lecz nie dający się z niczym pomylić zgrzyt. Mój prawie dobry humor prysł doszczętnie, kiedy Gabrielowi odpadła ręka. Widocznie ten manewr nowej pilotki nie był wcale taki idealny.
Starannie unikając wzroku pierwszego oficera, odpowiedziałam:
- Oczywiście, Gabrielu.
Z lekkim niepokojem patrzyłam, jak odchodzi z nowym inżynierem. Dałabym wiele, żeby był tu Favian. Wiedziałam, że Gabrielowi ciężko będzie otworzyć się przed Altzairianinem, zarówno w przenośni, jak i dosłownie.
Znów spojrzałam na naszą winną. Nie wyglądała na zadowoloną z siebie. Nie chciałam, żeby czuła się źle, mimo tej sytuacji wzbudzała moją sympatię.
                  Wstałam ze swojego fotela i podeszłam do kokpitu. Moje kroki były dobrze słyszalne w głuchej, pełnej oczekiwania ciszy, która zapadła na mostku
- Gabriel ma rację, następnym razem zaczekaj na pozwolenie na wykonanie manewru.
Spojrzałam jej w oczy, udając, że nie widzę, jak oficerowie naukowi drapią nawigatora za uchem. Na pewne rzeczy nawet kapitan nie ma wpływu. Wiedziałam, że nawet jeśli teraz zareaguję, qlulle nie poddadzą się, dopóki nie przepadają wszystkiego, co możliwe. Tak więc, dopóki statek nie znajdował się przez to w niebezpieczeństwie, nie zamierzałam interweniować. Mogłam tylko mieć nadzieję, że furei nie nabawi się przez to awersji do przebywania na mostku.
Wróciłam myślami do dziewczyny.
- Tak... Może Neil opowie ci kiedyś swoje przygody z pierwszych tygodni? Zabawne historyjki, zwłaszcza ten start na Plutonie, o którym kiedyś mi wspominał...
Mrugnęłam do niego dyskretnie. Uznałam, że wie, co trzeba powiedzieć.
Teraz, po zastanowieniu, uznałam, że może niefortunny wypadek mojego drugiego oficera był kolejną małą zemstą Faviana. Znałam go dość dobrze, choć to Gabriel utrzymywał z nim najbliższe relacje. To byłoby do niego podobne, irytujący prezent pożegnalny, może sentymentalna przypominajka.
              Panna Surival nie zasłużyła na potępienie, a jedynie niewielkiego prztyczka w nos, którego już otrzymała.
Machnęłam ręką w kierunku członków załogi, którzy przestali wykonywać swoją pracę, by obserwować wydarzenia. To nie przedstawienie teatralne zdawało się mówić moje spojrzenie, a oni odczytali je doskonale.

Ostatnio zmieniony przez Pani (02-11-2018 o 19h08)


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#67 29-10-2018 o 22h43

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 359

SIGURD FML
          Odruchowo spogląda w stronę drugiego pilota, gdy ten mu się przedstawia przez zapewniony na stanowisku zestaw komunikacyjny. Sigurd uśmiecha się do siebie i już szykuje uprzejmą odpowiedź, ale niepokojący dźwięk uderzającego o podłogę metalu skutecznie odwraca jego uwagę. Dłuższą chwilę przetrawia widok ledwie co poznanego Gabriela bez ręki, która tymczasem spoczywa spokojnie u stóp, jak się okazało, androida. Jest zaskoczony i zdecydowanie wstrząśnięty, ale decyduje się zatrzymać dla siebie wszystkie uwagi. Nie miałby nic bystrego do powiedzenia, a nadal istniejące poczucie bycia podpadniętym u pani kapitan nie dodawało mu odwagi. Ostatecznie odprowadza czarnowłosego oraz towarzyszącego mu błyszczącego technika wzrokiem, aż znikają za drzwiami dzielącymi mostek od reszty statku. Z pewnością ów wciąż nieznany mu z imienia inżynier będzie wiedział jak odpowiednio zająć się sytuacją oficera. Ziggy ma własne zadanie i to na nim zaczyna skupiać swoją uwagę, gdy w pomieszczeniu słychać wreszcie tylko ciche powarkiwanie silników.
- Wygląda na to, że nie sprzyjają nam okoliczności. Normalnie najszybszą drogą byłby przelot przez Ramię Perseusza, ale według informacji dostarczonych przez federację kilka tamtejszych messierów zmaga się z natężoną aktywnością piratów. Podróż Ramieniem Łabędzia może zająć nieco dłużej, jednak bez wątpienia będzie bezpieczniejsza - myśli na głos Sigurd, przesuwając palcami po śliskiej powierzchni ekranu. Jest zawiedzony, bo mapy nie należą do tych najbardziej aktualnych, o jakie gorąco prosił federację przyjmując stanowisko. Niemniej jednak nie ma czasu martwić się o to w tamtej chwili. Dobry nawigator potrafi wykonać swoją pracę bez pomocy fikuśnych urządzeń - Będę obserwował informacje na bieżąco, a tymczasem...
          Sigurd kontynuuje wydawanie Rivii odpowiednich instrukcji, nieustannie pilnując, aby ton jego głosu brzmiał poważnie. Być może trochę się popisuje, ale chce wkupić się w łaski załogi, która może mieć co do niego ambiwalentne uczucia w związku z wcześniejszą niesubordynacją. Nie drga nawet, gdy przy swoim stanowisku czuje obcą obecność. W uprzednim roku często przydzielano mu świeżo upieczonych rekrutów na stanowisko nawigatora, aby obserwowali jego pracę w praktyce. Tak właśnie Ziggy nauczył się podzielności uwagi, którą miał okazję zademonstrować. Przybycie qlulli, czego domyśa się z seri szybkich pytań zadanych charakterystycznym tonem, powinno go zaniepokoić, ale z trudem ukrywa, że takie zainteresowanie bardzo mu schlebia... A przynajmniej do momentu kiedy czuje jak palce zakradają się w stronę jego czułego punktu. Próbuje walczyć przeciwko odruchowi, ale nie wszystko załatwia tylko silna wola - w szczególności taka niezbyt silna. Furei mruczy bezsilnie, ogon zamiatający podłogę za stopami.
- U-Uhm.. P-Prze... - formuowanie słów przychodzi mu z trudem. Mizianie rządzi się własnymi prawami, które chyba nie przewidywało zwariowanych naukowców pchających jego miernik wstydu do granic możliwości - P-PRZEPRASZAM ALE TO NIEETYCZNE W PRACY! - jego podniesiony wysoko głos zwraca uwagę chyba wszystkich, którzy znajdują się na mostku. Czuje na sobie taksujące spojrzenie pani pkapitan i doskonale wie, że tylko pogarsza swój wyrok. Niemniej jednak nagła reakcja zdała się zadziałać na qlulle, a ich uwaga przeniosła się niespokojnie podrygujący ogon. O wiele mniej czuły, na szczęście Ziggiego, ale niestety najwyraźniej równie interesujący, aby kontynuowali swoje obserwacje wbrew jego cichej nadziei na to, że wrócą do swojego laobratorium.
          Sigurd bierze głęboki wdech, uspokajając tym samym kołaczące w piersi serce. Cały czas musi pamiętać, że ponad wszystkim spoczywa na nim obowiązek nawigatorski. Musi jak najprędzej pozbyć się problematycznych gości, na co jedynym rozwiązaniem wydawaje się udzielenie szczerych odpowiedzi na ich pytania.
- Niestety nie wiem o naszej biologii zbyt wiele. To nigdy nie było pole mojej specjalizacji - zaczyna, ale część umysłu nadal stara zajmujmować się analizą danych przesuwających się po jego ekranie - Naszą rasę formują humanoidalne formy praktycznie wszystkiego, co w książkach o Ziemii jest opisane jako... Um, "zwierzęta". Mamy też postacie bardzo podobne do ludzi - to humanoidalne formy małp, jak sądzę? Mężczyźni nie mogą płodzić dzieci, chociaż wydaje mi się, że mogą być jakieś wyjątki, ale nie istnieją żadne inne bariery, które przychodzą mi na myśl. Oh, mam zdjęcie-- - Ziggy ostrożnie wysuwa sztywny kawałek papieru z kieszeni kombinezonu i oferuje go qlullom. Nie musi nawet spoglądać, aby wiedzieć co na nim jest. Wspomnienie tamtego dnia pozostawało świeże w jego umyśle nawet po długich latach.
          Po lewej stronie kolorowego zdjęcia stoi postawna kobieta z majestatycznym porożem i gęstymi blond włosami. Jej ręka otacza ramiona Sigurda, natomiast łagodne spojrzenie kontrastujące z szerokimi barkami wyraża ogromną sympatię do wyglądającego o wiele młodziej furei. Z drugiej strony opiera się o niego inna osobistość o psich rysach oraz bystrych oczach, natomiast zza nich wyłania się wyraźnie potężniejsza postać podobna do pierwszej kobiety, a jednak zgoła inna. Delikatniejsze, acz o wiele bardziej barwne rogi, tworzą zabawny kontrast z ostrą szczęką oraz widocznymi żłobieniami twarzy.
- To moi przyjaciele - oznajmia dumnie, wyprostowując odruchowo plecy - Od lewej Jodie-- Znaczy, Jodariel. Określiłbym ją jako mieszankę owcy i człowieka? C-Chyba. Potem ja, a obok mnie Inukai. Nie wiem czy można mieć bardziej czystą, psią krew. To bardzo ważne w jej rodzinie... Oh, jest też biologiem! Wyruszyła razem z nami do federacji, więc jestem pewien, że ją spotkamy. Z pewnością dużo ci o nas opowie! Za nami stoi, oh, to potężny Oralech! Jest bratem Jodariel, ale sami chyba dostrzegacie, że niewiele są podobni. Wydaje mi się, że to taka natura nasza. Nie ma dwóch takich samych i każdy jest wyjątkowy - Ziggy wydaje się o wiele weselszy, kiedy opowiada o swoim domu, wracając choćby na moment myślami do Cantarellyjskich łąk. Po chwili jednak jego subtelny uśmiech znika, a oczy zerkają niepewnie przez ramię na naukowców.
          - Uh oh... Nie odpowiedziałem chyba na wasze pytania i zapędziłem się w głupie opowiastki, bardzo przepraszam. Może, um, dajcie mi czas się zastanowić.

click

Ostatnio zmieniony przez Acerola (29-10-2018 o 23h56)


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Online

#68 29-10-2018 o 23h46

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 996

______________++++++_____________Gabriel Campbell

        Nie wiedział za bardzo, jak powinien patrzeć na nowego inżyniera. Mimo spokojnej maski, Gabryś był bardziej niepewny i pełen wątpliwości niż mogło się wydawać. Mężczyzna po prostu robił więcej dla swojej twarzy niż dla siebie, dlatego pozwalał Altrazairczykowi w spokoju rozglądać się po małym kąciku jego i Faviana. Co prawda wielu techników często tu zaglądało, ale nadal to nie była ich przestrzeń.
         Po zwróceniu na siebie uwagi, cyborg usłyszał dziwną uwagę. Czy to miał być żart? Nie zmarszczył brwi i przez chwilę zastanawiał się, czy jest potrzeba mówić cokolwiek.
-Przed dłonią, wolałbym dobrego inżyniera- wytknął mu. Nie wiedział czy inżynier sam się zorientował, że jego uwaga była dość dziwna, czy może uwaga cyborga była tego przyczyną, ale rezultat na to mógł być tylko jeden i Gabriel miał okazję go zobaczyć. Ziemianin po prostu bardzo lubił patrzeć jak inni tracą entuzjazm, dziwną przyjemność sprawiało mu, gdy to było z jego powodu. Nie tyczyło się to bliskich mu osób, ale tych było wystarczająco mało, by po prostu nazywać ich wyjątkami.
         Świecący inżynier w końcu zabrał się do pracy. W ciszy. Jakże cyborg marzył o ciszy, podczas każdego przeglądu! Często miał dość gadania, ciągłych narzekań czy prób podjęcia rozmowy, dość często, gdy technicy byli w pobliżu grała muzyka. Gabriel poczuł się jak stary, sentymentalny dziad, jakby był jednym z dziadków Campbellów i nagle wspomniał stare, dobre czasy. Swoją drogą, za tym też nie przepadał, ale w tamtym okresie zdecydowanie był bardziej ekspresywny i wyrażał swoje niezadowolenie głośno i wyraźnie.
          Altrazairczyk kolejny raz wyrwał go ze swoich przemyśleń. Spojrzał na niego - nie wyglądał, jakby robił cokolwiek złego z jego ramieniem. Gabrielowi wydawał się nawet skupiony.
-Nie zostałem tworzony, do normalnego życia, ale pod służbę wojskową- zaczął swoje wyjaśnienie. Miał nadzieję, że inżynier zrozumie, że w żadnym wypadku Gabriel nie chce się w żaden sposób uczłowieczać, a wręcz przeciwnie. -Biorąc pod uwagę, że wielu żołnierzy często traci swoje kończyny, skonstruowano mnie tak, by ich ewentualna wymiana była względnie szybka i wygodna.
Tania nie była w żadnym wypadku, ale zdecydowanie tańsza, niż gdyby musiał wymieniać pół siebie. Gdyby wiedział, że nieprędko zwrócą mu ręce i nogi, nie osiągałby tak dobrych efektów jakie miał. Wiedząc, że nie musi się przejmować utraconą kończyną, robił wiele rzeczy, których przeciętny żołnierz się bał. Między innymi sprzątał laboratorium na Hyperionie.
            Gabriel wrócił do swoich przemyśleń, łącząc je z nowym inżynierem. Chyba po prostu nie lubił zmian, ale był dorosły, powinien być też dojrzały. Chyba o to chodziło Favianowi. Przez dłuższą chwilę przypatrywał się jak Altrazairczyk sprawdza jego protezę.
-Zrób mi jeszcze mały przegląd- nakazał mu, po części nie dowierzając samemu sobie. -Jak za jakiś czas okaże się, że wszystko jest w dobrym stanie, to przekażę Ci wszystkie pliki z informacjami o mechanizacjach i wszelkich operacjach.
Jak nie będzie dobrze, to pójdzie ze swoim problemem do Asteriona, ewentualnie Eais, a przy okazji pośle nowego do Phoenix.
             Drugi oficer z pewnością robił w życiu wiele głupich i szalonych rzeczy, ale nie wiedzieć czemu, miał wrażenie, że ta decyzja, była jedną z najbardziej szalonych w jego życiu.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (29-10-2018 o 23h46)


odtąd mnie obmywały Morza poematy,                                                               nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
https://68.media.tumblr.com/2a2a8d770722fe2655873f8e7f6a5597/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo2_r3_400.gif https://68.media.tumblr.com/e99e184b6a96667efc3dd0abd6ac9ea0/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo1_r3_400.gif
pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty wabią czasem topielca rozmyślającego.

Online

#69 29-10-2018 o 23h51

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 633

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Chciałabym móc, myśląc o sobie, wyobrażać sobie kobietę, której wszechświat leży u stóp. Niestety jednak nie byłam na tyle próżna, czy może głupia, aby wierzyć w taką wizję. Nie miałam nic. Wsparcia rodziny, dobrej historii, jakiegokolwiek majątku. Po prostu nic, byłam zbiegiem, który od dnia poczęcia miał być niechciany. Jedyne, co zrobiłam dla siebie, to ucieczka, a później nauka pilotowania. Temu się poświeciłam w pełni i wiedziałam, że byłam w tym dobra. Ktoś mógłby mi zarzucić pychę, ale nie dbałam o to. Czy to taki grzech? Pysznić się swoją mocną stroną, kiedy wciąż ma się świadomość, że więcej zalet nie należy we mnie szukać? Jeśli tak, to zamierzam nieść to brzemię, dla samej siebie, nie dla innych. Nie jestem tu by zdobywać przyjaciół, już dawno zrozumiałam, że w moim życiu tych będzie niewielu. Ludzie będą pojawiać się i znikać, porzucać mnie, odsuwać od siebie. Tego nauczyłam się przez dwadzieścia trzy lata. Dopiero Ziggy pokazał mi, że dla mnie też w tym świecie może istnieć jakaś nadzieja, ale szczerze wątpiłam, że poznawszy jego, jeszcze ktoś miałby wprowadzić do mojego życia ciepło, opiekę i zaufanie. Niczym sobie nie zasłużyłam na tyle szczęścia.
       Dyskretnie zerknęłam w stronę Neila, a widząc, że otworzył usta, kącik moich ust zamajaczył w triumfalnym uśmieszku. Podobała mi się taka reakcja z jego strony. Świętować niedane mi jednak było dostatecznie długo, bo do mych uszu dotarł pewien głos. Bez wątpienia skierowany do mnie, chociaż nienależący do pani kapitan. Spojrzałam na mężczyznę, który wcześniej, podczas narady uderzył w stół. Zmrużyłam oczy. Skinęłam spokojnie głową, chociaż przyznaję, na końcu języka majaczyła chęć rzucenia, że jego o sugestie nie pytałam.
       Coś innego miało przykuć moją uwagę, a mianowicie jakiś hałas. Miałam dobry słuch, w dodatku szybko stało się jasnym skąd ten pochodzi. Ręka jaka upadła na ziemię powinna zmusić moją twarz do wykrzywienia się w grymasie co najmniej zdziwienia. W świątyni jednak niewolno było wyrażać emocji i chociaż walczyłam z tym, aby uniknąć podejrzeń, w tej chwili moja twarz nie zdradzała nic. Podobnie jak po chwili, kiedy cyborg opuszczał mostek wraz z Mai'em. Chociaż sam niebiesko włosy się do mnie uśmiechnął, wiedziałam jak to teraz wygląda. Jakby mój manewr był odpowiedzialny za stan drugiego oficera. Rzeczywiście poczułam wyrzuty sumienia, mogło coś mu się poluzować, ale byłam jedynie wiatrem... iskra pochodziła od czegoś innego. Przypomniałam sobie podobny odgłos. Może wtedy, jak uderzył ręką w stół, jego ramię się poluzowało? Jeśli tak, to mimo to wina leżała we mnie, ale nie wina za start, a to, że zmusiłam go do interwencji podczas zebrania. Chciałam za to przeprosić. Po prostu. Wiem, jak to jest, kiedy inni patrzą na ciebie, jak na atrakcję i nikomu tego nie życzyłam, nawet mężczyźnie, który wcale nie budził we mnie sympatii.
       Moje rozważania przerwał kolejny głos i tym razem ten należał już do pani kapitan. Tu stanęłam w obliczu dylematu - słuchać jej, czy śledzić wzrokiem tą dziwną istotę, jaka przyczepiła się do Nawigatora, a w zasadzie do jego uszka. No cóż za maniery! Nawet ja wiedziałam, że tak przy wszystkich nie powinno się tykać. Słowem coraz gorzej czułam się w sytuacji, w której docierało do mnie tyle bodźców i skupienie się na pani kapitan nie należało do łatwych. Jedno jednak mi się nie spodobało.
       - Z całym szacunkiem, pani kapitan. Zgodnie ze statusem prawa i obowiązków pilotów, pod przysiężeniem federacji, kapitan wyznacza cel, oraz ewentualne preferencje w kwestii jego osiągnięcia. Rolą pilota jest zadbanie, by cel ten został osiągnięty w sposób optymalny, bezpieczny i nie przeczący prawu. Równocześnie terminem "manewru" określa się każdy skręt, odchylenie, nawrócenie, czy inne tego tupu zabiegi. Sugeruje więc pani, że winnam pytać przed każdym na jaki się zdecyduję? - uśmiechnęłam się profesjonalnie. Jestem młoda i wiem, że będą mnie chcieli wystraszyć, wejść na głowę. Obecność pierwszego oficera, jak i Nesty wcale mi tutaj nie pomagały, och nie. - Bardzo mi przykro z powodu zajścia, jakie miało tutaj miejsce chwilę temu, z udziałem drugiego oficera - jednym ruchem zrzuciłam słuchawki z uszu, obróciłam się płynnie, warkocz zafalował w powietrzu, a ja zgięłam się w pół. Umiałam się kłaniać, dygać, oddawać szacunek. To jedyne, czego nauczyli mnie na Denyi perfekcyjnie. Ten gest nie był jednak długi, tak jak się skłoniłam, tak stanęłam znów prosto i spojrzałam prosto w oczy kapitan, co i ona zrobiła. - Nie mniej jednak, proszę mi zaufać. Znam się na swojej pracy i zapewniam, nie zrobię niczego, co zagrozi pańskiej załodze. Jeśli zaś zagrożenie się pojawi, moim obowiązkiem będzie nas od niego odwieźć, więc może lepiej, jeśli już teraz osoby takie, jak drugi oficer zadbają o swoją mobilność w warunkach ekstremalnych, niż potem, gdy inżynier Mai nie będzie mógł w spokoju udzielić mu pomocy - dokończyłam na wydechu. Skinęłam jej jeszcze raz, siłą rzeczy prześlizgnęłam spojrzeniem po pierwszym oficerze, a ostatecznie znów usiadłam, przełknęłam ślinę i założyłam ponownie słuchawki. Dopiero teraz zauważyłam co też się dzieje przy Ziggym.
       Opowiadał naukowcowi o fotografii. Uśmiechnęłam się delikatnie przysłuchując się jego słowom. Zazdrościłam mu tego zdjęcia, tych znajomości, tego, że miał o kim opowiadać. Z drugiej strony mnie nikt nie pytał. Złapałam za drążek przygryzając dolną wargę, musiałam do siebie dojść. Poczułam się nieco gorzej, niż bym się tego spodziewała. Przypomniałam sobie jednak co jeszcze powiedziała kapitan, powinnam się jakoś do tego odnieść.
       - Widzę, że Neil ma o czym opowiadać - cmoknęłam sama już nie wiem, czy do siebie, kapitan, czy może Neila. W każdym razie spojrzałam na drugiego pilota i jakoś tak nieco łatwiej było mi przybrać nieco łobuzerski uśmieszek, odciąć się od poprzedniej atmosfery, jaka mną zawładnęła. - Wprost nie mogę się doczekać, jakież to ciekawe historie skrywa drugi pilot - dodałam patrząc już prosto w oczy mężczyzny. Wytrzymałam jeszcze chwilę jego spojrzenie, a potem wróciłam do patrzenia przed siebie, chociaż póki co nie było to szczególnie potrzebne.

Ostatnio zmieniony przez Deny (30-10-2018 o 00h00)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#70 30-10-2018 o 18h02

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 925

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Zaniepokojony stanem Gabriela, Neil starał się nie wodzić wzrokiem za siebie. Miał nadzieję, że oficer nie będzie miał bardzo dużego problemu z nowym inżynierem. Mimo wszystko, spodziewał się, że jakiś wystąpi, choćby taki, o którym Mai nigdy się nie dowie.
     Dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że ostatecznie nie poznał imienia nowego nawigatora. Czuł się z tym źle. Wybadał już, że tego mężczyznę znała wcześniej Rivia, więc mógł czekać na moment, w którym kobieta zwróci się do niego po imieniu. W tamtej chwili nie był w stanie wymyślić lepszego planu, więc wbił wzrok w drugie stery, które nie były w tamtym momencie w użytku. Mógł jedynie śledzić parametry, które wyświetlały się tuż obok i udawać, że wcale nie denerwuje go jego bezużyteczność przy starcie. Pomyślał o Av’rdenie i o tym, co jego poprzedni drugi pilot czuł w takich sytuacjach. Av’rden wiele razy mówił Neilowi o tym, że rola drugiego pilota mu pasuje, a Neil mu ufał. W momencie, w którym po raz pierwszy od tak długiego czasu zajmował fotel „drugiego”, słowa jego byłego kolegi z pracy  i przyjaciela wydały mu się podejrzane. Mimo świadomości, jaką osobą był, kiedy przypomniano mu, jak to jest nic nie robić przy starcie, poczuł się, jakby każdy drugi pilot w galaktyce miał za złe temu pierwszemu.
     Nieświadomie pokręcił głową. Nie, nie. Av’rden taki nie był, myślał.
     Tak bardzo chciał z nim porozmawiać.
     Po plecach przeszły mu nieprzyjemne ciarki, kiedy w słuchawce usłyszał głośniejszy niż wcześniej głos nawigatora. Wyrwało go to z zamyślenia. Odruchowo sięgnął prawą ręką do przycisku wyłączającego słuchawkę, jednak głośne zdanie skończyło się. Momentalnie zerknął w stronę furei, chcąc sprawdzić, co było źródłem problemu. Kiedy zobaczył qlulle, wszystko wydało mu się oczywiste. Lubił rozmawiać z Sellil Lertih Nelmoc, ale w tamtym dniu nie podobał mu się fakt, że kręcą się po kokpicie. Przymrużył oczy, starając się jak najbardziej wyostrzyć sobie obraz naukowców i tego, co właściwie robili. Czyżby pozwolili sobie na więcej, ponieważ Gabriel musiał wyjść?
     Wahał się, czy powinien się wtrącić, jednak ostatecznie, w pomieszczeniu była pani kapitan. Jeśli Phoenix uzna, że warto zapytać qlulle, czy mogą odsunąć się od nawigatora na bezpieczną odległość dwóch metrów, na pewno to zrobi. Przysłuchiwał się opowieści furei, choć nie widział zdjęcia, które pokazywał Sellil Lertih Nelmoc. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Ten lwi mężczyzna sprawiał wrażenie miłego i mało asertywnego.
     Starał się nie wtrącać również w rozmowę Larivii i Phoenix. Nad kobietami unosiła się napięta atmosfera, co było niepokojące, ale nadal nie tak niepokojące, jak qlulle przy nowym nawigatorze Hyperiona. Przynajmniej na razie.
     Pomyślał, że może później, kiedy znowu zostaną w ograniczonej grupie, warto będzie napomnieć Larivii o tym, że Phoenix doskonale zna zasady panujące na statku.
     Dopiero, kiedy został wspomniany, sięgnął nerwowo ręką do swoich włosów. Gdyby miał je trochę dłuższe, zapewne zawinąłby sobie kosmyk za ucho. Komentarz Rivii nie poprawił jego nastroju po tym, jak Phoenix przywołała stare, nieco kompromitujące wspomnienie.
     -To było dawno- rzucił na początku. –Opowiem ci kiedyś- dodał w stronę blondynki. -W końcu, lubię mówić, nie?- Zapytał retorycznie, tym razem zerkając na rudowłosą. Uśmiechnął się do kobiet, mając nadzieję, że ich poprzednia rozmowa została już zażegnana.
     Postanowił, że na wszelki wypadek je zagada, aby z tego całego napięcia nie zrodziło się coś gorszego. Musiał na poczekaniu wymyślić coś bliżej uniwersalnego i niezbyt kompromitującego, tym bardziej, że za nimi dalej stały nieznajome mu osoby. Było wiele tematów ich dotyczących, które chciał poruszyć przy samej Phoenix.
     -Jak nastawienie w związku z postojem na planecie Denya? Osobiście niewiele słyszałem o tamtejszych obywatelach.
     Zdecydował się na Denyę, ponieważ była pierwszą planetą, na którą mieli odbyć postój. Dodatkowo, ciekawiła go, głównie, dlatego, że nigdy na niej nie był. Nie miał pojęcia, że lepiej było zapytać o coś innego.

Ostatnio zmieniony przez Airi (03-11-2018 o 10h02)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625388092567584808/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625387614685495296/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625388092567584808/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625387659992236052/unknown.pnghttps://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/625388092567584808/unknown.png

Offline

#71 01-11-2018 o 13h30

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 553

Caissan zawsze należał do osób, które były punktualne, pracowite i ciche. Nigdy nie przeklinał, zawsze odnosił się z szacunkiem do każdego... Aż do dnia, gdy połowę załogi wywalono na zbity pysk i przyjęto jakichś z******** wojskowych.
    Njamerne, mimo swojej legendarnej cierpliwości, od rana krzątał się po infirmerii absolutnie bez celu. Najpierw rozwalił fiolkę z naparem na migrenę. Potem jakiś rozpuszczalnik, który wyżarł dziurę w blacie. Zakrył to pierwszą lepszą rzeczą, którą okazał się być obrus, i postanowił, że zwali to na qlulle. W końcu one są winne wszystkiemu.
    Klnący Caissan? Do tej pory takie coś zwiastowało apokalipsę. Od zmiany załogi tak miało być już codziennie. Ta cicha woda, która cieszyła się szacunkiem całej załogi i była znana ze swojego opanowania, próbując otworzyć drzwi od infirmerii, przypadkiem wyrzuciłą je z zawiasów. Tego na qlulle już nie będzie mógł zwalić, bo widziała go jedna ze sprzątaczek. Przeprosił, podniósł drzwi i odszedł szybko, ale co zostało zobaczone, już się nie odzobaczy.
    Jego włosy falowały i syczały, kiedy zmierzał na spotkanie zarządu. Nigdy nie czuł chęci zaciśnięcia dłoni na szyi kogoś, kogo mijał. Ale widząc nowy mundur wojskowy... Cóż, ciężko było trzymać ręce przy sobie.
    Kiedy wszedł do wielkiego pomieszczenia, większość już zdążyła się zebrać. Usiadł w rogu sali, z daleka od wszystkich wojskowych, z dala od tych, którzy wyglądali na ich szefów. Od Nesty Gateway, tę, którą spotkał w dzieciństwie, i która wylała na jego głowę swoją zupę. Teraz siedziała po drugiej stronie sali i rozmawiała z jakimś nietoperzo-podobnym stworzeniem.
    Caissan wziął głęboki oddech i postanowił ignorować wszystko i wszystkich. Wdech, wydech, wdech, wydech...
    Spotkanie dłużyło mu się niemiłosiernie, jednak jakimś cudem udało mu się zachować nerwy na wodzy. Już zamierzał wyjść, kiedy ktoś go zaczepił. Kobieta miała uroczy uśmiech i pewien ogień w oczach, który go zaintrygował. Opanował swoje zdenerwowanie i postanowił nie dać po sobie poznać, że gdyby mógł, zmiótłby ją razem z resztą z powierzchni statku.
    - Dzień dobry. - Silił się na spokój. Kobieta nie sprawiała wrażenia wroga, okazanie jej niechęci byłoby niestosowne. - Miło mo panią poznać. Cóż, nie wygląda pani na kogoś, kto robi płaszcze z psów. Samą przyjemnością będzie z panią pracować. - Zmarszczył brwi. - Wygląda pani znajomo. Mogę spytać, skąd pani pochodzi?


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#72 01-11-2018 o 20h35

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 106

__________________https://i.imgur.com/xjThAGL.png

    Pokiwałem przytakująco glową. Takie rozwiązanie wydawało się być najbardziej rozsądnym, pomimo kilku oczywistych wad. Jednak wygoda prawdopodobnie nie była priorytetem oficera, co było moim zupełnym przeciwieństwem. Potrafiłem zrobić coś z niczego, nie dosłownie oczywiście nie jestem bogiem (pomimo, że niektórzy tak uważają i chcą składać mi ofiary), tylko po to, żeby żyło się lepiej. Dlatego lubiłem swoją pracę, mogłem naprawiać, ulepszać, a jak do tego miałem słuchawki na uszach z dobrą muzyką to już w ogóle był miód, ambrozja i brokat.
    Miałem już mówić, że skończyłem i z ręką teraz będzie wszystko w porządku, ale zostałem zaskoczony. To naprawdę były święta, a Gabriel musiał być Mikołajem w przebraniu, który właśnie obsypywał mnie prezentami. Ciekawe gdzie schował sanie z reniferami. Musiałem wyglądać naprawdę śmiesznie jak z rozdziawioną buzią się tak wpatrywałem w cyborga, ale już po chwili uśmiechnąłem się szeroko i pokazałem rządek białych zębów jakbym występował w reklamie gumy do żucia orbit, co na marginesie zrobiłbym świetnie i naprawdę nie wiem czemu mnie jeszcze tam nie wzięli.
    - Ok - wydusiłem z siebie tylko, po czym zabrałem się do pracy. W tym momencie prawdopodobnie Gabriel myślał, że popełnił okropny błąd, ale nic bardziej mylnego! Zrobię taki przegląd i wszystko później będzie tak śmigało, że jeszcze na kolanach wróci. Oczywiście na takich metaforycznych kolanach, już i tak przy mnie jest niziutki. Czy oficerowi w ogóle wypada przed kimś klęczeć?
    Dawno nie byłem tak skupiony i zaaferowany czymś, żebym nic nie mówił lub nucił przy pracy. Zawsze musiałem mieć coś dzięki czemu mogłem się odciąć od reszty świata, dlatego też często pracowałem w słuchawkach, dzięki czemu nie rozpraszało mnie wszystko dookoła. Ewentualnie mogłem z kimś rozmawiać, ale Gabriel nie sprawiał wrażenia dość rozmownego, a przynajmniej mi tak się wydawało. Dodatkowo nie wiedziałem za bardzo jaki temat poruszyć, miałem kilka pytań na końcu języka, ale wydawały się zbyt osobiste.
    Gdybym był bohaterem kreskówki prawdopodobnie nad moją głową pojawiłaby się właśnie świecąca żarówka, która oślepiła by wszystkich swoim blaskiem.
    - Właściwie to przez to wszystko zupełnie zapomniałem się przedstawić. - Zaśmiałem się, po czym spojrzałem na oficera. - Maighstir-sgoile Sikashukela, ale wystarczy Mai - wypowiedziałem swoją standardową formułkę i znowu uśmiechnąłem się szeroko. Naprawdę powinni mnie wziąć do tej reklamy, za ten uśmiech.
    - Nie chcę być wścibski… - zacząłem - To tylko zwykła ciekawość i nie musisz odpowiadać. Skąd wziął się u ciebie pomysł na mechanizację - zapytałem w końcu. To chyba było jednak bardziej osobiste pytanie niż reszta i chyba niezbyt dobrym pomysłem było je zadawać. No nic, wskoczyłem do głębokiej wody, najwyżej się utopię, tylko uśmiechu szkoda.


https://i.imgur.com/IX8Ya5j.gif https://i.imgur.com/EM85ogn.gif https://i.imgur.com/m1f3hzW.gif

Offline

#73 02-11-2018 o 00h25

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 996

nadalbolouszy______________________Gabriel Campbell

         Gabriel jedynie utwierdził się w przekonaniu, że robi największą głupotę swojego życia, kiedy inżynier pokazał mu szereg białych zębów. Przestraszył cyborga. Jego krótka odpowiedź również była przerażająca, ale im dłużej siedzieli w ciszy, a drugiego oficera nic nie bolało, nie czuł, żeby cokolwiek było w nieporządku.
         Mężczyzna przytaknął, kiedy inżynier mu się przestawił. Miał naprawdę ciężkie imię do wymówienia. Przez chwilę zastanawiał się w jaki sposób miałby to wymówić, kiedy Mai zaczął drugie pytanie.
-Niewiele jest osób tak bardzo zmechanizowanych tak ja, więc nie uważałabym tego w żadnym stopniu za wścibskość- zaczął odpowiedź. Większość osób, która go spotykała była ciekawa, a Gabriel domyślał się, że prawdopodobnie nikt z nich wcześniej nie widział cyborga na oczy. To było dość normalne pytanie, ale Gabriel mimo wszystko nie chciał na nie odpowiadać. -Jednak, jak możesz się domyślić, wolałbym tym się nie dzielić- odpowiedział mu, ostatecznie nie dając żadnej odpowiedzi. Może kiedyś, a jak nie rozpadnie się do tygodnia, to zobaczy w papierach, że to wszystko zaczęło się wcześnie. Trochę zbyt wcześnie, by nie mieć wątpliwości, czy aby to było legalne.
        -To twój pierwszy raz, kiedy przeglądasz cyborga? - spytał chcąc wiedzieć, czy Mai ma jakiekolwiek doświadczenie w tej kwestii. Nawet jeśli by takowe miał, wątpił, by był podobny do innych pod tym względem, a przynajmniej lubił tak o sobie myśleć. -Wszystko jest w porządku?- dodał po chwili, nie będąc zbyt pewny jak czytać zachowanie inżyniera, skoro do tej pory nic na temat jego ciała nie powiedział.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (02-11-2018 o 00h25)


odtąd mnie obmywały Morza poematy,                                                               nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego,
https://68.media.tumblr.com/2a2a8d770722fe2655873f8e7f6a5597/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo2_r3_400.gif https://68.media.tumblr.com/e99e184b6a96667efc3dd0abd6ac9ea0/tumblr_omrk5eAcVw1r3hdhfo1_r3_400.gif
pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty wabią czasem topielca rozmyślającego.

Online

#74 02-11-2018 o 02h32

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 106

__________________https://i.imgur.com/xjThAGL.png

    Już nastawiłem się na słuchanie opowieści, miałem nawet lecieć po kocyk, ciasteczka i herbatkę, ale Gabriel szybko naprostował sytuację, burząc moje oczekiwania jak domek z kart. Skomentowałem to tylko zawiedzionym westchnieniem, a niezaspokojona ciekawość nadal paliła nie od środka. Jeszcze kiedyś się dowiem, a przynajmniej postaram się. Nie będę niczego wyciągał na siłę, chociaż był to dość kusząca opcja.
    - I tak i nie - odpowiedziałem na zadane mi pytanie po czym dodałem - W sensie zdarzyło mi się kilka razy pomagać przy tym wcześniej, ale to pierwszy raz kiedy robię to osobiście. - Dokładnie pamiętam sytuację, kiedy wyjątkowo przez swojego nauczyciela zostałem zepchnięty na drugi plan i jednocześnie sprowadzony do roli “przynieś, podaj, pozamiataj”, ale nie powiem zasłużyłem sobie na to. Sam bym sobie nie zaufał po sytuacji z czerwonym guzikiem, ale co ja poradzę, że naciśnięcie go tak bardzo kusiło. Po prostu chciałem sprawdzić co robi. Nikt nie napisał instrukcji, której i tak bym pewnie nie przeczytał, więc skąd miałem wiedzieć, że pod żadnym pozorem nie powinienem go naciskać.
    - Powiedziałbym, że możesz czuć się zaszczycony, ale jeszcze nie jestem sławny. - Zaśmiałem się. “Jeszcze” słowo klucz, myślę, że to tylko kwestia czasu i już za niedługo będę sławnym, znanym i szanowanym inżynierem, albo gościem z reklamy pasty do zębów. Zależy który z moich planów.
    - Ale jak już będę to wspomnę o tym w autobiografii. -  Chociaż nie wiem czy wydawanie książek o sobie to dobry pomysł, tak samo jak bycie znanym. Trochę to głupie po tylu latach życia w ukryciu i modlenia się, żeby żaden Altzairianin mnie nie rozpoznał, bo to równałoby się wyrokowi śmierci. I tym razem nie mam na myśli metafory.
    - Myślę, że wszystko jest dobrze. - Podrapałem się w zamyśleniu po nosie, co było u mnie odruchem którego zazwyczaj nie potrafiłem kontrolować.
    - Widzę, że wszystkie płyny były niedawno uzupełniane i wymieniane, więc nie widzę na razie potrzeby robienia tego teraz. Sprawdzę jeszcze wszystkie śruby, żeby ręce i wszystkie inne kończyny opadały tylko w przenośni i to będzie na tyle.


https://i.imgur.com/IX8Ya5j.gif https://i.imgur.com/EM85ogn.gif https://i.imgur.com/m1f3hzW.gif

Offline

#75 02-11-2018 o 23h14

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 440

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

                  Dziewczyna zaskakująco szybko odzyskała rezon. Wyglądało na to, że miała się za mądrą i wykwalifikowaną. Może rzeczywiście taka była, ale chyba nadszedł czas, żeby ją utemperować, zanim zrobi to ktoś inny, mniej delikatnie. Niemalże podważyła moje kompetencje. Nowa załoga słysząc takie rzecz może uznac, że nie należy mi się szacunek, w końcu jestem tylko kapitanem. Co ja wiem o lotach, ha.
- Optymalny, bezpieczny... - Zamyśliłam się - Zastanawia mnie czy za każdym razem podczas pani startów członkowie załogi tracą kończyny? I czy to mieści się w kategorii "bezpiecznego lub optymalnego"? Powinniśmy się do tego przyzwyczajać? Oczywiście, że nie musi pani pytać, takie żądanie z mojej strony byłoby niemądre.
Och, byłam okropna, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że to był ciężki dzień. Tydzień. Miesiąc. Jeśli dziewczyna zamierzała utrudniać mi życie, ja mogłam odwdzięczyć jej się tym samym. Była nietykalna, wybrany przez samego Prezydenta płatek śniegu, młoda i utalentowana. Przerażająco podobna do mnie z czasów Akademii. Czyżbym gorzkniała na starość? Być może. No cóż, to nie zmieniało faktu, że kilka kwestii nadal wymagało wyjaśnienia.
- Dziękuję pani bardzo za przybliżenie mi definicji manewru, bardzo pomocna uwaga. Doceniam również pani rady na temat mobilności drugiego oficera. To zaszczyt mieć na statku tak wszechstronnie wykształcone jednostki jak pani.
Kiedy się skłoniła, niemal gniewnie, zamiatając podłogę złotym, dziwnie długim warkoczem, miałam wrażenie, że ze mnie kpi. Ten warkocz wydał mi się wężem. Chyba byłam bardziej zmęczona niż myślałam. Dostrzegłam jednak, że Surival rzuciła spojrzenie pierwszemu oficerowi. Interesujące.
- Na tym statku nikt nikomu się nie kłania, proszę o tym pamiętać.
Uśmiechnęłam się do niej, żeby złagodzić swoje słowa, choć zdawałam sobie sprawę z tego, że sprawy zaszły zbyt daleko, by zdało się to na cokolwiek.
Uniosłam brwi, widząc, jak postanowiła mnie ignorować na rzecz Neila.
- Porozmawiajcie sobie o Denyi, a ja pójdę sprawdzić, czy mój drugi oficer jest zdolny do wykonywania obowiązków, tak jak poradziła mi panna Surival.
Spojrzałam na Neila, trochę żałując swoich słów. Ale tylko trochę. Odchodząc położyłam mu rękę na ramieniu w przyjacielskim geście. Już byłam spokojna, nie wiem nawet czy tak naprawdę w którymkolwiek momencie się zdenerwowałam. W porównaniu do ostatnich wydarzeń, ta utarczka nie miała wielkiego znaczenia. O ile dziewczyna nie weźmie tego za bardzo do siebie. Chciałam tylko, żeby przestała się popisywać, a w gruncie rzeczy ją zaatakowałam. Może rzeczywiście przydałaby mi się odrobina snu, widocznie te kilka godzin pochwyconych w nocy i okupionych poczuciem winy mi nie wystarczało.
Czułam, że powieki mi ciążą, lecz wiedziałam, że muszę jeszcze zajrzeć do Gabriela, w końcu zostawiłam go na łasce tego dziwacznego inżyniera.
Uśmiechnęłam się do Neila, przymykając na moment zmęczone oczy.
- Kiedy znajdziesz dla mnie chwilę, chętnie spotkam się z tobą w biurze, żeby omówić parę kwestii.
Droga do drzwi była wyjątkowo długa. Mijając pierwszego oficera, skinęłam mu głową. Nie byłam dumna ze swojego wybuchu, poza tym pod nieobecność moją i Gabriela to na nim spoczywał obowiązek dowództwa na mostku. I poskromienia qlulli.
                    Korytarz, na który wyszłam był zupełnie pusty. To rzadkość, ale zdarza się tuż po starcie - wszyscy udają, że czymś się zajmują i nie chcą zwracać ja siebie uwagi, włócząc się bez celu. Za kilka godzin sytuacja miała wrócić do normy.
Po drodze minęłam świetlicę, niemal upiornie opustoszałą, nie licząc kilku żołnierzy grających w karty. Zapełni się dopiero bliżej cyklu nocnego.
                  Maszynownia znajdowała się na niższym poziomie, a światła były tam mocniejsze. Zmrużyłam oczy, przechodząc z nieco słabiej oświetlonego korytarza do jasnego pomieszczenia.
Wyglądało na to, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Gabriel siedział z kamienną twarzą, podczas gdy Altzurianin robił mu przegląd. Uśmiechnęłam się do nich obu. Chyba udało im się dogadać.
Z wdzięcznością skinęłam głową inżynieriowi.
- Widzę, że sytuacja jest już opanowana.
                 Powinnam powiedzieć mojemu drugiemu oficerowi, że miałam utarczkę z pierwszym pilotem, lecz czułam się jak uczennica na dywaniku. Zabawne. To ja tu byłam kapitanem, choć ostatnimi czasy znaczyło to coraz mniej, co dała mi odczuć panna Surival.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

Strony : 1 2 3 4 5 ... 14