Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 12-11-2018 o 19h48

Straż Cienia
Lexi
Pokonała Dahu
Lexi
...
Wiadomości: 2 732

Witam. Na wstępie chciałabym bardzo podziękować @Methrylis za pomoc w realizacji "projektu". Dziękuję bardzo.
https://4.bp.blogspot.com/-6ldeN_1A4JA/W-nDmMLHWuI/AAAAAAAACUw/K5wMr3tDzJculejjjssUu4fFyz-1ZsYdgCLcBGAs/s320/deserere___by_megatruh_d5k9246-pre.jpg
https://3.bp.blogspot.com/-KW1-qMDu8fo/W-mGpGw1u4I/AAAAAAAACUM/85skMMPo3mAmiQV8v2apQaRw0OUldxKtACLcBGAs/s1600/d%25C5%25BCin1.png
Młody, przystojny mężczyzna zakochał się w urodziwej księżniczce z Illan. Król nie pozwolił obojgu być razem, ponieważ chłopak nie był tego godny. By zapobiec ucieczce swojej córki, skazał mężczyznę za zbrodnię, której nie popełnił.
Mimo że nie chciał, aby chłopak został wybrankiem córki, w głębi serca go szanował. Dlatego nie skazał na śmierć, lecz na wieczną wędrówkę po innych krajach, zastrzegając, że nie ma prawa postawić nogi na ojczystej ziemi
Dlatego młody mężczyzna wyruszył w podróż po świecie, szukając swojego wymarzonego miejsca. W trakcie wędrówki przeżywał różnorakie przygody, zdobył wielu przyjaciół i wrogów. Przemierzał kilometry, góry, doliny i morza. Jego czas nieubłaganie płynął, a mężczyzna nadal nie potrafił odnaleźć państwa, w którym czułby się jak w domu.
Pewnego dnia, przechodząc przez dolinę, która była niemal jedynym źródłem wody dla okolicznych terenów, zdecydował się na założenie własnego miasta.
Zaczął ciężko pracować, budując domy i ulice, a przede wszystkim czekając na ludzi mu podobnych. I tacy w końcu się pojawiali. Przyjmował ich z otwartymi ramionami i witał w mieście, które z upływem lat zamieniło się w potężne miasto, pełne miłości i zrozumienia państwo.
Gdy mężczyzna był już dojrzałym człowiekiem, doszło do ponownego spotkania z jego ukochaną sprzed lat. Lecz księżniczka uległa ogromnej przemianie – pragnęła władzy, nie miłości. Postanowiła przejąć panowanie nad państwem, a kiedy jej były kochanek zaprotestował, wypowiedziała wojnę.
Mężczyzna nie miał odpowiednich wojsk, by móc przeciwstawić się armii państwa Illan. Zdecydował się powiadomić swoje państwo o tajnym planie ucieczki; on jeden miał zostać w obronie miasta. Wolał zginąć niż oglądać, że jego kraj jest niszczony.
Pewnej nocy opuścił swój pałac. Zaczął się modlić o bezpieczeństwo dla dzieci jego państwa. I bogowie odpowiedzieli na jego wezwanie. Sto osiem dusz przybyło i oddało mu należny szacunek. Mężczyzna poprosił ich o pomoc w nadchodzącej wojnie i uzyskał ją.
Dżiny – potężni, nieśmiertelni bogowie – przyrzekli mu wierność i sprawiły, że wroga armia w jedną noc obróciła się w pył.
Odtąd państwo Yvann – w czci pierwszego boga, który objawił się mężczyźnie – zyskało większą potęgę niż wszystkie inne. Ludzie od tamtej pory oddawali pokłony bogom, kochali ich, modlili się do nich.
A bogom się to podobało. Zakochiwali się w ludzkich kobietach, płodzili pół-dżinów. Obdarzyli państwo wielką miłością, a po śmierci władcy obiecali mu pozostanie w państwie aż do jego upadku.
Przymierze z dżinami zostało zawarte.
https://3.bp.blogspot.com/-j9ffQjoe2B0/W-mHHzpc5xI/AAAAAAAACUY/DliMhbqLxs4dIJa6TnRhqVcTcHz0YHe8QCLcBGAs/s1600/d%25C5%25BCin2.png
Yvann
Państwo przez lata rozciągnęło się i powiększyło, wchłaniając inne, pomniejsze kraje. Władzę w państwie po śmierci legendarnego założyciela objął samozwaniec, którego z biegiem czasu zaakceptowano. Zmienił on politykę państwa i Yvann od tamtej pory przestało być przyjaznym, miłosiernym krajem.
Reau zdecydował się zbudować najpiękniejszy i największy pałac na świecie, pokazujący jego potęgę. Mianował siebie Sułtanem i obrał radę sześciorga, która pomagała mu w panowaniu nad ludem.
Zdecydował się też powiązać dżiny z jego państwem – wyzwał jednego z nich na pojedynek i niestety wygrał. Od tamtej pory czterdziestka z nich została uwięziona w obrębie pałacu i zmuszana do „produkcji” pół-dżinów, którzy w przyszłości mieli się stać potężną armią Yvann.
Polowanie
Dżiny spełniały życzenia.
Taka wieść rozeszła się po pałacu, a następnie stolicy i całym państwie, gdy narodził się następca tronu. Pierwszy syn Sułtana.
Wtedy wszyscy ludzie zdecydowali się na polowanie dżinów. Zaczęto wykorzystywać zakazaną magię, istoty równie złe i potężne, co bogowie. I po raz pierwszy przekonano się, że nieśmiertelne dżiny też mogą umrzeć.
Drugi Sułtan
Po śmierci Reau władzę w państwie objął jego pierwszy syn. Zdecydował się na większe wykorzystanie dżinów, które od lat były przetrzymywane w pałacu. I wtedy bogowie wpadli w gniew.
Byli przecież potęgą, która w jedną noc obróciła wrogą armię w pył. Byli bogami spełniającymi życzenia. Byli zmuszeni ukrywać się przed kłusownikami.
Za każdym razem, gdy rodził się pół-dżin w pałacu, pozbywali się i dziecka, i matki. A gdy Sułtan zrozumiał, że nie są dłużej dla mnie korzystni, zdecydował się na zabicie ich.
Rozpoczęła się rzeź.
Sułtanka
Kobieta nie mogła znieść cierpień bogów i zdecydowała się na zdradę państwa. Jednej nocy, gdy zaczęła śpiewać pieśń żałobną, uwolniła dżiny i poprosiła je o spełnienie jednego życzenia.
Przymierze z dżinami zostało zerwane.
https://1.bp.blogspot.com/-25xl1Wkmvfk/W-mHJNgwvTI/AAAAAAAACUc/O8EcL6AAkVgwhYKrEYL6DI0Wg1K1gEPLgCLcBGAs/s1600/d%25C5%25BCin3.png
Urodził się, milcząc. Byli pewni, że nie żyje, a Sułtan załamał się. Równie mocno, co jego małżonka. Byli pewni, że go stracili. Tak się nie stało.
Chłopiec został pobłogosławiony przez bogów, tak mówiono.
Pierwsze kilka minut było strasznych, aż wreszcie płacz dziecka wypełnił cały harem.
Aaron. Najmłodszy z ósemki braci starających się o zdobycie władzy po ojcu. Najmłodszy, a najpotężniejszy.
Nikt nie wiedział, jak to zrobił, jednak pokonał wszystkich swoich w próbach ognia. Pokonał ich w jedną noc, niczym niegdyś dżiny pokonały armię wroga.
Był nowym bogiem. Obalił ojca, jego rządy i stał się władcą Yvann.
https://2.bp.blogspot.com/-at4Gd1WxG30/W-mHG13ET4I/AAAAAAAACUU/-5v5IgmJqKI5hOYADa5sE3REnjpkbSZkgCLcBGAs/s1600/d%25C5%25BCin4.png
Nie wszyscy uważają, że Aaron jest doskonałym Sułtanem. Bywa okrutny, bezlitosny i nikogo nie darzy miłością.
Od dwudziestu trzech lat rządzi państwem i rozwija je wedle własnego życzenia. Powrócił do kontroli dżinów i ich dzieci. Albo przekonuje je, że ma władzę, albo używa tego, co powoduje, że cierpią – żelaza.
A swoje dzieci niemalże trenuje na wiernych poddanych. Na takich królów, którzy będą bali się mu przeciwstawić.
Na takich, których będzie mógł spokojnie kontrolować.
Na takich, którzy nie będą odczuwać współczucia wobec pół-dżinów.
Na marionetki.
Aż rodzi się dziewiąty chłopiec. Niepozorny, pełny współczucia i empatii. Gotowy na walkę i bunt.
Jego ojciec jest jednak mądry i robi wszystko, by złamać jego wolę. Zabija jego ukochaną, najpiękniejszą kobietę – matkę. Nie łamie to jednak jego ducha, a wręcz przeciwnie — daje powód do zemsty.
Bunt.
Wybiera się w podróż, w czasie której spotyka dwójkę dżinów, ciekawych wydarzeń, które mogą się odbyć w Yvann. Stwierdzają, że poprą go, gdy zdecyduje się przejąć władzę.
Natrafia na grupę pół-dżinów mocno pokrzywdzonych przez los. Nienawidzących swoich rodziców, nienawidzących swojego państwa. Kochających szansę na wolność i nowego władcę.
Wraz z chłopakiem przybywa jego przyrodnia siostra, która gotowa jest zdradzić grupę przy każdej okazji.
I ludzie. „Najmniej potężni” z całej paczki. Jednak równie inteligentni, bardziej przenikliwi. Byli po prostu „bardziej”. I są gotowi zginąć za swojego księcia, który obali obecny stan rzeczy.
Bunt czas rozpocząć.
https://3.bp.blogspot.com/-wHd0RDVaUG8/W-nFcs1acdI/AAAAAAAACU8/WRu_HqhumnAqO_urgcDPrakWIWz3gSkLACLcBGAs/s1600/Bez%2Bnazwy1.png
AARON - Obalił swojego ojca, mając zaledwie siedemnaście lat. Niemal od dziecka, widział plan który teraz powoli realizuje. Choć wiele ludzi bierze go za boga, on nigdy nie chciał zostać tak przedstawiony. Pragnie wykorzystać potęgę bogów i ich dzieci, by ludzie mogli spokojnie żyć. Twierdzi, że to są niezbędne ofiary do osiągnięcia idealnego stanu rzeczy.
Nie obchodzą go jego dzieci, dopóki nie stają się marionetkami w rękach. Doskonale radzi sobie z przekonywaniem ludzi do swoich racji – kilka buntowników zwróciło się przeciwko swoim. Następnie zostali straceni w imię dobra.
DŻINY - Bogowie. Magiczne, niemal nieśmiertelne istoty, które nie starzeją się. W Yvann uważa się, że to na ich podobieństwo powstali ludzie. Postacie dżinów są nieco większe niż przeciętnych ludzi i doskonalsze. Choć posiadają nieograniczoną moc, to są sposoby do kontrolowania ich. Magiczne kręgi z dziewięcioramienną gwiazdą potrafię skutecznie zamknąć ich moce. Podobnie jak na ich dzieci, żelazo również okazuje się niemal śmiertelne.
Ich potęga jest duża. Jednak mają wewnętrzną zasadę niewtrącania się w prywatne sprawy ludzi. Dwójka dżinów, które pomagają księciu buntownikowi, łamią tę zasadę, przez co narażają się pozostałym bogom.
Dżiny są wrażliwe na piękno ludzkich kobiet czy mężczyzn, łatwo zakochują się w nich, a następnie pozwalają na spełnienie tylko jednego życzenia.
Należy jednak pamiętać, że dżiny za słowa mogą łapać. Trzeba być bardzo dokładnym i pewnym swojego życzenia. Często wyobrażenia ludzi nie pokrywają się z tym, co dostali od tych istot.
PÓŁ-DŻINY - Dzieci dżinów oraz istot ludzkich. Choć żyją wśród ludzi, to odznaczają się od nich kilkoma cechami. Posiadają coś wyjątkowego – „nienormalny” kolor włosów lub oczu, czasem zupełnie inna karnacja. Są uczulone na żelazo. Jest to coś, co ogranicza ich moce i dłuższy kontakt z tym metalem jest dla nich niczym choroba. By kontrolować pół-dżiny, sułtan używa żelaznych bransolet, a także wszywa pod skórę fragmenty blaszek. Rysując na nich dziewięcioramienną gwiazdę z imieniem władcy w środku, staje się ich panem. W ten sposób wykonują jego rozkazy nawet wbrew jego woli.
Pół-dżiny posiadają wyjątkowe umiejętności: zmiana wyglądu, objęcie pewnego terenu iluzję, kontrola wody, ognia czy piasku. Każde użycie wiąże się jednak z ceną. Ponoć używanie mocy skraca ich życie.
BUNTOWNICY - grupa odważnych, którzy zdecydowali się przeciwstawić Sułtanowi. Niektórzy z nich są poszukiwani w całym państwie, a część dalej ukrywa się wśród ludzi, czekając na właściwy moment.
W ciągu kilku lat zdążyli również zebrać dostateczne do walki zapasy i bronie, posiadają kilku sponsorów, którzy równie mocno pragną obalić rządy Aarona.
Buntownicy podzielili się na mniejsze grupy po całym kraju, jednak książę posiada swoją osobistą drużynę. Znajdują się w niej najbardziej potężni lub najbardziej zaufani mu ludzie. Każdy człowiek wyszkolony jest w walce lub w strzelaniu z rewolwerów. Każdy pół-dżin powoli szkoli się w używaniu swojej mocy lub odkrywaniu jej.
Książę posiada dwie główne kryjówki – jedna w stolicy państwa, a druga to mała oaza skryta z bramami otwierającymi się tylko z odpowiednimi słowami. Dużo czasu grupa spędza na podróżach i zbieraniu kolejnych ludzi chętnych do pomocy.
Obecnie Sułtan stara się odkryć spiski, a także złapać wszystkich buntowników i ściąć ich w publicznej egzekucji. Za każdą informację, która pozwoli na złapanie księcia buntownika władca gotowy jest zapłacić równowagę osoby w złocie.
https://2.bp.blogspot.com/-zrTZCmrvaqk/W-nIec6NNWI/AAAAAAAACVs/Unj8uAtm5jQ9TCbuMKlJjPtevsC9wmyUwCLcBGAs/s1600/sssss1.png
Cześć. Miło mi jeśli dałeś radę przebrnąć przez tę ścianę tekstu i twoje oczy jeszcze ci nie wypłynęły.
W tym opowiadaniu wcielamy się w grupę buntowników (jeszcze tego nie wiecie?), którzy postanowili się przeciwstawić bezlitosnym rządom Aarona.
Przewidziałam dla nas mnóstwo przygód - zaczynając od ataków innych pół-dżinów, odwiedzić samego Sułtana, idąc przez zdradę jednej osoby i kończąc na więzieniu dla wszystkich! Czy to wszystko? Oczywiście że nie. Nie chciałabym zamykać dokładnie fabuły, chciałabym byśmy budowali ją wspólnie i bawili się przy tym dobrze.
https://1.bp.blogspot.com/-cjY2z60L6g0/W-nI0D39EYI/AAAAAAAACV4/gErer_4YX74e9C4iv1mhz7YImtaFuSZfACLcBGAs/s1600/Wsssss1.png
Jak zwykle pojawiają się zasady, których mam nadzieję, że będziemy się trzymać.
1. Regulamin forum i działu to dla nas świętość.
2. Postacie mogą się nie lubić, kłócić, ale wolałabym, żeby użytkownicy pozostali jednak w dobrych kontaktach.
3. Nie wymagam super częstego odpisywania - sama mogę mieć z tym problem. Powiedziałabym raz na tydzień? Jednak hej, jak jesteś bardziej aktywny, to moje serce się cieszy.
4. Chciałabym, żeby nie było Mary Sue ani Gary Sue. Nie powiem, żeby postacie były ludzkie, bo halo, dżin nie będzie, ale żadnych postaci OP proszę. Pół-dżiny się męczą, ludzie się męczą, dżiny mają ograniczenia.
5. Wygląd postaci to arty, a karty postaci powinny być estetyczne. Fajna byłaby też równowaga płci.
6. Zgłaszać się można w prywatnej wiadomości.
7. Jeśli widzisz, że z fabułą jest coś nie halo, to pisz, nie bój się. Chętnie podyskutuję.

No i to co jest najważniejsze.
Chętnie zapraszam do udziału w opowiadaniu

Książę (człowiek) - @Lexi
Dżin - @Ischigo
Dżin - @Evanlynn
Pół-dżin - @Amanediela
Pół-dżin - @Neyu
Człowiek - @Acerola
Człowiek - @Missayaki
Księżniczka chcąca zdradzić grupę - @Nigra

Ostatnio zmieniony przez Lexi (17-11-2018 o 11h58)


https://i.imgur.com/KcyQJoa.gif

Offline

#2 13-11-2018 o 09h28

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 825

https://cdn.discordapp.com/attachments/347741687558307842/511818559542788096/1542097292651942.JPG
|| Andromeda || Gwiazda tańcząca za dnia || Dżin ||
|| Kobieta || Biseksualna || Około 450 lat ||
|| 205 cm || Waga odpowiednia || Różowe oczy i włosy ||
|| Kobieca sylwetka || Prześwitujące ubrania || Wachlarze ||

|| Podróżniczka, nigdy nie zatrzymuje się zbyt długo w jednym miejscu. ||
|| Przydomek Gwiazdy tańczącej za dnia otrzymała od ludów północy, którym podarowała ogień. Jest tam czczona jako bóstwo płomieni i płodności. ||
|| Jej ulubionym żywiołem jest ogień, dlatego najrzadziej i najmniej chętnie posługuje się magią wody. Jeśli nie musi, nie robi tego wcale. ||
|| Zimą jej moc odmawia posłuszeństwa, a kiedy jest zbyt długo narażona na chłód, nie może używać jej wcale. ||
|| Nigdy nie trafiła do niewoli, ale tylko dlatego, że miała bardzo wiele szczęścia. Nie akceptuje faktu, że ludzie wykorzystują dżiny do własnych celów. Chce wolności dla wszystkich swoich pobratymców. ||

Ostatnio zmieniony przez Ischigo (14-11-2018 o 22h13)


https://i.pinimg.com/originals/53/1e/51/531e515993972e2a49ee7079dd1d698a.gif

Offline

#3 13-11-2018 o 14h24

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 245

https://ichef.bbci.co.uk/images/ic/512x512/p0646wv9.jpg
https://vignette.wikia.nocookie.net/animal-jam-clans-1/images/7/7d/Black_divider_no_background_copy_copy2.png/revision/latest?cb=20170424203530

Imię Soyeon
Nazwisko Rhee
Wiek 19
Data urodzenia 17.07
Znak zodiaku Rak
Orientacja Bi
Rasa Pół-dżin
Magia Telekineza

Sylwetka Drobna, szczupła
Cera Bardzo jasna, blada
Wzrost 160 cm
Waga 45 kg
Włosy Szmaragdowy, falowane, drobne loki, gęste i w miarę zadbane; najczęściej w drobnym, widocznym nieładzie, nie za specjalnie ułożone, wręcz chaotycznie, w efekcie opadają na jej ramiona niczym burza szmaragdowych kosmyków; grzywka - brak; długość włosów - bardzo długa; sięgają za jej biodra
Oczy Szkarłatne
Blizny Brak
Tatuaże Brak
Piercing Brak
Znaki szczególne Paznokcie pomalowane w odcieniu morskiej zieleni, styl trudny do określenia; dominujące kolory to biały i wszelakie zielonego; w głównej mierze spotykana w długich oraz zadziwiających szatach

Krótki opis magii Telekineza - jest to zdolność przesuwania przedmiotów za pomocą siły umysłu. Z ogromną łatwością przesuwa zwykłe; przedmioty nieżywe, lecz istoty żywe również jest w stanie przesunąć, jeśli im poświęci większą chwilę, a przede wszystkim dłuższą uwagę. Wykonuje to bezproblemowo i natychmiastowo, a nadmiar używania mocy, nie wywołuje u niej żadnych skutków ubocznych. Musi mieć odpowiedni pokład energii, by spokojnie unosić cokolwiek, dzięki swej telekinezy. Traci kontrolę nad umiejętnością dopiero, gdy jej fobia przed samotnością; bierzę nad nią górę, pochłaniając całe jej ciało w panice; wtedy jest jak chodząca burza - zniszczy wszystko, co się znajduje wokół niej i na jej drodze

DodatkoweImię dziewczyny - Soyeon pochodzi z języka koreańskiego i oznacza ono Fluoryt
W wolnym czasie najczęściej przebywa na zewnątrz, obserwując wydmy i pustynne krajobrazy; nieważne o jakiej porze dnia czy nocy
Ma dokuczliwą alergie na żelazo; kontakt z tym metalem ogranicza jej moce, a w ostateczności oddziałowuje na nią niczym choroba; podobnie jak u innych pół-dżinów
Posiadaczka autofobii; paniczny lęk przed samotnością lub odizolowaniem
Gdy jest w odosobnionym, przeraźliwym miejscu, to w ekspresowym tempie widzi, jak jest zamknięta w jakimś czarnym pomieszczeniu, gdzie obserwuje ją paręnaście par złotych i potwornych ślepi; w tym samym czasie, w rzeczywistości najczęściej się cała trzęsie, kuląc się i obejmując samą siebie, szeptąc do samej siebie, jak bardzo się boi albo w ostateczności wykrzykując przeróżne słowa w panice
Miłośniczka gorącej mięty; mogłaby pić ten napój dniami i nocami
Najłatwiej dogaduje się z dziećmi
Nie za specjalnie jest przywiązana do swych rodziców przez wiadome wydarzenia z przeszłości, które potem odbiły się na jej psychice
Prócz mocy telekinezy, to potrafi również zmieniać swój wygląd, choć ta zdolność jest powszechnie znana u pół-dżinów; jednakże powyższa umiejętność skraca jej żywot
Przypominająca swym wyrazem buzi - chmury z deszczem - smutek
Delikatne rysy twarzy, a zarazem drobna postura ciała; sprawia, iż jest postrzegana za kruchą, dobroduszną i życzliwą osobę oraz za tą, której można zaufać, choć czy to jest zgodne z prawdą?
Jak na swój wiek jest całkiem niska
Typ obserwatorki, która momentami wie o niektórych więcej niż oni sami, szczera do szpiku kości, przebiegła, chłodno kalkująca każdą najmożliwszą oraz najpoważniejszą sprawę, tajemnicza; wzbudzająca grozę i strach, zbyt pewna siebie, apatyczna w wielu chwilach, w których należy odpowiednio się zachować, w zależności od powagi sytuacji, zaskakująca i zdumiająca, podejrzliwa, gdy zauważy dziwne zachowanie u innych, zwykle opanowana, marzycielka; zatopiona w swym małym świecie, słaba psychicznie; łatwo ją złamać, skryta; nie dzieli się ze swoimi rozterkami, bardzo trudno załapać z nią kontakt międzyludzki, a w szczególności jakąś stałą relacje
Najskrytszym jej marzeniem jest ujrzenie pory zimowej, a przede wszystkim puszystego, pięknego śniegu
W dzieciństwie chciała zostać sławną piosenkarką, jednakże jej cel prędko został porzucony, pomimo tego, że posiadała do tego predyspozycje - przepiękny głos; nie tylko podczas śpiewu
Pasjonuje się sztuką - jest w stanie rysować cudowne dzieła przez większość czasu, zapominając czasem o podstawowych czynnościach życiowych; głównie uzupełniać swe zapotrzebowanie na żywność czy spragnienie
Idealnie się kamufluje, kryje, skrada i szpieguje, jednocześnie jest nadwyraz zwinna, prędka, wygimnastykowana
Biegle mówi w języku angielskim i koreańskim

Ostatnio zmieniony przez Neyu (28-11-2018 o 18h26)


https://media1.giphy.com/media/FHhTPPSCm6h5m/source.gif

Offline

#4 13-11-2018 o 17h27

Straż Cienia
Amanediela
Rekrut
Amanediela
...
Wiadomości: 72

https://fontmeme.com/permalink/181113/fc571fe2389d484cc4f84d48cee59813.png

https://pre00.deviantart.net/816c/th/pre/i/2016/129/2/1/maio_kun_by_thececile-da1xuib.png

☁Imię: Allomere (Mere)☀
☀Nazwisko: Ma'o☁
☁Wiek: 23 lata☀

☀Płeć: Mężczyzna☁
☁Orientacja: Biseksualny☀
☀Rasa: Pół – dżin☁

☁Magia: Kontrola powietrza☀
☀Stopień zaawansowania: Średni☁
☁Kolor włosów: Fiolet przechodzący w niebieski☀

☀Kolor oczu: Złote☁
☁Sylwetka: Szczupła, muskularna☀
☀Waga: W normie☁

☁Wzrost: 172 cm☀
☀Tatuaże: Brak☁
☁Blizny zdobiące przedramiona i znaczną powierzchnię pleców☀




☀Urodzony i wychowany w bliskim otoczeniu stolicy, aktualnie zbieg ratujący życie☁
☁Złodziejaszek od najmłodszych lat przez co jego stosunki z żelazem są zbyt bliskie☀
☀Dopiero niedawno pogodził się ze swoim pochodzeniem przez co nad magią jeszcze nie panuje w takim stopniu jakby chciał☁
☀Zmuszony do walki stara się pozostawać na dystans - walczy przeważnie bronią palną lub magią. W bliskim kontakcie zna podstawy walki wręcz☁

☁Niezdyscyplinowany łasuch, nieufny, towarzyski, zbyt pewny siebie, chowający urazę do bliskich, nie dopuszczający do nadmiernego przywiązania☀
☀Ciepłolubny esteta szukający przygód i swojego miejsca na świecie☁
☁Zafascynowany artystami, uwielbiający muzykę i tańce☀
☀Długotrwałe użytkowanie mocy sprawia, że jego organizm wpada w hipotermię☁
☁Cierpi na hemofilię☀

Ostatnio zmieniony przez Amanediela (18-11-2018 o 11h33)


https://cdn.discordapp.com/attachments/453249985463713820/485802367485476864/Ofo9XEtYgvti.gif

Offline

#5 13-11-2018 o 18h49

Straż Cienia
Lexi
Pokonała Dahu
Lexi
...
Wiadomości: 2 732


https://fontmeme.com/permalink/181115/63baba19571dd218448ba196203e2718.png
https://1.bp.blogspot.com/-SdFaXmso_3o/W-2Ygq8yy6I/AAAAAAAACWo/GExxANNMbCsCDU_JaHXjkwtNHC4g87E4QCLcBGAs/s640/Rahim.png
┌                                                                                                                         ┐
Godność → Rahim Amadeus Zafir Bin Azmin
Wiek → 22 lata
Płeć → Mężczyzna
Orientacja → Biseksualna
Stan polityczny → Książę dziewiąty w kolejce do tronu

└                                                                                                                         ┘
https://fontmeme.com/permalink/181115/b5a514934a7c38fa19d47960f1c47ff7.png
┌                                                                                                                         ┐
Wzrost → 175 cm
Kolor włosów → Blond
Kolor oczu → Szary
Tatuaże → królewskie zdobią jego ręce, na lewej łopatce imię "Azazel",
pod nim mniejszym drukiem "ten, który się oddalił"

└                                                                                                                         ┘
https://fontmeme.com/permalink/181115/050d173cfabca530209963857c4b2f25.png
┌                                                                                                                         ┐
Po raz pierwszy opuścił pałac w wieku siedmiu lat
→ Zaczął podróżować w wieku 10 lat ←
Stracił matkę w wieku 14 lat
→ Odbył dwie podróże na inny kontynent ←
Nauczył się trzech języków graniczących państw
→ Słuch o nim zaginął, gdy miał 15 lat ←
Pojawił się w pałacu ponownie, kończąc lat 18
→ Odkrył sposób ojca na więżenie dżinów ←
Nauczył się tej sztuki w wieku 19 lat
→ Po egzekucji drugiego księcia, zaczął planować bunt ←
Wyruszył w poszukiwaniu sojuszników, mając 21 lat
→ Wysłał do ojca list ze spowiedzią z jego trzyletniej podróży ←
Rozpoczął bunt w wieku 22 lat

└                                                                                                                         ┘
https://fontmeme.com/permalink/181115/b36cac01bba626635c9c67dee2f2cd23.png
┌                                                                                                                         ┐
Umiejętności → Rahim najlepiej walczy sztyletami w bliskim dystansie
Nie potrafi strzelać z rewolwerów
Za to radzi sobie dobrze z łukiem i strzałami
Zna cztery języki
Jak każdy książę poznał umiejętności strategiczne
Wiedzę magiczną cały czas pogłębia

└                                                                                                                         ┘

Ostatnio zmieniony przez Lexi (16-11-2018 o 20h31)


https://i.imgur.com/KcyQJoa.gif

Offline

#6 13-11-2018 o 22h52

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 359


http://i65.tinypic.com/1ptjpt.png


https://data.whicdn.com/images/220323168/original.jpg



Yasser

>>  Od wielu lat wiek nie ma dla niego znaczenia.
>>  Odkąd pamięta mieszka i żyje wśród piasków pustynnych niedaleko jednego z ludzkich miast.
>>  Mieszkańcy doskonale zdają sobie sprawę z jego istnienia, przez co nauczyli się żyć z nim w zgodzie i zachowywać tak, by niczym nie wzbudzać jego gniewu, bo to właśnie jemu przypisują wszelkie burze piaskowe i inne niesprzyjające wiatry. Przed wędrówką przez pustynię ludzie składają różne dary, prosząc o pomyślną podróż.
>>  Yasser świetnie panuje nad piaskiem, nie jest przy tym złośliwy i wysłuchuje próśb, sprzyjając podróżnikom. Uważa pustynię za swoje terytorium, a mieszkańców miasta i pobliskich osad za tych, którym należy się ochrona za okazywany szacunek i cześć.
>>  Przez lata łagodził potężne burze piaskowe, które mogły wyrządzić poważne szkody, pomagał odnajdować drogę zagubionym, wskazywał źródła wody.
>>  Potem zjawili się ludzie Sułtana uzbrojeni w żelazo, tworząc magiczne kręgi. Wtedy po raz pierwszy Yasser użył swych mocy przeciw ludziom. Przez trzy dni i dwie noce nie ustępował, zamykając przeciwników w nieustającej burzy piaskowej, tworząc pod ich nogami ruchome piaski. Zgubiła go zbytnia pewność, że na tak ruchomym i nietrwałym podłożu nikt nie utworzy kręgu, który mógłby zamknąć jego moce. Przez to trafił do niewoli na długie lata i tylko poświęcenie Sułtanki pozwoliło na ucieczkę.
>>  Swój wygląd dostosował do życia na pustyni. Białe włosy i jasna cera sprawiają, że na tle piasku nie jest tak bardzo widoczny. Zaś złote oczy i drobne piegi są jego własnym kaprysem. Takie połączenie miała pewna ludzka kobieta, u której bardzo mu się to spodobało.
>>  Tak samo jak jego pobratymcy charakteryzuje się wysokim wzrostem - 219 cm.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (23-11-2018 o 12h58)


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Online

#7 14-11-2018 o 15h55

Straż Obsydianu
Missayaki
Straż na szkoleniu
Missayaki
...
Wiadomości: 252


https://i.imgur.com/stSPQpO.png
https://i.pinimg.com/564x/af/1b/d0/af1bd0eff555d9335e25f831d8e988c6.jpg



Imię : Sehra
Wiek : 21
Orientacja : Heteroseksualna
Urodzona : 13 listopada
Wzrost : 1,70 m
Waga : 65kg
Znaki szczególne : Tatuaże uproszczonych kwiatów pustynnych na nadgarstkach i kilka pomniejszych blizn porozrzucanych po całym ciele
Rodzina : Evsis

      ࿇   ࿇   ࿇     

Służy na dworze sułtana, dzięki czemu jest doskonałą wtyczką
Zbieg z miasta Illan, została przyjęta przez starszą kobietę z obrzeż Yvann, ukrywała ją przez dwa lata, a gdy sprawa uchodźców ucichła nadała jej nowe imię - Sehra, z powodu tego, że przyprowadziła ją do miasta pustynia
Nie pamięta swojego dzieciństwa, ale dzięki Evsis uzyskała pełną radości młodość
Choć sułtan bacznie się jej przygląda to ona wciąż wodzi go za nos
Bardzo ostrożna w kontaktach z innymi
Nie potrafi dobrze walczyć wręcz, ale zawsze chowa przy sobie sztylet, preferuje walkę na odległość ponieważ wtedy jej wątła postura nie ma znaczenia
Uwielbia rośliny, zwłaszcza te egzotyczne których nie może spotkać w Yvann.

Ostatnio zmieniony przez Missayaki (17-11-2018 o 15h43)


https://i.imgur.com/Q0en3PJ.png

Offline

#8 14-11-2018 o 17h34

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 321

http://i67.tinypic.com/ndwzut.png
http://i63.tinypic.com/20k6ohw.png
3X lat     —     zwykły człowiek     —     pierworodny kapłańskiej rodziny z Vesuwii
opalona karnacja    —    czarne włosy, zwykle związane   —   jasnobrązowe oczy
182 centymetry      —       biżuteria po matce      —       blade blizny na ramionach

Vesuwia   to  mała  wioska na obrzeżach Yvann, natomiast bardzo blisko Askr,
czerpiąca garściami z obu kultur i słynąca z gorliwych wyznawców Andromedy.
Rodzina Eclata zajmowała się przede wszystkim utrzymywaniem świątyni, ale
po wielkiej pladze kilka pokoleń temu, zaczęła parać się także sztuką lecznictwa.
Sam mężczyzna nie był nigdy mocno związany ze swoim domem i dziedzictwem,
nie wierzył w istnienie dżinów, nie wyznawał ich wyższości, szukał ucieczki.
W młodzieńczym wieku przyszło mu jednak przewartościować swoje ideały, gdy
spotkał patronkę wioski we własnej, majestatycznej osobie - bogini Andromedę.
Pod wpływem jej opowieści zaczął się przykładać do ojcowskich nauk i w wieku
osiemnastu lat był już wyśmienitym znachorem gotowym do wyruszenia w podróż.
Pozostawił Vesuwię, pragnąc podążać śladami dżinów i ich dzieci, zgłębiając
tajniki ich egzystencji oraz historii Yvann, którą sułtan trzyma pod kluczem.

Przekraczając próg trzydziestu lat, Eclat był już tego rodzaju człowiekiem,
którego niedocenienie mogło po pewnym czasie okazać się tragiczne w skutkach.
Pokaźna sieć znajomości, z jakiej słynął "ekscentryczny historyk", obejmowała
zarówno potężnych sojuszników oraz wcale nie mniej groźnych wrogów.
Potrafi zjednywać sobie wszystkie stany społeczne i skłócić każdych przyjaciół.
Choć brak mu talentu do walki, potrafi się obronić mieczem oraz słowem.
Zazwyczaj jednak dopilnowuje, aby mógł za niego zająć się tym ktoś inny.
Opinia publiczna uważa go za udanego kłamcę oraz doskonałego kokieta,
ale Eclat na zawsze zatrzymał w sercu słowa Andromedy, która niegdyś
nazwała jego czekoladowe oczy "Ciepłymi niczym promienie słoneczne".

Kiran i Botan

Ostatnio zmieniony przez Acerola (30-11-2018 o 21h07)


https://66.media.tumblr.com/a54752e3ac62b4e454092f098d17a7d4/tumblr_oiqvm2XpbW1shff2jo1_540.gif

Offline

#9 15-11-2018 o 11h46

Straż Absyntu
Nigra
Młody rekrut
Nigra
...
Wiadomości: 11


https://fontmeme.com/permalink/181118/879acc9ad76f3794f1360ec61ba598d8.png
https://zapodaj.net/images/0272c67fddf8d.png
| |  YAMIN ADENIA BIN AZMIN  | |
| |  17 LAT  | |  KOBIETA  | | JEDENASTA Z CZTERNASTU CÓREK SUŁTANA  | | 
| |  ZIELONE OCZY  | |  WYPŁOWIAŁE BLOND WŁOSY  | |  OPALONA  | |
| |  165 CM  | |  55 KG  | |  KOBIECA SYLWETKA  | |  DWA GRUBE WARKOCZE  | |  DROBNY TATUAŻ POD LEWYM OKIEM  | |
| |  ZŁOTE BRANSOLETY NA NOGACH, RĘKACH ORAZ SZYI  | |  TRZY KOLCZYKI W LEWYM UCHU  | |

| |  YAMIN JEST JEDNĄ Z MŁODSZYCH CÓREK SUŁTANA I JEDNĄ Z NIELICZNYCH, KTÓRE OTRZYMAŁY SZKOLENIE W BOJU I DOSTĘP DO EDUKACJI  | |
| |  DRUGIE IMIĘ YAMIN WZIĘŁO SIĘ OD PUSTYNNYCH RÓZY – ADENIUM, KTÓRE UWIELBIAŁA JEJ MATKA  | |
| |  DZIEWCZYNA POSŁUGUJE SIĘ WŁÓCZNIĄ, KTÓRĄ OTRZYMAŁA OD MATKI PRZED JEJ ŚMIERCIĄ. SUŁTAN POKRYŁ BROŃ WARSTWĄ ŻELAZA, BY DZIEWCZYNA MOGŁA SIĘ „BRONIĆ” PRZED DŻIANMI I ICH DZIEĆMI| |
| |  WIERZY W DOBRE INTENCJE OJCA. JEST ON ABSOLUTNYM AUTORYTETEM, MAJĄCYM NA WZGLĘDZIE DOBRO NARODU I RODZINY | |
||  YAMIN NIE ROZUMIE INTENCJI KSIĘCIA. PAMIĘTA GO JAKO KOCHAJĄCEGO, CZUŁEGO BRATA. NIE UMIE WYBACZYĆ MU JEGO ZDRADY I CHCE, BY ZA SWOJĄ ZBRODNIĘ ODPOWIEDZIAŁ PRZED OJCEM. SKRYCIE WIERZY, ŻE RAHIM WYCOFA SIĘ ZE SWOJEGO BUNTU I PRZYJMIE KARĘ Z POKORĄ  | |

„CEL UŚWIĘCA ŚRODKI. PRZEWAŻNIE.”

| |  NIENAWIDZI KŁAMCÓW <- JEST HIPOKRYTKĄ, SAMA KŁAMIE BEZ MRUGNIĘCIA OKIEM, JEŻELI KŁAMSTWO TO JEST W DOBREJ WIERZE. JEST MŁODĄ, JESZCZE NIE DOŚWIADCZONA ŻYCIEM DZIEWCZYNĄ O POGODNYM NASTAWIENIU, CHĘTNĄ DO POMOCY. ŁATWO JĄ ROZŚMIESZYĆ, TRUDNIEJ ZDENERWOWAĆ, A NAJTRUDNIEJ USPOKOIĆ, JAK JUŻ TAKI WAŻNIAK SIĘ ZNAJDZIE. CO JAKIŚ CZAS ZACHOWUJE SIĘ IRRACJONALNIE I | |

Ostatnio zmieniony przez Nigra (19-11-2018 o 16h17)

Offline

#10 19-11-2018 o 17h30

Straż Cienia
Lexi
Pokonała Dahu
Lexi
...
Wiadomości: 2 732


Trochę obsunęłam się z tym postem, za co bardzo przepraszam. Nadal pracuję nad doskonaleniem przedstawionego świata, postaci i ogólnie opowiadania, a w tym tygodniu mam istny armageddon. Mimo to mam przyjemność powiedzieć, że oficjalnie zaczynamy opowiadanie. Jeśli ktoś jeszcze KP nie skończył, to proszę o jak najszybsze tego zrobienie.
A tutaj mam specjalny "prezent" opisu państwa, by wiadomo było gdzie nasze postacie łażą i jak łażą.

Yvann


https://fontmeme.com/permalink/181119/544798b0eb7940601484de3e0a66d7a0.png

     Przesuwał się w cieniu, jakby był jego idealnym partnerem do tańca. Od lat szkolił się w tym celu – nie chciał zostać zauważony i złapany. Przecież nie mógł sobie na to pozwolić. W dłoni kurczowo ściskał pomiętą kartkę, której końce pokrywał jeszcze świeży tusz plamiący jego palce. Na karku i czole pojawiły się krople potu; był przerażony tym, co może się stać, jeśli zostanie złapany. Pomyślał o wszystkich osobach, które przyjęły go do siebie, gdy jego życie niemal dobiegało końca. O wszystkich buntownikach tworzących dom, do którego pragnął wracać. O każdym uśmiechu dziewcząt, o każdym śmiechu chłopców. Nie mógł ich zawieść, nie dowożąc tej wiadomości do nich.
Zginą.
Wszyscy zginą, jeśli mu się nie uda.
    Zacisnął pięść mocniej i przesunął się wzdłuż ściany; był coraz bliżej tylnich bram haremu, gdzie czekał na niego kolejny z buntowników. „Jeszcze tylko kilka minut” – pomyślał, wręcz uśmiechnął się na tą myśl – „potem pójdzie już wszystko z górki”.
Ale nie poszło.
     Usłyszał serdeczny śmiech osoby, której bali się wszyscy. Osoby przeciwko której toczył się bunt. Aaron stał tylko kilkanaście metrów za nim, a w dłoni trzymał pewien papirus ze specjalnym znakiem. Od Rahima usłyszał tyle, że prawdopodobnie za jego pomocą utrzymuje pewnego dżina w garści.
Chłopak zadrżał, powtrzymując się od krzyku rozpaczy. Zaczął dostrzegać, że straż również pojawiła się na horyzoncie. Każdy z nich trzymał włócznię lub pistolet skierowany w jego stronę.
Wiedział, że zginie. Wiedział to od momentu, w którym chwycił kartkę w dłoń. Musiał jednak dotrzeć do bramy, gdzie miał przekazać ważną informację komuś innemu.
     Zerwał się więc do szaleńczego biegu, ignorując każdą broń wycelowaną w niego. To były jego ostatnie sekundy wolności i życia, musiał je dobrze wykorzystać. Kartkę zwinął w kulkę i gdy znajdował się tylko kilka metrów od wysokich bram, cisnął ją w nadzei, że gdzieś po drugiej stronie stoi buntownik, a nie setka żołnierzy Sułtana.
     W tej chwili zmówił też ostatnie modlitwy do bogów strzegących państwa od wieków. Pożegnał każdego buntownika w myślach, podziękował im za możliwość wspólnej walki. Życzył im też szczęśliwego życia i zwycięskiej wojny.
A potem?
     Aaron podszedł najbliżej ze wszystkich, zupełnie nie bojąc się tego, że chłopak mógłby go skrzywdzić. Jednym ruchem dłoni sprowadził go na kolana i sprawił, że buntownik pokłonił się. Sułtan wiedział, że nie uzyska żadnych informacji od niego.  Po prostu ponownie się uśmiechnął, jakby do starego przyjaciela i wyciągnął zza pasa długi, pozłacany sztylet. Gdy wbijał go w żywe ciało chłopaka, ciągle uspokajał go, szepcząc do niego słowa słynnej kołysanki.
A gdy jego już martwe, puste ciało upadło na posadzkę, odwrócił się i ruszył powolnym krokiem z powrotem do pałacu.
     Sułtan lubił tego chłopaka. Buntownik przez kilka lat wiernie służył mu, wykonując nawet najbardziej brutalne rozkazy. Był zaślepiony tym, że stał się niemal idealnym pionkiem w jego grze. Dlatego nie dostrzegł jego przemiany i chęci walki. 
Kilku strażników przyglądało się swojemu władcy w milczeniu. Część mówi, że na jego twarzy pojawił się niewyobrażalny smutek. Słyszeli też jego modlitwę z prośbą o wybaczenie Asifowi. Bo zgrzeszył. A bogowie nie wybaczają tym, którzy grzeszą. Dlatego Aaron też nie wybacza.
- Ojcze, proszę poczekaj. – Zza bram haremu wysunął się trzeci książę. Trzymał w ręce głowę kolejnego buntownika. – Jeden nam się wyślizgnął. Ten z wiadomością. – Sułtan zatrzymał się, jednak nie odwrócił. W dalszym ciągu obserwował pałac, który od lat udoskonalał.
- Rozumiem. Musimy chyba przyśpieszyć nieco nasze polowanie na tych grzeszników.


*Imię Asif oznacza przebaczenie : )


https://fontmeme.com/permalink/181115/63baba19571dd218448ba196203e2718.png

- Za co ją pokochałeś? – jego uśmiech rozciągnął się niemal na całej twarzy. Uwielbiał rozmawiać z Basimem o jego ukochanej. Wtedy drugi książę rumienił się po same uszy, a oczy wypełniały się iskierkami radości. Było tak dokładnie za każdym razem, dlatego właśnie Rahim często wyciągał temat pół-dżinki w ich rozmowach – Chętnie o tym usłyszę, przecież wiesz.
- Pięknie się uśmiecha. Jest niesamowicie ludzka, potężna i… - drugi książę roześmiał się, nerwowo pocierając kark  - czy to źle jeśli powiem, że świetnie całuje? – zobaczywszy minę młodszego brata, uderzył go w ramię otwartą dłonią – hej, naprawdę. To świetna kobieta. Jak się kiedyś kogoś mocno pokochasz, to to zrozumiesz.
     Rahim już to rozumiał. Nigdy nie był specjalistą w okazywaniu swoich emocji, jednak
kochał równie mocno, co inni. Kochał też swojego starszego brata jako jednego z niewielu. Dzielił z nim dużą część wspomnień, nauczył się od niego mnóstwa rzeczy; nawet tych średnio przydatnych i bzdurnych. Pokochał każdą z nich.
     I dlatego został złamany po raz drugi w swoim krótkim życiu, gdy patrzył się na śmierć swojego najlepszego przyjaciela i ukochanego brata, czekając na rozkaz od swojego ojca. Czekając na to, aż pozwoli mu opłakać śmierć drugiego księcia. Ale ten rozkaz nigdy nie nadszedł. A śmierć Basima została niemal wymazana ze wspomnień pozostałych obywateli.
     Nikt nie pamiętał świetnego uśmiechu, serdecznego śmiechu i radosnych, zielonych oczu jego starszego brata. Nawet Rahim z ubiegiem kolejnych miesięcy powoli zapominał o wspomnieniach, które przez lata oboje budowali. Pamiętał tylko w snach i dlatego przeklął siarczyście, gdy ktoś zaczął stukać go w ramię energicznie.
     Blondyn podniósł się na prawym ramieniu i sprawnie sięgnął za swój pas, wyciągając z niego krótki nóż. Nawet nie zawahał się, gdy przyłożył ostrze do szyi przybysza. Dopiero po kilku sekundach jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności panującej w namiocie i wtedy opuścił sztylet na dół.
Przed nim stał jeden z młodszych uczestników buntu, który wychował się w Yvannowskich górach. Dlatego też potrafił się świetnie skradać i polować. Rahim już miał rzucić żartem na ten temat, jednak szybko zamilkł, gdy przyjrzał się mimice chłopca.
- Co się stało? – jego głos stał się stanowczy i chłodny. Niczym nie przypominał beztroskiego chłopaka ze swoich wspomnień - Czyżby nas znaleźli?
- Nie, ale…Asif nie żyje. Berin również nie dotarł. Jednak reszta przyniosła informację. – Chłopiec ukłonił się lekko przed księciem i położył kawałek kartki tuż przed stopami Rahima. Potem jakby nigdy nic odwrócił się na pięcie i wykradł z namiotu.
Rahim wziął głęboki oddech i nim zapalił lampę, by przeczytać treść wiadomości, za którą przypacili życie jego przyjaciele, zmówił dwukrotnie modlitwę i podziękował im, klękając.
     Gdy wreszcie skończył odprawiać swój rytuał, przemknął wzorkiem po kartce, pożerając każde zapisane na niej słowo. Uśmiechnął się blado, a potem wręcz zaśmiał sucho.
Był wdzięczny. Był tak bardzo wdzięczny dzisiejszym ofiarom.
     Opuścił namiot zaskakująco szybko, nawet nie do końca ubierając się i poprosił o zwołanie grupy. Gdy większość buntowników było już obecnych przy namiocie księcia, Rahim wysunął się na przód i zagwizdał, zwracając na siebie uwagę.
- Dzisiejszej nocy ponieśliśmy dwie ofiary. – niektóre osoby zaczęły szeptać, można było usłyszeć też kilka szlochów i pociągnięć nosem – Nie poszły one na marne. Otrzymaliśmy wiadomość o wydanym rozkazie przez Sułtana. Zaczyna polowanie na kilka osób z naszego obozu. Chcę zebrać grupę maksymalnie dziesięcioosobową i jeszcze dzisiejszej nocy oddzielić się od głównej drużyny. Będę wywoływać kilka imion i pragnę, byście podeszli do mnie
Gdy Rahim skończył, przed nim znajdowało się dwóch pół-dżinów, jego dwójka lojalnych ludzi oraz dwójka dżinów, które niegdyś zdecydowały się dołączyć do jego rebelii, a także młodsza siostra. Rozejrzał się po nich i uśmiechnął się, zanosząc się śmiechem. Byli w tak złej pozycji. Polowanie zaczynało się dzisiejszej nocy, a oni stali się zwierzyną. Musieli uciekać.
- Wyruszamy za dwie godziny, niedługo wyznaczę przywódcę w tym obozie. My opuścimy go chwilę przed wschodem słońca. Mam nadzieję na udaną współpracę i proszę, nie zgińmy jeszcze tej nocy. Wybieramy się w góry. – Odwrócił się plecami do wszystkich obecnych - Jeśli chcecie pogadać, będę w namiocie. Pożegnajcie się z rodziną i znajomymi. Przepraszam i dziękuję wam. Musimy po prostu…znaleźć szybko sposób na zmienienie naszej pozycji. Nie chciałbym narażać całej grupy. Myślę, że damy sobie radę.
Rahim. Nie był już tym beztroskim chłopakiem, żartującym ze swoim starszym bratem. Stał na czele rebelii. A teraz ta rebelia musiała uciekać i znaleźć inny sposób na walkę. Przecież Sułtan był bezwzględny, zabija każdego.
- Mere, gdy skończysz zaprzyjaźniać się z nową grupą, porozmawiamy?


https://i.imgur.com/KcyQJoa.gif

Offline

#11 19-11-2018 o 18h23

Straż Cienia
Amanediela
Rekrut
Amanediela
...
Wiadomości: 72

___________________________https://fontmeme.com/permalink/181113/fc571fe2389d484cc4f84d48cee59813.png

Od wschodu słońca chol**ny dzień zapowiadał się chol**nie źle. Podczas standardowego spaceru po kilka rzeczy które niechybnie przykleiły się mu do rąk został prawie zadźgany. Prawie bo udało mu się uciec wywołując na pół wioski małą burzę piaskową, a mieszając drobinki w powietrzu z poderwaną z wiadra wodą skutecznie zmylił przeciwników jego ideologii dzielenia się dobrami. Co w tym wszystkim okazało się tragedią? Jego pech który niczym cień nie odstępował półdżina chociaż ten usilnie kręcąc między kolejnymi budynkami starał się go zgubić. Zanosząc się śmiechem gdy wybiegał ze zmąconego powietrza własną mocą zgodnie z twierdzeniem, że karma wraca w najmniej oczekiwanym momencie potknął się o wóz. Jeden jedyny na całej ulicy, ba! W całym mieście! Upadek zamortyzował na przedramionach, udało mu się wrócić do obozu i co z tego wszystkiego miał?! Sine, krwawiące kolano. Niby taki niepozorny upadek, a bolało jak diabli!
Do wieczora obowiązków tylko mu przybywało. Kolejne dzieciaki, które z przyczyn niewiadomych kochały jego towarzystwo, a miłość tą objawiały w postaci skakania po nim jak po najlepszym gatunkowo materacu tudzież poduszce, marudziły mu za każdym razem gdy wymyślał im nową zabawę. Gdzieś w międzyczasie zajął się zwiadem, posiłkiem i bandażowaniem rany która przypominała mu o sobie – łaskawie – w co drugim kroku. W końcu zirytowany do granic możliwości padł jak długi w chwili gdy przyszła jego kolej snu modląc się w myślach o spokój chociażby w tej części tej tragedii. Ponownie nie dane było mu odpocząć. Gdy pogrążając się coraz głębiej we własnych wspomnieniach które umilić mu miały zaśnięcie ktoś intensywnie szturchnął go w ramię. Nie zareagował, to dostał kopniaka między żebra. Nie można było tego czynu nazwać atakiem, w oczach Allomere był to po prostu nierozważny krok jego dobrego współlokatora, kompana broni, głupiego jak but dzieciaka któremu nie dało się wyznaczyć jasnych granic zachowania odpowiedniego! Łapiąc kostkę która po raz drugi poszybowała w stronę jego biednego ciała pociągnął rudawego podlotka obracając się przy tym na plecy. Dzieciak huknął aż miło po czym pełen pretensji zaczął wierzgać próbując się uwolnić.
- No puszczaj mnie! Książę wszystkich prosi, a Tobie jak zwykle głupoty w głowie! - Zawołał piskliwym tonek widząc jak Mere pospiesznie zbiera się z ziemi i siadając okrakiem na jego piersi, podpierając się dłońmi o ziemię ma zamiar opluć mu twarz. Przerażenie jakie w momencie gdy połyskująca kropla śliny zwisła na języku starszego z mężczyzn było bezcenne. Do najgorszego jednak nie doszło, a pół-dżin podnosząc się z ziemi otrzepał z niewidzialnego pyłu kolana.
- Mnie głupoty w głowie?! A kto mnie przed chwilą skopał? Ciesz się, że mam dzisiaj fatalny dzień bo bym się nie powstrzymał! – Paskudny, przepełniony wyższością uśmiech zagościł na jego twarzy na co tylko ponownie został kopnięty, tym razem w piszczel.
Dzieciak znikając z namiotu wywołał rozbawienie na twarzy mężczyzny. Powoli ubierając luźną, białą koszulę z rękawami do łokcia, wyszedł na zewnątrz gdzie kotłowała się już masa ludzi. Końce koszuli wkładając do niebieskich spodni poprawił jeszcze buty i niespiesznie stanął tak żeby słyszeć i widzieć Rahima.
Wiadomość jaką książę miał do przekazania mogłoby się wydawać, że spłynęła po nim jak woda po kaczce, jego twarz która przybierała ostatnio wyraz znudzonej życiem nie wyrażała nic poza tym typowym grymasem jednak jego oczy, te które przeważnie połyskiwały z podekscytowania czy energii, przygasły. Biorąc głęboki wdech gdy został poproszony o wystąpienie z tłumu wyszukał wzrokiem młodego rudzielca który posyłając mu przerażone spojrzenie doczekał się jedynie z jego strony szelmowskiego uśmiechu – miało to na celu pocieszenie ich obydwojga, jednak cel ten spełznął na niczym.
Rahim nie trzymał ich długo, a Mere nie interesował się specjalnie swoimi współtowarzyszami niedoli. Wiedział doskonale, że gdy wyruszą i jeżeli przeżyją zajmie im maksymalnie dwa dni żeby się zacząć kłócić i nienawidzić, z takim nastawieniem doszedł do wniosku, że jeszcze zdąży się z nimi zapoznać. Gdy miał już odwrócić się na pięcie i wrócić do przerwanej, błogiej czynności usłyszał swoje imię padające z ust wodza nad wodzami. Nigdy nie pomyliłby jego głosu czy sposobu wymawiania z nikim innym bowiem łaskawie panujący rebelii młodzieniec w tak specyficzny sposób wymawiał samogłoski w zdrobnieniu jego imienia, że fioletowowłosy nigdy nie mógł być w pełni przekonanym czy właśnie dostanie ochrzan życia czy pochwałę która poprawi mu humor. Niemnie jednak uśmiechając się łobuzersko ruszył w stronę namiotu gdzie przed chwilą zniknęła sylwetka mężczyzny. Wchodząc w ciemność zamrugał gwałtownie przymrużając lekko oczy po czym z rozbawieniem wykonał zdecydowanie zbyt za głęboki ukłon.
- Na swoje usprawiedliwienie mam to, że ten wóz tam wcześniej nie stał. A dzieciakowi nic się nie stało więc nie musimy od razu traktować tego niewinnego lotu nad pustynią jako tragedii narodowej. Spadł, pozbierał się, a zęby i tak były mleczne. – Typowo dla siebie zaczął żartować bo na obronę własnego stanowiska nigdy nie było za późno, dodatkowo był to dla niego idealny sposób na rozładowanie ciężkiej atmosfery i... dało się do tego przyzwyczaić chociaż czasem niemiłosiernie potrafił irytować.
- W czym mogę służyć. – Poprawił się zaraz gdy między nimi zapanowała zbyt długa chwila ciszy.


https://cdn.discordapp.com/attachments/453249985463713820/485802367485476864/Ofo9XEtYgvti.gif

Offline

#12 19-11-2018 o 19h30

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 825

https://66.media.tumblr.com/54400b108bc46f07b1694397bff44dc6/tumblr_osvcukDM4I1ub5nmro1_540.png

-… Aladyn wziął lampę i przyglądał się jej w zamyśleniu, ale przecież zwykły czajnik nic mu nie mógł poradzić na to, że został uwięziony. Pieczara była zimna i ciemna, a z każdym oddechem wydawało mu się, że i tlenu w niej coraz mniej. Mogłem pozostać w domu – wyrzucał sobie chłopak, nie mogąc się nadziwić jak bardzo naiwne okazało się jego serce….
- Pani Andromedo, proszę wybaczyć, ale książę Rahim wzywa wszystkich do siebie.
              Różowe tęczówki przeniosły się z zapatrzonej w nią dziecięcej twarzy na inną, trochę mniej pucołowatą, za to poznaczoną śladami pierwszego zarostu. Dla dżinów, oni wszyscy byli tylko dziećmi. Podlotkami z mlekiem pod nosem, a jednak było coś w tych dzieciach takiego, że nieustannie tracili dla nich głowę. Andromeda kiwnęła głową na potwierdzenie, że owszem, usłyszała, przyjęła do informacji, a czy się pojawi, to już inna sprawa. Nie lubiła przerywania opowieści. Dzieci słuchały jej z taką uwagą. I nie tylko one, dostrzegła kilka poważniejszych twarzy, pozornie skupionych na innych czynnościach, tak naprawdę pogrążonych w jej spokojnym głosie, który niósł się nad ciszą i wciskał we wszystkie pobliskie uszy.
- Nie przejmujcie się, Titusie, Margo, jeszcze zdążę was zanudzić tą opowieścią – obiecała, podnosząc się z ziemi, by jeszcze raz poczochrać po włosach jej oddanych słuchaczy i ruszyć w kierunku zebranego tłumu.
            Odszukała nad morzem ludzkich głów Yassera, posyłając mu pytające spojrzenie, ale przyjaciel zdawał się wiedzieć tyle co ona. Chciała się przedrzeć w jego pobliże, ale wtedy Rahim pojawił się i nie chciała wywoływać niepotrzebnego zamieszania. Zazwyczaj nie miała z tym problemu. Kobieta, która szła przez życie rozpalając w ludzkich sercach nadzieję, radość i nie raz miłość, nocną porą jakby przygasała, zmieniając się z wielkiego płomienia w żarzący się czerwienią ciepły węgielek. Nie była pewna, czy spodziewała się zasłyszanych z ust rebelianta słów. Wiedziała, że dołączając się do zgromadzenia, naraża się na pościgi i złapanie do niewoli, ale nie potrafiła przejść obojętnie obok, kiedy warzył się los jej pobratymców. Nadal pamiętała spokojny głos Paimon, kiedy najlepsza przyjaciółka kazała jej uciekać, podczas gdy sama została zakuta w metal. Ile to lat minęło? Zbyt wiele, by ludzki mózg był w stanie to ogarnąć.
                Westchnęła, kiedy tłum zaczął rozchodzić się do swoich namiotów, by zaznać tej nocy jeszcze odrobiny snu. Jedyne z czego ucieszyła się, słuchając głosu księcia, to że i Yasser miał znaleźć się w mniejszej grupie. Czuła się lepiej ze świadomością, że przyjaciel będzie tuż obok. Jak zawsze kiedy czasy stawały się cięższe. Podeszła do niego, próbując przywołać na twarz zwyczajowy uśmiech, ale było jej zbyt zimno. Czekała z niecierpliwością na pierwsze promienie słoneczne.
- Pomyśleć, że kiedyś nie musieliśmy uciekać się do chowania się po kątach – westchnęła, splatając ręce za plecami.
                 Blednące na niebie gwiazdy przyciągały wzrok kobiety, zwiastując rychły wschód słońca. Mówiono, że jest jedną z nich, ale ona nie czuła się towarzyszką nocy. Wolała powietrze nagrzane od ogromnej kuli ognia, od chłodu północy. Przesypujący się między palcami gorący piasek.
- Słyszałam plotki, że dżiny potrafią przepowiadać przyszłość z gwiazd – powiedziała, szturchając białowłosego łokciem między żebrami. – Widzisz tam coś? Bo ja szczerze mówiąc tylko migające punkciki – rzuciła melancholijnie, odrywając wzrok od nieboskłonu, by spojrzeć na uroczą w jej mniemaniu, poznaczoną piegami twarz Yassera.


https://i.pinimg.com/originals/53/1e/51/531e515993972e2a49ee7079dd1d698a.gif

Offline

#13 20-11-2018 o 21h49

Straż Obsydianu
Missayaki
Straż na szkoleniu
Missayaki
...
Wiadomości: 252

https://i.imgur.com/stSPQpO.png


        Obóz nie był ogromny, ale i tak o wiele większy niż przypuszczała służka. Nie sądziła, że książę zjednoczył tyle serc przeciwko Sułtanowi w tak krótkim czasie. Zwykle gromadzenie rebeliantów zajmuje wiele lat, a ten czas z zasady wydłuża się proporcjonalnie do pozycji wroga i zagrożenia. Jednak nasz książę jest niesamowity. Ma w sobie tą iskrę, która podrywa ludzi do działania. Daje nadzieję. Coś, co jest tak bardzo nam teraz potrzebne.
        Obchodząc obóz, sprawdzała czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Nie znalazła jednak nikogo takiego na zewnątrz. Postanowiła więc, że pomoże w przygotowywaniu posiłków. Rebelianci też przecież ludzie. Muszą jeść. I najlepiej suto, by mieli wiele siły. Jednak nie zawsze było im to dane, głównie z powodu terenu na jakim żyli.
        Dziarsko weszła do namiotu. Jej oczom ukazały się niewielkie ilości pożywienia i kobiety załamujące ręce. Zbyt mało aby dostatecznie wyżywić cały obóz. W prawdzie do miasta nie było tak daleko, ale duże zakupy wykonywane przez jedną osobę i to w dodatku z klasy średniej i niższej wyglądały podejrzanie na targu. Na szczęście w tym akurat mogła pomóc. Jako służka dworu czasami była wysyłana po zaopatrzenie dla Sułtana wraz z innymi służącymi, którzy nosili produkty. Czym prędzej wybiegła z namiotu, złapała dwa kosze, stojące przy wejściu i chwyciła pod ramię dwóch mężczyzn, którzy nie wyglądali na bardzo pochłoniętych pracą
        - Hej, chodźcie ze mną po zapasy. - uśmiechnęła się, a w jej oczach zamigotały iskierki zadziorności. - Przydałaby mi się pomoc, bo taka wątła dziewczynka jak, ja nie uniesie jedzenia dla całej rebelii.
        Prychnęli razem z nią, ale chwycili za pojemniki i ruszyli za Sehrą. Po godzinie marszu dotarli do murów Yvann. Targ znajdował się w zachodniej części miasta, na niewielkim placu, który kupcy przywłaszczyli sobie na własne wozy i stoiska. Przez to zyskał nazwę placu handlowego. Przeszli się wzdłuż wozów z pożywieniem i kupili ile mogli, by nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Praca na dworze miała kilka swoich uroków. Zdecydowanie była przydatna. Przyjemna znacznie rzadziej.
        Słońce powoli zbliżało się ku zachodowi, gdy uzbierali zapasy. Nie tracąc więcej czasu, ruszyli z powrotem do obozu. Nim do niego dotarli, był już zmrok. Będąc już przy kuchni polowej, dziewczyna podziękowała za pomoc i wniosła kosze do środka. Zobaczyła radość w kobiecych oczach. Wiedziała, że dziś kolacja będzie dostatecznie suta, a jedzenia wystarczy jeszcze na co najmniej dwa dni, dzięki ich kucharskim zdolnościom.
        Zadowolona, że się do czegoś przydała, usiadła obok ogniska, chcąc zaznać zasłużonego choć odrobinę odpoczynku. Położyła się na jeszcze letnim piasku, założyła ręce na głowę i zerkała kontem oka na figlarnie skaczący płomień. Z tej sielskiej sceny wyrwały ją jakieś krzyki. Odwróciła się i zobaczyła jak jakiś facet w jej wieku siedzi na wierzgającym dziecku. Dość zabawny widok, to trzeba było im przyznać. Zakryła dłonią usta, żeby nikt nie posądził jej o wyśmiewanie się z „tragedii” ludzkiej. Jednak gdy rudy chłopczyk wykrzyknął coś o spotkaniu, wstała i powoli ruszyła do namiotu do którego wszyscy zmierzali.
        Stanęła w rogu, za plecami ich przywódcy. Z reguły zajmowała to miejsce. Przyzwyczajenie. Przecież służki zawsze są gdzieś obok panów gotowe na każde ich wezwanie, ale jednocześnie nigdy nie zostają zauważone. Gdy rozległ się gwizd, pomieszczenie ucichło. Wszystkie oczy zwróciły się na księcia, a ten zaczął do nich przemawiać. Gdy wspominał imiona poległych, na wielu twarzach zagościł smutek, po wielu policzkach popłynęły łzy. Jednak szybko uwaga została przeniesiona na ludzi występujących na środek. Sehra przyglądała im się uważnie, myśląc dlaczego Rahim wybrał właśnie ich. Gdy padło jej imię, zatkało ją. Przecież jest bezużyteczna w terenie. Lecz nie sprzeciwiając się, wystąpiła i stanęła twarzą w twarz z przywódcą. Nie zagrzała jednak miejsca w centrum namiotu, ponieważ zaraz po ustaleniu grupy i wyznaczeniu czasu wymarszu, spotkanie się zakończyło. Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Sehra jednak dalej nie rozumiała jaki jest sens jej obecności w tej grupie specjalnej.
        Również opuściła miejsce zgromadzenia, ale zamiast zacząć się od razu pakować, postanowiła jeszcze porozmawiać z Rahimem. Wypatrzyła go niedaleko jego namiotu i powoli ruszyła w jego stronę, układając w głowie pytania, które chciała mu zadać. Gdy była zaledwie kilka kroków od celu, usłyszała głosy. Dwa. Jej przywódcy i kogoś jeszcze. Dopiero teraz spostrzegła, że książę nie jest sam. Obok niego stał znany jej z ujeżdżania dzieci, fioletowłosy mężczyzna. Nie chciała im przerywać. Chciała się wycofać, ale było już za późno. Szare tęczówki dowódcy patrzyły już prosto na nią. Stanęła więc prosto i lekko zmieszana odparła.
        - Chciałam księciu zadać pytanie, ale nie widziałam, że książę jest zajęty. Przepraszam. Może przyjdę później
Obróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, jednak zdążyła zrobić jedynie kilka kroków nim Rahim przywołał ją z powrotem. Wróciła więc i skrępowana poczekała, aż mężczyźni zakończą swoją rozmowę, po czym podeszła do księcia i zadała nurtujące ją pytanie.
        - Dlaczego mnie? Dlaczego mnie wybrałeś do tej grupy?

Ostatnio zmieniony przez Missayaki (20-11-2018 o 21h51)


https://i.imgur.com/Q0en3PJ.png

Offline

#14 20-11-2018 o 22h42

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 359

http://i65.tinypic.com/1ptjpt.png


     Yasser nigdy nie przepadał za zbyt dużym i głośnym zbiorowiskiem ludzi jakim bez wątpienia mógł nazwać obóz księcia Rahima. Lubił swoją cichą pustynię, niewielkie osady, nawet miasto, które odwiedzał kiedy chciał, a także opuszczał kiedy chciał. Tutaj wyglądało to zupełnie inaczej, choć nikt nie trzymał go tu na siłę. Początkowo sam sobie się dziwił, iż dał się namówić Andromedzie. Z czasem jednak musiał przyznać sam przed sobą, że nie potrzebowała do tego zbyt wiele czasu. Wciąż mając w pamięci czasy swej niewoli nie mógł pozwolić, by inne dżiny musiały przechodzić przez to samo, nawet jeśli wiązało się to z narażeniem innym, nie tylko dżinom.
     Przechodził skrajem obozu, nie mogąc za specjalnie odpocząć. Odkąd wraz z przyjaciółką dołączyli do rebeliantów, jego odpoczynek ograniczał się do spacerów i doglądania kilku drobnych spraw. Czasem przysiadał na ziemi, słuchając opowieści razem z dziećmi. Tym razem bardziej zainteresowało go zamieszanie przy namiocie księcia. Zdaje się, że wrócili ludzie mający uzyskać jakieś informacje z pałacu Sułtana.
     Yasser z ciekawości podszedł bliżej, a widząc wychodzącego Rahima i słysząc jego słowa, pozostał na miejscu, czekając na innych. Wkrótce większość się zjawiła i dopiero wtedy książę przekazał nam wieści. Z jednej strony nie można było się dziwić, że wszystko skończyło się właśnie w ten sposób. Sułtan był przebiegły i bez problemów mógł znaleźć szpiegów lub ktoś mu o tym doniósł. To również było możliwe.
     Po skończonej przemowie westchnął ciężko, zdając sobie sprawę z tego, że ponownie czeka na nich kolejna wędrówka, tym razem przez góry. Całe szczęście nie on sam siedział w tym wszystkim po uszy.
     Uśmiechnął się słysząc głos Andromedy i kiwnięciem głowy przyznałem jej rację. Przez chwilę stała zapatrzona w niebo, zaś swoje następne słowa podkreśliła lekkim szturchnięciem, do czego Yasser zdążył się przyzwyczaić. Przeniósł wzrok na nieco niższą od siebie kobietę, a dłoń na bok, zakrywając kolejne potencjalne miejsce do szturchnięcia.
     - Jeśli chcesz, mogę powróżyć ci z gwiazd, do tego nie potrzeba specjalnych umiejętności. Tylko nie gwarantuję, że te wróżby mogą się spełnić - zaśmiał się cicho, wspominając przy tym ludzką kobietę, która go tego nauczyła. Wielu nazywało ją szarlatanem, było równie wielu naiwnych, którzy wierzyli w każde jej słowo.
     - Dla mnie to coś więcej niż świecące punkciki - wzruszył ramionami, odrywając wzrok od twarzy przyjaciółki. - Jeśli potrafisz je odczytać wskażą ci drogę, ale nie sądzę, by mówiły o naszej przyszłości - zamilkł na chwilę, stwierdzając, że w sumie to Andromeda mogła się tym wcale nie interesować. Zdecydowanie nie była stworzeniem nocnym, czy lubiącym w chłodne noce spędzać czas na obserwowaniu gwiazd. - Widzisz te gwizdy? - odszukał na niebie odpowiednie ich skupisko, po czym wskazał je różowowłosej. - Wiesz, że ludzie temu zbiorowi nadali twoje imię? Musisz mieć rzeczywiście całkiem sporo tych wyznawców - uśmiechnął się do niej, kątem oka widząc kolejną osobę wchodzącą do namiotu księcia. Yasser nie potrzebował zadawać pytań. Zachowanie Rahima mówiło więcej niż jego słowa. Nie potrzebował również z nikim się żegnać. Rodziny nie miał, więzi z ludźmi nie zacieśniał. Jedyną bliską mu osobą była Andromeda, ale ona tak samo będzie brać w tym udział.


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Online

#15 26-11-2018 o 17h36

Straż Absyntu
Nigra
Młody rekrut
Nigra
...
Wiadomości: 11

https://fontmeme.com/permalink/181118/879acc9ad76f3794f1360ec61ba598d8.png

          Yamin całe swoje krótkie życie uczyła się od ojca rozpoznawać co jest złe, a co dobre. Co potrzebne, a co zbędne. Wiele z rzeczy, które uważała za właściwe bledło przy jasno postawionych warunkach. Istnienie szarego koloru widać jedynie na płótnie, zaś samo życie może być tylko białe, albo tylko czarne.
A przynajmniej tak chcą myśleć fanatycy Sułtana.
          Aaron wiedział, że jego jedenasta córka, jedna z wielkiego grona dzieci, nie będzie usatysfakcjonowana takimi prostymi zasadami. Złoto nigdy nie brało się od wujka, tylko dzięki naturze i ciężkiej pracy ludzi. Jedzenie trzeba było szanować, bo ktoś je zebrał i przyrządził, nie należało się nim bawić przy wieczornych posiłkach z mamą. Każdy najmniejszy szczegół jej dziecięcego życia był naznaczony przemyśleniami nad tym szarym kolorem – masz coś nie dlatego, że ci się należy, z powietrza, za modły do bogów, czy bo byłaś grzeczna. Masz to, bo ktoś na to zapracował, zebrał to, lub zdobył w jakikolwiek inny sposób. Więc gdy czegoś chcesz, musisz sam upilnować, by to dostać.
          Do celu istnieje wiele ścieżek, ale nie wszystkie są dobre. Dzięki naukom ojca dziewczynka w młodym wieku zrozumiała jak wybierać:  mniejsze zło dla większej sprawy. Istnienie idealnego rozwiązania to mrzonka, zaś natura człowieka jest bardziej dwulicowa, niż u kota.  Być może właśnie te instrukcje jak żyć klasyfikowały w mniemaniu Yamin dżiny jako istoty zakłócające naturalny porządek świata. ICH ŚWIATA.
          Bogowie mogący władać żywiołem? Uznający określone tereny za ich własność? Posiadanie takiej potęgi z racji istnienia? Kto o tym zadecydował? Oni? Siły wyższe? Ludzie lubią wygodę – powierzać swój los w cudze ręce, najlepiej właśnie takich istot. Zupełnie jakby ich obecność była konieczna i niezastąpiona. Ironia polega na tym, że ci potężni bogowie w starciu z niewłaściwymi ludźmi wcale nie są tacy trudni do pokonania, a ochrony muszą szukać u istot, które zawierzały im życia – śmiertelników.
          Księżniczkę tym bardziej irytowało to, że na czele tych obrońców stanął jej starszy brat. Nawet teraz, siedząc pośród zdrajców, czekając cierpliwie na każde ich potknięcie, nie rozumiała jego intencji. Miała nadzieję, że przebywając tu z nimi stanie się dla niej wszystko jasne i może dojrzy w tym wszystkim trochę logiki. Wyzwolić dżiny i ich dzieci… Hah! Cóż za wyniosły i szczytny cel. Bardziej jednak naznaczony sentymentami i współczuciem, niż przemyśleniami.
          Słowa jednego ze staruszków z obozu jednak nie dawały jej spokoju… Czuła się przez nie niemal jak zdrajca, bo jakimś sposobem powstrzymywały ją przed ostatecznym, jawnym ukazaniem ojcu gdzie są rebelianci. Dlaczego jednak tak ją martwiło? To, iż dżiny w przeszłości, mimo swojej wyraźnej wyższości nad ludźmi, podzielili się z nimi swoją mocą i wiedzą nie miało teraz znaczenia. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy dzięki ich chęci dzielenia się swoimi dobrami? To… Mało przekonujące.
          A jednak wystarczyło, by zasiać w niej ziarenko niepewności. Dziewczyna była w położeniu z którego na razie nie widziała ucieczki. Niezdrowa ciekawość mieszała się z naukami Sułtana tworząc bardzo śmierdzący , trujący wywar.
          Jedyne co jej pozostało po nieudanej próbie przygotowania zasadzki na rebeliantów (ojciec się pewnie pogniewa) to iść z prądem. Jej brat chce ich oddzielić od reszty grupy? Tym lepiej. Zdecydowanie łatwiej wykorzenić parę chwastów niż wypalać całe ich poletko. Przynajmniej w jej opinii. Nigdy nie paliła pól, a to mogłoby być bardzo ciekawe doświadczenie. Sama myśl wywołała uśmiech na jej ustach. Skierowała się po zbiórce do swojego namiotu, by się spakować. I tak nic innego póki co nie mogła zrobić. Warto jednak byłoby porozmawiać z kimś przed snem, oczyścić trochę umysł… Ciekawe czy Eclat miał jakieś zioła na rozluźnienie?

Offline

#16 27-11-2018 o 00h28

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 825

https://66.media.tumblr.com/54400b108bc46f07b1694397bff44dc6/tumblr_osvcukDM4I1ub5nmro1_540.png

       Chichot wyrwał się spomiędzy warg Andromedy. Wróżenie z gwiazd. Było to dla niej taką samą głupotą jak słuchanie wieszczów, czy cyganek, które za kilka groszy przepowiadały przyszłość ze szklanych kul. Yasser o tym wiedział, dlatego potraktowała jego słowa jak żart. Nie wierzyła w przeznaczenie. Nie, kiedy jej bracia i siostry byli zamykani w lampach i zakuwani w żelazo. To nie był ich los. To była samolubna decyzja ludzkiego rodzaju, której nie potrafiła wybaczyć. 
- Masz na myśli nawigację? – zapytała, kiedy przyjaciel wspomniał o szukaniu drogi. Ona sama nie kierowała się tak naprawdę żadnym kompasem. Szła tam, gdzie akurat nogi ją nią poniosły, aż w końcu cały świat przestał być nierozwiązaną zagadką. Mapą o białych plamach. Ale  nawet wtedy nie przestała podróżować. Bo nawet jeśli ląd był ten sam, ludzie się zmieniali. A razem z nimi zmieniał się świat. Dżiny może i były odrobinę egoistyczne w tych rozmyślaniach, a na pewno Andromeda, ale czasem, myślała sobie, że to może, chociaż trochę dzięki nim.
           Wzrok kobiety powędrował w kierunku wskazanym przez Yassera. Migające punkciki były dalej tylko punkcikami, ale pokiwała głową jakby wiedziała, o którym skrawku nieba mówił. Nie chciała być niegrzeczna. No i przyznawać się aż tak bardzo do swojej ignorancji. Nie potrzebowała tego wiedzieć, więc nie wiedziała, pozwalając wolne miejsce w umyśle zająć innym, bardziej potrzebnym w jej mniemaniu informacjom.
- Gadanie – parsknęła. – Nie mam ich aż tak wielu. I to wcale nie tak, że pomogłam im się rozwinąć. Ja tylko dałam im niezbędne wskazówki. Sami doszli do tego, co teraz mają. Poza tym, spójrz na nich – Andromeda podbródkiem wskazała tłoczący się tłum buntowników. – Czasem mam wrażenie, że oni nas wcale nigdy nie potrzebowali. Prędzej czy później, doszliby do właściwych wniosków i rozwinęli cywilizację. My to tylko trochę przyspieszyliśmy. I tutaj też, wydaje mi się, że niepotrzebnie – powiedziała ciesząc się ostatnimi melancholijnymi przemyśleniami, zanim ciepło wschodzącego słońca obudzi w niej szalejący płomień. Nie pamiętała, skąd jej się to wzięło. Ta fascynacja, która w końcu przemieniła się niemal w obsesję i sprawiła, że ta wpłynęła na jej moc i osobowość. Kiedyś taka nie była, pamiętała przecież czasy sprzed tego wszystkiego. A przynajmniej tak jej się wydawało.
- Myślisz, że mój stary kumpel Yeti będzie nam robił jakieś problemy, jeśli będziemy chcieć przejść przez jego terytorium? – zapytała zupełnie niewinnym tonem, patrząc na przyjaciela ze słodkim uśmiechem na ustach.
            Kiedyś, dawno temu spotkała stwora na swojej drodze i cóż, nieopatrznie naraziła się na jego gniew. A potem, zamiast zatrzeć złe wrażenie, utwierdzała go jeszcze bardziej w przekonaniu, że dżiny są złymi, krwiożerczymi monstrami, kradnącymi jaja ptakom gniazd i odbierającymi miód pszczołom. Góry były więc dla niej terenem o tyle bezpiecznym, o ile nie dała się przyłapać na ich zwiedzaniu. Nadal pamiętała trzask skał, które pękały pod naporem ogromnej niszczycielskiej siły śnieżnego stwora. I wiedziała, że tylko cudem to nie były jej własne kości.


https://i.pinimg.com/originals/53/1e/51/531e515993972e2a49ee7079dd1d698a.gif

Offline

#17 28-11-2018 o 08h06

Straż Absyntu
Neyu
Straż na szkoleniu
Neyu
...
Wiadomości: 245

__________________________Soyeon Rhee
   Łykała z fascynacją widok pustyni za nocy. Pomimo tego, iż już z dobre pięćset razy widziała ten jednakowy obrazek, to za każdym razem wzbudzał w niej takie same tajemnicze oraz zdumiewające odczucia. Czuła się, jakby mogła przebywać w tym miejscu wieczność, wlepiając swe karmazynowe tęczówki w wyraziste wydmy, tworzące wizerunek nie za dużych podgórzy, które idealnie się komponowały z pustynnym urokiem. Delikatnie zanurzyła swoją małą dłoń wgłąb przyjemnego, milusiego piasku. Wynurzyła ją z całą zawartością na niej. Przyglądała się piachu z niebywałym zainteresowaniem. Od dzieciństwa stąpała po tym miękkim podłożu, który magicznie łaskotał jej stopy. Z boku wyglądała, jakby badała skład chemiczny piasku, choć to nie było do końca prawdą. Potrafiła powiedzieć, iż sypki okaz natury był luźną skałą osadową, złożoną z niezwiązanych spoiwem ziaren mineralnych, przede wszystkim kwarcu. Od zawsze ciekawiła ją przyroda pustynna, co aktualnie nic nie jest czymś nieznanym dla niej, choć może coś takiego się jeszcze znajdzie? Była gotowa na nowości. Nawet pragnęła, by te się zjawiły. Poluźniła dłoń, sprawiając, by obiekt jej obserwacji, wypłynął z jej palców.
   Uniosła zamyślony wzrok ku górze. Nieskazitelnie granatowe niebo; nie było pokryte ani jednym obłokiem. A gwiazdy były widoczne gołym okiem. Im bardziej wytężała swoje ślepia, tym więcej jasnych punkcików pojawiało się na przyciemnionym tle, które dzięki nim było właśnie rozjaśniane. Wierzyła w to, iż wskazywały one jedynie drogę. Wróżenie z nich było już dla niej czymś absurdalnym, czymś niemożliwym. Soyeon, była bardziej niż pewna, iż cudowne, piękne gwiazdy były tylko w stanie ukazać zagubionym odpowiednią ścieżkę do małej osady, gdzie znajdowało się choć trochę cywilizacji.
   Nagle do jej uszu dotarł dźwięk zanurzającej się stopy w piasku; rozdeptywanie drobnych ziarenek, po których się tak poruszali. Była obeznana w tym odgłosie. Każdy był - od lat zamieszkiwali tereny pustynne. Sztuką było niesłyszalne poruszanie się po nich. Jednakże dla dziewczyny o szmaragdowych włosach - nie było to jakimś skomplikowanym problemem. Instynktownie się odwróciła, a jej oczom ukazał się mały chłopczyk - Marcus. Uśmiechnęła się delikatnie na jego widok. Bardzo lubiła tego młodzieńca, tak jak i inne dzieci przebywające tutaj wraz z nimi.
   - Soyeon, książę Rahim wzywa wszystkich na zebranie. - oznajmił zaniepokojonym tonem głosu, lecz nie było to zbytnio słyszalne pod przykrywką jego dzięcego głosiku. Jednak dziewczyna dostrzegła jego niepokój, który wręcz wymalowywał się na jego delikatnej twarzyczce. Podniosła się, po czym podeszła do niego, lekko się nad nim nachylając i ujmując policzki chłopca w jej dłonie.
   - Nie martw się. To pewnie nic takiego - najnormalniejsze spotkanie się księcia ze wszystkimi mieszkańcami. Nie masz się czego obawiać. - uspokoiła go, kojącym tonem głosu. Szybko na twarzy dziecka pojawił się ogromny uśmiech. Energicznie kiwał jej raz po raz głową. Wierzył jej. Naprawdę jej wierzył. Tak jak każda inna droba, istota ludzka jego pokroju. Obdarowała go ponownie skromnym uśmiechem, po czym wzięła go za rękę i skierowała się wraz z chłopcem ku osady.
   Stanęła gdzieś na uboczu. Nie lubiła się przepychać na sam początek, by znajdować się bliżej mości panicza, który ogłosił w nich wszystkich bunt - tę ostatnią nadzieję i ratunek dla pół-dżinów oraz dżinów. Nigdy nie była, aż tak lojalna wobec kogokolwiek. Dopiero książę Rahim zasłużył sobie na jej zaufanie. Wierzyła w niego i tak jak każdy - pokładała w nim swoją nadzieję. Wrzawa, która zapanowała wśród ludności była nieznośna dla Soyeon. Nienawidziła gwaru. Wolała przebywać w spokojnych i cichych miejscach, z dala od dziczy. Wystarczyły jej osoby, które kochała - dzieci, przyjaciele, rodzi...na. Pokiwała głową, by odgonić wizje rodziców. Nie miała z nimi żadnej więzi. A o ciepłej, rodzinnej relacji mogła sobie jedynie pomarzyć. Ba, nawet nie marzyła o tym. Dźwięk o śmierci dwóch ludzi - nie wzruszył ją. Świat był przepełniony mordem i krwią, chęcią do zabijania. Każdy powinien już się do tego przyzwyczaić. Wszyscy byli ofiarami.
   Gdy usłyszała swoje imię z ust księcia, to początkowo się zdziwiła i się rozejrzała, czy może jakaś inna Soyeon przebywała w tłumie. Nie było drugiej kobiety o tym samym imieniu, co ona. Niepewnie przełknęła ślinę, po czym udała się na środek, odrobinę przeciskając się przez tłum gapiów i słuchaczy. Była kompletnie zdezorientowana tym, co usłyszała - została wybrana do grupy, która miała opuścić obóz. Zatrzymała się przy księciu i powiodła wzrokiem po ludziach, aż zatrzymała się na Marcusie i jego przyjaciołach. Były przerażone tym, że Soyeon miała ich opuścić o wschodzie słońca. Ich ogromne oczy zaczęły przeraźliwie się błyszczeć od nachodzących łez. Dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła i uniosła dłoń, lekko do nich machając. Zamrugała kilkakrotnie oczyma, ukazując swoje speszenie i przy okazji spoglądając na pozostałych członków grupy. Ciekawiło ją to, czy się z nimi choć trochę zaznajomi, pomimo jej problemów z nawiązaniem normalnej więzi międzyludzkiej.
   Powędrowała wzrokiem gdzieś w dal, zawieszając się na ogromnym księżycu, który znajdował się bardzo wysoko na granatowym niebie. Wyruszała na niebezpieczną podróż. Zacisnęła lekko dłonie w pięści. Na pewno będzie dobrze. Musi kiedyś być dobrze.


https://media1.giphy.com/media/FHhTPPSCm6h5m/source.gif

Offline

#18 30-11-2018 o 21h11

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 321

        ECLAT
               ale na dobry początek głównie jego spółka

          Kiran trzyma się z boku, plecy przyklejone do drewnianej podpory, a ręce skrzyżowane na klatce piersiowej. Kątem oka spogląda w stronę dzieciaków zebranych w wianuszku wokół Andromedy, ale zapytany przez Botan o dołączenie do grona słuchaczy, zadziera tylko nos i odwraca twarz w stronę obsypanego gwiazdami nieboskłonu.
- Wszyscy wiedzą, że opowieści o Alladynie to bujda - burka pod nosem od niechcenia, na co młoda kobieta odpowiada mu tylko łagodnym uśmiechem. Czujne oko nany zawsze czyta jego najgłębiej skryte myśli niczym otwartą księgę zapisaną wielkimi literami. Kiedy pyta, zapewnia go, że to nic więcej jak tylko doświadczenie w posłudze papie wyniosło jej zmysły na wyższy poziom zrozumienia. To, czy chłopiec w ów dziwaczną wymówkę wierzy jest już zupełnie inną sprawą. Rozgląda się dookoła, poszukując znajomej sylwetki pomiędzy buntownikami kręcącymi się po obozie niczym kurczaki bez głowy. Coś się wydarzyło. Ktoś wrócił ze złymi wieściami albo nawet gorzej, nie wrócił w ogóle. Niczym dowód na słuszność jego pesymizmu objawia im się białe płótno. Policzki Botan momentalnie tracą swoją barwę, stają się równie blade, co ciało niesione w materiale przez przyjaciół. Ten ponury widok okazał się jednak dopiero początkiem tego jakże trudnego wieczoru.
          - Słyszałaś to? - krzyczy Kiran, gdy tylko on i nana opuścili namiot. Przemowa księcia zaczyna powoli osiadać w umysłach przerażonych buntowników, którym po raz kolejny przyszło opłakiwać towarzysza. Jakby tego było mało, Sułtan powoli zaciska pętle na szyi ich morale zmuszając przywódcę do nerwowej ucieczki, pozostawiając za sobą cały obóz.
- To naturalne, że Książę chciałby wziąć ze sobą Mistrza. Ma wiele znajomości, jest doskonałym skrybą i najbliższym, co w chwili obecnej nasz obóz posiada do prawdziwego lekarza - Botan odpowiada mu szeptem, uspokajająco przesuwając dłonią po jego nadal dziecięcych plecach. Ramiona chłopca trzęsą się, ale kobieta nie jest już w stanie stwierdzić czy ze złości, czy strachu. Targają nią równie skrajne uczucia na myśl o pożegnaniu, na które lata temu obiecała sobie być gotowa.
- Ale nie wierzę, że nawet nas ze sobą nie biorą! Nas, rozumiesz? Papa nie może się na to zgodzić, nie zostawi nas w tej dziurze - jego głos z czasem cichnie i ostatecznie milknie, gdy czerwonooki zaciska zęby na dolnej wardze. Zastanawia się dłuższą chwilę, nogi wciąż prą naprzód pewnym krokiem w stronę niejasnego celu - Może i zna dużo osób, ale żaden tam z niego wojownik. Jak mamy go bronić, kiedy będzie tak daleko od nas... NGH, NIE ZGADZAM SIĘ NA TO! PANI ANDROMEDO, CZY WIDZIAŁA PANI--! - zatrzymuje się na kilka kroków przed majestatycznymi dżinami, determinacja wyraźnie wymalowana na twarzy, kiedy nagle z tyłu głowy czuje lekki ból. Znajomy ból.
          - Przyszedłeś sprawiać ludziom problemy kiedy zajmują się swoimi obowiązkami? - znajomy, figlarny głos odzywa się zza pleców chłopca. Eclat trzyma w dłonie do połowy rozłożony wachlarz, który skutecznie kryje jego łobuzerski uśmiech przed nieproszonymi oczami. Jest ubrany w luźną koszulę niedbale wsuniętą w spodnie, włosy wciąż spięte w kok, choć w świetle pochodni dostrzec można wilgoć na czarnych kosmykach. Nawet w tak lekkim ubraniu mężczyźnie towarzyszy jego biżuteria, traktowana niczym największa świętość - para charakterystycznych kolczyków, naszyjnik oraz dwie bransolety w tym samym stylu. Kiran przywykł do ich widoku, choć nadal wydawały mu się poniekąd kuriozalne gdy myślał o ojcu jako o chłopcu ze wsi.
- Proszę mu wybaczyć Andromedo, Yasser - zamaszystym gestem składa swoje akcesorium i kłania się głęboko przed istotami, jego oczy natomiast wciąż skierowane w stronę przygarbionego nieco syna. Botan z trudem wstrzymywała uśmiech, widząc pokorę jaką nagle zaczął okazywać chłopiec w wyniku tej subtelnej, acz niezwykle efektywnej reprymendy. Wreszcie odwraca się w pełni w ich stronę, starając się odgrodzić swoją prywatną sprawę od obecności wielebnej.
- A więc? O co chodzi, Kiran? - unosi wysoko brew, obserwując nastolatka siłującego się z własnym rozsądkiem, kiedy  ten próbuje odpowiednio dobrać słowa. Drobne dłonie wciska coraz głębiej w kieszenie, oczy wbite w czubki palców u stóp.
- Mistrzu, jeśli mogę...? - odzywa się szatynka, występując krok naprzód ze swojego miejsca za plecami młodego chłopaka. Kiran wygląda na spokojniejszego czując ciepło jej ramienia, ale od środka wciąż zżera go ta nieznośna myśl, że jest coś, co musi papie powiedzieć.

          - Czy musisz iść sam? - wypowiadają w tym samym czasie syn oraz jego towarzyszka, biorąc Eclata z zaskoczenia. Stoi w miejscu, oczy szeroko otwarte i lekko rozchylone usta, gdy w głowie stara się przetworzyć te szczere, ciepłe słowa. Uśmiech rozkwita na jego twarzy niczym przebiśniegi wychodzące spod śnieżnej czapy ogłaszając koniec mroźnej zimy.
- Ahhh, to za zaszczyt mieć taką rodzinę! - oznajmia melodramatycznym tonem, jednocześnie wycierając z kącików udawane łzy - Oczywiście, że muszę. Zabrać Ciebie i Botan na przygodę? W życiu! Bylibyście jak kula u nogi dla imprezującego singla - mężczyzna dostrzega, jak jego syn i towarzyszka marszczą z niesmakiem nosy. Szybko jednak cała trójka wybucha serdecznym śmiechem, a wiele niewypowiedzianych sentymentów schodzi z końca języka, aby znów ukryć się gdzieś w głębi umysłu. Z każdym kolejnym słowem byłoby im tylko trudniej i każde z nich zdawało sobie z tego sprawę.
          Ostatecznie Kiran bardzo niechętnie pozostawia ojca samego, nakłoniony umiejętnie przez Botan do wspólnego wieczornego czytania. Eclat posyła jej wdzięczne spojrzenie, gdy po raz ostatni zerka na niego przez ramię. Nie ma pojęcia co chodzi po tej tajemniczej głowie, gdy Askranka znika z jego synem w jednym z namiotów, ale jednego jest pewien - oboje są w dobrych rękach. On tymczasem musi przygotować się do drogi i choć powinien być to jego jedyny priorytet, mężczyzna nie mógł się powstrzymać przed ponownym zaczepieniem różowowłosej dżinki.
- Opinie o naszej podróży szybko się rozchodzą. Niektórzy mają szczęście, że nie mam zwyczaju mówić naszemu słodkiemu księciu o wszystkim, co posłyszę. A wy? Jak zapatrujecie się na tą strategię? - pyta uprzejmie, prostując się przed Andromedą oraz towarzyszącym jej bóstwem znanym mu niestety głównie z widzenia.

Ostatnio zmieniony przez Acerola (30-11-2018 o 21h11)


https://66.media.tumblr.com/a54752e3ac62b4e454092f098d17a7d4/tumblr_oiqvm2XpbW1shff2jo1_540.gif

Offline

#19 09-12-2018 o 18h29

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 359

http://i65.tinypic.com/1ptjpt.png


     Pokiwał głową, musząc przyznać rację Andromedzie. Ludzie byli bystrymi stworzeniami, szybko się uczyli nawet na własnych błędach i zdecydowanie sami doszliby do wszystkiego bez pomocy. My tylko nieco przyspieszyliśmy ten proces, jak słusznie zauważyła przyjaciółka.
     Wykrzywił nieco wargi w lekkim uśmiechu, słysząc pytanie przyjaciółki. Yeti mógł stanowić pewien problem, choć jeżeli będą uważać, to wszystko powinno pójść gładko. Powinno. Yasser z doświadczenia wiedział, że mało rzeczy układa się pomyślnie, tak, jakby wszyscy chcieli.
     - Wiesz - zaczął, opierając się nieco ramieniem na jej ramieniu - gdybyś nie była niegrzeczna i trochę milsza, to nie miałabyś problemu z nim - nie potrafił powstrzymać się od cichego śmiechu, przypominając sobie opowieść Andromedy, gdy powróciła z tamtej wyprawy. Przyjaciółka była bardzo przejęta tym, co zaszło górach, nawet została nieco dłużej na jego pustyni, aby trochę odpocząć.
     - Mam nadzieję, że nie będziemy mieć przez to problemów - skończył, spoglądając na chłopca jaki pojawił się tuż przez nimi. Uznał, że chyba coś musiało go ominąć, bo nie wiedział za bardzo o czym mówił malec. Aż w końcu zabrał go najwidoczniej ojciec, jeden z tych ludzi, których zabierał ze sobą książę. Który znalazł się z nim w niewielkiej grupce. Yasser znał mężczyznę z widzenia. Był dość charakterystyczną  postacią, jednak zaraz znikł mu z oczu.
     Białowłosy dżin wrócił więc wzrokiem do swojej rozmówczyni, szybko zapominając o tym drobnym zdarzeniu. Znał ludzi na tyle długo, by się nie obrażać za byle drobnostkę.
     - A ty nie żegnasz się z nikim? - zapytał ciekaw, czy przyjaciółka zdążyła znaleźć sobie już jakąś bliską osobę. Andromeda była zdecydowanie bardziej otwartą osobą niż on sam. Yasser był zdystansowany i starał się nie nawiązywać bliższych kontaktów, choć zdarzały się wyjątki. - Zostawiasz swoich wyznawców bez słowa pocieszenia? - posłał jej rozbawione spojrzenie, wyraźnie się drocząc.
     Ale nie usłyszał odpowiedzi, jako że przed nimi ponownie pojawił się ten mężczyzna. Yasser z trudem odkopał w pamięci jego imię, wypowiedziane zaledwie kilka chwil temu przez księcia. Musiał w końcu zacząć przywiązywać większą wagę do imion.
     - Masz rację, o niektórych sprawach lepiej nie mówić, jednakże okaże się, czy nasz książę podjął właściwą decyzję. Nie nam teraz to osądzać - odpowiedział uprzejmie, widząc, że mężczyźnie chyba bardziej zależy na odpowiedzi Andromedy. Wywrócił oczami. Andromeda chcąc czy nie - miała całkiem sporo tych wyznawców.


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Online

#20 11-12-2018 o 00h44

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 825

https://66.media.tumblr.com/54400b108bc46f07b1694397bff44dc6/tumblr_osvcukDM4I1ub5nmro1_540.png

      Andromeda nigdy nie rozumiała, jak ktoś tak uprzejmy jak Yasser mógł tak okrutnie żartować z niej i przyzwyczajeń, którym nie mogła się oprzeć. To wcale nie było tak, że wiedząc o urazie śnieżnego stwora naumyślnie spróbowała ukraść miodu tuż spod jego… stóp, ani tym bardziej nie miała pojęcia, że kwiatki, z których uwiła sobie wianek należały do jego cennego zbioru roślin górskich, spotykanych tylko w tym miejscu. Nie była osobą, która celowo robiła komuś na złość. Nawet jeśli żywiła urazę, wolała się mścić w dobrym stylu i bez niepotrzebnego rozlewu krwi. Choć oczywiście były wyjątki od reguły. Jak na przykład wyprawa, do której dołączyła za namową pewnego ludzkiego, bardzo przekonującego księcia.
          Słysząc swoje imię, krzyczane z takim zapamiętaniem, odwróciła głowę w kierunku dźwięku, chcąc zobaczyć, kto śmie zakłócać im miłą pogawędkę. Jednak kiedy tylko dojrzała wśród tłumu znajomą postać, nie mogła powstrzymać cisnącego się na jej usta uśmiechu. Kiran był takim pociesznym dzieckiem. Podobnym do ojca jak kropla wody i z niemniejszym temperamentem. Oh, tak, Andromeda zdecydowanie miała słabość do tych czarnych włosów i czekoladowych oczu Eclata, które niosły ze sobą ciepło słońca. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że to nie one uwiodły ją pewnego wieczoru i zmusiły do działań, których przecież obiecała sobie nigdy nie zrobić.
           W końcu i one się pojawiły, w twarzy znajomej, choć obcej, ale nadal przywołującej wspomnienia. Słodko-gorzkie, takich o których większość wolałaby zapomnieć. Ale ona nie była większością. I pielęgnowała je skrupulatnie, bo wiedziała, że tylko one trzymają ją jeszcze na tym świecie wolną i zdolną do walki.
- Nic się nie stało – zachichotała na poważne przeprosiny, kolejny raz nie mogąc się powstrzymać od wrażenia, że ludzie za każdą drobnostkę chcą usłyszeć „przepraszam”.
             Wróciła spojrzeniem do Yassera, pozornie nie zwracając uwagi na dziejącą się z boku rodzinną scenkę, której nie była częścią. Taki już był los dżinów. Zdążyła się z tym pogodzić.
- Oh, nie. Gdybym zaczęła się ze wszystkimi witać i żegnać, straciłabym element zaskoczenia – parsknęła, mrugając do przyjaciela filuternie. – Kiedy nic nie mówię, nie czekają na mnie, ani nie smucą się, że odchodzę. Wiedzą po prostu, że kiedyś wrócę – wzruszyła ramionami. Nie lubiła pożegnań. Widzieć przygnębionych twarzy, których mogło już nie być, kiedy wróci następnym razem.
             Głos Eclata przedarł się znów do jej świadomości, a spojrzenie brązowych oczu kolejny raz odebrało jej oddech, choć nie dała po sobie niczego poznać. Uśmiechnęła się tak jak miała w zwyczaju, przechylając lekko głowę w prawo.
- Czy mówiąc „niektórzy”, masz na myśli mnie? – zapytała, przywołując na twarz słodziutki uśmieszek. Mężczyzna wiedział prawdopodobnie o jej występkach tyle samo co Yasser. 
             Zaraz jednak spoważniała, poprawiając opaskę na włosach.
- Już mówiłam Yasserowi, nigdy nie chowałam się po kątach, niemniej rozumiem dlaczego książę zdecydował się na taki krok. W końcu kilku osobom łatwiej się ukryć niż całemu tłumowi. To trochę nierozsądne, zostawiać tych wszystkich ludzi na pastwę sułtana – skrzywiła się, przypominając sobie, że większość buntowników nie miała żadnego doświadczenia w posługiwaniu się bronią, ani magicznych zdolności. Krew się w niej burzyła na myśl, że ktoś posiadający władzę nad dżinami, mógłby tak po prostu wpaść w środek obozowiska i jednym życzeniem rozgromić armię w puch. – Ale jeśli tak trzeba, by uwolnić moich braci, jestem w stanie znieść chwilę upokorzenia – dodała dumnie, a ogień krążący jej w żyłach zapłonął w różowych oczach nieustępliwym płomieniem uporu. Taka już była. Jak spadająca gwiazda, której nie zatrzyma nic poza ostatecznym upadkiem.


https://i.pinimg.com/originals/53/1e/51/531e515993972e2a49ee7079dd1d698a.gif

Offline

#21 19-12-2018 o 20h55

Straż Cienia
Lexi
Pokonała Dahu
Lexi
...
Wiadomości: 2 732


S U Ł T A N

         Jego kroki były jedynym dźwiękiem, który zakłócał ciszę piwnic w pałacu. Za każdym zejściem tutaj, upewniał się, że był sam i nikt go nie obserwował. Jako władca państwa posiadał wiele sekretów, które nie miały prawa wyślizgnąć się zza murów jego biur.
Nie mógł sobie na to pozwolić.
         Ociągając się, przekręcił klucz i pchnął piątą płytkę od góry w ścianie. Przeszedł przez małe przejście, schylając się przed niskim sufitem.
Dopiero gdy w jego zasięgu wzroku znalazły się świece, wyprostował się i podniósł rękę w powitaniu.
- Czego tu szukasz? Przecież wiesz, że powiedziałem ci już wszystko – słowa zostały niemal wyplute. Było czuć, że podszyte zostały każdą dozą pogardy, jaką więzień w sobie znalazł. Siedział po przeciwnej stronie w stosunku do Sułtana. W ciemności, zakłuty w kajdany.
         Niegdyś mężczyzna był bardzo przystojny i umięśniony. Jego karnacja była pozłacana słońcem unoszącym się wysoko na niebie, a jego uśmiech rozświetlał niejedną twarz kobiet. A teraz był przeciwieństwem tego urodziwego chłopaka. Zanikły wszelkie mięśnie, zamiast nich pojawiły się wystające kości, a na twarz wsunął się ponury wyraz, który odtąd nie opuszczał swojego miejsca.
- Przyszedłem podziękować – zaśmiał się sucho Sułtan – To przez ciebie straciłem kolejne moje dzieci. – powinienem cię po prostu zabić.
- Czemu tego nie zrobiłeś? Miałeś świetną okazję.
- Nie lubię zabierać innym okazji do rozwoju osobistego. Nie sądziłem jednak, że to wszystko przybierze taki obraz. A poza tym, tak świetnie przewidujesz wszystko. – zaśmiał się sucho.
         Mężczyźni spoglądali na siebie długo, świece po lewej stronie niemal całe się wypaliły, a nogi Sułtana wreszcie odczuły małe zmęczenie.
Nie mógł go zabić, choć tego pragnął. Sułtan nie był tyranem. Kochał swoje dzieci. Dlatego gdy powinien zabić swojego drugiego syna, zdecydował się na kłamstwo.
Nie mógł go zabić.
Nie zrobił tego.
Drugi książę dalej żył.
https://fontmeme.com/permalink/181115/63baba19571dd218448ba196203e2718.png

         Niedawno minęło trzecie lato, od momentu, w którym Rahim  powoli budował swój własny domek z kart. Z kart i pionków swoich towarzyszy i siebie. Chłopak był od dzieciństwa był świadomy otaczającego go świata, a poznawanie kultur było przyjemnością i przywilejem dla niego. Kochał rozwijać się, podróżować. Kochał próbowanie zrozumienia ludzi.
         Dlatego próbował też zrozumieć swego ojca, który w jego oczach stał się tyranem. Obecnego Sułtana przedstawiają jako boga – nie mylą się za wiele – przez swoje plany buduje siebie na taką istotę. Mimo to Rahim nigdy nie chciał się z tym zgodzić i postanowił walczyć.
         Dokładnie przez trzy lata układał każdy szczegół buntu, który wybuchnął na początku tego roku. I idealnie poruszał się wśród wrogów i przyjaciół, tworząc kolejne przeszkody na drodze władcy.
I przez jedną rzecz. Przez jedną noc wszystko mogło upaść. Niczym ten c******* domek z kart. Tak prosto. Tak szybko.
Rahim zawołał Mere nie bez powodu. Musiał scalić szybko całą grupę, jakby byli drużyną od kilku lat. I liczył, że ten dowcipny chłopak da radę to zrobić. Nie obchodziło go nic, co stało się w ciągu dnia. Nie przejmował się żadną z tych rzeczy. One nie były naprawdę ważne.
         Gdy miał zacząć swoją motywacyjną przemowę, do namiotu weszła jeszcze jedna, wywołana wcześniej przez niego, osoba – Sehra.
Książę wziął głęboki oddech i wreszcie zdecydował się uchylić kolejnej informacji, która została przekazana tej nocy.
- Nie znalazłaś się tutaj bez powodu. Właściwie – ciągnął – nikt się tutaj nie znalazł bez konkretnego powodu. Po pierwsze, moje imię, a także Andromedy i Soyeon znalazło się na kartce. Nie wiem dokładnie jak. Ale to właśnie nasza trójka są osobami do odstrzału. Lub jak to zwykł mawiać mój ojciec – wyraźnie zaznaczył ostatnie słowo – punktami zapalnymi.
Złapał kolejny oddech i przyjrzał się dalej obojętnym twarzą chłopaka i dziewczyny. Dlatego kontynuował: - Kolejni nie są wybrani od tak. Mere, jeśli mam pozwolenie, by do ciebie się tak zwracać, zaimponował mi niegdyś swoimi umiejętnościami i choć twój charakter należy doszlifować, to twoja osobowość się przyda. A ty, Sehro, skoro już zadałaś to pytanie, znasz już wiele przydatnych informacji oraz umiesz je zdobywać. Przydasz się nam w trakcie wędrówki.
        Przeszedł przez cały namiot i uchylił jego wejście. Musiał pilnie zająć się sprawami organizacyjnymi. Dopiero gdy Allomere odkaszlnął, Rahim zrozumiał, że nie wyjawił tego, po co zwołał go do namiotu. Zmęczony potarł swoje skronie. – Nie wiem, co przeskrobałeś, więc gratuluję ci tego. I proszę cię tylko o to, byś postarał się scalić tę grupę. Musisz znaleźć sposób, byśmy mogli sobie ufać. Mam nadzieję, że nie proszę cię o jakiś p******** cud.
        Po tym opuścił swój namiot, zastanawiając się, jak to możliwe, że Sułtan zawsze był krok przed nimi. Przecież jedyną tak dobrze znającą go sobą był jego nieżyjący brat.
Właśnie. Nie żył.
        Dlatego właśnie Rahim zaczął bunt. Ciekawie, co się stanie, gdy ludzie dowiedzą się o jego prawdziwych powodach do buntu. Co się stanie, kiedy odkryją, że ich też oszukał.


https://i.imgur.com/KcyQJoa.gif

Offline

#22 19-12-2018 o 22h41

Straż Cienia
Amanediela
Rekrut
Amanediela
...
Wiadomości: 72

__________________________https://fontmeme.com/permalink/181113/fc571fe2389d484cc4f84d48cee59813.png

Meruś Rahima nie mógł zakwalifikować nawet jako znajomego, a gdzieżby tam jako przyjaciela. Ten niezwykłej urody młodzieniec po prostu wyciągnął do niego pomocną dłoń w chwili gdy półdżin tego najbardziej potrzebował i zobowiązując się dzięki skorzystaniu z tej pomocy do spłaty swojego długu Allomere po prostu trwał przy boku mężczyzny dzielnie wykonując zadania które zostawały mu sukcesywnie powierzane. Nie przeszkadzało mu to z bardzo prostych powodów. Po pierwsze Mere miał zapewnione spanie i jedzenie więc podstawowe instynkty kierujące jego ciałem – które w skrajnych warunkach – pchały go do ryzykowania cennego życia były po prostu łatwo zaspokajane. Po drugie od dawna jak nie po raz pierwszy w życiu czuł się potrzebny i przynależący do grupy społecznej o jakimś wyższym celu, a skoro w grę wchodziła przy okazji ochrona jego własnego życia korzystał z wszystkich wygód przebywania pomiędzy innymi ludźmi.
Ze względu jednak na tak nikłą znajomość z przywódcą oraz swoje zapędy do całkowitego braku zaufania do osób nieznajomych jego uśmiech bardzo szybko przeszedł w delikatny grymas rozświetlający jego twarz tajemniczością ale i figlarnością. Widział w oczach Rahima, że sytuacja jest poważna, a rozmowa do przyjemnych nie będzie należała – podobnie jak zadanie które dla niego z niej wyniknie – jednak zanim doczekał się przedstawienia chociażby podstaw wywołania go jego uwagę zwróciła kolejna postać w namiocie. Spokojnie kierując jasne tęczówki na kobietę, której postawa świadczyła o ogromnym strachu lub szacunku, chociaż prawdopodobnie jedno i drugie, sprawiła, że jeden z jego kącików ust drgnął nieznacznie w geście politowania. Czy Mere się bał? Owszem, masy rzeczy. Czy szanował ludzi? Tak. Ale nigdy nie łączył tych dwóch emocji i nigdy swoją postawą nie przypominał kalającego się u stóp szczeniaka, zdecydowanie bardziej woląc dostać w gębę za źle dobrane słowa. Dlatego też obecność kobiety zaczęła go mocno zastanawiać pod kątem jej sensu towarzystwa w wyprawie.
Odpowiedzi na które czekał padały jedna za drugą, bardzo szybko, a on przenosząc ponownie wzrok w szare tęczówki księcia poczuł jak niewidzialna dłoń zaciska się na jego żołądku. Długie, wymowne spojrzenie skierowane na jego osobę upewniło go w fakcie niewykonalności jego zadania, a słowa które zaczęły dotykać go niczym zimna stal mieczy sprawiły, że szybko zmienił pozycję na bardziej nonszalancką, dla niepoznaki, tym samym odciążając bolące nadal kolano. Mlaskając w końcu cicho odwrócił głowę w bok wodząc wzorkiem po ciemnych ścianach namiotu po czym wzdychając ciężko zaczął gorączkowo rozmyślać nad rozwiązaniem patowej sytuacji. To padło również w dalszej części wypowiedzi księcia. Jego oczy skierowały się na umięśnioną sylwetkę rozmówcy gdy usłyszał swoje imię na co unosząc wysoko jedną brew nie zrozumiał tej nagłej chęci upewnienia się Rahima w możliwości posługiwania się zdrobnieniem jego imienia. Był przekonany, że tak mu się przedstawił co było dla niego jednoznaczne z przyzwoleniem.
Gdy książę się zaczął przemieszczać on odwracając się na pięcie i cały czas śledząc ruchy Rahima na razie nic nie komentował. Nie miał bowiem czemu zaprzeczyć czy co potwierdzić jednak w końcu doczekując się wypowiedzianej na głos kwestii jego, jak się okazało, gigantycznego wkładu w scalenie grupy, zgłupiał. Szeroki uśmiech wpełzł na jego usta rozciągając jego wargi do tego stopnia, że w nikłym świetle błysnęły jego białe zęby. Początkowo w prawdzie w jego gardle dźwięk ugrzązł jednak zaraz wybuchając szczerym, melodyjnym śmiechem skulił się w pół złożone ze sobą przedramiona wsadzając między kolana.
- Ja... ja mam co zrobić?! – Łezka rozbawienia która zebrała się w jednym oku szybko spłynęła po jego policzku, a ścierając ją przy prostowaniu sylwetki długo jeszcze nie umiał się uspokoić podśmiewując się pod nosem. W końcu oddychając ciężko pokręcił z niedowierzaniem głową i palcem wskazującym oraz kciukiem jednej dłoni zaczynając masować nasadę nosa po czym spojrzał jeszcze na plecy księcia.
- Rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki mości książę, cuda w trzeci dzień tygodnia między godzinami wieczornymi, a porannymi. Wedle rozkazu zrobię co w mojej mocy aczkolwiek zaskakujesz mnie. Niekoniecznie zawsze pozytywnie, Rahimie. – Ponownie z nagminną teatralnością skłonił się w pas przed Rahimem i odprowadzając go wzorkiem przyłożył dłoń na oczy i zaśmiał się ponownie.
„Zaufanie” - to słowo odbijało się echem w jego głowie i chociaż początkowo zielonego pojęcia nie miał jakby mógł osiągnąć taki efekt prawdopodobnie w kilka dni zalążki wolnych myśli zaczęły kiełkować w jego głowie, mimo palącej się gdzieś z tyłu lampki z napisem „gorzej wybrać nie mógł”. W takim razie pierwsze co postanowił zrobić to poznanie wszystkich członków drużyny osobiście, po imieniu i może tym samym przyuważenie cech dominujących w danej osobie – miał nadzieję, że wtedy wpadnie na jakąś szybką możliwość nauczenia się cechy której nie posiadał. Jak postanowił tak zrobił dlatego odwracając się do kobiety z którą pozostał w namiocie podszedł do niej i wyciągając do niej rękę skłonił się lekko.
- Allomere, wasz nowy, najlepszy przyjaciel i grupowe wsparcie mentalne. Nie ma co tracić czasu, prawda? Możesz mówić mi Mere. – Zapytał nie mogą powstrzymać iskierek rozbawienia które dzielnie przeskakiwały mu w złotych tęczówkach.
W momencie gdy ciepła dłoń kobiety, która przy pierwszym zetknięciu z jego chłodną ręką sprawiła, że po plecach przeszedł mu dreszcz, w ramach przywitania uścisnął ją z odpowiednią siłą ale zamiast puszczenia jej pociągnął ją energicznie w stronę wyjścia z namiotu. Znajdując się na zewnątrz zmrużył oczy podejrzliwie błądząc po całej okolicy, a ostatecznie namierzając ofiary które miał zamiar zaczepić w pierwszej kolejności sprężystym krokiem ruszył w odpowiednim kierunku co drugi krok sukcesywnie utykając.
Kilka kroków dzieliło go od rozmawiającej grupki współtowarzyszy niedoli, a zatrzymując się w majestacie dwóch dżinów i nieznajomego ponownie – z typową dla siebie teatralnością – skłonił się w pas zaraz obdarowując wszystkich zgromadzonych łobuzerskim, szerokim uśmiechem.
- Andromedo, Yasser'ze i Ty, szanowny nieznajomy. Nazywam się Allomere i niezwykle miło mi jest przedstawić się i oświadczyć o gotowości służenia w podróży. Tym samym wyrażam nadzieję na szybkie stworzenie więzi typowych dla drużyny... bla bla bla. – Dopiero w tym momencie puszczając kobietę którą wyciągnął z namiotu zaśmiał się szczerze obserwując wyrazy twarzy wszystkich rozmawiających. Znał dokładnie tożsamość dżinów bo jakżeby inaczej? Jednak mężczyzna im towarzyszący mimo że jego twarz wydawała się mocno znajoma kompletnie nie nasuwał mu na myśl swojego imienia co prosto wnioskując oznaczało, że nie miał z nim przyjemności. Ale ciężko było zapamiętać mu wszystkich.
- Przepraszam ale nawet jak próbuję średnio mi wychodzi. Niezwykle miło mi jest was poznać jednak nie oszukujmy się, przygoda czeka nas ciekawa. Chciałbym jak najszybciej dość do porozumienia które ułatwi nam i tak ciężkie zadanie dlatego proponowałbym abyśmy wszyscy mówili do siebie na Ty. – Promieniujący szczerością uśmiech pojawił się na jego twarzy, a on z niemałą uwagą obserwując chociażby cienie emocji w oczach i na twarzy całej trójki starał się zorientować jak wielkie pole do popisu ma i na co może sobie pozwolić. Przenikliwość jego spojrzenia całkowicie nie pasowała do tego sympatycznego wyrazu jego twarzy, a chłód jaki nagle wkradł się w złote tęczówki nie opuszczał go nawet w chwili gdy przyglądał się całym sylwetką urodziwej pani i przystojnych mężczyzn.


https://cdn.discordapp.com/attachments/453249985463713820/485802367485476864/Ofo9XEtYgvti.gif

Offline

#23 02-01-2019 o 20h47

Straż Obsydianu
Missayaki
Straż na szkoleniu
Missayaki
...
Wiadomości: 252

https://i.imgur.com/stSPQpO.png


     A więc to tak. Czyli miała robić na coś pokroju szpiega, ewentualnie zwiadowcy ładniej mówiąc. No w porządku, niech tak będzie.
     - Rozumiem, dziękuję za odpowiedź.
     Książę nie tracąc czasu powrócił do rozmowy z Mere, więc Sehra nie chcąc przeszkadzać odwróciła się na pięcie i wolnym krokiem zmierzała do wyjścia z namiotu. Jednak tak czy inaczej, usłyszała cała reszte wymiany zdań. Młody mężczyzna chyba nie był zbyt zadowolony z powierzonego mu zadania, ale i Rahim nie wyglądał na szczęśliwego z takiego obrotu spraw. Westchnęła. No cóż, przyszło nam stawić czoła takiemu światu i nic na to nie poradzimy. Należy unieść wysoko głowę, zakasać rękawy i brać się do pracy.
     Zbulwersowany książe bardzo pośpiesznie zniknął w ciemności pustyni, a dziewczyna pozostała sama w namiocie z „kolegą z drużyny”. Chłopak uchylił się i wyciągnął w jej kierunku dłoń. Położyła na niej swoją. Natychmiast poczuła lekki chłod. To było lekko zaskakujące. W końcu pustynia kojarzy się z gorącym miejscem. Co prawda w nocy jest odwrotnie, ale słońce przecież zaszło niedawno i nie było jeszcze czuć, aż takiego chłodu.
     - Sehra, wasz grupowy szpieg z tego co zrozumiałam. - odpowiedziała zdecydowanie lecz z nutką rozbawienia. - Tak, chyba nie ma co tracić cza...
     Nie zdążyła dokończyć, ponieważ Allomere pociągnął ją do wyjścia, zmuszając do szybkiego kroku. Płachta namiotu poleciała przed nimi w górę i wręcz wybiegli z namiotu. Służka zauważyła, że grupowe wsparcie utyka. Zaczęła się zastanawiać dlaczego. Czy coś się stało podczas zabawy z tym chłopczykiem, z którym widziała Merego przed spotkaniem? Nie zdążyła zapytać, ponieważ zatrzymali się przy grupce nowych postaci. Rozpoznała tylko dwóch dżinów, Andromedę oraz Yassera, a znała ich tylko dlatego, że na dworze Sułtana cały czas o nich dyskutowano. Zarówno w przychylnych aspektach ich osoby, jak i o niebezpieczeństwach jakie sobą stwarzają i dlaczego należy ich unikać.
     Przedstawiła się zaraz po Mere’ym, po czym ucichła i słuchała reszty uczestników konwersacji. Wolała nie palnąć niczego głupiego. Czasem lepiej wyjść na cichego i aspołecznego niż na trudno przyswajającego informacje.


https://i.imgur.com/Q0en3PJ.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1