Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5 6 ... 10

#76 03-11-2018 o 00h24

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Wmieszanie się w taką dysputę pierwszego dnia na statku z kapitanem, to był książkowy przykład głupoty. Miałam tego świadomość, ale to się nie liczyło. Jeśli pozwolę, aby w głowie kogokolwiek zakiełkował pomysł, że nie wiem, co robię podczas pilotowania, to nawet nie pielęgnowane, te ziarenko będzie wzrastać. Zawsze się znajdzie jakiś powód i dlatego należało zdusić go w zarodku.
       Przykro mi, że musiało się to odbić akurat na kapitan Gould. To w sumie śmieszne, kiedy Mai wspomniał o nastręczaniu jej kłopotów, Neil zareagował dość impulsywnie. Czy to oznacza, że to co aktualnie ma miejsce przekreśla moją znajomość z drugim pilotem? Zacisnęłam dłoń w pięść. Ziggy był zajęty, a ja nie chciałam zawsze polegać na nim. Dość już zawdzięczałam jemu, jak i jego dziadkowi. To, co będzie się działo na Hyperionie musi pochodzić ode mnie i ja sama muszę nauczyć się z tym radzić. Nie potrzebuję pomocy i nie boję się konsekwencji. Właśnie dlatego, jak tylko usłyszałam głos pani kapitan, ponownie ściągnęłam słuchawki i okręciłam się na krześle, tyłem do konsoli, a przodem do niej.
       Zdenerwowało mnie jej pytanie, przesączone aluzją sugerującą jasno moją niekompetencję. Sądziłam, że mój ukłon jasno da jej do zrozumienia, że nie atakuję, a bronię swojej pozycji. Najwidoczniej nie udało mi się tego osiągnąć i teraz nie byłam już w stanie ugryźć się w język.
       - Nie pani kapitan, nie zdąża się to za każdym razem. W zasadzie pierwszy raz ktoś przeze mnie stracił kończynę, więc może wart wyciągnąć z tego wnioski? Opcje są dwie, główny inżynier może coś na to zaradzić, albo ja mogę prowadzić spokojniej. Tylko w przypadku drugiej opcji zalecam sporządzenie wielkiego transparentu z napisem "ewentualnych wrogów prosimy o nieatakowanie w sposób brawurowy, aby nikt na naszym pokładzie nie czuł dyskomfortu". Jestem pewna, że każdy złoczyńca to rozumie - wyrzuciłam. Było to oko za oko. Może obie zrozumiałyśmy, że nas nieco poniosło.
       Nie mówię, że będzie między nami przyjaźń, ale doceniłam to, że rudowłosa nie kontynuowała tej potyczki. Powiedzmy, że tym zagraniem zyskała mój szacunek. Może i nie będziemy się dogadywać, ale współpraca jest istotna. Z drugiej strony nic jeszcze nie wiadomo, nie mogę przesądzać całej znajomości przez pryzmat pierwszego spotkania.
       - To zaszczyt służyć na statku tak wyrozumiałej pani kapitan - sparafrazowałam jej własną wypowiedź, by następnie skinąć jej głową i dać do zrozumienia, że wracam do swojej pracy.
       No i wtedy to się stało. Zamarłam na moment, a cokolwiek było przed moimi oczami - zniknęło. Przełknęłam ślinę, ta jedna nazwa planety wystarczyła, abym zapomniała o tym gdzie jestem. Okropny dreszcz przeszedł cały mój kręgosłup, a w ustach mi zaschło. Przez chwilę wierzyłam nawet, że oni już wiedzą, że mnie przejrzeli. Panikowałam. Pytanie Neila zawisło w mojej głowie, ich głosy mieszały się. Potrzebowałam jakiegoś bodźca, żeby ten sprowadził mnie na ziemię i tym okazał się fakt, że kapitan schodzi z mostka.
       Zamrugałam gwałtownie, odzyskując świadomość miejsca. Zerknęłam do boku, akurat w chwili, w której rudowłosa dotknęła drugiego pilota. Zmrużyłam oczy. Czy oni naprawdę mieli romans? Nie kryli się z tym? Może tutaj każdy o tym wie, może to żadna tajemnica? Czemu mnie to interesuje, nie powinnam plotkować, a mimo to... zaciekawiło mnie to. Uczucia same w sobie.
       Nie powinnam chyba myśleć o tym, co też będą robić w jej biurze. Gdyby ona wiedziała, że jej kochaś jeszcze nie tak dawno gotowy był się przede mną rozebrać! Chyba, że to też normalne... Na galaktykę, a jeśli to faktycznie normalne? Poczułam, że poliki mnie zapiekły, przełączyłam kilka guziczków zmniejszając pracę silników. Nie no, na pewno nikt tutaj nago przede mną nie wyskoczy, no i ja sama też nie będę musiała. Cholera jasna, o czym ja myślę? Miałam ochotę uderzyć głową o konsolę, dotarło jednak do mnie, że kobieta już wyszła, a ja nadal nie odpowiedziałam na pytanie drugiego pilota.
       Odnalazłam w głowie treść jego wypowiedzi, znów przypominając sobie jak ta na mnie działa. Poczułam na ramionach gęsią skórkę, ale tej nie było widać na całe szczęście.
       - Nie jest to przyjemna planeta - sięgnęłam po słuchawki i przełączyłam mikrofon tak, aby słyszał mnie tylko Neil. Dlatego też nie byłam szczególnie głośna. Mój wzrok był mętny, jednak dla niepoznaki wlepiłam go przed siebie. - Denyjczycy są zabobonni i zamknięci na wszystko, co nie jest związane z ich kulturą. Ich planeta jest cholernie bogata, więc na każdego patrzą, jak na złodzieja. Trzeba się tam stale pilnować... tak przynajmniej słyszałam - ocknęłam się nieco, ściągnęłam brwi i pokręciłam głową na boki.
       Musiałam nad sobą panować. Nie mogę tak łatwo tracić kontroli. Dlatego też, mimo, że nie było to dla mnie łatwe, postanowiłam spróbować zażartować z tej kwestii, póki co nie wspominając, że zamierzam zrobić co w mojej mocy, abyśmy na Denyi nie wylądowali.
       - Och, no i jeszcze inną kwestią jest to, że tacy panowie, jak ty powinni się w szczególności pilnować - cmoknęłam odwracając głowę w jego kierunku. Na moich ustach, mimo tak ciężkiego dla mnie tematu zamajaczył bezczelny uśmieszek. - Danyjką nie wolno rozmawiać z mężczyznami spoza ich planety. Za wszelkie zbliżenia spotyka je okrutna kara... więc proszę, Neil, pilnuj się. Byłaby szkoda, gdybyśmy musieli porzucić cię w Denyjskim lochu, nim udzielisz mi informacji dotyczących wszystkich, nurtujących mnie kwestii - uniosłam szybko brwi dwa razy, a potem jeszcze chwilę patrzyłam w jego kierunku, by następnie powrócić spojrzeniem do szyby przed sobą.
       Zabawne, ale mimo wszystko... brzuch zdążył mnie już rozboleć, a dłonie trzęsły się nieznacznie. To pierwszy dzień, będzie gorzej. Muszę się jakoś do tego przyzwyczaić, oswoić z takim stanem rzeczy. Inaczej sobie tutaj nie poradzę, a takiego scenariusza nie biorę pod uwagę. Za dużo poświęciłam, żeby teraz miało się nie udać. Mimo to chciałam wrócić do jakiejś innej myśli, bezpieczniejszej, a ta nasunęła się sama.
       - Może nie mam tak pięknych oczu, jak Mai, ale najwyraźniej zrobiłam problem twojej pani kapitan - powiedziałam to niby w dość obojętny sposób. W sumie nie wiedziałam nawet co mnie tak korci w tej kwestii, ale nie zamierzałam się powstrzymywać. - Czy to oznacza, że teraz zrobisz mi krzywdę? - dokończyłam, wypominając mu jego własne słowa. Chciałam spojrzeć w jego kierunku, ale powstrzymałam się od tego, chociaż przyznaję, nie było to łatwe.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#77 03-11-2018 o 09h59

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Na pewnym etapie rozmowy dwójki kobiet wtrącenie się wydawało się wręcz nieuniknione. Neil dziwił się sam sobie, jakim cudem jeszcze trzymał usta zamknięte na kłódkę. Podjęcie innego tematu rozmowy nie przyniosło takiego efektu, jakiego drugi pilot oczekiwał. Postanowił mimo wszystko nie mówić nic, jednak już układał sobie w głowie zdania, które musiał wypowiedzieć w stronę Rivii, kiedy inne osobistości opuszczą mostek. Było mu szkoda młodej dziewczyny, nawet, jeśli to ona popełniła błąd, była zbyt śmiała i była tą, która znalazła się na Hyperionie za poleceniem prezydenta.
     Był bardzo zadowolony, kiedy obie postanowiły dojrzale zażegnać nieprzyjemny ton rozmowy. Podobał mu się taki obrót wydarzeń. Miał wrażenie, że kilka tych zdań, które wymyślił sobie wcześniej, może nawet skreślić.
     Kiedy Phoenix położyła mu rękę na ramieniu, momentalnie spojrzał na jej twarz. Zmęczenie, które nosiła w oczach sprawiało, że coś ściskało go od środka.
     -Też chciałbym z tobą porozmawiać- powiedział poważnie. Ale nie było sensu mówić jej, o czym. Nie przy tylu osobistościach, nawet, jeśli ogół tematu nie brzmiał źle. To było jedyne zdanie, które do niej wypowiedział. Proste i konkretne. Takie, które jasno dawało do zrozumienia, że przyjdzie.
     Odwrócił się do sterów zaraz po tym, jak pani kapitan opuściła pomieszczenie. Nim się obejrzał, pierwsza pilotka podjęła temat Denyi. Przez słuchawki.
     Słuchał jej z zainteresowaniem. O danej planecie wiedziała więcej, niż on, a zainteresowała go na tyle, aby w wolnej chwili poczytał więcej o denyjskich zwyczajach. Kwestie, które poruszała, nie były przyjemne. Postawiła ludność Denyi w złym świetle, dlatego Neil od razu zaczął zastanawiać się, jak wygląda jasna część. Pogrążył się w myślach o nowej krainie, kiedy Larivia postanowiła powiedzieć mu więcej.
     -Tacy jak ja? Co masz na myśli?- zapytał podejrzliwie. Odwrócił się w jej stronę. Ujrzawszy bezczelny uśmieszek, prawie przestał jej współczuć nieprzyjemnej rozmowy z Phoenix. Starał się ukryć fakt, że nieco przeraziła go myśl zakazu rozmowy z damską częścią Denyi. Część o lochach puścił mimo uszu, ale kwestia kar dla kobiet za rozmowy, za przebywanie w towarzystwie przedstawicieli innych ras nurtowała go bardzo. Jego przeczucie mówiło mu jasno, że Rivia nie kłamie, nawet, jeśli jej zdaniem, wszystkie te informacje nie były przez nią sprawdzone, a gdzieś je usłyszała.
     -Dobra. A więc rozumiem, że nie ma tam karczm, w których będę mógł miło spędzić czas z przyjaciółmi i poznać nowych. Szkoda- stwierdził. Pół żartem, pół serio.
     Był zbyt zamyślony, aby zmusić się do dodatkowej dogryzki lub złośliwego uśmiechu. W dodatku, dalej, gdzieś z tyłu głowy, martwił się o Gabriela i Phoenix.
     -Towarzysze Sellil Lertih Nelmoc mają pod swoimi naukowymi skrzydłami Denyjczyka. Na imię mu Merophise, jednak nigdy nie miałem okazji porozmawiać z nim o jego ojczyźnie- wspomniał do słuchawki.
     Przywołał w pamięci obraz wysokiego mężczyzny z długimi, niebieskimi włosami. Przypomniało mu się, że kiedy go zobaczył, pomyślał, że nie widział, aby ktoś nosił tak długie włosy. A jednak, później poznał Larivię, której długi i gruby warkocz przypominał mu postać z bajki popularnej na planecie Ziemia. Był pewny, że po rozpleceniu go, jej blond włosy były jeszcze dłuższe.
     -Oj, oj, Rivia. Nie łap mnie za słowa- zaczął. Ponownie odwrócił się w jej stronę, ale kobieta nie patrzyła na niego. Zawiesił na niej swój wzrok na dłużej i miał nadzieję, że była świadoma jego wzroku.
     -Wierzę, że nie chciałaś zrobić nic złego, a już na pewno nie z wredną premedytacją. Byłbym jednak ucieszony, gdybyś nigdy więcej nie rozmawiała z naszą panią kapitan w taki sposób- powiedział, kładąc dodatkowy nacisk na słowo „naszą”.
     -Ona wiele teraz przechodzi. Należy jej się odpoczynek, którego nie może znaleźć- dodał, choć nie musiał. Był rad, że rozmawiali przez słuchawki i nikt więcej nie mógł ich usłyszeć.
     No chyba, że ten Nietoperz. Nietoperze miały ponoć niesamowity słuch. Ale Neil wtedy o nim nie myślał. Być może to był jego kolejny błąd, którego konsekwencje mogły nadejść w przyszłości.
     -Ja tam uważam, że ten manewr był świetny, choć przyprawiłaś mnie o dodatkowe zmartwienie, jakim jest stan drogiego oficera Gabriela.
     Nie sprecyzował, że bardziej martwił się stanem emocjonalnym cyborga, niż jego ręką, jakkolwiek by to nie brzmiało. Gdyby nie nowy inżynier, na pewno nie zaprzątałby sobie głowy tą sytuacją. Mai sprawił wrażenie miłej, ale roztrzepanej osoby. A to nie była cecha, którą cenił Gabriel.
     Po jakimś czasie odwrócił wzrok od Larivii, po czym ponownie wlepił go w parametry. Miał ochotę do niej mrugnąć, puścić oko, ale w jego mniemaniu, kobieta uparcie nie chciała na niego spojrzeć. Zamiast tego, uśmiechnął się lekko pod nosem.


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#78 03-11-2018 o 15h34

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Trudno było dojść do siebie, kiedy w pierwszy dzień służby twoja przeszłość daje się tak we znaki. Ostatecznie jednak na Hyperionie jest pełno ludzi, więc nie będzie wymagane, aby każdy schodził z pokładu, kiedy będziemy odwiedzać jakieś planety. Jeśli tylko zapanuję nad emocjami, nikt nawet nie będzie niczego podejrzewał, a przy tym liczyłam na pomoc pierwszego oficera. Skoro potrzebował mnie, to w jakimś stopniu powinien też dbać, aby mnie nie stracić, prawda? Cóż, może było to zbyt optymistycznym podejściem, ale trzymałam się tej myśli, niczym topielec podawanej mu brzytwy - wszystko, byleby przeżyć.
       Cmoknęłam cichutko pod nosem, słysząc pytanie Neila. Tacy jak ty... miałam wrażenie, że doskonale wie o co mi chodzi, tylko chce, abym przyznała się do swojego podejścia na głos. Najpierw sobie ze mną miło rozmawia, potem nagle okazuje się, że jest blisko z panią kapitan, a teraz widocznie oklapł na myśl o tym, że niedane mu będzie zbliżyć się do Denyjskich kobiet. No cóż, jak dla mnie na podstawie tych przemyśleń perfekcyjnie dało się określić, co miałam na myśli, mówiąc "tacy, jak ty". Ta kwestia musiała jednak chwilę poczekać, ale to dobrze, nie spieszyło się wcale. Ostatecznie nie byłam szczególnie otwartą osobą, a z drugim pilotem jakoś tak nie potrafiłam zakończyć rozmowy. Bardzo chciałam, żeby to właśnie moje było zawsze na wierzchu, jednak Neil nie pozostawał mi dłużnym.
       - Karczmy są, poza tym poznać nowych możesz, jednak płci męskiej. No, chyba, że właśnie się przyznałeś, że to nie takich znajomości szukasz - czy czułam satysfakcję, obracając tak jego wypowiedź? Chyba tak, nie mogłam sobie tego odmówić.
       Sądziłam nawet, że oto wychodzę na prowadzenie w dziwnego rodzaju potyczce słownej, której zasad nigdy nie określiliśmy, kiedy mężczyzna odezwał się po raz kolejny, a mi ręka się omsknęła i przez przypadek włączyłam turbo dopalacze.
       - Cholera! - syknęłam, szybko je wyłączając. Na całe szczęście te potrzebowały chwili na rozruch, więc poza kontrolką, jaka wyświetliła się na paletach pilotów nikt nie mógł się dowiedzieć o mojej drobnej pomyłce. Naprawiłam ją, ale mój stan się nie polepszył. Zrobiło mi się niedobrze, w głowie zaczęło mi się kręcić i na pewno wyraźnie pobladłam. Jakim cudem jest tutaj jakiś Denyjczyk? Nie może być... on mnie pozna, albo zauważy wiele cech, długie włosy, giętkość ciała, uszy... pozna mnie, pozna na pewno. Miałam wrażenie, że posiłek, jaki rano przyjęłam szuka teraz ujścia z mojego ciała na zewnątrz. Nie potrafiłam się wziąć w garść. Musiałam jednak, bo będzie po mnie.
       Głos towarzysza rozmowy zadziałał trochę jak kotwica, ściągnął mnie w dół, na odpowiednie tory. Skup się idiotko! Nic się nie dzieje, oddychaj. Mówicie o kapitan Gould. Nic innego w tej chwili się nie liczy.
       - A za co mam cię łapać, jak nie za słowa? - uznałam, że muszę coś powiedzieć, aby na powrót wbić się w ramy naszej rozmowy, ale kiedy te słowa opuściły moje usta, uznałam, że mogłam je sobie spokojnie darować. Jeszcze więcej zamieszania. Ściągnęłam brwi, chcąc dostarczyć sobie kolejną dawkę tlenu, ale tego nagle jakby brakowało w powietrzu.
       Obróciłam się przez ramię, aby spojrzeć na postawną sylwetkę pierwszego oficera. Poczekałam, aż nasze spojrzenia się skrzyżują i posłałam mu takie, które jasno mówiło, że nie byłam gotowa na to, aby na statku był Denyjczyk. Że trzeba się go pozbyć, jak najszybciej. Nie zabijać, ale... odesłać. Gdziekolwiek.
       Drugi pilot nadal mówił, a ja spokojnie odwróciłam się przodem do szyby przed nam. Kolejny wdech, jeszcze jeden. Głos mężczyzny, nic innego poza nim. Oddychaj, nie trzęś się, jesteś bezpieczna, nic ci nie grozi. Ja nadal walczyłam z samą sobą, a Neil mówił i kiedy w głowie rozszyfrowałam znaczenie jego słów, na krótką chwilę zapomniałam, że jestem śmiertelnie przerażona. Spojrzałam do boku, a może raczej zerknęłam, rezygnując tym samym z unikania takich manewrów. Pochwalił mnie, ale nie tylko. Martwił się o Gould, o Gabriela... muszą być tutaj blisko ze sobą. To takie... zaskakujące. Nie za bardzo znałam się na takich uczuciach, opiece, przywiązaniu, oddaniu. O mnie przez większą część życia nie dbał nikt. Zawsze byłam wyrzutkiem, skazą na honorze społeczeństwa, niechciana, pomiatana, wyśmiewana... kiedy upadałam Denyjczycy raczej się śmiali, a już na pewno nikt nie podawał mi ręki. Musiałam nauczyć się podnosić o własnych siłach, a przy tym liczyć tylko na siebie, zbudować mur, który oddzielał mnie od innych, bo z ich strony płynęło cierpienie. Pewnie dlatego tak wstrząsnęły mnie te słowa, do których Neil nawet nie przemycił jakiś podniosłych nut. Pokiwałam spokojnie głową, mając wrażenie, że drobny uśmieszek zapamiętam na długo.
       - Dziękuję - odezwałam się w końcu. - Za komplement - wyjaśniłam jeszcze, ale chyba wyszło mi to dość pokracznie. Nie byłam dobra w takich kwestiach, dlatego też przeczyściłam gardło, próbując odzyskać pewność siebie i kontrolę. - Jak na psa na baby, całkiem opiekuńczy z ciebie typ. Stale mnie zaskakujesz, a to dopiero pierwszy dzień znajomości - skwitowałam, by następnie posłać mu łobuzerski uśmieszek. Właśnie tak, wracamy do normalnego, luźnego zachowania. To, że się trzęsłam, że oczy miałam rozedrgane, a twarz bladą miało zginąć pod uśmiechem i żartami.
       Zwilżyłam delikatnie wargi.
       - Tobie jednak radzę nie pokładać swojej wiary we mnie, kto wie, może jestem właśnie taką wredną panną, która tylko udaje miła, by pod osłoną nocy zasiać tutaj niezłe spustoszenie? - to pytanie zawisło między nami. Pozwoliłam mu trwać, ale nie dałam mu chwili, aby zdążył na nie odpowiedzieć. Odwróciłam się znów przodem do panelu. - Myślę, że powoli możemy ustalać parametry na autopilota, start uważam za udany, przeszedł bez komplikacji, starczy już tego sterczenia na mostku, skoro preferujecie tutaj spokojny styl podróżowania - przeszłam do bardziej służbowych kwestii, uznając, że tak będzie mi lepiej. Prawda była jednak taka, że mimo wszystko nadal trzęsłam się ze strachu. Hyperion jest duży, jednak kiedyś na pewno wpadnę na tego Denyjczyka... a nawet jeśli nie, to w końcu dolecimy na Denyę. To jest chyba jedna z tych sytuacji, które określa się powiedzeniem "między młotem, a kowadłem".


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#79 03-11-2018 o 23h13

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

__________https://fontmeme.com/permalink/181006/1dd55b0b903ed5a4560feb19e9f5bd93.png


          Sellil Lertih Nelmoc zmrużyli oczy, gdy Sigurd wydali z siebie superka wrzask, jednak niemal natychmiast zaczęli żałować, że jednak nie zabrali żadnej aparatury pomiarowej. Oszacowanie na oko — czy też raczej ucho — wysokości i częstotliwości tego dźwięku będzie przerażająco niedokładne. Nawet nie zamierzali próbować uzyskać dostępu do nagrań ze sprzętu monitorującego, zbyt dużo zachodu, zbyt marne skutki, jako że jakoś pozostawała wiele do życzenia i już naprawdę lepiej było szacować na ucho.
          Mimo wszystko Sellil Lertih Nelmoc przebywali wśród innych gatunków na tyle długo, żeby w końcu zaczęło do nich docierać, kiedy przekroczyli jakąś dziwną socjalną granicę. I wyglądało na to, że właśnie to zrobili. Prawdziwe utrapienie. No cóż, będą musieli wrócić do drapania, gdy nawigatorzy wstaną, wtedy teoretycznie nie będą w pracy, więc problem etyki zniknie. Skaranie boskie z ludźmi i tą ich przeklętą etyką. Nawet już zaczęli przejmować to śmieszne religijne słownictwo. Co oni wyprawiali? To skandal! Dyshonor dla całej rasy! Dyshonor dla świerszcza! Dyshonor dla krowy! Zainteresowali się więc niespokojnym ogonem furei, powstrzymując się przed nadmiernym dotykaniem go (chociaż chęci im nie brakowało).
          — Czy fotel nie jest niewygodny przez ogon? Wprowadzenie drobnych poprawek dla polepszenia wygody miejsca pracy nie powinno stanowić problemu.
          Qlulle z uwagą przysłuchiwali się wywodowi Sigurda, uśmiechając się lekko i robiąc notatki na padzie. Nie dało się nie zauważyć, że furei poprawił się humor, gdy opowiadał o zdjęciu. Mogli nie rozumieć takiego przywiązania do innych jednostek, ale jako oficerzy naukowi mieli pod sobą zespół i nauczyli się, jak wielkie znaczenie miały morale w prawdopodobnie najgorszy możliwy sposób. Poza tym szczęśliwy obiekt badawczy to łatwiej uzyskane i wiarygodniejsze wyniki. Zaśmiali się na przeprosiny Sigurda, chociaż ich śmiechowi bliżej było do gwizdów delfinów. Oddali furei zdjęcia, przeglądając swoje notatki.
          — Mamy mniej więcej pobieżne odpowiedzi na zadane przez nas pytania. Czy tylko drapieżniki, nie. Czy wszystkie osobniki są nawzajem kompatybilne do rozmnażania, bardzo prawdopodobne. Geny dominujące, na podstawie zdjęcia rodzeństwa można wysnuć pewne hipotezy. Jako że nie jesteście biologami, o ewentualnej korelacji średnich lat życia możecie nic nie wiedzieć. Prześlemy wam listę pytań zredagowaną przez naszych podoficerów, są w stanie dostosować je tak, by bez problemu zostały zrozumiane przez laików w dziedzinie biologii. Możecie przesyłać nawet pojedyncze odpowiedzi, w razie wątpliwości dopytamy, gdy zajrzycie do laboratorium. Przydadzą nam się wszelkie, nawet pobieżne informacje i naprawdę jest w waszym najlepszym interesie, żeby nam je dostarczyć. Oczywiście nadal najlepsze byłoby przeprowadzenie kilku eksperymentów, ale niestety nie możemy was do nich zmusić. Sporządzimy na ich podstawie prawdopodobnie najlepsze i najbezpieczniejsze proponowane rozwiązania, gdybyście potrzebowali nagłej pomocy medycznej. Raczej wszyscy na tym statku wolelibyśmy, żebyście nie zginęli od podania złego leku na katar. — Qlulle brzmiały zaledwie odrobinę poważniej niż zazwyczaj, czyli gdy były niezdrowo podekscytowane badaniami, po czym uśmiechnęły się szeroko. — W takim razie z niecierpliwością będziemy wyczekiwać spotkania z waszymi przyjaciółkami.
          Sellil Lertih Nelmoc rozejrzeli się po mostku. Kapitan nie było w zasięgu wzroku, co znaczyło, że mogli bezproblemowo wrócić do laboratorium. W końcu Kĥāngkhāw Paçmêlk III na pewno by ich nie zatrzymali, ale padły ich imiona oraz zostali wspomnieni ich oficerzy naukowi, więc qlulle postanowiły zostać jeszcze przez chwilę i przysłuchać się rozmowie pilotów. Widzieli więc nerwową reakcję pierwszych pilotek na wspomnienie Merophise'a Iphego. Że też Denyjczycy tak działali na kobiety, nawet gdy te nie były w ich pobliżu, co za upierdliwa rasa. I qlulle mówiły z doświadczenia. Mało kto potrafił doprowadzić je do bólu głowy, podoficerom naukowym udało się już niejednokrotnie. Sami dobierali swoich zastępców, a ci niewątpliwie mogli poszczycić się nieprzeciętnymi umysłami, ale umiejętności społeczne kulały im czasami bardziej niż samym qlullom. A przynajmniej kulały, dopóki qlulle nie zmusiły ich do zmiany, żeby samym nie musieć pracować nad komunikacją.
          Roztrzęsieni piloci nie znaczyli dla statku nic dobrego. Sellil Lertih Nelmoc westchnęli męczeńsko, bulgocząc, i podeszli do stanowiska pierwszego pilota. Nie lubili tego typu rozmów, ale odpowiadali za swój zespół, nawet jeżeli ten zespół został ledwie wspomniany.
          — Neil, skupcie się trochę bardziej przez chwilę, chyba musimy rozproszyć pierwsze pilotki — rzucili w kierunku drugiego pilota, po czym przenieśli uwagę na kobietę i poklepali ją lekko po ramieniu. — Jeżeli niepokoją was Denyjczycy na pokładzie, to informujemy, że Merophise Iphy są jedynymi na Hyperionie i przeszliśmy przez całkiem dosłowne piekło, żeby jakoś dali radę współpracować z resztą załogi. Wiemy, że są gorsi niż wrzód na tyłku, gdy chodzi o kobiety, więc jeżeli pojawią się jakiekolwiek niepożądane zachowania z ich strony, możecie śmiało je zgłosić. I naprawdę mamy na myśli jakiekolwiek.
          Nie mieli pojęcia, czy to cokolwiek da, ale przynajmniej nikt nie będzie mógł im zarzucić, że nie próbowali. Odgrywanie odpowiedzialnych przełożonych mają zaliczone na najbliższy tydzień.


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#80 03-11-2018 o 23h18

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 074

blahblah,czyktokolwiekwidzimojeukrytewiadomości?Gabriel Campbell

             Nie wiedział, czy Mai był świadomy tego, że przez ten cały czas Gabriel go oceniał. Na ogół, Ziemianin starał się, by nie było po nim widać jego emocji, chociaż były osoby, w których obecności to nie miało znaczenia. W tym określonym towarzystwie czuł się swobodnie i komfortowo. Może źle oceniał nowego inżyniera, ale jego westchnięcie, gdy odmówił mu opowiedzenia tej historii, nie było dobrym posunięciem. Gabriel nigdy nie czuł się dobrze w towarzystwie osób, które za dużo szperały. Neil początkowo dużo pytał i nie rozumiał, że Gabriel nie ma zamiaru odpowiadać, ale z czasem zrozumiał albo dał sobie spokój. Kiedy Gabriel to zauważył, zaczął czuć się w jego towarzystwie lepiej.
            I tu na pewno nie chodziło o to, że Altrazairczyk nie ma większego doświadczenia. Wydawał się wiedzieć co robi - Gabriel dla większości swoich opiekunów technicznych był tym pierwszym. Czasami nawet był pierwszym cyborgiem, jakiego na oczy widzieli. Ale dla Gabriela, słowa Maia były wręcz krępujące. Jaka autobiografia, jaki zaszczyt? Miał ochotę odpowiedzieć nie, dziękuję i po prostu sobie pójść, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że nigdy, by tego nie zrobił. Ze swojej strony zachował ciszę.
            -Mój opiekun techniczny zrobił mi przegląd wczoraj- wyznał w końcu, kiedy poinformowano go, że wszystko jest w porządku. Miało być w porządku, ale wolał się upewnić. Nie miał zamiaru dodawać, że przy okazji się pokłócił z Favianem, o to, że na pewno nie pójdzie do nowego inżyniera o pomoc. Stary dziad go zmusił poniekąd, jak już wiele razy wcześniej, za pomocą tej samej metody - odpadających protez. Liczył, że nie będzie musiał przypominać o tym, skoro już zdążył napomknąć jak wyglądały zemsty jego opiekuna technicznego. Mai nie musiał tego się tego dowiadywać, a przynajmniej nie z ust Gabriela.
             Kiedy usłyszał następne słowa, o sprawdzeniu śrubek i ten, w opinii Gabriela niezbyt śmieszny żart, zastanawiał się, czy po prostu nie odpowiadać czy spróbować utemperować nowego inżyniera. Ale Phoenix go uratowała, nie musiał mu już nic odpowiadać.
-Tak, wszystko jest w porządku - oznajmił. Spojrzał na inżyniera. Rudowłosa spyta się, co o nim sądzi, a Gabriel nie do końca wiedział, miał mieszane uczucia. Z jednej strony, wyglądało na to, że ma jakieś doświadczenie i wie co robi, ale jego niektóre teksty i to, że jego zapał nie ostygał przy niezmiennym wyrazie twarzy cyborga... To było dziwne, a to wcale nie zapowiadało się dobrze.
           -Mogę już wstać?- spytał inżyniera, a uzyskawszy zgodę przeciągnął się, chcąc sprawdzić, czy na pewno jest wszystko przykręcone - wstał i podszedł do Phoe. -To jest Phoenix Gould, kapitan na Hyperionie- przedstawił rudowłosą Altrazairyczykowi. -Nasz nowy główny inżynier, nazywa się Maighstir-sgoile Sikashukela- wypowiedział jego imię, nieco ryzykując. Było trudne do wymówienia, bał się, że zbyt trudne, ale nie wybaczyłby sobie tej wpadki. Mimo wszelkiej niechęci i utwierdzenia się w przekonaniu, że popełnił jedno z większych szaleństw w życiu, wyciągnął dłoń w stronę Maia.
-Życzę nam owocnej współpracy.


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#81 04-11-2018 o 01h04

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 340

SIGURD

          Kątem oka dostrzega subtelny uśmiech na twarzy oficerów naukowych, co, pomimo dość trudnego początku, powoli ocieplało ich wizerunek w jego umyśle. Wie, że tak szybkie wysnuwanie wniosków jest niebezpieczną praktyką. Czy tylko dlatego przestanie naiwnie wierzyć w dobro istniejące w każdej osobie? Zdecydowanie nie. Przyjmuje z powrotem swoje zdjęcie, zainteresowany wynikami tej krótkiej rozmowy. Choć jego opowieść zdawała mu się nie mieć w sobie cienia merytoryczności, qlulle nie przestawały robić notatek na swoim tablecie. Naukowcy mieli swoje sposoby na odnajdywanie faktów w największych głupotach - tak powiedziała mu kiedyś Inukai i Ziggy nie ma absolutnie żadnych podstaw, aby wątpić w istnienie takiego talentu u federacyjnego specjalisty. Uśmiecha się uprzejmie i potakuje na ich słowa, kiedy jego mózg powoli próbuje przyswoić wszystkie dukane ciurkiem informacje. Najważniejszą spośród nich wydaje się być złożenie wizyty w laboratorium, ale... Furei wzdycha pod nosem, obserwując jak oficerzy odchodzą od jego stanowiska pracy i kierują się w stronę pilotów. Zauważa wtedy, że od dłuższego czasu w jego słuchawce nie słychać ani słowa, chociaż od momentu wyjścia pani kapitan po burzliwej wymianie zdań, usta pilotów się nie zamykają. Wyłapuje pojedyńcze słowa wolnym uchem - jakby nie patrzeć słucha ma doskonały - ale sam nie wie, czy powinno go to cokolwiek interesować. Skoro Rivia zadecydowała, że nie powinien słyszeć ich rozmowy, cóż, nie zamierzał się kłócić. Ale poboczyć się jak wreszcie sobie o nim przypomni? Zdecydowanie tak.
          Pierwszy raz od dawna obserwuje mapę tak bez przekonania. Połowa załogi wyznaczonej na mostek opuściła swoje stanowiska, w tym także główna nadzorująca. Nie był to absolutnie powód do zaniechania swoich obowiązków, ale Ziggy nie mógł przestać się martwić o samopoczucie pani Gould. Od teraz należą do jednej załogi, rodziny wręcz. Podczas kiedy zna dobrze Riv i wie, że przyjdzie do niego jeśli będzie potrzebowała futrzastej przytulanki, o rudowłosej kobiecie nie wie absolutnie nic. Nie potrafił odczytywać jej nastrojów oraz odpowiednio się do nich odnosić. Jego uszy drgają, kiedy słyszy wzmiankę o autopilocie. Wprawdzie nie przepada za pozostawianiem tak ważnych stanowisk sztucznej inteligencji - jakby nie patrzeć jeszcze kilka temu nie wyobrażał sobie nawet istnienia niczego takiego - ale dzięki temu mógłby rozejrzeć się po statku...
- Riv, instrukcje są gotowe i powinny wystarczyć na teraz. Chcę o czymś porozmawiać z panią kapitan - oznajmia głośno, odstawiając słuchawki na ich należyte miejsce. Kiedy wstaje z krzesła nie ma jeszcze konkretnego pomysłu na to, co rudowłosej kobiecie powinien powiedzieć. Mógł zapomnieć o zdaniu się na instynkt oraz wrodzony urok osobisty. To skończyłoby się tylko spojrzeniem wbitym w nerwowo splecione dłonie oraz serią niezręcznych dźwięków. Musiał być pewien, musiał--!
          Nogi niosą go, według wskazówek mijanego towarzysza, do części przeznaczonej inżynierom. To tutaj ma przebywać pani kapitan razem z, co już bardziej założył niż wiedział, Gabrielem oraz lśniącym inżynierem. Niestety kilka minut podróży wcale nie przyniosło mu upragnionego świecenia. Choć od rozłąki minęło już sporo lat, Ziggy nadal przyłapywał się na tym, że brakowało mu złotoustych przyjaciół, którzy zawsze wiedzieli co powiedzieć. Ostatecznie decyduje się na staromodną uprzejmość. Uderza kilkakrotnie knykciami w twardą powierzchnię drzwi, jednocześnie prostując plecy.
- P-Przepraszam, nie przeszkadzam? Szukam pani kapitan

Ostatnio zmieniony przez Acerola (04-11-2018 o 10h36)


Alternative Response to “I’d die for you”
http://i67.tinypic.com/2ci8m6h.png

Offline

#82 04-11-2018 o 02h38

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
Słowa blondwłosej pierwszej pilotki, wprawiły Eais w lekkie zdumienie, które było ulotne niczym widocznie zmieniające się uczucia na cudzych twarzach. Poczuła się w jakiś sposób miło, iż kobieta będzie polegać na jej pracy technicznej. Wyrazy, które wypłynęły z jej ust, wydawały się być nadwyraz szczere i prawdziwe, co spowodowało, że kruczoczarnowłosa postanowiła uwierzyć zdaniu nowo poznanej. Gdyby ją ktoś w tej chwili spytał, co sądzi o swoim stanowisku, to nie zawahałaby się zaprzeczyć, iż nie czuje się potrzebna w roli technika, lecz jej odpowiedź brzmiałaby, że czuje się jak złota rybka w wodzie, a jej praca jest doceniana przez innych członków na pokładzie statku Hyperion. Poza tym długowłosa pilotka okazała się być bardzo uprzejma i być może wyrozumiała, jednakże również odrobinę podejrzliwa? Przyglądała się jej pustym wzrokiem, gdy ta skakała swymi niebieskimi ślepiami z twarzy Eais na twarz Neila i tak z dobre cztery razy. Nie potrzebowała jej się tłumaczyć z tego; dlaczego akurat przerwała wpół zadania, a następnie spojrzała na drugiego pilota, szukając w nim ostatniej deski ratunku. Nie potrafiła swobodnie komunikować się z osobami, którym nie ufała, które widziała pierwszy raz na swoje oczy, które pierwszy raz zaistniały w jej życiu. Przełknęła ślinę, dostrzegając reakcje blondwłosej kobiety, która oznajmiła z brakiem entuzjazmu w głosie, że nic nie szkodzi na powód małomówności kruczoczarnowłosej. Czy owa reakcja oznaczała, że już zawidniała na jej liście jako osoba, z którą nie warto nawiązywać kontaktu międzyludzkiego? Jeśli tak, to nie zdziwiłaby się. Początkowo nawet ona sama by sobie nie zaufała, gdyby miała szansę poznać samą siebie w drugiej osobie. Ale z pewnością zrozumiałaby wiele aspektów zachowania, więc nawet byłaby na dobrej drodze by obdarować samą siebie zaufaniem, choć kto tam wie. W pewnym momencie, przerzuciła swe granitowe tęczówki na Neila, który był widocznie rozbawiony jej niepewnością wobec nowych członków załogi. Posłała mu pytające spojrzenie, chcąc dowiedzieć się; dlaczego próbował ją uspokoić swym pogodnym nastrojem, lecz tak jak szybko "zadała" pytanie, tak szybko "dostała" odpowiedź. Wyczytała jego słowa z ruchu warg, po czym spojrzała na pierwszą pilotkę, a następnie na świeżego, błyskotliwego inżyniera. Skoro Neil twierdził, że są w porządku, to na pewno tak jest. W końcu był on jedną z niewielu osób, którym ona w pełni ufała, a o jej zaufanie było ciężko zapracować; trzeba do tego normalnie lata praktyki i męki. Jest to nawet w dużej mierze porównywalne do syzyfowej pracy, jednakże pojawia się taki cud w ciągu 365 dni, jak i przez cały jego cykl czasowy każdego dnia, iż Eais zauważa czyjeś starania oraz chęci do utrzymywania z nią dobrych relacji i wie wtedy, że jest to osoba przed którą może się otworzyć i otwarcie porozmawiać o utrapieniach, które często leżą na jej sercu. Powróciła wzrokiem na rozradowaną twarz przyjaciela, po czym potwierdzająco pokiwała głową, dając mu zrozumienia, iż spróbuje nawiązać nowe znajomości. Właśnie, spróbuje... lecz czy to się w ogóle uda? Nie miała zielonego pojęcia. Jednak wiedziała już, dzięki niemu, aby tym dwóm dać kiedykolwiek szansę, gdy taka się okaże.
Eais, nie potrafiła przerwać błogiej ciszy, która zapanowała przy krótkiej prezentacji osobistości. Chciała ją w jakiś sposób przegonić i zagaić jakoś rozmowę, lecz do jej uszu dobiegł odgłos otwieranych drzwi, co spowodowało, że jej cała uwaga przeniosła się na niedawny obiekt dźwięku. Śledziła wzrokiem sylwetkę Phoenix, aż ta zasiadła na swym fotelu i skinęła głową między innymi w jej stronę, a potem w stronę Neila oraz Asteriona. Kruczoczarnowłosa odwzajemniła jej gest, odkiwując głową.
Po chwili, gdy pani kapitan oznajmiła, aby przygotować się do startu, to Eais bez dłuższego zastanawia się - zajęła swoje miejsce pracy technika. Gdzieś potem mignął jej przed oczami Asterion, który został pociągnięty w stronę wyjścia z mostku w nagłej sprawie, a jeszcze potem Gabriel odnalazł zgubę w postaci nowego nawigatora. Parę sekund później, pierwsza pilotka stwierdziła gotowość startu, a reszta działa się naprawdę szybko. Nagła moc czterech silników, dodatkowa moc silników, a końcowo płynny obrót statku kosmicznego wokół własnej osi. Musiała przyznać, że nie odczuła tego manewru, a wręcz był przyjemny, a zarazem swobodny. Zaimponowała jej blondwłosa Larivia, bo tak się nazywała pilotka Hyperiona, a jej imię poznała z rozmów, których była świadkiem. Następnie nieprzyjemny dźwięk; poluzowanie się śrub, a ostatecznie brzdęk czegoś mechanicznego o podłoże. Wiedziała, że to Gabrielowi odpadła któraś z kończyć. Nie potrzebowała nawet spoglądać, która z nich to była. Była już nastawiona do tego, aby pójść wraz z nim i mu przymocować kończynę, jednakże zagonił do tej pracy nowego inżyniera. Sprawiło to, iż odkręciła głowę w ich stronę, odprowadzając ich swymi odległymi, granitowymi oczyma.
Eais nie miała zbytnio, co począć, więc siedziała i jedynie obserwowała. Do jej uszu dobiegła chłodna konwersacja Phoenix i Larivii; ostra wymiana zdań, zakończona natychmiastowo. Następnie widoczna rozmowa Neila wraz z nową pilotką. Być może o wcześniejszym zajściu, które ją spotkało. Nie była tego pewna, ponieważ była zbyt daleko i nie słyszała zbytnio ich wymiany zdań. Kolejne natrętne zachowanie qlulle wobec przedstawiciela rasy furei. I to było już wiadome, że w celach naukowych, choć zauważyła, że nawigator coś im opowiadał z ogromną satysfakcją na twarzy. Ciekawiło ją, co to takiego dokładnie było, lecz nigdy nie odważyłaby się oto spytać. Nie potrafiłaby. Potem zniknięcie pani kapitan z mostku, potem przeniesienie się qlulle w stronę blondwłosej pilotki, aż koniec końców - opuszczenie mostka przez nawigatora.
Westchnęła ze zmęczeniem malującym się na jej twarzy. Naprawdę nie wiedziała, czym mogłaby się w tej chwili zająć. Może wróciłaby do siebie i porozmawiałaby z złotym przyjacielem? Albo skierowałaby się w stronę pomieszczenia dla techników i zajęłaby się drobnymi usterkami z niektórymi przyrządami bądź dokładniejszymi rzeczami? To już byłoby bardziej praktyczne, ponieważ z jej umiejętnościami międzyludzkimi, to raczej nie nawiąże z kimś dyskusji.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#83 04-11-2018 o 13h32

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Skorzystał z oparcia fotela, ponownie zerkając na Larivię. Tym razem dyskretniej. Przyłożył delikatnie palce do mikrofonu i przysunął go bliżej ust po woli, aby nie zrobić niepotrzebnego szumu.
     -No, tak. Przyznałem się. Chciałem, aby to tak zabrzmiało- powiedział szczerze. –Znam swoje potrzeby. Towarzystwo kobiet jest mi potrzebne.
     I choć wahał się chwilę, czy powinien potwierdzić tę prawdę i psuć satysfakcję kobiety, stwierdził, że jeśli będzie wiedziała, łatwiej będzie im ze sobą rozmawiać, a ich relacja nie pójdzie w niewłaściwym kierunku. Mógłby powiedzieć jej na ten temat jeszcze więcej, ponieważ rodzina Axel krzyczała w jego głowie, aby to zrobił, ale świadomość kultur innych planet radziła, aby lepiej się już zamknął. Trudne to było, dla gaduły. Nadal nie był pewny, ile taki stan rzeczy uda mu się utrzymać, miał jednak pewność, co do tego, że przynajmniej teraz nie rozgrzebie tej sprawy niepotrzebnie. Zastanawiał się, czy warto poruszyć kwestię drugiej strony.
     Choć kobieta przyprawiła go o mały zawał serca, nie skomentował tego, że włączyła turbo dopalacze. Domyślił się, że zrobiła to przypadkiem. Ta drobna omyłka wystarczyła, aby przez głowę Neila przebrnęło tysiąc ciemnych scenariuszy. Potrzebował chwili na odsapnięcie, nim wrócił do tematu. Nic się nie stało, jednak informacja, która nagle pojawiła się na jego panelu zamroziła mu krew w żyłach.
     -Nie oblałaś mojej chęci zobaczenia Denyi zimną wodą. Dalej chcę zobaczyć, czy mimo tak różnych zdań, będę mógł dogadać się z Denyjczykami- powiedział do sprostowania. –Dalej jednak nurtuje mnie ten podział, choć jeszcze nie zobaczyłem go na własne oczy.
     Pominął to, że takie widoki wzbudzały w nim nie tylko frustrację, ale też złość oraz smutek.
     Zaśmiał się cicho na jej niedorzeczne pytanie.
     -Za nic mnie nie łap, słońce- odpowiedział po chwili. –No chyba, że byś mdlała, wtedy łap mnie za wszystko, bylebyś nie upadła- dodał, nawiązując do jej cery, która wydawała się bledsza, niż wcześniej.
     Na jej podziękowanie spojrzał na nią i uśmiechnął się ładnie, przymykając oczy. Nie miał nic więcej do dodania. Był osobą, która nie wstydziła się mówienia komplementów. I tamtym razem był pewny, że jeszcze nie jeden jej sprezentuje. Skoro miała tak sterować, warto było mówić Larivii, co robi dobrze, a co źle, przy czym zbytnio jej do tego nie przyzwyczajać.
     Słysząc określenie, które pojawiło się już wcześniej, zareagował podobnie, jak na nagle podniesiony głos w słuchawkach. Skrzywił się chwilowo.
     -To określenie zaczyna nie być przyjemne- powiedział, ale nie zdawał się chować urazy. –Jak wspomniałem, szybko poznasz mój charakter i nastawienie do innych. Tego zaskakiwania z czasem będzie coraz mniej.
     Mimo wszystko, łobuzerski uśmieszek Surival nie do końca go do siebie przekonał.
     -Próbujesz coś przede mną ukryć- stwierdził nagle. –Nie wpędzaj mnie w stan gdybania, tylko bądź ze mną szczera. Teraz wierz mi lub nie, ale wyczuję, kiedy będziesz próbowała ukryć przede mną swój pogorszony stan lub zły humor. I tak będę wiedział, więc nie próbuj się z tym ukrywać. O reszcie niesamowitych umiejętności pilota Neila, w następnym odcinku.
     Uśmiechnął się szczerzej, chcąc jakoś dodać kobiecie otuchy. Miał nadzieję, że jej zachowanie jest spowodowane tylko stresem z powodu nowej pracy i przebywania w nowym miejscu.
     Kiedy przełączono statek na autopilota, przeciągnął się dyskretnie. 
     Wtedy do akcji wkroczyły qlulle. Choć naukowcy polecili mu skupić się na pilotowaniu, Neil z zaciekawieniem słuchał ich bulgotania i zerkał to na nich, to na Larivię.
     -W najgorszym wypadku możesz funkcjonować tylko w kokpicie, stołówce i własnym pokoju. Ale nie radzę, Hyperion jest świetny w całej swojej okazałości- wtrącił się, kiedy qlulle przestały mówić. –Sellil Lertih Nelmoc posiadają niesamowite miejsce pracy i o ile nie jesteś tak niezdarna i ciekawska jak ja, na pewno pozwolą zerknąć na to i owo, prawda?
     Uniósł prawą dłoń, aby zwrócić uwagę na drobne, choć liczne opatrunki się tam znajdujące. Spod niektórych plastrów wystawały stare blizny. Podłużne, jak i ta po poparzeniu, którą nabył w laboratorium prawie cztery lata temu. To był czas, w którym był już świetnie zadomowiony z kokpitem i sterami, więc w wolnych chwilach chodził do naukowców, inżynierów i medyków, aby przyglądać się ich pracy. 
     Odprowadził nawigatora wzrokiem, aż pod same drzwi wyjściowe. Poczuł się zignorowany, ale niemal natychmiast zadał nurtujące go pytanie na głos.
     -Właściwie, to… jak ma na imię nasz nawigator?
     Zwrócił uwagę na Eais, która wzdychała ze zmęczeniem. Pomyślał, że być może kobieta nie miała nic do zrobienia, przez co znudzenie wprawiało ją w senność.
     -Co powiesz na to, aby trochę rozruszać mostek, droga pani technik?- puścił jej oko. –Rivio, czyń honory. Po twojej prawej stronie obok zegarka jest ukryta klapka. Widzisz ją? Pod nią są ukryte guziki. Naciśnij śmiało ten niebieski.
     Niebieski guzik odpowiadał za włączenie muzyki. Klasycznej, co prawda, ale nim Av'rden opuścił pokład, stworzył całkiem nową playlistę. Zapewnił Neila, że są w niej skoczne, żywe i wesołe utwory.

Ostatnio zmieniony przez Airi (26-01-2019 o 01h22)


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#84 04-11-2018 o 16h37

Straż Obsydianu
Ermira
Żołnierz Straży
Ermira
...
Wiadomości: 625

                                                                                                                                    FRIEND,   PLEASE   REMOVE  YOUR
                                                                                                                                    HANDS  FROM  OVER   YOUR  EYES

                                                                                                                                    d  o  r  o  t  h  y     d  e  a  m  o  n  n  e

          Hej, Erin, popatrz, właśnie poznałam nową osobę. Myślę, że też byś go polubiła, w końcu zawsze jak do mnie przychodziłaś czytałaś komiksy, których bohaterem był przedstawiciel jego rasy. Szkoda, że teraz są zakryte grubą płachtą... Podobnie, jak większość rzeczy, które chociaż odrobinę kojarzyły mi się z Tobą... Dlaczego?
          Uśmiech znika na chwilę, zastąpiony niepewnością i strachem. Dorothy nie potrafi znaleźć sensu w kartonowych pudełkach, schowanych w najciemniejszych rogach szafy, kocach, zakrywających całe półki, zdjęciach odwróconych przodem do ściany. Nie pamięta, kiedy ostatni raz do jej pokoju dotarło choć odrobinę światła, teraz kojarzy z nim tylko ciemność i uczucie smutku. Przecież Erin żyje, przecież nie umarła, czeka na nią z tym swoim głupkowatym uśmiechem i oczyma pełnymi radości.
          Zaciska dłonie w pięści, doskonale zdając sobie sprawę, że czegoś jej brakuje, że cały czas pomija coś niezwykle ważnego. Nie jest jednak w stanie logicznie połączyć faktów, a zagłębianie się w nie powoduje ból w skroniach i narastającą niepewność. Potrząsa głową, unosi wzrok na swojego rozmówcę. Od razu przywołuje uśmiech na twarz, momentalnie rozluźniając ręce. Zdaje się odstawić zupełnie na bok gryzące ją myśli i niepewności, znów zastępując je tandetną śpiewką o nadziei. Zakrywa oczy, nie chcąc dowiedzieć się prawdy, która znajduje się na wyciągnięcie ręki. Zamiast tego cofa się, wybierając drogę zupełnie inną. Błędną, która nie prowadzi do wyjścia, choć zdawałoby się, że jest do niego ścieżką najprostszą i najlżejszą.
   — AH, PROSZĘ SKOŃCZYĆ Z TYM PANIOWANIEM — mówi śmiało — WYSTARCZY DOROTHY, BĄDŹ DORI, CHOĆ TO DRUGIE JEST OPCJĄ RACZEJ DLA TYCH ŚMIELSZYCH — już od dziecka miała przypadłość do przedwczesnego spoufalania się. Kilka razy dostała za to po uszach, jednak do dzisiaj się do tego nie zraziła — MAM RÓWNIEŻ NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDZIE PROBLEMU Z NAZYWANIEM CIĘ PO IMIENIU... CAISSAN — dodaje z niezwykłą pewnością.
          Odwraca na moment spojrzenie i jakby pogrążając się w zastanowieniu marszczy nieznacznie brwi. Próbowała jak najlepiej dobrać w głowie słowa, ażeby przypadkiem nie wydać się z wpływowym ojcem. Znając siebie chlapnęłaby to w pierwszym, nieprzemyślanym zdaniu. W słowniku Dorothy niestety nie istnieje coś takiego jak ugryzienie się w język, a czyny niejednokrotnie wyprzedzają u niej logiczne rozpatrzenie sytuacji.
   — POCHODZĘ Z JOWISZA, MOJA DZIELNICA JEST NAPRAWDĘ PIĘKNA — budzi się w niej lokalny patriotyzm — CHOCIAŻ NIGDY NIE BYŁO TAM DUŻO DZIECI, JAK BYŁAM MNIEJSZA TO NIE MIAŁAM SIĘ Z KIM BAWIĆ — dodaje z uśmiechem — JAK BĘDZIESZ MIAŁ KIEDYŚ CZAS TO ZAPRASZAM, OJCIEC BARDZO LUBI GOŚCI, A JESTEM NAPRAWDĘ DOBRYM PRZEWODNIKIEM! — nie przerywa, nie pozwalając mężczyźnie dojść do słowa — OOO... I WYOBRAŹ SOBIE, ŻE NA JOW... PRZEPRASZAM, CZASEM ZDARZA MI SIĘ MÓWIĆ NIECO ZA DUŻO — przerywa wypowiedź, kierując na Caissana zakłopotane spojrzenie.
          Każdy zna osobę, która z łatwością dzieli się informacjami na temat swojego życia prywatnego, bez skrupułów zagadując swojego rozmówcę, a ostatecznie prowadząc monolog. Dorothy jest jedną z nich i tak jak one zawsze reflektuje się po dłuższym czasie, by chwilę później znów do tego powrócić i szybko zapomnieć o fakcie, że jeszcze kilka sekund temu z tak wielką skruchą za to przepraszała. Taki już jest jej urok - od lat powtarza ojciec, spraszający ciotki, babcie, wujków oraz dziadków do domu.
   — DLA MNIE TY RÓWNIEŻ WYGLĄDASZ NIEZMIERNIE ZNAJOMO! SKĄD POCHODZISZ? — pyta radośnie — NIE WIEM CZY WIESZ, ALE PRZED LATY NA JOWISZU BYŁA WYDAWANA BARDZO POPULARNA SERIA KOMIKSÓW, KTÓREJ BOHATEREM BYŁ MĘŻCZYZNA TWOJEJ RASY — dodaje, by później wyjaśnić, że właśnie z tych względów tak ochoczo go wcześniej zaczepiła — ZAWSZE LUBIŁAM CZYTAĆ JEGO PRZYGODY, DLA DZIECIAKÓW BYŁ SWEGO RODZAJU WZOREM, PAMIĘTAM, ŻE KAŻDY W ZABAWACH CHCIAŁ WCIELIĆ SIĘ WŁAŚNIE W NIEGO — śmieje się pod nosem, gdy przypomina sobie wszystkie spory, które powstały ze względu na przydzielenie komuś roli nieodpowiadającej — OCZYWIŚCIE, JA RÓWNIEŻ — uśmiecha się, lekko przymrużając oczy.
          Gdy bóstwa rozdawały otwartość na ludzi, urok osobisty oraz gadatliwość Dori zdecydowanie stała w kolejce pierwsza, dodatkowo rozpychając się łokciami. Brak wstydu przez tak wielką siłę woli zapewne dostała wtedy w gratisie.
   — SZCZERZE POWIEDZIAWSZY ZAWSZE INTERESOWAŁAM SIĘ RÓŻNORAKIMI RASAMI, MOŻLIWOŚĆ ZOBACZENIA TYLU Z NICH NA JEDNYM STATKU TO... SPEŁNIENIE MARZEŃ — mówi, rozkładając z rozmachem ręce, tak jakby między nimi miał pojawić się jakiś motywujący i wartościowy slogan — AH, ZNOWU MÓWIĘ ZA DUŻO? — pyta, doskonale znając odpowiedź na to pytanie.


I   R E A L L Y ,   R E A L L Y   L I K E   T H I S   I M A G E
I    L I K E    I T    T O O
                             

Offline

#85 04-11-2018 o 17h41

Straż Absyntu
Rissie
Akolita Chochlików
Rissie
...
Wiadomości: 7 063

Nesta się zgubiła.
    Nie chciała tego przyznawać, ale to zdecydowanie było to.
    Różnorodność ras, które ją otaczała, była obezwładniająca. Spoglądała na najrzadsze istoty i rozmyślała, co zrobiłby jej ojciec, znajdując się na jej miejscu. Zapewne zanotowałby w myślach te najrzadziej widziane rasy i potem podszedłby z nimi porozmawiać, zaprosiłby ich na jakąś planetę na piwo, a potem... Obezwładniłby, związał i sprzedał temu, kto da więcej.
    Ona również mogłaby to zrobić - w końcu była córką swojego ojca. A jemu by to zaimponowało.
    Szła za panią kapitan, obserwując wszystkich dookoła. Tak, to byłby raj dla handlarza niewolnikami. Tak się zagapiła, że nie zauważyła, kiedy kapitan Gould skręciła w jeden z korytarzy. Niby poszła za nią, ale nie mogła oderwać wzroku od trzygłowego potwora, co poskutkowało tym, że wylądowała na czymś twardym.
    Zdusiła przekleństwo, które cisnęło się jej na usta. Gdyby była w domu, wydarłaby się na delikwenta i rzuciła w niego najbliższym wazonem. Miała ich w willi pod dostatkiem - jej mama uwielbiała drogie i stare artefakty.
    Głęboki oddech, Nes. Profesjonalizm i opanowanie - to, o czym ostatnio zapomniałaś.
    - Oh, przepraszam - powiedziała, z przyzwyczajenia rozmasowując głowę po zderzeniu. Mężczyzna, na którego wpadła, był zbyt wysoki, by mogła nawiązać z nim kontakt wzrokowy, więc jeszcze bardziej spuściła głowę. - Nie patrzyłam, gdzie idę.
    - Nie ma problemu, nic się nie stało. - Mężczyzna dotknął swojej klatki piersiowej; prawdopodobnie miejsca, w które uderzyła. - Ależ ma pani twardą głowę.
    Nesta wzruszyła ramionami, nie wiedząc, czy ma to brać za komplement, czy za obelgę. Fakt, że jej rasa należała do najbardziej odpornych na wszystkie rany mechaniczne, zdecydowanie jej pomógł. Mężczyzna prawdopodobnie miał cybernetyczną klatkę piersiową i mógł rozwalić komuś łeb przy takim zderzeniu.
    - Tak, fakt. - Udała, że chichocze.
    Rozejrzała się, nie mogąc nigdzie dojrzeć pani kapitan.
    - Merda. Pierwszy dzień i już daję ciała. - Zdając sobie sprawę z tego, że mężczyzna nadal stoi obok niej, dodała: - Przepraszam, chyba kogoś zgubiłam.
    Mężczyzna skinął głową.
    - Jeśli chodzi o panią kapitan, to poszła tam. - Wskazał jej odpowiedni kierunek.
    - Dziękuję! - krzyknęła, oddalając się.
    Akurat kiedy dotarła do właściwego pomieszczenia, jakiś ludzio-kot otwierał drzwi do pomieszczenia. Nesta wślizgnęła się za nim bezszelestnie, mając nadzieję, że niczego nie przegapiła i przypadkiem jeszcze bardziej nie naraziła się nowej przełożonej.
    A nawet jeśli... To pośle jej kulkę w łeb. Kiedyś.

Offline

#86 04-11-2018 o 18h20

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png



       Nadal byłam blada i przerażona, a jednak coś we mnie drgnęło, kiedy Neil tak po prostu stwierdził, że zna swoje potrzeby. Sama ten temat rozpoczęłam, ale z drugiej strony... myślałam, że może go zawstydzę, zakłopoczę przynajmniej, a nie, że na drugim pilocie nie zrobi to wrażenia. Ba! Przyzna mi rację. Żeby wyglądać w miarę naturalnie podrapałam się po poliku, maskując tym samym, że wpadłam we własną pułapkę. Musiałam tutaj pokazywać, jaka to nie jestem we wszystkim doświadczona, poza tym załoga mimo, że wymieszana, to jednak w większości składa się z mężczyzn. Mężczyźni natomiast... lubią kobiety. Normalna sprawa. Nie jestem poza tym dzieckiem! To, że... w moim życiu nie było żadnych zbliżeń o podłożu intymnym, nie oznacza, że muszę się rumienić, jak podlotek. Poza tym Neil o tym nie wie, a ja nie zamierzam mu o tym mówić! Mało tego, najlepiej będzie, jeśli uznam, że tak jak dla niego, tak też dla mnie jest to całkowicie naturalne. Bo przecież jest! Kolej rzeczy, jakich mało! Bez pewnych czynności nie przetrwałby żaden gatunek, nic w tym zaskakującego. To się powinno chwalić! Neil na pewno dba o przyszłość swojej rasy, jak i całego wszechświata! Należy mu się nagroda... na galaktykę, o czym ja bredzę? No i od kiedy jest tutaj tak gorąco? Poza tym, to on nie robi takich... rzeczy z kapitan? Nic już nie rozumiem, w ogóle dlaczego stale o tym myślę, nie moja sprawa, temat też odległy! Miałam ochotę się spoliczkować, cokolwiek się nie wydarzy, nie mogę nikomu dać do zrozumienia, że w czymś prześcigają mnie wiedzą. Jakąkolwiek wiedzą... Jakoś jednak wątpiłam, aby poruszanie pewnego rodzaju tematów z Ziggym było dobrym pomysłem. No, a już w ogóle... to istniała możliwość, że Neil nie miał niczego złego na myśli, prawda? Może przez potrzeby miał na myśli... rozmowę z kobietami? Może lubił ich głos, albo jakieś typowo kobiece porady? Już sobie dopisałam, jak jakiś zboczeniec!
       - We wszechświecie jest tyle pięknych planet, a ciebie interesuje takie zadupie. Technologia jest tam mega cofnięta - podsumowałam jego słowa, bo może, gdyby i jego zniechęcić, to łatwiej będzie przekonać panią kapitan do zmienienia naszego następnego celu.
       Zerknęłam do boku, słysząc śmiech mężczyzny. Przyjemny odgłos, który na krótką chwilę kupił całą moją uwagę, wprawiając mnie w delikatne odrętwienie. Zagapiłam się bezwiednie, a kiedy to do mnie dotarło, wraz ze znaczeniem jego słów, prychnęłam cicho, znów wlepiając wzrok w swój panel.
       - Nie zamierzam mdleć, drugi pilocie! - żachnęłam się, nazywając go w ten sposób, gdyż... sama nie wiem dlaczego. Neil miał w sobie coś, co pozwalało mu z niebywałą łatwością podkopywać moją pewność siebie i przy okazji wprowadzać mnie w pewnego rodzaju zawstydzenie. Nawet to, jak nazwał mnie słońcem, w jego ustach zdawało się brzmieć całkiem inaczej, niż w przypadku niewinnego Mai'a.
       Poprawiłam delikatnie słuchawki na uszach, uznając, że mogę się tym zająć, a w tym samym czasie mój rozmówca wypomniał mi, że nieszczególnie grzecznie go nazywam. Zacisnęłam mocno wargi, tak, że z tych się zrobiła prosta linia. Może miał rację, ale on nie mógł wiedzieć, że ja się tu czuję, jakbym skakała dookoła jakiegoś rodzaju bomby. Z jednej strony muszę pokazać, jaka jestem twarda, męska, niezależna, potężna i wszystko co straszne i wielkie, a z drugiej pilot jednym zdaniem potrafił podciąć nogi całej tej mojej postawie. Poczułam coś, co niebezpiecznie blisko leżało wyrzutów sumienia. O nie, nie! Ja nie mogę mieć skrupułów, panie drugi pilot! Nawet nie próbuj!
       Nim jednak się odezwałam, bezczelnie prychając, że skąd pomysł, że chciałam być przyjemna, Neil odezwał się po raz kolejny. Może i dobrze, bo ostatecznie, tak całkowicie szczerze... mimo, że nie znaliśmy się długo, zdążyłam go polubić, a już na pewno nadal czułam silną potrzebę zrobienia na nim dobrego wrażenia, więc dlaczego tak tracę głowę?
       Zamarłam z lekko rozchylonymi ustami, gdy dotarło do mnie w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Co miał na myśli i dlaczego w jednej chwili poczułam się, jak otwarta księga? Cała się skrzywiłam, a moje serce zabiło mocniej. Jak to będzie wiedział? Jakie szczera? Znów zrobiło się duszno, niebezpiecznie, a ja nie potrafiłam nic powiedzieć, tak zestresowana tym wszystkim, że kiedy usłyszałam nagle jakiś inny głos za sobą, drgnęłam wyrwana z pewnego rodzaju zawieszenia.
       Zamrugałam szybko, odwracając się przez ramię, aby spojrzeć prosto w oblicze czerwonej istoty, jaka chwilę temu miziała uszko mojego przyjaciela. Przełknęłam ślinę, krzycząc do siebie, że powinnam natychmiast się uspokoić.
       - Jakiekolwiek? - mimo, że ten osobnik budził mój niepokój, przy mężczyźnie z mojej planety wypadał dość potulnie. Poza tym zaskoczyło mnie to słowo, a także narodziło pewien paln w głowie. Spojrzałam na naukowca, zwilżyłam wargi i przechyliłam się lekko w jego kierunku. - Rozumiem, że jeśli wydarzy się coś nieodpowiedniego, wyciągnie... umm... wyciągniecie państwo odpowiednie konsekwencje? - świdrowałam go spojrzeniem, gotowa zauważyć wszystko, co miałoby dać mi nadzieję na pozbycie się Denyjczyka.
       Nie mogłam jednak wprost się do tego przyznać, dlatego żachnęłam się siadając zaraz prosto.
       - Oczywiście pytam czysto teoretycznie. Proszę mnie nie lekceważyć, może i jestem kobietą, ale zapewniam, że nie dam tego nikomu odczuć. Nawet najbardziej uprzedzonej części personelu - skinęłam mu delikatnie głową, by zaraz zerknąć na Neila, który wtrącił jeszcze coś od siebie.
       - Kokpit, stołówka i własny pokój nie brzmią wcale źle. Widocznie moje potrzeby są mniej rozległe - rzuciłam puszczając mu oko, jakoś tak odruchowo. Długo jednak nie dzieliliśmy spojrzenia, bo moją uwagę przykuł Ziggy. Zerknęłam na niego, odprowadzając go wzrokiem. Zniknął, nim zdążyłam coś powiedzieć i teraz, kiedy go nie było znów poczułam się nie tak pewnie, jak kiedy był gdzieś w pobliżu.
       - Mogę ci powiedzieć, ale tylko w zamian za wyjaśnienie kwestii sprzed chwili. Jestem niecierpliwa Neil, poza tym mogę nie dożyć następnego odcinka - uśmiechnęłam się psotnie, a zaraz potem spojrzałam na guzik, jaki znajdował się tam, gdzie powiedział pilot. Uniosłam brew przekrzywiając lekko głowę do boku. - Znamy się zaledwie godzinę, a ty już mówisz mi co mam robić. Niech będzie na twoim, tylko się nie przyzwyczajaj, mój drogi - powiedziałam w słuchawkę, aby potem wcisnąć guzik, w rezultacie czego na mostku rozległa się muzyka klasyczna.
       Zaskoczyło mnie to, nie tego się spodziewałam i dość naturalnie uśmiechnęłam się pod nosem. To było... miłe. Uspokajające. Nagle nawet naukowiec obok mnie nie wydawał się być taki przerażający, może dlatego teraz spojrzałam na niego ponowie, odwracając nieco fotel w jego kierunku.
       - W każdym razie bardzo wam dziękuję. Jeśli się niepokoiłam, to pomogliście mi uspokoić - kłamstwo. Nadal byłam tą kwestią przerażona, ale kurtuazja kazała mi okazać wdzięczność, podobnie jak rozwaga. W podobnej manipulacji prawdą miałam całkiem niezłe doświadczenie. Od dzieciństwa w zasadzie musiałam udawać, że radzę sobie lepiej, niż w rzeczywistości. Inaczej teraz byłabym nadal w świątyni na Denyi.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#87 04-11-2018 o 23h51

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
Podparła podbródek wciąż siedząc i snując nad tym, czym mogłaby się zająć przez ten aktualny, wolny czas, który zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Wlepiała swe puste oraz odległe ślepia przed siebie. Trudno było określić w co takiego się wpatrywała, lecz śmiało można było uznać, iż to był zwyczajny, martwy punkt, który w tej chwili był interesującym obiektem do ciągłej obserwacji.
Biła się z myślami, czy opuścić mostek i udać się do pomieszczenia przeznaczonych dla techników, czy może skierować się do swojego pokoju i w nim się zaszyć, pogrążając się w totalnej "samotności". Nie potrafiła konkretnie stwierdzić, która z opcji jej najbardziej odpowiadała, a zarazem, która z nich była tą odpowiednią do wykonania w tym błogim cyklu czasowym. Oczywiście, wiadomo było, iż opcja z zajęciem się sprawami technicznymi była bardziej prawidłowa, niż ta z udaniem się do czterościanowego pomieszczenia, z którego prawdopodobnie nie wyszłaby przez dobre paręnaście godzin cyklu czasowego. W głowie miała dosłowne trzy kropki. Nie mogła nic poradzić na swój brak decyzyjności, więc jedynie spokojnie siedziała i dalej rozmyślała nad tym samym problemem, który wyglądał ten bardzo poważny do rozwiązania. Momentalnie oderwała swój wzrok, przywracając go tym do rzeczywistości, po czym powiodła nim na sylwetki postaci, które prowadziły między sobą konwersacje. A gdyby mogła z nimi porozmawiać? Lekko zacisnęła prawą dłoń, nie odrywając od nich wzroku. Na pewno Neil byłby uradowany, gdyby nastał taki cud, że Eais sama podeszła i wtrąciła się do rozmowy. A bardziej przyłączyła się do niej i to samowolnie, z własnej chęci. Nie było to możliwe w jej wykonaniu, ponieważ nie była wstanie swobodnie rozmawiać z osobami, które nie zaistniały w jej życiu dłużej niż parę słów na kilkanaście dni. Często też nie wie, o jakich tematach mogłaby podyskutować z takimi istotami, a jest też świadoma tego, iż ciekawi niektórych to, czemu jest ona taka małomówna. Albo jak już przejdzie jakoś do wymiany zdań, to czemu jest ona taka trudna podczas tego dialogu, dlaczego jest taka apatyczna i oschła oraz piekielnie chłodna w swoich wypowiedziach, a ta obojętność jeszcze bardziej potęguje negatywne odczucia drugich osób wobec Eais.
Ponownie westchnęła, lecz tym razem nie zmęczenia, tylko z nieporadności i z braku zrozumienia swoich paru zachowań. Uciekła wzrokiem od Neila, Larivii i qlulle, po czym zawiesiła je na swoich dłoniach; przez ułamek sekundy dało się zauważyć jej smętność w oczach, jednakże idealnie to kryła stała obojętność twarzy, więc prawdopodobnie nikt tego nie zdołał dostrzec.
Na nowo powiodła wzrokiem gdzieś w kąt pomieszczenia, na nowo odpływając gdzieś w czeluści swego umysłu, lecz nie na długo, ponieważ sprowadził ją na ziemie znajomy głos. Mrugnęła raz, aby uświadomić samej sobie, że znajduje się na Hyperionie, a następnie odszukała swymi granitowymi tęczówkami Neila, który w tej chwili puścił do niej oczko. Eais, nie wiedząc, jak zareagować, jedynie zamrugała kilkakrotnie, próbując również zrozumieć o co chodzi. Pośpiesznie w swej głowie próbowała odnaleźć słowa przyjaciela, które skierował w jej stronę. Wzięła lekki oddech, zastanawiając się nad propozycją drugiego pilota, po czym jej kącik ust delikatnie się uniósł, lecz w bardzo niewidoczny sposób. I zarazem tak szybko, jak się uniósł, tak szybko wrócił do swego stałego miejsca.
- Uważam, że to dobry pomysł. - skwitowała krótko, przenosząc swój wzrok na blondwłosą kobietę, która już sięgała ręką, aby wcisnąć niebieski guzik.
Wtedy zabrzmiała muzyka klasyczna, która koiła wszelkie buzujące emocje, jak i zmysły. Eais, to pozwoliło skupić się na melodii, co powodowało, że była coraz mniej senna z braku wykonywania jakiejkolwiek roboty. Oparła się bardziej na swym siedzeniu, spogladając oczyma ku górze. Momentalnie przymknęła je, wyobrażając sobie coś nienaturalnie rzeczywistego, coś, co będzie idealnym odpowiednikiem do grającego utworu muzycznego, coś tak samo magicznego i spokojnego, jak te nuty. W pewnej chwili, nawet sama nie wiedziała czemu, pomyślała o swych rodzicach, o tym, co jest dla niej nieznane i prawdopodobnie nie osiągalne. Chciała bardzo ich poznać, wiedzieć z jakiego rodu się wywodzi. Wyobrażała sobie, jak z nimi rozmawia, spędza czas, choć ich twarze były jedną wielką niewiadomą. Im bardziej się zagłębiała, tym bardziej czuła się pusto. Nagle pokręciła głową, aby odgonić te wizje od siebie, a następnie spojrzała się w kierunku Neila.
- Neil, czy ty też tak masz, że podczas kojącej muzyki posiadasz wiele wizji na temat tego, czego ty sam kompletnie nie wiesz? - spytała z lekkim zaciekawieniem w jej tonie głosu.
Po zadanym pytaniu zdała sobie sprawę, że nie są oni sami na mostku, lecz nie potrafiła w porę ugryźć się w język. Potrzebowała mu zadać te pytanie właśniej w tej chwili. Po prostu chciała znać odpowiedź, bo była ciekawa.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#88 09-11-2018 o 23h21

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Neil lubił pojęcie wszechświata. Zazwyczaj, kiedy je słyszał, wyobrażał sobie niesamowite odległości, które miał już za sobą, bardziej jednak skupiał się nad tych, które miał przebyć. Pokręcił więc głową z dezaprobatą, kiedy Larivia nazwała Denyę zadupiem. Z błyskiem w oczach spojrzał na nią, odczekawszy chwilę, jakby tym spojrzeniem próbował zaciekawić kobietę.
     -Mnie interesują wszystkie planety- uznał po chwili. –Nie zniechęcisz mnie, jeśli o to ci chodzi- powstrzymał się od nadania jej kolejnego miłego przymiotnika. Musiał się pilnować. Podobało mu się, jak zerkała do boku, kiedy się śmiał. Uważał, że to stosunkowo urocze.
     -I bardzo dobrze- powiedział. –Gdybyś nam tu zemdlała, Caiss pewnie chciałby przeprowadzić ci wszelkie możliwe badania, a to zajmuje masę czasu.
     Jego nieczłowiecze umiejętności budziły wiele rozmyśleń w nim samym, niekoniecznie miłych, ale też nie złych. Rozmyślenia te były bliżej frustrujące, a to uczucie było nasilone już od kilku lat, kiedy lekarze oznajmili mu, że jego ciało wraz z wiekiem może jeszcze wiele objawić. Nie do końca zbadane były moce umysłowe, ale i krew, która w czasie krzepnięcia stawała się niebieska, budziła kontrowersje i sprzeczne zdania.
     Qlulle zapraszały Rivię do laboratorium, jeśli nie miała zamiaru niczego dotykać. Nie zapomniały napomnieć, że jeśli odwiedzający da przeprowadzić na sobie eksperyment, jest mile widziany tym bardziej. Zdążyły się jeszcze oburzyć na Rivię, bo przecież wyciąganie konsekwencji jest sensem zgłaszania niepożądanych zachowań i co to w ogóle za pytanie. Neil odwrócił głowę, aby ukryć uśmieszek. Resztę koncertowo zignorowały, jednak nim wymeldowały się u pierwszego oficera, pilot słyszał jeszcze, jak bulgoczą pod nosem z niezadowoleniem, pytając, po co w ogóle pani kapitan życzyła ich sobie na mostku.
     Podobnie jak w przypadku innych, odprowadził naukowców wzrokiem aż do drzwi. Słysząc kolejne słowa pierwszej pilotki, nie ukrył przed nią swojego zdziwienia.
     -Żartujesz!- powiedział. Dla osoby, której wszędzie było pełni, trudne było do pojęcia, że ktoś na stanowisku pilota nie jest ciekawy świata i statku, na którym się znajduje.
     -Ach, i to… może porozmawiamy o tym przy kawie- rzucił, gdzie podjęcie tematu było zobowiązujące, natomiast kwestia kawy już nie. Przypomniało mu się, że jeszcze kilkadziesiąt minut temu czuł zmęczenie i myślał o napojach energetyzujących. –Natomiast godność nawigatora jest mi potrzebna na już. Widziałaś, co niefortunnego się zdarzyło, kiedy miał mi odpowiedzieć, prawda?
     Kiedy o tym myślał, czuł się dobity i jeszcze bardziej tęsknił za starymi członkami załogi. Neil zawsze chciał mieć wszystko na już.  Zarys relacji z innymi często też, ponieważ tak go nauczono. Rozmowa z nawigatorem odwlekała się długo, a on zaczynał się niecierpliwić i czuć niepokój. Chciał im ufać. Najbardziej pierwszej pilotce i przedstawicielami rasy furei, właśnie, dlatego, bo to z nimi najwięcej na Hyperionie miał czynić. Pomyślał, że jeśli tak dalej pójdzie, nie będzie mógł w nocy zasnąć, a któregoś dnia naskoczy na biednego nawigatora, wypominając mu, że utrudnia mu tworzenie koleżeńskiej atmosfery. Neil nie lubił panikować. Nie czuł się wtedy sobą.
     Może przyjaciel miał rację. Może muzyka klasyczna naprawdę uspakajała.
     Spojrzał na Eais w chwili, w której zadała mu pytanie, całkowicie pomijając resztę towarzystwa. Odruchowo sięgnął do kołnierza i zaczął bawić się zamkiem.
     -Nie, moja droga. Mam tak podczas tych dni, w których siadam przed tą szybą samotnie. Najpierw myślę o tym, ile właściwie ona ma centymetrów grubości, o tym, że jest odporna na odłamki skał, o tym, czy by pękła, jakby uderzył w nią meteoryt. W chwili, w której moje oczy sięgają już dalej i skupiam się na gwiazdach, wtedy przychodzi to, co przychodzi do ciebie, kiedy słuchasz takiej muzyki.
     Uśmiechnął się do niej kojąco, ale spojrzał też na kobietę po swojej drugiej stronie. Nie chciał, aby Larivia poczuła się pominięta również przez niego. Miał nadzieję, że nie będzie miała za złe Eais tego, jak sformułowała swoją wypowiedź. Miała trudny charakter. Trzeba było ją dobrze poznać, przyzwyczaić do siebie, oswoić, aby ją zrozumieć.

Ostatnio zmieniony przez Airi (10-11-2018 o 00h09)


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#89 10-11-2018 o 01h46

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Z trudem powstrzymałam ciche prychnięcie na jakie naprawdę chciałam sobie pozwolić. Nie zniechęcę ciebie, tak? Jeszcze zobaczymy! Będzie mi tutaj takiego trwałego w swoich postanowieniach zgrywał, kiedy ja wiem, że powinniśmy ominąć Denyję szerokim łukiem i najlepiej nigdy o niej nie myśleć. To, że już pierwsza osoba, z którą rozmawiałam na ten temat wydawała się taka zafascynowana moją ojczyzną, wcale mnie nie uspokajało, ale jeśli chciałam uniknąć podejrzeń, musiałam przestać o tym tak mówić. Trzeba to będzie porcjować. Samo przeskoczenie do innego tematu nie było nawet takie trudne, kiedy moim kompanem rozmowy był Neil. On jednak potrafił doskonale dobrać wypowiedzi w taki sposób, abym miała podejrzenia sądzić, że czyta mi w myślach, albo inaczej... nie w myślach, a w moich obawach. Nie wiedziałam kim jest ten cały Caiss, ale nietrudno było się domyślić, że medykiem. Ta kwestia nie była też taką tajemnicą, jak moje powiązanie z Denyą, dlatego tym razem utrzymanie emocji w ryzach okazało się dość trudne.
       - Spokojna głowa, żaden medyk nie musi i nie będzie się do mnie zbliżać - wyrzuciłam z siebie na wydechu, a kiedy dotarło to do mnie, zrobiło mi się głupio. Wiedziałam, że w tych czasach, w miejsc takim jak to, fobia przed wszystkim, co związane z medycyną była po prostu głupia, ale co mogłam na to poradzić? Mleko się rozlało, a ja z radością zwróciłam głowę w kierunku czerwonych istot, które teraz raczyły mi odpowiedzieć. Nie były szczególnie sympatyczne, a to potwierdziło moją teorię! Poza tym one też zaczęły coś o jakiś badaniach, przez co mocniej zacisnęłam ręce w pięści.
       - Nudny ze mnie obiekt badań - skwitowałam, a następnie odprowadziłam te bulgocącą istotę do wyjścia i dosłownie opadłam głębiej fotel, jakby w wyrazie zmęczenia. Ile tutaj się działo! Wzięłam głęboki wdech, jeden, drugi, jakbym na moment zapomniała, że nie jestem tutaj wcale sama. Musiałam wziąć się w garść, zapanować nad nerwami, bo tych każdego dnia może być więcej.
       Dosłownie podskoczyłam, bo ja tutaj udawałam kwiat lotosu, a Neil nagle podniósł głos. Spojrzałam na niego. Nie żartowałam, ale też nie czułam potrzeby mu tego mówić. Poza tym nie dał mi czasu na odpowiedź, tylko dodał już kolejne słowa i przyznaję, zaskoczył mnie nieco. Patrzyłam na niego dłuższą chwilę, z szeroko otwartymi oczami, zastanawiając się, czy żartuje czy naprawdę ma ochotę spędzić ze mną nieco czasu poza mostkiem. Nie byłam szczególnie dobra w relacjach między ludzkich. Nie chodziło o to, że nie potrafiłam z innymi rozmawiać, po prostu za dużo musiałam kłamać i oszukiwać, aby czuć się w takim układzie komfortowo. Nawet kiedy ktoś był miły, to był miły dla obrazu, który wykreowałam, nie dla mnie. Teraz też patrzyłam na Neila, zastanawiając się, czy gdyby wiedział, że od godziny przed nim udaję... czy mimo to tak by się do mnie uśmiechał? Pewnie nie. Pewnie by mną gardził. Jak większość. I miałby do tego prawo.
       Nim zebrałam się w sobie, aby wykrzesać z gardła jakiekolwiek słowa, drugi pilot dodał kolejną część wypowiedzi i sprowadził mnie na ziemię. Dosłownie w jednej chwili zmrużyłam oczy, tym razem nie powstrzymałam też cichego prychnięcia.
       - A co to za podwójne standardy? - zapytałam wprost, bez cienia zawahania. Nawet splotłam ręce pod biustem, jakby to miało wzmocnić pewność siebie. - Ty potrzebujesz odpowiedzi na już, a ja mam czekać na sprzyjające okoliczności? Nie wiem, jak to wygląda w przypadku innych kobiet, ale ja lubię sprawiedliwy handel wymienny. Na piękne oczy ci nie zawierzę, skąd mogę mieć pewność, że ja ci teraz powiem, a ty mnie później nie oszukasz? - zagadnęłam, ale musiałam zamilknąć, bo dotarł do mnie damski głos.
       Zerknęłam do tyłu, na czarnowłosą, która do mnie swojej wypowiedzi nie kierowała. Jakoś tak... nie spodobało mi się to. Nie chodzi o to, że mnie zdenerwowała, bo tak nie było. Po prostu... przypomniały mi się czasy, kiedy to była moja codzienność. Mogłam być obok, ale to tyle, nic więcej moja obecność nie oznaczała. Mimo wszystko nie dałam po sobie poznać jakiejkolwiek negatywnej emocji.
       Po prostu słuchałam ich słów. Pytanie technika wydawało się takie... takie piękne samo w sobie. Zmysłowe, delikatne, a może było na to lepsze określenie? Mianowicie - kobiece. Coś zabiło mi w klatce piersiowej. Ja nigdy nie byłabym w stanie wyrażać się tak pięknie, budzić w odbiorcach takich emocji, jak ona teraz we mnie. Ale to nic, to nie tak, że mi tego brakuje, a raczej... w oszustwie byłam doskonała, do tego stopnia, że nawet ja sama jadłam swoje kłamstwa, nie czując posmaku obłudy, jaki się z nich sączył. Głębszy wdech, skupienie... a potem słowa Neila i znów coś się zakołatało. To nie moja rozmowa, nie powinnam się w nią mieszać, byłam więc cicho, ale siłą rzeczy spojrzałam przed siebie, a delikatny uśmiech, nieco smutny, ale jednak nadal uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Gwiazdy... uwielbiałam na nie patrzeć, doszukiwać się w nich tego, czego pragnę, odpowiedzi, ale też pytań... sensu ogólnie.
       Poczułam na sobie spojrzenie i bezwiednie, z tym samym, rozmarzonym, nieco nieobecnym wyrazem spojrzałam na Neila. Kiedy to do mnie dotarło natychmiast pokręciłam głową na boki, jakby to miało mi pomóc wrócić do siebie. Było mi głupio, ponownie. Czułam się nieco tak, jakby mnie ktoś przyłapał na gorącym uczynku, w tle leciała nadal puszczona przeze mnie muzyka, a ja w swoim irracjonalnym poczuciu, najwyraźniej zaraz miałam zaprzeczyć sama sobie. Nie panowałam nad tym, a już otwierałam usta.
       - Sigurd, dla przyjaciół Ziggy - powiedziałam to wyraźnie artykułując każdą sylabę. Sama siebie zaskoczyłam, co było widać po tym, jak delikatnie zmarszczyłam nosek. Nagle odwróciłam spojrzenie do boku. - Imię nawigatora. Chciałeś znać na już. Jesteś teraz moim dłużnikiem, Neil, a procenty lubią rosnąć - przełknęłam ślinę, w odruchu wygładzając włosy, by następnie dopasować lepiej słuchawki, jakie miałam na głowie.
       Zwilżyłam wargi, by następnie spojrzeć na kobietę, z którą chwilę temu rozmawiał Neil. Wydawała się być skupioną na muzyce. Swoją drogą to już kolejna z damskiej części personelu, która zagadnęła drugiego pilota osobiście. W dodatku nazwał ją "moja droga". Miałam na niego nie patrzeć, ale zerknęłam do boku i doprawdy, byłoby lepiej dla świata, gdybym się już nie odzywała.
       - Do każdej kobiety mówisz "moja droga", czy masz jakąś specjalną grupę osób zasługujących na to miano? - zapytałam, udając, że jestem teraz niesamowicie skupiona na jakimś wskaźniku, który znajdował się na moim panelu. W dodatku bardzo zadbałam o to, by pytanie to wręcz ociekało nonszalancją. Jakbym od niechcenia pytała o pogodę, czy inny trywialny temat.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#90 11-11-2018 o 02h02

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
Przyglądała się przyjacielowi, który udzielał odpowiedzi długowłosej kobiecie. Nie potrzebowała mu się upominać o jego odzew w sprawie wcześniejszego, skierowanego w jego stronę pytania. Cierpliwie czekała, aż zakończą w międzyczasie swoją rozmowę, coraz bardziej wschłuchując się w muzykę klasyczną, która nadal rozbrzmiewała na mostku. Nie chciała ponownie zatapiać się w melodii, by ta przywołała jej na nowo wizje, o których ona sama nic nie wiedziała. Było to niewiadomą wśród tylu odpowiedzi, a żadna z nich nie była tą poprawną. W pewnym sensie było to dla niej ogromnym utrapieniem; nie móc się dowiedzieć czegoś, co prawdopodobnie było repliką na jej osobowość. Postanowiła skupić się na czymś innym, a tym innym była dwójka pilotów, ponieważ qlulle zdążyły opuścić mostek z wyraźnym niezadowoleniem. Ich reakcja być może była spowodowana odmową badań czy innego zachwytu, co było w pewnym rodzaju ich zwyczajem. Było to bardziej niż przewidywalne.
Obserwując tak Larivię i Neila, śmiała stwierdzić, iż naprawdę dobrze się ze sobą dogadywali, a był to pierwszy dzień z nowymi członkami załogi. Przeróżne emocje, które malowały się na ich twarzach, a czasami nawet w postawie, były tak wyraźne dla jej granitowych oczu, jak dla nikogo innego. Jednakże były również niezrozumiałe. Starała się łączyć ze sobą kropki, aby choć trochę zrozumieć uczucia, które raz po raz wypływały z nich na zewnątrz. Było to ogromną trudnością dla niej samej. A w szczególności pojąć ich znaczenie, gdy ich ona nie posiadała. Była jednak pewna, że kiedyś je w końcu zrozumie i sama wejdzie w ich posiadanie, i również z taką samą łatwością będzie nawiązywać relacje międzyludzkie z pozostałymi istotami. W aktualnym momencie postanowiła pozostać przy zadawaniu pytań, zbieraniu informacji i odnajdywaniu tej jednej potrzebnej odpowiedzi. To było jej celem. Poznać samą siebie. Poznać tą apatyczną osobowość, która była niezrozumiała dla osób trzecich, a w pewnym sensie ogromną przeszkodą do nabycia z nią głębszej relacji. Wyglądało na to, że każdy kontakt opierał się na jakiejś ilości stanów emocjonalnych, których Eais za grosz nie rozumiała. Powoli dopadała ją lekka frustracja, lecz była ona tak minimalna, iż jej praktycznie nie odczuwała. Jednakże jej umysł nie wytrzymywał tego, iż znajdywało się coś mglistego, jak ta kwestia trapiąca jej duszę przez praktycznie początki jej istnienia. Przełknęła ślinę, spoglądając swym odległym wzrokiem, gdzieś dalej od miejsca gdzie znajdowała się Larivia wraz Neilem. Westchnęła cicho pod nosem. Podobno obojętność jest najgorszym, czym można obdarować drugą osobę. Eais, była taka zawsze na każdym kroku; nieważne jaka to była sytuacja, atmosfera. Taki był jej urok i koniec, choć bardzo chciała to w sobie zmienić. Po prostu czuła wewnętrznie, że może być taka jak oni.
Głos Neila sprowadził ją do rzeczywistości, co spowodowało, że powróciła swymi granitowymi tęczówkami na jego osobę. Uważnie słuchała odpowiedzi chłopaka, analizując każde słowa, które wypływały z jego ust. W pewnej chwili zerknęła na Larivię, która zdawała się być nieobecna niż wcześniej. Zastanawiało ją to, czy to przez to, iż zadała pytanie Neilowi i wyrwała ich z kontekstu ich konwersacji, czy może z całkowicie innego powodu. Im dłużej jej się przypatrywała, tym bardziej dostrzegała emocje, które nią zawładnęły. Nie wiedziała dlaczego, ale przypominała w tej chwili ją samą. Ten skromny uśmiech, który wymalował się na jej twarzy był przesiąknięty smutkiem. A odległość oczu kontrastowała się z całym wizerunkiem, który Eais na co dzień przedstawiała. Intrygowało ją, o czym takim rozmyślała pierwsza pilotka. Na chwilę oderwała wzrok od kobiety, by spojrzeć na przyjaciela, obdarując go z widoczną zaciekawioną iskierką w oczach. Było to coś bardzo rzadkiego u Eais, wręcz niespotykanego.
- To jest tajemniczo piękne, dziękuje. - mruknęła z wyraźną wdziecznością głosie, która nie za bardzo odzwierciedlała się na jej twarzy, po czym ponownie wróciła swymi ślepiami na blondynkę, która zdołała się wybudzić z wcześniejszego transu, który nad nią zapanował.
Udzieliła mu odpowiedzi na temat imienia nowego nawigatora, którym były zafascynowane qlulle do takiego stopnia, by na każdym kroku przeprowadzać na nim jakieś badania. No może nie na każdym kroku, lecz prawie tak by było. Nagle do jej uszu dotarło kolejne zaczepliwe pytanie Larivii w stronę Neila. Doprawdy, posiadali wiele wspólnych tematów i wyglądali, jakby się świetnie bawili w swoim towarzystwie, przeobrażając wiele słów w zaczepki bądź dokuczliwe żarty. Mimowolnie kącik jej ust drgnął ku górze. Byli naprawdę ciekawym obiektem obserwacji. Może właśnie oni razem będą odpowiedzią na jej nurtujące pytania? Naprawdę chciałaby już tyle poznać, czego nie wie.
Poczuła, że musi się do niej odezwać. Na jej usta cisnęło się pytanie, które wcześniej było skierowanego do Neila, jednakże była również ciekawa opinii kobiety. Zdziwiło to ją samą, iż sama z siebie zapyta o coś, kogoś, kogo nie zna dobry dłuższy czas, lecz parę minut cyklowych.
- A ty, Larivio, masz podobnie z muzyką klasyczną i przeróżnymi wizjami, czy może odrobinę inaczej? - spytała dosyć niepewnie, lecz na tyle pewnie, by dokończyć swoją myśl skierowaną ku kobiecie. Twarz Eais, nie wyrażała żadnych konkretnych emocji, co pewnie mogłoby się zdawać dosyć przeraźliwie dla trzecich osób, lecz liczyła na to, iż zdołają się przyzwyczaić do tego i poznać ją lepiej niż ocenianie po okładce. Jej buźke wciąż przyozdabiał lekki, niewidoczny, a zarazem blady uśmiech, który wciąż się utrzymywał i pewnie przez parę sekund dalej będzie na jej twarzyczce. Obserwowała dokładnie Larivię, by dostrzec jej nagłe reakcje lub widoczne emocje, które będzie mogła określić i być może je trochę bardziej poznać. Szczerze, Eais była pierwszy raz zaciekawiona kimś nowym. Być może przez Neila, który jej przekazał, iż nie są oni wcale tacy źli. Na pewno miał racje, tylko ona sama musiała się o tym przekonać, a potrzebowała na to czasu. Ale wiedziała jednak, iż będzie warto. Przyglądała się wciąż Larivii, wyczekując jej odpowiedzi.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#91 11-11-2018 o 03h56

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Ujął w dłonie maskę, by zacząć się nią bawić. Powolne obracanie jej wydawało się w tamtej chwili płynne jak wrodzony nawyk. Spojrzał chwilowo przed siebie, na niebezpieczne piękno rozlane przed Hyperionem. W chwili, w której przestał patrzeć na widok za szybą, odłożył prezent od głowy rodziny Axel na bok. Uśmiechnął się lekko do Rivii po zapewnieniach, że nie musiał oglądać jej żaden lekarz. Neil nie chciał drążyć tego tematu. Postanowił zostawić krótki, pół-żartobliwy komentarz.
     -Qlulle pewnie znalazłyby coś ciekawego.
     Później najwyraźniej Larivia źle go zrozumiała. Tak pomyślał.
     Odruchowo przygryzł dolną wargę, zerkając na małe lusterko umieszczone obok panelu. Dzięki niemu mógł zerknąć na osobistości, które zdecydowały się pozostać na mostku jeszcze przez nieokreśloną chwilę. Lub dłużej.
     Słowo pewność odbiło się w jego myślach. Skąd mógł dać jej pewność?
     -Bo przecież już cię zaprosiłem na kawę- stwierdził, nie gubiąc uśmieszku. Wskazał dyskretnie osoby, które stały kilka metrów dalej, za nimi. Zrobił to jedynie skinieniem głowy, ale w jego zdaniu, nie potrzeba było niczego więcej. Miał nadzieję, że Larivia zrozumie, iż miał powód do odkładania tematu na później. Nie śmiał o nim zapominać. Starał się wybadać nastawienie kobiety do jego osoby, ale miał wrażenie, że zmieniało się wraz z nowymi informacjami, które podawał jej jak na tacy. Nie był pewny, czy mógł myśleć o zaskakiwaniu jej, czy chciał to robić, czy ewentualnie mu się udawało. –Przecież na wstępie ci powiedziałem, że chcę, abyś mi ufała- przypomniał. –Próba oszukania ciebie byłaby z mojej strony głupotą.
     Spojrzał z powrotem na swoją prawą stronę.
     -Ależ nie ma za co, Eais- powiedział pewnie. Ciekawość w jej oczach napawała go miłym odczuciem relacji, którą udało mu się z nią wybudować. Lojalność, zaufanie. To właśnie cenił. Miał ochotę potargać Eais po grzywce, niczym młodszą siostrę, której nigdy nie miał, chociaż byli w tym samym wieku. Neil zawsze lubił powracać myślami do dnia, w którym się dowiedział, że spotkał osobę urodzoną w tym samym roku, dodatkowo taką, którą zatrudniono tego samego dnia, co jego. Choć wydawało się to błahostką, popchnęło go do szybszego zawiązania koleżeństwa, które stało się później dobrym początkiem przyjaźni.
     Czym byłyby światy bez przyjaciół, bez znajomych, pomyślał. Nie podobała mu się wizja życia bez tych, których cenił i kochał.
     -Dziękuję.- To słowo padło zaraz po poznaniu imienia nawigatora. Sigurd. Neil nigdy nie znał żadnego Sigurda. Ujrzawszy, jak kobieta delikatnie marszczy nos, drugi pilot spojrzał na nią pytająco. Ale nie zadał żadnego pytania, które krążyło mu w głowie. Następne jej słowa zdziwiły go bardziej, choć wyraźna reakcja pojawiła się dzięki tonu głosu, którego użyła.
     -Druga z tych opcji, Rivio. Nie wszyscy też lubią ckliwości, nawet przychodzące naturalnie, między zdaniami. Nigdy nie miałem problemu z wyrażaniem komuś tego, że jest mi bliski.
     Po kolejnych słowach Eais, na jego twarzy pojawiło się jawne zadowolenie. Pani technik zdecydowała się zadać pytanie nowo poznanej osobie. Uśmiech Neila przybrał zadowolony odcień. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, ponownie zerknął na swój panel, aby swoim wyrazem nie przyciągać uwagi kobiet. Był ciekawy, co też Larivia odpowie. Nie zarejestrował momentu, w którym wyczekiwanie na jej odpowiedź zaczęło mu się dłużyć, dlatego mimowolnie podniósł wzrok i wbił w nią swoje oczy.
     Cieszył się, że Eais zadała takie, a nie inne pytanie, choć jakby chciał, mógłby wiele do niego dopowiedzieć, wplatając w całą wypowiedź więcej znaków zapytania.
     Czekał cierpliwie, dalej wpatrując się spokojnie w pierwszą pilotkę, nie znając sobie sprawy z tego, że może ją to krępować lub być zachowaniem niewłaściwym ogólnie. Jego własny wzrok również wydawał się zamyślony, częściowo nieobecny, a równocześnie dalej skupiony na wyczekiwaniu tej chwili, w której zacznie mówić.
     Sam nie wiedział, czy spodziewa się czegoś specjalnego. Czy oczekiwał od niej czegoś konkretnego. Może był po prostu ciekawy, miał nadzieję, że równo z tą wypowiedzią pozna jakąś jej cechę charakteru, która przyda mu się później.

Ostatnio zmieniony przez Airi (11-11-2018 o 11h18)


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#92 11-11-2018 o 15h43

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Coś przeskoczyło mi w szczęce, kiedy dotarł do mnie żarcik Neila. Oczywiście, że Qlulle by coś znalazły, mało tego, ty sam byś znalazł, bo do tego nie potrzeba specjalnych zdolności. Musiałam się powstrzymać, aby po raz kolejny nie sprawdzić w jakim stanie są moje uszy, a dokładniej, czy znajdują się bezpiecznie pod włosami.
       Neil ponownie wspomniał o kawie, a ja zawahałam się na moment. Nie robił sobie ze mnie żartów? W pewnych kwestiach, musiałam się do tego przyznać, nie byłam zbyt dobra. Poza tym widocznie sobie dopowiadałam nie wiadomo co, kawa to w końcu zwykła czynność. Dwa kubki, napój... nic zobowiązującego.
       - A ty przecież do głupców nie należysz... - to nie było pytanie. Pokiwałam głową, ale sama nie zerknęłam do tyłu. Zrozumiałam jednak, że nie chce mówić przy wszystkich, a równocześnie zastanawiałam się nad tym, jak ważne było dla niego zaufanie w naszym zespole, skoro chciał mi powiedzieć o czymś, o czym krępował się mówić przed szerszym forum. Na moment zacisnęłam wargi w równą linię, aby po jakimś czasie delikatnie je rozchylić, nawet na niego nie patrząc w tej chwili. - Lubię słodką kawę, pół na pół z mlekiem, żeby się nie poparzyć - oznajmiłam i tak, był to zgodą na kawę, chociaż nie do końca powiedzianą wprost. Jakoś bezpośredniość w tej kwestii w dziwny sposób mnie krępowała.
       Znów skupiłam spojrzenie na wszelakich parametrach, chcąc się czymś zająć i nie wyglądać przy tym, jakbym na siłę próbowała wepchnąć się w rozmowę tamtej dwójki. Dopiero kiedy Neil mi podziękował, zerknęłam na niego i skinęłam delikatnie głową w geście, który miał wyrażać, że nie ma za co.
       Jego odpowiedź, sama już nie wiem, czy mnie zaskoczyła, zawiodła czy właśnie usatysfakcjonowała. Na pewno dała mi do myślenia, być może więcej, niż powinna. Podrapałam się delikatnie po poliku. Zatem taki miał styl bycia, tak? Wyrażanie komuś, że jest ci bliski. Zatem nie myliłam się i ta dwójka była sobie bliska. Ciekawe do jakiego stopnia. Czarnowłosa wydawała się skrytą osobą, wycofaną, a Neil wręcz przeciwnie, był otwarty, może, gdyby mnie tutaj nie było, pani technik też zachowywałaby się inaczej? Powoli w mojej głowie zaczął się tworzyć obraz drugiego pilota, jako osoby powszechnie lubianej, takiej, która swobodnie czuje się w towarzystwie. Chyba miałam rację, miał w sobie tą aurę, która przyciągała, a może to tylko moje odczucie. Nie mniej jednak, wystarczy spojrzeć. Znamy się tak krótko, przy czym moim założeniem było trzymać się w cieniu, na uboczu, a ja... stale z nim rozmawiałam, od chwili, w której spanikowana wbiegłam tutaj, sądząc, że będę sama. Ta sytuacja powinna już dać mi do zrozumienia, że od Neila powinnam trzymać się z daleka, podczas gdy chwilę temu zgodziłam się z nim iść na kawę. Przetarłam dłonią twarz. Co jest ze mną nie tak? Chyba zapomniałam wziąć na Hyperiona kręgosłup moralny.
       - To nie tak, że to potępiam. Może nawet zazdroszczę takiego podejścia, Neil - powiedziałam niezbyt głośno, a fakt, że mężczyzna coraz częściej zwracał się do mnie używając krótszej formy mojego imienia nie przeszedł niezauważony. Było to w zasadzie bardzo miłe, ale nie powinnam tak tego widzieć. Muszę być obojętna na takie szczegóły, za moimi plecami nadal stał pierwszy oficer. Jego postać rzucała cień na moje pragnienia, nie byłam tutaj po to, aby szukać przyjemności. Musiałam o tym stale sobie przypominać, bo podejście mężczyzny siedzącego na lewo stale wybijała mi tą myśl z głowy.
       Nieoczekiwanie po raz kolejny padło moje imię, tym razem z ust Eais, co całkiem mnie zaskoczyło. Sądziłam, że czarnowłosa nie poświęci mi zbyt wiele uwagi, będzie się czuła niepewnie i raczej skupi na rozmowie z Neilem, niż ze mną. A tutaj proszę. W dodatku zadała mi to samo pytanie, co mu. Dlaczego tak mnie to speszyło? Poczułam, że serce zabiło mi nieco mocniej, a kiedy zerknęłam na Neila, jakby szukając w nim wsparcia, napotkałam tylko te zielone oczy zawarte w wyczekującym spojrzeniu.
       No i co miałam powiedzieć? Zbyć ich? Wcześniej źle się czułam z tym, że kobieta nie zwraca na mnie uwagi, a teraz, gdy się przemogła miałabym to zaprzepaścić? Z drugiej strony tak ciężko było mi odnaleźć kłamstwo, które równocześnie byłoby dobrą odpowiedzią. Poza tym... w spojrzeniu Neila było coś przenikliwego i chociaż nadal nie wiedziałam, co wcześniej miał na myśli, miałam pewność, że dowie się, jeśli skłamię. Cóż za głupota... a mimo to rozsunęłam wargi, mając świadomość, że odpowiem szczerze, choć oszczędzę szczegółów.
       - Muzyka klasyczna jest piękna - zaczęłam powoli, nieco niepewnie, a mój wzrok stał się taki rozmyty. Miałam wrażenie, że nie znajduję się na mostku, a w ciasnej, surowej celi, z wysoko osadzonym oknem, niezbyt dużym. Że nie mam na sobie munduru, a luźną szatę, tą charakterystyczną dla kobiet oddanych służbie bogu. - Ale kiedyś nie miałam do niej za wiele dostępu. W zasadzie do niczego - mówiłam dalej, a chociaż bez wątpienia oczy miałam otwarte, nie widziałam co się przed nimi znajduje. - Zawsze było jednak niebo nade mną, późną nocą, gdy obowiązki się kończyły, a ciszy nie mącił żaden dźwięk lubiłam patrzeć w gwiazdy. Jakby w nich były wszystkie pytania i odpowiedź, cały sens i jedyna pewność, że sens ten istnieje - zawsze tak było, odkąd pamiętam patrzyłam w niebo i czekałam, aż przyleci ojciec. Wyobrażałam sobie, że ja opuszczam Denyę. Rozmawiałam z gwiazdami, bo miałam tylko je, nic poza tym. Były dla mnie ważne.
       Ocknęłam się nieco, kiedy dotarło do mnie, że to z Neilem nas łączy i z niewiadomych przyczyn, patrząc na jego twarz, poczułam, że się rumienię, niczym mały podlotek, którym przecież nie byłam. Co gorsza nie potrafiłam jeszcze przez chwilę odwrócić spojrzenia, dopiero ciche pyknięcie na panelu, oznaczające wygenerowanie nowych, automatycznych danych pomogło mi się poruszyć. Natychmiast odwróciłam się do mężczyzny bokiem, wzrok skupiając na podanych przez urządzenia informacjach, które wcale nie były interesujące, a już na pewno istotne.
       - Ale to piękne, że ty masz tak z muzyką klasyczną, Eais - odezwałam się zaraz do kobiety, jakby czując teraz potrzebę zawiązania kontaktu właśnie z nią. Zrzucić tory rozmowy na jej postać. - W takim razie będę ją częściej puszczać, jak będziesz na mostku - dopowiedziałam jeszcze, biorąc swobodny wdech.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#93 11-11-2018 o 20h55

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 330

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

            Niezachwiana stałość Gabriela jak zwykle dodała mi pewności siebie. Uśmiechnęłam się do niego, kiedy zapewnił mnie, że wszystko jest w porządku. Wiedziałam, że nawet pozbawiony kończyn potrafi stwierdzić, że to nic takiego.
- Cieszę się, że dobrze się czujesz, to ważne żebyśmy wszyscy byli teraz w formie.
Patrzyłam, jak się przeciąga. Wyglądało na to, że nowy inżynier dobrze wykonał swoją pracę, żadne z mocowań nie wyglądało na poluzowane i nic nie skrzypiało. Gabriel wyglądał na tylko lekko poirytowanego.
Kiedy się zbliżył, ścisnęłam jego przedramię i uśmiechnęłam się szeroko. Ulżyło mi, że nic mu nie jest, bo mimo wszystko za każdym razem martwiłam się, kiedy jego zmechanizowane części ulegały uszkodzeniu. Wiedziałam, że pewnie nie będzie zadowolony z okazywania mu przyjaźni przy obcych, ale miałam w tym momencie dziwną potrzebę bliskości. Jakbym widziała ich wszystkich ostatni raz.
Skinęłam głową inżynierowi, kiedy Gabriel mi go przedstawił. Oficjalnie i z szacunkiem, choć zarówno ja miałam szczegółowe informacje na jego temat, jak i on na pewno kojarzył moją osobę, choć może to brzmi nieskromnie. W każdym razie to było typowe dla Gabriela, mojego ulubionego służbisty.
Skinęłam głową inżynierowi.
- Miło mi pana poznać - W przeciwieństwie do Gabriela wolałam nie ryzykować wpadki przy wypowiadaniu jego imienia.
Z zadowoleniem obserwowałam, jak Gabriel wyciąga dłoń do niego dłoń. To dobrze świadczyło o nowym. Bardzo dobrze.
Ja też wyciągnęłam rękę.
- Ja również. Cieszę się, że mamy na statku tak dobrze wyszkolonego inżyniera. Przyznam się, że czytałam pańskie akta -  Zaśmiałam się cicho - Wiem, że już kiedyś pracował pan z androidami. Chętnie posłuchałabym o pańskich dokonaniach, sama miałam kiedyś zostać inżynierem, ale nie miałam do tego żyłki - Wzruszyłam ramionami - W-
Urwałam, słysząc ciche pukanie do drzwi. Zdecydowanie ktoś nowy, technicy w maszynowni czuli się jak u siebie. Pomyślałam o Eais. Jeszcze nie rozmawiałam z nią o tym jak ona to wszystko znosi. Prawie z nikim już nie rozmawiałam, wycieńczona wypełnianiem niekończących się dokumentów.
- Proszę wejść.
                 Nowoprzybyły okazał się być nawigatorem, tym cichym Furei o przypominającej kocią aparycji. Sprawiał sympatyczne wrażenie, choć nadal nie zapomniałam o jego spóźnieniu.
- Coś się stało? Jakieś problemy na mostku? - Mimo woli rzuciłam Gabrielowi nieco zaniepokojone spojrzenie, po czym znów skupiłam uwagę na nawigatorze, oczekując odpowiedzi.
                 W tym momencie do pomieszczenia wślizgnęła się również moja nowa asystentka. Wślizgnęła się to dobre słowo, pasowało do jej prezencji. Miała oczy węża, nieruchome, takie, w które nie da się długo patrzeć. W przeciwieństwie do Furei nie wzbudzała sympatii, chociaż starałam się nie oceniać jej jedynie ze względu na strzępki informacji, jakie znalazłam na jej temat. Choć to nazwisko...
- Pani Gateway, w samą porę. Właśnie miałam wracać do swoich kwater, ale przypomniałam sobie, że zostawiłam dokumenty na mostku. Mogłaby je pani przynieść do mojego biura?
Wiedziałam, że kobieta dopiero co tu dotarła, prawdopodobnie pokonując całą drogę z mostka aż tutaj, ale w końcu na tym polegała jej praca.


MY DOCTORS CAN'T EXPLAIN MY SYMPTOMS OR MY PAIN
https://66.media.tumblr.com/c293c158380fdad50159a11eff58f399/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo5_400.gif https://66.media.tumblr.com/721c94f87811cddcc6440f89cc261237/tumblr_pascy6nF4W1wlwkmmo3_400.gif

Offline

#94 12-11-2018 o 01h17

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
W czasie oczekiwania na odpowiedź Larivii, zdołała przerzucić swój wzrok na przyjaciela bądź na pustą przestrzeń z dobre dziesięć razy. Intrygowało ją to, z jaką łatwością ta dwójka ze sobą wdawała się w konwersacje na jakikolwiek temat. Tak samo jak wcześniej - nie czuła potrzeby, by się wtrącać w środek rozmowy, przypominając im o tym, że ona również tutaj przebywa, oddycha i ogólnie istnieje. W wolnej chwili skupiała się na grającej muzyce klasycznej, aczkolwiek wciąż uważnie słuchając obu pilotów statku kosmicznego, którzy wymieniali się raz po raz swymi zdaniami. Badała jakiego akcentu używali, ton głosu, który był przesiąknięty niewiadomymi odczuciami dla Eais. Niewiadoma, która była tak bardzo trudna do odkrycia. Nie zamierzała się poddać. Miała dziwną motywacje, aby przeć naprzód i dowiadywać się najdrobniejszych szczegółów, ponieważ nieważne jaki zasób informacji zbierze, czy duży czy mały, to z pewnością, gdzieś odnajdzie się iskierka nadziei, która naprowadzi ją na odpowiednią drogę, gdzie w ostateczności pozna odpowiedź na wszystkie nurtujące ją pytania na temat tego, co jest dla niej nie wiadome. Czuła, że to było jej głównym sensem egzystencji, więc nie zamierzała tak szybko zrezygnować z pożądanego celu. Ten cały trud, który włożyła w swoją pracę, by tylko znaleźć się na pokładzie FC-0627 Hyperion - nie mógł pójść na marne. Był to największy krok, który postawiła w swym całym życiu; najlepsza decyzja, którą mogła podjąć. Nie żałowała tego, iż znalazła się na pokładzie wraz z tymi przeróżnymi istotami. Miała szansę ich na pewien sposób poznać, nawiązać kontakt, o ile kiedykolwiek nadarzyła się taka okazja, ponieważ była o tym przekonana i wciąż jest, że posiadanie z nią głębszej relacji jest czymś niemożliwym do zdobycia, lecz jednocześnie możliwym. Trzeba tylko okazywać zainteresowanie i się okropnie starać. Ona widzi, słyszy i w pewnym stopniu otwiera się, bo wie, że może takiej osobie zaufać. Im dłużej tak rozmyślała o samej sobie, tym bardziej jej granitowe tęczówki, zdawały się być bardziej odległe niż zwykle. Powiadają, iż oczy są odzwierciedleniem duszy; takim jakby lustrem, dzięki któremu można było się zatopić w czyjejś osobowości. A co jeśli oczy niczego nie zdradzały? Niczego konkretnie nie okazywały? Były przez cały czas nie za szeroko otwarte, pozbawione jakiegokolwiek blasku, przesiąknięte pustką, w której tylko była znana obojętność. Może czasem były nawet zbyt zmęczone tą niewiedzą. Ciekawiło ją to, co zrobiłaby wtedy ta osoba, która takie powiedzenie wytworzyła i wypuściła na światło dzienne. Pewnie niedowierzałaby własnym ślepiom na widok takiej apatycznej Eais, która nawet nie wzrusza się przy sytuacji współczującej bądź dramatycznej. Nie dzieli się z innymi swym szczęściem, bo nawet nie wie, co to te słowo znaczy i co one określa. Nie potrafi się nawet złościć, gdzie pewne wydarzenie wymaga takiej reakcji. A jeśli chodzi o inne stany emocjonalne; zazdrość, zniesmaczenie, zdezorientowanie, przerażenie? Też nie wiadomo co to było. I lepiej już nie wspominać o samym pojęciu "miłość", bo jak tu kochać, jeżeli się nie potrafiło okazywać uczuć, a w szczególności nie wiedziało się, co one znaczą? Było to na pozór bolesne, lecz nie odczuwała takowego cierpienia psychicznego. Rozumiała to, iż była inna niż wszyscy. Całkowicie odmienna. Jednakże intensywnie dążyła do tego, by być tak jak otaczające ją istoty na statku kosmicznym.
Dopiero pewna wypowiedź Neila skierowana w jej stronę - wybudziła ją z głębokiego transu. Zawiesiła swój wzrok na jego twarzy, która była przepełniona tym, co od lat poszukuje. Była pewna, iż to, co on odczuwał było pozytywne. Wskazywało na to ich wspólna relacja, którą ceniła zaufaniem i lojalnością. Nie chciałaby nigdy stracić takiego przyjaciela jak Neil czy Caissan. Medyk również zdołał nawiązać z nią głębszą więź. Właśnie wtedy przypomniała sobie, iż nie zamieniła z Caissem ani jednego maciupeńkiego słowa. Czuła potrzebę w międzyczasie to nadrobić, o ile da radę go dziś ponownie napotkać na swej drodze.
Po chwili stała się bardziej obecniejsza umysłowo w miejscu, w którym aktualnie się znajdowała. Przyglądała się wciąż rozmawiającym ze sobą pilotom, lecz dziwnym trafem nie mogła doczekać się odpowiedzi Larivii na jej pytanie.
Eais, dostrzegła kątem oka zadowolenie Neila. Domyśliła się, iż to było spowodowane jej pierwszym postawionym krokiem ku blondwłosej pilotce. Musiała przyznać, że nawet samą siebie w małym stopniu zaskoczyło. Miała nadzieję, że takie chwile będą się powtarzać, aż w końcu będzie wstanie sama nawiązywać z innymi kontakty międzyludzkie. Uśmiech, który wypełniał twarz przyjaciela był miłym widokiem obserwacji do czasu, gdy nie zerknął na swój panel, ukrywając tym swą stałą reacje. Mimowolnie przerzuciła wzrok na Larivię, która okazała się być bardzo zaskoczoną pytaniem pani technik. Eais, nie zdając sobie sprawy z kłębiących się emocji w ciele długowłosej kobiety; wpatrywała się w nią jak w całkowicie fascynujący obraz. Dostrzegła jej narastające speszenie i ten wodzący wzrok, szukający wsparcia u Neila. Uświadomiło ją to, że mogła postawić ją w krępującej sytuacji, choć nie do końca mogło to być zgodne z rzeczywistością. Podobno niektóre reakcje potrafiły zmylić drugą istotę.
Gdy Larivia powoli zaczęła swoją wypowiedź z wyraźną niepewnością, to Eais bacznie ją słuchała, przyglądając się każdej jej reakcji. Nie miała zamiaru przegapić najdrobniejszych szczegółów, ponieważ mogłyby być one najistotniejsze. Szybko zrozumiała, iż pierwsza pilotka miała za sobą ciernistą przeszłość. Z ogromną nieobecnością i przygnębieniem ją wspominała. Dało się to niestety zauważyć. Przynajmniej dla niej samej. Eais, odrobinę przymrużyła oczy, odtwarzając w głowie odpowiedź długowłosej kobiety. Czuła coś dziwnego, niezrozumiałego. Nie potrafiła określić co. Nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa, by to powiedzieć komukolwiek wprost. Można byłoby powiedzieć, iż słowa Larivii poruszyły panią technik. Były dobierane w delikatny sposób, lecz związane z czymś tajemniczo... wzruszającym.
Uniosła wzrok ku górze, wyobrażając sobie gwiazdy, o których wspomniała Larivia. Może też powinna szukać akurat w nich odpowiedzi na swe nurtujące pytania? Kącik jej ust drgnął lekko ku górze. Wróciła swym wzrokiem na twarz kobiety, gdy ta oznajmiła, iż jest to piękne, że Eais posiada takowe wizje, dzięki muzyce klasycznej.
- Dziękuję. - skwitowała z wdzięcznością w głosie na jej oznajmienie o częstszym puszczaniu melodii na mostku w trakcie obecności pani technik. Westchnęła cicho, lustrując pierwszą pilotkę odległym wzrokiem, jakby w tej chwili znajdowała się na całkowicie innej planecie.
- Nie jestem do końca pewna, czy te wizje są piękne, ponieważ są one dla mnie kompletną niewiadomą, aczkolwiek chciałabym bardzo znaleźć tą jedyną odpowiedź na te wszystkie, kłębiące się pytania. - dodała odrobinę ciszej niż wcześniej, tak jakby życie powoli z niej ulatywało. Pokręciła głową, odganiając swe rozmyślania na później, po czym ponownie obdarowała Larivię swym spojrzeniem, nawiązując z nią kontakt wzrokowy.
- Przynajmniej mam nadzieję, że tak jak ty, będę wstanie coś odnaleźć w gwiazdach, chociaż jedną małą wskazówkę. - stwierdziła, robiąc krótką przerwę. - I w muzyce również. - dodała po chwili, uciekając wzrokiem gdzieś dalej od twarzy Larivii; na nowo zatapiając się w swoich myślach.
Kolejny raz zaskoczyła samą siebie. Tym razem odrobinę wiekszą otwartością na kobietę, lecz to i tak nie było maksimum ze strony Eais. Przynajmniej postawiła krok, chociaż ten mały krok. Poczuła się dumna z samej siebie.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

#95 12-11-2018 o 14h45

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 805

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Pilot splótł ręce na torsie. Zastanawiał się, jak w tamtej chwili mogła postrzegać go Larivia. Kiedy pierwszy raz ją zobaczył, na zdjęciu w aktach, pomyślał, że ta kobieta nie musi go wcale lubić, przy czym budowanie zaufania planował już w chwili, w której oznajmiono mu, że w składzie kokpitu szykują się wielkie zmiany. To nie było jednak takie proste, kiedy już ją poznał. Czuł, że ma ochotę porozmawiać o swoich przemyśleniach z Phoenix, wyrzucić to wszystko z siebie i wiedzieć, że o jego rozterkach wie ktoś jeszcze. Nie mógł tak po prostu przeprosić Rivii, wziąć Eais za rękę i wyprowadzić tylko po to, aby powiedzieć ciemnowłosej, co mu leży na sercu. To wyglądałoby dziwnie. Nie zapominał, że przyjaciółki miały własne zmartwienia, zwłaszcza pani kapitan, dlatego niecierpliwie zerknął na zegarek i próbował na oko obliczyć, kiedy wreszcie będzie mógł porozmawiać z bliskimi swobodnie, bez obaw, że ktoś podsłuchuje.
     -Na tym statku nie ma miejsca dla głupców- powiedział spokojnie.
     Od jakiegoś czasu miewał koszmary, w których Hyperion rozpadał się na drobne kawałki. Przypomniawszy sobie o nich, z nagłym bólem odwrócił wzrok, spuszczając wzrok z rozmówczyni. Skąd mógł mieć pewność, że w nowej, narzuconej załodze nie znajdowali się głupcy, którzy zniszczą całą kilkuletnią pracę, w którą wkładali cały swój wysiłek i serce? Zasłonił dłonią bliznę i zamknął oczy, aby jak najszybciej wziąć się w garść. Ponowne wspomnienie o kawie pozwoliło mu wrócić do normalnego rytmu rozmowy.
     -Też taką lubię, ale od czasu, kiedy mniej śpię, piję mocniejszą. Eais, tylko nie mów Caissowi, bo mnie uderzy- uśmiechnął się, rozbawiony na wspomnienie przyjaciela medyka.
     Przeciągnął się na słowa o podejściu. Nie myślał o swoim w sposób oryginalny. Dla niego takie zachowanie było codziennością. Znalazł kolejną rzecz, która różniła go od Larivii. Wiedział, że lepiej było po prostu zacząć się bardziej pilnować, ale nie sądził, że będzie mu się udawało to od razu. Nie był też pewny, czy to drobne poświęcenie będzie wygodne dla niego samego.
     –Może kiedyś będziemy zgrani na tyle, że stanie się to naturalne również dla ciebie- dokończył. Mimo tego, że w połowie wypowiedzi uznał, że nie powinien.
     A później znowu spadł na niego niepokój. Wypowiedź Rivii, ta, na którą tak czekał, nadeszła. Neil słuchał uważnie, robiąc podobnie zaciekawiony wyraz twarzy, co jego przyjaciółka. Powstrzymał się od skomentowania tego, że Larivia nie miała dostępu do muzyki. Wydawało mu się, że była rozpowszechniona na wszystkich planetach. Na każdej, na jaką zawitał był jakiś jej rodzaj. Nie zawsze była typowa, nie zawsze możliwa dla wszystkich do słuchania, ale jednak była. Kiedy kobieta dodała, że w zasadzie do niczego nie miała dostępu, poczuł się, jakby kopnął go prąd. Wyprostował się, po chwili mając nadzieję, że nie wyglądało to nazbyt niespokojnie. Słuchał dalej, o niebie, aż przypomniało mu się dzieciństwo. Niebo zdecydowanie było czymś, co miał od początku do końca. Zawsze mógł na nie spojrzeć i się wyciszyć.
     Taktycznie spojrzał na Eais, ale czarnowłosa wydała mu się tak samo skupiona, jak on. Nie chciał wyrzucać jej z rytmu przemyśleń. Miał wrażenie, że kobieta doszukała się w wypowiedzi Larivii czegoś więcej.
     Wrócił wzrokiem do Larivii. Przyuważył, że blondynka się rumieni, na co zmuszony był powstrzymać parsknięcie spowodowane podenerwowaniem. Poczuł się, jakby ramiona zaczęły mu sztywnieć. Zastanawiał się, czy powinien udać kaszel, by odwrócić od tego wzrok, ale Surival zrobiła to jako pierwsza.
     -Zdecydowanie- potwierdził tylko słowa o puszczaniu muzyki, podczas gdy pierwsza pilotka wydawała się być skupiona na którymś ze wskaźników. –Na pewno kiedyś odnajdziesz odpowiedzi, Eais- powiedział.
     Minęło kilka chwil, nim zdecydował się ponownie skontrolować Larivię.
     -Wiesz, to… to, co powiedziałaś… niebo i gwiazdy… ja…- urwał, po zdaniu sobie sprawy, że jego wypowiedź nie ma sensu. Faexianie by go za to zjedli wzrokiem, a rodzina Axel spaliłaby się ze wstydu.  Takie sytuacje dowodziły temu, że nie od zawsze był ich dumnym wychowankiem.
     Złapał maskę i momentalnie zasłonił sobie nią twarz. W myślach królowały mu drobne przekleństwa i powtarzające się pytania.  Cholera, cholera, co ja właściwie zrobiłem. Modlił się o to, aby nie drążyła tematu, choć obiecał sobie w myślach, że kiedy będzie gotowy, śmiało do niego powróci, i to sam, bez niczyjej pomocy.
     Eais musiała być zdziwiona jego zachowaniem. Nie często widywano go w takim stanie, podobnie, jak nieczęsto widywano go w złości.


https://66.media.tumblr.com/8c024eaefef499d2adc2db1a5a4a282c/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko6_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/e65accd1059239b5d7f9143b407f5b1e/tumblr_p2uxioE1mF1vpmpmko7_r7_400.gif

Offline

#96 12-11-2018 o 19h38

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 558

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Nie wiem co ze mną się działo, dlaczego tak po prostu się otwierałam, zapominając o tym, że to nie jest w moim stylu. Mi nie potrzeba zrozumienia innych osób, zapoznawania się z nimi, zbliżania. Całe życie wystarczałam sobie sama do szczęścia, a potem potrzebowałam pomocy dwóch osób, żeby znaleźć się tutaj gdzie jestem. Uważałam, że przyjaźń z Ziggym, to już dla mnie i tak zbyt wiele szczęścia, więc nie próbowałam szukać więcej podobnych relacji. Miałam wiadomość, że jeśli zaufam komuś nieodpowiedniemu, to źle się to dla mnie skończy, a mimo to teraz z taką łatwością uczestniczyłam w rozmowie.
       Zaskoczyło mnie to, jak pewnie Neil przyznał, że na Hyperionie nie ma głupców. Naprawdę musiał wierzyć w tutejszą załogę, a ja sama nie wiedziałam, czy to dobre, czy złe podejście. Na pewno inne, niż moje własne, skrajnie inne, po prostu, mimo, że oboje z Neilem poświęciliśmy się pilotowaniu, byliśmy po prostu inni. Nie musiałam znać go długo, aby to zauważyć i miałam wrażenie, że on również był tego świadomy. Jednakże nie tylko na pilotowaniu się kończyło, chociaż podejście do wiele kwestii mieliśmy tak zróżnicowane, to jednak było kilka punktów wspólnych. Nawet tak trywialnych, jak preferencje co do kawy. Dlaczego mnie to ucieszyło? Chyba nie powinno i z tego powodu próbowałam to zamaskować, jednocześnie uznając, że warto zapamiętać tą drobną informację, jaką podzielił się z nami mężczyzna - kiepsko ostatnio sypiał.
       Sama nie spałam najlepiej, ale o tym wspominać nie zamierzałam, ucieszona faktem, że mój zastępca na moment skupił się na czarnowłosej. Nie mniej jednak, kiedy znów zwrócił się do mnie, po raz kolejny tego dnia zaskoczył mnie na tyle, abym nie wiedziała, jak powinnam zareagować. Rozdziawiłam całkiem głupio usta, nie będąc w stanie nic powiedzieć. Co to miało znaczyć, że kiedyś i mnie będzie nazywać per "moja droga"? Nieco skołowana, chyba nazbyt energicznie odwróciłam się przodem do Eais, której głos na powrót zagościł między nami.
       Uśmiechnęłam się delikatnie do kobiety, znów łapiąc się na tym, że podziwiam jej postawę. Wydawała się taka... czysta. Czy to dobre słowo? Nie w fizycznym tego słowa znaczeniu. Był w niej spokój, którego mogłam zazdrościć, poza tym bez wątpienia budziła we mnie coś, co mogłam nazwać zachwytem. Siłą rzeczy kącik ust mi zadrżał, w bardzo delikatnym uśmiechu.
       - Ja także mam nadzieję, że coś w nich odnajdziesz, Eais - podtrzymałam temat, zwracając się do kobiety. - Tylko bądź cierpliwa, te najważniejsze odpowiedzi mają to do siebie, że lubią być trudno dostępne - dodałam jeszcze, może w nieco zagadkowy sposób, ale na pewno szczery, w moim odczuciu bazujący na moich własnych doświadczeniach.
       - Rozumiem, że szukasz czegoś konkretnego? - nagle ta kwestia mnie zainteresowała, ale żeby nie peszyć jej za bardzo, odwróciłam się na powrót do swojego panelu. Chciałam, aby miała świadomość, że nie zamierzam naciskać, ostatecznie czarnowłosa i tak się już przede mną otworzyła, więc ciągnięcie jej za język przy pierwszym spotkaniu mogło nie być najlepszym pomysłem.
       Neil najwidoczniej miał podobne podejście względem Eais, co ja. O proszę, w tym się zgadzaliśmy, a to ponownie sprawiło, że poczułam się w ten miły sposób, nawet jeśli nadal unikałam jego spojrzenia. Wiem, że bylo to głupie, ale bałam się tego, co mogłabym tam zobaczyć, już nie wspominając o tym, że musiał wcześniej widzieć, jak się rumieniłam. Czułam się z tym źle. Z tego co mi wiadomo na Hyperionie nie znajdowała się żadna młodsza ode mnie osoba, więc musiałam tym bardziej się starać, aby inni traktowali mnie serio, a nie przez pryzmat wieku. Dlatego wolałam być postrzegana, jako silna i zdyscyplinowana osoba.
       Między nami zapanowała chwila ciszy, chyba pierwsza odkąd znalazłam się na mostku. To już kazało mi myśleć o najczarniejszych scenariuszach, w których moja wcześniejsza reakcja została bardzo źle odebrana przez drugiego pilota. Analizowałam swoje słowa, zastanawiając się co też mogło się pozmieniać w sposobie, w jaki dotychczas oceniał mnie Neil. Dlaczego przestał żartować, zaczepiać? Dlaczego nie mówił? Może tymi kilkoma faktami dałam mu do zrumienia, że nie jestem osoba wartą zainteresowania, czy też budowania zaufania? Poza tym nawet go nie znam, więc dlaczego miałabym się tym tak przejmować?
       Kiedy się odezwał, byłam zaskoczona, bo wmawiałam sobie, że niezręczna cisza mi nie przeszkadza. Poza tym w jego głosie nie było już tej pewności, co wcześniej, takiego zdecydowania. Niewiele myśląc po prostu na niego spojrzałam, nie kryjąc też własnego zaskoczenia, które odbijało się w szeroko otwartych oczach. Nie dokończył swojej myśli. Patrzyłam w spokoju, jak zakłada na powrót maskę i nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że wolę, gdy nie ma jej na sobie. Krótka znajomość, a mimo to mogłam powiedzieć, że lubię jego twarz, pomimo blizny.
       Znów nastała cisza, w której przełknęłam na spokojnie ślinę, jakby to miało mi pomóc się rozluźnić. Przeczyściłam gardło, poprawiłam słuchawki i miałam nadal to wrażenie, że widziałam coś, czego nie powinnam. Serce mi biło.
       - Mam nadzieję... że kiedyś dokończysz tą myśl - powiedziałam cicho, może zbyt cicho, by mógł usłyszeć, gdyby nie wciąż założone przez nas słuchawki. To nie tak, że chciałam ukryć ten przekaz, raczej go nie zaplanowałam.
       Teraz też przypomniałam sobie o wcześniejszej kwestii. Spojrzałam na niego od boku. Tak często podczas tego lotu już to robiłam, że być może weszło mi to w nawyk.
       - Byłoby miło - Odezwałam się po jakimś czasie. Nagle, bez uprzedzenia. Sama zdałam sobie sprawę z tego, że nie może rozumieć o co mi chodzi. Tylko, że kwestia doprecyzowania nie była już taka łatwa. Mimo to zaczęłam, więc głupio byłoby tak teraz zakończyć i wyjść na idiotę. Znów przeczyściłam gardło, jakbym miała chrypę, ale problemem było kupowanie sobie czasu. - Gdybyśmy kiedyś byli na tyle zgrani, aby twoje zachowanie było dla mnie czymś naturalnym - dodałam, gdy znalazłam w sobie na to siłę. Zaraz jednak podrapałam się delikatnie po poliku. - Ale proszę, nie nastawiaj się na to, Neil. Pilotowanie to moja specjalność, relacje międzyludzkie... już niekoniecznie - ucięłam, jakby na potwierdzenie pewności tych słów prostując się nieco mocniej.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#97 12-11-2018 o 22h45

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 340

SIGURD

          Wpatruje się w metalowe drzwi, a odpowiednie słowa nadal zdają się umykać z zasięgu jego myśli. Kiedyś to przyjaciele byli jego medium z kontakcie ze wszystkim, co w małym świecie Cantarelli zdawało się obce. Teraz stał sam, wiele lat świetlnych od poczucia bezpieczeństwa i zaledwie kilka kroków od konfrontacji, której podjęcia się nie przemyślał zbyt dobrze. Choć od pięciu lat podejmował własne wybory oraz wyrażał własne opinie, bycie traktowanym jako dorosły, odpowiedzialny przedstawiciel polityczny nadal sprawiało mu wiele problemów. I jeden z nich nie przestaje zaciskać się wokół jego gardła, gdy z uprzejmym uśmiechem wkracza do pomieszczenia techników. Oczy ma skierowane na stopy, ale nie tyle z zakłopotania, co ze strachu przed potknięciem. Jego ruchy nie mają wdzięku i gracji drapieżnika - zamiast tego są wyliczone, nerwowe, zdradzające uległość. Sigurd staje w odpowiedniej, według niego, odległości od rozmówczyni, pamiętając o uprzejmym skinięciu głowy w stronę Gabriela oraz towarzyszącego mu technika. Nie pamięta jego imienia, ale charakterystyczne rogi oraz mieniąca się skóra nie są zbyt trudne do zapamiętania. Prędzej czy później przyjdzie mu poznać wszystkich.
          Na urokliwej twarzy pani kapitan maluje się zmartwienie, kiedy pyta o sytuację na mostku. Nawigator prostuje plecy i stara się utrzymać jej spojrzenie, gdy z oficera znów wraca na niego. Otwiera pysk, na końcu języka pytanie o samopoczucie, lecz drzwi rozsuwają się raz jeszcze z charakterystycznym sykiem, a do środka wchodzi asystentka o przytłaczającej aurze. Ziggy kurczy się w sobie odruchowo, choć wcale nie ubywa mu centymetrów. Twarz odwraca w inną stronę, jakby próbował się oszukać, że Gateway go nie zobaczy. Nie powinien się przejmować - tłumaczy sam sobie, bawiąc się kciukami. Był niezwykle ostrożny w swoich obserwacjach i gdyby nawet został skojarzony, zdecydowanie nie miałaby podstaw o cokolwiek go posądzać. Inna sprawa, że wysoki obcas stukający groźnie o podłogę z każdym krokiem zdawał się niezwykle dobrym powodem do odczuwania stresu.
          - Pani Kapitan - odzywa się wreszcie, gdy Gateway dostaje dalsze instrukcje - Na mostku wszystko w najlepszym porządku, ja w trochę innej sprawie. Nie jestem pewien co dokładnie powiedziano Pani na temat mojej obecności tutaj, ale... Um... Sprawa jest taka, że w tym roku kończy się okres, który Cantarella wyznaczyło swoim, uh, "dyplomatom". Ja oraz kilku moich kamratów sprawujących posługę na innych statkach federacji mamy obowiązek wrócić w najbliższym czasie na naszą planetę i zdecydować o losach dalszej współpracy - mężczyzna milknie, badając jej twarz wzrokiem w poszukiwaniu jakiejkolwiek reakcji - Trochę nierozsądne, prawda? Haha, federacja jest tak pewna siebie, że przydzieliła na ten statek nawigatora, który może tu już długo nie zabawić... Ah, w dużym skrócie przystanek na mojej planecie w najbliższym czasie będzie nieuchronny, obawiam się - znów zapda cisza, tym razem dłusza i o wiele bardziej niewygodna. Ziggy czuje, że nie powiedział niczego wartościowego. Powtarzał fakty niewątpliwie przedstawione jej przed podróżą, tym samym marnując cenny czas głównodowodzącej Hyperiona. Na jednym z poprzednich statków czekałaby go za to reprymenda. "Czas to pieniądz" - zwykł mawiać jego pierwszy kapitan, z któym Sigurd nigdy nie był na najbardziej przyjacielskiej stopie. Coś mówiło mu, że Pani Gould w najgorszym wypadku pożałuje jego głupoty i odeśle na stanowisko, ale czy naprawdę takie wrażenie chciał w niej pozostawić?
          - W zasadzie to przyszedłem tu, bo chciałem zapytać o pani samopoczucie. A potem stchórzyłem.

Ostatnio zmieniony przez Acerola (13-11-2018 o 19h45)


Alternative Response to “I’d die for you”
http://i67.tinypic.com/2ci8m6h.png

Offline

#98 13-11-2018 o 19h47

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 099

https://i.imgur.com/rB8NVVS.png?1
Prawdopodobnie nie zauważyłbym wchodzącej do pomieszczenia pani kapitan, gdyba ta się nie odezwała. Posłałem jej uśmiech, jednocześnie przyglądając się jej, bo dopiero teraz miałem okazję zrobić to dokładniej. Zdecydowanie wyglądała jakby potrzebowała dobrej kawy(akurat Mareczek ma znajomego od tego), ale zanim zacząłem coś mówić ugryzłem się w język, zdecydowanie za dużo słabych żartów na dzisiaj.
    - Jasne. - Pokiwałem potakująco głową, po czym odłożyłem narzędzia na bok, później to sprzątnę, chociaż znając mnie tego nie zrobię, a potem będę przechodził obok tego wszystkiego udając, że tego nie widzę. Poza tym widziałem gorszy rozgardiasze w życiu, na przykład ten w moim pokoju. Nie należałem do osób które ceniły sobie porządek, zawsze wmawiając sobie i innym, że idealnie odnajduję sie w moim burdelu, który tak naprawde jest bardzo skomplikowanym systemem, którego oni po prostu nie są w stanie ogarnąć.
    Byłem w szoku. Nie spodziewałem się, że Gabriel wypowie moje imię i to jeszcze całkiem poprawnie, mało osób - oczywiście poza mieszkańcami altzairu - się na to zdecydowało. Zazwyczaj je skracali, bądź po prostu mówili “typie”, albo “ej”, do czego zdążyłem się już przyzwyczaić. Zrobiło mi się miło z tego powodu, a już w ogóle miło mi się zrobiło jak wyciągnął dłoń w moją stronę. Zawsze wiedziałem, że moje żarty nie mogą być aż takie złe i jednak mam ten nieodparty urok osobisty.
    Z uśmiechem na ustach, przyjąłem dłoń i potrząsnąłem ją lekko, żeby dłużej nie stać jak kołek, patrząc się jak phitheid w gnat. Widząc, że pani kapitan również postanowiła obdarzyć mnie tym miłym gestem, uśmiechnąłem się jeszcze szerzej odwzajemniając gest.
    - Z chęcią odpowiem na wszystkie pytania pani kapitan, najlepiej przy dobrej kawie. Zaśmiałem się. - Chociaż nie wiem czy moja praca to nie za dużo powiedziane… - Podrapałem się po karku. - Byłem bardziej asystentem i zdarzało mi się, że tylko obserwowałem pracę.
    Teraz zaczęło mnie zastanawiać co jeszcze znajdowało się w tych aktach. Jeżeli ma rejestr moich porażek z Altzairu, to spalę się ze wstydu. Miejmy też nadzieję, że pewna luka w moim życiorysie nie wygląda, aż nazbyt podejrzanie, chociaż i na to miałem wytłumaczenie. Co prawda nie była to cała prawda, ale jeżeli nikt nie będzie pytał o szczegóły wszystko powinno być dobrze.
    Po chwili w pomieszczeniu pojawił się nowy nawigator, a tuż za nim, jeżeli dobrze pamiętam, asystentka pani kapitan. Trochę szkoda było mi kobietu, która tuż po pojawieniu się tutaj niemal od razu została wysłana na mostek po dokumenty, ale z drugiej strony, było to całkiem śmieszne.
    Jednak zupełnie zapomniałem o niej gdy tylko zobaczyłem zachowanie pana lwa. Przyglądając mu się, musiałem się nieźle powstrzymywać, żeby nie zrobić “awww”. Myślę, że to mogłoby spłoszyć go jeszcze bardziej niż teraz, plus nie byłoby to zbyt taktowne, trzeba było wziąć pod uwagę, żę była to osoba, a nie po prostu uroczy kotek którego można wygłaskać jak tylko się pojawi. Chociaż trudno było się powstrzymać.

Ostatnio zmieniony przez Raspberry (13-11-2018 o 19h52)


https://66.media.tumblr.com/335639b917e83dc7f3ace1b08677c392/tumblr_pmx2wjXCUs1y1q4llo4_540.gif

Offline

#99 13-11-2018 o 22h47

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 074

____________________________Gabriel Campbell

             Gabriel nie wiedział w którym momencie w maszynowni zrobił się taki tłok, ale kiedy uścisnął dłoń inżyniera, a ten wydawał się być taki zadowolony, miał wrażenie, że popełnił ogromny błąd. Gabriel doskonale zdawał sobie sprawę z dwóch rzeczy – nie ma opcji, by się rozleciał w najbliższym czasie, ani nie ma możliwości, by mu powiedział, że jest dla niego zbyt dziwny i woli wsparcie techników.
            Sytuację uratował Sigrud – gdyby nie on, Gabriel z pewnością zamęczałby siebie do skutku, ostatecznie wygadując się innym szybciej, niżby sobie tego życzył. Furrei nic nie wiedział na temat funkcjonowania na Hyperionie, nie wiedział jak powinien adresować innych.  Gdyby to był przedstawiciel jednej z ras federacji, mężczyzna z pewnością, by go upomniał. Przynajmniej upomniał, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zjechałby go od góry do dołu, ale Sigrud miał szczęście, że był furrei. Gabriel śledził wszystkie nowinki galaktyczne – niby się tym interesował, jednak bardziej wyczekiwał tych konkretnych, które jednak rzadko pojawiały się w mediach. Z tego powodu słyszał o misji rodaków Cantarelli i nie musiał sprawdzać akt lwa, by wiedzieć, że mówi prawdę.
              -Prośby o zmianę kursu należy zgłaszać mi. – odpowiedział mu szybciej niż Phoe. – W takich sytuacjach, jest ustalany termin konsultacji – zaczął wyjaśniać – drugi oficer, nawigator i osoba składająca prośbę wspólnie się spotykają. Twoim zadaniem w takim wypadku jest ustalić optymalną trasę, obliczyć ile zajmie ona czasu, zużycie paliwa, rozpoznać ewentualnie zagrożenia. Moim zadaniem jest oszacowanie czy to wszystko ma odpowiednią wagę i nie będzie nieodpowiednie. Jeśli wszystko będzie w porządku, moim zadaniem jest spisać to wszystko i oddać pani kapitan, która ostatecznie podejmuje wszelkie decyzje.
Miał nadzieję, że jego wyjaśnienie jest klarowne dla Sigruda, nie chciał, by ten czuł się niekomfortowo, ponadto, w przeciwieństwie do większości nowej załogi, wydawał się godzien zaufania. Gabriel wiedział, że nie znalazłaby żadnych koneksji pomiędzy nim, a niedoszłym, pożal się boże, a obecnym pierwszym oficerem. Dlatego mężczyzna uważał, że warto było mu dać ten kredyt zaufania.
            -Jestem przekonany, że jeśli się spiszesz, rekomendacje pani kapitan Gould, bezproblemowo pozwolą Ci na dalsze wykonywanie swojego zawodu na Hyperionie – dodał, spoglądając na Phoenix. Tylko ona wiedziała, że w obecnej chwili, pomimo niemal oschłego tonu, był naprawdę miły i wyrozumiały w obecnej sytuacji. Wydawała mu się z tego powodu całkiem zadowolona.
-Proponuję, byśmy już teraz udali się do Sali konferencyjnej, w celu ustalenia trasy na Cantarellę – zaproponował, kiedy furrei spytał panią kapitan o jej samopoczucie.  Gabriel ją szanował, ale wiedział, że nie chciała nikogo martwić i z pewnością, by skłamała. Zwolnili jej połowę ludzi, umieścili ogrom żołnierzy, dowiedziała się, że miała zostać zastąpiona pierwszym oficerem – nie mogło być inaczej niż źle, więc musiał wyprowadzić Sigruda z pomieszczenia, nawet jeśli wątpił w jego złe intencje. – Wieczorem, kiedy wszystkie oficjalne sprawy zostaną już załatwione, przedstawimy pani kapitan Gould nową trasę. Czy odpowiada Ci to? – spytał, od razu kierując się w stronę wyjścia.


tell everybody I'm on my way and I'm loving every step I take
https://66.media.tumblr.com/94ceb0847043877bde0f4942c8b23b43/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo7_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/8dfea30dc31e3305a6605a987d81286b/tumblr_ozna7yjxzy1t1wiqyo1_400.gif

Offline

#100 14-11-2018 o 23h19

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 267

______________________________Eais
Uważała, iż zbyt często traciła głowę, jeśli chodziło o tonięcie we własnych myślach, by tylko znaleźć tą jedyną odpowiedź na nurtującą ją niewiadomą, która każdego dnia, o każdej godzinie - coraz bardziej nie dawała jej spokoju. Aczkolwiek nie potrafiła nad tym zbytnio zapanować, a takie stany były u niej rutyną, gdzie ostatecznie inne osoby zdążyły już się do tego przyzwyczaić i nawet nie odczuwały urażenia, gdy ta nagle zapominała o rzeczywistości. Po części niektórzy ją rozumieli, a niektórzy nie, to wiele zależało od poziomu relacji z nią.
Zamrugała kilkakrotnie, przywracając sobie aktualny obraz miejsca, w którym się znajdowała od dłuższego czasu. Rozejrzała się dyskretnie, badając wzrokiem okolice, jakby była nowo przybyłą na pokładzie statku Hyperion. Próbowała się zająć również czymś innym niż ciągłym wlepianiem swych ślepi w Neila bądź Larivię, gdy ci rozmawiali ze sobą. Była świadoma, iż w pewnym sensie mogło to być dla nich krępujące zachowanie ze strony pani technik, lecz momentami biła się z myślami, czy przypadkiem nie przeszkadza w ich konwersacji, czy nie powinna właściwie opuścić mostku, a nie wtrącać się za każdym razem w ich wymianę zdań. Mimowolnie spojrzała na nich ponownie, tym razem nie rozmyślając nad tym, czy mogło to być w jakiś sposób niekomfortowe dla nich. Oboje sprawiali wrażenie, jakby cieszyli się z jej obecności w co poniektórych dyskusjach. Nawet postawą ciała nie zdradzali żadnych negatywnych emocji wobec niej. To były jedyne aspekty, które uspokajały jej obawy, powodując, iż przez najbliższy czas cyklowy; nie miała zamiaru stąd się ruszyć.
Na dźwięk swojego imienia - ożywiła się i od razu pognała wzrokiem na uśmiechniętą twarz przyjaciela. Odkąd pamięta, to zawsze od Neila biła przyjazna i pozytywna aura. Gdyby miała szansę porozmawiać sama ze sobą z perspektywy trzeciej osoby, to śmiałaby stwierdzić, iż warto mu zaufać. Naprawdę był godny lojalności. Nigdy nie czuła się w jego towarzystwie źle, w szczególności, że drugi pilot miał dar do nawiązywania z nią komunikacji na jakikolwiek temat. Posiadał wiele zalet, które wobec niej okazał.
- Nie martw się, zachowam to dla siebie. - skwitowała jego pełną rozbawienia wypowiedź z kilkusekundowym, przyjaznym błyskiem w oczach, po czym następnie pokierowała swe granitowe tęczówki w odmiennym kierunku, w którym się znajdowali jej towarzysze.
W jej głowie ukazała się wizja; granatowego nieba z pięknymi, lśniącymi gwiazdami. Pragnęła zajrzeć głębiej w widok, który sobie wyobraziła. Obserwowała ciała niebieskie z niebywałą satysfakcją na twarzy. Pośpiesznie biegała wzrokiem od jednej do drugiej, doszukując się w każdej z nich drugiego dna - odpowiedzi na wszystkie jej pytania. Zamknęła oczy, po czym natychmiastowo je otworzyła i zerknęła na Neila, który oznajmił, iż na pewno znajdzie odpowiedzi. Wpatrywała się w niego dłużej niż potrafiła wcześniej, nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego, gdzie po pewnej chwili pokiwała głową, przekazując mu, że ma rację. Kiedyś na pewno jej się uda dokonać tego, czego pragnie, poszukuje.
Nie wiedząc, co dalej począć, wschłuchała się w dość specyficzną wymianę zdań pilotów. Zlustrowała obojga z nich, dokładnie przyglądając się im twarzom, na których malowały się wszelakie stany emocjonalne. Kątem oka zauważyła niespotykaną reakcje Neila. Przyjrzała mu się dłużej z widocznym zaciekawieniem, a jej brew lekko drgnęła ku górze, by następnie powrócić na swoje miejsce. Pierwszy raz widziała go w takim stanie. Czuła potrzebę odezwania się, by choć trochę załagodzić oniemiałą atmosferę, lecz nie potrafiła z siebie wykrztusić ani słowa. Przecież ona nie potrafiła odpowiednio dobierać słów w potrzebnych do tego sytuacjach, a co jeśli chodziło już o załagodzenie paru spraw. Westchnęła cicho, przerzucając swe granitowe tęczówki na blondwłosą kobietę. Nowa, pierwsza pilotka była taka... spokojna, a zarazem uprzejma i przyjazna wobec niej. Tak samo przyjazna jak Neil. Naprawdę sprawiali wrażenie, iż się dobrze ze sobą dogadują. Eais, ujrzawszy delikatny uśmiech Larivii, poczuła się bardzo skromnie, wręcz miękko. Spróbowała odwzajemnić jej gest, jednakże jej uśmiech nie był taki piękny jak u Larivii. Był nie za wielki, blady, wręcz niewidoczny na jej apatycznej twarzy, jednakże posiadał w sobie to coś dobrego, coś, co sprawiało, że był na swój pozór ładny i życzliwy.
Gdy Larivia zabrała głos, to Eais wlepiała swe ślepia w nią, coraz bardziej zagłębiając kontakt wzrokowy. Słuchała ją uważnie, starannie analizując to, co jej przekazała. Lekkie zdziwienie wdarło się na jej twarz, co było niecodziennością u pani technik. Najważniejsze jest trudno dostępne - głośno rozbrzmiały jej te słowa w głowie. Było to szczerą prawdą, która była adekwatna do jej niezadowalających wyników ciągłego poszukiwania. Dobrze myślała, iż blondwłosa kobieta, udzieli jej takich odpowiedzi, gdzie ona ujrzy światełko nadziei, robiąc kolejne kroki do przodu.
Nagłe jej pytanie, oderwało ją od zatopienia się w kolejnej dawce rosnących teorii.
- Tak, chciałabym poznać siebie, w szczególności, gdy jestem odmienna od otoczenia. - przyznała, wypranym z emocji głosem, lecz ze stoickim spokojem. Twarz jej nie okazywała żadnych odczuć - czysta obojętność, zagubienie. Nie sądziła, że tak szybko powie o bardziej konkretnych rzeczach. Może dlatego, iż Neil przekonał ją, co do Larivii. Albo sam fakt, że on tu przebywał. Eais, bardziej obstawiała za tą pierwszą myślą.
Oderwała swój wzrok od pilotów, zawieszając go na swych dłoniach. Nie wiedziała zbytnio, co mogłaby więcej powiedzieć. A cisza, która nastąpiła dawała się we znaki, lecz nawet i ona nie zamierzała jej przerwać. Ba, nawet nie potrafiła tego zrobić. Nie była wstanie zagaić ponownie rozmowy, więc jedynie wpatrywała się w swoje palce; raz po raz złaczając je ze sobą i odłączając.
Dopiero po kolejnej minucie - odezwała się blondwłosa kobieta, lecz w stronę Neila, w sprawie ostatniego zdania, które zaczął, lecz postanowił nie kontynuować. Uniosła wzrok na nich, przyglądając im się w ciszy. Oboje wyglądali na speszonych. Eais, nie rozumiejąc ich uczuć, jedynie pochyliła lekko głowę w bok, uciekając wzrokiem, gdzieś w kąt mostku. Nie chciała im przerywać tym razem w rozmowie.


I'll forget you, so go away, don't even look back - I'll erase you.
https://66.media.tumblr.com/ec956ca42d213b6c55a3a6a0960f733f/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho6_400.gif https://66.media.tumblr.com/01c846a28fe04ed695740a69a5a9d547/tumblr_pdgggsM3fr1sy8x5ho1_400.gif

Offline

Strony : 1 2 3 4 5 6 ... 10