Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 14 15 16 17

#376 28-09-2019 o 18h44

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Oddychał ciężko i kaszlał. Choć stał w samym środku ulewy, było mu gorąco, wręcz duszno. Skupienie zawsze przychodziło łatwiej, kiedy wykonywał pomocnicze ruchy dłońmi, w kierunkach, w których chciał skierować dany obiekt, jednak tym razem kierował tylko jedną z tych dłoni. Nie mógł pozwolić na to, aby Max się od niego oddzielił, więc ściskał jego dłoń i z udawaną, wyćwiczoną wyższością podnosił i rzucał w wilka wszystkim, co było pod ręką. Nie sądził, że uda mu się go pokonać, ponieważ miał już pewność, że to nie jest zwykłe zwierzę. Dziewczyna, która wcześniej go wystraszyła, obchodziła go najmniej, choć wydawała się krzyczeć równie głośno.
     Nie wiedział, ile trwało kierowanie patyków i kamieni w stronę wilka. Kiedy Octavian pomyślał, że mu się udało i przygotował się na zobaczenie tego, jak wilk pada na ziemię, zobaczył coś zupełnie innego. Wilk położył się na ziemi i podkulił ogon. Zdezorientowany Octavian zatrzymał lecącą w jego kierunku nadpaloną gałąź. Popiół opadł na czarne futro. Młody mag postanowił, że podejdzie do wilka. W razie czego opuści gałąź i uniemożliwi bestii zbliżenie się- taki właśnie miał plan. Nie odważył się jednak podejść bliżej, niż na odległość około dwóch metrów, wyciągając rękę trzymającą dłoń Maxa za siebie.
     -Trzeba zawołać Lawrence’a. Albo profesora Vanserrę- powiedział, nie spuszczając z oczu pokrwawionego pyska. –Nic tu po nas.
     Wycofał się taktycznie i z żalem zerknął na zniszczone drzewo driady. To nie był dobry czas na sprawdzanie, w jakim stanie jest i czy w ogóle ma szansę na ponowne rozkwitnięcie. Tym razem był świadomy tego, że musi zająć się w pierwszej kolejności osobą, która żyła. Musiał zająć się Maxem. Być przy nim i spróbować powstrzymać się od niecierpliwości oraz żądzy zemsty na Vincencie Darfurze. Max go potrzebował. Zginęli wszyscy jego przyjaciele, a Chrysléorn przepadł. Octavian zaczął widzieć w Maxie kogoś, kogo trzeba chronić, przynajmniej do momentu, w którym wyjdzie na prostą. Miał wrażenie, że chłopak nawet zaczyna majaczyć, albo to on się przesłyszał, słysząc imię starszego brata.
     -Max- zaczął z udawanym spokojem. –Adam jest w Europie. Opowiadałem ci kiedyś. Opuścił Amerykę dawno temu.
     Kawałek drewna, lewitujący na wilkiem, gwałtownie poleciał w bok i roztrzaskał się o mur zamku.
     -Adama nigdy nie było w Salem. Nie miałby powodu, aby tu przyjeżdżać.
     To jasne, że w to nie wierzył. Trudno było wyobrazić sobie brata na terenie poprawczym. Octavian ledwie pamiętał, jak wyglądała jego twarz, a przecież zdawał sobie sprawę z tego, że tak jak on, Adam na pewno już wydoroślał i wyglądał zupełnie inaczej. Mimo wyobraźni, tego widoku nie potrafił sobie nijak przywołać, a nie pomagał mu fakt, że ponoć Adam miał urodę matki, której w ogóle nie pamiętał.
     Kiedy odwrócił się w kierunku wejścia do zamku, spojrzenie jego napotkało tę ciemnowłosą dziewczynę. Deszcz nie był w stanie wypłukać całkowicie krwi z materiału, w który była odziana. Choć patrzył na nią z automatyczną pogardą, która malowała mu się na twarzy przy poznawaniu nowych ludzi, w rzeczywistości pomyślał, że nie jest taka straszna, jaka wydała mu się na początku. Wyglądała w zasadzie całkiem normalnie.
     -Szanowna panna Czerwony Kapturek pozwoli, że zaprowadzimy ją na pałacowe salony- powiedział pogardliwie. Lawrence nie byłby z niego zadowolony, gdyby nie wskazał jej wejścia.

Ostatnio zmieniony przez Airi (30-09-2019 o 21h52)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#377 28-09-2019 o 21h01

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 387

_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png
    Max nie wiedział czego spodziewać się po Octavianie. Bo taki właśnie Octavian był i nigdy mu to nie przeszkadzało. Wszystkie jego reakcje były zaskakujące dla zmiennokształtnego. Tak było też tym razem. Nie uwierzył. Max zacisnął usta. Lekko przygryzł wargę. Co miał w takim razie zrobić? Nie wiedział. Nie był mądry? Jak przygotować Octaviana na spotkanie ze starszym bratem skoro nie wierzył, że on tu był?
    Nie miał pojęcia jak. Eula na pewno wiedziałaby co zrobić. Nie bałaby się mu przerwać i wykrzyczeć prawdę. Gdyby Lavender nie spała, na pewno by mu wszystko na spokojnie wyjaśniła. Ale został tylko on i kompletnie nie miał pojęcia co robić. Był na to wszystko za głupi. Zadrżał, a po jego napuchniętych policzkach ponownie zaczęły spływać łzy.






_________________________https://s6.ifotos.pl/img/corapng_qswrewn.png

    Cora patrzyła na całe wystąpienie raczej z podziwem. Nigdy nie widziała czegoś takiego i była zafascynowana. Wszystko dookoła niej unosiło się. Podobało jej się to. Było dzikie i pełne energii. Spytana powiedziałaby, że oczywiście nic nie dorównuje temu, gdy ona manipuluje burzą, ale w rzeczywistości nie za bardzo to potrafiła robić świadomie i niewiele z tego widziała, bo była zbyt wściekła, by zauważyć.
    Nie za bardzo rozumiała co się stało później, kiedy jeden z chłopaków przytłoczył wilka. Zapewne czarodziej pomyślała Cora, jednak wolała nie pytać i się domyślać. Przecież ona to już wszystko powinna wiedzieć, a niewiedzą popisywać się nie będzie. Tak samo jak w przypadku ich relacji. Gdyby miała zgadywać – wzięłaby ich za parę. Byli za blisko siebie, ale… Nigdy wcześniej nie widziała gejowskiego związku, więc nie wiedziała. Czy one się jakoś różniły od tych normalnych?
    Wolała im nie przerywać i po prostu zaczekać. Traciła co raz więcej krwi, ale po raz pierwszy widziała takich ludzi i nie wiedziała jak ma się zachować. Chciała ich spytać o drogę do jakiejś pielęgniarki czy kogoś podobnego. Wypadałoby opatrzyć to ugryzienie. Zdezynfekować. Opatrzyć. Najlepiej, żeby nie było żadnych blizn.  Przeklęty kundel.
    Myśląc o swojej ranie, nie zauważyła jak chłopcy się do niej zbliżyli. Jeden z nich miał pusty wzrok, drugi dość pogardliwy. Cora wyprostowała się mimo wszystko. Nikt nie będzie na nią patrzył z góry.
-Szanowna pani czerwony kapturek nazywa się Coraleen Wang –przedstawiła się, przydzierając zadziorną minę. Splunęłaby na niego, gdyby jej przed chwilą nie uratował. –A wy to kto? Piękny i bestia? – spytała, przywołując pierwszą lepszą baśń jaka przyszła jej na myśl. Nie miała nic konkretnego na myśli. Chociaż, czarodziej miał trochę przerażającą moc. A ten drugi miał wszędzie blizn. Kto w tym układzie mógłby być pięknym, a kto bestią?
    -Nie wiecie gdzie jest jakaś pielęgniarka, skrzydło szpitalne, cokolwiek, żeby mnie uleczyć? –spytała, kiedy skierowali się już w stronę zamczyska. –Jestem tu dopiero od kilku godzin – wyjaśniła swój brak niewiedzy. Uważała to za całkiem dobrą wymówkę, by nie stracić twarzy. Ponadto lepiej było spytać niż się zgubić. Zdecydowanie lepiej.
    Kiedy tylko znaleźli się pod dachem,  Cora oderwała jedną dłoń od swojej rany. Spokojnie ją uniosła, a razem z nią, uniosła się woda, która osiadła na jej ubraniach. Uformowała ona kulę, którą rzuciła za siebie. Wtedy zobaczyła, że skulony kundel idzie za nimi.
    -Czemu to za nami się włóczy? – spytała zirytowana, odwracając wzrok od wilka. Spojrzała na chłopców. Ich ubrania również były mokre. Była na nich woda. Cora uniosła tę wodę, osuszając ich. Ta kula była nieco większa. Spojrzała na nią z zadowoleniem i rzuciła nią prosto w włóczącego się za nimi wilka, a nawet uśmiechnęła się robiąc to. Dobrze mu tak.


https://s6.ifotos.pl/img/11gif_qahpepr.gif https://s6.ifotos.pl/img/22gif_qahpepx.gif

Offline

#378 30-09-2019 o 20h34

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 184

mmmmmmmmmmmm https://1.bp.blogspot.com/--ijmqjge_sw/XUQLYvsPuWI/AAAAAAAADmM/OhRgXZYP7xEFRgNm7dO2qUuZ6KJhvliMQCLcBGAs/s1600/raum2.png
          Gdy Raum wreszcie znalazł się z powrotem w budynku, w pewnym stopniu poczuł ogromną ulgę. Tak, chociaż nadal odczuwał wiele zapachów, wydawałoby się jednak, że w zakładzie było ich o wiele mniej niż na zewnątrz. Albo większa wrażliwość spowodowana była zaczerpnięciem mocy od Rougaru, tłumaczył szatyn, wlekąc się za grupą, którą wcześniej prawie zaatakował.
         Poprawka. Za dwójką osób, którą planował zaatakować i jedną niezabitą ofiarą. Jej krew dalej spływała z rany, którą spowodował. Nie tworzyła tym razem czerwonego szlaku, ale nadal rozpowszechniała zapach, który nieprzyjemnie drażnił nos wilka.
Przed tym, jak Raum zdążył zamknąć bestię w środku siebie, tamten wspomniał o ogromnym głodzie, i miał rację. Wilk cały czas walczył ze sobą, by posłusznie iść za grupą dzieciaków. Powstrzymywał się przed warknięciami, które mogłyby uruchomić w nich mechanizmy obronne. Nie chciał wyrządzić im jeszcze większej krzywdy, więc nadal ociągając się, kroczył nieco oddalony od nich. Nawet nie zdziwił się, gdy drobna brunetka obrzuciła go wodą. Nie mógł być już bardziej mokry, ale to otrzeźwiło go dostatecznie, by przestał spoglądać na jej ranę, do której chętnie ponownie sięgnąłby swoim pyskiem.  Czuł, że musi zmienić formę. Mniejszą żądzę krwi odczuwał w ciele człowieka, a każda sekunda spędzona w wilczym ciele sprawiała, że łaknął obiadu coraz bardziej.
         Ale przemiana nie była ani piękna, ani prosta. Choć wilki są cudownymi stworzeniami, to Raum nigdy nie lubił się w nie zmieniać. Gdy to robił, odczuwał tylko ogromny ból. Kości łamały się i deformowały, przybierając postać wilka. Ale to właśnie przemiana powrotna w człowieka była czymś, co sprawiło, iż Raum wolał przybierać postać pół-wilka, pół-człowieka. To nie było tak dziwne zjawisko, jak sama zmiana ciała wilczego na ludzkie.
          Kiedy zauważył, że grupa doszła do drzwi lecznicy, jak przypuszczał szatyn, ucieszył się. Zobaczył, że chuda brunetka wsuwa się przez drzwi do środka, więc zadecydował, że to odpowiedni czas, by przemienić się w człowieka.
          I znowu poczuł ból, który zdawał się rozdzierać go od środka. Tylko że tym razem tak było.
Przemiana była krwawa i przeklął w myślach, gdy pomyślał o całym bałaganie, który po sobie pozostawi. Ale skupił się tylko na poprawnej przemianie, która w najlepszym przypadku trwała przynajmniej pięć minut. Tak, w wilka zmieniał się szybko, ale  odwrotny proces wydawał się być trudniejszy. Gdy był dzieckiem, przemiana zajmowała mu nawet pół godziny. Dlatego wolał paradować z głową wilka. Całe ciało wilka nie było tak przyjemne, jakby się wydawało.
          Ale wreszcie stanął na korytarzu tak, jak stworzył go Pan. I nakleił na swoją twarz szarmancki uśmiech, przykrywając nim ogromne poczucie winy, ból po przemianie i wszystkie swoje uczucia.
- Cześć, chłopaki. – Zwrócił się wreszcie do grupy, którą wcześniej zaatakował – Nie radzę się patrzyć w dół. Możecie dostać kompleksów. – Zaśmiał się, a potem smutno prześledził ich sylwetki – A teraz pozwólcie mi się przecisnąć do lecznicy, okej?



https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Offline

#379 30-09-2019 o 21h46

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Octavian spiął mięśnie, przyjmując wrogo nastawioną postawę względem dziewczyny. Nie wzruszał go widok jej ran i skoro nie mdlała, nie miał zamiaru kiwnąć palcem, aby jej z nimi pomóc. Była nowa, a Octavian nie lubił nowych. Poza tym, nie wiedział, czym jest, dlatego nawet, kiedy szli w jednym kierunku, zachowywał odpowiedni dystans. Po historii z Nelly nauczył się, że jeżeli nie wie, z kim ma do czynienia, najlepiej trzymać się od takiej osoby z daleka. Jeszcze by okazało się, że ciemnowłosa panna czyta w myślach, a Storminsky nie miał siły ani na zaklęcia blokujące, ani ochoty na to, aby ktoś wchodził mu do głowy.
     -Świetnie, nie Czerwony Kapturku Coraleen. I nie, nie zgadłaś, bo Piotruś Pan i Zagubiony Chłopiec- fuknął. –Nie obchodzi mnie, ile tu jesteś. Właśnie zmierzamy do skrzydła szpitalnego, więc łaskawie pozwolę ci iść z nami.
     Nie miał dłużej ochoty się do niej odzywać. Wiedział, że gdyby spotkali się w innych okolicznościach, chętnie by jej dłużej podokuczał, ale w tamtych chwili uważał, że nie ma na to czasu. Obserwował pannę Wang kątem oka, jej ruchy i wyraz twarzy. Kiedy dziewczyna uniosła wodę z ich ubrań, w pierwszym odruchu chciał na nią nakrzyczeć, ale ostatecznie nie powiedział zupełnie nic. Nie dał po sobie poznać, że to go zaciekawiło. Popisywanie się, myślał, ja też potrafię unosić krople wody.
     Puścił rękę Maxa i położył delikatnie dłoń na jego ramieniu.
     -Będę musiał iść powiedzieć komuś o wilku. Przyślę do ciebie przyjaciela, dobrze? Jak będziesz chciał mnie widzieć, odeślesz go i wtedy ja przyjdę do szpitala.
     Mówił spokojnie, starając się nie myśleć o tym, co Max powiedział mu kilka minut wcześniej. Nadal sądził, że Belmont po prostu „bredził”, ale myśli o Adamie mimowolnie zaczęły go nawiedzać. Dotarli na korytarz prowadzący do skrzydła szpitalnego. Wtedy ciemnowłosa odezwała się ponownie i Octav już się skrzywił, aby przejść z miłego tonu głosu na ostry i syczący, kiedy nagle ujrzał ciemne, mokre futro, w które wcześniej cisnął telekinezą wszystko, co miał pod ręką. Wilk wyglądał mrocznie w świetle migających świec, które oświetlały korytarz.
     Nie zarejestrował, kiedy Coraleen zniknęła za drzwiami lecznicy. Z szeroko otwartymi oczami patrzył na krwawą przemianę, która odbywała się na jego oczach. Jego blada twarz pojaśniała jeszcze bardziej, dłonie zaczęły drżeć. Oparł się o ścianę, spuszczając wzrok i zamykając oczy, aby nie patrzeć na to, co tak go obrzydzało i sprawiało, że nie czuł własnych nóg. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Dla Octaviana nie było nic bardziej obrzydliwego, niż nagie, ludzkie ciało. Kiedy chłopak nie odbiegający od niego bardzo wiekiem stanął przed nimi zupełnie nagi, Octavian zasłonił usta, powstrzymując odruch wymiotny. Nienawidził patrzeć na ciała, czy to kobiety, czy mężczyzny, każde sprawiało, że robiło mu się duszno i słabo, a czasami mdlał lub wymiotował. Nie wsłuchiwał się bardzo w to, co nieznajomy, będący przed kilkoma minutami wilkiem ma do powiedzenia, dopóki nie wypowiedział ostatniego zdania. Chciał dostać się do lecznicy, a to wiązało się z tym, że podejdzie bliżej. Octavian nie mógł na to pozwolić.
     -NIE!- krzyknął.
     Gorączkowo zaczął rozglądać się za czymkolwiek, czym mógłby rzucić w nagiego chłopaka, ale na korytarzu przed szpitalem nie było nawet obrazów, które Lawrence powciskał tak ciasno niedaleko sypialni uczniów.
     Kopnął drzwi mocno, by później magią wyjąć je z zawiasów i rzucić prosto w „wilka”. Dyszał ciężko, jakby czuł się naprawdę źle. Popędzając Maxa, wbiegł do środka szpitala, wpadł do łazienki i zaczął mocno myć ręce, rozdrapując przy tym rany.
     -Chcę do domu, do domu- szeptał. –Potrzebuję iść do Lavender.

Ostatnio zmieniony przez Airi (30-09-2019 o 21h47)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#380 01-10-2019 o 17h43

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 387

_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png
    Max był już naprawdę zmęczony. Nadal drżał, a łzy wolno sunęły po jego policzkach. Zbladł jeszcze bardziej. Wolno i posłusznie sunął za Octavianem, nie mając siły na cokolwiek. Oczy same mu się przymykały, a ich podnoszenie było co raz cięższe. Zmęczenie skutecznie też odsunęło go od myślenia o tych wszystkich, których już nie było – był najzwyczajniej zbyt zmęczony, by myśleć.
    Nie zauważał wielu rzeczy. Nie zapamiętał jak dziewczyna ma na imię. Nie zwrócił uwagę, że płaszcz czarodzieja nagle był suchy. Ożywił się dopiero wtedy, kiedy Octavian chciał go zostawić w skrzydle szpitalnym.
    -Nie chcę tam wracać, Octav… - powiedział cicho, spuszczając wzrok. Nie miał też siły się kłócić, ani robić cyrków. Miał nadzieję, że chłopak po prostu zostawi go w spokoju i nie każe mu zostawać w lecznicy. Gdzieś pojawiła się myśl, że powinien przy nim być, kiedy Adam go odwiedzi, jednak nie przestawiła ona nie sprawiła, że się wybudził. A przynajmniej nie ona sama.
    Nie  obchodziła go przemiana wilka. W ogóle przemiany nie robiły na nim żadnego wrażenia. Max potrafił się przemieniać bez żadnych problemów i trwać w przybranej formie naprawdę długo. Nagie ciała traktował z obojętnością. Ale reakcja Octava na to wszystko była orzeźwiająca. Max zamrugał kilkukrotnie oczyma.
    -Octavian? – chciał zdobyć jego uwagę na chociażby chwilę, ale został wepchnięty do lecznicy. Drzwi do niej już nie było, ale domyślał się, że to kwestia godzin. Wszyscy tutaj byli przyzwyczajeni do tego, że wychowankowie zakładu ciągle coś niszczyli. Max miał szczęście, że przykuło to ich uwagę bardziej niż on sam.
    Czarodziej był w łazience. Nie zatrzasnął się, co zdziwiło Maxa, jednak nie miał zamiaru nic mówić. Podszedł do niego powoli, lecz mu nie przerywał. Powinien przy nim być, dopóki nie spotka Adama. Mieli szczęście, że młody medyk do nich jeszcze nie podszedł. Może go po prostu nie było w skrzydle szpitalnym? To nie miało znaczenia, Max musiał przy nim być. Musiał, nie ważne, jaki był jego stan.
    Drgnął słysząc imię Lavender. Zazdrościł jej, że miała przyjaciela jak Octavian. Zazdrościł Octavianowi, że miał przyjaciółkę jak Lavender. Nie lubił jej, a tylko dla Octaviana chciał, żeby się obudziła. Max był teraz sam. Okłamał wszystkich. Miał to na co zasłużył, jednak to nadal bolało.
    -Jesteś czysty – powiedział mu cicho, podchodząc bliżej. Zamknął kran. Nie podniósł wzroku, bo bał się, że wypłynie z niego zazdrość i żal. Starał się również nie ziewać. Był zmęczony, ale to nie miało znaczenia. Dopóki Octavian nie spotka Adama nie może się od niego oddalić. – Chodźmy, odprowadzę cię do jej pokoju.


https://s6.ifotos.pl/img/11gif_qahpepr.gif https://s6.ifotos.pl/img/22gif_qahpepx.gif

Offline

#381 04-10-2019 o 19h43

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 482

https://i.ibb.co/djg4S4G/law.png
         Powiesił marynarkę na oparciu fotela i sięgnął po leżącą na biurku książkę. Nie spodziewał się dzisiaj nikogo, mało prawdopodobne wydało mu się, żeby drugi raz tego samego dnia ktoś wprosił się bez zapowiedzi. Ciemność nie przeszkadzała mu, kiedy czytał – zasłony były szczelnie zaciągnięte, dlatego nie od razu zauważył zmianę pogody. Zaalarmował go dopiero głośny grzmot na zewnątrz. Wstał i przeciągnął się (rigor mortis).  Ostrożnie uchylił zasłonę, jednak wyglądało na to, że na zewnątrz jest ciemno jak w księżycową noc. Wiał ostry wiatr, z rodzaju tych, które zginają drzewa aż do ziemi i zmuszają świat do posłuszeństwa. Idealna pogoda na uprawianie czarnej magii, przemknęło mu przez myśl. Poczuł zapach ozonu i kilka sekund później niebo rozdarła błyskawica.
      Zasłonił okno z powrotem i wrócił do książki. Czytał ją już kilkanaście razy, tak jak każdy tom w swojej olbrzymiej kolekcji. W całym zamku nie było ani jednego, którego zawartości nie umiałby wyrecytować na pamięć. Prawdę mówiąc czytanie przestało sprawiać mu aż taką przyjemność jakieś sto lat temu i teraz zajmował się tym raczej z przyzwyczajenia. Właśnie miał przewrócić następną stronę, kiedy usłyszał czyjeś kroki na korytarzu. Zwykle nie zwracał na takie niuanse uwagi, wampiry słyszą bardzo, bardzo dużo i oszalałby, gdyby miał się skupiać na każdym odgłosie w zamku, ale te kroki były inne. Obce. Na pewno męskie, równe i pewne. Nie umiał ich przyporządkować. Nasłuchiwał kilka sekund, ale kiedy nie usłyszał pukania do drzwi skupił się z powrotem na tekście.
Podniósł głowę. A jednak.
– Proszę.
Mężczyzna miał jasne włosy i nosił biały kitel, wyglądał raczej blado i wampir z początku nie poświęcił mu wiele uwagi. Nowy lekarz? Przez kilka sekund był zaskoczony, ale szybko połączył fakty. Archibald znowu zatrudniał pracowników bez jego wiedzy. Uniósł brwi w poirytowaniu pokrytym cienką warstwą uprzejmości.
Adam Storminsky. Tego się nie spodziewał.
      Przyjrzał mu się jeszcze raz, dokładniej. Te same oczy, rzeczywiście. W dokumentach była o nim wzmianka, ale Octavian nigdy nic nie wspominał. Lawrence czasem zastanawiał się dlaczego, zwłaszcza ostatnio.
      Pozdrowienia od de Talleyranda. Ha. Wyglądało na to, że starszy Storminsky jest ciekawszą figurą, niż Lawrence mógłby kiedykolwiek podejrzewać. Odłożył książkę.
– Proszę usiąść. Zapytałbym czy pan się czegoś napije, ale niestety mam tylko krew. – Uśmiechnął się nieco cierpko.
Tak, z bliska mógł dostrzec podobieństwo; on i Octavian dzielili niemal te same ostre rysy twarzy, chociaż Adam sprawiał wrażenie zdecydowanie bardziej przyjaznego.
– To wielka szkoda, że nie wiedziałem wcześniej o pańskim przybyciu. Zgaduję, że de Talleyrand miewa się dobrze. Znacie się od dawna?
Pytanie miało oczywiście drugie dno. Lawrence nie miał pojęcia, że brat jednego z jego podopiecznych mógł być przydatny, nie wiedział nawet od jak dawna. To źle. Powinien wiedzieć wszystko, zawsze, z wyprzedzeniem.
– Rozmawiał pan już z Octavianem?  – zapytał ostrożnie. Nie miał pojęcia jakie panują między nimi stosunki. Powinien zainteresować się tym wcześniej. I nie tylko tym. Przeoczył całkiem istotny pionek, dlaczego? Naprawdę zaczynał się starzeć. Może to wina jego rozproszenia innymi sprawami, mimo wszystko uważał, że ktoś powinien go uprzedzić. Nie był zadowolony, jednak nie dał niczego po sobie znać. Nie należy roztrząsać przeszłości, kiedy przyszłość sama do ciebie przychodzi.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?[/s

Offline

#382 07-10-2019 o 00h42

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391329404387344/unknown.png

     Adam odgarnął pofalowany kosmyk włosów z czoła i zachowując swój uśmiech, skinął na propozycję wicedyrektora, po czym zajął miejsce. Usiadł wygodnie, ze swobodną elegancją wygładził biały materiał kitla i sprawnym ruchem poprawił kołnierz koszuli. Mężczyzn dzieliła szerokość biurka i zdecydowanie mogli mówić cicho, a nikt i tak by ich nie usłyszał, jednak nim Adam po raz kolejny otworzył usta, rozejrzał się na boki, jakby miało mu to pomóc sprawdzić, czy akurat te ściany mają uszy.
     -W takim razie następnym razem powinien się pan zaopatrzyć również w herbatę.
     Choć słowa jego brzmiały nieco bezczelnie, wzrok nie tracił na przyjaznym wyrazie. –Mam z panem wiele spraw do obgadania i raczej jeszcze tutaj zawitam, o ile pan zechce mnie wpuścić. To urocze miejsce i piękny zamek, doprawdy dziwne, że poświęcił go pan na wychowanie bandy rozwydrzonych dzieciaków.
     Jego uśmiech przybrał charakterystyczną formę, a wzrok padł na fortepian stojący w przyciemnionym koncie. Adam nie ukrywał, że przedmiot zainteresował go i wpatrywał się w instrument jeszcze przez chwilę. Dobrze pamiętał, że Octavian będąc dzieckiem grał na takich pięknie. Mieli w rodzinnej rezydencji bardzo podobny model, który stał dumnie w salonie przed wysokim oknem, po którego bokach spływały srebrzyste zasłony. Adam doskonale pamiętał ten widok i światło padające na fortepian, doskonale pamiętał krzyki młodszego brata, kiedy pokojówka niedokładnie wytarła kurz z ukochanego instrumentu. Teraz na pewno nie kontynuuje nauki, a jego talent się marnuje, pomyślał gorzko. Kiedy po raz ostatni widział fortepian, był cały zniszczony, a jego klawisze, wyrwane ze swoich miejsc, leżały rozrzucone na podłodze wśród szkła i strzępków ulubionych firan matki.
     Wrócił spojrzeniem do Lawrence’a.
     -Już dłuższy czas, choć co to dla niego. Wykładał historię na wydziale, na który uczęszczałem na studiach. Właściwie, chciał panu wysłać list powiadamiający o moim przybyciu, ale koniec końców uznaliśmy, że bezpieczniej będzie, jak sam się tutaj pofatyguję i grzecznie złożę swoje curriculum vitae do szanownego pana Blackwooda. Stary Archie za bardzo węszy i na uniwersytecie nie przeszło to niezauważalnie, sir, nikt nie chciał pana narażać na jego dodatkowe spojrzenia.
     Kiedy Hawthorne wspomniał imię najmłodszego z rodu Strominskich, kącik ust starszego brata drgnął niespokojnie.
     -Jeszcze nie. Rozmawiałem z panną Nelly i z paniczem Maxem. Po cichu liczę na to, że któreś z nich naprowadzi go na trop. Wielokrotnie wysyłałem mu znaki, że się pojawię, ale widocznie ich nie odczytał. Lub nie chciał odczytać. Naiwny chłopiec. Nie wiem, co wie pan o naszych sprawach rodzinnych, ale prawdą jest to, że nie widzieliśmy się bardzo długo, ponieważ jakieś… pół wieku temu? Nie, to musiało być wcześniej. Rozstaliśmy się jeszcze przed wybuchem wojny. Ach, lata dwudzieste! Jaką piękną grali wtedy w barach muzykę, a jak cudownie było patrzeć na kobiety w tamtych sukniach. Teraz już żadna takich nie nosi.
     Westchnął, widocznie rozmarzony wspomnieniami, które odgonił równie szybko, jak uśmiech.
     -Jestem wdzięczny, że był mu pan oparciem przez ostatnie dni. Potrzebował tego. Nigdy nie był stabilną osobą, ale przez ostatni czas widocznie zaczął potrzebować poczucia obecności czegoś innego, niż telekineza, to znaczy, potrzebował obecności drugiej osoby. Czytałem również list, który wysłał pan do naszego ojca. Niestety tata nie był w stanie go otworzyć, więc zrobiłem to za niego. Pisał pan, że Octaś odprawił egzorcyzmy? Trudno było uwierzyć w to, że przy tym nie zemdlał, nawet jeśli zawsze wierzyłem w to, że jest zdolny.
     Spotkanie z młodszym bratem zbliżało się do niego małymi krokami. Nie było powiedziane jednak, że Adam ostatecznie nie zdecyduje się wykonać skoku, aby je przyśpieszyć.

Ostatnio zmieniony przez Airi (07-10-2019 o 00h43)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#383 18-10-2019 o 11h52

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 184

mmmmmmmmmmmm https://1.bp.blogspot.com/--ijmqjge_sw/XUQLYvsPuWI/AAAAAAAADmM/OhRgXZYP7xEFRgNm7dO2qUuZ6KJhvliMQCLcBGAs/s1600/raum2.png
         Każdy mięsień w ciele palił go tysiącem płomieni. Miał wrażenie, że nigdy wcześniej przemiana nie bolała go tak bardzo, jak to miało miejsce dzisiaj. Nie był pewny, czy to wina tego, że jeszcze nie spożył wystarczającej krwi, czy też tego że zaczerpnął prawdziwej mocy Rougaru, a teraz ona dawała o sobie zna. Przez chwilę pomyślał, że wolałby ponownie zmienić się w wilka – wydawałoby się mu to mniej bolesne niż udawanie, że zwykły ruch nie powoduje ogromnego cierpienia.
         A gdy zarzucił na siebie nonszalancki i ruszył w stronę lecznicy, na pewno nie spodziewał się ataku paniki wyższego z chłopaków. Nim nawet zdążył zareagować i uspokoić przerażonego szatyna, zobaczył, iż swoją telekinezą podnosi drzwi i kieruje je w stronę Rauma.
         Nie miał zbyt wiele czasu – właściwie tylko ułamki sekund na zareagowanie i zrobił tylko tyle, na ile mu jego obolałe ciało pozwoliło. Uderzenie nastąpiło i mimo wszystko Rhett ucierpiał. Jednakże jego refleks pozwolił mu na zminimalizowanie szkód – przesunął się tak, iż tylko jego lewy bark oberwał kawałkiem drzwi.
         Bolało. Cholernie. Przeklął i splunął, nie mogąc wytrzymać paskudnego posmaku w ustach. Przeciągnął się, choć miał wrażenie, jakby jego mięśnie rozrywały się razem z nim. Podniósł się na nogi i ponownie spojrzał w stronę lecznicy. Całkowicie ode chciało mu się wchodzenie tam.
         W ciągu jednego dnia dwa razy dostał drzwiami. Choć może to drzwi dostały Raumem.  Niemal nie zabił dwójki nieznajomych ludzi. Sięgnął po moc Rougaru, która dalej krążyła w jego żyłach i czuł, że stopniowo nagina jego cierpliwość i opanowanie. Westchnął, nie chcąc dodawać kolejnej pozycji do tej listy.
         Nie czuł się na tyle dobrze, by opanować się w obecności małej brunetki i jej ramienia. Westchnął i oparł się w progu lecznicy. Zajrzał do niej, rozglądając się, a gdy nie zobaczył niczego, co mogłoby go bardziej uspokoić, odwrócił się i ruszył w stronę swojego pokoju.
         A nuż może nie spotka niczego lub nikogo, kto go rozwścieczy – pomyślał. Tym razem – gdy upewnił się, że nikogo nie było na korytarzu – pozwolił sobie na opuszczenie nonszalanckiej postawy. Zrezygnował też z tej obronnej. Był zmęczony, głodny i wściekły – po raz pierwszy od dawna nie miał ochoty na udawanie, że wszystko jest w porządku. Kulejąc z bólu, powoli przemierzał korytarz. Łapczywie chwytał powietrze, jakby było lekarstwem na wszystko co złe. Na ból mięśni, na ból kości, na paskudne poczucie winy, na uspokojenie się, na nienawiść, która znowu wydawałaby się chwycić go w swoje szpony.
        A po chwili poczuł paskudny smród dobiegający zza jego pleców. Nim nawet pomyślał, wyprostował się i napiął wszystkie mięśnie. Nie miał też najmniejszych wątpliwości, że jego oczy stały się złote, a zęby nieco ostrzejsze. Smród był coraz silniejszy i Raum wtedy wiedział, ze się nie pomylił. Inny wilk.
Chyba jednak nie prędko się uspokoi. Może jednak zaatakuje.



https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Offline

#384 18-10-2019 o 21h23

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Parująca, zabarwiona krwią woda wraz z mydlinami spływała po szerokim zlewie. Octavian mocno pocierał ze sobą dłonie, a ciągłe powtarzanie przez niego tej czynności nie wróżyło końca. Myślał tylko o brudzie i o pozbyciu się go raz na zawsze, próbując wyzbyć się z pamięci widoku nagiego ciała. Napad kaszlu sprawił, że wyciągnął ręce spod kranu i wsuwając nos w zgięcie łokcia, próbował przestać. Woda skapywała mu z palców na posadzkę i ciekła po rękach, mocząc rękawy koszuli. Nikt nie reagował, a Storminsky nie był już pewny, czy słyszalne za plecami kroki nie były wyimaginowane. Głos Maxa był jednak prawdziwy, dowodzący, że chłopak jest obok. Spojrzał na niego załzawionymi od kaszlu oczami i uśmiechnął się słabo, nieco ironicznie, ale nie wyzywająco.
     -Gdybym był, nie byłoby mnie tutaj.
     Belmont mógł odebrać jego słowa dosłownie. Mógł też pomyśleć o metaforycznym ogóle, o słowie „tutaj”, jako o zakładzie poprawczym. Patrzył, jak chłopak sięga kurka kranu i zakręca go. Ucieszył się, że sam nie musiał go dotykać.
     Opuścił ręce, starając się rozluźnić ramiona. Chciał być silny- dla Maxa lub przynajmniej przed Maxem.
     -Nie przyszliśmy tutaj, żeby wyjść stąd we dwójkę. Chciałem się upewnić, że dotrzesz do swojego łóżka.- Zwalczył potrzebę ponownego włożenia rąk pod strumień wody. –Szpitalnego łóżka- sprostował swoje wcześniejsze słowa. Spojrzał na chłopaka i schował dłonie za plecami, aby ukryć rany.
     -Ja… i tak nie mogę iść teraz do Lav- wyznał cicho. Nie potrafiłby i nie chciałby odpowiadać na pytanie „dlaczego?”. –Mówisz, że nie chcesz tu być. A możesz? Zanim cię stąd wyciągnąłem, powiedziałeś, że chyba nie czujesz się wystarczająco dobrze, żeby opuszczać to miejsce. Wygląda na to, że wilk, który nas zaatakował, to jakiś nowy wychowanek zakładu, ale to nie zmienia faktu, że zamierzam iść się poskarżyć i to szybko. Mój ojciec…
     Zamilkł momentalnie, w porę powstrzymując się od powiedzenia swojego standardowego zdania.
     -Lawrence o wszystkim się dowie- oznajmił po krótkiej przerwie. –Dyrektor jest do dupy i generalnie mógłby sam siebie zwolnić, a zamek należy do Lawrence’a. Powinien wiedzieć, że po jego zamku łazi koleś, który robi takie rzeczy. Ja na przykład, chciałbym wiedzieć. Moje psy rozszarpałyby takiego jegomościa od razu. Zawsze uważałem, że Lewiatan powinien mieć towarzystwo swojej rasy. Co dwa piekielne ogary to nie jeden.
     Wrażenie, że ktoś kręci się w pobliżu łazienki nasiliło się, a Octavian z podniesionym ciśnieniem wyjrzał zza drzwi. Kiedy dostrzegł kobietę w fartuchu, z gładko zaczesanymi, długimi, mysimi włosami, zmarszczył brwi widocznie i zacisnął pięści.
     -Co też sobie pani wyobraża?- fuknął na najmłodszą z uzdrowicielek. –Pani wstydu nie ma, żeby podsłuchiwać prywatne rozmowy, jak pani śmie! Chce pani wylecieć z tego zamku?! Jak tamte drzwi pani wyleci, szybko i efektownie!
     Dawno nie groził pracownikom zakładu. O ile oni nie zawracali mu głowy, zwykle obchodził się z nimi obojętnie, zachowując wszelkie wyzwiska na inne sytuacje. Okres, w którym wyzywał ich w zasadzie bez powodu, miał za sobą. Mimo wszystko, naruszenia prywatności nie popuściłby nawet osobom, które pod jakimś względem polubił.
     Korzystając z faktu, że ma do czynienia z najmniej doświadczoną w szpitalu osobą, wyprostował się dumnie i wymyślił na szybko kolejne, wyniosłe zdania, które wyrzucił z siebie za jednym tchem.
     -Słyszy pani, jak leje na dworze? Niech sobie pani zapamięta te dźwięki, bo z odległości trzydziestu metrów nad najwyższą w tej cholernej posiadłości wieżą zapewne brzmią inaczej!- Podniósł ręce, a żaluzje zaczęły spadać, sprawiając, że światła błyskawic stały się w pomieszczeniu bardziej widoczne.
     Kobieta drgnęła niespokojnie, cofając się w stronę wyjścia.
     -Wie pani, za co mnie tu zamknęli? ZRZUCIŁEM AUTOBUS WYCIECZKOWY PEŁEN MAŁYCH DZIECI Z URWISKA I TRAFIŁEM W NIM JACHT, NA KTÓRYM TRWAŁA IMPREZA CHARYTATYWNA NA RZECZ WALKI Z NOWOTWORAMI! W WIGILIĘ!!! I myślisz, że nie zabiłbym byle uzdrowicielki?!
     Wymyślona historia i mord w oczach chłopaka wystarczyły, aby kobieta po prostu wybiegła.
     -Pewnie się poszła pożalić tym starszym albo łysemu oblechowi- prychnął. –Mam dość. Moja noga więcej nie postanie w tym skrzydle, choćby od tego zależało moje życie, nie wrócę tu.
     Ruszył w kierunku wyjścia.
     -Nie będę zmuszał cię ani do zostania tutaj, ani do pójścia gdziekolwiek. Zrobisz, jak będziesz uważał, Max. Jeśli się rozdzielimy, i tak wyślę ci wiadomość. Musimy być teraz w ciągłym kontakcie. Powstrzymaj mnie, jeśli mam nie iść i nie klapnąć drzwiami tak mocno, żeby witraże wyleciały ze swojego miejsca na dobre. Jak chcesz wrócić do swojego pokoju, powiedz słowo. Mogę nawet wpuścić cię do mojego, jeśli obiecasz, że nie będziesz niczego ruszał.
     Splótł ręce na klatce piersiowej. Czekał na odpowiedź.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#385 21-10-2019 o 22h43

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 387

_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png
    Max nie wiedział co powiedzieć Octavianowi. Nie miał pojęcia co było najlepszym rozwiązaniem. Nie potrafił pomyśleć nad czymś sensownym. Patrzył na podłogę, jakby nieco przestraszony. Drżał ze zmęczenia. Zrobiłby wszystko, by cofnąć czas do Halloween, żeby każdy był zadowolony z tamtego stanu rzeczy i nigdy nie musiał żyć w świecie bez przyjaciół.
    -Myślisz, że Lewiatan potrzebuje pszyjaciela? -spytał. Był zbyt zmęczony, by usłyszeć, że czarownik podniósł Lawrence’a do statusu swojego ojca czy wielu innych rzeczy, które powinny być dla niego ważne. Niepewnie podniósł wzrok, lecz krótka chwila w której miał szanse pobudować swoją pewność siebie, została przerwana najściem pielęgniarki.
    Chłopak się wystraszył. Nie wiedział co zrobić. Szeroko otworzył opuchnięte oczy. Szybko i niemal odruchowo, schował się za Octavianem. Jakby mając nadzieję, że ukryje się przed tym, że zostanie zobaczony. Że nie będzie musiał zostać. Nie mógł zostać. Drżał. Czarodziej podniósł głos, a Max starał się rozróżniać słowa. Sens z nich z trudem docierał do zmiennokształtnego, ale jedno z pewnością wyłapał. Octavian skłamał.
    -Nie powinieneś kłamać, Octavian – powiedział cicho i niepewnie, po tym jak pielęgniarka wyszła. Nie spojrzał mu w oczy. W jego pojawiły się łzy. Ponownie zadrżał. Naprawdę chętnie położyłby się spać. Odpocząłby. Mógłby nawet zjeść ten głupi obiad, po tym jak wstanie, ale bardziej niż o siebie, bał się o czarownika.
    Nie miał pojęcia co powinien zrobić. Nie mógł skłamać. Więc zostało mu tylko powiedzieć prawdę.
-Nie pójdzie do łysego – oznajmił już nieco spokojniej. -Wiem, że mi nie wierzysz… ale dzisiaj kiedy się obudziłem twój brat zmieniał mi opatrunki. Jest tutaj od dzisiaj i zostanie na długo – Max nie miał siły się wyprostować, ale podniósł wzrok i spojrzał Octavianowi w oczy. – Pielęgniarka powie o tym Adamowi, Octavian.
    Z Maxa uleciało widmo niedomówień. Znowu, zmęczony opuścił głowę. Cała siła z niego uleciała. Powiedział to Octavianowi. Już prawie po wszystkim, jednak… był zmęczony. Okropnie zmęczony i głęboko zasmucony. Zagubiony. Nie wiedział co robić. Czuł się samotny i nie chciał, by tak się czuł Octavian. Zwłaszcza w tamtym momencie.
    -Nie chcę, żebyś był sam, kiedy się z nim spotkasz – ponownie podniósł wzrok. -Martwię się o Ciebie. Nie obchodzi mnie to w jakim jestem stanie, dam sobie radę. Chcę tylko, żebyś nie był teraz sam Octavian. Zrobię co chcesz, ale nie bądź sam.
    Gdyby to się stało przed tym Halloween, przed tym wszystkim, przed tym jak kłamstwo Maxa przyszło na jaw... Nie bałby się go przytulić. Jednak teraz, mógł tylko mocniej zacisnąć ręce na jego płaszczu.


https://s6.ifotos.pl/img/11gif_qahpepr.gif https://s6.ifotos.pl/img/22gif_qahpepx.gif

Offline

#386 25-10-2019 o 02h46

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Nelly Lundberg
     Zapadła cisza, tuż po tym, gdy lisica skończyła po krótce opisywać swoją relację z Octavianem - więź, którą widziała własnymi oczami, o ile mogła to nazwać "więzią". Nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym, w jaki sposób młodszy Storminsky, traktuje ich znajomość, czy może jednak faktycznie coś się zmieniło i w pewnym stopniu zaczął pałać do niej pozytywnymi odczuciami, chęciami, czy jedynie z czysto tajemniczego układu, który ich jako tako połączył. Kiedyś stawiałaby bardziej na to drugie, ponieważ to Lavender była najbliższa jego sercu. Była tą najważniejszą osobą w jego życiu, więc nie zdziwiłoby ją to, gdyby tolerował oraz akceptował jej osobę, tylko dlatego, iż zapewniała jego przyjaciółce większą ochronę przed jej wrogami, którzy gdyby mogli, to zrównaliby De Mortain z ziemią. Zawsze uważała ich przyjaźń za coś niezwykle pięknego, czego ona sama, nigdy nie będzie miała dane zasmakować. Ceniła sobie Lavender za to, że jako jedyna okazała jej wsparcie, gdy była nową osobą, która dopuściła się do takiego czynu, który sprowadził ją do tegoż miejsca, do jej równych, którzy również złamali najważniejszą przysięgę, ujawniając swoje prawdziwe oblicze. Jednakże kiedyś, to kiedyś, a teraz, to teraz. A Nelly nie zdołała uchronić Lavender przed najgorszym. Nie dotrzymała danego słowa. Nie zrobiła nic, co mogłoby uratować Lavender, Apollo, Eulalię, Artemis, Shannę... pamięta, jak obserwowała wszystko z wytrzeszczonymi oczyma, lecz ani na sekundę nie poruszyła się, by komukolwiek pomóc - dlaczego? Legendy głoszą, że kitsune po osiągnięciu dziewięciu ogonów jest potężny, wręcz nie ma sobie równych przeciwników. A więc dlaczego nie potrafiła wykorzystać swoich mocy, a zarazem potencjału jej rasy, aby uratować im wszystkim życie? Odpowiedź, jakby huczała w jej głowie, dając o sobie znać, że jest jak najbardziej prawdziwa, aczkolwiek Nelly, nie potrafiła w to uwierzyć. Nie potrafiła w to uwierzyć, że była za słaba, żeby ich uratować, że coś ją wewnątrz zatrzymało przed podjęciem tak pochopnych działań.
     Zawiodła wszystkich. I samą siebie. A najbardziej Lavender oraz Octaviana. Od tamtego horroru, nie zamieniła z nim ani jednego słówka. Może i lepiej. Może tak było najlepiej, gdy trzymała się na uboczu, odgrywając swoją ważną rolę obserwatorki i nie mając nikogo bliskiego, z kim mogłaby naprawdę spędzić miły czas. Ukłucie żalu i rozpaczy wymalowało się na jej twarzy, i to zbyt bardzo. Brakowało jej Apolla. Był on jej jedynym najbliższym przyjacielem. Jedynym, z którym mogła pośmiać się z całej tej szopki, w których główne role odgrywały Artemis wraz z Lavender. Czasy te są już przeszłością i na zawsze pozostaną jedynie przeszłością, aż kiedyś staną się zamglonymi wspomnieniami beztroskiego szczęścia.
     Wpatrywała się pustym wzrokiem w talerz z rozgrzebanym jedzeniem. Zjadła niewiele, aczkolwiek teraz zjadła więcej niż w przeciągu poprzednich dni. Lewą ręką podpierała swoją ociężałą głowę, zaś prawą kontynuowała tworzenie kolorowego miszmasz ze swojego dania. Kątem oka spoglądała na Adama, który w pewnej chwili tajemniczo się uśmiechnął, co nie uszło uwadzę Lundberg. Intrygowało ją to, o czym mógł starszy Storminsky rozmyślać, jednakże nie miała siły, aby wniknąć w jego umysł i przeczytać go jak książkę, ba, nie miała nawet na to ochoty. Kitsune na nic nie miała chęci, lecz to raczej było wiadomym zjawiskiem w jej obecnym stanie. Obserwowała jego każdą najmniejszą reakcję; każdy uśmiech, mrugnięcie oczu, mimikę twarzy, wdech i wydech - wszystko, co jej lisie oczy mogły dostrzec.
     Zauważyła, iż Adam dokładnie analizował wszystkie informacje, które ona mu dostarczyła. Wyglądało na to, że dawno nie widział się z Octavianem i chciał go poznać "na nowo" z ust cudzej osoby - interesujące.
     Wzięła głęboki oddech i postanowiła powrócić do swojego posiłku, który przedstawiał wszelkie kolory świata. Uśmiechnęła się blado, gdy mężczyzna przerwał panującą ciszę, która momentami zaczęła jej wręcz dokuczać. Odpowiadała mu spokojnie na pytania, dzieliła się swoim zdaniem, opinią, a zarazem sama go wypytywała o różne rzeczy na różne tematy. Końcowo konwersacja zeszła na przyjemniejsze tory, co wyraźnie odbiło się na samopoczuciu Nelly, które było już bardziej stabilne niż wcześniej.
     W końcu ich rozmowa oraz spędzenie wspólnego czasu dobiegło ku końcowi. Nelly wytłumaczyła Adamowi drogę do gabinetu wicedyrektora, po czym pożegnała się z nim i podziękowała za cały ten czas, który poświęcił jej osobie, chociaż nie musiał tego robić. Był zupełnie inny od tamtego starca. Nie pamiętała nawet imienia tamtego doktora. Przytaknęła głową i odparła, iż gdy będzie mieć problem, to z pewnością do niego się uda - ciekawe ile w tym prawdy było, bo jeszcze nie doszła do siebie, niestety. Odmachała Adamowi, nim ten przekroczył próg, by zaraz potem zniknąć za drzwiami stołówki.
     No i została sama. Sama wraz ze swoimi czarnymi myślami. Przełknęła ślinę, czując, jak gula w jej gardle rośnie, a żołądek niekontrolowanie się zaciska. Westchnęła ciężko, spoglądając na jedzenie, po czym wstała i poszła odnieść tacę z dużą ilością resztek. Nie dała rady zjeść wszystkiego, lecz na oko wyglądało, iż zjadła co najmniej połowę. Może odrobinkę mniej. Skierowała się ku wyjściu niemalże natychmiast. Nie chciała tu dłużej zostać.
     Przemierzała korytarze prędkim krokiem. Nie chciała zostać sama, ponieważ bała się tego, co siedzi w jej głowie, co ją przecina na wskroś. Rozważała wiele opcji, na przykład żeby udać się do pokoju, lecz po chwili przypomniała sobie o tej wywyzszająceh się panience i od razu zrezygnowała z tego miejsca. Myślała również nad biblioteką, ale obecnie nie miała tam łatwego i swobodnego dostępu. Kitsune nie wiedząc, co ze sobą zrobić i gdzie się podziać podeszła do ogromnego okna i wdrapała się na parapet. Chciała się choć na chwilę wyłączyć, a na korytarzu miała tę szansę, gdyż większość osób gdzieś się pochowało.
     Spojrzała smętnym wzrokiem na krajobraz za szybą. A raczej na przerażającą burzę. Nigdy wcześniej nie było takiego zjawiska. Nelly przeczuwała najgorsze, a jej intuicja podpowiadała jej, że powinna być ostrożna. Burza sama w sobie była piękna - co chwila błyskające tu i tam pioruny, niesamowita czerń i deszcz. Widok był intrygujący, a zarazem przerażający.
     Wolała wpatrywać się w ten pokaz niżeli kolejny raz ginąć pod naporem rozpaczy.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (26-10-2019 o 14h12)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#387 26-10-2019 o 14h00

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 935

______________________https://funkyimg.com/i/2W7yM.png

    Korytarze zakładu były puste. Nie biegały po nich magiczne dzieci, krzycząc i strzelając w siebie śmiercionośnymi kulami. Nikt nie próbował nadziać swoich wrogów na włócznie czy miecze, wyciągnięte z wystaw, ani nie robił graffiti „REWOLUCJA” na ścianach. Chociaż tak naprawdę niewielu uczniów ucierpiało w wyniku ataku Darfura, większość z nich zaczęła najzwyczajniej w świecie bać się wychodzić z własnych pokoi. Nie dziwiło to Vanserry w żadnym stopniu, jednak tęsknił za czasami, kiedy musiał zamykać się u siebie, żeby mieć trochę spokoju. Teraz, spacerując po jednym ze skrzydeł budynku, czuł się atakowany przez grobową ciszę. Nie lubił jej. W jego życiu zawsze coś się działo, nie panował taki bezruch. Ale nie to akurat było najgorsze.
    Clark był zmęczony swoim zmęczeniem; swoim zachowaniem i dziwną wiotkością mięśni. To on zawsze był tym dobrym, niosącym spokój, ciepło i radość. I czym się teraz stał? Cieniem samego siebie, marną karykaturą alfy, prawie że chodzącą depresją. Musiał zacząć myśleć, planować i wcielać w życie różne rzeczy, by odbić Chrysa, a nie użalać się nad sobą. To nie miało sensu.
    Ale żeby się tym zająć, potrzebował doprowadzić swoje ciało do stanu używalności. To oznaczało, że powinien coś zjeść i pójść do skrzydła szpitalnego po środki nasenne. Jego zmęczenie i otępienie było okropne i czuł się, jakby miał depresję.
    A może naprawdę ją miał?
    Nie było to ważne – liczyło się tylko doprowadzenie ciała do stanu sprzed balu Halloweenowego, żeby mógł złożyć papiery o rezygnację z zawodu i od razu udać się na poszukiwanie Chrysa. Tylko właściwie czy byłby w stanie złożyć wymówienie? Właściwie nic go tu nie trzymało, kiedy nie musiał dbać o swojego bratanka… Poza, niestety, na wpółmartwą  blondwłosą dziewczyną. Nie powinien jej zostawiać – jak czuł w głębi serca – ale jednak nie liczyła się dla niego tak, jak siostrzeniec. Nie… nie mógł rezygnować z członka swojej rodziny dla kobiety.
    Znalezienie jedzenia okazało się nad wyraz proste – w zakładowej kuchni pracowała akurat kucharka, której kilka razy pomógł przenieść kilka skrzynek z warzywami. Bardzo chętnie wręczyła mu część jedzenia, szykowanego na obiad. Clark podziękował jej grzecznie i wrócił do siebie, by schować pakunek do lodówki. Uznał, że najlepiej byłoby zebrać wszystko, czego potrzebował w jednym miejscu, i potem od razu zjeść i położyć się spać.
    Skierował się więc do skrzydła szpitalnego, skąd zamierzał wziąć środki nasenne. Nie czuł co prawda zmęczenia, ale jako że jego głowa znów zaczynała powoli pracować, zrozumiał, że zdrowy sen nawet w takiej chwili by się mu przydał.
    Pchnął drzwi, wciąż lekko nieprzytomnie, i dopiero wtedy to go uderzyło – zapach innego wilka. Mężczyzna spiął się natychmiast i potoczył wzrokiem po pustej sali. Czy to możliwe, że coś mu się zdawało? Nie, przecież doskonale wyczuwał zapach innego czworonożnego. Zapach jego i świeżej krwi. Nie bacząc na swoje zmęczenie Clark ruszył tropem i prędko znalazł się na jednym z korytarzy z pokojami uczniów. A tuż przed nim – jego cel.
    Pierwszym, co rzuciło się w oczy mężczyzny, był wygląd tego drugiego. Jego ciało, dosadniej mówiąc, absolutnie nagie. Z trudem powstrzymał się od odwrócenia wzroku. Czy kilka miesięcy pośród „cywilizowanych” ludzi mogło sprawić, że nagość budziła w nim zgorszenie? Żałosne. Gość wyglądał na wilka i faktycznie, kiedy Clark sięgnął po swoją moc, by go wybadać, okazał się być dokładnie tym, na kogo wyglądał.
    Był w złym stanie – ten drugi również nie wydawał się wyspany ani wystarczająco silny na walkę. Dlatego też Clark uniósł ręce w pojednawczym geście i zdecydował się, że nie podejdzie do niego jak do wilka, który narusza jego terytorium, tylko jak do zbłąkanego szczeniaka. Cóż innego mógł zrobić? Ostatnio na terenach zakładu przelano zbyt wiele krwi.
    - Już wszystko w porządku. Chodź, zabiorę cię w bezpieczne miejsce, żebyś mógł odpocząć z daleka od tych wszystkich nadnaturalnych pijawek.


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#388 26-10-2019 o 16h05

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Rzucił szybkie spojrzenie czerni panującej na dworze, jakby na zawołanie spodziewał się tam zobaczyć piekielnego ogara pilnującego posiadłości. Spiął ramiona, kiedy niebo przeszył kolejny błysk. Pragnął tego, aby burza ustąpiła. Nie mógł na nią patrzeć tak, jak spojrzał na nią Max- nie widział w niej nic pięknego. Octavian widział w burzy tylko zniszczenie.
     Zniszczenie i śmierć.
     -Oczywiście. Tak właśnie myślę. Lewiatan powinien mieć towarzysza.- Splótł ramiona na klatce piersiowej. Chłód szpitala, a może raczej całego zamku, zaczynał dawać mu o sobie znać. Niekontrolowanie kątem oka zerknął na własny płaszcz, który okrywał Maxa, by chwilę później dumnie podnieść głowę. Nie, pomyślał, jemu przyda się bardziej.
     Po tym, jak pielęgniarka opuściła pomieszczenie, Octavian czuł, jakby tykający mu nad głową zegar przyśpieszył, choć wcale tak nie było. Ale to słowa Maxa podziałały na niego mrożąco, zwłaszcza to jedno, konkretne- „kłamstwo”, którego brzmienie było magnesem na Octaviana. Wredny uśmieszek ześlizgnął się z jego twarzy, a usta zacisnęły się chwilowo w wąską linię, blednąc.
     -Nie mówiłem tego poważnie- zaczął nerwowo tłumaczyć. –Zrozumiałaby, gdyby nie była głupią szprotką. I… Proszę, przestań!- Gwałtownie złapał się za głowę, tak, jakby próbował wyrwać sobie garść włosów. Zamknął oczy, stopniowo luzując uścisk i opuszczając ręce bezwładnie. Cierpliwość nie była jego mocną stroną i każdy, kto poznał go choć trochę, wiedział o tym doskonale. W tamtym momencie walczył sam ze sobą, aby nie zacząć krzyczeć na Maxa wściekle. Nie chciał słuchać o Adamie. To nie było dobre na jego nerwy, zwłaszcza nie tamtego dnia. Słowa Belmont były dla niego abstrakcją, na którą nie chciał patrzeć inaczej.
     Odwrócił się do niego tyłem, nie chcąc, aby dostrzegł jego wahanie. Już chwilę później popchnął drzwi szpitala.
     -No to chodź- szepnął. –Ja też jestem tu teraz dla ciebie, więc nie wahaj się o tym pamiętać. Pamiętaj tylko, że niesprawnym narzędziem nie da się naprawić instrumentu. Można, co najwyżej opóźnić zerwanie się struny, która i tak już rzępoliła od dłuższego czasu.
     Ruszył żwawym krokiem przez korytarz, udając, że obawa kadry szpitalnej goniącej go z miotłami dawno go opuściła. Na szczęście, nie natknął się a chłopaka-wilka, choć rzucał korytarzom nieufne spojrzenia przy każdym zakręcie, dodatkowo zwalniając kroku. Nie próbował zagadywać Maxa i zdawał się nie poświęcać mu większej uwagi, ale w rzeczywistości pilnował i czuwał nad nim, torując drogę, na której na razie nie było przeszkód. Udawał, że ma jakiś plan w swoich działaniach, ale w rzeczywistości go nie miał. Nie miał ochoty ani na wizytę u Lawrence’a, ani tym bardziej u Clarksona, więc wolno zbliżał się do pokoi uczniów.
     Gdyby nie wielkie okno w pomieszczeniu, które łączyło inne przejścia, młodzieniec przeszedłby obok Nelly nie zwróciwszy na nią w ogóle uwagi. Jednak widząc ją skuloną na parapecie, na tle szalejącego nieba, przystanął naprzeciwko i zaczął wpatrywać się w dziewczynę bez słowa, zatrzymując tym Maxa. Dziewczyna była pochłonięta widokiem burzy lub własnymi myślami. A Octaviana nie chroniło już żadne zaklęcie zabezpieczającego go przed jej mocą. Wprawiło go to w chwilowy dyskomfort, ale już chwilę później podszedł do niej wolno z myślą o tym, że kitsune również jest osłabiona i nie da rady wedrzeć mu się do głowy. To dodało mu pewności siebie w tym, co planował jej powiedzieć. Przez ostatnie tygodnie zdążył już zapoznać się z jej nawykami, przyzwyczajeniami, możliwościami. Zdążył przyzwyczaić się do tego, że była obok, zdążył wbić sobie do głowy fakt, że to jedna z tych osób, którą musiał bronić, nawet, jeżeli zobowiązywały go do tego nie własne chęci, a niepisana umowa, którą z nią zawiązał.
     Położył dłoń na parapecie, chcąc zachować bezpieczną odległość, jednak niemal momentalnie ją cofnął.
     -Parapet jest zimny. Lepiej z niego zejdź- polecił poważnym tonem.  –Skoro już cię widzę, chcę porozmawiać- zadeklarował. A chłód w jego głosie przestraszył jego samego.
     -To zajmie chwilę- zwrócił się do Maxa, zachęcając go szybkim gestem, aby podszedł bliżej.
     Po raz pierwszy od kilku dni spojrzał Lundberg prosto w twarz.
     Nie zatańczyłaś ze mną na balu, pomyślał.
     -W związku z ostatnimi wydarzeniami, sądzę, że powinniśmy wrócić do poprzedniego trybu i unikać siebie nawzajem- powiedział.
     Nie mam dość siły, aby pozwolić ci na mnie liczyć.
     -Rozwiązuję naszą umowę.
     Chciałbym powiedzieć ci, że wszystko jest w porządku.
     Zacisnął dłoń w pięść i spuścił głowę.
     „Nie powinieneś kłamać, Octavian”
     -Już cię nie potrzebuję.

Ostatnio zmieniony przez Airi (26-10-2019 o 16h06)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#389 26-10-2019 o 17h42

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 387

_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png

    -Przepraszam, Octavian – powiedział zniżając wzrok.
    Nie chciał, żeby czarodziejowi przez niego było źle, ale musiał mu to powiedzieć. Musiał przy nim być, bo bał się tego, co mogłoby się stać, kiedy spotka Adama. Sam. Bał się, że Octavian zrobi coś, czego będzie żałował. Bał się, że Adam zada o jedno pytanie za dużo. Bał się, że relacja braci Storminskych nie była dobra.
    Ostatecznie przytaknął i powlókł się za czarodziejem, wychodzą ze skrzydła szpitalnego. Żadna pielęgniarka go nie zaczepiła. Prawdopodobnie dlatego, że szedł z Octavianem. Inaczej nie miałby możliwości wyjścia. Gdyby nie Octavian nawet nie ruszyłby się z łóżka.
    Kiedy wlókł się za chłopakiem wyglądał trochę jak duch. Blady ze zmęczenia. Oczy miał napuchnięte i ciemne, a łzy czasem spływały mu po policzkach. Pod płaszczem miał białą koszulę szpitalną. Ta, razem z bandażami sprawiała, że wyglądał jak jedno z tych dzieci, które podczas Halloween pukały do drzwi jego rodzinnego domu.
    Bolało go, ale nic nie mówił. Szedł całkiem równo, starając się nadążyć za Octavianem.  Minęło trochę, nim idąc korytarzem, dostrzegł, że mu czegoś brakuje. Dopiero kiedy Octavian kazał mu się zatrzymać, dostrzegł, że na korytarzu nie było nikogo, a w samym zamczysku panowała przeraźliwa cisza.
    Serce zakołatało mocniej. Z oczu ponownie wyleciały łzy. Zadrżał.
    Nie ma ich. Już nie ma ich. Nie ma ich wszystkich. Przestraszył się. Tak bardzo bał się być sam. Nie było nikogo. Nie było sióstr Morgan. Nie było rodzeństwa Bishop. Drzewo Eulali zostało rozdarte przez piorun. Nie było jej, nie zostało po niej już nic. Chrys był gdzieś daleko ze złym czarodziejem…
    Drgnął, słysząc swoje imię. Podszedł do Octaviana powoli, korzystając z tego, że nie musi dostosować się do jego tępa. Przystanął obok niego i Nelly. Lisica nie wyglądała dużo lepiej niż zmiennokształtny. Maxowi zrobiło mu się jej przykro. Ona też straciła Eulalię i przyjaciół. Został jej tylko Octavian. Zostali sobie nawzajem.
    Bardzo dobrze – pomyślał. Octavian miał kogoś. Max będzie mógł trzymać się tego, co powiedział mu Octavian, po tym jak spotka Adama. Nie zbliżać się do niego, Lavender, ani Nelly. Po kręgosłupie przeszedł mu dreszcz po kręgosłupie. On zostanie sam. Zasłużył na to. Nie powinien kłamać. Był najgorszy.
    Z szeroko otwartymi oczyma spojrzał na Octaviana, kiedy usłyszał co ten mówił. Był tym zaskoczony i zdziwiony. Nie powinien! Nie powinien, nie może zostać sam! Musi mieć przyjaciela! Musi mieć kogoś, na kim może polegać. Kto go nie okłamie i będzie mu pomagał. Max już stracił jego zaufanie, Lavender spała, Eulali nie było, została mu tylko Nelly!
    Nie miał siły podnieść głosu. Nie wiedział co powinien powiedzieć. Położył dłoń na jego ramieniu i ścisnął je. Żałośnie słabo ale to było najmocniej jak potrafił. Nie chciałby, żeby Octavian był sam.


https://s6.ifotos.pl/img/11gif_qahpepr.gif https://s6.ifotos.pl/img/22gif_qahpepx.gif

Offline

#390 27-10-2019 o 00h19

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Nelly Lundberg
     Nie była przyzwyczajona do takiej ciemności w zamczysku. Korytarze były zwykle nieco oświetlone, lecz nie na tyle, by jasność raziła każdego w oczy. Był zawsze zachowany półmrok, który delikatnie opatulał wszystkie nadnaturalne stworzenia znajdujące się w tym budynku. Te zjawisko było nadwyraz przyjemne dla jej błękitnych oczu. Bardzo dobrze pamięta, gdy późnymi nocami; przechadzała się tymi ledwo oświetlonymi korytarzami, a otaczający ją półmrok, zdawał się być jej najbliższą przyjaciółką. I wtedy, pomimo błogiej ciszy, nie czuła się samotna.
     A teraz było inaczej. Smolista czerń okrążała ją ze wszystkich stron. Czuła się momentami, jakby straciła wzrok, jakby kolorowy świat stał się czarną dziurą bez dna. Myśl ta przerażała ją niemiłosiernie. Nie chciała stać się niewidomą i nie móc ujrzeć tych wszystkich twarzy, które należały do jej przyjaciół.
     Nagle ugryzła się w język. Uśmiechnęła się boleśnie pod nosem. Jakich przyjaciół?, przeszło jej przez myśl. Nie było przecież nikogo. Żadnej persony, którą mogła nazwać swoim przyjacielem. Nie było Lavender, Shanny, Chrysa, Apolla, Eulali... nawet Artemis, która niezbyt należała do bliskiego grona Nelly. Jednakże wciąż jest Octavian. No właśnie, Octavian. Przygryzła dolną wargę na dźwięk tegoż imienia. Nie łączyła ich żadna więź przyjacielska, tylko pewien interes, który obecnie już nie miał sensu, gdy Lav nie było. Chciałaby wierzyć w to, iż Storminsky w pewnym stopniu przekonał się do niej, lecz lisica wątpiła w tę możliwość. Była przekonana, że mężczyźnie zależało jedynie na dokładnej i skutecznej obronie De Mortain, bo w końcu tylko z tego powodu postanowił odezwać się do niej. Żadnego innego powodu nie było.
     Zacisnęła dłonie w pięści i oparła czoło o chłodną szybę. Te wszystkie dni niewyobrażalnie się dłużyły. A ten koszmar nie miał końca. Zapętlał się i zapętlał. Tkwiła w błędnym kole, który miał niesamowitą przewagę nad nią. Niespodziewanie błysnęło za oknem, a parę sekund potem, dał się usłyszeć przeraźliwy grzmot. Nagłość tegoż zajścia nie przestraszyła jej. Była zbyt osłabiona, by odczuwać jakikolwiek strach oraz niepokój tą dziwnie szaleńczą burzą. Wpatrywała się w ponury krajobraz za szkłem, który raz po raz był rozświetlany przez pioruny. W ciemności wizerunek ogrodu był co namniej wyjęty z jakiegoś horroru. Wodziła smętnym wzrokiem po czarnych kształtach, którymi były krzewy, żywopłoty, drzewka i inne rośliny. Czuła się, jakby jej własna dusza ulatywała z jej ciała.
     Po chwili znacznie się ożywiła. Od razu uniosła się na kolana, by jeszcze bardziej przybliżyć się do chłodnego szkła. Wyostrzony wzrok kitsune przy wcześniejszych obserwacjach, wyłapał pewne światełko w oddali, które skrywało się u rogu okolicy. Przykleiła się całą sobą do okna, próbując wyłapać podejrzane światełko. Wytrzeszczyła oczy, gdy dostrzegła drzewo zanoszące się w ogromnych płomieniach. Zacisnęła palce na szybie. Próbowała skupić się na obiekcie. Chciała się w jakiś sposób upewnić, że to jest najzwyklejsze drzewo, a nie jedyna pozostałość po Eulali. Niestety, ale z takiej odległości nie była wstanie określić rodzaju drzewa. Westchnęła ciężko, po czym, jakby opadła z sił. Skuliła się i oplotła swe ręce wokół nóg, które przyciągnęła bliżej siebie. Tępo wpatrywała się w szybę, a nie w to, co odgrywało się za nią. Tak jakby burza zeszła na kompletnie inny plan.
     Burza działa się w jej głowie, w jej umyśle. Fala poczucia winy, bezsilności i rozpaczy, uderzyła z podwojoną siłą. Ciągle mówiła sobie, że mogła coś zrobić, że mogła w jakiś sposób odwrócić ten przebieg wydarzeń, że mogła... że mogła pokazać, że jest naprawdę silną kitsune, o których powiadają liczne legendy. Ale nic nie zrobiła. Stała jak totalny kołek i obserwowała wszystko z wytrzeszczonymi ślepiami. Wszystkie obrazy zapisały się w jej pamięci na tyle bardzo, że była wstanie je widzieć własnymi oczyma, jakby to działo się w tej chwili. Mogła uratować Eulalię, mogła uratować Lavender i resztę. Wszystkich mogła uratować, a tak to... a tak to nic nie zrobiła - była bezużyteczna, bez jakiejkolwiek mocy. Pojedyńcza łza spłynęła po jej policzku.
     Wtem grobową ciszę przerwał męski głos. Nelly niemalże podskoczyła, jakby została co najmniej przyłapana na jakimś niedopuszczalnym uczynku. Zamrugała kilkukrotnie oczyma, analizując jeszcze raz dźwięk głosu, który przed chwilą do niej dotarł. Był tak strasznie znajomy, a zarazem obcy, jakby nie słyszała go wieki. Otarła policzek, lecz nie odwróciła się jeszcze. Kolejne zdanie zmusiło ją do tego, by to końcowo zrobić.
     Octavian..., gardło od razu jej się zacisnęło na widok Storminskiego. Chłód jego tonu sprawił, że Lundberg jeszcze bardziej się zestresowała. Poczuła się odrobinę sparaliżowana jego postawą. W głowie miała pełno scenariuszy na ten moment. Wiedziała, że nie wywiązała się ze słowa, wiedziała, że nie zrobiła wszystkiego, co powinna zrobić. W jednej chwili miała ochotę mu się wytłumaczyć, wyżalić, wziąć wszystko na siebie i oznajmić, że jest po prostu beznadziejna, a z drugiej strony, nie była wstanie czegokolwiek z siebie wydusić. Nie czuła wcześniej bijącego chłodu od parapetu, lecz gdy Octavian wspomniał o tym, to niemalże natychmiast odczuła tenże chłód. Przełknęła ślinę z ogromnym trudem. Musiała być przygotowana na tę rozmowę. Wiedziała o tym, jednakże nigdy na nią się nie przygotowała. Nie miała czasu, żeby na to się przygotować w jakimkolwiek stopniu.
     Mężczyzna nagle zwrócił się do drugiej osoby, co nie uszło uwadze lisicy. Nelly powiodła wzrokiem za ręką Octaviana, który przywołał do siebie osobę... osobę, której wcześniej nie widziała, a przynajmniej tak się jej zdawało, aczkolwiek imię tej osoby znała nazbyt dobrze. Dopiero wtedy układanka nabrała sensu. Wstrzymała oddech, gdy wszystko zrozumiała. Ta osoba na balu, co została zraniona przez potężnego czarodzieja. Ta osoba z dziwnie znajomą aurą. To była Max. Max Belmont we własnej osobie. Czy to była jej prawdziwa postać? Spuściła wzrok na podłogę, czując się głupio, że najwyraźniej poznała coś, czego nie powinna wiedzieć.
     Uniosła wzrok ponownie, gdy Octavian na nowo zabrał głos. Spojrzała mu prosto w oczy. Wyczuwała od nich ogromną pewność siebie z dozą... smutku? Nie czuła się na siłach, by dociekać. Była zbyt umęczona psychicznie, aby beztrosko wniknąć komukolwiek do głowy. Poza tym nie miała na to również ochoty. Każde wypowiedziane przez niego zdanie, przybierało dziwną formę igły, która wbijała się we wszystkie jej stawy. Poznała swoją druzgocącą odpowiedź na swoje wcześniejsze rozmyślania na temat ich znajomości. Dobrze myślała. Zadawał się z nią ze względu na umowę, którą zawarli - nic więcej się poza tym nie liczyło. Naiwnie uwierzyła, że być może zyskała kolejną osobę, na którą może liczyć, którą może nazwać kolegą albo przyjacielem. Była na siebie zła, że tak łatwo w to wszystko uwierzyła. Powinna to przewidzieć, powinna o tym wiedzieć, że to wszystko ma takie dno. Obserwując jego reakcje i mimikę, śmiała stwierdzić, że może mówi to wbrew swojej woli, że może w rzeczywistości nie chce, żeby tak się stało.
     Nie, Nelly, prawdą jest to, że twoje zadanie się skończyło, a jego słowa są szczerą rzeczywistością, pogódź się z tym. Głos rozsądku. Bolesny, lecz rozsądny.
     Zacisnęła dłonie w pięści, a potem je rozluźniła i tak w kółko. Próbowała w jakikolwiek sposób odreagować, żeby tylko nie zawładnęły nią emocje. Uciekała wzrokiem, wbijała w swoje własne buty. Czuła się, jakby krew jej odpływała, a serce dostało piekielny ciężar, który ledwo utrzymuje. Organizm jej znacznie osłabł od nadmiaru nerwów. Odrobinę kręciło jej się w głowie, ale starała się stać twardo i prosto - marnie to jej wychodziło. Powinna się przyzwyczaić, że zostanie sama. W końcu nic nie zrobiła, żeby uratować kogokolwiek. To tylko ona, jako ta głupia, uwierzyła, że Octavian mógł się do niej przekonać i jako tako traktować jak chociaż koleżankę. Była przeraźliwie głupia. A tak to teraz zostanie z niczym i z nikim. Kompletnie sama.
     Głucha cisza niezmiernie się przeciągała. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć, jak ma się zachować. Nie rozumiała dlaczego oni tutaj dalej są, dlaczego nie poszli w swoim kierunku i nie zostawili jej samej. Po co oni tutaj dalej stali...?
     Wzięła głęboki oddech, co z wyraźnym trudem jej przyszło.
     - Ja... - zawahała się, po czym odchrząknęła. Nie powinna mówić za wiele, czyż nie? To i tak nic nie zmieni. - Rozumiem twoją decyzję. - odparła smętnie, chociaż starała się utrzymać obojętny ton głosu. I co powinna dalej zrobić...?
     - Być może... to przeze mnie, z pewnością mogłam coś więcej zrobić, żeby uratować te konkretne osoby. - wyznała nagle, nawet nie wiedząc czemu to powiedziała, ale postanowiła już dokończyć, skoro zaczęła. - Na pewno mogłam coś więcej zrobić. - dodała nieco pewniej.
     - Nieważne jaką cenę kosztowałoby to. Jestem świadoma, że te konkretne osoby są warte więcej niż ja, więc nawet jeśli mogłabym cofnąć czas, to zrobiłabym znacznie więcej, żeby te osoby były wśród żywych, nawet jeśli miałoby to przypłacić moim własnym życiem.
     Zdziwiła się, że to powiedziała. Zdziwiła się, że w ogóle takie słowa wypłynęły z jej ust, aczkolwiek chciała być z nim szczera. Ten ostatni raz, gdy ma szansę z nim normalnie porozmawiać, zanim ponownie staną się dla siebie cieniami.
     - Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że polubiłam cię, Octavianie. Traktuję cię jak przyjaciela i... chciałabym, żebyś pamiętał, że możesz na mnie liczyć. - oznajmiła z bladym uśmiechem. - Chociaż tobie ktoś pozostał. - dodała nieco ciszej, lecz i tak było to słyszalne dla Octaviana oraz Maxa.
     Czuła się jak bomba zegarów, która była na skraju wybuchnięcia. Kości ją niezmiernie bolały, a jej samopoczucie coraz bardziej się pogarszało. Miała wrażenie, że jej organizm z każdą sekundą traci na wydajności.
     - Lepiej jak już pójdę, nie za dobrze się czuję, do zobaczenia Octavianie i Maxie, o ile przyjdzie ten czas, gdy ponownie ze sobą porozmawiamy. - pożegnała się z sztucznym uśmiechem, który miał jeszcze chwilę przetrzymać jej kołatające emocje.
     Prędko się odwróciła i poszła gdzieś przed siebie widocznie chwiejnym krokiem. Miała wrażenie, że zaraz upadnie na twarz i będzie tak leżeć, bo tylko tyle jej zostało w obecnej chwili. Po namyśle postanowiła, że skieruje się ku łazienkom, w których spędzi kolejne paręnaście godzin, jak nie dni i tygodni, bo nie widziało jej się wracać do pokoju i jej nowej, "słodkiej" współlokatorki.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (28-10-2019 o 01h05)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#391 27-10-2019 o 01h37

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 387

_________________________https://s6.ifotos.pl/img/corapng_qswrewn.png
    Czym prędzej weszła do lecznicy. Nie miała zamiaru się wykrwawić, więc zaczęła szukać kogoś, kto zadba o jej ranę. Przez myśl jej przeszło, że może sama powinna się nauczyć, skoro już pierwszego dnia potrzebowała opieki medycznej.
    Szybko znalazła pielęgniarkę, a ta zaprowadziła ją do łysego lekarza o dziwnym nazwisku. O nic nie pytali. Bardziej byli przejęci drzwiami i dwójką chłopców z Nibylandi i wilka, którzy robili zamieszanie. Całkiem nie małe.
    Już zdążyła przetrawić, że w szkole jest wilkołak, który atakuje innych ludzi, ale nie spodziewała się chłopaka, który wyważyłby drzwi na widok nagiego ciała. Przecież to chłopcy, to oni zwykle paradują w stadach bez koszulek latem. Delikates się znalazł – prychnęła w myślach.
    Była dość spokojna, kiedy odkażano jej ranę i zaszywano ranę. Obiecano jej, że jak przyjdzie za kilka dni, zajmie się tym medyk, który sprawi, że nie będzie miała blizny.
-Bo takiej dziewczynie, to nie przystoi mieć blizny – powiedziała starsza pielęgniarka, a Coraleen jej przytaknęła. Zdecydowanie nie chciała mieć żadnych śladów, po tym jak ją zaatakował zły wilk. Jeszcze nie wiedziała co dokładnie chce zrobić, ale wiedziała, że chce się zemścić.
    Wróciła do pokoju. Nie było w nim blodyneczki. Wtedy Coraleen opuściła gardę. Zdjęła twardą minę z twarzy. Nieco się zgarbiła. Smętnym krokiem podeszła do okna. Otworzyła je na oścież, by poczuć się lepiej. By poczuć chociaż trochę burzy. Przysiadła na parapecie. Wiatr przyniósł na jej twarz krople deszczu. Mogłoby się wydawać, że Coraleen płakała.
    Była zmęczona po utracie krwi. Chętnie by się zdrzemnęła, ale nie czuła się pewnie drzemiąc w pokoju, do którego mogła wejść inna osoba. Niby tylko współlokatorka, ale Coraleen jej nie znała i nie podobała jej się. Była nieco wystraszona, że już pierwszego dnia ktoś ją zaatakował. Bała się co będzie dalej. Czy będzie wystarczająco silna, by sobie z tym wszystkim poradzić?
    A przy tym tęskniła. Nie minął nawet dzień, a jej już brakowało brata. Nie miała go na co dzień w domu, przez ostatnie miesiące. Jednak często rozmawiali i pisali ze sobą. Teraz nawet nie miała tego. Nie znała tu nikogo. Nigdy nie poznała nikogo z magicznego świata. Może i udawała, że to wszystko ją nie rusza, ale nie czuła się dobrze.
    Zamknęła oczy i szukając ukojenia, wsłuchiwała się w krople deszczu odbijające się od kamienia, wiatr wyjący w gałęziach i pioruny rozdzierające niebo.


https://s6.ifotos.pl/img/11gif_qahpepr.gif https://s6.ifotos.pl/img/22gif_qahpepx.gif

Offline

#392 27-10-2019 o 01h51

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Słowa, które usłyszał, nie były tymi, których oczekiwał. A czego oczekiwał? Właściwie, sam nie wiedział. Być może, co najmniej wrogiego spojrzenia, albo, chociaż wyrzutu. Czegokolwiek innego, co również by mu się nie spodobało. Zacisnął pięści z myślą, że zachwalę będzie miał to wszystko za sobą, a później unikanie Nelly będzie już proste, bezproblemowe. Tymczasem ONA powiedziała mu, że rozumie jego decyzję, a później jeszcze wyraziła niezadowolenie własnymi czynami. Przecież Octavian też mógł próbować. Mógł chociaż podjąć się próby, jednak wolał zachowanie bezpiecznej pozycji, byle tylko być przy Lavender, za plecami Lawrence’a, który powiedział mu wtedy jasno, że jest bezsilny. W Octavianie zebrała się wściekłość na myśl o zachowaniu Archibalda Blackwooda.
     Widział Lundberg obolałą i zmęczoną, widział ją na skraju wytrzymałości, widział jak potrafi być cwana, jak potrafi być zaradna. Widział jej reakcje na to, jak otwarcie nią gardził, jak chwalił. Widział, jak zastanawiała się, czy jego zachowanie nie jest podstępem. Widział ją w sukni balowej, widział ją w formie lisa. Widział ją w codzienności.
     Nie widział jej jeszcze płaczącej.
     Łzy Maxa towarzyszyły młodzieńcowi w różnych miejscach. Octavian widział każdą z nich, choć nie miał siły reagować, szczerze nie wiedząc, jak mógłby sprawić, aby Max po prostu przestał płakać. W tamtym dniu jego łzy kapały już na pościel, na posadzkę, na jego własne ubranie. Ginęły w trawie, pośród kropel rosy.
     Octavian poczuł na swoim ramieniu słaby uścisk Maxa. Jego też powinien zostawić. Tak mówił jego głos rozsądku. Ale nawet on, zwykle wyniosły i narcystyczny, widzący tylko czubek własnego nosa, miał serce i empatyczność, do której nie potrafił się przyznać, jakby to ona była czymś złym.
     -Mówi się, że zwykli śmiertelnicy sami się rodzą i sami też umierają. Pod tym względem nie różnimy się od nich wiele- powiedział. –Nam towarzyszy magia.
     Z tym przekonaniem, nie mógł zgodzić się ze słowami Nelly, która twierdziła, że miał przy boku zmiennokształtnego. Zamierzał się nim opiekować przez najbliższy czas, pilnować, aby chłopak nie zaniedbywał samego siebie. Chciał spróbować zastąpić mu zmarłą Eulalię, która zawsze się o niego troszczyła. Wiedział, że gdy tylko Max stanie się samodzielny, opuści również i jego. Nie mógł z nimi wszystkimi zostać. Nie mógł bawić się w przyjaźń. Przyjaźń kojarzyła mu się z naiwnością. Jedyna osoba, o którą dbał najlepiej, zapadła w wieczny sen. Octavian nie przyjaźnił się z Lavender. Pomiędzy nimi była więź. Więź, która dawała i będzie dawać mu o sobie znać do końca jego życia.
     Oczy zaszkliły mu się, co wprawiło go w dodatkowy dyskomfort. Nie wiedział, jak wycofać łzy tak, aby Nelly ich nie widziała. Max musiał je przyuważyć już wcześniej, więc chowanie ich przed nim nie było aż takie gorączkowe, jak chęć ukrycia ich przed wzrokiem Lundberg. Ale ona! Ona nie działała na jego korzyść. Po tym, co mówiła, nie wiedział już, czy ma ochotę odepchnąć ją i zrobić jej krzywdę, czy przeprosić i jeszcze raz dotknąć jej dłoni.
     Ten jeden raz…
     Ostatni raz.

     -Nie! Mówisz coś takiego, a później, ach, głupia…!
     Wyrwał ramię z delikatnego uścisku Maxa, by silnie złapać Nelly za nadgarstek. To nie miało nic wspólnego z tamtymi gestami, które wykonywał głównie po to, aby zdenerwować kogoś innego. Co z resztą, i tak mu się nie udało.
     -Ty! Ogarnij się, rozumiesz?! Nie po to pomagałem ci przy opanowaniu twoich umiejętności, żebyś teraz zamykała się w cholernych czterech ścianach! To, że zerwałem umowę, nie oznacza, że możesz sobie od tak... Co to w ogóle ma być, „o ile ponownie porozmawiamy”? „O ile”?!
     I znowu to samo- plątanie się we własnych słowach. Nie miał czasu zastanowić się nad tym, co w ogóle chciał powiedzieć. Nie miał prawa dyktować jej tego, co miała robić.
     W tamtym momencie zorientował się, że jedna z ran na jego dłoni rozdrapała się, a niewielka ilość krwi otarła się o skórę Nelly. Z przerażeniem zasłonił plamkę, którą już po chwili zaczął pocierać, gorączkowo próbując się jej pozbyć. Tego też nie mogła zobaczyć. Mogła poczuć. Ale nie chciał, żeby patrzyła.
     Może źle zrobił. Może powinien przełożyć tę rozmowę na inny dzień. Może powinien powiedzieć jej o swojej decyzji podczas rozmowy w cztery oczy.
     -Nie jestem twoim przyjacielem. Ja nie mam przyjaciół- fuknął. –I wiesz… to, że ja nie potrzebuję ciebie… mogłabyś powiedzieć, że ty mnie też! Przyznać, że radzisz sobie sama!- puścił jej dłoń.
     Chciała się odwrócić i go opuścić, chociaż to on powiedział jej, że to zrobi. To nadal było dla niego nowe. Zwykle to on odchodził. Zostawiał, rozdzierał, porzucał.
     Tak jak najpierw Eulalia zostawiła jego i Maxa, tak Nelly chciała odejść.
     Zadał sobie proste pytanie. Co zrobiłby gdyby to Nelly umarła?
     -Czekaj! N-nie… Nie możesz…
     Odwrócił się. Mogła. Cokolwiek chciał powiedzieć, mogła.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#393 27-10-2019 o 21h49

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 184

mmmmmmmmmmmm https://1.bp.blogspot.com/--ijmqjge_sw/XUQLYvsPuWI/AAAAAAAADmM/OhRgXZYP7xEFRgNm7dO2qUuZ6KJhvliMQCLcBGAs/s1600/raum2.png
Wiatr. Deszcz. Burza. Niepokój. Smutek. Zwątpienie.
          Zapachy uderzyły go z każdej strony. Podczas połowiczej przemiany odczuwał woń silniej niż w postaci człowieka, ale nigdy nie tak silnie, jak gdy był wilkiem. Teraz nie mógł jednak sobie poradzić z konsekwencjami sięgnięcia po moc Rougaru. Wszystkie zapachy były potężniejsze niż kiedykolwiek.
Smutek. Żal. Zwątpienie. Burza. Niepokój. Żal. Smutek. Niepokój.
         Każde z nich zdawało się wbijać w jego obolałe ciało tysiącem szpilek. Nie mógł nawet poradzić sobie ze zbliżającym się innym wilkiem. Kiedy spróbował naprężyć swoje mięśnie, poczuł się, jakby coś w nich pękło – może faktycznie tak było. Jakby niektóre ścięgna nie wytrzymały presji i pragnienia wilka do poruszenia się i przerwały się. Wstrzymywał się przed upadkiem, nie mógł pozwolić sobie tego zrobić przed wrogiem.
Smutek. Żal. Zwątpienie. Niepokój.
         Nawilżył językiem suche usta i poczuł wyraźny smak krwi. Zdziwił się i przeklął, sięgając z wysiłkiem do nosa.  Spojrzał się z niesmakiem na brudną dłoń. A kolejne emocje jak szpilki wydawały się wbijać w jego ciało.
Smutek. Żal. Zwątpienie. Spokój. Niepokój. Spokój. Spokój.
           Zerknął w górę, wprost na wilka, którego wcześniej wyczuł i którego od razu wziął za kolejnego wroga. Płynął od niego niesamowity spokój i powaga – gdzieś w morzu jego emocji widział delikatny smutek i żal, ale nic poza tym. Mimo wszystko spokój wydawał się opanować cały korytarz. Sprawił, że inne zapachy wyciszyły się do tego stopnia, że Raum mógł pozwolić sobie na opuszczenie gardy.
Rougaru ostrzegał go niegdyś przed swoją mocą i szatyn żałował, że sięgnął do niej w ogóle. Nie chciał zabijać ładnej brunetki, ale obecne cierpienie było najgorszym, jakie chłopak kiedykolwiek odczuwał. Żałował, że wrócił do sterów.
Zaczął powoli wyciszać swoje zmysły i wracać do całkowicie ludzkiej formy. Ale cały czas wyczuwał jedną emocję.
Spokój.
          Normalnie nie spogląda się w oczy innego wilka – to zazwyczaj jest akt, który prowokuje walkę o dominację, ale Raum nie wyczuł w mężczyźnie krztyny takich intencji. Jego słowa również to potwierdziły, dlatego wyciągnął  w jego stronę ramię. Czuł, jak powoli osuwa się w dół i upada. Nie miał siły, by kogoś udawać. Chciał tylko odpocząć.
- Chyba na Ciebie czekałem, zbawicielu – wymusił z siebie smutny uśmiech.



https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Offline

#394 30-10-2019 o 01h09

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Nelly Lundberg
     Starała się iść prosto, nie wzbudzając żadnych podejrzeń, iż z każdym krokiem czuła się, jakby miała za chwilę osunąć się na podłogę i zapaść w głęboki sen - kolejny raz tego dnia, lecz tym razem nikt nie przybędzie na ratunek. Była zbyt daleko od skrzydła szpitalnego, żeby ktokolwiek zdołał zauważyć ją nieprzytomną na ziemi. A zresztą nie mogła ciągle liczyć na cudzą pomoc. Powinna zacząć liczyć na siebie, gdyż ona samej sobie zawsze pomoże, zaś druga osoba będzie miała do wyboru: pomóc lub zignorować, a ona nie miała pewności, jaką opcje wybrałby dany człowiek. Musiała sobie to wszystko wtłoczyć do mózgu, że nie potrzebuje oparcia u innych, wsparcia, przyjaciół...
     Wtem do jej uszu dotarł wyraźnie uniesiony ton głosu. Olała fakt, że została nazwana głupią, jedynie chciała znaleźć się jak najdalej od innych; poczuć się odizolowana od każdego, bo tylko to jej pozostało. Nic więcej się już nie liczyło. W tej chwili, to samotność nawiedzała zakamarki jej umysłu i wręcz nalegała, aby jak najszybciej odnalazła zaciszny zakątek bez żadnej żywej duszy w pobliżu. Taki miała właśnie zamiar, ale stało się zupełnie inaczej; silny uścisk, który oplótł jej nadgarstek sprawił, że Nelly, niemalże od razu zatrzymała się. Była przekonana, że przeszła więcej niż paręnaście metrów, jednakże w rzeczywistości, nie zdążyła nawet odejść od Octaviana i Maxa na pokaźną odległość. Kitsune była tak wyczerpana, że jej chód przypominał ślimacze ruchy, a niżeli płynne ruchy zdrowego człowieka.
     Nie odwróciła się. Stała jak kołek i wpatrywała się w pustą, ciemną przestrzeń. Nie miała zielonego pojęcia, co powinna w tej chwili zrobić, czy wyrwać rękę i odejść, czy zostać odrobinę dłużej i wysłuchać tego, co miał jeszcze do powiedzenia. Lisica odczuwała głęboki smutek, który z każdą sekundą przeistaczał się w uczucie pustki. Tak jakby zaczęła się formować dziura w jej sercu, a ból i żal ewoluował w coś, co nie sposób będzie wyleczyć. I nawet obecnie; egzystowanie z każdym kolejnym dniem, zdawał się być ogromnym problemem dla Lundberg. Czuła się poniekąd samolubna, że chciała, a zarazem czuła potrzebę mieć kogoś, kto ją zrozumie i wesprze z jej aktualnym stanem ducha. Los jednak zachciał, aby uporała się z tym sama. Spuściła wzrok na swoje buty. Była pewna, że to jest kara za jej egoizm.
     Spojrzała na jego twarz, gdy ponownie się odezwał, gdy ponownie wyraził swoje rozchwiane emocje w słowach. Zastanawiała się, czy w sposób jaki do niej się zwraca, nie był przypadkiem specjalny, żeby w końcu ocknęła się z tego całego transu, w którym błądziła przez ostatnie dnie. Miała wrażenie, że wszystko, co mówił, docierało do niej z wyraźnym opóźnieniem. Patrzyła się na niego przez cały ten czas, ale nie w jego oczy. Uważała, że jak ominie kontakt wzrokowy, to będzie lepiej, jednakże nie potrafiła w nieskończoność wpatrywać się w usta, nos, policzek lub w cokolwiek innego. Podczas rozmowy patrzyło się w oczy. Najwięcej da się wyczytać z oczu, albowiem to one są odzwierciedleniem duszy. Można odczytać z nich wszystko, jeżeli jest się znakomitym obserwatorem, a gdy osoba pełni tę funkcję, to jest wstanie zatopić się w tajemniczym i niezwykle przyciągającym źródle prawdy oraz piękna o człowieku, jakim są oczy.
     Wstrzymała oddech, gdy Octavian nie dokończył swojej myśli "że możesz sobie od tak...", co to miało oznaczać? Spojrzała się w jego niebieskie oczy, które wyglądały na poddenerwowane, a zarazem zasmucone. Odetchnęła cicho, po czym posłała mu pytające spojrzenie.
     - Czego nie mogę od tak? - spytała dosyć niepewnie, nie rozumiejąc pod żadnym względem tychże słów. Nie miały one żadnego znaczenia, a kitsune zdołała je przeanalizować z paręnaście razy, nim zadała te pytanie. Zdawało się jej, że jej umysł zaczął pracować na pełnych obrotach.
    Usłyszawszy od Octaviana to, co niedawno powiedziała, przygryzła dolną wargę w niemałym zagubieniu.
     - Sam powiedziałeś, że powinniśmy wrócić do poprzedniego trybu i unikać siebie nawzajem. - przypomniała cicho. - Oczywiście, wolałabym nie, ale skąd mogę mieć pewność, czego tak naprawdę chcesz? - zapytała, nie odrywając wzroku od jego oczu; chciała ujrzeć najmniejszy szczegół jego reakcji. Może wtedy, mogłaby czegokolwiek dowiedzieć się. Życie wydawało się znacznie trudniejsze bez znania cudzych myśli.
     Zauważyła, że Octavian plątał się we własnych słowach, przez to jego wypowiedzi nie były sprecyzowane, a Nelly, nie wiedziała, co tak naprawdę chciał jej przekazać. Chciałaby dowiedzieć się i to jak najszybciej, i najskuteczniej, ale była zbyt wyczerpana, aby jeszcze dobijać samą siebie wnikaniem w jego głowę. A poza tym nie powinna, bo pewnie znów uraziłaby go, że narusza jego przestrzeń prywatną swoją wrodzoną zdolnością. Westchnęła ociężale. Lundberg czuła, że coś jest na rzeczy, ale o nic więcej nie pytała. Liczyła na to, że Storminsky sam jej o tym powie. Nie lubiła wymuszać na kimś jakiejkolwiek odpowiedzi. Wolała bardziej domyślać się lub dowiedzieć się na swój oklepany sposób, jednakże w kwestii Octaviana nie było tak prosto.
     Miała nadzieję, że zdoła przedstawić jej konkretnie to, co miał na myśli, to, co sprawiło, że tak zaplątał się w tym wszystkim, gdyż nie mając tej określonej wiedzy, nie miała pojęcia, co powinna zrobić lub co powinna powiedzieć. Patrzyła się na niego zmęczonym, a zarazem smutnym wzrokiem. Oczy kitsune zdawały się być znacznie ciemniejsze od wcześniejszych dni. Nagle poczuła jakieś dziwne ocieranie o jej skórę, aczkolwiek postanowiła to zignorować, bo uznała, iż jest to mało znaczący fakt, aby się nad nim rozwodzić w obecnym momencie.
     Konwersacja ta była niezmiernie ciężka dla Nelly. Nic z tego kompletnie nie rozumiała. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Octavian ją zatrzymał. Chciał jej coś jeszcze powiedzieć? Chciał coś znaczącego dodać do tego, co wcześniej oznajmił? A może chciał, żeby tak naprawdę nie dochodziła...? Nelly wątpiła w istnienie trzeciej opcji, nawet jeśli według niej, Octavian, nie należy do osób, które wprost mówią o swoich odczuciach i chęciach. Była pewna, że to wszystko dotyczyło jedynie umowy.
     Kolejne słowa tylko to potwierdziły. Gesty, reakcje również. A gdy puścił jej dłoń, to od razu poczuła chłód, który owiał tę dłoń. Wolał usłyszeć od niej, że ta go też nie potrzebuje? Uśmiechnęła się blado, jakby uznając jego słowa za absurd. Nie mogła tego powiedzieć. Nie przeszłoby to jej przez gardło. Nie w takim dniu, nie w takim czasie, nie w takiej sytuacji, nie w takim stanie. Gdyby chociaż był Apollo, Shanna, Eulalia, choć jedna osoba z tych wymienionych, to byłaby wstanie mu to powiedzieć, że poradzi sobie sama, że go nie potrzebuje z wzajemnością. Ale teraz nie potrafiła, nie była wstanie, bo wiedziała, że jeśli powiedziałaby coś podobnego, to zostałaby sama jak palec, bo nikogo już nie miała. Wszyscy odeszli. Na zawsze. Zostawili ją. Samą. Bez nikogo.
     - Nie mogę. - wyznała cicho z wyraźnie słyszalnym smutkiem w głosie. - Nie potrafilabym tego powiedzieć. - dodała dokładniej.
     Złapała się prawą ręką za lewy nadgarstek, po czym odwróciła się na pięcie i chciała pójść. Chciała go zostawić za sobą, chociaż w głębi serca wiedziała, że źle robi. Nelly zrobiłaby inaczej, lecz nie chciała się narzucać, jeżeli Octavian wolał wrócić do wcześniejszego unikania siebie nawzajem. Nie powinna go do niczego zmuszać, prawda? Więc dlatego pozostało jej przytaknięcie i pogodzenie się z takim zakończeniem.
     Postawiła pierwszy krok, a potem drugi i wystarczyło jedno słowo, by kitsune kolejny raz zatrzymała się i odwróciła się ku Octavianowi.
     Czekaj!
     Spojrzała na niego smętnym wzrokiem. Nie chciała odejść.
     Powiedz mi w końcu o co chodzi, Octavianie...
     - Czego nie mogę? - spytała pewniej, spuszczając wzrok na podłogę; nie chciała wpatrywać się w jego plecy, kto wie, czy tym razem on nie zdecyduje się na odejście.
     Przełknęła ślinę i zacisnęła dłonie w pięści. Nerwy nie chciały jej dać odetchnąć chociażby na chwilę, a Nelly, czuła się jakby, że jeszcze chwila, a zaraz przydzwoni głową o podłogę. Niemiłosiernie jej świat wirował, lecz nie mogła już się wycofać.
     Było już za późno, a decyzja zapadła.
     - Czy naprawdę muszę to robić?

Ostatnio zmieniony przez Neyu (30-10-2019 o 16h46)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#395 31-10-2019 o 23h50

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 933

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605391173565022220/unknown.png

     Grzmoty na zewnątrz skutecznie odwracały uwagę od poruszających się za sprawą telekinezy osiemnastowiecznych zasłon. Ramy obrazów w korytarzu zaczęły drżeć, a długi, czerwony dywan leżący wzdłuż korytarza, zaczął marszczyć się pod wpływem znajomej magii. Octavian starał się rozluźnić dłonie, aby zniwelować ślady telekinezy, choć trochę, ale trudno było mu skupić się na panowaniu nad swoim, kiedy szczerze zaczynał martwić się o cudze. Jego najdroższa przyjaciółka leżała w swoim pokoju, na wpół martwa, a on czuł się samotny, nawet mimo towarzystwa Maxa, które miało stać się codziennością. Zupełnie, jak kiedyś. Nie wiedział już, czego oczekuje od Nelly. Wstydził się tego, że zaczął się przy niej jąkać. Wiedział, że nie musiała czytać mu w myślach, aby zauważyć jego niepewność, choć dodatkowa obawa tego, że kitsune użyje na nim swoich umiejętności, wzrosła. Nigdy jej w tej kwestii nie ufał i przez ostatnie tygodnie nic się nie zmieniło. W tamtej chwili, kiedy nie chronił się zaklęciem, liczył na to, że los będzie mu po prostu korzystny, że dziewczyna po prostu odpuści, a on, Octavian, uzna sprawę za zamkniętą. Kiedy jednak Nelly chciała sobie pójść, Octavian poczuł gwałtowny, nieprzyjemny ścisk w okolicach serca. Ból skakał mu po żebrach, wywołując widoczne skrzywienie na jego twarzy.
     -Wolałabyś?- Powtórzył za nią niezbyt głośno, podnosząc wzrok niepewnie. Pewności nie dodawał mu fakt, że lisica patrzyła mu w oczy. Chciał uciec własnymi do Maxa, zawiesić na nim spojrzenie, najlepiej długie lub przeciwnie- krótkie, oznajmiające, że wychodzi.
     Niekontrolowanie cofnął się o krok, ale nie spojrzał ani na Maxa, ani na nic innego. Patrzył na Nelly, niepewny siebie, niepewny tego, co powinien zrobić. Nie opuszczało go gdybanie o tym, co zrobiłby, gdyby Nelly była jedną z ofiar ataku czarnoksiężnika. Czy przejąłby się jej śmiercią, czy upewniałby się, że umarła naprawdę, tak, jak robił to w przypadku Eulalii.
     -Zdania nie zmienię- zaczął dukać. –Teraz to, co robiłaś i tak nie miałoby sensu. Lavender śpi. I będzie spała jeszcze przez wiele, wiele lat.- Mówiąc to, nie wytrzymał i w końcu zwiesił głowę, zamykając oczy.
     -Zawsze zgrywałem przed wami silnego, udawałem, że wiem, co robię. Tak naprawdę wcale tego nie wiem. Wydawało mi się, że nie obchodzi mnie, co się z wami stanie, ale wcale tak nie jest. Łatwiej mi panować nad sobą, kiedy jestem sam, ale kiedy jestem sam zbyt długo, ja… nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie potrafię. Nie chcę.
     Octavian żył planami. W momencie, w którym jego plany runęły, a perspektywy zostały owiane mgłą, spanikował. Lavender nie słyszała jego głosu, nie widziała go, ani nawet nie czuła jego obecności. Apollo,  z którym opracował drogę ucieczki z Zakładu, stracił życie. Drzewo, z którego próbował wyciągnąć Eulalię, zostało zniszczone. Tylko jedno przy nim pozostało- chęć zmienienia świata. Chęć sprawienia, aby to magiczni władali tymi, którzy byli zwyczajni. Gorsi.
     Zrobił krok do przodu, mierząc się ze zmęczonym spojrzeniem panny Lundberg. Wyprostował szyję, unosząc brodę i łapiąc przy tym kilka ciężkich oddechów.
     -Może powinniśmy zrezygnować z umów już dawno temu. I po prostu być… być obok siebie- powiedział w kierunku dziewczyny. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz miał problemy z tym, aby utrzymać sztywną, dumną postawę. 
     Wsunął dłoń w dłoń Maxa i ścisnął ją. Zupełnie tak, jak dzieci przesyłają sobie impuls, podczas zabawy w iskierkę.
     -Nie polegajcie na mnie zbyt mocno. Jestem teraz słaby. Mógłbym czasami... nie być w stanie pomóc wam tak, jakbym chciał, nie być w stanie pomóc wam wystarczająco dobrze i prawidłowo, jakbyście tego potrzebowali.
     Wyciągnął drugą rękę w kierunku Nelly.
     Powiedział jej kiedyś, że nie powinna lekceważyć dłoni, którą do niej wyciąga. Tym razem zapatrywał się na to z zupełnie innego horyzontu.

Ostatnio zmieniony przez Airi (31-10-2019 o 23h55)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#396 03-11-2019 o 20h44

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 387

_______________________https://s2.ifotos.pl/img/MAX-BELMO_qshqrwa.png
    Max był gotów nakrzyczeć na Octaviana, jeśli ten miał zamiar odtrącić Nelly. Nic nie mówił, nie wtrącał się w ich rozmowę. Wydawała się ciężka dla obojga, jednak Max wierzył w czarodzieja. Był głęboko przekonany o tym, że potrzebuje Nelly i nie może być sam.
    Mimo tego, drżał – nie tylko z przemęczenia. Nie bał się unoszących przedmiotów. Bał się o Octaviana. Bał się, że ten, jak to miał w zwyczaju, zrobi coś nieodpowiedniego, czego nikt nie oczekiwał. Max nie znał jego relacji z lisicą, ale miał nadzieję. W końcu - nadzieja matką głupich.
    Ścisnął dłoń Octaviana, gdy ten ją objął. Przez chwilę patrzył na ich dłonie, a potem spojrzał na Nelly. Octavian wyciągnął rękę w jej kierunku. Max się z tego cieszył. Był naprawdę dumny. Posłał lisicy miękki uśmiech. Nie miał zamiaru mówić nic, ale miał nadzieję, że nie odrzuci Octaviana. Nie chciała przecież. Potrzebowali siebie nawzajem.
    Max mógł z nimi zostać tylko do spotkania braci Storminskich. Zakuło go nieprzyjemnie na tę myśl, ale wciąż żywe w jego głowie było wspomnienie, w którym Octavian krzyczał, że ma się trzymać z daleka od niego, od Lavender i od Nelly. Pochylił się i oparł o Octaviana. Grzmot, który kolejny raz usłyszeli, zdawał się rozdzierać serce Maxa na kolejne dziesięć tysięcy kawałków. Jeszcze potrafił oddzielić się od tych myśli, o tych wszystkich co odeszli, ale po tym… Ile smutku mógł jeszcze znieść?
    Nie spytał Octaviana czy wszystko w porządku. Nic nie było w porządku. Nie zapowiadało się na to, by cokolwiek było w porządku. Może już nigdy miało nie być. To dla Maxa było oczywiste.
-Jestem z Ciebie naprawdę dumny, Octav – powiedział cicho, niemal szeptem. Nic nie było dobrze, jednak czarodziej zrobił najlepszą rzecz jaką w tamtej chwili mógł.


https://s6.ifotos.pl/img/11gif_qahpepr.gif https://s6.ifotos.pl/img/22gif_qahpepx.gif

Offline

#397 04-11-2019 o 20h59

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 935

______________________https://funkyimg.com/i/2W7yM.png

    Ręce Clarka trzęsły się jak nigdy dotąd. Chwycił rękę chłopaka i podniósł go, jedną dłonią podtrzymując plecy, a drugą kolana w zgięciu. Jego zmysły przeszukiwały zamczysko w poszukiwaniu negatywnej mocy, ślizgając się po płaszczyźnie czasu i próbując zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. To, co zobaczył, powinno było sprawić, że upuści młodego wilka. Nie zrobił tego jednak, coraz bardziej świadom tego, że chyba Los pchnął go w ten korytarz.
    Ten młodzieniec był taki, jak on kiedyś. Z wielką mocą i niezaspokojonym głodem, ledwo panujący nad sobą i swoim niezwykle silnym ciałem. Uczucie, że na świecie jest ktoś do niego podobny, nieco docisnęło Clarka do ziemi.
    Nie odpowiedział młodemu na jego uwagę. Nigdy nie był zbawicielem. Według jego religii zbawiciel miał przyjść na końcu czasu, na końcu wszystkiego, co znane, i wraz z resztą bóstw rozsądzi o losach ludzi, a następnie odbierze ich dusze i skaże albo na wieczne potępienie, albo na niebyt. Czy ten drugi wierzył w coś podobnego? Vanserra nie sądził tak. Pomijając istotę jego magii, chłopak wydawał się jednak… inny. Inny niż te wilki, które mężczyzna spotykać przez całe swoje życie.
    Czy to było właściwe? To, co robił?
    Powinien był zanieść wilkołaka do przychodni, jednak czuł, że przyniesie to więcej złego, niż dobrego. Skierował się do swojego pokoju, w głowie analizując zawartość swojej apteczki podręcznej. Powinno wystarczyć – przynajmniej na początek. Chociaż zdawać by się mogło, że to nie była krew… Nie, ocenianie uczynków tego młodzieńca nie było zadaniem Clarka.
    Otworzył drzwi za pomocą lekkiego podmuchu mocy i wszedł szybko do środka, by położyć chłopaka na kanapie w salonie. Przeszedł szybko do łazienki i zabrał z niej apteczkę wraz z odpowiednią saszetką z lekami. Wrócił do głównego pomieszczenia i uklęknął przy chłopaku, przypatrując się mu uważnie.
    - Czy masz uczulenie na jakieś składniki wróżbiarskich środków leczniczych? – zapytał go spokojnie, pokazując zawartość saszetki. – Obawiam się, że przeszedłeś dziś zbyt wiele i potrzebujesz odpowiednich leków, by móc odpocząć. – Po chwili namysłu dodał również: - I zebrać ponownie siły. Wiem, że ci się przydadzą.


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#398 09-11-2019 o 00h05

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 739

-------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/190810/9204d1e5bf1745af0c12d41c23e85c8d.png
     Zniszczenie drzewa przez piorun było dla Eulalii jak ponowne przejście przez śmierć. Tym razem jednak, nie natychmiastową, a długą i bolesną, która jednak nie zakończyła się odejściem. Po niespełna dwudziestu minutach, od kiedy deszcz ugasił ogień drzewo w końcu zaczęło się regenerować. Moce witalne nimfy pozostały w nim, po jej śmierci. Regeneracja jednak przebiegała znacznie wolniej. To już nie było jej ciało, a jedynie substytut, w którym dusza może raz na jakiś czas zaznać ukojenia, by nie przemienić się w coś gorszego. Więc kiedy drzewo wróciło do zdrowej postaci, duch Euli wniknął w nie i pozbył ciążących na nim emocji.
      Po kilku chwilach Fern odzyskała siły i znów mogła oddalić się od drzewa. Musiała wiedzieć, co stało się z jej przyjaciółmi, których zaatakował wilk. Kiedy jednak dociera na miejsce, nie zastaje stworzenia, które zaatakowało jej przyjaciół. Trafiła za to na rozmowę miedzy Maxem, Octavianem i Nelly, której do końca nie rozumiała. Wiedziała jednak, że powinni trzymać się razem i czuła, że właśnie tego chcą, tylko Octavian jak zwykle nie potrafił być szczery ze swoimi uczuciami.
    Eulalia nie miała prawa go pouczać. Ale nie miała też prawa robić eksperymentów na dzieciach, a nie powstrzymało jej to, więc i tym razem nie przejęła się prawami jakie ją obowiązywały. Niestety bycie niewidocznym duchem było bardziej wiążące, niż prawa. Choćby nie chciała przestrzegać bycia niewidzialną, a bardzo nie chciała, nie mogła przestać. Tak po prostu było.
     Nie minęło pięć minut odkąd pozbyła się przykrych uczuć w drzewie, a one znów zaczęły trawić ją od środka. Ile zajmie jej zmiana w demona? Nie znała się na takich sprawach. Może w ogóle się nie zmieni. Przecież z własnej woli nie zrobiłaby nic, co zagroziłoby jej przyjaciołom. Ale nie miała pojęcia czy zmiana z ducha w demona przebiega z wolą czy jej wbrew.
     Nie mogła już słuchać tych bzdur, które wygadywał Octavian. A jeszcze bardziej nie mogła słuchać, jak Nelly się z nim zgadza.
       — Jasna cholera, Nelly — wrzasnęła i zbliżyła się do Nelly.
     Objęła ją mocno, jakby chciała ją zatrzymać w miejscu, ale tym razem zamiast zatrzymać ramiona tam, gdzie kończyło się ciało kitsune po prostu zapomniała o swojej niematerialności i przepuściła je dalej. Jej duch wpadł w ciało Lundberg i zamiast wypaść na zewnątrz, zatrzymał się.
     Perspektywa Eulali się zmieniła. Wysokość na której miała oczy i kierunek, w którym patrzyła były inne. Kiedy spojrzała w dół, znów zobaczyła materialne ciało, lecz nie swoje. Czy ja właśnie opętałam Nelly, pomyślała w szoku. Wtedy poczuła, że te myśli dotarły do właścicielki ciała. Wybacz Nell, to niechcący… Ale skoro już tu jestem, pozwolisz, że skorzystam z okazji.
      Czy to ty, Eula? Myśli Nelly rozbrzmiały w jej głowie, jakby były własnością nimfy. Tak. Przepraszam, że tu weszłam tak bez ostrzeżenia. I że nachodziłam cię tyle razy w pokoju. Eula miała tak wiele rzeczy, za które chciała przeprosić. Nie tylko Lundberg. Czyli... to nie były tak naprawdę halucynacje? Pomyślała Nelly niedowierzając. Nie. To byłam ja, odpowiedziała Eulalia. Och, rozumiem..., oznajmiła kitsune wyraźnie zamyślona. Nimfa wtrąciła się zanim ta zdążyła dodać coś jeszcze. Nie wiedziałam, że opętywanie jest takie męczące. Mogłabym przez chwilę z nimi porozmawiać? Nie wiem ile wytrzymam. Lisica wydawała się być w takim szoku, że nie zadawała wielu pytań. Może nie wiedziała, o co powinna pytać zmarłą. Kto wie o co nie wypada pytać trupa. Niestety, jedynie dla demonicznego bytu jest to pestką. A, i tak, możesz, postaram się trzymać dobrze przez ten czas, w jej głosie dało się usłyszeć, że się delikatnie uśmiechnęła, jakby cieszyła się z tej możliwości, że mogła znów porozmawiać z Eulalią.
      I kiedy już Fern miała zrugać Octaviana za jego zachowanie, on wyprostował wszystko. Octavain szczery ze swoimi uczuciami, dla takiego momentu warto było umrzeć i opętać Nelly. Była z niego dumna. Upewniła się, że jej myśli nie zagłuszą słów Storminskiego dla Lundberg, a później już nie wytrzymała i musiała się odezwać.
        — Ja też jestem dumna — stwierdziła po Maxie.   
      Kiedy spojrzeli na nią niepewnie zrozumiała, że z ich perspektywy te słowa nie pasowały do kitsune. Nie zauważyli, że w jej ciele znajdował się też ktoś inny. W końcu głos nadal należał do Nelly.
       — Wybaczcie, chyba przerwałam w złym momencie. Powinnam dać Nelly odpowiedzieć, ale nie mam dużo czasu — powiedziała, nie będąc pewną jak zacząć wytłumaczenia. Szybko stwierdziła, że prosto z mostu będzie najmniej boleśnie. — To ja, Eula. Nawet nie wiedziałam, że potrafię kogoś opętać i jakoś tak wyszło… Gdybym wiedziała, już dawno bym z wami porozmawiała.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#399 09-11-2019 o 19h42

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 3 883



M E L O D Y     C O L L I N S

https://i.imgur.com/wQFnIdr.png

https://i.imgur.com/vgtQfet.png https://i.imgur.com/tY3frzh.png

dwadzieścia lat     pochodzi z Kanady     błękitne oczy     charakterystyczne, platynowe włosy z tęczowymi
przebłyskami    szczupła    niezwykle blada    sto sześćdziesiąt trzy centymetry wzrostu    zwinna i szybka
potrafi kopiować moce innych poprzez dotyk oraz tymczasowo  powielać  swą  postać za pomocą klonów
wraz    z     przejęciem       czyjejś       mocy,       przejmuje       także       część       osobowości      tej      osoby


https://i.imgur.com/wQFnIdr.png

Jej  magiczne  zdolności  nie  ujawniły  się  od  razu  po jej narodzinach. Prawdę mówiąc, była całkowicie
zdrowym,  szczęśliwym  i    n o r m a l n y m    dzieckiem.  Lubiła spędzać  czas  ze  swymi   rówieśnikami,
zwłaszcza poza domem. Gdy miała osiem lat, jedna z wielogodzinnych zabaw, w której miała okazję brać
udział,  została   niespodziewanie  przerwana   przez   nieznajomego  mężczyznę.  Chciał pokazać jej oraz
pozostałym dzieciom magiczną sztuczkę. Nie była co do tego przekonana  i odmówiła,  pamiętając o tym,
co  zawsze  powtarzali   jej   rodzice,   jednak   mężczyzna chwycił  ją  za dłoń i kazał pozostać na miejscu.
Pamiętała,  że  jego  dłonie były dziwnie rozżarzone, wręcz porównywalnie do żelazka mamy, które kiedyś
musnęła palcem z czystej ciekawości. Wkrótce nieznajomy rozpoczął swój spektakl, tylko za pomocą siły
woli   podpalając   parę   zwiędłych   liści.   Dzieci   pisnęły z niedowierzaniem, a ona sama poczuła dziwne
mrowienie   na   dłoni,   za   którą   uprzednio   chwycił mężczyzna.   Nigdy nie była ułożonym i grzecznym
dzieckiem,  jednakże  gdy  już   dawano jej jakieś polecenia, to zwykła była je spełniać. Niemniej jednak od
pamiętnej sytuacji z nieznajomym mężczyzną coś się w niej zmieniło. Coraz częściej dawała się rodzicom
we  znaki,  kwestionując ich decyzje. Wkrótce zaczęła się szkoła, a co za tym idzie - popadanie w coraz to
większe kłopoty. Nikt nie rozumiał dlaczego, nikt nie potrafił znaleźć przyczyny. W  wieku  szesnastu lat jej
zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Sprowokowana przez kolegę z klasy, zapragnęła  odpłacić  mu się za jego
odzywki.  I  wówczas  chłopak  zapłonął.  Do  Zakładu Poprawczego im. Sarah Good trafiła dopiero w wieku
dwudziestu   lat.   Wcześniej   przebywała  w  zakładzie  w  Kanadzie, jednakże w związku z przeprowadzką
rodziny do Salem, pojawiła się konieczność zmiany placówki.


https://i.imgur.com/wQFnIdr.png



a e s t h e t i c



https://i.imgur.com/YOSbl31.gif https://i.imgur.com/lp95llv.gif https://i.imgur.com/y6rRclc.gif

Offline

#400 10-11-2019 o 00h57

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Nelly Lundberg
     Miała wrażenie, że ta chwila trwała w nieskończoność, jakby nie miała swojego końca. Każda sekunda trwała niczym minuta, a niewiadomo było, czy nawet jak nie godzina. Cisza, która zapadła pomiędzy nimi, w żaden sposób jej nie pomagała. Sprawiła tylko, iż kitsune poczuła narastającą presję, która coraz bardziej oddziaływała na jej rozszarpaną psychikę. Zaczęła się niecierpliwić i stresować na zapas. Bawiła się końcem koszulki, żeby tylko zająć swe dłonie czymś "pożytecznym". Przynajmniej nie machała rękoma na wszystkie strony świata, pokazując wszystkim wokół, a dokładniej dwóm osobom, jak bardzo zdenerwowana jest tą sytuacją, która stała pod niewiadomą.
     Obserwowała każdy jego najmniejszy ruch, by tylko nie rozmyślać o wzburzonych emocjach, które z każdą, następną chwilą, zaczynały coraz bardziej sięgać zenitu. Nelly, gdyby mogła, to zaczęłaby krążyć w tą i wewte, lecz nie miała na to wystarczającej siły, aby zacząć chodzić jak nawiedzona. Była okropnie zmęczona i najchętniej zaszyłaby się w jakimś zacisznym kącie, i odespała te wszystkie noce, które prezentowały się w jej podkrążonych oczach. Pomimo tego, iż pragnęła błogiego snu, to nie wyobrażała sobie spokojnego snu z wiedzą, iż najprawdopodobniej zostanie zupełnie sama. Bez kogokolwiek przy swoim boku, bez kogokolwiek do kogo mogłaby się odezwać, spędzić jako tako czas; na kogo mogłaby liczyć.
     Miecz Damoklesa wisiał nad jej głową; gotów, by dopełnić swój ostateczny wyrok. A potrzebne mu były ostateczne słowa, które utwierdzą go w tym, że Octavian i Nelly, "nie będą się znać".
     Lundberg zamrugała kilkukrotnie, zaciskając palce na materiale, który przez dłuższy czas gniotła w swych palcach. Miała głupie wrażenie, że Storminsky zawahał się. Czy naprawdę dobrze widziała i dostrzegła niepewność w jego oczach? Czy faktycznie było coś na rzeczy? Lisica odczuła pewnego rodzaju ulgę, aczkolwiek napięcie nie opuściło jej ciała. Przeczuwała, że coś jest na rzeczy, ale nie sądziła, że może chodzić właśnie oto.
     A może myliła się? Może to było tylko złudzenie i tak naprawdę chodziło o coś innego? Zacisnęła zęby i skupiła się bardziej na Octavianie, niżeli na czarnych scenariuszach, które klębiły się w jej głowie.
     Zauważyła, jak się cofnął. Nie rozumiała do końca tej reakcji; czy to oznaczało, że wychodzi i idzie swoją ścieżką, czy może chciał nabrać większego dystansu? Może spojrzeć z innej perspektywy? Nelly zaczęła powoli tracić głowę od swoich dochodzeń w tej sprawie. Poniekąd dziwiło ją to, że nie speszył się jej nachalnym utrzymywaniem kontaktu wzrokowego. Lundberg chciała w ten sposób dowiedzieć się czegoś na własną rękę, coś dostrzec w jego zwierciadle duszy. Była przekonana, że w pewnym momencie odwróci wzrok, gdzieś nim ucieknie. Była pewna przy tym, gdy cofnął się o krok, lecz nie spuścił z niej wzroku. Wpatrywał się w nią tak samo, jak ona w niego. Czy on też szukał jakiejś odpowiedzi na pytanie, które nie dawało mu spokoju?
     Nie odważyła się pisnąć ani słówkiem. W końcu to Storminsky musiał przerwać ciszę, chociaż nie musiał tego robić. Z pewnością wpatrywanie się w siebie w nieskończoność, zrobiłoby się co najmniej niezręczne, niekomfortowe oraz dziwne. Jednakże gdy przerwał ciszę, to Nelly, uważnie słuchała tego, co mówił, nie myśląc nawet o jakimkolwiek wejściu mu w słowo. Po prostu słuchała, wpatrując się w niego i jednocześnie dając mu tym znak, że go faktycznie słucha, a nie myśli sobie o tym, czy dziś jest piątek, a może środa.
     Wtedy, gdy wspomniał o Lavender i spuścił głowę, poczuła, jakby jej serce pękło na milion kawałeczków. Nigdy nie widziała Octaviana w takim stanie. Taki stan w ogóle nie kojarzył jej się z porywczym Octavianem Storminskim. I w pewnym sensie czuła się, jakby została wynagrodzona, by ujrzeć tenże widok. Przygryzła dolną wargę, nie wiedząc, co myśleć, a tym bardziej, co powiedzieć. Rozumiała, że bardzo ubolewa stratę najbliższej mu osoby, bo ona również ubolewała stratę Lavender. Tej De Mortain, która jako pierwsza nawiązała z nią jakikolwiek kontakt i relacje. Tej, która pomogła jej, gdy była tak bardzo zagubiona w tym miejscu. Była naprawdę dobrą koleżanką, jak nie przyjaciółką, a z pewnością dla Octaviana była wspaniałą i cudowną osobą. Zdarza się lisicy dosyć często; obwiniać oto, że mogła coś więcej zrobić w tej sprawie i uratować tą, która miała tak bardzo chronić. W ostateczności nie za wiele zrobiła. Przynajmniej tak myślała Lundberg i w takim przekonaniu żyła przez ostatnie dnie.
     Dalsze słowa całkowicie ją zbiły. Czy rzeczywiście dostała szansę, by poznać prawdziwego Octaviana Storminskyego? Poznać go bez wnikania mu do myśli? Poznać go z jego własnych słów? Była w pewnym sensie zszokowana, ale również szczęśliwa. Może faktycznie przekonał się do niej, może faktycznie nie musiała odchodzić, tak jak pierwotnie miała to zrobić.
     Ale nigdy w życiu nie myślałaby o otwartości Octaviana. I to w kierunku niej samej.
     Stres, który obezwładniał jej kończyny, zaczął się ulatniać, jakby za sprawą magicznego zaklęcia. Widziała, że ciężko mu było zdjąć powłokę dumnego, pewnego siebie, wyniosłego, aroganckiego Octaviana. Jednakże nie było to w tej chwili ważne. To, jak podszedł i oznajmił, że może już dawno powinni być obok siebie, wyjaśnił swój stan i chęć pomocy, a potem wyciągnął rękę ku niej; miała wrażenie, że znajdowała się w jakimś bardzo dziwnym śnie. Przez chwilę biła się z myślą, iż to, co się dzieje nie jest realne.
     A było jak najbardziej realne. Nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek nadejdzie taki moment, że kiedykolwiek ujrzy szczerze wyciągniętą rękę ku niej. Ostatnim razem, to Lavender wyciągnęła do niej rękę, gdy Nelly przeżywała swój pierwszy tydzień w zakładzie. Nigdy nie pomyślałaby, że tym kolejnym razem będzie Octavian.
     I to była właśnie ta chwila. Jedna z niewielu, którą nigdy nie potrafiła sobie wyobrazić. To był ten moment, gdzie to ona musiała podjąć decyzję, która miała wydać ostateczny wyrok. Czy powinna zostać przy Octavianie i jako tako przyjaźnić się z nim? Czy powinna odejść i zapomnieć? Czas się wydłużał, a cisza coraz bardziej wwiercała się w jej niepewne serce. Bo jaką decyzję powinna podjąć?
     Chciała zostać. Nie chciała odchodzić, lecz wahała się. Była pewna tego, czego chce, lecz wciąż wahała się. Gdy miała wypowiedzieć swoje ostateczne słowa, to coś dziwnego poczuła, jakby coś, co już kiedyś miała szansę poczuć, aczkolwiek nie było to takie frustrujące i niebezpieczne, jak wtedy. Nelly wiedziała, jak to jest widzieć cały świat poza zasięgiem swych oczu - doświadczyła tego wcześniej.
     Odczuła pewnego rodzaju stres, który z każdą sekundą zaczął obezwładniać jej wyczerpany, lecz wciąż trzeźwy umysł. Była gotowa na najgorsze; jednakże nic takiego nie nastąpiło. Usłyszała jedynie bardzo znajomy głos, który sprawił, że serce zamarło jej na sekundę. Skupiła się na dźwięku tegoż głosu. Chciała mieć pewność, że to właśnie ta osoba.
- Czy to ty, Eula? - zapytała w myślach, wręcz mechanicznie.
     Dostała pozytywną odpowiedź. A po krótkiej wymianie zdań z nimfą, miała wrażenie, że jej głowa zaraz eksploduje. Dzisiejszego dnia zbyt wiele się wydarzyło, a jej organizm doszczętnie dawał jej o tym znać, a ona zdalnie to ignorowała. Nie mogła w to uwierzyć, jakim cudem duch Eulali krążył w tym zamczysku? To przez te drzewo, które po sobie zostawiła? Może było ono łącznikiem pomiędzy światem żywych, a duchowym. Nelly była w zbyt dużym szoku, by o więcej pytać, by w ogóle rozwodzić się nad tym tematem. Była szczęśliwa, że mogła usłyszeć w swoim umyśle głos nimfy, to sprawiło, że poczuła się poniekąd lepiej.
     Pozwoliła Fern porozmawiać z jej przyjaciółmi. Nie zastanawiała się nad tym, jak im udowodni, że ona faktycznie znalazła się w jej ciele. Lundberg była na to zbyt zmęczona, by rozmyślać nad reakcją Octaviana czy Maxa. Przeczuwała jednak, że będzie... dziwnie. Westchnęła ze zmęczeniem, obserwując w ciszy ten mały teatrzyk. W głębi duszy miała nadzieję, że da radę wytrzymać ten wysiłek, a potem jakoś udać się gdziekolwiek i odpocząć.
     Miała nadzieję, że dogadają się z Eulalią i że jakoś im wyjaśni te dziwne zjawisko, i że Lundberg nie oszalała lub cokolwiek.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (10-11-2019 o 13h52)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

Strony : 1 ... 14 15 16 17