Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 4 5 6 7

#126 27-11-2018 o 19h58

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Serce waliło mi jak młotem, a z każdą sekundą i tak szaleńcze już tempo zdawało się przyspieszać. Igrałam z ogniem, ale nie potrafiłam się z tego wycofać, będąc jedynie niewolnikiem pod rządami kolejnej osoby wciąż była we mnie wola walki, wolności, za wszelką cenę tliło się we mnie pragnienie decydowania o sobie, sen o autonomii. Od zawsze marzyłam tylko o tym by znaleźć się gdzieś, gdzie zacznę z czystą kartą, wejść w towarzystwo osób, które już nie będą miały gotowej listy uprzedzeń na wstępie. Być oceniana za to kim jestem ja, a nie kim nie jest Denyjka, którą w oczach innych być powinnam. Tylko, że nie byłam już dzieckiem, a takie marzenia, chociaż brzmiały pięknie, już dawno przestały wydawać się realne.
       Stęknęłam cicho, nie planując tego, kiedy złapał mnie za podbródek. Nie chciałam mu powiedzieć, jak duże wrażenie wywarł na mnie ten gest, jak bardzo bałam się kontaktu fizycznego. Było w tym coś, co przełamywało wszelkie granice i budziło ten pierwotny strach, skrywany głęboko w podświadomości. Bo Kĥāngkhāw nie był pierwszym mężczyzną, który pozwalał sobie na to, by tak mnie traktować. O nie… tych przed nim było wielu. Teraz, gdy jego silne palce dotykały mojej skóry, wróciły do mnie wspomnienia. Wiele z tych, jakich widzieć nie chciałam. Wystarczyło, że mrugnęłam, a pod powiekami pojawiały się obrazy całkiem inne, niż te z łazienki na Hyperionie.
       Znów byłam daleko stąd, chociaż stale się tam zbliżaliśmy. Wszystko dookoła było takie proste, nie tak nowoczesne, jak wnętrze Hyperiona. Kamienne ściany, podłogi, sufity, zdobione złotem i kamieniami szlachetnymi posągi, echo roznoszące każdy, nawet najcichszy dźwięk. Małe okienka, wysoko, bardzo wysoko pod imponującymi sklepieniami. To co łączyło te wspomnienie z chwilą obecną to właśnie dotyk… dotyk mężczyzn, którym się wydawało, że mają prawo podejść, zabrać komuś przestrzeń osobistą, zacisnąć palce na cudzej skórze i zmusić do posłuszeństwa. Jedyną pociechą było to, że moja odmienność brzydziła ich na tyle, by nie zrobili mi dotkliwej krzywdy… ale poniżenie można wywołać na wiele sposobów. To, jak z łatwością wymierzali policzki za każde, w większości wyimaginowane przewinienie było w mojej podświadomości tak wyraźnie wyryte, że w tej chwili, będąc tutaj przed pierwszym oficerem zdawałam się czuć na twarzy pieczenie, ból po ciosie, który przecież nie nadszedł. Mimo to nie mogłam mieć pewności, że nie nadejdzie, a po nim kolejny, może jeszcze ciąganie za włosy, a potem rzucenie o podłogę, dźwięk przekręcanego w drzwiach zamka i śmiechy, drwiące śmiechy.
       Przełknęłam ślinę skupiając się na spojrzeniu oficera, na jego głosie i skrzydłach. To nie była świątynia Denyjska, ale bez wątpienia… strach, jaki mi w tej chwili towarzyszył był tak samo dotkliwy, jak ten ze wspomnień. Na całe szczęście… mimo swej miażdżącej siły tam nikomu nie udało się mnie złamać i ty, nieważne jak silny oficerze, ty też mnie nie złamiesz… a przynajmniej chcę w to wierzyć, póki jeszcze potrafię.
       W chwili, w której zabrał swoją dłoń dotarło do mnie, że wstrzymywałam powietrze w płucach. Te wypuściłam cichutko, nadal dokładnie czując na twarzy i szyi jego dotyk. Obawiałam się, że to wspomnienie szybko nie minie.
       Kolejne słowa mężczyzny, podobnie jak pierwsze popchnęły mnie jeszcze dalej w przerażenie. Ostatnie trzy słowa, na nowo i na nowo rozbrzmiewały w mojej głowie. Nie chciałam mieć niczyjej krwi na rękach, a przynajmniej nie niewinnych osób. Czym oni mieli zawinić? Dlatego… trzeba to załatwić inaczej, o ileż łatwiej by było, gdyby każdy współpracował, tylko… czy uda się ich przekonać?
       - Po prostu - odezwałam się zanim wyszedł, ale mój głos zadrżał i byłam wścikła na siebie za to, że nad nim nie zapanowałam. Z drugiej strony jedyne o czym marzyłam, to poddać się tej miażdżącej bezsilności, opaść na kolana i zacząć krzyczeć, jakby to miało mi jakos pomóc. Tylko, że nie miałam prawa do takiego zachowania, a już na pewno nie przed nim. - Nie chcę, aby kogoś spotkała krzywda, jeśli na to sobie nie zasłużył. Zrobię co w mojej mocy, aby żadne drastyczne środki nie były potrzebne - dodałam i skinęłam głową, ale nim zrobiłam coś więcej, drzwi się otworzyły i miałam pewność, że to nie oficer stał za taką zmianą.
       O ile chwilę temu atmosfera była tak grobowa, o tyle teraz ta zdawała się być całkiem inna. Zawahałam się, jakbym nie była pewna, że dobrze widzę i na moment musiałam dosadniej ukryć w sobie własne przerażenie. Mai, a za nim Eais. Przynajmniej ktoś, kto znałam z imienia, ale czy aby na pewno mnie to pocieszyło? Prekalkulowałam sytuację w jakiej się znajdujemy, ale nim dodałam dwa do dwóch, drzwi znów zostały zamknięte.
       - K**** - jęknęłam szybciej, niż mogłam to przewidzieć i postąpiłam krok w kierunku drzwi, wystarczył jeden, abym ich dopadła i otworzyła ponownie. Tak stanęłam przed dwójką osób, które nas nakryły, chociaż równocześnie za nimi przemierzało korytarz jeszcze jakiś dwóch szeregowców.
       - Jeszcze raz bardzo przepraszam, oficerze, przez swoją nieuwagę pomyliłam drzwi - skłoniłam się delikatnie, licząc na to, że wojskowy zrozumie, o co mi chodzi. Zażenowanie na mojej twarzy było autentyczne i w zasadzie nawet adekwatne do markowanej sytuacji. Mimo to czułam, że muszę powiedzieć coś jeszcze tamtej dwójce, nim dopowiedzą sobie niewiadomo co.
       - Och, Mai, wezwano ciebie do awarii? To moja wina - zaśmiałam się nerwowo, przyklepując przy tym włosy w kłopotliwym odruchu. - Pomyliłam łazienki i ze stresu zaczęłam klikać w panel wyjściowy, jak opętana. Chyba wyświetliłam awarię, ale nie wiem, jak ją teraz odwołać, mam nadzieję, że mi wybaczysz, że kłopotałeś się tutaj bez przyczyny - zwilżyłam delikatnie wargi. Nie wiedziałam, czy to kupią, ale to nie było najważniejsze. Chodziło o to, aby nie mieli tylko swojej wersji wydarzeń, w głowie.
       Zerknęłam na czarnowłosą, która stała obok i uśmiechnęłam się do niej delikatnie.
       - Wszelkie panele dotykowe to moja zmora, pewnie jeszcze nieraz nie będę w stanie się dostać do własnej kwatery - zaśmiałam się znów w ten sam nerwowy sposób, marząc tylko o tym, aby już się stąd zmyć i udać do siebie, gdzie w końcu będę mogła zachowywać się swobodnie i odpocząć nieco po tym dość intensywnym dniu.


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#127 30-11-2018 o 00h08

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 235

______________________________Eais
   Główny inżynier, na którego wpadła natychmiastowo się podniósł, jakby mały wypadek nie sprawił na nim ogromnego wrażenia, a w szczególności żadnych bolesnych potłuczeń kilku części ciała. Całe szczęście, iż był on cały i zdrowy. Nie chciała posiadać na swym sumieniu biedną, nową kreaturę w pierwszym jego dniu pracy. Chociaż czy ona miała poczucie winy? Skoro nie odróżniała stanów emocjonalnych, nie potrafiła odpowiednio zareagować w zależności od powagi sytuacji, to czy ona mogła być skrupulatna? Początkowo ta opcja wydawała jej się nierealna, choć tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia, ponieważ nigdy jeszcze nie miała okazji, by odczuć "coś" na swym sumieniu. Mimo wszystko odetchnęła z ulgą, gdy kula disco oznajmiła, iż nic się nie stało. Nawet jeśli, to tak zawsze wypadało przeprosić. Taka już była kolej rzeczy. Miło ją zaskoczyło to, gdy stwierdził, że również powinien być bardziej uważny. Na jej twarz zagościł niecodzienny, skromny uśmiech, który z perspektywy drugiej osoby, mógł mieć wizerunek tego z przyjaznymi zamiarami.
   Pokiwała mu potwierdzająco głową, gdy podpytał się, co do jej imienia. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że nie znała jego imienia. Nie miała wcześniej okazji go poznać, gdy w ekspresowym tempie opuścił mostek wraz z Gabrielem, któremu poluzowała się ręka. Liczyła na to, iż niebieska istota sprostała swojemu wyzwaniu, które nie było łatwym orzechem do zgryzienia. W końcu to był Gabriel Campbell, a w takich sytuacjach - atmosfera bywała mocno zagęszczona. Ale tak już był i tak już raczej z pewnością pozostanie. Ponownie pokiwała głową, gdy mężczyzna wspomniał o tym, iż się nie przedstawił. Tak prawdopodobnie było - bynajmniej tak pamięta.
   - Miło cię poznać, Mai. - oznajmiła apatycznie, lecz jej granitowe tęczówki zdradzały, iż naprawdę czuła się serdecznie. To był pierwszy raz - kiedy jej ślepia cokolwiek okazały. Pierwszy krok ku zwycięstwu. Po chwili do jej uszu dotarł dźwięk urządzenia, co spowodowało, że zlustrowała go lekko zaciekawionym wzrokiem.
   Pani technik dowiedziała się, iż pojawiła się awaria w łazience. Zamrugała kilkakrotnie, spoglądając za siebie na parę sekund. Zjawisko było odrobinę dziwne, ponieważ od dawna nie słyszała o jakiś niedokładnościach w ubikacji. Akurat specjalnie dbano o ustrojstwa w łaźni, żeby żadne uprzykrzające błędy się nie wylały. Najwyraźniej coś nie było dogłębnie przejrzane. Lepiej późno niż wcale. Usłyszawszy propozycje Mai'a, początkowo nie wiedziała, co odpowiedzieć. Teoretycznie nie miała nic konkretnego do roboty, aczkolwiek w praktyce miała się udać do pokoju i odespać zarwane noce albo i nawet porozmawiać z miniaturowym, złotym smokiem. Minęło kilka sekund zanim dostał pewną odpowiedź;
   - Tak, chodźmy. - krótko oznajmiła, po czym wraz z Maiem, pokierowała swe nogi w stronę łazienki.
   Gdy dotarli na miejsce, to zlustrowała od góry do dołu; okolice ubikacji. Nie było żadnych niepokojących zjawisk. W takim razie coś poważniejszego znajdowało się w środku. Jej towarzysz uchylił drzwi, a jej oczom ukazał się wcześniejszy pierwszy oficer, przypominający fascynującego, ogromnego nietoperza, a tuż za nim stała... Larivia? Momentalnie się dziwnie poczuła. A jej klatka piersiowa odrobinę się ścisnęła. Przełknęła ślinę, niedowierzając temu, co widzi. Powiodła niepewnie swymi ślepiami na sylwetkę Maia, obserwując tego, co teraz pocznie zrobić. Usłyszawszy zmieszaną wypowiedź chłopaka, powróciła wzrokiem na niespodziewany, lecz trochę podejrzany widok nietoperza wraz z pierwszą pilotką, którzy nagle zniknęli za drzwiami od ubikacji. Mai pośpiesznie trzasnął drzwiami tuż przed nosem pierwszego oficera. Wyglądało to dosyć komicznie, jednakże czarnowłosa - nie zaśmiała się, bo nie potrafiła. Głęboko wierzyła, że kiedyś usłyszy swój własny śmiech. Wschłuchiwała się w żarty Maia, które raz po raz sprawiały na jej twarzyczce - mało widoczny, skromny uśmiech. Musiała przyznać, iż był on naprawdę wygadaną istotą. Miała wrażenie, że odblaskowy mężczyzna był w stanie gadać o wszystkim, co przyszłoby mu na język.
   - Mhm, masz rację... chociaż mam przeczucie, że ich specyficzne spotkanie było dosyć podejrzliwą sceną. - oznajmiła dosyć zamyślonym głosem.
   Po chwili, Larivia, wyłoniła się z łazienki, głośno przepraszając oficera za pomylenie pomieszczenia. Uniosła jedną brew ku górze, obserwując ją bacznym wzrokiem. Uważnie lustrowała kobietę swymi obojętnymi oczyma. Zauważyła, iż jest bardzo spięta, jakby była jedną wielką kulką nerwów. Ten nerwowy smiech, tym bardziej ją utwierdził w przekonaniu, że blondynka coś próbowała zatuszować. Może miała poważne problemy z wielgaśnym nietoperzem? Historyjka o klikaniu czego popadnie przez stres - nie kupił ją. Westchnęła z dezaprobatą. A może faktycznie tak było i niepotrzebnie była taka podejrzliwa wobec Larivii? Z drugiej strony nie chciała, by ta brudziła się negatywnymi czynami, gdy w jej oczach okazała się być wspaniałą i wartością osobą. Kolejne absurdalne zdanie, które opuściło zakamarki jej ust. Pokręciła głową, nie rozumiejąc toku myślenia kobiety.
   Dłużej się nie zastanawiając - przybliżyła się do Larivii, po czym nachyliła się nad jej uchem, obserwując jej reakcje kątem oka.
   - Larivio, widać, że jest coś nie tak. Twoja mowa ciała sama za siebie mówi, a do tego ten nerwowy śmiech... nie pasuje do okazałości zaistniałej sytuacji. Historyjka, którą nam opowiedziałaś była tak wyrwana z kontekstu rzeczywistego stresu, że dla mnie zabrzmiała naprawdę strasznie absurdalnie. Nigdy się nie spotkałam z czymś takim, że ktoś z paniki miałby klikać w co popadnie; dobrze wiedząc, że to do niczego nie doprowadzi i z pewnością nie służy do normalnego opuszczenia męskiej ubikacji. - wyszeptała monolog wprost do jej ucha tak, aby nie usłyszał tego Mai. Wzięła cichy, głęboki oddech.
   - Nie chciałabym, żebyś złymi czynami emocjonalnymi - splamiała swej pięknej natury oraz cennego sposobu wyrażania swych słów, które są nostalgicznie, zadziwiająco poruszające, a zarazem ścieżką moich poszukiwań. - dodała również szeptem, podkoniec odsuwając się od niej i mierząc ją wzrokiem.
   Odsunęła się od niej, aby już ją nie krępować zbyt dużą bliskością, a następnie kątem oka spojrzała na Maia, który zbytnio nie wiedział o co chodzi.
   - Wygląda na to, że był to fałszywy alarm. - oznajmiła nagle, przerywając błogą ciszę, choć wcale nie planowała tego robić. Tak jakoś poczuła, że musi po wcześniejszym coś powiedzieć na głos i wyraźnie dla nich obu. Chciała bardzo załagodzić atmosferę. Powróciła ponownie wzrokiem na blondynkę, obdarując ją delikatnym usmiechem.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/513113580250595328/7Ofe.gif

Offline

#128 30-11-2018 o 21h49

Straż Obsydianu
Ermira
Straż na szkoleniu
Ermira
...
Wiadomości: 211

                                                                                                                                    I      C A N     S E E     U S     T H  E R E
                                                                                                                                    W  A  V  I  N  G         U  N  A  W  A  R  E

                                                                                                                                    d  o  r  o  t  h  y     d  e  a  m  o  n  n  e

          Z trudem powstrzymuje śmiech, słysząc morały prawione przez mężczyznę, który dopiero co pojawia się w pomieszczeniu. Jego wypowiedzi zdecydowanie mijają się z prawdą. Od kiedy statki nie są skorumpowane? Od kiedy Federacja nie ma na nich władzy? Od kiedy nie używa się znajomości, żeby osiągnąć swoje cele i wyższe stanowiska? Kręci głową i wzdycha. To naprawdę piękne, że ktoś może być tak naiwny, aby wierzyć w te brednie o wszechobecnie panującej równości i trzymaniu się zasad. Może i pierwsze spojrzenie na statek daje taki obraz, jednak nawet Dorothy wie, że jest to wrażenie złudne.
   – DOROTHY DEAMONNE – przedstawia się bez oporu – PRZEZ DWA N – dodaje bez cienia zgryźliwości.
          Nieco boli ją fakt, że zostaje potraktowana gorzej od dwóch bijących się osób. Zwłaszcza, że wcześniej rozdziela ich i robi wszystko, żeby przypadkiem, nie pomyśleli o oddaniu kolejnego ciosu. Zaciska więc ręce w pięści i bierze głęboki oddech. Postanawia się zreflektować, nawet jeśli uważa,  ze została potraktowana niesprawiedliwie. Nie powinna się kłócić, to tylko przysparza wrogów i niechęć, a to jest zdecydowanie ostatnią rzeczą, którą teraz potrzebuje.
   – PRZEPRASZAM, PODESZŁAM DO SPRAWY ZBYT PERSONALNIE – mówi, posyłając lekki uśmiech w stronę Nesty – TRUDNO ZACHOWAĆ TRZEŹWOŚĆ UMYSŁU, KIEDY BLISKA CI OSOBA JEST KRZYWDZONA – dodaje i kłania się delikatnie, jakby w geście skruchy – JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM ZA NIESUBORDYNACJĘ – prostuje się i wychodzi z pomieszczenia, nie zapominając o pozdrowieniu.
          Minąwszy Caia bez powiedzenia żadnego słowa, po prostu znika za którymś zakrętów, jakby nie chcąc jeszcze się z nim skonfrontować. Zresztą nawet Nesty, którą zna już od kilku dobrych lat, nie obdarza po wyjściu z pomieszczenia chociażby spojrzeniem. Nie podoba jej się, że mogła teraz w ich oczach wyjść na kogoś niekompetentnego. Duma nie pozwala jej wymienić z nimi chociażby słowa, bo jeszcze usłyszy od nich coś, co by się jej nie spodobało. Wie, że mogła zachować się lepiej, nie chce jednak, żeby ktokolwiek jej to wypominał. Bierze głęboki oddech i próbuje się uspokoić.
          Po jakimś czasie tego szybkiego i zdenerwowanego kroku wkracza na mostek.
   – OH? – zwalnia nieco, dostrzegając urokliwą, białą sierść – CIEKAWE – mówi pod nosem i staje w bezpiecznej odległości od nieznajomego lwa – DOBRY WIECZÓR – uśmiecha się delikatnie, zaznaczając swoją obecność. Wtedy nastaje taka cisza skonfundowana, jak gdyby w restauracji ze stoickim spokojem ktoś sztućce przez okno wyrzucała.
          Przez chwilę przygląda mu się z uwagą. Nigdy nie widziała takiej rasy. Nawet w jej książkach nie ma o niej żadnego artykułu. To budzi swego rodzaju ekscytację, jednak nie na tyle dużą, żeby zagłuszyć to uczucie niesprawiedliwego potraktowania.
   – NOWA ZAŁOGA? – decyduje się przerwać ciszę – CIĘŻKO, HM? MNIE JUŻ SIĘ W PIERWSZY DZIEŃ DOSTAŁO ZA POMOC W ROZDZIELENIU JEDNEJ UROKLIWEJ DWÓJKI – śmieje się krótko – CHOĆ MOŻE RZECZYWIŚCIE ŹLE DO TEGO PODESZŁAM – dodaje, dopiero teraz odrywając wzrok od lewka.
          Podczas gdy emocje powoli z niej uchodzą zaczyna dostrzegać błędy w swoim wcześniejszym postępowaniu. Nie jest jednak w stanie wymyślić w głowie na to zdarzenie solucji lepszej. W dodatku zdecydowanie nie powinna tak nieprzyjemnie zignorować Nesty i Caia.
   – AH – unosi delikatnie głowę – DOROTHY DEAMONNE Z TEJ STRONY – wzdycha przeciągle.
Czuje nieprzyjemny uścisk w okolicy serca. Cały czas o czymś nie pamięta. O czymś piekielnie ważnym.


nie interesuje mnie dzielenie się swoim życiem prywantnym,pozdrawiam i życzę miłego dnia ;3;https://cdn.discordapp.com/attachments/484002951350845455/506098905843499028/SYGNATURKA.png


Link do zewnętrznego obrazka
https://67.media.tumblr.com/cade7b6d23daa64f47d22f672a41a0f5/tumblr_o4tv6hSCxs1v3oh55o3_1280.png
Link do zewnętrznego obrazka Link do zewnętrznego obrazka Link do zewnętrznego obrazka
W   E      T   A   K   E      S   T   R   A   N   G   E      T   H   I   N   G   S      T   O      F   E   E   L      N   O   R   M   A   L

Offline

#129 30-11-2018 o 22h44

Straż Cienia
Acerola
π
Acerola
...
Wiadomości: 314

ZIGGY

          Słyszy charakterystyczny szum otwierających się drzwi, a zaraz potem czyjeś kroki. Walczy wbrew naturalnemu odruchowi, nie odwraca głowy w stronę źródła dźwięku. Woli nie narażać się na wypadek, gdyby miała to być pani kapitan - na innych zresztą też nie ma interesu spoglądać. Najlepiej byłoby w ogóle zatrzymać nos w mapach oraz estymacjach. Na ten jeden lot zbłaźnił się już wystarczająco razy przez pokładowym autorytetem i myśląc o tym z goryczą w ustach obiecuje sobie, że nie pozwoli już na ni jeden raz więcej. Drażni go jednak obcy zapach, dziwnie słodki, dziwnie egzotyczny, przypominający nieco ludzki, ale jednocześnie jakży tego daleki. Ziggy marszczy nos próbując zablokować jego dopływ, kiedy nagle zza ramienia odzywa się nowy głos. Tym razem nie jest w stanie powstrzymać ciekawości, a głowa odwraca się w odpowiednią stronę zanim w ogóle myśli o swoim działaniu. Nieopodal niego, w odległości najlepiej opisanej jako rozsądnej wobec nieznanego, nie stoi ani pani kapitan, ani żadna znajoma mu część załogi.
          Ziggy spogląda na kobietę oczami niczym pięciozłotówki i tylko wyuczona uprzejmość utrzymuje zawiasy jego szczęki na miejscu. Sylwetka nie jest w żaden sposób drobna. Stopy zdaje się mieć stabilnie ustawione na ziemi, loki grube oraz mocne, kształtne usta, spojrzenie zdecydowane - nic co znalazłoby odzwierciedlenie w słowie "delikatność". A jednak furei nie może wyzbyć się łaskoczącego gdzieś w klatce piersiowej uczucia, że stoi przed nim eteryczna bogini ze starych, Cantarellijskich opowieści. Początkowo obserwuje ją bez słowa, chłonąc uważnie wszystko, co ona sama ma do powiedzenia. Nie jest w żaden sposób onieśmielona obcą osobą milczącą niczym grób i z oczami bez wyrazu - brak ludzkich "źrenic" zdawał się wyjątkowo stresować wszystkich na początku. Wreszcie przedstawia mu się z imienia, a on wstaje z krzesła niczym wybudzony z transu.
- Sigurd. Sigurd z rasy furei. I, uh, nawigator tego statku. Dużo osób mówi mi po prostu Ziggy... Pani-- Czy powinienem mówić Pani? Na statkach zazwyczaj mówiono po imieniu dla wygody, przynajmniej moich - gryzie się w język, kiedy do mózgu dociera informacja o bezsensowności wypływających słów. Znów to robi. Znów jest na granicy popełnienia tego samego błędu, ale wcześniejsze słowa Dorothy nagle wybrzmiewają echem w umyśle pełnym porozrzucanych niedbale myśli - Ty także podpadłaś za dobre intencje, ale kiepskie wykonanie? - jego głos cichnie, kiedy nonszalancko wypowiada te słowa. Czuje, że jakaś nić porozumienia zaczynała się nagle zawiązywać z kolejną nową osobą i teraz to w jej rękach spoczywała decyzja, czy będzie chciała ją zatrzymać, czy przeciąć.
          - Niech się Pani rozgości - odzywa się zanim ta zdąży odpowiedzieć, czując potrzebę zatuszowania nieprzemyślanego pytania. Niepewny ruch ręką w stronę zwolnionego przez niego krzesła proponuje jej zajęcie tegoż miejsca, modląc się, aby została z nim choćby na chwilę. Gdy wszystkie aktualne obowiązki zostały wykonane, a wszelkie przyszłościowe obliczenia mijały się z celem w obliczu niepewnej sytuacji w m101, Ziggy nie potrafił znaleźć w sobie odwagi do opuszczenia stanowiska, na którym samotnie bardzo się nudził. Obecność świeżej twarzy była więc niczym prawdziwe błogosławieństwo dla jego nerwów - Nie ma tu zbyt wiele... Chwilowo tylko ja i moje mapy, ponieważ statek jest na autopilocie. A-Ale nie miałem przyjemności Pani poznać, więc z chęcią, uh, z chęcią dowiem się więcej o Pani... Pani roli.

Ostatnio zmieniony przez Acerola (30-11-2018 o 22h58)


  now he roams through hill and valley and the canyons open wide,   singing songs of gentle mourning for his lost and lonesome bride
https://66.media.tumblr.com/57c457b348ce2ac09e3f3ee609d551f0/tumblr_p8bufkCuas1v660qto1_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/08d6514acf71339d54a57859caebfcbc/tumblr_p8bufkCuas1v660qto2_400.gif

Offline

#130 01-12-2018 o 07h51

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 120

__________https://fontmeme.com/permalink/181006/76ea9bd7289b94fe5d21f635b23f7cd1.png


          Larivia naprawdę nie wiedziała, kiedy się zamknąć. Kĥāngkhāw Paçmêlk III aż prychnął i przystanął. "Nie chcę, aby kogoś spotkała krzywda", też coś! Czego jak czego, ale takiej naiwności po uciekinierce z planety się nie spodziewał. Ale chyba naprawdę wolałby, żeby była to szczera naiwność niż jakaś nieudolna próba wzbudzenia w nim litości. Larivia była z dobre pięćdziesiąt lat za młoda, by choćby próbować nabrać go na takie tanie sztuczki. Nic niewiedząca o życiu, idealistyczna gówniara, która nie miała za grosz instynktu samozachowawczego, żeby wiedzieć, kiedy powinna odpuścić. Zamierzał powiedzieć jej to i jeszcze więcej, ale drzwi stanęły otworem. Kĥāngkhāw nic by specjalnie o tym nie pomyślał, gdyby nie słowa głównego inżyniera. Całe życie z idiotami. Chociaż może w tym przypadku na szczęście. Nie pierwsze i zapewne nie ostatnie plotki o romansie w jego życiu. Zresztą nie umywają się do skandalów w rodzinie, a poza tym opcja "potajemne schadzki w toalecie" brzmi o wiele bezpieczniej niż "potajemne knucie w toalecie".
          Reakcja Larivii go rozśmieszyła, więc stał się trochę mniej zły. Tylko trochę, także przez sekundę rozważał poznęcanie się nad kobietą przez chwilę, ale jednak miał jej na tyle dosyć, że postanowił odpuścić.
          – Postaraj się bardziej uważać na przyszłość. I jak już pani kapitan zwróciła ci uwagę, na tym statku nikt się nie kłania.
          Naprawdę powinna zapanować nad tym odruchem, bo Gould nie wyglądała na osobę, która tak łatwo odpuści.
          Planował jak najszybciej wrócić na mostek, ale spowolniły go szepty techniczki. Nie wyłapał wszystkiego, właściwie tylko kilku słów był całkowicie pewien, ale to wystarczyło, by domyślić się, że kobieta nie uwierzyła Larivii w jej nieskładne wytłumaczenie. Gdyby to spotkało kogokolwiek innego, Kĥāngkhāw mógłby mieć chociaż cień nadziei, że dana osoba wywinie się zwykłym stwierdzeniem, że w jej kulturze to dosyć normalna reakcja, ale skoro była mowa o Larivii – tej samej, która próbowała uchodzić za człowieka i nawet nie zmieniła nazwiska – sytuacja prezentowała się wyjątkowo beznadziejnie. Powinien w najbliższym wolnym czasie przejrzeć jeszcze raz kartoteki członków załogi, próbując znaleźć tę techniczki. Tak na wszelki wypadek.
          Jako że nie miał żadnej sprawy do zebranej grupki, dalsze zwlekanie z odejściem mogłoby wydawać się podejrzane, ruszył więc w końcu na mostek, bez większego żalu zostawiając Larivię na pastwę losu. Zdecydowanie bez żalu, co najwyżej z odrobiną irytacji.
          Na miejscu zastał osobę, której zastać się zdecydowanie nie spodziewał. Ale była to jak najbardziej miła niespodzianka, która znacznie poprawiła mu humor.
          – Deamonne! Mam nadzieję, że nie próbujesz zauroczyć nam nawigatora, żeby zboczył z kursu. – I chociaż powiedział to raczej żartem, po chwili zdał sobie sprawę, że na ile znał Dorothy, gdyby w grę wchodziła jej mała obsesja, mogłaby się jeszcze okazać do tego zdolna. Pozostało mu tylko liczyć, że kobieta nie dorwała się do jakichś nowych plotek o Erin. Miał dosyć użerania się z dziwnymi pomysłami załogi jak na jeden dzień.
          Niespiesznie zajął swój fotel. Zdążył go bardzo polubić. To był bardzo porządny fotel i dobrze słuchało się w nim muzyki.
          – Chciałbym, żebyś mi później pomogła z rozdzieleniem patroli.
          Kĥāngkhāw teoretycznie chyba nie powinien się tym zajmować, ale nie miał też zamiaru dopuścić do tego kogoś spoza wojska, kto nie znał żołnierzy. To zakończyłoby się katastrofą.


https://66.media.tumblr.com/4909e9c544e3b95db98a7635a266c86a/tumblr_pigqqyzADj1wzymnpo3_r1_540.gif

Offline

#131 01-12-2018 o 15h42

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 9 978

__________________________Gabriel Campbell

    Gabriel znał nazwisko rudej podoficer. Nawet w normalnej sytuacji, poza statkiem, nie bałby się jej nazwiska, ale wiedział, że z okazji tego, że oboje są na misji, będą z tego problemy. Nazwisko Gateway też nie było mu nieznane.  Miał ochotę rzucić stołem. Kogo do cholery wpakowali na Hyperion?
    -Dziękuję p o d o f i c e r Deamonne – zwrócił się do kobiety, kiedy ta opuszczała pomieszczenie. Po chwili, dokładnie tak jak chciał, w pomieszczeniu znajdował się tylko on, Neil i Phoenix.
-Kogo oni do cholery wpuścili na ten statek? – zaczął zdenerwowany, tym razem nie hamując się w ogóle, Gabriel nawet wyglądał jakby warczał. – Deamonne, Gateway, jeszcze mi powiedz, że nietoperz to Paçmêlk III? – to miał być tylko kiepski żart, ale gdy spojrzał na Phoe, sam był nieco przerażony, bo chyba jednak to była prawda. – W takim razie mamy przechlapane.
    Westchnął, dosiadając się do Neila. Spędził dopiero pół dnia z nową załogą, a już czuł się zmęczony. Nie fizycznie, to raczej go nie dotyczyło. Psychicznie i wiedział, że z t a k i m i istotami na statku z pewnością nie odpocznie, a słowa Neila tylko to potwierdziły.
-Patrząc się na listę nazwisk jaką ja zdobyłem, to nie mamy co liczyć na to, że ktoś nie będzie chciał przejąć władzy – odpowiedział mu szczerze, nie miał zamiaru go kłamać. Miał wrażenie, że Neil zawsze wiedział, gdy Gabriel kłamał albo unikał odpowiedzi. –Nie wiem czy Nix Ci mówiła, ale w pierwotnym planie to pierwszy oficer miał być kapitanem – wyjawił. Nie musiał dodawać, że gdyby nie protesty, to z pewnością na pewno by tak było. I Gabriel zostałby sam na statku, może z kilkoma członkami załogi, którzy mieliby wtedy nieszczęście zostać na Hyperionie. Teraz sam nie wiedział, czy miał szczęście, czy go nie miał. Ale nie miał zamiaru pozostawiać resztki swoich przyjaciół samych sobie
    -Nie możemy teraz jej nic zrobić, jednak możemy mieć nadzieję, że Phoe nie będzie jej traktowała lekko – powiedział, delikatnie się uśmiechając i kładąc dłoń na ramieniu Neila. – Wiem, że to nic w porównaniu z tym co robiła – bo Gabriel wierzył Neilowi i nie miał zamiaru podważać jego słów – ale zawsze coś. Mam nadzieję, że uda nam się jakoś zrobić coś z tym wcześniej, jednak po zakończeniu misji, z chęcią Ci z tym pomogę – dodał. –Wiem, że to hipokryzja z mojej strony, patrząc na to, jakie kazanie przed chwilą zrobiłem Deamonne, ale moja kartoteka jest równie pusta co ich.
Nie był z tego powodu dumny, nie lubił o tym mówić, to nie była jego wina.    
-Jedyne co możemy w tej chwili robić, to uświadamiać innych, że ich pochodzenie nie ma tutaj żadnego znaczenia – oznajmił, zabierając swoją dłoń. Nie dodał, że mogą też się dogadać z tymi ludźmi. Nie chciał, nie lubił tych, co zawsze musieli wszystko sprowadzać do polityki, gdziekolwiek by się nie pojawili, ale ta decyzja należała już do Phoe i nawet jeśli Gabrielowi, by się nie podobała, to byłaby decyzja pani kapitan, a nie jego przyjaciółki, a on miał być jej posłuszny.
    -Wyślę Ci listę nazwisk takich osób – zwrócił się do Phoe, patrząc w jej kierunku. Miał nadzieję, że mu ufa i zrobi to co konieczne, by ich nauczyć szacunku wobec niej.  Po za tym, miał nadzieję, że Neil zobaczy, że starają się go wspierać jak mogą, w końcu był ich przyjacielem. Gabriel na tę myśl poczuł się nieco nieswojo. Nie powinno się mieszać spraw prywatnych i pracy. –Prześlę Ci też plik z podaniem o zmianę kursu, o którą prosił Sigrud. Nalegał, byśmy się nie śpieszyli, ale jednak mimo wszystko proponuję polecieć na Cantarellę przed postojem na Denyi – poinformował panią kapitan, po czym wstał.
    Wiedział, że nikt go o to nie prosi, ale pozbierał porozrzucane przez asystentkę papiery, poukładał je i położył na biurku. Nie mógł się powstrzymać, nie lubił takiego czegoś.
-Swoją drogą, to nasz nowy inżynier zrobił okropny burdel w maszynowni – wyżalił się, nie mogąc dłużej tego trzymać w sobie. – Mam nadzieję, że jest jednym z niewielu ludzi, którzy po prostu trafili tu przypadkiem – wiedział, że był naiwny, ale co miał zrobić. Potrzebował innych, by Ci go naprawiali. Nie był samowystarczalny.  – Przy okazji, to radziłbym Ci w końcu się przenieść na elektroniczne nośniki, wtedy Gateway nie będzie musiała Ci niczego przynosić – dodał, spoglądając na papier. Nie miał pojęcia dlaczego Phoe tak lubiła papierowe materiały. Gabrielowi kojarzyły się z przesadnym przepychem, ale wychowując się na Ziemi mógł mieć na to nieco inne spojrzenie, niż Nix pochodząca z Wenus.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (01-12-2018 o 19h14)



https://66.media.tumblr.com/27cd89a995087fa0540b8be4105f8944/tumblr_pidu3eeo7J1t5j8ve_400.png

Offline

#132 02-12-2018 o 23h33

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 274

Nagłówek : D
         O tak, znałam już jego historię w domu Gateway i znałam tę przeklętą rodzinę z wiadomości. Jak mogłam być taka głupia.
  - Już cię nie skrzywdzi, Neil. Już nigdy n k o g o nie skrzywdzi. Osobiście o to zadbam. Nie mogę na nią nałożyć żadnych oficjalnych represji, bo w gruncie rzeczy tylko się broniła - Skrzywiłam się na dźwięk własnych słów. Potwory nie mają prawa do samoobrony.
- Mimo to przyrzekam wam obu, że nie ujdzie jej to płazem. I Neil, chce żebyś mi coś obiecał. Gdyby czegoś próbowała, w stosunku do ciebie albo kogoś innego, przyjdź do mnie. Nie próbuj sam wymierzać sprawiedliwości. Wierzę, że potrafisz trzeźwo ocenić sytuację. I rozumiem twój dzisiejszy wybuch. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam...
Czułam, że moje słowa nie mają znaczenia. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale moje usta były puste.
Pragnęłam go jakoś pocieszyć..
Lekko dotknęłam jego dłoni i wyplątałam je z jego włosów.
- Neil, ja wszystkim się zajmę.
Zrozumiałam, że nie ma czasu na przeżywanie przeszłości, bo teraźniejszość jest tutaj. I jest naprawdę paskudna. Nie pomagały słowa Gabriela.
- Tak, wspomniał... Ale żeby od razu dążyć do przejęcia władzy? - Zaśmiałam się z gorzkim niedowierzaniem. Rzecz jasna nie wymierzony w Gabriela. Śmiałam się z kiepskiej komedii, w jakiej przyszło mi grać.
           Hyperion był nowoczesnym statkiem, to prawda, ale nie był nawet flagowym okrętem Federacji. Najszybszy, ale dużo mniejszy od Gaji i skromniejszy od Kronosa, ani nie tak lubiany przez elity jak te małe stateczki wyścigowe.
W gruncie rzeczy nadal nie rozumiałam dlaczego zaczęto zwalniać moich ludzi. Wszyscy tutaj byliśmy lojalni Federacji...
Choć może nie aż tak lojalni jak nowe przybytki. To znaczy nowi członkowie załogi. Nie mogłam źle o nich myśleć nie znając całej prawdy. Możliwe, że większość z nich nie była nawet świadoma tego w co jest zamieszana.
- Jedyne co możemy zrobić, to zachować czujność. Oni mają żołnierzy. Jestem pewna, że gdyby nie to, że statek potrzebuje tak dużej i doświadczonej załogi, lecieliby z nami tylko ludzie wytypowani przez Radę. I nie sądzę, że są tu, żeby nas chronić. Sytuacja była napięta miesiącami i nic z tym nie robiono i nagle znajdujemy sie pod pieczą samego Prezydenta? Nie słyszałam o tym, żeby inne statki dostały taką obstawę. Poza tym, o ile zdążyłam się zorientować w całym tym bałaganie, sama obecność żołnierzy tutaj ma pozostać tajemnicą. Mimo wszystko nie możemy popadać w paranoję - powiedziałam i potrząsnęłam głową.
            Wtedy Gabriel wrócił do spraw przyziemnych i od razu poczułam się lepiej.
- Dziękuję, zapoznam się z trasą jak najszybciej.
Razem z Neilem w ciszy obserwowałam jak zbiera kartki papieru z podłogi. Ledwo było je widać, białe na białych płytkach. Chciałam mu pomóc, ale wiedziałam, że i tak odtrąciłby moje dłonie. Niewystarczająco precyzyjne, nawet do takiego prostego zadania.
Uśmiechnęłam się słabo, kiedy wspomniał o bałaganie, będącym dziełem nowego inżyniera.
- Porozmawiam z nim, jestem pewna, ze nie zrobił tego celowo.
Szczerze mówiąc niczego już nie byłam pewna, ale zostawianie za sobą nieporządku byłoby naprawdę dziwną formą bojkotu władzy.
Poczułam maleńkie ukłucie wstydu, kiedy Gabriel wspomniał o elektronicznych nośnikach i znacząco spojrzał na papier. W jego oczach z pewnością byłam staromodna i rozrzutna.
- Masz rację, Gabrielu to byłoby bardziej praktyczne. Pomyślę nad tym.
Mówiłam to nie pierwszy raz. Po prostu nie lubiłam patrzeć w ekrany dłużej niż to potrzebne. Można powiedzieć, że papier był moją ekscentryczną słabością. Jedną z niewielu. I moi przyjaciele już dawno nauczyli się ją akceptować, choć jej nie pochwalali. Zwłaszcza Gabriel.
- Dziękuję wam obu za rozmowę. Niestety Neil musi ponieść konsekwencje, ale postaram się, żeby nie były zbyt surowe.
Uśmiechnęłam się blado. Moje usta drżały, więc przygryzłam wargi. Zbyt wiele stresu jak na jeden dzień. Nie żeby miało mnie to powstrzymać. Skończyłam już użalanie się nad sobą. Pora na działanie.
- Zajmę się sprawą Gateway. Porozmawiam na jej temat z pierwszym oficerem i zrobię co w mojej mocy, żebyś nie musiał nawet na nią patrzeć. Statek jest duży - zapewniłam Neila.
             Wzięłam złożone dokumenty ze stołu. Moje upodobania były wręcz antyczne, już lepiej wyglądałyby płyty CD. Przycisnęłam dłoń do kartek, jakby w ochronnym geście przed oceniającym spojrzeniem Gabriela.
  - Zajmę się teraz dokumentami. Możecie wrócić do swoich kwater.
Odprawiłam ich, ale z delikatnością w głosie. To dziwne, ale dzięki temu, co właśnie się stało wreszcie wzięłam się w garść. Byłam wściekła na Gateway za to, co zrobiła Neilowi, a gniew, jak wiadomo, jest potężną siłą napędową.


Elegance is more important than s u f f e r i n g.

https://66.media.tumblr.com/7bb5a9536a89e68a84b4e30be7230626/tumblr_npwzm13fxr1t0jxago1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8613cebc6c48f4f349753c56f4fbd72b/tumblr_npwzm13fxr1t0jxago7_250.gif  https://66.media.tumblr.com/27981a538730cbfef7dd0f43b4580cd2/tumblr_npwzm13fxr1t0jxago3_250.gif

Offline

#133 03-12-2018 o 01h26

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Wolno zaczęła docierać do niego powaga sytuacji i problemów, które zafundował sobie i swoim bliskim. Skupiał się na słowach Gabriela i Phoenix, powtarzając je sobie nawet w głowie, gdyż w panice wydawało mu się, że słowa zaczynają mu się plątać i nic z nich nie rozumie. Miał wrażenie, że nie rozumieją go w pełni i nie miał im tego za złe. Po prostu chciał, aby w końcu pojęli, o co mu tak naprawdę chodziło.
     Będąc dzieckiem, który nie posiadał nawet dwucyfrowego wieku widział w Nes’mirze potwora. W jego oczach była niesamowicie straszna i silna. Nawet w momencie, w którym podsłuchał jedną z rozmów służby i dowiedział się, że młoda kobieta zmaga się ze stratą kogoś bliskiego, w obliczu tortur nie potrafił jej zrozumieć. Przecież sam zmagał się ze stratą lub z tym, że niemal od zawsze nie miał nikogo, kto mógłby się do niego uśmiechnąć lub zapewnić bezpieczeństwo, o którym wtedy marzył. A jednak nie chciał robić nikomu krzywdy. Nie miał takiej potrzeby. Chciał tylko spokoju. Snu, bez budzenia się, co chwilę ze względu na strach, że ktoś lub coś może go zaatakować. Teraz był już dorosły. Sam był silny, sam mógł być niebezpieczny, umiał bronić już nie tylko siebie, ale też innych. Miał wrażenie, że nie bał się samej Nes’miry, a świadomości tego, co miała w głowie. Przecież na Hyperionie nie było dzieci. On nie był już dzieckiem.
     -Słyszałem o tym… A więc ten jegomość ze skrzydłami to Paçmêlk III- wyksztusił, kiedy Gabriel powiedział o pierwotnym planie dotyczącym kapitaństwa na statku. Był temu jawnie przeciwny i nie bał się powtarzać innym, jak zły jest to pomysł.
     Charakterystyczna, nieludzka dłoń spoczęła na ramieniu Neila. Ten gest odebrał, jako okazanie mu wsparcia. Sprawił nawet, że nie miał już ochoty wbijać wzroku w podłogę. Żałował, kiedy Gabriel tak szybko ją zabrał.
     -Biorąc pod uwagę fakt, że właśnie zachowałem się jak dzikie zwierzę, nie jestem pewny jak zachowam się, kiedy zobaczę ją po raz kolejny- powiedział. Kiedy zorientował się, że brzmiało to bardzo pesymistycznie i nie było do niego podobnie, postanowił uzupełnić wypowiedź. –Ale jeśli ty prosisz o obietnicę, obiecuję. Obiecuję wam, że nie rzucę się na nią następnym razem.
     Świadomość tego, że im obiecał miała duże szanse na to, że pomyśli dwa razy, zanim zacznie działać. Był tego pewny. I miał nadzieję, że mu zaufają.
     Gabriel przynajmniej stawiał sprawę jasno. Wprost dawał znaki, że najgorsze może dopiero nadejść. Nie łudził się, jak Neil, że wszystko jeszcze mogło wrócić do normy, bo po prostu nie mogło.
     -Wiecie… Hor’raan jest „tam”, Hyperion jest „tu”- powiedział. –Na Hor’raanie niewolnictwo nie jest niczym złym. Za zabijanie i torturowanie też nikt nikogo nie karał. Kiedy ona robiła to wszystko, właśnie tam się znajdowaliśmy. Jeśli nikt nie ma dowodów na to, że Gateway robiła to też poza swoją planetą, w świetle prawa jestem osobą, która zaatakowała niewinną kobietę, a ona zaczęła się bronić.- W jego głosie nastąpiła zmiana. Ton stał się na powrót spokojny. Miał w sobie to, czego nauczył się mieszkając na Faexie. Nawet drżenie dłoni ustało. Mimo tego, że nie był w stanie znaleźć na nią niczego, co mogłoby sprawić, aby naprawdę odpowiedziała za swoje czyny sprzed lat. Mimo tego, że ta świadomość bolała.
     -Kiedyś… kiedyś chciałem próbować zwalczać to, że niewolnictwo w kosmosie po prostu, cholera, istnieje. Ale ktoś mądrzejszy powiedział mi, że nawet, jeśli dam radę, przyjdą następni.
     Nie miał siły bronić Maia.
     -Trzeba dać mu do zrozumienia, że nie powinien robić tego drugi raz- powiedział jedynie.
     Nie miał też siły, aby reagować emocjonalnie na to, że prawdopodobnie zmieniają kurs, mimo tego, że wystartowali zaledwie kilka godzin wcześniej. Nie wtrącał się zbędnie. Do póki on, Sirgurd, Larivia oraz centrala odpowiedzialna za autopilota nie dostaną oficjalnego powiadomienia, Hyperion miał lecieć tak, jak było ustalone wcześniej.
     -Kochana, nie przejmuj się tym, aby kara była inna niż powinna. Dopóki zachowuję stanowisko, nie mam zamiaru narzekać. Zrób tak, jak powinnaś. Żeby nikt nie zarzucił, że robisz źle. Nie dawaj im powodów do tego, aby kiedyś wytknęli ci tę sytuację.
     Pochylił się przed przyjaciółmi.
     -Jeszcze raz przepraszam, że sprawiłem problemy- przyznał z żalem, który próbował ukryć. –I dziękuję wam za okazane wsparcie.
     Dalej miał wyrzuty sumienia dotyczące tego, że zamiast ulżyć Phoenix, dołożył jej zmartwień. Wiedział, że dołożył. Znał ją bardzo dobrze.
     Kiedy, zawstydzony samym sobą mimowolnie odwrócił od nich wzrok, wolno się prostując i ściskając maskę w dłoni, coś mu się przypomniało.
     -Ten płyn, który wylała N… Gateway- zaczął. –Nie wygląda jak napój energetyczny ze stołówkowego automatu. W każdym razie… nie powinien znaleźć się poza laboratorium, prawda?
     Podejrzana zawartość stłuczonego naczynka dalej znajdowała się tuż za drzwiami gabinetu pani kapitan. Neil zaczynał zastanawiać się czy powinien dokładniej zbadać, co to takiego.

Ostatnio zmieniony przez Airi (03-12-2018 o 09h07)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#134 03-12-2018 o 19h56

Straż Obsydianu
Ermira
Straż na szkoleniu
Ermira
...
Wiadomości: 211

                                                                                                                                    I      C A N     S E E     U S     T H  E R E
                                                                                                                                    W  A  V  I  N  G         U  N  A  W  A  R  E

                                                                                                                                    d  o  r  o  t  h  y     d  e  a  m  o  n  n  e

          Uśmiecha się delikatnie do lwa, skupiając na nim swoje spojrzenie.Mimo swojej aparycji, niegdyś budzącej lęk i szacunek; to przecież władca sawanny, król, widzi go jako istotę nadzwyczaj uroczą i szczerą. W dodatku jego zachowanie jest niezmiernie delikatnie, bardziej pasujące do spłoszonej gazeli, aniżeli straszliwego predatora.
   – ZIGGY? – pyta – PASUJE CI – dodaje, szczerząc się głupio.
          Na jego następne słowa unosi delikatnie głowę. Zdaje się, że on również dzisiejszego dnia nie ma szczęścia. Dorothy, dotychczas myśląca, że świat kręci się wyłącznie wokół niej i tylko ona może mieć na tym statku problemy teraz zauważa swój błąd i egocentryzm myślenia. Trudno jest to zmienić. W końcu zawsze w pierwszej kolejności patrzymy na siebie i swoje potrzeby. Deamonne od zawsze taka jest; wszystko musi zrobić po swojemu, w dodatku kieruje się emocjami, a nie rozumem.
   – DOBRYMI CHĘCIAMI JEST PIEKŁO WYBRUKOWANE – mówi pod nosem nadal nie będąc zadowoloną z rozwiązania wcześniejszej sprawy – WYOBRAŻASZ SOBIE... – zdaje się nie zwracać uwagi na zgrabną próbę zmiany tematu – JUŻ W PIERWSZY DZIEŃ ZŁAPAŁAM KOGOŚ NA NAPARZANIU SIĘ, A MI OJCIEC NAWET NIE POZWOLIŁ WZIĄĆ ZE SOBĄ KOMIKSÓW I CZASOPISM, BO TO "NIEDOJRZAŁE" – żywo gestykuluje, cały czas zachowując poważny ton – TO PRZECIEŻ... NIEPRZYJEMNE – dodaje, nie przyjmując oferty na spoczynek. Ma na to zdecydowanie za dużo energii.
          U Dorothy niestety uświadomienie sobie błędów i korekcja ich nie idą ze sobą w parze, a często prędzej zapomina o sprawie, aniżeli zmienia na jej rzecz swoje postępowanie.
   – WOLAŁABYM, ŻEBYŚ MÓWIŁ DO MNIE DOROTHY ALBO DORI – narzuca, gdy z ust lwa znów wypływa słowo pani – NIE JESTEM PRZYZWYCZAJONA DO TAKIEJ SZTYWNOŚCI I OFICJALNOŚCI – dodaje, podczas gdy w głowie przewijają jej się obrazy bankietów, na które czasem zabiera ją biologiczny ojciec – OH, A MOJA ROLA... PANI PODOFICER, TA BARDZIEJ WYLUZOWANA, KTÓRA ODPUŚCI CI, JAK ZOBACZY, ŻE ROBISZ COŚ GŁUPIEGO – śmieje się z własnego żartu, zbliżając się nieco do Sigurda, ażeby przyjrzeć się jego mapom.
          Nie ma jednak zbyt dużo czasu, ażeby to zrobić, bo niedługo po tym dołącza do nich Kĥāngkhāw. Dori z trudem powstrzymuje uśmiech, który ciśnie jej się na twarz wraz z pojawieniem się mężczyzny.
   – OH NIE! PRZYŁAPANA NA GORĄCYM UCZYNKU! CO JA TERAZ POCZNĘ! – mówi dramatycznie, ażeby po chwili spoważnieć – OCZYWIŚCIE, PANIE OFICERZE, MAM NADZIEJĘ, ŻE PANA NIE ZAWIODĘ – dodaje, szykując w głowie raport.
          W tym towarzystwie nie jest jej nieprzyjemnie, nie czuje się również szczególnie spłoszona; zresztą, kto by to widział, żeby panna Dorothy Deamonne zachowywała się w towarzystwie innych osób niczym spłoszone zwierzątko! To zdecydowanie jest działka innych osób. Ona zawsze stara się być tą przebojową i otwartą, ściągającą cudzą uwagę przyjaznym nastawieniem.
   – TEN DZIEŃ STRASZNIE SIĘ DŁUUUŻY – niczym pięćdziesiąt stron po dwadzieścia pięć postów w jednym bardzo urokliwym opowiadaniu na słodkim flircie – W DODATKU STARA ZAŁOGA ZDAJE SIĘ BYĆ ZUPEŁNIE NIEPRZYCHYLNIE NASTAWIONA DO ZMIAN I NOWOŚCI – zerka na oficera, a później Sigurda – ALE TO DOPIERO PIERWSZY DZIEŃ, WSZYSTKO JESZCZE MOŻE SIĘ ZMIENIĆ! – znów nabiera optymizmu, jakby w ułamek sekundy zupełnie zapomniała o zdarzeniu, które dotychczas tak ją irytowało.
Prawdopodobnie w istocie tak jest. Uczucie to przypomina odrobinę wejście do pokoju z telefonem w ręce i nagłe uświadomienie sobie, że nie masz pojęcia, gdzie to urządzenie może się znajdować, mimo, że cały czas je trzymasz.
   – OH – przypomina sobie o mapach – TE.. TE MAPY WYDAJĄ SIĘ BYĆ DOKŁADNIE WYKONANE – mówi – NIGDY NIE BYŁAM ZBYT DOBRA W POSŁUGIWANIU SIĘ NIMI, WŁAŚNIE Z TEGO ZAWSZE DOSTAWAŁAM ZŁE OCENY NA EGZAMINACH – przypomina sobie urokliwą uczelnię, na której poznała Erin – PAMIĘTAM JAK KIEDYŚ RODZIMĄ PLANETĘ POMYLIŁAM Z URANEM – dodaje, krzywiąc się delikatnie – WYKŁADOWCA DO KOŃCA ROKU NIE DAŁ MI PO TYM SPOKOJU – śmieje się, uznając to wspomnienie za całkiem zabawne, mimo, że wtedy czuła ogromny wstyd i zdenerwowanie – I PRZEPRASZAM, CZASEM ROZGADUJE SIĘ NA BEZSENSOWNE, NIEINTERESUJĄCE TEMATY – wzdycha – CO PRAWDA KTOŚ JUŻ MI POWIEDZIAŁ, ŻE MU TO NIE PRZESZKADZA, ALE MYŚLĘ, ŻE STARAŁ SIĘ BYĆ PO PROSTU GRZECZNY – ukazuje rząd białych zębów.
Znowu czuje ten nieprzyjemny ścisk.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (03-12-2018 o 22h52)


nie interesuje mnie dzielenie się swoim życiem prywantnym,pozdrawiam i życzę miłego dnia ;3;https://cdn.discordapp.com/attachments/484002951350845455/506098905843499028/SYGNATURKA.png


Link do zewnętrznego obrazka
https://67.media.tumblr.com/cade7b6d23daa64f47d22f672a41a0f5/tumblr_o4tv6hSCxs1v3oh55o3_1280.png
Link do zewnętrznego obrazka Link do zewnętrznego obrazka Link do zewnętrznego obrazka
W   E      T   A   K   E      S   T   R   A   N   G   E      T   H   I   N   G   S      T   O      F   E   E   L      N   O   R   M   A   L

Offline

#135 03-12-2018 o 20h08

Straż Absyntu
Ilian
Porucznik Straży
Ilian
...
Wiadomości: 9 978

________________________________Gabriel Campbell

    Kiedy usłyszał, że Neil chciał być łowcą niewolników delikatnie się uśmiechnął. Gabriel chciał czyścić kosmos. Marzenia tak odległe i nierealne, że nawet gdyby je spełnili – nigdy by się nie spotkali.
-Nie przepraszaj, poradzimy sobie – starał się go pocieszyć, chociaż gdy wypowiedział te słowa, zdawał sobie sprawę, że wyszło mu to dość marnie.
    Stojąc przy biurku, uśmiechnął się, gdy Nix twierdziła, że to rozważy. Gdyby to było coś poważnego jak burdel, z pewnością namiętnie by się kłócili, ale to był tylko papier. Czasami, gdy Gabriel był bardzo zdenerwowany był na tym punkcie nieco bardziej wrażliwy – ludzie przez tyle lat walczyli, by przestać marnować papier i przenieść się na czytniki elektroniczne.  Uśmiechnął się delikatnie, kiedy Nix niemal przytuliła do siebie pliki dokumentów.
-Udostępnię Ci oba pliki i już wychodzę – odpowiedział jej sięgając po swój pad. Szybko wysłał listę nazwisk i podanie ze wszelkimi potrzebnymi informacjami. – Jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania odnośnie zmiany kursu, to nie wahaj się wezwać mnie czy Sigruda – dodał, zbierając się do wyjścia.
    Kiedy wychodzili Neil zdziwił się, że robot sprzątający nadal nie zebrał rozbitego słoiczka Nes’miry. Gabriel przybierając na twarz swoją spokojną maskę powiódł za nim wzrokiem.
-Neil, jesteś pewien, że chcesz tego dotknąć? – spytał. Cyborg się nie bał, w swoim pokoju miał jeszcze kilka protez do wymiany, a pilotowi ręka chyba nie odrośnie. Wiedział, że nie jest do końca człowiekiem, ale w żadnym stopniu nie przypomniał żadnej rasy, której mogłyby odrastać kończyny. Nim brunet zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Gabriel wezwał przez pada robota sprzątającego, a sam po chwili się schylił i chwycił jeden z odłamków na którym była substancja. Nic mu się nie stało i prawdopodobnie nie stanie, a odłamek schował w jednej z kieszeni. – Przekażę to oficerom naukowym. Do zobaczenia później Neil – pożegnał się z pilotem, po czym udał się w stronę laboratorium.
    Szedł dobrze znaną sobie drogą, gdy nagle jego uwagę przykuło małe zgromadzenie, które ze sobą rozmawiało przy męskiej toalecie. Z daleka dostrzegł nowego inżyniera, zgadywał, że długie czarne włosy są Eais, ale z daleka nie kojarzył twarzy blondynki. Za to doskonale widział jej mundur. Pierwsza pilot. Zaniepokoił go ten widok. To powinien być Neil – przeszło mu przez myśl, jednak swoją uwagę bardziej poświęcił inżynierowi.
-Maighstir-sgoile Sikashukela – podniósł głos, kierując się w stronę kosmity. Wyglądał na tak spokojnego jak zawsze, dla osób trzecich nic nie wskazywało na to, co za chwilę miało się dziać.
    -Dzisiaj tuż po starcie Hyperionu, naprawiałeś moje ramię w maszynowni – zaczął spokojnie, przywołując do inżyniera tamto wydarzenie. – Nim tam przyszedłeś, pomieszczenie było w  i d e a l n y m porządku, jednakże proszę spojrzeć na nie teraz – Gabriel wyciągnął swojego pada. Wyszukał w galerii zrzutu z kamery i odtworzył ją w małym projektorze.  Trójwymiarowy widok burdelu jaki był w maszynowni był odrażający. –Przepraszam, za kolokwializm, ale to jest burdel – jeśli Gabriel zaczynał tak mówić mając spokojną maskę, zwykle to znaczyło, że długo nie wytrzymają ze sobą razem w jednym pomieszczeniu, a na razie na to się zapowiadało.  – Hyperion jest jednym ze statków Federacji, jest jej wizytówką, ma być czysty i poukładany. To jest niedopuszczalne, aby na statku takiej rangi, panował taki b a ł a g a n. To nie jest twój dom, byś mógł sobie pozwalać na taką samowolkę, nie będzie to akceptowane w żadnym wypadku.  Utrzymanie czystości i porządku to jeden z podstawowych obowiązków stacjonowania na statku Federacji i mam nadzieję, że już nigdy o tym nie zapomnisz, w przeciwnym razie dopilnuję, by spotkały Cię konsekwencje.
    Gabrielowi opadł kamień z serca, gdy wypowiedział te słowa. Wiedział, że to były nadzieje głupca, ale gdyby Mai potrafił utrzymać porządek chociaż w połowie tak dobrze jak Favian, byłby całkiem zadowolony. Teraz przyszedł czas na przeproszenie pierwszej pilot. Nim jednak miał to zrobić, musiał zwrócić uwagę na pewien szczegół, który mu nie umknął.
-Mam nadzieję, że nie wychodzi pani właśnie z męskiej toalety, takie zachowanie są nieakceptowalne na Hyperionie – zwrócił się do niej, ale odnotował w pamięci, by sprawdzić to jeszcze na monitoringu. Na wszelki wypadek. – Gabriel Campbell, drugi oficer – wyciągnął w jej stronę dłoń, by się przedstawić. – Chciałem przeprosić za moje zachowanie podczas startu, było ono nieprofesjonalne.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (03-12-2018 o 20h12)



https://66.media.tumblr.com/27cd89a995087fa0540b8be4105f8944/tumblr_pidu3eeo7J1t5j8ve_400.png

Offline

#136 06-12-2018 o 01h04

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 055

__________________https://i.imgur.com/xjThAGL.png
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem najpierw na Larivię, a potem na znajdujący się na drzwiach od toalety dość duży znak, a potem znowu powróciłem wzrokiem do blondynki. Mogła mówić sobie co chce, ja tam swoje wiedziałem i naprawdę musiałaby się bardziej postarać, żebym jej uwierzył w tą ściemę. Postanowiłem jednak zachować to dla siebie. Prawdopodobnie miała dobry powód do tego, żeby nam nie zwierzać się ze swoich spraw miłosnych, prawdopodobnie chodziło o to, że nie znamy się nawet pełnego dnia, a ludzie rzadko kiedy są aż tak otwarci, żeby zwierzać się komuś po kilkugodzinnej wiadomości.
    Z zaciekawieniem przyglądałem się Eais szepczącej coś na Rivii na ucho. Niestety nie mogłem usłyszeć o czym rozmawiały, nie to, żebym sprawdzał. A nawet jeśli to po prostu byłem ciekawy i zamierzałem to i tak zachować tylko dla siebie.
    - Jeżeli będziesz miała jakikolwiek problem z panelami zawsze możesz przyjść do mnie, a ja wspomogę cię moją magią inżyniera. - Puściłem jej oczko. - Z informacji na padzie wynika, że jesteśmy sąsiadami,więc nie będziesz miała daleko jakby co.
    Miałem dodać coś jeszcze, ale przerwał mi wcześniej poznany pierwszy oficer. Wzdrygnąłem się słysząc moje pełne imię i nazwisko, ten ton głosu i sytuacja w jakiej właśnie się znajdowałem przywoływały przykre wspomnienia z przeszłości o których wolałbym raczej zapomnieć. Przynajmniej korona króla kłopotów ponownie wróciła na swoje prawowite miejsce i jedyne na jakim powinna się znajdować, czyli moja głowa. Aż mi ulżyło, że nie będę musiał jej oddawać Rivii i jej miłości w postaci nietoperza na sterydach.
    W ciszy wysłuchałem kazania od Gabriela, osobiście uważałem, że nieco przesadzał i bałagan w maszynowni był o wiele mniejszy niż ten sądził, ale wolałem nie pogarszać swojej sytuacji. W końcu to był dopiero mój pierwszy dzień i nie należało przesadzać.
    - Taka sytuacja już się nie powtórzy. - Osobiście nawet sam w to nie wierzyłem, ale najwyraźniej nie miałem innego wyjścia jak zaciśnięcie zębów i po prostu sprzątanie. Mam nadzieję, że przynajmniej nie będzie sprawdzał porządku w kwaterach, bo wtedy mogę już zacząć kopać sobie grób. Właściwie, to czy ja tak naprawdę musiałem się wysilać i sprzątać? Może po prostu wystarczy użyć nieco magii inżyniera i wymyślić coś lepszego.
    Gdy wspomniał o Rivii i toaletach uśmiechnąłem się nieznacznie i spojrzałem znacząco na dziewczynę.
    - Pójdę wyłączyć ten komunikat o awarii zanim ktoś jeszcze się na to złapie. - Odchrząknąłem i poszedłem się tym zająć.

Ostatnio zmieniony przez Raspberry (06-12-2018 o 01h05)


Airi bullying Pani (2018r. zdjęcie koloryzowane, zrobione przez Deny)
https://i.imgur.com/wFV8Zly.png?1

Offline

#137 06-12-2018 o 23h55

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Próbowałam robić dobrą minę do złej gry, bo w zasadzie nic innego mi nie pozostało. Nadal zbierał we mnie strach na wspomnienie rozmowy z pierwszym oficerem, ale teraz nie mogłam tego po sobie dać poznać. Dlatego stałam nadal prosto, kiedy Eais się przybliżyła, chociaż przyznaję, czułam, że to co mi powie, nie będzie należało do wesołych wiadomości i nie myliłam się.
       Kiedy jej dźwięczny głos dotarł do moich uszu, poczułam jak pewnego rodzaju gula rośnie w moim gardle i byłam już pewna, że tej nie przełknę zbyt łatwo. No, a przecież nie mogłam teraz się poddać, złamać. Co by się nie działo, przedstawienie trwało nadal, bo jeśli już teraz pozwolę sobie na słabość, to potem wcale nie będzie lepiej. Zacznie się od tej chwili słabości i nim się zorientuję, wygadam się ze swoim pochodzeniem. To natomiast by mnie zgubiło i wówczas mogłabym mieć pretensje tylko do siebie.
       Przyznaję, że słowa kobiety mnie zaskoczyły, w szczególności te ostatnie, a głównie to jedno słowo. Piękno, wypowiadane w jakikolwiek sposób, w jakimkolwiek kontekście po prostu nie mogło mnie dotyczyć, skąd więc u niej taka pomyłka? Odsunęła się, a ja patrzyłam na nią nadal, z szybko bijącym sercem. Piękno... czy ktoś już kiedyś mnie tak określił? Może to nie czas i miejsce na takie rozważania, ale w tej chwili nie mogłam przestać, tak poruszona niespodziewanym komplementem. Ten w rezultacie był gorzki w smaku, bo nagle poczułam wstręt do siebie samej za to, że musiałam okłamać czarnowłosą, z resztą nie tylko ją.
       - Tak jest, pierwszy oficerze - odpowiedziałam automatycznie na słowa mężczyzny, ale dopiero pod ich koniec oderwałam spojrzenie z Eais i te przeniosłam już na plecy nietoperzo-podobnej istoty. Kiedy zniknął z mojego pola widzenia, ewidentnie mi ulżyło i dopiero teraz mogłam się rozluźnić. Głos Mai'a w zasadzie mi w tym pomógł, a on raz jeszcze w moim odczuciu wydał się bardzo miłą osobą.
       - Dziękuję, to raczej jednorazowa sytuacja - uśmiechnęłam się do niego, chociaż moje słowa były mocno naciągane. Nie mniej jednak nie zamierzałam się teraz pokazywać ze strony pierdoły, która nie potrafi czegoś obsługiwać. Po prostu wolałam unikać tematu tabletów i innych takich, najlepiej uciec stąd jak najszybciej, bo ewidentnie moje wystąpienie tutaj nie było dobrym rozpoczęciem służby na Hyperionie.
       Zastanawiałam się właśnie, jak się urwać, kiedy zjawiła się przed nami kolejna postać, a ja bezbłędnie w wspomnieniach odnalazłam scenę, w której temu samemu mężczyźnie odpadła ręka przy starcie. Jakże mi ulżyło, gdy zauważyłam, że kończyna wróciła na swoje miejsce. On jednak nie do mnie miał sprawę, a do niebiesko-włosego, który stał obok. Uniosłam wysoko brwi, a słysząc o cóż się rozchodzi na moment zapomniałam o scenie z łazienki. No proszę, czyli jednak nie tylko ja robiłam zamieszanie? Księżyc też... się dobraliśmy i jeszcze mieliśmy mieszkać obok siebie. Cóż, będzie ciekawie, widzę.
       Słuchałam wywodu Cyborga, zaskoczona jego umiejętnościom opieprzania drugiej osoby. Niby to mnie nie dotyczyło, a sama czułam pewnego rodzaju respekt do tego człowieka i nie wiem, w której chwili dokładnie stanęłam na baczność, jakbym co najmniej razem z Mai'em rozrzucała w maszynowni brudną bieliznę. Pewnie dlatego w chwili, w której Gabriel zwrócił się do mnie byłam taka skołowana.
       - Hmmm? - uniosłam nieco ręce, wyraźnie zdziwiona, po czym jedną z nich wskazałam kilka razy to na siebie, to na drzwi łazienki. - Jak to się nie robi? - otworzyłam szerzej oczy przygryzając lekko dolną wargę ust. - Czyli, że co? Mam tam wejść z powrotem? - wypaliłam bezsensownie, zerkając na czarnowłosą kobietę, jakby ta miała mi pomóc. No i musiała minąć chwila, abym zrozumiała, że raczej wielce nieprawdopodobne jest, aby o to chodziło drugiemu oficerowi, gdy mówił o "wychodzeniu" z męskiej toalety. Miałam ochotę puknąć się w głowę, ale bezpieczniej było szybko coś dodać i nie kontynuować już tego tematu. Na całe szczęście on sam poddał kolejny.
       - Larivia Surival, ale pewnie pan już wie - wyszeptałam, dziwnie się czując z tym, że mnie przeprosił, ale jednocześnie, o ile wcześniej nieco mnie przerażał, o tyle teraz poczułam dziwne ciepło i mimo jego surowej miny, mimo całej tej sytuacji, nie powstrzymałam szerokiego uśmiechu, jaki wykwitł na mojej twarz, takiego na którego wcale nie pozwalałam sobie często. - Proszę mnie nie przepraszać - przechyliłam lekko głowę na bok. - W zasadzie to ja powinnam przeprosić, przeze mnie znalazł się pan w niekomfortowej sytuacji, mam więc nadzieję, że przynajmniej teraz jest już z panem wszystko dobrze - dodałam i chociaż zwrócono mi na to uwagę, skłoniłam się lekko, ale nie do końca. Zamarłam w połowie tego ruchu i niepewnie się wyprostowałam.
       Zwilżyłam delikatnie wargi. No dobra. Trzy osoby, a ja czuję się, jak na świeczniku.
       - Proszę mi wybaczyć, ale udam się już na spoczynek. To był bardzo emocjonujący dzień - powiedziałam swobodnie i po skinięciu głową wykonałam dwa kroki, ale po nich odwróciłam się jeszcze do Eais.
       - Dziękuję ci bardzo za to co powiedziałaś, Eais. Mam nadzieję, że mimo mojej wpadki nadal będziemy mogły toczyć między sobą dyskusje, zależy mi na nich - powiedziałam spokojnie, a potem powiodłam spojrzeniem po całej trójce. - Życzę dobrej nocy - i tym razem odeszłam już na dobre, aż do drzwi, które miały prowadzić do wspólnego holu, który jak zdradził mi Mai, dzieliłam właśnie z nim. Mój pokój był na lewo. Zatrzymałam się przed tym cholernym panelem. Wyciągnęłam z kieszeni karteczkę. Mój poprzednik używał kodu do drzwi, ale powiedziano mi, że mogę go zmienić, albo w ogóle spersonalizować sobie ustawienia. Skrzywiłam się i spróbowała... naprawdę nawet chciałam się za to zabrać, ale tu kazali coś wklepać, tu dotknąć, tu przeklikać. Zmęczyłam się po chwili, by ostatecznie przeczytać z karteczki stary numer mojego poprzednika - 2317 i otworzyć przejście. Proste... 4 liczby, zapamiętam. Mam nadzieję, że zapamiętam. Obawiałam się, że szybko nie zapamiętam. Mogłabym w sumie poprosić Mai'a o pomoc, ale duma za bardzo by na tym ucierpiała. Nikt nie musi wiedzieć, że nie zmieniłam kodu.
       Dziwnie było mi dzielić z kimś łazienkę, dlatego umyłam się bardzo szybko, przemykając do swojej kwatery niepostrzeżenie. Była duża i bardziej luksusowa, niż mogłam przypuszczać. Celą świątynną nie była na pewno. Czułam jak serce mi wali od emocji. Przysiadłam na dużym łóżku, nadal nie wierząc, że mam tutaj zamieszkać, że naprawdę jestem pierwszym pilotem Hyperiona. Tylko, że ten dzień nie wiązał się z samymi miłymi niespodziankami.
       Próbowałam nie myśleć o tym, co działo się w łazience, bo to tylko by mnie zdołowało. Sięgnęłam po poduszkę i zrzuciłam ją na ziemię, następnie rozpuściłam włosy. Jeszcze kołdra i mogłam ułożyć się do spania. Łóżko wyglądało na takie miękkie, przyjemne, luksusowe... ale nie mogłam się przemóc, aby spróbować się na nim położyć. Dziwna bariera, tak głęboko zakorzeniono we mnie myśl, że nie mam prawa do takich przyjemności, nawet najprostszych, że mimo przebywania poza Denyą, nadal sypiałam na ziemi. Tak, jak i teraz.
       Ułożyłam się wygodnie, gotowa zamknąć oczy od razu, kiedy coś przykuło moją uwagę. Sięgnęłam pod łóżko, nie podnosząc się przy tym, a kiedy spojrzałam na maleńką opaskę w którą wsunęłam dwa palce, aby ją nieco rozciągnąć, uniosłam brwi ze zdziwienia.
       - Neil - przeczytałam na głos imię, chociaż obok był jeszcze napis "Antigone 02". Uniosłam ją ponad głowę, kładąc się na plecy. To było zastanawiające, dlaczego jest ona tutaj. Odpowiedź na to pytanie nasuwała się sama, ale potem przyszły kolejne kwestie, które zaprzątały moją głowę. Jak to, że nadal nie rozumiem, czemu był dla mnie taki miły, albo nawet to, że być może miałam teraz w rękach coś bardzo istotnego, a on o tym nie wiedział. Nie wiedzieć kiedy, nagle ten mały przedmiot był dla mnie bardziej istotny, niż powinien. Zajął moje myśli, które dryfowały swobodnie, a ja... jeszcze długo nie mogłam zasnąć.


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#138 07-12-2018 o 01h55

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 120

__________https://fontmeme.com/permalink/181006/1dd55b0b903ed5a4560feb19e9f5bd93.png


          Sellil Lertih Nelmoc byliby całkowicie zadowoleni, nie musząc w ogóle opuszczać laboratorium, a jednak ich ciało ani trochę nie współpracowało. Potrzebowało w końcu pożywienia i snu, a spanie i jedzenie w laboratorium nie było najmądrzejszym pomysłem. I qlulle bardzo pilnowały, aby tak samo myślał każdy członek zespołu naukowego na Hyperionie. Przynajmniej drugi oficer nie mógł się przyczepiać do walających się okruszków. Więc przyczepiał się do dosłownie wszystkiego innego, ku wielkiej irytacji oficerów naukowych. Chociaż gdyby kończyło się na samym czepianiu się, dałoby się przeżyć, ale nieee. Gabriel Campbell się pchał nieproszony do laboratorium i powodował chaos organizacyjny swoim maniakalnym "porządkowaniem". Za. Każdym. Jednym. Cholernym. Razem. A tylko raz wyciekło im pod drzwiami laboratorium coś potencjalnie niebezpiecznego!
          Dlatego też gdy wracając z przerwy na sen i posiłek do ukochanego laboratorium, Sellil Lertih Nelmoc usłyszeli podniesiony głos drugiego oficera na korytarzu, bardzo dojrzale schowali się na swoją podoficer, bulgocząc bezradnie i mamrocząc coś o niszczycielu nieporządku. Pagminum-minom Noasikhav jedynie przewróciła oczami, zbyt przyzwyczajona do zachowań przełożonych. Bardziej zainteresowały ją słowa Gabriela. W szczególności nazwisko, którego użył, bo bez problemu rozpoznała, że nawet wypowiedziane z tak dziwnym akcentem pochodziło z Altzairu. Tylko zupełnie go nie znała – nawet biorąc pod uwagę nietypową wymowę – a to już było niepokojące. Z dumą mogła bez problemu wymienić większość nazwisk ze swojej jabetzy. Zaniepokoiła się jeszcze bardziej, gdy (kiedy w końcu zmusiła qlulle, by ruszyły się w stronę drugiego oficera, nadal za nią, ale to już coś) zobaczyła Altzairianina w mundurze inżyniera. Jak mogła nawet nie kojarzyć takiego nazwiska?
          Nie zdążyła dobrze zobaczyć jego znamion, bo wszedł do łazienki. Także zagwozdka chwilowo musiała pozostać bez rozwiązania, jako że Pagminum-minom nie miała najmniejszej ochoty pozostawać o okolicach męskiej toalety do czasu wyjścia inżyniera, żeby czasem nie dowiedzieć się od Gabriela, że takie zachowanie również nie było akceptowalne na Hyperionie. Chyba niechęć qlulli do drugiego oficera przenosiła się wśród załogi naukowej drogą kropelkową czy coś.
          Korzystając z tego, że towarzystwo powoli zaczęło się rozchodzić, Sellil Lertih Nelmoc i Pagminum-minom Noasikhav wrócili do laboratorium. Tak prawdę powiedziawszy, nie było tam za wiele do roboty, ponieważ Hyperion dopiero wystartował. Kilka osób ze starej załogi jeszcze zajmowało się częścią bardziej entuzjastycznych nowych nabytków zespołu – odpowiadali na pytania, prezentowali działanie konkretnych urządzeń czy powtarzali kolejny raz system katalogowania i organizacji. Poza tym jeżeli akurat nikt z nowej załogi nie zgodził się na badania, jedynym w miarę sensownym zajęciem na dyżurze wydawało się sprawdzanie federalnej bazy danych w nadziei na pojawienie się jakichś interesujących nowości, które można by przeczytać. Mimo to qlulle zauważyły, że coś rozpraszało ich podoficer.
          – Pagminum-minom Noasikhav, jeżeli nie potraficie zachować pełnej koncentracji, nie powinnyście były wracać na stanowisko.
          Kobieta milczała przez chwilę.
          – Maighstir-sgoile Sikashukela... znacie go?
          – Nowi główni inżynierowie? – Przytaknęła. – Nie. Mamy nadzieję, że nie na widok innych osobników z waszej rasy nie pojawiają się u was żadne rozpraszające popędy.
          – Absolutnie nie. Ale niepokoi mnie jego obecność tutaj i podejrzewam...
          Qlulle machnęły ręką, żeby jej przerwać.
          – Macie pozwolenie na zgłębienie tematu, jeżeli przywróci wam to wkrótce pełną sprawność na stanowisku. Gdybyście znalazły coś wymagającego powiadomienia albo reakcji, zgłoście się do pierwszych oficerów.
          Pagminum-minom Noasikhav nawet nie kwestionowała tego polecenia.


https://66.media.tumblr.com/4909e9c544e3b95db98a7635a266c86a/tumblr_pigqqyzADj1wzymnpo3_r1_540.gif

Offline

#139 08-12-2018 o 00h50

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Patrzył w zamyśleniu, jak Gabriel się oddala. Nie drgnął, nim oficer nie zniknął za rogiem korytarza statku. Ostatni raz spojrzał na plamę tajemniczej substancji na podłodze. Cyborg zebrał już próbkę, ale mimo to, Neil skorzystał z tego, że nikt go nie widział i przykucnął przy rozbitej fiolce. Poderwał się nagle, kiedy usłyszał, jak ktoś idzie w jego stronę, ale szybko okazało się, że nie idzie, a raczej jedzie. Był to robot sprzątający.
     Mężczyzna westchnął i wzdychając, założył maskę, robiąc przy tym robotowi miejsce. Odwrócił się na pięcie. Rzuciwszy ostatnie spojrzenie drzwiom do gabinetu pani kapitan, skierował się w stronę kwater, drogą na około, aby ominąć możliwe jak najwięcej członków załogi, czy to starych, czy nowych. Na początku miał ochotę iść na mostek, usiąść na swoim miejscu pilota i wbić wzrok w widoki za szybą, ale zrezygnował z tego pomysłu. Nie wiedział, kogo tam zastanie. Nie chciał z nikim rozmawiać.
     Nie chciał rozmawiać nawet z nawigatorem, którego ze względu na profesję, tak bardzo chciał poznać. Z tego, co pamiętał, dzielili pokój, a przed pójściem tam nie mógł uciekać, więc po prostu do niego poszedł.
     Nim jednak dotarł, zamyślił się znowu, przez co minął swoją nową kwaterę, automatycznie kierując się do tej, w której mieszkał przez cztery lata. Nie silił się z tym, aby nie okazywać tego, że się martwi. Oczy miał przygaszone, usta blade, a głowę spuszczoną. Gdyby nowa lokatorka zmieniła kod do drzwi, zapewne zorientowałby się w porę, aby tam nie wchodzić. Nie zmieniając go, umożliwiała dostęp do swojej kwatery nie tylko jemu.
     Wpisując ostatnią cyfrę kodu, zdążył już poluzować kołnierzyk. Pchnął drzwi, zamknął je i zaświecił światło.
     W jednym momencie zdał sobie sprawę z tego, jak się zapomniał, równocześnie zadając sobie pytania, dlaczego w ogóle zdołał otworzyć te drzwi i dlaczego jego kod nie został zmieniony. Jego rzeczy nie było w pomieszczeniu, mało tego, kiedy zobaczył leżącą na ziemi pierwszą pilotkę, przeraził się, że coś jej się stało.
     -Na silnik Hyperiona!- wypalił, podchodząc szybko do kobiety. –Larivio, co ci się stało, dlaczego leżysz na ziemi, czy mam wezwać pomoc?! 
     Momentalnie uderzył kolanami o podłogę, ręką sięgając do jej czoła, aby sprawdzić, czy nie ma temperatury. To była naturalna reakcja wobec osoby, którą polubił.
     W pierwszych chwilach nie zwrócił uwagi na to, że pilotka nie leżała na ziemi tak, jakby zemdlała. Miała na sobie krótką koszulę nocną, na ziemi leżała kołdra i poduszka. Patrząc w jej twarz zrozumiał, że popełnił błąd. Poderwał się z ziemi, odszedł kilka kroków w kierunku drzwi i odwrócił się do niej tyłem. Larivia nie musiała długo czekać na nieprzemyślaną wypowiedź, którą powiedział ledwo na jednym oddechu.
     -Przepraszam, nie chciałem, naprawdę! Gdybym się nie zamyślił, nie zrobiłbym w ogóle czegoś takiego, myślisz pewnie teraz, że jestem jakiś nienormalny, albo, że zrobiłem to specjalnie? Jeśli tak, to nie prawda, nie zrozum mnie źle, ja po prostu mieszkałem tutaj bardzo długo, wszedłem tutaj z przyzwyczajenia, i ach, zrobiłem dzisiaj coś tak bardzo nieprzemyślanego, mogą mnie wyrzucić, a teraz jeszcze to.
     I wtedy znowu przeszła mu przez myśl obawa i zdanie zaczynające się od „w świetle prawa”. Przecież to wyglądało, jakby jednego dnia zrobił krzywdę niewinnej sekretarce, a następnie napadł na pilotkę w jej własnej kwaterze. Jeśli Larivia będzie chciała to zgłosić, mógł mieć pewność, że go zawieszą, a na jego miejsce przyjdzie kolejna, ładna blondynka, której nie będzie dane mu poznać.
     Czuł, jak nogi same rwały mu się do wyjścia, do ucieczki od swojego absurdalnego zachowania, ale zamiast się ruszyć, stał jak ten kołek i czekał na jakąkolwiek odpowiedź ze strony kobiety.
     -Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam.
     Co pomyślałby Gabriel? Co pomyślałaby Phoenix? Zamknął oczy na myśl o rozmowie z nimi, która zakończyła się zaledwie kilkanaście minut wcześniej. Był zawiedziony samym sobą i tym, co się z nim działo.
     W dodatku, plotki na temat uderzenia sekretarki nie mogły potrzebować dużo czasu, aby roznieść się po wiedzy wszystkich na statku, jak jakaś choroba. Neil dobrze wiedział, jak to funkcjonuje. Był pewny, że ktoś ich widział i choć nie dał o sobie znać, dał znać o nich komuś innemu.
     Musiał poczekać dwa dni, dzień, lub jeszcze mniej, a będą patrzeć na niego inaczej, niż zwykle. Dla dużej ilości tak negatywna informacja będzie pierwszą, jaką o nim usłyszał. Nie potrafił się tym nie przejmować. Wcześniej miał z innymi dobre kontakty, załoga lubiła reagować uśmiechem na jego błysk w oczach i przyjazne słowa. Przez zareagowanie przemocą w stosunku do Gateway, zaprzepaścił tak wiele rzeczy.


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#140 08-12-2018 o 01h32

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Ten dzień był bardzo długi, wydarzyło się tak wiele, a mimo to nie mogłam zasnąć, w głowie rodząc coraz to nowsze pytania. Jak to teraz będzie? Czy sobie poradzę? Co planuje pierwszy oficer i jakich czynów będzie ode mnie oczekiwał? Przede wszystkim martwiłam się o załogę, o osoby, które dopiero co poznałam, ale wydawały się być takie miłe, jak i na przykład o Ziggy'ego, który był moim najdroższym przyjacielem, jedynym, jakiego tak naprawdę posiadałam, a jakiemu nie powiedziałam nic o szantażu. Nie chciałam go martwić niepotrzebnie, a przy tym wierzyłam też, że w taki sposób zapewnię mu więcej bezpieczeństwa.
       Opuściłam powoli opaskę, którą cały ten czas trzymałam w powietrzu. Może powinnam zwrócić ją właścicielowi jak najszybciej? Z drugiej strony nie wiem dlaczego, ale coś mi mówiło, że to może poczekać. Sama nie wiem, co mną kierowało, kiedy uniosłam się na łokciach i sięgnęłam dłonią do szafki tylko po to, aby schować w niej nieswoją własność. Mimo, że przedmiot zniknął z moich oczu, zdawało mi się, że nadal go widzę. Pomyśleć, że ja najchętniej zapomniałabym o tym, skąd się wzięłam we wszechświecie, podczas gdy dla drugiego pilota ta pamiątka może mieć duże znaczenie. Może byłam zazdrosna? Trochę to śmieszne, a jeszcze bardziej nieodpowiednie. Ułożyłam się wygodniej na poduszce, włosy układając tak, żeby nie łaskotały mnie w plecy i zamknęłam oczy.
       Wydawało mi się, że teraz jakoś już zasnę, przecież wyciszyłam się, uspokoiłam, nic nie stało na przeszkodzie, ale najwyraźniej mało jeszcze wiedziałam o tym statku. Przeświadczona tym, że nic mi tu nie grozi, chyba nawet nie skojarzyłam, że ten odgłos, jaki doszedł do moich uszu, sugeruje o otwieraniu drzwi. Tłumaczyłam to sobie tym, że byłam zmęczona, ale jak tylko dźwięk się powtórzył, a ja nie miałam wątpliwości, że ktoś tutaj wszedł, natychmiast otworzyłam oczy. To były sekundy w trakcie których serce zdążyło mi przyspieszyć o kilka razy, a ja z przerażeniem czekałam, aż nadejdzie jakiś cios. Skad mogłam wiedzieć, że osoba, która tu wtargnęła nie miała na celu mnie skrzywdzić? Po rozmowie z pierwszym oficerem nie zdziwiłabym się, gdyby ten zdecydował się jednak mnie pozbyć. Dlatego stres zadziałał paraliżująco, w dodatku światło zapalone po długiej ciemności oślepiło mnie nieprzyjemnie i dopiero, gdy usłyszałam znajomy głos, nadeszła ulga.
       Krótka ulga.
       Cholernie krótka ulga.
       Neil podleciał do mnie szybciej, niż ja przypomniałam sobie, jak się nabiera powietrze do płuc. Dotyk jego dłoni na moim czole był kolejnym bodźcem, jakiego nie mogłam przewidzieć. Wszystko to było takie absurdalne! Co miałam teraz zrobić? Gapiłam się, jak jakaś idiotka, kiedy ode mnie odskoczył, stanął tyłem, coś tam biadolił... chwila, skup się na tym, co też on biadoli. Odruchowo zerknęłam w stronę krzesła obok niego na którym leżała moja broń. Powinnam do niej doskoczyć i... go zastrzelić? Skrzywiłam się, samą siebie karcąc w myślach za taki durny pomysł. Kolejny wdech i jeszcze jeden. Skup się na chwili obecnej, skup się...
       Zerknęłam w dół i jak przystało na poważną osobą na równie poważnym stanowisku, słuchającą przeprosin równie poważnej persony, zdecydowałam się na jakże poważną odpowiedź.
       - Ty... ty... ty WIDZIAŁEŚ MNIE W KOSZULI NOCNEJ! - jęknęłam w jednej chwili łapiąc za swoją poduszkę i tą cisnęłam prosto w jego plecy, czując jak moje poliki robią się całe czerwone. Natychmiast odepchnęłam się nogami tak, by przesunąć się pod ścianę i naciągnęłam kołdrę pod samą brodę. Było mi gorąco, ale chwila! To było zachowanie godne podlotka, takie odruchowe. Przecież nie chciałam, by mnie tu traktowali, jak dziecko, tylko, że z drugiej strony. Jeeeeeeju, na wszystkie galaktyki! Do rzeczy, bierz się w garść.
       - To znaczy - zadbałam o to, aby mój głos nagle wydawał się taki rzeczowy. - Hehe, wszyscy jesteśmy członkami załogi, hehe! - sama w to nie wierzyłam, ale nieważne! - Nie przejmuj się wcale, pomyłki chodzą po ludziach, też się czasem mylę, do męskiej toalety weszłam jakiś czas temu, wiesz, te ikonki w spodniach są takie mylące, wielka z tego była heca, jaka by ze mnie była hipokrytka, gdybym ci teraz robiła wyrzuty - wywalałam z siebie słowo za słowem i może nawet brzmiałoby to całkiem rozsądnie, gdyby nie to, że z każdą kolejną sylabą mój głos stawał się coraz bardziej piskliwy, a to pieczenie na polikach wzmagało się niemiłosiernie.
       Nastała cisza. Tak cholernie niezręczna cisza, może przerywana tylko moim nierównym oddechem. Gapiłam się na poduszkę, którą w niego rzuciłam, przez to wszystko zapomniałam o odruchu zaplatania włosów, bo na ten też zawsze miałam chwilę, a tej dzisiejszej nocy Neil wcale mi nie dał. Wydawało mi się nawet, że milczenie zaczyna być już nieznośne i dlatego zwilżyłam ostrożnie wargi. Dobrze więc... pewną siebie i charyzmatyczną panią pilot będę za sekundę, obiecuję, ale teraz...
       - Obiecujesz, że to tylko pomyłka? - stęknęłam, a kiedy dotarło do mnie samej, jak bezbronnie i dziecinnie zabrzmiały te słowa, sama zrozumiałam, że za bardzo się odsłaniam przed nim. Trzeba coś z tym zrobić, więc szybko odezwałam się ponownie. - No bo wiesz, w przeciwnym razie będę musiała ci zaraz nakopać! Sobie nie myśl! Normalnie to mam taki refleks, że hoho! Nie byłbyś się do mnie w stanie zbliżyć, gdybym ci na to wcześniej nie pozwoliła! Już byś leżał pode mną cały zgrzany! - słowa wyssane z palca, ale on o tym wiedzieć nie musiał. Niech też się naje nieco strachu, jak ja. Oko za oko, wcale nie czułam się winna.
       Pozwoliłam sobie na kolejny głębszy wdech, nie wiedząc co teraz? W sumie chyba powinnam go na wstępie wywalić, ale przecież... gdybym była facetem, to nie byłoby teraz tego całego hałasu. No dalej Rivio, chcesz wszystkim udowodnić, że mają ciebie traktować tak, jak mężczyzn, że wcale nie jesteś gorsza. Masz do tego świetną okazję, a to, że serce wali ci jak szalone, a na czole nadal czujesz ciepło jego dłoni, to całkiem inna inszość. Na tym nie powinnaś się teraz skupiać.
       - Hej, jak to mogą cię wyrzucić? - pierwszy stres minął, chociaż nadal byłam czerwona, jak dorodny pomidor. No dobrze, nic nie minęło, ale przynajmniej po tak długim czasie z pamięci mogłam odczytać znaczenie jego słów z chwili, w której nic do mnie nie docierało. Skrzywiłam się nieco, bo to akurat mnie zainteresowało, nawet pomimo tej niecodziennej atmosferze, która towarzyszyła mojej ciekawości. - O czym ty mówisz? - dodałam zaraz. Nic już z tego wszystkiego nie rozumiałam i przyznaje, Neil potrafił mi w głowie namieszać, już kolejny raz to udowodnił.

Ostatnio zmieniony przez Deny (08-12-2018 o 01h36)


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#141 08-12-2018 o 03h29

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Zacisnął usta, aby powstrzymać się od odzywania, nim ona nie zrobi tego pierwsza. Kiedy jednak usłyszał jej głośny głos i poczuł, że cisnęła w niego poduszką, trafiając w środek pleców, jęknął cicho z bezradności.
     -Tak, widziałem!- potwierdził, choć nie zorientował się nawet, że nie oczekiwała od niego ani zaprzeczenia, ani potwierdzenia. –Ładna. Znaczy, zapomnę, dobrze? Nie martw się, zapomnę.
     Jej kolejna wypowiedź wydała mu się już mniej składna, ale nie winił jej za to. Sam bredził i nie miał pewności, że wypowiadane przez niego zdania w ogóle mają sens. Z jednej strony nie potrafił wyzbyć się szczerości i tego, co mu ślina na język przyniosła, z drugiej próbował zapewniać o tym, że wcale nie chciał źle. Niezręczny śmiech z jej strony dodatkowo pogłębił jego przytłoczenie.
     -No tak, przecież wszyscy tutaj chodzimy w spodniach. Nie ty w tym momencie, ale… nie ważne, rozumiesz, co chciałem powiedzieć, prawda? Chodziło mi o mundury, dokładnie o mundury, nie o twoją koszulę, przecież nie wyszłabyś tak do toalety? Z resztą, to nie moja sprawa, przepraszam.
     Zrobił chwiejny krok ku drzwiom, choć nie był to koniec niepoprawnej rozmowy. Kiedy z jej ust padło pytanie, niekontrolowanie odwrócił się w jej stronę, ale kiedy zobaczył ją zakrywającą się kołdrą, stojąca tuż pod ścianą szybko wrócił do wbijania wzroku w klamkę.
     -Obiecuję- powiedział szczerze. –Taka pomyłka już się nie powtórzy. Ale… Możesz mi nakopać. Jutro, jak się ubierzesz, chyba, że chcesz teraz, to możesz teraz, zamknę oczy. Cholera, sprawiasz, że czuję się w tym momencie jak nastolatek, jak możesz mówić tak podtekstowo? Ja mam dwadzieścia sześć lat! Przez ciebie sam zaczynam nie wyłapywać tego, co sam plotę. A, nie, nie, „przez ciebie” to złe określenie, cofam to.- Zrobił przerwę, aby odetchnąć. –Chodziło mi o to, że po prostu… Źle się czuję z tym, że sprawiłem dzisiaj problemy moim bliskim, a teraz jeszcze zaniepokoiłem ciebie.
     Gdyby mógł cofnąć czas. Już od małego myślał, że fajnie byłoby wymienić „wspaniałe przeczucie” na jakąś fajną moc, którą mógłby zmieniać więcej, niż było mu dane.
     Jego optymistyczna strona została już prawie całkowicie zepchnięta z umysłowej przepaści przez kolejne zmartwienia, mimo tego, przy Larivii wydała się zamknąć oczy i nie patrzeć na swoich dręczycieli przez chwilę.
     -No, mogą. Jutro pewnie usłyszysz, co zrobił twój drugi pilot. Wysłał sekretarkę pani kapitan do medyka. Nikt nie powie ci, dlaczego to zrobił, ale istotne jest to, że tak, mogą go, mogą drugiego cholernego pilota, mnie, zostawić na następnej stacji kosmicznej.
     Nie było łatwo powiedzieć jej, co zrobił. Czuł, jak nieprzyjemne, smukłe dłonie zaciskają się na jego szyi. Jakiś taki ból wewnętrzny, który tak naprawdę był wytworem jego wyobraźni. Jakby siła go opuszczała, a niewidoczna siła kazała czym prędzej się poddać.
     Kolejny krok do przodu. Już sięgał dłonią w kierunku drzwi, aby je otworzyć.
     -Jeśli zostanę, a mam nadzieję, że zostanę, to nie bój się mnie. Nie powiedziałaś mi, z jakiej planety pochodzisz, ale wiem, że nie jesteś ani z Ziemi, ani z Faexy, ani, najważniejsze, nie z Hor’raanu. To na Hor’raanie są najciemniejsze dusze.
     Jego ton głosu nabrał smutnego smaku. Ostatnie zdanie wypowiadał wolniej, ciszej i z melancholią, której nie było przy poprzednich słowach. Zupełnie tak, jakby zdanie to było z jego strony pomyśleniem na głos, tym, czego nie wypowiadał do niej, choć była jedyną osobą, która mogła je usłyszeć.
     -Zrobisz, jak będziesz uważała. Najwyżej pożegnam się z zaufaniem zawodowym- parsknął, ale nie wyzbył się smutku. Nawet ironia w jego głosie zabrzmiała słabo i była przygaszona. Nie potrafił zażartować z czegoś, co było dla niego ważne, nie w tamtym momencie.
     Nacisnął na klamkę.
     -Ja… pójdę już. Jeszcze raz cię przepraszam.
     Myślał o tym, czy mógł jej zaufać, czy mógł choć łudzić się, że nikt nie dowie się o niezręcznym, nieplanowanym spotkaniu i nie pogorszy to jego sytuacji. Zastanawiał się, czy na statku mogła znajdować się osoba, która widziała Hor’raan w tym świetle, w którym widział go on.

Ostatnio zmieniony przez Airi (08-12-2018 o 03h50)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#142 08-12-2018 o 14h12

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Jęknęłam cicho, kiedy Neil uznał moją piżamę za ładną, a może bardziej chodziło tutaj o to, że nie zaprzeczył, że ją widział! Nie znałam go długo, ale przecież, tak po chwili dotarło do mnie, że o jego bezpośredniości już coś nie coś wiedziałam. Ewidentnie byłam w stanie przedzawałowym, krew szumiała mi w uszach i bardzo chciałam wierzyć, że mężczyzna na pewno zapomni o tym co widział, ale jakoś tak wydawało mi się to marzeniem, które nie skończy się pokryciem.
       Wlepiłam wzrok w jego plecy, mocniej zaciskając palce na swojej kołdrze. Więc teraz przyszedł czas na jego wypowiedzi, chociaż te niekoniecznie mnie uspokajały, mimo odwołania do moich własnych słów. Słowo "koszula" w jego ustach powinno być zakazane! Wystarczyło, że go użył, a ja czerwieniłam się jeszcze bardziej o ile w ogóle było to możliwe. Przynajmniej mój wzrok zdążył się już przyzwyczaić do światła.
       Przełknęłam ślinę, a w tej samej chwili Neil się odwrócił, co spowodowało, że odruchowo chciałam posunąć się jeszcze bardziej w tył, tym samym przywalając w ścianę barkami. Jęknęłam cicho, ale przynajmniej obiecał, że to pomyłka i nieco mi ulżyło. Chciałam mu przecież pokazać, że to nic takiego, więc nie mogę się zachowywać, jak skończona idiotka. Potem stąd wyjdzie i będzie rozpowiadał, jaki dzieciak ze mnie. Ta myśl nieszczególnie mi się spodobała.
       Pokiwałam delikatnie głową, czego zobaczyć nie mógł. Sam godził się na nakopanie, ale musiał dodać coś jeszcze, co na powrót wprawiło mnie w zakłopotanie. Teraz to już nie byłam pewna, czy pod kołdrą mam jeszcze koszulę nocną, czy nie mam już nic, czy w ogóle ta kołdra mnie zasłania, czy może Neil widział znacznie więcej, niż ktokolwiek wcześniej. Z resztą czemu ja się tym tak przejmuję? To nic szczególnego... a mimo to serce waliło mi z taką mocą, jakby chciało się wyrwać z piersi i same mu nakopać, a potem połowie tutejszej załogi, jak już wyważy drzwi do mojej kwatery.
       Skrzywiłam się delikatnie, bo dotychczas mój nieplanowany gość był jakby nie patrzeć bardzo potulny, a teraz... chwila! Czy on miał pretensje? Jakie podtekstowo? Przecież ja nic takiego nie zrobiłam! To on mnie sobie obłapiał rączkami na wejściu, a teraz odwraca kota ogonem! Nie mniej jednak, nawet jeśli nie rozumiałam tego do końca, podobało mi się to, że czuł się jak nastolatek. Kompletnie nie wiem, jak to sprawiłam, ale to bardzo dobrze, znakomicie nawet! Jeśli ktoś z nas ma czuć się jak gówniarz, to wolę, żebyś to był ty, Neil. Ta myśl dodała mi więcej pewności siebie, niż cokolwiek innego, odkąd doszło do naszego nieoczekiwanego spotkania. Poza tym... nie wiem dlaczego, ale informacja o jego wieku zrobiła na mnie wrażenie. W prawdzie nie miałam złudzeń, wiedziałam, że jest starszy, ale teraz dokładniej znałam jego wiek. Cztery lata różnicy, hmm?
       Ja tu sobie dochodziłam do siebie, a on mówił dalej i sama nie wiem kiedy, poczułam, że atmosfera się zmieniła. Skrzywiłam się delikatnie, pierwszy raz ignorując to, w jakiej sytuacji mnie zastał. Wcześniej nie brałam pod uwagę tego, że być może coś się w nim zmieniło, że faktycznie brakowało mu pewnego rodzaju wesołości, którą dostrzegłam w nim na mostku. Powód, jak się okazało, sam mi podał. Otworzyłam szerzej oczy, gdy dotarło do mnie o kim mówił. Jak to wysłał Nestę do medyka? Co tam zaszło? Zamrugałam kilka razy. Cholera, czy pierwszy oficer o tym wie? Dlaczego Neil to zrobił... może przez przypadek? On nie wie, jacy to niebezpieczni ludzie, asystentka i Kĥāngkhāw Paçmêlk III, a ja... a ja nie mogę mu powiedzieć.
       Nagle otoczył mnie dziwnego rodzaju chłód i nie wiem już, czy ten emanował od niego, czy ode mnie samej. Poruszył się, moje usta drgnęły chociaż nic nie powiedziałam. Serce znów zabiło mocniej, gdy tak bezpośrednio przyznał, że nie jestem z Ziemi. Przerażenie jednak nie było najsilniejszym, co teraz mi doskwierało. Jakiś żal, to chyba to. Myśl, że Neil miał tutaj swój dom, a teraz obawiał się, że go straci. Ja sama zabrałam już mu stanowisko, nawet kwaterę. Więc tak smakuje poczucie winy? Ato dopiero początek...
       - Neil, poczekaj! - to był impuls. Jedna chwila, w której podniosłam się z ziemi i w kilku krokach doskoczyłam do niego, łapiąc w odruchu jego ramię. Kiedy już go zatrzymałam, odciągnęłam uwagę od drzwi, przyszedł moment na jakieś słowa, ale tych sobie nie przygotowałam. - Ja... umm... - no właśnie, nie patrzyłam mu w oczy, tylko gdzieś do boku, jakby to miało mi pomóc, jakby ktoś tam miał wyświetlić dobrą kwestię, ale nic takiego nie nastąpiło. Wypuściłam powietrze ze świstem z płuc, jakby z rezygnacją. - Nie chcę innego drugiego pilota. To znaczy, mam na myśli to, że nie pozwolę im się ciebie pozbyć - sama się nieco zdziwiłam tą wypowiedzią. Tak nie może być, Paçmêlk miałby wówczas zbyt łatwo, w pierwszy dzień pozbyć się tak wiernego członka załogi? W zasadzie powinnam się cieszyć, że jego plan przebiega bez komplikacji już na starcie, a mimo to zwyczajnie czułam, że muszę coś z tym zrobić, albo przynajmniej... nie pomagać w przejęciu Hyperiona tak długo, jak pierwszy oficer bezpośrednio mnie do tego nie zmusi. Może chociaż tak wybielę swoje winy, odwlekę nieco w czasie to, co przecież nieuniknione.
       Chwila ciszy znów wydała się taka irytująca. Musiałam coś zrobić, a jako, że wzrokiem wodziłam teraz po ziemi, odruchowo schyliłam się, aby podnieść poduszkę, którą wcześniej w niego rzuciłam. Zaciskanie na niej dłoni nieco mnie uspokajało.
       - Ale w zamian, jeśli mam ci wybaczyć, to, że tutaj wtargnąłeś, chcę wiedzieć co się wydarzyło. Dokładnie. Skoro nikt inny nie powie mi dlaczego to zrobiłeś, twoim obowiązkiem jest mi teraz to powiedzieć - znów zaczęłam walczyć o ten rzeczowy ton głosu, o pewną siebie postawę. Miało być profesjonalnie, aby nie myślał sobie, że będzie w stanie mnie zbyć. - A zatem słucham, jako twój pierwszy pilot, oczekuję dokładnego raportu - stanęłam prosto, dumnie i tym razem nie unikałam już kontaktu wzrokowego. Spojrzałam prosto w jego zielone oczy, a w nich zauważyłam własne odbicie. Z rozpuszczonymi włosami, w koszulce nocnej, niskie... Rozchyliłam usta, a przypomnienie o tym, w jakiej sytuacji się znajdujemy uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą i cały profesjonalizm poszedł się p*******, kiedy jęknęłam głośno.
       - Miałeś zamknąć oczy, zboczeńcu jeden! - w jednej chwili zrobiłam się na powrót czerwona, a trzymana przeze mnie poduszka trafiła w jego twarz. Tej jednak nie wypuściłam z rąk, a przytrzymałam przy Nielu, odruchowo sama zaciskając przy tym powieki. - Jeszcze nie zdecydowałam, czy ci nakopię, czy nie, więc się pilnuj! Poza tym to, co mówiłeś wcześniej, to brednie wyssane z palca! Jak możesz w środku nocy wpadać do cudzej sypialni, dotykać tej osoby, pochylać się nad nią, a potem wytykać jej podteksty? Może inne panny lubią takie traktowanie, ale my musimy podchodzić do siebie profesjonalnie! A przynajmniej sprawiać takie wrażenie, jeśli mam wierzyć, że to spotkanie to tylko przypadek, a nie jakaś próba ataku na moją cnotę, bo jeśli tak, to ostrzegam, sama wykopię ciebie z Hyperiona i tak się to skończy! - kolejny słowotok wywołany stresem, nad którym całkowicie nie panowałam, stając na palcach, by jeszcze bardziej docisnąć poduszkę. - Ostrzegam, jak się tobą zajmę, to medyk ci nie pomoże! Wymęczę ciebie tak, jak jeszcze żadna inna kobieta przede mną, więc strzeż się mnie, bo znam się na rzeczy! Rozumiesz? - wszystko mówiłam na wydechu, więc w którejś chwili zabrakło mi po prostu powietrza.
       Zamilkłam, a chociaż moje ręce nie opadły, to nieco niepewnie odgięłam fragment poduszki, wychylając się tak, aby móc zobaczyć jego twarz.
       - Nie udusiłam ciebie, prawda? - zapytałam cicho, jakbym wcale przed chwilą nie wyrzuciła z siebie takiego potoku słów. Chyba jednak wzięcie się w garść przy nim nie będzie takie łatwe, nie oznacza to jednak, że przestanę próbować. Bardzo chciałam wypaść przed nim profesjonalnie, chociaż ewidentnie mi to nie wychodziło.


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#143 08-12-2018 o 18h49

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Gdyby nie przytłaczająca sytuacja i to, że musiał się powstrzymywać, aby na nią patrzeć, a jego usta były zasłonięte maską, uśmiechnąłby się do niej smutno. To, co mówiła brzmiało tak naiwnie i miło, że pojawiło się w nim pewnego rodzaju rozczulenie nad słowami kobiety, chociaż nie chciał, aby zwróciła na to uwagę. W pewnych sytuacjach miał po prostu zbyt miękkie serce. Przez chwilę nie mówił nic, chociaż słyszał, jak podchodzi bliżej, jak schyla się po poduszkę, którą rzuciła wcześniej. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą, a Neil starał się zapomnieć o nagich ramionach i długich nogach, na które nie miał prawa patrzeć. To, że żądała od niego raportu było normalne na tle tego, co się wydarzyło i już nabrał powietrza, aby prosto z mostu powiedzieć, co leżało mu na sercu, kiedy nagle Larivia znowu krzyknęła.
     -Nie patrzyłem!- odpowiedział jej, choć miał poduszkę na twarzy. Zamknął mocno oczy, choć i tak nic nie widział.
     -To tylko tak źle wygląda! Nie zmieniłaś kodu do drzwi, a kiedy zobaczyłem cię leżącą na ziemi, pomyślałem po prostu, że coś ci się stało. Reakcja naturalna! Ja też nie chciałbym innej pierwszej pilotki, choć przyznaję, że dzisiaj pomyślałem o tym, że łatwiej bym miał, jakbyś była stara, brzydka i w ogóle nie zabawna! A później jeszcze samolubnie pomyślałem, że może federacja specjalnie dała tutaj ciebie, żebyś zawróciła mi w głowie. Ale to nie chodziło o mnie, jestem pewien, bo następnie przypomniałem sobie twój wylot i manewr.
     Przyznanie się do tego faktu było proste. Neil zaczynał sądzić, że Larivia tylko udaje taką nieświadomą. Piękne kobiety zazwyczaj zdawały sobie sprawę ze swojej urody i potrafiły to wykorzystywać w relacjach z innymi osobami.
     -Rozumiem!- Podniósł ręce do góry, trzymając dłonie na wysokości twarzy. Na pytanie o uduszenie jakby automatycznie zamilkł i dopiero po chwili zdecydował się odezwać. –Mam maskę, nic mi nie jest- przypomniał niepewnie.
     Nie mógł siedzieć tam przez nieskończoną ilość czasu. Właściwie, śpieszno mu było do wyjścia, ale musiał je przesunąć w czasie ze względu na to, że Larivia musiała wiedzieć o tym, jakie były okoliczności „wysłania sekretarki do medyka”. Sama tego żądała, a on pomyślał, że może rzeczywiście powiedzieć jej osobiście, co zaszło, niż czekać, aż sama usłyszy od kogoś nie wiadomo co. Poza tym, zadała pytanie. Więc musiał powiedzieć.
     Opuścił ręce, chwytając za poduszkę, którą kobieta trzymała przy jego twarzy. Pchnął ją lekko w stronę Larivii, zmuszając do tego, aby przysłoniła nią sobie dekolt.
     -Pozwolisz, że zacznę swój raport i wytłumaczę, co zaszło.
     Na Hyperionie miał wiele bliskich osób, ale jeśli chodziło o jego damską część, najważniejsza była dla niego Phoenix i Eais. One obie wiedziały, że nie grozi im żadna krzywda z jego strony, nawet po takim występku, jaki miał miejsce. Larivia natomiast była kobietą, z która należała do ekipy, z którą miał spędzać najwięcej czasu. Pomyślał, że miło byłoby, gdyby się go nie bała.
     -Sekretarka weszła do gabinetu, kiedy rozmawiałem z panią kapitan. Rozpoznałem w niej Nes’mirę Gateway, obywatelkę Hor’raanu. Byłem smarkaczem, kiedy tam trafiłem, nie miałem siły na to, aby bronić siebie, a co dopiero kogoś. Minęło tyle lat, a widząc ją dzisiaj poczułem, że jeżeli już jestem w stanie, chcę zrobić jej krzywdę i odpłacić się za te wszystkie dzieciaki, które przez nią nie dożyły nawet nastoletniego wieku. To był… swego rodzaju samosąd, nad którym nawet się nie zastanowiłem, a na konsekwencje długo nie musiałem czekać. Uderzyłem ją pięścią w twarz, ale nie wiem, jak to zniosła. To wszystko wydarzyło się bardzo szybko.
     Zrobił sobie krótką przerwę. Westchnął cicho, dając tym znak, że to nie koniec.
     -Nie żałuję tego, że ją uderzyłem. Żałuję, że przez to zmartwiłem otoczenie. A najbardziej, że ucierpiała na tym Phoenix i Gabriel, którzy widzieli, jak rzucam się na tego potwora.
     A przecież jeszcze tego samego dnia, kilka godzin wcześniej żartował z przemocy z jego strony i dał znać, że coś takiego po prostu nie może mieć miejsca.
     -Czy to, co powiedziałem miało sens?- zapytał niepewnie, po czym odważył się otworzyć oczy. Spojrzał na twarz Larivii, której wyraz mógł mu powiedzieć więcej, niż słowa.

Ostatnio zmieniony przez Airi (08-12-2018 o 18h50)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#144 08-12-2018 o 23h16

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Byłam tak zaaferowana trzymaniem poduszki, że słowa pilota docierały do mnie z dużym opóźnieniem, jakby w pierwszej kolejności musiały przekroczyć pewną niewidzialną barierę. Kiedy jednak stało się dla mnie jasne, co dokładnie powiedział, zamarłam na moment. Gdybym była robotem, można by śmiało przyznać, że się zawiesiłam, z niebieskimi oczami wlepionymi w niego. Jak to zawróciła w głowie? Dlaczego te słowa sprawiły, że w moich myślach zaczęły kiełkować dziwne, bardzo absurdalne wizje? Musiałam coś źle zrozumieć po prostu. Nie wolno mi sobie dopowiadać, tylko dlatego, że próżnie chciałabym dostrzegać w tym komplement. Przecież komplementy nigdy nie były dla mnie, a Neil zwyczajnie jest miły, więc już mogę się uspokoić.
       Dopiero w momencie, w którym mężczyzna przysunął poduszkę do mojego ciała, zdałam sobie sprawę z tego, że zbyt długo trwało to moje zawieszenie. Byłam nieco, jak lalka w tej chwili, więc nawet nie myślałam po co miałam tak trzymać część pościeli, ale robiłam to mimo wszystko. Bezwiednie.
       Przynajmniej wzmianka o raporcie nieco mnie otrzeźwiła. No proszę, najwyraźniej udało mi się zabrzmieć rzeczowo, wcześniej nie byłam do tego przekonana. Czyli naprawdę miałam prawo prosić go o raporty? Warto zapamiętać. Jednocześnie teraz nie chciałam dać po sobie pokazać, że zaskoczyło mnie to wszystko.
       Stanęłam nieco pewniej na dwóch bosych stopach, w tej chwili na tyle przejęta tym wszystkim, by w panice nie szukać swoich butów. Neil zaczął mówić i przyznaję, nie było to wszystko szczególnie przejrzyste, ale sens zrozumiałam i nie byłam w stanie ukryć zaskoczenia, jakie wymalowało się na mojej twarzy.
       Uderzył Nestę.
       Serce biło mi szybko, bardzo szybko, niemalże każde uderzenie roznosiło się pulsacją po całym moim ciele, gdy docierało do mnie, do czego właśnie się przyznał. Uderzyła we mnie myśl, że go przeceniłam. Nie różnił się wcale od mężczyzn z Denyi, dałam się podejść. Byłam idiotką. Powinnam na tym zakończyć swoje rozważania, wyrzucić go stąd, ale równocześnie, patrząc teraz na niego, tak bardzo nie chciałam się sama ze sobą zgodzić. Nie znałam go przecież wcale, więc dlaczego jego los miałby mnie obchodzić, w dodatku czemu coś mi mówi, że muszę mu wierzyć i się go nie bać? W dodatku to co powiedział o asystentce pani kapitan... wiedziałam, że ta kobieta nie może być kimś dobrym, ale nie sądziłam, że na jej koncie przewinień są aż tak pokaźne, jak... znęcanie się nad dziećmi. Poza tym... czy mogłam pójść w tych myślach dalej, uznać, że to jasno sugeruje, iż Neil też doświadczył cierpienia w dzieciństwie... tak jak ja?
       Powinnam zachować profesjonalizm, ten chłodny i nieprzenikniony, ale nie byłam w stanie. To co powiedział zrobiło na mnie zbyt duże wrażenie, a na mojej twarzy odmalowało się to dokładnie, razem ze współczuciem, żalem, zmartwieniem i niepewnością. Wszystko to tam było, kiedy otworzył oczy, by na mnie spojrzeć, chociaż miał tego nie robić. Ja natomiast powinnam mu szybko przypomnieć, że ma je zamknąć, ale też tego nie zrobiłam.
       Znów wspomniał o pani kapitan i Gabrielu, którego mogłam już poznać. Naprawdę mu na nich zależało, więc nie mógł być zły, prawda? Powinnam trzymać się z daleka, ale to może poczekać. Teraz, miałam wrażenie, potrzebował kogoś, kto go ułaskawi, a przynajmniej nie spisze na straty. Kogoś obiektywnego, chociaż nie wiem, czy mogłam tak siebie nazwać.
       - Uderzyłeś kobietę - wypowiedziałam to bardzo dosadnie, kiwając przy tym głową w górę i w dół. Nagle ta poduszka zaczęła mnie irytować, więc w odruchu odrzuciłam ją na łóżko, aby mieć wolne dłonie, gdyby te... no właśnie, po co? Zwilżyłam ostrożnie swoje wargi. - Z twojej opowieści wynika, że zasłużyła na to, ale mimo to... nie powinieneś tego robić... - czułam, że trzęsą mi się dłonie. To nie była taka sobie pogawędka, a prawdziwy problem. W dodatku co się stanie, jak pierwszy oficer się dowie? Cholera jasna, będzie źle, bardzo źle. A jak jeszcze się dowie, że ja wiedziałam?
       Znów zrobiło mi się gorąco, a w głowie kotłowało się od myśli. Trzeba było coś na to poradzić, jak najszybciej, chociaż w zasadzie wcale nie musiałam, mogłam uznać, że mnie to nie dotyczy, a jednak mimo to podobne rozwiązanie wcale ie przyszło mi do głowy. Zamiast tego była chęć rozwiązania tego w jakiś mądry sposób.
       No i wtedy, kiedy tak sobie myślałam o wszystkim rozwiązanie nasunęło się samo, może niezbyt przemyślane, nazbyt symboliczne, ale jedyne. Po pierwsze byłam zmęczona, po drugie zaskoczona, on sam tutaj przybył bez zaproszenia, mówił o takich rzeczach komuś, kto jeszcze żył w stresie po spotkaniu z pierwszym oficerem. Nie byłam najlepszą pomocą, jakiej potrzebował, ale nie chciałam jedynie rozłożyć rąk do boku i powiedzieć, że nie wiem, co z tym wszystkim zrobić, właśnie dlatego w jednej chwila moja mina zrobiła się bardzo zdeterminowana.
       - Zęby zagryź! - poleciłam szybko, jasnym przekazem, a potem wszystko zadziało się bardzo szybko. W jednej chwili zacisnęłam prawą rękę, zgięłam ją w łokciu, wyrzuciłam do tyłu dla nabrania rozpędu, a następnie silnie wypuściłam w przód wyprowadzając precyzyjne uderzenie prosto w jego brzuch. Natychmiast rozległ się jęk i adrenalina podziałała na mnie do tego stopnia, że dopiero po chwili zrozumiałam, że to ja jęknęłam. - Ajjj! Napiąłeś mięśnie! - zawołałam, czując jak mi się ręka trzęsie, a łzy podbiegają do oczu.
       W odruchu zrobiłam dwa kroczki do tyłu, jeden na lewo i znów dwa na prawo, nieco się przy tym kręcąc i masując obolałą rękę. Z tego wszystkiego nawet nie mogłam zobaczyć, jak on sam się trzyma po moim niespodziewanym uderzeniu. Tak cholernie bolało, że bezwładnie wymachiwałam nią na boki, oddychając przy tym ciężko. Ostatecznie zaklęłam pod nosem i na moment w dupie mając to, że nie jestem sama, opadłam na kolana radząc sobie tym samym z bólem, który zgotowałam sobie na własne życzenie. Przycisnęłam rękę do brzucha i dopiero wtedy zadarłam głowę, aby na niego spojrzeć, uznając, że wyjaśnienia mu się przydadzą.
       - Pomyślałam, że jak ciebie uderzę, to w razie czego ja też będę winna, a przecież dwóch pilotów na raz nie wywalą - wyjaśniłam mu swoją logikę, a teraz, kiedy te założenia padły na głos, sama zrozumiałam, jak kiepsko to brzmi. - Cholera, chwilę temu to naprawdę miało ręce i nogi. Poza tym dobrze wypadnę przed pierwszym oficerem, jak powiem, że ciebie za to zlałam - dodałam, przy czym Neil miał myśleć, że chodzi mi o samo bronienie honoru. Nigdy nie mógł się dowiedzieć, że tym samym pokażę Paçmêlk'owi III swoją wierność... a przynajmniej brak niewierności. To zawsze coś. - No i teraz mogę śmiało wyciszyć wyrzuty sumienia, bo zrobiłeś źle, ale tak cholernie trudno mi patrzeć na ciebie przez pryzmat tych czynów - przyznałam bez bicia, może nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak wielkie znaczenie niosły za sobą te słowa. Nadal byłam w szoku, bo ręka piekła nie miłosiernie. Musiałam się jednak jako tako trzymać, żeby nie wypaść aż tak żałośnie.
       - Powinnam ci dać w twarz, ale nie chciałam maski uszkodzić - dodałam jeszcze, a przy tym zdaniu jakoś tak nie wytrzymałam. To było takie absurdalne. Raczej się nie śmiałam, to było dla mnie bardzo rzadkie, ale teraz, mimo bólu i łez w oczach zachichotałam pod nosem, kręcąc głową do boku. - Mogłam poprosić, żebyś ją ściągnął, ale wtedy nie byłoby zaskoczenia i być się osłonił - mówiłam dalej, już się uspokajając. Kiedy na powrót moją twarz zdobiła powaga, spojrzałam już pewniej w jego oczy.
       - No to proszę. Teraz oboje dopuściliśmy się tych samych przewinień. Jeśli ty przez to jesteś złą osobą, to ja też - wyjaśniłam i wzruszyłam ramionami. - Chociaż... jeśli to co mówisz, było prawdą, to ja jestem gorsza, bo ty przynajmniej miałeś poważy powód - skrzywiłam się, kiedy to do mnie dotarło. W zasadzie to nie wiem, czy ten impulsywny wyskok był dobrym powodem. Może znów zadziałałam lekkomyślnie i Neil teraz wykorzysta to, aby się mnie pozbyć i przejąć moje stanowisko? Rozchyliłam delikatnie wargi, obawiając się tego, jak on w ogóle zareaguje, równocześnie zła na siebie za to, że od samego początku naszego spotkania nie potrafię nad sobą panować. Może to była ta jego dziwna moc? Zacisnęłam usta w linię, czekając na rozwinięcie tej sytuacji.


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#145 09-12-2018 o 02h20

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Czekanie na werdykt dłużyło się niemiłosiernie. Mimowolnie zaciskał prawą dłoń w pięść i luzował ją, robiąc tak naprzemiennie przez jakiś czas. Nie miał długich paznokci, ale gdyby miał, zapewne wbiłby sobie je w skórę, aby odwrócić swoją uwagę od Larivii i czekania, choć na krótką chwilę. Rozważał możliwe opcje, ale i tak nie przewidział tego, co stało się później. On naprawdę nie czuł wyrzutów sumienia z powodu samego faktu uderzenia Gateway. Nadal myślał o tym, że gdyby mógł, zrobiłby jej większą krzywdę. Nie sądził, aby kiedykolwiek był w stanie zobaczyć w niej kobietę, a nie kogoś podłego, kogoś, kto zabierał życie. Widział, że Larivia jest zaniepokojona i zamyślona, ale nie mówił nic. Dalej czekał, nie odważywszy się zrobić kroku w jakąkolwiek stronę. Atmosfera na powrót stała się poważna, ale następną rzeczą, której nigdy nie przestał żałować był fakt, że sam mógł powiedzieć pierwszej pilotce o tym, czego się dopuścił. Dłonie jej się trzęsły, a kiedy Neil widział to u drugiej osoby, miał ochotę złapać te dłonie w swoje i trzymać tak, nim to nie ustanie, ale nie mógł. To była Larivia, i choć zdążyli już odbyć w jego mniemaniu interesujące rozmowy, znalazł rzeczy, które ich łączyły i zrobiła na nim dobre wrażenie, nie mógł tak po prostu zachowywać się, jakby znajdowali się na Faexie. Na Hyperionie czas płynął inaczej. Innych poznawało się wolniej. Miał wiele przykładów z życia dotyczących tego, że to te najdłuższe relacje mają w sobie najwięcej mocy.
     Kiedy go uderzyła, jego dłoń momentalnie spoczęła na splocie słonecznym. Zacisnął zęby dopiero po tym, jak Larivia cofnęła rękę. Spuścił chwilowo wzrok, masując bolące miejsce. Dalej przetwarzał to, co właśnie się wydarzyło. Dopiero po chwili zauważył, że pilotka nie była bez bólu i sama zrobiła sobie krzywdę, na co odezwały się jego wyrzuty sumienia.
    „Dobrze wypadnę przed pierwszym oficerem”. Wydawało mu się, czy ona właśnie powiedziała coś, co było bardziej istotne, niż mogłoby się wydawać?
     Przykucnął przy niej, nie chcąc patrzeć na nią z góry. Wolno opuścił rękę, choć dalej czuł cios kobiety. Odpiął maskę i położył ją obok siebie na podłodze. W dalszym ciągu nie mówił nic. Zbierał myśli, patrząc smutno na twarz kobiety. Zacisnął usta w wąską kreskę, a blizna na ustach i brodzie napięła się.
     Choć rozum krzyczał do niego, aby nie zapominał tak łatwo faktu, iż wymieniła nowego pierwszego oficera przy zadziwiających słowach, coś innego musiało równocześnie przypominać, aby był cicho jeszcze przez chwilę.
     -Skąd ty się urwałaś?- zapytał cicho, niekontrolowanie kręcąc głową.
     Chyba nie potrafił zapytać jej o nic innego. Skąd, do cholery ona była?
     Odwrócił od niej wzrok.
     -Mimo wszystko sądzę, że bym się nie odsunął.- Nie prowokował. Po prostu znowu zaczął mówić to, o czym myślał.
     Bardzo by chciał, aby historia o Hor’raanie nie była prawdziwa. Jeszcze bardziej pasowała mu wizja wszechświata, w której ta planeta w ogóle nie istniała. Nie miał siły na to, aby wyobrażać ją sobie jako tą dobrą, taką, która nie robi nikomu krzywdy, albo wręcz pomaga. Nigdy nie marzył o tym, aby Hor’raan się zmienił, choć marzył o tym, aby ogólnie nacje postępujące tak albo podobnie się zmieniły. Ale to było niemożliwe.
     -Dziękuję- powiedział po milczącej minucie. –Chyba tego mi było trzeba.
     Zdołał się nawet uśmiechnąć. Słabo, bo słabo, ale jednak.
     -Powodem mojego jąkania się rankiem były twoje słowa o gwiazdach. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak bardzo trafnie wypowiadał się na ten temat. Poczułem się, jakbyś nie mówiła tylko o sobie, ale też o mnie. Twoja wypowiedź była mi po prostu bliska. I z jednej strony trochę mnie to przeraziło.
     Neil pamiętał, jak jedna z przybranych młodszych sióstr na Faexie krzyknęła do niego wesoło, dopingując go, aby leciał w nieznane. Było to wtedy, kiedy uzyskał uprawnienia do kierowania statkiem, a bliscy się z nim żegnali. Choć uśmiechnął się do niej wtedy, kiedy myślał o jej słowach, sądził, że przecież nie może lecieć w nieznane. Przecież Hyperion zawsze miał wyznaczoną trasę. Ale później zrozumiał. Nie zawsze lądowali na planetach, które znali. Niektóre pokazywały się z zupełnie innej strony, niż deklarowały na początku. Wprawiały w złudzenia, nadzieje, lub zaskakiwały pozytywnie. Kiedy minęło jeszcze trochę czasu, Neil zaczął myśleć nad tym, że może mała Faexianka miała na myśli coś głębszego. Może życzyła mu tego, aby poznał nowych przyjaciół, żeby poznał jak to jest być pierwszym. Aby poznał nieznany mu statek, nowe możliwości. ”Leć, Neil, leć w nieznane!” I naprawdę nie sądził, aby sobie to dopowiadał. Przecież dzieci były na swój sposób mądre. Miały niesamowity, odległy od dorosłych sposób myślenia. ”Leć, Neil, leć i poznawaj.”
     Od czterech lat widział ich tylko za pomocą specjalnego urządzenia z kamerą. To tak się z nimi komunikował. Opowiadał, co działo się u niego i z chęcią słuchał, co oni mieli mu do powiedzenia.
     -Bardzo cię to boli?- zapytał spokojnie, mając na myśli jej dłoń. Niepewnie wyciągnął w jej stronę swoją, chcąc pomóc jej wstać.
     -Nie będę już pytał, dlaczego leżałaś na ziemi i nie zmieniłaś kodu w drzwiach. Widzimy się jutro na mostku, tak, Rivio?

Ostatnio zmieniony przez Airi (09-12-2018 o 23h06)


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#146 09-12-2018 o 18h43

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png



       Chciałabym zajrzeć wgłąb siebie i odnaleźć tam jasną informację co do tego, czym się chwilę temu kierowałam. Teraz, klęcząc nadal na podłodze nie byłam pewna, co mnie pchnęło do takiego zachowania, ani nawet pewna tego, jak na nie zareaguje stojący nade mną mężczyzna. Sama ściągnęłam na siebie ból, ale było to na pewien sposób znajome, cała ta sytuacja, w której ktoś nade mną górował, a ja uświadamiałam sobie, jaka jestem słaba, może nawet zbędna, a moje akcje, to tylko miotanie się bez większego celu.
       W sumie teraz, po kilku sekundach spodziewałam się, że na mnie naskoczy, albo przynajmniej zwyzywa od idiotek. To byłoby na miejscu, poza tym wpisywałoby się świetnie w schemat tego, co nazywałam własnym życiem. Tylko, że Neil zachował się całkiem inaczej. Już samo to, że i on się pochylił sprawiło, że zostałam wybita z rytmu, straciłam azymut. Patrzyłam w oczekiwaniu, jak ściąga maskę, a po plecach przebiegł mi dreszcz niepewności. Może mi teraz odda? Nie mogłam tego wykluczyć, dlaczego więc nie próbowałam się odsunąć? Gdyby chciał mnie teraz skrzywdzić, po prostu mógłby to zrobić bez większych przeszkód.
       Sapnęłam cicho, w odpowiedzi na to nagłe i niespodziewane pytanie. Nie sądziłam, aby oczekiwał na nie odpowiedzi, poza tym żadnej przygotowanej nie miałam. Poczułam natomiast coś dziwnego, bo chociaż takich pytań bałam się najbardziej, w sposobie, w jaki je zadał nie było tego niepokojącego uczucia, które zmuszało mnie do kłamstwa. Słowem, nie czułam się tak, jakby Neil chciał mnie zdemaskować, a przynajmniej nie w takim znaczeniu, w jakim zwykle rozpatrywałam to słowo.
       - To niedobrze, nie powinieneś przy mnie tracić czujność - w tych słowach zawarty był zadziwiający spokój. Patrzyłam na jego twarz, niczym nie przysłoniętą, ale ani myślałam teraz dokładać do tego wszystkiego kolejnych ciosów. Mimo to zaskoczył mnie taką biernością. Gdybym chciała, naprawdę mogłabym to zrobić, nie zablokowałby moich rąk, współpracował w tym wszystkim. Nie żałował tego, co zrobił Neście, a równocześnie miałam dziwne wrażenie, że wcale nie czuje się z tym aż tak świetnie. W końcu mogłabym powiedzieć, że zabiegał o sprawiedliwość. Ta myśl pomogła mi sobie to wszystko ułożyć i już byłam pewna, że nie muszę się go bać. Nawet jeśli rozsądnie byłoby to brać pod uwagę.
       Pokiwałam powoli głową. Podziękowania też nie były czymś, w co opływało moje życie. Dlatego tak mnie to teraz poruszyło, jeszcze bardziej. Nie umiałam zachować się w podobnych sytuacjach, nie miałam w nich zbyt wiele doświadczenie, ale być może w tej chwili Neilowi to nie przeszkadzało? Patrzyłam w spokoju na jego delikatny uśmiech, a potem słuchałam o gwiazdach, bez problemu odnajdując odpowiedni fragment rozmowy w głowie. Nie wiem dlaczego, ale znów się zarumieniłam, zaskoczona jego wyznaniem. Może raczej tym, że coś mogło nas łączyć, w świecie, w którym uczono mnie na każdym kroku, że ja do żadnego miejsca, ani żadnej grupy osób tak naprawdę nie pasuję. Neil nie mógł wiedzieć, jakie poruszenie we mnie wywołały jego słowa. Chyba ja sama nie do końca to rozumiałam.
       - Nie chciałam cię przestraszyć - byłam skołowana i te słowa jako pierwsze przyszły mi do głowy, ale przecież nie o to mu chodziło. Dobrze wiedziałam, jednocześnie bojąc się tego, jak dokładnie powinnam je rozumieć. Przełknęłam na spokojnie ślinę, spoglądając na dół, na swoje kolana. - Miałam do siebie żal, że tak się zapomniałam i powiedziałam to wszystko, dobrze więc wiedzieć, że nie wypadłam źle - wzruszyłam ramionami. Byłam speszona, nawet bardzo, a przy tym nie pamiętałam nawet o tym, jak jestem ubrana. To nie miało znaczenia, raczej jego słowa tak na mnie zadziałały.
       Jakby tego było mało, zaraz spojrzałam na jego rękę i tym już całkowicie mnie zaskoczył.
       - Wcale nie boli - skłamałam bez zająknięcia. Mimo wszystko wstyd było się przyznać, że zrobiłam sobie taką krzywdę. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę popracować nad swoją siłą. Najlepiej od jutra zacznę zaglądać na siłownię, bo nie chcę odstawać od innych w żadnym calu.
       Nie patrzyłam na jego oczy, tylko nadal na tą wyciągniętą w moim kierunku rękę. Chciał mi pomóc wstać. To nic takiego, ale nawet nie drgnęłam. Powinnam coś zrobić, tylko tak... to był chyba pierwszy raz. Całe życie upadałam, albo z braku sił, albo popychana przez innych, ale tak długo, jak sama nie znalazłam w sobie energii na to, aby się podnieść, tak długo spoczywałam na ziemi. Teraz natomiast, ten dość zaskakujący mężczyzna, który w moim mniemaniu nadal powinien mnie nienawidzić, którego chwilę temu uderzyłam, jak gdyby nigdy nic wyciągał do mnie dłoń.   
       Krew szumiała mi w uszach kiedy w końcu podniosłam własną, wcale się przy tym nie spiesząc. Jakoś nie przejmowałam się teraz tym, że musi to wyglądać nienaturalnie. W zasadzie nieco się bałam, jednocześnie zastanawiając się, jaka w dotyku będzie jego ręka. Przeciągałam tą chwilę raz po raz, a w końcu moje opuszki dotknęły jego własnych.
       - Ciepła - mruknęłam nie panując nad tym, nieco nieobecnym tonem. Tylko, że jak zawsze, po chwili to do mnie dotarło, moje rozkojarzenie, to jak przez kilka uderzeń serca badałam nieznaną powierzchnię swoim dotykiem. W jednej chwili wszystko przyspieszyło, a ja otworzyłam szerzej oczy i cofnęłam rękę. Następnie natychmiast podniosłam się do pozycji stojącej i w dalszym odruchu zamaszyście odwróciłam tyłem do niego, podczas tego ruchu dłońmi przytrzymując włosy przy uszach, kiedy te wirowały od pędu.
       - Doskonale, że nie będziesz pytał, bo chyba jeszcze jakaś prywatność mi się należy, prawda? Ja się nie pytam gdzie, w jakiej pozycji, czy z kim sypiasz, ani nawet jaki masz kod do drzwi. Możesz sobie nawet "NEIL" na hasło dostępu ustawić - słowa były odruchem obronnym. Paplałam i paplałam, jednocześnie czując się cała czerwona, a pod palcami nadal doświadczając tego dziwnego, przyjemnego mrowienia. Nie potrafiłam tego opisać, takiego typu... dotyku. Przyjemnego. Uzależniającego, bo było w nim coś, co prosiło się o to, abym znów do niego podeszła i złapała jego rękę. Głupota. Głupota. Głupota. - Dlatego moje przyzwyczajenia co do spania też powinny pozostać tajemnicą. Najlepiej będzie, jak  większości tego, co tu się działo zapomnisz, Neil - skwitowałam, zaciskając z niewiadomych sobie przyczyn powieki. Tylko, że zabrzmiało to nieco niegrzecznie. Miotałam się i nie wiedziałam, jak w tym odnaleźć. Ściana na przeciw mnie kusiła, by przywalić w nią głową.
       Odchrząknęłam, jakby to miało wszystko uratować.
       - Chodzi mi o to, że... nie zraziłeś mnie do siebie. Nadal chcę, żebyś był moim drugim pilotem i wierzę w twoje powodu, przez które zrobiłeś to, co zrobiłeś. Jednakże wciąż... próbuję być profesjonalna. Dlatego, żebyś nie musiał się krępować - odwróciłam nieco kota ogonem. - Ani wstydzić, czy bać o to, że z mojej strony to spotkanie było nacechowane jakimiś podtekstami, uważam, że będzie dobrze, jeśli tutaj je zakończymy. Uniosłam nawet ręce do góry. - Obiecuję, że już ciebie nie dotknę, więc bądź spokojny i śpij dobrze, Neil - dodałam nieco spokojniej, chociaż do tego stanu było mi bardzo, ale to bardzo daleko. Teraz nie byłam już pewna, czy tej nocy zmrużę oczy i nawet do końca nie potrafiłam wyjaśnić, skąd we mnie takie poruszenie.


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#147 09-12-2018 o 23h05

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 720

________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/497854756497260606/unknown.png

     Powiedziała, że nie chciała go wystraszyć. Jasne, że nie chciała. Neil tym razem poczuł się jeszcze młodziej, niż wcześniej. Przestraszenie się, jakiego doświadczył nie należało do tych, których doznawał w swoim życiu najwięcej. Kiedy mówiła o czujności, miał ochotę uśmiechnąć się do niej. Mimo tego, nie miał zamiaru mówić jej o tym, że miewał strachy gorsze od kobiet w koszulach nocnych, choć niektóre wydawały się mniej straszne od tego, co Larivia powiedziała mu wcześniej na mostku. Przerażały go nie same słowa, a myśl przez nie wywołana. Uczucie, że ktoś czuł się aż tak bardzo podobnie, może nawet tak samo, gdy patrzyli na nocne niebo. Niejednokrotnie zastanawiał się nad istnieniem innych istot, które patrzyły na niebo w tym samym momencie, co on i myślały o tym samym, ale nigdy nie śmiał marzyć o tym, że kiedyś jedną z nich spotka. To było przerażające, a zarazem miłe.
     -Lubię, kiedy inni mówią, co myślą- przypomniał, a jego spojrzenie stało się wręcz pogodne. Jakby burzowe chmury ustąpiły, a na ich miejsce pojawiła się ta jedna, biała, która zaczynała przybierać jakiś konkretny dla wyobraźni kształt.
     -To dobrze- stwierdził w chwili, w której stwierdziła, że nic ją nie boli. Udał, że uwierzył. Zgarnął z podłogi swoją maskę wolną ręką, ale ku jego zdziwieniu, Larivia po chwyceniu jego dłoni nie od razu podniosła się z miejsca. Zamiast tego, skomentowała temperaturę jego ciała nieobecnym tonem, na co kącik jego ust drgnął do góry. To słowo w jej ustach wydało mu się niemal rozkoszne, a kiedy dodał do tego jej wcześniejsze zachowanie uznał, że naprawdę nie chciałby, aby wiedziała o tym, że w jego mniemaniu, siłowo nie była w ogóle niebezpieczna. Chociaż walnęła go dość mocno.
     Zastanawiał się, co ona robi, kiedy zamiast ścisnąć jego dłoń, badała ją za pomocą swojej. Ani nie drgnął, pozwalając jej na to. Nie mówił też nic, ale obserwował bacznie, jak jej palce przesuwały się po starej bliźnie i plastrze przyklejonym obok. W końcu sama zorientowała się, że ta chwila trwała zdecydowanie zbyt długo i cofnęła rękę, by zaraz po wyprostowaniu się odwrócić głowę i wlepić wzrok w przeciwnym do mężczyzny kierunku. Poszedł w jej ślady i również wstał, nim zdążyła oskarżyć go o patrzenie się tam, gdzie nie powinien. Ścisnął maskę w lewej ręce, bawiąc się częścią od zapięcia.
     -Oczywiście.- Powstrzymał się od wymuszenia kaszlu. Był pewny, że właśnie wytknęła mu ustawienie sobie najłatwiejszego hasła na świecie i przez chwilę zrobiło mu się nawet głupio. –Wtedy byśmy mieli takie same kody do drzwi- uśmiechnął się minimalnie. Bo w pewnym sensie, czterocyfrowy pin, którym otwierały się drzwi kwatery pilota numer jeden, mogły brzmieć jak imię Neila.
     Choć nie sądził, aby zapomniał o własnej głupocie i o tym, że zastał Larivię leżącą na podłodze, kiwnął głową na słowa o tym, że powinien zapomnieć. Nie rozumiał, jak można było niedoceniać tak wygodnego materaca. Przecież nie był ani zbyt miękki, ani zbyt twardy.
     -Wedle rozkazu pierwszej pilotki- zasalutował, choć tego nie widziała.
     Już miał zamiar ponownie naciskać na klamkę, kiedy nagle Larivia odezwała się ponownie. Jego skromny uśmiech stał się widoczny.
     -Cieszę się, że nie zraziłem cię do siebie, dziękuję, przepraszam cię jeszcze raz, nie mogę doczekać się jutra i- mówił. –Dobranoc, Rivia. Również życzę ci dobrej nocy.
     Kiedy wyszedł z jej pokoju i zamknął drzwi, nie rozglądał się nawet, czy ktoś go widział. W przyciemnionym świetle korytarza byłby w stanie zobaczyć jednie świecącego się Mai’a. Przyśpieszonym krokiem poszedł do swojej nowej kwatery.
     Sigurda nie było w środku. Neil niemal od razu skierował się do łazienki, wziął szybki prysznic i położył się na swoim łóżku. Przez to, że ubrał się w śmieszną piżamę z długimi rękawami przyozdobioną w kratę, czuł się dziwnie i było mu nieprzyjemnie ciepło, ale był pewny, że musi zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń i nie może tak po prostu spać w samej bieliźnie przez to, że teraz miał współlokatora. Nim próbował zasnąć, przygotował mundur na dzień następny, by nie musieć kłopotać się z nim rankiem. Lub w nocy. Nigdy nie wiedział, kiedy awaryjnie zostanie wezwany na mostek, a przez kilka takich sytuacji był już nauczony, jak szybko wkładać na siebie ubranie.
     Przed snem jeszcze myślał o całokształcie dnia, tego, jak minął. Myślał o nowych członkach załogi, o własnych błędach, a najdłużej o przyjaciołach, których nie chciał już więcej zawodzić.


https://cdn.discordapp.com/attachments/351469067112153091/483013944492163094/Newt_Skamander_1.gif

Offline

#148 10-12-2018 o 22h54

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 274

................................................................https://fontmeme.com/permalink/181005/f3c5623ba9ce97d1685c77c606c74b85.png

                   To był bardzo intensywny tydzień, choć nie tak trudny, jak się spodziewałam. Życie na statku ma swój rytm i czasami po prostu wystarczy się mu poddać. Chyba jeszcze nigdy nie pracowałam tak intensywnie i dobrze mi to zrobiło. Oczywiście nadal myślałam o przeszłości, ale powoli zaczynałam godzić się z tym, co się wydarzyło. Nic tak nie zajmuje myśli jak niekończące się stosy papierów.
                  Nie unikałam nikogo, ale prawie nie wychodząc z biura nawet nie musiałam tego robić. Z każdym dniem przybywało pracy, nie tylko mnie. Mało kto miał czas na pogawędki. Kilka razy wpadli Gabriel i Neil zobaczyć jak sobie radzę i radziłam sobie świetnie, oczywiście. Z pierwszym oficerem w ogóle nie miałam styczności, nie licząc wymiany grzecznościowych formułek na mostku.
Nie byłam szczęśliwa, ale zdaje mi się, że na chwilę udało mi się odzyskać balans. Wiadomo jednak, że nic nie trwa wiecznie.
Siódmy dzień od startu był katastrofą.
Dawniej często przesiadywałam na mostku, ale teraz trudno byłoby mnie tam spotkać. Tłumaczyłam to sobie i innym nawałem pracy. To był jednak wyjątkowy dzień, miałam w sobie dużo energii i udałam się tam z samego rana. Zajęłam miejsce w fotelu kapitańskim i po przywitaniu się z obecnymi zajęłam się przeglądaniem pada. Czekających na mnie obowiązków było rozczarowująco mało.
– Kapitanie, coś zbliża się do statku – Dźwięczny głos dziewczyny przy sterach przeciął powietrze jak nóż. Uniosłam wzrok znad ekranu i wstałam, by spojrzeć na ich ekrany. Tak, cos było na radarze. Statek, niewiele mniejszy od Hyperiona. Na pewno nie tak szybki, jakiś stary model, może F340…
– Czy mam pozwolenie na otworzenie ognia? – zapytała, a ja mimo woli spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
– Nie. – Odwróciłam się, lecz na odchodnym rzuciłam jeszcze jedno.
– Wiem, że to twoja pierwsza posada… Ale zdaje mi się, że w Akademii nadal uczy się tych samych podstaw? Czy aż tak wiele się zmieniło, odkąd tam wykładałam? Zalecam zapoznanie się z protokołem obowiązującym w takich sytuacjach.
Może nie powinnam upominać jej głośno, a może dobrze jej to zrobi. Ale przysięgam, jeśli znowu zacznie pyskować…
Zajęłam swoje miejsce i pochyliłam się nad mikrofonem.
- Dziennik kapitański, dzień siódmy, obcy statek oddalony o… - Rzuciłam okiem na ekrany – Pięć poprzecznych w skali radaru. Podejmujemy próbę połączenia się.
Skinęłam ręką na najbliżej stojącą osobę ze sztabu.
Ona, choć również była członkinią nowej załogi, w przeciwieństwie do pierwszej pilotki znała zasady obowiązujące na statkach Federacji.  Czyli to możliwe.
– Nadają sygnał SOS, pani kapitan… Nie mogę się połączyć… - Przycisnęła słuchawkę do ucha.
– Spróbuj inną częstotliwość, muszą zauważyć.
Zmarszczyła ciemne brwi, lecz po chwili jej ładna twarz rozpromieniła się w szczerym uśmiechu.
– Mam, ich proszę pani. – Przełączyła kilka przycisków – Tylko audio, z ich ekranem chyba coś się stało.
– Wystarczy – zapewniłam ją i skinęłam głową.
– Halo? Jest tam kto? – Głos, który rozległ się w moich słuchawkach był drżący, lecz jednocześnie ciężki od akcentu, którego nigdy nie słyszałam. Zdecydowanie męski.
– Odbiór. Połączyliście się z Hyperionem zero-sześć-dwa-siedem, statkiem Federacji. Czy możecie podać wasz num-
– Dzięki bogom! – Mężczyzna mówi w języku wspólnym, lecz bogom wypowiedział z tak silnym akcentem, ze ledwo go zrozumiałam – Jesteśmy uratowani!
W tle zaszumiało kilka widocznie podnieconych głosów.
Postanowiłam zachować mniej istotne  pytania na później.
– Czy możemy wam jakoś pomóc?
– Tak – powiedział, po czym zrobił nieco za długą pauzę. Złożyłam to na karb jego zmęczenia i rozkojarzenia.
– W jaki sposób?
– Tak, tak, panienko-
– Kapitanie. Jestem kapitanem.
– Kapitanie… Prosimy o ratunek, nasze silniki się przegrzały, stara maszyna, rozumie pani. Kończy się tlen, układ podtrzymywania życia wariuje! – Jakby na potwierdzenie jego słów w tle rozległy się syreny alarmowe.
– Za ile-
W moich słuchawkach rozległ się przeraźliwy krzyk.
– Jesteście naszą ostatnią deską ratunku. Dryfujemy tak od trzech dni. Moi ludzie… Prosimy o otworzenie włazu. - Znowu ktoś wrzasnął.
Spodziewałam się, że o to poproszą. Spojrzałam pytająco na moich oficerów. Nie wyglądali na przekonanych.
Odsunęłam się od mikrofonu.
– Wygląda na to, że ci ludzie potrzebują pomocy. I ja zamierzam im jej udzielić.
Z powrotem nachyliłam się nad mikrofonem.
– Otworzymy dla was włazy.
Moje słowa wywołały niemałe poruszenie na mostku, a kilkoro techników od razu rzuciło się do paneli. Jeden z nich posłał mi wyczekujące spojrzenie.
Skinęłam głową.
Włazy otwierają się powoli, oba statki muszą najpierw odpowiednio się ustawić, potem w zależności od ich rozmiarów albo jeden z nich osiada na pokładzie większego albo załoga przechodzi prosto na drugi pokład.
                  Obserwowałam na radarze jak się zbliżają. Lecieli dość równo, co było zastanawiające. Skoro silniki…
- Na miejscu, pani kapitan.
Wstałam z fotela i skinęłam na moich oficerów, żeby podążyli za mną. Żołnierze stojący przy drzwiach wymienili spojrzenia i również udali się za nami. Dziwnie mi było iść w takiej eskorcie, przecież jej nie potrzebowałam. Czułam się osaczona.
Stanęłam w hallu, najbliżej drzwi.
- Światła dziewięćdziesiąt procent.
Chciałam ich dobrze widzieć.
Oparłam dłoń na fazerze. Strażnicy leżeli na podłodze, z nieruchomymi spojrzeniami wbitymi w sufit.
                Wtedy zobaczyłam ich zabójców, dziwnie obszarpanych, lecz strzały były szybsze niż moje słowa. Odruchowo padłam na ziemię. Może gdybym tego nie zrobiła, żołnierzom udałoby się mnie osłonić porę. Ktoś podbiegł i pociągnął mnie za ramię, lecz nie z tej strony, z której powinien. Pachniał olejem silnikowym i niemytym ciałem. Coś było nie tak.
                  Kopnęłam go na oślep i udało mi się wyrwać, lecz było ich zbyt wielu, bym dała radę wszystkim. W przeciwieństwie do naszych, ich fazery nie były ustawione nie na ogłuszanie, lecz zabijanie. Jeden z żołnierzy, trzymając się za ramię, próbował mnie osłonić. Stanęłam pewniej na nogach i zaczęłam strzelać, lecz  żeby ogłuszyć kogoś za pomocą pistoleta fazowego należy trafić w głowę lub tułów. W tej mieszaninie ludzkich ciał celne strzały były niemal nie możliwe do wykonania.
                 Żołnierz przede mną upadł. Strzeliłam jeszcze raz i jeszcze, a potem trzęsącymi się dłońmi zmieniłam ustawienia fazera. Teraz jego promień będzie roztapiał ludzkie ciała.

Ostatnio zmieniony przez Pani (11-12-2018 o 18h09)


Elegance is more important than s u f f e r i n g.

https://66.media.tumblr.com/7bb5a9536a89e68a84b4e30be7230626/tumblr_npwzm13fxr1t0jxago1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8613cebc6c48f4f349753c56f4fbd72b/tumblr_npwzm13fxr1t0jxago7_250.gif  https://66.media.tumblr.com/27981a538730cbfef7dd0f43b4580cd2/tumblr_npwzm13fxr1t0jxago3_250.gif

Offline

#149 11-12-2018 o 00h07

Straż Obsydianu
Deny
Piechur Straży
Deny
...
Wiadomości: 2 262

........................................................................https://zapodaj.net/images/48ab9d62e68ba.png


       Siedem dni na Hyperionie, a w tym wszystkim ja, nadal niepewna tego, co przyniesie przyszłość. Z jednej strony był pierwszy oficer, którego widmo budziło we mnie grozę i wracało w koszmarach sennych. Sypiałam nie najlepiej, a wczesnymi rankami, tak jak sobie obiecałam chodziłam na siłownię, popracować nieco nad siłą. Była też pani kapitan, która raczej za mną nie przepadała i wydawało mi się, że stale patrzy mi na dłonie. Udawałam, że tego nie widzę i z ulgą przyjmowałam każdą wiadomość o tym, że Gould nie dołączy do nas na mostku. O ile jej, Nesty, jak i właśnie pierwszego oficera nie było w pobliżu, o tyle czułam się tutaj naprawdę komfortowo. Przede wszystkim cieszyłam się, że mój sąsiad okazał się być taką, a nie inną osobą. Nieco... nieco dziwną, musiałam mu to przyznać, ale w Mai'u było coś, co wprowadzało mnie w stan swobody. Nawet jeśli którejś nocy chcąc się wykąpać w wannie zastałam miliony śrubek, które podobno "miały się odmoczyć". Nie dyskutowałam z nim, tym bardziej, że następnego dnia wanna była przewiercona, co wywołało we mnie atak paniki i tęsknotę za chwilą, w której jedynym problemem były śrubki. Kiedy natomiast zdecydowałam się na to, aby pójść do niego i wyjaśnić, że dziurawa wanna po prostu nie ma racji bytu, okazało się, że skończył swoją pracę, montując tam dysze z jacuzzi. Na słońce, księżyc i mały paluszek musiałam przysiąc, że nikomu nie powiem, a kiedy zapytałam skąd wziął te elementy, zaśmiał się jakoś tak złowrogo i stwierdziłam, że nie chcę wiedzieć.
       No i był jeszcze Neil. Codziennie zastanawiałam się, czy oddać mu jego opaskę, którą znalazłam pod łóżkiem, ale nadal odwlekałam to w czasie. Poza tym zdawało mi się, że nad wyraz często przesiadywał na mostku unikając tym samym innych miejsc. Nie pytałam o to, w końcu nie moja sprawa. Z drugiej strony męczyło mnie to, z dnia na dzień coraz bardziej i nie pozwalało w nocy zasnąć. Słowem sen nie był mi szczególnie pisany.
       Dziś rano wchodząc na niby przypadkiem wsadziłam mu w ręce miskę z ryżem, którą wzięłam ze stołówki po tym, jak powiedziano mi, że to jak najbardziej dozwolone. Sama nie jadłam nic innego, nieco bojąc się tych wszystkich potraw. Ryż był znajomy, prosty, to też tak wyszło, że i Neil go dostał.
       Zasiadłam na swoim miejscu, ale praca nie była szczególnie wymagająca, aż do chwili, w której zauważyłam coś na radarze. Zmieniłam nieco jego zakres, wyrównałam parametry i miałam już pewność, że zbliża się w naszym kierunku nieoznakowany okręt. W dodatku widząc jednostkę Federacji powinien od razu wysyłać komunikat pokojowy, a tu nic z tych rzeczy, nadal się zbliżał i zbliżał. Oczywiście powiadomiłam o tym niezwłocznie panią kapitan, już dłonią sięgając do wajchy wypuszczającej działa. Straszak by wszystko wyklarował, ale nim moja dłoń jej dotknęła, Phoe oczywiście się nie zgodziła. Spojrzałam na nią odruchowo. Jeszcze jakby po prostu powiedziała nie! Ależ skądże! Może popadałam w paranoję, ale powoli zaczynałam wierzyć w to, że jakimś cudem dowiedziała się o wizycie Neila w mojej kwaterze i jako jego ukochana ma do mnie o to pretensje! Przecież ja nic nie zrobiłam! No może z wyjątkiem dotykania jego dłoni, ale mogła sobie darować te dłuższe wypowiedzi. Czułam się temperowana jak dziecko!   
       - Najwyraźniej odkąd pani kapitan tam nie wykłada, zabrakło odpowiednich nauczycieli - skinęłam delikatnie głową. I tak się ugryzłam w język, bo marzyło mi się dodać, że może powinna przemyśleć powrót do Akademii, zamiast mi tutaj truć dupę. Doprawdy, czułam, że czego nie zrobię ona i tak będzie próbowała mi dopiec, sama zaczynała, a później się dziwiła, że mam czelność odpowiadać.
       Mimo wszystko była kapitanem i ja miałam wypełniać jej rozkazy. Nie zgłosiłam żadnego sprzeciwu, kiedy kazała otworzyć włazy. Samej rozmowy z tamtym statkiem też nie próbowałam analizować. Ja byłam po prostu nieufna, może bardziej niż inni. Nie mój statek, nie moi ludzie. Robiłam swoje, przecież o zdanie nikt mnie nie pytał. Miałam wrażenie, że prędzej słońce zgaśnie, niż Phoenix Gould dostrzeże we mnie jakiekolwiek wartości, ale dobrze. Nie dla niej zostałam pilotem i nie o jej marzenia tutaj walczyłam.
       Rudowłosa wstała, by oddalić się ze swoją świtą, a ja cmoknęłam pod nosem po jej wyjściu i rozciągnęłam się w fotelu. Wszystko było spokojnie, bez rewelacji, patrzyłam w przestrzeń, jak gdyby nigdy nic, wsłuchując się w muzykę, która cicho sączyła się z głośników. Aż do chwili, kiedy ktoś za mną nie krzyknął. 
       - Atakują! Strzelanina w korytarzy C-73! - w jednej chwili odwróciłam się na obrotowym krześle, z resztą chyba nie tylko ja spojrzałam na wyświetlone na ekranach obrazy z kamery. Zapanowało poruszenie, ktoś podbiegł do czerwonego przycisku, a po chwili dookoła rozległ się alarm.
       - Zamknijcie właz! Trzeba ich odciąć od Hyperiona, żeby w razie czego nie mogli się wydostać! - wrzasnęłam szybko. Jeden z techników podskoczył, a potem uderzył w panel.
       - Awaria, odmowa komendy! - powiedział, ale chyba największy debil by to zauważył z komunikatu, jaki się teraz wyświetlił. Podniosłam się w jednej chwili.
       - Widok z kamer na to żelastwo! - nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale nie było to też moje pierwsze spotkanie ze stresem. Kilku techników wyświetliło odpowiednie obrazy, a ja zaklęłam, gdy na ekranach obok pokazały się komunikaty o wycieku paliwa i tlenu.
       - Zamknijcie ten cholerny właz! Tak długo, jak jest otwarty, mogą korzystać z naszych zapasów! - wydarłam się, chociaż treść tej wypowiedzi była oczywista.
       - Próbujemy, ale coś go k**** blokuje! - wrzasnął mężczyzna w podobnym amoku, jak ja. - To nie wada systemowa, musieli mechanicznie zablokować właz... więc nie mogę nic na to poradzić.
       - Czekaj? Chcesz mi powiedzieć, że jesteśmy na nowoczesnym statku, który mogą zaraz przejąć jakieś galaktyczne przybłędy, bo jeden z nich wcisnął kij od miotły w szynę drzwi?! - wrzasnęłam, wyrzucając to z siebie przez zęby.
       - Umm... Zasadniczo... to tak...
       W głowie mi się zakręciło, a jak na potwierdzenie tych słów pokazał mechanizm drzwi. Teraz wydawało się, że jest tam pusto. Piraci musieli przeć na przód. Żołądek podbiegł mi do przełyku, przygryzłam dolną wargę, a potem podbiegłam po swoje słuchawki, które wcześniej ściągnęłam z głowy, aby teraz znów je na nią założyć.
       - Usunę to ustrojstwo - oznajmiłam, odpinając broń od pasa. - Mai, jak tylko to zrobię, musisz się upewnić, że właz zostanie zamknięty. Poza tym powinniśmy być w kontakcie, spróbuję przemknąć się bokiem - wyrzuciłam z siebie. Z jakiegoś powodu, nie wiem dlaczego wolałam teraz nie patrzeć na Niela.
       - Pierwszy pilot melduje zejście z mostku - oznajmiłam, po czym niewiele myśląc wybiegłam przez drzwi i ruszyłam przed siebie wyciągając przed siebie pada.
       - Neil, możesz mnie włączyć tak, żeby wszyscy na mostku słyszeli? - dopiero teraz, przemierzając korytarze odezwałam się do mikrofonu, wierząc, że drugi pilot wykona polecenie. Nie chciałam wcześniej się do niego odzywać, bo coś mi mówiło, że gdybym to zrobiła, to teraz siedziałabym nadal na dupie w swoim fotelu. Może i nie byłam silna, ale jeśli coś było we mnie z Denyjki, to na pewno zwinność i szybkość. Poza tym... nie bałam się w zasadzie. Przerażała mnie tylko myśl, że komuś mogła stać się krzywda, jeśli o mnie chodzi, miałam głęboko gdzieś, co się ze mną stanie. Ostatecznie i tak byłam przeznaczona do gnicia w świątyni, więc w razie czego będę najmniejszą stratą, jaką Hyperion może ponieść.
       - Księżycu, wyświetlisz mi na padzie najszybszą drogę do włazu? Może być przez jakieś dziury, zmieszczę się - rzuciłam spokojnie, chociaż mój oddech był przyspieszony, mimo to głos należał do całkiem dziarskich, może i lekceważących, jakby wcale zaraz nie miała mnie trafić plazma z jakiegoś pistoletu, czy inne ustrojstwo. - I pilnuj, żeby Neil nie siedział w moim fotelu - dodałam żartobliwie, chcąc... sama nie wiem co. Zapewnić ich, że jestem świadoma tego, co robię? Ostatecznie i tak nie mogli się o mnie martwić, może nawet byli wdzięczni, że sama się wyrwałam. Nie miałam tego nikomu za złe, teraz liczyło się tylko dotrzeć na miejsce.

Ostatnio zmieniony przez Deny (11-12-2018 o 00h08)


https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zapodaj.net/images/162e66cd3b6e4.png
https://78.media.tumblr.com/b6848eefcf147ac767182f366e3e7eb8/tumblr_

Offline

#150 11-12-2018 o 01h18

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 120

__________https://fontmeme.com/permalink/181006/76ea9bd7289b94fe5d21f635b23f7cd1.png


          To był tylko tydzień, a on miał ochotę wywalić na zbity pysk połowę z ważniejszych członków starej załogi. Drugi pilot był jakimś szaleńcem napadającym bez powodu na innych, w dodatku to Nesta została jego pierwszą ofiarą. Na szczęście wyglądało na to, że nic poważniejszego jej się nie stało. Kĥāngkhāw nie miał najmniejszego zamiaru temu bezczelnemu smarkaczowi popuścić w związku z tym, że kara nałożona na niego przez kapitan wydawała się śmiesznie nieadekwatna. Drugi oficer bez przerwy próbował wtykać się w zarządzanie żołnierzami. Kĥāngkhāw miał głęboko gdzieś, że żołnierze powinni podlegać kapitan, teoretycznie podlegali i tyle musiało wszystkim wystarczyć, co nie zmieniało faktu, że kapitan nie miała ani odpowiedniego przeszkolenia, ani doświadczenia, ani nawet tych ludzi i ich umiejętności nie znała, by pełnić nad nimi odpowiednie zwierzchnictwo. Dlatego też jeżeli czyjeś zdanie miał brać pod uwagę, to tylko zdanie Dorothy. Zresztą samej kapitan też miał sporo do zarzucenia, bo kobieta niemalże przepadła na cały tydzień. Tak jakby nie po to ma asystentkę i sztab pisarzy, żeby bez przerwy siedzieć nad dokumentacją.
          Sytuacji nie poprawiło, że gdy w końcu łaskawie pojawiła się na mostku na dłużej, właściwie nie była potrzebna (Kĥāngkhāw w końcu porządnie wykonywał swoje obowiązki), a potem podjęła chyba najgorszą możliwą decyzję. Ale po kolei.
          Nawiązali połączenie ze statkiem nadającym sygnał ratunkowy. Po drugiej stronie odezwał się prawdopodobnie mężczyzna, z ciężkim akcentem znikąd tak naprawdę, co już było delikatnie podejrzane. W końcu nadal znajdowali się w strefie Federacji, a do granicy sporawo brakowało. Ale powiedzmy, że się zdarzały takie przypadki. W każdym razie rzeczony mężczyzna przerwał Gould pytanie o numer identyfikacyjny (i nazwał ją "panienką", Kĥāngkhāw autentycznie musiał się bardzo, ale to bardzo powstrzymywać przed parsknięciem śmiechem), a ona już do tego nie wróciła. Trochę głupio, kiedy dosłownie chwilę wcześniej upomniała Larivię za brak znajomości protokołu. Ze strony Larivii natomiast trochę głupio, że nie zwróciła kapitan uwagi na to, że obcy statek nie wyglądał na radarze na dryfujący (Kĥāngkhāw wyświetlił sobie widok z radaru na padzie, nie chciało mu się ruszać, fotel na mostku był wygodny, co poradzić), ale może wolała się nie odzywać po reprymendzie. Zamierzał zwrócić na to wszystko uwagę kapitan, kiedy ta zwróciła się z niemym pytaniem do niego i drugiego oficera, ale zdołał tylko powiedzieć:
          — To nie jest dobry pomysł.
          I mimo że Campbell również nie wyraził poparcia dla tak szybkiej pomocy, Gould postanowiła otworzyć właz. Naprawdę nie powinna znikać z życia statku na tydzień, może wtedy zastanowiłaby się dwa razy, widząc, że jej oficerowie w końcu się w czymś zgadzali. W dodatku kapitan chciała ich obu do powitania rozbitków na pokładzie Hyperiona. W tamtym momencie Kĥāngkhāw Paçmêlk III zaczął wątpić trzeźwość jej umysłu. Przecież gdyby coś się stało — już nawet nie mówiąc o tym, że gdyby rozbitkowie wcale nie byliby rozbitkami — nawet głupia nagła awaria techniczna, która tylko zrobiłaby ze wszystkich niedysponowanych na pewien czas, statek zostawał praktycznie bez dowództwa. Najbardziej nieodpowiedzialna decyzja z nieodpowiedzialnych decyzji. Nie pokrywali na jakimś kursie dla kapitanów historii tego jednego głupiego ziemskiego państewka, które na początku XXI wieku wysłało pełno ważnych osób jednym samolotem w ostatni lot czy co?
          Ale poszedł, bo co miał zrobić? Poza tym kapitan wyglądała, jakby za kwestionowanie rozkazów odgryzłaby mu głowę. Na wszelki wypadek dyskretnie zgarniał po drodze każdego napotkanego żołnierza, których, swoją drogą, było porażająco niewielu.
          Przestawił fazer na zabijanie, gdy tylko zobaczył ciała strażników. To nigdy nie wróżyło nic dobrego. Zrobił szybkie rozeznanie terenu. Żadnych kryjówek, to będzie walka na ilość i prawdopodobieństwo zdecydowanie nie było po ich stronie. Zatrzymał się przy komunikatorze na ścianie i skinął na jednego żołnierza, by przy nim został, wyciąganie pada byłoby zbyt niebezpieczne, mógł w każdej chwili potrzebować obu rąk. Zaledwie zdążył o tym pomyśleć, a rozległy się pierwsze strzały. Walnął w przycisk komunikatora.
          — Jesteśmy atakowani! Powtarzam. Jesteśmy atakowani! Jednostki zdolne do walki na pokład dziewiąty. Pokład dziewiąty! Za dwie minuty nas odciąć, wrogowie nie mogą przejść dalej na statek. Za dwie minuty odciąć!
          Skupił całą uwagę na walce. Kapitan odłączyła się od grupy, a żołnierz koło niej poległ. Tak samo jak jeden inny. Aż przemknęła mu przez głowę troska o Nestę, skoro tak szybko pojawili się — zapewne — martwi.
          — Fazery na zabijanie! Jeżeli jakiś idiota jeszcze tego nie zrobił, osobiście zatłukę po tej burdzie!
          Zdjął trzech atakujących, a sam oberwał w skrzydło, zanim pojawiły się pierwsze posiłki. Pozostało mu tylko skupienie się na strzałach i modlitwa o to, by wrogowie nie próbowali szukać innej drogi na wyższe pokłady statku. I żeby nikt nie próbował bawić się w bohatera.


https://66.media.tumblr.com/4909e9c544e3b95db98a7635a266c86a/tumblr_pigqqyzADj1wzymnpo3_r1_540.gif

Offline

Strony : 1 ... 4 5 6 7