Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 16-12-2018 o 19h04

Straż Absyntu
Chocolate
Pokonała kurę
Chocolate
...
Wiadomości: 707

_____________https://i.imgur.com/eZKGExS.png

        Oparłem się na łokciach na brudnej ladzie, doskonale świadom tego, że za moimi plecami zaczyna się coś dziać. Coś, w czym udziału brać nie chciałem, chyba że z linii widza, ale nie obróciłem się za plecy. Ciekawość i ostrożność kazała obserwować zamieszanie, zamiast tego czekałem, aż stanie przede mną nowy kufel. Zazwyczaj nie piłem tak dużo… Nie, właściwie zazwyczaj nie piłem wcale. A na pewno nie w karczmie pełnej łowców. To do mnie nie pasowało, a jednak w takim miejscu nie było nic bardziej podejrzanego, niż osoba odmawiająca trunku. Nikt nie przychodził tutaj sobie po prostu poplotkować, z resztą mój towarzysz nie należał do interesujących. Przynajmniej na mnie wrażenia nie robiła ciągła chęć popisywania się własną siłą, a ta… Na pewno nie leżała u niego w słowach. Nie, to była broń i instynkt oraz lubowanie się w śmierci i zabijaniu. Lśniąca stal, na której widoczne były ślady długiego użytkowania i na którą nigdy nie patrzyłem dłużej, niż wypada.
        Tak więc siedząc, patrząc przed siebie, na ścianę za barem, na której stały co droższe trunki i wisiały półki wyłożone trofeami nieznanego pochodzenia powstrzymywałem chęć, żeby oglądnąć się przez ramię.
        — Zlecenie na ciebie, panie łowco? — mruknąłem, nie ukazując oznak własnego rozbawienia tym podejrzeniem, zupełnie daleko leżącym od prawdy. — Nie, mój interes w tej rozmowie to ani jedno, ani drugie.
        W końcu wyprostowałem się leniwie, mając na uwadze jego słowa o tym, żeby się pospieszyć i z wrodzoną premedytacją uniosłem kufel do ust, żeby pociągnąć z niego kilka łyków. Dopiero, kiedy ponownie odstawiłem go na ladę obejrzałem się przez ramię. Obróciłem się cały na drewnianym stołku i oparłem plecami i łokciami o wysoką ladę baru, teraz otwarcie patrząc na całą salę, która rozpościerała się przed moimi oczami.
        Tłum zebrany w karczmie i skupiający się na kilku elfkach stojących przy zajmowanym przed chwilą stole najpierw ucichł, ale tylko po to, żeby później wybuchnąć niepowstrzymanymi emocjami. Hałas brzęczał w uszach, wibrowaniem przeszywał powietrze, dużo istot ponaglało do tego, co miało się w przeciągu chwili stać. Sam byłem z resztą ciekaw, chociaż nie byłem z pewnością osobą, która, podobnie jak część stałych bywalców karczmy – rozpoznawanych po swoim zaniedbanym wyglądzie i kontrastująco do tego żywych, przenikliwych, choć przekrwionych oczach – zaczęła stawiać drobne monety w zakłady.
        Czego to nie zrobi się dla kolejnej uncji piwa, odpowiedź znali tylko ci, którzy z takim namaszczeniem i pośpiechem przeszukiwali kieszenie.
        A w centrum rosnącego i falującego zamieszania, radosnych krzyków oraz tych bardziej bojowych i zagrzewających do walki były dwie elfki. Jedna z pięścią w twarzy drugiej. Co za cios. Gwizdnąłem cicho, niemal zapominając, że obok mnie siedzi łowca, albo że przed chwilą rozmawialiśmy. No już, niedobrze wystawiać na cierpliwość istoty jego pokroju.
        — Mi podoba się coraz bardziej. — Zdecydowanie zbyt rzadko wychodzę do takich miejsc. Przywracało radość z życia. — Niedawno miałem pewną sprzeczkę z elfem dość wysokiego pochodzenia, mieszkającego w mieście od dziada pradziada. Chciał mnie, s*******, w****** na kasę, więc od kiedy tylko się dowiedziałem, że moje zyski zatrzymuje dla siebie, to rozeszliśmy się w, można powiedzieć, mało przyjacielskiej atmosferze. Mowa tu o Sethu.
        Seth. Informator. Łowcy, jeśli nie miał pamięci dziurawej jak sito, to imię musiało przełączyć zakładkę w mózgu.
        — Jestem tu więc również w formie interesów. Zaopatruję ludzi takich jak ty w cenne informacje. — Cenne było słowem klucz. W rzeczy samej, ta przyjemność nie kosztowała mało. — Seth będzie miał problemy, żeby je w nadchodzących miesiącach dostarczać, bo ponoć nie mnie jednego oszukiwał, a robił to bardzo sprytnie, więc rezygnuję z anonimowości na rzecz personalnej umowy. Z tobą, panie łowco.
        Wiedział, że elfy traktują łowców jako coś koniecznego, ale nie chcą na nich patrzeć? To profesja, którą ktoś musi się zajmować. Trochę jak grabarz - przychodzi się do niego jedynie w nieprzyjemnej sytuacji, w której trzeba umieścić truchło kilka metrów pod ziemią z nadzieją, że niegłudo tą wizytę się uda zapomnieć. Pewnie tak. Ale i tak mnie to bawiło. Zdradzał to lekki uśmiech na twarzy, kiedy patrzyłem na zwinne, ciemnoskóre ciało łowczyni.

Offline

#27 19-12-2018 o 02h17

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

____________________https://fontmeme.com/permalink/181121/4bb3c26ef96b6a8088e0e3d0cfaee138.png
          Być może jakieś bóstwo jednak nad nią czuwało, skoro nieznajoma podchwyciła, o co chodziło. Alrún odetchnęłaby z ulgą, gdyby tylko to nie było tak bardzo nie na miejscu. Łowczyni za to wyglądała na absolutnie zdegustowaną, czyli prawdopodobnie rozejdą się we względnym pokoju, a Alrún nie będzie musiała nawet płacić za doprowadzenie przesiąkniętych piwem ubrań do porządku. Albo, co gorsza, odkupować tych fatałaszków. Wyglądały na cholernie niepraktyczne i przesadnie ozdobne, znaczy, kosztowały małą fortunę. Szybkie rozejście się to idealne rozwiązanie.
          — Och, no bez przesady. Przecież bękartów z tego nie będzie. — Rzuciła przeciągłe spojrzenie stojącej obok elfce, po czym spojrzała znów na łowczynię. — Same plusy.
          Następne słowa białowłosej sprawiły, że uśmiechnęła się jeszcze szerzej, ale niestety reakcja łowczyni świadczyła o tym, że przedobrzyły. Alrún momentalnie przestała się uśmiechać. Naprawdę nie potrzebowała ściągać na siebie zbyt dużej uwagi łowców już na samym początku, więc miała nadzieję, że skończy się na głupiej bójce. Puściła towarzyszkę niedoli i gdy tylko zobaczyła nadchodzący cios, cofnęła się o pół kroku, chcąc trochę zmniejszyć siłę uderzenia. Co prawda, nie spodziewała się nie wiadomo jakiej siły fizycznej, bo łowczyni wyglądała raczej na panienkę z dobrego domu, co to walce wie tyle, że istnieje. Ale jednak była łowczynią, więc nierozważnie byłoby ją zlekceważyć czy nie docenić. Może była magiem i niepostrzeżenie rzuciła na siebie jakiś czar wzmacniający albo bogowie wie co. Lepiej być ostrożną niż przesadnie obolałą. Czy nawet martwą. Ale chyba nie przesadziły tak bardzo, żeby jakaś paniusia od razu próbowała je pozabijać, prawda?
          Cios zabolał bardziej, niż Alrún się spodziewała, ale chyba nic specjalnie nie uszkodził. Albo Alrún w szoku nie usłyszała żadnego chrzęstu. Przetarła dłonią pod nosem. Cóż, coś jednak się stało, bo krwawiła. Chyba nie miała nawet żadnego materiału pod ręką, żeby wytrzeć krew.
          — Zwykłe "nie" by przecież wystarczyło. Nie jesteśmy w końcu barbarzyńskimi ludźmi, żeby od razu stosować takie metody.
          Krew zaczęła zalewać jej usta, więc splunęła. Niedobrze. Powinna to jak najszybciej obejrzeć i może dałaby radę coś zaradzić. W pokoju na górze na pewno miała jakąś maść znieczulającą. Gdzieś w pakunkach powinno leżeć też niewielkie lusterko, mogłaby nim spróbować obejrzeć, jak łowczyni poprzestawiała jej nos.
          — W każdym razie zaproszenie się przedawniło. Nie bawimy się z tak niekulturalnymi elfami, prawda, kochanie?
          Nie czekając na odpowiedź, pociągnęła białowłosą w stronę schodów.
          Alrún nigdy nie była specjalnie wierząca. No dobrze, poprawka. Alrún nigdy nie była wierząca. Trudno być, kiedy wszędzie wszyscy dookoła mówią, że ich bogowie nie są dla ciebie. Zazwyczaj nawet nie zastanawiała się nad tym, czy coś tam istnieje ani co się dzieje po śmierci. Alrún wiedziała, co się działo po śmierci, było się zimnym trupem, którym ona zostawać za szybko nie zamierzała, więc modliła się do każdego znanego jej bóstwa, żeby łowczyni dała sobie spokój. Pół-elfka prawdopodobnie byłaby w stanie ją pokonać w czystej walce na pięści. Problem polegał na tym, że nie wiedziała, czy w ogóle chciałaby wygrać, jeszcze łowczyni stwierdziłaby, że to plama na jej honorze i nie spocznie, póki jej nie zmyje. Przez zabicie Alrún, tak na przykład. Z drugiej strony Alrún nie miała absolutnie żadnej gwarancji, że gdyby przegrała, to uszłaby z życiem.


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#28 18-01-2019 o 14h24

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 225

https://fontmeme.com/permalink/181123/b32a8b1754bba1938d1014c29e6366d0.png

          Elysrith nigdy nie wierzyła w wróżby czarownic czy elfów. Ignorowała ich natarczywe nawoływania, kiedy mijała ich ulicami. Była pół-elfem. Osobą, która złamała wszystkie prawa i obietnice przez to, że się narodziła. Była – jak wielu innych – wyrzutkiem, które nie zasługiwało na przepowiadanie przyszłości. Bo dla niej ta przyszłość była niepewna i walka o życie toczyła się z dnia na dzień.
          Dlatego też wyśmiałaby osobę, która powiedziałaby jej, że przypadkiem spowoduje niebezpieczne zbliżenie łowczyni do pół-elfów. I że to nie ona ucierpi.
          Gdy Alrún pociągnęła, Rith za rękę w górę schodów, białowłosa jeszcze chowała w swoim pasie sztylet uprzednio wyjęty. Teraz musiała odpowiedzieć za swoje czyny i ponieść konsekwencje. Obie szybko zniknęły z karczmy i zaczęły wspinać się po stromych schodkach. Zostawiły za sobą harmider i zgiełk – korytarze były zupełnie różne od dotychczasowych miejsc.
          Panowała w nich pół ciemność; jedynie na ścianach wisiały świece do połowy już wypalone. Co jakiś czas dostrzec mogło się drzwi z różnymi numerami i szlaczkami. Tutaj kobiety zwolniły już do powolnego spaceru. Niebezpieczeństwo ze strony pięknej, aczkolwiek nie posiadającej odpowiedniego humoru, łowczyni minęło tak szybko, jak się zaczęło.
- Masz tu jakiś pokój? – Elysrith uścisnęła mocniej dłoń rudowłosej, by zwrócić na siebie uwagę. Nie została zignorowana zupełnie, ale pół-elfka nie odpowiedziała jej nic, ciągnąc ją dalej. Wreszcie zatrzymały się przed ostatnimi drzwiami po lewej stronie, a Alrún pchnęła je mocno.  –Mogłam się domyślić – uśmiechnęła się półgębkiem.
Gdy światło rozbłysło się w pokoju, Rith zaczęła uważnie rozglądać się po niezamieszkałym pokoiku. Mogła spokojnie przypuszczać, że rudowłosa nie była tutaj lokatorką, co najwyżej odwiedzała pokój raz na jakiś czas, o ile w ogóle. W miejscu panował wyjątkowy porządek, nie było rzeczy, która by nie pasowała do obrazku idealnego mieszkanka.
          Elys ruszyła w głąb miejsca i chwyciła jakiś ręcznik leżący na boku i zmoczyła go chłodną wodą. Odwróciła go i ponownie przyjrzała się twarzy Alrún. Teraz z jej nosa sączyła się powoli krew, dlatego białowłosa przyłożyła delikatnie materiał do niego.
- Myślę, że zdecydowanie źle zaczęłam to wszystko. – powiedziała, krzywiąc się. Mimo wszystko zostało jej coś z elfa, nie lubiła przyznawać się do swoich błędów. – Nie sądzę, że jeśli zaproponuję zaczęcie od początku, to zadziała, prawda? – Zmyła ostającą się krew pół-elfki oraz zmieniła stronę ręcznika, by ponownie delikatnie zacząć czyścić nos z krwi – Potrzebuję twojej pomocy, Alrún. – szepnęła to naprawdę cicho, jednak nie na tyle, by nie móc tego usłyszeć. – Nazywam się Rith i kończy mi się czas. Jak nam wszystkim.


szukam c h ę t n y c h  do mojego nowego opowiadania grupowego. Szczegóły w prywatnej wiadomości

https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Offline

#29 21-01-2019 o 03h13

Straż Cienia
Kaniya
Szeregowiec
Kaniya
...
Wiadomości: 144

____________________https://fontmeme.com/permalink/181121/4bb3c26ef96b6a8088e0e3d0cfaee138.png
          Jakimś cudem łowczyni dała sobie spokój, a przynajmniej nie ruszyła za nimi od razu. To dobrze. I niedobrze jednocześnie. Dobrze z dosyć oczywistych powodów, między innymi dzięki temu Alrún będzie miała czas, aby zając się krwawiącym nosem. Niedobrze, bo to naginanie szczęścia, zdecydowanie nie chciała tak szybko wyczerpać swojego zapasu. Nie da się ukryć, że głównie szczęście utrzymało ją przy życiu tak długo.
          Korytarz na górze był wręcz nienaturalnie cichy, biorąc pod uwagę harmider, jak panował w głównej izbie karczmy poniżej. Alrún krzywiła się na każde skrzypnięcie deski pod nogami.
          Nie odpowiedziała na pytanie białowłosej, w końcu odpowiedź powinna być oczywista. Naturalnie włamią się do któregoś z pokojów i będą liczyć, że ten nie został wynajęty przez żadnego łowcę ani nikogo, kto by na nie doniósł. Alrún prawie prychnęła na samą myśl, ale w końcu skinęła lekko głową, kiedy doszły do końca korytarza. Po otworzeniu odpowiednich drzwi i zapaleniu świecy standardowo obeszła pokój, sprawdzając, czy czasem nikt się do niego nie zapuścił pod jej nieobecność. Okno wyglądało na nieotwierane (pokój z oknem kosztował prawie dwa razy więcej, ale przynajmniej to dodatkowa droga ucieczki), pakunki pod łóżkiem na nieruszone, tak samo jak kilka drobiazgów, rzuconych pozornie bez większego ładu w kącie, ale Alrún doskonale pamiętała ich położenie i gdyby ktoś chciał przeszukać jej pokój, raczej nie odłożyłby wszystkiego aż tak idealnie na miejsce.
          Dała wytrzeć sobie krew. Przynajmniej nie musiała szukać lusterka, by doprowadzić się do względnego porządku. Wysłuchała, co też nieznajoma miała do powiedzenia i westchnęła. Nic niezwykłego, a wyszedł z tego taki bajzel.
          — Zależy, czego oczekujesz. Do wykonywania cichej i delikatnej roboty, to cię nikomu nie polecę, ale poza tym, cóż, zdarzają się gorsze rzeczy. Chociaż zaskakujące, że nikt nie skierował cię do Taenyi, tylko wysłali cię za mną aż tutaj. Kaupskip jest jednak bezpieczniejsze. — Trochę nie mogła oddychać przez nos, więc miała wrażenie, że jej głos brzmiał dziwnie. — Rozwiązanie płatne to eliksir, rozwiązanie bezpłatne to wrzucenie cię do jakiejś karawany handlowej i w dodatku zapłacą ci trochę na początek nowego życia poza granicami Eymdarljóð. Które cię interesuje?
          Machnęła ręką, żeby Rith odsunęła się z ręcznikiem i zanurkowała pod łóżko. Chwilę szukała odpowiedniej maści, po czym tryumfalnie wyłoniła się i sowicie wysmarowała nos. Teraz mogła go w miarę bezboleśnie obmacać. Nic nie na miejscu jednak nie wyczuła, więc odetchnęła z ulgą.
          — No, chyba że interesuje cię też to, co tak bardzo oburzyło naszą znajomą łowczynię. Z chęcią się dostosuję. — Posłała kobiecie trochę bezczelny uśmiech.


https://66.media.tumblr.com/aa95cb952d13a3f1e2a899e718df9732/tumblr_ohw3hnkGyj1viokjyo1_540.gif

Offline

#30 23-01-2019 o 20h13

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 774

...................................................................................................................................┌─────────────┐
...............................................................................................................https://i.imgur.com/KfZSpPI.png
...................................................................................................................................└─────────────┘


     Nie lubił się irytować, a jeszcze bardziej nie lubił tego pokazywać. Uchodzący za bezdusznego zabójcę nigdy nie okazującego ani cienia emocji, Nahve pragnął jak najdłużej utrzymać ten stan, dlatego nieraz musiał włożyć sporo wysiłku, by nie wybuchnąć i udawać niewzruszonego. Tak też było tamtego razu, podczas rozmowy z bezczelnym młodziakiem. Kimkolwiek ten szczur był, najwyraźniej świetnie się bawił, manewrując informacjami tak, by Nahve nie mógł przechwycić żadnej z nich. Wprawdzie rzeczywiście wzbudzał ciekawość łowcy, lecz dzieciak chyba uważał go za podstarzałego wojaka, który tylko udaje takiego hardego. Och, żebyś się nie przeliczył, pomyślał, uśmiechając się w duchu. I właśnie od momentu ukształtowania się tej myśli Nahve zaczął czekać na jakiś błąd rozmówcy. Błąd, nieostrożne słowo, bardziej bezczelny gest. Niech się rozochoca jak chce, niech przekracza jedną granicę po drugiej.
     Wtedy łowca z czystym jak łza sumieniem skręci mu kark.
     Na razie jednak nadal słuchał. I słusznie, bo kiedy usłyszał o Sethu, uśmiechnął się paskudnie, powoli kiwając głową. Znał go dobrze i może niekoniecznie lubił, ale… hm, szanował? Też nie. Jednak nierzadko korzystał z jego usług, doskonale znając jego brudne, nieuczciwe metody. Shaevneth spodziewał się, że prędzej czy później ta chuderlawa sprawiedliwość, jaka się ostała na tym świecie, w końcu dopadnie Setha, dlatego bez trudu i podejrzeń uwierzył w te wieści.
     A do baru wchodziły kolejne osoby. Skrzypnięcie drzwi rozlegało się we wnętrzu raz po razie, przynosząc ze sobą ledwie wyraźny powiew świeżego powietrza. Na króciutki moment zapachy strawy i napitku ginęły, wnosząc inne wonie. Ciekawsze. Prawdziwsze.
     Nahve raz jeszcze się uśmiechnął, coraz bardziej ciekawy tej rozmowy.
     — Umowa ze mną — mruknął pospiesznie bez choćby grama zainteresowania w głowie. — Jasne, dobra. Chodź, chłopcze, wyjdźmy stąd, bo robi się tłok. Jak chcemy omawiać interesy, to lepiej gdzieś, gdzie jest mniej ciekawskich uszu.
     Po tych słowach natychmiast wstał, kierując się ku wyjściu. Nie odwracał się za siebie ani nie czekał na młodziaka: wiedział, że i tak pójdzie. I poszedł; Nahve wyraźnie czuł na sobie palące spojrzenie towarzysza.
     Znalezienie ustronnego miejsca nie było trudne. Okrążywszy gospodę, przelazł przez dziurawy płot, znajdując się na zaśmieconym podwórzu, na który wychodziło się z zaplecza. Tu mieli wstęp tylko nieliczni i to łowcy wystarczyło. Zwolnił lekko kroku, czekając, aż interesant się z nim zrówna. I gdy już bezczelny chłoptaś podszedł do niego raźnym, dumnym krokiem, Nahve gwałtownie się odwrócił, naparł na dzieciaka, po czym ramieniem przycisnął jego szyję, przygwożdżając do ściany. Prawdziwą przyjemnością był widok rzednącej miny młodziaka oraz lękliwy błysk w jego oczach. Wprawdzie trwał tylko chwilę, ale i tak dał sporo satysfakcji.
     — A teraz mnie posłuchaj, szczeniaku — wysyczał mu do ucha, z rozkoszą poddając się wypełniającej trzewia wściekłości — wiem, czym jesteś. Jakim śmierdzącym, gnijącym ścierwem. Syropki mają termin przydatności, wiedziałeś o tym? — warczał, zaśmiawszy się krótko. — I przestają maskować ten wasz odór. Ty zaś nie dość, że jesteś brudny, to jeszcze bezczelny. A to bardzo niebezpieczna mieszanka!
     Wtem, dosłownie wciągu kilku sekund, Nahve odskoczył od zaskoczonego młodzieńca i, nie dając mu nawet czasu na ucieczkę, wyjął sztylet i cisnął nim w ścianę. Chybił dosłownie o kilka centymetrów, ale wcale nie myślał trafić w głowę chłopaczka. Najpierw był ciekaw, jak zareaguje i co powie. 
     — No — odparł, odetchnąwszy głęboko i odgarniając niesforny, tłusty kosmyk z oczu — ale trzeba ci przyznać, że jaja masz. Pchać się w sam rój wściekłych szerszeni… jesteś albo głupi, albo zdesperowany. Albo jedno i drugie. Więc gadaj teraz, czego ode mnie chcesz. Tylko szybko, k####! Bo inaczej przysięgam — wysyczał z szerokim uśmiechem — że nim się odwrócisz, by uciec, klinga tego sztyletu będzie ci sterczała z tyłu głowy. Więc pytam: jaka, do k#### nędzy, umowa?! I co chcesz mi zaoferować, skoro myślisz, że zamiast cię zabić, jak szanownie p####### królowa kazała, zechcę ci pomóc? Tobie, brudnemu?
     Ta niewielka dawka adrenaliny, poczucie jedności z nożem i myśl o przelaniu krwi napełniała Nahvego największą ekscytacją. Stojąc w miejscu, dysząc lekko i nadal uśmiechając się nieco opętańczo, z największą ciekawością czekał, co ten młody parszywiec odpowie. Co zrobi.
     No już, uciekaj! UCIEKAJ!
     Niech popełni błąd. Niech popełni, bo wtedy będzie miał zielone światło.
     Tak bardzo chciał już zacząć zabijać.


https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#31 26-01-2019 o 17h42

Straż Absyntu
Chocolate
Pokonała kurę
Chocolate
...
Wiadomości: 707

_____________https://i.imgur.com/eZKGExS.png

        Z nieukrywaną niechęcią odwróciłem wzrok od zamieszania w centrum sali, bo i tak wyglądało na to, że zabawa się skończyła zanim się na dobre w ogóle zaczęła. Trochę rozlanego piwa, jeden cios, nawet żadnego rozszarpywania ubrań. A szkoda, bo to chociaż umiliłoby mi odrobinę przebywanie w tym czysto krwistym towarzystwie przesiąkniętym łowcami.
        Oczywiście ani na chwilę nie nabrałem się na ten niespodziewany entuzjazm swojego rozmówcy, ale dobrze że w to wierzył. Że sądził, że miał przewagę. Był wyjątkowo łatwy do zmanipulowania i sam ten fakt mnie zaskoczył. Widziałem już takich łowców, takich, którzy sądzili że wszystko zawsze mają pod kontrolą; podnosili się i upadali znacznie szybciej od ludzi, którzy tak jak ja byli od nich zdecydowanie sprytniejsi. Nie musiałem emanować swoimi mocnymi stronami, ani chwalić swoją przenikliwością. Nahve nie uważał mnie za zagrożenie i prawdopodobnie to przyczyni się do jego przegranej.
        Wyszedłem na zewnątrz, ale powietrze tutaj wcale nie było lżejsze niż w karczmie. Kiedy odwrócił się nagle i dopadł do mnie tak, jak podejrzewałem, że to zrobi, dałem mu zakosztować przewagi. Otworzyłem szerzej oczy i zaczerpnąłem głośno powietrze ustami. Niech sądzi, że ma przewagę. Satysfakcja błyszczała w jego oczach.
        Co za próżny idiota.
        — Jeśli mamy współpracować, to pierwszy warunek ciśnie mi się na usta samoczynnie — powiedziałem w końcu, łapiąc niemal łapczywie powietrze w płuca, kiedy poluźnił swój uścisk. Miło, że w końcu zdecydował się to zrobić. — Skończ z nawiązywaniem do psów, kiedy się do mnie zwracasz. Mi już też nie raz wymsknęło się takie określenie w stosunku do ciebie, ale widzisz, jeszcze się powstrzymuję. — Zadarłem głowę odrobinę wyżej.
        Jeśli mój eliksir faktycznie przestawał działać, to oznaczało to większe kłopoty niż początkowo sądziłem. Nie mogłem wrócić do karczmy. Musiałem znaleźć bezpieczną drogę do swojej kryjówki i musiałem zrobić to szybko, zanim moje szczęście się zupełnie wykończy. Patrząc na to, ile już dzisiaj z niego zużyłem, to prawdopodobnie nie miałem wiele czasu. Skierowałem spojrzenie na twarz swojego rozmówcy.
        — Nie zamierzam uciekać. Przez przeszło dwadzieścia lat udawało mi się przeżyć. Wiesz, ludzie tacy jak ja, brudni, przynoszą wam, łowcom, paskudny wstyd. Żeby tak nie potrafić dobrze wykonać swojej roboty i dawać nam żyć tak długo? — zadrwiłem, unosząc brwi. — Ale jak na królewską sukę przystało, nos masz dobry. Informacja o tym, że eliksir nie działa tak dobrze jak powinien mi się przyda. I zarobiłeś sobie nią na wyjaśnienia.
        Właściwie wszystko było mi jedno. Jeśli ten łowca wiedział, kim jestem, ale nie zabił mnie w pierwszej chwili, to prawdopodobieństwo że zrobi to teraz malało z sekundy na sekundę. Niech bogowie wiedzą, że sprawiało mi to wiele radości, która nie odbijała się zupełnie w mojej ekspresji. No może poza krzywym uśmiechem.
        — To nie ty masz mi pomagać i chyba nadal nie zrozumiałeś nic z tego, co ci powiedziałem — dodałem chłodno, prostując się i strzepując drobinki kurzu z ramion i swojej tuniki. — Mam informacje dotyczące kryjówek półkrwistych, o których nikt nie wie i o których nie dowiesz się od byle kogo. Będziesz mógł sobie zabijać przez cały sezon, nawet będzie mało rąk do całej tej roboty. Sprzedawałem je Sethowi, a teraz sprzedam je tobie. Nie muszę wspominać, że kluczową częścią tego układu jest fakt, że nie będziesz próbować mnie zabić albo zastraszyć przy każdym spotkaniu?

Offline

#32 09-02-2019 o 22h00

Straż Lśniąca
Lexi
Moderator na okresie próbnym
Lexi
...
Wiadomości: 4 225

https://fontmeme.com/permalink/181123/b32a8b1754bba1938d1014c29e6366d0.png

      Elysrith uważnie słuchała wszystkiego, co Alrún chciała jej powiedzieć. Właściwie można powiedzieć, że chłonęła każde powiedziane słowo i przetwarzała je w umyśle, zapamiętując wszelkie szczegóły. Poczuła taki obowiązek; może jej coroczny instynkt wreszcie zaczął działać i spowodował, iż każdą informację uważała za cenną i możliwą do wykorzystania.
A gdy od rudowłosej pół-elfki padła podobna propozycja, co do tej na dole, Elysrith parsknęła śmiechem, nie mogąc się dłużej powstrzymywać.
     Fakt, Alrún była dość urodziwą kobietą. Nawet wysoka, o tym głębokim, zielonym spojrzeniu. Spojrzeniu, w którym można było wiele zobaczyć. Nie potrzeba było mówić, że prawdopodobnie jej życie nie było łatwe. Właściwie to niemal każdy pół-elf nie miał zbyt dobrej młodości, jeśli w ogóle udało mu się do niej dożyć. A jeśli to się stało, to pewnie ogromnym kosztem.
      Elysrith długo wpatrywała się w Alrún i zastanawiała się nad odpowiedzią. Już po wymienieniu tylko kilku zdań z nią i spędzeniu kilku minut, poczuła do niej jakąś chorą sympatię. Sympatię, która zakazywała jej bycia poważną i wręcz błagała o kontynuacje tej sytuacji.
Dlatego powoli, nieco zbyt tanecznym ruchem, podeszła bliżej drugiej pół-elfki i chwyciła jedno z pasm jej włosów, zakręcając je na swoich palcach.
- Jeśli nie przestaniesz składać mi takich propozycji, – wymruczała, wgapiając się w kobietę – to nie sądzę, że prędko zajmiemy się tymi poważniejszymi sprawami – uśmiechnęła się uwodzicielsko. Choć to nie potrwało naprawdę długo, bo niemal od razu na jej twarzy pojawił się dziwny grymas. Grymas powstrzymywania śmiechu.
Przeczyściła wreszcie gardło i puściła włosy Alrún. Wzięła dwa kroki do tyłu i ponownie zaczęła:
- Ktoś mnie do ciebie skierował. Do twoich eliksirów i to za nie jestem gotowa zapłacić. Przechodzimy do czystych interesów, czy jednak wolisz… – znowu ten nieszczęsny uśmiech wpłynął jej na twarz – byśmy dalej się bawiły? – Sięgnęła do kieszeni, wyciągając kilka srebrnych monet „na pokaz” swojej powagi. – A czas płynie…


szukam c h ę t n y c h  do mojego nowego opowiadania grupowego. Szczegóły w prywatnej wiadomości

https://66.media.tumblr.com/f43df237afdc2e4e00b471a995abf1a4/4d04072d8cc02340-51/s540x810/0b00b415b43c37f4d6cf7f2ecf3925476e1d035e.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2