Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 12 13 14

#326 10-08-2019 o 18h34

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 339

__________________________Nelly Lundberg
   Ciężkie powieki opadły, zasłaniając cały obraz. Miała wrażenie, że dryfuje w nicości. To było wiadome, że przegrała z własnym organizmem, chociaż tak bardzo nie chciała. Bała się zamknąć oczy. Bała się, że znowu ujrzy to, czego tak bardzo nie chciała. Nie mogła do tego dopuścić. Musiała się obudzić i wstać, jak gdyby nigdy nic i po prostu pójść, jak najdalej stąd. Nie mogła jednak się podnieść. Ciało było zbyt ciężkie i nie chciało już więcej z nią współpracować. Musiała leżeć i leżeć, i pozwolić mu zasnąć. Jednakże była tak uparta, że nawet nie chciała dopuścić tego do swojej myśli. Czuła jak z każdą sekundą odpływa. Było to okropne, naprawdę. Nie miała siły walczyć, żeby nawet mieć otwarte oczy, bo nawet powieki ważyły tonę.
   Była na skraju wtopienia się w otaczającą ją ciemność. Zobaczy znów te wszystkie tragiczne wspomnienia, których doświadczyła, a których za nic w świecie nie chce wspominać. Musiała się pogodzić z tą świadomością, że była zbyt słaba, żeby zmusić organizm do funkcjonowania przez kolejne paręnaście godzin, a nie spała ani nie jadła, a jak już nie wytrzymywała z głodu, to jadła w niewielkich ilościach. Miała kompletnie zaciśnięty żołądek, przez co żywność ją brzydziła.
   Zasypiała. W końcu jej ciało odpocznie. Szkoda, że na korytarzu. Szkoda, że na chłodniej i twardej podłodze.
   Usłyszała jednak czyiś głos, który już wcześniej miała okazję usłyszeć... Coraleen? Po co ona do niej mówiła? Po co ona wyszła z pokoju? Co to ma znaczyć? Wyraźnie jej powiedziała, że źle się czuje i że idzie do skrzydła szpitalnego. Przynajmniej jak już wyszła, to mogła kogoś zawołać, chociaż Nelly i tak nie miała zamiaru udać się do doktorków i pielęgniarek. Miała inne plany. Po co ona się tak darła? Głos Coraleen był nie do zniesienia w obecnym stanie kitsune. Słuchając jej dłużej, jej głowa pękała coraz bardziej na milion kawałeczków. Męczyła się. Nie chciała nikogo słuchać. Niech ją zostawi tu i pójdzie w swoją stronę, a nie krzyczy na nią czy coś. Nikt nie kazał jej zanosić do lecznicy. Nelly miała mieszane uczucia wobec Coraleen. Była strasznie... oschła. Wiedziała, że będzie mieć z nią ciężko.
   Nagle szturchnęła ją. Tak, może jeszcze niech ją kopnie najlepiej. Poczuła jednak coś jeszcze, coś gorszego niż zwykłe szturchnięcia. Czemu coś ją raziło prądem? To przez Coraleen? Po co ona razi ją prądem? Myśli, że to jej w czymś pomoże? Nelly zdenerwowała się na Wang. Niemiłosiernie się zdenerwowała, a ból, który odczuwała coraz bardziej, był nie do zniesienia. Co ona jej zrobiła, że była taka niemiła wobec niej? Czym sobie zasłużyła na bolesne rażenie prądem?
   W pewnym momencie nie wytrzymała dłużej i krzyknęła z bólu. Nie miała siły się podnieść, chociaż cholernie chciała. Zacisnęła zęby z bólu, po czym zmusiła swój organizm do wykonania czynności. Z wielką determinacją na twarzy, podniosła się, o mało, nie lądując znów na podłodze. Spojrzała na Coraleen wzrokiem pełnym gniewu. Ona niczego nie rozumie. Nie bądź na nią zła, Nelly, ponieważ ona po prostu nic nie rozumie.
   Nie potrafiła nie być na nią okropnie zła.
   - Myślisz, że rażąc mnie prądem, dodasz mi jakichkolwiek sił? - syknęła gniewnie. - Przyjechałaś i zachowujesz się jakbyś była jakąś królową.
   Wzięła głęboki wdech. Cała się trzęsła z bólu, z strachu i z złości.
   - Nie wiesz, co niektórzy tu doświadczyli. Nie wiesz, co tu parę dni stało się. - warknęła, nie chciała jej tłumaczyć, ale to samo z niej wychodziło.
   - Jak ty zareagowałabyś na zwłoki osoby, która nie jest ci obojętna, którą bardzo dobrze znasz? - spytała przez zęby.
   No jak? Odpowiedz mi.
   - Nigdy nie zrozumiesz. - wyszeptała, a z jej oczu wypłynęły łzy.
   Miała ewidentnie dość na dziś. Przetarła jedną ręką swoje oczy. Oparła się bardziej ściany, żeby nie stracić równowagi. Ciężko jej się oddychało. Bardzo ciężko.
   - Idę do skrzydła szpitalnego. - oznajmiła chłodno, jakby wyczekując jeszcze odpowiedzi ze strony Coraleen, aczkolwiek po mału próbowała od niej odejść.


https://i.imgur.com/DWRQ1Pz.gif

Offline

#327 10-08-2019 o 19h13

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 634

_________________________https://s6.ifotos.pl/img/corapng_qswrewn.png

    Blondyneczka na początku nie dawała jakichkolwiek znaków przytomności. Jednak wystarczyło, że Cora ją dotknęła, a ta zaczęła krzyczeć. Smoczyca zignorowała to. Spojrzała na swoje dłonie, a potem spiorunowała wzrokiem dziewczynę, która ośmieliła się na nią krzyczeć.
    -Na Niebiosa! Przecież nie robię tego specjalnie! – wykrzyczała w jej stronę. Nie potrafiła tego kontrolować. Ba! Nawet nie wiedziała kiedy to robiła! Przychodziło jej to mimowolnie, samo z siebie. Nie chciała porazić dziewczyny już pierwszego dnia! Chciała tylko, żeby ta nie umarła pod ich drzwiami! Źle by to wyglądało.
    Przewróciła oczyma, po czym wstała.
-No tak. Nie ma to jak robienie z siebie ofiary, a z innych złych panów – prychnęła zła na dziewczynę. Była królem, nie królową, jednak tego nie powiedziała wprost. Jej nazwisko znaczyło król, a Coraleen zachowywała się pysznie, jak królewskie dziecko.  –Nie ma to jak z góry oceniać innych i krzyczeć im to prosto w twarz – dodała równie zła.
    Czy widziała trupy bliskich osób? Nie. Czy widziała trupy? Również nie. Jednak była w niej dzika pewność siebie, że nie popadłaby w marazm. Coraleen trzęsło z jej nieużytkowanej energii. Cicha żałoba nie była w jej stylu. Byłaby wściekła. Ogromnie wściekła i wyładowałaby cały gniew, jaki miała w sobie.
    -Rozwaliłabym wszystko dookoła, jeśli ktoś śmiałby skrzywdzić moją rodzinę – odpowiedziała, dumnie się prostując. Nie pomogła dziewczynie wstać. Nie podała jej ręki. Nie miała zamiaru jej dotykać. I to nie dlatego, że mogłaby ją niechcący porazić. To był akurat jedyny powód dla którego mogłaby ją dotknąć.
    -Idź sobie gdzie chcesz – warknęła w jej stronę. – Powodzenia z dotarciem gdziekolwiek w takim stanie – dodała na odchodne. W myślach się upomniała, żeby jej nie opluć. Nie można było opluć współlokatorki już pierwszego dnia! Taki nie wypadało.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (11-08-2019 o 18h21)


https://s6.ifotos.pl/img/kekkpng_qseqxsh.png

Offline

#328 11-08-2019 o 22h41

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Z kamienną twarzą wpatrywał się w twarz wilkołaka. Oto stał przed nim wrak mężczyzny, który jeszcze kilka dni wcześniej obrany był za cel żałosnej, szczeniackiej zabawy, wywołującej wredny uśmieszek na twarzy Octaviana. W tamtej chwili nie czuł od niego ani zagrożenia, zazdrości czy pogardy, nie czuł też poczucia winy z powodu tamtej przykrej sytuacji, w której postawił go niedługo po rozpoczęciu przez niego pracy. Nie porównywał własnego nieszczęścia z tym, które spotkało Clarksona Vanserrę, ale nie czuł też większej potrzeby nie wpuszczania go na własne terytorium.
     Patrzył na niego bez słowa, by w końcu z dozą niepewności wyciągnąć rękę po przedmiot, który, jak sądził Vanserra, był od Chrysléorna.
     Długo wpatrywał się w aparat, stojąc obok nauczyciela i uchylonych drzwi do swojego pokoju. Nigdy nie spodziewał się prezentu od kogoś, z kim nie żył w zgodzie, nawet takiego na przeprosiny. Myślał, że młodszy Vanserra nigdy nie przejął się tym, że zniszczył jemu, Octavianowi, aparat. Mimo tego, że urządzenie było piękne i wiedział, że zrobiłby nim niesamowite zdjęcia, zastanawiał się, czy powinien go przyjąć. Kartkę przyczepioną do wstążki przeczytał dwa razy, chociaż z czasem wyglądało to, jakby czytał jej treść już po raz dziesiąty. W rzeczywistości wpatrywał się w litery, które były nieco koślawe, ale można łatwo było po nich poznać, że ktoś, kto je pisał, bardzo się starał.
     -Też wolałbym, aby dał mi to osobiście- odpowiedział w końcu. Rozluźnił ramiona, co było ostatecznym znakiem, że przyjmuje tę rzecz.
     -Niech pan wejdzie do środka- stwierdził nagle, ale zachował niepokojący spokój w głosie.
     Popchnął drzwi, które skrzypnęły cicho. Nie przepuścił gościa przodem- nie wiedział nawet, czy Clarkson przystanie na jego prośbę. Dziwnie było mówić mu na „pan” z zachowaną dozą szacunku, podczas gdy wcześniej zwykł wołać go po nazwisku.
     W pomieszczeniu było zimno. Okno otwarte na oścież sprawiało, że delikatna firanka, podarowana przez jedną z sióstr Morgan, powiewała na wietrze. Jedno z łóżek było starannie zaścielone, na drugim zaś nie było nawet prześcieradła. Kremowy materac rzucał się w oczy, choć Octavian udawał, że wcale tak nie jest. Gdzieniegdzie walały się magiczne artefakty. Karty do wróżb, księgi i tajemnicze, drewniane pudełka, jednak nie one zajmowały uwagę człowieka. W powietrzu unosiły się kwadratowe fotografie zrobione aparatami typu polaroid. Większość z nich przedstawiała Lavender, choć były też zdjęcia ogrodu Lawrence’a oraz inni wychowankowie zakładu poprawczego. Apollo z Sorell, Nelly, Eulalia. Wydruki leżały również na całej powierzchni biurka, a jedne przykrywały drugie. W całym pomieszczeniu mogły być ich setki. Odbijały cienie na ścianie przeciwnej do okna, zmieniając kolejność w wolnym tempie.
     -Niech pan tylko nie siada na łóżku Apolla- poprosił Octavian. Uniósł rękę spokojnie, a krzesło wysunęło się spod biurka. Z jego siedziska zsunęło się kolejne kilkadziesiąt miejsc, które poleciały wolno w kierunku zaścielonego łóżka.
     Octavian odsunął szufladę ze sprzętem fotograficznym. Prezent od Chrysléorna w dalszym ciągu trzymał w jednej z dłoni- tą wolną przesuwał aparaty i statywy, aż w końcu odnalazł papierową torbę. Wtedy przez okno wpadł biały ptak. Zdjęcia odsunęły się od niego, jak gdyby miały rozum równy jemu. Ptaszek przysiadł na ramieniu Clarksona i dziobnął go w szyję, na co Octavian zmarszczył brwi wyraźnie. Położył torbę i aparat z tasiemką na łóżku, po czym zgarnął zwierzątko w dłonie, odsuwając je od profesora.
     -Proszę mu wybaczyć. Jest trochę głupiutki.
     Posadził ptaszka na parapecie, obok miniaturowej miseczki z mieszanką ziaren. Odwrócił się od parapetu tyłem. Przeczuwając, że profesor zajęty jest zerkaniem na latające fotografie, wyjął z papierowej torby zniszczony aparat.
     -Tamtego dnia, w którym Chrysléorn przyjechał do zakładu, byłem na niego bardzo wściekły- wspomniał. –Byłem tak wściekły, że zdecydowałem się nie odzyskiwać zdjęć z aparatu, który zniszczył. Teraz jednak mam powód, żeby na nie spojrzeć.
     Położył aparaty obok siebie. Tak blisko, że niemal się ze sobą stykały. Wypowiedział długawe zaklęcie, po którym stary aparat wydał z siebie trzask. Z szuflady wyjął białe wkłady, które po następnym zaklęciu zaczęły ukazywać zdjęcia zrobione kilka tygodni wcześniej- oraz jedno, które nie było dziełem Octaviana.
     Młodzieniec złapał je szybko, zdziwiony jego obecnością, jednak już po chwili uświadomił sobie, że ta jedna fotografia zrobiona była już nowym aparatem. Być może Chrys chciał wypróbować sprzęt, który wysłała mu rodzina z Alaski- i wyglądałoby bardzo komicznie gdyby nie to, że nikt nie wiedział, gdzie znajdował się chłopak. Trzymał aparat dwoma rękami i zrobił dziwną minę, kiedy flesz niespodziewanie zaatakował jego oczy. Storminsky wypuścił resztę zdjęć, aby dołączyły do tych fruwających po pokoju i złapał jedno z nich- to, dla którego wyjął zniszczony sprzęt z ciemnej szuflady. Jego kadr wypełniał ogród i część zamku od strony głównej bramy, ale znajdował się na nim również Chrysléorn. Nogi i jedną z rąk rozmazane miał w ruchu, ale twarz była wyraźna, skupiona na tym, co widział, wtedy po raz pierwszy. Octavian nie chciał zrobić mu zdjęcia. Wilkołak pojawił się wtedy tak niespodziewanie.
     Wręczył nauczycielowi oba zdjęcia.

Ostatnio zmieniony przez Airi (12-08-2019 o 03h51)


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

#329 11-08-2019 o 22h47

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 730

-------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/190810/9204d1e5bf1745af0c12d41c23e85c8d.png
     W momencie śmierci Eulalii dwóch chłopców, którzy właśnie kierowali się w stronę jej pokoju, uwolniło się spod mocy eliksiru. Kain i Jason, będąc świadomymi swoich przeżyć, ale i w końcu prawdziwych uczuć natychmiast uciekli z zakładu. Szybko wpadli na nieznajomą, która zgłosiła policji odnalezienie dwóch, zaginionych chłopców. Nikt nie uwierzył im w historię o nimfie ukrytej w lesie, która porywa małe dzieci i robi na nich eksperymenty magiczne, ani o zakładzie poprawczym dla magicznych nastolatków. Trafili jednak w końcu w ręce rodziców i najlepszych psychiatrów w mieście. W końcu sami zaczęli wierzyć, że wszystko, o czym opowiadali działo się tylko w ich głowach. Ale to dopiero po długich godzinach terapii wśród normalnych ludzi. Ale to właśnie w zakładzie znajdowały się osoby, którym pomoc specjalisty była jeszcze bardziej potrzebna…
     Eulalia umarła. Nie było mowy o pomyłce. Wiedziała to odkąd się obudziła. Poznała swoje drzewo, kwiaty miało w tym samym kolorze, co jej włosy. Piękne drzewo z fioletową koroną. Patrząc na nie, nie mogła zaprzeczyć, że zmarła. Czuła to w sobie. Była pusta. A raczej na odwrót. To ciało jest puste bez duszy, a ona nie miała swojego. Tylko w tym drzewie czuła się jak wciąż żywa istota. Poza nim miała wrażenie, jakby jej duch mógł zostać rozwiany przez byle podmuch.
     Jednak siedzenie wewnątrz drzewa i wysuwanie się tylko po to, by patrzeć jak przyjaciele przychodzą pod nie i cierpią. Nie mogła tego dłużej znieść. W końcu całkowicie oderwała się od pnia i wróciła w szkolne mury. Odwiedziła wszystkich znajomych, zobaczyła jak cierpią, dowiedziała się kto została ranny, a później, że nie była jedyną ofiarą śmiertelną. Było jej wstyd za samą siebie, kiedy przez krótki moment ucieszyła się, że nie będzie sama w tej postaci i zaczęła szukać innych duchów. Jednak oni nie mieli drzewa, które trzymałoby ich przy tym świecie, ani niepozałatwianych spraw niedających odejść.
     Obserwowanie pogrążonych w żałobie przyjaciół, tylko wpędzało ją w większe poczucie samotności i żalu. Nie potrafiła spojrzeć w twarz Octavianowi, po tym jak nie spróbowała nawet ocalić jego ukochanej Lavender. Miała wrażenie, że zawiodła go na całej linii, a swoją śmiercią tylko unikała odpowiedzialności. Przy Maxie poczucie winy wzrastało, bo nawet nie zauważyła go w sali balowej, ale musiała kontrolować jego stan zdrowia. Wiele razy próbowała go dotknąć i uleczyć, jednak za każdym razem chłopak tylko dostawał dreszczy. Ale to spotkanie z Nelly wstrząsnęło nią najbardziej.
     Stojąc tuż przed kitsune patrzyła na jej zmęczoną twarz i podkrążone oczy. Mówiła do niej, choć wiedziała, że nikt nie słyszy. Długo wygłaszała monolog o tym jaki sen jest potrzebny dla zdrowia, a jej śmierć nie na tyle ważna, by Nelly miała trafić do lecznicy. Nagle w pół słowa przerwał jej dźwięk własnego imienia. Nie przesłyszała się, blondynka wymówiła jej imię.
      — Tak! Nelly, to ja! — Wołała z całych sił. — Jestem naprzeciw ciebie! Proszę! Błagam, niech to nie będzie pomyłka. Powiedz, że mnie widzisz!
     Ze łzami ściekającymi po policzkach, których nikt nie mógł zobaczyć błagała o choć jedną osobę, która ją dostrzeże. Jednak Nelly zdruzgotała jej marzenia błyskawiczne. Nazwała ją halucynacją. Eulalia zaczęła już tracić pewność, że nią nie jest. Była w rozsypce, uwięziona w więzieniu samotności, skąd mogła tylko oglądać swój największy horror.
     — Przepraszam — szepnęła i wyszła przez zamknięte drzwi.
     Później zawędrowała do lecznicy, gdzie Max buntował się przeciw leczeniu. Poznała brata Octavaiana, który tylko przypomniał jej o poczuci winy. Została tam jednak dłużej i cały czas mówiła do zmiennokształtnego.
     — Max, musisz jeść — powtarzała w tym samym czasie, co doktor Storminsky. — Nie możesz uciekać, powinieneś odpocząć! To nie jest moja moc, która postawi cię na nogi w kilka minut! Musisz o siebie zadbać! Proszę, dbaj o siebie!
    Odkąd umarła stała się straszną beksą. Kiedy tylko spotykała przyjaciół nie potrafiła powstrzymać łez. Nie wiedziała już nawet przy kim wylała ich najwięcej. Miała wrażenie, że ciągle tylko płacze, prosi i przeprasza.
     — Nie zostawiłam cię! Nadal tu jestem — znów wołała w desperacji i próbowała objąć Belmont, jednak bezskutecznie. — Naprawdę tu jestem! Naprawdę! Jestem tutaj! Jestem! Tylko ty mnie nie widzisz, nie czujesz i nie możesz dotknąć…
     Po kolejnej nieudanej próbie objęcia chłopaka, odsunęła się od niego i stanęła na środku pomieszczenia ze wzrokiem wbitym w oczy, które nie mogły jej dostrzec.
     — Czy ja na pewno tu jestem?


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#330 12-08-2019 o 00h25

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391329404387344/unknown.png

     Mimo tego, że opowieść Maxa uboga była w szczegóły, opowiadana szybko wydała się Adamowi bardzo skomplikowana i zawiła. Zmarszczył brwi delikatnie, kiedy chłopak przyznał mu nawet, że pomiędzy nim a młodszym Storminskim doszło do rękoczynów. Zaraz po tym uśmiechnął się jednak słabo. Nie był pewien, czy powinien uświadamiać chłopaka, że był w błędzie odnośnie aktualnej daty. Z jego opowieści wynikało, że wydawało mu się, że przespał jedynie jedną noc- nie kilka, jak to było w rzeczywistości. Jego zachowanie nie dawało Adamowi spokoju. Był pewny, że Max jest nieświadomy jeszcze wielu rzeczy i Adam zdecydowanie nie miał ochoty odpowiadać na pytania, na które odpowiedzi znał tylko po części. Kaszel Maxa wyrwał go z zamyślenia, sprawiając, że Adam objął go czułym spojrzeniem.
     Biedny, biedny chłopak.
     -Im był starszy, tym częściej obrażał się o pierdoły- stwierdził Adam cicho, wspominając małego Octaviana.
     Nieudana przemiana zmiennokształtnego zmieniła nieco nastawienie maga. Kiedy patrzył na znikające i pojawiające się blizny, postanowił zmienić taktykę.
     -Max, nie zmuszaj mnie do podjęcia nieco innych metod leczenia- powiedział. Struna łagodności zatarła się. Nawet wyraźnie szczera skrucha nie przekonała Adama co do tego, że chłopak grzecznie spożyje śniadanie, jednak postanowił dać mu jeszcze szansę. Tylko ze względu na to, że mógł być osobą, która coś znaczy dla jego brata.
     -W twojej karcie napisane jest, że nie pozwalasz innym się uzdrawiać. Rozumiem, że jest tego jakiś powód, którego wyjawienia od ciebie nie wymagam. Mimo wszystko, moim zadaniem jest sprawić, abyś wyzdrowiał i jeżeli nie będziesz mówił mi wprost, że coś jest nie tak, sam się tego dowiem. Nie powiem doktorowi Jackmanowi, że próbowałeś mnie oszukać, nie powiem też pielęgniarkom, że próbowałeś uciec przez okno. Jeżeli jednak twoje problemy nasilą się, nie będę patrzył na to, że nie lubisz uzdrawiania magią.
     Wyciągnął z kieszeni okrągłego, płaskiego lizaka i położył go na łóżku.
     -Jak tylko rozmówię się z bratem, powiem mu, że już się obudziłeś. Nie wahaj się wołać, jeżeli będziesz potrzebował czegokolwiek, Max.
     Kiwnął do niego głową i wsuwając dłonie do kieszeni kitla, wycofał się. Kiedy przechodził przez środek poczuł się dziwnie, zupełnie, jakby ciśnienie w tym konkretnym miejscu było zupełnie inne. Było to na tyle nieprzyjemne, że Adam przymknął oczy i skrzywił się, po czym wysunął jedną z dłoni z kieszeni i przycisnął palce do żeber.
     -Może duch- mruknął cicho, niemal bezgłośnie.
     Minął próg i ruszył do gabinetu doktora Jackmana, aby pomóc mu przy dawkowaniu lekarstw dla konkretnych uczniów. Jeszcze przez jakiś czas nie mógł wyzbyć się dziwnego poczucia, że ktoś go śledzi. Myślał o tym na tyle często, że zaczął czuć się niekomfortowo. Przypomniały mu się lekcje o duchach i zjawach. Zaczął rozglądać się po skrzydle szpitalnym pod innym kątem- bez wątpienia istniała duża szansa, że zmarło w nim wiele osób, a Archibald wspominał, że w zamku jest kilka duchów, jednak określił je jako te widzialne. Sorsha zwijała bandaż w pokoju pielęgniarek, kiedy Adam postanowił zacząć ten temat.
     -Dyrektor wspominał, że w zamku jest kilka zjaw- stwierdził, tonem takim, jakby pytał ją o to od niechcenia, żeby tylko zapytać.
     Sorsha podniosła głowę i spojrzała niepewnie na mężczyznę, próbując doszukać się spojrzenia jego oczu. Ale Adam patrzył na krople po drugiej stronie szyby.
     -Och, tak. Ale w skrzydle szpitalnym nie ma żadnej widocznej- stwierdziła nieśmiało.
     Adam roześmiał się cicho, a na jego twarzy pojawił się niemal zalotny uśmiech.
     -Co za paradoks- stwierdził. –Myślę, że mogą tu być te pośrednie. Niewidoczne, ale niekiedy wyczuwalne.- Spojrzał na nią. Po napotkaniu pytającego spojrzenia uśmiechnął się szerzej.
     -Widzi doktor… Cała nasza czwórka, to znaczy doktor Jackman, pani Clara, pani Adelaide i ja jesteśmy tylko uzdrowicielami. Potrafimy zamykać rany i wyczuwać choroby w różnych stopniach, ale daleko nam do magów i czarodziei, którzy są najbardziej na takie… zjawiska podatni. Słyszałam też, że osoby, które były kiedyś w stanie opętania, też potrafią je wyczuwać. Ale… pan chyba nie był nigdy opętany, prawda?
     Storminsky był zdumiony, że nieśmiała Sorsha wysiliła się na tak długą wypowiedź. Przysunął się bliżej dziewczyny, zerkając pośpiesznie na szparę w drzwiach.
     -Nie, nie zdarzyło mi się- przyznał Adam. –W mojej rodzinie magowie potrafili wyczuwać osoby bliskie sercu, niekoniecznie te, które należały do rodu. Ale widzisz, Sorsha, mam tu, w zakładzie, tylko braciszka, który, przynajmniej fizycznie, ma się dobrze.
     Rozmowa toczyła się jeszcze jakiś czas. Adam został naprowadzony na nowy trop. Mimo wszystko nie sądził jednak, że duch, który mu towarzyszył, był jedną z osób, które swoje ciało straciły niedawno, a tym bardziej nie wierzył w to, że może być kimś bliskim dla Octaviana.
     Przecież Octavianowi zależało tylko na Lavender de Mortain. A przynajmniej tak, całkowicie mylnie, myślał Adam.

Ostatnio zmieniony przez Airi (12-08-2019 o 00h31)


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

#331 12-08-2019 o 02h28

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 339

__________________________Nelly Lundberg
   Była wściekła i wyczerpana. W jednej chwili chciała jej wydłubać oczy, a w drugiej chciała po prostu zaczerpnąć ciszy i spokoju. Wiedziała jednak, że nie może tracić więcej sił na taką zadufaną w sobie osobę, jak Coraleen. Nie przystoiło to białym lisom, lecz niestety, Nelly, odbiegała od normy byakko, co też było skutkiem jej trafienia do zakładu.
   Ledwo stała na nogach, lecz z pełną determinacją, by kolejny raz nie runąć na podłogę. Usłyszawszy głos nowej współlokatorki, kitsune, o mało co, nie wypowiedziała paru nieodpowiednich słów pod adresem Wang. W porę ugryzła się w język. Słuchała ją jednym uchem, a drugim wypuszczała jej całą hipokryzję. Nienawidziła hipokrytów i takie osoby, nawet nie raczy uważnie słuchać. Niesamowitym było to, ile w parę minut, wyliczyła jej wad, które zdołała wyjawić Lundberg. Nie chciała nawet wymieniać tych cech, bo to niepotrzebnie wyczerpałoby jej umysł, który już i tak był przeraźliwie zmęczony.
   Nelly czuła, że te będą miały wobec siebie ciągłe problemy. Nie przejęła się tym. W końcu Coraleen, nie była kimś ważnym w jej życiu, jedynie zwykłą, randomową istotą zamkniętą w izolatce, która sobie idiotycznie myśli, że zdołałaby się stąd wydostać i dogonić tegoż maga - nie wiedząc nawet, gdzie on dokładnie przebywa - aby wkrótce potem, przelać jego krew w ramach zemsty za najbliższych. Ona tyle nie wiedziała i tak jak myślała kitsune - nie rozumiała nic. Była zbyt skupiona na sobie i na tym, jaka ona jest wspaniała oraz cudowna, że nawet nie pomyślała, iż z tego miejsca nie ucieknie. Smutne, naprawdę. Miała ochotę zaśmiać się w jej twarz, ale chciała zgrywać pozory tej mądrzejszej i poukładanej.
   Słowa Coraleen były tak absurdalne, że nawet Nelly dłużej nad nimi się nie zastanawiała. Po prostu je ignorowała, bo po co ma się użerać z Wang. Szkoda jej było zachodu. Najśmieszniejsze było to, że nie prosiła jej o pomoc, a ta i tak przyleciała - przeczenie samemu sobie. Może jak kiedyś zregeneruje swoje siły, to poprosi Hawthorna o zmianę pokoju, ale to już w ogromnej konieczności.
   I w końcu sobie poszła. Kitsune odetchnęła z ulgą, ciesząc się z tego, że nie zaszczyciła ją kolejnymi argumentami, tylko bezczelnie ją olała. Była z siebie dumna, gdyż nowa zasługiwała sobie na to, niestety lub stety. Odwróciła się dosyć niezgrabnie i z wielkim trudem, lecz najważniejszym było dokonanie czegoś, a nie to, w jaki sposób i w jakim stanie, to się wykonało. Zaczęła powoli stawiać kroki przed siebie, opierając się jedną ręką o ścianę. Musiała zdalnie ominąć lecznicę, jeżeli chciała pozostać sama.
   Na całe szczęście - za dużo osób nie pałętało się na korytarzach, więc też Nelly mogła bez żadnego stresu, iść swoim własnym tempem. Droga jej się niemiłosiernie dłużyła, ale nie zamierzała narzekać. Przynajmniej udało się jej wstać na równe nogi i pójść dalej niż kilka metrów od pokoju. A to już był znaczący progres w jej obecnym stanie. Zdalnie omijała konfrontacji z innymi, wybierając mniej zaludnione ścieżki korytarzy szkolnych.
   Nie sądziła, że tyle da radę przejść. Była pod niemym wrażeniem, aczkolwiek i tak w pełni skupiła się na tym, aby dojść do jakiegoś zacisznego miejsca, jak najdalej od wszystkich. Nogi coraz bardziej się uginały, przypominając w ten sposób, że nie są one stabilnymi kończynami, gdyż są zrobione z waty. Dłoń, którą przesuwa i jako tako trzyma się ściany, zaczyna powoli tracić swe czucie. Nabieranie tlenu staje się nie lada wyzwaniem, które mocno rani jej płuca. Nieliczne mroczki zaczęły przyćmiewać jej obraz, a osłabiony organizm coraz bardziej ciążył na jej zranionej duszy. Ile razy było wspomniane, iż jest cholernie zmęczona? Gdyż jest ona cholernie zmęczona i najchętniej poszłaby zasnąć na wieki.
   Kolejny zakręt, a pole widzenia staje się znacznie ograniczone niż dotychczas. Ledwo przełknęła ślinę. Zaczęła ciężko oddychać. Była niezmiernie uparta i dalej szła przed siebie zamiast się zatrzymać, odpocząć. Bała się, że znowu nawiedzą ją halucynacje w postaci nimfy. Kitsune była w takim stanie, że nie odróżniała zwidów od realistyczności, gdyż ona naprawdę widziała Eulalię na własne oczy. Ma prawo ją widzieć oraz wyczuwać bez żadnego problemu, ponieważ jest ona silnie powiązana ze światem duchowym, tak jak każdy inny kitsune.
   Następny zakręt, a jej brakowało tchu. Musiała jak najszybciej przejść, gdyż przed oczyma zamajaczyła jej lecznica, którą w żaden sposób nie wyminie innym korytarzem. Po prostu musiała przejść, jak gdyby nigdy nic. Spróbowała wziąć głęboki oddech, co przyszło jej z ogromnym trudem, po czym wyprostowała się, co było masochistycznym zagraniem wobec jej organizmu. Teraz musiała grać spokojną.
   Pierwsze kroki przyszły jej z niebywałą łatwością, lecz im dłużej tak szła, to tym bardziej zaczynała się schylać ku ścianie. Jeszcze parę metrów - niewiele, naprawdę. I udało się jej. Nelly przeszła bez żadnych podejrzeń oraz nie będąc przez nikogo zauważoną. Urodzony lis. Kontynuowała swój bolesny chód, gdy nagle zdała sobie sprawę, że ledwo cokolwiek widzi, a w głowie wręcz huczy. Nie pozwalała sobie na jakiekolwiek porzucenie swych planów. Musiała iść dalej. Musiała.
   Znowu to samo - upadła. Nelly, nawet nie wiedziała kiedy. Ten moment nie został zapisany w jej pamięci. Zaczęła sobie tłumaczyć, że pewnie to przez plątające się nogi. Próbowała wstać, lecz nie mogła. Stało się to samo, co wcześniej. Ciało było zbyt ciężkie i odmawiało posłuszeństwa, a ona tym razem nie miała siły walczyć. Czerń coraz bardziej zakrywała jej obraz. Nie zorientowała się nawet, kiedy błękitne oczy postanowiły się ukryć pod ociężałymi powiekami.
   Tym razem poddała się ciemności bez żadnej walki.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (12-08-2019 o 11h26)


https://i.imgur.com/DWRQ1Pz.gif

Offline

#332 12-08-2019 o 11h02

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 634

_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png

    Naprawdę chciał wyjść. Musiał wyjść. Porozmawiać z Chrysem. Zobaczyć się z Eulalią. Wytłumaczyć wszystko Artemis. Przeprosić Octaviana. Nie chciał też oszukiwać Adama. Miał nadzieję, że mu się uda przemienić, jednak nic z tego. Nie pamiętał kiedy ostatnio był tak wycieńczony.
    -Przepraszam – powiedział drugi raz. Nie podniósł oczu. Było mu wstyd. Nie powinien tego robić. Był głupi, że próbował. –Będę posłuszny – zapewnił cicho. Nie mógł być leczony magią. Nie chciał, żeby ktokolwiek uzdrowił to. Nikt nie mógł tego uzdrowić. Może to było chore, ale gdy było Max czuł się spokojnie, jakby był na miejscu. Nie myślał o tym, że jest złe. Nie chciał się pozbawiać tego uczucia. Nawet jeśli było chore i złe.
    By udowodnić, że mówił prawdę, spojrzał w kierunku tej nieszczęsnej tacy ze śniadaniem. Nie wiedział jak to zje, jednak musiał. Nie potrafił jednak sięgnąć po jedzenie tak od razu. Naprawdę nie chciał jeść. Dlatego sięgnął po sok, który wcześniej został mu podsunięty. Powoli zaczął go pić. Śpieszyło mu się jak nigdy, ale był w stanie zaakceptować swoją porażkę. Bał się tych rozmów, które miały nadejść.
    Szeroko otworzył oczy, kiedy Adam na łóżku położył lizaka. Brak odwagi by spojrzeć na czarodzieja zniknął. Zaciekawiony spojrzał na blondyna. Bał się życzyć mu powodzenia w rozmowie z Octavianem. Nie potrafił tego powiedzieć. Byli braćmi. Skinął tylko głową. Nie miał zamiaru go wołać. Miał zamiar grzecznie czekać i zjeść śniadanie.
    Po wypiciu soku natychmiast się położył. Chusteczkę i lizak, które dał mu Adam, położył obok tacy na której nadal było jedzenie. Nie potrafił na nie patrzeć, więc odwrócił głowę. Chciał się cały obrócić, ale nadal czuł tysiące szklanych kryształków, które się w niego wbijały. To bolało. Jak zresztą całe ciało, jednak Max to ignorował. Bolała go klatka piersiowa. Bolały go ręce i dłonie. Bolały go nogi, kości, stawy. Cały był obolały. Naprawdę nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatni raz był tak wycieńczony…
    Nie potrafił nic ze sobą zrobić. Nie lubił czytać, więc nie prosił o książkę. Nie chciał jeść, więc nie jadł. Nie chciał wstawać, żeby nie robić Adamowi kłopotu. Chciał porozmawiać z innymi, ale szalenie się tego bał. Chciałby, żeby go ktoś odwiedził. Czemu nikt nie chciał się z nim spotkać? Czemu nikogo przy nim nie było jak się obudził? Czy już wszyscy się nim brzydzili?
    Znowu zaczął płakać.  Był samotny. Nawet jeśli w skrzydle szpitalnym pełnym innych ludzi, czuł się bardzo samotny. Tak się kończyło kłamanie i oszukiwanie. Tak się kończyło to, że nie podobały mu się dziewczyny, a chłopaki.
    Nie wiedział czy przysnął czy trwał w tym spokojnym stanie. Nie wiedział czy to była chwila czy jednak trochę więcej. Wstał dopiero, kiedy zaczęło robić się wokół niego zamieszanie. Spojrzał na tacę. Nadal tam była. Nadal musiał zjeść śniadanie. Niechętnie sięgnął po jedzenie i zaczął brać pierwsze kęsy do ust, mimowolnie patrząc na małe zamieszanie.


https://s6.ifotos.pl/img/kekkpng_qseqxsh.png

Offline

#333 12-08-2019 o 12h13

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391329404387344/unknown.png

     Rozmowy z Sorshą były miłe zwłaszcza wtedy, kiedy nikogo innego nie było w pobliżu. Adam szybko stwierdził, że dziewczyna nie jest aż taka nieśmiała, na jaką wygląda. W dalszym ciągu często odwracała wzrok, myliła się co do tego, jak powinna się do niego zwracać, ale jej wypowiedzi stawały się coraz to dłuższe i miały coraz mniej zająknięć. Sprawiała wrażenie głupiej trzpiotki, ale mogła być zarazem tą, która ułatwiłaby Adamowi wiele spraw. Storminsky wiedział, że musi zdobyć zaufanie wszystkich trzech uzdrowicielek. Nie widział problemu w zaczęciu od tej, której ukrywanie interesowania się jego osobą wychodziło najciężej. Widział, że wszystkie zerkały. Zerkał i doktor Jackman, ale nim Adam interesował się najmniej, przyswoiwszy już informacje, że nie będzie pracował z nim długo.
     Kręcił się tu i ówdzie, nawet wtedy, kiedy mógł siedzieć. Zerkał do drugiej sali co jakiś czas, niepokojąc się o Maxa. Tak jak mu obiecał, nie powiedział nowym współpracownikom o tym, co chłopak próbował zrobić i zamierzał się tego trzymać. Nie starał się wgłębiać w myśl o tym, dlaczego chłopak nie chce zgodzić się na to, aby wyleczono go magią- przecież gdyby nie protestował, Adam wyleczyłby wszystkie jego rany w zaledwie kilka minut.
     -Adamie, proszę zostawić te bandaże. Pan źle to zwija.- Clara jako pierwsza zaczęła gubić zwroty grzecznościowe, z którymi się przedstawiali. Podejrzewał, że to dlatego, iż w lecznicy była najstarsza.
     -Och, a jak inaczej, Claro? W drugą stronę?- zażartował śmiało. Kobieta podeszła do niego i wyrwała mu bandaż z ręki. Wtedy po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego. –Chciałem pomóc. Mówili, że droga do Salem jest męcząca, ale nie odczułem tego na tyle, aby mieć ochotę na bezczynne siedzenie- skłamał. Patrzył, jak Clara zwija bandaże po swojemu.
     -Niech doktor wyjdzie na korytarz, rozejrzy się trochę po zamku- zaproponowała. Wyraźnie nie chciała, aby patrzył, jak się uśmiecha. Nachyliła głowę nad miską z bandażami, a falowany kosmyk siwiejących włosów przysłonił jej twarz. –No już, niech pan mi stąd idzie. Powinien pan zacząć pracę jutro, głupio mi aż, że zabierasz się za prace, które do ciebie nie należą.- Adam odsunął się od miski potulnie.
     Przejście się po korytarzach nie było takim złym pomysłem, choć Adam miał ochotę zostać w środku i być w pobliżu uczniów. Nie chciał przypadkiem wpaść na brata wcześniej, niż sobie zaplanował. Stwierdził jednak, że zaryzykuje. Popchnął drzwi wyjściowe na korytarz zamkowy. Zamierzał iść najwolniej, jak potrafił, pooglądać zdobienia na kamiennych ścianach i nie tracić z oczu tych drzwi, ale drobna postać w oddali sprawiła, że musiał wrócić do środka szybciej.
     Dobrze, że tutaj, pomyślał, kiedy znalazł się przy wątłym ciele dziewczyny.
     -Panienko?- Odsunął włosy z twarzy jasnowłosej.
     Nie chciał czekać. Podniósł dziewczynę, bardzo leciutką z resztą, ruszył w kierunku niedawno opuszczonego pomieszczenia i zaczął wołać:
     -Claro? Masz instynkt, wiesz?
     Clara, słysząc jego wołanie, otworzyła drzwi i cofnęła się zdumiona. Adam nie czekał na doktora Jackmana- dzielenie się pacjentami nie było w jego stylu. Wszedł jednak do gabinetu doktora i położył dziewczynę na kozetce.
     -Panienko, zbudź się, jest dopiero po czternastej, nie pora na spanie- mówił Adam.
     -Nelly Lundberg, kitsune.- Clara położyła kartę blondynki na biurku doktora o zbyt długim imieniu.
     -Czy mogę…?
     -Może pan.
     Adam przyłożył dłoń do czoła Nelly i użył magii, aby dodać jej nieco sił. Przede wszystkim jednak chciał ją obudzić.


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

#334 12-08-2019 o 13h34

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 339

__________________________Nelly Lundberg
   Żałowała, że tak łatwo pozwoliła sobie zasłabnąć. Teraz musiała na nowo przeżywać ten koszmar, o którym tak bardzo chciała zapomnieć. Nawiedzał ją w każdej chwili - na jawie oraz w snach. Wspomnienia były tak rzeczywiste, że przyprawiały ją o dreszcze. Nie miała żadnego wyjścia, chociaż pragnęła z całych sił się wybudzić, to wiedziała, iż wyczerpany organizm będzie stawiać opór - bez wątpienia - musiała to przetrwać.
   Biegła i biegła. Korytarze zakładu poprawczego zdawały się dłużyć bez końca, lecz mimo wszystko, nie przestawała biec dalej. W końcu udało jej się wydostać na zewnątrz budynku. Uniosła głowę ku górze, gdzie na niebie, dostrzegła majaczącą sylwetkę Eulali - spadała z prędkością światła, lecz Nelly wydawało się, jakby czas w tej chwili znacznie spowolnił. Nie widziała wtedy upadku nimfy, więc było to niemałym zaskoczeniem dla niej, kiedy umysł postanowił przedstawić jej ten moment.
   Czas był jak pieniądz, a ona nie mogła dłużej stać i wpatrywać się w tragedię, która zaraz się wydarzy. Miała szansę ją uratować, miała szansę sprawić, że przeżyje i zapobiegnie żałoby wielu osób. Rzuciła się do biegu, żeby jak najszybciej dobiec na miejsce śmierci Fern. Wiele przeszkód pojawiło się na jej drodze - potykała się, wywracała się, a najkrótsze ścieżki były zarośnięte potężnym bluszczem. Musiała biec naokoło z nadzieją, iż dobiegnie na czas. Całe szczęście, że nie odczuwała wyczerpania, dzięki czemu nie musiała martwić się o całkowite wycieńczenie z sił.
   Ostre zakręty zmuszały ją do niebezpiecznych zwrotów, które często kończyły się upadkiem. Kitsune nie poddawała się i dzielnie wstawała za każdym razem, by kontynuować swoją misję ratunkową. Ostatecznie przyśpieszyła do takiego stopnia, że nie sądziła, że stać ją na taki sprint, lecz po chwili przypomniała sobie, że to okropny koszmar z równie okropnym zakończeniem. Wkrótce potem znalazła się u celu i szybko stanęła w miejscu, gdzie leżała nimfa. Spojrzała w górę, upewniając się, że ciało nimfy leci wprost na nią. Wyciągnęła ręce ku górze. Może nie miała na tyle siły, aby perfekcyjnie ją złapać, lecz pragnęła przyjąć za nią tę siłę uderzenia, która ją zabiła. Chciała po prostu kogoś w końcu uratować, a nie stać i obserwować, jak wszyscy wokół padają jak muchy. Nie zdołała uchronić Lavender, nie zdołała uchronić Octaviana i nawet tego chłopaka, który wydawał jej się taki znajomy. Nie zdążyła nawet uchronić, a potem uratować Eulali. Nie zdołała uchronić Artemis oraz Apolla, a nawet sióstr Morgan. Wszyscy zginęli lub odnieśli poważne obrażenia. A ona? A ona była jedynie obserwatorką tego zdarzenia, lecz teraz... teraz mogła przynajmniej to zmienić.
   Nimfa spadała, a raczej spadła niczym kometa. Zaniosło się donośnym hukiem, a piach przysłonił jej pole widzenia. Ale skąd wziął się tu piach? Blondynka przetarła zranione oczy wolnymi dłońmi. Przetarła...? Wystraszyła się, co spowodowało, że odskoczyła parę metrów dalej. Eulalia leżała na ziemi - nieżywa. Jakim cudem? Nelly podbiegła do niej i wyciągnęła ku niej rękę, która przez nią przeniknęła. Nie mogła jej złapać, bo była znowu postawiona na roli obserwatorki. Przyczyniła się do jej śmierci - kolejny raz. Próbowała na wiele sposób ją uratować, ale nigdy nie mogła oszukać losu, który spotkał nimfę - nigdy. Smutek ścisnął jej gardło na tyle, że aż nie mogła swobodnie oddychać.
   A potem opanowała ją ślepa panika. Wszędzie rozlewała się krwistoczerwona ciecz. Chciała się odsunąć, jak najdalej, ale nie mogła, ponieważ pnącza owinęły się wokół jej kostek. Próbowała się wydostać - rozerwać złośliwe chwasty, które okazały się być niewyobrażalnie wytrzymałe. Strach nią zawładnął do takiego stopnia, że przyćmił jej trzeźwe myśli. Wyglądała jak w transie, a jej reakcje były bezmyślne. Zauważywszy, że pnącza nie dają się tak łatwo rozerwać, to zaczęła je szarpać z całej siły, lecz one tylko coraz bardziej oplatały jej nogi, kierując się coraz wyżej i wyżej. Lęk, który odczuwała był paraliżujący. Cała się trzęsła i w pewnej chwili uniosła dłonie, by na nie spojrzeć. Były całe zranione i splamione jej krwią. Ona cała była splamiona krwią, jakby dopuściła się do jakiejś masowej rzezi. Źrenice jej się zwężyły, a serce, o mało co, nie przestało jej bić. Niepewnie uniosła swój przerażony wzrok, by spojrzeć na zwłoki Eulali... których tam nie było.
   To było już zbyt wiele, zbyt wiele, zbyt wiele. Niech ktoś, coś zrobi. Niech się wybudzi. Ona nie chce tu dłużej być. Boi się, boi się, boi się. To nie jest jej wina. Nikomu nie zrobiła krzywdy. Ona nikogo nie zabiła. Nie zabiła, naprawdę. To niemożliwe.
   Nelly nie wiedziała co zrobić i w jaki sposób stąd uciec, bo nawet nie miała szansy wydostać się z strasznych pnączy. Chciała zrzucić z siebie tę krwistoczerwoną ciecz, która coraz bardziej pochłaniała ją samą. Zaczęła słyszeć głosy wokół siebie, które obwiniały ją o śmierć wszystkich osób, które straciły tegoż dnia życie. Obwiniali ją oto, że nic nie zrobiła, tylko stała i oglądała cały spektakl. Po chwili przed nią zmaterializowała się dziewczyna. Była cała zakrwawiona, a jej pobrudzone, fioletowe włosy, uświadomiły Nelly, że to była Eulalia. Lundberg chciała powiedzieć, że starała się z wszelkich sił ją uratować, że starała się zrobić wszystko, żeby Fern przeżyła, lecz jej głos ugrzązł w jej gardle. Zaciśnięta ręka na jej szyi; nie należała do tych najdelikatniejszych. Łzy rozmazały jej widok na nimfę, do której ledwo wyciągnęła trzęsącą się rękę.
   Wszystko nagle zamilkło, a całe otoczenie zostało spowite przerażającą czernią. W tej ciszy rozbrzmiał znajomy głos.
   - To wszystko twoja wina.
   Wybudziła się z krzykiem, nawet nie wiedziała, jak się z tego koszmaru wyrwała. Była niemalże pewna, że coś jeszcze na nią czyhało w tejże ciemności, że coś chciało zemścić się za jej bezradność. Była w kompletnym transie. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, a osoby, które ją otaczały, były niewyraźne dla jej zapłakanych oczu. Słyszała męski, a zarazem kojący głos, który się do niej zwracał, aczkolwiek nie potrafiła zrozumieć jego słów. Bała się, za bardzo się bała, żeby racjonalnie myśleć. Myślała, że ogarnęły ją kolejne halucynacje, lecz tak naprawdę, to strach w tej chwili grał swoją główną rolę. Nie zdołała zauważyć, że miała więcej siły niż wcześniej, gdyż była zbyt zaaferowana koszmarem, który miała parę chwil. Widziała wszędzie krew - kolejne zwidy. Chciała uciec, jak najdalej stąd i schować się. Chciała się podnieść, ale silne ręce ją mocno trzymały, by ta nie miała szansy się podnieść, aż w końcu odpuściła.
   Trzęsła się jak osika. Rozglądając się na boki z przerażeniem na twarzy. Była w jakimś dziwnym miejscu i było w nim cholernie jasno. Kolejna fala paniki ją ogarnęła.
   - Czy ja nie żyje? - wyszeptała.


https://i.imgur.com/DWRQ1Pz.gif

Offline

#335 12-08-2019 o 14h41

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391329404387344/unknown.png

     Kiedy Nelly krzyknęła, Adam wiedział, że się udało. Kiwnął do Clary na znak, że poradzi sobie sam, po czym nie zważając na stan dziewczyny, nie odrywał dłoni od jej głowy. Clara zamknęła drzwi ostrożnie, ale nie sprawiło to, że Adam poczuł się swobodniej. Zupełnie, jakby ktoś dalej stał za jego plecami.
     Przesunął palce w kierunku skroni, przy okazji odgarniając jasne włosy, które wpadały dziewczynie do oczu. Jej ciało drżało. Adam podłożył jej poduszkę pod plecy i podtrzymując ją, wysyłał kolejne fale magii. Tak mógł pracować- używając tego, czego nauczył się w szkole i na studiach. Tradycyjne leczenie innych było długie i nużące. Nawet nie myślał o tym, ile czasu zajęłoby mu doprowadzenie kitsune do normalnego stanu bez pomocy uzdrawiania jej. Kiedy rozchyliła usta i wyszeptała pytanie, które zawsze go śmieszyło, z trudem powstrzymał uśmiech. Westchnął cicho, uspakajając wesołą nutę, która pchała mu się na język.
     -Żyjesz, Nelly. Wszystko jest w porządku. Jesteś w gabinecie doktora Jackmana, w skrzydle szpitalnym zakładu poprawczego. Zemdlałaś na korytarzu- wyjaśnił spokojnie.
     Zakończył zaklęcie i pomógł jej podnieść się do siadu. Zawsze lubił wpatrywać się w oczy swoich pacjentów, patrzeć, jak momentalnie wraca im błysk. Lubił obserwować to zdezorientowanie, udawać, że wcale go ono nie bawi. Zdziwienie zdecydowanie było jego ulubionym uczuciem do obserwacji- zdziwione, młode kobiety były po prostu rozkoszne.
     Otworzył jej kartę i rzucił treści tak szybkie spojrzenie, że można wątpić, czy cokolwiek z niej wyczytał. Usiadł przed dziewczyną i dał jej chwilę na dojście do siebie. Jeszcze przed chwilą trzęsła się, jakby cały zamek był z lodu.
     Przysunął drewniane krzesło bliżej kozetki i usiadł na nim, naprzeciw niej. Jego zdaniem, wyglądała, jakby potrzebowała również pomocy psychologa, ale nim zapytał, czy w ogóle takiego tutaj mają, założył stetoskop i przyłożył słuchawkę do klatki piersiowej dziewczyny. Zmarszczył brwi, niezadowolony z przyśpieszonego rytmu serca Lundberg.
     -Zmierzę ci ciśnienie, Nelly- stwierdził szybko, zawieszając sobie stetoskop na szyi. Odwrócił się do biurka i zaczął odsuwać kolejne szuflady. To nie był jeszcze ten czas, w którym znajdywał wszystkie potrzebne rzeczy w trybie natychmiastowym.
     -Czy boli lub bolała cię głowa? Jadłaś dziś śniadanie? Masz problemy ze snem? Miesiączkujesz regularnie?
     Pytania te mogły brzmieć banalnie, ale Adam po prostu musiał znać odpowiedzi. Po tym, jak magią pomógł wrócić jej do stanu używalności, chciał zadbać o to, aby nie zemdlała po raz kolejny. Nelly była nie pierwszym i nie drugim przykładem tego, jak wygląda wrak człowieka. Adam nie chciał, żeby depresja tego miejsca udzieliła się również i jemu. Wzdrygnął się na tę myśl i powstrzymał skrzywienie.
     -W razie czego mamy jeszcze kilka wolnych łóżek, więc możesz zająć jedno- wspomniał. –Ale chyba jest już znacząco lepiej, prawda?- zapytał.
     Dzbanek z wodą, w której pływały plastry cytryny uniósł się wolno i nalał wody do stojącej obok, czystej szklanki. Adam podał Nelly wypełnione niemal po brzegi naczynie i wrócił do grzebania po szafkach.
     -Ach, znalazłem. Wyciągnij proszę rękę.- Wskazał głową na ciśnieniomierz.

Ostatnio zmieniony przez Airi (13-08-2019 o 20h26)


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

#336 12-08-2019 o 21h57

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 730

-------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/190810/9204d1e5bf1745af0c12d41c23e85c8d.png
     Być, albo nie być – dla Eulalii to nie było pytanie. Nikt nie zapytał czy chce być lub nie być. Ona nawet nie wiedziała czy jest czy jej nie ma. Straciła jasność umysłu odkąd zaczęła samotnie błąkać się po szkole w niewidzialnej postaci. Czy coś, czego nie widać, nie można tego dotknąć, poczuć i usłyszeć, czy to istnieje? Czy Eulalia była, czy jej nie było?
     Zaczęła skłaniać się ku tej drugiej opcji, chociaż nie chciała jej zaakceptować. Ale wtedy przez jej ducha przemknął dreszcz, uczucie chłodu, rozwiania. Adam Storminsky przeszedł przez nią jak przez mgłę i poczuł równie wyraźnie jak ona, że ich dusze się spotkały. Jedyne dwa słowa kazały Eulalii być. Tak, Fern jeszcze była. Jeszcze. I musiała teraz walczyć, by inni się o tym dowiedzieli.
     Widząc, że Max zaakceptował chwilowo swoje miejsce pobytu, podążyła za Adamem. Nie odstępowała go na krok, czasem dotykała ramienia, dłoni, twarzy. Szeptała mu do ucha lub krzyczała prosto w twarz. Widziała jak jego ciało pokrywa się gęsią skórką, kiedy to czyni. Ale tylko tyle udawało jej się wskórać. W końcu straciła zapał. Zaczęła tylko snuć się za nim z kata w kąt i obserwować.
     W pokoju pielęgniarek Adam zaczął rozmowę z jedną z nich. Eulalia nigdy dobrze nie poznała tych kobiet, ani nawet głównego lekarza. Nigdy tego nie potrzebowała, nawet nie znała ich imion. Jednak w tym momencie była bardzo wdzięczna za obecność najmłodszej. To dzięki niej Adam zaczął temat, który choć trochę przybliżył go do odkrycia Fern, a przynajmniej miał szanse przybliżyć.
     — Nie tylko mogą być! Są! Ja tu jestem! Jestem! — wołała błagalnie, ale w tej rozmowie były tylko dwie strony, Eula mogła prowadzić tylko monolog.
     Nie sądziła, żeby w jakiś sposób była bliska sercu Adama, nawet go nie znała. A to czy w sercu jego brata udało jej się zająć na tyle ważne miejsce, było dla niej tajemnicą. Ale nie wymyśliła sobie tego, że starszy brat ją wyczuł. Na pewno nie! Więc nadal chodziła za nim krok w krok i próbowała zwrócić na siebie uwagę. Widziała, że sprawia mu to dyskomfort, ale w tym momencie było to dla niej najmniej ważne.
     Wyszła za Adamem na korytarz. Zobaczyła Nelly w tym samym czasie, co on, ale była przy niej pierwsza. Nie wiązały ją już ograniczenia fizyczne, jednak to nie sprawiało jej teraz przyjemności. Właśnie zobaczyła w jak opłakanym stanie była jej przyjaciółka.
     — No i co się tak wleczesz?! Pomóż jej! — wołała w swojej bezradności.
     Nic nie mogła zrobić dla kitsune. Nienawidziła tego uczucia i przez to tak wściekała się patrząc na Adama. On mógł tyle zrobić, miał możliwość pomocy, posiadał moc. O tak, widziała jak jej używa, by obudzić jej przyjaciółkę. I udało mu się to. Była mu bardzo wdzięczna.
     — Nelly, miałaś o siebie zadbać — mówiła, stojąc tuż przed nią. — Możesz mnie nie słyszeć, ale jeśli czujesz choć najmniejszą częścią siebie, że tu jestem, to proszę wyczuj moje intencje. Chcę, żebyś żyła i była zdrowa! Nie przejmuj się już tym, co się ze mną stało.
     Mogła mówić, krzyczeć, błagać, ale nic nie docierało. Jej łez spadających na podłogę też nikt nie dostrzegał. Nigdy nie spodziewałaby się, że jej śmierć może wywołać we wszystkich takie emocje. Może gdyby wiedziała… Może bardziej postarałaby się przeżyć. Spróbowałaby złapać wisior w locie. Albo nie biegłaby do Lavender na złamanie karku, a najpierw spojrzałaby czy coś jej nie zagraża. Ale na rozmyślania nad wartością życia było za późno po śmierci. Mogła tylko żałować.
     Żałowała.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#337 13-08-2019 o 10h49

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 339

__________________________Nelly Lundberg
   Nie zarejestrowała ciepłej dłoni na jej czole. Była zbyt bardzo wystraszona, by racjonalnie myśleć, a jedynie czego pragnęła, to wydostania się z tegoż miejsca i schowania się w jakiejś bezpiecznej kryjówce. Uważała, że tak byłoby najlepiej i w ten prosty sposób zdołałaby się uspokoić. Nieziemskie było to, że kitsune grubo się myliła. Nie dałaby rady zapanować nad swoją ślepą i paraliżującą paniką. Byłoby to zbyt ciężkie w jej obecnym stanie.
   Ręce tej osoby były nadwyraz kojące i... dodające sił, których znacznie brakowało Lundberg. Siedziała cicho, wpatrując się tępym wzrokiem w kogoś. Nie mogła dalej rozpoznać tejże osoby, którą stopniowo coraz wyraźniej widziała. Niewątpliwym było to, iż dzięki niemu czuła się znacznie lepiej. Prawdopodobnie gdyby nie trafiła w jego ręce, to mogłaby sobie pomarzyć o zregenerowanym ciele.
   W pomieszczeniu rozbrzmiał spokojny głos mężczyzny, który dodatkowo jakoś ją uspokoił. Ta dziwna, kojąca aura była jej całkowicie obca, lecz zarazem taka bezpieczna. Sprawiało to, że przerażona kitsune powolutku zaczynała się uspokajać. Delikatnie rozejrzała się przeraźliwie białym miejscu, w którym przebywała. Dopiero teraz potrafiła połączyć słowa mężczyzny z tym miejscem, gdyż nic nie przeszkadzało jej w trzeźwym myśleniu. Nie pamięta jednak, kiedy tu trafiła. Pamiętała, że chciała udać się jak najdalej; najlepiej do jakiegoś zacisznego i bezludnego zakątka, lecz dalej... jakby film jej się urwał.
   Powiodła swymi zaskoczonymi oczyma na mężczyznę, który po chwili, przysunął drewniane krzesło bliżej niej. Patrzyła na niego z zaciekawieniem. Lustrowała jego twarz, jakby był co najmniej dziełem sztuki. Pierwszy raz go na oczy widziała. Kiedy zatrudniono nowego lekarza? Ostatnim razem jak była w lecznicy, to po przeprowadzonych egzorcyzmach na jej skórze, a to było dosyć niedawno. Przynajmniej tak się jej zdawało, lecz w sumie, to mogła stracić poczucie czasu po... ostatnim wydarzeniu. Wzdrygnęła się, gorączkowo próbując odgonić od siebie te koszmarne wspomnienia.
   Nieznajomy mężczyzna ponownie ją zainteresował, dzięki czemu nie myślała o tym, o czym nie powinna. Rzuciła okiem na stetoskop, który przyłożył do jej klatki piersiowej w okolicach serca. Wyraźnie dostrzegła niezadowolenie na jego twarzy. Było coś nie tak? Doktor odwrócił się w stronę biurka, gdzie wkrótce potem zaczął szperać po szufladkach. Nelly całkowicie zdezorientowana jego reakcją, odruchowo przyłożyła dłoń tam, gdzie jako tako znajdowało się jej serce. Biło szybko. Bardzo szybko. Przygryzła dolną wargę, po czym splotła ze sobą swoje ręce, jakby w oczekiwaniu na jego kolejny znak.
   Nagłe pytania doktora bardzo ją zaskoczyły. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nikt wcześniej nie zadawał tak konkretnych pytań na temat zdrowia. Raczej każdy z pracowników starał się wykonać swoją robotę dokładnie, niżeli pytać o jakieś przedwczesne objawy.
   - Nie boli, nie jadłam, nie sypiam. - odparła siląc się na jakiś normalny ton głosu, lecz wciąż miała taki beznamiętny i smętny. - I tak, regularnie. - potwierdziła.
   Mężczyzna miał ogromny problem ze znalezieniem ciśnieniomerza. Ciekawiło ją to, czy w jakimś stopniu irytowało go to, czy nie i oponował perfekcyjnym spokojem. Niestety, nie mogła ujrzeć jego twarzy, gdyż był on do niej odwrócony plecami. A szkoda. Wielka szkoda. Było to niezmiernie miłe dla Nelly, że mężczyzna tak wypytuje o jej stan. Zdołała nawet minimalnie się uśmiechnąć.
   - Tak, jest znacznie lepiej. - potwierdziła kolejny raz.
   Po chwili dzbanek z wodą, w której pływały pokaźne plastry cytryny, uniósł się bardzo wolno i nalał napój do pustej szklanki. Nieznajomy zdążył ją zaskoczyć już parę razy tegoż dnia. Był magiem? Niepewnie przyjęła od niego szklankę z napojem, której natychmiast się napiła. Nie sądziła, że miała taką Saharę w gardle. Potem znów odwrócił się ku niej, lecz tym razem na dłużej, gdyż znalazł to, czego tak bardzo szukał.
   Nelly zamiast wyciągnąć rękę, to wpatrywała się w jego oczy, nos, usta, całą twarz. Zdawał się jej znajomy z jakąś konkretną twarzą z zakładu. I nie wiedząc czemu, to najbardziej przypominał jej Octaviana. Nie miała pojęcia, ile już go nie widziała, lecz miała nadzieję, że wszystko z nim w porządku i jedynie potrzebuje chwili spokoju - tak jak każdy.
   - Masz podobne rysy twarzy do Octaviana. - wyznała nagle, lecz gdy zdała sobie sprawę z wagi słów, które wypowiedziała oraz tego, iż zwróciła się do niego na "ty", to automatycznie się speszyła. - Przepraszam. - te słowo wypowiedziała znacznie ciszej od wcześniejszego wyznania, uciekając swym wzrokiem gdzieś w kąt pomieszczenia.
   Chwilę potem, przypomniała sobie o jego prośbie, co spowodowało, że znów na niego spojrzała i już chciała wyciągnąć rękę, lecz coś innego przykuło uwagę kitsune. Przetarła oczy z niedowierzaniem. Była pewna, że pozostały jej drobne zwidy, które nie zostały w pełni wyleczone. Tylko, że nawet po przetarciu oczu, ten widok nie zniknął z jej pola widzenia. Wpatrywała się w majaczącą postać, która stała tuż obok doktora, może odrobinkę za nim, aczkolwiek niewiele. Nie miało to jednak znaczenia. Najważniejszym było to, czym i kim była ta postać. Przetarła kolejny raz swe ślepia, dzięki czemu mogła wyraźnie poznać te fioletowe włosy, które należały do nimfy. Ale czy to była ona? Zamrugała kilkukrotnie z oniemienia. Próbowała sobie rozjaśnić jej twarz, żeby była bardziej wyraźna - nie udało się. Mogła się domyślać, że to Fern, ale nie miała co do tego pewności. Mogła jedynie gdybać nad tą kwestią.
   - Eulalia...? - spytała cicho i niepewnie, lecz na tyle słyszalnie, że doktor z pewnością to usłyszał. I pewnie zaraz weźmie ją za wariatkę, bo widzi nierealne zjawiska.
   To było niemożliwe. W tym świecie duchy bywały bardzo, ale to bardzo rzadko i to jedynie przywiązane do jakiegoś konkretnego człowieka lub do samego życia, a czasem nawet prowadzone były zemstą. A może to była zjawa? Zamknęła na dłuższą chwilę oczy, a potem je znów otworzyła. Pustka. Nikogo tam nie było. Żadnej zjawy, ducha lub innego paranormalnego zjawiska. Tak jakby to coś wyparowało bądź w ogóle nie miało miejsce.
   Tak, na pewno musiało jej się wydawać - kolejny raz. Powróciła swym wzrokiem na twarz mężczyzny.
   - Przepraszam... wydaję mi się, że wciąż mam halucynacje. - oznajmiła z niewinnym uśmiechem na twarzy.
   Nie była tego jednak pewna. Jakieś uczucie nie dawało jej spokoju.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (13-08-2019 o 11h29)


https://i.imgur.com/DWRQ1Pz.gif

Offline

#338 13-08-2019 o 20h24

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391329404387344/unknown.png

     Adam miał ochotę spleść ramiona na klatce piersiowej i wzdychać dalej, albo chociaż cmoknąć z niezadowoleniem. Patrzył na Nelly z pewną dozą zdezorientowania, kiedy dziewczyna nie wyciągnęła ręki w jego kierunku. Był pewien, że go usłyszała. Wyglądała, jakby się zawiesiła- wpatrywała się w jego twarz, jakby doszukiwała się w niej kogoś znajomego. Uśmiechnął się mało widocznie, kiedy w końcu się odezwała. Nelly była kolejną osobą, która wypowiedziała imię jego młodszego brata. Ba- stwierdziła nawet, że jej go przypomina. Adam jej wierzył, nie zwracając uwagi na to, że zwróciła się do niego na „ty”. Widocznie się speszyła, a w momencie, w którym Adam myślał, że wyciągnie rękę, zaczęła trzeć oczy. Mężczyzna odwrócił się niepewnie, jakby spodziewał się kogoś za sobą zastać.
     -Nie przejmuj się- odparł w końcu, jakby chciał dopełnić formalność. Jej pomyłka naprawdę go nie wzruszyła. –Ale to raczej on ma podobne do moich. Jestem starszy.
     Przekręcił się z powrotem na krześle tak, aby dobrze ją widzieć. Nim zaczął mierzyć jej ciśnienie, wskazał metalowy identyfikator z grawerką, przyszyty do kitla. „Dr. Adam Storminsky”- głosił napis, umieszczony po lewej stronie godła znanej uczelni medycznej dla magów. Wolał szybko jej wyjaśnić, że miała celne spostrzeżenia.
     Niedługo wszyscy się przyzwyczają, że mam tu rodzinę, pomyślał.
    Kiedy skończył mierzyć dziewczynie ciśnienie, odłożył urządzenie na biurko.
     Wydawało mu się, że nie pierwszy raz usłyszał imię Eulalia, nawet, jeżeli Nelly widocznie szeptała do siebie. Starał się wyrzucić je z głowy, ale nie dawało mu ono spokoju- podobnie jak dziwne poczucie, że ktoś stoi obok. Wstał, aby zapisać coś w karcie.
     -Mdlałaś w ciągu ostatnich dni? Widzę, że ostatni raz straciłaś siły dzień przed Halloween. Po egzorcyzmach? No pięknie. Mimo wszystko, silna z ciebie dziewczyna.- Adam uśmiechnął się szerzej, a ton jego głosu zabrzmiał, jakby ją chwalił. –Chyba, że doktor Jackman czegoś nie zapisał. Było zamieszanie, więc się nie zdziwię. Czy masz jakieś inne dolegliwości, Nelly? Z bezsennością uporamy się szybko, natomiast chciałbym wiedzieć więcej o tych halucynacjach. Jeżeli są silne i częste, niektórych leków wolałbym ci nie podawać.
     Jakie szczęście, że zdecydował się zabrać ze sobą sprzęt laboratoryjny. Jeżeli Blackwood się nie mylił, część alchemicznych składników można było znaleźć w pobliżu zamku. Adam był z tej wspominki bardzo zadowolony. Oznaczało to, że będzie miał możliwość tworzenia najpewniejszych lekarstw, używając sprawdzonych receptur. W planach miał przejście się po okolicy i wybadanie, gdzie co rośnie oraz czy jest zdatne do użytku. Musiał zrobić to jeszcze przed nadejściem zimy, która zbliżała się do nich wielkimi krokami.
     -Nelly- odezwał się ponownie. Lubił podkreślać imiona innych podczas rozmowy. To dodatkowo zwracało ich uwagę. –Powiedz mi jeszcze, dlaczego nic dzisiaj nie jadłaś?
     Zbliżała się pora obiadowa. Choć Adam sam nie odczuwał głodu w tamtym momencie, mimo tego, że był po długiej podróży, nie miał zamiaru nikomu się tym chwalić. Zwłaszcza tym młodym „przestępcom”. Dawanie im złego przykładu byłoby ostatnim, na co by się pokusił. Nie rozumiał, dlaczego w tym zamku wszyscy mogli chodzić sobie tak swobodnie. Przyrzekł sobie, że jeżeli jeszcze jedna osoba przyzna mu, że w słabym stanie opuszcza posiłki, pójdzie do dyrekcji i zrobi z tym porządek. Jeżeli nie wiedzieli, kiedy otwierają stołówkę, powinien zaproponować, aby wszyscy szli tam zawsze o ustalonych porach. Być może wtedy pamiętaliby o tym, aby jeść. Swoboda miała, według Adama, tylko jeden znaczący plus. Dzięki niej można było poczuć się jak w jakiejś szkole. Nie jak w zakładzie poprawczym, nie jak w więzieniu.
     Czekał na odpowiedź cierpliwie, choć w rzeczywistości miał ochotę wygłosić jej bardzo monotonny monolog o tym, że nie należy zapominać o śniadaniu.


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

#339 13-08-2019 o 20h36

Straż Absyntu
Rissie
Akolita Chochlików
Rissie
...
Wiadomości: 8 020

_______________https://funkyimg.com/i/2W7yM.png

    Ten dzień, tak jak kilka poprzednich, zdawał się trwać w nieskończoność. Ludzie chodzili wolniej, mówili tak, jakby ktoś zwolnił czas, a wskazówki zegara poruszały się jak zaklęte. Z kolei chwile, które Clark mógł poświęcić na sen i zapomnienie o tym wszystkim, jakby przeciekały mu przez palce. W jednej chwili brał dwie małe, jasnobłękitne tabletki i zasypiał, a w drugiej światło jesiennego słońca kazało mu wstawać z łóżka.
    Mężczyzna nie lubił się nad sobą użalać i nigdy, przenigdy tego nie robił… Do czasu. Od kiedy Vincent zabrał Chrysa, zaczął myśleć. Co takiego zrobił, że Los zabrał mu członka rodziny? Co roku modlił się do bogów i składał im ofiary wedle starych zwyczajów, nie traktował istot żywych jak bezwartościowych przedmiotów i zawsze służył radą, gdy ktoś go potrzebował… Więc czemu? Czemu Los zdecydował o zabraniu mu siostrzeńca? Czy Darfur nagiął wolę Fatów dla siebie, czy po prostu złamał je i mógł robić co mu się żywnie podobało?
    Patrząc na Octaviana, równie zranionego, co on, ale znacznie młodszego, nie mógł przestać myśleć o tym, że gdyby lepiej pilnował Chrysa, nic by się nie wydarzyło. Nie obrabowałby sklepu. Nie wysłaliby go tu. On sam by za nim nie pojechał. Lavender… Lavender wciąż by normalnie chodziła, śmiała się i zachowywała jak to ona. Storminsky był za młody, by cierpieć tak, jak cierpiał on. Jego życie było zbyt ciężkie, nikt – żadne dziecko – nie powinno mierzyć się z takimi problemami. Gdyby Clark mógł, schwytałby Los i nakazał mu odkręcić to wszystko, te okrutne historie młodych ludzi… Nie zasłużyli sobie na to.
    Vanserra planował od razu po oddaniu Octavianowi aparatu wrócić do siebie i położyć się szybciej, ale czuł, że nie powinien tego robić. Może to Fata w końcu zdecydowały się nakazać mu coś dobrego, co nie doprowadziłoby do jego destrukcji? Wszedł za chłopakiem do pomieszczenia, oglądając je uważnie. Było bardzo schludne, jak zauważył. Choć ta posprzątana po Apollu nadawała całości smutnego wyrazu, ta Storminsky’ego zdawała się promieniować życiem. Clark nigdy nie sądził, że ten chłopak może mieć tyle pasji i tak się rozwijać w zamkniętym zakładzie, odgrodzony od normalnego świata kilkoma zasłonami magicznymi.
    Nie odzywał się ani słowem, dając Octavianowi chwilę, by zrobił to, co chciał. Stał kilka metrów od wejścia i przyglądał się unoszącym się w powietrzu fotografiom. Był oczarowany tym, jak niewymagające wiele zaklęcie było w stanie zaczarować kawałki papieru. Kiedy obrócił jeden w powietrzu, jego serce przeszył straszliwy ból. Na zdjęciu był on – Octavian – i Lavender, szczęśliwi i śmiejący się. Clark zacisnął mocno szczęki. Gdyby nie on, wciąż byliby razem. Okręcił ponownie fotografię i wziął do ręki inną, która była zdecydowanie bardziej bezpieczna. Przedstawiała Storminsky’ego i Apolla, i patrząc na nią, Vanserra prawie się uśmiechnął. Prawie, bo przypomniało mu się, jak wyglądały zmasakrowane ciała bliźniaków po ataku Darfura.
    Tak się zamyślił, że nie zauważył, gdy na jego ramieniu przysiadł mały, biały ptaszek, i skubnął go w szyję. Zerknął tylko na niego, świadom, że zwierzątko byłoby w stanie dalej go dziobać, gdyby Octavian nie zainterweniował. Chociaż czy miałby coś przeciw temu? W końcu jego organizm raczył poinformować go, że coś go boli. Czyli nadal jako-tako funkcjonował.
    - Nie ma problemu – odparł gładko, choć przecież nie musiał. – U siebie w domu mam ptaszarnię, takich małych jest tam pełno. Chrys zawsze… - Westchnął. – A właściwie nieważne.
    Dlaczego każde wspomnienia od razu przywoływały w nim obraz siostrzeńca? Przecież życie Clarka nie kręciło się tylko wokół niego, miał tyle rzeczy do roboty. Starał się słuchać słów Octaviana, ale znów czuł, jak jego myśli zaczynają kręcić się koło młodszego Vanserry. Minęło kilka dni, on nie dał nawet znaku życia, a jego wuj siedział w jednym miejscu jak kołek i nawet nie kiwnął palcem, by go znaleźć. Mężczyzna był pewien, że nie zasługiwał ani na niego, ani na swoje siostry.
    - Kiedy przyjechaliśmy, Chrys był… przerażony – odpowiedział Storminsky’emu. – Wcześniej takie występki uchodziły mu na sucho, więc nie sądził, że kiedyś go złapią… Ale się stało. Zakład ma nieciekawą opinię w naszych stronach. Był pewien, że tydzień po przyjeździe powieszą go na szubienicy.
    Pamiętał, jak chłopak wtedy wariował. Chodził po salonie i nie mógł się uspokoić, a Clark i jego siostry w jakikolwiek sposób próbowali go uspokoić. Z, rzecz jasna, marnym skutkiem. W końcu to była jego wina – to, że okradł sklep i dał się złapać. Ponosił odpowiedzialność za swoje działania.
    Śledził wzrokiem Octaviana, patrzył na jego ręce, kiedy pracował. Miał już do czynienia z magikami, ale nigdy nie widział, by któryś robił to z taką swobodą. Tak, ten chłopak urodził się, by czarować. I jeśli w tak młodym wieku przychodziło mu to tak łatwo, to kim będzie za dziesięć albo piętnaście lat?
    Na podsunięte zdjęcia zareagował tylko spuszczeniem na nie wzroku. W środku jego umysłu panowała cisza, jakby ktoś wyłączył dźwięki i uczucia.
    - Nie mogę tego wziąć – oznajmił poważnie. – Nie zasługuję na to, by… Na to. Po prostu. – Położył dłonie na rękach Octaviana i przysunął je bliżej chłopaka. – Weź je, proszę. Ja nie jestem w stanie.

Ostatnio zmieniony przez Rissie (13-08-2019 o 21h00)


http://www.pomniejszacz.pl/files/img-20190819-224115_1.jpg
https://funkyimg.com/i/2V3uK.gif https://funkyimg.com/i/2V3uL.gif

Offline

#340 13-08-2019 o 22h01

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Octavian nie sądził, że kiedykolwiek wpuści do swojej kwatery nauczyciela. Faktem było, iż ich wyzyty czasami były nieuniknione. Zanim profesor Adria zmieniła pracę, często zaglądała do wychowanków i upewniała się, że nie robią sobie wzajemnie krzywdy. Pokoje czasami trzeba było kontrolować, choć Octavian i Lavender potrafili odstawiać z tego powodu straszne szopki. Oboje twierdzili, że było to ograniczeniem ich prywatności. Rozmowa, choć zawierająca przydługie pauzy, wydawała się toczyć normalnie. Octavian nigdy nie zgadłby, że Clarkson Vanserra ma w swoich włośniach ptaszarnię. Wydało mu się to nieco ironiczne, tym bardziej, że tyle razy żartował o tym, że wilkołaki śpią po prostu w lesie, że zaczynał w to wierzyć. Vanserra zainteresował go początkiem swojej opowieści, ale urwał ją szybko, a Storminsky nie zamierzał prosić go, aby dokończył.
     Wpatrywał się w białego ptaszka, dopóki mężczyzna nie odezwał się znowu- wtedy przekręcił głowę i wysłuchał wspomnienia o młodym wilku.
     -Och, to jeszcze nie tak źle. Gorzej, jakby to nam kazano wieszać innych- stwierdził. Westchnął cicho, wspominając swój pierwszy dzień w zakładzie. Wiedział, że Clarkson nie wymaga od niego odzywania się. Był to jeden z aspektów, dzięki którym chłopak zapomniał całkowicie o niechęci względem niego.
     -Też byłem nieprzychylnie nastawiony. Tamtego dnia, kiedy mnie przywieziono, Apollo obezwładnił kierowcę, a ja i Artemis wybiliśmy szybę. Prawie uciekliśmy, ale cóż, złapali nas i więcej nie postawiłem nogi poza Salem. Przynajmniej miałem Max. A później Lav.
     Wzruszył ramionami, jakby opowiadał o prostym dniu, nie mającym dla niego znaczenia. Tak nie było. Octavian należał do tej większej grupy dzieciaków, którzy trafili pod skrzydła Blackwooda i Hawthorne’a. Dobrze tamten dzień pamiętał i nie zapowiadało się na to, aby kiedykolwiek miał go zapomnieć. Wersja przedstawiona nauczycielowi samoobrony była bardzo, bardzo okrojona.
     Vanserra zdziwił go po raz kolejny w momencie, w który odmówił przyjęcia zdjęć. Octavian wypuścił je z dłoni, a te uniosły się. Naleganie w takich sprawach nie było w jego stylu. Pomyślał, że jeśli nauczyciel zmieni swoje zdanie, sam będzie musiał upomnieć się o fotografie. Kiwnął głową ze zrozumieniem, nie komentując jego decyzji.
     -Dobrze- powiedział spokojnie, ostrożnie odsuwając od niego dłonie, których dotknął niespodziewanie. –Więc dam Chrysléornowi wtedy, jak będę dziękował za aparat.
     Część zdjęć zaczęła lądować na biurku, sprawiając, że pokój stał się bardziej przestrzenny. Pochmurne niebo nie dawało jednak odczuć, że jest południe, przez co Octavian nie był pewny, która właściwie jest godzina. Posadził sobie ptaszka na ramieniu, a ten wsunął mu się za kołnierz i wtulił w jego szyję.
     -Może pan słyszał… lub nie… Ale cztery dni temu wybiegłem na zewnątrz, aby znaleźć drzewo Euli. Ta historia skończyła się tak, że dostałem szlaban na wychodzenie do ogrodu. Nie chciałem niepokoić Lawrence’a, ponieważ ma wystarczająco dużo na głowie. Zmierzam do tego, że może pan mógłby tam ze mną pójść?- zapytał bezwstydnie. –To nie zajmie mi długo. Moglibyśmy się rozdzielić przy tylnym wejściu do szpitala, bo chciałbym też sprawdzić, czy Max się obudził.
     Miał nadzieję, że Clarkson połknie haczyk i uwierzy w to, że nie zamierzał robić problemów. Octaviana zbytnio nie obchodziło to, co wilkołak sądzi o chęci odwiedzenia drzewa zmarłej nimfy oraz o tym, co wyszło na jaw w kwestii prawdziwej postaci Maxa. Właściwie, nie obchodziło go zdanie nikogo. Lawrence o wszystkim wiedział, a Lavender nie miała jak tego skomentować. Innych Octavian miał gdzieś. Własny szok przeżył dawno i miał go za daleko za sobą.

Ostatnio zmieniony przez Airi (13-08-2019 o 22h03)


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

#341 13-08-2019 o 23h52

Straż Obsydianu
Pani
Akolita Jednorożców
Pani
...
Wiadomości: 367

https://i.ibb.co/djg4S4G/law.png
         W pomieszczeniu jest prawie zupełnie ciemno, wampir nie potrzebuje światła, wręcz przeciwnie. Siedzi w prawie całkowitym bezruchu od czterech dni. Wstaje tylko po to, żeby nalać sobie krwi do pucharu, ruchy ma gładkie i zdecydowane jak zawsze. Mógłby się zagłodzić na śmierć, ale nikomu to nie pomoże. Będzie szukał sposobu, żeby  Lavender doszła do siebie i nie podda się, choćby miał próbować do końca życia. Ma na to całą wieczność. Zawsze był w stanie ją ochronić, tym razem nie zdążył, ale jeszcze nic straconego. Sprowadzi najlepszych uzdrowicieli z drugiego końca świata jeśli będzie musiał. Zrobi wszystko.
         Jej ojciec się wściekł, bracia również. Lawrence zdołał skierować ich gniew w stronę rady, choć sam doskonale wie, że to była jego wina. Nie upilnował jej ten jeden jedyny raz. Obiecuje sobie w myślach, że to więcej się nie powtórzy i znów żałuje, że jego ostatnie słowa do niej były takie oschłe. Powinien był ją przytulić ostatni raz. Nadal mógł ją trzymać w ramionach, ale to było jakby obejmował trupa albo lalkę, nieruchomą ciepłą rzeźbę. Wolał jej nie dotykać, kiedy była w takim stanie. Po prostu siedział przy niej godzinami, Octavian również, więc ostatecznie siedzieli razem. Storminsky musiał spać, a Lawrence nadal miał obowiązki- tylko dlatego nie spędzali tam całej doby.
         Ciężko mu  patrzeć na Octaviana. Stracił tyle osób. On sam do pewnego stopnia tęskni za Artemis, ale kiedy żyje się przez kilka pokoleń można przyzwyczaić się do śmierci. Nie jest jednak w stanie przyzwyczaić się do tego co spotkało Lavender. Dziś są jej urodziny, ale on nie może tam iść. Nie jest w stanie.
          Kiedy słyszy pukanie do drzwi ma ochotę je zignorować, ale jakieś szalone dziecko po drugiej stronie postanawia je otworzyć.
- Proszę - mówi oschle. Może jednak mógłby zobaczyć Lavender. Powinien przynieść jej kwiaty, zawsze lubiła lilie.
- Mogę w czymś pomóc? - pyta i odchyla się w fotelu. Na jego ciężkim dębowym biurku stoi na wpół opróżniony kielich z krwią. Do środka wchodzą nowy i jeszcze nowszy nabytek. Przechodzi mu przez myśl, że powinien się nimi zająć, zwłaszcza teraz, kiedy Archibald wyjechał... Żałuje, że jednak do niej nie poszedł. Mógłby jej coś poczytać. Octavian pewnie już ją odwiedził. Rzadko zostawiali ją samą.
- Żeby było jasne, jeśli jeszcze raz któryś z was wejdzie do mojego gabinetu bez pukania, zabiorę drzwi od waszych pokoi.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?

Offline

#342 14-08-2019 o 02h58

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 634

_______________________https://s5.ifotos.pl/img/VERRE-NAG_qshqrns.png

    Verre był na siebie zły, że nadal nie potrafił oddzielać dalekich sensacji od tych bliskich. Całkowicie się skupiał na sobie lub książkach. Tylko wtedy nie był rozkojarzony, nie błądził wzrokiem po pomieszczeniach, szukając źródeł odległych dźwięków lub właścicieli nietypowych zapachów, zwłaszcza tych, z których leciała krew. Nieświadomie kierował wzrok na dziewczyny, które akurat miały miesiączkę.
    Tym razem nawet nie wyczuł zbliżającego się chłopaka. Był zaskoczony tym, kiedy brunet się obok niego pojawił. Nie potrafił ukryć zdziwienia. Otworzył szeroko oczy i nim dotarło do niego co się dzieje, chłopak otwierał drzwi.
    Verre zamrugał kilkukrotnie zdziwiony. Nie kojarzył jeszcze większości uczniów, więc nie zakładał jeszcze nic.
-Na twoim miejscu, ja bym tego nie robił – odpowiedział, przechodząc spojrzeniem do środka pomieszczenia. Jeszcze tam nie był. Jednak nie przekracza progu, dopóki nie słyszy zaproszenia. Spogląda na bruneta, ale nim ten mógłby coś powiedzieć – wyprzedza go w drzwiach i wchodzi do środka.
    W pomieszczeniu jest ciemno. Dla Verre nie jest to problem, nawet nie zwraca na to uwagi. Podchodzi bliżej, jednak zatrzymuje się w połowie drogi. Zły moment. Wybrał zły moment. Przeklina w myślach.  Starszy wampir wydaje się w jeszcze gorszym humorze niż wtedy, kiedy go widział przy pokoju numer jeden. Wydawało mu się, że wampir był za stary, by użalać się nad cudzą śmiercią, cudzym stanem, ale nie przejmował się sytuacją.
    -Mogę zapewnić, że z mojej strony takie zachowanie się nie powtórzy, panie wicedyrektorze – mówi do niego. Spogląda na chłopaka, który wszedł razem z nim. Bezczelny typiarz. Nie dość, że ten podpada wampirowi, to tamten ma zły humor. Jest na niego zły i nawet nie wie kiedy, z jego ust wysuwają się kły. Nie wie czy to dlatego, że jest zły na chłopaka i chce go przestraszyć, czy to dlatego, że w końcu poczuł krew.
    -Nie wytrzymam już – wyrywa mu się. Dopiero po chwil orientuje się, że wypowiedział te słowa na głos. Przeklina siebie w myślach. Przecież miał nie kajać się i błagać o krew! –Nikt mi nie chce wydać krwi, nigdzie nie mogę jej znaleźć  - dodaje po chwili, tłumacząc co miał na myśli. Nie obchodzi go to, że pośrednio się przyznaje do włamywania w pewne miejsca.
    Nie potrafi dodać proszę. Nie potrafi sformułować czegokolwiek na kształt prośby. Nie przy człowieku obok. Może gdyby byli sami to nie byłoby mu wstyd. Może jak już zaczął, kajałby się dalej. Jednak nie przy drugiej osobie.







_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png

    Niechętnie, ale Max ostatecznie zjadł śniadanie. Robił to bardzo powoli. Nie chciał denerwować pielęgniarek, ale nie potrafił się do tego zmusić. Co chwilę zerkał w stronę drzwi wyjściowych.  Może gdyby wcześniej nie pobił się z Nelly w bibliotece, to by jej nie rozpoznał, jednak pobił się i rozwalił pomieszczenie. Lawrence będzie o to zły.
    Ledwo zdążył zjeść śniadanie, a jedna z pielęgniarek chciała mu dać obiad.
-Nie chcę – zaprotestował. – Nie jestem głodny. Dopiero co zjadłem śniadanie – dodał od razu.
-To jest ciepły obiad. Musisz go zjeść, inaczej nie wrócisz do zdrowia – odpowiedziała mu pielęgniarka. Zmiennokształtny skrzywił się i spojrzał na tacę.
    -Nie jestem w stanie tego zjeść – spojrzał na kobietę z niemą prośbą w oczach. Jednak była ona nieugięta i zostawiła jedzenie na stoliku. Max spojrzał krzywo na ciepły posiłek. Nie był w stanie tego zjeść. Nie było takiej możliwości, by to zjadł. Nie chciał jeść. Ledwo wmusił w siebie śniadanie.


https://s6.ifotos.pl/img/kekkpng_qseqxsh.png

Offline

#343 14-08-2019 o 10h18

Straż Cienia
Lexi
Artylerzysta Straży
Lexi
...
Wiadomości: 3 795

mmmmmmmmmmmm https://1.bp.blogspot.com/--ijmqjge_sw/XUQLYvsPuWI/AAAAAAAADmM/OhRgXZYP7xEFRgNm7dO2qUuZ6KJhvliMQCLcBGAs/s1600/raum2.png
     W pomieszczeniu było ciemno, ale chłopak od razu poczuł, jak jego oczy przyzwyczajają się do ciemności. Mimo wszystko był Rougaru i pożyczenie oczu wilka było jedną z przyjemniejszych czynności, które dziś wykonał. Rozejrzał się uważnie po pokoju i choć wiele rzeczy chciałby skomentować, to zamilkł na chwilę, zauważając ponury nastrój mężczyzny siedzącego w jednym z foteli.
     Ignorowanie zawsze przychodziło Raumowi z łatwością. Szatyn nie lubił się mieszać w rzeczy, które wydawały się być dla niego nieinteresujące, a całe zamieszanie mające miejsce w Zakładzie Poprawczym właśnie takie było. Tak, białowłosa nauczycielka wytłumaczyła mu, że nie wszyscy uczniowie wrócili do Zakładu w tym samym składzie, co przed całym wydarzeniem, jednakże czy to znacząco wpływało na chłopaka? Raum nie był częścią tego, co się wydarzyło. Nie oczekiwał też, że wszyscy będą skakać z radości. Ale na pewno nie spodziewał się, że nawet Wicedyrektor będzie w podłym nastroju. Dlatego zignorował ponurą atmosferę i pozwolił sobie na uśmieszek. A nuż, mężczyzna pokaże trochę więcej życia w sobie – pomyślał.  Po obietnicy złożonej staremu wampirowi przez wątłego blondyna, Raum na chwilę zwrócił swoją uwagę ku niemu.
- Mi to nie będzie przeszkadzało. – Zrobił krótki krok w stronę wicedyrektora, ale z mowy jego ciała można było wyczytać, że na pewno nie zwracał się do niego. Wydawałoby się raczej, że rzucił to po prostu w przestrzeń i nie oczekiwał konkretnej reakcji. – Więcej osób będzie miało sposobność do oglądania mojej pięknej osoby – przeczesał swoją dłonią lekko opadające mu w oczy włosy i ponownie wycofał się w stronę drzwi, z których przyszedł.
Jeszcze raz zerknął na blondyna, gdy ten odezwał się. Wtedy dwie rzeczy stały się jasne dla Rauma – wątły chłopak również był wampirem i najwyraźniej głodował. Szatyn potrafił to zrozumieć, bo sam żywił się krwią i jej potrzebował, by zachować równowagę psychiczną. Nawet nie starał się komentować humoru blondyna – nie uznał tego za odpowiednie. Jeśli wampiry równie mocno cierpiały na głodzie co rougaru, to Raum wiedział, że nie powinien drażnić go bardziej, niż potrzeba. Odsunął się o kolejny krok w stronę drzwi, bo tak czuł się bezpieczniej. Nie miał pojęcia, jak konkretnie reagują wampiry na brak krwi, ale on na pewno by na jego miejscu był gotowy do ataku. Jeszcze na chwilę zerknął na blondyna, nim zwrócił się do wicedyrektora:
- Skoro już zaczęliśmy temat krwi, to jestem pewien, że i moją sprawę warto załatwić. – Rozłożył ręce, jakby starał się pokazać, że nie stanowi obecnie żadnego zagrożenia. I pewnie tak było. Jego bestia na razie była wyciszona – najedzona dorosłym człowiekiem. – W końcu co jakiś czas muszę pożywiać się ludzką krwią. – Zerknął na urodziwy gabinet pełen różnych eksponatów i książek – Albo zmienię się w agresywną bestię i nawet smyranie pod brodą mi nie pomoże się uspokoić – dodał, ponownie się uśmiechając. – A jak ją dostanę, to obiecuję, że będę grzecznym pieskiem – w jego głosie pojawiła się pewna gorycz. – Może uda się załatwić ją dla naszej dwójki, panie Wicedyrektorze? – zakpił w nadziei, że ukryje w ten sposób swoje emocje.

Ostatnio zmieniony przez Lexi (14-08-2019 o 10h20)

Offline

#344 18-08-2019 o 11h05

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 339

__________________________Nelly Lundberg
   Postanowiła skupić się na doktorze, który przypominał jej Octaviana Storminskyego. Może nie byli identyczni do siebie jak kropla wody, lecz mężczyzna znajdujący się przed nią, miał zaskakująco znajome rysy twarzy. Czuła, że te wrażenie nie jest mylne, że faktycznie Octavian I nowy doktor mają rodzinną więź.
   Próbowała zignorować te niepokojące uczucia, które sprawiały, że kitsune zerkała co jakiś czas w to samo miejsce, gdzie wcześniej miała szansę ujrzeć nimfę na parę sekund. Pokręciła głową, chcąc odgonić te wszystkie kłebiące się myśli na temat zmarłej Eulali. Nie chciała nad tym się rozwodzić, z lęku przed kolejną dawką tychże potwornych koszmarów. A skoro już zdołała się uwolnić, to chciałaby na dłużej zaznać spokoju, a nie wracać się po tą całą rozpacz.
   Uśmiechnęła się delikatnie, gdy mężczyzna odparł, by ta nie przejęła się za brak formalności wobec jego mieniu. Nie potrafiła zachować tych zasad. Przebywanie w zakładzie poprawczym i to już kawał czasu, sprawiło, iż zdążyła zapomnieć o zwrotach grzecznościowych wobec kadry nauczycielskiej. Starała się mimo wszystko odpowiednio zwracać wobec dorosłych, ale nie za często jej to wychodziło. Zdążyła się jednak do tego przyzwyczaić i nawet sama przestała się karcić w myślach za te drobne błędy.
   Słowa doktora potwierdziły jej przypuszczenia. Miał on jakiś związek z Octavianem, tylko jak bardzo bliski? Był jego bratem? A może kuzynem? Ta kwestia była już cięższa do rozgryzienia.
   Nelly przyglądała się każdej czynności, którą wykonywał, więc metalowy identyfikator z grawerką, nie przeszedł bez zauważenia, ba, doktor nawet sam wskazał na tą małą rzecz. Spojrzała w zdumieniu na jego twarz, po czym znów na napis "Dr. Adam Storminsky". Niewątpliwe, jest bratem Octaviana, na pewno.
   W końcu wyciągnęła rękę ku niemu, by mógł zmierzyć jej ciśnienie. Badanie przebiegło dosyć prędko, a gdy doktor Adam wstał i odwrócił się do niej plecami, to Nelly, spojrzała ponownie w miejsce, gdzie dokuczały ją halucynacje sprzed paru chwil. Przygryzła dolną wargę. Zmieszanie wymalowało się na jej twarzy niemalże natychmiast. Miała dziwne wrażenie, że faktycznie ktoś tu jest. Może halucynacje przybierają na sile?
   Usłyszawszy głos mężczyzny, powróciła wzrokiem na jego osobę.
   - Ostatni raz tylko w dzień przed Halloween... umm.. tak. - potwierdziła jego pierwsze pytanie.
   Nie wiedziała, jak ma zareagować na te ostatnie zdanie. Było to prawdopodobnie pochwałą. Powinna podziękować czy raczej przemilczeć to? Nim zdołała na to zareagować, doktor Storminsky, kolejny raz zabrał głos, co sprawiło, iż Lundberg postanowiła się nie wypowiadać na temat tej pochwały, o ile to było pochwałą.
   - Halucynacje.. - zawiesiła się na moment, próbując poukładać sobie wszystko w głowie, by jak najlepiej odpowiedzieć na te pytanie. - Nadal potrafię zobaczyć postać, która przypomina mi Eulalię, lecz nie jestem pewna, czy to faktycznie jest ona, ponieważ jej twarz jest bardzo niewyraźna, jak i cała jej postawa. Widzę ją dosłownie na parę sekund - nie więcej, nie mniej. A teraz mam dziwne, a zarazem niepokojące odczucia, że ktoś jeszcze przebywa w tym pomieszczeniu, prócz nas, i zaczynam mieć podejrzenia, że... być może ta postać, która stała za tobą... panie Adamie, to nie są żadne halucynacje, tylko faktycznie ktoś tam jest... - wyjaśniła, co jakiś czas się zacinając. - Oczywiście, to tylko moje przypuszczenia. - dodała od razu.
   Nie chciała wyjść na wariatkę, ale czuła, że musiała o tym wspomnieć. Po chwili jego ton głosu ponownie rozbrzmiał. Intrygowało ją to, czemu tak podkreślał jej imię, przez co od razu reagowała na nie, gdy je wypowiadał.
   - Tak? - spytała z lekkim zaciekawieniem.
   I chyba końcowo wolała nie wiedzieć. Uśmiechnęła się niepewnie, a na jej twarz wkradło się niemałe zakłopotanie. Westchnęła ciężko.
   - Nie potrafiłam jeść regularnie po ostatniej tragedii, aż w końcu moje posiłki zeszły do minimum. Żołądek zacisnął mi się do takiego stopnia, że więcej nie byłam wstanie zjeść, nawet jeśli bardzo chciałam. - wyjaśniła cicho, patrząc się gdzieś w kąt pomieszczenia.
   - Ciągłe koszmary, wspomnienia i widok.. kogoś pewnego.. z tamtego dnia uniemożliwiały mi normalnego funkcjonowania.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (22-08-2019 o 17h49)


https://i.imgur.com/DWRQ1Pz.gif

Offline

#345 21-08-2019 o 22h15

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 888

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391329404387344/unknown.png

     I znowu to imię- Eulalia.
     Adam nie potrafił nie zmarszczyć brwi, kiedy je usłyszał. Kto wypowiadał je jako ostatni? To imię zdawało się go nawiedzać, bo choć był pewny, że nikogo o takim imieniu nie znał i nie potrafił go nikomu przydzielić, jego beznamiętne brzmienie utrwaliło mu się w głowie. Przynajmniej Nelly nie sprawiała mu żadnych problemów. Nie miała problemów z tym, że musiał ją zbadać, grzecznie odpowiadała na najbardziej banalne, podstawowe pytania. Zrobiła na nim pozytywne wrażenie. Nie wyglądała i nie zachowywała się jak osoba, która umyślnie zrobiła coś tak złego, aby od razu zamknąć ją w zakładzie poprawczym. Była dla niego wręcz miła, a on odwdzięczał jej się tym samym. Temat rozmowy stawał się bardzo osobisty, mimo tego mówiła dalej, a spojrzenie Adama wyrażało tylko wyrozumiałość.
     „Twoja przyjaciółka zmarła w noc Halloween, prawda?”- to pytanie cisnęło mu się na usta, ale nie rozchylił ich nawet, czując, że odpowiedź byłaby twierdząca. Eulalia zmarła tamtego dnia.
     Jej słowa o poczuciu obecności osoby trzeciej były mu bardzo trafione, ale nie chciał i nawet nie wypadało mówić jej wprost, że on też ma dziwne poczucie, jakby ktoś obserwował go od jakiegoś czasu. Bądź co bądź, był w zamku od niespełna kilku godzin i choć na początku wcale nie czuł się dziwnie, może jakiś duch naprawdę zainteresował się nim później. Może chciał sprawdzić, kim jest, co robi. Może za jakiś czas się znudzi i zwyczajnie odpuści. Dawanie nadziei na to, że halucynacje Nelly znaczą coś więcej, było nieludzkie. Adam sądził, że Nelly powinna przejść żałobę spokojnie. Nie chciał jej niepokoić. Gdybanie jednak było dla Adama codziennością. Zaczynał nieświadomie i zdarzało mu się przez to nieregularnie sypiać, ale nic z tym nie robił. Rozważanie, czasami bezsensowne, leżało w jego naturze od dawien dawna.
    Nelly zdawała się plątać we własnych tłumaczeniach. Nie kłamała, tego mężczyzna był pewny, ale kiedy nazwała zmarłą dziewczynę „kimś”, a wydawało mu się, że właśnie o nią chodzi, zdawała się zapomnieć, że wypowiedziała jej imię. Bo wypowiedziała?- Adam zamrugał oczami. Słyszał to imię od niej, Nelly, tak? Eulalia. Chyba, że dziewczynie chodziło po prostu o kogoś innego.
     -Chodzi o… tego czarodzieja?- zapytał niepewnie.
     Podszedł do dużej szafki z oszklonymi drzwiczkami, ale zerkał na Nelly raz po raz. W końcu wyjął z niej okrągłe pudełko z tabletkami, a następnie wpisał coś w kartę i podał je dziewczynie.
     -Dzięki nim powinnaś wrócić do normalnego trybu. Bierz je wieczorem, najlepiej między osiemnastą a dziewiętnastą. Przyjdź pojutrze, chyba że poczujesz taką potrzebę wcześniej. Właściwie nim cię znalazłem, wygoniono mnie stąd, abym obejrzał trochę zamek. Zaczynam łapać się w tym skrzydle, ale nie wiem na przykład, gdzie jest stołówka, na którą powinnaś iść. Może pójdziemy tam razem, Nelly?
     Adam miał zamiar połączyć pożyteczne z drugim pożytecznym. Nelly powinna coś zjeść, a on rzeczywiście powinien wychylić nos ze skrzydła szpitalnego. Chciał też sprawdzić, czy poza szpitalem ta dziwna obecność będzie im towarzyszyć. Poza tym mógł spróbować wypytać dziewczynę o Octaviana.
     -Zaniepokoiłaś mnie opowieścią o ostatnich symptomach. Moja magia nie powinna dać ci dzisiaj zemdleć po raz drugi, ale halucynacje i obiad to dwie inne opowieści.
     Podał jej dłoń, aby zeskoczyła z kozetki.
     -Prowadź. Ja wiem tylko, że po wyjściu głównymi drzwiami, trzeba skręcić w prawo- uśmiechnął się.
     Tak naprawdę wiedział, że nie. Trzeba było skręcić w lewo. Zamienił te strony specjalnie i czekał na to, aż Nelly go poprawi.


https://66.media.tumblr.com/6e4033bdb9d6ca0b2e4f32cbbee4dea7/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo3_250.gif  https://66.media.tumblr.com/8de73d2c6caa61140b21ebc20de02274/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo2_250.gif  https://66.media.tumblr.com/376205ff44a4fffa124b1f09c9a7335f/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo4_250.gif  https://66.media.tumblr.com/ed7f3bf8c4b4c70a56bbadef1d50fae3/tumblr_n5kvmayGZq1srt3fgo10_250.gif

Offline

Strony : 1 ... 12 13 14