Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 07-11-2018 o 17h56

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

Opowiadanie wyciągnięte 18.02

https://zapodaj.net/images/5af49c6529999.png

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (21-02-2019 o 14h36)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#2 07-11-2018 o 18h03

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408


https://zapodaj.net/images/671d250a2049c.png

godność:                   THOMAS WILLIAM THORNE           urodził się jako pierworodny syn Williama i Jane Thorne; miał siostrę, Harriet
wiek:                STO DZIEWIĘĆDZIESIĄT SZEŚĆ LAT           mając 25lat ożenił się z Elizabeth Turner, która rok później zmarła na cholerę
urodzony:            PIERWSZEGO MAJA 1822 ROKU           załamany  po  stracie   ukochanej,   szukał  ukojenia  w  alkoholu  i  kobietach
pochodzenie:                         LONDYN, ANGLIA           tak właśnie poznał  Elizabeth Cavell;  stał się jej kochankiem  i  pożywieniem
miejsce zamieszkania:               NOWY JORK           gdy  jego  uzależnienie stało  się  niebezpieczne,  przemieniła go w wampira
zawód:                           WŁAŚCICIEL KLUBU NYX           po  tych  wszystkich  przejściach,  jego charakter uległ drastycznej zmianie
rasa:                             WAMPIR ( OD 1848 ROKU )           uważa  przyjemność za najważniejszą wartość i szczyci się mianem egoisty
przynależność:                          KLAN CAVELL           choć wygląda na opanowanego,  łatwo  daje  się  wyprowadzić z równowagi
starszy:                              ELIZABETH CAVELL           zwykle tego nie okazuje, ale bardzo troszczy się o klan,  jego jedyną rodzinę
rodzeństwo:              VINCENT LIU, AARON HILL           jest najstarszym Potomkiem Elizabeth i drugą najważniejszą osobą w klanie
wzrost:                               186 CENTYMETRÓW           posiada tylko dwójkę Potomków,  co  jest dość małą liczbą jak na jego wieku
waga:                                         74 KILOGRAMY           studiował medycynę na University College London  -  nigdy jej nie ukończył
sylwetka:                     SZCZUPŁA, UMIĘŚNIONA           mieszka w dwupiętrowym apartamencie, a jeździ Lexusem LC 500h Carbon
włosy:                 NATURALNIE CIEMNOBRĄZOWE           ma zaskakująco dużą kolekcję nie tylko ubrań, ale i biżuterii oraz akcesoriów
oczy:                                        JASNOZIELONE           jest bardzo wybredną osobą,  dla której  i  jakość,  i wygląd są bardzo ważne
tatuaże:       PRAWA RĘKA: ANGEL, LEWA: DEMON           choć uważa siebie za biseksualistę, to od lat podobają mu się jedynie faceci
piercing:             PO JEDNYM KOLCZYKU W UCHU           z  tego  powodu Nyx raz w tygodniu zmienia się  w  VIP-owski klub gejowski
https://zapodaj.net/images/24a7bf22e7da8.png


Postacie drugoplanowe

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (25-06-2019 o 19h28)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#3 07-11-2018 o 18h06

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

┌                                                                                                                                  ┐
I never felt so l o w
But I love the way I  l o o k, yeah
With this b l o o d y  nose
Look how many hits it  t o o k  ya
Here I go down this b r o k e n  road
My smile still shows through my b l o o d y  nose
S t i l l, I go
S t i l l, I go
Y e a h, I go
└                                                                                                                                  ┘



https://zapodaj.net/images/29c4d5a2637d8.png

┌                                                                                                                                  ┐
Seth ◂ ▸ "Nine" ◂ ▸ Murillo
Mężczyzna ◂ ▸ Nieznanej seksualności ◂ ▸ Kawaler z kotem
28 lat ◂ ▸ 14 czerwca ◂ ▸ Bliźnięta
0Rh+ ◂ ▸ Łowca wampirów ◂ ▸ Klasa łowcy B+++
Pochodzi z Portland ◂ ▸ Mieszka w Nowym Jorku
Matka ◂ ▸ Heather Murillo - Nie żyje [♰]
Ojciec ◂ ▸ Connor Murillo — Zaginął [♰?]
Młodszy o 4 lata brat ◂ ▸ Simon Murillo — Zaginął [♰?]
└                                                                                                                                  ┘

┌                                                                                                                                  ┐
Kruczoczarne włosy ◂ ▸ Szaro-niebieskie oczy
187 centymetrów ◂ ▸ 81 kilogramów ◂ ▸ Sylwetka umięśniona, wysportowana
Znaki szczególne ◂ ▸ Długi, srebrny naszyjnik z krzyżem ◂ ▸ Duża ilość pierścionków i bransolet
Blizny ◂ ▸ Bardzo wiele małych, drobnych na całym ciele
Największa wielkości trzech palców pod lewym żebrem, a także na prawej łopatce
└                                                                                                                                  ┘

┌                                                                                                                                  ┐
Mieszka ze swoją trzyletnią, ukochaną kotką* o imieniu Midnight.
Tak jak jego ojciec, jest oburęczny.
Posługuje się wieloma rodzajami wszelkiej broni palnej, białej, w sumie wszystkim czym popadnie.
Jego faworytami są dwie znacznie zmodyfikowane czarne beretty 92/96 cobra* z możliwością załadowania magazynków z całkiem różnymi rodzajami kul.

Jego matka Heather zmarła kilka miesięcy po urodzeniu Simona. Seth tak naprawdę nie pamięta jej zbyt dobrze, jego oraz jego brata wychowywał Connor.
Ze względu na częste odbieranie "życia", kontakt z dużą ilością krwi, rodziny łowców narażone są na częste występowanie chorób psychicznych.
Ojciec Seth'a, jako bezpośredni potomek znakomitego i znanego rodu łowców, rok po zniknięciu Simona zwyczajnie zwariował.
Do tego stopnia, iż któregoś dnia po prostu wyszedł i nie wrócił.

Simon natomiast zaginął, kiedy Seth miał 24 lata. Tylko i wyłącznie dzięki wsparciu Aviany nie zwariował.
Seth tak naprawdę nigdy nie przejawiał zainteresowania wobec tradycji jego rodziny. Stworzenia nadnaturalne, szczególnie wampiry i wilkołaki interesowały go, a właściwie fascynowały. Od zawsze zapowiadał ojcu, iż to Simon przejmie tradycję rodziny, a on wyjedzie w świat. Po zaginięciu jego najbliższej rodziny, po kilkuletnim związku zdecydował się zaręczyć z Avianą Evergrant*. Po kilku miesiącach sielanka się skończyła - Aviana została zamordowana przez wampira na jego oczach. Seth tak naprawdę umarł wewnętrznie po tamtej sytuacji, tym bardziej, że Aviana była w początkowej ciąży. Do dzisiaj nie może sobie wybaczyć, że jej wtedy nie uratował. Dopiero po tych wszystkich wydarzeniach zdecydował się naprawdę zostać łowcą wampirów, a jego nienawiść do pijawek osiągnęła wtedy maksimum i trwa do teraz.
Na odejście z tego świata z własnych rąk nie starczyło mu... odwagi, więc kupił kota, by zupełnie nie zgnić z samotności.

Posiada dość nerwowe usposobienie i choleryczny charakter.
Z tego powodu, od czasu do czasu dla własnego zdrowia musi zażywać leki uspokajające... bądź pić znacznie mniej męskie herbatki ziołowe.

Siedziba Ogólnoświatowej Organizacji Łowców Wampirów w Nowym Jorku znajduje się pod powierzchnią jednego z większych budynków korporacyjnych i zajmuje kilka pięter wgłąb ziemi. Jedynie łowcy znają jej konkretne położenie, a informację tę popartą przysięgą zabiorą do grobu.| ₪
Klasy łowców zależą od ich umiejętności (celność, spryt, opanowanie, efektywność itd.) i są przyznawane bezpośrednio przez Szefa. Klasa A to ta najwyższa, im niższa litera alfabetu tym niższe są umiejętności łowcy. + i - nadają Przełożeni. Jeśli łowca ma tendencję pięcia się ku górze i jego postępy są zauważalne, dostaje +. Jeśli natomiast jego umiejętności z jakiejś przyczyny pogarszają się, dostaje -.
Najlepszy odnotowany przypadek łowcy to A+++, natomiast najgorszy F- Ci z niższą klasą z pewnych przyczyn nie doczekali kolejnego rozliczenia.

Seth to bardzo zakręcony typ faceta z dość specyficznym poczuciem humoru.
Większością rzeczy się nie przejmuje, a jeśli już coś go dotknie, znieczula się whisky lub rumem.

Nie jest do końca pewien swojej religijności, natomiast krzyżyk, który nosi codziennie na szyi ma dla niego niesamowite znaczenie sentymentalne.
Jest on ostatnią pamiątką po Avianie. Nie chciałby go stracić.

Po mieście porusza się swoim ścigaczem Kawasaki ZX6R*
Pseudonim łowcy odpowiada numerowi dystryktu, w którym poluje. Przydział do dystryktów dyktuje sam Szef. Pseudonim jest dla łowcy ważny, ponieważ nie używa on praktycznie swojej prawdziwej godności tylko liczby.
└                                                                                                                                  ┘

Postacie poboczne


┌                                                                                                                                  ┐
Bowiem kiedy n i e n a w i ś ć  do szczętu się wygna,
Dusza znów cała staje się n i e w i n n a
I wie, że sama sobie jest źródłem r a d o ś c i,
Sama sobie
u m i a r e m, sama przezornością
I że jej  s ł o d k a  wola w niebie się zrodziła.
* U w a g a! Wyżej wymieniony cytat nie dotyczy wampirów. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
└                                                                                                                                  ┘

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h18)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#4 11-11-2018 o 20h57

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


09.03.2019

          Obrzydliwy, żelazny, ale jednocześnie tak dobrze znany mi zapach, wgryzał się bezlitośnie w moje nozdrza, powodując nieprzyjemną suchość w ustach i dziwaczną pustkę w głowie. Krew. Cała masa krwi zalewająca posadzkę, na której stałem. Co to za miejsce? Niepokój zaczął w coraz bardziej paraliżujący sposób znieczulać moje ciało, powodując znaczny dyskomfort. Poczułem jak wszystkie mięśnie klatki piersiowej zaciskają się w bolesny sposób, kiedy to jakieś kilka metrów ode mnie zobaczyłem wolno sunącą w moją stronę sylwetkę. Kilka sekund później już było na przeciwko mnie... To coś nawet nie miało twarzy, a mimo to czułem jego oddech na swojej skórze. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem. Zdołałem jedynie zacisnąć powieki, kiedy wyciągnął w moją stronę rękę.
          Zerwałem się nagle, przy okazji spadając z łóżka i bombardując dosłownie wszystko co znajdowało się wokół niego. Telefon. Ten koszmarny telefon! Z moich ust poleciała taka solidna wiązanka przekleństw, że nawet za swoimi usłyszałem ciche sapnięcie Midnight.
           —Oh, błagam, nie praw mi morałów z samego rana — burknąłem, na czworakach przemierzając swój pokój i po omacku szukając telefonu, który prawdopodobnie został w kieszeni któryś spodni. Świetnie, nie dość że te cholerne koszmary znowu do mnie wracają to jeszcze zacząłem gadać do kota. Jakby ten pieprzony sierściuch, w sumie to jednak łysol miał zrozumieć co do niego mówię.
Po wielu zmaganiach w końcu odebrałem połączenie od osoby, która tak bardzo upierdliwie chciała się do mnie dodzwonić. Aż mnie zmroziło kiedy na wyświetlaczu mojej ukochanej cegiełki, grata, klikacza, w sumie nieważne, zobaczyłem słowo Zero. Tego mi tylko brakowało z rana.
          — Tu Five. Jakie rozkazy? — zapytałem, niby to z udawanym szacunkiem w głosie, bo na cokolwiek szczerego nie miałem w tym momencie ochoty. No chyba, że mord albo dalsze spanie.
          — O siedemnastej widzę cię w moim biurze. Mam nowe wytyczne, nie spóźnij się. Bez odbioru — rozbrzmiał poważny, damski głos. Skrzywiłem się znacznie, kiedy się rozłączyła. No co za ^^*$%&#* baba. Przełożona wzywa mnie na spotkanie do siebie, które odbędzie się późnym popołudniem, a jest ledwo po szóstej. Ja rozumiem, nieudana noc, bezsenność, chęć psucia ludziom dnia - ale litości... Niech na tych koszmarnych pijawkach się znęca, a nie nad porządnymi łowcami. Westchnąłem ciężko, zakładając na nogi swoje ulubione kaczuszkowe kapcie. Nie chciałbym wracać spać, wolę żyć w słodkiej nieświadomości i nie wiedzieć kim była postać bez twarzy.
          Po umyciu się i niedbałym ubraniu jedynie samych szarych dresów, zarzuciłem włosy na bok i udałem się do małej kuchni. Kątem oka zerknąłem do jadalni, gdyż coś mnie zastanowiło - aż musiałem zmarszczyć brwi i zmrużyć oczy aby się skupić.
          — Cholera jasna, to ja nie schowałem wczoraj tego kurczaka do lodówki? — zapytałem sam siebie retorycznie, patrząc na dziwnie łyse, różowe coś leżące na stoliku. Aż podskoczyłem, kiedy domniemany kurczak zaczął się ruszać, okazał się mieć głowę, a na dodatek potrafił miauczeć. [Nawiązuje do czegoś takiego xd] Przetarłem dość boleśnie swoją twarz dłonią, podchodząc do kota nieco bliżej i drapiąc go za uchem. Chyba muszę zacząć pić więcej kawy bądź dłużej spać... Ewentualnie będę przepijał swoje leki naparami ziołowymi. Wtedy będzie już combo. Co za pogańsko wczesna godzina. Czuję się jak prawdziwy męczennik.

          Koniec końców jednak uległem i położyłem się z powrotem spać, bo mój mózg o tak  wczesnej godzinie nie był w stanie funkcjonować. Postać bez twarzy w końcu nie wróciła, w sumie to dobrze. Kiedy znowu się obudziłem, okazało się że jest grubo po czternastej, a ja prawdopodobnie nie wyrobię się na spotkanie i Zero ponownie spuści mi łomot. Wypiłem solidną kawę (oczywiście obficie rozsypując cukier, który z dumą zmiotłem stopą pod szafkę), zjadłem byle jaki śniadanio-obiad (bo gotować nie znoszę) i o szesnastej trzydzieści byłem gotów. Ubierając jeszcze na szybko czarną, skórzaną kurtkę motocyklową i glany w tym samym kolorze zerknąłem jeszcze na odchodnego na Midnight, która z wyrzutem wpatrywała się we mnie.
          — Obiad będzie nieco później niż zazwyczaj, o ile oczywiście wrócę. - Pogłaskałem ją po przyjemnie gładkiej skórze i wyszedłem. Jeśli ominę korki, powinienem dojechać na miejsce i mieć jeszcze pięć minut zapasu!

          Będąc na miejscu, bezceremonialnie wparowałem do gabinetu, który znałem aż zbyt dobrze. Zająłem typowe miejsce "na rozstrzelanie" znajdujące się centralnie przed wielkim, dębowym dyrektorskim biurkiem oraz brązowym, skórzanym fotelem obrotowym. Wyłożyłem buty na róg mebla, oczekując na Zero i rozglądając się na boki, czy czasem nie wprowadziła tutaj choć minimalnych zmian. Uśmiechałem się z satysfakcją pod nosem, ponieważ wciąż pozostawało mi te cztery minuty zapasu, hah. Na kobietę nie musiałem czekać długo - po około dwóch minutach do pomieszczenia wparowała kobieta średniego wzrostu (oczywiście w minimalnie dziesięciocentymetrowych szpilkach), ubrana w soczyście czerwony damski garnitur. Kiedy przeszła koło mnie, uderzył we mnie wręcz mdlący zapach mocnych perfum wymieszanych z dymem tytoniowym. Usiadła z gracją na skórzanym fotelu, gromiąc spojrzeniem postawę jaką zająłem. W ostatnim momencie odsunąłem rękę, ponieważ zorientowałem się, iż chciała wgnieść mi w nią wciąż tlący się niedopałek. Bez pośpiechu wetknęła sobie w usta kolejnego papierosa, obficie brudząc filtr swoją czerwoną szminką. Odpaliła go benzynową zapalniczką i wydmuchnęła dym prosto w moją stronę. Skrzywiłem się znacznie. Przed długi czas sam paliłem, aczkolwiek jakieś dwa lata temu w końcu udało się mi rzucić, a tego typu zabiegi w niczym mi nie pomagają.
          — Five, będziesz miał świetną okazję do wykazania się swoją bezczelnością. Decyzją Szefa i moją zostajesz przeniesiony do dystryktu dziewiątego. Zapomnij o piątce, dzisiaj narodziłeś się na nowo jako Nine.

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h19)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#5 18-11-2018 o 23h56

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                               08-09.03.2019

https://zapodaj.net/images/6443a3dba9264.png

          Nie odrywając wzroku od dość przystojnego bruneta siedzącego samotnie przy barze, podniosłem ze stolika swój kieliszek z zamiarem napicia się. Niestety moje usta nie napotkały oczekiwanego napoju, a jedynie zderzyły się z zaskakującą pustką. Lekko zdziwiony spojrzałem na szkło. Chyba za daleko uciekłem myślami, skoro dopiero teraz to zauważyłem. Sięgnąłem po stojącą nieopodal butelkę, chcąc sobie dolać, jednak po raz kolejny spotkałem się z tym samym rozczarowaniem: ona również była pusta. Opadłem zrezygnowany na oparcie sofy. Nie czułem się ani trochę pijany, więc oczywiście potrzebowałem kolejnej porcji whisky. Spojrzałem z powrotem na bar, szukając tamtego zachęcająco wyglądającego pana. Nie chciało mi się wstawać, schodzić z balkonu i przejść przez roztańczony tłum, a to wszystko po to, by zdobyć jedną butelkę trunku. Jednakże, gdyby do tej whisky dodać przystojną buźkę, może mógłbym się skusić na taką wycieczkę. Zanim jednak zdecydowałem się podnieść z wygodnej kanapy, dostrzegłem swój śliczny cel z rękami na biodrach seksownie wijącej się i jednocześnie znanej mi blondynki. No świetnie, straciłem go. Przecież nie będę zabierał dzieciakowi jedzenie z talerza. Na szczęście, od czego ma się rodzeństwo?
          – Skarbie, bądź tak miła i skocz po następne whisky – zwróciłem się do wtulonej w mojego brata, ciemnowłosej Azjatki. Dziewczyna oderwała swój nos od jego szyi i spojrzała na mnie mocno rozkojarzonym wzrokiem. W odpowiedzi pomachałem jej pustą butelką, licząc, że jej otumaniony alkoholem umysł zdoła przetworzyć tą wiadomość. Brunetka zachichotała, podniosła się z trudem i mocno chwiejnym krokiem ruszyła w stronę schodów prowadzących na parkiet. Chyba dotarło.
          – Jeśli tu nie wróci, wisisz mi kolację – oznajmił Vincent, jednym łykiem dopijając do końca swoje whisky.
          Prawdę mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby jego koleżanka faktycznie zgubiła się gdzieś po drodze. Tego wieczoru wypiła zdecydowanie za dużo i byłem prawie pewien, że tak przynajmniej od pół godziny miała tzn. urwany film. Zapewne wystarczyłoby kilkanaście dodatkowych minut, a mój brat zaproponowałby jej pójście w "bardziej ustronne miejsce".
          – Póki co to twoja Hannah jest mi ją winna.
          Widząc jego pytające spojrzenie, skinąłem w stronę parkietu, by nakierować go na wspomnianą blondynkę.
          – Ja pierwszy go zauważyłem – burknąłem do siebie pod nosem, przyglądając się tańczącej parze. W tym samym momencie Vincent głośno się zaśmiał.
          – Biedny, mały Tommy, zabrali mu lizaka – zaczął się ze mnie śmiać, za co już po chwili dostał mocny strzał z otwartej dłoni w tył głowy. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebowałem, był jego parszywy śmiech.

          Wyjechałem windą z podziemnego parkingu, by już po chwili znaleźć się na swoim piętrze, przed wejściem do własnego apartamentu. Gdy tylko przekroczyłem próg, automatycznie przekręciłem klucz w zamku, zamykając za sobą drzwi. Odłożyłem płaszcz na oparcie sofy i usiadłem na jej skraju. W ciszy rozwiązałem, a następnie ściągnęłam buty. Od niechcenia spojrzałem na zegarek. Siedemnaście minut po godzinie trzeciej. Chyba zaczynałem się starzeć, skoro wracałem do domu o tak wczesnej porze. Jednak naprawdę nie miałem dziś ochoty siedzieć do rana w klubie. Nie potrafiłem też wybrać z tłumu imprezowiczów choć jednej godnej mojej uwagi osoby ( oczywiście poza tamtym brunetem, którego zabrała mi Hannah ). Na szczęście nie byłem na tyle głodny, bym koniecznie musiał coś zjeść dzisiejszej nocy. Mogłem to zrobić jutro i w sumie właśnie taki był mój obecny plan. Znacznie większym problemem był jednak fakt, iż byłem znudzony. Nudziłem się. Ale nie tylko dzisiaj. Od kiedy wróciliśmy z Estonii, zacząłem popadać w coraz bardziej męczącą monotonię. Większość dni wyglądała łudząco podobnie, co starałem się ukryć przed sobą samym przy pomocy alkoholu. Niestety dzisiaj nie udało mi się upić, przez co musiałem jakoś poradzić sobie z tą drażniącą nudą.
          Gdy tylko zorientowałem się, że siedzę bezczynnie i wpatruję się w wiecznie zaciągnięte, ciężkie, ciemne zasłony, westchnąłem z czystym rozczarowaniem.
          Co się ze mną dzieje? Za dużo myślę. Muszę coś ze sobą zrobić.
          Podniosłem się z sofy, chwyciłem buty oraz płaszcz, po czym udałem się do sypialni na piętrze. Odłożyłem wierzchnie ubrania na ich miejsca w garderobie i przebrałem się w szare dresy i bluzę. Zszedłem z powrotem na dół. Podkładając sobie dwie poduszki pod głowę, położyłem się wygodnie na kanapie, a ze stolika kawowego zgarnąłem swojego laptopa. Położyłem go sobie na brzuchu, uruchomiłem przeglądarkę, wszedłem na netflixa i zacząłem szukać jakiegoś ciekawego filmu bądź serialu "na zabicie czasu". Ostatecznie zdecydowałem się na 'Castlevanię' – animowany serial o Draculi, który postanawia przyzwać armię demonów, by zniszczyć rasę ludzką. Naprawdę, niektórzy to mają wyobraźnię...

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (22-04-2019 o 00h30)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#6 22-11-2018 o 21h16

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


09.03.2019

          Uniosłem dość znacząco jedną brew, a na moje usta wpełzł wręcz nieprzyzwoicie radosny uśmiech. Byłem całkiem pewny, iż Zero zauważyła te rozpalające się, nieposkromione i dzikie iskierki w moich oczach. Oh... Dość niespodziewane. Nie powiem, że nie - cholernie mi to odpowiada. W piątym dystrykcie zaczynałem się już pomału dusić, wiało tam ostrą nudą, a totalny brak wyzwań powoli wgniatał mnie w ziemię. O ile pamięć mnie nie myli, został mi tam jedynie starszy i kilka niedobitków, których mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki. Wyeliminowałem znaczną większość, aczkolwiek jedynie tych, którzy figurowali w naszej bazie danych. A poza nimi, kto wie ile jeszcze tych paskudnych pijawek się tam czai, jakby nie patrzeć, mnożą się jak króliki. A ja póki co zbieram materiał na dobry gulasz.
          Z moich radosnych, wręcz euforycznych myśli wyrwało mnie znaczące chrząknięcie Zero, która popukała mi palcem do głowy, kiedy złapałem z nią kontakt wzrokowy. Zaciągnęła się dymem tytoniowym, wypuściła go nosem i przymknęła oczy.
          — Ja bym się tak nie cieszyła na twoim miejscu. — Zanim zdążyłem zalać ją falą pytań, ciągnęła dalej. — Wierz mi, że Connor nie został zwolniony lub przeniesiony. Nasi znaleźli go martwego w dystrykcie czwartym. Jego szyja przypominała puzzle 3D dla zaawansowanych — skwitowała i tak nagle zmieniła swoją pozycję, że aż podskoczyłem na krześle, o mało z niego nie spadając. — Mało kto ostał się w piątce, wobec tego wyślemy tam jednego z żółtodziobów na małe szkolenie. A, że to jeden z trudniejszych dystryktów, dodatkowo działasz mi na nerwy, pomału będę chciała się ciebie pozbyć — dodała, posyłając mi znaczący, złośliwy uśmiech. Wiedziałem, że żartuje - jestem jej zbyt wielki ulubieńcem, by chciała się ze mną żegnać, haha.
Wzięła do rąk ciemnoszary tablet, kilkakrotnie stuknęła w ekran i podsunęła mi go pod nos. — Lektura na dziś — skwitowała... i po prostu sobie wyszła. Przeciągnąłem się niczym leniwy kocur i niby to od niechcenia, zgarnąłem do rąk urządzenie. Taaak, zapoznanie z ofiarami... Nienawidziłem tego. To koszmarnie nudne, zbyt nudne, potrzebuję akcji, i tak poznam ich siłę w bezpośredniej konfrontacji. Każdy łowca przypisany do danego dystryktu zbiera informację o wampirach, które następnie dodawane są do bazy danych. Jeśli komuś się chce, może pofatygować się do specjalistów od portretów pamięciowych (bo zdjęć swoją cegłą nie zrobię), które następnie zostają dodawane wraz z godnością (co z tego, że pewnie fałszywą), stylem walki, stopniem zagrożenia do rejestru. NUUUUDA.
Jakaś brązowowłosa kobieta, starsza. Nuda.
Jakiś czerwonowłosy oszołom. Nuda.
Jakaś baba... Nuda.
Z tego rozczarowania aż ściągnąłem nogi z biurka, teatralnie przewracając oczami. No gdzie oni mnie do cholery dali.
Moment, moment. Coś ciekawego. Thomas Thorne. Brak rysopisu, wysoki, białowłosy. Brak informacji o sposobie walki, brak statystyk, wszędzie braki... Siła. Potwornie nieprzewidywalny. Poderwałem się na równe nogi, kilkakrotnie obchodząc biuro Zero tanecznym krokiem.
Nareszcie coś dla mnie! Może to sam Dracula w długim czarnym płaszczu, krzyczący: ble ble ble! — Wyciągnąłem spod kurtki jedną ze swoich berett, celując w ścianę na przeciwko i wyobrażając sobie potencjalną głowę owej pijawki. Już wiem kochana, kto będzie naszym celem.
          Z trzaskiem drzwi do biura z powrotem wpadła Zero, nie komentując ani słowem mojej prześmiesznej postawy. Była do tego przyzwyczajona. A gdyby tak... Po krótkim namyśle znalazłem się tuż przed nią i zdecydowanym ruchem przyszpiliłem jej drobne, w porównaniu z moim, ciało do ściany. Posłała mi mrożące krew w żyłach spojrzenie, kiedy przystawiłem jej do skroni pistolet. Pochyliłem się lekko nad jej uchem. — Hej... A jeśli dorwę tego kozaka, o którym brak jakichkolwiek informacji, dostanę awans do A? — zapytałem, uśmiechając się całkiem zwyczajnie. Tego brakuje mi do szczęścia, tak bardzo chciałbym utrzeć nosa temu cholernemu Four... Nic &%^&@ w sumie finezyjnego nie zrobił, a jego koszmarne przechwałki zaczynają działać mi już na nerwy.
          — Jak go spotkasz to lepiej się ukryj i módl się, żeby cię nie znalazł — odparła kąśliwie, łapiąc mnie delikatnie za srebrny krzyżyk wiszący mi na szyi. Zgniotłem w ręce kawałek papieru, który wsunęła mi do dłoni i bezceremonialnie nacisnąłem spust.
Nie do końca zarejestrowałem fakt, jak tak szybko Zero ostudziła mój zapał i ściągnęła mnie do ziemi. I to dosłownie. Kilkoma szybkimi ruchami powaliła mnie na ziemię, a po stuknięciu w posadzkę obcasem, z buta wysunęło się prawie dziesięciocentymetrowe ostrze. Skrzywiłem się nieznacznie, widząc jak mój policzek od lodowatego metalu dzieli dosłownie dwa, trzy centymetry. Uśmiechnęła się do mnie, jak na nią, aż nazbyt poważnie. — Szkoda, że nie był naładowany. Już wyobrażam sobie twoje tłumaczenia, jak to zabiłeś swoją przełożoną. No, już, już. Zbieraj swoją męską dumę z podłogi. Masz wejściówkę do Nyx na dzisiejszy wieczór. To ulubiony klub wampirów, idź, może znajdziesz coś ciekawego.

          Kiedy nareszcie udało mi się dostać do środka klubu, było już zdecydowanie grubo po dwudziestej trzeciej. Co za koszmar. Ochroniarz miał do mnie wielki problem, twierdził że niby to ukradłem komuś podarowaną od Zero wejściówkę. W sumie, w porównaniu z eleganckimi garniturami, drogimi płaszczami z naturalnych futer i ogólną "wyższością" wszystkich innych gości, wyglądałem dość... niekonwencjonalnie. Ba! Jakby to oni określili, prostacko. Cóż, wejściówka to wejściówka. To dość konkretnej wymianie słów i zauważeniu, że jestem od niego nieznacznie wyższy, odpuścił.
          Ominąłem całą taneczną część klubu, kierując swoje kroki praktycznie od razu do baru. Zdecydowanie jestem póki co zbyt trzeźwy na taniec. Bardziej chciałem skupić się na zrobieniu małego wzrokowego rozeznania. Kiedy w końcu udało się mi znaleźć wolne miejsce, zamówiłem sobie szklankę whiskey z lodem. Barman omiótł mnie wzrokiem i kręcąc jedynie głową, podał mi zamówienie. Rozsunąłem kurtkę, ściągając ją nieznacznie bardziej na ramiona. Może jednak ktoś się skusi? Korzystając z dobrego humoru, choć raz mogę poudawać niczego nieświadomą ofiarę. Na tego typu imprezy muszę mieć nastrój... Masa ludzi, głośna muzyka, zapach potu i mocnego alkoholu wymieszany z lekką domieszką pożądania. Tak, zdecydowanie właśnie takie są te ekskluzywne kluby.
          Aż ciężko mi uwierzyć, że poprzedni Nine, w sumie Conny jak się dowiedziałem, nie żyje. Przed oczami pojawił mi się obraz tego blondwłosego, pokręconego (dosłownie) świrusa. Szkoda gościa. Ale takie nasze powołanie... Chronić życie innych ludzi, za cenę swojego własnego. Mam nadzieję, że duży łyk szkockiej podziała znieczulająco.

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h19)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#7 20-12-2018 o 00h34

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                                       09.03.2019

https://zapodaj.net/images/6443a3dba9264.png

          Po zaskakująco przyjemnym maratonie „kreskówki o wampirach” dotarłem w końcu do zakończenia ostatniego odcinka drugiego sezonu. Przetarłem zmęczone, senne oczy, po czym niemalże od razu zacząłem ziewać. Która to już godzina? Czy mogłem już iść spać? Spojrzałem na zegarek u dołu ekranu i stęknąłem z niezadowolenia. Ósma trzydzieści osiem. D o p i e r o. Słońce wstało gdzieś około siódmej, półtorej godziny temu, a zajdzie pewnie po dziewiętnastej, czyli za co najmniej dziesięć i pół godziny. Przydałoby się, żebym wytrzymał jeszcze chociaż półtorej godziny, bo inaczej na pewno wstanę za wcześnie.
          Właśnie w takich momentach jednym z moich najgorętszych pragnień stawała się wieczna zima. Albo najlepiej całoroczny grudzień z tymi cudownymi, jedynie dziewięciogodzinnym dniami i piętnastogodzinnymi nocami. W skrócie, istny raj dla wampirów.
          Podniosłem się do siadu, spuszczając nogi z kanapy. Odłożyłem też laptopa na stolik. Wbiłem wzrok w zegarek, który zdążył już zmienić się na ósmą trzydzieści dziewięć. Zacząłem się zastanawiać, co powinienem ze sobą zrobić. Nie miałem ochoty na kolejny serial czy nawet film. Nie czułem się też w nastoju na żadną konkretną książkę. Nie chciało mi się też ćwiczyć. Praca też odpadała, gdyż nie miałem żadnych zaległości, a plan na nadchodzący tydzień został już nie tylko ułożony, ale nawet przekazany wszystkim pracownikom. W zasadzie to w tej chwili nic ciekawego ani zajmującego nie przychodziło mi do głowy. Naprawdę potrzebowałem odmiany. Coś nowego, coś pochłaniającego, jakieś hobby… Albo zwierzątko? Może tak jak Aaron powinienem coś przygarnąć?
          Nie, nie, głupi pomysł, potrząsnąłem głową. Do reszty stetryczeję. Jeden Aaron nam wystarczy.
          Ostatecznie zdecydowałem się jedynie na wzięcie komputera pod pachę i udanie się do sypialni. Rozłożyłem się na łóżku, przez chwilę po prostu leżąc i delektując się jego wygodą. Szybko jednak podniosłem się,  usiadłem po turecku i otworzyłem laptopa. Wystarczyłoby kilka minut więcej takiego bezczynnego wylegiwania się, a zwyczajnie bym zasnął.
          Przez chwilę wpatrywałem się z zastanowieniem w białe okienko wyszukiwarki, myśląc nad tym, od jakiej frazy najlepiej będzie rozpocząć moje poszukiwania. Kilka razy zacząłem coś wpisywać, ale wszystko i tak finalnie kasowałem. W końcu jednak zdecydowałem się na krótkie i proste „oryginalne, zajmujące hobby”. Niezbyt finezyjnie, ale dobre na początek.

          Obudziło mnie zdecydowanie za głośne jak na tak wczesną godzinę pukanie, a właściwie walenie,  do drzwi. Przekręciłem się na drugi bok, nakrywając uszy poduszką. Miałem nadzieję, że szaleniec stojący u mojego progu znudzi się po kilku minutach i pozwoli mi spać dalej. Cierpliwie czekałem, aż męczący hałas ustanie. Niestety, nie doczekałem się tego. Jęknąłem męczennie i podniosłem się niechętnie do siadu. Zdjąłem maskę z oczu, wyciągnąłem stopery z uszu i zaspanym wzrokiem zacząłem szukać telefonu.  Zasnąłem wczoraj mając go w rękach, więc drogą dedukcji powinien być gdzieś pośród pościeli. Zacząłem przeszukiwać stos poduszek, a następnie przetrzepałem kołdrę, by w odpowiedzi usłyszeć dźwięk upadania komórki na dywan. Z niechęcią schyliłem się po niego, dzięki czemu wreszcie mogłem spojrzeć na godzinę. Siedemnasta jedenaście. Zabiję [ cenzura 1 ]. Tylko jedna osoba wpadłaby na pomysł budzenia mnie o tak wczesnej porze. Po jaką cholerę ja się tak męczyłem, by zasnąć jak najpóźniej?
          Moją głowę przepełniały coraz to ciekawsze przekleństwa w przeróżnych językach i towarzyszyły mi one, gdy kolejno podnosiłem się z łóżka, ubierałem szarą bluzę z rana i schodziłem ze schodów na parter.
          – Vince, przyrzekam, że kiedyś wsadzę twój zakuty łeb w twoją zarobaczoną dupę i… – urwałem, widząc, że to jednak nie Liu stał u mojego progu. – Aaron. Jak miło, że wypełzłeś ze swojej dziury. Co cię do mnie sprowadza o  t a k i e j  p o r z e? – zapytałem, podkreślając kwestię wczesnej godziny.
          – Musimy porozmawiać. – Spojrzałem na niego, mrużąc oczy. Ton jego głosu był przerażająco poważny, nawet jak na niego. Bez słowa odsunąłem się z przejścia i wpuściłem go do środka.

          Zatrzymałem się, widząc zapalające się czerwone światło. Oparłem łokieć na bocznych drzwiach i w zamyśleniu zacząłem przygryzać paznokieć kciuka.
          Dzisiejsza rozmowa z Aaronem nie dawała mi spokoju. Sprawa była poważna. Podobno klan Wilcots „dopadł’” łowcę, który pałętał się po naszych okolicach. Nawet jeśli to była tylko plotka, to i tak nie powinniśmy jej ignorować. Łowcy są trochę jak Hydra – gdy pozbędziesz się jednego, na jego miejsce zaraz zjawia się nowy. A ten obecny ( lub poprzedni ) był wyjątkowo upierdliwy i ukrywał się aż za dobrze. Dlatego nie można ich zabijać tak pochopnie, czego, jak widać, inne klany nie potrafią sobie przyswoić. Skoro Wilcotsom udało się namierzyć tego [ cenzura 2 ], powinni podzielić się z innymi klanami jego wyglądem. Wiedzielibyśmy, kogo unikać. A teraz? Nie dość, że trzeba będzie zacząć od nowa zbierać informacje, to jeszcze każdy będzie musiał mieć się na baczności. Zwłaszcza młode wampiry, jeszcze niewyszkolone, słabsze, bardziej naiwne…
          Moje myśli przerwało trąbienie auta stojącego za mną. Skrzywiłem się, gdyż klakson nieprzyjemnie drażnił mi uszy. Wcisnąłem gaz i ruszyłem, natychmiast przyspieszając i zostawiając za sobą pozostałe samochody.
          Gdy zaparkowałem pod Nyxem na zarezerwowanym dla mnie miejscu parkingowym, powoli dochodziła północ. W sumie to idealna pora. Wszedłem do środka, mijając witających się uprzejmym skinieniem głowy ochroniarzy, i w pierwszej kolejności skierowałem się na balkon do sekcji vipowskiej. Vincent zapewne już tam był. Oczywiście, miałem rację. Liu siedział w naszej loży w towarzystwie Chrisa i jakichś dwóch obcych dziewczyn.
          – Tommy, nareszcie dotarłeś! – Vince wstał z szeroko roztartymi ramionami i ruszył w moim kierunku, by mnie uściskać. Zanim jednak do tego doszło, rzuciłem w jego stronę swój musztardowy płaszcz, który wylądował na jego głowie.
          – Zagrzejcie mi miejsce, idę najpierw po coś mocniejszego – oznajmiłem, odwracając się w stronę schodów. Byłem zdecydowanie zbyt trzeźwy na to towarzystwo.
          Przy barze poprosiłem Morgana o kieliszek i konkretną butelkę whisky. Czekając na swoje zamówienie, oparłem się o blat i przy okazji zacząłem rozglądać się po sali. Wiele nieznajomych i wyraźnie pijanych oblicz, choć żadne nie było na tyle ciekawe, by przyciągnęło moją uwagą. Już miałem się poddać, gdy nagle mój wzrok napotkał coś interesującego: ciemna karnacja, ostre, egzotyczne rysy twarzy i niesamowite, przyciągające spojrzenie. Zaintrygowany uśmiech wpłynął na moje usta, jednak zniknął niemalże od razu po tym, jak się pojawił.
          Hannah. Znowu. Patrzyłem, jak przysiada się do  m o j e g o  przystojniaka. Nie, tym razem nie będę już tak miły. Zwłaszcza, że dziewczyna nie była nawet świadoma tego, że wczoraj ominąłem posiłek z jej powodu.
          Rozpiąłem guziki przy mankietach mojej czarnej koszuli i podwinąłem rękawki. Odebrałem od barmana swoje zamówienie i niespiesznym krokiem skierowałem się w stronę swojego celu.
          – Hannah – zwróciłem się do flirtującej blondynki, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. – Vin cię szuka.
          Widziałem niezadowolenie dziewczyny, jednak nie zrobiło ono na mnie większego wrażenia. Patrzyłem z nieukrytą satysfakcją, jak wampirzyca wstaje od stolika i idzie w stronę schodów na balkon.
          – Można? – zwróciłem się z lekkim uśmiechem do bruneta. Podniosłem butelkę whisky, chcąc pokazać, co mam do zaoferowania. Oczywiście to tylko początek, ale najlepiej jest zacząć od alkoholu „na rozluźnienie”. W końcu noc jest wystarczająco długa, nie trzeba się spieszyć.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (12-03-2019 o 00h25)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#8 25-12-2018 o 16h24

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


09.03.2019

           Po wypiciu pierwszej kolejki poczekałem chwilę i zamówiłem następną. Zero w niebezpośredni sposób dała mi znać, abym dzisiaj się dobrze zabawił, więc czemu nie? Najwyżej wrócę półprzytomny, z obitą twarzą i kilkoma zadrapaniami, ale jaka to cena w porównaniu z niezapomnianą imprezą? Czasami może i zapomnianą, ale nie zagłębiajmy się w tą tematykę...
Przyznaję, to był mój pierwszy raz w tym klubie. Tak naprawdę gdyby nie ta wejściówka, prawdopodobnie nigdy sam z siebie nie chciałbym go odwiedzić - to zdecydowanie nie moje klimaty. Jest tutaj zdecydowanie zbyt wiele osób, które mogłyby używać banknotów stu dolarowych do podcierania sobie ^&&*, a że specjalnie bogaty materialnie nie jestem (Naaah, za to bogatą mam osobowość!), z samego początku lekko się nie odnajdywałem. Czułem się nieco jak mała, zagubiona owieczka w ogromnym stadzie wilków, które tylko czekają na moment kiedy będą mogły wyrządzić jej krzywdę. Nie mogę się doczekać, aż któryś postanowi zaatakować. Skoro jest to jeden z ulubionych lokali wampirów, mogę założyć się o wielkie pieniądze (znowu ten cholerny temat), że większość z nich oceniła mnie i już i wrzuciła do szufladki niejadalny. Wszakże brak garnituru, eleganckich lub markowych ubrań oznacza jedno - pleeeebs!
          Czułem na swoich plecach czyjeś świdrujące spojrzenie. Kątem oka starałem się dostrzec coś jak najbardziej interesującego, lecz oprócz pijanych lub inaczej porobionych ludzi nic nie zwróciło mojej uwagi.
Byłem przyzwyczajony do takiej kolei rzeczy, w sensie umierasz, a na twoje miejsce zaraz dają kogoś innego, ale nie sądziłem, że Connorowi szczęście skończy się w akurat takim momencie. Jak do tego doszło, że w końcu go dorwali? O ile dobrze kojarzę, też był na poziomie B, błyskotliwy umysł, ogromne serce, dobra głowa do picia... A pomyśleć, że być może jestem w miejscu, gdzie patrzyli na niego w ten sam sposób co na mnie. Jak na odmieńca. Póki co jestem kryty, nikt nie zna mojej prawdziwej tożsamości, a że jestem tu nowy, nikt tym bardziej nie powinien kojarzyć mnie z wyglądu. Idealnie.
          Wypijając zdrowie Connego, który zakończył tą kruchą egzystencję podobną do ziemskich tortur, dopiłem drugą whiskey. Totalnie zignorowałem jakieś damskie szepty i chichoty za moimi plecami, kalkulując* ile tak naprawdę zostało mi pieniędzy i na co jeszcze ewentualnie mogę sobie pozwolić. Nie mogę zapomnieć o kupieniu kiedyś tam jedzenia dla tego łysola, później znowu nie będzie mi dawał spokoju pokazem swoich fochów. Zmarszczyłem brwi, z lekkim smutkiem wpatrując się w pustą już szklankę. *%^#$
          Mruknąłem cicho, minimalnie poirytowany, kiedy jakaś ucieszona blondynka postanowiła się do mnie dosiąść. Ekhm, nie widzisz, że właśnie użalam się nad swoim losem? Jak człowiek jest w poważnej zadumie i minimalnym rozgoryczeniu, to należy zostawić go w jego depresyjnej samotni... Poza tym, dlaczego mam taką mega ochotę opowiedzieć jej jakiś żart o blondynce? Ciekawe ile zajęłoby jej zrozumienie go. Większość osób karci się w myślach, ja natomiast - także w tym momencie - obficie się pochwaliłem. Co prawda prawdopodobnie wyszedłbym na napakowanego buraka, ale przynajmniej sam mógłbym się pośmiać.
Omiotłem dziewczynę wzrokiem. Mimo wszystko nie byłem zbytnio skupiony, bardziej zastanawiałem się jak bardzo nienormalnym można być, by świadomie zdecydować się na moje towarzystwo. Kobieta zaczęła coś tam gadać, mrugając do mnie znacząco i obkręcając swój złocisty kosmyk włosów w palcach. Było tu minimalnie zbytnio nachalne, prawdopodobnie gdyby nie moja "służbowa" obecność tutaj, stałbym się nieco bardziej niemiły. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, jakby z podziemi obok nas wyrósł blondynek (Swoją drogą, cholernie fajny blondynek) i odprawił ją z kwitkiem, argumentując że jest poszukiwana. Uuu, czyżby jej chłopak? Tsss, chyba muszę mu podziękować, może jeden dzień dłużej zachowam wszystkie zęby.
          Kiedy podniósł butelkę, spojrzałem na nią, a potem ukradkiem na moją smutną, pustą szklankę. Alkohol od nieznajomych? Seth przyjmie wszystko!
          - Hmmm... No nie wiem... - odmruknąłem, a na moje usta wpełzł zaczepny uśmieszek. - Jesteś pewny, że będziesz w stanie zastąpić mi Hannah? - dodałem, odwracając się w jego stronę. Dobrze zbudowany, przystojny, na dodatek w tej idealnie pasującej czarnej koszuli... Ulala. Jedynie nieznacznie rozpraszały mnie jego ciemniejsze w porównaniu do włosów brwi. Długo już nad tym myślę i wymyślić nie mogę dlaczego ludzie to sobie robią... Jak dobrze, że jest dość ciemno i nie widzę ich w pełnej okazałości.
          -Wow... Ten klub jest niesamowity - zagaiłem krótko, chcąc w miarę... normalny sposób rozpocząć rozmowę.
- Wiesz, trochę ciężko mi się odnaleźć. Niedawno przeprowadziłem się z Luizjany, by zasmakować nieco miejskiego życia. - Czy tylko mi Luizjana kojarzy się jedynie z Nowym Orleanem, a poza tym jedynie z mokradłami i aligatorami, które mogą zeżreć cię na każdym kroku? Może i on uzna mnie za mało rozgarniętą osobę i zechce pokazać mi nieco ciemniejszą stronę Nowego Yorku, po którą tutaj właśnie przyszedłem. - Jestem Matt - przedstawiłem się z lekkim uśmiechem nieznikającym z moich ust  i wyciągnąłem w jego stronę rękę. - Wyglądasz na osobę, która lubi dobrą zabawę... Może pokazałbyś mi jak ją tutaj definiujecie?

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h20)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#9 20-02-2019 o 19h15

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                              09-10.03.2019

https://zapodaj.net/images/6443a3dba9264.png

Czy będę w stanie zastąpić mu Hannę?
          – Oh honey – rozbawiony, pewny siebie uśmieszek od razu wpłynął mi na usta. Stawiając butelkę i swój kieliszek na stoliku, usiadłem na miejscu, które jeszcze przed chwilą zajmowała blondynka. – Jeszcze o tym nie wiesz, ale trafiłeś na zwycięski los.
          To nie tak, że miałem złe zdanie o Hannie. To prawda, była blondynką, zwykle przesadzała z ilością makijażu ( choć to może być tylko moje zdanie, według dziewczyn jestem „przestarzały” w tej kwestii ), a także sprawiała wrażenie głupiej i rozwiązłej. Jednak każdy w naszym klanie wiedział, że były to tylko pozory. W rzeczywistości Hannah miała wystarczająco wysoki poziom szacunku do swojej osoby oraz zbyt wysokie poczucie własnej wartości, by sypiać z pierwszym lepszym facetem poznanym w klubie. Cała ta postawa „puszczalskiej blondie” pełniła jedynie rolę przynęty, na którą wielu naiwnych dawało się złapać. Ale w końcu czego można było się spodziewać po ulubienicy Vincenta, jeśli nie zabójczych skłonności skrytych za niewinną fasadą głupoty?
          Uwaga mężczyzny o klubie wywołała u mnie swego rodzaju poczucie dumy. Co prawda nie było to największe osiągnięcie mojego życia. Dodatkowo, za kilka, może kilkanaście lat i tak będę musiał go sprzedać, więc nie za bardzo przywiązywałem się do tego miejsca. Jednakże zawsze chętnie przyjmowałem pochwały – zwłaszcza te zasłużone.
          Nie dałem tego po sobie poznać, ale trochę zdziwił mnie fakt, że ktoś, kto niedawno się tu przeprowadził, był w stanie zdobyć wejściówkę do Nyx. To nie jest coś, co kupisz przy drzwiach u ochroniarzy, jak to bywa w zwykłych klubach.  Po pierwsze, trzeba było mieć dojścia: wiedzieć, gdzie, a raczej u kogo można je znaleźć. Drugą, równie ważna kwestią, były pieniądze. Nie to, żebym patrzył na ubrania, ale… okej, patrzyłem na ubrania. I w przypadku mojego dzisiejszego wybranka nie krzyczały one Gucci, Hermes czy Saint Laurent.  Oczywiście nie wpływało to w żaden sposób na moją decyzję, bo ważniejsze były dla mnie jego twarz oraz ciało – w końcu opakowanie, w jakim występowała moja kolacja, nie miało wpływu na jej smak, prawda? Jednak musiałem przyznać, że jego ubiór lekko wzbudzał moje podejrzenia. Głównie ze względu na wcześniejszą rozmowę z Aaronem. Dzięki tym bęcwałom, Wilcotsom, każdy z nas musiał teraz mieć się na baczności.
          Cholera, mogłem o tym pomyśleć wcześniej i wziąć butelkę z  dodatkiem facilisu.
          Całą swoją nieufność względem mężczyzny staranie ukryłem za wyćwiczonym, pociągającym pół-uśmiechem i uścisnąłem jego dłoń.
          – Lawrence – przedstawiłem się, nie spuszczając wzroku z jego jasnych oczu. Matko, mógłbym się w nie wpatrywać przez następne pięćdziesiąt lat i wciąż nie miałbym dość. Sam przed sobą nie chciałem tego przyznać, jednak niemalże całkowicie utonąłem w tym brudnym błękicie. Uratowało mnie przed tym pytanie Matta, na które aż się wyprostowałem i założyłem nogę za nogę.
          – Trafiłeś w dobre ręce – oznajmiłem i sięgnąłem po wciąż nienaruszoną butelkę. Otworzyłem ją, czemu towarzyszył przyjemny dla ucha dźwięk, po czym nalałem najpierw do jego szklanki, a następnie do swojego kieliszka. – Zaczniemy od czegoś prostego.
          Podniosłem swój trunek, oczekując stuknięcia ze strony Matta.

          Z niemałym trudem przyszło mi oderwanie się od szyi mężczyzny. Powoli zaczynało mi szumieć w głowie, co oznaczało, że najwyższa pora kończyć – wolałbym uniknąć nieprzyjemnych skutków utraty samokontroli. Przejechałem językiem po śladach pozostałych po moich zębach, a następnie z rozkoszą oblizałem usta, by pozbyć się z nich resztek krwi. Westchnął usatysfakcjonowany i po raz kolejny tej nocy przyjrzałem się jego twarzy. Już dawno nikt nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia. Umięśnione ciało, ciemna karnacja, wystające żyły na rękach, długie palce, mocna, męska szczęka, nierealnie piękne usta, długi, prosty nos, uwydatnione kości policzkowe, widocznie zarysowany łuk brwiowy i te niesamowite, jasne oczy, których niestety nie mogłem teraz zobaczyć. Nie zauważyłem momentu, w którym stracił przytomność. Zaskakująco czułym ruchem odgarnąłem włosy opadające mu na czoło. Następnie moje palce przejechały po jego policzku i drapiącym zaroście, by ostatecznie zatrzymać się na poranionej i wciąż krwawiącej skórze szyi. Trzy osobne, niezbyt delikatnie wykonane ugryzienia. Czyżbym przesadził?
          Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Przez chwilę milczałem, wyczekując na jakiś kolejny sygnał z zewnątrz, który nie byłby odgłosem trwającej tam imprezy. Dzwoniłem po Patricię jakieś piętnaście minut temu – czy byłaby w stanie dojechać tu tak szybko?
          – Tom, to ja.
          Słysząc znajomy głos poprzedzony ponowionym pukaniem, podniosłem się wreszcie z kolan Matta. Podszedłem do drzwi i przekręciłem klucz w zamku.
          – Hej Pattie – uśmiechnąłem się do stojącej przede mną dziewczyny. W odpowiedzi dostałem zmęczone westchnięcie i pełne politowania spojrzenie.
          – Wytarłbyś się chociaż. Gorzej niż dziecko – stwierdziła brunetka, po czym wyciągnęła rękę w moją stronę. Poczułem jak przeciera mój podróbek palcem, a następnie wciska mi go do ust. W przypływie spontanicznej złośliwości zacisnąłem mocniej zęby, na co Patricia szybko cofnęła dłoń i zgromiła mnie morderczym spojrzeniem.
          – Zajmij się nim – mówiąc to, skinąłem głowę w stronę siedzącego przy ścianie nieprzytomnego mężczyznę. – Tam leży jego kurtka. Ja wracam na salę. – Byłem najedzony i pijany, miałem dobry humor i ochotę na dalszą zabawę. Z lekkim żalem po raz ostatni spojrzałem na Matta, którego dużo drobniejsza Pattie próbowała właśnie w miarę zgrabny sposób podnieść z ziemi. Zignorowałem jej rzucane w moją stronę przekleństwa i wyszedłem z niewielkiej klitki na zapleczu Nyx.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (12-03-2019 o 00h25)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#10 22-02-2019 o 14h03

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


09.03.2019

          Trafiłem w dobre ręce? Ciekawe. Gdybym tylko mógł jak za przyciśnięciem guzika wyłączyć to cholerne przeczucie. Złe przeczucie.

11.03.2019

          Wiązka jasnego, wyjątkowo drażniącego światła zaczęła powoli przenikać coraz bardziej wgłąb przez jasną skórę moich powiek. Zmrużyłem je wręcz boleśnie. Musiała minąć znacznie dłuższa chwila jaką dałem sobie na przyzwyczajenie, kiedy tak się stało, powoli otworzyłem oczy. Podniosłem się z podłoża i rozglądnąłem wokół - wszystko było tak białe, tak czyste, tak odprężające i... kojące. Zapatrzyłem się w jeden punkt w oddali, starając się zebrać myśli i zdecydować co robić i przede wszystkim jak się zachować... Co to za miejsce?
          Niespodziewanie poczułem dotyk na swoim prawym ramieniu. Zacisnąłem wargi, będąc nie do końca pewnym czy chce wiedzieć to, co stało za mną. Miałem wrażenie, że to uczucie ciepła, które nagle mnie ogarnęło, było w stanie rozwiązać każdy mój problem i przywrócić mi radość życia. To wyglądało tak, jakby ten ktoś dawał mi wystarczająco czasu na decyzję. W końcu, po długiej walce z samym sobą powoli, naprawdę bardzo powoli, odwróciłem się, zaciskając oczy. Nie chciałem, ekhm... Poprawka, bałem się zobaczyć tą osobę. Zdjęła rękę z mojego ramienia i czule pogładziła mnie po policzku. Było to takie przyjemne, z dotyku biło takie ciepło i... miłość? Nie wytrzymałem dłużej - otworzyłem oczy.
          O nie. Nie, nie, nie, nie... Te głębokie, brązowo-czarne oczy. Mały, słodki nosek. Skóra na twarzy i obojczykach obsypana licznymi piegami. I te piękne, kruczoczarne, kręcone włosy.
          - Aviana? - Byłem w szoku. Na rękach trzymała około półroczne niemowlę - chłopiec miał tak uroczą, bujną, czarną i kręconą czuprynę na głowie. Patrzył na mnie swoimi jasnymi, niebieskimi oczkami. Na mój widok uśmiechał się szeroko, ukazując przy tym 3 małe, mleczne ząbki - dwa na górze i jeden u dołu. T-to niemożliwe... Czy ja umarłem? Nie zasłużyłem na pójście do nieba, a tej dwójki nigdy nie spodziewałbym się spotkać w piekle. Może po prostu mój mózg przytaczał mi obrazy moich najbardziej desperackich pragnień? Nie dbam o to. Najważniejsze, że oni tu są. I kiedy wyciągałem ręce, aby jednocześnie przytulić dwójkę i pogłaskać małego po włosach, stało się coś dziwnego.

          Nabrałem do płuc tak głęboki oddech, jakbym nie oddychał przez co najmniej 10 lat. Zanim otworzyłem oczy, przekręciłem się na drugi bok, przez co moje ciało zaliczyło nieprzyjemne spotkanie pierwszego stopnia z podłogą. Leżąc tak sobie, dopiero po chwili wydałem z siebie tak koszmarnie bolesny odgłos, jakbym był już w stanie agonii i bliski zejścia na drugi świat.
          - Argh... Jak mnie k^&*@ boli łeb... Gdzie ja jestem, co to za miejsce, jaki mamy wiek... - wymamrotałem, przecierając dłonią swoją twarz. Problem w tym, że kiedy starałem się to zrobić, przy okazji zrobiłem sobie mini brutalny "masaż" twarzy, wsadzając sobie praktycznie palec do oka. Uniosłem obie ręce w górę. Trzęsły się w tak koszmarnie, jakbym przez jedną noc dostał Parkinsona lub nie pił więcej niż rok. Co do cholery?

          Otworzyłem wszelkie możliwe drzwi, zanim w końcu trafiłem do łazienki, do której zmierzałem. Gdzie ja jestem, czy to jest jakiś hotel? Jak ja się tu znalazłem? Teleportacja? Czułem się tak koszmarnie zmięty, taki wypompowowany, bez jakichkolwiek sił do życia. Głowa bolała mnie przekoszmarnie, w ustach panowała istna Sahara, ręce trzęsły się mi jak nigdy i na dodatek, nie pamiętałem kompletnie co ja wczoraj o^&*%$^&*. Gdzie ja wczoraj byłem? Jak się tutaj znalazłem? W tym momencie do głowy przychodziło mi znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Po długiej drodze, kiedy lekko chwiejnym krokiem szedłem do lutra, wyjąłem z kieszeni spodni (aż cud, że tam był) swój telefonik, a tam - istny spam, cała masa SMS'ów od Zero.

Klik


          Koszmarnie źle trzymało się mi telefon, praktycznie nie mogłem pisać na klawiaturze, przez to jak bardzo trzęsły się mi dłonie. Przy okazji spadł mi na ziemię z dwa razy, nie byłem w stanie skoordynować swoich ruchów. Odpisałem jej z wielkim trudem krótkiego SMS'a, wrzuciłem telefon z powrotem na jego miejsce, po momencie zawibrował. Podszedłem do umywalki i w końcu spojrzałem w lustro.
...
...
COOOO... Aż wytrzeszczyłem oczy i rozchyliłem nieznacznie usta. Nie mogłem uwierzyć... Znaczna część mojego t-shirtu przy dekolcie zmieniła kolor na brudno-czerwony. Na moją twarz od razu wpełzł wyraz nieopisanej wściekłości, kiedy dostrzegłem, że cała moja szyja i część prawego obojczyka pokryta jest zastygniętą krwią, a największe rany są w trzech miejscach. Dotknąłem jedno z nich i syknąłem cicho.
          - S%^&*#$%^, ZABIJE. DOWIEM SIĘ KTO I ODERWĘ JEGO GŁOWĘ OD RESZTY PARSZYWEGO CIAŁA! - wrzasnąłem, czując nagły dopływ energii. Z impetem uderzyłem pięścią o lustro, rozbijając je i przy okazji kalecząc sobie wszystkie palce. Krew zaczęła wolno kapać do umywalki. Nie wierzę. Czułem takie obrzydzenie, że przez moją nieuwagę stałem się kolacją dla jednego z tych paskudztw.

          Szczelnie zapatuliłem się w swoją skórzaną kurtkę, dosuwając suwak do samej góry. Jeszcze brakuje, aby ktoś zobaczył mnie w takim stanie. Czułem się tak źle, tak słabo, tak okropnie, jak wypompowana dętka. Byłem tak przyćmiony, że w porywie złości oderwałem kawałek swojego t-shirtu i owinąłem nim swoją trzęsącą się, zakrwawioną dłoń. Jakoś udało znaleźć się zejść na sam dół i podejść do recepcji. Miałem wrażenie, że zaraz tutaj zemdleję... Chrząknąłem cicho, aby zwrócić uwagę dziewczyny o turkusowych włosach. Zmarszczyła brwi, kiedy w końcu na mnie spojrzała. Uśmiechnąłem się lekko, starając się zachowywać jak najbardziej normalnie.
           - W czym mogę pomóc?
           - Ehh, zabrzmi to nieco źle, ale widziałaś z kim tutaj wczoraj przyszedłem?
           - Sir, to nie było wczoraj, to było ponad dobę temu. Zaczęłam się o pana martwić, ponieważ przez cały ten czas ani ja ani żadna z moich koleżanek nie zauważyła pana w holu. Przyszedł pan z wysoką, piękną kobietą w brązowych włosach, czy to nie pana dziewczyna? Wyglądał pan na troszkę pijanego, więc podejrzewałam, że z panem zostanie, nie było jej dzisiaj z panem? Swoją drogą, jak dała radę pana unieść? Dość postawny z pana mężczyzna...
          Od jej kłapania jadaczką jeszcze bardziej rozbolała mnie głowa. Szatynka? Spałem całą dobę? Byłem zalany w trupa? Jak? Jedyne co jestem sobie w stanie przypomnieć, to ten nieziemsko przystojny blondyn...

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h20)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#11 10-03-2019 o 22h00

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                                       10.03.2019

https://zapodaj.net/images/6443a3dba9264.png

          Padłem na łóżko, a moja głowa niemalże utonęła w wielkim stosie poduszek. Zamknąłem oczy, by nie patrzeć na wirujący pokój, jednak ku mojemu zaskoczeniu wcale mi to nie pomogło. Wciąż miałem wrażenie, jakby wszystko wokół mnie się kręciło. Jednak w tym momencie w ogóle mi to nie przeszkadzało. Byłem w wyjątkowo dobrym humorze, którzy zawdzięczałem tylko i wyłącznie jednej osobie. Na samo wspomnienie tej przystojnej buzi delikatny półuśmiech pojawił mi się na twarzy. Im dłużej o nim myślałem, tym bardziej żałowałem, że jedyne, czego spróbowałem, to jego krew. Na pewno miał wiele do zaoferowania. Dammit, naprawdę powinienem był poczekać z ugryzieniem.
          – Mógłbyś chociaż zdjąć buty – markotny głos przedarł się przez moje myśli, ściągając mnie brutalnie na ziemię. Zaraz po tym poczułem mocny chwyt na nodze. Usłyszałem też kilka przekleństw, gdy chłopak siłował się z moimi butami.
          – Okej, ja się zmywam. Dzwoń, jakbyś czegoś potrzebował.
          Przekręciłem się na bok, odmrukując coś, co nie za bardzo można było uznać.

          Nie wiedziałem, co dokładnie wyrwało mnie ze snu: niemiłosierny ból głowy, ogromne pragnienie czy drażniąco głośne odgłosy miasta. Wiedziałem tylko, że powinienem wstać z łóżka i zejść do kuchni, gdyż znajdowały się tam rozwiązania na dwa z moich obecnych problemów. Niestety nie było to zadanie wyjątkowo proste – a przynajmniej nie w tym stanie. Wygrzebanie się z pościeli zajęło mi dobre kilkanaście minut. Gdy wreszcie stanąłem na równe nogi, poczułem jak zawartość żołądka powoli zmierza ku nieodpowiedniemu wyjściu.
           O nie, nie dziś, dopiero co jadłem, pomyślałem, zamykając na chwilę oczy, by jakkolwiek powstrzymać ten nieprzyjemny odruch wymiotny. Naprawdę, mam wrażenie, że z wiekiem coraz gorzej znoszę alkohol. Te nieubłaganie zbliżające się dwieście lat chyba rzeczywiście miały na mnie jakiś wpływ.
          Gdy po kilku wyjątkowo długich minutach wszystko wróciło do normy, ze zmęczeniem zacząłem wlec jedną nogę za drugą, aż wreszcie zszedłem z piętra i doczłapałem się do kuchni. Otworzyłem szafkę nad piekarnikiem, z której wyciągnąłem dość obszerną apteczkę. Położyłem ją na blacie, by za chwilę wyjąć z niej opakowanie paracetamolu w formie musujących tabletek – mój przeklęty organizm nie radził sobie z rozkładaniem ciał stałych, więc nawet w kwestii leków mądrzejszym rozwiązaniem było coś, co można było wypić. Sięgnąłem po szklankę, napełniłem ją wodą i wrzuciłem do niej jedną pastylkę. Czekanie, aż tabletka się rozpuści, wydawało mi się w tym momencie wiecznością. Ze zniecierpliwieniem spojrzałem na zegarek na mikrofalówce. Dwudziesta trzecia czterdzieści trzy. Niesamowite. Udało mi się przespać… Okej, nie wiedziałem, o której właściwie wróciłem do domu, ale na pewno spałem przynajmniej piętnaście godzin. A męczący kac był naprawdę niewielką ceną za to błogosławieństwo. Zwłaszcza że za kilka godzin mój organizm całkowicie się zregeneruje i wróci do pełni sił.
          W momencie, w którym z powrotem wziąłem szklankę do ręki, ktoś zaczął walić z wyraźnie słyszalną desperacją do moich drzwi. Zacisnąłem mocniej palce na szkle, czując, jakby ktoś uderzał pięścią bezpośrednio w moją czaszkę. Pociągnąłem spory łyk i ruszyłem w stronę wejścia. Zatrzymałem się przed elektronicznym wizjerem, by szybko rzucić okiem na to, kto tak rozpaczliwie próbował dostać się do mojego mieszkania. Widok, jaki zobaczyłem na niewielkim ekranie, był jak kubeł zimnej wody wylany mi na głowę.
          – Thomas…
          – Szybko, do środka – przerwałem Seanowi, zanim ten zaczął się uzewnętrzniać na moim progu. Na jego ramieniu wspierał się wyraźnie bliski omdlenia Micah, którego ubrania były paskudnie poszarpane i zakrwawione. – Posadź go na sofie – zarządziłem, zamykając za nimi drzwi. Sam skierowałem się z powrotem do kuchni i po raz kolejny dzisiejszego dnia wyciągnąłem apteczkę. W pośpiechu otworzyłem kilka szafek, aż w końcu znalazłem potrzebną mi miskę. Gdy tylko napełniłem ją wodą, zgarnąłem z szuflady kilka czystych ścierek i wróciłem do salonu. Kucnąłem przy rannym blondynie i zajrzałem pod jego koszulkę, by ocenić poziom zranienia.
          – Co się stało? – zapytałem Seana, choć doskonale wiedziałem, kto tak urządził tę dwójkę.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (12-03-2019 o 00h20)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#12 15-03-2019 o 22h07

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


11.03.2019

          Cudem udało mi się wrócić do znajomej mi części miasta i dogrzebać się pod drzwi mieszkania. Przez całą drogę obawiałem się, że elegancka tapicerka w samochodzie taksówkarza pokryje się najpewniej niezbyt pożądaną treścią mojego żołądka. Już dawno nie miałem tak okropnego samopoczucia - jestem dzisiaj niczym pusta dętka rowerowa, wrzucona do dużej wersji niszczarki do papieru, a na sam koniec przejechana kilkakrotnie przez walec drogowy. Ten dzień jest coraz gorszy. Utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy na swojej drodze napotkałem drzwi. Trafienie kluczykiem do zamka było milion razy trudniejsze niż po nie jednej ostro zakrapianej imprezie.
          Ignorując głośne miauczenie i pełne wyrzutów pomruki Midnight, padłem niczym trup na skórzaną, czarną kanapę stojącą w połączeniu kuchni z salonem. Przymknąłem oczy, czując jak pulsujący w skroniach ból nasila się coraz bardziej. Co stało się w tym klubie. Nie wierzę, że skończyłem w tak żenujący i upokarzający sposób - jak żółtodziób. Potraktowany jakimś narkotykiem, środkiem psychoaktywnym czy innym cholerstwem, a potem okradziony z mojej własnej krwi. To wszystko nie trzyma się kupy. Ostatnie co pamiętam, to jak piłem whiskey z moim blondwłosym aniołem, tymczasem w hotelu dowiedziałem się, że "przyszedłem" z kobietą. Kogo wobec tego powinienem obwinić za całą tą sytuację? Argh... Szkoda, że nie udało mi się z nim porozmawiać nieco dłużej albo chociaż napatrzeć się na jego twarz. Zbyt wcześnie ścięło mnie z nóg, abym mógł uznać ten wieczór za udany...
Czas podczas odpoczynku dłużył się mi niemiłosiernie. Starałem się głównie poukładać w głowie informacje, jednak nie szło mi zbyt dobrze. Dopiero kiedy poczułem jak coś siada mi na klatce piersiowej, poczułem, że jednak żyję. Położyłem rękę na ciepłej skórze Midnight, która najpewniej mordowała mnie wzrokiem, że nie było mnie w mieszkaniu prawie dwa dni. Zabawne. Tym swoim gromiącym spojrzeniem czasami przypominała mi Avianę. - Dobrze, że jesteś.
          Nie było to łatwe, ale po kilku podejściach w końcu udało mi się coś przełknąć i napić się wody. Trochę minęło od kiedy mój żołądek coś przyjął i nie chciałbym go zbytnio forsować... Przynajmniej do czasu, aż nie dojdę do siebie. Nakarmiłem Midnight suchą karmą (rozsypując ją oczywiście poza miskę), z czego nie była zadowolona - okazała mi je swoim rzewnym westchnięciem. Dopiero po załatwieniu wszystkich formalności wybiorę się do sklepu i kupię jej coś lepszego. Wziąłem także prysznic, przy okazji rozwalając sobie przez przypadek jedną z ran, do tego stopnia, iż na nowo zaczęła sączyć się z niej krew. Klnąc pod nosem jak szewc zrobiłem sobie niezbyt profesjonalne opatrunki, odgarnąłem jednym ruchem włosy do tyłu i przyglądnąłem się sobie. Jak w kwaterze głównej je zobaczą, prawdopodobnie będę martwy. Postanowiłem, że założę dzisiejszego dnia granatowy golfo-sweter i jasne jeansy*. Zarzuciłem jeszcze na siebie cienką kurtkę i pośpiesznie wyszedłem. Tak bardzo chciałbym się stąd dziś nie ruszać.

          Kiedy tylko przekroczyłem próg i wszedłem do dużego pomieszczenia służbowego, miałem wrażenie, że oczy wszystkich nagle zwróciły się na mnie. Usłyszałem mnóstwo mało finezyjnych tekstów typu: "Oh, to on jednak żyje?" "Sądziłem, że już po nim i Four faktycznie dostanie jego część miasta." "Hahaha, skoro nie jest jeszcze martwy, zaraz taki się stanie - Zero przywróci go do porządku." Skrzywiłem się nieznacznie, wzdychając ciężko w duchu. Jak dobrze mieć w swoim otoczeniu ludzi, którzy cię wspierają i w ciebie wierzą... Niezbyt pewnym krokiem zmierzałem w stronę gabinetu Zero, kiedy nagle zza rogu ściany wyłonił się Four i skutecznie zagrodził mi drogę. Spojrzałem na niego z góry (wciąż byłem wyższy od tego odrażającego jaszczura) wzrokiem pełnym nienawiści.
          - Proszę, proszę... Kogo my tu mamy. Nareszcie pokazałeś tu swoją d%*# - zaczął, skutecznie blokując unik, który w tym samym momencie chciałem wykonać. - A pomyśleć, że przez ten cały czas miałem nadzieję, że zdechłeś. Byłem już tak blisko dostania twojego dystryktu. W przeciwieństwie do ciebie, porażko życiowa, poradziłbym tam sobie i dostał awans do A. Każdy tu wie, że jestem od ciebie lepszy. Dodatkowo musi-... - Przerwałem mu, ponieważ zaczęło się we mnie gotować. Sam jego widok i o zgrozo, jeszcze jego g^&*# gadka, bardziej popsuły mi ten parszywy dzień.
          - Najpierw poradź sobie z tymi śmiesznymi słabiakami u siebie. - Udało mi się ostatnio zerknąć do jego raportu u Zero, stąd wiem, że minął już pewien czas odkąd faktycznie kogoś upolował. - W gębie to każdy mocny. Zajmij się w końcu sobą i zejdź mi z drogi, pisanko - stwierdziłem i uśmiechnąłem się do niego najbardziej słodko jak tylko potrafiłem. Wykorzystałem moment jego nieuwagi, kiedy usłyszał ponownie to przezwisko i wyminąłem go. Kilkakrotnie widziałem go już bez podkoszulka, chociażby na treningach i muszę stwierdzić, że te jego tatuaże czasami doprowadzały mnie do mdłości. Jak można się tak świadomie oszpecić...
          - Nine, s$^-...! - Urwał nagle, dostrzegając Zero zmierzającą z impetem w naszą stronę. Zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic, odszedł sobie, przez co w tym momencie przypominał mi bardziej psa z podkulonym ogonem aniżeli lwa, którego tak usilnie starał się udawać. Zagryzłem wargi, kiedy kobieta ostro zdzieliła mnie ręką przez głowę. Słowo daję, kiedyś oddam tej su^&.
          - NINE! Ty nieodpowiedzialny, nieokrzesany, lekceważący wszystko tępaku! Gdzieś tyle był?! - ryknęła na mnie z typową dla niej agresją. - Czekaj, czekaj! Dopiero zaraz zobaczysz co znaczy moja złość!
....

          - K#$%&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&! FOUR, TY PIERDOŁO!!!! - wrzasnąłem, bo w momencie kiedy ten debil przechodził koło mnie, niby to przypadkiem potknął się i wylał na mnie cały kubek wystarczająco ciepłej kawy, bym poczuł ból i pieczenie. Nie wiem do końca dlaczego, może to z nerwów i z braku energii, ale mądrym rozwiązaniem wydawało mi się w tej sytuacji zwyczajne otrzepanie się z tego.
          - Co robisz?! Ściągaj z siebie ten sweter, a nie rżnij głupa! - I co, że niby ma zobaczyć moją połataną szyję? Nigdy, wolę już być poparzony tą kawą! -Głuchy jesteś?! Ściągaj ten sweter! - Kobieta nie czekając na zgodę z mojej strony wręcz zdarła ze mnie górną część mojego ubioru i stanęła jak wryta. Widziałem zmianę emocji w jej oczach: z początkowego niedowierzania, poprzez złość, a kończąc na piekielnej wściekłości. Bez jakiegokolwiek uprzedzenia zerwała mi jeden z plastrów (ten, pod którym było ugryzienie, które rozwaliłem pod prysznicem) z szyi, na co syknąłem cicho, ale kiedy przyłożyła do rany swoje palce, przy okazji wbijając w nie paznokcie, wrzasnąłem. Dlaczego to musi tak cholernie boleć?! I dlaczego ona musi być taka brutalna?! K^&#@... Czułem jak po obojczyku i klatce piersiowej zaczyna cieknąć mi mała stróżka krwi. Wszyscy obserwowali naszą dwójkę z ciekawością, niedowierzaniem i strachem na raz. Zero patrzyła na mnie niczym demon, chcący torturować, gnębić i rzucić na koniec moją duszę w najgłębsze czeluście piekła. Zmrużyła lekko oczy, zaciskając wargi, przez co stworzyły one jedną linię. Nie wygląda to dobrze. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
          - Dobrze, że cię nie zabił - będę mogła zrobić to w lepszy sposób. Do mojego biura, bez dyskusji. Masz p^%$%^&$%& - wysyczała przez zęby i ruszyła przed siebie. Niczym skazaniec podążyłem za nią, odwracając się jeszcze przez ramię. Pod ścianą z założonymi rękami stał Four i uśmiechał się z satysfakcją. Kiedy złapaliśmy kontakt wzrokowy, puścił mi niesamowicie bezczelne oczko. TEN....!!!! Jeśli chodzi o niego, nie ma przypadków! Ten szczur robi to wszystko z premedytacją, celowo rzucając ludziom kłody pod nogi! Mam nadzieję, że to on zdechnie prędzej niż ja!!!

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h20)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#13 09-04-2019 o 22h05

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                                       10.03.2019

https://zapodaj.net/images/6443a3dba9264.png

          – Wpadliśmy na trójkę wilkołaków w NoHo. Te cholerne kundle od Rivery robią się coraz odważniejsze.
          – NoHo?– powtórzyłem z nieukrytym zdziwieniem. To pierwszy raz, gdy tak głęboko wkroczyły w nasz teren. To prawda, że wataha Rivery od lat próbowała odzyskać władzę nad Manhattanem, jednak, tak jak zauważył Sean, w ostatnim czasie zaczęły zbyt chętnie i zbyt zuchwale przekraczać granicę. Co więcej, dwóje naszych ucierpiało. To oznaczało tylko jedno: koniec pobłażliwego traktowania. Trzeba się tym w końcu porządnie zająć. Jednak tym razem zamierzałem oddać tę sprawę w ręce profesjonalisty.
          – Skończyli w gorszym stanie od nas, ale udało im się zwiać.
          – Przynieś mi telefon, jest gdzieś w sypialni. – Mój nieznoszący sprzeciwu głos poderwał z kanapy młodszego wampira, który posłusznie poszedł na górę.
          Pulsujący ból głowy wciąż nie dawał mi spokoju. W dodatku, znalazł sobie nowe źródło zasilania: głośne, nerwowe kroki Seana na piętrze. Ale mimo tych drażniących niedogodności, musiałem skupić się na poszkodowanym Mice.
          Założyłem rękawiczki i dopiero wtedy bez większych skrupułów rozdarłem już i tak zmasakrowaną koszulkę chłopaka. Dzięki temu mogłem lepiej przyjrzeć się jego obrażeniom: pięciu długim drapnięciom zadanych wilkołaczymi pazurami. Te dwie środkowe, od najdłuższych palców, uszkodziły również mięśnie, dlatego to właśnie nimi musiałem się zająć jako pierwszymi.
          Gdy Sean wreszcie wrócił z moim telefonem, kończyłem już przemywać i dezynfekować rany blondyna. Sięgnąłem po niewielką buteleczkę z lidokainą, nabrałem odpowiednią ilość do strzykawki i zabrałem się za wkuwanie igły w odpowiednie miejsca. Półprzytomny Micah zaczął się nieco wiercić i spinać, co znaczyło, że znieczulenie zaczynało działać. Zdjąłem rękawiczki i odrzuciłem je na bok, po czym wyciągnąłem rękę w stronę Seana. Brunet od razu zrozumiał i pospiesznie podał mi mój telefon.
          – Połóż go. Wylej wodę z miski i napełnij płynem dezynfekującym – zarządziłem, idąc w stronę kuchni. Oparłem się biodrami o szafkę, wybrałem z listy kontaktów numer zapisany jako „Hycel” i przyłożyłem komórkę do ucha.
          – Halo? – po czwartym sygnale mrożący krew w żyłach głos odezwał się po drugiej stronie. Oczywiście ta groźna postawa nie robiła już na mnie większego wrażenia. Po tylu latach znajomości jedyne, co mogłoby mnie przerazić, to jego słodki, wdzięczny uśmiech.
          – Masz robotę w okolicy NoHo. Trzy wilkołaki. Moi chłopcy zdążyli już lekko ich napocząć.
          Nie doczekałem się żadnej konkretnej odpowiedzi. W zasadzie to nie usłyszałem nawet głupiego pożegnania, bowiem łowca rozłączył się, gdy tylko skończyłem mówić. Nie byłem tym wcale zaskoczony – Yusuf nigdy nie należał do osób rozmownych. Jak tak dłużej o tym myślałem, to właśnie tą cechę lubiłem w nim najbardziej. A w tej chwili doceniałem ją jeszcze bardziej: mój skacowany organizm nie zniósłby kolejnej dawki egzystencji innej osoby. Rozdrapany Micah sam w sobie był wystarczająco męczący.
          Wróciłem do salonu. Sean właśnie zakręcał butelkę z środkiem do dezynfekcji i zaraz po tym podsunął mi przygotowaną miskę. Wyciągnąłem wszystkie potrzebne przybory, po czym wrzuciłem te metalowe do płynu. Po porządnym umyciu rąk, założyłem wreszcie nową parę rękawiczek i klęknąłem przy Mice.
          – Więcej światła.
          Brunet zerwał się na te słowa z podłogi i czym prędzej przyciągnął bliżej lampę stojącą za sofą. Gdy tylko ją włączył, zabrałem się do roboty. Zapiąłem w imadle igłę z odpowiednią nicią, chwyciłem za pęsetę i przystąpiłem do zszywania młodszego wampira, starając się jakkolwiek zignorować pulsujący ból głowy.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (09-04-2019 o 22h16)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#14 13-04-2019 o 00h00

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


11.03.2019

          Kiedy tylko przekroczyliśmy próg, a drzwi za nami zatrzasnęły się, Zero niczym wulkan wybuchnęła w moją stronę taką falą agresji jak nigdy. I zaczęło się... Że jestem niekompetentny, że się ochlałem, że spiskuję z wampirami, że posądzi mnie o zdradę organizacji, że uzależniłem się od jadu wampirów i celowo daję się im pożywiać... W skrócie - bla bla bla. Stałem tam chwilę w milczeniu, obserwując nerwowe dreptanie kobiety po pokoju i wręcz kompulsywne przesuwanie przedmiotów stojących na jej biurku. W pewnym momencie jednak nie wytrzymałem - miałem serdecznie dość jej p%^&$%^&*#%, tego jak ciągle mnie obraża, nawet jeśli faktycznie poniekąd zawiniłem. I się zaczęło... Rozpętała się kłótnia. Przez dobre dziesięć minut domawialiśmy się ze sobą niczym wieloletnie małżeństwo. Jeśli faktycznie byłaby moją żoną, wydaje mi się, że wolałbym się dobrowolnie oddać w ręce wampirów, aby zakończyły moje cierpienie. Pod warunkiem, że cała moja krew spłynęłaby na bruk, a nie po ich podbródkach.

          Martwa cisza panująca w pomieszczeniu doprowadzała mnie do szału... Słyszałem jedynie swój przyspieszony oddech, jej nerwowe fuczenie spowodowane oddychaniem przez noc i irytujący odgłos tykania zegara na ścianie. W pewnym momencie naszej kłótni nagle zamilkliśmy. Zarówno ja, jak i Zero po prostu usiedliśmy na swoich stałych miejscach bez dalszych słów. Oboje powiedzieliśmy w swoją stronę za dużo - ja, jako do mojej przełożonej, jak i ona do mnie jako do swojego podopiecznego. W skuteczny sposób rozproszyła moje myśli, które tak usilnie starałem się skupić, kiedy w dość niespodziewany sposób wstała. Już byłem gotowy do przyjęcia postawy obronnej, z tą kobietą nigdy nic nie wiadomo. Obserwowałem każdy jej ruch, kiedy tradycyjnie w swoich wielkich obcasach przemierzyła gabinet i weszła do małego pomieszczenia w rogu pokoju. Po chwili wróciła, trzymając w dłoni szary materiał, który okazał się być bluzą. Rzuciła go w moją stronę.
          - Ubierz się. Nie mogę patrzeć na to paskudztwo na twojej szyi - stwierdziła bez jakichkolwiek emocji, siadając na skórzanym fotelu. Po chwili w jej ustach pojawił się zapalony papieros, z którego dym jak nigdy wcześniej wypuściła w bok, aby nie poleciał w moją stronę. Jej plan od samego początku wydał mi się wręcz debilny, jednak spróbowałem ubrać ubranie, obficie brudząc je swoją krwią. - Na jedną rękę to sobie chyba założę. - Tak, nasze rozmiary są całkiem podobne. Oczywiście. Tak. Tak. Głupie baby.
          Skończyło się na tym, że i tak siedziałem przed nią w samych spodniach. - Jakie jest twoje usprawiedliwienie, abym nie wywaliła cię stąd na zbity pysk? - rzuciła, zgniatając niedopałek w popielniczce. - Tak w ogóle, to już delirka? W rękę cię też ugryzł, że ją zawinąłeś? Westchnąłem ciężko, chowając nieco dłonie pomiędzy swoimi nogami. Nie, ku^&*, żadna delirka. Co oni tam ze mną zrobili w tym klubie... Dodatkowo widzę, że jej praca nad swoim paskudnym charakterem nie przynosi kompletnie żadnych rezultatów. - Ciężko określić najlepszą wersję wydarzeń z wieczoru Nyx. Jedyne co pamiętam, to jak piłem drinka z niesamowicie przystojnym blondynem. Mówię, na sam jego widok byłoby ci... - urwałem nagle, kiedy wręcz przeszyła mnie wzrokiem. Cholera jasna, czuję się jak na przesłuchaniu.
          - Spałeś z nim?
          - Nie. Eeeee... Nie no... W sumie to... Nie wiem. Nie pamiętam.
          - Zagadka rozwiązana. Nachlałeś się, przespałeś się z nim i urwał ci się film. Po wszystkim cię ugryzł. Jakbyś nie wiedział, że wampiry łączą pożywianie się z seksem...
          - Nie ma takiej możliwości! Nie byłem pijany!
          - Nine, daj spokój. Drugi raz nie dam się nabrać na tą samą historyjkę - stwierdziła, zakładając nogę na nogę i poprawiając jednym ruchem swoje włosy. Co za su^&... A ja sądziłem, że nie będziemy wyciągać takich brudów!
          - Cholera, tamten jeden raz po pijaku się nie liczy - mruknąłem niezbyt zadowolony jej stwierdzeniem. Ponownie przesadziła, zgniatając mnie w tak bardzo bolesny sposób. Fakt, to co odwalam po pijaku to moje, ale po tamtym razie usprawiedliwiłem się prawdą. Obym tych ran nie musiał goić tak długo jak tamtych. Zignorowałem zupełnie fakt, kiedy wstała i stanęła za moimi plecami, obchodząc moje krzesło i wracając na swoje miejsce. Coś jej się chyba popsuło w tej mądrej główce.
          - To było inaczej, jestem tego pewien. Poczęstował mnie alkohole-...
          - Czekaj, wziąłeś od niego alkohol?
          - Tak.
          - Powariowałeś?! Czy tobie ta wóda już doszczętnie wypaliła wszystkie szare komórki?! Pewnie tam czegoś dosypał, a ty się jeszcze zastanawiasz, dlaczego nie pamiętasz tamtej nocy!
          - Gówno prawda. Też wypił drinka z tej samej butelki, więc to niemożliwe. Sam siebie nie chciałby przecież potraktować tego typu środkami... Zresztą, nawet jakbym zamówił drink u barmana, wystarczyłoby jego mrugnięcie, aby coś niepożądanego się tam znalazło, więc mi nie pier%^& głupot. Co to ma za znaczenie skąd był alkohol? Jak za darmo to biorę. Z mojej pensji nie mogę sobie pozwolić na zbyt wiele...
          - Taaaaak, ale na wieczne przeglądy, zmiany oleju i zabiegi pielęgnujące ścigacza masz pieniądze. Na kupowanie cielęcinki dla swojego szczura też je masz...
          Zagryzłem wargi, czując jak jedna z żyłek na czole zaczyna mi ze zdenerwowania aż pulsować. Pełen wściekłości spowodowanej jej uwagą, podniosłem się z impetem, uderzając dłońmi o biurko. C^&* z tym, że prawą rękę mam całą poranioną... Przeżyje ten ból. Adrenalina póki co mnie znieczuli.
          - TY SU%^!!!!! Możesz obrażać mnie! Możesz obrażać mój styl życia! Możesz obrażać moje umiejętności! Ale nie możesz obrażać Midnight!!! - ryknąłem i sięgnąłem za pas spodni, gdzie miałem schowaną jedną, ukochaną berettę. Zmarszczyłem brwi, kiedy nagle okazało się, że jej tam nie ma... Zero z wyraźnym uśmiechem satysfakcji wyciągnęła broń i położyła ją na biurko.
          - Tego szukasz? Sprawdziłam, tym razem był naładowany. Może jednak zgłoszę cię do dowództwa o planowanie spisku z wampirami i ponowny zamach na swoją przełożoną? Musisz zaskoczyć mnie czymś więcej niż nabitą berettą.
          Czułem jak z nerwów zaczyna drgać mi powieka. Nie mogę. Naprawdę w tym momencie nie mogę, coś we mnie pękło. Nie dość, że człowiek wypruwa sobie żyły, walcząc z tymi odrażającymi pijawkami i narażając swoje życie, kiedy ona siedzi w biurze i grzeje sobie dupsko, to teraz będzie mnie jeszcze podejrzewać o spisek? To już jest jawna bezczelność. Miałem ochotę krzyczeć. Chciałem skoczyć do niej i tak brutalnie zmyć jej ten obrzydliwy uśmieszek z twarzy... Z największą przyjemnością wyładowałbym na niej teraz swoją frustrację i zgorzknienie. A potem na deser pozbawiłbym Four kilku zębów! Zagryzłem wargi, licząc w myślach do dziesięciu.
          - Ten kot to jedyna rodzina, która mi została. Naucz się w końcu co oznacza empatia... To wszystko? Jeśli tak, wychodzę. - Obserwowałem z pełnym skupieniem jej twarz, kiedy to mina zdecydowanie jej zrzedła. Odchrząknęła nieznacznie, kiedy już miałem odwrócić się w stronę drzwi. Wygląda na to, że moja dosadna uwaga podziałała dużo lepiej niż rękoczyny. Dużo lepiej niż się spodziewałem... Zero westchnęła głośno, rozmasowując dłońmi swoje skronie i skrzywiła się z niesmakiem.
          - Cały personel widział te rany i w jakim jesteś stanie. Mówię to niechętnie, ale za całokształt i niesubordynację muszę ci... - Przełknąłem ślinę, kiedy nagle przerwała i przyłożyła swój palec do ust, na znak abym milczał. Czułem jak nagle w moim gardle pojawia się gula nie do przełknięcia, kiedy zabrała z biurka pistolet i skierowała się z niesamowitą dyskrecją do drzwi. Otworzyła je z impetem, a tu niespodziewanie do środka wpadł nie kto inny jak... Four. Coś mi się wydaje, że ktoś naprawdę chce stracić swoje zęby! Jeszcze mu mało?! Nie dość, że przez niego zostałem zdemaskowany (skąd on mógł o tym w ogóle wiedzieć???), to teraz jeszcze bawił się w podsłuchiwanie, aby upewnić się, że jego plan nie zawiódł i mnie wywalą?! Gdzie ja pracuję?!
          Mężczyzna nawet nie zdążył pozbierać się z podłogi, kiedy to Zero niczym dzikie zwierzę dopadła go jako swoją ofiarę. Przeszedł mnie krótki, lodowaty dreszcz kiedy obserwowałem jak stała nad nim niczym kat nad skazańcem.
          -TY OBRZYDLIWA LARWO! Co tu robisz?
          - Eeeeee... Chciałem zdać raport z mojej ostatniej mi-...
          - GÓWNO PRAWDA! - Skrzywiłem się z niesmakiem, widząc jak bezceremonialnie wpakowała mu do ust lufę mojej małej dziewczynki. Będę musiał ją potem odkazić... Fuuu... Z drugiej strony, koszmarnie bawiło mnie obserwowanie całej tej sytuacji. Ciekaw jestem kiedy Four popuści w spodnie. Zawsze zgrywa chojraka, ale prawda jest taka, że w bezpośredniej konfrontacji z Zero zachowuje się niczym tchórz. Na dodatek wykastrowany tchórz. Te sterydy, które prawdopodobnie bierze pewnie sprawiły, że już nic mu tam nie zostało...
          - Nie wiem skąd wiedziałeś co spotkało Nine... Jesteś obrzydliwy. Jak możesz celowo sabotować pracę i pragnąć porażki swoich kolegów po fachu? Zajmij się w końcu sobą, bo jak nie to albo odstrzelę ci ten parszywy łeb albo wyślę cię do jedenastki, gdzie wampiry zerż^& cię, żywcem wyprują z ciebie flaki, a na sam koniec wypiją ostatnią kroplę twojej pełnej jadu krwi. Będziesz potem leżał tam w rowie, aż znajdzie cię ktoś z naszego patrolu. Czy wyrażam się jasno?
          Słynny, parszywy dystrykt jedenasty... W całym Nowym Yorku, nas, łowców jest dziesięciu. W naszym środowisku krążą jednak pogłoski o istnieniu rzekomego, dodatkowego dystryktu. Sprawa jest o tyle nieciekawa, iż nikt nie wrócił stamtąd żywy. Ba, nie znaleziono nawet ciał osób, które tam wysłano... Do dziś nikt nie wie co tak właściwie się tam znajduje. A może to po prostu miejsce, gdzie dowództwo wysyła niewygodne dla nich osoby, a następnie je morduje? Kto wie... Nie chciałbym poznać odpowiedzi na to pytanie. A przynajmniej nie chciałbym zostać tam wysłany.
          No nie wierzę... Hahahahaha! Jednak być może ten dzień okaże się dobry? Cudem uniknąłem tego typu sytuacji. A na dodatek spotkała ona Four'a! Nie mogłem przestać się uśmiechać, co mężczyzna doskonale widział. Zrobił się tak niesamowicie blady na twarzy... Czekałem tylko, aż zemdleje. Na sam koniec pokiwał tylko głową, Zero odstąpiła od niego i wróciła do biurka. Śmiałem się w głos patrząc jak pisanka wręcz z piskiem butów podnosi się z podłogi i zahaczając o futrynę, wybiega z pomieszczenia. Do porządku doprowadziło mnie dopiero porozumiewawcze chrząknięcie kobiety. Jej wyraz twarzy nie przejawiał już nieopisanej wściekłości.. Gościło tam coś przypominającego lekkie współczucie.
          - Tak jak mówiłam, jestem zmuszona odebrać ci jednego +. Twój dystrykt pozostaje bez zmian. Dostajesz tydzień wolnego na regenerację sił. Idź do 67, jest tam na pewno One, zaraz dam jej informacje, aby pobrała ci krew na badanie zawartości narkotyków i opatrzyła twoje rany - stwierdziła już nieco łagodniejszym tonem, wstała i podeszła do mnie, kładąc swoją lodowatą dłoń na moim ramieniu.
          - Może twój przystojny blondyn to zwyczajnie Thomas Thorne, którego tak chciałeś dorwać? Mimo wszystko, dobrze że żyjesz. Bez ciebie nie damy rady - Poklepała mnie po ramieniu i jak gdyby nigdy nic, zwyczajnie sobie poszła, zostawiając mnie samego z morderczo dużą ilością myśli. Usłyszeć takie stwierdzenie od niej? I do jasnej cholery, jaki Thomas? Nie istnieje coś takiego jak przeznaczenie, ku%^#.

          Z zadziwiającym dla mnie zainteresowaniem obserwowałem jak One z precyzją chirurga wyciąga igłę z mojego zgięcia ręki, wkłada ją do probówki i przelewa szkarłatną ciecz do plastiku wypełnionego małymi kuleczkami. Wlepiła mi w rękę mały gazik, rozkazując przycisnąć go do rany, aby krew nie dostała się mi pod skórę bla bla bla... Często nie rozumiałem jej medycznej gadki.
          - Hej, wiesz może czy Seven pracuje w tym tygodniu? - zapytałem, obserwując jak rudowłosa krząta się po pomieszczeniu jakby była we własnym domu. Czasami zastanawiam się dlaczego pracuje tutaj, mając tak dobre studia...
          - Wydaje mi się, że do końca tego tygodnia będzie zajęty... A co? Potrzebujesz artysty, aby narysował ci portret twojego blondaska z klubu? - zapytała i zachichotała niczym złośliwy chochlik.
          - HA HA HA. Normalnie umarłem ze śmiechu... - rzuciłem, przewracając teatralnie oczami. Tak naprawdę potrzeba mi było spokojnej rozmowy z nią po tym wszystkim co mnie dzisiaj spotkało.
          - Umrzeć to ty dopiero możesz, jeśli nie podziałamy coś tutaj z twoimi ranami. - Delikatnie odkleiła drugi z plastrów, którymi tak nieumiejętnie chciałem się opatrzyć. Już słyszę w głowie drwiny z jej strony jaki to ze mnie profesjonalista... Znalazła się uczona, phi!
          Odgarnęła do tyłu swoje niesforne loki i przyjrzała się mojej szyi. One syknęła i skrzywiła się nieznacznie.
          - Oj, oj, oj... Albo to musiał być młody, niedoświadczony wampir albo celowo chciał sprawić ci dużo bólu w najbliższym czasie. Popatrzmy na rozstaw kłów... - Oparła rękę ukrytą w rękawiczce na moim czole i przechyliła mi ją nieco w bok. Syknąłem, kiedy zaczęła odkażać rany. - Boli! Stop! Potrzebuję przerwy! - Cholera jasna, jakie te wszystkie baby są nieczułe! Krew mi stamtąd cieknie, widać że rany są dość poważne to będzie mi w tym jeszcze gmerać!
          - Ciiiiichooo... Nie płacz. Jeśli się nie uspokoisz, zaraz znajdę dla ciebie odpowiedni środek na znieczulenie. Tylko takie dłuższe... - stwierdziła, przyklejając opatrunki. Gestem dała mi znać, abym pokazał jej też swoje dłonie. Założyła nową parę rękawiczek i opatrzyła mi także zmasakrowaną prawą dłoń.
          - Jeju, Nine... Analiza krwi wykaże nam jaki związek dodali ci do napoju. Te objawy są dość niecharakterystyczne, tak naprawdę spotykam się z nimi po raz pierwszy. Coś jeszcze ci dolega? - Przez następne 10 minut opowiadałem jej o wszystkim ze szczegółami, czego doświadczyłem po przebudzeniu.
          - One, to wszystko nie trzyma się kupy. Pamiętam blondyna, za to w recepcji dowiedziałem się, że "przyszedłem" z kobietą. Co się działo w tym klubie? Kto mnie tak urządził?

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (14-04-2019 o 22h20)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#15 22-04-2019 o 00h25

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                                       11.03.2019

https://zapodaj.net/images/6443a3dba9264.png

          Sprawnym, wyćwiczonym ruchem zawiązałem supeł ostatniego potrzebnego szwu. Założyłem jeszcze wystarczająco duży opatrunek na zaszyte rany, po czym odetchnąłem z nieukrytym zmęczeniem, opierając się plecami o stolik kawowy. Przez chwilę obserwowałem w milczeniu wyraźnie spokojniejszą twarz nieprzytomnego chłopaka; wyglądało na to, że zasnął z wycieńczenia. Zwróciłem się w stronę Seana, by zapytać, jak zamierzał wrócić do domu, ale ta kwestia zeszła na dalszy plan, gdy tylko na niego spojrzałem. Siedział ze spuszczoną głową i zamkniętymi oczami, co z pozoru nie wyglądało niepokojąco. Na pierwszy rzut oka można by po prostu pomyśleć, że znużyło go oglądanie zszywanego przyjaciela. Ale wystarczyło, bym nieco się wsłuchał, żeby zauważyć, że oddychał zdecydowanie szybciej, niż powinien.
          – Sean. – Na dźwięk mojego głosu podniósł głowę i lekko nieobecnym wzrokiem omiótł najbliższe mi otoczenie, zanim całkowicie skupił się na mnie. Na jego skroniach zauważalne były kropelki potu, które lekko moczyły mu włosy. Od razu podniosłem się z podłogi i stanąłem przed nim. Nie musiałem dotykać jego czoła, by wiedzieć, że miał gorączkę, dlatego zamiast sięgać w stronę głowy, złapałem za jego rękę w poszukiwaniu śladów ugryzienia.
          – Nic mi nie jest, najpierw zajmij się Micą.
          W odpowiedzi na te słowa bezceremonialnie zdzieliłem go po głowie.
          – Gdzie cię ugryzł? – zapytałem głosem nieznoszącym sprzeciwu, co od razu podziałało: Sean bez dalszego chrzanienia poklepał się lekko po lewym ramieniu.
          Nie ukrywałem faktu, że podniósł mi ciśnienie. Niezbyt delikatnie obchodziłem się z raną podczas oczyszczania jej z możliwie jak największej ilości wilkołaczej śliny. Ten skończony debil zasłużył sobie na takie traktowanie. To ugryzieniem powinienem zająć się jako pierwszym. W przypadku wampira infekcja „odwilkołacza” była znacznie bardziej upierdliwa do wyleczenia, niż rany pokroju tych na ciele blondyna. Idiota.
          Gdy skończyłem z ramieniem Seana oraz wręczyłem mu zimny okład, szklankę z ciepłą wodą i saszetkę z lekiem przeciwgorączkowym, wróciłem do kuchni, by zadzwonić.
          To było oczywiste, że nie mogli tutaj zostać. Moje mieszkanie było za małe, bym mógł się tu bawić w pełnometrażowy szpital. I o ile grzecznie leżącym Micą byłbym w stanie się zająć przez kilka dni – w końcu wystarczyłoby pilnować, by za wiele nie chodził, bym nie musiał męczyć się ponownie ze zszywaniem jego ran – to już radzenie sobie z dwójką poszkodowanych przekraczało granice mojej wytrzymałości psychicznej. Dlatego musiałem znaleźć kogoś, kto mógłby się nimi zająć w najbliższym czasie. Jeśli pamięć mnie nie myliła, to wszyscy Potomkowie Rosalie, czyli właśnie Sean, Micah, a także Eva, Emilio i Horace, dalej mieszkali razem, co, wbrew pozorom, wcale nie rozwiązywało tego problemu. Jedyną wystarczająco odpowiedzialną osobą z tego towarzystwa była Eva, ale w pojedynkę zapewne nie dałaby sobie z tym rady. Po szybkich kalkulacjach zdecydowałem się zadzwonić po mojego ulubionego chłopca na posyłki – kochaną, niezastąpioną i bezrobotną Pattie.
          – Halo? – Gdy tylko odebrała, wytłumaczyłem jej pokrótce zaistniałą sytuację i kazałem czym prędzej przyjechać. Nie zdziwiłem się, słysząc po drugiej stronie kilka przytłumionych przekleństw pod adresem watahy Rivery. – Wezmę ze sobą Olivera, bo, jak zapewne pamiętasz, nie jestem już twoim jedynym Poto...
          – Obojętne, chcę tylko jak najszybciej się ich pozbyć. Pospiesz się – rozłączyłem się, słysząc wdech dziewczyny, który zapowiadał nadciągające psioczenie na moją osobę. Naprawdę nie miałem teraz ochoty na wysłuchiwanie jej narzekań i pogadanek o wdzięczności, szacunku do innych i innych tego typu pierdołach.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (22-04-2019 o 00h35)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#16 26-04-2019 o 00h10

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


14.03.2019

          Od tamtego felernego dnia minęło już trochę czasu. Czasu, który okazał się być dla mnie swego rodzaju katorgą i... istną torturą. Na sam koniec rozmowy z ucieszoną One dostałem całą listę napisanych odręcznie wskazań i przeciwwskazań. Stwierdziła, że musi wziąć sprawy w swoje ręce, biorąc pod uwagę dość dużą ilość krwi (oczywiście ilość oszacowana), jaką straciłem przez moją własną głupotę i nieuwagę. I zaczęło się... Najbardziej przerażający okazał się jadłospis zaproponowany przez rudowłosą - otręby, kakao, czekolada, fasola i soczewica i o zgrozo, podroby. A to wszystko, aby pokryć ilość żelaza, którą mogłem stracić i odwlec w czasie cieszącą się wśród łowców złą sławą anemię. Upokorzenie spowodowane całą tą sytuacją dało mi koniec końców dużo do myślenia - muszę przestać podchodzić do pewnych spraw tak lekko i w końcu zacząć uważać. Dziwię się tylko owemu krwiopijcy, że postanowił oszczędzić moje życie. Z doświadczenia wiem, że w większości ofiary czyjejś kolacji nie dożywają następnego ranka. Może część wampirów nie rozstaje się ze swoimi licznikami i po skończonym posiłku nabija kolejne klik, co by dodać sobie satysfakcji, że ukrócił czyjąś egzystencję? Odrażające. Gdyby mnie zabił, oszczędziłby mi całą masę problemów, z którymi muszę teraz się mierzyć przez jego kaprys. Znajdę tą pijawkę... Jeszcze przekona się, że i on może stać się ofiarą.
          Kolejnym problemem okazał się być zakaz jakiejkolwiek większej aktywności fizycznej. Po usłyszeniu tego miałem wrażenie, że wyjdę z siebie i stanę obok. One stwierdziła, że mógłbym jeszcze stracić przytomność, a ona w towarzystwo mięśniaków na siłowni nie będzie się pakować. Prawdopodobnie leżałbym tam do zamknięcia lokalu, bo większość z nich byłaby zajęta piciem swoich paskudnych koktajli białkowych... Na sam koniec bezczelnie powie ci, że to tylko zwykłe smoothie, a on swój wygląd zawdzięcza jedynie swojej ciężkiej pracy. Gówno gadka.
          W efekcie te kilka dni spędziłem na prawdziwym odpoczynku. I o ile pierwszego dnia się mi podobał, tak z czasem stał się to dla mnie istną torturą. Skończyłem jako znudzona, osamotniona i sfrustrowana ludzka dętka. One i Seven zajęci byli swoimi sprawami, Zero nie odezwała się do mnie ani słowem, ze względu na pogorszenie pogody w ostatnich dniach i deszcz, nie miałem ochoty na bezcelowe wycieczki po mieście. Większość czasu "przesiedziałem" bezczynnie, gnębiąc się licznymi przemyśleniami i próbami uporządkowania sobie wszystkiego w głowie. Moja pamięć miała w sobie jedną, wielką dziurę, której w żaden sposób nie potrafiłem załatać. Frustracja spowodowana moją bezradnością i wątpliwości jakie zasiała we mnie Zero dodatkowo nie wpływały dobrze na moje samopoczucie. Jaki do cholery Thomas? Zaraz po przenosinach wybrałem sobie cel i PUFF? Magicznie zjawia się pod moim nosem? Na dodatek okazując się być męskim ideałem, którego poszukiwałem od tak długiego czasu? Najlepiej owe rozmyślania zakończyć i zdusić w zarodku, zanim wpadnę w swego rodzaju paranoję. Takie sytuacje nie mają miejsca w życiu codziennym. Istnieją jedynie w wyimaginowanych seriach dla nastolatek... Nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie.
          Przez ostatnie kilka dni musiałem znosić nerwowe sapanie oraz liczne pomruki złości ze strony Midnight. Kiedy udawało się mi z nią złapać kontakt wzrokowy, w morderczy sposób mrużyła swe oczy, dając mi dodatkowo do zrozumienia jak bardzo to się na mnie gniewa. Zabawne... Tymi swoimi humorkami czasami naprawdę przypominała mi Avianę. Argh, tak bardzo mi cię brakuje, kochana.
          W nerwowy sposób postukiwałem palcami prawej ręki w blat kuchenny*, przy którym właśnie siedziałem. Pozostawiłem włączony telewizor, przez co w tle toczyły się rozmowy pomiędzy prowadzącą, a uczestnikiem jakiegoś mało finezyjnego teleturnieju - nie skupiałem się na niej zbytnio szczególnie. Kątem oka wpatrywałem się w grafitowy kubek stojący nieopodal mnie, przy czym mój wyraz twarzy wyrażał prawdziwy niesmak. Nie dość, że była obrzydliwie słodka to jeszcze prawdopodobnie zimna. Jedynym plusem z ostatnich dni był fakt, że dziwaczne efekty uboczne w postaci złego samopoczucia i objawów choroby Parkinsona (ewentualnie delirki, według Zero) w końcu ustąpiły. Owe objawy okazały się być dużo bardziej dokuczliwe niż się spodziewałem... Moja lewa ręka praktycznie odruchowo powędrowała w stronę szyi, ponieważ od poniedziałku doskwierało mi niesamowite swędzenie rany, spowodowane procesem gojenia. I o ile z jedną raną problemu nie miałem, tak druga (ta sama, którą dorwała Zero) okazała się być dla mnie prawdziwym utrapieniem. Non stop to samo... Kiedy zaczęła się zasklepiać, co pewien czas na nowo ją rozdrapywałem... i to tak do krwi. Sama myśl o tym w jaki sposób ona powstała napawała mnie tak niesamowitym obrzydzeniem. Jak to zatopił w mojej skórze swoje kły i stałem się czyjąś kolacją... W nagłym przypływie odrazy powykręcałem chwilę bez celu swoje ręce w powietrzu krzywiąc się niemiłosiernie, kończąc na ukryciu swojej twarzy w dłoniach. Odetchnąłem głęboko, wypuszczając powoli powietrze przez nos. Chyba zaczynam wariować. Odsłoniłem na powrót swe oczy, obserwując jak kotka wskakuje na blat i usadawia się centralnie przede mną. W zadziwiająco czuły sposób zaczęła lizać mnie po policzku i nosie. Urocze, nie spodziewałem się. Koty to jednak dziwne stworzenia. Po pewnej chwili przerwałem, zaczynając gładzić ją po głowie i grzbiecie. Skończyłem na delikatnym podrapaniu jej za uchem.
          - Tak, wiem... Pamiętam co obiecałem.

          Stwierdziłem, że przejście kilku przecznic zrobi dobrze zarówno mnie, jak i Midnight. Nie chciałbym, aby stała się typowo mieszkaniowym, zmanierowanym kotem. Ze względu na dość chłodny dzień i jej brak owłosienia, ubrałem jej uroczy, kremowy sweterek z kokardką*. Sam natomiast zdecydowałem się na być może zbyt obcisłe czarne spodnie z dziurami na kolanach, czarny t-shirt, białe adidasy oraz brązową, skórzaną kurtkę z białym, mechatym podszyciem. Spod koszulki na wierzch wyciągnąłem swój srebrny krzyżyk, przez co nieznacznie odbijał się od mojej klatki piersiowej podczas chodu.

          Wraz z kotką zapiętą w szelki przechadzałem się pomiędzy alejkami pobliskiego sklepu zoologicznego. Stwierdziłem, że chociaż w ten sposób mógłbym wynagrodzić jej weekendową samotność i czas spędzony "na głodniaka". Przeszliśmy już dział z karmą (sama wybrała sobie nową), dział z ptaszkami pozamykanymi w klatkach (miały gnojki niezłego stracha), teraz szedłem z nią przez dział z kocimi zabawkami. Małe zakupy dla księżniczki tatusia... Właściciele doskonale znali naszą dwójkę, także nikt nie robił mi problemów, że tak śmiało wprowadzam zwierzę do sklepu i na dodatek z nim tutaj przebywam. Kiedy Midnight zajęta była wąchaniem małych, szmacianych myszek z kocimiętką w środku, poczułem nieznaczne wibracje w kieszeni. Pośpiesznie wyciągnąłem urządzenie - na wyświetlaczu widniał wielki napis "WIADOMOŚĆ". Oho, sms's od One. I na dodatek, nie jeden, a cały spam...

klik


          Wiadomości tak bardzo pochłonęły moją uwagę i zainteresowanie, że nie zauważyłem momentu, w którym smycz wyślizgnęła się mi z dłoni i upadła na ziemię... Kotka od razu wykorzystała owy fakt i ruszyła do przodu. Kiedy zorientowałem się co właściwie się dzieje, było już za późno.
          - Midnight! Nawet się nie waż! Wracaj...! - krzyknąłem za nią, jednak na nic zdały się moje groźby. W dumny sposób zaprezentowała mi jedynie obszar pod swoim ogonem i zniknęła za jednym z regałów... Pędem ruszyłem na jej poszukiwanie. Poczułem się niczym tatuś, który dopiero co zgubił swoją pociechę. Ups... Oby tylko nic złego się jej nie stało... Nie przeżyłbym chyba kolejnej straty. Kim ja jestem, aby porównywać kota do człowieka?

W TYM SAMYM CZASIE...

https://zapodaj.net/images/34aeceb9f158c.png

          Wydaje mi się, że dzisiejszy dzień należy zapisać w kalendarzu - moja twarz, zazwyczaj chłodna i wyrażająca chęć mordu, obecnie pokryta była nielicznymi, lekko odznaczającymi się zmarszczkami, spowodowanymi szerokim uśmiechem goszczącym na moich ustach. Założyłam nogę na nogę, wygładzając ręką materiał szkarłatnej sukienki. W drugiej natomiast trzymałam plik kartek (zaraz wprowadzą mi wszystko do systemu) zawierających wyniki badań krwi Nine. Nareszcie coś mamy. Siedząca na przeciwko One spoglądała na mnie niczym na zjawisko paranormalne. Fakt, mało kto jest w stanie zobaczyć mnie w takim stanie. Odchrząknęłam porozumiewawczo, przez co rudowłosa nieznacznie się speszyła i odwróciła swój wzrok. Przymknęłam na chwilę oczy (Myślę, że wyobraża sobie płonącą wioskę smerfów xdd), a mój wyraz twarzy powrócił do normalnego stanu.
          - Doskonale dostrzegam zażyłość w waszych relacjach... Pamiętaj, Nine nie może dowiedzieć się co tak naprawdę analitycy wykryli w jego krwi. Radzę ci się oswoić z wizją eksmisji, jeśli masz zamiar doinformować go za moimi plecami... - Prawdopodobnie czekała by ją też eksterminacja, ale to nie jest ani odpowiednia pora ani dzień na tego typu propozycje. Kto wie, może stałaby się częścią legendy o śmiercionośnym dystrykcie jedenastym?
          - Czy wyrażam się jasno? - zapytałam twardo, rzucając agresywnie papiery na biurko. Odrzuciła swe rude loki do tyłu, utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Większość łowców unikała wpatrywania się w moje oczy niczym ognia.
          - Naturalnie, miss - odparła krótko, wstała i bez zbędnych komentarzy wyszła z mojego gabinetu. I to się dopiero nazywa szacunek i klasa. A nie ta bezczelność, którą muszę znosić podczas rozmów z Nine. Kątem oka zerknęłam raz jeszcze na leżący plik kartek, podnosząc z biurka swój telefon i wybierając interesujący mnie numer. Po trzech sygnałach zgłosił się mężczyzna o grubym, chłodnym głosie.
          - Szefie, mamy coś interesującego. Krew Seth'a Murillo zawierała całkiem nieznaną nam substancję, prawdopodobnie jest to białkowa pochodna zawierająca DNA. Z całą pewnością w części została uzyskana od żywego organizmu... - W odpowiedzi usłyszałam krótki, pełen satysfakcji śmiech rodem z horroru.
          - Doprawdy... Doskonale. Być może to właśnie ta część układanki, której brakowało nam od tak wielu lat. Dodatkowo widzę, że niektórzy najwyraźniej nie uczą się na swoich błędach.

Ostatnio zmieniony przez Herbaciana (26-04-2019 o 15h39)


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

#17 29-04-2019 o 23h35

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 408

current date:                                                                                                                                                                                       14.03.2019

https://zapodaj.net/images/809e46b1630df.png

          Dobrą chwilę zajęło mi przeanalizowanie sytuacji i uświadomienie sobie, co się właściwie działo. Zsunąłem z oczu opaskę, mocno zaspanym wzrokiem rozglądając się za źródłem dźwięku, który brutalnie wyrwał mnie ze snu. W odruchu złapałem za telefon, by sprawdzić godzinę. Dopiero gdy spojrzałem na jego wyświetlacz, wszystkie trybiki w mojej głowie wskoczyły na właściwe miejsce, cały mechanizm zaczął działać, a ja zrozumiałem, co dokładnie mnie obudziło. Budzik. Minęło naprawdę dużo czasu, od kiedy ostatni raz musiałem go użyć.
          Przetarłem zmęczone oczy, przeklinając w myślach własną głupotę. Sam wpędziłem się w tą sytuację, dlatego byłem jedyną osobą, na którą mogłem teraz bluzgać. Gdybym nie zaciągnął Pat do opieki nad Seanem i Micą, nie musiałbym wstawać dziś o tak nieprzyzwoicie wczesnej porze. Na swoje nieszczęście zupełnie zapomniałem, że Patricia, pomimo porzucenia swojej „ludzkiej” pracy, wciąż pozostawała asystentką Elizabeth. A skoro byłem Starszym Pattie i, co ważniejsze, Potomkiem Elizabeth, obowiązki dziewczyny automatycznie przeszły na mnie. I właśnie w ten sposób zostałem zmuszony do ustawienia budzika na czternastą trzydzieści. C z t e r n a s t ą   t r z y d z i e ś c i. Co za wulgarna godzina… A to wszystko dla psa. Tak. Dla psa. Elizabeth wysłała mnie do sklepu po karmę dla swojego chow chowa. Oczywiście to nie mogła być jakakolwiek karma z całodobowego marketu. To musiała być ta jedna konkretna marka z tego jednego konkretnego sklepu, który był czynny jedynie do siedemnastej.
          Podniesienie się z łóżka zajęło mi nieco ponad dziesięć minut, które spożytkowałem na wyklinanie siebie i swojej własnej głupoty. Zszedłem na dół, kierując się od razu prosto do łazienki. Potrzebowałem orzeźwiającej kąpieli, by nie zasnąć później za kierownicą. Zrzuciłem z siebie piżamę, która od razu wylądowała w koszyku na pranie. Wszedłem do kabiny prysznicowej, przekręciłem odpowiedni kurek i podniosłam twarz w górę, pozwalając deszczownicy oblać całe moje ciało rozluźniająco ciepłą wodą. Czułem, jak napięcie powoli znikało z moich mięśni. Właśnie tego potrzebowałem w tym momencie. Na chwilę nawet udało mi się zapomnieć, o jak chorej godzinie musiałem dziś wstać.
          Gdy po dobrych kilkudziesięciu minutach wyszedłem spod prysznica, owinąłem ręcznik wokół pasa i stanąłem przed zaparowanym lustrem. Przetarłem je ręką, by móc przyjrzeć się sobie z bliska. Przejechałem dłonią po podbródku, sprawdzając stan swojego zarostu. Ciemne włoski były lekko widoczne i zaczęły już poważnie drapać, więc powinienem się dziś ogolić… Ale z drugiej strony, to było tylko nieistotne wyjście do sklepu zoologicznego. Nie było sensu niepotrzebnie się stroić. Znacznie ważniejsze było, bym w odpowiedni sposób uchronił się przed słońcem. Od dawna nie musiałem męczyć się z oparzeniami i naprawdę nie chciałem psuć sobie tego rekordu. Dlatego też wyciągnąłem z szuflady tubkę z kremem z filtrem. Nałożyłem na siebie grubą warstwę tak zwanej „pięćdziesiątki”, sprawiając, że moja i tak dość blada skóra wyglądała na jeszcze jaśniejszą. Teraz musiałem jedynie poczekać, aż moja ochronna zbroja białego rycerza się wchłonie.
          Z wysuszonymi, w miarę ogarniętymi włosami i czarnymi bokserkami na niewątpliwie seksownym tyłku wmaszerowałem do garderoby. Potrzebowałem ubrań, które ochroniłyby mnie przed słońcem. Coś ciemnego, gęsto tkanego… Czyli naprawdę duża część moich ubrań. Ech, życie w dzisiejszych czasach zdawało mi się czasami aż za łatwe.
           Mój ostateczny wybór padł na czarne spodnie cargo z grubymi pasami przy kieszeniach i czarną koszulkę z długim rękawkiem, do której dołożyłem czarny t-shirt. Dopełnieniem całego stroju były czarne sneakersy Fili i czarny kapelusz typu bucket hat. Perfekcyjna kombinacja w perfekcyjnym kolorze. W takiej właśnie stylizacji wyszedłem z mieszkania i zjechałem windą do podziemnego parkingu.
          Jak się okazało, nocny tryb życia pozwolił mi zapomnieć o jednej, dość irytującego kwestii dnia: sąsiedzi. Jadąc na dół, trafiłem na kilku z nich. Część z nich nawet nie próbowała udawać, że wydawałem im się co najmniej podejrzany. Nie mogłem im się dziwić. Byłem w końcu tym dziwakiem, wychodzącym jedynie wieczorem, wracającym zwykle wczesnym rankiem. Nie miałem jeszcze trzydziestki, a w jakichś sposób było mnie stać na własne mieszkanie przy Piątej Alei i nowego Lexusa. Co więcej, podobno prowadziłem klub nocny, który zapewne był speluną narkomanów. Sam bym się siebie obawiał, gdybym musiał mieszkać koło takiego człowieka.
          Zależało mi, by jak najmniej czasu spędzić na słońcu, dlatego cierpliwie krążyłem po okolicy, czekając aż miejsce bezpośrednio pod sklepem zoologicznym się zwolni. Gdy wreszcie udało mi się zaparkować, zdjąłem rękawiczki, schowałem je do schowka, a w zamian za nie wyciągnąłem stamtąd krem z filtrem. Posmarowałem po raz kolejny odsłonięte dłonie, szyję oraz twarz – bo przecież ochrony nigdy za mało. Dopiero wtedy wysiadłem z samochodu i pospiesznym krokiem wszedłem do sklepu. Już od progu uderzył we mnie zapach zwierzęcej karmy, przez co natychmiast pojawił się u mnie odruch wymiotny. Tak, teraz pamiętam, dlaczego nigdy nie zdecydowałem się na zwierzę. Szybko otrząsnąłem się z tego nieprzyjemnego uczucia i ruszyłem pomiędzy półki w poszukiwaniu przysmaków Marshmalla.
          – Hm? – Podejrzany ruch w okolicach swoich nóg od razu przyciągnął moją uwagę, odciągając mnie od przeglądania opakowań psiej karmy. – Co do…? – zdziwiłem się, widząc obok siebie różową, pomarszczoną kreaturę w… sweterku? Czyżby Freddie Kruger zgubił swojego pupila? Widząc, jak łysa paskuda wymija mnie i idzie w swoim kierunku, w odruchu sięgnąłem w jego kierunku, chcąc go złapać i zaprowadzić do jego właściciela. Niestety w momencie, w którym chwyciłem za obrożę, zwierzak syknął głośno i szybkim ruchem machnął pazurami w moją stronę, drapiąc moją dłoń. Automatycznie zakląłem głośno, czym zwróciłem na siebie uwagę stojącej parę metrów dalej kobiety. W przypływie tego nagłego bólu odruchowo puściłem kota, który od razu rzucił się do ucieczki. Na szczęście pospiesznie naprawiłem swój błąd, łapiąc za ciągnącą się za nim smycz. Ta różowa cholera próbowała się wyrwać, jednak jej śmieszne starania biegnięcia przed siebie na nic się zdawały przy mojej sile.
          [cenzura] sierściuch – wycedziłem przez zęby, patrząc na krwawiące ślady po pazurach. Szybko pożałowałem tych słów: kot sprawiał wrażenie, jakby mnie zrozumiał, bowiem z ostrzegawczym kocim warczeniem zaczął podchodzić w moją stronę.
          To nie tak, że bałem się tej małej, łysej poczwary. Po prostu nie miałem ochoty na następny kontakt z jej pazurami. Dlatego też zacząłem się cofać, by utrzymać pomiędzy nami bezpieczny dystans, aż nagle poczułem, że uderzam plecami w drugą osobę.
          A więc zginę.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (25-06-2019 o 20h15)


https://zapodaj.net/images/5cdca8251b324.png    https://zapodaj.net/images/30d9581190ead.png    https://zapodaj.net/images/d4d706d5d8677.gif    https://zapodaj.net/images/e253aa59956b7.png    https://zapodaj.net/images/830323cf27122.png

Offline

#18 30-06-2019 o 14h10

Straż Cienia
Herbaciana
Rekrut
Herbaciana
...
Wiadomości: 31

https://zapodaj.net/images/fea2888c5fcf2.png


14.03.2019

          Argh, wkurzyłem się - nie spodziewałem się po niej tak karygodnego zachowania. Jestem w stanie zrozumieć wszystko, w szczególności ciekawską naturę kotów, ale uciekanie mi w sklepie zoologicznym, do którego przychodzą różni ludzie, z różnymi upodobaniami i różnymi preferencjami co do swoich pupili... jest szczytem bezczelności. Umówmy się - sfinksy albo się kocha albo nienawidzi. Jeszcze ktoś pomyli ją z gigantyczną wersją młodego gryzonia bądź z golcem piaskowym i skończy jako kolacja dla jakiegoś obrzydliwego, zmiennocieplnego gada... Middy, wróć do mnie!
          Z każdą chwilą jej nieobecności rosła panika, która w niedługim czasie opanowała cały mój umysł. Oczyma wyobraźni widziałem najczarniejsze scenariusze zakończenia jej egzystencji - ukradnięcie przez jakiegoś świra, przygniecenie przez regał, wymknięcie się niepostrzeżenie przez otwarte drzwi i podążenie wprost w stronę ulicy. Tak właśnie kotka odpłaca mi się za moją dobroć - chce jej sprawić przyjemność i zabieram ją na zakupy jak prawdziwą księżniczkę, a ta mi ucieka. Przecież nie zamknąłem jej w wieży niczym zła macocha! Chociaż... czasami zostaje całkiem sama w mieszkaniu przez pewien czas. Naaah, ale potem wracam i daję jej sto procent mojej uwagi... Dość żwawym marszobiegiem przemierzałem kolejne alejki w poszukiwaniu kotki. W mojej głowie wciąż krążyły słowa z SMS'a, tak jakbym usłyszał je w realu od samej One. Co tam żelazo... Podejrzewałem taką wersję wydarzeń (wiedziałem, że nie byłem pijany), ale teraz kiedy została ona potwierdzona, czuję się naprawdę upokorzony. Urok osobisty blondyna zupełnie zawrócił mi w głowie, przez co przestałem trzeźwo myśleć i straciłem czujność. Moja pierwsza nocna impreza w tej części miasta i oto jak skończyłem - Zero wiedziała gdzie mnie wysłać. Tej tabletki do drinka nie mógł mi dodać tamten mężczyzna, pił przecież z tej samej butelki, a jestem pewien, że nie chciałby tak jak ja stracić przytomności. Może to był barman? A może potem przeszedłem w ręce kogoś innego? Argh...
          Czułem narastające zirytowanie. Midnight, szczurku, gdzie jesteś... Moment. Jest! Zatrzymałem się nagle, widząc kilka metrów przede mną moją zgubę wraz z człowiekiem, po sylwetce dało się poznać, że to na pewno mężczyzna. Odetchnąłem w duchu z ulgą, widząc że na tym świecie są jeszcze dobrzy ludzie. Wolnym krokiem zacząłem zbliżać się w ich stronę, aby nie spłoszyć kotki i nie dodać sobie kolejnej zbędnej przebieżki po sklepie. Zmarszczyłem jednak koniec końców brwi, słysząc wulgarne określenie mojej małej księżniczki. O ty gnoju... Kultury cię nie nauczyli? Jeszcze zwracać się tak do zwierzęcia, które słowami nie jest w stanie się obronić? Jak dobrze, że Midnight nie ma obciętych pazurów, może przynajmniej czynami obroni się przed jego wyrafinowaną gadką. Pewnie emo, nikt przy zdrowych zmysłach nie ubiera się do sklepu zoologicznego jak na pogrzeb.
          Kiedy byłem już naprawdę blisko owej dwójki, mężczyzna zaczął się niespodziewanie cofać. Źle wymierzyłem sobie odległości i skończyło się na tym, że nie zatrzymałem się, a gość wpadł na mnie tyłem i to na dodatek z pewną siłą. Tak mnie tym zaskoczył, że w przypływie nagłego szoku złapałem go za prawe ramię i lewe biodro, aby przypadkiem nie padł mi tutaj jak długi na posadzkę - potem posądzą mnie o jakieś pobicie czy coś. Tyle, że tym razem (Ku^&*, jak zawsze) coś poszło nie tak i zamiast na biodrze, moja ręka wylądowała na jego... pośladku. Idealnie, pobicie z molestowaniem! Odchrząknąłem nieznacznie, czując jak zażenowanie w niewielkim stopniu wychodzi na moje policzki. Chyba czas pomyśleć o wyborze dentysty, który wstawi mi brakujące zęby, kiedy gość postanowi się mi odpłacić za to niezamierzone, nieadekwatne do sytuacji zachowanie. Kiedy upewniłem się, że na pewno trzyma równowagę, pospiesznie zabrałem ręce.
          - Ekhm... Wybacz... Nie miałem takiego zamiaru, z tym, no wiesz, noo... - wydukałem, błądząc gdzieś oczami po suficie i pobliskich półkach. Kiedy mężczyzna jednak odwrócił się w moją stronę, miałem wrażenie jakby w moim mózgu pojawił się wielki, niebieski ekran śmierci z windowsa.
...
...
          Jasna cholera. Gdybym wiedział, że to on, dodatkowo ścisnąłbym mu ten seksowny, umięśniony pośladek. Halo, mogę prosić o powtórkę?
          Bez opamiętania zanurzyłem się w jego cudownych, jasnozielonych, hipnotyzujących tęczówkach. Już dawno od pierwszego spotkania nie czułem takiej fascynacji do jednej osoby... Było w nim coś niezwykłego, coś co totalnie absorbowało całą moją uwagę. Nie byłem jeszcze niestety w stanie stwierdzić co to właściwie było. Do diaska, ale jaki cel ma ten kapelusz... Chciałbym móc spojrzeć na jego twarz i blond kosmyki w pełnej okazałości, a ten zbędny kawałek uszytego materiału skutecznie mi to uniemożliwiał.
          Dopiero po krótkiej chwili milczenia, która tak właściwie mogła dla mnie trwać znacznie dłużej, opamiętałem się.
          - Nie sądziłem, że ponownie spotkamy się akurat w tego typu miejscu - stwierdziłem już trochę luźniej, posyłając mu delikatny i niezbyt nachalny uśmiech. - Minęło już w sumie trochę czasu... Tak właściwie, co u-... - przerwałem nagle. - Dobry Boże... - wysyczałem i zacisnąłem  zęby, czując jak w najbardziej brutalny sposób w moją łydkę, a następnie udo, bok i ramię zostają zatopione ostre, kocie pazury. Smycz ponownie spotkała się z zimną posadzką. Na usta cisnęło mi się bardzo wiele słów, ostatecznie jednak nie powiedziałem nic. Midnight najwyraźniej koszmarnie zapragnęła mojej uwagi, bowiem wspięła się po moim ciele niczym po drapaku, finalnie stając mi na ramionach. Świetnie, kolejne krwawe dziury na skórze do kolekcji! Widząc mężczyznę stojącego przede mną, zasyczała ostrzegawczo, a był to dźwięk tak bardzo pełen nienawiści, że sam nie mogłem jej poznać. Westchnąłem ciężko i zdjąłem ją z siebie, trzymając ją dość mocno na wysokości torsu, by przypadkiem ponownie się mi nie wysmyknęła. Kiedy powoli zacząłem gładzić ją po głowie, usłyszałem jej charakterystyczne mamrotanie pełne wyrzutów...
          - Naprawdę nie poznaje jej dzisiejszego zachowania... Zazwyczaj jest przyjazna dla nieznajomych. Pewnie jak większość kobiet ma te swoje gorsze dni - rzuciłem na rozluźnienie, bowiem atmosfera przez wyczyny kotki trochę zgęstniała. Midnight, opanuj się, ja tu próbuję zagadać! - Wszystko w porządku? Nic ci nie zrobiła? - zapytałem aż nazbyt troskliwie, bo przy moim lekceważeniu większości spraw zdarzało się to bardzo rzadko. Omiotłem wzrokiem jego sylwetkę (po cichu się nią zachwycając), a mój wzrok finalnie zatrzymał się na jego krwawiącej, podrapanej dłoni. Skrzywiłem się nieznacznie, przeklinając w myślach kotkę. - Mmmm, widzę, że i ciebie nie oszczędziła. - Chociaż, z drugiej strony... Może uda się mi wybrnąć z tej sytuacji i to jeszcze z korzyścią dla mnie? - Co byś powiedział na spotkanie w ten weekend, może przy dobrej kawie? Chciałbym ci jakoś wynagrodzić całe to niefortunne zajście i wybryki Midnight... - spytałem, uśmiechając się zachęcająco. Jeśli się zgodzi, być może wybaczę Middy ten cały cyrk na kółkach. Przy okazji, być może uda mi się delikatnie wypytać co tak właściwie stało się w tamtą noc w klubie...


https://funkyimg.com/i/2TAnx.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1