Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1

#1 16-11-2018 o 20h58

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Hej /static/img/forum/smilies/smile.png
Wstawiam coś, co w sumie jest kontynuacją opowiadanka "Wyznanie demona". Tamta część miała być jednorazowym opowiadaniem, ale pomyślałam, że można to trochę rozbudować. Tak więc tutaj dam kontynuację, kilka części tylko. Mam nadzieję, że komuś się spodoba. Pozdrawiam i miłego czytania.


Oczekiwanie

     Biegnąc do przychodni, obawiał się najgorszego. Ostatnie słowa kitsune - "ona umiera" - huczały mu w głowie niczym uderzenia dzwonu. Nie miał pojęcia, co się wydarzyło i dlaczego dziewczyna była w stanie krytycznym. Dwa dni temu rozmawiali, po jej powrocie z kilkudniowej misji i nic nie wskazywało, żeby coś było nie tak. Co prawda powiedziała, że czuje się dziwnie zmęczona, ale oboje zgodzili się, że porządny sen i kilka dni wolnego wystarczą, by odzyskać równowagę. Umówili się na spotkanie po jego powrocie z misji. Miał wrócić jutro, ale jakaś niepojęta siła ciągnęła go do Kwatery i wrócił wcześniej.
     - Gdzie ona jest? Co się stało? Co z nią? - zaczął gorączkowo dopytywać, gdy tylko otworzył drzwi do przychodni. Na kozetce zauważył leżące bezwładnie ciało ziemianki, a nad nim pochylała się Ewelein. Nie pierwszy raz widział główną pielęgniarkę wykonującą badanie, ale pierwszy raz widział, żeby robiła to w takim skupieniu. Jego uwagę od razu przykuła blada, całkowicie pozbawiona życia twarz dziewczyny.       Spanikowany chciał do niej podbiec, ale elfka łagodnie, acz stanowczo zatrzymała go i wyprosiła za drzwi.
     - Poczekaj na zewnątrz - powiedziała. - Już jest wystarczająco nerwowo i bez ciebie - mówiąc to, spojrzała wymownie na różanego lisa siedzącego pod oknem. Rowstya - chowaniec nieprzytomnej dziewczyny, warknął cicho, po czym przybrał niewinny wyraz pyszczka. - Jak widzisz Athira wszystkiego już pilnuje - dodała, uśmiechając się delikatnie.
     Kiedy drzwi zamknęły się za nim, poczuł, jak bezsilność opanowuje każdą komórkę jego ciała. Westchnął zrezygnowany i bezradnie rozejrzał się dookoła. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z obecności innych osób. Nie bardzo rozumiał, dlaczego o tak późnej porze obecni są nawet Ykhar i Keroshane. Domyślał się, że przyczyną jest tajemnicza więź ziemianki z Wyrocznią. Od momentu ujawnienia się tej więzi, nagle zaczęto traktować dziewczynę z dużo większym szacunkiem niż dotychczas. Dlatego pewnie jej stan spowodował teraz takie poruszenie w szeregach Lśniącej Straży. - "Banda hipokrytów" - pomyślał i skierował się w stronę schodów.
     Wszyscy rozmawiali i zastanawiali się nad przyczyną zaistniałej sytuacji. Wszyscy poza Miiko, która intensywnie wpatrywała się w niego z pytającym wyrazem twarzy. Doskonale znał tę minę i wiedział, jaki jest powód intensywności jej spojrzenia.
     - Nie teraz Miiko - mruknął na odczepnego i przysiadł na stopniach. Nie miał w tej chwili ochoty na tłumaczenie się szefowej. Nie miał ochoty nikomu się tłumaczyć... Wsparł się łokciami o kolana i ukrył twarz w dłoniach. Pragnął się wyciszyć i uspokoić emocje, aby nie dopuścić swojej drugiej natury do głosu. Uświadomił sobie, że kilka tygodni temu był w podobnej sytuacji, gdy dziewczyna walczyła o życie po ataku Naytili. Tamtej feralnej nocy transfuzja jego krwi uratowała jej życie, a on odreagował swoją wściekłość i nienawiść, łamiąc kark wiedźmie, która ją zaatakowała. Teraz jednak było o wiele gorzej, gdyż nie wiedziano, co dolega ziemiance.
     Wzdrygnął się i mimowolnie spiął wszystkie mięśnie, kiedy poczuł na swoim ramieniu uścisk czyjejś dłoni. Spojrzał na nią i westchnął głęboko, zdając sobie sprawę, do kogo owa dłoń należy. Zamknął oczy, aby uspokoić myśli i narastającą irytację.
     - Mówiłem, że nie chcę teraz rozmawiać - powiedział ledwie słyszalnym głosem, mając nadzieję, że szefowa jednak sobie odpuści. Kitsune usiadła koło niego i spojrzała przed siebie, pozostając dłuższą chwilę nieruchomo i w ciszy.
     - Wiem, że nie masz ochoty rozmawiać, ale muszę o to zapytać - odezwała się w końcu prawie szeptem. - Kiedy weszłam do Kryształowej Sali, z kimś rozmawiałeś. Mogę wiedzieć z kim?
Zadając to pytanie, skierowała wzrok na niego. Patrzył teraz cały czas w przestrzeń przed sobą, a  wyraz jego twarzy był nieodgadniony. Wyglądał w tym momencie, jak gipsowa skorupa pozbawiona duszy i emocji, a jedyną oznaką, że jest to nadal żywa istota, była poruszająca się klatka piersiowa.
     - Leiftan? - kobieta cicho wypowiedziała jego imię, starając się wzbudzić jakąś jego reakcję.
      Dopiero kilka długich sekund później, odwrócił twarz w jej stronę i spojrzał prosto w błękitne oczy kitsune. Zauważył w nich kryjącą się trwogę, której nigdy wcześniej tam nie widział. On czuł taką samą w swoim sercu, dlatego coraz bardziej był pewny, że wydarzenia dzisiejszej nocy są początkiem czegoś niezwykłego.
     - Miiko... Czy wyczuwasz jej ducha? - ton jego głosu przepełniony był strachem i bólem. Pytanie to zadał, gdyż jak każdy w Kwaterze wiedział, że czarnowłosa szefowa Lśniącej Straży ma dar porozumiewania się z duchami. Wyczekująco wpatrywał się więc w oczy dowódczyni, w duszy błagając, aby nie usłyszeć potwierdzającej odpowiedzi. Zdawał sobie bardzo dobrze sprawę, co by to wtedy oznaczało.
     - Przecież ona jeszcze żyje - odpowiedziała mu trochę nerwowo, patrząc w jego bladą twarz i przepełnione smutkiem zielone oczy. Tak bardzo chciał wierzyć słowom Miiko, ale wątpliwości wdzierały mu się do umysłu, z każdym przywołanym dzisiejszym obrazem ziemianki. Najpierw siedzącej z nim w Sali Kryształu - tak tajemniczej, kruchej i bardzo spokojnej, a później leżącej bezwładnie na kozetce w przychodni. Wbrew wszystkiemu, co opowiadają, wcale tam nie wyglądała, jakby spała. Brak jakichkolwiek rumieńców i sine usta, bardzo skutecznie zacierały wrażenie snu na bladym obliczu dziewczyny.
     - To jakim cudem rozmawiałem z nią, gdy po mnie przyszłaś? - zadając to pytanie, zwrócił uwagę, że kitsune niespokojnie poruszyła uszami. Zdał sobie sprawę, że nie takie słowa spodziewała się usłyszeć. Chwilę później westchnęła przeciągle, jakby chciała wyrzucić z siebie jakąś negatywną energię. Cały czas przyglądał się badawczo kobiecie, analizując jej zachowanie.
     - Miiko, co ty przede mną ukrywasz? Dlaczego ona była poza Kwaterą? - zmrużył oczy i znowu poczuł, że krew odpływa mu z twarzy. Wyczekując odpowiedzi, usłyszał, jak otwierają się za nim drzwi. W jednej chwili wszystkie jego obawy, troski i ból skoncentrowały się w jego piersi, odbierając mu oddech. Strach przed tym, co może za chwilę usłyszeć, sparaliżował jego mięśnie i nie był w stanie nawet się podnieść. Odwrócił się nieznacznie i spojrzał w stronę wyjścia z przychodni. Okazało się, że to jedna z asystentek Ewelein wyszła na poszukiwanie szefa Straży Absyntu. Oznaczało to, że potrzebny jest jakiś naprawdę silny i trudny do wykonania eliksir. - "Czyżby jakieś poważne problemy?" - myśl ta pojawiła się w jego głowie tak gwałtownie, że nieomal poczuł ją namacalnie. Prawie natychmiast też, rozpaliła się w nim iskierka nadziei - "Jeżeli szukają Ezarela i eliksirów, to znaczy, że wciąż o nią walczą i wciąż jest nadzieja!". Westchnął cicho, lekko poirytowany brakiem informacji. Ponownie utkwił wzrok w szefowej, ale ona obdarzyła go tylko przelotnym spojrzeniem. Po chwili zaczęła się podnosić, aby odejść, wyraźnie nie chcąc kontynuować niewygodnego dla niej tematu. Czując coraz bardziej, jak wzbiera w nim złość z powodu bezsilności i frustracji, dość gwałtownie złapał kitsune za ramię.
     - Ukrywasz coś przede mną? - niemalże warknął, przytrzymując ją. - Jeśli coś wiesz, powiedz mi!
     - Ewe robi wszystko, aby utrzymać ją przy życiu - powiedziała, spoglądając na niego i kładąc dłoń na jego dłoni w geście pocieszenia. - Problem polega na tym, że nikt nie ma pojęcia, co jej dolega. Ewelein wykluczyła fizyczne obrażenia i nie znalazła żadnych toksyn we krwi, więc wyklucza też otrucie... - zawahała się, czy mu powiedzieć całą prawdę, ale pod presją jego spojrzenia zdecydowała się dokończyć swoją wypowiedź. - Niestety nie mamy pojęcia, jak jej pomóc. Jej duch balansuje na granicy życia i śmierci. Ona jest w stanie agonii. Przykro mi Leiftanie...
     Nagle, cała reszta słów wypowiadanych przez kobietę, przestała do niego docierać. Jedyne co słyszał, to odbijające się w jego głowie jak echo zdanie - "Ona jest w stanie agonii". Kiedy i to echo ucichło, w jego umyśle zapanowała grobowa cisza. Poczuł się pusty w środku, całkiem pozbawiony emocji i jakichkolwiek uczuć. Uświadomił sobie, że ten stan jest mu bardzo dobrze znany. Tak samo pusty i przybity czuł się po stracie Veroma i Naupile, kiedy jako dziecko był świadkiem ich śmierci. Wówczas strata ukochanych opiekunów spowodowała, że jego wewnętrzną pustkę wypełniła złość, nienawiść i niepohamowana chęć zemsty na istotach odpowiedzialnych za tę tragedię. Ta nieokiełznana nienawiść wypełniała go i prowadziła przez ostatnie lata. Towarzyszyła mu każdego dnia i w każdej chwili jego życia, kiedy planował przebiegły i misterny plan zemsty. Plan, który przewidywał różne alternatywy i scenariusze - poza jednym... Nie spodziewał się, że w jego sercu może zagościć magia, nad którą nawet on - ostatni "czysty" z rasy Aengel, nie będzie w stanie zapanować. Magia, która jest na pozór banalna i wielu nawet w nią nie wierzy. Magia, którą niezależnie od rasy i gatunku, a przede wszystkim niezależnie od pochodzenia i wymiaru wszyscy nazywają "MIŁOŚĆ". 
     Nie chciał o tym myśleć, ale ta magia żyła swoim własnym życiem i wyznawała swoją własną filozofię. Im bardziej ktoś starał się ją ignorować, tym intensywniej dawała znać o swojej obecności. Zdążył się już o tym przekonać w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Zdając sobie z tego sprawę, zamknął oczy i czekał. Wiedział, że w chwili takiej jak ta, kiedy wszystkie jego emocje i myśli rozproszyły się, pozostawiając go pustego w środku, musi dać sobie chwilę, aby powróciły i poskładały się od nowa w całość. Liczył, że wówczas uda mu się ogarnąć zaistniałą sytuację świeżym spojrzeniem i znajdzie jakąś wskazówkę lub pomysł, który do tej pory przeoczył.
     Siedząc z zamkniętymi oczyma, pogrążył się w swoich myślach. "Shairisse nie została ranna, nie została otruta, więc jedyne wytłumaczenie to jakieś... czary?!" Nie spodobała mu się ta myśl, ponieważ oznaczała, że ktoś posłużył się zakazaną magią tajemną. Przypomniał sobie o pewnej księdze, która zamknięta była w specjalnej sekcji w bibliotece. Sekcji zamkniętej dla wszystkich poza członkami Lśniącej Straży, a i oni mieli dostęp tylko za zgodą Miiko. Znajdowały się tam księgi zakazane o wiedzy tajemnej, czarnej magii i okultyzmie. Używanie takiej magii zostało zabronione we wszystkich krainach i królestwach Eldaryi. Stwierdził, że musi sprawdzić, czy owa księga jest na swoim miejscu i czy ewentualnie ktoś z niej ostatnio korzystał. 
     Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że na korytarzu poza nim, jest tylko Miiko i Valkyon. Kobieta dyskutowała o czymś z szefem straży Obsydianu, ale prawie natychmiast oboje umilkli, gdy zdali sobie sprawę, że do nich podszedł. Obecność białowłosego wojownika od jakiegoś czasu go irytowała. Dokładnie od dnia, gdy uświadomił sobie, że ziemiankę i jej szefa straży, łączą dziwnie zażyłe relacje. Nie podobało mu się to, ale nic nie mówił, żeby nie wypaść na zazdrośnika w oczach innych. Musiał dbać o swój wizerunek zrównoważonego i niebywale spokojnego lorialeta.   
     - Gdzie są pozostali? - zapytał, chcąc upewnić się, że Kero i Ykhar nie ma w bibliotece. Planował się tam udać i nie miał zamiaru komukolwiek tłumaczyć się z tak późnej wizyty w czytelni. Dodatkowo miał przecież zamiar zajrzeć do bardzo starej księgi zakazanej, która była napisana w języku jego przodków, a czego do tej pory nikt, poza nim nie odkrył. Często do niej zaglądał, nigdy jednak nie prosząc o pozwolenie. Nie chciał ujawniać, że zna wymarły język używany przez Aengels.
     - Ezarel poszedł do lasu na poszukiwanie ayahuasca do eliksiru - zaczęła wyliczać szefowa. - Nevra sprawdza miejsce, gdzie znaleziono Shairisse, aby upewnić się, że nic nie zostanie przeoczone. Ykhar i Kero poszli spać, bo rano będzie sporo papierkowej roboty. My z Valkyonem właśnie staraliśmy się zrozumieć, dlaczego dziewczyna była poza Kwaterą, skoro na kolacji była jeszcze...
     - To nie wysłałaś jej z żadną misją? - zdziwiony przerwał jej dość gwałtownie. - Skąd zatem wiadomo było, że jest za murami? Kto ją znalazł?
     - Ja ją znalazłem - odezwał się milczący do tej pory Valkyon. - Athira przyszła do mojego pokoju. Obudziła mnie i sygnalizowała, że mam za nią iść, więc poszedłem. Doprowadziła mnie na polane, koło tego drzewa z dziuplą. Shai leżała nieprzytomna na środku polany.
     Leiftan oparł się o ścianę i westchnął głęboko. Czuł narastający strach, gdyż coraz więcej faktów potwierdzało jego przypuszczenia. Dzisiaj była pełnia, czyli faza księżyca, podczas której wszelkie magiczne rytuały mają najsilniejsze działanie. Osoby chcące wykonać jakiś rytuał, mają w tym momencie najsilniejszą moc magiczną. Leśna polana, czyli odosobnione i wyodrębnione miejsce do przeprowadzenia rytuału. Poza murami Kwatery, gdyż w jej obrębie działają zaklęcia ochronne i przeciwdziałające czarnej magii. Dodatkowym niepokojącym faktem było to, że często dla wzmacniania takich praktyk magicznych, wykorzystuje się cykl siedmiodniowy. Trzy dni przed pełnią dla przygotowania, w czasie pełni właściwy rytuał i trzy dni po pełni, aby umocnić działanie rytuału. Ostatnio Shairissa mówiła mu przecież o dziwnym zmęczeniu, jakie odczuwa i wynikało z ich rozmowy, że zaczęło się właśnie trzy dni przed pełnią. Pozostawały pytania: "Komu zależało na skrzywdzeniu dziewczyny i z jakiego powodu?".
     - Widziałeś tam coś podejrzanego? Albo kogoś? - spojrzał badawczo na wojownika, wyrywając się ze swoich ponurych myśli.
     - Nie wiem, skupiłem się na ratowaniu Shai - odpowiedział mu Valkyon z lekkim zakłopotaniem. - Ale jak teraz o tym myślę, to chyba coś musiało się kryć w krzakach, bo Athira warczała w stronę lasu - dodał po chwili namysłu i w tym samym momencie zrobił minę, jakby coś sobie uświadomił. Następnie szef straży Obsydianu spojrzał przepraszająco na obecnych i bez chwili namysłu ruszył schodami w dół, a później wybiegł z budynku Kwatery.
     - Jest już prawie piąta rano, połóż się spać Leiftanie - powiedziała zmęczonym głosem szefowa straży. - Ewelein zapowiedziała, że przez najbliższe kilka godzin i tak nikogo nie wpuści do Shairisse - mówiąc to, położyła mu dłoń na ramieniu, a następnie skierowała się w stronę schodów.
     - Wejdę jeszcze do biblioteki po formularze raportowe - stwierdził, uśmiechając się nieznacznie. - I tak nie będę pewnie mógł zasnąć, więc może coś uda mi się już wypełnić.
      Skierował się w stronę biblioteki, nie zwracając uwagi na schodzącą po schodach Miiko. Twarz miał spokojną i skupioną, mimo że w środku czuł, jak cały trzęsie się z narastającego uczucia bezsilności i strachu. Otwierając kluczem drzwi czytelni, ledwie był w stanie opanować drżenie rąk. Wszedł do środka i zamknął drzwi. Oparł się o nie, zamykając oczy i wzdychając głęboko. Po chwili, nie zapalając nawet światła, szybkim krokiem ruszył w stronę wydzielonej i zamkniętej części pomieszczenia, w której znajdowały się zakazane woluminy. Bez chwili namysłu otworzył zamknięte drzwi i ruszył do regału, gdzie znajdowała się księga, którą tak często lubił studiować - "Ard Gaeth", czyli Wrota Światów.
     W momencie, kiedy przerażony dostrzegł puste miejsce na regale, za plecami usłyszał szelest, a zaraz potem głos, należący do osoby, którą bardzo dobrze znał.   
     - Za późno Leiftan. Księga zniknęła, a życie tej małej należy teraz do mnie...

Offline

#2 18-11-2018 o 23h51

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Jestem zachwycona i ogromnie ciekawa jak się to wszystko potoczy. Kto i w jakim celu Gardzie tak urządził? Mam już swoje podejrzenia i wydaje mi się, że ta osoba zrobiła to specjalnie by uderzyć w Leiftana. Ciekawa jestem faktycznej relacji Vladka i Gardzi. Czy jest ona natury romantycznej czy typowo wychodzi nam zazdrość Leiftana.Kolejne pytanie to czy skoro jest pod wpływem klątwy i znajduje się jakby w śpiączce to czy zadziała tutaj bajeczny pocałunek prawdziwej miłości?  xD  Czekam na dalszy ciąg /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#3 28-11-2018 o 20h57

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka - bardzo dziękuję za ciepły, zachęcający komentarz i cieszę się, że komuś się spodobała historia.
Wklejam kolejną część i mam nadzieję, że przypadnie komuś do gustu. Pozdrawiam.

Zdrada czy głupota?
 

     - Co zrobiłeś Shairisse? - zapytał złowrogo, a całe jego ciało spięło się, pozostając w pełnej gotowości do ewentualnego ataku.
     - Zaskoczyłem cię? - osoba ukrywająca się w mroku biblioteki, wydawała się szczerze rozbawiona. - A może spodziewałeś się jakichś kłopotów, skoro wróciłeś wcześniej ze swojej misji?
     Oparte na regale dłonie lorialeta, same zacisnęły się w pięści z taką siłą, że paznokcie o mało nie przebijały mu skóry. Całym sobą starał się powstrzymać przed odwróceniem w stronę, z którego dochodził głos. Dobrze wiedział, że jeśli stanie twarzą w twarz, z osobą odpowiedzialną za obecny stan dziewczyny, to nie powstrzyma się przed skręceniem mu karku. Jednak znając zawartość księgi, którą najprawdopodobniej zabrał i ukrył jego rozmówca, wolał powstrzymać się przed nieprzemyślaną i gwałtowną agresją. Zdawał sobie sprawę, że zanim podejmie jakiekolwiek działania, musi poznać wszystkie tajemnicze poczynania tego, który w tej chwili skrywał się w ciemnościach, między regałami. Koniecznie chciał dowiedzieć się, skąd ten marny pomiot zna wymarły język jego przodków. Musi poznać przyczynę tak złego stanu dziewczyny, a przede wszystkim musi dowiedzieć się, czy można jej pomóc i w jaki sposób. Wiedział więc, że musi zdać się na swój zdrowy rozsądek i nie może dać się ponieść emocjom.
     - Nic nie mówisz, więc chyba udała mi się niespodzianka - zadowolony z siebie głos, odezwał się tuż przy jego uchu. - Wygląda na to, że nie jestem jednak tak potulny, jak ci się wydawało...
     - Mów, co jej zrobiłeś!? - warknął przez zęby, starając się stłumić narastającą w nim wściekłość. Nonszalanckie zachowanie osobnika za jego plecami, wcale nie pomagało w utrzymaniu nerwów na wodzy. Czuł, że rozmówca specjalnie stara się wyprowadzić go z równowagi. Nie mógł tylko zrozumieć, czemu miałoby to służyć. Dlaczego tak otwarcie go prowokował?
     - Posłuchaj mnie uważnie, Leiftanie - kontynuował arogancko prowodyr, a ton jego głosu stał się poważniejszy. - Twoja mała ziemianka tylko chwilowo jest nieprzytomna. Gdyby nie jej lisek, to pewnie nikt by nawet nie wiedział, że wywabiłem ją z Kwatery - nagle przestał mówić, jakby się nad czymś zastanawiał. - A tak swoją drogą - czy to nie dziwne, że ten chowaniec sprowadził Valkyona, a nie ciebie do TWOJEJ Shairisse? - zapytał po chwili kpiąco, a następnie się roześmiał.
     Blondyn zacisnął zęby i zamknął oczy, czując, że jest na granicy wytrzymałości. Chcąc powstrzymać zbliżający się wybuch niekontrolowanego gniewu, starał się przywołać w swojej pamięci coś, co zadziałałoby na niego uspokajająco. Nieoczekiwanie odkrył, że działanie takie mają wspomnienia związane z ziemianką. Tym, co wywoływało u niego samoistny uśmiech i sprawiało, że czuł przyjemne ciepło na sercu, była myśl o niej samej. Nagle czas w jego umyśle, jakby się zatrzymał, a jego myśli wypełnił obraz Shairisse. Drobnej dziewczyny o łagodnym usposobieniu, ufnym spojrzeniu liliowych oczu i promiennym, delikatnym uśmiechem, który pojawiając się na jej twarzy, sprawiał wszystkim sporo radości - szczególnie jemu...
     - Tak między nami - zaczął mówić mężczyzna, tłumiąc śmiech - muszę przyznać, że masz całkiem niezły gust. Ona nie jest brzydka, powiedziałbym nawet, że jest na czym oko zawiesić. Sam bym do niej podbijał, gdyby była bardziej...
     W tym momencie Leiftan poczuł, że jego cierpliwość sięgnęła właśnie zenitu. Nie był w stanie dłużej powstrzymywać wzbierającej w nim złości i pogardy, do których teraz jeszcze dołączyła zazdrość. Odwrócił się gwałtownie do tyłu i z pełnym impetem chwycił aroganta za gardło, podnosząc go nieco nad poziom podłogi i przyciskając do regału. Na jego szczęście, biblioteczne meble były solidnie przymocowane do podłoża, więc ten nagły wybuch agresji, nie spowodował żadnej większej katastrofy, poza upadkiem kilku woluminów.
     - Nawet nie próbuj wypowiadać na głos swoich brudnych myśli - syknął przez zęby, zbliżając twarz do czarnej maski, która skrywała prawdziwe oblicze prowokatora. - Odpowiesz w końcu na moje pytanie Lance? - warknął, zaciskając mocniej dłoń na jego gardle. - Czy przeprowadziłeś na niej jakiś rytuał z tej księgi?
     Zaatakowany mężczyzna w czarno-czerwonej zbroi zaśmiał się szyderczo.
     - Nie radzę Leiftanie - burknął chrapliwie, gdyż dłoń na jego gardle zacisnęła się jeszcze mocniej. - Jeśli mnie zabijesz, ona też umrze.
     Lorialet poluźnił nieco uścisk dłoni, ale nadal nie puścił mężczyzny. Od razu przyszedł mu na myśl rytuał związania energii życiowych, dawniej powszechnie nazywany ślubem dusz. Rytuał ten miał na celu umocnienie energii życiowej związanych nim osób. Niestety miał też swoją mroczną stronę. Śmierć jednej ze związanych osób skutkowała śmiercią też drugiej osoby i dlatego rytuał ten został zakazany.
     - Przeprowadziłeś na niej rytuał związania dusz? - zapytał, chcąc się upewnić, że jego przypuszczenia są prawidłowe. W jego głosie dało się wyczuć złość i niedowierzanie. W międzyczasie uścisk jego dłoni na gardle zamaskowanego osobnika się rozluźniał.
     - Tak - odpowiedział dumnie, a zarazem gniewnie Lance. - Nie pozostawiłeś mi wyboru. Przez tę dziewczynę zmieniłeś się - kontynuował, stojąc już o własnych siłach, gdyż blondyn zabrał rękę z jego gardła i podszedł do okna. - Ostatnio mam wrażenie, że twoje priorytety się zmieniły. Czepiasz się mnie z byle powodu, wydajesz się mniej zaangażowany w sprawę. Po naszej sprzeczce w świątyni i wiedząc, jak postąpiłeś z Naytili, mam wrażenie, że ta dziewczyna stała się dla ciebie zbyt ważna. Z tego powodu trochę się obawiam o nasz sojusz. Musiałem się więc zabezpieczyć przed twoją ewentualną zmianą frontu lub planów.
     - Jak odczytałeś tę księgę? - zapytał zirytowany trafnością spostrzeżeń swojego rozmówcy. Stojąc przy oknie i wpatrując się gdzieś w horyzont, zdawał sobie sprawę, że ewentualne uratowanie ziemianki będzie bardzo skomplikowanym i niebezpiecznym procesem. Ogromny księżyc w pełni powoli krył się za linią drzew, a świergot budzących się ptaków zwiastował rychłe nadejście świtu. Wiedział, że upływający czas działa na jego niekorzyść.
     - Zapomniałeś, że znam język deamonów? - zdziwił się osobnik w zbroi. - Co prawda, księga zapisana jest w bardzo starym dialekcie, ale dałem radę ją odczytać.
     Blondyn oparł się dłońmi o parapet i westchnął zrezygnowany. Zawsze złościło go, gdy jego rasę mylnie nazywano deamonami. W tej chwili było to jednak mało znaczące dla niego, gdyż zaczął rozumieć, jakie mogą być przyczyny złego stanu Shairisse.
     - Język, w którym napisana jest ta księga, to nie język deamonów, tylko wymarły język aengels. Podobne, ale nie takie same - zaczął powoli wyjaśniać zamaskowanemu jego pomyłkę. - Przygotowując eliksir związania, zapewne wykorzystałeś nieodpowiednie składniki. Fakt, że przeprowadziłeś teraz ten rytuał, upewnia mnie, że nie doczytałeś informacji na końcu jego opisu...
     - Przeczytałem wszystko dokładnie - przerwał mu Lance lekko zirytowanym tonem, w którym dało się jednak wyłapać nutę rodzącej się niepewności - i nie pomyliłem żadnych składników. Oczyszczona woda, kwaśne źdźbło, arkaniczny pył i złote płatki róży...
     - ZACZAROWANA woda, kwaśne JAGODY, GWIEZDNY pył i złote płatki róży - poprawił jego wypowiedź Leiftan, akcentując pomyłki. - A na samym dole opisu rytuału była wzmianka o tym, że nie można go przeprowadzać na osobie, której QI jest z jakiegoś powodu niestabilna. Shairisse sześć tygodni temu otarła się o śmierć, więc jej energia życiowa jest wciąż mocno osłabiona - mówiąc to, odwrócił się tyłem do okna i oparł się o parapet. Czuł, jak jego ciało drży ze zdenerwowania i emocji. Intensywnie wpatrywał się w zamaskowanego i z każdą sekundą wzrastała jego pogarda do tego osobnika.
     Mężczyzna w zbroi powoli zdawał sobie sprawę ze swojej pomyłki i kiepskiego położenia. Stał teraz lekko zgarbiony, a cała arogancja, pewność siebie i rozbawienie, jakimi jeszcze całkiem niedawno emanował, rozproszyły się gdzieś pomiędzy okurzonymi księgami. Zdjął maskę i nerwowo miętosił ją w dłoniach. Białe, zmierzwione włosy, niesfornie opadały mu na czoło, a błękitne oczy niepewnie i z obawą spoglądały w kierunku lorialeta.
     - Milczysz, więc chyba zdajesz sobie sprawę z popełnionego błędu - odezwał się po chwili ciszy blondyn. Ton jego głosu był lodowaty i złowieszczy jak nigdy przedtem. - Dla twojej wiadomości, Shairisse nie jest zwyczajnie nieprzytomna, tylko jest w stanie agonii - wypowiadając te słowa, zaczął zbliżać się do białowłosego. - Jeżeli coś jej się stanie lub, nie daj Wyrocznio, ona umrze, to zapowiadam ci - w tym momencie zatrzymał się, będąc zaledwie kilka centymetrów od twarzy swojego przerażonego rozmówcy - piekło wyda ci się rajem, w porównaniu z tym, co ja zrobię z twoim życiem. A teraz masz godzinę, aby księga znalazła się u mnie w pokoju i nie pokazuj mi się na oczy, bo nie ręczę, że przeżyjesz to spotkanie.
     Chłopak w zbroi, patrząc w czarno-zielone oczy Leiftana, bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z powagi jego groźby. To, że kolor oczu blondyna zmienił się, świadczyło tylko o tym, że za chwilę może nadejść apogeum jego wściekłości. Wiedząc, czym to grozi, wolał szybko wycofać się z zasięgu Aengela. Jednym szybkim ruchem założył maskę i zniknął między regałami, kierując się do sekretnego wyjścia.
     Leiftan chwilę stał jeszcze, wsłuchując się w odgłosy Kwatery, by upewnić się, że nadal jest uśpiona. Ostatni raz zerknął w stronę okna i wyszedł z sekcji ksiąg zakazanych, a przekręcając klucz w zamku, nadal odczuwał silne drżenie rąk. Nie do końca wiedział, czy to ze złości na Lance, czy ze strachu o ziemiankę, czy po trochu wszystkiego. Wiedział jednak, że musi chociaż na chwilę, wyjść gdzieś na otwartą przestrzeń, aby złapać oddech pełną piersią.
     Pogrążony w swoich myślach, jak w transie ruszył przed siebie. Czuł się przytłoczony całą sytuacją i zastanawiał się, czy po części nie jest odpowiedzialny za to, co spotkało dziewczynę. Gdyby ją trochę lepiej pilnował, to czy doszłoby do tego wszystkiego? Dlaczego nie pomyślał, aby przydzielić jej jakąś ochronę po wydarzeniach w świątyni Fenghuangów? Czy mógł przewidzieć zachowanie swojego wspólnika? Czy mógł zapobiec tej całej absurdalnej sytuacji?
      Zatrzymał się, dopiero gdy poczuł na stopach chłodną morską wodę. Rozejrzał się dookoła i od razu rozpoznał plażę, na którą przyprowadziła go kiedyś Shairisse. Podszedł kilka kroków w stronę sporego głazu, znajdującego się w wodzie, na którym siedzieli wówczas, oglądając najpiękniejszy, jej zdaniem, zachód słońca. Przypominając sobie tamten wieczór, od razu się uśmiechnął i poczuł się odrobinę lżejszy. Teraz był tutaj sam i miał okazję oglądać wschód słońca. Rześka bryza otulała jego ciało niczym najdelikatniejszy jedwabny szal. Jego stopy obmywały leniwe fale, łaskocząc przy tym łagodnie. Na lazurowym niebie sennie przesuwały się nieliczne chmury, które promienie słońca ubarwiły gamą ciepłych pomarańczowych i czerwonych odcieni. Podobnymi odcieniami chwaliło się morze, odcinając się jednak od nieba i chmur intensywną czerwoną linią horyzontu.
     - Shai, tak bardzo chciałbym ci kiedyś pokazać taki wschód słońca - wyszeptał, czując, że ten widok wycisza jego emocje i wypełnia go spokojem. Wpatrywał się w najbardziej czerwony punkt horyzontu, wyczekując na pojawienie się tarczy słońca. Kiedy złoto-czerwona kula zaczęła wynurzać się z głębin morza, rozpraszając wszelkie inne barwy złotymi promieniami światła, on w swoim wnętrzu poczuł rodzącą się nadzieję i nową siłę. Wziął głęboki oddech.
     - Zrobię wszystko Shairisse, abyś mogła obejrzeć takie narodziny dnia...

Offline

#4 28-11-2018 o 23h53

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Ojeejj...ale się zawiodłam kiedy się zorientowałam, że doczytałam do końca /static/img/forum/smilies/sad.png Ja chce więcej!!! Tak jak się spodziewałam za wszystkim stoi Lance. Podoba mi się, że wykorzystujesz elementy zawarte w oryginalnej linii historii i rozwijasz je w swoim opowiadaniu. Sądzę, że w odcinkach możemy spodziewać się dalszego rozwoju buntu Zamaskowanego przeciwko wpływowi Gardzi na Leifa. Sposób jaki wybrał w Twoim opowiadaniu był sprytny i powiedziałabym -Plan był dobry tylko wykonanie chusteczkowe  /static/img/forum/smilies/big_smile.png Teraz trochę ma chłop przekichane /static/img/forum/smilies/tongue.png Leifcio mu tego nie zapomni.Niezależnie czy z Gard bedzie wszustko ok to jak tylko przestanie być dla niego użyteczny to rozprawi się z nim bez żalu jak z Najtly (srry jak źle jej imię napisałam) albo wręcz poświęci mu przy tym więcej uwagi raczej niepożądanej przez niego przy takim obrocie spraw /static/img/forum/smilies/wink.png Swoją drogą ciekawa jestem czy skoro receptura na rytuał zaślubin dusz była pomylona i w taki okropny stan wprowadziła Gard to czy nie powinna mieć też jakiegoś efaktu na Lance? I w sumie teraz tak myślę że niby Lance chciał się w ten sposób zabezpieczyć, ale chyba nie wziął pod uwagę tego ze Gard jako ziemniaka i raczej delikatna dziewczyna jest łatwym celem a w Eldaryi niebezpieczeństw nie brakuje. Patrząc z tego punktu widzenia to chyba nie jest zbyt roztropnym posunięciem łączenie swojego losu z jej. Ze strony Leiftana nie groziło by mu niebezpieczeństwo, ale nigdy nie wiadomo kto czycha za rogiem.
Hmmm jeśli mimo pomylonej receptury Lance i Gard zostaną połączeni to będzie ciekawie /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tu Leif tam Valkyon i jeszczekam Lance fiuu fiuuu /static/img/forum/smilies/big_smile.png 
Na koniec dodam, że uwielbiam Twojego Leifa i mam nadzieje, że doprowidzisz opowiadanie do końca. Wiem, że początkowo to miał być  onceshot. Ja tu widzę potencjał na wiele rozdziałów i życzę Ci żeby wyszły równie dobre albo i lepsze jak te do tej pory /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#5 13-12-2018 o 16h51

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

To znowu ja /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka- dziękuję Ci za komentarz, aż chce się pisać dalej /static/img/forum/smilies/smile.png
Plan połączenia swojej energii życiowej z energią ziemianki, wcale nie jest taki zły. Nawet jeśli ona byłaby "delikatną dziewczynką" ( moim osobistym zdaniem Gardzia w grze jest kimś więcej - jakimś "uśpionym wulkanem", który dopiero wybuchnie), to jest ona wybranką Wyroczni, więc nie tylko zakochany Leif będzie jej strzegł, ale i Straż będzie pilnować i dbać o jej życie. Z drugiej strony, w razie "wpadki" Lance miałby pewność, że go nie zabiją, bo wydaliby wtedy wyrok śmierci na Gardzie.
Jeśli chodzi o prawdziwą naturę relacji Valka i Gardzi, to powiem na razie tylko tyle, że Leif niedługo będzie miał poważną rozmowę z wojownikiem (więcej nie zdradzę /static/img/forum/smilies/smile.png )
Pozdrawiam i wklejam kolejną część.


Niepewność


     Siedząc nieruchomo na kamieniu, ze stopami zanurzonymi w leniwie poruszających się morskich falach, obserwował ostatnie chwile wschodu słońca. Złota tarcza powoli odrywała się od linii horyzontu, aby samodzielnie przemierzać błękit nieba, z którego dopiero co przegoniła senne chmury. Poczuł, że dzisiaj będzie w stanie przeciwstawić się wszystkim problemom, jakie pojawią się na jego drodze.
     Pełen nadziei i nowych sił witalnych, skierował się w stronę klifu i kamiennych schodów, stanowiących wyjście z plaży. Wspinał się po nich szybko, przeskakując po dwa stopnie, a że była bardzo wczesna pora, nie spodziewał się kogokolwiek napotkać. Kiedy był już prawie na szczycie, zdziwił się, usłyszawszy odgłosy prowadzonej rozmowy.
     - ... i dlatego nie możesz się poddawać.
     - Nie mam zamiaru się poddawać, ale zrozum, że nie mam pojęcia, w jaki sposób pomóc Shai - osoba mówiąca te słowa, wydawała się załamana i całkowicie bezradna. - Oddałbym własne życie, gdybym tylko wiedział, że dzięki temu ona wyzdrowieje.
     Leiftan słysząc te słowa, zatrzymał się i przykucnął na schodach, aby pozostać niezauważonym. Zaciekawiło go, że ktoś dyskutuje o Shairisse i to w tak emocjonalny sposób. Pragnął dowiedzieć się, kto prowadzi tę rozmowę i co mówią na jej temat.
     - Valkyon, wszystko będzie dobrze - uspokajał łagodnie pierwszy rozmówca. - Dzisiaj wraca Huang Hua i na pewno nie pozwoli jej umrzeć. Jestem pewien, że z Miiko i naszymi molami bibliotecznymi coś wymyślą, żeby uratować Shai - pocieszał spokojnie. - Wiesz, że z Ezem też zrobimy wszystko, by ją ratować...
     - Wiem chłopaki, dzięki... - szef straży Obsydianu westchnął głęboko.
     - Jest jeszcze Leiftan... - odezwał się nagle trzeci głos. - Widząc go dzisiaj, nabrałem pewności, że nasz mały człowieczek nie jest mu obojętny...
     - Zamknij się Ez... - skarcił go pierwszy rozmówca.
     Słysząc treść rozmowy, nabrał pewności, że to szefowie straży prowadzą konwersację. Powoli zszedł kilka stopni, aby móc swobodnie się wyprostować i wziąć głęboki oddech. Nie chciał pokazywać, że słyszał rozmowę, więc nieśpiesznie ruszył w górę. Na szczycie schodów, udając zamyślonego, skierował się w stronę Kwatery. Kątem oka, zgodnie z przewidywaniami, zauważył stojących szefów straży.
     - Witaj Leiftan - przywitali go prawie chóralnie.
     Odwrócił się w ich stronę i udając zdziwienie, skinął głową na powitanie. Nie zatrzymał się jednak ani nie odezwał słowem, aby nie prowokować grzecznościowej wymiany zdań. Nie miał ochoty wdawać się teraz w żadne rozmowy, gdyż właśnie zaczynał docierać do niego sens tego, co przed chwilą słyszał. Sposób, w jaki Valkyon wypowiadał się o ziemiance, świadczył, że nie jest mu ona obojętna. Nigdy wcześniej nie słyszał, aby szef straży Obsydianu tak bardzo martwił się o kogokolwiek. Ból, jaki słyszał w jego głosie, gdy mówił, że nie wie jak jej pomóc, był nieomal namacalny fizycznie. Zaczął zastanawiać się, czy czasami nie przeoczył jakichś sygnałów, które świadczyłyby o głębszej relacji łączącej Shairisse z szefem jej straży.
     Idąc ścieżką w stronę Kwatery, zatopił się w swoich myślach, przeszukując wspomnienia i starając się wyłapać jakieś wskazówki. Jednak nie mógł przypomnieć sobie żadnych sytuacji, które jednoznacznie wskazywałyby, że tych dwoje łączy coś więcej poza przyjaźnią. Fakt, że ostatnio Shai spędzała sporo czasu w towarzystwie Valkyona, ale było to spowodowane treningami. Cała Lśniąca Straż jednogłośnie stwierdziła, że po wydarzeniach w świątyni konieczne jest, aby dziewczyna podszkoliła się w walce i obronie. Wielokrotnie obserwował jej treningi, nie zawsze ujawniając się przy tym. Nigdy nic nie wzbudziło jego podejrzeń. Zawsze traktowała swojego szefa z taką samą sympatią, jak pozostałych w Kwaterze - no może poza Ezarelem, gdyż z nim zawsze sobie "przyjaźnie dogryzali". Może więc przemawiało przez niego to, że nie przepadał za tym wojownikiem? A może to tylko zmęczenie i jego zazdrosna natura podpowiadała mu coś, co tak naprawdę nie miało miejsca?
     Potrząsnął głową, jakby chciał wyrzucić z niej wszystkie te czarne myśli i przyspieszył kroku, aby jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Liczył na to, że Lance odniósł już zabraną księgę. Koniecznie chciał sprawdzić, jaki eliksir stworzył i podał dziewczynie jego nieodpowiedzialny wspólnik. Zdawał sobie sprawę, że to będzie żmudne zajęcie. Pomimo swojej wiedzy na temat eliksirów, którą skrzętnie ukrywał przed innymi, nie mógł równać się z Ezarelem. Nie bez powodu ten sarkastyczny elf, nazywany był mistrzem alchemii i stał na czele straży Absyntu.
     Wchodząc głównym wejściem do holu Kwatery, potrącił kogoś, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Pomimo szczerej chęci, nie potrafił przestać myśleć nad prawdziwą naturą relacji Valkyona z ziemianką. Myśl o tym, że chłopaka i Shairisse może łączyć coś głębszego niż przyjaźń, wracała do niego i męczyła niczym natrętny komar. Co, jeśli białowłosy wojownik rzeczywiście darzy uczuciem dziewczynę? A jeśli ona odwzajemnia to uczucie? Jeśli tych dwoje naprawdę coś łączy? Jak on ma się wtedy zachować?
     Spokój, jaki wypełnił go na plaży, teraz z każdym oddechem wypierany był przez rosnące uczucie niepewności. Świadomość, że jego uczucia mogły nie być odwzajemnione, frustrowała go. Szybkim krokiem przemierzył hol Kwatery, zwany Salą Drzwi i skierował się do korytarza, prowadzącego do pokojów mieszkalnych. Przechodząc obok pokoju dziewczyny, zwolnił nagle kroku, gdyż do głowy wpadła mu nieoczekiwana myśl - "A gdyby tak wejść tam i trochę rozejrzeć się pod jej nieobecność?". Zatrzymał się i dłuższą chwilę bił się z myślami, wpatrując w zamknięte drzwi. Pokusa wejścia do "królestwa nieładu", jak nazywała swój pokój Shairisse, była bardzo kusząca. Jednak szybko odpędził ją od siebie, przypominając sobie sytuację z Kryształowej Sali. Nie mógł mieć pewności, że nagle nie zostałby przyłapany przez "ducha" Shairisse, a tego naprawdę by nie chciał. Ponownie ruszył do siebie żwawym krokiem.
     Wchodząc do swojego pokoju, postanowił, że musi szczerze porozmawiać z Valkyonem. Kiedy zamknął drzwi, dał upust swojej irytacji, głośno przeklinając. Nie obawiał się, że ktoś może go usłyszeć, gdyż jego pokój znajdował się na końcu korytarza i dodatkowo był przez niego wygłuszony zaklęciem ochronnym. Nikt w całej Kwaterze nie wchodził do jego azylu, poza wspólnikiem i Chromem. Teraz też od razu zauważył, że Lance zaszczycił go odwiedzinami pod jego nieobecność. Na łóżku leżała dobrze mu znana księga, a obok niej siedziała Amaya, wpatrując się w niego z zaciekawieniem.
     - Nie patrz tak na mnie szkodniku jeden - mruknął do swojego chowańca, siadając na brzegu łóżka. Panalulu nadal przyglądała mu się intensywnie, jakby starała się zrozumieć, co gryzie jej właściciela. Nie zwracając uwagi na swojego pando podobnego chowańca, złapał księgę i zaczął wertować jej kartki w poszukiwaniu interesujących go wiadomości. Wyszukiwał w spisie eliksirów - po składnikach, mając cały czas na uwadze różnicę w nazewnictwie. Niestety, nie znalazł informacji, które chociaż trochę pasowałyby do szukanego schematu.
     Nagle na jego kolanach wylądowała złożona kartka, która wyraźnie była wyrwana z jakiegoś notatnika. Zdziwiony, odłożył wolumin obok na łóżko i wziął kartkę w dłonie. Siedząca do tej pory spokojnie Amaya prychnęła głośno i się zjeżyła.
     - Co jest z tobą? Coś ci się nie podoba? - spojrzał lekko zirytowany na swojego chowańca. Puchata towarzyszka fuknęła raz jeszcze i ostentacyjnie przeniosła się z łóżka na parapet. - Co za złośnica - burknął Leiftan i rozłożył kartkę. Były na niej zapisane zaledwie trzy zdania. Od razu rozpoznał pismo swojego sojusznika.

"Zajrzyj pod łóżko. Przejrzyj, a potem oddaj właścicielce.
P.S.
Może zrozumiesz, dlaczego poszła w nocy na polanę, myśląc, że ma się spotkać z tobą"


     Schylił się i zajrzał pod swoje łóżko. Od razu zauważył czarny, skórzany notes, który nie był jego własnością. Jakież było jego zdziwienie, kiedy go otworzył i zobaczył dobrze znane sobie pismo - jej pismo. Zrobiło mu się gorąco, a po plecach przeszedł mu dreszcz, kiedy na pierwszej stronie odczytał ozdobnie napisane słowo "PAMIĘTNIK". W dłoniach trzymał teraz zeszyt pełen odpowiedzi na wiele dręczących go pytań. Patrzył na niego chwilę i poczuł, jak znów wypełnia go niepewność. Czy powinien przeglądać jej pamiętnik, czy może powinien natychmiast go odnieść? Dylemat moralny nie męczył go jednak długo. Może i powinien go odłożyć na miejsce, ale on przecież całe swoje życie łamał zasady i igrał z moralnością, więc ten kolejny raz nic chyba raczej nie zmieni.
     Wstał z łóżka i poszedł usiąść bliżej okna, aby wykorzystać światło słoneczne. Rozsiadł się wygodnie na białych poduszkach w swoim półokrągłym, podwieszanym rattanowym fotelu. Zawsze w nim siadał, gdy jego myśli skupiały się na dziewczynie. Otworzył pamiętnik i zaczął go pobieżnie przeglądać. W międzyczasie ciepłe promienie słońca leniwie przesuwały się po bladozielonym, puchatym dywanie. Łagodny wietrzyk, wpadający przez uchylone wykuszowe okno, kołysał białe kwiaty jedwabnego drzewka bonsai i psotnie łaskotał twarz lorialeta. Cichy szum wodnego źródełka, przepływającego pod łóżkiem, idealnie zgrywał się z odległymi, radosnymi odgłosami przyrody. Cała ta idylliczna atmosfera okazała się idealnym tłem dla wpisu, na którym skupiły się zielone oczy Leiftana. Był to wpis z dnia, który oboje spędzili na plaży. Czytając go, od razu przypomniał sobie tamten dzień. Od dłuższego czasu, nosił się z zamiarem zaproszenia gdzieś dziewczyny i kiedy w końcu się odważył to zrobić, zgodziła się bez wahania. Chwile spędzone w jej towarzystwie były dla niego niczym najpiękniejszy dar od losu. Słysząc jej śmiech i patrząc w jej radosne liliowe oczy, czuł, że nic więcej nie jest mu potrzebne do szczęścia. Bardzo dobrze pamiętał, jak wielką miał ochotę pocałować Shairisse, gdy potykając się, wylądowała w jego ramionach. Ciepło jej ciała i dotyk jej skóry powodował wtedy wrzenie jego krwi. Jej zapach odurzał go, a niewinne spojrzenie hipnotyzowało, sprawiając, że nie potrafił i nie chciał wypuścić jej z objęć. Naprawdę zamierzał ją pocałować i już prawie czuł smak jej ust, gdy nagle całą magię chwili przerwała Ykhar wykrzykując, że poszukuje go Miiko. Ile by teraz dał, aby cofnąć czas... Dziś nie przepuściłby okazji...
     Westchnął głęboko i oparł głowę na poduszkach. Powoli czuł narastające zmęczenie, będące skutkiem nieprzespanej nocy i silnych emocji. Przez chwilę rozważał możliwość drzemki, ale gdy przymknął powieki, natychmiast powrócił do niego obraz bladej, nieprzytomnej twarzy Shairisse. Wyprostował się ponownie na swoim fotelu i przewrócił kilka kolejnych kartek z jej pamiętnika. Ostatni wpis był z poprzedniego wieczora.

"Dzisiaj Leiftan poprosił mnie o spotkanie. Napisał, że musi ze mną pilnie porozmawiać i chce się spotkać o północy, na polanie przy drzewie z dziuplą. Dziwna pora na rozmowy, ale może to dlatego, że blask księżyca go uspokaja. [...] Mam nadzieję, że wyjaśnimy sobie sytuację między nami..."

     Teraz zrozumiał, że Lance wywabił dziewczynę z Kwatery, podszywając się pod niego. Znów poczuł narastającą złość i przeklął pod nosem. W tym samym momencie znudzona brakiem zainteresowania ze strony swojego pana Amaya, wskoczyła na jego kolana, zrzucając pamiętnik na podłogę.
     - Już ci przeszło paskudnico? - zapytał, drapiąc puchatą towarzyszkę za uchem. Ta fuknęła, zeskoczyła na podłogę i dąsając się, wyszła z pokoju.
     Leiftan schylił się po pamiętnik i nagle jego wzrok zatrzymał się na zdaniu, które wywołało dreszcz wzdłuż jego kręgosłupa. Powoli, nie dowierzając własnym oczom, położył zeszyt na kolanach. Czuł w żołądku ścisk i rosnącą gulę w gardle, a z twarzy odpłynęła mu cała krew. Jego ciało zamarło, gdy ponownie przeczytał zdanie zapisane w języku jego przodków:
     -"N'te va it Anaryon".
     Z odrętwienia wyrwało go głośne, przeraźliwie żałosne wycie. Dopiero po chwili rozpoznał, że jest to wycie Athiry - chowańca ziemianki.
     - Na litość Wyroczni, Shairisse!! - wykrzyknął i pełen przerażenia rzucił się w stronę drzwi.

Offline

#6 14-12-2018 o 14h03

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Witam /static/img/forum/smilies/smile.png Po przeczytaniu tej części totalnie nie wiem czego spodziewać się dalej. Zakończenie takie Polsatowe, że hoho /static/img/forum/smilies/tongue.png Zostajemy w momencie kiedy Leif odczytuje zdanie zapisane przez Shai w języku jego przodków i powstają tylko pytania. Co te słowa oznaczają i skąd je znała właścicielka pamiętnika? Rekcja Leifa jest wynikiem szoku, że ona zna ten język czy bardziej znaczenie tych słów ma na niego wpływ? Na koniec dochodzi nam zwodzenie chowańca ziemianki dające nam do rozumienia, że dzieje się coś bardzo złego. Oby Leif zdążył przed najgorszym!

Jedyne uwagi jakie mam to odnośnie przekazania pamiętnika.
Nie do końca rozumiem jaki kierował motyw Lancem żeby przekazać go Leiftanowi. Zamaskowany zdążył już się narazić swojemu szefowi wystarczająco a tym posunięciem tak trochę dolewa oliwy do ognia... Wydaje mi się że miało by to sens jeżeli jego motywem było odrzucenie podejrzeń Leifa jakoby Shai miała znajdować się na polanie w nocy w celu tajnego spotkania z Valkyonem. W prawdzie dalej wtedy naraża się na złość za podszywanie się pod Leifa, ale chociaż wyprowadza go wtedy z czarnych myśli...

"Zajrzyj pod łóżko. Przejrzyj, a potem oddaj właścicielce.
P.S.
Może zrozumiesz, dlaczego poszła w nocy na polanę, myśląc, że ma się spotkać z tobą"

W tym zdaniu trochę bym skróciła bo wydaje mi się trochę bez sensu. Zostawiła bym -"Zajrzyj pod łóżko. Przejrzyj, a potem oddaj właścicielce.
P.S.Może zrozumiesz, dlaczego poszła w nocy na polane" Reszta jest niepotrzebna bo jeśli sięgnie do pamiętnika to zrozumie właśnie ze poszła na polane bo Lance się pod niego podszył a tak czytając to zdanie już wszystko wiemy zanim otworzymy pamiętnik /static/img/forum/smilies/smile.png


Ps. Czekam na więcej i jestem ogromnie ciekawa tej nadchodzącej rozmowy naszych drogich panów  /static/img/forum/smilies/smile.png Czy to faktycznie będzie rozmowa czy raczej może bardziej jakieś nerwy wezmą wodze nad nimi i wyjdzie z tego grubsza jatka xD

Offline

#7 28-12-2018 o 23h14

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam po Świętach, ale przed Nowym Rokiem /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka - Lance przekazuje pamiętnik dziewczyny Leiftanowi, licząc na to, że blondynek zadowolony z możliwości poznania prywatnych zapisków swojej ukochanej, będzie się mniej złościł na niego. Poza tym Lance nie jest najbystrzejszą osobą /static/img/forum/smilies/tongue.png
Pozdrawiam czytających i korzystając z okazji, życzę udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku /static/img/forum/smilies/smile.png


Przepowiednia

     - Czy z Shairisse wszystko dobrze? - zapytał, podbiegając do zielonowłosej dziewczyny, która właśnie opuszczała przychodnię. Narenda, asystentka Ewelein, spojrzała na niego nieco zdezorientowana, przez chwilę starając się zrozumieć, kto to jest i co od niej chce.
     - Och, Leiftan! - westchnęła, zdając sobie w końcu sprawę, że właśnie jego szła szukać. - Przed chwilą miała problemy z oddychaniem i akcją serca, ale Ewelein już przywróciła funkcje życiowe do względnej normy - odpowiedziała mu teraz spokojnie, patrząc w jego przerażone, zielone oczy. - Ewe wysnuła pewne podejrzenie, ale to ona osobiście zaraz ci powie, bo ja nie mam takich kompetencji - uśmiechnęła się nieśmiało. - Poczekaj tu chwilkę, powiem jej, że już jesteś - mówiąc to, weszła z powrotem do przychodni.
     Leiftan rozejrzał się dookoła, ale na korytarzu nie było nikogo, poza nim. Oparł się plecami i głową o ścianę, przecierając dłońmi zmęczoną twarz i przeczesując włosy. W jego umyśle krążyło całe mnóstwo domysłów i pytań, na które pragnął poznać odpowiedzi. Odetchnął głęboko, jakby chciał trochę oczyścić swoje myśli, a po chwili zamknął oczy i bezwiednie zsunął się po ścianie, przykucając.
     - Anaryon, Anaryon... - powtarzał szeptem imię, chcąc przypomnieć sobie, co ono znaczy. Zdawał sobie sprawę, że było to prastare imię i teraz, nie tylko nikt go nie używał, ale prawie nikt go nie pamiętał. Kojarzył, że występowało ono w podaniach i mitach, powstałych tuż po stworzeniu Eldaryi. Nie pamiętał jednak dokładnie jakich, ale gdzieś w podświadomości świtało mu, że było to coś niezwykłego, co niestety zatarło się z upływem czasu.
     Nagle, niczym porażenie piorunem, uderzyło go znaczenie tego imienia - "Dziecię Słońca". Pomimo tego olśnienia, dotychczasowy chaos myśli w jego głowie, wcale nie chciał się klarować. Jednak pewne pytania, teraz dręczyły go bardziej od innych. Dlaczego w pamiętniku Shairisse pojawiło się zdanie "N'te va it Anaryon", co znaczy "Nie idź tam Dziecię Słońca"? Czy dziewczyna wiedziała, co znaczy to zdanie, czy zapisała je bez zrozumienia? Kto je wypowiedział? Do kogo było ono skierowane? Dlaczego to imię pojawiło się właśnie teraz? I co Shai miała z tym wszystkim wspólnego? Im dłużej myślał nad tym, tym większy odczuwał mętlik. Dodatkowo, coraz bardziej dawało mu się we znaki zmęczenie, spowodowane brakiem snu i ciągłym napięciem emocjonalnym. Opuścił głowę, opierając się czołem o kolana i splótł dłonie na karku. Miał wrażenie, że im dłużej rozmyśla, tym większą ma pustkę w głowie.
     - O Wyrocznio... - westchnął bezsilnie, nie zwracając uwagi, na otwierające się w tym momencie drzwi przychodni.
     - Leiftanie? - usłyszał nad sobą lekko zmęczony i zatroskany głos. Kiedy podniósł głowę, natrafił na zmartwione spojrzenie Ewelein. - Dobrze się czujesz? - spytała, spoglądając na niego badawczo i kładąc dłoń na jego ramieniu.
     - Tak... - odpowiedział niepewnie i pośpiesznie podniósł się na równe nogi. - Powiedzmy, że tak... To tylko zmęczenie i brak snu - dodał po chwili, starając się ukryć lekki zawrót głowy, spowodowany gwałtowną zmianą pozycji. - Czy z Shairisse wszystko w porządku? - zapytał, chcąc szybko zmienić temat.
     Niebieskowłosa elfka nie dała się jednak zbyć pytaniem i przez moment przyglądała mu się uważnie. Jego blada twarz, podkrążone oczy, smętne spojrzenie i nieco rozczochrane włosy, w porównaniu do prawie zawsze nienagannego i zadbanego wyglądu, stanowiły teraz bezsprzeczny dowód na to, że chłopak był na skraju wytrzymałości. Nie odpowiadając na jego pytanie, otworzyła ponownie drzwi przychodni i zaglądając do środka, zwróciła się do asystentki:
     - Narendo, jeśli możesz, podaj mi eliksir wzmacniający z szafki pod oknem - mówiąc to, wskazała dłonią na niewielką szafkę z oszklonymi drzwiami, za którymi widniały idealnie poukładane fiolki z różnokolorowymi płynami. Praktykantka o zielonych włosach i czerwonych, wężowych oczach, bez zwłoki podała flakonik z turkusową cieczą. - Miej oko na dziewczynę. Jeśli coś będzie się działo niepokojącego, to proszę natychmiast mnie informować, będę w Kryształowej Sali - poprosiła, odbierając buteleczkę i zamykając drzwi przychodni.
     - Wypij to Leiftanie - zwróciła się do lorialeta i podała mu eliksir. - To cię trochę wzmocni, bo naprawdę kiepsko wyglądasz, a mam wrażenie, że na drzemkę cię w tej chwili nie namówię - uśmiechnęła się do niego ciepło i łagodnie.
     - Masz rację, nie namówisz mnie - potwierdził zmęczonym głosem, chwytając fiolkę i bez sprzeciwu opróżniając jej zawartość. - Dziękuję Ewe - dodał po chwili, siląc się na delikatny uśmiech wdzięczności. - Nie odpowiedziałaś mi, co się dzieje z Shairisse? - przypomniał cicho, kierując swoje kroki za elfką, która właśnie zaczęła schodzić schodami w dół. - Dlaczego Athira tak żałośnie zawyła?
     - Chodź ze mną, zaraz wszystkiego się dowiesz - odpowiedziała poważnie, spoglądając w jego stronę, gdy zrównywał się z nią na ostatnich stopniach. - Jeśli chodzi o Athirę, to była jej reakcja... - zawahała się przez chwilę, szukając odpowiednich słów i odwracając od niego wzrok - na chwilowe zatrzymanie funkcji życiowych jej pani. - Westchnęła głęboko i poprawiła włosy. - Poprosiłam o zebranie w Sali Kryształu, bo mam pewną hipotezę, co do przyczyny problemów Shai i potrzebuję opinii Lśniącej Straży. Sprawa jest niestety poważna i nie wiem, co dalej robić.
     Spojrzał na pielęgniarkę zaniepokojony i zaintrygowany jednocześnie. On przecież już wiedział, co jest przyczyną jej stanu - głupota jego wspólnika i źle przeprowadzony rytuał związania dusz. Nie był tylko pewien, w jakim dokładnie stanie jest ziemianka. Zdawał sobie sprawę, że z racji swojego pochodzenia i posiadanej wiedzy, ma umiejętności, dzięki którym mógłby sam się tego dowiedzieć i wtedy próbować ją ratować. Jednak fakt, iż swoją prawdziwą tożsamość ukrywał przed innymi w Kwaterze, sprawiał, że ilość możliwych umiejętności, z których mógł skorzystać, nie ujawniając się, była ograniczona. Miał więc wielką nadzieję, że hipoteza elfki okaże się prawidłowa i na zebraniu uda się ustalić, w jaki sposób ratować dziewczynę.
     Wchodząc do Sali Kryształu, poczuł dziwny niepokój, którego nie odczuwał nigdy wcześniej. Coś jakby wisiało w powietrzu - coś złowróżbnego i nieokreślonego. Przystanął na chwilę, zamknął oczy i zrobił głęboki wdech i wydech, chcąc oczyścić umysł i pozbyć się złej energii ze swoich myśli. Ewelein w tym czasie podeszła bliżej zgromadzonych już osób.
     - Och, jesteście w końcu - przywitała ich Miiko, prostując się i niespokojnie spoglądając w stronę drzwi. - Czekamy jeszcze na Huang Hua, powinna być lada moment.
      Na twarzy szefowej od razu dostrzegł wyraźne oznaki zmęczenia, a dobrze mu znana bruzdka na jej czole świadczyła, że nad czymś intensywnie myślała. Rozejrzał się po obecnych i zauważył, że Ewelein coś szeptem tłumaczyła Ykhar i Kero. Brownie, była blada na twarzy jak prześcieradło, a z jej oczu wyzierało przerażenie. Po chwili przytakując pielęgniarce, oboje z Keroshane skierowali się do wyjścia. Domyślał się, że zostali wysłani po jakieś informacje do biblioteki. W tym samym czasie w drzwiach pojawiła się Huang Hua. Widząc ją, lorialet mimowolnie się wzdrygnął, gdyż pomimo wszelkich starań, nie potrafił przemóc niechęci względem kobiety. Uważał, że za fasadą jej idealnych manier i stoickiego spokoju, kryje się jakaś druga, mniej piękna i szlachetna natura. Wiedział, że ziemianka stała się jej ulubienicą, dumnie nazywając Huang Hua swoją przyjaciółką. Na początku ich znajomości był przekonany, że fenghuang traktuje dziewczynę, jak swego rodzaju "okaz z Ziemi". Obserwując jednak w ostatnim czasie wzajemne relacje obu kobiet, był skłonny uwierzyć, że naprawdę łączą je prawdziwe więzi przyjaźni. Czasami zdarzało mu się nawet, czuć coś w rodzaju ukłucia zazdrości, gdy dziewczyna z uwielbieniem i szacunkiem opowiadała mu o Huang Hua i spotkaniach z nią.
     - Jestem już i pozdrawiam wszystkich - przywitała się pospiesznie dama Huang Hua. - Co dzieje się z Shairisse? - zapytała bez ceregieli i z troską w głosie, wpatrując się w twarz szefowej Straży. Kitsune niespokojnie poruszyła swoimi ogonami i skinęła na Ewelein, dając jej tym samym znak, aby zabrała głos. Elfka podeszła trochę bliżej do obu kobiet i spojrzała w bursztynowe oczy Huang Hua.
     - W nocy Athira zaprowadziła Valkyona do nieprzytomnej Shai w lesie. On przyniósł ją do przychodni, a tu okazało się, że dziewczyna jest w agoni - zaczęła spokojnie tłumaczyć. - Nie ma żadnych obrażeń fizycznych ani nie było śladu trucizn we krwi, a mimo to była bliska śmierci. I niestety, ale od jakiejś godziny, jest z nią coraz gorzej... - głos Ewelein zadrżał, gdy to mówiła, a ona sama spuściła głowę, starając się ukryć napływające do błękitnych oczu łzy.
     Leiftan i Valkyon jednocześnie z przerażeniem spojrzeli na kobietę, wyczekując dalszych informacji. Od razu dało się zauważyć, że obu panów zmartwiła wiadomość o pogarszającym się stanie dziewczyny. Również na twarzy Huang Hua malowało się niezrozumienie i trwoga, kiedy ta złapała elfkę za ramiona i delikatnie nią wstrząsnęła, zmuszając, by spojrzała jej ponownie w oczy.
     - Co masz na myśli, mówiąc, że jest coraz gorzej? - zapytała łamiącym się głosem.
     - Od godziny ma bardzo niemiarowy oddech - zaczęła cicho Ewelein. - Ciśnienie krwi i tętno miała słabe, ale stabilne, a teraz wciąż delikatnie spadają. Poziom maany we krwi, też znacznie spadł... - elfka przełknęła ślinę - a kwadrans temu miała zatrzymanie akcji serca...
     Zaskoczona dama Huang Hua westchnęła przerażona, zakrywając usta dłonią.
     - Na szczęście, udało mi się przywrócić funkcje życiowe i chwilowo je ustabilizować - dodała pospiesznie Ewelein, widząc również panikę w oczach reszty zgromadzonych. - Razem z Ezarelem i Valkyonem podejrzewamy, że ktoś ją wywabił z Kwatery, w celu przeprowadzenia jakiegoś rytuału lub czarów...
     - Skąd te przypuszczenia? - przerwała jej, wyraźnie zaniepokojona Miiko, patrząc to na szefów straży, to na pielęgniarkę.
     - W pokoju Shairisse znalazłem dzbanek z dziwnym osadem - odezwał się w tym momencie Ezarel - a Valkyon niedaleko polany, gdzie ziemianka była w nocy, znalazł fiolkę, w której zostało kilka kropel jakiejś cieczy. Zbadałem osad i zawartość tej fiolki - mówiąc to, rozłożył małą karteczkę, którą do tej pory trzymał w dłoniach. Oczy wszystkich skierowały się na mistrza alchemii, w niemym oczekiwaniu na dalszy ciąg jego wywodu. Elf zerknął do kartki, a później na szefową i Huang Hua.
     - Ten osad, to pozostałości po eliksirze Are'T Vian, używanego kiedyś przed wykonywaniem rytuałów duchowych lub poważniejszych czarów i uroków. Miał sprawiać, że osoby stawały się podatniejsze na tego typu praktyki. Teraz stosowanie tego eliksiru, dozwolone jest tylko w wyjątkowych sytuacjach i pod nadzorem odpowiednich osób.
     - A co było w fiolce z lasu? - dopytywała szefowa.
     - Zawartości fiolki nie mogłem do niczego dopasować - stwierdził szef Absyntu. - Nie znam żadnej receptury ani żadnego eliksiru, który by do tego pasował - mówiąc to, podrapał się zakłopotany po głowie. - Podejrzewamy więc z Ewelein, że jest to ciecz powstała w skutek źle odczytanej formuły.
     Słysząc to, wszyscy zaczęli szeptać i snuć domysły, kto i jakiemu rytuałowi chciałby poddać ziemiankę. Leiftan zastanawiał się, jak ewentualnie naprowadzić pozostałych na prawdę, nie ujawniając przy tym, że wie, o jaki rytuał chodziło i kto go spartolił. Nie mógł też podpowiedzieć Ezarelowi, co konkretnie jest nie tak w tym pseudo eliksirze, gdyż w Kwaterze wszyscy przekonani byli, że nie zna się na alchemii, a on nie chciał ich wyprowadzać z błędu.
     W pewnym momencie do Sali wrócili Ykhar i Keroshane, niosąc ze sobą księgę "Alchemia dla zaawansowanych - Rytuały Ducha i QI". Widząc ich z tym opasłym tomiszczem, lorialet odetchnął z ulgą. Skoro elfka poprosiła o przyniesienie akurat tego woluminu, to znaczyło, że wysnuta przez nią hipoteza, odnośnie problemów Shairisse, jest bliska prawdy. Był pewien, że teraz Ewe wraz z Ezarelem szybko dojdą do sedna problemu.
     - Skąd wiadomo, że to formuła była źle odczytana? - zapytała po chwili Miiko. - Może to być przecież eliksir, którego po prostu nie znasz, Ezarelu?
     Dotknięty jej komentarzem, szef straży Absyntu posłał kitsune piorunujące spojrzenie. Gdyby wzrok mógł zabijać, szefowa padłaby właśnie na posadzkę bez życia.
     - Mam nadzieję Miiko, że tylko sobie żartujesz, bo w przeciwnym razie...
     - Ucisz się Ezarelu - przerwała mu łagodnie, acz stanowczo Ewelein. - Powiedziałeś, że osad w dzbanku, to resztki po eliksirze Are'T Vian? - upewniła się, wertując już kartki księgi.
     - No tak... - burknął elf.
     - Używanego przed poważniejszymi czarami bądź urokami? - dopytywała spokojnie.
     - Tak - odpowiedział już bardziej zaciekawiony. - Przy rytuałach skupiających się na energii życiowej i sferze ducha, jest wręcz obowiązkowy - dodał, marszcząc brwi.
     - Jeśli więc Shai podano Are'T Vian, to logicznym wydaje się, że planowany rytuał miał być, albo z tych poważnych, albo tych duchowych - tłumaczyła Ewelein, wciąż przeszukując księgę. - Do jednych i drugich używa się mikstur na bazie zaczarowanej wody, bo mają wtedy dużo większą moc działania - dodała i zatrzymała się na jakimś wpisie w księdze. - Ciecz w fiolce była zrobiona na wodzie oczyszczonej, czyli tej o słabszej mocy. Ta wiedza dała nam podstawę do stwierdzenia, że mikstura jest wynikiem jakiejś pomyłki - mówiąc ostatnie zdanie, pielęgniarka spojrzała wymownie na kitsune.
     - Idąc dalej tokiem pomyłek, jeżeli to miała być zaczarowana woda, a nie oczyszczona - podjął się teraz tłumaczenia elf - to obecny w zawartości fiolki arkaniczny pył, też musiał być pomylony. Każdy alchemik wie, że nie można stosować go z zaczarowaną wodą, gdyż powstaje wtedy żrący kwas. Podobnie brzmiącą do arkanicznego pyłu, nazwę alchemiczną ma gwiezdny pył i tu zawężamy pole poszukiwań do rytuałów duszy. Gwiezdnego pyłu nie używa się bowiem do żadnych innych eliksirów.
     Ezarel na chwilę się zamyślił, chcąc ułożyć sobie w całość wszystkie wypowiedziane na głos informacje. Ewelein w tym czasie, podała mu księgę i wskazała wpis, na którym zatrzymała się już jakiś czas temu. Oboje zaczęli szeptać o tym, że nazwa pewnego użytego składnika, pomimo upływu lat się nie zmieniła, więc jego obecność w zawartości fiolki była zamierzona. Zgromadzeni w ciszy patrzyli na nich, oczekując, że mistrz alchemii zaraz rozgryzie zagwozdkę pomylonych składników formuły. W pewnej chwili na twarzy elfa pojawił się grymas, który był mieszaniną zaskoczenia, niedowierzania i strachu.
     - Czyżby chodziło o eliksir związania dusz...? - wymamrotał pod nosem i z przerażeniem spojrzał na Huang Hua, która w tym samym momencie, zrobiła się blada, niczym posąg z gipsu. - Do rytuału zaślubin dusz? - Ezarel niepewnie dokończył swoją wypowiedź.
     - Rytuał zaślubin dusz? - cicho powtórzyli zebrani. Szmer i szepty zaczęły się nasilać. Nazwa ta bowiem była powszechnie znana, ale z powodu obowiązującego zakazu, jak i upływu lat, prawie nikt już nie pamiętał, jakie działanie miał ten rytuał, a jeszcze mniej osób wiedziało, w jaki sposób się go prawidłowo przeprowadza.
     - Czy wiesz coś na temat tego rytuału? - Miiko spojrzała na fenghuang.
     - Tak... Przed stworzeniem Eldaryi - zaczęła tłumaczyć Huang Hua - był to powszechnie stosowany rytuał, wśród tak zwanych władców smoków i tylko oni go znali. Miał na celu wzmocnienie więzi smoka i jego ludzkiego towarzysza. Dzięki tej więzi oboje coś zyskiwali - smok mógł przyjmować ludzką postać, a związana z nim osoba stawała się prawie niemożliwa do pokonania. Formuła tego rytuału została jednak wykradziona i zaczęto stosować ją powszechniej wśród faery i ludzi. Wtedy odkryto, że śmierć jednej ze związanych tym rytuałem osób, powoduje również śmierć też drugiej osoby. W związku z tym uznano ten rytuał za zbyt niebezpieczny i zakazano go...
     - Dlaczego ktoś miałby związywać swojego ducha z duchem Shairisse? - wyrwało się nagle Valkyonowi.
     - Może z powodu jej więzi z Wyrocznią? - zasugerowała Ykhar. - Albo może.... - Twarz rudowłosej brownie nagle pobladła. - A co jeśli to sprawka TEGO, który wcześniej zatruł Kryształ?
     W pomieszczeniu znowu zaczęły się szepty, dlaczego ktoś miałby przeprowadzać taki rytuał na ziemiance. Leiftan nie zamierzał przysłuchiwać się dyskusji, gdyż znał już odpowiedź na to pytanie. Teraz, skoro już ustalono, co jest przyczyną złego stanu Shai, chciał tylko dowiedzieć się, czy ktokolwiek wie, jak ratować jej życie.
      - Słuchajcie - odezwał się stanowczym tonem i w Sali, jak na komendę zapadła cisza. - Moim zdaniem najważniejsze teraz, to uratować Shairisse. Jak już będzie bezpieczna, to będziemy mogli debatować kto i w jakim celu zrobił to, co zrobił. Poza tym może ona sama będzie w stanie nam trochę ułatwić "dochodzenie".
     Wypowiedź lorialeta spowodowała, że zaczęła się dysputa o tym, co się teraz może dziać z ziemianką. Ewelein z Ezarelem przerzucali się pomysłami, odnośnie wpływu składników z feralnego eliksiru na organizm i stan ducha dziewczyny. Miiko przypomniała o rozmowie Leiftana z duchem Shairisse w chwili, gdy ta była reanimowana w przychodni. Leiftan zaznaczył, że duch wyraźnie nie zdawał sobie sprawy z faktu, że opuścił ciało. Keroshane i Ykhar starali się przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek zdarzyło im się trafić na opis podobnej sytuacji w księgach lub raportach.
     W tym samym czasie, Valkyon i Nevra dyskutowali o zachowaniu i samopoczuciu dziewczyny w ostatnich dniach. Leiftan, oparty o balustradę stał nieopodal nich i przysłuchiwał się uważnie wszystkiemu, co mówili. Jego uwaga w większości skupiała się na tym, co i w jaki sposób, białowłosy wojownik opowiadał o ziemiance. Z jego wypowiedzi starał się wyłapać cokolwiek, co ujawniałoby, jaki jest charakter ich kontaktów. Niestety, nie dowiedział się niczego konkretnego, poza tym, że Shai często spędzała czas w towarzystwie szefa swojej straży. Wspólnie trenowali i dbali o kondycję. Często też spędzali czas wolny razem lub z pozostałymi szefami.
      Słuchając rozmowy szefów Straży Obsydianu i Cienia, zaczął zdawać sobie sprawę, że Valkyon wie o Shairisse i jej problemach, znacznie więcej od niego. Znowu poczuł narastającą w nim zazdrość. Nie pierwszy raz dzisiaj, ale równie deprymującą, jak dotychczas. Zauważył, że od czasu zatrucia Kryształu i wyjazdu do świątyni fenghuangów, nie rozmawiała z nim już tak często, jak kiedyś. Zawsze było coś do zrobienia, coś do zbadania lub jakaś misja do wykonania. Co prawda, starał się wpływać na grafik tak, aby na misje wyruszali razem, ale to i tak nie dawało zbyt wiele możliwości do wspólnych rozmów. Ostatnią dłuższą rozmowę przeprowadził z nią na wyspie, gdy ścigając Marie - Anne, Shairisse odkryła w sobie zdolności magiczne. Przegadali wtedy prawie całą noc przy ognisku, ale nie wyczuwał już tak przyjaznej nuty w ich rozmowie, jak dawniej. Na samą myśl o tym, zrobiło mu się dziwnie przykro. Westchnął smutno i opuścił głowę, wbijając wzrok w podłogę.
     - Nie martw się na zapas, Leiftanie - usłyszał nagle, tuż obok siebie łagodny głos. - Uratujemy Shai.
     Zrezygnowany i zmęczony spojrzał w stronę osoby, która oparła się o balustradę obok niego. Nie był zachwycony, widząc, że to Huang Hua, ale bezsilność i ogromne poczucie samotności i pustki, które wypełniało go w tej chwili, było silniejsze niż niechęć do kobiety.
     - Wiem - odpowiedział smutno, patrząc gdzieś przed siebie.
     - Popraw mnie, jeśli się mylę - szepnęła do niego ciepłym i spokojnym głosem. - Martwisz się o nią bardziej, niż chcesz to przyznać przed innymi, prawda? I nie tylko jej zdrowie, spędza ci sen z powiek?
     Leiftan spojrzał na nią, trochę zaskoczony jej pytaniem. Tak, martwił się bardziej, niż ktokolwiek byłby w stanie podejrzewać. Martwił się, nie tylko jej obecnym stanem, ale także tym wszystkim, co w ostatnich tygodniach działo się w jej życiu. Przerażała go myśl, że oddalają się z Shairisse od siebie. Czy miał jednak ochotę rozmawiać o tym? Szczególnie z Huang Hua? Przez chwilę rozważał możliwość niepodejmowania tej rozmowy. Nawet miał już powiedzieć, że martwi się, jak każdy inny i nie chce o tym dyskutować, ale w tym momencie go oświeciło. A może właśnie powinien z nią porozmawiać? Przyjaźniła się przecież z Shairisse, sporo wiedziała o dziewczynie, a jako uczennica Feniksa, powinna znać odpowiedzi na dręczące go od rana pytania? Postanowił więc odłożyć na chwilę na bok, swoje uprzedzenia względem kobiety i wykorzystać sytuację, by czegoś się dowiedzieć. Nie musi przecież od razu zdradzać, że jego sprawa ma jakiś związek z Shai.
     - Masz rację - odpowiedział cicho i spuścił głowę. - Martwi mnie ostatnio sporo rzeczy. Może z jedną z nich będziesz mogła mi pomóc.
     Fenghuang spojrzała na niego z zaciekawieniem. Wyczuwała jego niechęć względem siebie oraz to, że lorialet nie bardzo ma ochotę rozmawiać o swoich uczuciach do dziewczyny. W czym zatem potrzebował jej pomocy?
     - Czy słyszałaś imię Anaryon? - zapytał bez owijania w bawełnę i kątem oka obserwował reakcję kobiety. Zastanawiał się, czy Shai poruszyła z nią ten temat. Tak, jak się spodziewał, Huang Hua momentalnie spoważniała i patrzyła teraz na niego pytająco.
     - Anaryon? - powtórzyła, jakby upewniając się, że dobrze usłyszała. - Przecież to bardzo stare imię, którego teraz już nikt nie...
     - Wiem - przerwał jej dość gwałtownie. - Dlatego pytam, czy je gdzieś ostatnio słyszałaś? - spojrzał na nią z niebywale poważnym wyrazem twarzy.
     - Nie, nie słyszałam - odpowiedziała, jednocześnie czując się coraz bardziej zaintrygowana tematem ich rozmowy. Chciała zadać mu pytanie, ale gdy tylko otworzyła usta, on odwrócił od niej wzrok. Był to wyraźny sygnał, że nie zamierza odpowiadać na żadne pytania. Mimo rozbudzonej ciekawości i chęci zrozumienia, dlaczego lorialet porusza akurat teraz, temat prastarego imienia, Huang Hua postanowiła uszanować jego decyzję.
     - A czy wiesz może coś więcej? - zapytał, już trochę łagodniej. - Kogo albo czego ono dotyczy? - doprecyzował swoje pytanie, wpatrując się w Kryształ.
     - W prajęzyku Quenya, imię Anaryon znaczyło dosłownie "Dziecię Słońca", a na Ziemi przez ludzi tłumaczone jest teraz jako "łaskawy dar od Boga" - zaczęła mówić po chwili namysłu fenghuang. - Określało ono osobę o czystym sercu i czystej duszy, która potrafiłaby oprzeć się wszelkiej niegodziwości i nienawiści. Wiesz jednak równie dobrze, jak ja, że natura zarówno ludzka, jak i faery, podatna jest na spaczenie i łatwo poddajemy się wszelkim złym uczuciom i emocjom - mówiąc to, westchnęła smutno. - Świadczą o tym wszystkie wojny i prześladowania. Stworzenie Eldaryi i jej początki, też przecież okraszone są zdradą, krwią i nienawiścią. Arkadianie kiedyś przepowiedzieli, że pewnego dnia pojawi się potężna istota, która poprzez swoje czyny, odkupi przewinienia swoich przodków, a dzięki mocy jej serca, Eldarya stanie się światem, jakim miała być po Niebieskim Poświęceniu. W mitach, podaniach i wszelkiego rodzaju przekazach powtarzano, że imię tej istoty z przepowiedni to właśnie Anaryon.
     Informacje, które właśnie usłyszał od Huang Hua, wstrząsnęły nim tak bardzo, że aż zakręciło mu się w głowie. Odpowiedź uzyskana na dręczące go pytanie wywołała falę nowych pytań, podejrzeń i domysłów. Wiedział, że odpowiedzi na większość z tych pytań, mogą pojawić się dopiero za jakiś czas i niestety, on nie ma na to żadnego wpływu. Z zamyślenia wyrwał go dotyk dłoni na ramieniu. Spojrzał trochę zagubionym wzrokiem na tę dłoń, a następnie podnosząc głowę, napotkał bursztynowe spojrzenie fenghuang.
     - Nie wiem, czemu zapytałeś o to imię - powiedziała, gdy tylko jego spojrzenie stało się trochę bardziej przytomne - i skoro nie chcesz mi powiedzieć, to uszanuję to i nie będę dopytywać. Chcę jednak żebyś wiedział Leiftanie, że zawsze możesz przyjść i porozmawiać ze mną, gdy poczujesz taką potrzebę - mówiąc te słowa, delikatnie uścisnęła jego ramię, a potem cofnęła dłoń. - Jeśli chodzi o przepowiednie, to wszyscy przestali już dawno wierzyć, że się spełni.
     - Czemu? - zapytał zdziwiony.
     - "Potężna istota, która odkupi przewinienia swoich przodków po Niebieskim Poświęceniu", to wskazuje na potomka demonów, ewentualnie smoków - odpowiedziała i szykując się do odejścia, dodała - Niestety, jak wszyscy wiemy, rasy te uznane są za wymarłe.
     "Wymarłe? Nic bardziej mylnego" - pomyślał, patrząc przez chwilę, jak fenghuang podchodzi do Miiko. Kiedy obie kobiety zaczęły rozmawiać o proponowanych rozwiązaniach, aby uratować ziemiankę, również poszedł posłuchać. Każda z propozycji miała jakiś słaby punkt - albo wymagała za dużo czasu, którego Shairisse nie miała, albo była zbyt słabe, by zadziałać, albo zbyt ryzykowna. Padło też kilka pomysłów, które wydawały się odpowiednie i do zastosowania od razu, ale ich wykonanie wymagało potężnej mocy i rzadkich składników lub specjalnych umiejętności.
     Powoli pomysły zaczęły się kończyć i dało się wyczuć narastającą wśród zebranych frustrację. Leiftan spojrzał na zmartwioną Huang Hua, która mimo całej posiadanej wiedzy, też nie potrafiła znaleźć rozwiązania "na teraz". Dotarło do niego, że w tej sytuacji musi podjąć pewne ryzyko, jeżeli chce uratować tę, którą kocha.
     - Mam pewien pomysł - powiedział głośno, starając się zwrócić uwagę innych. Kiedy ich spojrzenia skierowały się na niego, przełknął ślinę i kontynuował. - Zaklęcie "Unus mundus", czyli "jeden świat".
     - A-Ale... - zająknęła się Ykhar, robiąc się na twarzy prawie zielona ze zdziwienia i strachu. - Przecież to zaklęcie...
     - Tak Ykhar - wszedł jej w słowo. - To zaklęcie daemonów...

Offline

#8 06-01-2019 o 22h59

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Witam w Nowym Roku z lekkim poślizgiem heh /static/img/forum/smilies/smile.png

Zaczyna się tu robić naprawdę ciekawie i tajemniczo...


Imię Anaryon w pamiętniku ziemianki to dla mnie nieodgadniona zagadka. Skąd jej było ono znane i czemu się tam znalazło? Czyżby sądziła, że ona może nim być czy tylko zasłyszała to imię gdzieś i była ciekawa legend o nim i zapisała je by potem się więcej na jego temat dowiedzieć z czystej ludzkiej ciekawości?


Na duży plus Ez w tym rozdziale. Chwycił trop i nie dał się nikomu z niego zbić. Pokazał, że naprawdę zna się na rzeczy.


Końcówka piorunująca! Chcesz mi powiedzieć, że Leiftan się ujawni /static/img/forum/smilies/yikes.png Czy może tego zaklęcia można w jakiś sposób użyć nie będąc przedstawicielem rasy demonów tylko jest ekstremalnie trudne? Jestem szalenie ciekawa co teraz się wydarzy !

Offline

#9 11-01-2019 o 13h44

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam i pozdrawiam /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka - Leiftan nie chce się ujawnić, jednakże jego propozycja i dalsze wydarzenia..., ale o tym będzie w niedalekiej przyszłości ^^. Niedługo wyjaśni się też, skąd dziewczyna zna imię Anaryon.
Wklejam kolejną część i życzę miłej lektury.

Ryzykowna decyzja


     W Kryształowej Sali zapadła grobowa cisza, a oczy wszystkich obecnych skupione były na osobie Leiftana. Wiedział, że zaproponowana przez niego magia, jest uważana w obecnych czasach za coś wręcz utopijnego. Dla niego jednak nie była utopią, tylko umiejętnością wyższego poziomu. Zaklęcie "jeden świat" miało na celu stworzenie pomostów pomiędzy różnymi wymiarami, tak aby duch rzucającego czar mógł swobodnie się po nich poruszać, na przykład w poszukiwaniu zagubionej duszy. Jeżeli nie chciał, by ktokolwiek domyślił się jego prawdziwej tożsamości, musiał skrzętnie zakamuflować fakt, że sam ma wystarczającą moc do użycia czaru. Zdawał sobie sprawę, że wiedza na temat jakichkolwiek demonich zaklęć, jest w obecnych czasach naprawdę niewielka. Dawało mu to więc pewne pole manewru do kłamstw, którymi miał zamiar omamić zgromadzonych, tak aby nikt nie domyślił się prawdy.
     Kiedy rozejrzał się po zgromadzonych, od razu zwrócił uwagę na zdziwione, a zarazem bardzo przenikliwe spojrzenia Ykhar i Keroshane. Patrząc na nich dotarło do niego, że jeżeli ta dwójka zacznie zadawać jakieś dociekliwe pytania, to jego kłamstwa mogą okazać się mało wiarygodne. Zdał sobie sprawę, że o wiele łatwiej i bezpieczniej będzie oszukać jedną osobę, nawet jeśli będzie ona zadawać niewygodne pytania. Z poważnym wyrazem twarzy zaczął teraz spoglądać, to na Miiko, to na Huang Hua, chcąc wydedukować, z którą z pań powinien porozmawiać. Kitsune stała nieruchomo, niczym lodowy posąg, wpatrując się w niego zdziwionymi oczyma wielkości dukatów. Nigdy nie przepadał za szefową, a jej obcesowe traktowanie Shairisse, jeszcze bardziej wzmogło jego niechęć względem niej. Huang Hua patrzyła na niego ze zdziwieniem, ale i z zaciekawieniem, przez co odniósł wrażenie, że uczennica Feniksa popiera jego propozycję i oczekuje na więcej szczegółów.
     - "Unum mundum" nie bez powodu było zaklęciem używanym tylko przez daemony - powiedziała po chwili ciszy szefowa Straży. - Jest to zaklęcie, które wymaga od rzucającego sporo mocy i umiejętności. W jaki więc sposób chcesz z niego skorzystać? I kto według ciebie miałby je rzucić? - zapytała trochę z przekąsem. - To jest niewykonalne Leiftanie, nikt już bowiem nie ma takich umiejętności, a tym bardziej mocy. Nie mówiąc o tym, że sama formuła czaru nie do końca jest znana.
     Spojrzał na kobietę trochę zirytowany, mimo iż rozumiał jej podejście do propozycji, którą przedstawił. Nie spodobał mu się jednak ton jej wypowiedzi, który sugerował, że potraktowała go jak kogoś, kto nie bardzo wie, o czym mówi. Przebywał w Straży Eel już od tak dawna, że powinna była przywyknąć, że cokolwiek robił, mówił, czy też proponował, było zawsze dokładnie zaplanowane i przemyślane. Pomagał jej w zarządzaniu Lśniącą Strażą, był przydzielany do wszystkich spraw i misji dyplomatycznych i tych, gdzie wymagana była kurtuazja i błyskotliwość. Nie bez powodu przecież został jej prawą ręką. Po tej wypowiedzi kitsune zrozumiał, że łatwiej będzie mu się dogadać z Huang Hua, bo ta przynajmniej jest gotowa go wysłuchać.
     - Miiko - westchnął z rezygnacją, starając się ukryć irytację i rozczarowanie jej postawą. - Nie chcę być niegrzeczny, ale jeśli pozwolisz, to wolałbym wpierw porozmawiać z damą Huang Hua na osobności. - Spojrzał wymownie na fenghuang, w oczekiwaniu na jej reakcję.
     - Ale ratowanie Shairisse, to sprawa całej Straży - zaczęła protestować kitsune. - Nie możesz...
     - Wiem o tym - przerwał jej gwałtownie. - Jednak cała Straż, nie wymyśliła jak na razie nic sensownego - dodał lekko zjadliwie.
     - Ja rzuciłem propozycje i chciałbym ją omówić z damą Huang Hua w cztery oczy - powiedział, kładąc nacisk na ostatnie słowa.
     - Oho, w oazie spokoju chyba zaczęło grzmieć - mruknął z ironicznym uśmiechem Ezarel, jednak wszyscy go zignorowali.
     Miiko zwróciła się w stronę przyjaciółki, licząc na jakieś wsparcie z jej strony, ale kobieta tylko uśmiechnęła się do niej łagodnie, a następnie poprosiła wszystkich o cierpliwość. Odwracając się do Leiftana, złapała go pod rękę i oboje skierowali się do wyjścia z Sali Kryształu. Za nimi dało się słyszeć szepty pozostałych zebranych, starających się zrozumieć sytuację, która przed chwilą miała miejsce. Wyglądało na to, że jedynie szefowa jest zbulwersowana, a pozostali wydawali się rozumieć postawę lorialeta.
     Po opuszczeniu Sali blondyn poprosił Huang Hua, aby zaproponowała najlepsze, jej zdaniem miejsce na bardzo prywatną rozmowę. Fenghuang wyczuwała, że mężczyzna prowadzi jakąś wewnętrzną walkę i stwierdziła, że spacer w stronę klifów dobrze zrobi im obojgu. Wiedząc, że Leiftan nie przepada za nią, była naprawdę ciekawa, o czym chce z nią porozmawiać.
     Do głównej bramy Kwatery szli wolno i w milczeniu, jakby oboje szukali sposobu na rozpoczęcie rozmowy. Prawda jednak była taka, że lorialet bił się z myślami, starając się na szybko wymyślić takie argumenty i tłumaczenie, które przekonałyby Huang Hua, że rzucenie "demoniego" zaklęcia jest możliwe przez osobę niebędącą demonem. Liczył na to, że będzie na tyle przekonujący, a chęć uratowania Shai będzie dla uczennicy Feniksa na tyle ważna, że uwierzy jego argumentacji, bez zbędnej dociekliwości. Kiedy wyszli za mury Kwatery, Leiftan odetchnął głęboko i spojrzał na kobietę.
     - Zapewne zastanawiasz się, dlaczego zaproponowałem zaklęcie "Unum mundum" - powiedział prosto z mostu i spuścił głowę, patrząc teraz na drogę tuż przed nimi.
     - Skłamałabym mój drogi, gdybym zaprzeczyła - odpowiedziała spokojnie Huang Hua. - Twoja propozycja jest bardzo kontrowersyjna i w związku z tym, rodzi się sporo wątpliwości i pytań.
     - Pytaj, o co chcesz.
     - Na początek - skąd znasz to zaklęcie? - spytała, zerkając na blondyna z zaciekawieniem.
     "No, to przedstawienie czas zacząć" - pomyślał Leiftan. Wiedział, że teraz zarówno od jego wiedzy, jak i zdolności improwizacji i aktorstwa uzależnione jest, czy uda mu się wdrożyć plan ratowania ukochanej bez ryzyka, że zostanie zdemaskowany. Dodatkowo na jego korzyść wpływał fakt, że jak do tej pory, nikt nie dopytywał o jego życie sprzed pojawienia się w Kwaterze. Miał więc jakieś pole do popisu w naginaniu prawdy, odnośnie do nabycia swoich rzekomych umiejętności i wiedzy.
     - Zanim trafiłem i zadomowiłem się w Straży Eel - zaczął snuć opowieść, nie patrząc na fenghuang - dużo podróżowałem i poznałem sporo różnych osób. Kiedyś jesienią, w lasach Północnego Królestwa Liangh'turse, uratowałem pewnego staruszka, którego napadli rabusie i zostawili na pewną śmierć. Odprowadziłem go do domu i przez kilka dni opiekowałem się nim. Eradegez - bo tak miał na imię staruszek, jak się okazało, był magiem-alchemikiem, którego fascynowała historia prastarej alchemii i magii. Nigdy nie chciał mi zdradzić, skąd ma wszystkie swoje księgi i gdzie posiadł całą swoją wiedzę, a była ona naprawdę imponująca. Badał też wszelkie możliwe sposoby na zwiększanie mocy i wydajności eliksirów i czarów. W zamian za pomoc i opiekę, zaoferował mi dach nad głową, pracę w roli asystenta i podzielenie się swoją wiedzą. Jako że zbliżała się zima, a gospodarz okazał się niebywale miłym i utalentowanym badaczem, postanowiłem skorzystać z jego propozycji. Zostałem u niego przez trzy lata... - mówiąc to, podrapał się po karku i zawiesił głos. Chciał w ten sposób zaakcentować, że to, co powie w dalszej kolejności, jest dla niego dość bolesne. - Na wiosnę trzeciego roku Eradegez zachorował i dosłownie, z tygodnia na tydzień, nikł w oczach... Bardzo się zżyliśmy ze sobą przez ten czas... i kiedy... - przerwał na chwilę, niezdarnie wycierając z kącików  oczu wymuszone łzy. - Przepraszam...
     Przez całą swoją opowieść, lorialet ukradkiem obserwował Huang Hua, starając się wychwycić jej reakcję na swoją zmyśloną historię. Kobieta prawie nie odrywała od niego swoich bursztynowych oczu, w których zauważył wzrastające współczucie i smutek. W geście pocieszenia zacisnęła trochę mocniej swoją dłoń, którą wciąż trzymała na jego ramieniu, od momentu wyjścia z Kryształowej Sali.
     - Spokojnie Leiftanie - powiedziała ciepłym, uspokajającym głosem. - Rozumiem, że formułę tego zaklęcia znasz właśnie od niego?
     - Tak - potwierdził już spokojniej i bez łez. - Od niego też wiem, jaki jest dokładnie efekt tego zaklęcia. Widząc, co się dzieje z Shairisse, mam wrażenie albo raczej... - zrobił pauzę, szukając lepszego określenia - dziwne przeczucie, że przez ten nieudany rytuał, jej duch gdzieś się zagubił...
     - Chyba rozumiem, o co ci chodzi - odezwała się lekko zamyślona kobieta. - Skoro znasz formułę tego zaklęcia, to wnioskuję, że to ty chciałbyś rzucać czar?
     - Chciałbym... - odpowiedział cicho. - Uważam, że mam wystarczające umiejętności, aby to zrobić.
     - Ale umiejętności to nie wszystko, mój drogi - stwierdziła Huang Hua, wzdychając przy tym ciężko. - Niestety, do rzucenia takiego zaklęcia potrzeba naprawdę sporo mocy - spojrzała na niego zmartwionymi oczyma. - Jak chcesz uzyskać taką moc Leiftanie?
     W międzyczasie doszli do klifów i zatrzymali się przy sporej wielkości kamieniu. Chłopak zdjął płaszcz i położył go na nim, proponując kobiecie, by usiadła. Kiedy to zrobiła, usiadł koło niej i teraz oboje spojrzeli na horyzont.
     - Jestem lorialetem, czyli dzieckiem księżyca, a co za tym idzie i nocy - zaczął tłumaczyć. - Moje umiejętności i moc magiczna, są więc trochę lepsze, niż innych ras. Stają się one jeszcze wydajniejsze w okolicach pełni księżyca. Dodatkowo Eradegez nauczył mnie specjalnej medytacji, dzięki której umocniłem jeszcze swoje zdolności magiczne. Nauczył mnie też magii runicznej - kontynuował swoją opowieść, zadowolony, że na razie idzie mu ona dość gładko. - Znam futhark* i runy, dzięki temu wiem, jakich run używać do wzmacniania swojej mocy, zaklęć i uroków. Znam też pentagram runiczny, który kreśli się na ziemi, a w środku, którego osoba rzucająca czar, może korzystać z mocy i maany innych, jeśli oni wcześniej udzielą zgody. - W tym momencie zamilkł i zwrócił się w stronę kobiety, oczekując na jej reakcję.
     Uczennica Feniksa spojrzała na lorialeta i przez chwilę, z zaintrygowaniem przyglądała się jego twarzy. Widać było, że chłopak naprawdę martwi się o dziewczynę i mocno wierzy, że może ją uratować. W jego oczach widziała niesamowitą determinację.
     - Powiedz mi - zaczęła po chwili niepewnie - dlaczego chciałeś rozmawiać ze mną na osobności? Na razie wszystko, o czym rozmawiamy, mogliśmy spokojnie poruszyć przy innych.
     Chłopak uśmiechnął się delikatnie, a jednocześnie z lekkim zakłopotaniem, po czym ponownie utkwił wzrok, gdzieś w odległym punkcie horyzontu.
     - Wiem damo Huang Hua, że znasz moje uczucia do Shairisse - powiedział cicho, jakby bojąc się, że ktoś jeszcze może go usłyszeć. Kobieta z lekkim uśmiechem przytaknęła. - Nie chciałem przy wszystkich mówić o moich uczuciach. Nie jestem chyba gotowy ujawniać otwarcie, że dziewczyna nie jest mi obojętna, tym bardziej że nie mam pojęcia, jak ona się na to zapatruje. Dlatego chciałem rozmawiać z tobą prywatnie. Wiem, że moje uczucia będą miały wpływ na siłę zaklęcia i moc, jakiej będę mógł użyć do jego rzucenia. Nauczono mnie, że jeśli chce się rzucić potężny czar, trzeba mieć odpowiedni poziom wewnętrznej motywacji. Moje uczucia do Shai i chęć jej ratowania, dają mi niesamowicie wielką motywację.
     Spojrzał w stronę Huang Hua, a w jego spojrzeniu można było wyczytać olbrzymią miłość, oddanie i szczerość, z jaką wypowiadał te słowa.
     - Rozumiem Leiftanie - pokiwała głową fenghuang, a delikatny uśmiech nie schodził z jej ust. Dzięki swoim zdolnościom widzenia "aury serca", już od dawna wiedziała, że chłopak jest bezgranicznie zakochany w  Shairisse.
     - Jest jeszcze inny powód, dla którego nie chciałem rozmawiać przy innych - dodał po chwili, znów odwracając wzrok w stronę morza.
     - Jaki? - zapytała, poważniejąc.
     - To wszystko, co ci powiedziałem... - na chwilę zawiesił głos i spuścił głowę, spoglądając na swoje dłonie. - Nigdy nie opowiadałem o swoim życiu, sprzed przybycia do Kwatery. Jesteś jedyną osobą, której się z tego zwierzyłem i chciałbym, aby tak zostało.
     - Jeśli tak sobie życzysz, to tak będzie. Dziwi mnie jednak trochę, że nie powiedziałeś innym o swoich umiejętnościach i mocy. Nawet Miiko o tym nie wie? Dlaczego? - dopytywała, nie rozumiejąc, czemu to ukrywał.
     - Nauczyłem się, że większość osób boi się tych, którzy mają ponad przeciętnie rozwinięte zdolności magiczne. Gdy byłem dzieckiem, na moich oczach zabito moją rodzinę, tylko dlatego, że wykazywali się większą mocą i zdolnościami od pozostałych w wiosce - powiedział łamiącym się głosem, gdyż ta część jego historii była akurat zgodna z prawdą. - Mnie matka ukryła i tylko dlatego przeżyłem - dodał smutno. - W czasie swoich późniejszych podróży, niejednokrotnie byłem przeganiany, albo grożono mi śmiercią i musiałem uciekać. Zrozumiałem wtedy, że dla własnego bezpieczeństwa, najlepiej będzie nie ujawniać moich zdolności. Dlatego nie ujawniłem ich po przybyciu do Kwatery, a później jakoś nigdy nie nastał odpowiedni czas...
     Huang Hua przyglądała się dłuższą chwilę chłopakowi. Słuchając tych wyjaśnień, zaczęła rozumieć, że nieufność lorialeta wobec innych osób i trzymanie ich na dystans, spowodowane są jego wcześniejszymi doświadczeniami.
     - Zdajesz sobie sprawę, że po dzisiejszym dniu, poważna rozmowa z Miiko cię nie ominie? - spytała, wciąż mu się przyglądając.
     - Wiem - westchnął ciężko. - Kiedyś ten dzień musiał nadejść.
     - A wracając do naszej rozmowy. Powiedz mi, ale tak całkiem szczerze Leiftanie, bo wiem, że za mną nie przepadasz - powiedziała łagodnie, na co chłopak lekko się spiął. - Tylko nie zaprzeczaj, mój drogi, wyczuwam takie rzeczy - dodała pospiesznie i uśmiechnęła się serdecznie. - Dlaczego postanowiłeś porozmawiać o tym wszystkim właśnie ze mną?
     - Ponieważ Shairisse ufa ci bezgranicznie i bardzo cię szanuje, a po dzisiejszej naszej rozmowie, zaczynam ją rozumieć - powiedział, uśmiechając się nieznacznie. - Przyjaźnisz się z nią... - mówiąc to, spojrzał na kobietę i znów westchnął głęboko. - Chciałbym cię prosić, abyś wspomogła mnie swoją mocą podczas rzucania zaklęcia.
     - Dobrze, zgadzam się - odparła bez zastanawiania. Gdy to powiedziała, nagle gdzieś w środku zaczęła odczuwać niezrozumiały niepokój. Jednak szybko go zignorowała, przekonana, że to z powodu stresu i nadmiaru emocji.
     - Dziękuję bardzo - uśmiechnął się z ulgą lorialet. - Wracajmy teraz do Shai, naprawdę chciałbym, aby to wszystko się już skończyło - powiedział, schodząc z kamienia i podając dłoń Huang Hua, żeby jej pomóc zejść.
     - Też pragnę, by to się skończyło Leiftanie - odparła kobieta i wzięła głęboki oddech.

*futhark - alfabet runiczny

Offline

#10 15-01-2019 o 19h56

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Oskar za najlepiej odegrana role ląduje do nikogo innego jak Leiftana!! /static/img/forum/smilies/smile.png Huang Hua wszystko łyknęła bez zastanowienia. Jedynie gdzieś poczuła lekki niepokój, ale nie ma pojęcia co jest przyczyną tego złego przeczucia. Pewnie zignoruje to uczucie po prostu zwalając to na stres związany z kiepskim położeniem jej przyjaciółki.

Leiftan dobrze kombinuje starając się jak najdalej trzymać od tego Ykhar i Kero. Ona jest strasznie ciekawska i może zadawać zbyt wiele niewygodnych pytań. Kero jest bardzo skrupulatny wiec pewnie każdą uzyskaną informacje jeszcze by przerzucił przez sito żeby sprawdzić jej wiarygodność.


Jednak jak Huang Hua powiedziała nie ominie go rozmowa z Miko. Ta może i też mu zaufa równie łatwo jednak, że znając ją będzie chciała mieć w tym wszystkim jakąś kontrole. Może właśnie będzie chciała zlecić Ykhar i Kero sprawdzenie co można dodatkowo zrobić żeby zwiększyć szanse powodzenia tego rytuału.


A może zaskoczy i w ogóle nie da wiary słową Leiftana. Jednak, że będzie mieć wiare w jego dobre intencje i powodzenie rytuału, więc uda, że nic nie podejrzewa a tymczasem bliżej zacznie się przyglądać poczynaniom naszego demonka /static/img/forum/smilies/smile.png


Swoja drogą jeśli wykonają ten rytuał i się on powiedzie to ciekawe jak dalej się potoczy cała fabuła z bardziej aktywnym udziałem głównej bohaterki /static/img/forum/smilies/smile.png

Pisz ,pisz proszę, bo się nie mogę doczekać /static/img/forum/smilies/smile.png

Ps. Czemu tu nikt nie pisze poza mną? Jestem przekonana, że jest nas o wiele więcej! Dajcie znać, że tu jesteście żeby autorka miała większego kopa do pisania. Na pewno będzie jej miło jak nawet zostawicie krótki ślad po sobie
/static/img/forum/smilies/cool.png

Offline

#11 15-01-2019 o 20h43

Straż Cienia
Moon-Light
Młody rekrut
Moon-Light
...
Wiadomości: 20

Kamenka napisał

Ps. Czemu tu nikt nie pisze poza mną? Jestem przekonana, że jest nas o wiele więcej! Dajcie znać, że tu jesteście żeby autorka miała większego kopa do pisania. Na pewno będzie jej miło jak nawet zostawicie krótki ślad po sobie /static/img/forum/smilies/cool.png

Wzywasz, więc oto jestem! Rzadko kiedy udzielam się gdziekolwiek, ale to nie znaczy że mnie nie ma.
Muszę przyznać, że to jedno z najbardziej wciągających ff jakie czytałam i chyba jedyny powód dla którego odwiedzam to forum. Nie masz pojęcia jaki mam zaciesz na twarzy, gdy widzę że jest kolejna część <3 Bardzo mało osób pisze teraz o Leiftanie, więc takie opowiadania to dla mnie istne perełki, tym bardziej, jeśli są tak dobrze prowadzone. Masz bardzo przyjemny w odbiorze styl, a o tym że wciągnęłam się nie na żarty nie muszę chyba wspominać /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Co mam powiedzieć? Weny, weny i jeszcze raz weny! Niech mi ten fanfik nie umrze, bo znowu będę miała załamanie nerwowe, jak zawsze gdy mi przerywają opowiadania w najlepszym momencie.

Offline

#12 23-01-2019 o 13h37

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam odwiedzających /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka - dziękuję za Twoje komentarze /static/img/forum/smilies/smile.png Naprawdę o wiele lepiej się pisze wiedząc, że komuś to się choć trochę podoba.
Jeśli chodzi o Leiftana, to zdradzę, że jego strach przed stratą ziemianki i obsesyjna chęć jej ratowania spowodowały, że umknął mu fakt, iż w Kwaterze ostatnie wydarzenia wzmogły czujność straży (zatrucie Kryształu, podejrzenie o pojawieniu się daemona, mord faery).
@Moon-Light - witam i pozdrawiam /static/img/forum/smilies/smile.png Miło mi słyszeć, że opowiadanie się podoba. Mam nadzieję, że nadal tak będzie. Na 99% mogę obiecać, że nie porzucę opowiadania, bez zakończenia go. Już prędzej napiszę rozdział, w którym tajemnicza epidemia (lub inny kataklizm) zabije wszystkich, aby opowiadanie miało jakiś koniec /static/img/forum/smilies/smile.png
Wklejam kolejną część i pozdrawiam serdecznie.

Bo bez niej...

   Kiedy Leiftan i Huang Hua wchodzili do budynku Kwatery, wpadł na nich zdenerwowany Nevra.
   - Gdzie wyście byli?! Wszyscy was szukają! - zawołał bez ogródek czarnowłosy, skłaniając jednak nieznacznie głowę przed kobietą.
   - Coś się dzieje z Shairisse? - zapytała zaniepokojona fenghuang.
   - Nie wiem dokładnie - odpowiedział nerwowo wampir i spojrzał na Leiftana, który kolejny raz tego dnia, zrobił się blady na twarzy niczym marmurowy posąg. - Wezwali Ewelein do przychodni, już jakiś czas temu i na razie nikt nie wychodził informować, co i jak...
   Lorialet spojrzał przerażonym wzrokiem wpierw na Nevrę, potem na kobietę i bez chwili namysłu, szybkim krokiem ruszył do ambulatorium. Zapukał do drzwi, ale nie czekał na odpowiedź, tylko od razu je otworzył. Bez zastanowienia wszedł do środka i się rozejrzał. Kiedy jego wzrok zatrzymał się na pustej kozetce, na której ostatnio widział nieprzytomną dziewczynę, poczuł jak jego serce skurczyło się ze strachu i pominęło kilka uderzeń. Z każdym oddechem miał wrażenie, że jakaś niewidzialna siła zaciska swoje macki na jego klatce piersiowej, pozbawiając go powietrza. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż jego kręgosłupa, a w oczach zaczęły czaić się łzy. Przez kilka długich sekund stał jak wmurowany w podłogę, nie mogąc zrobić kroku i wpatrując się w puste miejsce przed sobą.
   - Leiftanie? - z marazmu wyrwało go, delikatne potrząsanie ramienia i trochę chrapliwy głos Narendy. - Shairisse jest w pokoju obok - powiedziała, gdy w końcu na nią spojrzał. To krótkie zdanie, w tym momencie, było dla niego swoistym rytuałem "wznowienia życia", albo jak porażenie defibrylatorem w ludzkim świecie - przywracało mu bicie serca i uwalniało oddech spod władzy niewidzialnych macek. Podziękował wężookiej dziewczynie za informację i uśmiechając się delikatnie, poszedł do drugiego pokoju.
   Podchodząc do parawanu, za którym leżała dziewczyna, zobaczył krzątającą się Ewelein. Kiedy minął parawan, zaskoczony zatrzymał się w pół kroku, widząc przy Shairisse nie tylko elfkę. Niedaleko łóżka przy oknie, oparty o parapet stał Valkyon. Spoglądając w jego twarz, od razu zauważył zmęczone spojrzenie zaczerwienionych oczu, które wypełnione były bezsilnością, strachem i smutkiem. Szef straży Obsydianu wyglądał prawie tak samo, jak wówczas, gdy dowiedział się o stracie brata. Widząc to i przypominając sobie poranne słowa białowłosego, zrozumiał w końcu, że Shai stała się sensem życia nie tylko dla niego. Nie przepadał za tym wojownikiem o złotych oczach, ale widok tak załamanego chłopaka, nawet u niego wywoływał współczucie.
   Nagle rozległ się głośny dźwięk z aparatury przy łóżku dziewczyny, który sygnalizował, że coś złego dzieje się z podpiętą do niego pacjentką. W sali prawie natychmiast pojawiła się Narenda, niosąc miseczkę z jakimś proszkiem, który wciąż mieszała. Zaraz za nią wbiegł Velandel, trzymając niebiesko-złotą skrzynkę. Nieczęsto zdarzało się, aby w przychodni, poza główną pielęgniarką, było obecnych dwoje asystentów, a dzisiejszy dzień na pewno do zwyczajnych się nie zaliczał. Oboje szybko podbiegli do łóżka Shairisse i wraz z Ewelein zaczęli przygotowywać ziemiankę do resuscytacji.
   Valkyon wycofał się kilka kroków za parawan i usiadł przy stoliku. Oparł łokcie na blacie stołu i szepcząc coś, wsparł głowę na splecionych dłoniach. Leiftan przez chwilę mu się przyglądał. Średniej długości, białe włosy opadły do przodu, zakrywając twarz wojownika i skrywając ból, jaki ich właściciel przeżywał. Bardzo wymowną oznaką dramatu, jaki rozgrywał się za zasłoną tych białych włosów, były mokre, słone ślady, pojawiające się na śniadej skórze wzdłuż umięśnionego przedramienia.
   - Shai, proszę nie zostawiaj mnie - to były jedyne słowa, które zrozumiał z tych szeptanych przez Valkyona.
   Kiedy spojrzał w stronę Shairisse, czas nagle jakby zwolnił. Widział, jak Velandel przesuwa kolorowe kryształki na dziwnej aparaturze, od której kilkanaście rurek i wężyków podłączonych było do jej ciała. Ewelein w pełnym skupieniu pochylała się nad nieprzytomną dziewczyną, układając na jej klatce piersiowej białe kamienie z elfickimi motywami. Ich ułożenie przypominało pięcioramienną gwiazdę, na której elfka rozrysowała pentagram proszkiem od Narendy. Prawie od razu kamienie zaczęły przybierać czerwony kolor, a w obrębie pentagramu roziskrzyło się od drobnych błysków. Z drugiej strony łóżka wężooka asystentka wstrzykiwała w wężyk kroplówki jakąś różową miksturę. Twarz ziemianki była tak blada, że aż prawie przezroczysta. Lekko spierzchnięte usta, nie różniły się kolorem od reszty twarzy. Jej popielate włosy, w nieładzie rozrzucone były na białym prześcieradle. Im dłużej przyglądał się dziewczynie, tym większe miał wrażenie, że jej ciało delikatnie otula blada poświata, która wyglądem przypominała coś, na kształt rezonującej mgiełki. Leiftan zmrużył oczy, chcąc się lepiej przyjrzeć dziwnemu zjawisku, ale w tym samym momencie kamienie na piersi Shai rozbłysnęły mocniejszym światłem i natychmiast zgasły.
   - Wróciła! - wykrzyknęła radośnie elfka i wyprostowała się, wzdychając z ulgą.
   Szef straży Obsydianu pospiesznie podniósł się z krzesła, a lorialet automatycznie podniósł wzrok, by spojrzeć na Ewelein. Odczuł wówczas, jakby czas z powrotem przyspieszył. Radość i ulga na twarzy pielęgniarki gościły jednak tylko przez chwilę. Velandel wskazał odczyty na aparaturze i oblicze elfki ponownie spochmurniało.
   - Bloede arse* - zaklęła pod nosem w staroelfickim.
   - Co się dzieje Ewe? - zapytał zaniepokojony Valkyon, stając obok Leiftana.
   - Nie wiem, na jak długo wróciła - powiedziała poważnym głosem, zwracając się do obu panów. - Następnym razem, może mi się nie udać, bo Shai jest coraz słabsza - dodała smutno.
   - Coraz słabsza? - jak echo powtórzył wojownik.
   - Tak - potwierdziła pielęgniarka. - Jej parametry życiowe są niestety coraz gorsze. Bardzo płytki oddech, bardzo niskie ciśnienie krwi i nitkowate tętno... I nie mam już możliwości naładowania elfich kamieni życia, aby przeprowadzić rytuał "wznowienia życia".
   Bezwłosy asystent głównej pielęgniarki, bardzo delikatnie wkładał właśnie białe kamienie do niebiesko-złotej szkatułki. Leiftan spojrzał na niego, jakby chcąc upewnić się, że rzeczywiście kamieni nie da się wykorzystać, a następnie zamyślony rozejrzał się po pomieszczeniu.
   - Ewelein - zwrócił się do elfki i podszedł do łóżka Shairisse - potrzebuję drobny perłowy piasek, jakąś świeczkę, trochę wody i grudkę ziemi.
   Wszyscy obecni w sali spojrzeli ze zdziwieniem na lorialeta. Żadna ze zgromadzonych osób, nie potrafiła zrozumieć, w jakim celu chłopak prosi o tak różnorodne przedmioty. Widząc ich konsternację, zrozumiał, że wystosowana przez niego prośba, musiała dla nich brzmieć niedorzecznie.
   - Potrzebne mi będą, żeby użyć prastarego, ochronnego zaklęcia druidów - wyjaśnił poważnie. - Do przyzwania wzmacniającej mocy żywiołów.
   - Ja przyniosę z ogrodów ziemię - bez zastanowienia i zbędnych pytań powiedział Valkyon. Nie czekając na reakcję innych, od razu skierował się do wyjścia. Velandel prawie natychmiast podał szklankę wody, a Narenda wyszukała w szafkach piasek i świeczkę.
   Ewelein poprawiła pościel ziemiance i badawczo spoglądała na Leiftana, chcąc zrozumieć, co się właśnie dzieje. Znała blondyna od ładnych paru lat i ani razu nie zauważyła, żeby wykazywał się jakimiś zdolnościami tego pokroju. Prastare, druidzkie zaklęcia? Przyzywanie mocy żywiołów? A przede wszystkim, ta niepokojąca pewność siebie, gdy mówił, czego potrzebuje. Wszystko to było bardzo dziwne i tak bardzo niepodobne do niego.
   W tej samej chwili do sali wszedł Valkyon z ziemią, a za nim Huang Hua z zaniepokojoną miną. Kobieta od razu podeszła do łóżka i przysiadła na taborecie. Złapała drobną dłoń Shairisse w swoje dłonie i spoglądała z troską w jej twarz.
   - Wracaj do nas moja piękna - powiedziała czule i pochyliła się, aby ucałować dziewczynę w czoło.
   - Damo Huang Hua, bardzo bym prosił o oddalenie się od łóżka - powiedział łagodnie Leiftan, podchodząc do wojownika, by odebrać ziemię. - Valkyonie, ty też stań trochę dalej.
   Nikt ze zgromadzonych nie protestował. Fenghuang podeszła do szefa Obsydianu i chwyciła jego dłoń.
   - Wszystko będzie dobrze mój drogi - szepnęła. - Shai wróci do nas.
   - Mam nadzieję, że tak - odpowiedział smutno białowłosy. - Bo bez niej...
   - Nie Valkyonie - przerwała mu Huang Hua. - Nie możesz tak nawet myśleć.
   W międzyczasie, Leiftan odstawił parawan pod ścianę i nieznacznie przesunął łóżko dziewczyny, tak aby pomiędzy wezgłowiem i ścianą pozostało trochę wolnej przestrzeni. Następnie na podłodze wokół łóżka, drobnym perłowym piaskiem narysował okrąg. Mniej więcej w centrum okręgu, który znajdował się również w centralnym punkcie pod łóżkiem, naznaczył kwadrat, będący odpowiednikiem runy Ingwaz. Runa ta oznaczała odpoczynek, regenerację, odnowienie i niespodziewaną pomoc, a niesionym przez nią potencjałem była cierpliwość. Przy nogach łóżka ustawił po kolei zapaloną świeczkę, szklankę wody, kupkę ziemi, a przy ostatniej, skinięciem dłoni wywołał coś, na kształt mikro trąby powietrznej.
   - Teraz proszę o ciszę - powiedział, stając u wezgłowia łóżka.
   Wszyscy w skupieniu przypatrywali się jego poczynaniom. Lorialet zamknął oczy i po chwili zaczął mówić niezbyt głośno, ale pewnie:
                                 Niechaj twoja dusza zauważy
                                 Jakie moce stawiam dziś na straży
                                 Oto teraz wzywam cztery żywioły
                                 Zaklinam je na przodków mych popioły
                                 Powietrze ziemia ogień i woda
                                 Niechaj egzystencji twej energii doda
                                 Nie pozwolą się duchowi od ciała oddalić
                                 Wspomogą złych mocy działanie obalić.
   Kiedy wymieniał poszczególne żywioły, ich odpowiedniki przez moment drżały. Na koniec, rozrysowany na podłodze okrąg rozbłysnął różową poświatą, by zaraz potem przygasnąć, pozostawiając tylko delikatny, iskrzący się ślad.
   - Przez najbliższe, co najmniej sześć godzin, nic nie grozi Shairisse - powiedział, podchodząc do zdziwionej Ewelein i kładąc jej dłoń na ramieniu. - Możesz odpocząć Ewe, będzie ją chronić moc żywiołów.
   Następnie spojrzał na pozostałych, którzy również przyglądali mu się ze zdziwieniem, ale i z podziwem i wdzięcznością. Velandel podszedł do aparatury przy łóżku dziewczyny, żeby sprawdzić odczyty, a następnie zwrócił się do elfki, oznajmiając jej, że parametry są nadal dość słabe, ale wyglądają na stabilne. W tym samym momencie Valkyon chciał podejść do Shairisse, ale Leiftan złapał go za ramię i zatrzymał. Nie chciał, aby wojownik przy niej zostawał, bo na samą myśl o tym czuł narastającą złość i zazdrość.
   - Jeśli możesz Valkyonie - zaczął mówić, starając się brzmieć jak najbardziej spokojnie - idź do pokoju i odpocznij...
   - Chciałbym przy niej zostać - odpowiedział białowłosy.
   - Wiem - lorialet ledwo wytrzymywał, żeby nie okazać irytacji. - Chciałbym, abyś jednak mnie posłuchał. Wieczorem chcę wprowadzić w życie plan, który zaproponowałem na zebraniu. Huang Hua obiecała mnie wspomóc mocą, ale może się okazać, że będę musiał skorzystać z pomocy jeszcze kogoś. Chciałbym wtedy poprosić o pomoc ciebie, gdyż wydajesz się mocno związany z Shai - słowa ledwo przechodziły mu przez gardło, ale w obecnej chwili, to było jedyne sensowne wytłumaczenie tego, żeby wojownik nie zostawał w przychodni, jakie mu przyszło do głowy. - Dlatego prosiłbym, abyś odpoczął i naładował swoją energię.
   Szef straży Obsydianu przez chwilę się wahał. Kiedy jednak spojrzał na uczennicę Feniksa, która z łagodnym uśmiechem potwierdziła słowa blondyna, zgodził się wrócić do swojego pokoju. Zanim jednak wyszedł z sali, podszedł do nieprzytomnej dziewczyny.
   - Trzymaj się maleńka - wyszeptał, biorąc jej dłoń i pochylając się, by złożyć delikatny pocałunek na jej czole. - Błagam cię, nie zostawiaj mnie samego - dodał, całując ją teraz w rękę i delikatnie pieszcząc jej policzek kciukiem drugiej dłoni.
   Leiftan zerknął w tamtą stronę i zacisnął zęby, starając się zapanować nad coraz bardziej wzbierającą zazdrością. Każdy czuły gest białowłosego względem Shairisse wzbudzał w nim irytację. Każde słowo wypowiadane z troską i będące niezaprzeczalnym dowodem sporej zażyłości między tą dwójką, były dla lorialeta jak sztylety wbijane w jego ciało. Coraz bardziej przytłaczała go myśl, że tego rodzaju zachowanie będzie czymś, na co w przyszłości zmuszony będzie codziennie patrzeć. Czy był na to gotowy? Czy wytrzyma nerwowo? W tej chwili nie był tego pewien, ale kiedy patrzył na dziewczynę, wiedział jedno - ONA musi być obecna w jego życiu. Nie wyobrażał sobie dnia bez jej uroczego uśmiechu na powitanie, bez zaciekawionego spojrzenia liliowych oczu, gdy wychodził z zebrania, czy też bez widoku popielatych kosmyków, niesfornie opadających na czoło, gdy czytała książkę w ogrodzie. Wiedział, że bez niej cały jego świat będzie potwornie pusty, dlatego teraz najważniejszą rzeczą dla niego było zadbanie, by pozostała w tym świecie. A z całą resztą jakoś sobie poradzi... Na pewno, w jakiś sposób sobie poradzi...
   - Damo Huang Hua - Leiftan zwrócił się do fenguang - my też powinniśmy coś zjeść i odpocząć przez najbliższe kilka godzin.
   Kobieta zerknęła na zegarek wiszący na ścianie. Dochodziła trzecia po południu.
   - Mówiłeś, że ochrona żywiołów trwa sześć godzin? - spytała, podchodząc bliżej niego.
   - Sześć godzin to minimum - odpowiedział. - Niestety wycieńczenie organizmu Shairisse oraz moje zmęczenie wpływają na moc zaklęcia, dlatego nie liczyłbym na dłuższe działanie - wyjaśnił smutno.
    - To zaklęcie też znasz od Eradegeza? - zapytała szeptem.
    - Nie - odszepnął. - Tego nauczyli mnie Alasdair i Moira, druidzi, którzy mnie przygarnęli, gdy wymordowano moją rodzinę i jako dziecko, błąkałem się samotnie po lasach.
   Uczennica Feniksa w odpowiedzi uśmiechnęła się do niego smutno, a następnie zaczęła kierować się w stronę wyjścia z przychodni. Zanim jednak wyszła, poprosiła jeszcze Ewelein, aby kogoś przysłała po nią przed upływem sześciu godzin. Elfka przytaknęła i przeszła do drugiej sali. Po chwili z sali wyszli też Narenda i Velandel. W sali zapanowała przyjemna cisza, którą przerywał jedynie świergot alfeli, dobiegający z ogrodów Kwatery.
   Leiftan korzystając z chwili samotności, podszedł do Shairisse, przysiadł na skraju łóżka i delikatnie ujął jej dłoń. Była chłodna, delikatna w dotyku, wręcz aksamitna i lekka jak piórko. Wolną dłonią z niebywałą łagodnością odgarnął kosmyki włosów z jej czoła i czule pogłaskał po policzku. Spojrzał na spierzchnięte usta dziewczyny i odruchowo rozejrzał się za czymś, czym mógłby je nawilżyć. Na szafce obok łóżka, zauważył kubek z wodą, a na nim patyczek zakończony gazikiem. Złapał patyczek i zamoczył gazę w wodzie, a następnie delikatnie obmył spierzchnięte wargi dziewczyny. Następnie odłożył patyczek z powrotem na kubek i ucałował dłoń ziemianki.
   - Obym zdołał cię dzisiaj odnaleźć - szepnął, odrywając usta od jej dłoni i wstając z łóżka. Przez cały czas nie zauważył stojącej w drzwiach i przyglądającej mu się Ewelein, która w tym momencie wycofała się po cichu do drugiego pokoju. Zanim wyszedł z przychodni, poprosił elfkę, aby poinformować go, gdyby coś się działo.
   W drodze do swojego lokum spotkał kilka osób, które starały się od niego dowiedzieć, co jest przyczyną takiego poruszenia w Kwaterze. Każdemu na odczepnego mówił, że dowiedzą się w swoim czasie. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim azylu, gdyż odczuwał potworne zmęczenie i wrócił do niego ten dziwny niepokój z Sali Kryształu. Jedyne, o czym marzył w tej chwili, to oddać się w objęcia Morfeusza. Miał nadzieję, że ów niepokój minie wraz z tymi kilkoma przespanymi godzinami. Jego irytacja ponownie wzrosła, gdy pod drzwiami swojego pokoju dostrzegł szefową Straży Eel i uczennice Feniksa. Obie kobiety dyskutowały o czymś i dopiero po chwili zauważyły zbliżającego się lorialeta. Leiftan w tym czasie starał się opanować swoje wzburzenie, aby nie okazywać złości z powodu obecności obu pań.
   - Czy możesz mi powiedzieć Leiftanie, o co w tym wszystkim chodzi?! - zapytała bez zbędnych wstępów Miiko. - Proponujesz coś, co jest niewykonalne - kontynuowała podniesionym tonem - później ignorujesz wszystkich i wszystko, żeby porozmawiać z Huang Hua sam na sam, a na koniec nawet nie zamierzasz wytłumaczyć co i jak?!
   Lorialet przystanął i zrezygnowany, westchnął głęboko. Dobrze wiedział, że kitsune poczuła się urażona tym, że nie poinformował jej od razu o wszystkim.
   - Rozmawiałem z damą Huang Hua właśnie o mojej propozycji i doszliśmy do wniosku, że jest szansa na uratowanie Shairisse - powiedział spokojnie. - Żeby jednak się udało, zarówno ja, jak i Huang Hua musimy wypocząć, aby naładować swoją energię. Dlatego proszę cię Miiko o trochę cierpliwości, a obiecuję, że wszystko ze szczegółami ci opowiem, ale nie teraz.
   Szefowa patrzyła na niego zirytowana i wyraźnie chciała coś jeszcze powiedzieć, ale fenghuang ją powstrzymała, kładąc jej dłoń na ramieniu i kiwając głową, by tego nie robiła.
   - Kochana moja - powiedziała Huang Hua - jeszcze dziś wszystkiego się dowiesz, tylko później.
   - To, co wy planujecie? - spytała zrezygnowanym tonem kitsune.
   - Jeszcze dzisiaj uratować Shairisse - odpowiedział Leiftan, wchodząc do swojego pokoju.
   Kiedy wszedł i zamknął drzwi, usłyszał jeszcze, jak Miiko pyta fenghuang, dlaczego robią taką tajemnicę z tego i dlaczego to akurat on ma ratować ziemiankę. Odpowiedzi już nie usłyszał, bo obie panie oddaliły się w stronę swoich pokoi. Zmęczony oparł się o drzwi i zamknął oczy.
   - Chcę ją ratować, bo pokazała mi, jak żyć, a bez niej... Bez niej, jestem tylko martwą skorupą wypełnioną nienawiścią... - wyszeptał sam do siebie i skierował się do swojego łóżka.


*bloede arse - popularne, siarczyste przekleństwo, ale w ładnym elfim języku /static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

#13 22-02-2019 o 15h53

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Witam. Tym razem późno komentarz i niebyt długi bo rozdział czytałam już dawno- zaraz po jego pojawieniu się. Niestety miałam bardzo zabiegany ostatni miesiąc i dopiero teraz sytuacja zaczyna się u mnie normować.

Moon-Light-  miło Cię widzieć /static/img/forum/smilies/smile.png


Z tego co pamiętam był tam fragment gdzie Ewelain widziała jak czule Leiftan odnosił się do nieprzytomnej Shai. Ciekawa jestem czy ona zachowa to co widziała dla siebie i nie będzie się wtrącać czy może jednak z kimś podzieli się tym co zobaczyła. W rozdziale widzimy bardzo zatroskanego Valkyona, który nie kryje się z tym, że darzy ziemiankę bardzo silnymi uczuciami, ale do tej pory nie wiemy czy są one odwzajemnione. Może Ewelain w związku z tym co widziała doprowadzi do jakiejś konkretniejszej konfrontacji chłopaków.



Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, bo wydaje mi się, że w nim przejdą już do tego rytuału by przebudzić Shai. Jestem strasznie ciekawa jak to się potoczy. Czy przyniesie zamierzony skutek i jeśli tak to bohaterka w końcu będzie miała czynny udział w historii /static/img/forum/smilies/smile.png



Pozdrawiam

Offline

#14 06-03-2019 o 12h54

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam zaglądających /static/img/forum/smilies/smile.png
Wklejam kolejną część i życzę przyjemnej lektury.
@Kamenka - miałam zamiar w tym odcinku doprowadzić do spotkania Leiftana z ziemianką, ale niestety się nie udało. Jednak, jak sam tytuł sugeruje, spotkanie dojdzie do skutku w najbliższym czasie /static/img/forum/smilies/tongue.png
Pozdrawiam serdecznie /static/img/forum/smilies/smile.png

Ostatnia prosta

     Leiftan gwałtownie podniósł się do siadu, obudzony pukaniem do drzwi. Spojrzał w ich stronę, nie będąc do końca pewnien, czy rzeczywiście ktoś pukał, czy to tylko jego podświadomość w taki sposób starała się go wybudzić. Spojrzał na zegarek stojący na regale. Zostały jeszcze prawie trzy kwadranse z sześciogodzinnej ochrony żywiołów. Przetarł zmęczoną twarz dłońmi, starając się rozbudzić i przywołać myśli do względnego ładu. Kiedy spuścił nogi z łóżka, znowu rozległo się pukanie do drzwi.
     - Chwila - powiedział, przeciągając się i wstając z łóżka. Nie musiał nawet niczego na siebie narzucać, bo nie rozbierał się przed snem. Był po prostu zbyt zmęczony i nie chciał tracić czasu, gdyby ewentualnie zdarzyło mu się za długo przysnąć.
     Zanim poszedł do drzwi, szybko rozejrzał się po pokoju, poszukując wzrokiem rzeczy, które podczas wizyty osób trzecich, nie powinny znajdować się na wierzchu. Z parapetu zabrał pamiętnik Shairisse, a z łóżka księgę "Ard Gaeth" i schował je do sekretnego schowka w podeście, na którym stało jego jedwabne drzewko bonsai.
     Kiedy stwierdził, że na widoku pozostały już tylko "legalne" przedmioty, podszedł do drzwi i otworzył je. Widząc w nich Miiko, westchnął zrezygnowany i przewrócił oczami.
     - Nie wzdychaj Leiftanie, nie przyszłam prawić ci morałów - powiedziała z uśmiechem szefowa. - Przyszłam ci tylko powiedzieć, że Huang Hua i Valkyon poszli właśnie do przychodni i prosili, aby ci przekazać, że tam będą na ciebie czekać. Chciałam się też upewnić, czy czegoś nie potrzebujesz.
     - Dziękuję Miiko - odpowiedział i skinął delikatnie głową. - Wejdziesz na chwilę? - zapytał, otwierając szerzej drzwi i gestem ręki zapraszając kitsune, by weszła. Wiedział, że musi znowu zacząć grać swoją rolę łagodnego i uległego lorialeta, aby nie wzbudzić podejrzeń szefowej. Teraz był idealny moment, aby uśpić czujność czarnowłosej.
     Kobieta trochę zaskoczona propozycją weszła do środka i zaintrygowana rozejrzała się po pomieszczeniu. Nigdy wcześniej nie była w jego pokoju, gdyż lorialet bardzo niechętnie dzielił się swoją prywatną przestrzenią życiową. Od razu jej uwagę zwrócił wyjątkowy porządek i ład panujący w jego azylu. Chłopak zamknął drzwi i podsunął jej pufę z białą poduchą, zachęcając, by usiadła. Sam zaraz potem usiadł na łóżku.
     - Chciałbym cię przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie - zaczął się tłumaczyć skruszonym tonem. - To wszystko ze zmęczenia, bezsilności i strachu. Trochę stresuje mnie ta cała sytuacja z Shairisse i... emocje wzięły górę nad rozsądkiem.
     - Tak, trochę mnie zirytowała twoja postawa dzisiaj w Sali Kryształu - powiedziała poważnie kitsune. - Rozumiem cię jednak, bo widziałam, jak przeżywasz to wszystko - stwierdziła i przez chwilę wyraźnie się nad czymś zastanawiała. - Skoro już tak szczerze mamy rozmawiać Leiftanie - odezwała się po krótkiej pauzie - czy mogę zadać ci osobiste pytanie?
     Lorialet spojrzał na nią, czując się delikatnie zaniepokojony. Minęło sporo czasu od momentu, kiedy ostatnio "szczerze" rozmawiał z szefową. Nie przepadał za tego typu rozmowami, bo zawsze wtedy musiał uważać na to, co powie i w jaki sposób. Starał się ich unikać jak diabeł święconej wody. Teraz jednak nie mógł odmówić Miiko, bo przecież chciał naprawić swoje relacje z nią, nadwątlone zapewne przez wcześniejsze jego zdystansowanie.
     - Co chciałabyś wiedzieć? - zapytał, patrząc jej w oczy. Wiedział, że taka postawa będzie odebrana przez nią jako oznaka zainteresowania i obietnica bycia szczerym.
     - Powiedz mi, proszę, czemu tak bardzo pragniesz uratować tę dziewczynę? - spytała, a w jej głosie wyczuwało się tylko zwykłe, przyjacielskie zaciekawienie.
     Leiftan spuścił wzrok, a w dłonie odruchowo wziął liliowy materiał, leżący obok na łóżku. Był to miękki, tiulowy szal, który Shairisse jakiś czas temu zostawiła w bibliotece, a który on znalazł i... jakoś tak wyszło, że już jej nie oddał. Nie chciał go oddawać, bo na nim wciąż utrzymywał się słodki zapach jego właścicielki. Przynajmniej w taki sposób, chciał mieć ją bliżej siebie. Na samo wspomnienie o niej, poczuł, że robi mu się gorąco, a na twarzy pojawiają się rumieńce. Myśl o niej, w połączeniu z jej zapachem sprawiała, że jego serce gwałtownie zrywało się do galopu, wypełniając całe ciało falą ciepła i pożądania. Od pamiętnego spaceru po plaży, kiedy o mały włos jej nie pocałował, pragnął czuć jej bliskość i dotyk na swojej skórze. Musiał przyznać to sam przed sobą - pragnął jej w każdym tego słowa znaczeniu.
     - Coś was łączy? - dopytywała kitsune, widząc jego delikatne zakłopotanie.
     - Nie, nic nas nie łączy - zaprzeczył, chociaż nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. Patrząc na zaciekawioną i łagodnie uśmiechniętą szefową, doszedł do wniosku, że może dobrym zagraniem byłoby opowiedzenie jej pewnego snu, który nawiedzał go od dłuższego czasu. Miiko doceni wtedy jego "otwartość i zaufanie", a on w końcu komuś opowie to, co mu leży na duszy i może dzięki temu poczuje się trochę lepiej.
     - Coś ci opowiem droga przyjaciółko i bardzo cię proszę, wysłuchaj mnie do końca i nie przerywaj mi - powiedział, spoglądając to na rozmówczynie, to na swoje dłonie, w których wciąż trzymał liliowy szalik. - Jestem pewien, że wtedy sama zrozumiesz, dlaczego tak bardzo zależy mi na ratowaniu Shai.
     Przez chwilę patrzył kitsune prosto w oczy, po czym jego spojrzenie utkwiło gdzieś w przestrzeni za nią. Zaczął mówić tonem łagodnym i delikatnie zamyślonym, aczkolwiek bardzo uważnie zwracając uwagę na dobór słów. Chciał sprawiać wrażenie, jakby widział to, o czym opowiada.
     - "Leżę na łące, wpatrzony w bezkres błękitu nieba. Powietrze wypełnione jest zapachem kwiatów, śpiewem ptaków, szelestem owadzich skrzydeł i szumem liści, poruszanych delikatnym, letnim wiatrem. W oddali słyszę radosny śmiech, który zbliża się w moją stronę. Siadam, spoglądając w jego kierunku i widzę małego chłopca z kobietą i mężczyzną, bawiących się beztrosko w ciepłych promieniach słońca. Łąka przypomina różnobarwny dywan, utkany z miliona kwiatów, nad którym latają wszelakiej maści motyle i pszczoły. Bose stopy radosnej rodziny, raz po raz odbijają się od miękkiej, zielonej trawy, a lekkie, zwiewne ubrania delikatnie tarmosi ciepły wiatr. Nagle chłopiec zatrzymuje się na środku tej łąki i spogląda na dorosłych, pozostających w całkowitym bezruchu. Podnoszę się i zaciekawiony staram się do nich zbliżyć, ale kiedy robię krok w ich stronę, kobieta i mężczyzna rozpadają się, jak piaskowe posągi na wietrze. Zdziwiony robię kolejny krok i w tym momencie, ten mały chłopiec odwraca się w moją stronę. Wtedy dociera do mnie, że ten malec to ja. Jego twarz pozbawiona jest całkowicie emocji, a zielone oczy wpatrują się we mnie beznamiętnie. Robię kolejny krok w jego stronę, a wtedy ustaje wiatr, zapada grobowa cisza, kwiaty więdną, zaczynając od tych najbliżej jego stóp. Na niebie pojawiają się ciemne chmury, a na horyzoncie coś, jakby czarna mgła, która szybko pełznie i zbliża się w stronę chłopca. Chcę do niego podbiec i przytulić, by ochronić go przed tą bezkształtną, złowieszczą chmurą, ale nie mogę się ruszyć. Patrzę tylko, jak ta czarna masa otula małego, jak gasną w jego oczach te zielone ogniki. Oczy stają się czarne i puste, a wtedy ja zaczynam się dusić. Nie mogę złapać oddechu, jakby coś zassało całe powietrze, tworząc próżnię. Czując, jak powoli uchodzi ze mnie życie, zapadam się w ciemność. Kiedy wydaje mi się, że właśnie umieram, nagle staję się świadom czyjejś obecności w tym mroku. Słyszę cichy, dziewczęcy głos, który woła mnie po imieniu. Czuję, że jakaś niesamowita siła rozgania cały mrok i wyciąga mnie z tej próżni. Otwieram oczy i widzę przed sobą uśmiechniętą twarz, którą otacza burza niesfornych, popielatych kosmyków, a para liliowych oczu wpatruje się we mnie..."
     Leiftan zamilkł i dopiero teraz ponownie spojrzał na kitsune, która przyglądała mu się szeroko otwartymi, błękitnymi oczyma. Od razu dostrzegł w nich zdumienie i konsternację. Najbardziej zaskoczyły go jednak maleńkie, iskrzące się łzy w kącikach jej oczu, których trochę niezdarnie starała się pozbyć wierzchem dłoni. Widok ten uświadomił mu, że jego plan się sprawdza.
     - Teraz rozumiesz? To jest sen, który nawiedza mnie od kilku miesięcy - odezwał się po chwili milczenia. - Niby tylko sen, ale jego przekaz jest dla mnie bardzo czytelny.
     - Chyba rozumiem. Tak mi się wydaje... i naprawdę nie wiem, jak w tej sytuacji zareagować - powiedziała szefowa, uśmiechając się przyjaźnie i starając się za tym uśmiechem ukryć swoje zakłopotanie. Wyraźnie dało się zauważyć, że nie spodziewała się takiego wyznania ze strony chłopaka. Zapadła niezręczna cisza, podczas której Leiftan spoglądał na nią z ledwo zauważalnym uśmieszkiem satysfakcji, a Miiko rozglądała się po pokoju, szukając jakiegoś sposobu na przerwanie krępującej ciszy. Odczuła pewną ulgę, kiedy zerknęła na zegarek i zdała sobie sprawę, że trochę czasu im uciekło przez te zwierzenia.
     - Wracając do ratowania Shairisse - powiedziała trochę niepewnie, mając nadzieję, że ta zmiana tematu nie będzie źle odczytana przez lorialeta. - Jeśli chodzi o ten czar "unum mundum", to już mniej więcej wiem, co i jak, bo Huang Hua mi wyjaśniła najważniejsze sprawy. Powiedziała mi też, że obiecała wspomóc cię swoją mocą. Czy coś jeszcze będzie ci potrzebne? Czy ja mogę jakoś pomóc?
     - Nie, dziękuję za troskę - odpowiedział jej, łagodnie się uśmiechając. - Jeśli idziesz do przychodni, to przekaż Ewelein, aby poza personelem medycznym, Huang Hua i Valkyonem nikogo więcej nie było. Ja zaraz przyjdę, tylko wezmę szybki prysznic i coś przegryzę.
     - Dobrze, przekażę - powiedziała szefowa, wstając z pufy. - Powiedz mi jeszcze Leiftanie, czy wiesz, jak długo to wszystko potrwa?
     - To zależy moja droga - odparł spokojnie, podnosząc się z łóżka. - Nie wiem, gdzie zagubił się duch Shairisse, więc nie wiem dokładnie, gdzie szukać. Wszystko będzie jasne, gdy stworze ten połączony wymiar i w zależności, jak szybko duch Shai odpowie na moje wezwania, tak długo to wtedy potrwa - mówiąc to, odłożył szal i zabrał przybory kąpielowe oraz świeże ubranie z komody. - Mówię oczywiście czysto teoretycznie, bo nie wiem jak to będzie dokładnie wyglądać - dodał szybko, widząc badawcze spojrzenie kitsune.
     Miiko ze zdziwieniem spoglądała na chłopaka i marszcząc brwi, moment mu się przyglądała. Przez krótką chwilę odniosła wrażenie, że Leiftan dobrze wie, o czym mówi i ta magia nie jest mu obca. Znała go od kilku lat i zawsze był delikatny, wręcz nieśmiały, więc pewność siebie, z jaką odpowiedział teraz na jej pytanie, trochę ją zaskoczyła. Huang Hua co prawda uprzedziła ją dzisiaj, że Leiftan ma prawdopodobnie spore zdolności magiczne, ale i tak jego zachowanie wydało jej się osobliwe. Rozmawiali przecież o potężnym zaklęciu daemonów, a nie o zwykłych czarach ochronnych, czy wzmacniających. Łapiąc za klamkę, uświadomiła sobie, że powinna bliżej przyjrzeć się swojemu zastępcy. Postanowiła też, że musi porozmawiać z Ykhar i Keroshane, bo w jej głowie pojawiało się coraz więcej pytań, na które brakowało odpowiedzi. Tym wszystkim postanowiła jednak zająć się w późniejszym czasie, teraz priorytetem było ratowanie Wybranki Wyroczni.
     - Mam czekać na wiadomości od ciebie? - zapytała, otwierając drzwi.
     - Jeśli jesteś zmęczona, to możesz iść spać - odpowiedział chłopak, kierując się w jej stronę. - Chyba że chcesz i masz siłę, to możesz posiedzieć przy Krysztale, prosząc Wyrocznię o wsparcie.
     - W takim razie poczekam w Sali Kryształu, gdybyś potrzebował jakiejś pomocy - powiedziała, wychodząc wraz z lorialetem za drzwi.
     - Powodzenia Leiftanie i niech Wyrocznia cię wspomoże.
     - Dziękuję Miiko - odparł z łagodnym uśmiechem i delikatnym skinięciem głowy. Zamknął drzwi na klucz i przez chwilę patrzył za odchodzącą szefową. Jej badawcze spojrzenie na koniec ich rozmowy trochę go zaniepokoiło. Dobrze wiedział, że kitsune zaczynają zapewne dręczyć jakieś podejrzane myśli, bo zawsze wtedy, w ten właśnie specyficzny sposób, przyglądała się innym. Ponownie też wróciło do niego to dziwne podenerwowanie, jakie zaczął dzisiaj odczuwać w Sali Kryształu. Nie wiedział, czemu je odczuwa i nie miał ochoty głębiej się nad tym zastanawiać, dopóki życie Shairisse było zagrożone. Kierując się w stronę pryszniców, miał już ustalony plan na najbliższe kilka godzin - umyć się, zjeść coś na szybko, uratować ukochaną i się w końcu porządnie wyspać. Nawet na chwilę nie dopuszczał do siebie myśli, że coś może się nie udać.
     W łaźni natrafił na Ezarela i Nevre, którzy przepasani ręcznikami, kończyli właśnie wieczorną toaletę. Obaj panowie zasugerowali chęć pomocy, ale im również grzecznie odmówił i podziękował. Szefowie straży jednak nalegali, argumentując swoje naciski tym, że im również leży na sercu dobro dziewczyny i nie chcą bezczynnie czekać na rozwój wydarzeń. Zaproponował im wtedy, żeby poszli wesprzeć Miiko w Sali Kryształu.
     Kiedy wszedł do kabiny i puścił ciepłą wodę, uświadomił sobie, że najchętniej spędziłby pod prysznicem nawet całą godzinę. Ciepłe strumienie wody spływały wzdłuż jego ciała, przyjemnie pieszcząc jego skórę i powoli usuwając napięcie i emocjonalny stres. Zdając sobie sprawę, że ponownie robi się senny i rozleniwiony, zmienił strumień na dużo chłodniejszy, aby ostatecznie rozbudzić się i dodać sobie energii.
     Po odświeżeniu się pospiesznym krokiem wrócił do pokoju, aby odłożyć przybory kąpielowe i zabrać potrzebne runy. Wycierając włosy ręcznikiem, stanął przy biurku, a jego wzrok zatrzymał się na kartce, na której zapisane było kilka zdań.
     " Krótkie zasady zabiegów magicznych.
  1. Zachowaj czysty i spokojny umysł. Jeśli jesteś zdenerwowany, zmęczony, albo pod wpływem silnych emocji, to daj sobie spokój z magią.
  2. Przy wszelkich zabiegach magicznych, niezbędny jest odpowiedni poziom wewnętrznej motywacji. Musisz wiedzieć, w jakim celu to robisz, i że bardzo chcesz ten cel osiągnąć.
  3. Nikt i nic nie może Ci przeszkadzać w miejscu przeprowadzania zabiegu magicznego."

     Zdawał sobie sprawę, że gdyby nie chodziło o życie ukochanej ziemianki, to w obecnym stanie emocjonalnym, nigdy nie podjąłby się użycia takiej magii. Wiedział jednak, że w zaistniałej sytuacji, gdy owa magia jest dla niej jedynym ratunkiem, to zdolny jest zaryzykować swoje zdrowie, a nawet życie, byleby ONA była bezpieczna. Czuł gdzieś głęboko w sobie, że dzięki temu on również będzie w pewnym sensie bezpieczny. Miał nieodparte wrażenie, że ta drobna dziewczyna jest jego swoistym aniołem. Pragnął ponownie usłyszeć jej dźwięczny śmiech, ponownie spojrzeć w jej ufne fiołkowe oczy, a przede wszystkim pragnął jej w końcu szczerze wyznać, jak wiele dla niego znaczy. Zrozumiał, że te pragnienia motywują go do działania bardziej, niż cokolwiek innego do tej pory, bardziej nawet, niż dotychczasowa chęć zemsty za śmierć ukochanych opiekunów.
     Zdecydowanym ruchem zabrał z regału niebieski, aksamitny woreczek z runami i skierował się w stronę wyjścia. Przed drzwiami ostatni raz rozejrzał się po pokoju. Wszystko wyglądało nieskazitelnie - łóżko zaścielone, na regale i biurku wszystko równo poukładane, okno jak zawsze uchylone, a drzewko podlane. Kiedy złapał za klamkę, jego diaboliczna panalulu wydała z siebie pomruk, przypominający rzewne westchnienie. Zaintrygowany odwrócił się i jego spojrzenie skrzyżowało się ze smutnym spojrzeniem rogatej pandy, leżącej na swoim posłaniu. Amaya nigdy wcześniej nie zachowywała się w ten sposób.
     - Niedługo wrócę paskudnico - powiedział z łagodnym uśmiechem.
     Gdy tylko otworzył drzwi pokoju, w jego uszach zabrzmiało oskarżycielskie pytanie.
     - Co ty wyprawiasz Leiftanie?! Czy z Shairisse jest naprawdę tak źle, że chcesz zaryzykować zdemaskowaniem?
     W progu stał niewysoki, czarnowłosy wilkołak i wpatrywał się w lorialeta oczyma, w których malowało się niedowierzanie i zdenerwowanie. Nastroszone uszy, poważny wyraz twarzy oraz oskarżycielsko-karcący ton głosu chłopaka, kompletnie nie pasowały do jego młodzieńczej aparycji w fikuśnym stroju, z którego Leiftan zawsze sobie żartował, że Purriry zabrakło materiału, aby go dokończyć.
     - Nie krzycz tak Chrome - poprosił przyciszonym głosem. - Skąd wiesz, co się dzieje z Shai i jak ją chcemy ratować? Znowu Karenn wtykała swój wampirzy, ciekawski nosek w nieswoje sprawy? - zapytał rozbawionym tonem, wychodząc i zamykając drzwi na klucz. Dobrze wiedział, że młody ma słabość do wścibskiej wampirzycy, która była znana ze swojego szpiegowania i zamiłowania do plotek. Sam kilkukrotnie przyłapał nastoletnią siostrę Nevry na próbie pozyskania poufnych informacji, które później w "tajemniczy" sposób rozprzestrzeniały się po Kwaterze. Nie raz i nie dwa, zdarzało się, że szef straży Cienia tłumaczył się przed Miiko z wybryków swojej siostry, która notabene była również jego podopieczną w straży.
     - To nie ważne skąd wiem - prychnął nastolatek. - Ja się ciebie pytam, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele ryzykujesz? Ja wiem, że dla ciebie ta radosna ziemianka jest wyjątkowa, jedyna i niepowtarzalna, ale...
     - Naprawdę myślisz Chrome, że nie przemyślałem tego, co zamierzam zrobić? - przerwał mu Leiftan, nie chcąc wysłuchiwać litanii. W takich chwilach jak ta żałował, że powiedział młodemu, jak ważna jest dla niego dziewczyna. Musiał to jednak zrobić, ponieważ wiedział, że chłopak, znając tę prawdę, będzie bardziej odpowiedzialny i opiekuńczy względem Shairisse. Wszyscy w Kwaterze wiedzieli, że pomimo wzajemnego dogryzania i przekomarzania się, tę dwójkę łączyła osobliwa przyjaźń. Pomijając osobistą interwencją lorialeta w grafik, właśnie ta wiedza, była głównym powodem wysyłania tej dwójki na wspólne misje.
     - Stan Shairisse jest krytyczny - powiedział po chwili, kierując się w stronę stołówki, a nastolatek ruszył za nim. - Niestety, jak do tej pory nie znaleźliśmy innego sposobu, aby ją uratować. Dlatego też podjąłem taką, a nie inną decyzję, aby ją ocalić...
     - Rozumiem, chociaż nie wiem, czy dobrze robisz - westchnął Chrome. - Jesteś naprawdę pewien, że to jedyna możliwość?
     - Gdybyś miał moje umiejętności - lorialet przybrał poważny ton głosu - i zagrożone byłoby życie Karenn, to... będąc na moim miejscu, co byś zrobił? - zapytał, chociaż z góry wiedział, jaka padnie odpowiedź.
     - Dokładnie to, co ty teraz - odpowiedział zrezygnowanym tonem nastolatek. - Wiadomo chociaż, kto jej to zrobił? - zapytał po chwili, wbijając swoje pomarańczowe spojrzenie w twarz lorialeta.
     - Tylko ja to wiem - burknął Leiftan, a na samą myśl o Lancie mimowolnie zacisnął szczęki, a przez jego spokojną i skoncentrowaną twarz przebiegł grymas wściekłości, nad którym jednak szybko zapanował. Reakcja ta nie umknęła jednak uwadze wilkołaka, który od razu zrozumiał, że sprawca tego nieszczęścia, musi być dobrze znany blondynowi. Domyślał się też, że nie był to raczej nikt z Kwatery, gdyż tutaj dziewczyna była szanowana i ceniona za swój altruizm i radosne usposobienie.
     Gdy doszli do spiżarni, lorialet zatrzymał się i sięgnął do kieszeni płaszcza, aby wyjąć złożoną kartkę papieru. Rozejrzał się dookoła, czy nikt ich nie obserwuje i podał ją chłopakowi.
     - Słuchaj młody - powiedział poważnie, patrząc prosto w oczy Chroma - Tu masz instrukcje, co będziesz musiał zrobić, gdyby coś poszło nie tak. Nie przewiduje co prawda żadnych problemów, ale nigdy nic nie wiadomo, więc wolę się zabezpieczyć na wszelki wypadek.
     Wilkołak spojrzał na swojego rozmówcę wzrokiem, który od razu zdradzał, że zachowanie i słowa lorialeta bardzo go niepokoiły. Do tej pory nigdy nie zdarzyła im się taka rozmowa, w której blondyn przyznałby tak otwarcie, że przyszłe wydarzenia mogą zakończyć się nieprzewidywalnymi komplikacjami. Mimo to wilczek nie chciał otwarcie okazywać swojego podenerwowania.
     - Ty sobie chyba ze mnie żarty stroisz? - prychnął, starając się brzmieć jak najbardziej spokojnie, ale ton jego głosu mimowolnie zdradzał, że targa nim silne poczucie strachu i niepewności.
     - Wszystko będzie dobrze - uspokajał go Leiftan z łagodnym uśmiechem na twarzy. - Wiesz, że zawsze lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, dlatego dostajesz te instrukcje. Teraz idź spać, a ja idę coś zjeść, a potem na spotkanie z moją ziemianką - dodał z łobuzerskim grymasem, starając się ukryć własny niepokój, który nie opuszczał go przez prawie cały dzień.
     - Jak chcesz - powiedział Chrome bez przekonania, wiedząc, że drążenie tematu nic nie da, gdyż lorialet i tak nie zmieni zdania. - Uważaj na siebie i nie rób głupstw.
     Kiedy nastolatek wyszedł ze spiżarni Leiftan żwawym krokiem skierował się w stronę kuchni po jakąś szybką przekąskę. Wiedział, że Karuto nie opuścił swojego stanowiska pracy, pomimo późnej pory. Ten złośliwy satyr zawsze kładł się spać po północy, jako jeden z ostatnich w Kwaterze.
     Z kuchennej lady wziął małe opakowanie sałatki i butelkę wody. Nie poczekał nawet na szefa kuchni, który właśnie wyłaniał się z zaplecza. Zdziwiony Karuto chciał rzucić jakąś kąśliwą uwagę, ale ostatecznie zrezygnował i mamrocząc tylko coś pod nosem, wrócił na zaplecze.
     Leiftan szybkim krokiem przeszedł przez stołówkę i skierował się do przychodni. Im bardziej zbliżał się do jej drzwi, tym wyraźniej odczuwał narastające obawy i niepewność. Czy na pewno dobrze wszystko przemyślał? Czy rzeczywiście nie ma innego sposobu, by ocalić dziewczynę? Czy podjęte przez niego decyzje, są właściwe? Czy warto podejmować takie ryzyko? A co będzie później? Czy jego uczucia będą odwzajemnione? Czy uda mu się zachować jego tożsamość w tajemnicy? Wszystkie te pytania kłębiły mu się w głowie, sprawiając, że coraz bardziej nasilało się uczucie zwątpienia i strachu. Przed drzwiami ambulatorium przystanął i wziął głęboki oddech. A potem drugi. Wiedział, że gdy przejdzie przez próg przychodni, to nie będzie już miejsca na żadne wątpliwości i wahania. Musiał więc oczyścić swoje myśli z wszelkich oporów i sceptycyzmu.
     Oparł się plecami, a następnie głową o chłodną, bladoróżową ścianę i zamknął oczy. Starając się wyciszyć, przywołał w myślach pewne wspomnienie związane z Shairisse:
     "Siedział późnym wieczorem przy stuletniej wiśni i był pochłonięty bolesnymi wspomnieniami swoich opiekunów. Bardzo często w rocznicę ich śmierci dopadał go taki nostalgiczny nastrój. Nie chciał, żeby ktokolwiek widział go w takim stanie, dlatego przeważnie szedł gdzieś w ustronne miejsce, by w samotności móc pomyśleć i dać upust tęsknocie i bólowi. Tamtego wieczoru zastała go tak Shairisse, która chyba również poszukiwała miejsca na wyciszenie się i przemyślenia. Kiedy przyszła pod wiśnię i zobaczyła, że on wcześniej znalazł to miejsce, przeprosiła i chciała się po prostu wycofać. Wtedy obejrzał się w jej stronę i poczuł, że jej obecność w żaden sposób mu nie przeszkadza, a wręcz działa kojąco na niego.
     - Zostań, jeśli chcesz - powiedział cicho, starając się zapanować nad łamiącym się głosem i zbierającymi się w oczach łzami.
     - Jesteś pewien? - zapytała łagodnie szeptem, jakby nie chcąc burzyć spokojnej, melancholijnej atmosfery panującej w cieniu tego wiekowego drzewa.
     - Tak - odparł, przesuwając się nieznacznie na ławce, aby zrobić więcej miejsca dla dziewczyny. Ona jednak nie usiadła, tylko stanęła tuż przed nim i spoglądała w jego szklące się oczy. Wtedy po raz pierwszy pozwolił, aby ktoś widział go w chwili jego słabości. Co dziwne, nie czuł się przy niej wcale skrępowany czy zawstydzony. Nie odczuwał też potrzeby ukrywania przed nią swojego bólu. Przez dłuższą chwilę w milczeniu patrzyli sobie w oczy. Milczenie to było bardzo kojące i wyciszające. W jej spojrzeniu nie dopatrzył się żadnej nachalnej ciekawości, która domagałaby się wyjaśnień, co jest powodem jego smutku. Spojrzenie jej było przepełnione pocieszającą łagodnością, ciepłem i zrozumieniem, które w tamtej chwili działały jak balsam na jego smutek i tęsknotę. Czuł, że przy niej mógłby powoli zapomnieć o swoich bolączkach. Ujął delikatnie jej dłonie, aby w podzięce za jej obecność czule je ucałować. Przez cały czas żadne z nich nie odczuwało potrzeby odzywania się, wystarczała im wzajemna obecność, tak jakby rozumieli się bez słów. "

     To wspomnienie pozwoliło mu na nowo zebrać siły i odpędzić czarne myśli. Nie wiedział, co się wydarzy, gdy już uratuje ziemiankę. Zdawał sobie jednak sprawę, że musi ją uratować, żeby móc jej powiedzieć jak jest dla niego ważna i mieć chociaż cień szansy, że odwzajemni jego uczucia. Zawsze przecież warto zawalczyć o miłość. Z takim nastawieniem uda mu się wszystko.
     Podbudowany i z nowymi pokładami zapału, nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Wszedł do przychodni, gotowy zmierzyć się ze wszystkimi przeciwnościami losu, aby tylko uratować ukochaną.

Offline

#15 11-03-2019 o 20h09

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Witam /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Jak zwykle jestem uradowana widząc nowy rozdział /static/img/forum/smilies/big_smile.png


Zacznę od wielkiego woooow
/static/img/forum/smilies/yikes.png

Cudowny opis snu Leiftana. Po nim wygląda jakby podświadomość Leiftana mówiła mu, że jego postepowanie pcha go w ciemność a z tej ścieżki mroku może go tylko zawrócić Shairisse. Jednak w dalszej części rozdziału widzimy też jak obawy zaczynają go dopadać i traci nieco pewność siebie w obawie przed zdemaskowaniem. Chłopak jest rozdarty miedzy ratowaniem ukochanej a zachowaniem wszelkiej ostrożności by dopilnować swojej zemsty. Dwa silne uczucia- miłość i chęć zemsty. Na razie jednak szala przechyliła się znacznie na rzecz uczuć do ziemianki, ale faktycznie jestem ciekawa jakby się sprawa miała gdyby Shai nie dała podstaw Leiftanowi do tego by sądził, że jego uczucia są lub mogą być odwzajemnione. Dalsze kroczenie obraną przez niego ścieżką oznaczałoby również obrócenie się przeciwko Shai.

Aa no i Leiftan wyraźnie potrzebuje snu!! /static/img/forum/smilies/big_smile.png Chłop ze zmęczenia traci czujność. Zaczął zgrabnie rozmowę z Miko i wiedział dokładnie jak ją urobić i kiedy zobaczył, że łyka wszystko jak chce to na koniec zaczyna paplać bez zastanowienia eehh eehh /static/img/forum/smilies/tongue.png

No cóż zatem do boju Leiftan z ratunkiem!! Do Boju Sharessa z pisaniem!!
/static/img/forum/smilies/tongue.png

Offline

#16 12-04-2019 o 17h19

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam, witam i o zdrowie pytam /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka - Leiftan jeszcze jakiś czas będzie się zmagał z różnymi wątpliwościami, chociaż wydarzenia z dzisiejszego odcinka i napotkana osoba trochę namieszają... xD
Pozdrawiam wszystkich zaglądających i życzę miłej lektury.


Poznanie prawdy


      Leiftan wszedł do przychodni i od razu skierował swoje kroki do pokoju, w którym leżała nieprzytomna Shairisse. Zmierzch za oknami i przygaszone światła powodowały, że w salach królował przytulny półmrok. Przez otwarte okna słychać było wieczorny koncert świerszczy, dobiegający z ogrodów Kwatery, w który od czasu do czasu wplatało się pohukiwanie seryphona. Cichy i jednostajny szmer aparatury monitorującej stan ziemianki, idealnie współgrał z tymi odgłosami. Wszystko to sprawiało, że w pomieszczeniu panowała spokojna, wręcz błoga atmosfera, która była całkowitym przeciwieństwem napiętego i bardzo nerwowego poranka i południa.
      Po wejściu na salę, od razu zwrócił uwagę na siedzącego przy łóżku dziewczyny szefa Obsydianu. Ten słysząc kroki, odwrócił się w jego stronę i skinął głową na powitanie. Od razu domyślił się, że mężczyzna nie spał po południu, gdyż oznaki zmęczenia i niepokoju na jego twarzy, były bardziej widoczne niż poprzednio.
      - Spałeś cokolwiek Valkyonie? - zapytał, chcąc zachować pozory uprzejmości, mimo że widok wojownika drażnił go i z góry przewidywał jego odpowiedź.
      - Nie, nie mogłem zasnąć... - potwierdził jego przypuszczenia białowłosy, a kończąc wypowiedź, ponownie zwrócił się w stronę okna i obserwując nocne niebo, zagubił się w swoich rozmyślaniach.
      - Rozumiem - lorialet mruknął już bardziej do siebie niż do wojownika. Chciał zadać mu jeszcze jedno, bardzo konkretne pytanie, ale chwilowo powstrzymał się, czując jak kolejny raz dzisiejszego dnia, mimowolnie i bezwiednie narasta w nim irytacja i zazdrość. Zamknął oczy i w myślach postanowił policzyć do pięciu, starając się w ten sposób zapanować nad tymi negatywnymi odczuciami. Na jego ustach zawitał delikatny, zabłąkany uśmiech, gdy wypowiadając w myślach cyfrę pięć, uświadomił sobie, że właśnie korzysta z porady ziemianki, odnośnie do uspokajania nerwów i myśli. To przecież ona tak wiele razy powtarzała mu, że nie warto ulegać pierwszej złości i trzeba sobie pozwolić na drugi oddech. Nazywała to "oddechem opamiętania", który miał zapobiegać pochopnej i nieprzemyślanej reakcji na złe emocje i polegał na liczeniu w myślach do dziesięciu. Właśnie! Tu jego uśmiech nieznacznie się poszerzył. Przecież mówiła o liczeniu do dziesięciu! Lekko rozbawiony doliczył więc w myślach do dziesięciu. Otwierając oczy, zdał sobie sprawę, że kolejny raz dzisiaj korzysta z porad ukochanej i kolejny raz dzięki temu udaje mu się ujarzmić złość. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że dziewczyna jest jak anielskie tchnienie w jego życie.
      - Gdzie są dama Huang i Ewelein? - zapytał po chwili zaciekawiony, gdyż nie widział obu pań, a Miiko mówiła, że fenghuang miała być już obecna.
      - Są w sali naprzeciw - odpowiedział wojownik, wyraźnie wyrwany z zamyślenia.
      - Ok, dziękuję - odparł spokojnie i w tym samym momencie poczuł, że jego żołądek zaczyna delikatnie domagać się swego. Nie było to nic dziwnego, skoro od prawie dwóch dni nie miał jedzenia w ustach. Usiadł więc przy stoliku z zamiarem zjedzenia sałatki, którą wcześniej zabrał z kuchni.
      Konsumował ją powoli i w zamyśleniu, jednocześnie analizując w głowie szczegóły rytuału i układając wstępnie plan działania. Przez całe swoje życie poszukiwał i zgłębiał wszelaką wiedzę magiczną i alchemiczną, a ten konkretny rytuał poznał szczególnie wnikliwie. Jako dziecko kilkukrotnie próbował skorzystać z niego, wierząc, że w ten sposób odnajdzie dusze Veroma i Naupile i sprowadzi ich z powrotem. Niestety jego moc i umiejętności były wówczas niewystarczające do użycia tak potężnego zaklęcia.
      Dopiero w późniejszym czasie dowiedział się, że rytuał ten jest elementem potężnej, prastarej magii. Relacje osób, które korzystały z tego czaru, były przeróżne i tak odmienne, że ciężko było ustalić jakiś konkretny schemat jego działania, a i skutków nie dało się przewidzieć ze stuprocentową pewnością. Wiadomo było tylko, że tworzy się "swoisty pomost", łączący różne wymiary i umożliwiający względnie swobodne poruszanie się po nich. Z tego właśnie powodu zaklęcie to ostatecznie zyskało nazwę "unum mundum", czyli jeden świat.
      Wszyscy korzystający z tego czaru twierdzili też, że wygląd stworzonego świata zależy w dużej mierze od ilości i jakości użytej mocy oraz od umiejętności rzucającego to zaklęcie. Teraz o swoje umiejętności i moc się nie martwił, ponieważ w używaniu prastarej magii, wyszkolił się do poziomu mistrzowskiego. Zdawał sobie sprawę, że najważniejszym czynnikiem, mającym wpływ na działanie tego czaru, jest motywacja do jego użycia. Po cichu więc liczył, że nic złego nie może się stać, skoro chce użyć go w celu ratowania życia ukochanej.
      Kiedy kończył jeść, do sali weszły obie kobiety i powitały go z uśmiechem. Ewe poszła sprawdzić odczyty na aparaturze przy łóżku Shai, a dama Huang usiadła obok niego. Tak jak się tego spodziewał, fenghuang dopytywała go o szczegóły rytuału i ewentualne działania niepożądane. Wyjawił jej wszystkie te informacje, które uważał za odpowiednie i bezpieczne, a zataił całą resztę, która jego zdaniem była niejednoznaczna i kontrowersyjna. Nie chciał wzbudzać żadnych podejrzeń i prowokować do niepotrzebnych przemyśleń. W międzyczasie Ewe potwierdziła, że stan Shairisse jest nadal stabilny i oznajmiła, że będzie w sali naprzeciwko. Zanim wyszła, poprosił ją jeszcze o igłę oraz żeby nikogo nie wpuszczała do tej sali, aż do zakończenia rytuału.
      Po wyjściu pielęgniarki Huang Hua dała każdemu amulet ochronny. Widząc zdziwione spojrzenie lorialeta wytłumaczyła, że musi dbać o ich bezpieczeństwo, szczególnie gdy ma być używana magia daemonów. Podczas zakładania amuletów nad każdym wymamrotała krótkie błogosławieństwo Feniksa.
      Leiftan podchodząc do łóżka dziewczyny, uważnie przyglądał się Valkyonowi. Pragnął dowiedzieć się w końcu, co tak naprawdę łączy tego wojownika i Shairisse. Stając przy nim, uświadomił sobie, że właśnie teraz jest na to najlepszy moment. W głowie poukładał sobie szybko, w jaki sposób uzyskać odpowiedź na dręczące go pytanie, bez wywoływania zbędnej ciekawości i zainteresowania ze strony białowłosego.
      - Zanim zaczniemy, muszę dowiedzieć się jednej ważnej rzeczy - oznajmił, wpatrując się w spokojną twarz nieprzytomnej ziemianki. Chwilowo nie chciał patrzeć na szefa Obsydianu, mając nadzieję, że dzięki temu dłużej uda mu się zachować spokój. - Muszę wiedzieć, co dokładnie łączy Shairisse i... ciebie Valkyonie - głos mu delikatnie zadrżał, mimo że bardzo starał się nie okazywać narastającego podenerwowania.
      - Czemu o to pytasz? - zdziwił się wojownik.
      - Duch Shai zagubił się w jakimś wymiarze i nie potrafi samoistnie wrócić - zaczął tłumaczyć, równocześnie starając się wewnętrznie uspokoić. - Żeby jej ducha odesłać z powrotem do ciała i samemu uniknąć zagubienia, potrzebne będą dla niej i dla mnie mentalno-duchowe kotwice, czyli tak zwane ancoris. Jeśli was dwoje łączy wzajemne uczucie, to wtedy będziesz dla niej idealną kotwicą, która bezproblemowo przyciągnie jej ducha do ciała. Jeśli jednak uczucie jest jednostronne, to istnieje spore ryzyko, że to ona przyciągnie twojego ducha i wtedy on również się zagubi. W tym wypadku bezpieczniej będzie, aby to dama Huang Hua była kotwicą dla Shairisse. Co prawda przyjaźń wytwarza słabsze zakotwiczenie, ale łącząca je wzajemna i obustronnie tak samo silna więź, zapobiegnie ewentualnym powikłaniom.
      Na krótką chwilę zapanowała niezręczna cisza, która dla lorialeta jednak wydawała się nieznośnie długa. Oczekując odpowiedzi, miał wrażenie, że czas spowolnił swój bieg, a krew w jego żyłach zastygła. Tysiące sprzecznych odczuć i myśli torpedowało jego umysł, nie dając mu spokoju. Czy naprawdę gotowy jest na to, co może za chwilę usłyszeć? Czy nadal będzie tak zdeterminowany, by uratować dziewczynę, jeśli okaże się, że jest związana z innym? Poczuł ucisk w żołądku i rosnącą gulę w gardle na samą myśl, że jego Shai może być zakochana w szefie swojej straży. Valkyon spojrzał na dziewczynę, potem na Leiftana i westchnął głęboko.
      - Nie jesteśmy razem - słowa te wypowiedział niemalże bezgłośnie i wyraźnie dało się odczuć, że temat ten jest dla niego bardzo bolesny. Za to Leiftan słysząc je, poczuł niewyobrażalną ulgę, jakby wielki ciężar spadł z jego ramion. Te trzy słowa w tej właśnie chwili sprawiły, że jego ciało i umysł oswobodziły się z niewidzialnego jarzma i w końcu mógł swobodnie odetchnąć pełną piersią. Te trzy słowa dodały mu otuchy, mnóstwa nowej energii i wzmocniły jego wiarę, że zabieganie o względy ukochanej ziemianki nie jest daremne.
      Przez dłuższą chwilę stał z zamkniętymi oczami, starając się wyciszyć salwę pozytywnych doznań, które opanowały jego ciało i umysł, niczym wystrzelone na Nowy Rok fajerwerki. Kiedy się już względnie uspokoił, z kieszeni płaszcza wyjął czerwoną, jedwabną nić i zawiązał pętelki na nadgarstkach damy Huang i Valkyona. Miało to zapobiec nieprzewidzianym i nieodwracalnym zmianom mogącym wystąpić w trakcie rytuału.
      - Poprosiłbym teraz, abyście chwilowo odsunęli się od łóżka - zwrócił się do nich kurtuazyjnie, odwieszając przy tym swój płaszcz na krzesło. - Chciałbym odpowiednio przygotować aurę i meridiany Shairisse do rytuału.
      Wojownik i fenguang odsunęli się nieznacznie i z zaciekawieniem obserwowali poczynania lorialeta, który w pełnym skupieniu rozkładał runy na prześcieradle wokół głowy dziewczyny. Trzy najważniejsze ułożył w newralgicznych miejscach na jej ciele. Na czole umieścił runę stabilizującą więź ducha z ciałem, na klatce piersiowej runę wzmacniającą Qi i na brzuchu runę symbolizującą cel podróży.
      - Uczennico Feniksa - niezwykle poważnie zwrócił się teraz do Huang Hua. - Bardzo bym prosił cię o twoje szczególne błogosławieństwo dla Shairisse, aby chroniło ją i jej ducha przed wszelkim złem i złą karmą. Nas chronią amulety, więc niech i ją chroni przychylność Feniksa. - Wypowiadając ostatnie zdanie, delikatnie ukłonił się i pochylił głowę, starając się w ten sposób okazać szacunek rozmówczyni. Nie do końca był szczery w swoim zachowaniu, ale dla dodatkowej ochrony ziemianki był w stanie zrobić wszystko.
      Kobieta spojrzała na niego z ogromnym uznaniem i podziwem. Wzruszał ją fakt, że chłopak tak bardzo stara się zapewnić wszelką ochronę swojej wybrance. Podeszła do łóżka i zamknęła oczy, recytując najsilniejsze znane sobie zaklęcie ochronne.
      - Słowo moje niech cię chroni, niech przed całym złem osłoni, aura twa niech będzie czysta, a twa dusza wciąż przejrzysta. Niech twe serce nie zna złego, niech nie straci piękna swego, niechaj klątwa cię nie sięgnie, szczęście niech ci los przysięgnie. Od dziś będziesz już bezpieczna, ta ochrona będzie wieczna, od złych czarów, klątw, uroku, od wszelkiego złego mroku.
      Gdy fenghuang kończyła recytować słowa błogosławieństwa, jej aura rozświetliła się delikatnym blaskiem ognia i prawie natychmiast przeszła na dziewczynę, delikatnie otaczając ją swoim płomiennym odcieniem. Przez kilka sekund rezonowała wokół ziemianki, skrząc się ognistymi kolorami, a następnie przygasła sprawiając wrażenie wnikania w ciało Shairisse.
      Leiftan w tym czasie, z pozostałej czerwonej nitki zrobił dwie większe pętle, a następnie z szafki wziął pozostawioną przez Ewelein igłę i delikatnie nakłuł poduszeczki palców wskazujących Shai, a potem również swoich.
      - Damo Huang Hua, proszę stań po lewej stronie Shairisse i weź ją za rękę w taki sposób, aby na wewnętrznej stronie twojej dłoni zostawiła ślad swojej krwi - poprosił łagodnym głosem. - A ty Valkyonie stań obok mnie i daj mi swoją dłoń - dodał, wyciągając prawą rękę w stronę szefa straży. - Muszę teraz stworzyć połączenia ancoris. Poczujecie pod koniec delikatne, ale niebolesne ukłucie w klatce piersiowej, które świadczyć będzie, że zakotwiczenie się powiodło.
      Kiedy wojownik podał mu rękę, a Huang Hua ujęła dłoń ziemianki, lorialet zamknął oczy i wypowiedział krótkie zdanie: "Tornar-se uma âncora para a alma escolhida*". Gdy wyrecytował zaklęcie Valkyon i fenghuang w jednym momencie syknęli, odczuwając zapewne owo ukłucie. Oboje od razu uspokajali, że nic im nie jest i stwierdzili, że rzeczywiście nie było to bolesne, tylko trochę zaskakujące.
      Widząc ich reakcję, życzliwie się uśmiechnął i poinformował, że ancoris powstały i są prawidłowe. Następnie poprosił, aby usiedli po obu stronach łóżka, zamknęli oczy i skupili swoje myśli całkowicie na Shairisse. On w międzyczasie, tworząc znak nieskończoności z utworzonych przez siebie nitkowych pętelek, połączył dłonie swoje i ziemianki w taki sposób, aby jego krew połączyła się z jej krwią.
      - Moją krew i twoją krew połączyć teraz muszę, abym bez problemu odnalazł twoją duszę - wyszeptał pod nosem zaklęcie, które miało połączyć go z Shairisse i ułatwić poszukiwanie jej ducha. Żeby okazać szacunek dla powstałej więzi i umocnić jej siłę, kolejno ucałował nakłute palce, wnętrza dłoni i wnętrza nadgarstków dziewczyny. Następnie wysunął dłonie z pętelek i bardziej owinął nitki wokół jej nadgarstków. Później łagodnie ułożył jej ręce wzdłuż ciała i obszedł dookoła łóżko, stając na koniec w jej nogach. Przez chwilę przyglądał się ukochanej i analizował tempo jej oddechu, aby do niego dostosować swój oddech. Kiedy złapał z nią wspólny rytm, przymknął powieki, aby odgrodzić się od rozpraszających bodźców. Powoli wyciszał myśli, koncentrując się nad związaniem swojej energii z energią Huang Hua i Valkyona. Nie było mu to konieczne do rytuału, ale przecież musiał zachować ostrożność i stworzyć przed nimi pozory korzystania z ich energii, aby ukryć prawdziwą naturę swojej mocy. Po kilku oddechach zaczął niezbyt głośno, ale stanowczo i pewnie mówić zaklęcie:
      "Oto przed wami dzisiaj staję ja; Wzywam wszystkie duchy dnia;
      Niech udzielą mi dziś mocy; Również wszelkie duchy nocy;
      Potrzebuję dzisiaj wsparcia; Do wymiarów wrót otwarcia;
      Woli swojej nie dam zmorzyć; Bo chcę jeden świat utworzyć;
      W nim odnaleźć kogoś pragnę; Po to więc zasady nagnę;
      Po to oddam część swej duszy; Niechaj mury wszelkie skruszy;
      Niech zagubioną znaleźć zdołam; Niech mi odpowie, gdy zawołam;
      By ją wyrwać z koszmaru cienia; I wydobyć z zagubienia"
      Mniej więcej w połowie zaklęcia poczuł, jak jakaś nieznana moc, niczym trąba powietrzna, zasysa jego wewnętrzną energię. Mimowolnie coraz mocniej zaciskał powieki i usilnie starał się skoncentrować nad wypowiadanymi słowami. Instynkt podpowiadał mu, że powinien poddać się tej mocy, która teraz sprawiała, że czuł się jak na karuzeli. Każdą komórką swojego ciała coraz silniej odczuwał, jakby coś lub ktoś starał się wyrywać mu jego duszę. O dziwo nie było to bolesne, tylko dawało wrażenie całkowitej utraty kontroli nad ciałem i umysłem. Dla niego wrażenie to było jednak bardzo nieprzyjemne, gdyż nie lubił tracić kontroli nad czymkolwiek, a już na pewno nie nad sobą. W głowie słyszał narastający dźwięk, którego nie potrafił nazwać, ani z niczym porównać, a który stawał się coraz bardziej natarczywy. Gdy wydawało mu się, że jest u kresu swojej wytrzymałości, resztką sił wypowiedział ostatnią frazę zaklęcia, używając języka praprzodków:
      >> It tulin, it tarnin, at este Leiftan << **
      W tym momencie coś, co zabrzmiało jak uderzenie w gong, spowodowało, że przenikliwy dźwięk w jego głowie ustał, a on poczuł, jakby jakaś potężna siła wyrwała go z rzeczywistości i cisnęła nim gdzieś w przestrzeń.
      Dłuższą chwilę trwało, zanim ponownie odzyskał kontrolę nad swoim umysłem i mógł zebrać myśli w całość. Pospiesznie otworzył oczy i rozejrzał się dookoła siebie. Ze zdziwieniem stwierdził, że nie dostrzega żadnego kształtu ani żadnego światła, tylko otacza go mrok tak ciemny i nieprzenikniony, iż można by go kroić nożem. Powoli też uświadamiał sobie, że nie docierają do niego żadne odgłosy ani żadne zapachy. Wokół niego panowała po prostu niczym niezmącona ciemność i grobowa cisza. Czując narastający niepokój, wyciągnął ręce, aby sprawdzić, czy cokolwiek namacalnego znajduje się w jego pobliżu, ale niestety niczego nie zdołał zlokalizować.
      - Na Wyrocznie, co jest grane? - pomyślał zaskoczony, gdy unosząc ręce, natrafił na pustą przestrzeń w miejscu, w którym był przekonany natrafić na swoją twarz. - Co się dzieje ze mną? Gdzie ja trafiłem? Czyżby coś poszło nie tak? Jak mam tu znaleźć Shairisse? - zaczął zastanawiać się chaotycznie, czując, że powoli ogarnia go strach. Wzmogło się też to dziwne nieprzyjemne uczucie, które od dzisiejszej porannej wizyty w Kryształowej Sali prawie go nie opuszczało. Z całej siły starał się poukładać swoje rozbiegane, chaotyczne emocje, aby nie dać się opanować panice i móc jasno pomyśleć.
      Nagle stało się coś, czego Leiftan się absolutnie nie spodziewał i czego w życiu nie doświadczył. Dotarły do niego słowa, które były jak obce myśli, ale w jego umyśle. Słowa, które nie były dźwiękiem, ale miały brzmienie, jakby je ktoś wypowiedział. Najbardziej zaskakujące było jednak to, że słowa te brzmiały w sposób dziwnie znajomy i kojący.
      - Uspokój się i oczyść umysł. Skoncentruj się na odczuciach, a nie na zmysłach. W wymiarze pozazmysłowym nie staraj się patrzeć oczami, tylko patrz sercem. Nie staraj się niczego dotknąć czy usłyszeć, tylko staraj się to czuć.
      Eteryczna melodyjność i niespotykana wręcz subtelność, z jaką trafiały do jego umysłu te bezdźwięczne słowa, sprawiły, że prawie natychmiast poczuł błogość i wszechogarniający go spokój.
      - Kim jesteś? - zapytał, odkrywając przy tym, że wypowiadane przez niego słowa są bardziej jego myślami, niż dźwiękiem wydobywającym się z ust. - Gdzie ja jestem i czemu tu jest tak ciemno?
      - Spokojnie mój drogi, wszystko po kolei - łagodnym tonem odezwała się rozmówczyni. - Miejsce, w którym się znajdujesz to vestibulum, chociaż wy zapewne nazywalibyście to przedsionkiem. Ja nazywam się Sehanine i w ogólnym skrócie mówiąc, jestem główną strażniczką wymiarów. Ta ciemność, którą rzekomo postrzegasz, jest twoim wytworem i zniknie, gdy przestaniesz się za nią chować.
      Kiedy usłyszał imię strażniczki, zdał sobie sprawę, że już kiedyś je słyszał. Nie było to jednak nic związanego z tym rytuałem, ale raczej z wierzeniami praprzodków.
      - Moim wytworem? Przestanę się za nią chować? - dopytywał zdziwiony. - Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.
      - Jesteś w miejscu, które rządzi się swoimi prawami i są to prawa odmienne od tych, które znasz z twojego świata - odpowiedziała spokojnie Sehanine. - Jeśli starasz się coś zataić w tym miejscu, wtedy miejsce to również ukrywa coś przed tobą. Do tego świata należy przybywać całkowicie szczerym i otwartym.
      - Ale ja niczego nie ukrywam - zapewnił odruchowo. - Jestem Leiftan i ...
      - Wiem kim jesteś Leiftanie - przerwała mu delikatnie rozbawionym tonem strażniczka - i wiem, po co tu przybyłeś.
      - Wiesz, kim jestem? - zapytał zdziwiony z nadzieją, że nie ma ona na myśli jego prawdziwej tożsamości.
      - Tak, wiem o tobie wszystko - odparła mu całkiem spokojnie - nawet to, co tak usilnie starasz się ukryć przed wszystkimi. Nie oceniam tego, kim jesteś ani tego, że tak bardzo pragniesz to zataić. Nie do końca jednak pojmuję motywy twojego postępowania i intencje, z jakimi tu przybyłeś. Z tego też powodu się pojawiłam. Twoje przybycie tutaj budzi bowiem pewne obawy.
      Nagle przypomniał sobie, skąd kojarzy imię strażniczki. W wierzeniach jego praprzodków Sehanine Moonbow była uważana za boginię transcendencji, mistycyzmu, nocnego nieba i snów. Wielu uważało, że ma również wpływ na przebieg podróży, a nawet w jakiś sposób jest związana ze śmiercią. Zrozumiał od razu, że przed nią musi być całkowicie szczery, gdyż istota ta nie znosiła kłamstwa.
      - Wybacz pani, ale ukrywanie mojej tożsamości przed innymi spowodowane jest uprzedzeniami do przedstawicieli mojej rasy - wyjaśnił pospiesznie.
      - Już ci mówiłam, ja tego nie oceniam - powiedziała strażniczka. - Jednak intencje, z jakimi tu przybyłeś, są dla mnie niejasne.
      - Przybyłem tutaj, aby ratować ukochaną - zaczął tłumaczyć i starał się przy tym być jak najbardziej szczerym. - Pewien osobnik przeprowadził na niej nieudany rytuał związania dusz. Znając moje uczucia do tej dziewczyny, był przekonany, że dzięki temu będzie mógł wpływać na moje decyzje, a przy okazji myślał też, że zapewni sobie nietykalność. Okazało się jednak, że źle odczytał rytuał i nie udało mu się osiągnąć zamierzonego celu. Jednak jego działania spowodowały, że dusza dziewczyny została wyrwana z ciała i podejrzewam, że zagubiła się w tym świecie. Przybyłem tutaj, aby ją odnaleźć i pomóc jej wrócić do naszego świata.
      Gdy Leiftan opowiadał strażniczce, dlaczego zdecydował się przybyć do jej wymiaru, ciemność, która go otaczała, zaczęła ustępować. Powoli ukazywał mu się dość długi, średnio szeroki korytarz, w którym nie było okien, za to po obu jego stronach było mnóstwo pozamykanych drzwi. Wszystkie wyglądały jednakowo, jakby je ktoś wykonał według konkretnego szablonu, z litego drewna mahoniowego, bez jakichkolwiek udziwnień i zdobień, z metalową klamką w kolorze złota. Jedynym źródłem przytłumionego światła były niewielkie kinkiety, wykonane z żółtych kryształów, osadzonych w złotych, ozdobnych obręczach. Kamienne ściany w kolorze przybrudzonej cegły przechodziły łagodnym łukiem w sufit, tworząc niezbyt wysokie sklepienie w tym samym kolorze. Nad drewnianą, mocno polakierowaną podłogą, przez całą długość korytarza wiły się kłęby dymu, które przypominały opary porannej mgły nad mokradłami, a wysokością sięgały klamek u drzwi.
      Lorialet dopiero po chwili zauważył rozproszoną, bladobłękitną energię, która pojawiła się mniej więcej w połowie długości korytarza. Energia ta skumulowała się i teraz kształtem łudząco przypominała postać kobiety w długiej, zwiewnej sukni. Zaciekawiony przyglądał się świetlistej postaci, gdy nagle uświadomił sobie, że tylko jedna jego myśl wystarczyła, aby poruszył się w jej stronę. Zatrzymał się w pewnej odległości od niej z obawy, że zbyt bliskie podejście, może zostać uznane przez strażniczkę za zbytnia nachalność lub przejaw braku kultury z jego strony.
      - Czy zdajesz sobie sprawę Leiftanie, kim jest ta dziewczyna, po którą tutaj przybyłeś? - zapytała strażniczka, a ton jej wypowiedzi był niezwykle poważny.
      - Jest drobną ziemianką, która zawładnęła moim sercem - odpowiedział po chwili namysłu szczerze i zgodnie z tym, co odczuwał. - Dziewczyną, która stała się całym moim światem. Tracę oddech na samą tylko myśl, że mógłbym jej już nie zobaczyć. Dla niej... chyba byłbym w stanie się zmienić... i zmienić całe swoje życie...
      Ostatnie zdanie wypowiedział z lekką zadumą, jakby dopiero teraz uświadomił sobie, że właśnie taka jest prawda. I tak też rzeczywiście było. Dopiero tutaj, w innym wymiarze zdał sobie tak naprawdę sprawę z siły swoich uczuć względem Shairisse. Przez całe swoje życie nie spotkał nikogo na swojej drodze, dla kogo chciałby, chociaż pomyśleć o zmianie swojego życia, czy też choć przez chwilę naraziłby się na zdemaskowanie. A dla NIEJ? Dla niej nie tylko o tym pomyślał, ale również zaryzykował ujawnienie swojej tajemnicy, a nawet naraził swoje życie.
      - Teraz już rozumiem - odparła z dobrodusznym uśmiechem strażniczka. - W takim razie pozwolę ci spotkać się z twoją ukochaną, a później odeślę was do waszego świata. Chodź ze mną, zaprowadzę cię do twojego anioła.
      Leiftan słysząc te słowa, uśmiechnął się, delikatnie zawstydzony. Czyżby nawet Sehanine odkryła, że Shai jest dla niego jak anioł? Nieznacznie unosząc się nad podłogą, powoli ruszył w jej stronę. Gdy zbliżył się do świetlistej postaci strażniczki na odległość kilkunastu centymetrów, zauważył, że jest to smukła kobieta o nieskazitelnych kształtach. Stwarzała wrażenie bardzo młodej i niewinnej dziewczyny o niezwykle delikatnych rysach twarzy. Długie, lekko falujące, jasne włosy łagodnymi kaskadami spływały wzdłuż jej pleców, sięgając aż do połowy pośladków. Ubrana była w długą, zwiewną suknię, której materiał do złudzenia przypominał błękit letniego nieba, na którym ktoś wysypał miliony diamentów. Całą jej postać otaczała świetlista, roziskrzona aura, przypominająca gwiezdny pył.
      Strażniczka w milczeniu zaczęła lewitować w stronę drzwi na końcu korytarza. Zatrzymała się przed nimi i odwróciła w stronę lorialeta. Przyglądała mu się przez chwilę z anielskim uśmiechem na twarzy.
      - Jesteś gotowy na spotkanie? - zapytała niezwykle łagodnym głosem, łapiąc za klamkę.
      - Tak - odparł i wziął głęboki oddech. - Mam tylko jedną prośbę, pani - dodał po chwili.
      - Jaką mój drogi? - spytała z zaciekawieniem, jednocześnie otwierając drzwi.
      - Czy Shairisse mogłaby przez jakiś czas pozostać nieświadoma tego, kim naprawdę jestem? - zadając to pytanie, zbliżył się niepewnie do otwartych drzwi.
      Jego oczom ukazał się widok, który zapierał dech w piersi. Za drzwiami znajdował się olbrzymi, półokrągły taras, który okalała niezwykła, artystycznie zdobiona balustrada wykonana z białego alabastru. Co jakiś kawałek przerywała ją smukła kolumienka wykonana z tego samego materiału. Na kolumnach osadzony był niezbyt szeroki daszek, wykonany z kolorowego szkła witrażowego, a wszystko scalały złote obręcze. Z daszku zwisały kolorowe kwiatostany wiciokrzewu, wypełniając powietrze przemiłym, świeżym zapachem. Na środku tarasu znajdował się okrągły brodzik z lazurową wodą, otoczony niskim, opalizującym murkiem. Posadzka zrobiona była z białego marmuru, wypolerowanego na wysoki połysk. Na lewo i prawo od drzwi stały dwie ogromne, lazurytowe donice, w których kwitła niezliczona ilość rozmaitych kwiatów. Nad tarasem rozpościerało się bezchmurne nocne niebo, na którym niesamowity spektakl tworzyła zorza polarna. Cały taras skąpany był w blasku księżyca, który idealnie rozświetlał tę romantyczną scenerię.
      - Niestety drogi Leiftanie - odezwała się Sehanine, wyrywając chłopaka z błogiego zachwytu. - W tym wymiarze nie dasz rady ukryć swojej prawdziwej tożsamości przed drugim...
      - Na Wyrocznię... - wyszeptał lorialet, wchodząc w słowo strażniczce. Dosłownie w tym momencie na tarasie pojawiły się dwie skrzydlate postacie. Jedną z nich okazała się Shairisse, na której plecach lśniły dwie pary białych skrzydeł.
      - Ona jest aengelem...? - wymamrotał lorialet, nie dowierzając temu, co właśnie widzi.
      Strażniczka spojrzała na niego z przerażeniem, uświadamiając sobie, że chłopak nie miał pojęcia, kim tak naprawdę jest jego ukochana. Jednocześnie zdała sobie sprawę, że źle zinterpretowała wszystkie wydarzenia, które miały miejsce od momentu pojawienia się tej zagubionej dziewczęcej duszy. Oznaczało to, że jeszcze nie wszystkie nitki przeznaczenia wplotły się historię tej pary, aby można mówić, że przepowiednia się spełni i dojdzie do zapowiadanego i oczekiwanego cudu. W takim przypadku musiała zrobić jedyną rzecz, jaka przyszła jej do głowy. Musiała odesłać tych dwoje jak najszybciej z powrotem, ale przy tym koniecznie zadbać o wymazanie chłopakowi wszystkich wspomnień z tego miejsca. Nie lubiła tego robić, gdyż proces ten był bardzo bolesny dla osoby, która go przechodziła. Niestety w tym momencie to było jedyne rozwiązanie, które przyszło jej do głowy. Dziewczyna była w korzystniejszej sytuacji, ponieważ jej pobyt w tym świecie, był wynikiem zagubienia, więc po powrocie do swojego świata i tak nie będzie nic pamiętać.

      ***
      Valkyon i Huang Hua siedzieli na łóżku Shairisse z zamkniętymi oczyma i usilnie starali się skupić myśli na dziewczynie, tak jak prosił ich o to Leiftan. Kiedy lorialet zaczął recytować zaklęcie, oboje poczuli, jakby wysysano z nich życie. Fenghuang otworzyła oczy, aby sprawdzić, co dzieje się wokół i upewnić się, że owo uczucie wysysania rzeczywiście dotyczy ich mocy, a nie sił życiowych. Spojrzała na wojownika i zmrużyła oczy, aby przyjrzeć się jego aurze. Odetchnęła z ulgą, widząc, że aura pozostaje nienaruszona, bo to świadczyło, że jego energia życiowa również jest bezpieczna. Obejrzała się w stronę Leiftana, który stał w nogach łóżka Shai. Wyraźnie widać było, że rzucane przez niego zaklęcie w jakiś sposób musi oddziaływać na jego ciało, bo coraz silniej zaciskał powieki i wydawało się, że zaraz upadnie. Ponownie zamknęła oczy i w myślach powtarzała błagalne wołania do Wyroczni i Feniksa o pomoc i opiekę.
      Nagle nastała cisza i dziwne uczucie wysysania ustało. Zdezorientowana dama Huang ponownie otworzyła oczy i w tym samym momencie usłyszała, jak lorialet wypowiada zdanie w jakimś dziwnym języku. Gdy umilkł, do jej uszu dotarł dźwięk głuchego uderzenia o podłogę. Prawie natychmiast spojrzała na Valkyona, który też w tym momencie zaniepokojony spojrzał w jej stronę. Oboje równocześnie odwrócili się w stronę lorialeta, zdając sobie sprawę, że to zapewne on musiał upaść.
      - Na Wyrocznię! - krzyknęła zaniepokojona fenghuang. - Valkyon sprawdź, proszę, czy z Leiftanem wszystko dobrze!
      Szef straży wstał i podszedł do leżącego na podłodze chłopaka, a kobieta pochyliła się nad dziewczyną i delikatnie pogładziła jej twarz dłonią, szepcząc jej imię. Chciała w ten sposób sprawdzić, czy zareaguje ona jakoś na jej dotyk, dając w ten sposób znać, że to już koniec rytuału. Przez chwilę przyglądała się jej twarzy, ale ta nadal nie wykazywała żadnych oznak powrotu świadomości.
      - Chyba wszystko jest dobrze, bo oddycha - stwierdził spokojnie białowłosy.
      - Proszę, podłóż mu to pod głowę - poprosiła fenghuang i podała mu poduszkę, którą wcześniej wzięła z parapetu okna.
      - Może zawołać Ewelein? - zaproponował Valkyon, układając delikatnie głowę nieprzytomnego chłopaka na poduszce. Pobladła twarz blondyna sprawiała wrażenie niezwykle spokojnej.
      - Nie wiem mój drogi - odpowiedziała kobieta. - Leiftan mówił, aby nikogo nie wpuszczać do zakończenia rytuału.
      - Niech więc tak będzie - stwierdził białowłosy i sięgnął niewysoki podnóżek, który stał przy oknie. Następnie wsunął go pod uniesione nogi lorialeta, aby jego stopy znajdowały się trochę wyżej od głowy.
      - Mam nadzieję, że wszystko się szczęśliwie zakończy - powiedział po chwili, siadając na łóżku i wpatrując się w Shairisse.
      Dama Huang spoglądała na niego w zadumie. Widać było, że złotooki wojownik martwi się o dziewczynę bardziej, niż o kogokolwiek innego, a jego "aura serca" wyraźnie wskazywała, że darzy ziemiankę uczuciem równie silnym, co Leiftan. Widząc ostatnio reakcję obu panów na siebie nawzajem, zrozumiała, że oni też są świadomi rywalizacji o uczucia Shai. Szczególnie obserwując ich zachowanie dzisiaj, nabrała pewności, że żaden z nich nie chce odpuścić i obawiała się, że w niedługim czasie dojdzie do eskalacji konfliktu między nimi.
      Z zamyślenia wyrwało ją nagłe naprężenie się Shairisse i towarzyszący temu jej bardzo gwałtowny wdech. Oboje z Valkyonem skoczyli na równe nogi, by po chwili pochylić się nad dziewczyną.
      - Shai! Maleńka! - krzyknął głośno wojownik. - Błagam cię, otwórz oczy... Proszę, wracaj do nas... - gorączkowo szeptał, gładząc kciukiem delikatnie jej policzek.
      Dziewczyna oddychała szybko i płytko, a aparatura monitorująca jej stan głośno zaczęła piszczeć. Huang Hua widząc, że białowłosy zajmuje się ziemianką, poszła sprawdzić, czy coś dzieje się z Leiftanem.
      - Ewelein! Chodź tutaj szybko! - zawołała w stronę drzwi, gdy zobaczyła, że lorialet leży wyprężony i napięty niczym struna, a jego twarz wykrzywiona jest w grymasie bólu. - Ewelein!!!
      W tym momencie otworzyły się drzwi i do sali wbiegła elfka. Szybko rozejrzała się po zgromadzonych i podbiegła do piszczącej aparatury. Błyskawicznie zapoznała się z odczytami, a zaraz potem włączyła jakiś przycisk i przesunęła kilka kryształków. Z szafki sięgnęła coś, co wyglądało jak łańcuszek z zielonymi koralikami i położyła go na szyi dziewczyny. Prawie natychmiast jej oddech stał się spokojniejszy, a piszczenie aparatury ustało.
      - Już wszystko dobrze - powiedziała do Valkyona i położyła mu dłoń na ramieniu w uspokajającym geście. - Teraz musi odpoczywać.
      - Wróciła? - zapytał wciąż zaniepokojony.
      - Tak, wróciła - potwierdziła Ewe, uśmiechając się łagodnie.
      - Chwała Wyroczni - odetchnął z ulgą wojownik i pochylił się, aby z czułością ucałować dziewczynę w czoło.
      Elfka w międzyczasie szybkim krokiem podeszła do Leiftana, którego ciało wciąż było naprężone do granic możliwości. Przyjrzała się wnikliwie jego twarzy, a następnie pochyliła, aby sprawdzić bicie serca i oddech. Po chwili położyła jedną dłoń na czole chłopaka, a drugą na jego piersi i zamykając oczy, zaczęła pospiesznie szeptać jakieś staroelfickie frazy. Kiedy skończyła recytować, ciało blondyna opadło na podłogę.
      - Valkyonie, chodź go przytrzymać! - zawołała Huang Hua, gdy po chwili ciało lorialeta zaczęło drgać, jak przy silnym napadzie epilepsji.
      Wojownik szybko i zwinnie doskoczył do głowy leżącego chłopaka i chwycił ją w obie dłonie, aby uniemożliwić jej niekontrolowane ruchy. Ewelein klęczała po jednej stronie, a Huang Hua po drugiej stronie leżącego i przytrzymywały jego ramiona. Drgawki trwały kilka chwil i ustały tak samo niespodziewanie, jak się zaczęły.
      - Trzeba go przenieść na łóżko - oznajmiła Ewelein, spoglądając na Valkyona. - On będzie chyba potrzebował odpoczynku - dodała, podnosząc się z podłogi.
      Kiedy elfka poszła szykować posłanie dla lorialeta, dama Huang podeszła do łóżka dziewczyny i przyglądała się jej z delikatnym uśmiechem na twarzy. W tym czasie szef straży Obsydianu poniósł nieprzytomnego Leiftana i stanął obok łóżka, które Ewelein kończyła przygotowywać.
      - Ewe, chyba coś jest nie tak - stwierdził nagle z niepokojem. - Spójrz na jego twarz.
      Pielęgniarka odwróciła się i przeklęła pod nosem. Twarz lorialeta była blada jak nigdy przedtem. Czoło lśniło od potu, a z ust i nosa chłopaka wypływały dwie cienkie strużki krwi.
      - Połóż go szybko i zawołaj Narendę i Velandela... Ezarel też niech przyjdzie - poprosiła, sięgając do szafki po jakąś fiolkę i strzykawkę. - To będzie ciężki dyżur...


* stań się kotwicą dla wybranej duszy
** Tu przychodzę, tu pukam, ja jestem Leiftan.

Offline

#17 16-04-2019 o 21h03

Straż Obsydianu
BluVivien
Nowo przybyła
BluVivien
...
Wiadomości: 9

I w koncu i ja tu zawitałam.

Ciekawa fabuła. Nawet bardzo ciekawa.
Coś czuję ze nie obejdzie się bez walki o serce Gardzi. Valkyon vs Leiftan.
Chce być w pierwszym rzędzie jak do tego ewentualnie dojdzie. Kupię nawet popcorn  /static/img/forum/smilies/lol.png

Weny życzę do następnego rozdziału  /static/img/forum/smilies/smile.png

Ostatnio zmieniony przez BluVivien (16-04-2019 o 21h04)

Offline

#18 22-04-2019 o 17h40

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Ale to była dobra część! Scena w której Leiftan pyta Vladka o jego relacje z Shai. Podobało mi się jakie napięcie tam zbudowałaś i sama odpowiedz Valkyona. Niby zaprzeczył temu by byli razem co dało ulgę naszemu demonkowi, jednakże nie odrzuca to możliwości takiej jakoby jakieś uczucie miedzy nimi kwitło. Osobiście kibicuje blondaskowi i liczę na jego triumf nad szefem obsydianu, ale nie wydaje mi się to takie oczywiste. Mamy też wśród tego wszystkiego Eweline, która cały czas jest przy Shai i wiele udało jej się zaobserwować jeśli chodzi o zachowanie obu panów w stosunku do ziemianki. W oryginalnej historii Ewka bardzo się lubi z Gardiene czasem nawet traktuje trochę ją jak siostrę. Wydaje mi się, że Ty w swoim opowiadaniu dosyć wiernie odwzorowujesz relacje postaci. Jeśli się nie mylę to mogłoby być tak, że Ewka może nieco zmanipulować zebrane przez siebie informacje żeby wyszło tak jak ona sądzi, że będzie najlepiej dla Shai.


Idąc dalej mamy rytuał to jestem pod wrażeniem opisów i zaklęć. Świetnie się to czytało /static/img/forum/smilies/smile.png Przeniesienie się Leiftana do innego wymiaru- Perełka! Najpierw ten gong jaki usłyszał i wszechogarniająca ciemność i nicość - brawo za ten klimat /static/img/forum/smilies/smile.png

Podoba mi się też wykreowana przez Ciebie postać Sehanine. Jestem jej niesamowicie ciekawa i tego cudu którego się spodziewała. Na razie nie chce jeszcze zbytnio w tym temacie spekulować.


Jeśli chodzi o spotkanie naszej głównej bohaterki i Leiftana to sądziłam, że zobaczymy nieco więcej zwłaszcza, że ich wspomnienia zostaną wymazane. Ale widocznie tak musiało być, więc nie narzekam i staram się cierpliwie czekać ( chociaż wydaje mi się, że to jeszcze trochę potrwa, bo po tym odcinku jestem pewna, że starasz się być na bieżąco z oryginalną historia żeby zgrabnie wplątywać ją w swoją/static/img/forum/smilies/smile.png )


No i dochodzimy do końcówki. Shai wróciła, wszyscy się cieszą, ale co  z Leiftanem?! No wygląda to dość dramatycznie! Totalnie nie wiem czego się spodziewać.  Być może teraz zanim Leiftan dojdzie do siebie będziemy mieli okazje oglądać historie trochę z perspektywy Shai ? /static/img/forum/smilies/smile.png


Pozdrawiam i życzę weny /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#19 09-05-2019 o 13h22

Straż Cienia
Orchidette
Młody rekrut
Orchidette
...
Wiadomości: 10

matenkoo to jest takie swietne!!! pozdrawiam bardzo i zycze weny! ^_^

Offline

#20 09-05-2019 o 17h00

Straż Cienia
Waioleta
Przyjaciółka chowańców
Waioleta
...
Wiadomości: 3 726

Sharessa wpadłam bo zobaczyłam ciekawy tytuł i nie zawiodłam się ciekawa fabuła, sama historia interesująca. Ogromne brawa za ilość tekstu, sama na nowo zaczęłam pisać opowiadanie na dziale FF, lecz nie potrafię wrzucać aż takich ilości, głównie przez moją tendencje do zbyt szybkiej akcji. Tutaj na to miast wszystko idzie swoim własnym tempem, bez jakiś przeskoków.
Życzę ogromnej weny i czekam na kolejną część /static/img/forum/smilies/smile.png


https://d30womf5coomej.cloudfront.net/sa/f6/21c051e7-f5d1-49d7-a0b3-119744945ca4.png

Offline

#21 22-05-2019 o 15h59

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam i pozdrawiam /static/img/forum/smilies/smile.png
Dzisiejszy odcinek spokojniejszy i stanowiący swego rodzaju pomost między kolejnymi wydarzeniami a poprzednim skupieniu na osobie Leiftana.
Dziękuję za przemiłe komentarze i pozdrawiam bardzo serdecznie i ciepło.

Przebudzenie


          Leiftan przez dłuższą chwilę leżał nieruchomo, starając się przywołać jakieś myśli. Było to jednak bardzo trudne, gdyż w głowie miał całkowitą pustkę, która jak na złość nie chciała wypełnić się żadnymi myślami ani odczuciami. Kiedy w końcu udało mu się przełamać opór własnego umysłu, poczuł narastający niepokój, gdyż zdał sobie sprawę, że nie ma władzy nad swoim ciałem. Nie mógł otworzyć oczu ani nie mógł się poruszyć. Nie wiedział, gdzie jest, ani co się z nim dzieje - jedyne, co odczuwał, to jakby swoista siła zamknęła go w jego własnym ciele, ale bez możliwości jakichkolwiek interakcji z tym ciałem. Przez chwilę nawet zagościła w jego głowie przerażająca myśl, że może umarł i go pochowali, a teraz właśnie powrócił do swojego martwego ciała. Szybko jednak porzucił ten niedorzeczny pomysł, gdyż poczuł na swojej twarzy promienie słoneczne, delikatny powiew wiatru i usłyszał śpiew ptaków. Dlaczego więc nie mógł się poruszyć albo chociaż otworzyć oczu? Z całych sił pragnął przywołać wspomnienia ostatnich wydarzeń, aby w ten sposób zrozumieć, w jakiej jest sytuacji. Ostatnią rzeczą, jaką mógł sobie teraz przypomnieć, to rozmowa z Shairisse w Kryształowej Sali. Dlaczego nie potrafił sobie przypomnieć, co było dalej? Dlaczego nie pamięta, co się stało? Im bardziej starał się przypomnieć sobie cokolwiek więcej, tym mocniej i boleśniej odczuwał ucisk w okolicach skroni i tym bardziej czuł ogarniające go zmęczenie i senność.
          Nagle cały jego niepokój i strach zeszły na dalszy plan, niczym odsunięte czyjąś dłonią, żeby zrobić miejsce na coś nowego. Tą nową rzeczą były ciche słowa, które rozległy się w jego umyśle i brzmiały, jakby były wypowiedziane gdzieś bardzo daleko:
          - Zapamiętaj i rozważ dokładnie następne moje słowa, gdyż wskażą ci one drogę do przeznaczenia... - tu nastała chwila ciszy i ponownie rozległy się słowa, ale tym razem były wyraźne i głośne:
          - "Bo czyż gotów jesteś poznać prawdziwą naturę miłości, co w jej liliowych oczach się skrywa? Żądny atencji o subtelności, czułości i delikatności zapominasz. Patrząc złowieszczo na innego starania, co pełne są pokory i oddania pamiętaj, że jedno słowo lub gest mogą być jak topór kata, co opada nieubłaganie, by zakończyć żywot swej ofiary. Nawet jedna myśl nieposkromiona może stać się trucizną, co wtłoczona w świadomość niszczy i tłamsi, aż w końcu zabija."
          Były to ostatnie słowa, jakie Sehanine skierowała do Leiftana, tuż przed odesłaniem go do jego wymiaru i ciała. Przy całej delikatności i melodyjności, jakimi charakteryzował się ton głosu Strażniczki, wypowiedziane przez nią wtedy słowa, brzmiały teraz jak ponure ostrzeżenie. Przez dłuższy czas nie potrafił się na niczym skupić, bo te słowa kołatały teraz w jego głowie, niczym natrętne myśli, których pomimo usilnych starań, nie można się pozbyć. Nie potrafił przypomnieć sobie, skąd zna ten głos ani do kogo on należy. Dlaczego pytała, czy jest gotów poznać prawdziwą naturę miłości? Przecież już od dawna wiedział, czym jest miłość. I o jakim przeznaczeniu mówiła? Czy chodziło o jego przeznaczenie? A może o Shairisse? I dlaczego znowu odczuwa ten ucisk w skroniach? Nim się zorientował, znowu dopadło go to dziwne zmęczenie i senność, ale tym razem nie potrafił się im oprzeć...
          ***
          Miiko szła do przychodni, zastanawiając się, czy będzie musiała dzisiaj stawić czoła jakimś nowym problemom. Był wczesny poranek, a ona już odczuwała zmęczenie i zniechęcenie. W ciągu ostatnich kilku dni działo się zdecydowanie zbyt wiele jak na jej siły. Nieporozumienia wśród sojuszników, które należało jak najszybciej załagodzić i rozwiązać. W związku z tym w najbliższych dniach szykowały się negocjacje dyplomatyczne w Balenvii, do których trzeba się było przygotować. Nagłe zmiany w grafiku misji, spowodowane atakiem na Shairisse, który notabene prawie pozbawił dziewczynę życia, a teraz jeszcze kłopoty zdrowotne Leiftana. Wszystkie te wydarzenia stresowały ją tak bardzo, że kolejną noc nie mogła zasnąć, a jak już się udawało, to po chwili wybudzał ją nagły lęk, że nie da sobie z tym wszystkim rady. Szła z nadzieją, że Ewelein będzie miała dla niej same dobre wiadomości, bo naprawdę potrzeba jej było teraz zastrzyku pozytywnej energii.
          W drzwiach przychodni minęła się z Velandelem, który bez pośpiechu opuszczał swoje miejsce pracy i wesoło pogwizdywał. Widząc go, czarnowłosa nabrała wiary, że rytuał zakończył się powodzeniem, a nocny kryzys zdrowotny lorialeta został zażegnany.
          - Witaj Ewelein - przywitała elfkę, która siedziała przy biurku i coś notowała.
          - Och, witaj Miiko - odparła zmęczonym głosem pielęgniarka.
          - Chyba jesteś wykończona? Nie przeszkadzam? - kitsune wymownie zerknęła na stertę kartek rozłożonych na biurku.
          - Oczywiście, że nie - uśmiechnęła się Ewe. - Muszę tylko uzupełnić zalecenia i skończyć raport z nocnego dyżuru - dodała zrezygnowanym tonem. - Velandela i Narendę odesłałam, aby coś zjedli i odespali nocny alarm, ale zaraz Laerin zaczyna dyżur, to będę mogła się trochę położyć. Nasze gołąbki muszą odpocząć i mam nadzieję, że pozostaną już grzeczne i spokojne.
          - "Nasze gołąbki"? Kogo masz na myśli? - spytała zaskoczona szefowa.
          - Leiftana i Shairisse - odparła lekko rozbawiona elfka.
- Nie mów mi, że nie wiedziałaś?
          - O czym? - zaskoczenie na twarzy Miiko, powoli przechodziło w zadumę. Zdawała sobie sprawę, że lorialet traktuje Shai z wyjątkową troską i sympatią, ale zawsze myślała, że to z powodu tej dziwnej więzi dziewczyny z Kryształem i Wyrocznią.
          - Naprawdę nie widziałaś, jaki przerażony był wczoraj? - zdziwiła się pielęgniarka.
          Szefowa straży przez chwilę się zamyśliła. Wczorajsza reakcja Leiftana na wiadomość, że dziewczyna umiera, rzeczywiście była dość zaskakująca i gwałtowna. Jego zachowanie później pod drzwiami przychodni w sumie też wskazywało, że mocno przeżywa to, co się dzieje z ziemianką.
          - Wiesz, to jeszcze o niczym nie świadczy - powiedziała po chwili z uśmiechem.
          - No niby nie, ale wiesz co? - Ewe spojrzała na kitsune i zaczęła wyjaśniać. - Wczoraj, gdy weszłam do sali, nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Myślał, że jest z nią sam i jego zachowanie wobec niej nie pozostawiało żadnych wątpliwości - uśmiechnęła się znacząco. - Wierz mi Miiko, jestem pewna, że nasza mała ziemianka nie jest obojętna Leiftanowi. Szczerze mówiąc - dodała po chwili namysłu - ostatnio z moich obserwacji wnioskuję, że stała się kimś ważnym nie tylko dla Leiftana, ale i dla Valkyona.
          - Twoje ostatnie obserwacje? Ewelein, o czym ty mówisz? - dopytywała zdziwiona i coraz bardziej zaciekawiona szefowa.
          - Chodź i sama spójrz - powiedziała elfka i wstała od biurka. Podeszła do uchylonych drzwi sali, gdzie leżeli Leiftan i Shairisse. - Widziałaś kiedykolwiek, żeby Valkyon się tak zachowywał?
          Miiko podeszła do niej i zajrzała do sali. Na krześle przy łóżku dziewczyny, siedział szef straży Obsydianu. Był pochylony w jej stronę, wspierał się na łokciach i trzymał ją za rękę, a głowę miał opartą na jej biodrze. Wyglądało na to, że chłopakowi się przysnęło, gdy siedział przy ziemiance. Obok jego stóp, pod łóżkiem spał zwinięty w kłębek Athira. Różany lis od samego początku nie odstępował swojej pani ani na krok.
          - Od dawna tak siedzi? - zapytała szeptem kitsune. Widok ten faktycznie ją trochę zdziwił, gdyż pierwszy raz widziała Valkyona czuwającego przy łóżku podopiecznej. Nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji, mimo że jego podwładni często trafiali do przychodni, bo była to straż skupiająca wojowników.
           - Przyszedł wczoraj przed Leiftanem i wyszedł tylko raz, gdy poprosiłam, żeby zawołał Ezarela i moich asystentów - odpowiedziała również szeptem Ewelein i ponownie usiadła przy biurku. - Już jakiś czas temu zauważyłam, że Shairisse ma na niego dobry wpływ. Przy niej się zmienił i wyszedł z tej swojej skorupy. Dlatego śmiem przypuszczać, że jego zachowanie jest spowodowane tym, co dzieje się w jego sercu.
          - Jeśli rzeczywiście tak jest - Miiko nagle spoważniała - to powiem ci, że niedługo mogą się pojawić nieoczekiwane sytuacje w Kwaterze.
          - Zapewne tak moja droga - pielęgniarka również przybrała poważny ton głosu - na razie jednak mamy inne problemy, którymi trzeba się zająć.
          - Masz rację. To tak dla pewności zapytam - kitsune zerknęła w stronę sali - z naszymi gołąbkami już wszystko dobrze?
          - Mogę powiedzieć, że u Shairisse wszystko wróciło do normy - elfka popatrzyła na czarnowłosą. - Musi jedynie odpocząć, ponownie nabrać sił i odnowić swoją energię i poziom maany we krwi... Jeśli chodzi o Leiftana... - w tym momencie spojrzała w kierunku sali, na której leżał lorialet. - Wygląda na to, że fizycznie jest z nim wszystko dobrze, ale poziom energii i maany w jego krwi jest niestabilny...
          - Czyli? Co to dokładnie znaczy? - dopytywała Miiko, marszcząc brwi. - Czy coś się stało w trakcie rytuału?
          - Tego nie wiem. Na czas rytuału poszłam do drugiej sali, aby im nie przeszkadzać i nie robić jakichś zakłóceń - spokojnie zaczęła wyjaśniać Ewe. - Kiedy Huang Hua mnie zawołała, Shai akurat wróciła do siebie i musiałam tylko ustabilizować jej oddech. Leiftan za to leżał na podłodze wyprężony i napięty jak struna od kitary*. Użyłam staroelfickiej frazy łagodzącej napięcia, która podziałała na niego od razu, ale zaraz potem miał jakiś dziwny, choć krótkotrwały napad epilepsji. Z opowieści Valkyona i Huang Hua wywnioskowałam, że to mógł być moment zakończenia rytuału. Gdy kładliśmy Leiftana na łóżko, okazało się, że ma krwotok, który nie był jednak poważny i udało nam się go dość szybko opanować. Od tamtej pory jego oddech, tętno, ciśnienie i temperatura są prawidłowe, wręcz książkowe. Martwi mnie jednak to, że poziomy maany we krwi i energii w czakrach sukcesywnie się obniżają. Ezarel stwierdził, że podobne efekty występują po zażyciu eliksiru Tersus Victas, ale z tego, co wiem to Leiftan nie pił takiego eliksiru...
          - Co to za eliksir?
          - Ciężko to wyjaśnić w prostych słowach - westchnęła elfka. - Krótko mówiąc, używa się go wraz z zaklęciem, aby wymazać wspomnienia i oczyścić pamięć i nie chodzi tylko o umysł.
          Kitsune wpatrywała się w pielęgniarkę przez dłuższą chwilę w milczeniu, wyraźnie starając się zrozumieć i przetrawić dopiero co pozyskane informacje. Ewelein przyglądała się jej z uwagą i widziała, że szefowa czuje się przytłoczona całym tym zamieszaniem, jakie powstało i wzmagało się w ostatnich dniach.
          - Nie martw się na zapas Miiko - odezwała się w końcu łagodnie, patrząc czarnowłosej w oczy i łapiąc jej dłoń w geście pocieszenia. - Najważniejsze, że oboje żyją. Ezarel wysłał Taenmila z wiadomością do pewnego znajomego zaklinacza, więc niedługo powinniśmy mieć obszerniejsze wieści na temat stanu naszego lorialeta.
          - Dobrze - odezwała się zrezygnowanym tonem szefowa. - Powiedzmy, że postaram się o tym teraz nie myśleć i poczekam na więcej informacji. Tak z innej strony biorąc - zaczęła, zerkając na Ewelein przyjaźnie - jadłaś już śniadanie?
          - Tak, Ezarel przyniósł mi kanapkę i sok, zanim poszedł się położyć - odpowiedziała pielęgniarka, kierując swoje spojrzenie na stos papierzysk leżących na biurku.
          Gdy elfka kończyła wypowiedź, do przychodni wszedł młody, szczupły chłopak. Jego ruchy były miękkie i niezwykle sprężyste. Z czarnej czupryny wystawały czarne, kocie uszy z białymi pędzelkami, idealnie pasujące do czarnego kociego ogona z białą końcówką. Ciemna, prawie czarna karnacja kontrastowała z pomarańczowymi oczami o bystrym i trochę dzikim spojrzeniu.
          - Witam szanowne panie - przywitał się miłym i bardzo ciepłym głosem, zamykając drzwi przychodni.
          - Witaj Laerin - powitała go Ewe, zerkając na zegarek. - Już jesteś? Masz jeszcze ponad pół godziny do dyżuru.
          - Wiem, ale słyszałem, że w nocy było dość nerwowo - odpowiedział łagodnie kotołak - i pomyślałem, że może przydałbym się wcześniej, żeby w czymś pomóc, albo szybciej przejąć zmianę i cię odciążyć.
          - To miłe z twojej strony - Ewe spojrzała na niego z rozbrajającym uśmiechem. - Miiko, tobie zalecam trochę więcej spokoju i porządne śniadanie - zwróciła się do szefowej tonem lekarza, który na odchodne wydaje ostateczne zalecenia pacjentowi. - Po południu natomiast zalecam wspólny spacer w ogrodach - dodała żartobliwie, mrugając porozumiewawczo i zabrała się do uzupełniania dokumentów.
          - Tak jest - Miiko uśmiechnęła się rozbawiona i skierowała do wyjścia. Wiadomości, które usłyszała od Ewelein były raczej pozytywne, chociaż pozostawiały spory margines na nowe domysły i zmartwienia. - Miłego dnia - rzuciła na odchodne.
          Idąc do stołówki, kitsune stwierdziła, że musi porozmawiać z Nevrą i Ezarelem, aby uzyskać od nich poradę na temat szykujących się rozmów dyplomatycznych. Trzeba coś było zacząć ustalać, a na Leiftana chwilowo nie mogła przecież liczyć. Valkyon chyba też na razie nie byłby zbyt pomocny, bo cała jego uwaga wyraźnie skupiona była na Shairisse. Postanowiła zwołać na popołudnie zebranie Lśniącej Straży, może przy okazji zdoła dowiedzieć się, czy szefowie straży wiedzą coś więcej o sercowych zawirowaniach w Kwaterze. Nie był to priorytet, ale Ewe rozbudziła dzisiaj jej ciekawość. Na razie jednak jedyne, o czym mogła myśleć, to zjedzenie śniadania, bo burczenie w brzuchu stawało się coraz dokuczliwsze.
          ***
          - Uhm... - ciche westchnięcie i poruszenie trzymanej dłoni, momentalnie wyrwały Valkyona z płytkiego snu. Od razu skierował spojrzenie na twarz dziewczyny, której od kilku godzin nie odstępował ani na krok. - Gdzie ja jestem? Co się stało? - dopytywała ledwo słyszalnym głosem Shairisse, zerkając na wojownika lekko oszołomionymi i nie do końca jeszcze przytomnymi oczyma.
          - Na Wyrocznię - wyszeptał wzruszony szef Obsydianu, całując przy okazji trzymaną dłoń ziemianki i nie spuszczając wzroku z jej twarzy. - Jesteś w przychodni, miałaś trochę problemów... ze zdrowiem - dodał po chwili niepewnie. Obawiał się, że prawda ujawniona w tej chwili, może spowodować u niej jakiegoś rodzaju szok lub traumę. Wolał, żeby wnikliwym wyjaśnianiem zajęły się osoby znające się na takich sprawach lepiej od niego. Dla niego bowiem liczyło się tylko to, że najważniejsza osoba w jego życiu żyje i właśnie się przebudziła. - Jak się czujesz maleńka? - zapytał łamiącym się głosem, usilnie starając się przy tym nie dopuścić łez do oczu.
          - Czuję się, jakby mnie czołg przejechał - odpowiedziała Shai żartobliwie, przewracając przy tym oczami i wywołując tym samym łagodny uśmiech na twarzy Valkyona. To była standardowa odpowiedź dziewczyny zawsze po ich wspólnych treningach. Sporo czasu zajęło mu zrozumienie, czym jest ów "czołg", o którym wspominała.
          - To dziwne, bo nie trenowaliśmy ostatnio - odparł, uśmiechając się przy tym z wyraźną ulgą i zadowoleniem na twarzy. Skoro żartowała, to mogło świadczyć tylko o tym, że jej samopoczucie nie jest najgorsze. Chwilę wcześniej jego uwagę zwrócił Athira, który słysząc głos swojej pani, od razu usiadł przy rozmawiających i domagał się uwagi, wesoło merdając ogonem i popiskując. - Zobacz, kto cały czas przy tobie czuwał - oznajmił, prostując się na krześle. Kiedy to zrobił, chowaniec od razu delikatnie wsparł się łapami o jego kolana i wsunął mokry nos w dłoń swojej opiekunki.
         - Dzień dobry - nieoczekiwanie przywitał się Laerin, który niepostrzeżenie wszedł do sali i pochylał się właśnie nad aparaturą monitorującą stan lorialeta. - I nie tylko on czuwał - dodał z ciepłym uśmiechem, specjalnie unikając kontaktu wzrokowego z białowłosym i pacjentką. Zaskoczony szef Obsydianu spojrzał na niego karcąco, ale nie odezwał się słowem.
          - Och, mój słodki lisio - szeptała w międzyczasie Shairisse, uśmiechając się szeroko i delikatnie drapiąc swojego chowańca za uchem. - Nie tylko on? - po chwili zapytała lekko zdziwiona, spoglądając łagodnie na swojego szefa. Valkyon nic jednak nie odpowiedział i lekko zażenowany spuścił wzrok. Pojawiające się jednak rumieńce na jego policzkach były wystarczającą odpowiedzią dla dziewczyny. Laerin zaśmiał się i spojrzał na wojownika, ale widząc jego reakcję, wolał nie kontynuować tematu. W międzyczasie zadowolony Athira położył się pod oknem, od czasu do czasu zerkając tylko na swoją panią.
          - Znajdziesz mi Valkyonie jakąś poduszkę? - poprosiła delikatnie rozbawionym tonem Shai, tym samym dając do zrozumienia szefowi swojej straży, że nie będzie drążyć tematu. Słysząc jej słowa, złotooki odczuł ulgę i zaczął rozglądać się po sali, w poszukiwaniu wolnej poduszki. Wiedział, że dziewczyna zrozumiała jego zakłopotanie, gdyż nie dopytywała go już więcej, tylko spoglądała na niego i uśmiechała się przyjaźnie. Właśnie w takich momentach miał wrażenie, że oboje dogadują się niemalże bez słów. Zawsze doceniał jej spostrzegawczość i wyrozumiałość, dzięki którym czuł się przy niej swobodnie.
          - Weź z łóżka obok - podpowiedział mu Laerin. - Później przyniosę nową.
          Wojownik wstał, aby zabrać poduszkę z wolnego łóżka, a następnie bardzo delikatnie wsunął ją pod ramiona i głowę swojej podopiecznej.
          - Tak dobrze? - zapytał, patrząc jak Shairisse układa się na posłaniu.
          - Super, dziękuję ci bardzo - odpowiedziała z uśmiechem.
          - Potrzebujesz jeszcze czegoś? Może głodna jesteś? - dopytywał z troską.
          - Nie, na razie niczego mi nie potrzeba.
          - Jak coś, to mów - odparł, siadając ponownie na krześle i przyglądając się z uwagą Shairisse. Wyraźnie widział, że dziewczyna się nad czymś zastanawia. Domyślał się, że będzie chciała zapewne wiedzieć, jak się tu znalazła i dlaczego, ale on sam przecież nie znał dokładnych odpowiedzi na te pytania. Bardzo chciał dowiedzieć się, dlaczego w nocy znalazła się w lesie i co się wydarzyło, zanim Athira po niego przybiegł. Stwierdził jednak, że czas na dopytywanie o to będzie później. Teraz najważniejsze było, aby wróciła do pełni zdrowia.
          - Długo tu jestem? - zapytała po dłuższej chwili, wyrywając Valkyona z zamyślenia.
          - Niecałe dwie doby - odparł, patrząc prosto w jej liliowe oczy.
          - Nie pamiętam, co się stało... - powiedziała zamyślona. Wojownik chciał jej odpowiedzieć, ale zrezygnował, gdyż do łóżka podszedł Laerin, by sprawdzić wskazania na aparaturze. Chwilę stał, wpatrując się w kolorowe odczyty.
          - Wygląda na to, że wszystko jest w porządku - odezwał się, korzystając z chwili milczenia między chłopakiem i dziewczyną. - Jeśli nic się nie zmieni, to myślę, że za dwa dni będziesz mogła wyjść - dodał, radośnie i wyszedł z sali. Shairisse zareagowała na tę wiadomość tylko delikatnym uśmiechem, wyraźnie skupiając swoje myśli na czymś innym. Valkyon za to odetchnął z ogromną ulgą, czując, jak ogromny ciężar spada z jego ramion.
          - Shai, nie zamartwiaj się na zapas - powiedział łagodnym, uspokajającym tonem. - To zapewne normalne, że w tej chwili nie pamiętasz, co się wydarzyło. Byłaś nieprzytomna, dopiero się wybudziłaś, potrzebujesz trochę czasu, aby dojść do siebie...
          - Może masz rację... - jej odpowiedź nie brzmiała przekonująco, ale wiedział, że nie powinien w tej chwili więcej wymagać. Zawsze była uparta i lubiła robić wszystko po swojemu, a im bardziej czegoś jej zabraniano, tym bardziej czuła potrzebę, by to zrobić. - Ale to takie dołujące, że nie potrafię sobie przypomnieć...
          - Za jakiś czas Ewelein wróci na dyżur, to zapewne będzie mogła ci jakoś pomóc - starał się ją pocieszyć, widząc, że nadal martwi się swoim brakiem pamięci. - Poza tym wszystko ci wytłumaczy i wtedy jestem pewien, że łatwiej ci będzie zebrać myśli i poskładać wszystko w jakąś całość -  dodał, przy okazji sam siebie też chcąc uspokoić. Poniekąd miał sobie za złe, że nie udało mu się zapobiec wydarzeniom z tamtej nocy. Obiecał przecież, wręcz przysięgał kiedyś Shairisse, że będzie ją chronił - nawet za cenę własnego życia... A teraz czuł, że ją zawiódł...
          - Niech ci będzie - powiedziała, dając w końcu za wygraną. - Jak ty to robisz, że zawsze wiesz, co powiedzieć, żeby mnie przekonać? - zapytała po chwili, przyglądając mu się i zabawnie marszcząc brwi.   
          Valkyon słysząc jej słowa, uradowany uśmiechnął się nieznacznie. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, gdyż w drzwiach stanął Laerin, oznajmiając, że właśnie przyszedł Chrome z informacją o zebraniu Lśniącej Straży w Kryształowej Sali.
          - Shai, niestety muszę iść, więc ci nie odpowiem - oznajmił głosem, który sugerował, że wcale tego nie chce. Wstając z krzesła, wziął rękę dziewczyny i ucałował ją delikatnie. - Chcesz, żebym wrócił po zebraniu?
         - A nie chcesz odpocząć ode mnie? - zaśmiała się, spoglądając figlarnie na niego. - I... wyspać się normalnie w swoim łóżku, a nie na... krześle? - dodała po chwili żartobliwie, chociaż rzeczywiście martwiła się o chłopaka. Znała go na tyle dobrze, że wiedziała, iż jest niewyspany i zmęczony.
          - Nie drażnij się ze mną - odpowiedział również figlarnie, chociaż dało się wyczuć, że nadal czuł się lekko zażenowany tym, że się o tym dowiedziała. - Jeśli nie będę miał obowiązków, to przyjdę do ciebie.
          - Ok, idź już Valkyonie - powiedziała cicho i uśmiechnęła się ciepło. - Miiko nie lubi czekać.
          - Wiem - odparł markotnie. - Odpoczywaj maleńka.
          Po tych słowach odwrócił się do drzwi i ruszył na zebranie.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*starogrecki instrument muzyczny, stanowiący odmianę liry

Offline

#22 23-05-2019 o 20h40

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Cześć i czołem /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Ale mi wczoraj sprawiłaś niespodziankę ale i zawód  /static/img/forum/smilies/tongue.png
Niespodziankę, bo dopiero co przeszłam nowy odcinek, zaglądam na forum a tu nowa część opowiadania od Ciebie /static/img/forum/smilies/smile.png Zawód, bo tak strasznie się wkręciłam w czytanie a to się skończyło tak szybciutko  /static/img/forum/smilies/sad.png Jednak bądź spokojna jestem skłonna Ci to równie szybko jak skończył się ten rozdział Ci to wybaczyć  /static/img/forum/smilies/cool.png
Przyjmuje tłumaczenie, że ta cześć jest tym pomostem miedzy poprzednimi wydarzeniami a tymi które dopiero będą miały miejsce, ale tak rozgrzałaś moją ciekawość, że nie mam wyjścia jak gorąco nalegać na rychłe pojawienie się kolejnego rozdziału /static/img/forum/smilies/big_smile.png


Ta część jest bezbłędna --- Zapamiętaj i rozważ dokładnie następne moje słowa, gdyż wskażą ci one drogę do przeznaczenia... - tu nastała chwila ciszy i ponownie rozległy się słowa, ale tym razem były wyraźne i głośne:
          - "Bo czyż gotów jesteś poznać prawdziwą naturę miłości, co w jej liliowych oczach się skrywa? Żądny atencji o subtelności, czułości i delikatności zapominasz. Patrząc złowieszczo na innego starania, co pełne są pokory i oddania pamiętaj, że jedno słowo lub gest mogą być jak topór kata, co opada nieubłaganie, by zakończyć żywot swej ofiary. Nawet jedna myśl nieposkromiona może stać się trucizną, co wtłoczona w świadomość niszczy i tłamsi, aż w końcu zabija."

Ciekawa jestem czy Leiftan faktycznie będzie miał to w pamięci i będzie potrafił nad sobą panować, bo wszyscy dobrze wiemy, że jest o Shai niesamowicie zazdrosny. Dalej patrząc na sposób w jaki Valkyon rozmawia z Sharisse i jej podejście do niego to śmiem sądzić, że może dojść do jakiś scen /static/img/forum/smilies/wink.png


Tak jak podejrzewałam Eweline nie umknęło zachowanie naszych oponentów i nawet się w niej taki plociuch obudził. No nie wiem czy tu dziewczyna dodatkowo nam nie zamiesza /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Jedyne do czego mogę się doczepić to brak zauważenia przez Shai Leiftana. Z tego fragmentu rozumiem, że leżał on w tej samej sali gdzieś tuż obok Sharisse --->  Dzień dobry - nieoczekiwanie przywitał się Laerin, który niepostrzeżenie wszedł do sali i pochylał się właśnie nad aparaturą monitorującą stan lorialeta

Rozumiem, że zaraz po tym fragmencie uwagę Shai skradł jej chowaniec, ale w końcu chyba powinna go w tym wszystkim dostrzec. Rozmowa Shai i Władzia trwa tam dość długo i gdzieś tam też rozgląda się za poduszką, więc dziwne dla mnie jest, że nie zauważa, że poza nią w przychodzi jest inny pacjent.

Oceniam rozdział na dobry a był by bardzo dobry gdyby był dłuższy

/static/img/forum/smilies/big_smile.png  /static/img/forum/smilies/tongue.png  /static/img/forum/smilies/cool.png  Dlatego też już kończę moje wypociny i gonie do pisania  /static/img/forum/smilies/lol.png

Offline

#23 09-06-2019 o 17h55

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 50

Witam ponownie /static/img/forum/smilies/smile.png
@Kamenka - w tym rozdziale znajduje się wytłumaczenie braku spostrzeżenia Leiftana przez bohaterkę. Jej łóżko było przestawiane do rytuałów, więc nie miała dziewczyna możliwości zaobserwowania całego pomieszczenia. Dodatkowo - wybudzony człowiek nie bywa zbytnio spostrzegawczy.
Wklejam nowy rozdział i mam nadzieję, że nie spowoduje on zawodu ^^
Pozdrawiam /static/img/forum/smilies/smile.png


Serce nie sługa

        Po wyjściu Valkyona z przychodni, Shairisse zamknęła oczy, aby pomyśleć. Musiała przyznać, że widok wojownika po przebudzeniu bardzo ją ucieszył. Od dłuższego już czasu był jej najbliższym przyjacielem, na którego wiedziała, że zawsze może liczyć i zawsze może się ze wszystkiego zwierzyć. Sporo między nimi się działo w przeszłości i nie zawsze były to sytuacje wpływające pozytywnie na znajomość. Niezaprzeczalnie jednak wszystkie te przeszłe wydarzenia, stały się niepodważalnym fundamentem ich przyjaźni. Lubili swoje towarzystwo i lubili spędzać razem czas, a mieli ku temu mnóstwo okazji - wspólne treningi, wspólne misje i wspólni przyjaciele. Dodatkowo mężczyzna był szefem Straży Obsydianu, do której ona należała. Dlaczego jednak czuwał przy jej łóżku? Jak ciężki był jej stan, że białowłosy tak bardzo się ucieszył, gdy się przebudziła? Przecież wyraźnie widziała, że miał łzy w oczach. Czy za tymi łzami kryło się coś więcej? Usilnie starała się przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia. Dlaczego znalazła się w przychodni? Dlaczego czuje, jakby ją coś przeżuło i wypluło? Ostatnie, co mogła sobie przypomnieć, to powrót z misji do Kwatery. Później, jak przez mgłę kojarzyła pobyt w Kwaterze, wspólną kolację z szefami straży na stołówce, ale co było potem? Chyba miała się z kimś spotkać, ale z kim i gdzie? Pogrążona w swoich myślach nagle usłyszała, jak ktoś wchodzi do przychodni.
        - Wróciłam. Jak się mają moi ulubieni pacjenci? - usłyszała znajomy głos i po chwili zobaczyła przez otwarte drzwi Ewelein, która stanęła przy biurku w celu przejrzenia dokumentów.
        - Jakiś czas temu Shairisse się obudziła - zakomunikował z entuzjazmem Laerin z sąsiedniego pomieszczenia. - Wygląda na to, że nic jej nie...
        - I nikt mi nie przyszedł powiedzieć? - przerwała mu kobieta, udając przy tym oburzoną i szybkim krokiem weszła na salę.
        - Chciałem, żebyś odpoczęła... - zawołał za nią skruszony pielęgniarz. - Poza tym Valkyon dopiero przed chwilą wyszedł... - dodał zrezygnowanym głosem, bardziej do siebie niż do przełożonej, która wyraźnie już go nie słuchała.
        - Shai, moja kochana - powiedziała radośnie elfka, ściskając przyjaźnie dziewczynę. - Jak dobrze widzieć, że się obudziłaś! Jak się czujesz? - zapytała, wypuszczając ją z uścisku.
        - Witaj Ewe - Shairisse powitała ją cicho, ale za to z ogromnym uśmiechem na twarzy. Dało się zauważyć, że mówienie, zwłaszcza głośniejsze powoduje pewien dyskomfort. - Jestem zmęczona, ale ogólnie jest dobrze, bo nic mnie jakoś specjalnie nie boli. No może poza mięśniami... Dobrze słyszałam, że ktoś jeszcze tu leży poza mną? - zapytała ze zdziwieniem, gdyż rozglądając się wcześniej, nie zauważyła nikogo w zasięgu swojego wzroku.
        - Jesteś tutaj ty i Leiftan - odpowiedziała pielęgniarka, spoglądając to na nią, to w dokumenty, to na odczyty.
        - Leiftan? - zapytała zaskoczona, czując przy tym, jak rumieni się na twarzy, a jej serce przyspiesza na samą tylko myśl o chłopaku. - Czemu tutaj leży? Coś mu się stało?
        - Nic ci jeszcze nie powiedzieli? - spytała zdumiona elfka. Była przekonana, że dziewczynę o wszystkim poinformowano, skoro się obudziła. - Jeszcze się nie wybudził po rytuale – dodała po chwili namysłu.
        - Jakim rytuale? Nic nie wiem – ziemianka patrzyła na przyjaciółkę zdezorientowana. - Valkyon nic mi nie chciał powiedzieć, bo stwierdził, że ty lepiej mi to wyjaśnisz.
        - Cały Valkyon – skwitowała krótko Ewelein, siadając na krześle. - Nigdy nie potrafił mówić o tym, co najbardziej go bolało. Widzisz moja droga - zaczęła mówić poważnie, chcąc przy okazji zmienić szybko temat. Wyraz twarzy Shairisse wskazywał, że dziewczyna nie jest chyba w pełni świadoma motywów postępowania swojego szefa. - Nie bardzo wiemy, co się wydarzyło. Mamy tylko kilka poszlak, sporo domysłów i całe mnóstwo pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Nie będę ukrywać, że bardzo liczyliśmy na jakieś wyjaśnienia od ciebie, gdy się obudzisz...
        - Tylko że ja właśnie nic nie pamiętam - odparła smutno Shai.
        Elfka zamyśliła się na chwilę, zastanawiając się, w jaki sposób mogłaby zaradzić na takie problemy. Liczyła się z tym, że dziewczyna nie będzie pamiętać wydarzeń z okresu, gdy była nieprzytomna, ale nie spodziewała się luk w pamięci odnośnie do okresu poprzedzającego ten stan. Tak, jak wszyscy zainteresowani była przekonana, że po przebudzeniu się Shairisse, dowiedzą się bezpośrednio od niej, dlaczego sama w nocy poszła na leśną polanę. Wszystko wskazywało jednak, że rozwiązanie tej tajemniczej sprawy nie będzie takie proste, jak się zdawało.
        - Mogłabym ci podać eliksir Admonere - zasugerowała po chwili rozmyślań. - To łagodny wyciąg z ziół, który wspomaga pamięć i oczyszcza umysł, ale najefektywniej działa w czasie snu. Co prawda, nie oczekiwałabym żadnych cudów, ale pomoże ci uporządkować myśli i wtedy, być może coś więcej sobie przypomnisz.
        - Warto spróbować – powiedziała dziewczyna z nadzieją. - Przyznam, że ta cała sytuacja trochę mnie dołuje.
        - Laerin, przynieś mi eliksir Admonere'a! - pielęgniarka zawołała w stronę drugiej sali.
        Chwilę później pojawił się kotołak z buteleczką zielonego płynu. Shairisse wypiła zawartość jednym haustem i uśmiechając się niewinnie, oddała fiolkę chłopakowi. Kiedy ten opuszczał salę, Ewelein zaczęła opowiadać przyjaciółce o wydarzeniach z feralnej nocy. Opowiedziała o bohaterstwie jej chowańca, o znalezieniu jej na polanie w lesie i jej katastrofalnym stanie, gdy przynieśli ją do przychodni. Powiedziała o przeszukaniu jej pokoju i znalezieniu dzbanka z dziwnym osadem, o powstałych podejrzeniach, że padła ofiarą nieudanego rytuału związania dusz. Dłuższą chwilę wahała się, czy opowiedzieć jej wszystko o tym rytuale, ale ostatecznie zdecydowała się wyjawić całą prawdę na ten temat. Dziewczyna słuchała tych wyjaśnień z uwagą, a także coraz większym zdziwieniem i przerażeniem. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś chciał związać swoją duszę z jej duszą. Łatwość, z jaką pakowała się przecież w problemy, powinna innych wręcz zniechęcać do tego rodzaju zabiegów. Ktoś musiał być niesamowitym desperatem, że połasił się na takie rozwiązanie jakiegoś problemu. Zatem jaki to był problem? Kto to był i dlaczego obrał sobie na cel właśnie jej osobę? Jakim też cudem miał dostęp do jej pokoju i dzbanka z wodą?
        - Nic nie przypomina ci się z tamtego wieczoru? - zapytała Ewelein, widząc zamyślony wyraz twarzy Shairisse.
        - Nie... Jedyne, co mnie męczy, to nieodparte wrażenie, że miałam się z kimś spotkać... chyba... - dziewczyna patrzyła przed siebie z zagubionym wyrazem twarzy. - To musiał być ktoś, kogo dobrze znam, inaczej... Raczej nie poszłabym do tego lasu sama, w nocy... Nie mam jednak bladego pojęcia, po co tam polazłam i z kim niby miałam się spotkać... Nadal też nie rozumiem, w jaki sposób Leiftan wkręcił się w tę historię... - dodała po chwili, spoglądając wyczekująco na elfkę.
        - Jakby ci to wytłumaczyć? - ta zaczęła lekko zakłopotana. - Nie wiedzieliśmy, jak cię ratować i Leiftan zaproponował pewien rytuał, zwany "unum mundum". To rytuał pradawnej magii, dzięki któremu mógł odnaleźć twoją duszę w innym wymiarze. Przeprowadził go z pomocą Valkyona i damy Huang Hua. Jak widzisz, udało mu się ciebie sprowadzić - głos kobiety delikatnie zadrżał. - Jednak on sam jeszcze się po nim nie wybudził...
        - Czemu? Czemu się nie wybudził? Czy coś mu się stało? - wypytywała Shairisse, a ton jej głosu wyraźnie zdradzał, że czuje się mocno zaniepokojona tą sytuacją. - Gdzie on leży? Na pewno nic mu nie grozi? - dopytywała, unosząc się delikatnie na łokciach i rozglądając dookoła.
        - Leży tam, pod ścianą – powiedziała Ewelein, wskazując głową miejsce za wezgłowiem jej łóżka. - Nic mu nie jest. Ten rytuał ma korzenie w pradawnej magii daemonów i wymagał od niego poświęcenia sporej ilości energii i maany. Takie rytuały niestety bardzo osłabiają rzucającego zaklęcie. Teraz musi tylko spokojnie zregenerować siły i uzupełnić straty maany i energii we krwi, a jak sama wiesz, na to potrzeba czasu – stwierdziła, zerkając przy okazji na zegarek. - Ty też musisz zregenerować siły, więc dobrze by było, żebyś się uspokoiła i przespała - dodała z łagodnym uśmiechem.
        Shairisse nie wyglądała na całkowicie przekonaną, ale nie pytała już o nic więcej. Oparła się ponownie na poduszce i westchnęła tylko, czując, że powoli ogarnia ją zmęczenie. Może rzeczywiście niepotrzebnie się martwiła? Może jak się obudzi, to wszystko wróci na swoje miejsce? Może Leiftan też się zdąży wybudzić i będzie mogła z nim porozmawiać? I podziękować mu za ratunek? Jej rozmyślania przerwało nagłe pojawienie się Ezarela w przychodni. Elf pewnym krokiem wszedł na salę, przywitał się zdawkowym: "Cześć marudo. Dobrze widzieć, że się obudziłaś" i bez jakichkolwiek wyjaśnień podszedł do łóżka lorialeta.
        - Ale... Co z tobą Ez? - zapytała zdziwiona Ewelein. - Nie zapominasz się trochę?
        - Taenmil wrócił od Itzal'a - odpowiedział szef Absyntu, nie patrząc nawet w ich stronę. - Według informacji zaklinacza, Leiftan prawdopodobnie trafił do wymiaru zapomnienia. Jeśli uda się złapać i przyciągnąć jego ducha wystarczająco szybko, to może zapobiegniemy całkowitej utracie jego wspomnień z wymiarów - mówiąc to, alchemik wcierał w dłonie zawartość przyniesionej ze sobą buteleczki. Następnie położył prawą dłoń na czole blondyna, a lewą na jego klatce piersiowej, na wysokości serca i zaczął recytować zaklęcie:
        "Co miało być zapomniane, już zostało wymazane,
        teraz serce, umysł, ciało, niech powrócą do nas cało,
        niech opuszczą wymiar srogi, niech odnajdą spokój błogi,
        byś odnalazł ukojenie, swej pamięci ocalenie"
        W tym samym momencie oddech Leiftana się zatrzymał, ale była to chwila tak krótka, że aparatura monitorująca zdążyła zaledwie raz błysnąć alarmująco i wszystko wróciło do normy. Elfka wstała z krzesła i podeszła do aparatury, aby sprawdzić, co pokazują odczyty. Ku jej zdziwieniu wskaźniki poziomu maany we krwi i energii w czakrach chłopaka przestały opadać. Wszystkie pozostałe parametry były prawidłowe, a nawet bardzo zadowalające.
        - Wygląda na to, że udało ci się wyciągnąć go z miejsca, w którym się ukrył - zaśmiała się Ewelein z wyczuwalną ulgą.
        - Na to wygląda - odparł również z ulgą Ezarel. Następnie odwrócił się w jej stronę i dumnie wypiął pierś. - Mów mi "mistrzu"!
        - Chyba cię rozum całkiem opuścił - odpowiedziała mu rozbawiona kobieta, wywołując tym samym cichy chichot u Shairisse. - Wszystko wskazuje na to, że miałeś rację mówiąc o tym, że objawy są podobne do tych, po wypiciu eliksiru Tersus Victas. Tylko że w tym przypadku to nie eliksir a wymiar wywołał takie efekty.

        - Wiem, jestem mistrzem – odparł nonszalancko elf. - A tak na marginesie, to Itzal zapowiedział się z wizytą... za jakiś czas.

        - I dobrze, może udzieli nam jakiś wyjaśnień i przekaże dodatkowe informacje – odparła Ewelein i podeszła do łóżka przyjaciółki. - Mówiłam ci kochana, że nie ma się czym martwić. Teraz już chyba wszyscy mamy z górki - dodała i pogłaskała ją po włosach.

        Przez chwilę stała i przyglądała się na powrót zmartwionej twarzy dziewczyny, aż w końcu z ciepłym, a zarazem wymownym uśmiechem zapytała, czy przestawić jej łóżko na inne miejsce. Gdy uzyskała pozytywną odpowiedź, poprosiła Ezarela o pomoc i oboje poprzestawiali łóżka tak, aby rekonwalescenci leżeli obok siebie. Kiedy Shairisse spojrzała na Leiftana, to aż westchnęła zaskoczona, widząc bladą i prawie całkiem pozbawioną życia twarz chłopaka.
        - Jejku, jaki on przeraźliwie blady - powiedziała zatroskanym głosem.
        - To normalne w jego stanie - pocieszała ją spokojnie Ewe i pochyliła się w jej stronę, aby dodać konspiracyjnym tonem. - Zdradzę ci, że ty wyglądałaś dużo gorzej, a teraz... wracają ci kolorki, więc jemu też wrócą. Postaraj się na trochę zasnąć, żeby eliksir Admonere efektywniej zadziałał. Później do ciebie zajrzę i sprawdzimy, czy są jakieś efekty.
        Po tych słowach spojrzała na elfa i stanowczym tonem oznajmiając, że czas opuścić pomieszczenie, ruszyła w stronę drzwi. Ezarel zatrzymał się na chwilę w nogach łóżka Shairisse. Przyglądał się jej z szelmowskim uśmiechem na twarzy, zastanawiając się, w jaki sposób jej dogryźć.
        - Daruj sobie Eziu - mruknęła dziewczyna, uśmiechając się przy tym nieznacznie, ale ciepło i ostentacyjnie zamykając oczy. Dobrze znała to spojrzenie i uśmieszek chłopaka, które sugerowały, że lada moment powinna spodziewać się z jego strony kąśliwej uwagi pod swoim adresem.
        - No przecież nic nie mówię - elf udał oburzenie i odsunął się od jej łóżka na odległość jednego kroku, udając przy tym, że się dąsa. - Chciałem tylko zakomunikować, że Nevra przesyła pozdrowienia, a Valkyon przeprasza, ale ma pilną misję i nie jest pewien, kiedy z niej wróci – powiedział i ruszył w stronę drzwi. - Ech, marudna jak zawsze - dodał pod nosem żartobliwie, acz bardzo przyjaźnie i opuścił pomieszczenie.
        W sali nastała przyjemna cisza, którą czasami tylko przerywał szum wiatru w koronie pobliskiego drzewa i świergot alfeli w ogrodach Kwatery. Shairisse przyglądała się twarzy Leiftana, która całkowicie pozbawiona była kolorów, ale przy tym zdawała się być bardzo spokojna i odprężona. Przyzwyczaiła się, że lorialet zawsze był raczej blady, ze względu na swoje pochodzenie i rasę, ale teraz wydawał się jeszcze bardziej pozbawiony jakichkolwiek sił życiowych. Przyglądała się w skupieniu jego twarzy, starając się zrozumieć motywy postępowania chłopaka. Dlaczego czasami bywa wobec niej oschły i zdystansowany, jakby za coś ją obwiniał, a innym razem ryzykuje swoje zdrowie, a nawet życie, aby ją ratować? Chcąc uporządkować w głowie swoje myśli oraz wszystkie informacje, jakie przekazała jej Ewelein, zamknęła oczy dla lepszej koncentracji. Z jednej strony czuła prawdziwą ulgę, że lorialet znalazł sposób, żeby uratować jej życie. Czuła, że koniecznie musi podziękować mu za ten ratunek. Jemu i wszystkim pozostałym. Z drugiej strony czuła przerażenie na myśl, że z taką łatwością można kogoś zniewolić w tym świecie, nawet bez wiedzy tej osoby. Co by się stało, gdyby jej napastnik nie pomylił formuły? Co by się stało, gdyby przeprowadził rytuał do końca, osiągając zamierzony cel? Co by to wtedy oznaczało dla niej? Czy istniałby wtedy, chociaż cień szansy na uwolnienie jej z takiego zniewolenia? Czy ktokolwiek wiedziałby wtedy, co zrobić i w jaki sposób ją ratować? Myśląc o tym wszystkim, poczuła, jak zmęczenie coraz bardziej opanowuje jej ciało i umysł i zanim się zorientowała, odpłynęła w objęcia Morfeusza.

        ***
        Ponowna pobudka Leiftana, tak jak i poprzednia, nie należała do najprzyjemniejszych. Ze snu wyrwało go silne i z powodu zastałych mięśni, dość bolesne szarpnięcie, które było punktem kulminacyjnym snu o spadaniu z dużej wysokości. Szybko jednak zapomniał o tym niemiłym doznaniu, gdy odkrył, że jego ciało znowu poddaje się jego woli. Mógł swobodnie otworzyć oczy i poruszać wszystkimi kończynami. Z dużym zadowoleniem przeciągnął się w miękkiej pościeli, aby rozprostować kości i rozluźnić choć trochę mięśnie całego ciała. Ciepłe promienie słońca wpadające przez otwarte okno, ogrzewały mu twarz i ku jego zdziwieniu, wcale nie drażniły jego oczu. Z położenia promieni słonecznych i różnych cieni na sali wywnioskował, że jest mniej więcej pora kolacji.
        Kiedy rozejrzał się dookoła siebie, jego uwagę od razu przykuła Shairisse, leżąca na łóżku obok, z twarzą zwróconą w jego stronę. Zaintrygowany przez dłuższą chwilę przyglądał się jej, w całkowitej ciszy i skupieniu. Kawałek po kawałku, centymetr po centymetrze analizował wygląd jej twarzy, która notabene jego zdaniem stanowiła ideał kobiecego wyglądu i wdzięku. Delikatna cera, która zawsze wydawała się mienić odcieniami słonecznego bursztynu, teraz była bardzo blada i pozbawiona wszelkich kolorów. Z satysfakcją zauważył jednak, że nie jest tak blada, jak wtedy, gdy widział ją przed rytuałem. Burza niesfornych, popielatych loków częściowo okalała jej twarz, a częściowo w nieładzie rozrzucona była na poduszce. Zamknięte powieki zwieńczone były długimi i delikatnie podkręconymi rzęsami, wyglądającymi jakby niedawno użyto na nich zalotki. Usta miała lekko rozchylone, nadal delikatnie spierzchnięte, ale nie były już tak sine i pozbawione życia jak ostatnio. Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna pogrążona jest we śnie, gdyż jej klatka piersiowa unosiła się w stałym i spokojnym tempie.
        W głowie zaczęły mu się kłębić przeróżne myśli. Czy rytuał zakończył się powodzeniem? Czy udało mu się stworzyć połączony wymiar i przeniknąć do niego? Czy odnalazł tam jej duszę i czy udało się ją uratować bez żadnych komplikacji? Czy po tym wszystkim, będzie to ta sama Shairisse, którą tak bardzo pokochał? Wspomnienia, które do niego powróciły, sięgały tylko do momentu odprawiania rytuału. Starając się przypomnieć sobie cokolwiek z dalszych wydarzeń, miał dziwne uczucie, jakby te wspomnienia ukrywały się przed nim, bądź uciekały, unikając odkrycia. Uczucie podobne do tego, gdy z wysiłkiem sięgasz po coś i już prawie to masz, prawie dotykasz palcami, a w tym samym momencie, ktoś złośliwie odsuwa to kawałeczek dalej od twojej ręki.
        Kiedy układał się wygodniej na poduszce, śpiący wciąż pod oknem Athira podniósł głowę i z zaciekawieniem spojrzał na niego. Widząc jego poruszenie, od razu podszedł do łóżka i położył głowę tuż obok jego dłoni, oczekując reakcji chłopaka.
        - Witaj Athira - szepnął i pogłaskał chowańca po głowie.
        Różany lisek przez chwilę pozostawał nieruchomo i wpatrywał się w jego zielone oczy, jakby starając się w nich coś wyczytać. Jego zachowanie zaciekawiło Leiftana i przez chwilę przyglądał mu się zaintrygowany. Im dłużej patrzył w czerwone ślepka, tym większe miał wrażenie, że w spojrzeniu chowańca dostrzega wdzięczność i oddanie. To odkrycie było dla niego dość zaskakujące, bo odkąd pamiętał, pupil ziemianki zawsze zachowywał się wobec niego raczej z niechęcią i dystansem.
        - Wszystko w porządku mały? - zapytał łagodnie, drapiąc liska za uchem. Ten polizał chłopaka po dłoni i radośnie popiskując, zamerdał ogonem. - Wiem, wiem, też się cieszę, że twoja pani jest wciąż z nami - dodał przyciszonym głosem. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę...
        Mówiąc ostatnie słowa, ponownie spojrzał na dziewczynę. Różany lisek bez chwili zastanowienia również przerzucił radosne umizgi na swoją panią, trącając jej ramię i twarz mokrym nosem. Jego zachowanie od razu wywołało u ziemianki ciche westchnięcie zaskoczenia, a jej dłoń spoczęła na głowie pupila, gotowa go pogłaskać lub delikatnie odepchnąć, w zależności od humoru obudzonej.
        - Athi, co cię napadło?- zapytała zaspanym głosem Shai, nie otwierając przy tym zaspanych oczu. Ton jej głosu wykazywał się delikatną nutą rozbawienia, co zachęciło Leiftana do udzielenia odpowiedzi, bez czekania, aż ukochana otworzy oczy:
        - Chyba się za tobą stęsknił...
        Dziewczyna natychmiast zareagowała, odsuwając od siebie radosny pyszczek swojego pupila. Spojrzała w twarz lorialeta i poczuła, jak serce jej przyspiesza z radości na widok tych zielonych oczu, spoglądających w jej stronę. Zadowolony z siebie Athira stał przez chwilę między nimi, merdając ogonem. Zerkał to na jedno, to na drugie, a nie doczekawszy się zainteresowania ze strony obudzonych, ruszył w stronę drzwi, zostawiając tych dwoje samych sobie.
        - Leiftan... - szepnęła ciepło Shairisse. - Tak się cieszę, że się obudziłeś. Martwiłam się o ciebie...
        - Niepotrzebnie - odpowiedział z łagodnym uśmiechem. - Wiedziałem, co robię. Najważniejsze, żebyś to ty była cała i zdrowa. Jak się czujesz?
        - Dobrze - szepnęła, delikatnie się rumieniąc. - Trochę mnie bolą mięśnie, ale Ewelein mówiła, że to niedługo minie. Poza tym podobno wszystko jest ze mną w porządku, mam tylko odpoczywać. A jak ty się czujesz? - zapytała, starając się przy tym brzmieć jak najbardziej spokojnie i swobodnie. W środku czuła jednak, jak targają nią przeróżne emocje. Od euforii z powodu jego przebudzenia, przez niepewność, jak się zachować i jak reagować w jego obecności, aż po złość, że dla niej zaryzykował swoje zdrowie i życie.
        - Też zapewne będę musiał odpocząć - odparł wesoło. - Jeszcze nie wiedzą, że się obudziłem...
        - Już wiedzą - jego wypowiedź przerwała Ewelein, która właśnie energicznym krokiem weszła na salę. - Pewien szczęśliwy i rozentuzjazmowany pupil nie omieszkał powiadomić nas o waszej pobudce. Twój podopieczny, moja droga wzorowo sprawuje nad wami pieczę - dodała rozbawionym głosem, wymownie spoglądając na różanego liska, który ją właśnie wymijał. Athira radośnie zamerdał ogonem i spokojnie udał się pod okno, żeby zwinąć się w kłębek i znowu zapaść w sen. - A teraz słucham kochani, jak wasze samopoczucie? - zapytała, podchodząc do Leiftana i łapiąc jego nadgarstek w celu sprawdzenia tętna.
        - Bez większych rewelacji Ewe – powiedział chłopak z uśmiechem. - Chciałbym mieć tylko więcej energii, bo czuję się całkiem jej pozbawiony.
        - Nie dziwię się Leiftanie – pielęgniarka uśmiechnęła się szeroko. - Rytuał wyciągnął z ciebie prawie całą energię i maanę. Widzę jednak, że ich poziom ładnie wraca do normy, więc jeśli nadal tak będzie, to jutro pozwolę ci opuścić przychodnię – dodała, przeglądając w międzyczasie wpisy w swojej dokumentacji. Po chwili odwróciła się w stronę przyjaciółki. - U ciebie Shairisse widzę takie same postępy, a więc i ciebie wypuściłabym jutro, jeśli oczywiście nie wyskoczysz mi z jakimś problemem.
        - Nie mam takiego zamiaru – zaśmiała się dziewczyna.
        - No ja mam nadzieję – elfka spojrzała na nią z udawaną srogością. - Już nam wystarczającą dawkę emocji dostarczyłaś. Teraz chcę widzieć tylko szybki powrót do zdrowia. Zanim zaczniemy cokolwiek ustalać, to muszę jeszcze wiedzieć, czy przeszkadza wam takie ułożenie waszych łóżek? Czy może wolicie leżeć w odrębnych częściach sali i za parawanami?
        Rekonwalescenci spojrzeli na siebie i oboje doszli do wniosku, że nie przeszkadza im ich położenie, a wręcz będzie im raźniej i weselej, gdy będą bliżej siebie. Ewelein słysząc ich zapewnienia, uśmiechnęła się pod nosem, ale nie skomentowała tego na głos. Za to w myślach z pewną obawą doszła do wniosku, że tych dwoje ma do siebie swoistą słabość. Oboje zerkali na siebie z pewną uroczą nieśmiałością i delikatnym zakłopotaniem, jakby obawiając się, że zostaną na czymś przyłapani. Jak chwilę ich jeszcze poobserwowała, to wyraźnie widziała, że zachowanie tych dwojga emanuje wzajemną chemią. W ich spojrzeniu kryło się coś, czego nie potrafiła nazwać - jakieś przyciąganie, wzajemna fascynacja i coś na kształt porozumienia. Miała przeczucie, że wydarzenia z ostatnich godzin, dodatkowo jeszcze bardzo zbliżą do siebie tych dwoje. Wiedziała, że jeśli jej przypuszczenia się sprawdzą, to w najbliższym czasie w Kwaterze jedno z serc może pęknąć. Miała tylko nadzieję, że obejdzie się bez dramatów.
        - No to zostawiamy wszystko bez zmian - powiedziała po chwili z nostalgicznym uśmiechem pielęgniarka. W sumie to przecież nie była jej sprawa, niech sobie zakochani sami radzą. Ona była zadowolona w tej chwili, że nie będzie musiała dzisiaj ponownie przestawiać łóżek. - Idę dla was jeszcze po eliksiry Amplif'a, które wzmocnią i przyspieszą waszą regenerację.
        Po tych słowach kobieta wyszła do drugiej sali, aby z szafki pobrać leki. W międzyczasie Leiftan w zamyśleniu spoglądał na Shairisse. Jakiś czas temu dziewczyna poprosiła go o szczerą i poważną rozmowę. Powiedziała mu wtedy, że chciałaby wyjaśnić z nim kilka spraw, które nie dawały jej spokoju. Domyślał się, jakie to były sprawy i dlatego w tę feralną noc, zdecydował się jej wszystko powiedzieć. Nie wiedział, że wówczas w Kryształowej Sali rozmawia z jej duchem. Teraz zastanawiał się, czy cokolwiek z tamtej rozmowy zostało przez dziewczynę zapamiętane? Miał dziwne przeczucie, że rozmowa ta była tylko próbą. Nawet jeżeli Shai będzie pamiętać ich spotkanie w Sali Kryształu, to przecież tamta rozmowa nie została zakończona. Z zamyślenia wyrwał go cichy trzask domykanych drzwiczek szafki, z której Ewelein brała eliksir. W tym też momencie jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem liliowych oczu dziewczyny, która od dłuższej chwili przyglądała się jego zamyślonej twarzy.
        - Przepraszam, zamyśliłem się - powiedział lekko zakłopotany, czując się przy tym, niczym małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Shairisse w odpowiedzi tylko uśmiechnęła się do niego promiennie. Widać było, że chętnie skomentowałaby jakoś tę sytuację, ale powstrzymała się z powodu zbliżającej się elfki. Kobieta powoli szła w ich stronę, jednocześnie delikatnie wstrząsając niesione przez siebie fiolki i cicho pod nosem mamrocząc jakąś formułkę, aktywującą właściwości eliksiru.
        - Dzięki temu eliksirowi, do jutra rana nie powinniście odczuwać ani głodu, ani pragnienia, ani żadnych innych potrzeb – zaczęła objaśniać działanie eliksiru, podając im buteleczki z fioletowym płynem. - Chyba domyślacie się, o czym mówię – dodała z wymownym uśmiechem. -U wielu osób eliksir ten wywołuje senność, dlatego po wypiciu go, przez co najmniej osiem godzin zalecane jest pozostawanie w łóżku i niewskazany jest jakikolwiek wysiłek fizyczny. - Słysząc jej słowa, Leiftan i Shai w tym samym momencie zerknęli na siebie i uśmiechnęli się rozbawieni. Żadne z nich nie czuło się teraz na siłach, aby wykonywać „jakikolwiek wysiłek fizyczny". Oboje myśleli o odpoczynku i zregenerowaniu swoich sił życiowych. - Wiem, że zapewne chcielibyście sobie wyjaśnić kilka rzeczy – kontynuowała swoją wypowiedź Ewelein, udając przy tym, że nie zauważyła ich uśmieszków – jednak dzisiaj nie traćcie nocy na rozmowy, pozwólcie sobie na odpoczynek i sen. To tyle ode mnie w kwestii zaleceń na dzisiaj. Teraz was zostawiam kochani – uśmiechnęła się radośnie i zaczęła powoli iść w stronę drzwi. - Idę uzupełnić zalecenia, a potem kolacja i spać. Wykończyliście mnie i pozbawiliście sił i energii, bądźcie więc teraz grzeczni i do jutra!
        - Dzięki Ewe, do jutra! - zawołał za nią Leiftan, a Shairisse zawtórowała. Kiedy elfka opuściła pomieszczenie, lorialet spojrzał na dziewczynę z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. - No i zostaliśmy sami...
        - Na to wygląda – odpowiedziała i również nieśmiało się uśmiechnęła.
        - Shai... Czy ty pamiętasz cokolwiek z tego, co się wydarzyło? - zapytał niepewnie chłopak, spoglądając na nią teraz poważnie. Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy i zaczęła nerwowo bawić się czerwoną nitką uwiązaną na nadgarstku. - A jaka jest ostatnia rzecz, którą pamiętasz?
        Shairisse zaczęła opowiadać o swoim powrocie z misji, o czasie spędzonym w Kwaterze, który z niewiadomych dla niej powodów był tylko zamglonym wspomnieniem. Opowiedziała o kolacji z szefami i o swoim dziwnym uczuciu, że miała się z kimś spotkać. Leiftan słuchał jej wypowiedzi z dużym zainteresowaniem. Każde jej słowo, każdy oddech i każdy gest był dla niego w tej chwili namacalnym dowodem na to, że rytuał przyniósł oczekiwany cel. Patrzył na nią z zachwytem, nie mogąc oderwać wzroku od jej osoby. Ona w tym czasie nieprzerwanie bawiła się czerwoną nitką na nadgarstkach i na głos zastanawiała się, po co komuś było związywanie własnej duszy z jej duszą. Od razu przypomniał sobie jej wpis z pamiętnika i notatkę Lance'a, który poinformował go o swoim fortelu. O tym, że podszywając się pod niego, zostawił jej wiadomość o chęci spotkania w lesie, a ona była szczęśliwa, myśląc, że to on ją tam zaprasza. Pragnęła wyjaśnienia sytuacji między nimi. To dawało mu cień nadziei, że nie jest jej obojętny i powodowało, że coraz bardziej chciał wyznać jej wszystkie swoje uczucia – tu i teraz. Powstrzymywało go tylko poczucie przyzwoitości, które nakazywało wysłuchać jej do końca, bez przerywania jej i bez zmieniania tematu.
        - Wszystko wskazuje na to, że to eliksir Are'T Vian spowodował u ciebie problemy z pamięcią – powiedział po namyśle, gdy Shai ponownie na głos się zastanawiała, dlaczego nie pamięta czasu sprzed tej koszmarnej nocy. - Myślę, że twoje wspomnienia powinny się wyklarować w ciągu najbliższych dni...
        - Tak myślisz? - dziewczyna z nadzieją spojrzała w jego oczy. - Bo nie mając tych wspomnień, czuję się taka zagubiona i zdołowana... - jej głos zaczął delikatnie drżeć.
        - Wszystko się ułoży Shai... zobaczysz... - powiedział najczulej, jak tylko potrafił. W środku jednak czuł, jak pęka mu serce na widok jej cierpienia. Z całych sił pragnął ją teraz przytulić i powiedzieć jej, że zrobi wszystko, aby poczuła się bezpieczna. I zrobiłby to, gdyby tak mocno nie bolały go wszystkie mięśnie i gdyby nie czuł się tak słaby. - Wypijmy eliksir od Ewelein. Jestem pewien, że gdy twoje QI wróci do równowagi, to poczujesz się dużo lepiej. Oboje poczujemy się jutro lepiej...
        - Dziękuję ci Leiftanie – przerwała mu, patrząc nadal w jego oczy. Jej głos był cichy i bardzo ciepły.
        - Nie ma za co – odpowiedział zaskoczony, czując, że przy okazji się rumieni.
        - Jest za co – odparła szybko. - Dziękuję za wszystko, co zrobiłeś dla mnie, za to, że mnie uratowałeś i tak bardzo mnie teraz wspierasz...
        Pomimo zapadającego zmierzchu i przytłumionego oświetlenia zauważył, że w oczach dziewczyny szklą się łzy. W jego oczach również zebrały się łzy, które za wszelką cenę chciał utrzymać w ryzach. Dla ukrycia tego rozczulenia uniósł fiolkę w jej stronę i zachęcająco powiedział: - „Na zdrowie!". Ona delikatnie uderzyła swoją fiolką w jego, po czym oboje wypili fioletowy płyn.
        - Będzie dobrze Shairisse. Jutro wszystko zacznie się układać – powiedział łagodnie, zabierając od niej puste naczynko i odkładając na swoją szafkę. Później odruchowo wyciągnął do niej rękę, a ona ją złapała i lekko uścisnęła. Oboje nie powiedzieli już nic więcej, bo nie czuli potrzeby, aby zakłócać tę magiczną chwilę zbędnymi słowami. To była właśnie jedna z tych chwil, którą każdy nazywa „porozumieniem bez słów". Dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy, uśmiechając się tylko nieśmiało. Leiftan patrząc w jej twarz, zdawał sobie coraz bardziej sprawę z faktu, że jego życie ma jakikolwiek sens tylko dzięki tej dziewczynie. Uświadomił sobie, że gdyby po przebudzeniu powiedzieli mu, iż nie udało się uratować Shairisse, to jedyne, o czym by pomyślał, to, w jaki sposób do niej dołączyć. Nie chciał... Nie mógłby... Nie, nie potrafiłby żyć ze świadomością, że nigdy więcej jej nie zobaczy. To, że była żywa tutaj teraz, obok niego, to była najcudowniejsza rekompensata za wszystko, co ewentualnie może być konsekwencją rytuału i tego, że zdecydował się go przeprowadzić. Wiedział, że jakieś konsekwencje będą, bo wykorzystanie prastarego rytuału daemonów nie pozostanie bez echa, szczególnie, że są namacalne jego efekty. Miiko na pewno rozpocznie jakieś śledztwo i stuprocentowo będzie chciała wyjaśnień od niego. Teraz to jednak było najmniej ważne, bo najważniejsze było dla niego, aby wyjaśnić wszystko z Shai i wyznać jej w końcu – na żywo i w pełni świadomie, że kocha ją ponad wszystko.
        - Śpij dobrze słoneczko – powiedział cicho, gdyż eliksir zdążył już na nią zadziałać i dziewczyna zasnęła. Delikatnie odłożył jej rękę na łóżko i przyglądał się jej, chcąc zapamiętać każdy szczegół jej twarzy. Powoli zmęczenie sprawiło, że jego powieki stawały się coraz cięższe, a on pogrążony we wspomnieniach i rozmyślaniach o ukochanej, zaczął odpływać do krainy snów.

Offline

#24 10-06-2019 o 23h22

Straż Obsydianu
Kamenka
Młody rekrut
Kamenka
...
Wiadomości: 15

Hej, że hola! /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Ależ mnie przestraszyłaś tym "wprowadzeniem", że masz nadzieje, że nie spowodujesz zawodu   /static/img/forum/smilies/yikes.png Przez to cały czas się spodziewałam, że wyjdzie jakaś dziwna sytuacja z Valkiem i naszą główną bohaterką, którą nasz demonek jakoś nadinterpretuje co będzie dla niego ciosem w serce i może nawet sobie odpuści lub zrobi coś głupiego... No nie wiem ,ale już tego typu myśli miałam. A tymczasem dostaliśmy bardzo przyjemny rozdział. W prawdzie akcja nieco zwolniła, ale nie odbieram tego absolutnie źle i nawet chyba było tego trochę potrzeba. Podoba mi się, że miedzy głównymi bohaterami wszystko toczy się spokojnie i naturalnie. Ich wspólne sceny naprawdę były urocze <3

Ewelein w tym rozdziale rozwaliła system  /static/img/forum/smilies/lol.png  /static/img/forum/smilies/cool.png  Czy ona w tym fragmencie im insynuowała jakieś zbliżenia fizyczne :>? - ------>  "Dzięki temu eliksirowi, do jutra rana nie powinniście odczuwać ani głodu, ani pragnienia, ani żadnych innych potrzeb – zaczęła objaśniać działanie eliksiru, podając im buteleczki z fioletowym płynem. - Chyba domyślacie się, o czym mówię – dodała z wymownym uśmiechem. -U wielu osób eliksir ten wywołuje senność, dlatego po wypiciu go, przez co najmniej osiem godzin zalecane jest pozostawanie w łóżku i niewskazany jest jakikolwiek wysiłek fizyczny. - Słysząc jej słowa, Leiftan i Shai w tym samym momencie zerknęli na siebie i uśmiechnęli się rozbawieni. Żadne z nich nie czuło się teraz na siłach, aby wykonywać „jakikolwiek wysiłek fizyczny". Oboje myśleli o odpoczynku i zregenerowaniu swoich sił życiowych. - Wiem, że zapewne chcielibyście sobie wyjaśnić kilka rzeczy – kontynuowała swoją wypowiedź Ewelein, udając przy tym, że nie zauważyła ich uśmieszków – jednak dzisiaj nie traćcie nocy na rozmowy, pozwólcie sobie na odpoczynek i sen. To tyle ode mnie w kwestii zaleceń na dzisiaj. Teraz was zostawiam kochani – uśmiechnęła się radośnie i zaczęła powoli iść w stronę drzwi. - Idę uzupełnić zalecenia, a potem kolacja i spać. Wykończyliście mnie i pozbawiliście sił i energii, bądźcie więc teraz grzeczni i do jutra!" - Kozak fragment  /static/img/forum/smilies/cool.png


Czekam na więcej wypatrując z niecierpliwością /static/img/forum/smilies/smile.png

Pozdrawiam

/static/img/forum/smilies/smile.png

Offline

Strony : 1