Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 3 4 5

#101 20-03-2019 o 22h08

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 934

______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/536296896184975380/unknown.png

     Kiedy Warren szedł, chwiał się, jakby w głowie rozbrzmiewała mu skoczna melodia. Pogrążył się w myślach o tym, że ten Zachary to pewnie jakiś kompletny cienias. Nie podobała mu się jego powaga i brak chęci do żartów, nie podobało mu się to, w jaki sposób odnosił się do meczu jeden na jeden ani w jaki sposób zwracał się do Sierry. Był do niego bardzo zniechęcony i nie miał zamiaru przerzucać się na obiektywny sposób myślenia. Kiedy Zachary mówił coś do Sierry, Warren w komiczny sposób spróbował naśladować jego niewiele zmieniający się wyraz twarzy. Przyśpieszył znacząco kroku, kiedy trener posłał mu karcące spojrzenie, ale nie oddalił się bardzo. Chciał słyszeć, o czym Zach rozmawiał z Sierrą.
     W momencie, w którym Zachary stwierdził, że zna swoje limity, Day nie powstrzymał lekceważącego parsknięcia.
     -Nie sądzę- powiedział szczerze, nie tracąc rozbawienia. Lubił wyprowadzać innych z równowagi. –Słowa „tylko” i „hokej” nigdy nie idą razem w parze- dodał szorstko.  Na słowa o wytrzymałości roześmiał się, tym razem bez cienia cynizmu. Przeżył w życiu dużo, ale nie zamierzał o tym opowiadać. Sam o sobie sądził, że kiedy trzeba było, był naprawdę wytrwały. Musiał tylko tego chcieć.
     Trener nie potrafił ukryć zdziwienia spowodowanego słowami nowego nabytku uczelni. Otworzył oczy szerzej.
     -Skoro jesteś taki dobry, to dlaczego nie spotkaliśmy się wcześniej?- zapytał Warren. –Tym, że mnie nie znasz uświadomiłeś mi, jak wielkim narcyzem jestem. Czy coś w tym rodzaju. No, ale spoko, ja też nie przepadam za częstym oglądaniem telewizji- uśmiechnął się.
     Założył ręce na głowę i mrugnął do Sierry.
     -Znam?- zapytał, jakby niepewnie. –Myślałem, że będziesz kibicować Zachowi. Sierra, skoro ty jesteś ****, to ja taką do sześcianu. Lubię przymiotnik „interesowna”- zamrugał ponownie.
     Wbiegł do pomieszczenia i krzyknął krótko i wesoło, aby usłyszeć echo. Uwiesił się na drzwiczkach barierki lodowiska i przymknął oczy.
     -Och jak tęskniłem, tyle mnie tu nie było! Jak tu fajnie i zimno! Ach, życie jest piękne!- Odepchnął się nogami od podłoża. Niska bramka i długie nogi unoszące się w powietrzu nie wyglądały dobrze, ale Warren się tym nie przejmował. Gdyby ktoś popchnął go delikatnie, mógłby z łatwością wybić mu dwa przednie zęby. Młody mężczyzna rozłożył ręce.
     -Ziu- stwierdził.
     -Co za pajac- skomentował trener Watson.
     -Trener zastępuje Dasha?- Zaśmiał się. –Już dobrze, dobrze. Chodź, Zach, pokażę ci gdzie trzymamy sprzęt.- Po kilku sekundach stanął prosto, ale wciąż rozglądał się po hali tak, jakby sam był tam pierwszy raz.
     -Nie bój nic, Sierra, Zach nie jest jeszcze w drużynie, jest dopiero zapisany, że w niej jest!- przypomniał entuzjastycznie.
     Machnął ręką, aby chłopak podążył za nim. Poprowadził go jednym z tuneli, które prowadziły do szatni zawodników i pokoju narad. Włożył kluczyk od trenera w drzwi, które znajdowały się najbliżej rogu korytarza.
     -Właściwie, pytałem cię już, na jakiej grasz pozycji? Nie pamiętam- mruknął podczas otwierania drzwi. Zapalił światło i wszedł do środka. Zdjął z półki czarne łyżwy z rzucającym się w oczy, żółtym logiem ich drużyny po bokach. Patrzył na logo przez chwilę i uśmiechnął się do niedźwiedzia w jego centrum.
     -Mamy ten sam rozmiar- zauważył cicho, kiedy Zach zdjął z półki łyżwy. Później nie powiedział już nic- wziął resztę potrzebnych rzeczy i pośpiesznie wrócił do trenera i Sierry, jakby nie chciał ich zostawiać samych na zbyt długo. Rzucił trenerowi klucze, a on złapał je bez problemu. Warren zakładał łyżwy szybko, pokracznie rzucił się w kierunku drzwiczek i stanął na lodzie, nie zamykając bramki.
     -Aaa!- krzyknął. –Z żadną kobietą nie jest tak dobrze, jak tutaj! Jak ja to uwielbiam! Sierra, patrz na mnie, zrobię piruet! Z dedykacją dla ciebie!
     Pomachał dziewczynie, po czym wyjechał na środek lodowiska, stracił równowagę i upadł na tyłek.

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Szedł ze spuszczoną głową. Podnosił ją tylko wtedy, kiedy mijała ich większa grupa osób przewijająca się na chodnikach. Myślał, że szybko skierują się do wyjścia, ale Pearl poprosiła o lód na opuchliznę. Kiedy tylko dotknęła jego dłoni, Savvy poczuł ciarki na plecach i z trudem wygrał z odruchem szybkiego odsunięcia się. Nie był dobrą osobą do załatwiania takich spraw, nie był też dobry w pocieszaniu.
     -Na lodowisku gonimy za jednym, ale poza nim jesteśmy ludźmi. Ja z kolei jestem pewny, że nie tylko w mojej osobie, w zakresie drużyny, znalazłabyś oparcie. Niektórych trzeba tylko poznać bliżej. Każdy kryje w sobie coś dobrego, ale niektórzy mają to coś ukryte tak głęboko, że nikomu nie chce się tego… wykopywać. Taa, popisałem się myślą filozoficzną, co?- Spojrzał na nią smutnawo. Nawet już nie ukrywał tego, że myśl o Jeffie go gnębiła, ale zamierzał dotrzymać jej towarzystwa jeszcze przez jakiś czas. Przynajmniej rozmowa zaczęła brzmieć, zaczęła naprawdę istnieć. –Przeprosiłem za to, że musiałaś oglądać mnie w takim stanie.  Zazwyczaj nikt nie wyprowadza mnie z równowagi w taki sposób.
     Zaśmiał się cicho i krótko, kiedy dziewczyna porównała ich dłonie. Choć była wyższa i silniej zbudowana, nie miała wcale większej dłoni od niego. Mimo tego, Savvy i tak wyglądał przy niej wątło. Skrzywił się lekko, kiedy przyłożył lód do zbolałej kostki. Zastanawiał się, czy nie będzie miał problemu z trzymaniem kija, ale uznał, że wszystko powinno być w porządku, a zniknięcie zaczerwienień było kwestią czasu.
     -Jasne- potwierdził. Uśmiech na jego ustach utrzymał się jeszcze przez moment.
     Jego oczy przymrużyły się minimalnie, kiedy obejrzał się za jedną z kobiet pracujących w kręgielni. Patrzył się na nią do momentu, w którym nie złapał z nią kontaktu wzrokowego. Była ładna i uśmiechnęła się do niego, a on niekontrolowanie odwzajemnił to. Niewiele czasu zajęło mu odwrócenie się z powrotem do Pearl- czuł, że tamta chwila zaczynała się przedłużać. Myślał nad odpowiedzią na zaczepkę. Był zdumiony, że Pearl jest w stanie żartować. Pomyślał, że może próbuje wyrzucić Jeffa z głowy, ale jej się nie udawało, więc zaczęła żartować. Sam stosował takie zachowania, kiedy nie miał ochoty o czymś myśleć, a sprawa ta nie dawała mu spokoju.
     -A mi się nie podoba- szybko wymruczał kłamstwo. Bał się, że Pearl będzie drążyć temat, albo ich rozmowa zejdzie na niewygodny tor.
     -Właściwie to nie miałem okazji o tym z tobą porozmawiać; wiesz, że chodziłem z Gemmą do jednego liceum? Byliśmy w innych klasach i nie mieliśmy częstej okazji do rozmowy, ale pamiętam ją.- Miał nadzieję, że obrał bezpieczną ścieżkę rozmowy. –Może pamiętam ją też ze względu na to, że nie dało się jej przeoczyć- zaśmiał się, ale dał do zrozumienia, że nie miał na myśli niczego negatywnego.

Ostatnio zmieniony przez Airi (20-03-2019 o 22h12)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#102 24-03-2019 o 17h40

Straż Obsydianu
Deny
Pokonała Dahu
Deny
...
Wiadomości: 2 655

...........................................................................https://zapodaj.net/images/036fc0c106c99.png


       Piosenka dobiegła końca, a wraz z nią moja mała bajka dzielona do spółki z Savvym - i to dosłownie. Pokiwałam zawstydzona głową w podziękowaniu za komplement, jednak to co stało się później mocno mnie zaniepokoiło. Ostatecznie w przeciągu kilku minut Azjata opuścił towarzystwo i tak oto zostaliśmy całkowicie sami z Eugene. Zamrugałam kilka razy, jakoś tak zażenowana tym, że nadal stoję tam, gdzie stałam.
       - Ciekawe co się stało, prawda? - przerwałam niezręczną cisze, nie wiedząc, czy ta jest taka tylko dla mnie, czy dla naszej dwójki. Podeszłam w kierunku siedzenia, jakoś nie czując się najlepiej z tym mikrofonem. - Pozwolisz, że nie będę już śpiewać? - zapytałam swojego zastępcę, zajmując wcześniejsze miejsce. Chciałam się teraz wyciszyć, ale wszystko wskazywało na to, że nie będzie mi to dane.
       Nagle drzwi otworzyły się z impetem, a ja aż podskoczyłam, łapiąc się za serce. Jakie było moje zdziwienie, kiedy do pomieszczenia dosłownie wparował Dashiell. Coś się działo? Paliło się? W odruchu poderwałam się na równe nogi.
       Kolejne zdziwienie - to mnie szukał. Że co? Po co? Nie zdążyłam o nic zapytać, bo sam mówił nieustannie i przyznaję, zaskoczył mnie, jednak nie mogłam być nadto łatwowierna, prawda? Nie mniej jednak, skoro chciał przeprosić... to powinnam dać mu szansę. Tak należy, nie można pielęgnować nienawiści. Tym bardziej, że chłopak wydawał się autentycznie przejęty. Postarał się dla mnie, kupił pączki. Nie podejrzewałam go o taką bezinteresowność, tym bardziej zasługiwało to na moje uznanie, prawda?
       - Dobrze, porozmawiajmy - zgodziłam się w końcu i spojrzałam jeszcze przez ramię na mojego zastępcę, aby posłać mu przepraszający uśmiech. - Mam nadzieję, że mi to wybaczysz - mruknęłam i razem z Dashem wyszłam na korytarz. Kobieta, która go tutaj przyprowadziła dziwnie na mnie spoglądała, ale mniejsza.
       Poszliśmy dalej w kierunku stolików znajdujących się w pobliżu baru. Wybraliśmy jeden z nich, a ja niepewnie usiadłam na brzegu miękkiego boksu.
       - Szczerze mówiąc jestem niezwykle zaskoczona, że zdecydowałeś się mnie przeprosić, ostatnio nie widziałam w tobie żadnych wyrzutów sumienia - zauważyłam rzeczowym tonem głosu, bo też nie zamierzałam być od razu cała w skowronkach. Potraktował mnie podle i pączki mi oczu nie zamydlą, chociaż nie pamiętam kiedy ostatnio jakiegoś jadłam i byłam ciekawa z czym je kupił. Nie no! Stop! Zero myślenia o pączkach, skup się Mirabelle!
       Zwilżyłam wargi, szukając w głowie odpowiednich słów, ale tych jak na złość wcale w niej nie było. Czułam na sobie spojrzenie tamtej kobiety, która teraz stała za barem. Sama zerknęłam w jej kierunku i skrzywiłam się nieco.
       - Tamta pani dziwnie się na nas patrzy... powiedziałeś jej coś dziwnego? - zapytałam tak dla pewności, bo wyraźnie coś mi tutaj nie pasowało, ale z Hunterem wszystkiego można się było spodziewać. Przy nim czujność była potrzebna, jak w żadnym innym towarzystwie.
       W sumie jak tak o tym pomyśleć, to nie tylko tamta kobieta na nas patrzyła, a całkiem sposób osób znajdujących się w części barowej. No tak, w końcu Dashiell był lokalną gwiazdą. Nie powstrzymałam odruchu, jakim było przewrócenie oczami. Mimo wszystko powinnam się trzymać od niego z daleka, więc miejmy to już za sobą.
       - No, ale wróćmy do tego co istotne. Przyjmuję przeprosiny, ale jednocześnie proszę, byś jeździł ostrożnie i na przyszłość swoim zachowaniem dawał innym dobry przykład. Jesteś rozpoznawalny, powinieneś wykorzystywać to do szerzenia postawy studenta idealnego, grzecznego, roztropnego i pomocnego. Mógłbyś wykorzystać swój wizerunek i przyczynić się do poprawy jakości oświaty na naszym uniwersytecie. Takie hulaszcze życie nie ma przyszłości, Dashiellu, jestem pewna, że kiedyś wspomnisz moje słowa - wyprostowałam się dumnie, bo taka wypowiedź tego ode mnie wymagała, po czym poprawiłam nieco okulary znajdujące się na moim nosie. Chciałam wypaść przed nim bardzo profesjonalnie, w końcu moje stanowisko tego ode mnie wymagało, prawda?


https://zapodaj.net/images/401a8d3e378ae.png

https://zapodaj.net/images/84d2c489b65c3.pnghttps://zapodaj.net/images/27b977bf78fe8.png https://66.media.tumblr.com/75440dc255f0a2393eb130157c80ad16/tumblr_phdbnbbhux1uocsx1o1_540.gif https://zapodaj.net/images/d5ab6cc388cf5.png





https://66.media.tumblr.com/97b46c4862ea1d1c6850ac07254b361b/tumblr_owq03gRBxH1umjgk1o3_250.gif https://66.media.tumblr.com/68c9d779b42225419ba32c7f7eecd4dd/tumblr_p7bm7nNye41umjgk1o6_250.gif https://66.media.tumblr.com/aa9fd8c9827fa881c1817afccd27ac65/tumblr_pbsxgq9OKT1umjgk1o7_250.gif







https://zapodaj.net/images/e89e0dc49faed.pnghttps://zapodaj.net/images/7b2c102250eb9.png





https://78.media.tumblr.com/c121f7b50b41b70609b234fcbaecdf4e/tumblr_p816hqQiyl1rdlm3eo1_r2_250.gif




https://zap

Online

#103 24-03-2019 o 21h11

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 739

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Lód uśmierzał ból dłoni, ale niestety Pearl odczuwała jeszcze inny, którego nie dało się tak łatwo złagodzić. Nawet jeśli Savvyemu naprawdę udawało się odciągnąć jej myśli od tego, było pewne, że gdy tylko zostanie sama, wszystko wróci ze zdwojoną siłą. Łatwo być twardą, gdy nic złego się nie dzieje. Jednak jej związki nigdy nie kończyły się dobrze, nie powinna o tym zapominać.
    — A więc twierdzisz, że gdybym, zamiast do ciebie, zadzwoniła powiedzmy do... Warrena, też rzuciłby wszystko i pojawiłby się tu po kilku minutach? — Tak, wiedziała o relacji chłopaków i tak, właśnie dlatego użyła tego przykładu. — Ale rzeczywiście filozof z ciebie.
   Przyjemnie było udawać, że po prostu się spotkali i rozmawiają jak przyjaciele. Ale w najmniej spodziewanym momencie Jeff znów pojawiał się w rozmowie i wszystko psuł.
    — Gdybyś tego nie zrobił, ja bym to zrobiła — stwierdziła.
   Krótki żart był próbą oderwania tematu od Jeffa. Zadziałał, a Pearl uczepiła się tego jak koła ratunkowego, żeby nie utonąć w rozmyślaniach.
    — Ohoho, czyżby? — zamruczała, jakby już widziała tą dwójkę na ślubnym kobiercu.
   Savvy jednak nie dał jej ciągnąć tematu. Na szczęście zmienił go na równie bezpieczny i niezwiązany z Jeffem.
    — Ach, tak. Mówiła mi o tym kiedyś.
   Pearl pamiętała jak po dołączeniu do drużyny opowiadała Gemmie o jej członkach. Właśnie wtedy okazało się, że jej przyjaciółka rozpoznaje Savvyego.
   Zaśmiała się głośno, gdy chłopak powiedział jej dlaczego zapamiętał Gemmę.
    — No tak, zawsze się wyróżniała. Jest wyjątkowa — powiedziała.
   Rozmowa o kimś bliskim była dobrym pomysłem. Trzeba przyznać Savvyemu, że nawet jeśli nie wiedział, co robi, to robił to dobrze. W umyśle Tikaani zamiast wspomnień byłego chłopaka, zaczęły się pojawiać chwile z przyjaciółką.
    — Skoro tam chodziłeś, to pewnie pamiętasz, że była cheerleaderką. Nienawidzi, gdy ktoś o tym wspomina, ale według mnie była w tym naprawdę dobra. — Pearl nawet nie zauważyła, kiedy naprawdę pochłonęły ją wspomnienia. — Z tego, co pamiętam Eugene też tam chodził — ni to stwierdziła, ni zapytała.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#104 31-03-2019 o 19h59

Straż Absyntu
Okinkow
Szeregowiec
Okinkow
...
Wiadomości: 117

.................................................https://fontmeme.com/permalink/190112/9d927829e449967ec85c936402e3a088.png

Spojrzałem na rękę Sierry, potem przeniosłem wzrok spoglądając jej w oczy, przyjemny odcień, chyba nawet rzadko spotykany. 
- Myślę, że nie zmiażdżę go w ogóle, o ile gra równie dobrze, co nawija, a teraz wybacz, przygotuję się. - ruszyłem za Dayem do szatni.
Gdy się przebierałem usłyszałem pytanie skierowane w moją stronę. A już tak dobrze było, chwila ciszy i spokoju do przygotowania się przed meczem. Początkowo nie chciałem odpowiadać, ale grzeczność wygrała ze złośliwością. 
- Na każdej. - zdawałem sobie sprawę z tego jak komicznie do brzmi, jednak nic nie mogłem na to poradzić. W hokeju mogłem pokryć każdą pozycję i na każdej mieć podobną skuteczność, nie było to ani niesamowite, ani zwyczajne. Chciałem to osiągnąć, więc to zrobiłem i mogłem się założyć, że większość zawodników hokeja ma podobnie. Nie skomentowałem faktu, o podobnym rozmiarze, mamy i tyle. 
- A ty? - zdecydowałem się na pytanie, aby nie wyjść na gbura, ale też lekko zaciekawiony przeciwko jakiemu zawodnikowi przyjdzie mi grać. Jednak chłopaka już nie było. 
Westchnąłem i ruszyłem drogą powrotną na taflę lodu. 
Gdy wychodziłem z korytarza, Day właśnie popisywał się przed Sierrą. Już chciałem mruknąć z zadowoleniem, gdy upadł prosto na część siedzącą swojego ciała. Zamiast aprobaty pokręciłem głową. 
Wyszedłem na lód. Poniekąd nie poczułem różnicy pomiędzy chodzeniem a jeżdżeniem, obie rzeczy wychodziły równie naturalnie. Rozejrzałem się po lodowisku. Więc tutaj przyjdzie mi teraz grać, no dobrze. Moje barwy, moje lodowisko, muszę go chronić za wszelką cenę i temu podobne. Głupio będzie przegrywać na własnym lodzie, przed własną widownią. 
O ile w ogóle będę grał. 
Podjechałem trochę bliżej Daya, spojrzałem jeszcze na Sierrę i trenera, żadne z nich nie wyglądało jakby chcieli przerwać, więc uznałem, że nie ma się czego obawiać, połamany nie skończę. 
- Zaczynamy?

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (31-03-2019 o 20h12)


Le ja gdy już mam pomysł na nowe opowiadanie.https://media1.tenor.com/images/17bd3be08bd1391250ea2acd3566b461/tenor.gif?itemid=13053523

Offline

#105 06-04-2019 o 21h04

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 484

.........................................................................https://fontmeme.com/permalink/181215/6461cb45e1c2d90b31d0c85082d598e3.png

              Chyba niechcący przyprawiłem Panią Przewodniczącą o zawał, ale to nie moja wina, że jestem tak zabójczo przystojny.
Uśmiechnąłem się z satysfakcją, kiedy się zgodziła, lecz starałem się to zamaskować. Miałeś grać skruszego, Dashiell.
               Wyszliśmy i usiedliśmy niedaleko baru, a ja przez moment rozważałem zamówienie czegoś mocniejszego, lecz uznałem, że nie pomoże to mojej sprawie. Może później.
Pokiwałem głową z udawaną skruchą.
- Można powiedzieć, że byłem w lekkim szoku, no i teraz to sobie przemyślałem. Poza tym to byłoby głupie z mojej strony, robienie sobie wrogów w samorządzie - Puściłem jej oczko. Zastanawiałem się czy nie przeginam, ale z drugiej strony też nie mogłem grać świętoszka na całego, bo zaraz by się połapała, że coś jest nie tak. Czułem się jak złoczyńca. Przejdź na ciemną stronę mocy, Mirabelle...
               Przez moment jej się przyglądałem, kiedy zastanawiała się co powiedzieć. Z wysiłkiem intelektualnym było jej do twarzy. Właściwie, gdyby nie te okulary i ubrania, może dałbym jej solidne pięć ja dziesięć. W półmroku.
- Dlaczego uważasz, że coś jej powiedziałem? - zapytałem ze starannie odmierzonym oburzeniem. Mogłem iść na aktorstwo, tutaj tylko marnowałem swój potencjał.
Leniwie spojrzałem na kobietę, o której wspomniała Mirabelle.
- Nie mam pojęcia, ale to nieładnie tak się gapić - Widząc, że się jej przyglądamy, kobieta odwróciła się speszona. Właściwie szkoda mi jej było, odegrała znaczącą rolę w moim genialnym planie, ale jej udział już się zakończył.
               Niemal wybuchnąłem śmiechem, kiedy Herriot wywróciła na mnie oczami. Bezczelna. Lubię takie. Niestety zabiła cały nastrój swoją przydługą przemową. Udawałem, że słucham i starałem się nie wybuchnąć śmiechem. Jejku, ona naprawdę miała wielkie ego, a wcale na taką nie wyglądała. Pewnie wydawało jej się, że jest wzorem dla innych i nie rozumiała, dlaczego ja nie chcę takiego życia. No cóż, Mirabelle, nie każdy ma ochotę spędzać cały czas nad książkami, do tego stopnia, że wyjście na karaoke jest wielkim wydarzeniem. Tacy ludzie zostają seryjnymi zabójcami, jeszcze wspomnicie moje słowa.
- Masz rację. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że coraz gorzej się zachowuję. Nikt mi tego wcześniej nie powiedział. Może gdybym zmienił otoczenie... Ale kto by chciał spędzać ze mną czas? - Postanowiłem wzbudzić jej litość, chociaż wyglądała raczej na typ, który kieruje się rozumem, nie sercem. - Dziękuję, Mirabelle. Chciałbym jakoś ci się odwdzięczyć za twoją szczerość i rady. Czymś oprócz pączków. Właśnie, jakie nadzienie lubisz? - Otworzyłem pudełko, które wcześniej umiejscowiłem na stoliku między nami.
- Chciałbym ci też wynagrodzić wcześniejszy stres i utratę cebuli - Uśmiechnąłem się lekko - Właśnie, lepiej ci już? Byłaś chora - Dodałem. Nie wyglądała już na przeziębioną, ale przez te okropne okulary ciężko było mi stwierdzić.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?[/s

Offline

#106 06-04-2019 o 21h19

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 934

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Zamilkł momentalnie w chwili, w której dziewczyna wypowiedziała na głos imię, którego wolałby nie słyszeć. Nie było szansy na to, że nie zauważyła tego, jak się spiął- zacisnął zęby, a jego łokcie przywarły do tułowia. Kiedy się zorientował, jak się zachowuje, w myślach powiedział do siebie: hej, Oh, wyluzuj. Wymusił uśmiech i wcale nie krył tego, że był wymuszony.
     -Dlaczego zmuszasz mnie do mówienia akurat o Warrenie Dayu.- Nie podkreślił znaku zapytania. –On jest nieprzewidywalny, nie wiem, czy by przybiegł, ale gdyby był obok pewnie by mu się to nie spodobało.- Nie był pewny, czy zdania, które wypowiadał miały sens. Nie był pewny, czy nie były naciągane. Dlatego też następne słowa dziewczyny przemilczał- nie miał ochoty dłużej rozmawiać ani o Warrenie, ani o Jeffie. Żartu nie zrozumiał, dlatego na zaczepne pytanie Pearl pokiwał głową potulnie, jak figurka pieska w samochodzie. O wiele bardziej interesującą opcją tematu było liceum.
     -Eugene też- potwierdził. –I pamiętam, że nią była. Pamiętam też, że jeżeli komuś o tym powiem, przejedzie mnie swoim motocyklem. Ale to ty, nikt nie założył nam podsłuchu, a Gemma nie siedzi w tamtych krzakach i nie podsłuchuje, więc… więc spoko. Znałyście się już wtedy, tak?- Jeszcze chwila i zapytałby ją o koszykówkę. To znowu naniosło skojarzenia na Jeffa, więc Savvy cieszył się cicho, że w porę sobie o tym przypomniał.
     Nie spostrzegł, kiedy znaleźli się już na terenie akademickim. Z oddali widział stadion i budynki sal gimnastycznych.
     -Ciekawe ile osób przyjdzie jutro na trening.- Nie oderwał wzroku od budowli w oddali. –Może nie będzie już takich pustek, jak ostatnio. W końcu w piątek jest mecz, a trener dalej nie zatwierdził planu- wspomniał.
     Serce mu się ściskało, kiedy myślał o tym, że mógłby zagrać. Bardzo chciał to zrobić, a nie robienie sobie nadziei robiło się coraz trudniejsze. Nie odważył się zapytać Pearl, czy mogłaby zagrać z nim jeszcze raz przed treningiem, ale jego spojrzenie to na nią, to w kierunku lodowiska mogło nasunąć to na myśl.
     -Tym razem przynajmniej nie musimy nigdzie tłuc się busem. W zamian za to reporterzy dopadną nas wcześniej. Tak, zdecydowanie już żyję piątkiem. Boję się tylko nazwiska Chase.- Ostatnie zdanie wypowiedział niekontrolowanie ciszej. Nie żałował, że poruszył ten temat, choć ani on, ani Pearl nie zobowiązali się do tego, że będą go zażarcie kontynuować. Ale im dłużej razem szli, tym swobodniej się przy niej czuł. Wspominanie o rzeczach wcześniej niewygodnych, teraz nie było już takie trudne.

Ostatnio zmieniony przez Airi (06-04-2019 o 21h30)


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#107 17-04-2019 o 00h28

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 739

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Chyba poruszyła nieodpowiedni temat. Jednak nie przeszkodziło jej to w kontynuowaniu go.
    — Głównie dlatego, że wydaje mi się twoim przeciwieństwem — stwierdziła bez namysłu.
   Nie spodziewała się, że Savvy będzie bronił Warrena. Choć rzeczywiście, Day najpewniej obiłby twarz Jeffowi zdecydowanie mocniej, niż ona i Oh. Jednak nadal nie widziała go w pozycji pocieszyciela.
   Widziała, że jej żarty już go nie ruszają. Sama też szybko straciła do nich nastrój. Musiała znaleźć inny temat do zajęcia myśli. Liceum było idealne.
    — Nie pozwoliłabym jej — stwierdziła, po poznaniu wątpliwości Sava. — A o tej porze, pewnie jeszcze śpi, nie ma strachu.
   Widząc jakie wrażenie Gemma wywiera na innych, miała ochotę się śmiać. Jej kochana przyjaciółka miała wizerunek psychopatki. Może i coś w tym było... ale Pearl i tak ją uwielbiała.
    — Tak, mieszkałyśmy niedaleko. Przyjaźnimy się od dziecka. — Pearl uśmiechnęła się delikatnie na to wspomnienie. — Wspierała mnie we wszystkim. Gdyby nie ona, pewnie nie miałabym odwagi grać w hokeja. Nie wyobrażam sobie, co bym teraz robiła, gdyby jej nie było. Wydaje mi się, że ty i Eugene macie podobną relację.
   Mogłaby mówić dalej o swojej przyjaciółce. Gdyby zapytał ją o najlepsze wspomnienia, pewnie nie skończyłaby do następnego dnia. Jednak Savvy poruszył temat meczu, a to naprawdę łatwo odwróciło jej uwagę od wszystkiego. Hokej był jej oczkiem w głowie.
    — Myślę, że w tym tygodniu będzie lepiej — stwierdziła. — Przed meczami trener nie przyjmuje żadnych wymówek.
   Przypomniała sobie o informacji od niego. Miał do nich dołączyć nowy gracz. Ciekawe jaki był i ile da od siebie, gdy już do nich dołączy.
    — Tak, zdecydowanie wolę grać na własnym boisku — przyznała. — Nie mogę się doczekać, aż zagramy razem. Dam z siebie wszystko. Żadna prasa, Jeff czy Chase mi tego nie zepsują!
   Cholera, to imię samo cisnęło jej się na usta. Jednak zignorowała jego brzmienie i brnęła w dalszą rozmowę, udając, że wcale nie bolało, a ona już się na to uodporniła.
    — Niech sobie mówią, co chcą. Na meczu zobaczą, że i bez niego dajemy z siebie wszystko i w końcu zapomną — powiedziała, tak optymistycznie jak potrafiła w tym momencie. — A kiedy wróci, skopię mu tyłek za to, że przez niego zmarnowaliśmy tyle czasu.
   Zauważyła, że Savvy raz po raz zerka w kierunku boiska. Robiła to razem z nim. Taki odruch, gdy twoje życie zaczyna obracać się wokół hokeja.
    — Może masz ochotę na mały sparing?—  spytała, dalej walcząc ze wspomnieniami.
   Hokej był dobry na wszystko. Na boisku nie myślała o niczym innym. W głowie miała tylko strategię na zwycięstwo, nic innego, żadnych kibiców, byłych chłopaków, zaginionych kumpli, prasy. Była tylko ona, lód, krążek, kij, dwie bramki, drużyna i przeciwnicy. Reszta świata przedstawiała istnieć i to uczucie było najlepsze na każdy problem.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#108 29-04-2019 o 15h25

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 934

_______________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/523912811617845251/unknown.png

     Savvy mimowolnie odwrócił wzrok i na dobre skupił swoją uwagę na budynku przed sobą. Ukrywanie trapiącej go rzeczy związanej z Warrenem stało się już dla niego naturalne, ale teraz, kiedy jego znajomy z drużyny wrócił, czuł niepokój. Właściwie, Warrena trudno było nazywać znajomym, trudno było nazywać go kolegą, trudno było znaleźć jakąkolwiek nazwę, żeby trafnie go określić. Zdaniem Pearl, Warren i Savvy byli swoimi przeciwieństwami. Zapewne nie spodziewała się, że Savvy będzie próbował bronić go słowami- sam się tego po sobie nie spodziewał. Może po prostu podświadomie próbował udowodnić jej, że zachowanie, które zobaczyła, naprawdę nie pasuje do tego Savvy’ego Oh, którego znała. Dalej się jej obawiał. Była silniejsza, sprawniejsza, miała umiejętności. Chciał, żeby widziała w nim kogoś, kto nie jest ciapą ani dzieckiem, kogoś, kto nie jest kimś, kto ma niewinną twarz i tak też się zachowuje. Ale przyszło co do czego i wolał już być słabeuszem niż osobą, która dała wyprowadzić się z równowagi.
     W tamtej chwili uznał, że nie będzie próbował nikogo udawać, że będzie przy niej po prostu sobą. Może jeszcze wszystkiego nie zaprzepaścił, może uda mu się zbliżyć do Pearl, zaprzyjaźnić się z nią. Zawsze chciał mieć „kumpla” z drużyny. No i nie mógł zawsze oglądać się na Eugene, nie, kiedy Eugene potrafił znaleźć sobie innych znajomych.
     -Ach- westchnął krótko. –Coś w tym jest.
     Słuchał opowieści o Gemmie i liceum, ale dopiero, kiedy temat zmienił się na hokej, uśmiechnął się.
     -To jeszcze nie jest pewne. Wszystko okaże się jutro, chociaż dzisiaj okazało się, że mamy nowego zawodnika, a inny wraca z długiej nieobecności. Jeśli ten pierwszy jest dobry, a pewnie jest, bo byle kogo nie przyjmują po zakończeniu naboru, a ten drugi uprze się jak jakiś osioł, żeby zagrać, z mojej gry będzie gwizdek.- Przymrużył oczy, a jego uśmiech nie zniknął, jednak stał się delikatniejszy.
     Wypowiadała się o Ethanie tak, jakby wyjechał na wakacje i nikomu o tym nie powiedział, a do tego zamierzał wrócić bez zapowiedzi, ale zamierzał to zrobić na pewno. Savvy był bardziej pesymistyczny, ale nie zamierzał burzyć tej pogodniejszej wersji. Imię Jeff zignorował, po prostu je pominął, jakby nie było istotne.
     -Ale, ale… ja też dam z siebie wszystko!- dodał szybko. I zdecydowanie głośniej, niż zamierzał.
     Po spontanicznej propozycji pokiwał głową zdecydowanie. Chciał zagrać z Pearl. Wiedział, że zarówno jej jak i jemu, wyszłoby to na dobre.
     -Chętnie- dopowiedział. –Tyle, że ktoś tam chyba już jest.
     Kiedy podeszli bliżej, mogli usłyszeć radosne okrzyki przez drzwi, których używały osoby zasiadające na trybunach. Naturalnie, były one zamknięte. Jeżeli chcieli wejść, musieli użyć tych, które prowadziły na lodowisko przez korytarz, szatnie i inne niezbędne pokoje. Sav jednak nie miał złudzeń, co do tego, kto mógł tak krzyczeć. Popatrzył na Tikaani porozumiewawczo, jakby miała wyczytać jakieś zdanie z jego wzroku. Jego entuzjazm trochę opadł, ale postanowił, że ostateczną decyzję czy tam wejdą, czy nie, pozostawi Pearl.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#109 07-05-2019 o 20h26

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 739

-------------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/181215/93fdd286e9d6ffc06c3bbe75428ff6c2.png
   Podczas spaceru Pearl zdążyła już zapomnieć o bólu dłoni. Gdzieś po drodze lód się roztopił i woreczek wypełniony wodą wyrzuciła do jednego z koszy przy drodze. Rozmowa z Savvym była tak spokojna, że mogła idealnie uspokoić rozszalałe nerwy Pearl. Dopóki nie nawinął się temat hokeja działający na dziewczynę jak wypicie sześciu kaw naraz.
    — Wszystko zależy od trenera. Ale nie wiem czy wystawiłby nowego do meczu dzień po jego dołączeniu, a War miała taką przerwę od gry, że też powinien się dwa razy zastanowić — stwierdziła.
   Chyba tylko podczas rozmów o hokeju potrafiła wykazać się elokwencją i jasnością umysłu. To mogło świadczyć, że dziewczyna naprawdę daje sobie radę, gdy się do czegoś przyłoży lub po prostu ma obsesję na punkcie hokeja i tylko tyle.
    — I to jest prawidłowa postawa — zawołała i nieco zbyt mocno klepnęła go w plecy.
   Podchodząc bliżej lodowiska zaczęła słyszeć to samo, co Savvy. Ktoś już tam był. Najpewniej nawet rozpoczął już mecz.
    — Ech, jeśli już zaczęli grać, to i tak się nie wkręcimy — stwierdziła.
   W tym samym momencie spojrzała w dół na swoje ubrania i zdała sobie sprawę, że nawet jakby chciała, to w takich ciuchach raczej nie mogłaby grać na sto procent. Nawet o tym wcześniej nie pomyślała. Z drugiej strony, Gemma mogła nadal spać, a im bliżej popołudnia tym jej sen stawał się lżejszy. Budzenie Cadler po imprezie, nawet gdy minęło już południe, było misją tylko dla kamikaze.
   Przypomniała sobie jednak o jednym z miejsc, w które planowała kiedyś zaprosić Jeffa. Tor wrotkarski znajdujący się niedaleko kampusu nie był może zbyt duży i popularny, ale z tego, co wyczytała w internecie dowiedziała się, że miał w sobie niesamowity staromodny klimat i styl. Oczywiście wrotki i jazda na łyżwach były do siebie na tyle podobne, że Tikaani zaświeciły się oczy na sam widok, jednak mina Jeffa jasno mówiła, co o tym sądzi. Przełożyli wizytę na bliżej nieokreślony termin i najwyraźniej już nigdy się tam razem nie znajdą.
    — Umiesz jeździć na wrotkach? — spytała. — Kilka ulic stąd jest tor wrotkarski w stylu dawnych lat. Może to nie łyżwy, ale i tak dobre ćwiczenie. No i mają tam świetne sorbety. Choć nie wiem czy już nie jest na nie za zimno.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 3 4 5