Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#1 21-11-2018 o 11h36

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

Wątek współtworzony z @Methrylis
https://cdn.discordapp.com/attachments/481770566857129987/514563591471628288/elfymocno.png

Eymdarljóð jest największą krainą, którą zamieszkują elfy, i chociaż od wieków serdecznie wita się w niej każdą z elfich ras, a ludzi przyjmuje z chłodnych szacunkiem, życie pół-elfów już dawno zamieniło się w piekło. Mieszańcy to skaza na honorze elfów z Eymdarljóð, więc co roku specjalna jednostka, utworzona osobiście przez królową, urządza polowania na te pożałowania godne stworzenia i ściągają je do stolicy — Hreintány — na osąd. Do czasu wyroku są więzieni i przymusowo edukowani w elfiej tradycji, historii i kulturze, by mogli żałować, że nie są częścią tak wspaniałej społeczności. Los złapanych bywa różny. Jeżeli są powiązani z wpływowym elfim rodem, mają szansę zakwalifikować się do Rytuału Oczyszczenia, dość barbarzyńskiej praktyki, podczas której dosłownie wypala się ludzką krew, przeżycie nie jest zagwarantowane. Jeżeli są dobrej postury, prawdopodobnie zostaną wcieleni do wojska i ich jedynym pragnieniem wkrótce stanie się śmierć w boju za królową, tak wypiorą im mózgi. Magicznie uzdolnieni przymusowo dołączą do tajemniczej Gildii Magów, której wrota są zamknięte dla wszystkich poza królową. Jeżeli wykazują inne zdolności lub wpadną komuś w oko, mogą zostać oddani jednej ze szlacheckich rodzin na służbę, gdzie powinni uważać na każdy swój ruch, gdyż według prawa głowa rodziny ma prawo ich uśmiercić za jakiekolwiek przewinienie. Ci z wyjątkowym szczęściem zostaną poświęceni w ofierze i nie będą musieli nic więcej znosić.

Czy wkradniesz się w łaski królowej?
Czy przeżyjesz w Eymdarljóð?

Łowcy:
Methrylis — Nahve Shaevneth
Rissie — Lethalis Nivren
SaphiraTrancy — Ashanaya Silverstream

Pół-elfy:
Kaniya — Alrún Yfirgefa
Lexi — Elysrith Naethyra
Chocolate — Draven Thrithyn

1.    Znamy i akceptujemy regulamin forum oraz regulamin działu;
2.    Szanujemy ortografię i interpunkcję, więc nie popełniamy zbrodni w formie rażących błędów;
3.    Czas na stworzenie Kartu Postaci to 48h od czasu zgłoszenia;
4.    Karta Postaci powinna zawierać obraz [wygląd nierzeczywisty, czyli arty], podstawowe informacje, cechy charakterystyczne oraz chociaż ogólną historię;
5.    Nie blokujemy innych postaci, a o swoich nieobecnościach natychmiast informujemy pozostałych uczestników;
6.    Komunikujemy się na discordzie i jesteśmy na bieżąco z najnowszymi nowinkami dotyczącymi opowiadania;
7.    Sceny +18 oraz zawierające brutalne opisy, tutaj cenzurujemy, a pełną treść zamieszczamy na pw;
8.    Aby zgłosić się do opowiadania, należy skontaktować się z Kaniyą lub z Methrylis.

mapa

królowa

Ostatnio zmieniony przez Kaniya (24-11-2018 o 20h16)


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#2 21-11-2018 o 16h58

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 9 071


http://funkyimg.com/i/2Nn3t.png
http://funkyimg.com/i/2Nno7.jpg

┌                                                                                                                         ┐

Podstawy

i m i ę  ◈  Lethalis      n a z w i s k o ◈ Nivren
r a s a  ◈  elf czystej krwi
w i e k ◈   28 lat    p ł e ć  ◈   kobieta     
o r i e n t a c j a ◈   heteroseksualna
z n a k  z o d i a k u ◈ panna
d a t a  u r o d z e n i a ◈ 30 sierpnia
u m i e j ę t n o ś c i ◈   magia, alchemia   

└                                                                                                                         ┘
┌                                                                                                                         ┐

Aparycja

s k ó r a ◈ ciemno brązowa      oczy ◈ kremowe
w ł o s y ◈ czarne  
z n a k i  s z c z e g ó l n e ◈ białe tatuaże na twarzy,
przypominające gałęzie drzew

w z r o s t ◈ 179 centymerty    

└                                                                                                                      ┘
┌                                                                                                                         ┐

Historia

Letha urodziła się w stolicy, rodzinie bogatych kupców.
Jej rodzice, Khesan i Valhery,
planowali jeszcze powiększyć rodzinę,
jednak kiedy okazało się,
że podczas wyprawy na inny kontynent
kobieta stała się bezpłodna,
zaniechali dalszych starań.
Dlatego też Lethalis,
mimo że była wyczekiwanym i kochanym dzieckiem
nigdy nie czuła się dobrze we własnym domu.
Od małego była osobą bardzo uczuciową,
kochała spędzać czas na dworze,
obserwując zwierzęta i badając różne rośliny.
Kiedyś nawet miała kota
- Ahartha - jednak ten zmarł ze starości.
Potem przez jej ogród
przewijało się wiele zwierząt,
do których mniej lub bardziej się
przywiązywała.
Gdy miała jedenaście lat,
rodzice wysłali ją do szkoły z internatem,
gdzie miała uczyć się zielarstwa
i stać się wartościowym elfem;
kiedyś być może damą na dworze królowej.
Letha spędziła w akademii siedem lat,
ucząc się od najznakomitszych uzdrowicielek,
zielarek i czarownic.
Z czasem zaczęła odkrywać w sobie talent
do wytwarzania mikstur.
Ale nie byle jakich -
miała smykałkę do tworzenia trucizn.
W swoje osiemnaste urodziny
wypróbowała jeden eliksir na współlokatorce.
Dziewczyna zmarła na skutek zamrożenia krwi.
Lethalis uciekła, bojąc się konsekwencji.
Kilka lat spędziła,
błąkając się po zaczarowanych lasach
i chłonąc wiedzę od miejscowych zielarek.
Nauczyła się tworzyć wywary,
które były w stanie zabijać po samych ich powąchaniu.
Gdy miała dwadzieścia cztery lata,
zabiła na zlecenie pewnego wysoko postawionego elfa.
Żołnierze królowej schwytali ją
i została postawiona przed sądem.
Królowa dała jej wybór:
albo będzie dla niej pracować,
albo zostanie ścięta.
Od tamtej pory jest nadworną trucicielką
i pod przykrywką damy dworu zabija ludzi,
którzy narazili się królowej. 


└                                                                                                                      ┘

Relacje

Ostatnio zmieniony przez Rissie (28-11-2018 o 17h16)


https://66.media.tumblr.com/2421320709aff3a89b88eba567f7ce11/b9a61305f9e0da40-fa/s400x600/b1ca5e3285cecd6bca4634f0aa5eb7fe3976b9ec.gifv https://66.media.tumblr.com/2771452cd728f8c31010fca2f9bb54a7/b9a61305f9e0da40-cf/s400x600/23581d30ff5faa642961b03ec684b0c088ca0ef4.gifv

Offline

#3 21-11-2018 o 17h05

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 689

https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png

┌─────────────   https://i.imgur.com/KfZSpPI.png ─────────────┐

https://i.imgur.com/armVFJH.png

└────────────────────────                            ────────────────────────┘

https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png

┌───────────────  https://i.imgur.com/lIzspc9.png───────────────┐

                                                                                          ▐ ♦   Nahve Shaevneth   ♦   elf czystej krwi   ♦   34 lata   ♦  25.12  ♦   strzelec   ♦▐                                                     
                                                                                          ▐ ♦   włosy do łopatek, ciemny blond    ♦   szare oczy   ♦   186 cm    ♦    92 kg   ♦▐                                       
                                                                                          ▐ ♦   nienaturalnie krótkie uszy   ♦   wiele blizn   ♦   szczupły    ♦ bardzo blady ♦▐
                 
▬▬▬▬     ▬▬▬▬     ▬▬▬▬

                                                                                           ▐ ♦  kłamca  ♦  manipulant  ♦ zwykle opanowany ♦ agresywny na polu bitwy ♦▐
                                                                                           ▐ ♦ nienawidzi zwierząt ♦  lubi mieszać się z tłumem ♦  tam łatwiej się ukryć ♦▐ 
                                                                                           ▐ ♦ milczący ♦ rasista ♦  kocha muzykę  ♦ dobrze tańczy ♦  rzadko się śmieje ♦▐
                                                                                           ▐ ♦       nikt     go      nie      nauczył,     jak     to       jest     być      szczęśliwym     ♦▐
                                                                                           ▐ ♦       boi          się,         że         kiedyś         kogoś      takiego         znajdzie         ♦▐


└─────────────────────                   ─────────────────────┘

https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png

   ┌────────────────────── https://i.imgur.com/zMRdQef.png──────────────────────┐


      ▐ ♦ Syn pary czystokrwistych elfów pochodzących ze średniozamążnej rodzony.
         Małżeństwo jego rodziców zostało zaaranżowane, dlatego Nahve nie znalazł w ro-
            dzinnym domu ani krzty miłości. Przejmując cechy po ojcu bijącym żonę, oraz po     
        matce wyprutej z empatii, uciekł z rodzinnego miasta w wieku siedemnastu lat. ♦▐

       ▐ ♦ Wyprany z  uczuć,  szybko przywykł  do  brutalności  otaczającego  go  świata.
       Przez  kilka lat służył w armii  Królowej,  gdzie doszkolono buzujące w nim agresję
      i brutalność.  Tam nauczono go walki  siekierami i toporami, co stało się jego zna-
        kiem rozpoznawczym, i wmówiono, że  nieelefy,  tę brudną rasę, należy wybić.  ♦▐

     ▐ ♦ Po kilku latach zdecydował się odejść z armii. Lecz nienawiść do półelfów, za-
         korzeniona w nim przez rodziców i Królową, rozpaliła  w nim pragnienie wyelimi-
         nowania wstydu elfiego rodu. Odtąd tylko to było jego celem, snem, marzeniem.
          Marzeniem        wyciekającym      krwawym,      brudnoelfim      strumieniem.      ♦▐

        └───────────────────────                        ─────────────────────────┘

https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png https://i.imgur.com/A6qPiKq.png

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (24-11-2018 o 23h41)


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#4 21-11-2018 o 17h29

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

https://cdn.discordapp.com/attachments/481770566857129987/514854413182173214/4dda0e7417401edf2f6c34999dc4c9.jpg
https://fontmeme.com/permalink/181121/4bb3c26ef96b6a8088e0e3d0cfaee138.png
https://media.discordapp.net/attachments/481770566857129987/514837300199292930/4dda0e7417401edf2f6c34999dc4c9c4.jpg?width=323&height=461
Alrún Yfirgefa    32 lata    02.08    lew    pół-elfka z ludzką matką
rude włosy do łopatek    zielone oczy    174  cm    kilka pieprzyków
blizna na policzku      naderwane prawe ucho     mieszka w Kaupskip

https://cdn.discordapp.com/attachments/481770566857129987/514857763772432397/4dda0e7417401edf2f6c34999dc4.jpg
Urodziła się poza  granicami  Eymdarljóð,  w małej wiosce na zachodzie,
gdzie też spędziła  pierwsze lata życia w niewielkim  majątku rodziny jej
matki.  Matka starała się przekazać  Alrún całą swoją wiedzę  (no bo nikt
przecież  nie  sprowadziłby  nauczycieli  dla  elfiego  bękarta)  i  mimo że
dziewczyna  nie przepadała  za tymi lekcjami,  wyniosła z nich  coś poza
szydełkowaniem  —  sporą znajomość kultury Eymdarljóð.  Alrún  często
uciekała z posiadłości,  podczas jednej z wędrówek po wiosce złapały ją
okoliczne   dzieciaki  i  próbowały   obciąć   uszy  do   ludzkiego  kształtu.
Zdążyły  naciąć tylko  prawe ucho,  które  nigdy  do końca się  nie zrosło.
Po tym  wydarzeniu  bardzo pilnowała,  by nie dać  się złapać ponownie,
z małą pomocą stajennego udało jej się to osiągnąć. Poza tym stajenny
zrobił dla niej również  drewniany miecz,  razem z innymi wystruganymi
zabawkami,  ale Alrún  najbardziej  spodobał się  właśnie miecz,  którym
potem niezdarnie zaczęła wymachiwać w tajemnicy.  Gdy miała niecałe
trzynaście lat,  matka poważnie  zachorowała i niedługo później zmarła.
Alrún uciekła od rodziny, gdy podsłuchała, że chcieli ją sprzedać. Nigdy
nie dowiedziała się,  kim jest jej ojciec,  a że poza uszami  odziedziczyła
po nim tylko  zielone oczy,  po śmierci matki  szybko porzuciła nadzieję,
że kiedykolwiek odkryje jego tożsamość.

https://cdn.discordapp.com/attachments/481770566857129987/514857763772432397/4dda0e7417401edf2f6c34999dc4.jpg
Długo  była najmowana  do ochrony  karawan handlowych.  W Kaupskip
osiadła siedem lat temu,  od ponad pięciu  mieszka z lokalną zielarką  —
oficjalnie jako jej  uczennica i pomocnica,  nieoficjalnie jako ktoś więcej,
między innymi upewniający się,  że konkurencja nie  sprawia zbyt wielu
problemów.  Bez większego trudu  udaje  jej  się  uchodzić za czyściaka
z jakiejś odległej krainy  i z każdym rokiem coraz  bardziej utwierdza się
w przekonaniu, że jest bezpieczna od łowców królowej. Jeżeli czuje się
wyjątkowo  zagrożona,   ucieka  z  jakąś  karawaną  przez  pustynię,  by
wrócić po kilku miesiącach jak gdyby nigdy nic.

https://cdn.discordapp.com/attachments/481770566857129987/514857763772432397/4dda0e7417401edf2f6c34999dc4.jpg
dobrze walczy krótkim mieczem łukiem posługuje się na tyle, by być
w stanie  coś upolować zna podstawy zielarstwa oraz część bardziej
zaawansowanych  trucizn  i  maści leczniczych      umie  szydełkować
i wyszywać brak jakichkolwiek zdolności magicznych

https://cdn.discordapp.com/attachments/481770566857129987/514854413182173214/4dda0e7417401edf2f6c34999dc4c9.jpg

Ostatnio zmieniony przez Kaniya (21-11-2018 o 23h13)


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#5 21-11-2018 o 18h51

Straż Cienia
SaphiraTrancy
Oficer Straży
SaphiraTrancy
...
Wiadomości: 1 648

https://i.imgur.com/j07kO3R.png
https://i.pinimg.com/474x/31/5c/7b/315c7bbfc77eb12a3ef89e98cf65641c--female-pictures-world-of-warcraft.jpg
┌──                                                                                                                                                                 ──┐

✾ Ashanaya Silverstream ✾ Ashe ✾ 29 zim ✾ 18.12 ✾ Elf czystej krwi ✾ Łowca ✾ Łucznik ✾

──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──     

✾ Niebiesko-zielone włosy ✾ srebrne oczy ✾  jasnofioletowa cera ✾  długie uszy ✾
✾ znamiona pod oczami ✾ liczne tatuaże ✾

──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──     

✾ Znana ze swojego stoickiego spokoju, opanowania i chłodu ✾
✾ Przez niektórych nazywana Lodowym Zabójcą ✾
✾ Wykonuje wszystkie rozkazy bez mrugnięcia okiem ✾
✾ Szybciej znajdzie się w niej sojusznika, niżli przyjaciela ✾
✾ Nigdy nie walczy wręcz, tylko kryje się w cieniu, eliminując przeciwników za pomocą strzał wystrzelonych z łuku ✾
✾ Łuk to jedyna broń (pomijając sztylet) którą potrafi się posługiwać ✾
✾ Posiada umiejętności magiczne najbardziej w zakresie lecznictwa, ewentualnie związanych z lodem ✾

──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──      ──     

✾ Urodziła się w małej wiosce ukrytej głęboko w lesie i od razu została oddana pod opiekę uzdrowiciela,
który nauczył ją wszystkiego co potrafił. Zginął jednak dosyć szybko, pozostawiając elfkę samą sobie. Podczas swojej
tułaczki uczyła się od każdego kogo napotkała, aż odnalazła swoje przeznaczenie na dworze u królowej jako jej najlepszy
łucznik. ✾
Historia opowiedziana pokrótce, aby było ciekawiej c:

└──                                                                                                                                                                 ──┘

Relacje


Ostatnio zmieniony przez SaphiraTrancy (25-11-2018 o 11h30)


We’re wide awake now, our eyes are wide open. We’re running this world, we keeping it turning. We’re living like Giants
https://i.imgur.com/IRaMYyj.gif https://i.imgur.com/dvBA47G.gif https://i.imgur.com/G81tQhv.gif 

Offline

#6 22-11-2018 o 21h19

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 217

https://fontmeme.com/permalink/181123/b32a8b1754bba1938d1014c29e6366d0.png
https://4.bp.blogspot.com/-i3hNQkC_zcA/W_cPeKcBCzI/AAAAAAAACX4/RFtX9N1NHWIlbaKnCyBz5s_yL6hflsitACLcBGAs/s400/elven_lady_by_denahelmi-dcoajml.png
┌                                                                                                                         ┐
Elysrith NaethyraRithPół-elfPochodzi z Fjallið
28 latKoziorożec23 GrudzieńObecnie bez stałego miejsca zamieszkania


Blada ceraBiałe włosyBłękitne oczy
171 cm
Liczne blizny na plecachTatuaż na karku

└                                                                                                                         ┘

┌                                                                                                                         ┐
Pochodzi z Fjallið, gdzie jej ojciec przebywał, pracując w kopalni.
Dziewczyna narodziła się ze związku kobiety elfa i człowieka mężczyzny.
Wychowana została do piątego roku życia przez ojca.
Po jego śmierci, spowodowanej złym stanem zdrowia, trafiła do swojego wuja.
Zamieszkami w średniej wielkości wiosce, gdzie była jedną "magiczną" istotą.
W wieku 10 lat zaczęła dostrzegać wyraźne różnice miedzy ludźmi a nią.
Rozwinęła lepiej swoją sprawność fizyczną,
jednak to nie pomogło jej w prześladowaniu ze strony rówieśników.
Od kamieni i pasków ma jeszcze różowawe blizny na plecach.
Trzy lata później była zmuszona do ucieczki przed dziwnymi przybyszami.
Podróżowała długi czas, ucząc się od podstaw umiejętności potrzebnych do przetrwania.
Wprawiła się w kradzieżach, wymykaniu, uciekaniu i odwracaniu od siebie uwagi.
W pewnym zamieszaniu natrafiła się na mężczyznę, również pół-elfa jak ona,
u którego przebywała kolejne 10 lat.
Tak zgłębiła swoją wiedzę o elfach, jej naturze oraz umiejętnościach.
Okazało się, że ma duży potencjał do nekromancji.
Niestety nie może jej używać, ponieważ wiąże się to z wydaniem swojego pochodzenia.
Po nieszczęśliwych wydarzeniach związanych z jej przyjacielem,
Rith zdecydowała się na podróż wokół państwa.
Stara się nie wychylać sprzed szeregu,
jeśli jednak jest taka potrzeba,
to robi wszystko, by wyglądać jak elf.

└                                                                                                                         ┘

┌                                                                                                                         ┐
Elysrith posiada duży potencjał do używania magii,
jednak obecne położenie pół-elfów nigdy nie pozwala jej na korzystanie z niego.
Specjalnie dlatego, ucząc się latami, opanowała walkę bronią białą.
Choć radzi sobie z krótkimi sztyletami i nożami oraz ich rzucaniem,
to fatalnie wychodzi jej strzelanie z łuku i walka dłuższymi mieczami
Posiada odpowiednie umiejętności ucieczki,
poznane podczas życia w biedzie

└                                                                                                                         ┘

Ostatnio zmieniony przez Lexi (24-11-2018 o 10h49)


Bardzo fajne OG > zapraszam

https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Online

#7 24-11-2018 o 19h20

Straż Absyntu
Chocolate
Pokonała kurę
Chocolate
...
Wiadomości: 702



https://i.imgur.com/eZKGExS.png

https://i.imgur.com/4AcZgbO.png
https://i.imgur.com/V7Y40J7.png
https://i.imgur.com/U5SDKP9.png
D R A V E N  z rodu Thrithyn         32 lata           urodzony w Kaupskip            pół-elf
zdrajca rasy  (każdej)             potomek elfiej matki            mieszka w Hreintánie
długie, popielato-czarne włosy            jasnozielone oczy           183 cm wzrostu
niezbyt zaawansowane moce magiczne        złodziej i fałszerz       nie wlaczy



https://i.imgur.com/dYDGtcj.png

                                                                                          Urodził się i od  zawsze  mieszkał  w dużych miastach,  dzięki czemu nauczył  się w
                                                                                   nich żyć z jako taką anonimowością dotyczącą swojej mieszanej krwi.
                                                                                           O tym, z jakich genów pochodzi nie wie nawet zbyt wiele; matka nie starała  się go
                                                                                   wychować,  a  pozbyć.  Gdyby  nie  jej  słaby  charakter,  prawdopodobnie  zrobiłaby  to
                                                                                   zanim wyrósł z wieku niemowlęcego, bo dzieckiem Draven był dość zaradnym.W prze-
                                                                                   ciwieństwie do swojej rodzicielki,  która marzyła o jego szybkiej  śmierci.  Niestety,  był
                                                                                   również silny i przeżył większość dziecięcych chorób bez powikłań.
                                                                                           Przypadkiem dowiedział się, że był owocem gwałtu, a jego biologiczny ojciec zos-
                                                                                   tał złapany i  skazany na natychmiastową śmierć przez powieszenie za  dopuszczenie
                                                                                   się tego czynu. W genach po nim dostał nie tylko bardzo ludzki wygląd, ale też oschły,
                                                                                   niewzruszony  charakter i  sposób bycia.  Nieświadomie poszedł z resztą jego  śladem
                                                                                   i stał się szumowiną nie tylko w oczach społeczeństwa, ale nawet wobec własnej rasy
                                                                                   półkrwi – zdrajcą i ludzki, i elfów.
                                                                                           Został  wykluczony  poza  każde społeczeństwo.  I nauczył się już,  że  inni  patrzą
                                                                                   na niego z tą samą,  lodowatą pogardą.  On sam jest istotą cierpką,  złośliwą,  nieprzy-
                                                                                   chylną niczemu, co nie przynosi natychmiastowych, pokaźnych zysków.
                                                                                           Żyje tak od zawsze. Bez przyjaciół, bez sojuszników, z zimną nienawiścią w sercu.

✦        ✦        ✦

                                                                                      W uszach nosi  dużo ciężkiej biżuterii,  włosy bardzo rzadko związuje  -  jeśli już, to
                                                                                         w niskiego kucyka na karku
                                                                                      Nigdy nie  nauczył się walczyć,  lepiej niż władać mieczem potrafi  (i lubi)  uciekać;
                                                                                         wychodzi z przekonania, że to zbędna umiejętność
                                                                                    
                                                                                    

Ostatnio zmieniony przez Chocolate (25-11-2018 o 14h14)

Online

#8 26-11-2018 o 02h47

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

____________________https://fontmeme.com/permalink/181125/8cde58fc29c1471c5d13d3ccd69bbeb1.png

          Kieł pół-elfa, pół-orka był jednym z najlepszych trofeów łowów na mieszkańców. I chociaż kreatura, z której pochodził ząb, za życia wyglądała wyjątkowo odrażająco, kieł sam w sobie prezentował się całkiem przyzwoicie. Færasál pogładziła go palcem wskazującym, od korzenia zatopionego w złotej podstawie do ostrego końca. Sezon łowów zwykł wprawiać królową w dobry nastrój. Na tyle dobry, że nie został zmącony nawet przez niesfornego posłańca, który śmiał jej powiedzieć, że łowcy już od dłuższego czasu na nią czekali i może powinna udać się na spotkanie z nimi. Færasál uwolniła tylko niewielką część swojej magii, szepcząc kilka słów, ale gdy odwróciła się do tego niezwykle śmiałego elfa, ten już klęczał i musiał podpierać się rękoma, by nie opaść na posadzkę całkowicie. Rozczarowujące. Ktoś tak bezczelny mógłby okazać się bardziej odporny. Færasál powoli do niego podeszła i chwyciła dłonią jego twarz, lekko ściskając poliki. Zmusiła elfa, by na nią spojrzał.
          — Uważasz, że możesz mówić swojej królowej, co ma robić? — Nie była zdenerwowana. Nie była rozbawiona. Była po prostu znudzona, znużona wręcz.
          Posłaniec przez chwilę milczał, zbyt przerażony, by cokolwiek powiedzieć, a potem zaczął plątać się w słowach tak bardzo, że Færasál ledwo rozumiała pojedyncze wyrazy. Tym już zdołał zepsuć jej humor, ale tylko pchnęła go na podłogę i wróciła do kontemplowania kła pół-elfa, pół-okra.
          Gdy w końcu ruszyła na spotkanie z łowcami, kątem oka zauważyła, że elf nadal leżał na posadzce, ale nie poświęciła ani sekundy, by zastanowić się, czy to strach go sparaliżował, czy tak bardzo nie potrafił zwalczyć bezwładności powodowanej przez obecność silnej magii. Færasál nie zwróciła też uwagi na ledwo stojących na nogach strażników przy sali tronowej. Kiedy weszła do środka, część osób padła na kolana, inni głęboko się skłonili.
          — Możecie powstać — powiedziała, zasiadając na tronie.
          Leniwie zlustrowała przybyłych. Część osób kojarzyła z dworu, część z poprzednich łowów, nowych twarzy było niewiele. Powoli wracało do niej lekkie uczucie ekscytacji na myśl o sztukach upolowanych w tym roku.
          — Stopniały ostatnie śniegi, więc nastał najwyższy czas, by ogłosić początek kolejnego sezonu łowieckiego. Część naszych sióstr i braci zbezcześciła święte tradycje zbyt bliskimi kontaktami z innymi rasami. Wszyscy tu zebrani czujemy się odpowiedzialni za zniwelowanie niechlubnych skutków rzeczonych kontaktów. Paskudni mieszańcy plugawią naszą ziemię, plują na nasze zwyczaje, nie szanują naszej kultury. Musimy położyć temu kres i co roku zbliżamy się do tego szlachetnego celu. Niech następne cztery miesiące obfitują wam w zwierzynę. — Zakończyła mowę klaśnięciem w dłonie. Nad głową każdego łowcy pojawiło się niewielkie światełko, które spiralnym ruchem zniżyło się około pół metra, okrążając odpowiedniego elfa, i zniknęło. Była to najzwyklejsza sztuczka z użyciem światła, ale Færasál opanowała ją jeszcze przed objęciem tronu na tyle dobrze, by nie potrzebować żadnej inkantacji. Mimo że sama sztuczka nic poza światełkami nie robiła, od wieków symbolizowała udzielanie błogosławieństwa przez królową.

Ostatnio zmieniony przez Kaniya (26-11-2018 o 02h48)


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#9 28-11-2018 o 17h34

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 9 071

http://funkyimg.com/i/2Nn3t.png

    Ogień, trzaskający w jednym z niewielu działających kominków działał na Lethę uspokajająco. Wpatrywała się w tańczące wesoło płomienie, błądząc opuszkami palców po złotym kielichu, który stał przed nią na stole. Nie zamierzała brać do ust tego napoju; nie miała zamiaru w ogóle zwracać uwagi na cokolwiek do jedzenia czy picia.
    Chociaż pałac był względnie bezpiecznym miejscem, Lethalis wolała nie ryzykować przypadkowym zatruciem. Znała smak każdej trucizny, jej zapach, a także odtrutkę, ale po co miałaby trudzić się z szykowaniem antidotum na coś tak błahego?
    Dworzanie, chcący zwrócić na siebie czyjąś uwagę, dosypać czegoś do jedzenia komukolwiek, albo po prostu rozpuścić jakieś plotki, nie byli na jej poziomie. Żałośni intryganci zaszywali się na czas łowów ukrywają się w swoich posiadłościach, byle z daleka od zabójców.
     Właściwie dobrze robią, pomyślała Letha. Przynajmniej żaden przypadkiem nie nawinie się pod czyjś nóż.
    Kobieta postukała paznokciami w zdobiony metal i wbiła wzrok w stół. Królowa się spóźniała. I to dość długo, nawet jak na nią. Nie niepokoiła się jednak, przecież jej wysokość nigdy nie robiła niczego bez przemyślenia tego wcześniej.
    Nachyliła się do siedzącej obok Ashanayi.
    - Po tym całym przedstawieniu – szepnęła jej na ucho – musimy iść się napić. Ale do jakiejś fajnej knajpki. Mam po dziurki w nosie tych elfów z kijami wbitymi w tyłki.
    Odchyliła się na swoim fotelu, posyłając koleżance zagadkowe spojrzenie. Była chyba jedyną osobą w całym tym pomieszczeniu, która nie musiała martwić się tym, że kiedyś Lethalis może zechcieć ich otruć.
    Nagle drzwi się otworzyły i do sali weszła królowa Færasál. Nivren wstała z przyzwyczajenia i złożyła jej luźniejszy pokłon. Ostatnimi czasy była zbyt zajęta tworzeniem wywarów na łowy, by móc zajmować się swoimi „obowiązkami” na dworze, jednakże miała nadzieję, że królowa jej to wybaczy.
    Mowa królowej była jak zwykle przemyślana, stanowcza i nie pozostawiająca żadnych domysłów. Nikt ze skalaną krwią nie może przeżyć następnych czterech miesięcy.
    Lethalis dotknęła opuszkami palców swoich skroni, zastanawiając się, czy jest w ogóle sens odróżniać elfy od pół-elfów. Można wybić wszystkich.
    - Dobra – westchnęła i ponownie odwróciła się do Ash. - Idziemy do tej z dobrym miodej, czy tej, gdzie mają panów do towarzystwa?


https://66.media.tumblr.com/2421320709aff3a89b88eba567f7ce11/b9a61305f9e0da40-fa/s400x600/b1ca5e3285cecd6bca4634f0aa5eb7fe3976b9ec.gifv https://66.media.tumblr.com/2771452cd728f8c31010fca2f9bb54a7/b9a61305f9e0da40-cf/s400x600/23581d30ff5faa642961b03ec684b0c088ca0ef4.gifv

Offline

#10 28-11-2018 o 19h14

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 689

...................................................................................................................................┌─────────────┐
...............................................................................................................https://i.imgur.com/KfZSpPI.png
...................................................................................................................................└─────────────┘


     Fjallið wyglądał przepięknie o tej porze roku. Kraina kopani, z jednej strony okolona górami sięgającymi samych gwiazd, a z drugiej nizinami płaskimi niczym niewzburzone morze. Stojąc mniej więcej na środku, miało się wrażenie, że słońce zanikające za zaśnieżonymi szczytami nie zachodzi, lecz umiera. Umiera, by już nigdy się nie odrodzić, zostawiając po sobie ledwie jaśniejącą, pomarańczowawą łunę. Mroźny wiatr gwizdał głośno, jak gdyby poganiając płynące po niebie porozrywane jasnoszare chmury; młode brzózki uginały się poddańczo pod naporem podmuchów i nawet oszronione źdźbła trawy wyginały się na wszystkie strony, jak gdyby marząc o ucieczce z oków mrozu.
     W tak pięknych, spokojnych okolicznościach natury, głośne kliknięcie w akompaniamencie stłumionego jęku brzmiały naprawdę upiornie.
     Nahve pochylił się nad ciałem elfa, zabierając się za związywanie. Oczywiście nie miał obaw, że trup nagle wstanie i zacznie uciekać, lecz gdy był tak ciasno związany, łatwiej było go upchnąć w worku. Niestety, w czasie ostatniej zamieci stracił swój powóz, na którym ze spokojem mógł się zmieścić nawet tuzin ciał. Jak się prędko okazało, nie miał dość pieniędzy, by zakupić wóz podobnych rozmiarów, dlatego musiał się zadowolić znacznie mniejszym.
     Ale się nie zadowolił. I uznał, że czas najwyższy coś zarobić.
     Psiesyny półelfy już dawno pojęły, że na tych ziemiach czeka je tylko śmierć. Mimo to, wypełnione skradzionym honorem, postanowiły pozostać i sprzeciwiać się okrucieństwu królowej. W tym jednym Nahve musiał przyznać im rację, bo sam nie lubił tej wypachnionej d#####, zwłaszcza że potulnie musiał jej służyć. Wprawdzie służba ograniczała się do przekazywania informacji o kolejnych celach, ale przez to Shaevneth nigdy nie czuł się w pełni wolny.
     O swoich własnych umowach z wieśniakami królowa również nie miała pojęcia. Ale jakoś musiał zarabiać, a że był przyzwyczajony do nieco wyższych standardów, musiał dorabiać poza rozkazami królowej. A że jakiś s##### bałamucił dziewki w Fjallið, to Nahve obiecał, że za sowitą nagrodę zajmie się dziadem. No i się zajął. Na szczęście prostaczkowie nie wspomnieli, czy chcą drania żywego czy nie. A że Nahve nie zamierzał się z tym j###### szarpać, to wolał na miejscu skręcić delikwentowi kark.
     Gdy dotarł do wsi, w prowizorycznej bramie zbudowanej z grubych pniaków już czekał na niego wójt. Nahve najpierw się zdziwił, czemuż to aż tak mu zależało na zobaczeniu truposza, ale gdy elf zauważył, że grubas trzyma w dłoni jakiś list, zrozumiał, że powód był zgoła inny.
     — P-panie, list do pana… — wyjąkał wójt, niepewnie wyciągając rękę.
     Ku największej uciesze łowcy, sam jego wygląd wzbudzał postrach. Wysoki, całkiem postawny, o wręcz wychudłej, bladej twarzy z ostro zarysowanymi kośćmi policzkowymi, sinawymi ustami i przymrużonymi, szarymi oczami, wyglądał jak wpół żywy. Czasami tylko tyle wystarczyło, by ofiara zaczęła współpracować.
     Nahve zaklął siarczyście, gdy zobaczył pieczęć na kopercie. Nie musiał nawet czytać tego listu. Wiedział, co tam znajdzie.

     Cały pałac idealnie obrazował samą królową: kolorowy, pełen świecidełek oraz wypachniony i ozłocony aż do porzygu. Łowca czuł się tam bardzo nieswojo, choć, sądząc po nachmurzonych minach zebranych w sali kolegów po fachów, nie tylko jemu się tu nie podobało. Niestety, tego typu durne zebranka organizowano przy każdym otwarciu sezonu na fałszywych. I za każdym razem była ta sama gadka: tak tak, śniegi puściły, więc puśćcie rzekę krwi. Nahvemu bardzo taka opcja odpowiadała, jednak mogłoby się obyć bez tych bzdurnych spotkań koła wzajemnej adoracji. Dlatego gdy królowa wreszcie skończyła pleść, czym prędzej wydostał się najpierw z pałacu, a potem z całego dworu, wychodząc na zaludnione, brudne uliczki. Dopiero wtedy odetchnął, uśmiechając się lekko i raźnym krokiem ruszył w stronę jedynego miłego mu tu miejsca.
     Stara jak świat karczma Pod Starą Strzechą nadal wabiła do siebie dzikie tłumy, głównie dlatego, że przepis na doskonałe piwo pszeniczne pozostawał tam niezmienny od pokoleń. Dlatego i liczna klientela pozostawała bez zmian i już w progu uderzyła w niego woń alkoholu, potu i tłuszczu. Mimo dość wczesnej pory znalazło się już kilka osób, które lekko się zataczały. Na szczęście to nie był jeszcze taki stan, w którym pijak prosił się o bójkę, dlatego Nahve w spokoju przysiadł się do baru, prosząc o piwo. Mimo wszechstronnego hałasu, łowca z łatwością wychwycił muzykę graną na scenie przez lokalny zespół. Piosnka, skoczna i radosna, prezentowała raczej marną jakość, ale ostatecznie stanowiła nawet niezłą rozrywkę. Dopiero następny kawałek, bardziej spokojny i melancholijny, brzmiał znacznie lepiej. Nahve, przymknąwszy powieki, zaczął się lekko kołysać w rytm muzyki, ignorując otaczające go śmiechy i wrzaski.
     Muzyka, piwo i świadomość upuszczenia krwi z kilku fałszerzy napawała go niebywałą błogością.

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (28-11-2018 o 19h18)


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#11 28-11-2018 o 20h13

Straż Cienia
SaphiraTrancy
Oficer Straży
SaphiraTrancy
...
Wiadomości: 1 648

__________________________https://i.imgur.com/j07kO3R.png

        Lubiła swoje 'wakacje'. Naprawdę. Ba, rzec można było, że były jedyną rzeczą dla której kobieta żyła - samotnie, w małym domku na obrzeżach Ávöxtum, gdzie mogła rozkoszować się gorącym naparem o poranku w ciszy, przy śpiewie ptaków, a następnie brać do ręki łuk i wędrować po bezkresnych lasach, polując na przebywające tam istoty. Niewiele sekretów mieli myśliwi o tym, jak być najlepszym z najlepszych, ale jedno było pewne - umiejętność zachowywania się niczym cień, poruszania się bezszelestnie, niekiedy maskując swą obecność nie tylko z widoku, ale i z zapachu, to było właśnie to, czego potrzebował lider 'watahy'. Ta sztuka napawała Ashanay’e dumą, choć niewielu doświadczyło potęgi jej sokolego oka, który sprawiał, że kobieta nigdy nie pudłowała. Tak też było i tym razem, gdy powoli stawiała bosą stopę na mokrym, pieszczącym poduszeczki mchu, pochylając się do przodu i wyglądając zza drzewa na stojącą nieopodal, samotną łanię. Zmrużyła srebrzyste ślepia, stawiając krok w tył i ukrywając się, jednocześnie wyciągając strzałę z kołczanu i naciągając ją na łuk. Znowu wyjrzała, tym razem kierując grot w stronę zwierzęcia.
Jeden strzał.
Jeden trup.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
       Zgiełk miasta zawsze wyzwalał u elfki niepohamowane uczucie strachu i obrzydzenia, a do tego brak komfortu jaki w takiej chwili czuła, pełne odkrycie na jakikolwiek atak doprowadzało ją niemal do wymiotów, które skrywała pod kapturem czarnej peleryny, zakrywając się nią jak tylko mogła i wędrując przed siebie, w stronę zamku. W takich chwilach jedną dłoń cały czas trzymała w pogotowiu na jak najszybsze wyciągnięcie łuku w razie niechcianej sytuacji, a jej krok był trochę może zbyt przyśpieszony, lecz jedyne o czym marzyła było zakończeniem pogadanki u ‘królowej’ i rozpoczęciem w końcu łowów, na które tyle czekała. Z radością stwierdziła, że nikt nie zwrócił na nią uwagi, przez co mogła bez żadnego problemu wejść najpierw przez główne drzwi do głównej sali, a następnie skierować się na miejsce, gdzie znajdowali się inni łowcy. Odetchnęła z ulgą. Wielu z nich nie znała - pewnie pojawili się żółtodziobi chcący pochwalić się swoimi ‘umiejętnościami’ lub ich brakiem, kto wie, dla kobiety byli tak ważnymi pionkami jak ona. Wtem jej wzrok przykuła znajoma jej osoba, machająca jej na powitanie. Wywróciła oczami, pozwalając sobie na delikatny uśmiech i kierując się w jej stronę. Lethalis. Była jedną z nielicznych osób z którymi jakkolwiek się zaznajomiła, a jej umiejętności trucicielskie były dla niebieskowłosej zawsze godne podziwu i respektu. Zasiadła więc tuż obok niej, krótkim skinieniem głowy, z uprzednio zdjętym kapturem, witając się z nią, a słysząc jej deklarację po paru chwilach czekania, wywróciła oczami, zerkając na nią.
- Tobie tylko jedno w głowie - skwitowała, poprawiając kołczan na plecach. - Pójdziemy gdzie tylko zapragniesz i tak wyruszymy dopiero na dniach.
Na nadejście królowej Ashanaya nie zareagowała ani z radością ani ze smutkiem, a wymuszony skłon niemal błagał o pomstę to bóstw, szczególnie, gdy starała się słuchać przemowy przewodnika ‘narodu’. Nie była w tym zbyt dobra, trzeba było to przyznać, ale im więcej razy słyszała słowo ‘łowy’ tym szybciej krew w jej żyłach zaczynała się gotować. To było zdecydowanie to, co chciałaby zacząć już zaraz. Kiedy tylko kobieta obwieściła nadejście ‘tego czasu’, zwróciła uwagę jak niektórzy pognali w stronę wyjścia, aby już natychmiast zająć się ‘pasożytami’. Nie dziwiła im się - sama miała ochotę to zrobić, a jedyne co ją powstrzymało, to czarnowłosa, na której słowa od razu wywróciła oczami, nieco się krzywiąc.
- Już Ci mówiłam, pójdziemy gdzie tylko zapragniesz, byleby potem jak najszybciej zacząć polowanie.


We’re wide awake now, our eyes are wide open. We’re running this world, we keeping it turning. We’re living like Giants
https://i.imgur.com/IRaMYyj.gif https://i.imgur.com/dvBA47G.gif https://i.imgur.com/G81tQhv.gif 

Offline

#12 29-11-2018 o 10h36

Straż Absyntu
Chocolate
Pokonała kurę
Chocolate
...
Wiadomości: 702

_____________https://i.imgur.com/eZKGExS.png

        Eliksir powoli przestawał działać.
        Miał wyjątkowo dobre poczucie czasu, a ten, który go stworzył, był wyjątkowo pazernym, godnym pożałowania stworzeniem. Tworzyć miksturę, która ukrywa tych, na których wszyscy zaczynają polować tylko po to, żeby się wzbogacić – pożałowania godne, doprawdy. A jednak, lubiłem tych ludzi. Te wysoko, choć też ściśle teoretycznie, postawione na drabinie społecznej czystej krwi elfy sprzeniewierzały się zasadom własnego gatunku tworząc mieszańcom drogę ucieczki, jeden z niewielu powodów, dla których nie musieliśmy żyć w ukryciu dziczy.
        Z resztą przecież łowcy znaleźliby nas nawet tam. Ich rządza krwi była tak silna, że wywęszyliby, dam wiarę, mieszaną krew po samym jej zapachu.
        A jednak, moja dawka – jedna z ostatnich – dzisiaj przyjętego eliksiru przestawała działać. I nie miałem świadomości, że tak się działo. Nie dało się tego wyczuć, przynajmniej dopóki nie miało się sztychu miecza przebitego przez klatkę piersiową.
        Możliwości było wiele; ta dawka była z wadliwej partii – prawdopodobne, jeśli zamawiało się mieszankę u wykwalifikowanego alchemika, sprawdzonego długoletnią znajomością. Mniej, jeśli tak jak ja, zdobywało się ją u niesprawdzonego źródła. Na szybko. Było też prawdopodobieństwo, że eliksir został sprzedany przez bojownika o beznadziejną stawkę. Nawet w tym wysoce nielegalnym biznesie, za odkrycie którego można było zawisnąć jeszcze tego samego dnia, znajdowali się tacy, którzy byli oszustami. Kłaniali się pieniądzom, a wysoka zapłata sprawiała, że ich oczy błyszczały, sprzedawali więc eliksir, ale o niepełnym działaniu. Zbyt krótkim działaniu. Miało to szanse powodzenia – jeśli pół-elf był wyjątkowo nieostrożny, nie można było stwierdzić, kto sprzedał mieszankę z defektem.
          Były też szanse, że tak samo, jak ja, sprawdzali dokładnie.
         Wszystko opierało się w tym świecie na prawdopodobieństwie. Jeśli przeżyję ten dzień, tamten handlarz przypłaci swoją niedokładność, pazerność, albo spisek życiem. Jeśli jednak umrę, będzie miał szansę zwieść jeszcze kogoś innego.
        A statystycznie żyłem już o wiele dłużej, niż większość pół-elfów. Kto wie? Może to romantyczne, umrzeć w końcu w pierwszy wielki dzień. W dzień otwarcia polowań, gdzie z jednej strony nienawiść do mieszanej krwi była najbardziej zapalczywa, ale jednocześnie większość łowców nie zdążyła poddać się irytacji. I wbrew pozorom, to irytacja i niecierpliwość łowców podczas ostatnich dni łowów zabijała najwięcej z nas, nie zapalczywość pierwszych.
        Pchnąłem drzwi, otwierając przed sobą nowe wnętrze. Inny świat. Z zatłoczonej ulicy wprost w objęcia tandetnej muzyki, przesiąkniętego nawet w deskach sufitu zapachu piwa i obecności tych, którzy od dawna przesadzali z alkoholem. Mimo tego, miejsce było miłe. Na tyle, na ile mogło być w obecności elfa, który wyglądał, jakby zbratał się już ze śmiercią i tylko jedną nogą nadal stał na tym świecie, a który teraz kołysał się w rytm muzyki zupełnie, jakby nie był krwawym mordercą.
        Z resztą nie interesowało mnie to, kim był.
        Tak samo bowiem, jak elfy miały wśród swoich szeregów szumowiny, które swoimi eliksirami i zaklęciami pomagały ukryć się zarazie ich idealnego świata, tak samo pół-elfy miały swoich zdrajców. I tak się składało, że byłem najgorszym pośród nich.
        Przysiadłem się obok, bez słowa w stronę łowcy, a później zamówiłem piwo. Sam fakt zajmowania miejsca tuż obok, bez jednego stołka przerwy między dwoma istotami miało w sobie coś niepoprawnego. Może nawet zwróciło na mnie uwagę elfa, zanim faktycznie na mnie spojrzał.
        — Udanych łowów, panowie — mruknąłem, unosząc swój kufel w stronę baru, a chociaż dookoła było pełno elfów, to swoje słowa skierowałem tylko do tego jednego. — Ponoć istnieje taka sprawdzna zależność, że mordercy nigdy nie wracają na miejsca zabójstwa swoich ofiar — zacząłem, tuż po tym, jak upiłem naprawdę spory łyk trunku, a później odstawiłem go zaskakująco delikatnie na miejsce na barze, z ostrożnością, która nie pozwalała na rozlanie nawet kropli.
          Bez powitania, bo nawet nie było na nie miejsca. Obecność tego jedynego łowcy sprawiała, że czułem się wyjątkowo… Mało obojętny. Jak na to, ile zazwyczaj sądzę o innych z jego rasy. Wbiłem spojrzenie w mętny płyn, w gęstą, jasną pianę w brudnym, poobtłukiwanym szkle. A to i tak było szanujące się miejsce. Prawdopodobnie nawet właściciel czasami ścierał ladę z resztek rozlanego piwa.
        — Ofiary też to wiedzą. I często wybierają takie miejsca na swoje kryjówki — dodałem ciszej, a mojemu głosowi teraz jeszcze bliżej było do chłodnej obojętności. Jeśli miałbym zginąć, to chyba najlepiej z rąk tego trupa. I tak wyglądał, jakby już nie żył.
        A mój eliksir przestawał działać.

Online

#13 30-11-2018 o 22h23

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 217

https://fontmeme.com/permalink/181123/b32a8b1754bba1938d1014c29e6366d0.png

       Zegar tykał nieubłaganie.
       Elysrith chwyciła jedną z małych buteleczek i ścisnęła mocno w dłoni. Szkło niebezpiecznie zatrzeszczało pod wpływem jej siły, jednak wreszcie się opanowała i przestała naciskać na nią.
- Niewiele zostało – ciężko przełknęła ślinę i wróciła wzrokiem na drobną półkę, z której zgarniała swoje rzeczy. Butelek zostało jeszcze tylko kilka, a zbliżał się ten c******* czas polowań. Nie miała już więcej czasu, by się tym przejmować, po prostu musiała znowu zacząć działać.
       Jej blade palce chwyciły kolejne szklane przedmioty, kilka ksiąg i złożonych ubrań – wszystko po chwili wcisnęła do torby podróżnej. Nie mogła na razie pozwolić sobie na nową; zebrane pieniądze musiała poświęcić na dawki eliksiru pozwalające jej na ukrywanie się.
       A tak bardzo tego nienawidziła.
       Uwielbiała być pół-elfem, choć nigdy nie pozwolono jej się tym nacieszyć. Uwielbiała być pomiędzy dwoma światami,  połączeniem między nimi. Kochała też ekscytację wiążącą się z jej życiem. Sprawiało jej to przyjemność; to życie na krawędzi.
Z kolejnymi wiosnami i zimami starzała się, jej rysy twarzy powoli ulegały zmianie, jej ciało dojrzewało. A ona? Niczym dziecko czerpała radość z nauki i dorastania. Nienawidziła jednak stawać się w ciągu jednej nocy zwierzyną do polowania.
Nienawidziła też wracać do tej nocy, gdy wreszcie zrozumiała, że polowanie na podobnych do niej to nie przelewki. Wtedy zbyt szybko spotkała się z czysto krwistym i zdecydowanie zbyt blisko poznała jego ostrza wbijające się w miękkie ciało.
       Wracając do teraźniejszości, skrzywiła się mocno, gdy założyła na ramię starą torbę. Była zdecydowanie ciężka, ale warta swoich cierpień. Nie mogła zapomnieć o ani jednej rzeczy, każdą kochała niemal tak samo.
       Z mieszkania, które zajmowała blisko przez trzy ostatnie miesiące, zniknęła tak samo szybko jak się pojawiła. Nie pożegnała się z miłym staruszkiem, który proponował jej codziennie piwo. Nie uśmiechnęła się do dziewczyny, od której często pożyczała jedną książkę i której nigdy nie chciała oddać. Nie przytuliła się z chłopcem, któremu opowiadała bajki na dobranoc. Odeszła jakby jej nie było.
       I tak miało zostać. Miała przez kolejne kilka miesiący nie istnieć jako pół-elf.
       Musiała ponownie znaleźć tego przeklętego handlarza, który ostatnio sprzedał jej eliksir maskujący. Była gotowa wydać całe zarobione przez siebie pieniądze, byle by być bezpieczną.
Kochała być pół-elfem. Kochała żyć na granicy dwóch światów. Kochała też życie. I nie mogła pozwolić sobie na stratę go przez swoją arogancję.
       Opuszczając granice małej wioski, w dłoni ściskała swój srebrny sztylet. Założyła kaptur płaszcza i zniknęła między drzewami wysokiego lasu. Planowała obejść część wiosek za jego pomocom, a potem kierować się nieco w stronę stolicy, mając nadzieję, że znowu złapie mężczyznę odpowiedzialnego za eliksiry.
       Zegar tykał nieubłaganie, a ona pragnęła tylko przeżyć.
Zniknęła więc w ciemnościach lasu, ukrywając się przed niemal każdą żywą istotą.
       Rith nigdy więcej nie chciała spoglądać w oczy czysto krwistego elfa, który pojawia się przed nią z zamiarem zabicia jej.
Dlatego podróżowała, tańcząc z cieniami drzew.
- Jeszcze tylko trochę – uśmiechnęła się delikatnie, poprawiając pasek torby na ramieniu – Muszę zdążyć, znajdę go na czas – przekonywała się, wiedząc, że w głębi duszy kłamie.


Bardzo fajne OG > zapraszam

https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Online

#14 01-12-2018 o 12h32

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 9 071

http://funkyimg.com/i/2Nn3t.png

    Knajpa była obskurna. Większość gości stanowiła schlanych biedaków, którzy przepijali swoje majątki, albo już nawet robili to na kredyt. Letha chodziła tu tylko i wyłącznie dlatego, że znała gospodarza i miała dzięki temu zniżki na alkohole.
    Kiedyś pomogła mu pozbyć się konkurenta, zatruwając jego beczułki trucizną, która wywoływała wymioty. Można sobie tylko wyobrazić, jak ta część miasta cuchnęła przez następny tydzień.
    Poza tym Havrey miał najlepszy miód w mieście. Większość pijaków dałaby się pokroić za łyk tego boskiego napoju. Było na niego stać tylko najwyżej postawione, najbogatsze elfy.
    Drewniana podłoga skrzypiała z każdym następnym krokiem. Letha szła przed Ash, by utorować im drogę pomiędzy chlejącymi elfami. Było to odrażające, fakt, ale jeśli którykolwiek spróbowałby położyć spoconą łapę na którejś z nich, pożegnałby się z głową i klejnotami.
    Chociaż i tak żaden z nich by się do tego nie kwapił. Łowcy królowej w sezonie byli tak żądni krwi, że niektórym wydawało się, że większość z nich zmienia się w bestie.
    Lethalis usiadła na krześle przy barze i zaprosiła Ash, by do niej dołączyła.
    - Dziś wszystko na mój koszt – szepnęła jej na ucho, uśmiechając się zadziornie. Nie powiedziała tego jednak na tyle cicho, by nikt jej nie usłyszał.
    Najbliżej siedzący pijak spojrzał na nie, jakby urwały się z zamku. Nivren zgromiła go wzrokiem, obiecując sobie w duchu, że jeśli delikwent jeszcze raz na nie spojrzy, dosypie mu coś do kufla.
    W tym czasie podszedł do nich barman, w którym rozpoznała samego Havreya.
    - Interes się kręci, widzę – powiedziała Letha na przywitanie, uśmiechając się cierpko.
    - Przyprowadziłaś koleżankę. - Elf uniósł brwi. Był strasznym kobieciarzem i przez jego łóżko codziennie przewijało się kilka kobiet, ale jeśli spróbowałby poderwać jej przyjaciółkę, bez względu na wspólną przeszłość, Lethalis była w stanie skręcić mu kark. - Nie przedstawisz mi jej?
    Wzruszyła ramionami, udając obojętność.
    - Ash, Havrey. Havrey, Ash. Znacie się już? To super. Wezmę miód pszczeli. - Zwróciła się do przyjaciółki. - A ty co weźmiesz?
    Rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem jakichś znajomych twarzy. Gdzieś niedaleko mignął jej facet, którego widziała wcześniej na zebraniu łowców.
    Havne... Nehve...? A, nie. Nahve. Ten gość, który zabije wszystkich z zimną krwią, jeśli tylko wlezą mu pod nogi.
    Letha zanotowała w myślach, by spróbować go kiedyś sprowokować, jeśli nadarzy się okazja.
    Udało jej się zobaczyć również kilku innych łowców, których imion nawet nie pamiętała. Skoro nie zapisało się to w jej pamięci, uznawała, że nie byli godni jej uwagi.
    Odwróciła się z powrotem do Havreya i Ash.
    - Mam nadzieję, że już złożyłaś zamówienie – mruknęła do kobiety, jednocześnie gromią mężczyznę wzrokiem. Nie tykaj jej, zdawały się mówić oczy Lethy. - Musimy być zwarte i gotowe na łowy.
    Przez cały rok zdążyła nieco stęsknić się za tym dziwnym uczucie uciekającego czasu, chęci rozlewu krwi i dźwiękiem uchodzącego życia z bękartów. Przypomniały jej się stygnące ciała pół-elfów, których zabiła w knajpie na obrzeżach Eymdarljóð. Tym razem chciała pobawić się z nimi nieco dłużej.
    Położyła dłonie na drewnianym blacie, kiedy barman postawił przed nimi dwa kufle.
    - Havrey, potrzebujemy jeszcze prowiantu – oznajmiła, biorąc do ręki swój napój. Chociaż ufała elfowi, powąchała miód, by upewnić się, czy nic do niego nie nasypał. - I kilku fiolek czystej wody destylowanej.     
    Zmarszczyła brwi, pociągając pierwszy łyk. Miód miał przyjemny, dość cierpki smak. Rozgrzał jej ciało od środka.
    - Czyli w tym roku szykuje się niezła jatka? - Mężczyzna prychnął.
    Letha wzięła kolejny łyk.
    - Nawet więcej, niż niezła jatka... Nawet więcej. - Odwróciła się do Ash. - Znam gościa, który potrafi zatruwać strzały. Kiedy będziemy czekać na prowiant od Havreya, możemy się do niego wybrać, żebyś powiększyła swój arsenał. Jeśli, rzecz jasna, chcesz.


https://66.media.tumblr.com/2421320709aff3a89b88eba567f7ce11/b9a61305f9e0da40-fa/s400x600/b1ca5e3285cecd6bca4634f0aa5eb7fe3976b9ec.gifv https://66.media.tumblr.com/2771452cd728f8c31010fca2f9bb54a7/b9a61305f9e0da40-cf/s400x600/23581d30ff5faa642961b03ec684b0c088ca0ef4.gifv

Offline

#15 01-12-2018 o 18h08

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

____________________https://fontmeme.com/permalink/181121/4bb3c26ef96b6a8088e0e3d0cfaee138.png
          Alrún wpatrywała się w Taenyę, próbując odszukać na jej twarzy nawet najmniejszą oznakę wstrzymywanego śmiechu. Albo czegokolwiek, co tylko mogłoby sugerować, że elfka nie mówiła poważnie. Nie doszukawszy się jednak niczego takiego, westchnęła.
          — Chcesz mnie wysłać do stolicy, kiedy za chwilę zaczynają się łowy? — Alrún upewniła się po raz kolejny. — Wiesz, naprawdę są szybsze sposoby na to, żeby się mnie pozbyć. Jesteś mistrzynią trucizn, tak tylko przypominam.
          — Nie chcę się ciebie pozbywać...
          — Tak jakby wysyłasz mnie do stolicy?
          — Po odebranie dostawy. Przyjedziesz, załatwisz mi rzadkie ziółka i wyjedziesz, zanim łowy zdążą się w ogóle zacząć. Może po drodze upchniesz komuś eliksir czy dwa.
          Alrún nie protestowała więcej. Gdyby nie Taenya, pewnie nie przeżyłaby łowów tyle lat. Chociaż gdyby nie Taenya, Alrún pojawiałaby się w Eymdarljóð tylko przejazdem i łowami nie musiałaby się w ogóle przejmować. Głupia sprawa.
          Taenya przeczesała palcami włosy, po czym przytuliła się do pół-elfki.
          — Przecież nie kazałabym ci tam iść, gdybym choćby podejrzewała, że może grozić ci niebezpieczeństwo. Ale eliksir mamy doprowadzony do perfekcji i w razie czego umiesz zrobić krótko działającą podróbkę z najbardziej powszechnych składników, a ja naprawdę potrzebuję tych ziół i nie mogę sama po nie pojechać.

          Tak właśnie Alrún wylądowała w stolicy na krótko przed łowami i została zdecydowanie dłużej, niż się spodziewała, bo statek, który miał dostarczył zioła, nie przybył w planowanym terminie. Nie przybył też w ciągu następnego tygodnia i pół-elfka miała zamiar spakować manatki i jak najszybciej wracać do Kaupskip, ale dostała przesyłkę od Taeni z kilkoma dodatkowymi porcjami eliksiru "wygląd na czyściaka" oraz krótką notatką, że te zioła były naprawdę bardzo, bardzo potrzebne.
          Więc została.
          A łowy zdążyły się zacząć. Przynajmniej tak wywnioskowała z rozmów prowadzonych w karczmie, w której się zatrzymała. Więc siedziała i obserwowała elfy, próbując wybadać, czy niezainteresowana łowami postawa czasem nie rzucała na nią podejrzeń. W Kaupskip by nie rzucała. W Kaupskip część mieszkańców wręcz otwarcie krytykowała samą ideę, bo często przeszkadzała w prowadzeniu biznesu. Ale w Hreintánie chyba było ździebko inaczej.
          Alrún spojrzała wgłąb swojego prawie nietkniętego kufla piwa. Mimo że wzięła wcześniej miksturę spowalniającą działanie alkoholu, picie wydało jej się nagle tragicznym pomysłem. Tylko że niepicie było jeszcze gorszym, no bo kto nie pije w karczmie? Wychyliła więc prawie pół kufla duszkiem, nie przejmując się zbytnio paskudnym posmakiem, który został jej w ustach. Mimowolnie uciekała wzrokiem do jednego elfa, którego wygląd wręcz krzyczał "łowca". Czuła, że powinna uciekać, że ten mężczyzna był wyjątkowo niebezpieczny, a jednak gdzieś w umyśle zatliła się myśl, że jeżeli oszukałaby jego, oszukałaby każdego.

Taenya


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#16 01-12-2018 o 22h22

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 689

...................................................................................................................................┌─────────────┐
...............................................................................................................https://i.imgur.com/KfZSpPI.png
...................................................................................................................................└─────────────┘

     
     Zdawało mu się, że muzyka nagle zamilkła. Prowizoryczni muzycy zamarli ze swoimi równie nieprofesjonalnymi sprzętami, nie wydobywając z instrumentów ani jednego brzmienia. Dosłownie żadnej nutki; ot, jedynej w świecie rzeczy, która potrafiła go uspokoić. Lecz, wbrew temu, co Nahve sobie myślał, muzyka grała dalej. Nadal cieszyła uszy przebywających tam pijaków i pozwalała im pić miód w jeszcze weselszym nastroju. Jednak jemu tego odmówiono. Zakazano. A tym, który to uczynił, był jakiś elfi mężczyzna. Młody, zuchwały, o przystojnej twarzy okolonej długimi, popielatoczarnymi włosami. Ach, bezczelna młodość: Nahve prawie ją pamiętał. Lecz to działo się tak wiele lat temu… nie pamiętał, kiedy to minęło, w jaki sposób przepadło i czy w ogóle zdążył się tym nacieszyć. Pewnie nie. Rzadko kiedy się z czegokolwiek cieszył.
     Została mu tylko muzyka. Lecz nawet tego mu poskąpiono.
     Zerknął na przybysza karcąco, lecz nic nie powiedział; ostatecznie dzieciak nie zrobił nic złego, a zajęcie miejsca obok niego nie było wielką zbrodnią. Miał tylko nadzieję, że po cichu zamówi to co tam chciał, a jego zostawi w spokoju, pozwalając wczuć się w słodkie brzmienie muzyki. Choć melodia drastycznie się zmieniła i teraz nie była delikatna i spokojna, ale ostra i dynamiczna. Lecz Nahvemu nadal się podobała, a nawet może bardziej niż tamta.
     Aż wreszcie nadszedł czas na toast.
     Młodziak wypowiadał swoje słowa, patrząc niewidzącym spojrzeniem gdzieś przed siebie. Jednak nawet głupiec zdołałby pojąć, że te słowa były skierowane konkretnie do niego. Do Nahvego. Stłumił męczeńskie westchnięcie, obracając w dłoniach kufel. Nagle, ku jego wewnętrznej rozpaczy, muzyka przestała się liczyć. Zostały tylko słowa wypowiedziane przez młodego elfa. Słowa dające wiele do myślenia.
     Zwłaszcza że ostatnie zdanie przyprawiło Nahvemu okropny uśmieszek. Kimkolwiek był ten dzieciak, zdecydowanie się z nim nie zgadzał. Nie fatygując się z żadnymi bzdurnymi powitaniami, postanowił włączyć się do dyskusji.
     — Zależność jak zależność — zaczął powoli, nawet na niego nie patrząc — ale ten świat istnieje już zbyt długo, byśmy nie wiedzieli, że wszelkie stałe zależności, reguły, i inne zasady, nie mają tu racji bytu. Więcej powiem — podjął, lekko podnosząc głos — wyjątek traktuje się jako rzadkość, tymczasem świat składa się w większości z wyjątków. Ot, taki paradoks. I jednym z tych licznych wyjątków jest to, o czym mówisz, podróżniku. Bo tylko tak się powiada, że zbój nie wraca na miejsce zbrodni. Wraca. Prawie zawsze wraca. Bo wie, że znajdzie tam sprawdzony łup.
     Upił łyk alkoholu. W ogóle nie poczuł różnicy, co go z miejsca
zirytowało. Zawsze oczekiwał natychmiastowych rezultatów, nawet w barze.
     — Ja tak robię — dodał po chwili.Wracam do miejsca zbrodni. Bo to nie ja jestem głupi. Tylko moje ofiary, które sądzą, że mordercy nigdy nie wracają na miejsca zabójstwa swoich ofiar.
     Uśmiechnął się na samą myśl o tych brudnych, głupich stworach. Wybrykach natury. Czasami dopadało go myślenie, że mordowanie pół-elfów było złe, lecz ten głosik zdawał się tak cichy i przytłumiony, że Nahve nie poświęcał mu żadnej uwagi. Zamiast tego cieszył się na każde kolejne łowy. Cieszył, lecz nie ekscytował. Ekscytować mogła się nastolatka na myśl o pierwszej randce. On pozostawał profesjonalistą, który emocje trzymał na wodzy. Tylko to pozwoliło mu ustać przy życiu. Tylko to pomagało mu w uczynieniu świata lepszym. Uczynieniu, by świat pozostał czysty. Pozbawiony brudnych fałszerzy krwi.
     — Pół-elfy też są na swój sposób mądre — przyznał rozmówcy, nadal na niego nie patrząc. — I, mimo tego, że na nie poluję, by zabić, nauczyłem się od nich kilku rzeczy. W końcu są i takie jednostki, których żaden z łowców nie znalazł. Bo uciekli. I dobrze, niech uciekają. Tylko że najzabawniejsza, a jednocześnie najbardziej godna podziwu, jest ich duma. Duma. — Wyważył to słowo, przemielił, poważnie się nad nim zastanowił. — Duma, której te przeklęte bękarty mają po sam nos. Uparte, zawzięte, nie chcą zrozumieć, że nie ma tu dla nich miejsca. Więc uparcie walczą o swoje nędzne prawa, których przecież nigdy nie otrzymają. Obie strony to wiedzą. I obu stron to nie powstrzymuje, by ze sobą walczyć.
     Pół-elfy przegrywały od samego początku, lecz nadal uparcie pchały się na zakazane tereny, by bronić swojego zaplutego honoru. Nahve miał nadzieję, że taki stan potrwa jak najdłużej. Kochał swój zawód, a zabijanie wrosło w niego tak mocno, że nie wyobrażał sobie innego zajęcia. A póki będą pół-elfy, on będzie mógł zabijać. Dlatego, paradoksalnie, mocno im kibicował, by ich honor i duma nigdy w nich nie zgasły.
     — I tego właśnie się nauczyłem od pół-elfów — kontynuował spokojnym tonem. — Podstawowej zasady ucieczki. Wiesz, jak ona brzmi?
     Pierwszy raz dokładniej przyjrzał się rozmówcy. Na pierwszy rzut oka wyglądał zupełnie zwyczajnie… ale ten błysk w oku… doskonale go znał. W tych jasnozielonych oczach lśniła zuchwałość, która przykrywała mieszankę obojętności i strachu. Widział to dziesiątki razy.
     Jednak nie zareagował. Jeszcze nie.
     — Podstawowa zasada ucieczki? — powtórzył. — Nie uciekać.
     Tę zasady pół-elfy opanowały do perfekcji, pomyślał.
     Już prawie w ogóle nie słyszał grającej gdzieś w tle muzyki. Towarzystwo się rozochocało, a do środka wchodzili kolejni goście. Wśród nowych klientów znalazły się dwie całkiem urodziwe panienki, które Nahve kojarzył z zebrania u królowej. Niestety, coś się u niego mocno zepsuło, przez co nie reagował na przeciwną płeć tak jak powinien. Zamiast tego odwrócił głowę, przymknął powieki i próbował wychwycić kolejne, mocno stłumione nutki.
    Pozornie banalne pytania mogły dać bardzo ważne odpowiedzi. I właśnie na to liczył Nahve. Na długą, inteligentną grę z tym siedzącym obok.
     Kimkolwiek był.

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (09-12-2018 o 17h56)


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#17 06-12-2018 o 17h29

Straż Absyntu
Chocolate
Pokonała kurę
Chocolate
...
Wiadomości: 702

_____________https://i.imgur.com/eZKGExS.png

        … a najczęściej mówili o nim milczący.
        Ponury, gbur, nierozmowny, patrzący na innych z góry. Brutalny. Opanowany.
        Z jakichś niezrozumiałych powodów teraz nie był on ani opanowany, ani też brutalny, a milczkiem nikt przy zdrowych zmysłach by go nie nazwał. Od razu zauważyłem, że lubi mówić. Nie, nie rozmawiać, ale przechwalać się, gadać, paplać, czuć, że ma panowanie nad konwersacją – nawet nie dając teoretycznemu rozmówcy słowa wtrącić. Zaskoczyło mnie to odkrycie. Ale nie dałem po sobie tego poznać, przynajmniej nie w chwilach, kiedy odwracałem spojrzenie, kiedy unosiłem kufel do ust. A on mówił. I mówił. Nie zamierzałem mu przerywać, nawet nie w momencie, kiedy pytanie zawisło między nami. Po prostu posłałem mu spojrzenie, z którego mógł wywnioskować setki rzeczy – i każdą jedną, pojedynczą błędną. Elfy, a w szczególności łowcy tacy jak on sądzili, że mają w garści wszystko i wszystkich od pierwszego spotkania, a pół-elfy, zbiegowie, mieszańcy, parszywe twory takie jak ja sprawiały, że wierzył, że miał rację.
        Nie po to, żeby połechtać jego ego, ale po to, żeby być bezpiecznym.
        Poza tym, pan łowca się mylił, a wytknięcie mu tego błędu, chociażby w myślach, znacznie poprawiało mi humor. Nikt nie był na tyle głupi, żeby nie uciekać, kiedy ziemia pali mu się pod stopami, więc uznawanie tego za najlepszą taktykę ucieczki było naiwne i bardzo nacechowane charakterem łowcy. Sam z resztą sprowokowałem go do wysunięcia na głos tych wniosków, chociaż to on sam nakręcał się w tej rozmowie ze sobą. Większość czasu po prostu zostawiałem mu uprzejmy dystans, w którym mógł szastać słowami.
        Zasadą ucieczki było, naturalnie, uciekanie w odpowiednim momencie.
        I będę kiedyś musiał zmyć te fałszywe miejskie legendy i pogłoski, które krążą na temat tego mężczyzny, bo Nahve, przynajmniej na razie, nie był ani ponury, ani mrukliwy, chociaż irytacja błyszczała w jego oczach mocniej niż odbite światło pochodni w karczmie.
          — Nie sądzę, że często przychodzi ci uciekać — zauważyłem, zupełnie naturalnie przechodząc na „ty”, chociaż w gruncie rzeczy się nie znaliśmy. Znowu, niedopowiedzenie… To on nie znał mnie. Lubiłem być lekceważony.
          Bo czasem też urządzałem sobie prywatne łowy. Nie raz, nie dwa udało mi się wyeliminować irytujące stworzenie. Nawet łowcę. Nie wszyscy byli przenikliwi, inteligentni, nie wszyscy pracowali czysto. Nie wszyscy byli tak niebezpieczni, za jakich chcieliby uchodzić w karczemnych historiach na rozdrożach, kiedy mówiło się szybko i cicho, szeptem, żeby nie wywołać wilka z lasu.
          — Poza tym każdy jest na swój sposób głupi — dodałem, zupełnie bez zobowiązania, choć w odniesieniu do jego wcześniejszych słów. — Życie czasami tę głupotę weryfikuje w swoim czasie, czasami robią to inne stworzenia, ludzie i elfy, a czasami przeżyje się tak cały swój czas, nieświadomym własnej ułomności. — Wzruszyłem ramionami na te słowa, a później wbiłem spojrzenie w opadającą w zaskakującym tempie pianę swojego piwa. Chyba było z gorszej partii, niż to barman obiecał i za które dostał zapłatę. — Ktoś chyba podmienił mi trunek dobrej klasy za który zapłaciłem na szczyny.
          Powiedziałem to, rzecz jasna, tak głośno, żeby te słowa dotarły za ladę, do postawnego mężczyzny, który zajmował się wypełnianiem kufli nowej klienteli karczmy.
          Po tych słowach, nadal rozważając jeszcze jedną poruszoną przez Nahve kwestię, rozglądnąłem się po pomieszczeniu. Było ciemnawo, ale z łatwością dało się zauważyć dwie osoby, które tylko na pierwszy rzut oka pasowały tu jak klejnot w gównie. Dwie kobiety siedziały przy wspólnym stole nad kuflami miodu, które właśnie dostały. Gdybym nie wiedział, kim są, może bym się zdziwił. Gdybym nie znał doskonale ich twarzy… Cóż, może bym już nie żył i to z ręki którejś z nich? Przeciągnąłem moment wpatrywania się w nie dwie, aż stało się to zbyt oczywiste i wtedy właśnie przesunąłem spojrzenie na twarz rozmówcy.
        — Powinni zdechnąć — westchnąłem zerkając na swój kufel, niebezpiecznie blisko widoczności dna. — Że też genetycznie nie padają jak muchy, te mieszańce.
        Było to wyznanie tak proste i szczere, że nie miałem wątpliwości co do autentycznego brzmienia tych słów. On z resztą też nie.
        — Chociaż — zauważyłem, uśmiechając się po raz pierwszy. — To pozbawiłoby cię sporej części roboty. Lubisz swoją pracę?
        Tym razem pytanie było kierowane ciekawością. Jeszcze raz, ostatni, oglądnąłem się przez ramię na dwie zabójcze, elfie kobiety, które pochylone nad blatem prowadziły - z pewnością – jakąś ciekawą, krwawą rozmowę. W odkładaniu na dalszą część rozmowy i tym samym irytując swojego rozmówcę odpowiedź na pytania, które padły na końcu jego wypowiedzi miałem pewną metodę.
        Przechodzenie do biznesów było zwyczajnie nudne. I najwidoczniej konieczne.
        — Jestem kimś, komu zależy na wyczyszczenie tego miasta ze szczurów biegających nie tylko już w kanalizacjach, ale i po naszych ulicach. Rzygać się chce. Nie wiadomo, kiedy trafisz na mieszańca, być może jakiś mieszka obok ciebie, zaszyty jak pod miotłą, a ty nie masz pojęcia, że twoje lokum skażone jest tą chodzącą kupą gówna i szlamu. — Przeniosłem na niego spojrzenie. Byłem rozluźniony. Zupełnie tak, jakby nie groziło mi śmiertelne niebezpieczeństwo. Większość pół-elfów, która miała w sobie resztkę instynktu samozachowawczego stwierdziłaby, że to jest idealny moment na ucieczkę i że ziemia faktycznie płonie pod stopami. Ale ja… Zawsze pod tym względem byłem wyjątkowy. — A szukam ciebie, szanowny łowco, jak widać idzie mi to z szokującym powodzeniem.

Ostatnio zmieniony przez Chocolate (06-12-2018 o 17h29)

Online

#18 08-12-2018 o 22h50

Straż Cienia
SaphiraTrancy
Oficer Straży
SaphiraTrancy
...
Wiadomości: 1 648

__________________________https://i.imgur.com/j07kO3R.png

        Mimo wszystko cieszyła się z tego wyjścia. Z tego, że choć wśród elfów, których nigdy nie darzyła sympatią, to chociaż mogła ten czas spędzić z kimś, kogo w swym otoczeniu akceptowała. Uśmiechnęła się nieco, pomiędzy grymasem zażenowania, gdy skończyły w tym samym miejscu co dawno, dawno temu; na poprzednich łowach. Znała powody przebywania w tym opuszczonym przez bogów miejscu, ale fakt faktem, że lepszego miodu niż w tej pijackiej nędzarni nie piła nigdy. Zerkała cały czas na schlanych jegomościów, obserwując, czy aby którykolwiek nie miał ochoty położyć swojego brudnego, spoconego łapska na idącej przed nią trucicielce, czy na niej. Nienawidziła tego uczucia cholernej niepewności.
       Gdy usiadła, z daleka od kogokolwiek, w końcu poczuła ulgę, zerkając kątem oka na rozochoconą przyjaciółkę, którą ewidentnie świerzbiły rączki, ażeby chwycić w swe ręce kubek i lada moment skończyć gdzieś na stole wśród pijackich pojedynków na jak najwolniejsze odlecenie do krainy snów. Parsknęła cicho, wywracając oczami, gdy ta z największą radością poinformowała niebieskowłosą o tym, że nie będzie musiała nawet wyciągać sakiewki.
- Trzymam Cię w takim razie za słowo i obyś tego słono nie pożałowała - zaśmiała się, kiwając głową na barmana, który akurat się pojawił i ewidentnie przesuwał po jej ciele wzrokiem. Nosz cholera, jeszcze tego brakowało, a jego piwny brzuszek i żółte zęby nie dawały zbytniej ochoty na jakiekolwiek ‘bliższe’ relacje, co doprowadziło Ashe do dreszczy i miny pełnej obrzydzenia. - Miło mi - mruknęła, gdy Letha ich sobie przedstawiła, ze zbyt bardzo wyczuwalnym ostrzeżeniem, po którym nie mogła znowu nie wywrócić oczami. - Dla mnie również miód, duży kufel - odetchnęła, rozciągając się na swoim miejscu.
       Interes w tym miejscu kręcił się, to prawda i aż sama nie mogła uwierzyć w to, że kogokolwiek ze spitych w trupa osób, wykładających się na stolikach było stać na tak kosmiczne ceny. Czego się jednak nie robi dla najlepszych trunków? Gdy dostała swoje procenty, od razu napiła się łyka, obserwując kątem oka, że pomiędzy pijaczynami, siedzieli także i łowcy, zbijając się w zorganizowane grupy. Czyżby zmienili taktykę z tamtego roku, gdy każdy musiał zdawać się na siebie i swoje umiejętności? Zapowiadało się coraz ciekawiej.
- Tak, tak, nawet już dostałam - odparła, biorąc kolejnego łyka z błogością wypisaną na twarzy, choć nie chcąc myśleć, ile razy ten kufel nie był myty i kto go dotykał. Paskudztwo. - Chciałabym, jak już wspominałam, wyruszyć jak najszybciej - spojrzała na barmana, rzucając mu niepewne spojrzenie. - Jak. Najszybciej. - dodała dobitniej teraz, wbijając wzrok w Lethe i wysłuchując jej słów. - To bardzo dobry pomysł. Przyda się nieco urozmaicenia, a specjalnie na te okazje przygotowałam nieco inny grot. Są dzięki temu o wiele szybsze w locie - była z siebie bardzo dumna z tegoż tytułu. A tym bardziej, gdy myślała o dźwięku wbijania się ostrza w ciała.
       Spojrzała ponownie w bok, przyglądając się wychodzącym łowcą. Nie miała w zwyczaju pracować w grupach, ale już i tak była skazana na młodą trucicielkę.
- Zauważyłam, że wiele osób dobiera się w pary albo większe grupy. Ciekawa tendencja biorąc pod uwagę zeszłoroczne jedynki - napiła się miodu. - Możemy także zorganizować się w coś takiego.


We’re wide awake now, our eyes are wide open. We’re running this world, we keeping it turning. We’re living like Giants
https://i.imgur.com/IRaMYyj.gif https://i.imgur.com/dvBA47G.gif https://i.imgur.com/G81tQhv.gif 

Offline

#19 09-12-2018 o 16h02

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 217

https://fontmeme.com/permalink/181123/b32a8b1754bba1938d1014c29e6366d0.png

        Wiązanka słowna, która wydobyła się z ust Elysrith zawstydziłaby niejedną osobę znajdującą się obecnie w karczmie.  Z zaciśniętymi mocno pięściami i zębami, wspominała ostatnie kilka dni.
        Po wyruszeniu z małej miejscowości i pałętała się po lasach na tyle długo, by przesiąknąć jego zapachem, aż wreszcie dodarła do chaty pewnego handlowca. Zastała go w nijako zawstydzającej sytuacji – mężczyzna spędzał czas z pewną młodą dziewczyną. Nie obchodziło jej to szczególnie, wyciągnęła wór monet i warknęła:
- Byłabym wdzięczna, gdybyś sprzedał mi ten eliksir co zawsze – ściągnęła kaptur płaszcza i rozejrzała się po małym mieszkanku. Jej węch nie był tak wrażliwy jak normalnych elfów, mimo to jednak skrzywiła się, czując wyraźny zapach seksu. – Kończy mi się czas, staruszku – dodała.
Mężczyzna zbyt zawstydzony, by cokolwiek powiedzieć, zebrał spodnie i koszulę rzuconą na jedno z krzeseł. Dopiero po paru minutach opanował się na tyle, by móc przemówić do pół-elfa.
- Nie mam go w tym roku. Musisz szukać gdzieś indziej – z wahaniem spojrzał się na Rith i przeczesał grubymi palcami swoje tłuste włosy. Był zbyt świadomy, że nawet jako pół-elf jest niebezpieczna dla niego i młodej dziewki. Elys powoli odwróciła głowę od niego i zwróciła uwagę na kobietę leżącą jeszcze na łóżku. Dziewczyna była zbyt przerażona nagłym pojawieniem się białowłosej, by krzyknąć. Rith powoli przetwarzała w myślach to, co powiedział jej handlarz.
Dopiero gdy odchrząknął, zwróciła na niego ponownie uwagę. – Ale wiem, gdzie możesz szukać takich osób. Ponoć w Kaupskip kogoś znajdziesz.
-Chyba sobie żartujesz! Nie mam tak wiele czasu, nie wiadomo kiedy dokładnie zaczną się łowy! – przeklęła w myślach, ganiąc się za wybuch emocji. Właśnie sprzedała wyraźnie swoje pochodzenie dla dziewki w lóżku, jeśli ta nie będzie na tyle przerażona, by to rozgadać. Elysrith pomasowała swoje skronie, chowając wcześniej worek pieniędzy i wypuściła długi oddech. – Mam nadzieję, że te niedźwiedzie obok chaty cię zjedzą.
        Nie przejmowała się kłótnią, którą wywołała po opuszczeniu chaty. Ani tym, że musi prawdopodobnie dziewczyna zgłosi się do pierwszego lepszego elfa i naskarży o powiązaniach handlarza i Rith.
        Nie miała czasu się tym przejmować. Musiała znaleźć ten przeklęty eliksir za wszelką cenę.
Po stosunkowo krótkiej podróży do Kaupskip i stosunkowo długich, męczących poszukiwaniach osoby produkującej eliksir maskujący, dowiedziała się tego, że już jej w tym mieście nie ma. Myślała, że nie może mieć większego pecha. A wtedy pewna osoba poinformowała ją, że handlarka jest w samej stolicy.
W stolicy pełnej elfów.
W stolicy pełnej przeklętych łowów.
W stolicy, w której właśnie rozpoczynały się łowy.
Świetnie.
        Silne potrącenie jej ramienia przez pewnego pijanego mężczyznę, przywróciło ją do teraźniejszości. Idealnie wtopiła się w tło i grupę znajdujących się w wypchanej karczmie. Rozmowy trwały w najlepsze, a Rith wśród dziesiątek osób musiała wypatrzyć odpowiednią osobę. Choć została poinstruowana, jak Alrún wygląda, to ciężko było ją wypatrzeć. Dopiero po mozolnych trzech minutach kobieca sylwetka rzuciła się jej w oczy.
Elysrith z gracją niepijanego człowieka ruszyła do przodu, omijając każdą postać tanecznymi ruchami. Nie lubiła zapachu unoszącego się w karczmie i pragnęła się stąd szybko wydostać. Ale czego nie robi się dla bezpiecznego życia?
        Podeszła powoli do kobiety, bo jeśli ona też była faktycznie pół-elfem, to mogła przewidzieć, jak to spotkanie mogłoby pójść źle.
- Cześć, dosiądę się do ciebie – oznajmiła, odsuwając jedno z krzeseł i opadając na nie. Pół-elfka uważnie zaczęła badać Elys, aż wreszcie podniosła się, mrucząc coś pod nosem. Rith była przekonana, że rudowłosa zaraz się jej wymknie, a przecież była jej ostatnim ratunkiem.
- Poczekaj, wiem, że normalnie się tak do ciebie nie zgłaszają, ale właśnie przyjęłam swoją ostatnią dawkę. Musisz mi pomóc – powiedziała, podkreślając dokładnie trzy ostatnie słowa. Wydawało się jej, że Alrún skinęła głową, jednak gdy dziewczyna odwróciła się na pięcie tyłem do niej, już nie była pewna.
        Pociągnęła ją za ramię, a kufel który kobieta trzymała w ręce zawirował w powietrzu niemal jak balerina i wylądował na niebezpiecznie wyglądającej elfce. Piwo spłynęło po jej ramionach, przesiąkając przez ubrania. Szklanka za to rozbiła się na małe kawałki i przyciągnęła uwagę wielu elfów w pobliżu. Miała wrażenie, że ta część karczmy zamarzła na kilka sekund. Elysrith powstrzymała wszystkie swoje instynkty krzyczące „uciekaj” oraz „niebezpieczeństwo” i mocniej chwyciła ramię rudej, czekając na reakcję albo ofiary, albo Alrún.


Bardzo fajne OG > zapraszam

https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Online

#20 09-12-2018 o 16h52

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 9 071

http://funkyimg.com/i/2Nn3t.png

    Czas to pieniądz. Trzeba się ruszyć, bo inaczej wszystkie zarobki przepadną.
    Lethalis uwielbiała pieniądze. I uwielbiała je zarabiać. Wizja łowów też była kusząca. Ileż to bogatych bękartów będzie w stanie sypnąć groszem, żeby tylko ujść z życiem? Miała nawet takiego jednego, mieszkającego w Kaupskipie, który co roku dawał jej kufer wyładowany złotem, by zostawiła go w spokoju. Trzeba będzie jakoś delikatnie zasugerować Ash, by udały się tam na samym początku. Wydawanie pieniędzy jest przyjemne, ale jeszcze lepsze jest wydawanie czyichś pieniędzy.
    - Mówisz? - Pociągnęła łyk napoju. - Nie wiem, czy dam radę wytrzymać z częścią tu zebranych. - Rozejrzała się dookoła. - Część z nich jest dość obleśna, nawet jak na zabójców. Nie chcę się kiedyś obudzić w obozie naga i okradziona.
    Nie kłamała. Zawiązała kiedyś koalicję z gildią zabójców i po jednym z dłuższych polowań wróciła do obozu i padła jak długa. Rano obudziła się w swoim namiocie, tyle że bez ubrań, broni i pieniędzy. Towarzysze wykiwali ją i zwiali. Wiele to nie zmieniło - jakiś czas później wytropiła ich i wybiła do ostatka.
    Dlatego też, mimo że zaczynała cieszyć się złą sławą i nikt raczej by tego ponownie nie próbował, wolała dmuchać na zimne. Nigdy nie wiadomo, komu odrobina alkoholu odbije do łba.
    Pociągnęła łyk swojego miodu.
    - Jeśli serio chcesz takie coś zorganizować, to musimy ogarnąć normalne elfy. - Zamyśliła się na chwilę. - I jeszcze...
    Nie zdążyła dokończyć. Momentalnie poczuła, jak coś uderza o jej plecy, a potem coś mokrego zaczyna skapywać po jej plecach.
    Lethalis odstawiła głośno swój kufel i wstała, zrównując się z kobietą, która wylała na nią swój napój. Łowczyni wyszczerzyła kły, jednocześnie chwytając nóż i przystawiając go do szyi tej drugiej.
    - Ciuchy od Mantskiego - syknęła. - Mam nadzieję, że masz jakieś, k****, dobre wytłumaczenie.


https://66.media.tumblr.com/2421320709aff3a89b88eba567f7ce11/b9a61305f9e0da40-fa/s400x600/b1ca5e3285cecd6bca4634f0aa5eb7fe3976b9ec.gifv https://66.media.tumblr.com/2771452cd728f8c31010fca2f9bb54a7/b9a61305f9e0da40-cf/s400x600/23581d30ff5faa642961b03ec684b0c088ca0ef4.gifv

Offline

#21 09-12-2018 o 18h55

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

____________________https://fontmeme.com/permalink/181121/4bb3c26ef96b6a8088e0e3d0cfaee138.png
          Mimo wszystko naprawdę liczyła, że spędzi spokojnie wieczór. Trochę popije, poobserwuje elfy i gdy towarzystwo zacznie się rozchodzić, wróci do wynajętej na piętrze klitki z łóżkiem, licząc, że przy odrobinie szczęścia nikt jej nie zabije we śnie. Właściwie zamierzała tak spędzać czas aż do przybycia tego nieszczęsnego statku, w dzień włócząc się po porcie. Dlatego też niezbyt spodobało jej się, że ktoś się przysiadł.
          Elfka wyglądała na lekko poddenerwowaną i Alrún doszła do wniosku, że albo była początkującą panienką do towarzystwa, albo mieszańcem, a jako że w stolicy raczej mało kto wiedział o jej upodobaniu do kobiet, to jednak obstawiała bycie pół-elfem i miała nadzieję, że czasem nieznajoma nie usłyszała o niej za dużo.
          — Nie robię interesów na widoku — mruknęła w końcu, chociaż mogła nie zostać dobrze usłyszana przez gwar dookoła. Spojrzała wymownie na górę, gdzie znajdowały się pokoje.
          Ale po następnych słowach kobiety dotarło do niej, że chyba się nie zrozumiały. Skinęła więc delikatnie głową i wstała z zamiarem pójścia w stronę schodów. Tylko że została pociągnięcia za ramię i w rezultacie jej nie do końca pusty kufel pofrunął prosto na czyjeś plecy. A ten ktoś chyba był łowcą i już po chwili miała nóż przyłożony do szyi. Usłyszała gwizdy oraz jakieś obleśne krzyki, wyłapała z tego chyba coś, co brzmiało ja "walka w błocie".
          Co za wspaniały dzień.
          Chwyciła ostrze dwoma palcami i, uważając, by czasem się nie pociąć, odsunęła o kilka centymetrów. Zdecydowanie lepiej mówiło jej się bez aż tak bezpośredniej groźby.
          — Aaa, przepraszam, przepraszam. — Uśmiechnęła się głupkowato. — Zbyt się podekscytowałam wizją spędzenia czasu sam na sam w takim miłym towarzystwie.
          Korzystając z tego, że nieznajoma nadal trzymała ją za ramię, pociągnęła kobietę w swoją stronę tak, żeby ta wstała. Alrún położyła rękę na jej biodrze, jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. Poza tym zaczęła modlić się do wszystkich bóstw o to, żeby nieznajoma czasem nie wpadła na kolejny dziwny pomysł i nie zrujnowała tej już i tak marnej wymówki.
          — Rozumiesz, po tygodniu spędzonym w porcie, czekając na statek z dostawą, mam trochę dosyć. Chyba że chcesz się przyłączyć? Dobrego towarzystwa nigdy za wiele i ubrania nie będą ci wtedy potrzebne.
          Dla wzmocnienia powagi swojej propozycji zlustrowała kobietę wzrokiem.


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#22 09-12-2018 o 19h40

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 217

https://fontmeme.com/permalink/181123/b32a8b1754bba1938d1014c29e6366d0.png

        Elysrith nie mogła nadziwić się tego, jak obecne wydarzenia się rozwinęły. Nie przypuszczała, że jej przyjazd do stolicy zakończy tak szybko dość nudny, aczkolwiek spokojny, rozdział w życiu. Jednak czego mogła się spodziewać, przychodząc do karczmy pełnej elfów czystej krwi? Jeśli były tu połówki takie jak ona, dopasowały się wyjątkowo dobrze.
Poznana przed chwilą rudowłosa chyba już to zrobiła. Sprawnie starała się wybrnąć z paskudnej sytuacji, w której niestety Rith ją postawiła. Dlatego gdy Alrun przyciągnęła ją do swojego ciała, Elysrith zdecydowała się pociągnąć grę.
        Ba, zechciała posunąć się nieco dalej. Musiały sprawić, że będą wystarczająco przekonujące. W najlepszym razie zaliczą piękny trójkącik, a mniej usłanej różami przyszłości białowłosa widziała po prostu walkę na pięści między nimi w karczmie. Niestety, gdzieś z tyłu głowy pojawiła się ostatnia opcja – ruda i białowłose razem będą leżały w swojej krwi tuż za rogiem karczmy, martwe.
        Dlatego wyciągając swoją chłodną dłoń, starała się jak najlepiej przekazać w swoich oczach emocje, które mogłaby czuć do dwóch pięknych kobiet. Delikatnie ujęła twarz rudowłosej pół-elfki i obróciła ją w swoją stronę. Zniżyła swój głos do niemal mruknięcia i wymruczała powoli:
-Jeszcze zrobię się zazdrosna, gdy zajmiesz się jeszcze jedną piękną – przejechała swoim palcem po szyi kobiety, schodząc nim jeszcze niżej.  Odwróciła jednak głowę z powrotem do elfki. Zza jej pleców wyglądała jeszcze jedna kobieta o szczególnej urodzie. Elysrith nie przyznałaby, że ją pociąga, jednak była na pewno warta uwagi. Domyśliła się szybko, że elfka oblana przez piwo przyszła z nią. Nie była pewna, czemu zdecydowała się dopowiedzieć : – Chyba, że zechcesz dołączyć do nas ze swoją koleżanką. Wtedy będzie po równo – Wskazała na kobietę o fioletowawej cerze. – Obiecuję, że mogłybyśmy się wami dobrze zaopiekować. Na górze są wolne pokoje.
        Po minie, która pojawiła się na twarzy tej o ciemnej karnacji, zdała sobie sprawę, że chyba nieco przesadziła ze swoim pomysłem. Było już jednak za późno, dlatego mocno objęła Alrun w talii. Drugą ręką za to sięgnęła do małego, ukrytego nożyka w pasie i uwolniła go z zapięć. Gdyby elfki zaatakowały, na spokojnie zdążyłaby go wyciągnąć i odbić atak. Obiecała sobie, że za wszelką cenę postara się obronić rudowłosą; w końcu to Elysrith ją w to wpakowała, dlatego nie chciała jej zostawić samej.
Tylko nie jest prostym przewidzieć reakcje czterech nabuzowanych kobiet.
Bum.
Opcja z bijatyką w karczmie wcale nie wydawała się w tej sytuacji taka zła.

Ostatnio zmieniony przez Lexi (09-12-2018 o 19h43)


Bardzo fajne OG > zapraszam

https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Online

#23 09-12-2018 o 19h50

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 689

...................................................................................................................................┌─────────────┐
...............................................................................................................https://i.imgur.com/KfZSpPI.png
...................................................................................................................................└─────────────┘

     

     Kiedy zamilkł, znowu przymknął lekko powieki, próbując wrócić do rytmu. Niestety, właśnie grano jakiś inny, skoczny kawałek, który Nahvemu w ogóle nie przypadł do gustu. Wolał coś melancholijnego; coś, w co można było się wczuć co odklejało zmysły od umęczonego ciała i pozwalało zerwać się do luźnego, odprężającego tańca. Tymczasem to coś, szybkie, gwałtowne, niedźwięczne, nijak nie pozwalało się skupić. Momentalnie więc poczuł złość, lekko tracąc humor. A obecność tego kogoś, to najwyraźniej nadal się nie nudził w towarzystwie łowcy, niczego nie poprawiał.
     Zdenerwował się jeszcze bardziej, gdy usłyszał uwagę o ucieczce. Mimo to nie dał tego po sobie poznać, a przynajmniej tak sądził, i uśmiechnął się kpiąco. Długo nic nie mówił, przyglądając się trunkowi i lekko kołysząc kuflem. Muzyka nadal nie zgrywała się z tym, co grało w jego duszy, lecz wiedział, że nie może zrobić nic innego, jak tylko poczekać. Poczekać, aż przyjdzie to „lepsze”.
     Cokolwiek to jest.
     — To selekcja naturalna — mruknął, coraz bardziej tracąc zainteresowanie rozmową. — Każdy popełnia błędy, nikt nie jest bez wad. Rzecz polega na tym, by popełniać te błędy tak, by nikt ich nie zauważył. A zwłaszcza nikt z twoich nieprzyjaciół. Albo… albo sprytnie je naprawiać.
     Nie odezwał się słowem na uwagę dotyczącą mieszańców. Powinni zdechnąć… owszem. Tak myślała większość czystokrwistych elfów, o ile nie wszystkie. Dlatego Nahve czasami sam sobie się dziwił, że na nim przestawało to robić większe wrażenie. Nienawidził pół-elfów i zarabiał na mordowaniu ich — to wszystko to sztywne fakty, pozbawione choćby odrobiny uczuć. Nawet nienawiść została z nich wysuszona. Nahve brzydził się mieszańcami już tylko dlatego, że tak powinien robić. Tylko dlatego, że wszyscy inni się ich brzydzili. Tylko dlatego, że każdy tego od niego wymagał jako od łowcy. A więc tak właśnie było. I Nahve nie zamierzał z tym walczyć.
     — Lubię — odparł zdawkowo. — Dlatego nie narzekam na nadmiar brudnych.
     Prędko powrócił do swoich wcześniejszych myśli, gdy rozmówca zaczął podkreślać swoją nienawiść do pół-elfów. Jakież to typowe, powszechne i nudne. Któż w tym mieście ich kochał? Któż nie pragnął ich eksterminacji? Dlatego Nahve, przyjmując kolejne zlecenia, w kółko wysłuchiwał zapewnień, że te szumowiny powinny zostać wytępione do ostatniego niemowlaka. Myślał wtedy, po co mu o tym mówili. By nakreślić swoje okrucieństwo i zaznaczyć należny mu respekt? A może by odpędzić od siebie choćby blade podejrzenia, że w rzeczywistości nie ma nic przeciwko połówkom? Albo, że wręcz ma z nimi cokolwiek wspólnego? W końcu, najciemniej jest pod latarnią. Nahve już niejednokrotnie się o tym przekonał.
     Zaskoczył go dopiero na końcu, kiedy wspomniał, kogo szukał. Jego. Łowca znowu uśmiechnął się kpiąco, lecz tym razem lekko, ledwie zauważalnie. Wielu wcześniej go poszukiwało. Kilku dlatego, że słyszało o jego usługach i mieli dla niego zlecenie. Kilku po to, by go zabić. Albo chociaż zaszantażować. Przekupić. Zagrozić. Dlatego wieść, że nieznany mu przybysz szukał właśnie jego, nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Wobec tego upił z kufla spory łyk, znowu nim zakołysał, po czym pochylił nad barem. Zespół zszedł na chwilę ze sceny, narażając bar na pozbawione wszelkiej kultury śmiechy, wrzaski, bekanie, pijackie śpiewy. To wszystko sprawiało, że coraz mniej chciało mu się tu przebywać. Jednak łowy miał rozpocząć dopiero jutro, a w stolicy bywał stosunkowo rzadko. Dlatego postanowił jakkolwiek to wykorzystać.
     — Z szokującym powodzeniem? — powtórzył z lekkim, paskudnym uśmieszkiem, nawet na niego nie patrząc. — Winszuję. Winszuję, ponieważ wydajesz się z tego powodu bardzo zadowolony. Jednak zapewne nie sądzisz, że znalezienie szukanego to połowa roboty, i to ta trudniejsza. Nie sądzisz tak, bo wyglądasz na całkiem inteligentnego chłopaczka. 
     Nie dbał o to, czy go tym obrazi czy nie. Jeśli faktycznie czegoś od niego chciał, nie powinien się zrazić. A tego Nahve, nawet nieco wbrew sobie, był całkiem ciekaw.
     — Więc znalazłeś mnie — kontynuował spokojnym tonem. — Masz dla mnie zlecenie? Czy to zlecenie na mnie? Tylko mów szybko i przechodźmy do rzeczy, bo coraz mniej mi się tu podoba.
Szczerze liczył na tę drugą opcję. Tęsknił za spuszczeniem z kogoś krwi, a akurat dla Nahvego status krwi był całkowicie obojętny. Poza tym w karczmie już od jakiegoś czasu delikatnie pachniało bójką, a łowca potrzebował dobrej rozrywki.
     Choć przecież od jutra będzie się bawił jeszcze lepiej.


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#24 12-12-2018 o 18h56

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 9 071

Lethalis zastanawiała się, czy ten wieczór mógłby być gorszy.
    Całe jej ubrania przesiąkły obrzydliwym zapachem jakiegoś piwa, królowa spóźniła się na zebranie, a jakieś dwie kobiety proponowały jej... Bogowie.
    Tylko przez wzgląd na to, że znajdowała się w miejscu publicznym i miejscowi pijacy już podchwycili możliwość bójki, trzymała nerwy na wodzy. I również przez fakt, że obok siedziała Ash, a ona albo dołączyłaby się do bitwy, albo spróbowała ją powstrzymać. Lethalis nienawidziła, gdy ktoś mówił jej, co może, a czego nie.
    Starała się nie pokazywać, jak wielki wstręt wzbudziły w niej te dwie dziwne kobiety. I nie chodziło tylko o to, że sama przez pewien czas nie była pewna swojej orientacji. Po prostu... obmacywanie się przy tylu ludziach było żenujące i gorszące.
    Letha zwęziła usta ze zdegustowaniem.
    - Podziękuję - oznajmiła chłodno. - Gardzę tak... bękarcimi zajęciami.
    Chciała już się odwrócić, poprosić Havreya o dostęp do jego prywatnej sali łaziebnej, i żeby wysłał jej ubrania do pralni, ale wtedy jedna z nich powiedziała coś, czego w życiu nie powinna była mówić.
    Zastygła w bezruchu, a jej mięśnie stężały. Nikt - nikt! - nigdy nie traktował jej z takim brakiem szacunku. Była jedną z ulubienic królowej, wszyscy wiedzieli o jej statusie, majątku, umiejętnościach. Takie zachowanie... proponowanie jej czegoś tak gorszącego było gorsze od ciosu poniżej pasa.
    Zwłaszcza, że dotyczyło to również Ash. Letha rzuciła jej pociągłe spojrzenie, dając znać, co właściwie zamierza zrobić.
    Parsknęła śmiechem, biorąc do ręki swój kufel z wciąż nie wypitym piwem i pociągnęła z niego łyk.
    - Urocze.
    Kufel rozbił się z charakterystycznym dźwiękiem na ziemi. Dookoła posypało się szkło. Tłumy pijaków zawyły z uciechy w momencie, gdy pięść Lethalis uderzyła w nos tej rudowłosej.


https://66.media.tumblr.com/2421320709aff3a89b88eba567f7ce11/b9a61305f9e0da40-fa/s400x600/b1ca5e3285cecd6bca4634f0aa5eb7fe3976b9ec.gifv https://66.media.tumblr.com/2771452cd728f8c31010fca2f9bb54a7/b9a61305f9e0da40-cf/s400x600/23581d30ff5faa642961b03ec684b0c088ca0ef4.gifv

Offline

#25 16-12-2018 o 18h23

Straż Cienia
SaphiraTrancy
Oficer Straży
SaphiraTrancy
...
Wiadomości: 1 648

__________________________https://i.imgur.com/j07kO3R.png

        Parsknęła cichym śmiechem na słowa elficy, krzywiąc się jednak po chwili, gdy znowu przyuważyła wgapiającego się w nią barmana. O zgrozo, ile jeszcze takich typów miała spotkać na swojej drodze? Jedynym plusem całej tej sytuacji były zniżki na pyszny, rozpływający się w ustach miód, który teraz przepływał przez jej gardło.
       Zamknęła oczy, wsłuchując się w to, co miała zamiar dalej powiedzieć Lethalis. Lubiła raz na jakiś czas wysłuchać rozgadanej 'przyjaciółki', gdy ta pełna wigoru i procentów w swym organizmie miała zamiar podróżować razem z niebieskowłosą, krytykując przy tym większość osób w barze w taki sposób, że szczęściem było nie widzieć żadnego pieniącego się do niej osobnika. Miała nadzieje wysłuchać większej ilości wspaniałych planów, pomysłów, czy nie cierpiących zwłoki wiadomości na temat wyjścia, gdy wtem znieruchomiała, obserwując bez mrugnięcia scenę rozgrywającą się tuż obok niej kilka sekund później. Kątem oka przyuważyła jakiś czas temu dwie elfki idące niedaleko nich, ale nie wierzyła w to, że można tak zmarnować tak dobry miód! I to jeszcze na plecach Lethy. Na plecach... o k*****, na plecach Lethalis! No to mogła się pożegnać ze spokojem na dzisiejszą noc.
- Leth, spokojnie - rzuciła, starając się brzmieć jak najbardziej obojętnie, ale pojednawczo. - Nie rób rozróby.
       Czy kiedykolwiek ta rozwydrzona kupa trucizn i innych sztyletów miałaby kogokolwiek posłuchać?! Nie, oczywiście, że nie. Czasami miała ochotę strzelić jej w łeb chociażby z patelni i wybić ten cholerny temperament i istne życie dla bójek. Równie dobrze mogła napisać sobie na plecach napis “Hej, chcesz się bić?! To zapraszam serdecznie!”
- Leeeeth - warknęła tym razem groźniej, zdając sobie sprawę z tego, że ta i tak siarczyście ją zignoruje, co tylko doprowadzało Ashe do zniesmaczenia i widocznego zmęczenia.
      A potem przeniosła wzrok na białowłosą, która już od dłuższego  czasu zerkała w jej stronę. Och, jaka słodka propozycja, pomyślała, krzywiąc się nieco i wzdychając. Nie była zainteresowana żadnym towarzystwem, dlatego machnęła tylko ręką, udając, że to co tamta kobietka powiedziała, nie miało miejsca, skupiając się ponownie na kuflu kończącego się już miodu.
- Jeszcze jeden kufel - rzuciła do właściciela, odwracając się zaledwie na sekundkę od prychających na siebie kociaków, gdy wtem jej uszy posłyszały ten charakterystyczny dźwięk. Tak jak sądziła, Letha rzuciła się na kobietę. O zgrozo, jakie to dziecinne. Wywróciła oczami, opierając się łokciem o blat, przenosząc wzrok na zszokowaną koleżankę rudowłosej. Machnęła znowu na nią ręką, zapraszając do baru.
- Zignoruj je - parsknęła z niesmakiem. - Dadzą sobie po mordzie i przestaną - powiedziała, biorąc kolejny łyk i w głowie obstawiając zakłady, obserwowała kotłujące się wojowniczki.


We’re wide awake now, our eyes are wide open. We’re running this world, we keeping it turning. We’re living like Giants
https://i.imgur.com/IRaMYyj.gif https://i.imgur.com/dvBA47G.gif https://i.imgur.com/G81tQhv.gif 

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2