Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#51 15-01-2019 o 21h39

Straż Absyntu
Reiko-chan
Piechur Straży
Reiko-chan
...
Wiadomości: 2 317

https://images91.fotosik.pl/60/a5f4cbd78fa90bef.png


     Następnego dnia Marshall obudził się o wpół do szóstej. Ostatnimi czasy jego zegar biologiczny sam z siebie postanowił go torturować, albowiem od razu po otworzeniu oczu nie był już w stanie ponownie zasnąć. Chłopak przetarł twarz dłońmi, wydając z siebie pełen niezadowolenia jęk. Nie miał ochoty spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, był bowiem pewien, że ukaże mu ono ciemne wory pod oczami oraz opuchniętą twarz. W nocy usnął wymęczony płaczem i skotłowanymi emocjami, z którymi nie był w stanie się rozprawić, dlatego teraz czuł się jeszcze gorzej, jakby na sercu zalegał mu wielki kamień, a po wnętrzu głowy przebiegło mu stado dzikich koni. Skulił się w sobie na łóżku, zbierając siły do przerzucenia nóg na podłogę i rozpoczęcia porannej rutyny, jednak przyszło mu to zdecydowanie ciężej niż jakiegokolwiek innego dnia.
     - Marshie! – Radosny okrzyk Angeliny rozległ się na korytarzu chwilę po tym, jak Gunderson zawitał do szkoły. Poprawił torbę na ramieniu, unosząc wzrok na swoją uśmiechniętą przyjaciółkę, która machała do niego spod sali wykładowej, trzymając w wolnej ręce papierową tackę na kubki, którą można było nabyć w ich ulubionej kawiarnio-cukierni. Jego oblicze, pokryte warstwą korygującego kremu, którego celem było zamaskowanie oznak źle przespanej nocy, rozpromieniło się natychmiast. Podszedł dziarsko do dziewczyny, przejmując od niej kubek kawy ze swoim imieniem. – Nareszcie jesteś! Nie uwierzysz w to, co właśnie dzieje się w tej sali wykładowej!
     Jej palec z paznokciem pokrytym lśniącym, ciemnoróżowym lakierem hybrydowym wycelował prosto w drzwi po ich lewej stronie, na które Marshall zerknął z zaciekawieniem. Odrzucił swoje kiepskie samopoczucie na rzecz okazania całkowitej ciekawości wydarzeniami, które miały miejsce w dużym pomieszczeniu obok nich. Uniósł brew, przenosząc z powrotem spojrzenie na rozemocjonowaną Angie, a następnie powoli pociągnął łyk kawy, doskonale świadom tego, że dziewczyna aż kipi z niecierpliwości, aby zadał jej to właściwe pytanie.
     - Co dzieje się w tej sali wykładowej? – zapytał w końcu, unosząc kąciki ust, kiedy twarz Malkov od razu rozjaśniła się jeszcze szerszym i bardziej promiennym uśmiechem.
     - Profesorek poprosił do siebie Stewarta. – Oznajmiła to tak podekscytowanym głosem, że Marshall aż zdziwił się, że z oczu nie trysnęły jej iskierki szczęścia. Nie dopatrując się jednak niczego podejrzanego w słowach przyjaciółki, Gunderson przygryzł dolną wargę, wpatrując się w nią wyczekująco. Widząc, że przyjaciel nie zrozumiał aluzji, zielonooka pstryknęła go palcami w czoło, wzdychając teatralnie, jakby nosiła w sobie ogromny ciężar, a on dodatkowo go obciążył. – Gdybyś widział, w jaki sposób Burr zaprosił do siebie naszego Stewarta, to doskonale wiedziałbyś, dlaczego się tak ekscytuję. Nigdy nie widziałam, żeby nasz profesor uśmiechał się tak łagodnie i ciepło do któregokolwiek z uczniów. Wayne totalnie wpadł i zgubił fason, zarumienił się jak burak i siedzą tam razem już z dobre dziesięć minut. Gabrysiowi najwidoczniej nasz Stewart też wpadł w oko i—
     Drzwi od sali wykładowej otworzyły się gwałtownie i stanął w nich wyraźnie rozanielony Stewart Wayne, w delikatnie przekręconych na nosie okularach oraz jednym z kosmyków subtelnie spuszczonym wzdłuż twarzy, odrobinę zakręconym. Marshall zamrugał kilkukrotnie, widząc swojego przyjaciela w takim stanie. Angelina zmierzyła okularnika surowym, oceniającym spojrzeniem od stóp do głów, opierając wolną dłoń na biodrze. Przechyliła lekko głowę na bok.
     - Okulary przekręcone, kosmyk wyraźnie zakręcony dzięki działaniu czyichś palców, rozmarzony wzrok i chwiejny krok. – Podsumowała, stukając paznokciem o dolną wargę. Wymieniła z Gundersonem porozumiewawcze spojrzenie, a następnie uśmiechnęła się przebiegle. – Kiedy ta randka? – Jej pytanie sprawiło, że Stewart westchnął z lekkością, samemu również się uśmiechając.
     - W następną sobotę idę z naszym wykładowcą na wernisaż w muzeum. – Wayne poprawił prędko okulary, jakby nagle dotarło do niego, jak prezentował się przed przyjaciółmi. Marshall położył mu dłoń na ramieniu, spoglądając na niego poważnie. Stewart przełknął ślinę pod tym spojrzeniem, doskonale wiedząc, jakie wydarzenia ono zwiastuje.
     - Odpicujemy cię lepiej niż gangster swój najlepszy samochód. – Gunderson puścił ciemnowłosemu oczko, unosząc kąciki ust. Nagle czuł się o wiele lepiej, zupełnie jakby jego szara rzeczywistość i jego kolorowi przyjaciele byli całkowicie oderwani od świata, w którym Marshall spotykał się z Caspianem Tannerem i otrzymywał od niego SMS-y, przywołujące mu na twarz uśmiech pomimo łez płynących mu po policzkach niczym dwie słone rzeki. Zupełnie jakby Caspian był częścią wymiaru, do którego reszta świata Marshalla nie miała dostępu. Zupełnie jakby Caspian był marzeniem, które spełniało się tylko w jego własnej głowie i to w dodatku dopiero po ogromnym wysiłku.
     Koniec tygodnia roboczego nadbiegł niesamowicie szybko i nim Marshall się obejrzał, miał już za sobą oddanie zdjęć konkursowych swojemu profesorowi. Ku swojemu zadowoleniu, Gabriel Burr był zachwycony motywem, który Gunderson wybrał na swoją sesję i musiał przyznać, że uroda modela była bardzo zagadkowa i intrygująca. Student poczuł co prawda lekkie ukłucie w klatce piersiowej, kiedy dowiedział się, że Burr kojarzy chłopaka ze zdjęć z jednego z popularnych ostatnio seriali, jednak uczucie to prędko go opuściło, bowiem mężczyzna szybko dodał, że Marshall nie musi ujawniać nazwiska swojego modela, jeśli nie widział takiej potrzeby lub mieściło się to w zakresie jego inwencji. Gunderson rzecz jasna natychmiastowo stwierdził, że głównym zamysłem jego zdjęć jest pozostawienie ich tytułów, modela na nich występującego oraz ich autora wyobraźni oglądającego, co przypadło Burrowi do gustu. Jesienny konkurs fotograficzny nie obchodził hucznych rozstrzygnięć, odbywały się one raczej w sali wykładowej w towarzystwie profesorów z jury. Dlatego właśnie Marshall był spokojny i nie martwił się tym, że wybrał akurat Caspiana na swojego modela. Oczywiście liczył się z tym, że jego  prace zostaną wywieszone na szkolnym korytarzu, jednak kto mógłby przypuszczać, że to właśnie on, Marshall Gunderson, jest ich wykonawcą?
     - Powiesz mi wreszcie, dokąd idziemy? – Zaintrygowany głos Loczka rozległ się obok Olivera Prescotta, który zaśmiał się, siedząc za kierownicą swojego bordowego samochodu. Wrzucił kolejny bieg i przyspieszył, wyprzedzając pojazd przed nimi. – Rozumiem niespodziankę, ale przecież teraz to i tak nie ma już większego znaczenia, po co te tajemnice! – Chłopak nadął policzki, wpatrując się uparcie w blondyna, który nie uległ jednak jego urokowi osobistemu.
     - Teraz to właśnie ma największe znaczenie! – Oliver zatrzymał się na światłach kilkadziesiąt metrów dalej, przygryzając wnętrze policzka. Zerknął na towarzyszącego mu Gundersona, uśmiechając się do niego czule. – Chcę, żebyś zaniemówił z wrażenia, jak już będziemy na miejscu.
     Marshall zamilkł, rzucając koszykarzowi piorunujące spojrzenie, co dodatkowo go rozbawiło. Student fotografii zerknął przez okno na zapełnione samochodami i autobusami ulice, tłumiąc w sobie westchnięcie. Ta budząca w nim sprzeczne uczucia randka z Oliverem wreszcie nadeszła i teraz sam nie był pewien, co czuł w środku. Pomimo przekonania, które usilnie starał się sobie wpoić, że tak powinno być, że to na Prescotcie powinien się skupić, ponieważ Caspian był całkowicie poza jego ligą, nie potrafił przestać myśleć o wtorkowym spotkaniu z idolem. Wciąż miał przed oczami jego promienny uśmiech, a w głowie dźwięcznie brzmiał mu jego głos. No i jego dłonie wciąż czuły ciepło delikatnych, przyjemnych palców... i ust Caspiana.
     - Jesteśmy, niecierpliwy książę. – Oliver zgasił silnik, uprzednio parkując na przestronnym parkingu, gdzie wokół stało góra dwadzieścia samochodów. Gunderson wysiadł razem z koszykarzem z auta, rozglądając się z zaciekawianiem dookoła. Prescott podszedł do niego i ujął podbródek młodego fotografa między palce, uśmiechając się do niego czule i obracając jego głowę w przeciwnym kierunku. – Radzę spojrzeć tutaj – szepnął Marshallowi do ucha.
     Gunderson otworzył szerzej oczy ze zdumienia, zdając sobie sprawę z tego, że obecnie znajdował się przed gmachem jednej z najdroższych restauracji Nowego Jorku. Zamrugał parę razy, jakby chciał się upewnić, że dobrze widzi, jednak kiedy budynek nie znikał mu z pola widzenia, przeniósł zaskoczone spojrzenie na Olivera, który jedynie wyciągnął ku niemu dłoń z zadowolonym uśmiechem.

Ostatnio zmieniony przez Reiko-chan (15-01-2019 o 21h40)


https://66.media.tumblr.com/53e48d8e8c975a82c04526e0802ecc50/tumblr_ptz7mhgIFi1vk6enco1_540.png

Offline

#52 16-01-2019 o 15h42

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 632

https://images92.fotosik.pl/71/6c136436b64612a6gen.png


        Przez kilka dni Caspian świetnie sobie radził, bez Griffina śledzącego jego poczynania na każdym kroku. Co prawda agent przysłał Tannerowi asystentkę, żeby jednak nie robił wszystkiego zupełnie sam (Tak, owszem, Anthony bał się, że aktor wszystko zepsuje, więc wolał aby w jego pobliżu znajdowała się zaufana i doświadczona osoba). Tak czy siak, Cas miał już ułożony grafik na przyszły tydzień, z uwzględnieniem czasu wolnego na spotkania z Marshallem. Wkrótce miał wrócić na plan zdjęciowy, gdzie zaczną kręcić nowy sezon jednego z seriali, w których grał, więc chłopak za wszelką cenę chciał spędzić ze studentem fotografii jak najwięcej czasu. Co wcale nie znaczyło, że zamierzał odpuścić sobie irytowanie chłopaka swoją obecnością podczas pracy. W jego umyśle już powoli powstawał piękny scenariusz, gdzie oprowadza Loczka po planie, opowiada różne anegdotki, zapoznaje go z niektórymi pracownikami oraz aktorami… Miał nadzieję, że chociaż raz Marshall zgodzi się pojechać z nim na plan, obejrzeć kulisy serialu.
        W sobotnie popołudnie Caspian nie robił nic produktywnego. Wcześniej, z samego rana spotkał się z reżyserem w sprawie serialu, gdzie omawiali ważniejsze kwestie oraz mężczyzna osobiście wręczył mu kopie scenariusza. Tekstu do nauczenia było mnóstwo, lecz to nigdy nie odstraszało Caspiana. Tak jak w szkole nie potrafił nauczyć się na A na zajęciach wymagających głównie zapamiętywania regułek, tak praca aktora była dla niego samą przyjemnością. Szybko zapamiętywał swoje kwestie (tak naprawdę nie tylko swoje, dzięki czemu często ratował kolegów aktorów) i potrafił wczuć się w każdą postać.
        Po mieszkaniu rozlegał się melodyjny dźwięk, który oczywiście nie był głosem Tannera. Przyjemne dla ucha nuty uspokajały myśli. To Cas błądził po spotify, szukając piosenek indie, które pozwoliłyby mu zasnąć w nocy o wiele szybciej. Model zazwyczaj słuchał popu, aczkolwiek często kiedy jego myśli ponowie kierowały się w stronę przeszłości oraz bieżących spraw z nimi związanymi, przeszukiwał internet i z przyjemnością słuchał spokojnych melodii i cudownych wokali.
        Niedługo miał otrzymać wiadomość od Węża, co w ogóle mu nie odpowiadało. Nie chciał spotykać się z tym mężczyzną, jednak jeśli tego nie zrobi… Byłby skończony. Może nawet trafiłby do więzienia, a wszystko przez ojca… Caspian wiedział, że był przez niego kochany, w końcu był jego jedynym synem. Nawet akceptował orientację syna. Zawsze mu pomagał, rozpieszczał, a w oczach Tannera urósł do rangi idola, autorytetu. Gdyby Cas wtedy wzorował się na kimś innym, być może teraz nie miałby takich problemów.
            Caspian westchnął, odkładając na bok telefon. Leżał na sofie do góry brzuchem i beznamiętnie wpatrywał się w biały sufit. Lekko kiwał głową na boki w rytm muzyki i zastanawiał się jak wyrwać się z sideł Węża. Jak pozbyć się tych zdjęć i dokumentów, które w ciągu kilku minut mogłyby zniszczyć mu życie.
            Na całe szczęście przemyślenia, które z pewnością nie doprowadziłyby do czegokolwiek dobrego, zostały przerwane przez nagłe pukanie do drzwi. Brunet niechętnie podniósł się z sofy i spokojnym krokiem ruszył, aby zobaczyć kto ma do niego jakąś sprawę.
        – Hej, Caspian. – Przed aktorem stała jego była przyjaciółka, Eve. Ubrana nadzwyczaj elegancko, w obcasach oraz z lekkim makijażem prezentowała się… Cóż, dobrze, zważywszy na to, że była bezrobotna i Caspian nigdy nie widział, aby tak się ubierała. Czyżby znalazła nowe zatrudnienie?
        – Co tutaj robisz? – odezwał się po chwili ciszy, lustrując dziewczynę wzrokiem. Tanner przeczuwał, że pojawienie się blondynki zapowiadało więcej kłopotów.
        – Chciałam jedynie coś ci przekazać, Cas – zaczęła, a w jej oku pojawił się niepokojący błysk. – Może tak ci się wydawać, lecz nie jestem głupia. Wiem, że coś ukrywałeś, że dalej ukrywasz. Uważaj na siebie i nie rób głupstw… Nie każda osoba, która raz ci pomoże, jest godna zaufania.
        Tętno przyspieszyło, Caspian na moment stracił oddech. Przestraszony patrzył na dziewczynę, która posyłała mu tajemniczy uśmiech. Chciał zapytać jej ile wie, skąd, co zamierza, jednak z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Struny głosowe odrzuciły współpracę i uparcie nie chciały się poruszyć, zupełnie jak nogi oraz ręce bruneta.
        – A teraz uciekam, wybacz Cas! Miłego dnia. – Tymi słowami pożegnała się z byłym przyjacielem i zniknęła mu z oczu, idąc dumnie w stronę windy. Caspian jeszcze przez parę chwil wpatrywał się w miejsce gdzie przed chwilą stała Eve. Przełknął głośno ślinę i zamknął drzwi. Serce wciąż mocno biło, jakby próbowało nadążyć za szybkością myśli, które przebiegały przez głowę Tannera. Chłopak podszedł do sofy, po czym opadł na nią, zamykając oczy.
        – Cholera. – Tylko tyle udało mu się wyksztusić. Spodziewał się, że Eve znajdzie sposób aby mu dopiec, inaczej nie byłaby sobą. Spodziewał się, że może to dotkliwie odczuć. Jednak teraz, gdy w jego uszach wciąż dźwięczały słowa dziewczyny, wiedział, że w ogóle nie jest przygotowany na jej atak. Wiedział, że może to odbić się na Marshallu.
        W tym wypadku "cholera" była zdecydowanie najlepszym określeniem sytuacji.
        To jasne, że w ktoś widział ich razem, nie było innej opcji. Zawsze istniało ryzyko, że będzie to paparazzi, ale akurat nimi Caspian przejmował się najmniej, bo zawsze mógł ich przekupić. Obawiał się Węża, teraz także Eve, która miała motyw aby zdradzić wszystkim sekrety idola Caspiana Tannera. Aczkolwiek aktor w tym wypadku nie tylko bał się o siebie, lecz o Marshalla, na którym również może się wszystko odbić i… Co jeśli znienawidziłby Casa? Tego nie potrafiłby sobie wybaczyć.
        Przez wiele godzin w głowie Caspiana istniał głównie chaos, spowodowany gonitwą różnych myśli, wspomnieniami oraz obawami. Nic nie potrafiło odwrócić uwagi chłopaka. Ćwiczenia na siłowni, odpisywanie na listy fanów, nauka tekstu, a nawet przeglądanie w internecie głupich filmików… Nic. W końcu Tanner nie wytrzymał i postanowił zrobić niespodziankę Marshallowi z nadzieją, że rozmowa z nim i… samo przebywanie w jego obecności pomoże zapomnieć o troskach dzisiejszego dnia.
        Przebrał się szybko z wygodnej bluzy i dresów w bardziej wyjściowe ubranie, które składało się z bordowego swetra i czarnych spodni. Wyszedł z mieszkania, po czym żwawym krokiem wydostał się z budynku i poszedł na parking. Chciał jeszcze podjechać do Chmurki i kupić trochę puszystego, przepysznego sernika. W ubiegły wtorek wspominał Marshallowi, że chętnie wpadnie do niego z ciastem, które jego zdaniem było równie cudowne co szarlotka. Marzyło mu się, że usiądą obok siebie na kanapie i popijając gorącą herbatę oraz zajadając się sernikiem porozmawiają o głupotach, przyszłych spotkaniach… O czymkolwiek, co da Caspianowi nadzieję, że rzeczywiście spotkał osobę wartą zaufania, osobę po prostu, najzwyczajniej w świecie dobrą. Słowa Eve wciąż bębniły mu w uszach, lecz nie chciał nawet myśleć o tym, że Loczek mógłby zrobić cokolwiek, co naraziłoby idola.
        Po godzinie dwudziestej był już w pobliżu domu Marshalla. Z nadzieją w oczach zerkał na budynek, mając nadzieję że zastanie tam fotografa. Chciał zrobić mu niespodziankę, więc oczywiście nie uprzedził go o swoim przyjeździe. Caspian zaparkował auto po przeciwnej stronie ulicy i z lekkim uśmiechem spojrzał na sernik zapakowany w śliczne papierowe pudełko. “Ciekawe czy mu zasmakuje” z tą myślą położył dłoń na klamce, by otworzyć drzwi… Tylko po ty by kilka sekund później ją stamtąd zabrać.
        Przed domem stał Marshall w towarzystwie wysokiego chłopaka. Choć kiepskie oświetlenie nie pozwalało Tannerowi na ujrzenie szczegółów, jednego był pewny. Ten chłopak właśnie… właśnie pocałował Gundersona. Caspian natychmiast odwrócił wzrok, marszcząc brwi. Nic nie rozumiał i chyba nie chciał zrozumieć. Poczuł drobne ukłucie w klatce piersiowej, jednak zignorował je i z powrotem odpalił silnik samochodu.
        – Widocznie jestem nie w porę – zażartował sobie, choć wcale nie było mu do śmiechu. Zdecydował, że woli nie przeszkadzać tej dwójce i spotka się z Marshallem kiedy indziej… Sięgnął jeszcze po telefon przed odjazdem, by zadzwonić do przyjaciela. Po kilku sygnałach odezwał się znajomy głos. – Hej, Tyler. Masz może ochotę na sernik?

Ostatnio zmieniony przez PonętnyHubert (16-01-2019 o 15h43)


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#53 17-01-2019 o 18h50

Straż Absyntu
Reiko-chan
Piechur Straży
Reiko-chan
...
Wiadomości: 2 317

https://images91.fotosik.pl/60/a5f4cbd78fa90bef.png


     Usta Olivera były miękkie, ciepłe i smakowały jego deserem czekoladowym, który jadł parę minut wcześniej. Pomimo delikatności i czułości jego warg, Marshall nie odwzajemnił tego niewinnego pocałunku, będąc zbyt zaskoczonym, aby w ogóle móc zareagować, zanim Prescott nieco się odsunął, opierając dłoń na ścianie obok głowy Gundersona. Koszykarz zajrzał młodemu fotografowi w oczy, uśmiechając się do niego zagadkowo, kiedy ten badał swoje usta opuszkami palców, z zawstydzeniem spoglądając na ulicę pod ich stopami. Policzki Marshalla przybrały czerwieńszą barwę, był zakłopotany i nie bardzo wiedział, jak powinien się zachować. Tym razem nie mógł po prostu odejść, tak jak to zrobił na imprezie u Rogera Thompsona. Teraz było inaczej, zbyt intymnie i oficjalnie, aby zwyczajnie się odwrócił i wszedł do domu. Gunderson dobrze wiedział, że Oliver oczekuje od niego jakiegoś gestu lub słów, jednak nie potrafił ani poruszyć swoim ciałem, ani wydobyć z siebie głosu.
     - Jesteś uroczy. – Szept Prescotta rozległ się tuż obok ucha Marshalla, na co fotograf w pierwszej chwili nieco się spiął. Zaraz jednak uniósł kąciki ust, w milczeniu odbierając komplement. Czuł się dobrze. Nie do końca spokojnie i bez zmartwień, jak w towarzystwie przyjaciół i… bliskich, ale wciąż dosyć dobrze. Przeniósł wzrok na ciemnoniebieskie oczy sportowca, które bez wątpienia wołały o coś więcej. – Mam nadzieję, że awansowałem po tym przyjemnym wieczorze. – Pełne wargi Olivera zdobyły się na muśnięcie ucha Gundersona, który lekko zadrżał pod takim dotykiem.
     - O awansie i tym, że był to niezwykle przyjemny wieczór mogę cię zapewnić. – Marshall zaśmiał się krótko, układając dłonie na torsie Prescotta.
     Już czas ruszyć z miejsca. Gunderson wspiął się na palce, aby chociaż trochę zmniejszyć różnicę ich wzrostu. Caspian nie spojrzy na ciebie w ten sposób. Jedna ręka Marshalla wspięła się na rozgrzany kark Prescotta, który z kolei wsunął palce w poskręcane, gęste włosy fotografa, przymykając oczy. Jego kariera jest najważniejsza, nie możesz mu tego zniszczyć. Nie możesz być samolubny. Usta chłopaków złączyły się w kolejnym pocałunku z inicjatywy Marshalla. Tym razem jednak był to gest całkowicie zamierzony przez obie ze stron. Loczek zamknął oczy, podążając tym samym za przykładem Olivera, a następnie delikatnie pociągnął ustami dolną wargę koszykarza, drocząc się z nim. Poczuł, jak Prescott uśmiecha się przez pocałunek, a potem pogłębia go, odrobinę wychodząc poza linię ust Marshalla, ponieważ chciał poznać jak najwięcej jego skóry, tej ciepłej, gładkiej skóry, której pragnął już od długiego, bolesnego czasu.
     - Marshall, ja— Po kilku minutach studentom zabrakło powietrza i siłą rzeczy musieli się od siebie oderwać. Oliver uznał to za dobry moment do wypowiedzenia swoich uczuć, jednak Gunderson prędko ułożył mu palec na ustach, posyłając mu proszące, łagodne spojrzenie.
     - Nigdy nie mów kocham na pierwszej randce. – Marshall upomniał koszykarza, uśmiechając się pogodnie. Wciąż spokojnie trwał blisko Prescotta, który podczas pocałunku objął go wolną ręką, przyciągając do siebie, jednak gdzieś w głębi serca czuł, że to nie w tym miejscu powinien się wówczas znajdować. Z tyłu głowy intuicja podpowiadała mu, że wydarzyło się właśnie coś, czego będzie w przyszłości żałował. – Bardzo ci dziękuję za ten udany wieczór, Oli. Obyśmy szybko to powtórzyli… – Kolejny rumieniec i nieśmiałe spojrzenie, było tego zdecydowanie za dużo.
     - Nie spodziewałem się, że… rzeczywiście mnie polubisz, wiesz? – Blondyn odwrócił wzrok, nadymając delikatnie policzki. Marshall zdążył zauważyć, że chłopak robił to, kiedy nad czymś intensywnie myślał albo coś rozważał. Oliver wziął głębszy wdech, odsuwając się od fotografa, aby po chwili złapać go za dłoń i uśmiechnąć się do niego radośnie. – Myślałem, że po tej randce każesz mi spadać, a tymczasem… taka miła niespodzianka. – Marshall spuścił wzrok na te słowa, doskonale świadom tego, że jego towarzysz mówił o ich pocałunku. – Marshie?
     - Tak? – Gunderson uniósł głowę oraz brwi w pytającym geście, spoglądając na Olivera wyczekująco.
     - Zostaniesz moim chłopakiem?
     Marshall uśmiechnął się odrobinę. Nie poczuł tej niesamowitej ekscytacji, którą powinno odczuwać się, kiedy pada tego typu pytanie. Motyle w jego brzuchu nie rozpostarły ze szczęścia skrzydeł, a rumieniec na jego policzkach pojawił się chyba tylko dla zasady, żeby przypadkiem nic się nie wydało. Żeby przypadkiem nie wydało się, że młody fotograf wcale nie tego pragnął. Żeby przypadkiem nie wydało się, że musiał zmusić się do szerszego uśmiechu, że nogi się pod nim ugięły, ponieważ uświadomił sobie, że jego szanse na związek z Caspianem właśnie całkowicie legły w gruzach. Po pocałunku i nadziei, którą Marshall podarował koszykarzowi, nie potrafił, nie mógł, powiedzieć czegoś, co złamałoby mu serce. Wiedział o prawdziwych uczuciach Olivera. Wiedział, że prawdopodobnie będzie nieszczęśliwy w związku z nim, wiedział, że będzie potrzebował dużo czasu, aby przyzwyczaić się do nowego stanu rzeczy i zapomnieć o miłości do Caspiana. Ale wiedział również, że ta relacja z Prescottem była mu potrzebna, aby wreszcie się w sobie spiął i rzeczywiście zapomniał o uczuciach, które żywił do swojego idola, zwłaszcza teraz, kiedy płomyczek w jego sercu został rozpalony poprzez ich spotkania, ich długie, fascynujące rozmowy, te wszystkie intymne uśmiechy i spojrzenia, przypadkowe dotknięcia…
     - Tak, oczywiście, że tak. – Marshall nie pozwolił, aby w jego głosie dało się usłyszeć wahanie.
     Późnym wieczorem, po tym, jak Gunderson odbył ze swoimi przyjaciółmi wyczerpującą rozmowę na temat jego randki z Oliverem (Angelina wypytywała o wszystkie szczegóły, nawet te najdrobniejsze, które każdy normalny człowiek uznałby za niewarte uwagi, a Stewart z kolei ciągle się uśmiechał i słuchał przyjaciela jak zaczarowany), wreszcie miał trochę czasu tylko dla siebie i dla swoich myśli, które obecnie były bardzo nieuporządkowane i domagały się poustawiania na odpowiednich półkach. Marshall westchnął, opadając plecami na łóżko. Zamiast jednak oddać się przemyśleniom, chwycił telefon i bez wahania wybrał numer Caspiana. Potrzebował usłyszeć jego głos, bez względu na to, co podpowiadał mu zdrowy rozsądek. Chciał tylko rozmowy, albowiem czuł, że bez Tannera za chwilę się rozpłacze lub, co gorsza, rozpadnie na drobne kawałeczki. Od kłamstw bolało go całe ciało i dusza. Dlatego kiedy po którejś z kolei próbie połączenia się z Caspianem w telefonie wciąż nie rozbrzmiewał jego melodyjny głos, Marshall pozwolił łzom spłynąć po jego policzkach. Skulił się na łóżku, wykonując ostatnie połączenie z postanowieniem nagrania się na pocztę.
     - Cześć, Cas. – Przełknął ślinę, starając się znormalizować swój głos, który brzmiał na drżący i rozchwiany. – Dzwoniłem, ponieważ bardzo brakuje mi rozmów z tobą, pomyślałem, że może miałbyś chwilkę dla mojego nieszczęsnego ja. – Zaśmiał się cicho i krótko. – Ale skoro nie odbierasz, najpewniej dzwonię nie w porę i jesteś zajęty, więc… więc nie będę ci przeszkadzać. Przepraszam, Cas, nie musisz oddzwaniać. A… ale byłoby mi bardzo miło, gdybyś jednak zadzwonił. Dobranoc, Caspian, jeszcze raz wybacz, jeśli przeszkadzałem. – Ciche łkanie wydobyło się z jego ust wbrew jego woli, jednak z łatwością można było je pomylić ze zwykłym kaszlnięciem. – Tęsknię za tobą, Cas… Kocham cię… – Ostatnie dwa zdania rozbrzmiały zaledwie sekundę po tym, jak Marshall nacisnął przycisk zakończenia połączenia. Dopiero po dłuższej chwili jego serce zgubiło rytm, jakby potknęło się podczas biegu. Czy to aby na pewno się nie nagrało…?


https://66.media.tumblr.com/53e48d8e8c975a82c04526e0802ecc50/tumblr_ptz7mhgIFi1vk6enco1_540.png

Offline

#54 20-01-2019 o 21h40

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 632

https://images92.fotosik.pl/71/6c136436b64612a6gen.png


        Caspian wszedł do domu. Z wyrazu jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Dawno nie przejawiał takiej obojętności, lecz w środku… Sam nie wiedział jak nazwać to uczucie. Powinien cieszyć się, że jego przyjaciel (bo chyba tak mógł nazwać Marshalla, prawda?) znalazł sobie kogoś, być może był szczęśliwy… Lecz w takim razie dlaczego tak się zachowywał kilka dni wcześniej? Był taki beztroski w obecności swojego idola, te wszystkie przypadkowe dotyki, spojrzenia i uśmiechy. Dlaczego z taką pewnością siebie powiedział, że z chęcią poszedłby z Tannerem na randkę? Tego Cas nie rozumiał, nie potrafił. Być może nie chciał zrozumieć.
        Wzdychając głośnio opadł na sofę, wcześniej kładąc pudełko z sernikiem na stolik przed nim. Chłopak zaciągnął mocno rękawy swetra, by przykryć dłonie. Położył je na oczach wdychając przyjemny zapach ubrania. Ciągle upierał się, aby prano jego ubrania w jednym proszku, którego zapach przypominał mu beztroskie chwile w rodzinnym domu. Czasami zastanawiał się co porabiała jego matka, czy jest z niego dumna. Co porabiała jego babcia i czy wciąż nienawidziła go tak samo mocno. Co porabiała jego kuzynka, może zawzięcie oglądała wszystkie filmy, w których grał?
        Chłopak nawet nie wiedział kiedy z jego oczu pociekły łzy. Rękawy swetra były mokre, a rzęsy przykleiły się do siebie. Jego spojrzenie było zamglone, zapomniał gdzie się znajduje, co robi na sofie, dlaczego… Chciał tylko spotkać się z przyjacielem. Poczuć cokolwiek poza smutkiem i nienawiścią do samego siebie. Poczuć, że nareszcie ma tuż obok siebie prawdziwą osobę, nieudającą nikogo. Poczuć, że komuś zależy i nie obraca się w jego towarzystwie, tylko ze względu na sławę… Chciał tylko go zobaczyć.
        Zdecydowanie zbyt wiele przeżył w ciągu jednego dnia. Emocje szarpały nim, nie dawały spokoju. Łzy przestały lecieć, bo nie miał już siły łkać. Był świadomy tego, że jest człowiekiem wartościowym, że ma wokół siebie kochających go ludzi, miliony fanów stojących za nim murem. Jednak pomimo tego… czuł że zawiódł. Zawalił na całej linii. Cholera, nawet nie potrafił wziąć się w garść i otrzeć policzków. Dobijało g to wszystko. Myśli prześladowały go bez przerwy. Nawet nie mógł już normalnie spać. Było z nim źle, cholernie źle.
        Zdążył uspokoić się do przyjścia Tylera. Jenkins patrzył na niego zmartwiony, lecz milczał. Zamiast tego krótko uścisnął przyjaciela. Poszedł potem do kuchni zrobić herbaty, podczas gdy Caspian na chwilę zniknął w sypialni. Chłopak wziął kilka głębszych oddechów, wyciszył telefon i położył go na biurku. Nie chciał z nikim rozmawiać, tylko i wyłącznie z Tylerem. Być może powie mu o wszystkim, wygada się. Może znajdzie w nim oparcie. Może zrozumie ten mętlik w jego głowie.
        Siedzieli w salonie długi czas, jedząc sernik i pijąc herbatę. Siedzieli w ciszy. Caspian wielokrotnie zbierał się by powiedzieć cokolwiek, natomiast Ty cierpliwie czekał, domyślając się, że nie jest to zbyt łatwe dla Tannera. W końcu chłopak przełamał się i z jego ust wylały się słowa niczym z wodospadu. A wraz ze słowami drobnym szlaczkiem po jego policzkach spływały łzy. Przyznał się przyjacielowi do wszystkiego. Opowiedział o swoim dzieciństwie, o ojcu, matce, swoich marzeniach, obawach, o Wężu, Eve, Kaiu… O wszystkim co siedziało w jego głowie, męczyło serce i zatruwało duszę. Wrażliwy Tyler w pewnym momencie zaczął płakać razem z nim, odczuwając jedynie współczucie, żadnego obrzydzenia, czego Cas tak bardzo się obawiał. Wielki mięśniak siedział obok wiecznie uśmiechniętego idola, a obaj łkali, ocierając łzy na przemian chusteczkami i rękawami.
        - Nie jestem tylko twoim ochroniarzem, Caspian. Jestem także twoim przyjacielem, już kilka lat. Rozumiem, że było to dla ciebie trudne, trzymanie tego w środku… Mogłeś powiedzieć mi to tak dawno, może byłoby inaczej… - Głos Tylera drżał, lecz nie tak bardzo jak dłonie jego przyjaciela. Caspian wciąż miał zamknięte oczy. Podkulił nogi pod siebie, a ręce oplótł wokół kolan. Był wyczerpany, lecz jednocześnie czuł ulgę. Teraz przynajmniej jedna osoba znała całą historię i… Nie odrzuciła go. Dawno nie czuł takiej wdzięczności. Tanner zastanawiał się przez chwilę, jak zareagowałby Marshall na miejscu Tylera. Siedziałby tuż obok aż do końca? Wyzwałby go od najgorszych? Może po prostu by wyszedł, jak gdyby nigdy nic… Cas ogromnie bał się jego reakcji. Nie chciał by wiedział jak okropną był osobą i jakie błędy popełnił w życiu. Jednak wciąż chciał mieć go obok siebie, przyjaźnić się z nim. Kiedyś, jeśli do tego czasu nic mu się nie stanie, z pewnością mu powie.
        - Dziękuję, że mnie wysłuchałeś, Ty… Czasami zapominam, że jesteś taki lojalny i empatyczny… Poza tym, martwiłem się. Masz własne problemy, rozwód, Riley, swojego ojca… Nie chciałem ci dokładać powodów do zmartwienia. – Caspian skrzywił się nieco, mówiąc to. Wiedział, że brzmi to żałośnie, lecz taka była prawda. Wszystko dusił w sobie, co nie było zdrowe, aczkolwiek chyba nie potrafił inaczej… Aż do teraz. Był z siebie dumny, że się przełamał, dał radę przekazać komuś to, co od dłuższego czasu siedziało w jego głowie. Uśmiechnął się blado, kiedy Tyler delikatnie poklepał go po ramieniu.
        - Bardziej martwiłem się, gdy nie wiedziałem nic, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak… Teraz przynajmniej jestem w stanie ci pomóc, przyjacielu.
        Tymi słowami mężczyzna sprawił, że Caspian Tanner tej nocy spał spokojnie, zupełnie nieświadomy tego, co w tamtej chwili przeżywał Marshall Gunderson… Może gdyby odebrał telefon od chłopaka, zdołałby zapobiec kolejnym wylanym łzom. Jednak dopiero rankiem wziął do ręki telefon i ujrzał nieodebrane połączenia. Zaskoczony przyłożył telefon do ucha, by odsłuchać nagranie na poczcie głosowej.
        - Cześć, Cas. Dzwoniłem, ponieważ bardzo brakuje mi rozmów z tobą, pomyślałem, że może miałbyś chwilkę dla mojego nieszczęsnego ja. – ”Zawsze” pomyślał Caspian. – Ale skoro nie odbierasz, najpewniej dzwonię nie w porę i jesteś zajęty, więc… więc nie będę ci przeszkadzać. – ”Nigdy nie przeszkadzasz głupolu” westchnął, przymykając na moment oczy. - Przepraszam, Cas, nie musisz oddzwaniać. A… ale byłoby mi bardzo miło, gdybyś jednak zadzwonił. Dobranoc, Caspian, jeszcze raz wybacz, jeśli przeszkadzałem.
        Caspian zacisnął mocno szczękę, prawie gryząc się w policzek. Słyszał jeszcze jedno niewyraźne zdanie, które nagle zostało przerwane przez dźwięk zakończonej rozmowy. Model zmarszczył brwi. Czy Marshall nie powiedział przypadkiem, że za nim tęskni? Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Może mogliby się dzisiaj spotkać? Jako taką rekompensatę za wczoraj… Może Cas poczułby się lepiej, zaśmiałby się chociażby. Bo pomimo ulgi, którą odczuwał, wciąż nie był w najlepszym stanie.
        Aktor nie wiedział, czy Marshall nie jest zajęty, więc zamiast dzwonić postanowił napisać do chłopaka wiadomość.

Wybacz za wczoraj, miałem trochę spraw na głowie… Tak czy siak, jeśli miałbyś ochotę się spotkać,
chociażby na godzinkę… o ile będziesz miał czas, to ja bardzo chętnie /static/img/forum/smilies/wink.png


        Brunet zacisnął powieki i po cichu błagał, aby Gunderson zgodził się na spotkanie. Chciał przynajmniej ten dzień spędzić uśmiechając się.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#55 24-02-2019 o 22h39

Straż Absyntu
Reiko-chan
Piechur Straży
Reiko-chan
...
Wiadomości: 2 317

https://images91.fotosik.pl/60/a5f4cbd78fa90bef.png


     Gundersonowi i Tannerowi udało się zaaranżować spotkanie jeszcze tego samego dnia, kiedy zaczęli o nim rozmawiać w trybie ewentualnie. Pomimo nieprzespanej nocy wypełnionej beznadziejnymi szkicami porozrzucanymi na piętrze na jego biurku, Marshall chciał spotkać się z aktorem, rozgonić albo właśnie zebrać myśli, uśmiechnąć albo właśnie nie uśmiechnąć się szczerze po raz pierwszy tego dnia. Student powlókł się z powrotem po schodach na górę mieszkania, postanawiając złożyć dłuższą wizytę swojej nieszczęsnej łazience, która jako jedyna mogła w tej chwili uraczyć go czymś przyjemnym. Wziął prędki prysznic, by zmyć z siebie wspomnienia nocne, a susząc włosy doszedł do wniosku, że jego wory pod oczami będą wymagały starannej korekty i ukrycia pod grubą warstwą korektora. Bez tego zabiegu Caspian zacząłby zadawać pytania, a to nie skończyłoby się dobrze.
     Marshall siedział w kuchni, wgapiając się w swoje oblicze odbijające się na tafli ciemnobrązowej herbaty i szukając w nim czegoś więcej niż zwyczajnej cieczy, być może chodziło mu o zbawienie, kiedy po domu rozległ się głośny dźwięk dzwonka umieszczonego od zewnętrznej strony drzwi frontowych. Elisabeth uniosła śnieżnobiały łebek, jednak pozostała leniwie ułożona na blacie kuchennym, pozwalając swojemu puszystemu ogonowi spokojnie zwisać z krawędzi przestrzeni roboczej pomieszczenia, które powinno uchodzić za serce domu. Gunderson zsunął się z wysokiego, białego stołka stojącego przy wyspie pokrytej czarnym, gładkim marmurem i skierował się w stronę drzwi, skąd dobiegło go kolejne wdzięczne przypomnienie, że ktoś czekał na gospodarza tego mało imponującego domostwa.
     - Godzina siedemnasta, na dworze ciemno i głucho, a Caspian Tanner punktualnie u moich drzwi, cóż za miła niespodzianka. – Marshall wysilił się na drobny uśmiech, który jednak z trudem objął jego zielonoszare oczy. Przepuścił aktora w drzwiach, następnie zamykając je na dwa zamki i jednocześnie śledząc zmęczonym spojrzeniem ruchy idola. Obserwował spokojnie, jak Tanner zdejmuje płaszcz i odwiesza go na wieszak, a później jak zdejmuje buty, ustawiając je równo pod ścianą na dywaniku, którego zadaniem było zbieranie błota, śniegu i wody z podeszew. Z niezrozumiałego powodu patrzenie na tak codzienne, proste czynności, których wykonawcą był akurat Caspian, zasiewało w sercu Marshalla dziwny spokój bądź jedynie jego łatwą do zburzenia wizję. – Zrobię ci herbaty, co ty na to? – Mimo szczerych chęci Marshall nie potrafił ze stuprocentową dokładnością określić, czy udało mu się odgonić z twarzy wyraz umęczenia. Ruszył do kuchni, czując za sobą obecność Casa.
     Wstawił wodę na kolejną herbatę, a następnie wyciągnął z szafki jeden ze swoich ulubionych kubków przeznaczonych specjalnie do picia tego napoju – mianowicie ten z uśmiechniętym kotkiem zdobiącym jego główną część oraz wygiętym w łuk ogonem składającym się na ucho. Wrzucił do niego torebkę czarnej herbaty i wyciągnął cukierniczkę z szafki, przez swoje niedopatrzenie niemal stawiając ją w powietrzu. W uniknięciu słodkiej katastrofy pomógł mu Caspian, który, przynajmniej takie wrażenie odnosił Marshall, miał na studenta oko już przez dłuższą chwilę. Aktor prędko zareagował, ciągnąc szklane, delikatne naczynie do siebie, aby stanęło bezpiecznie na wyspie. Gunderson nawet nie zauważył całego zdarzenia, zamiast tego zalewając herbatę wrzątkiem.
     Po paru minutach zasiedli w salonie sąsiadującym z kuchnią. Marshall nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wcześniej wprowadził Tannera do tego niezbyt przestronnego, ale bardzo przytulnego pomieszczenia utrzymanego, podobnie jak cały dom, w odcieniach szarości i bieli i w nowoczesnym stylu. Zasiedli na czarnej narożnej kanapie pod oknem, stawiając kubki z parującymi herbatami na zgrabnym szklanym stoliczku przed nimi. Gunderson sięgnął ręką do pilota, włączając telewizor i puszczając pierwszy lepszy kanał, na którym leciał jakiś film. Nie znał fabuły, w głębi czuł, że nawet nie chciał jej poznać, albowiem nie wydawała mu się ona nawet w najmniejszym stopniu interesująca. Marshall uświadomił sobie, że od momentu przybycia aktora cały czas ze sobą rozmawiali, jednak kędzierzawy chłopak w ogóle tego nie rejestrował. Dopiero teraz, siedząc na kanapie i zajmując myśli jedynie parującym napojem i czyjąś obecnością obok siebie, zdał sobie sprawę z tego, że jego usta poruszały się w rytmie wypowiadanych słów, których jednak do tej pory w ogóle nie słyszał. Odnalazł się w środku konwersacji z modelem na temat akurat lecącego filmu.
     W pewnym momencie, kiedy Marshallowi udało się znaleźć program, na którym dopiero zaczynał się inny film, jego telefon zawibrował niemal wściekle, dając o sobie znać tak gwałtownie, że student aż zadrżał. Odstawił kubek z powrotem na stolik, sięgając do telefonu umieszczonego w kieszeni jego bluzy. Zdążył się już nieco rozluźnić, dzięki uspokajającej bliskości Caspiana, i zagonić myśli do jednego kąta swojego umysłu, ale kiedy przebiegł oczami po treści wiadomości, którą właśnie otrzymał, znów się spiął, wzdychając cicho i szybko smarując odpowiedź. Gdy uniósł z powrotem głowę znad niewielkiego ekraniku, dostrzegł pytające spojrzenie Tannera.
     - To… to mój chłopak, Oliver. – Jak na zawołanie telefon zawibrował po raz kolejny, chwilę później znowu i znowu, ponieważ Oliver miał ten zwyczaj pisania jednej wiadomości w kilku osobnych. Poza tym był bardzo opiekuńczy, co Marshallowi wydawało się urocze, lecz dobrze wiedział, że na dłuższą metę ta cecha w Prescotcie albo zelżeje, albo nabierze na sile i stanie się uciążliwa dla nich obu. – Jesteśmy razem od wczoraj i jest odrobinę nadopiekuńczy. – Głos Gundersona był cichy i pozbawiony większego entuzjazmu. Przesunął bezwiednie palcami po zablokowanym ekranie swojej komórki, nie patrząc na Caspiana siedzącego obok niego.


https://66.media.tumblr.com/53e48d8e8c975a82c04526e0802ecc50/tumblr_ptz7mhgIFi1vk6enco1_540.png

Offline

#56 03-03-2019 o 16h12

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 632

https://images92.fotosik.pl/71/6c136436b64612a6gen.png


        Caspian z chęcią skakałby ze szczęścia na myśl o spotkaniu ze swoim przyjacielem. Uśmiechając się i chichocząc co chwila, radosny, pełny energii. Tańcząc i ciesząc się zwyczajnymi chwilami w jego obecności. W obecności Marshalla.
        Jednak Tanner nie był w stanie nawet się uśmiechnąć. Nie potrafił spojrzeć w lustro ze łzami w oczach. Widział wszystkie swoje najgorsze cechy, widział siebie z czasów nastoletniego buntu. Odbicie wręcz śmiało się do niego, mordując wzrokiem resztkę radości i chęci na wyjście z domu, które dzielnie ukrywały się. Lecz widocznie było to za mało. Piekło, które wytworzyło się w jego umyśle było nie do zniesienia. Jego głowa była rozrywana od środka, a duszę z niego wydarto, zniszczono, po czym jej resztki z powrotem wrzucono do środka. Podkrążone oczy zdradzały zmęczenie chłopaka, które zostało po wczorajszym wieczorze. Białka oczu, nieco zaczerwienione, natomiast wskazywały na poranny napad płaczu. Długie i gęste rzęsy przyklejały się do siebie, a cała twarz wydawała się być napuchnięta.
        Idol tysięcy ludzi stał w łazience, wpatrywał się w swoje odbicie, a w głowie dudniło jedno, okropnie ciężkie dla niego pytanie.
        Czy on w ogóle kiedykolwiek był szczęśliwy?
        Nienawidził siebie tak bardzo. Nienawidził swojej egzystencji. Nienawidził tego, że się urodził. Nie potrafił radzić sobie z przeszłością, z problemami, które otaczały go z każdej strony. Często nie radził sobie nawet ze swoją sławą. Niekiedy żałował, że uciekł z domu i zostawił wszystko za sobą – a przynajmniej tak sądził. Widocznie błędy z przeszłości schowały się na chwilę, rosły w siłę, by następnie uderzyć w Caspiana, zniszczyć jego psychikę na dobre.
        Do spotkania z Marshallem miał jeszcze kilka godzin. W tym czasie miał pójść na siłownię, spotkać się z Tylerem i zadzwonić do reżysera… Ale po prostu nie był w stanie. Musiał się uspokoić. Uśmiechnąć się, powiedzieć do odbicia, że wszystko będzie w porządku. Że jest wartościowym człowiekiem i ma dla kogo pokonać te wszystkie przeszkody stojące na jego drodze do szczęścia. Na ich drodze do szczęścia.
        Zmusił się do zrobienia czegokolwiek. Był w tragicznym stanie psychicznym, taka była prawda. Jednak on zawsze wierzył, że w końcu będzie lepiej. Chociażby sama obecność Tylera bądź Marshalla zdawała się być dla niego zbawienna. Potrzebował bliskości ważnych dla niego ludzi. Inaczej nie mógł funkcjonować. Zbyt wiele myśli go przytłaczało. Kto by pomyślał, że tryskający energią, milusi i naiwny chłopak może codziennie zmagać się z osobistym diabłem?
        Ostatecznie zdobył się na wykonanie wszystkich czynności, które poprzedniego dnia sobie zaplanował. Zgrało się to z czasem tak dobrze, że na spokojnie mógł jeszcze przyszykować się do wyjścia. Jego podkrążone oczy wciąż były widoczne, lecz model zrezygnował ze wszelkiego rodzaju makijażu i zabiegów, które mogłyby zakryć tę niedoskonałość. Był jedynie człowiekiem, każdy miewał gorsze noce, więc miał nadzieję, że ludzie zrozumieją. Zresztą, nie zamierzał wzywać Roxanne tylko po nałożenie durnego korektora. Niby mógł zrobić to sam, ale w mieszkaniu nie posiadał nic takiego. Dlatego jedyne co mógł, to ubrać się schludnie, elegancko i uśmiechać się, nawet jeśli w ogóle nie miał na to ochoty.
        Caspian był na miejscu dosłownie kilka minut przed wyznaczonym czasem. Stał przed drzwiami do mieszkania Marshalla, ignorując chłód, który próbował wedrzeć się przez szpary w płaszczu chłopaka. Dłonie chował w kieszeniach, a przez zgarbioną sylwetkę mogłoby wydawać się, że jest o wiele niższy. Wpatrywał się w dzwonek i wahał, czy powinien go nacisnąć. Uwielbiał spędzać czas ze studentem, jednak po wizycie Eve obawiał się, że prędzej czy później jego obecność w życiu Gundersona zaszkodzi im obu… Tanner wziął głęboki oddech i wyciągnął dłoń z kieszeni.
        Na widok Marshalla przywołał na swoją uroczą, wymęczoną buźkę najszczerszy uśmiech, na jaki potrafił się zdać. Cieszył się na jego widok, jednak zmęczenie, które odczuwał, zwyciężało z jego chęcią bycia „wesołkiem”. Przez ułamek sekundy myślał o tym, czy by nie przytulić przyjaciela na powitanie, jednak widząc, jak przepuszcza go w drzwiach, natychmiast zrezygnował.
        - Bardzo cieszę się, że cię widzę, wiesz? – wychrypiał, ściągając płaszcz oraz buty. Odchrząknął jednak, słysząc brzmienie swojego głosu. Miał nadzieję, że go nie przewiało. A zresztą, pewnie i tak będzie zdrowy, rzadko chorował ostatnimi czasy. Chłopak spojrzał na Marshalla i dopiero wtedy zauważył zmęczenie na jego twarzy. Widocznie nie on jeden miał ciężką noc.
        Przytaknął na propozycję studenta i posłusznie poszedł za nim do kuchni. Uważnie obserwował jego ruchy, widział, że Marshall myślami błądzi po niebezpiecznych rejonach swojego umysłu. Zapewne sam walczył ze swoim osobistym piekłem, które wytworzyło się w jego głowie. Walczył z myślami, które powoli zatruwały myśli. Tanner dobrze znał to uczucie i potrafił poznać po ludziach, kiedy zmagali się z trudnymi problemami. Tym razem jednak miał cholerną nadzieję, że się myli. Nie chciał widzieć jak jego przyjaciel cierpi. Cas z chęcią przejąłby chociaż część jego bólu, byleby Marshall mógł się szczerze uśmiechnąć i spokojnie zasnąć…
        Opowiadał właśnie dość zabawną anegdotkę, mając cichą nadzieję, że choć trochę rozchmurzy to chłopaka. Na całe szczęście, że aktor obserwował Gundersona. Dzięki temu udało się im uniknąć małej katastrofy. Loczek widocznie nie zauważył, że blat zaczyna się odrobinę dalej niż w miejscu, w którym chciał postawić cukiernicę. Tanner zareagował odpowiednio szybko, co zdziwiło go o wiele bardziej niż jego przyjaciela, który zdawał się nie zauważyć całego zajścia. Z westchnięciem Cas postawił cukierniczkę na wyspie, ukradkiem zerkając na studenta i nie ukrywając swojego zmartwienia.
        Przez jakiś czas siedzieli w salonie, popijali herbatę i rozmawiali o wszystkim i o niczym. Tannerowi zdawało się, że żaden z nich nie miał wystarczająco dużo sił, na bardziej ambitne i wymagające konwersacje. Oglądali właśnie jakiś losowy film na jednym z kanałów, kiedy Caspian zdecydował nieco bardziej się wysilić. Pytał Marshalla co sądzi o ujęciach, grze aktorskiej i wielu innych rzeczach dotyczących filmu. Co prawda fabuła nie zdawała się zbyt wymagająca, a tym bardziej interesująca, jednak oglądanie wydarzeń na telewizorze choć odrobinę zabijało czas i sprawiało, że nie wpatrywali się bezmyślnie w ściany.
        Nagle Cas usłyszał dziwne wibracje. Zerknął na swojego przyjaciela, który odstawiał właśnie kubek na stolik. Model postanowił zrobić to samo, po czym zmienił pozycję na siad turecki i przesunął się nieco bliżej do Loczka. Odpisywał komuś na wiadomość. Caspian tak właśnie myślał, że zapewne chłopak otrzymał od kogoś wiadomość. Gunderson westchnął cicho, przez co mina Tannera wyrażała jeden wielki znak zapytania.
        - Och, rozumiem – wychrypiał, zmuszając się do uśmiechu. Jego przypuszczenia okazały się prawdziwe. Powinien się cieszyć, prawda? Więc dlaczego, do cholery, nie potrafił…? - Wiesz… Może nie jestem osobą idealną do rozmów, ale zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze możesz się wygadać, a nawet powyzywać, kiedy będziesz zły. Od tego jestem. Widzę, że coś jest nie tak i… Naprawdę źle czuję się z tym faktem. Czy mogę ci jakoś pomóc? – wyszeptał powoli, jakby bał się wypowiadać głośniej te słowa. Patrzył ze smutkiem w oczach w ramię przyjaciela, obawiając się spojrzenia w jego oczy. Delikatnie położył swoją ciepłą dłoń na rękę Marshalla, próbując w ten sposób okazać swoje wsparcie. Cholernie nie chciał, aby Loczek źle się czuł, żeby cierpiał w jakikolwiek sposób…


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#57 05-03-2019 o 14h23

Straż Absyntu
Reiko-chan
Piechur Straży
Reiko-chan
...
Wiadomości: 2 317

https://images91.fotosik.pl/60/a5f4cbd78fa90bef.png


     Ciepła dłoń Caspiana na tej należącej do Marshalla podziałała na młodego fotografa niczym wyciągnięcie zawleczki na granat. Tylko że ten granat nosił w sobie skotłowane, poplątane emocje, z których ciężko było wyodrębnić jedną, a jego wybuch spowodował, że po policzkach studenta spłynęły dwie samotne łzy, torując sobie drogę poprzez korektor uparcie nałożony na wory pod oczami. Gunderson nie wydał z siebie jeszcze żadnego dźwięku, a Tanner tkwił obok niego niezrażony, więc domyślił się, że aktor najpewniej nie spoglądał na jego twarz. Wykorzystał to, prędko i w miarę możliwości ostrożnie ścierając ślady łez.
     - W sumie to musimy o czymś porozmawiać, Cas. O czymś bardzo ważnym. – Marshall szeptał słabym głosem, a po krótkiej chwili powoli wysunął swoją dłoń spod tej modela, posyłając mu smutny uśmiech. Patrząc aktorowi w oczy, w jego szczerze zaniepokojone, zielone oczy, Gunderson przeżył parę sekund zawahania. Słowa się jednak rzekły i nie mogły zostać cofnięte. Student westchnął, niechętnie podnosząc się na równe nogi i obejmując się ramionami. – Caspian, ja… dobrze wiesz, że dochodziło między nami do wymiany… różnych słów. Ja i ty doskonale wiemy, że flirtowaliśmy ze sobą, w dodatku wcale nie tak dawno temu. Nie wiem, czy… Mam na myśli, że uważam… Uch, to chyba bardziej skomplikowane, niż sądziłem na początku…
     Marshall zamknął oczy, zaciskając mocno powieki i wbijając sobie paznokcie w ramiona poprzez warstwę ubrań. Starał się zebrać rozbiegane myśli i uporządkować je we w miarę składne i logiczne zdania, mimo że przeczuwał, że Caspian już wiedział, do czego zmierzał. Gunderson również to wiedział i ani trochę mu się to nie podobało. Jednak musiał być ze sobą szczery oraz sprawiedliwy wobec dwójki mężczyzn, którzy pojawili się teraz w jego życiu. Musiał postawić granicę, nawet jeśli pragnął znaleźć się po jej drugiej stronie. Miał obowiązek wobec Olivera oraz Caspiana.
     - Lubię cię, Caspian. Nie możesz mieć wątpliwości co do tego, że czasem lubię cię nawet za bardzo, ale… ale naprawdę wierzę, że jestem w stanie zredukować swoje uczucia do całkowicie platonicznych. – Gunderson rozchylił powieki, a cisza, która zapadła wokół, była zupełnie odmienna od innych cisz. Nawet dźwięki telewizora nie potrafiły się przez nią przedrzeć, kiedy student spoglądał tęsknie na twarz aktora, jakby to było coś, czego pożądał, czego pragnął całym sobą, ale jednocześnie nigdy nie mógł tego posiadać. Chciał wyciągnąć dłoń do Tannera i powiedzieć mu, aby zamknął niewypowiedziane jeszcze słowa w ustach raz na zawsze za pomocą pocałunku, ale nie potrafił. Był świadomy tego, że otarł się o wyznanie pełni swoich uczuć swojemu idolowi, jednak to nie było do końca to, o czym myślał w tamtym czasie. Chciał tylko wszystko wyjaśnić. Nie chciał nikogo skrzywdzić swoim niedojrzałym zachowaniem. – Pozwolisz mi na to?
     Szept był błagalny. Tym cichym pytaniem Marshall błagał Caspiana, żeby odmówił, żeby nie zgodził się na tak prędkie ścięcie tego, co zaczynało ich łączyć, żeby zażądał jakichś praw do relacji o jakkolwiek romantycznym podłożu. Nie chciał, żeby to się skończyło. Nie chciał rozstawać się z intymnymi spojrzeniami i przypadkowymi, dającymi dreszczyk emocji dotykami, z niewinnym, młodzieńczym flirtem, do którego przecież mieli prawo, ze swoją szansą, jedyną w swoim rodzaju. Był jednak gotów przyjąć na siebie każdą odpowiedź. Bez względu na to, jak ona by brzmiała, starałby się ją zrozumieć i w pełni się z nią pogodzić. Był przecież dorosły, a dorośli często zmagają się z takimi dylematami, prawda? W życiu nie wszystko musi iść po naszej myśli.
     - Myślę… Myślę, że to rozumiem. – Pełen zaskoczenia głos Caspiana rozbrzmiał po dłuższej chwili ciszy, a Marshall dobrze widział, spoglądając na niego, że jest zdezorientowany i chyba nie do końca świadom tego, co mówił. – Musisz jednak wiedzieć, że wiele zależy od ciebie, Marshall. Nie chcę, żebyś do czegokolwiek się zmuszał, ponieważ walka z emocjami może być naprawdę bardzo, bardzo trudna… Dlatego proszę, słuchaj przede wszystkim swojego serca.
     Gunderson otworzył szerzej oczy, słysząc te słowa. Przełknął powoli i niepewnie ślinę, kiwając głową na znak zrozumienia, mimo że mętlik w jego głowie nasilił się i stał się jeszcze trudniejszy do rozplątania. W nerwowym geście przeczesał włosy palcami, biorąc głębszy oddech. Zaraz po tym Tanner również się wyprostował, a student kątem oka zauważył odbitą na jego twarzy determinację. Aktor podszedł do Marshalla zdecydowanym krokiem i ujął delikatnie jego nadgarstki. Jego czuły wręcz dotyk zmusił fotografa do zadarcia nieco głowy, a wówczas stało się coś niewiarygodnego.


https://66.media.tumblr.com/53e48d8e8c975a82c04526e0802ecc50/tumblr_ptz7mhgIFi1vk6enco1_540.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3