Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#1 12-11-2018 o 17h30

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/511575180267749377/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/511581677500235792/unknown.png
Deny & Airi

Ostatnio zmieniony przez Airi (12-11-2018 o 17h44)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#2 12-11-2018 o 21h11

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

https://zapodaj.net/images/7bdd7175dfd97.png
https://66.media.tumblr.com/da5b1b8d8f9e7d0f7d3c41695a7b4fc7/tumblr_nzpshbBwU51u3ll1so1_250.gif  https://66.media.tumblr.com/9a17a29ff341e4f4b0bba90732e85a52/tumblr_nzpshbBwU51u3ll1so3_250.gif
https://zapodaj.net/images/67986e07ef069.png


Ostatnio zmieniony przez Deny (16-11-2018 o 01h05)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#3 14-11-2018 o 17h54

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940


https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/512591302098157568/unknown.pnghttps://66.media.tumblr.com/56e04c5198512666c9b0b809cdd677c2/tumblr_mgzwnoM1tK1rak8gso4_250.gifhttps://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/512593113995542528/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/512604014303510540/unknown.png

Ostatnio zmieniony przez Airi (15-11-2018 o 13h26)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#4 16-11-2018 o 23h46

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       - ...a skoro formalności mamy za sobą, proszę bardzo, w pani rączki, panno... Anderson? Earnshaw?
       - Jeszcze nie zdecydowałam - ocknęłam się ze stanu odrętwienia, a chociaż od dłuższego czasu nie słuchałam mężczyzny siedzącego na przeciwko mnie, to jednak bez trudu odpowiedziałam na jego pytanie. Sądziłam, że potrwa to trochę krócej, ale papierkowa robota lubiła pochłaniać dużo czasu. Teraz jednak uśmiechnęłam się nie kryjąc zadowolenia z tego, że oto wyciągnął w moją stronę dwa komplety kluczy na całkiem sporym, mosiężnym kole. Do Arrowcliff przyjechałam dziś rano i nie chciałam tracić nawet chwili. Będąc jeszcze w Szkocji miałam wątpliwości, czy wyprawa do innego kraju nie jest błędem. Tam jednak nic mnie nie trzymało. Nie miałam rodziny, własnego mieszkania, a dwa tygodnie temu udało mi się ostatecznie uregulować mój kredyt studencki. Kochałam Szkocję i nienawidziłam równocześnie, jakbym za wszelką cenę chciała się poczuć tam "na miejscu", jednocześnie czując, że powinnam swojego kąta poszukać gdzieś indziej. Czy tutaj będzie inaczej? Sama nie wiem, ale przynajmniej nie mam nic do stracenia.
       - No dobrze, nie będę już pani zatrzymywał - zabrałam klucz z rąk pana Browna, tutejszego pośrednika nieruchomości i wraz z nim podniosłam się z fotela. - Jeśli wolno mi zapytać, gdzie pani nocuje? - zagadnął jeszcze, a ja spojrzałam na niego tak, jakby mówił w innym dialekcie.
       Nastała całkiem niezręczna cisza, w której to ja spoglądałam raz na niego, raz na trzymany przez siebie klucz. Liczyłam, że on sam wyciągnie jakieś wnioski, ale nic z tych rzeczy. W końcu nie wytrzymałam i uśmiechnęłam się w nieco niezręczny sposób.
       - Dał mi pan właśnie klucze do mojego domu - przypomniałam, jakby było to potrzebne. Bo nie było, prawda? Czyli jednak był jakiś haczyk? Wiedziałam, że wszystko zbyt dobrze się układa! Też mi się w głowie poprzewracało, całe życie nic nie miałam i teraz nagle co? Ktoś miałby tak od siebie dać mi moją własną nieruchomość? W głowie zdążyłam przewałkować już wszystkie najgorsze scenariusze, tylko po to, aby zastygnąć w oczekiwaniu, kiedy Brown prychnął śmiechem.
       - Ależ naturalnie, jednakże... dom stoi nietknięty od wielu lat, proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie jest odpowiednie miejsce dla młodej, samotnej kobiety - zaśmiał się równocześnie podając mi mój płaszcz. Więc o to chodziło? Ulżyło mi, bo jak dla mnie nie było tutaj żadnego problemu. - Jeśli wolno mi zaproponować, pod północnym lasem jest spory hotel, jednak prawdziwą atmosferę tego pięknego miasta pozna pani, zatrzymując się w pensjonacie panny Brickers. Cudowna starsza kobieta - chyba już planował powiedzieć mi całą jej historię, jednak uznałam, że to dobry moment, aby przerwać.
       - Bardzo dziękuję za pomoc, ale naprawdę, zamierzam zostać w swoim domu - wraz z nim podeszłam do drzwi.
       - Jeśli jednak zmieni pani zdanie, może zostawię numer pensjonatu? Najpierw powinna tam wejść jakaś ekipa remontowa - wyszliśmy z jego niewielkiego biura. Jesienna pogoda miała to do siebie, że czasem zachwycała, a czasem odbierała chęci do życia. Aktualnie nie było tak źle, chociaż chłodny wiatr zmusił mnie do zapięcia płaszcza w trybie ekspresowym.
       - Nie zmienię - powiedziałam z naciskiem. - Ekipa też być może nie będzie póki co potrzebna. Jestem konserwatorem zabytków, więc wiele mogę zrobić sama - mój ton głosu był raczej grzeczny, nawet jeśli urzędnik zachowywał się upierdliwie, nie chciałam nikogo do siebie zrażać. Nie pierwszego dnia. Poza tym z ulgą zauważyłam, jak kiwa głową i uznałam to za dowód na to, że coś do niego dotarło.
       - Dobrze więc, już nie nalegam - zaśmiał się cicho. Zeszliśmy po schodkach zatrzymując się przy krawężniku, a dokładnie starym pickupie jakiego kupiłam za grosze wczoraj, przed przyjazdem tutaj. - Szkoda tylko, że w naszym muzeum mają pełen skład personelu.
       - Spokojna głowa, raczej przywykłam do tego, że nie pracuję w zawodzie. Nawet w Szkocji praca nie pukała mi do drzwi - tym razem to ja zażartowałam, otwierając drzwi do samochodu.
       - No tak, ale to jednak szkoda... chyba, że w posiadłości pod lasem. Piękny to dworek, właściciele w prawdzie nikogo nie szukają, ale zaoferować zawsze się można, prawda?
       - Dworek? - zatrzymałam się wpół kroku.
       - Dokładnie, stary, jak historia tego miasta! A jaki piękny, musi pani zobaczyć ich zbiory! Nie mówimy o tym głośno, ale nasze muzeum jest lichsze - zaśmiał się pod nosem, a ja odpowiedziałam tym samym.
       - Cóż, póki co jednak się zaaklimatyzuję, a wtargnięcia na cudze posesje zostawię sobie na przyszły tydzień - odpowiedziałam, po czym pożegnałam się z nim i odmawiając wskazania drogi, ruszyłam przez siebie. GPS na całe szczęście działał bez zarzutów. Okolica, w której miał znajdować się mój domek nie była poza centrum, co nieco mnie przerażało, ale usłyszałam dziś wielokrotnie o tym, jak bezpieczne jest to miejsce, więc postanowiłam się na tym skupić.
       Chwilę mi zajęło, nim opuściłam samochód. Zatrzymałam go na chodniku, z jakiegoś powodu bojąc się korzystać z podjazdu. Nadal nie mogłam uwierzyć, że to miejsce jest moje. Dom faktycznie był stary, z ładną drewnianą werandą, ale jednak w obecnym stanie nie mógł zachwycać. Okna były w całości, drzwi także, ale coś w nim budziło we mnie dziwny niepokój, dreszcze biegnące wzdłuż po kręgosłupie.
       Kiedy w końcu znalazłam się przed drzwiami, serce kołatało mi w piersi. Dłonie trzęsły się silnie, więc otwarcie zamka nie było takie proste. Weszłam do środka, szukając włącznika światła. Podobno ktoś miał już tutaj być i włączyć bezpieczniki... podobno. Było widno, ale jednak co innego mieć światło, a co innego korzystać z promieni słonecznych. No nic, będę musiała odnaleźć skrzynkę z bezpiecznikami i... pobawić się w elektryka, którym niestety nie byłam. Najpierw zdecydowałam się obejść parter. Chyba nadal nie mogłam uwierzyć, że to wszystko jest moje, a potem... potem zatrzymałam się w kuchni, przy oknie. Te wychodziło na tyły, na kilka drzew, krzewów, słowem zapuszczony ogród w którym było coś, co budziło we mnie spokój.
       Przeszłam do drzwi tarasowych, te zaskrzypiały okrutnie, ale udało mi się je otworzyć i wyjść na zewnątrz. Tonęłam po kolana w trawie, jednak nieszczególnie mi to przeszkadzało. Gdzieś przede mną, lata temu musiało kiedyś znajdować się ogrodzenie, jednak teraz po tym nie było śladu. Zapatrzona na moment zapomniałam po co w ogóle wyszłam, dopiero po chwili przypominając sobie o bezpiecznikach. Liczyłam na to, że skrzynka jest gdzieś w okolicy. Przeszłam się na bok... i wrzasnęłam z przerażenia.
       Nie chodziło o to, że pies był straszny. Był mały, ale wyskoczył na mnie tak niespodziewanie, znikąd dosłownie, że w napadzie paniki runęłam do tyłu, jak długa, łapiąc się za serce. Podczas gdy ja walczyłam o oddech, szary chart szczekał na mnie i skakał dookoła.
       - Jezu, skąd się tutaj wziąłeś? - jęknęłam podnosząc się do siadu i próbując odgonić od psa, który nie ułatwił mi ponownego znalezienia się na dwóch nogach. Takie psy nie biegają bezpańsko, prawda? Rozejrzałam się, jednak zwierzę domagało się uwagi, najwyraźniej całkiem zadowolone z tego, że mnie przestraszyło.
       - No już, już... gdzie twój właściciel, co? Uciekłeś komuś? - zapytałam, jakby pies miał mi co najmniej odpowiedzieć. Najgorsze jest to, że nawet nie wiedziałam, co teraz powinnam zrobić.

Ostatnio zmieniony przez Deny (17-11-2018 o 00h18)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#5 17-11-2018 o 01h59

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Luźne kartki, które wcześniej leżały na ławie z ciemnego drewna znalazły się na podłodze, kiedy wiatr wpadł do salonu. Delikatne pchnięcie wystarczyło, aby otworzyć niezamknięte drzwi od zewnętrznej strony budynku. Szary pies wpadł do pomieszczenia. Wskoczył na podłużną kanapę, zrzucając z niej wszystkie poduszki. Pozostawiając na kremowym oparciu błotniste plamy, w końcu zdecydował się na złapanie siedzenia w pysk. Chwycił materiał porządnie, jakby z dokładnością, po czym zaczął energicznie je szarpać. Drapał i ślinił, wyżywając się na rzeczy martwej, na której mogli siedzieć tylko ludzie i stary kot o długiej sierści.
     W progu stanęła starsza kobieta. Herbata na połyskującej tacy, którą niosła, na początku zachwiała się niebezpiecznie, aż w końcu chlapnęła i przelała się. Kobieta krzyknęła z zaskoczenia. Pies z wywieszonym jęzorem rzucił się w jej kierunku. Momentalnie zaczął plątać się jej pod nogami, a tacka z ciepłym napojem chwiała się coraz bardziej.
     -Maghnus!- zawołała donośnie.
     Na ten dźwięk uszy charta stanęły dęba, oczy wydały się większe i ciemniejsze. Zatrzymał się i merdając ogonem, zaczął biegać wokół starszej pani, odbijając psie łapy na porozrzucanych po podłodze kartkach.
     -Gdzie jesteś, Maghnus?!
      Framuga drzwi zaskrzypiała, dając tym samym znać o swojej starości. Mężczyzna miał wrażenie, że jeszcze kilka razy zahamuje poprzez złapanie się jej w ostatnim momencie, a kawałek drewna poleci razem z nim na zimną podłogę. Próbujący złapać oddech, spojrzał na bałagan znajdujący się w salonie i spojrzał na gosposię, która z kolei wytrzeszczała oczy na niego. Pies, po zobaczeniu wysokiego człowieka wyprostował przednie łapy, a ogon wystawił ku górze. Nie chowając języka do pyska, odczekał kolejną chwilę. Kiedy Maghnus spokojnie próbował się do niego zbliżyć, poderwał się do biegu i zaczął uciekać.
     -Maghnus! Twoja matka prosiła cię, abyś trzymał to zwierzę na dworze! Zostawiłeś dokumenty w salonie i nie domknąłeś okna!- Kobieta mówiła zdenerwowanym tonem, a jej szarobiałe, krótkie loki podskakiwały za każdym razem, kiedy chwiała się razem z tacą, którą cudem dalej trzymała w rękach.
     -Oscar! Przepraszam, Grainne!- odpowiedział w pośpiechu, zajęty ekspresowym zbieraniem poplamionych arkuszy. Niezadowolony z chwilowego braku uwagi, niesforny członek rodziny zaczął głośno szczekać. Próbował zabierać Maghnusowi kartki, w wyniku, czego kolejne druczki ulegały dodatkowemu zniszczeniu. Mężczyzna postanowił zaryzykować i upuścił pomięte papiery, aby podjąć się próby złapania psa, który wówczas ponownie podszedł bliżej. Chart był jednak szybszy. Zareagował natychmiast, rzucając się w kierunku stojącej lampy ze zdobionym kloszem.
     -Nie, nie lampa!- krzyknęła przerażona Grainne.
Ale Oscar szykował się już do wyskoku, aby przewrócić oryginalny mebel.
     -Nie rób tego!- Ile Maghnus by dał, aby pies rozumiał jego głos.
     Wystraszony wołaniem z dwóch stron, chart zmienił kierunek biegu. Wybiegł z budynku i pobiegł w stronę ogrodu, gdzie wpadł w stos zagrabionych liści.
     -Zrobił to trzeci raz w tym tygodniu! Twoja matka będzie zła, będzie bardzo zła!- Starsza kobieta zaczęła krzątać się po pomieszczeniu, jakby nie wiedziała, od czego ma zacząć sprzątanie. –Masz za dobre serce, zbyt dobre! Nie powinieneś był go brać! Ten pies nie ma w sobie ani krzty dyscypliny, niczego nie chce się uczyć! On powinien pilnować podwórka, nie je niszczyć! A teraz jeszcze sofę, a dobrze, że lampa… Panie boże!
     Kiedy ona tak narzekała, zbierając ostatnie dokumenty z podłogi i zrezygnowanymi ruchami kładąc je na ławie, Maghnus zakładał już buty. Chwycił płaszcz i przez te same drzwi, którymi wpadł i wypadł Oscar, wybiegł do ogródka.
     -Grainne, muszę go złapać! Nie złość się! Niedługo wrócę!- krzyknął jeszcze. W momencie, w którym z oddali zauważył, jak kobiecina kręci głową z niedowierzaniem, odwrócił wzrok i od tamtej chwili patrzył przed siebie, przyśpieszając biegu.
     Buty były przeznaczone do pracy, nie do biegania, a płaszcza nie zdążył zapiąć. Po prostu biegł, wypatrując zbiega. Miał cichą nadzieję, że złapie go na posesji, ale pies zatrzymał się w bramie tylko na chwilę, aby szczeknąć wesoło i wznowić szaleńczy bieg. Gdyby nie to, że w tamtych minutach pies najwyraźniej nie chciał, aby właściciel stracił go z oczu, Maghnus zrobiłby to już dawno. Oscar był piekielnie szybki. O’Farrel niejednokrotnie miał wrażenie, jakby ten mały nicpoń próbował udawać najszybszego konia na świecie, jakby ściganie się z tymi, które mieli mu nie wystarczało.
     Nim się obejrzał, rodzinną posiadłość zasłoniły ubogie w listki, niemal łyse drzewa, a on znalazł się na pustej polanie. Chart zniknął. Przez chwilę słyszał jeszcze jego szczekanie, gdzieś, w oddali, ale podirytowany i zmęczony, zwolnił kroku, aż w końcu zaczął normalnie iść. Wołał nicponia po imieniu, ale nie przynosiło to pożądanych efektów.
     I wtedy usłyszał znajome szczekanie. Dochodziło ono z tego rozpadającego się domu, na którego podróżni patrzyli z niesmakiem. Mężczyzna wystraszył się, jakim cudem pies znalazł się w środku i od razu zaczął rozważać możliwość zawalenia się jakiejś części budynku. Bał się, że psu mogło coś spaść na głowę. Przyśpieszył znowu kroku. Jakie było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że na podjeździe stał nieznajomy samochód, a z ogrodu ktoś krzyknął.
     Niewiele myśląc, zawołał Oscara po imieniu i wpadł na posesję. Padł na kolana, wyciągnął ręce po psa, aby przyciągnąć go do siebie. Zmęczony chart nawet się nie opierał. Przestał szczekać i wywiesił język charakterystycznie.
     -Ty niewdzięczniku, jak możesz mi to robić?- Maghnus sprawnie zapiął obrożę z przyczepioną smyczą na szyi pupila.
     Uniósł głowę ku górze, zerkając na zaskoczoną kobietę. Ścisnął smycz w dłoni. Trzymając zwierzaka krótko, wyprostował się i udał, że ziemia na spodniach mu nie przeszkadza.
     -Przepraszam, za psa. Jest młody, nie rozumie zbyt wiele, jeszcze go uczę. Czy zrobił pani krzywdę? Słyszałem krzyk. Za wtargnięcie tutaj, też przepraszam, ale… co pani tutaj właściwie robi?
     W niezręcznym geście odgarnął włosy opadające mu na czoło. Czuł, jak na jego twarzy pojawia się jawne zażenowanie całą sytuacją. Oscar po prostu patrzył, to na kobietę, no na mężczyznę, a jego ogon ponownie zaczął zataczać w powietrzu charakterystyczny kształt.

Ostatnio zmieniony przez Airi (17-11-2018 o 02h18)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#6 17-11-2018 o 16h10

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png



       Trawa była miękka, ale ciągnęło od niej zimno, które teraz przedzierało się do mojego ciała, przypominając o tych aspektach jesieni, które niekoniecznie bliskie były mojemu sercu. Słowem zrobiło mi się naprawdę zimno, a dom bez elektryczności w takim rozrachunku po prostu był pewnego rodzaju gwoździem do trumny. Nie chciałam jednak tracić swojego optymistycznego podejścia. Wątpliwości miałam wiele i nie mogłam pozwolić aby teraz taki zwykły zbieg okoliczności podkopał moją pewność siebie. Poza tym należało zauważyć, że pies był nieszkodliwy. Najwyraźniej chciał się ze mną bawić, a nie pożreć, ale dotarło to do mnie dopiero po chwili, w której adrenalina wywołana upadkiem straciła na swojej mocy.
       - Hej, mały... spokój, już - próbowałam go jakoś uspokoić, zaraz pisnęłam kiedy naskoczył mi na brzuch. Musiałam się podnieść z ziemi, ale on tak skakał, że nie byłam pewna, jak postawić nogę, aby go nie nadepnąć, czy w inny sposób zrobić krzywdę. Poza tym nieszczególnie długo mogłam się tym martwić, bo zaraz dotarły do mnie jakieś odgłosy. Uniosłam głowę, by zobaczyć jak podbiega do nas jakiś nieznany mi mężczyzna. Oczywiście, że nieznany. Nikogo tutaj nie znałam. 
       Wszystko działo się tak szybko, przybysz musiał być właścicielem psa, bo runął zaraz na ziemię, aby go złapać. przyglądałam się temu w niezłym osłupieniu, próbując to sobie poukładać. No cóż, jeśli liczyłam na to, że ten dzień nie będzie zbyt zaskakujący, to chyba się myliłam. Miałam dziwne wrażenie, że jestem jedynie osobą trzecią, przyglądającą się z boku, że nie muszę w tym uczestniczyć. Dlatego też się patrzyłam bez celu, równocześnie mając świadomość, że po prostu nie wiem, jak miałabym zareagować. Poza tym... z jakiegoś powodu było mi głupio. Czułam się niezręcznie, a przecież to była moja działka i to nie ja tutaj wtargnęłam.
       Wypuściłam powietrze z płuc, teraz uświadamiając sobie, że te w nich jakiś czas wstrzymywałam. Oscar, bo z całej tej sytuacji wywnioskowałam, że czworonóg tak się nazywa, miał już na sobie obrożę i chyba ta nawet jakoś szczególnie mu nie przeszkadzała. Teraz mogłam mu się wyraźniej przyjrzeć. Ładny pies, zadbany, poza tym taka rasa wymagała ruchu, przestrzeni... ja sama nigdy nie miałam żadnego zwierzęcia, ale lubiłam je. Zwyczajnie nie spełniałam warunków, jakie były im potrzebne.
       Przeniosłam spojrzenie na mężczyznę, kiedy ten odezwał się do mnie bezpośrednio. Dotarło do mnie, że żadne z nas nie stoi i z jakiegoś powodu wydało mi się to dość dziwne, ale nim zaczęłam zbierać się z ziemi czułam potrzebę odpowiedzenia na jego pytanie. Prawdę mówiąc w tej chwili pożałowałam też tego, że wcześniej krzyknęłam... z powodu małego, przyjaznego psiaka. Wprost cudownie, być może stoi przede mną jakiś nowy sąsiad, a ja jeszcze wyjdę na histeryczkę.
       - Nic mi nie zrobił, po prostu nie byłam przygotowana na gości i zadziałałam impulsywnie - wyjaśniłam z delikatnym uśmiechem, zaczesując przy tym włosy za uszy, bo chyba wolałam nie myśleć w jakim nieładzie te teraz się znajdowały.
       Przeniosłam dłonie do przodu, by w następnej chwili oprzeć na nich ciężar ciała i w końcu podnieść się na nogi. Poprawiłam swój płaszcz, nieco otrzepałam go z tyłu. Niekoniecznie mi się widzi paradować z brudnym tyłkiem przy nowo poznanej osobie. Swoją drogą spojrzałam na niego dyskretnie. Jego okrycie, jak i buty były eleganckie, więc tym bardziej wolałam przynajmniej spróbować zrobić jakieś dobre wrażenie, a może raczej naprawić pierwsze.
       - W zasadzie to szukam bezpieczników - przyznałam bez bicia, jakby z rezygnacją. Uniosłam dłoń, aby bez większego powodu podrapać się po policzku. - Powiedziano mi, że prąd został włączony dziś rano, ale najwyraźniej ktoś gdzieś zawalił - westchnęłam jeszcze i w końcu przeniosłam spojrzenie na swojego gościa, o ile tak mogłam nazwać nieznajomego. Wydawało mi się, dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, że pominęłam ważny element wypowiedzi.
       - Jestem właścicielką domu i właśnie się wprowadziłam - dodałam po chwili, na wydechu. Oczywiście nie wstydziłam się swojej własności, wręcz przeciwnie, byłam z niej dumna, ale teraz, w obliczu nowej znajomości nie czułam się tak pewnie. Oboje chyba byliśmy tym wszystkim nieco zażenowani, dlatego też szybko przeniosłam swój wzrok na psa. - Prądu jeszcze nie mam, ale wodę już tak... najpewniej, więc może mu nalać? Wygląda na nieźle spragnionego. Oscar, tak? - wyciągnęłam rękę do psa, którą zaraz powąchał, a potem pozwolił się pogłaskać. - Często ucieka? - lepiej się dowiedzieć o czymś takim, jakbym jeszcze kiedyś miała gdzieś go tutaj spotkać. Poza tym wydawało mi się, że ze wszystkich opcji, rozmowa o czworonogu wydaje się najbardziej neutralna i jakoś tak samoistnie wiedziałam w jaki sposób powinnam ją kontynuować.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#7 17-11-2018 o 22h56

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Gładził wierzch smyczy kciukiem, jak gdyby nie wiedział, co zrobić dodatkowo z dłońmi. Zerkał to na nieznajomą, to błądził wzrokiem po ogrodzie i samochodzie lub po zniszczonej ścianie domu. Było mu wstyd za to, że nie zdołał upilnować psa, lub chociaż za to, że nie zdołał złapać go nim ten wleciał na obcą posesję. Tak długo niezamieszkana, miał wrażenie, że kobieta weszła do ogrodu zaledwie chwilę wcześniej przed Oscarem. Nie chciał robić problemów, a odejść planował szybko, jednak, kiedy już rozmowa wydawała się mieć nieco dłuższą przyszłość, postanowił zostać jeszcze przez chwilę. Widząc, że blondynka się uśmiecha, odwzajemnił to niemal momentalnie. To sprawiło, że poczuł się o wiele lepiej, nawet, jeśli odrobina niezręczności wtargnęła na jego usta.
     -Ja również nie spodziewałem się tutaj nikogo. Proszę tego źle nie odebrać, absolutnie. Ten dom stoi tutaj niezamieszkały już tak długo- wspomniał. –Cieszę się, że mały nicpoń nie zdążył zrobić niczego więcej, niż przestraszyć panią. Naprawdę, naprawdę, jeszcze raz za to przepraszam.- Pochylił przed nią głowę, mocniej ściskając smycz w dłoniach.
     -Prąd? Ach, a czy wejście do piwnicy znajduje się w środku? Może tam?- podsunął z nadzieją w głosie, choć w głębi siebie nie był w ogóle pewny, czy ten dom ma jakiekolwiek bezpieczniki. Blondynka sprawiała wrażenie, jakby chciała tam zamieszkać, co dla Maghnusa było dziwne chociażby z tego powodu, że dom się do tego po prostu nie nadawał. Nie chciał się przyznać do tego, że będąc dzieckiem, wraz z przyjacielem wtargnęli do środka, ponieważ nudziła im się zabawa na podwórku czy w lesie, a do klifu rodzice zabronili się zbliżać. Bawili się, że dom był nawiedzony. To było tak dawno temu.
     Po następnych słowach kobiety, mężczyzna rozpromienił się bardziej. Zapomniał na chwilę o opłakanym stanie budynku.
     -Więc jest pani nową sąsiadką! Bardzo się cieszę. Domy w tej okolicy są znacznie oddalone od właściwej części miasteczka, więc nie ma tu wiele ludzi. Wieść o pani przyjeździe na pewno szybko się rozniesie. Mieszkam całkiem niedaleko.- Chwilowo spojrzał za siebie, w kierunku, z którego przyszedł. –O, tam- powiedział swobodnie. Dobrze wiedział, że po przejściu kilka kroków ścieżką i minięciu drzew, dworek był dobrze widoczny.
     Chart poderwał się na nogi i próbował obejść nowo poznaną, ale szatyn powstrzymał go od tego.
     -Szczerze, ucieka częściej, niż bym tego chciał. Proszę się nie kłopotać. Oscar, tak, ale ostatnio zacząłem odnosić wrażenie, że reaguje na inne imię. Nazywam się Maghnus…- pies zaszczekał radośnie. –Maghnus O’Farrel.- Przełożył smycz do lewej dłoni, a prawą wyciągnął do kobiety, by pocałować ją w rękę w geście oficjalnego przywitania. To tak w miasteczku mężczyźni witali się z nowo poznanymi kobietami.
     Oscar od razu wykorzystał sytuację i szarpnął z całej siły, ale Maghnus zachwiał się tylko na chwilę. Miał nadzieję, że kiedy Oscar zacznie reagować na własne imię, a nie odbierać imienia właściciela za swoje, będzie to sytuacja, z której będzie można się śmiać. Z tyłu głowy miał jednak cichą obawę, która pytała go, co jeśli pies uznał imię Maghnus za swoje własne już na zawsze. W zasadzie, to już w tamtej chwili było nieco śmieszne. Moment, w którym ktoś w domu wołał jego, a pies podnosił uszy lub szczekał, momentalnie zwracając uwagę na odzywającą się osobę.
     -O nie, Oscar. Wracasz do domu, rozumiesz?- powiedział. Mimo tego, że pies zaszczekał, mężczyzna nie sądził, że była to odpowiedź twierdząca. Niezręcznie poprawił kołnierz jasnej koszuli. Nachylił się na chwilę, aby pogłaskać psa po karku.
     -Gdy będzie zaczynać pani remont, proszę się nie krępować i powiedzieć. Ludzie z Arrowcliff są mili i gadatliwi, chętnie sobie pomagamy, a trudno tu o ekipę remontową. W dodatku… noce są zimne, a niebawem spadnie śnieg- westchnął tęskno. Jego ton głosu wyrażał szczerą chęć pomocy.
     W tamtym momencie chart obrał inną taktykę i zaczął przymilać się do blondynki. Widząc to, Maghnusowi zmiękło nieco serce, więc stopniowo przedłużył smycz, aby zwierzę mogło dosięgnąć kobiety. Cały czas jednak miał się na baczności i był gotowy zareagować, gdyby próbował się wyrwać.
     Gdyby nie to, że zwykła ciekawość popchnęła go do tego, aby dowiedzieć się, chociaż ogółu, jak nowa sąsiadka wyobraża sobie przystosowanie domu do mieszkania, zapewne pożegnałby się grzecznie i zbierał do wyjścia z jej posesji, modląc się o to, aby Oscar nie sprawiał kolejnych problemów, a przynajmniej nie wtedy, kiedy ona patrzyła. Dalej nie mógł do końca uwierzyć w fakt, że ktoś kupił ten zniszczony dom. Bo tak właśnie myślał, że ona go kupiła. Nie wiedział, że ma właściciela. Był przekonany przez te wszystkie lata, że posesję przejęło miasto.
     -Zdążyła się pani już rozejrzeć? Widoki są cudowne- uśmiechnął się ponownie.

Ostatnio zmieniony przez Airi (17-11-2018 o 22h57)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#8 18-11-2018 o 23h58

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Nie byłam jeszcze na to przygotowana, mam tu na myśli spotykanie sąsiadów. Wiedziałam oczywiście, że taki moment nastąpi, ale po prostu wolałam go nieco odwlec w czasie, może ubrać się lepiej, kupić jakieś ciastka, oporządzić dom, przygotować pewne anegdotki, sama nie wiem co jeszcze. Zwyczajnie w moich wizjach poznanie kogokolwiek miało być mniej zawstydzające. Chciałam zacząć tu nowy etap życia i zrobić dobre, pierwsze wrażenie. teraz z kolei miałam świadomość tego, że dla stojącego przede mną mężczyzny mogłam wydawać się... sama nie wiem, jak to nazwać? Inna? Oczywiście nie mylił się z tym wcale, jeśli tak uważał. Nie zmienia to jednak faktu, że zwyczajnie nie tak miało być. Teraz jedynie mogłam machnąć na to ręką.
       - Spokojnie - uniosłam nieco dłoń, kiedy nowo poznany mężczyzna zaczął mnie przepraszać. Wydawał się bardzo miły, już na wstępie inny od osób, jakie miałam nieprzyjemność pamiętać z mojego wcześniejszego miejsca zamieszkania. Małej klitki w nieciekawej dzielnicy, z jeszcze mniej ciekawymi sąsiadami dookoła. Cóż, właściciel Oscara nie nosił luźnych spodni, sportowych butów i łańcucha na szyi, więc już wypadał lepiej na tle wizji, jakie samoistnie pojawiły się w mojej głowie. - Cóż, teraz mam nadzieję, przez długi czas będzie zamieszkały - dodałam w odniesieniu na jego wcześniejsze słowa i spojrzałam na budynek. Pracy było... oj wiele. Może nawet o wiele więcej, niż się tego mogłam spodziewać.
       Zrażać się nie zamierzałam. Przywykłam do ciężkiej pracy i cieszy mnie to, że teraz przynajmniej będę wykonywać ją dla siebie. Z tych przemyśleń wyrwał mnie ponownie głos mężczyzny, a ja spojrzałam na niego nieco zaskoczona. W sumie racja.
       - Nie pomyślałam o tym - przyznałam bez bicia, delikatnie drapiąc się po policzku. - Mimo wszystko liczyłam na to, że będą się znajdować na powierzchni, może w jakiejś skrzynce obok, ale pewnie pan lepiej zna się na tutejszym budownictwie - wypowiadałam własne myśli na bok, mimo wszystko dalej licząc na to, że zaraz skrzynka wyrośnie mi przed oczami. On sam zauważył, że dom stał długo, a to oznaczało... z resztą piwnice same w sobie zawsze oznaczały pająki. Na samą myśl musiałam zrobić się blada. Może jednak prąd nie był takim priorytetem? Ludzie kiedyś bez niego żyli, więc i ja dam radę.
       Ja tutaj przeżywałam wewnętrzne załamanie, a mój tworzysz wyraźnie się rozpromienił na myśl, że będziemy sąsiadami. Doprawdy, ludzie muszą być tutaj bardzo życzliwi, chyba, że to on jest tego typu wyjątkiem. Nie mniej jednak swoją energią pozwolił mi zapomnieć o wizji ośmionogich bestii, przynajmniej na jakiś czas.
       Odruchowo spojrzałam we wskazanym kierunku, ale oczywiście nic nie zauważyłam.
       - Tak, właśnie widzę, że nie ma tutaj wielu ludzi. Liczę, że żaden seryjny morderca nie dowie się o moim przybyciu - zdobyłam się na taki żarcik, chociaż ten w zasadzie... niekoniecznie był tak zabawny, jak to sobie z góry założyłam. Wprost idealnie, tym ponurym akcentem dobiłam siebie jeszcze bardziej.
       W tym wszystkim nawet nie zauważyłam, że nie zdążyłam się przedstawić, kiedy on to zrobił natychmiast powtórzyłam pięć razy jego godność w myślach, aby nie zapomnieć, bo bywało i tak, a kolejnej wtopy nie zamierzałam zaliczyć. Przynajmniej nie pierwszego dnia.
       - Camellia Anderson... jak taki kwiecisty krzak, mieli wyobraźnię, ale wystarczy Cam - nie wiem czemu dodałam tyle słów od siebie, ale to pewnie przez to lekkie zdenerwowanie, które wyparowało ze mnie w chwili,w której Maghnus pocałował moją dłoń. Nie przywykłam do takiego traktowania. Tam skąd pochodziłam mężczyźni zachowywali się inaczej. Oczywiście nie próbowała dopisywać sobie nie wiadomo jakiego znaczenia do jego gestu, pewnie był dobrze wychowany. Cóż, jego ubiór świadczył o tym, że na pewno nie mieszka w ruderze, jak ta moja. Chyba zrobiło mi się jeszcze gorzej, ale poczułam się przy tym nieco lepiej, biorąc pod uwagę jedynie zachowanie mężczyzny. Po chwili spięcia przyszło rozluźnienie. Skoro widząc mnie taką nieporadną, szukającą bezpieczników w domku, który nie był w stanie zamieszkalnym, zdecydował się mnie potraktować z taką grzecznością, to bez wątpienia nie mógł być złą osobą. Chyba, że zmęczona po podróży, stałam się wyjątkowo łatwowierna.
       - Póki co chyba sama zajmę się remontem, nie chciałabym nikogo kłopotać. Może nie wyglądam, ale niejeden gwóźdź już w życiu przybiłam - zażartowałam raz jeszcze, schylając się nieco, aby pogładzić psa. Wydawał się być zadowolony tą pieszczotą, to też nieco potarmosiłam mu pyszczek. Nie przerywając zajmowania się czworonogiem uniosłam głowę na jego właściciela. - Niestety nie miałam jeszcze ku temu okazji.         Dopiero co przyjechałam i jak pan widzi, bezskutecznie szukam tych bezpieczników - zauważyłam, w końcu podnosząc się z ziemi. - I mimo wszystko nalegam, żeby Oscar się napił, bo szura jęzorem po trawie - ostatnie słowa chyba powiedziałam bardziej do psa, niż mężczyzny, a ten zaszczekał radośnie.
       Ruszyłam w stronę wejścia tarasowego.
       - Zapraszam. No chyba, że się pan boi.. w zasadzie, proszę mi mówić po imieniu, czuję się niezręcznie z tym tytułem - uśmiechnęłam się, wchodząc do środka i w zasadzie już po chwili znajdując się w kuchni, jaką tylko wyspa oddzielała od saloniku.
       - No dobrze Oscar, znajdźmy Ci jakąś miskę... - mruknęłam pod nosem i na szczęście w pierwszej szafce już coś znalazłam. Następnie podeszłam do kranu, to była chwila prawdy, kiedy go odkręciłam poruszył się lekko, a zaraz ukazał się przeźroczysty płyn. Aż podskoczyłam. - Przynajmniej woda jest! - odwróciłam się do boku, w kierunku mężczyzny. - Widzi pan, nie ma na co narzekać - obmyłam miskę, a potem napełniłam i przeszłam w ich kierunku, kładąc ją przed zwierzakiem. Dopiero po chwili się podniosłam i rozejrzałam.
       - Póki co jest brudno i generalnie nie wygląda to dobrze, ale dbanie o to, co inny uznaliby za stracone to moja praca. Chętnie zaproszę pana, jak już odnowię dom, sam pan zobaczy. No, a już na pewno proszę mnie nie zrażać... kiedy się dowiedziałam, że posiadam tutaj swoją własną posesję, rzuciłam wszystko, aby tu przyjechać. Wiele oczekuję po tym mieście i tym budynku - wróciłam na niego spojrzeniem, a w moich oczach czaił się pewnego rodzaju błysk, który świadczył o tym, że wcale nie żartuję i jestem bardzo zdeterminowana.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#9 22-11-2018 o 00h43

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Jego twarz pozostała w jaśniejącym uśmiechu. Miał przed sobą młodą, zdeterminowaną osobę, która zamierzała sama wyremontować dom. Kobieta zaimponowała mu swoim zapałem do pracy i tym, jak wyrażała się o budowli. Wyrażała jasno, że pokładała w budynku nadzieję, chciała mieszkać w nim długo. Maghnusowi podobało się jej ogólne podejście. Od zawsze uważał siebie za optymistę, chociaż wraz z okresem dorastania miewał przejawy bycia realistą. Nie mniej, zawsze miło było mu słuchać, jak ktoś opowiadał o czymś z dobrym nastawieniem. Faktem było też to, że nie codziennie spotykał kobietę, która zamierzała sama podjąć się ciężkiej pracy fizycznej. Arrowcliff było małe i nawet, kiedy O’Farrel z niego wyjechał, stereotypy panujące w rodzinnym miejscu zawsze były gdzieś z tyłu głowy. Nie znał wiele przedstawicielek płci pięknej, które zdołałyby się podjąć zadania, które chciała wypełnić nowa sąsiadka. W zamyśleniu uznał, że podoba mu się wizja dziewczyny, która jest zaradna, nie boi się ubrudzić i nie ma nic przeciwko trzymaniu młotka w ręce.
     Na jej żart o seryjnym mordercy roześmiał się wesoło, przysłaniając usta dłonią zaciśniętą w luźną pięść.
     -Ludzie tutaj wolą raczej proste historie romantyczne od horrorów. Wiem, co mówię. Pracuję w wydawnictwie w miasteczku- powiadomił, wyraźnie zadowolony z obecnego stanu rzeczy.
     Słysząc godność dziewczyny, stwierdził, że nie przypominał sobie osoby o tym samym imieniu. Mimo tego, imię wydało się znajome. Kiedy dziewczyna wspomniała o kwiatach, spojrzał na nią tak, jakby jakaś informacja, która umknęła mu wcześniej, właśnie do niego wróciła.
     Camellia Anderson.
     -Imię wywołujące przyjemne skojarzenie na starcie- stwierdził.
     I wtedy dowiedział się nieco więcej o jej planach. Ona naprawdę zamierzała zrobić wszystko sama.
     -Myślę, że kiedy panią poznają, nie pozwolą ci robić wszystkiego samotnie. Zawsze ktoś znajdzie powód, aby przyjść i chociaż porozmawiać- uznał. Nie potrzebował wiele czasu, aby stwierdzić, że Camellia zostanie polubiona przez resztę mieszkańców Arrowcliff. To, że czasem zbyt łaskawie oceniał charaktery innych było inną sprawą. W jego oczach ogół zawsze był życzliwy i nie odmawiał pomocy innym. Ludzie lubili plotki, a coś nowego sprawiało, że byli tego ciekawi. Wczasowicze lubili powracać w to miejsce.
     Był zadowolony z faktu, że Oscar siedział grzecznie na trawie i przestał się wiercić. Być może nie było to aktem grzeczności z jego strony, a raczej powodem zmęczenia, ale Maghnus nie mógł narzekać.
     -Ach, te bezpieczniki…- powiedział. Słysząc naleganie, zapaliła mu się lampka w głowie. Strasznie się rozgadał. Nie pomyślał o tym, że kobieta mogła być zmęczona, nie wspominając już o tym, że Oscar, a później i on wprosili się na jej posesję. Pomyślał jednak, że może jednak warto jeszcze trochę się ponarzucać, pomóc jej w poszukiwaniu bezpieczników. Tak po prostu, za odwdzięczenie się, że nie była zła na psa, który ją wystraszył poprzez zaskoczenie.
     -No dobrze- powiedział w końcu. Ruszył za blondynką, lekko ciągnąc za smycz, aby chart raczył podnieść się z ziemi. Miał cichą nadzieję, że Camellia nie przyuważyła tego, że musiał go do tego trochę zmusić. Czasami było mu naprawdę wstyd za to, że nie potrafił wytresować własnego psa. W myślach już zmienił plany na wieczór. Dokumenty mogły poczekać.
     -W porządku. Szczerze, też było mi trochę niezręcznie, ale uznałem, że jeśli tobie też tak będzie, powiesz mi o tym- zaśmiał się na propozycję przejścia „na ty”.
     Był prawie pewny, że nie mogła być wiele młodsza od niego. Może była w wieku jego siostry?
     Przekroczył próg domu. Kiedy rozglądał się po salonie i kuchni, przypomniał sobie, jak ten dom wyglądał w środku. Wróciły konkretne wspomnienia. Na przykład to, w którym wraz z przyjacielem wspięli się na stary stół stojący w rogu pomieszczenia, a jedna z jego nóg ułamała się, w wyniku czego chłopcy zaliczyli twarde lądowanie. Odwrócił wzrok od tamtego miejsca w chwili, w której sąsiadka powiadomiła o wodzie bieżącej.
     -To świetnie!- ucieszył się.
     Oscar łapczywie dorwał się do miski i zaczął szybko pić wodę, rozchlapując ją nieco językiem na boki.
     -Miło jest słyszeć coś takiego- oznajmił. –Zaczynasz zupełnie nowe życie i nie zrażasz się trudnościami na początku. Ale jak wspominałem, na pewno znajdzie się ktoś, kto wejdzie ci tutaj bez zapowiedzi, jak my dzisiaj i uzna, że zacznie wymieniać podłogę lub malować ściany- zażartował. -I właśnie. Pozwól mi zejść na dół, pomogę z bezpiecznikami. Jak już tu jestem to może się przydam. Właściwie, nie „może”, a zamierzam się przydać.
     Pies zaszczekał, informując o wypiciu całej wody z naczynia.

Ostatnio zmieniony przez Airi (22-11-2018 o 01h08)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#10 22-11-2018 o 21h18

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Niewiele wiedziałam o swoim nowo poznanym sąsiedzie, ale wydawało mi się, że praca w wydawnictwie do niego pasuje. Prosta, nieskomplikowana, wierzę, że w miejscu takim, jak te, przyjemna  i spokojna. Takie też odczucia wzbudzał we mnie sam Maghnus O'Farrel. Mówił o tym na głos chyba nie wypadało, przy czym chyba to istotny dowód na moją niepewność. Zdawało mi się, jak źle to nie zabrzmi nawet w zaciszu moich myśli, że był on ode mnie o wiele lepiej wychowany. To spostrzeżenie już same w sobie kazało mi się trzymać w ryzach pewnego rodzaju poprawności. Nie chciałam pierwszego dnia nikogo do siebie zrazić, a już na pewno przerażała mnie perspektywa przypięcia mi łatki kogoś, kto nie pasował do Arrowcliff.
       Chciałam się tutaj zaaklimatyzować, ale też nie przesadzać z tym. Sądzę, że z uwagi na swoje wcześniejsze życie nie byłam szczególnie łatwowierna, czy nawet ufna. W większym mieście ludzie patrzyli głównie na siebie, a moje kontakty z mężczyznami były raczej płytkie i przelotne. Na pewno nikt nie patrzył na mnie, jak na damę, a ja nie oczekiwałam tego, bo nie oszukujmy się... wiedziałam kim jestem. Sierotą bez rodziny, porządnej pracy, czy jakiejkolwiek ciekawej anegdoty z życia. Mimo to chyba nie zawahałabym się przy określeniu siebie samej, jako optymistki. Może dlatego, że nie miałam czasu na negatywne myśli, a doświadczenie nauczyło mnie, że są w życiu sytuacje od których i tak się nie ucieknie, więc lepiej na wstępie siebie nie dołować zło wróżeniem.
       Na mojej twarzy zamajaczył uśmieszek, kiedy O'Farrel pochwalił moje imię. Nie skomentowałam tego jednak w żaden sposób. Chyba nie wiedziałam jak.
       - A zatem w miłe słówka ubierasz jasny przekaz, że tutejsi mieszkańcy są całkiem nachalni i wścibscy? - zażartowałam, korzystając z tego, że przeszliśmy na ty i poprawiłam nieco włosy, rozglądając się dookoła. Nie chciałam jednak zabrzmieć niegrzecznie, a w zasadzie mogło tak to wyglądać. Dlatego też szybko postanowiłam coś dodać, aby ten temat nie zamarł w takim punkcie. - Cóż, kiedy mnie poznają, to dobry zwrot. Nie wiem kiedy to się stanie, prawdę mówiąc mam wrażenie, że w Arrowcliff każdy zna każdego, a ja jestem jak ten nowy uczeń w klasie, o którym plotki będą krążyć szybciej, niż ktokolwiek zaproponuje rozmowę - skwitowałam, naprawdę czując, że tak to może wyglądać. Chyba mniejsze miasteczka mają to do siebie. Jakby nie patrzeć byłam tutaj swojego rodzaju intruzem, a to czy aby na pewno zostanę tak zaakceptowana, jak Maghnus mówił, czas tylko pokaże.
       W zasadzie to teraz, z perspektywy czasu, cieszyłam się, że jakimś zrządzeniem losu Oscar postanowił mnie przestraszyć. Pewnie gdyby nie to, byłabym teraz sama, siedząc i nie wiedząc co ze sobą zrobić. Tak to przynajmniej na spokojnie mogłam się ze wszystkim oswoić, by jutro na spokojnie zabrać się do pracy.
       Schyliłam się na moment do charta, aby dolać mu wody, a kiedy ponownie postawiłam przed nim miskę, zerknęłam do góry na swojego gościa.
       - Skoro już wiem, że mówienie na per "pani" wprawiało ciebie w niezręczność, a przy tym jesteś zbyt grzeczny, by zwrócić na to uwagę, to może od razu zapytam, czy coś jeszcze ci przeszkadza? - zapytałam wprost. Raczej byłam dość bezpośrednią osobą, tak bym siebie określiła. Podniosłam się do pozycji stojącej. - Albo lepiej... uznajmy na wstępie naszej, mam nadzieję długoletniej sąsiedzkiej przyjaźni, że bez skrępowania będziemy mówić o tym co nam nie pasuje... Moi poprzedni sąsiedzi mnie nienawidzili ze wzajemnością i obiecałam sobie, że tutaj będzie całkiem inaczej... tylko widzisz, niekoniecznie się na tym znam - podrapałam się po policzku i autentycznie zamyśliłam na moment. Skoro już tutaj był, mogłam go wykorzystać do zgromadzenia wiedzy. - Zastanawiałam się nawet czy czegoś nie upiec i nie roznieść, ale nie wiem, czy tak się robi, czy to tylko w filmach. Poza tym nie mam piekarnika... kupne ciasto chyba nie brzmi najlepiej, prawda? - zaśmiałam się nieco skrępowana tym, że mówiłam mu o takich głupotach. Uniosłam rękę, rozmasowując kark, aby jakoś ukryć to, że wolałabym chyba cofnąć tą wypowiedź.
       Naprawdę mi zależało, a przez to mogłam się starać aż nad to. Nigdy wcześniej w podobnej sytuacji nie byłam i teraz żałowałam nawet, że nie kupiłam jakiegoś poradnika o życiu z sąsiadami w zgodzie. Nie stroniłam jakoś specjalnie od ludzi, nie mogłam powiedzieć, że ich nie lubiłam, wręcz przeciwnie... ale los tak zaplanowałam dla mnie życie, że siłą rzeczy byłam samotniczką. Może nieco się też bałam przykrości, bo te z relacji międzyludzkich wynikały nadzwyczaj często. Mimo to jednak nie umiałabym powiedzieć, że nie lubię być w towarzystwie, jedynie czuję skrępowanie i niepewność. O wiele lepiej wypadam w kontaktach jeden na jeden, jak teraz, jeśli nie liczymy Oscara.
       - Naprawdę? - wydawało mi się, że zamyśliłam się na moment, ale propozycje mężczyzny natychmiast przywróciła mnie do chwili obecnej, a szok jaki wymalował się na mojej twarzy musiał być całkiem spory, podobnie jak ulga. Aż postąpiłam dwa kroki w jego kierunku. - Zejdziesz tam za mnie? - dodałam jeszcze mimowolnie, a kiedy to do mnie dotarło zmieszałam się nieco. Przeczyściłam gardło patrząc w jednej chwili do boku. Pięknie, ja tu manifestuję swoją niezależność, a teraz jak dzieciak ślinię się do wizji pomocy. Cudownie Cam, rób sobie nadal taką świetną reklamę. - To znaczy... cóż... nie wypada mi przyjmować twojej pomocy, ale skoro już tutaj jesteś - mieszałam się w zeznaniach. To nawet dla mnie brzmiało źle, więc w końcu z rezygnacją wypuściłam powietrze z płuc, a ramiona opadły mi przy tym.
       - Mam cholernie silną arachnofobię - przyznałam bez bicia. - Tylko się ze mnie nie śmiej, ok? Jeśli coś budziło moje wątpliwości odnośnie przyjazdu tutaj, to właśnie wizja pająków - dodałam i ruszyłam w stronę schodów, dając mu do zrozumienia, żeby poszedł za mną. Pod nimi były drzwi, pociągnęłam za klamkę, a te skrzypnęły przeraźliwie.   
       - Strome schody i zero światła... cudownie - cmoknęłam wyciągając z kieszeni komórkę na której zaraz odpaliłam latarkę. - Powinnam tam zejść z tobą, prawda? - zapytałam, dbając o to, żeby to pytanie brzmiało nonszalancko, jednak przyznaję... nie byłam szczęśliwa na tą myśl. Z drugiej strony na dole było całkowicie ciemno, nie wiem, jak będzie wyglądać ta skrzynka i czy jedną ręką uda mu się ją otworzyć.
       Strach strachem, ale chciałam wyjść z tego z twarzą. Chociaż jej połową. Wolałabym, aby od jutra nie zaczęły krążyć o mnie plotki, jeszcze nie daj Boże w gazecie. "Nowa mieszkanka Arrowcliff wysługuje się swoimi gośćmi i wpycha ich do ciemnej piwnicy". Bez wątpienia byłby to kuszący nagłówek, a do mnie dopiero teraz dotarło, że ktoś kto pracuje w gazecie może przecież szukać sensacji, a nie tylko przypadkiem trafić do mojego domku akurat wtedy, gdy się wprowadziłam. Chociaż przyznaję... nie chciałam o Maghnusie myśleć źle, póki co zrobił na mnie takie pozytywne wrażenie. Oby to nie były pozory.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#11 26-11-2018 o 00h24

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Maghnus zaśmiał się dźwięcznie, zastanawiając się nad przesłaniem jego własnych słów. Nie mógł zaprzeczyć wnioskom, które wysunęła Camellia i nie miał takiego zamiaru.
     -To pierwszy stopień do piekła ich do tego pcha- powiedział. Ciekawość.
     Czasem miał wrażenie, że ciekawość nowego była tym, co każdy mieszkaniec Arrowcliff miał we krwi. Nie każdy objawiał to na ten sam sposób, co większość, ale każdy miał w sobie przynajmniej tego zalążek. O’Farrel znał wszystkich mieszkańców miasteczka. I nie było wśród nich osoby, która nie byłaby na swój sposób ciekawska tego, czego jeszcze nie znała. Dlatego też nigdy nie brakowało tematów do rozmów. Nawet przyjezdni, choć było ich niewiele, zawsze magicznie przejmowali tę cechę i jeżeli nie na początku, po przyzwyczajeniu się do otoczenia również ją objawiali. Mężczyzna zastanawiał się, czy były to zwykłe zbiegi okoliczności, czy miejscowość naprawdę miała w sobie ten czar. Myślał też, czy owy „czar” zadziała również na Camellię.
     -Dobre porównanie. Nie będę cię kłamać, że tak nie będzie. Ale nie martw się. Większość zamiast rozmawiać o kimś, kogo sami mogą odwiedzić, będzie wolała tę drugą opcję. Oscar miał szczęście, że odnalazł cię, jako pierwszy. Albo raczej nie szczęście, tylko nosa.- Automatycznie zerknął na psa, który dorwał się do drugiej porcji wody.
     Kolejne słowa kobiety wprawiły go w lekkie zakłopotanie.
     -Nie- odpowiedział bez zawahania. –Następnym razem nie będę tyle zwlekał ze zwróceniem na coś uwagi. A przynajmniej się postaram! Zwyczajnie nie chciałem, abyś poczuła się urażona. Nie wszyscy chcą, aby zwracać się do nich bezpośrednio.
     Kiedy zauważył, że blondynka drapie się po policzku, poszedł w jej ślady i zareagował podobnie, sięgając ręką do krótkich włosów. Opuścił dłoń, kiedy na jego usta wgramolił się z lekka niepewny uśmiech.
     -Jestem pewny, że znajdziesz tutaj przyjaciół- oznajmił. –Tak nie robi się tylko w filmach. Myślę, że kupne ciasto nie brzmi dobrze, ale kiedy już będziesz miała piekarnik, nie jedni ucieszyliby się z takiej niespodzianki.
     Widząc zdziwienie sąsiadki, sam się zdziwił.
     -No… tak. Przecież powiedziałem, że to zrobię- powiedział, nie tracąc dobrego humoru. –Ale jakie nie wypada! Oczywiście, że wypada.
     Podwinął rękawy płaszcza. Podniósł wzrok w chwili, w której panna Anderson przyznała się do swojej fobii przed pająkami. Jego wzrok na chwilę sprawił wrażenie pełnego powagi. Maghnus kiwnął głową zwyczajnie, ze zrozumieniem. Raczej nie było mu do śmiechu. Nie mógł okłamać jej, że w Arrowcliff trudno było o spotkanie małego, ośmionogiego stworzonka. W zasadzie był pewien, że jeśli aktualnie nie chowały się za różnymi rzeczami w domu, na pewno znajdywały się w piwnicy.
     -Nie musisz, jeśli nie chcesz. Ale przydałoby mi się trochę światła. Wybiegłem z domu za psem i nie wziąłem ze sobą nawet telefonu- przyznał. –Ale wydaje mi się, że bezpieczniki powinny być w pomieszczeniu, w którym kończą się schody.- Kiedy tylko powiedział to zdanie, miał cichą nadzieję, że nowa znajoma nie uzna tego za podejrzane. Nie mogła wiedzieć, że już tam kiedyś był. Nie w pierwszym dniu, kiedy się poznali. Był skłonny powiedzieć jej kiedyś o dziecięcych zabawach z przyjacielem w „nawiedzony dom”, ale zdecydowanie jeszcze nie teraz. Skoro wiedział nawet, gdzie były bezpieczniki, oznaczało to jedno. Dobrze pamiętał każdy element domu, który udało mu się zobaczyć, a to mogło wydać się, co najmniej dziwne. Najpierw musiał trochę ją poznać i dowiedzieć się, na co może sobie pozwolić.
     Podał kobiecie koniec smyczy Oscara.
     -Trzymaj mocno- nie powstrzymał się od tego, aby jej o tym przypomnieć. Nie chciał, aby chart znowu się wyrwał i gdzieś pobiegł, lub co gorsza, narobił więcej szkód.
     Ruszył na dół, polegając na świetle, które rzucała komórka. Jednak, kiedy zszedł na dół, jego obawy spełniły się. Światła było zbyt mało, aby mógł cokolwiek zobaczyć.
     -Znalazłem skrzynkę- powiedział głośno z dołu. –Ale chyba będę musiał pożyczyć od ciebie twój telefon, żeby dowiedzieć się, co jest grane. Chyba, że masz gdzieś latarkę?
     Położył rękę na zamkniętej, zimnej skrzyneczce, pod której klapką ukryte były bezpieczniki. Piwnica nie wyglądała i nie pachniała przyjemnie, ale w tamtej chwili ważniejsze było to, aby dowiedzieć się, czy z tego domu dało wykrzesać się trochę prądu.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#12 28-11-2018 o 00h12

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png



       Atmosfera, jaka między nami panowała śmiało zasługiwała na miano przyjacielskiej, a mi to jak najbardziej odpowiadało. Nie wiedziałam kiedy następnym razem spotkam Maghnusa, ale jakoś łatwiej było mi myśleć o mieszkaniu w tym mieście, kiedy już kogoś w nim znałam. Mogłam na przykład jutro pojechać do sklepu, kupić bułki i na pytanie, czy już miałam okazję z kimś się zaznajomić, nie świecić oczami, tylko śmiało wymienić młodego mężczyznę. To zawsze jakiś punkt zaczepienia, który dawał mi swoisty komfort. Dlatego też ja sama cieszyłam się, że Oscar tutaj trafił i przyniósł ze sobą swojego właściciela.
       - Ja jestem z tych, którzy wolą nie stawiać dodatkowych barier w postaci zbędnych tytułów. Co innego, gdybym była jakimś profesorem, może wtedy, ale tak... żadna ze mnie pani - wzruszyłam ramionami, mówiąc przy tym bardzo swobodnie. Nie była to żadna znacząca wypowiedź, raczej myśl podtrzymująca temat. Miło było z kimś porozmawiać, nie licząc pośrednika nieruchomości z dzisiejszego poranka. Poza tym pan Brown był o wiele bardziej nachalny, jeśli tak mogłaby to powiedzieć. Tą uwagę zostawiłam jednak dla siebie, nie chciałam przy nowo poznanym mężczyźnie źle wyrażać się o innym człowieku, którego ledwo znałam. To nie byłoby mądrym posunięciem.
       Wzmianka o przyjaciołach była całkiem obiecująca, chociaż coś we mnie chciało mu wypomnieć, że nie powinien mieć co do mnie pewności. Robiłam dobre pierwsze wrażenie, ale patrząc na swoje doświadczenia, najpewniej traciłam z bliższym poznaniem. Całe życie ludzie przemykali się obok mnie, niby byli, ale potem znikali zajęci czymś ciekawszym, niż moja własna osoba. Podobnie było teraz, kiedy gościłam u siebie O'Farrela być może był miło, przyjemnie, rozmowa naturalnie się kleiła, ale czy to będzie trwać? Równie dobrze to spotkanie może być naszym pierwszym i ostatnim. Chciałam się tutaj zaaklimatyzować, ale też nie mogłam zbyt łatwowiernie podchodzić do tematu. Nie przywiązywałam się szybko do ludzi, z miejscami było podobnie. Nie czułam żalu, kiedy w Szkocji jeszcze będąc, spakowałam swoje rzeczy. Tak naprawdę nigdy, przez wszystkie dwadzieścia dwa lata, ani razu nie poczułam się gdzieś, jak na swoim miejscu. Powoli zaczynałam wątpić, że takie na tym świecie istnieje.
       - No to muszę jak najszybciej kupić piekarnik - mruknęłam uśmiechając się jednym kącikiem ust.
       Cieszyłam się, że Maghnus tak jasno wyraża chęć pomocy. Gdyby nie było w nim takiego entuzjazmu, pewnie bym mu na nią nie pozwoliła, czując się po prostu niezręcznie z tym, że kogoś wykorzystuję. No, ale on miał w sobie ten rodzaj energii, który nie pozwalał mi myśleć w podobny sposób. Ponownie musiałam zauważyć, że był całkiem inny od znanych mi mężczyzn. Równocześnie, siłą rzeczy w mojej głowie pojawiła się myśl, czy jest to jego wyjątkowa cecha, czy jednak w Arrowcliff jest ona całkiem powszechna.
       Patrzyłam, jak podwija kieszenie płaszcza,swoją drogą znów zauważyłam, że ten jest dobrej jakości, w dodatku w modnym kroju. Przypomniałam sobie, jak chyba trzy dni temu przed snem wyobrażałam sobie tutejszych ludzi, jak jakiś... hmm... no niezbyt światowych mówiąc grzecznie. W mojej wizji gumiaki były szczytem tutejszej mody i teraz, autentycznie było mi wstyd, bo przy nim to ja wyglądałam jak wieśniak, w zwykłych jeansach i luźnej koszuli w kratę. Zastanawiało mnie, jak w zasadzie on mnie postrzega, skoro ja jakby nie patrzeć, od dłuższego już czasu w myślach analizuję całkiem bezwstydnie jego osobę. Akurat teraz zmieniła się jego mina, na o wiele bardziej poważniejszą. Może przyznawanie się do swojej fobi było błędem? Ma mnie teraz za typową babę z miasta, która się boi pobrudzić? Niesamowicie uderzyło to w moją dumę, niezależnie od tego, czy było czymkolwiek podparte.
       Sama zapytałam z nadzieją, że nie będzie mnie chciał tam na dole do pomocy, a mimo to, w połączeniu z moimi domysłami jego odpowiedź nie przypadła mi do gustu. W odruchu wzięłam do ręki smycz, kiwając spokojnie głową w wyrazie skupienia. Nim się zorientowałam Maghnus już ruszył na dół, a ja wychylona niewiele poza framugę świeciłam w jego kierunku. Długo to nie trwało, w zasadzie teraz czułam się jak idiotka, bo mogłam mu po prostu ten telefon dać do ręki, czy coś.
       Przygryzłam dolną wargę ust podrygując nerwowo, jakby w zamyśleniu, a potem przeklęłam pod nosem, na tyle cicho, że na pewno nie usłyszał.
       - Dobra, bez sensu, żebym tutaj stała, jak jakaś panienka z okienka. Idę tam na dół - oznajmiłam, nie wiedząc nawet, czy bardziej sobie, czy jemu. Chciałam brzmieć tak, jakby ta decyzja nic mnie nie kosztowała, ale cóż, wątpiłam, aby mi się to całkowicie udało.
       Całkiem szybko, ale sprawnie i dokładnie przywiązałam smycz Oscara do poręczy schodów, a potem, nie tracąc czasu na wahania wzięłam głębszy wdech i zrobiłam pierwszy krok w dół.
       Nigdy nie lubiłam piwnic. Po prostu, już nawet nie chodziło o kwestię pająków. W nich po prostu było coś niepokojącego, co budziło moją niechęć. Z tą było podobnie, tym bardziej, że schody skrzypiały nieprzyjemnie pod butem, a im głębiej schodziłam, tym dotkliwiej odczuwałam chłód i posępność tego miejsca. Majaczące światło, jakie rozpościerało się z mojej komórki nie było zbyt obiecujące, ale cóż zrobić, nic więcej nie mieliśmy.
       - No i nie jest tak źle - rzuciłam lekceważąco, mając do pokonania jeszcze jeden schodek. Cały czas dłonią sunęłam po poręczy, aby mieć zapewnioną stabilność, tylko, że w ostatniej chwili coś przemknęło po mojej dłoni i wszystko zadziało się tak szybko. Wrzasnęłam panicznie, odskakując nieporadnie, pięta ześlizgnęła mi się z ostatniego schodka, podenerwowany Oscar, który został u góry zaczął szczekać, a moje serce walić, jak oszalałe. - Moja ręka! Coś na ręce! - krzyknęłam chyba w odruchu zamykając oczy, tylko po to by zaraz dopaść stojącego obok Maghnusa, a może on mnie dopadł? Nie pamiętałam, liczył się tylko paniczny strach. Dzięki niemu w sekundę odzyskałam stabilność, światłem świecąc w stronę poręczy. - Coś po niej przeszło! - wyjaśniłam nadal spanikowana, ale zaraz… zamarłam. Dokładnie w tej chwili, gdy dotarło do mnie, że na ścianie wisiał kawałek starej zasłony i to jej fragment nachodził na poręcz. Gapiłam się tak na tkaninę, czując, jak rośnie we mnie zażenowanie. Nie umiałam nic z siebie wykrzesać przez dobrą chwilę. Wyszłam chyba na idiotkę i miałam ochotę uderzyć się w głowę. Zamiast tego, odwróciłam się z powrotem na mężczyznę i dotarło do mnie, jak blisko niego się znajdowałam. W zasadzie wolną dłonią trzymałam jego ramię.
       - Jejku przepraszam pana… to znaczy ciebie, przepraszam - puściłam go natychmiast, nerwowo poprawiając swój płaszcz. Dobrze, że było tutaj ciemno, bo czułam, że pieką mnie poliki. Szybko musiałam jakoś zmienić temat, więc nacelowałam natychmiast źródłem światła na bezpieczniki, jakby wcale to wszystko nie było takie niezręczne. Chyba dopiero teraz dotarło do mnie, że siedzę sobie w piwnicy z obcym mężczyzną… czy to już łatwowierność? Jego zapach był bardzo przyjemny swoją drogą, ale o tym już w ogóle nie powinnam teraz myśleć.
       - Zatem skrzynka… z bezpiecznikami. Cudownie! - powiedziałam pospiesznie, a Oscar słysząc, że zamieszanie ucichło także przestał szczekać. Wzięłam jeszcze głębszy wdech. Wyciągnęłam rękę w stronę metalowych drzwiczek, jednak nie dotknęłam ich. Dotarło do mnie, że nie wiem, co się w nich może czaić, a nie chciałabym znów tutaj wrzeszczeć, jak małe dziecko. Dlatego też stanęłam nieco za mężczyzną, jakby dając mu dostęp. - Może… wybacz, ale mógłbyś ty? - cholera, wcale mi się nie podobała moja bezsilność. Podobnie jak to, że bojąc się widoku, jaki mogę zastać w skrzynce, odruchowo wlepiłam wzrok w plecy mężczyzny, chyba zbyt nachalnie, by wyglądało to naturalnie.

Ostatnio zmieniony przez Deny (28-11-2018 o 00h13)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#13 01-12-2018 o 18h41

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Mrużył oczy, próbując dostrzec więcej niż cokolwiek w tym bladym świetle, które padało na niego z góry. Dmuchnął na skrzynkę, aby pozbyć się, choć części osadzonego na niej kurzu i brudu. Wtedy właśnie Camellia poinformowała go, że zamiera zejść na dół. Momentalnie na nią spojrzał, jakby niepewny, czy dobrze usłyszał. Jak dotąd nie widział żadnych pająków, ale sądził, że zobaczenie jednego było tylko kwestią czasu. Osoba z arachnofobią postanowiła przezwyciężyć swoje lęki.
     -Dobrze, jak uważasz- powiedział. Miał tylko nadzieję, że Oscar nie czuł się wypoczęty po biegu na tyle, aby znowu coś zniszczyć.
     Uśmiechnął się lekko, kiedy kobieta stwierdziła, że nie jest źle. Ale to nie miało się na tym skończyć. Los zaplanował dla nich więcej rozrywki, niż by sobie tego życzyli. Maghnus nie spodziewał się, że sąsiadka nagle zacznie krzyczeć. Zesztywniał z zaskoczenia, momentalnie na nią spoglądając, aby zorientować się, o co może chodzić. Ale nic nie zauważył. W zamian poczuł, jak nowa znajoma ściska jego ramię.
     -Och, to nic!- powiedział szybko. –Proszę, nie przejmuj się. Wiesz, ja kiedyś, prawie wpadłem na rower mojego przyjaciela, przez takie właśnie, małe coś. Ach, warto dodać, że jechałem wtedy konno. Przez moment myślałem, że wszyscy zginiemy- opowiedział. Miał nadzieję, że przytoczoną historyjką nieco rozluźni atmosferę, ale szybko się zorientował, że mimo szczerych chęci, sam poczuł większe zażenowanie. Ale zamiast się zamknąć, ciągnął to dalej.
     -Wiesz, jak mieliśmy po naście lat i myśleliśmy, że świat jest nasz, wszyscy chłopcy z klasy ścigali się konno, a on jeden jeździł na rowerze. W dalszym ciągu jest tutaj tylko jedna szkoła. Całkiem niedaleko biblioteki… Nie mniej, później zakazano nam tych wyścigów, no chyba, że na torze, podczas gdy ktoś miał na nas oko.
     Kiedy mówił to wszystko, równocześnie siłował się ze skrzynką, która podczas pierwszych chwil nie chciała się otworzyć. W końcu jednak klapka drgnęła i dała im dostęp do przełączników.
     -Przepraszam, plotę bez sensu. I właśnie, skrzynka, już wszystko widać...- Jego wzrok utkwił na zawartości skrzynki wiszącej na ścianie. Trwał tak tylko przez chwilę.
     -Wszystko jest w porządku, nie ma tu żadnych… stworzonek- poinformował. –Wiem, co i jak.
     Następnie przycichł i przełączył dwa z kilku dostępnych przełączników. A później sięgnął ręką do włącznika światła, które znajdywało się kilkanaście centymetrów od bezpieczników.
     W pomieszczeniu piwnicy, w którym się znajdowali była jedna żarówka, która zamigała słabo, dając znak, że ledwo dycha. Mimo tego, Maghnus uznał to za dobry znak. Rozpromienił się. Prąd był, już wszystko powinno działać.
     Ale wtedy właśnie kwestia prądu się pokomplikowała. Z dworu można było usłyszeć silny grzmot, a zaraz po nim szczekanie psa i stukanie deszczu o szyby. Żarówka zgasła, ponownie pozostawiając ich z przyćmionym światłem telefonu.
     -No co za! Złośliwość rzeczy martwych- skomentował.
     A pies szczekał i szczekał. I nie miał zamiaru przestać.
     -Oscar! Oscar, nie bój się, to tylko burza, my jesteśmy na dole, rozumiesz?!- powiedział w kierunku otwartych drzwi na górze.
     -Prąd powinien być, tutaj pokazuje, że jest. To tylko ta żarówka, trzeba ją wymienić- zwrócił się do Camellii. –Za to ta burza nie brzmi dobrze. Słyszysz to? O boże, może pójdziemy na górę?- zapytał.
     Gdyby nie to, że należało przepuszczać kobiety w drzwiach, zapewne sam by pobiegł na górę tylko po to, aby upewnić się, że jego pies nie próbuje wyrwać poręczy ze schodów.
     -Martwię się, że Oscar zaraz coś zmaluje- przyznał. Wyraźnie było słychać w jego głosie skruchę i zaniepokojenie.
     Wtedy dioda obok bezpieczników zgasła, a na dworze zagrzmiało po raz drugi.
     -Chyba… chyba wywaliło korki.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#14 03-12-2018 o 23h50

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Byłam nieźle zażenowana tym wszystkim, a mimo to Maghnus zdawał się nie podzielać towarzyszących mi emocji. Prawdę mówiąc jego opanowanie mnie zaskoczyło, tak płynnie przeszedł do jakiejś anegdoty, której z jednej strony słuchałam, a z drugiej ignorowałam na rzecz analizy tego osobnika. Był interesujący, naprawdę w niczym nie przypominał osób, a raczej mężczyzn, których miałam już przyjemność poznać. Wydawał nawet zbyt miły, tak bym go określiła, bo ja sama starałam się sprawiać miłe wrażenie, ale coraz wyraźniej widziałam, jak wiele brakuje mi do jego dobrego wychowania. Pilnowałam języka, sprawiałam przyjacielskie wrażenie, jak to wypada przy pierwszym spotkaniu, tylko, że co się stanie, gdy poznamy się bliżej? O ile w ogóle to nastąpi, ale jednak nie chciałabym stracić w jego oczach. Byłaby szkoda, gdyby za tydzień miał pomyśleć "a wydawała się taka miła, podczas gdy to wyrachowany babsztyl". Skrzywiłam się nieco do własnych myśli, przywołując też zaraz do porządku swoją osobę, akurat gdy skończył mówić.
       W głowie prześledziłam przebieg jego opowieści i tylko utwierdziłam się we własnych przekonaniach. Zawinęłam wargi ust do wewnątrz, przez chwilę się nimi bawiąc, a potem puściłam je luźno z charakterystycznym cmoknięciem.
       - Wow, konie... - bez wątpienia nie należało to do szczególnie błyskotliwych komentarzy, ale nie mogłam tego powstrzymać. - Czyli Arrowcliff to takie dystyngowane miejsce? - założyłam ręce pod biustem. - No wiesz, tam skąd pochodzę dzieciaki się cieszą z deskorolki - zażartowałam, czując się znów niezręcznie. Jakoś tak ta jego opowieść wyraźniej mi pokazała, że mogę tu po prostu nie pasować. On był przecież całkiem inny, niż ja i powoli wychodzi na to, że nie stanowił dla tego miasteczka wyjątku, a raczej ja nim będę.
       Przeniosłam spojrzenie na skrzynkę, bo przyznaję, pozwoliłam sobie na moment zapomnieć po co tutaj tak właściwie jesteśmy. Z jednej strony to dobrze, przynajmniej o pająkach już dłużej nie myślałam, ale jednak to ja byłam gospodynią, on jedynie pomagał, więc nie wypada, bym była w tym wszystkim aż taka bierna.
       - Nie przepraszaj, od dwóch dni jestem w podróży, więc miło w końcu porozmawiać z kimś, kto nie pyta, czy przypadkiem nie przemycam w torbie narkotyków - zażartowałam, chcąc rozluźnić nieco atmosferę, ale coraz bardziej obawiałam się, że nasze poczucie humoru też jest całkiem inne. W zasadzie to chyba złapałam tremę. Tak bym to nazwała, bo nic innego lepiej nie określało mojego aktualnego stanu. Przynajmniej fakt, że Maghnus znał się na bezpiecznikach był pocieszający.
       Kiedy sięgnął do włącznika za światłem, a żarówka zamigotała, samoistnie na mojej twarzy wykwitł uśmiech. Nie próbowałam tego nawet ukrywać, a kiedy już miałam mu podziękować na raz wydarzyło się dużo, a może i nawet bardzo dużo rzeczy. Grzmot, Oscar, a potem nagła ciemność i mój cichy pisk, tak odruchowy. Na całe szczęście w tym nagłym zamieszaniu się stracił, bo naprawdę miałam już dość robienia z siebie skończonej idiotki.
       - Chyba nie rozumie - odpowiedziałam za psa, kiedy jego właściciel spróbował go nieco uspokoić. Zerknęłam na diodę, którą mi pokazał i pokiwałam głową na znak, że rozumiem, chociaż tyle dobrze. Już sama miałam proponować wyjście z piwnicy, kiedy lampka zgasła, a O'Farrel podzielił się ze mną cudowną nowinę, którą podsumowałam dość mocnym drgnięciem wywołanym przez pioruny.
       - Na górę - mruknęłam i ruszyłam do drzwi, pokonując najpierw schodki. Szłam całkiem szybko, podobnie jak Maghnus, bo w ciemności nie chciałam go zostawać. W ogóle przez ten czas kiedy byliśmy w piwnicy, na zewnątrz też znacznie spochmurniało.
       - Już Oscar, już dobrze, już dobrze piesku - klęknęłam obok niego, obok kładąc telefon latarką do góry. Zaraz dłońmi przejechałam po jego pysku i na całe szczęście przestał szczekać. Pogłaskałam go jeszcze chwilę, ale nie podniosłam się do pionu. Wręcz przeciwnie, usiadłam sobie na podłodze i po chwili wsparłam plecy o ścianę, opierając ręce na zgiętych kolanach.
       - Cholera - jęknęłam pod nosem i po chwili miałam już zaciśnięte palce na swoich włosach. Chciało mi się krzyczeć, albo coś kopnąć, albo najlepiej i to i to, ale przecież nie byłam sama, więc nie wypadało. - To chyba nie jest najlepszy omen - dodałam uderzając dwa razy, niezbyt mocno potylicą o ścianę znajdującą się za mną. Naprawdę robiłam co w swojej mocy, by zachować spokój, ale przynajmniej tak mogłam wyrazić to, co się ze mną aktualnie działo. Może jednak powinnam była zatrzymać się w tym pensjonacie, o którym mówił urzędnik? Ale nie! Musiałam być uparta, postawić na swoim! To teraz mam! Rozwalający się dom, w czasem burzy, bez prądu, a co za tym idzie ciepłej wody. No hurra! To naprawdę jedna z najlepszych decyzji twojego życia, Camellio! Więcej takich, bierz wiatr w żagle, bo w końcu świata ci się zachciało i szukania własnego miejsca. No to najwyraźniej twoim miejsce jest rudera bez perspektyw.
       Nie ukrywam, gdyby Maghnusa tutaj nie było, właśnie ryczałabym w najlepsze, rzucając najbardziej wymyślnymi epitetami, jakie znam. No, ale był, a ja nadal, mimo wszystko chciałam wyjść jakoś z twarzą.
       - No nic, zrobiłeś co mogłeś - otworzyłam w końcu oczy i zadarłam głowę tak, aby móc na niego spojrzeć. Zwilżyłam delikatnie usta, Oscar przy nas czuł się już bezpieczniej, bo nie szczekał, więc tym wyraźniej było słychać odgłosy deszczu i burzy. - Nie będę ciebie zatrzymywać w takich warunkach, ale też nie mogę pozwolić ci wracać w deszczu, więc może odwiozę ciebie do domu? - zapytałam. Wydawało mi się to najrozsądniejszym wyborem, na jaki mogłam się zdecydować.
       - Oczywiście wyganiać też bym ciebie nie wyganiała, ale nie oszukujmy się, aktualnie dupa ze mnie, a nie gospodyni - powiedziałam nieco dosadniej, przewracając oczami. Przecież Maghnus O'Farrel nie jest jedyną osobą, która mieszka w Arrowcliff, jakoś będę musiała poradzić sobie z tym, że zniechęciłam go do siebie pierwszego dnia. Tak przynajmniej próbowałam siebie pocieszać, bo niestety nic innego już mi nie zostało.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#15 08-12-2018 o 03h24

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     O’Farell nabrał powietrza w płuca. W tamtym momencie tym bardziej zastanawiał się nad tym, czy Camellię nie męczą jego wywody na temat miasteczka. Mimo wszystko, nie potrafił wyzbyć się opowiadania jej o nim. Była nowa w Arrowcliff, a on czuł, że chce opowiedzieć jej o wszystkim, co się tylko dało. Wiedział, że nie powinien tego robić. Jeszcze by zostawiła dom i wyjechała z miasteczka, a po jej samochodzie by się tylko kurzyło.
     -Jesteśmy trochę zacofani- przyznał bez oporu. –Znaczy, nie wszyscy, ale chyba tylko dwie lub trzy osoby przyznałyby ci się do tego, że wyrzuciły swoje telefony stacjonarne. A konie… konie były tutaj chyba od zawsze- uśmiechnął się lekko.
     Dobrze był wiedzieć, że nie przemycała w torbach i walizkach niczego nielegalnego, zwłaszcza, że gazety lubiły takie rzeczy.
     Po dostaniu się na górę, od razu podszedł do psa i głaszcząc go, próbował uspokoić. Był wdzięczny, że kobieta próbowała tego samego i zdumiony, że Oscar stosunkowo szybko przestał szczekać, choć dalej zachowywał się niespokojnie. Może młode kobiety dobrze na niego działały, może już miały w sobie tę moc?
     Kiedy sąsiadka oparła się o ścianę, a Magnus dalej kucał przy psie, głaskał go i mógł na nią jedynie spojrzeć, nie próbował znaleźć marnych i prostych słów pocieszenia. Od razu zabrał się do myślenia. Czuł się poruszony sytuacją kobiety i nie chciał, aby spędzała jesienną noc w zimnym domu. Niemal od razu pomyślał o pensjonacie, który znajdował się niedaleko rodzinnego dworku, ale bliżej morza.
     -Skorzystam z propozycji. A jak już wejdziemy do środka, dam ci numer do właścicielki tutejszego pensjonatu. Przemiła kobieta.
     Jej kolejne zdanie wywołało w nim jawne zdziwienie. Spojrzał na nią niepewnie, mrugając oczyma, nie dowierzając, że dama może się tak wyrażać.
     -D… d… Co?- zapytał bezmyślnie.
     No tak. Widocznie zbyt długo siedział w odizolowaniu od większych miast i zdążył już zapomnieć, że ludzie, w tym kobiety dzisiejszych czasów mogą sobie poprzeklinać, jeśli tego chcą. A Camellia nie powiedziała przecież niczego niezwykłego.
     Zawstydzony swoją reakcją, wbił wzrok smycz charta. Zaczął ją rozwiązywać, zbierając przy tym swoje myśli. Kiedy mu się udało, odchrząknął cicho, zwracając tym na siebie uwagę.
     -Tylko proszę, nie wzbraniaj się przed zadzwonieniem do pani Mc’Ray. Jeszcze godzina i zrobi się tutaj naprawdę zimno. Ale nie trać swojego urzekającego zapału do pracy. Nie jesteś już tutaj sama, znasz mnie i tego łobuza. Jutro mam wolne, więc chętnie wyrwę się z domu, zadzwonię po kogoś do pomocy i zaczniemy coś robić. Wiesz już, od czego chciałabyś zacząć remont?
     Camellia musiała przekonać się o tym, że na świecie istnieli ludzie, którzy pomagali innym nie chcąc nic w zamian.
     Maghnus był pewny, że jego drogi przyjaciel z dzieciństwa, ten, z którym bawił się w nawiedzony dom, będąc w domu Camelli i ten, który wolał rowery od koni, będzie równie chętny do pomocy, co on. Znał jeszcze kilka osób, które z przyjemnością przyszłyby remontować nie swoją posiadłość, ale nie chciał, aby nowa znajoma poczuła się zbytnio osaczona przez niego innych. Chociaż, i tak miała już podstawy, aby się tak czuć.
     Poszli do samochodu. Maghnus zajął miejsce tuż obok kierowcy, trzymając półrocznego podopiecznego na kolanach. Wytłumaczył kobiecie drogę do dworku, która była bardzo prosta, po czym uśmiechnął się do niej lekko. Krople deszczu stukały o szyby charakterystycznie i gdyby nie burza, Maghnus powiedziałby, że naprawdę podoba mu się ten dźwięk. O ile człowiek znajdywał się w bezpiecznym miejscu i nie denerwowało go coś takiego, jeśli nie było również obojętne, mogło okazać się całkiem relaksacyjne.
     -Jak ma padać, to niech pada, ale mam nadzieję, że burza ustanie- powiedział, nie pozwalając, aby cisza zbytnio się przedłużała.
     Głaskał psa, trzymając go krótko, aby nie miał szansy spowodować wypadku. Mężczyzna wiedział, że ten pies był w stanie narażać innych na niespodziewane sytuacje.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#16 08-12-2018 o 15h47

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Podniosłam niepewnie głowę i pokiwałam nią na jego słowa, chociaż sama nie byłam przekonana co do pensjonatu. Mimo wszystko czułam, że to pewnego rodzaju plama na moim honorze, jeśli zdecyduję się porzucić swój dom. Dlatego miałam mieszane uczucia, ale nie chciałam też mówić o tym mężczyźnie na samym wstępie. Po prostu wezmę numer, a potem, najlepiej już nie dzisiaj, wyjaśnię mu, że zdecydowałam się mimo wszystko tutaj pozostać. Brzmiało to rozsądnie, a przede wszystkim grzecznie. Nawet mi się poszczęściło, bo sam nie ciągnął tematu, co jak się okazało wywołał sposób, w jaki sama siebie określiłam.
       Uniosłam wyżej jedną brew, kiedy się zająknął. W pierwszej chwili nie do końca rozumiałam o co mu tak właściwie chodzi, a potem, kiedy dodałam dwa do dwóch i jasne się stało po raz kolejny, jak wiele nas różni. On rzeczywiście musiał być bardzo dobrze wychowany, a ja przy nim to tak samo, jak stara koza przy wyścigowym rumaku. Rozbawiło mnie własne porównanie i jednocześnie obiecałam sobie, że nieco więcej uwagi będę poświęcać temu, jakich słów przy nim używam. W sumie dobrze, że nie zdecydowałam się na nic dosadniejszego, bo coś mi mówi, że już w ogóle bym zrobiła sobie świetną reklamę.
       Podniosłam się z ziemi, uznając, że nie ma co tego komentować i może było to błędem, bo właśnie wtedy znów wspomniał o pensjonacie. Korzystając z chwili, w której nie patrzył na mnie, przewróciłam oczami. Niby się nie znaliśmy, a ja już miałam podejrzenia, że Maghnus czyta mi w myślach i nie wiem, czy podziwiać go za to, czy raczej się obawiać takich zdolności. Aż taka otwarta ze mnie księga?
       - Czy ty właśnie prezentujesz mi waszą słynną, miasteczkową wścibskość? - nie mogłam się powstrzymać, ale poniekąd było to też swojego rodzaju odruchem obronnym. Nie przywykłam do pomocy, a już w ogóle tej bezinteresownej. Nie potrafiłam o nią ani prosić, ani zbyt dobrze jej znosić i teraz poczułam pewnego rodzaju stres, że mój nowy sąsiad uzna mnie za niewdzięcznicę. Z drugiej strony chciałam też zachować się jakoś tak swobodnie, ale jakby nie patrzeć wbił mnie w swojego rodzaju osłupienie. Wolny dzień i zamierzał go na mnie zmarnować? Sam z siebie... uśmiechnęłam się do niego, nie wiedząc, czy mam w ogóle prawo przyjąć taką pomoc. W ogóle nie byłam w swoim życiu zaznajomiona z odpowiednimi reakcjami na takie sytuacje. - Tylko żartuję, to bardzo miłe, ale nie chciałabym sprawiać kłopotów. Masz wolny dzień, na pewno jest wiele ciekawszych sposobów na jego spędzenie, niż papranie się w brudnej ruderze - zaśmiałam się, odruchowo wkładając dłoń do kieszeni, aby wyczuć w niej kluczyki samochodowe.
       Poszliśmy razem do pojazdu, a w zasadzie musieliśmy podbiec. Deszcz naprawdę był silny, więc w pierwszej chwili po wejściu musiałam się nieco przyzwyczaić do tego, że jestem okra. Dopiero wówczas odpaliłam silnik zerkając przy tym na mężczyznę i jego psa. Oki, chyba wszystko było dobrze.
       - Nie lubisz burzy? - zagadnęłam jakoś tak, w momencie, w którym wyjechałam już na drogę, zwracając przy tym uwagę na odpowiednie kierunki. Niekoniecznie chciałam się pomylić, tym bardziej, że wiele opcji tutaj nie było, dlatego też byłam nieźle skupiona. - Ja lubię. Jak byłam mała, często wymykałam się podczas niej na zewnątrz, co pewnie nie było rozsądne. Chowałam się pod jakimś drzewem i liczyłam czas między hukiem, a błyskiem - słowa same opuszczały moje usta, a przed oczami siłą rzeczy pokazały się sceny z tamtych czasów. Wmawiałam sobie wtedy, że to moi rodzice próbują rozedrzeć niebo i się do mnie dostać, ale... tego już Maghnusowi nie mówiłam. Zaśmiałam się za to krótko. - Cóż, powiedzmy, że wykorzystałam tym samym limit szczęścia, skoro wtedy nie walną mnie żaden piorun, to dziś może być powodem, dla którego nie mam prądu - zażartowałam i wjechałam w alejkę o której wcześniej mówił mężczyzna, gdy tłumaczył mi drogę.   
       Bardzo była ładna, taka malownicza. Sądziłam raczej, że będzie podobna do ulicy przy której stoi mój dom. Drzewa i krzewy układały się po dwóch stronach, a z oddali widziałam bramę, co nieco mnie zaskoczyło.
       - Alejka, jak do jakiejś mistycznej krainy - znów przerwałam ciszę, jedną dłonią sięgając do Oscara, którego pogładziłam po łepku, korzystając z tego, że nie musiałam zmieniać biegów. Wypowiadając te słowa, nie mogłam jednak przewidzieć tego, co zaraz stanie przed moimi oczami. Zamknęłam się z miejsca, chociaż w zasadzie, to moje usta były rozchylone, a dłonie silnie zaciśnięte na kierownicy.
       Raczej nie należę do osób, którym brakuje słów, ale teraz, jadąc w stronę dworku, pałacyku, zamku, willi, czy jak to w ogóle nazwać, nie wiem, bo nigdy nazywać podobnych budowli nie musiałam, czułam jak zasycha mi w gardle. Jednocześnie bałam się spojrzeć do boku, jakby z Maghnusem miało się zadziać coś dziwnego w tej drodze z mojej rudery do posiadłości, która była coraz bliżej.
       Zatrzymałam w końcu samochód. Tylko spokojnie, zachowuj się naturalnie. Jakby to wcale nie zrobiło na tobie wrażenia. Taki był plan.
       - Cholera, błagam, nie mów, że jesteś jakimś księciem, co? - no i masz! To mi wyszło z tą naturalnością. Jęknęłam zaraz i uderzyłam czołem o kierownicę. Właśnie stałam przed przepięknym dworkiem, prowadząc starego pickupa. Mało tego, osobę, która tutaj mieszkała wykorzystałam do naprawiania mi bezpieczników w domu, który pewnie w jego mniemaniu był ruderą, niczym więcej.
       - Czuję się teraz, jak skończona idiotka. Powiedz, czy mieszkańcy Arrowcliff spalą mnie teraz na stosie? Ja ci zawracam gitarę, do piwnicy zsyłam, a ty konno jeździsz i mieszkasz na zamku - odruchowo wypowiedziałam własne myśli na głos. W końcu na niego zerknęłam od boku, czując, jak moje zażenowanie rośnie. - Chyba jednak... lepiej będzie, jak nie będę tam wchodzić, co? - zapytałam niepewnie.
       Ponownie zerknęłam na budynek, aby nabrać większą dawkę powietrza. No pięknie. Nieoczekiwanie jednak w głowie pojawiły mi się wspomnienia z rozmowy dziś rano. Urzędnik wspominał mi coś o pięknym dworku.
       - Pan Brown mówił mi, że jest tutaj dworek, nie sądziłam jednak, że zobaczę go aż tak szybko - wymsknęło mi się i o ile wcześniej wizja szukania pracy w takim miejscu zapowiadała się nieźle, o tyle teraz, kiedy znałam Maghnusa, byłam pewna, że nie ma takiej mocy, która mnie zmusi do tego, abym o to zapytała. Wówczas sama bym siebie spaliła, tylko nie na stosie, a ze wstydu.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#17 08-12-2018 o 22h18

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Maghnus zaśmiał się mimo tego, że pies próbował wbić pazury przednich łap pod jego obojczykiem. Zapomniał już o tym, że wychodząc, a właściwie wybiegając z domu zadeklarował, że wróci do niego niedługo. Przedłużyło się.
     -Tak, to właśnie to- powiedział, nie kryjąc zadowolenia z siebie.
     On po prostu nie wyobrażał sobie tego, że nowa mieszkanka Arrowcliff chciała robić remont w pojedynkę. Już nawet nie chodziło o to, że stereotypowo należała do słabszej fizycznie płci, a głównie o to, że była po prostu sama. Był przyzwyczajony do tego, że takich rzeczy nie robiło się samemu, a z przyjaciółmi lub chociaż ze znajomymi. Chyba tylko stanowczo powiedziane „nie” dałoby mu do zrozumienia, że ona naprawdę nie chce od nikogo pomocy. Mimo wszystko, nawet nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
     -Papranie się, żartujesz? Poza tym, że to miejsce jest ładne, kiedy już znasz je na wylot, jego spokój zaczyna trochę nudzić- powiedział. Uśmiechnął się znowu, jednak niekontrolowanie wbił wzrok w szybę i zamyślił się na chwilę.
     Właściwie, jemu akurat rzadko się nudziło. Było to związane z czymś, o czym nie powinien mówić jej na głos. Ale to była zupełnie inna sprawa. Nie chodziło o czas, a o niespodzianki. Takie, których nie lubił i takie, które śniły mu się, co noc.
     Z zamyślenia wyrwał go Oscar, który zaczął się wiercić.
     -Niekoniecznie, ale kolega tutaj szczerze nie przepada- powiedział w kontekście burzy. –Szczęście, że nic ci się nigdy nie stało. To takie… buntownicze, a zarazem artystyczne. Przykro mi, że tak to dzisiaj wyszło. To chyba prawda, że nie można mieć wszystkiego. Jakby los rzucił ci beczkę pod nogi. Ale jutro ją przeskoczysz, wierzę w ciebie, Camellio.- Uniósł na chwilę jedną dłoń, aby pokazać jej kciuka w górę, ale szybko musiał wrócić do przytrzymywania niespokojnego się charta.
     Jej komentarz odnoście alejki wywołał na jego ustach skromny uśmiech. Porównanie mu się spodobało. Jak był młodszy, czytał wiele książek o tematyce fantasy i zagłębiał się w różne mitologie.
     -Nie, dlaczego?- zapytał niepewnie. Nie uśmiechało mu się patrzeć, jak kobieta uderza czołem w kierownicę. –Hej, Camellia, nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby cię za to palić? Ach, może masz tremę przed poznaniem nowych ludzi? Nie trzeba, naprawdę, po prostu skorzystaj z zaproszenia i wejdź. Poza tym, miałem ci dać numer do pensjonatu, pamiętasz?
     Jego własny dom nie robił na nim wrażenia. Lubił go, owszem, ale widział go od dzieciaka. Był przyzwyczajony do każdego elementu. Wiedział, gdzie ptaki miały gniazdo, gdzie żbikowaty kot lubił ucinać sobie drzemkę. Wiedział, która cegła była ukruszona i która deska w płocie obdrapana.
     Drzwi wejściowe otworzyły się, a w progu stanęła starsza kobieta. Rozłożyła duży, czerwony parasol i pośpiesznie podeszła do samochodu. Jej wyraz twarzy nie wyrażał zadowolenia, a irytację, jednak, kiedy zorientowała się, że Maghnus nie był sam, w jej wieloletnich oczach pojawiło się również zaciekawienie. Zapukała delikatnie w szybę i pomachała energicznie ręką, każąc im wysiadać z samochodu. Mężczyzna nie miał nawet chwili na wyjaśnienia, po prostu rzucił Camelli zachęcające spojrzenie i otworzył drzwi.
      -Maghnus, ruszaj się, dlaczego nie otwierasz drzwi swojej towarzyszce? O, złapałeś tego małego diabła!- Grainne klasnęła w dłonie, a Maghnus poczłapał w stronę drzwi kierowcy, aby otworzyć drzwi samochodu.
     -No, do środka! Jak leje, ach, w środku domu wygląda to lepiej!- popędzała Grainne. Nie bała się położyć dłoni na ramieniu kobiety, którą widziała pierwszy raz w życiu i popchnąć jej delikatnie w stronę drzwi wejściowych. -Wchodźcie, wchodźcie!
     Kiedy tylko weszli do środka, popędzała jeszcze Maghnusa, który wszedł ostatni, aby szybko zamknął drzwi. Szybkimi ruchami zaczęła ściągać płaszcz, który wcześniej narzuciła na siebie niedbale, aby nie zmarznąć na dworze.
      -Przejdźmy do salonu. Maghnus, może zostaw tutaj na chwilę Oscara, niech mu trochę sierść przeschnie. Proszę, tędy.- Uśmiechnęła się, ukazując szereg idealnie równych zębów.
     Nie mogła się jednak powstrzymać i już w korytarzu zaczęła zagadywać Camellię.
     -Ależ pogoda, prawda? Ten huk rozbrzmiał tak nagle, naprawdę, myślałam, że co się stało!
     Maghnus w pośpiechu ściągnął z półki ręcznik i wytarł trochę psa, jednak o ile wytarcie mu pleców nie było trudne, wytarcie łap okazało się o wiele większym wyzwaniem. W końcu przystał na propozycję gosposi i zostawił charta w przedpokoju, mówiąc do niego, aby był grzeczny.
     Posłał uśmiech w stronę Camelli, nim starsza kobieta ponownie się odezwała.
     -Mów mi Grainne. Pani O'Farrel zatrudniła mnie, kiedy Maghnus był jeszcze dzieckiem- powiedziała spokojnie, nie tracąc przy tym przyjaznego wyrazu twarzy. –Kim jesteś, kochaniutka? Znajomą Maghnusa ze studiów? A jaki ty masz śliczny blond, powiedz mi, farbujesz, czy naturalny?

Ostatnio zmieniony przez Airi (08-12-2018 o 22h25)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#18 09-12-2018 o 02h24

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Miałam wrażenie, że to wszystko to jakiś żart. Naprawdę liczyłam na dom podobny do mojego, ale w nieco lepszym stanie, a już na pewno nie byłam przygotowana na taką budowlę. W myślach miałam jeszcze nadzieję, że Maghnus powie, że tylko żartował, a ja mam jechać dalej, ale najwyraźniej nic na to nie wskazywało. W sumie teraz jak tak o tym myślałam, to chart idealnie do niego pasował, jak i sam akcent. Jeszcze to jak odpowiedział pytaniem! Dlaczego? Nie no nie wiem... może dlatego, że stoimy sobie przed zabytkowym dworkiem większym od kamienicy, w której wynajmowałam w Szkocji mieszkanie! No przecież nie dlatego, że Maghnus to świetne imię dla księcia!
       Serce mi waliło, nagle wszystko wydawało się takie niepoprawne, a już na pewno mój samochód. Cholera, dobrze, że nie wydawał z siebie żadnych podejrzanych dźwięków po drodze. To dopiero byłby wstyd! A ja przy nim nazwałam siebie dupą! Nie no, nie ma szans, abym odżałowała to wszystko. Gdyby powiedział mi na początku... w zasadzie co miał mi powiedzieć? "Hej, jestem Maghnus, ale dla ciebie mogę być książę Harry"? Miałam ochotę raz jeszcze przywalić głową w kierownice, jednak mój towarzysz znów się odezwał i nie chciałam robić z siebie jeszcze większego pośmiewiska.
       - Pamiętam, ale może jednak lepiej nie? - zapytałam niepewnie, uznając, że nie ma co mu tłumaczyć, skąd ten mój pomysł z paleniem. Poza tym z samą tremą się nie pomylił. W ogóle mało o nim wiedziałam tak naprawdę. Może miał żonę? Spojrzałam na dłonie, ale były tak ułożone na Oscarze, że nie mogłam dyskretnie sprawdzić tego, co wcześniej nie przyszło mi na myśl. Jeśli z kolei zaraz miałaby mi wyskoczyć jakaś piękna kobieta, gotowa mnie znienawidzić z miejsca, bo przecież tak absurdalna scena by pasowała równie mocno do tej absurdalnej sytuacji, to już w ogóle byłabym skreślona na starcie w Arrowcliff.
       Naprawdę nie czułam się na siłach, aby tam wchodzić, bojąc się tego, że nie będę umiała się zachować. Ostatecznie jednak Maghnus chyba pasował mi do tego miejsca. Takie sprawiał wrażenie, kogoś porządniejszego od innych. Nawet używał mojego pełnego imienia. Mało kto to robił. Praktycznie nikt, jak mam być szczera. On natomiast pozwolił już sobie na to kilka razy, a ja złapałam się na myśli, że odwykłam od jego brzmienia. W ustach mężczyzny zdawało się nabierać wydźwięku, jakiego nigdy wcześniej w nim nie dostrzegałam.
       Moje rozmyślania nieoczekiwanie przerwało stukanie w szybę. Zamyśliłam się, więc teraz, gdy ten niespodziewany dźwięk rozległ się po samochodzie, podskoczyłam z na całe szczęście nie tak głośnym piskiem i w odruchu przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej, próbując zapanować nad oddechem.
       Wdech i wydech. Pięknie... czy to jego mama? K****, na pewno nie mama. Gosposia. Cudownie. Do mojego pickupa podleciała gosposia z parasolem. Tak mnie to zaskoczyło, że nie byłam już w stanie odjechać. Z resztą jakby to wyglądało? Wybór został za mnie podjęty i nim się zorientowałam, opuściłam pojazd, stając pod nakryciem. Zaskoczyło mnie to, że kobieta po prostu nas pogoniła do środka. Sądziłam, że ludzie są nieco bardziej podejrzliwi, w końcu byłam niezapowiedzianym gościem, a tym czasem, sama nie wiem kiedy dokładnie, znalazłam się w środku i znów przyszło uczucie tremy.
       Pospieszona ruchem kobiety sama ściągnęłam niepewnie swój płaszcz, powtarzając sobie w głowie, abym się za bardzo nie rozglądała. Łatwo było jednak powiedzieć, kiedy dookoła mnie znajdowały się piękne, a już na pewno zabytkowe wnętrza. Serce waliło tylko mocniej i mocniej z każdym krokiem. Oczywiście z naszej trójki tylko ja tak to przeżywałam. Maghnus został gdzieś z tyłu, a mnie zagadywała raz po raz gosposia. W zasadzie sprawiała wrażenie bardzo miłej i otwartej osoby. Ponownie złapałam się na myśli, że po pierwsze, nie pasuję tutaj, a po drugie chcę spróbować zrobić dobre wrażenie.     
       - Tak, mnie też zaskoczyła ta burza, pokrzyżowała mi plany właściwie - odpowiedziałam grzecznie. - Ale może ja nie będę wchodzić? Maghnus tylko chciał mi dać jakiś numer - odezwłam się niepewnie, a potem zerknęłam na mężczyznę, który zamiast mnie wesprzeć, uśmiechał się teraz. Pokazałam mu zatem miną coś, co w moim mniemaniu oznaczało "wyjaśnij, że nie chcę robić problemów", ale nie miałam pewności, czy dało się to poprawnie odczytać. Nie miała za wiele czasu, bo kobieta zaraz ponownie na mnie spojrzała. - Nazywam się Camellia Anderson i w zasadzie to jestem nową sąsiadką... wprowadziłam się dzisiaj, a przynajmniej próbuję, chociaż Maghnus nie jest zwolennikiem mojej wizji nocowania u siebie - spróbowałam zażartować. - A co do włosów, naturalne, dziękuję. Kiedyś pofarbowałam je na brąz, ale chyba jednak wolę je w tym kolorze - powiedziałam nieco więcej, niż planowałam, jak zawsze słowami przykrywając swoje zawstydzenie.
       - Przecież widzę, że jesteś zziębnięta! Chyba nic się nie stanie, jak wypijesz filiżankę herbaty - zauważyła Grainne, a ja miałam dziwne wrażenie, że decyzja nie należy do mnie. Niby uśmiechała się w ten miły sposób, ale było tutaj coś, co nie znosiło sprzeciwu. W sumie, to naprawdę nie chciałam jej robić przykrości. Miała w sobie coś, co jasno dawało znać, że nie będę się narzucać, jeśli skorzystam z tej gościny.
       - No dobrze, w takim razie na szybko nie odmówię.
       - Cudownie. Usiądź sobie proszę - wskazała dłonią na meble, kiedy znaleźliśmy się w salonie, a ja znów stanęłam jak wryta, omiatając pomieszczenie wzrokiem. Miałam w pracy do czynienie z ładnymi przedmiotami, ale tutejszy widok to było coś innego. Poza tym zwyczajnie nie przywykłam do bywania w takich miejscach. - Coś nie tak, kochanie? - zagadnęła zaraz kobieta, a mi zrobiło się autentycznie głupio.
       - Nie, nie. Po prostu chciałam zauważyć, że ten dom jest bardzo piękny - wypaliłam, ale ku mojemu zadowoleniu gosposia zachichotała. Odwróciła się jednak przez ramię, ja zrobiłam to samo i zauważyłam, że patrzy na Maghnusa.
       - A byłby jeszcze piękniejszy, gdyby ktoś nie sprowadził tutaj małego szkodnika - rzuciła wygładzając swoje ubrania. - No, ale! Idę po herbatkę. Mam też placek wiśniowy, lubisz placek wiśniowy?
       - Proszę się nie kłopotać.
       - Nie lubisz placka wiśniowego?
       - Tego nie powiedziałam w zasa...
       - Świetnie! Zatem przyniosę - klasnęła w dłonie ewidentnie z siebie zadowolona, po czym opuściła naszą dwójkę, a ja wypuściłam z płuc powietrze z głośnym świstem, by następnie zerknąć na Maghnusa.
       - Charakterna kobieta - uśmiechnęłam się niepewnie, a potem ruszyłam wgłąb salonu. Czułam się naprawdę spięta, jednakże w chwili, w której byłam tutaj tylko z samym Maghnusem aż tak mi to nie doskwierało. Może nie znaliśmy się długo, ale zdążyłam już myśleć o nim, jak o swoim znajomym, a nie obcej osobie.
       Przeszłam kilka kroków, palcami przejeżdżając po gzymsie imponującego kominka, potem dalej, aż zatrzymałam się przy dużym obrazie w ładnie rzeźbionej ramie. Naprawdę kompozycja robiła wrażenie, chociaż kolory nieco wypłowiały. Chyba na moment zapomniałam o tym, że nie jestem sama. Podeszłam bliżej obrazu. przyglądając się spękaniom na płótnie, a później niewielkiej rysie na ramie. Uniosłam znów dłoń i przejechałam po niej, by ocenić grubość. No i wtedy, chwile po tym, jak delikatnie zmarszczyłam nosek, dotarło do mnie, co ja w zasadzie wyprawiam.
       - Och wybacz! To takie zboczenie zawodowe! - odskoczyłam do tyłu od obrazu, splatając ręce za plecami trochę jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Zaraz jednak pomyślałam o tym, jak to musiało brzmieć i skrzywiłam się bardziej. - Ale nie jestem złodziejem, spokojnie - wyjaśniłam, zastanawiając się, czy on też o tym pomyślał. Trzeba było jednak odjechać, póki miałam na to szanse. - Wezmę od ciebie numer, wypiję herbatę i wracam do siebie, więc się nie martw. Już nic nie będę dotykać - zaśmiałam się nerwowo, za plecami wyłamując sobie delikatnie palce.
       Może powinnam teraz usiąść? Niby gosposia mi pozwoliła, ale dalej stałam, czekając, aż pan domu usiądzie. Był w ogóle panem domu? Grainne mówiła coś o jego mamie. Och! Teraz mogłam spojrzeć na jego dłonie.
       - Nie powinieneś być już po ślubie? - wypaliłam nagle, odruchowo, jak tylko zauważyłam brak obrączki, że sama siebie zaskoczyłam. - Wybacz, to nie moja sprawa. Jestem zestresowana i plotę co mi ślina na język przyniesie - wyjaśniłam po chwili, uznając, że najwyższy czas się zamknąć.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#19 15-12-2018 o 14h45

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy słuchał tego, jak Grainne zagadywała Camellię. Można by rzec, że w pewnym sensie zakłopotanie dziewczyny bawiło go, a wesoły głos starszej pani dokładał sytuacji komizmu. Dopiero, kiedy gosposia wyszła z salonu, a stukanie niskich obcasów zanikło gdzieś za rogiem korytarza, Camellia odezwała się. Maghnus spojrzał na nią, wsuwając kciuki za pasek spodni.
     -Bardzo.- Zgodził się krótko.
     Obserwował ruchy kobiety i to, w jakim zamyśleniu przyglądała się kominkowi i ozdobom ściennym. Nigdy nie był pewny, czy je lubi, ale był pewny tego, że do ich widoku był przyzwyczajony. Cisza z jej strony mu nie przeszkadzała. W zasadzie, sprawiła, że sam się zamyślił. Dlatego też, w chwili, w której niemal odskoczyła do tyłu, mężczyzna zrobił krok na przód, ku niej.
     -Nie martw się- powiedział. –Nie sądzę, aby ktokolwiek miał taką moc, aby zdjąć to ze ściany w pojedynkę i przy tym tego nie uszkodzić- zaśmiał się. Puścił mimo uszu wzmiankę o złodziejstwie. Przecież w Arrowcliff złodzieje występowali tylko w legendzie o skradzionych koniach.
     Nie odpowiadał mu jedynie fakt, że dziewczyna czuła się w domu nieswojo. Zastanawiał się, o co mogło chodzić. Było za zimno, zbyt ciepło? A może to te obrazy na ścianach były tak przytłaczające, że pomieszczenie wydawało się ciasne i duszne? Czyżby naprawdę zbytnio się narzucał, a może chodziło o Grainne? Z werdyktem postanowił jeszcze trochę się wstrzymać.
     -Co miałaś na myśli, mówiąc „zboczenie zawodowe”? Pracowałaś może w muzeum?- zapytał.
     To była interesująca go kwestia. Między innymi miała szansę wykreślić teorię o tym, że to obrazy były przytłaczające.
     Dopiero jej dyskretne zerknięcie na jego dłoń i wspomnienie o ślubie sprawiło, że tym razem to on wydusił z siebie krótki i niezręczny śmiech. Nim jednak odpowiedział, nowa sąsiadka dodała do swojej wypowiedzi następne zdania.
     -Nie mam ci tego za złe. Właściwie wszyscy mówią, że powinienem, ale no, jak widzisz, nie jestem- powiedział. Chciał jej pokazać, że nie ma problemu z mówieniem na temat, który poruszyła. Mimo tego, że tak naprawdę było to dla niego kłopotliwe. –Kiedyś będę, jak już mnie gadanie matki doprowadzi do szału- zażartował.
     Wskazał na zdjęcie przedstawiające dwójkę młodych ludzi. Jego i młodą kobietę. Oboje uśmiechali się, siedzieli przed stajnią, ubrani w słomkowe kapelusze. Fotografia oprawiona była w drewnianą ramkę i stała na komodzie, po prawej stronie obok wazonu z kwiatami, które miały zacząć więdnąć następnego dnia.
     -To moja młodsza siostra- powiedział. –Ma dwadzieścia dwa lata i niedługo też zaczną męczyć ją o to, że z nikim się nie wiąże. Wtedy to nie ja będę tym jedynym okropnym, który nie chce zakładać rodziny. Właściwie, ile masz lat, Camellio? Jestem pewien, że ty i Emma dogadałybyście się. Gdyby usłyszała o twojej historii z domem, na pewno chciałaby z tobą porozmawiać.
     -O, mówisz o Emmie? Nie wiesz Maghnus, że mężczyznom nie wypada pytać kobiet o ich wiek? Nie wiesz Maghnus, że wypada dowiadywać się tego tylko przez inną kobietę?- Grainne wparowała do pokoju i zaczęła rozkładać filiżanki i ciasto na stoliku do kawy obok sofy. –A dlaczego właściwie stoicie? Siadajcie, no już, no już, nie mamy całego dnia!
     Tak jak poprzednio, pogoniła ich ręką, aby czym prędzej usiedli.
     -Och, przepraszam, zapomniałam cukru! Ja z Maghnusem nie słodzimy herbaty, ale może ty słodzisz, kochaniutka, to przyniosę? No ale, nie mamy całego dnia! Opowiedz lepiej Maghnus, jak znalazłeś nową sąsiadkę?
     -Nie ja, Grainne. To Oscar. Wbiegł prosto do ogródka Camelli.
     -I wszystko jasne! Camellia, jak podróż, z któregokolwiek kierunku świata do nas przybywasz?- Mówiąc to, kobieta kroiła ciasto, po czym podała blondynce talerzyk ze sporym kawałkiem.
     -Twój akcent jest…- wtrącił Maghnus.
     -Mieszkałaś w Szkocji?- przerwała starsza pani, naprowadzona na trop.
     Oboje zrobili zamyślone, zaciekawione spojrzenia i wbili wzrok w młodą dziewczynę.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#20 16-12-2018 o 01h31

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Wciąż nie byłam pewna, jak mam się zachować i chyba brało się to z tego, jak niewiele wiedziałam. W prawdzie zapytałam już całkiem głupio, czy nie jest księciem i zaprzeczył, ale to nadal pozostawiało mnie bez wskazówek. Wolałabym chyba, żeby należał do nadętych bufonów i widząc moje zaskoczenie, zaczął się wychwalać kim to on nie jest i czego to nie osiągnął. Na to niestety póki co się nie zanosiło, bo abstrahując od przepięknego dworu, w którym własnie się znajdowałam, nadal stał przede mną ten sam Maghnus O'Farrel, który nie tak dawno szukał bezpieczników w mojej zagraconej i zakurzonej piwnicy.
       Uśmiechnęłam się zdawkowo na jego pytanie, a w nieplanowanym odruchu moje spojrzenie znów prześlizgnęło się po otoczeniu, dokładniej mówiąc po obrazach. Naprawdę robiły niesamowite wrażenie i nie mogłam oderwać oczu, ale mogłyby przecież wyglądać jeszcze lepiej. Tak niewiele było im trzeba, a efekt byłby spektakularny. No, ale raczej nie jest to szczytem dobrego wychowania, aby przychodzić do kogoś do domu i na dzień dobry mówić, że ich wystrój potrzebuje renowacji. Chyba nawet gościnność ludzi z Arrowcliff nie przewiduje reakcji na podobne słowa.
       - Nie do końca w muzeum, ale dla muzeum - odpowiedziałam z jakimś tajemniczym błyskiem w oku, zdając sobie sprawę z tego, że wodzę go nieco za nos. - No i też nie zawsze, czasami, gdy byłam potrzebna - kontynuowałam, ale nie chciałam też wyjść na podejrzaną, dlatego całkiem szybko moja twarz się rozpromieniła. - Restauruję zabytki. Najchętniej obrazy i meble, ale nienawidzę dywanów... za bardzo przypomina mi to porządki, a uważam, że mój zawód pasuje jedynie bałaganiarzom - zażartowałam swobodnie, nie krępując się tym. Może nie chodziło o sam nieporządek, co brak tego popularnego obecnie minimalizmu i nowoczesności. Ja lubiłam chodzić na boso w samym swetrze, z nogami poplamionymi farbą, z gazetą rozłożoną na podłodze, z zapachem terpentyny unoszącym się w powietrzu wraz z aromatem nie tak mocnej kawy. W niełanie artystycznym łatwiej było mi się odnaleźć, niż gdziekolwiek indziej.
       Znów spojrzałam na jego dłoń, a chociaż wybaczył mi wścibstwo, to i tak poczułam się nieco nieswojo. Nie mniej jednak jego słowa o matce mnie rozbawiły. Czyli jednak Arrowcliff to nie takie tradycyjne miasteczko, gdzie kończysz szkołę i zakładasz rodzinę? Albo może Maghnus taki nie był? Z drugiej strony nie wyglądał na wyzwolonego samca, który trąbił na lewo i prawo, że musi się najpierw wyszaleć. Na kogoś, kto nie lubi kobiet też nie wyglądał. W sumie to wszystko to były jedynie domysły i powinnam się wstydzić, że podobne rzeczy krążyły po mojej głowie. Na całe szczęście o tym mężczyzna miał się nigdy nie dowiedzieć i patrząc na mnie na pewno nie mógł zobaczyć, w jak niepoprawne rejony zabrnęła moja wyobraźnie. Zwyczajnie... był interesujący. Skoro już się poznaliśmy, to chyba miałam się brawo zastanawiać kim tak naprawdę jest.
       Zdjęcie, którego wcześniej nie zauważyłam, teraz zainteresowało mnie nawet bardziej niż sam obraz. Może dlatego, że w pierwszej chwili pomyślałam, że jest na nim ktoś pokroju jego dziewczyny, skoro nie żony, albo narzeczonej? Coś w ten deseń. Zaraz jednak jasnym się stało, że nie miałam racji.
       W sumie wzmianka o siostrze jeszcze dalej oddaliła ode mnie wizję bufona z pieniędzmi. Wydawało się, że w tym domu rodzina gra ważną rolę. Inną sprawą było to, że ja też mam dwadzieścia dwa lata i też nie zapowiada się w moim życiu na żaden ślub, a jego siostrze mieli o to głowę suszyć. Cóż, plusy bycia sierotą, że tak to drętwo ujmę. Chociaż teraz jakoś tak głupio było mi się przyznać, że jestem w tym wieku, a na palcach jedynym co gości, to obrączka od kluczy, czasem, jak sobie nimi obracam w powietrzu. Maghnus w dodatku sam zapytał o mój wiek, a ja już otwierałam usta, kiedy ktoś mu przerwał. Drgnęłam odruchowo, a nim się obejrzałam, pod "naporem" Grainne siedzieliśmy już na miękkich meblach.
       - Spokojnie, należę do tych kobiet, które pytań o wiek i o wagę się nie boją, chociaż może to drugie jednak trochę... nie mam pojęcia ile ważę - cmoknęłam, drapiąc się delikatnie w tył głowy. - W każdym razie Maghnus nie popełnił żadnej gafy - chciałam brzmieć bardzo poprawnie, jednocześnie zastanawiając się, kiedy ostatnio w moich ustach gościło słowo takie, jak "gafa". Nie mniej jednak, gdybym miała wyskoczyć tutaj ze "wtopą", to chyba nie brzmiałoby to zbyt dobrze. - Mam dwadzieścia dwa lata - oznajmiłam grzecznie, patrząc jak kobieta kroi ciasto. Po chwili jednak przeniosłam spojrzenie na mężczyznę, nie powstrzymując łobuzerskiego uśmiechu. - No i na całe szczęście jeszcze nikt mnie nie męczy oczekiwaniami ślubnymi, więc współczuję Emmie - zażartowałam.
       Kawałek ciasta, jaki dostałam był naprawdę duży, jednak to wyglądało doprawdy apetycznie. Tylko, że póki co nie złapałam nawet za widelczyk. Słysząc ich pytanie, bo uważam, że po równo należało ono do obojga, zmarszczyłam nieco nos.
       - Aż tak to słychać? - mruknęłam pocierając dłonią brodę. - Staram się eliminować ten akcent, żeby nikogo nie drażnić - dodałam, po czym dotarło do mnie, że nadal nie odpowiedziałam, więc zreflektowałam się natychmiast. - To znaczy tak, zgadła pani, urodziłam się w Szkocji. A co do cukru, proszę się nie kłopotać, wypiję bez - posłałam jej uśmiech.
       - A pijesz słodzoną? - zapytała zaraz, w grzeczny sposób, a jednak było tam coś, co jasno świadczyło o tym, że nie mam kręcić.
       - Zazwyczaj... dwie łyżeczki - wyrecytowałam, na co jej twarz rozpromieniła się radośnie.
       - No młodziutka jesteś, to i możesz sobie na to pozwolić! Zaraz przyniosę! - wyprostowała się robiąc pierwszy krok w tył. - A akcentem nie powinnaś się przejmować.
       - Podobno niektórzy mają problem ze zrozumieniem...
       - Nonsens, jak ktoś będzie chciał się dogadać, to i z niemym się dogada - zaśmiała się. - No, a teraz zjedźcie ciasto, trzeba ocenić jak wyszło - poleciła, by następnie skierować się w tą samą stronę, z której nie tak dawno temu wróciła.
       Odprowadziłam ją wzrokiem, a potem uśmiechnęłam się jakoś tak mimowolnie i sięgnęłam po widelczyk z delikatnym wahaniem.
       - Smacznego - mruknęłam cicho, a potem odkroiłam kawałeczek i wsadziłam do ust. Nieco kwaskowate, ale też słodkie. Idealne, czuć, że świeże. Do tej chwili nie sądziłam, że miałam ochotę na coś takiego, dlatego też spojrzałam z zadowoleniem na tutejszego gospodarza. - Masz szczęście z taką gospodynią. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam domowe ciasto - zaśmiałam się o odkroiłam kolejny kawałeczek.
       W zasadzie jak tak o tym myślałam, to naprawdę nie miałam pojęcia, kiedy ostatnio to było. W zasadzie po prostu nie mogłam sobie przypomnieć. No, ale chyba to normalne, w przeciwieństwie do Maghnusa nie mogłam wspomnieć o swojej rodzinie, nawet nie wiedziałam jakim cudem ktoś gdzieś tam kiedyś przypisał mi dom, czy raczej moim rodzicom, których nie pamiętałam. To było bardzo skomplikowane i nie należało do najprzyjemniejszych rozmyślań.
       - Nie powinniście przyjmować mnie tak ciepło, bo jeszcze to ja będę natrętem, który co chwila będzie wpadał z jakąś pierdołą, w nadziei, że dostanie kawałek ciasta - zażartowałam nieco luźniej, wygodniej się przy tym rozsiadając. Oczywiście po krótkim chichocie zreflektowałam się nieco. - Spokojnie Maghnus, tylko sobie żartuję, nie będę was nawiedzać... w zasadzie już teraz czuję, że się narzucam. Zajęłam ci sporą część wolnego dnia i czuję się dłużna. W dodatku teraz nawet jak będę miała piekarnik, to wstyd przynieść wam ciastka, wiedząc jakie pyszności piecze Grainne - pokręciłam delikatnie głową na boki, powoli ignorując całe to spięcie, które nadal we mnie było, ale teraz nie grało już pierwszych skrzypiec. Nie mniej jednak w mojej głowie było tak wiele pytań i równocześnie czułam, że już z tym jednym o żonę przesadziłam, więc kolejne powinnam odstawić na jakąś późniejszą okazję. Przynajmniej niech nasza znajomość ma już wtedy miesięczny staż, o ile za miesiąc O'Farrel nadal będzie chciał ze mną mieć coś do czynienia.
       Jak na to nie patrzyłam, wydawało mi się, że reprezentujemy dwa całkowicie różne światy.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#21 23-12-2018 o 01h27

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Mężczyzna przypomniał sobie, że jego matka, zanim wyjechała wspominała coś o tym, że chciałaby sprowadzić do domu restauratora. Żałował, że nie poświęcił jej wtedy więcej uwagi, ponieważ wyglądało na to, że jeśli pani O’Farrel dowiedziałaby się, że nowa sąsiadka specjalizuje się w tym zawodzie, prawdopodobnie chciałaby ją zatrudnić. Ale to nie było nic pewnego, dlatego Maghnus nie zamierzał mówić o tym Camelli. Uznał, że jeśli miałaby coś zrobić ze starymi obrazami, meblami, czy w czym tam jeszcze matka widziała problem, to właśnie ona poinformuje o tym dziewczynę. Blondynka wydawała się być zafascynowana starą ramą, w której Maghnus nie widział nic nadzwyczajnego. Może nawet ucieszyłaby się z tego, że dostałaby u nich taką pracę. Wiedział, że zdania, w których opowiadała mu o swojej profesji jeszcze długo nie wypadną mu z pamięci. Nie pozostawił jej jednak bez komentarza.
     -Naprawdę?- zdziwił się najpierw. –To świetnie. Nigdy nie spotkałem osoby, która by się tym zajmowała. Mamy tutaj muzeum, tak, ale jest małe, a ja byłem tam chyba… chyba, kiedy chodziłem do szkoły średniej.
     Muzeum w Arrowcliff było raczej atrakcją dla turystów. Kiedy już odpoczynek i wdychanie morskiej bryzy zaczynało im się nudzić.
     -Ach, dywany- zaśmiał się. –Oscar ostatnio zniszczył nam ten, który był tutaj- wspomniał.
     To nie był ładny dywan. Ciemnoczerwony, z frędzlami. Tak brzydki, że nawet psu nie przypadł do gustu. Maghnus nie był fanem przykrywania podłogi czymkolwiek. Chyba, że dokumentami i książkami, które nie mieściły się na biurku.
     Po kolejnym kawałku rozmowy z Grainne, mężczyzna nadal zachowywał dobry humor. Mimo deszczu stukającego w szyby, rozmowa mijała wesoło.
     -To złota kobieta- zgodził się. –Gotuje świetnie i dobrze o tym wie. Twierdzi, że grzechem byłoby się tym nie dzielić z innymi. I coś ty! My lubimy gości. Poza tym, ciasto samo w sobie jest powodem, aby przyjść.
     Rozmowa podczas jedzenia ciasta wiśniowego również kleiła się bardzo dobrze. Brunet zapomniał już o tym, że znali się bardzo krótko. Wydawał się czuć przy kobiecie swobodę, choć dalej sprawnie unikał tematów, które mogłyby okazać się niewygodne.
     -Liczy się gest, Camellio. Każdy człowiek na pewno ucieszyłby się z czegoś, co drugi zrobił własnymi rękami. W tym ja. Poza tym, ciastka są lepsze od ciasta w tym, że można je ze sobą wszędzie zabrać. Powiedz, aż tak źle pieczesz? Twoja samoocena w tym temacie wydaje mi się niska, a ja jestem pewien, że wcale nie jest źle. I nie narzucasz się!- Ostatnie słowa powiedział niemal uparcie. -Och, popatrz, deszcz chyba ustępuje…
     Odstawił pusty talerzyk na stół, przez chwilę wychylając się z siedzenia, aby mieć lepszy widok na okno przysłonięte długą firanką.
     -Prawie zapomniałem. Przecież ja miałem dać ci numer do pensjonatu.- Z tymi słowami wstał i wyszedł na przedpokój. Widać go było jednak za progiem, stojącego przy półce z telefonem stacjonarnym. Otworzył książkę, szybko znalazł to, czego szukał, zapisał numer na karteczce. Już miał wracać do Camelli, ale kiedy nie doszedł nawet do połowy tej drogi, cofnął się nagle i szybko dopisał coś jeszcze.
     -Wybacz, że nie podyktowałem ci z mojego telefonu, zostawiłem go na górze- uśmiechnął się. –Uznałem, że tak będzie szybciej. Zanim bym go znalazł…
     Wyciągnął do kobiety dłoń z kartką, na której zapisane były zgrabne liczby oraz niemal idealnie równe litery. „Pensjonat pani Mc’Ray”.  A niżej, nieco krzywiej i ciaśniej, znajdował się drugi numer, który Maghnus zapisał jedynie nazwiskiem O’Farrel.
     -Ten drugi numer, to telefon stacjonarny tutaj. Na wypadek, gdybyś czegoś potrzebowała.- dopowiedział spokojnie.
     Ale nie patrzył już na nią, jakby obawiał się tego, że sam okaże jej zakłopotanie. Mimo wszystko, wolał, aby miała możliwość skontaktowania się z kimś, kogo już znała. Taktycznie przystawił do ust filiżankę, udając, że wcale nie zrobił tego specjalnie, aby nie miała możliwości spojrzeć mu w oczy. Mimo tego, że na kartce znajdował się nie jego telefon komórkowy, a ten, który mogli odebrać również inni domownicy, w jakiś sposób wprawiało go to w pewien rodzaj nieprzyjemnej niepewności, czy aby na pewno jego zachowanie nie robi się przesadne.
     W końcu odstawił filiżankę na swoje miejsce, wrócił spojrzeniem do kobiety. Kąciki jego ust podniosły się lekko do góry.
     -Następny tydzień będzie ciężki, prawda?- zapytał. Choć pytanie zabrzmiało retorycznie, nawet po słowie ostatnim, domagającym się potwierdzenia, czekał cierpliwie na odpowiedź.
     A w korytarzu można było usłyszeć Grainne, która szła do nich z cukrem.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#22 26-12-2018 o 00h01

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       Uśmiechnęłam się, kiedy Maghnus sam pochwalił gosposię, a przy okazji skorzystałam z tej chwili, aby zjeść kolejny kawałeczek ciasta. To musiało być miłe, żyć w świadomości, że w domu zawsze ktoś jest, chociaż pewnie w tak dużym budynku i tak nie czuło się cudzej obecności w sposób, w jaki jest ona wyczuwalna na przykład w mieszkaniu. Z drugiej strony co ja mogłam wiedzieć? Zawsze mieszkałam sama i wydawało mi się to jak najbardziej odpowiednie dla osoby w moim wieku. W tej chwili jednak nieco inaczej na to patrzyła, ale oczywiście nie zamierzałam o tym wspominać.
       Rozbawił mnie nieco tym podchwyceniem tematu o wypiekach. Teraz jak tak myślałam, to chyba nigdy z nikim nie rozmawiałam o moich możliwościach w tej dziedzinie. Jakoś tak nie było okazji, a tu proszę. Siedzę sobie z mężczyzną, którego jeszcze dziś rano nie znałam i zaraz będę się kompromitować w tematach gastronomicznych. Wiedziałam, jak to wygląda w małych miejscowościach, kobiety pewnie tutaj po prostu potrafiły gotować, uczone przez matki, czy babki. Czyżby na horyzoncie pojawił się kolejny powód do odkrycia pewnego rodzaju różnic kulturowych między nami?
       - Nie wiem w sumie, jak piekę. Nigdy nie piekłam - powiedziałam to jak najnaturalniejszym tonem tylko byłam w stanie, zaraz wzruszając ramionami. Przy okazji było mi na rękę, że wspomniał o cieście, bo sama miałam pretekst, żeby odwrócić wzrok.
       W sumie zastanawiałam się, czy to nie była aluzja. Może powinnam już iść, skoro pogoda się poprawia? Z jednej strony nie wydawało mi się, żeby O'Farrel był człowiekiem zdolnym do aluzji, z drugiej nie znałam go na tyle, by mieć pewność, a jeszcze z trzeciej, sama czułam, że niezbyt to ładne, tak długo siedzieć, kiedy przybyłam w zasadzie bez zaproszenia.
       Odprowadziłam go wzrokiem, kiedy poszedł po numer. No właśnie. Jak tylko go dostanę, to mój pretekst, aby zawracać im głowę swoją obecnością straci na znaczeniu. Maghnus coś tam wyraźnie kombinował, ale nie przejmowałam się tym. Po prostu przyjęłam karteczkę omiatając ją wzrokiem, a potem uśmiechnęłam się pod nosem, dłuższą chwilę poświęcając dopisanemu numerowi. No proszę, czyli oficjalnie jesteśmy już znajomymi. Nie spodziewałam się, że pójdzie mi z kimś tak szybko.
       - Nie znasz swojego numeru na pamięć? - zagadnęłam, kiedy tak tłumaczył się z telefonem, jednocześnie dziwiąc się, że nie wie, gdzie go położył. Ja bez swojego rzadko kiedy przechodziłam z jednego pomieszczenia do drugiego, a co dopiero wyjść bez niego z domu. Maghnus naprawdę zdawał się różnić ode mnie na każdej możliwej płaszczyźnie i coraz bardziej mnie to bawiło.
       Pomachałam karteczką kilka razy, a potem wyciągnęłam swoją komórkę i wpisałam na nią numery, przygryzając przy tym usta w krótkim zamyśleniu.
       - Dziękuję, ale postaram się mimo wszystko nie nadużywać waszej dobroci - ten temat znów wyszedł na wierzch, więc nim mężczyzna zdążył się odezwać uniosłam na niego spojrzenie, chociaż głowę nadal miałam opuszczoną. - Tak wiem, wiem... nie narzucam się - zażartowałam, pozwalając sobie przy tym na krótki chichot. 
       Miałam wrażenie, że on sam jest tym nieco speszony. Naprawdę miły facet. Może nawet nazbyt miły i ufny, mogłabym być jakąś okrutną oszustką, a on chce mi pomagać. Nieco pochłonęły mnie te myśli, więc jego pytanie w pierwszej chwili było dla mnie niezrozumiałe. Minęło kilka sekund, nim skojarzyłam o co mu chodzi.
       - Jestem przyzwyczajona, więc sama nie wiem - wypaliłam całkiem głupio, więc zaraz zaśmiałam się niezręcznie. - To znaczy... może nieczęsto wyjeżdżam do obcego kraju remontować rozpadający się dom, ale no... naprawdę świetnie sobie radzę w krytycznych sytuacjach, więc błagam, nie myśl, że jestem szalona. Wiedziałam na co się piszę i nie zamierzam narzekać - skwitowałam w chwili, w której do pomieszczenia weszła gosposia z ładną cukiernicą, którą postawiła przede mną.
       - No nareszcie jestem, widzę, że sobie zajadacie - spojrzała na nasze talerze chwilę po tym, jak skinieniem podziękowałam za cukier i nasypałam go do herbaty.
       - Tak, ciasto jest doskonałe - pochwaliłam raz jeszcze.
       - To nakładaj sobie, kochaniutka, nakładaj, to z naszych własnych wiśni - zachwalała, co wywołało uśmiech na mojej twarz.
       - Muszę dbać o linię, więc dziękuję - zażartowałam. - Poza tym dokończę ten kawałek i będę się zbierać, pogoda się poprawia - oznajmiłam, popijając po chwili herbatę. Była naprawdę smaczna, a aromat zachęcał do tego, by nie wychodzić na zewnątrz. Oczywiście posłuchanie takiego pomysłu nie wchodziło w grę.
       - Chyba nie chcesz nas jeszcze zostawiać? Cóż to za odwiedziny, takie krótkie? - klasnęła w dłonie patrząc na Maghnusa tak, jakby szukała w nim poparcia, dlatego musiałam szybko interweniować.
       - Proszę nie zrozumieć mnie źle, zwyczajnie mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a i Maghnus wcześniej bardzo mi pomógł, więc on także powinien odpocząć od mojego towarzystwa - wyjaśniłam, a nie chcąc ciągnąć tego tematu, przeniosłam spojrzenie na ciasto. - Poza tym, gdybym została dłużej mogłabym wyjeść całe zapasy.
       - Zapakuję ci na drogę!
       - Och nie, nie. Naprawdę, czułabym się niezręcznie, gdybym nie mogła się odwdzięczyć. Poza tym przypominam, moja linia by mi tego nie wybaczyła.
       - Ależ jakie tam nie wybaczyła! Widzę, żeś zgrabniutka, pewnie z łatwością znajdziesz sobie w Arrowcliff niejednego absztyfikanta! - teraz to ona się zaśmiała, a ja poczułam się nieco zawstydzona. Nie przywykłam do takich rozmów, ale to chyba tak wyglądają podobne tematy, kiedy do domu na święta przyjeżdża jakaś starsza ciotka i wypytuje o historie miłosne. - Miłych mamy tu panów, ale też nie wszystkich! Lepiej uważać... powiedz jeszcze raz, przyjechałaś sama?
       - Tak, sama.
       - No i to mi się już nie podoba! Młoda dziewczyna nie powinna być sama w takim domu, będę się martwić - pokręciła głową na boki i coś w jej tonie głosu autentycznie mnie tknęło. Nie brzmiało to jak słowa przepełnione kurtuazją, ale naprawdę była w tym szczerość.
       - Spokojnie, mam gaz pieprzowy - wypaliłam. - Poza tym całkiem silna ze mnie dziewczyna, złamałam kiedyś jednemu facetowi nos w barze - dodałam i chyba to też powinnam zostawić dla siebie, bo Grainne spojrzała na mnie zaskoczona, jakbym właśnie powiedziała, że lubię tańczyć w deszczu bez ubrań.
       - Zasłużył... - mruknęłam i tym razem to ja, nie Maghnus musiałam schować twarz w filiżance, aby napić się herbaty.
       Oczywiście w głowie już miałam najczarniejsze scenariusze, w których to kobieta obawia się, kogo do domu wpuściła. Dlatego musiałam zadziałać taktycznie i zrzucić temat na kogoś innego. Oczywiście cel był wyjątkowo prosty. Niebawem i tak będę się zbierać, więc na sam koniec rozsądnie będzie dowiedzieć się czegoś o mężczyźnie.
       - Maghnus mówił, że ma siostrę w moim wieku - podchwyciłam temat spoglądając znów na mężczyznę. Nie wiedziałam z początku o co mi samej chodzi, ale tak błądząc w końcu na coś wpadłam. - O właśnie, skoro już znam pani opinię na temat mężczyzn w Arrowcliff, to powiedźcie mi jakie są tutejsze kobiety? Uda mi się wtopić w tłum? - zaśmiałam się, spoglądając to na jedno, to na drugie, ciekawa tego, co odpowiedzą. Czy raczej postawią na szczerości, czy kurtuazje. W sumie nie sądziłam, że aż tak zainteresuje mnie ta kwestia.

Ostatnio zmieniony przez Deny (26-12-2018 o 00h02)


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#23 28-12-2018 o 21h18

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Zaśmiał się dźwięcznie, kiedy kobieta przyznała się przed nim, że właściwie nigdy nie piekła cista. Rozbawiło go to, ponieważ sam nigdy nie próbował, mimo tego, że będąc w liceum, pasjonował się gotowaniem. Uczył się wtedy uparcie przyrządzać różne potrawy, ale nigdy nie szedł w cukiernictwo. Grainne i tak niechętnie wpuszczała go do kuchni, a Maghnus czuł, że gdyby miał zabrać jej również przygotowywanie deserów, którymi tak się szczyciła, mogłaby poczuć się pominięta. W końcu „faza” na przygotowywanie obiadów i kolacji minęła. Miał więcej zajęć, przygotowywał się do wyjazdu na studia.
     Kiedy Camellia poruszyła kwestię jego telefonu, nie był pewny, czy przypadkiem nie poczerwieniały mu uszy.
     -Wiesz, ja… nie lubię mojego telefonu. Rzadko używam. Często go gubię i o nim zapominam- przyznał. Nie chciał, aby wzięła go za jakiegoś nieodpowiedzialnego człowieka, który non stop gubi swoje rzeczy. Przecież zawsze był punktualny i choć zdarzało mu się mieszać dokumenty, zawsze wiedział, gdzie i co miał. Z wyjątkiem telefonu. –Kiedy jestem poza Arrowcliff, wydaje mi się bardziej istotny. Kiedy jestem tutaj… jakoś tak nie mam ochoty go używać. Dlatego nie znam swojego numeru na pamięć.- Nie był też nogą w nowinkach technologicznych. Używał komputera do pisania i uważał go za najlepsze na świecie ułatwienie dla tej części jego życia. Kiedyś przez dwie godziny siedział z Grainne przed ekranem i zastanawiali się nad kupnem robota sprzątającego, ale koniec końców kobieta uznała, że to przesada, że nie będzie miała co robić. Zamknęli stronę, a następnego dnia kupili po prostu lepszy odkurzacz niż ten, który był w domu wcześniej.
     Mimo, iż nie znał jej całego dnia, zdążył już sprawić, aby zapamiętała, że w jego mniemaniu, wcale się nie narzuca. Grainne mówiła to samo. Uśmiechnął się lekko, kiedy wyręczyła go w odpowiedzi do samej siebie. Bo miała rację. Chciał jej znowu powtórzyć to, co powiedziała sama.
     Za to na słowo absztyfikant nie powstrzymał się od nagłego parsknięcia śmiechem. Odwrócił głowę w bok i przysłonił usta, nie chcąc, aby wyglądało to całkowicie nieelegancko.
     -Grainne, nie strasz Camelli. Wyolbrzymiasz. Przecież tu jest tak spokojnie, że aż czasami nudno- wtrącił się. Ale starsza pani nie chciała ustąpić. –Przecież Camellia i tak kieruje się do pensjonatu- powiedział, święcie przekonany, że tak będzie. –Dom jeszcze nie nadaje się do tego, aby w nim nocować.
     A później jak gdyby nigdy nic, wraz z Grainne, zostali wbici w fotel. Nowa sąsiadka właśnie przyznała, że kiedyś złamała nos jakiegoś mężczyzny, którego spotkała w barze. Dobrze, że dodała, iż zasłużył. Mimo tego, Maghnus dalej wpatrywał się w nią osłupieniu.
     -Ręka cię nie bolała?- wypalił nagle, chcąc przerwać nagłą ciszę. Obiecał sobie, że kiedyś wypyta ją o szczegóły wspomnianej sytuacji, ale nie był pewny, czy warto było to robić w tamtej chwili, skoro nawet wesoła Grainne nie dopytywała, tylko w ciszy włożyła sobie duży kawałek ciasta do ust i zaczęła go przeżuwać.
     -Tak, Emmę- powiedział, kiedy Camellia próbowała zmienić temat. I w końcu jej się udało. –Kobiety Arrowcliff- powtórzył Maghnus. –Jest zdaje się, książka, ale choć cienka, nikt po nią nie sięga. Wszyscy wiedzą, że…
     -Kobiety lubią plotki i obgadywanie siebie nawzajem- zaśmiała się Grainne. –Ale kiedy trzeba, stają za sobą murem. I tak już będzie zawsze. Staroświeckie są, myślę, zazdrosne o własnych mężów. Zazdrosne też o tych młodzieńców, którzy mimo tego, iż powinni już wyjść za ich córki, wyjeżdżają poza Irlandię studiować, a później wracają z pięknymi Angielkami, albo sami. Tak źle, tak niedobrze.- Z rozbawieniem klepnęła Maghnusa w policzek, jakby dalej był niesfornym dzieciakiem. –Ale są też gościnne, są dobre, nie odmówią pomocy, oj nie. Nie trzeba mieć dzieci, aby poczuć matczyną troskę o inną osobę. Trafiają się nam też takie tutaj, niesforne, co stereotypy chcą łamać. Nie chcą podlegać mężom, ale też chcą być kochane. Albo wyjeżdżają. Ale każdy, kto stąd wyjechał, zawsze w końcu wraca. Może nie zawsze mieszkać, ale odwiedzać… Chociaż odwiedzać. Nawet te kobiety, które marzyły o wielkich miastach.
     Maghnus wpatrywał się w rozgadaną gospodynię, która na chwilę zapomniała o istnieniu ciasta z wiśniami. Poczuł się nawet dziwnie, kiedy przestała mówić. Chwilę zajęło jej odetchnięcie. Upiła łyk herbaty ze swojej filiżanki.
     -Aj, kochaniutka. Nie licz nawet, że wtopisz się w tłum w pierwszym tygodniu! Wszyscy na pewno będą ciebie ciekawi- uśmiechnęła się. –A później… Później chyba sama zadecydujesz, czy chcesz wtapiać się w tło innych, czy raczej nie.- Spojrzała na młodszą kobietę poufnie, jakby próbowała przekazać jej coś telepatycznie. Maghnus zaczął nawet zastanawiać się, czy nie był zbędny w tej rozmowie, ale koniec końców i tak miał zamiar przeczekać.
     Deszcz przestał padać. Od strony drzwi nie dobiegało szczekanie, co mogło sugerować, że Oscar zasnął przy kaloryferze.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#24 31-12-2018 o 18h02

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 657

.....................................................https://zapodaj.net/images/cc24652dd7646.png


       A zatem mamy kolejną różnicę. Ja bez swojego telefonu nawet do łazienki nie pójdę, a on o nim stale zapomina. Z drugiej strony mieszka też w domu, w którym, jak już zauważyłam pewnie rzadko kiedy jest sam, podczas gdy dla mnie telefon, gdyby zaistniało jakieś zagrożenie, byłby jedyną formą ratunku.
       Teraz nie zamierzałam o tym za bardzo myśleć, tym bardziej, że nie byliśmy już we dwoje, a rozmowa stała się naprawdę interesująca. Zerknęłam na Maghnusa, kiedy ten z takim przekonaniem mówił o pensjonacie. Wezmę tam prysznic i wracam do siebie. Takie było moje założenie, ale nie chciałam mu o tym mówić, aby się nie martwił. Może uznałby to za bezsensowne, ale ja sobie coś ustaliłam i nie chciałam zmieniać swoich planów przez pierwszą kłodę, jaką napotkałam na swojej drodze.
       Na całe szczęście nie musiałam nic mówić na ten temat, bo zaraz tamta dwójka zajęła się innym, a chociaż i przy tym nie powinniśmy na długo się zatrzymywać, to pytanie mężczyzny szczerze mnie rozbawiło. Do tego stopnia, że nie powstrzymałam parsknięcia śmiechem, które próbowałam wyciszyć przyłożeniem pięści do ust.
       - Nie pamiętam, procenty i adrenalina zrobiły swoje - skwitowałam luźno, zaczesując kosmyk włosów za ucho, jak gdyby nigdy nic.
       Kobiety z Arrowcliff miały być tym tematem, który nie wzbudzi żadnych rewelacji, a przynajmniej tak myślałam. W każdym razie wyszło nieco inaczej. Z każdym słowem Grainne dochodziłam coraz bardziej do wniosku, że będę się tutaj zawsze wyróżniać. Nienawidziłam obgadywania, naprawdę mi o przeszkadzało, do tego stopnia, w którym wolałam stać na uboczu, niż uczestniczyć w takim procederze. No, ale to chyba pasuje do takich miejscowości. Trochę jak w filmach, przeszło mi głupio przez myśl. Każdy wie wszystko o wszystkich. Zaśmiałam się na wspomnienie o Angielkach. To było... nie wiem, całkiem urocze. Wizja panienek, które już za młodu ustalają z kim skończą na ślubnym kobiercu, a potem bach, facet wyjeżdża i wraca z inną, albo lepiej, nie wraca już wcale, może tylko na święta. Z drugiej strony... czy tutaj nie tkwi jasny przekaz, że kobiety z tej mieściny będą do mnie nieufnie podchodziły? Może uznają, że przyszłam kraść im tutaj mężów? Ciekawe czy jakieś plotki już krążą.
       - Nie wiem, czy uda mi się wtopić w tłum, ale chętnie przyjdę do pani raz jeszcze, żeby się dowiedzieć kto ma się ku sobie. Nie chciałabym jakimś cudem zostać wplątana w żadną aferę miłosną - zaśmiałam się zdawkowo. - Chociaż wątpię też, abym była w gustach tutejszych mężczyzn.
       - A co masz nie być? Piękna, młoda i interesująca! - klasnęła w dłonie, czym nieco mnie zawstydziła, dlatego też podrapałam się po policzku.
       - W Szkocji często słyszałam, że nikt że marny ze mnie materiał na żonę, więc co dopiero tutaj - odparłam pospiesznie, może nazbyt szczerze, bo jeszcze głupiej mi się zrobiło. Dlatego też nie dałam jej czasu na odpowiedź. - No! Ale to dobrze, dla tutejszych panien. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym była powodem jakiegoś złamanego serca - zażartowałam i sięgnęłam po filiżankę.
       - Wcale nie dobrze. Kobieta nie powinna być samotna, ot co! - powiedziała żwawiej. - Szczególnie kiedy tkwi w obcym miejscu sama, więc doskonale, że Oscar ciebie zwęszył, kochana. Teraz już masz w nas przyjaciół. Twoja rodzina pewnie też się o ciebie martwi, ja nie wiem, czy bym ciebie tak puściła, no ale czasy się zmieniają - zamyśliła się na moment, a ja zamarłam z filiżanką w powietrzu.
       No tak. W zasadzie dla kogoś postronnego musiało to tak wyglądać. Pewnie gdzieś tam zostawiłam rodzinę, może w ich oczach jestem zbuntowana? Wcześniej o tym nie pomyślałam. Zwilżyłam wargi, a mój uśmiech był znacznie spokojniejszy.
       - Spokojnie, nikt się nie martwi - zapewniłam ostrożnie, a potem podniosłam się z miejsca. - Rozpogodziło się, więc na mnie już pora. Bardzo dziękuję za gościnę i jeszcze raz przepraszam za kłopot.
       - Już nas zostawiasz? - Grainne też się podniosła.
       - Z bólem serca, ale o niczym tak nie marzę, jak o zaśnięciu - nieco naciągnęłam te fakty.
       W każdym razie udało mi się pożegnać i z dziwnym uczuciem opuścić ten dwór. Faktycznie udałam się do pensjonatu, tłumacząc, że ja tylko chciałabym skorzystać z prysznica. Sądziłam, że zostanę policzona normalnie, jak za wynajem pokoju, a tym czasem kobieta oznajmiła, że nie ma problemu, jak już jej powiedziałam, skąd mam namiary i kim jestem. Dziwne to było, ale ona przynajmniej nie próbowała zatrzymać mnie na siłę. Kiedy wróciłam do swojego domu, było już ciemno, więc ten wydawał się jeszcze większą ruderą, niż zapamiętałam.
       Rozłożyłam sobie na ziemi dmuchany materac, po tym jak z użyciem latarki w telefonie odnalazłam sypialnię. W sumie były trzy, ale... sama nie wiem, jedna wydała mi się idealna, jakby była najlepszą opcją, a z okna było widać z daleka morze. Poza tym w tym widoku było coś dziwnego i niepokojącego. Uznałam, że sama sobie wmawiam i zaraz zacznę się bać. To nie byłoby dobrą opcją, bo jeszcze oszaleję już pierwszego dnia.
       Mimo wszystko noc była... ciężka? To dobre słowo. Śniły mi się klify, jakbym kogoś po nich goniła i nie mogła przestać biec, jakby ktoś mnie wołał, a ja czułam, że muszę się dostać do źródła głosu. Pędziłam i pędziłam, aż w końcu na horyzoncie zaczęła majaczyć postać. Chyba wyciągała do mnie dłoń, ale kiedy miałam jej złapać... otworzyłam oczy, nagle, oddychając ciężko.
       Podniosłam się do pionu. Rozejrzałam po pomieszczeniu. Było w idealnym stanie. Przetarłam oczy i znów było puste, podniszczone. Pokręciłam głową na boki pocierając nadal twarz.
       - Śnię na jawię - mruknęłam, ale w zasadzie... nie pierwszy raz w życiu śniło mi się coś dziwnego i też nie czułam potrzeby się tym przejmować. Dlatego wstałam, niepewnie zeszłam na dół, a kiedy kliknęłam pstryczek i światło zadziałało, poczułam, że ten dzień będzie dobry.
       Ubrałam się, pomalowałam, jak zawsze i czując, że i tak nie mam tutaj nic, muszę jechać do miasta, aby uzupełnić zapasy, ale też zacząć myśleć o remoncie. GPS był niezawodny, poza tym z wczoraj znałam już całkiem nieźle drogę. Dojazd do centrum nie był straszny, straszne było natomiast to, że po zaparkowaniu samochodu przy drodze miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Dokładnie wszyscy. Świetnie. Poprawiłam torbę i udając, że tego nie widzę, ruszyłam przed siebie.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#25 08-01-2019 o 16h37

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 940

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/513131145379184660/unknown.png

     Tamtej nocy Maghnus śnił o rzeczach dziwnych. Nazwał je tak, ponieważ nie potrafił określić, co właściwie przedstawiały. Wydawało mu się, że wszystko do siebie nie pasowało. Widoki miał na klif, z różnych stron, jakby patrzył na niego oczami lecącego ptaka. Widział łódź, tonące buty, twarze, które już znał i takie, których w ogóle nie kojarzył, choć wydawały mu się znajome. Choć na przestrzeni czasu sen nie wydawał się bardzo niepokojący, czuł się, jakby złe przeczucie próbowało zjeść go od środka. Opłukał twarz zimną wodą i wrócił do łóżka, ale minęło jeszcze trochę czasu, zanim ponownie zasnął i obudził się rano.

     Mężczyzna o jasnych, rudawych w świetle włosach przedzierał się przez tłum ludzi w centrum miasta, prawie z każdym witając się głośno, ale szybko. W dłoniach trzymał mocno kierownicę roweru, prowadząc go przez pasy. Kiedy udało mu się dostać na chodnik, wsiadł na swój dwukołowiec i pojechał dalej. Z samego rana zadzwonił do przyjaciela, aby porozmawiać z nim w cztery oczy. Musiał się kogoś poradzić, ale widocznie żył już przyszłą rozmową, a nie czasem teraźniejszym, ponieważ prawie wjechał najpierw w stragan z warzywami i owocami, później w innego rowerzystę, natomiast za trzecim razem, kiedy mało brakowało od potrącenia jakiejś kobiety, rower przy gwałtownym hamowaniu wylądował na ziemi. Mężczyzna jęknął cicho, podnosząc zbolały wzrok na niedoszłą ofiarę. Kilkoro ludzi zatrzymało się przy nim i pytało, czy wszystko w porządku, inni tylko zerkali, a jeszcze mniejsza część przechodziła obok i nie robiła nic.
     -Przepraszam- wychrypiał ciszej niż by chciał, zerkając przy tym na nieznajomą z blond włosami.
     Wtedy w kółku znalazł się nie kto inny, jak Maghnus O’Farrel. Podał rękę leżącemu na ziemi, a kiedy tamten otrzepywał szare spodnie i koszulę w kratę, podniósł także rower i wręczył go przyjacielowi szybko. Nie po to, aby mu go oddać, a po to, aby mężczyzna tego samego wzrostu miał się na czym podtrzymać.
     -Prosiłem, abyś poczekał w…- urwał, kiedy podniósł głowę. –Och, Camellia. Dobrze, że nic gorszego się nie stało. Ale blondyn zakaszlał tak, jakby wydarzyło się coś gorszego, niż zwykła wywrotka na rowerze. Przynajmniej ludzie zaczynali się rozchodzić.
     -Cześć- rzucił Maghnus w stronę znajomej, uśmiechając się, zakłopotany. Nie zdążył nic dodać, ponieważ jego towarzysz wyprostował się silnie i zwrócił do kobiety.
     -Nie powinienem był jechać tak szybko, ale śpieszyłem się. Znacie się, tak?- popatrzył na dwójkę, po czym pośpiesznie dodał: -Daire Whith.- I wyciągnął prawą dłoń w stronę kobiety, orientując się, że prawdopodobnie była trochę młodsza od niego. Palce miał długie i spracowane, a na palcu serdecznym opuszczonej ręki widniała prosta, złota obrączka. Na jego ustach pojawił się uśmiech. –Nie wyglądasz na taką, która obraża się o takie sytuacje, prawda?- zapytał.
     -Nie wygląda- Maghnus również się uśmiechnął. Daire odsunął się, a jego dłonie ponownie wylądowały na kierownicy roweru. –Camellia, zakupy, tak? Jak pensjonat, w porządku?
     Daire przekręcił głowę w bok.
     -Nie przypominam sobie, abym poznał Camellię kiedy byliśmy w Oxfordzie. Skąd się znacie?- Nie chciał ustąpić. Chciał jak najszybciej dowiedzieć się tego, kogo prawie potrącił, w ostatniej chwili skręcając w bok.
     Maghnus już miał mu odpowiedzieć, kiedy nagle uznał, że pozwoli kobiecie, aby to ona się wypowiedziała. Nie chciał zajmować jej dużo czasu, ponieważ Daire chciał z nim omówić ważną sprawę, ale miał też z tyłu głowy to, że zanim przyjaciel zadzwonił, planował wziąć psa na spacer w kierunku domu sąsiadki. Aby sprawdzić, czy wróciła już z pensjonatu i zaczęła już coś robić w domu.

Ostatnio zmieniony przez Airi (08-01-2019 o 21h21)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2