Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 4 5

#76 31-01-2019 o 21h29

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 764

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Zastanawiała się, jak to się stało. Co sprawiło, że naleśnik prosto z patelni poszybował na koszulę Eugene? Nie musiała pomagać przy usuwaniu ciasta z ubrania, Savvy i Mirabelle tak się do tego palili, że nawet gdyby chciała, nie dostałaby się do niego. Miło było mieć przyjaciół, którzy tak się troszczyli. Choć i ona nie mogła narzekać, gdyby to Pearl skończyła z naleśnikiem na ciele, Gemma pewnie już wcierałaby jej maść chłodzącą.
   Mogłaby coś pomyśleć o bliskości Savvyego i Eugene, mogłaby, ale sama tego ranka obudziła się w łóżku przyjaciółki. Nie było to nic dziwnego, co najwyżej dezorientującego, bo spodziewała się zastać swoje zimne, twarde łóżko, a nie Gemmę w roli poduszki. Przyjaciele często robili rzeczy niezrozumiałe dla innych. Za ile żartów Gemmy, ktoś już dawno uznałby ją za psychopatkę? Kto, po kilku godzinach rozmowy o hokeju, nie zakneblowałby Pearl?
    — Hmmm, a nie będziecie później głodni, jeśli też zjem kilka? — zastanowiła się, gdy Savvy zapytał o wspólny posiłek. — Pachną naprawdę przekonująco. No dobrze! Omlet mogę zjeść na kolację. W zamian, w następną sobotę, po wygranym meczu, ja zrobię coś dla was na śniadanie — zadeklarowała, nie przyjmując sprzeciwu.
   Podobała jej się wizja gotowania dla siebie nawzajem. Zwykle robiła posiłki dla braci lub Gem, często załapywał się na nie też Eugene, ale nigdy nie piekła czegoś z myślą, że przygotowuje to dla konkretnej osoby. Trudno jej było też przypomnieć sobie, kiedy ktoś zrobił jedzenie dla niej. Choć i tym razem nie było specjalnie dla niej, jedynie została zaproszona do stołu. Nie mniej, cieszyła się z posiłku w towarzystwie.
   Zobaczyła, że choć jedzenie stoi już na stole, Savvy zmierza do kuchni. Widziała, że chłopak krząta się przy zlewie i nie myśląc wiele, ruszyła w jego kierunku.
    — Zrobiłeś stertę naleśników, a teraz jeszcze zmywasz? — spytała retorycznie, dobrze widząc, że tak jest. — Myślałam, że byłabym dobrą panią domu, ale przy tobie wypadam blado. — Zaśmiała się. — Chciałam zaproponować pomoc, ale już chyba nic do umycia nie zostało.
    Westchnęła. Nie lubiła być wyręczana we wszystkim. Czasem z lenistwa wolała nie robić niektórych rzeczy, ale nie pozwalała się też brać za nie innym, bo wtedy czuła jakby ich wykorzystywała.
    — W takim razie, zajmę się talerzami jak zjemy — zawyrokowała.
   Na te słowa jej żołądek zawtórował głośno. Zjadłaby teraz konia z kopytami, a powinna się nieco pohamować, jeśli chciała zostawić coś dla innych. Zasiadła za stołem razem z resztą i w końcu mogła uciszyć granego przez kiszki walca.
    — I ja głupia chciałam jakiś tam omlet — powiedziała, po pierwszym kęsie. — Mmmm, to jest pyszne — rozpływała się nad naleśnikiem, chwaląc dwójkę kucharzy.
   Dawno nie jadła nic słodkiego. Pilnowała się z dawkowaniem cukru, do którego miała słabość, bo jeśli zaczynała go jeść, trudno jej było przestać. Ale te naleśniki, och, jakie one były dobre i słodkie, dzięki jabłkom nawet lekko kwaśne, co tylko dodawało im smaku. Później poćwiczy, żeby spalić dodatkowe kalorie, ale teraz mogła oddać się jedzeniu.
   Uśmiech nie schodził jej z twarzy, jakby jedzenie mogło naprawić wszystkie problemy. Ale tylko dobre jedzenie.


https://66.media.tumblr.com/b4ac04f6749a0c42a8e08856621e6251/bf341a0123c81b2c-a8/s400x600/c78a5708b4869cf9cb53b0b37afd6669b5dd53a1.gifv   https://66.media.tumblr.com/c678af5ebb7ee97015b4bbf30cb14f72/bf341a0123c81b2c-26/s400x600/3a860303c04b67c6090a385daea33d993adc4bf6.gifv

Offline

#77 01-02-2019 o 20h22

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

...........................................................................https://zapodaj.net/images/036fc0c106c99.png


       Zacisnęłam nieco mocniej usta, kiedy Savvy wspomniał o wyprowadzce z domu. Chciałam zapytać go o więcej, zainteresowało mnie to bardziej, niż powinno, ale okoliczności nie były zbyt sprzyjające takim rozmową. Mimo to poczułam się dziwnie przygnębiona, dopisując sobie już wiele teorii do tych słów. Między innymi tą, w której widziałam Azjatę, jako biednego, samotnego na tym Bożym świecie sierotę. Chciałam go otoczyć ramieniem, pogładzić jego plecy, powiedzieć, że ja tutaj jestem i mogę z nim zawsze gotować, kiedy tylko będzie chciał i kiedy... będę miała składniki. O tym akurat wolałam nie mówić, ale na potrzeby tej wizji pieniądze nie grały roli.
       Szansa na ten scenariusz, jeśli w ogóle istniała, to prysnęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Teraz istotniejszy był Eugene i jego koszula. Przez to też nie zwróciłam za wiele uwagi na pojawienie się panny Pearl Tikaani, z resztą nie znałam jej za dobrze. Dziewczyna z drużyny, biedna... nie wiem, jak tam trafiła, ale być może nie ma już dla niej ratunku.
       Patrzyłam na dłonie Azjaty, kiedy ten odsunął materiał koszuli wiceprzewodniczącego. Aż mi się gorąco zrobiło, odwróciłam szybko wzrok, czując, że serce wali mi szybciej. Dobrze, że to nie ja musiałam się tak dobierać do poszkodowanego, ale z drugiej strony... nawet takie widoki nie są dla mnie odpowiednie. Dobrze, że był tutaj Savvy! Co za bohater! On się niczego nie obawiał i oto mieliśmy przy sobie przykład prawdziwej, braterskiej przyjaźni, ponad uprzedzenia! Patrzyłam na to, chociaż dyskretnie, przeżywając każdą chwilę.
       Przyglądanie się tej dwójce, kiedy tak ze sobą żartowali znów uświadomiła mi to, co ostatnio na lodowisku, mogłam być tylko obserwatorem. Chociaż zaczęłam się zajmować Wunschem, to teraz, mimo iż widok był przyjemny, tak samo jak atmosfera, nie czułam się częścią tego wszystkiego. Zastanawiałam się też czy wyjście na karaoke to na pewno dobry pomysł. Poza tym towarzystwo Tikaani... Savvy z drużyny dryblasów bez wątpienia był na innym poziomie. U niego nie czułam tego dziwnego napięcia, podobnie z resztą było z Marcusem. Właśnie, powinnam sprawdzić, czy wszystko z nim dobrze. Tak dla pewności.
       Uśmiechnęłam się delikatnie, kiedy i ja dostałam komplement. Podziękowałam cicho, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. Po prostu wśród nieznajomych wolałam nie należeć do gadatliwych, a Pearl nie znałam zbyt dobrze.
       Pearl przyjęła zaproszenie, a chociaż było to podłe z mojej strony nie czułam się z tym dobrze. Dziewczyna nie zwracała na mnie zbyt wiele uwagi, to też łatwiej było mi się odsunąć w cień. Trochę miałam ochotę sobie zniknąć, udać, że coś mi wypadło i zaszyć się w moim znanym biurze, małym królestwie, a raczej całkiem sporym, bo większym od pokoju w domu rodzinnym. Tam zawsze czułam się dobrze, między zasadami i obowiązkami, tutaj nieco mniej.
       Zerkałam co jakiś czas, jak dziewczyna odnosi się do Azjaty. Byli blisko i żałowałam, że ja sama tak nie potrafię. Zjadłam szybko jednego naleśnika i podniosłam się natychmiast.
       - Przepraszam, ja... - odezwałam się, ale jednak poczułam, że moje zachowanie jest nieodpowiednie. Przygryzłam na moment dolną wargę. Co mnie tutaj dziwiło? Nie byłam z tych fajnych. - Pójdę po płaszcz i poczekam na zewnątrz - wyrzuciłam i szybko umyłam swój talerz, po czym szybko ruszyłam w stronę pokoju.
       Zastanaiało mnie, czy faktycznie pójdę z nimi na karaoke. Może... ucieszyli się, że sobie poszłam? Pewnie zaproponowali mi to tylko z litości. Wyszłam już ubrana przed akademik, pociągając nosem. Może jednak... może jednak będzie lepiej, jeśli się zgubię? Pewnie będzie im to na rękę, a ja będę mogła udawać głupią, powiedzieć, że to z mojej winy. Jeśli tam pojadę, a oni wezmą jeszcze Pearl to tylko będę psuła zabawę. Nie była to przyjemna myśl i chyba dlatego też, zamiast stać na ganku, zeszłam po schodach i wsadzając dłonie w kieszenie zeszłam na chodnik, powoli się nim oddalając.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#78 01-02-2019 o 23h34

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Savvy zastanawiał się, czy dało się osiągnąć większy poziom zażenowania, ale wtedy przypomniała mu się pierwsza randka z jego byłą dziewczyną. Mirabelle wywoływała w nim podobne odczucia, co Lyla tamtego dnia. Nie wiedział, jak się przy niej zachowywać, denerwował się, kiedy miał porozmawiać z nią sam na sam. Otoczenie i myśl, że nie może wyglądać jak totalny nieśmiałek dodawała mu odwagi. Starał się nie dawać po sobie poznać, że coś jest nie tak, a kiedy ją obserwował, aby odczytać jej mowę ciała, drobne gesty, robił to tak, aby go nie przyuważyła. Nadal było mu głupio z powodu koszuli przyjaciela, ponieważ jakkolwiek źle by to zabrzmiało, to zamyślenie się o przewodniczącej sprawiło, że kompletnie stracił poczucie świata rzeczywistego. Czuł, że chciałby porozmawiać o tym z Eugene, ale nie było na to czasu, nie było okazji. Nie mógł tak po prostu wyprowadzić go z kuchni i powiedzieć mu, że najchętniej spędziłby całą sobotę tylko z nim, chociaż kiedy wspomniał o filmie poczuł się, jakby byli we dwójkę. Był taki zdesperowany, że gdyby nie to, że Pearl stała obok tak krótko, zapewne wygadałby się jej, korzystając z tego, że pozostała dwójka siedziała już przy stole. Badawczym wzrokiem patrzył na ten stół, na to, jak jedzą i znowu pojawiła się w nim niezdrowa zazdrość. Przełknął ślinę, wytarł dłonie ściereczką i dosiadł się do nich udając, że wszystko jest w porządku.
     -Cieszę się, Pearl- powiedział, po czym uśmiechnął się skromnie. Przy Mirabelle, Pearl była kimś, przy kim zachowywał się swobodnie.
     Po posiłku blondynka wstała szybko od stołu i ulotniła się, a Savvy od razu zapytał siebie w myślach, czy zrobił coś źle.
     -Pearl, mogę do ciebie napisać wieczorem? Mam sprawę, w związku z meczem i… chciałbym z tobą porozmawiać o piątku i… Ach, ale jeśli jesteś zajęta, to rozumiem, w końcu jest sobota i… zamknę się, przepraszam.- Odwrócił się na pięcie, zgarnął talerze i mimo tego, że to ktoś inny miał pozmywać, zrobił to, jakby szorowanie ich go uspakajało.

     Dwadzieścia minut później stali już na parkingu. Savvy wypatrywał przyjaciółki przyjaciela, a kiedy już do nich dołączyła, otworzył jej drzwi obok kierowcy, uznając, że głupio kazać dziewczynie siedzieć z tyłu. Czuł się z tym bardzo dziwnie, ale aby nie dać jej wygodnego spojrzenia na siebie, usiadł za nią, nie za Eugene. Droga do klubu karaoke dłużyła mu się jak nigdy. Kiedy tylko wysiedli z samochodu, poczuł się jakby mógł zaczerpnąć powietrza pierwszy raz od dłuższego czasu.
     Klub karaoke „Cherry” był wolnostojącym budynkiem pomalowanym na biało. Nad wejściem, poza nazwą miejsca, wisiała wielka, neonowa wiśnia. Savvy uśmiechnął się i zaprosił towarzyszy do środka. Przywitała ich uśmiechnięta od ucha do ucha kobieta, która do Savvy’ego i Eugene zwróciła się po imionach. Jej usta były pomalowane na wyraźny, wiśniowy kolor, a uszy zdobiły kolczyki w kształcie przewodniego, klubowego owocu. Z Mirabelle przywitała się energicznie i jej życzyła świetnej zabawy szczególnie.
     Weszli do jednego z pokojów. Było nieduże, ale ładnie urządzone pomieszczenie z czterema miejscami i czterema mikrofonami. Pomiędzy krótkimi ławami znajdował się stół, a zaraz obok panel, na którym wybierało się piosenki. Savvy odwiesił swoją kurtkę na wieszaku obok drzwi, po czym skasował kartę, aby uruchomić maszynę. Robot wyświetlił migającą buźkę składającą się z liter „o” oraz „w”, po czym pokazał się napis „Witaj, Savvy Oh”.
     -W porządku- uśmiechnął się, nieco ożywiony. –Mirabelle, może ty wybierzesz coś na początek?- Przejechał palcem po panelu. –Tutaj są piosenki na trzy osoby. Później możemy pośpiewać na zmianę w duetach, co wy na to?
     I choć serce mu się ściskało ze stresu, naprawdę chciał pośpiewać. Kiedy zaczęła się pierwsza piosenka, po prostu poleciał z tekstem, tak swobodnie, jakby był sam.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#79 03-02-2019 o 12h40

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 526

.........................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/6461cb45e1c2d90b31d0c85082d598e3.png
              Czekał na proces sądowy w Brampton. Aha. Chyba już nic mnie nie zdziwi. Pokręciłem głową na jego pytanie. Ja byłem pewny, że nie wróci, nie musiałem się o nic zakładać. Warren zniknął i nie przewidywałem, że kiedykolwiek jeszcze się pojawi. Tacy jak on nie wracali. A jednak, niespodzianka. Musiał mówić prawdę. Jemu rzeczywiście chodziło tylko o hokeja. Miał w******* na uczucia innych ludzi. O ile byłem świadom nie poinformował nikogo dlaczego znika.
              Myślałem, że Warren szepczący coś do Sierry to dla mnie zbyt wiele, ale kiedy zaczęli się... przekomarzać, po prostu straciłem grunt pod nogami. Dobrze, że siedziałem. Nie rozumiałem czegoś, wyglądało na to, że umknęła mi duża część życia Sierry, dotycząca relacji jej i Daya. Nigdy bym nie pomyślał, że mogą się zaprzyjaźnić. W sumie nie wiedziałem nawet czy to przyjaźń, poza tym co mi do tego? Ogarnij się, Dash. Sierra nie była już moja. Czas zdać sobie z tego sprawę. Jeśli ma ochotę rzucać Daya na łóżko, proszę bardzo. Chociaż może mogłaby tego nie robić przy mnie, tylko o to proszę. Już miałem rzucić tekstem, że może ja wyjdę i dam im trochę prywatności, ale uznałem, że to byłoby niepotrzebne, zwłaszcza teraz, kiedy Sierra była w tym stanie.
              Patrzyłem na nią, jak podchodzi do drzwi i je zatrzaskuje. Odwróciłem wzrok, widząc wystający spod koszulki brzeg koronki. Potarłem twarz dłońmi. Nagle poczułem się bardzo zmęczony.
- A co mam robić, zacząć szeptać mu czułe słówka na ucho? - Nie mogłem powstrzymać brzydkiego uśmiechu, który wykrzywił mi usta. Nie powinienem tego mówić, od razu pożałowałem, że to zrobiłem. Że w ogóle tutaj przyszedłem.
Chciałem wstać i wyjść, miałem już dość tego wszystkiego. Mimo to nie ruszyłem się z miejsca, patrząc tępo jak Sierra sięga po klucz i chowa go do stanika. Zabawne. Tak chyba nie zachowują się dorośli.
Do tej pory byłem w********, ale jednocześnie zrezygnowany, przez co mogłem sprawiać wrażenie zrelaksowanego. Jednak kiedy Warren położył ręce na Sierrze, momentalnie się spiąłem. Mimo wszystko, czy ja nie robiłem prawie tego samego przed paroma chwilami? Jeśli naprawdę się przyjaźnili, to nic mi do tego. Może nawet bylo między nimi coś więcej. Nie robiła żadnych wysiłków, żeby się przy nim zakryć. W końcu była półnaga. W stosunku do mnie zawsze używała argumentu, że to nic czego nie widziałbym wcześniej. Zacząłem zastanawiać się co widział Warren.
Potrząsnąłem głową. To była niezdrowa ciekawość, która nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.
- Możemy porozmawiać. - Wstałem powoli, jakby mnie coś bolało. - Chodźmy - powiedziałem do Daya.
Spojrzałem na Sierrę. Nadal to ona miała klucz. Ja jednak nie zamierzałem odbierać go od niej siłą, nie byłem jak Warren.
- Proszę, Sierra. Potem o tym wszystkim porozmawiamy. Obiecuję. Wiesz, że zawsze dotrzymuję słowa.
              Wyciągnąłem rękę po klucz. Mój głos był bardziej miękki niż zamierzałem, jak zawsze, kiedy się do niej zwracałem. Miałem nadzieję, że Sierra postąpi rozsądnie i spełni moją prośbę, a Warren wreszcie się zamknie. Nie miałem nic do niego, ale nie powinien w ogóle wyrażać swojego zdania na temat Ethana. Nie przy Sierrze, to było nie na miejscu. Ja sam starałem przy niej unikać tego tematu. Dopóki go nie odnajdziemy, nie było sensu tego drążyć, tylko pogłębialiśmy rany. Ale co to obchodziło Daya? Nic. Taki już był i tyle. Nie było nawet sensu zwracać mu uwagi. Dopóki jego zachowanie nie wpływało źle na drużynę, nic mi do tego. Spojrzałem na Sierrę prosząco. Po prostu chciałem już mieć to z głowy, czy prosiłem o tak wiele?


https://i.gifer.com/3O2Tu.gif

T H E   P O E T R Y   I N S I D E   M E   I S   W A R M   L I K E   A   G U N        b   a   b   y      r   e   m   e   m   b   e   r      i  '   m      n   o   t      d   r   i   n   k   i   n   g      w   i   n   e

https://i.gifer.com/3O2Tv.gif

Offline

#80 03-02-2019 o 19h50

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

.......................................................................................https://zapodaj.net/images/90f58bfbaabd4.png



       W głowie nadal rozbrzmiewały mi słowa Warrena, te które wypowiedział bez zawahania. Oczywiście, tylko na hokeju. Zgrywa większego drania, niż jest w rzeczywistości, ale dobrze, niech tak będzie, ja się z nim kłócić nie zamierzam, bo i dlaczego bym miała? Nie powinno mi na nim w ogóle zależeć, powinnam mieć go w dupie tak, jak tego chciał i jak tego oczekiwał.
       Miałam wrażenie, że temat z procesem sądowym też został ścięty dlatego, że ja tutaj byłam. Przy piwku pogada sobie o tym z Dashem, może też innymi kumplami z drużyny, bo przecież ja z niej nie jestem. Mnie potrzeba tylko, jak moje pompony mają krzyczeć jego imię. Przeklęty drań! Wcale tak nie uważałam i to było w tym najgorsze.
       Dash nic jeszcze nie powiedział. Cudownie. Jak tak to gęba mu się nie zamykała! Dobrze, wzrastała we mnie frustracja. Naprawdę stresowałam się w chwilach, w których byłam sama z tą dwójką. Miałam wrażenie, że każdy z nich zna mnie od innej strony i nie byłam pewna, którą Sierrą powinnam być, gdy jesteśmy w trójkę. Gubiłam się w tym. Byłam ciekawa, czy Day w ogóle myślał co działo się tu, zanim przyszedł. Zastanawiał się, czy koszulka, którą mam na sobie należy do Dasha, czy miał to w dupie? No, a Dash? Trapiło go to, jakie relacje są między mną, a Day'em? Nie byłam jego dziewczyną, tylko przyjaciółką, mimo to... myśl, że mógłby być nieco zazdrosna była przyjemna. Łechtała moje ego w niebezpieczny sposób. Tylko, że Dash był jak kowadło, a War jak młot. Bo o ile myśl, że mój były nadal się mną przyjmuje nie należała do niemiłych, to przed samym Day'em nie chciałam pokazać, że mi zależy. Wszystko dlatego, że widział mnie wtedy po naszym zerwaniu i od tamtego czasu nie chciałam wyjść na idiotkę, która tak rozpaczała, a teraz, gdy się nieco pozbierała od nowa chce lecieć, jak ćma do ognia.
       Z tych rozmyślań wyrwał mnie właśnie głos Warrena. Aż zmrużyłam oczy, czując, jak moje ciało się spina. Próbował mnie przestraszyć? Och, osób na które by to zadziałało na tej uczelni miał na pęczki, na jego nieszczęście byłam tutaj wyjątkiem i powinien doskonale o tym wiedzieć. Nawet w tym słabym stanie nadal miałam siłę, aby mu się stawiać. Tym razem nie miało być inaczej.
       - O milion lat za wcześnie dla ciebie, żebyś był w stanie zrobić mi przykrość - powiedziałam to spokojnie, chłodnym tonem, artykułując wyraźnie każdą sylabę z osobna. Ni mogłam jednak przewidzieć tego, co wydarzyło się już po chwili.
       Kiedy mnie podniósł sapnęłam cicho, ale panika nie była spowodowana tym dotykiem, co faktem, że wszystko to działo się na oczach Huntera. Sądziłam, że zareaguje w jakiś sposób, że zaraz znajdzie się obok. Nic podobnego nie miało jednak miejsca. Jeśli w mojej głowie narodził się lęk przed sprzeczką, to miało do niej nigdy nie dojść. No tak... wyobrażałam sobie zbyt wiele. Dlaczego mieliby się kłócić... o mnie? Ani dla jednego, ani dla drugiego nie stanowię wystarczająco ważnej wartości. Sierra, ty idiotko.
       Przecież kto, jak kto, ale ja nie potrzebuję dodatkowej ochrony. Zawsze radziłam sobie sama i będę tak sobie radzić. Dlatego też zamiast się wyrywać poczekałam, aż War mnie odstawi i opłaciło się.
       Być może wcześniej kłamałam, o czym miał się nigdy nie dowiedzieć. Faktycznie, był w stanie sprawić mi przykrość, ale nie mogłam dać mu tej satysfakcji i pokazać mu, że tak naprawdę jest. Mimo, że dłoń zacisnęłam w pięść na tyle mocno, aby paznokcie wbijające się w jej środek sprawiły mi ból.
       - Każ mi jeszcze raz się zamknąć, a wepchnę ci ten klucz do gardła - jeśli była taka możliwość, to mój głos był o wiele zimniejszy od ciekłego azotu. Chociaż War zerkał na Dasha, ja nie odwracałam od niego spojrzenia, cały czas celowałam w jego oczy, zmuszając go, by i on robił to samo. Obrażał mojego brata, jak zawsze, bo taki był. Przecież mogłam się tego po nim spodziewać, a on mógł się spodziewać, że nie zostawię tego bez komentarza. - Nigdy nie powiedziałam, że chcę się zachować tak jak on. Och nie, War... Jeśli mowa o zastąpieniu, to będę to robić na własny sposób o być może jeszcze ty z tego względu zatęsknisz za Ethanem - uniosłam nieco podbródek, jakbym w ten sposób dawała mu jakieś nieme wyzwanie. Jeśli myślał, że takimi słowami osłabi we mnie pewność siebie, to cóż... och, jak mi przykro War. Naucz się, tak szybko mnie nie zrazisz.
       Moja mina nieco złagodniała, kiedy powiedział, że chciał porozmawiać z Dashem, jednak, dopiero gdy zobaczyłam jego twarz... cholera. Nienawidzę go! Chciałabym po prostu być na niego zła, myślę już, że jestem, a potem pokazuje mi tą swoją dłoń, całą zaczerwienioną, a we mnie mięknie coś, co nie ma nawet prawa mięknąć. Ten widok spompował ze mnie całą wolę walki.
       Dash w końcu do nas dołączył i doskonale, bo kręciło mi się już nieźle w głowie od tego wszystkiego. Zgodził się na rozmowę, a potem poprosił mnie o klucz. Czyli tyle, męskie sprawy, nie dla mnie, muszę złożyć broń. Przynajmniej Dash potrafił mówić proszę. Czasem miałam wrażenie, że był jedyny mężczyzną na świecie, który używał tego słowa w stosunku do mnie.
       Chociaż powinnam to powstrzymać, nie byłam w stanie i uśmiechnęłam się delikatnie do jego słów, by następnie skinąć głową.
       - Wiesz, że ci, którzy nie dotrzymują danych mi słów, kiepsko kończą - mruknęłam do niego z przekąsem, ale już o nieco bardziej żartobliwym zabarwieniu. Następnie z kolei wsunęłam dłoń pod bluzkę, miałam nieprzyjemnie chłodne dłonie, skrzywiłam się, a mimo, że byłam bezczelną i pewną siebie dziewczyną, jakoś tak... dotarło do mnie, że stoję nie dalej jak metr od dwóch kolesi, patrzymy na siebie, a ja szukam szczęścia w swoim staniku.
       - A odwrócić się, to niełaska? - fuknęłam, sama odwracając się do nich tyłem. Wyciągnęłam klucze, by następie na paluszku wyciągnąć je w stronę chłopców. Nim jednak któryś z nich po niego sięgnął, zacisnęłam na nim szybko dłoń. - Och, nie, nie... nie ma nic za darmo. W końcu jestem interesowną s*** - przypomniałam i nieco chwiejnym krokiem odeszłam w stronę łazienki, by następnie wyjść z niej ze sprayem odkażająco łagodzącym. Rzuciłam klucz do Dasha, wiedząc, że złapie, a sama zatrzymałam się przed Dayem.
       - Ręka - wyciągnęłam własną wyczekująco. Następnie zmrużyłam oczy. - Nie wyjdziesz stąd jeśli mi jej nie dasz. Bądź grzecznym chłopcem i współpracuj - po tych słowach bez pardonu sama sięgnęłam po jego dłoń, ostrożnie ją łapiąc tak, abym miała widok na zaczerwienienia. Oceniłam je spojrzeniem znawcy, zaczesując włosy za ucho, a następnie uniosłam sprawy i popsikałam kostki, wcierając w nie delikatnie płyn.
       - Oboje jesteście cholernie ważni dla drużyny. Musicie o siebie dbać - mruknęłam mimochodem, nie podnosząc spojrzenia z dłoni Wara. - W przeciwnym razie naprawdę będę wściekła, teraz macie taryfę ulgową, ale jak dojdę do siebie po tych prochach, to nie będę taka miła, jasne? - dodałam jeszcze.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#81 03-02-2019 o 21h38

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/536296896184975380/unknown.png

     Warren dyskretnie sięgnął ręką do kieszeni, jakby spodziewał się tam zastać znajome pudełko. Niestety, pudełko zostało w pokoju, a chłopakowi wydawało się, że gdyby nie czujny wzrok trenera, byłoby razem z nim. Cała ta sytuacja zaczęła go już denerwować. Pojawiło się nieprzyjemne uczucie potrzeby zniszczenia czegoś, w związku z czym drewniane drzwi były coraz częsnym obiektem spojrzeń bruneta.
     -Zdziwiłabyś się- powiedział, ale wyraźnie dał znać, że za nic nie będzie kontynuował tego tematu. Był pewny, że sprawienie przykrości Sierrze nie należało do trudnych rzeczy. Uważał, że nie miał interesu w tym, aby ją dobijać. –Ale po co mam dokładać komuś, kto i tak już cierpi- dodał, poważnym jak na działanie leku tonem. Przecież wiedział, że Sierra nie była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Nie poruszał przy niej niektórych tematów, aby nie sprawić jej dobitnej przykrości. Miał w sobie resztki człowieczeństwa.
     Na następne jej słowa wrócił mu dobry humor.
     -Ależ powiedziałaś- powiedział między śmiechem. –Jestem Chase, więc jeśli będzie trzeba, zastąpię mojego brata, la, la, la. Twojego cholernego brata zawsze było w moim życiu za dużo, więc nie martw się, naprawdę, nie trzeba. Wolę, żebyś była sobą.- Otarł łzę rozbawienia, choć wspomnienie o tym, że Ethana zawsze było za dużo było, jakby sam sobie wbił igłę w serce. Chyba jeszcze nie do końca wierzył w to, że ten drań zniknął.
     Dashiell natomiast kiepsko sprawdzał się w roli nowego kapitana. Warren wiedział, że trzy czwarte drużyny była zadowolona, bez wahania mógł wymienić ich imiona. Zdaniem Day’a był zbyt uległy wobec kogoś, kto bez pukania wszedł mu do pokoju podczas rozmowy z jego byłą. War myślał, że Dash ustępuje mu przez wiedzę o lekach. Nie podobało mu się to, że nie dawał mu poczucia równego traktowania. Ciekaw był, w którym momencie udałoby mu się go złamać i zmusić do pokazania prawdziwej twarzy.
     -Nie jestem aż takim masochistą, Sierra, aby za nim tęksnić- zaćwierkotał wesoło. –Mam nadzieję, że podoba mu się tam, gdzie jest- dodał niemal śpiewająco. Wesoły ton głosu zupełnie nie pasował do tego, co mówił.
     –Ten dupek wiedział, że zniknę. Ale nie powiedział ci, co?- uśmiechnął się do dziewczyny. –Nie powiedział. Chociaż wiedział, że wolałabyś wiedzieć. Co za wspaniały brat.
     Kiedy podała klucz Dash’owi, powodując uprzednio u Warrena kolejne parsknięcie śmiechem, wzrok chłopaka zaczął padać na dłonie kapitana hokeistów. Na widok płynu odkażającego Warren znowu się zaśmiał.
     -Nie trzeba, ma demoiselle.- Cofnął się. Warren nieczęsto używał francuskiego, dlatego większość dziwiła się, kiedy słyszała ten język w jego ustach. W dodatku, z całkiem niezłym akcentem, jakby miał z nim do czynienia co najmniej przez kilka lat. Z uśmieszkiem patrzył, jak sama ujmuje jego dłoń i mimo sprzeciwu, wpatruje się w nią z nadmiernym zainteresowaniem.
     -Och, uważaj, bo pomyślę, że ci na mnie zależy- powiedział zadziornie, cytując jej własne słowa skierowane kilka minut temu do niego. –To coś naprawdę coś daje? Pachnie trochę szpitalem, ale… Och.- Kiedy mgiełka osadziła się na jego skórze, zamruczał z zadowolenia. –To całkiem przyjemne.- Środek zadziałał chłodząco, co sprawiło, że uporczywe zadrapania przestały go szczypać.
     -Pożycz mi to- poprosił. –Albo nie. Pokaż, sam sobie kupię. I co masz na myśli, mówiąc „prochach”?- Zapytał od niechcenia. Chwycił buteleczkę, aby przeczytać nazwę na opakowaniu.
     Wydał z siebie kolejny, przypominający kota dźwięk, po czym jakby znajdował się sam, podwinął koszulkę i psiknął na ranę znajdującą się na brzuchu. Odsłaniając przy okazji inne rany, ta najświeższa była najdłuższa. Wyglądała, jakby ktoś przejechał mu po skórze nożem kuchennym. Z drugiej strony goiła się ładnie i nie potrzebowała już opatrunu, choć gdyby Warren nie zapominał o stosowaniu maści, na pewno zniknęłaby szybciej.
     -Chyba nie patrzyłaś?- zapytał Sierry żartobliwie, po tym, jak już opuścił koszulkę. –Bo Dash to tam może.- Warren był już przyzwyczajony do natrysków prysznicowych dla sportowców, które były zamontowane tuż obok siebie. Drużyna widziała go bez większej ilości ubrań i zapewne domyślała się, że stare blizny są pamiątkami bo bijatykach ulicznych.
     -Poczekaj, Dash! Udobruchała mnie tym czymś.- Wskazał na środek dezynfekująco-łagodzący, po czym oddał go blondynce. –Ubieraj się i chodź z nami. Jesteśmy super ważni dla drużyny, musisz nas pilnować.
     Hunter otworzył drzwi, a War odetchnął z ulgą. Momentalnie znalazł się na korytarzu i wypruł na niego, nie oglądając się za siebie.
     -Trenerze!- zawołał. –Trenerze! Gdzie pan poszedł?
     Zajrzał skocznie do kuchni.
     -Cześć Pearl, papatki, Pearl!- pobiegł wesoło dalej.
     Wpadł do swojego pokoju na chwilę, aby ubrać na siebie coś cieplejszego. Postanowił, że poczeka na nich przed wejściem, ale to tam właśnie spotkał trenera, którego natychmiastowo wdrążył w dyskusję.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#82 04-02-2019 o 20h29

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 526

.........................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/6461cb45e1c2d90b31d0c85082d598e3.png

              Sierra co chwila rzucała mi ukradkowe spojrzenia, lecz przez większość czasu praktycznie mnie ignorowała. Jakby Warren absorbował całą jej uwagę. Musieli zbliżyć się do siebie w którymś momencie, a ja nie wiedziałem nawet jak do tego doszło. Taki ze mnie przyjaciel.
Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść, dlatego naprawdę ulżyło mi, kiedy Sierra postanowiła oddać mi klucz. W przeciwieństwie do Daya mnie nieco speszyły jej słowa i cała ta sytuacja. Naprawdę, naprawdę wolałbym być gdzie indziej, gdziekolwiek.
              Zamarłem słysząc ostry śmiech Warrena i jego następne słowa. Ethan wiedział. No cóż, w takim razie musiał mieć cholernie dobry powód, żeby mi nie powiedzieć. Może trener mu zabronił. Będzie się tłumaczył kiedy wróci - za taką nieobecność zrobię mu awanturę godną starego małżeństwa. Kretyn. Nie dość, że wszyscy zastanawiali się dlaczego zniknął, to jeszcze narażał Sierrę na potworny stres. I zostawił ją samą sobie, a hieny już się zleciały. Musiałem się nią zaopiekować, dać jej do zrozumienia, że nie jest sama. Ale przecież nie była, miała Warrena, prawda?
              Patrzyłem z jakimś dziwnym namysłem, jak zajmuje się jego ręką. To było do niej niepodobne. Musiało jej naprawdę na nim zależeć. To dobrze, że miała kogoś, komu mogła ufać. Chociaż nie uważałem, żeby Warren był idealnym materiałem na emocjonalną podporę dla niej, biorąc pod uwagę jego własną niestabilność i chorobliwą niechęć w stosunku do Ethana. Nigdy tego nie rozumiałem. Chase miał swoje wady, bądźmy szczerzy, ale nie wyobrażałem sobie jak ktoś mógłby go nienawidzić. Pomyślałem, że może mnie też wiele osób nienawidzi, zwłaszcza teraz.
              Ucieszyłem się, że nie zareagowałem, kiedy wcześniej złapał ją i podniósł. Kiedy wcierała mu w dłoń ten specyfik wyglądało na to, że są ze sobą naprawdę blisko. Tylko zrobiłbym z siebie głupka.
              Jezu, nie miałem ochoty oglądać jego brzucha. Robiło się coraz dziwniej, pomijając fakt, że te jego rany były naprawdę paskudne. Skrzywiłem się na sam ich widok. Równocześnie te ślady dziwnie do niego pasowały, Warren zawsze był odrapany, poszarpany na brzegach. Dopiero teraz do mnie dotarło, że on  n a p r a w d ę  wrócił. Od dzisiaj będę go widywał na wszystkich treningach i na korytarzach kampusu.
- Spoko, też nie patrzyłem, moje dziewicze oczy chyba nie zniosłyby tego skumulowanego seksapilu - Lepiej było wrócić do żartów. Łatwiej.
              Zrezygnowany, otworzyłem drzwi kluczem, który moment wcześniej rzuciła mi Sierra. Nadal był ciepły, cholera. To wszystko było jak jakiś irracjonalny sen, więc tylko skinąłem głową, kiedy Warren powiedział, że Si idzie z nami. Przecież to nie działo się naprawdę.
              Wyszedłem za nimi jak lunatyk. Kiedy trener mnie zauważył, zasalutowałem mu żartobliwie i włączyłem się do rozmowy. Po to tam poszedłem, pogadać chwilę o hokeju, pokiwać mądrze głową od czasu do czasu. Starałem się nie patrzeć na Sierrę, bo bałem się, że może zobaczyć w moich oczach coś podobnego do zazdrości.


https://i.gifer.com/3O2Tu.gif

T H E   P O E T R Y   I N S I D E   M E   I S   W A R M   L I K E   A   G U N        b   a   b   y      r   e   m   e   m   b   e   r      i  '   m      n   o   t      d   r   i   n   k   i   n   g      w   i   n   e

https://i.gifer.com/3O2Tv.gif

Offline

#83 07-02-2019 o 16h26

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

.......................................................................................https://zapodaj.net/images/90f58bfbaabd4.png


       Kiedy Day wspomniał o cierpieniu, zacisnęłam jedynie dłoń w pięść i nic nie powiedziałam. Nie warto. Ja cierpię? Nawet jeśli to prawda, nawet jeśli to widzi, to nie musi k**** o tym mielić ozorem, bo ja sobie świetnie daję radę, fenomenalnie wręcz.
       Kolejnych jego słów też nie potrafiłam skomentować, bo te obudziły we mnie konflikt wewnętrzny. Z jednej strony powinnam być na niego wściekła za to, jak odzywał się o moim bracie, ale z drugiej... tak mało osób chciało, żebym była sobą. Czy mógł przykładać do tych słów tak dużą wagę, jak ta, którą ja im teraz przypisywałam? Pewnie nie... To tylko ja tak je odbieram. Być sobą. Przecież prawdziwej Sierry Chase nikt wcale nie chce w swoim otoczeniu, jest zbędnym elementem, niczym więcej.
       Zastanawiało mnie to, co kieruje teraz Warrenem. Całkowity brak empatii, a może coś innego? W końcu ciągle powtarzam, że irytuje mnie to, jak każdy się p******* z tematem zniknięcia mojego brata, nie wspomina o tym, jakbym miała się popłakać, a teraz, kiedy Day o nim mówił w tak lekceważący sposób, czy czułam się gorzej, czy lepiej? Gdyby ktoś inny tak się wyrażał o Ethanie, już miałby moją pięść na twarz, ale Day gadał dalej, a ja mu na to pozwalałam. Dziwne.
       - Ty też mi nie powiedziałeś, chociaż wiedziałeś, że wolałabym wiedzieć. Przyganiał kocioł garnkowi - mruknęłam lekceważąco, udając, że jego słowa nie zrobiły na mnie za grosz wrażenia, ale to nie była prawda. Dlaczego Ethan mi nie powiedział? Nowe informacje zasiały w mojej głowie szereg wątpliwości, a i bez tych czułam się fatalnie. Musiałam skupić się na swoim zadaniu, dlatego mój wzrok nadal wlepiony był w dłoni mężczyzny, jakby już od samego patrzenia miała go uleczyć.
       Ignorowanie otoczenie normalnie było banalnym zajęciem, ale nie teraz, nie w chwili, w której Day mnie zacytował, a ja na moment straciłam azymut i mógł to wyczuć. Ton jego głosu był przecież zadziorny, to miały być żarty, nie chciał na pewno poruszyć we mnie tej struny, w którą wcelował rykoszetem.
       - A jeśli zależy, to co? - burknęłam, ale uwaga Wara skupiła się na płynie odkażającym. Może to i lepiej, oddałam mu flakon, a potem siłą rzeczy mój wzrok zjechał w dół, na odsłonięte ciało pokryte ranami. Otworzyłam szerzej oczy, a chociaż materiał jego ubrania opadł, zdawało mi się, że to co pod nim widziałam na długo zapamiętam. Widok ten tak mnie rozkojarzył, że z trudem odnalazłam się w realiach tej chwili. Dash chyba rozładował napięcie i byłam mu za to wdzięczna. Nadal miał te zdolności, zerknęłam na niego i łatwiej było mi przywołać łobuzerski uśmieszek na ustach.
       - Mówisz, Hunter? Ja spojrzałam i jakoś zniosłam tą dawkę - mruknęłam wzruszając ramionami. Skrzywiłam się dopiero przy pytaniu o proszki. Przecież nawet go to nie interesowało, a ja nie chciałam robić z siebie ofiary. Zapytał tak o, mając w dupie prawdę.
       - Mówiąc o "prochach" miała na myśli rozdrobnione ciało stałe. Taka ciekawostka, możesz sobie zapisać. Spokojnie jednak, nic z rozpaczy nosem nie wciągam, to raczej mnie chcieli gdzieś wciągnąć - żartowanie z tego było jakoś tak.. dobrym mechanizmem obronnym.
       Zaskoczyło mnie to, że mam z nimi iść. W zasadzie nie czułam się na siłach, ale skoro Dash o tym nie wspomniał, a przed Day'em nie chciałam wyjść na mięczaka, po prostu poszłam do szafy po normalne czarne jeansy z wysokim stanem i skórzaną, dłuższą kurtkę, którą przewiązałam paskiem.
       Wyszliśmy razem przed akademik, gdzie War już zaczął rozmawiać z trenerem. Ja natoiast powiodłam spojrzeniem po parkingu, aż te nie najechało na coś interesującego.
       - Ile przegrywów zmieści się do jednego samochodu? - powiedziałam do samej siebie pod nosem, ale moi towarzysze mogli to usłyszeć. Obecnością trenera nieszczególnie się przejmowałam. Widząc jednak pytające spojrzenia skinęłam głową na czerwony samochód, który chwilę temu zauważyłam. - Dash, mówiłeś, że szukasz przewodniczącej, a ta chyba właśnie wsiada do samochodu ze swoim zastępcą i waszym drużynowym dzieciaczkiem - oznajmiłam, a następnie uniosłam brwi wysoko, jakby w geście zniesmaczenia. - Cóż za czasy, żeby tak jedna dziewczyna i dwóch mężczyzn..? Te panny w ogóle się nie szanują, prawda Trenerze? - prychnęłam w rozbawieniu, pakując dłonie do kieszeni. Chciałam je nieco ogrzać, chociaż stanie w pionie nie wychodziło mi za dobrze, nawet jak miałam ręce a zewnątrz, gotowe pomagać w utrzymaniu równowagi.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#84 07-02-2019 o 18h42

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/536296896184975380/unknown.png

     Warren podczas działania leków wyglądał przy trenerze Watsonie jak pies z głupkowatym spojrzeniem, który nie mógł przestać machać ogonem. Mimo tego, że Day próbował zarazić trenera, a przy okazji Dasha, swoim czarnym humorem, trener nie uśmiechnął się ani razu, zamiast tego pocierał dłonią skronie, jakby był naprawdę zmęczony. Warren udawał, że tego nie widzi, tym bardziej, kiedy na horyzoncie pojawiła się Sierra. Cieszył się, że znajomi nie przejęli się jego śladami na brzuchu. Miła odmiana po tym, jak całkiem niedawno zrobiono mu o nie aferę.
     Głupkowaty pies zamienił się nagle w czujnego wilka, kiedy na horyzoncie pojawiły się króliki z samorządu wraz z tym dzieciakiem, Savvy’m na doczepkę. Warren wpatrywał się w całą trójkę z błyskiem w oczach, nim nie zniknęli za rogiem ulicy. Eugene i Savvy denerwowali go na swój własny, unikalny sposób, natomiast Mirabelle była osobą, która pojawiała się na meczach hokeja z przymusu. Widział w nią nieszkodliwą dziewczynkę, która na trybunach niepotrzebnie zajmowała miejsce. Poza tym, nie miał jej nic do zarzucenia. Mogła kręcić nosem, kiedy nie miała z nim do czynienia, ale kiedy Warren był zmuszony załatwiać z nią sprawy organizacyjne, nie robiła mu żadnych problemów. Poza tym, była stypendystką, tak, jak on. Warren Day zazdrościł Eugene własnego samochodu. Gdyby miał własny pojazd i pieniądze na to, aby móc go używać, jego świat stałby się prostszy.
     -To nie jest moja sprawa.- Na pytanie Sierry, trener odpowiedział dyplomatycznie. Warren podejrzewał, że trener może wiedzieć, gdzie tamta trójka się wybierała. Rzucił zaciekawione spojrzenie Dashowi.
     -Też kiedyś lubiłem blondynki- rzucił do kapitana z uśmiechem. Trener wyczuł zagrożenie i postanowił interweniować.
     -Koniec, Day. Jest sprawa.
     -Trener w końcu zacznie mówić?
     -Nowy student, który ma dołączyć do drużyny jest w tym momencie na sali gimnastycznej i…
     -Chwila, jak na sali gimnastycznej? Rozumiem, ta pogoda, ale bieganie na bierzni mu nie odpowiada? Biega w kółko, czy jak?
     -Nie, Day, on nie biega.
     -No to nie mógł mu trener powiedzieć, żeby poszedł na lodowisko?- Warren przyśpieszył kroku, aby szybciej spotkać się z nowym członkiem drużyny. –Skoro trener nie czeka do poniedziałku, a prowadzi go do nas w sobotę, to mam nadzieję, że jest dobry.
     -Właściwie, to teraz ty prowadzisz, Day. W każdym razie, tak, jest dobry. Zarówno w hokeja jak i w koszykówkę.
     Słysząc to, Warren zakaszlał.
     -Co? Słyszeliście to, co ja?- Zwrócił się do Sierry i Dasha. –Przepraszam bardzo, trenerze, w koszykówkę? Trener oszalał? Skoro gra w koszykówkę i w hokeja, to jedno na pewno idzie mu gorzej. Nie, nie wierzę. Trener ma na myśli, że on będzie jeździł na mecze koszykówki? Przecież to niedorzeczne. Ja go muszę poznać w tym momencie!
     Warren nie lubił takich przypadków. Jeszcze nie poznał tego chłopaka, a przez wzgląd na to, czego się o nim dowiedział, nieznajomy miał u niego kiepski start. Brunet ponownie odwrócił się w stronę kapitana i kapitan cheeleaderek. Liczył na to, że zrozumieją jego ożywienie tematem. W końcu sami mieli do czynienia ze sportem i wiedzieli, że utrzymanie się w jednej uniwersyteckiej drużynie było trudne.
     -Ten koleś albo sobie kpi, albo jest jakimś mutantem- komentował dalej. Wyprzedzając wszystkich, włożył ręce do kieszeni, naburmuszony. 
     -Dash, wiem, że wiele obowiązków spadło na ciebie z dnia na dzień, ale miej oko na tych szaleńców. Jeśli będziesz czuł, że to dla ciebie za wiele, powiedz mi o tym. Wolałbym, abyś pozostał na pozycji kapitana, ale jeśli będzie trzeba, ktoś cię zastąpi.- Trener wydawał się być przejęty całą sytuacją.
     -Spokojnie, trenerze!- zawołał Warren z daleka. –Hunter sobie poradzi, ma wsparcie przyjaciółki i nie tylko! Dalej niedźwiedzie!- Posłał im buziaka w powietrzu, po czym pchnął drzwi do hali sportowej.
     W środku zastał dwie postacie i przeklętą piłkę do koszykówki. Która nie leżała bezczynnie.
     -Hej!- krzyknął, aby zwrócić na siebie uwagę. Kojarzył Birdssona, więc skreślił go łatwo z pola widzenia i skupił się na nowym nabytku hokeistów. –Ty!- Wycelował w niego ręką. Niedbale otrzepując buty wojskowe, wparował do wysokiego pomieszczenia.
     -Posuń się, Bird. Mamy tutaj ważne sprawy do obgadania.- Przekręcił głowę w bok, aby sprawdzić, czy pozostali za nim nadążają.
     -Nazywam się Warren Day, hokejowa gwiazda tego uniwersytetu. Miło lub nie miło cię poznać, zobaczymy- chwycił jego dłoń bez zgody, aby ją uścisnąć na powitanie.
     Cofnął się, aby złapać Sierrę za ramiona i podprowadzić ją do nowego znajomego.
     -To jest słodka Sierra, lepiej jej nie denerwuj, bo zamknie cię w pokoju i zostaniesz tam na zawsze.- Puścił dziewczynę, tym razem chwytając Dasha za nadgarstek. –A ten facet- wskazał Huntera. –To jest twój kapitan. On, rozumiesz? Ten facet. Nie ten.- Podkreślając słowo „ten”, wskazał następująco najpierw jeszcze raz na Huntera, a później na Birdssona trzymającego piłkę.
     -Mam nadzieję, że informacja o tym, że planujesz grać w dwie gry na raz to jakaś bujda albo słaby żart.- Puścił Dasha i splótł ręce na klatce piersiowej. -Gdzie jest Pearl, kiedy jest potrzebna?! Ona by się ze mną zgodziła!

Ostatnio zmieniony przez Airi (07-02-2019 o 18h47)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#85 08-02-2019 o 00h22

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 164

https://fontmeme.com/permalink/190112/9d927829e449967ec85c936402e3a088.png


   Kapitan okazał się bardzo dobrym przeciwnikiem. Nie bez powodu przecież tym kapitanem został, prawda? Co nie zmieniło jednak faktu, że póki co wygrywałem z nim piętnaście do dziesięciu w trafieniach i to grając na pół gwizdka, nie chciałem się za bardzo męczyć przed spotkaniem nowych kolegów z drużyny hokeja.
   Przybierałem się właśnie do rzutu zza linii trójek po step backu, gdy drzwi do sali się otworzyły i weszły nimi trzy postaci. Po minie Egila wnioskowałem, że nie byli to jego przyjaciele, ani tym bardziej członkowie drużyny koszykówki.
   Odbiłem piłkę do kapitana mówiąc w jego kierunku coś w stylu - Prawie szesnaście do dziesięciu - chłopak złapał piłkę i pozwolił sobie na rozluźnienie i głębszy oddech, widać, że był zmęczony. Przyznam, że trochę mnie zdziwiło, że tak się wysilił, jednak nie dziwiło mnie to w perspektywie tego, że byli, a raczej byliśmy tak nisko w tabeli.
   Odwróciłem się do przybyszów, podszedł do mnie chłopak trochę wyższy ode mnie, ale jakby węższy. Pominąłem kwestię tego, że wskazywał mnie palcem, jednak nie chciałbym aby to się powtórzyło.
   Nie byłem przygotowany na to, że chwyci moją rękę chciałem odruchowo się bronić, jednak nie wykazał złych intencji, więc pozwoliłem mu potrząsnąć dłonią i spojrzałem na resztę.
   Za nim stała dziewczyna, wyglądała tak cukierkowo, że zapewne gdybym chodził do klubów i barów, to spotykałbym tego typu "panienki' otoczone wiankiem facetów. Jak to było? Uroda jest niebezpieczna ale inteligencja zabójcza? Jeśli ona łączyła obie te cechy to powinienem ją omijać szerokim łukiem.
   Drugi chłopak roztaczał wokół siebie aurę... wyższości? Wyglądał na takiego, który nie ma zbyt wiele rozterek w życiu, wie czego chce i po to sięga.
   Natomiast chłopak, który przedstawił się jako Warren Day był... zbyt wesoły. Beztroski? Może ćpał, może jednak coś wypił, może jest taki z natury. Jednak wygląda na to, że niezbyt się polubimy z "hokejową gwiazda tego uniwersytetu".
   Przedstawił mi Sierrę i Kapitana, nie podając jednak jego imienia. Cóż, najwyżej zostanie zwracanie się do niego "kapitanie". Do tego wyglądało na to, że przyszła do mnie śmietanka naszej drużyny.
   Zapowiadało się interesująco.
   - Zachary Fenix. - postanowiłem zignorować jego komentarze co do zamknięcia w pokoju i wskazania kto jest moim kapitanem. Czułem, że to go zdenerwuje, ale nie będę nagle udawał kogoś innego, w końcu liczy się to jak gram, a nie kim jestem poza boiskiem. - Jeśli chodzi o granie w dwóch zespołach, to nie ma się o co martwić, mecze nie pokrywają się, a ja wyrobię normę na treningach obu drużyn.
   Spojrzałem w oczy Warrena.
   - Jeśli nie wierzysz, to mogę Cię przekonać na lodowisku.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (11-02-2019 o 15h59)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#86 09-02-2019 o 09h53

Straż Obsydianu
Raspberry
Akolita Sylfy
Raspberry
...
Wiadomości: 1 122

__________________https://i.imgur.com/u9IP71Z.png?1
Houston mamy problem! Wrogie wojska chcą zaatakować mój spichlerz, a przecież dopiero co cieszyłem się, że będzie bezpieczny. Odruchowo chciałem zagarnąć wszystkie naleśniki dla siebie no bo po pierwsze zrobił je Savvy, po drugie były pyszne, a po trzecie Pearl właśnie też zaczęła się na nie czaić. Po co ja się odzywalem? A trzeba było ugryźć się w język i od razu byłoby więcej jedzenia dla Gienia. No dobrze, czasami mogłem się podzielić, jeszcze będę pewnie miał okazję na zjedzenie większej ilości, no i po za tym niby powinienem dbać o dietę, ale to było tylko w teorii.
     - Nawet najlepszy omlet nie przebiłby tych dobroci tutaj. - Posłałem dziewczynie szeroki uśmiech, po czym zabrałem się za jedzenie. Wydawało mi się, że odkąd w kuchnii pojawiła się Tikaani Mira była nieswoja. Nawet tak szybko uciekła od nas, przez co zrobiło mi się smutno i nawet miałem już za nią iść, ale miałem nieco inne priorytety w tej chwili, plus i tak mieliśmy się spotkać za kilkanaście minut i będę mógł spytać ją o to na spokojnie później. Nie miałem dokładnych informacji na temat ich relacji, ale nigdy nie widziałem żadnych znaków które wskazywałyby na to, że dziewczyny miały ze sobą złe relacje. A może to ja po prostu za bardzo wyolbrzymiam sprawę i wyobrażam sobie różne, dziwne rzeczy.
     W studni bez dna, jaką był mój brzuch wylądowało tyle naleśników ile tylko chciałem zjeść. Chyba wystarczy mi już jedzenia, aż do drugiego śniadania, chociaż może jeszcze jakieś małe ciasteczko się zmieści, w końcu jak już wspomniałem nie miałem dnia. Ugh… zdecydowanie powinienem zadbać o dietę. Jeszcze mi się zrobi oponka!
     - Dobra, lecę się przebrać i zaraz do was dołącze - oznajmiłem wstając od stołu. - Miłego dnia Pearl! - pożegnałem się z ciemnowłosą, a potem się ulotniłem.
     Miałem na sobie swój ulubiony biały golf i byłem gotowy na wszystko, wykluczając to, że Sav usiadł z tyłu. Szczerze mówiąc dziwnie było mi prowadzić samochód, gdy Savvy nie siedział na swoim miejscu. Zrobiłem coś nie tak? Obraził się na mnie? Mon dieu! Oby chodziło o coś innego. Ciężko było mi się skupić na drodze, podczas gdy cały czas zerkałem do lusterka w którym mogłem zobaczyć chłopaka, starając się zrozumieć co działo się teraz w jego głowie. Dopisałem do swojej wyimaginowanej listy rzeczy do zrobienia rozmowę sam na sam z przyjacielem przy najbliższej okazji. Może niepotrzebnie się tym przejmuję.
     Idealnie wpasowywałem się z czerwonym beretem na głowie w estetykę miejsca do którego przyjechaliśmy. Lubiłem to miejsce, gdybym musiał dorabiać na studiach to chciałbym robić to tutaj, albo w jakimś antykwariacie. Chociaż bardziej chyba pasowałaby mi druga opcja, więcej fajnych starych rzeczy z ciekawą historią, ale o pieniądze nie musiałem się martwić I zamiast pracować mogłem spokojnie trwonić pieniądze w takich miejscach. Odwiesiłem swój płaszcz tuż obok ubrań Savvyego, po czym wyciągnąłem rękę w stronę Miry, żeby zawiesić te jej. W końcu gentlemanem trzeba być zawsze i wszędzie.
    Nie oszukujmy się zupełnie nie uśmiałem spiewać, a dźwięki które z siebie wydawałem brzmiały jak jęki umierającego walenia, ale wcale nie przeszkadzało mi to w starciu ryja. Pomimo tego, że nie umiałem tak ładnie tego robić jak Savek sprawiało mi to równie dużą przyjemność. Jednak Mira wydawała mi się chyba nieco onieśmielona i wycofana, dlatego gdy utwór się skończył postanowiłem zostawić scenę dwójce moich przyjaciół.
    - Myślę, że uszy nas wszystkich skorzystają na małej przerwie od mojego jazgotu, więc scena jest cała wasza. - Zaśmiałem się, po czym odstawiłam swój mikrofon na miejsce i usiadłem na jednym z wolnych miejsc. Korzystając z okazji strzeliłem sobie selfie z Mirą i Savem w tle, które rozesłałem znajomym na snapchacie, niech wiedzą jak dobrze się bawię.

Ostatnio zmieniony przez Raspberry (09-02-2019 o 17h48)


https://i.imgur.com/sreYrFf.gif https://i.imgur.com/cEwtYCr.gif https://i.imgur.com/zOEOtCF.gif

The sea waves are my evening gown and the sun on my head is my crown

https://i.imgur.com/HCczWcF.gif https://i.imgur.com/xZQaOlQ.gif https://i.imgur.com/shp6y5q.gif

Offline

#87 09-02-2019 o 18h05

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 764

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Wspólne śniadanie było naprawdę miłą odmianą, w porównaniu do jedzonych w pośpiechu codziennych posiłków Pearl. Choć nie rozmawiali zbyt wiele, samo wspólne jedzenie było przyjemne. Dopóki Mirabelle nie postanowiła tak nagle odejść od stołu. Pearl dziwnie się z tym czuła. Jakby to ona była tego przyczyną. W końcu wcześniej, z Savvym i Eugene, Herriot nie wydawała się taka zamknięta. Jak na dziewczyny z sąsiadujących pokojów, Pearl i Mira naprawdę słabo się znały. Mogła się do tego przyczynić obsesja ciemnowłosej na punkcie hokeja.
    — Nie lubi mnie? — mruknęła bardziej do siebie, niż chłopaków.
   Jedzenie skończyło się szybciej, niż by chciała. Ale również miała plany, więc nie mogła spędzić całego dnia przy naleśnikach. A przynajmniej nie tego, bo inny mogłaby poświęcić.
    — Jasne, pisz kiedy chcesz. Do wieczora na pewno będę wolna — powiedziała. — Możesz nawet wpaść do mojego pokoju, omawianie meczu jest lepsze na żywo, niż przez telefon.
   Eugene odszedł już od stołu i ruszył do wyjścia. Pożegnała się z nim i spojrzała za Savvym w kierunku kuchni, gdzie znów próbował zgrywać perfekcyjną panią domu. Westchnęła wiedząc, że we dwoje przy jednym zlewie tylko, by sobie przeszkadzali.
    — To, do wieczora — zawołała.
   Wychodząc z kuchni minęła też Warrena, już w znacznie lepszym humorze. Na jego przywitanie i równie prędkie pożegnanie nie zdążyła nawet odpowiedzieć.
   Poszła jeszcze się przebrać i lekkim truchtem ruszyła w kierunku przystanku autobusowego. Nie mogła przecież przyjść spocona na randkę.

   Niedługo później, stała już przy kręgielni, w której kiedyś odbyła się pierwsza randka Pearl i Jeffa. Zawsze wynajmowali tam osobny tor, odgrodzony od innych, żeby mieć więcej prywatności. Tym razem Tikaani naprawdę się postarała, by dobrze wyglądać. Choć nienawidziła spódnic prawie tak jak sukienek, tego dnia miała jedną na sobie. Czarną, do pół uda, a do tego czerwony sweter z odkrytymi ramionami, żeby choć w połowie zostać przy swoim komfortowym stylu. Gem twierdziła, że dobrze w tym wygląda, gdy ostatnio Pearl zapytała ją o zdanie.
   Chłopak szybko się zjawił i już na przywitanie podarował jej białą różę, a potem skradł pocałunek z ust. Od pewnego czasu zaczął być bardziej natarczywy i porywczy. Cóż, póki nie dochodziło do czegoś więcej, dziewczynie nie specjalnie to przeszkadzało. Niespodziewane całusy czy noszenie na rękach nie były tak złe, by mogła na nie narzekać.
   Jeff wiedział jak jego dziewczyna kocha rywalizację i sport. Żeby oderwać ją czasem od hokeja zabierał ją na kręgle, basen czy wycieczki rowerowe. Nie dawał jej wygrywać specjalnie, jednak i tak większość pojedynków przegrywał z kretesem i podejrzewał, że zwycięstwa odnosił dzięki litości Pearl. Denerwowało go to, że dziewczyna obdziera go z męskości w taki sposób. I tego, że nadal wolała zajmować się sportem, niż nim. Podczas trzydziestu minut gry w kręgle, dała się pocałować tylko dwa razy i ciągle tylko gadała. A to o zbliżającym się meczu, drużynie i przyjaciółce, imprezie, na której go nie było, nudnych wykładach, odwiedzinach brata i planach na przyszłość. Jakby przyszła tam właśnie dla gry i wyrzucenia z siebie myśli, a nie żeby się z nim spotkać.
   Po wygranej przez Pearl rundzie i trochę więcej niż odrobinie alkoholu, postanowił coś zmienić.
    — Powinnaś dostać nagrodę — powiedział i przykleił się do niej, bardziej niż kiedykolwiek.
   Od tego momentu Tikaani przestała się dobrze bawić. Wcześniej myślała, że miło spędzają razem czas i poznają się lepiej, na tym polegała randka. Gdyby cały czas siedzieli całując się, ile mogliby porozmawiać? Nie znała go jeszcze tak dobrze, jakby chciała. Nie znała na tyle, żeby pozwolić na więcej niż całowanie, a Jeff właśnie tego teraz chciał i posuwał się coraz dalej.
   Pearl nie była dziewczyną, która pozwoliłaby robić coś wbrew swojej woli. Nie po to bracia uczyli ją jak radzić sobie w takich sytuacjach, żeby z tego nie skorzystała. Sprawnym ruchem oderwała od swojego ciała dłoń chłopaka, która na pewno nie znajdowała się w miejscu, w którym chciałaby być dotykana w miejscu publicznym i wygięła ją pod odpowiednim kątem, by potem sprawnie odepchnąć od siebie ciało Jeffa.
    — Co ty wyprawiasz? — wysapała, poprawiając bluzkę i spódnicę. — Jak ty się zachowujesz?
    — Ja? A może na siebie popatrz! Nic tylko, hokej i hokej! — zawołał, a ona już wiedziała, że dalsze słowa będą tylko gorsze. — Cały czas coś dla ciebie robię! Przychodzę na mecze, kibicuję, zabieram w różne miejsca. A ty, co robisz dla mnie?
   A ona? Zawsze była gotowa go wysłuchać. Udzieliła pierwszej pomocy, kiedy jakiś gość obił mu twarz. Przyszła się nim zająć, kiedy był chory. Poświęcała cały wolny czas, jaki został jej poza treningami, żeby go widywać. Zawsze grała z myślą, że wygra dla niego. Kupiła mu na urodziny drogi scyzoryk szwajcarski, na który nie mógł sobie pozwolić, a ciągle mówił, jak bardzo by mu się przydał. Ubrała zwiewną spódnicę w zimny dzień, żeby się mu podobać. Jedyne czego mu nie oddała w całości to swoje ciało i nie była jeszcze na to gotowa.
   Ale gdy to mówił, nie umiała nic odpowiedzieć. W milczeniu zacisnęła zęby i pięści, bo nie była pewna czy bardziej chce się popłakać, czy rozwalić mu szczękę.
    — No właśnie. A ja też mam swoje potrzeby — dodał, nie musząc wyjaśniać, co ma na myśli. — Jesteś taką egoistką, że tego nie widzisz. Wolisz udawać niepokalaną i zasłaniać się braćmi albo drużyną. Albo zaczniesz byś prawdziwą dziewczyną, albo możesz już więcej nie dzwoni...
   Nie dokończył swojej myśli, bo pięść Pearl wylądowała na jego twarzy. Jeff skończył leżąc na kanapie, na którą przed kłótnią popchnął Pearl, po jej zwycięstwie w kręgle. Dziewczyna wybiegła z budynku, zapominając płaszcza, w którym przyszła. Była jednak zbyt dumna, żeby tam wrócić. I zbyt zapłakana, żeby pozwolić się zobaczyć w takim stanie. Sięgnęła po telefon, który na szczęście trzymała w kieszeni spodni i dygocząc z zimna w rozmytym przez łzy ekranie telefonu wybrała numer Gemmy. Tak przynajmniej myślała.
    — Gem? — powiedziała do słuchawki, bez przywitania, gdy tylko usłyszała, że połączenie zostało odebrane.
   Nie dała nawet odpowiedzieć, bo bała się, że jeśli usłyszy głos przyjaciółki, stchórzy nawet przed nią. Kto by pomyślał, że ktoś taki jak Tikaani może płakać. I to przez faceta, który się do niej dobierał i zerwał z nią za to, że mu przerwała. Cała drużyna miałaby ubaw. Gdyby ją tak zobaczyli. Idącą w lekkim swetrze i spódnicy przez mżawkę z zaczerwienionymi od łez oczami. Nie mogła się tak pokazać. Ale było jej tak zimno i przykro.
    — Wybacz, nie chciałam cię budzić — powiedziała, między jeszcze przyspieszonymi od płaczu oddechami. — Po prostu... — nie miała pojęcia jak to powiedzieć. — Mogłabyś przynieść mi płaszcz? Jestem niedaleko kręgielni. Jest strasznie zimno i nie mam pojęcia, gdzie iść. Zostawiłam ten, w którym wyszłam w kręgielni i nie chcę tam wracać. Jeff pewnie nadal tam jest — po wypowiedzeniu tego imienia, znów zaszlochała, jakby miała pięć lat. — Rzucił mnie! — wyznała w końcu. —  Tak po prostu mnie rzucił, bo nie chciałam się z nim...
   Wtedy usłyszała znajomy głos. Znajomy, ale nie należący do Gemmy. Spojrzała na ekran i zamarła. Właśnie rozmawiała z Savvym. Gdyby nie było tak zimno, pewnie spaliłaby się ze wstydu.
    — Przepraszam. Pomyliłam numer — wydukała.
   Była tak zawstydzona i zdenerwowana, że nie wiedziała, co zrobić. Rozłączyć się, powiedzieć coś, udawać, że to żart, wytłumaczyć... Po prostu czekała w ciszy, żeby zobaczyć jak chłopak zareaguje.
   A na domiar wszystkiego, bolała ją ręka, bo przed uderzeniem Jeffa źle się zamachnęła.

Ostatnio zmieniony przez Chitaru (09-02-2019 o 20h40)


https://66.media.tumblr.com/b4ac04f6749a0c42a8e08856621e6251/bf341a0123c81b2c-a8/s400x600/c78a5708b4869cf9cb53b0b37afd6669b5dd53a1.gifv   https://66.media.tumblr.com/c678af5ebb7ee97015b4bbf30cb14f72/bf341a0123c81b2c-26/s400x600/3a860303c04b67c6090a385daea33d993adc4bf6.gifv

Offline

#88 13-02-2019 o 14h59

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 526

.........................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/6461cb45e1c2d90b31d0c85082d598e3.png

              Było mi łatwiej przestać myśleć o tym, co łączy Sierrę i Warrena kiedy nie byliśmy już sami. Pozwoliłem sobie skupić się na hokeju i rozmowie z trenerem. Day był trochę męczący, ale nic do czego nie można by przywyknąć. Szczerze? Chyba trochę brakowało mi tego idioty. Nie żeby miał się kiedykolwiek o tym dowiedzieć. Za to trener wyglądał jakby Warren wysysał z niego ostatnie pokłady energii życiowej. Współczułem mu. Ja mogłem uwolnić się od Warrena w każdej chwili, on niekoniecznie. Spoczywała na nim naprawdę spora odpowiedzialność.
Kiedy Sierra się odezwała zmarszczyłem brwi i spojrzałem w tę samą stronę. Cholera. Czyli Herriot znowu mi uciekła. Przecież nie będę jej śledził, aż tak zdesperowany nie jestem. Jeszcze. Na razie to były leniwe poszukiwania, nic zobowiązującego. Chociaż ten zakład był cholernie zobowiązujący i z każdą minutą docierało to do mnie coraz bardziej.
Zacisnąłem zęby, słysząc komentarz Sierry. Nie chciałem, żeby inni wiedzieli, że szukam przewodniczącej. No trudno, stało się. Zbyłem ich śmiechem.
– Ta, zawsze gustowałem w kujonkach. Ale spokojnie, jeszcze was nie zostawiam, to nic pilnego – Mrugnąłem. Tak naprawdę było dość pilne, ale parę minut mnie nie zbawi, a gdybym teraz za nią poleciał, to wyglądałoby naprawdę dziwnie. Jeszcze ktoś by sobie coś pomyślał.
Uśmiechnąłem się krzywo, kiedy Warren stwierdził, że kiedyś lubił blondynki. Jakby teraz mu przeszło. Jak na moje oko nadal miał coś do blondynek- pomyślałem i zerknąłem na Sierrę. Prawdę mówiąc nie wyglądała dobrze, jednak nie chciałem jej zmuszać, żeby wróciła do pokoju, pewnie tylko by na mnie nakrzyczała. Mimo wszystko pozostałem czujny, pomyślałem, że złapałbym ją gdyby poczuła się słabo i upadła.
Słuchając wywodu Warrena poczułem, że kąciki ust mimowolnie wyginają mi się w górę.
– Naprawdę tak trudno ci w to uwierzyć? – Byłem szczerze zaskoczony. Ojciec zawsze wymagał ode mnie, żebym był najlepszy w każdej dziedzinie. Co prawda nie musiałem zapisywać się na w s z y s t k i e zajęcia dodatkowe, ale niewiele do tego brakowało. Poza tym staruszkowie uważali, że sport jest bardzo istotny. Właściwie nie było takiej gry drużynowej, w której bym sobie nie radził. Chociaż nie sądziłem, żebym był tak dobry w kosza, jak ten nowy. Już parę lat temu kompletnie poświęciłem się hokejowi i dałem sobie spokój z jeżdżeniem na inne zawody. Na początku rodzice byli zachwyceni moim zaangażowaniem. Już nie są, nie od kiedy powiedziałem im, że chcę grać zawodowo. Z początku myśleli, że żartuję, a potem zrobili mi scenę jak z jakiejś opery mydlanej- matka płacze nad zdjęciem, a ojciec wychodzi zdenerwowany. Byłem @#$%& w szoku. Okazało się, że mogę robić co chcę tylko dopóki oni się z tym zgadzają.
Zamarłem, słysząc słowa trenera. Nawet on we mnie wątpił. Pomyślałem o Pearl i o tym, jak jej jasne oczy ciemnieją, kiedy się śmieje.
–  Dam sobie radę. Tak czy inaczej mam ich na głowie – teraz, kiedy Warren wrócił, nie umiałbym się od niego odwrócić. Trener chyba mnie zrozumiał i zamilkł.
Mimo woli uśmiechnąłem się do Warrena. Byłby całkiem zabawny, gdybym nie wiedział co powoduje u niego ten dobry humor. Przez to cała ta sytuacja stawała raczej groteskowa. Miałem tylko nadzieję, że nie przestraszy nowego, ja byłem już przyzwyczajony.
Hala sportowa była prawie pusta, nie licząc kapitana drużyny koszykówki i jakiegoś chłopaka, prawdopodobnie naszego nowego zawodnika. Wyglądał na całkiem pewnego siebie i chyba nawet zdążył już namówić Birdssona do gry. Niestety, zanim zdążyłem się odezwać, Warren rozpoczął swoją typową szopkę. Patrzyłem na niego beznamiętnie, kiedy robił z siebie idiotę i drgnąłem jedynie, kiedy dotknął Sierry i właściwie wypchnął ją przed siebie. Potem stałem biernie i sam dałem się złapać za nadgarstek. Taka wylewność nie była dla niego typowa i trochę mnie niepokoiła Postanowiłem jednak to przeczekać, w końcu co innego mogłem zrobić?
– Och, przestań, bo się rumienię. – Wywróciłem oczami, a on wreszcie puścił moją rękę. Pajac.
– Dash Hunter – przedstawiłem się i również podałem rękę nowemu, jednak mniej agresywnie niż Warren. – Wybacz, to takie wygłupy. Można powiedzieć, że mamy tu specyficzne poczucie humoru. – Skrzywiłem się w czymś w rodzaju uśmiechu i modliłem się, żeby Day chociaż na chwilę się zamknął. Wyglądało jednak na to, że już zraził do siebie nowego. Znaczy się Fenixa. A myślałem, że moje nazwisko jest idiotyczne.
Zaśmiałem się nerwowo, kiedy Fenix rzucił Warrenowi wyzwanie. Skurczybyk rzeczywiście lubił rywalizację i zdecydowanie nie zapałał sympatią do Daya, widziałem to w jego oczach. Zdecydowanie nie chciałem, żeby grali, kiedy Warren jest w takim stanie.
– Spoko, wierzymy ci, chociaż chętnie zobaczyłbym cię na lodzie, ale może poczekamy z tym do treningu? Przedstawisz się reszcie drużyny, pogramy na spokojnie i w ogóle – zaproponowałem.
Na moment wycofałem się z rozmowy i zajrzałem do telefonu. I dobrze zrobiłem. Eugene chyba pierwszy raz w życiu zrobił coś przydatnego, oczywiście niechcący. Uśmiechnąłem się. Karaoke. Jak słodko.
Z powrotem skupiłem się na naszej uroczej pogawędce. Dopiero teraz zorientowałem się, że Birdsson gdzieś się ulotnił, chociaż pewnie nie było go tam już od paru dobrych minut. Spojrzałem na Fenixa i Warrena.
– Wiecie co, ja już będę leciał, mam coś do załatwienia. Widzimy się na treningu. Trzymaj się, Sierra. – Przy ostatnich słowach położyłem jej rękę na ramieniu, jednak szybko ją cofnąłem. Mijając Warrena nachyliłem się lekko w jego stronę i szepnąłem do niego cicho, tak żeby tylko on słyszał:
– Zadbasz o to, żeby Sierra bezpiecznie wróciła do pokoju, prawda? – Zapytałem przyjaznym tonem i ruszyłem w stronę wyjścia. Już żałowałem, że pozwoliłem jej iść z nami. Wyrzucałem też sobie, że teraz ją zostawiam, ale czułem, że jeśli teraz nie porozmawiam z Herriot, potem trudno będzie mi się do niej zbliżyć. Właściwie nadal nie miałem pomysłu jak ją przekonam do tego, że potrzebuje metamorfozy akurat ode mnie, ale liczyłem na swój urok osobisty i jej desperację.


https://i.gifer.com/3O2Tu.gif

T H E   P O E T R Y   I N S I D E   M E   I S   W A R M   L I K E   A   G U N        b   a   b   y      r   e   m   e   m   b   e   r      i  '   m      n   o   t      d   r   i   n   k   i   n   g      w   i   n   e

https://i.gifer.com/3O2Tv.gif

Offline

#89 16-02-2019 o 02h10

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

.......................................................................................https://zapodaj.net/images/90f58bfbaabd4.png

       Przekręciłam oczami słysząc dyplomatyczną odpowiedź trenera. Tutaj jak widać ten temat się dla niego urywał. Nieco bardziej entuzjastycznie, bo prychnięciem, skomentowałam wymianę zdań swoich dwóch towarzyszy. Aha. Jeden kiedyś gustował w blondynkach, a drugi od zawsze w kujonkach. Nie podobało mi się to, nawet jeśli był to tylko żarty. Nie lubiłam, kiedy panowie, będąc ze mną w towarzystwie, rozmawiali sobie radośnie o innej pannie. A już na pewno nie podobała mi się myśl, że tą panną ma być Herriot.
       Nadal porządnie otępiała, ocknęłam się chyba dopiero, gdy dotarło do mnie, jak diametralnie zmieniło się otoczenie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że oni cały czas mówili, a ja podążałam za nimi, jak ślepa owca. Ależ byłam głupia! Tylko, że nie mogłam się spodziewać, że celem naszej wycieczki będzie boisko do kosza. Zaschło mi w gardle, gdy wzrokiem omiotłam dwóch zawodników, jacy się tutaj znajdowali. Doskonale, żaden z nich to nie Matthew. To nie tak, że się go bałam, prawda? Nie… na pewno nie tak. Był jedynie frajerem, który chciał mnie naćpać, ale mu to nie wyszło… to znaczy, ostatecznie nie miał okazji nic mi zrobić, więc było dobrze. Więc dlaczego dłonie mi się trzęsły?
       Z tego dziwnego otępienia wyrwał mnie Warren, nienaturalnie pobudzony, robiący dookoła siebie zamieszanie, w które zaraz i mnie wciągnął. W zasadzie byłam za to wdzięczna, bo łatwiej było mi się skupić na tym, aby zachowywać się jak człowiek. No dalej, Sierro, przecież nie jesteś tchórzliwą panienką, a już na pewno nie jesteś teraz sama. Trzeba się pokazać, ale już, szczególnie po takiej zapowiedzi ze strony Day’a.
       - Zamknięcie w pokoju, to najmilsza z kar, jakie stosuję, gdy ktoś mnie zdenerwuje - skomentowałam płynnie słowa Warrena, spojrzenie przenosząc na twarz nowego zawodnika. Jak się okazało - Zachary’ego. Przekrzywiłam głowę do boku, nieco buńczucznie zadzierając podbródek. - Nasza uczelnia słynie z hokeja, więc nie poświęcam wiele uwagi członkom innych drużyn, ale moje pompony dopingują też wasze mecze. Mimo to nie mieliśmy chyba dotychczas okazji na to, by się poznać - zauważyłam przy okazji przyglądając mu się czujnie.Zastanawiało mnie, jaki jest. Czy to typ pokroju Matthew? Na samą myśl miałam ochotę się skrzywić, w zasadzie mogłam, bo Zachary skupił się na rzucaniu wyzwań Warrenowi. Nie spodobało mi się to i chyba nie tylko mi. Jak dobrze, że Dash trzymał rękę na pulsie. Byłam pewna, że Ethan sam wybrałby go na swoje zastępstwo, więc planowałam popierać Huntera na tym stanowisku… oczywiście do chwili, w której mój brat już wróci. Bo wróci na pewno. 
       Miałam go pochwalić, ale nim się odezwałam, mężczyzna oznajmił, że musi lecieć, a ja poczułam się tak, jakby mi ktoś wyrwał grunt spod nóg. Miałam ochotę go zatrzymać, powiedzieć, aby mnie tutaj nie zostawiał, nie w tym miejscu. Wszystko o czym myślałam, było takie żałosne. Nie mogłam sobie pozwolić na takie zachowanie. Mimo, że bardzo chciałam, przywołałam na twarzy typową dla siebie, pewną maskę.
       - Patrzcie go! Jaki ważny! Ma coś do załatwienia - rzuciłam żartobliwie, z nieukrywaną emfazą. Może też przez to nie usłyszałam, co Hunter mówił do Warrena. Jedynie zmrużyłam oczy, odprowadzając swojego byłego do wyjścia. Jak tylko zniknął z tej sali… sama zapragnęłam ją opuścić. Jednocześnie zakręciło mi się w głowie, ale przecież przedstawienie musi trwać. Poza tym zostawianie Wara samego z nowym… cóż, mistrzem PRu to on nie był.
       - To trzeba było sobie Pearl tutaj przytargać, zamiast mnie - mruknęłam jeszcze z przekąsem, nie będąc w stanie ugryźć się w język. Miał tupet. Odkąd wrócił pokazywał mi, jak nieistotna jestem, a teraz jeszcze to. Naprawdę nie powinnam się tak o niego martwić, ale jak na ironię, w tej chwili przy nim czułam się najbezpieczniej, to też się do niego odrobinkę przysunęłam, odwracając wzrok na Zachary’ego.
       - Uważaj koguciku, żeby za szybko nie było z ciebie rosołu - cmoknęłam, nie martwiąc się o to, że  w zasadzie moja opinia mogła nie być istotna, bo nie byłam z drużyny. Nonsens. Liczyłam się, jak mało kto. - Warren dużo mówi, ale też dobry z niego zawodnik. Odradzam mierzenia się z nim… przynajmniej na początku. Ja za to chętnie popatrzę, jak się na lodzie utrzymujesz - puściłam mu oko, jak to miałam w zwyczaju, a kącik moich ust zaraz uniósł się w akompaniamencie.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#90 16-02-2019 o 22h13

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/536296896184975380/unknown.png

     Warren wbił wzrok w nowego hokeistę, dalej wzburzony jego nastawieniem. Wodził wzrokiem po twarzy Zacharego, sprawiając wrażenie rozmyślającego nad czymś głęboko. Uformował usta w „dziubek” i nachylił się sztywno, cmokając. Dash nie widział nic złego w tym, aby nowy zawodnik grał w dwie gry na pełen etat. Pewnie Dash myśli, że nowy jest beznadziejny, pomyślał Warren i splótł ręce na klatce piersiowej. Był pewny, że wszyscy jeszcze przekonają się, że ma rację. Nie podobało mu się też to, że kapitan miał jakąś niezwykle ważną sprawę do załatwienia. Skoro miał siłę zawracać głowę przewodniczącej w sobotę, Warren był gotów obdarzyć go nawet tymczasowym respektem.
     Day zakręcił się lekceważąco na pięcie.
     -Specyficzne poczucie humoru?!- zawołał. –Chyba ty, Dash!- zaśmiał się.
     Zerknął badawczo na trenera, który nie mniej czujnie przyglądał się im. Jakby naprawdę nie ufał Warrenowi- zawodnikowi, w którego zainwestował tak wiele, nie tylko pieniędzy, ale i własnego wolnego czasu. Trener Watson swoim zachowaniem udowodnił mu, że powinien postąpić jak najbardziej po swojemu. Powinien zgodzić się na ten prowizoryczny mecz jeden na jeden.
     -Och, naprawdę? Nie jesteś zmęczony po grze w kosza? Szczerze, miałem kilka tygodni przerwy od łyżew i jestem strasznie niewyspany. Ale dobrze, nie czekajmy do poniedziałku.- Uśmiechnął się. Trener Watson pogłębił podejrzliwe spojrzenie. –Nie martw się kapitanie, przecież Zachary sam zaproponował, że mnie przekona! Nie zrobię mu krzywdy. Trenerze, ma trener klucze?- Ziewnął, zasłaniając usta.
     Trener Watson skrzywił się widocznie. Wiedział, że Warren ma swój komplet, albo przynajmniej miał przed swoim nagłym zniknięciem.
     -Mam- odpowiedział bardzo rzeczowo.
     Wtedy Warren przypomniał sobie o istnieniu Sierry. Z jednej strony czuł się przez nią udobruchany, z drugiej zawahał się i nie podszedł bliżej, kiedy tylko wpadło mu to głowy. Zakołysał się lekko i posłał jej uśmiech z przymkniętymi oczyma. Kiedy to ona przysunęła się do niego, choć tylko odrobinkę, a w dodatku odwróciła wzrok na inną osobę, mruknął cicho. Wsunął dłonie do kieszeni, jakby to miało pomóc mu nie dać po sobie poznać, że to zauważył.
     -Nie- odpowiedział, podobnie jak ona, patrząc w zupełnie innym kierunku. –Ja wiem lepiej, co trzeba było.
     Trener rzucił mu spojrzenie mówiące „Day, denerwujesz mnie”, ale Warren zignorował je i aż podskoczył, kiedy Dash zakomunikował wyjście z sali gimnastycznej. Nie spodziewał się tego, że do niego podejdzie i będzie miał siłę do niego szeptać. Nie potrafił powstrzymać diabolicznego uśmieszku, który pojawił się na jego twarzy.
     -Spełnię twoją prośbę! Ach, tylko wróć! Uważaj na siebie!- zawołał za nim, udając, że macha chusteczką i ociera łzy. –Poważnie, jakby i on zniknął, to byłaby sytuacja jak z film…- Poczuł uderzenie w głowę, kolejne w tym dniu. –Trenerze!
     -Zachowuj się- upomniał go mężczyzna. –Jeszcze raz usłyszę coś takiego i masz gwarancję, że w piątek będziesz grzał ławę. I bez dyskusji, mała cholero.
     -Trenerze, mam prawie dwa metry- parsknął chłopak. Zrobił unik przed kolejnym uderzeniem. Nie miał zamiaru przyznać tego na głos, ale takie chwile naprawdę podbudowywały jego psychikę, sprawiały, że czuł się przynależny, że czuł się czyjś. Czuł się istotny, potrzebny.
     Nie mógł zapomnieć o Sierrze. Choć jego depresyjna część zawsze sądziła, że Dash i Sierra w końcu do siebie wrócą, że muszą po prostu do tego dojrzeć, tamtego dnia Dash udowodnił mu, że w tej relacji póki co jego czynami kierował rozum- nic więcej. War nie wiedział, co ma myśleć o jego nastawieniu. Nie chciał się wtrącać. Na pewno nie wiedział wszystkiego. Mimowolnie spojrzał na dziewczynę. Żałował trochę że nie może przeczytać jej myśli.
     -Sierra, przecież powiedziałem, że jestem gwiazdą Toronto Bears. Ach, trenerze, Dash pozwolił mu zająć się wywiadami w piątek, więc lepiej będzie, jak jednak zagram!
     -Porozmawiamy o tym jak…
     -Dobrze. Wiem, co trener chciał powiedzieć. Chodźmy od razu na lodowisko. Och, a gdzie się podział ten przegryw, Bird?! Nie ważne.
     Przysunął się bliżej Sierry i musnął dłonią jej rękę. Próbował ją rozproszyć.
     -Może być ciekawie. Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że czego nie zrobisz, nie przekonasz mnie? Jednym meczem nie udowodnisz mi wytrzymałości przez cały rok. Nie przy takim planie. Ciało ludzkie tak nie działa. Dlatego właśnie nawet jeśli mnie zmiażdżysz, nadal nie będę brał cię na poważnie.
     Dotknął dłoni Sierry jeszcze raz, a później jak gdyby nigdy nic, wykonał gest zapraszający wszystkich do wyjścia.
     -Będziesz kibicować mi, czy Zacharemu?- zapytał wesoło. –Trener nie może mieć faworyta, ale ty nam zdradzisz swojego, prawda?- podpuszczał ją.
     Kiedy otworzył drzwi, wiatr wplótł mu się we włosy i wywinął je do tyłu. Warren na chwilę zamknął oczy. Wyglądał, jakby rozkoszował się przyjemnym zimnem na twarzy. Kojarzyło mu się z wolnością.


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#91 17-02-2019 o 01h09

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

...........................................................................https://zapodaj.net/images/036fc0c106c99.png


       Zaskoczyło mnie to, kiedy Savvy otworzył dla mnie drzwi. Skinęłam mu grzecznie, cicho przy tym dziękując, a potem wsiadłam do samochodu, siadając poprawnie, ze złączonymi nogami, co jakiś czas wygładzając dla pewności materiał spódnicy na kolanach. Teraz dopiero dotarło do mnie, że jadę gdzieś w tak męskim gronie. Byłam nieco zawstydzona, ale też nadal mocno doskwierała mi myśl, że jestem dla nich niepotrzebnym balastem, który tylko będzie im psuł zabawę. Widziałam, jak Eugenie zerka do tyłu na Savvy’ego, tego drugiego z kolei dostrzec nie mogłam, więc pozostawało mi tylko wyobrażać sobie, że panowie porozumiewają się tajnymi znakami.
       Przez całą drogę wolałam się nie odzywać, żeby ich niepotrzebnie nie przytłaczać swoją obecnością. Przyznam, że kiedy byliśmy już na miejscu nieco się ożywiłam. Nigdy wcześniej nie miałam możliwości wybrać się do takiego miejsca. Kiedy mijaliśmy bar, mój wzrok przemknął po butelkach z alkoholem. No tak, pewnie można tutaj pić. Przełknęłam ślinę… rodzice nie byliby pocieszeni, gdyby wiedzieli w jakie miejsca wybiera się ich córka. Coraz ciemniejsze chmury jawiły się na moim przysłowiowym horyzoncie. No i właśnie wtedy, gdy już wsiąkałam coraz głębiej w takie wizje, koło mnie pojawił się Azjata. Był taki uśmiechnięty, bardzo uroczy.
       Spojrzałam na panel, który wydawał mi się całkiem zachęcający, jednak i tak nie znałam większości nowoczesnych piosenek, oprócz tych, które były w radiu.
       - Umm, ja póki co popatrzę - powiedziałam przepraszającym tonem, wstydząc się śpiewać przy nich. Takie występy nie były moją mocną stroną, chociaż byłam uzdolniona muzycznie. Miałam słuch, inaczej nie dałabym sobie rady w balecie, ale i tak… zdolności to jedno, wstyd drugie. Dlatego też, kiedy panowie zaczęli śpiewać, udawałam, że jestem w tym z nimi, machając ustami. Przyznam, że mimo to bawiłam się dobrze, obserwując ich takich szczęśliwych. Klaskałam w ręce wesoło, tylko pod koniec piosenki zauważyłam w szybce w drzwiach jakieś dziewczyny, które zaglądały do naszego pokoju. Patrzyły na mnie ostentacyjnie, a kiedy ja sama spojrzałam na nie, odeszły natychmiast. Niezbyt przyjemne, ale przywykłam do tego.
       Przez swoje rozkojarzenie nawet nie zauważyłam, kiedy mój zastępca zrobił sobie ze mną zdjęcie. Zamrugałam zaskoczona. Miałam zdjęcie z Savvim. Och… jak je zdobyć? Jak wywołać? Mój telefon nie robił zdjęć. Rodzice uważali, że to niepotrzebna opcja, kiedy istotą jest tylko dzwonienie. W każdym razie to co było nawet istotniejsze, to fakt, że miałam teraz zaśpiewać coś z Azjatą. Spojrzałam na niego przerażona.
       - Ja naprawdę… lepiej nie… - zamachałam rękami w powietrzu, ale potem zdałam sobie sprawę z tego, jak to niegrzecznie musi wyglądać i zwiesiłam wzrok na panel. - Nie znam za dużo piosenek i raczej jakieś ponure ballady, więc jeśli ci to pasuje… - kręciłam się nieco w zeznaniach, a potem zaczęłam przeszukiwać spis piosenek. Byłam nieco zażenowana, obawiałam się, że mój wybór w ogóle się im nie spodoba, a kiedy stanęłam z mikrofonem, to już w ogóle nogi mi się trzęsły.
       Na początku śpiewał Savvy, nie wiem, czy znał to wcześniej, czy nie, ale radził sobie świetnie. Zazdrościłam mu swobody, bo ja miałam ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie. Nikt nas nie usłyszy, prawda? Stresowałam się. Śpiewać, czy nie? Zacisnęłam mocniej ręce na mikrofonie i jak tchórz zacisnęłam oczy. Przynajmniej nie było problemu z tekstem, bo ten znałam na pamięć. Lubiłam tą piosenkę i próbowałam sobie wmówić, że jestem sama, czysto wyśpiewując kolejne wersy. O ile na początku było strasznie, o tyle w końcu się rozluźniłam i nawet zaczęło mi się to podobać.


Pioseneczka


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#92 17-02-2019 o 22h01

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 164

...................................................https://fontmeme.com/permalink/190112/9d927829e449967ec85c936402e3a088.png


   Skinąłem na słowa kapitana drużyny, jak się okazało, nazywał się Dashiell Hunter, jednak nim zdążyłem z nim pogadać czy skomentować jego słowa, musiał załatwić coś w telefonie, a chwilę później wyszedł mówiąc, że ma jakąś sprawę.   
   Zostałem więc sam ze Sierrą i Warrenem. 
   - Myślę, że trochę siły mi zostało, jestem już dziś po jednym dość intensywnym treningu. Więc szanse będą wyrównane. - uznałem, że nie ma sensu się więcej mu nic mówić, zwłaszcza, że Sierra się zbliżyła. 
   Dziewczyna jak się okazało miała trochę pazur i jakieś poczucie humoru. Nawet mi się to spodobało. Jednak nie pozwoliłem sobie na uśmiech, jak zwykle. Uśmiech spoufala, a ja chyba nie chciałem się z nikim spoufalać. Od ludzi jeszcze zbytnio nic dobrego jeszcze nie dostałem, czemu Ci mieli być wyjątkiem? Zwłaszcza, że chłopak zdawał się zupełnym moim przeciwieństwem.
   On zdawał się być chaosem, ja porządkiem. On ogniem, ja wodą. On ciemnością, ja światłem, mimo iż kolor skóry świadczył o czymś innym.  Mógłbym takimi porównaniami zarzucać cały dzień. Jednak przyznam, że jego postać mnie urzekła, zapewne gdbym musiał się z nim bić, to wszystko skończyłoby się remisem, albo śmiercią jednego z nas. Zapewne mnie, bo Warren zdawał się nie mieć hamulców. 
   Zwróciłem się do Sierry, warto zanotować, że była cheerleaderką. To oznaczało, że była znana, najpewniej lubiana i jedno jej słowo mogło zniszczyć czyjeś życie. Przynajmniej tak to wyglądało na poprzednich dwóch uniwerkach.
   - Jestem tu dopiero od tygodnia, do obu drużyn zapisałem się właściwie wczoraj, więc nic dziwnego, że się nie spotkaliśmy. - zrobiłem krótką przerwę, patrząc na dziewczynę i dobierając słowa. - I nie boję się o przegraną, właściwie to tylko kolejna nauka, która pokazuje, że musze ćwiczyć więcej, aby być lepszym. Jednak nie mam nic przeciwko aby tobie też zademonstrować to, czego chcesz. - wzruszyłem ramionami. I przesunąłem wzrok na Warrena i Trenera. 
   Wyglądało na to, że był irytującym typem na ogół. Z niewyparzoną gębą i odpowiedzią na wszystko. Kiedyś nawet takim typom zazdrościłem. Jednak nauczyłem się, że nie warto udawać się kogoś kim się nie jest. Jednak zachowanie trenera i chłopaka było jednak dość hm... zabawne, na tyle, że wywróciłem oczami. 
   Następna część rozmowy nie dotyczyła mnie, jednak nazwanie przegrywem kapitana drużyny koszykówki skomentowałem jedynie prychnięciem. Może nie chcę się spoufalać, ale nie znaczy to też, że mam zamiar zrażać do siebie ludzi. 
   Natomiast na jego następne słowa delikatnie się we mnie zagotowało. Nie twierdziłem nigdy, że jestem bogiem sportu, że mogę zrobić wszystko, że moje ciało nie ma limitów, ale nie bez powodu od lat codziennie robiłem te cholerne ćwiczenia, żeby teraz ktoś mi mówił, że to nie ma sensu i nie mam wytrzymałości, że mogę być słabym ogniwem. 
   - Znam swoje limity i swoje możliwości. Nie mam zamiaru Cię miażdżyć, tylko zagrać w hokej. - zrobiłem krok do przodu. Nie pozwoliłem, aby mój głos zdradzał jakiekolwiek emocje. Nie mogłem mu dać satysfakcji. -Za to teraz chętnie sprawdzę Twoją wytrzymałość, bo jeśli okażesz się słaby, jeśli nie sprawisz, że to ja Cię nie będę brał na poważnie, to będę Cię miażdżył raz za razem, póki nie zapewnisz mi choć trochę wyzwania. 
   Z tymi słowami zebrałem swoje rzeczy i wyszedłem z sali skłaniając głowę trenerowi. Nie szedłem ani zbyt szybko, aby nie okazać zdenerwowania, ani zbyt wolno by Warren pomyślał, że się boję iść na lodowisko. Jednak w głowie miałem mnóstwo różnych myśli, z których wynikało jedno – dam z siebie więcej niż sto procent, pokażę mu jak to jest grać w mojej lidze. 
    Gdy weszliśmy na lodowisko od razu poczułem chłód i wilgoć. Ćwiczę hokej regularnie, a mimo to zawsze pierwsze wejście do budynku z tafla lodu powoduje u mnie odprężenie, nastawienie na inny humor. Jednak wiedziałem po co tu jestem i nawet zimno nie było w stanie ochłodzić ognia, który we mnie się palił.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (17-02-2019 o 23h12)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#93 22-02-2019 o 20h18

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Pomieszczenie i spełnianie się we własnym hobby zapewniało mu komfort. Śpiewając, nie czuł się już nieswojo przy Mirabelle- nawet, kiedy przyszło śpiewać im w duecie „ponurą balladę”. Savvy starał się nie okazywać przygnębienia, które pojawiło się za sprawą tekstu piosenki, śpiewał dalej, zerkając na dziewczynę co jakiś czas, aby upewnić się, czy wszystko z nią w porządku. Czuł, że nie jest jej łatwo spędzać swój czas z nim. Podejrzewał, że może wolałaby pośpiewać tylko z Eugene, w końcu to jego znała o niebo lepiej. Oh brał też pod uwagę zmartwienia- może martwiły ją sprawy samorządu? Kiedy się tak zamyślił, pomylił się w tekście. W końcu to nie była piosenka, którą znał dobrze, a śpiewanie z pamięci okazało się głupie. Uśmiechnął się przepraszająco i wrócił do wpatrywania w wyświetlany przez monitor tekst.
     -Masz ładny głos- uśmiechnął się, chcąc dodać dziewczynie pewności siebie. Starał się przy tym nie zerknąć na Eugene, który nieco skrzeczał. Ale przynajmniej dobrze się bawił, a właśnie o to chodziło w karaoke. Monitor wyświetlił wygraną dla mikrofonu Mirabelle, a Savvy klasnął delikatnie w dłonie. –Zgodnie z niepisanymi zasadami, powinnaś wybrać także następną- powiadomił, utrzymując uśmiech. Odłożył swój mikrofon i odłączył ten, do którego wcześniej śpiewał Eugene. Sav lubił się trzymać swojego mikrofonu, jeśli już zaczynał śpiewać na jednym, lubił na koniec wizyty pokoju sprawdzać, ile punktów uzyskał maksymalnie. Dlatego też, kiedy Gene mieszał mikrofony, denerwował się cicho, zupełnie jak perfekcjonista, któremu ktoś próbował wmówić, że przekrzywiony obraz wygląda lepiej.
     Nie zwracał uwagi na cienie osób, które przechadzały się obok drzwi pomieszczenia. Nie zrobił tego nawet wtedy, kiedy ktoś przystanął tam na dłużej. Poderwał się z miejsca, kiedy zadzwonił jego telefon. Przeprosił natychmiastowo i podszedł do swojego płaszcza, żeby wyjąć go z lewej kieszeni. Chciał go wyłączyć, ponieważ był pewny, że dzwonią do niego z jakąś ofertą, która go nie interesuje. Ku jego zdziwieniu, ekran wyświetlał imię koleżanki z drużyny. Zdziwił się, ale odebrał. A ona zalała go masą słów, które analizował nieco za wolno. Odsunął słuchawkę od ucha, jakby głos osoby po drugiej stronie był dla niego za głośny.
     -Hej…- próbował się wtrącić w ten dramatyczny potok słów. Pobladł delikatnie na twarzy. Kiedy jednak Pearl Tikaani urwała nagle, zdając sobie sprawę z tego, że pomyliła numery, Savvy już zdjął swój płaszcz z wieszaka.
    -Spokojnie- powiedział, samemu próbując zachować spokój. –Nie przepraszaj. Jestem niedaleko, przyjdę do ciebie, dobrze?- I co miał jej jeszcze powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Zdążył tylko pomyśleć „cholera”. Właśnie rzucił ją chłopak. Oh pamiętał, że po swoim pierwszym rozstaniu z dziewczyną miał przez jakiś czas problemy, aby myśleć trzeźwo. Nie chciał z nikim rozmawiać. Bał się, że nie będzie potrafił pocieszyć Pearl, której nie znał dobrze. Tyle, że ten chłopak nie rzucił jej z powodu, który Savvy znał. Czuł poważny niepokój i obawiał się, że ten facet próbował zrobić jej coś złego.
     -Poczekaj na mnie, będę tam za pięć minut- powiedział stanowczo i rozłączył się. Podniósł wzrok na swoje towarzystwo.
     -Przepraszam, muszę wyjść. Coś się stało. Eugene.- Z brzmieniem imienia przyjaciela, Savvy podał mu swoją klubową kartę, która upoważniała gości do korzystania z atrakcji budynku. –Mirabelle, miło było spędzić z tobą czasu. Żałuję, że to tak wypadło, ale muszę pilnie pomóc koleżance.- Pochylił głowę przed dziewczyną w przepraszającym geście, jak to wpoił mu ojciec, kiedy był jeszcze małym dzieckiem.
     Nie zarzucając na siebie płaszcza, przewiesił go przez ramię i rzucając im ostatnie spojrzenie, wyszedł z pokoju, a później z klubu.
     W okolicy była jedna kręgielnia- na tej samej ulicy, co "Cherry". Wprawdzie znalazł się przy Pearl w krótszym czasie, niż w pięć minut. Czując wyrzuty sumienia z powodu zostawienia znajomych, a zwłaszcza przewodniczącej, podbiegł do hokeistki i bez zastanowienia zarzucił jej swój płaszcz na ramiona. Zdziwił go jej ubiór. Nigdy nie widział jej ubraną w elegancką spódnicę, zazwyczaj miała na sobie dres lub inne sportowe ubrania.
     -Mówiłaś, że zostawiłaś rzeczy w środku, tak? Chodź, pójdziemy po nie. Najwyżej poczekasz obok drzwi, powiedz mi tylko, gdzie je zostawiłaś.- Trudno było nie zwracać uwagę na to, że płakała, ale starał się udawać, że nie rusza go to specjalnie.

Ostatnio zmieniony przez Airi (06-03-2019 o 23h35)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#94 06-03-2019 o 19h37

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 764

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Tikaani miała zamiar powiedzieć Savvyemu, żeby nie przychodził i nie trudził się dla niej. Miała zamiar, ale ta pokusa, że ktoś się nią zajmie zwyciężyła. Gdyby Pearl była sobą, nigdy nie zgodziłaby się na przyjęcie jego pomocy, niczyjej pomocy, w takiej sytuacji. Jednak ze złamanym sercem myślenie było trudniejsze, a „bycie sobą” przestało być takie ważne. Szczególnie, że stała na mrozie w krótkiej spódniczce. Choć nadal była pewna, że gdyby trafiła na numer Dasha, Warrena lub jakiegokolwiek innego członka drużyny od razu, by się rozłączyła. Przed nimi zawsze musiała być sobą. Nie chciała, żeby zobaczyli, że mają rację, uważając ją za delikatniejszą ze względu na płeć.
   Stała nieopodal wejścia do kręgielni, gdy zdała sobie sprawę, że jej chłopak, teraz już były, w każdej chwili może wyjść. Pearl schowała się za rogiem. Nie chciała na niego wpaść. Nie to, że się bała. Przecież mogła go obezwładnić w kilka chwil. Ale jednak to, co próbował zrobić przyprawiało ją o ciarki. Nigdy wcześniej, nie widziała Jeffa pod wpływem alkoholu. Od tego momentu była pewna, że nie chce go widzieć już wcale. A i samego trunku nie takie przez jakiś czas.
   Dopiero, gdy w oddali zobaczyła sylwetkę Savvyego, wychyliła się zza rogu i powolnym krokiem wróciła pod wejście do budynku. Nie płakała już tak jak podczas rozmowy, jednak co jakiś czas spływały po jej policzkach pojedyncze łzy, kiedy jakieś wspomnienie związane z Jeffem pojawiało się w jej głowie. Pod oczami zaschły resztki tuszu do rzęs, który pożyczyła od Gem.
   Zamiast powitania, dostała okrycie. Nie mogła narzekać, czekając przemarzła do szpiku kości. Savvy jednak też nie był zbyt ciepło ubrany. Nie mogła okradać go z ubrań, bo sama nie chciała wrócić po swoje.
    — Ja nie… Jeff nie wyszedł… — Pearl nie sądziła, że w emocjach mówienie może być takie trudne. — Przy torze numer osiem — powiedziała w końcu i choć miała zostać na zewnątrz, ruszyła za Savvym do środka.
   Na początku nie zobaczyła nigdzie Jeffa. Jednak już po chwili dało się słyszeć jego głos. Awanturował się z personelem o zwrot pieniędzy, ponieważ wcale nie bawił się dobrze. Na sam ten dźwięk Pearl przeszedł dreszcz. A może to zapowiedź nadchodzącego przeziębienia?
   Szła za Ohem starając się ukryć swoją obecność, jakby patrzenie w ziemię i okrywanie cudzym płaszczem czyniło ją niewidzialną. I nawet może tak było, jednak Savvy nie kierował wzroku tam gdzie ona. Jeff zmienił obiekt zainteresowania z kobiety za ladą na azjatę. Swoim niepewnym od alkoholu krokiem podszedł do pary hokeistów.
    — A więc to taka jesteś — wysyczał, niby do Pearl, a jednak uważnie przyglądając się Savvyemu. — Mi nie dasz, a z jakimś kurduplem się p********.


https://66.media.tumblr.com/b4ac04f6749a0c42a8e08856621e6251/bf341a0123c81b2c-a8/s400x600/c78a5708b4869cf9cb53b0b37afd6669b5dd53a1.gifv   https://66.media.tumblr.com/c678af5ebb7ee97015b4bbf30cb14f72/bf341a0123c81b2c-26/s400x600/3a860303c04b67c6090a385daea33d993adc4bf6.gifv

Offline

#95 06-03-2019 o 22h26

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Wejść do kręgielni, zabrać płaszcz koleżanki, wyjść z budynku- te trzy czynności wcale nie były skomplikowane, jednak Savvy zaczynał tracić powagę na twarzy. Łzy kobiet od niepamiętnych czasów działały na niego w zły sposób. Ich widok sprawiał, że denerwował się bardziej, niż zwykle. Ile razy sam próbował utrzymać emocje na wodzy, tak w takich sytuacjach nie udało mu się to ani razu. Jedynie kwestią czasu było paniczne proszenie, aby przestała i kłamanie, że wszystko, ale naprawdę- wszystko będzie dobrze. Mógł przytulić ją do siebie, próbować pocieszać głaskając ją po głowie, byle tylko wtuliła twarz w jego koszulę i nie musiał oglądać łez. Ale to nie był jeszcze ten krytyczny moment. Kiedy weszli do środka, co kilka sekund sprawdzał, czy dalej jest za nim. Automatycznie starał się tez rozglądać w poszukiwaniu Jeffa i po raz pierwszy żałował, że nie było z nimi Warrena Daya. Dobrze wiedział, że Pearl nie chciała, aby ktokolwiek z drużyny zobaczył ją w takim stanie, ale w tej jednej rzeczy mógł liczyć na Warrena. Warren zawsze dostawał szału, kiedy ktoś próbował zagrozić komuś z drużyny. Na pewno załatwiłby Jeffa jedną ręką. Savvy nie potrafił zrobić czegoś takiego. Bał się, że nie będzie mógł obronić koleżanki, jeśli będzie trzeba. Czuł, że wolałby, dla odbra Pearl, aby zamiast niego był tam Warren, Dash lub Marcus. Gdyby nie była taka rozdygotana, sama potrafiłaby się obronić. I jego też. Znajdowali się w sytuacji, która Savvyemu wydawała się wręcz groteskowa. Pośród nich wszystkich, to on miał najmniej siły i umiejętności. A mimo tego, głowę uniesioną miał wysoko, wyżej, niż zwykle.
     -Tor numer osiem- powiedział cicho, biorąc głęboki wdech.
     Dwie kobiety za kasą próbowały porozumieć się z awanturującym się młodym mężczyzną, którego Savvy nie chciał spotkać. Kiedy tylko zauważył Pearl i Savvyego, odepchnął się od lady, aby podejść do nich chwiejnym krokiem. Oh patrzył prosto w jego twarz, ale wyższy chłopak przybliżał się do niego jeszcze bardziej. Savvy poczuł intensywny zapach alkoholu. Wtedy podbiegła do nich jedna z kobiet zza lady. Druga pobiegła na zaplecze.
     -Proszę się uspokoić, jeśli pan nie przestanie, będę musiała wezwać pomoc!- Choć starała się brzmieć pewnie, na koniec zdania głos jej się załamał, jakby sama miała upuścić kilka łez. Jeff odepchnął kobietę, a Savvy zrobił niekontrolowany krok ku niemu.
     -Nic mi nie zrobisz- powiedział Jeff, kierując w niego pięścią. Savvy zrobił zgrabny unik. Sądził, że tylko tak ma szansę na to, aby kupić trochę czasu. Mimo wszystko, słowa koszykarza wyryły się nieprzyjemnie w jego myślach. Zabolały. Savvy nie rozumiał, jak jeden człowiek mógł tak traktować drugiego.
     Z tyłu pomieszczenia pojawiło się nagłe poruszenie- trzyosobowa grupa ludzi, która właśnie chciała wyjść z kręgielni stanęła jak wryta i zaczęła przyglądać się Pearl, Savvy’emu i Jeffowi. Zza zaplecza wypadła druga kobieta, która wcześniej stała za ladą i podbiegła do swojej współpracowniczki.
     -Po prostu się wycofaj- powiedział Savvy, patrząc Jeffowi w oczy.
     -Zdradzała mnie cały czas, tak? *****! I to z tobą?!- Na te słowa Savvy zrobił kolejny unik przed pięścią Jeffa. –Dlatego nie chciała…- Jeff nie dokończył, zataczając się. Oh myślał, że chłopak zaraz zwymiotuje, ten jednak wyprostował się znowu i patrzył na niego wściekłym wzrokiem.
     -Z nikim cię nie zdradzała- powiedział Savvy stanowczo. Czuł, że wtrącił się w ich sprawy zbyt bardzo, ale nie mógł już się wycofać. A tak bardzo dbał, aby nie robić sobie wrogów na uczelni. Wdając się w konfrontację, zupełnie o tym zapomniał.
     -Kłamiesz! Dobrze wiem, że inni ją ********, tylko ja nie mog…- Savvy nie wytrzymał. Zamachnął się z całej siły i uderzył byłego chłopaka Pearl. Momentalnie poczuł ból w prawej dłoni, ale Jeff zachwiał się widocznie.
     -Ty…- wysapał tylko, kiedy spróbował uderzyć hokeistę po raz kolejny. Savvy zahaczył stopą o jego łydkę i przewrócił go. Jedna z kobiet stojących przy drzwiach pisnęła, a ku nim rzucił się towarzyszący jej mężczyzna, który obserwował wszystko razem z nią. Postanowił pomóc Savvy’emu zapanować nad pijanym, dopilnować, aby nie narobił więcej szkód.
     -Niczego nie próbuj- powiedział basowym głosem, podczas gdy Sav potrafił jedynie przełknąć ślinę i cieszyć się z tego, że włosy przysłoniły mu twarz.
     Okazało się, że jedna z kobiet pracujących w kręgielni zadzwoniła po policję, kiedy zniknęła. Do budynku wpadło dwóch funkcjonariuszy. Kobieta chaotycznie zaczęła tłumaczyć im sytuację. Mówiła, że Jeff zachowywał się agresywnie, wskazała Savvy’ego jako osobę, która próbowała go uspokoić, a później musiała się bronić. Savvy z szeroko otwartymi oczami patrzył na rzucającego się Jeffa. Niekontrolowanie zrobił pół kroku do tyłu, chwytając Pearl za rękę, aby wprowadzić ją do pomieszczenia z torami. Chciał jej oszczędzić patrzenia na to, jak policjanci decydują się zakuć Jeffa w kajdanki.
     -Tor numer osiem- powtórzył głośniej niż wcześniej, ale chwiejnym, niepewnym głosem. Wtedy jednak zauważył samotny, leżący na podłużnej kanapie płaszcz. –Jest- szepnął.
     Wyciągnął dłoń z płaszczem w kierunku dziewczyny, ale postanowił nie wychodzić od razu. Dalej bawili się niczego nieświadomi ludzie. Jakaś brunetka zbiła właśnie wszystkie kręgle na torze obok, a jej przyjaciele zaczęli wiwatować.
     -Pearl- odezwał się głośno, starając się nie zostać zagłuszonym przez muzykę. –Przykro mi, że tak wyszło.- Miał taki ton, jakby szczerze ją za coś przepraszał.

Ostatnio zmieniony przez Airi (07-03-2019 o 07h25)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#96 10-03-2019 o 16h42

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 658

.......................................................................................https://zapodaj.net/images/90f58bfbaabd4.png


       Zostałam sama, no może nie do końca sama, ale bez Dasha, który mimo sytuacji, w jakiej się znajdowaliśmy, zawsze był chętny mi pomagać. Teraz czułam się trochę tak, jakbym musiała liczyć tylko na siebie. W zasadzie czy było to aż tak nowym uczuciem? Nie wiem, ale na pewno nie zamierzałam okazywać słabości, nawet jeśli strach obejmował wszystkie moje myśli.
       Chyba ta dwójka naprawdę chciała się ze sobą zmierzyć, a moje słowa nie miały tutaj za wiele do podjętej decyzji. Może w innej sytuacji byłabym zła, ale teraz postanowiłam to zignorować. Jedynie na słowa o tym, że Zachary był nowy pokiwałam spokojnie głową. Cóż, więc jeszcze nie jest typowym chłopakiem z drużyny... to dobrze, z jakiegoś powodu ta myśl pozwoliła mi się nieco rozluźnić.
       - Mi lepiej nic nie demonstruj, znacznie trudniej mnie zadowolić, niż trenera i Daya - wzruszyłam ramionami, nie przejmując się tym, jak w zasadzie te słowa mogły dla niego zabrzmieć. W końcu zrozumie, że dla mnie to normalne. Albo przekona się o tym sam, albo z plotek, tutaj tak to działało, prawda? Osoby takie jak ja nie miały co liczyć na anonimowość, nie, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało.
       Przeniosłam teraz spojrzenie na Warrena, który zdecydował się do mnie odezwać. Nadal chciałam wiedzieć, co Dash powiedział mu na ucho, zanim zniknął. Nienawidziłam tajemnic, jeśli w te nie byłam wtajemniczona i teraz chęć dowiedzenia się tego brała nade mną górę. Nie mniej jednak nadal byłam na niego... w jakiś absurdalny sposób zła za tą Pearl. Słyszałam, jak mi odpowiada, ale udawałam, że nie dotarło to do moich uszu. Niech sam zobaczy, jak to fajnie być ignorowanym. Należy mu się. Czułam, że na mnie patrzy, ale kiedy to robił ja usilnie udawałam, że kosz jest ciekawszym widokiem. Poza tym War i tak mówił o meczach... hokej, nic więcej się nie liczyło. Nawet nie drgnęłam, gdy obraził Birda, chociaż Zachary prychnął dając coś od siebie. Moja maska miała być nienaruszona, ale wtedy poczułam czyjś dotyk na ręce.
       To był impuls, który wybił mnie z tej gry i natychmiast przykuł moją uwagę. O co ci chodzi, War? Skrzywiłam się. Staliśmy blisko, to był przypadek. Nic więcej. Przypadek.
       Skołowałam się nieco, a między Warem, a tym nowym wywiązała się dość nieprzyjemna wymiana zdań, w której wychodziło na to, że mierzą swoje siły. Nie chciałam się w to mieszać. Chyba.
       Tylko, że potem War zrobił to jeszcze raz. Uniosłam na niego spojrzenie, nadal się jeszcze nie ruszając. Potrzebowałam chwili, by wprawić w ruch nogi, aby zastanowić się nad tym, co powinnam mu powiedzieć. Kibicować. Oczywiście, że powinnam kibicować Warowi. Był dla mnie ważny. Zbyt ważny, podczas gdy Zachary'ego dopiero co poznałam.
       - Zobaczę - rzuciłam w końcu, kiedy otwierał drzwi do wyjścia. - Znasz mnie na tyle, by wiedzieć, że będę kibicować temu, który będzie wygrywał - wzruszyłam ramionami. - Interesowana s*** ze mnie - dodałam, nie przejmując się obecnością trenera, po czym przeszłam przez otwarte drzwi. Podczas tego ruchu jednak, korzystając z chwili, w której Day je otwierał uniosłam dłoń i położyłam ją na jego własnej. Na moment, na krótką chwilę. Płynnie zabrałam palce i wyszłam na zewnątrz, nawet nie posyłając mu spojrzenia. Nie wiem dlaczego, ale po prostu... nie chciałam być gorsza? Nie, to chyba nie to.
       - Liczę na to, że mimo wszystko nie zmiażdżysz Day'a za bardzo - odwróciłam się do Zacha, zastanawiając się, czy może... War był zazdrosny? Nie, oczywiście, że nie. Głupia myśl. - W końcu w drużynie jesteście, jak rodzina. Musicie się wspierać - puściłam mu oko, a potem, jakoś tak... położyłam rękę na jego ramieniu. Byłam ciekawa, po prostu. To pewnie przez te prochy, nie myślałam trzeźwo.


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Offline

#97 11-03-2019 o 13h36

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 526

.........................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/6461cb45e1c2d90b31d0c85082d598e3.png

              Obrzuciłem spojrzeniem front budynku, przed którym zatrzymałem auto. Kojarzyłem „Cherry” z rozmów z Savvym i kilkoma innymi osobami, ale karaoke nigdy jakoś szczególnie nie leżało w kręgu moich zainteresowań. Sam budynek wyglądał mało rozrywkowo, jednak spodziewałem się, że osoby pokroju Mirabelle mogą uznać coś takiego za szczyt imprezowego życia. Wszedłem do środka. Właściwie byłem zaskoczony, że Herriot w ogóle gdzieś wychodziła, w dodatku z dwoma chłopakami. Nie wyglądała na taki typ. Hm, może była ciekawsza, niż zakładałem?
Nie, chyba nie. Rozejrzałem się po wnętrzu bez ciekawości. Na szczęście ktoś z szybko podszedł, żeby mi pomóc. Obrzuciłem kobietę z obsługi szybkim spojrzeniem i uśmiechnąłem się przepraszająco.
- Dzień dobry, szukam mojej dziewczyny. Trochę się pokłóciliśmy, nie mieliśmy okazji porozmawiać i przyjechała tu z dwoma chłopakami… Widzi pani, doszło do pewnego nieporozumienia i ona nie chce mnie widzieć, ale pomyślałem, że może… Przepraszam, to był głupi pomysł, nie powinienem… – Nie dokończyłem i potrząsnąłem głową, robiąc krok do tyłu. Zauważyłem, że twarz kobiety łagodnieje. Brzydkie zagranie z mojej strony, ale zdarzało mi się opowiadać większe kłamstwa, żeby osiągnąć swój cel. W dodatku to było zupełnie nieszkodliwe dla Herriot, wręcz przeciwnie, mogłaby czuć się zaszczycona. Sierra chyba by się udławiła, gdyby usłyszała, jak opisuję kobiecie z obsługi „moją dziewczynę Mirabelle”. Chyba byłem przekonujący, bo bardzo szybko zgodziła się zaprowadzić mnie do odpowiedniego pokoju.
              Po drodze musiałem minąć kilka dziewczyn, które akurat wychodziły z jednego z pokojów. Któraś z nich coś za mną zawołała, ale zignorowałem ją. Miałem misję do wykonania! Najpierw obowiązki, potem przyjemności.
              Otworzyłem odpowiednie drzwi  i nagle jakby moja umiejętność improwizacji mnie opuściła. Postanowiłem jednak zachować dobrą minę do złej gry. Rozejrzałem się szybko. Wyglądało na to, że Savvy gdzieś się ulotnił. To nawet lepiej, mniej świadków. Hah, brzmi, jakbym planował morderstwo.
– Cześć, uh, mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Nie chciałem tak wpadać, ale mam do ciebie sprawę, Mirabelle. – Nadałem swojemu głosowi niepewny ton – W sensie chciałem pogadać. I cię przeprosić. I mam pączki – W myślach pogratulowałem sobie pomysłu o wstąpieniu do cukierni po drodze. Ładne różowe pudełko ze słodyczami, które trzymałem w rękach nadawało mi bardziej niewinnego i bezbronnego wyglądu. Pani z obsługi już się nabrała. Uśmiechnąłem się niepewnie i rzuciłem spojrzenie Eugene. Mógł mnie przejrzeć, ale co właściwie mógłby sobie pomyśleć? Po co miałbym się tu pojawiać, jeśli nie po to, żeby ją przeprosić, tak jak mówiłem?
– Sorry, Eugene, że ci ją zabieram – powiedziałem, jakby już się zgodziła – Ale wiesz, ostatnio, um, mieliśmy mały… wypadek. I to była moja wina. Wiesz, że nie lubię niewyjaśnionych spraw, no i zachowałem się wtedy jak dupek, więc chciałem o tym porozmawiać. Jeszcze raz przepraszam, jeśli to nie jest dobry moment, po prostu akurat byłem w pobliżu i widziałem snapa Eugene, więc pomyślałem, że wpadnę - zaśmiałem się - Ale możemy pogadać kiedy indziej, jeśli będziesz miała czas, chociaż wiem, jaka jesteś zajęta - dodałem.
              Jestem, *****, genialny, tyle w temacie.

Ostatnio zmieniony przez Pani (12-03-2019 o 19h19)


https://i.gifer.com/3O2Tu.gif

T H E   P O E T R Y   I N S I D E   M E   I S   W A R M   L I K E   A   G U N        b   a   b   y      r   e   m   e   m   b   e   r      i  '   m      n   o   t      d   r   i   n   k   i   n   g      w   i   n   e

https://i.gifer.com/3O2Tv.gif

Offline

#98 11-03-2019 o 23h03

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 764

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   To się nie mogło dobrze skończyć. Spodziewała się tego. A jednak wplątała w swój problem Savvyego. Czuła się jak ostatnia ofiara losu, stojąc tak za nim z zaczerwienionymi od płaczu oczami. W wejściu zaczęli zbierać się ludzie, którzy nieświadomi awantury, przyszli pograć w kręgle. Jedna z kobiet za ladą grodziła Jeffowi wezwaniem policji. On jednak nie wydawał się tym przejmować.
    — Przestań wreszcie — chciała zawołać do Jeffa, jednak jej głos zabrzmiał zbyt słabo i wyszedł z tego ochrypły szept.
   Przez to wszystko, co wygadywał Jeff... Miała ochotę wziąć jeden z kręgli i wcisnąć mu do gardła, żeby już się zamknął! I prawie była gotowa to zrobić. Już otarła łzy, jednocześnie rozmazując sobie resztki makijażu. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak bardzo piekły ją oczy. Ale nawet to nie przeszkodziłoby jej w ucieszeniu byłego chłopaka. Zrobił to Savvy, który najpierw ją usprawiedliwiał, a potem, nie mogła w to uwierzyć, zamachnął się na Jeffa. Wyższego, silniejszego, pewniejszego siebie, dzięki promilom we krwi... Nawet nie potrafiła się na niego złościć, choć każdy z jej braci właśnie słuchałby wykładu o tym, że nie można krzywdzić ludzi, bo oni skrzywdzili ją. Po nich zawsze spodziewała się takiego zachowania. Sama zrobiłaby tak na jego miejscu. Jednak po nim się tego nie spodziewała, więc po prostu stała tam z otwartymi ustami jakby próbowała bezgłośnie wyśpiewać arię operową.
   Nawet się nie zorientowała, gdy inny chłopak zaczął pomagać Ohowi w obezwładnieniu Jeffa. Sama mogłaby to zrobić. Ale z nieznanego jej powodu, nie mogła się nawet ruszyć. Wtedy pojawiła się policja. I Pearl powinna pomyśleć, że to dobrze. Jednak kiedy spojrzała na twarz byłego partnera, miała wrażenie, że dopiero teraz dotarło do niego, co zrobił. Jakby w jednej chwili otrzeźwiał i przeraził się swoimi czynami. Tikaani poczuła się winna. To ona wróciła do tego miejsca. I ona zadzwoniła po Savvyego. Ona nie zwróciła uwagi na ilość alkoholu, którą wypił Jeff.
   Już miała pójść to wszystko wyjaśnić. Zacząć go usprawiedliwiać, bo przecież, on nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Jednak Oh miał inne zamiary. Wyciągnął ją z holu w kierunku torów do gry, tak stanowczo, że znów nie umiała zareagować. Jakby chłopak zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni i właśnie była prowadzona przez obcą osobę. Ale nagle, zbyt szybko w jej mniemaniu, doszli do toru numer osiem i chłopak zatrzymał się. Ona też posłusznie stanęła. I wrócił stary, dobry miękki Savvy. Poczuła się lepiej. Łzy znów popłynęły po jej policzkach, ale jednocześnie uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła.
    — Dziękuję — wychrypiała, sama zaskoczona swoim głosem.
   Przyjęła od niego płaszcz, ale zamiast wyjść usiadła na podłużnej sofie. Poczuła jak opadła z sił, gdy zagłębiła się w wygodnym siedzeniu. Ile razy jeszcze będzie chciało jej się płakać? Robienie takich scen nie było w jej stylu. Gdyby był tu ktoś jak jej brat, Warren czy Dash, pewnie już byłaby starą sobą. Ale przy Savvym, który wydawał się nie oceniać jej tą miarą, co inni, jakoś nie potrafiła się pozbierać. Nie czuła presji bycia silną i nie mogła się do tego zmusić.
    — To takie głupie. Sądziłam, że wszystko jest idealnie. Starałam się — tłumaczyła się, jakby nie była pewna czy chłopak rozumie, że to nie jej wina. Ona sama nie rozumiała. — Czy to, że poświęcam tyle czasu na hokej jest złe? Powinnam przestać? — Oczywiście, że nigdy by tego nie zrobiła. Ale każdy ma chwile zwątpienia.
   Nagle smutek po zerwaniu zmieszał się z żalem do rodziców, którzy nie zaakceptowaliby jej marzenia o zostaniu hokeistką. Jeff też tego nie akceptował, choć sam należał do drużyny koszykarskiej. Nie ćwiczył nadprogramowo, więc uważał, że ona też nie musi.


https://66.media.tumblr.com/b4ac04f6749a0c42a8e08856621e6251/bf341a0123c81b2c-a8/s400x600/c78a5708b4869cf9cb53b0b37afd6669b5dd53a1.gifv   https://66.media.tumblr.com/c678af5ebb7ee97015b4bbf30cb14f72/bf341a0123c81b2c-26/s400x600/3a860303c04b67c6090a385daea33d993adc4bf6.gifv

Offline

#99 12-03-2019 o 20h54

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 096

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Savvy Oh często martwił się o innych, ale nie przeszkadzało mu to w zachowaniu swojej samolubnej cząstki charakteru. Nawet w sytuacji niecodziennej, jaką było wkroczenie pomiędzy ludzi, pomiędzy których nie powinien wkraczać, potrafił myśleć o tym, jak sam przeżyje konsekwencje. Choć szczerze było mu szkoda Pearl i chciał jej pomóc, czuł potrzebę odwdzięczenia się jej za bycie życzliwą, dalej się jej nieco obawiał. W gruncie rzeczy dalej jej nie znał, jednak, kiedy ktoś by go o nią zapytał, na pewno powiedziałby, że jest dobrą koleżanką. Przy nim zawsze zachowywała się inaczej, a na boisku dawała mu fory. Może nawet robiła to nieświadomie, jakby nie chciała skrzywdzić bezbronnego chłopaka, którego charakter od czasów licealnych nie ewoluował prawie wcale. Ona cierpiała, przeżywała zawód na osobie, z którą dzieliła wiele, on natomiast martwił się o to, jak Jeff zachowa się na kampusie, kiedy już na niego wróci. Dłoń Savvy’ego dalej piekła od uderzenia go w twarz, a jej kostki były silnie zaczerwienione. O byłym chłopaku Pearl poza znajomością jego imienia wiedział to, że poznali się przez koszykówkę. Nie wiedział jak na co dzień wyglądały ich relacje, jak wyglądał ich związek. Jeff pokazał mu się z najgorszej strony. Oh po przemyśleniu tego, co się stało, próbował sobie wmówić, że żałuje tego, że go uderzył. Ale tak nie było.
     Nie wyobrażał sobie, że mówi o tej całej sytuacji Eugene- jednak myślał równocześnie, że lepiej będzie od razu wyśpiewać mu wszystko, bo przyjaciel i tak się o tym dowie. A Mirabelle… Sav miał cichą nadzieję, że ona nie dowie się o niczym. Skoro już spędzała tyle czasu z Wunshe’m, na pewno mówili sobie o wielu rzeczach. W tamtym czasie zupełnie wypadło mu z głowy to, co usłyszał kilkanaście godzin wcześniej- o zakładzie, w którym przewodnicząca nieświadomie odgrywała główną rolę.
     Niepewnie usiadł obok Pearl. Wzrok zatrzymał na kulach toczących się po torze obok, ale uważnie słuchał głosu dziewczyny, tak do niej niepasującego. Trudno było mu powiedzieć cokolwiek, więc szukał w głowie odpowiedzi, która brzmiałaby rozsądnie.
     -Trener mówił, że wcale nie przesadzasz. Poza tym... nie wierzę, że mogłabyś przestać- wydusił w końcu, nieświadomie zaciskając jedną z dłoni na tej obolałej. Usta rozchylił, jakby miał coś do tego dodać, ale nie dodał nic przez dłuższą chwilę.
     -Przepraszam.
     Wstał z miejsca, machnął głową w pozornie pewnym geście. Zastanawiał się, czy nie łatwiej byłoby, gdyby po prostu się przed nią otworzył. Czuł, że jest Pearl coś winien.
     –Wiem, że chciałaś zadzwonić do Gemmy. Przyszedłem, bo byłem niedaleko i... Nie wiem, co wtedy myślałem. Żałuję, że nie było tu kogoś, kto zachowałby się lepiej. Nie powinienem postąpić tak, jak postąpiłem, ale nie cofnę czasu. Czuję, że powinienem się zamknąć i dać ci spokój, ale chciałbym cię jeszcze odprowadzić na kampus. Nie chcę, żebyś została tutaj sama.
     Odruchowo niemal wsunął dłonie do kieszeni, ale w ostatniej chwili schował je za sobą, prostując się. Jak skruszony uczeń przed panią profesor, po której nie wiedział, czego ma się spodziewać.
     -Możemy milczeć przez całą drogę- zaproponował. Niekomfortowa sytuacja zbliżała się ku swojemu końcowi.

Ostatnio zmieniony przez Airi (20-03-2019 o 22h09)


https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/717109710842757140/unknown.png

Offline

#100 14-03-2019 o 22h10

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 764

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Nie wiedziała, gdzie podziać wzrok. Jej oczy błądziły od Savvyego do toczących się kul i z powrotem. Nie chciała wiedzieć jak żałośnie wygląda w jego głowie. A już na pewno, jak postrzegaliby ją inni członkowie drużyny. Nie sądziła, by potrafili powstrzymać się od kąśliwych komentarzy, które po prawdzie trochę się jej należały.
   Przez moment zastanawiała się czy to tylko zbieg okoliczności, a może Oh naprawdę zna ją lepiej, niż przypuszczała. Przekonując Pearl tym, co powiedział trener, mógłby wmówić jej, że ziemia jest płaska. Miał rację, nie mogłaby tak po prostu przestać.
    — Ja chyba też w to nie wierzę — przyznała.
   W trakcie przedłużającego się milczenia, odpłynęła lekko myślami. Zastanawiała się czy nie mogła czegoś zmienić i zapobiec tej sytuacji. Jakoś inaczej poprowadzić ich związek, a może nigdy się na niego nie zgodzić.
    — Za co? — spytała szczerze zaskoczona, gdy chłopak ją przeprosił jednocześnie wyrywając z zamyślenia.
Jego obecność była dla niej kojąca. Gdyby została sama, pewnie właśnie pogrążałaby się w żalu i gniewie. Oh nie dawał jej uciekać myślami, wyrywał ją z tego stanu. Teraz, zamiast rozważania swoich błędów, przez głowę przeszła jej myśl, że Savvy jest strasznie niepewny jak na kogoś, kto obił twarz Jeffa. Nie pomyślała o tym, iż sama jest bardzo przestraszona jak na kogoś, kto obił twarz Jeffa.
    — Nie wiem czy ktoś inny zachowałby się lepiej — przyznała. — Moi bracia pewnie, by go pobili, a potem uznali, że już wszystko w porządku, bo "dostał za swoje". Jakby to rozwiązywało problem — powiedziała, cytując jednego z braci i ciężko westchnęła. — Ale oprócz tego, siedzisz tu i słuchasz moich rozterek. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z drużyny to zrobił.
Jedyną osobą, która byłaby równie dobra na tym miejscu, to Gemma. Miała rządzę mordu przewyższającą braci Pearl, jednak potrafiła też wysłuchać jej jak nikt inny. Ale przy niej Tikaani też nie lubiła się rozklejać. Robiła to, bo nie miała nikogo innego, ale przy Gem najlepiej było się śmiać, nie płakać.
    — Nie — zaprzeczyła błyskawicznie — nie milczmy. Nie chcę o tym myśleć całą drogę.
Również podniosła się z kanapy i nagle zaczęła dostrzegać innych ludzi, na których jej zmysły zamknęły się podczas rozmowy. Dopiero teraz usłyszała stłumione głosy ludzi, muzykę, dźwięk toczących się kul.
   Niespiesznym krokiem skierowali się do drzwi. Jednak, jeszcze zanim je wymienili, coś zwróciło uwagę Pearl. A mianowicie, opuchlizna na pięści Savvyego. Wyciągnęła swoją rękę i złapała nią dłoń chłopaka, żeby bliżej się jej przyjrzeć. Oh musiał naprawę przyłożyć się do tego uderzenia.
Pearl wciągnęła w jego kierunku swoją pięść, którą uderzyła Jeffa i zawiesiła w powietrzu obok tej Savvyego.
    — Wychodzi na to, że aż tak bardzo się nie różnimy — stwierdziła, porównując ich opuchlizny. — Przydałoby się obłożyć to lodem.
   Odwróciła się w poszukiwaniu jakiegoś pracownika kręgielni i szybko wyłapała wzrokiem młodą kobietę, która wcześniej wezwała policję. Była już zajęta sprzątaniem ze stolików, nie pozwoliła sobie na chwilę przerwy, by ochłonąć. Pearl podeszła do niej i spytała, czy mogłaby prosić o lód do obłożenia opuchlizny. Nie musiała czekać nawet dwóch minut, nim brunetka wróciła z dwoma woreczkami z lodem i wielkim uśmiechem na ustach podała jeden jej oraz drugi, z jeszcze większym uśmiechem, Savvyemu. Później szybko wróciła do pracy.
    — Chyba wpadłeś komuś w oko — zażartowała cicho, gdy opuszczali kręgielnię.
   Nawet w podłym humorze zachowała tę część siebie, która nie przegapiłaby okazji do drobnego droczenia się z kimś.

Ostatnio zmieniony przez Chitaru (14-03-2019 o 22h11)


https://66.media.tumblr.com/b4ac04f6749a0c42a8e08856621e6251/bf341a0123c81b2c-a8/s400x600/c78a5708b4869cf9cb53b0b37afd6669b5dd53a1.gifv   https://66.media.tumblr.com/c678af5ebb7ee97015b4bbf30cb14f72/bf341a0123c81b2c-26/s400x600/3a860303c04b67c6090a385daea33d993adc4bf6.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 4 5